Data: 08.09.2019 13:23

Autor: Thanos

Tak przy niedzieli mnie naszło: jutro będzie kontynuacja :)

Widzę, że trochę się oziemniło (i popadało) i powolutku zaczyna się sezon chorobowy, więc pora skorzystać z patentu naturala na niechorowanie :) Poniższa metoda jest b. mocno kontrowersyjna, podchodzi 100% pod #ZiebaContent, ale tym bardziej polecam wypróbować, bo sceptyczne podejście wykluczy całkowicie efekt placebo.

Najpierw szybkie TL;DR (tylko proszę sie nie śmiać :P ). Codziennie rano i wieczorem (every day, najlepiej jak jesteście w pełni zdrowi, bo to działa zapobiegawczo, nie już po fakcie) lejecie odrobinkę wody utlenionej do uszu (obu). Tak, żeby je zalać, ale żeby nie zamoczyć bębenka (czyli pare kropelek styka: ja leje, aż poczuje, że przewód słuchowy jest wypełniony, ale bębenek kompletnie suchy (UWAGA! zalewanie bębenka może łatwo doprowadzić do zapalenia ucha! po zamoczeniu odczekujemy kilka sekund i od razu dokładnie wycieramy ręcznikiem, żeby sobie nic nie przewiać, bo ból wówczas jest… ujmujący ;)

ok, a teraz jeszcze troche refleksji. Powyższą metodą stosuję od 4-5 lat. Mam to już w nawyku, jak myje zęby rano i wieczorem, to od razu leje wodę. Odkąd pamiętam interesowałem się wzmocnieniem odporności, i nic nie przyniosło mi takiego rezultatu: ani regularne bieganie (ćwiczenia), ani magiczna dieta, ani inne rzeczy. Dopiero ta metoda sprawdziła się w pełni i twierdzę, że działa ze 100% skutecznością. Testowałem ja w różnych warunkach: celowo mało sypiając, wyziębiajać się i przemoczając, chodząc wśród zarazonych, robiąc przerwę od ćwiczenia, jedząc słodkie (ok, słodkie sprawiły że byłem najbliżej choroby: pojawił się stan zapalny, i bylem mocno osłabiony, ale minał na drugi dzien), wchodzenie w mega stres, i jeszcze tysiąc innych czynników. Nieważne, co – już nigdy nie będę chory. Wam też polecam.

Zdarza się czasami, że czuję, że mnie coś łapie (może 1-2 do roku), wtedy zwyczajnie wczesniej ide spac (bo mnie zaczyna łamać, czuje znużenie i osłabienie), ale jak wstaję rano, jestem w pełni zdrowy. Polecam zastosować tę metodę szczególnie niedowiarkom, i potestowanie przynajmniej do końca roku (zaraz się zacznie smarkanie dookoła, wiec złapanie czegos od innych jest nieuniknone, ale nie musicie popadać w chorobe ;P ).

Co ciekawe, mowiłem o tej metodzie naprawdę wielu osobom (w tym @lilyy ;D ) i z doświadczenia wiem, że prawie nikt tego nie stosuje (tylko pokiwa głową, i zapomina: tak, lilyy była niedawno chora, ale przyznała, że … o wodzie przypomniała sobie po fakcie [w trakcie choroby można lać co 3-4 h, podobno to przyspieszy zdrowienie, ale tego nie moge potwierdzić, bo nie miałem do tej pory jak ;P ). Tak więc polecam z całego serca, temat jest warty przestowania.

Woda utleniona jest mega tania, zalanie ucha jest proste i szybkie (acz wymaga nieco wprawy, żeby nalać porzadnie, a nie zamoczyć bębenków!). I nie ma żadnych efektów ubocznych (że powoduje raka małożowiny usznej, czy cokolwiek innego – jeśli tak jest, ja bede wiedzieć pierwszy, bo juz leje [regularnie] od wielu, wielu lat). Dieta czy styl życia schodzi na dalszy plan, jak byłem na szczycie i tak chorowałem (ok, mało bo mało, prawie wcale, ale jednak się zdarzały pojedyncze wyłomy -- tutaj jednak, 100% skutecznosc).

Za powyższa metodę biorę w pełni odpowiedzialność: każdy, kto ją zastosował przez 2-3 miesiace (ledwie pare osób, z ponad XXXX, ktorym mowilem), wali ją codziennie (całej rodzinie: dzieciom tez mozna, jesli chcecie oszczedzić im cierpienia). Dzięki temu, już nigdy nie bedziecie chorzy.

Ten wpis to żadne foliarstwo, tylko 100% sprawdzona technika. A piszę go, jako przygotowanie gruntu pod jutrzejszy wpis… ;D

Zdróweczka! :)))

( PS. @Pierdyliard, to moze byc Twoja ostatnia choroba… zachęcam do przetestowania ;P )

#altmed