#Polska Zamek w Stobnicy: 7 zatrzymanych! Pamiętacie budowlę w sercu Puszczy Noteckiej?

Data: 17.07.2020 18:58

Autor: ziemianin

pap.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Polska #puszcza #zamek #parwo #przestepczosc #policja #prokuratura #ochronaprzyrody

Na polecenie prokuratury funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu zatrzymali w czwartek 7 osób mających związek m.in. z udzieleniem zgody na budowę obiektu na skraju Puszczy Noteckiej. Chodzi o słynny zamek w Stobnicy.

#Polska Zamek w Stobnicy: 7 zatrzymanych! Pamiętacie budowlę w sercu Puszczy Noteckiej?

Stobnica, Zamek w Puszczy Noteckiej, film z drona

Zamek w Stobnicy nielegalny

Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Łukasz Wawrzyniak potwierdził w czwartek PAP, że w związku ze śledztwem dotyczącym realizacji nielegalnej inwestycji na obszarze chronionym Natura 2000 zatrzymano łącznie siedem osób.

Prokurator w tej chwili przesłuchuje te osoby

– dodał. Mówiąc o budowli jaką jest zamek w Stobnicy.

Wśród zatrzymanych są inspektorzy Powiatowego Nadzoru Budowlanego w Obornikach, funkcjonariusze Wydziału Architektury i Budownictwa w Starostwie Powiatowym w Obornikach, osoby reprezentujące inwestora oraz architekt i główny projektant inwestycji

– powiedział.

Zamek w Stobnicy – będą zarzuty?

Podejrzewanym mają zostać postawione zarzuty dotyczące m.in. przestępstw urzędniczych, takich jak nadużycie uprawnień, niedopełnienie obowiązków, a także przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów oraz przeciwko środowisku.

Wawrzyniak wyjaśnił, że w toku śledztwa ustalono, że zamek w Stobnicy (pow. obornicki) zagraża środowisku i powstała wbrew przepisom ustawy o ochronie przyrody na Obszarze Specjalnej Ochrony Ptaków.

Prokurator Okręgowy złożył sprzeciw do wojewody wielkopolskiego od ostatecznej decyzji starosty obornickiego o pozwoleniu na budowę, z uwagi na to, że została ona wydana z rażącym naruszeniem prawa

– powiedział.

Według prokuratury uzyskanie stosownych zezwoleń na realizację inwestycji nastąpiło w wyniku przestępstw.

Zamek w Stobnicy – decyzja wydana z naruszeniem prawa?

Według śledczych decyzja o pozwoleniu na budowę została wydana z naruszeniem prawa związanym m.in. z brakiem prawa dysponowania nieruchomością na cele budowlane, sporządzeniem projektów mostów przez osobę nie posiadającą do tego uprawnień i jego zaprojektowanie niezgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego.

Powstający w Puszczy Noteckiej zamek w Stobnicy ma liczyć 14 nadziemnych kondygnacji i kilkudziesięciometrową wieżę. Budowa jest prowadzona na obszarze Natura 2000. Inwestorem jest poznańska spółka D.J.T.

O inwestycji zrobiło się głośno latem 2018 roku. Wówczas CBA rozpoczęło badanie prawidłowości wydanych decyzji w związku z jej realizacją. W sierpniu 2018 r. minister środowiska polecił Generalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska wszczęcie pilnej kontroli procesu wydania decyzji ws. budowy na terenie Puszczy Noteckiej. Sprawa została też skierowana do prokuratury.

Pod koniec kwietnia ub. roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu poinformowała, że uchyliła decyzję z maja 2015 r. określającą warunki prowadzenia robót dla przedsięwzięcia polegającego na budowie tzw. zamku w Stobnicy. W 2015 r. Regionalna Dyrekcja uznała, że inwestycja w Puszczy Noteckiej nie będzie miała negatywnego wpływu na środowisko.

Powodem wznowienia postępowania i uchylenia poprzedniej decyzji oraz wniesienia sprzeciwu wobec realizacji przedsięwzięcia, było ujawienie w trakcie realizacji inwestycji okoliczności dotyczących powierzchni przekształconej na potrzeby przedsięwzięcia, odbiegającej od deklarowanej wcześniej przez inwestora powierzchni ok. 1,7 ha. Według RDOŚ faktyczna powierzchnia inwestycji przekroczyła 2 ha.

RDOŚ podkreślił, że ma to wpływ na klasyfikację przedsięwzięcia jako" mogącego potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko, dla którego wymagana jest decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach, której inwestor nie przedłożył w toku postępowania pierwotnego". Inwestor odwołał się od decyzji RDOŚ do sądu.

PAP nie udało się w czwartek skontaktować z prezesem spółki, która jest inwestorem przedsięwzięcia jakim jest zamek w Stobnicy.

Były prokurator co prowadził sprawę Blidy trafił do aresztu

Data: 10.07.2020 19:13

Autor: malcolm

tvp.info

#prokuratura

Prokuratura w Ostrowie Wielkopolskim poinformowała o zatrzymaniu i tymczasowym areszcie dla 54-letniego mieszkańca woj. śląskiego. Mężczyzna miał powoływać się na wpływy i podżegać do przekazywania korzyści majątkowych. Jak ustalił portal tvp.info, zatrzymany to Jacek K. – były prokurator, który zajmował się w przeszłości sprawą tzw. mafii węglowej i przekonywał, iż nie znalazł dowodów na korupcję.

Zbigniew Ziobro. Tak "leszczyk o charyzmie galarety" stal się superministrem

Data: 16.06.2020 13:41

Autor: ziemianin

tygodnikprzeglad.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #prokuratura #ZbigniewZiobro #zizu #sady #wymiarsprawiedliwosci

Jarosław Kaczyński wysłał Zbigniewa Ziobro na najtrudniejszy front: rozprawę z sądami. "Zizu" w polityce partyjnej był "leszczykiem". W polityce ulicznej – trzęsącą się galaretą. Ale już w żonglerce ustawami i trikami jest biegły. Właśnie korzysta z drugiej szansy."

Zbigniew Ziobro. Tak "leszczyk o charyzmie galarety" stal się superministrem

"Przygodę z wymiarem sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zaczął już na studiach, prowadząc śledztwo przeciwko swoim kolegom

Na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego trudno znaleźć profesorów, którzy zapamiętali studenta Zbigniewa Ziobrę. Nie wyróżniał się ani wynikami w nauce, bo na koniec miał średnią 3,84, ani też działalnością w kołach naukowych czy organizacjach studenckich. Bardziej zapamiętali go księża z podyplomowych studiów homiletyki przy krakowskiej Papieskiej Akademii Teologicznej, gdzie uczył się sztuki kaznodziejstwa. Wraz z księżmi z całej Polski poznawał sztukę komunikowania się z ludźmi, przekonywania ich do wartości chrześcijańskich, pośredniczenia między człowiekiem a Bogiem. Uczył się tam tłumaczenia wiernym bożych wartości, a może bardziej przekonywania ich do własnych poglądów. Ks. dr hab. Wiesław Przyczyna, twórca tych studiów uczących księży wygłaszania kazań, zapamiętał Ziobrę jako zdolnego absolwenta.

Dlaczego obecnemu ministrowi sprawiedliwości nie wystarczały na studiach prawniczych zajęcia z retoryki? Być może już wtedy przygotowywał się do wystąpień na forum publicznym, chociaż kolegom ze studiów mówił tylko, że chce być prokuratorem.

Prokuratorem jednak Zbigniew Ziobro nie został, choć odbył aplikację w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach i w 1997 r. zdał egzamin prokuratorski. Podobno miał z tym kłopoty i dlatego nie objął stanowiska asesora prokuratorskiego, ale jak było naprawdę, trudno stwierdzić. W swoim życiu przeprowadził osobiście tylko jedno śledztwo, które trwało 10 lat i skończyło się jego porażką. A śledztwo dotyczyło dwóch najbliższych kolegów ze studiów – Jarka i Marka. Trudno dzisiaj zrozumieć postępowanie ministra Ziobry bez poznania metod śledczych studenta Ziobry.

Donos prewencyjny

Do czasu studiów w Krakowie Zbigniew Ziobro przebywał w Krynicy, gdzie jego ojciec, dr Jerzy Ziobro, pełnił w latach 1961-1997 kolejno funkcje ordynatora i dyrektora Szpitala Uzdrowiskowego, zastępcy lekarza naczelnego, a potem dyrektora ds. lecznictwa Uzdrowiska Krynica-Żegiestów. W liceum w jednej ławce siedział z Jarosławem G. Ich rodzice również się przyjaźnili i dlatego gdy Zbigniew dostał się na prawo, a Jarosław na rolnictwo, padła propozycja, aby zamieszkali we wspólnie wynajętym mieszkaniu.

Na swoim roku studiów Jarosław G. poznał pochodzącego z Radoczy koło Wadowic Marka K. i przedstawił go Zbigniewowi Ziobrze. Odtąd dwaj „rolnicy” i prawnik stanowili trójkę przyjaciół. Aż tu pewnego dnia Zbigniew oznajmił Jarkowi, że ma on się wyprowadzić. Jako oficjalny powód podał, że przyjeżdża do niego ojciec i musi mieć wolne łóżko. Jarek nie mógł zrozumieć tej nagłej decyzji kolegi, z którym przyjaźnił się od dzieciństwa. Pytali też o to sędziowie w czasie rozpraw.

– Celowo go okłamałem, że nie będzie mógł u mnie mieszkać z powodu przyjazdu ojca, a taką decyzję powziąłem, gdyż nie odpowiadała mi jego postawa wobec życia, jego poglądy – powiedział w sądzie.

Jak wyjaśnił Zbigniew Ziobro na następnych rozprawach, te niesłuszne poglądy Jarka to jego stosunek do życia, chęć zabawienia się kosztem innych. To samo zarzucił Markowi. Zupełnie jednak stracił zaufanie do Jarka, gdy ten wyprowadził się do akademika i oddał mu klucze. Zbyszek popatrzył na przekazane dwa klucze, do bramy na dole oraz do mieszkania, i zarzucił Jarkowi, że nie są to te same klucze, które razem dorabiali. Jarek zaprzeczał, ale Zbyszek był pewien, że Jarek wyprowadzając się, musiał dorobić sobie zapasowy komplet.

Zaraz po wyprowadzeniu się kolegi Ziobro złożył na policji doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez swoich kolegów, Jarka i Marka, którzy najprawdopodobniej dorobili klucze do jego mieszkania. Gdyby więc doszło do kradzieży, to policja ma informacje, gdzie szukać sprawców. Takie profilaktyczne wskazanie ewentualnych przestępców. Kto inny, zamiast angażować policję, zapewne wymieniłby po prostu wkładkę w zamku po wyprowadzce współlokatora. Tylko że w takim przypadku nie byłoby ścigania przestępców.

Metody śledztwa

Po wytknięciu kolegom niesłusznych poglądów i przedstawieniu zarzutów, że Jarek dorobił dodatkowy komplet kluczy, logiczne byłoby zerwanie wzajemnych kontaktów. Tak się jednak nie stało. Zbigniew Ziobro zataił przed nimi informację, że był na policji, incydent uznał za niebyły i jakby nigdy nic spotykał się z Jarkiem i Markiem. Obydwaj nie wiedzieli, że są w kręgu podejrzenia ich kolegi, który prowadzi przeciwko nim swoje śledztwo.

Cała trójka spotkała się na imprezie w akademiku u Jarka, gdzie Zbyszek obydwu kolegom pożyczył sporą kwotę. Oddali mu w terminie, po dwóch miesiącach, i jeszcze trochę dołożyli. Następna impreza odbyła się w mieszkaniu Zbyszka, gdzie koledzy przynieśli butelkę, aby odwdzięczyć mu się za pożyczkę. Wypili alkohol, pogadali i wtedy Zbigniew Ziobro po raz kolejny doszedł do wniosku, że mają niesłuszne poglądy i nie jest to dla niego towarzystwo. Nic im jednak nie powiedział i kontaktów nie zerwał.

Niedługo po tej ostatniej imprezie Zbigniew Ziobro zaczął odbierać najpierw głuche telefony, potem z wyzwiskami pod jego adresem. Przypuszczał, że to telefonował Marek, ale nie był pewien, więc nie zgłaszał niczego na policję. Potem nadchodziły anonimy z wyzwiskami. Gdy ktoś 12 razy zatelefonował do rodziców Ziobry w Krynicy i mówił o Zbigniewie jako „synu czerwonej krynickiej świni”, miarka się przebrała. Dr Jerzy Ziobro przyjechał do Krakowa i nakłonił syna do zgłoszenia sprawy na policję. Zbigniew Ziobro stwierdził, że najpierw musi złapać sprawców.

W kręgu podejrzenia znaleźli się jego dwaj niedawni przyjaciele, Jarek i Marek, z którymi postanowił nadal się spotykać, tym razem w celach śledczych. Na wszystkie spotkania przychodził z ukrytym magnetofonem i rejestrował ich przebieg. Wracał do domu i porównywał głosy biesiadników z głosami z telefonu. Nadal podejrzewał, że anonimowym dzwoniącym jest Marek, ale nie był pewien i dlatego postanowił zrobić prowokację. W jednym z pubów pokazał Markowi wyciąg ze swojego konta w biurze maklerskim, z którego wynikało, że zarobił 100 mln, oczywiście w starych złotych. Tak rzeczywiście było, gdyż szczęście mu wtedy na giełdzie dopisywało.

Prowokację uznał za udaną, bo wkrótce w anonimach znalazło się żądanie okupu, najpierw 5 mln, potem 30 mln starych złotych. Nadawca znał dokładnie jego adres wraz z kodem pocztowym, wiedział, że nie należy do biednych, ale co do charakteru pisma Zbigniew Ziobro ciągle nie był pewien.

Następną prowokacją była próba kupienia od obydwu kolegów narkotyków. Też zjawił się na spotkaniu z włączonym magnetofonem, ale Jarek i Marek stwierdzili, że nie mają nic z tych rzeczy do sprzedania.

Potem Ziobro zauważył, że anonimy przychodzą zawsze tydzień przed wizytą Jarka u niego w domu, a następnie tydzień później. Pokazywał je Jarkowi, ale on nie reagował. W czasie jednej z wizyt Zbyszek wyraził zdziwienie, że ktoś pisze ręcznie, bo przecież łatwo poznać charakter pisma. Trudniej byłoby rozszyfrować nadawcę, gdyby je pisał literami drukowanymi. Kolejny anonim był już tak napisany.

Zbigniew Ziobro po zgromadzeniu materiału dowodowego, w którym za autora telefonów i anonimów uznał Marka K., złożył formalne doniesienie o przestępstwie. Wcześnie rano po Marka K. przyjechali policjanci, skuli go i przewieźli na komisariat. Do niczego się nie przyznał i wypowiedział kilka uwag na temat stanu głowy swojego kolegi. Również Jarek był przesłuchiwany i też nie przyznał się do pomagania w pisaniu anonimów.

Sądy różnych instancji pytały Ziobrę, dlaczego sam prowadził śledztwo, zamiast powiadomić policję. Za każdym razem odpowiedź była jednakowa: – Nie miałem zaufania do policji, obawiałem się, że podejdą do tego rutynowo. Chciałem przeciwstawić się sprawcom w sposób aktywny.

Praca dla grafologów

Wiosną 1994 r. Marek K. został oskarżony o telefonowanie i pisanie anonimów do swojego kolegi, Zbigniewa Ziobry, w których miał mu grozić pozbawieniem życia i żądać okupu. W trakcie procesu sąd odrzucił cały materiał dowodowy zebrany przez Ziobrę, występującego jako oskarżyciel posiłkowy, i swój werdykt oparł jedynie na ekspertyzie grafologa prof. Antoniego Felusia, który stwierdził, że to Marek K. był autorem anonimów. Sąd skazał go na rok pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzy lata i 5 mln starych złotych grzywny. Ziobro triumfował, choć jego praca w postaci wielu taśm z nagraniami pijących wódkę kolegów nie została doceniona.

Marek K. odwołał się od tej decyzji, żądając drugiej ekspertyzy, i w następnym procesie został uniewinniony, gdyż biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych stwierdzili, że nie można jednoznacznie stwierdzić, iż anonimy są pisane jego ręką.

Na skutek apelacji wniesionej przez obydwie strony Sąd Wojewódzki podtrzymał wyrok uniewinniający Marka K. Na skutek wniosku o kasację wniesionego przez pełnomocnika Zbigniewa Ziobry przez pięć lat sprawą zajmował się Sąd Najwyższy, który wyszedł z założenia, że w przypadku sprzeczności pomiędzy dwiema ekspertyzami należy powołać trzeciego biegłego, i przekazał sprawę ponownie Sądowi Okręgowemu w Krakowie, który zlecił ekspertyzę Centralnemu Laboratorium Kryminalistycznemu Komendy Głównej Policji. Po bardzo dokładnych badaniach, które – jak wynika z kosztorysu – trwały 174 godziny, biegli Komendy Głównej Policji wykluczyli, by Marek K. był autorem anonimów.

Ten wyrok znowu został przez prokuratora i pełnomocnika Ziobry zaskarżony i w kolejnym procesie, przed sądem odwoławczym, Marek K. został już ostatecznie uniewinniony.

Metody Ziobry

W czasie tych toczących się 10 lat procesów sąd wielokrotnie wyrażał zdziwienie dowodami przedstawionymi przez śledczego Ziobrę.

Oto np. powołał on na świadka swojego młodszego brata Witolda, prawnika (obecnie doradcę PiS w Parlamencie Europejskim), który stwierdził, że głos w słuchawce jest głosem Marka K. Po takim oświadczeniu sąd spytał, jak świadek mógł zidentyfikować głos w słuchawce, skoro nigdy wcześniej oskarżonego nie spotkał, a na sali sądowej nie zdołał on jeszcze nic powiedzieć.

Poszczególne sądy zupełnie zlekceważyły dorobek Ziobry w nagrywaniu kolegów, prowokowaniu, analizowaniu ich zachowań. Jeden z sędziów napisał nawet, że jest zdziwiony przedstawianiem takich dowodów przez prawnika.

Jarek i Marek dopiero po kilku latach dowiedzieli się, że byli zgłoszeni na policji jako potencjalni złodzieje i gdyby coś zginęło z mieszkania Ziobry, byliby potencjalnymi sprawcami."

"5 marca 2003 r. – po 10 latach procesu – kolega Ziobry ze studiów zostaje ostatecznie uniewinniony. Czy odetchnął z ulgą? Na krótko. Jak pisze Polityka, na Marka M. dwa miesiące po uniewinnieniu ktoś donosi, że w zarządzie zakładu, którego jest członkiem, dochodzi do przekrętów! Sprawą zainteresowała się krakowska prokuratura, a zarzuty postawiła… zaprzyjaźniona z Ziobrą prokurator Agata Gałuszka–Górska! Polityka przypomina, że awansowała za rządów PiS na zastępcę prokuratora krajowego…

Ale i ta sprawa skończyła się uniewinnieniem Marka K.! Dostał on ponadto 5 tys. zł odszkodowania. "

Afera podkarpacka. Kto handluje sekstaśmami?

Data: 11.06.2020 09:38

Autor: ziemianin

rp.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #afera #policja #sluzbyspecjalne #vip #film #polska #przestepcy #przestepczosc #sekstasmy #seks #sex #prokuratura #wywiad

ABW nie znalazła nagrań z VIP-ami z agencji towarzyskiej braci R. – zdobył je reżyser filmu o aferze podkarpackiej.

Afera podkarpacka. Kto handluje sekstaśmami?

– Historię zdokumentowałem od strony policji, służb, świata przestępczego, właścicieli klubów i dziewczyn, które w nich pracowały. Jestem w posiadaniu ogromnej ilości niepublikowanych materiałów audio-wideo (…) również tych, na których ludzie uprawiają seks" – powiedział kilka dni temu „Rzeczpospolitej" Patryk Vega, reżyser filmu „Pętla", którego zwiastun od kilku dni można oglądać w internecie. Zapowiedź o posiadaniu przez reżysera sekstaśm, o których mówi się od ponad roku, zelektryzowała polityków.

Film Vegi, fabularny, choć „oparty na faktach", opowiada o kulisach tzw. afery podkarpackiej – wielokrotnie szeroko opisywanej przez „Rz", w której udział mieli brać znani ludzie ze świata polityki, biznesu i służb.

Daniel Ś. mózgiem?

Miejscem akcji filmu są agencje towarzyskie Aleksieja i Jewgenija R., czyli Aleksa i Żeni, działające na Podkarpaciu, gdzie nagrywano odwiedzających je klientów, by ich później szantażować. Jednak już ze zwiastuna wyłania się zaskakujący przekaz: to nie R. wymyślili biznes, ale wysokiej rangi oficer policji – Daniel Ś.

„Zrobimy burdel z górnej półki. Miejsce, do którego będą przychodzić politycy, biznesmeni, służby i celebryci" – mówi w filmie Daniel Ś. (są podane jego prawdziwe personalia, a w postać wcielił się Antoni Królikowski). Ś. miał nie tylko wymyślić, ale i nadzorować i chronić podkarpacki seksbiznes, zapewniając mu przez lata nietykalność. To zaskakująca teza: prawdziwy Daniel Ś. nie ma postawionych takich zarzutów, a jedynie korupcyjne.

Jak filmowa narracja ma się do ustaleń śledztwa?

Wszczęto je cztery lata temu. Małopolski Wydział Prokuratury Krajowej w Krakowie oskarżył braci R. o sutenerstwo i handel kobietami – zostali za to skazani nad wyraz łagodnie, na kary około roku pozbawienia wolności.

Śledztwo potwierdziło, że seksbiznes R. był od 17 lat pod ochroną policjantów ówczesnego rzeszowskiego CBŚ, w tym Daniela Ś., naczelnika wydziału gospodarczego.

Dopiero w lutym 2016 r. Daniel Ś. został zatrzymany przez ABW. Dotąd – jak ustalamy w Prokuraturze Krajowej – usłyszał siedem zarzutów dotyczących korupcji oraz przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. W śledztwie występuje łącznie sześciu podejrzanych – to podkarpaccy ekspolicjanci, którzy mieli za darmo korzystać z usług prostytutek, drinków, posiłków w agencjach braci R., a w zamian przymykać oko na przestępczą działalność sutenerów.

Z ustaleń śledczych wynika, że Daniel Ś. ochraniał seksbiznes – teza Vegi mówi wprost: że nim kierował i go wymyślił, a bracia R. byli jego słupami.

Nagrywano VIP-ów

Najbardziej bulwersującą i do dziś niepotwierdzoną informacją jest kwestia 4 tys. taśm rzekomo nagranych w przybytkach ukraińskich sutenerów. Wypowiedź Vegi wskazuje, że je ma. Prokuratura twierdzi tymczasem, że w agencjach R. nie znaleziono żadnych urządzeń nagrywających, kamer ani plików z filmami (przeszukania robiła ABW i Straż Graniczna).

Jednak o tym, że sekstaśmy są zdeponowane na Ukrainie i mogą służyć do szantażu, w ub. roku powiedział były agent CBA Wojciech J. Sam miał zdobyć nagranie ze znaczącym politykiem w roli głównej i złożyć je w sejfie w CBA, skąd miało zginąć. Sprawę bada warszawska prokuratura.

Film Vegi pokazuje to, o czym się nieoficjalnie mówi: że wśród osób, które utrwalono w kompromitujących sytuacjach ma być m.in. wysokiej rangi duchowny (w trailerze słyszymy m.in. dziennikarkę, która pyta: „Czy policjant Daniel Ś. szantażował księdza sekstaśmą?"), jeden z wiceministrów obrony oraz szef jednej z komend wojewódzkich.

Służby i obcy wywiad

Jak pisała „Rz" w listopadzie 2011 r. ukraińscy sutenerzy zawiadomili ABW o tym, że są celem werbunku Służb Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Twierdzili, że ukraińskie służby chciały od nich „CD-romy i pendrive'y". Śledztwo umorzono, nie znajdując na to dowodów.

Vega twierdzi jednak, że „widzowie poznają wiele nieporuszanych dotąd aspektów, jak choćby ten ukazujący udział rosyjskich służb". W filmie wskazuje że „w kontakt ze służbami specjalnymi obcego kraju" miał wejść Daniel Ś. Czy na tak ciężkie zarzuty ma dowody? Odpowiada tajemniczo, że nikt przed nim „nie dotarł do ludzi, którzy bezpośrednio za nią (aferą podkarpacką – red.) stoją".

Kasta ***** jej mać . . .

Data: 20.05.2020 20:50

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#wiezienie #areszt #lapowka #sedziowie #sady #nadzwyczajnakasta #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #wymiarsprawiedliwosci #oszustwo #oszusci #prokuratura #przestepczosc

Arkadiusz Ł., pseudonim Hoss, twórca metody okradania emerytów na wnuczka, wyjdzie z aresztu, jeśli jego rodzina dopłaci 400 tysięcy poręczenia majątkowego! Mają na to 10 dni! Tak dzisiaj (19 maja) postanowił Sąd Apelacyjny w Poznaniu. – Postanowienie sądu jest takie, że Arkadiusz Ł. na uprawomocnienie się wyroku nie musi czekać w areszcie i względy medyczne nie miały tutaj znaczenia – mówi sędzia Elżbieta Fijałkowska z Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. – To sukces obrony, ale nie byliśmy gotowi na taką kwotę, rodzina mojego klienta jej na razie nie ma – mówi Paweł Sołtysiak, adwokat Arkadiusz Ł.

Kasta * jej mać . . .

To dla niego drobniaki. Wystarczą 4 telefony "na wnuczka" do bogatych a naiwnych babci i szybko się zbierze 400 tysiaków na kaucje.

Nadzwyczajna Kasta Gra Polakom na nosie, są pewni swojej bezkarności. To jest bezczelna prowokacja ! Sędzia wziął wziątkę to się musi wywiązać ! Kasta ma swój "honor".

To są efekty pracy ministra sprawiedliwości "sprawiedliwości " Zbigniewa Zero Ziobro. Można powiedzieć że Zero go wypuścił.

Teraz policja, tak jak poprzednio, będzie go szukać. Za zabawę kasty milionami zapłacą Polacy.

Stan meczu CyganOszust : Polacy 5:0

16.05.1944 r. wybuchł bunt Romów w obozie cygańskim KL Auschwitz – Birkenau.

Romowie byli grupą etniczną, która podczas II wojny poniosła największe ofiary. Niemcy zamordowali 95% populacji romskiej.Tłuką nam w głowę – holokaust, holocaust i holokaust. O Porajmos zapominamy.

Zbrodnie Niemców powodują że zbrodnie Izraela na Palestyńczykach są jeszcze bardziej ohydne.

Mordowania Romów przez Niemców w niczym nie usprawiedliwia oszusta.


Małe złodziejaszki wieszacie

Wielkim – nisko się kłaniacie

Mikołaj Rej


Hoss to drobny oszust.

Instruktor narciarstwa, przyjaciel ministra zdrowia Szumowskiego metodą "na maseczkę" szybko ogolił Polaków na 5 mln złotych sprowadzając przy tym powszechne niebezpieczeństwo dla zdrowia całej populacji.

Minister zdrowia Szumowski z rodziną metodą "na badania" już ogolił Polaków na blisko 150 mln złotych.

Władza chciała uciszyć youtubera (Maciej Podstawka) z “Bądź na bieżąco”?!

Data: 27.02.2020 19:01

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #bnb #badznabiezaco #maciejpodstawka #prawo #prokuratura #nadzwyczajnakasta #aresztowanie #Blog #blogerzy #represje

Sprawa sprzed 10 miesięcy ale warto obejrzeć.


Władza chciała uciszyć youtubera (Maciej Podstawka) z “Bądź na bieżąco”?!

Przez około dwa tygodnie na popularnym kanale “Bądź na bieżąco”, który tworzy na “YouTube” Maciej Podstawka, nie było aktualizacji, a potem zniknęło wiele filmów. Okazuje się, że autor i jego partnerka (żona?) Ania padli ofiarą prokuratury. Zatrzymano ich na 15 dni i próbowano przedłużyć aresztowanie na trzy miesiące!

Oficjalnie sprawa nie miała związku z jego działalnością na “You Tube”, na którym to kanale krytykował UE i rządy PiS-u. Zatrzymano ich formalnie z powodu prowadzenia kilka lat temu firmy, obecnie nie istniejącej. Wtedy oboje współpracowali z organami ścigania i udostępniali całą dokumentację firmy. Jego materiały na “YouTube” były światopoglądowo zbieżne z treściami “Wolnych Mediów”. Krytykował brak demokracji w UE, działania polskich władz, afery polityczne, wspominał o smugach chemicznych i dlaczego Żydzi nie lubią Polaków.

Oczywiście istnieje możliwość, że rzeczywiście złamali kiedyś prawo, ale dziwnym zbiegiem okoliczności do aresztowania doszło tuż po tym, jak zapowiedział serię materiałów niewygodnych dla władzy i opozycji, a dokładniej “Jarosław Kaczyński – Lista grzechów” i “Lista grzechów – Donald Tusk”. Przypadek czy po prostu znaleziono na youtubera haka?

Przeciwko Maciejowi Podstawce podjęto następujące kroki represji, które podaję za blogerką Aleksandrą z “Salonu 24”), a które potwierdzają, że chodziło o prześladowania niewygodnego dziennikarza obywatelskiego a nie o literę prawa:

“1. Zabieranie podejrzanym rzeczy nie mających związku ze sprawą.

  1. Wywiezienie dzieci „do sióstr zakonnych” (zapewne chodzi o jakiś sierociniec) oraz wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich. Oboje rodzice zostali tymczasowo aresztowani, czyli nawet jeszcze nie udowodniono im przestępstwa. Nawet skazanym (o ile powodem skazania nie jest znęcanie się nad dziećmi) nie odbiera się praw rodzicielskich. Nasuwa się pytanie czy groźba odebrania dzieci nie miała stanowić metody nacisku na zatrzymanych by zeznawali tak jak chce prokuratura.

  2. Metody przesłuchania. Youtuber nie chce za dużo na ten temat mówić (obawa przed dalszymi represjami), podaje jedynie informację, że były to metody znane z podręczników historii lub filmu o metodach przesłuchań na kanale „Polimaty”. Pan Maciej miał telefon do adwokata, natomiast pani Ania nie miała, przesłuchiwano ją bez adwokata.

  3. Maciej Podstawka chciał przekazać kody do kanału “You Tube” swojemu bratu (przez adwokata), tak by brat mógł prowadzić dalej kanał pod nieobecność autora. Prokurator odmówił bez podania przyczyny. To bardzo ważna poszlaka, sugerująca „drugie dno sprawy” (oficjalnie sprawa nie dotyczyła kanału “You Tube”).

  4. Umieszczenie osób podejrzanych o przestępstwo bez użycia przemocy z osobami oskarżonymi o usiłowanie gwałtu, usiłowanie zabójstwa czy (w przypadku Ani) o molestowanie nieletnich oraz osobą chorą psychicznie.

  5. Groźby ze strony oddziałowego, wypowiedziane w sytuacji, gdy Maciej Podstawka domagał się informacji o swoich prawach oraz doręczenia “Kodeksu karnego”. Pan Maciej otrzymał kodeks po tygodniu, ale oddziałowy stwierdził, że jak dalej będzie „tak truł d…” to go „na osobności weźmie”. „Na osobności”, to chodzi o miejsce, gdzie nie ma monitoringu i strażnicy mogą więźnia pobić, a później twierdzić, że się „samookaleczył” lub „spadł ze schodów”.

  6. Początkowe umieszczenie pani Ani w areszcie dla mężczyzn.

  7. Podarcie pani Ani notatek, które dokumentowały jej złe traktowanie w więzieniu. To już zniszczenie dowodu wykroczenia lub przestępstwa.

  8. Nie poinformowanie pani adwokat o terminie rozprawy apelacyjnej. Na szczęście dowiedziała się o niej przypadkiem, na 15 minut przed rozpoczęciem. Sąd uwzględnił zażalenie, a Maciej i Ania wrócili do domu.

  9. Brak sprostowania na stronie prokuratury, informującej o sprawie aresztowania.”

Przyznam, że z jednej strony jestem w szoku, że dopiero po jego wypuszczeniu sprawa została ujawniona i nikt nie trąbił w mediach o “aresztowaniu ruskiego agenta”, z drugiej strony patrząc na sprawę Mateusza Piskorskiego trudno się dziwić, że nie chciano jej nagłaśniać tuż przed wyborami, bo PiS-owi spadłoby poparcie.

Pamiętajcie, że “Wolnym Mediom” też może się to przytrafić. Jeśli nasz portal nagle zniknie lub nie będzie na nim długo żadnych nowości, drążcie sprawę i poznajcie prawdę, a w razie potrzeby – pomóżcie protestami i nagłaśnianiem. Nigdy nie wiadomo do czego posunie się władza i jakich metod użyje by kogoś zniszczyć, skompromitować i uciszyć. Tym bardziej, że “Wolne Media” codziennie się im narażają. Wachlarz metod i pomysłowość służb specjalnych są szerokie. “Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie” – mawiano w czasach PRL-u.

#matusiakblog Prokuratura III RP

Data: 21.02.2020 16:04

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#matusiakblog #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #prokuratura #sedziowie #sprawiedliowsc #pasozyty

Coraz dłuższy jest czas rozpatrzenia spraw sądowych. Miało być lepiej ale wyszło jak zawsze.

#matusiakblog Prokuratura III RP

Dynamicznie rośnie liczba spraw "długotrwałych" w prokuraturze.

Według stanu na dzień 31 grudnia 2017 roku było aż 6 442 prokuratorów. Obciążenie pracą prokuratorów w Polsce jest bardzo małe. W Polsce prokurator ma średnio 178 spraw rocznie zaś we Francji aż około 2700.

Sędziowie i prokuratorzy w 1939. Grupy uposażenia. Uposażenie zasadnicze w złotych – liczba etatów w Polsce:

I 1100 złotych – 207

II 800 złotych – 486

III 575 złotych – 1570

IV 425 złotych – 1382

Razem 3645 sędziów i prokuratorów.

Obecnie w spodstolnej III PR jest 10 322 sędziów i 6 442 prokuratorów. Jest 4,6 raza więcej niż za Sanacji, której trwa rekonstrukcja historyczna.

Słusznie krytykowane jest sądownictwo. Natomiast mający prawie takie same przywileje prokuratorzy, którzy pracują znacznie gorzej niż sędziowie, propaganda rządowa oszczędza.

Zbigniew Ziobro w ogóle nie nadaje się na stołek prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości ale naczelnik państwa, zwykły poseł Kaczyński tego nie widzi.

Finał śledztwa w sprawie śmierci Woźniaka-Staraka

Data: 31.12.2019 15:42

Autor: malcolm

tvp.info

#celebryci #prokuratura

„Znajdujący się w stanie nietrzeźwości prowadził na jeziorach Kisajno, Niegocin i Boczne łódź motorową, naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu wodnym wykonując manewr skrętu łodzi z jednoczesnym przyspieszeniem, w wyniku czego pasażerka łodzi wypadła za burtę. Jednocześnie kierujący sam wypadł do jeziora i został uderzony pracującą śrubą między innymi w głowę. Spowodowało to szereg obrażeń skutkujących śmiercią" Kobiecie, która była pasażerką łodzi Piotra Woźniaka-Staraka, udało się dotrzeć do brzegu. Na pokładzie motorówki śledczy znaleźli 11 gramów marihuany. Nie udało im się ustalić, do kogo należały narkotyki.

Cenzura na Zrzutka.pl i dozór policyjny na Święta – J. Międlar

Data: 24.12.2019 08:38

Autor: malcolm

wprawo.pl

#miedlar #antypolonizm #abw #prawo #prokuratura

Międlar pisze :

"Wrocławska prokuratura postawiła mi trzy skandaliczne zarzuty:

  1. Za krytykę stalinowskiego i postkomunistycznego postępowania Tadeusza Mazowieckiego (więcej: https://wprawo.pl/2019/06/17/j-miedlar-polaczenie-stalinizmu-z-cyrkiem-zarzuty-za-spalenie-portretu-mazowieckiego-i-potepienie-grubej-kreski-wideo/)

  2. Za stwierdzenie, że Gazeta Wyborcza to „fabryka kłamstwa” oraz „to, że synagogi stoją na naszej polskiej ziemi, w których żydzi upajają się talmudyczną nienawiścią, to wyraz naszej tolerancji graniczącej z brakiem roztropności” (więcej: https://wprawo.pl/2019/07/25/j-miedlar-znow-stane-przed-sadem-tym-razem-za-tolerancje-wobec-talmudycznej-nienawisci-i-nazwanie-wyborczej-propagandowa-tuba-groza-mi-3-lata-wiezienia-wideo/)

  3. Za stwierdzenie, że „jedwabieńskie kłamstwa to jądro antypolonizmu”, „żyd Allen Ginsberg założył pedofilską organizację NAMBLA”, współczesna władza kieruje się „żałosnym filosemityzmem”. (…)"

Koment. Ja tam się nie znam ale jak dla mnie to sprawy albo cywilne albo do załatwienia przez dzielnicowego a nie przez ABW z długą bronią o 6 rano. Polecony to z 6 zeta, dzielnicowy i tak rejon obchodzi a taka akcja ABW to jakąś gigantyczną kasę musiał kosztować a efektywność podobna. Rozumiem jakby u niego stado gotowych na wszystko binladenów znaleźli i tonę materiałów radioaktywnych ale to co mu zarzucają to było chyba w necie więc zdalnie szło "zabezpieczyć" ;-)

Jacek Międlar demaskuje działania ABW i prokuratury

Data: 20.12.2019 08:51

Autor: malcolm

wprawo.pl

#miedlar #prawo #prokuratura #abw

"Zgodnie z obietnicą, gdy emocje nieco opadły, publikuję dla Państwa materiał wideo, który dzięki uprzejmości redakcji portalu Panta Rhei został opublikowany w serwisie YouTube. W niniejszym wideo-felietonie odpowiadam na Państwa pytania i wątpliwości ws. wtargnięcia do mojego domu funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Działo się to w 38. rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Odpowiadam także na półprawdy, które pojawiły się w sieci ws. postawionych mi zarzutów i tłumaczę na czym polega manipulacja, a nawet możliwość popełnienia przestępstwa przez prokurator Justynę Trzcińską z Wrocławia, która jest swoistym spiritus movens akcji bezpieki.(..)"

Haker szantażuje niepokornych prokuratorów na Twitterze. Ujawnia ich wrażliwe dane

Data: 15.12.2019 02:44

Autor: ziemianin

oko.press

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #haker #AwowskiUkasz #LexSuperOmnia #prawo #prokuratura #szantaz #media

AwowskiUkasz

Dokumenty pochodzące z prywatnych maili kilku prokuratorek związanych ze Stowarzyszeniem Lex Super Omnia, są od kilku dni publikowane na Twitterze. Na koncie, które je ujawnia, pojawiła się informacja, że jego właściciel czeka do 12 grudnia na kontakt z prokuratorami. To szantaż. Szantażowane prokuratorki złożyły już zawiadomienie w prokuraturze

Haker szantażuje niepokornych prokuratorów na Twitterze. Ujawnia ich wrażliwe dane

Właściciel konta nie dba o szerokie rozpowszechnienie swoich informacji. Chce, by dotarły one przede wszystkim do zainteresowanych – i to ich oznacza w swoich tweetach. Pod większością wpisów nie ma zresztą żadnych reakcji. Nie publikujemy nazwy tego konta, by nie zwiększać mu zasięgu. Tym razem jest to szczególnie istotne, ponieważ na koncie publikowane są dane wrażliwe.

Prywatne zdjęcia, skan dowodu osobistego

Konto zostało założone 5 grudnia. W pierwszych tweetach haker opublikował prywatne zdjęcia jednej z pań prokurator. Nie zawierają nic wstydliwego, ale widać, że pochodzą z prywatnego archiwum: to fotografie z wakacji, zdjęcia z partnerem, są też krótkie nagrania.

Potem na koncie pojawiły się screeny z jej skrzynki mailowej, dotyczące np. jej sytuacji finansowej, stanu konta w banku itp. Elektroniczne listy pokazano ze wszystkimi danymi, także z adresami mailowymi osób, do których je wysłano.

6 grudnia na koncie opublikowano skan dowodu osobistego pani prokurator – z obu stron, bez anonimizacji danych osobowych. Jest widoczny adres, numer PESEL, numer dowodu.

Od 7 grudnia haker zmienił nieco metodę działania. Już nie skupiał się tylko na jednej prawniczce, zaczął atakować więcej osób oraz publikować tweety z kontekstem politycznym.

Poinformował choćby o tym, że „Towarzystwo z Lex Super Omnia w swoim kręgu nadzoruje nawet sprawy awansów ludzi »dobrej zmiany« wraz z ich działalnością. W prywatnych wiadomościach, mailach opisują okoliczności awansów, komentują, szczują. Wymieniają się nawzajem inf. nt. awansów”.

Pod spodem opublikował jeden ze zhakowanych maili, który dotyczy postępowania przygotowawczego we wrocławskiej prokuraturze w sprawie przeciwko działaczce wrocławskiego ONR-u o nawoływanie do nienawiści wobec imigrantów. Nie wiadomo, czy mail pochodzi z prywatnej skrzynki pocztowej któregoś z prokuratorów, czy może ze służbowej.

8 grudnia haker pokazał screen czyjejś skrzynki pocztowej, otwieranej za pomocą konta Google. Na screenie widać folder plików na temat działań „dobrej zmiany”. Zapowiedział przy tym, że w następnym tygodniu ujawni screeny z grupy dyskusyjnej prokuratorów, założonej na Google, oraz zdjęcia z ich spotkań. Opublikował także numery telefonów komórkowych do dwójki prawników.

Następny dzień to kolejne prywatne dokumenty. Jest wśród nich zeznanie podatkowe jednej z prawniczek. Faktura, którą przesłano jej mailem. Umowa z firmą, w której wykupiła pakiet medyczny.

Wszystkie te dokumenty publikowane są oczywiście z pełnymi danymi osobowymi. „Historię choroby, badania etc. zostawię sobie – to byłaby przesada” – informuje haker. Na koncie pojawił się też dokument z decyzją Prokuratora Generalnego, dotyczącą spraw zawodowych kolejnej prokuratorki.

Haker: to dopiero początek

10 grudnia haker opublikował dziewięć stron wniosku pochodzącego z Prokuratury Regionalnej w Łodzi, a adresowanego do Sądu Dyscyplinarnego dla Prokuratorów przy Prokuraturze Generalnym w Warszawie.

Chodzi o sprawę dyscyplinarną jednej z prokuratorek aktywnie działających w Stowarzyszeniu Lex Super Omnia. Sprawa jest czysto polityczna. Czy to przypadek, że akurat taki dokument pojawił się na koncie, czy też wątek polityczny nie jest tu przypadkowy?

Haker nie informuje na Twitterze, czego oczekuje od prokuratorów. Pisze jedynie, że zaprasza do kontaktu „zanim wycieknie cała zawartość tych maili/dokumentów”. To, co pokazuje na platformie społecznościowej, jest – jak zapowiada – jedynie wstępem do tego, co zostanie ujawnione w sieci, jeśli prokuratorzy nie skontaktują się z nim do 12 grudnia, czyli do najbliższego czwartku.

Trudno ocenić, do ilu skrzynek mailowych włamał się właściciel konta. Dokumenty prywatne wskazują na dostęp do maili co najmniej trzech prokuratorek. Dokumenty służbowe natomiast dotyczą bardzo różnych osób – być może przez czyjś dysk Google haker dotarł do tego rodzaju danych. W niektórych tweetach podał on też adresy mailowe kolejnych prokuratorów sugerując, że to do nich włamie się w następnej kolejności.

Z analizy dokumentów wynika, że publikowane screeny prezentują prawdziwe, a nie podrabiane dokumenty i dane. Potwierdzają to także komentarze prokuratorów na Twitterze.

Na TT wspiera go radykalny prawicowiec

Konto hakera ma zaledwie 170 obserwujących, a wśród nich wiele anonimowych użytkowników. Według opisu właściciela konto jest zlokalizowane w USA. Podał on nawet swego maila, ale to adres z serwisu Protonmail, oferującego szyfrowane usługi poczty elektronicznej.

Można przypuszczać, że użytkownik korzysta z sieci za pomocą technik (np. VPN) uniemożliwiających identyfikację za pomocą adresu IP. W takiej sytuacji zidentyfikowanie tożsamości hakera nawet przez organy ścigania może być bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.

Co prawda w nazwie konta użytkownik podał imię i nazwisko, i jest ono znane w polskiej sieci – tak samo nazywa się pierwszy patostreamer (lub pierwszy troll) w Polsce, bardzo popularny w internecie kilka lat temu. Trudno jednak ocenić, czy to rzeczywiście on stoi za hakerskim kontem, czy też ktoś się pod niego podszywa (a podszywających się pod tego gwiazdora sieci było i jest wielu).

Pojedyncze reakcje pod tweetami pozwalają natomiast łatwo określić, kto rozpowszechnia hakerskie treści. To tylko jedno konto, także anonimowe, ale istniejące od 2011 roku, z nieco większą liczbą obserwujących.

Rozpowszechnia treści antysemickie, antyukraińskie, radykalnie prawicowe, często wspiera Konfederację, niektóre jego tweety mogą wskazywać na związki właściciela konta z polskimi służbami (choć niekoniecznie obecnymi, powiązania mogą dotyczyć lat wcześniejszych).

Tweety hakera rozchodzą się dziś w sieci w zasadzie tylko za jego pośrednictwem. Nie wiadomo jednak, czy te dwa konta są ze sobą powiązane, czy też skrajny prawicowiec rozpowszechnia treści hakerskie, bo po prostu uznał je za ciekawe.

Drugie @KastaWatch?

Aktywność konta atakującego prokuratorów w pewnym stopniu przypomina działanie konta @KastaWatch, które atakuje sędziów. Tam także udostępniano niepubliczne dokumenty dotyczące sędziów, którzy krytykują polskie władze za reformy w sądownictwie.

Jednak bardzo wyraźne są różnice między tymi dwoma kontami. Kasta Watch publikowało tylko dokumenty służbowe i nie pochodziły one ze skrzynek mailowych, lecz z zasobów instytucji wymiaru sprawiedliwości. Można było mówić o wycieku danych albo z Ministerstwa Sprawiedliwości, albo z powiązanych z nim instytucji. Teraz mamy do czynienia z działaniem typowego hakera, który nielegalnie włamał się do prywatnych maili prokuratorów, a teraz ujawnia znalezione w nich informacje.

Szantażowani prokuratorzy złożyli już oficjalne zawiadomienie w prokuraturze w tej sprawie. Będziemy informować Państwa o rozwoju sytuacji.

Sąd uniewinnił prokuratora, który wziął ponad ćwierć mln zł łapówki

Data: 20.11.2019 10:52

Autor: ziemianin

wiadomosci.onet.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sady #prokuratura #lapowka

Oskarżony o popełnienie trzech przestępstw korupcyjnych warszawski prokurator Krzysztof W. został skazany na 7 lat więzienia, ale w drugiej instancji sąd go uniewinnił – informuje Onet.

Sąd uniewinnił prokuratora, który wziął ponad ćwierć mln zł łapówki

Portal pisze, że prokurator wziął 300 tys. zł łapówki za uwolnienie gangstera i został złapany na gorącym uczynku przez policjantów z CBŚP. Choć Krzysztof W. nie pracuje od 10 lat, co miesiąc pobiera pensję – nawet 5 tys. zł miesięcznie.

Sąd Okręgowy w Warszawie skazał go na karę 7 lat więzienia. Jednak 6 grudnia został uniewinniony przez sąd drugiej instancji. Powód? Uznano, że policja, która kontrolowała oskarżonego, nie dochowała wszystkich procedur. Prokuratura zapowiedziała apelację w tej sprawie.

"Kosztował (Krzysztof W. – red.) podatników już około pół miliona złotych. Nie można go jednak usunąć z zawodu, dopóki nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem. Formalnie wciąż jest prokuratorem, tyle że zawieszonym w czynnościach" – cytuje swojego informatora Onet.

Dramatyczne sceny w SOR-ze w Częstochowie, bandyta przyłożył pielęgniarce nóż do gardła.

Data: 07.11.2019 00:39

Autor: arti

rmf24.pl

27-letni mężczyzna był przypięty pasami bezpieczeństwa, bo zachowywał się agresywnie. Udało mu się jednak uwolnić. Wtedy zaczął biegać i grozić personelowi.

Miał przy sobie nóż, który wyciągnął i jednej z pielęgniarek przyłożył do szyi. Niewykluczone, że był pod wpływem środków odurzających.

I teraz najlepsze za napaść z bronią w ręku:

"prokurator zastosował wobec niego dozór policyjny. Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: znieważenia personelu szpitala oraz stosowania gróźb wobec pracowników szpitala. "

Jebłem jak to czytałem, ale może dobrze, że takie łagodne traktowanie napastnika no bo by się jeszcze powiesił albo co gorszego ( ͡º ͜ʖ͡º) co tam, że ktoś mógł stracić matkę xD

#sor #napasc #prokuratura #pielegniarki #panstwozdykty

Św. Maria z "tęczową" aureolą. Prokuratura wznawia postępowanie

Data: 05.11.2019 00:14

Autor: arti

rmf24.pl

Prokuratura uznała, że decyzja o umorzeniu była przedwczesna. Teraz chce zasięgnąć opinii biegłego i przesłuchać więcej osób pokrzywdzonych. Decyzję o podjęciu postępowania na nowo podjął po ponownej analizie materiału dowodowego ten sam prokurator, który wcześniej prowadził tę sprawę i ją umorzył. Ponowna analiza została przeprowadzona po tym, jak wpłynęły zażalenia na decyzję o umorzeniu.

Częstochowska prokuratura prowadziła wcześniej podobne postępowanie, dotyczące transparentu z białym orłem na tęczowym tle, niesionym na Marszu Równości w tym mieście. Także w tamtym przypadku nie dopatrzyła się przestępstwa i umorzyła śledztwo. Biegły, który wypowiedział się w tej sprawie, ocenił, że niesiony podczas manifestacji przedmiot trudno uznać za flagę, był to jedynie transparent z aluzyjną interpretacją flagi, a intencją jego twórców nie było znieważenie symboli państwowych.

#prokuratura #kosciolkatolicki #lpg #lgbtp

[Wesołek Biedroń pod lupą CBA. Na celowniku fundacja europosła

Data: 02.11.2019 10:56

Autor: ziemianin

nczas.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #cba #dewianci #zlodzieje #wesolki #prokuratura #fundacja

Czy intratne stanowiska w Słupsku zależały od wpłat na fundację Roberta Biedronia? Sprawę bada prokuratura.

Wesołek Biedroń pod lupą CBA. Na celowniku fundacja europosła

Prokuratura Regionalna w Gdańsku zbada aferę wokół wpłat na Instytut Myśli Politycznej. To fundacja Roberta Biedronia, dziś europosła, a wcześniej prezydenta Słupska.

Jak alarmowało na początku października Radio Gdańsk intratne stanowiska w mieście miały przypadać najhojniejszym darczyńcom. Proceder miał kwitnąć w czasie, gdy Biedroń był włodarzem miasta.

W zarządzie Instytutu Myśli Politycznej zasiada: Robert Biedroń, jego partner Krzysztof Śmiszek oraz były asystent prezydenta z Urzędu Miejskiego w Słupsku Patryk Janczewski

Według Radia Gdańsk domagającą się wpłat na fundację, w zamian za stanowiska, była dawna asystentka i sekretarka lidera „Wiosny”.

Do prokuratury sprawę skierowało CBA. Funkcjonariusze Biura otrzymali wcześniej donosy od osób, od których domagano się wpłat.

O wpłatę poproszony został m.in. były współpracownik Biedronia Bartosz Fieducik. – W 2017 r. dostałem telefon z prośbą o spotkanie od współpracownicy prezydenta. Nie byłem tym zaskoczony, bo znaliśmy się przecież od lat i mieliśmy częsty kontakt. Na spotkaniu usłyszałem jednak coś zdumiewającego. Poproszono mnie, abym wpłacił na konto Instytutu Myśli Demokratycznej swoje miesięczne uposażenie w radzie, czyli blisko 2,5 tys. zł – powiedział Radiu Gdańsk Fieducik.

Wpłaty miały się jednak opłacić – Fieducik dostał posadę w radzie nadzorczej Pomorskiej Agencji Rozwoju. W okresie od 6 czerwca 2017 do 7 maja 2018 Fieducik dokonał siedmiu przelewów na rzecz Instytutu na kwotę 6650 zł.

Sprawa trafiła najpierw do CBA, które bo zbadaniu skandalu skierowało ją do gdańskiej prokuratury.

Norwegia - Barnevernet odebrał im dziecko na 4 dni, bo na stole stał otwarty szampan. Teraz . . .

Data: 25.10.2019 21:35

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Barnevernet #Norwegia #OrdoIuris #Oslo #prokuratura #zabieraniepolskichdzieci

Maciej Kryczka o dramatycznym sylwestrze polskiej rodziny w Norwegii i walce sądowej rodziców o ukaranie nadużywających swych uprawnień norweskich urzędników.

Barnevernet odebrał im dziecko na 4 dni, bo na stole stał otwarty szampan. Teraz polscy rodzice żądają sprawiedliwości

Maciej Kryczka z Ordo Iuris mówi o procesie polskich rodziców, którzy chcą pociągnąć do odpowiedzialności urzędników norweskiego Barnevernet za nadużycie uprawnień.

Sprawa sięga sylwestra z 2015 na 2016 r., kiedy rodzice „wraz z małoletnią spędzali sylwester w Oslo i poszli oglądać z fajerwerki”. Wtedy „zostali zaczepieni przez pijaną i agresywną młodzież norweską”. Wrócili w związku z tym do domu i zadzwonili na policję. Kiedy ta do nich przyjechała „zauważyła, że na stole w mieszkaniu jest otwarty szampan”. Wystarczyło to jej, żeby zadzwonić po Barnevernet w celu odebrania dziecka. Prawnik podkreśla, że „rodzice owszem napili się szampana, natomiast nie byli w stanie upojenia alkoholowego, które by uniemożliwiałoby zajmowanie się dziećmi”.

W rezultacie urzędnicy norwescy odebrali dziecko rodzicom i trzymali je w pogotowiu opiekuńczym do 4 stycznia. Nasz gość zaznacza, że wina urzędników polegała nie tylko na „nie tylko na bezpodstawnym odebraniu dzieci, ale też na niepoinformowaniu o możliwości odwołania się od ich decyzji, braku zapewnienia kontaktu z dzieckiem i odebraniu dziecka siłą, co spowodowało sporą traumę u małoletniej”.

Prokurator zawiesił śledztwo i wystąpił do Norwegii z prośbą o przesłanie wszelkich dowodów i z pytaniem, czy sama Norwegia nie byłaby zainteresowana przeprowadzeniem takiego postępowania wyjaśniającego.

Kiedy rodzice odzyskali swoją córkę, po czterech dniach, kiedy nie mieli z nią kontaktu, uciekli do Polski, obawiając się, że będą ją im chcieli ponownie odebrać. Po powrocie do kraju postanowili oni wystąpić przeciwko urzędnikom z art. 231, o przekroczenie uprawnień. Doprowadzenie do procesu nie było łatwe, gdyż prokurator, otrzymawszy odpowiedź Norwegii, która nie przesłała żadnych materiałów, za to zadeklarowała, że jest zainteresowana przeprowadzeniem własnego postępowania, umorzył sprawę. Od tej decyzji reprezentujący rodziców adwokat złożył zażalenie do sądu rejonowego w Tarnowie, wskazując, że deklaracje Norwegii nie są wiążące dla naszych organów.

Ta sprawa to tzw. gorący ziemniak, przerzucana między Warszawą a Tarnowem, reprezentujemy od dwóch lat, zaś czyn jest datowany na grudzień 2015 i styczeń 2016 roku i można powiedzieć, że całe te 3 lata upłynęły na tym, czy w ogóle ci urzędnicy będą pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

Obecnie sąd w ciągu zapewne dwóch lub trzech miesięcy wyznaczy termin rozprawy, na którą nie wiadomo jeszcze czy będzie wzywał oskarżonych. Gdyby uznał, że potrzebuje ich obecności, a nie stawiliby się, może wobec oskarżonych zastosować tymczasowy areszt. Urzędnicy mogliby być objęci europejskim nakazem aresztowania. Gdyby ich skazano, byłby to pierwszy taki przypadek w Polsce.

Właściciel kryptogiełdy BitMarket.pl znaleziony zastrzelony nad jeziorem

Data: 26.07.2019 23:05

Autor: ziemianin

ithardware.pl

#codziennaprasowka #wiadomosci #olsztyn #bitcoin #bitmarket #kryptowaluta #morderstwo #policja #prokuratura

Właściciel kryptogiełdy, z której zniknęło 100 mln. zł został znaleziony zastrzelony nad jednym z olsztyńskich jezior.

Właściciel kryptogiełdy BitMarket.pl znaleziony zastrzelony nad jeziorem

Nie żyje jeden z właścicieli zamkniętej niedawno polskiej giełdy kryptowalut BitMarket.pl. Ciało Tobiasza N. znaleziono wczoraj po południu nad olsztyńskim jeziorem. Obecna na miejscu policja i prokuratura nie zdradzają póki co żadnych szczegółów na temat jego śmierci, wiadomo jednak, że mężczyzna otrzymał postrzał w głowę. Dwa tygodnie olsztyńska prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie doprowadzenia do upadku kryptogiełdy i niekorzystnego rozporządzania mieniem klientów BitMarket.pl. W międzyczasie w mediach pojawiało się wiele sprzecznych informacji, sugerujących zarówno, że właściciele giełdy sami ukradli zgromadzone środki oraz sugestie, że za wszystkim stoją hakerzy. Tobiasz N. sam publicznie zapewniał, że jest uczciwy i nie miał zamiaru nikogo oszukać i że sam jest ofiarą w tej sprawie, tracąc również spore środki finansowe.

Na Facebooku powstała dedykowana grupa "Bitmarket – poszkodowani", licząca kilka tysięcy użytkowników. Według danych szacunkowych, na giełdzie mogło działać nawet 60 tys. osób, z depozytami wartymi nawet 100 mln zł. Giełda w ostatnich miesiącach miewała problemy z płynnością działania, pojawiały się doniesienia o przerwach w dostępie i opóźnieniach w przelewach pieniędzy. Na giełdzie dochodziło też do prób prania pieniędzy pochodzących z kradzieży. Prokurator okręgowy w Olsztynie poinformował, że dochodzeniem zostanie objęty okres od listopada 2018 roku, do momentu zamknięcia giełdy.

Śledztwo ma ujawnić, czy właściciele kryptogiełdy celowo prowadzili działania, które przyniosły szkodę klientom i wprowadzali w błąd "co do zamiaru wywiązania się z zawartych umów zakupu kryptowaluty i przekazania tych środków do portfeli zarządzających". Ze wstępnych wyliczeń wynika, że z portfela giełdy wyparowało co najmniej 2300 bitcoinów, co w przeliczeniu daje około 100 mln. zł.

Zamieszanie z firmą ochroniarską. Prokuratura nie chce się nią zająć, bo...

Data: 22.05.2019 20:59

Autor: Apollo

rmf24.pl

Zamieszanie z ochroną urzędów skarbowych na Mazowszu. Firma, która wygrała przetarg na świadczenie takich usług jest podejrzana o złożenie fałszywego oświadczenia o zaległościach podatkowych. Sprawa trafiła do prokuratury, ale ta nie chce się nią zająć, bo…sama jest ochraniana przez…

#polska #prawo #wydarzenia #podatki #prokuratura