USA: liberalne media płaczą nad „abortowanymi prosiaczkami”

Data: 05.05.2020 18:30

Autor: kisiel

pch24.pl

„Reuters” utyskuje na zachowania amerykańskich rolników, którzy z powodu spadku popytu na mięso decydują się na eliminację inwentarza. Liberalny portal opisuje przytaczaną historię za pomocą dramatycznych sformułowań, np. „aborcja prosiaczków”, których próżno szukać gdy porusza zagadnienie zabijania dzieci poczętych.

#newsy #newsyzeswiata #prosiaki

Przepraszam za wpis @ProsiakZnadJeziorWarmii

Data: 14.10.2019 08:41

Autor: ProsiakZnadJeziorWarmii

Z FB fotografia i historia

Z maciorą na szafot. Egzekucji musiały się przyglądać stada świń z całej okolicy.

Przed obliczem sprawiedliwości stawały w eleganckich ubraniach i z obrońcami u boku. Zeznania wymuszano na nich torturami, ponoć niektóre nawet przyznawały się do zarzucanych im występków. W średniowieczu zwierzęta stawiano przed sądem, jakby były odpowiedzialnymi za swe czyny ludźmi.

W pierwszych miesiącach roku 1386 w normandzkim miasteczku Falaise odbyło się niezwykłe widowisko. Pewna trzyletnia maciora, oskarżona o zamordowanie niemowlęcia, została okaleczona, a następnie stracona na miejskim szafocie w obecności mieszkańców miasteczka, wieśniaków, wicehrabiego oraz… stada świń.

Publiczną egzekucję zwierzęcia poprzedził dziewięciodniowy proces, w trakcie którego maciorę traktowano jak każdego innego oskarżonego. Aby to podkreślić, ubrano ją w kubrak i pludry, a na przednie racice włożono białe rękawiczki*. Świnię trzymano w areszcie pod kluczem, wyznaczono jej strażnika, dostarczano pożywienie. Zapewniono jej także obrońcę, który jednak – zważywszy na marny los zwierzęcia – nie sprawił się zbyt dobrze. Wiemy o tym, ponieważ zachowały się rachunki za wszystkie wymienione usługi. W księgach notarialnych widnieją również sumy wypłacone przez lokalne władze rzemieślnikom stawiającym szafot oraz samemu katowi.

Nie tylko proces maciory – która, jak dowiedziono, odgryzła trzymiesięcznemu niemowlęciu ramię i pół twarzy, co było bezpośrednią przyczyną śmierci dziecka – był widowiskowy.

Nie szczędzono również starań, by egzekucja przyciągnęła jak największe rzesze ludzi. Najpierw odczytano wyrok, następnie skazaną, wciąż ubraną w ludzki strój maciorę zawleczono na przedmieścia, gdzie na placu targowym stał już przygotowany szafot. Tam w obecności zgromadzonych widzów oraz sprawującego władzę sądowniczą w regionie wicehrabiego Falaise kat najpierw okaleczył świnię, naśladując sposób, w jaki ona okaleczyła niemowlę, czyli odciął jej ryj i rozciął udo. Następnie powiesił ją za tylne nogi i zostawił, by się wykrwawiła. Na pysk założył jej maskę imitującą ludzką twarz. Gdy tak umęczona maciora wydała już ostatnie tchnienie, jej martwe ciało włóczono końmi wokół placu targowego. Wreszcie poszarpane członki złożono na stosie i publicznie spalono. Całej egzekucji musiał się przyglądać ojciec zamordowanego niemowlęcia, dla którego miała być to kara za pozostawienie dziecka bez opieki, a także stada świń zebrane z całej okolicy, by uczestnictwo w kaźni służyło im za naukę moralności.

Proces był tak istotnym wydarzeniem w Falaise, że został nawet upamiętniony freskiem w kościele Świętej Trójcy. Malowidło zamówione przez wicehrabiego Falaise niestety nie dotrwało do naszych czasów.

Moralność zwierzęcia

Procesy zwierząt rozpoczęły się w średniowiecznej Europie w XIII wieku i odbywały się z różną częstotliwością przez kolejne trzy wieki. Na szafot powędrowała bliżej nieznana liczba świń, koni, krów i innych zwierząt hodowlanych, a rzesze gryzoni, robaków i owadów obrzucono anatemą. Znakomity mediewista Michel Pastoureau w książce "Średniowieczna gra symboli" dzieli procesy zwierząt na trzy kategorie: Po pierwsze te, które są wytoczone zwierzętom domowym (wieprzom, wołom, koniom, osłom i psom) pojedynczo za to, że zabiły albo ciężko zraniły mężczyznę, kobietę lub dziecko. Mamy tu do czynienia z procesami kryminalnymi; władze kościelne nie interweniują. Po drugie procesy zbiorowe wytaczane takim zwierzętom jak duże, dziko żyjące ssaki (dziki, wilki) dewastujące pola czy zagrażające ludziom lub – znacznie częściej – procesy wytaczane zwierzętom niewielkich rozmiarów (gryzonie, insekty, 'robactwo') niszczącym zbiory. To plagi.

Pierwsze przepędza się za pomocą obław organizowanych przez władze świeckie, drugie wymagają interwencji Kościoła uciekającego się do egzorcyzmów, a nieraz do anatem, klątw i ekskomuniki. (…) Takie praktyki łączą rytuał liturgiczny z rytuałem sądowniczym; interweniuje zarówno egzorcysta, jak i sędzia duchowny danej diecezji.

Istnieje też trzeci rodzaj procesów: chodzi tu o procesy, w których zwierzęta uczestniczą w zbrodni sodomii. Procesy te są trudne do zbadania z powodu braku dokumentów, które znikły być może wraz z oskarżonymi. Nieraz mężczyzna (lub kobieta) wraz ze zwierzęciem (uznanym za wspólnika) zostają żywcem zaszyci w worku, razem z tekstem wyroku, i spaleni na stosie zapewne po to, aby nie pozostał żaden ślad po równie ohydnym czynie. Z powodu słabej dokumentacji trudno stwierdzić, jak częste były w średniowieczu podobne zbrodnie.

Zachowały się jednak dokumenty związane z Michelem Morinem, handlarzem win z Baugé w Anjou, oraz jego – rzekomą – skłonnością do pewnej owcy. Ten 65-letni zamożny handlarz w roku 1553 został oskarżony przez swoją młodą żonę Katarzynę o spółkowanie ze specjalnie nabytą w tym celu owcą. Do zbliżeń miało dojść trzykrotnie, a jak zeznał sąsiad handlarza – aptekarz i kochanek jego żony – Morin miał oznajmić, że "woli swoją owieczkę od żony". Skłonność do sodomii miał potwierdzić służący Morinów, także będący kochankiem Katarzyny. Sędzią w tym procesie był proboszcz z Baugé. Nieszczęsny handlarz na sam widok narzędzi tortur, których używano do przesłuchań, przyznał się do winy, zastrzegł jednak, że do zbliżenia z owcą doszło jedynie raz, a nie trzy razy. Niemniej zarówno jego losy, jak i losy owcy były już przesądzone. 15 stycznia 1554 roku Michele Morin został skazany na śmierć przez powieszenie, a jego zwłoki złożono do worka wraz ze zwłokami owcy i spalono. W wyniku konfiskaty majątek oskarżonego przekazano jego młodej żonie, która zaledwie dwa lata po śmierci męża stanęła na ślubnym kobiercu z aptekarzem.

Gangi dzikich świń

Zwierzęciem, które najczęściej trafiało w średniowieczu na ławę oskarżonych, była świnia. Wynikało to z dwóch przyczyn. Po pierwsze, wieprze i maciory nie były zamykane i trzymane z dala od ludzi, ale chodziły wolno. Widok świń spacerujących po miastach nie był niczym nadzwyczajnym, wręcz uważano je za swego rodzaju "czyścicieli", ponieważ te wszystkożerne zwierzęta zjadały zalegające wszędzie odpadki. Widywano je na targach, ulicach, w prywatnych ogrodach, a nawet na cmentarzach, gdzie próbowały wykopywać zwłoki. Jeszcze w XX wieku widok świni chodzącej swobodnie po Neapolu nie budził niczyjego zdziwienia. Drugą przyczyną było przekonanie o podobieństwie człowieka i świni. Mówimy w końcu o czasach sprzed narodzin teorii ewolucji. O małpach nikt wtedy jeszcze nie myślał, za to świnie ze swoją pozbawioną futra skórą, jasnymi oczami, długim jak u ludzi układem pokarmowym już w tamtych czasach wykorzystywano, by przyszłych lekarzy uczyć anatomii człowieka.

Co ciekawe, to średniowieczne przekonanie o bliskości naszych gatunków zostało całkiem niedawno potwierdzone naukowo. Opublikowane dwa lata temu badania wskazują na to, że świnie i naczelne łączy ewolucyjne pokrewieństwo. Ze względu na podobieństwo narządów wewnętrznych świnie i dziś są chętnie używane w medycynie, a doniesienia o pierwszej udanej hybrydzie świni i człowieka dają naukowcom nadzieję na możliwość "wyhodowania" organów, które następnie będzie można przeszczepiać chorym ludziom. To, co obecnie przynosi nam nauka, było niejako pojmowane intuicyjnie przez naszych praprzodków, którzy jednak oczekiwali od wieprzy także cechy typowo – wydawałoby się – ludzkiej, a mianowicie moralności.

Właśnie dlatego za popełnienie czynu karalnego odpowiada zwierzę, a nie jego właściciel. To zwierzę jest zawsze winne. Wymusza się na nim nawet zeznania. Pastoureau przytacza historię pewnej maciory, która w 1457 roku w Savigny-sur-Étang w Burgundii, poddana torturom, przyznała się (!) do zabicia i częściowego pożarcia pięcioletniego Jehana Martina, przy czym biesiadowała razem ze swym potomstwem – sześcioma prosiętami. Co ciekawe, prosięta uniewinniono, a na karę śmierci skazano jedynie ich matkę.

Zdarza się, że czynnikiem dodatkowo obciążającym jest okres, w którym zwierzę dopuściło się zbrodni. W 1394 roku w Mortain w Normandii pewnego wieprza wleczono po ziemi i okaleczono przed powieszeniem, ponieważ nie tylko zabił dziecko i w połowie je pożarł, ale też uczynił to w piątek, dzień postu.

Ekskomunika w walce z insektami

W krajach alpejskich często dochodziło do procesów zbiorowych na szkodnikach. Wytaczano je myszom, szczurom, wołkom zbożowym, przeróżnym chrząszczom, gąsienicom i innym. Żyjący na przełomie XV i XVI wieku znawca prawa Barthélemy de Chasseneuz pośród wielu prac pozostawił również rozprawę, w której omawia liczne "zwyczajowe procedury stosowane wobec zwierząt wyrządzających szkodę". Twierdzi, że małe zwierzęta powinny stanąć przed obliczem sprawiedliwości, należy je pozwać, a jeśli nie mogą stawić się w sądzie osobiście, trzeba przydzielić im pełnomocnika z urzędu. Takie sprawy powinien rozpatrywać sąd biskupi, który ma prawo pod groźbą ekskomuniki nakazać oskarżonym opuszczenie danego terytorium.

Najstarsze świadectwo takiego procesu pochodzi z roku 1120 z diecezji Leon. Biskup Barthélemy, "(…) zupełnie jakby miał do czynienia z heretykami, potępia i ekskomunikuje' myszy polne i gąsienice, które opanowały pola. W następnym roku tak samo zabiera się do much. (…) Począwszy od XIV wieku, podobne wypadki stają się dość częste i sytuacja ta utrzymuje się do początku czasów nowożytnych. W 1516 roku biskup Troyes, Jacques Raguier, rozkazuje szarańczy, która spadła na winnice w rejonie Villenauxe, opuścić diecezję w terminie sześciu dni pod groźbą ekskomuniki. Przy okazji przypomina swoim owieczkom, że mają 'wystrzegać się zbrodni i nie oszukiwać przy płaceniu wyznaczonej dziesięciny'. Podobna groźba zostaje sformułowana w diecezji w Valence w 1543 roku i jest skierowana przeciwko ślimakom, a także w Grenoble w 1585 roku – przeciwko gąsienicom. W tym ostatnim przypadku oficjał, zanim wyda wyrok o ekskomunice, proponuje uprzejmie gąsienicom, by się wycofały na tereny nieuprawne, które zostaną im przyznane. Próżny trud. Jednak podobne oferty zostaną złożone pewnym insektom jeszcze w XVII, a nawet w XVIII wieku" – pisze Pastoureau.

Każde żywe stworzenie podlega prawu

Najczęściej jednak przed sądem stawały zwierzęta oskarżone o zabójstwo dorosłego lub dziecka. W takim wypadku zwierzę należało pojmać, umieścić w areszcie, następnie przeprowadzić śledztwo, wszcząć proces i postawić je w stan oskarżenia. Sędzia przesłuchiwał świadków, porównywał zeznania, po czym wydawał wyrok, który odczytywano oskarżonemu w celi. Od tej chwili zwierzę przechodziło w ręce władz publicznych, na polecenie których kat wymierzał karę. Zwykle była to śmierć przez powieszenie, spalenie na stosie lub uduszenie, a w przypadku zwierząt dużych gabarytowo, np. wołów – ścięcie toporem. Zwierzęta niekiedy też topiono lub zakopywano w ziemi. Często karze śmierci towarzyszyło wystawienie na widok publiczny i poniżenie.

Dlaczego zadawano sobie tyle trudu? Dla przykładu. "W kulturze średniowiecznej jest inaczej: zwierzę ma służyć jako przykład. Wymiar sprawiedliwości, stawiając zwierzę przed sądem, sądząc je i skazując (lub uniewinniając) według określonego rytuału, zawsze 'daje przykład'. Nie jest to 'daremna sprawiedliwość' (…), lecz akt konieczny, by stało się zadość 'dobrej sprawiedliwości'. Nic nie może umknąć jej karzącej dłoni, nawet zwierzę. Każde żywe stworzenie podlega prawu" – twierdzi Michel Pastoureau.

Chociaż pomysł sądzenia zwierząt tak, jakby były ludźmi, wydaje się szaleństwem, Fleur Daugey, autorka książki "Sekrety zwierząt. Złap trop i podążaj za śladem", w rozmowie ze mną podkreśla, że w średniowieczu zwierzęta przynajmniej miały obrońców: W tamtych czasach ludzie uważali, że zwierzęta są odpowiedzialne za swoje czyny tak samo jak ludzie. Tym samym w pewnym sensie dawali im prawa, czego wyrazem był fakt, że oskarżonym zwierzętom przyznawano obrońcę. Niektórzy śmieją się z tych praktyk jako niecywilizowanych, ale z drugiej strony my, współcześni i ponoć cywilizowani ludzie, w sytuacji gdy jakiś pies pogryzie dziecko, skazujemy go na śmierć bez jakiegokolwiek procesu, nie dając mu prawa do obrony. Czyli uznajemy, podobnie jak ludzie w średniowieczu, że zwierzę powinno ponieść odpowiedzialność za swoje czyny, lecz odmawiamy mu możliwości obrony. A przecież większość agresywnych psów nie stała się takimi z własnej woli, lecz w wyniku złego traktowania lub wręcz tresury. W takiej sytuacji obrońca mógłby wykazać, że zachowaniu psa winny był właściciel, a samo zwierzę mogłoby zostać poddane resocjalizacji, zamiast skazane na śmierć – przekonuje pisarka.

Patrząc na procesy zwierząt pod tym kątem, można uznać, że średniowiecze w swój szalony i niepowtarzalny sposób dało zwierzętom więcej praw, niż dajemy im my.

*Wszystkie informacje na temat procesu maciory w Falaise pochodzą z książki Michela Pastoureau, "Średniowieczna gra symboli", wydanej przez Oficynę Naukową.

Źródło: gazeta.pl

Autor: Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

#prosiaki #historia

Data: 28.04.2019 10:53

Autor: Lurker2019

Wczoraj wskoczyłem na rower,ponad 10 lat nie jeździłem,stałem się panem tuszą, masa krytyczna,oponka zimówka, bojler piwny.itp Tak teraz wziąłem się za moje posiedzenie:).A przedtem ktoś mi zmiótł przed oczami rower,miałem tylko na chwilkę podskoczyć do sklepu,wracałem do roboty piechotą:) i potem wszystkie smaczki rowerzysty,poszły w las,a ja kupiłem lapka i się zasiedziałem na wiele lat.A tak w skrócie to była masakra wczoraj,dziś pada więc znów przed…..

#prosiaki #przegryw #sport #rowery #bojler #lenistwo #nowaszajba

Data: 26.02.2019 11:43

Autor: Lukmar

Czemu wg wikipedii dzik jest w rzędzie cetartiodactyla, ale ja się wejdzie w artykuł o rodzinie świniowatych to ta już należy do rzędu parzystokopytnych? ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Dzik eaurazjatycki

Świniowate