[Wesołek Biedroń pod lupą CBA. Na celowniku fundacja europosła

Data: 02.11.2019 10:56

Autor: ziemianin

nczas.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #cba #dewianci #zlodzieje #wesolki #prokuratura #fundacja

Czy intratne stanowiska w Słupsku zależały od wpłat na fundację Roberta Biedronia? Sprawę bada prokuratura.

Wesołek Biedroń pod lupą CBA. Na celowniku fundacja europosła

Prokuratura Regionalna w Gdańsku zbada aferę wokół wpłat na Instytut Myśli Politycznej. To fundacja Roberta Biedronia, dziś europosła, a wcześniej prezydenta Słupska.

Jak alarmowało na początku października Radio Gdańsk intratne stanowiska w mieście miały przypadać najhojniejszym darczyńcom. Proceder miał kwitnąć w czasie, gdy Biedroń był włodarzem miasta.

W zarządzie Instytutu Myśli Politycznej zasiada: Robert Biedroń, jego partner Krzysztof Śmiszek oraz były asystent prezydenta z Urzędu Miejskiego w Słupsku Patryk Janczewski

Według Radia Gdańsk domagającą się wpłat na fundację, w zamian za stanowiska, była dawna asystentka i sekretarka lidera „Wiosny”.

Do prokuratury sprawę skierowało CBA. Funkcjonariusze Biura otrzymali wcześniej donosy od osób, od których domagano się wpłat.

O wpłatę poproszony został m.in. były współpracownik Biedronia Bartosz Fieducik. – W 2017 r. dostałem telefon z prośbą o spotkanie od współpracownicy prezydenta. Nie byłem tym zaskoczony, bo znaliśmy się przecież od lat i mieliśmy częsty kontakt. Na spotkaniu usłyszałem jednak coś zdumiewającego. Poproszono mnie, abym wpłacił na konto Instytutu Myśli Demokratycznej swoje miesięczne uposażenie w radzie, czyli blisko 2,5 tys. zł – powiedział Radiu Gdańsk Fieducik.

Wpłaty miały się jednak opłacić – Fieducik dostał posadę w radzie nadzorczej Pomorskiej Agencji Rozwoju. W okresie od 6 czerwca 2017 do 7 maja 2018 Fieducik dokonał siedmiu przelewów na rzecz Instytutu na kwotę 6650 zł.

Sprawa trafiła najpierw do CBA, które bo zbadaniu skandalu skierowało ją do gdańskiej prokuratury.

CBA ma narzędzie do totalnej inwigilacji? Miało wydać na niego 34 mln zł

Data: 29.08.2019 11:06

Autor: ziemianin

businessinsider.com.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #haker #CBA #inwigilacja #izrael #NSOGroupPegasus

CBA Pegasusa miało kupić za 34 mln zł. Program bez wiedzy użytkownika potrafi odczytywać wszelkie dane z telefonu, nagrywać rozmowy czy obraz z kamery.

Na dołączonej grafice schemat z rzekomej dokumentacji NSO Group Pegasus pokazujący zakres informacji zebranych z urządzenia zainfekowanego Pegasus.

CBA ma narzędzie do totalnej inwigilacji? Miało wydać na niego 34 mln zł

Pegasus to narzędzie do totalnej inwigilacji, uznawane za jedno z najlepszych tego typu na świecie. Wiele wskazuje na to, że posiadać mogą je polskie władze, a dokładniej Centralne Biuro Antykorupcyjne – wynika ze śledztwa reporterów programu "Czarno na Białym" TVN24. CBA za program miało zapłacić łącznie 34 miliony złotych.

Jak opisuje w swoim materiale TVN24, Pegasus to program, który bez wiedzy użytkownika potrafi odczytywać wszelkie dane z telefonu, nagrywać rozmowy czy obraz z kamery. Co istotne, jest niewykrywalny. Jego producentem jest izraelska firma NSO, stworzona przez byłych oficerów Mosadu. Spółka oprogramowanie sprzedaje wyłącznie uprawni służbom uprawnionym – organom ścigania konkretnych krajów.

Dowody na posiadanie Pegasusa

TVN24 przekonuje, że Pegasusa może posiadać służba antykorupcyjna. Wskazuje na to kilka rzeczy.

Po pierwsze, działanie programu w Polsce zauważyli informatycy z CitizenLab z Kanady, którzy zatrudnieni są na uniwersytecie w Toronto. – Na podstawie skanowania internetu i analiz okazało się, że system Pegasus jest aktywny w Polsce – powiedział w rozmowie ze stacją John Scott-Railton z CitizenLab.

Jak tłumaczą, znaleźli infekcje zlokalizowane tylko w Polsce, operator Pegasusa miał polską domenę ".pl", a ich analiza wykazała, że cała infrastruktura systemu Pegasus jest powiązana z Polską.

Ale to nie koniec. Na trop zakupu Pegasusa wpadła Najwyższa Izba Kontroli, która analizowała faktury CBA. Uwagę NIK zwróciła faktura na łączną kwotą 34 mln zł (25 mln zł za program, 8,5 mln zł za testy i szkolenia), które Biuro dostało z Funduszu Sprawiedliwości, który miał pomagać ofiarom przestępstw.

Na wspomnianej fakturze jest pieczątka CBA oraz warszawskiej firmy informatycznej, która według stacji, prawdopodobnie była pośrednikiem między izraelską firmą a CBA.

Reporterzy TVN24 o komentarz poprosili szefa CBA Ernesta Bejdę. Ten odparł, by o sprawę pytać rzecznika, bo jak wyjaśnił, on "nie zna się na szczegółach technicznych".

– Nic mi nie wiadomo na temat systemu Pegasus w sensie nazwy i nie jestem specjalistą, żeby się wypowiadać w tym obszarze. Nie będę się wypowiadał na temat szczegółów systemów, które posiadamy, bo to jest rzecz niejawna – stwierdził.

Z kolei Maciej Wąsik, zastępca koordynatora służb specjalnych zapewniał, że nie zna takiego systemu, ale "polskie służby działają na podstawie prawa".

Dziennikarze TVN24 próbowali o programie porozmawiać również z prezesem warszawskiej firmy. Ten najpierw powiedział, że nie wie, czym jest Pegasus, a później sam dodał, że "nie zna takiego oprogramowania"

TVN24 zaznacza jednak, że wcześniej podczas rozmowy nie padło słowo "oprogramowanie". Po raz pierwszy użył go właśnie prezes firmy.