#Nauka Poziom żelaza we krwi może być kluczem do spowolnienia procesu starzenia

Data: 20.07.2020 13:05

Autor: ziemianin

ed.ac.uk

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zelazo #krew #zdrowie #zycie #dlugosczycia #anemia #nauka #czlowiek

Międzynarodowy zespół naukowy, na czele którego stali specjaliści z University of Edinburgh, zidentyfikował geny powiązane ze starzeniem się i wyjaśnia, dlaczego proces starzenia się przebiega tak różnie u różnych ludzi. Wyniki badań sugerują, że utrzymywanie odpowiedniego poziomu żelaza we krwi pomaga starzeć się lepiej i żyć dłużej.

#Nauka Poziom żelaza we krwi może być kluczem do spowolnienia procesu starzenia

Naukowcy oparli swoje badania na na analizie danych genetycznych ponad miliona osób. Jesteśmy bardzo podekscytowani tymi wynikami. Mamy tutaj silną sugestię, że zbyt wysoki poziom żelaza we krwi zmniejsza liczbę zdrowo przeżytych lat oraz że utrzymywanie odpowiedniego poziomu żelaza pozwala kontrolować proces starzenia się. Sądzimy, że nasze odkrycia dotyczące metabolizmu żelaza pozwoli wyjaśnić, dlaczego spożywanie bogatego w żelazo czerwone mięso wiąże się z różnymi schorzeniami wieku starszego, jak na przykład z chorobami serca, mówi główny badać doktor Paul Timmers.

Wraz z wiekiem nasz organizm powoli traci zdolność do homeostazy, czyli utrzymywania równowagi pomiędzy poszczególnymi parametrami. Brak tej równowagi jest przyczyną wielu chorób, a w końcu śmierci. Jednak przebieg procesu starzenia się jest bardzo różny u różnych ludzi. U niektórych pojawiają się poważne chroniczne schorzenia już w dość młodym wieku i ludzie ci szybko umierają, inni z kolei żyją w zdrowiu przez bardzo długi czas i do końca swoich dni są w dobrej kondycji.

Autorzy najnowszych badań przyjrzeli się genom i odkryli dziesięć regionów odpowiedzialnych za długość życia, długość życia w zdrowiu oraz długość życia w idealnych warunkach. Naukowcy zauważyli, że istnieje silna korelacja pomiędzy tymi trzema czynnikami, a poziomem żelaza we krwi. Badania statystyczne przeprowadzone metodą randomizacji Mendla potwierdziły, że poziom żelaza ma najbardziej istotny wpływ na długość życia w zdrowiu.

Na poziom żelaza we krwi wpływ ma nasza dieta. Zbyt wysoki lub zbyt niski jego poziom jest powiązany z chorobami wątroby, chorobą Parkinsona, a w starszym wieku wiąże się z obniżeniem zdolności organizmu do zwalczania infekcji. "Możliwości syntezy hemu spadają wraz z wiekiem. Jego niedobory prowadzą do akumulacji żelaza, stresu oksydacyjnego i dysfunkcji mitochondriów.

Akumulacja żelaza pomaga patogenom w podtrzymaniu infekcji, co jest zgodne z obserwowaną u osób starszych podatnością na infekcje. Z kolei nieprawidłowa homeostaza żelaza w mózgu wiąże się z chorobami neurodegeneracyjnymi, jak choroba Alzheimera, Parkinsona czy stwardnienie rozsiane, piszą autorzy badań.

Naukowcy zastrzegają, że kwestie te wymagają dalszych badań, ale już przewidują, że ich odkrycie może doprowadzić do opracowania leków, które zmniejszą niekorzystny wpływ starzenia się na zdrowie, wydłużą nie tylko ludzkie życie, ale też okres życia w zdrowiu.

Słońce - najważniejsze źródło witaminy D

Data: 09.04.2020 04:16

Autor: ziemianin

sloncewpigulce.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #witaminad #zdrowie #nauka #slonce #badania #czlowiek #zywnosc #dieta

Witamina D w naszym organizmie może pochodzić z dwóch źródeł – syntezy skórnej oraz diety.

Najważniejszym źródłem witaminy D jest słońce. Synteza skórna pod wpływem promieniowania słonecznego UVB może pokryć aż 90% dziennego zapotrzebowania na witaminę D!

Słońce – najważniejsze źródło witaminy D

Wytwarzanie witaminy D w skórze – od czego zależy?

Efektywność skórnej syntezy witaminy D jest zależna od wielu czynników, takich jak: szerokość geograficzna, pora roku, pora dnia, grubość pokrywy chmur, stopień zanieczyszczenia powietrza, czas ekspozycji na promieniowanie słoneczne, powierzchnia ciała poddana działaniu promieni słonecznych, stosowane kremy z filtrami UV‑B, odzież, wiek, pigmentacja skóry.

Jak zapewnić odpowiednią ilość witaminy D?

W związku z położeniem geograficznym Polski, efektywna synteza skórna witaminy D zachodzi właściwie wyłącznie od końca kwietnia do początku września, w słoneczne dni, pomiędzy godziną 10.00 a 15.00. Należy wtedy przebywać na słońcu przez minimum 15 minut dziennie i mieć odsłonięte przynajmniej 18 procent powierzchni ciała (twarz, przedramiona i częściowo nogi) oraz nie należy stosować filtrów przeciwsłonecznych. Trzeba zauważyć, że w podanych godzinach przebywamy zazwyczaj w biurze, w domu lub samochodzie. A kończąc pracę po godzinie 15.00, nawet w bardzo pogodny dzień nie mamy szans zsyntetyzować odpowiedniej ilości naturalnej witaminy D. Dodatkowo czynniki takie, jak zachmurzenie, zanieczyszczenia powietrza, mgły, zmniejszają ilość promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni ziemi, a co za tym idzie, mniejsza jest szansa na wytworzenie witaminy D. W cieniu ilość promieniowania słonecznego zmniejszona jest o 60%.

Od września do kwietnia natomiast, w Polsce, synteza skórna naturalnej witaminy D praktycznie nie zachodzi!

Polska leży między 49 a 55 równoleżnikiem na półkuli północnej, co powoduje, że zimą nasłonecznienie tutaj jest niewielkie. Promieniowanie UVB, pod wpływem którego zachodzi synteza witaminy D w skórze, nie dociera do powierzchni ziemi! Zostaje rozproszone w górnych warstwach atmosfery i w zasadzie w całości jest pochłaniane przez warstwę ozonową.

Czy można przedawkować witaminę D przebywając na słońcu?

Nie ma jak dotąd doniesień naukowych wskazujących na możliwość zatrucia organizmu witaminą D pochodzącą z syntezy skórnej, gdyż ewentualny jej nadmiar przekształcany jest w związki nieaktywne biologicznie, które są systematycznie usuwane z organizmu wraz ze złuszczającym się naskórkiem.

Czy odpowiedni poziom witaminy D możemy zapewnić sobie dietą?

Data: 09.04.2020 04:10

Autor: ziemianin

sloncewpigulce.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #witaminad #zdrowie #nauka #slonce #badania #czlowiek #zywnosc #dieta

Musimy sobie na początek zadać kilka pytań: w jakich produktach znajduje się witamina D? Czy w pokarmach, które spożywamy jest jej dużo, czy mało? Czy stosując normalną, urozmaiconą dietę jesteśmy w stanie zapewnić sobie odpowiednią ilość witaminy D potrzebną naszemu organizmowi?

Odpowiedź na te pytania znajdziecie poniżej.

Czy odpowiedni poziom witaminy D możemy zapewnić sobie dietą?

Najwięcej witaminy D zawierają tłuste ryby morskie, takie jak węgorz, czy łosoś. Spore jej ilości zawiera również śledź i makrela. Niestety powszechnie wiadomo, że Polacy spożywają ryby za rzadko.

W jakich produktach występuje witamina D?

Z drugiej jednak strony ryby są drogim produktem (szczególnie węgorz czy łosoś), a dieta obfitująca w duże ilości ryb może się szybko znudzić. Tym bardziej, że aby zapewnić sobie dawkę 1000 j.m. witaminy D należałoby codziennie zjadać np. 200 g pieczonego łososia lub aż 660 g makreli. Osoby, które nie lubią ryb mogą znaleźć witaminę D w innych produktach, ale są to dużo mniej wartościowe źródła. Żeby dostarczyć do organizmu dawkę 1000 j.m. witaminy D z innych produktów niż ryby, należałoby codziennie zjadać np. 20 jajek, kilka kilogramów sera żółtego lub wypić ponad 80 litrów mleka!

Z praktycznego punktu widzenia naturalne źródła witaminy D, ze względu na ograniczone możliwości ich spożywania (ilościowe lub ekonomiczne), nie są w stanie zaspokoić zapotrzebowania organizmu człowieka na witaminę D.

Naturalne źródła witaminy D nie zaspokoją zapotrzebowania organizmu

ZAWARTOŚĆ WITAMINY D W POLSKICH PRODUKTACH ŻYWNOŚCIOWYCH

PRODUKT ZAWARTOŚĆ WITAMINY D

węgorz świeży 1200 j.m./100 g

śledź marynowany 480 j.m./100 g

śledź w oleju 808 j.m./100 g

dorsz świeży 40 j.m./100 g

gotowany/pieczony łosoś 540 j.m./100 g

gotowana/pieczona makrela 152 j.m./100 g

ryby z puszki (tuńczyk, sardynki) 200 j.m./100 g

żółtko jajka 54 j.m./żółtko

ser żółty 7,6–28 j.m./100 g

mleko krowie 0,4–1,2 j.m./100 ml

Synteza w skórze pod wpływem promieniowania

UVB – ekspozycja ramion i nóg przez 15 minut

na pełnym słońcu latem 2000-4000 j.m.

W niektórych krajach, np. w USA, w witaminę D wzbogaca się mleko, jogurty, sok pomarańczowy, płatki śniadaniowe i margaryny. W Polsce nie jest to praktykowane i wzbogacane są jedynie margaryny.

W naszej codziennej diecie są czynniki, które mogą polepszać wchłanianie witaminy D lub je zaburzać. Do tych pierwszych należą wielonienasycone kwasy tłuszczowe, wapń, fosforany i witaminy A, C i E. Niekorzystnie na przyswajanie witaminy D wpływa alkohol, środki przeczyszczające oraz glikokortykosteroidy.

Witamina D na . . .

Data: 09.04.2020 04:07

Autor: ziemianin

infowars.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #witaminad #zdrowie #nauka #slonce #badania #czlowiek #zywnosc #dieta

Badanie 2018 oparte na danych NHANES z lat 2001-2010 wykazało, że 28,9% dorosłych Amerykanów miało niedobór witaminy D (surowica 25 (OH) D <20ng / ml), a dodatkowe 41,4% dorosłych Amerykanów miało niedobór witaminy D (surowica 25 ( OH) D między 20ng / ml a 30ng / ml).

Witamina D na . . .

Amerykanie, którzy byli czarnymi, gorzej wykształconymi, biednymi, otyłymi, aktualnymi palaczami, nieaktywnymi fizycznie, częściej występowali z niedoborem witaminy D. Osoby z zaburzeniami jelitowymi (choroba Leśniowskiego-Crohna lub celiakię), które zmniejszają pobieranie witaminy D w diecie, oraz osoby z chorobami wątroby lub nerek, które mogą zmniejszać konwersję witaminy D w jej aktywnej postaci, mogą być również narażone na zwiększone ryzyko niedoboru niezależnie od wieku.

Badanie z 2017 r. wykazało, że „Comiesięczne podawanie dużych dawek witaminy D3 zmniejszało częstość występowania ARI (ostrych infekcji dróg oddechowych)”.

Badanie z [2015 r.]()https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/25903964/?from_term=vitamin+d+middle+east+respiratory+syndrome&from_pos=1 w Thorax wykazało, że niedobór witaminy D występował często u pacjentów, u których rozwinął się zespół ostrej niewydolności oddechowej.

Niedobór witaminy D był badany na wielu wirusach i ogólnie wystarczający poziom witaminy D prowadzi do niższych wskaźników infekcji i do zmniejszenia ciężkich przypadków chorobowych.

W ubiegłym tygodniu były dyrektor CDC, dr Tom Frieden, zasugerował, że witamina D może zmniejszać liczbę zakażeń koronawirusem.

Gen z filtrem przeciwsłonecznym

Data: 06.04.2020 02:46

Autor: ziemianin

translate.google.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #czlowiek #cialo #gen #slonce #promieniowanieuv #witaminad #ciekawostki

Warianty genetyczne tworzą w skórze naturalny filtr ochronny wpływający na syntezę witaminy D – wynika z analizy opublikowanej przez australijskich naukowców w piśmie „Nature Communications”.

Gen z filtrem przeciwsłonecznym

wideo

Badacze z Uniwersytetu Queensland ustalili to podczas analizy genomów ponad 500 tys. Brytyjczyków.

„Posiadanie wariantów genu HAL wpływa na poziom substancji, która w skórze działa jak wbudowany filtr przeciwsłoneczny. Wchłania ona promienie UVB, które stymulują syntezę witaminy D. Poziom tej substancji wpływa na to, ile witaminy D możemy wyprodukować” – mówi prof. John McGrath, autor badań.

„Te badania pomogły wytypować kilka nowych genów, które wpływają na poziom witaminy D. Są to inne geny niż te, które warunkują kolor skóry i produkcję witaminy D w zależności od poziomu melaniny” – dodaje prof. McGrath.

Witamina D wytwarzana jest w naszym organizmie pod wpływem promieni słonecznych, jednak za wydajność tego procesu odpowiadają posiadane przez nas warianty genetyczne. Australijczycy zidentyfikowali 143 lokalizacje genów związanych z poziomem witaminy D.

„Dotychczas wiedzieliśmy jedynie o sześciu obszarach, dlatego dane z tej analizy dostarczą nam nowych informacji na temat syntezowania witaminy D w organizmie” – zauważa prof. Naomi Wray z Uniwersytetu Queensland.

Jak poprawić odporność? Pomoże te 8 produktów

Data: 13.03.2020 12:44

Autor: ziemianin

menshealth.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #czlowiek #zdrowie #jedzenie #odpornosc

Nie bierzemy jeńców! Każdy wirus grypy i każda chorobotwórcza bakteria muszą zginąć! To rozkaz!

Jak poprawić odporność? Pomoże te 8 produktów

Korzystając z arsenału środków, które znajdziesz w sklepie spożywczym, wzmocnij swoją odporność, a groźba ataku grypy czy przeziębienia zamieni się w niewinne wymachiwanie szabelką. Oto 8 produktów, które pomogą Ci uniknąć zachorowania.

Każdego roku starasz się wszelkimi sposobami uniknąć grypy i przeziębień: idziesz się zaszczepić, łykasz witaminę C, ubierasz się ciepło, a nawet pijesz herbatę z miodem, jak radzi Twoja babcia. I zawsze skutek jest ten sam: lądujesz w łóżku z wysoką temperaturą, duszącym kaszlem i męczącym katarem.

Czy coś robisz źle? Prawdopodobnie nic. Ale najwyraźniej musisz się bardziej postarać, żeby następnym razem wredne choróbsko znalazło sobie inny obiekt zainteresowania. Najskuteczniejszą strategią w wojnie z wirusem grypy i bakteriami wywołującymi przeziębienia jest przetestowana w ubiegłym wieku taktyka odstraszania – z pomocą układu immunologicznego zamień swoje ciało w twierdzę nie do zdobycia i odbierz chorobie ochotę do walki.

Zrób to tak samo, jak starasz się chronić swoje serce przed zawałem, a prostatę przed rakiem: starannie wybierając produkty, które jesz. I nie odkładaj niczego na później, bo wróg nie śpi. Ogłoś alarm bojowy, uporządkuj szyki i spokojnie czekaj na pojawienie się posłańca, który w imieniu grypy podpisze akt bezwarunkowej kapitulacji.

Broń: zupa pomidorowa

Gorący rosół to świetne lekarstwo na grypę i przeziębienie – taką radę słyszałeś pewnie wielokrotnie. Lepiej jednak zapobiegać niż leczyć, dlatego radzimy: zanim zachorujesz, dołóż do rosołu kilka łyżek koncentratu pomidorowego. Na łamach "American Journal of Clinical Nutrition" przedstawiono wyniki eksperymentu, podczas którego badane osoby przez pierwsze 3 tygodnie otrzymywały posiłki bogate w pomidory, a przez kolejne 21 dni całkowicie ich pozbawione.

Dieta pomidorowa spowodowała, że chroniące organizm przed infekcjami białe krwinki lepiej wypełniały swoje zadania; między innymi aż o 38% zmniejszyły zagrożenie ze strony wolnych rodników, które wywołują nowotwory. Nadzorujący to doświadczenie naukowcy uznali (a późniejsze badania potwierdziły ich hipotezę), że zawarty w pomidorach likopen jest silnym antyoksydantem, czyli ma możliwość unieszkodliwiania tych rakotwórczych cząsteczek.

Co to ma wspólnego z grypą? Całkiem sporo. Jeśli rosół zastąpisz pomidorówką, Twój układ odpornościowy będzie mógł sporą część sił zaangażowanych w odpieranie ataków wolnych rodników przerzucić do walki z wirusami grypy i innych chorób.

Broń: maliny

Nasze babcie doskonale znają ich właściwości lecznicze, dlatego zwykle znajdziesz w jej spiżarni słoiczek dżemu albo butelkę gęstego soku malinowego własnej produkcji. Testy medyczne potwierdzają, że ten smaczny owoc ma wiele atutów w walce z przeziębieniami. To bogate źródło witaminy C, która wzmacnia układ odpornościowy i zapobiega rozwojowi wirusów.

Maliny zawierają też kwas salicylowy, związek spokrewniony z aspiryną i podobnie jak ona wykazujący duże zdolności bakteriobójcze i rozgrzewające. Napar z suszonych malin i syrop ze świeżych owoców to od dawna znane i często stosowane domowe leki w chorobach z podwyższoną temperaturą.

Jeśli masz wysoką gorączkę, wypij malinową herbatkę albo zaaplikuj sobie syrop – pobudzisz w ten sposób aktywność gruczołów potowych i najpóźniej po godzinie Twój organizm zacznie pozbywać się przez skórę świństw, które zmusiły Cię do leżenia w łóżku.

Broń: jogurt naturalny

Nie ma wątpliwości, że to jeden z tych produktów, które zasługują na miano zdrowego. Ostatnie badania sugerują, że jedząc codziennie kubek jogurtu (150-200 ml), możesz znacząco zmniejszyć ryzyko przeziębienia lub zachorowania na grypę.

Potwierdza to doświadczenie przeprowadzone na University of California at Davis. Naukowcy podzielili 60 ochotników na trzy grupy. Jednej z nich zalecili picie każdego dnia jogurtów z żywymi kulturami bakterii, drugiej – jogurtów pasteryzowanych, a trzecią grupę poprosili o zupełne wyłączenie jogurtów z diety.

Po roku w dwóch pierwszych grupach badawczych liczba osób, które skarżyły się na typowe objawy grypy i przeziębienia: gorączkę, kaszel, katar, dreszcze itp., była znacznie niższa od przeciętnej. Inne badania dowiodły, że picie jogurtów stymuluje produkcję przeciwciał i interferonu, czyli białka działającego wirusobójczo.

Broń: napoje izotoniczne

Nie tylko pomagają ciału szybko wrócić do formy po ciężkim treningu, ale mogą też ochronić Cię przed niektórymi szczepami grypy. W jednym z artykułów opublikowanych na łamach "International Journal of Sport Nutrition" przedstawiono wyniki badań, którym poddano triathlonistów. U tych zawodników, którzy podczas intensywnych treningów wypijali co kwadrans ok. 250 ml napojów izotonicznych, odporność wyraźnie poprawiła się.

Przypuszcza się, że dodatkowa dawka węglowodanów zawartych w izotonikach może ograniczać ilość wydzielającego się podczas wysiłku fizycznego kortyzolu – hormonu stresu, który osłabia działanie układu immunologicznego.

Broń: ostra papryka

Myszy, które otrzymywały codziennie dawkę kapsaicyny – alkaloidu, który rozgrzewa paprykę do białości (szczególnie jej najostrzejsze odmiany: jalapeno, chilli itp.), miały po trzech tygodniach obserwacji trzykrotnie więcej limfocytów B produkujących przeciwciała niż myszy, które karmiono normalnie. Więcej przeciwciał to nic innego, jak lepsza ochrona przed infekcjami wirusowymi i bakteryjnymi.

Wyniki podobnych badań dowodzą, że jedzenie innych produktów zawierających "ostre" substancje w rodzaju kapsaicyny może wzmocnić układ odpornościowy" – mówi dr Rina Yu z uniwersytetu w Ulsan w Korei Południowej.

Broń: czosnek

Stara prawda głosi, że jeśli nie chcesz, aby wampiry dobrały się do Twojego gardła, musisz nosić na szyi warkocz upleciony z czosnku. Ale nie tylko krwiopijcy z rodu Drakuli boją się tego warzywa. Kiedy poczujesz w gardle charakterystyczne drapanie (od środka!), rzuć wszystko, pędź do najbliższej włoskiej restauracji i zamów kosz pieczywa czosnkowego.

Czosnek ma bowiem fantastyczne właściwości antywirusowe i antybakteryjne, chroniąc skutecznie przed infekcjami. Już kilka ząbków wrzuconych do zupy czy innych potraw wydatnie zwiększa Twoje szanse na odparcie ataku przeziębienia lub grypy.

Pierwszą tajną bronią czosnku jest allicyna, sulfotlenek nadający mu nieprzyjemny zapach, który potrafi stawić opór chorobotwórczym drobnoustrojom nawet wtedy, gdy zostanie rozcieńczony w stosunku 1:50 000. Drugą – związki siarki wzmacniające reakcję immunologiczną. Jeśli martwi Cię czosnkowy odór, może go stłumić, pijąc podczas posiłków sok pomidorowy – zawarte w nim kwasy poradzą sobie z tym problemem. No i dostarczysz sobie sporo cennego likopenu (patrz: zupa pomidorowa).

Broń: orzechy brazylijskie (orzechy para)

Każdy orzech zawiera około 100 mikrogramów selenu, który – jak wynika z badań opisanych w "Archives of Internal Medicine" – może uchronić Cię przed corocznymi problemami z drapaniem w gardle i zatkanym nosem. Lekarze przeprowadzili badania na 725 osobach w starszym wieku, którym przez 2 lata podawano suplementy w postaci zestawu witamin A, C i E, zestawu minerałów ze 100-mikrogramową dawką selenu, zestawu łączącego witaminy i minerały oraz placebo.

Wynik? Jedynie w grupie wspomaganej zestawami zawierającymi minerały, odnotowano spadek liczby infekcji górnych dróg oddechowych. "Deficyt selenu może osłabić wolę walki Twojego ciała z chorobotwórczymi czynnikami" – ostrzega dr Ashini Shah z New England Medical Center.

Broń: zdrowe tłuszcze

Jedząc niewielkie ilości tłuszczy, zwłaszcza pochodzących z takich źródeł, jak oliwa z oliwek, olej rzepakowy, tłuste ryby morskie, orzechy, siemię lniane, ziarna słonecznika itp., chronisz swoje serce. Tę opinię słyszałeś pewnie setki razy. Ale to nie wszystko.

"Zaobserwowano także, że u osób, które żywiąc się według zasad diety niskotłuszczowej, dostarczają sobie 25% kalorii z tłuszczy, efektywność funkcjonowania komórek odpornościowych podwyższa się" – wyjaśnia dr Philips Calder, profesor wydziału żywienia na uniwersytecie w Southampton.

Jednak dalsze zmniejszanie ilości spożywanych tłuszczy nie daje wcale lepszych efektów. "Jeśli mniej niż 10% kalorii będzie pochodzić z tłuszczy, można się spodziewać również niedoboru tłuszczy omega-3 i omega-6. A to może wyraźnie osłabić zdolność organizmu do wytwarzania nowych komórek odpowiedzialnych za walkę z infekcjami" – dodaje dr Calder.

Pierwsze bioniczne oko z drukarki 3D coraz bliżej masowej produkcji (wideo)

Data: 02.03.2020 22:48

Autor: ziemianin

twin-cities.umn.edu

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #technika #technologia #zdrowie #oko #czlowiek #bionika

Naukowcy z University of Minnesota dokonali ogromnego postępu na polu budowy pierwszego praktycznego bionicznego oka, które pozwoli przywrócić wzrok milionom ludzi na całej planecie. Przyszłość jest już dziś.

Pierwsze bioniczne oko z drukarki 3D coraz bliżej masowej produkcji (wideo)

wideo – Drukowanie w 3D prototyu bionicznego oka

Taka technologia dotychczas była uważana za fantastykę naukową, ale okazuje się, że jesteśmy bliżej jej urealnienia, niż nam się wydaje. Wspaniałe wieści dochodzą do nas z University of Minnesota, gdzie zespół specjalistów intensywnie pracuje nad budową pierwszego bionicznego oka przeznaczonego do masowej produkcji.

Badania na ten temat zostały opublikowane na łamach prestiżowego magazynu Advanced Materials. Przełomu udało się dokonać na polu druku 3D całej gamy fotoreceptorów. Do tej pory w ogóle nie było to możliwe. Naukowcy dysponują patentem na urządzenia półprzewodnikowe zbudowane w wielomateriałowej drukarce w 3D.

Budowa prototypu bionicznego oka rozpoczęła się od zastosowania małej szklanej kuli wielkości ludzkiego oka. Następnie naniesiono na nią atrament ze srebrnych cząstek z pomocą drukarki 3D. Atrybutem tego atramentu jest to, że natychmiast po natrysku pozostaje on w miejscu, a nie spływa po zakrzywionej kopule. Na końcu naukowcy wykorzystali półprzewodnikowe materiały polimerowe do drukowania fotodiod, które przekształcają światło w energię elektryczną. Cały proces produkcji trwa ok. godziny.

Wielkim dokonaniem była efektywna konwersja światła słonecznego na energię elektryczną, która wynosiła aż 25 procent. Chociaż obecnie dostępne półprzewodniki mają o wiele większą sprawność, to jednak nie można ich wydrukować bezpośrednio na zakrzywionej powierzchni, więc w tej materii są one bezużyteczne.

Teraz praca naukowców skupia się na usprawnieniu swojej technologii i produkcji półprzewodników o większej efektywności konwersji, aby mogły one dorównać biologicznym oczom. Docelowo fotodetektory będą wszczepiane bezpośrednio w gałki oczne osób niedowidzących lub niewidomych. Dzięki nim nie tylko odzyskają one pełnie wizji, ale również będzie ona o wiele lepszej jakości od naturalnej, czyniąc z nich prawdziwych cyborgów.

Analiza DNA mieszkańców Zachodniej Afryki ujawnia nieznanego nam przodka?

Data: 14.02.2020 13:37

Autor: ziemianin

sci-news.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #dna #genetyka #geny #czlowiek #afryka

Najnowsze badania sugerują, że cztery zachodnioafrykańskie populacje noszą geny, które mogą należeć do nieodkrytego jeszcze archaicznego plemienia hominini – czyżby w naszej drabince ewolucyjnej potrzebna była kolejna modyfikacja?

Analiza DNA mieszkańców Zachodniej Afryki ujawnia nieznanego nam przodka?

Science Advances 12 lutego 2020

Naukowcy twierdzą, że może chodzić o plemię pochodzące od tego samego przodka, co Neandertalczyk, człowiek z Denisowej Jaskini oraz współczesny człowiek, które podobnie jak pozostali wyodrębniło się jakieś 800 tysięcy lat temu. Poprzednie badania pokazywały, że homo sapiens krzyżowali się z Neandertalczykami i denisowianami po wyemigrowaniu z Afryki, ale niewiele wiemy na temat genów homininów, których przodkowie nigdy nie opuścili Afryki, a wszystko przez problemy z pozyskaniem DNA, łatwo ulegającego degradacji w takich warunkach klimatycznych.

Żeby pokonać te trudności, Sriram Sankararaman i Arun Durvasula z University of California wykorzystali komputerowe modelowanie, żeby porównać wariacje genów 405 zachodnioafrykańskich genomów i tych pochodzących od Neandertalczyka i człowieka z Denisowej Jaskini. Zespół przyjrzał się zarówno obecnym, jak zamierzchłym, segmentom genomów ludności Joruba, zamieszkującej Ibadan w Nigerii. To właśnie w ten sposób odkryli większą zmienność genetyczną w starym DNA tego plemienia niż u Neandertalczyka i denisowian, co może sugerować, że żadna z tych grup nie odpowiada za obserwowane różnice.

Podobne mechanizmy można było zaobserwować u ludności Mende w Sierra Leone i tej zamieszkującej zachodnie obszary Gambii – w sumie 4 populacje wywodzą się w 2-19% od tego tajemniczego przodka. Co prawda nie wiemy, czy chodzi tu o zupełnie nowy rodzaj hominida, o którym jeszcze nic nie wiemy i którego śladów jeszcze nie odkryliśmy, czy może lepiej nam znanego, ale mniej zbadanego, jak choćby Homo heidelbergensis, czyli człowiek heidelberski, który pojawił się ok. 700 000 lat temu. Tak czy inaczej, tajemniczy hominin zdaje się pochodzić od przodków, z których wykształcili się Neandertalczyk, denisowianin oraz człowiek współczesny, zanim rodowód się podzielił.

Naukowcy szacują, że wspomniany podział miał miejsce w pewnym momencie między 1 mln a 360 tysiącami lat temu, podczas gdy krzyżowanie się zamierzchłej populacji i przodków człowieka współczesnego odbyło się ok. 124 tysięcy lat temu. Badania pozwalają też lepiej zrozumieć skomplikowaną ewolucję człowieka i zawęzić widełki czasowe dotyczące pojawiania się kolejnych gałęzi naszego drzewa rodowego. – Być może wszystko to łączy się w coś, czego w pełni nie rozumiemy. Coś złożonego, co miało miejsce ok. pół miliona lat temu albo nieco później. Może znajdziemy więcej dowodów rzeczowych, np. homininów z Eurazji, gdzie jest trochę chłodniej i DNA ma szansę zachować się w lepszym stanie, co pozwoli nam lepiej zrozumieć związek między Neandertalczykiem i człowiekiem współczesnym.

Jak mięso zmieniło człowieka?

Data: 17.12.2019 19:41

Autor: ziemianin

polityka.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #natura #czlowiek #mieso #ewolucja

Większy mózg, mniej włosów, ciemniejsza skóra – mięso zmieniło ludzi na wiele sposobów. Stało się symbolem władzy, bogactwa, męskości. Jak się zaczęła i dokąd prowadzi nasza mięsożercza obsesja?

Jak mięso zmieniło człowieka?

Sześćdziesiąt pięć milionów lat temu małe kudłate zwierzę, przypominające skrzyżowanie wiewiórki ze szczurem, skakało z gałęzi na gałąź w poszukiwaniu soczystych owoców. Purgatorius (tak nazwano to stworzenie), podobnie jak i inni wcześni przodkowie człowieka, nie jadał mięsa. W terminologii współczesnej był frutarianinem – opierał swoją dietę na owocach.

Przez dziesiątki milionów lat nasi przodkowie byli weganami: poczynając od purgatoriusa, pierwszego znanego nam przedstawiciela rzędu naczelnych, po bardziej znajomo wyglądających australopiteków. Badania ich zębów wykazują, że do ok. 15 mln lat temu żywili się głównie owocami. Nieco później, na przedsionku okresu paleolitycznego, masywne trzonowce sugerują przejście na dietę trudniejszą do rozdrobnienia: liście drzew, korę, trawy. Gdyby ci przodkowie człowieka spróbowali współczesnego obiadu opartego na mięsie, nie byliby go w stanie strawić. Spora dawka schabowych mogłaby się dla nich wręcz skończyć śmiercią wskutek skrętu kiszek. Ich przewody pokarmowe, z charakterystycznym dla roślinożerców pokaźnym jelitem ślepym, nie były przystosowane do trawienia mięsa.

Od orzechów do mięsa

Zdaniem naukowców tym, co przygotowało nas na dietę mięsną, były orzechy i nasiona. Kaloryczne, tłuste, przyczyniły się do zmniejszenia jelita ślepego homininów i rozwoju jelita cienkiego, gdzie są trawione tłuszcze. To dzięki orzechom i nasionom 2,5 mln lat temu nasi krewni mogli wreszcie zabrać się za mięso. Przy czym nikt do końca nie wie, dlaczego właściwie zaczęli je jeść. Zdaniem takich naukowców, jak Katharine Milton z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, to zmiany klimatu przyczyniły się do modyfikacji diety homininów. Afrykańska kolebka ludzkości ochłodziła się wówczas i wyschła. Obfitujące w owoce i nasiona lasy ustąpiły miejsca sawannom, których trawy stały się pożywieniem coraz liczniejszych roślinożerców: antylop, żyraf, gazeli. Te zaś z kolei często padały ofiarą ówczesnych drapieżników – od ogromnych tygrysów szablozębnych po polujące hieny Chasmaporthetes. Nasi przodkowie, których dotychczasowe pożywienie stało się trudniejsze do znalezienia, musieli w miarę często trafiać na niedojedzone ofiary mięsożerców. Czemu więc nie spróbować?

Najstarsze dowody znaleziono w Gonie w północnej Etiopii. To liczące sobie jakieś 2,5 mln lat kości Hippariona, wymarłego już gatunku konia, na których przodkowie człowieka zostawili nacięcia – ślady po kamiennych narzędziach używanych do ćwiartowania. Ponieważ jednak było to znalezisko dość odosobnione, naukowcy uważają, że dopiero jakieś pół miliona lat później hominini zabrali się za jedzenie mięsa na dobre. W 2012 r. paleoantropolodzy ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii odkryli na wybrzeżu Jeziora Wiktorii w Kenii tak duże zbiorowisko pociachanych kości zwierząt, że rozwiało to wątpliwości co do mięsożerności mieszkańców Afryki sprzed 2 mln lat.

Czym delektowali się ówcześni przodkowie? Czym się dało: od gigantycznych wymarłych słoni z gatunku Deinotherium (mierzyły 4 m od ziemi do nasady szyi), przez hipopotamy i nosorożce, po żaby i jeże. Nie oznacza to jednak, że już przed 2 mln lat hominini byli sprawnymi myśliwymi. Raczej sprawnymi… padlinożercami. Początkowo, twierdzą naukowcy, albo jadali to, co zostało po ucztach innych drapieżców, albo odganiali tych drapieżców od upolowanej ofiary. Można to ocenić po kościach, jakie obrabiali; często do jedzenia zostawały im mniej smakowite kąski, jak szpik czy mózgi. Dopiero znaleziska ponacinanych kości z tych części zwierzyny, które lwy czy gepardy lubią najbardziej i zjadają w pierwszej kolejności (jak mięsiste nogi), sugerowały, że kolację hominini upolowali sobie sami.

Znalezione czy upolowane mięso poważnie zmieniło przodków człowieka. Niektórzy naukowcy, z Henrym T. Bunnem, profesorem antropologii z University of Wisconsin-Madison, na czele, posuwają się wręcz do twierdzenia, iż „mięso zrobiło z nas ludzi”. Po pierwsze, to prawdopodobnie właśnie dzięki jadaniu mięsa mózg przodków człowieka mógł się znacznie powiększyć. Mózg to kosztowny organ – zużywa 20–25 proc. energii potrzebnej do działania całego organizmu. Dieta w stylu australopiteków (liście, kora) była mało kaloryczna i pełna błonnika – jak mówią paleoantropolodzy – zbyt niskiej jakości, by utrzymać duży mózg. Według teorii sformułowanej jeszcze w 1995 r. przez Leslie Aiello, profesor paleoantropologii z University College w Londynie, i Petera Wheelera z John Moores University w Liverpoolu to właśnie mięso, kaloryczny pokarm pełen białka, mikroelementów i witamin, pozwoliło przodkom wykarmić ich coraz większe mózgi.

Po drugie, to że hominini weszli do grupy drapieżców i zaczęli konkurować z tak niebezpiecznymi zwierzętami, jak lwy czy tygrysy szablozębne, pchnęło ewolucję w kierunku coraz większej postury ciała (dużemu łatwiej odgonić lwa od upolowanej antylopy). Już 1,7 mln lat temu Homo był 50 proc. większy od przeciętnego australopiteka. Po trzecie, polowanie przyczyniło się do… łysienia. Ściganie zwierzyny to forsowna aktywność. Dobrze, by ciało myśliwego było w stanie efektywnie pozbyć się nadmiaru wytwarzanego ciepła, stąd też przodkowie zaczęli tracić futro i bardziej się pocić. W porównaniu z bliskimi krewnymi, szympansami, pocimy się znacznie bardziej, szczególnie na plecach i klatce piersiowej. Ok. 1,5 mln lat temu, gdy hominini byli już na dobre mięsożercami, pojawiła się też mutacja w genach odpowiedzialnych za wariacje w kolorze skóry. Dzięki ciemniejszej pigmentacji coraz bardziej wyeksponowana skóra przodków mogła być chroniona przed afrykańskim słońcem.

Co więcej – jak twierdzi prof. Richard Wrangham z Harvard University – od kiedy przodkowie odkryli technologię gotowania, mięso mogło zmienić ich ciała jeszcze bardziej. Gdy już hominini zaczęli pichcić (a mogli to zacząć robić nawet 1,7 mln lat temu, jak sugerują pozostałości ognisk odkryte w jaskini Wonderwerk w RPA – choć te znaleziska są jeszcze kontestowane w środowisku naukowym), ich mózgi mogły dostać jeszcze więcej kalorii z mięsa. Na dodatek miękkie i stosunkowo łatwe do przeżucia gotowane mięso mogło przyczynić się do tego, iż mamy tak małe usta i słabe szczęki (w porównaniu z innymi naczelnymi).

Nie jesteśmy kotami

Te wszelkie wywołane przez jedzenie mięsa zmiany nie oznaczają jednak, że ludzie są stworzeni do bycia mięsożercami. Gdyby przodkowie mieli do dyspozycji masło orzechowe albo placki ziemniaczane, nie potrzebowaliby pieczystych gazeli, by zapewnić mózgowi wystarczającą ilość kalorii i białek. Ludzie, podobnie jak szczury i karaluchy, są wszystkożercami, nie mięsożercami – jak koty czy wilki. W przeciwieństwie choćby do kotów możemy żyć zdrowo bez produktów zwierzęcych (mruczkom na diecie bezmięsnej braknie np. witaminy A, której nie mogą przetworzyć tak jak my z beta-karotenu).

Nie mamy też zębów mięsożerców – wbrew powszechnej opinii kły nimi nie są. Praktycznie wszystkie ssaki mają kły, a ich rozmiar świadczy jedynie o tym, że przedstawiciele danego gatunku walczą między sobą (stąd ogromne kły wegańskich goryli). Zębami do jedzenia mięsa są tzw. łamacze, duże i ostre, które można znaleźć choćby na tyłach szczęk psa. My, ludzie, łamaczy nie mamy. Nie mamy również silnych mięśni szczęk mięsożerców ani nie potrafimy tak szeroko jak one otworzyć ust.

Nie jesteśmy więc skazani na mięso, ale polowanie przyczyniło się do rozwoju ludzkich społeczności. Mięso bowiem jest specyficznym pokarmem. W odróżnieniu od owoców czy orzechów zdobywa się je rzadko, za to w dużych porcjach – i to w takich, które szybko się psują. Jeden człowiek może zjeść wszystkie orzechy, które sam nazbiera, ale z upolowanym słoniem już sobie nie poradzi (taki słoń to ok. 500 tys. kalorii – tyle co 1400 schabowych 100-gramowych).

Upolowanego słonia trzeba podzielić między plemię, a to przepis na politykowanie. Kto dostanie najwięcej? Kto otrzyma najlepsze kęski? Któremu z myśliwych najbardziej dziękować za ucztę? Już szympansy używają mięsa do celów politycznych, strategicznie rozdzielając upolowaną zdobycz, tworzą koalicje między członkami stada. Powiązanie pomiędzy mięsem, prestiżem i władzą, nabyte przez ludzkość w czasach szablozębnych tygrysów, to coś, co przetrwało przez wieki, przyczyniając się do tego, jak dużo jemy kiełbas i kotletów w XXI w.

Ludzkość lubi mięso. W skali świata rocznie na kotlety i kiełbasy idzie ponad 64 mld sztuk zwierząt – i to tylko jeśli liczyć te z ośmiu najważniejszych mięsnych gatunków. Przeciętny mieszkaniec Ziemi zjadł w 2013 r. 43,1 kg mięsa. Przeciętny Polak – 67,5 kg, Amerykanin zaś – 92,3 kg. Apetyty rosną. Holenderski Rabobank International przewiduje w swoim raporcie, że w porównaniu z 2010 r. w 2030 r. ludzkość zje 44 proc. mięsa więcej. Niewątpliwie jednym z tego powodów jest smak mięsa – unikatowa mieszanka tłuszczu, umami i zapachów powstających w tzw. reakcji Maillarda (brązowienia, do którego dochodzi, gdy smażymy czy pieczemy mięso). Innym motorem obsesji mięsa jest marketing i lobbing potężnego przemysłu, który w samych tylko Stanach Zjednoczonych odnotowuje roczne sprzedaże wartością przewyższające PKB Węgier. Gdyby jednak nie symbolika mięsa, ludzkości dużo łatwiej byłoby zarzucić jedzenie kotletów i kiełbas, niezależnie od ich smaku czy lobbingu producentów.

Coś , o czym wszyscy marzą

Mięso to przede wszystkim symbol dostatku i władzy. Tym, co przyczyniło się do przekonania, że jedzenie mięsa jest oznaką statusu, był mechanizm, który Robert Cialdini, profesor psychologii z Arizona State University, nazywał zasadą niedostatku (ang. scarcity principal). Na podstawie licznych eksperymentów wykazał, że im bardziej coś jest trudno dostępne, tym bardziej sobie to cenimy. Przez wieki mięso było trudno dostępne i drogie. Produkcja żywności ze zwierząt jest bowiem mało efektywna: aby wyhodować 1 kg wołowiny, krowa musi zjeść 13 kg zbóż. To dlatego Oskar Kolberg w „Materyałach do Etnografii Słowiańskiej” z 1871 r. odnotowywał, że chłopi „mięsa rzadko kiedy uwidzą. Na weselu nawet mięso w skąpych tylko ukazuje się porcyach”. Tymczasem arystokracji nie brakowało „baraniny, cielęciny, kapłonów, gęsi, kaczek, zajęcy, jeleni, sarn, odyńców i innej zwierzyny, jako to przepiórek, koropatw, skowronków” – jak przywoływał Beauplan, „indżynier w służbie królów polskich, Zygmunta III, Władysława IV, Jana Kazimierza”. Mięso nabrało waloru luksusu, czegoś, o czym większość tylko marzy.

Co więcej, im bardziej traktujemy dane potrawy jako nagrodę, tym bardziej lubimy je jeść. W eksperymentach przeprowadzonych m.in. przez Leann Birch, profesor psychologii z Penn State University, dzieci, którym mówi się, że dostaną ciasteczko za dobre zachowanie, nabierają większego niż zwykle apetytu na słodkości (działa to też w drugą stronę: jeśli oferować dzieciom w nagrodę marchewki, staną się one dla nich przysmakiem). Mięso przez wieki traktowane było jako nagroda. Odmawiano go sobie w czasie postów, by móc ucztować przy nim w czasie świąt i biesiad (samo słowo karnawał pochodzi od włoskiego carnevale, pożegnanie z mięsem). Również jedzenie potrawy w czasie świętowania samo w sobie przydaje jej smakowitości. W eksperymentach Leann Birch dzieci najbardziej lubiły jadać to, co regularnie dostawały podczas imprez towarzyskich, zwłaszcza jeśli dorośli wokół się uśmiechali (notka do rodziców: to dlatego zmuszanie do niczego dobrego nie prowadzi).

Mięso to również męskość. Korzenie tego przekonania sięgają do często podświadomej wiary w to, iż stajemy się tym, co jemy. Aby być silnym jak lew, trzeba jeść jak lew. Aby mieć mięśnie jak wół, najlepiej skonsumować wołu. Starożytni Grecy uważali, że zjedzenie słowika prowadzi do bezsenności, a w jednym z plemion Papui-Nowej Gwinei mówi się, że aby szybko rosnąć, dzieci powinny jeść to, co najszybciej rośnie.

W jednym ze swoich eksperymentów Paul Rozin, profesor psychologii z University of Pennsylvania, wykazał, że studenci uważają, iż osoby, które jadałyby dziki, byłyby szczególnie owłosione, a smakosze żółwi – powolni. Nic dziwnego więc, że wciąż tak silna jest wiara wśród mężczyzn w to, że aby mieć pokaźne mięśnie, należy jeść mięso (czego nie potwierdzają ani badania, ani przykłady kulturystów wegan). Co ciekawe, zdaniem uczonych, im bardziej mężczyźni czują, iż współczesna kultura zagraża ich tradycyjnie definiowanej męskości (bo metroseksualizm, bo małżeństwa gejów, bo urlopy tacierzyńskie), tym więcej pojawia się odniesień do mięsa jako pożywienia prawdziwych mężczyzn. Pisał o tym jeszcze w 1976 r. prof. Jean Mayer: „Im więcej mężczyźni przesiadują całymi dniami za biurkiem, tym bardziej chcą upewnić swoją męskość, zajadając wielkie kawały krwawiącego mięsa, ostatniego symbolu machismo”.

Symbolika mięsa jako czegoś, co daje władzę i prestiż, jest też jednym z motorów rosnących apetytów na mięso w Azji. Od lat 80. konsumpcja mięsa w Chinach zwiększyła się czterokrotnie. W miastach Indii spożycie drobiu między 2000 a 2030 r. ma pójść w górę o 1277 proc., a wołowiny w Nepalu o 1329 proc.! Za czasów Gandhiego w Indiach popularne było przekonanie, iż Brytyjczycy są kolonialną potęgą, gdyż lubują się w wołowinie, w przeciwieństwie do słabowitych wegetariańskich mieszkańców subkontynentu. Sam Gandhi też w to przez pewien czas wierzył za sprawą jednego ze swoich przyjaciół, którego cytował w autobiografii: „Jesteśmy słabymi ludźmi, bo nie jadamy mięsa. Anglicy są w stanie nami rządzić, bo oni mięso jedzą”. Jeszcze barwniej zilustrował to w 1976 r. Den Fujita, ówczesny prezes japońskiego McDonald’s: „Jeśli będziemy jadać hamburgery przez tysiąc lat, staniemy się blondynami. A jak będziemy blondynami, zawojujemy świat”.

Jak wykarmić zwierzęta?

Symbolika mięsa jest tak głęboko zakorzeniona w ludzkiej świadomości, że niełatwo nam zrezygnować z kotletów i wędlin, choćby nie wiem jak straszono rakiem i zawałami. Nie oznacza to, że nie powinniśmy poważnie przemyśleć mięsolubnych zwyczajów – i to nie tylko dla zdrowia. Również dlatego, że planeta nie daje sobie rady z taką dietą. W 1900 r. niewiele ponad 10 proc. światowych zbiorów zbóż szło na wyżywienie zwierząt gospodarczych. Teraz w USA dla zwierząt idzie już 60 proc. zbóż. Gdyby w 2050 r. cała ludzkość chciała jeść tyle mięsa co Amerykanie, brakłoby planety, aby te wszystkie krowy, kury i świnie wykarmić. Do tego dochodzi ocieplenie klimatu: konsumpcja mięsa odpowiedzialna jest za jakieś 14,5 proc. emisji gazów cieplarnianych, czyli więcej niż wszystkie samochody i samoloty razem wzięte. Nic dziwnego, że w listopadowym (2015 r.) raporcie brytyjski think tank Chatham House wskazywał, iż „zmniejszenie globalnej konsumpcji mięsa będzie miało zasadnicze znaczenie dla utrzymania wzrostu globalnego ocieplenia poniżej »niebezpiecznego poziomu« dwóch stopni Celsjusza”.

Choć mięso zrobiło z nas ludzi, w XXI w. jesteśmy w o wiele lepszej sytuacji niż przodkowie przed 2,5 mln czy nawet 100 laty: mamy dostęp do rozmaitych ultrazdrowych produktów roślinnych z całego świata. Czas zacząć je jeść. Jak marzył Cezary Baryka w „Przedwiośniu”: „W nowej cywilizacji niekoniecznie będzie się pożerało mięso starszych naszych braci w Darwinie”. I dzięki temu, uważał Baryka, polskie chłopstwo będzie „rasą najzdrowszą na ziemi”.


Źródło: Książka autorki „Meathooked: The History and Science of Our 2.5-Million-Years Obsession With Meat” ukzała się w lutym 2016 r. w USA.

Data: 27.11.2019 06:33

Autor: Ijon_Tichy

@Alojz, Kręgosłup moralny jest kwestią ludzkiej godności, siły charakteru i dla mnie żadne niebo, czy piekło nie ma w tej sprawie większego znaczenia. Człowiek nie mający kręgosłupa moralnego niejako upadla się, jest słaby i żałosny, przy czym rozumiem, że wielu ludzi nie ma kręgosłupa moralnego zupełnie nie z własnej winy i w ogóle nie zdają sobie sprawy z idei, o której piszę.

Świadomość odpowiedzialności za własne czyny i umiejętność uczciwego ponoszenia konsekwencji własnych działań, to cechy szlachetnego charakteru. Podam przykład. Niejako przeciwieństwem człowieka szlachetnego charakteru jest kłamstwo i oszustwo oraz unikanie odpowiedzialności za własne czyny. Człowiek, który kłamie, oszukuje i unika odpowiedzialności dla jakiejkolwiek korzyści jest w pewien sposób odrażający i żałosny, i to z co najmniej czterech powodów, jakie przychodzą mi teraz na myśl:

1) Liczy na podstępne wygenerowanie statusu jakiejś przewagi, czy dominacji kosztem zwodzenia lub okradania drugiego człowieka, co samo w sobie jest działaniem gadzim, oślizłym.

2) Nie uznaje wartości drugiego człowieka oraz jego praw jednocześnie domagając się szacunku do siebie, co uwidacznia hipokryzję – jeden z najbardziej żałosnych przejawów egoizmu (wołam @Nietzsche bo idea "nadczłowieka" jest właśnie takim gadzim, narcystycznym przejawem braku charakteru i nieuczciwości intelektualnej, jaka przejawiają ludzie bez kręgosłupa moralnego).

3) Nie przestrzega fundamentalnych reguł umowy społecznej, która jest podstawą wolności i harmonijnego trwania społeczeństwa.

4) Ośmiesza się w ogólnej opinii, bo zawsze, ale to zawsze na jaw wychodzi jego karłowaty charakter kłamcy, człowieka niekonsekwentnego, po prostu człowieka bez charakteru. Zawsze!

Polecam najwybitniejszego pisarza beletrystycznego, jakiego znam – Josepha Conrada, który w swoich książkach wspaniale oddaje, czym jest charakter człowieka i rysuje niesamowicie głębokie portrety osobowości ludzkich. W kwestii moralności i kręgosłupa moralnego oraz umiejętności brania odpowiedzialności za własne czyny, godności ludzkiej polecam szczególnie książkę pt.: "Lord Jim" – jest to dzieło wybitne.

A niebo i piekło? To zupełnie inna kwestia teologiczna, która na kogoś świadomego w ogóle nie działa jak kij i marchewka.

#filozofia #czlowiek #refleksje

Starożytne narzędzia dowodem na dużo wcześniejszą obecność homo sapiens w Eurazji

Data: 22.08.2019 03:36

Autor: ziemianin

geekweek.pl

#codziennaprasowka #wiadomosci #BROn #CZlOWIEK #EURAZJA #HOMOSAPIENS #MONGOLIA #narzedzia

W ostatnich miesiącach światło dzienne ujrzało wiele nowych badań, które zmuszają nas do zweryfikowania wiedzy na temat początków naszego gatunku. Najnowsze dotyczą wędrówki pierwszych ludzi po Europie.

Starożytne narzędzia dowodem na dużo wcześniejszą obecność homo sapiens w Eurazji

Nie da się ukryć, że historia naszego gatunku jest pełna dziur i niedopowiedzeń, ale na szczęście małymi krokami zapełniamy kolejne z nich. Dotąd sądziliśmy na przykład, że historia człowieka współczesnego zaczęła się ok. 300 tysięcy lat temu i jakieś 120 tysięcy lat temu wyszła poza Afrykę, tymczasem w Grecji udało się znaleźć czaszki homo sapiens sprzed 210 tysięcy lat, a Izraelu szczątki sprzed 177 tysięcy lat, co sugeruje, że człowiek współczesny opuścił Afrykę dużo wcześniej niż sądzono i podróżował dużo dalej.

Teraz zaś dowiadujemy się, że w Mongolii znaleziono narzędzia sprzed 45 tysięcy lat, które oznaczają, że człowiek dotarł tam dużo wcześniej niż zakładaliśmy. Co więcej, istnieje duża szansa, że miejsce odnalezienia szczątków jest tym, gdzie nasi przodkowie po raz pierwszy wymieszali się z tajemniczymi denisowianami, bo naukowcy datują to spotkanie na mniej więcej ten czas. To niezdefiniowany co do rangi systematycznej takson z rodzaju człowiek z epoki paleolitu, który żył ok. 41 tysięcy lat temu, a przynajmniej tak sugerują szczątki znalezione w Denisowej Jaskini na Syberii – dzięki jego genom homo sapiens był w stanie przystosować się do życia na dużych wysokościach i przetrwać niedobór tlenu na Wyżynie Tybetańskiej.

Miejsce nosi nazwę Tolbor-16 i jest usytuowane wzdłuż rzeki Tolbor w północnej części Gór Changajskich, podczas badań w latach 2011-2016 znaleziono tam tysiące kamiennych artefaktów i broni. Podobne narzędzia można było spotkać w pobliskich rejonach, jak Syberia czy północno-zachodnie Chiny, co sugeruje, że człowiek był szeroko rozprzestrzeniony po kontynencie. Jak twierdzą badacze: – Najbardziej intrygujący jest fakt, przedmioty te były produkowane w bardzo skomplikowany aczkolwiek metodyczny sposób i wygląda na to, że były typowe dla pewnej grupy ludzi dzielących techniczne i kulturowe pochodzenie.

I chociaż zespół nie znalazł na miejscu żadnych ludzkich szczątków, to wierzy, że narzędzia należały do homo sapiens, a nie innych gatunków, jak człowiek neandertalski czy z Denisowej Jaskini. Głównie dlatego, że 826 znalezionych narzędzi jest bardzo podobnych do technologii naszego gatunku z czasów wczesnego paleolitu górnego, a że miejsce wykopalisk jest datowane na 45 tysięcy lat, to ramy czasowe również się zgadzają. Mówiąc krótko, znaleziska są dowodem obecności człowieka współczesnego w Mongolii dużo wcześniej niż sądziliśmy, w czym utwierdzają naukowców również znalezione na miejscu szczątki gromadzonych tam przez człowieka w celu konsumpcji zwierząt, jak bydło, bizony, owce, kozy czy konie.

Psy wykształciły specjalne mięśnie wokół oczu, by budzić w nas czułość

Data: 01.07.2019 09:28

Autor: ziemianin

crazynauka.pl

#codziennaprasowka #ciekawostki #pies #psy #natura #czlowiek #nauka

Psy wykształciły specjalne mięśnie wokół oczu, by budzić w nas czułość

Chodzi o mięśnie służące unoszeniu brwi. Psy potrafią to robić w taki sposób, że ich oczy wydają się nam wówczas większe i trochę smutne. Wilki nie posiadły tej zdolności.

Ale po co psom ta umiejętność? Badacze sugerują, że unoszenie brwi wywołuje w nas ciepłe uczucia dzięki temu, że wówczas oczy psa wydają się nam większe, a przez to nieświadomie kojarzą się z oczami dziecka. Co więcej, taki wyraz oczu u ludzi wyraża smutek, co budzi w nas współczucie, przyciąga uwagę i wywołuje chęć opieki. Tak więc to duże, smutne oczy psa wraz z położonymi po sobie klapniętymi uszami pozwoliły temu gatunkowi owinąć nas sobie wokół małego palca 😉

Interaktywna mapa wskazuje, gdzie znajdowała się twoja miejscowość, gdy na Ziemi były dinozaury

Data: 01.07.2019 09:19

Autor: ziemianin

businessinsider.com.pl

#codziennaprasowka #ciekawostki #technologia #swiat #internet #historia #ziemia #czlowiek #kontynenty

Interaktywna mapa wskazuje, gdzie znajdowała się twoja miejscowość, gdy na Ziemi były dinozaury

Ancient Earth – mapa zmian na Ziemi

Gdy pierwsze dinozaury krążyły już po Ziemi, terytorium obecnego Nowego Jorku znajdowało się o wiele bliżej Maroka niż obecnie.

300 milionów lat temu świat składał się tylko z jednego kontynentu – to Pangaea. 200-150 milionów lat temu superkontynent zaczął dzielić się na dwie części: północną Laurazję i południową Gondwanę.

Cyfrowy globus składa się z 91 map paleogeograficznych obejmujących okresy fanerozoiku i późnego neoproterozoiku, ilustrujących dawną konfigurację oceanów i kontynentów, a także ważnych elementów, takich jak góry czy płytkie morza.

Oryginalna drabina potrzeb Maslowa, fałszowana wielokrotnie,..

Data: 06.06.2019 19:33

Autor: arti

simplypsychology.org

Co ciekawe pomimo, że transcendencja oznacza "istnienie na zewnątrz, poza (ponad) czymś, w szczególności: istnienie przedmiotu poznania poza umysłem poznającym, bądź bytu absolutnego poza rzeczywistością poznającego" to tam gdzie jeszcze można znaleźć oryginalną drabinę Maslowa, transcendencja posiada wytłumaczenie , że oznacza pomaganie w samorealizacji inny, lub świadczenie usług seksualnych innym :) HONK HONK.

#filozofia #czlowiek

Noszę maskę antysmogową codziennie - oto co warto wiedzieć.

Data: 09.05.2019 11:46

Autor: ziemianin

#smog #zdrowie #maska #zycie #cialo #czlowiek

"Do zakupu maski skłonił mnie wyjazd na Suwalszczyznę, gdzie przez parę dni nie kaszlnąłem ani razu, pierwszy raz od miesięcy oddychałem pełną piersią. Po powrocie do Warszawy wszystkie objawy wróciły – i to był dla mnie ostateczny dowód, że muszę się przed tym chronić. Moja maska kosztowała 200 złotych – zależało mi na pełnym zestawie filtrów i odpowiednim dopasowaniu – ale bez problemu można kupić skuteczne i znacznie tańsze modele. Wydatku nie żałuję."

Data: 20.04.2019 14:00

Autor: Moody

Co myślicie na temat inżynierii genetycznej? Jest to nieuniknione w dalszym rozwoju ludzkości czy całkiem zbędne? Jesteście za zakazem ingerowania w ludzkie cechy dziedziczne czy wręcz przeciwnie? Uważacie że etyka hamuje w tym przypadku rozwój czy nie?

Ja podchodzę do tego raczej sceptycznie. Z jednej strony jest to napewno rozwojowa dziedzina nauki jednak z drugiej istnieje duże ryzyko podziału na ludzi i "podludzi" w przyszłości. Czasem jednak mam wrażenie że dojdziemy w końcu do takiego momentu w nauce (o ile już do tego punktu nie dotarliśmy) że niemożliwe będzie ruszenie dalej bez "ulepszonego" mózgu. Moim zdaniem miałoby to sens gdyby była dostępna dla każdego, ergo – była tania. A tania nigdy nie będzie ponieważ z tego co wiem prace nad tego typu ulepszaniem ludzi są zakazane więc wszystko stoi w miejscu. To jak dla mnie nie jest korzystne. Pod tym względem etyka nas ogranicza

Jak ktoś ma ciekawe linki do artykułów na ten temat to proszę o podzielenie się. Zarówno tymi pozytywnymi jak i negatywnymi

#czlowiek #nauka #biologia #etyka #zapraszamdodyskusji