Data: 21.03.2020 10:59

Autor: Ijon_Tichy

KORONAWIRUS NA HOSTII – CZY TO MOŻLIWE?

W mediach ostatnio pojawia się kwestia: czy hostia podawana prosto do ust może potencjalnie być nośnikiem wirusa. A kolega @Emil18 dodał do tego pytanie o wodę święconą. Pozwolę sobie przedstawić mój pogląd na ten temat.

Zanim odpowiem, zaznaczę, że darzę Kościół Katolicki ogromnym szacunkiem, doceniam jego kluczową rolę w kształtowaniu społecznej świadomości i uważam za sojusznika. Nie walczę z KK, a nawet często bronię. Kościół Katolicki jest ostatnim bastionem obrony tego, co nazywamy normalnością.

W oderwaniu od teologii, z kulturoznawczego punktu widzenia, jeżeli upadnie Kościół, to upadnie cały prawicowy świat, nawet ateistyczny, czy agnostycystyczny konserwatyzm. Nawet ontologiczni materialiści o prawicowych poglądach stracą rację bytu. A stanie się to na zasadzie podobnej do tej, która głosi, że "kiedy wymrą pszczoły, człowiek wymrze cztery lata po nich, bo bez pszczół ekosystem powoli, sukcesywnie, na zasadzie domina, zacznie zamierać". Po prostu system prawicowy zawali się ze względu na brak ośrodka generującego jego podstawowej kategorie etyczne. A fundamentalne wartości etyczne konserwatyzmu opierają się na etyce chrześcijańskiej, nawet jeśli wielu konserwatystów nie zdaje sobie z tego sprawy. Kościół Katolicki jest natomiast głównym nośnikiem tej etyki i jego epicentrum.


A teraz przechodzę do kwestii, "czy teoretycznie na hostii może być przekazany wirus". Żeby to wyjaśnić, należy ująć sprawę całościowo. Ważne jest zrozumienie czym jest wieczerza i emblematy chleba i wina, żebym mógł w pełni odpowiedzieć na to pytanie.

Pogląd, jakoby hostia nie mogła przenosić chorób opiera się w głównej mierze na dogmacie KK, według którego hostia doznaje konsekracji (transsubstancjacji) – przemienienia w rzeczywiste ciało Chrystusa, wino zaś w rzeczywistą krew Chrystusa… Katecheza mystagogiczna 22:9: "to, co się zdaje być chlebem, nie jest chlebem, chociaż takie wrażenie daje smak, lecz ciałem Chrystusa, a co się zdaje być winem, nie jest winem, choć się tak smakowi wydaje, ale krwią Chrystusa". A więc wprawdzie smak, wygląd i w ogóle odczucia są takie, ze to jest zwykły chleb i wino, ale wg. dogmatu, to tylko mylne wrażenie, bo to jest ciało i krew w dosłownym znaczeniu… Dość to pokrętne i mało przekonywujące, ale ok, idziemy dalej.

Wystarczy przeczytać ewangelie, żeby rozumieć, że nigdzie nie napisano, jakoby chleb podczas wieczerzy był rzeczywistym ciałem Jezusa Chrystusa. Jezus podając im chleb mówi "bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje", ale w zupełnie oczywisty sposób NIE chodzi mu o realne, fizyczne, przemienione ciało, lecz chodzi o symbol. Z całą pewnością nikt nie miał co do tego wątpliwości w czasach apostołów, tym bardziej, że Jezus dodaje po chwili: "czyńcie to na mają pamiątkę", co dosadnie podkreśla fakt, iż jest to uroczystość upamiętniająca! Ma ona utrwalać w pamięci grona wiernych fakt oddania życia Jezusa za grzechy świata (chleb i wino symbolizują ciało i krew). Otóż dokładnie po ostatniej wieczerzy Jezus został pojmany i oddał swoje życie.

Podkreślę – nigdzie w całym Nowym Testamencie, w żadnej księdze, w żadnym liście nie ma nawet najmniejszej wzmianki o tym, że chleb i wino doznają przemienienia w realne ciało i krew. Jezus mówi "czyńcie to na moją pamiątkę". Nie mówi – czyńcie to, aby mnie zjeść, lecz wprost podaje cel tego -PAMIĄTKA, czyli UPAMIĘTNIENIE, PRZYPOMNIENIE. Sam Jezus nie pozostawia więc najmniejszych wątpliwości co do tego, jaki jest cel wieczerzy.

Co więcej, napisane jest: „ilekroć chleb ten jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujecie, aż przyjdzie” (I Kor. 11,26). Czyli w niejednym miejscu jest podkreślone to, iż chleb i wino maja znaczenie symboliczne, bo jest to upamiętnienie, przypomnienie, zwiastowanie, a nie akt kanibalizmu!

Gdyby rzeczywiście chodziło o jedzenie fizycznego ciała i picie prawdziwej krwi, to z całą pewnością biblia nie pozostawiłaby co do tego żadnej wątpliwości. Jednak nikomu w czasach pierwszych chrześcijan nawet do głowy nie przyszło coś tak szalonego (przepraszam za dosadność), jak twierdzenie, że oto zjadamy fizyczne ciało Jezusa i pijemy Jego krew! Taki spór nawet nie był podnoszony, nie istniał w świadomości przez co najmniej 200-300 lat po Chrystusie.

Przyjmując komunię po prostu:

1) upamiętniamy (jak Jezus nakazał) najbardziej epickie wydarzenie w dziejach wszechświata (przynajmniej z punktu widzenia chrześcijaństwa) – ofiarę z ciała i krwi, jaką Jezus Chrystus złożył za nasze grzechy, abyśmy na podstawie wiary byli usprawiedliwieni przed obliczem Boga.

2) komunikujemy jedność z Chrystusem, ogłaszamy, że jesteśmy pod osłoną jego ofiary, czynimy uwielbienie i dziękczynienie Panu Bogu.

Oto cały sens wieczerzy. Jest to niezwykle podniosła uroczystość, emblematy należy traktować z czcią i szacunkiem ze względu na to, co symbolizują. Ale nie są to zwłoki Jezusa.

I teraz do sedna – twierdzenie, że hostia nie może ulec skażeniu wynika z przekonania, iż jest to literalne ciało Chrystusa. Kościół Katolicki twierdzi, że hostia doznaje przemienienia w materialne ciało ludzkie (i Boskie). A skoro Jezus był bez grzechu, skoro był Święty, to przecież nie mógł nosić chorób, był odporny na skażenie wszelkiego rodzaju. Wg. Kościoła Katolickiego choroba na hostii jest więc niemożliwa, bo byłaby profanacją, na którą Bóg nigdy by nie pozwolił.

Powyżej wytłumaczyłem, dlaczego taki pogląd jest całkowicie mylny. Abstrahuję już od tego, że pomysł, że człowiek miałby spożywać realne ciało Jezusa jest już nie tylko całkowicie sprzeczny z Biblią, ale jest też po prostu makabryczny, a z innej strony – proszę się nie obrażać – jest po prostu niemądry, że tak delikatnie to ujmę.

Ponadto w dyskusjach na ten temat Katolicy zdają się nie zauważać faktu, że przyjmują hostię, jednak nie podaje im się wina, podczas gdy w czasie ostatniej wieczerzy Jezus Chrystus nauczył nas przyjmować wieczerzę pod obojgiem postaci. Każdemu z osobna, nikogo nie pomijając. Tutaj uwidacznia się kolejny błąd teologiczny, który wręcz razi, dotyczący sposobu przyjmowania wieczerzy.


Woda święcona

Jeżeli zaś chodzi o wodę święconą, to nie ma ona oparcia w Biblii i zdaje się opierać o myślenie magiczne (to termin antropologiczny) i najwcześniejszych przesłanek do takiego myślenia można doszukiwać się w około 200 lat po Chrystusie, w czasach, gdy funkcjonowało wiele sekt parachrześcijanskich, a kościołem targało wiele stronnictw, zaś nauki mieszały się ze sobą i dochodziło do wielu odstępstw i przyjmowania zabobonów.

Tymczasem również woda w Biblii ma znaczenie symboliczne, w Starym Testamencie jako oczyszczenie w sensie duchowym, moralnym, obmycie z nieczystości, a w Nowym Testamencie przede wszystkim w czasie chrztu, jako symbol "narodzenia na nowo". Człowiek przyjmujący chrzest zanurzając się w wodzie symbolicznie umiera, umiera jego stare ja, stara natura, a wynurzając się z wody niejako rodzi się na nowo, oczyszczony, powołany do nowego życia z Jezusem Chrystusem.

W Biblii chrzczono w rzekach, a nawet w przydrożnych sadzawkach (Etiopczyk), ale nigdzie nie ma wzmianki o konieczności "uświęcania wody". To nie jakakolwiek cecha wody ma w akcie chrztu znaczenie (i biblia wyraźnie o tym uczy), lecz to, co woda symbolizuje i znajduje się w sercach i umysłach osób, które wykonują ceremonię.

Zatem odnośnie wody sprawa wygląda podobnie, jak z hostią. Drobnoustroje, również te chorobotwórcze mogą znajdować się w wodzie święconej.

#koronawirus #chrzescijanstwo #komunia #wieczerza #religia #biblia #katolicyzm