Data: 22.07.2020 07:08

Autor: Ijon_Tichy

Filozoficzna rozrywka. Czy jesteśmy ślepi na przejawy działania, istnienia bytów wyższego szczebla niż ten, na którym funkcjonuje nasza ludzka świadomość?

TEORIA NADISTOT – Adam Snerg-Wiśniewski (skrótowo, więc zachęcam do przeczytania całego artykułu, do którego link podałem na końcu)." Nie można wykluczyć przypadku, że kiedyś – w dalekiej przeszłości – powstała już raz na Ziemi czwarta generacja życia. Gdyby jej przedstawiciele egzystowali teraz obok nas (równolegle z roślinami i zwierzętami), nie moglibyśmy ich zobaczyć ani odróżnić efektów ich działalności od zjawisk naturalnych". "Istoty z czwartej lub piątej generacji mogły już dawno przybyć na Ziemię, lecz nie podejmują one żadnej próby nawiązania kontaktu z nami, gdyż porozumienie między istotami, które należą do dwóch różnych generacji jest całkowicie niemożliwe".

W pozornym chaosie licznych form życia jakie występują na ziemi możemy wyodrębnić kolejne jego generacje i nadać im nazwy według specjalności naukowych, które się nimi zajmują. Oto zestawienie:

Generacje:

  1. chemiczna – minerały.

  2. botaniczna – rośliny.

  3. zoologiczna – zwierzęta.

  4. psychologiczna- umysły.

Pod łącznym określeniem „człowiek” rozpoznajemy z łatwością dwie zasadniczo odrębne istoty: ciało i umysł. 1) Ciało wraz z jego mózgiem, to organizm zwierzęcy, toteż tę istotę zaliczymy do generacji zoologicznej. 2) Umysł człowieka, który sklasyfikujemy w generacji psychologicznej.

Za możliwością dokonania takiego podziału przemawia fakt, że życie duchowe da się odróżnić od fizjologicznego, przy czym świadomość człowieka jest niepodzielna w takim samym znaczeniu, w jakim niepodzielne jest jego ciało.

Możemy teraz zwrócić uwagę na ważna zasadę obowiązującą w całym szeregu omawianych form życia: żadna istota nie postrzega bezpośrednio organizmu swej nadistoty.

Tak więc, minerały nie postrzegają roślin, te znów nie postrzegają zwierząt, które z kolei nie postrzegają umysłów ludzkich. Oczywiście, zwierzęta widzą nasze ciała, gdyż ciało człowieka należy do generacji zoologicznej. Lecz żadne zwierzę nie postrzega istoty z generacji psychologicznej, bowiem postrzegać umysł znaczy wejść do obcej świadomości i śledzić w niej przebieg wszystkich myśli.

W podsumowaniu możemy stwierdzić:

  1. Szereg generacji życia jest ciągły.

  2. Każda istota opiera swój byt na przemianie materii zorganizowanej w generacji własnej lub o jeden stopień niższej w szeregu.

  3. Żadna istota nie postrzega swej nadistoty.

  4. Brak odpowiednich zmysłów pozwala każdej istocie sądzić, że jej generacja zajmuje najwyższe piętro w gmachu ewolucji.

  5. Istota hodowana lub uprawiana może postrzegać efekty działalności swej nadistoty lub ponad-nadistoty, lecz nie odróżnia tych efektów od zjawisk, które zalicza do naturalnych.

Postawmy teraz pytanie: Co nas upoważnia do kategorycznego twierdzenia, że to my sami królujemy na Ziemi? W takim przekonaniu utrzymuje nas jedynie nie uzasadniona pewność, że gdyby na Ziemi istnieli przedstawiciele generacji wyższych, czy to pochodzenia kosmicznego, czy też lokalnego, wtedy widzielibyśmy ich na własne oczy. O fałszywości tego twierdzenia (zasady, że nie ma tego, czego nie widać) przekonuje nas na każdym kroku codzienne doświadczenie: wszak zwierzęta nie postrzegają umysłów, tak samo jak rośliny nie postrzegają zwierząt, ponieważ – bezpośrednio – żadna istota nie widzi swej nadistoty. W powyższej zasadzie natura wyraziła celnie najogólniejszy swój zakaz: żadna istota nie postrzega tego, co ją znacznie przewyższa – co należy już do następnej generacji.

Zachęcam do przeczytania całego artykułu: http://snerg.lh2.pl/teorie/teoria_nadistot.html

#ontologia #swiadomosc #byt #filozofia #materializm #duchowosc #wojnaidei

Data: 31.03.2020 07:47

Autor: Ijon_Tichy

Ciekawostka, szczególnie do @BlaziuBlaz ale też do @Emil18 który pisał, że nie rozumie posta kolegi @LadacznicoOdporny. Ale też dla każdego z Was. Potraktujcie to jako ciekawostkę:

Przyjrzyjcie się najpierw tym obrazom. Jej autorem jest pani Małgorzata Maćkowiak. Myślicie, że to bezsensowny zbiór figur? Nic bardziej mylnego…

Nie tylko ja, ale miliony osób na całym świecie potwierdzają, że kontakt z planem astralnym jest rzeczywisty i nie jest wytworem wyobraźni. Takie rzeczy się dzieją naprawdę, są rzeczywiste i nie mają nic wspólnego z migrenami, chorobą, czy problemami psychicznymi. I wielu ludzi praktykuje takie rzeczy i doświadcza kontaktu ze sferą duchową całymi latami. Praktyki te mają swoje "szkoły" i "studia" i można się ich zwyczajnie nauczyć. Jednak wbrew powierzchownej niewinności są to sprawy powiązane z czystym złem i każdy, kto w to wejdzie, prędzej czy później srogo tego żałuje. To powoduje prawdziwe spustoszenie w ludzkiej duszy.

Ludzie, którzy to praktykują, są to bardzo często poważne osoby, wykształcone i pełniące ważne funkcje. Na przykład moja wykładowczyni ze studiów, artystka o nazwisku Maćkowiak, albo architekt, który współpracował z moją żoną, gdy pracowała w biurze architektonicznym – oficjalnie się tym zajmowali, akurat nie ukrywali tego. A także wielu innych, których miałem okazję poznać. Są to ludzie, którzy normalnie funkcjonują, niektórych z nich znacie osobiście i nie zdajecie sobie sprawy z ich praktyk, bo zazwyczaj nie chwalą się tym.

To wszystko o czym od kilku dni piszę i wspominam w tagu #opowiescizkrypty dzieje się naprawdę, wbrew płynącym z ignorancji przekonaniom i pragnieniom materialistów ontologicznych i ich irracjonalnemu racjonalizowaniu (tak, jest to oksymoron, którego użyłem świadomie, bo świetnie opisuje postawę materialistów ontologicznych, którzy z wręcz niepojętym i wymagającym ogromnej wiary uporem odrzucają wszelkie, niezliczone świadectwa tak wielu ludzi). Redukowanie całej rzeczywistości do tego, co dostępne jest na co dzień naszym pięciu zmysłom, jest naiwne.

Pani Maćkowiak była moją wykładowczynią na studiach. Ona jest zadeklarowaną buddystką, ale w rzeczywistości jej zainteresowania i praktyki wykraczają znacznie poza buddyzm, jest to raczej New Age, które łączy w sobie różne pokrewne mistyczne praktyki i zagadnienia.

Jej obrazy nawiązują do ezoteryki, geometrii ezoterycznej, mandali, symbolizmu świata astralnego, kosmosu, podświadomości, nadświadomości itd. Oprócz zakodowanej symboliki (którą ja określam jako okultystyczną) ulubiła sobie literę "A", którą prezentuje często na swoich obrazach, a prawdopodobnie jest odwołaniem do hebrajskiej, kabalistycznej litery "Alef" – pierwszej litery w kabale, która najogólniej mówiąc symbolizuje relacje człowieka z boskością. W ten sposób interpretuję fakt, że ona umieszcza te literę na niektórych swoich obrazach, ponieważ ona ulubiła sobie tematykę relacji świadomości ludzkiej z planem astralnym, ze stanem doświadczania kontaktu ze sferą duchową.

Pani Mackowiak używa sentencji: "„Artysta to tłumacz, ktoś, kto nauczył się przekładać na swój własny język obce języki kamieni, ptaków, snów, ciała, świata materialnego, świata niewidzialnego, seksu, śmierci, miłości. Inny język, to inna rzeczywistość.” Moje obrazy są konsekwencją poszukiwań wizualnych interpretacji rzeczywistości. Mojej rzeczywistości."

Pisze też o sobie: " to nieprawda, że urodziliśmy się dwadzieścia, czterdzieści, pięćdziesiąt lat temu. Tak naprawdę urodziliśmy się 10-14 miliardów lat wcześniej. Urodziliśmy się razem z tajemnicą wszechświata, która jest w nas zapisana. Nerw tajemnicy przenika umysł, ciało, ale jest również rejestratorem kosmologicznej pamięci".

To tylko przykłady jej przekonań, które wyraża w sztuce. Nie wypływa to z czegoś, co przeczytała i w to uwierzyła. Ona praktykuje i doświadcza czegoś, w co materialista ontologiczny, ateista nie uwierzy, bo jest ignorantem (nie piszę tego w obraźliwym sensie).

Oto dwa przykładowe obrazy pani Maćkowiak, żaden z zaprezentowanych na obrazach symboli nie jest przypadkowy:

#ezoteryka #okultyzm #newage #astral #duchowosc #swiadomosc #zlo

Data: 31.03.2020 04:38

Autor: LadacznicoOdporny

@Ijon_Tichy

Wygląda na to, że teraz kolej na moją opowieść.

Chciałem opisać wszystko chronologicznie, cofając się aż do czasów małego dzieciaka, ale ostatnio krucho u mnie z czasem i ograniczę się do opisu momentu kulminacyjnego i kluczowych okoliczności. W sam raz gdyby ktoś nie mógł zasnąć ;) Te wszystkie detale które pominę też mają znaczenie i na pewno budują tło dla całej historii. Dzisiaj opiszę tylko te najważniejsze. Wszelkie „smaczki” mam nadzieję dopisać do końca kwietnia.

Moja opowieść może być niezrozumiała dla osób które nigdy nie medytowały lub nie przeżyły niczego podobnego. Przepraszam jeśli porównania okażą się niewystarczające i proszę o wyrozumiałość.

Tak jak już tu kiedyś pisałem. Wiem o istnieniu świata duchowego. Wiem o tym, że istnieje Bóg, ponieważ doświadczyłem jego konkurencji. Doświadczyłem czystej nienawiści, żądzy śmierci i zepsucia, spersonifikowanego zła. Coś takiego nie byłoby w stanie stworzyć świata w którym żyjemy, a puszczone samopas na pewno by go zniszczyło. Jednak świat nadal istnieje. Musi być więc siła przeciwna, a zarazem silniejsza. Musi więc być nad nami pasterz który chroni nas od złego.

Cała historia jest jedynie punktem kulminacyjnym. Momentem w którym przeciwnik pokazał swoje oblicze. Ale każdy skutek ma przyczynę. Przyczyny rozciągały się na tygodnie przed momentem który odebrał mi spokój ducha na wiele lat. Prawdę mówiąc dopiero w ostatnich latach powoli uzyskuję stan równowagi i posiadania większej ilości odpowiedzi niż pytań. Teraz mam już lvl 25+. Opisywane wydarzenia działy się w okresie kiedy miałem 12 lat. Jeśli dobrze pamiętam wszystkie nadprzyrodzone efekty ustąpiły do czasu moich 13 urodzin. Poza strachem. Poza wątpliwościami. Poza (ze wstydem przyznaję) poczuciem żalu do Boga, że dopuścił do mnie takie doświadczenie. Poza utratą poczucia sensu w życiu. To wewnętrzne rozbicie towarzyszyło mi z przerwami jakieś 10 lat.

Pozwólcie że zignoruję czas i przestrzeń będące przyczyną oraz zapowiedzią, a przejdę do opisu nocy która zniszczyła dotychczasowego mnie.

Gdy słyszysz słowa, to musisz rozpoznać język, zdekodować go i dopiero uzyskujesz w swoim umyśle ich sens. Tutaj był przekaz samego sensu, bez żadnych słów. Miało to miejsce w nocy. Spałem. Czysta myśl innego człowieka po prostu pojawiła się w moim umyśle. Była to prośba o pomoc od dziewczyny którą wtedy traktowałem jako przyjaciela za którego mogłem oddać życie. Czułem że cierpi. Przyjąłem wezwanie. Nie da się tego dokładnie opisać. Moja czysta wola by jej pomóc przekształciła się w duchowe działanie. Poczułem jej świadomość obok mnie, już po drugiej stornie bariery mojego umysłu, od środka. Była już bezpieczna, otoczona barierą mojego snu, moich spokojnych myśli. Była tam gdzie ja. Wewnątrz mojego śpiącego umysłu. Tam gdzie każdy człowiek czuje się najbezpieczniej. Tam gdzie co noc twoja świadomość bezkarnie i bezpiecznie rozbija się na fragmenty i łączy na nowo. W siedlisku całej twojej osoby i źródle wszystkich myśli, tuż obok centrum twojego jestestwa. Twojego jedynego azylu, którego nikt nigdy nie skaził.

Po chwili poznałem że nie jest sama. To był najgorszy moment w moim życiu. Gdy to pisze mam gęsią skórkę na całym ciele (serio, przez chwile poczułem jak mi włosy na głowie stają dęba). Okazało się, że razem z nią weszła do mojego umysłu jej towarzyszka (demon lub diabeł ale nazywany żeńskim imieniem, które przemilczę). Mój umysł zaczęła wypełniać obecność tego czegoś. Była potężna, nie do odparcia. Zalała go całego, tak że moja istota w tym umyśle była niczym kropla wody w oceanie smoły. Byłem tym otoczony. To coś stanowiło cały świat którego doświadczałem. Była to czyta nienawiść. Nienawiść gorsza od wszystkiego co zdołacie sobie wyobrazić i większa od wszystkiego co ja jestem w stanie sobie przypomnieć. To coś nie znało litości, było jej przeciwieństwem. Powiedzieć, że to chciało mnie zabić to jak nie powiedzieć nic. To dążyło do całkowitego unicestwienia mojego jestestwa. Do zanegowanie tego że jestem, że byłem, żadnego „będę” już nie było na horyzoncie. Do tego bym „ja” nie mógł istnieć nawet jako nieożywione pojęcie. Do czegoś gorszego niż śmierć. To było czyste zło. Działało tylko w jednym kierunku – zniszczenia, nienawiści, splugawienia. To był atak w którym to coś nie pozostawiło miejsca na to bym mógł przeżyć.

Kropla mojej świadomości zaczęła maleć do rozmiaru atomu. Każda myśl którą chciałem scalić była rozrywana, nie dało się stworzyć żadnej, wszystkie przeszły w niebyt. Nie miałem żadnego punktu odniesienia, byłem już oderwany od życia. Nie było niczego czym mógłbym wyznaczyć przestrzeń. Nie było też niczego czym mógłbym opisać czas. Wpadłem w wieczność i pustkę (może właśnie to było nazywane w Biblii Szeolem? Stan oderwania duszy od życia.) Również każdy zamiar został zniszczony. Do poległych dołączyły idee, wszelkie naturalne zapędy serca do których nie potrzeba było myśli.

Zostało mi jedno. „Ja jestem.” Tak mógłbym przetłumaczyć na ludzki język ostatnie co mi zostało. Właściwie, to „ja” można wykreślić. Było samo „Jestem.” Wszak moje ego umarło już „dawno” i ja jako człowiek, tożsamość już nie istniałem. Było „Jestem.” Bez opisu osoby. Tabula rasa. Było coś jeszcze. Wszechogarniająca, wieczna nienawiść. Chcąca pozbawić mnie tego „Jestem.” Zniszczyć to. Wymazać moją egzystencję. Czułem że się zapadam. Czułem grozę prawdziwej śmierci. Czułem grozę widma zniszczenia mojej duszy. Czułem tez potęgę nienawiści i plugawości bytu który chciał mnie unicestwić. To trwało wieczność. Było tylko to.

Istnienie tego jedynego „Jestem”, które mi pozostało była niezachwiane. Byłem otoczony złem, bez żadnej własnej mocy którą mógłbym się bronić, a jednak moja dusza przetrwała. Zło na pewno nie odstąpiło od swoich zamiarów. Coś nie pozwalało mu mnie unicestwić. Nie wiem czy wynikało to z nieśmiertelności duszy czy ingerencji sił wyższych.

Powróciłem do żywych. Nie wiem jak. Usiadłem na łóżku i lały się ze mnie łzy. Byłem pustą, sterroryzowaną duszą. Po chwili (wiecie jakie to jest piękne gdy macie ponownie wokół siebie czas i przestrzeń?) zaczęły w mojej świadomości pojawiać się wspomnienia przeżytego życia. Od dziecka aż do ówczesnego momentu. Zaczął mi się wgrywać software. Widziałem całe swoje życie. Każdy punkt w którym zgrzeszyłem. Podczas tego procesu rozumiałem wszystko w moim życiu, widziałem je prawdziwie. Dotarłem świadomością do aktualnego punktu w czasie i wszystko ponownie pokryło się mgłą ograniczonego ludzkiego zrozumienia. Razem ze swoją tożsamością odzyskałem swoje grzechy. Odzyskałem swoje „ja” i utraciłem czystość której przez chwilę mogłem doświadczać. Po czym na wszystko padł terror wspomnień tego czego doświadczyłem. Zrodziło to pytania i wątpliwości na które odpowiedzi szukam do dzisiaj. Zrodziło to też smutek i strach które towarzyszyły mi z dekadę. Po tym doświadczeniu już nigdy nie czułem się kompletny. Jakbym coś utracił. Jakaś część wewnętrznej radości wtedy we mnie umarła. Myślę że to na zawsze pozostanie we mnie żywe. Ale mam też nadzieję, że kiedyś ta rana się zagoi, a to doświadczenie wyda dobry owoc. Wciąż mam nadzieję, że to miało wyższy sens.

W tym momencie muszę zakończyć swoją opowieść, choć nie był to koniec duchowych doświadczeń. Piszę to już prawie dwie godziny. Mam 4.50 na zegarze. A jutro czeka mnie pracowity dzień. Czas iść spać. Dobrej nocy Lurki i Lukrecje :)

#duchowosc #truestory #demony #zlo #wiara #pieklo #religia #historiaprawdziwa #wyznanie

Data: 30.03.2020 22:25

Autor: Ijon_Tichy

Witajcie nocne Lurki i Lukierki.


Dzień mijał powoli,

za nim noc powoli brodzi,

znowu czas tak śpieszył

i opowieść z krypty nadchodzi? (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)


☆:・゚☆:・゚☆:・゚☆:・゚☆:・゚☆:・゚☆*:・゚☆


Czas na kolejną opowieść z krypty, z dedykacją dla @raptor

Tym razem filmik, animacja czyjegoś paraliżu przysennego i tego, czego doświadczył w jego trakcie.

https://youtu.be/KIDubGfTjhw

#swiadomysen #paralizprzysenny #duchowosc #strach

Data: 29.03.2020 04:33

Autor: Ijon_Tichy

Ok Lurki i Lukierki, dziś zmienicie chyba zdanie na temat Ijona, bo opowiem wam historię sprzed około 11 lat, kiedy byłem jeszcze agnostykiem i miałem dość szalony styl studenckiego życia i dość ryzykownie próbowałem prawie wszystkiego. Lepiej zapnijcie pasy. Wolam @raptor jako osobę zaznajomioną z tematyką i @LadacznicoOdporny bo chciał poznać tę historię.

Jestem dobrze zorientowany w paraliżu przysennym i świadomym śnie, bo kiedyś była to moja zabawa, którą praktykowałem z ciekawskości i dużo się w tych sprawach ćwiczyłem. Po tym co widziałem i przeżyłem jestem w 100% pewien, że istnieje jeszcze jeden „wymiar”, w którym są jakieś istoty. Pozwólcie, że opowiem wam jedno z moich niezwykłych doświadczeń:

Było to w czassch, gdy byłem jeszcze agnostykiem, nie byłem chrześcijaninem. Poznałem dziewczynę, w której całkowicie się zakochałem. Świetna osoba, szlachetna dusza, nie tylko zewnętrznie piękna dziewczyna, ale w ogóle piękna dusza. Po trzech miesiącach naszej znajomości byłem w jej pokoju, ponieważ oglądaliśmy filmy do późnej nocy. Nie wspominałem jej o mojej „zabawie” ze świadomym snem i paraliżem przysennym, ponieważ nie chciałem robić z siebie dziwaka. Naprawdę chciałem jej zaimponować, że jestem , zwyczajnym, fajnym chłopakiem :) Więc była zupełnie nieświadoma moich zabaw ze świadomym śnieniem. Siedzieliśmy do późna i nawet nie wiem kiedy zasnąłem, a ona leżała obok mnie.

Przed wschodem słońca znów wpadłem w świadomy sen. Nie opowiem snu, bo nie pamiętam za bardzo treści, ale pamiętam, że był bardzo mroczny w niemal demonicznej atmosferze najgorszego horroru, poczuciu całkowitej pustki, jakbym dotarł na skraj wszechświata oraz otchłani ciemności i śmierci, ale nie miałem na to wpływu, nie miałem kontroli nad snem, mimo że byłem całkowicie świadom, że to sen. Postanowiłem więc, że się obudzę.

Udało mi się obudzić, ale pozostał paraliż przysenny, więc nie mogłem się ruszyć. Miałem otwarte oczy (albo mi się wydawało, że mam, ale widziałem wszystko normalnie) i byłem całkowicie przytomny i obudzony. Byłem już dobrze zorientowany w świadomych snach i paraliżu przysennym, więc pomyślałem: „ok, cóż, no to zaczynamy zabawę”. Leżałem na plecach, spojrzałem prosto przed siebie na szafę i drzwi.

A potem, ku memu przerażeniu, zobaczyłem wysoką, całkowicie czarną postać, jakby z kapturem opadającym na twarz, ze spuszczoną głową (mam gęsią skórkę, kiedy piszę to teraz …) Ta postać stała między drzwiami a szafą. Nie widziałem twarzy tej istoty. W uszach zacząłem słyszeć bardzo wysoki piskliwy dźwięk, jak gwizd „iiiiiiiiiiiiiiiii”, w bardzo wysokich częstotliwości. Dźwięk o wysokim tonie wzrastał coraz bardziej. Potem ta istota powoli zaczęła się do mnie zbliżać (Boże, jakie to było przerażające!). Jeszcze panowałem nad sobą tłumacząc sobie, że to halucynacje. Kolejny dźwięk pojawił się w mojej głowie, jak hałas, jakby mój mózg gotował się i jednocześnie jak szum wielu fal. Im bardziej ta osoba zbliżała się do mnie, tym bardziej brzęczenie w mojej głowie nasiliło się, aż w końcu ta istota stanęła nade mną i pochyliła się nade mną, i poczułem przeszywający ból w uszach, tak jakby ktoś przeszył mi głowę na wykot jakąś szpilą przez uszy. Jednocześnie poczułem prąd w głowie i dźwięk, który mógłbym porównać do czegoś jak krótkie skrzypanie pękającego styropianu i dźwięk elektryczności.

Następnie te wszystkie dźwięki zaczęły zamieniać się w obrzydliwy głos tej czarnej istoty, podobny do growlingu w dead metalu. Coraz bardziej i bardziej … To działo się szybko i już totalnie wyrąbało poza skalę mojej odwagi i było zupełnie ponad wszystko, co przeżyłem wcześniej podczas zabaw z świadomym snem i paraliżem przysennym. Byłem tak skrajnue przerażony, że krzyknąłem w myślach: „JEZU! POMÓŻ! RATUJ MNIE!” I natychmiast po tych słowach, w nagły sposób, wszystko się wstrzymało, usłyszałem gwałtowny, krótki warczący krzyk ohydnego głosu, pełen gniewu i nienawiści. Poczułem jakby fizycznie coś się odessało od mojego mózgu i nagle się obudziłem. W pokoju nic się nie zmieniło, tylko ta istota i objawy zniknęły, a w mojej głowie poczułem niezwykłą lekkość i ulgę. Nie wiem do czego to porównać, więc poniekąd przypominało to uczucie, jakby po długiej chorobie coś mi się oczyściło w zatokach, w nosie, w płynie mózgowo rdzeniowym. Cała głowa lekka i czysta. Nie wiem jak to opisać, tę lekkość.

Wciąż leżałam na plecach, zszokowany, wstrząśnięty, oddychając szybko i dziękując Bogu w myślach (przypominam, że byłem wtedy agnostykiem). Odwróciłem się na bok i spojrzałem na moją dziewczynę. Nie spała i patrzyła na mnie przerażonymi oczami. Powiedziałem jej: „Nawet nie uwierzyłbyś w to, czego właśnie doświadczyłem”.

I natychmiast odpowiedziała mi przestraszonym głosem: „Chyba wiem. Obudziłam się, ale nie mogłam się poruszyć. Obok drzwi stała czarna postać z kapturem. Po chwili ta postać podeszła do ciebie i pochyliła się nad tobą i wtedy się obudziłam".

Zszokowało mnie to. Bez rozmowy, zanim cokolwiek powiedziałem ona opisała dokładnie to, co się stało!!! Co więcej, nigdy wcześniej nie mówiłem jej o tych sprawach – paraliżu przysennym, świadomym śnie itp. Nie była z tym zaznajomiona, nawet o tym wcześniej nie słyszała, więc nie wpłynąłem na nią w jakikolwiek sposób.

To był dla mnie 100% dowód. Jak strzał prosto w twarz, jak przebicie się do rdzenia mojej świadomości. Zdewastowało to mnie, całkowicie zmieniło zdanie na temat tej „zabawy” oraz świata i relacji między człowiekiem a sferą duchową. Przekonałem się ponad wszelką wątpliwość, że oprócz rzeczywistości, którą doświadczamy za pomocą naszych fizycznych zmysłów jest jeszcze "coś”.

To był początek końca mojego agnostycyzmu i poważniejszego traktowania spraw duchowych. Pewnie niektórzy z was nawą mnie obłąkańcem lub kłamcą ale mam to głęboko w d…. :) To co napisałem jest prawdą.

Oprócz tego doświadczenia miałem też kilka innych, również wstrząsających.

Ps. Ciekawostka: ta dziewczyna, z którą wtedy chodziłem dziś jest moją żoną i mamy dwójkę dzieci :)

#swiadomysen #paralizprzysenny #duchowosc #opowiescizkrypty #truestory

Wiara w Boga może przyspieszać leczenie chorób psychicznych

Data: 30.08.2019 12:58

Autor: HowardLovecraft

livescience.com

Nowe badania wskazują, że pacjenci wierzący w Boga mogą uzyskiwać lepsze wyniki krótkoterminowego leczenia chorób psychicznych.

David Rosmarin, klinicysta i instruktor na wydziale psychiatrii w Harvard Medical School w Bostonie, powiedział, że osoby, które opisywały się jako posiadające silną wiarę, zgłaszały lepszą ogólną reakcję na leczenie depresji, stanów lękowych i innych chorób psychicznych.

#zdrowie #nauka #wiara #duchowosc #bog