Wojciech Cejrowski: Koronawirus SARS-Cov-2 bardzo słabo zabija. Możliwość śmierci w . . .

Data: 23.04.2020 22:18

Autor: ziemianin

wnet.fm

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #DonaldTrump #epidemia #covid19 #Kalifornia #koronawirus #PolskaRadaPolitykiPienieznej #STOPYPROCENTOWE #WHO #Wlochy

Przy okazji epidemii odbywa się skok na oszczędności Polaków – przestrzega gospodarz „Studia Dziki Zachód”.

Wojciech Cejrowski: Koronawirus SARS-Cov-2 bardzo słabo zabija. Możliwość śmierci w wypadku drogowym jest dużo większa

Wojciech Cejrowski mówi o sytuacji epidemicznej w USA. Jego zdaniem, kraj wkrótce wróci do normalnego funkcjonowania:

W Ameryce wszystko dobrze, wracamy do roboty.

Gospodarz „Studia Dziki Zachód”przypomina, że Stany Zjednoczone są państwem federacyjnym, każdy stan rządzi się w zasadzie samodzielnie, co tłumaczy odmienne strategie walki z koronawirusem przyjmowane przez poszczególne władze. Jak zwraca uwagę Wojciech Cejrowski, najbardziej stanowcze restrykcje obowiązują w stanach zarządzanych przez Demokratów, podczas gdy na szczeblu centralnym Donald Trump wzywa do luzowania obostrzeń.

W lewackiej Kalifornii wystąpił bunt obywatelski, gdy tamtejsza gubernator zabroniła ludziom niemal wszystkiego. Tutaj obywatele wiedzą, że państwo należy do nich, a urzędnikom można w każdej chwili cofnąć delegację.

Wojciech Cejrowski odpiera zarzuty pod adresem władz federalnych USA, że te źle sobie radzą z pandemią choroby COVID-19.

Naród, jak żołnierz na wojnie, na początku epidemii, padł na twarz, ale gdy zobaczyliśmy, że wirus słabo strzela, wstaliśmy z kolan, i przeszliśmy do następnych zadań. Nie możemy tracić więcej czasu. Polska źle wykorzystała 4 tygodnie kwarantanny.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego stwierdza, że zamiast patrzeć na liczbę zmarłych w statystykach spojrzeć, ile osób przeżyło. Podkreśla, że nawet w grupie najstarszych ludzi 85% chorych Amerykanów nie umarło. Zdaniem Wojciecha Cejrowskiego, polskie statystyki zaciemniają faktyczny obraz epidemii:

Jeżeli my testujemy wyłącznie chorych lub podejrzanych o to że są chorzy no to mamy gorsze wyniki niż z całej populacji w Polsce.

Z kolei liczba ofiar we Włoszech, mówi podróżnik, jest zawyżona, ponieważ powszechna jest praktyka wpisywania koronawirusa jako przyczyny zgonu, gdy innych powodów nie udaje się wykryć. Jak dalej tłumaczy „Gospodarz Studia Dziki Zachód:

Ten wirus jest bardzo zaraźliwy, ale bardzo słabo zabija.

Wojciech Cejrowski ocenia, że powszechna kwarantanna oraz niemal całkowite przestawienie służby zdrowia na walkę z aktualną pandemią, że ludzie częściej i szybciej będą umierać na inne choroby, a winny temu będzie m.in. niedobór witaminy D, której źródłem jest przebywanie na świeżym powietrzu i wystawianie się na działanie promieni słonecznych.

Większe jest prawdopodobieństwo śmierci w wyniku wypadku drogowego, niż zakażenia koronawirusem.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego ocenia reakcję polskich władz na pandemię i prognozowaną zapaść ekonomiczną. Krytykuje obniżkę stóp procentowych, ponieważ będzie ona oznaczać spadek wartości zgromadzonych przez Polaków oszczędności. Poza tym, jak mówi:

Rada Polityki Pieniężnej jest instytucją całkowicie zbędną; każdy bank powinien móc ustalać stopy procentowe samodzielne.

Za równie niekorzystne dla społeczeństwa Wojciech Cejrowski uznaje dodrukowywanie pieniędzy. Brak pokrycia takiego dodruku prowadzi do faktycznego zubożenia ludzi – ocenia.

To co się dzieje, to skok na majątek Polaków.

Wojciech Cejrowski mówi również o komunistycznej, maoistowskiej przeszłości szefa WHO, która źle zareagowała na kryzys epidemiczny. Stwierdza, że organizacja swoim działanie „wybielała” Chiny w kontekście faktu, iż Państwo Środka ukrywało epidemię tak długo, jak to było możliwe.

WHO wysyłała do USA i Europy fałszywe zalecenia, dlatego teraz mamy to, co mamy.

Gospodarz „Studia Dziki Zachód” negatywnie ocenia stopień zbiurokratyzowania polskiej „tarczy antykryzysowej”. Ministrowi zdrowia Łukaszowi Szumowskiemu wytyka niekompetencję w związku ze słowami o tym, że epidemia wygaśnie najwcześniej za półtora roku do dwóch lat. Zapowiedź zaszczepienia wszystkich Polaków Wojciech Cejrowski uznaje za nierozsądne, gdyż, jak mówi, nie powinno się szczepić osób, które już daną chorobę przeszły.

Jak bankierzy przejmują władzę nad państwami . . .

Data: 27.08.2019 20:57

Autor: ziemianin

goldenmark.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #banki #ekonomia #kryzys #kryzysfinansowy #obligacjeskarobwe #stopyprocentowe

Podczas, gdy oczy wszystkich zwrócone są na konflikt handlowy między USA a Chinami, nabrexit, napięcia wokół Iranu i Hongkongu, gdzieś czai się czarny łabędź. W 2017 roku główny ekonomista Deutsche Banku Torsten Sløk ostrzegał przed rosnącą bańką na rynku obligacji, której wartość wynosiła wówczas 8 bilionów dolarów. Dziś jest to kwota 17 bilionów dolarów, z czego praktycznie połowa przybyła w ciągu ostatniego półrocza.

Jak bankierzy przejmują władzę nad państwami . . .

Mowa konkretnie o obligacjach o ujemnej rentowności, które emituje coraz więcej państw. Ma to związek z niskimi stopami procentowymi banków centralnych, ale także z faktem, że obligacje te stały się przedmiotem spekulacji, ponieważ zgodnie z zasadami zdrowego rozsądku, obligacja o ujemnej rentowności przynosi straty. Ale zacznijmy od początku.

Czym jest obligacja o ujemnej rentowności?

W normalnej, rynkowej sytuacji, pożyczkobiorca płaci pożyczkodawcy jakieś odsetki. Na tym opiera się cała idea lokowania pieniędzy w obligacjach – kupujemy np. polskie 10-latki, które dają 1,5 proc. + inflacja. Odsetki są kapitalizowane rocznie, a procent składany sprawia, że po 10 latach mamy więcej pieniędzy.

Jednak w niektórych państwach np. w Danii, większość obligacji jest oprocentowana ujemnie tzn. za taką inwestycję musimy jeszcze emitentowi obligacji zapłacić. I coraz więcej krajów dołącza do grona emitentów obligacji o ujemnej rentowności, ponieważ dla emitenta jest to czysty zysk. Jednocześnie oprocentowanie obligacji jest pochodną stóp procentowych, a banki centralne obecnie obniżają stopy, by stymulować zwalniające gospodarki.

Dodatkowo, obligacje te są przedmiotem handlu na rynku wtórnym. A ponieważ posiadają status „bezpiecznej przystani”, są ekstremalnie płynne. Schodzą na pniu, co sprawia, że ich ceny rosną, a rentowność spada (cena rośnie, a oprocentowanie pozostaje bez zmian).

Dlaczego ktoś kupuje te obligacje?

Bynajmniej nie po to, by stracić. Skoro rynek jest płynny, a ceny obligacji rośną, można je sprzedać przed czasem, z zyskiem. A więc czysto spekulacyjnie. Chętnych nie brakuje – tego rodzaju instrumenty kupują np. olbrzymie fundusze emerytalne, ubezpieczyciele i inne instytucje finansowe, które mogą lokować swoje pieniądze wyłącznie w określonych aktywach m.in. w obligacjach skarbowych, gwarantowanych przecież przez rządy. Skoro jest popyt, cena wzrasta – pomimo malejącej rentowności.

Drugim czynnikiem, który wpływa na dynamiczny rozwój handlu obligacjami, są właśnie rozliczne niepokoje: wojna handlowa, brexit, Iran, Hongkong, groźba recesji. Amerykański rynek akcji jest przegrzany do granic możliwości, podobnie jak rynek nieruchomości. Wysokie ceny złota i umacnianie się dolara świadczą o tym, że inwestorzy desperacko poszukują „bezpiecznych przystani”. A obligacje skarbowe zawsze taką bezpieczną przystanią były. W najgorszym wypadku ujemna rentowność to kontrolowana strata. Ale i tak cena obligacji idzie w górę, więc będzie można je odsprzedać przed terminem z zyskiem.

Czy to rzeczywiście takie groźne?

Łatwo wyobrazić sobie negatywny wpływ wojny z Iranem na światową gospodarkę, ponieważ z wojnami mieliśmy do czynienia wielokrotnie. Można sobie wyobrazić skutki brexitu czy przedłużającej się wojny handlowej, która sukcesywnie obniża światowe PKB poprzez ograniczanie handlu.

Trudno jednak wyobrazić sobie, co się stanie, gdy pęknie bańka na rynku tak niecodziennym, jak rynek obligacji o ujemnej rentowności, ponieważ jest to problem nowy, powstały w ciągu ostatnich lat, jako następstwo kryzysu z lat 2007-2008. Wzorem banku centralnego Japonii, banki centralne USA, Europy i innych krajów, zaczęły stosować niestandardowe instrumenty, takiej jak obniżki stóp procentowych, a także luzowanie ilościowe (polegające m.in. na skupowaniu przez bank centralny obligacji).

Na razie ogólnoświatowa tendencja zmierza ku obniżaniu stóp procentowych, a niewykluczone, że także i programom luzowania ilościowego, co tylko dostarczy paliwa spekulantom. Co jednak, jeżeli pojawią się pierwsze symptomy wychodzenia z recesji? Banki centralne staną przed wyborem normalizacji polityki pieniężnej (podnoszeniem stóp procentowych i redukcją bilansu) lub dalszego pompowania bańki, czyli kolejnych lat niskich stóp procentowych i kreowania długu.

Warto także zwrócić uwagę, kto jest w tej sytuacji najbardziej poszkodowany – fundusze emerytalne, które ze swej natury nie spekulują, ponieważ ich strategia musi być bezpieczna. To one, z powodu charakteryzującej bańki spekulacyjne błędnej alokacji kapitału, poniosą straty. Ale ostatecznymi poszkodowanymi będą m.in. emeryci, którzy przez lata wpłacali swoje pieniądze do funduszy. Ta liczna grupa społeczna ograniczy swoją konsumpcję, przyczyniając się także do spadku PKB i dalszego pogłębiania się problemu.

Od stycznia do sierpnia 2019 r. wartość rynku obligacji o ujemnej rentowności wg. Bloomberg Barclays Global Negative Yielding Debt Index wzrosła z 8 do 17 bilionów dolarów, czyli ponad dwukrotnie. Dalsze zabiegi banków centralnych, których celem jest ratowanie świata przed recesją, będą tylko zasilać to nowe zarzewie kryzysu.


Komentarz Roberta Brzozy:

Gospodarka światowa nie tylko zwalnia, ale wchodzi w recesję.

Skąd o tym wiadomo?

Po czynach, jakie dokonuje się na rynku.

Od jakiegoś czasu, wrzucono na rynek narzędzia, które ratują państwa przed upadkiem.

Jednym z takich narzędzi są obligacje ze stopą ujemną.

Kto odpowiedzialny kupi takie "badziewie"?

Inwestycja polega na zarabianiu pieniędzy, natomiast te obligacje gwarantują stratę.

Niektóre fundusze mogą sprzedać je po wyższej cenie i na tym niwelują koszty, jednak w końcu ktoś musi pozostać z tą obligacją.

Jednak działa to trochę inaczej.

Autor nie opisuje tego mechanizmu.

Obecnie dokonuje się następujący przekręt.

Fundusze, państwa, korporacje są coraz mocniej zadłużane. Od dawna są zmuszane żyć na kredyt. Dlatego emitują obligacje.

Nikt o zdrowym umyśle je nie kupi, dlatego skupują je banki centralne. Obecnie głównie EBC czy bank Japonii.

Z jednej strony pomagają rządom żyć na tanim kredycie, z drugiej strony je uzależniają.

Kiedy banki centralne będą miały powyżej 50% aktywów państw i korporacji, to będą nimi sterować.

Już dzisiaj zależność państw od bankierów jest olbrzymia.

Za chwilę, bankierzy, którzy zarządzają bankami centralnymi, będą mieli większe udziały w większości państw świata.

Marzy im się to, ponieważ wtedy szybciutko wdrożą jedną elektroniczną walutę…

A to już będzie koszmar.