Kto i dlaczego utrzymuje polskie państwo w stanie bezsilności?

Data: 21.11.2019 14:28

Autor: ziemianin

warszawskagazeta.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #polityka #afery #zydzi #fozz

"Raport komisji sejmowej ds. Amber Gold, przedstawiony w Sejmie 16 października, potwierdził jeszcze raz obraz bezsilności polskiego państwa wobec pewnych grup wpływu. Od upadku Amber Gold minęło ponad 7 lat, ale afera pozostaje wciąż niewyjaśniona, a pieniędzy nie odzyskano, poza kilkoma milionami drobnicy. Słup Marcin P. i jego żona zostali skazani na 15 i 12 lat więzienia, kilku innych statystów ma postawione zarzuty.

Kto i dlaczego utrzymuje polskie państwo w stanie bezsilności?

Chociaż przewodnicząca komisji posłanka Małgorzata Wassermann przyznała, że Marcin P. był tylko słupem, faktyczni decydenci piramidy nie muszą się niczego obawiać. Nikt nie odważa się nawet zadawać pytań na ich temat. Po miesiącach publicznych przesłuchań i studiowaniu rozlicznych dokumentów komisja śledcza ds. Amber Gold stwierdziła tylko to, że państwo nie funkcjonowało. A to już wiedzieliśmy z wcześniejszych zwierzeń Bartłomieja Sienkiewicza u „Sowy i Przyjaciół” („polskie państwo istnieje tylko teoretycznie”). Ale nie po to 8 milionów pełnych nadziei wyborców głosowało na PiS, aby polskie państwo pozostawało wciąż państwem teoretycznym. Już w czerwcu 2018 r. wyborcy PiS przeżyli pierwszy zimny prysznic, niesławne pedałowanie do tyłu w sprawie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej (kary za bezpodstawne przypisywanie Polakom niemieckich zbrodni), pod presją izraelskich bezpieczniaków premiera Izraela Benjamina Netanjahu pokazało wyraźnie limity suwerenności Rzeczpospolitej. Brak jakichkolwiek postępów w śledztwie ws. Amber Gold, poza potwierdzaniem oczywistej oczywistości, że polskie państwo nie funkcjonowało, pokazuje, że polskie państwo pozostaje wciąż raczej teoretyczne, a rząd nie realizuje mandatu otrzymanego od wyborców. Poszkodowani obywatele, którzy zainwestowali w Amber Gold, wciąż czekają na swoje pieniądze. Fiasko śledztwa w tej sprawie dziwnie przypomina fiasko śledztwa w sprawie afery Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) z początku lat. Wtedy też pieniędzy nie odnaleziono, poza kilkoma milionami drobnicy. Jakie fatum utrzymuje polskie państwo w stanie takiej bezsilności?

Siła niemocy

Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Kiedy chodzi o pieniądze, ale wciąż nie wiadomo, o co chodzi, wtedy chodzi o tajne służby. Służby III RP utworzone na bazie przewerbowanej części sowieckiej agentury, nigdy nie błyszczały polotem, chyba że jako podwykonawcy zadań wyznaczonych przez innych. Rolę podwykonawcy wykonywały już służby PRL, „najsłynniejszy szpieg PRL” Marian Zacharski, był tylko trybem w maszynie operacji Układu Warszawskiego zbierającego dla ZSRR informacje na terenie USA. Zacharski wypadł, dostał wyrok i został po kilku latach wymieniony w Berlinie. Po 1989 r. pełna entuzjazmu przefarbowana polska agentura próbowała najspokojniej w świecie usadowić Zacharskiego jako szefa służb III RP, według zasady „zmieniliśmy tylko szefa, wszystko pozostaje po staremu”, ale Amerykanie nie docenili słowiańskiego poczucia humoru i zastopowali transfer. Za to beneficjenci innej operacji, funduszu FOZZ, nie musieli się martwić. Dla pokazu, posadzono na kilka lat byłego dyrektora generalnego funduszu i kilka mniejszych plotek. Cudem jakimś wymiar sprawiedliwości dobrał się też do jednego z beneficjentów, Dariusza Przywieczerskiego, który został skazany w 2005 r. na 3,5 roku więzienia, ale zdołał uciec przez Białoruś do USA, gdzie żył sobie spokojnie przez długie lata na Florydzie, prawdopodobnie pod protekcją FBI. Tak jak inna słynna postać, Edward Mazur. Dopiero masowe zakupy amerykańskiego uzbrojenia przez rząd PiS skłoniły widać Amerykanów do przehandlowania Przywieczerskiego w ramach offsetu we wrześniu 2018 r. Przywieczerski odsiaduje teraz wyrok w Polsce. Według prokuratury wyprowadził z FOZZ raptem 1,5 mln dol., co jest przestępstwem kieszonkowym w porównaniu z tym, co wyprowadzili inni beneficjenci FOZZ, którzy pozostają wciąż nietykalni. Być może Przywieczerski był rodzajem kozła ofiarnego, poświęconego, aby inni mieli spokój. I faktycznie, pomimo postępu technik śledczych i cyfryzacji, nikt jakoś nie kwapi się z badaniem przepływów finansowych FOZZ, które po procedurze prania pieniędzy umożliwiły szybkie powstanie oligarchii III RP. Można na okrągło tłumaczyć polskim służbom i politykom, jak wyglądały owe przepływy, na pewnym dobrze zidentyfikowanym przykładzie, ale nikt nie jest zainteresowany całkowitym wyjaśnieniem afery FOZZ i postawieniem złodziei przed wymiarem sprawiedliwości. Nie wspominając już o odzyskaniu zagrabionych podatnikom pieniędzy. Podczas kiedy wciąż odzyskuje się triumfalnie zagrabione podczas II wojny światowej dzieła sztuki, odzyskanie zagrabionych 30 lat temu pieniędzy wydaje się sprawą „niemożliwą”. Zadziwiające, nieprawda?

Siła „Tajnego Państwa”

Przedziwną niemoc polskiego państwa można próbować wyjaśniać na przykład niekompetencją, korupcją lub domniemanymi politycznymi układami okrągłego stołu („my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”). Ale w wypadku komisji ds. Amber Gold wydaje się to mało prawdopodobne. Posłanka Małgorzatą Wassermann nie jest przecież niekompetentna lub skorumpowana. Wręcz przeciwnie, ma bystry umysł i wykształcenie prawnicze, niezwykle przydatne w dochodzeniu do prawdy. Dlaczego więc komisja ds. Amber Gold zatrzymała się w pewnym momencie wyjaśniania sprawy? Prawdopodobnie zostały określone pewne granice w jej działaniu. Napiętnowanie administracji, prokuratury, sądownictwa i rządu Tuska tak, ale nic więcej. Stawiam tezę, że komisja ds. Amber Gold zderzyła się ze ścianą tzw. Deep State (czyli Tajnego Państwa, w tłumaczeniu dosłownym „głębokiego”, ale chodzi o nieformalną strukturę faktycznie rządzącą) nieformalnego układu różnych służb i oligarchii, który znajduje się ponad rządami państwa lub państw i utrzymuje władzę niezależnie od tego, kto rządzi. Polska określana czasami jako bantustan nie jest tutaj akurat wyjątkiem. Były doradca Donalda Trumpa, Steve Bannon, często wypowiadał się na temat działalności Deep State w USA i łatwo jest zauważyć, że pewna część aparatu siłowego i administracji USA wydaje się pracować przeciwko wybranemu w demokratycznych wyborach prezydentowi. Skoro Deep State sprawia trudności samemu Donaldowi Trumpowi, co się dziwić, że Deep State może trzymać w garści polski rząd, znany już z uległości wobec pozademokratycznych struktur wpływu (ustawa o IPN).

Na układy nie ma rady

Zwolenników teorii spiskowych na pewno zastanawia od dawna przypadek telewizji TVN, założonej w roku 1996 na na bazie milionów dolarów przelanych w latach 1989-92 ze spółki ITI Panama do spółki ITI Holdings SA w Luksemburgu, a potem do Polski. Ojcami założycielami TVN byli Mariusz Walter i Jan Wejchert, wspierani przez kasjera z Zurychu Bruno Valsangiacomo. Walter, Wejchert i ich główni współpracownicy byli produktami PRL, ale pomimo zwycięstwa demokracji koncept ideologiczny stacji informacyjnej TVN24 przetrwał do dzisiaj w niezmienionej formie. Jest to ewenement w skali międzynarodowej. Kiedy media elektroniczne zmieniają właścicieli, z reguły zmieniają się wtedy także zespoły kierujące. W stacji TVN nastąpiły już cztery zmiany właścicielskie, od kilku lat właścicielami są Amerykanie, zmieniali się też wielokrotnie prezesi stacji, ale zespół samej TVN24 pozostaje jak zabetonowany od 18 lat, prawie od samego początku istnienia stacji. Adam Pieczyński jest dyrektorem programowym TVN24 od 2001 r. Prywatnie Pieczyński jest mężem prezenterki TVN24 Justyny Pochanke, której matka, Renata Pochanke, była księgową FOZZ. Niezwykły status telewizji TVN wydaje się być potwierdzony przez działania ambasador USA w Warszawie, Georgette Mosbacher, która broni tej stacji jak amerykańskiej deklaracji niepodległości, pomimo PRL-owskich korzeni TVN i wściekłych ataków stacji na rząd PiS, sojusznika administracji Trumpa (która wysłała panią Mosbacher do Polski). Działania pani ambasador Mosbacher nie mają żadnego innego racjonalnego wytłumaczenia poza teorią „Tajnego Państwa” (Deep State).

Nic nowego pod słońcem

Podobnie jest z Amber Gold. Twórcy piramid finansowych z reguły nie marnują pieniędzy na uruchamianie linii lotniczych, tylko inkasują fundusze i znikają. Dlaczego słup Marcin P., który nawet nie kupił sobie prywatnego jeta, miałby inwestować w linię lotniczą? Jedyną podobną znaną mi operacją była afera Khalifa w latach 1999-2003, w której Rafik Khalifa, trzydziestolatek z Algierii, syn byłego ministra i figurant algierskich tajnych służb, zaczął nagle inwestować miliardy w banki, media i nieruchomości we Francji i budowaną od zera linię lotniczą Khalifa Airlines. Cała układanka szybko padła, pozostawiając ponad 600 milionów euro długów we Francji, Khalifa uciekł do Londynu, po kilku latach został deportowany do Algierii i skazany na 18 lat więzienia. Afera Khalifa wygląda na operację prania pieniędzy, która wymknęła się spod kontroli, chociaż Khalifa został też oskarżony o wypompowywanie pieniędzy zdeponowanych w swoim banku. Jego działania zostały określone przez francuską prokuraturę jako „błędne”. Dla przykładu: kupił willę w Cannes za 34 miliony euro, by odsprzedać ją kilka miesięcy później za połowę ceny. Ale historia afery Khalifa może rzucać światło na aferę Amber Gold – jako operację służb na terenie zaprzyjaźnionego kraju.

Kto skorzystał na Amber Gold?

Każda duża afera finansowa w Polsce, która pozostaje do dziś niewyjaśniona, miała jakiś wyznaczony cel. FOZZ finansował nową oligarchię w powstającej III RP. Oscylator bankowy spółki Art-B, wzorowany na podobnej operacji z końca lat 40. na terenie dzisiejszego Izraela, finansował transport Żydów z ZSRR do Izraela. Wystarczy więc pomyśleć tylko, czemu miała służyć operacja Amber Gold? Cześć łupów finansowała linię OLT Express, co nie wygląda na pomysł pomorskiego półświatka, do którego przypina się chętnie Marcina P., półświatka który woli raczej zainwestować w wypasione bentleye niż w samoloty Embraer do oferowania klientom detalicznym dziwnie tanich lotów po kraju. Nie wygląda to też na operację niemiecką, jak czasami sugerowano, bo po co Niemcy mieliby szkodzić rządom Donalda Tuska i jego synowi, niszcząc w ten sposób swoją wieloletnią i wielopoziomową inwestycję? Tak samo nie wygląda to na operację rosyjską. Nie po to rosyjski dyktator Władimir Putin konwersował z Tuskiem na molo w Sopocie we wrześniu 2009 r. i obściskiwał go po bratersku na miejscu katastrofy smoleńskiej kilka miesięcy później, by później wikłać go w skandal. Przypominam tylko, że kilka miesięcy po upadku Amber Gold minister Tuska, Radek Sikorski, otworzył bezwizowy ruch przygraniczny z uzbrojonym po zęby Obwodem Kaliningradzkim. Kto stoi więc za Amber Gold? Patrząc na kontekst historyczny, ekonomiczny i geopolityczny, teoria Deep State z zabarwieniem ukraińskim wydaje się być najbardziej logiczna.

Pieniądze na rewolucję?

W 2009 r., kiedy Marcin P. został postawiony jako front operacji Amber Gold, na Ukrainie trwała ostra walkę pomiędzy oligarchicznymi frakcjami. Prezydent Wiktor Janukowycz, reprezentant frakcji donieckiej oligarchy Rinata Achmetowa, darł koty z frakcją dniepropietrowską oligarchy Ihora Kołomojskiego (właściciela banku PrivatBank i aktywów naftowych i metalurgicznych, także w Polsce). Sponsor Janukowycza Achmetow był muzułmaninem, sponsorem Kołomojskiego była i jest międzynarodowa ortodoksyjna sekta Chabad-Lubawicz z siedziba w Nowym Jorku, dla której Ukraina jest drugą Ziemią Obiecaną. W ramach walki klanów administracja Janukowicza zaczęła dobierać się do linii lotniczej Kołomojskiego AeroSvit (miał on też inne mniejsze linie lotnicze, np. Dniproavia). W ramach dywersyfikacji i przygotowywania planu obrony oligarcha Kołomojski zaczął inwestować w małe linie lotnicze na terenie Unii Europejskiej, w Danii i Szwecji. A ponieważ najlepszą obroną jest atak, być może już wtedy niektórym zaświtał w głowie pomysł spontanicznego obywatelskiego przewrotu, nazwanego potem rewolucją na Majdanie w Kijowie. Ale rewolucje, jak wiemy, kosztują pieniądze i najlepiej finansuje się je z pieniędzy innych, w razie potrzeby bez ich wiedzy i zgody.

Geopolityczna układanka

Czas inwestycji lotniczych Kołomojskiego jest intrygujący: w 2010 r. cypryjskie spółki Kołomojskiego przejęły szwedzką linię lotniczą Skyways Airlines AS. Latem 2011 r. Kołomojski przejął duńską linię lotniczą Cimber Sterling. W tym samym czasie spółka Amber Gold przejęła niemiecką linię lotnicza OLT z siedzibą w Bremie. W skandynawskich liniach lotniczych Kołomojskiego pojawił się były członek zarządu PLL LOT, a spółka pracownicza LOT, posiadająca 15 proc. udziałów w PLL LOT, stała się obiektem zainteresowania ludzi Kołomojskiego. Cała układanka załamała się w 2012 r. Cimber Sterling zbankrutował 3 maja, Skyway Express 22 maja, a OLT Express 31 lipca. Potem zbankrutował AeroSvit oraz mniejsza linia lotnicza Dniproavia, której samoloty są zaparkowane do dzisiaj na lotnisku Chopina w Warszawie. Były członek zarządu LOT, który pracował dla Kołomojskiego, został przeniesiony do zarządu ukraińskiej linii lotniczej Ukraine International, gdzie został dyrektorem finansowym. Oczywiście Kołomojski był udziałowcem tej firmy. W międzyczasie mieliśmy udany Majdan w Kijowie, na bazie którego Aleksander Kwaśniewski, którego historia już łączy z nielegalnymi więzieniami CIA w Polsce, dostał intratną posadę w ukraińskiej spółce Burisma, wraz z synem ówczesnego wiceprezydenta USA, Joe Bidena (w rządzie Baracka Obamy). Traf chciał, że oligarcha Kołomojski był udziałowcem tej spółki.

System hawala

Co się stało z pieniędzmi Amber Gold, poza tymi wywalonymi na OLT Express i na prowizje dla decydentów? Pieniądze prawdopodobnie nigdy nie opuściły Polski, najprawdopodobniej weszły w nieformalny system transferów płatniczych w stylu hawala (transfer, zaufanie), który pozwala na deponowanie funduszy w jednym miejscu/kraju i wypłatę ich w innym miejscu/kraju na bazie porozumień pomiędzy członkami systemu, bez żadnego śladu papierowego czy bankowego. Pieniądze od Amber Gold mogły być na przykład zainwestowane przez operatora hawala w nieruchomości w Polsce, a ich ekwiwalent udostępniony decydentom Amber Gold w innym kraju, w innej walucie. Nikt nie musiał wozić walizek pieniędzy lub sztabek złota samolotami. Na jaki dokładnie cel poszły pieniądze Amber Gold? Przypomnę jeszcze raz, że inne duże operacje finansowe w Polsce (FOZZ i Art-B) finansowały dobrze zdefiniowane operacje z kontekstem politycznym.

Jaka znacząca operacja polityczna miała miejsce po zwinięciu się Amber Gold? Majdan w Kijowie, ponad rok później. Ale nie będę dalej rozwijać tematu. Bo i po co? Marcin P. był słupem, ale nikt nad nim nie stał. Amber Gold działał przez 3 lata, nikt nie interweniował, bo tak się złożyło. OLT Express też zdarzył się tak sobie, może po prostu ktoś chciał sobie polatać. A kiedy polskie państwo nie funkcjonuje, to się po prostu zdarza i tyle, taki traf losu, jak awaria Czajki. A Tajne Państwo – Deep State, to tylko literacka i filmowa fikcja."