Łukasz Warzecha komentuje Green(PIS)owską „piątkę dla zwierząt”.

Data: 10.09.2020 15:28

Autor: stawo73

wei.org.pl

"Jestem złym człowiekiem. Przynajmniej według Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że propozycje PiS dotyczące ochrony zwierząt, poprą „wszyscy dobrzy ludzie”. Ja nie tylko nie popieram prozwierzęcych pomysłów Naczelnika, ale przeciwnie: uważam je za skrajnie szkodliwe, wyrosłe ze z gruntu lewicowego paradygmatu, a w przypadku zakazu hodowli zwierząt futerkowych oraz praktycznie skasowania uboju rytualnego – za będące wprost zdradą polskich interesów ekonomicznych.

Nawiasem mówiąc, warto dostrzec, jak wyjątkowo paskudną figurę stylistyczną zastosował tutaj prezes PiS: „wszyscy dobrze ludzie poprą…” – czyli ci, którzy nie poprą, dobrzy nie są. O tego typu zabiegi PiS wielokrotnie oskarżał opozycję.

Jakiś czas temu pisałem na blogu WEI, że Jarosław Kaczyński podąża śladami Sylwii Spurek, tyle że mniej po wariacku i kilka kroków w tyle. Droga jest jednak ta sama i ostatecznie skutki identyczne. Jeśli ktoś miał jeszcze co do tego jakieś wątpliwości, to powinien się był ich teraz ostatecznie pozbyć. Powszechny entuzjazm wszystkich ekologistycznych organizacji, które nierzadko dają powody, aby uznawać je za przedstawicieli obcych interesów, wobec najnowszych pomysłów Kaczyńskiego mówi sam za siebie. Po raz kolejny muszę powtórzyć: PiS jest ugrupowaniem z ducha i praktyki głęboko lewicowym, i gdy idzie o pogląd na gospodarkę, i gdy idzie o kwestie wolności osobistej. Dlatego przekonanie, że to właśnie PiS będzie skutecznym hamulcem przeciwko lewackim ideowym nowinkom, jest całkowicie błędne. Tak się nie dzieje – PiS w żaden sposób nie zabezpieczył systemowo jakichkolwiek konserwatywnych rozwiązań, a w przypadku spraw takich jak zwierzęta jest wręcz w awangardzie postępów postępu.

Istnieje oczywiście możliwość, że mamy do czynienia jedynie – po raz kolejny – z tematem, który przez jakiś czas będzie miał rozgrzewać komentatorów, a potem ucichnie. Być może chodzi tu o przykrycie rewelacji Konfederacji, dotyczących działań polityków PiS w Przemyślu, może o przykrycie problemów z zadłużeniem państwa i masowo już pojawiających się pomysłów na nowe daniny i opłaty (bo przecież nie podatki, broń Boże!), może wreszcie jest to część taktyki, mającej przyciągać do PiS młodszych wyborców. Niestety, cykl wyborczy daje okazję do realizacji tego typu fatalnych zamierzeń, bo do kolejnych wyborów pozostają trzy lata, a sam Jarosław Kaczyński wielokrotnie dawał świadectwo swojej prozwierzęcej fiksacji. Przypominałem już fragment wywiadu w „Życiu” z roku 1996:

– A co pan myśli o oblewaniu farbą prawdziwych futer z lisów czy norek?

– Jak najlepiej. Moja bratanica uczestniczy regularnie we wszelkich tego typu manifestacjach antyfutrzarskich.

– Sam pan też by się przyłączył czy to już forma zbyt drastyczna?

– To nie chodzi o drastyczność, ale o to, że moja bratanica ma lat 16, a ja trochę więcej. Ale samo takie działanie jest jak najbardziej pożądane.

W tej wypowiedzi Kaczyński ni mniej ni więcej, ale pochwala niszczenie prywatnej własności w imię prozwierzęcej ideologii. Czym ta deklaracja – jak sądzę, wciąż aktualna – różni się od niektórych deklaracji brylujących dziś w lewicowych mediach ludzi z otoczenia „Margota”? Problem w tym, że dzisiaj to Kaczyński może według swoich fobii kształtować rzeczywistość. Wreszcie może zrealizować swoje marzenia sprzed lat, tyle że teraz nie chodzi już o oblanie jednego czy dwóch futer farbą, ale o zniszczenie prywatnej własności na wielką skalę – tworzonych przez całe lata ciężką pracą firm.

Projekt prozwierzęcej „piątki”, zawierający również kolejne wzmocnienie roli organizacji „animalsów”, czyniące z nich quasi-policję – co również jest skandaliczne – firmuje 26-letni działacz PiS, niejaki Michał Moskal, z siłą rzeczy minimalnym doświadczeniem życiowym, który całą swoją karierę przebimbał na publicznej kasie, na wolnym rynku nie zarobiwszy ani złotówki i niczego samemu nie stworzywszy. Jeśli już wyprawiamy się w rejony etyki, to jest coś głęboko nieetycznego, a nawet obrzydliwego w tym, że budowane z mozołem polskie biznesy chcą wygasić ludzie, którzy od lat żyją wyłącznie z polityki, czyli z publicznej kasy, i którzy nie skalali swoich rąk żadnym prowadzonym na własny rachunek zajęciem nigdy lub od bardzo dawna.

Wielokrotnie już zbijałem argumenty przeciwko zakazowi hodowli futerkowych lub uboju rytualnego, muszę je jednak powtórzyć. Przede wszystkim jakiekolwiek ewentualne nieprawidłowości – jeżeli w ogóle mają miejsce, a materiały przedstawiane przez aktywistów są niemal bez wyjątku fałszowane lub ustawiane – są, owszem, uzasadnieniem na rzecz zwiększenia liczby kontroli, może wzmocnienia norm, i tak już zresztą bardzo wyśrubowanych, ale na pewno nie na rzecz likwidacji branży. Szczególnie że akurat fermy futerkowe są pod wyjątkowo silnym nadzorem, kontrolowane znacznie częściej niż jakikolwiek inny rodzaj gospodarstw hodowlanych, gdzie przecież również może dochodzić do nieprawidłowości.

Dlaczego w takim razie animalsi wzięli sobie na cel przede wszystkim hodowle futerkowe? Odpowiedź jest prosta: psychologia człowieka. W tej dyskusji nie ma racjonalności, są niemal wyłącznie emocje. Animalsi wiedzą, jak je pobudzać, w końcu z tego żyją, wyciągając pieniądze od ludzi. Zwierzęta futerkowe budzą w człowieku miłe skojarzenia. Norka wygląda przesympatycznie, zdarza się, że ludzie trzymają je w domach jako zwierzęta domowe. Lisy też są piękne i kojarzą się z wolnością, dlatego trzymanie ich w klatkach budzi instynktowny sprzeciw. Do tego dodajemy kilka emocjonalnie nacechowanych określeń typu „zerwiskóry”, „obdzieranie ze skóry” – i mamy już typowy dla dzisiejszych czasów zdychającego rozumu koktajl emocjonalny, na którym można jechać długo. Nikogo nie interesuje, jak wygląda faktycznie proces zdejmowania skór ze zwierząt (najpierw usypianych – zabijanych – zwykle gazem) ani to, że skóry zdejmowane na żywo byłyby po prostu złej jakości. Żaden hodowca, który nie jest nienormalny i nie działa przeciw sobie samemu, tego nie robi. Każdy racjonalny hodowca dba o dobrostan swoich zwierząt, bo to są po prostu jego pieniądze. Obraz hodowców sadystów, krążących z nożem pomiędzy klatkami i na żywca z obrzydliwym rechotem zdzierających skórę z piszczących rozpaczliwie zwierząt ma tyle wspólnego z rzeczywistością co Jarosław Kaczyński z liberalizmem. Ale dobrze się sprzedaje wśród miejskich pięknoduchów.

Jak w każdej dużej hodowli, tak i w przypadku hodowli zwierząt futerkowych mogą się zdarzać pojedyncze przypadki niewłaściwego zachowania pracowników. Ale dokładnie tak samo można by atakować na przykład gospodarstwa, gdzie hoduje się trzodę chlewną czy krowy (słabiej kontrolowane). Dlaczego zatem tu ataku nie ma? Znów – proste: psychologia. Świnia czy krowa nie wywołują już tych automatycznych, sympatycznych skojarzeń u zaangażowanych emocjonalnie mieszczuchów i znacznie trudniej temat sprzedać. Ale bez obaw: animalsi już w tę stronę zmierzają, mieliśmy już kampanię bilbordową, przekonującą, że i takim zwierzętom dzieje się straszna krzywda. To jest po prostu następny krok. I do tego następnego kroku zachęcają Moskal z Kaczyńskim."

ciąg dalszy:

https://wei.org.pl/article/grinpis-w-akcji/

#pis #polska #polityka #lewica #zwierzeta #ochronazwierzat #ekoterroryzm #zwierzetafuterkowe

PIS wprowadza kolejny lewacki postulat – tym razem zakaz hodowli zwierząt futerkowych.

Data: 08.09.2020 16:10

Autor: stawo73

dorzeczy.pl

Kaczyński zapowiedział wprowadzenie szeregu przepisów chroniących zwierzęta, udających ochronę zwierząt lub pod pozorem ochrony zwierząt zwiększających kontrolę społeczną przez tzw „organizacje prozwierzęce”. Nowa ustawa przewiduje między innymi zakaz hodowli zwierząt futerkowych, zakaz używania zwierząt w celach rozrywkowych i widowiskowych, ubój rytualny jedynie na potrzeby krajowych związków wyznaniowych czy większe kompetencje dla organizacji ekoterrorystycznych.

#polska #pis #polityka #zwierzeta #zwierzetafuterkowe #lewica #ekoterroryzm #ochronazwierzat