Data: 05.08.2019 12:43

Autor: MrHardy

88. start Roberta Kubicy w F1 był dość gorzką pigułką do przełknięcia. Tym razem dobrze (nie)znane problemy nie zostały przykryte zmienną pogodą i szalonym wyścigiem, a Kubica był daleko za Georgem Russellem. Są jednak pozytywy.

Bliżej?

Trzeba oddać Williamsowi, że na Węgrzech wydawali się być bliżej stawki niż we wszystkich dotychczasowych rundach. Russell zanotował najmniejszą stratę w kwalifikacjach do ich zwycięzcy – „tylko” 102,9%. Nawet Robert, który próbował „czegoś ekstremalnego” w ostatnim przejeździe w Q1 i przez to nie poprawił czasu tyle, ile by mógł, zaliczył 5. najmniejszą stratę.

George zajął 16. miejsce w kwalifikacjach i był bliski awansu do Q2. To było wielkie zaskoczenie. Anglik zdradził, że udało im się „dogadać” z oponami. Przywiezione na Niemcy poprawki również dały o sobie znać w pełni dopiero teraz.

To pozytywny sygnał dla zespołu i choć po dramatycznym starcie sezonu nadal mają co odrabiać, to przynajmniej (chyba) wiedzą, w jakim kierunku iść. Takiego komfortu nie ma choćby Haas, którego bolid w specyfikacji z GP Australii w niektórych warunkach jest lepszy od tego z „poprawkami” wprowadzanymi w trakcie sezonu.

W wyścigu było już jednak gorzej, choć za to, że Russell był w stanie utrzymać się przed Strollem i Giovinazzim należy przyznać plusy. Nawet biorąc po uwagę bardzo trudny do wyprzedzania tor. Być może związane z oponami odkrycie, o którym w sobotę mówił Russell, dotyczy tylko miękkiej mieszanki? Niezależnie od tego, trzeba mieć nadzieję, że wiedza, którą zdobyli w ten weekend na temat zachowania ogumienia zostanie zastosowania po obu stronach garażu.

Hungaroring to specyficzny tor – dość wolny i kręty, a dotychczas właśnie na takich Williams spisywał się lepiej. To, czy i o ile się poprawili, będzie można ocenić dopiero po dwóch kolejnych grand prix.

Dalej

O ile George Russell może cieszyć się z walki z innymi, o tyle dla Roberta Kubicy to było „standardowe” grand prix: duża strata do partnera z zespołu w kwalifikacjach, walka o utrzymanie bolidu na torze, o który jednocześnie trzeba było dbać, bo części zamiennych jak na lekarstwo.

Wielu kibiców martwiło się stratą Kubicy w kwalifikacjach. Bywały już jednak takie rundy, w których miał procentowo podobną. I pojawiał się wówczas taki sam powód – brak przyczepności. Robert stwierdził, że odczucia za kółkiem miał niezłe, a zatem „George miał zapewne jeszcze lepsze”. To jedna z wielu wypowiedzi z podwójnym dnem, udzielonych przez Kubicę w ten weekend.

Strata do Russella w wyścigu była już znacznie mniejsza. Do pierwszego postoju wynosiła około 8 sekund, a po nim od 11 do 15. W drugiej części wyścigu porównania mocno zakłócały dublowania, których w tym wyścigu Kubica zaliczył więcej. Wyszło z tego 35 sek. straty na mecie. Nadal jednak było to 0,5 sek. na okrążeniu, a nie 1,3 sek. jak w kwalifikacjach.

Być może poprawki przywiezione na Hockenheim nie adaptują się do jego bolidu tak dobrze, jak w przypadku auta Russella. Już przed GP Wielkiej Brytanii, gdy Williams testował nowe elementy przedniego zawieszenia, okazało się, że Anglik chce ich pozostawienia, a u naszego rodaka nie dawały one efektu.

Nie ujmując nic genialnej pracy wykonanej za kółkiem przez Russella, strata 1,3 sekundy w kwalifikacjach była niezwykle dziwna, szczególnie w odniesieniu do 0,118 sek. w Niemczech.

Jeżeli Williams rzeczywiście zbliżył się do innych i w następnych wyścigach będzie w stanie nawiązywać walkę z przedostatnią ekipą – czego im życzymy – to Kubicy będzie jeszcze trudniej akceptować obecny stan rzeczy. Dotychczas, gdy nie był sam na misji o kryptonimie „dojechać do mety”, nie bolały go tak bardzo warunki, jakie miał do ścigania. „Nie miało znaczenia, kto zajmie 19. czy 20. Miejsce”. W GP Węgier Russell mógł robić to, co powinien robić kierowca wyścigowy – atakował, a przede wszystkim – bronił się przed innymi, wyciskając maksimum z auta. Kubica znów przechodził natomiast poszczególne fazy dbania o opony – już od 5. okrążenia.

Irytację – absolutnie uzasadnioną – było słychać podczas wyścigu. Kubica pytał z przekąsem Paula Williamsa na 61. okrążeniu czy „chłopaki z tablicą przy pitwall udali się już na wakacje?” Polak nie miał bowiem pokazywanych w ten sposób komunikatów, a widocznie takie były ustalenia.

Medialnie Kubica spadł z nieba do piekła od GP Niemiec do GP Węgier, a prawda jest taka, że w obu wyścigach pojechał swoje – bezbłędnie i z najlepszym tempem, jakie mógł wycisnąć z samochodu. Nie zapomniał nagle, jak się jeździ.

(L)usterka

Często, gdy chce się sprawdzić jakość wykonania czegoś, wystarczy spojrzeć na pozornie niewiele znaczące detale. Takim w bolidzie F1 mogą być lusterka. Teoretycznie nie mające wpływu na osiągi, dają jednak samemu kierowcy wiele, szczególnie gdy w perspektywie następnych okrążeń ma być dublowany. Po raz kolejny w tym sezonie jedno z lusterek w bolidzie Kubicy odpadło. Williams miewał z tym problemy głównie na początku roku. Polak stracił lusterko w Australii podczas wyścigu, Russell w Barcelonie w treningu. Na Węgrzech w bolidzie z nr. 88 zdarzyło się to 2 razy. Podczas standardowych wyjazdów na tarki obluzowało się już na pierwszych kółkach, a ostatecznie uwolniło się z bolidu na 16. okrążeniu. Robert musiał prosić inżyniera o dokładne podawanie pozycji zbliżających się do niego kierowców. Było to szczególnie trudne przy wyjeździe z boksów oraz lewych zakrętach, gdy brak lusterka z tej właśnie strony przeszkadza bardzo mocno.

Odpadające części z auta – w sytuacjach nie wykraczających poza absolutnie normalne podczas okrążenia – to temat ciągnący się od samego początku sezonu.

Święto

I tylko fanów szkoda. Na Hungaroring było ich kilkadziesiąt tysięcy – liczba, której mało kto spodziewał się, biorąc pod uwagę wyniki Williamsa. A jednak ludzie pokazali, że nie są tylko kibicami sukcesu, że wiedzą, jak trudne zadanie ma w tym sezonie Kubica i podziękowali mu za to, co robi w tych okolicznościach.

Znamienne jest to, co powiedział Robert po wyścigu. Zapamięta GP Węgier dobrze – ale tylko ze względu na kibiców. Dla wielu z nich był to pierwszy wyścig w życiu, dla innych powrót po blisko dekadzie. Stworzyli niesamowitą atmosferę. Brawa dla nich, bo pokazanie wsparcia, jakim cieszy się Robert Kubica wśród swoich rodaków jest bardzo ważne, szczególnie w takim świecie jak F1.

Liczby

Równą – dla odmiany topową – formę, Williams trzyma w pit-stopach. Tym razem ekipa uzyskała pierwszy (u Russella – 2.19 s.) i trzeci czas wymiany opon (2.27 s. u Kubicy).

Kubica i Russell dowieźli oba bolidy do mety, pozostając jedyną ekipą ze 100% skutecznością w tym aspekcie w roku 2019. Polak przy okazji wyśrubował swój rekord ukończonych wyścigów z rzędu do 15. Kubica zajął 19. miejsce po raz pierwszy w swojej karierze i w ten sposób ma już wszystkie pozycje od 1. do 20. w swoim CV F1.

Wygląda na to, że Robert Kubica nie miał okazji w tym wyścigu do użycia systemu DRS, gdyż jego strata w pomiarze prędkości na prostej startowej jest naprawdę duża. W kwalifikacjach liczby Kubicy i Russella były bardzo podobne w tym aspekcie.

Broniący się przed Strollem Russell mógł w końcówce rywalizacji użyć pełnej mocy silnika, korzystając z trybu overtake, dzięki czemu jego ostatnie okrążenia wyglądają imponująco. Normalne tempo wyścigowe miał na przestrzeni całego wyścigu minimalnie lepsze, ale jego „best lap” to wynik o sekundę lepszy od Kubicy.

https://pl.motorsport.com/f1/news/bolesne-swieto-na-hungaroring/4508559/

#f1 #formula1 #kubica

@kujda

05.08.2019 13:10

@MrHardy, Ciekawe podsumowanie, dzięki. Nie oglądałem wczorajszego wyściugu bo Elevensports, uznało że nie chce pobierać miesięcznego abo z automatu i niby mam nieopłacone. To jak działa ta ich nowa aplikacja to tragedia. Boję się, że z takimi wynikami oglądamy Roberta jako kierowcę w F1 po raz pierwszy i od wielu lat i ostatni.

@MrHardy

05.08.2019 13:27

@kujda, Myślę, że jeszcze w Williamsie "pojeździ" następny jezon. Choć byłby plus braku Roberta w F1, odeszli by janusze f1 i byłby spokój od tych dzbanów.