Przed A-10 (brrrt) modernizacja i kolejna dekada służby w USAF (analiza)

Data: 20.01.2020 16:29

Autor: ziemianin

defence24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wojsko #samoloty #usaf #usa #armia

Kongres USA po raz kolejny zablokował próbę odesłania samolotów A-10C Thunderbolt II na zasłużoną emeryturę. Co więcej, US Air Force prowadzi właśnie program ich modernizacji, aby mogły skutecznie pozostać w służbie po roku 2030. Obejmuje on nowe sensory i zwiększenie ilości zabieranego uzbrojenia.

Przed A-10 (brrrt) modernizacja i kolejna dekada służby w USAF (analiza)

Samolot szturmowy A-10 to dziś maszyna wręcz kultowa, ze względu na 30 mm działko, wokół którego zbudowano cały samolot, oraz legendy, jaka otacza go dzięki setkom żołnierzy, których uratowały te maszyny, wspierając bezpośrednio oddziały naziemne. Opracowany ponad 40 lat temu do zwalczania sowieckich zagonów pancernych, A-10 najbliżej swej pierwotnej roli był w Iraku w 1991 roku. Podczas „Pustynnej Burzy” maszyny atakowały irackie kolumny pancerne, ale sławę zdobyły przede wszystkim w kolejnych konfliktach, realizując misje CAS (ang. close air support).

US Air Force od lat próbuje pozbyć się tych kosztownych w eksploatacji, wiekowych już maszyn, preferując samoloty znacznie szybsze i bardziej wszechstronne. Nie bez racji, gdyż o ile A-10 sprawdza się w konflikcie asymetrycznym, będąc niemal niezniszczalnym dla przeciwnika, to konfrontacji z nowoczesną obroną powietrzną ma niewielkie szanse przeżycia. Jednak argumenty sił powietrznych są zwykle ściśle finansowe – wycofanie A-10 oznacza personel 9 eskadr, które można przesunąć do innych zadań. Na przykład przeszkolić na 44 maszyny F-35A, które można by kupić za 4 mld dolarów. Tyle kosztuje eksploatacja A-10 przez 5 lat.

image

Ubiegłoroczne działania politycznych i militarnych zwolenników tej brzydkiej, lecz uwielbianej przez wojska lądowe maszyny, przypieczętowane finansowymi decyzjami Kongresu i wartym niemal miliard dolarów kontraktem na 109 nowych zestawów skrzydeł, oznacza kolejną dekadę służby. W tym czasie maszyna musi jednak przejść dalszą drogę od swych analogowych początków do cyfrowego pola bitwy dnia dzisiejszego. Pierwszym krokiem był program A-10C Precusion Engagement, który na początku XXI wieku miał wprowadzić maszyny w nowe stulecie. Wprowadzał takie „nowinki, dobrze znane już w nowoczesnych myśliwcach, jak system HOTAS (ang. hands-on-throttle and-stick), który pozwalał obsługiwać wiele funkcji bez odrywania rąk od sterów i przepustnicy, czy możliwość przenoszenia nowych bomb kierowanych JDAM.

Kolejne fazy modyfikacji, to ekrany wielofunkcyjne, wyświetlacze nahełmowe, nowe zasobniki optoelektroniczne czy radar. Przede wszystkim A-10C otrzymują łącze Link-16, które zapewnia znacznie szerszą i skuteczniejszą wymianę danych. Klasyczny „sześciopak” podstawowych przyrządów pilotażowych zastępuje wreszcie wyświetlacz wielofunkcyjny, prawdopodobnie pochodzący z F-16, który flankują dwa wyświetlacze dodane w ramach pakietu Precision Engagement. Już w 201 roku rozpoczęło się wprowadzanie na A-10C hełmów ze zintegrowanym wyświetlaczem Thales Visionix Scorpion Helmet Mounted Display System.

Sensory, jakimi dysponuje załoga, czyli przede wszystkim zasobniki celownicze Litining lub Sniper, mają być uzupełnione zasobnikiem z radarem SAR (ang. Synthetic Aperture Radar), który umożliwia szczegółowe obrazowanie terenu. Prawdopodobnie będzie eto AN/ASQ-236 „Dragon’s Eye” z aktywnym skanowanie (AESA), który ma umożliwiać nie tylko obrazowanie terenu w niemal fotograficznej dokładności, ale też wykrywanie ukrytych płytko pod ziemią obiektów, takich jak miny czy IED. Pojawiły się również sugestie, że zasobnik ten można stosować do precyzyjnego zakłócania konkretnych nadajników, takich jak radiostacje przeciwnika.

Kolejna ważna nowość, to kolejne zwiększenie ilości przenoszonego uzbrojenia. Dotąd A-10C mogły przenosić na każdym z 11 pylonów jedną bombę kierowaną. Zmodernizowane maszyny, dzięki systemowi belek BRU-61/A, będzie można na każdym pylonie podwiesić do 4 bomb GBU-39 SDB lub GBU-53/B StormBreaker o masie 250 funtów (113 kg). Każda z nich jest zdolna do precyzyjnego rażenia celu z odległości sięgającej 100 km (zależnie od pogody, prędkości i wysokości, z jakiej została zrzucona). Oznacza to ogromne zwiększenie możliwości w działaniach CAS, czyniąc z A-10 prawdziwy „bomb-train” i pozwalając pozostawać poza zasięgiem systemów OPL przeciwnika.

Zakres planowanych zmian zdaje się być dość szeroki, ale stanowi de facto mocno okrojoną wersję projektu sprzed około 5 lat, gdy rozważano możliwość szerszej modernizacji i standaryzacji, obejmującej m.in. wykorzystanie awioniki i komputera misji z myśliwca F-16, oraz zastąpienie silników ponad 50-letnich silników turbowentylatorowych General Electric TF34 nowoczesnymi jednostkami napędowymi, pochodzącymi z popularnych bizjetów. Przy podobnym ciągu, charakteryzują się one znacznie mniejszym zużyciem paliwa i masą, oraz dłuższymi resursami. Projekt, rozważany przez koncern Boeing, który dostarcza skrzydła do samolotów A-10C, upadł z braku zainteresowania ze strony US Air Force. Być może w perspektywie kolejnych 10 lub więcej lat służby wart jest rozważenia. Szczególnie jeśli po wycofaniu ze służby amerykanie byliby skłonni sprzedać lub przekazać maszyny krajom sojuszniczym, które mogą wykorzystywać jej jeszcze przez długie lat w konfliktach asymetrycznych czy zwalczaniu terroryzmu.

Jak zabezpieczyć router – bezpieczeństwo sieci domowej? (podcast audio)

Data: 19.01.2020 19:42

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #cyberbezpieczenstwo #komputery #router #siecikomputerowe

Domowy router stanowi swoistą pierwszą linię obrony przed atakującymi.

Jak się przed nimi obronić? Na jakie zagrożenia jesteśmy narażeni? Co warto sprawdzić?

Jak zabezpieczyć router – bezpieczeństwo sieci domowej? (podcast audio)

Materiał w formie tekstowej: Jak zabezpieczyć router – bezpieczeństwo sieci domowej?

Spis treści

Wprowadzenie

Serwer DHCP

Dane DNS

DNS hijacking

Atak DDOS

Dyski i drukarki

Udostępnianie plików

WPA2

Sieć lokalna

Lokalizacja WIFI

WPS

UPNP

Port forwarding

Aktualizacje

Błędy bezpieczeństwa

Lista komputerów

Wprowadzenie

Jeżeli słuchasz tego podcastu to znaczy, że posiadasz dostęp do Internetu. Jest więc spora szansa, że w zaciszu Twojego mieszkania znajduje się router, który dostarcza Internet do komputera, telefonu i tabletu. Urządzenia te zazwyczaj są schowane za meblami i przypominamy sobie o nich raz na jakiś czas, gdy potrzeba chwili nakazuje nam ich restart. Ale ich zadanie jest o wiele większe niż tylko rozdzielanie pakietów do odpowiednich miejsc. Możesz sobie z tego nie zdawać sprawy, ale router stanowi swoistą pierwszą linię obrony przed atakującymi, którzy czyhają na nasze wirtualne zasoby.

Cześć. Ja jestem Kacper Szurek i w dzisiejszym odcinku podcastu Szurkogadanie opowiem o bezpieczeństwie domowych routerów. Co może nam grozić, jeżeli przestępca przejmie nad nimi kontrolę? Jakie opcje może wykorzystać przeciwko nam, a także jak możemy się przed tym obronić? Jeżeli materiały tego rodzaju Ci się podobają zapraszam do dołączenia do grupy od 0 do pentestera na Facebooku.

Podcast ten można również znaleźć na Spotify oraz Google i Apple Podcasts oraz Anchor.

Serwer DHCP

Zacznę od wyjaśnienia, jak atakujący może wykorzystać nasz domowy router przeciwko nam. Domowy router nie służy tylko do rozdzielenia Internetu przychodzącego z jednego kabla naszego dostarczyciela usług na wiele komputerów. Posiada wiele innych, wbudowanych funkcji. Jedną z nich jest serwer DHCP. Ten to serwer automatycznie przydziela nam adres IP, którym będzie się posługiwał nasz komputer. Wykorzystując analogię – każdy komputer podłączony do sieci, aby mógł z niej korzystać, musi mieć swój adres IP. Tak jak każde mieszkanie musi mieć swój numer – aby listonosz wiedział, gdzie dostarczyć listy. Po włączeniu komputera, router zazwyczaj przesyła nam pakiet z adresem IP, którego powinniśmy używać.

Dane DNS

Oprócz tego, przekazuje tam również adres serwera DNS. Ludzie są bowiem słabi w zapamiętywaniu liczb – a adres IP to właśnie taki ciąg. Zamiast tego wolimy wykorzystywać nazwy, które coś dla nas znaczą. Jeżeli bowiem chciałbyś odwiedzić moją stronę, prościej jest mi powiedzieć abyś wpisał w przeglądarkę ciąg „szurek.pl”. Wtedy to Twoja przeglądarka i system operacyjny komunikują się z serwerem DNS, pytając jaki adres IP ma serwer „szurek.pl”. Serwer DNS zwraca odpowiedni wynik i dopiero wtedy można połączyć się z odpowiednim komputerem w sieci. Tak działa to normalnie. Ale jeżeli atakujący posiada dostęp do routera – może przeprowadzić atak DNS hijacking.

DNS hijacking

Wtedy nasz komputer otrzyma błędny adres serwera DNS, który jest kontrolowany przez przestępcę. Niesie to za sobą różnorakie konsekwencje. Po pierwsze – osoba po drugiej stronie będzie wiedziała, jakie adresy stron odwiedzamy. Zapytanie o każdy taki adres bowiem trafia do serwera DNS. Po drugie – jeżeli tylko będzie miała na to ochotę – będzie mogła zwrócić nam błędny adres IP serwera, o którego adres prosimy. Czyli zamiast łączyć się z serwerem naszego banku, możemy połączyć się z komputerem atakującego.

Ale atak może się odbywać na innej płaszczyźnie. Przez router przepływa bowiem cały ruch internetowy. Złośliwy aktor może dla przykładu modyfikować treść dowolnej strony, którą przeglądamy – doklejając do niej nowy kawałek kodu. Ten to może wykonywać najróżniejsze czynności. Logować wciśnięte klawisze, kopać kryptowaluty, czy też modyfikować podawane w formularzach dane. Wszystko zależy od inwencji twórcy. Jeżeli ściągamy jakiś plik z serwisu, automatycznie w locie może podmienić jego zawartość na inną, wygenerowaną przez niego. To może prowadzić do dalszej infekcji nie tylko naszego routera, ale także systemu operacyjnego na komputerze. Wszak ściągnęliśmy plik ze strony, której ufamy i nie spodziewaliśmy się, że mogła ona zawierać jakieś złośliwe elementy.

Te ataki są niwelowane przez protokół HTTPS i szyfrowanie połączenia. O ile bowiem atakujący może podmienić adres IP, to nie może stworzyć odpowiedniego certyfikatu. Więcej o tym temacie opowiadam w innym podcaście na temat protokołu HTTPS. Tylko, to zabezpieczenie działa jedynie w przypadku protokołu HTTPS. Musimy więc być tego świadomi.

Atak DDOS

Ale atak może zaszkodzić nie tylko nam. Na świecie istnieją bowiem miliony routerów. Znajdując błąd w jednym z nich – atakujący może zaatakować wszystkie z danej serii, a następnie wykorzystać do niecnych celów. Jednym z takich celów jest atak DDoS – kiedy to wiele różnych routerów wykonuje zmasowany atak na jedną stronę internetową. Cel jest jeden – doprowadzić do tymczasowej awarii strony, tak aby nie mogli z niej korzystać inni użytkownicy. Nie brzmi to jakoś złowrogo, ale zastanówmy się nad potencjalnymi konsekwencjami. Przed nami czarny piątek – jeden z lepszych okresów dla wszystkich sklepów internetowych, gdzie sprzedaż produktów trwa w najlepsze. Kilkuminutowy atak podczas takiego dnia to już realne straty dla sklepów, liczone w setkach złotych. Ale to nie wszystko.

Dyski i drukarki

Do niektórych routerów można podpiąć zewnętrzne dyski twarde oraz drukarki. Dzięki temu wszyscy domownicy mają dostęp do ważnych dla nich plików w obrębie całego mieszkania. To samo tyczy się atakującego, który może wykorzystać tak zebrane informacje do podszycia się pod nas lub do szantażu. Może również dla żartu uruchomić drukowanie 1000 stron w nocy na naszej domowej drukarce. Dalej, routery posiadają wbudowaną zaporę sieciową. Ona to działa trochę jak zawór jednostronny. My – możemy łączyć się z zewnętrznymi stronami i oglądać ich zawartość. Równocześnie zewnętrzne podmioty nie mogą bezpośrednio łączyć się z naszymi komputerami – ponieważ nie pozwoli na to firewall. Atakujący odpowiednio modyfikując konfigurację, może umożliwić dostęp do naszych komputerów.

Udostępnianie plików

Często zdarza się, że w obrębie sieci lokalnej udostępniamy niektóre pliki z naszego komputera, tak aby inni użytkownicy mieli do nich dostęp. Teraz – dostęp do nich jest również możliwy z zewnątrz. Jak widać zagrożeń jest wiele – wszystko zależy od kreatywności przestępców. Wiemy już, że router należy chronić. Ale jak to robić?

WPA2

Jeżeli korzystasz z Wi-Fi – włącz szyfrowanie WPA2 z AES. Co więcej, hasło tam używane powinno być długie i skomplikowane. Dlaczego? Ktoś, kto to będzie chciał skorzystać z Twojego Wi-Fi do niecnych celów nie musi cały tydzień siedzieć w samochodzie pod Twoim blokiem. Wystarczy, że raz pójdzie wyprowadzić psa z odpowiednim sprzętem. Ten sprzęt pobierze odpowiedni pakiet. Można go potem wykorzystać do przeprowadzania ataków siłowych w domu – bez dostępu do routera. Jeżeli więc nasze hasło ma tylko kilka znaków – szybko zostanie złamane. Atakujący będzie próbował wszystkich możliwych kombinacji. Nowoczesny sprzęt jest w stanie sprawdzić kilkaset tysięcy takich haseł na sekundę. Równie dobrze, jeżeli nie wykazaliśmy się kreatywnością – hasło może znajdować się w jednym z wcześniejszych wycieków danych. Wtedy złamanie go to tylko czysta formalność.

Sieć lokalna

Dzięki temu ktoś otrzyma dostęp do naszej sieci lokalnej. A to oznacza, że ma bezpośredni dostęp do naszych komputerów. Jeżeli ich nie aktualizujemy, bądź znajdują się tam stare wersje podatnych programów – możemy być narażeni. Co więcej, ktoś może wykorzystać nasz Internet i przeprowadzić jakąś nielegalną czynność. A wtedy to do naszych drzwi zapuka policja z prośbą o wyjaśnienia. Nazwa sieci nie powinna bezpośrednio wskazywać na naszą osobę. Sieć Kowalskiego to niekoniecznie dobry pomysł.

Lokalizacja WIFI

Zwłaszcza, że istnieją projekty, które zbierają informacje na temat dostępnych w danej lokalizacji sieci Wi-Fi. Informacje te służą niektórym usługom do geolokalizacji użytkownika, w sytuacji w której sygnał GPS nie jest dostępny. Okazuje się bowiem, że skanując listę dostępnych sieci i porównując ją z wirtualną bazą, możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa określić, gdzie znajduje się dany użytkownik. Nazwy sieci w skali świata rzeczywiście się powtarzają. Ale już ich kombinacje – czyli fakt, że w danym miejscu użytkownik widzi sygnał sieci kowalski, test i kwiatek niekoniecznie. Pozostając w temacie haseł. Warto zmienić login i hasło do interfejsu graficznego urządzenia, tak aby przestała działać standardowa kombinacja admin/admin. Równocześnie dostęp do interfejsu graficznego powinien być dostępny tylko od strony portów LAN. Tłumacząc to nieco prościej – tylko z poziomu naszego mieszkania powinniśmy móc zalogować się do panelu admina. Można to łatwo sprawdzić, korzystając na moment z Internetu mobilnego w naszym telefonie. Jeżeli w przeglądarce podamy adres IP domowego Internetu, nie będąc równocześnie do niego podłączonymi – i otrzymamy możliwość wpisania hasła – koniecznie warto wyłączyć odpowiednią opcję.

WPS

Jeżeli nasz router posiada opcję WPS – wyłączmy ją. W teorii miała przyspieszyć parowanie komputera z nową siecią Wi-Fi. Zamiast przepisywać długie i skomplikowane hasła – wystarczył krótki pin lub wciśnięcie przycisku na obudowie urządzenia. Obecnie, standard ten uznawany jest za niebezpieczny i powinno się go wyłączyć. Możemy również zmienić adres serwera DNS na taki, który zapewni nam odpowiednią dawkę prywatności. Jednym z wyborów może być 1.1.1.1 należący do Cloudflare.

UPNP

Kolejny protokół, który należy wyłączyć to UPnP. Został on stworzony dla wszystkich urządzeń IOT, które znajdują się w naszym mieszkaniu. Mowa tu więc o wszystkich inteligentnych czajnikach, oczyszczaczach powietrza czy też odkurzaczach. One to wysyłając odpowiednie dane do routera, mogą odblokować odpowiednie porty na firewallu– tak aby mogły działać prawidłowo. Tylko, że urządzenia IOT nie słyną z dobrego bezpieczeństwa. Umożliwianie dostępu do nich z zewnątrz niekoniecznie jest najlepszym pomysłem. Zwłaszcza, jeżeli nie jesteśmy w pełni świadomi tego faktu a czynność ta dzieje się bez naszego udziału. Porty te można również odblokować samemu.

Port forwarding

Zazwyczaj opcja ta kryje się pod nazwą “port forwarding”. Jeżeli nigdy z niej nie korzystałeś – sprawdź czy nie znajdują się tam dziwne wpisy. Droższe routery pozwalają na stworzenie dodatkowej sieci Wi-Fi – tak zwanej sieci gościa. Zazwyczaj, jest ona odseparowana od normalnej sieci WIFI – to znaczy, że urządzenia z jednej sieci nie widzą tych z tej drugiej. Teoretycznie sieć taka powstała, abyśmy mogli udostępnić domowy Internet naszym gościom, którzy przyszli na kilkugodzinną imprezę na nasze mieszkanie. Ale równie dobrze, można wykorzystać tą funkcję do udzielenia dostępu do Internetu urządzeniom, którym nie za bardzo ufamy. Chociażby urządzeniom IOT.

Aktualizacje

Pamiętajmy o aktualizacjach. Niektóre routery (chociażby firmy Mikrotik) mogą same zaktualizować swój system – tak jak robi to Windows. Warto umieścić router w niedostępnym dla postronnych osób miejscu.

Dlaczego? Niektóre urządzenia posiadają na swoich obudowach porty USB, do których można wpiąć routery LTE lub też inne kompatybilne nośniki. Wtedy cały nasz ruch może trafiać do serwera kontrolowanego przez atakującego. Co więcej, routery posiadają przycisk resetu, który usuwa wszystkie hasła i przywraca urządzenie do stanu fabrycznego. Stąd też, bezpieczeństwo zależy także od braku fizycznego dostępu do urządzenia.

Wyłącz również opcję odpowiadania na pakiety ping. W przypadku niektórych routerów warto “przeklikać”” się przez dostępne w panelu opcje. Dla przykładu NetGear zbiera anonimowe statystyki, które to można wyłączyć z poziomu odpowiedniej opcji. Jeżeli widzisz nazwę, której nie rozumiesz – najprawdopodobniej jej nie potrzebujesz.

Błędy bezpieczeństwa

A takich dodatkowych usług może być wiele: SSH, telnet, SNMP. Jeżeli dopiero stoisz przed wyborem odpowiedniego dla siebie urządzenia, warto przed zakupem przeprowadzić na jego temat krótkie poszukiwania. Wystarczy w wyszukiwarce użyć nazwy modelu i dodać słowo kluczowe „exploits”, „bug”, „vulnerability”. Dowiesz się wtedy czy na urządzenie nie ma obecnie jakiejś znanej, a nienaprawionej przez producenta luki.

Urządzenia tego typu często mają dość krótki czas życia. Zdarza się zatem, że błąd istnieje – został zgłoszony, ale producent nie zamierza go naprawić. Dlatego też warto sprawdzić, czy producent wydaje regularne aktualizacje oprogramowania. Samo istnienie błędu to nie koniec świata. Błędy bezpieczeństwa zdarzają się każdemu.

Ważne jest natomiast jak szybko producent na nie reaguje i czy udostępnia odpowiednie łatki bezpieczeństwa. Większość urządzeń pozwala na zapisywanie logów ze swojego działania: w tym zdarzeń dotyczących bezpieczeństwa. Ale nie oszukujmy się, panel sterowania routerem to nie jest pierwsze miejsce, do którego trafiamy każdego poranka. Można więc rozważyć opcję wysyłania emaila – w przypadku specjalnych zdarzeń.

Lista komputerów

Sporo urządzeń pozwala na podgląd aktualnie podpiętych poprzez Wi-Fi komputerów – w tym nazw, którymi się one posługują. Jeżeli widzisz tam zbyt dużą liczbę laptopów, bądź też nie rozpoznajesz któregoś z nich – może pora na zmianę hasła? Nigdy nie wiadomo czy sąsiad nie wykorzystuje naszego połączenia.

Na koniec całej tej konfiguracji warto potwierdzić, czy rzeczywiście nic nam nie umknęło. Serwisy takie jak Shodan czy też Censys nieustannie skanują wszystkie adresy w Internecie, sprawdzając, co się na nich znajduje. Jeżeli w daną wyszukiwarkę wpiszemy nasz publiczny adres IP – powinniśmy otrzymać puste wyniki. Oznacza to bowiem, że żadna usługa nie jest dostępna z zewnątrz.

W innym wypadku – albo dane firmy są nieaktualne albo też musimy przyjrzeć się, dlaczego niektóre porty są dostępne.

Więcej informacji na ten temat można odnaleźć na stronie routersecurity.org1. Znajduje się tam kompletna lista punktów, które powinniśmy sprawdzić na naszym routerze.

I to już wszystko w tym odcinku. Podobało się? Pokaż odcinek znajomym. A ja już dzisiaj zapraszam do kolejnego odcinka. Cześć!

"Relacje o pożarach w Australii to ściema" - mówi Fitkau-Perepeczko, która od 40 lat mieszka . . .

Data: 18.01.2020 14:37

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sciema #australia #pozar #wywiady #onetrano

W „Dzień dobry TVN” doszło do pyskówki, gdzie Kinga Rusin u Piotra Kraśki zbeształa Agnieszkę Fitkau-Perepeczko. Szybko okazało się, że po stronie Rusin stały jedynie puste emocje, a po stronie Perepeczko – argumenty. Te wskazywały, że skalę pożarów celowo się uwydatnia, m.in. na potrzeby filozofii glonalnego ocieplenia i zbiórek pieniedzy na tkliwie przedstawiane kangury.

"Relacje o pożarach w Australii to ściema" – mówi Fitkau-Perepeczko, która od 40 lat mieszka w Polsce i Australii. Aktorka o tzw. ekologach: "Histeria służy tym od zbiórek!"

Agnieszka Fitkau-Perepeczko od 40 lat mieszka w Polsce i Australii. Znana z „M jak miłość” gwiazda posiada pół domu w stylu wiktoriańskim w Melbourne.

"Dużo jest też zdjęć z poprzednich pożarów. Broń Boże, nie mówię, że nic się nie dzieje, a zwierzęta nie cierpią. (...) Sztuczne litowanie się nad każdym kangurem, bo trzeba pomóc, to uważam, że jest to zmanipulowane i wywoływanie sztucznej histerii i smutku u ludzi. Myślę, że to służy tym, co robią zbiórki – troszkę pójdzie do kieszeni, troszkę dla mamusi, troszkę dla tatusia... (...) Trzeba wszystko brać pod uwagę. Rozsądny człowiek nie szaleje od razu z rozpaczy, tylko bada sytuację"

– powiedziała Agnieszkę Fitkau-Perepeczko w rozmowie z Jarosławem Kuźniarem w "Onet rano." KLIKNIJ I ZOBACZ!

"Obraz w Australii jest bardzo smutny. Przeżyłam dwa duże, gorsze pożary, będąc w Australii. Ten [obecny] pożar jest 300-350 km od Melbourne, a ja przeżyłam pożar, który był 59 km od miasta. To był potworny pożar, w ciągu paru godzin zginęło 180 osób. To jest straszne! (...) Czytam wszystkie publikacje, jakie są na temat Australii, rozmawiam codziennie z 3-4 przyjaciółmi, czytam gazety oraz oglądam Channel 7 i Channel 9, są tam różne meldunki. Uważam, że te pożary, które przeżyłam, z których tak sobie nie zdawałam sprawy, były potworne. Świat nie był jeszcze tak obłożony Internetem. Dzisiaj wszyscy dodają grozy, bo lubią. Wcześniej nie było kolorowej prasy, plotek, wariactw. (...) Sytuacja w Australii jest zła, nie uważam, że jest cudowna. Ale nikt nie ma pojęcia, że Europa to terytorium 10 mln km2, a Australia – 7 mln km2. I teraz, jeśli z tych 7 mln km2 jakiś jeden proc. jest zniszczony przez ten pożar, a reszta jest nietknięta. (...) Rzeczywiście zginęło bardzo dużo zwierząt, niby pół miliarda, ale te szacunki są dziwne, a Australijczycy się śmieją, że chyba policzyli wszystkie komary i owady, że zawyżają"

– puentowała aktorka w „Onet rano”.

"Na FB i mailu codziennie ktoś mnie atakuje, żebym wysłał 20 zł na ratowanie zwierząt w Australii. Ludziom tam nic nie trzeba? Zdjęcie koali lepiej się monetyzuje niż domostwa na terenach objętych pożarami? "Ekolodzy" wiedzą co robią. Płaczące zwierzęta z faceboooków ekranów wyciskają łzy i pieniądze. A może ktoś w końcu powie w jakimś TV o protestach pseudoekologów, którzy sprzeciwiali się wcześniej kontrolowanemu wypalaniu suchego buszu i teraz nie mają odwagi powiedzieć, że coś poszło nie tak? Chroń nas Boże od idiotów ekologłupców i prozwierzęcych cwaniaków od zrzutek w Internecie"

– napisał na profilu społecznościowym dziennikarz "Świata Rolnika BIZNES", Robert Wyrostkiewicz.

Jest koszerny interes do zrobienia (cześć 1)

Data: 18.01.2020 14:03

Autor: ziemianin

klubinteligencjipolskiej.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #lichwiarze #zlodzieje

Na początek cytaty: „Jest koszerny interes do zrobienia”– te kultowe już słowa, które padły podczas wizyty Rywina u Michnika, to nie tylko motto procesu grabieży majątku narodowego, gdy po formalnym odzyskaniu niepodległości Polacy kilkakrotnie padli ofiarą rabunku na wielką skalę. To także motto polsko-izraelskiej love story w biznesie i handlu.

Jest koszerny interes do zrobienia (cześć 1)

„Tęsknię za tobą, Żydzie!”– wołała przed laty Warszawa z murów swoich kamienic. Ta artystyczna prowokacja Rafała Betlejewskiego pod pewnym względem ziściła się. Polska stała się Mekką izraelskiego biznesu. Wielu Izraelczyków upatrzyło sobie nasz kraj jako drugą ojczyznę.

„Nie macie pewniejszego i bardziej lojalnego sojusznika, który wspierałby w Unii Europejskiej Wasze stanowisko i aspiracje w większym stopniu niż czyni to Polska” – oświadczył Donald Tusk na wspólnej konferencji prasowej z izraelskim premierem Ehudem Olmertem.

Towarzyszący Tuskowi Władysław Bartoszewski ujawnił, że „wszystkie” ugrupowania sejmowe są niezmiennie usposobione do Izraela przyjaźnie, co przekładając na język biznesu, było uspokajającą deklaracją, że bez względu na to, któremu ugrupowaniu „Gazeta Wyborcza” pozwoli wygrać, plan rewindykacji mienia pożydowskiego nie będzie zagrożony.

Macie w Europie prawdziwego przyjaciela – powiedział tenże Tusk na wspólnej konferencji z premierem Benjaminem Netanjahu.

Żydzi są niezatartą częścią historii Polski, a Polska jest taką samą częścią historii narodu żydowskiego. Nasza wzajemna współpraca oparta jest o wspólne wartości oraz wspólną historię, jak również o aspiracje dotyczące przyszłości, w której to chcemy osiągnąć te same cele – ripostował Netanyahu.

„Polska jest świetnym miejscem dla izraelskich firm” – uważa Elroy Knebel, właściciel kancelarii Knebel&CO, za pośrednictwem której rejestrowane są izraelskie spółki w Polsce. Nasz kraj okazał się bardzo gościnny. Żadni inni zagraniczni inwestorzy nie radzą sobie u nas tak dobrze jak Żydzi. A idzie im naprawdę nieźle, zwłaszcza w dziedzinie „wasze ulice, nasze kamienice”.

Co jest izraelskie w Polsce?

Często można usłyszeć opinię, szczególnie tych, którzy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, że w posiadaniu Żydów jest połowa Polski. Nie uciekając się do kryteriów norymberskich, podajmy, co w Polsce jest formalnie w rękach Izraelczyków. Lista takich produktów i usług nie jest długa, ale jest na niej kilka istotnych.

Wymienić należy firmę Strauss Ltd, która znajduje się w pierwszej dziesiątce największych na świecie firm handlujących kawą. W Polsce możemy kupić następujące produkty tej firmy: MK Cafe, Pedros, Fort, Sahara, Syropy Fabbri, a także herbaty Teartis. Ale i słodycze Sante z Sobolewa oraz chrupki kukurydziane ze Stodzewa to również Izrael.

Ważną firmą izraelską jest Eden Springs Ltd. – dostawca wody i kawy. À propos – stojące w wielu firmach i instytucjach dystrybutory wody należą do tej firmy. W wyliczance nie może zabraknąć pomarańczy Jaffa (chociaż od maja do listopada z nalepką tej firmy sprzedawane są cytrusy pochodzące z Afryki i Ameryki Południowej).

À propos – gdy pojawiła się w Polsce inicjatywa promująca patriotyzm konsumencki i rzucono hasło „Jesteś Polakiem, Kupuj Polskie”, dziwnie zareagowała małżonka ówczesnego ministra spraw zagranicznych, Anne Applebaum – zrównała hasło z przedwojennym „Nie kupuj u Żyda”.

Zamiast bronić wody, nabrali wody w usta

„Prywatyzacja miejskich przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych jest w Polsce nieuchronna. Na całym świecie funkcjonuje to już w ten sposób, samorządy mają dzięki temu dodatkowe środki na innego rodzaju inwestycje, a my mamy doświadczenie z innych rynków i wiemy jak tego typu inwestycje przeprowadzać i nimi zarządzać” – oświadczył Michael Reiss, prezes spółki Eko-Wark z izraelskiej grupy Tahal, która weszła na polski rynek.

Tymczasem inny Reiss, a konkretnie Willem Buitler z Citygroup powiedział: „Woda stanie się najważniejszym dobrem, o wiele ważniejszym od ropy, miedzi, zasobów rolnych, czy też metali szlachetnych”. „Woda, to ropa naftowa XXI wieku” – tak z kolei twierdzi Andrew Liveris, dyrektor generalny amerykańsko-żydowskiego koncernu chemicznego DOW. Jak ważna jest woda wie Izrael, który wodę reglamentuje, i który przejął milion kilometrów kwadratowych Patagonii, gdzie znajdują się najczystsze zasoby wody pitnej na świecie.

Brak wody to także problemem Polski, gdzie na jednego mieszkańca przypada 1 600 litrów wody rocznie (przy średniej europejskiej 4 500 litrów), czyli mniej niż w półpustynnym Egipcie.

Podczas izraelsko-polskiego forum rządowego, jeden z izraelskich ministrów wygadał się, że tematem rozmów były porozumienia dotyczące wspólnych projektów gospodarowania zasobami wodnymi i program „polonizacji izraelskiej technologii”. Rezultaty widzieliśmy już po roku – biznesmeni tego ubogiego w wodę, ale bogatego w geszefciarskie pomysły kraju, zabrali się za prywatyzację zasobów wody w Polsce; izraelska korporacja Tahal otworzyła siedzibę w Warszawie; a PortalSamorzadowy.pl obwieścił, że prywatyzacja polskich sieci wodociągowych, czyli ich przejęcie przez izraelskiego potentata jest nieuchronne.

Rząd polski, zamiast chronić strategiczne z założenia przedsiębiorstwa ujęć wody i sieci jej dystrybucji, oddał je w obce ręce, zamiast bronić wody, nabrał wody w usta.

Według „Global Research”, sprawy mają się tak: Globalne spółki inwestycyjne, w tym Konsorcjum Rothschilda, przyspieszają działania na rzecz nabywania praw do eksploatacji wody i prywatyzowania usług sektora wody. Sam tylko Goldman-Sachs przeznaczył na wykup infrastruktury wodnej w różnych krajach 10 miliardów dolarów. Bank ten wykupił działające w 130 krajach i zatrudniające 10 tysięcy ludzi przedsiębiorstwo Ondeo Nalco. Wykupił też firmę Veolia, zaopatrującą w wodę 3,5 miliona mieszkańców północno-wschodniej Anglii (Veolia działa także w Polsce!).

Według „NYT”, największe grupy kapitałowe, poczynając od Morgan Stanley, na inwestycje w „wodę” przeznaczyły 250 miliardów dolarów. W Polsce branża wodno-kanalizacyjna znajduje się głównie w rękach małych i bardzo małych przedsiębiorstw komunalnych, co w przetłumaczeniu na język polski oznacza, że Izraelczycy przejmą je z łatwością (czy jest bowiem w Polsce samorząd, który nie miałby kłopotów finansowych?), a po ich wykupieniu narzucą monopolistyczne ceny za wodę.

Mogą też dostaw wody odmówić – na przykład antysemickim konsumentom (jak to czynią wobec Palestyńczyków). Grupa Tahal zamierza też wziąć udział w mającym strategiczne znaczenie dla regionu Europy Środkowej Projekcie Odra, o budżecie 1,5 mld zł, współfinansowanym przez rząd Polski i Niemiec.

Będące w rękach żydowskich międzynarodowe firmy farmaceutyczne mają dziwnie brzmiące, ale wiele mówiące (nie tylko dla kabalistom) nazwy. Weźmy na ten przykład „Eli Lilly”. Eli to imię biblijnego kapłana i sędziego, a „Lilly” (pisane również Lillit lub Lilit) to nazwa występującej w księdze „Zohar“ demona od uśmiercania gojów. Nazwa, jak na firmę produkującą leki, nieco dziwna.

Powiązana z kabałą jest także nazwa firmy zwącej się „AstraZeneca”, gdzie Astra nawiązuje do fenickiej bogini rozpusty, a Zeneca do kulminacyjnego momentu kopulacji. Bardzo ugruntowaną pozycję w naszym kraju ma firma farmaceutyczna Teva. Teva posiada fabrykę leków w Krakowie i szczyci się tym, że oferuje ponad 500 swoich produktów, wytwarza 4 miliardy tabletek i kapsułek rocznie, a jej leki w każdej minucie zażywa 145 pacjentów w Polsce. Do znanych produktów Tevy należy Aviomarin, Flegamina, Vibovit.

Izraelską firmą jest też, będąca w założeniu połączeniem apteki, drogerii i perfumerii, Super-Pharm. Sieć jej 75 sklepów oplata wszystkie największe miasta w Polsce. „Do naszych sklepów przyciąga apteka. Tam jednak marże są ograniczone i regulowane. Najwięcej zarabiamy na sprzedaży w części drogeryjnej, przez którą muszą przejść klienci, idąc po zakup lekarstw” – tłumaczy właściciel firmy Leon Koffler.

Koffler pierwszy raz odwiedził nasz region w latach 70. Nad Wisłą spodobało mu się najbardziej. Dziś wypracowuje tu 270 mln dolarów rocznych przychodów. Jak sam mówi, gdy przyjechał do Polski od razu trafił na swoich. Za przewodnika wziął sobie nieżyjącego już Yarona Brucknera. „Dostaliśmy wsparcie należącej do niego grupy Eastbridge, która w latach 90. stworzyła najbardziej spektakularną żydowską fortunę III RP” – wspomina. Yaron Bruckner kupił m.in. ulokowaną w miastach wojewódzkich całej Polski sieć Empik i Domy Towarowe Centrum. Był też o krok od przejęcia kontroli nad Elektrimem (a swe perfumeryjne biznesy rozwija w ramach sieci Sephora). Super-Pharm wciąż dynamicznie rozwija się, regularnie powiększa biznes o kilkanaście procent i o 100 mln przychodów rocznie. Do Izraelczyków należy też Polfa Tarchomin, no i Medicover, gdzie wiele instytucji państwowych wykupiło pakiety usług medycznych dla swych menedżerów.

Wasze ulice, nasze kamienice

Cinema City, właściciel prawie wszystkich kin w Polsce, jest własnością Mosze Greidingera. Mosze poza siecią kin posiada także park rozrywki w Mszczonowie, a do Polski przeniósł nawet swoje centrum operacyjne. Do niego należy też kontrolny pakiet udziałów w spółce budowlanej Ronson Europe, do której z kolei należą sale kinowe Cinema City. Izraelskie korzenie ma także otworzone niedawno w izraelskim CH Blue City w Warszawie kino Helios należące do wydawcy „Gazety Wyborczej”.

Do izraelskiego kapitału należy większość działających w Polsce firm budowlanych, np. Plaza Centres, która wybudowała kilkanaście centrów handlowych w głównych polskich miastach.

Inni izraelscy deweloperzy to: Longbridge, Olmont Invesments, Adgar, Yareal, Blue City, Asbud, Okam, Shiraz, Angel, Atrium, GTC (właściciel: CH Galeria Północna w Warszawie, Galeria Mokotów w Warszawie, CH Blue City, CH Galeria Jurajska w Częstochowie) i wymieniony już Ronson. Jeszcze do niedawna należała do nich grupa Robyg, bardzo ekspansywna w Warszawie i Gdańsku, przejęta przez spółkę z grupy Goldman Sachs. To ta sama, która hojnie wynagradzała niesławnej pamięci prezydenta Gdańska za korzystne dla niej decyzje dot. działek budowlanych).

Deweloperka to branża, w której inwestorzy z Izraela wykazali się wielkim sprytem. Spółka Glob Trade Centre, przez lata kierowana przez Eli Alroya, nie tylko zbudowała Galerię Mokotów w Warszawie, ale „odkryła” dla warszawskiego rynku biurowego cały Służewiec Przemysłowy, z ul. Domaniewską jako jego osią. Eli najpierw zorganizował sobie miejscowych „przewodników”, i jak się ostatecznie okazało – dokonał dobrej selekcji. „W ten sam sposób działają inni deweloperzy izraelscy, którzy także znajdują lokalnych partnerów, i ta współpraca wychodzi im bardzo dobrze” – przyznaje Jarosław Szanajca, szef Dom Development.

W przypadku wspomnianego Robygu, założonego przez izraelską grupę Nanette, współpraca polsko-żydowska idzie wręcz modelowo. Z jednej strony spółce szefuje Zbigniew Okoński, który wcześniej rozwijał biznes deweloperski Ryszarda Krauzego i jego słynne Miasteczko Wilanów, a z drugiej bardzo aktywny jest Oscar Kazanelson, szefujący radzie nadzorczej Nanette.

Towarzystwo ubezpieczeniowe Link4 powołali Izraelczycy. Potem sprzedali je Żydom angielskim z firmy RSA, a ostatecznie trafiło do polskiego PZU. Budynek siedziby Link4 ciągle należy jednak do firmy izraelskiej, która ciągnie z tego niezłe profity. Związek z tematem ma to, że trzy największe biura coworkingowe, czyli biura oferujące wspólne przestrzenie biurowe, są izraelsko-żydowskie: BrainEmbassy, MindSpace (szef firmy Dan Zakai zainwestował w biurowiec przylegający do warszawskiej Hali Koszyki) oraz WeWork. W ubiegłym miesiącu Wall Street Journal poinformował, że założyciel WeWork, Adam Neumann dołączył do ruchu Chabad-Lubavitch, a ściślej biorąc do należącego do ruchu Kabbalah Centre w Los Angeles, słynącego z kursów kabały dla gwiazd Hollywood. Według gazety, urodzony w Izraelu Neumann zamierza sprowadzić instruktorów Centrum do biur swej firmy, w celu szkolenia kadry kierowniczej. Matka Neumanna, Avivit zdradziła izraelskiemu radiu Channel103FM, że jej syn jest chabadnikiem, że religia go ubogaca, i że podczas szabatu śpiewa religijne pieśni. Neumann utrzymuje, że wiedza, którą zdobył w Kabbalah Centre jest dla niego inspiracją przy rozwijaniu firmy. Tymczasem Wall Street Journal poinformował niedawno: WeWork w III kwartale br. poniósł biznesowe straty w wysokości 1,5 miliarda dolarów i zwalnia 2 400 pracowników.

À propos branży nieruchomości, czyli zawołania „wasze ulice, nasze kamienice” – sprzedaż siedziby PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie przez jej izraelskiego właściciela, odsłoniła kulisy polityki rządzącej partii. Słynna kamienica to dziś własność izraelskiej firmy Metropol NH, która nabyła ją od PiS w 2007 r.

W związku z tym postawmy kilka pytań:

Jak to możliwe, żeby partia, która wielokrotnie mówiło o narodowej godności, krytykowała swoich oponentów za chęć podporządkowania Polski sąsiadowi ze Wschodu, za wasalizację Polski przez Niemców oraz krytykowała Pawła Grasia za mieszkanie w domu należącym do niemieckiego przedsiębiorcy (złośliwie dodając, że pełnił tam rolę dozorcy), miała siedzibę w budynku należącym do cudzoziemskiej firmy?

Innymi słowy – Graś mieszka u Niemca, a Kaczyński u Żyda. Sprawa ma jeszcze inny aspekt – mieszkając u kogoś, chcąc nie chcąc, jest się kontrolowanym. Bo trudno sobie wyobrazić, że Mosad nie korzysta z takiej okazji.

Formalnie nie ma w naszym kraju żadnej stacji telewizyjnej, radiowej, czy tytułu prasowego pod kontrolą izraelskiego kapitału. Jest za to dużo należących do Żydów – Agora z „Gazetą Wyborczą” i Radio TOK FM (à propos – swe nagrody rozdaje, czyli robi biznes, w utrzymywanym przez ministerstwo kultury Muzeum Polin) i kilkanaście innych.

Głównymi twórcami, powstałej za pieniądze ukradzione z FOZZ, TVN byli Jan Wejchert i Mariusz Walter. Autorzy tego skoku na kasę nie ponieśli żadnego uszczerbku, a biorące w nim udział płotki dostali symboliczne kary, których nawet w połowie nie odsiedzieli (vide główna księgowa FOZZ Janina Chim, współpracownica Renaty Pochanke – matki prezenterki „Faktów”). Wejchert i Walter sprzedali TVN amerykańsko-żydowskiej Script Networks Interactive (za 800 mln dolarów), a ta odsprzedała ją Discovery Comunications, której szefuje David Zaslav pochodzący, jak wieść niesie, z warszawskich Nalewek.

Media w Polsce należą w większości do Niemców. Ale to nie całkiem prawda – niedawno 43 procent akcji koncernu Ringier Axel Springer (Newsweek, Onet, Fakt, Forbes) kupił żydowski fundusz KKR z Ameryki. I czy nie dlatego PiS coraz rzadziej mówi o „polonizacji”, a wydaje piski o „dekoncentracji” mediów?

Czarne włochate kulki.

Po banku toczą się srulki.

Skaczą, skaczą nad biurkiem,

targuje się srulek ze srulkiem.

Srulek srulkowi uległ

i biegnie do kasy srulek.

Liczy drżącymi palcami

i zmyka przed srulkami.

W klubzeslach z dala od kasy

siedzą srule-grubasy.

Srulki z uśmiechem lubym

kłaniają się srulom grubym.

A w głębi – w ciszy – wielki jak król

Duma sam główny Srul

– Julian Tuwim.

JPMorgan, największy bank inwestycyjny na świecie, dostał od polskiego rządu dotację w wysokości 20,2 mln zł. To rekordowa w historii rządowa dotacja dla firmy z sektora usług finansowych. Za „pierwszego i drugiego Tuska” zagranicznym korporacjom rozdano łącznie 658,7 mln; za rządu PiS 251,4 mln, czyli wychodzi razem 910 milionów.

Noblista Milton Friedman już w 1990 r. ostrzegał:

„Zagraniczni inwestorzy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Cudzoziemców powinny dotyczyć takie same reguły gry, jakie obowiązują Polaków. Nie należy dawać im żadnych specjalnych przywilejów, ulg czy zwolnień podatkowych”.

W przeszłości JPMorgan (i jego szef Jamie Dimon) grał przeciwko Polsce na rynkach walut, wielokrotnie rekomendował sprzedaż złotówek i wystawiał fatalne oceny naszej gospodarce, czym jej po prostu szkodził. Powodem miała być propozycja przekształceń kredytów we frankach oraz sytuacja wewnętrzna Polski.

Bank walnie przyczynił się też do wywołania przed dekadą światowego kryzysu gospodarczego. Przypomnijmy: kryzys zaczął się od załamania na amerykańskim rynku nieruchomości, gdy banki amerykańskie łamały procedury i dawały kredyt każdemu. W procederze tym świadomie uczestniczył JPMorgan, za co amerykański Departament Sprawiedliwości nałożył na niego karę w wysokości 13 mld dolarów.

Bank ma na sumieniu więcej grzeszków, w tym zachowania korupcyjne – zatrudniał niewydarzonych synów i córki chińskich decydentów, by ci patrzyli na nich przychylniejszym okiem, czyli przyznawali kontrakty. Na takiej „współpracy” bank zarobił 100 mld dolarów.

I tu pytanie: czy u nas też tak zatrudnia i też tak zarabia? Dla porządku przypomnijmy, że w Polsce zagraniczne banki dorobiły się wielkich pieniędzy tylko i wyłącznie przy pomocy podobnej inżynierii finansowej, że prawdziwymi autorami polityki finansowej rządu Mazowieckiego i jego następców byli Jeffrey Sachs i George Soros, że utworzenie w Polsce sieci żydowskich banków firmowali aferzyści powiązani z Rockefellerem, i że ze spekulacji bankowych nie ma dobrobytu. Przypomnijmy też, że z JPMorgan związany był także premier „Mateusz”.

Tanio sprzedali, drogo odkupili

Mateusz rzucił hasło „Repolonizacja banków”, a my trzymajmy się za portfele. Co prawda dziś nie mówi „repolonizacja”, lecz „udomowienie”, tym niemniej robi jak mówi, i pierwsze efekty już widać.

Weźmy na ten przykład PKO S.A W czasie rządów AWS-UW sprzedano 60 proc. udziałów Banku za 3,5 mld zł, z czego 50 procent nabył Unicredit. W czerwcu 2017, 32,8 proc. akcji Unicredit, za kwotę 10,6 mld złotych kupił PZU. Innymi słowy – sprzedali za 3,5 miliarda, a odkupili za 11. W dodatku Unicredit zarobił w tzw. międzyczasie, tylko z tytułu dywidendy, 22,1 mld zł, zaś dzięki sprzedaży małych pakietów akcji kilka kolejnych.

A poza tym, co to za „repolonizacja”, gdy PZU, które odkupiło udziały, jest tylko w 35 procentach własnością Skarbu Państwa, a reszta należy do zagranicznych funduszy emerytalnych. Co do PZU przypomnijmy: w 1999 roku 33 procent akcji firmy kupiła za 3,3 mld zł żydowsko-portugalska Eureko, mimo że wartość firmy wyceniono na 80 mld. Czyli: Tanio sprzedali, drogo odkupili. A drogo odkupują ci, którzy tanio sprzedali.

PO wspólnie z PiS i całą resztą przegłosowało w Sejmie ustawę, która śmiało mogła mieć nazwę „Żyd-plus”. Dzięki niej od 2015 roku, 50 tysięcy Izraelczyków otrzymuje wypłacane przez ZUS emerytury w wysokości 100 euro miesięcznie, „z tytułu szkód doznanych ze strony nazistów i bolszewików w czasie wojny i w okresie stalinowskim”. Uprawnieni do pobierania emerytury są małżonkowie i dzieci. Emerytury otrzymują także byli funkcjonariusze bezpieki, a prawo do nich przechodzi także na wdowy i ich potomstwo. PiS, kupując głosy polskich emerytów i rencistów, uchwalił przed eurowyborami program Emerytura-plus.

Jak podkreślał premier, intencją rządu była „poprawa losu polskich emerytów”. Ustawę napisał jednak tak, że trzynastkę dostały również tysiące Żydów w Izraelu. Nie wymaga bowiem od beneficjentów ani obowiązku mieszkania w Polsce, ani posiadania polskiego obywatelstwa, jak również nie uzależnia od tego, czy beneficjent pobiera świadczenie emerytalno-rentowe z innej niż polska instytucji. Ten ostatni wymóg postawiono co prawda w ustawie 500-plus wobec dzieci cudzoziemców (świadczenie pobiera ponad 4,5 tysiąca ukraińskich dzieci, które mieszkają w Polsce), ale nie obejmuje on dzieci Żydów z polskimi paszportami.

À propos – 1 października 2017 weszła w życie tzw. ustawa dezubekizacyjna. Na jej mocy emerytury i renty byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa zostały radykalnie obniżone. Ustawa nie objęła jednak pobierających polskie emerytury i renty żyjących w Izraelu!

Żydowskim biznesom pomaga to, że „nasi” posłowie w „naszym” ustawodawstwie zagwarantowali wyznawcom judaizmu przywileje stawiające ich ponad narodem gospodarzy. W Ustawie z dnia 20 lutego 1997 stoi: […] Gminy żydowskie są zwolnione od opodatkowania podatkiem od nieruchomości przeznaczonych na cele niemieszkalne. Nabywanie i zbywanie rzeczy i praw majątkowych przez gminy w drodze czynności prawnych oraz spadkobrania, zapisu i zasiedzenia, jest zwolnione od opłaty skarbowej, jeżeli ich przedmiotem są: Rzeczy i prawa nie przeznaczone do działalności gospodarczej, sprowadzone z zagranicy maszyny, urządzenia i materiały poligraficzne oraz papier. Nabywanie i zbywanie rzeczy oraz praw majątkowych jest zwolnione od opłat sądowych.

Wolne od opłat celnych są przesyłane z zagranicy dla gmin żydowskich dary: przeznaczone na cele kulturowe i rytualne, charytatywno-opiekuńcze i oświatowo-wychowawcze. Krótko mówiąc, podatków praktycznie w Polsce nie płacą, bo wiele podciągają pod działalność sakralną.

À propos – PIS ustawą zabronił kupna ziemi rolnej Polakom, w zamian każdy rabin i każdy podopieczny rabina może jej kupić, ile chce, i to bez podatku.

Zamach na PLL LOT trwa od dawna. Jego częścią było posadzenie, za czasów Tuska, Bartoszewskiego na stolcu przewodniczącego rady nadzorczej firmy, chociaż ten znał się na lotniczych przewozach pasażerskich tyle, co Joanna Mucha na sporcie (a propos – obecny szef LOT wcześniej pracował w firmie kolejowej z żydowsko-angielskim kapitałem). Sprawę załatwiono daleko od Polski (i od wścibskich oczu dziennikarzy), bo aż w australijskim Sydney, gdzie podpisano memorandum o współpracy z izraelskimi El Al. Czy nie zapowiada to przejęcia LOT według sprawdzonego scenariusza – doprowadzenie do bankructwa i wykupienie firmy przez „Kogoś” za grosz? Hipotezę taką potwierdza uwijanie się przy spółce Jojne Danielsa. À propos finansowego standingu LOT – Zarząd dziwnie dysponuje funduszami, w czerwcu 2018 r. współfinansował żydowską Celebrate Israel Parade w Nowym Jorku.

W kontekście sejmowej komisji ds. Amber Gold wyszło na jaw, że za machlojkami krył się zamiar przejęcia firmy przez żydowskich oligarchów z Ukrainy, że Plichta był figurantem firmującym podsuniętą mu przez ciemne, działające z ukrycia siły machinację finansową, i że nikt nie próbował tych sił zidentyfikować. Operetkowa komisja śledcza zakończyła swe prace odkrywczą konkluzją: „powstanie i ekspansja Amber Gold były wynikiem słabości państwa”, a politycy wszystkich opcji nabrali wody w usta.

Mechanizm powstania „Amber Gold”, czyli wyprowadzenia 600 mln z kont klientów, to skutek porozumienia zawartego poza granicami Polski, przenikania się świata tajnych obcych służb, żydowskich oligarchów i państewka leżącego w Palestynie, w którym Amber Gold miało być narzędziem służącym do przejęcia kontroli nad LOT.

O prywatyzacji LOT jest mowa od 2011 r. To wtedy wysłannicy Igora Kołomojskiego, właściciela linii lotniczych AeroSvit (odkupionych od izraelskiego inwestora) i największego prywatnego banku na Ukrainie, pojawili się w spółce pracowniczej LOT AIR, umieszczając w niej swoich ludzi. Można zatem przypuszczać, że triumfalne wejście na polski rynek zakupionej przez Amber Gold linii lotniczej OLT Express miało osłabić LOT i popchnąć go w ramiona AeroSvit.

Kołomojski nie działał sam, jego protektorem był Vadim Rabinowicz (też obywatel Izraela) i, co bardziej niepokojące, Izrael. Przy czym Kołomojski to wyznawca i główny sponsor Chabad-Lubawicz na Ukrainie, z którą powiązani są (zapewne przypadkowo) prezydent i premier rządu polskiego. Co do LOT – na lotnisku Okęcie w Warszawie operują uzbrojeni żołnierze Izraela. To nie żart – mają tamu swoje służby, wydającą Polakom polecenia policję i oznakowane auta na sygnałach. Jeżeli dodamy do tego agentów Mosadu w Auschwitz oraz uzbrojonych „ochroniarzy” przy wycieczkach izraelskiej młodzieży i pielgrzymkach chasydów, to czy nie mamy do czynienia z państwem w państwie?

Dużym (a kto wie czy nie największym)s biznesem izraelskim w Polsce jest „Przedsiębiorstwo Holokaust”, ale nie mniejszym – polowanie na „antysemitów”.

Bo z akcji polowania na „polskich antysemitów” Żydzi czerpią ogromne zyski. Wynaleźli perpetuum mobile: ustawicznie i świadomie podsycają nastroje antysemickie i tak machina napędza się sama.

Dla przykładu – przy zabiegach o przejęcie polskich Azotów, prezes rosyjskiej spółki Acron Wiaczesław Mosze Kantor publicznie szantażował warszawskie władze sugestiami, że przyczyną blokowania jego biznesowych zakusów może być jego żydowskie pochodzenie, izraelskie obywatelstwo, i to że przewodniczy Europejskiemu Kongresowi Żydów. A czy nie z szantażu oskarżeniami o antysemityzm biorą się granty dla Engelking na badanie naukowe, 20 mln dla JPMorgan, 100 mln na żydowski cmentarz, renty dla dożywających swych dni w Izraelu zbrodniarzy z MBP, no i zwrot mienia bezspadkowego?

George Rapaforth, właściciel holdingu kontrolującego większość izraelskich biznesów w Polsce, pytany przez „Times of Israel” o antysemityzm Polaków odpowiedział:

„Antysemityzm? W Polsce? Jest – oczywiście. Z tym, że ten szary lud nie zdaje sobie sprawy, że w tym momencie 70 procent polskiego biznesu jest kontrolowane przez nas – oczywiście nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka – trzeba wiedzieć jaka spółka jest z jaką powiązana, do kogo należy, kto jakie firmy skupuje itd. To państewko bez nas by jeszcze raczkowało – dzięki nam się rozwija – jeśli wycofamy pieniądze wybuchnie krach”. Ale o Rapaforthie i raczkującym państewku, więcej za tydzień.

     Krzysztof Baliński

Operacja fałszywej flagi?

Data: 18.01.2020 13:52

Autor: ziemianin

klubinteligencjipolskiej.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #izrael #cia #iran #irak #bliskiwschod

TEHRAN, 14 stycznia (MNA) – Robert David Steele, były oficer piechoty morskiej i szpieg CIA, a także działacz Open Source Everything Engineering (OSEE), twierdzi, że incydent z ukraińskim samolotem w pobliżu Teheranu może być fałszywą flagą Reżimu USA i Izraela.

Operacja fałszywej flagi?

Kierowałem operacją fałszywej flagi dla Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) i napisałem oryginalny list ostrzegawczy do Białego Domu, w 1994 r., W sprawie podatności wszystkich systemów elektronicznych.

Od tego czasu opublikowałem książkę oraz wiele artykułów i rozdziałów na temat wielu fałszywych flag USA i Izraela oraz ciągłej podatności wszystkich systemów, w tym zwłaszcza samolotów Boeing, które zostały zaprojektowane w celu umożliwienia zdalnego i amerykańskiego porwania, które może oprócz przejęcia kontroli z dala od pilotów, może również wyłączyć radio i transponder.

Uważam, że to wydarzenie było wydarzeniem pod fałszywą flagą, mającym na celu zdyskredytowanie Najwyższego Przywódcy i Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), jednocześnie starając się wbić klin między Iranem a Ukrainą, przy czym ten ostatni ma kluczowe znaczenie dla zdominowanego przez USA pierścienia przemytu nuklearnego prezydenta Baracka Obamy, wiceprezydenta Joe Bidena i sekretarz stanu Hillary Clinton, którzy opiekowali się i chronili w zamian za dziesiątki milionów dolarów w łapówkach.

Oto, co myślę, że się wydarzyło, z czubkiem kapelusza dla Iana Greenhaigha z Veterans Today, którego artykuły, „Exclusive: PS752 zestrzelony w próbie zmiany reżimu ” i „Zagłębić się w PS752 ” były pomocne w moich rozważaniach.

01- Samolot Boeing, zaprojektowany w celu porwania przez rządy USA lub Izraela w dowolnym momencie, w tym przez satelitę – pobliski samolot nie jest potrzebny – został zdalnie przejęty. Zarówno system komunikacyjny, jak i transponder zostały wyłączone. Bez względu na to, czy pozwolono pilotom zachować kontrolę, czy nie, samolot bez wątpienia zawrócił w kierunku lotniska, z którego wystartował kilka minut wcześniej.

02- Ponieważ transponder został wyłączony, samolot, wyjątkowo wśród wielu zbliżających się lotów, został zidentyfikowany przez zintegrowany zespół transportowy, startowy i radarowy Tor-M1 jako wrogi. Gdyby załoga zrobiła sobie przerwę i ustawiła jednostkę na „auto”, wówczas system wystrzeliłby pocisk, gdy tylko „wrogi” samolot byłby w zasięgu, nie wspominając o tym, że leciał bardzo wolno, był na znanej międzynarodowej trajektorii komercyjnej, irański system przechwytujący radary o zasięgu dalekiego zasięgu nie zgłaszał żadnych nadlatujących pocisków. Istnieją doniesienia z IRGC, że doszło do „zagłuszania” komunikacji, mogło to być celowe, w celu wyeliminowania dostępu do sprzecznych informacji. Osobiście nie sądzę, aby załoga była czujna i obserwowała swoje ekrany, ponieważ nie ma możliwego pomylenia między nadlatującym pociskiem wycieczkowym o bardzo dużej prędkości i bardzo wolnym samolotem handlowym o niskim kącie, kulejącym do miejsca początkowego.

03- Wygląda na to, że wystrzelono dwa pociski, a nie jeden. Pierwszy zniszczył jeden z dwóch silników. Podobne samoloty z powodzeniem wylądowały już raz, w Bagdadzie, po dokładnie tym samym nieszczęściu. Wystrzelono drugi pocisk, być może także automatycznie (gdyby załoga paliła wszystko, to wydarzyłoby się w ciągu 8-10 sekund, zanim mogliby wskoczyć z powrotem na swoje miejsca i wyłączyć system), i to właśnie spowodowało upadek samolotu. Tor-M1 ma osiem pocisków, jeśli był na auto, a załoga znajdowała się poza pojazdem, było to zrobione i skończone, zanim zdali sobie sprawę, co się dzieje.

04- Alternatywnie, samolot mógł zostać wbity w ziemię za pomocą zdalnego pilotowania. Zwykle samoloty z pełnym ładunkiem paliwa nie lądują, okrążają lotnisko przez około cztery godziny, aby spalić wystarczającą ilość paliwa, aby być wystarczająco lekkim, aby wylądować bez dodatkowego zagrożenia.

Jest dla mnie jasne, że wczesne przyznanie przez IRGC „błędu ludzkiego” jest dobrą intencją, ale mylącą próbą uczciwości. Przed takim dopuszczeniem należy wziąć pod uwagę wszystkie możliwości, należy też głębiej przyjrzeć się konkretnej załodze i konkretnej jednostce Tor-M1, aby zapewnić gwarancję pełnej łagodności wobec załogi Tor-M1 w zamian za prawdę o ich dokładnej fizycznej lokalizacji i działaniu podczas wystrzelenia rakiety.

Jak już pisałem wcześniej, w „ WORLD WAR III? Prezydent Donald Trump został okłamany, czy to męczeństwo doprowadzi do przywróconej Palestyny ? ”(Teheran Times, 6 stycznia 2020 r.), Nadal wierzę, że prezydent Donald Trump jest okłamywany i manipulowany przez kombinację sekretarza stanu Mike’a Pompeo i Sekretarz obrony Mark Esper (obaj członkowie znanej mafii West Point 1986) oraz Gina Haspel, dyrektor CIA. Uważam również, że dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) nie przekazuje prezydentowi dokładnych danych wywiadowczych w odpowiednim czasie, obejmujących zarówno zdradę domową, jak i międzynarodowe działania wojenne mające na celu zdyskredytowanie reżimu irańskiego i rozpoczęcie III wojny światowej.

Na przykład prezydent został przekonany do opublikowania tweetu w języku perskim (Amerykanie określają ten język jako perski), a następnie powiedział, że ten tweet otrzymał ponad 200 000 „polubień”, co jest dość niezwykłe. Prezydentowi nie powiedziano, że Twitter jest kontrolowany w Iranie, a wszystkie „polubienia” pochodziły od kilku irańskich Amerykanów mieszkających w USA oraz od setek wynajętych trolli, którzy nawet nie mówią po farsi, po prostu powiedziano im używać tysięcy fałszywych kont, aby „polubić” tweeta.

Coraz częściej pojawiają się doniesienia, że Dick Cheney jest nadal odpowiedzialny za nieuczciwe elementy rządu USA za pośrednictwem programu Continuity of Government (COG), który jest teoretycznie kontrolowany przez CIA, ale obecnie jest zarządzany przez bardzo tajne jednostki w największej amerykańskiej obronie kontrahenci, jednostki tak tajne, że obecni politycy, w tym prezydent, i dotychczasowi urzędnicy, w tym dyrektor CIA, nie są informowani ani „oczyszczani” z pełnego dostępu. To jest rdzeń naszej krajowej sieci zdrady.

Powściągliwość Najwyższego Przywódcy i powściągliwość prezydenta Władimira Putina, który łatwo uzasadniono umieszczeniem w Nowym Jorku pocisku nuklearnego na wypadek „ złotej wojny ”, która zniszczyła rosyjską gospodarkę przy użyciu 240 miliardów dolarów nielegalnych funduszy pod przewodnictwem Dicka. Należy podziwiać Cheneya i administrację George’a Teneta, Buzzy’ego Krongarda, Johna Brennana i Williama Browdera.

W tej chwili brakuje międzynarodowej sieci, która jest w stanie przekazać prawdę ogółowi amerykańskiej opinii publicznej, a szczególnie prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Naszego prezydenta okłamują codziennie jego „opiekunowie” z Rady Bezpieczeństwa Narodowego, mafia West Point 1986, dyrektor CIA oraz sponsorowani przez syjonistów neokonserwatyści, w tym ich irańskie skrzydło.

Mój ostatni list do prezydenta Donalda Trumpa prawdopodobnie nie zostanie mu dostarczony ( ani dołączona do niego książka ), chyba że Najwyższy Przywódca lub jego lojalny Prezydent lub Prezydent Władimir Putin przeczytają list i zapytają Prezydenta Trumpa, co myśli o pomysł amerykańskiej agencji Open Source dopasowanej przez chińskie, irańskie, rosyjskie i inne podobne organizacje, wszystkie mające na celu edukację społeczeństwa i przezwyciężenie kłamstw, które tak łatwo niesie ze sobą kontrolowany przez syjonistów główny nurt i media społecznościowe.

Agencja Open Source w Stambule (lub w Kairze), która ma pełne wsparcie między innymi w Chinach, Egipcie, Iranie, Rosji i Turcji, jest najszybszym, najtańszym sposobem zmiany układu sił na Bliskim Wschodzie i rozwoju naszej wspólnej cel wyeliminowania wymyślonego, zbrodniczego, apartheidu, ludobójczego państwa Izrael. Pozdrawiam zasadniczą różnicę między państwem Izrael, które należy wyeliminować, a ochroną żydowskich praw w Palestynie. Jedną ważną misją regionalnego OSA może być tłumaczenie na arabski, chiński, perski, rosyjski i turecki kluczowych książek, takich jak cztery, które zostały przejrzane poniżej. Recenzja (gość): Wynalezienie Ziemi Izraela: od Ziemi Świętej do Ojczyzny

Składam kondolencje zarówno tym, którzy zginęli w wyniku wojny – fałszywego ataku elektronicznego pod fałszywą flagą – jak i tym, którzy nadal cierpią z powodu nielegalnych sankcji i tajnych operacji zmiany reżimu, które są sprzeczne z konstytucją Stanów Zjednoczonych i naruszają wszystkie obowiązujące traktaty międzynarodowe.

To, co dzieje się z Iranem i Irakiem (a między innymi z Afganistanem, Libanem, Libią, Somalią, Syrią i Jemenem), nie odbywa się za świadomą zgodą narodu amerykańskiego i powiem to po raz pierwszy: jeśli prezydent Donald Trump nie sprząta domu i nie wycofuje wszystkich naszych sił z Bliskiego Wschodu, przegra z Michaelem Bloombergiem i Tulsi Gabbard w 2020 roku. Wydałem o tym książkę .

Chcesz pomóc prezydentowi Trumpowi zaprowadzić pokój i opuścić Bliski Wschód (podkreślam, że to jego instynkt, jak ogłoszono podczas jego kampanii)? Nie bombarduj jego pól golfowych (co było niezwykle zabawnym i genialnym zagrożeniem). Edukuj Amerykanów prawdą. W Ameryce panuje bardzo silny nastrój antywojenny, a w Ameryce bardzo silna i rosnąca niechęć do syjonistów oraz ich ciągłe podżeganie do wojska i sponsorowanie terroryzmu przez państwo Zacznij wzywać Prezydenta Donalda Trumpa, dlaczego nie spełnił swojej obietnicy zrobienia 9 / 11 ujawnienie , dlaczego nie ujawnił pełnej listy wszystkich polityków szantażowanych przez profesjonalistę Jeffrey’a Epsteina, uwięzionego w syjonistycznej pedofilii, dlaczego nie broni 1., 2. i 4. poprawki Konstytucji USA , a przede wszystkim, dlaczego nadal masz zięcia w Białym Domu, który wziął łapówkę z Kataru w wysokości 1 miliarda dolarów i wiadomo, że jest w kieszeniach Saudyjczyków?

Putin chce przekonać świat, że Polska była, jest i będzie antysemicka. Wszystko po to, aby . . .

Data: 18.01.2020 13:35

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #rosja #putin #klamca #niewygodneinfo

Najpierw doszło do rosyjskiej "konferencji naukowej", na której rozpowszechniano narracje o Polsce, jako sojuszniku hitlerowskich Niemiec. Następnie w świat poszedł sondaż przeprowadzony przez firmę zarządzaną przez byłego rzecznika rosyjskiego Lukoilu, z którego wynikało, że Polska to obecnie najbardziej antysemicki kraj na świecie. W przyszłym tygodniu dojdzie zaś do izraelskich obchodów wyzwolenia Auschwitz. Spodziewane jest tam antypolskie przemówienie Putina, któremu nikt nie będzie miał ochoty zaprzeczyć. Po co Rosja tworzy alternatywną rzeczywistość?

Putin chce przekonać świat, że Polska była, jest i będzie antysemicka. Wszystko po to, aby nikt nas nie żałował

Choć patrząc na współczesną Rosję może się nam to wydać nieco abstrakcyjne, to obecni zarządcy Kremla mają prawdopodobnie jasno nakreślone plany, warianty oraz strategiczne zamierzenia na kolejnych wiele lat do przodu. Co do zasady Polska nie odgrywa w nich jakiejś szczególnej roli. Ot mamy kupować od Rosjan surowce. Aż tyle i tylko tyle. Zbieg różnych okoliczności może jednak spowodować, że taką szczególną rolę zaczniemy odgrywać, choć wcale tego nie będziemy chcieli.

Do czego możemy się – jako naród i państwo – przydać Kremlowi? Otóż możemy się przydać do… prowadzenia wojny! Jeśli przestaniemy kupować od Rosjan gaz, ropę i węgiel kamienny, to nasze relacje gospodarcze istotnie się pogorszą. Rosyjskie firmy kontrolowane przez państwo lub oligarchów przestaną na nas zarabiać. A wówczas może być najlepszy czas na wdrożenie przez Kreml "planu B".

Nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg. Problem polega jednak na tym, że tego wroga najpierw trzeba mieć. Polska i Rosja – nie licząc pola polityki historycznej – obecnie nie mają jakiś istotnych krzyżujących się interesów, na kanwie których można by zbudować narrację o wrogu jednoczącym naród, z którym trzeba walczyć i którego trzeba pokonać. Potrzebę takiej narracji można jednak wykreować podstępem.

Na Łotwie (członek NATO i UE) żyje bardzo duża grupa Rosjan, którzy przez władze w Rydze zostali uznani jako bezpaństwowcy. Dlaczego o tym wspominam? Otóż ta wspomniana grupa bezpaństwowców (a dokładnie – sposób ich traktowania przez lokalne władze) może być zarzewiem konfliktu między Rosją a Łotwą. Co jeśli w pewnym momencie Kreml uzna, że prawa tych Rosjan są łamane i trzeba interweniować? Co jeśli Putin (lub jakikolwiek jego następca) zdecyduje się na "wariant krymski", czyli lądowanie "zielonych ludzików" na terytoriach Łotwy, gdzie większość mieszkańców stanowią Rosjanie traktowani przez władze w Rydze jak bezpaństwowcy?

Gdyby taki scenariusz się ziścił, to Łotwa wystąpi o wsparcie UE i NATO. Jest wielce prawdopodobne, że z Brukseli otrzyma jedynie słowa otuchy, a odpowiedź NATO (zakładając, że na terytorium Łotwy nie będzie już stacjonował kanadyjski batalion bojowy) sprowadzi się de facto do ewentualnej reakcji państw sąsiednich, tj. Estonii, Litwy oraz… Polski. Wyruszenie z odsieczą przez Warszawę i wysłanie do Łotwy kilku tysięcy polski żołnierzy, których celem będzie walka z "zielonymi ludzikami" Putina może uruchomić cały ciąg wydarzeń, na końcu którego będzie otwarty konflikt zbrojny między Polską a Rosją. Polska (i Polacy) staną się wówczas dla Rosjan "wspólnym wrogiem", z którym trzeba walczyć i którego trzeba pokonać. Bieżące problemy Rosji związane z gospodarką odejdą na dalszy plan. Teraz na pierwszym miejscu będzie walka ze wspólnym wrogiem, walka z Polakami, którzy w oficjalnej propagandzie będą traktowani jako śmiertelne zagrożenie dla integralności i nienaruszalności granic Federacji Rosyjskiej.

Aby wciągnąć Polskę w konflikt (poprzez np. prowokację łotewską), Kreml musi mieć pewność, że reakcja opinii międzynarodowej będzie co najwyżej ograniczona. Żeby tak się stało najpierw trzeba przekupić kluczowych graczy w regionie, a nasz kraj odpowiednio "zohydzić". Między innymi dlatego Putin tak bardzo dba o relacje z Berlinem, a Francję i Włochy próbuje przekonać, że tylko współdziałanie z Rosją może pomóc w rozwiązaniu kwestii, z którymi UE poradzić sobie nie może, czyli zaprowadzeniem porządku na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej, co miałoby zatrzymać falę uchodźców. W przypadku Polski zaś Kreml uruchomił machinę propagandową, której celem jest wykreowanie i utrwalenie wizerunku Polski, jako kraju antysemickiego. Dlatego w ubiegłym roku zorganizowano w Moskwie "konferencję naukową", na której rozpowszechniano narracje o Polsce, jako sojuszniku hitlerowskich Niemiec. Dlatego nie tak dawno w świat poszedł sondaż przeprowadzony przez firmę zarządzaną przez byłego rzecznika rosyjskiego Lukoilu, z którego wynikało, że Polska to obecnie najbardziej antysemicki kraj na świecie. Dlatego też w przyszłym tygodniu na izraelskich obchodach wyzwolenia Auschwitz Putin powie to co powie…

Ewentualny atak na Polskę, zakończony jakąś formą porozumienia, czy podziału strefy wpływów, to również szansa dla gospodarek Europy Zachodniej. Wszak ktoś (firmy ze "starej UE") nasz kraj będzie musiał odbudowywać. Zniszczona infrastruktura, lotniska, drogi, dworce. Uszkodzone sieci energetyczne i elektrownie. Miliardowe kontrakty zostaną odpalone, ale najpierw musi dojść do zbrojnego i wyniszczającego konfliktu. Political fiction? Oczywiście, że tak. Historia naszego świata pokazuje jednak, że nie takie "niemożliwe" rzeczy miały już szansę się ziścić.

To tylko kasta

Data: 18.01.2020 12:09

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #nadzwyczajnakasta

Odważna senator Lidia Staroń czytała w senacie szokujące wyroki nadzwyczajnej Kasty sędziowskiej które skrzywdziły niewinnych ludzi i wymieniała sędziów złodziei. Marszałek Borusewicz przerwał je wystąpienie !

To tylko kasta

Pijana w sztok sędzia SR Małgorzata Myga-Nowak wjechła w drzewo i prowadził samochód dalej. Była na zwolnieniu lekarskim.

„Interwencja ta nastąpiła na skutek poinformowania policji przez innego użytkownika ruchu, że po mieście porusza się pojazd, którego kierowca nie zachowuje prawidłowego toru jazdy” – wskazała PK w komunikacie.

„Sędzia została poddana badaniu na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Z uwagi na wyniki badania wskazujące na stan nietrzeźwości policjanci zatrzymali ją i przewieźli do Szpitala w Zawierciu, gdzie pobrano od niej krew do badań na zawartość alkoholu” – podała prokuratura.

Badania krwi wykazały, że sędzia miała 3,31 promila alkoholu.

Prokuratura skierowała akt oskarżenia do sądu.

Linie obrony:

-To była wina drzewa, rosło nielegalnie, to samosiejka

-To drzewo wyskoczyło jej przed maskę. Trąbiła ale nie chciało zejść z drogi i w nie wjechała. Ma na to świadków z KOD

-Drzewo beztrosko wtargnęło na jezdnie

-Drzewo szybko wtargnęło tak jak staruszka na pasach Najszubowi

-PiSowskie drzewo złośliwie wtargnęło na jezdnie

-To wredna PiSowska propaganda

-To rządowa nagonka na sądy

-To łamanie praworządności

-Była roztargniona bo przygotowywała się do trudnej sprawy

-Była trzeźwa inaczej

-Wypiła pod wpływem nagonki na sędziów

-Wypiła aby odreagować stres z powodu PiS

-Piła bo nie mogła znieść łamania praworządności w tym kraju.

-Wzięła na zdenerwowanie krople Waleriana na spirytusie

-3.31 promila to nie jest dużo

-Uwiódł ją agent Tomek

-Pomyliła wodę z wódką

-Nie wiedziała że jest pijana

-PiSowscy lekarze sfałszowali badania

Cegły regenerujące się z połówki? Z żyjącym materiałem z Kolorado to możliwe

Data: 18.01.2020 11:58

Autor: ziemianin

colorado.edu

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #budownictwo #bakterie #bakterie #sinice #regeneracja #wzrost #beton #cegly

W budownictwie od dawna wykorzystuje się materiały pochodzenia biologicznego, np. drewno. Gdy się ich używa, nie są już jednak żywe. A gdyby tak stworzyć żyjący budulec, który jest w stanie się rozrastać, a przy okazji ma mniejszy ślad węglowy? Naukowcy nie poprzestali na zadawaniu pytań i zabrali się do pracy, dzięki czemu uzyskali beton i cegły z bakteriami.

wymagany angielski

Cegły regenerujące się z połówki? Z żyjącym materiałem z Kolorado to możliwe

Zespół z Uniwersytetu Kolorado w Boulder podkreśla, że skoro udało się utrzymać przy życiu pewną część bakterii, żyjące, i to dosłownie, budynki nie są wcale tylko i wyłącznie pieśnią przyszłości.

Pewnego dnia takie struktury będą mogły, na przykład, same zasklepiać pęknięcia, usuwać z powietrza niebezpieczne toksyny, a nawet świecić w wybranym czasie.

Na razie technologia znajduje się w powijakach, ale niewykluczone, że kiedyś żyjące materiały poprawią wydajność i ekologiczność produkcji materiałów budowlanych, a także pozwolą im wyczuwać i wchodzić w interakcje ze środowiskiem – podkreśla Chelsea Heveran.

Jak dodaje Wil Srubar, obecnie wytworzenie cementu i betonu do konstruowania dróg, mostów, drapaczy chmur itp. generuje blisko 6% rocznej światowej emisji dwutlenku węgla.

Wg Srubara, rozwiązaniem jest "zatrudnienie" bakterii. Amerykanie eksperymentowali z sinicami z rodzaju Synechococcus. W odpowiednich warunkach pochłaniają one CO2, który wspomaga ich wzrost, i wytwarzają węglan wapnia (CaCO3).

Naukowcy wyjaśnili, w jaki sposób uzyskali LBMs (od ang. living building material, czyli żyjący materiał), na łamach pisma Matter. Na początku szczepili piasek żelatyną, pożywkami oraz bakteriami Synechococcus sp. PCC 7002. Wybrali właśnie żelatynę, bo temperatura jej topnienia i przejścia żelu w zol wynosi ok. 37°C, co oznacza, że jest kompatybilna z temperaturami, w jakich sinice mogą przeżyć. Poza tym, schnąc, żelatynowe rusztowania wzmacniają się na drodze sieciowania fizycznego. LBM trzeba schłodzić, by mogła się wytworzyć trójwymiarowa hydrożelowa sieć, wzmocniona biogenicznym CaCO3.

Przypomina to nieco robienie chrupiących ryżowych słodyczy, gdy pianki marshmallow usztywnia się, dodając twarde drobinki.

Akademicy stworzyli łuki, kostki o wymiarach 50x50x50 mm, które były w stanie utrzymać ciężar dorosłej osoby, i cegły wielkości pudełka po butach. Wszystkie były na początku zielone (sinice to fotosyntetyzujące bakterie), ale stopniowo brązowiały w miarę wysychania.

Ich plusem, poza wspomnianym wcześniej wychwytem CO2, jest zdolność do regeneracji. Kiedy przetniemy cegłę na pół i uzupełnimy składniki odżywcze, piasek, żelatynę oraz ciepłą wodę, bakterie z oryginalnej części wrosną w dodany materiał. W ten sposób z każdej połówki odrośnie cała cegła.

Wyliczenia pokazały, że w przypadku cegieł po 30 dniach żywotność zachowało 9-14% kolonii bakteryjnych. Gdy bakterie dodawano do betonu, by uzyskać samonaprawiające się materiały, wskaźnik przeżywalności wynosił poniżej 1%.

Wiemy, że bakterie rosną w tempie wykładniczym. To coś innego niż, na przykład, drukowanie bloku w 3D lub formowanie cegły. Gdybyśmy mogli uzyskiwać nasze materiały [budowlane] na drodze biologicznej, również bylibyśmy w stanie produkować je w skali wykładniczej.

Kolejnym krokiem ekipy jest analiza potencjalnych zastosowań platformy materiałowej. Można by dodawać bakterie o różnych właściwościach i uzyskiwać nowe materiały z funkcjami biologicznymi, np. wyczuwające i reagujące na toksyny w powietrzu.

Budowanie w miejscach, gdzie zasoby są mocno ograniczone, np. na pustyni czy nawet na innej planecie, np. na Marsie? Czemu nie. W surowych środowiskach LBM będą się sprawować szczególnie dobrze, ponieważ do wzrostu wykorzystują światło słoneczne i potrzebują bardzo mało materiałów egzogennych. […] Na Marsa nie zabierzemy ze sobą worka cementu. Kiedy wreszcie się tam wyprawimy, myślę, że naprawdę postawimy na biologię.

Badania sfinansowała DARPA (Agencja Badawcza Zaawansowanych Projektów Obronnych).

Zabili nowotwór nanocząstkami miedzi i wzmocnili nimi układ odpornościowy

Data: 18.01.2020 11:23

Autor: ziemianin

nieuws.kuleuven.be

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #nanoczasteczkimiedzi #nowotwor

Nanocząstki tlenku miedzi nie tylko zabiły guzy nowotworowe u myszy i wzmocniły jej układ odpornościowy, ale również uniemożliwiły ponownie zaimplementowanie nowotworu u zwierząt. Autorzy nowych badań twierdzą, że ich technika może być przydatna w zwalczaniu 60% wszystkich nowotworów.

wymagany niderlandzki

Zabili nowotwór nanocząstkami miedzi i wzmocnili nimi układ odpornościowy

Grupa ekspertów z Uniwersytetu Katolickiego w Leuven (KU Leuven), Uniwersytetu w Bremie, Instytutu Inżynierii Materiałowej im. Leibniza oraz Uniwersytetu w Ioanninie odkryła, że guzy nowotworowe są wrażliwe na działanie nanocząstek tlenku miedzi. Gdy związki takie znajdą się w organizmie, rozpuszczają się i stają się toksyczne. Jednak dzięki użyciu tlenku żelaza do stworzenia wspomnianych nanocząstek naukowcy byli w stanie kontrolować cały proces i wyeliminować komórki nowotworowe bez szkodzenia zdrowym tkankom.

Każdy materiał w nanoskali ma nieco inne właściwości niż jego większa wersja. Jeśli byśmy połknęli duże ilości tlenków metali, byłoby to niebezpieczne, jednak w nanoskali w kontrolowanych, bezpiecznych i odpowiednich stężeniach mogą przynosić nam korzyści, mówi profesor Stefaan Soenen z KU Leuven.

Początkowo nowotwór zaatakowano za pomocą samych nanocząstek, ale, zgodnie z przewidywaniami naukowców, choroba wróciła. Połączono więc nanocząstki i immunoterapię. Zauważyliśmy, że związki miedzi nie tylko bezpośrednio zabijały komórki guza, ale wspomagały układ odpornościowy w walce z nimi, opowiada doktor Bella B. Manshian.

Nanocząstki całkowicie wyeliminowały z organizmów myszy guzy nowotworowe wywołane nowotworami płuc i jelita grubego. Co więcej jednak, gdy naukowcy wstrzyknęli myszom komórki nowotworowe obu typów, zostały one błyskawicznie unieszkodliwione przez układ odpornościowy.

Naukowcy stwierdzają, że ich technika może być używana w przypadku około 60% nowotworów. Dotyczy to tych chorób, które zaczynają się od mutacji genu p53. To m.in. nowotwory piersi, płuc, jajników czy jelita grubego. Największą zaletą nowej techniki jest możliwość wyeliminowania chemioterapii z procesu leczenia.

Pełny opis badań opublikowano na łamach Angewandte Chemie.

Klient chciał zrobić zakupy w bezkasowym sklepie. Nie mógł wyjść, gdy rozładował mu się telefon

Data: 18.01.2020 10:46

Autor: ziemianin

wtk.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sklepy #zakupy #sklepbezkasowy #poznan #pulapka #zabawne

Sklep Take&Go otworzył się w Poznaniu w 2019 roku. Nie ma w nim personelu i typowych kas. Można w nim robić zakupy za pośrednictwem aplikacji na smartfona. Klient, który utknął w takim sklepie, nie wiedział zapewne, że w sytuacji awaryjnej, np. gdy rozładuje się telefon, można wyjść z niego innym sposobem.

Klient chciał zrobić zakupy w bezkasowym sklepie. Nie mógł wyjść, gdy rozładował mu się telefon

Jeden z klientów poznańskiego sklepu bezobsługowego Take&Go utknął w nim, gdy rozładował mu się telefon – informuje wielkopolski serwis wtk.pl. Przedstawiciel właściciela sklepu przyznaje, że był to pierwszy taki przypadek. Zapewnia, że firma przeanalizuje to zdarzenie.

"Potwierdzamy, że jeden z naszych klientów przez krótki czas nie potrafił opuścić sklepu z powodu rozładowanego telefonu. Był to pierwszy taki przypadek" – powiedział, cytowany przez wtk.pl, Przemysław Kozera z Take&Go.

Nie jest tak, że rozładowany telefon oznacza, że nie można wydostać się ze sklepu Take&Go. Ale trzeba wiedzieć jak. Na ekranach kas można znaleźć instrukcję, znajduje się ona w zakładce FAQ.

– Do ewakuacji w sytuacjach kryzysowych służy duży zielony przycisk umieszczony na ścianie przy wyjściu – dodaje Przemysław Kozera.

Wspomniany klient zapewne nie wiedział, że są inne sposoby opuszczenia sklepu niż z pomocą aplikacji. Ostatecznie pomogła mu kobieta, która zwróciła uwagę na nietypową sytuację.

Jak robi się zakupy w sklepie bez obsługi i kas?

Pierwszy sklep Take&Go otworzono w Poznaniu na przełomie sierpnia i września 2019 roku. Mieliśmy okazję go przetestować. W ogóle nie ma w nim obsługi, to, co się w nim dzieje, śledzą kamery.

By wejść do sklepu, trzeba zainstalować aplikację Take&Go na smartfona. Przy rejestracji należy podać dane, m.in. karty płatniczej, która pozwala na robienie zakupów w internecie. Każdy produkt znajdujący się w sklepie ma specjalną metkę z tagiem RFID (umożliwia on rozpoznanie produktu i dzięki niemu produkty są kasowane automatycznie, bez konieczności używania jakiekolwiek skanera).

By zapłacić za zakupy, należy podejść do urządzenia z ekranem dotykowym, zeskanować kod QR w aplikacji, położyć produkty na półce, które zostaną automatycznie zeskanowane, a następnie zatwierdzić operację na ekranie. Płatność zostanie zrealizowana za pomocą karty podpiętej wcześniej przez nas do aplikacji. Gdy tak się stanie, bramki wyjściowe otworzą się automatycznie – można opuścić sklep.

Bezkasowe sklepy Take&Go powstaną też poza Poznaniem. Ich właściciel zapowiadał w 2019 roku, że zamierza otworzyć w całej Polsce ok. 20 takich sklepów.

Rosja oskarża Polskę o mordowanie Żydów i Ukraińców

Data: 18.01.2020 10:10

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rosja #putin #polska

Siedemdziesiąta piąta rocznica wkroczenia Armii Czerwonej do Warszawy stała się doskonałym pretekstem dla Rosji, aby ponownie zaatakować nasz kraj. Tym razem rosyjski resort obrony narodowej odtajnił dokumenty związane z tym wydarzeniem, z których ma wynikać, że Polskie Państwo Podziemne zabijało Żydów i Ukraińców.

Rosja oskarża Polskę o mordowanie Żydów i Ukraińców

Od kilku tygodni rosyjskie władze prowadzą ofensywę propagandową, a sygnał do ataku dał prezydent Władimir Putin. To właśnie on pod koniec ubiegłego roku zaczął forsować tezy, które polegają głównie na przypisaniu Polsce udziału w Holokauście. Od tego czasu właściwie nie ma dnia, aby w rosyjskich mediach nie pojawiały się podobne treści.

Wczoraj wieczorem rosyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało w sieci internetowej nowe dokumenty, związane przede wszystkim z 75. rocznicą „wyzwolenia” polskiej stolicy spod okupacji III Rzeszy. Ma z nich wynikać, że oddziały Armii Krajowej miały „unicestwiać Żydów i Ukraińców”.

„Publikacja odtajnionych dokumentów o wyzwoleniu Warszawy z zasobów Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Rosji to kontynuacja działalności resortu obrony, mającej na celu ochronę i obronę prawdy historycznej, przeciwdziałanie fałszowaniu historii, próbom rewizji rezultatów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i II wojny światowej” – można przeczytać na specjalnej witrynie internetowej.

Do ostatnich działań Kremla odniosło się polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. „Gdy 17 stycznia 1945 r. Armia Czerwona wkroczyła do Warszawy zrujnowanej po Powstaniu, to nie było wyzwolenie, to było przyniesienie nowej niewoli, komunistycznej” – powiedział wiceminister Paweł Jabłoński. Doniesienia o mordowaniu Żydów i Ukraińców nazwał on z kolei fałszowaniem historii.

Jabłoński odniósł się też do słów rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa, który twierdził, że nasze władze namawiały przedstawicieli państw zachodnich do przekazywania polskiej wersji II wojny światowej, gdy będą brały udział w izraelskich uroczystościach wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Wiceszef polskiej dyplomacji nazwał podobne słowa są elementem rosyjskiej kampanii.

Wyłącznie Naukowy Bełkot - Jak rezonans zagląda do środka człowieka?

Data: 17.01.2020 20:16

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #wnb #wylacznienaukowybelkot #rezonansmagnetyczny #magnetycznyrezonansjadrowy

W czasie swojego życia miałem kilka okazji żeby zajrzeć do środka siebie… Dosłownie… Dwa razy – przez operację kolana i kilka innych – nieinwazyjnych – dzięki obrazowaniu rezonansem magnetycznym. Dziś kilka zdań o tym jak to wszystko działa.

Wyłącznie Naukowy Bełkot – Jak rezonans zagląda do środka człowieka?

Rodzice mylą pasty termoprzewodzące z narkotykami - Cooler Master wolał zmienić opakowanie

Data: 17.01.2020 12:28

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #past termoprzewodzące #CoolerMaster

Część z Was pewnie zauważyła, że firma Cooler Master niedawno zmieniła opakowania past termoprzewodzących MasterGel. Okazuje się, że powodem takiej decyzji było podejrzenie o… narkotyki.

Rodzice mylą pasty termoprzewodzące z narkotykami – Cooler Master wolał zmienić opakowanie

Nowe opakowania past termoprzewodzących Cooler Master

Jeśli nie do końca wiecie, o co chodzi, to spieszymy z wyjaśnieniem. Większość past termoprzewodzących sprzedawana jest w zwykłych strzykawkach. Inaczej to wygląda w przypadku nowych past Cooler Master MasterGel, gdzie zastosowano płaskie opakowanie w szarym kolorze. Skąd taka zmiana? Łatwiejsza aplikacja? Wyróżnienie się na tle konkurencji? Okazuje się, że główny powód był poważniejszy.

We didn't change the shape of the syringe to make applying thermal paste a lot easier, but because we we're getting tired of having to explain parents that their kid isn't using drugs. pic.twitter.com/ClyZLDDFe9

— Cooler Master (@CoolerMaster) January 16, 2020

Cooler Master opublikował posta na Twitterze, w którym tłumaczy, że chodziło o podejrzenia rodziców co do zawartości strzykawek.

"Nie zmieniliśmy kształtu strzykawki, aby znacznie ułatwić aplikację pasty termoprzewodzącej, tylko dlatego, że mamy dość wyjaśniania rodzicom, że ich dziecko nie używa narkotyków"

Serio, ktoś myli pasty termoprzewodzące z narkotykami?

Ochrona dzieci przed narkotykami jest sprawą niepodważalną i każdy zdrowo myślący rodzic raczej będzie zgodny w tej kwestii. Nasze obawy budzi jednak coś innego – rodzice, którzy nie potrafią odróżnić strzykawki z pastą termoprzewodzącą od strzykawki z narkotykami (a sądząc po poście CM, takich rodziców jest naprawdę sporo). Serio, tak trudno przeczytać informację na opakowaniu pasty?

Co pozostało po Marszu 1000 Tog

Data: 16.01.2020 20:39

Autor: ziemianin

salon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nadzwyczajnakasta #sady #sedziowie #satyra #komiks

Co pozostało po Marszu 1000 Tóg? Czy może sędziowie wyszli na ulice Warszawy, aby:

Co pozostało po Marszu 1000 Tog

– usprawnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości ?

– nakłonić do złożenia z urzędu sędziów z zarzutami ?

– bić się w piersi (własne) za wydane urągające prawu wyroki, które niejednokrotnie kosztowały życie obywateli ?

– deklarować, że przy wydawanych wyrokach będą powodować się wyłącznie poczuciem sprawiedliwości ?

– zadośćuczynić ( z własnych środków) osobom poszkodowanym przez sądy ?

Nic z tych rzeczy. Protestowali w obronie swoich przywilejów. Są jedyną grupą zawodową w Polsce, która nie ponosi żadnych odpowiedzialności za swoje decyzje. Są nieusuwalni z urzędu, powołani dożywotnio z wysokim uposażeniem [choć p.Gersdorf za 10.000 zł mogłaby wyżyć tylko na prowincji (sic!)] oraz emeryturami bez konieczności odprowadzania składek do ZUS. Na całe życie z immunitetem. Ten "Marsz" pozostanie w pamięci także, a może przede wszystkim z powodu tóg zakładanych na tę okoliczność. Prezes SN, p. Gersdorf pytana, czy urzędowy strój wypada używać na ulicy, ustaliła, że "będzie widać, że to są sędziowie" Można domniemywać, co byłoby, gdyby różne Żurki i Tuleye wraz z Adamem Michnikiem (w zastępstwie słynnego brata ) szli, zamiast w togach, wyposażeni wyłącznie w swoje drzewa genealogiczne z nazwiskami niejednokrotnie zmienionymi przez swoich rodziców.

Pan prof. Rzepliński pytany, czy w togach można wyjść na ulicę, odpowiedział, że to "jest zgodne z potrzebą" i dopytał dziennikarza, "czy rozumie to pan?" Dziennikarz mógł tego nie rozumieć z prozaicznej przyczyny, mógł nie być członkiem PZPR, a na pewno nie był w 1981 roku pierwszym sekretarzem (POP) PZPR na Uniwersytecie Warszawskim, był nim Andrzej Rzepliński.Dziennikarz mógłby łatwo sobie wyobrazić marsz prawników w 1981 roku, (roku stanu wojennego!), w którym A. Rzepliński mógłby niosąc wysoko swoją partyjną legitymację podążać wraz z towarzyszami wyzwolonymi przez Armię Czerwoną, takimi, jak p. Czarzasty et consortes, (posłem obecnej lewicy), który wciąż składa adresy hołdownicze zwycięskiej armii.

Czy ktoś może mieć wątpliwość, że to także byłoby zgodne z potrzebą chwili?

Prezes Iustitii, p. Krystian Markiewicz, współorganizator "Marszu" powiedział: "Wychodzimy na ulice, by bronić naszych wspólnych praw (…), bo niezawisłość sędziów to niezależność od jakichkolwiek wpływów na wyroki i decyzje sądów." Może trzeba byłoby przestrzec p. prezesa, że z "Marszem" trochę się spóżnił, bo sędzia na telefon, Ryszard Milewski z Gdańska, usłużny wobec Platformy Obywatelskiej, w szczególności życzliwie zdeklarowany wobec potrzeb ówczesnego premiera, p. Tuska, był bohaterem roku 2012. Kontynuatorów tej tradycji, jak zapewnia Sławomir Neumann (PO), w sądach jest wystarczająco wielu, aby członkowie PO mogli wciąż czuć się bezkarni. Taki przywilej wydaje się być rozszerzony także na "Przyjaciół", co niezawodnie znajduje swoją egzemplifikację w obecności p. Najsztuba, który czuł się zobowiązany iść w orszaku.

Zgłaszam postulat, aby upublicznić listę obecności na "Marszu", co sprawiłoby, że my Polacy dowiedzielibyśmy się kogo gnębimy i wobec kogo powinniśmy mieć poczucie wstydu.

Szczecin: batony dla osób z pracą siedzącą i bułki dla pacjentów ze stłuszczeniem wątroby

Data: 16.01.2020 20:33

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #jedzenie #otylosc #naukawpolsce

Jak wspomóc organizm, gdy prowadzi się mało aktywny tryb życia? Głowią się nad tym specjaliści z różnych dziedzin, a ostatnio coraz częściej przedstawiciele branży medyczno-żywieniowej. Batony prebiotyczne dla wykonujących pracę siedzącą i bułki błonnikowe, które pomagają osobom ze stłuszczeniem wątroby, to propozycje naukowców z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego (PUM). Co ważne, będzie je można osobiście przetestować, bo wkrótce powinny się znaleźć na sklepowych półkach.

Szczecin: batony dla osób z pracą siedzącą i bułki dla pacjentów ze stłuszczeniem wątroby

Zespół prof. Ewy Stachowskiej poszukuje metod wsparcia mikrobiomu jelitowego. Gdy mikrobiom lepiej funkcjonuje, lepiej działa układ pokarmowy. Może to także wpłynąć na poprawę nastroju.

Postanowiliśmy zrobić coś dla osób, które mają problemy z zaparciami, a tym samym problemy z masą ciała. W oparciu o naszą recepturę lokalny wytwórca pieczywa, pan Jan Tabiński, przygotował batony, które zawierają tylko zdrowe elementy [np. rozpuszczalny błonnik roślinny o dużym stopniu lepkości] – powiedziała prof. Stachowska w wywiadzie udzielonym Polskiej Agencji Prasowej.

Batony opracowano z myślą o ludziach z pracą siedzącą, np. urzędnikach czy kierowcach. Poprawa pracy jelit pojawia się naprawdę szybko, bo już po pierwszych tygodniach. Nawet teraz pacjenci mówią, że efekt się utrzymuje, mimo iż minęło 6-7 miesięcy od czasu, gdy codziennie jedli batony. Idea jest taka, aby ktoś kupił sobie zapas batonów na tydzień, odczuł efekt – a jeśli go nie ma, wydłużył ten okres do dwóch tygodni, a później znów odstawił je i zjadał po jednym batonie co dwa dni.

Kolejnym plusem sięgania po batony jest spadek wagi. Podczas testów ludziom nie chciało się tak bardzo jeść, a dzięki temu po ok. 3 tygodniach wskazania wagi były o ok. 1 kg mniejsze.

Na razie dostępny jest jeden smak, piernikowy, ale naukowcy podkreślają, że chcą też popracować nad innymi wersjami. Naturalne przyprawy mają działanie przeciwutleniające, a to dodatkowo wspiera mikroflorę jelitową.

Bułki błonnikowe dla osób ze stłuszczeniem wątroby, które często cierpią na otyłość, mają z kolei smak żytniego pieczywa na zakwasie. One także zostały stworzone we współpracy z lokalnym producentem.

Ludzie są przyzwyczajeni, lubią i chcą jeść dobrej jakości pieczywo. Trzeba więc było zaprojektować to tak, aby było wygodne.

Choć naukowcy z PUM-u koncentrowali się na zmianie mikrobiomu jelitowego, skutkiem spożywania bułek była również utrata masy ciała.

Efekt nas absolutnie zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się, żeby funkcja wątroby poprawiła się szybciej niż po pół roku. Badanie stopnia stłuszczenia po dwóch miesiącach wskazało jednak, że poprawiły się parametry zwłóknienia i stłuszczenia wątroby.

Co ważne, poprawiło się wytwarzanie krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które m.in. obniżają stężenie cholesterolu LDL i trójglicerydów we krwi czy zmniejszają pH okrężnicy, ograniczając patogenną florę jelitową.

Bułki, ochrzczone uniwersyteckimi, będą objęte licencją. Twórcom zależy, by można je było kupić w jak największej liczbie piekarni. Zgodnie z zapowiedziami, batony także trafią na sklepowe półki. W lutym zadebiutują na arenie światowej, bo na Międzynarodowej Wystawie Własności Intelektualnej, Wynalazków i Innowacji IPITEx w Bangkoku.

Zadebiutowała przeglądarka Microsoftu Edge z silnikiem od Google'a

Data: 16.01.2020 20:26

Autor: ziemianin

cnet.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #przeg #edge #google #microsoft

Microsoft udostępnił właśnie gotową najnowszą wersję swojej przeglądarki Edge. Co interesujące, wzmacnia ona pozycję Google'a i wizję internetu propagowaną przez wyszukiwarkowego giganta. W nowym Edge'u zastosowano bowiem silnik Blink, wykorzystywany w przeglądarce Chrome.

Zadebiutowała przeglądarka Microsoftu Edge z silnikiem od Google'a

Internet Explorer, który w przeszłości dominował na rynku przeglądarek internetowych, z czasem stał się dla Microsoftu poważnym obciążeniem. Z jednej bowiem strony coraz bardziej odstawał od standardów nowoczesnej sieci, z drugiej zaś, koncern nie mógł go nagle porzucić lub radykalnie zmodernizować, gdyż zbyt wiele witryn i programów firm trzecich działało prawidłowo wyłącznie na starszych wersjach IE. Rozwój tego programu stał się więc bardzo uciążliwy, konieczne było zachowywanie wieloletniej kompatybilności wstecznej przy jednoczesnej próbie dostosowywanie IE do wymogów współczesności. Przeglądarka stawała się przez to coraz bardziej ociężała i pełna błędów, a jednocześnie coraz bardziej odstawała od konkurencji.

Microsoft postanowił więc jednocześnie rozwijać kolejny projekt. Przeglądarka Edge zadebiutowała w 2015 roku, a jej silnikiem był Edge HTML. Przeglądarka była wyraźnie lepsza od IE, dorównywała produktom konkurencji, a w niektórych aspektach je przewyższała, jednak było już za późno. Klienci masowo odwrócili się od produktu Microsoftu i wybrali Firefoksa oraz Chrome'a.

W końcu po trzech kolejnych latach koncern z Redmond doszedł do wniosku, że rozwijanie przeglądarki na własnym silniku mija się z celem i w grudniu 2018 roku ogłosił rozpoczęcie prac nad Edge'em z silnikiem Blink. Wczoraj koncern udostępnił gotową przeglądarkę. Nowy Microsoft Edge jest dostępny dla wszystkich wspieranych wersji Microsoft Windows oraz MacOS w ponad 90 wersjach językowych, oznajmił wiceprezes Microsoftu ds. korporacyjnych, Joe Belfiore. Najnowsza wersja przeglądarki nie jest obecnie włączona do systemu automatycznych aktualizacji, więc pobrać można ją jedynie ręcznie.

Obecnie sytuacja wygląda zatem tak, że Microsoft wspiera pięć wersji Edge'a. Edycje oznaczone numerami wersji 41.16299 (z września 2017), 42.17124 (z kwietnia 2018), 44.17763 (z października 2018) oraz 44.18362 (z maja 2019) to Edge z silnikiem EdgeHTML. Z kolei najnowsza wersja przeglądarki Microsoftu, Edge 79.0.309 zadebiutowała wczoraj i korzysta z silnika Blink.

Microsoft zapowiada, że rozwój EdgeHTML będzie podtrzymany na potrzeby Universal Windows Platform oraz że silnik ten będzie w pełni kompatybilny z silnikiem Blink.

Obecnie na rynku przeglądarek internetowych dla komputerów stacjonarnych zdecydowanie dominuje Chrome, którego udziały sięgają 67,28%. Na drugim miejscu znajdziemy Firefoksa (9%), na trzecim Internet Explorera (7,42%), a Edge znajduje się na czwartej pozycji z udziałami 5,56%. Na rynku mobilnym przeglądarki Microsoftu mają łącznie 0,05% udziałów i zajmują 13. oraz 15. pozycję.

Już wcześniej ambicję rozwijania własnego silnika porzuciły Opera, Samsung, Brave, Vivaldi i inni. Dołączenie do tego grona Microsoftu tylko wzmacnia pozycję Google'a względem wciąż jeszcze niezależnych silników wykorzystywanych przez Firefoksa i Safari.

Zdecydowana większość internautów używa już Chrome'a lub silnika Chrome'a i nie zauważa większych problemów z kompatybilnością. Czym więc Microsoft chce zachęcić ich do korzystania z Edge'a? Koncern podkreśla dwie cechy: produktywność i prywatność.

W zakresie produktywności użytkowników mają przyciągnąć narzędzia takie jak Collections, które pozwalają na zebranie z wielu witryn informacji na konkretny temat. Jeśli zaś chodzi o prywatność to koncern z Redmond próbuje blokować śledzenie użytkowników przez witryny. To podejście podobne do stosowanego przez Mozillę w Firefoksie. Google pozostaje tutaj nieco z tyłu, uważając, że zbyt restrykcyjne blokowanie zagraża rozwojowi sieci, gdyż pozbawia dochodów przede wszystkim małe witryny, służąc wielkim firmom, które są w stanie samodzielnie rozwijać technologie omijające blokady stosowane w przeglądarkach. Chociaż i w tym zakresie wyszukiwarkowy koncern zmienia stanowisko i zapowiada, że w ciągu dwóch lat do Chrome'a trafią bardziej restrykcyjne mechanizmy kontroli prywatności.

Na razie Microsoft kieruje nowego Edge'a przede wszystkim do użytkowników biznesowych, gdzie potrzebna jest dobra integracja przeglądarki z narzędziami do zarządzania oraz kompatybilność z IE. Edge zawiera też ułatwienia dla użytkowników MS Office'a czy Binga. Jednak w ciągu najbliższych 2-3 tygodni koncern zacznie coraz szerzej propagować Edge'a wśród użytkowników indywitualnych, powoli też przeglądarka z nowym silnikiem będzie trafiała do Windows Update. Ma temu towarzyszyć rozpisana na wiele miesięcy kampania informacyjna, gdyż większość internautów nie wie o przebudowie Edge'a i nie rozpozna nowej ikon przeglądarki.

Historia Internet Explorera, Edge'a i Edge'a z silnikiem Chrome'a dobrze obrazują ewolucję rynku i samego Microsoftu, który w przeszłości dominował na rynku przeglądarek i w dużej mierze decydował, jak wygląda internet, a teraz pogodzony z wieloplatformową rzeczywistością współczesnego świata IT stosuje rozwiązania konkurencji i dba o interoperacyjność.

Tak wyglądał lot kapsuły Starliner od Boeinga w widoku z jej środka (wideo)

Data: 16.01.2020 20:16

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #boeing #cst100 #iss #kosmos #nasa #starliner

Koncern opublikował w globalnej sieci piękny materiał filmowy, na którym możemy zobaczyć przebieg jednego z najważniejszych testów kapsuły, który miał polegać na locie do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Tak wyglądał lot kapsuły Starliner od Boeinga w widoku z jej środka (wideo)

A tu całość 2:52:59

Start rakiety Atlas 5 nastąpił 20 grudnia ubiegłego roku z kompleksu startowego nr 41, znajdującego się na przylądku Canaveral. Na pokładzie kapsuły CST-100 Starliner o kryptonimie Calypso znalazły się zapasy i prezenty dla astronautów oraz eksperymentalny manekin o nazwie Rosie. Pojazd miał dotrzeć do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale tuż po rozpoczęciu lotu, nastąpił problem z zegarem, który był nieprawidłowo ustawiony, w rezultacie czego kapsuła CST-100 spaliła zbyt dużo paliwa, by samodzielnie dotrzeć do kosmicznego domu.

Chociaż misja nie do końca przebiegła po myśli inżynierów, najważniejsze, że w czasie testu nie doszło do żadnej poważnej awarii, w tym wybuchu. Na żadnym etapie misji nie wystąpiło też poważne zagrożenie dla życia astronautów, a to najbardziej liczy się dla przedstawicieli NASA. Lądowanie kapsuły na pustyni White Sands w Nowym Meksyku też przebiegło zgodnie z planem. Jeśli Boeing usunie te małe defekty, to najpewniej agencja pozwoli mu w ciągu najbliższych kilku miesięcy wykonać już ostateczny lot kapsuły z astronautami na pokładzie.

W tym momencie wciąż nie jest pewne, która firma, SpaceX czy Boeing, jako pierwsza wykona to zadanie. Najważniejszy test kapsuły Dragon od Elona Muska, będzie testowana już w sobotę, 18 stycznia. Jeśli test przebiegnie pomyślnie, to SpaceX zapisze się na kartach historii amerykańskiego przemysłu kosmicznego. Jeśli jednak coś pójdzie nie tak, a będzie to poważna sprawa, to opóźnienie wyniesie kolejnych kilka miesięcy, a wtedy na prowadzenie wysunie się Boeing.

Ultrabooki 2.0, czyli pierwsze komputery Projektu Athena

Data: 16.01.2020 20:03

Autor: ziemianin

cnet.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #technologia #laptopy #Ultrabook #intel #ProjektAthena

Project Athena to kolejny od czasu Ultrabooków krok Intela w rozwoju komputerów przenośnych. Jest to standard, który Intel chce rozpowszechnić wśród głównych producentów sprzętu. Urządzenia wchodzące w skład Projektu Athena muszą spełniać pewne ściśle określone kryteria.

wymagany angielski

Ultrabooki 2.0, czyli pierwsze komputery Projektu Athena

Modele laptopów pierwszej generacji Projektu Athena muszą mieć określone specyfikacje sprzętowe, aby się zakwalifikować – procesor Intel Core i5 lub i7 10 generacji, minimum 8 GB RAM i minimum 256 GB pamięci NVMe SSD. Ponadto muszą też spełniać poniższe warunki:

– Komputer musi wybudzać się w ciągu sekundy.

– Musi zapewniać konsekwentną wydajność na baterii, zapewniając 16 lub więcej godzin odtwarzania wideo lub minimum – 9 godzin pracy w realnym scenariuszu, obejmującym przeglądanie Sieci przy połączeniu WiFi.

– Musi oferować szybkie ładowanie po USB-C, zapewniające minimum 4 godziny pracy po 30 minutach ładowania.

– Musi oferować Thunderbolt 3, WiFi 6 i opcjonalną gigabitową łączność LTE.

– Inteligentne rozwiązania muszą adaptować ustawienia i wydajność urządzenia do zwyczajów użytkownika.

– Ultra smukła konstrukcja z dotykowym ekranem (hybrydowa lub tradycyjna) z wąskimi ramkami wokół ekranu.

– Mikrofony dobrej jakości, podświetlana klawiatura, precyzyjny touchpad oraz wsparcie dla rysika.

Pierwsze urządzenia spełniające powyższe kryteria zaprezentowano na targach CES 2020, a Intel opublikował z tej okazji listę zweryfikowanych urządzeń, którą można zobaczyć na powyższej grafice. Być może w przyszłości zostanie ona rozszerzona i prawdopodobnie znajdą się na niej również urządzenia Microsoftu.

Historia Bez Cenzury - Łomot po polsku #3 - Chocim 1621.

Data: 16.01.2020 19:01

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostkihistoryczne #historia #hbc #historiabezcenzury #polska #husaria #chocim

Dzisiaj posłuchacie o jednym z najważniejszych zwycięstw polskiego wojska – bitwie pod Chocimiem z 1621 roku. Co doprowadziło do konfliktu? Jak to się stało, że nasi zwyciężyli z cztery razy liczniejszą armią turecką? Jak po śmierci naszego dowódcy sprawdził się w tej roli jego… szwagier? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Historia Bez Cenzury – Łomot po polsku #3 – Chocim 1621.

#ZaufanaTrzeciaStrona - Analiza złośliwego kodu dla amatorów na świeżym przykładzie

Data: 16.01.2020 06:19

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #cyberbezpieczenstwo #zlosliwykod #malware #trojan #ZaufanaTrzeciaStrona #informatyka

Chcecie zobaczyć, jak radzimy sobie z analizą ataków, dysponując jedynie przeglądarką i kwadransem wolnego czasu? Pokażemy to na ciekawym przykładzie ataku z dzisiejszego poranka. Doświadczenie w analizie nie jest wymagane ;)

#ZaufanaTrzeciaStrona – Analiza złośliwego kodu dla amatorów na świeżym przykładzie

Czasem widzimy różne ataki i zastanawiamy się, czy są ciekawe (czyli warte opisania), czy też niekoniecznie. Wstępna analiza przebiegu ataku pozwala podjąć szybką decyzję, czy zawracać głowę prawdziwym analitykom malware’u. Oczywiście przedstawiona poniżej metoda obarczona jest sporymi błędami, ale to prawdopodobnie najlepsze, na co stać amatora z przeglądarką jako głównym narzędziem pracy.

Niepozorny e-mail

W nasze ręce trafił wczoraj rano e-mail, który na pierwszy rzut oka wyglądał dość niepozornie. Mieliśmy 3 identyczne kopie i przekonanie, że coś chyba jest nie tak.

Nagłówki wiadomości przekonały nas, że coś jest na rzeczy.

Do: undisclosed-recipients:;

Authentication-Results: server.linux80.papaki.gr; spf=pass (sender IP is ::1) smtp.mailfrom=sekretariat@ppuport.pl smtp.helo=webmail.apricotandsea.com

X-Sender: sekretariat@ppuport.pl

X-Ppp-Message-Id: 20200113082135.31371.26021@server.linux80.papaki.gr

Return-Path: sekretariat@ppuport.pl

X-Ppp-Vhost: apricotandsea.com

Received: from server.linux80.papaki.gr (server.linux80.papaki.gr [138.201.37.101]) by XXX (Postfix) with ESMTPS id 47x64d3QS0z1w7K for XXX@XXX.pl; Mon, 13 Jan 2020 09:21:37 +0100 (CET)

Received: from webmail.apricotandsea.com (localhost.localdomain [IPv6:::1]) by server.linux80.papaki.gr (Postfix) with ESMTPSA id 13E2A1A49E10; Mon, 13 Jan 2020 10:21:34 +0200 (EET)

f6283fe0d66176eac98a83372ac6d088@ppuport.pl

Received-Spf: pass (server.linux80.papaki.gr: connection is authenticated)

Wynika z nich, że choć adres rzekomego nadawcy jest w domenie PL, to serwery pośredniczące w wysyłce były w domenach COM i GR. Po co polska firma miałaby wysyłać wiadomości z greckiego serwera? Badamy dalej.

Cóż to za potwór w załączniku

Plik załącznika to prawdopodobnie kluczowy element pułapki. Nie będziemy go otwierać lokalnie, tylko od razu przekażemy ekspertom online. Wchodzimy zatem na stronę

https://app.any.run/

Wgrywamy plik na serwer i czekamy, co się stanie. A dzieje się całkiem sporo. Pod adresem

https://app.any.run/tasks/2ed4abe1-4021-4fe6-bea6-11f227e792b8/

możecie znaleźć wynik analizy. Ten serwis pozwala nawet obserwować, co dzieje się na ekranie komputera w trakcie uruchamiania załącznika. Widzimy zatem, że uruchomiony zostaje Word (w końcu to plik .DOC). W bocznym pasku po chwili widzimy przebieg wydarzeń.


pozostała treść na stronie źródła

Życie za zdjęcie. Fotografowie wydają na zwierzęta wyrok śmierci

Data: 16.01.2020 06:13

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #fotografia #fotografowie #zwierzeta #ptaki #smierc #prawo #swiatrolnika

Fotografowie potrafią zaszyć się w „czatowniach” na kilka dni, uprzednio rozłożywszy karmę, aby sprowadzić przed obiektyw aparatu dzikie zwierzęta. Karmione, zatracają instynkt i często zdychają z głodu, czekając na pożywienie.

Życie za zdjęcie. Fotografowie wydają na zwierzęta wyrok śmierci

Dlaczego to robią? Dla pieniędzy. Za jedno, „dobre” zdjęcie potrafią zarobić nawet 7000 złotych. Czy poświęcają się w jakiś istotny sposób? Niekoniecznie. „Czatownia” fotograficzna, często okazuje się być ogrzewanym lokum, do którego prędzej, czy później, po smakołyki zjawią się drapieżniki, jak i roślinożercy.

Prawo tego jednak nie zakazuje. Doszło do tego, że na portalu internetowym Związku Polskich Fotografów Przyrody można znaleźć zapis następującej treści:

„Zakaz nęcenia wilków i niedźwiedzi”

Okazuje się, że pogoń za pieniędzmi jest tak wielka, że liczenie na etyczne rozterki zawodowców jest nieporozumieniem. Jedynym dziś, skutecznym orężem walki z tego typu zachowaniem fanów migawki fotograficznej są gremia profesjonalistów, którzy odrzucają wystawowe aplikacje tych, których podejrzewa się o wykonanie zdjęć w taki sposób. Wprawne oko recenzentów i sędziów jest w stanie odróżnić zdjęcie „ustawione” od wykonanego w naturalnych warunkach przyrodniczych.

Wracając do nęcenia dzikich zwierząt, tracą one zdolność do samodzielnego pobierania pokarmu ze środowiska naturalnego. Przez to, spada ich odporność na warunki atmosferyczne, słabną i zatracają swe pierwotne umiejętności.

Kolejnym etapem jest ich zanik strachu przed ludźmi, często pojawiają się w okolicach ludzkich siedzib, dróg. Stają się żebrakami, a w niektórych wypadkach, kiedy nie otrzymują od nas pożywienia są agresywne.

Głupie zdjęcie, choćby kosztowało krocie, przyczynia się do wyniszczenia, często chronionych i rzadkich gatunków.

Co się stanie, gdy pszczoła użądli drugą pszczołę?

Data: 16.01.2020 05:54

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #Cudaswiata #owady #pszczola #nauka

Pszczoły są wszędzie. Tworzą one swoje „miasta”, kolonie i istnieją o wiele dłużej od ludzkiej rasy. Przez te miliony lat opanowały one niemal całe terytorium na ziemi nadające się do zamieszkania. Z jednej strony, owady te są pożyteczne, ponieważ zapylają większość roślin i w ten sposób zapewniają pokarm wielu stworzeniom. Jednak z drugiej strony są one również niebezpieczne, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś próbuje stanąć im na drodze.

Co się stanie, gdy pszczoła użądli drugą pszczołę?

6 Brygada Powietrznodesantowa odebrała pojazdy aeromobilne

Data: 16.01.2020 05:40

Autor: ziemianin

milmag.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wojsko #armia #samochody

6 Brygada Powietrznodesantowa odebrała pojazdy aeromobilne

15 stycznia w koszarach 16. batalionu powietrznodesantowego w Krakowie, z udziałem ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, miała miejsce uroczystość przekazania pierwszych 15 z 55 zamówionych Pojazdów Wojsk Aeromobilnych (PWA) o wysokiej mobilności przeznaczonych do desantowania techniką spadochronową. Pojazdy marki Toyota dla 6. Brygady Powietrznodesantowej dostarczyła spółka KAFAR Bartłomiej Sztukiert, Hibneryt, Auto Podlasie, Auto Special Modlniczka Oddział Sobiesław Zasada Warszawa

Samochody będą służyć żołnierzom m.in. do transportu wyposażenia i zaopatrzenia na zrzutowisku, transportu rannych i holowania broni artyleryjskiej. Nowe pojazdy mogą być transportowane zarówno przez śmigłowce, jak również przystosowane są do zrzutu na platformie desantowej z pokładu samolotów transportowych C-130E Hercules lub C295M. Zgodnie z informacją dostawcy, pojazdy zostały dostosowane do wymagań zamawiającego określonych we wstępnych założeniach taktyczno-technicznych.

Postępowanie zostało ogłoszone 27 lipca 2017. Wśród wymogów były napęd 4x4, dopuszczalna masa całkowita poniżej 3,5 t i ładowność co najmniej 1,2 t, a także silnik o mocy co najmniej 75 KM. Przyczepa miała mieć masę 75% pojazdu i ładowność co najmniej 800 kg. Informacja z otwarcia ofert została opublikowana 17 września 2018. Do dalszego etapu zakwalifikowało się czterech oferentów

Umowa o wartości 33 123 000 zł brutto na dostawę 80 pojazdów PWA wraz ze 160 Przyczepami Specjalnymi w latach 2019-2022 została podpisana 14 grudnia 2018. W ramach opcji o wartości 15,677 mln zł będzie możliwy zakup 25 dalszych PWA i 55 PS. Zwycięskie konsorcjum zostało zobowiązane dostarczyć pakiety eksploatacyjne i dokumentację techniczną, a także przeprowadzić szkolenia kierowców i personelu technicznego.

Szef resortu obrony brał udział także w otwarciu nowej spadochroniarni oraz wręczył pamiątkowy ryngraf dowódcy 6. Brygady Powietrznodesantowej z okazji tego wydarzenia. Dodał, że nowe pojazdy zostaną przetestowane przez żołnierzy podczas nadchodzących ćwiczeń o kryptonimie Defender-Europe 20, które odbędą się w kwietniu i maju 2020. Będą to największe od 25 lat manewry wojskowe w Europie, a także praktyczny sprawdzian zdolności amerykańskich do szybkiego przerzutu znacznych sił i współdziałania z sojusznikami (Przygotowania do Defender-Europe 20, 2019-10-09).

Mikhail Mishustin – Nowym premierem Rosji

Data: 16.01.2020 05:31

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka #rosja

Zaledwie kilka godzin po przemówieniu prezydenta Rosji oraz dymisji Dmitrija Dmiedwiediewa ogłoszono nowego premiera. Mikhail Mishustin został desygnowany przez Władimira Putina na kolejnego szefa rządu. Dotychczas zajmował stanowisko szefa służby podatkowej.

Mikhail Mishustin – Nowym premierem Rosji

Władimir Putin w ekspresowym tempie desygnował następcę Dmitrija Miedwiediewa. Nowym premier Rosji został Mikhail Mishustin. Dotychczas sprawował urząd szefa służby podatkowej.

53-letni Mishustin nie jest znaną postacią w rosyjskiej polityce. W ciągu tygodnia rosyjska Duma Państwowa ma poddać pod głosowanie jego kandydaturę na premiera Rosji.

Krzyk rozpaczy nadzwyczajnej kasty

Data: 16.01.2020 05:13

Autor: ziemianin

salon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #nadzwyczajnakasta #sedziowie #polska #ue

Protesty w „obronie sądów” i związane z nimi wydarzenia odsłoniły prawdziwe intencje ich organizatorów i części ich uczestników. Nie chodzi o żadną obronę sądów lecz o utrzymanie przywilejów nadzwyczajnej kasty. A jeżeli nie będzie ustępstw ze strony ustawodawcy – następnym krokiem ma być anarchia i destrukcja wymiaru sprawiedliwości.

Krzyk rozpaczy nadzwyczajnej kasty

W ubiegłym tygodniu w całej Polsce odbyły się protesty „ w obronie sądów”. Zapowiadane przez kilka dni w różnych miejscach, a szczególnie przez media Agory nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Owszem, w niektórych miastach zebrało się sporo osób, ale nie można absolutnie mówić o masowym zjawisku. Powód jest banalny – protestowali głównie wyborcy Koalicji Obywatelskiej czyli Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, którzy organicznie nienawidzą PiS-u. Normalni obywatele, którzy mają krytyczne zadnie o sędziach i pracy sądów zostali w domach. A podawana na stronie internetowej Stowarzyszeni Sędziów Polskich „Iustitia” informacja, że w manifestacjach uczestniczyło „ kilkaset tysięcy osób” jest zwykłą fantasmagorią.

Skandaliczne decyzje

Na fatalną ocenę sędziów mają wpływ podejmowane przez nich decyzje i ogłaszane przez niech wyroki. Wystarczy podać kilka przykładów, które każą postawić pytanie: czy rzeczywiście sędziowie działają zgodnie ze składaną przysięgą, podczas której ślubują uroczyście, że będą „jako sędzia sądu powszechnego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy państwowej i służbowej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości.”

I tak kilka dni temu w Policach funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali czterech mężczyzn podejrzanych o wyłudzenie 87 milionów złotych na szkodę Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police S.A. W trakcie ich zatrzymania jeden z mężczyzn wyciągnął przeładowaną strzelbę i wymierzył ją w funkcjonariuszy; tylko dzięki ich błyskawicznej reakcji nie doszło do tragedii. Prokuratura Regionalna w Szczecinie wystąpiła do sądu o zastosowanie wobec podejrzanych aresztu tymczasowego, jednak sąd nie uwzględnił tego wniosku.

Z kolei pół roku temu sąd w Głogowie nie zgodził się na areszt dla podejrzanego, który miał na swoim koncie wymuszenia rozbójnicze, posiadanie broni i narkotyków. Powodem decyzji sędziego obyła pinia lekarska wystawiona podejrzanemu pół roku wcześniej.

Nie dziwi zatem powszechnie panująca opinia, że Temida jest ślepa na jedno oko. Zwłaszcza, gdy ma do czynienia z celebrytami. Kamil Durczok podejrzany o jazdę pod wpływem alkoholu, podrobienia podpisu na wekslu z sierpnia 2008 roku na sumę ponad 2 milionów franków szwajcarskich oraz do sfałszowania innych dokumentów bankowych m.in. deklaracji wekslowej i oświadczenia o poddaniu się egzekucji bankowej nie trafił do aresztu, o co wnioskowała prokuratura.

Piotr Najsztub został uniewinniony, mimo że potrącił 77-letnia kobietę na pasach i jechał bez prawa jazdy. Zdaniem sądu to nie celebryta był winien, ale staruszka, która „nie zachował należytej ostrożności wchodząc na przejście dla pieszych.

Podobnych przypadków jest znacznie więcej, podobnie jak przykładów na to, że do aresztu trafiają ludzie z dużo mniejszym bagażem przewinień, jak na przykład młodzi ludzie, którzy sfałszowali legitymację szkolną. Nie byli celebrytami lub politykami jak Włodzimierz Cimoszewicz ( potrącił rowerzystkę i nie miał ważnych badań technicznych samochodu) i dlatego sąd nie był dla nich łaskawy – zapewne byłoby inaczej, gdyby ci młodzi ludzie byli chociażby celebryckimi dziećmi.

Dążenie do anarchii

Ci sędziowie, którzy są zrzeszeni w Stowarzyszeniu Sędziów Polskich „Iustitia”, marzą o masowych, milionowych protestach i manifestacjach w obronie ich przywilejów. To właśnie z tego powodu są kierowane przez nich pytania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – sędziowie liczą, że TSUE swoimi decyzjami sparaliżuje reformę wymiaru sprawiedliwości. Osobiście lub przy pomocy swoich akolitów sięgają po „ulicę i zagranicę”: ostatnia interwencja spowodowała, że wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej wiceprzewodnicząca odpowiedzialna za wartości i przejrzystość Věra Jourova wysłała list do polskich władz z żądaniem wstrzymania prac nad ustawą o sądownictwie. Intencje są bardzo czytelne, o czym świadczą kontakty Věry Jourovej – po upublicznieniu informacji o jej liście po polskich władz, natychmiast w internecie pojawiło się zdjęcie, an którym jest pani komisarz wspólnie z Bartoszem Kramkiem i Ludmiłą Kozłowska z Fundacji Otwarty Dialog. Przypomnijmy, że to właśnie ta fundacja była inspiratorem masowych protestów trzy lata temu „ w obronie sądów” a Bartosz Kramek opublikował manifest „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd”, w którym w szesnastu punktach przedstawił swoistą instrukcje sparaliżowania państwa. Jednym z narzędzi paraliżu są właśnie masowe protesty „w obronie sądów”, które w rzeczywistości okazały się obroną przywilejów „nadzwyczajnej kasty”. Kasty, która już dawno przestała udawać bezstronność – sędziowie protestują ramię w ramię z tymi, których procesy prowadzą. Tak było we Wrocławiu, gdzie obok oskarżonego o korupcję Józefa Pioniora ( przypominam, że w jego obronie, po postawieniu zarzutów też były protesty KOD -u) protestował sędzia Marek Górny, który prowadzi proce Pionora. Z kolei w Szczecinie sędzia Grzegorz Kasicki, który będzie orzekał w sprawie Stanisława Gawłowskiego przemawiając na wiecu stwierdził, że czuje się „obrażany przed demokratycznie wybrane władze . (…) Niestety, od jakiegoś czasu obraża mnie także pan prezydent, pan premier i posłowie”. Przedstawiciele środowiska sędziowskiego wmawiają obywatelom, że nad polskim prawem władzę ma Unia Europejska i należy się odwoływać do TSUE w obronie praworządności. Celowo przy tym pomijają Trybunał Konstytucyjny, którego decyzje są ważniejsze niż unijne prawo. To pokazuje poziom manipulacji i dążenie do zachowania przywilejów za wszelką cenę.

Gang Olsena i Ciamajdan

Zbuntowani sędziowie liczyli na mobilizację polityków opozycji, ale okazało się, że w kluczowym głosowaniu w sprawie trybu procedowania ustawy ws. zmian w sądownictwie posłowie opozycji po prostu nie przyszli na salę sejmową. Wywołało to wściekłość ich zwolenników, niektórzy w mało wybredny sposób pisali w mediach społecznościowych, co myślą na ten temat: pojawiły się wpisy, ze zanim się zmieni władza najpierw trzeba zmienić opozycję. Nie dopisała frekwencja przed sejmem – nie pomógł apel, aby zwolennicy opozycji przyszli ich wspierać w tracie prac nad „opresyjnymi ustawami” ws sądów. Po pustym placu hulał wiatr przy dzikach rewolucyjnej pieśni „Bella Ciao”. Później było jeszcze gorzej – do mediów przedostały się dialogi pomiędzy posłami opozycji, które zostały nagrane podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości. Rozmowa przebiegała tak:

„ Robimy jaja czy nie? – zastanawiał się jeden z posłów opozycji . – Skoro wszystko mamy uchylać i nie procedować nad tym, no to bądźmy konsekwentni – odpowiadała jedna z posłanek – To już takie wiesz, KOD-ziarskie – ripostował poseł. – Dopóki nie mamy jakiejś innej strategii wspólnej, to trzymajmy się tej, którą mamy. Nie robimy jaj i nie pracujemy nad projektem, bo jesteśmy za odrzuceniem go w całości – stwierdziła stanowczo posłanka.

Powyższy dialog jako żywo przypomina czasy Ryszarda Petru, który miał się stać liderem opozycji – jak to się skończyło wszyscy wiemy. A sędziowie Stowarzyszeni Sędziów Polskich „Iustitia” muszą współpracować z taka opozycją, bo innej nie mają. I dzięki Bogu – to daje nadzieję na to, że planowana anarchia i „wyłączenie rządu” nie dojdzie do skutku.

Komentarz Tygodnia: Gdzie się podziało 20 miliardów?

Data: 16.01.2020 02:44

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #aktualnosci #informacje #wiadomosci #polityka #gadowskitv

O organizacji rocznicy wyzwolenia Auschwitz, o przyznaniu medalu Pro Ecclesia et Pontifice dla dyrektora Cywińskiego, o pomyśle na Konstytucję inspirowanym prawem indyjskim, o Stanisławie K. i układzie, którego stał się ofiarą, o kolejnej odsłonie afery wszystkich afer, o KGHM i możliwych transferach w Sierra Gorda, o strajku kontrolerów lotu, o podróżnych przybywających do Dubaju z walizkami pełnymi pieniędzy, o filmie Dwóch Papieży i dwóch innych serialach Netflixa i HBO.

Komentarz Tygodnia: Gdzie się podziało 20 miliardów?

Ameryka i Chiny resetują relacje handlowe

Data: 16.01.2020 02:39

Autor: ziemianin

breitbart.com

#aktualnosci #informacje #codziennaprasowka #wiadomosci #usa #chiny #umowa #polityka

Stany Zjednoczone i Chińska Republika Ludowa porozumiały się na temat pierwszego, wstępnego etapu umowy mającej na celu normalizację relacji ekonomicznych pomiędzy oboma krajami. W myśl porozumienia strona amerykańska zniesie niektóre cła, z kolei chińska będzie importować więcej towarów i usług pochodzących właśnie od amerykańskich przedsiębiorstw.

wymagany angielski

Ameryka i Chiny resetują relacje handlowe

Wojna handlowa pomiędzy oboma państwami trwała przez blisko półtora roku. Zaczęła się ona od nałożenia przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa nowych taryf na towary sprowadzane z Chin. Miało to związek z uprawianą przez niego protekcjonistyczną polityką, mającą na celu wzmocnienie krajowych przedsiębiorstw. Przez dłuższy czas konflikt eskalował, ale w ostatnich miesiącach obie strony podjęły negocjacje.

Zakończyły się one zawarciem nowej amerykańsko-chińskiej umowy handlowej, a dokładnie jej pierwszej części, którą podpisali Trump i chiński wicepremier Liu He. Można jednoznacznie stwierdzić, że to dopiero wstępne porozumienie, ponieważ amerykański prezydent zapowiedział, że nie zniesie ceł na chińskie produkty. W ten sposób chce on bowiem zachować swoją pozycję negocjacyjną wobec swojego przeciwnika.

Tym niemniej obie strony zawarły liczący sobie 86 stron dokument. Zobowiązuje on przede wszystkim Chińczyków do zwiększenia importu amerykańskich towarów i usług w ciągu dwóch lat, stąd zakupione mają być aktywa równowartości 200 mln dolarów. Ponadto strona chińska ma kupić zasoby energetyczne warte co najmniej 52,4 mld dolarów. Warto wspomnieć w tym kontekście, że przed wybuchem wojny handlowej, czyli w 2017 roku, Chiny importowały z USA towary o wartości 130 mld dolarów.

W ostatnich dniach Amerykanie zdecydowali się na zdjęcie Chińczyków z listy państw manipulujących swoją walutą. Umowa przewiduje bowiem, że władze w Pekinie nie będą sztucznie zaniżać kursu juana, aby w ten sposób podnosić konkurencyjność swoich towarów na światowych rynkach. W zamian Stany Zjednoczone mają znieść o połowę taryfy celne dotyczące towarów o łącznej wartości 120 mld dolarów, na które zostały one nałożone dokładnie 1 września ubiegłego roku.

Na razie w mocy pozostaną 25 proc. cła wprowadzone wcześniej na towary o wartości 250 mld dolarów. Zawieszone na czas nieokreślony zostały z kolei taryfy, które miały wejść w życie 15 grudnia ubiegłego roku i obejmować sprzęt elektroniczny, zabawki czy odzież. Ze swojej strony Chiny także wstrzymały wprowadzenie ceł odwetowych, uderzających głównie w amerykańskie koncerny samochodowe.

Ransomware ewoluuje – nowa grupa dodaje okup za nieujawnienie danych

Data: 13.01.2020 19:54

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #cyberbezpieczenstwo #atak #PulseSecure #ransomware #Sodinokibi #Travelex

Cyberprzestrzeń nie lubi pustki. Po zakończeniu świadczenia usługi Ransomware-as-a-Service GrandCrab, pojawia się nowa usługa, nowy malware, jeszcze groźniejszy, jeszcze skuteczniejszy. Każdy ma coś do stracenia – tę zasadę wykorzystują przestępcy.

Ransomware ewoluuje – nowa grupa dodaje okup za nieujawnienie danych

Nauczeni doświadczeniem specjaliści bezpieczeństwa coraz skuteczniej wdrażają mechanizmy ochrony (a w zasadzie odzyskiwania danych) na wypadek ataku ransomware. Przestępcy zauważyli, że ofiary nie chcą płacić. Skuteczne uruchomienie procedur odzyskiwania („Disaster Recovery”) sprawia, że przestępcy musieli znaleźć inny sposób czerpania zysków ze swojej działalności. Jest to kolejny przypadek, w którym stawką jest nie tylko odzyskanie danych, by zapewnić utrzymanie ciągłości działania firmy, ale także ochrona ich poufności.

Czy strażnik miejski lub gminny w ramach sprawdzenia doraźnego, czym palisz w piecu, . . .

Data: 13.01.2020 19:48

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #codziennaprasowka #informacje #aktualnosci #wiadomosci #polska #ekologia #prawo

Ostatnio ukazują się w prasie artykuły dotyczące masowych kontroli palenisk pieców, pod kątem użytkowania materiałów dopuszczonych do spalania, a w przypadku wykrycia odpadów puszczanych z dymem, wysokich kar.

Czy strażnik miejski lub gminny w ramach sprawdzenia doraźnego, czym palisz w piecu, ma prawo wejść na Twoją posesję? Nie ma!

Często zdarza się, że opowieść o kontroli u przysłowiowego Mariana, czy Heli urasta do rangi lokalnego wydarzenia. Część z mieszkańców nie wpuszcza na własne posesje patrolu składające go się ze strażników miejskich lub gminnych, którzy często powiadomieni przez „usłużnego” sąsiada, starają się wejść na teren naszych posesji bez stosownego upoważnienia, w ramach doraźnego sprawdzenia.

Pomijając fakt, że rzeczywiście palenie zabronionych materiałów powoduje trucie wszystkich w okolicy, możemy narazić się na poważne konsekwencje prawne i finansowe w momencie udowodnienia procederu.

Niniejszy artykuł powstał w oparciu o informacje z e strony internetowej anuluj-mandat.pl. Co zatem stawi prawo?

„W obecnym systemie prawnym istnieje mnóstwo uregulować dotyczących kontroli przedsiębiorców, nie ma natomiast doprecyzowanych kwestii dotyczących osób fizycznych.

Jeżeli strażnik miejski dostał zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia wykroczenia, polegającego na spalaniu odpadów, ma takie same uprawnienia jak w przypadku innych wykroczeń. Może wzywać do złożenia wyjaśnień, wzywać sąsiadów w charakterze świadków, może udać się w pobliże miejsca zamieszkania i dokonać oględzin, nie przekraczając przy tym granic nieruchomości obywatela. W ramach tych uprawnień nie może jednak wejść do czyjegoś domu, zażądać okazania pieca, ogniska czy jakichkolwiek dokumentów. W praktyce sprowadza się to do tego, że w ten sposób nie jest w stanie zebrać żadnych wiarygodnych dowodów, no chyba że znajdzie świadka, który zezna że na własne oczy widział, jak podejrzany wrzucał śmieci do pieca lub spalał je w ognisku.

Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia nie przewiduje takich sytuacji, w których można przyjąć, że np. telefoniczny donos sam z siebie umożliwia nieograniczony wstęp na posesję lub do mieszkania obywatela. Byłoby to rażącym naruszeniem prawa do prywatności, nienaruszalności mieszkania i nie do przyjęcia w demokratycznym państwie prawnym, jakim jest – zgodnie z art. 2 Konstytucji RP – Rzeczpospolita Polska. Nawet w wypadku, gdy popełniono przestępstwo (czyli czyn większej wagi niż wykroczenie), żaden organ ścigania, czy to Policja, czy Straż Miejska, nie może arbitralnie, wbrew woli właściciela wkraczać do miejsca zamieszkania potencjalnego sprawcy. Musi być najpierw wydane postanowienie i tylko w szczególnych wypadkach, niecierpiących zwłoki, możliwe jest odstąpienie od tego trybu. Na to wszystko jednak przysługuje zażalenie do Sądu.

Strażnik miejski może nas straszyć odpowiedzialnością karną w oparciu o art. 225 § 1 kk:

„Kto osobie uprawnionej do przeprowadzania kontroli w zakresie ochrony środowiska lub osobie przybranej jej do pomocy udaremnia lub utrudnia wykonanie czynności służbowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”

Jednakże odmowa wpuszczenia strażnika do domu, ani udzielenia mu jakichkolwiek informacji nie będzie stanowiła udaremnienia ani utrudnienia przeprowadzenia kontroli, gdyż po pierwsze, każdy ma konstytucyjne prawo do obrony i odmowy składania wszelkich wyjaśnień, po drugie, o żadnej kontroli w zakresie ochrony środowiska w takim momencie nie może być mowy. Strażnik miejski prowadzący czynności wyjaśniające w sprawie wykroczenia, nie jest osobą uprawnioną do przeprowadzeni kontroli w zakresie ochrony środowiska, ani też osobą przybraną do jej pomocy.

Owszem może zdarzyć się, że strażnik miejski będzie upoważniony do przeprowadzenia oficjalnej kontroli w zakresie ochrony środowiska na podst. art. 379 Ustawy Prawo Ochrony Środowiska, dalej p.o.ś. (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 672) i wtedy lepiej go wpuścić”

Marszałek województwa, starosta oraz wójt, burmistrz lub prezydent miasta sprawują kontrolę przestrzegania i stosowania przepisów o ochronie środowiska w zakresie objętym właściwością tych organów.

Organy, o których mowa w ust. 1, mogą upoważnić do wykonywania funkcji kontrolnych pracowników podległych im urzędów marszałkowskich, powiatowych, miejskich lub gminnych lub funkcjonariuszy straży gminnych.

Kontrolujący, wykonując kontrolę, jest uprawniony do:

1) wstępu wraz z rzeczoznawcami i niezbędnym sprzętem przez całą dobę na teren nieruchomości, obiektu lub ich części, na których prowadzona jest działalność gospodarcza, a w godzinach od 6 do 22 – na pozostały teren;

2) przeprowadzania badań lub wykonywania innych niezbędnych czynności kontrolnych;

3) żądania pisemnych lub ustnych informacji oraz wzywania i przesłuchiwania osób w zakresie niezbędnym do ustalenia stanu faktycznego;

4) żądania okazania dokumentów i udostępnienia wszelkich danych mających związek z problematyką kontroli.

Wójt, burmistrz lub prezydent miasta, starosta, marszałek województwa lub osoby przez nich upoważnione są uprawnieni do występowania w charakterze oskarżyciela publicznego w sprawach o wykroczenia przeciw przepisom o ochronie środowiska.

Wójt, burmistrz lub prezydent miasta, starosta lub marszałek województwa występują do wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska o podjęcie odpowiednich działań będących w jego kompetencji, jeżeli w wyniku kontroli organy te stwierdzą naruszenie przez kontrolowany podmiot przepisów o ochronie środowiska lub występuje uzasadnione podejrzenie, że takie naruszenie mogło nastąpić, przekazując dokumentację sprawy.

Kierownik kontrolowanego podmiotu oraz kontrolowana osoba fizyczna obowiązani są umożliwić przeprowadzanie kontroli, a w szczególności dokonanie czynności, o których mowa w ust. 3.”

Jak widać, strażnik, chcący dokonać oficjalnej kontroli w zakresie ochrony środowiska, musi posiadać stosowne upoważnienie, które spełnia łącznie poniższe kryteria:

jest adresowane do konkretnego funkcjonariusza Straży Miejskiej przez wójta, burmistrza, lub prezydenta (nie może to być np. starosta);

wyraźnie określa, jakie czynności upoważniona osoba może prowadzić (zgodnie z wyliczeniem zawartym w ust. 3);

jest wydane przez osobę pełniącą funkcję danego organu – jest ważne tylko w czasie pełnienia przez tę osobę, która je wydała, tej funkcji (po jej rezygnacji, końcu kadencji lub odwołaniu upoważnienie traci ważność).

Kontrola może być dokonywana w godzinach 6-22 i tylko w czasie naszej obecności. Przeprowadzenie czynności ma służyć osiągnięciu celu kontroli, wobec czego powinny być przeprowadzane tylko takie działania, które są tego punktu widzenia niezbędne i uznać należałoby, że kontrolujący powinien potrafić wykazać konieczność podjęcia określonej czynności. Strażnik może jednak korzystać z pomocy innych osób, określonych przez przepis jako "rzeczoznawcy". Takie określenie charakteru tych osób pozwala na stwierdzenie, że osoby te powinny dysponować wiedzą fachową związaną z przedmiotem kontroli, co prowadzący powinien móc wykazać, równocześnie to sformułowanie nie dopuszcza współudziału w kontroli innych osób, niebędących rzeczoznawcami. Strażnik ma także prawo posługiwać się sprzętem, a więc pewnymi urządzeniami czy narzędziami (np. pomiarowymi) musi być to jednak sprzęt ściśle związany z prowadzoną kontrolą (służący jej przeprowadzeniu – przepis wymaga, aby był to sprzęt "niezbędny", oczywiście z punktu widzenia celu kontroli).

Zgodnie z art. 380 p.o.ś. z czynności kontrolnych strażnik sporządza protokół, którego jeden egzemplarz doręcza kontrolowanemu. Protokół podpisują strażnik miejski oraz kontrolowana osoba fizyczna, która mogą wnieść do protokołu zastrzeżenia i uwagi wraz z uzasadnieniem. W razie odmowy podpisania protokołu przez obywatela, strażnik umieszcza o tym wzmiankę w protokole, a odmawiający podpisu może, w terminie 7 dni, przedstawić swoje stanowisko na piśmie wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta.

W przypadku udaremnianie lub utrudnianie takiej oficjalnej kontroli, a nie zwykłego najścia funkcjonariusza, może dojść do popełnienia przytoczonego wcześniej przestępstwa z art. 225 kk.

Udaremnienie może polegać na uniemożliwieniu dostępu do określonego pomieszczenia lub urządzenia czy dokonania niezbędnego nagrania filmowego lub dźwiękowego, lub niewykonania innego żądania kontrolującego, które zgodnie z przepisami o danej kontroli może on wysunąć wobec podmiotu kontrolowanego (T. Grzegorczyk, Kodeks karny skarbowy. Komentarz, Warszawa 2006).

Utrudnianie to każde zachowanie, które godzi w sprawny, normalny tok czynności kontrolnych. Chodzi o stawianie biernego oporu co do rozpoczęcia lub dalszego przeprowadzenia kontroli, zakłócenie czynności kontrolnej ograniczającej osiągnięcie celi kontroli, uczynienie procesu kontroli bardziej skomplikowanym, wymagającym większego wysiłku i nakładu oprawcy (Z. Ćwiąkalski, [w:] J. Barta, M. Czajkowska-Dąbrowska, Z. Ćwiąkalski, R. Markiewicz, E. Traple, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Warszawa 2001, s. 473).

Oczywiście nieprzychylne traktowanie kontrolujących nie może być uznane za zachowanie „utrudniające" czynności służbowe funkcjonariusza. Nie stanowi bowiem „utrudnienia" naganne z punktu widzenia moralnego postępowanie kontrolowanego czy też nieprzestrzeganie przezeń zasad kultury i dobrego wychowania – tak orzekł Sąd Najwyższy.

Nie jest utrudnianiem odmowa wykonania polecenia kontrolującego, do którego wydania nie jest on upoważniony lub gdy kontrolujący nie jest zobowiązany do wykonania określonej czynności.

Należy pamiętać, że Straż Miejska nie jest podmiotem legitymowanym do wszczynania i przeprowadzania kontroli. Podjęte przez nią czynności są najczęściej jedynie sprawdzeniem okoliczności faktycznych wynikających ze wcześniejszych zgłoszenia. W żadnym wypadku nie można uznać, że pukanie strażnika do drzwi, inicjuje kontrolę, a podejmowane przez funkcjonariuszy Straży Miejskiej czynności najczęściej nie mają charakteru czynności kontrolnych, związane są jedynie z chęcią sprawdzenia okoliczności faktycznych podawanych w zgłoszeniu. Każda ingerencja w prawa jednostki, musi mieć podstawę prawną w ustawie i nie może naruszać istoty prawa, a także zasady proporcjonalności. W wypadku konkurencyjności chronionych prawnie dóbr – jaka występuje pomiędzy prawem do prywatności a względami ochrony środowiska – konieczne jest zachowanie przez organy stosujące prawo równowagi pomiędzy interesami pozostającymi w kolizji."

Wyjaśnienie sytuacji prawnej, w której wielu z nas może się znaleźć, powinno przyczynić się do zachowania zgodnego z przepisami, ale z poczuciem tego, że własność prywatna stanowi dobro co najmniej równe wobec innych praw.

Kto prowadzi konta znanych polityków? Awaria Facebooka obnażyła wiele osób

Data: 13.01.2020 19:31

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #awaria #facebook #politycy

Awaria Facebooka pogrążyła wiele osób. Jeżeli jeszcze komuś wydawało się, że jest w sieci anonimowy, to wczoraj sporo osób przekonało się, że jest inaczej. Co ciekawe, ludzie powiązani z władzą, politykami, osoby prowadzące hejterskie profile, zapewne chcący zachować anonimowość, wykazują się skrajną nieodpowiedzialnością. Czego w wielu wypadkach nie mogły ustalić sądy, policja i służby odkryła przed nami zwykła „awaria”. Przyjrzeliśmy się najciekawszym przypadkom.

Kto prowadzi konta znanych polityków? Awaria Facebooka obnażyła wiele osób

I tak, profilem premiera Mateusza Morawieckiego zajmuje się Mariusz Chłopik – dyrektor ds. marketingu sportowego w PKO BP.

A tu dyrektor z PKO obsługujący Premiera [@MorawieckiM](/u/MorawieckiM). Niebywałe. pic.twitter.com/rPqqviI6LY



— Cezary Tomczyk (@CTomczyk) January 10, 2020

Subskrybuj nasz kanał na YouTube i kliknij na dzwoneczek, aby być na bieżąco:

Redaktorem na fanapge’u Beaty Szydło jest Paweł Rybicki – dyrektor sekretariatu Szydło i były dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie”.

A B.Szydlo Paweł Rybicki bloger i funkcjonariusz GPC czyli Gapola. pic.twitter.com/3ISk1z6wjd



— [@PolskawRuinie2](/u/PolskawRuinie2)🇵🇱 (@polskawruinie2) January 10, 2020

Antoniego Macierewicza na Facebooku obsługuje Edmund Janniger.

Edmund dzieciaku idź spać bo już po dobranocce pic.twitter.com/IYM2DbSK1f



— MyWay🇵🇱💯 [#PolskaDlaCiebie](/t/PolskaDlaCiebie) (@MyWay78547237) January 10, 2020

Szczególnie interesującym przypadkiem okazuje się być szef „ludowców”. Profil Władysława Kosiniak-Kamysza prowadzi… no właśnie, spójrzcie Państwo sami na screena, bo niestety, ale nie jesteśmy w stanie ani odczytać imienia i nazwiska tej osoby, ani nawet przepisać. Język hebrajski jest poza naszym zasięgiem.

Trzymajcie mnie, bo pęknę ze śmiechu 😉



Dzięki ci, fejsbuku za ten piąteczek 😉 https://t.co/rgm29R20Ee



— Marcin Wątrobiński (@mar_watrobinski) January 10, 2020

Mocno lansowany ostatnimi czasy Szymona Hołownia obsługiwany jest na Facebooku przez Karola Wilczyńskiego – dziennikarza portalu Deon.pl.

Okej, skoro screeny z Facebooka krążą już wszędzie po sieci i po największych portalach, nie ma sensu trzymać w sekrecie. O których wiecie, to wiecie, ale warto zapytać jeszcze [@szymon_holownia](/u/szymon_holownia) dlaczego jego profil współprowadzą dziennikarze? Czy to transparentne i uczciwe? pic.twitter.com/7XIqYmkiU8



— Marcin Makowski (@makowski_m) January 10, 2020

Ciekawostka na koniec, strona Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych na Facebooku jest prowadzona przez jego prezesa, Konrada Dulkowskiego, który wypiera się jakichkolwiek kont w mediach społecznościowych.

Z kolei antypolski Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych na fejsie prowadzi prezes OMZRiK Konrad Dulkowski. Ze screenów wynika, że skłamał w oświadczeniu dla sądu, iż ośrodek nie ma wpływu na treści publikowane na fan page.[#Facebook](/t/Facebook) [#FacebookLeaks](/t/FacebookLeaks) pic.twitter.com/m3Zw6M1OJw



— Rafał Krawczyk (@RafalKrawczyk) January 10, 2020



Jakie to jest dobre 🙂 pic.twitter.com/gWExPz6vdG



— (L) 🗯️ (@zahibernowany) January 10, 2020

Interesujące jest, że strona SokzBuraka jest administrowana przez osoby związane z posłem PO Mariuszem Witczakiem i Donaldem Tuskiem.

Stroną [#SokzBuraka](/t/SokzBuraka) zarządza człowiek Donalda Tuska: Martin Mycielski



Edytują Daniel Bar, Marta Szekta, Krzysztof Romaniak (profile z kradzionymi zdjęciami, prawdopodobnie fejki)



W znajomych mają Mariusza Witczaka (PO). Witczak to szef KPRM w gabinecie cieni i skarbnik partii.



— Samuel Pereira 🇵🇱 (@SamPereira_) January 10, 2020

Z kolei samemu Tuskowi stronę prowadzi Niemka, Katharina Rettig, o czym pisaliśmy już wcześniej.

Milionowe koszty wypłaty rekompensat, czyli: Dlaczego socjalizm PiS-u doprowadzi do katastrofy

Data: 13.01.2020 19:21

Autor: ziemianin

bankier.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #prad #energia #polska #pis #polityka #cenapradu #rekompensatazaprad

Podwyżki cen prądu dla mieszkańców Polski serwowane przez państwowe spółki energetyczne nasza władza chce rekompensować wypłatami finansowanymi przez mieszkańców Polski, których realizacja (ktoś będzie musiał zbierać wnioski, ktoś inny je weryfikować, a jeszcze ktoś inny wydawać decyzje) będzie kosztowała wiele milionów złotych. Proste i logiczne rozwiązanie, prawda? Czego nie rozumiecie? Od razu widać, że musiało się ono narodzić w głowie jakiegoś socjalisty, który myśli, że Polaków da się urobić "propagandą sukcesu" sączącą się z rządowej TV.

Milionowe koszty wypłaty rekompensat, czyli: Dlaczego socjalizm PiS-u doprowadzi do katastrofy

Państwowe firmy energetyczne, które większość energii wytwarzają z coraz bardziej kosztogennego węgla, zażądały pod koniec ubiegłego roku istotnych podwyżek cen prądu dla odbiorców indywidualnych. Podobno w grę wchodziły wzrosty nawet o kilkadziesiąt procent. Ostatecznie Urząd Regulacji Energetyki (URE) zgodził się na podwyżki taryf rządu 10 – 12 proc. W efekcie przeciętne gospodarstwo domowe w 2020 roku zapłaci w rachunkach za prąd o 100 – 120 zł więcej.

Czy to dużo? Obiektywnie patrząc – nie. Wszak w ciągu ostatnich lat ceny prądu dla odbiorców indywidualnych w Polsce stały raczej w miejscu i należały do jednych z najniższych w całej Europie. Jest to swego rodzaju fenomen, gdy spojrzymy przez pryzmat tego, że większość polskich elektrowni jest opalana węglem (który z roku na rok generuje coraz większe koszty), a zapotrzebowanie na prąd jest w Polsce tak duże, iż trzeba go ciągle importować z zagranicy.

Coraz bardziej socjalistyczny rząd Mateusza Morawieckiego przestraszył się jednak "społecznej reakcji" na żądania spółek energetycznych i wymyślił, że zrekompensuje podwyżki cen energii. W ruch poszła narracja, że "władza PiS nie pozwoli, aby zwykli ludzie płacili więcej niż do tej pory". O tym jednak jak dokładnie będzie przebiegał cały proces rekompensowania podwyżek i skąd rządzący wezmą na to pieniądze, było jednak cicho. Dlaczego? Diabeł tkwi bowiem w szczegółach. Gdy przygotowaną przez Ministerstwo Aktywów Państwowych propozycję wypłaty rekompensat rozłożymy na czynniki pierwsze, to okaże się, że będzie ona sponsorowana przez samych podatników. To płacący wyższe rachunki za prąd mieszkańcy Polski złożą się (poprzez płacone podatki) na rekompensaty za wyższe rachunki za prąd. Tworzy się obieg zamknięty, któremu rządzący nami politycy nadają wymiar zbawiennej rekompensaty.

Pół biedy, gdyby cały proces "rekompensowania" przebiegał bez dodatkowych kosztów. Niestety wiele wskazuje na to, że "przy okazji" powstanie nie lada wyzwanie administracyjne. Wszak ktoś będzie musiał wnioski o rekompensatę zbierać, ktoś inny będzie musiał je weryfikować i sprawdzać, czy po rekompensatę nie zgłasza się zbyt bogaty człowiek, albo czy przypadkiem nie dochodzi do próby wyłudzenia pieniędzy od państwa. Na końcu zaś ktoś inny będzie wydawał decyzje. W efekcie powstanie nowa urzędniczo-administracyjna machina, której koszty trudno dziś oszacować. Z pewnością będą one liczone w milionach złotych.

Socjalizm sam wymyśla sobie problemy, które potem dzielnie stara się rozwiązać. Taki już urok tego ustroju. Szkoda tylko, że cała ta zabawa generuje nikomu nie potrzebne koszty, za które musi płacić zwykły Kowalski…

Polityka historyczna czyli stek kłamstw. Skutki szczekania

Data: 13.01.2020 18:59

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #historia #polityka #zydzi #matusiakblog #niewolnictwo #handelludzmi

Niewolnictwo na kontynencie północnoamerykańskim na terenach późniejszych Stanów Zjednoczonych rozpowszechniło się w początkach XVII wieku. Funkcjonowało we wszystkich koloniach angielskich aż do amerykańskiej wojny o niepodległość.

Polityka historyczna czyli stek kłamstw. Skutki szczekania

Plakat z 1853. „Mężowie, żony i rodziny sprzedawane bez różnicy różnym nabywcom są brutalnie rozdzielane; prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkają.”

Dopiero uchwalona w 1865 XIII poprawka do konstytucji stwierdzała, że „niewolnictwo (…) nie będzie istniało w obrębie Stanów Zjednoczonych ani żadnym miejscu podległym ich jurysdykcji.” XIV poprawka (1868) zabraniała wypłaty odszkodowań za utratę lub oswobodzenie niewolników, XV poprawka (1870) zakazała pozbawiać lub ograniczać prawa wyborczych obywateli Stanów Zjednoczonych ze względu na rasę, kolor skóry lub poprzedni stan niewolnictwa.

Ostatecznie oficjalna dyskryminacja Czarnych skończyła się dopiero w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Rzadko pisze się o tym kim byli właściciele statków do przewozu niewolników oraz sieci łapaczy niewolników i handlarzy. Aby parać się masowo tą zbrodnią ( mnóstwo niewolników umierało w okrutnych mękach podczas koszmarnej podróży pod pokładem statku ) trzeba było mieć dojścia, koncesje i zezwolenia.

Żydowscy armatorzy statków niewolniczych

Genialny kanclerz Adenauer zdał sobie sprawę z tego że bez zdjęcia potwornego odium zbrodni wojennych z Niemców ich przyszłość będzie nędzna. Rozpoczęto rozmowy z Żydami i przekupywanie miliardami marek państwa Izrael. Natychmiast zmieniła się narracja. Zbrodnie popełniali coraz bardziej tajemniczy naziści a nie Niemcy. Niemcy w narracji stawali się ofiarą wojny !

Polska była związana korzystną dla nas narracją sowiecką a później Rosyjską że Wojsko Polskie u boku braterskiej, potężnej, niezwyciężonej Armii Czerwonej pokonało niemiecką, ludobójczą, faszystowską bestie i ścięło jej łeb. [Szlak bojowy Wojska Polskiego]()https://1.bp.blogspot.com/-QkNRToTAFTw/XhsSumrqUmI/AAAAAAAAF4Y/kbS3v0bK_4wY7IN07HkeQith89iyJezDwCLcBGAsYHQ/s1600/T34.jpg – LWP był skuteczny zarówno wojskowo jak i politycznie.

Idiotyczna, bezsensowna, szkodliwa wojna propagandowa wystruganych z banana, agenturalno – mafijnych mężyków stanu formatu kieszonkowego z Rosją spowodowała że Rosja w końcu zmieniła historyczną narracje na zabójczą dla Nas ale bardzo korzystną dla roszczeń żydowskich i dla Niemców ! Taki jest efekt szczekania na Rosję ( ale nie gryzienia bo nie mamy zębów ) i obsikiwania nogawki Putina, który w końcu kopnął kundla, który teraz kontuzjowany piszczy z bólu w budzie.

Putin, Netanjahu i czarne chmury nad Polska...

Data: 13.01.2020 18:48

Autor: ziemianin

salon24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #swiat #izrael #usa #polska #putin #netanjahu

"Każdy polityk (w jakimkolwiek kraju i partii) chce przede wszystkim utrzymać się przy władzy i jeśli to możliwe wspiąć się wyżej po drabinie władzy, aby posiadać jej więcej. Trump chce wygrać następne prezydenckie wybory, a Ajatollahowie w Islamskiej Republice Iranu chcą zostać przy władzy, czyli w tym przypadku też przeżyć. To zaskakujące, że tak zabity irański gen. Sulejmani jak i wydający rozkaz egzekucji prezydent Trump, choć z różnych przyczyn chcieli tego samego: wycofania żołnierzy USA z tego regionu Bliskiego Wschodu. To może być dobry temat na następny tekst, ale teraz wracamy do ważnych spraw polskich.

Putin, Netanjahu i czarne chmury nad Polska…

Włodzimierz Majakowski pisał w znanym wierszu: “mówimy-partia, a w domyśle-Lenin”. Dziś Polacy odnosząc się do sojuszy, mówią Ameryka, a myślą Izrael, stąd w samo obronnym odruchu czasem reagują negatywnie. Może nie dlatego, że nie lubią Ameryki, ale bardziej dlatego, że są przedmiotem niesamowitej rasistowskiej nagonki właśnie ze strony Żydów. Nagonki osadzonej na fałszowaniu polskiej karty historycznej, z której Polacy byli i są dumni. Izraelski ekspert przemysłu mleczarskiego ichni szef MSZ Katz oświadczył, że PAD nie będzie mógł przemawiać na spotkaniu światowych liderów w Yad Vashem. Może tylko wysłuchiwać sowieckiej wersji historii II wojny światowej z wkładką białych niedźwiedzi, przepraszam, plam. Na dokładkę prawo głosu obok Putina, który pewnie będzie mówił o zbrodni Katyńskiej i pakcie Hitler-Stalin, zabierze kanclerz Merkel, która na pewno będzie mówiła o narodzie niemieckim czyli, jak wszyscy wiedzą, pierwszej ofierze Hitlera. Nie powinno zabraknąć oczywiście miejsca na przypomnienie o niemieckich cierpieniach, jak i próbie ratowania Żydów z polskich pogromów. Po niej wystąpi Macron z dowodami na waleczność i niezłomność armii francuskiej i jej rządu w Vichy!

W stanie wojennym było powiedzenie: im gorzej tym lepiej! Lepiej uderzyć o dno, aby było się od czego odbić. Jeżeli Putin i jego izraelska koalicja, wspomagana niemieckim parciem do wojennego dziewictwa nie wyhamuje swoich nauk płynących z Nowej Zawodówki Historycznej, to istotnie historia na naszych oczach zatoczy krąg i deja vu, zbliżymy się do sytuacji przypominającej rok 1939.

Do niedawna byliśmy zaniepokojeni dziwnymi bezprawnymi (w naszej cywilizacji) roszczeniami płynącymi od spekulacyjnych spółek roszczeniowych amerykańskich Żydów. Następnie zauważyliśmy, że wbrew zapewnieniom, że to tylko sprawka żydowskich organizacji roszczeniowych w Ameryce, jednak blisko współpracują one z rządem w Tel Avivie. Dziś następny łeb tej roszczeniowej, antypolskiej hydry pojawił się w Moskwie.

Rząd polski, najbardziej polski od początków republiki okrągłego stołu, znając nasze doświadczenia historyczne w Bożym siedlisku nad Wisłą nie ma wiary i nie szuka zbytniej przyjaźni z Niemcami, a tym bardziej z Rosją. II RP zawarła odstraszające sojusze z Francją (ta jednak pozbawiona wyobraźni wystraszyła się odwagi) i nawet z ówczesnym mocarstwem światowym Anglią. Wiemy jak sprawy polskie się skończyły.

Dzisiaj rząd polski zaufał wywodzącemu się z NATO sojuszowi z USA. Przypomnijmy, że Papież Jan Paweł II i prezydent Reagan razem pomagali Polakom w stopniowym upodmiotowieniu się i zrzuceniu sowieckiego jarzma. Jednak amerykańska pomoc w tych zmaganiach była nadzorowana przez pośrednika: agendy izraelskiego Mossadu, gdyż Amerykanie nie mieli rozeznania wśród polskich grup opozycyjnych. Wiemy, że pomoc techniczna i pieniądze trafiały głównie do ośrodków bliższych Mossadu. One też szybko wyrastały na reprezentację polskiego Narodu i jego oporu. A cała ta zabawa zakończyła się transformacją przedstawicieli układów komunistycznych i zachowanie przez nich wpływów w nowo powstałej republice okrągłego stołu.

Od jakiegoś czasu dobrze osadzone w polskiej gospodarce i polityce środowiska żydowskie przy współdziałaniu z roszczeniowymi ośrodkami środowisk nowojorskich Żydów zdecydowały się proces wydrenowania Polaków z ich wypracowanego majątku. W tym celu długofalowo zmodyfikowały prawdę historyczną II wojny światowej w świecie zachodnim tak, aby zohydzić obraz Polski i Polaków przedstawiając ich nawet jako oprawców i inspiratorów II w.ś., szczególnie uwikłanych w sprawstwo holokaustu. Wszystko po to, aby nikt nie protestował, kiedy wyjdą ze swoim programem odchudzenia Polaków z ich zasobów, które przecież musieli ukraść Żydom zamordowanym przez nazistów w Polsce. Obecny wysoki komornik państwa położonego w Palestynie w jego ambasadzie w Warszawie, życzy sobie, aby Polacy zapłacili za zbrodnie niemieckie, za które ci ostatni już zapłacili.

Już w niemieckich mediach (nie mówiąc o żydowskich i rosyjskich) odzywają się głosy o polskiej odpowiedzialności za holokaust Żydów, a nawet za wywołanie II w.ś. Jak nowoczesność, to nie tylko w domu i zagrodzie, ale i w polityce historycznej. Okazuje się, że Polacy ze swoim duchowym przywódcą ajatollahem Adolfem Hitlerem rozpoczęła II w.ś., której pierwszą ofiarą zostali Niemcy, oczywiście Żydzi i Rosjanie. Polacy też ginęli , ale głównie podczas zabijania Żydów i podczas nieszczęśliwych upadków z strażniczych wież w obozach koncentracyjnych. Więc są odpowiedzialni również za śmierć 10 mln Niemców, 20 mln Rosjan, no i 6 mln Żydów. Dla Polaków jedynym pytaniem powinno być dlaczego rząd polski dotuje prace “badania” historyczne takich żarliwych patriotów polskich jak Gross, Grabowski, Engelking, Leociak i innych również cierpiących na masochizm.

Naturalnym sojusznikiem żydowskiej Nowej Zawodówki Historycznej stał się rosyjski oligarcha i dzisiejszy prezydent Putin, którego mania fałszywej interpretacji zjawisk historycznych już wkrótce uczyni go głównym mówcą na zaproszenie żydowskiego Yad Vashem. Postsowiecki Putin, w sytuacji prób wyzwolenia się Trumpa z niekończących się konfliktów bliskowschodnich, staje się zbawiennym sojusznikiem ciągle zagrożonego konsekwencjami własnej polityki Izraela. Trump, choć mocno powiązany z syjonistami (córka aby poślubić Żyda przeszła na judaizm), jest jednak amerykańskim biznesmenem, któremu marzy się zatrzymanie Ameryki na jej drodze ku przepaści. Już w 2007 r. biznesmen Trump głosił, że trzeba jak najszybciej wycofać się z Iraku, bo to jest worek bez dna. Jego naturalnym przeciwnikiem są globalistyczni banksterzy, którzy bezwstydnie używają zasobów państw narodowych, w tym USA do dalszej destabilizacji państw z aspiracjami wybicia się na niezależność.

Jeśli polityki polski rząd nie zrewiduje swojej polityki, Naród Polski wkrótce może znaleźć się w dużych kłopotach, a nawet w niebezpieczeństwie. Miejmy nadzieję, że elity rządzące w Polsce zrozumieją, że izraelski kapitał, technologie i kontakty obsługujące polskie aktywa bardzo szybko mogą znaleźć się w ręku Putina na którym Izraelowi bardzo zależy nawet ze względu na jego rosnącą rolę na Bliskim Wschodzie. Trudno nawet dziwić się Żydom, że bezpieczeństwo i pomyślność ich kraju były, są i będą dla nich najważniejsze, właśnie tego rządzący Polską mogą się od nich uczyć.

My Polacy mamy za sobą spore doświadczenia życia pod okupacją: brutalną niemiecką, metodycznie okrutną sowiecką (wcześniej rosyjską). Obserwuję ataki niektórych polskich środowisk na USA. Wypadałoby jednak przypomnieć, że ten kraj nie ma pretensji do polskiego Śląska, Pomorza, czy ziem wschodnich. Można też wyobrazić sobie sytuację, że jednak po II w.ś. znaleźlibyśmy się pod okupacją, w strefie amerykańskiej. Wtedy działyby się rzeczy straszne, plan Marshalla, szybka odbudowa miast i przemysłu Polski (takie negatywne zjawiska jak po wojnie w Japonii, Korei Płd., czy w Niemczech zach.) Tak naprawdę chyba najbardziej złowieszczym i negatywnym zjawiskiem, który odbiłby się na życiu i zdrowiu Polaków, byłyby te cholerne amerykańskie hamburgery…

Na pocieszenie obserwacja. Po wojnie (która z organizmu narodowego krwawo wypruła nasze elity) przeżyliśmy z nadania stalinowskiego demokrację ludową, następnie po nieudanej operacji plastycznej twarzy systemu socjalistycznego na bardziej ludzką, przeżyliśmy demokrację socjalistyczną, a po nowojorskim porozumieniu Jaruzelskiego z Rockefellerem (1985) żyjemy w demokracji okrągło stołowej. Wypadałoby zapytać rządzących, kiedy przestaną wreszcie bawić się tymi rozmaitymi przymiotnikami! Najwyższy czas na Wolną, Niepodległą Polską!

P.S. Powstaje więc pytanie czy kryzys na Bliskim Wschodzie w pewnym sensie daje zajęcie Izraelowi, a nam szansę na złapanie oddechu?"

Raport specjalny Sky News: Kilku letnie dzieci wykorzystywane do ciężkiej . . .

Data: 11.01.2020 14:39

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #kongo #kobalt #dzieci #wykorzystywaniedzieci #ciezkapraca #skynews #chiny

Jest to niezbędna część większości gadżetów mobilnych sprzedawanych na całym świecie, a popyt na kobalt rośnie. Ale proces wydobywania minerału z ziemi wiąże się z ogromnymi kosztami ludzkimi.

Dochodzenie Sky News wykazało, że dzieci w wieku czterech lat pracują w niebezpiecznych i nierównych warunkach w kopalniach kobaltu w Demokratycznej Republice Konga za zaledwie 8 pensów dziennie. Specjalny korespondent Sky, Alex Crawford, donosi.


raport z 27 lutego 2017 ale sytuacja tych dzieci nie zmieniła się


27 lut 2017 – Raport specjalny Sky News: Kilku letnie dzieci wykorzystywane do ciężkiej pracy wewnątrz kopalni kobaltu w Kongo

10 mar 2017

10 maja 2017

Alternatywa dla antybiotyku - Nanowarstwy ochronią przed zakażeniami szpitalnymi

Data: 10.01.2020 19:22

Autor: ziemianin

media.sggw.pl

#codziennaprasowka #aktualnosci #informacje #wiadomosci #nauka #zdrowie #nanotechnologia #zakazeniaszpitalne #szpitale

Cienkie antybakteryjne warstwy metali, którymi można pokryć klamki w szpitalach, łóżka, elementy chirurgiczne, a nawet tkaniny, mogą stać się kamieniem milowym w walce z rozprzestrzenianiem się chorób w placówkach medycznych – twierdzą naukowcy z Instytutu Fizyki PAN oraz Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Alternatywa dla antybiotyku – Nanowarstwy ochronią przed zakażeniami szpitalnymi

Fizycy stworzyli nanowarstwy i opracowali metody nanoszenia ich na trójwymiarowe powierzchnie. Pracownicy Instytutu Medycyny Weterynaryjnej SGGW wybrali te o najlepszych właściwościach antybakteryjnych. Utworzone nanowarstwy mogłyby znaleźć zastosowanie w szpitalach, gdzie do zakażeń lekoopornymi bakteriami dochodzi bardzo często, ale także mogłyby być stosowane e na klamkach w publicznych toaletach, na poręczach w autobusach i wszędzie tam, gdzie mogą znajdować się bakterie.

"To innowacyjne rozwiązanie tworzenia powłok antybakteryjnych, które zabijają albo zatrzymują rozmnażanie i wzrost mikroorganizmów, może z sukcesem być zastosowane do pokrywania produktów przemysłowych, medycznych, filtrów do uzdatniania wody, a także w przetwórstwie żywności, przy przygotowywaniu i pakowaniu" – wylicza dr A. Słońska-Zielonka z SGGW, tegoroczna laureatka nagrody Lider Innowacji w kategorii kobieta wynalazca.

Badaczka uściśla, że w szpitalach będzie można pokrywać nanowarstwami nie tylko klamki, ale również elementy chirurgiczne, jak cewniki i implanty ortopedyczne, czy nawet chronić nimi opatrunki, fartuchy laboratoryjne i maseczki chirurgiczne.

Podkreśla, że na większość szczepów bakterii odpowiedzialnych za tzw. zakażenia szpitalne nie działają leki służące do ich zwalczania. Antybiotykooporność bakterii to poważny problem medyczny. Pomimo coraz większej liczby skutecznych leków i terapii, rośnie liczba szczepów bakterii opornych na działanie powszechnie stosowanych antybiotyków.

Póki bakterie świetnie radzą sobie z lekami, naukowcy próbują innych sposobów ochrony przed zakażeniami. Jednym z nich jest wykorzystanie nanowarstw, czyli warstw tlenków metali o grubości kilkudziesięciu nanometrów. Dotąd wykorzystywano je w elektronice i do produkcji ogniw fotowoltaicznych. Okazało się jednak, że wykazują także właściwości antybakteryjne. Cała idea polega na tym, by stworzyć takie nanowarstwy, które będą pokrywać różne gotowe już produkty i dzięki temu eliminować lub znacznie ograniczać namnażanie się na nich i rozprzestrzenianie bakterii chorobotwórczych.

Stworzenie nanowarstw leżało w gestii pracowników Instytutu Fizyki PAN, z którymi współpracuje zespół dra hab. Michała Godlewskiego z SGGW. Aby nanosić je na trójwymiarowe powierzchnie fizycy stosowali metodę ALD (atomic layer deposition), czyli osadzania nanowarstw w niskiej temperaturze. Dzięki jej zastosowaniu można pokrywać nanowarstwami trójwymiarowe powierzchnie, także termowrażliwe i wykonane z papieru czy tkaniny. Powstaje wówczas jednolita i wytrzymała warstwa, która nie ściera się nawet naniesiona na plastik czy folię. Dowiodły tego próby wytrzymałościowe i doświadczenia polegające na wyginaniu surowca.

Rola pracowników Instytutu Weterynarii SGGW rozpoczęła się wraz z wyborem powłok o najlepszych właściwościach antybakteryjnych. Dr Anna Słońska-Zielonka przeprowadzała badania biologiczne. "Dostawałam bibułki pokryte nanowarstwą i określałam, czy w kontakcie z daną bakterią dochodzi do zahamowania jej wzrostu. Okazało się, że właściwości bakteriobójcze i bakteriostatyczne wobec powszechnie występujących bakterii patogennych wykazują tlenki metali ziem rzadkich" – tłumaczy.

Dodaje, że nanowarstwami będzie można pokrywać opakowania produktów spożywczych, po to, by nie dostały się do nich mikroorganizmy. Naukowcy dowiedli, że napylenie nanowarstwy na wnętrze opakowania powoduje, że nie ulega ono reakcji z żywnością. Nanowarstwa zapewnia natomiast stabilne warunki produktowi. Jedzenie, które ma ograniczony dostęp tlenu, dłużej nadaje się do spożycia.

Premiera serialu „Nowy papież": Dwóch papieży w Watykanie

Data: 10.01.2020 19:09

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #filmy #seriale #theyoungpope #thenewpope #hbo

„Nowy papież", sequel serialu „Młody papież", będzie miał w sieci premierę 10 stycznia, a stacjonarnie 13 stycznia.

Premiera serialu „Nowy papież": Dwóch papieży w Watykanie

Nowy papież (2020) oficjalny zwiastun

„Młody papież", dla niektórych kontrowersyjny, to najlepszy serial ostatnich lat.

Paolo Sorrentino, mistrz wizualnych arcydzieł („Wielkie piękno"), dodał gęstą metafizyczną i dworską intrygę, przedstawiając losy fikcyjnego Piusa XIII, pierwszego Amerykanina w Watykanie, najmłodszego papieża w historii.

Kreację stworzył Jude Law. Zagrał Lenny'ego Balardo, dziecko hipisowskiej pary, która oddała go do katolickiej szkoły, gdzie matkowała mu siostra Mary (Diane Keaton).

Na koniec pierwszej serii HBO Pius XIII przypłaca spotkanie z wiernymi, wśród których zobaczył rodziców, śpiączką. Jest punktem wyjścia „Nowego papieża", w którym Watykanem zaczyna rządy Brytyjczyk Jan Paweł III (John Malkovich). Pius XIII był ekstrawagancki, a jego następca jest nonszalancki. Jego motto brzmi: „Każdy na świecie musi usłyszeć o papieżu. To nie próżność, to konieczność".

– W drugiej serii dowiemy się więcej o Piusie XIII, a jego wybudzenie ze śpiączki dla miliarda katolików będzie niczym zmartwychwstanie – powiedział „Variety" Sorrentino. – Historie obu papieży będę się rozwijać równolegle i uzupełniać. Pierwsza część koncentrowała się na sprawach duchowych, druga powiązana jest ze współczesnością, problemem islamizmu i fanatyzmu, także chrześcijan.

Prasa katolicka ostro krytykowała pierwszy serial, oficjalny organ Watykanu „L'Osservatore Romano" wypowiedział się dopiero rok po premierze, ironizując, że wszyscy oczekiwali błogosławieństwa lub ekskomuniki. Gazeta, wytykając aurę groteski, uznała, że film wyraża uznanie dla trudnej posługi ludzi Kościoła. Jak skomentuje teraz role Sharon Stone i Marylina Mansona?

Data: 10.01.2020 10:54

Autor: kujda

Lista "kanadyjskich" obywateli – ofiar wypadku ukraińskiego samolotu w Iranie. W zakamarkach internetu znalazłem taką oto listę. Nie mam pewności czy jest poprawna, jeżeli ktoś znajdzie inne info proszę dać znać, poprawię lub usunę.

Eighty so-called "CANADIAN CITIZENS"! Full list :

Mojtaba Abbasnezhad, 26, Toronto.

Iman Aghabali, 28, Hamilton.

Fareed Arasteh, 32

Arshia Arbabbahrami, Calgary.

Evin Arsalani, 30, Ajax Ontario

Hiva Molani, 38, Ajax Ontario

Kurdia Molani, 1, Ajax Ontario

Mohammad Asadi Lari, 23, Toronto

Zeynab Asadi Lari, 21, of Toronto

Ghanimat Azhdari, Guelph

Shekoufeh Choupannejad, Edmonton

Saba Saadat, 21, Edmonton

Sara Saadat, 23, Edmonton

Delaram Dadashnejad, 26, Vancouver

Asgar Dhirani, 74, Toronto

Behnaz Ebrahimi, 45, Toronto.

Mansour Esnaashary Esfahani, 29, Waterloo

Parisa Eghbalian, 42, Aurora, Ontario

Reera Esmaeilion, 9, Aurora, Ontario

Mehdi Eshaghian, student, Hamilton

Harieh Faghihi, 58, Halifax

Faezeh (Fran) Falsafi, 46, Richmond Hill, Ontario

Shakiba Feghahati, 39

Rosstin Moghaddam, 10

Marzieh (Mari) Foroutan, 37, Waterloo, Ontario

Iman Ghaderpanah, 34

Parinaz Ghaderpanah, 33, Quebec

Siavash Ghafouri-Azar, 35, Quebec

Amirhossien Ghasemi, Manitoba

Milad Ghasemi Ariani, Guelph

Mahdieh Ghassemi, 38

Arsan Niazi, 11

Arnica Niazi, 8

Suzan Golbabapour, 49, Richmond Hill, Ontario

Sahar Haghjoo, 37, Toronto (refugee interview coach)

Elsa Jadidi, 8

Bahareh Hajesfandiari, 41, Winnipeg

Mirmohammad Sadeghi, 43, Winnipeg

Anisa Sadeghi, 10, Winnipeg

Ardalan Ebnoddin Hamidi, 48, Vancouver

Niloufar Razzaghi, 45,Vancouver

Kamyar Ebnoddin Hamidi, 15, Vancouver

Saeed Kashani, 30, Ottawa

Forough Khadem, 38, Winnipeg

Fatemeh Mahmoodi, 31, Halifax.

Maryam Malek, 41, Halifax

Mohammad Moeini, 35, Valcourt, Quebec

Arvin Morattab, 37, Saint-Bruno, Quebec

Aida Farzaneh, Saint-Bruno, Quebec

Pedram Mousavi, 47, Edmonton

Mojgan Daneshmand, 43, Edmonton

Daria Mousavi, 14, Edmonton

Dorina Mousavi, 9, Edmonton

Farzaneh Naderi, 38, Winnipeg

Nozhan Sadr, 11, Winnipeg

Zahra Naghibi, 44, Windsor

Milad Nahavandi, 34, London, Canada

Alma Oladi, Ottawa

Alireza (Ali) Pey, 47, Ottawa

Mansour Pourjam, 53, Ottawa

Naser Pourshabanoshibi, 53, North Vancouver

Firouzeh Madani, 54, North Vancouver

Arash Pourzarabi, 26, Edmonton

Pouneh Gorji, 25, Edmonton

Razgar Rahimi, 38, Oshawa, Ontario

Farideh Gholami, Oshawa, Ontario

Jiwan Rahimi, 3, Oshawa, Ontario

Nasim Rahmanifar, Edmonton

Niloufar Sadr, 61, political activist to promote open borders, Montreal

Mohsen Salahi, 31, Toronto

Mahsa Amirliravi, 30, Toronto

Mohammad Saket, 33, North Vancouver

Fatemah Kazerani, 32, North Vancouver

Mohammad Salehe, 32, Toronto

Hamidreza Setareh, 31, Windsor

Samira Bashiri, 29, Windsor

Sheyda Shadkhoo, 41, Markham, Ontario

Afifa Tarbhai, 55, Toronto

Alina Tarbhai, 31, Toronto

Maya Zibaie, 15, Toronto

#swiat #islam #uchodzcy #imigranci #ukraina #samoloty #wiadomosci

Historia bez cenzury - Wstawanie z kolan po polsku - Targowica. Historia bez cenzury.

Data: 09.01.2020 15:30

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #aktualnosci #wiadomosci #informacje #hbc #historiabezcenzury #ciekawostkihistoryczne #historia

W tym odcinku opowiadamy, jak Polska wstając z kolan wypierniczyła się na ryj. Dlaczego Konstytucja 3-go Maja nie wszystkim się spodobała? Dlaczego konfederację nazywamy Targowicą? O tych mało chlubnych wydarzeniach z naszej historii już teraz w Historii bez cenzury.

Historia bez cenzury – Wstawanie z kolan po polsku – Targowica. Historia bez cenzury.

Gen. Skrzypczak: Amerykanie są bezkarni w Iraku. Zamach na gen. Sulejmaniego może dać . . .

Data: 09.01.2020 01:00

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiat #polityka #amerykanie #Bagdad #CHINCZYCY #daesh #DonaldTrump #GeneralWaldemarSkrzypczak #GHASEMSULEJMANI #Irakijczycy #ISIS #katastrofalotnicza #Muktada

Gen. Waldemar Skrzypczak o zamachu na Sulejmaniego, o tym czemu był on błędem i jakie mogą być jego konsekwencje, a także o swych podejrzeniach co do katastrofy ukraińskiego samolotu.

Gen. Skrzypczak: Amerykanie są bezkarni w Iraku. Zamach na gen. Sulejmaniego może dać ISIS czas na oddech

Gen. Waldemar Skrzypczak komentuje katastrofę ukraińskiego samolotu w Iranie. Zastanawia go duża liczba Kanadyjczyków (76) wśród pasażerów. Zauważa, że Amerykanie, kiedy uciekali z Iranu, to często robili to z paszportami kanadyjskimi. Stwierdza, że „nic nie wskazuje na to, że to była usterka techniczna samolotu”. O jego katastrofie mówi, że to„nieprzypadkowe”.

Wojskowy stwierdza, że możliwe, iż spotkał kiedyś zamordowanego przez USA gen. Sulejmaniego podczas spotkania z Muktadem as-Sadrem. Ten ostatni sporo zyskał politycznie od tamtego czasu. Jako lider irackich szyitów mógł przeforsować uchwałę parlamentu przeciwko obecności obcych wojsk w jego ojczyźnie. Jest zdecydowanie anty-amerykański- uważa wojska amerykańskie za okupanta i zorganizował przeciwko Amerykanom dwa powstania. Lepsze zdanie ma o innych członkach koalicji, takich jak Polska. Także uważa ich za okupantów, ale lepszych, takich z którymi można rozmawiać.

Gen. Skrzypczak odnosi się do słów Trumpa, który powiedział, iż jeśli Amerykanie mają się wycofać, to Irak powinien zapłacić za ich bazy:

Amerykanie mieli pieniądze na inwestycje w Iraku ze sprzedaży irackiej ropy. […] Trump nie wie co mówi.

Amerykański zamach na gen. Sulejmaniego uznaje za błąd w takim momencie i okolicznościach. Uważa, że Sulejmaniego należałoby raczej w innych okolicznościach ująć i osądzić za jego działalność. Jego likwidacja w ten sposób w jaki została przeprowadzona oznacza destabilizację regionu. Zamach wywołał „poważne zakłócenia w Iraku, w którym wszyscy byli nastawieni na zwalczanie ISIS”. Przez to Daesh, które wcale nie jest całkowicie pokonane, może teraz złapać drugi oddech. Podkreśla, że o Amerykanie przeprowadzili zamach nie uprzedzając o tym Bagdadu.

Amerykanie są bezkarni. […] W Iraku[…]  z trwogą czasem patrzyliśmy na ich działania pokazujące, że nie liczą się niczym i z nikim.

Nasz gość zauważa, że Amerykanie są zmęczeni wojną, a Donald Trump nie zdecyduje się na eskalację w czasie kampanii wyborczej. Dodaje, iż USA traci wpływ w regionie, w którym niegdyś była bardzo silna. Tymczasem w Iraku swoje inwestycje rozwijają Chińczycy. Sami Irakijczycy chętniej witają Chińczyków jako inwestorów niż Amerykanów.

Zaufana Trzecia Strona - „Płać za zwrot danych” już nieaktualne – teraz jest „Płać albo publikujemy”

Data: 09.01.2020 00:56

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #cyberbezpieczenstwo #Wlamania #Zlosniki #Maze #ransomware #ryuk #Suthwire #WorldHostingFarmLimited

Autorzy ransomware najwyraźniej zauważyli możliwość zwiększenia konwersji swoich przymusowych klientów – oprócz szyfrowania danych zaczęli je wykradać i grozić upublicznieniem. Jedna grupa nawet założyła w tym celu własny serwis WWW.

Zaufana Trzecia Strona – „Płać za zwrot danych” już nieaktualne – teraz jest „Płać albo publikujemy”

Rok 2019 przyniósł istotne zmiany w krajobrazie ataków ransomware. Coraz częściej widzimy na polskim rynku i poza nim ataki wycelowane w przedsiębiorstwa. Nazwy takie, jak Ryuk, LockerGoga, MegaCortex, Maze czy RobbinHood, budzą niemiłe wspomnienia niejednego prezesa. W ostatnim roku część przestępców porzuciła szyfrowanie dysków osób prywatnych i skoncentrowała się na działalności b2b. Rozpoznają biznes ofiary, szacują potencjalne straty, zdobywają uprawnienia administratora domeny i uruchamiają procedury szyfrowania jednocześnie na setkach lub tysiącach stacji roboczych i serwerów. Odpowiednio do większego wysiłku, który wkładają w swoją działalność, zwiększyli także kwoty oczekiwanych okupów. Stawki zaczynają się od 100 000 – 200 000 PLN, ale widzieliśmy też takie po kilka milionów. Cześć organizacji płaci, część odzyskuje z backupów – i ta druga grupa jest głównym problemem przestępców. Przestępcy postanowili ten problem zaadresować w ciekawy, choć niepokojący sposób.

ciąg dalszy na stronie źródła

Pożary w Australii to norma. Bywały większe! Organizacje ekologiczne już zbijają fortuny na "pomocy"

Data: 08.01.2020 23:58

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #pozar #australia #swiatrolnika

Australia płonie. Spłonęła powierzchnia równa powierzchni Austrii. Klęska na rzekomo niespotykaną skalę, świadczącą o postępującym globalnym ociepleniu i zmianach klimatu. Media wałkują temat jak w przypadku niedawnych "największych w historii pożarów Amazonii" (które okazały się jednymi z najmniejszych w ostatnich 20-latach). A poniżej takiego… z 1939 roku – napisał Igor Downar-Zapolski na Facebooku.

Pożary w Australii to norma. Bywały większe! Organizacje ekologiczne już zbijają fortuny na "pomocy"

"Zatem można wierzyć w skalę zjawisk, lub sobie tę skalę próbować weryfikować. Polecam to drugie. Co oczywiście nie znaczy, że nic złego się nie dzieje"

– napisał Downar-Zapolski.

Tzw. organizacje ekologiczne już uruchomiły szereg zbiórek na ratowanie kangurów w Australii. Być może okażę się, że kangury zarobią nie mniej niż słynne rysie, na których ratowanie zebrano bajońskie sumy, które do wspomnianych zwierząt nigdy nie dotarły.

Amerykanie nie przechwycili żadnego pocisku skierowanego w ich bazy

Data: 08.01.2020 22:58

Autor: ziemianin

presstv.com

#codziennaprasowka #informacje #iran #usa #irak #bliskiwschod #Wiadomosci #polityka #Obrona #aktualnosci #atak

Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) twierdzi, że żaden z jego pocisków nie został przechwycony podczas środowego ataku w dwie bazy USA w Iraku.

wymagany angielski

Amerykanie nie przechwycili żadnego pocisku skierowanego w ich bazy

W przemówieniu telewizyjnym na żywo w środę, przywódca rewolucji islamskiej Ajatollah Seyyed Ali Khamenei podkreślił potrzebę zakończenia obecności wojskowej USA – źródła wszelkiej korupcji w regionie.

„Wczoraj wieczorem został zadany policzek, ale ważne jest, aby skończyła się obecność Ameryki w regionie” – powiedział w środę Ayatollah Chamenei.

Przemawiając w środę, szef sztabu generalnego sił zbrojnych Mohammad Baqeri, wezwał siły zbrojne USA do natychmiastowego wycofania się z regionu.

„Nadszedł czas, aby źli władcy Stanów Zjednoczonych wycofali swoje siły armii terrorystycznej tak szybko, jak to możliwe”.

Urzędnicy amerykańscy, jak dotąd odmówili ujawnienia jakichkolwiek informacji na temat szkód wyrządzonych w ich bazach lub ofiar poniesionych przez uderzenia pocisków.

Ataki zostały rozpoczęte o godzinie 1:20 czasu lokalnego.

Pociski wystrzelono na krótko przed pochowaniem generała Soleimaniego w jego rodzinnym mieście Kerman.

Teheran poprzysiągł zemstę za krew swego dowódcy, a Ayatollah Chamenei ostrzegł przed „surową zemstą” w przemówieniu, które nastąpiło po zabójstwach.

Zastępca dowódcy IRGC ds. operacji generał brygady Abbas Nilforoushan potwierdził, że pociski Iranu „precyzyjnie trafiły w zamierzone cele”.

Według urzędnika, chociaż wywiad wykazał, że siły amerykańskie w całym regionie – w tym w bazie lotniczej Ain al-Assad – były w stanie gotowości i były w pełni przygotowane przed uderzeniami, zupełnie nie udało im się przechwycić pocisków wystrzelonych przez Korpus.

Nie udało im się nawet nieznacznie odwrócić pocisków balistycznych Korpusu, powiedział w środę agencji Tasnim News: „nawet o kilka metrów” – powiedział.

Nilforoushan ostrzegł ponadto, że każdy potencjalny akt zadany przez wroga, spotka się z „oszałamiającą, bolesną, miażdżącą i wywołującą żal reakcją”.

Nilforoushan powiedział, że Republika Islamska bada udział Izraela w zabójstwie generała.

Kto podpala Australię?

Data: 08.01.2020 22:51

Autor: ziemianin

news.com.au

#codziennaprasowka #informacje #aktualnosci #wiadomosci #swiat #australia #pozar #ludzie

Wielkie pożary w Australii to nie globalne ocieplenie. Liczba podpalaczy szokuje i zdradza genezę powstania obecnych wielkich pożarów. To nie ocieplenie klimatu podpaliło Australię. To ludzie… aresztowano już ponad 180 osób!

wymagany angielski

Kto podpala Australię?

Jak podaje News.com.au, znana jak dotąd liczba miejsc podpaleń zdradza wiele. Podczas gdy Australia nadal płonie, australijska policja ściga już ponad nie kilku, a dziesiątki podpalaczy. To ludzie podpalają Australię, a konkretniej zatrzymano już 180 podpalaczy odpowiedzialnych z wybuch pożarów.

Od początku sezonu pożarowego w 2019 r. W całym kraju spłonęły miliony hektarów ziemi, a tysiące strażaków pracowało przez całą dobę, starając się powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia, chroniąc domy i ratując życie.

Policja była również zajęta polowaniem na aktywnych podpalaczy. Od listopada władze w New South Wales oskarżyły lub ostrzegły 183 osób za około 200 przestępstw związanych z pożarami lasów – złośliwych i innych. Spośród nich 24 osoby zostały oskarżone o celowe rozpalanie pożarów buszu.

Kolejne 53 zostały oskarżone, ukarane grzywną lub pouczone za nieprzestrzeganie całkowitego zakazu używania ognia, a kolejne 47 za porzucenie zapalonego papierosa.

10 września ubiegłego roku policja w Queensland powołała Taskforce Overcross, aby „zapobiegać, powstrzymać i badać wszystkie znaczące pożary buszu w Queensland – skomentował rzecznik prasowy policji dla news.com.au.

Do tej chwili podjęto działania policyjne w stosunku do 101 osób pod zarzutem 172 osób, w tym 32 dorosłych i 69 nieletnich, którzy zostali osądzeni za „przestępstwa związane z lekkomyślnym i / lub umyślnym podpalaniem”.

Rodzaj wykroczeń wykrytych w całym stanie obejmuje nieupoważnione rozpalenie ognia, naruszenie lokalnych zakazów przeciwpożarowych i narażenie mienia na podstawie kodeksu karnego” – podał rzecznik policji.

Władze Australii Południowej uruchomiły grupę zadaniową operacji NOMAD 1 września ubiegłego roku, ścigając szereg przestępstw związanych z pożarami.

Od tego czasu odnotowano ogółem 85 aresztowań lub doniesień obejmujących szereg działań, w tym zarzuty niezwiązane z pożarem za uszkodzenie mienia lub podpalenie.

Badania

Również w poprzednich badaniach dot. przyczyn pożarów, kryminolodzy oszacowali, że 85 proc. pożarów buszu spowodowali ludzie. Jednak te badania obejmują również przyczyny niezamierzone, jak pozostawienie płonącego ogniska, czy wyrzucenie papierosa z okna jadącego samochodu.

Badania kontynuowano w 2008 roku. Ustalono wtedy, że ok. 8 proc. odnotowanych formalnie pożarów roślinności było efektem działań podpalaczy.

Kolejne 22 proc. przebadanych wybuchów pożarów buszu w badaniu Australijskiego Instytutu Kryminologii uznano za podejrzane. Dla około 40 procent nie można przypisać przyczyny.

W trakcie dochodzeń okazało się, że większość jest efektem celowych podpaleń dokonanych przez człowieka – powiedziała Janet Stanley, profesor nadzwyczajny w Sustainable Society Institute na Melbourne University. – Ale oficjalne pożary to tylko wierzchołek góry lodowej. Uważa się, że faktyczna liczba pożarów buszu w Australii jest około pięciokrotnie wyższa niż odnotowano. Praktycznie żaden z tych niezapisanych pożarów nie był badany.

Data: 08.01.2020 20:48

Autor: Ijon_Tichy

Muzułmański prezydent Egiptu chwali więź z koptyjskimi chrześcijanami.

Podczas gdy koptyjscy chrześcijanie obchodzą Boże Narodzenie prezydent Egiptu Abdul Fattah el-Sisi upamiętniał więzi między mniejszością chrześcijańską a będącymi większością w Egipcie muzułmanami, mówiąc, że uchronił ich przed sekciarskimi walkami między sąsiadami.

Prezydent el-Sisi, który jest praktykującym muzułmaninem, pojawił się w poniedziałek na koptyjskiej mszy wigilijnej w największym w kraju kościele Narodzenia Chrystusa. W ubiegłym roku koptyjscy chrześcijanie świętowali otwarcie katedry jako „prezent” od prezydenta el-Sisi w nowej stolicy administracyjnej na wschód od Kairu, którą prezydent ogłosił jako „przesłanie pokoju i miłości dla świata”.

https://www.piusreport.com/2020/01/egypts-muslim-president-praises-bond.html

#chrzescijanstwo #islam #wiadomosci #egipt #ciekawostki

BAFTA oskarżona o rasizm. Powodem brak nominacji kolorowych aktorów

Data: 08.01.2020 15:55

Autor: ziemianin

theguardian.com

#aktualnosci #informacje #codziennaprasowka #wiadomosci #filmy #BAFTA #nagrodyfilmowe

BAFTA została oskarżona o rasizm i jest ostro krytykowana. Powodem okazał się brak, wśród głównych nominacji kolorowych aktorów.

BAFTA oskarżona o rasizm. Powodem brak nominacji kolorowych aktorów

W mediach społecznościowych pojawił się hasztag #BAFTAsSoWhite. Znalazł się on w trendach jako odpowiedź na nominacje Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych, które są krytykowane za wykluczenie kolorowych aktorów. Nagroda była przedmiotem podobnej krytyki w poprzednich latach.

🇬🇧 Brytyjska Akademia Sztuk Filmowych i Telewizyjnych (Bafta) ostro krytykowana za brak różnorodności rasowej w ogłoszonych dziś nominacjach do "brytyjskich Oscarów". Wśród 20 głównych nominacji aktorskich nie znaleźli się żadni kolorowi aktorzy.https://t.co/c1mOMHiYSZ

— Adam Gwiazda (@delestoile) [7 stycznia 2020]()https://twitter.com/delestoile/status/1214671297852182528?ref_src=twsrc%5Etfw

The Guardian podaje nawet wyniki raportu, według danych wynika, że 94% wszystkich nominowanych do nagrody było białych. „Brak różnorodności w dzisiejszych czasach jest ogromnie rozczarowujący” – komentuje Amanda Berry. Jak wygląda głosowanie? Głosuje około 6700 członków Brytyjskiej Akademii Filmowej i Telewizyjnej. Pracownicy z branży ubiegają się o członkostwo i płacą roczną subskrypcję w wysokości 495 £.

„Następny etap to obowiązkowa obecność kolorowych na podium. Kolejny etap to obowiązkowy % kolorowych na podium. Ostatni etap to tylko kolorowi aktorzy na podium. Koniec rasizmu” – komentuje ostrą krytykę brytyjskich mediów Adam Gwiazda.

Święty Cep sędziowskiej bezkarności

Data: 08.01.2020 15:46

Autor: ziemianin

salon24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #sedziowie #sady #

Joe Brown został wyprowadzony z sali sądowej prosto do pudła. Bez napuszonego ględzenia bzdur o zasadzie nietykalności sędziowskiej. Sędzia Joe Brown, który pełnił swój urząd w Shelby County, a potem prowadził telewizyjny show prawniczy, obecnie obrońca ubiegający się w wyborach o posadę prokuratora okręgowego, został kilka dni temu skazany na pięć dni więzienia za obrazę sądu, przed którym reprezentował klienta.

Święty cep sędziowskiej bezkarności

W przypadku Browna obyło się bez żadnych sądów koleżeńskich i korporacyjnych podchodów, bo w Stanach Zjednoczonych sędziowie nie posiadają formalnego immunitetu. Ani aktualnie pełniący swoje funkcje, ani byli sędziowie nie mają takiego przywileju, a już o dożywotniej nieusuwalności, jak w Polsce, to nawet nie mogą sobie pomarzyć. Podobnie jest w Austrii i Francji, z pewnością w wielu innych krajach. Profesor Andrzej Siemaszko, Dyrektor Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości pisze: „W większości krajów Unii Europejskiej sędziowie i prokuratorzy nie mają immunitetu, mają normowany czas pracy i są pozbawieni przywilejów nieusuwalności i nieprzenaszalności, ich status jest więc w istocie zbliżony do statusu urzędników państwowych.” Czyli gdzie indziej można, w Polsce to jest obraza majestatu trzeciej władzy.

W Polsce byłoby to niemożliwe, gdyż sędzia jest świętą krową, która podlega jedynie osądowi innych świętych krów z tej samej korporacji sędziowskiej. Jeśli te święte krowy nie pozwolą osądzić sędziego, to jest on nietykalny. Dlatego w Polsce sędziowie-przestępcy mogą być praktycznie bezkarni. W Stanach Zjednoczonych sędzia-pijak za kierownicą samochodu, jeśli jest przydybany przez policję, to idzie się z nim do sądu, a tam inny sędzia załatwia delikwenta, jak każdego innego pijanego kierowcę.

W Polsce zaczyna się postępowanie dyscyplinarne w korporacji, które ślimaczy się dziwnie długo, bo aż do przedawnienia karalności. A malkontentów wobec takiej jawnej kpiny z poczucia sprawiedliwości wali się po łbach cepem niezawisłości sędziowskiej, która jest ponoć najwyższym dobrem ludzkości. Niezawiśli są więc po równo sędziowie pijacy za kierownicą, jak i sędziowie trzeźwi za kierownicą. Z tym, że sędziowie pijacy są w praktyce niezawiśli także od odpowiedzialności za swoje przestępstwa.

Akurat miesiąc temu mniej więcej minister Biernacki zachłysnął się swoją charyzmą w temacie niezawisłości sędziowskiej. „Niezawisłość sędziowska jest jednym z fundamentów naszej cywilizacji i musimy ją chronić” – piał nasz charyzmatyczny minister sprawiedliwości. Ale zapomniał dodać, że są państwa pod względem kultury prawnej znacznie bardziej cywilizowane od naszego, ale tam fundamentem niezawisłości sędziów nie jest immunitet od przestępstwa. W Polsce bowiem immunitet chroni sędziego także przed odpowiedzialnością za przestępstwa pospolite.

W Polsce korporacja sędziowska decyduje, czy przestępstwa popełnione przez jej członków można w ogóle oddać pod sąd. Czyli mamy tu do czynienia z sytuacją, kiedy sędziowie decydują o losie „jednego z naszych kolegów sędziów”. Dokładnie tak to wygląda w naszym prawie, które sędziemu zapewniło bezkarność. Natomiast w przykładzie przytoczonym z USA, sędzia jest osądzany przez innego sędziego, który zmuszony jest traktować swojego kolegę (właśnie w rezultacie braku formalnego immunitetu) jako „jednego z wielu obywateli”. I to jest dobre dla sprawiedliwości.

Jeśli już pozostać przy przykładzie Stanów Zjednoczonych, to weźmy taką rzecz, jak wybieralność sędziów w wyborach powszechnych. Ja już nawet nie myślę o takiej ekstrawagancji u nas, ale na szyderstwo zakrawa fakt, że sędziowska korporacja odrzuca nawet kadencyjność pełnienia tej funkcji. Ba! Brak kadencyjności uważa się za jeden z fundamentów niezawisłości sędziowskiej. Okazuje się, że wszędzie kadencyjność jest dobra, nawet na urzędzie głowy państwa, tylko sędziom to szkodzi na niezawisłość. Dlaczego prezydent może sędziego powołać, a nie może go odwołać?

Sędzia nieusuwalny dożywotnio to jest oczywista karykatura demokracji, ale przedstawia się to jako niezwykłe osiągnięcie ludzkości. No, ale skoro mamy do czynienia ze świętymi krowami, to jest w tym pewna przewrotna racja – świętość świętych krów musi być dożywotnia i nieusuwalna. Nawet z publicznej drogi. Wystarczy pojechać do Indii, żeby się przekonać.

Dzisiaj w Polsce mamy do czynienia z poważnym zarzutem korupcji wysuniętym przez CBA pod adresem Sądu Najwyższego. Jeden z sędziów tej najwyższej w polskim prawie instancji pomagał w napisaniu pisma procesowego podejrzanemu praz CBA delikwentowi, które inny sędzia sądu najwyższego miał przyjąć do łaskawego rozpoznania przez ten sąd. Klasyczna sytuacja korupcyjna, w dodatku dowiedziona przez CBA. Klasyczna także obrona – nasz sąd najwyższy broni się, że dowody zebrano z naruszeniem procedur, chociaż ta zasada akurat w polskim prawie nie obowiązuje. Obowiązuje natomiast zasada nietykalności świętych krów znana pod mylącą nazwą sędziowskiej niezawisłości od prawa powszechnego.

Prokuratura po trzech latach(!) umorzyła śledztwo przeciwko świętym krowom z najwyższej półki. Zrobił się jednak skandal i prokurator generalny zmuszony został nakłonić swoich podopiecznych, żeby ponownie zajęli się korupcją w polskim pałacu sprawiedliwości, które to określenie słusznie brzmi jak kiepski żart. Śledztwo zostało przedłużone do czerwca 2014, więc można się spodziewać efektów już za kilka tygodni. Jeśli oczywiście jakiś efekt przyniesie, co w przypadku dwóch korporacji myjących sobie nawzajem ręce, jest raczej niemożliwe. Nie po to się tworzy korporacje, żeby ich członków obejmowała zwyczajna sprawiedliwość.

Ale jeśli sprawa trafi jednak do sądu, to można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że przejdzie przez wszystkie instancje. I na końcu sprawa korupcji w Sądzie Najwyższym trafi do Sądu Najwyższego. I koledzy sędziowie z Sądu Najwyższego będą sądzili swoich skorumpowanych kolegów z Sądu Najwyższego. I można być pewnym, że Sąd Najwyższy z całą powagą przynależną Sądowi Najwyższemu będzie nam tłumaczył, że to nie kłóci się z żadną zasadą bezstronności, obiektywności; ze nie ma konfliktu interesów i wszystko jest zgodnie z najlepiej pojmowanym poczuciem sprawiedliwości. Bo taka jest konstrukcja sędziowskiego cepa bezkarności. A święte krowy doszły do olbrzymiej wprawy w posługiwaniu się tym świętym dla nich narzędziem.

W Australii rozpoczął się odstrzał 10 000 wielbłądów

Data: 08.01.2020 15:33

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #australia #pozar #zwierzeta #wielblad #camel

Przywódcy Aborygenów w Południowej Australii wydali polecenie zabicia 10 000 dzikich wielbłądów. Zwierzęta mają zginąć, gdyż… wypijają zbyt dużo wody.

wymagany angielski

W Australii rozpoczął się odstrzał 10 000 wielbłądów

Dzisiaj rozpocznie się wielkie polowanie z powietrza. Potrwa ono 5 dni. Pojawiły się głosy, by zabijanie zwierząt uznać za działanie na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych i by zapłacił za to budżet państwa. Likwiduje się w ten sposób zwierzęta emitujące metan.

Decyzję o rzezi podjęli przywódcy Anangu Pitjantjatjara Yankunytjatjara Lands (APY). Sprzeciwiali się jej chrześcijańscy Aborygeni, dla których wielbłądy są święte, gdy mają związek z Bożym Narodzeniem. To na nich bowiem przybyli królowie, którzy odwiedzili Jezusa.

Działania APY będą wspierane przez 10 Desert Project, program finansowany m.in. przez amerykańską BHP Billiton Foundation oraz przez utrzymywaną z funduszy federalnych organizację Alinytjara Wilurara Natural Resources Management Board. Stanowy Departement Środowiska i Zasobów Wodnych zapewni czteromiejscowe śmigłowce ze snajperami. W niedostępnych regionach zabite zwierzęta będą pozostawiane na miejscu, jednak tam, gdzie to możliwe, ich ciała mają być palone lub grzebane.

W nawiedzonej przez suszę Australii wielbłądy zaczęły stanowić poważny problem. Mieszkańcy prowincji skarżą się, że poszukujące wody zwierzęta niszczą płoty, chodzą wokół domów, próbują wypijać wodę z klimatyzacji. W 2010 roku w Australii żyło ponad milion dzikich wielbłądów. Bez działań kontrolnych ich liczba podwajała by się co 9 lat. Każde z tych zwierząt emituje rocznie tyle metanu, że jest to odpowiednik tony CO2.

Milion dzikich wielbłądów, z których każdy rocznie emituje tonę CO2 to tak, jakby po drogach poruszało się dodatkowych 400 000 samochodów. Stąd też wezwania, by władze federalne płaciły za pozbywanie się wielbłądów. Nie wiadomo jednak, czy tak się stanie, gdyż emisja powodowana przez dzikie zwierzęta nie jest liczona do budżetu emisji poszczególnych krajów i do oceny stopnia redukcji emisji.

Atak rakietowy na Irak – koniec kryzysu czy dopiero jego początek?

Data: 08.01.2020 14:38

Autor: ziemianin

defence24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #usa #polska #izrael #irak #iran #wojsko #atak

Na zdjęciu odpalenie rakiety balistycznej w Iranie


W nocy z wtorku na środę Iran przeprowadził atak rakietowy – najprawdopodobniej z wykorzystaniem około 20 pocisków balistycznych krótkiego zasięgu – na cele w Iraku przeciwko wojskom amerykańskim. W zależności od interpretacji tego działania przez Biały Dom oraz ewentualnych kolejnych kroków Iranu, może to oznaczać następny krok w stronę eskalacji, albo – co na chwilę obecną wydaje się nieco bardziej prawdopodobne – koniec ostatniej odsłony kryzysu, wywołanej zabójstwem generała Ghasema Solejmaniego, i początek minimalnego odprężenia.

Atak rakietowy na Irak – koniec kryzysu czy dopiero jego początek?

Wśród wielu niepokojących doniesień, płynących do nas z Iraku, oraz związanego z tym chaosu (dez)informacyjnego, są też dwie pozytywne. Po pierwsze, w ataku nie ucierpiał żaden polski żołnierz. Po drugie, wiele wskazuje na to, że Iran chciał zademonstrować swój potencjał i gotowość do działania, ale bez wywoływania strat wśród Amerykanów. To się udało – chociaż irańskie media informują o wielu zabitych amerykańskich żołnierzach, Pentagon zachowuje wstrzemięźliwość i podał, że ofiar – ani zabitych, ani rannych – nie ma. Gdyby były, wówczas sytuacja byłaby dużo bardziej niepokojąca.

Samo uderzenie nie było zaskakujące, jako że po pierwsze Iran zapowiedział jakąś formę „zemsty”. Niespodzianką były forma, miejsce i data – tego nie można było przewidzieć. Po drugie, było to racjonalne z punktu widzenia irańskiej strategii bezpieczeństwa, polegającej na podkreślaniu odstraszania oraz gotowości obrony przed każdym nieprzyjacielem, także Stanami Zjednoczonymi. Iran pokazał, że jest gotów się bronić. Atak był ważnym komunikatem wysłanym do Amerykanów, innych państw, ale także samych Irańczyków oraz irańskich sojuszników na Bliskim Wschodzie. Przypomina to grę w pokera na wysokim poziomie, gdzie obie strony blefują i podnoszą stawkę, czekając aż jedna ze stron podda się, ustępując pola. Nikt jednak nie chce odpaść jako pierwszy.

Sam atak był symboliczny – rozpoczęto go o godzinie śmierci Solejmaniego. W momencie jego rozpoczęcia w centrum dowodzenia znajdował się najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei. Teheran ogłosił pełen sukces, nie ukrywa przeprowadzenia ataku. Niemniej jednak uniknięcie ofiar oznacza, że Iran paradoksalnie osiągnął sukces – zademonstrował swoją nieprzejednaną gotowość do walki, ale jednocześnie nie zabił Amerykanów, co nie musi oznaczać amerykańskiej retorsji. Była to wszak iracka baza w Iraku. Zwrócić należy uwagę na dwa aspekty. Po pierwsze, irańską precyzję – uderzyć tak, aby nie zabić żołnierzy wroga (jeśli faktycznie taka była intencja Teheranu) to wielka sztuka. Po drugie, zademonstrowana została wielka odwaga i ryzyko, co pokazuje, że Irańczycy są gotowi blefować na najwyższym, bardzo niebezpiecznym poziomie.

Z powodów tak politycznych jak i prestiżowych Teheran chciał odpowiedzieć, ale jednocześnie tak, aby nie wywołać strat wśród Amerykanów. Zwiększałoby do ryzyko zbrojnej retorsji Stanów Zjednoczonych, co zakończyłoby się najpewniej wojną (na tej zasadzie Irańczycy zestrzelili w czerwcu amerykański bsl RQ-4A Global Hawk BAMS-D, ale nigdy nie zaatakowali amerykańskiego samolotu załogowego czy okrętu – byłaby to zupełnie inna skala incydentu). Wybrano tym samym atak na dużą bazę iracką, a nie na przykład na stricte amerykańską bazę floty w Bahrajnie. Później dokonano ataku hakerskiego na kuwejcką agencję prasową podając nieprawdziwą informację jakoby Amerykanie mieli wycofać wszystkie swoje wojska z Kuwejtu w ciągu trzech dni. Atakiem na irańską rafinerię we wrześniu Iran udowodnił, że może precyzyjnie atakować duże i stacjonarne cele. Skoro teraz nie wywołano strat osobowych to uznać można, że taki był cel Iranu.

Chociaż amerykańsko-irańska płaszczyzna tego kryzysu jest dominująca, to nie należy zapominać o samym Iraku. Po pierwsze, Iran – nie pierwszy raz – zaatakował terytorium suwerennego państwa – jego bazę wojskową. Z dostępnych informacji wynika, że w ataku mogli odnieść obrażenia iraccy żołnierze. Powinno oznaczać to zwiększone napięcie na linii Bagdad-Teheran, ale z powodu proirańskiego kursu irackich władz tak się zapewne nie stanie. Nie oznacza to jednak, że wśród wielu Irakijczyków – szczególnie nie-szyitów – nocny atak nie będzie przyczyną wzmożenia antyirańskich sentymentów. Niedawne protesty w Iraku na tym tle, teraz już zapomniane z powodu innych wydarzeń, dobitnie pokazały, że Iran ma wśród Irakijczyków wielu wrogów.

Pozostaje mieć nadzieję, że obie strony wiedzą, że eskalowanie kryzysów, którymi można zarządzać, pewien teatr i demonstracja siły, to jedno, a otwarta wojna jest czymś zupełnie innym. Ta byłaby skrajnie nieopłacalna dla obu stron. Republika Islamska atakiem udowodniła to, co chciała – że jest gotów eskalować napięcie i działać poniżej progu wojny. Można to określić – za swego czasu prezydentem Jemenu Salihem – polityką tańczenia na głowach węży. Otwarta wojna oznaczałaby gigantyczne straty i wówczas najpewniej obalenie Republiki Islamskiej. Również dla Donalda Trumpa otwarta wojna byłaby katastrofą – praktycznie uniemożliwiłaby mu reelekcję. Miejmy nadzieję, że taka kalkulacja jest dominująca zarówno w Teheranie jak i w Bagdadzie.

Co dalej?

Aczkolwiek sytuacja wygląda na bardzo niepokojącą to można mieć nadzieję, że zakończy to okres wymiany ciosów i demonstracji swojej siły. Swoje możliwości i gotowość działania zademonstrowały obie strony – zarówno Irańczycy jak i Amerykanie. Jeśli obie strony kierują się pragmatyzmem i rzeczywiście starają się działać racjonalnie, to uznają, że kryzys zakończył się i można przystąpić do jego deeskalacji. Byłby to najlepszy ruch dla wszystkich – obu państw jak i regionu, w tym umęczonego Iraku, który stał się areną zmagań pomiędzy Waszyngtonem a Teheranem.

Wydaje się, że Amerykanie – a piłka w tej potyczce znalazła się teraz po ich stronie – nie będą chcieli eskalować kryzysu. Jakikolwiek atak na cele w Iranie wówczas najprawdopodobniej doprowadzi do kolejnej irańskiej odpowiedzi, a wówczas Teheran znów odpowie. Byłoby to zainicjowanie efektu śnieżnej kuli. Z dostępnych informacji wynika, że w momencie ataku Amerykanie poderwali stacjonujące w regionie samoloty, które od razu mogły zbombardować cele w Iranie. Trudno bowiem uznać, że amerykańskie wojsko nie ma przygotowanych map z lokalizacjami najważniejszych obiektów, w tym przynajmniej części wyrzutni. Nie zrobiono tego, co można odbierać jako chęć uniknięcia eskalacji. Po drugie, Donald Trump wstrzymał się z komentarzem do rana – zapewne po to, aby na spokojnie przemyśleć reakcję. Ta nie musi oznaczać zbrojnej odpowiedzi – równie dobrze Biały Dom może zinterpretować nocny incydent jako sprawę iracko-irańską, bowiem rakiety Iranu spadły na iracką bazę na irackiej ziemi.

Nawet jeśli uda się uniknąć dalszej eskalacji, to sytuacja daleka jest od stabilnej. Co prawda pewien optymizm pozwala zachować wypowiedź przedstawicieli Iranu, według której Teheran uznał atak na cele w Iraku za skuteczne pomszczenie Solejmaniego. Z drugiej jednak Irańczycy zapewne będą chcieli wykorzystać nadarzającą się okazję i atakami wiernych sobie bojówek zmusić Amerykanów do wycofania się z terytorium Iraku. Jeśli tak się stanie to Iran wygra nie tylko taktycznie, ale osiągnie istotny sukces strategiczny. Taki jest długofalowy cel Iranu.

Firefox 72 z domyślną blokadą skryptów fingerprintingu

Data: 08.01.2020 14:32

Autor: ziemianin

mozilla.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #mozilla #firefox #komputery #webbrowser #internet

Mozilla ogłosiła dostępność aktualizacji Firefox 72. Podobnie jak jej poprzedniczka zawiera tylko kilka pomniejszych nowości. Najważniejsza z nich to domyślnie włączona ochrona przed fingerprintingiem, czyli zbieraniem "cyfrowego odcisku palca" danego komputera w celu jego śledzenia poprzez przeglądarkę. Technologia ta potrafi zidentyfikować 98% internautów i statystycznie istnieje niewielka szansa (1:286777), że ktoś inny będzie miał identyczny fingerprint. Co jeszcze zmienia się w Firefoksie?

Firefox 72 z domyślną blokadą skryptów fingerprintingu

Firefox 72 — nowości

Wzmocniona ochrona przed śledzeniem zalicza kolejny kamień milowy w walce przeciwko trackerom: skrypty stosujące fingerprinting są teraz blokowane domyślnie u wszystkich użytkowników.



Firefox zastępuje irytujące, wyskakujące powiadomienia z prośbami nowym doświadczeniem, domyślnym dla wszystkich użytkowników. Wyskakujące okienka nie będą już przeszkadzały w przeglądaniu. Zamiast nich zobaczymy dymek na pasku adresu podczas interakcji z daną stroną.



Wideo w trybie Obraz w obrazie (Picture-in-Picture) jest teraz dostępne w Firefox na systemy Linux i macOS.

Firefox 72 — poprawki i inne zmiany

Różne poprawki bezpieczeństwa.



Wsparcie dla blokowania obrazów z indywidualnych domen zostało usunięte z Firefox z powodu słabego użytkowania i kiepskiego doświadczenia użytkownika.



Eksperymentalne wsparcie dla certyfikatów klienta ze sklepu z certyfikatami OS może być włączone za pomocą preferencji security.osclientcerts.autoload.



Programiści mogą obserwować dostęp i zapis właściwości obiektów za pomocą Debugger Watchpoints.



Firefox wspiera teraz symulację właściwości viewport znacznika meta w trybie responsywnym.

WTF? Szef Polskiego MSZ-u czeka na instrukcje z Waszyngtonu?

Data: 08.01.2020 14:16

Autor: ziemianin

static.polskieradio.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #usa #polska #izrael #irak #iran

Wczorajszy atak Iranu na międzynarodowe bazy w Iraku nie spowodował strat wśród przebywających w tym kraju żołnierzy z Polskiego Kontyngentu Wojskowego. Tymczasem minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz nie odniósł się jeszcze do tych wydarzeń, wprost stwierdzając, że czeka w tej sprawie na oficjalne stanowisko Stanów Zjednoczonych.

WTF? Szef Polskiego MSZ-u czeka na instrukcje z Waszyngtonu?

Czaputowicz był gościem porannej audycji Programu Trzeciego Polskiego Radia. Szef polskiej (?) dyplomacji pytany o irański odwet za zabicie irańskiego generała Gahema Solejmaniego powiedział, że w Iraku wciąż przebywają polscy żołnierze, ale żaden z nich nie ucierpiał w wyniku ostrzału rakietowego baz międzynarodowej koalicji w Iraku.

Jednocześnie nie chciał on komentować jednoznacznie ostatnich wydarzeń, nie ukrywając, że czeka w tej sprawie na instrukcje z Waszyngtonu. „Poczekajmy na oświadczenie prezydenta USA Donalda Trumpa. Zobaczymy jak Stany Zjednoczone interpretują tę sytuację” – z rozbrajającą szczerością stwierdził Czaputowicz.

Minister spraw zagranicznych powtórzył wczorajsze twierdzenia premiera Mateusza Morawieckiego, który zapewnił o bliżej nieokreślonych polskich działaniach na rzecz deeskalacji konfliktu. „Jesteśmy w kontakcie z innymi państwami Unii Europejskiej. Dla nas zły scenariusz jest taki, że Stany Zjednoczone tracą zainteresowanie współpracy z Europą” – powiedział dyplomata.

Rano minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak poinformował, że żaden z polskich żołnierzy nie ucierpiał w wyniku ataku na bazy międzynarodowej koalicji w irackich Al-Asad i Irbilu. natomiast rząd jest w stałym kontakcie z dowództwem Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku. Dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych Tomasz Piotrowski także potwierdził te informacje.

Należy jednocześnie wspomnieć, że z Iraku została ewakuowana polska ambasador Beata Pęksa. Na ten krok nalegała Wielka Brytania, ponieważ Ambasada RP w Bagdadzie znajduje się w strefie międzynarodowej na terenie brytyjskiej placówki.

F1 VLOG: Ile jazd w Alfie zaliczy RK? Max obstawił Red Bulla = Mercedes i Lewis pod presją!

Data: 08.01.2020 01:51

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #motosport #f1 #formula1 #robertkubica #kubica #alfaromeoracingorlen #orlen #orlenteam #sauber #rk88 #alfaromeo #cezarygutowski #f1vlog

W nowym roku zapraszam na obszerne rozważania na temat przyszłości Robert w Alfie Romeo. Ile jazd czego go za kierownicą bolidu F1? Czy w tych barwach może wrócić do ścigania, a jeśli tak – od czego to zależy i kiedy to może nastąpić? Dlaczego tak czy inaczej odgrywa kluczową rolę w rozwoju Alfy Romeo i ile warta jest współpraca Alfy z Orlenem… 
 Do tego parę słów o „przebudzeniu” Claire Williams i innych perypetiach upadłego kolosa. 
W końcu koncentrujemy na świetlanej przyszłości Verstappena, Red Bulla oraz Hondy którzy urastają na głównych kandydatów do zdetronizowania Mercedesa. Już w tym roku!
 Końcóweczka… o WRC :)



Zapraszam serdecznie!

F1 VLOG: Ile jazd w Alfie zaliczy RK? Max obstawił Red Bulla = Mercedes i Lewis pod presją!

Na Warmii znaleziono egipskie ozdoby sprzed 3,5 tysiąca lat

Data: 06.01.2020 15:13

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #ciekawostkihistoryczne #historia #archeologia #polska #warmia #kosyn #ozdoby #paciorki #egipt

Paciorki wykonane przypuszczalnie ponad 3,5 tys. lat temu w Egipcie odkryto na cmentarzysku z początków epoki brązu w Kosyniu na Warmii. Według archeologów ozdoby trafiły na te tereny za sprawą wymiany handlowej na tzw. bursztynowym szlaku.

Na Warmii znaleziono egipskie ozdoby sprzed 3,5 tysiąca lat

O niezwykłym w skali środkowej Europy odkryciu poinformował PAP archeolog z Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie dr Jarosław Sobieraj, kierujący programem badań nad początkami epoki brązu w północno-wschodniej Polsce. Dobiegający końca dwuletni projekt dotyczył odkrytych w ostatniej dekadzie śladów osadnictwa z II tysiąclecia p.n.e., uznawanego za najsłabiej dotąd rozpoznany okres w pradziejach regionu.

W Kosyniu koło Dobrego Miasta archeolodzy natrafili na pozostałości bogato wyposażonych grobowców miejscowych elit, zawierające m.in. złote ozdoby i wykonaną z brązu biżuterię, a także broń o tzw. charakterze insygnialnym, czyli podkreślającym wysoką pozycję właściciela. Odnaleziono tam przedmioty pochodzące m.in. z Kotliny Karpackiej, Wysp Brytyjskich, terenu dzisiejszych Niemiec i krajów naddunajskich.

Za jedno z najbardziej zagadkowych znalezisk archeolodzy uznali 12 niewielkich paciorków z tworzywa przypominającego szkło, które odnaleziono w pochówku datowanym metodą radiowęglową na ok. 1550 rok p.n.e. Dodatkowe informacje o tym odkryciu uzyskano dzięki przeprowadzeniu szeregu specjalistycznych analiz.

Badania fizykochemiczne wykazały, że paciorki wykonano z tzw. fajansu szklistego, łączącego w sobie cechy obu tych surowców. Podobnie wykonywane ozdoby z tego czasu, różniące się jednak znacznie budową i składem, odnaleziono jedynie na dwóch stanowiskach archeologicznych z terenu Śląska i Wielkopolski – powiedział dr Sobieraj.

W ocenie naukowców, znane dotąd paciorki fajansowe różnią się od egzemplarzy znalezionych na Warmii przede wszystkim niewielką ilością szkła, łączącego ziarna kwarcu. Również ich struktura świadczy, że wykonywano je w zupełnie inny sposób, a więc w położonych gdzie indziej warsztatach.

Aby poznać bliżej budowę i skład chemiczny odkrytych zabytków poddano je elektronowej mikroanalizie rentgenowskiej, którą przeprowadził dr Petras Jokubauskas w laboratorium Wydziału Geologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Prof. Robert Anczkiewicz z Ośrodka Badawczego Instytutu Nauk Geologicznych PAN w Krakowie oznaczył z pomocą ultraczułej spektrometrii mas blisko 50 pierwiastków śladowych, zawartych w „fajansie”. Określił także stosunki izotopowe strontu i neodymu, stanowiące swoiste markery dla – pionierskich w tym zakresie – badań nad pochodzeniem podobnych tworzyw szklistych.

Zdaniem dr. Tomasza Purowskiego, specjalisty w zakresie prahistorii szkła z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie, paciorki z Kosynia są znaleziskiem niezwykłym, nie tylko w skali północno-wschodniej Polski, ale całej środkowej Europy. Ponieważ brakuje do nich bliskich analogii, są jednak trudne do jednoznacznej interpretacji. Według niego na podstawie składu chemicznego można przyjąć, że wykonano je na obszarach wschodnio-śródziemnomorskich, przypuszczalnie w Egipcie.

Pojawienie się tych zabytków na terenie Pojezierza Olsztyńskiego naukowcy wiążą z dalekosiężną siecią wymiany prestiżowych dóbr ówczesnej Europy, określanej jako szlak bursztynowy. Według nich, w początkach epoki brązu należy brać pod uwagę dwie drogi jego przebiegu na północ dzisiejszej Polski: przez Grecję, Italię i Alpy lub przez Bałkany, Nizinę Panońską i przełęcze karpackie.

Nasze badania w terenie wymagają oczywiście kontynuacji, jednak już dziś można mówić o pojawieniu się nowej jednostki w podziale kulturowym pradziejów ziem polskich – ocenił dr Sobieraj.

Badania zabytkowych znalezisk prowadzono w ramach projektu p.n. Początki epoki brązu na Warmii i Mazurach w świetle analiz specjalistycznych, który został dofinansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a także Gminę Dobre Miasto i Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego.

Rosja wstrzymała dostawy ropy na Białoruś

Data: 06.01.2020 13:49

Autor: ziemianin

naviny.by

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #energia #ropanaftowa #rosja #bialorus #Lukaszenka #putin

Od 1 stycznia na Białoruś przestała płynąć ropa z Rosji, dlatego białoruski koncern Biełnaftachim szuka obecnie możliwości podpisania alternatywnych umów na dostawę surowca. Ma to przede wszystkim związek z negocjacjami na temat pogłębienia integracji politycznej i gospodarczej obu państw, na co zdaniem opozycyjnych białoruskich mediów nie zgadza się prezydent Aleksander Łukaszenka.

Rosja wstrzymała dostawy ropy na Białoruś

Przerwę w dostawach ropy naftowej można było przewidzieć, zważywszy na wydarzenia z końcówki ubiegłego roku. Łukaszenka przeprowadził wówczas dwie rozmowy telefoniczne ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, Władimirem Putinem, po których spotkał się z kierownictwem białoruskiego przemysłu petrochemicznego. Miał on zobowiązać jego szefów do jak najszybszego podpisania nowych umów, a także do poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw.

Dzisiaj Biełnaftachim poinformował, że w Nowy Rok na Białoruś przestała płynąć ropa z Rosji. Obecnie rafinerie w Mozyrzu i Nowopołocku mają pracować na najniższym możliwym poziomie technicznym, czyli wykorzystują zgromadzone wcześniej i jednocześnie niewielkie zapasy tego surowca. Jednocześnie białoruski koncern twierdzi, że prowadzi rozmowy na temat nowych umów dotyczących dostaw tego surowca, także z innych kierunków niż Rosja.

Kwestia dostaw ropy naftowej była jednym z punktów spornych w białorusko-rosyjskich negocjacjach o pogłębieniu integracji w ramach Związku Białorusi i Rosji. Oba państwa nie mogły dojść do porozumienia w sprawie jego cen, białoruskich zysków z tranzytu surowca do Europy Zachodniej czy też rekompensat za rosyjskie manewry podatkowe, powodujące wzrost ceny ropy na Białorusi.

Zdaniem niezależnych białoruskich ekonomistów, komentujących obecne relacje Mińska z Moskwą dla opozycyjnego portalu Naviny.by, Łukaszenka po prostu nie zgodził się na warunki pogłębienia integracji gospodarczej. Ich zdaniem mało prawdopodobne jest, aby białoruskie władze wykazały wolę polityczną do podzielenia się białoruską suwerennością gospodarczą z rosyjskim sąsiadem.

Bosch Virtual Visor - Jak chronić oczy od słońca podczas jazdy bez zasłaniania drogi

Data: 06.01.2020 13:40

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #bosch #BoschVirtualVisor #Nauka #technika #ciekawostki

Piękna, słoneczna pogoda wydaje się idealnymi warunkami do przejażdżki. To jednak jedynie pozory. Oślepienie słoneczne jest odpowiedzialne za tysiące wypadków samochodowych każdego roku. Jest więc prawie dwa razy więcej niż jakiekolwiek inne warunki pogodowe. Teraz Bosch zmienił koncepcję tradycyjnej osłony przeciwsłonecznej, aby pomóc w rozwiązaniu tego problemu.

Engadget – present first look Bosch Virtual Visor at CES 2020

BoschUSA

Firma łączy tutaj rozwiązanie znane z masek spawalniczych ze sztuczną inteligencją. Bosch Virtual Visor składa się z przezroczystego, segmentowego panelu LCD i kamery śledzącej twarz kierowcy. Ta za pomocą oprogramowania do wykrywania i śledzenia twarzy opartego na sztucznej inteligencji określa, gdzie słońce świeci w twarz kierowcy. Algorytm analizuje widok kierowcy, a następnie zmieniając polaryzację ciekłych kryształów, zaciemnia część osłony, przez którą światło trafia w oczy kierowcy. Pozostała część wyświetlacza pozostaje przezroczysta, nie zasłaniając już pola widzenia kierowcy, tak jak to robią tradycyjne osłony.

Jak można się spodziewać, jest to na razie jedynie koncept. Nie znajdziemy Bosch Virtual Visor jeszcze w żadnym pojeździe. Na razie, powyższy render będzie musiał wystarczyć. Dodatkowym atutem jest tutaj fakt, że nawet przezroczysta część osłony wciąż pełni funkcję filtra polaryzacyjnego. Mam nadzieję, że to rozwiązanie w przyszłości nie tylko stanie się popularne, ale zostanie w pełni zintegrowane z szybą. To pozwoliłoby na ochronę oczu niezależnie od pory dnia. Dodatkowym atutem byłoby całkowite zaciemnienie samochodu podczas postoju, co zmniejszyłoby jego nagrzewanie w upalne dni.

Data: 03.01.2020 12:02

Autor: Ijon_Tichy

Kolejne złowróżebne wydarzenie na bliskim wschodzie wschodzie.

Drugi najpotężniejszy człowiek w Iranie został dzisiaj zabity przez siły USA, pod patronatem prezydenta D. Trumpa. Sanders potępił Trumpa za "postawienie USA na drodze do kolejnej katastrofalnej wojny na Bliskim Wschodzie”.

Generał Qassem Soleimani, szef irańskiego elitarnego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) oraz architekt regionalnego aparatu bezpieczeństwa, został zabity w wyniku nalotu amerykańskiego na międzynarodowe lotnisko w Bagdadzie w piątek.

Biały Dom i Pentagon potwierdziły zabicie Soleimani. Atak został przeprowadzony pod patronatem prezydenta USA Donalda Trumpa i miał na celu powstrzymanie rzekomych przyszłych ataków planowanych przez Iran. W Iranie ogłoszono trzydniowy okres żałoby narodowej na cześć Soleimani.

Irański przywódca Ajatollah Ali Chamenei złożył mu hołd jako „męczennikowi” i przyrzekł, że „przestępcy czekają na energiczną zemstę”. Prezydent Iranu Hassan Rouhani powtórzył tę groźbę „zemsty” Najwyższego Przywódcy, zaś minister spraw zagranicznych Javad Zarif potępił zabójstwo jako „akt międzynarodowego terroryzmu”. „USA ponoszą odpowiedzialność za wszelkie konsekwencje swojego nieuczciwego awanturnictwa” – pisał Zarif w mediach społecznościowych.

Urzędnicy iraccy i telewizja państwowa poinformowali, że podczas nalotu przed świtem oprócz Soleimani zabity został również dowódca milicji irackiej Abu Mahdi al-Muhandis. Irańska IRGC, a także parasolowa grupa Irakijskich Ludowych Sił Mobilizacyjnych (PMF) wspieranych przez Iran milicji, również potwierdziły śmierć Soleimani i al-Muhandisa.

https://www.aljazeera.com/news/2020/01/iraq-3-katyusha-rockets-fired-baghdad-airport-200102232817666.html

EDIT: Wrzucam tag #izrael bo każdy myślący człowiek wie, że ta wojna z krajami arabskimi dookoła Izraela toczy się w ogromnej mierze właśnie dla tego kraju.

#wiadomosci #wojna #bliskiwschod #iran #usa #trump

Bajka o grecie i złym dwutlenku - cały dokument pl

Data: 02.01.2020 23:05

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #ekologia #swiat #gretathunberg

Poważna analiza sił i ideologii, które stoją za dziwnym sukcesem aktywistki klimatycznej Grety Thunberg. Oryginalny polski dokument. Obecnie prawdopodobnie najbardziej wyczerpujący materiał o fenomenie "Greta Thunberg" na świecie – dostępny tylko w języku polskim.

Bajka o grecie i złym dwutlenku – cały dokument pl

F1. Daniel Obajtek o współpracy PKN Orlen z Alfą Romeo: będziemy mieli większy wpływ na zespół

Data: 02.01.2020 22:40

Autor: ziemianin

sport.tvp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #f1 #formula1 #motosport #kubica #robertkubica #orlen #pknorlen #alfaromeoracingorlen

Robert Kubica od przyszłego sezonu będzie kierowcą rozwojowym zespołu Alfa Romeo Racing Orlen. Polski koncern został sponsorem tytularnym szwajcarskiej ekipy. Prezes Orlenu, Daniel Obajtek, opowiedział w rozmowie z Janem Piaseckim o zapisach umowy, planach współpracy z teamem oraz o… własnym zespole w Formule 1. – Poprzez akademię Alfy będą szkoleni nasi sportowcy, byśmy mogli kiedyś znaleźć następców Roberta – przyznał Obajtek.

F1. Daniel Obajtek o współpracy PKN Orlen z Alfą Romeo: będziemy mieli większy wpływ na zespół

Data: 02.01.2020 15:38

Autor: Ijon_Tichy

W NY jakiś psychol próbował porwać młodą dziewczynę w pociągu. Złapał ją i wyniósł ją na zewnątrz, ale udało jej się wyrwać i wrócić do pociągu. Video: https://www.nbcnews.com/news/crime-courts/video-shows-man-grab-woman-against-her-will-nyc-subway-n1109046?cid=public-rss_20200102

Ponoć po wszystkim został rozpoznany, publicznie zlinczowany, aż trafił do szpitala. Został aresztowany.

#zboczeniec #porwanie #samosad #wiadomosci

WTF? Gwałty w imię sztuki

Data: 01.01.2020 17:26

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #romanpolanski #gwalt #pedofilia

Roman Polański: „Odpokutowaliśmy tę sprawę. Ja, ona i jej matka".

WTF? Gwałty w imię sztuki

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej" Roman Polański uwspólnia doświadczenie swoje i swojej ofiary, zamykając ją ze sobą w jednym „my". My odpokutowaliśmy, bo my zgrzeszyliśmy – ja i to 13-letnie dziecko, które odurzyłem alkoholem i narkotykami, a potem zgwałciłem analnie. Nie dziwi mnie, że Polański powie absolutnie wszystko, żeby swoją zbrodnię zrelatywizować, zdziwiła mnie natomiast łatwość, z jaką robił to akurat w „Gazecie Wyborczej". Przeprowadzający wywiad Adam Michnik i Jarosław Kurski nie tylko nie zareagowali na takie zrównywanie sprawcy i ofiary, ale nawet sami podrzucili Polańskiemu kolejny „argument" – pozostałe kobiety zgłaszające się ze swoimi historiami mogą nie być wiarygodne. Zresztą czy sama Samantha jest wiarygodna?

Krzysztof Zanussi: „Gdyby nie był sławny, to fakt, że skorzystał z usług jakiejś nieletniej prostytutki, bo chyba tak to naprawdę było… Nie wierzę w niewinność ofiary. Ona nie robi wrażenia, że znalazła się tam przypadkiem".

Dorota Stalińska: „To nie był gwałt, a stosunek z nieletnią za jej przyzwoleniem. 13-letnie dziewczynki same prowokują dorosłych mężczyzn. W Polsce się tak dzieje jak na całym świecie. Zanussi ma rację".

Czy coś różni Stalińską i Zanussiego od Stanisława Michalkiewicza, który rechocze ze zgwałconej przez księdza 13-latki, porównując ją do prostytutki i oburzając się, że zgarnie milion za jeden „numerek"? Wyłącznie to, że w przeciwieństwie do Samanthy, „Katarzyna" może przynajmniej Michalkiewicza pozwać i – czego jej serdecznie życzę – puścić z torbami, a sam Michalkiewicz raczej nie będzie już mile widziany w żadnym przyzwoitym miejscu. Inaczej niż Stalińska i Zanussi, którym robienie prostytutki ze zgwałconej 13-latki nie zaszkodziło. Niewykluczone nawet, że wkrótce wyciągną te same „argumenty" w obronie kolejnych oskarżonych ze środowiska artystycznego, bo właśnie trwa śledztwo w sprawie muzyka Krzysztofa Sadowskiego, i możliwe, że nie będzie to ostatni tego typu przypadek.

W ostateczności, jeśli nijak się nie da uczynić zgwałconych dzieci współwinnymi gwałtu, zawsze można sięgnąć po argument ostateczny, którego na portalu telewizji publicznej użył prawicowy krytyk filmowy Krzysztof Kłopotowski.

Krzysztof Kłopotowski: „Wątpię, żeby Polański posiadał taką wyobraźnię, gdyby prowadził bogobojne życie seksualne. Kiedy kultura byłaby uboższa: gdyby na świecie nie było Polańskiego czy ofiar jego gwałtów?".

Te gwałty były po prostu potrzebne sztuce. Samanthy tego świata powinny pokornie znosić wyznaczoną im rolę w procesie twórczym i nie narażać Artystów na psychiczny dyskomfort, obnosząc się w mediach ze swoimi traumami.

Irak: USA wysyła w trybie natychmiastowym kolejnych żołnierzy

Data: 01.01.2020 13:48

Autor: ziemianin

reuters.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #USA #Irak #Iran #Zamieszki #demonstracje #82DywizjaPowietrznodesantowa #usarmy #interwencja

Nie ustają gwałtowne protesty przed ambasadą USA w Bagdadzie. W obawie przed dalszą eskalacją do Iraku skierowano w trybie natychmiastowym 750 żołnierzy z 82. Dywizji Powietrznodesantowej stacjonującej w Fort Bragg — poinformował sekretarz obrony Mark Esper.

wymagany angielski

Irak: USA wysyła w trybie natychmiastowym kolejnych żołnierzy

Jak podkreślił szef Pentagonu w wydanym we wtorek komunikacie, batalion piechoty z sił szybkiego reagowania 82. dywizji będzie jeszcze wzmocniony w ciągu najbliższych dni dodatkowymi siłami. "Trwają już przygotowania na taką okoliczność" – dodał.

Wcześniej we wtorek agencje podały, że do stolicy Bagdadu skierowano we wtorek kilkuset żołnierzy amerykańskich na co dzień stacjonujących w Kuwejcie z Special Purpose Marine Air-Ground Task Force – Crisis Response – Central Command (SPMAGTF-CR-CC). Mieli oni zapewnić skuteczniejszą obronę placówki dyplomatycznej USA w stolicy Iraku.

Od godzin porannych we wtorek przed budynkiem ambasady w Bagdadzie gromadziły się tłumy w proteście przeciw amerykańskim nalotom na cele związane z szyicką milicją Kataib Hezbollah. Kilkuset demonstrantów zachowywało się agresywnie. Podpalili opony, wznosili okrzyki i rzucali kamieniami. W końcu wyłamali jedną z bram placówki i wtargnęli na teren legacji.

Po spaleniu wartowni demonstranci mieli się zatrzymać się ok. 200 metrów od głównego gmachu, którego bronią amerykańscy komandosi. Żołnierze użyli granatów hukowych oraz gazu łzawiącego, by zmusić demonstrantów do odwrotu. Associated Press podała, że "na dachu budynku widać było sześciu amerykańskich żołnierzy z bronią wycelowaną w manifestantów".

Za zorganizowaniem akcji protestu stoją szyickie bojówki znane ze swych sympatii proirańskich — pisze Reuters. Zaniepokojenie rozwojem sytuacji w Bagdadzie wyraził prezydent USA Donald Trump, który we wtorek po południu rozmawiał przez telefon z premierem Iraku Adilem Abdem al-Mahdim.

Zarówno on, jak i prezydent Barham Salih potępili akcję protestu. Jak zaznaczył Salih, pokojowe akcje protestacyjne są przywilejem i konstytucyjnym prawem obywateli, ale "atak na zagraniczne misje dyplomatyczne narusza interesy kraju i podważa jego reputację na arenie międzynarodowej".

Trump przyjął z zadowoleniem stanowisko kierownictwa Iraku, który stał się sceną najpoważniejszego kryzysu w relacjach na linii Waszyngton-Bagdad od 2003 r., gdy rozpoczęła się amerykańska interwencja w tym kraju.

Zdaniem Białego Domu za bezprecedensowym atakiem na amerykańską placówkę dyplomatyczną stoi Iran. Prezydent Trump zapowiedział już, że Teheran "zapłaci wysoką cenę za to, czego się dopuścił".

"Iran będzie pociągnięty do odpowiedzialności za każde odebrane życie lub szkodę materialną jakiejkolwiek części naszej infrastruktury" – napisał na Twitterze Donald Trump. Wyjaśnił, że jego słowa "nie są ostrzeżeniem, ale groźbą".

Trump z uznaniem odnotował też postawę doskonale wyekwipowanych i uzbrojonych po zęby amerykańskich marines. "To dzięki nim ambasada USA w Iraku jest BEZPIECZNA" – napisał Trump.

W niedzielę Pentagon poinformował, że amerykańskie siły powietrzne przeprowadziły naloty na związane z Kataib Hezbollah cele w Iraku i w Syrii. USA uważają, że Kataib Hezbollah stoi między innymi za piątkowym atakiem rakietowym na bazę wojskową w pobliżu miasta Kirkuk na północy Iraku. Zginął w nim cywilny pracownik amerykańskiej misji wojskowej, a sześć osób zostało rannych.

Iracki Kataib Hezbollah, działający niezależnie od libańskiej grupy Hezbollah, wchodzi w skład Ludowych Sił Mobilizacyjnych, wspieranej przez Iran koalicji szyickiej, której zadaniem jest walka z dżihadystami.

Jak podał Reuters, powołując się na źródła w irackich siłach bezpieczeństwa i w milicji Kataib Hezbollah, w atakach lotnictwa USA zginęło co najmniej 25 osób, a 55 zostało rannych.

W poniedziałek Rada Bezpieczeństwa Krajowego Iraku oznajmiła, że po nalotach, które uznała za pogwałcenie suwerenności kraju, Bagdad będzie musiał "zrewidować relacje z USA". Wcześniej naloty potępił szef irackiego rządu Adil Abd al-Mahdi.

F1 VLOG 162: Robert Kubica w Alfie Romeo. Orlen sponsorem tytularnym ekipy Formuły 1

Data: 01.01.2020 12:47

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #vlog #Formula1 #RK #Kubica

Z Nowym Rokiem długo oczekiwane potwierdzenie. W Formule 1 Robert wróci na stare śmieci, wiążąc się z ekipą Alfa Romeo, której sponsorem tytularnym zostanie Orlen.

Zapraszam na pełną analizę sytuacji :)

F1 VLOG 162: Robert Kubica w Alfie Romeo. Orlen sponsorem tytularnym ekipy Formuły 1

Robert Kubica zostaje w Formule 1 - Alfa Romeo Racing ORLEN

Data: 01.01.2020 12:23

Autor: ziemianin

sauber-group.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #motosport #f1 #formula1 #robertkubica #kubica #orlen #alfaromeo #alfaromeoracingorlen #sauber

PKN Orlen został sponsorem tytularnym Alfy Romeo Racing w sezonie F1 2020. Do zespołu dołączy Robert Kubica.

Robert Kubica zostaje w Formule 1 – Alfa Romeo Racing ORLEN

@PKN_ORLEN

@DanielObajtek

Robert Kubica będzie kierowcą testowym i rozwojowym w zespole, który ma się nazywać Alfa Romeo Racing ORLEN. Logotyp polskiego koncernu będzie widoczny na samochodach, jak również na kombinezonach kierowców i personelu zespołu.

Współpraca będzie też dotyczyła szkolenia młodych zawodników. W skład Orlen Akademii Kartingowej, którą poprowadzi Sauber Motorsport, wejdzie trzech kierowców z Polski.

Podstawowymi kierowcami Alfa Romeo Racing ORLEN w sezonie Formuły 1 2020 pozostają Kimi Raikkonen i Antonio Giovinazzi.

Lider rosyjskich Żydów dziękuje za atak na Polskę

Data: 30.12.2019 11:11

Autor: ziemianin

autonom.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #dyplomacja #historia #IIwojnaswiatowa #IIIRzesza #msz #Polska #Rosja #zsrr #polityka #bolszewicy

Prezydent Federacji Gmin Żydowskich w Rosji, rabin Aleksandr Mojsiejewicz Boroda, z uznaniem przyjął ostatnie słowa rosyjskiego prezydenta Władimira Putina uderzające w Polskę. W ostatnich dniach Putin atakuje bowiem nasz kraj przywołując słowa przedwojennego polskiego ambasadora w Niemczech, mającego rzekomo popierać politykę III Rzeszy wobec społeczności żydowskiej.

Lider rosyjskich Żydów dziękuje za atak na Polskę

Boroda w wypowiedzi dla rosyjskiej agencji prasowej RIA Novosti podziękował Putinowi, który jego zdaniem opublikował „nowe fakty dotyczące poparcia Polski dla niemieckiej polityki w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego roku”. Lider wiodącej organizacji rosyjskich Żydów pochwalił również „emocjonalną i sprawiedliwą reakcję”, a także nazwał „bardzo dokładnymi” słowa w jakich rosyjski prezydent zwrócił się do kierownictwa tamtejszego resortu obrony narodowej.

Przypomnijmy, że gospodarz Kremla od prawie półtora tygodnia prowadzi zmasowaną kampanię informacyjną przeciwko Polsce. Putin twierdzi, że Związek Radziecki jako ostatni podpisał pakt z hitlerowskimi Niemcami, natomiast Armia Czerwona wkroczyła do Polski, gdy władze naszego kraju już z niego wyjechały. Przede wszystkim powołuje się on jednak na dokumenty wywiezione z Berlina po zakończeniu II wojny światowej. Z jednej z notatek ma wynikać, że ówczesny polski ambasador w Niemczech, Józef Lipski, zadeklarował budowę pomnika Adolfowi Hitlerowi jeśli ten zorganizuje wyjazdy Żydów z Europy.

Według Boroda Lipski nie tylko „sympatyzował z poglądami Hitlera i był gotowy do wykonania jego rozkazów”, ale dodatkowo „zainspirował go do podjęcia decyzji popierając śmiertelny plan w samym jego zarodku, tym samym dając mu siłę i energię”. Jednocześnie szef Federacji Gmin Żydowskich zaznaczył, że co prawda w Polsce „najwyższy szczebel wspierał nazistów”, ale jednocześnie to właśnie w naszym kraju było najwięcej osób ryzykujących życiem, aby ratować Żydów.

Lider żydowskiej społeczności w Rosji wyraził też nadzieję, że „Polacy wyciągną wnioski z czarnych kart swojej historii”, a także przypomniał, iż w żydowskiej tradycji pełna skrucha jest możliwa tylko w wypadku „uznania wszystkich swoich błędów i usunięcia z serca całego zła”.

Rosyjski ambasador zarzuca Polsce wypaczanie historii

Data: 30.12.2019 11:08

Autor: ziemianin

autonom.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #dyplomacja #historia #IIwojnaswiatowa #IIIRzesza #msz #Polska #Rosja #zsrr #polityka #bolszewicy

Ambasador Rosji w Polsce, Siergiej Andriejew, nie wierzy w możliwość polsko-rosyjskiego zbliżenia w kwestiach historycznych, ponieważ stanowiska obu krajów mają być w tej kwestii skrajnie rozbieżne. Dodatkowo dyplomata oskarża nasz kraj o fałszowanie historii, a dowodem na poparcie tej tezy ma być niszczenie pomników Armii Czerwonej oraz obarczanie Związku Radzieckiego winą za wybuch II wojny światowej.

Rosyjski ambasador zarzuca Polsce wypaczanie historii

Andriejew w wywiadzie dla rosyjskiej agencji prasowej RIA Novosti odniósł się przede wszystkim do swojej wizyty w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Dyplomata został bowiem wezwany do niego w piątek, w związku z ostatnimi wypowiedziami rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, usilnie forsującego w ostatnich dniach tezę na temat współpracy Polski z hitlerowskimi Niemcami. Szef Departamentu Wschodniego MSZ, Jan Hofmokl, miał przekazać Andriejewowi stanowczy protest przeciwko ostatnim wypowiedziom Putina i innych rosyjskich polityków.

Rosyjski ambasador twierdzi, że „rozmowa była czasami trudna, ale jednocześnie była poprawna”, przy czym strona rosyjska ma mieć „wystarczająco dużo argumentów”, aby poprzeć swoje stanowisko dotyczące kwestii wybuchu II wojny światowej. Andriejew nie ukrywa jednak istnienia dużych rozbieżności pomiędzy Moskwą a Warszawą, które dotyczą całej wspólnej polsko-rosyjskiej historii, a przede wszystkim właśnie tego konfliktu. Ponadto dyplomata podkreślił, że rozmowa nie zakończyła się złożeniem na jego ręce oficjalnego protestu przeciwko ostatnim wypowiedziom jego zwierzchników.

Zdaniem Andriejewa polska narracja historyczna skupia się na Pakcie Ribbentrop-Mołotow jako „prologu do wybuchu II wojny światowej, niemalże sygnałem do jej rozpoczęcia”, gdy tymczasem „historia nie zaczyna się od tego wydarzenia”. Jej początkiem ma być bowiem Traktat Wersalski, który „stworzył podwaliny dla niemieckiej zemsty”, a ułatwiła ją polityka ustępstw mocarstw zachodnich oraz Polski wobec Hitlera, co zakończyło się „skierowaniem agresji w stronę Związku Radzieckiego”. Dyplomata przypomina też o „spisku monachijskim”, w którym nasz kraj miał nie uczestniczyć, ale ” interesy Polski właściwie reprezentował Hitler”.

W wypowiedzi ambasadora Rosji w Polsce przewija się wątek rzekomego fałszowania historii. Według Andriejewa zrównanie ZSRR i III Rzeszy to „próba zaciemnienia odpowiedzialności państw zachodnich”, a sam Związek Radziecki miał był nakierowany na „stworzenie systemu bezpieczeństwa zbiorowego, który by opierał się na odrzuceniu agresji Hitlera oraz na który pracował Związek Radziecki i dyplomacja radziecka, między innymi z tego względu, że zdecydowanie odrzuciła go przedwojenna Polska”.

Stara się on także doszukiwać spisku, który ma być związany ze zbliżającą się 75. rocznicą „zwycięstwa narodu radzieckiego w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej”. Według Andriejewa w naszym kraju od dawna istnieją próby „zaprzeczania decydującej roli Związku Radzieckiego, Armii Czerwonej, w ratowaniu Polski, którą naziści zamierzali unicestwić w ramach Generalnego Planu Wschodniego”. Powtarza on więc charakterystyczną dla Rosji narrację o istnieniu Polski dzięki zwycięstwu ZSRR, a także krytykuje niszczenie pomników Armii Czerwonej jako „pozbycia się tzw. fałszywego poczucia wdzięczności wobec Związku Radzieckiego i Armii Czerwonej”.

Dzień wcześniej rosyjski dyplomata odniósł się do wizyty w polskim MSZ w rozmowie z agencją TASS. W tej wypowiedzi odnosił się głównie do słów wiceministra spraw zagranicznych Andrzeja Przydacza, który poinformował Polską Agencję Prasową o przekazaniu Andriejewowi stanowczego sprzeciwu wobec ostatnich słów rosyjskiego establishmentu. Zdaniem ambasadora takie słowa nie padły jednak w jego obecności, ponieważ rozmawiał on jedynie ze wspomnianym Hofmoklem.

Gdy przestępcy brakuje talentu, a też chce kraść pieniądze

Data: 29.12.2019 21:57

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #zaufanatrzeciastrona #cyberbezpieczenstwo #bank #login #phishing #SmartCare #sms

Czasem trafiamy na naprawdę świetnie przygotowane ataki. Przemyślane scenariusze oszustw, historie wiarygodne i dopracowane, wdrożenia bezbłędne i skuteczne. Nie o takim ataku chcemy wam jednak dzisiaj opowiedzieć.

Gdy przestępcy brakuje talentu, a też chce kraść pieniądze

Nie każdy przestępca jest na tyle inteligenty, by wymyślać nowe, kreatywne ataki (jak np. fałszywe panele Dotpay/PayU) lub skutecznie kopiować metody już sprawdzone (jak np. fałszywe panele Dotpay/PayU). Co zatem robi przestępca, gdy nie potrafi wykazać się finezją, znajomością psychologii i ludzkiego umysłu? Takiemu złodziejowi pozostaje determinacja, a jej efekty możecie podziwiać poniżej.

Usługa, której nie było

Jeden z naszych Czytelników, Paweł, zwrócił naszą uwagę na ciekawą próbę oszustwa. Paweł łączył ją z atakiem na Virgin Mobile, ale na razie nie widzimy związku. Sam atak opisany został tydzień temu na Wykopie (czemu nie tagujesz @BlindHeron?). Do Wykopowicza, jak i do Pawła przyszedł SMS o takiej oto treści:

Przypominamy o korzystaniu z aktywnej uslugi SmartCare dla numeru: [tu numer] Oplata zostanie naliczona automatycznie na numer telefonu dnia: 13.01.2020. Formularz zgloszenia telefonu do naprawy oraz opcja rezygnacji z uslugi dostepne na: smartcare.xn.pl.

Wiadomość wysłana była z bramki internetowej. Co czeka na ofiarę? Obrazki mówią same za siebie.

Krok pierwszy – rzekoma witryna serwisu naprawiającego telefony, gdzie wykupiliśmy podobno pakiet za 59,99 miesięcznie, ale możemy z niego zrezygnować.

Proces rezygnacji zaczyna się od podania numeru telefonu – można wpisać dowolny.

Okazuje się, że za rezygnację musimy zapłacić 10 PLN „w systemie SmartPay”.

Mamy kilka banków do wyboru.

Następnie mamy wprowadzić swój PESEL i nazwisko panieńskie matki.

W zależności od wybranego banku musimy przepisać kod z SMS-a

…lub przepisać kod z wiadomości głosowej.

Na koniec dowiadujemy się, że płatność została przyjęta.

Czy to ma szansę zadziałać

Scenariusz ataku i rodzaj gromadzonych danych wydaje się wskazywać na próbę nieautoryzowanej aktywacji aplikacji mobilnej wybranego banku na cudzym urządzeniu. Po dokonaniu takiej aktywacji złodziej może – w zależności od limitów transakcyjnych dla kanału mobilnego – ukraść ok. 1000 – 2000 PLN.

Samo oszustwo wygląda tak trywialnie, że aż trudno uwierzyć, by było prawdziwe. Gdyby nie dwie relacje osób, które wiadomość otrzymały, to obstawialibyśmy eksperyment naukowy mający na celu weryfikację, jak daleko zajdzie ofiara mimo tak oczywistego oszustwa.

Znamy jednak życie i w związku z tym nie możemy wykluczyć, że ktoś się dał na to złapać. Jeśli macie informacje o skuteczności tego ataku (widzieliście w swoim banku ofiary lub jesteście jego sprawcami), to chętnie dowiemy się, jak wyglądały statystyki. Chyba że to jednak badanie naukowe – wtedy czekamy na publikację.

Co robić?

Skoro czytacie ten artykuł w naszym serwisie, to zapewne nie musimy wam tłumaczyć, jak się przed tym atakiem bronić. Prosimy jednak, byście przy każdej okazji tłumaczyli swoim bliskim i znajomym, że login i hasło do banku można podawać tylko na stronie banku i nigdy nie będzie żadnego powodu, by podać je na jakiejkolwiek innej witrynie. A strona banku musi mieć w adresie domenę banku i nic innego. Może kogoś kiedyś w ten sposób uratujecie.

Technikalia

W chwili pisania tego artykułu witryna wczytywana jest z adresu:

pomoc.kylos.pl

A ciąg URL-i wygląda np. tak:

http://pomoc.kylos.pl/rezygnacja.php

http://pomoc.kylos.pl/sprawdz.php

http://pomoc.kylos.pl/wybor.php

http://pomoc.kylos.pl/santander.php

http://pomoc.kylos.pl/santandersms.php

http://pomoc.kylos.pl/santanderok.php

CMD - Cztery komendy, które warto znać!

Data: 29.12.2019 09:52

Autor: ziemianin

pl.wikipedia.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #cmd #komputery #laptopy #wierszpolecen

Aby korzystać z linii komend, nie trzeba być informatykiem – wystarczy wiedzieć, co w nią wpisać. W poniższym tekście prezentujemy cztery polecenia, które będą użyteczne dla każdego użytkownika systemu Windows.

CMD – Cztery komendy, które warto znać!

Jak wywołać linię komend?

Aby dostać się do linii komend, należy nacisnąć równocześnie klawisz Windows i R. W okienku wpisz cmd i wciśnij ENTER.

ipconfig – sprawdź połączenie internetowe

Polecenie ipconfig służący do wyświetlania konfiguracji interfejsów sieciowych. Dzięki niemu zobaczysz informacje o takich rzeczach jak adres IPv4, Ipv6, domyślna bramka, itp. Jest to jednak wersja skrócona – pełne dane zobaczysz po wpisaniu ipconfig /all. Jeśli masz problemy z połączeniem, możesz spróbować wpisać ipconfig /flushdns. Polecenie to czyści bufor programu rozpoznającego nazwy DNS. Pozostałe komendy dostępne pod ipconfig zobaczysz, wpisując w linii komend ipconfig /?

ping – jak szybki jest transfer pakietów?

Z pewnością czasem zdarzyło Ci się irytować, gdy strona internetowa nie chciała załadować lub ładowała niepoprawnie. Zachodzi wówczas pytanie – czy to wina przeglądarki, komputera, czy witryny? Sprawdzeniu tego może posłużyć komenda ping. Pozwala ona na przetestowanie połączenia pomiędzy hostami oraz zmierzenie liczby zgubionych pakietów i opóźnień w ich transmisji (lagów). Wpisz do linii komend ping www.google.com. Zobaczysz informacje, które pokażą Ci czas podróży pakietów (w milisekundach) oraz jak wiele traconych jest po drodze. Najlepszy wynik to oczywiście zero.

sfc – sprawdź swoje pliki!

sfc to skrót od słów System File Checker. Jest to komenda, po wprowadzeniu której skanowane są wszystkie pliki systemowe w celu wykrycia uszkodzonych, a gdy takie zostaną wykryte – nastąpi próba ich automatycznej naprawy. Aby rozpocząć tą operację, należy wprowadzić polecenie sfc /scannow. Po jej zakończeniu można zobaczyć komunikaty:

Funkcja Ochrona zasobów systemu Windows nie znalazła naruszeń integralności – oznacza, że w systemie nie znaleziono żadnych uszkodzonych plików

Funkcja Ochrony Zasobów systemu Windows nie może wykonać żądanej operacji – wykonaj skanowanie w trybie awaryjnym.

Ochrona zasobów systemu Windows odnalazła uszkodzone pliki i pomyślnie naprawiła je. Szczegóły znajdują się w pliku CBS. Dziennik % WinDir %\Logs\CBS\CBS.log – w systemie znajdowały się uszkodzone pliki, jednak udało się przywrócić ich funkcjonalność

Ochrona zasobów systemu Windows odnalazła uszkodzone pliki, ale nie może naprawić niektórych z nich. Szczegóły znajdują się w pliku CBS. Dziennik % WinDir %\Logs\CBS\CBS.log – w systemie znajdują się uszkodzone pliki, których nie można naprawić automatycznie.

powercfg – sprawdź zasilanie

Komenda powercfg przydatna jest przede wszystkim dla posiadaczy laptopów. Pozwala sprawdzić zużycie energii. Do jej zastosowania wymagane jest zalogowanie na koncie administratora. Wpisanie powercfg /energy sprawi, że przez 60 sekund badane będzie wykorzystanie energii przez urządzenie, a następnie wygenerowany raport, dostępny w pokazanym na koniec operacji folderze. Użycie komendy powercfg /energy jest podobne, jednak pojawiają się tam dwie dodatkowe pozycje – jedna pokazuje nominalną pojemność baterii urządzenia, a druga – ile może jej w praktyce przyjąć. W miarę wykorzystywania baterie tracą swoją pojemność, wiec pozwoli to sprawdzić, czy czas już na nabycie nowej.


Pełna, alfabetyczna (mam nadzieję) lista komend w CMD, wraz z krótkim opisem:

[quote] A

Append – Pozwala programom otwierać pliki danych w określonych katalogach tak jak w bieżącym katalogu.

Arp – Wyświetla lub modyfikuje tabelę translacji adresów IP do adresów fizycznych używanych przez protokół rozróżniania adresów (ARP).

Assoc – Wyświetla lub modyfikuje skojarzenia rozszerzeń plików.

Asr_fmt – Automatyczne odzyskiwanie systemu.

Asr_ldm – manager dysków logiczny

AT – Polecenia i programy usługi planowania poleceń AT do uruchomienia na komputerze o określonej godzinie i dacie. Usługa Harmonogram musi być uruchomiona, aby używać poleceń AT.

Atmadm – Statystyki Menedżera wywołań ATM systemu Windows.

Attrib – Wyświetla lub zmienia atrybuty plików.

Auditusr – ustawia zasady inspekcji dla poszczególnych użytkowników.

B Bootcfg – Konfigurowanie, ustawień pliku BOOT.INI

Break – Przerwanie w systemie DOS. Brak efektu w windowsie XP.

C Cacls -Słyzu do modyfikacji, listy kontroli dostępu plików.

Calc – Kalkulator. (WIN)

Call – Wywołuje jeden program wsadowy z innego.

Cd – Change Directory Wyświetla nazwę bieżącego katalogu lub zmienia go.

Charmap – Tablica znaków.(WIN)

Chcp – Sprawdza/ustawia numer aktywnej strony kodowej.

Chdir – Wyświetla nazwę bieżącego katalogu lub zmienia go.

Chkdks – Sprawdza dysk i wyświetla raport o jego stanie.

Chkntfs – Wyświetla lub modyfikuje stan sprawdzania dysku podczas rozruchu.

Cipher – Wyświetla lub zmienia szyfrowanie katalogów [plików] w partycjach NTFS.

Cleanmgr – Oczyszczanie dysku. (WIN)

Cliconfg – Narzędzie sieciowe klienta servera SQL. (WIN) // ISS

Clipbrd – Podgląd wieloschowka. Cls – Czyści ekran.

Cmd – Uruchamia nowa konsole.

Cmstp – Instalator Profilu Managera połączeń.

Color – Ustawienia koloru konsoli. Command – Windosowki dos.

Comp – Porównuje zawartość dwóch plików bądź zestawu plików.

Compact – Wyświetla informacje o kompresji i umożliwia jej zmianę na partycjach NTFS.

Control – Panel Sterowania (WIN)

Convert – Konwertuje wolumin z FAT na NTFS.

Convlog – Microsoftowski – Konwerter dzienników internetowych.

Copy – Kopiuje plik.

CScript – Host skryptów systemu Windows.

D Date – Ustawienie bądź wyświetlenie daty.

Dcomcnfg – Microsoft Managment Console (WIN)

Debug – program testujący i edytujący narzędzia.

Defrag – Defragmentacja dysku. Del – Usuwa pliki.

Diantz – Aplikacja do kompresowania.

Dir – Wyświetla listę katalogów i plików znajdujących się w danym folderze

Diskcomp – Porównuje zawartość dwóch dyskietek.

Dickcopy – Kopiuje dyskietkę, na druga dyskietkę.

DiskPart – Program do zarządzania dyskami, partycjami.

Doskey – Edytuje wiersze polecenia, ponownie wywołuje polecenia systemu Windows XP i tworzy makra.

Driverquery – Wyświetlenie listy zainstalowanych sterowników urządzeń.

Dxdiag – Diagnostyka DirectX. E Edlin – Wierszowy edytor tekstu.

Echo – Wyświetla komunikaty lub włącza i wyłącza wyświetlanie poleceń.

Endlocal – Sprawia, że zmiany środowiska w pliku wsadowym nie będą lokalne.

Erase – Usuwa pliki lub foldery.

Eventcreate – Tworzenie niestandardowego identyfikatora i komunikatu w okreslonym dzienniku zdarzeń.

Admin+ Eventtriggers – Konfigurowanie i wyświetlenie “wyzwalaczy zdarzeń” na systemie lokalnym i zdalnym.

Admin+ Exit – Zamyka cmd.exe lub skrypt wsadowy.

Expand – Dekompresuje jeden lub więcej plików.

F Fc – Porównuje parę lub zestaw plików i prezentuje różnice między nimi.

Find – Szuka ciągu znaków w pliku lub plikach.

Findstr – Szuka ciągu znaków w plikach.

For – Wykonuje dane polecenie dla wszystkich plików/zmiennych ze zibioru plikow, programie wsadowym.

Format – Formatuje dysk.

Fsutil – zawansowane działania na systemach plików. (wiele podpoleceń)

FTP – przesyłanie plików do i z komputera na którym jest uruchomiony server ftp.

Ftype – Wyświetla lub modyfikuje skojarzenia typy plików używanych w skojarzeniach.

G Getmac – Wyświetlenie adresu/ów MAC.

Admin+ Goto – Kieruje program cmd.exe do oznaczonego etykietą wiersza w programie wsadowym.

Graphics – Program umożliwiający druk grafik.

Gpresult – Wyświetlenie zestawu zasad RSoP dla danego użytkownika oraz systemu.

GPUdate – Odświeżanie zasad grupy systemu operacyjnego Wndows.

Graftabl – Umożliwia wyświetlenie rozszerzonego zestawu znaków w trybie graficznym systemu Wondows.

H Help – Podaje informacje o danym poleceniu to samo co “polecenie” /?.

Hostname – Pokazuje nazwę hosta. I IF – polecenie wykonujące przetwarzanie warunkowe w programach wsadowych.

Iisreset – Zarządzanie usługami internetowymi (restart,start,stop).

IIS+ Ipconfig – Pokazuje informacje o numerach IP (ipconfig /all).

Ipxroute – Program do sterowania routingiem źródłowym i IPX.

K Kb16 – Konfigurator klawiatury aby spełniała wymagania konkretnego języka.

L Label – Edycja etykiety woluminu dysku.

Lodctr – Aktualizuje nazwy liczników Monitora wydajności i teksty objaśniające dla liczników rozszerzalnych.

Logman – Zarządzanie usługą dziennika zdarzeń i alertów, tworzenie dziennika sesji.

Lpq – Wyświetla stan zdalnej kolejki LPD. (drukarki).

Lpr – Wysyła zadanie drukowania do drukarki sieciowej. M Mkdir – Tworzenie katalogu.

Mmc – Microsoft Mamagment OCnsole (Win).

Mode – Konfiguracja urządzeń systemowych.

More – Prezentuje dane po jednej stronie/ekranie naraz.

Mountvol – Robi, usuwa lub wyświetla listę punktów instalacji partycji.

Move – Przenosi pliki i zmienia nazwy plików i katalogów.

Msiexec – Instalator windows.

N Nbtstat – Wyświetlenie statystyk protokołu oraz bieżących połączeń TCP/IP używając NBT (NetBIOS przez TCP/IP).

Net – Polecenia usług sieciowych.

Netsh – Lokalne lub zdalne wyświetlenie bądź konfiguracja sieci, działającej na komputerze.

Netstat – statystyka protokołu oraz połączenia TCP/IP.

Notepad – Uruchominie notatnika windows.

Nslookup – Wyświetlenie informacji do diagnozowania infrastruktury systemu DNS.

Ntsd – jest to pomoc dla programistów. Nie powinno się tego używać bez odpowieniej wiedzy.

O Openfile – Wyświetlenie lub rozłączenie plików i folderów otwartych w systemie.

admin+

P Path – Ustawianie bądź wyświetlanie ścieżki dla plików wykonywalnych.

Pathping – Wyświetlenie stopnia utraty pakietów na określonym routerze lub łaczu. Pomocne przy wyszukiwaniu wadliwych łączy w sieci.

Pause – Zawiesza działanie pliku wsadowego, raportując to komunikatem.

Pentnt – Wykrywanie błędu dzielenia zmiennoprzecinkowego.

Perfmon – Monitoring wydajności komputera (WIN).

Ping – Sprawdzanie łączności ze zdalnym serverem.

Popd – Zmienia bieżący katalog na katalog znajdujący się w poleceniu PUSHD.

Powercfg – Wyświetla informacje oraz pozwala na konfigurowanie zasilanie systemu. Admin+ Print – Drukowanie pliku tekstowego.

Prompt – Zmienia tekst zgłoszenia (monit) programu cmd.exe.

PushD – Zachowuję nazwę bieżącego katalogu używaną przez polecenie POPD przed zmianą danego katalogu na określony katalog.

R Rasdial – Automatyzacja procesu połączenia usługi Klient Microsoft.

Wyswietla aktualne połączenia.

Rcp – Kopiowanie plików do i z komputera na którym jest uruchomiona usługa RCP.

Recover – Narzędzie do odzyskiwania informacji z uszkodzonego dysku.

Reg – Umożliwia działanie na rejestrze systemu windows.

Regsvr32 – Rejestrator plików .dll w postaci składników poleceń do rejestru.

Relog – Służy do stworzenia nowych dzienników wydajności z istniejących już dzienników, zmieniając częstotliwość próbkowania i format zapisu dziennika.

Rem – Komentarz w plikach wsadowych.

Rename – Zmiana nazwy pliku.

Replace – Zamienia pliki o tych samych nazwach z jednego katalogu do drugiego.

Reset session – Polecenie służące do zresetowania (usunięcia) sesji na serwerze terminali.

Rexec – Usługa umożliwiająca na wykonanie polecenia w systemie innym niż z rodziny Windows, posiadający usługę Rexex (demon).

Rmdir – Usuwa katalog.

Route – Wyświetlanie oraz modyfikacja wpisów w lokalnej tabeli routingu protokołu IP.

Rsh – Usługa umożliwiająca wykonanie polecenia na zdalnych komputerach.

Rsm – Usługa zarządzająca zasobami nośników za pomocą Magazynu wymiennego.

Runas – Możliwość uruchomienia określonych programów i narzędzi z uprawnieniami innymi niż uprawnienia związane z bieżącym logowaniem.

S Sc – Zarządzanie usługami.

Schtasks – Zarządzanie zaplanowanymi zadaniami, lokalnie i zdalnie.

Admin+

Secedit – Konfiguracja oraz analiza zabezpieczeń systemu poprzez porównanie konfiguracji bieżącej z szablonem.

Set – Ustawianie oraz wyświetlanie zmiennych środowiskowych w cmd.exe.

Setlocal – Zmienna pozostaje tylko w pliku wsadowym i nie ma bezpośredniego wpływu na zmienne środowiskowe.

Sfc – Kontroler plików systemu Windows. Shadow – Służy do monitorowania innej sesji usług terminalowych. Shift – Zmienia pozycję parametrów wsadowych w plikach wsadowych.

Shutdown – Polecenie zarządzające wyłączeniem/restartem komputera, lokalnego zdalnego.

Sort – Polecenie sortujące dane wyjściowe (zawartość plików) i zapisuje wynik w innym pliku bądź wyświetla na ekranie.

Start – Uruchamia oddzielne okno aby uruchomić dany program, plik.

Subst – Służy do kojarzenia ścieżki z literą dysku.

Sysocmgr – Instalator ograniczonego zestawu składników opcjonalnych.

Systeminfo – Podstawowe informacje o konfiguracji systemu. admin+

T Taskkill – Służy do zamykania jednego lub więcej procesów.

Tasklist – Wyświetlenie wszystkich procesów.

Taskmgr – Ctr+Alt+Del :>

TcmSetup – Ustawienie bądź wyłączenie klienta TAPI.

Telnet – program służący do zarządzania komputerem zdalnym bądź lokalnym, na którym jest uruchomiony server telnet.

tlntadmn – parametry oraz ustawienia lokalnego servera telnet.

tftp – Przesyłanie i odbieranie plików za pomocą TFTP.

Time – Pokazuje i ustawia czas.

Title – Ustawia tytuł dla cmd.exe.

Tracerpt – Służy do przetwarzania dzienników śledzenia zdarzeń.

Tracert – Tace route – prześledzenie drogi pakietów z naszego komputera do servera na TCP/IP

Tracert6 – Trace route na IPv6.

Tree – Graficzne przedstawienie struktury folderów.

Tscon – Służy do połączenia sesji użytkownika z sesją terminalową.

Tsdiscon – Polecenia rozłączające sesję terminala.

Tskill – Zamyka proces na lokalnym bądź zdalnym komputerze. admin+

Tsshutdn – Polecenia zamykające server w kontrolowany sposób.

Type – Wyświetla zawartość jednego bądź kilku plików tekstowych.

Typeperf – Jest to program pokazujący dane na temat wydajności, może jest też zapisc w logu.

U Unlodctr – Służy do usuwania nazwy licznika wydajności i tekst wyjaśnienia związanego z usługą lub sterownikiem urządzenia z rejestru systemowego.

Userinit – Otwarcie “Moje Dokumenty” dla zalogowanego usera.

Utilman – Manager narzędzi. (lupa i takie tam badziewia)

V Ver – Wersja systemu.

Verifier – weryfikator sterowników.

Vol – Wyświetlanie etykiety partycji/woluminu.

Vssadmin – Kopiowanie partycji w tle. admin+

W W32 – Program do diagnostyki usługi “Zegar systemu Windows”.

Winchat – Chat systemu windows, działający na lanie.

Winhlp32 – Aplikacja otwierająca pliki pomocy.

Winmine – saper (WIN).

Winmsd – Informacje o systemie Windows. (WIN)

Winver – Wersja systemu. (WIN)

WMIC – “Windows Management Instrumentation Command-line” zarządzanie instrumentacjami windows.

Write – Otwarcie wordpada.

Wscript – Host skryptów systemu windows.

Wuauclt:- Update Systemu windows.

X Xcopy – Służy do kopiowania drzew katalogów i plików. [/quote]

Kim jest Jonny Daniels? Jego krewny jest belgijskim posłem, którego oskarżono o szpiegostwo . . .

Data: 27.12.2019 13:29

Autor: ziemianin

nczas.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #izrael #zydzi #europa

Z kim jest spokrewniony Jonny Daniels? Właśnie ujawnił, że częścią jego rodziny jest oskarżony przez belgijski dziennik o szpiegostwo na rzecz Izraela parlamentarzysta tego kraju!

Kim jest Jonny Daniels? Jego krewny jest belgijskim posłem, którego oskarżono o szpiegostwo na rzecz Izraela

Jonny Daniels oburzył się oskarżeniem lewicowego dziennika wobec jednego z belgijskich parlamentarzystów o szpiegostwo na rzecz Izraela. Ujawnił przy tym, że istnieje pokrewieństwo tegoż posła z Danielsem.

– Redaktor naczelny belgijskiego lewicowego dziennika, skazanego w lipcu ubiegłego roku za artykuł obrażający Żydów za ich „brzydkie nosy”, w tym tygodniu oskarżył żydowskiego członka parlamentu tego kraju o szpiegowanie na rzecz Izraela – informuje „Algemeiner” na Twitterze.

Bart Eeckhout, redaktor naczelny „De Morgen” napisał, że Michael Freilich, belgijski poseł o żydowskim pochodzeniu jest tak naprawdę agentem Izraela. Odniósł się do filmu, który opublikowało biuro posła. Widzimy na nim, jak dwóch posłów spotyka się z propalestyńskimi adwokatami.

Eeckhout porównał sytuację do działania szpiegowskiego. – Ten pierwszy byłby amatorski, drugi jednak pachnie szpiegostwem – czytamy w artykule.

Freilich nie jest obywatelem Izraela. Zaprzeczył doniesieniom „De Morgen”.

Informację redaktora naczelnego skomentował m.in. Jonny Daniels. Ujawnił przy tym – czego chociażby skrajnie propisowskie wpolityce.pl nie podało, skracając cytowaną wypowiedź – że polityk ten jest z nim spokrewniony!

– To jest nowy antysemityzm. To zarzut podwójnej lojalności. Znam Michaela osobiście, jesteśmy też rodziną, to jest ktoś, komu bardzo zależy na Belgii i zaangażował się w politykę, by coś zmienić, a wzmianka, że jest kimś więcej, niż patriotą, to obelga – napisał na Twitterze Jonny Daniels.

Z kim jeszcze jest spokrewniony „polski” Żyd?

This is the new antisemitism. This claim of dual loyalty. I know Michael personally, I’m fact he‘s family, he’s someone one who cares about Belgium deeply & got involved in politics to make a difference, the notion of him being anything other than a patriot is just a sham. https://t.co/FPsGCRicqq

— Jonny Daniels (@MrJonnyDaniels) December 25, 2019

Za te oto „grzechy” zabito Kaddafiego

Data: 27.12.2019 13:14

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiat #polityka #Libia #Kaddafi #geopolityka

Za te oto „grzechy” zabito Kaddafiego

Za te oto „grzechy” zabito Kaddafiego …

W 2011 roku Libijczycy mieli zapewnione:

  1. Benzyna – tańsza niż woda. 1 litr benzyny – 0,14 USD

  2. Nowożeńcy otrzymywali w darze od państwa 64 000 $ na zakup mieszkania.

  3. Edukacja i służba zdrowia – całkowicie bezpłatne. Gdy nie było możliwości wykonania jakiegoś zabiegu w kraju, rząd finansował jego koszty za granicą, w tym podróż i zakwaterowanie.

  4. Za każdego członka rodziny państwo wypłaca dotację w wysokości 1000 USD rocznie.

  5. Zasiłek dla bezrobotnych – 730 USD.

  6. Zamknięcie wszystkich baz wojskowych NATO.

  7. Wynagrodzenie pielęgniarki – 1000 USD.

  8. Na każdego noworodka wypłacane jest „becikowe” – 7 000 $.

  9. Jednorazowa pomoc finansowa na otwarcie osobistej działalności gospodarczej – 20 000 USD.

  10. Wysokie podatki i opłaty są zabronione.

  11. PKB na mieszkańca – 14 192 USD

  12. Edukacja i staż za granicą – na koszt państwa.

  13. Sieć sklepów dla wielodzietnych rodzin z symbolicznymi cenami na podstawowe artykuły spożywcze.

  14. Za sprzedaż produktów o przeterminowanej ważności – wysokie grzywny i aresztowanie przez specjalne jednostki policji.

  15. Część aptek – z bezpłatnym wydawaniem leków.

  16. Za podrabianie lekarstw – kara śmierci.

  17. Czynsz za mieszkanie – nie ma.

  18. Opłata za energię elektryczną dla ludności – nie ma.

  19. Sprzedaż i spożywanie alkoholu jest zabronione – obowiązuje „tzw. prawo suche”.

  20. Kredyty na zakup samochodu i mieszkania – nieoprocentowane.

  21. Usługi pośredników w obrocie nieruchomościami – zabronione.

  22. Państwo płaci przy zakupie samochodu do 50% ceny, 65% – dla żołnierzy pospolitego ruszenia.

  23. Po dojściu do władzy wypędził z kraju korporacje międzynarodowe.

  24. Pod rządami Kaddafiego Murzyni z południowej Libii uzyskali prawa człowieka.

  25. W ciągu czterdziestu lat jego rządów ludność Libii zwiększyła się 3-krotnie.

  26. Śmiertelność dzieci spadła 9 – krotnie.

  27. Długość życia w kraju wzrosła z 51,5 do 74,5 lat.

  28. Kaddafi postanowił wycofać Libię ze światowego systemu bankowego, a kolejne 12 krajów arabskich chciało pójść w jego ślady

  29. Stypendium dla studentów na uczelniach krajowych i zagranicznych wynosiło 500 USD miesięcznie.

  30. Jeśli Libijczyk po obronie dyplomu nie znalazł pracy, państwo wypłacało mu przeciętną pensję, jaką otrzymywał przed podjęciem studiów.

  31. Libijskie banki były własnością państwa i udzielały nieoprocentowanych pożyczek.

  32. Libijczycy, którzy chcieli zostać rolnikami, otrzymywali ziemię, dom, sprzęt, nasiona oraz żywy inwentarz, potrzebny do rozpoczęcia działalności.

  33. Libia nie miała żadnych zagranicznych długów, dodatkowo posiadała rezerwy finansowe w wysokości 150 mld dol.

Nieco informacji o rządach M. Kaddafiego.

Mu’ammar al-Kaddafi [1942-2011] przejął władzę w 1969 roku, Libia wówczas była jednym z najbiedniejszych krajów Afryki. W 2011 roku Libia stała się jednym z najbogatszych krajów Afryki. W oparciu o zyski z eksportu ropy naftowej przywódca był w stanie finansować liczne rządowe inwestycje, nie korzystając z funduszy MFW. Na początek warto wysłuchać wykładu „Libia za Kaddafiego – odkłamany obraz”.

Jacek Rossakiewicz – Stosunki gospodarcze w Libii za rządów Mu’ammara al-Kaddafiego. Fragment wykładu, ze studiów podyplomowych "Nawigatorzy Jutra". video: Libia za Kaddafiego – odkłamany obraz

W 1969 roku tylko 25% Libijczyków umiało czytać. Kaddafi w pierwszej kolejności stworzył ludności możliwości nauki, a następnie inwestował w rozwój technologiczny kraju. W 2011 roku 25% Libijczyków posiadało wykształcenie wyższe, w kraju pozostało tylko 13% analfabetów.

Podstawowym problemem w Afryce jest brak wody pitnej, z tego powodu co roku umiera wiele milionów ludzi. Kaddafi zapewnił Libijczykom czystą wodę pitną, a następnie rurociągi planował przedłużyć do sąsiednich państw.

Wielka Sztuczna Rzeka w Libii, 8 cud świata – to największa na świecie podziemna sieć rurociągów, jej długość wynosi 4 000 km, zbudowana jest w oparciu o 1300 studni o głębokości od 80 do 400 metrów. Studnie połączone są rurociągami, których podstawowym elementem są rury o średnicy 4 m i długości 7 m. Do sieci tej woda pompowana jest z 270 szybów głębokich na 100 m. Szacowany koszt 1m³ wody miał wynosić 0,35 centa.

Koszty wykonanych prac do 2011 roku wyniosły około 33 mld $ i w całości zostały pokryte przez rząd libijski. W 2009 roku zrealizowane było 2/3 projektu. Wszystkie odcinki rurociągu zaznaczone na schemacie linią ciągłą zostały ukończone.

Woda była doprowadzana do mieszkań oraz do systemów nawadniania pól na Saharze. Libijczycy mogli uprawiać własne warzywa, zboża i owoce.

22 lipca 2011 siły powietrzne NATO zbombardowały fabrykę w Bredze, produkującą elementy rurociągu. Powodem była rzekoma obecność wyrzutni rakiet na terenie zakładu.

Kaddafi realizował dużą ilość poważnych inwestycji. Nie mając w kraju wystarczającej ilości specjalistów, zatrudniał kadrę z innych państw, w tym wielu polskich specjalistów. Polacy budowali drogi, autostrady, mosty, cukrownie, elektrownie, farmy, pracowali w szpitalach jako lekarze i pielęgniarki, w biurach projektów jako geodeci. Przy podpisywaniu umów pośredniczyły polskie firmy, np: Polservice, Polimex-Cekop, Dromex, Kopex, Centrozap, Elektrim, Navimor, Metronex, Hydrobudowa, Cenzin i Budimex. Jednorazowo pracowało tam do 25 tysięcy naszych rodaków.

Mu’ammar al-Kaddafi miał silne poparcie w społeczeństwie oraz był ceniony przez przywódców arabskich państw. Swoją pozycję chciał wykorzystać do wprowadzenia w obieg Złotego Denara, waluty niezależnej od dolara.

SKOK CYWILIZACYJNY W LIBII W CIĄGU 42 LAT RZĄDÓW KADDAFIEGO BYŁ OGROMNY. Jaką pozycję przywódca zajmował w kraju, możemy ocenić na podstawie kolejnego filmiku.

W okresie od 17 czerwca do 31 lipca 2011, co najmniej 5 milionów, tj. 85% ludności Libii manifestowało przeciwko atakom NATO. Największa manifestacja miała miejsce w dniu 1 lipca 2011 roku.

Pomimo poparcia miejscowej ludności oraz skuteczności w realizowaniu ambitnych planów Mu’ammar al-Kaddafi został zabity 20 października 2011 roku w okolicach Syrty.

Niewiarygodnym wydaje się być fakt, że gdy wojska NATO zbombardowały fabrykę w Bredzie, pozbawiając miliony osób zdrowej pitnej wody i zamordowano Kaddafiego, w naszej prasie była cisza na temat największego dzieła jego życia – Sztucznej Rzeki na Saharze. Wszyscy pisali o Kaddafim jako o bezwzględnym „dyktatorze”.

Dzisiaj czasami czytamy o akcjach zbierania funduszy na budowę np. pojedynczej studni w Sudanie, a milczy się o inwestycji libijskiego przywódcy.

Nie tłumaczy się też przyczyn obecnego poziomu życia Libijczyków, ani problemu imigrantów z Libii. Kto do tego doprowadził? Kto jest winien? Mądry odpowie sobie sam…

Dziennikarz z Australii: Święta Greta łączy pożary australijskiego buszu ze zmianami klimatycznymi

Data: 27.12.2019 13:04

Autor: ziemianin

tvp.info

#gretathunberg #australia #pozary #codziennaprasowka #wiadomosci #informacje #aktualnosci #australia #ekoswiry #ppi

„Najbardziej nieznośna nastolatka świata wykorzystuje teraz nieszczęście Australijczyków” – pisze amerykańsko-kanadyjski serwis Life Site News, odnosząc się do szwedzkiej aktywistki Grety Thunberg. Kilka dni temu zarzuciła ona politykom, że przez brak konkretnych działań z ich strony dochodzi do takich katastrof, jak pożary w Australii. O sprawie pisał portal wPolityce.

Dziennikarz z Australii: Święta Greta łączy pożary australijskiego buszu ze zmianami klimatycznymi

„Nie tylko katastrofy takie jak ta wydają się nie pociągać za sobą żadnych politycznych działań” – napisała Greta Thunberg na Twitterze. Jej zdaniem dzieje się tak dlatego, ponieważ nadal nie udało się „powiązać kryzysu klimatycznego ze wzmożonymi ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi oraz katastrofami naturalnymi, takimi jak pożary w Australii”.

Wpis aktywistki skrytykował korespondent Life Site News w Australii, John McMahon.

„Tego ranka dowiedziałem się z wiadomości telewizyjnych, że święta Greta prorokini łączy pożary australijskiego buszu ze zmianami klimatycznymi oraz najwyraźniej z »brakiem działań« ze strony australijskiego rządu” – stwierdził dziennikarz.

Not even catastrophes like these seem to bring any political action. How is this possible?

Because we still fail to make the connection between the climate crisis and increased extreme weather events and nature disasters like the [#AustraliaFires](/t/AustraliaFires)

That's what has to change.

Now. https://t.co/DQcZViKJQz

— Greta Thunberg (@GretaThunberg) [December 22, 2019](https://twitter.com/GretaThunberg/status/1208682929855041538?ref_src=twsrc%5Etfw)

Następnie przytoczył słowa australijskiej komentatorki Pety Credliny, która przypomniała, że do wielkich pożarów dochodziło tutaj już w XIX wieku:

„W Czarny Czwartek pożary buszu w Wiktorii w 1851 roku zabiły około 12 osób i uważa się, że zniszczyły pięć milionów hektarów, czyli dwa razy więcej obszaru niż dotychczas w tym roku w Nowej Południowej Walii. Pożary buszu w 1898 roku w Czerwony Wtorek, również w Wiktorii, zabiły 12 osób i zniszczyły ok. 2 tys. budynków. Pożary buszu w Wiktorii między lutym a marcem 1926 roku zabiły 60 osób. W Czarny Piątek w 1939 roku pożary trwały przez dwa miesiące i zabiły 71 osób”. Redakcja portalu przytoczyła ponadto drugą zwrotkę australijskiego wiersza z 1908 r., w którym jest mowa o suszach i powodziach. Jak podkreślono, w Australii „zawsze występowały ekstrema, takie jak susze, powodzie i pożary buszu”.

Do słów Thunberg odniósł się również premier Australii Scott Morrison. Polityk oświadczył, że odrzuca oskarżenia aktywistki oraz że zamierza „skupić się na wyborcach, a nie na 16-letniej działaczce klimatycznej”. Dodał, że jego rząd będzie ustalać swoją politykę w oparciu o interes narodowy Australii.

– Nie do mnie należy komentowanie tego, co według ludzi spoza Australii, Australia powinna zrobić. Zrobimy w Australii to, co uważamy za odpowiednie. (…) Nie jestem tu po to, aby zaimponować ludziom spoza Australii. Jestem tutaj, aby wykonać dobrą pracę dla Australijczyków i stawiać ich na pierwszym miejscu – powiedział Morrison.

Putin oskarża Polaków o współpracę z Hitlerem? Przypomnijmy mu zatem jak było naprawdę i . . .

Data: 27.12.2019 12:56

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #rosja #niemcy #paktribbentropmolotow #putin #zsrr #niewygodneinfo

Niemcy do prowadzenia wojny potrzebowali surowców (ropy, żelaza, kauczuku), których jednak sami nie posiadali. Pomocną dłoń wyciągnęli wówczas Rosjanie. W 1939 roku, na kilka dni przed podpisaniem Paktu Ribbentrop-Mołotow, zawarta została radziecko-niemiecka umowa handlowa. Przewidywała ona, że Rosjanie dostarczą Niemcom surowców potrzebnych do prowadzenia wojny, w zamian za co Niemcy przekażą Rosjanom technologie i urządzenia techniczne. Efekt? Między II 1940 a VI 1941 r. do Niemiec z ZSRR trafiło co najmniej 900 tys. ton ropy i 500 tys. ton rudy żelaza!

Putin oskarża Polaków o współpracę z Hitlerem? Przypomnijmy mu zatem jak było naprawdę i kto z kim współpracował

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że 19 sierpnia 1939 roku – a więc na kilka dni przed podpisaniem słynnego Paktu Ribbentrop-Mołotow – w Berlinie zawarto strategiczną dla hitlerowskich Niemiec umowę handlową z ZSRR. Przewidywała ona ścisłą współpracę gospodarczą obu państw, której efektem miały być dostawy do Niemiec surowców niezbędnych do prowadzenia wojny. W zamian ZSRR miał otrzymać niemieckie technologie, urządzenia techniczne oraz dostęp do finansowania w niemieckich bankach.

11 lutego 1940 roku doszło do podpisania kolejnej radziecko-niemieckiej umowy handlowej, która była de facto przedłużeniem umowy z 19 sierpnia 1939 roku. Podobnie jak wcześniejsza umowa również ta z roku 1940 przewidywała wymianę radzieckich surowców na niemiecką technologię. Zakładała ona dostarczenie Niemcom przez stronę radziecką w ciągu 12 miesięcy surowców i żywności na sumę 800 milionów marek niemieckich (kwota ta odpowiada dzisiaj kilkunastu miliardom euro).

W efekcie podpisanych umów Niemcy, aż do załamania paktu w czerwcu 1941 roku, otrzymały od ZSRR olbrzymie ilości surowców, bez których prowadzenie wojny w Europie nie byłoby możliwe. Rosjanie wysłali do III Rzeszy m.in.: 900 tys. ton ropy i produktów ropopochodnych, 500 tys. ton rud żelaza, 200 tys. ton bawełny, 18 tys. ton kauczuku oraz 1,6 mln ton ziarna.

Dzięki współpracy z ZSRR możliwe było ominięcie przez Niemców brytyjskiej blokady gospodarczej. Rosjanie stali się w okresie 1940 – 1941 głównym partnerem gospodarczym III Rzeszy oraz najważniejszym eksporterem surowców dla niemieckiego przemysłu wojennego. Od czerwca 1940 import z ZSRR przekraczał 50 proc. całkowitej sumy importu do Niemiec (a do momentu zerwania tej współpracy przez Hitlera w czerwcu 1941 roku wzrósł nawet do 70 proc.).

Powyższa historia pokazuje, że rosyjsko-niemiecka współpraca gospodarcza nie zaczęła się przy okazji budowy gazociągu Nord Stream. Prawda jest taka, że gdyby nie wsparcie gospodarcze Rosjan, jakiego udzielali Niemcom w latach 1939 – 1941, Hitler nie byłby w stanie osiągać tylu sukcesów militarnych i politycznych w początkowym okresie II wojny światowej. Losy tego konfliktu potoczyłyby się zupełnie inaczej, gdyby Stalin nie został sojusznikiem Hitlera i nie zdecydowałby się na zawarcie umów handlowych z 1939 i 1940 roku.

Rabiej do arcybiskupa Marka Jędraszewskiego: Idź do diabła

Data: 27.12.2019 12:43

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #australia #homosie #ekoswiry #polityka #religia #twitter

„Idź do diabła, tam jest twoje miejsce” – napisał wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej na Twitterze we wpisie skierowanym do arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Wypowiedź polityka była reakcją na wywiad z hierarchą, w którym skrytykował on ideologię ekologizmu.

Rabiej do arcybiskupa Marka Jędraszewskiego: Idź do diabła

– Nie ma dziś gorszej zarazy w cywilizowanym świecie niż ci, którzy kwestionują konieczność dbania o naszą planetę i jej ochronę. Jędraszewski, idź do diabła, tam jest twoje miejsce – napisał Rabiej.

Wiceprezydent stolicy dołączył do wpisu zdjęcie płonącego lasu w Australii.

Z perspektywy dotkniętej ogniem #Australia, gdzie dziś jestem mogę powiedzieć jedno. Nie ma dziś gorszej zarazy w cywilizowanym świecie niż ci, którzy kwestionują konieczność dbania o naszą planetę i jej ochronę Jędraszewski, idź do diabła, tam jest twoje miejsce. pic.twitter.com/ShZO5lKsnf

— Pawel Rabiej (@PawelRabiej) December 26, 2019

Dzień wcześniej w Telewizji Republika abp Jędraszewski został zapytany o ekologizm i wypowiedź Grety Thunberg, która obwiniała „patriarchat” o zmiany klimatyczne.

– Skwituję to krótko: powrót do Engelsa i do jego twierdzeń, że małżeństwo to kolejny przejaw ucisku, a w imię równości trzeba zerwać z całą tradycją chrześcijańską, bez której my – Europejczycy, nie zrozumiemy się, bo jesteśmy w niej wychowywani od tysiącleci – zaznaczył duchowny.

– Różne problemy ekologiczne, które dzisiaj występują są niewątpliwie przejawem czegoś, co domagałoby się jakiegoś głębokiego nawrócenia, aby uszanować to boże dzieło, które nam dał pan Bóg. Nie jest to jednak zaraz związane z tym, aby ulegać tym ruchom ekologicznym – dodał arcybiskup.

Pupile bezpieki i entuzjaści partii komunistycznej sędziami w atrapie sadu państwa teoretycznego

Data: 27.12.2019 12:25

Autor: ziemianin

niezalezna.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #sadNajwyzszy #reformasadownictwa #sedziowie #nadzwyczajnakasta

Dosyć mówienia o samooczyszczeniu Sądu Najwyższego! Taki argument to farsa, co pokazuje publikowana po raz pierwszy przez portal Niezalezna.pl lista 41 sędziów, którzy do dziś są na liście Sądu Najwyższego nie respektującego zapisów obowiązującej ustawy o SN, oraz tych, którzy przeszli w stan spoczynku już po wybuchnięciu sporu o Trybunał Konstytucyjny w 2015 r. Lista zostanie uzupełniona, bo kolejne ciekawe materiały są w opracowaniu.

Pupile bezpieki i entuzjaści partii komunistycznej sędziami w atrapie sadu państwa teoretycznego


Lista sędziów Sądu Najwyższego od 2015 do 2018 r.

Tomasz Artymiuk – do składu SN dotarł w 2007 r. Dopiero publikacje „GP” ujawniły, że akces do PZPR zgłosił w listopadzie 1989 r. gdy znaczna część działaczy opuszczała tonący okręt. Ówczesny sędzia sądów wojskowych jednak mimo zmian ustrojowych ubiegał się o miejsce w partyjnych szeregach. Jako entuzjaście partii komunistycznej, łatwo przyszło mu uchronienie przed odpowiedzialnością karną partyjnego sędziego SN z lat 1985-1990 Leopolda Nowaka, który w stanie wojennym skazał przywódcę strajku. Nowak zastosował dekret o stanie wojennym, który w momencie czynu oskarżonego nie miał mocy prawnej.

Teresa Bielska-Sobkowicz – w PRL działacz ZSMP. W stanie wojennym wyjeżdżała do Moskwy do swojego brata Janusza Bielskiego, który od 1980 r. pracował tam jako ekspert w sekretariacie RWPG. W latach 80. zajmował on czołowe stanowiska w stołecznych komórkach aparatu ZSMP i PZPR. Sędzia Bielska-Sobkowicz orzeka w SN od 2002 r.

Wiesław Błuś – jest również od 2002 r. w składzie SN. W 2016 r. przejął rolę prezesa Izby Wojskowej po przejściu w stan spoczynku gen. Janusza Godynia. Jeszcze podczas jego studiów na wydziale prawa w Lublinie w 1975 r. zainteresowała się nim bezpieka. Choć chciano go zwerbować na TW, Błuś już na pierwszym spotkaniu wyraził wolę etatowej pracy w SB. Był kandydatem na funkcjonariusza wywiadu SB. Jednocześnie założono jego teczkę KO o ps. Ręczajski. Powodem fascynacji sędziego bezpieką miała być kariera jego ojca Czesława Błusia – oficera LWP ze Sztabu Wojskowego w Lublinie. Ostatecznie w 1980 r. Błuś rozmyślił się co do swojej przyszłości i odtąd zakończyły się kontakty jego z funkcjonariuszami MSW.

Marian Buliński – Od 1990 r. w Izbie Wojskowej SN orzekał Marian Buliński. W stanie wojennym będąc w stopniu porucznika, a następnie kapitana, Buliński pełnił rolę sędziego Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy i Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Skazywał m.in. za organizowanie strajków, rozpowszechnianie treści godzących w ustrój PRL czy za działalność w NZS. Jako porucznik LWP skazał w grudniu 1981 r. m.in. Józefa Orębskiego za rozpowszechnianie na plakatach napisów antypaństwowych i antypartyjnych. Zasądził karę roku pozbawienia wolności. Później dziwnie złagodniał. W 2014 r. należał do składu orzekającego, który uniewinnił stalinowskiego oficera śledczego Tadeusza J., któremu zarzucono znęcanie się nad płk. Franciszkiem Skibińskim.

Krzysztof Cesarz – w latach 70. i 80. PRL łączył orzekanie z zaangażowaniem w działalność w PZPR. Władza dostrzegła go dając mu w 1985 r. Brązowy Krzyż Zasługi. Sędzia Cesarz był przewodniczącym składu SN, który w czerwcu 2018 r. odrzucił kasację drukarza pozwanego za odmowę aktywistom LGBT druku plakatu Z archiwów IPN wynika, że ojciec sędziego Marian Cesarz, zaraz po wojnie walczył w mundurze KBW z Żołnierzami Wyklętymi. Jako członek PPR, żołnierz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (w funkcji zastępcy dowódcy Zwiadu) Marian Cesarz zajmował się m.in. sprawami polityczno-wychowawczymi. W trakcie swojej służby był szkolony w Oficerskiej Szkole Informacji WP. Jego syn, sędzia Krzysztof Cesarz dał o sobie znać również niedawno, nie przyjmując do wiadomości, że zgodnie ze znowelizowaną ustawą o SN został odesłany w stan spoczynku. Złożył pozew do Izby Pracy SN domagając się orzeczenia wobec niego statusu czynnego sędziego. Sąd Najwyższy wykorzystał to do sformułowania 19 września kolejnych już pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE, które mają sparaliżować zmiany w SN. Orzekanie w tym sądzie Krzysztof Cesarz rozpoczął w 2004 r.

płk Józef Dołhy – od 1990 r. orzekał w SN. W PRL należał do Stronnictwa Demokratycznego. Uczestniczył w procesach politycznych jako sędzia Sądu Marynarki Wojennej w Gdyni. Były to sprawy osób oskarżonych m. in. o czyny z pierwszych dni stanu wojennego, gdy nie obowiązywał dotyczący jego dekret. Wśród wyroków sędziego był ten wydany na Grzegorza Kukowskiego. Skazano go na 2 lata więzienia za sporządzenie napisu antykomunistycznego na terenie jednostki wojskowej. W innym wyroku wobec Stanisława Pszczółkowskiego orzeczono karę 4 lat pozbawienia wolności za wypowiedzenie słów „to ostatnie oddechy komuny”, czy o oficerach- politrukach – „powiesić takich politycznych” . W 2017 r. sędzia Dołhy przeszedł w stan spoczynku.

Dariusz Dończyk – w PRL człowiek ZSMP. Jeszcze ucząc się na wydziale prawa był aktywistą Związku. Został przedstawicielem ZSMP z wydziału Prawa i Administracji na forum UMK w Toruniu. Sędzia Dończyk orzeka w SN od 2009 r.

Tadeusz Ereciński – w PRL będąc pracownikiem naukowym na UW wyraził zgodę na kontakt z SB i przekazanie jej informacji. Choć w latach 70. był kandydatem na TW a nie tajnym współpracownikiem, podzielił się swoją wiedzą z bezpieką deklarując jako swój obowiązek lojalność wobec SB. Ereciński wyraził wobec funkcjonariusza SB oburzenie wobec zaobserwowania "wrogich poczynań" przeciwko PRL ze strony przebywających zagranicą prof. Zygmunta Baumana i Leszka Kołakowskiego. W SN orzekał w latach 1990-2016. Był prezesem izby cywilnej.

Teresa Flemming-Kulesza – była w podobnym okresie w SN jak prof. Ereciński. Przez ponad trzy lata pełniła funkcję prezesa izby. Jest córką płk LWP Mariana Flemminga, stalinowskiego prawnika, wieloletniego oficera śledczego Naczelnej Prokuratury Wojskowej z czasu najokrutniejszych represji. Pracował z Heleną Wolińską, był też z nią w POP PZPR. Domagał się od sądów pryncypialnych represji uzasadnionej potrzebą karności. W okresie powojennym zasłużył się też w walce z „bandami” czyli Żołnierzami Wyklętymi. Flemming-Kulesza w latach 2002-2010 zasiadała w KRS. Jej mąż Marian Kulesza był reżyserem jak i sekretarzem PZPR ds. propagandy.

Małgorzata Gersdorf – w latach 80. działała w komunistycznej młodzieżówce SZSP pełniąc funkcję w uczelnianej strukturze Związku. Jej matka, Alicja Nierychlewska-Gersdorf, sędzia okresu PRL, w 1980 r. przeniosła się do pracy w SN w funkcji starszego specjalisty. Mąż Małgorzaty Gersdorf – Bohdan Zdziennicki udzielał się w PZPR, pracował w resorcie sprawiedliwości. W jego rodzinie był czołowy prominent PRL Henryk Jabłoński, przewodniczący Rady Państwa, który rozdawał i zabierał nominacje sędziowskie w minionym ustroju. Zdziennicki został po upadku komunizmu wiceministrem rządów lewicowych i prezesem TK. Prof. Gersdorf w SN znalazła się w 2008 r.

Janusz Godyń – gen. dywizji, który w pracy w Sądzie Najwyższym spędził lata 1990 – 2016 i przez cały ten okres był tam szefem Izby Wojskowej SN. Od początku lat 70. Rozwijał swoją karierę w PZPR. Od wtedy również służył w szeregach Wojsk Ochrony Pogranicza – organie bezpieki PRL. Szybko jako sędzia został szefem sądów wojskowych PRL. W opiniach służbowych oficera LWP wskazywano, że "W pełni uznaje i realizuje socjalistyczne ideały w każdej dziedzinie". Jego służba sądownicza przebiegała w zgodzie "z duchem idei marksistowsko- leninowskich". Przełożeni Godynia ze szczytów władz systemu komunistycznego chwalili go za postawę i zaangażowanie w okresie stanu wojennego.

Katarzyna Gonera – znalazła się w składzie SN w 2000 r. Sędzia zasłynęła w 2014 r. wypowiedzią, że w latach 80. sędziowie mieli łatwo, jeśli chcieli być niezawiśli a sąd był wówczas miejscem, który pozwalał sędziom na sporą niezależność. Sędzia Gonera miała taką perspektywę, jako córka komunistycznego generała dywizji MSW Zenona Trzcińskiego, który przez lata był komendantem Akademii Spraw Wewnętrznych szkolącej esbeków na jeszcze bardziej wydajnych i skutecznych w eksterminacji polskich patriotów. Pełnił także w latach 80 funkcję Komendanta Głównego MO.

Antoni Górski – od lat 70. orzekał w białostockich sądach: powiatowym i wojewódzkim. Doszedł do funkcji prezesa sądu wojewódzkiego. Od 1997 r. był delegowany do pełnienia czynności sędziego SN. W 2010 r. został przewodniczącym KRS i funkcję tę sprawował przez cztery lata. W 2017 r. przeszedł w stan spoczynku.

Beata Gudowska – w latach 70. łączyła orzekanie z udzielaniem się w PZPR i Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Jakby tego było mało, należała też do kontrolowanej przez prawników z wierchuszki MSW i LWP organizacji Zrzeszenie Prawników Polskich. Beata Gudowska pracowała w PRL w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie. Wcześniej orzekała w Okręgowym Sądzie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Krakowie i Sądzie Rejonowy w Myślenicach. Jej ojciec Jacek Albrecht był kierownikiem działu lokalnych organach ówczesnej władzy – w Wojewódzkiej Radzie Narodowej. Później pracował też w Urzędzie Wojewódzkim w Krakowie. Dostała się do SN w 1999 r.

Jacek Gudowski – podobnie jak żona – członek PZPR, TPPR. Pod koniec lat 70. był on przewodniczącym wydziału cywilnego w Sądzie Rejonowym w Bochni. Później powołano go na przewodniczącego wydziału w Sądzie Wojewódzkim w Tarnowie. Wreszcie pod koniec PRL został sędzią wizytatorem w krakowskim sądzie wojewódzkim. Był wieloletnim członkiem PZPR i tkwił w partii nawet po wyborach do Sejmu kontraktowego 4 czerwca 1989 r. W SN był o 9 lat wcześniej niż żona, w 1990 r. We wrześniu br. ignorując przeniesienie go w stan spoczynku ustawą o SN, przystąpił do orzekania.

Józef Iwulski – oficer LWP wyszkolony przez WSW. Uzyskał stopnień kapitana. Orzekał jako członek PZPR. Do 1989 r. tkwił w partii, wydając w sądzie wojskowym wyroki skazujące na opozycjonistów w okresie stanu wojennego. Jak ujawniono za archiwami IPN, sędzia orzekał w procesach politycznych łącznie 16 opozycjonistów. Sędzia ukrywał te fakty, a także to, że jego żona była w SB, a rodzice w MO. Zostały one upublicznione dopiero po podniesieniu jego kandydatury do rangi pierwszego prawnika w państwie. W Sądzie Najwyższym RP jest od początku, tj. od czerwca 1990 r. Sędzia Iwulski do czasu ujawnienia jego prawdziwego dossier, przedstawiał się jako prawnik związany w PRL z Solidarnością.

Przemysław Kalinowski – znalazł się w SN w 1997 r. W połowie lat 80. orzekał w warszawskim sądzie rejonowym. Udawał się też w tym okresie w delegację z ministerstwa sprawiedliwości do bratnich Węgier. Kalinowski był ekspertem publikującym prawne komentarze do dekretu o stanie wojennym. Publikował też w biuletynach Akademii Spraw Wewnętrznych i MO. Jego ojciec Stefan Kalinowski w okresie stalinizmu był delegowany do SN, orzekał tam później jako sędzia.

Anna Kozłowska – ur. Orzeka od 1978 r. W PRL była członkiem PZPR. W stanie wojennym pełniła funkcję przewodniczącego wydziału cywilnego SR w Radomiu. Została wówczas delegowana do Ministerstwa Sprawiedliwości do wydziału rewizji nadzwyczajnych. Podobną funkcję objęła w ministerstwie już w III RP, za rządów postkomunistów z SLD-PSL – gdy ministrami sprawiedliwości byli kolejno Jerzy Jaskiernia i Włodzimierz Cimoszewicz. Sędzia Kozłowska została nominowana do SN w 2011 r.

Jerzy Kuźniar – w PRL orzekał w Sądzie Wojewódzkim w Rzeszowie. Jego żona Marta Kuźniar pracowała w biurze podróży Almatur należącym do młodzieżówki komunistycznej ZSP. Była tam referentem. W 1988 r. Jerzy Kuźniar dosłużył się Srebrnego Krzyża Zasługi. Ojciec Marian Kuźniar był w Rzeszowie z-cą Naczelnika Urzędu Skarbowego, a siostra Barbara Kuźniar Jabłczyńska kierownikiem w Izbie Skarbowej. Od 1995 r. sędzia Kuźniar pozostawał w SN.

Michał Laskowski – rzecznik SN. Jego ojciec Mikołaj Laskowski po wojnie był podporucznikiem LWP. Został przeniesiony do rezerwy w 1952 r. Od 1962 r. ojciec sędziego należał do PZPR. Sędzia Michał Laskowski pozostaje od 2009 r. w SN. Zapamiętana została jego wypowiedź z konferencji prasowej w 2017 r. w której zaprzeczał tezie, że w SN są nadal sędziowie, którzy skazywali opozycjonistów w procesach politycznych, sędziowie zbrodniarze komunistyczni.

ppłk Edward Matwijów był członkiem PZPR od 1970 r. W 1986 r. uchwałą Rady Państwa powołany na sędziego SN. Od tego czasu orzekał aż do 2015 r. w Izbie Wojskowej SN. Płk Edward Matwijów był wieloletnim członkiem PZPR i pozostał jej do końca wierny. Od 1976 r. współdziałał z SB, zarejestrowany jako właściciel lokalu kontaktowego, mający ps. „Marynarz”. Jego brat Zbigniew był funkcjonariuszem SB pracującym w Gdańsku. Funkcjonował on w kontrwywiadzie bezpieki. Ojciec braci Matwijów był funkcjonariuszem MO. Od 1978 r. Matwiejów był sędzią Sądu Marynarki Wojennej, później Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego. W obu tych sądach był kierownikiem grupy partyjnej. Już od 1986 r. orzekał w Izbie Wojskowej Sądu Najwyższego. W 1988 r. w ocenie służbowej podkreślano, że jest niezwykle „pryncypialny w zakresie oceny społecznej szkodliwości czynów". Zaznaczano, że potwierdził „swoje zalety” w okresie stanu wojennego. W 1982 r. ukończył WUML a w 1975 kurs prokuratorów i sędziów wojskowych. Sędzia Matwijów ma na swoim koncie liczne wyroki skazujące w stanie wojennym wrogów systemu komunistycznego. Skazał m.in. za głoszenie patriotycznych kazań księdza, prześladowanego za to samo przez bezpiekę. To że Matwijów był w 2008 r. nadal orzekającym sędzią, pozwoliło na odmowę za jego sprawą uchylenia przez SN immunitetu innego sędziego Zdzisława B., który, jak on, skazywał w 1981 r. B. skazał dwóch opozycjonistów stosując dekret o stanie wojennym, za nim to prawo zaczęło formalnie obowiązywać. Matwijów w SN był do połowy 2015 r.

Anna Owczarek – została sędzią za sprawą uchwały Rady Państwa PRL-u z 1979 r. Była w partii jeszcze od lat 70-tych jako asesor sądowy. Na początku lat 80. nie tylko orzekała ale i kierowała partyjną organizacją w kaliskim sądzie rejonowym. W stanie wojennym delegowano ją do ministerstwa sprawiedliwości. Pracowała w departamencie nadzorującym, czy sądy wydają wyroki zgodne z wytycznymi partii. Za pracę była w PRL nagradzana krzyżami zasługi komunistycznego państwa. Została nominowana na sędziego Sądu Najwyższego w 2012 r. przez prezydenta Bronisława Komorowskiego

Lech Paprzycki – w PRL wpływowy członek ZSL zasiadający w lokalnych władzach tej formacji politycznej zależnej całkowicie od PZPR. Był m.in. zastępcą szefa ZSL w Pruszkowie. W latach 70. był delegowany do ministerstwa sprawiedliwości. W 1988 r. został doceniony Złotym Krzyżem Zasługi dla PRL. Został posłem z ramienia Stronnictwa do Sejmu X kadencji. W latach 90. był nominatem PSL w roli zastępcy przewodniczącego Trybunału Stanu. Od 1999 r. kierował Izbą Karną SN. W stan spoczynku przeszedł dopiero w połowie 2016 r.

Marek Pietruszyński – został sędzią izby wojskowej SN. Jest współautorem uchwały ograniczającej moc dowodów uzyskanych z kontroli operacyjnej, co oznacza utrudnienie w zwalczaniu korupcji. W 2015 r. Pietruszyński oddalił skargę rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, którzy żalili się na przewlekłość prokuratury prowadzącej śledztwo w sprawie tragedii z 10 kwietnia 2010 r. Pietruszyński uznał, że prokuratura nie łamie żadnych praw pokrzywdzonych ani nie ogranicza im dostępu do materiałów śledztwa. Ojciec sędziego Henryk Pietruszyński – był w latach 1975-1984 zarejestrowany przez SB jako TW ps. „Jeleń”. Pracował w Hucie "Warszawa", „Jeleń” napisał zobowiązanie do współpracy z bezpieką a później w jej trakcie przekazał jej pięć donosów. Dotyczyły one m. in. interesującego SB doktoranta PAN Leszka Świętochowskiego wobec którego prowadziła sprawę o krypt. „Kronikarz”.Bezpieka z Wydziału III-1 KSMO zbierała też dane o głosach niezadowolenia wśród zatrudnionych w hucie. W 1982 r. stracił chęć do dalszych kontaktów z SB i został wyrejestrowany.

Henryk Pietrzkowski – W 1998 r. dokooptowano go do grona sędziowskiego w SN. Wcześniej, w latach 80., grał pierwsze skrzypce w komórkach partyjnych w łódzkim sądzie rejonowym jak i w Komitecie Łódzkim PZPR. Dał się też poznać jako bohater afery korupcyjnej w Sądzie Najwyższym, którą ujawniono w 2012 r. Jak wynika z zebranych z podsłuchu materiałów CBA, sędzia Pietrzkowski udzielał innemu sędziemu z NSA wskazówek, jak napisać skuteczną kasację dla jednego z biznesmenów.

Krzysztof Pietrzykowski – Również w 2005 r. do grona sędziowskiego SN dotarł Krzysztof Pietrzykowski – działacz młodzieżówek komunistycznych a później członek PZPR. Jego ojciec Janusz Pietrzykowski w PRL był w latach 60-tych sędzią SN.

Waldemar Płóciennik – od 2005 r. jest wydającym wyroki w SN. Nie przeszkodziło w powołaniu go do tak zaszczytnej funkcji, że w stanie wojennym orzekał w sprawach politycznych przeciwko opozycjonistom. Płóciennik zrealizował w PRL karierę sędziowskiego działacza komunistycznego udzielającego się nie tylko w PZPR ale i jako szef koła Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Po 1989 r. nie tylko awansował do SN, ale i pełnił dotąd funkcję przewodniczącego wydziału w Izbie Karnej SN. W 2010 r. przewodniczył składowi SN, który podjął uchwałę, że zbrodnie komunistyczne,w tym zbrodnie sądowe, podlegają przedawnieniu zgodnie z postanowieniami Kodeksu karnego, a więc najczęściej po 15 latach. W 2007 r. Płóciennik był też współautorem uchwały SN, podjętej dla zwolnienia z odpowiedzialności sędziów, którzy skazywali opozycjonistów za strajki w dniach 13-16 grudnia 1981 r. gdy dekret o stanie wojennym nie był jeszcze obowiązującym prawem.

Zbigniew Puszkarski – wydał w 1986 r. wyrok w procesie zmanipulowanym przez SB. Kierownictwu MSW zależało, by w toku postępowania sądowego nie wyszły na jaw metody pracy milicji. Chodzi o sprawę, w której Puszkarski skazał milicjanta za przyjęcie od tajnego informatora kradzionych przedmiotów. Media sugerowały już w 2006 r., że Puszkarski został wybrany jako zaufany sędzia resortu. Puszkarski już po zmianach ustrojowych udzielił odnowy lustracji Zyty Gilowskiej uzasadniając, że po zdymisjonowaniu nie podlega lustracji z urzędu. Zaś w 2014 r. jako sędzia ze składu SN Puszkarski utrzymał w mocy umorzenie z powodu przedawnienia karalności procesu dawnego oficera śledczego UB Tadeusza K., oskarżonego przez IPN o to, że w okresie stalinowskim stosował bestialskie metody przesłuchań. Od 2010 r. pozostawał w SN.

Krzysztof Rączka – W latach 1984–1993 był zatrudniony w Radzie Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów, w której powierzono mu funkcje sekretarza Zespołu Prawa Pracy i Ubezpieczeń Społecznych oraz członka Zespołu Prawa Cywilnego. Premierami byli wówczas tacy dygnitarze PRL jak gen. Wojciech Jaruzelski, Zbigniew Messner, Mieczysław Rakowski czy Czesław Kiszczak. W latach 2008–2016 Rączka pełnił funkcję dziekana Wydziału Prawa i Administracji UW. W 2016 powołany został na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego.

Jan Bogdan Rychlicki z Izby Wojskowej SN od 1990 r. w stanie wojennym zostawał członkiem składów sędziowskich w Wojskowym Sądzie Garnizonowym w Koszalinie oraz w Sądzie Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy. Skazywał za działalność opozycyjną wrzucając na lata do więzień działaczy niepodległościowych. W 2013 r. sędzia Rychlicki znalazł się w składzie sądu SN, który zamknął sprawę przeciwko Tomaszowi Turowskiemu – po tym jak zataił on swoją pracę dla wywiadu PRL w oświadczeniu lustracyjnym. Sędziowie uznali, że Turowski mógł skłamać, bo „działał w stanie wyższej konieczności”.

Dorota Rysińska – orzekała w latach 80. w procesach politycznych. To żona sędziego Sądu Apelacyjnego w st. spoczynku Pawła Rysińskiego, który uniewinnił prawomocnie Beatę Sawicką i Mirosława Wądołowskiego w głośnej sprawie o korupcję. Jej matka Danuta Sandomierska również była znaną sędzią, członkiem PZPR. Od roku 1967 była wiceprezesem a od 1972 r. prezesem Sądu Powiatowego w Płocku. W stanie wojennym była prezesem Sądu Wojewódzkiego w tym mieście. Sędzia Sandomierska zbierała medale i odznaczenia PRL. Złoty Krzyż Zasługi czy Medal brązowy za Zasługi dla Obronności Kraju, czy Medal Brązowy "Za zasługi w ochronie porządku publicznego". Była członkiem KW PZPR w Płocku, zasiadała tam w komisji rewizyjnej. Jej córka, sędzia Dorota Rysińska rozpoczęła pracę w SN w 2000 r. Orzekała w nim do lipca 2018 r.

Andrzej Siuchniński – od 1998 r. orzeka w SN i stara się pozostać w jego składzie. Złożył prezydentowi oświadczenie o woli dalszego orzekania powołując się jednak nie na ustawę o SN ale bezpośrednio na konstytucję. Siuchniński orzekał w procesach politycznych w stanie wojennym. W grudniu 1981 r. skazał w Sądzie Wojewódzkim w Bydgoszczy Marka Kunickiego na rok pozbawienia wolności. Innym razem skazał Ewę Nowicką – przewodniczącą NSZZ "S" w bydgoskich zakładach "Ema-Belma". Skazano ją z dekretu o stanie wojennym na 10 miesięcy pozbawienia wolności. Z kolei na rok więzienia skazał w 1982 r. Zbigniewa Wierzbickiego za organizowanie strajku.

Jacek Sobczak – sędzia SN w latach 1999-2016, który skazywał w stanie wojennym za działalność wrogą wobec systemu komunistycznego. W wolnej Polsce został uczyniony ekspertem od różnego rodzaju wolności demokracji – wolności słowa, wolności ekspresji artystycznej, wolności badań naukowych. Tych wolności uczył się także zasądzając w PRL wyroki i redagując pismo "Nowe Prawo" będące jednym z ważniejszych organów propagandy komunistycznej dla prawników. Sobczak redagował ten periodyk w wąskim gronie z z płk. Kryspinem Mioduskim na czele. Mioduski jako komunistyczny zbrodniarz sądowy w okresie stalinowskim był zastępcą szefa Naczelnego Sądu Wojskowego. Zasądzał w nim też wyroki i trafił na listę Mazura stalinowskich zbrodniarzy. Naczelnym pisma był komunistyczny prominent, minister sprawiedliwości i I prezes SN Jerzy Bafia, który we wcześniejszych latach Polski Ludowej orzekał w sekcji tajnej Sądu Najwyższego.

Ppłk Jerzy Steckiewicz – Od 1976 w PZPR. Pracę w sądownictwie wojskowym rozpoczął w 1974 r. Został sędzią Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie. Od grudnia 1981 do maja 1983 r. pełnił obowiązki szefa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Białymstoku. W stanie wojennym był w składach sędziowskich w procesach politycznych, w których skazano opozycjonistów. W 1986 r. został sędzią SN. Był wielokrotnie wyróżniany przez komunistyczne władze. Jego brat Andrzej Steckiewicz był przewodniczącym wydziału prokuratury rejonowej w Elblągu.

Andrzej Stępka – w stanie wojennym był członkiem Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. W PRL swojej kariery prawniczej nie zaczynał od pracy w sądzie. Wcześniej był specjalistą ds. pracowniczych w zakładach przemysłu skórzanego „Chełmek”. W 1982 r. został dopuszczony do prac tajnych o charakterze obronnym spraw wojskowych. Takie kwestie rozstrzygała bezpieka. Od 2013 r. pozostaje sędzią SN.

Maria Szulc – w składzie uniewinniającym sędziego oskarżonego o kradzież starszej kobiecie 50 zł na stacji benzynowej. W uzasadnieniu wyroku uznano, że to nie kradzież, tylko roztargnienie. Szulc powołano na sędziego uchwałą Rady Państwa PRL z 1980 r. Na kolejne szczeble kariery sędziowskiej powoływał ją zwierzchnik reżimu komunistycznego gen. Wojciech Jaruzelski. Szulc została nominowana na sędziego Sądu Najwyższego w 2012 r. przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Krzysztof Startyk – w PRL członek Stronnictwa Demokratycznego. Jego matka była pracownikiem przedsiębiorstwa Konsumy w Olsztynie. Od 2012 r. w SN.

Katarzyna Tyczka-Rote – to sędzia SN od 2007 r., która zmieniła wyrok usuwający dyscyplinarnie z zawodu sędziego ze Szczecina, Pawła M., oskarżonego o kradzież elementu wkrętarki ze sklepu. Jej zdaniem, to byłaby kara zbyt surowa jak dal sędziego. Sędzia Katarzyna Tyczka-Rote w PRL była arbitrem Państwowej Komisji Arbitrażowej. Mąż Sędzi – Marek Rote – był w PRL wiceprokuratorem rejonowym w Kościanie. Dzisiejszy prokurator Prokuraury Regionalnej w Poznaniu, Rote, oskarżał w PRL działając jednocześnie w ZSMP i PZPR. Po ośmiu latach pracy w Kościanie dosłużył się Brązowego Krzyża Zasługi. Ojciec sędzi Katarzyny Tyczki- Rote, Mieczysław Tyczka, to znany jeszcze z PRL prof. prawa z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie kierował Katedrą Postępowania Cywilnego. Nie zamierzał wtedy być neutralny politycznie, ale działał w Stronnictwie Demokratycznym. W 1989 r. został nominowany ze strony rządowej na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Eugeniusz Wildowicz – W 2009 r. skład SN powiększył Eugeniusz Wildowicz. Jak wynika z akt IPN, był on zarejestrowany jako kontakt operacyjny SB w latach 1987-90 . Działał pod ps. „Gienek”. W styczniu 1990 zdjęto go z ewidencji, a materiały zniszczono „we własnym zakresie”. Bogumiła Ustjanicz – w 2010 r. uchyliła prawomocny wyrok, że prezes PiS-u nie powinien przepraszać wydawcy "Gazety Wyborczej" za porównanie jej do "Trybuny Ludu". Ustjanicz stwierdziła, że proces trzeba powtórzyć. Jest sędzią SN od 2009 r.

Dariusz Zawistowski – znany też jako wieloletni szef KRS, tworzył w niej duet z sędzią Waldemarem Żurkiem walczący z reformą wymiaru sprawiedliwości . Zawistowski został powołany do orzekania w SN w 2005 r. Jego ojciec był w latach 80. działaczem PZPR a zarazem szefem prokuratury wojewódzkiej w Legnicy i do dziś jest czynnym prawnikiem. Również matka pełniąca w PRL funkcje kierownicze, była w PZPR. Sędzia, pełniąca w SN inne funkcje niż orzekanie:

Urszula Daniuk – sędzia, Główny Specjalista Zespołu ds korespondencji SN. Początkowo – w latach 60. i 70. – pracowała jako asesor w Prokuraturze Powiatowej w Koszalinie. Później była sędzią w Okręgowym Sądzie Pracy i Ubezp. Społ. w Koszalinie a stamtąd trafiła na przełomie lat 80. do Sądu Okręgowego Pracy w Warszawie. W 1983 r. została przewodniczącym wydziału. Była członkiem PZPR. Jej mąż Piotr Daniuk – był w PRL prokuratorem Naczelnej Prokuratury Wojskowej w latach 80. Jeden z braci sędzi Urszuli Daniuk – Ryszard Pinis – był oficerem MO a drugi – Dariusz Pinis – asesorem Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze. Dariusz Pinis był w prok. rejonowej w Jeleniej Górze jeszcze po 2000.

Tam, gdzie my widzimy płynny film, ptaki drapieżne widzą serię nieruchomych zdjęć

Data: 27.12.2019 11:58

Autor: ziemianin

lunduniversity.lu.se

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #nauka #wzrok #sokolwedrowny #ptaki #badania #informacjeprasowe

Niezwykle ostry wzrok i olbrzymia prędkość przetwarzania informacji wizualnych – to klucze do sukcesu sokoła wędrownego. Ten najszybszy z ptaków opada na ofiarę z prędkością przekraczającą 350 km/h. By ją złapać potrzebuje wyjątkowego zmysłu wzroku, który nie zawiedzie go przy tak olbrzymiej prędkości.

Tam, gdzie my widzimy płynny film, ptaki drapieżne widzą serię nieruchomych zdjęć

Z wielu badań wiemy, że wzrok niektórych dużych ptaków drapieżnych jest dwukrotnie bardziej ostry niż wzrok człowieka. Jednak dotychczas nigdy nie badano, jak szybko działają oczy tych ptaków. Progową częstotliwość postrzegania migotania postanowili zbadać naukowcy z Lund.

To pierwsze tego typu badania. Mój kolega Simon Potier i ja zbadaliśmy sokoła wędrownego, raroga zwyczajnego i myszołowca towarzyskiego. Mierzyliśmy, jak szybkie błyski światła są przez nie wciąż rejestrowane jako osobne błyśnięcia, mówi profesor Almut Kelber z Lund University.

Okazało się, że najszybciej, bo z prędkością 129 Hz, działają oczy sokoła wędrownego. Oznacza to, że sokół jest w stanie odróżnić od siebie nawet 129 intensywnych błyśnięć światła w ciągu sekundy. W przypadku raroga zwyczajnego wartość ta wynosiła 102 Hz, a dla myszołowca było to 77 Hz. Dla porównania maksimum w przypadku człowieka wynosi 50–60 Hz, jednak już przy prędkości 25 klatek na sekundę (Hz) postrzegamy pojedyncze zdjęcia jako film, a nie serię nieruchomych obrazów.

Progowa częstotliwość postrzegania migotania oddaje sposób, w jaki polują wymienione gatunki. Sokół wędrowny łowi szybko latające ptaki, a łupem myszołowca towarzyskiego padają znacznie wolniejsze ssaki na ziemi.

Uczeni sądzą, że ptaki drapieżne polujące na inne ptaki muszą mieć najszybciej działający zmysł wzroku. Ich ofiary polują bowiem często na owady, więc same muszą mieć szybko działający wzrok, by móc szybko reagować na to, co dzieje się w powietrzu. Drapieżnik, by złapać takiego ptaka, musi zatem być jeszcze szybszy, a jego wzrok musi działać tak szybko, by miał czas na reakcję.

Uczeni mają też nadzieję, że ich badania poprawią warunki życia ptaków hodowlanych. Osoby, które trzymają ptaki w klatkach, muszą zadbać o odpowiednie oświetlenie. Takie, które nie mruga, nie zmienia intensywności, inaczej ptaki nie będą czuły się dobrze, dodaje profesor Kelber.

Lewacki ból dupy - „Kevin sam w Nowym Jorku” elementem wojny z Trumpem

Data: 27.12.2019 11:28

Autor: ziemianin

breitbart.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #kanada #polityka #filmy #donaldtrump #trump #cenzura #film #kultura #media

Emitowany w każde święta Bożego Narodzenia film „Kevin sam w Nowym Jorku” zyskał olbrzymią popularność na całym świecie, dlatego krótki epizod z udziałem amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa zaczął przeszkadzać niektórym środowiskom. Kanadyjska telewizja pokazała więc produkcję z wyciętą sceną z jego udziałem, a zmodyfikowane zostało także hasło na jej temat znajdujące się w Wikipedii.

Lewacki ból dupy – „Kevin sam w Nowym Jorku” elementem wojny z Trumpem

wycięta scena z Donaldem Trumpem z filmu "Kevin w Nowym Jorku"

Nie da się ukryć, że obecny przywódca Stanów Zjednoczonych wciąż jest postrzegany bardziej jako celebryta niż polityk, chociaż już w przyszłym roku będzie on ubiegać się w wyborach o swoją reelekcję. Trump przez lata był więc jednocześnie biznesmenem, osobowością telewizyjną i dopiero w następnej kolejności politykiem. Między innymi dlatego ma na swoim koncie występy w kilkunastu filmach oraz serialach.

Jednym z nich jest kultowa w wielu kręgach produkcja familijna „Kevin sam w domu”. W remake’u tego filmu, czyli „Kevinie samym w Nowym Jorku”, Trump wziął udział w bardzo krótkiej scenie, w której pokazuje głównemu bohaterowi drogę do hotelowego lobby.

Tak krótki epizod zapewne nie wzbudziłby niczyich kontrowersji, gdyby nie zaciekłość z jaką Trump zwalczany jest przez środowiska lewicowo-liberalne. Nienawiść do jego osoby spowodowała, że kanadyjski nadawca publiczny CBC ocenzurował wspomniany film, dlatego widzowie podczas tegorocznej emisji nie zobaczyli sceny z udziałem amerykańskiego prezydenta. Stacja tłumaczy, że ten krok nie był motywowany politycznie, lecz był związany z koniecznością skrócenia filmu na rzecz materiałów reklamowych.

Zaledwie kilka dni wcześniej w anglojęzycznej wersji Wikipedii edytowane zostało hasło dotyczące filmu. Dodano do niego adnotację, że występujący w tej produkcji Trump… został objęty procedurą impeachmentu. Czytelnicy Wikipedii mogli więc przeczytać, że „18 grudnia 2019 r. Donald Trump został pierwszym aktorem, który pojawił na planie „Kevina samego w Nowym Jorku” i którego postawiono w stan oskarżenia w procesie impeachmentu”.

"Teraz ten film nie będzie już taki sam" – stwierdził w odpowiedzi prezydent USA. Jego syn Donald Trump Junior nazwał z kolei decyzję stacji "żałosną".

Podziemny Wrocław - ruch oporu w Breslau. Historia Bez Cenzury

Data: 26.12.2019 16:50

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #historia #hbc #historiabezcenzury #polska #wroclaw #Breslau

Dzisiaj posłuchacie o tym, w jaki sposób Polacy mieszkający we Wrocławiu walczyli z nazizmem. Jak powstała organizacje Olimp, czym się zajmowała i jaką cenę przyszło zapłacić jej członkom? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka! Zapraszamy do oglądania.

Podziemny Wrocław – ruch oporu w Breslau. Historia Bez Cenzury

Astronomia Tak będziemy widzieli Srebrny Glob w 2020 roku. Piękna animacja od NASA

Data: 26.12.2019 16:36

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #kosmos #ksiezyc #nasa #usa #nauka

NASA przygotowała wspaniałą animację faz i libracji Księżyca w 2019 roku. Dzięki niej możemy zobaczyć, jak z biegiem godzin zmieniać się będzie jego tarcza i jakie będzie można dostrzec szczegóły powierzchni.

Fazy księżyca 2020 – półkula północna – 4K

Fazy księżyca 2020 – półkula południowa – 4K

Koniecznie zapiszcie sobie adres filmiku i wracajcie do niego w przyszłym roku, podczas swoich obserwacji Srebrnego Globu. Przypominamy, że niebawem na niewidocznej z Ziemi części powierzchni Srebrnego Globu wyląduje kolejna chińska misja Chang'e-5.

W 2020 roku na naturalnym satelicie naszej planety pojawi się również lądownik należący do Indyjskiej Agencji Kosmicznej oraz izraelskiej organizacji SpaceIL. Może tym razem uda się Indiom i Izraelowi. Dla tego drugiego kraju byłoby to historyczne wydarzenia. Wówczas Izrael czwartym krajem na świecie, który tego dokona.

Popularny komunikator ToTok okazał się rządowym narzędziem szpiegowskim

Data: 26.12.2019 14:36

Autor: ziemianin

nytimes.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #komunikator #totok #szpiegostwo

W tym roku wzrost popularności zaliczyła aplikacja ToTok, stosunkowo znany komunikator z milionami użytkowników w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie korzystanie z WhatsAppa czy Skype'a podlega ograniczeniom. Okazuje się jednak, że ToTok może być czymś więcej niż aplikacją do czatowania. Jak wynika z raportu The New York Times, aplikacja jest w rzeczywistości rządowym narzędziem szpiegowskim, służącym do śledzenia i gromadzenia danych osobowych milionów użytkowników do celów wywiadowczych.

Popularny komunikator ToTok okazał się rządowym narzędziem szpiegowskim

Aplikacja została uruchomiona na początku tego roku i stała się popularna w Zjednoczonych Emiratach Arabskich z powodu zakazu nałożonego na popularne komunikatory. Działa w nich wprawdzie czat tekstowy, ale na VoIP nałożona jest blokada. Tutaj na scenę wkroczył ToTok. Wydawało się, że to świetna alternatywa. Aplikacja oferowała bezpłatne połączenia głosowe i wideo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i stała się popularna wśród tamtejszych mieszkańców. Wkrótce rozprzestrzeniła się również na inne kraje, takie jak USA i Wielka Brytania.

The New York Times cytuje informacje zakwalifikowane jako tajne, pochodzące od służb wywiadu USA, a także przedstawia własną analizę. Według badacza zabezpieczeń, Patricka Wardle'a, korzystając z aplikacji do udostępniania zdjęć, filmów, a nawet swojej lokalizacji, użytkownicy sami dzielili się informacjami bezpośrednio z wywiadem Emiratów. Nie musisz hakować ludzi, aby ich szpiegować, jeżeli możesz ich skłonić do pobrania aplikacji na telefon — twierdzi badacz.

NYT poinformował też, że firma macierzysta ToTok, Breej Holding, najprawdopodobniej jest firmą fasadową (tzw. shell company) DarkMatter z siedzibą w Abu Zabi. Aplikacja jest podobno także połączona z firmą Pax AI, zajmującą się wydobywaniem danych (data mining) i dzielącą swoje biura z agencją wywiadu ZEA. Żadna z firm wymienionych w raporcie ani rząd Emiratów nie skomentowali sprawy, ale zarówno Google, jak i Apple zdjęły aplikację ze swoich sklepów. Jeśli macie ToTok na swoich telefonach, zaleca się usunięcie aplikacji z urządzenia.

Ważne dane tysięcy klientów wyciekły z Virgin Mobile Polska

Data: 26.12.2019 14:25

Autor: ziemianin

telepolis.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #telefoniakomorkowa #Virginmobile #hakerzy #operatorzykomorkowi #cyberbezpieczenstwo #cyberatak

Hakerzy zyskali dostęp do danych tysięcy klientów Virgin Mobile Polska. Chodzi m.in. o imiona i nazwiska oraz numery PESEL

Ważne dane tysięcy klientów wyciekły z Virgin Mobile Polska

W Virgin Mobile doszło do wycieku danych tysięcy klientów, w tym ich imion i nazwisk oraz numerów PESEL. Jak poinformował operator, wyciek nastąpił na skutek ataku hakerskiego na jedną z aplikacji informatycznych firmy.

Virgin Mobile Polska w oświadczeniu wyjaśniło, że do ataku hakerskiego na firmę doszło w dniach 18-22 grudnia 2019 roku. Zaatakowana aplikacja "umożliwiała dostęp do danych rejestrowych" klientów spółki – chodzi m.in. o imiona i nazwiska oraz numer PESEL lub numer dokumentu potwierdzającego tożsamość.

Atak na Virgin Mobile Polska. Wyciekły dane, klienci informowani są SMS-owo

Operator podkreśla jednak, że chodzi o dane 12,5 proc. klientów prepaid, czyli telefonów "na kartę". Dane abonentów, według Virgin, nie wyciekły – przynajmniej dopóki nie korzystali oni również z kart prepaid. "Osoby, których dane wyciekły, zostały o tym poinformowane SMS-owo" – podkreśla Virgin.

Jeśli jednak ktoś posiada nieaktywny numer w Virgin, powinien skontaktować się z infolinią w celu ustalenia, czy jego dane mogły wyciec. Operator doradza kontakt telefoniczny również klientom, którzy dokonywali cesji numeru na inną osobę.

Spółka zapewniła w oświadczeniu, że od razu po ataku podjęła "działania mające na celu zabezpieczenie danych abonentów przed dalszymi atakami" oraz "złożyła stosowne zawiadomienie do organu nadzoru zgodnie z RODO" i "złoży również zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do organów ścigania".

Spółka wzmocniła również procedury uniemożliwiające wykorzystanie danych abonentów, które zostały nielegalnie pozyskane (wprowadzenie dodatkowych/ponadstandardowych środków weryfikacji tożsamości), do składania dyspozycji dotyczących umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych z tymi abonentami.

Virgin Mobile podkreśliło też, że w ramach ataku hakerzy nie uzyskali dostępu ani do baz ani infrastruktury operatora, a jedynie części danych udostępnionych w jednej aplikacji.

Chiny stworzyły sztuczne słońce, które może być tanim źródłem energii

Data: 26.12.2019 13:19

Autor: ziemianin

futurism.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiat #chiny #energia #slonce

Naukowcy z Chin budują urządzenie do syntezy jądrowej i wszystko idzie tak sprawnie, że prawdopodobnie prace zakończą się jeszcze przed końcem roku. Tokamak HL-2M może okazać się przełomowym i tanim źródłem energii.

Chiny stworzyły sztuczne słońce, które może być tanim źródłem energii

Sztuczne Słońce z Chin

Przez wiele lat naukowcy starali się opracować sposób na wykorzystanie energii syntezy jądrowej. Dotychczas nie wynaleziono jednak metody opłacalnego wytwarzania takiej energii. Nie odkryto też recepty na utrzymanie stabilności ekstremalnie gorącej plazmy, przez co nie można było przeprowadzić fuzji.

Chiński Tokamak może pomóc w tym zadaniu, albo przynajmniej dostarczyć badaczom niezbędnych wytycznych. Urządzenie ma osiągać temperaturę ponad 200 milionów stopni Celsjusza, czyli prawie 13 razy więcej niż jądro Słońca. Może być pierwszą maszyną zdolną wytwarzać więcej energii jądrowej niż sama musi zużyć do jej wytworzenia.

Projekt ma kluczowe znaczenie i jeśli odniesie sukces, naukowcy będą o krok od otrzymania źródła czystej, nieograniczonej i taniej energii. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, urządzenie zostanie uruchomione w 2020 roku. Warto czekać na pomyślne rezultaty, choć minie jeszcze sporo czasu nim pojawią się elektrownie fuzji jądrowej.

Irańskie władze składają życzenia świąteczne chrześcijanom z okazji świąt Bożego Narodzenia

Data: 26.12.2019 12:58

Autor: ziemianin

ifpnews.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #religia #islam #chrzescijanstwo #iran #zyczenia #swiat

Przedstawiciele władz Iranu i tamtejszych sił zbrojnych złożyli doroczne życzenia, składane chrześcijanom z okazji świąt Bożego Narodzenia. We wszystkich przewija się motyw narodzin Jezusa Chrystusa jako „proroka pokoju i życzliwości oraz zwiastuna wolności”, a także konieczności współpracy przywódców religijnych na rzecz ustanowienia pokoju i sprawiedliwości na całym świecie.

of course wymagany angielski

Irańskie władze składają życzenia świąteczne chrześcijanom z okazji świąt Bożego Narodzenia

Irański prezydent Hasan Rowhani przekazał życzenia zarówno z okazji świąt Bożego Narodzenia, jak i Nowego Roku, wysyłając oficjalny list papieżowi Franciszkowi. Głowa państwa opisała w nim Jezusa Chrystusa jako posłańca pokoju, życzliwości, wolności i altruizmu, dlatego też „jest on symbolem cierpliwości i wyrozumiałości oraz zwiastuje godność i wolność”. Rowhani wyraził jednocześnie nadzieję, że wszyscy przywódcy religijni będą podążać w kierunku ustanowienia światowego pokoju i sprawiedliwości.

Życzenia dla wyznawców Chrystusa przekazał również ajatollah Ali Chamenei, duchowy przywódca Iranu. W serii wpisów na Twitterze zwrócił uwagę na znaczenie Jezusa w islamie, który jest otoczony w nim nie mniejszą czcią niż w samym chrześcijaństwie. Według szyickiego duchownego obecnie wiele osób deklarujących przywiązanie do nauk Chrystusa nie podąża jego ścieżką, stąd ma on nadzieję, że wszyscy chrześcijanie i muzułmanie będą stosować się do jego lekcji w swoim życiu i w czynach.

Irański minister spraw zagranicznych Mohammad Dżawad Zarif złożył życzenia zarówno chrześcijanom na całym świecie, jak i tym mieszkającym na terenie Islamskiej Republiki Iranu. Dodał on, że narodziny Jezusa Chrystusa, będącego w tradycji islamu boskim prorokiem, jest doskonałą okazją do świętowania.

Swoje przesłanie do chrześcijan wysłał także generał Mohammad Bagheri, szef sztabu generalnego Sił Zbrojnych Islamskiej Republiki Iranu. Składając życzenia wyznawcom Chrystusa również on podkreślił, że Jezus był posłańcem pokoju i przyjaźni. Właśnie dlatego powrót do nauk proroków może wzmocnić duch przyjaźni oraz dialogu pomiędzy narodami, który przyczyni się do ustanowienia pokoju i sprawiedliwości.

Szacuje się, że obecnie w Iranie funkcjonuje około 600 chrześcijańskich świątyń, natomiast populacja wyznawców Chrystusa waha się pomiędzy 600 tysiącami a milionem osób. Wśród nich największą populację stanowią Ormianie i Asyryjczycy. Chrześcijanie jako przedstawiciele mniejszości religijnych mają zapewnione miejsce w parlamencie dla swoich przedstawicieli.

Data: 24.12.2019 16:44

Autor: Ijon_Tichy

"Do szwedzkich służb socjalnych napłynęły donosy od osób zaniepokojonych możliwością wykorzystywania dotkniętej zespołem Aspergera 16-letniej Grety przez jej rodziców celebrytów. Szczegóły postępowania pozostają niejawne"

xD

https://www.magnapolonia.org/greta-wroci-do-szkoly-do-sluzb-socjalnych-naplynely-donosy/?fbclid=IwAR3OqRA856Uv4pUGojeaAu94acwRSj688goD7PD1vJfEtVCq5w36suEOmC0

#gretathunberg #bekazlewactwa #wiadomosci

Data: 23.12.2019 17:46

Autor: Ijon_Tichy

Chorwaci mówią stanowcze NIE dyktatowi LGBT.

"Wiele opracowań naukowych pokazuje, że dzieci wychowywane w środowisku homoseksualnym są bardziej podatne na problemy emocjonalne, depresję, myśli samobójcze, samookaleczanie, złe zachowanie, gorsze wyniki w nauce etc. Wśród par homoseksualnych wystarczająco często występują przypadki wykorzystywania seksualnego, gdzie problemy emocjonalne i seksualne frustracje odbijają się na niewinnych dzieciach.

Dlatego też, niezwykle szkodliwe dla dziecka jest przekazanie go w drapieżne ręce homoseksualistów. Zamiast tego powinno otrzymać możliwość rozwoju we właściwym otoczeniu ojca, matki, dziadków lub nawet samotnego rodzica".

#lgbtpedo #lgbt #marksizmkulturowy #wojnaidei #wiadomosci

https://www.magnapolonia.org/chorwaci-mowia-stanowcze-nie-dyktatowi-lgbt/?fbclid=IwAR0bXIDAFPGBhuKRfaqlvd5aaLEZ1h5rIHvlVTV1gR3MxMeeR6Guau0yJ5I

Zabawna rodzinka tworzy zabawne kartki świąteczne

Data: 23.12.2019 11:11

Autor: ziemianin

boredpanda.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swieta #swietabozegonarodzenia #kartkiswiateczne #zabawne

Ta rodzina tworzy własne kartki świąteczne od 6 lat i stają się bardziej szalone, gdy dorastają dzieci!

Zabawna rodzinka tworzy zabawne kartki świąteczne

Ta rodzina z Charlotte w Północnej Karolinie używa tego samego formatu, aby uchwycić istotę wychowywania chłopców, a w tym roku do zabawy przyłączyła się młodsza siostra.

„Za pierwszym razem, gdy próbowaliśmy zrobić tradycyjne zdjęcie kartki świątecznej, mieliśmy zabawnie złe wyniki.” – powiedział Jonathan Stanley. „Byliśmy młodymi rodzicami z rocznym dzieckiem i wszystko poszło nie tak – dziecko cały czas płakało, było wietrznie, oświetlenie się zmieniało. Jeśli dwójka z nas wyglądało dobrze, trzecia osoba mrugała. Śmialiśmy się tak bardzo z tego, jak złe były te zdjęcia, że ​​zdecydowaliśmy się je po prostu wysłać, a nasza rodzina to uwielbiała. Stamtąd narodziła się tradycja – zamiast wysyłać idealne kartki, wysyłaliśmy coś, co reprezentowało chaos rodzicielstwa.”

„Na początku moja żona przewróciła oczami i powiedziała, że ​​dobrze, spróbujemy.” – powiedział. „Nie miałem pojęcia, czy zainscenizowana scena miałaby sens, czy byłaby zabawna, ale zdecydowaliśmy się na to i po prostu zadziałało. Dzieci uwielbiają to, ale kiedy widzą końcowy produkt, muszę stale im przypominać, że jest przerobiony i nie próbowaliśmy go w prawdziwym życiu. Czasami martwię się, że wkładam pomysły w ich głowy!”

Na powierzchni Jonathan próbuje sprawić, by scena była przyjemna estetycznie, jakby to była reklama Pottery Barn. Magia dzieje się jednak, gdy spojrzysz trochę bliżej i zorientujesz się, że życie tej rodziny jest całkowicie poza kontrolą. „Staram się również, aby było możliwie jak najbardziej realistycznie – większość sceny jest kręcona praktycznie i staram się zminimalizować Photoshop wymagany do uzyskania najlepszych rezultatów. Dzisiaj większość ludzi ma mocne oko na rozpoznawanie, kiedy coś jest fałszywe, więc celem jest, aby było to na tyle realne, aby pytali, jak to zrobiliśmy.”

„Najtrudniejsze jest sprawienie, by dzieci wyglądały we właściwym miejscu i utrzymywały właściwą pozę – zwłaszcza gdy były młodsze.” – dodał Jonathan. „Używamy wielu sztuczek, takich jak umieszczanie dzwonów na słupie, a następnie trzymanie go w miejscu, w którym powinna znajdować się ich linia wzroku itp. Robimy zdjęcia każdego dziecka osobno, a następnie łączymy to wszystko razem… ale jeśli statyw zostanie zderzony, zrujnuje efekt i musimy zacząć od nowa. Nasi przyjaciele i rodzina byliby bardzo rozczarowani, gdybyśmy w tym momencie wrócili do normalnych kartek.”

Przez amerykańskie sankcje nie można pomóc irańskiemu kierowcy

Data: 22.12.2019 13:56

Autor: ziemianin

dziennikzachodni.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #iran #usa #kierowcy #samochody #tir

Na początku grudnia irańskiemu kierowcy zepsuła się pod Częstochową ciężarówka, dlatego utknął w naszym kraju i uzyskał spontaniczną pomoc od okolicznych warsztatów samochodowych, a także Polaków wpłacających pieniądze na nową maszynę. Okazało się jednak, że nie otrzyma on zakupionego dla niego TIR-a, co związane jest z sankcjami Stanów Zjednoczonych nałożonymi na Iran.

Przez amerykańskie sankcje nie można pomóc irańskiemu kierowcy

Dokładnie w miejscowości Koziegłowy stara ciężarówka International 9670 z 1988 roku odmówiła posłuszeństwa. Początkowo myślano, że wystarczy wymienić w niej akumulator i rozrusznik, ale okazało się, iż zepsuty jest także silnik. Naprawa pojazdu pochłonęłaby więc sporo pieniędzy z powodu trudnego dostępu do części, nie wspominając już o pochłonięciu sporej ilości czasu.

Fardim Kazemi mógł wpierw liczyć na pomoc mechaników i firm z ziemi częstochowskiej, a następnie na internautów chętnie wpłacających pieniądze na internetową zbiórkę na nową ciężarówkę. Do kupna używanego modelu wystarczyło około 99 tys. złotych, lecz ostatecznie uzbierano prawie ćwierć miliona złotych.

Nowy pojazd irańskiemu obywatelowi miał dostarczyć salon Grupy DBK, jednak szybko okazało się, że za sprzedaż TIR-a przedsiębiorstwo utraciłoby autoryzację ze strony holenderskiego producenta ciężarówek DAF, należącego obecnie do amerykańskiego kapitału. Wszystko z powodu nałożonych na Iran sankcji ze strony Stanów Zjednoczonych, które już parę miesięcy temu nałożyły blisko 1,7 mln dolarów kary za sprzedaż kilkudziesięciu pojazdów DAF do Iranu.

Osoby pomagające Kazemiemu zapewniają, że opracowały nowy plan pomocy. Zwróciły się więc one do amerykańskiej ambasady o rozpatrzenie sprawy, a także poinformowały o niej irańskich dyplomatów. Przede wszystkim zaczęto jednak szukać nowej ciężarówki, która nie będzie już podlegała embargu nałożonemu przez Waszyngton.

"Było parę przepłakanych nocy". Robert Kubica o swoim powrocie

Data: 22.12.2019 13:23

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #motosport #rk88 #robertkubica #kubica #jednorekibandyta #tvpsport #f1 #formula1

Wkroczył do Formuły 1 i zastąpił w BMW Sauber mistrza świata Jacques'a Villeneuve'a. Dwa lata później – rok po fatalnym wypadku – w Kanadzie wygrał swoje jedyne Grand Prix, a sezon ukończył na czwartym miejscu. Kontrakt z Ferrari był praktycznie podpisany, ale niemal śmiertelne zderzenie w rajdzie Ronde di Andora 2011 zatrzymało jego karierę. Robert Kubica w materiale Justyny Szubert–Kotomskiej opowiedział o siedmioletniej drodze powrotu, odbudowie po rajdowym wypadku, a także… świątecznych zwyczajach.

"Było parę przepłakanych nocy". Robert Kubica o swoim powrocie

Likwidacja napastnika, który strzelał przed budynkiem FSB w Moskwie (+18) (wideo)

Data: 20.12.2019 17:49

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #rosja #moskwa #fsb #strzelanina

Agencja Ruply dysponuje wideo likwidacji napastnika, który strzelał przed budynkiem FSB na ulicy Bolszaja Łubianka w Moskwie. Przypuszczalnie jest to człowiek, który otworzył ogień w czwartek wieczorem.

Na nagraniu widać, jak osoba, ubrana w ciemne ubrania i prawdopodobnie z bronią w ręku upada na ziemię po oddaniu strzałów. Przypuszczalnie jest to napastnik, który otworzył ogień przed budynkiem FSB w czwartek wieczorem.

Likwidacja napastnika, który strzelał przed budynkiem FSB w Moskwie (+18) (wideo)

Hit! Co ten dziwny minister finansów wygaduje . . .

Data: 20.12.2019 17:31

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #pieniadze #idioci #polityka #skoknakase

Gdyby minister finansów występował w kabarecie, to przynajmniej można byłoby się szczerze pośmiać.

Hit! Co ten dziwny minister finansów wygaduje . . .

Jednak, gdy słucham jego słów o zaśmiecaniu środowiska przez produkcję gotówki, to jestem zdumiony geniuszem wymyślania historyjek.

Ten gość przebija nawet polityków z PO, PiS, SLD i innych.

Jest numerem jeden.

Takiej argumentacji jeszcze nie słyszałem:

"Mamy w Polsce 220 mld złotych w gotówce, w banknotach i monetach, to jaki to ma wpływ na środowisko, skąd ten papier jest, skąd ten metal na monety...".

Myślę, że Tadeusz Kościński, ten dziwnie mówiący pan, nie zna mentalności Polaków. Taką dziwaczną argumentację nawet nie stosują politycy sejmowi.

Coś mi się wydaje, że ten pan ma chrapkę na te 220 mld złotych.

Chyba szykuje się kolejna kradzież majątku Polaków . . .

Afera! Chcecie być baletnicami? Palcie papierosy!

Data: 20.12.2019 17:16

Autor: ziemianin

theguardian.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #Austria #baletnice #naukatanca #opera #szkolabaletowa #tancerki #taniec #Wieden #afera

Zachęcanie dzieci w wieku od 8 do 10 lat do palenia papierosów, aby nie czuły głodu, poniżanie psychicznie, bicie i molestowanie – tego doświadczyli uczniowie i uczennice prestiżowej szkoły baletowej w Wiedniu. Okazuje się, że w Polsce edukacja baletowa i warunki pracy również są naznaczone patologią.

Afera! Chcecie być baletnicami? Palcie papierosy!

Przykład austriacki jest wyjątkowo drastyczny. Jako pierwszy o skandalu w szkole baletowej przy Operze Wiedeńskiej napisał w kwietniu „Falter”. Na jaw wyszły metody rodem z XIX wieku. Uczniowie i baletnice skarżyli się na przemoc fizyczną ze strony nauczycieli, którzy chcieli w ten sposób zmotywować ich do bardziej intensywnej pracy i kontroli diety. Dzieci były również ciągnięte za włosy i pozbawiane godności.

Publikacja wywołała społeczne oburzenie, co skłoniło rząd do przeprowadzenia śledztwa i przygotowania raportu. Dzięki temu opinia publiczna dowiedziała się o jeszcze bardziej drastycznych praktykach. Uczniom szkoły baletowej w wieku 8-10 lat zalecano m.in. palenie papierosów, aby nie odczuwały głodu. Do dzieci zwracano się także, używając ich rozmiaru ubrań zamiast imion, co miało wywołać w nich poczucie winy.

Opera Wiedeńska, próbując ratować reputację, wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że dobro uczniów jest dla niej „najwyższym priorytetem”. Teatr zluzował również obciążenie zajęciami, wprowadził naukę odpowiedniej diety, tak aby organizmy nie były wyniszczane, a także zatrudnił psychologów do stałej opieki nad adeptami.

O tym, że stawianie się baletnicą jest drogą naznaczoną cierpieniem mówi w rozmowie z Portalem Strajk Zuzanna, była baletnica. „Zajęcia pochłaniały całe moje dzieciństwo. Trwały codziennie od 8:00 do 20:00, również w soboty” – przyznaje.

Zuzanna mieszkała w internacie, co wiązało się z dodatkowymi ograniczeniami. „Wychowywano nas w duchu ciągłej rywalizacji. Nie tylko w tańcu czy sprawności fizycznej. Walka między nami miała trwać również w nauce. Niektórzy nie wytrzymywali presji, ich psychika nie była w stanie tego znieść” – wspomina.

Okres nauki wspomina też jako naznaczony samotnością. „W szkole nie było miejsca na przyjaźń, były rywalki, nie koleżanki. W teatrze zresztą jest podobnie, choć zdarzają się wyjątki” – mówi była baletnica.

Zuzanna doznawała psychicznego terroru ze strony nauczycielek. „Idąc na zajęcia czułam strach i lęk. To było poczucie niepewności – czy ta kobieta znów będzie dziś stała nade mną, wypowiadając te upokarzające słowa?” – relacjonuje, dodając, że są to wspomnienia tak traumatyczne, że nie jest w stanie tego powtórzyć.

„W Teatrze nie ma miejsca na indywidualność. Nie możesz się wyróżniać” – wspomina Zuzanna. „Od pedagożki dostałam reprymendę po spektaklu, bo uśmiechałam się podczas widowiska, a także po jego zakończeniu, przy ukłonach. Usłyszałam, że to głupio wygląda, bo reszta tancerek się nie uśmiecha.”

Najgorsza była jednak kontrola wagi. Zuzanna wspomina, że ograniczała jedzenie do minimum. „Jedzenie po próbach, czy podczas przerw było bardzo źle widziane. Kiedyś zauważono, że minimalnie przytyłam. Pedagożka rozmawiała ze mną codziennie, mówiąc, że czeka na wyniki mojej diety, bo nie widać na razie bym schudła. Jednocześnie próbowała udawać koleżankę, zapewniając, że sama wie, jak trudno jest zrzucić kilogramy. Ta sama kobieta doprowadziła do anoreksji dwie baletnice, jedna z nich dziś już nie tańczy.

WTF? USA: 15 lat więzienia za spalenie tęczowej flagi

Data: 20.12.2019 15:36

Autor: ziemianin

bbc.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #usa #homoseksualizm #tecza #oddajcieteczedzieciompedaly #homosie #wesolki

Surowy wyrok za spalenie flagi ruchu LGBT. Mężczyzna z Ames w stanie Iowa trafi do więzienia na 16 lat. To najwyższy wymiar kary jaki mógł otrzymać.

WTF? USA: 15 lat więzienia za spalenie tęczowej flagi

30-letni Adolfo Martinez trafi za kratki za podpalenie trzeciego stopnia wraz z pogwałceniem praw jednostki w postaci zbrodni z nienawiści, nękania trzeciego stopnia oraz lekkomyślnego obchodzenia się z pirotechniką. Za podpalenie i zbrodnie z nienawiści został skazany na 5 lat. Z pozostałe dwa przestępstwa otrzymał karę roku i miesiąca pozbawienia wolności. Łączny wymiar kary jest efektem tego, że w przeszłości był on już karany.

Martinez w czerwcu tego roku ukradł tęczową flagę z budynku Zjednoczonego Kościoła Chrystusa w Ames. Pastor tej wspólnoty sam jest homoseksualistą. Następnie Martinez spalił flagę przed klubem dla sodomitów Dangerous Curves Gentleman’s Club. Mężczyzna przyznał się do winy.

Kapsuła Starliner: pierwszy test i pierwsze kłopoty na orbicie

Data: 20.12.2019 15:27

Autor: ziemianin

kopalniawiedzy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #kosmos #Boeing #CST100 #Starliner #kapsulazalogowa #test #AtlasV

Pierwszy praktyczny test kapsuły załogowej CST-100 Starliner nie przebiega zgodnie z planem. Pojazd Boeinga, który już wkrótce ma wozić astronautów, znalazł się na innej orbicie niż planowana.

Kapsuła Starliner: pierwszy test i pierwsze kłopoty na orbicie

Kapsuła wystartowała z Przylądka Canaveral o godzinie 12:36 czasu polskiego. Sam start rakiety Atlas V przegiegł bez zakłóceń. Prawidłowo przebiegło też oddzieleni Starlinera i Centaura – drugiego stopnia rakiety nośnej – od pierwszego stopnia. Później Starliner oddzielił się od Centaura i leciał za pomocą własnych silników. Wtedy to zboczył z kursu i wszedł na inną orbitę niż planowano. Zespół naziemny ma nad nim kontrolę, a z pojazdem jest wszystko w porządku. Obecnie kontrolerzy pracują nad rozwiązaniem problemu.

Zgodnie z planem lotu Starliner powinien jutro, 21 grudnia, o godzinie 11 czasu polskiego zadokować do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Obecnie nie wiadomo, czy to się uda.

Od powodzenia lotu testowego zależy, jak będzie wyglądała realizacja planu lotów załogowych za pomocą Starlinera. Pierwszy lot załogowy ma się odbyć około połowy przyszłego roku.

Specjalsi odebrali Black Hawki

Data: 20.12.2019 15:01

Autor: ziemianin

defence24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #wojsko #specjalsi #smiglowce #BlackHawk #WojskaSpecjalne #PZLMielec #lotnictwo #armia #polska

Śmigłowce S-70i Black Hawk zostały zamówione w styczniu br., w ramach pilnej potrzeby operacyjnej. Umowa, zawarta z zakładami PZL Mielec (należącymi do koncernu Lockheed Martin), objęła cztery śmigłowce wraz z wyposażeniem, pakiet logistyczny oraz szkoleniowy a także dodatkowe doposażenie, jakie maszyny otrzymają już po dzisiejszym odbiorze.

Specjalsi odebrali Black Hawki

Jej wartość wynosi 683,4 mln zł brutto, przy czym koszt jednego śmigłowca wraz z bazowym wyposażeniem to około 75 mln zł. W komunikacie MON czytamy, że „na dostawcę nałożono zobowiązania gwarantujące zachowanie śmigłowców w należytej sprawności technicznej przez cały okres ich eksploatacji”. Z nieoficjalnych informacji Defence24.pl wynika, że kontrakt zawiera też opcję na dostawę czterech kolejnych śmigłowców.

Przekazane Wojskom Specjalnym Black Hawki to na razie śmigłowce w podstawowej konfiguracji wyposażenia. Już dziś dysponują one jednak karabinami maszynowymi 7,62 mm Minigun i 12,7 mm, a także sprzętem do desantowania. Po odbiorze przejdą etap doposażenia zgodnie ze szczegółowymi potrzebami Wojsk Specjalnych, po czym powinny osiągnąć docelową konfigurację, której resort obrony nie ujawnia. "Szczegóły dotyczące uzbrojenia i specjalistycznego wyposażenia śmigłowców stanowią informację nieprzeznaczoną do upubliczniania, co jest przyjętym standardem światowym w przypadku sprzętu wojsk specjalnych" – czytamy w komunikacie MON.

Zakupione w ramach pilnej potrzeby operacyjnej maszyny to pierwsze w Wojsku Polskim średnie śmigłowce wielozadaniowe. Do tej pory flota była oparta o transportowe Mi-8/17, lekkie Mi-2 i lekkie wielozadaniowe W-3 Sokół, uzupełniane przez maszyny szkolne (SW-4, Gabri) oraz specjalistyczne (Mi-14, Mi-24).

Ghostery wychodzi poza granice przeglądarki

Data: 20.12.2019 14:45

Autor: ziemianin

ghostery.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #GhosteryMidnight #Ghostery #Komputery #Oprogramowanie #Ciekawostki #Prywatnosc #Szpiegowanie

Twórcy Ghostery chcą, żebyście czuli się bezpiecznie nie tylko w obrębie przeglądarki, ale też podczas korzystania z najróżniejszych aplikacji. Poznajcie Ghostery Midnight.

do pobrania Ghostery Midnight za darmo na tydzień

Ghostery często jest pierwszą z instalowanych wtyczek do Chrome’a czy Firefoksa, bo zapewnia skuteczną ochronę przed najróżniejszymi „szpiegami”, których pełno jest w Internecie. Jej autorzy postanowili teraz wyjść poza granice przeglądarki WWW i rozszerzyć pole działania o całego naszego peceta. Tak zrodziło się narzędzie Midnight.

Midnight, czyli Ghostery na cały komputer. Jak to działa?

Midnight przynosi ze sobą komplet (znanych z Ghostery) funkcji blokujących reklamy i narzędzia szpiegowskie oraz pozwala skorzystać z nich w popularnych aplikacjach. Gdy zainstalujemy ją na pececie z systemem Windows lub na Macu, żaden program nie będzie zbierał ani wysyłał informacji na nasz temat. Wśród aplikacji, którym uniemożliwia naruszanie naszej prywatności, znajdują się między innymi:

Spotify,

Dropbox,

Slack,

Microsoft Outlook

czy Photoshop.

Najróżniejsze aplikacje uruchomione na naszym komputerze, gromadzą o nas informacje. Wiedzą, kim są nasi znajomi, czym się interesujemy, dokąd chodzimy i jak dużo czasu spędzamy na tej lub innej aktywności. Te dane pozwalają na stworzenie naszego profilu reklamowego – to co dla nas oznacza naruszenie prywatności, firmom daje korzyści finansowe. Midnight ma to uniemożliwiać.

Ile to kosztuje? (Całkiem wysoka) cena prywatności

Aplikacja, która poza blokowaniem trackerów i reklam, umożliwia też skorzystanie z VPN i monitorowanie statystyk dotyczących tego, kto próbuje zebrać nasze dane, kosztuje 14 dolarów na miesiąc. Jeśli nie jesteście pewni, czy warto z niej skorzystać, możecie wypróbować ją za darmo. Okres testowy trwa 7 dni. Zainteresowani?

Firma Varialift Airships buduje sterowiec zasilany energią słoneczną z silnikami odrzutowymi.

Data: 20.12.2019 14:24

Autor: ziemianin

varialift.com

#codziennaprasowka #informacje #aktualnosci #wiadomosci #technologia #nauka #nowinkitechniczne #sterowiec #transport #ekologia

Sterowce były kiedyś uważane za przyszłość lotnictwa. Teraz są reklamowane jako bardziej ekologiczna metoda transportu.

Sterowiec Varialift ARH 250 zasilany energią słoneczną budowany przez brytyjską firmę Varialift Airships będzie wykorzystany jako międzynarodowy sposób na niskoemisyjny transport ładunków. Jak mówi dyrektor generalny Varialift, Alan Handley podczas lotu transatlantyckiego między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi sterowiec zużyłby 8 procent paliwa konwencjonalnego samolotu odrzutowego.

Firma Varialift Airships buduje sterowiec zasilany energią słoneczną z silnikami odrzutowymi.

wideo – Varialift ARH 250 to większa wersja ARH 50

Całkowicie aluminiowy korpus wypełniony helem. ARH 250 wkrótce będzie przewozić ładunek do 250 ton w ładowni piętrowej o wymiarach 250 x 100 x 20 m (500 000 m3). Brak obsługi naziemnej, leci pionowo i zużywa 90% MNIEJ paliwa niż samolot. Pokazany ARH 250 jest przystosowany do transportu nieporęcznych, ciężkich przedmiotów o masie do 250 ton metrycznych. ARH 250 to nowe rozwiązanie do szybkiego transportu ładunku lotniczego. Po wylądowaniu może służyć jako duży hangar lotniczy.

Oburzenie ulotkami „w porządku być białym”

Data: 20.12.2019 13:40

Autor: ziemianin

bbc.com

#codziennaprasowka #informacje #aktualnosci #wiadomosci #antyrasizm #bialarasa #politycznapoprawnosc #szkocja #wielkabrytania

Oburzenie polityków i mediów w Szkocji wzbudziły ulotki, jakie pojawiły się na ulicach miasta Perth w zachodniej części kraju. Ich treść ogranicza się do sformułowania „w porządku być białym”, co miało spowodować, że część miejscowych mieszkańców „poczuła się zagrożona”, a całej sprawie ma przyjrzeć się lokalna policja.

wymagany angielski

Oburzenie ulotkami „w porządku być białym”

Trzeba przyznać, że ulotki o wspomnianej treści nie grzeszą swoją pomysłowością, stąd nie ma na nich żadnej ciekawej grafiki czy wzoru. Znajduje się na nich po prostu napis „w porządku być białym” („It’s okay to be white”), zaś znalazły się one jedynie na niektórych latarniach i rurach spustowych w czterdziestotysięcznym miasteczku Perth we wschodniej części Szkocji.

To jednak wystarczyło, aby do sprawy odniósł się nawet szkocki wicepremier John Swinney z socjaldemokratycznej Szkockiej Partii Narodowej (SNP). Nazwał on ulotki „okropnymi” i zapowiedział, że „nie ma dla nich miejsca w Perth, ani w innej części kraju”. Dodatkowo wezwał on w mediach społecznościowych do wspólnego przeciwstawienia się wyrażaniu podobnych poglądów.

Dokładnie nie przedstawiono powodu, dla którego opisywane materiały miały być tak bardzo przerażające. Serwis brytyjskiej telewizji publicznej BBC donosi jednak, że niektórzy mieszkańcy Perth „poczuli się zagrożeni”, dlatego zwrócili się o pomoc do lokalnej organizacji „antyfaszystowskiej” Perth Against Racism. Sprawie ma ponadto przyjrzeć się miejscowa policja. Co prawda funkcjonariusze twierdzą, że w tej sprawie nie wpłynęło do nich żadne zawiadomienie, ale zwrócono im na to uwagę i mają oni obecnie zajmować się tą sprawą.

Czy Donald Trump zostanie usunięty z prezydentury?

Data: 20.12.2019 05:07

Autor: ziemianin

businessinsider.com.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #usa #trump #impeachment #polityka

"Kontrolowana przed Demokratów Izba Reprezentantów, zagłosowała za impeachmentem prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Nie oznacza to jednak usunięcia Trumpa z urzędu, bo o tym zdecydują w kolejnym etapie procedury senatorowie. Tam większość mają republikanie.

Czy Donald Trump zostanie usunięty z prezydentury?

Pierwszy zarzut dotyczy wywierania nacisków na ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, by ten ogłosił przeprowadzenie wspomnianego śledztwa wobec prawdopodobnego rywala Trumpa w nadchodzących wyborach – Joe Bidena. Drugi to pokłosie decyzji Trumpa, by nie przekazywać Kongresowi dokumentów, billingów itp., które mogłyby rzucić światło na sprawę oraz by zakazać najbliższym pracownikom, m.in. szefowi sztabu i szefom Departamentu Stanu oraz Energii, składania zeznań w Kongresie.

Teraz nastąpi wielki finał całej procedury, czyli proces w Senacie, w którym z kolei przeważają republikanie. To senatorowie zdecydują o tym, czy usunąć prezydenta Trumpa z urzędu, czy oczyścić go z zarzutów. By nastąpiła ta pierwsza sytuacja, potrzebnych jest co najmniej 67 głosów w Senacie, w którym zasiada 100 senatorów. Połowę z nich stanowią obecnie republikanie" – pisze businessinsider.com.pl

Prowadzona jest duża gra.

Następuje powtórka z rozrywki, czyli to, co zrobili z Clintonem. Najpierw go wybrali, służył im wiernie, a oni nagłośnili mu romans. Takich romansów, dziwactw, ma każdy amerykański polityk. Nikt z nich nie walczy o najważniejszą sprawę dla Ameryki, czyli o odzyskanie gospodarki i dolara od żydowskiego bankiera. Wszyscy politycy milczą, nie dotykają tego tematu. Ostatnim z odważnych był Kennedy. Odsunął żydowskich bankierów od władzy nad dolarem i gospodarką. Wydrukował własny, narodowy pieniądz. Nie potrzebował bankierów. Dlatego go zamordowali.

Co dalej z Donaldem Trumpem?

Trudno stwierdzić, jaką grę prowadzi żydowski bankier. To on decyduje o wyborze prezydentów i polityków. Na pewno robi pokazówkę, teatr dla ludu w celu prezentacji swojej siły.

Byłaby duża niespodzianka, gdyby usunęli Donalda Trumpa przed wyborami (3 list 2020 roku).

On nic nie zrobił przeciwko żydom: ani tym z Państwa żydowskiego, ani żydowskiemu bankierowi. Jest trochę takim dziwakiem, udającym ważną personę. Równie dobrze może zostać na następną kadencję.

Papryczka chili chroni przed zgonem w wyniku zawału i udaru

Data: 20.12.2019 04:59

Autor: ziemianin

thejournal.ie

#codziennaprasowka #informacje #aktualnosci #wiadomosci #zdrowie #nauka #chili #papryka #zawal #udar #zgon

Regularne spożywanie papryczki chili zmniejsza ryzyko zgonu z powodu epizodów sercowo-naczyniowych – informują włoscy naukowcy, których wnioski publikuje „Journal of the American College of Cardiology”.

Papryczka chili chroni przed zgonem w wyniku zawału i udaru

Papryka chili jest popularnym składnikiem w kuchni włoskiej i od wieków doceniane są jej właściwości lecznicze. Badania przeprowadzone przez naukowców z Instytutu Neuromed w Pozzilli potwierdzają, że ten ostry dodatek przyczynia się do obniżenia ogólnego ryzyka zgonu o 23 proc.

W badaniach wzięło udział 22 811 osób z południowego regionu Włoch – Molise. Przez średnio osiem lat naukowcy gromadzili informacje dotyczące ich zdrowia oraz nawyków żywieniowych. U osób, które spożywały papryczki chili cztery razy w tygodniu lub częściej ryzyko zgonu z powodu zawału było o 40 proc. niższe, a ryzyko zgonu z powodu udaru było o ponad 50 proc. niższe niż w przypadku osób spożywających papryczki rzadko lub wcale.

„Co ciekawe, zmniejszone ryzyko zgonu związane ze spożywaniem papryczek chili było niezależne od ogólnego sposobu odżywiania uczestników. Korzyści dotyczyły zarówno osób, które stosowały zdrową dietę śródziemnomorską, jak i tych odżywiających się w mniej zdrowy sposób” – zauważa Marialaura Bonaccio, autorka badań.

Korzystne działanie papryczki chili jest najprawdopodobniej zasługą jej aktywnego składnika – kapsaicyny, która pomaga obniżyć poziom cholesterolu oraz poprawia drożność naczyń krwionośnych.

Muzułmański policjant oskarżony w procesie muzułmańskiego gangu gwałcicieli

Data: 20.12.2019 04:44

Autor: ziemianin

bbc.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #anglia #gang #islam #muzulmanin #policjant #sad #gwalt

Muzułmański policjant oskarżony w procesie muzułmańskiego gangu gwałcicieli – wcześniej mężczyzna był twarzą kampanii społecznej.

wymagany angielski

Muzułmański policjant oskarżony w procesie muzułmańskiego gangu gwałcicieli

W maju 2016 BBC opublikowała materiał o rekrutacji mniejszości etnicznych od policji. Twarza tej akcji promowania różnorodności był funkcjonariusz policji Amjad Ditta. Dziś jest jednym z 16 oskarżonych w procesie muzułmańskiego gangu gwałcicieli – informuje na Twitterze Adam Gwiazda.

🇬🇧 W maju 2016 BBC opublikowała materiał o rekrutacji mniejszości etnicznych od policji. Twarza tej akcji promowania różnorodności był funkcjonariusz policji Amjad Ditta. Dziś jest jednym z 16 oskarżonych w procesie muzułmańskiego gangu gwałcicieli.

1/https://t.co/zRw5DlDHmV

— Adam Gwiazda (@delestoile) [18 grudnia 2019](https://twitter.com/delestoile/status/1207424871908683777?ref_src=twsrc%5Etfw)

Zarzuty obejmują kilka przypadków gwałtu, napaści seksualnej, dostarczania narkotyków i handlu ludźmi. Amjad Ditta był w momencie popełniania przestępstw funkcjonariuszem policji w West Yorkshire. 16 mężczyzn, wszyscy z Halifax, pojawią się w sądzie magisterskim w Bradford w dniu 6 stycznia 2020 r.

Stężenie bisfenolu w naszych organizmach jest wyższe i groźniejsze, niż sądziliśmy

Data: 20.12.2019 04:31

Autor: ziemianin

geekweek.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #nauka #bisfenol #choroby #hormony #nowotwory #opakowania #plastik #zdrowie

Najnowsze badania dotyczące bisfenolu A (BPA) w naszych organizmach pokazują, jak bardzo niedoszacowaliśmy poziomu tej substancji i negatywnych skutków, jakie wywołuje u człowieka.

Stężenie bisfenolu w naszych organizmach jest wyższe i groźniejsze, niż sądziliśmy

Naukowcy opracowali dokładniejszą metodę mierzenie poziomu bisfenolu A w naszych organizmach i odkryli, że działanie tej substancji na nasz organizm jest dużo wyższe niż wcześniej sądziliśmy. Przeprowadzone badania pokazały, że dane podawane przez organizacje zdrowotne, w tym amerykańską Agencję Żywności i Leków, są wadliwe i zaniżają poziom narażenia jakieś… 44 razy! Jak twierdzi jedna z autorek badania, Patricia Hunt z Washington State University: – Badanie rodzi poważne wątpliwości, czy byliśmy wystarczająco ostrożni z tą substancją. Okazuje się bowiem, że regulacje dotyczące BPA opierały się na przekłamanych pomiarach.

BPA można znaleźć w wielu plastikowych tworzywach, np. pojemnikach na napoje i jedzenie, a jak pokazują wcześniejsze badania na zwierzętach, wpływa ono mocno na nasz układ hormonalny, a co za tym idzie powoduje problemy ze wzrostem, metabolizmem, zachowaniem, płodnością i podnosi ryzyko zachorowania na nowotwory. Te eksperymentalne badania nie przekonały jednak FDA, które zapewniło, że nasz poziom narażenia na tę substancję jest bardzo niski i znajduje się na bezpiecznym poziomie.

Naukowcy postanowili jednak postawić na swoim, dlatego opracowali nową metodę badania poziomu BPA w naszym organizmie. Tym razem lepiej mierzy ona poziomy metabolitów BPA, czyli związków tworzonych, kiedy substancja przechodzi przez ludzkie ciało – wcześniej większość badań opierała się na niebezpośredniej metodzie pomiarowej z wykorzystaniem enzymu pozyskiwanego od ślimaków, który zamieniał metabolity w kompletne BPA, które można było zmierzyć. Nowa metoda pomija udział ślimaków i bezpośrednio mierzy metabolity BPA, jednocześnie bijać poprzednią na głowę, co udowodniły testy porównawcze obu rozwiązań.

Szybko okazało się bowiem, że stary sposób niedoszacowuje poziomów BPA nawet 44 razy! – Mam nadzieję, że te badania zwrócą uwagę na wadliwą metodologię badania BPA i eksperci przyjrzą się dokładnie temu, co się przez to dzieje – mówi współautor badań, Roy Gerona. Szczególnie że jego zdaniem problem nie dotyczy jedynie BPA, ale i wielu innych substancji, których poziomy były mierzone w ten sam sposób, co oznaczać może, że mamy kontakt z wieloma potencjalnie niebezpiecznymi substancjami. Jakimi? Na przykład parabenami, które znajdują się w kosmetykach, mydłach, zabawkach, opakowaniach na żywność czy innych artykułach do higieny osobistej.

Odnowiona rezydencja wilanowska - Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Data: 19.12.2019 17:07

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #historia #historiabezcenzury #hbc #warszawa #sobieski #wilanow

Wojciech Drewniak przedstawia:

Film „Odnowiona rezydencja wilanowska” to już kolejna produkcja, przy której pracowaliśmy z ekipą „Historii bez cenzury”. Jeśli za kamerą staje Tomasz Okoń, a po drugiej stronie obiektywu mamy Wojtka Drewniaka – to wiadomo, że będzie ciekawie. Tak jest i tym razem. Lekko, łatwo i przyjemnie informujemy o trwającym dwa i pół roku projekcie, który był chyba największym wyzwaniem z zakresu „projektów unijnych” w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.

Odnowiona rezydencja wilanowska – Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

W Danii za wtargnięcie pseudoekologów do gospodarstw rolnych grozi grzywna lub . . .

Data: 19.12.2019 02:51

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #ekoswiry #ekoterroryzm #polska #dania #francja #finlandia

W Danii nieuprawnione wtargnięcie do budynków inwentarskich podlega prawu karnemu. Jest to wtargnięcie, które jest traktowane jako przestępstwo kryminalne (art. 264).

[W Danii za wtargnięcie pseudoekologów do gospodarstw rolnych grozi grzywna lub więzienie! W Polsce…]()

Jaka sankcja może zostać nałożona przez organ administracyjny? Grzywna lub pozbawienie wolności do 6 miesięcy. Jednak, jeśli wystąpiły okoliczności szczególnie obciążające, kara może wynosić nawet 6 lat więzienia. Przykładowo, jeśli nielegalne wtargnięcie spowodowało znaczące szkody lub stworzyło szczególne ryzyko ich powstania.

Dania jest europejskim liderem w hodowli zarówno krów jak i zwierząt futerkowych. Duńczycy nie mogą sobie pozwolić na dyktat unijnych eko-lobby czy organizacji o charakterze ekoterrorystycznym. Prawo chroni rolników.

Francja. Niedozwolone prawem wtargnięcie na tereny należące do gospodarstw podlegają prawu karnemu i prawu cywilnemu. Efekty takich wtargnięć (np. nagrania wideo zamieszczone na stronach internetowych) mogą być karane na mocy przepisów prawa karnego i cywilnego. Prawo administracyjne ma tu niewielkie zastosowanie.

Finlandia jest chyba najsurowsza pod tym względem. Jest to przestępstwo podlegające prawu karnemu. Karany jest rodzaj nielegalnego wtargnięcia osoby tam, gdzie nie  powinna ona wchodzić. działanie takie jest zagrożone karą pozbawienia wolności (do 6 miesięcy) lub grzywny. Jak do tej pory wydano tylko jeden wyrok skazujący winnego na niewielką grzywnę.

Portugalia. Tego typu działania są regulowane i podlegają Kodeksowi Karnemu, a konkretniej jego artykułowi 191. Przepisy (Kodeks Karny) klasyfikują wtargnięcie na teren, na który wstęp osobom postronnym bez wcześniejszej zgody jest zabroniony, jako przestępstwo.

Jeśli dodamy do tego specjalne dyrektywy FBI do zwalczania ekoterroryzmu czy specjalną komórkę w Scotland Yard, gdzie monitoruje się poczynania ekstremistów prośrodowiskowych i prozwierzęcych, to Polska wydaje się być bezbronna w walce z radykałami prozwierzecymi. Znane są tez wyroki uniwinniające pseudoekologów za wypuszczanie zwierząt z ferm hodowlanych. Uzasadnienie polskich sądów? "Bo działali w dobrej wierze…".

O Grecie, która jeździła koleją i kłamała jak Pinokio! Wstyd i kompromitacja ikony eko-fanów

Data: 19.12.2019 02:46

Autor: ziemianin

twitter.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #ekoswiry #niemcy #DeutscheBahn

„Podróżując zatłoczonymi pociągami przez Niemcy. I w końcu jestem w drodze do domu” – napisała w sobotę Greta Thunberg na Facebooku i opublikowała zdjęcie, na którym widać ją siedzącą na podłodze wśród walizek.

O Grecie, która jeździła koleją i kłamała jak Pinokio! Wstyd i kompromitacja ikony eko-fanów

Deutsche Bahn, dziękując Grecie za jej zaangażowanie, napisała w komentarzu, że „byłoby jeszcze lepiej, gdyby powiedziała o przyjaznym i kompetentnym zespole, który o nią zadbał w trakcie podróży w pierwszej klasie”.

Kurtyna!

Liebe [#Greta](/t/Greta), danke, dass Du uns Eisenbahner im Kampf gegen den Klimawandel unterstützt! Wir haben uns gefreut, dass Du am Samstag mit uns im ICE 74 unterwegs warst. Und das mit 100 Prozent Ökostrom. 1/2

— Deutsche Bahn AG (@DB_Presse) [December 15, 2019](https://twitter.com/DB_Presse/status/1206182673888219136?ref_src=twsrc%5Etfw)

Statystyka z mchu i paproci atrapy państwa z dykty

Data: 19.12.2019 02:22

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #usa #cia #gospodarka

Po zbrodniczej "terapii szokowej" nazwanej później szokiem bez terapii, inflacja poniżej 10% spadła dopiero po blisko 11 latach. Magdalenkowy rząd starał się ukryć skalę pogromu gospodarki i społeczeństwa.

Statystyka z mchu i paproci atrapy państwa z dykty

Z odtajnionych dokumentów CIA wynika, że po 6 miesiącach wprowadzania planu Sachsa/Sorosa pod fałszywą nazwą figuranta Balcerowicza w lipcu 1990 gospodarka Polski tonęła a polski dochód realny zmniejszył się o 42%!

Zadawanie listem e-mail konkretnych pytań Głównemu Urzędowi Statystycznemu jest daremne – Głucha cisza była mu odpowiedzią.

Co najwyżej można otrzymać odpowiedz – Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi.

GUS wielu kluczowych wskaźników oblicza na podstawie odpowiedzi z ankiet, mimo iż są w systemie informacji państwa dostępne twarde dane.

I tak na przykład wynagrodzenia ustalane są na podstawie ankiet a nie twardych danych z zeznań podatkowych PIT. Od dekad wiadomo, że osoby zamożne w tych ankietach udzielają fałszywych informacji, silnie zaniżając swoje przychody i dochody.

Okazuje się, że Polska była krajem skandalicznych, prawie III Światowych nierówności a GUS to z rozmysłem ukrywał i podawał fałszywe informacje.

https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/wysokosc-swiadczen-socjalnych-wplywa-na-liczbe-imigrantow/

"Polska w latach 1994 – 2015 stała się jednym z najbardziej nierównych pod względem dochodów krajów w Europie; opiniami ekonomistów można łatwo manipulować; wysokość świadczeń socjalnych wpływa na liczbę imigrantów – to tylko niektóre z wniosków z najnowszych ekonomicznych badań naukowych.

Michał Brzeziński, Michał Myck i Mateusz Najsztub przygotowali pracę „Reevaluating Distributional Consequences of the Transition to Market Economy in Poland: New Results from Combined Household Survey and Tax Return Data” („Powtórna ocena skutków zmian w rozkładzie dochodów po wprowadzeniu gospodarki rynkowej w Polsce: nowe wyniki z połączonych danych z ankiet gospodarstw domowych i formularzy podatkowych”).

Wynika z niej, że Polska jest znacznie bardziej nierównym krajem, niż by to wynikało z oficjalnych statystyk. Opierają się one bowiem na ankietach, a w tychże, najbogatsi zaniżają swoje dochody. Dlatego, by poznać prawdziwy obraz sytuacji autorzy sięgnęli po dane z zeznań podatkowych, w których kłamstwo jest znacznie mniej prawdopodobne, chociażby ze względu na odpowiedzialność karną. I po uwzględnieniu dodatkowych informacji okazuje się, że to właśnie najbogatsi najbardziej zyskali na transformacji ustrojowej w Polsce.

Roczna stopa wzrostu dochodów 5 proc. osób z najwyższymi dochodami przekroczyła 3,5 proc., podczas gdy mediana (wartość powyżej i poniżej której znajduje się połowa danych) dochodu dla wszystkich obywateli rosła o 2,5 proc. Współczynnik Gini mierzący nierówności dochodowe naprawdę rósł o 14 – 26 proc. (4 – 8 p.p.) więcej niż wynika z danych opartych tylko na ankiecie. Co z tego wynika? Otóż to, że – zdaniem autorów – Polska w latach 1994 – 2015 stała się jednym z najbardziej nierównych pod względem dochodów krajów w Europie.

Co jeszcze ciekawsze, do takiego rozwarstwienia przyczyniła się polityka podatkowa. W latach 1999 – 2015 progresywność podatków bezpośrednich i składek na ubezpieczenie społeczne spadła o 40 proc. Szkoda jednak, że analiza autorów kończy się na 2015 r., ponieważ w 2016 r. wprowadzono w Polsce program „Rodzina 500 plus”, który powinien zauważalnie zmniejszyć nierówności dochodowe w kraju."

Banksy stworzył świąteczną grafikę, która zwraca uwagę na problem bezdomności w Anglii!

Data: 19.12.2019 02:06

Autor: ziemianin

instagram.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiat #banksy #sztuka #art #artysta #anglia

Sztuka oznacza wiele rzeczy dla wielu ludzi. Posiada ona ogromną moc. Bez względu na to, czy jest to „Mona Lisa” Da Vinci, czy mem z Internetu – sztuka służy ulepszeniu ludzkości. Sztuka może wzbogacać nas kulturowo, może sprawić, że doświadczymy nowych rzeczy, może być fontanną moralności. Przede wszystkim sztuka może popchnąć nas w kierunku zmian. Właśnie to zrobiła anonimowa ikona brytyjskiej sztuki kulturalnej – Banksy.

Banksy stworzył świąteczną grafikę, która zwraca uwagę na problem bezdomności w Anglii!

Niedawno pojawiło się wideo na koncie Banksy’ego na Instagramie. Przedstawia bezdomnego (który później został zidentyfikowany jako Ryan), popijającego wodę, przygotowując się do snu na publicznej ławce, przykryty workami pełnymi jego rzeczy. Ujęcie zostaje oddalone, aby odsłonić artystyczne przedłużenie ławki – renifery startujące w przestworza. Sposób ustawienia ławki, na której leżą rzeczy Ryana, a także jego wygląd tworzą aluzję, że to Mikołaj lecący po nocnym niebie na saniach.

Wraz z filmem jest także podpis: „Niech Bóg błogosławi Birmingham. W ciągu 20 minut nakręciliśmy Ryana na tej ławce, przechodnie podali mu gorący napój, dwie tabliczki czekolady i zapalniczkę – pomimo że o nic prosił.” Nowe dzieło sztuki można znaleźć na Vyse St. w Birmingham.

Nowy mural Banksy zwraca uwagę na smutną i pogarszającą się rzeczywistość, że Boże Narodzenie nie jest radosnym czasem dla wszystkich. Zima jest najtrudniejszą porą dla osób bezdomnych: temperatury spadają poniżej zera, częste są zimne wiatry i sporadyczne opady śniegu. Nie najdogodniejsze warunki do spania pod gołym niebem.

Dla nieświadomych Banksy jest światowej sławy anonimowym angielskim artystą ulicznym, działaczem politycznym i reżyserem filmowym. Miejsca publiczne, takie jak ulice, mury i mosty, były płótnem dla jego wizualnego komentarza od wczesnych lat 90. najbardziej znany jest z „Girl with Balloon”, „Love is in the Air” i „Napalm”, a także kilku innych dzieł.

To nie jest pierwszy mural Banksy’ego o tematyce bożonarodzeniowej, ponieważ pojawiły się również życzenia sezonowe. Przedstawił małe dziecko łapiące płatki śniegu językiem po jednej stronie ściany. Z drugiej jednak, okazuje się, że śnieg to tak naprawdę dym i żar wydobywający się z pożaru. Kiedyś znajdował się w garażu huty w Port Talbot, ale później został przeniesiony do galerii w budynku miasta Ty’r Orsaf.

WTF? MSWiA dotuje „Bal Chanukowy”

Data: 19.12.2019 01:41

Autor: ziemianin

facebook.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #zydzi #mswia #bal

Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce opublikowało w mediach społecznościowych zaproszenie, dotyczące organizowanego 21 grudnia „Balu Chanukowego” z okazji żydowskiego święta Chanuka. Nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie fakt, że organizacja pochwaliła się otrzymaniem dotacji od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

WTF? MSWiA dotuje „Bal Chanukowy”

Obecna władza przyzwyczaiła już do hucznego obchodzenia żydowskiego święta, przypadającego w tym roku 22 grudnia. Rokrocznie w Pałacu Prezydenckim i w budynku Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej odbywa się więc uroczyste zapalenie świec, w którym uczestniczą przedstawiciele kontrowersyjnej sekty Chabad-Lubawicz. Samo święto upamiętnia z kolei ponowne poświęcenie Świątyni Jerozolimskiej w 165 r.p.n.e.

W przeddzień tego święta, czyli 21 grudnia, odbędzie się bal organizowany przez wspomniane już Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce, czyli świecką organizację żydowską powstałą w 1950 roku w wyniku połączenia dwóch największych wówczas organizacji skupiających wyznawców judaizmu.

„Bal Chanukowy” ma odbyć się w siedzibie Volvo Car przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie. Towarzyszyć mu będą quizy, świąteczne gry dla dzieci, koncerty oraz specjalnie przygotowany poczęstunek. Z ogłoszenia Towarzystwa możemy dowiedzieć się, że za to wszystko zapłacą podatnicy, ponieważ pieniądze na ten cel przeznaczyło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Źródło: facebook.com/TSKZwP

Tradycja zobowiązuje. Na to mogli wpaść tylko oni. Ktoś spalinami gazuje polne krety

Data: 17.12.2019 20:16

Autor: ziemianin

donaukurier.de

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #niemcy #rolnictwo #rolnik #gaz #zagazowac #tradycja

Zarzuty postawiono oczywiście rolnikowi. Powodem jest odkrycie ciągnika z podłączonym szlauchem do tłumika spalinowego, którego jest właścicielem.

wymagany niemiecki

Tradycja zobowiązuje. Na to mogli wpaść tylko oni. Ktoś spalinami gazuje polne krety

Rolnik zaprzecza wszelkim zarzutom. W miejscowości Rohrbach (Niemcy), ktoś zdecydował się na zastosowanie drastycznych środków w walce z niewidomymi ssakami. Anonimowy informator w zeszłą sobotę poinformował policję o jeżdżącym po polu krematorium, które pompuje spaliny wprost w otwory krecich kopców.

Kiedy na miejscu zjawiły się służby, po prowadzącym traktor nie było śladu. Odkryli jednak zmodyfikowany traktor oraz wąż, który służył do odprowadzania spalin. Szlauch był zagłębiany na około pół metra w głąb kopców, a miejsce instalacji maskowano drewnianym deklem.

Policja poinformowała, że rolnik absolutnie zaprzecza, by był sprawcą procederu i nie wie kto mógłby nim być. Śledczy dali wiarę zeznaniom podejrzanego i przyjęli jego wyjaśnienia o tym, że miejsce, w którym znaleziono traktor jest jego docelowym, codziennym parkingiem. Policja podejrzewa kilka osób, typując ich, jako sprawców przestępstwa. Czyn, jakiego się dopuszczono jest w Niemczech karany grzywną do 50 000 euro.

Wszczęto dochodzenie, a kolejnym krokiem śledczych jest wizja lokalna połączona z ewentualnym rozkopaniem kretowisk, aby sprawdzić, czy kretom stała się krzywda? Krety za Odrą podlegają federalnej ustawie o ochronie przyrody i jest pod specjalną kuratelą prawa.

List 500 naukowców: Kryzys klimatyczny nie istnieje

Data: 17.12.2019 20:08

Autor: ziemianin

dorzeczy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #klimat #kryzys

Grupa 500 naukowców z całego świata wystosowała list do sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa oraz sekretarza wykonawczego Konwencji Narodów Zjednoczonych ds. zmian klimatycznych Patrici Espinosa Cantellano. Przekonują w nim, że zjawisko zwane "kryzysem klimatycznym" nie istnieje – informuje tygodnik "Do Rzeczy". List powstał z inicjatywy Guusa Berkhouta, geofizyka, emerytowanego profesora Uniwersytetu w Hadze.

List 500 naukowców: Kryzys klimatyczny nie istnieje

"(...) obecna polityka niepotrzebnie osłabia system gospodarczy, zagrażając życiu w krajach, którym odmawia się dostępu do stałej i taniej energii elektrycznej"

– napisali naukowcy.

"Wzywamy do przestrzegania polityki klimatycznej bazującej na solidnej nauce, realizmie gospodarczym i prawdziwej trosce o tych, w których uderza kosztowna, niepotrzebna i nieskuteczna obecna polityka"

– czytamy w liście.

Naukowcy przypominają, że nie tylko, a być może nie przede wszystkim człowiek jest przyczyną ocieplającego się klimatu, który nota bene nie ociepla się tak szybko, jak w mrocznych przewidywaniach ideologów klimatycznych. Co więcej, naukowcy po raz kolejny podkreślili, że dwutlenek węgla to nie zanieczyszczenie, ale niezbędny element konieczny do istnienia życia na Ziemi.

"Polityka musi szanować realia naukowe i ekonomiczne. Nie ma sytuacji kryzysowej. Dlatego też nie ma powodu do paniki oraz podnoszenia alarmu. Zdecydowanie sprzeciwiamy się proponowanej, jako cel do 2050 r., szkodliwej i nierealistycznej polityce dążącej do zerowej emisji CO2. Jeśli pojawią się lepsze rozwiązania, a na pewno się pojawią, to mamy wystarczająco dużo czasu na refleksję i dostosowanie się. Celem polityki międzynarodowej powinno być zapewnienie dostępu do niezawodnej i niedrogiej energii elektrycznej przez cały czas i na całym świecie"

– puentują naukowcy.

Jak uzupełnia "Do Rzeczy", sygnatariusze poprosili o umieszczenie ich Deklaracji w porządku dziennym kolejnej sesji ONZ w Nowym Jorku, oraz zaprosili do rzetelnej naukowej debaty. Pod listem podpisało się 500 naukowców, głównie pochodzących z Europy. Wśród nich znajdują się jednak także uczeni ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii i RPA.

Jak mięso zmieniło człowieka?

Data: 17.12.2019 19:41

Autor: ziemianin

polityka.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #natura #czlowiek #mieso #ewolucja

Większy mózg, mniej włosów, ciemniejsza skóra – mięso zmieniło ludzi na wiele sposobów. Stało się symbolem władzy, bogactwa, męskości. Jak się zaczęła i dokąd prowadzi nasza mięsożercza obsesja?

Jak mięso zmieniło człowieka?

Sześćdziesiąt pięć milionów lat temu małe kudłate zwierzę, przypominające skrzyżowanie wiewiórki ze szczurem, skakało z gałęzi na gałąź w poszukiwaniu soczystych owoców. Purgatorius (tak nazwano to stworzenie), podobnie jak i inni wcześni przodkowie człowieka, nie jadał mięsa. W terminologii współczesnej był frutarianinem – opierał swoją dietę na owocach.

Przez dziesiątki milionów lat nasi przodkowie byli weganami: poczynając od purgatoriusa, pierwszego znanego nam przedstawiciela rzędu naczelnych, po bardziej znajomo wyglądających australopiteków. Badania ich zębów wykazują, że do ok. 15 mln lat temu żywili się głównie owocami. Nieco później, na przedsionku okresu paleolitycznego, masywne trzonowce sugerują przejście na dietę trudniejszą do rozdrobnienia: liście drzew, korę, trawy. Gdyby ci przodkowie człowieka spróbowali współczesnego obiadu opartego na mięsie, nie byliby go w stanie strawić. Spora dawka schabowych mogłaby się dla nich wręcz skończyć śmiercią wskutek skrętu kiszek. Ich przewody pokarmowe, z charakterystycznym dla roślinożerców pokaźnym jelitem ślepym, nie były przystosowane do trawienia mięsa.

Od orzechów do mięsa

Zdaniem naukowców tym, co przygotowało nas na dietę mięsną, były orzechy i nasiona. Kaloryczne, tłuste, przyczyniły się do zmniejszenia jelita ślepego homininów i rozwoju jelita cienkiego, gdzie są trawione tłuszcze. To dzięki orzechom i nasionom 2,5 mln lat temu nasi krewni mogli wreszcie zabrać się za mięso. Przy czym nikt do końca nie wie, dlaczego właściwie zaczęli je jeść. Zdaniem takich naukowców, jak Katharine Milton z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, to zmiany klimatu przyczyniły się do modyfikacji diety homininów. Afrykańska kolebka ludzkości ochłodziła się wówczas i wyschła. Obfitujące w owoce i nasiona lasy ustąpiły miejsca sawannom, których trawy stały się pożywieniem coraz liczniejszych roślinożerców: antylop, żyraf, gazeli. Te zaś z kolei często padały ofiarą ówczesnych drapieżników – od ogromnych tygrysów szablozębnych po polujące hieny Chasmaporthetes. Nasi przodkowie, których dotychczasowe pożywienie stało się trudniejsze do znalezienia, musieli w miarę często trafiać na niedojedzone ofiary mięsożerców. Czemu więc nie spróbować?

Najstarsze dowody znaleziono w Gonie w północnej Etiopii. To liczące sobie jakieś 2,5 mln lat kości Hippariona, wymarłego już gatunku konia, na których przodkowie człowieka zostawili nacięcia – ślady po kamiennych narzędziach używanych do ćwiartowania. Ponieważ jednak było to znalezisko dość odosobnione, naukowcy uważają, że dopiero jakieś pół miliona lat później hominini zabrali się za jedzenie mięsa na dobre. W 2012 r. paleoantropolodzy ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii odkryli na wybrzeżu Jeziora Wiktorii w Kenii tak duże zbiorowisko pociachanych kości zwierząt, że rozwiało to wątpliwości co do mięsożerności mieszkańców Afryki sprzed 2 mln lat.

Czym delektowali się ówcześni przodkowie? Czym się dało: od gigantycznych wymarłych słoni z gatunku Deinotherium (mierzyły 4 m od ziemi do nasady szyi), przez hipopotamy i nosorożce, po żaby i jeże. Nie oznacza to jednak, że już przed 2 mln lat hominini byli sprawnymi myśliwymi. Raczej sprawnymi… padlinożercami. Początkowo, twierdzą naukowcy, albo jadali to, co zostało po ucztach innych drapieżców, albo odganiali tych drapieżców od upolowanej ofiary. Można to ocenić po kościach, jakie obrabiali; często do jedzenia zostawały im mniej smakowite kąski, jak szpik czy mózgi. Dopiero znaleziska ponacinanych kości z tych części zwierzyny, które lwy czy gepardy lubią najbardziej i zjadają w pierwszej kolejności (jak mięsiste nogi), sugerowały, że kolację hominini upolowali sobie sami.

Znalezione czy upolowane mięso poważnie zmieniło przodków człowieka. Niektórzy naukowcy, z Henrym T. Bunnem, profesorem antropologii z University of Wisconsin-Madison, na czele, posuwają się wręcz do twierdzenia, iż „mięso zrobiło z nas ludzi”. Po pierwsze, to prawdopodobnie właśnie dzięki jadaniu mięsa mózg przodków człowieka mógł się znacznie powiększyć. Mózg to kosztowny organ – zużywa 20–25 proc. energii potrzebnej do działania całego organizmu. Dieta w stylu australopiteków (liście, kora) była mało kaloryczna i pełna błonnika – jak mówią paleoantropolodzy – zbyt niskiej jakości, by utrzymać duży mózg. Według teorii sformułowanej jeszcze w 1995 r. przez Leslie Aiello, profesor paleoantropologii z University College w Londynie, i Petera Wheelera z John Moores University w Liverpoolu to właśnie mięso, kaloryczny pokarm pełen białka, mikroelementów i witamin, pozwoliło przodkom wykarmić ich coraz większe mózgi.

Po drugie, to że hominini weszli do grupy drapieżców i zaczęli konkurować z tak niebezpiecznymi zwierzętami, jak lwy czy tygrysy szablozębne, pchnęło ewolucję w kierunku coraz większej postury ciała (dużemu łatwiej odgonić lwa od upolowanej antylopy). Już 1,7 mln lat temu Homo był 50 proc. większy od przeciętnego australopiteka. Po trzecie, polowanie przyczyniło się do… łysienia. Ściganie zwierzyny to forsowna aktywność. Dobrze, by ciało myśliwego było w stanie efektywnie pozbyć się nadmiaru wytwarzanego ciepła, stąd też przodkowie zaczęli tracić futro i bardziej się pocić. W porównaniu z bliskimi krewnymi, szympansami, pocimy się znacznie bardziej, szczególnie na plecach i klatce piersiowej. Ok. 1,5 mln lat temu, gdy hominini byli już na dobre mięsożercami, pojawiła się też mutacja w genach odpowiedzialnych za wariacje w kolorze skóry. Dzięki ciemniejszej pigmentacji coraz bardziej wyeksponowana skóra przodków mogła być chroniona przed afrykańskim słońcem.

Co więcej – jak twierdzi prof. Richard Wrangham z Harvard University – od kiedy przodkowie odkryli technologię gotowania, mięso mogło zmienić ich ciała jeszcze bardziej. Gdy już hominini zaczęli pichcić (a mogli to zacząć robić nawet 1,7 mln lat temu, jak sugerują pozostałości ognisk odkryte w jaskini Wonderwerk w RPA – choć te znaleziska są jeszcze kontestowane w środowisku naukowym), ich mózgi mogły dostać jeszcze więcej kalorii z mięsa. Na dodatek miękkie i stosunkowo łatwe do przeżucia gotowane mięso mogło przyczynić się do tego, iż mamy tak małe usta i słabe szczęki (w porównaniu z innymi naczelnymi).

Nie jesteśmy kotami

Te wszelkie wywołane przez jedzenie mięsa zmiany nie oznaczają jednak, że ludzie są stworzeni do bycia mięsożercami. Gdyby przodkowie mieli do dyspozycji masło orzechowe albo placki ziemniaczane, nie potrzebowaliby pieczystych gazeli, by zapewnić mózgowi wystarczającą ilość kalorii i białek. Ludzie, podobnie jak szczury i karaluchy, są wszystkożercami, nie mięsożercami – jak koty czy wilki. W przeciwieństwie choćby do kotów możemy żyć zdrowo bez produktów zwierzęcych (mruczkom na diecie bezmięsnej braknie np. witaminy A, której nie mogą przetworzyć tak jak my z beta-karotenu).

Nie mamy też zębów mięsożerców – wbrew powszechnej opinii kły nimi nie są. Praktycznie wszystkie ssaki mają kły, a ich rozmiar świadczy jedynie o tym, że przedstawiciele danego gatunku walczą między sobą (stąd ogromne kły wegańskich goryli). Zębami do jedzenia mięsa są tzw. łamacze, duże i ostre, które można znaleźć choćby na tyłach szczęk psa. My, ludzie, łamaczy nie mamy. Nie mamy również silnych mięśni szczęk mięsożerców ani nie potrafimy tak szeroko jak one otworzyć ust.

Nie jesteśmy więc skazani na mięso, ale polowanie przyczyniło się do rozwoju ludzkich społeczności. Mięso bowiem jest specyficznym pokarmem. W odróżnieniu od owoców czy orzechów zdobywa się je rzadko, za to w dużych porcjach – i to w takich, które szybko się psują. Jeden człowiek może zjeść wszystkie orzechy, które sam nazbiera, ale z upolowanym słoniem już sobie nie poradzi (taki słoń to ok. 500 tys. kalorii – tyle co 1400 schabowych 100-gramowych).

Upolowanego słonia trzeba podzielić między plemię, a to przepis na politykowanie. Kto dostanie najwięcej? Kto otrzyma najlepsze kęski? Któremu z myśliwych najbardziej dziękować za ucztę? Już szympansy używają mięsa do celów politycznych, strategicznie rozdzielając upolowaną zdobycz, tworzą koalicje między członkami stada. Powiązanie pomiędzy mięsem, prestiżem i władzą, nabyte przez ludzkość w czasach szablozębnych tygrysów, to coś, co przetrwało przez wieki, przyczyniając się do tego, jak dużo jemy kiełbas i kotletów w XXI w.

Ludzkość lubi mięso. W skali świata rocznie na kotlety i kiełbasy idzie ponad 64 mld sztuk zwierząt – i to tylko jeśli liczyć te z ośmiu najważniejszych mięsnych gatunków. Przeciętny mieszkaniec Ziemi zjadł w 2013 r. 43,1 kg mięsa. Przeciętny Polak – 67,5 kg, Amerykanin zaś – 92,3 kg. Apetyty rosną. Holenderski Rabobank International przewiduje w swoim raporcie, że w porównaniu z 2010 r. w 2030 r. ludzkość zje 44 proc. mięsa więcej. Niewątpliwie jednym z tego powodów jest smak mięsa – unikatowa mieszanka tłuszczu, umami i zapachów powstających w tzw. reakcji Maillarda (brązowienia, do którego dochodzi, gdy smażymy czy pieczemy mięso). Innym motorem obsesji mięsa jest marketing i lobbing potężnego przemysłu, który w samych tylko Stanach Zjednoczonych odnotowuje roczne sprzedaże wartością przewyższające PKB Węgier. Gdyby jednak nie symbolika mięsa, ludzkości dużo łatwiej byłoby zarzucić jedzenie kotletów i kiełbas, niezależnie od ich smaku czy lobbingu producentów.

Coś , o czym wszyscy marzą

Mięso to przede wszystkim symbol dostatku i władzy. Tym, co przyczyniło się do przekonania, że jedzenie mięsa jest oznaką statusu, był mechanizm, który Robert Cialdini, profesor psychologii z Arizona State University, nazywał zasadą niedostatku (ang. scarcity principal). Na podstawie licznych eksperymentów wykazał, że im bardziej coś jest trudno dostępne, tym bardziej sobie to cenimy. Przez wieki mięso było trudno dostępne i drogie. Produkcja żywności ze zwierząt jest bowiem mało efektywna: aby wyhodować 1 kg wołowiny, krowa musi zjeść 13 kg zbóż. To dlatego Oskar Kolberg w „Materyałach do Etnografii Słowiańskiej” z 1871 r. odnotowywał, że chłopi „mięsa rzadko kiedy uwidzą. Na weselu nawet mięso w skąpych tylko ukazuje się porcyach”. Tymczasem arystokracji nie brakowało „baraniny, cielęciny, kapłonów, gęsi, kaczek, zajęcy, jeleni, sarn, odyńców i innej zwierzyny, jako to przepiórek, koropatw, skowronków” – jak przywoływał Beauplan, „indżynier w służbie królów polskich, Zygmunta III, Władysława IV, Jana Kazimierza”. Mięso nabrało waloru luksusu, czegoś, o czym większość tylko marzy.

Co więcej, im bardziej traktujemy dane potrawy jako nagrodę, tym bardziej lubimy je jeść. W eksperymentach przeprowadzonych m.in. przez Leann Birch, profesor psychologii z Penn State University, dzieci, którym mówi się, że dostaną ciasteczko za dobre zachowanie, nabierają większego niż zwykle apetytu na słodkości (działa to też w drugą stronę: jeśli oferować dzieciom w nagrodę marchewki, staną się one dla nich przysmakiem). Mięso przez wieki traktowane było jako nagroda. Odmawiano go sobie w czasie postów, by móc ucztować przy nim w czasie świąt i biesiad (samo słowo karnawał pochodzi od włoskiego carnevale, pożegnanie z mięsem). Również jedzenie potrawy w czasie świętowania samo w sobie przydaje jej smakowitości. W eksperymentach Leann Birch dzieci najbardziej lubiły jadać to, co regularnie dostawały podczas imprez towarzyskich, zwłaszcza jeśli dorośli wokół się uśmiechali (notka do rodziców: to dlatego zmuszanie do niczego dobrego nie prowadzi).

Mięso to również męskość. Korzenie tego przekonania sięgają do często podświadomej wiary w to, iż stajemy się tym, co jemy. Aby być silnym jak lew, trzeba jeść jak lew. Aby mieć mięśnie jak wół, najlepiej skonsumować wołu. Starożytni Grecy uważali, że zjedzenie słowika prowadzi do bezsenności, a w jednym z plemion Papui-Nowej Gwinei mówi się, że aby szybko rosnąć, dzieci powinny jeść to, co najszybciej rośnie.

W jednym ze swoich eksperymentów Paul Rozin, profesor psychologii z University of Pennsylvania, wykazał, że studenci uważają, iż osoby, które jadałyby dziki, byłyby szczególnie owłosione, a smakosze żółwi – powolni. Nic dziwnego więc, że wciąż tak silna jest wiara wśród mężczyzn w to, że aby mieć pokaźne mięśnie, należy jeść mięso (czego nie potwierdzają ani badania, ani przykłady kulturystów wegan). Co ciekawe, zdaniem uczonych, im bardziej mężczyźni czują, iż współczesna kultura zagraża ich tradycyjnie definiowanej męskości (bo metroseksualizm, bo małżeństwa gejów, bo urlopy tacierzyńskie), tym więcej pojawia się odniesień do mięsa jako pożywienia prawdziwych mężczyzn. Pisał o tym jeszcze w 1976 r. prof. Jean Mayer: „Im więcej mężczyźni przesiadują całymi dniami za biurkiem, tym bardziej chcą upewnić swoją męskość, zajadając wielkie kawały krwawiącego mięsa, ostatniego symbolu machismo”.

Symbolika mięsa jako czegoś, co daje władzę i prestiż, jest też jednym z motorów rosnących apetytów na mięso w Azji. Od lat 80. konsumpcja mięsa w Chinach zwiększyła się czterokrotnie. W miastach Indii spożycie drobiu między 2000 a 2030 r. ma pójść w górę o 1277 proc., a wołowiny w Nepalu o 1329 proc.! Za czasów Gandhiego w Indiach popularne było przekonanie, iż Brytyjczycy są kolonialną potęgą, gdyż lubują się w wołowinie, w przeciwieństwie do słabowitych wegetariańskich mieszkańców subkontynentu. Sam Gandhi też w to przez pewien czas wierzył za sprawą jednego ze swoich przyjaciół, którego cytował w autobiografii: „Jesteśmy słabymi ludźmi, bo nie jadamy mięsa. Anglicy są w stanie nami rządzić, bo oni mięso jedzą”. Jeszcze barwniej zilustrował to w 1976 r. Den Fujita, ówczesny prezes japońskiego McDonald’s: „Jeśli będziemy jadać hamburgery przez tysiąc lat, staniemy się blondynami. A jak będziemy blondynami, zawojujemy świat”.

Jak wykarmić zwierzęta?

Symbolika mięsa jest tak głęboko zakorzeniona w ludzkiej świadomości, że niełatwo nam zrezygnować z kotletów i wędlin, choćby nie wiem jak straszono rakiem i zawałami. Nie oznacza to, że nie powinniśmy poważnie przemyśleć mięsolubnych zwyczajów – i to nie tylko dla zdrowia. Również dlatego, że planeta nie daje sobie rady z taką dietą. W 1900 r. niewiele ponad 10 proc. światowych zbiorów zbóż szło na wyżywienie zwierząt gospodarczych. Teraz w USA dla zwierząt idzie już 60 proc. zbóż. Gdyby w 2050 r. cała ludzkość chciała jeść tyle mięsa co Amerykanie, brakłoby planety, aby te wszystkie krowy, kury i świnie wykarmić. Do tego dochodzi ocieplenie klimatu: konsumpcja mięsa odpowiedzialna jest za jakieś 14,5 proc. emisji gazów cieplarnianych, czyli więcej niż wszystkie samochody i samoloty razem wzięte. Nic dziwnego, że w listopadowym (2015 r.) raporcie brytyjski think tank Chatham House wskazywał, iż „zmniejszenie globalnej konsumpcji mięsa będzie miało zasadnicze znaczenie dla utrzymania wzrostu globalnego ocieplenia poniżej »niebezpiecznego poziomu« dwóch stopni Celsjusza”.

Choć mięso zrobiło z nas ludzi, w XXI w. jesteśmy w o wiele lepszej sytuacji niż przodkowie przed 2,5 mln czy nawet 100 laty: mamy dostęp do rozmaitych ultrazdrowych produktów roślinnych z całego świata. Czas zacząć je jeść. Jak marzył Cezary Baryka w „Przedwiośniu”: „W nowej cywilizacji niekoniecznie będzie się pożerało mięso starszych naszych braci w Darwinie”. I dzięki temu, uważał Baryka, polskie chłopstwo będzie „rasą najzdrowszą na ziemi”.


Źródło: Książka autorki „Meathooked: The History and Science of Our 2.5-Million-Years Obsession With Meat” ukzała się w lutym 2016 r. w USA.

Publicysta “The Washington Times”: Polska nie będzie zislamizowana, ale stanie się celem . . .

Data: 17.12.2019 18:31

Autor: ziemianin

dzienniknarodowy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #islamizacja #Judeopolonia #TheWashingtonTimes #zydz

Polska stanie się celem osadnictwa żydowskiego – pisze na łamach „The Washington Times” prof. Daniel Pipes, amerykański historyk i komentator polityczny urodzony w żydowskiej rodzinie pochodzącej z Polski.

Publicysta “The Washington Times”: Polska nie będzie zislamizowana, ale stanie się celem osadnictwa żydowskiego

Jest on założycielem i dyrektorem konserwatywnego Forum Blisko-Wschodniego (Middle East Forum). The Middle East Forum (MEF). Publikuje m.in. “Middle East Quarterly” (“Kwartalnik Bliskowschodni”). Działania Forum obejmują głównie walkę z islamizmem, ochronę wolności publicznej wypowiedzi autorów, działaczy i wydawców antyislamistycznych. Opierając się na przekonaniu, że Stany Zjednoczone mają silne interesy w regionie Bliskiego Wschodu, opowiadają się za silnymi więzami z Izraelem.

– Po nominacji na premiera w grudniu ubiegłego roku, Mateusz Morawiecki wygłosił nadzwyczajne oświadczenie, w którym ogłosił że on i jego rząd chcą “przekształcić [Unię Europejską] tak , by ją rechrystianizować” – pisze prof. Pipes. – Oczarowany tą wspaniałą wizją losu Polski, a szczególnie zainteresowany niemal całkowitym zakazem przyjmowania imigrantów muzułmańskich (ponownie pan Morawiecki: “nie przyjmujemy migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej w Polsce”), właśnie spędziłem tydzień w Warszawie, aby zrozumieć, dlaczego kraj ten tak bardzo różni się od Europy Zachodniej i co to oznacza.

– PiS nie jest bardziej odpowiedzialny za obawy związane z imigracją i islamizacją niż inne podobne partie Europy, takie jak Austriacka Partia Wolności czy włoska Liga Północna. Wszystkie reagują na rosnący niepokój, głównie z dołu spektrum społeczno-gospodarczego. Reprezentują Europejczyków, którzy obawiają się o swoją cywilizację. Niemniej jednak PiS można krytykować (…) za świadczenia socjalne, na które rząd nie może sobie pozwolić, i przyjęcie idei “zależnych gospodarek rynkowych” od teoretyka ekonomii antykapitalistycznej Thomasa Piketty – kontynuuje historyk.

Francuski ekonomista – Thomas Piketty to autor bestsellerowej książki “Capital in the Twenty-First Century”, w której opisuje problem nierównomiernej dystrybucji bogactwa i postępujących nierówności dochodowych w krajach rozwiniętych. Jego zdaniem nierówności te rosną wtedy, gdy dochody z kapitału przekraczają tempo wzrostu gospodarczego. Jako rozwiązanie tego problemu proponuje globalny podatek od zysków kapitałowych.

– W zaskakującym ukłonie w stronę komunistycznej przeszłości PiS chce uczynić państwo silniejszym, na przykład poprzez przejęcie kontroli nad sądownictwem. Angażuje się w teorie spiskowe (zwłaszcza o katastrofie lotniczej w Smoleńsku w kwietniu 2010 r.). Wprowadzał idiotyczne prawo, które groziło wylądowaniem w więzieniu za odniesienie do “polskich obozów śmierci”, a następnie pogorszyło sytuację mówiąc o “żydowskich sprawcach” Holokaustu, choć pod międzynarodową presją, w zeszłym tygodniu wycofał się z sankcji więzienia – kontynuuje prof. Pipes.

Wyklucza następnie możliwość islamizacji Polski, czyniąc ją jednak miejscem emigracji Żydów z Europy Zachodniej.

– Polska (i sąsiadujące kraje byłego sowieckiego bloku) przeżyje ten kryzys i może zająć się emigrantami z Europy Zachodniej. Choć początkowo trafiali do Australii, Kanady i Stanów Zjednoczonych, Polska może wkrótce – ze względu na bliskość, bezpieczeństwo osobiste i niedrogie koszty – stać się celem emigrantów, szczególnie dla emerytów i dla Żydów, będących celami w Europie Zachodniej, w porównaniu do coraz bezpieczniejszej Polski.

PiS legalizuje przewał: Fundusz, który miał wspierać osoby niepełnosprawne będzie . . .

Data: 17.12.2019 11:45

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#polityka #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #zlodzieje #Niepelnosprawnosc #Politykaspoleczna #MateuszMorawiecki #PrawoiSprawiedliwosc #pieniadze #emerytura

Wydatki na 13-tą emeryturę mają w przyszłym roku wynieść 11,7 mld zł, z czego tylko 0,5 mld zł ma pochodzić bezpośrednio z budżetu kraju. Jak to możliwe? Skąd rząd weźmie pieniądze na wypłaty dodatkowych świadczeń dla wszystkich emerytów? Otóż politycy PiS wpadli na pomysł, aby wykorzystać do tego Solidarnościowy Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych, który miał finansować wsparcie społeczne, zawodowe lub zdrowotne dla osób niepełnosprawnych. Teraz będą z niego wypłacane emerytury, a żeby było to legalne PiS zmienia właśnie ustawę w tej sprawie.

PiS legalizuje przewał: Fundusz, który miał wspierać osoby niepełnosprawne będzie finansował 13-te emerytury

Przypomnijmy – w odpowiedzi na protesty osób niepełnosprawnych z 2018 roku PiS przyjął ustawę tworzącą Solidarnościowy Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Ustawa ta weszła w życie 1 stycznia 2019 roku. Celem Funduszu miało być zbieranie środków na prowadzenie wsparcia społecznego, zawodowego oraz zdrowotnego dla osób niepełnosprawnych. Źródła finansowania miały być dwa: pierwszym z nich jest części składki (dokładnie 0,15%) odprowadzanej od każdego wypłacanego w Polsce wynagrodzenia na Fundusz Pracy. Drugim źródłem ma być tzw. "danina solidarnościowa". W praktyce to nowy podatek (zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2020 r.). Będą ją płaciły te osoby fizyczne, których dochody w danym roku podatkowym przekroczą 1 mln zł. Wysokość daniny solidarnościowej wyniesie 4 proc. nadwyżki tej kwoty.

Zgodnie z planami rządu w 2020 roku wspomniane dwa źródła finansowania miały dać Solidarnościowemu Funduszowi Wsparcia Osób Niepełnosprawnych ok. 1,8 mld zł. Kwota może nie powala z nóg (uwzględniając skalę innych wydatków), ale patrząc przez pryzmat potrzeb osób niepełnosprawnych można śmiało powiedzieć, że stanowiłaby ona istotne wsparcie dla ludzi cierpiących z powodu swoich ułomności.

Niestety – PiS, w poszukiwaniu źródeł finansowania swoich przedwyborczych obietnic, postanowił istotnie zmodyfikować ustawę o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Przyjęty przez parlament poselski projekt ustawy przewiduje, że ze wspomnianego Funduszu, który – według pierwotnych założeń – miał służyć osobom niepełnosprawnym, będzie można finansować wypłatę emerytur. Z uwagi na powyższe posłowie PiS zmienili ustawowo nazwę tego Funduszu z "Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych" na "Fundusz Solidarnościowy".

Co więcej – posłowie PiS przemycili w przyjętej przez siebie ustawie art. 31a, gdzie w punkcie 4 czytamy: "W roku 2019 Funduszowi Solidarnościowemu zostanie udzielona nieoprocentowana pożyczka w kwocie do 9 mld zł ze środków Funduszu Rezerwy Demograficznej". Po co Funduszowi Solidarnościowemu pożyczka do 9 mld zł z Funduszu Rezerwy Demograficznej? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w opublikowanej w ubiegłym tygodniu rządowej ocenie skutków regulacji dla ustawy o 13-tej emeryturze. Czytamy w niej, że wydatki na 13-tą emeryturę w 2020 roku wyniosą łącznie 11,7 mld zł, z czego tylko 0,5 mld zł ma pochodzić z budżetu, a aż 11,3 mld zł z Funduszu Solidarnościowego.

Teraz dodajmy sobie 1,8 mld zł (z tytułu części składek na Fundusz Pracy + z tytułu tzw. "daniny solidarnościowej") oraz 9 mld zł (z tytułu "nieoprocentowanej pożyczki" z Funduszu Rezerwy Demograficznej). Razem daje nam to kwotę bliską tej, która w przyszłym roku ma trafić z Funduszu Solidarnościowego na konta emerytów, jako 13-ta emerytura.

Wyborcze obietnice kosztują. Pół biedy, gdy od początku wiadomo jak będą finansowane. Gorzej, gdy o destrukcyjnych sposobach finansowania dowiadujemy się na samym końcu. Historia z ustawą o Funduszu Solidarnościowym pokazuje, że PiS coraz bardziej chaotycznie szuka pieniędzy na realizację swoich przedwyborczych obietnic. Poszkodowanymi będą nie tylko osoby niepełnosprawne, ale również wszyscy inni obywatele. Wszak na wypłatę 13-tej emerytury (czyli realizację politycznej obietnicy, która pozwoliła PiS wygrać wybory w maju i październiku b.r.) środki będą pochodziły z Funduszu Rezerwy Demograficznej, czyli rezerwy "na czarną godzinę", do wykorzystany dopiero, gdy liczba osób pobierających świadczenia emerytalne przekroczy liczbę osób czynnie pracujących.

Źródła

USTAWA z dnia 21 listopada 2019 r. o zmianie ustawy o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych oraz niektórych innych ustaw

Solidarnościowy Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych

Fundusz Solidarnościowy ma pokryć 13. emeryturę. Pomysł tak bezduszny, że trudno uwierzyć

11 mld zł na 13. emeryturę w 2020 roku

Jak wygląda od środka rządowy trojan PEGASUS z którego korzysta CBA?

Data: 17.12.2019 11:37

Autor: ziemianin

niebezpiecznik.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #Android #BlackBerry #CBA #inwigilacja #iOS #malware #mobile #Pegasus #podcast #Symbian

W sieci pojawiła się instrukcja obsługi Pegasusa, czyli “rządowego trojana” do wynajęcia, który został stworzony przez izraelską firmę NSO Group i z którego korzystają funkcjonariusze CBA. Jeśli wierzyć metadanym, dokument pochodzi z sierpnia 2016 roku. Choć ma 3 lata, to rozwiewa kilka mitów na temat tego rozwiązania powtarzanych ostatnio w różnych mediach.

Jak wygląda od środka rządowy trojan PEGASUS z którego korzysta CBA?

pozostała treść na stronie źródła

Data: 15.12.2019 13:04

Autor: FiligranowyGucio

Zelmer .. wykupili i zamknęli ‼️

Niemiecka firma BSH kupiła w 2013 r. polskiego Zelmera, producenta drobnego AGD. Do końca roku zamierza wygasić sprzedaż pod tą marką.

BSH znane jest m.in. z produkowania sprzętów marek Bosch i Siemens. W ofercie miało zarówno małe, jak i duże AGD (np. pralki i lodówki). Polski Siemens produkował tylko niewielkie sprzęty. Firma BSH do końca 2019 r. chce wysprzedać produkty Zelmera z magazynów i więcej nie produkować pod tą marką.

Czyżby spadek popytu na małe AGD? Skąd. Fabryka w Rogoźnicy zostaje – robotnicy będą produkować sprzęty pod markami Bosch i Siemens. Ruch BSH miał więc na celu wyłącznie zmianę nazwy marki na własną i wykoszenie lokalnej polskiej konkurencji – Zelmer bowiem był zdecydowanym liderem polskiego rynku AGD, a jego produkty (np. odkurzacze i roboty kuchenne) cieszyły się także dużym zainteresowaniem w Rosji.

#fabryka #wiadomosci #polska

Haker szantażuje niepokornych prokuratorów na Twitterze. Ujawnia ich wrażliwe dane

Data: 15.12.2019 02:44

Autor: ziemianin

oko.press

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #haker #AwowskiUkasz #LexSuperOmnia #prawo #prokuratura #szantaz #media

AwowskiUkasz

Dokumenty pochodzące z prywatnych maili kilku prokuratorek związanych ze Stowarzyszeniem Lex Super Omnia, są od kilku dni publikowane na Twitterze. Na koncie, które je ujawnia, pojawiła się informacja, że jego właściciel czeka do 12 grudnia na kontakt z prokuratorami. To szantaż. Szantażowane prokuratorki złożyły już zawiadomienie w prokuraturze

Haker szantażuje niepokornych prokuratorów na Twitterze. Ujawnia ich wrażliwe dane

Właściciel konta nie dba o szerokie rozpowszechnienie swoich informacji. Chce, by dotarły one przede wszystkim do zainteresowanych – i to ich oznacza w swoich tweetach. Pod większością wpisów nie ma zresztą żadnych reakcji. Nie publikujemy nazwy tego konta, by nie zwiększać mu zasięgu. Tym razem jest to szczególnie istotne, ponieważ na koncie publikowane są dane wrażliwe.

Prywatne zdjęcia, skan dowodu osobistego

Konto zostało założone 5 grudnia. W pierwszych tweetach haker opublikował prywatne zdjęcia jednej z pań prokurator. Nie zawierają nic wstydliwego, ale widać, że pochodzą z prywatnego archiwum: to fotografie z wakacji, zdjęcia z partnerem, są też krótkie nagrania.

Potem na koncie pojawiły się screeny z jej skrzynki mailowej, dotyczące np. jej sytuacji finansowej, stanu konta w banku itp. Elektroniczne listy pokazano ze wszystkimi danymi, także z adresami mailowymi osób, do których je wysłano.

6 grudnia na koncie opublikowano skan dowodu osobistego pani prokurator – z obu stron, bez anonimizacji danych osobowych. Jest widoczny adres, numer PESEL, numer dowodu.

Od 7 grudnia haker zmienił nieco metodę działania. Już nie skupiał się tylko na jednej prawniczce, zaczął atakować więcej osób oraz publikować tweety z kontekstem politycznym.

Poinformował choćby o tym, że „Towarzystwo z Lex Super Omnia w swoim kręgu nadzoruje nawet sprawy awansów ludzi »dobrej zmiany« wraz z ich działalnością. W prywatnych wiadomościach, mailach opisują okoliczności awansów, komentują, szczują. Wymieniają się nawzajem inf. nt. awansów”.

Pod spodem opublikował jeden ze zhakowanych maili, który dotyczy postępowania przygotowawczego we wrocławskiej prokuraturze w sprawie przeciwko działaczce wrocławskiego ONR-u o nawoływanie do nienawiści wobec imigrantów. Nie wiadomo, czy mail pochodzi z prywatnej skrzynki pocztowej któregoś z prokuratorów, czy może ze służbowej.

8 grudnia haker pokazał screen czyjejś skrzynki pocztowej, otwieranej za pomocą konta Google. Na screenie widać folder plików na temat działań „dobrej zmiany”. Zapowiedział przy tym, że w następnym tygodniu ujawni screeny z grupy dyskusyjnej prokuratorów, założonej na Google, oraz zdjęcia z ich spotkań. Opublikował także numery telefonów komórkowych do dwójki prawników.

Następny dzień to kolejne prywatne dokumenty. Jest wśród nich zeznanie podatkowe jednej z prawniczek. Faktura, którą przesłano jej mailem. Umowa z firmą, w której wykupiła pakiet medyczny.

Wszystkie te dokumenty publikowane są oczywiście z pełnymi danymi osobowymi. „Historię choroby, badania etc. zostawię sobie – to byłaby przesada” – informuje haker. Na koncie pojawił się też dokument z decyzją Prokuratora Generalnego, dotyczącą spraw zawodowych kolejnej prokuratorki.

Haker: to dopiero początek

10 grudnia haker opublikował dziewięć stron wniosku pochodzącego z Prokuratury Regionalnej w Łodzi, a adresowanego do Sądu Dyscyplinarnego dla Prokuratorów przy Prokuraturze Generalnym w Warszawie.

Chodzi o sprawę dyscyplinarną jednej z prokuratorek aktywnie działających w Stowarzyszeniu Lex Super Omnia. Sprawa jest czysto polityczna. Czy to przypadek, że akurat taki dokument pojawił się na koncie, czy też wątek polityczny nie jest tu przypadkowy?

Haker nie informuje na Twitterze, czego oczekuje od prokuratorów. Pisze jedynie, że zaprasza do kontaktu „zanim wycieknie cała zawartość tych maili/dokumentów”. To, co pokazuje na platformie społecznościowej, jest – jak zapowiada – jedynie wstępem do tego, co zostanie ujawnione w sieci, jeśli prokuratorzy nie skontaktują się z nim do 12 grudnia, czyli do najbliższego czwartku.

Trudno ocenić, do ilu skrzynek mailowych włamał się właściciel konta. Dokumenty prywatne wskazują na dostęp do maili co najmniej trzech prokuratorek. Dokumenty służbowe natomiast dotyczą bardzo różnych osób – być może przez czyjś dysk Google haker dotarł do tego rodzaju danych. W niektórych tweetach podał on też adresy mailowe kolejnych prokuratorów sugerując, że to do nich włamie się w następnej kolejności.

Z analizy dokumentów wynika, że publikowane screeny prezentują prawdziwe, a nie podrabiane dokumenty i dane. Potwierdzają to także komentarze prokuratorów na Twitterze.

Na TT wspiera go radykalny prawicowiec

Konto hakera ma zaledwie 170 obserwujących, a wśród nich wiele anonimowych użytkowników. Według opisu właściciela konto jest zlokalizowane w USA. Podał on nawet swego maila, ale to adres z serwisu Protonmail, oferującego szyfrowane usługi poczty elektronicznej.

Można przypuszczać, że użytkownik korzysta z sieci za pomocą technik (np. VPN) uniemożliwiających identyfikację za pomocą adresu IP. W takiej sytuacji zidentyfikowanie tożsamości hakera nawet przez organy ścigania może być bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.

Co prawda w nazwie konta użytkownik podał imię i nazwisko, i jest ono znane w polskiej sieci – tak samo nazywa się pierwszy patostreamer (lub pierwszy troll) w Polsce, bardzo popularny w internecie kilka lat temu. Trudno jednak ocenić, czy to rzeczywiście on stoi za hakerskim kontem, czy też ktoś się pod niego podszywa (a podszywających się pod tego gwiazdora sieci było i jest wielu).

Pojedyncze reakcje pod tweetami pozwalają natomiast łatwo określić, kto rozpowszechnia hakerskie treści. To tylko jedno konto, także anonimowe, ale istniejące od 2011 roku, z nieco większą liczbą obserwujących.

Rozpowszechnia treści antysemickie, antyukraińskie, radykalnie prawicowe, często wspiera Konfederację, niektóre jego tweety mogą wskazywać na związki właściciela konta z polskimi służbami (choć niekoniecznie obecnymi, powiązania mogą dotyczyć lat wcześniejszych).

Tweety hakera rozchodzą się dziś w sieci w zasadzie tylko za jego pośrednictwem. Nie wiadomo jednak, czy te dwa konta są ze sobą powiązane, czy też skrajny prawicowiec rozpowszechnia treści hakerskie, bo po prostu uznał je za ciekawe.

Drugie @KastaWatch?

Aktywność konta atakującego prokuratorów w pewnym stopniu przypomina działanie konta @KastaWatch, które atakuje sędziów. Tam także udostępniano niepubliczne dokumenty dotyczące sędziów, którzy krytykują polskie władze za reformy w sądownictwie.

Jednak bardzo wyraźne są różnice między tymi dwoma kontami. Kasta Watch publikowało tylko dokumenty służbowe i nie pochodziły one ze skrzynek mailowych, lecz z zasobów instytucji wymiaru sprawiedliwości. Można było mówić o wycieku danych albo z Ministerstwa Sprawiedliwości, albo z powiązanych z nim instytucji. Teraz mamy do czynienia z działaniem typowego hakera, który nielegalnie włamał się do prywatnych maili prokuratorów, a teraz ujawnia znalezione w nich informacje.

Szantażowani prokuratorzy złożyli już oficjalne zawiadomienie w prokuraturze w tej sprawie. Będziemy informować Państwa o rozwoju sytuacji.

Niektórzy z Was kupili gadżety erotyczne na Allegro za kilka tysięcy, ale jeszcze o tym nie wiecie

Data: 14.12.2019 22:29

Autor: ziemianin

niebezpiecznik.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #haker #Allegro #atak #smieszne #erotyka #gadzety

Docierają do nas zgłoszenia dotyczące niechcianych zakupów na Allegro. Sprawa jest ciekawa, bo dotyczy zamówień w hurtowniach erotycznych. Wygląda na to, że setki osób opłaciły zamówienia przez Allegro, ale …nieświadomie. Sprzedawcy gadżety powysyłali, a klienci po odebraniu paczki są zaskoczeni, czasem zdenerwowani, a niektórzy wprost mówią, że czują się zrobionymi w… dildo.

Niektórzy z Was kupili gadżety erotyczne na Allegro za kilka tysięcy, ale jeszcze o tym nie wiecie

Ktoś kupił mi z mojego konta gadżety erotyczne na kilka tysięcy złotych

Na początek przytoczmy kilka e-maili, jakie otrzymaliśmy w tej sprawie:

Zauważyliśmy, że na Allegro coś się dzieje i dochodzi do nieautoryzowanych zakupów kupujących u nas (jesteśmy sprzedawcą). Incydenty zaczęły się w weekend i od tego czasu były juz przypadki od 5 kupujących takich zakupów. Za każdym razem płatność poszła z ich karty podpiętej do Allegro. O tym, że jest problem zorientowaliśmy się po mailu od kupującego. Napisaliśmy do Allegro w temacie i poza enigmatycznym mailem w klimacie “wszystko jest w porządku”. Nie odpowiedzieli na żadne nasze maile. Z rozmowy z kupującymi wyszło, że po prostu orientują się, iż z ich karty ściągnięto pieniądze i na koncie Allegro jest zakup.

podobno niektórzy userzy Allegro “zamówili” sobie trochę sex-zabawek (niektórzy do pracy…). Znajomemu dzisiaj tak przyszły jakieś 3 paczki i trochę jeszcze jest w drodze. Historia zakupów na allegro wymazana. Firma, która wysłała te zabawki twierdzi, że dzisiaj miała już przynajmnniej kilka podobnych zgłoszeń “przypadkowych” zakupów.

Obsługujemy dziesiątki sklepów online i sprzedawców na Allegro, którzy mają naszą ofertę i nie tylko naszą. Od kilku dni dzisiątki z nich ma problemy ponieważ, setki klientów na Allegro zostało w pewien sposób naciągniętych, ktoś włamał się im na konto Allegro (tylko Ci którzy mają podpiętą kartę kredytową na stałe pod płatości) i wykonywał transakcję na drogie gadżety erotyczne po 1000 zł każdy. O tyle to ciekawe, że osoba która włamywała się i dalej to robi, nie wyłudza pieniędzy dla siebie, tylko chce coś chyba udowodnić. Ponieważ adresy do wysyłki są poprawne. Inaczej mówiąc sprzedawcy realizują zamówienia, których nikt nie składał z własnej woli i nie płacił za nie z własnej woli. Mamy bardzo dużo telefonów od wczoraj wściekłych klientów, którzy mówią nam o tym, że z ich kart kredytowych zostały zrobione zakupy za kilka lub kilkanaście tyś. złotych na gadżety erotyczne.

Żart czy błąd?

Historia jest o tyle ciekawa, że ten proceder — jak widzicie — nie ma na celu typowego okradzenia kogoś. Nie chodzi o to, że ktoś z kont ofiar kupuje sobie gadżety erotyczne. On kupuje te gadżety IM z ICH kont.

Z tego co udało się ustalić poszkodowanym i samej hurtowni, problem dotyczy osób z podpiętą na stałe kartą płatniczą do konta w Allegro. Jak to możliwe? Hipotez jest kilka.

Za zamówieniami może stać jakiś błąd informatyczny po stronie Allegro. Zakupów dokonuje więc algorytm, a te są automatycznie opłacane i na adres podany w koncie do wysyłki przybywa niechciana paczka.

Zamieszanie może być też efektem przejęć kont na Allegro i formą jakiegoś “żartu” (znamy takie czany… ;), który polega na zamawianiu tego typu produktu ludziom na ich adresy.

Jeśli prawdziwa jest hipoteza numer 2, to konta mogły zostać przejęte za pomocą tzw. password sprayingu, czyli prób logowania na Allegro na dane (adres e-mail i hasło) pochodzące z wycieków, np. z Morele. Jeśli ktoś miał do Allegro takie samo hasło, odwiedził go włamywacz. Atak mógł też dotyczyć nie wprost samego konta na Allegro, ale skrzynek pocztowych użytkowników, na które założone zostały konta w Allegro — kontrolując e-maila, włamywacz może przecież zresetować (przypomnieć) hasło do Allegro (nie ma znaczenia, że było ono inne niż do jakiegokolwiek serwisu).

Alternatywnie, osoby które otrzymały niechciane gadżety erotyczne mogły paść ofiarą phishingu. W ostatnich dniach rozsyłane były do Allegrowiczów fałszywe e-maile

Wysłaliśmy w tej sprawie pytania do Allegro i kiedy firma podzieli się z nami swoją opinią, opublikujemy ją w aktualizacji do tego artykułu.

Nieświadomie kupiłem gadżety erotyczne na Allegro — co robić, jak żyć?

Przypominamy, że masz 14 dni na zwrot każdego produktu kupionego online, o ile nie był używany (musisz się powstrzymać!). Produkt należy odesłać do sprzedawcy (na własny koszt) z informacją o odstąpieniu od umowy sprzedaży.

Gdyby któraś z ofiar obawiała, się że otrzymany gadżet jest zainfekowany, zawsze może go nam podesłać na adres redakcji. Dokonamy analizy i testów penetracyjnych urządzenia. (Redakcja informuje, że nadesłanych materiałów nie zwraca).

Istnieje ogromna różnica między mentalnością Żydów a naszą własną

Data: 14.12.2019 22:13

Autor: ziemianin

arjanek.neon24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #mentalnosc #chasydzi #religiazydowska #rasyludzkie #zydzi

My, Żydzi, jesteśmy niszczycielami i pozostaniemy nimi. Nic, co możesz zrobić, nie spełni naszych wymagań i potrzeb. Na zawsze pozostaniemy niszczycielami, ponieważ chcemy mieć świat dla siebie."

"Na świecie są dwie siły życiowe: żydowska i nie-żydowska, nasza i twoja … Nie wierzę, że ta pierwotna różnica między nie-Żydem a Żydem jest możliwa do pogodzenia. Ty i my możemy dojść do porozumienia, ale nigdy do pojednania. Zawsze będzie złość między nami, dopóki będziemy w bliskim kontakcie. Albowiem natura, konstytucja i wizja dzielą nas na zawsze."

— Maurice Samuel, You Gentiles, New York, 1924.

Istnieje ogromna różnica między mentalnością Żydów a naszą własną

Rasowa mentalność Żydów jest tak różna od naszej, że możemy jedynie wyciągać wnioski z obserwacji ich postępowania i takich wypowiedzi, które wydają się bardziej szczere i godne wiary (np. książka Maurice Samuela, You Gentiles, New York, 1924), ale musimy pamiętać, że instynktownym, najważniejszym celem wszystkich form życia, jest przetrwanie i rozwój gatunku, i jeśli nietoperze-wampiry byłyby rozumne, niewątpliwie opisałyby swoje ukradkowe wysysanie krwi jako postępowanie prawe, a inne zwierzęta (w tym ludzi) uważałyby za diabelskie zło, które w ten czy inny sposób ingeruje w ich szlachetne, nadane przez Boga prawo. Żaden gatunek nie może uważać się za zły.

Jak kiedyś przypomniał mi były komunista: „Musisz pamiętać, że kiedy komuniści zdradzają naród lub mordują niewinnych ludzi tysiącami, myślą o sobie jako o wysoce moralnych osobach, które słusznie wypełniają wyższy cel”.

Możemy być absolutnie pewni, że cokolwiek Żydzi robią jako rasa, bez względu na to, jak podłe i nikczemne może to nam się wydawać, cierpiąc z powodu ich skutków, dla nich wydaje się prawe i sprawiedliwe – i tak rzeczywiście jest, jeśli uznamy to obiektywnie w kategoriach prawa biologicznego, które czyni przetrwanie najwyższym prawem każdego gatunku.

Ogromną siłą Żydów cementującą ich rasową spójność jest ich religia, która w najszerszym znaczeniu jest nieograniczoną wiarą w absolutną wyższość ich rasy, ponieważ, jak przypomina nam Maurice Samuel, żydowscy ateiści, którzy wyśmiewają wiarę w istoty nadprzyrodzone, jednocześnie czczą nieśmiertelny żydowski naród.

Poza tym nie możemy być aż tak kategoryczni, ponieważ bez wątpienia zawsze istniała szeroka gama osobistych przekonań, i istnieją dowody dzikiego i groteskowo emocjonalnego fanatyzmu wśród klas niższych, jak i wśród motłochu, który był wzbudzany przez licznych goëtae (szarlatanów?) i samozwańczych chrześcijan w pierwszym wieku p.n.e. i pierwszym wieku naszej ery z nieustającymi wybuchami szalonej przemocy; wiele żydowskich sekt ma dziwaczne wyobrażenia, które muszą być adoptowane, jak na przykład polscy chasydzi, którzy kojarzyli dzieci miedzy sobą, gdy tylko osiągały dojrzałość płciową, aby zwiększać do maksimum liczbę urodzeń z wyraźnym zamiarem wyeksploatowania Boga z zapasu dobrych żydowskich dusz tak szybko, jak to możliwe, wymuszając na nim zakończenie istnienia świata, wcześniej niż zamierzał.

Ale takie kaprysy wśród pobudliwych i irracjonalnych klas niższych mają naprawdę niewielkie znaczenie dla ich prawdziwej wiary w swoją rasę. Z drugiej strony, kiedy zwracamy się do piśmiennych Żydów, nie można z całą pewnością rozróżnić między tym, w co wierzą, a tym, co uznają za celowe do wyznawania. Walka między różnymi sektami żydowskimi była często gwałtowna, krwawa i okrutnie nieludzka, ale wydaje się, że nie tyle chodziło o różnice doktrynalne, ile o ambicje przywódców, którzy bezlitośnie walczyli o władzę, bogactwo i wykorzystywali religijną osobliwość do rekrutacji i rozbudzania ich prywatnych armii. A tu nie mamy pewności, czy proces psychologiczny, który nazywamy „wiarą” i odróżniamy od hipokryzji i kłamstwa, zachodzi w umyśle żydowskim, który nie potrafi odróżnić prawdy od fałszu pod względem obiektywnej rzeczywistości, tak jak robią to Aryjczycy nawet wtedy, gdy rzeczywistość jest jedynie wytworem ich wyobraźni.

Można powiedzieć, że mentalność rasowa tego obcego gatunku może myśleć, w procesie psychologicznym przekraczającym nasze zrozumienie, tylko w kategoriach tego, co jest dobre dla narodu żydowskiego, Boskiej rasy, i może jedynie symulować, w dyskursie z naszym gatunkiem, i naszym rozumieniem między tym, co obiektywnie jest prawdą, a tym, co nie jest, w sposób podobny jak tresujemy zwierzęta, dając im nauczkę zgodną z ich mentalną strukturą.

Nasze umysły wzdrygają się, gdy próbujemy zrozumieć takie stwierdzenia, jak te rabina Solomona Goldmana: „Bóg jest pochłonięty [sic] w nacjonalizmie Izraela … On [Bóg] tworzy świat [sic] w języku hebrajskim”, czy dr. Josepha Kasteina „To nie Bóg chciał tych ludzi [Żydów] … To ten lud [Żydów] chciał tego Boga” lub setki innych podobnych stwierdzeń, które wydają się nam bredzeniem szaleńców, ale które są tak typowe dla żydowskiego umysłu, który, musimy pamiętać, regularnie przez całą historię przechytrzał naszą rasę.

To szaleństwo – uczciwie nie możemy nazwać go niczym innym w naszej terminologii – jest jednak szaleństwem gatunku, który z powodzeniem żeruje na wszystkich innych od tysiącleci i sięga teraz po własność całej planety.

Jeśli mamy być zarówno sprawiedliwi, jak i obiektywni, musimy pamiętać o różnicy – być może ogromnej różnicy – Autor:. Kiedy zastanawiamy się nad religią Żydów i opisujemy ją w naszych terminach, przypisując im, wprost lub przez domniemanie, taką hipokryzję, jaką widzimy dzisiaj u naszych duchownych, i kusi nas, aby skazać ich za świadomą obłudę, która jest obrzydliwa dla nas, to musimy pamiętać, że to, co wydaje nam się odrażające, to im wydaje się dobre i sprawiedliwe dla ich szczególnej mentalności.

Trwa zbiórka #STOP447. Zobacz do kiedy możesz wysyłać podpisy

Data: 14.12.2019 22:04

Autor: ziemianin

stop447.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #STOP447 #roszczeniazydowskie #zydzi

Trwa zbiórka podpisów pod ustawą #STOP447. Zobacz do kiedy możesz wysyłać podpisy! Bądźmy narodem aktywnym, twórzmy presję na rządzących!

Trwa zbiórka [#STOP447](/t/STOP447). Zobacz do kiedy możesz wysyłać podpisy

Cały czas trwa zbiórka podpisów pod ustawą #STOP447, którą organizują Roty Marszu Niepodległości. W całym kraju od kilku tygodniu trwa zbiórka, którą przeprowadzają wolontariusze Rot Marszu Niepodległości. Co tydzień publikujemy informację, gdzie można złożyć swój podpis lub przynieść zebrane podpisy na wydrukowanych wcześniej kartach. Teraz jeden z liderów środowiska Marszu Niepodległości, Tomasz Kalinowski, informuje do kiedy potrwa zbiórka.

Jest połowa grudnia ale wolontariusze [@RotyMN](/u/RotyMN) nie odpuszczają! W całej Polsce trwa zbiórka podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą [#STOP447](/t/STOP447). A media głównego nurtu milczą 🤷🏻‍♂️

Zbieramy do 15.01.2020 tu można pomóc: https://t.co/vmk5BZWZ6o pic.twitter.com/YmWi8c1Gu5

— Tomasz Kalinowski (@kalinowski__) 14 grudnia 2019

„Jest połowa grudnia, ale wolontariusze Rot Marszu Niepodległości nie odpuszczają! W całej Polsce trwa zbiórka podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą #STOP447. A media głównego nurty milczą. Zbieramy do 15 stycznia 2020 roku”. Roty muszą zebrać sto tysięcy podpisów w ciągu trzech miesięcy zbiórki. W połowie stycznia wszystko się wyjaśni. Wiadomo, że tylko przy okazji Marszu Niepodległości zebrano 20 tysięcy podpisów.

Pamiętajmy, że każdy podpis jest na wagę złota. Im więcej podpisów, tym większa presja na politykach, którzy będą musieli pochylić się nad projektem ustawy #STOP447. Bądźmy narodem aktywnym – co roku słyszymy to z przemówień na Marszach Niepodległości. Teraz mamy do wykonania konkretną misję, której powodzenie zależy tylko od nas samych. Powstrzymajmy zakusy zakłamanych środowisk żydowskich w Stanach Zjednoczonych i Izraelu, które chcą pozbawić Polski nawet do 300 miliardów dolarów.

#matusiakblog - Z życia nadzwyczajnej kasty

Data: 14.12.2019 21:54

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #aktualnosci #sady #przestepczosc #matusiakblog #matusiak

Z życia nadzwyczajnej kasty

Za https://twitter.com/alarm_tvp1

"Pedofil gwałci swoją 6-letnią wnuczkę. Sąd Apelacyjny w prawomocnym wyroku zmniejsza karę z 8 do 6 lat. Ostatecznie mężczyzna opuszcza więzienie po… 3 latach odsiadki. Sąsiedzi mówią, że nie czuje skruchy. Boją się o swoje dzieci. "

https://www.gosc.pl/doc/6039400.Spiewak-Ten-wyrok-sadu-to-plucie-w-twarz-ofiarom-reprywatyzacji

"Śpiewak: Ten wyrok sądu to plucie w twarz ofiarom reprywatyzacji

To wyrok polityczny. 10 tys. zł nawiązki na rzecz pani Górnikowskiej-Ćwiąkalskiej traktuję jako plucie w twarz każdej ofierze reprywatyzacji w Warszawie – powiedział w piątek działacz miejski Jan Śpiewak, komentując wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, skazujący go za zniesławienie córki b. ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego.

Działacz miejski Jan Śpiewak winny zniesławienia Bogumiły Górnikowskiej, córki byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego – to prawomocny wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. Sąd ten utrzymał w piątek w mocy wyrok sądu rejonowego, który w styczniu nakazał Śpiewakowi zapłatę 5 tys. zł grzywny i 10 tys. zł nawiązki na rzecz Górnikowskiej.

Rozprawa w procesie apelacyjnym w sprawie karnej wytoczonej Śpiewakowi przez córkę byłego ministra sprawiedliwości odbyła się w piątek, 13 grudnia.

Górnikowska skierowała przeciwko Śpiewakowi prywatny akt oskarżenia dotyczący zniesławienia (z art. 212 Kodeksu karnego). Jak wynikało z wezwania do przeprosin, według Górnikowskiej-Śpiewak w wielu wypowiedziach pomówił ją o nieprawidłowości w wykonywaniu przez nią funkcji kuratora i o udział w aferze reprywatyzacyjnej, a w rezultacie naraził na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania przez nią zawodu.

"Przegrałem. Sąd uczynił mnie kryminalistą. Za obronę słabszych, za obronę sprawiedliwości. Za ujawnienie, że córka ministra Ćwiąkalskiego brała udział w nielegalnej reprywatyzacji kamienicy na Ochocie jako kurator 120-latka. Jestem jedyną osobą skazaną już dwukrotnie prawomocnym wyrokiem w związku z aferą reprywatyzacyjną. Mimo tego, że udowodniliśmy, że mecenas Ćwiąkalska wielokrotnie nie dopełniła swoich obowiązków, a swoimi działaniami doprowadziła do tragedii i dramatu lokatorów" – napisał na Facebooku Jan Śpiewak.

"Fakt wyłączenia jawności uzasadnienia wyroku jest najlepszym dowodem na tego, że jest to wyrok polityczny. Jest to przemoc sądowa. Jest to w mojej ocenie wręcz przestępstwo sądowe" – powiedział dziennikarzom Jan Śpiewak.

Dodał, że w toku postępowania dowodowego jasno udowodnił, że pani Górnikowska-Ćwiąkalska nie dopełniła obowiązków, że nie znała tożsamości swojego klienta, że doprowadziła do tragedii i dramatu wielu ludzi. "Myślę, że jest to bardzo symboliczne, że ten wyrok zapada 13 grudnia, w rocznicę stanu wojennego, bo przypomina wyroki z tego okresu, z okresu PRL-u" – stwierdził Śpiewak.

Zaznaczył też, że w jego ocenie mamy dzisiaj do czynienia z jawną przemocą sądową oraz, że nie zapłaci nawiązki na rzecz Bogumiły Górnikowskiej. "10 tys. złotych na rzecz pani Górnikowskiej-Ćwiąkalskiej traktuję jako plucie w twarz każdej ofierze reprywatyzacji w Warszawie i tych czterech ofiar śmiertelnych, które miały miejsce w tej kamienicy, którą pani Górnikowska-Ćwiąkalska reprywatyzowała" – stwierdził Śpiewak.

Dodał, że zastanowi się nad dalszymi krokami. "Nie wykluczam wniosku o ułaskawienie do prezydenta Andrzeja Dudy. Być może również kasacji. Jeżeli będzie trzeba, jestem gotów pójść do więzienia. Nie będę tego wyroku wykonywać. To łamanie elementarnych zasad praworządności w naszym kraju" – ocenił wyrok sądu Jan Śpiewak."

Posłowie PiS złożyli w czwartek projekt nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych, Sądzie Najwyższym i innych ustaw, który ma dyscyplinować sędziów, którzy przekraczają swoje uprawnienia.

Opozycja i kapłanowie kasty ryczą że to stan wojenny w sądach !

Jarosław Kaczyński: " Sądownictwo w Polsce to anarchia, projekt PiS ma to ukrócić" Zdaniem prezesa PiS, w Polsce stworzono w sposób całkowicie bezrozumny system, w którym sędziowie właściwie nie ponoszą konsekwencji swoich działań, nawet jeśli są bezprawne i szkodliwe. – To jest system chory z natury rzeczy i wiadomo, że on nie może dobrze działać. Władza musi się łączyć z odpowiedzialnością, jeśli tak nie jest, to musi być zła . Przewlekłość prowadzenia spraw przed sądem prezes PiS nazwał "systemem neumannowskim". Zdaniem Kaczyńskiego proponowane zmiany są łagodne, w porównaniu np. do Niemiec, gdzie istnieje odpowiedzialność karna za to, za co w Polsce wprowadza się dopiero w tej chwili odpowiedzialność dyscyplinarną.

Prezydent o sędziach: "poziom zakłamania tego towarzystwa i jego hipokryzji mnie osłabia… Tam ten stary układ się bardzo dobrze trzyma, nie chce pozwolić sobie na to, by zabrać im przywileje i władzę nad ludźmi, do której doszli."

Andrzej Duda spotkał się z Krystyną Barchańską, matką najmłodszej ofiary stanu wojennego, niespełna 17-letniego Emila. Podczas tego spotkania padły, kolejny raz w tym tygodniu, ostre słowa ze strony prezydenta pod adresem sędziów. – Ta szalona pasja, tak się pan wkurzył (…) myślę sobie, że nareszcie ktoś im wygarnął – stwierdziła Barchańska w trakcie rozmowy.

https://wpolityce.pl/polityka/477276-nadzwyczajna-kasta-perpetuum-mobile-wlasnych-patologii

"„Nadzwyczajna kasta” jako perpetuum mobile własnych patologii

Polscy sędziowie uwierzyli nie tylko w to, że są „nadzwyczajną kastą”, która ma prawo sama rozstrzygać o wszystkim, co związane jest z prawem do osądzania innych ludzi, ale która jest uprawniona do decydowania, jakiego rodzaju ustrój jest jedynie korzystny dla państwa oraz jaka partia ma rządzić państwem.

Z pewnością o wiele łatwiej byłoby polskim sędziom realizować obydwa założenia, gdyby do dyspozycji mieli własną armię. Wówczas swojemu dowódcy wydali by odpowiednie polecenia, a wojsko pod jego rozkazami wprowadziło by porządki zgodnie z ich życzeniami. Szczególnie łatwo mogliby wówczas sędziowie wprowadzić w życie drugie założenie. Desygnowanie do kierowania państwem tej partii, która będzie wypełniała ich polecenia, a wśród nich najważniejsze – pozostawi im całkowicie wolną rękę w sprawach wymiaru sprawiedliwości. Upoważniliby do rządzenia państwem ugrupowanie polityczne, które za rzecz całkowicie naturalną, a nawet godną wyróżnienia i pochwał, będzie uznawało wyroki sądów, radykalnie różniące się wysokością kar za te same czyny, ale wobec różnych ludzi. W zależności od ich statusu społecznego, stanu majątkowego lub społecznej popularności. A także pozostawi całkowitą swobodę decyzji samego środowiska sędziowskiego w kwestiach ocen ponoszenia ewentualnych konsekwencji przez tych sędziów, którzy dopuszczą się czynów i zachowań naruszających godność sędziowską. Któż bowiem lepiej, niż sami sędziowie może wiedzieć, czy ich koledze należy się w ogóle kara. A jeśli tak, to jaka.

Ponieważ sędziowie wojska nie posiadają, postanowili sami zamienić się w armię. A zamiast przemocy fizycznej przy użyciu armat, czołgów, wojsk desantowych, dywanowych nalotów, walk ulicznych z udziałem snajperów, postanowili wydać walkę obecnemu rządowi przy użyciu broni jaką dysponują. Jawnego, bojkotowania decyzji demokratycznie wybranych władz, w tym – polskiego Sejmu, prezydenta, rządu.

Ich działania zmierzające do anarchizacji życia społecznego, którego jednym z najważniejszych obszarów jest normalne funkcjonowanie sądownictwa, prowadzą nie tylko do zachwiania fundamentów całego wymiaru sprawiedliwości, ale do osłabienia władzy i tym samym kryzysu państwa. Wyników starcia sędziów z państwem z emocją i nadziejami oczekuje czyhająca za rogatkami opozycja polityczna, marząca o obaleniu obecnej władzy. Sędziowie zdają sobie doskonale sprawę z dwutorowości swojego działania – torpedowania zmian w sądownictwie i osłabiania państwa prawa – toteż nie tylko nie odmawiają wsparcia, jakiego udziela im opozycja, ale ciepło witają jej inicjatywy.

Cała ta sprawa napawa dużym smutkiem. A to dlatego, że kiedy spojrzy się z lotu ptaka na wkład polskiego wymiaru sprawiedliwości w budowę nowego niezależnego, demokratycznego państwa, to łatwiej w nim znaleźć wstydliwe, a niekiedy kompromitujące „czarne karty”, niżeli doszukać się rzeczy godnych uznania. Przypomnę tylko stymulowane postawą sędziów porażki „procesów rozliczeniowych” za zbrodnie i przestępstwa kryminalne i polityczne z czasów PRL wysokiej nomenklatury partyjnej i ludzi ze szczytów służb specjalnych. Cywilnych i wojskowych.

Dopełnijmy tego obrazu całkowitą przez całe 25-lecie wolnej Polski bezkarność sędziów, którzy sami siebie wybierali, nominowali i nagradzali, a jednocześnie w przypadku każdego przewinienia lub naruszenia prawa, sami wydawali decyzje, pozostawiając poza kontrolą jakiegokolwiek środowiska lub jakiejkolwiek instytucji spoza struktur sędziowskich. Dzięki takim regułom środowisko sędziowskie stało się swoistym Perpetuum Mobile wszelkich istniejących w czasach PRL, a później, powstających w III RP patologii.

Ostatnio marszałek armii sędziów, prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf wezwała swoje wojsko do nieposłuszeństwa państwu. Do bojkotowania ustawowych, konstytucyjnych obowiązków wpisanych w zawód sędziego.

Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że tylko respektowaniu zasad demokratycznego współżycia oraz życzliwej dla Małgorzaty Gersdorf interpretacji jednego z przepisów konstytucji przez obecną władzę, zawdzięcza ona to, że rok temu nie została odwołana ze swego stanowiska. Kiedy walczyła wtedy o utrzymanie stanowiska prezesa SN, domagała się, aby konstytucję traktować jak świętą księgę, której przepisów trzeba bezwzględnie przestrzegać.

Dziś wykorzystując reguły demokratycznego państwa, jakie są dla obecnej władzy priorytetem, Małgorzata Gerdsorf depcze te reguły z pełnym cynizmem, biorąc aktywny udział w wojnie politycznej, jaką opozycja toczy od kilku lat z obecnym obozem władzy."

Testy wszystko wyjaśniły? Robert Kubica zadowolony z BMW (wideo)

Data: 13.12.2019 23:20

Autor: ziemianin

sport.tvp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #motosport #robertkubica #kubica #rk88 #dtm

Polski kierowca był tak zadowolony z testów nowego BMW, że… pozostał na torze nawet, gdy zespół wzywał go do zjechania do alei serwisowej. Wydaje się, że oficjalne potwierdzenie startów Roberta Kubicy w serii DTM jest już tylko kwestią czasu!

Testy wszystko wyjaśniły? Robert Kubica zadowolony z BMW (wideo)

Dzieci uczestnikami polowań? W Sejmie jest projekt, by przywrócić „wieloletnią tradycją łowiecką”

Data: 13.12.2019 23:10

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiatrolnika #lowiectwo #polowania #mysliwi #dzieci #nauka #wychowywanie

Do pierwszego czytania w Sejmie RP został 4 grudnia skierowany obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie. Dotyczy on wprowadzenia możliwości do wykonywania polowania w obecności lub przy udziale dzieci do 18. roku życia za zgodą rodziców bądź opiekunów prawnych.

Dzieci uczestnikami polowań? W Sejmie jest projekt, by przywrócić „wieloletnią tradycją łowiecką”

Wniesiony został on wprawdzie w VIII kadencji Sejmu, ale jego postępowanie ustawodawcze nie zostało zakończone w trakcie tamtej kadencji Parlamentu. Dlatego też jest rozpatrywany przez Sejm następnej kadencji.

– Celem ustawy jest stworzenie szansy rodzicom bądź opiekunom prawnym dzieci wykonywania polowań w obecności lub przy udziale dzieci poniżej 18 roku życia, a co za tym idzie umożliwienie rozwoju zainteresowań dzieci, spędzania wspólnego czasu, a w szerszym kontekście także zapewnienie rodzicom i opiekunom prawnym dzieci realizacji władzy rodzicielskiej lub sprawowanej opieki, przejawiającej się m. in. w decydowaniu – zgodnie z własnym światopoglądem i zasadami etycznymi – o zachęcaniu ich do aktywnego spędzania czasu i czerpaniu pozytywnych wzorców wywodzących się z domu rodzinnego. Ponadto, ustawa służyć ma upowszechnianiu pasji, jaką może stać się dla dziecka łowiectwo

– informuje Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Krzewienie Tradycji Łowieckiej” na rzecz ustawy o zmianie ustawy Prawo łowieckie.

W obecnym stanie prawnym wykonywanie polowań w obecności i przy udziale dzieci jest zabronione i kwalifikowane jako występek. Zdaniem autorów ustawy stan ten kłóci się w wieloletnią tradycją łowiecką, w której dzieci od najmłodszych lat brały udział w polowaniach, zainteresowane pasjami rodziców. Wielu myśliwych będących rodzicami lub opiekunami prawnymi chce je przekazać młodszym pokoleniom. Tradycja ta obowiązuje do dnia dzisiejszego w wielu krajach europejskich. W niektórych z nich młodzież w wieku powyżej 16. roku życia dopuszczana jest do wykonywania polowania.

Jak podkreślają w uzasadnieniu pomysłodawcy zmiany przepisów dotyczących prawa łowieckiego wykonywanie polowań jest działalnością legalną, ściśle określoną przepisami prawa, mającą na celu redukcję liczebności zwierząt łownych w celu m.in. ograniczania szkód wyrządzanych przez nie w gospodarce rolnej i leśnej. Jest, zdaniem wielu przyrodników, aktywną formą jej ochrony i koniecznym warunkiem utrzymania różnorodności biologicznej. Polowanie ma nieocenione walory poznawcze. Pozwala młodym ludziom zgłębiać tajniki przyrody w sposób bezpośredni i autentyczny. Polowanie to nauka świadomego podejmowania wyborów; szansa na wyprowadzenia młodego człowieka ze świata wirtualnego w realny. To także rozwijanie formy fizycznej u młodych ludzi w naturalnych warunkach.

Natomiast, ocena poziomu rozwoju emocjonalnego dziecka oraz progu jego psychicznej odporności kategorycznie należeć powinna do rodziców i opiekunów prawnych, który za najwyższe dobro uznają dobro dziecka.

Jolanta Kwaśniewska: To idiotycznie zabrzmi, ale mąż ma nietolerancję alkoholu (wideo)

Data: 13.12.2019 22:48

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #aleksanderkwasniewski #jolantakwasniewska #kwasniewski #alkohol #charkow

– To idiotycznie zabrzmi, ale mąż ma nietolerancję alkoholu. Nie powinien w ogóle pić żadnych alkoholi – powiedziała w Radio Zet Jolanta Kwaśniewska. Żonę byłego prezydenta zapytano, jak reaguje na memy o mężu.

[Jolanta Kwaśniewska: To idiotycznie zabrzmi, ale mąż ma nietolerancję alkoholu (wideo)]()

– My z przyjemnością wypijamy z mężem po kieliszku wina. Przez bardzo długi czas jesteśmy wegetarianami. W ogóle nie pijemy żadnego alkoholu, nie jemy mięsa, wędlin. Prowadzimy zdrowy, bardzo higieniczny tryb życia – powiedziała Kwaśniewska.

Była pierwsza dama skomentowała również sytuację, która miała miejsce w Charkowie w 1999 r. Wtedy to uchwycono na nagraniu, jak przy grobach polskich oficerów zamordowanych przez NKWD Aleksander Kwaśniewski chwieje się, wyraźnie na skutek działania alkoholu.

– Ubolewam i strasznie jest mi przykro, że ta pierwsza sytuacja zdarzyła się w Charkowie. Panowie mieli zmowę milczenia. Mimo że naprawdę chciałam to wtedy rozkminić, wszyscy powiedzieli „nie, nic się takiego niedobrego nie działo” – mówi Kwaśniewska. Była pierwsza dama dodała, że była „załamana”, gdy zobaczyła, jak wygląda prezydent.

– Mąż miał wtedy taką przypadłość, biorąc przez długi czas antybiotyki i jakieś tam jeszcze leki, chyba sterydy. Panowie, lecąc do Charkowa, namówili męża do wypicia jakiegoś koniaku. Przy takiej długiej abstynencji efekt był taki, a nie inny – powiedziała.

łkam���������� pic.twitter.com/25Ig8A47uw

— PikuśPOL ����� ‏�� (@pikus_pol) 13 grudnia 2019

Jak mówi, w jej rodzinie problem alkoholowy nie istnieje.

– Współczuję wszystkim rodzinom, gdzie ten dramatyczny problem jest. Memy? Proponuję w innym kierunku. Nie idźcie tą drogą – zaapelowała.

Sprzedany przez PO dawny SPEC miał w ub.r. 76,9 mln zł zysku. Obecni właściciele . . .

Data: 13.12.2019 22:21

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #polityka #gospodarka #energetyka #niewygodneinfo #warszawa

Dokonaną przez ludzi z PO prywatyzację SPEC w Warszawie mogło zatrzymać referendum. W tej sprawie zebrano nawet 151 tys. podpisów Warszawiaków. Aby mogło się ono odbyć wystarczyło 130 tys. podpisów. Dlaczego zatem władze Warszawy go nie zorganizowały? Otóż specjalna komisja stwierdziła, że 40 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum było… nieważnych. Ostatecznie SPEC trafił w ręce Francuzów. W ub.r. spółka ta (działająca już pod nazwą Veolia Energia Warszawa) miała 76,9 mln zł zysku na czysto. Obecni właściciele wypłacili sobie 99,9 proc. tej kwoty.

Sprzedany przez PO dawny SPEC miał w ub.r. 76,9 mln zł zysku. Obecni właściciele wypłacili sobie 99,9 proc. tej kwoty

SPEC, a dokładnie Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, jeszcze do 2011 roku było spółką miejską, kontrolowaną w pełni przez władze Miasta Stołecznego Warszawy. Spółka ta zarządzała jednym z największych na świecie systemów ciepłowniczych o długości 1700 kilometrów, ogrzewała 19 tys. obiektów i zaspokajała 80 proc. potrzeb cieplnych Warszawy. W istocie była monopolistą. Dodajmy, że monopolistą przynoszącym spore zyski.

W 2009 roku SPEC osiągnął blisko 1,3 mld zł przychodów ze sprzedaży, a zysk na czysto tej spółki wyniósł 36 mln zł. Rok 2010 był jeszcze lepszy – zysk netto osiągnął bowiem poziom 62 mln zł.

Mimo, iż SPEC przynosił Warszawie bardzo duże dochody, w 2009 roku władze miasta podjęły pierwszą próbę prywatyzacji tego przedsiębiorstwa. Pomysł przepadł jednak w głosowaniu Rady Miasta z 15 stycznia – 28 radnych z PiS i lewicy było przeciwnych, w kontrze do 26 radnych z PO, którzy głosowali za prywatyzacją SPEC.

To, co się nie udało w 2009, dokonało się w 2011 roku. Wówczas to władze Warszawy podpisały z francuskim koncernem energetycznym Dalkia umowę prywatyzacyjną, na mocy której 85 proc. akcji SPEC miała zostać sprzedana. Kwotę transakcji ustalono na 1,44 mld zł. Umowa między miastem a inwestorem była warunkowa. Wymagała zgody Rady Warszawy oraz Komisji Europejskiej. Z tym jednak nie było problemu – zdominowana przez polityków PO Rada Miasta Warszawy tym razem taką zgodę udzieliła, a Komisja Europejska bez problemu dała "zielone światło" na realizację tej transakcji.

Po przejęciu przez Francuzów SPEC, któremu zmieniono nazwę na Veolia Energia Warszawa, nadal przynosił zyski. W 2016 roku było to 48,7 mln zł, w 2017 – 68,1 mln zł, a w 2018 roku zysk osiągnął 76,9 mln zł. Co ciekawe – obecni właściciele wypłacili sobie 99,9 proc. kwoty zysku za 2018 rok w formie dywidendy. Zrobili to, bo mieli do tego pełne prawo, jako akcjonariusze, którymi stali się dzięki prywatyzacji przeprowadzonej przez władze Warszawy w 2011 roku.

Biolożka: trening - zwłaszcza cardio – „odmładza” układ nerwowy

Data: 13.12.2019 22:11

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #aktualnosci #wiadomosci #nauka #zdrowie #ukladnerwowy #cwiczenia #cwiczeniacardio

Wysiłek fizyczny służy nie tylko ciału, ale i umysłowi, bo „odmładza” układ nerwowy – mówi PAP biolożka i trenerka dr Anita Florkowska. I tłumaczy, że w utrzymaniu zdrowego układu nerwowego trening wytrzymałościowy (cardio) spisuje się lepiej niż siłowy.

Biolożka: trening – zwłaszcza cardio – „odmładza” układ nerwowy

"U osób starszych wraz z wiekiem dochodzi do stopniowej utraty masy i siły mięśniowej – tzw. sarkopenii. Ma ona związek nie tylko ze zmianami np. hormonalnymi czy w układzie krążenia, ale również zmianami degeneracyjnymi w układzie nerwowym. W wyniku starzenia obserwuje się stopniową fragmentację i zanik połączeń nerwowo-mięśniowych. W efekcie mięśnie są rzadziej pobudzane przez układ nerwowy, słabną, mogą degenerować a nawet zanikać" – mówi w rozmowie z PAP biolożka dr Anita Florkowska z Uniwersytetu Warszawskiego. I dodaje, że związane z wiekiem osłabienie mięśni skutkuje pogorszeniem precyzji i koordynacji ruchów, problemami z równowagą czy mobilnością oraz wolniejszą reakcją na bodźce z zewnątrz.

"W znacznym spowolnieniu zmian, jakie zachodzą w układzie nerwowym wraz z wiekiem, mogą pomóc ćwiczenia fizyczne" – zaznacza rozmówczyni PAP. I dodaje: "Aktywność fizyczna nie tylko utrzymuje w dobrej formie ciało, ale i układ nerwowy".

Dr Florkowska wyjaśnia, że każdy rodzaj prawidłowo wykonywanego treningu fizycznego działa neuroprotekcyjnie, czyli wywołuje korzystne zmiany w obrębie połączeń nerwowo-mięśniowych i całego układu nerwowego. "Wykazano jednak, że wysiłek wytrzymałościowy stymuluje układ nerwowy znacznie lepiej niż wysiłek siłowy – efekty takiej stymulacji są nawet dwa razy większe" – mówi.

Tłumaczy, że wysiłek wytrzymałościowy (obejmujący ćwiczenia dynamiczne, nazywany często cardio czy aerobowym) to np. bieganie, skakanie, pływanie, taniec, jazda na rowerze czy treningi interwałowe. W efekcie takiego treningu serce znacznie szybciej pracuje, wzrasta liczba oddechów, a także poprawia się nasza wydolność i kondycja fizyczna.

Z kolei wysiłek siłowy, o którym wspomina biolożka, to głównie ćwiczenia statyczne, stymulujące do pracy pojedyncze partie mięśniowe, a nie całe ciało – np. ćwiczenia z hantlami czy ciężarami na siłowni czy ćwiczenia z masą własnego ciała.

Biolog apeluje, by w swoim planie treningów nie pomijać ćwiczeń wytrzymałościowych (cardio).

JAK INFORMACJE PRZEPŁYWAJĄ MIĘDZY UKŁADEM NERWOWYM A MIĘŚNIOWYM?

"Podczas treningu ośrodkowy układ nerwowy (mózg i rdzeń kręgowy) decyduje o tym, które mięśnie pobudzić do pracy oraz jaką siłę i moc nadać temu pobudzeniu" – mówi dr Florkowska. Wyjaśnia, że impuls, który dociera od mózgu, przez rdzeń kręgowy do zakończenia neuronu ruchowego kontaktującego się włóknem mięśniowym (połączenie nerwowo-mięśniowe), powoduje wydzielenie neurotransmitera – acetylocholiny. Acetylocholina wiąże się następnie do receptorów obecnych na powierzchni włókien mięśniowych. Rozpoczyna to kaskadę zmian prowadzących do skurczu mięśnia.

U ssaków istnieje również tzw. sygnalizacja działająca w drugą stronę – od mięśni do mózgu. Dzięki temu mięsień ma szansę poinformować układ nerwowy o swoich zwiększonych potrzebach wywołanych treningiem fizycznym. A przez to dostać wsparcie w dostosowaniu się do coraz intensywniejszych ćwiczeń. W odpowiedzi bowiem na ćwiczenia fizyczne mięśnie produkują specjalne białka – neurotrofiny, które są dla układu nerwowego sygnałem, aby utworzyć nowe neurony ruchowe lub rozbudować neurony już istniejące. A takie usprawnienie komunikacji nerwowo-mięśniowej powoduje, że mięsień będzie silniej pobudzany do pracy i bardziej odporny na zmęczenie.

WYNIKI EKSPERYMENTÓW

"W warunkach doświadczalnych wykazano, że pod wpływem regularnych ćwiczeń wytrzymałościowych (bieganie, pływanie), którym zostały poddane starsze myszy, ich układ nerwowy upodobnił się do układu nerwowego myszy młodszych" – opisuje dr Florkowska.

Uwagę naukowców przykuł fakt, że wielkość zmian adaptacyjnych w obrębie połączeń nerwowo-mięśniowych zależała od typu wykonywanych ćwiczeń. Ćwiczenia wytrzymałościowe (cardio) były silniejszym bodźcem dla "odmłodzenia" struktury połączeń nerwowo-mięśniowych w porównaniu z ćwiczeniami siłowymi.

|Dzięki aktywności fizycznej rośnie liczba neuronów ruchowych – kontaktujących się z mięśniami. Te komórki układu nerwowego są też grubsze i bardziej rozgałęzione. Autorzy prac badawczych, określają ten efekt hipertrofią (rozrostem) połączeń nerwowo-mięśniowych, polegającym na zwiększeniu liczby, powierzchni oraz długości rozgałęzień neuronów ruchowych, zlokalizowanych w pobliżu włókien mięśniowych.

Dr Florkowska streszcza też inne badania – na myszach, które przez 12 tygodni biegały na bieżni. "Zaobserwowano u nich zwiększoną o 30 proc. produkcję acetylocholiny w zakończeniach nerwowych". Co więcej, w mięśniach szczurów, które biegały lub pływały, stwierdzono usprawnienie mechanizmów przekazywania impulsów nerwowych, co znacząco zwiększyło odporność mięśni na zmęczenie.

"Ponadto, to ćwiczenia wytrzymałościowe a nie siłowe powodowały, że w błonie włókien mięśniowych powstawało statystycznie więcej receptorów dla acetylocholiny" – mówi dr Florkowska. Ćwiczenia siłowe również stymulowały przebudowę połączeń nerwowo-mięśniowych, jednak wielkość tych zmian była o około 50 proc. mniejsza, w porównaniu z efektami wysiłku wytrzymałościowego.

JAK EKSPERYMENTY PRZEKŁADAJĄ SIĘ NA ŻYCIE?

"U ssaków, w tym u człowieka, poza przepływem informacji mózg-mięśnie, istnieje tzw. sygnalizacja wsteczna – mięśnie-mózg, która chroni przed postępującą wraz z wiekiem utratą komórek nerwowych, zapewniając siłę i witalność osobom regularnie uprawiającym sport" – mówi.

Wymienia, że wysiłek wytrzymałościowy poprawia naszą wydolność, szybkość i zwinność, m.in. dzięki adaptacjom w układzie nerwowym. "Dlatego jeśli ktoś jest zwolennikiem wyłącznie ćwiczeń siłowych, lepiej, aby szybko rozbudował swój plan treningowy o ćwiczenia wytrzymałościowe. Dzięki temu pobudzi swój układ nerwowy do większej aktywności i zapewni mu dobrą formę na lata" – przekonuje biolożka.

Nie ma to jak "Państwo Prawa" - ABW nabija statystyki Jackiem Międlarem?

Data: 13.12.2019 17:31

Autor: ziemianin

dorzeczy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #policja #polska #panstwoprawa #polityka #abw #abwera

Z działalnością byłego księdza Jacka Międlara nie jest nam szczególnie po drodze, jednak trudno nie odnotować kolejnego „bohaterskiego” wyczynu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zbliża się koniec roku, tak więc najwidoczniej smutni panowie z aparatu represji postanowili nabić sobie statystyki, czyniąc to dodatkowo podczas mało fortunnej daty 13 grudnia.

Nie ma to jak "Państwo Prawa" – ABW nabija statystyki Jackiem Międlarem?

Środowisko Konfederacji oraz portalu wPrawo.pl poinformowały przed południem o zatrzymaniu Międlara przez agentów ABW. Z dostępnych informacji wynika, że funkcjonariusze tej instytucji zapukali do drzwi byłego księdza o godzinie 6 rano. Obiektem zainteresowania służb było nie tylko obecne miejsce zamieszkania redaktora wspomnianego portalu, ale także dom jego rodziców w województwie podkarpackim.

W rodzinnym domu Międlara ABW miało szukać materiałów pirotechnicznych, natomiast on sam został zatrzymany za szerzenie „mowy nienawiści” przez funkcjonariuszy uzbrojonych w długą broń. Jak na razie nie są znane szczegóły dotyczące miejsca pobytu byłego księdza oraz dokładnych zarzutów względem jego osoby.

Konferencję prasową w tej sprawie zorganizowali w Sejmie politycy Konfederacji. Poseł Grzegorz Braun informując o zatrzymaniu Międlara podkreślił, że obecnie za jego życie i zdrowie odpowiada premier Mateusz Morawiecki. Dodatkowo reżyser zwracał uwagę na fakt, że dzisiaj we Wrocławiu ma odbyć się organizowana przez środowiska prawicy demonstracja w rocznicę wprowadzenia Stanu Wojennego. Zdaniem Brauna zatrzymanie Międlara może być więc celową prowokacją.

Parlamentarzysta Konfederacji zauważył, że ABW stosowała już podobne prowokacje, czego przykładem może być sprawa Brunona Kwietnia. Zdaniem Brauna trafił on do aresztu i już z niego nie wyszedł, ponieważ targnął się na swoje życie akurat tuż przed terminem zwolnienia z więzienia.

38 lat temu w Polsce wprowadzono stan wojenny

Data: 13.12.2019 00:57

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #komuna #stanwojenny #polska #jaruzelski #13grudnia #rosja #moskwa

Władze komunistyczne jeszcze 12 grudnia 1981 roku przed północą rozpoczęły zatrzymywanie działaczy opozycji i „Solidarności”. W ciągu kilku dni w 49 ośrodkach internowania umieszczono około 5 tys. osób. W operacji wprowadzania stanu wojennego użyto w sumie 70 tys. żołnierzy, 30 tys. milicjantów, 1750 czołgów.

38 lat temu w Polsce wprowadzono stan wojenny

Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego trwały ponad rok i były prowadzone ze szczególną starannością. Kontrolował je m.in. naczelny dowódca wojsk Układu Warszawskiego marszałek Wiktor Kulikow oraz ludzie z jego sztabu.

Na potrzeby stanu wojennego sporządzono projekty różnych aktów prawnych, wydrukowano w Związku Sowieckim 100 tys. egzemplarzy obwieszczenia o wprowadzeniu stanu wojennego, ustalono listy komisarzy wojskowych mających przejąć kontrolę nad administracją państwową i większymi zakładami pracy, a także wybrano instytucje i przedsiębiorstwa, które miały zostać zmilitaryzowane.

Od połowy października z obszarem przyszłych działań zapoznawało się ponad tysiąc Wojskowych Terenowych Grup Operacyjnych. Intensywne ćwiczenia w walkach z tłumem przechodziły oddziały ZOMO. W więzieniach przygotowano miejsca dla ok. 5 tys. działaczy „Solidarności” i opozycji, którzy mieli zostać internowani na podstawie list sporządzanych od początku 1981 r.

Prof. Andrzej Paczkowski w książce „Wojna polsko-jaruzelska” ocenia, że „Solidarność”, opozycja i Kościół nie były przygotowane na wprowadzenie stanu wojennego. „Od lata 1980 r. – pisał prof. Paczkowski – panował w Polsce właściwie permanentny stan niepokoju, wzmagany przez pogłębiające się trudności życia codziennego. […] Często powtarzające się okresy mobilizacji i wzrostu poczucia zagrożenia w pewnym sensie uczyniły ludzi obojętnymi na sygnały o planowanych działaniach władz”.

W kierownictwie „Solidarności” na początku grudnia 1981 r. zdawano sobie sprawę z gwałtownego wzrostu napięcia, liczono jednak, że do konfrontacji z władzami komunistycznymi dojdzie dopiero po przyjęciu przez Sejm rządowej ustawy „O nadzwyczajnych środkach działania w interesie ochrony obywateli i państwa”.

Decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego zaakceptowana została 5 grudnia 1981 r. przez Biuro Polityczne KC PZPR.

Jaruzelski na spotkaniu u Kulikowa

Gen. Jaruzelski otrzymał od towarzyszy partyjnych swobodę co do wyboru konkretnej daty rozpoczęcia operacji. W nocy z 8 na 9 grudnia 1981 r., w trakcie spotkania z przebywającym w Warszawie marszałkiem Kulikowem, gen. Jaruzelski poinformował go o planowanych działaniach, nie podając jednak konkretnej daty ich rozpoczęcia.

Notatka z tego spotkania, sporządzona przez gen. Wiktora Anoszkina – adiutanta marszałka Kulikowa – została w całości opublikowana przez historyka IPN prof. Antoniego Dudka w „Biuletynie IPN” nr 12 (107) z grudnia 2009 r. Wynika z niej, że gen. Jaruzelski wprost zażądał wsparcia militarnego po wprowadzeniu stanu wojennego, mówiąc: „Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy (ZSRR) będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady”.

Marszałek Kulikow, któremu – jak podkreśla prof. Dudek – myśl o dowodzeniu operacją stłumienia kontrrewolucji w Polsce nie była z pewnością obca, odpowiedział: „Jeżeli nie starczy waszych sił, to pewnie trzeba będzie wykorzystać Tarczę-81” (pod tym kryptonimem krył się przypuszczalnie plan operacji wojskowej Układu Warszawskiego w Polsce). Kulikow dodał: „Zapewne Wojsko Polskie samo poradzi sobie z tą garstką rewolucjonistów”.

Jaruzelski zauważył wtedy, że „np. Katowice liczą ok. 4 mln mieszkańców. To taka Finlandia, a wojska – jeśli nie liczyć dywizji obrony przeciwlotniczej – nie ma. Dlatego bez pomocy nie damy rady”. „Byłoby gorzej, gdyby Polska wyszła z Układu Warszawskiego” – dodał Jaruzelski.

Kulikow podkreślał, że „najpierw należy wykorzystać własne możliwości”. Pod koniec rozmowy spytał, czy może zameldować Breżniewowi, że „podjęliście decyzję o przystąpieniu do realizacji planu”. W odpowiedzi Jaruzelski odparł: „Tak, pod warunkiem, że udzielicie nam pomocy”.

Jaruzelski chciał pomocy Rosjan

Według Dudka notatka Anoszkina sugeruje, że Jaruzelski nie tylko wiedział, iż Rosjanie nie zamierzają interweniować, ale wcześniej domagał się od nich udzielenia pomocy wojskowej. Historyk IPN podkreśla również, że wypowiedzi Kulikowa nie zawierały jednoznacznej obietnicy pomocy wojskowej w tłumieniu protestów społecznych w Polsce, ale też jej nie wykluczały.

O wyznaczonym terminie wprowadzenia stanu wojennego marszałek Kulikow i przywódcy sowieccy zostali poinformowani 11 grudnia. Operacja jego wprowadzenia rozpoczęła się w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. Jeszcze przed północą jednostki MSW, składające się z grup specjalnych, oddziałów ZOMO, jednostek antyterrorystycznych, funkcjonariuszy SB, oddziałów Jednostek Nadwiślańskich przy wsparciu wojska rozpoczęły działania.

W ramach operacji „Azalia” siły porządkowe MSW i WP zajęły obiekty Polskiego Radia i Telewizji oraz zablokowały w centrach telekomunikacyjnych połączenia krajowe i zagraniczne. Grupy milicjantów i funkcjonariuszy SB przystąpiły w ramach operacji o kryptonimie „Jodła” do internowania działaczy „Solidarności” i przywódców opozycji politycznej.

Oddziały ZOMO zajęły lokale zarządów regionalnych „Solidarności”, zatrzymując przebywające tam osoby i zabezpieczając znalezione urządzenia łącznościowe i poligraficzne. Do miast skierowano oddziały pancerne i zmechanizowane, które umieszczono przy najważniejszych węzłach komunikacyjnych, trasach wylotowych, głównych skrzyżowaniach, gmachach urzędowych i innych obiektach strategicznych.

Przeprowadzono aresztowania wśród niezależnych intelektualistów, w tym wśród organizatorów i uczestników obradującego w Warszawie Kongresu Kultury Polskiej. Główne uderzenie nastąpiło jednak w Gdańsku, gdzie w sobotę zebrała się Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” i gdzie w związku z tym przebywało wielu działaczy i doradców związkowych. W ciągu nocy zatrzymano w Gdańsku około 30 członków Komisji Krajowej i kilku doradców.

O godzinie pierwszej w nocy w Belwederze zebrali się członkowie Rady Państwa, teoretycznie najważniejszego urzędu PRL. Większość z nich nie wiedziała jednak, jaki był cel tego nocnego spotkania. Po półtoragodzinnych obradach członkowie Rady Państwa przyjęli przedstawiony im dekret o wprowadzeniu stanu wojennego oraz towarzyszące mu dokumenty, przeciwko głosował jedynie przewodniczący PAX – Ryszard Reiff. Wszystkie przyjęte dokumenty były antydatowane i nosiły datę 12 grudnia 1981 r.

Dekret o wprowadzeniu stanu wojennego był niezgodny z obowiązującym wówczas prawem, ponieważ Rada Państwa mogła wydawać dekrety jedynie między sesjami Sejmu. Tymczasem sesja taka trwała, a najbliższe posiedzenie izby wyznaczone było na 15 i 16 grudnia.

W specjalny sposób potraktowany został przez autorów stanu wojennego przewodniczący „Solidarności” Lech Wałęsa. Władze liczyły bowiem, że uda się im wykorzystać go politycznie. Około godziny drugiej w nocy w jego mieszkaniu pojawili się wojewoda gdański Jerzy Kołodziejski i I sekretarz gdańskiego KW PZPR Tadeusz Fiszbach, członek Biura Politycznego. Poinformowali oni Wałęsę o wprowadzeniu stanu wojennego, stwierdzając, że powinien natychmiast udać się do Warszawy na rozmowy z przedstawicielami władz. Ostatecznie Wałęsa oświadczył, iż pod przymusem zgadza się jechać do Warszawy.

Wałęsa w Arłamowie

Po pobycie w Chylicach i Otwocku umieszczono go ostatecznie w ośrodku rządowym w Arłamowie. W sumie w pierwszych dniach stanu wojennego internowano około 5 tys. osób, które przetrzymywano w 49 ośrodkach odosobnienia na terenie całego kraju. Łącznie w czasie stanu wojennego liczba internowanych sięgnęła 10 tys., w więzieniach znalazła się znaczna część krajowych i regionalnych przywódców „Solidarności”, doradców, członków komisji zakładowych dużych fabryk, działaczy opozycji demokratycznej oraz intelektualistów związanych z „Solidarnością”.

W celach propagandowych zatrzymano także kilkadziesiąt osób z poprzedniej ekipy sprawującej władzę, m.in. Edwarda Gierka, Piotra Jaroszewicza i Edwarda Babiucha. Na podstawie dekretu o stanie wojennym zawieszono podstawowe prawa i wolności obywatelskie, wprowadzono tryb doraźny w sądach, zakazano strajków, demonstracji, milicja i wojsko mogły każdego legitymować i przeszukiwać.

Wprowadzono też godzinę milicyjną od godz. 22 do godz. 6 rano, a na wyjazdy poza miejsce zamieszkania potrzebna była przepustka. Korespondencja podlegała oficjalnej cenzurze, wyłączono telefony, uniemożliwiając między innymi wzywanie pogotowia ratunkowego i straży pożarnej. Większość najważniejszych instytucji i zakładów pracy została zmilitaryzowana i była kierowana przez ponad 8 tys. komisarzy wojskowych. Zakazano wydawania prasy, poza „Trybuną Ludu” i „Żołnierzem Wolności”. Zawieszono działalność wszystkich organizacji społecznych i kulturalnych, a także zajęcia w szkołach i na wyższych uczelniach.

Oficjalnie administratorem stanu wojennego była 21-osobowa Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego z gen. Wojciechem Jaruzelskim na czele. W praktyce była ona jednak ciałem fasadowym. Najważniejsze decyzje w okresie stanu wojennego podejmowała nieformalna grupa wojskowych oraz członków partii nazywana dyrektoriatem.

Komuniści kontra Kościół katolicki

Wprowadzając stan wojenny, władze komunistyczne nie zdecydowały się zaatakować bezpośrednio Kościoła katolickiego. Prymas Józef Glemp od początku apelował o spokój i zażegnanie bratobójczych walk, domagając się jednocześnie uwolnienia internowanych i aresztowanych oraz powrotu do dialogu z „Solidarnością”.

13 grudnia w wygłoszonym kazaniu apelował do robotników, by nie narażali życia: „Będę wzywał o rozsądek nawet za cenę narażenia się na zniewagi i będę prosił, nawet gdybym miał boso iść i na klęczkach błagać: nie podejmujcie walk Polak przeciw Polakowi”.

Przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego wystąpiły Stany Zjednoczone i inne kraje zachodnie. 23 grudnia 1981 r. prezydent USA Ronald Reagan ogłosił sankcje ekonomiczne wobec PRL, a kilka dni później podał do wiadomości, że obejmą one także Związek Sowiecki, który jego zdaniem ponosił „poważną i bezpośrednią odpowiedzialność za represje w Polsce”.

W ciągu następnych tygodni do sankcji ekonomicznych przeciwko Polsce przyłączyły się inne kraje zachodnie.

31 grudnia 1982 r. stan wojenny został zawieszony, a 22 lipca 1983 r. odwołany, przy zachowaniu części represyjnego ustawodawstwa. Dokładna liczba osób, które w wyniku wprowadzenia stanu wojennego poniosły śmierć, nie jest znana.

Przedstawiane listy ofiar liczą od kilkudziesięciu do ponad stu nazwisk. Nieznana pozostaje również liczba osób, które straciły w tym okresie zdrowie na skutek prześladowań, bicia w trakcie śledztwa czy podczas demonstracji ulicznych.

Paweł Deląg: Postrzegam epokę sarmacką jako jakąś dziwną tęsknotę w Polakach

Data: 13.12.2019 00:21

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #filmy #historia #husaria #szabla #sarmaci

Fabularyzowany historyczny film dokumentalny „Zrodzeni do szabli” zachwyca niezwykłą dbałością o scenografię i kostiumy. Na zdjęciu: Paweł Deląg na planie przygotowuje scenę z husarią

Paweł Deląg: Postrzegam epokę sarmacką jako jakąś dziwną tęsknotę w Polakach

Rozmowa z Pawłem Delągiem, aktorem filmowym i teatralnym, reżyserem filmu „Zrodzeni do szabli”.

Skąd pomysł na film o takiej właśnie tematyce? Wydaje się, że epoka sarmacka wyczerpała się w polskim filmie.

O nie, jestem przekonany, że epoka sarmacka wcale się nie wyczerpała. Zużyła się tylko jej sienkiewiczowska adaptacja. Ja postrzegam epokę sarmacką jako jakąś dziwną tęsknotę w Polakach. Za czym? Głównie za wspomnieniem sławy, chwały, siły, dumy i honoru. Ale przy tym wszystkim określenie „epoka sarmacka” ma także inny, negatywny wydźwięk. Pracując nad tym filmem, nie zastanawiałem się nad sarmatyzmem w jego pejoratywnym znaczeniu. Chciałem, żeby mój bohater był osadzony w etosie rycerstwa polskiego. Przedstawiam początek XVII wieku. Przed moimi bohaterami było całe stulecie, w którym miały się toczyć wielkie wojny, konflikty i starcia z sąsiadami. Ten permanentny stan wojny powoduje, że zamiera coś, co nazwalibyśmy „ruchem obywatelskim”, przestano zastanawiać się nad ustrojem Rzeczypospolitej. Sarmatyzm w ujęciu Matejki, Sienkiewicza czy Hoffmana szedł w kierunku pokrzepienia serc. Bohaterowie tacy jak Kmicic, Skrzetuski, Wołodyjowski czy Zagłoba na wiele, wiele pokoleń stali się znakami rozpoznawczymi Pierwszej Rzeczypospolitej. Już jako dziecko byłem zafascynowany Trylogią, ale w wieku dojrzałym stała się ona tak naprawdę pewnym uproszczeniem. Dzięki pracy nad filmem „Zrodzeni do szabli” mogłem rozbić jakąś kliszę, którą miałem w głowie od dzieciństwa.

Dlaczego zdecydowaliście się na fabularyzowany dokument?

Pragnąłem odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań: kim byli ci fantastyczni wojownicy i ich hetmani, którzy wygrywali przez znaczną część XVI i XVII wieku bitwy i wojny, którzy nie bali się wyjść na pole bitwy z reguły w ogromnej dysproporcji sił i skąd brała się siła ich oręża? Poszukiwałem odpowiedzi na pytania o mentalność żołnierza tamtej epoki. Jaki to był człowiek? Te poszukiwania przyczyniły się do realizacji filmu dokumentalno-fabularyzowanego. Powstał on z inicjatywy Stowarzyszenia Sztuka Krzyżowa. Dla większości wykonawców to był debiut. Zresztą szalenie ryzykowny debiut, ponieważ mieliśmy do czynienia z producentem, który do tej pory nie miał nic wspólnego z filmem w sensie produkcyjnym.

To są znakomici szermierze, którzy marzyli, żeby powstał film, który miał być filmem instruktażowym o tym, czym w ogóle była szabla polska i jak wyglądała sztuka krzyżowa. Panowie poświęcili tej pasji bardzo wiele lat, ale nikt tak naprawdę tej sztuki krzyżowej nie widział i oni rekonstruowali ją na podstawie zapisów, rękopisów; próbowali przenosić w to swoje doświadczenie szermiercze i sprawdzać w pocie i trudzie na zajęciach, czym naprawdę była ta technika. Pierwotnie miał to więc być film instruktażowy, w którym nie miało być scen dialogowych, obyczajowych, w którym generalnie jesteśmy skupieni na samej sztuce władania szablą. Kiedy się do mnie zwrócili i zaproponowali udział w tym filmie w charakterze aktora (producent chciał, żebym zagrał), to znając trochę historię XVII wieku, sam postanowiłem znaleźć odpowiedź na pytanie: skąd ta siła i wartość tych wojowników, którzy wychodzili na pole bitwy i nie obawiali się stanąć w słabszym układzie sił? Prawie nigdy przewaga liczebna nie była po stronie Rzeczypospolitej. Zaproponowałem więc: „Panowie, popracujmy nad scenariuszem. Ja wam opowiem historię, jak to ewentualnie mogłoby wyglądać, i spróbujmy z tego zrobić epicki fresk dokumentalny o epoce, bo szansa jest wielka, a wy jesteście wspaniałymi szermierzami”. I tak przekształciliśmy krótki film do internetu przeznaczony dla wąskiej grupy widzów w dużą fabularyzowaną produkcję, która dotyka czegoś, co jest moim zdaniem w polskim DNA.

Budżet filmu, jak na film instruktażowy, był duży – prawie 300 tys. złotych, ale na prawdziwy dokument fabularyzowany o charakterze epickim to dużo za mało.

I trzeba jasno sobie powiedzieć, że tylko dzięki temu, że wielu ludzi na bardzo wstępnym etapie produkcyjnym zaangażowało się, wnosząc swoje umiejętności, doświadczenie, zapał, energię, nie pytając o wynagrodzenie, które było symboliczne, udało się wyprodukować ten obraz. Byłem bardzo zbudowany taką postawą.

Kiedy film już był w „puszkach”, brakowało pieniędzy na postprodukcję i tu pomogło pospolite ruszenie. Dzięki tej inicjatywie dozbierano brakujące fundusze.

W filmie obok zawodowych aktorów pojawiają się amatorzy. Widz jednak nie dostrzega tego podziału.

Kilku moich kolegów przyjęło zaproszenie, za co jestem im bardzo wdzięczny: aktorzy Maciek Kowalewski, Darek Toczek, świetny scenograf Marian Zawaliński. Kierownikiem produkcji był Jurek Szebesta i w zasadzie jeszcze tylko Karolina Ryciak, znakomity charakteryzator, była profesjonalna. Pozostałe osoby, które w tym filmie występują, są amatorami bądź miały niewielkie doświadczenie albo prawie żadnego. Gdzieś więc w pewien sposób było to zgodne z tematyką: pospolite ruszenie. To pomieszanie amatorów i profesjonalistów dało zaskakujący efekt, z którego się cieszę, bo okazuje się, że przy odpowiednim zaangażowaniu i pasji można naprawdę dużo zrobić. No i trzeba mieć sporo odwagi, aby pójść na wojnę z takim składem. Bo przecież na koniec dnia głównie reżysera rozliczają z filmu i to on bierze odpowiedzialność za wyraz artystyczny i de facto produkcyjny też.

I nikogo nie interesuje, w jakich warunkach film powstaje.

Przyznam szczerze, że projekt stał się trudny na etapie postprodukcji, gdzie producent nie zawsze szedł ręka w rękę z reżyserem. I myślę, że to jest dla mnie bardzo ważna lekcja, że warto jednak walczyć o wyraz artystyczny filmu, o spójną koncepcję, mówiąc najprościej: o jakość.

Nagroda to reakcja widowni. A ona zawsze jest szczera.

W swojej stylistyce film przypomina dzieła mistrzów kina japońskiego: Akiry Kurosawy czy Masakiego Kobayashiego. Udało się wam zaadoptować uniwersalną opowieść o przekazywaniu tradycji wojennej, relacji mistrz–nauczyciel i adept–uczeń do realiów XVII-wiecznej Polski. Czy opieraliście się na jakichś przekazach historycznych, dokumentach z epoki?

Jak najbardziej. Taki związek nauczyciela z uczniem nie był rzadkością. Moment, kiedy przyjeżdża nauczyciel do dworu obronnego i pan tego dworu proponuje temu nauczycielowi, żeby wziął na wychowanie jego syna, był powszechnie znany. Nazywał się ten obyczaj alumnat. Weterani z odpowiednim doświadczeniem zajmowali się wychowywaniem młodzieży szlacheckiej, przygotowaniem ich do trudu wojennego i nauką sztuki rycerskiej. Młodzi uczyli się od mistrzów, a nie jedynie teoretyków, którzy nie mieli osobiście do czynienia ze sztuką wojenną.

Wynikało to z faktu, że szlachta była powoływana do pospolitego ruszenia. Stanowiła siłę zbrojną państwa. Każdy szlachcic był zatem ex definitione obrońcą Rzeczypospolitej.

A to wymagało też olbrzymiej dyscypliny fizycznej i mentalnej, przygotowania i stałej gotowości. Dla mnie od strony filmowej ta relacja mistrz–uczeń stanowiła ciekawy wątek osadzony na pewnym schemacie, który bardzo dobrze znamy choćby z takich filmów jak „Karate Kid”. Mistrz wychowuje swojego ucznia i później staje się dla niego drugim ojcem i przewodnikiem życiowym, ale również towarzyszem wojennym. Wydawało mi się, że stosując ten prosty schemat, będę mógł opowiedzieć coś o obyczajowości tamtych czasów. I chyba się udało, bo oś filmu osadzona jest na pewnych elementach obyczaju szlachecko-rycerskiego. Uważny widz dostrzeże, że poszczególne etapy tego filmu są poświęcone konkretnemu obyczajowi. Zaczyna się przecież od chrztu na szablach. Później pojawia się nauczyciel, a z nim zaczyna się kształcenie tego młodego człowieka. Padają ważne słowa: cześć i honor. Pojawia się też inny towarzysz – strach. Jeśli ulegasz strachowi na polu bitwy, to jest to zdrada traktowana z najwyższą pogardą. I to też jest mały wycinek etosu rycerskiego, który pokazujemy w tym filmie.

Nie można pominąć roli Kościoła, bo od pierwszych kadrów pojawia się świątynia, tak jakby była to próba wyrównania rachunków z Panem Bogiem. To było bowiem rycerstwo chrześcijańskie, przesiąknięte wiarą prostą i surową, ale i prawdziwą, w której pojawiał się też grzech.

Wydaje się, że wszystko w życiu codziennym było podporządkowane wychowaniu wojennemu.

Także odpoczynek i rozrywka. Taka choćby gra w palcaty, która była najbardziej popularnym sportem w Pierwszej Rzeczypospolitej, dużo bardziej popularna niż piłka nożna w obecnych czasach. Polegała po prostu na okładaniu się kijami. Żartuję oczywiście! Ta zabawa, gra pozwalała sprawdzić umiejętności szermiercze adeptów. Zawodnicy tracili przy tym zęby i przetrącali sobie nosy, ale to ich przygotowywało do trudów wojny, która będzie im towarzyszyć przez większość życia. W filmie mamy też ważną scenę, kiedy zostaje wręczona szabla. Jest to forma specjalnego namaszczenia ucznia, który już przeszedł kolejne etapy wtajemniczenia. Formalnie otrzymuje szablę, która tak naprawdę towarzyszyła mu już od narodzin. I będzie towarzyszyć aż do śmierci. A śmierć zamyka się łamaniem szabli nad grobem nauczyciela. Dlatego ten szlachcic jest symbolicznie zrodzony z szabli i umiera z szablą. Ta więź z orężem, z białą bronią, z szablą, rzeczywiście przypomina kult mieczy samurajskich w tradycji japońskiej. I na tym tle myślę, że można zaryzykować porównanie rycerstwa do samurajów. Z tą różnicą, że samuraj był najemnikiem zobowiązanym do bezwzględnej lojalności i wierności swojemu suwerenowi, a nasze rycerstwo ceniło wolność ponad wszystkie wartości.

Technika walki polską szablą zakłada ćwiczenie umysłu na równi z ciałem. To sztuka poznania własnych możliwości i ograniczeń. Wewnętrzna walka z samym sobą. Czy grając tę rolę, poczułeś, że zaczynasz pokonywać swoje wewnętrzne bariery?

Wielkie wrażenie wywarła na mnie pasja, z jaką rodzina Sieniawskich podchodzi do szabli i szermierki. Zrozumiałem, że ich praca i wieloletni trening pociąga za sobą bardzo dużo wyrzeczeń. Nie jest to sport popularny ani jakieś lukratywne zajęcie. To głęboka więź z polską tradycją szermierczą, która zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Ta więź wykuwa charakter, dyscyplinuje, ale jest też walką z własnymi słabościami. Ile tacy mistrzowie szabli musieli mieć pokory, równowagi i mądrości, żeby nie nadużywać szabli jako śmiercionośnej broni.

W filmie zaskakuje poetyka obrazu odmalowanego dłonią bardzo wrażliwego artysty. Każdy kadr staje się osobnym malowidłem, na którym jest zachowana harmonia między kształtami, cieniami i światłem. Pejzaż staje się osobnym bohaterem. Niczym na płótnach ekspresjonistów widzimy we wczesnej jesiennej aurze całe bogactwo kolorów polskiej przyrody. Czy ta ekspozycja natury była celowym zabiegiem w tym filmie?

Zależało mi, żeby pokazać właśnie pewnego rodzaju magię i urodę polskiej przyrody, która miała być trzecim bohaterem. Chciałem, żebyśmy czuli jej oddech. My, ludzie współcześni, jesteśmy zwierzętami miejskimi i w mieście żyjemy, a oni żyli cały czas z naturą. To był koń, to była przestrzeń, to były lasy, siedziby oddalone od miast. Byli bardzo mocno związani z sezonami, porą roku, gospodarstwem i ziemią. Istniała zgodność przyrody wpisanej w tradycję szlachecką. Pragnąłem jeszcze więcej tej magii przyrody, ale to tylko dokument fabularyzowany, w związku z czym ona nie jest w takiej proporcji, jak bym sobie życzył. Starałem się jednak takiego języka filmowego użyć, żeby powstał swoisty fresk.

Ten fresk nie wyszedłby tak pięknie, gdyby nie kostiumy i scenografia.

Tak, te kostiumy były naprawdę znakomite, przygotowane z ogromnym wyczuciem i dbałością. Wszystko w zasadzie jest zgodne z epoką. Znaleźliśmy cudowne lokalizacje w Małopolsce. Udało nam się namierzyć nawet dworek obrony, chociaż tych dworków obronnych przecież praktycznie już nie ma. Ważna jest w tym wszystkim ogromna pasja wszystkich uczestników tej produkcji. Moi koledzy zgodzili się zaangażować w tę „awanturę” dosłownie za kilka groszy i w dodatku nie mając do końca pewności, jak zostaniemy rozliczeni za pracę.

Ściągnięcie takiej husarii, która się pojawia w szeregu 30 koni, to jest koszt co najmniej 100 tys. złotych dziennie! A nasi „husarze” zagrali dosłownie za pajdę chleba i zupę. Wystarczył jeden żołnierski telefon, a chorągiew pomorska pod komendą kasztelana zamku Gniew, Jarosława Struczyńskiego, stawiła się karnie w pełnym rynsztunku bojowym, choć nikt im grosza nie obiecał. Naprawdę świetni faceci. Myślę, że dla nas wszystkich, którzy brali udział w produkcji tego filmu, nagrodą jest po prostu efekt.

To nie jest twój pierwszy udział w paradokumentalnej produkcji historycznej. Wcześniej zagrałeś Marka Antoniusza w „Losie Rzymu”, księdza Włodzimierza w „Dwóch koronach”, komandora Howarda Compaigne’a w „Tajemnicy twierdzy szyfrów”, Anastasa w „Wikingu” czy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w Teatrze Telewizji „Reytan. Druga strona drzwi”. Czy zaczynasz specjalizować się w rolach historycznych?

To bardzo różne charaktery i różne postacie. Łączy je kostium. A ja uważam, że jestem zrodzony do kostiumu. Faktycznie za granicą najczęściej występuję w filmach historycznych. I to jest wspaniałe. Kiedy byłem chłopcem, czytałem książki historyczne i wchodziłem w nie, wczuwając się w głównych bohaterów. To jest bliskie każdemu z nas. To jest wyobraźnia popychająca nas w tym kierunku.

Kiedy wkładasz kostium, to wczuwasz się w ten świat, który dawno temu odszedł?

Lubię kostium, ale najbardziej lubię historię i jej kontekst. Dla mnie jako aktora jest to alternatywna rzeczywistość, w którą wnikam. Kostium dlatego pomaga, że pociąga za sobą formę. Pierwsza rzecz, którą robisz, to zakładasz buty. Buty zmieniają sposób chodzenia. Kostium zmienia ruch i gest. To tak jakbyś nałożył drugą skórę. I to nam, aktorom, ułatwia pracę. Całą resztę dorzucamy od siebie.

Niezależnie, jakie ma się zaufanie artystyczne do samego siebie, to na planie ktoś musi być kapitanem, musi podejmować decyzje. I tu jest rola reżysera, żeby wyciągnąć od wykonawców tę energię, gigantyczne zaangażowanie i wiarę ekipy. Bardzo często brakuje mi przy pracy tego wielkiego autentyzmu, że cała ekipa realizuje film, że wszyscy są zaangażowani i każdy, kto coś robi na planie zdjęciowym, nawet człowiek, który tylko dymi, ma poczucie, że wykonuje bardzo ważne zadanie. Dla mnie ekipa na planie zdjęciowym to jest rodzina, która spotkała się na jakiś czas. Taką atmosferę czułem w latach 90. i trochę za nią tęsknię.

Burza wokół BNP Paribas. Klient opisał, jak bank "zgubił" przelew na 200 tysięcy złotych

Data: 12.12.2019 23:49

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #banki #bnpparibas #RaiffeisenBank #polska

Jeden z klientów opisał na Facebooku, jak BNP Paribas miało zgubić przelew na 200 tysięcy złotych. Od trzech tygodni bank nie załatwił jego sprawy

Burza wokół BNP Paribas. Klient opisał, jak bank "zgubił" przelew na 200 tysięcy złotych

Jeden z klientów BNP Paribas wywołał w sieci burzę, opisując swój problem na stronie Facebookowej banku. Jak twierdzi Marcin Kowalski, BNP od prawie trzech tygodni "nie potrafi odnaleźć pieniędzy" przelanych na konto firmowe w banku. Chodzi o kwotę kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Według klienta, środki nie wpłynęły na konto jego spółki, bo bank bez ostrzeżenia zmienił tzw. kod SWIFT. Bank twierdzi jednak, że o zmianie kodu informował z wyprzedzeniem, a na odpowiedź na reklamację ma 30 dni.

Post Marcina Kowalskiego wywołał oburzenie w sieci

Bank BNP Paribas od trzech tygodni nie poradził sobie z rozwiązaniem problemu przedsiębiorcy

Wszystko rozbija się o kwotę niemal 200 tysięcy złotych i obsługę klienta

Wyjaśnijmy, że kod SWIFT używany jest przy przelewach międzynarodowych – pozwala on zidentyfikować bank odbiorcy przelewu. W przypadku podania błędnego lub nieaktywnego już kodu SWIFT, efekty mogą być różne – np. zwrot pieniędzy do nadawcy z komunikatem o braku możliwości wykonania operacji, a w skrajnych sytuacjach pieniądze mogą po prostu przepaść.

Jak klientowi banku BNP Paribas "zaginęło" 200 tys. złotych

Bank, zapytany przez nas o historię opisaną przez swojego klienta, odpowiedział m.in., iż nie może komentować konkretnych sytuacji klientów, gdyż byłoby to złamaniem tajemnicy bankowej.

Jedno jest pewne: pieniądze nie trafiły na odpowiednie konto, jak opisuje klient BNP Paribas:

Szanowni Państwo, piszecie, że "W zmieniającym się świecie każdy powinien czuć się bezpiecznie." Jednocześnie od niemal trzech tygodni nie potraficie odnaleźć pieniędzy, które – jak co miesiąc od wielu miesięcy nasza spółka-matka przelała na nasze konto firmowe w BNP Paribas. Kwota jest niebagatelna – sięga kilkudziesięciu tysięcy dolarów, a nie wpłynęła, ponieważ zmieniliście Państwo kod SWIFT nie informując nas o tym.

Marcin Kowalski w rozmowie z BI Polska potwierdza, że jego firma była wcześniej klientem polskiego oddziału Raiffeisen i wraz z fuzją przeszła pod skrzydła BNP. Jak dodaje, chodzi o kwotę niemal 200 tysięcy złotych, której brak "stawia jego biznes w potencjalnie niebezpiecznej sytuacji". – Tym bardziej, gdy bank, jako instytucja zaufania publicznego, nie wyraża najmniejszego zainteresowania w znalezieniu rozwiązania problemu, który sam wywołał – mówi nam Kowalski.

BNP Paribas zapewnia jednak w komentarzu dla BI Polska, że informowało klientów z odpowiednim wyprzedzeniem o zmianie kodu SWIFT:

W związku z ostatnim etapem przejęcia podstawowej działalności Raiffeisen Bank Polska, Bank BNP Paribas za pośrednictwem odpowiednich kanałów komunikacji (bankowość internetowa, mailing, korespondencja listowna) z wyprzedzeniem informował klientów o planowanym ujednoliceniu systemów bankowych, w tym o zmianie kodu SWIFT dla klientów dawnego Raiffeisen Bank Polska na obecny kod PPABPLPKXXX. Takie informacje zawarte były w broszurze informacyjnej przedstawiającej najważniejsze zmiany w ofercie i usługach Banku, dołączonej do listu do klientów oraz odrębna komunikacja dotycząca wyłączenia kodu SWIFT, jako przypomnienie.

Wyłączenie kodu SWIFT zawsze jest poprzedzone procesami przygotowującymi. Poza specjalnymi komunikatami do użytkowników SWIFT na świecie odpowiednia komunikacja została opublikowana także w Almanachu Banków Światowych, z którego korzystają wszystkie banki na świecie do celów rozliczeniowych. Standardowo banki za granicą powinny poinformować swoich zleceniodawców, że po upływie terminu możliwości korzystania z obowiązującego kodu SWIFT realizacja danego zlecenia nie jest możliwa. Ponadto, zgodnie z treścią przekazanych komunikatów, zleceniodawcy powinni akceptować sugestię i zmieniać kod na aktualnie obowiązujący PPABPLPKXXX, aby zadysponować zlecenie płatnicze.

W odpowiedzi na ten argument Marcin Kowalski stwierdza, że zarówno on, jak i pracownicy firmy, dokładnie sprawdzali wszelką korespondencję i nie znaleźli "śladu informacji o zmianie SWIFT".

– Znalazłem za to wiadomość z 5 listopada informującą o zmianie systemów bankowych i nie ma w niej słowa o SWIFT. A już na pewno nie otrzymaliśmy żadnej korespondencji drukowanej w tym temacie – podkreśla nasz rozmówca.

Jak jednak dodaje, nie problem z kodem SWIFT jest najgorszy w całej sprawie:

Załóżmy nawet, że bank faktycznie poinformował nas i informacja ta nam umknęła. Dlaczego zatem przelew nie został cofnięty? Z komunikatu SWIFT wynika, że bank pośredniczący zweryfikował kod SWIFT, przyjął przelew do realizacji i wykonał go. Gdyby SWIFT był nieaktywny, przelew wróciłby do banku, z którego przelew został zainicjowany – tymczasem to się nie stało. Idąc dalej, załóżmy nawet, że cała sytuacja jest splotem niefortunnych okoliczności i problemów technicznych związanych z fuzją banków. Dlaczego w takim razie bank chwalący się najwyższymi standardami obsługi klienta, mimo wielokrotnych próśb o pomoc i prób kontaktu, nie podjął żadnej inicjatywy, żeby choćby stworzyć wrażenie, że traktuje moją sprawę poważnie?

BNP Paribas, zapytane przez nas o czas oczekiwania na odpowiedź i rozwiązanie sprawy, odparł:

Jako Bank dokładamy wszelkich niezbędnych starań, aby zapewnić klientom najwyższy standard usług szczególnie w sytuacjach wyjątkowych, które wymagają indywidualnego podejścia. W sytuacji, gdy sprawa w ocenie klienta nie została wnikliwie przenalizowana, a klient złożył już reklamację, na którą odpowiedź Bank ma 30 dni, priorytet sprawy zostaje skierowany do rzecznika klienta.

W dniu publikacji tekstu, w czwartek 12 grudnia, Marcin Kowalski zostawił kolejny z rzędu komentarz pod swoim postem na stronie BNP Paribas: "Dzięki Wam określenie "ciche dni" nabrało dla mnie nowego znaczenia. Nadal cierpliwie czekam na kontakt".

Pancerny sikacz - George Patton. Historia Bez Cenzury

Data: 12.12.2019 22:25

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #ciekawostkihistoryczne #hbc #historiabezcenzury

Dzisiaj opowiemy Wam o jednym z najważniejszych dowódców II wojny światowej, autorze stwierdzenia, że: „celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, żeby tamci sk… umierali za swoją”, a także… wielbicielu odlewania się do wielkich rzek. Poznajcie George’a Pattona już teraz w Historii bez cenzury. Zapraszamy do oglądania!

Pancerny sikacz – George Patton. Historia Bez Cenzury

Karp to najstarsza ryba hodowlana. Sprawdź jej wartości odżywcze

Data: 11.12.2019 22:59

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swieta #karp #ryby #jedzenie #kuchnia #gotowanie #przepisy

Karp jest jedną z najstarszych ryb hodowlanych i rybą o największym znaczeniu konsumpcyjnym. Pierwsze wzmianki o hodowlach karpia w Europie sięgają 350 r. p.n.e. Jadano go już na dworze cesarza Rzymu. Natomiast do Polski trafił po XII wieku. Przysmakiem stołu szlacheckiego jest od końca XIX wieku. Od lat 50. XX w. karp stał się synonimem ryby świątecznej dla Polaków.

Karp to najstarsza ryba hodowlana. Sprawdź jej wartości odżywcze

Na co dzień Polacy spożywają w sumie tylko 12-13 kg ryb rocznie. Dla porównania Islandczycy zjadają ich 91 kg, Hiszpanie 50 kg, a za Azjatami jesteśmy bardzo daleko w tyle.

Karp – wartości odżywcze

Średnia zawartość tłuszczu (ok. 130 g/100 g) jest niższa, niż w przypadku tłustych ryb morskich. Karp dostarcza około 18 gramów białka na 100 gramów. Średnia zawartość kwasów Omega-3 jest niższa, niż w przypadku tłustych ryb morskich. Zawarta w karpiu witamina A odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie narządu wzroku. Witamina D w połączeniu z wapniem wzmacnia kości, jednocześnie przeciwdziałając osteoporozie. Witaminy z grupy B mają liczne właściwości zdrowotne, w tym obniżają ciśnienie krwi, wspomagają regenerację układu nerwowego i skóry, a także przeciwdziałają anemii. Potas pełni ważną rolę w przewodzeniu impulsów nerwowych, a fosfor uczestniczy w syntezie nici DNA. Mięso karpia zawiera też selen, cynk, żelazo, siarkę i magnez.

Porcja 220 g mięsa karpia pokrywa dziennie zapotrzebowanie osoby dorosłej na białko i witaminy.


Karp „po polsku”

Składniki:

1 karp

1 łyżka masła

2 cebule

2 pietruszki

2 marchewki

2 łyżeczki miodu

500 ml jasnego piwa

1 pęczek natki pietruszki

świeżo zmielony czarny pieprz

sól

Przygotowanie:

Sprawionego i umytego karpia dzielimy na dzwonka, solimy, wkładamy do płaskiego, szerokiego rondla wysmarowanego masłem. Dodajemy obrane i pokrojone w paseczki jarzyny, rozpuszczony w odrobinie wody miód. Następnie solimy, pieprzymy, zalewamy piwem i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy na silnym ogniu ok. 5 minut. Zmniejszamy ogień i delikatnie gotujemy 10-15 minut. Kawałki ryby wykładamy na półmisek, polewamy przecedzonym wywarem i posypujemy posiekaną natką pietruszki.


Karp – produkcja

Rocznie z polskich stawów odławia się ok. 20 tys. ton karpi. Według badań statystycznych w 2018 roku odłowiono ok. 20,8 tys. ton karpia. Te liczby gwarantują nam pierwsze miejsce w Europie na liście producentów. Niestety, sprawdził się scenariusz zawarty w znanym powiedzeniu „nie sztuka wyprodukować, sztuka sprzedać”, gdyż po ostatniej kampanii grudniowej pozostała rekordowa ilość niesprzedanego karpia. Według danych z kwestionariuszy RRW-22 hodowcy zbyli jedynie ok. 16,5 tys. ton, co oznacza, że nie znaleziono odbiorców na ok. 4,3 tys. ton karpia (20,6% produkcji ogólnej).

Karp – profesjonalne żywienie stale pod nadzorem

Sposób żywienia karpi, które trafiają na rynek, podlega kontroli Inspekcji Weterynaryjnej. Dzieje się tak nie tylko w samym gospodarstwie, ale również na etapach poprzedzających, w myśl zasady „od pola, do stołu”. Obowiązujące przepisy nakładają na hodowców ryb obowiązek zaopatrywania się w pasze jedynie u podmiotów, które znajdują się pod nadzorem właściwych powiatowych lekarzy weterynarii. Z kolei na producentów pasz nałożonych jest szereg obowiązków, które gwarantują bezpieczeństwo pasz. I tak np. jedynie dodatki paszowe, które zostały poddane badaniom przez Europejski Urząd Bezpieczeństwa Żywności i zostały autoryzowane na poziomie Wspólnotowym, mogą być użyte do produkcji pasz. Materiały paszowe np. zboża, mogą pochodzić jedynie z gospodarstw, które spełniają przepisy dotyczące higieny pasz i znajdują się pod nadzorem Inspekcji Weterynaryjnej. W ramach takiego nadzoru sprawdza się m.in. czy do uprawy roślin stosuje się środki ochrony roślin a jeśli tak, to czy zachowane były właściwe okresy karencji. Dodatkowo w ramach Krajowego Planu Urzędowej Kontroli Pasz, corocznie pobiera się tysiące prób pasz do badań w kierunku wykrywania substancji niebezpiecznych dla zwierząt i ludzi. Dotychczasowe badania potwierdzają bezpieczeństwo pasz. Nadzór Inspekcji Weterynaryjnej nad produkcją i stosowaniem pasz jest zatem gwarantem, iż umieszczane na rynku karpie są bezpieczne dla konsumentów.

O jak najwyższe walory smakowe ryb dbają sami hodowcy, którzy na bieżąco monitorują preferencje klientów. W oparciu o nie, tworzy się właściwe receptury pasz. W wielu przypadkach hodowcy decydują się na stosowanie pasz przemysłowych jedynie w pierwszym okresie chowu karpi, kiedy przyrosty masy są największe. W późniejszym okresie rezygnują z nich lub ograniczają ich użycie, na rzecz pokarmu, który naturalnie występuje w zbiornikach wodnych, uzupełnianego zbożami. W zależności od pożądanych cech smakowych mięsa karpi stosuje się różne proporcje zbóż (pszenica, żyto, kukurydza) i intensywność żywienia, wpływając w ten chociażby na poziom tłuszczu czy innych właściwości odżywczych.

Karp – statystyki

W Polsce, zgodnie z rejestrami prowadzonymi przez powiatowych lekarzy weterynarii, jest zarejestrowanych 3151 podmiotów, prowadzących chów i hodowlę karpi, a także 1098 przedsiębiorstw akwakultury utrzymujących karpie. Najwięcej podmiotów znajduje się w województwach śląskim (615), dolnośląskim (521), wielkopolskim (424) oraz lubuskim (376), natomiast najmniejsza koncentracja tych gospodarstw jest w województwie podlaskim (45).

Karp – kontrola weterynaryjna

Kontrole podmiotów przeprowadzane są zgodnie z rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 6 lutego 2009 r. w sprawie zwalczania chorób zakaźnych zwierząt akwakultury (Dz.U. z 2015 r. poz. 781), rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 14 października 2008 r. w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia działalności w zakresie sektora akwakultury (Dz.U. z 2015 r. poz. 781 ze zm.), ze względu na zakażenia u karpi herpeswirusem koi (KHV). KHV jest to nieegzotyczna choroba zakaźna ryb podlegająca obowiązkowi zwalczania. Próbki pobiera się od ryb utrzymywanych przez dłuższy okres w zakresie temperatur umożliwiających rozwój choroby, tj. przez dwa do trzech tygodni w temperaturze od 15 do 26 °C.

Możliwe do zaakceptowania jest także poniższe rozwiązanie: a) pobranie podpopulacji przy przeniesieniu ze stawów zimowych do letnich i przetrzymywanie ryb w tej samej jednolitej części wód, do której należy staw letni, do osiągnięcia wymagań dotyczących temperatury lub b) pobranie próbek przy odłowie ryb lub podczas innych procesów stanowiących część normalnych praktyk zarządzania zasobami akwakultury. W celu zwiększenia szansy wykrycia KHV próbki pobiera się w miarę możliwości w przedziale czasowy między 24 a 72 godzin po takich czynnościach.

Ryby do próbki wybiera się w następujący sposób:

– ryby o słabej kondycji, zachowujące się nienaturalnie lub świeżo padłe, lecz niebędące w stanie rozkładu – jeśli takie występują,

– próbka musi obejmować ryby reprezentujące wszystkie źródła wody zasilające gospodarstwo (jeśli jest więcej niż jedno źródło wody),

– próbka powinna zawierać ryby proporcjonalnie reprezentujące wszystkie części gospodarstwa oraz wszystkie roczniki ryby Cyprinus carpio i jego mieszańce (takie jak Cyprinus carpio x Carrassius auratus) zbiera się, jeśli występują w danym gospodarstwie.

Jeżeli badanie stanu zdrowia lub pobieranie próbek odbywa się w gospodarstwie lub populacji ryb dziko żyjących częściej niż raz w roku, należy zachować możliwie największe odstępy czasu w sezonie o prawdopodobnie najwyższych wartościach rocznych temperatury wody, ale nieprzekraczających 28 °C

Karp i co o nim warto wiedzieć

Przydomowa fotowoltaika na topie

Data: 11.12.2019 22:50

Autor: ziemianin

domowasfera.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #prad #fotowoltaika #energia

65 mln zł wypłacono i zatwierdzono do przekazania dotacji, 13,5 tys. dofinansowanych instalacji PV przez 100 dni trwania programu ,,Mój Prąd’’. Pierwszy nabór wniosków w programie „Mój Prąd” trwa do 20 grudnia 2019 r.

Przydomowa fotowoltaika na topie

Wychodząc naprzeciw ogromnemu zainteresowaniu fotowoltaiką prosumencką Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej planuje 13 stycznia 2020 roku uruchomić druga edycję programu. Do wykorzystania jest jeszcze ponad 90% z miliardowego budżetu programu.

– W odpowiedzi na lawinowo rosnące zapotrzebowanie na przydomową fotowoltaikę, 13 stycznia 2020 r. rozpoczynamy drugi nabór, w którym podtrzymujemy dofinansowanie instalacji PV do 50 proc. kosztów kwalifikowanych, nie więcej niż 5 tys. zł na jedno przedsięwzięcie . Dofinansowanie można łączyć z tzw. ulgą termomodernizacyjną, ale koszty przedstawione do rozliczenia muszą być pomniejszone o otrzymaną dotację. Wnioski w drugim naborze będzie można składać do 18 grudnia 2020 roku

– mówi Piotr Woźny, prezes zarządu NFOŚiGW.

„Mój Prąd” to jeden z największych w Europie programów finansowania mikroinstalacji fotowoltaicznych dla osób fizycznych, które wytwarzają energię elektryczną na własne potrzeby. Warunkiem skorzystania z programu jest umowa kompleksowa regulująca kwestie związane z wprowadzeniem do sieci energii elektrycznej z wytworzonej mikroinstalacji. Budżet „Mojego Prądu” wynosi aż miliard złotych, które NFOŚiGW – w porozumieniu z wcześniejszymi Ministerstwami Energii i Środowiska, a obecnie Ministerstwem Aktywów Państwowych – planuje zainwestować w rozwój przydomowych źródeł energii odnawialnej. Te pieniądze pozwolą na dofinansowanie nawet 200 tys. instalacji, które mogą wygenerować ok. 1 TWh zielonej energii.

– Szczegóły programu dostępne są na stronie http://nfosigw.gov.pl/moj-prad/. Informacji o nim udzielają też doradcy energetyczni NFOŚiGW, do których kontakty można znaleźć na stronie https://doradztwo-energetyczne.gov.pl/. Dodatkowo działa infolinia (tel. 22 45 95 990), gdzie można sprawdzić m.in. status swojego wniosku

– informuje Biuro Prasowe NFOŚiGW.

Świat zwariował. Teraz przyszła pora na owce, które puszczają bąki z mniejszą objętością metanu

Data: 11.12.2019 22:45

Autor: ziemianin

agrarheute.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiatzwariowal #absurdy #owce #zwierzeta #co2

Według naukowców w Nowej Zelandii, rolnicy mogą hodować owce o niższej emisji metanu, co ma się przyczyniać do zmniejszenia objętości gazów cieplarniach przedostających się do atmosfery.

wymagany niemiecki

Świat zwariował. Teraz przyszła pora na owce, które puszczają bąki z mniejszą objętością metanu

Firma Beef+Lamb Nowa Zelandia, po kilku latach badań genetycznych u owiec, wyselekcjonowała gatunek, który zapewnia zmniejszenie emisji, o której mowa. Jest to pierwszy przypadek na świecie, kiedy naukowcy poszli tą drogą.

Badania potwierdziły, że poszczególne gatunki tych zwierząt cechuje różna objętość wydalanych gazów, a więc może się to przyczynić do obniżenia tego współczynnika w ujęciu globalnym.

Artykuł, który w szczegółach opowiada o procesie badań, na podstawie którego informujemy o wydarzeniu, może jest i ciekawy, ale nas bardziej interesuje aspekt ogólnoludzki tego zagadnienia. Idąc tropem „myślenia”, którym kierowali się twórcy programu dotyczącego wyhodowania lub wyselekcjonowania „niskoemisyjnych” owiec, nie sposób nie zauważyć paru punktów, które burzą sielankowy obraz badań.

Dlaczego człowiek zamierza naprawiać świat, selekcjonując jego naturalnych mieszkańców? Co ze zwierzętami dziko żyjącymi, przecież i one produkują wielkie ilości odpadów niszczących środowisko. Co wreszcie z ludźmi dajmy na to otyłymi, którzy produkują i wydalają większą objętość gazów cieplarnianych, niż ci szczuplejsi.

Tylko na pierwszy rzut oka są to idiotyczne pytania. Podchodząc w taki sposób do wielu zagadnień, okaże się, że człowiek może wszystko, a reszta mieszkańców Ziemi ma się dostosować do naszych potrzeb. Może zaczęlibyśmy od likwidacji przyczyn, a nie skutków, choć w dobie cyklicznego, globalnego ocieplenia, na które w ogóle nie mamy wpływu, nasze działania są walką z wiatrakami. To politycy wmawiają nam, że w zasadniczy sposób przyczyniamy się do zwiększenia temperatury na globie.

Jesteśmy niszczycielami przyrody. Moglibyśmy uczynić więcej dla jej dobra, niż do tej pory czynimy, ale wybieranie egzemplarzy zwierząt, które mogą żyć, a inne spisujemy na straty, jest niemoralne i nieludzkie, bo oznacza zagładę niektórych gatunków.

Wróćmy do naukowców z Nowej Zelandii, według nich, 30 procent gazów cieplarnianych w ich kraju, wydzielają pasące się zwierzęta.

„Postęp hodowlany wymaga czasu” – powiedział Mark Aspin, dyrektor generalny konsorcjum pastoralnego ds. Badań nad gazami cieplarnianymi. W związku z tym trwają prace nad kolejnymi środkami zmniejszającymi emisję metanu, na przykład przez określone uprawy żywności. Inne technologie były ukierunkowane na drobnoustroje żwacza odpowiedzialne za produkcję metanu. Oprócz wprowadzenia do żwacza związków redukujących metan trwają również prace nad szczepionką przeciwko tym drobnoustrojom. W Nowej Zelandii około 30 procent wszystkich gazów cieplarnianych w tym kraju powstaje podczas wypasu metanu u zwierząt, dlatego prowadzone są również badania nad zmniejszeniem emisji u bydła.”

Greta Thunberg sponsorowana jest przez żydowską finansjerę?

Data: 11.12.2019 22:13

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #zydzi #ekoswiry

Według hiszpańskiej gazety Thunberg, nieformalna liderka młodzieżowych protestów klimatycznych: Greta Thunberg w ramach ruchu Fridays for Future (Piątki dla Przyszłości), jest wspierana przez grupy finansowe lobbujące na rzecz własnych interesów. „Na drugim planie, dyskretnie za szwedzką nastolatką, znajdującą się obecnie na czele walki klimatycznej, stoją duże fundusze finansowe oraz firmy zainteresowane eliminowaniem użycia węgla” – napisał w piątek „El Confidencial”.

Greta Thunberg sponsorowana jest przez żydowską finansjerę?

„El Confidencial” wskazuje, że rodzina Thunbergów jest powiązana z zarejestrowaną w Brukseli organizacją European Climate Foundation (ECF) poprzez autora kampanii medialnych Grety, Daniela Donnera.

„El Confidencial” wskazuje, że ECF jest również wspierane finansowo przez fundusz rodziny Rockefellerów, a także przez Michaela Bloomberga – pisze tvp.info.

W końcu media głównego nurtu piszą prawdę o dziewczynce: Greta Thunberg, którą wykorzystują globaliści.

Okazuje się, że jej występy to sprawnie zorganizowana maszyna do kłamliwej propagandy i zarabiania pieniędzy.

Jej rodzina ma organizację, na której konto, korporacje przelewają miliony dolarów.

Skoro w ten mafijny przekręt zaangażowany jest fundusz Rockefellera, to wiemy, kto stoi za tą przewrotną, kłamliwą kampanią.

Greta Thunberg jest wymysłem żydowskiej, międzynarodowej finansjery.

Olga Tokarczuk: wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, a robiliśmy . . .

Data: 11.12.2019 22:09

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #aktualnosci #zaklamywaniehistorii #tvpinfo

– Trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy, jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów – powiedziała w „Minęła dwudziesta” w TVP Info Olga Tokarczuk, tegoroczna laureatka Nike.

Olga Tokarczuk: wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, a robiliśmy straszne rzeczy jako mordercy Żydów

„Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk zostały nagrodzone Nike 2015 za najlepszą książkę ubiegłego roku. To powieść historyczna o Jakubie Lejbowiczu Franku, samozwańczym XVIII-wiecznym Mesjaszu z Podola. Komentatorzy zwracają uwagę na niezwykłą aktualność jej książki w kontekście wielkiego problemu uchodźców pukających do bram Europy. – To budzi największe moje zdumienie – przyznała dwukrotna laureatka Literackiej Nagrody Nike.

„Śniliśmy własną historię”

– Zaczynam myśleć, że my śniliśmy własną historię. Wymyśliliśmy sobie historię Polski, jako kraju niezwykle tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości – powiedziała. Tymczasem, jak podkreśliła, w rzeczywistości zamietliśmy pod dywan pogromy w czasie wojny i okresie powojennym. Zaczęliśmy sobie wyobrażać, że jesteśmy narodem, który wyciąga ręce, walczy o wolność waszą i naszą. – Ale kiedy przyszedł test, okazuje się, że nie jesteśmy w stanie zdać tego egzaminu – mówiła.

Z własną historią twarzą w twarz

Jej zdaniem to bardzo bolesne. – Ale myślę, że zadziała jak przebudzenie, dosyć gwałtowne i okrutne. I trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów – przekonywała pisarka.

Wyższość literatury

Pytana o bezkompromisowy, „pańszczyźniany” obraz Rzeczypospolitej przedstawiony w powieści podkreśliła, że literatura ma tę wyższość nad innymi dziedzinami, że można używać wyobraźni i intuicji. – Także znaleźć nieoczywiste punkty widzenia. Można patrzeć na historię z punktu widzenia kobiety, chłopki, Żyda, ducha albo zwierzęcia – wymieniała i podkreśliła, że to odkrywa nowe możliwości postrzegania świata.

Niemiecki sąd najwyższy w całości jest wybierany przez polityków. Czy on również jest . . .

Data: 11.12.2019 22:02

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #sady #niemcy #niewygodneinfo #sedziowie

Przypomnijmy – niemiecki Sąd Najwyższy (Federalny Trybunał Sprawiedliwości) jest wybierany w 1/2 przez członków Bundestagu (16 sędziów) i w 1/2 przez polityków piastujących landowe urzędy ministrów sprawiedliwości (16 sędziów). Część ekspertów i komentatorów uważa, że możliwość wyboru sędziów przez polityków jest sprzeczna z prawem UE, a wyroki wydawane przez tak obsadzony sąd powinny być uchylane lub pomijane. Jeśli tak, to dlaczego do przywrócenia praworządności wzywana jest tylko Polska, a nikt nie robi tego w stosunku do Niemiec?

Niemiecki sąd najwyższy w całości jest wybierany przez polityków. Czy on również jest sprzeczny z prawem UE?

U naszych zachodnich sąsiadów organem wybierającym sędziów pięciu głównych sądów federalnych (w tym także Federalny Trybunał Sprawiedliwości, czyli odpowiednika polskiego Sądu Najwyższego) jest komisja ds. wyboru sędziów (Richterwahlausschuss). Gremium to składa się z 32 członków. Przewodniczy mu minister wytypowany z niemieckiego rządu, który może przedstawiać własnych kandydatów na sędziów, ale nie ma prawa głosu. W skład komisji (z prawem głosu) wchodzi 16 ministrów landowych (a więc 100 procentowych polityków) i 16 wybranych przez Bundestag (a więc organ polityczny) ekspertów biegłych w dziedzinie prawa, którzy – tu ważna uwaga – mogą być politykami (mogą np. zasiadać w Budenstagu).

Niemiecki system wyboru sędziów jest zatem całkowicie uzależniony od tego kto w danym momencie rządzi krajem, kto ma przewagę w Bundestagu (czyli niemieckim sejmie) oraz kto rządzi na szczeblu terytorialnym. Gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, to – patrząc przez pryzmat ubiegłotygodniowego orzeczenia Sądu Najwyższego – stwierdzono by, że wspomniana komisja ds. wyboru sędziów nie spełnia wymogów niezależności (bo wpływ na jej skład mają politycy), a wyroki powoływanych przez nią składów sędziowskich powinny być uchylane lub całkowicie pomijane.

W kontekście powyższego warto odnotować, że w 2017 roku Anne Sanders – niemiecka ekspert prawna pracująca dla Rady Europy – przyznała publicznie, że przyjęty przez PiS sposób powoływania sędziów polskiego Sądu Najwyższego jest taki sam, jak w Niemczech. Dlaczego zatem w Polsce można z tego powodu robić aferę, wszczynać postępowanie przed Komisją Europejską i wzywać do przywrócenia praworządności, a w Niemczech nie? Sanders wytłumaczyła to wówczas mniej więcej następująco: Bo w Niemczech sposób ten obowiązuje dłużej i dlatego "wypracował sobie taki mechanizm kontroli i równowagi".

Nie wiem jak państwa, ale mnie argument o "obowiązywaniu dłużej" i wypracowaniu "takiego mechanizmu kontroli i równowagi" specjalnie mnie nie przekonuje (swoją drogą słowa o "wypracowaniu sobie takiego mechanizmu" brzmią jak słowa Kidawy-Błońskiej, która w kontekście skoku na OFE mówiła o "jakiś kwotach, które wynikają z różnych takich działań"). Czy zatem Komisja Europejska nie powinna w takich okolicznościach wszcząć postępowania w/s naruszenia praworządności wobec Niemiec? Skoro tamtejsi politycy, dokładnie tak samo jak polscy politycy, mają decydujący wpływ na to, kto orzeka w sądach, a w przypadku polskiego systemu wyboru sędziów uznano, iż jest on sprzeczny z prawem UE, to chyba naturalną konsekwencją powinno być wszczęcie postępowania w/s naruszenia praworządności przez Niemcy. Czyż nie mam racji?

Źródła informacji:

Jak wybierani są niemieccy sędziowie. "Dość zadziwiające"

Niemiecka prawniczka: "Polska, demontowane państwo prawa"

Niemiecki system wyboru sędziów

Jachira histeryzuje w ZOO: „Oglądanie naszych kuzynów szympansów jest jak niewolnictwo”

Data: 11.12.2019 21:53

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wiadomosci #aktualnosci #idioci #polityka

Komedia! Klaudia Jachira histeryzuje po wizycie w ZOO: „Oglądanie naszych kuzynów szympansów jest jak niewolnictwo” – rozpacza posłanka PO.

Jachira histeryzuje w ZOO: „Oglądanie naszych kuzynów szympansów jest jak niewolnictwo”

Jachira do ZOO wybrała się razem ze swoimi kolegami z Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Z tej okazji posłanka wypowiedziała się na Twitterze. Jak to zwykle bywa w przypadku Klaudii Jachirii wnioski były zaskakujące. Polityk żałowała bowiem „naszych kuzynów szympansów”.

„Od dawna nie chodzę do Zoo. Miejsce zwierząt nie jest w klatkach i ciasnych wybiegach. Oglądanie naszych bliskich kuzynów szympansów za kratami, którzy wyglądają jak owłosieni ludzie jest dla mnie jak niewolnictwo. Ale w @PoznanZoo dobrostan nie jest tylko sloganem” – pisała posłanka.

Wczoraj w [@PoznanZoo](/u/PoznanZoo) rozmawialiśmy o konieczności:

– zmian w prawie umożliwiających budowę azylu dla zwierząt skonfiskowanych z nielegalnych hodowli, przemycanych

– zakazie występów zwierząt w cyrkach

— Klaudia Jachira (@JachiraKlaudia) [11 grudnia 2019]()https://twitter.com/JachiraKlaudia/status/1204721482930237440?ref_src=twsrc%5Etfw

Na Twitterze od razu pojawiło się mnóstwo komentarzy internautów. „Szanowna Pani, ja nie mam kuzynów (ani żadnych innych krewnych) wśród szympansów…” – oburzali się twitterowicze.

Świnoujście będzie nowym Dubajem? Odkryto złoża ropy naftowej oraz gazu

Data: 11.12.2019 21:48

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #ropanaftowa #gaz #swinoujscie #polska

Świnoujście stanie się drugim Dubajem? Odkryte złoża ropy naftowej oraz gazu na wyspie Wolin mogą starczyć nawet na 30 lat.

Świnoujście będzie nowym Dubajem? Odkryto złoża ropy naftowej oraz gazu

Jak nieoficjalnie dowiedział się portal iswinoujscie.pl – na Zatoce Pomorskiej, która znajduje się pomiędzy Międzyzdrojami a Świnoujściem pod wodą i na wyspie Wolin wykryto metodą sejsmograficzną wielką plamę, która może świadczyć o tym, że są tutaj złoża gazu i ropy. Ropę wykryła firma z Kanady.

W tej sprawie zwołano nadzwyczajną sesję rady miasta w świnoujskim magistracie: „Teraz, jak nie pozwolono tutaj obok gazoportu na lądzie zrobić bazy, firma może odwierty zdobić na morzu i to całkiem legalnie bez „lokalnego” pozwolenia, bo kiedyś to zostało zapisane w planie zagospodarowania przestrzennego, który dla obszarów morskich Morza Bałtyckiego przygotował Urząd Morski w Gdyni” – mówi informator portalu.

Dla Mediów Narodowych wypowiedział się mieszkaniec Świnoujścia: „Jeśli okaże się to prawdą to państwo Polskie ma szansę naprawić swój błąd i wykorzystać swój błąd, czyli wykorzystać tereny pod port kontenerowy w inny sposób, czyli pod złoża ropy naftowej i gazu”. Znalezione złoża mogą wystarczyć na około 30 lat.

Szalone promocje Xiaomi. Smarton Mi Note 10 kupimy za 499 złotych

Data: 11.12.2019 21:37

Autor: ziemianin

ithardware.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #promocje #xiaomi #warszawa

UWAGA WARSZAWKA!


Już 14 grudnia w punkcie Mi Store w Galerii Mokotów w Warszawie będziemy mogli w ramach świątecznej wyprzedaży nabyć taniej wiele produktów Xiaomi. Na liście znajduje się m.in. smartfon Mi Note 10 za 499 zł.

Szalone promocje Xiaomi. Smarton Mi Note 10 kupimy za 499 złotych

Przygotowania do świąt wliczając w to kupowanie prezentów dla najbliższych rozpoczęły się już na dobre. Swoją promocję postanowiło zorganizować również Xiaomi, którego produkty w nadchodzącą sobotę 14 grudnia będą obniżone nawet o 94 procent zaś akcja odbędzie się w Mi Store w Galerii Mokotów w Warszawie. Wśród przecenionych urządzeń znalazły się m.in. smartfon Mi Note 10 za 499 zł, (jeśli interesuje was inny telefon to można zdecydować się na Redmi Note 7 128 GB za jedyne 199 złotych), Mi Electric Scooter Pro za 399 zł, Mi Air Purifier 2H za 99 złotych lub Mi Smart Band 4 za 9 złotych. Warto podkreślić, iż tego dnia każdy klient będzie mógł zakupić jeden wybrany przez siebie produkt Xiaomi w obniżonej cenie, choć wyjątkiem od tej reguły jest Mi Smart Band 4, który będzie można dorzucić do dowolnego zakupu.

Należy też pamiętać, iż liczba produktów objętych promocją będzie ograniczona. Z innych urządzeń objętych promocją warto jeszcze wymienić np. Xiaomi Mi Home Security Camera 360 1080P – 99,50 zł, Mi Portable Mouse (Gold) – 44,50 zł, Mi Compact Bluetooth Speaker 2 – 24,50 zł, Xiaomi 10000mAh Mi Power Bank 2S Black – 39,50 zł, Xiaomi Mi True Wireless Earbuds – 84,50 zł czy Mi Portable Electric Air Compressor – 89,50 złotych. Oczywiście to tylko część ze sprzętu, który tego dnia doczeka się przeceny i dlatego właśnie, szczególnie jeżeli ktoś jest z Warszawy i szuka propozycji dla siebie powinien udać się w najbliższą sobotę do Mi Store w Galerii Mokotów.

Sama akcja organizowana przez dystrybutora wydaje się bardzo ciekawa i raczej nie ma zbyt wielkich szans na kupienie urządzeń Xiaomi w tak interesującej cenie. Z drugiej strony do świąt Bożego Narodzenia pozostało jeszcze trochę czasu i istnieje szansa, że wiele sklepów zorganizuje zbliżone cenowo wyprzedaże na produkty chińskiego przedsiębiorstwa, które potrwają trochę dłużej niż jeden dzień, a także nie będą ograniczone wyłącznie do jednego punktu.

Lista produktów objętych promocją:

Mi Air Purifier 2H – 99 zł

Mi Smart Band 4 – 9 zł

Xiaomi Mi Electric Scooter Pro – 399 zł

Mi Robot Vacuum – 299 zł

Redmi Note 7 128G – 199 zł

Mi Note 10 128GB – 499 zł

Xiaomi Mi True Wireless Earbuds – 84, 50 zł

Xiaomi Mi True Wireless Earbuds (White) – 149,50 zł

Xiaomi 10000mAh Mi Power Bank 2S Black – 39,50 zł

Xiaomi 10000mAh Mi Power Bank 2S Silver – 39,50 zł

Mi Box S – 164,50 zł

Mi Portable Electric Air Compressor – 89,50 zł

Mi Ionic Hair Dryer – 99,50 zł

Mi Body Composition Scale 2 – 69,50 zł

Xiaomi Mi Compact Bluetooth Speaker 2 –24,50 zł

Xiaomi Mi LED Desk Lamp – 84,50 zł

Mi Portable Mouse (Gold) – 44,50 zł

Xiaomi Mi Home Security Camera 360O 1080P – 99,50 zł

Młodzieżowe Słowo Roku: był dzban, jest alternatywka

Data: 11.12.2019 21:16

Autor: ziemianin

gazetaolsztynska.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #uwm #jezykpolski #jezykoznawstwo #jezyk #mlodziez #dzban #alternatywka

W ubiegłym roku był dzban, a teraz przyszedł czas na alternatywkę. Ten termin został okrzyknięty Młodzieżowym Słowem Roku. Tym samym pokonał jesieniarę oraz eluwinę. Czy słusznie? Zapytaliśmy doktor Izę Matusiak-Kempę z UWM.

Młodzieżowe Słowo Roku: był dzban, jest alternatywka

Leszek K. Talko, pisarz i dziennikarz na swoim Facebooku przywołuje rozmowę ze swoim nastoletnim dzieckiem. Pyta o „alternatywkę” i „jesieniarę”. — Oj tato, wiem że się wygłupiasz. Wymyśliłeś je (te słowa — red.) po prostu przed chwilą — odpowiada zdziwione dziecko.

Ktoś komentuje pod postem: — Jak dzisiaj przywitałam dziecko słowem „eluwina” to wywróciło oczami i powiedziało „weź”.

Ale to właśnie „alternatywka”, „jesieniara ” i „eluwina” są uwielbiane przez młodzież. Dlatego stanęły na podium. Plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku od czterech lat organizuje Wydawnictwo Naukowe PWN. Propozycje nadsyłają internauci. W tym roku było ich aż 41 tys.

„Alternatywka” zastąpiła „dzban”, który był słowem 2018 roku.

„Alternatywka ”to dziewczyna o alternatywnych upodobaniach „nie utożsamiająca się z popularnymi trendami odnośnie ubioru, makijażu, gustu muzycznego” lub bardziej obrazowo „ubiera się w specyficzny sposób, zazwyczaj ma kolczyk w nosie, kolorowe włosy, ciemne ubrania oraz słucha emo-rapu” — tak brzmi jedna z nadesłanych definicji.

Drugie miejsce zajął rzeczownik „jesieniara”, czyli miłośniczka jesieni, dziewczyna manifestująca sympatię dla tej pory roku, jesiennych ubiorów, nastrojów, napojów. Jesieniara to osoba, która kocha jesień, wieczory spędza pod kocem pijąc herbatę/kakao i czytając książki. Ma zapas zapachowych świeczek i swetrów.

Trzecie miejsce zajął rzeczownik „eluwina”. Jest to nowa forma powitania, która powstała w efekcie przekształcenia słowa halo/elo.

— Propozycje, które w tym roku nadeszły były różnorodne i ciekawe, ale dominantą okazały się terminy opisujące młode kobiety i matki (jesieniara, alternatywka, madka itd.), często z lekką drwiną lub niechęcią. Widać w tym tendencję światową i swoistą walkę płci toczoną przed ekranami mediów społecznościowych – w szczególności wynurzenia młodych mężczyzn o zachowawczych poglądach i ograniczonym życiu towarzyskim, którzy Internet wykorzystują do tego, by ponarzekać na dzisiejsze kobiety, szczególnie te o lewicowych i liberalnych poglądach — komentuje Bartek Chaciński, jeden z członków kapituły plebiscytu PWN.

I dalej:— Alternatywka wydaje się polskim odpowiednikiem podobnego znaczeniowo terminu alternative girl, ale brzmi dobrze i szybko obrosła w polszczyźnie w całą bogatą rodzinę słów: doczekała się przeciwieństwa (konserwatywka) i męskich odpowiedników (alternator, alternatyw). Kariera tego słowa bezsprzecznie związana jest z modą na „alternatywny” wygląd w głównych nurtach muzyki pop – choćby z postacią Billie Eilish.Niepokoję się trochę o alternatywkę – przedstawiając w krzywym zwierciadle osoby o nieszablonowym sposobie ubierania się, farbujące włosy na różowo i z kolczykami w nosie tak naprawdę sprowadza do pewnego stereotypu ważne zjawisko kultury i sceny alternatywnej, niezwykle twórcze i pożyteczne. Mam nadzieję, że to ostatnie się obroni, być może uciekając wizerunkowo w jakieś zupełnie inne rejony. I że wchodzącej do sieci handlowych mody „na alternatywkę” nie zaczniemy powszechnie utożsamiać z tym, co powinno zachować oryginalność i świeżość – muzyką i sztuką.

Dr Iza Matusiak-KempaFot. Archiwum prywatne

Dr Iza Matusiak-Kempa

O komentarz poprosiliśmy dr Izę Matusiak-Kempę, językoznawczynię z Instytutu Polonistyki i Logopedii UWM. 
— Dziwię się, że słowo „jesieniara” nie znalazło się na pierwszym miejscu — mówi. — Na pewno częściej było je słychać, chociażby w mediach. Zastanawiam się natomiast, czy nie ma wydźwięku negatywnego, ufundowanego przez słowa takie jak „wieśniara”. A wyrazy z derywatem „-ara” nie kojarzą się dobrze, mają nieprzyjemne brzmienie. Jak na przykład „blachara”. Ale może jednak „jesieniara” odczaruje to negatywne zabarwienie? W końcu odnosi się do osób zatopionych w kocach, pijących ciepłą herbatę, tworzących jesienny wystrój mieszkania.

Natomiast zdaniem dr Izy Matusiak-Kempy, pozytywnie i lekko brzmi zwycięska „alternatywka”. — Ma w sobie jakąś ekspresję i jest zdrobnieniem. A młodzież lubi i zdrobnienia, i zgrubienia — zauważa. I dodaje: — Analizując słowa roku, trudno mówić o jakichś o nowych tendencjach widocznych w polszczyźnie. To są słowa chwytliwe pod względem treści i formy. Słowo jest puszczane w obieg i albo się komuś spodoba, albo nie.


Plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku: jego celem jest wyłonienie najbardziej popularnych wśród młodych ludzi słów, określeń lub wyrażeń w danym roku.

Młodzieżowym słowem roku 2016 był „sztos” ( oznacza „coś fajnego, niesamowitego, fantastycznego)

W 2017 wygrał – „xD”, chociaż więcej głosów dostały „sztos” i „dwudzionek”. Pierwszy z nich nie mógł jednak zostać młodzieżowym słowem roku, ponieważ wygrał już w 2016, a „dwudzionek” odpadł, gdyż komisja PWN uznała, że jest to „słabo akceptowany purystyczny pomysł” zastąpienia weekendu.

XD powstało jako połączenie liter symbolizujące graficznie uśmiech. Jest więc znakiem ikonicznym. XD, dziś zapisywane także "iksde", należy głównie do języka pisanego mediów społecznościowych, ale pojawia się również w języku mówionym

W 2018 słowem roku został „dzban” (oznacza głupka lub kogoś, kto zrobił coś głupiego). Wyróżniono także wyrazy „masny” (oznacza pierwotnie ‘tłusty’ i zawiera ten sam rdzeń co masarz i mięso. Użycie słownictwa kulinarnego i związanego z jedzeniem w slangu jest częste, by wspomnieć choćby suto, tłusto czy dawne wypasiony ) oraz „prestiż”. Popularność prestiżu to prawdopodobnie efekt prześmiewczego autorytetu Lorda Kruszwila i podobnych youtuberowych gwiazd. To określenie jest popularne głównie wśród młodzieży młodszej, niepełnoletniej (według danych z rubryki „wiek” w tabeli zgłoszeń). W polszczyźnie ogólnej wyrazy prestiż i prestiżowy zostały zapożyczone z francuskiego w XIX wieku i łączą się z takimi obiektami jak nagroda, konkurs, uczelnia (dane z Narodowego Korpusu Języka Polskiego – nkjp.pl). W języku nastolatków prestiżowe może być wszystko.

W kategorii „słowo ciekawie zbudowane” znalazły się „zwyklak” (odpowiednik normika, czyli osoby przeciętnej, takiego mugola) oraz mamadżer (połączenie matki i menadżera)

Komentarz Tygodnia: Świat pani Tokarczuk

Data: 11.12.2019 21:11

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #gadowskitv #komentarztygodnia #nobel #tokarczuk

O literackiej nagrodzie Nobla, o przyznaniu zwierzętom obywatelstwa według pomysłu Magdaleny Środy, o kandydaturze Szymona Hołowni na prezydenta RP, o uderzeniu Mariana Banasia w rząd PiS, o nagrodach Grand Press, o odejściu Adama Słodowego, o kawie dostępnej do kupienia w księgarence.

Komentarz Tygodnia: Świat pani Tokarczuk

Poznajcie POLSKI warsztat W DUBAJU! #VlogDubai

Data: 08.12.2019 11:49

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zjednoczoneemiratyarabskie #dubai #samochody #naprawa #podroze #VlogDubai #zea #ciekawostkimotoryzacyjne

Tym razem w Dubaju trafiłem do polskiego warsztatu! Bentley, Lamborghini, Rolls-Royce czy Ferrari to dla nich codzienność. Poznałem tam Jacka, który oprowadził mnie i pokazał wszystkie projekty, nad którymi pracują w Brilliant Cars #VlogDubai 😉

Poznajcie POLSKI warsztat W DUBAJU! [#VlogDubai](/t/VlogDubai)

35 lat temu urodził się Robert Kubica, miłośnik pierogów i człowiek od rzeczy niemożliwych . . .

Data: 07.12.2019 11:37

Autor: ziemianin

pl.wikipedia.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #rk88 #robertkubica #kubica #motosport

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Robert !


Robert Kubica, podobnie jak wiele gwiazd Formuły 1, zaczynał karierę od wyścigów gokartów. Pierwszy raz za kierownicą tego pojazdu zasiadł, gdy miał zaledwie sześć lat.

Wiki – 35 lat temu urodził się Robert Kubica, miłośnik pierogów i człowiek od rzeczy niemożliwych . . .

Pierwsze "kółka" kręcił na asfalcie obok stadionu żużlowego klubu Wanda Kraków, pierwszy oficjalny start zaliczył jako jedenastolatek. Wystartował wtedy na zawodach w Poznaniu i… nie miał sobie równych. W latach 1995 – 1997 zdobywał tytuły mistrza Polski w różnych kategoriach wiekowych. W sumie złoty medal mistrzostw kraju wywalczył sześc razy.

Gdy Polska zrobiła się dla Kubicy "zbyt wolna", postanowił szukać szczęścia na torach we Włoszech, dokąd wyjechał w wieku trzynastu lat. Już w debiucie pokazał, że przyjechał do Italii zwyciężać. W pierwszym starcie w mistrzostwach Włoch juniorów wywalczył pole position, w 1998 roku został międzynarodowym mistrzem Włoch, wicemistrzem Europy i zdobył prestiżowy Monaco Kart Cup. Rok później powtórzył to ostatnie osiągnięcie, a do kolekcji dorzucił tytuły międzynarodowego mistrza Włoch i międzynarodowego mistrza Niemiec. W mistrzostwach Europy zajął piąte miejsce, ponownie wygrał Monaco Kart Cup i rozgrywany w paryskiej hali Bercy wyścig ELF MASTERS.

Po kilku latach startów w gokartach przyszedł czas na kolejny krok w karierze. w 2001 roku Kubica podpisał kontrakt z Renault F1 Team oraz Flavio Briatore Ltd., rozpoczął rywalizację w Formule Renault 2000 i wywalczył pierwsze Pole Position w wyścigach samochodowych. Już rok później wygrał cztery wyścigi, m.in. na torach Imola i Spa Francorchamps, zdobywając tytuł wicemistrza Włoch Formuły Renault 2000. Posmakował też zwycięstwa na brazylijskim torze Formuły 1 – Interlagos, gdzie gościnnie wystartował w mistrzostwach kraju kawy.

Kolejne lata to dalszy rozwój kariery Kubicy i pasmo sukcesów. Polak zaczął startować w Formule 3 w zespole Prema Powerteam i w debiucie wygrał dwa wyścigi na ulicznych torach w Norymberdze i w Cagliari. W 2004 roku, związany już z zespołem Muecke Mercedes Kubica, zajął drugie miejsce w klasyfikacji FIA Intercontinental Cup w Macau, czyli nieoficjalnych mistrzostwach świata Formuły 3 w Macau. Wywalczył tam Pole Position i ustanowił rekord toru.

Już wtedy o polskim kierowcy było w moto światku bardzo głośno, już wtedy mówiono, że niebawem trafi do Formuły 1. Zanim to jednak nastąpiło, Kubica jeszcze raz potwierdził, że jak najbardziej na to zasługuje. W 2005 roku został mistrzem World Series by Renault. Wygrał 4 wyścigi, aż 11 razy stawał na podium zaliczanych do tego cyklu zawodów. W nieoficjalnych mistrzostwach świata Formuły 3 znów był drugi, a ekipa Renault F1 zaproponowała mu jednodniowe testy. Za kierownicą bolidu zasiadł na torze Catalunya pod Barceloną.

Marzenia o startach w Formule 1 spełniły się w 2006 roku. Kilka miesięcy wcześniej koncern BMW wykupił większościowy udział w zespole Sauber i zgłosił zamiar przekształcenia go we własną stajnię fabryczną, która będzie rywalizować w Mistrzostwach Świata. Kierowcami na sezon 2006 zostali Niemiec Nick Heidfeld oraz Kanadyjczyk Jacques Villeneuve, jednak Wkrótce pojawiły się informacje, że "trzecim" będzie Robert Kubica. 20 grudnia 2005 roku stajnia BMW Sauber podpisała kontrakt z polskim kierowcą. Oficjalny debiut krakowianin zaliczył 25 stycznia 2006 podczas testów na torze Catalunya. W ten sposób rozpoczął się pierwszy, bardzo udany sezon niemieckiego zespołu, który rywalizację zakończył na piątym miejscu w klasyfikacji konstruktorów. Kubica znów "błysnął" talentem, 10 września 2006 roku zajął trzecie miejsce w wyścigu na torze Monza.

Kolejny rok był jeszcze lepszy. Zespół z Hinwil stał się trzecią siła w Formule 1, a Robert Kubica jedenaście razy kończył wyścigi w czołowej ósemce. Zdobył 39 punktów, w mistrzostwach świata uplasował się na szóstym miejscu, tuż za Heidfeldem. 2007 rok kibice wspominają także z uwagi na makabrycznie wyglądający wypadek Polaka. 10 czerwca, podczas wyścigu o Grand Prix Kanady, prowadzony przez Kubicę bolid przeleciał w powietrzu kilkadziesiąt metrów, uderzył w betonową bandę i przekoziołkował. Kierowcy nic poważnego się nie stało, ale w kolejnym wyścigu nie wystartował.

W 2008 roku Kubica przedłużył umowę z niemieckim teamem, który zrealizował kolejny ważny cel. Na tym samym torze w Kanadzie, na którym doszło do wspomnianej kraksy, Polak wygrał pierwszy wyścig dla BMW Sauber. Drugie miejsce zajął wtedy Nick Heidfeld. Wcześniej Kubica wywalczył Pole Position na torze w Bahrajnie, a sam wyścig ukończył na trzeciej pozycji. Był też drugi w Grand Prix Malezji, Grand Prix Monaco i Grand Prix Japonii, trzeci w Grand Prix Europy i Grand Prix Włoch, a mistrzostwa świata ukończył na czwartym miejscu klasyfikacji generalnej.

Sezon 2009 przyniósł zmianę przepisów w Formule 1, a te pociągnęły za sobą całą gamę technicznych eksperymentów. Dla BMW Sauber bardzo nieudanych. Pod koniec lipca koncern podjął decyzję o wycofaniu się z tego sportu. Robert Kubica został o tym poinformowany wcześniej i już w maju podpisał umowę z Renault. Dla niemieckiej ekipy zdołał wywalczyć jeszcze jedno podium, zajmując drugie miejsce w wyścigu o Grand Prix Brazylii.

Rok za kierownica bolidu Renault to kolejne sukcesy Polaka. Zajął drugie miejsce w Grand Prix Australii oraz trzecie w Grand Prix Monako i w Grand Prix Belgii. W "generalce" mistrzostw świata zdobył 136 punktów, co dało mu ósmą pozycję.

Podczas zimowych przerw w rywalizacji na torach Formuły 1, Kubica startował w rajdach samochodowych. 6 lutego 2011 uległ bardzo poważnemu wypadkowi podczas pierwszego odcinka specjalnego rajdu Ronde di Andora. Po bardzo długo trwającej rehabilitacji o powrocie do F1 nawet nie myślał, ale znów zasiadł za kierownicą rajdówki. Już w 2013 roku ścigał się w zawodach ERC i WRC2. W tej drugiej kategorii wygrał m.in. rajdy Grecji, Sardynii, Niemiec, Francji i Hiszpanii, zostając mistrzem świata. W klasyfikacji ogólnej WRC był trzynasty.

Podczas Rajdu Walii, Kubica zaliczył debiut w samochodzie WRC Citroen.

W 2104 roku Kubica nawiązał współpracę z Fordem i bez większych sukcesów startował w rajdach modelem Fiesta WRC. Rok później, wciąż z pilotem Maciejem Szczepaniakiem, jeździli już we własnym zespole. Sezon rozpoczął udanie w Rajdzie Monte-Carlo. Był najlepszy na czterech odcinkach specjalnych, na dwóch zajął drugie pozycje. Po awarii hamulców nie walczył już jednak o wysokie pozycje.

Lata 2015 i 2016 to kolejne rajdowe próby Kubicy, która najczęściej kończyły się niepowodzeniem. W grudniu 2016 Polak wziął udział w testach na na torze Circuit de Catalunya, gdzie dla Olimp Racing Team sprawdzał samochód Porsche 911 GT3 R. Zespół napisał wtedy:

– Gościć Roberta Kubicę w naszych szeregach to prawdziwy zaszczyt i czysta przyjemność. Z każdym przejechanym kilometrem, z każdą sesją na torze spędzoną w jego towarzystwie, nasz mogliśmy wyciągnąć z jego ogromnego doświadczenia cenną wiedzę.

W 2017 Kubica służył doświadczeniem ekipie ByKolles Racing, jeżdżąc samochodem CLM P1/01 o mocy 600KMem. Po kilku dniach postanowił zerwać tę współpracę.

Kolejne testy zbliżały krakowianina do Formuły 1. Po sześciu latach przerwy ponownie prowadził single-seatera i pokonał 70 okrążeń. Po testach powiedział:

– Wróciłem do wód, w których pływałem przez tak wiele lat i muszę powiedzieć, że odczucia są naprawdę wspaniałe. Potwierdzam, że byłem zaskoczony, bo choć minęło tak wiele czasu, wyczucie toru i samochodu natychmiast powróciły. Choć test był ekstremalny, odzyskałem wyczucie, które może dać tylko jednomiejscowy samochód.

2 maja 2017 Kubica testował bolid Formuły E na Donington Park, później sprawdzał możliwości prototypowych pojazdów zespołów SMP Racing i Trident, aż wreszcie w czerwcu zasiadł za kierownicą testowanego na torze Ricardo Tormo w Walencji bolidu Renault F1 E20. Na fotel samochodu F1 wrócił po 2315 dniach przerwy.

Później ruszyła cała seria testów. Na torze Paul Ricard we Francji, na Hungaroringu pod Budapesztem, na Siverstone, gdzie prowadził samochód Williams F1 z 2014 roku, na torze Abu Zabi, gdzie zasiadł już w Williamsie FW-40 z 2017 r. Współpraca z brytyjską ekipą była coraz ściślejsza. Na początku 2018 roku, za kierownicą F1 Williams FW-41 Kubica "kręcił kółka" podczas testów na torze Catalunya. W maju wziął udział w sesji treningowej przed Grand Prix Hiszpanii i był najszybszy w swojej ekipie. Po treningach mówił:

– Brakuje mi rywalizacji, ale im dłużej jest się od niej z dala, tym mniej to doskwiera. Cieszę się z tego, gdzie jestem. Skupiam się na swojej pracy i okazji, jaką ona stwarza. Mogę żyć swoją pasją, a także postrzegać Formułę 1 z nowej perspektywy.

W czerwcu Kubica jeździł podczas treningów przed GP Austrii, w lipcu testował opony na torze Silverstone, a w sierpniu prowadził Williamsa FW-41 podczas testów na Hungaroringu. Każde pojawienie się Polaka na torze wzbudzało ogromne emocje i było pretekstem do dyskusji, czy Kubica wróci do startów w cyklu Grand Prix. W czwartek 22 listopada 2018 roku dowiedzieliśmy się, że tak.

Co do roku 2019, to sami widzieliście.

Kubica po dwóch latach postanowił rozstać się z Williamsem. 4 grudnia 2019 roku ogłoszono, że Polak weźmie udział w testach za kierownicą BMW w serii DTM (Deutsche Tourenwagen Masters). To oznacza, że Polak jest o krok, aby w przyszłym sezonie ścigać się dla niemieckiej stajni w tej prestiżowej klasie aut turystycznych.

Odpowiedź na Gretę Thunberg. 16-letnia Izabella Nilsson Jarvandi zdobywa w Szwecji coraz większą...

Data: 07.12.2019 00:14

Autor: ziemianin

nczas.com

#codziennaprasowka #informacje #aktualnosci #wiadomosci #szwecja #IzabellaNilssonJarvandi

16-letnia Izabella Nilsson Jarvandi rzuca rękawicę swojej rówieśniczce ze Szwecji, Grecie Thunberg. Jej poglądy są jednak na przeciwnym biegunie. Protestuje przeciwko globalizacji, propagandzie LGBT w szkołach, opowiada się za ochroną tradycyjnych wartości rodzinnych i walką z nielegalną emigracją.

Odpowiedź na Gretę Thunberg. 16-letnia Izabella Nilsson Jarvandi zdobywa w Szwecji coraz większą popularność

Nilsson Jarvandi również pochodzi ze Szwecji, urodziła się w Goeteborgu. Tym, co zainspirowało ją do aktywności politycznej, było to, że Szwecja poparła Światowy Pakt w sprawie Migracji stworzony przez ONZ. 16-latka, która dorastała na ulicach szerzącego się w Goeteborgu terroru powiedziała: dość.

– Moi drodzy rodacy, nie jest kłamstwem to, że mamy w Szwecji problem z gangami gwałcicieli i większość grupowych gwałtów jest popełniana przez ludzi, którzy mogliby być deportowani ze Szwecji – mówiła podczas jednego z protestów ulicznych w Szwecji.

Jej słowa stały się już symbolem młodzieńczego oporu i zaczęły zdobywać w kraju Trzech Koron ogromną popularność. Wielu zastanawia się, czy w najbliższym czasie może przebić Gretę Thunberg, za którą stoją jednak potężne siły lewicowe.

Siły te już zaczęły dyskredytować Jarvandi. Ta zwraca uwagę nie tylko na problemy kobiet w Szwecji, które masowo padają ofiarami gwałcicieli, ale wyraziła również zdecydowany sprzeciw wobec środowisk LGBT, globalizacji, a także opowiedziała się za ochroną tradycyjnych wartości rodzinnych.

– Wy, którzy macie czelność prześladować mnie za poglądy tylko dowodzicie, że mam rację – odpowiedziała swoim krytykom na Twitterze. – To przez takich jak wy i czyny takie jak wasze walczę i nie schylę głowy w poddaniu. Urodziliśmy się wolni i chcę, żeby przyszłe pokolenia też takie były.

Jak na razie Nilsson Jarvandi przebija się w świadomości rodaków. Jest stałą bywalczynią protestów szwedzkich „żółtych kamizelek”, uczestniczy w debatach radiowych, aktywnie dyskutuje w mediach społecznościowych. Czas pokaże, czy stanie się równie sławna, co jej rówieśniczka – aktywistka Thunberg, która porzuciła szkołę i właśnie dopłynęła statkiem do Hiszpanii.

It’s important to remember that we don’t have a home in Sweden. Sweden has a home in us.



When you see the nation crumble and heat builds up… It’s her screaming for attention because you can’t see that in reality she lives within us. Not outside.



She’s the fire heating blood. pic.twitter.com/KXDsgEyRA1



— Izabella Nilsson Jarvandi (@izabellanilsso1) November 6, 2019



[View this post on Instagram](https://www.instagram.com/p/B4jB4UVFsO5/?utm_source=ig_embed&utm_campaign=loading)



📍Celebrating Gustav II Adolf at the square in Gothenburg with his statue on his death day. I even had the honour to put the wreath at the statue. An important initiative and great gathering thanks to [@afsgoteborg](/u/afsgoteborg) . As usual kudos to [@eric_denriktige_eliasson](/u/eric_denriktige_eliasson) for taking so many pictures.



A post shared by @ izabellanilssonjarvandi on Nov 6, 2019 at 6:24pm PST



Wszyscy znają Greta Tyrnberg, ale z jakiegoś powodu nikt nie zna Izabeli Nilsson Jarvandi. Też ma 16 lat i też jest ze Szwecji. Protestuje przeciwko globalizacji, propagandzie LGBT w szkołach, opowiada się za ochroną tradycyjnych wartości rodzinnych i walką z nielegalną emigracją pic.twitter.com/0x49JQjDDk



— Bartłomiej Pejo (@bartlomiejpejo) [December 5, 2019](https://twitter.com/bartlomiejpejo/status/1202546082661699584?ref_src=twsrc%5Etfw)

Studenci PW zbudowali bolid dla niepełnosprawnego Maksa

Data: 06.12.2019 18:50

Autor: ziemianin

pw.edu.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #technologia #samochody #elektrycznybolid

Jest biało-niebieski, ma 2,4 m długości, waży 110 kilogramów, a jego prędkość użytkowa to 30 km/h – to elektryczny pojazd e-MaksPower. Studenci Politechniki Warszawskiej właśnie zakończyli prace nad projektem. Bolid skonstruowali dla Maksa – dziesięciolatka z dystrofią mięśniową i wielkiego fana motoryzacji.

Studenci PW zbudowali bolid dla niepełnosprawnego Maksa

6 grudnia 2019 roku w Gmachu Głównym PW odbyła się uroczysta premiera pojazdu. W jej kulminacyjnym momencie Maks zasiadł w bolidzie i pokazał jego możliwości, wykonując kilka przejazdów po Dużej Auli.

Galeria zdjęcia z premiery bolidu

– Cieszymy się, że mogliśmy wykorzystać nasze inżynierskie umiejętności, by komuś pomóc – mówi Łukasz Krawczuk vel Walczuk, kierownik projektu.

Cel: spełnić marzenie

Pomysł zrodził się podczas targów, w których uczestniczyli studenci z Koła Naukowego Adek. – Podszedł do nas tata Maksa i opowiedział o zamiłowaniu syna do elektromobilności i gokartów – opowiada Łukasz Krawczuk vel Walczuk. – A że ADek zajmuje się właśnie taką tematyką, to postanowiliśmy spełnić marzenie Maksa i zbudować bolid dostosowany do jego potrzeb.

Prace rozpoczęły się w lutym 2018 roku. W przedsięwzięcie zaangażowali się studenci z czterech kół naukowych Politechniki Warszawskiej: Studenckiego Koła Aerodynamiki Pojazdów, Koła Naukowego Robotyków (oba koła działają przy Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa), Koła Naukowego ADek (działającego przy Wydziale Elektrycznym) i Międzywydziałowego Koła Naukowego SmartCity (działa przy Wydziale Inżynierii Lądowej). To oni zajęli się kwestiami inżynierskimi. Z pomocą graficzną przyszedł Rafał Tomczak – student wzornictwa przemysłowego na ASP w Warszawie.

Podążając za trendami

Po konsultacjach z Maksem i jego rodzicami młodzi konstruktorzy zaprojektowali pojazd w pełni sterowalny za pomocą drążka sterowego, umożliwiającego kontrolę nad zespołem napędowym, układem kierowniczym i hamulcowym. Zaplanowali, że układ napędowy będzie w pełni elektryczny – zgodnie z aktualnymi motoryzacyjnymi trendami. Bolid miał mieć aerodynamiczne poszycie, dostosowane do tego typu konstrukcji, zaprojektowane i wykonane przez studentów.

– Kolory bolidu nie są przypadkowe – Maks wybrał biały i niebieski, kiedy zobaczył pierwsze wizualizacje przygotowane przez Rafała Tomczaka – zaznacza Łukasz Krawczuk vel Walczuk.

Bez pomocy ani rusz

Wymyślić i zaprojektować – to jedno. Ale zbudować – drugie i poważniejsze wyzwanie. Tak ambitne przedsięwzięcie wymagało sporych nakładów finansowych. Prace nad e-MaksPowerem wsparło wiele firm i instytucji: ABB, Budimex, AVL Software and Functions, AC SA, TME, Wamtechnik, Cubic Inch, LED Solar System, PSPA, Fundacja PGE, Maridex Meble, Profar Lakiernia, 3D Reaktor, efilament3d i oczywiście Politechnika Warszawska. Swoje serca i portfele otworzyło też 143 darczyńców – uczestników akcji crowdfundingowej na portalu PolakPotrafi.pl. Z pomocą przyszły także media, przekazujące informacje o projekcie i zorganizowanej na jego potrzeby zbiórce.

Studenci mogli liczyć na ciągłe wsparcie rodziców Maksa. Byli z nimi w stałym kontakcie

i na bieżąco informowali o postępach w pracy. – Projekt trwał dłużej, niż zakładaliśmy, ale nie traciliśmy motywacji, bo wiedzieliśmy, że Maks czeka i w nas wierzy – przyznaje Łukasz Krawczuk vel Walczuk.

Nowe cele

Teraz chłopiec może cieszyć się z bolidu, a jego twórcy – z wykonanej pracy. – Sprawdziliśmy zdobytą wiedzę i umiejętności w praktyce, nauczyliśmy się cierpliwości, pokory, zarządzania swoim czasem, odpowiedzialności – wylicza Łukasz Krawczuk vel Walczuk.

Radość i duma z wykonanej pracy nie przysłaniają jednak twórcom e-MaksPowera kolejnych celów.

– Przeprowadziliśmy wstępną rozmowę z osobami zainteresowanymi rozwojem projektu – mówi Łukasz Krawczuk vel Walczuk. – Mamy nadzieję na kontynuację (już pod inną nazwą) i dalsze pomaganie w spełnianiu dziecięcych marzeń.

Na różnych etapach projektu nad bolidem pracowało około 30 osób. Trzon zespołu tworzyli: Łukasz Krawczuk vel Walczuk (kierownik projektu), Hubert Graczyk (odpowiedzialny za układ sterowania oraz komputer pokładowy), Piotr Saffarini (opracował układ kierowniczy i konstrukcję wielu elementów w bolidzie), Michał Stasiuk (architekt systemu sterowania i elektronika), Marcin Staszewski (odpowiadał za dobranie i implementację systemu bateryjnego S), Michał Wielgosz (symulował aerodynamika i nadzorował wykonanie poszycia poszycie bolidu), Robert Juchniewicz (projekt i wykonanie instalacji elektrycznej), Łukasz Grab (programowanie mikrokontrolerów), Piotr Lange (mechanika płyty jezdnej), Joanna Kacprowska (pozyskiwanie sponsorów), student Akademii Sztuk Pięknych Rafał Tomczak (design oraz cały branding projektu).

Podstawowe dane techniczne e-MaksPowera:

Masa pojazdu: 110kg

Prędkość maksymalna projektowa: 80km/h

Prędkość użytkowa: 30 km/h

Zasięg: 20km

Moc: 3 kW

Pojemność baterii: 1kWh

Wymiary: 2,4 [m] x 1,3 [m] x 0,9 [m]

Poszycie z włókna szklanego

Koszt: 80 tys. zł

Aktualizacja do Windows 10 darmowa przez rok to marketingowa papka? Przytaczamy nowe fakty!

Data: 06.12.2019 12:27

Autor: ziemianin

windowsreport.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #microsoft #aktualizacje #windows10 #windows7 #oprogramowanie #systemoperacyjny

Z pewnością pamiętacie słynną zapowiedź Microsoftu, że aktualizacja do Windows 10 będzie bezpłatna TYLKO przez okres roku od premiery. Po upływie tego okresu okazało się, że aktualizacja wciąż jest możliwa. Minęły już ponad cztery lata i również się to nie zmieniło. Podejrzewamy, że tak samo będzie po 14 stycznia, kiedy zakończy się wsparcie dla Windows 7. Po co więc Microsoft trąbił o darmowym roku? Cóż, chyba już znamy odpowiedź.

Jak wynika z wyznania anonimowego użytkownika Reddita, podającego się za pracownika Microsoftu, cały ten "darmowy rok" był marketingową papką. Poniżej możecie przeczytać całą wypowiedź.

wymagany angielski

Aktualizacja do Windows 10 darmowa przez rok to marketingowa papka? Przytaczamy nowe fakty!

Oczywiście nie sposób zweryfikować, czy wszystko w tym poście jest prawdą, dlatego warto potraktować to z dozą rezerwy. Z drugiej strony wszystkie informacje zdają się prawdopodobne i zbieżne z wcześniejszymi domysłami. Od dawna wiadomo, że Microsoftowi zależało na powiększaniu bazy użytkowników Dziesiątki — nawet kosztem sprzedaży licencji. Nie wygląda też na to, by miało się to zmienić. Wspomniany wcześniej Terry Myerson, szef grupy Windows and Devices, odszedł z Microsoft na początku 2018 roku i nie wpłynęło to na zmianę podejścia firmy względem darmowej aktualizacji. Upragnionym kamieniem milowym pozostaje 1 miliard aktywnych urządzeń z Windows 10. Niedawno udało się już osiągnąć 90% tego celu.

Wiedźmina od Netflix obejrzysz dokładnie tak jak lubisz

Data: 06.12.2019 12:06

Autor: ziemianin

benchmark.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #kultura #filmy #seriale #wiedzmin #lektor #napisy #dubbing

"Na co dzień milczący, dzisiaj ma Wam ważną kwestię do przekazania. Kwestię po polsku.

Głosu użyczył: Michał Żebrowski (Geralt), Justyna Kowalska (Yennefer) , Marcin Franc (Jaskier), Natalia Smagacka (Ciri).

Wiedźmin z polskim dubbingiem lub lektorem tylko na Netflix 20 grudnia."

Wiedźmin zasili katalog Netflix już za dwa tygodnie (20 grudnia). Przedstawiciele serwisu oficjalnie potwierdzili, że trafi do niego w trzech wersjach, dzięki czemu każdy z nas obejrzy go dokładnie tak jak lubi.

Wiedźmina od Netflix obejrzysz dokładnie tak jak lubisz

Wiedźmin od Netflix to jeden z najbardziej wyczekiwanych seriali na horyzoncie. Producenci są tego świadomi i dlatego też postanowili zadbać, by każdy, kto będzie chciał poznać tę opowieść, mógł zrobić to w taki sposób, w jaki lubi. Co to tak konkretnie oznacza? Ano to, że przynajmniej pierwszy sezon będzie dostępny w trzech wersjach: z napisami, z lektorem oraz z dubbingiem!

Serial Wiedźmin od Netlifx w 3 wersjach – zobacz najnowszy spot

Dobrze słyszeliście! Michał Żebrowski jako Geralt w serialu Wiedźmin od Netflix

O ile napisy i lektor to już właściwie standard, to dubbing jest miłym dodatkiem. Szczególnie, że Geralt z Rivii przemówi głosem… Michała Żebrowskiego – aktora, który wcielał się w Białego Wilka w filmie i serialu Wiedźmin z 2001 i 2002 roku! Oprócz niego w projekt wytwórni Netflix zaangażowali się między innymi: Justyna Kowalska (którą usłyszymy w roli Yennefer), Natalia Smagacka (jako Ciri) oraz Marcin Franc (jako Jaskier).

Wiedźmin od Netflix tuż, tuż – premiera serialu za dwa tygodnie

Serial Wiedźmin trafi do katalogu Netflix już 20 grudnia. Konkretnie zadebiutuje wówczas osiem odcinków składających się na pierwszy sezon. Już teraz wiemy, że na tym się nie skończy – producenci potwierdzili drugi sezon, a showrunnerce nie brakuje pomysłów na znacznie więcej.

ONZ uzna Żydów za "pokrzywdzonych" i kolejna kasa będzie płynąć do ich kieszeni

Data: 05.12.2019 20:52

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #onz #zydzi #polityka #pieniadze

"Ambasador Danny Danon poinformował Zgromadzenie Ogólne ONZ o planach przedstawienia rezolucji, która ma być poświęcona "zapomnianym żydowskim uchodźcom".

ONZ uzna Żydów za "pokrzywdzonych" i kolejna kasa będzie płynąć do ich kieszeni

Nie jest jasne, co znajdzie się w rezolucji, oprócz tego, że "uzna ona krzywdy" wyrządzone Żydom i "zadośćuczyni niesprawiedliwościom, których doświadczyli".

Danon oszacował, że ok. 850 tys. Żydów musiało uciekać z Iraku, Egiptu, Maroka i Iranu, a także wielu innych krajów w XX wieku, po tym jak doświadczyli tam przemocy i prześladowań. Wielu z nich wyjechało do Izraela" – pisze rp.pl

Sprytni są ci żydzi.

U nas będą inkasować grube miliardy za mienie bezspadkowe, czyli ustawa 447 JUST.

W Iraku, Egipcie, Maroku i Iranie zainkasują kolejną kasę za "krzywdy", jakie te państwa dopuściły się względem żydów.

Zapewne będzie to forma emerytur lub jednorazowej rekompensaty.

Zamiast atomu będzie elektrownia zasilana gazem z Niemiec? PiS czy PO, a robią dokładnie to samo

Data: 05.12.2019 20:40

Autor: ziemianin

biznes.pap.pl

#ccodziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #biznes #polityka #polska #niemcy #pge #elektrownia #energia #niewygodneinfo

Kontrolowana przez rząd największa firma energetyczna w kraju (PGE), właśnie oświadczyła, iż do 2030 roku planuje uruchomić pierwsze farmy offshore, rozwinąć program fotowoltaiki i zbudować elektrownię gazową w Dolnej Odrze (woj. zachodniopomorskie). Wszystko ma kosztować 13 mld euro (czyli jakieś 56 mld zł). Informacja o planach inwestycyjnych PGE zbiega się z wypadającą niebawem 10. rocznicą powołania do życia spółki PGE EJ1, która miała wybudować pierwszą polską elektrownie atomową, a do dziś nie wybrała nawet jej lokalizacji. Zmiana władzy z PO na PiS nic nie dała.

Zamiast atomu będzie elektrownia zasilana gazem z Niemiec? PiS czy PO, a robią dokładnie to samo

Kilka dni temu na łamach tego bloga opisywałem plany naszych zachodnich sąsiadów, które przewidują, iż Niemcy staną się europejskim hubem gazowym i głównym dystrybutorem rosyjskiego Gazpromu. Warunkiem koniecznym powodzenia tego planu jest niedopuszczenie do sytuacji, w której potencjalni nabywcy rosyjskiego gazu z kierunku zachodniego (czyli np. Polska) budują własne systemowe źródła mocy, gdzie energia będzie pochodziła z węgla lub atomu.

Jakub Wiech, ekspert z dziedziny energetyki, nie ma wątpliwości: – "Niemcy walczą z czystą energetyką jądrową w Europie, by w jej miejsce weszły jednostki opalane gazem – a tym paliwem handlować ma Berlin dzięki Nord Streamom. Nie ma to nic wspólnego z ochroną klimatu, ale dużo z niemieckim interesem".

Nie chce mówić, że na wieść o ogłoszeniu przez PGE planów budowy dużej elektrowni gazowej tuż przy granicy z Niemcami, u naszych sąsiadów (zarówno tych po zachodniej, jak i wschodniej stronie) strzeliły korki od szampana, ale nie mam wątpliwości, że nikt tam przeciwko takiej inwestycji protestować nie będzie. Chodzi bowiem o potencjalnie bardzo dużego odbiorcę gazu ziemnego, który – tu znowu kluczowe słowo – potencjalnie może być dostarczany z Rosji do Niemiec (poprzez Nord Stream), a dalej odsprzedawany do PGE. Na takiej transakcji zarobiliby zarówno Rosjanie, jak i Niemcy. To przede wszystkim w ich interesie leży, aby na terytorium Polski powstawały tego typu inwestycje. To w ich interesie jest również to, aby pierwsza polska elektrownia atomowa nie powstała nigdy, a nowe bloki węglowe, takie jak Ostrołęka C, były rząd porzucane (co podobno się właśnie dzieje – więcej info tutaj swoją drogą jeśli to prawda i rząd PiS rzeczywiście chce porzucić realizację elektrowni "Ostrołęka C" – którą miała budować amerykańska firma i teraz trzeba będzie płacić Amerykanom wielomilionowe odszkodowania za zerwanie kontraktu – to mamy do czynienia z gigantyczną aferą, do opisania na blogu w odrębnym artykule).

Ktoś powie, że do nowej elektrowni gazowej PGE w Dolnej Odrze będzie dostarczany norweski gaz z Baltic-Pipe. No i pewnie tak będzie, tylko najpierw wspomniany Baltic-Pipe musi powstać. A póki co istnieje on tylko na papierze i taki stan może jeszcze trochę potrwać. Tymczasem Nord Stream 1 już działa, a budowa Nord Stream 2 zakończy się najdalej w drugiej połowie przyszłego roku.

Powtórzę zatem raz jeszcze – decyzja o budowie dużej elektrowni gazowej przy granicy z Niemcami będzie pozytywnie odbierana w Berlinie (i pośrednio w Moskwie). Wątpię, aby ktokolwiek po niemieckiej stronie chciał zablokować tę inwestycję, tak jak zablokowano polską inwestycję w atom, kiedy to w 2011 roku nasi zachodni sąsiedzi oraz działające tam organizacje ekologiczne wysłały do Komisji Europejskiej w tej sprawie specjalny list protestacyjny, a rząd Tuska otrzymał aż 20 tys. indywidualnych niemieckich zastrzeżeń dotyczących polskiego programu jądrowego.

Offshore, fotowoltaika i elektrownia gazowa będą kosztowały PGE ok. 13 mld euro

Medycyna - Przełomowy zabieg. Ożywiono serce zmarłego pacjenta

Data: 05.12.2019 20:16

Autor: ziemianin

corporate.dukehealth.org

#medycyna #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #serce #operacja

Lekarzom z Duke University udało się ożywić serce zmarłego dawcy za pomocą mechanizmu, dzięki któremu możliwe było pompowanie krwi przez narząd, podczas gdy pozostawał on poza ciałem. Po przywróceniu funkcji serca organ został przeszczepiony biorcy, co zakończyło się sukcesem. Eksperci podkreślają, że to ogromny krok w walce z problemem niewystarczającej liczby narządów do przeszczepów.

wymagany angielski

Medycyna – Przełomowy zabieg. Ożywiono serce zmarłego pacjenta

Niezwykły zabieg przywrócił serce "do życia"

Technika, dzięki której udało się “reanimować” narząd, pozwoliła krwi, tlenowi i elektrolitom przepływać przez serce pozostające poza ciałem, dzięki czemu zaczęło ono bić. Metodę po raz pierwszy zastosowano w szpitalu Royal Papworth Hospital w Wielkiej Brytanii w 2015 roku. Od tamtej pory dzięki procedurze organy otrzymało 75 pacjentów ośrodka. Zabieg nazywany jest DCD (and. donation after cardiac death), czyli przeszczep po śmierci sercowej.

Problemy światowej transplantologii

W 2018 roku w Polsce przeprowadzono 1390 przeszczepów nerek, serc, płuc i trzustek. Jak podaje Poltransplant, to o 141 mniej niż w 2017 roku. Na ten wynik wpływa niewystarczająca liczba narządów do transplantacji. Podczas gdy w 2018 pobrano je od 500 osób, zwłaszcza zmarłych, w 2017 roku wykorzystano organy 560 dawców. Potencjalnych dawców jest dużo więcej, jednak od znacznej liczby osób zdrowych organów pobrać nie można.

Jak podkreśla dr Jacob Niall Schroder, autor filmu zamieszczonego na Twitterze, zaprezentowana technika może zwiększyć liczbę dawców nawet o 30 proc.

Tkanka serca zwykle zaczyna ulegać uszkodzeniom jeszcze przed stwierdzeniem śmierci pacjenta z powodu osłabienia organu i, co za tym idzie, niskiego poziomu tlenu. Zanim dojdzie do zgonu chorego, serce może być zbyt zniszczone, aby móc je przeszczepić. Dlatego organy niezbędne do życia obecnie są pobierane od dawców, u których doszło do śmierci mózgu, ale których narządy nadal funkcjonują. Zanim serce zostanie przeszczepione, zwykle trzyma się je w zimnych warunkach, aby zapobiec uszkodzeniom, co nie może jednak trwać dłużej niż sześć godzin.

Historia bez cenzury - Psychol level master - Ted Bundy. Historia Bez Cenzury

Data: 05.12.2019 19:49

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostkihistoryczne #ciakwostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #hbc #historiabezcenzury

Dzisiaj odcinek bardzo brutalny, dlatego uprzedzamy, że nie jest odpowiedni dla osób wrażliwych. Usłyszycie dzisiaj historię Teda Bundy’ego – jednego z najbardziej znanych seryjnych morderców, który według ekspertów mógł zabić nawet ponad sto osób. Jakim dzieckiem był ten degenerat? W jaki sposób wabił swoje ofiary? Jak wpadł i jak wyglądały ostatnie minuty jego życia? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Historia bez cenzury – Psychol level master – Ted Bundy. Historia Bez Cenzury

Komentarz Tygodnia: Prawda o zarzutach dla Banasia

Data: 05.12.2019 19:29

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #polityka #gadowskitv #komentarztygodnia

O zgromadzeniach we Wrocławiu, o okrzykach Frasyniuka, o Marianie Banasiu i zarzutach w jego sprawie, o strachu w PiS-ie, o czterech wielkich aferach i co je łączy, o zagadkowej rezygnacji prezesa Pekao, a także o nowych produktach w księgarence.

Komentarz Tygodnia: Prawda o zarzutach dla Banasia

Rosja: Przerzucał imigrantów przez fałszywą granicę. Pomysłowy przemytnik z zarzutami

Data: 04.12.2019 22:12

Autor: ziemianin

rmf24.pl

#codziennaprasowka #aktualnosci #informacje #wiadomosci #Rosja #migranci #FSB

Wytyczył fałszywą granicę rosyjsko-fińską i za pieniądze przerzucał przez nią nielegalnych imigrantów. Mowa o pomysłowym przemytniku, którego zatrzymali rosyjscy pogranicznicy. Obywatel jednego z krajów byłego Związku Radzieckiego w ten sposób oszukał co najmniej czterech cudzoziemców z Azji Południowo-Wschodniej.

Rosja: Przerzucał imigrantów przez fałszywą granicę. Pomysłowy przemytnik z zarzutami

Tę niebywałą sytuację opisują rosyjskie agencje powołując się na służby graniczne FSB. Proceder wyszedł na jaw, gdy funkcjonariusze służby granicznej w pobliżu prawdziwej granicy zatrzymali całkowicie zaskoczonych nielegalnych imigrantów. Byli przekonani, że są już na obszarze Unii Europejskiej w Finlandii.

Okazało się, że wynajęli przewodnika, który za ponad 10 tysięcy euro obiecał im przerzut przez granicę. Mężczyzna najpierw wiózł ich samochodem głównymi drogami, potem wjechał na lokalne szlaki i wydłużał podróż. Następnie zostawił pojazd i kazał iść za sobą pieszo. Miał ze sobą ponton – jak tłumaczył – na wszelki wypadek. Przewodnik z imigrantami obszedł jedno z jezior w okolicach Wyborga, następnie podszedł do miejsca, które – jak się okazało – wcześniej przygotował. W lesie postawił słupy graniczne i prowizoryczny szlaban. Tam pożegnał swoich klientów, którzy niedługo potem wpadli w ręce rosyjskich pograniczników.

Mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej wydalono już z Rosji, zapłacili też kary administracyjne. Natomiast fałszywy przewodnik nie odpowie, za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy – bo do tego nie doszło – usłyszał jednak zarzuty oszustwa.

Dlaczego sedzia Juszczyszyn i komornik nie siedza w wiezieniu?

Data: 04.12.2019 21:46

Autor: ziemianin

wiadomosci.onet.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #komornik #bandazlodziei

"Sędzia Juszczyszyn nadzorował sprzedaż gospodarstwa za 32 tys. zł, choć było warte ponad pół miliona zł

Dlaczego sędzia Juszczyszyn i komornik nie siedzą w wiezieniu?

Sędzia Paweł Juszczyszyn orzekał w 2015 r. w sprawie Zbigniewa Parowicza, którego majątek został sprzedany w licytacji komorniczej. Sąd Rejonowy w Olsztynie przysądził wtedy własność gospodarstwa wartego pół mln zł po wpłacie zaledwie 32 tys. zł. Życie Zbigniewa Parowicza legło wtedy w gruzach – informowała telewizja TTV.

Za niewielki dług komornik zlicytował 13-hektarową działkę, piętrowy dom i budynki gospodarcze, warte pół miliona złotych

Sąd przysądził własność gospodarstwa jedynie po wpłacie wadium w wysokości 32 tys. zł, sprawę tę w 2015 r. prowadził sędzia Paweł Juszczyszyn

W sumie w licytacji komorniczej majątek został sprzedany za ponad 200 tys. zł, ale zaległe pieniądze nigdy nie wpłynęły do sądu

O Juszczyszynie zrobiło się w ostatnich dniach głośno, ponieważ kilka dni temu prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie go zawiesił w wykonywaniu obowiązków na miesiąc, w niedzielę w kilku miastach odbyły się marsze poparcia dla sędziego

Pan Zbigniew Parowicz przez 20 lat prowadził gospodarstwo rolne. Z powodu spadku cen zmuszony był zaciągnąć kredyt, w sumie 50 tys. zł. Spłacił połowę zobowiązania, jednak nie był w stanie regularnie płacić kolejnych rat. Pewnego dnia do jego drzwi zapukał komornik.

Za niewielki dług komornik zlicytował 13-hektarową działkę, piętrowy dom i budynki gospodarcze, warte pół miliona złotych. Sąd przysądził własność gospodarstwa po wpłacie… 32 tys. zł. Jak do tego doszło? Osoba, która kupiła na licytacji majątek pana Zbigniewa za ponad 200 tys. zł, wpłaciła jedynie wadium. O pozostałej części spłaty zapomniano, a komornik i sąd uznali egzekucję za zakończoną. Wierzyciel za swój dług od Parowicza wciąż domagał się spłaty.

Pan Zbigniew po trzech latach zwrócił się o pomoc do posłanki Lidii Staroń, która na podstawie dokumentów ustaliła, że do sądu nie wpłynęło 180 tys. zł za zlicytowane gospodarstwo. Ta suma okazała się zbyt mała, ponieważ przez ten czas dług Parowicza cały czas rósł.

Sprawa komornika, który zrujnował mężczyznę, trafiła do prokuratury. Wtedy właśnie po raz pierwszy uznano, że gospodarstwo było warte ponad pół miliona złotych. Sprawa została jednak umorzona.

Dziennikarze TTV próbowali uzyskać komentarz zarówno do komornika, jak i od Juszczyszyna. Żaden z nich nie chciał wtedy rozmawiać.

Będzie NATO-wski plan obronny dla Europy Wschodniej

Data: 04.12.2019 20:07

Autor: ziemianin

pap.pl

#nato #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #obronnosc #swiat

Sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg, a wcześniej litewski prezydent Gitanas Nauseda, poinformowali o zaakceptowaniu przez Turcję planów obronnych dla Polski i państw bałtyckich. Przed zakończonym właśnie szczytem NATO pojawiały się bowiem głosy, że tureckie władze nie poprą „Deklaracji londyńskiej” dopóki nie dostaną zielonego światła do zwalczania Kurdów w północnej Syrii.

Będzie NATO-wski plan obronny dla Europy Wschodniej

Nauseda jako pierwszy poinformował o spotkaniu szefów delegacji państw Europy Środkowo-Wschodniej z tureckim prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem, w którym brał udział także Andrzej Duda. Informację podaną przez kancelarię litewskiego przywódcy potwierdził następnie na specjalnej konferencji prasowej Stoltenberg, także mający za sobą rozmowy z Erdoğanem.

Ostatecznie uczestnicy szczytu NATO w Londynie podpisali „Deklarację londyńską”, mającą być odpowiedzią na ostatnie krytyczne słowa wobec Sojuszu, które były wypowiadane przez jego największych członków. Z tego powodu dokument zawiera odwołania do traktatów ustanawiających NATO, potwierdzając między innymi ich zobowiązanie do przyjścia z pomocą sojusznikom zaatakowanym przez kraje trzecie.

Jako swoje największe zagrożenie organizacja uznaje Rosję, co nie powinno szczególnie dziwić jeśli brać pod uwagę przygotowywanie specjalnych planów obronnych dla naszego kraju i regionu bałtyckiego. We wspomnianym dokumencie czytamy więc, że „agresywne zachowania Rosji stanowią zagrożenie dla euroatlantyckiego bezpieczeństwa; terroryzm we wszystkich formach i przejawach pozostaje trwałym zagrożeniem dla nas wszystkich”.

Swoje pięć minut w trakcie dwudniowego szczytu miał wspomniany już Duda. Polski prezydent krytykował bowiem swojego francuskiego odpowiednika, Emmanuela Macrona, przestrzegając go przed stawianiem tez o coraz gorszej kondycji NATO. Zamiast tego Duda oczekiwał przedstawienia realnych rozwiązań, których celem byłoby poprawienie modelu współpracy państw należących do tej organizacji.

Prezydent Zambii krytykuje Amerykę za obronę homoseksualistów

Data: 04.12.2019 20:02

Autor: ziemianin

bbc.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #usa #zambia #homosie #pederasci

Amerykański ambasador w Zambii zaczął krytykować władze tego kraju, ponieważ obowiązuje w nim wciąż ustawodawstwo zakazujące kontaktów homoseksualnych. Groźby obcięcia pomocy rozwojowej spotkały się z reakcją zambijskiego prezydenta Edgara Lungu, stąd zapowiedział on złożenie skargi do Białego Domu w związku z zachowaniem dyplomaty.

wymagany angielski

Prezydent Zambii krytykuje Amerykę za obronę homoseksualistów

W Zambii ma wciąż obowiązywać prawo wprowadzone jeszcze w czasach kolonialnych, gdy terytorium tego kraju należało do Imperium Brytyjskiego. Z tego powodu nie tylko nie uznaje on oficjalnych związków tej samej płci, lecz dodatkowo przewiduje kary za kontakty homoseksualne. Tymczasem sąd skazał właśnie dwójkę pederastów na 15 lat więzienia za utrzymywanie intymnych relacji.

To nie spodobało się amerykańskiemu ambasadorowi. Daniel Foote stwierdził, że był przerażony informacją na temat sądowego wyroku, bo jego zdaniem dewianci „pozostawali w dobrowolnym związku, nie wyrządzającym nikomu krzywdy”. Jednocześnie dyplomata zagroził obcięciem pomocy rozwojowej, przyznawanej przez Stany Zjednoczone niektórym państwom afrykańskim.

Na słowa Foote’a ostro zareagował Lungu. Zambijski prezydent zapowiedział złożenie oficjalnej skargi do swojego amerykańskiego odpowiednika, krytykując jednocześnie dyplomatę za ingerowanie w wewnętrzne sprawy kraju. Dodatkowo Lungu powiedział, że nic nie zmieni jego poglądu na temat homoseksualizmu, dlatego jego państwo będzie mieć nad nim dalszą kontrolę.

Danuta Dmowska-Andrzejuk kandydatką na ministra sportu?

Data: 03.12.2019 14:37

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #sport

Nowym ministrem sportu ma zostać utytułowana polska szpadzistka, Danuta Dmowska-Andrzejuk. Nominacja utytułowanej reprezentantki Polski w szermierce ma zostać ogłoszona w czwartek.

Danuta Dmowska-Andrzejuk kandydatką na ministra sportu?

"Przedstawiam państwu kandydatkę na urząd Ministra Sportu. Utytułowana szpadzistka, silna i zdecydowana kobieta sukcesu, błyskotliwa rozmówczyni. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że Danuta Dmowska-Andrzejuk jak mało kto ma złote ręce do sportu. I oby tak pozostało!" – napisał premier w mediach społecznościowych.

Dodał, że cieszy się, że będą mogli współpracować w ramach rządu.

Dmowska-Andrzejuk to była mistrzyni świata – w 2005 roku zwyciężyła w Lipsku. Pięć lat później wygrała mistrzostwo Europy w drużynie. Oprócz tego ma na koncie trzy srebrne medale drużynowe – z mistrzostw świata w Antalyi, oraz europejskich turniejów w Zalaegerszeg i Płowdiwie.

Jedna z najbardziej utytułowanych polskich szpadzistek zdobywała także tytuły krajowe – mistrzostwa i Puchar Polski.

Obecnie funkcję ministra sportu pełni tymczasowo premier Mateusz Morawiecki. W poprzedniej kadencji to stanowisko piastował Witold Bańka, który od początku 2020 roku zostanie szefem Światowej Agencji Antydopingowej (WADA).

Co wspólnego ma „sprawa Jedwabnego” z ustawa 447/JUST?

Data: 03.12.2019 14:25

Autor: ziemianin

salon24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #polska #zydzi #klamstwo #jedwabne #rosja #niemcy #katyn #zbrodnia

"Niektóre bitwy wygrywają miecze i włócznie, a inne gęsie pióra i kruki."

George R.R. Martin

Co wspólnego ma „sprawa Jedwabnego” z ustawa 447/JUST?

"Cisza, która zaległa nad ustawą 447/JUST wydaje się bardzo źle wróżyć. Dla każdego rozumnego człowieka jest to oczywistością i mylenie tropów lub infantylna nonszalancja niczego w tej kwestii nie są w stanie zmienić. O powodach, dla których ten akt prawny trzeba traktować absolutnie serio można by długo. Tylko po co? Jedni, umiejętnie wykorzystujący przymioty umysłu, utwierdzą się w przekonaniu o niebezpieczeństwie wynikającym z przyjęcia przez parlament USA tej ordynacji, drudzy, przedkładający odczucia nad fakty, z uporem maniaka będą sprawę lekceważyć. Szkoda zatem bić pianę kolejny raz. Dużo bardziej pożytecznym wydaje się zobrazowanie konstrukcji, dzięki której uchwalenie 447/JUST stało się w ogóle możliwym.

Latem tego roku przejrzałem wiele – dostępnych w sieci – dokumentów poświęconych wydarzeniom z lipca 1941 w Jedwabnem. Wśród nich znalazły się m.in. relacje świadków, akta procesu i sentencja wyroku z 1949 r. oraz postanowienie o umorzeniu śledztwa IPN z roku 2003. Setki stron! Lektura ta pozwoliła mi przyjąć, iż rewelacje prof. Grossa oraz wtórujących mu afirmantów, to niezwykła brednia. Niezwykła, bo powstała w określonym celu. Taki też pogląd – powołując się na źródła – prezentowałem podczas dyskusji na jednym z forów poświęconych tematyce historycznej. Stronnicy odmiennej opcji (trudno uwierzyć ilu ich jest!) przywoływali wyświechtane i wątpliwej wartości argumenty z zapałem godnym lepszej sprawy. Gdy straciłem już wiarę w możliwość reedukacji lub choćby zasiania ziarna wątpliwości w głowach interlokutorów, jeden z uczestników sporu napisał tak: „Kolejna sprawa, to ten rynek i co kazano Żydom robić. Ustawiano ich czwórkami i kazano maszerować, śpiewać? Wyrywać zielsko z pomiędzy bruku? Serio? Nikomu z miejscowych nie przyszło to do głowy wcześniej że to nieestetycznie wygląda, czy coś? Przypominam, to byli ludzie prości, 6 klas to pewnie był szczyt ich możliwości, sporo niepiśmiennych, a tu nagle takie coś. Rynek jest ufafluniony, czas na porządki. A potem defilada. Akurat jak Niemcy wkroczyli, u których wiadomo "ordnung muss sein", to Polakom się tryb sprzątania włączył.” Gdybym był prof. Grossem mógłbym zakrzyknąć: eureka! Do olśnień tłumaczących wszystko mam jednak stosunek mocno ostrożny. Nie mniej, to – pozornie nieistotne – spostrzeżenie anonimowego miłośnika dziejów potwierdziło moje przypuszczenia, że masakra w Jedwabnem to robota Niemców.

Niestety, mimo potwierdzenia w faktach, konstatacja ta ma wyłącznie charakter nieformalny. Oficjalna narracja zbudowana jest na niedomówieniach i fałszu. I co najgorsze, rozbrzmiała już na wszystkie strony świata. Dla wielu z nas zaprzestanie, a następnie zablokowanie ekshumacji ofiar omawianych wydarzeń jawi się więc jako niezrozumiałe. Godne pochwały są zatem próby zdjęcia blokady i ujawnienia prawdy. Czy jednak są na to jakieś szanse? Aby zrozumieć prawdziwe przyczyny takiego stanu rzeczy trzeba bezwzględnie spojrzeć na to w szerszym kontekście.

Historia uczy, iż praktycznie wszystkie agresje wymagają pretekstu. Również te o jawnym czy też ukrytym podłożu ekonomicznym. Wspomnijmy dla przykładu, że nawet tacy carowie zbrodni jak A. Hitler i J. Stalin potrzebowali wymówki by uzasadnić atak na Rzeczpospolitą. Pamiętamy, że oficjalnym i bezpośrednim powodem uderzenia na Polskę było dla Niemców rzekome zaatakowanie przez jednostkę Wojska Polskiego Radiostacji w Gliwicach, a Sowieci w oficjalnej nocie wręczonej ambasadorowi Grzybowskiemu w dniu 17 września 1939 r. napisali, że „rząd sowiecki nie może również pozostać obojętnym w chwili, gdy bracia tej samej krwi, Ukraińcy i Białorusini, zamieszkujący na terytorium Polski i pozostawieni swemu losowi, znajdują się bez żadnej obrony.” Przekaż wysłano w świat, a świat ten przekaz „łyknął”. Bajęda o masakrze w Jedwabnem dokonanej rzekomo z inicjatywy i rękoma ludności polskiej ma to samo zadanie. Rozpropagować i utwierdzić wśród mieszkańców najważniejszych państw globu, że Polacy ponoszą winę za holokaust. Więcej nawet! Stworzono ciąg logiczny w postaci: zwierzęcy antysemityzm – barbarzyńskie mordy – zagrabienie mienia… Dla ludzi nie znających realiów okupacji na obszarach Europy środkowej, taka hagada jest do zaakceptowania. I to bez „popitki”! Skoro autorzy logicznej fałszywki przekonają opinie publiczne licznych krajów (bo niektóre rządy taką narrację już akceptują), cóż będzie stało na przeszkodzie aby przejść do działań otwartych? Które z wpływowych gremiów nad Sekwaną, Tamizą czy Potomakiem ujmie się za ubabranymi po pachy w posoce troglodytami znad Wisły?

Przypisanie zbrodni w Jedwabnym naszemu narodowi jest fundamentem, ofiarą zakładzinową i opoką dla narracji o polskim zezwierzęceniu i bezpośrednim pretekstem do wysuwania roszczeń materialnych. Powrót do ekshumacji i ukazanie światu jak było naprawdę stanowi warunek sine qua non rozbicia w proch kłamliwej hagady, a co za tym idzie – żądań „rekompensaty” za przejęte mienie bezspadkowe. Podjęcie badań przez archeologów musi nastąpić jak najszybciej, bo czasu mamy niewiele. Dlatego wszystkie wysiłki wolontariuszy, ośrodków opinii, propaństwowych środowisk naukowych i politycznych, winny skoncentrować się na tym zadaniu. Przepychanki o to co powiedział ten czy inny dyplomata izraelski lub funkcjonariusz „Przedsiębiorstwa Holokaust” to naprawdę sprawy trzeciorzędne. A tę walkę można jeszcze wygrać. Tym bardziej, że rozstrzygnięcie nie zapadnie na polu bitwy, ale w ludzkich głowach."

Źródła:

PDF – VII. Akta procesu z 1949 roku dwudziestu dwóch oskarżonych o udział w zbrodni na ludności żydowskiej w Jedwabnem

Piotr Gontarczyk przedstawia wyrok wydany przez Sąd Okręgowy w Łomży w 1949 roku

PDF – Jedwabne postanowienie

Zaufana Trzecia Strona - Nie dajcie się złapać na tę sprytną sztuczkę w czasie zakupów

Data: 02.12.2019 23:15

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #cyberbezpieczenstwo # #Allegro #falszywysklep #OLX #oszustwo #PayU #platnosc

Black Friday, Cyber Monday, święta tuż za pasem… Nic dziwnego, że przestępcy wszelkiej maści powrócili do oszustw z wykorzystaniem prawdziwych płatności PayU w fałszywych serwisach internetowych. Sprawdźmy, co nowego wymyślili.

Zaufana Trzecia Strona – Nie dajcie się złapać na tę sprytną sztuczkę w czasie zakupów

Oszustwa tego typu spopularyzowały się kilka miesięcy temu. Na z3s opisywaliśmy już okradanie nieświadomych użytkowników zarówno na fałszywym, jak i na prawdziwym Allegro. Sztuczkę tę z powodzeniem stosowali także twórcy stron podszywających się pod różne sklepy internetowe. Na trop kolejnych oszustów wpadli specjaliści działu bezpieczeństwa Ceneo.pl, którzy podzielili się z nami swoimi ustaleniami – za co dziękujemy.

Oszustwo krok po kroku

Zaczyna się od oferty sprzedaży sprzętu elektronicznego, np. iPhone’a, w bardzo atrakcyjnej cenie. Oszust (lub oszustka) publikuje ją w którymś z serwisów ogłoszeniowych – poniżej macie przykład z OLX. Pracownicy Ceneo, którzy badali sprawę, donoszą, że podobne ogłoszenia pojawiały się też w mediach społecznościowych.

Kolejnym krokiem jest rozmowa z potencjalnym klientem – albo telefonicznie, albo z użyciem SMS-ów. Przestępca umawia się na sprzedaż za pośrednictwem stron udających Allegro (takich jak allegro.media.pl i allegro.targi.pl) albo zarejestrowanych na nowo domen po nieistniejących już sklepach (np. rcplus.net.pl), które oszust rekomenduje ofierze.

Obie znane nam domeny prowadzące do fałszywego Allegro zostały zarejestrowane za pośrednictwem 101domain GRS Ltd. z siedzibą w Irlandii. Domenę allegro.targi.pl utworzono 23 listopada, a allegro.media.pl – 20 dni wcześniej i w jej sprawie toczy się już postępowanie wyjaśniające. Dane abonenta, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, zostały utajnione. Pod adresem rcplus.net.pl jeszcze w ubiegłym roku funkcjonował sklep dla miłośników modelarstwa i zdalnie sterowanych pojazdów, cieszący się dobrą opinią na Ceneo i Opineo. Według ogólnie dostępnych rejestrów firma zawiesiła działalność pod koniec sierpnia 2018 r. Do ponownej rejestracji domeny – tym razem za pośrednictwem serwisu Domena.pl – doszło 10 października, niestety tutaj również dane abonenta nie są dostępne.

Wróćmy jednak do naszego oszusta. Jeśli ofiara złapie przynętę, zamawia on w legalnie działającym sklepie jakiś produkt, tak by kwota płatności zgadzała się z tą, którą ustalił z klientem. Oczywiście nie płaci za zamówienie, tylko – podobnie jak w opisywanych przez nas wcześniej przypadkach – link do płatności wysyła ofierze lub zamieszcza na podrobionej stronie.

Po zaksięgowaniu płatności legalnie działający sklep wyśle towar na adres, który został podany przez oszusta – chodzi zwykle o paczkomaty. Zdarzało się też, że pod adresem pocztowym paczkomatu osoba działająca na zlecenie przestępcy odbierała przesyłkę od kuriera. Sprawą zainteresowali się już funkcjonariusze z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie z Wydziału do Walki z Cyberprzestępczością. W chwili pisania tego artykułu żadna z wymienionych w nim stron nie działała, co nie znaczy, że nie pojawiły się nowe.

Jak się bronić przed takimi oszustwami

Przede wszystkim nie zapominajcie – i uświadomcie swoich znajomych – że jeśli jakaś oferta wygląda na zbyt piękną, by była prawdziwą, to prawdopodobnie prawdziwa nie jest. Inną ważną zasadą jest opłacanie tylko tych zamówień, które zostały przez was samodzielnie wygenerowane na stronach odpowiednich serwisów (uważajcie zwłaszcza na linki wysyłane SMS-em). Przed dokonaniem zakupów w konkretnym sklepie sprawdzajcie, czy aby na pewno korzystacie z właściwej strony – często adresy fałszywych sklepów zawierają drobne literówki lub dodatkowe słowa.

"Był ciężko ranny, ale się nie wycofał". Tak Polak walczył z terrorystą

Data: 02.12.2019 22:47

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #londyn #polak #swiat #WielkaBrytania #terroryzm

– Drzwi się otworzyły, terrorysta wybiegł na zewnątrz, zaraz za nim pobiegł Łukasz. Krzyczał, by ludzie zeszli mu z drogi, by wrócili do budynku. Terrorysta wymachuje dwoma nożami. Łukasz zdejmuje ze ściany kieł narwala i podejmuje walkę – tak o ataku nożownika w Londynie i bohaterskim zachowaniu Polaka mówi brytyjskim mediom jego szef.

"Był ciężko ranny, ale się nie wycofał". Tak Polak walczył z terrorystą

Usman Khan zaatakował nożami kuchennymi uczestników seminarium na temat reintegracji przestępców i groził zdetonowaniem ładunków wybuchowych

Terrorysta został obezwładniony na Moście Londyńskim, m.in. przez Polaka, a następnie zastrzelony przez policjantów

Walecznemu Polakowi podziękował premier Mateusz Morawiecki

Polak opuścił szpital i czuje się dobrze

Szef Polaka, który stawił czoła terroryście z Mostu Londyńskiego, opowiedział stacji BBC o bohaterstwie podwładnego. W rozmowie z telewizją zarządzający budynkiem Fishmongers' Hall Toby Williamson zaznaczył, że Łukasz wykazał się niezwykłą odwagą. Jako pierwszy, mimo odniesionych obrażeń, wybiegł za terrorystą z budynku, jeszcze przed pojawieniem się na miejscu policji.

W rozmowie z dziennikarzami stacji Sky News Williamson ujawnił z kolei, że Polak odniósł pięć ran. – Nie zobaczycie Łukasza. Po pierwsze, jest zbyt skromny, a po drugie, nie ma materiału filmowego – powiedział.

londyn 1200 pap.jpg

Tadeusz Płużański: zagrożenie terrorem w Europie nie zniknęło

– Drzwi się otworzyły, terrorysta wybiegł na zewnątrz, zaraz za nim, jako pierwszy, pobiegł Łukasz. Krzyczał, by ludzie zeszli mu z drogi, by wrócili do budynku. To niespotykane zachowanie w naszych czasach, społeczeństwo nie angażuje się w takie akcje. Ludzie robią tylko to, czego się od nich oczekuje. A oni pobiegli za terrorystą. Łukasz osłabł z powodu obrażeń, ale jego misja została spełniona – relacjonował w rozmowie z mediami Williamson.

Bloody hell – this account of Lukasz the narwhal tusk-wielding hero of London Bridge is epic pic.twitter.com/an0Hj108Wr

— Rupert Myers (@RupertMyers) 2 grudnia 2019

Opuścił już szpital

Polak, który uczestniczył w obezwładnianiu terrorysty na Moście Londyńskim, został wypisany ze szpitala – poinformował w poniedziałek dziennik "Daily Mail", powołując się na źródła w polskim MSZ. Gazeta poinformowała też, że polscy dyplomaci są w kontakcie z brytyjską policją oraz że tożsamość Polaka, o którym wiadomo tylko, że ma na imię Łukasz, nie jest ujawniana ze względu na jego bezpieczeństwo.

The guy with the whale tusk is a Polish chef named Luckasz.

Worth noting this for the next time someone says, ‘we’ve let too many Eastern Europeans into this country’. pic.twitter.com/obV0sGX5qm

— Piers Morgan (@piersmorgan) 30 listopada 2019

W Fishmongers' Hall w piątek odbywało się seminarium na temat reintegracji przestępców. Usmar Khan – skazany w przeszłości za terroryzm, a w grudniu zeszłego roku warunkowo zwolniony – zaatakował jej uczestników nożami kuchennymi, zabijając dwie osoby, i groził zdetonowaniem ładunków wybuchowych, które później okazały się atrapą. Khan po ucieczce z budynku na most został zastrzelony przez policję.

Bohaterska reakcja Polaka oraz pozostałych osób, które podjęły walkę z terrorystą, spotkała się z powszechnym uznaniem w Wielkiej Brytanii. Wyrazy uznania i podziękowania złożyli m.in. królowa Elżbieta II, premier Boris Johnson i burmistrz Londynu Sadiq Khan.

W ataku zginęły dwie osoby – 23-letnia Saskia Jones i 25-letni Jack Merritt. Oboje byli absolwentami uniwersytetu w Cambridge i uczestniczyli w organizowanym przez tę uczelnię programie reintegracji skazanych Learning Together. Merritt był jego koordynatorem, a Jones jedną z wolontariuszek.

Khan, dla którego jednym z warunków wcześniejszego zwolnienia z więzienia był zakaz przyjeżdżania do Londynu, uzyskał specjalne zezwolenie, by wziąć udział w seminarium.

"Polska jest z Pana dumna"

Polakowi z Londynu, który pomógł w ujęciu terrorysty, podziękował też premier Mateusz Morawiecki.

"«Cholerni Polacy znowu ratują Londyn» – te słowa dzisiaj dominują w Londynie w przekazach medialnych o dzielnej postawie Pana Łukasza, Polaka, który nie zawahał się i ruszył na terrorystę, "uzbrojony" w…. kieł narwala, który akurat znalazł się pod ręką. Przeciwko terroryzmowi każda broń jest dozwolona. Panie Łukaszu, Pana postawa zasługuje na szczególne podziękowanie i szacunek. Polska jest z Pana dumna!" – napisał na Facebooku premier Mateusz Morawiecki.

Wcześniej Jan Kanthak, rzecznik prasowy Solidarnej Polski zapowiedział na Twitterze, że minister sprawiedliwości zwróci się do prezydenta z wnioskiem o rozważenie odznaczenia Polaka. "Minister Zbigniew Ziobro za takie czyny, taką odwagę, osobiście nagradzał Polaków, ale w tym przypadku uznał, że w związku z tym, że heroizm Pana Łukasza ma wymiar międzynarodowy, warto nadać temu odznaczeniu wyższą rangę" – napisał na Jan Kanthak.

Coraz więcej państw ma już dość dolara

Data: 02.12.2019 22:37

Autor: ziemianin

silentcrownews.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #dolary #chiny #japonia #indie #iran #syria #irak #pakistan #ue #uniaeuropejska #usa

Coraz więcej krajów na całym świecie jest sfrustrowanych amerykańskimi sankcjami, co sprawiło, że pojawiło się wiele ważnych umów handlowych wykorzystujących własne waluty z pominięciem dolara. Oto kilka ostatnich wydarzeń z lat 2017-2018.

Coraz więcej państw ma już dość dolara

CHINY I JAPONIA KUPUJĄ CORAZ MNIEJ AMERYKAŃSKICH PAPIERÓW SKARBOWYCH

Jak wynika z raportu opublikowanego w październiku 2018 roku przez RT News, dwie główne potęgi ekonomiczne Chiny i Japonia zmniejszyły swoje zasoby amerykańskich papierów skarbowych. W raporcie czytamy również, że Japonia podąża śladami Chin, ograniczając swoje udziały w amerykańskim długu.

Raport wspomina ponadto o innych, którzy stosują tę samą strategię redukcji amerykańskich papierów skarbowych z powodu napięć gospodarczych, finansowych i geopolitycznych, do których dochodziło na przestrzeni wielu lat: „Turcja i Indie poszły w ich ślady. Turcja, podobnie jak Rosja, wypadła z listy pierwszych trzydziestu posiadaczy amerykańskiego długu po konflikcie z Waszyngtonem z powodu próby zamachu stanu w tym kraju dwa lata temu. Chociaż Indie pozostają w pierwszej trzydziestce, ten kraj także zmniejszył swoje udziały w zasobach skarbowych USA po raz piąty z rzędu ze 157 miliardów dolarów w marcu do 140 miliardów dolarów w sierpniu”.

W pewnym momencie swojej historii Chiny gromadząc amerykański dług, stworzyły bezpieczną przystań dla tak zwanych „chińskich rezerw walutowych”, w ramach których Chiny oferowały USA pożyczki, aby amerykańscy konsumenci mogli kupować chińskie towary tak długo, jak długo Chiny miały gospodarkę napędzaną eksportem, co doprowadziło do dużych nadwyżek w handlu z USA. To pozwalało Chinom przez wiele lat kupować amerykański dług, ale teraz już tak nie jest. Handel i napięcia geopolityczne między Chinami i Stanami Zjednoczonymi z biegiem lat wzrosły, głównie ze względu na wzrost potęgi gospodarczej Chin. Chińska inicjatywa Jeden Pas, Jedna Droga zablokowała plany zdominowania regionu Azji i Pacyfiku przez Waszyngton.

W sytuacji wspierania przez Waszyngton tajwańskich dążeń do niepodległości i gotowości marynarki wojennej USA do rozszerzenia swojej obecności na Morzu Południowochińskim Chiny nadal będą sprzedawały amerykańskie papiery skarbowe i rozszerzały swoje rynki na całym świecie w ramach inicjatywy Jeden Pas, Jedna Droga, rozbudowując jednocześnie swój potencjał militarny i zapędzając Waszyngton do narożnika.

Chiny, Rosja, Japonia i inne kraje stosują podobne strategie odchodzenia od dolara. Napięcia między Pekinem i Waszyngtonem będą się nasilać tak długo, jak długo wpływ Chin na świecie będzie rósł, zaś ich wzrost gospodarczy będzie pozwalał im wyprzedzać gospodarkę USA.

ROSJA I SYRIA WYKORZYSTUJĄ KRAJOWE WALUTY DO WZAJEMNYCH ROZLICZEŃ

W ramach strategicznej gospodarki Rosja i Syria zgodziły się unikać dolara, jeśli chodzi o „wzajemne rozliczenia i poszukiwania źródeł energii w Syrii”, co stanowi istotną zmianę godną rozważenia. Jak podaje opublikowany w grudniu 2018 roku raport RT.com zatytułowany „Rosja i Syria zamierzają zrezygnować z dolara we wzajemnym handlu i uzgadniać wspólne projekty energetyczne”, Władimir Padalko, wiceprezes Rosyjskiej Izby Przemysłowo-Handlowej, powiedział dziennikarzom przy okazji corocznego spotkania rosyjsko-syryjskiej komisji do spraw współpracy handlowej, gospodarczej, naukowej i technicznej odbywającej się w Damaszku: „Moim zdaniem kwestie wzajemnych rozliczeń, transportu i logistyki zostały uzgodnione”.

„Rosyjski urzędnik dodał, że te kraje wybrały 200 rosyjskich i syryjskich firm do wzięcia udziału we wspólnych projektach odbudowy zniszczonego wojną kraju. Strony są gotowe podpisać porozumienie, które obejmuje 10 kluczowych obszarów powojennej odbudowy syryjskiej gospodarki”.

IRAK I IRAN USUWAJĄ AMERYKAŃSKIE DOLARY Z HANDLU

Innym interesującym wydarzeniem jest porozumienie zawarte między Irakiem i Iranem w zakresie wzajemnego handlu w celu ominięcia dolara i wykorzystywania w rozliczeniach euro (to właśnie sprawiło, że prezydent Iraku Saddam Husajn naraził się śmiertelnie Waszyngtonowi) oraz lokalnych walut, a nawet stosowania barteru w wymianie towarowej.

W raporcie opublikowanym 10 września 2018 roku przez PressTV zatytułowanym „Irak oficjalnie pozbywa się amerykańskiego dolara w rozliczeniach z Iranem” można przeczytać: „Dolar amerykański został usunięty z listy walut używanych przez Iran i Irak – kraje te wykorzystują irańskiego riala, euro i irackiego dinara w transakcjach finansowych” – powiedział lokalnym mediom Yahya Al-e Es’haq, prezes Irańsko-Irackiej Izby Handlowej.

Nie tylko rządy Iraku i Iranu unikają dolara w handlu, ale także kupcy, którzy już teraz angażują się w operacje barterowe.

INDIE I IRAN REZYGNUJĄ Z DOLARÓW W HANDLU ROPĄ NAFTOWĄ

Indie to kolejny kraj, który omija dolara, płacąc za importowaną z Iranu ropę rupiami, aby uniknąć amerykańskich sankcji. Według strony RT News: „Zgodnie z umową płatności za ropę będą dokonywane za pośrednictwem prowadzonego przez Indie państwowego banku o nazwie UCO Bank, który nie ma ekspozytury w Stanach Zjednoczonych. W celu uniknięcia sankcji USA oba kraje rozważają również zastosowanie systemu barterowego”.

W zeszłym roku Indie kupiły rekordową ilość 27,2 miliona ton surowej irańskiej ropy, która to transakcja według rosyjskiej rządowej agencji informacyjnej Sputnik „zakończyła się w marcu 2018 roku”. Obliczono, że był to wzrost o 114 procent. Minister spraw zagranicznych Indii Sushma Swaraj powiedziała, że jej kraj zignoruje sankcje handlowe USA wobec Iranu: „Indie będą przestrzegać sankcji ONZ, a nie sankcji wymierzanych przez poszczególne kraje”.

PAKISTAŃSKO-CHIŃSKA INICJATYWA JEDEN PAS, JEDNA DROGA

W grudniu zeszłego roku nowy premier Pakistanu Imran Khan udzielił wywiadu gazecie „The Washington Post” na temat stosunków Pakistanu z USA i zacieśniających się relacji jego kraju z Chinami.

Zapytany o przyszłe stosunki z USA i Chinami Khan odpowiedział, podając prawdę i fakty dotyczące tego, co rzeczywiście działo się w Pakistanie: „Nigdy nie chciałbym być w związku, w którym Pakistan byłby traktowany jak wynajęty morderca, któremu daje się pieniądze na walkę w cudzej wojnie. Nigdy więcej nie powinniśmy pozwolić na stawianie nas w takiej pozycji. To nie tylko kosztowało ludzkie życie, zniszczenie naszych obszarów plemiennych, ale także naszą godność”.

W artykule opublikowanym przez Agencję Reutera 17 grudnia 2017 roku czytamy: „Pakistan rozważa plan wykorzystania juana w handlu z Chinami”, co wyjaśnia, jak Pakistan traktuje propozycję zastąpienia dolara chińskim juanem w najbliższej przyszłości.

Waszyngton niepokoi współpraca między Chinami i Pakistanem i to, co wiąże się z Korytarzem Gospodarczym Chiny-Pakistan (CPEC). Chiny już zobowiązały się zainwestować 57 miliardów dolarów w Pakistanie na sfinansowanie CPEC w ramach inicjatywy Jeden Pas, Jedna Droga, której celem jest zbudowanie nowego lądowego Jedwabnego Szlaku oraz morskich szlaków handlowych w ponad 60 krajach w Azji, Europie i Afryce.

UE PRAWDOPODOBNIE NIE STWORZY WŁASNEGO SYSTEMU PŁATNOŚCI

Według Jima Rickardsa, autora książki „Currency Wars” („Wojny walutowe”), niektóre kraje w Unii Europejskiej chętnie odeszłyby od dolara. Niedawno napisał on artykuł o tym, jakie działania UE rozważa w celu ustanowienia własnego unijnego systemu płatności – niezależnego od zdominowanego przez USA systemu płatności SWIFT (Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication).

Artykuł Rickardsa zatytułowany „The world is ganging up against the dollar” („Świat spiskuje przeciwko dolarowi”) informuje: „USA odniosły wielki sukces w prowadzeniu wojny finansowej, w tym w nakładaniu sankcji. Ale każde działanie wywołuje równą i odwrotną reakcję. Ponieważ USA coraz częściej używają dolara jako broni, reszta świata pracuje coraz usilniej nad uniezależnieniem się od dolara”.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas wezwał niedawno do wprowadzenia nowego systemu płatności w UE, niezależnego od USA i systemu SWIFT, który nie obejmowałby płatności w dolarach amerykańskich.

Rickards opisuje system SWIFT jako „centrum nerwowe globalnej sieci finansowej. Wszystkie główne banki transferują główne waluty za pomocą systemu SWIFT. Odcięcie kraju od SWIFT to jak odcięcie mu tlenu”.

Biorąc pod uwagę fakt, że Europa jest pieskiem salonowym Waszyngtonu, jeśli chodzi o politykę zagraniczną i ekonomię, balansowałaby na cienkiej linie, gdyby zdecydowała się stworzyć nowy system płatności z pominięciem Waszyngtonu. Nie liczmy więc na to, że stworzy system, który zniszczyłby ekonomiczną hegemonię Waszyngtonu na rynkach europejskich.

Jednak Rosja już dokonała odejścia od systemu płatności SWIFT na rzecz systemu SPFS (System Przesyłu Komunikatów Finansowych). Według „RT News”: „Rosyjski system transferu pieniędzy, opracowany jako alternatywa w stosunku do SWIFT, jest obecnie popularniejszy niż ta globalna sieć” – oświadczył Anatolij Aksakow, szef rosyjskiej komisji parlamentarnej do spraw rynków finansowych. Wyjaśnił, że Moskwa jest już zaangażowana w rozmowy z chińskimi, tureckimi i irańskimi agencjami rządowymi nadzorującymi finanse w sprawie integracji swojego systemu SPFS z systemami komunikatów finansowych tych krajów”.

„Liczba użytkowników naszego wewnętrznego systemu przesyłania wiadomości finansowych jest już większa niż podmiotów korzystających ze SWIFT. Prowadzimy już rozmowy z Chinami, Iranem i Turcją, a także kilkoma innymi krajami, w sprawie połączenia naszego systemu z ich systemami” – powiedział Aksakow.

SWIFT to system, który pozwala instytucjom finansowym wysyłać i odbierać informacje dotyczące transakcji finansowych w bezpiecznym środowisku opartym na systemie dolara. Jednak system SWIFT jest również narzędziem używanym przez USA przeciwko innym krajom w celu egzekwowania swojej polityki zagranicznej. Na przykład w latach 2014-2015 USA zablokowały kilku rosyjskim bankom dostęp do SWIFT, ponieważ stosunki amerykańsko-rosyjskie były wtedy na najniższym poziomi w historii. W roku 2018 USA zagroziły Chinom zakazem korzystania z tego systemu, jeśli nie zastosują się do sankcji ONZ wobec Korei Północnej.

Te działania USA zmusiły ponadto Chiny i Rosję do zwiększania rezerw złota w celu zminimalizowania konieczności korzystania z dolarów i uniknięcie problemów w transakcjach finansowych dokonywanych za pośrednictwem systemu płatności zdominowanego przez USA. Kogo więc za to winić?

CZY WASZYNGTON ROZPOCZNIE KOLEJNĄ WIELKĄ WOJNĘ, ABY URATOWAĆ AMERYKAŃSKIEGO DOLARA?

W trzeciej wojnie światowej będzie chodziło głównie o utrzymanie potęgi amerykańskiego dolara. Interesy wielkich korporacji, waszyngtońskiego i londyńskiego establishmentu, banków i pewnego interesującego plemienia, którego nasiona zostały zasadzone na Bliskim Wschodzie w roku 1948, opierają się na sile dolara.

Dolar jest kręgosłupem, narzędziem, które pozwala Waszyngtonowi kontynuować dominację geopolityczną nad światową gospodarką i jej zasobami naturalnymi, chronionym jego potęgą militarną. Dolar pozwala Waszyngtonowi zastraszać suwerenne kraje sankcjami ekonomicznymi i jest narzędziem pozwalającym wywierać wpływ lub sprawować bezpośrednią kontrolę nad ich polityką i gospodarką w interesie Waszyngtonu, co stało się głównym powodem przyśpieszania rezygnacji z dolara amerykańskiego na całym świecie i może doprowadzić nas do poważnej wojny światowej, która może zacząć się od kraju posiadającego mnóstwo ropy, takiego jak na przykład Wenezuela lub Iran.

Niemcy są przeciw energii atomowej w Polsce, bo chcą nam sprzedawać rosyjski gaz z Nord Streamu

Data: 02.12.2019 22:31

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #energetyka #energetykajadrowa #niemcy #rosja #polska #polityka #niewygodneinfo

Dlaczego nasi zachodni sąsiedzi tak intensywnie walczą o powodzenie Nord Streamów? Odpowiedź jest prosta: chodzi o gigantyczne pieniądze. Dzięki tym gazociągom Niemcy staną się europejskim hubem gazowym i głównym dystrybutorem rosyjskiego Gazpromu. Zyski z tego tytułu będą olbrzymie. Dlatego też niemieccy politycy starają się dławić w zarodku wszelkie inicjatywy, które są na kursie zderzeniowym z ich gazowymi interesami. Rozwój energetyki atomowej w Polsce i w UE jest na takim kursie. Stąd m.in. 20 tys. oficjalnych niemieckich protestów w/s polskiej elektrowni atomowej.

Niemcy są przeciw energii atomowej w Polsce, bo chcą nam sprzedawać rosyjski gaz z Nord Streamu

Niemieccy europosłowie zaproponowali, aby treść unijnej deklaracji ws. kryzysu klimatycznego, która ma być zaprezentowana na zbliżającym się szczycie COP25 w Madrycie, zawierała zapowiedź wygaszenia wszystkich elektrowni atomowych na terenie Unii Europejskiej. Dlaczego niemieccy politycy chcą wyłączenia wszystkich elektrowni jądrowych UE, skoro nie emitują one żadnych gazów cieplarnianych podczas produkcji energii i są kompletnie neutralne z punktu widzenia zmian klimatycznych?

Odpowiedzi na to pytanie udzielił w książce "Energiewende. Nowe niemieckie imperium" Jakub Wiech, ekspert z dziedziny energetyki: – "Niemcy walczą z czystą energetyką jądrową w Europie, by w jej miejsce weszły jednostki opalane gazem – a tym paliwem handlować ma Berlin dzięki Nord Streamom. Nie ma to nic wspólnego z ochroną klimatu, ale dużo z niemieckim interesem".

Jednym z założeń niemieckiej polityki energetycznej jest utworzenie z tego kraju "europejskiego huba gazowego", który miałby dystrybuować rosyjski gaz dostarczany przez gazociągi Nord Stream 1 & 2 na całą Unię Europejską. Aby wszystko "spięło się" jednak z ekonomicznego punktu widzenie, trzeba najpierw wygenerować odpowiedni popyt na gaz ziemny dostarczany do Niemiec po dnie Bałtyku przez Gazprom. Wpływ na taki popyt bez wątpienia miałoby przeforsowanie pomysłu likwidacji elektrowni atomowych funkcjonujących na terytorium UE. Wszak w przypadku realizacji tak sformułowanego postulatu elektrownie jądrowe będą musiały być zastąpione innymi siłowniami o znaczeniu systemowym. Węgiel jest na cenzurowanym, a OZE nigdy nie zapewnią stałych dostaw mocy. W takich okolicznościach elektrownie na gaz sprowadzany z Rosji i dystrybuowany przez niemieckie firmy byłyby "idealnym" rozwiązaniem.

Patrząc przez pryzmat powyższego nie powinno nas dziwić, że w zawartej w 2018 roku umowie koalicyjnej między głównymi partiami rządzącymi Niemcami stwierdzono, iż energetyka atomowa jest zagrożeniem dla możliwości eksportowych niemieckich firm na rynkach międzynarodowych.

Warto również przypomnieć, że już w 2011 roku nasi zachodni sąsiedzi oraz działające tam organizacje ekologiczne wysłały do Komisji Europejskiej specjalny list protestacyjny w sprawie planowanej w Polsce pierwszej elektrowni atomowej. Do rządu w Warszawie trafiło również – uwaga – aż 20 tys. indywidualnych zastrzeżeń dotyczących polskiego programu jądrowego (!). Niemcy po prostu dbali o swoje interesy. Wiedzieli, że jeśli w Polsce powstanie siłownia jądrowa, to produkowana w naszym kraju energia będzie – po pierwsze – tańsza od energii produkowanej przez niemieckie wiatraki, a po drugie – nie będzie zwiększonego zapotrzebowania na dostawy gazu dla nowych elektrowni opalanych tym surowcem, bowiem takich elektrowni po prostu u nas nie będzie. Obecnie mamy rok 2019 i elektrowni atomowej w Polsce jak nie było, tak nie ma. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest deficyt mocy wytwórczych skutkujący koniecznością kupowania sporej ilości energii z Niemiec oraz rozważania na temat budowy nowych elektrowni na gaz, które mogłyby być zaopatrywane w rosyjski surowiec z kierunku niemieckiego.

Źródła

Jakub Wiech Twitter

Niemcy biją w atom. "UE miałaby wygasić swoje elektrownie jądrowe"

Niemcy protestują przeciw atomowi w Polsce

Niemiecka umowa koalicyjna uderza w polską siłownię jądrową

WTF? Olga Tokarczuk dostanie od Wrocławia… willę. Za czyje pieniądze?

Data: 02.12.2019 22:07

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #olgatokarczuk #ukrainka #willa #Wroclaw

Olga Tokarczuk, którą otrzymała piątą dla Polski nagrodę Nobla w dziedzinie literatury, dostanie od Wrocławia… willę. Kto za to zapłaci?

WTF? Olga Tokarczuk dostanie od Wrocławia… willę. Za czyje pieniądze?

Olga Tokarczuk otrzymała piątą dla Polski nagrodę Nobla z dziedziny literatury. Była to nagroda przyzna za rok 2018, w podziękowaniu „za wpływową pracę, która z językową pomysłowością badała peryferie i specyfikę ludzkiego doświadczenia”. Znana z lewicujących i antynarodowych przekonań Tokarczuk otrzyma teraz od Wrocławia willę.

Chodzi o willę Marii i Tymoteusza Karpowiczów przy ulicy Krzyckiej. Budynek trzeba wyremontować. „Miasto odrestauruje wille, chcemy zrobić to jak najszybciej”, powiedział prezydent miasta, związany z Koalicją Obywatelską Jacek Sutryk. Współpraca miasta z lewicującą noblistką nie dziwi. Także Wrocław od lat ze szczególną zajadłością stara się zwalczać opozycję narodową w mieście. Manifestacje nacjonalistów bywają rozbijane, jak miało to miejsce 11 listopada br.

Miasto wyremontuje więc willę za pieniądze podatników, aby wesprzeć działalność nowej fundacji artystki, która zasłynęła na prawicy między innymi takimi wypowiedziami: „Trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy, jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”. Nie dziwi oburzenie wielu mieszkańców Wrocławia.

Jeremy Clarkson miażdzy Gretę Thunberg: „To idiotka. Niczego nie rozwiąże”

Data: 01.12.2019 12:21

Autor: ziemianin

indy100.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #GretaThunberg #JeremyClarkson #motoryzacja #strajkklimatyczny

Jeremy Clarkson, popularny prowadzący programów motoryzacyjnych, postanowił odnieść się do Grety Thunberg i skrytykować działalność szesnastolatki. Mimo ostrej krytyki nie zamierza przepraszać za swoje słowa.

Jeremy Clarkson miażdży Gretę Thunberg: „To idiotka. Niczego nie rozwiąże”

Jak przyznaje były prowadzący Top Gear – 16-letnia aktywistka sprawiła, że nastolatki mniej interesują motoryzacją: „W szkołach wbijają im do głowy, że samochody są złe. Wiedzą to, zanim nauczą się mówić „mama i tata”. Żadna ze znanych mi osób poniżej 25. roku życia w najmniejszym stopniu nie interesuje się motoryzacją. Greta Thunberg zabiła pokazy samochodowe”

To idiotka. Opowiadanie dookoła, że wszyscy umrzemy, niczego nie rozwiąże. To nie ma sensu. Mógłbym w tej chwili pożyczyć 50-metrowy jacht i popłynąć do Stanów i nakrzyczeć na Trumpa. Po co? Niczego tym nie osiągnę” – powiedział w „The Sun”.

O dziewczynce informowaliśmy już rok temu. 15-latka rozpoczęła strajk, ponieważ… zmienia się klimat. Uczennica uznała, że nie chodząc lekcje wpłynie na decyzje polityków. Dziewczynka siadała przed parlamentem i trzymała transparenty. Na jednym z nich widniał napis: „Robię to, ponieważ wy, dorośli, spiep***liście moją przyszłość”.

Od tego czasu Greta tylko nakręcała się w swoim strajku klimatycznym. Gdy siedziała przed szkołą „przypadkiem” przechodził Ingmar Rentzhog, założyciel platformy mediów społecznościowych. Okazuje się, że promocja akcji przez Ingmara to ściśle zaplanowany kampania, która ma na celu nacisk na polityków, aby zmusić ich do przeznaczenia gigantycznych funduszy na „zielone” inwestycje, za którymi stoją członkowie Global Challenge.

Imigranci napadają na niemieckie dzieci, bo „w przeciwieństwie do Turków nie bronią się”

Data: 01.12.2019 12:15

Autor: ziemianin

twitter.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #niemcy #atak #dzieci #imigranci #islam #turcy

Znany niemiecki dziennikarz śledczy wprost przyznał, że imigranci napadają na niemieckie dzieci, bo „w przeciwieństwie do Turków nie bronią się”.

Imigranci napadają na niemieckie dzieci, bo „w przeciwieństwie do Turków nie bronią się”

O sprawie informuje na Twitterze Adam Gwiazda: „Znany dziennikarz śledczy Olaf Sundermeyer o swych rozmowach z przestępcami imigrantami: otwarcie przyznają, że napadają tylko na niemieckie dzieci i młodzież, ponieważ w przeciwieństwie do Turków, dzieci romskich i innych imigrantów, ci się nie bronią”

🇩🇪 Znany dziennikarz śledczy Olaf Sundermeyer o swych rozmowach z przestępcami imigrantami: otwarcie przyznają, że napdają tylko na niemieckie dzieci i młodzież, ponieważ w przeciwieństwie do Turków, dzieci romskich i innych imigrantów, ci się nie bronią. [Deutsche wehren sich nicht – Experten Analyse bei Hart aber Fair über Clan Kriminalität](https://t.co/itZZtNpkdM)

— Adam Gwiazda (@delestoile) [28 listopada 2019](https://twitter.com/delestoile/status/1200155611167707139?ref_src=twsrc%5Etfw)

Na młodzież napadają nie tylko dorośli imigranci, ale także ich dzieci. Atakowani są także duchowni. Urzędnicy podkreślają jednak, w typowym dla siebie tonie, że „prawdopodobnie są to przypadki incydentalne, które nie powinny zepsuć pozytywnych relacji chrześcijańsko-muzułmańskich w jego lokalnej społeczności”.

Problem z agresją wobec dzieci mają jednak nie tylko Niemcy, ale i Duńczycy. Problem jest na tyle poważny, że policja „dla dobra śledztwa” ukrywała, iż imigranci napadali na dziewczynki i gwałcili. Rodzice boją się o dzieci – policja ponadto twierdzi, że rodzice… sami powinni pilnować swych dzieci.


Ciekawe czy polskie dzieci będą się bronić?

Przepis na złotą zupę - Rosół

Data: 01.12.2019 00:26

Autor: ziemianin

martabrzoza.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #jedzenie #rosol #kuchnia #gotowanie #przepisykulinarne

Rosół, bo o nim mowa, towarzyszy nam od wczesnego dzieciństwa. Nasze babcie i mamy nie wyobrażały sobie niedzielnego obiadu bez nieodzownego, pysznego rosołu.

Przepis na złotą zupę – Rosół

Rosół w dzieciństwie

Od dzieciństwa pamiętam, w czasie każdej choroby i po niej również, karmiono nas pożywnym rosołkiem. I powracaliśmy szybciej do zdrowia, rosół bowiem przywracał nam siły.

Nasze babcie i mamy dobrze wiedziały, że rosół długo gotowany, na małym ogniu przywraca zdrowie, więc jest najlepszym dobrodziejstwem dla naszego zdrowia.

Domowy rosół, leczy choroby układu oddechowego, łagodzi katar, jak i kaszel poprzez to, że regeneruje błony śluzowe, hamuje procesy zapalne, wspomaga wytwarzanie komórek odpornościowych.

Sama jego postać płynna, ułatwia połykanie, jak i trawienie.

W trakcie gotowania uwalnia się cysteina, która hamuje migracje białych krwinek i rozrzedza śluzy. To właśnie cysteina sprawia, że rosół jest tak zdrowy. Substancja ta jest obecna w wywarze, nawet gdy go rozrzedzimy parokrotnie.

Natomiast powstała glutamina i kolagen naprawiają błony śluzowe.

Aminokwasy prolina i glicyna, wspomagają lepsze trawienie, a tym samym mniejsze zużycie energii na metabolizm.

Jeśli do takiego wiejskiego rosołu dodamy trochę soku z cytryny, dużo włoszczyzny, to wspomoże on wydobyć minerały z mięsa i warzyw. Oczywiście nie ma mowy tu o doprawianiu takiego rosołu kostką rosołową ani gotowymi mieszankami przypraw. Wtedy taki rosół nie ma zdrowotnych aspektów, a wręcz nam szkodzi. Rosół to spora dawka potasu, fosforu, wapnia, magnezu i żelaza, witamin E, A i beta-karotenu.

Dodajmy sami czy to liść laurowy, ziele angielskie, pieprz, lekko przypieczoną cebulę z łupiną {kwercetyna}, można też wsypać łyżkę kurkumy, lubczyka, cząber lub ząbek czosnku. Przed podaniem powinniśmy go posypać świeżo skrojoną natką pietruszki, która dostarczy nam dodatkową porcję witaminy C i wzbogaci jego smak.

I wtedy jest to wspaniałe lekarstwo dla nas.

Jest to chyba jedyna zupa, która znana jest na całym świecie.

Czym jeszcze wzbogaca rosół nas?

Na pewno błyskawicznie nas rozgrzeje po całym dniu, kiedy nie jedliśmy nic ciepłego, nasyci i zaspokoi nasz głód, uzupełni niedobory w naszym organizmie, jest lekarstwem na różne infekcje.

Ludzie, którzy regularnie spożywają rosół, rzadziej się przeziębiają, nie chorują na grypę. Gdy już jednak zachorujemy, to talerz gorącego, pożywnego rosołu doda nam sił do walki z infekcjami, dostarczy nam niezbędnych składników odżywczych.

Najlepszy jest rosół ugotowany z wiejskiej kury, to on wykazuje działanie przeciwzapalne, rozgrzewające i stymuluje nasz układ odpornościowy, łagodzi kaszel, katar, rozrzedza śluz, łagodzi ból gardła.

Każdy, ale to każdy jest w stanie ugotować rosół i nie potrzeba mieć żadnych zdolności kulinarnych do jego przygotowania.

Sekret każdego dobrze ugotowanego rosołu to powolne jego gotowanie na małym ogniu nawet kilka godzin. Tylko taki rosół jest zdrowy, aromatyczny i klarowny. Dobrze też jest gotować go w wolnowarze zwanym również slow cocker.

Jak przyrządzić rosół?

Wkładamy wszystkie produkty do garnka, zalewamy zimną wodą, przykrywamy i na małym ogniu, wolno gotujemy kilka do kilkunastu godzin. W przypadku wolnowara [slow cocker], nastawiamy na 8 godzin. Po tym czasie rosół będzie gotowy do spożycia.

Ja biorę:

średniej wielkości kurę, 1 do 1 i 1/2 kg. 

2 duże marchewki, obrane i dobrze umyte.

1 pietruszkę, obraną i umytą, 

kawałek selera – korzeń, obrany i umyty,

średnią cebulkę przypieczona ze skórką,

por,

2 ząbki czosnku,

kilka ziaren ziela angielskiego,

kilka ziaren pieprzu czarnego,

2-3 listki liścia laurowego,

suszony lubczyk,

sól kłodawską do smaku,

na końcu pokrojoną świeżą natkę pietruszki.  

Można dodać również łyżkę kurkumy lub trochę imbiru.

Naukowcy z Kanady twierdzą, że po zjedzeniu rosołu, poziom serotoniny w naszej krwi wzrasta, a to z kolei prowadzi do polepszenia naszego samopoczucia.

Dodatkowo udowodniono, że po takim rosole nie przytyjemy, bo wbrew pozorom jest on pożywny, ale nie kaloryczny. Przytyjemy, ale po makaronie lub kluskach dodanych do rosołu. Wiec wszystko musimy robić z umiarem.

Korzystajmy więc z dobrodziejstw najzdrowszej zupy świata.

„Cholerni Polacy znowu ratują Londyn” – premier o bohaterskim Łukaszu

Data: 30.11.2019 23:56

Autor: ziemianin

facebook.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #londyn #lukasz #kielnarwala #terrorysta #premier #mateuszmorawiecki #morawiecki

„Cholerni Polacy znowu ratują Londyn” – napisał, cytując brytyjskie media, premier Mateusz Morawiecki. To komentarz do doniesień na temat Polaka, który pomógł w Londynie ująć terrorystę szarżując na niego kłem narwala. „Panie Łukaszu, Pana postawa zasługuje na szczególne podziękowanie i szacunek. Polska jest z Pana dumna!” – zapewnił szef rządu.

„Cholerni Polacy znowu ratują Londyn” – premier o bohaterskim Łukaszu

W ataku terrorystycznym, do którego doszło w piątek na Moście Londyńskim, zginęły dwie przypadkowe osoby, a trzy zostały ranne. Sprawca, który uzbrojony był w nóż i miał atrapy ładunków wybuchowych, został zastrzelony przez policję. Jak podał w sobotę dziennik „The Times”, jedną z osób, które ryzykując życiem pomogły powstrzymać terrorystę, był Polak o imieniu Łukasz, szef kuchni pracujący w budynku, gdzie rozpoczął się atak. Do walki z terrorystą użył on półtorametrowego kła narwala.

Nie tylko premier Morawiecki skomentował w mediach społecznościowych bohaterski czyn Polaka. Niektórzy porównywali kieł morskiego ssaka do husarskiej kopii (na załączonej grafice)

Idzie nowa fala kłamstw nt. Polski! Piszą o marszu "dziesiątek tysięcy neonazistów" i "gay-free...

Data: 29.11.2019 19:25

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #dzienniepodleglosci #twitter #fakenews

Ostatnio znowu nasiliły się kłamliwe narracje na temat naszego kraju. Część zachodnich portali informacyjnych, a w ślad za nimi spora grupa influenserów, zaczęła rozpuszczać fake-newsy, jakoby 11 listopada po ulicach Warszawy przeszedł marsz "dziesiątek tysięcy neonazistów". Inni zaczęli sugerować, że w Polsce oficjalnie istnieją "strefy wolne od gejów". O klasyku w postaci "współodpowiedzialności za Holocaust" nawet nie wspominam. Czyżbyśmy byli w przededniu jakiejś większej, skoordynowanej akcji mającej na celu zohydzenie Polski na arenie międzynarodowej?

Źródła informacji:

CJ Werleman (Twitter

Guy Verhofstadt (Twitter

Marcin Makowski Twitter

CJ Werleman to znany angielskojęzyczny publicysta i aktywista walczący z islamofobią, który jest związany głównie z prasą bliskowschodnią. Na Twitterze śledzi go ponad 181 tys. osób. Tydzień temu opublikował na wspomnianym medium społecznościowym zdjęcia z tegorocznego Marszu Niepodległości (m.in. fotografię dwóch mężczyzn niosących obraz "Jezu ufam tobie", fotografię dziecięcej grupy rekonstrukcyjnej w mundurach z II RP i z biało-czerwonymi opaskami na ramionach oraz zdjęcie tłumu ludzi z biało-czerwonymi flagami) opisując je następujący tekstem: "Tens of thousands of neo-Nazis take to the streets in Warsaw, Poland to protest against Muslims, Jews, and feminists". Zdanie to można tłumaczyć jako: "Dziesiątki tysięcy neonazistów na ulicach Warszawy protestuje przeciwko Muzułmanom, Żydom i feministkom". Dodatkowo CJ Werleman wpis ten opatrzył tagiem "#terrifying" (czyli: przerażając

Kłamstwo wybrzmiewające z wpisu CJ Werlemana jest oczywiste. 11 listopada ulicami Warszawy nie przeszła grupa "kilkudziesięciu tysięcy neonazistów", którzy protestowali przeciwko Muzułmanom, Żydom i feministkom. Niestety dla wielu ludzi na świecie ten fałszywy opis będzie kreował faktyczny, w ich odczuciu, obraz współczesnej Polski.

Z narracją CJ Warlemana współgra fake-news rozpuszczany przez Guy'a Verhofstadt'a, jakoby w Polsce miały istnieć "gay-free zones" (strefy wolne od gejów). O innych kłamliwych narracjach na temat naszego kraju (z "klasycznym" już oskarżeniem Polski o "współudział w Holocauście" na czele) nawet nie wspominam.

Jakby tego było mało fałszywe obrazy na temat Polski i Polaków tworzone są także w pop-kulturze. Marcin Makowski, publicysta WP.pl i komentator polityczny, oglądał serial pt. "8 dni". Oto jego krótka notka na jego temat:

Niemiecki serial "8 dni" na HBO. Tyle zostaje Europie Zachodniej zanim uderzy meteoryt. Niemiecka rodzina ucieka przez Polskę do Rosji. Polacy:

– Biorą więcej kasy za przemyt niż ustalono

– Kradną obrączki

– Bluzgają

– Żyją w barłogu, są brudni

– Gwałcą

– Chcą zabić Niemców

Pisałem o tym już jakiś czas temu w kontekście procesów dyfamacyjnych, które dotykają nasz kraj, ale myślę, że nie zaszkodzi powtórzyć: Trwa wojna informacyjna i każdy nasz ruch, każda nasza nieprzemyślana reakcja będzie wykorzystana przeciwko nam. Trzeba narzucać innym swoje narracje/kontrnarracje, wpływać na postrzeganie świata przez innych, uwzględniając nasze interesy i nasz punkt widzenia oraz – broń Boże – nie obrażać się na tych, którzy zostali przez kłamliwe narracje zmanipulowani. Syndrom "oblężonej twierdzy" jest w tych okolicznościach najgorszym co sami sobie możemy zrobić. Jeśli teraz przegramy wojnę na "soft power", to tym bardziej przegramy ją w wersji "hard". Warto o tym pamiętać i jednocześnie mieć świadomość, że zohydzanie Polski i Polaków poprzez rozpuszczanie kłamliwych narracji może być przygotowaniem do tego drugiego rodzaju wojny.

Niepublikowany zapis wideo z rozmów w Magdalence z 1989 roku

Data: 28.11.2019 21:45

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #magdalenka #solidarnosc #polityka #bandaczworga

Niepublikowane wideo z rozmów w Magdalence z 1989 roku

Do internetu wyciekło nagranie rozmów w Magdalence. Były to nieformalne rozmowy NDZZ „Solidarność” z władzami PRL. Miały one na celu przygotowanie obrad Okrągłego Stołu.

W spotkaniu uczestniczyli m.in. Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki Władysław Frasyniuk, Lech Kaczyński reprezentujący opozycję oraz Czesław Kiszczak, Bolesław Strużak, Aleksander Kwaśniewski reprezentujący ówczesną władzę. Łącznie w rozmowach brały udział 42 osoby. Część z filmów znalazła się w archiwach TVP, które jako pierwsze wyemitowało ich fragmenty. Filmy wyciekły jednak do internetu w całości. Nie było żadną tajemnicą, że ówczesne władze nagrywają i protokołują spotkanie. Zajmowali się tym: Krzysztof Dubiński, Kazimierz Kłoda i Jacek Ambroziak.

Zdaniem niektórych, podczas tajnych obrad w Magdalence doszło do porozumienia komunistów z opozycją na mocy którego część z nich uzyskała różne przywileje.

Solidarność energetyczna jest dobra tylko wtedy, gdy jest dobra dla Niemiec. Berlin chce . . .

Data: 28.11.2019 21:36

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #tsue #polska #niemcy #energetyka #gaz

We wrześniu Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) wydał korzystny dla Europy, a niekorzystny dla Niemiec i Rosji wyrok w/s gazociągu OPAL. TSUE uznał, że Komisja Europejska zgwałciła unijną zasadę solidarności energetycznej (w 2016 roku brukselscy eurokraci zgodzili się na to, aby Gazprom wykorzystywał niemiecki gazociąg OPAL w sposób zagrażający interesom państw Europy Wsch.). O ile KE odpuściła i nie odwołała się od wyroku TSUE, to w zaparte idą Niemcy. Do Trybunału w Luksemburgu właśnie trafiła ich apelacja, a to oznacza otwarty spór przeciwko Polsce!

Solidarność energetyczna jest dobra tylko wtedy, gdy jest dobra dla Niemiec. Berlin chce wojny z Polską przed TSUE

Gdy chodzi o dodatkową kasę jaką Berlin może zarobić z tytułu realizacji wspólnych interesów z Kremlem, to kwestie związane ze wspólnotową zasadą solidarności energetycznej niestety muszą odejść na drugi plan. Do takich wniosków można dojść śledząc najnowsze doniesienia medialne w sprawie gazociągu OPAL, czyli ulokowanego wzdłuż granicy polsko-niemieckiej gazociągu, biegnącego po niemieckiej stronie.

Istnienie gazociągu OPAL ma sens tylko wtedy, gdy będzie on traktowany jako lądowe wydłużenie gazociągu Nord Stream. Z tego powodu Rosjanie i Niemcy chcieli wykorzystywać OPAL na 100 proc. możliwości. Taka opcja przeczy jednak zasadzie solidarności energetycznej, której funkcjonowanie można wyinterpretować z treści artykułu 194 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Artykuł ten reguluje politykę Unii Europejskiej w dziedzinie energetyki, której celem jest zapewnienie bezpieczeństwa dostaw energii w UE. Tymczasem rozbudowa gazociągu Nord Stream 2 (oraz gazociągów towarzyszących takich jak OPAL) z pominięciem Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej w istocie przeczy temu celowi. Właśnie dlatego Polska (oraz Litwa i Łotwa) wniosła do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) skargę na decyzję Komisji Europejskiej z 28 października 2016 r., która umożliwiała większe wykorzystanie przepustowości niemieckiego gazociągu OPAL przez rosyjski Gazprom.

TSUE we wrześniu br. wydał werdykt, w którym podzielił obawy Polski. Sędziowie orzekli, że Komisja Europejska w 2016 roku nie zastosowała się do przepisów traktatowych o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Zdaniem TSUE eurokraci z Brukseli nie zbadali wpływu zwiększenia wykorzystania przepustowości gazociągu OPAL na sytuację państw trzecich, w tym Polski, i skutków przekierowania na trasę Nord Stream–OPAL części gazu przesyłanego wcześniej gazociągami Jamał i Braterstwo oraz nie wyważyła tych skutków z zyskami, jakie niósłby dla bezpieczeństwa dostaw gazu do UE wzrost wykorzystania gazociągu OPAL.

Wyrok TSUE z września wszedł w życie natychmiastowo. To oznaczało, że Niemcy z Rosjanami musieli istotnie ograniczyć przesył gazu przez OPAL. Najbardziej dotknięci tą decyzją byli nasi zachodni sąsiedzi. Irytacja Berlina była na tyle duża, że niemieccy politycy zaczęli wywierać naciski na Komisję Europejską, aby ta odwołała się od wyroku TSUE. Taka decyzja wymagałaby jednak konsensusu na poziomie komisarzy, a to – z oczywistych względów – było niemożliwe.

Co zatem zrobił niemiecki rząd? Na dzień przed upływem terminu do złożenia apelacji od orzeczenia TSUE, do sekretariatu Trybunału w Luksemburgu wpłynęło pismo procesowe. Okazało się, że było to podpisane odwołanie od wrześniowego wyroku TSUE. W praktyce Niemcy już oficjalnie wstępują w spór sądowy przeciwko Polsce. Gra toczy się zatem, z jednej strony, o zachowanie bezpieczeństwa energetycznego i zagwarantowanie dostaw gazu przez terytorium Polski, a z drugiej – o gigantyczne zyski niemieckich firm. Które interesy zostaną uwzględnione przez sędziów badających odwołanie? Rozstrzygnięcie powinno być znane do końca przyszłego roku.

Niemcy złożyły apelację od wyroku unijnego Trybunału ws. gazociągu OPAL

Cios w interesy Gazpromu. Wyrok TSUE w sprawie gazociągu OPAL

Hucpa wokół Jedwabnego. Wołanie o ekshumacje.

Data: 28.11.2019 21:15

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #zydzi #jedwabne #niemcy #nkwd #sd #RSHA #zsrr #matusiakblog #historia

Wizytówką niemieckich sadystów na okupowanych terenach Europy były płonące stodoły i magazyny do który spędzono mordowane ofiary. Strzelano też do ofiar, aby utrudnić im ratowanie się.

Hucpa wokół Jedwabnego. Wołanie o ekshumacje.

Mieszkańcy sennego, biednego miasteczka Jedwabne żyli w miarę zgodnie.

Zgodnie z umową Hitler – Stalin miasteczko Jedwabne w 1939 roku znalazło się w rękach sowietów którzy szybko zaprowadzili tam swój terror. Według precyzyjnych danych NKWD w 1940 roku w Jedwabnym mieszkało prawie 2500 osób a w tym dokładnie 562 Żydów. Gdy Niemcy napadli na Sowietów od razu zaczęli na okupowanych terenach mordować!

Po wojnie USA postanowiły rozprawić się z mordercami z Einsatzguppen …, ale rozpoczęła się Zimna Wojna i mordercy pozostali na zachodzie praktycznie bezkarni.

http://matusiakj.blogspot.com/2015/10/usa-einsatzgruppen-to-nasze-sukinsyny.html

"USA: Einsatzgruppen to nasze sukinsyny

Einsatzgruppen to specjalne niemiecki mordercze oddziały utworzone przez SD, w celu eksterminacji elementów niewygodnych i niepożądanych za linia frontu. Einsatzgruppen w Polsce dopuściły się bezmiaru zbrodni.

Rozkaz nr 6 wydany dnia 31 lipca 1939 stwierdzał: "Zadaniem Specjalnych Oddziałów Operacyjnych Policji Bezpieczeństwa jest zwalczanie wszelkich elementów wrogich Rzeszy i antyniemieckich w kraju nieprzyjacielskim na tyłach walczących wojsk"

Po napaści III Rzeszy na Związek Radziecki Einsatzgruppen mordowały do 1944. Oblicza się, że wymordowały tylko w ZSRR 1 milion 250 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci, głównie Żydów, Cyganów i komisarzy bolszewickich, ale także innych bezbronnych i niewinnych ludzi.

Sprawozdania zbiorcze sporządzane w RSHA na podstawie meldunków poszczególnych Einsatzgruppen, pod nazwą Ereignismeldungen UdSSR (meldunki o wydarzeniach dot. ZSRR), rozsyłano według rozdzielnika w 50 egzemplarzach m.in. dla Himmlera, Heydricha, dowódców SS i policji w prowincjach Rzeszy i krajach przez nie okupowanych. Zachowane są w Archiwum Federalnym (Bundesarchiv) w Koblencji. Jest tam 195 raportów zbiorczych na 2579 kartach datowanych od 23 czerwca 1941 do 24 kwietnia 1942, rozsyłanych początkowo codziennie, a później co 2–3 dni.

Od 1 maja 1942, gdy ruchome Grupy Operacyjne przekształciły się w stacjonarne komendy Sipo i SD, ich raporty zbiorcze z okupowanych obszarów na wschodzie (Meldungen aus den besetzten Ostgebieten) rozsyłano co tydzień. W Koblencji jest 55 takich raportów, liczących 1668 kart. W sumie 4247 kart.

Dokumentacja Einsatzgruppen wpadła w 1945 roku w ręce Amerykanów. Proces Einsatzgruppen to dziewiąty z 12 procesów norymberskich, które toczyły się przed Amerykańskimi Trybunałami Wojskowymi po zakończeniu głównego procesu hitlerowskich zbrodniarzy wojennych przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Proces odbył się w dniach 29 września 1947 – 10 kwietnia 1948.

Ława oskarżonych miała liczyć 24 osoby, lecz jeden z oskarżonych zachorował a drugi zmarł.

Zapadło 14 wyroków śmierci. Jedynie 4 wyroki śmierci wykonano, pozostałe (podobnie jak kary dożywocia i terminowego pozbawienia wolności) stopniowo łagodzono. W 1958 roku wszyscy skazani byli już na wolności.

Wstrząśnięci sędziowie amerykańscy w uzasadnieniu wyroku na niemieckich zbrodniarzy napisali:

„Mamy tu do czynienia z udziałem w zbrodni o niespotykanej nigdy dotąd brutalności i o takim niepojętym okrucieństwie, że umysł wzdraga się przed wyobrażeniem sobie tego, a wyobraźnia zawodzi przy rozważaniu takiego upodlenia, jakiego ludzka mowa nie jest w stanie wyrazić”. I dalej: „W wielkim smutku, lecz pełni nadziei przystępujemy do przedstawienia tej rozmyślnej rzezi miliona niewinnych i bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci”, dokonanej przez „ponure bandy w postaci Einsatzgruppen, które licząc ok. 3000 ludzi zamordowały w ciągu niespełna dwóch lat co najmniej 1 milion ludzi”.

Omawiając meldunki Einsatzgruppen sąd stwierdzał: „Każda niemal strona tych sprawozdań ocieka krwią i jest otoczona żałobną obwódką tragedii i rozpaczy”.

Zainspirowane przez Żydów śledztwo w sprawie zbrodni w Jedwabnym prowadziły matołki (nikt z śledczych młodzieńców w UB nie miał skończonej szkoły podstawowej) i sadyści z UB oczywiście bijąc na pierwszy rzut oka przypadkowych podejrzanych. Jak się okazało z dokumentacji UB oskarżano głównie osoby, które nowa władza obsadzona przez sowietów podejrzewała o nielojalność lub wręcz wrogość. Prokuratura wysmażyła prymitywny akt oskarżenia przeciwko 22 podejrzanym.

Dostępna jest całą dokumentacją śledztwa i procesu oraz dokumenty po procesowe.

https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/12219/Akta_procesu_z_1949_roku.pdf?sequence=1

Nikt nie przyznał się przed sądem do zbrodni. Sąd Okręgowy w Łomży po farsie – dwudniowym procesie 16-17 maja 1949 roku słusznie [tak się wydaje, ale tylko wydaje] skazał folksdojcza – żandarma (drugi oskarżony został żandarmem później w 1942) Karola Bardonia na karę śmierci zamienioną w drodze łaski na 15 lat więzienia. W 1953 roku zmarł on w więzieniu w Szczecinie. 9 oskarżonym wymierzono kary więzienia za rzekome spędzanie na niemiecki terrorystyczny rozkaz (faktycznie zagrożony pobiciem, obozem albo śmiercią) Żydów na rynek i pomoc w pędzeniu ich w kierunku stodoły. Z tej grupy po apelacjach 3 osoby uniewinniono. Sąd 12 oskarżonych od razu uniewinnił.

Zeznania złożone przez świadków przed sądem nikogo skazać nie pozwalały, toteż plugawy sąd dawał wiarę wysmażonym papierom UB. Mieszkańcy pomagali Żydom i ich ukrywali. Połowa z nich ocalała i dopiero później wywieziono ich do getta a później zamordowano. Sędzia i dwóch ławników popełnili stalinowską – zbrodnie komunistyczną.

Plugawy sąd doskonale wiedział, że zbrodni dokonali Niemcy i ich żandarmi. Znamienne jest zeznanie:

"2) Julia Sokołowska, l. 45, zam. w Jedwabnem, obca, katoliczka.

Na żandarmerii pracowałam jako kucharka. Oskarżony Bardoń zawsze pracował na posterunku. Chodził w cywilnym ubraniu, ale w tym czasie już wyjechał na wsie z żandarmami.

Dnia krytycznego Bardoń był cały dzień na mieście. Znam tylko starego Laudańskiego, syna jego nie znam i nic o nich nie wiem. Dnia krytycznego było 68 gestapowców, bo dla nich szykowałam obiad, zaś żandarmów było bardzo dużo, bo przyjechali z różnych posterunków.

Sąd odczytał zeznania świadka złożone w dochodzeniu, k. 157.

Świadek zeznaje dalej:

Żadnego z oskarżonych nie widziałam, aby spędzali żydów. Wiadomo mi, że Mariana Żyluka zbili Niemcy za bydło i za paszporty. Dnia krytycznego widziałam Miciurę, że pracował on na posterunku żandarmerii. Bardoń dnia krytycznego przychodził tylko na obiad i na śniadanie."

Świadek pomyliła Gestapowców z funkcjonariuszami SD Einsatzgruppen ale o to było łatwo a byli tam dopiero od niedawna.

Sabotażyści z IPN prowadząc "śledztwo" w latach 2000-2004 nikomu nie postawili zarzutów stwierdzając, że wszyscy już zostali osądzeni w 1949 roku lub zmarli. Zebrane przez nich zeznania kompletnie nic nie wniosły do sprawy z uwagi na upływ czasu i pamięć wiekowych świadków. "Ustalenia" IPN są sprzeczne z informacjami jakie ogólnie dostępne są o działalności Niemców w tamtym okresie na tym terenie. Żadnych wartościowych informacji IPN od organów państwowych Rosji, USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec nie uzyskał.

IPN w końcu bezczelnie stwierdził, że w zbrodni pomagało około 40 mężczyzn z Jedwabnego i okolic. Po apelacjach proces z 1949 roku zakończył się skazaniem przez komunistyczny sąd 7 osób. W jaki sposób w głowach matołów z IPN powstała liczba 40 tego nie wiadomo. Instytut Pamięci Narodowej po przerwanej próbie ekshumacji zwłok w 2001 ocenił liczbę zamordowanych na około 340 osób.

Na polecenie ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego ekspertom prowadzącym czynności ekshumacyjne „zabroniono podnoszenia kości”. „Eksperci wskazali, że nakazany sposób postępowania wyklucza możliwość udzielenia odpowiedzi na szereg istotnych pytań, np. co do liczby zwłok oraz przyczyn śmierci poszczególnych ofiar”. Kwestię ekshumacji konsultowano ze stroną żydowską. Rabin Warszawy i Łodzi Michael Schudrich powiedział: „Szacunek dla kości naszych ofiar jest dla nas ważniejszy niż wiedza, kto zginął i jak, kto zabił i jak”.

Wydaje się, że Lech Kaczyński jest już wystarczająco odbrązowiony, aby usunąć go z Wawelu.

Hucpa na temat niemieckiej zbrodni w Jedwabnym obraża też Zamordowanych!

Nieostrożny prezydent zdradził możliwości szpiegowskiego satelity

Data: 28.11.2019 20:41

Autor: ziemianin

sattrackcam.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #nasa #Trump #satelitaszpiegowski #Iran #tweet #wypadek #analiza

Gdy 30 sierpnia bieżącego roku prezydent Trump opublikował na Twitterze wpis dotyczący wypadku, jaki miał miejsce w irańskim Porcie Kosmicznym im. Imama Chomeiniego w pobliżu Semnan, specjaliści natychmiast zwrócili uwagę na wysokiej jakości fotografię dołączoną do wpisu. Zastanawiano się, czy wykonał je dron, samolot czy też satelita.

wymagany angielski

Nieostrożny prezydent zdradził możliwości szpiegowskiego satelity

Niektórzy odrzucili hipotezę o satelicie argumentując, że zdjęci jest zbyt szczegółowe jak na wykonane z kosmosu. Jednak już 2 dni po wpisie prezydenta, osoba amatorsko zajmująca się śledzeniem satelitów opublikowała szczegółową analizę, wskazującą, który satelita wykonał fotografię. Okazało się, że swoim wpisem prezydent ujawnił możliwości jednego z tajnych satelitów szpiegowskich.

Z analizy wynika, że fotografia została wykonana przez jednego z KH-11 EVOLVED ENHACED CRYSTAL. To szpiegowskie satelity należące do US National Reconnaissance Office (NRO). Urządzenia te przypominają teleskop Hubble'a i wiadomo, że są wyposażone w lustro o średnicy 2,4 metra. Teoretycznie mogą z orbity sfotografować obiekt o rozmiarach nie przekraczających 10 centymetrów.

Dokładna lokalizacja Portu Chomeiniego jest znana, wiadomo też, na jakiej wysokości nad poziomem morza się znajduje. Na podstawie rozkładu cieni można było określić, że fotografię wykonano pomiędzy godziną 9 a 10 czasu uniwersalnego. Na podstawie zniekształceń obrazu określono azymut satelity w momencie wykonania zdjęcia. Teraz wystarczyło tylko sprawdzić, który satelita mógł wykonać takie zdjęcie. Okazało się, że zostało ono zrobione przez urządzenie USA 224 (2011-002A). Ten tajny szpiegowski satelita jest znany amatorom śledzącym ruch tego typu obiektów. Dzięki regularnym obserwacjom można było stwierdzić, że wykonał on fotografię 29 sierpnia o godzinie 9:43:47 UT.

Wszystko wskazuje na to, że prezydent Trump wykazał się co najmniej sporą nieroztropnością publikując fotografię. A właściwie fotografię fotografii, bo z analizy wynika, że prezydent otrzymał wydruk i zrobił mu zdjęcie telefonem komórkowym. W 1984 roku analityk wywiadu USA Navy poszedł do więzienia za ujawnienie prasie trzech zdjęć wykonanych przez jednego z satelitów KH-11. Pokazanie takich zdjęć zdradza bowiem przeciwnikowi istotne dane na temat możliwości satelity.

Dotychczas opinia publiczna miała tylko trzykrotnie okazję zobaczyć zdjęcia z KH-11. Trzeci przypadek ich ujawnienia miał miejsce wraz z publikacją materiałów ujawnionych przez Snowdena.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że przed 6 laty NRO przekazało NASA dwa nieużywane teleskopy klasy Hubble'a. Niewykluczone, że KH-11 są wyposażone w takie właśnie teleskopy. A raczej były wyposażane, gdyż, jak słusznie zwrócił uwagę jeden z naszych czytelników: skąd (za jakie pieniądze) oni wzięli 2 teleskopy wielkości Hubble'a oraz czym teraz dysponują skoro oddają „złom” naukowcom.

Po zakończeniu ciąży kobiety często czują fantomowe kopnięcia dziecka

Data: 28.11.2019 20:31

Autor: ziemianin

psyarxiv.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #ciaza #kopnieciafantomowe

Wiele kobiet ma po porodzie wrażenia przypominające kopnięcia dziecka. Fantomowe kopnięcia mogą występować latami od zakończenia ciąży. U rekordzistki z australijskiego badania utrzymywały się one od ok. 28 lat.

wymagany angielski

Po zakończeniu ciąży kobiety często czują fantomowe kopnięcia dziecka

Disha Sasan z Monash University przeprowadziła online'owe wywiady. Spośród 197 uwzględnionych kobiet 39,6% miało przypominające kopnięcia wrażenia po zakończeniu pierwszej ciąży. Kopnięcia fantomowe były odczuwane także po kolejnych ciążach, ale ze względu na niewielką wielkość próby Australijczycy skupili się na danych zebranych w odniesieniu do pierwszej ciąży.

Określając największą częstotliwość wrażeń, 19,7% odczuwających fantomowe kopnięcia wspominało o odczuciach występujących codziennie, a 36,9% o kopnięciach pojawiających się częściej niż raz w tygodniu.

W przypadku kobiet, które wypełniając kwestionariusz, stwierdziły, że ich wrażenia związane z kopnięciami nigdy się nie skończyły (21), średni czas, jaki upłynął od poczęcia, wynosił 6,8 r. (zakres długości tego okresu wynosił 1-28 lat).

Kobiety opisujące fantomowe kopnięcia po 1. ciąży najczęściej uważały, że były one "przekonujące". Dość często wspominały też o trzepotaniu czy realnych kopnięciach. Dla 25% były to pozytywne emocjonalnie doświadczenia (nostalgiczne, uspokajające/cudowne itp.); 27% odbierało je zaś jako coś zasmucającego albo wprawiającego w zakłopotanie (działo się tak szczególnie u kobiet, które urodziły martwe dzieci).

Z danych zgromadzonych przez autorów publikacji z PsyArXiv wynika, że w okresie poporodowym fantomowe kopnięcia są dość powszechnie odczuwanym zjawiskiem. Uzyskane wyniki mają implikacje dla opieki około- i poporodowej. Fantomowe kopnięcia mogą bowiem być czynnikiem ryzyka depresji czy zaburzeń lękowych w grupie podatnych kobiet, np. tych, które poroniły albo doświadczyły stresujących powikłań. W ich przypadku fantomowe odczucia mogą pogłębiać traumę.

Mechanizm stojący za tym zjawiskiem nie jest na razie znany, ale może mieć coś wspólnego ze zmianami dot. homunculusa (człowieczka) czuciowego czy propriocepcji (czucia głębokiego) w czasie ciąży.

Taksówką na front - początki motoryzacji. Historia Bez Cenzury

Data: 28.11.2019 16:45

Autor: ziemianin

youtube.com

#historiabezcenzury #hbc #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motoryzacja #ciekawostkihistoryczne

Dzisiaj opowiemy Wam o niezwykle pasjonujących początkach motoryzacji. Kto jako pierwszy otrzymał prawo jazdy? Dlaczego pierwsze masowo produkowane samochody zawsze były czarne? W jaki sposób szwedzcy inżynierowie uratowali miliony ludzi? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Taksówką na front – początki motoryzacji. Historia Bez Cenzury

Komentarz Tygodnia: Matnia Banasia

Data: 28.11.2019 16:13

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #komentarztygodnia #gadowskitv

O spotkaniu w Szwecji i o Alfredzie Trzęsowskim, o umorzeniu postępowania w sprawie słów Jana T. Grossa o Polakach, o kłopotach z wynajęciem sali na spotkanie z Wojciechem Sumlińskim, o Marianie Banasiu i podziemiu gospodarczym tuż pod jego nosem, o zatrzymaniach przemytników leków w Jeleniej Górze, o sprowadzeniu 100 ton polskiego złota do kraju.

Komentarz Tygodnia: Matnia Banasia

Fake Friday kontra Black Friday. Na tej stronie można śledzić manipulacje sprzedawców

Data: 28.11.2019 16:00

Autor: ziemianin

https://fakefriday.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #BlackFriday #Polska #sklepy #czarnypiatek

Strona Fake Friday śledzi zmiany cen tysięcy produktów przed Czarnym Piątkiem. Jak pisze twórca, stworzył on bota, który kilka razy w miesiącu sprawdzał ceny produktów w sklepach z elektroniką

Fake Friday kontra Black Friday. Na tej stronie można śledzić manipulacje sprzedawców

Promocje na sprzęt AGD, telewizory, telefony, czy nowy zestaw nagłaśniający – Black Friday to bez wątpienia święto handlu, ale w tym czasie szczególnie trzeba mieć się na baczności. W sieci powstała strona Fake Friday, na której specjalny bot przez 6 ostatnich miesięcy śledził zmiany cen tysięcy produktów elektronicznych. Można dzięki niej sprawdzić, czy przypadkiem sprzedawca przed świętem promocji nas nie oszukał, sztucznie zawyżając ceny.

29 listopada zaczyna się święto promocji – Black Friday. Ten dzień w Polsce cieszy się coraz większą popularnością. Eksperci prognozują, że w tym roku prawdopodobnie zostanie pobity rekord dziennych obrotów w handlu detalicznym. Z danych Smartscope wynika, że Polacy tego dnia wydać mają łącznie 2,3 mld zł, a statystyczny konsument zrobi zakupy za średnio 382 zł (rok temu było to 190 zł).

Fake Friday – strona do tropienia oszukanych cen podczas Black Friday

Często jednak zdarza się, że sklepy manipulują cenami, podnosząc je na kilka dni przed Black Friday, aby później móc je obniżyć. Koniec końców konsument płaci wtedy niewiele mniej niż za produkt w standardowej cenie, bądź nawet przepłaca.

Niejako w odpowiedzi na te praktyki w internecie pojawiła się strona Fake Friday, która pokazuje najniższą cenę danego produktu w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Sprawdzając ją, możemy się zorientować, czy przypadkiem w dniu promocji nie została ona specjalnie zawyżona.

"Napisałem bota, który kilka razy w miesiącu sprawdzał ceny produktów w sklepach z elektroniką. Podaję tutaj najniższą cenę jaką bot odczytał w ostatnich 6 miesiącach. To są ceny takie jakie podawały strony. Łącznie kilkadziesiąt tysięcy produktów ma tutaj swoje ceny" – czytamy na stronie.

Aby sprawdzić dany produkt, należy wpisać producenta i model produktu – zaznacza anonimowy autor strony.

Turcja uzależnia obronę NATO od decyzji w sprawie Syrii

Data: 28.11.2019 12:53

Autor: ziemianin

reuters.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka #aktualnosci #Estonia #litwa #lotwa #NATO #Polska #Syria #turcja

Doniesienia agencji prasowej Reuters sugerują sprzeciw Turcji wobec planów obronnych Sojuszu Północnoatlantyckiego, dotyczących przede wszystkim obrony Polski i państw bałtyckich przed rzekomymi zagrożeniami. Władze w Ankarze dopuszczają możliwość zmiany swojego stanowiska, ale pod warunkiem uznania kurdyjskich sił w Syrii za ugrupowanie terrorystyczne.

Turcja uzależnia obronę NATO od decyzji w sprawie Syrii

Jedna z najbardziej prestiżowych światowych agencji powołuje się na cztery niezależne źródła, które ma posiadać wewnątrz NATO. Z ich wypowiedzi wynika, że Republika Turcji nie jest zainteresowana wsparciem dla zbiorowych planów bezpieczeństwa, jakie ów sojusz wojskowy przygotowuje od czasu rosyjskiej aneksji Krymu w 2014 roku. Strategia obronna opracowana przez NATO dotyczy bowiem ochrony Polski i państw bałtyckich w razie rosyjskiego ataku.

Rozmówcy Reutersa twierdzą, że działania Turcji są tak naprawdę destrukcyjne, ponieważ ogłoszenie wspomnianych planów ma być demonstracją jedności Sojuszu. Jest ona potrzebna jego zwolennikom głównie z powodu ostatnich wypowiedzi liderów największych państw zachodnich, które podkopują zaufanie co do możliwości NATO. Chodzi oczywiście o prezydentów Francji i Stanów Zjednoczonych, Emmanuela Macrona i Donalda Trumpa, sugerujących między innymi przestarzały charakter tej organizacji.

Rząd w Ankarze miał polecić swojemu przedstawicielowi przy NATO nie podpisywać dokumentu, lecz jednocześnie jest on gotów na ustępstwa w tej sprawie. Dotyczą one jednak kontrowersyjnej kwestii związanej z wojną w Syryjskiej Republice Arabskiej. Turcy chcą bowiem uznania Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) za ugrupowanie terrorystyczne, chociaż tworzący je Kurdowie byli wspierani przez NATO podczas kampanii wymierzonej w tzw. Państwo Islamskie.

Babcia Tina kończy 80 lat (26 listopada 1939)

Data: 26.11.2019 14:43

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #tinaturner #muzyka #kultura

Dziś Tinę Turner nazywa się ikoną pop kultury, a jej życie nie było łatwe. Maltretowana przez męża Ike’a, pozbawiona kontraktu płytowego na przełomie lat 70 i 80 – powróciła triumfalnie albumem „Private Dancer”.

Tina Turner – Private Dancer

Biografia wokalistki rozpoczyna się w czasach, które trzeba uznać za słusznie minione. Urodziła się w rodzinie Murzyna i półkrwi Indianki, którzy jako potomkowie niewolników dzierżawili uprawę bawełny. Jako osiemnastoletnia dziewczyna przyłączyła się do grupy The Kings Of Rhythms. Jej liderem był Ike Turner.

Po dwóch latach, kiedy stali się małżeństwem, stworzyli zespół The Ike And Tina Turner Revue. To w tamtych okresie powstały pierwsze przeboje duetu „A Fool In Love”, „I Idolize You”, „It’s Gonna Work Out Fine” czy „I Pity The Fool”.

W 1966 r. głosem i osobowością Tiny zainteresował się słynny amerykański producent Phil Spector. Zaproponował jej pracę nad wspólną płytą. Album „River Deep, Montain High” firmowana była przez duet, ale Ike nie wziął udziału w sesji. Powodzenie tytułowego przeboju było w pełni zasługą wokalistki, która samodzielnie wylansowała jeden z największych przebojów lat 60.

Trzy lata później duet został zaproszony do wspólnej amerykańskiej trasy koncertowej z The Rolling Stones. Jeden z występów zarejestrowano w pamiętnym filmie o zespole Jaggera „Gimme Shelter”.

Turnerowie szokowali fanów programem pełnym erotyzmu. W czasie „I’ve Been Loving You Too Long” Otisa Reddinga wykonywali niedwuznaczną pantomimę nie bez gestów typowych dla małżeńskiej bójki.

Wkrótce repertuar duetu stał się eklektyczny: znalazły się w nim przeboje The Rolling Stones, The Beatles, Stevie Wondera czy nawet Led Zeppelin. Na początku lat 70 nie zabrakło w nim kompozycji Tiny, najczęściej dynamicznych, autobiograficznych jak „Notbush City Limits” czy „Sexy Ida”. Specjalizacją Ike’a stały się syntezatorowe aranżacje. Niestety małżeństwo przeżywało coraz silniejszy kryzys. Ostatecznie rozpadło się w 1974 r.

Początek solowej kariery zapowiadał się obiecująco. Tina zagrała sugestywnie Królową Narkotyków w filmowej wersji rock-opery „Tommy”. Nowy repertuar, mimo że wyszedł spod pióra tak utalentowanych twórców jak Leo Sayer, Bob Seger czy Willie Nelson – nie spodobał się jednak publiczności.

W najcięższych dla siebie czasach, gdy utraciła kontrakt płytowy, w grudniu 1981 r. wystąpiła w skandalicznych warunkach na warszawskim Torwarze.

Niedługo potem zaczęła odbijać się od dna. Zaczęło się od wspólnego nagrania z Heaven 17 „Ball Of Confussion”, nowej wersji hitu The Temptations. Później zaśpiewała „Let’s Stay Together” Ala Greena, a po 5-letniej przerwie ukazał się bestselerowy album „Private Dancer” (1984). W sesji wzięli udział tacy muzycy jak Jeff Beck, Mark Knopfler. W czasie koncertów wspomagał wokalistkę David Bowie, Eric Clapton i Bryan Adams. Szlagierem stała się tytułowa piosenka Knopflera.

Od tego czasu Tina Turner na stałe ugruntowała swoją gwiazdorską pozycję. Potwierdzała ją kolejnymi hitami — „We Don’t Need Another Hero” z filmu „Mad Max III” czy „Goldeneye” z kolejnej części przygód Jamesa Bonda.

W 2000 r., już jako wielka gwiazda, powróciła do Polski i dała imponujący show na terenie wyścigów w Sopocie. Rok wcześniej ukazał się jej ostatni album studyjny „Twenty Four Seven”. Na ostatnie tournee pojechała w 2008 r.

Obecnie jest obywatelką Szwajcarii, na co zapracowała zdając trudny egzamin z wiedzy o kraju. Jednocześnie zrzekła się obywatelstwa amerykańskiego.

W 2017 przeszła operację przeszczepu nerki, którą oddał jej mąż Erwin Bach.

Fragment książki "Christine. Powieść o Krystynie Skarbek" Vincent V. Severski (audiobook)

Data: 25.11.2019 19:25

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ksiazka #audiobook #vincentvseverski #krystynaskarbek

Bohaterką książki jest Krystyna Skarbek, polska agentka brytyjskiej tajnej służby nazywana przez Winstona Churchila „ulubionym wywiadowcą“. Krystyna jest w Belgradzie i stara się nawiązać jak najwięcej konspiracyjnych kontaktów, a także za wszelką cenę nie dopuścić, aby Jugosławia przystąpiła do wojny po stronie Niemców. Jest też w posiadaniu ważnych dokumentów dotyczących inwazji Niemiec na Związek Radziecki. Jej misja nie kończy się powodzeniem.

Fragment książki "Christine. Powieść o Krystynie Skarbek" Vincent V. Severski. Audiobook. Czyta Krzysztof Gosztyła

Skarbek – kobieta z mgły - #przekroj recenzja książki „Christine. Powieść o Krystynie Skarbek“

Data: 25.11.2019 19:21

Autor: ziemianin

przekroj.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #powiesc #literatura #ksiazka #VincentSeverski #KrystynaSkarbek #Recenzja #opinie #przekroj

Czas: trzy kwietniowe dni w 1941 r. Miejsce: Belgrad, elitarna sceneria hotelu Majestic, wytwornych ulic i Teatru Narodowego, w którym odbywa się specjalny spektakl Jeziora łabędziego. Na scenie tancerze od Diagilewa, na widowni pierwszy garnitur polityków Jugosławii, międzynarodowi dyplomaci oraz kwiat wywiadów: niemieckiego, brytyjskiego, radzieckiego, tureckiego, włoskiego… W kuluarach i lożach wymienia się spojrzenia, krótkie i z pozoru zdawkowe zdania, a przede wszystkim: informacje i dezinformacje. Vincent V. Severski – emerytowany agent i znakomity pisarz – powtarza, że w pracy agentów to nie pistolety i sztylety są głównym orężem – informacja to najpotężniejsza broń. I każdy dobrze wyszkolony pracownik wywiadu wie, że od informacji, które posiada, może zależeć życie wielu ludzi.

Skarbek – kobieta z mgły – [#przekroj](/t/przekroj).pl recenzja książki „Christine. Powieść o Krystynie Skarbek“ Vincent V. Severski

Wtedy w Belgradzie ważyły się losy wielu, a dokładniej: milionów żołnierzy radzieckich. Skomplikowana gra umysłowa i psychologiczna, jaką Severski stara się z największą wiarygodnością odtworzyć w powieści Christine, toczy się o to, by wyprowadzić Hitlera z równowagi. Zwrócić jego uwagę na choćby kilka tygodni, sprowokować go do ataku na Jugosławię i związać tam jego siły bojowe, by opóźnić – oczywisty już dla wielu – atak na ZSRR. Aby zadanie się powiodło, musi dojść do historycznego porozumienia dwóch, dotąd zwalczających się wywiadów – radzieckiego i brytyjskiego. To mało znany epizod II wojny światowej, ale wydarzył się i spowodował, że Niemcy uderzyły na Związek Radziecki dopiero w czerwcu – za późno, dzięki czemu nie ugrzęźli, jak niegdyś Napoleon, w stalowym uścisku radzieckiej zimy.

Te trzy dni, w jeszcze niezniszczonym i pięknym Belgradzie, stanowią tło jednego z ważnych epizodów w karierze Krystyny Skarbek – polskiej Żydówki i hrabianki, miłośniczki jazdy konnej i nart, władającej językiem francuskim i męskimi umysłami – zwerbowanej przez brytyjskie SOE, służbę powołaną do pracy dywersyjnej wśród Niemców. Czy Skarbek była także pracownicą brytyjskiego wywiadu MI6 – nie wiadomo, ale jest to prawdopodobne. Epizod bałkański w jej międzynarodowym losie (pracowała także na Węgrzech, w Palestynie, Egipcie…) Severski uważa za kluczowy, katapultujący ją do pracy w wysokich sferach społecznych i kręgach polityki międzynarodowej, gdzie angażuje się szpiegów o wyjątkowych umiejętnościach. Książka pozwala sobie wyobrazić, na czym polegały. Krystyna Skarbek, według przybranej legendy Christine Granville, a dla niemieckiego wywiadu Kristin, znakomicie rozgrywa swoje relacje z mężczyznami pracującymi dla obcych sił. Uwodzi, gra, hipnotyzuje, jednocześnie panując nad emocjami i nie pozwalając się zdekonspirować. Jej zadanie w arcyskomplikowanej układance zabiegów i manipulacji kilku wywiadów grających przeciwko sobie może wydawać się niewielkie – ostatecznie rolą Christine jest „jedynie“ doprowadzenie do spotkania pewnego Brytyjczyka z pewnym Niemcem, by mogli przekazać sobie informacje. Ale to niepozorne zdarzenie ma kluczowe znaczenie dla powodzenia skomplikowanej operacji.

Severski nie zajmuje się całą biografią Christine Granville, nie rozpisuje szerokiego fresku, zamiast tego dostajemy fragment jej losu w postaci fabuły o wysokim prawdopodobieństwie. Lektura tej książki, napisanej lekko, zgodnie z prawidłami gatunku skupionej na intensywnej i poganianej przez czas akcji, która zagęszcza się z każdą stroną, sprawia dużo intelektualnej frajdy, ale stwarza ryzyko przeoczenia. Dla zbudowania takiego literackiego zmyślenia potrzebne są tony wiedzy, wywiadów, przerzuconych akt – ostatecznie Severski pisze przecież o kobiecie z mgły, agentce otoczonej milionem niesamowitych, nieraz absurdalnych i pomniejszających ją legend. O kobiecie, o której niemal niczego nie wiadomo na pewno. Prawda pozostaje ukryta w archiwach brytyjskich, nieodtajnionych. W zbieraniu informacji o Skarbek pisarzowi pomagał inny specjalista – Piotr Niemczyk, niegdyś twórca Urzędu Ochrony Państwa i ekspert białego wywiadu. Obaj nagłowili się, by maksymalnie uprawdopodobnić zdarzenia okryte szczelną tajemnicą.

Severski pokazuje kobietę w sytuacji granicznej, na którą (dosłownie!) napierają wielkie siły historii. Polską patriotkę, która decyduje się na pracę dla Churchilla, ale musi jednocześnie prowadzić inteligentną grę z Niemcami, bo w Warszawie pozostała jej matka, która żyje poza gettem, wierząc, że jako arystokratce nic jej się nie stanie. Autor stawia tezę, że hrabina Goldfeder była przez lata zakładniczką Gestapo. Nie pozwoliła wywieźć się z Polski, mimo kilku prób córki. Zginęła na Pawiaku. Życie prywatne zazębia się z profesjonalnym: Skarbek utrzymuje relacje z kilkoma mężczyznami, z tymi, których uwodzi w celach zawodowych, ale też z Andrzejem Kowerskim, bohaterem wywiadu i polskiego podziemia, z którym łączyło ją chyba najwięcej. Zostali pochowani w jednym londyńskim grobie.

Krystyna aka Christine, aka Kristin lawiruje, gra, manipuluje, godząc wodę z ogniem. Pole jej osobistego manewru jest ograniczone. Jej rola jako agentki – istotna, ale wpisana w zawsze grupowy i szerszy plan. Momenty satysfakcji – znikome.

Severski tworzy w powieści drugą kobiecą postać, rodzaj alter ego Skarbek, by móc opowiedzieć o cieniach wywiadowczej pracy pań. Olga, agentka radziecka, ryzykuje swym ciałem, życiem i poczuciem godności, by uwikłać niemieckiego oficera we współpracę z ZSRR. Jedyne, o co może poprosić przełożonych, to bycie świadkiem momentu, w którym prawda odsłoni się przed Niemcem. Jego upokorzenie będzie niewielką nagrodą za jej sińce i poświęcenia.

Zakończenie powieści o bałkańskiej akcji Christine Granville jest otwarte. A cała książka napisana została obrazami, wydaje się więc świetnym materiałem do kontynuacji i filmowych adaptacji. Severski mawia, że Krystyna Skarbek narodziła się dopiero w 1952 r., a więc wtedy, gdy została zasztyletowana. Wcześniej nic o niej nie wiedziano i nikt się nią nie interesował. Dopiero po śmierci wybuchł gejzer z legendami. Być może tylko literatura i fabularny talent pisarski mogą wystawić adekwatny pomnik niezwykłej kobiecie i agentce, która kończyła życie, ścieląc łóżka, sprzedając w Harrodsie i kelnerując na liniowcach pływających do Nowej Zelandii.

Severski wie, że za adrenalinę pracy wywiadowczej kobiety płacą wysoką cenę – wypalenia i nieumiejętności zwykłego życia. W Christine pokazał nam Skarbek na szczycie, w najjaśniejszym momencie jej losu.

Oszust Michałkiewicz?

Data: 25.11.2019 14:14

Autor: ziemianin

facebook.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sady #gwalt #proces #facebook #Michalkiewicz

Oszust Michałkiewicz?

źródło: facebook Zbigniew Nowak

Jakiś czas temu Staś Michalkiewicz ogłosił światu, że szuka finansowego wsparcia w celu wykupienia mieszkania, bo w przypadku braku wykupu groziłaby mu eksmisja. Nie znam wyników zbiórki, ale jakiś efekt na pewno ta szeroko zaistniała akcja przyniosła. Może nie tak duży jak u braci Sekielskich, ale Michalkiewicz mógł się wzbogacić w ten sposób o jakieś 100 000 zł.

Nie wnikam w czyjeś tego rodzaju akcje, od czasu do czasu sam zbieram na koszty mojej działalności w ten sposób. Jest jednak jedno, ale! O ile same tego rodzaju działania są w dzisiejszym świecie czymś normalnym, to nadużyciem, wręcz oszukaniem donatorów się poszukiwanie środków finansowych pod fałszywym pretekstem.

Red. Michalkiewicz – jak wszystko wskazuje na to – nie zabiegł o pomoc na wykup mieszkania a szukał środków na zapłatę zadośćuczynienia w kwocie 150 tys. zł, zasadzonych od jego osoby w ramach pozwu wytoczonego mu przez panią Katarzynę, która była, jaki dziecko gwałcona przez księdza z Towarzystwa Chrystusowego a którą nazwał k… W procesie cywilnym Staś Michalkiewicz nie uczestniczył, bo zapewne uznał, że jak nie przystąpi do procesu, licząc na to, że jak nie odbierze awiza, to proces się nie odbędzie. I to był błąd.

W ostatnim czasie Staś napadł na wymiar sprawiedliwości reprezentowany przez komornika, że ten go "prześladuje" bo zajął mu konto na 200 tys. zł. udając, iż nic nie wie o żadnym procesie z art. 24 Kc.

Prawda okazała się inna. Pani Kasia całą sprawę opisała na swoim blogu

Cytat:

Dziś wydarzył się mój kolejny dramat!! Dramat, na który nie mam już sił. To jest ponad moje siły wszystko.

Z racji tego, że nie byłam żadną kurwą, tylko dzieckiem, kiedy gwałcił mnie ksiądz, to wytoczyłam Panu Stanisławowi Michalkiewiczowi proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych. Mówiłam o tym od początku, że zamierzam tak zrobić. Więc to nie jest nic nowego.

Nie ma we mnie zgody na to, aby ktoś, kto zwłaszcza jest autorytetem, osoba publiczną wyrażał się w taki sposób o ofierze, w ogóle o drugim człowieku. Nie ma we mnie zgody, na mowę nienawiści! Stojąc przed Sądem, jasno się wyraziłam, że trzeba reagować na takie zachowania, potępiać je, że w przestrzeni publicznej nigdy takie słowa nie powinny paść! Zwłaszcza z ust człowieka, który ma taki zasięg, możliwości, tylu zwolenników. Skrzywdził mnie, nie tylko ten człowiek swoimi słowami, ale również po jego wypowiedzi, wiele osób z jego kręgu życzyło mi śmierci, pisali, że dobrze, że mi się to stało i wiele innych obraźliwych słów. Reakcji pod filmem było mnóstwo, film trafił do kilkudziesięciu tysięcy osób.

Stanisław Michalkiewicz swoją skandaliczną wypowiedź dał następnego dnia, po decyzji Sądu. W trudnym dla mnie okresie, kiedy nie zdążyłam nawet jeszcze dojść do siebie. Po jego słowach poczułam, że to wszystko, co robię, o co walczę, nie ma sensu. Poddałam się. Wszystko, co udało mi się zbudować w ciągu chwili, runęło.

Bardzo się bałam kolejnego procesu, nie wiedziałam, czy udźwignę go psychicznie, ale nie mogłam pozwolić na to, aby ten człowiek nie poniósł konsekwencji. Pan Michalkiewicz obraża nieustannie wiele osób, a na to nie ma mojej zgody, bo każdy ma prawo być kim chce i wierzyć w co chce! A to, co robi ten człowiek zasługuję na największe potępienie! Mam nadzieję, że ten proces będzie dla niego dotkliwą nauczką, bo widocznie tylko konsekwencje finansowe mogą na niego wpłynąć.

Tylko reagując na takie zachowania, możemy coś zmienić!

Jego oświadczenie jest przekłamane!! Pełne kłamstwa i manipulacji! Proces trwał krótko, a on świadomie nie odbierał pism z Sądu, jak również spodziewał się doskonale pozwu i jego prośba do ludzi jakoby mu wpłacali pieniądze na wykupienie mieszkania, była celowym kłamstwem, wprowadzeniem ludzi w błąd… on doskonale wiedział, że do tego pozwu dojdzie i chciał się zabezpieczyć!! Nie prawdą jest również, że tam nie mieszka.

Detektyw potwierdził jego adres zamieszkania, następnie Pani Sędzia sama sprawdziła w swojej bazie czy się zgadza, a ostatecznie sam Stanisław Michalkiewicz kilka dni temu w rozmowie z komornikiem przyznał, że mieszka w tym mieszkaniu, ale żadnej korespondencji nie widział. Jest to nie możliwe, bo było przynajmniej kilka wysłanych listów z Sądu. I każdy list nieodebrany jest ponaglany awizem. Kolejne kłamstwo to to, że zajęto mu kwotę ponad 180 tys. złotych!! W trakcie zajęcia, które nastąpiło kilka dni temu, na koncie miał 100 tys. i prosił komornika, by ten się ze mną skontaktował i poprosił, abym mu resztę kwoty rozłożyła na raty po 10 tys. miesięcznie…

Sędzia przyznała mi 150 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia, jak również przeprosiny w formie papierowej! Michalkiewicz po tym, jak mój prawnik się nie zgodził na płacenie w ratach, gdyż nie można jemu ufać i oczywiste jest, że będzie próbował zrobić wszystko, aby mi nie zapłacić, po prostu się na mnie zemścił. Upublicznił moje imię i nazwisko… Kolejny raz wiedział, co zrobić, aby mnie zabolało. I standardowo dalej uważa, że przypomniało mi się po latach, że była molestowana i że pozwałam go tylko dlatego, iż uznałam, że przegram proces z zakonem i potrzebowałam kasy?! Dalej mnie obraża…

Do wszystkich, również jego obrońców, którzy od dawna próbowali mnie zniszczyć, upokorzyć, zastraszyć – tak NIE NAZYWAM SIĘ KASIA!!!! W końcu się Wam udało!! Od wielu miesięcy w różny sposób próbowaliście jak zadać mi ból, to kłamaliście na mój temat, groziliście mi, manipulowaliście faktami, obwinialiście, umniejszaliście krzywdę, straszyliście w różny sposób, czy podawaliście moje dane. Nie daliście mi czasu, szansy, nic. Abym mogła dojść do siebie, odpocząć, ułożyć jakoś choć trochę życie i wtedy podać moje dane, na spokojnie, w zgodnie ze sobą. Nie mam już siły z wami walczyć dalej. Jestem, dzięki wam wszystkim wrakiem człowieka, który boi się wejść na skrzynkę pocztową, bo przez ostatnie miesiące zalaliście mnie takim hejtem jak nigdy dotąd. Jako ofiara byłam i jestem gorzej traktowana niż moi oprawcy.

Poddaje się! Mam już tego wszystkiego dość. Proszę się ze mną nie kontaktować w żaden sposób. Nie będę odpowiadać na wiadomości…….

…koniec cytatu z bloga pani Kasi.

Jak widać Staś wg mnie oszukał swoich czytelników, aż dwa razy. Raz kiedy zbierał kasę na wykup mieszkania, drugi zatajając fakt, że 200 tys. zł zajęcia przez komornika nastąpiło a konto przegranego procesu.

Pana Stasia w złym świetle stawia to, że olał proces sądowy o naruszenie dóbr osobistych.

P.S

Kasia miała i ma cierpieć na stres pourazowy… a jak widać "rajcuje" ją wdawanie się w utarczki słowne i ostre polemiki w internecie ze zwolennikami Michalkiewicza.

Osobiście myślę, że Pani Kasia ma głowę pełną strachu z innego kierunku. I niemały stres. Przed nią proces kasacyjny przed SN. Kasacja może okazać się skuteczna a jeżeli Towarzystwo Chrystusowe zapłaciło, to kasa będzie do zwrotu. Może być tak, że Pani Kasia może mieć te środki na koncie i odda je pozwanemu, jednak jak pisze Ewa Want, adwokat miał wziąć aż 300 tys. zł z tego miliona. W takim przypadku Pani Kasia ma szanse przeżyć prawdziwe załamanie. I stać się niewypłacalną.

Miedzy czasie wokół pani Kasi powstał ruch wsparcia, złożony gównie z lewactwa, popierany przez przeciwników KK, żądający "sprawiedliwego" procesu przed SN, określonego składy sędziowskiego, bo wg. nich tylko taki skład "daje" gwarancje, że pani Kasia nie przegra kasacji.

Lewactwo i KODowcy biegają za napisem KONSTYTUCJA, ale sprawiedliwego składu chcą – jak widać – tylko dla Pani Kasi. Innych podsądnych mają w poważaniu.

Sojusz Izraela i Rosji groźny dla Polski? Celem mogą być pieniądze oraz rozszerzenie strefy wpływów

Data: 25.11.2019 14:04

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #rosja #izrael #zydzi #niewygodneinfo

Mało kto wie, że w ciągu ostatnich 3 lat przywódcy Rosji i Izraela spotykali się ze sobą lub rozmawiali telefonicznie co najmniej kilkadziesiąt razy. Polityków obu państw (a dokładniej – ich administracje rządowe) łączy wiele wspólnych interesów. Czy osłabianie roli Polski poprzez szerzenie kłamliwych narracji, które uderzają w naszą reputację może być jednym z nich? Wszak akcja dyfamacyjna ułatwia izolację Polski na arenie międzynarodowej, a w takich okolicznościach kwestie roszczeń czy rozszerzenie strefy wpływów wydają się być możliwe do realizacji…

Sojusz Izraela i Rosji groźny dla Polski? Celem mogą być pieniądze oraz rozszerzenie strefy wpływów

Źródła informacji:

„Polska najbardziej antysemickim krajem”. Kontrowersyjna interpretacja ankiety TVP.info

Stanislas Balcerac Twitter

Kilka dni temu dużo zamieszania w polskim internecie wywołał sondaż przeprowadzony na zlecenie żydowskiej organizacji Liga Przeciw Zniesławieniu (Anti-Defamation League, ADL), z którego wynikało, iż Polska jest obecnie najbardziej antysemickim krajem. Aż 48 procent Polaków ma prezentować "antysemickie przekonania". Teraz wypływają informacje, zgodnie z którymi wspomniany sondaż miała na zlecenie ADL przeprowadzić firma zarządzana przez Zeva Fursta – byłego rzecznika rosyjskiego Lukoilu w USA. W zarządzie tej firmy ankietowej siedzieć ma zaś Rosjanka.

Przypadek? Być może. Chociaż w ostatnim czasie podobnych przypadków, świadczących o taktycznym sojuszu Rosji i Izraela jest znacznie więcej. Władimir Putin i Binjamin Netanjahu w ciągu 3 lat spotkali się (lub zdzwonili) kilkadziesiąt razy. Oba kraje mają wiele wspólnych interesów. W Izraelu żyje potężna (pod względem liczebnym) grupa Rosjan, którzy wyemigrowali do tego państwa w ciągu ostatnich 30 lat. O przychylność tej grupy zabiega zarówno przywódca Izraela (ze względów polityki wewnętrznej – Żydzi pochodzenia rosyjskiego to duży elektorat wyborczy) oraz przywódca Rosji (ze względów wizerunkowo-reputacyjnych).

Niejako "przy okazji" ustaleń dotyczących rosyjskiej mniejszości w Izraelu można dogadać się co do innych spraw. Oba państwa mają własne kwestie związane z Polską, których realizacja na dzisiaj jest niemożliwa (roszczenia za żydowskie mienie pozostawione w Polsce po II wojnie światowej oraz przejęcie Polski do rosyjskiej strefy wpływów). Podkreślam – realizacja tych kwestii jest niemożliwa na dzisiaj. Nie można jednak wykluczyć, że za kilka lat sytuacja się zmieni. Jak do tego doprowadzić?

Rozprzestrzenianie kłamliwych narracji o Polakach, którzy "niechęć do Żydów czerpią z mlekiem matki" i Polsce, jako światowym centrum antysemityzmu z pewnością ułatwi izolację Polski na arenie międzynarodowej. A tylko w takich okolicznościach realizacja wspomnianych interesów stanie się możliwa. Oskarżenie o masowy antysemityzm odbierane jest na świecie jednoznacznie negatywnie. Stąd uważam, że w najbliższym czasie będzie wypływać coraz więcej "kwiatków" pokroju sondaży ADL tworzonych przez środowiska żydowsko-rosyjskie nieprzychylne Polsce i Polakom.

Lingwistka: znajomość języka nie wystarczy, by dogadać się z każdym

Data: 25.11.2019 13:59

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #ciakawostki #lingwistyka #komunikacja #jezykpolski

Znajomość wspólnego języka – np. polskiego – nie wystarczy, abyśmy się z każdym dogadali – mówi PAP dr Celina Heliasz-Nowosielska z UW. Lingwistka bada, na co zwracają uwagę ludzie w komunikacji. I co wnoszą np. do rozmowy gesty, mimika, intonacja.

Lingwistka: znajomość języka nie wystarczy, by dogadać się z każdym

Czy partner właśnie poprosił nas, żebyśmy posprzątali w domu, czy może raczej brzmiało to jak rozkaz? Jak zrozumiemy to, że w odpowiedzi na pytanie ktoś wzruszył ramionami? Czy streszczając komuś jakąś rozmowę będziemy też opowiadać o czyimś tonie głosu, postawie, mimice? Dr Celina Heliasz-Nowosielska z Wydziału Neofilologii Uniwersytetu Warszawskiego bada to, jak ludzie opowiadają o aktach komunikacji, których byli świadkami – i jak bardzo zwracają uwagę na to, co dzieje się poza słowami. A to ciągle – jej zdaniem – obszar bardzo słabo zbadany.

"Badamy tzw. komunikację multimodalną – taką, w której wykorzystuje się nie tylko słowa, ale i jednocześnie gesty, mimikę, intonację, postawę ciała. Są to więc elementy werbalne w połączeniu z niewerbalnymi" – mówi w rozmowie z PAP dr Celina Heliasz-Nowosielska. Naukowcy chcą się przekonać, jak czyjaś wypowiedź – albo interakcja między kilkoma osobami – jest postrzegana przez obserwatorów. I jak to, co badany uznał w swojej opowieści za ważne, zależy np. od jego płci, wieku czy wykształcenia.

"Fascynuje mnie wielość punktów widzenia w komunikacji. To, gdzie ludzie zgadzają się lub różnią swoimi interpretacjami. I jak to wpływa na ich zdolności porozumiewania się" – mówi badaczka z UW.

W ramach eksperymentu badani mieli oglądać fragmenty filmów, na których dochodzi do różnych form komunikacji. A potem proszono ich, aby opowiedzieli, co zobaczyli. Korzystano z filmów dokumentalnych udostępnionych przez Szkołę Filmową w Łodzi. Były to np. wypowiedzi bohaterów do kamery, nieme scenki, rozmowy kilku osób i sceny nieme, czy obrazy niektóre komentowane przez narratora.

Dzięki temu powstał duży zbiór opowieści różnych osób streszczających te same sceny. Teraz dr Heliasz-Nowosielska porównuje, co łączy i co dzieli te opowieści. Sprawdza, na co badani zwracają uwagę. Kiedy najważniejsze są dla nich słowa, a kiedy również elementy pozawerbalne. Sprawdza też, jak często obserwatorzy zwracają uwagę na intencje czy emocje bohaterów albo skutki ich aktu komunikacyjnego. "Wyłoniło się kilka strategii narracyjnych" – uśmiecha się badaczka. Dodaje, że na razie jeszcze analizuje zebrane materiały, a wnioski ze swoich badań przedstawi dopiero w przyszłym roku.

Według dr Heliasz-Nowosielskiej to, czy się z kimś potrafimy porozumieć, zależy m.in. od tego, jak postrzegamy komunikację, która odbywała się wcześniej między nami i czy jest między nami zgoda co do przebiegu tej komunikacji. "To, że porozumiewamy się językiem polskim nie gwarantuje, że każdy z każdym się dogada. Mamy różny sposób używania słów i tego, co ukrywa się poza słowami. To w skali społeczeństwa jest słabo zbadane" – mówi językoznawczyni.

"Dzięki tym badaniom będziemy lepiej wiedzieć, co jest w komunikacji w ważne, a w związku z tym – co decyduje o osiąganiu porozumienia lub nie. Bo wchodzić w konflikty jest stosunkowo łatwiej niż osiągać porozumienie. Brakuje nam porozumienia i potrzebujemy wiedzy o tym, jak je osiągać. A w tym przyda się wiedza o różnicach o naszym sposobie postrzegania tego, co się dzieje w ramach komunikacji" – podsumowuje językoznawczyni.

Badania realizowane są dzięki grantowi z Narodowego Centrum Nauki.

Konfederacja podsumowuje ostatnie wydarzenia w Sejmie. „Raport”

Data: 25.11.2019 13:53

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka #sejm #polska #konfederacja #narodowcy #PartiaKORWiN #ruchnarodowy #wolnosciowcy #aktualnosci

Konfederacja podsumowuje drugą część pierwszego posiedzenia Sejmu IX kadencji. Z „raportem z frontu” można zapoznać się na Facebooku Konfederacji.

Konfederacja podsumowuje ostatnie wydarzenia w Sejmie. „Raport”

Konfederacja jawi się jako jedyna realna opozycja względem tzw. „bandy czworga”, podnosząc z jednej strony hasła narodowe (dzięki Ruchowi Narodowemu) oraz wolnościowe (dzięki korwinowcom), które mogą być zdrową, wolnorynkową odtrutkę na etatystyczne zapędy PiS i ich „koalicjantów” z Lewicy. Konfederacja zwraca na to uwagę w swoim raporcie.

[RAPORT] [#DruzynaKonfederacji](/t/DruzynaKonfederacji) podczas drugiej części pierwszego posiedzenia Sejmu IX kadencji!Stało się. Miłościwie…

Opublikowany przez [Konfederacja Niedziela, 24 listopada 2019](https://www.facebook.com/KONFEDERACJA2019/photos/a.1972780433028557/2145484855758113/?type=3)

„Stało się. Miłościwie opodatkowujący nas rząd PiS zaczął nową kadencję Sejmu od… a jakże, podniesienia podatków! Pod pozorem troski o zdrowie Polaków (jacy oni kochani prawda?) podnieśli akcyzę na alkohol i wyroby tytoniowe o 10%. Aż nie wiemy jak im dziękować”. Politycy Konfederacji piszą także o złamaniu obietnicy przez kilku posłów PiS.

„Nigdy nie zagłosuję za podniesieniem podatków” u wielu skończyło się na pierwszym posiedzeniu Sejmu nowej kadencji. „Dzięki wytężonej pracy i Waszemu wsparciu przebijamy się do wielu ludzi, co przekłada się na poparcie – w ostatnim badaniu wyprzedziliśmy już PSL i z 9% poparcia wskazano nas jako czwartą siłę polityczną!”

Łomnicki aktor wybitny, ale niechciany nawet po śmierci

Data: 25.11.2019 13:47

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kultura #aktor #filmy #serial #TadeuszLomnicki

Wyobraźcie sobie państwo następujące zdarzenie: ktoś, komu jest żal, że pomnik jednego artysty przenoszony jest z kąta w kąt, postanawia umieścić go na trwałym cokole. Sęk w tym, że aby to uczynić, zwala z tegoż cokołu innego wybitnego artystę, który na tym cokole przed laty został ustawiony. I co więcej, który na ów cokół również zasługiwał.

Dla tych którzy nie wiedzą kto to to wyjaśniam, wybitny aktor Tadeusz Łomnicki między innymi odtwórca roli pułkownika Wołodyjowskiego w serialu Pan Wołodyjowski z roku 1969

Łomnicki aktor wybitny, ale niechciany nawet po śmierci

Jeśli uznaliby państwo to za skandal, to całkowicie podzielam tę optykę. A tak właśnie postąpili niedawno ludzie odpowiedzialni za kulturę w Warszawie. Chcąc pomóc Teatrowi Żydowskiemu, zdecydowali się na likwidację Teatru Na Woli. Używając wcześniejszych porównań, poszukując miejsca dla jednych figur, chcą zwalić popiersie Tadeusza Łomnickiego.

Decyzja jest nie tylko nierozsądna i nieprzemyślana, ale po prostu niewytłumaczalna i zwyczajnie głupia. Świadczy o totalnej ignorancji i nieznajomości historii polskiego teatru i roli, jaką odegrał w niej Tadeusz Łomnicki – nie jeden z najwybitniejszych, ale najwybitniejszy polski aktor teatralny XX wieku. Teatr Na Woli, nosząc jego imię, przechowuje automatycznie pamięć o tym wielkim artyście. Wymazując tę scenę z teatralnej mapy Warszawy, wymazuje się jednocześnie pamięć o jej patronie. A Tadeusz Łomnicki z pewnością na to sobie nie zasłużył. Jego postacie grane na deskach Teatru Współczesnego, Narodowego czy Studia były kamieniami milowymi w historii polskiego teatru. To, że był największym z wielkich, przysparzało mu nie tylko niezwykłe w tym zawodzie uznanie, ale też niewyobrażalną wręcz zawiść.

Ci, którzy przypominają o jego o przynależności do PZPR, zapominają, że dzięki temu mógł bez ingerencji władz rektorować warszawskiej PWST (jego rządy do dziś wspominane są jako jedne z najlepszych), a potem uzyskać zgodę na przekształcenie kina Mazowsze na nowoczesny Teatr Na Woli. Partię wystrychnął na dudka, zapewniając, że tworzy scenę dla robotników, a przecież tu miały polskie premiery „Gdy rozum śpi", „Do piachu" czy „Amadeusz", a w gronie reżyserów byli Wajda, Kutz czy Polański. Z zawiścią ludzką spotykał się nawet tu, bo niektórzy uczniowie, których zaprosił do zespołu, po zaledwie pięciu sezonach pozbyli się go z teatru. Symbolem upokorzenia była przygoda z Learem, którym pragnął zwieńczyć swoją karierę. Wędrował „po prośbie" coraz bardziej rozgoryczony, od sceny do sceny i zrozumienie znalazł dopiero w poznańskim Teatrze Nowym. Tam, jak wiadomo, nie doczekał premiery, bo dzień wcześniej zmarł. Fakt, że umarł na scenie, również było przedmiotem zawiści ze strony kolegów. Przypominam w pigułce te tragiczne dzieje geniusza polskiej sceny, bo widzę, że władze Warszawy może nieopatrznie dopisują do nich nowy rozdział.

Śmiejemy się, kiedy jedna z dziennikarek stacji komercyjnych wpada w konsternację, gdy podczas rozmowy z amerykańską aktorką słyszy jej podziw dla jakiegoś Grotowskiego. Albo gdy jeden z polityków, chcąc zabłysnąć wiedzą o teatrze, wśród słynnych reżyserów wymienia Krystynę(!) Lupę. Ale upominanie się o pamięć Tadeusza Łomnickiego w kontekście nieprzemyślanej decyzji o wymazaniu jego imienia z wolskiej sceny i przekazanie siedziby teatru innej instytucji kultury, uważam za swój nie tylko teatrologiczny obowiązek.

Fakt, że Teatr Żydowski w Warszawie powinien mieć stałą siedzibę, nie podlega dyskusji (pisałem o tym w felietonie „Gołda Courage i jej dzieci"). Warto jednak dodać, że to nie władze stolicy wyrzuciły go przed kilku laty na bruk. Zrobiło to Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce, sprzedając budynek usytuowany w sercu miasta bogatemu deweloperowi. Tak więc to TSKŻwP, a nie ratusz, zobowiązany był do zagwarantowania zespołowi aktorów Gołdy Tencer miejsca, w którym będą mogli normalnie funkcjonować. Władze miejskie zobowiązane były jedynie do zapewnienia środków na funkcjonowanie placówki. Mogą oczywiście zasugerować Towarzystwu miejsce na ewentualną siedzibę dla teatru. Proponuję np. dawne kino Relax. Świetna lokalizacja i brak poczucia krzywdy, które – znając nasze społeczeństwo – wywoła oczywiste akcenty antysemickie.

Dobrym posunięciem władz Warszawy był zakup budynku Teatru Na Woli i oddzielenie go od Teatru Dramatycznego. Teraz tylko trzeba jeszcze powołać dobrego dyrektora i stworzyć mu szansę działania na miarę Teatru Tadeusza Łomnickiego.

Bułgarski nurek-amator Vladimir Penchev znalazł jedną z najstarszych monet na świecie

Data: 25.11.2019 13:36

Autor: ziemianin

archaeologyinbulgaria.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #zabytki #archeologia #moneta #Sozopol #bulgaria #ApolloniaPontyjska #zloto #srebro

W Morzu Czarnym u wybrzeży miasta Sozopol nurek znalazł monetę liczącą sobie co najmniej 2650 lat. Może to być najstarsza moneta pochodząca z Bułgarii i jedna z najstarszych na świecie.

Bułgarski nurek-amator Vladimir Penchev znalazł jedną z najstarszych monet na świecie

Wykonana z elektrum, czyli stopu złota i srebra, moneta powstała w Lidii w VII wieku przed Chrystusem. Jak poinformowało bułgarskie Narodowe Muzeum Historii, monetę znaleziono na głębokości 1 metra na plaży w Sozopolu. W VII wieku przed naszą erą greccy koloniści z Miletu założyli tutaj miasto Antheia, które bardzo szybko zmieniło nazwę na Apollonia Pontyjska. Później, w pierwszym wieku naszej ery stało się znane jako Sozopolis.

Władimir Penczew, numizmatyk z Muzeum Narodowego, mówi, że znaleziona właśnie moneta może być najstarszą znaną z ternu Bułgarii. Jako, że monety wynaleziono w Lidii, starożytnym królestwie obejmującym tereny dzisiejszej zachodniej Turcji, niewykluczone, iż mamy tutaj do czynienia z jedną z najstarszych monet na świecie.

Moneta waży 0,63 grama i ma wartość 1/24 statera, głównej jednostki monetarnej starożytnej Grecji. Jej odkrywcą jest Dimitar Kutsew, nurek-amator, który od 25 lat poszukuje w Morzu Czarnym zabytków i wszystko, co znajdzie, przekazuje Muzeum Narodowemu. Tym razem dokonał naprawdę wyjątkowego odkrycia. Nigdy wcześniej na terenie Bułgarii nie znaleziono lidyjskiej monety.

Jednak sama obecność tej monety w Apollonii Pontyjskiej nie jest zaskoczeniem. Milet, skąd pochodzili założyciele miasta, również znajdował się na terenie dzisiejszej zachodniej Turcji, prowadził nawet wojnę z państwem lidyjskim, które próbowało go podbić. Nie dziwi więc, że koloniści z Miletu mieli przy sobie lidyjskie monety. Losy Miletu, najpotężniejszego i najbogatszego w tym czasie greckiego państwa-miasta, były silnie związane z Lidią. W VI wieku przed naszą erą Persowie pod wodzą Cyrusa podbili rządzoną przez Krezusa Lidię, a ich wojskom nie oparł się też Milet.

Pornhub oferuje dożywotnie członkostwo LifePlan specjalnie na Black Friday

Data: 25.11.2019 13:21

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #pornhub #rozrywka #sex #porno #nsfw #blackfriday

Dożywotni dostęp do PornHub jako prezent pod choinką? Według wiceprezesa serwisu, to idealny pomysł.

Pornhub oferuje dożywotnie członkostwo LifePlan specjalnie na Black Friday

Kto nie wiem czym jest Pornhub, niech pierwszy rzuci kamieniem… Ten niezwykle popularny serwis, który stał się niemal synonimem porno w internecie oferuje specjalną okazję na Black Friday. Miłośnicy filmów dla dorosłych będą mogli kupić specjalny, dożywotni dostęp LifePlan Premium, płacąc tylko raz. Ma to być alternatywa dla tradycyjnych zakupów i prezentów. Cena to tylko lub aż 299 dolarów – a jej atrakcyjność oczywiście jest bardzo subiektywna. Dla przeciętnego Kowalskiego cena będzie zaporowa, ale dla regularnego użytkownika serwisu dożywotnie członkostwo, może być nie lada gratką.Już w ten piątek będzie można kupić LifePlan – dostęp do usług premium w serwisie Pornhub na całe życie. Patrząc na obfitą bazę materiałów w darmowej bibliotece oraz około 125000 filmów w kategorii premium, będzie potrzeba zapewne całego życia, żeby je obejrzeć. W ramach rozszerzonego członkostwa, użytkownicy Premium otrzymają rozszerzone opcje jakości filmów, w tym 1080p i 4K, dostęp do materiałów wirtualnej rzeczywistości oraz dodatkowe treści, niedostępne dla zwykłych amatorów porno. Warto wspomnieć, że użytkownicy Premium nie będą doświadczać żadnych rozpraszających reklam.

Corey Price, wiceprezes Pornuba stwierdził, że taki pakiet do idealny prezent dla kogoś bliskiego na Święta Bożego Narodzenia. "Każdego roku podczas Black Friday, który jest często najbardziej pracowitym dniem roku, widzimy masę ofert dotyczących elektroniki, ubrań i innych rzeczy. Jednak kupując takie tradycyjne prezenty należy pamiętać, żeby podarować tym najbliższym prezent, którego naprawdę chcą i który jest im naprawdę potrzebny" – mówił Price w oświadczeniu, odnosząc się do pakietu LifePlan.

Iracki minister obrony wyłudzał zasiłki w Szwecji, gdzie mieszkał jako… uchodźca

Data: 24.11.2019 18:45

Autor: ziemianin

fl24.net

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #irak #zasilek #islam #aktualnosci

Międzynarodowe media donoszą o niecodziennym przypadku – iracki minister obrony wyłudzał zasiłki w Szwecji, gdzie miał mieszkać jako… uchodźca.

Iracki minister obrony wyłudzał zasiłki w Szwecji, gdzie mieszkał jako… uchodźca

Iracki minister obrony wyłudzał zasiłki w Szwecji, gdzie mieszkał przez kilka lat jako uchodźca pod innym nazwiskiem. Ma cały czas fikcyjny adres na przedmieściach Sztokholmu, a nawet obywatelstwo szwedzkie, czego zakazuje ministrom iracka konstytucjahttps://t.co/WfCVDr5Cg6

— Adam Gwiazda (@delestoile) [24 listopada 2019](https://twitter.com/delestoile/status/1198516358448848896?ref_src=twsrc%5Etfw)

„Iracki minister obrony wyłudzał zasiłki w Szwecji, gdzie mieszkał przez kilka lat jako uchodźca pod innym nazwiskiem. Ma cały czas fikcyjny adres na przedmieściach Sztokholmu, a nawet obywatelstwo szwedzkie, czego zakazuje ministrom iracka konstytucja” – poinformował na Twitterze Adam Gwiazda.

52-letni Nadżah Hasan Ali asz-Szammari przybył do Szwecji wraz z rodziną jeszcze w 2012 roku. Polityk i rodzina zostali zameldowani na przedmieściach – minister w kraju nie miał stałej pracy, przebywał na zwolnieniu lekarskim, kilkukrotnie starał się o zasiłek – udało mu się uzyskać je pod innym nazwiskiem, otrzymywał je jednak w czasie, gdy przebywali w Iraku.

Mózg – błyskotliwy idiota czyli krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko

Data: 24.11.2019 18:18

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #kultura #ksiazki #nauka #ziemia #ludzkosc #ewolucja #heheszki #zprzymruzeniemoka

Nasz umysł potrafi wymyślać koncerty, miasta i teorię względności, a jednak bez pięciu minut bolesnych rozważań nie umie zadecydować, jakie chipsy chcemy sobie kupić. Przez większość czasu twój mózg (i mój) jest strasznym idiotą.

Mózg – błyskotliwy idiota czyli krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko

Około siedemdziesięciu tysięcy lat temu istoty ludzkie rozpoczęły pierwsze prawdziwe dzieło zniszczenia.

W tym czasie nasi przodkowie rozpoczęli migrację z Afryki i rozprzestrzeniali się po całej kuli ziemskiej – najpierw dotarli do Azji, chwilę później do Europy. Unieszczęśliwili przy tym mnóstwo innych istot ludzkich, bo tak się złożyło, że nasz gatunek, Homo sapiens, nie był wtedy jedynym gatunkiem rozumnym na tej planecie – wcale nie. To, ile dokładnie innych gatunków ludzi pałętało się tu wówczas, jest kwestią dyskusyjną. Zbieranie fragmentarycznych szkieletów czy fragmentarycznego DNA i próba ustalenia, co właściwie uznaje się za odrębny gatunek albo podgatunek, albo tylko za nieco dziwną wersję tego samego gatunku, jest nie lada sztuką (jest to również idealny sposób na wszczęcie dyskusji, jeśli kiedyś znajdziesz się w gronie paleontologów, którzy mają trochę czasu do zabicia). Ale jakkolwiek je klasyfikować, na Ziemi żyły co najmniej dwa inne gatunki człowieka, z których najsłynniejszy to Homo neanderthalensis – lepiej znany jako neandertalczyk. W rezultacie wcześniejszych migracji z Afryki neandertalczycy przez ponad sto tysięcy lat zamieszkiwali większą część Europy i znaczne obszary Azji. Zasadniczo nieźle im się wiodło.

Niestety, ledwie kilkadziesiąt tysięcy lat po tym, jak nasi przodkowie wtarabanili się na scenę – mgnienie oka w kategoriach ewolucyjnych – neandertalczycy i wszyscy inni nasi krewni zniknęli z powierzchni Ziemi. Taki był początek schematu, który szybko stał się typowy dla całej historii ludzkości: gdy tylko gdzieś się zjawiamy, święty spokój diabli biorą. W ciągu kilku tysięcy lat od wejścia tak zwanych współczesnych ludzi na tereny zajmowane przez neandertalczyków ci drudzy zaczęli znikać z zapisów kopalnych, zostawiając po sobie tylko kilka widmowych genów, które wciąż nawiedzają nasze DNA (najwyraźniej dochodziło do krzyżowania się neandertalczyków z intruzami, którzy ich wypierali. Jeśli jesteś pochodzenia europejskiego albo azjatyckiego, istnieje duża szansa, w przedziale od jednego do czterech procent, że masz neandertalskie DNA).

To, dlaczego i jak my przeżyliśmy, a nasi kuzyni pojechali ekspresem do Wymarłowa, jest kolejnym dyskusyjnym tematem. Właściwie mnóstwo najbardziej prawdopodobnych wyjaśnień wiąże się z zagadnieniami, które często będą się przewijać w tej książce. Może doprowadziliśmy do wymarcia neandertalczyków niechcący, przywlekając ze sobą choroby, na jakie nie byli odporni (większa część historii ludzkości jest tak naprawdę tylko historią chorób, które złapaliśmy podczas naszych podróży, a potem przekazaliśmy innym). A może byliśmy lepsi w przystosowywaniu się do zmian klimatycznych? Dowody wskazują, że nasi przodkowie żyli w większych grupach społecznych, komunikowali się i handlowali na znacznie większym obszarze niż bardziej odizolowani, skostniali neandertalczycy, co oznacza, że mogliśmy lepiej sobie poradzić, gdy uderzyła fala chłodów.

A może po prostu ich wymordowaliśmy, ponieważ, hej, właśnie to lubimy robić.

Zapewne – jak to zwykle bywa – nie ma jednego zgrabnego wyjaśnienia. Ale wiele z najbardziej wiarygodnych wyjaśnień łączy jedno – nasze mózgi i to, jak ich używamy. To niezupełnie takie proste jak stwierdzenie, że „My byliśmy mądrzy, a oni głupi". Neandertalczycy nie byli ociężałymi matołami z popularnego stereotypu. Mieli mózgi równie duże jak my i w Europie przez dziesiątki tysięcy lat wyrabiali narzędzia, rozniecali ogień, tworzyli abstrakcyjne dzieła sztuki i biżuterię, zanim przyszedł Homo sapiens i zaczął podnosić poprzeczkę. Nasza przewaga nad neandertalskimi kuzynami miała związek przede wszystkim z myśleniem przekładającym się na umiejętności przystosowawcze, lepsze narzędzia, bardziej złożone struktury społeczne czy sposoby komunikowania się w obrębie grupy i pomiędzy grupami.

W sposobie myślenia ludzi jest coś, co nas wyróżnia jako wyjątkowych. Poważnie. Wskazuje to sama nazwa naszego gatunku: Homo sapiens, czyli „człowiek rozumny" (skromność, bądźmy szczerzy, nigdy tak naprawdę nie należała do naszych typowych cech).

I oddając sprawiedliwość naszemu ego, ludzki mózg jest niezwykłą maszyną. Umiemy dostrzegać w otoczeniu wzory i na ich podstawie odgadywać, jak coś działa, bo tworzymy złożony mentalny model świata obejmujący więcej niż to, co widzimy. Następnie możemy wykorzystać ten model jako punkt wyjścia do twórczych skoków: jesteśmy w stanie wyobrazić sobie zmiany, które poprawią naszą sytuację. Możemy przekazać te koncepcje innym ludziom, żeby mogli wprowadzić ulepszenia, o jakich my nie pomyśleliśmy, i obrócić wiedzę i inwencję we wspólny wysiłek przekazywany kolejnym pokoleniom. Następnie możemy przekonać innych, by wspólnie pracowali przy realizacji jakiegoś planu, który wcześniej istniał tylko w naszej wyobraźni, tak by dokonali przełomu, jakiego nikt z nas nie mógłby dokonać w pojedynkę. A później powtarzamy to na setki tysięcy sposobów, na okrągło, i to, co kiedyś było szokującymi innowacjami, staje się tradycją, która rodzi nowe innowacje, aż wreszcie kończy się czymś, co nazywamy kulturą albo społeczeństwem.

Clerkenwell nie była gniazdem tajnych agentów Wehrmachtu

Pomyśl o tym w ten sposób: pierwszym krokiem jest spostrzeżenie, że okrągłe przedmioty toczą się ze wzgórza lepiej niż kanciaste. Drugi krok to wykombinowanie, że jeśli coś zaokrąglić przy użyciu jakiegoś narzędzia, to będzie się toczyć lepiej. Trzecim krokiem jest pokazanie kumplom nowych turlających się przedmiotów, po czym rodzi się pomysł, że można połączyć cztery takie, żeby zrobić wóz. Czwarty krok polega na zbudowaniu floty imponujących rydwanów, żeby ludzie mogli lepiej pojąć świetność twojej dobrotliwej, a zarazem bezlitosnej władzy. A piąty krok to jazda vauxhall insignią po A-dziesiątce przy słuchaniu kompilacji klasycznych softrockowych hymnów i pokazywanie kierowcy ciężarówki środkowego palca. (…)

Ale ludzki mózg, choć niezwykły, jest również wyjątkowo dziwaczny i skłonny do popełniania fatalnych omyłek w najmniej odpowiednim momencie. Wciąż podejmujemy koszmarne decyzje, wierzymy w idiotyzmy, ignorujemy dowody, które mamy przed oczami, i tworzymy plany pozbawione nawet odrobiny sensu. Nasz umysł potrafi wymyślać koncerty, miasta i teorię względności, a jednak bez pięciu minut bolesnych rozważań nie umie zadecydować, jakie chipsy chcemy sobie kupić.

Jak to się stało, że nasz wyjątkowy sposób myślenia pozwala nam na przeróżne sposoby kształtować świat zgodnie z naszymi pragnieniami, ale również dzięki niemu ustawicznie dokonujemy absolutnie najgorszych wyborów, chociaż jest jasne, że są złe? Krótko mówiąc: wysłaliśmy człowieka na Księżyc, a jednak wciąż wysyłamy TAKI tekst do naszych eks? Wszystko sprowadza się do tego, w jaki sposób ewoluował nasz mózg.

Rzecz w tym, że ewolucja jako proces nie jest bystra – jest tępa, i to w bardzo uparty sposób. Dla ewolucji ma znaczenie tylko to, żebyś przetrwał tysiące strasznych niebezpieczeństw, które czyhają na każdym kroku, i przekazał swoje geny następnemu pokoleniu. Jeśli się uda, zadanie wykonane. Jeśli nie, pech. To oznacza, że ewolucja naprawdę nie jest dalekowzroczna. Jeżeli jakaś cecha zapewnia nam przewagę w danej chwili, zostanie wybrana bez względu na to, czy w końcu nie obciąży naszych prapraprapraprawnuków czymś, co jest żałośnie przestarzałe. Ewolucja nie daje punktów za przewidywanie – argument „Och, ta cecha teraz jest przeszkodą, ale wierz mi, stanie się naprawdę przydatna dla moich potomków za milion lat" absolutnie do niej nie trafia. Ewolucja osiąga wyniki nie przez planowanie, ale raczej przez proste rzucanie absurdalnie wielkiej liczby głodnych, napalonych organizmów w niebezpieczny, bezwzględny świat i patrzenie, kto padnie ostatni.

To oznacza, że nasz mózg nie jest wynikiem drobiazgowego procesu projektowania, mającego na celu stworzenie jak najlepszych myślących maszyn; jest luźnym zbiorem klisz, improwizacji i skrótów, które uczyniły naszych przodków o dwa procent lepszymi w znajdowaniu pożywienia albo o trzy procent lepszymi w przekazywaniu informacji „O cholera, uważaj, to lew".

Te skróty myślowe (formalnie rzecz ujmując, nazywają się „heurystyką") są absolutnie konieczne do przetrwania, do kontaktów z innymi i do uczenia się na błędach: nie można każdorazowo siadać i opracowywać od podstaw wszystkiego, co chce się zrobić. Gdybyśmy za każdym razem, aby uniknąć szoku na widok wschodzącego słońca, musieli stosować poznawczy odpowiednik wielkoskalowego badania randomizowanego z grupą kontrolną, jako gatunek doszlibyśmy donikąd. Rozsądniejsze dla naszego mózgu jest przyjęcie „O tak, słońce wstaje" po tym, jak kilka razy widzieliśmy to zjawisko. Na tej samej zasadzie, jeśli Jeff mówi, że się zrzygał po zjedzeniu tych fioletowych jagód z tamtego krzaka nad jeziorem, prawdopodobnie lepiej po prostu uwierzyć mu na słowo, niż próbować to sprawdzić.

Ale tu również zaczynają się problemy. Nasze skróty myślowe (jak wszystkie skróty), jakkolwiek przydatne, czasami spychają nas na niewłaściwą ścieżkę. I w świecie, gdzie problemy, z którymi mamy do czynienia, są bardziej skomplikowane niż „Czy powinienem zjeść te fioletowe jagody?", prowadzą do wielu błędów. Mówiąc wprost, przez większość czasu twój mózg (i mój, i zasadniczo wszystkich innych ludzi) jest strasznym idiotą.

Na początek weźmy wspomnianą wcześniej zdolność dostrzegania wzorców i związków. Rzecz w tym, że nasze mózgi są tak bardzo zainteresowane ich szukaniem, że zaczynają widzieć je wszędzie – nawet tam, gdzie ich nie ma. Nie jest to wielkim problemem, kiedy dotyczy czegoś takiego jak na przykład pokazywanie gwiazd na nocnym niebie i mówienie: „Spójrz, to lis polujący na lamę". Ale jeśli wymyślony wzorzec, który zauważamy, jest czymś w rodzaju „Większość przestępstw popełnia jedna konkretna grupa etniczna", to… cóż, wtedy robi się naprawdę duży problem.

Istnieje mnóstwo określeń na ten rodzaj błędnego postrzegania, na przykład „korelacja iluzoryczna" czy „iluzja grupowania". Podczas drugiej wojny światowej wielu ludzi w Londynie było przekonanych, że niemieckie pociski V-1 i V-2 (już same w sobie ogromnie przerażające) spadają na miasto w ściśle określonych skupiskach – co skłaniało londyńczyków do szukania schronienia w rzekomo bezpieczniejszych dzielnicach czy do podejrzeń, że w pewnych, pozornie nietkniętych, rejonach mieszkają niemieccy szpiedzy. Sytuacja była na tyle niepokojąca, że brytyjski rząd zlecił statystykowi, niejakiemu R.D. Clarke'owi, sprawdzenie, czy to prawda.

Do jakich wniosków doszedł? „Skupiska" nie były niczym więcej jak sztuczkami płatanymi przez umysł, iluzorycznymi duchami dopasowywania wzorców. Okazało się, że Niemcy nie dokonali dramatycznego przełomu w technice naprowadzania pocisków i że dzielnica Clerkenwell nie była gniazdem tajnych agentów Wehrmachtu; bomby wystrzeliwano w kierunku miasta na chybił trafił. Ludzie widzieli wzory tylko dlatego, że właśnie tak reagują nasze mózgi.

Kotwiczenie i dostępność, czyli skróty myślowe mózgu

Nawet wysoko wykwalifikowani profesjonaliści mogą paść ofiarą tego rodzaju iluzji. Na przykład wielu pracowników medycznych z głębokim przekonaniem powie, że pełnia Księżyca nieuchronnie prowadzi do koszmarnie złej nocy na szpitalnym oddziale ratunkowym – napływ pacjentów, dziwaczne obrażenia, psychotyczne zachowanie. Kłopot w tym, że przeprowadzono badania i o ile wiadomo, to po prostu nieprawda: nie ma związku pomiędzy fazami Księżyca a liczbą pacjentów przyjmowanych przez SOR-y. A jednak gromada utalentowanych, doświadczonych profesjonalistów przysięgnie, że taki związek istnieje.

Dlaczego? Cóż, wiara nie bierze się znikąd. Przekonanie, że w czasie pełni ludzie dziwnie się zachowują, pokutuje od wieków. Stąd słowo „lunatyzm", stąd mitologia wilkołaka (może być z tym również związane przekonanie o rzekomej korelacji między fazami Księżyca a cyklem menstruacyjnym kobiet). I kiedyś rzeczywiście mogło to być swego rodzaju prawdą. Przed wynalezieniem sztucznego oświetlenia – zwłaszcza latarni ulicznych – światło Księżyca miało znacznie większy wpływ na ludzkie życie. Jedna z teorii mówi, że Księżyc w pełni nie dawał spać bezdomnym koczującym pod gołym niebem, a bezsenność nasilała ich problemy ze zdrowiem psychicznym (…).

Bez względu na to, skąd się wziął pomysł na dziwaczny wpływ Księżyca, na długi czas utrwalił się kulturze. I kiedy ktoś usłyszy, że pełnia zwiastuje noc wariactw, prawdopodobnie przypomni sobie wszystko, co potwierdza te słowa – a zapomni wszystko, co im zaprzecza. Mózg nieumyślnie stworzył wzór z przypadkowości.

Powtarzam, dzieje się tak dlatego, że nasz mózg używa skrótów myślowych. Dwa główne skróty to „heurystyka zakotwiczenia" i „heurystyka dostępności". I oba bez końca sprawiają nam kłopoty.

Kotwiczenie oznacza, że gdy podejmujemy jakąś decyzję, zwłaszcza nie za bardzo mając się na czym oprzeć, niewspółmiernie duży wpływ ma na nas pierwsza zasłyszana informacja. Na przykład w sytuacji, gdy brak nam niezbędnej wiedzy, żeby dokonać w pełni przemyślanej oceny – powiedzmy domu, który widzimy tylko na zdjęciu (uwaga dla milenialsów: domy to te wielkie ceglane rzeczy, na których kupno nigdy nie będzie was stać). Nie mając żadnych informacji, możemy tylko spojrzeć na zdjęcie, stwierdzić, że dom wygląda mniej lub bardziej fajnie, i strzelić w ciemno. Ale ocena może zostać dramatycznie wypaczona, jeśli wcześniej usłyszymy sugerowaną sumę – jak choćby w formie pytania: „Jak sądzisz, ten dom jest wart mniej czy więcej niż czterysta tysięcy funtów?". Ważne jest, by zrozumieć, że tak naprawdę pytanie nie dostarczyło nam żadnych pożytecznych informacji (na przykład za ile ostatnio zostały sprzedane domy w tej okolicy). A jednak ludzie, którym podsunie się sumę sześciuset tysięcy funtów, ocenią dom znacznie wyżej niż ci, którym podsunięto sumę dwustu tysięcy. Takie pytanie, chociaż nie zawiera żadnych informacji, wpływa na naszą ocenę, ponieważ dostaliśmy „kotwicę" – mózg ją chwyta jako punkt odniesienia i dostosowuje się.

Robimy to niemal do absurdalnego stopnia: strzęp informacji, którego używamy jako kotwicy, może być równie mało pomocny jak przypadkowo wygenerowana liczba, lecz mimo to nasz mózg będzie się go trzymać i od niego uzależniać nasze decyzje. To może być naprawdę niepokojące: w swojej książce „Pułapki myślenia" Daniel Kahneman podaje przykład eksperymentu przeprowadzonego w 2006 roku na grupie doświadczonych niemieckich sędziów. Pokazano im szczegóły sprawy sądowej, w której kobieta była winna kradzieży w sklepie. Następnie poproszono ich, by rzucili dwiema kośćmi, które (o czym nie wiedzieli) były obciążone w taki sposób, że zawsze wypadało łącznie trzy albo dziewięć oczek. Zapytano ich, czy kobieta powinna zostać skazana na więcej lub mniej miesięcy niż wyrzucona liczba oczek, a na koniec mieli podać długość wyroku.

Można się domyślić rezultatu: sędziowie, których kości pokazały wyższą liczbę, skazali kobietę na znacznie dłuższy pobyt w więzieniu niż ci, którzy wyrzucili mniej oczek. Uśredniając, rzut kośćmi sprawiłby, że kobieta spędziłaby w więzieniu trzy miesiące więcej. To nie jest pocieszające.

Z kolei dostępność oznacza, że dokonujemy oceny na podstawie tego, co najłatwiej przychodzi nam na myśl, zamiast głęboko rozważać wszystkie dostępne nam informacje. To zaś oznacza, że mamy tendencję do postrzegania świata przez pryzmat niedawnych zdarzeń albo tych wyjątkowo dramatycznych i zapadających w pamięć, podczas gdy stare, prozaiczne wspomnienia, które prawdopodobnie są dokładniejszym wyznacznikiem codziennej rzeczywistości, po prostu… się zacierają.

Właśnie dlatego sensacyjne doniesienia o potwornych zbrodniach każą nam myśleć, że wskaźnik przestępczości jest wyższy, niż jest w istocie, podczas gdy suche dane statystyczne mówiące, że ten wskaźnik spada, nawet w przybliżeniu tak na nas nie oddziałują. Między innymi dlatego wielu ludzi bardziej się boi katastrofy lotniczej (są rzadkie, ale dramatyczne) niż wypadków samochodowych (zdarzają się częściej i jako takie są mniej ekscytujące). I to dlatego akty terroryzmu mogą spowodować błyskawiczne odruchowe reakcje społeczeństwa i polityków, podczas gdy znacznie bardziej niebezpieczne, ale również bardziej banalne zagrożenia dla życia są odsuwane na bok. W latach 2007–2017 w USA więcej ludzi zginęło od kosiarek niż z rąk terrorystów, a mimo to rząd amerykański dotąd jeszcze nie wypowiedział wojny kosiarkom (chociaż, bądźmy szczerzy, w świetle niedawnych wypadków nie można tego wykluczyć).

Współdziałając, heurystyka zakotwiczenia i heurystyka dostępności są naprawdę przydatne do szybkiego wydawania sądów w chwilach kryzysu albo podejmowania tych wszystkich drobnych, codziennych decyzji, które w gruncie rzeczy nie mają większego znaczenia. Ale gdy chce się powziąć bardziej przemyślaną decyzję, biorąc pod uwagę całą złożoność współczesnego świata, mogą okazać się koszmarem. Umysł będzie próbował wśliznąć się do strefy komfortu, korzystając z czegoś, co słyszeliśmy niedawno albo co najszybciej wpada nam do głowy.

Tom Phillips jest brytyjskim dziennikarzem i pisarzem, redaguje internetowy serwis Full Fact, zajmujący się sprawdzaniem faktów (https://fullfact.org). Wcześniej był dyrektorem wydawniczym brytyjskiej wersji serwisu BuzzFeed.

Książka Toma Phillipsa „Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko", przeł. Maria Gębicka-Frąc, ukazała się w listopadzie nakładem wydawnictwa Albatros, Warszawa 2019. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Kasza z glifosatem. GIS zapowiada kontrole

Data: 24.11.2019 13:19

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #jedzenie #kaszagryczana #swiatrolnika #zdrowie #glifosat #handel

Zbadano kasze gryczane z polskich sklepów na obecność pozostałości glifosatu. 40% z nich nie powinna znaleźć się w sklepach! GIS zapowiada kontrole

Kasza z glifosatem. GIS zapowiada kontrole

Po płatkach śniadaniowych przyszedł czas na kasze gryczane. Program FoodRentgen i Fundacja Konsumentów opublikowali dziś w sieci raport z wynikami badań kasz gryczanych z polskich sklepów na obecność glifosatu – kontrowersyjnego herbicydu, który może być używany do suszenia zbóż. Jego spożywanie zwiększa ryzyko wielu chorób, m.in. nowotworowych.

Sześć z dziesięciu kasz gryczanych znanych marek dostępnych w dużych sieciach handlowych w całej Polsce przeszło pozytywnie badanie laboratoryjne na obecność pozostałości glifosatu. Z czego w czterech produktach nie wykryto pozostałości tej substancji, a w kolejnych dwóch były obecne ilości glifosatu, mieszczące się w granicach Najwyższych Dopuszczalnych Prawem Poziomów tej substancji w produkcie. W czterech tego niebezpiecznego dla zdrowia pestycydu było tak dużo, że produkty nie powinny znaleźć się w sprzedaży.

Informacja o przekroczeniach trafiła już do Głównego Inspektoratu Sanitarnego, który przekazał sprawę inspektorom w województwach, w których siedziby mają producenci skażonych kasz. W oficjalnym piśmie przesłanym organizatorom akcji Inspektorat zapowiada „niezwłoczne podjęcie działań nadzorowych”.

Polsat promuje markę fruturiankę i sztywną wegetariankę, dla której ziemniaki nie są już . . .

Data: 24.11.2019 13:14

Autor: ziemianin

polsatnews.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #wegetarianizm #idioci #zywnosc #dzieci #rodzina #rodzice #usa

Aga Kirchner z kanału i bloga Aga in America często jest oskarżana w internecie o nakłanianie dzieci do szkodliwych diet, o pouczanie Polaków jak jeść etycznie i zdrowo. PolsatNews.pl podkreślił, że na blogerkę spadł niezasłużony hejt. Bez wątpienia, jak na każdego blogera, bowiem świat pełen jest hejterów. Jednak czy ten styl życia zwłaszcza matki warto promować?

Polsat promuje markę fruturiankę i sztywną wegetariankę, dla której ziemniaki nie są już kanoniczne . . .

Dziennikarz zapytał co to znaczy surowy wegetarianizm, który promuje Aga Kircher.

"Wiele osób uważa, że jedząc na surowo, spożywamy wyłącznie trawę i liście (śmiech). To nie do końca prawda. Jest wiele odmian surowego weganizmu. Niektórzy jedzą tylko naturalne warzywa i owoce, niektórzy nie. Na surowo można zrobić chociażby pizzę. Blendujesz surową kukurydzę z odrobiną wody. Potem ją suszysz i masz gotowy spód. Jest wiele możliwości, choć, według mnie, najzdrowiej jeść surowe owoce i warzywa, z naciskiem na owoce"

– odpowiedziała.

"Jedyna zasada, choć nie lubię tego słowa, mówi o tym, że surowe jedzenie nie podlega obróbce cieplnej powyżej 45 stopni Celsjusza. (...) Ziemniaki nie mają już dla mnie smaku, nawet gdy są przyprawione. Przywykłam do "żywego" smaku owoców. Teraz już nie za bardzo czuję to, co wcześniej"

– dodała.

Wielbicielka owoców przyznaje jednak, że czasami skusi się na wegetariańskie sushi… Wcześniej media publikowały anorektyczne dla wielu zdjęcia blogerki, która chciała leczyć różne choroby trudno uleczalne owocami odżegnując się w dużej mierze od tradycyjnej medycyny.

Działacze na rzecz ochrony klimatu rozpoczynają strajk głodowy z . . . herbatą z cukrem

Data: 24.11.2019 13:09

Autor: ziemianin

hessenschau.de

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #ekoswiry #ekooszolomy #niemcy

Sarah Haenßgen – studentka z Frankfurtu nad Menem rozpoczęła strajk głodowy, aby – jak to ujęła – wstrząsnąć swoją postawą i zasygnalizować, że zmiany klimatyczne są straszliwą klęską ludzkości. Jej kolega z Berlina również podjął się tej formy protestu.

wymagany niemiecki

Działacze na rzecz ochrony klimatu rozpoczynają strajk głodowy z . . . herbatą z cukrem

Rzecz jednak w tym, że strajk „głodowy” nim do końca nie jest, ponieważ nie chcąc ryzykować zbyt wiele, Sarah będzie piła w nieograniczonych objętościach gorącą herbatę z cukrem, a z takim „niejedzeniem” można żyć i żyć.

To jedna ze znanych metod „strajku głodowego”, którego uczestnicy mogą protestować w ten sposób bez końca. Ważniejszy jest jednak cel, jakiemu poświęca swe młode "życie" aktywistka z Niemiec.

Zatroskanie o los planety przy jednoczesnym wstrząśnięciu opinią publiczną są powodami jej „desperackiego” kroku. Akcji towarzyszy tydzień strajków na niemieckich uniwersytetach, który ma się zakończyć tzw. „globalnym” piątkiem.

Aktywiści ekologiczni we Frankfurcie wzywają studentów i wykładowców do spędzenia tygodnia na uniwersytecie, lecz zamiast zajęć, uczestniczenia w warsztatach i seminariach dotyczących zmian klimatycznych.

I co? Od takich działań, będzie padało więcej deszczu w Europie, susze ominą kraje dotknięte tą klęską, czy może wyprodukujemy więcej zielonej energii?

A przysłowiowa herbata z cukrem, którą głodująca ma spożywać, aby przeżyć swój protest, nie będzie przewożona do Europy przez statki zatruwające środowisko? Buraków cukrowych, albo trzciny nie będzie się uprawiać, aby zaoszczędzić przyrodzie gazów cieplarnianych i spalin wytwarzanych w czasie jej mechanicznego siewu, sadzenia i zbioru?

To czym posłodzi zimną wodę młoda studentka, skoro jej podgrzanie jest zbytnim obciążeniem dla środowiska, a xylitol użyty zamiast cukru rośnie na drzewach?

Czym dojadą na uczelnię ekolodzy? Jeśli nie wybiorą zatruwających środowisko autobusów, czy samochodów, mogą przyjechać rowerami. Rowery najpierw trzeba wyprodukować, a to oznacza odlanie stali lub aluminium. Może na uczelnie udadzą się nago, aby nie zatruwać atmosfery podczas produkcji materiałów odzieżowych, by później je dystrybuować do sklepów pojazdami, które zatruwają środowisko?

To wszystko jest jednym, wielkim nonsensem. Słuszna bądź co bądź idea, bo ochrona środowiska jest szczytnym celem, nie może stać się karykaturą troski o jej los. Idąc tropem myśli niby wykształconych ludzi, za jakiś czas cofniemy się do epoki kamienia łupanego lub gładzonego. Choć może to okazać się trudne, skoro podczas procesu łupania lub gładzenia kamienia wydziela się ciepło, a ono podwyższa globalny bilans temperaturowy na Ziemi.

Już nie kradną zwierząt. teraz podpalają . . .

Data: 24.11.2019 13:03

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #zwierzeta #hodowla #ekoswiry #ekooszolomy #swiatrolnika #pozar

To już trzeci pożar w ciągu półtora tygodnia w naszych gospodarstwach. Tym razem województwo mazowieckie i wina prądu. Trochę dużo tych zbiegów okoliczności w tak krótkim czasie – napisał na Twitterze Szczepan Wójcik, który razem z bratem prowadzą hodowle zwierząt futerkowych oraz bydła.

Już nie kradną zwierząt. teraz podpalają . . .

To już trzeci pożar w ciągu półtora tygodnia w naszych gospodarstwach.

Tym razem województwo mazowieckie i wina prądu. Trochę dużo tych zbiegów okoliczności w tak krótkim czasie. pic.twitter.com/R3s0e4SWir

— Szczepan Wójcik (@szczepan_wojcik) November 16, 2019

W przypadku drugiego podpalenia, sprawca został już ujęty. Motywy podpalenia są nieznane.

Niestety pożar gospodarstwa z 11.11 przyniósł większe ogólne straty niż myśleliśmy.

2,3 mln PLN straty (sama słoma 1,1mln).

Sprawca zatrzymamy -motyw nadal nieznany. Gospodarstwo niedawno wyremontowane. Nie zdążyliśmy ubezpieczyć 😔 pic.twitter.com/irbaX7uSFA

— Szczepan Wójcik (@szczepan_wojcik) November 19, 2019

Dotąd napadano na hodowców głównie hejtując ich w Internecie. Czasami kradnąc (zdaniem pseudo-animalsów "uwalniając") zwierzęta. Dzisiaj hodowcy stają się ofiarami podpalaczy.

Sprawę bada policja i stosowne służby.

Ekooszołomy znowu w akcji. Rozpoczęli głodówkę w Warszawie

Data: 24.11.2019 12:57

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #warszawa #ekoterroryzm #Ekooszolomy

Ekolodzy rozpoczęli kolejną szopkę w Warszawie – będą się głodzić ponieważ polski rząd nie zajmuje się w dostatecznym stopniu zmianami klimatu.

Ekooszołomy znowu w akcji. Rozpoczęli głodówkę w Warszawie

Lewicowi aktywiści chcą w Warszawie zwrócić uwagę na zmiany klimatu. Klimatyści rozpoczęli więc głodówkę w obronie ziemi – Oko Press podało, że akcja trwa od wczoraj. 22 listopada siedem osób postanowiło rozpocząć strajk głodowy – co ciekawe podobne protesty mają miejsce na całym świecie.

To nie pierwsza taka akcja ekologów. We wrześniu organizacje na celownik wzięły sobie polskie elektrownie. ClientEarth pozywa Elektrownię Bełchatów. To pierwszy tego typu pozew w Polsce: „Pozew jest bezprecedensowy o tyle, że do tej pory nikt nie używał tej podstawy prawnej wobec tak dużej instalacji” – komentował prezes organizacji Marcin Stoczkiewicz.

Czego chcą prawnicy? „Zaprzestania działalności powodującej zagrożenie dla środowiska jako dobra wspólnego poprzez odejście od spalania węgla w Elektrowni Bełchatów najpóźniej do 2035 r., lub zainstalowanie w elektrowni urządzeń redukujących emisję CO2 do zera w tym samym terminie”.

Polscy piloci stracili uprawnienia na Mig-29. Myśliwce uziemione

Data: 24.11.2019 12:49

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #lotnictwo #polska #heheszki #polityka #Mig29 #mysliwce #samoloty #MON #aktualnosci

„W Polsce nie ma ani jednego pilota, który może dziś latać na myśliwcach Mig-29” – informuje portal Onet. Myśliwce zostały uziemione.

Polscy piloci stracili uprawnienia na Mig-29. Myśliwce uziemione

„To patowa sytuacja. Nikt nie wie, jak z niej wybrnąć” – komentuje jeden z lotników. Okazuje się, że maszyny nie latają od kilku miesięcy – sytuacja przedkłada się przede wszystkim na nastroje wśród pilotów, którzy nie mogą wykonywać lotów na myśliwcach.

Uziemienie maszyn potwierdza płk pil. Stobiecki, dowódca bazy w Mińsku Mazowieckim oraz rzecznik prasowy bazy w Malborku. Informacjom zaprzecza jednak wojsko. „W chwili obecnej wszyscy piloci z baz lotniczych w Mińsku Mazowieckim i Malborku posiadają uprawnienia do lotów na samolotach MiG-29” – komentuje dla Onetu płk Marek Pawlak.

Przypominamy, że rok temu w okolicy Pasłęka rozbił się Mig-29 Sił Powietrznych. Pilot katapultował się, lecz niestety nie przeżył. Samolot należał do 22 (Nr boczny 4103) Bazy Lotnictwa Wojskowego w Malborku. Rozbił się we wsi Sakówko, tj. około pół kilometra od zabudowań mieszkalnych, podczas nocnych lotów ćwiczeniowych.

WTF? Kierowca który wjechał w pieszych - rok w zawieszeniu

Data: 24.11.2019 12:44

Autor: ziemianin

fakty.interia.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #kierowcy #wypadek #prawo #sady #kumpelkrolika #wtf

Na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata skazał w piątek Sąd Rejonowy w Stargardzie (woj. zachodniopomorskie) 19-latka, który w ubiegłym roku wjechał samochodem w pieszych – prawdopodobnie podczas nielegalnych zawodów. Młody mężczyzna dostał też 10-letni zakaz prowadzenia pojazdów.

WTF? Kierowca który wjechał w pieszych – rok w zawieszeniu

Młody kierowca Damian M. w nocy 18 sierpnia ub.r. podczas zjazdu z ronda przy pl. Wolności w Stargardzie stracił panowanie nad kierownicą, najechał na barierki ochronne, oddzielające chodnik od jezdni i wjechał na chodnik. Spowodował obrażenia u ośmiu osób. Mężczyzna był trzeźwy. Po tym zdarzeniu trafił na blisko 30 dni do aresztu.

Wypadek efektem nielegalnych zawodów?

Jak donosiły lokalne media, mężczyzna brał udział w nielegalnych zawodach, a do wypadku doszło podczas próby driftu – jazdy w kontrolowanym poślizgu.

Zarówno prokuratura, jak i sąd uznały jednak, że nie ma materiału dowodowego świadczącego o tym, że Damian M. brał udział w drifcie.

"Sąd nie może wyjść poza granice oskarżenia w tym miejscu, ale trzeba mieć na uwadze, że to nie była zwykła przejażdżka. To nie było tak, że oskarżony znalazł się akurat w tym miejscu przypadkowo i postanowił sobie pojechać naokoło ronda" – wskazała w piątek sędzia Halina Waluś. Dodała, że w samochodzie wyłączone były systemy bezpieczeństwa, a kierowca przekroczył dozwoloną prędkość co najmniej o 15 km/h.

Sędzia: Oskarżony ma szczęście

Sędzia przyznała jednak, uzasadniając wyrok, że w świetle dowodów, m.in. zeznań pokrzywdzonych i świadków, protokołu oględzin miejsca zdarzenia i pojazdu czy opinii biegłego z zakresu badania wypadków drogowych, "wina oskarżonego nie budzi wątpliwości". Wskazała też, że "oskarżony ma ogromne szczęście".

"Ma ogromne szczęście przede wszystkim dlatego, że jest duża liczba osób pokrzywdzonych, ale ich obrażenia na szczęście nie okazały się tak poważne, jak mogłoby się wydawać" – powiedziała sędzia. Dodała, że znaczące było też, iż obrońca nie starał się udowodnić, że Damian M. nie ponosił winy. Podkreśliła, że mężczyzna starał się zadośćuczynić pokrzywdzonym – napisał do nich przeprosiny, prowadzone były też rozmowy i negocjacje, przekazał im także kwoty, o które wnioskowali.

Damian N. skazany

Sąd wymierzył mężczyźnie najniższą z możliwych kar "po to, żeby móc zastosować wobec niego instytucję warunkowego zawieszenia wykonania tej kary". Wzięte pod uwagę zostało nie tylko zachowanie Damiana M. przed rozprawą, ale też w trakcie procesu. "Artykuł 54 (kodeksu karnego), mówi o tym, ze osoby młodociane należy przede wszystkim wychowywać, a nie karać" – wskazała sędzia Waluś.

Zaznaczyła, że także pokrzywdzeni wskazali, iż kara pięciu lat więzienia, o którą wnosił prokurator, jest zbyt surowa.

Sędzia wskazała też, że po zakończeniu okresu zakazu prowadzenia pojazdów Damian M. "będzie już osobą dojrzałą i myślę, że nie będzie sprawiał zagrożenia nie tylko dla siebie, ale dla innych uczestników ruchu drogowego".

Wyrok nie jest prawomocny."

Jeden z komentarzy:

"Gdyby nie miał prawka ,ubezpieczenia i jechał niesprawnym autem to by był całkiem niewinny."

O systemie obrony, który sam siebie wykluczył.

Data: 24.11.2019 12:40

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #lotnictwo #polska #usa #rosja #heheszki #polityka #Mig29 #F16 #mysliwce #samoloty #MON #f35

Polska armia ma 29 myśliwców MiG-29, 48 myśliwców F-16 i 12 SU-22. SU pochodzą z lat siedemdziesiątych. Nie wiadomo ile F-16 jest sprawnych. Prawdopodobnie kilka do kilkunastu. Remonty F-16 są długotrwałe i kosztowne.

O systemie obrony, który sam siebie wykluczył.

Wszystkie maszyny MiG-29 zostały uziemione przez Dowódcę Generalnych Rodzajów Sił Zbrojnych w marcu, kiedy to jedna z nich runęła na ziemię. W Polsce nie ma teraz ani jednego pilota, który mógłby latać myśliwcem MiG-29 Przywracanie uprawnień potrwa co najmniej pół roku. Piloci nie mają uprawnień i nic nie robią ale wysoką pensje biorą.Według przepisów SYSTEMU problem pojawia się, kiedy dany rodzaj samolotu jest uziemiony dłużej niż pół roku. Przyjmuje się ze po tak długim czasie piloci maszyn sporo zapomnieli, stracili umiejętności i wyszli z wprawy. Po rocznym postoju maszyny mogą być niebezpieczne.

Pozostaje sprzedać za grosze sprawne myśliwce MIG-29 w Afryce i będzie 0.1% na koszt zakupu F-35, które od razu są niesprawne ! To jest istotna różnica F-35 od F-16 i MiG-ów. Na pozostałe 99.9% kosztu F-35 Polska weźmie kredyty !

Prezydent Władimir Putin w przygotowanej dla niego prasówce przeczytał o tym. Zadzwonił do ministra obrony i zamówił szampana.

-Gratuluje. Ilu naszych agentów nad tym pracowało i ile to kosztowało ?

-Nie pracowaliśmy nad tym. Zero agentów i zero rubli.

-Naprawdę ! Wypijmy za ich głupotę i naszą dobrą gwiazdę !

-Bismarck miał powiedzieć że wystarczy Polakom dać się rządzić to się sami wykończą.

-Dlatego bardzo cenie kanclerz Merkel. Ona mówi żebyśmy się nie denerwowali bo poszczekująca Polska nie stanowi żadnego zagrożenia i ona daje mi słowo honoru na to.

-Panie prezydencie. Proponuje napuścić na Polskę żydów Netanjahu

-Robię to od 5 lat. Jest rewelacyjnie. Też zero agentów i zero rubli. Nasze zdrowie !

  1. Obecnie podatnicy płacą urzędnikom nazywającym się "żołnierz" i emerytom nie dostając w zamian zupełnie nic.

  2. Trzeba, najlepiej w nocy, klepnąć ustawę i anulować utratę uprawnień pilota z mocą wsteczną !

  3. Atrapa państwa z dykty robi się coraz zabawniejsza

  4. Dobrze zarabiają kapelani i biskupi polowi.

  5. Stan naszej armii to jawne zaproszenie dla Rosji.

F1 VLOG 155: Wracają plotki o kierunku Racing Point dla RK. Problemy Ferrari i "sukcesy" Hulka

Data: 23.11.2019 13:35

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motosport #f1 #formula1 #f1vlog #rk88 #robertkubica #kubica

Dziś jeszcze parę zdań na temat rozważań o opcjach RK

Następnie przechodzimy przez najnowsze wydarzenia i najciekawsze wypowiedzi. Od sytuacji między kierowcami Ferrari, poprzez kwestie silników i zarekwirowanych systemów paliwowych aż do odrodzenia Gaslyego, smutnej sytuacji Hulka oraz sposobu Gunthera Steinera na biadolenie Romana.

Kończymy paroma zdaniami o WRC.

F1 VLOG 155: Wracają plotki o kierunku Racing Point dla RK. Problemy Ferrari i "sukcesy" Hulka

Śmieciowy absurd: Mamy wykonywać pracę za innych (segregacja), za którą dodatkowo . . .

Data: 22.11.2019 12:49

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #smieci #segregacjasmieci

Z całej Polski napływają informacje o podwyżkach opłat za wywóz śmieci, jakie szykują nam lokalne samorządy. Niekiedy wzrost będzie naprawdę drastyczny, bo sięgający 100-200 proc. Wszystko dzięki przyjętej w 2013 roku ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Nieco upraszczając: w myśl tej ustawy na mieszkańców może być nałożony obowiązek wykonywania bezpłatnej pracy polegającej na segregowaniu odpadów na 5 typów. Mimo wykonywania tej pracy mieszkańcy muszą płacić za wywóz segregowanych śmieci więcej, niż płacili gdy śmieci nie trzeba było segregować.

Śmieciowy absurd: Mamy wykonywać pracę za innych (segregacja), za którą dodatkowo musimy płacić coraz więcej!

Przypomnijmy – przyjęta w 2013 roku ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach miała wprowadzić prawdziwą rewolucję w zakresie recyklingu śmieci w Polsce. Ustawa nałożyła na gminy obowiązek przygotowania oraz wdrożenia systemu, który zapewni selektywne zbieranie odpadów, doprowadzi do ograniczenia składowania i w konsekwencji umożliwi jak najlepsze ich zagospodarowanie, zapobiegając nielegalnemu pozbywaniu się śmieci.

Co się jednak stało, gdy ustawa weszła w życie? Otóż samorządy zaczęły ją realizować, ale na swój sposób. Gminy bardzo często nie potrafiły rzetelnie oszacować ilości wytwarzanych na swoim terenie śmieci i asekuracyjnie nakładały na mieszkańców wyższe opłaty. Poza tym z firmami odbierającymi śmieci niejednokrotnie rozliczały się ryczałtem, niezależnie od ilości wywożonych nieczystości. Co prawda zaczęły obowiązywać nowe zasady segregacji odpadów, jednak rynek ich wywozu został praktycznie zmonopolizowany przez działające na danym terenie pojedyncze firmy, które bardzo szybko narzuciły własną politykę cenową, co "przy okazji" dodatkowo wypaczyło wysokość opłat płaconych przez mieszkańców.

Warto odnotować, że po dwóch latach obowiązywania nowej ustawy śmieciowej (2015 r.) NIK wydała krytyczny raport, w którym stwierdziła, iż żaden cel tej ustawy nie został w praktyce zrealizowany. W 2017 r. NIK wydała kolejny krytyczny raport o gospodarowaniu odpadami komunalnymi. Kontrolerzy nie mieli wątpliwości – działania organów administracji publicznej na rzecz prawidłowego zagospodarowania odpadów komunalnych są niedostateczne i nieskuteczne, a nieprawidłowości stwierdzono na wszystkich szczeblach funkcjonowania systemu gospodarki odpadami.

W cywilizowanych krajach na segregacji i recyklingu odpadów można zarobić przyzwoite pieniądze. W Polsce sytuacja wygląda tak, że obowiązek pracy związany z segregacją odpadów na 5 typów wykonywany jest bezpłatnie przez nas samych. Owoce tej pracy trafiają do właścicieli lokalnych firm zajmujących się wywozem i recyklingiem odpadów, którzy jednak za obsługę poszczególnych gmin chcą coraz większych pieniędzy. W efekcie wykonujący nieodpłatną pracę przy segregacji odpadów mieszkańcy gmin muszą płacić coraz większe rachunki (bowiem gminy przerzucają roszczenia firm na mieszkańców). Podwyżki, jakie będą funkcjonowały od przyszłego roku, będą naprawdę drastyczne. W niektórych przypadkach mowa o wzroście rzędu 100 – 200 proc. Powstaje pytanie – czy ten szalony rajd kosztów wykonywania usług komunalnych w końcu wyhamuje?

Dr hab. Szczytko: matematyka jest jak język smoków, w którym nie da się skłamać

Data: 22.11.2019 12:43

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #matematyka #smoki #fizyka

Matematyka jest jak język smoków, w którym nie da się skłamać. Jeśli z języka potocznego przełożymy na ten język pewne problemy, np. dotyczące zjawisk w przyrodzie, od razu widać, czy coś jest prawdą, czy fałszem – porównuje w rozmowie z PAP dr hab. fizyk Jacek Szczytko z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dr hab. Szczytko: matematyka jest jak język smoków, w którym nie da się skłamać

"W cyklu powieści Ursuli Le Guin o Ziemiomorzu przedstawiona była koncepcja języka, którym porozumiewały się smoki. One mogły w tym języku wypowiedzieć wszystko. Jeśli jednak to człowiek nauczył się języka smoków, nie był w stanie w nim skłamać – mógł mówić tylko prawdę" – przypomina w rozmowie z PAP fizyk dr hab. Jacek Szczytko z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Według niego takim językiem smoków, w którym nie da się skłamać, jest matematyka.

"W szkole na lekcjach fizyki czy chemii, uczymy się tłumaczyć pewne problemy z języka potocznego na język matematyki" – mówi dr Szczytko. Dzięki temu można np. otrzymać wzory opisujące ruch jakiegoś ciała czy wzory reakcji chemicznych. "A w języku matematyki, tak jak w języku smoków, od razu widać, czy to, co powiedzieliśmy, to prawda czy fałsz" – porównuje. Jeśli bowiem przeprowadzimy rozumowanie zgodnie z regułami – gramatyką języka matematyki – okaże się, czy hipoteza, którą stawiamy, jest fałszywa. Jedna strona równania albo wynosi tyle samo, co druga, albo nie.

Badacz z FUW wymienia, że znaczenie "smoczego języka" doceniają nie tylko fizycy czy chemicy, ale również ekonomiści, inżynierowie, genetycy czy socjologowie, nie wspominając o informatykach.

SZALONY ŚWIAT KWANTÓW UJĘTY W SZTYWNYCH RÓWNANIACH

Porównanie języka smoków z matematyką zyskuje jednak szczególne znaczenie w przypadku mechaniki kwantowej – wskazuje dr Szczytko. Tam bowiem dzięki językowi matematyki możemy uzyskać dostęp do idei, które są prawdziwe, choć wyrażone w języku potocznym wydają się całkowicie nonsensowne.

Naukowiec podaje przykład odkrycia przez Maxa Plancka równań, które podpowiadały, że światło ma charakter korpuskularno-falowy: ma więc i cechy cząstki, i fali. Z takim faktem wyobraźnia słabo sobie radzi, dlatego Planck wahał się, czy ogłosić swoje odkrycie światu. Dwoistość natury światła – która ukazała się ludzkim oczom najpierw w "języku smoków" – okazała się jednak później prawdziwa w eksperymentach. A z czasem znalazła także praktyczne zastosowania (efekt fotoelektryczny wykorzystywany jest np. w bateriach słonecznych czy noktowizorach).

pozostała treść na stronie źródła

Raport ws. restytucji mienia żydowskiego gotowy: „wywoła prawdziwą burzę”

Data: 22.11.2019 12:21

Autor: ziemianin

stop447.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #usa #zydzi #447

Departament Stanu USA skończył raport ws. restytucji mienia żydowskiego. W Polsce ma on wywołać prawdziwą burzę.

Raport ws. restytucji mienia żydowskiego gotowy: „wywoła prawdziwą burzę”

„Z tego co słychać raport Departamentu Stanu dotyczący restytucji mienia bezdziedzicznego gotowy. Podobno jego publikacja wstrzymywana jest od ponad tygodnia. W Polsce ma wywołać prawdziwą burzę. #STOP447” – informuje na Twitterze Tomasz Kalinowski.

Z tego co słychać raport Departamentu Stanu dotyczący restytucji mienia bezdziedzicznego gotowy. Podobno jego publikacja wstrzymywana jest od ponad tygodnia. W Polsce ma wywołać prawdziwą burzę. [#STOP447](/t/STOP447)

— Tomasz Kalinowski (@kalinowski__) [November 21, 2019](https://twitter.com/kalinowski__/status/1197604791448412161?ref_src=twsrc%5Etfw)

Raport jasno wskazuje, że środowiska żydowskie rozpoczynają kolejny etap nacisku na Polskę, abyśmy wypłacili 300 mld $ w ramach bezzasadnych roszczeń. „My mówimy: ani złotówki! Dlatego zbieramy podpisy pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą #STOP447. Zbieraj razem z nami” – zachęcają Roty Niepodległości.

https://t.co/YE6BtZhzlS

Temat komentuje również Damian Kita, rzecznik Stowarzyszenia Marsz Niepodległości: „Do wyborów mieliśmy mieć spokój z roszczeniami żydowskimi! Tymczasem w @StateDept szykuje się raport w odniesieniu do s.447. USA szykuje nam rewolucję! Proszę wszystkich Polaków o mobilizację i poparcie projektu ustawy anty447! To nasze być albo nie być!”

"To co się dzieje dziś to nie jest bajka, że się tam straszy ustawą 447, tylko to jest coś, co ma odzwierciedlenie w prawie międzynarodowym i co się buduje na naszych oczach" – Wojciech Sumliński

Elon Musk zaprezentował dziś nową Teslę Cybertruck.

Data: 22.11.2019 11:35

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #TeslaCybertruck #tesla #elonmusk #ciekawostki

Tesla Cybertruck wygląda jak samochód z gry z lat 90., kiedy jeszcze nikt nie wiedział, jak projektować okrągłe kształty. Odpowiedni dla pierwszej Lary Croft z Tomb Raidera

Elon Musk zaprezentował dziś nową Teslę Cybertruck.

Cybertruck przyspiesza do setki w 3 sekundy i rozpędza się do nawet 208 km/h. W najmocniejszej wersji dysponuje zasięgiem na poziomie ponad 500 kilometrów, a na swój pokład może zabrać 6 osób i ładunki o wadze ponad 1,5 tony. Ale to nie wszystko, oferuje prześwit dochodzący do 40 centymetrów oraz 35-stopniowy kąt natarcia i 28-stopniowy kąt zejścia.

Potężna, 6-osobowa maszyna, która w wielu aspektach bije na głowę popularne Fordy F-150. Pojazd liczy sobie 588 cm długości, 203 cm szerokości i 190 cm wysokości, a pomimo tego, w najlepszej wersji, trzy mocne silniki elektryczne zapewniają mu osiągi sportowych samochodów.

Cena?

Single Motor RWD: $39 900

Dual Motor AWD: $49 900

Tri Motor AWD: $69 900.

I was convinced this was a fake thing.. this is the first thing that @Tesla / @elonmusk has created that I really dislike — Jen W. (@Diadexxus) November 22, 2019

Aston Martin Red Bull Racing - Pit stop w stanie nieważkości

Data: 22.11.2019 10:53

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motosport #formula1 #f1 #AstonMartin #RedBullRacing #wydarzenia

Mechanicy Red Bulla wykonali pit stop w stanie nieważkości na podkładzie lecącego samolotu. To kolejna bardzo pomysłowa akcja promocyjna w wykonaniu tego zespołu.

Aston Martin Red Bull Racing – Pit stop w stanie nieważkości

Red Bull w ostatnich latach przeprowadził dziesiątki (naprawdę było ich tak dużo jeśli zliczymy różnego typu pokazowe przejazdy w miastach i na torach) ciekawych akcji promocyjno-marketingowych powiązanych z Formułą 1, ale wykonanie pit stopu w stanie nieważkości na podkładzie lecącego samolotu, to prawdopodobnie ich szczytowe osiągnięcie.

Pit stop w stanie nieważkości

Przeprowadzenie pełnego pit stopu w stanie nieważkości było skomplikowanym procesem i jednocześnie na pewno bardzo kosztownym, ale szczegółów finansowych nie ujawniono. Na potrzeby tej akcji wykorzystali podwozie bolidu RB1 z 2005 roku w aktualnym malowaniu oraz z pewnymi nowszymi elementami aerodynamicznymi. Ten bolid jest najmniejszy ze wszystkich jakie mieli w F1, co w tym przedsięwzięciu było bardzo ważne. W samolocie zbudowali specjalną konstrukcję, więc im mniejszy samochód, to tym lepiej dla skutecznego wykonania pit stopu i przygotowania materiału wideo. Podwozie z którego skorzystali jest wykorzystywane podczas publicznych pokazów i w tym celu jest wzmocnione, co również było bardzo przydatne, bo istniało spore ryzyko uszkodzeń i uderzeń tym samochodem w czasie wychodzenia ze stanu nieważkości. Byli przygotowani na wykonanie napraw, ale obyło się bez większych uszkodzeń poza sytuacją gdy jeden z mechaników uderzył kaskiem w przednie skrzydło.

Pit stop w stanie nieważkości odbył się na wysokości ponad 10 kilometrów nad ziemią na pokładzie samolotu IŁ-76 MDK. Jest to specjalnie przygotowany model samolotu, który stacjonuje w Centrum Wyszkolenia Kosmonautów im. J. Gagarina pod Moskwą i służy do treningów przyszłych kosmonautów. Tam też odbywały się wszystkie przygotowania i treningi.

Przez siedem dni codziennie odbywał się jeden lot w którym kręcono materiał (łącznie 80 sekwencji wznoszenia i opadania). Wszystko było przeprowadzone w taki sposób, że samolot poruszał się po paraboli, czyli najpierw wznosił się pod kątem 45 stopni, a potem pod takim samym kątem opadał. W szczytowym momencie paraboli na około 22 sekundy na pokładzie panuje stan nieważkości. Na potrzeby tej akcji wykonano siedem lotów, ale pierwszy z nich posłużył jako test. Docelowe zdjęcia pit stopu zostały wykonane podczas pozostałych sześciu lotów, co dało całej ekipie około 70 sekwencji wznoszenia i opadania samolotu do wykonania nagrań.

Całe nagrania były zaplanowane, a wcześniej wykonano próby na ziemi. Podczas lotu na każdą próbę nagrania było tylko około 15 sekund, bo kilka sekund było potrzebne na odpowiednie zabezpieczanie samochodu, opon i sprzętu przed wyjściem ze stanu nieważkości. Na pokładzie samolotu było 16 mechaników Red Bulla oraz 10 członków ekipy filmowej.

Pozostałe akcje promocyjne Red Bulla

Ten wyczyn Red Bulla moim zdaniem jest najciekawszy z dotychczasowych. Oni regularnie co roku przeprowadzają jakiś pomysłowy pokaz z wykorzystaniem samochodu F1. Przypominam, że w poprzednich latach m.in. David Coulthard kręcił bączki na lądowisku dla helikopterów na szczycie hotelu w Dubaju, Max Verstappen jeździł po zaśnieżonym stoku w Alpach, a Daniel Ricciardo starał się przepchnąć młyn składający się z całej drużyny w rugby. Ciekawe co wymyślą w kolejnych latach?

Trwa oblężenie kampusu politechniki w Hongkongu. Studentom okupującym budynek grozi . . .

Data: 21.11.2019 16:12

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #honkong #chiny #protest #politechnika #

Relacja prosto z okupowanego kampusu politechniki w Hongkongu. Walka o budynek doprowadziła do ok. tysiąca aresztowań. W mieście nadal trwają protesty i codzienne starcia z policją.

Trwa oblężenie kampusu politechniki w Hongkongu. Studentom okupującym budynek grozi nawet 10 lat więzienia

Witold Dobrowolski, dziennikarz znajdujący się na kampusie politechniki w Hongkongu, gdzie trwa piąty dzień oblężenia placówki przez studentów:

W rewolucji w Hongkongu bierze udział całe młode pokolenie, przynajmniej 70% młodych ludzi według badań […] to jest ogromna skala.

Protesty przed kilkoma miesiącami rozpoczęły się po ogłoszeniu projektu ustawy, która pozwala na ekstradycję obywateli do Chińskiej Republiki Ludowej. Ostatecznie po tym, jak w czerwcu na ulice wyszło milion osób, projekt zarzucono:

Problemem było to, że policja użyła wielkiej brutalności wobec protestujących, jakiej wcześniej w Hongkongu nie spotykano. Można powiedzieć, że ustawa ekstradycyjna była pretekstem do dalszych protestów.

Jak przypomina gość „Poranka WNET”, po tym wydarzeniu protestujący wystosowali kilka żądań, takich jak choćby organizacja wolnych wyborów, czy powołanie niezależnej komisji odnośnie prac policji. To był czas dużej eskalacji i przeniesienie się rewolucji z ulic do budynków uniwersytetów. Postrzał jednego ze studentów spowodował obleganie aż czterech placówek:

Studenci uznali, że to będzie dobry pomysł, aby oprócz okupacji uniwersytetów opanować strategiczne węzły komunikacji takie jak autostrady czy tunele i w ten sposób udało im się na trzy dni sparaliżować komunikacyjnie i ekonomicznie Hongkong. Ostatecznie część uniwersytetów została porzucona, jednak okupacja politechniki trwała dalej:

W piątek wieczorem na terenie kampusu doszło do pierwszych starć, następnego dnia o 10 rano rozpoczęło się oblężenie i zamykanie całego terenu wokół:

Obecnie zablokowano całkowicie politechnikę […] na początku znajdowały się tu tysiące osób, obecnie jest ich jedynie kilkadziesiąt, ponieważ wszyscy starają się stąd uciec obawiając się represji i aresztowań […] każdemu znajdującemu się na terenie politechniki może grozić nawet 10 lat więzienia.

Walka o politechnikę doprowadziła do ok. tysiąca aresztowań. Na terenie Hongkongu nadal mają miejsce wielotysięczne protesty i codzienne wieczorne starcia z policją.

Żandarmeria zatrzymała żołnierza SKW. „Wynosił tajne materiały byłym wysokim oficerom”

Data: 21.11.2019 16:04

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #skw #zw #zandarmeria #zatrzymanie

Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie przedstawił zarzuty żołnierzowi Służby Kontrwywiadu Wojskowego – powiedział w rozmowie z portalem tvp.info rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński. Żołnierz jest podejrzany o wynoszenie niejawnych materiałów wysokim rangą byłym wojskowym.

Żandarmeria zatrzymała żołnierza SKW. „Wynosił tajne materiały byłym wysokim oficerom”

Jak powiedział portalowi tvp.info rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński, „w toku prowadzonego przez Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie śledztwa zarzuty przedstawiono żołnierzowi Służby Kontrwywiadu Wojskowego”.

– Zarzuty dotyczą przestępstw przekroczenia uprawnień służbowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i wykorzystania wbrew przepisom ustawy informacji niejawnych o klauzuli tajne i ściśle tajne, przekroczenia uprawnień i niedopełniania obowiązków służbowych, wykorzystania wbrew przepisom ustawy informacji niejawnych oraz ukrycia dokumentów, którym nie miał prawa wyłączenie rozporządzać oraz posiadania w lokalu mieszkalnym kilkudziesięciu sztuk amunicji do broni palnej bez wymaganego zezwolenia – podał Łapczyński.

Na wniosek prokuratora podejrzany został tymczasowo aresztowany. – Z uwagi na fakt, iż ustalenia śledztwa oparte są na materiałach niejawnych, nie mogę przekazać szerszych informacji odnoście przebiegu postępowania, poczynionych w jego toku ustaleń, jak też treści samych zarzutów – powiedział nam prok. Łapczyński.

Jak twierdzi portal niezależna.pl, do zatrzymania doszło w piątek.

– Jest podejrzany o wynoszenie niejawnych materiałów swoim dawnym przełożonym, wśród nich jednemu ze znanych i wpływowych emerytowanych już generałów. Zostali oni zdjęci ze stanowisk i odeszli do cywila za rządów PiS. Sprawa jest bardzo rozwojowa, wkrótce może dojść do kolejnych zatrzymań – powiedziała portalowi „osoba znająca kulisy sprawy”.

Zawiadomienie w sprawie zatrzymanego skierowała do śledczych SKW. Materiał śledczy jest w całości niejawny. Jak czytamy, mężczyzna służbę w armii rozpoczął w latach 90. „Za rządów PO-PSL został ściągnięty do SKW, którym kierował gen. Janusz Nosek” – twierdzi portal.

Konfederacja chce wotum nieufności wobec ministra finansów za likwidację gotówki. Zbiera podpisy

Data: 21.11.2019 15:31

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #pieniadze #MinisterstwoFinansow #rzad #pis

"Pan minister Kościński jest człowiekiem, którego znamy z niezbyt obszernej notki w Wikipedii i paru jego występów publicznych, w tym kilka lat temu, gdy ze swadą wystąpił jako szermierz wycofania gotówki z obiegu" – mówi Grzegorz Braun z klubu Konfederacji.

Konfederacja chce wotum nieufności wobec ministra finansów za likwidację gotówki. Zbiera podpisy

Konfederacja zamierza złożyć wniosek o wotum nieufności wobec ministra finansów Tadeusza Kościńskiego. Co zarzucają posłowie klubu nowemu ministrowi? Że postulował likwidację obrotu gotówkowego oraz że jest – jak twierdzą – postacią anonimową. Koło Konfederacji ma 11 posłów, a do złożenia wniosku o wyrażenie ministrowi wotum nieufności potrzebnych jest 69 podpisów.

Tadeusz Kościński, gdy był wiceministrem resortu przedsiębiorczości i technologii odpowiadał m.in. za upowszechnianie płatności bezgotówkowych

Klub Konfederacji uważa, że likwidacja obrotu gotówkowego to "krok na drodze do zniewolenia narodu"

Przedstawiciele Konfederacji będą przekonywać posłów innych ugrupowań do poparcia wniosku o wotum nieufności dla Kościńskiego

"Jedyna kwestia, z jakiej znamy pana ministra finansów, to postulat likwidacji w Polsce obrotu gotówkowego, co dla nas wolnościowców z Konfederacji jest postulatem niedopuszczalnym" – tłumaczy szef koła Konfederacja Jakub Kulesza.

Jakub Kulesza, tłumacząc powody zbierania podpisów pod wnioskiem o wotum nieufności, twierdził, że likwidacja obrotu gotówkowego to "krok na drodze do zniewolenia narodu, w zasadzie odebrania mu kontroli nad przepływami finansowymi i oddanie tej kontroli instytucjom, na które naród, obywatele, nie mają wpływu".

"Pan minister Kościński jest człowiekiem, którego znamy z niezbyt obszernej notki w Wikipedii i paru jego występów publicznych, w tym kilka lat temu, gdy ze swadą wystąpił jako szermierz wycofania gotówki z obiegu" – dodawał Grzegorz Braun.

W jego ocenie "nierozważnym byłoby obdarzenie zaufaniem kogoś, kogo nie znamy, osoby dla opinii publicznej anonimowej". "Jest rzeczą nie tak często spotykaną, by dorosły człowiek wkraczał w życie publiczne, nie prezentując żadnej biografii narodowi, który ma w tym rządzie reprezentować" – mówił Braun o Kościńskim.

Konfederacja nie ufa nowemu ministrowi finansów

Dodał też, że szef Ministerstwa Finansów zarządza portfelem każdej polskiej rodziny i w związku z tym potrzebne jest do niego "jakieś minimum zaufania". "Musimy wiedzieć, kto obraca naszymi pieniędzmi, kto jest kasjerem w tym centralnym, państwowym okienku, w którym oby nikt nie zakrzyknął strasznego słowa » manko«" – dodał Braun.

Zaznaczył, że posłowie Konfederacji "nie fetyszyzują kwestii wykształcenia wyższego, papierów, dyplomów" a jako wolnościowcy potrafią "rozpoznać kompetencje wynikające z doświadczenia". "Ale niechaj pan minister stanie się człowiekiem znanym przynajmniej na forum komisji finansów" – powiedział Braun. Według niego, może temu przysłużyć się złożenie wniosku o wyrażenie wotum nieufności ministrowi finansów.

Chip w ręce zastąpi portfel, klucze i bilety? Chipy RFID to początek biblijnej apokalipsy?

Data: 21.11.2019 15:25

Autor: ziemianin

dziennikzachodni.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #chiprfid #chip #chipowaniepracownik #biblijnaapokalipsa #chipy

Chip RFID, czyli radio-frequency identification, to metoda przesyłania danych za pomocą fal radiowych, umożliwiających odczyt oraz zapis. Miniaturowy nadajnik jest wielkości kilku ziarenek ryżu i można na nim zapisać dowolne informacje, takie jak na przykład: dane personalne, numery identyfikacyjne, dostęp do bankowości. Po podskórne chipy instalowane między kciukiem i palcem sięga coraz więcej osób. Wystarczy spojrzeć na takie kraje jak Szwecja, Belgia czy Wielka Brytania. Czy to początek biblijnej apokalipsy?

Chip w ręce zastąpi portfel, klucze i bilety? Chipy RFID to początek biblijnej apokalipsy?

Chip w ręce: Jak działa i ile kosztuje?

Chip RFID działa bezdotykowo, reagując podobnie jak karta paypass – czytniki są w stanie wykryć sygnał z bliskiej odległości i dzięki niemu możliwe jest na przykład:

dokonanie płatności

skorzystanie z komunikacji miejskiej

otwieranie drzwi biura, czy domu 

Chip jest wielkości kilku ziarenek ryżu zazwyczaj instalowany jest między kciukiem, a palcem wskazującym.

Chip, jak informują dystrybutorzy, jest bezpieczny zarówno dla zdrowia, jak i bezpieczeństwa danych, ponieważ jest tylko nośnikiem, który nie daje dostępu do przechowywanych informacji innym urządzeniom. Koszt chipa oscyluje wokół 180 dolarów, co daje kwotę około 680 złotych.

Chipowanie pracowników w krajach Europy

Jak informuje portal innpoland.pl rośnie liczba decydujących się na korzystanie z podskórnych chipów w takich krajach jak np. Szwecja – obecnie korzysta z nich ponad 4 tys. Szwedów, a ta liczba powiększa się z dnia na dzień.

Jak wygląda sytuacja w Wielkiej Brytanii? "The Guardian" podaje, że firma BioTeq zainstalowała już 150 urządzeń w UK. Choć chipy mogą poprawić bezpieczeństwo w firmach, to proces chipowania to kolejne narzędzie, które zwiększa możliwości kontroli kosztem prywatności.

Chipowanie zapewniłoby pracodawcom jeszcze większą władzę i kontrolę nad swoimi pracownikami. Występują oczywiste ryzyka, pracodawcy nie mogą odkładać ich na bok i wywierać presji na personel – mówi sekretarz generalna TUC, Frances O' Grady, głównego związku zawodowego w Wielkiej Brytanii.

Chip w ręce. Spełnia się biblijna Apokalipsa?

Sytuacja związana z chipowaniem postrzegana jest jak początek spełniania się wizji biblijnej z Apokalipsy św. Jana, gdzie przeczytamy o "znamiennej bestii", którą "ludzie będą nosić na prawej ręce lub czole". Czyżby spełniała się na naszych oczach?

I sprawia [tj. Bestia], że wszyscy mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymają znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.

Apokalipsa św. Jana (13, 16-18)

Kontrakt z Gazpromem wygaśnie w 2022 r. Ekipa Pawlaka chciała, aby wygasł dopiero w 2037 r.

Data: 21.11.2019 15:12

Autor: ziemianin

money.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niewygodneinfo #polska #umowygazowe #gospodarka #gospodarkapolska #gaz #rosja

Już za 3 lata wygaśnie słynny kontrakt jamalski na dostawy gazu z Rosji. Wygaśnie, bowiem kupowanie błękitnego paliwa z kierunku wschodniego przestało być opłacalne. Warto zauważyć, że pierwotnie umowa ta miała obowiązywać jeszcze przez 15 kolejnych lat, aż do 2037 roku. Taką możliwość akceptował zespół negocjatorów z Waldemarem Pawlakiem na czele. Ciekawe, że już kilka miesięcy później – kiedy w obronie polskich interesów wystąpiła Unia Europejska – Pawlak nie potrafił wyjaśnić, dlaczego w zaleceniach negocjacyjnych pojawił się rok 2037.

Kontrakt z Gazpromem wygaśnie w 2022 r. Ekipa Pawlaka chciała, aby wygasł dopiero w 2037 r.

Kiedy na początku 2009 roku zespół negocjatorów pod wodzą ówczesnego ministra gospodarki Waldemara Pawlaka przystępował do negocjacji w/s przedłużenia kontraktu na dostawy rosyjskiego gazu do Polski, obowiązująca instrukcja negocjacyjna zalecała podpisanie nowej umowy do 2014 roku. Dlaczego tylko do 2014? Uznano bowiem, iż wiązanie się długoletnim kontraktem z Rosjanami mogło być poczytane jako działanie sprzeczne z polską racją stanu. Szczególnie, że w ciągu raptem kilku kolejnych lat miała się pojawić perspektywa dywersyfikacji dostaw gazu (głównie poprzez terminal LNG w Świnoujściu),

Niestety w ciągu kilku kolejnych miesięcy do instrukcji negocjacyjnych przemycono zalecenie, aby kontrakt jamalski przedłużyć aż do 2037 roku, co miało być rzekomo "zgodne z interesem Polski". W rzeczywistości przedłużenie kontraktu aż do 2037 roku było w interesie strony rosyjskiej. Szczególnie jeśli spojrzymy przez pryzmat idei dywersyfikacji dostaw gazu do Polski oraz możliwości sprowadzania do naszego kraju błękitnego paliwa tańszego od tego sprzedawanego nam do tej pory przez Gazprom.

Minister Pawlak starał się robić dobrą minę do złej gry. Na posiedzeniu Zespołu ds. Polityki Bezpieczeństwa Energetycznego 4 listopada 2009 r. stwierdził, że "nadmiar gazu będzie mniejszym problemem niż jego deficyt". Warto również odnotować, że przemycenie do instrukcji negocjacyjnych zalecenia o konieczności przedłużenia kontraktu jamalskiego aż do 2037 roku, zbiegło się z uznaniem przez rząd Tuska wspomnianych instrukcji za tajemnicę służbową opatrzoną klauzulą "zastrzeżone". Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami dostęp do dokumentów z taką klauzulą był zastrzeżony jedynie przez przez dwa lata. W między czasie posłowie PO-PSL zmienili jednak prawo (nowelizacja ustawy o ochronie informacji niejawnych z 2011 roku). Wprowadzono wówczas regułę, zgodnie z którą dostęp do tego typu dokumentów "decyzją kierownika jednostki organizacyjnej" mógł być zastrzeżony na czas nieokreślony. Rząd Tuska skrzętnie to wykorzystał i utajnił treść instrukcji negocjacyjnych przed opinią publiczną na czas nieokreślony.

Komisja Europejska (KE) widząc, że lada chwila członek UE podpisze skrajnie niekorzystny i sprzeczny z prawem UE kontrakt na dostawy gazu, postanowiła zainterweniować. Włączenie się przedstawicieli KE w proces negocjacji w lutym 2010 roku pozwoliło wstrzymać podpisanie umów w kształcie wynegocjowanym przez Pawlaka i przyjętym przez Tuska, wyeliminować postanowienia sprzeczne z prawem unijnym oraz zniwelować ryzyka dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. W efekcie kontrakt jamalski został przedłużony nie o 25 lat (do 2037 r.) lecz tylko o 10 lat (do 2022 r.).

Co ciekawe – Waldemar Pawlak na posiedzeniu Rady Ministrów w 13 lipca 2010 r. (czyli już po interwencji przedstawicieli Komisji Europejskiej) nie był w stanie wyjaśnić, jakie były przyczyny określania terminu obowiązywania kontraktu na dostawę rosyjskiego gazu aż do 2037 roku…

Kto i dlaczego utrzymuje polskie państwo w stanie bezsilności?

Data: 21.11.2019 14:28

Autor: ziemianin

warszawskagazeta.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #polityka #afery #zydzi #fozz

"Raport komisji sejmowej ds. Amber Gold, przedstawiony w Sejmie 16 października, potwierdził jeszcze raz obraz bezsilności polskiego państwa wobec pewnych grup wpływu. Od upadku Amber Gold minęło ponad 7 lat, ale afera pozostaje wciąż niewyjaśniona, a pieniędzy nie odzyskano, poza kilkoma milionami drobnicy. Słup Marcin P. i jego żona zostali skazani na 15 i 12 lat więzienia, kilku innych statystów ma postawione zarzuty.

Kto i dlaczego utrzymuje polskie państwo w stanie bezsilności?

Chociaż przewodnicząca komisji posłanka Małgorzata Wassermann przyznała, że Marcin P. był tylko słupem, faktyczni decydenci piramidy nie muszą się niczego obawiać. Nikt nie odważa się nawet zadawać pytań na ich temat. Po miesiącach publicznych przesłuchań i studiowaniu rozlicznych dokumentów komisja śledcza ds. Amber Gold stwierdziła tylko to, że państwo nie funkcjonowało. A to już wiedzieliśmy z wcześniejszych zwierzeń Bartłomieja Sienkiewicza u „Sowy i Przyjaciół” („polskie państwo istnieje tylko teoretycznie”). Ale nie po to 8 milionów pełnych nadziei wyborców głosowało na PiS, aby polskie państwo pozostawało wciąż państwem teoretycznym. Już w czerwcu 2018 r. wyborcy PiS przeżyli pierwszy zimny prysznic, niesławne pedałowanie do tyłu w sprawie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej (kary za bezpodstawne przypisywanie Polakom niemieckich zbrodni), pod presją izraelskich bezpieczniaków premiera Izraela Benjamina Netanjahu pokazało wyraźnie limity suwerenności Rzeczpospolitej. Brak jakichkolwiek postępów w śledztwie ws. Amber Gold, poza potwierdzaniem oczywistej oczywistości, że polskie państwo nie funkcjonowało, pokazuje, że polskie państwo pozostaje wciąż raczej teoretyczne, a rząd nie realizuje mandatu otrzymanego od wyborców. Poszkodowani obywatele, którzy zainwestowali w Amber Gold, wciąż czekają na swoje pieniądze. Fiasko śledztwa w tej sprawie dziwnie przypomina fiasko śledztwa w sprawie afery Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) z początku lat. Wtedy też pieniędzy nie odnaleziono, poza kilkoma milionami drobnicy. Jakie fatum utrzymuje polskie państwo w stanie takiej bezsilności?

Siła niemocy

Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Kiedy chodzi o pieniądze, ale wciąż nie wiadomo, o co chodzi, wtedy chodzi o tajne służby. Służby III RP utworzone na bazie przewerbowanej części sowieckiej agentury, nigdy nie błyszczały polotem, chyba że jako podwykonawcy zadań wyznaczonych przez innych. Rolę podwykonawcy wykonywały już służby PRL, „najsłynniejszy szpieg PRL” Marian Zacharski, był tylko trybem w maszynie operacji Układu Warszawskiego zbierającego dla ZSRR informacje na terenie USA. Zacharski wypadł, dostał wyrok i został po kilku latach wymieniony w Berlinie. Po 1989 r. pełna entuzjazmu przefarbowana polska agentura próbowała najspokojniej w świecie usadowić Zacharskiego jako szefa służb III RP, według zasady „zmieniliśmy tylko szefa, wszystko pozostaje po staremu”, ale Amerykanie nie docenili słowiańskiego poczucia humoru i zastopowali transfer. Za to beneficjenci innej operacji, funduszu FOZZ, nie musieli się martwić. Dla pokazu, posadzono na kilka lat byłego dyrektora generalnego funduszu i kilka mniejszych plotek. Cudem jakimś wymiar sprawiedliwości dobrał się też do jednego z beneficjentów, Dariusza Przywieczerskiego, który został skazany w 2005 r. na 3,5 roku więzienia, ale zdołał uciec przez Białoruś do USA, gdzie żył sobie spokojnie przez długie lata na Florydzie, prawdopodobnie pod protekcją FBI. Tak jak inna słynna postać, Edward Mazur. Dopiero masowe zakupy amerykańskiego uzbrojenia przez rząd PiS skłoniły widać Amerykanów do przehandlowania Przywieczerskiego w ramach offsetu we wrześniu 2018 r. Przywieczerski odsiaduje teraz wyrok w Polsce. Według prokuratury wyprowadził z FOZZ raptem 1,5 mln dol., co jest przestępstwem kieszonkowym w porównaniu z tym, co wyprowadzili inni beneficjenci FOZZ, którzy pozostają wciąż nietykalni. Być może Przywieczerski był rodzajem kozła ofiarnego, poświęconego, aby inni mieli spokój. I faktycznie, pomimo postępu technik śledczych i cyfryzacji, nikt jakoś nie kwapi się z badaniem przepływów finansowych FOZZ, które po procedurze prania pieniędzy umożliwiły szybkie powstanie oligarchii III RP. Można na okrągło tłumaczyć polskim służbom i politykom, jak wyglądały owe przepływy, na pewnym dobrze zidentyfikowanym przykładzie, ale nikt nie jest zainteresowany całkowitym wyjaśnieniem afery FOZZ i postawieniem złodziei przed wymiarem sprawiedliwości. Nie wspominając już o odzyskaniu zagrabionych podatnikom pieniędzy. Podczas kiedy wciąż odzyskuje się triumfalnie zagrabione podczas II wojny światowej dzieła sztuki, odzyskanie zagrabionych 30 lat temu pieniędzy wydaje się sprawą „niemożliwą”. Zadziwiające, nieprawda?

Siła „Tajnego Państwa”

Przedziwną niemoc polskiego państwa można próbować wyjaśniać na przykład niekompetencją, korupcją lub domniemanymi politycznymi układami okrągłego stołu („my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”). Ale w wypadku komisji ds. Amber Gold wydaje się to mało prawdopodobne. Posłanka Małgorzatą Wassermann nie jest przecież niekompetentna lub skorumpowana. Wręcz przeciwnie, ma bystry umysł i wykształcenie prawnicze, niezwykle przydatne w dochodzeniu do prawdy. Dlaczego więc komisja ds. Amber Gold zatrzymała się w pewnym momencie wyjaśniania sprawy? Prawdopodobnie zostały określone pewne granice w jej działaniu. Napiętnowanie administracji, prokuratury, sądownictwa i rządu Tuska tak, ale nic więcej. Stawiam tezę, że komisja ds. Amber Gold zderzyła się ze ścianą tzw. Deep State (czyli Tajnego Państwa, w tłumaczeniu dosłownym „głębokiego”, ale chodzi o nieformalną strukturę faktycznie rządzącą) nieformalnego układu różnych służb i oligarchii, który znajduje się ponad rządami państwa lub państw i utrzymuje władzę niezależnie od tego, kto rządzi. Polska określana czasami jako bantustan nie jest tutaj akurat wyjątkiem. Były doradca Donalda Trumpa, Steve Bannon, często wypowiadał się na temat działalności Deep State w USA i łatwo jest zauważyć, że pewna część aparatu siłowego i administracji USA wydaje się pracować przeciwko wybranemu w demokratycznych wyborach prezydentowi. Skoro Deep State sprawia trudności samemu Donaldowi Trumpowi, co się dziwić, że Deep State może trzymać w garści polski rząd, znany już z uległości wobec pozademokratycznych struktur wpływu (ustawa o IPN).

Na układy nie ma rady

Zwolenników teorii spiskowych na pewno zastanawia od dawna przypadek telewizji TVN, założonej w roku 1996 na na bazie milionów dolarów przelanych w latach 1989-92 ze spółki ITI Panama do spółki ITI Holdings SA w Luksemburgu, a potem do Polski. Ojcami założycielami TVN byli Mariusz Walter i Jan Wejchert, wspierani przez kasjera z Zurychu Bruno Valsangiacomo. Walter, Wejchert i ich główni współpracownicy byli produktami PRL, ale pomimo zwycięstwa demokracji koncept ideologiczny stacji informacyjnej TVN24 przetrwał do dzisiaj w niezmienionej formie. Jest to ewenement w skali międzynarodowej. Kiedy media elektroniczne zmieniają właścicieli, z reguły zmieniają się wtedy także zespoły kierujące. W stacji TVN nastąpiły już cztery zmiany właścicielskie, od kilku lat właścicielami są Amerykanie, zmieniali się też wielokrotnie prezesi stacji, ale zespół samej TVN24 pozostaje jak zabetonowany od 18 lat, prawie od samego początku istnienia stacji. Adam Pieczyński jest dyrektorem programowym TVN24 od 2001 r. Prywatnie Pieczyński jest mężem prezenterki TVN24 Justyny Pochanke, której matka, Renata Pochanke, była księgową FOZZ. Niezwykły status telewizji TVN wydaje się być potwierdzony przez działania ambasador USA w Warszawie, Georgette Mosbacher, która broni tej stacji jak amerykańskiej deklaracji niepodległości, pomimo PRL-owskich korzeni TVN i wściekłych ataków stacji na rząd PiS, sojusznika administracji Trumpa (która wysłała panią Mosbacher do Polski). Działania pani ambasador Mosbacher nie mają żadnego innego racjonalnego wytłumaczenia poza teorią „Tajnego Państwa” (Deep State).

Nic nowego pod słońcem

Podobnie jest z Amber Gold. Twórcy piramid finansowych z reguły nie marnują pieniędzy na uruchamianie linii lotniczych, tylko inkasują fundusze i znikają. Dlaczego słup Marcin P., który nawet nie kupił sobie prywatnego jeta, miałby inwestować w linię lotniczą? Jedyną podobną znaną mi operacją była afera Khalifa w latach 1999-2003, w której Rafik Khalifa, trzydziestolatek z Algierii, syn byłego ministra i figurant algierskich tajnych służb, zaczął nagle inwestować miliardy w banki, media i nieruchomości we Francji i budowaną od zera linię lotniczą Khalifa Airlines. Cała układanka szybko padła, pozostawiając ponad 600 milionów euro długów we Francji, Khalifa uciekł do Londynu, po kilku latach został deportowany do Algierii i skazany na 18 lat więzienia. Afera Khalifa wygląda na operację prania pieniędzy, która wymknęła się spod kontroli, chociaż Khalifa został też oskarżony o wypompowywanie pieniędzy zdeponowanych w swoim banku. Jego działania zostały określone przez francuską prokuraturę jako „błędne”. Dla przykładu: kupił willę w Cannes za 34 miliony euro, by odsprzedać ją kilka miesięcy później za połowę ceny. Ale historia afery Khalifa może rzucać światło na aferę Amber Gold – jako operację służb na terenie zaprzyjaźnionego kraju.

Kto skorzystał na Amber Gold?

Każda duża afera finansowa w Polsce, która pozostaje do dziś niewyjaśniona, miała jakiś wyznaczony cel. FOZZ finansował nową oligarchię w powstającej III RP. Oscylator bankowy spółki Art-B, wzorowany na podobnej operacji z końca lat 40. na terenie dzisiejszego Izraela, finansował transport Żydów z ZSRR do Izraela. Wystarczy więc pomyśleć tylko, czemu miała służyć operacja Amber Gold? Cześć łupów finansowała linię OLT Express, co nie wygląda na pomysł pomorskiego półświatka, do którego przypina się chętnie Marcina P., półświatka który woli raczej zainwestować w wypasione bentleye niż w samoloty Embraer do oferowania klientom detalicznym dziwnie tanich lotów po kraju. Nie wygląda to też na operację niemiecką, jak czasami sugerowano, bo po co Niemcy mieliby szkodzić rządom Donalda Tuska i jego synowi, niszcząc w ten sposób swoją wieloletnią i wielopoziomową inwestycję? Tak samo nie wygląda to na operację rosyjską. Nie po to rosyjski dyktator Władimir Putin konwersował z Tuskiem na molo w Sopocie we wrześniu 2009 r. i obściskiwał go po bratersku na miejscu katastrofy smoleńskiej kilka miesięcy później, by później wikłać go w skandal. Przypominam tylko, że kilka miesięcy po upadku Amber Gold minister Tuska, Radek Sikorski, otworzył bezwizowy ruch przygraniczny z uzbrojonym po zęby Obwodem Kaliningradzkim. Kto stoi więc za Amber Gold? Patrząc na kontekst historyczny, ekonomiczny i geopolityczny, teoria Deep State z zabarwieniem ukraińskim wydaje się być najbardziej logiczna.

Pieniądze na rewolucję?

W 2009 r., kiedy Marcin P. został postawiony jako front operacji Amber Gold, na Ukrainie trwała ostra walkę pomiędzy oligarchicznymi frakcjami. Prezydent Wiktor Janukowycz, reprezentant frakcji donieckiej oligarchy Rinata Achmetowa, darł koty z frakcją dniepropietrowską oligarchy Ihora Kołomojskiego (właściciela banku PrivatBank i aktywów naftowych i metalurgicznych, także w Polsce). Sponsor Janukowycza Achmetow był muzułmaninem, sponsorem Kołomojskiego była i jest międzynarodowa ortodoksyjna sekta Chabad-Lubawicz z siedziba w Nowym Jorku, dla której Ukraina jest drugą Ziemią Obiecaną. W ramach walki klanów administracja Janukowicza zaczęła dobierać się do linii lotniczej Kołomojskiego AeroSvit (miał on też inne mniejsze linie lotnicze, np. Dniproavia). W ramach dywersyfikacji i przygotowywania planu obrony oligarcha Kołomojski zaczął inwestować w małe linie lotnicze na terenie Unii Europejskiej, w Danii i Szwecji. A ponieważ najlepszą obroną jest atak, być może już wtedy niektórym zaświtał w głowie pomysł spontanicznego obywatelskiego przewrotu, nazwanego potem rewolucją na Majdanie w Kijowie. Ale rewolucje, jak wiemy, kosztują pieniądze i najlepiej finansuje się je z pieniędzy innych, w razie potrzeby bez ich wiedzy i zgody.

Geopolityczna układanka

Czas inwestycji lotniczych Kołomojskiego jest intrygujący: w 2010 r. cypryjskie spółki Kołomojskiego przejęły szwedzką linię lotniczą Skyways Airlines AS. Latem 2011 r. Kołomojski przejął duńską linię lotniczą Cimber Sterling. W tym samym czasie spółka Amber Gold przejęła niemiecką linię lotnicza OLT z siedzibą w Bremie. W skandynawskich liniach lotniczych Kołomojskiego pojawił się były członek zarządu PLL LOT, a spółka pracownicza LOT, posiadająca 15 proc. udziałów w PLL LOT, stała się obiektem zainteresowania ludzi Kołomojskiego. Cała układanka załamała się w 2012 r. Cimber Sterling zbankrutował 3 maja, Skyway Express 22 maja, a OLT Express 31 lipca. Potem zbankrutował AeroSvit oraz mniejsza linia lotnicza Dniproavia, której samoloty są zaparkowane do dzisiaj na lotnisku Chopina w Warszawie. Były członek zarządu LOT, który pracował dla Kołomojskiego, został przeniesiony do zarządu ukraińskiej linii lotniczej Ukraine International, gdzie został dyrektorem finansowym. Oczywiście Kołomojski był udziałowcem tej firmy. W międzyczasie mieliśmy udany Majdan w Kijowie, na bazie którego Aleksander Kwaśniewski, którego historia już łączy z nielegalnymi więzieniami CIA w Polsce, dostał intratną posadę w ukraińskiej spółce Burisma, wraz z synem ówczesnego wiceprezydenta USA, Joe Bidena (w rządzie Baracka Obamy). Traf chciał, że oligarcha Kołomojski był udziałowcem tej spółki.

System hawala

Co się stało z pieniędzmi Amber Gold, poza tymi wywalonymi na OLT Express i na prowizje dla decydentów? Pieniądze prawdopodobnie nigdy nie opuściły Polski, najprawdopodobniej weszły w nieformalny system transferów płatniczych w stylu hawala (transfer, zaufanie), który pozwala na deponowanie funduszy w jednym miejscu/kraju i wypłatę ich w innym miejscu/kraju na bazie porozumień pomiędzy członkami systemu, bez żadnego śladu papierowego czy bankowego. Pieniądze od Amber Gold mogły być na przykład zainwestowane przez operatora hawala w nieruchomości w Polsce, a ich ekwiwalent udostępniony decydentom Amber Gold w innym kraju, w innej walucie. Nikt nie musiał wozić walizek pieniędzy lub sztabek złota samolotami. Na jaki dokładnie cel poszły pieniądze Amber Gold? Przypomnę jeszcze raz, że inne duże operacje finansowe w Polsce (FOZZ i Art-B) finansowały dobrze zdefiniowane operacje z kontekstem politycznym.

Jaka znacząca operacja polityczna miała miejsce po zwinięciu się Amber Gold? Majdan w Kijowie, ponad rok później. Ale nie będę dalej rozwijać tematu. Bo i po co? Marcin P. był słupem, ale nikt nad nim nie stał. Amber Gold działał przez 3 lata, nikt nie interweniował, bo tak się złożyło. OLT Express też zdarzył się tak sobie, może po prostu ktoś chciał sobie polatać. A kiedy polskie państwo nie funkcjonuje, to się po prostu zdarza i tyle, taki traf losu, jak awaria Czajki. A Tajne Państwo – Deep State, to tylko literacka i filmowa fikcja."

Komentarz Tygodnia: Wyścig szczurów

Data: 21.11.2019 14:14

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka #gadowskitv #komentarztygodnia #usa # polska

O możliwym celu podróży marszałka Grodzkiego na spotkanie z senatorami USA, o expose premiera Mateusza Morawieckiego, o Jerzym Zalewskim i projekcie filmowym „Zdarzyło się z Polsce”, o finale afery Rywina po latach, o nowych informacjach na temat Wólki Kosowskiej, o domu Hitlera w Braunau am Inn, o „skate-parku” w Katowicach, a także pytanie do prezes Sądu Najwyższego.

Komentarz Tygodnia: Wyścig szczurów

USA żądają od Polski ograniczenia opłaty miedziowej

Data: 21.11.2019 13:40

Autor: ziemianin

money.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #polska #miedz #kghm #gospodarka #podatki

Kongresmeni ze Stanów Zjednoczonych zwrócili się do rządu Mateusza Morawieckiego, aby ten ograniczył konieczność wnoszenia opłat na rzecz polskiego państwa w związku z wydobyciem miedzi. W zamian za pomoc wojskową Amerykanie chcą więc zmian w polskim prawie, które miałyby służyć tamtejszemu miliarderowi chcącemu eksploatować wspomniany surowiec.

USA żądają od Polski ograniczenia opłaty miedziowej

Jak ujawnił dziennik „Rzeczpospolita”, powiązany z amerykańskim prezydentem Donaldem Trumpem miliarder Thomas Kaplan jest zainteresowany inwestycjami w Polsce. Miliarder będący właścicielem funduszu Electrum, zajmującego się inwestowaniem w spółki wydobywające cenne metale, chciałby więc otworzyć kopalnię miedzy w naszym kraju, stąd już w styczniu zamierza w tym celu przyjechać do Polski.

Problemem dla amerykańskiego miliardera jest jednak specjalna opłata miedziowa, wprowadzona w 2012 roku przez koalicyjny rząd Platformy Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego. Efektywna stawka podatkowa w tej branży wynosi więc 89 proc., aby w ten sposób zabezpieczała interesy państwowego koncernu KGHM, co znacząco ograniczałoby możliwość osiągania ogromnych zysków przez Kaplana.

Właśnie z tego powodu na rzecz miliardera lobbują kongresmeni Neal P. Dunn i Joe Wilson, obaj reprezentujący prawicową Partię Republikańską. W swoim liście do szefa rządu sugerują oni powiązanie pomocy wojskowej dla Polski, mającej chronić nasz kraj przed Rosją, ze zmianami w prawie dotyczącymi wspomnianego podatku miedziowego. Oczywiście w swoim liście utożsamiają oni też interes miliardera z bliżej nieokreślonymi korzyściami dla polskiej gospodarki.

„”Zależy nam na tym, aby Polska, która na chwilę obecną posiada tylko jedną znaczącą kopalnię metali, przyjęła zrównoważony, odpowiedzialny i korzystny dla rozwoju przemysłu wydobycia miedzi, nowoczesny system opodatkowania górnictwa” – twierdzą Republikanie w liście do Morawieckiego.

Co czwarty Europejczyk ma być „antysemitą”

Data: 21.11.2019 13:37

Autor: ziemianin

autonom.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi

Liga przeciw Zniesławieniom opublikowała swój najnowszy raport dotyczący poziomu „antysemityzmu” na świecie. Z przeprowadzonych przez tę żydowską organizację badań wynika między innymi, że co czwarty mieszkaniec Europy ma cechować się negatywnym podejściem do Żydów, natomiast na całym globie najbardziej niechętni tej grupie są Polacy.

Co czwarty Europejczyk ma być „antysemitą”

Przedstawiciele Ligi przeciw Zniesławieniom (ADL) twierdzą, że ich badanie zostało przeprowadzone na grupie 9 tys. osób pochodzących z osiemnastu państw świata, a więc z wybranych państw europejskich oraz Argentyny, Brazylii, Kanady i Republiki Południowej Afryki. Zadano im jedenaście tych samych pytań stosowanych przez ADL począwszy od 1964 roku.

Z wyników podanych przez tę żydowską organizację wynika, że poziom „antysemityzmu” w państwach Europy Zachodniej niemal się nie zmienia, zaś ogółem co czwarty Europejczyk ma być negatywnie nastawiony do tej społeczności. Inaczej ma być w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie niechęć do Żydów ma stale rosnąć – w porównaniu do poprzedniego badania pod „antysemickimi stereotypami” podpisało się o 14 proc. więcej Ukraińców, 11 proc. Polaków czy o 6 proc. więcej Rosjan.

Sporo miejsca ADL poświęca w swoich badaniach Polsce, co zapewne ma związek z „restytucją mienia żydowskiego”, której od naszego kraju domagają się amerykańskie organizacje żydowskie. Według rzekomego badania odsetek osób negatywnie wypowiadających się o Żydach wynosi w Polsce 48 proc., podczas gdy przed czterema laty odsetek ten wynosił 37 proc. Zdecydowana większość Polaków, bo 56 proc. ma chociażby dostrzegać zbyt duże wpływy Żydów w biznesie, natomiast aż 75 proc. nie odpowiada zbyt częste nawiązywanie do Holokaustu.

Miało być 3, będzie 10%! Wzrost akcyzy to nie tylko walka z alkoholizmem... To także likwidacja...

Data: 20.11.2019 22:35

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #piwo #akcyza #alkohol

Podwyżka akcyzy od piwa o 10% spowoduje wzrost cen piwa, spadek sprzedaży, niższe od zakładanych wpływy budżetowe oraz ryzyko utraty miejsc pracy związanych z produkcją i sprzedażą piwa w Polsce – informuje Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Miało być 3, będzie 10%! Wzrost akcyzy to nie tylko walka z alkoholizmem… To także likwidacja miejsc pracy i cios w zwykłych konsumentów

"Z zaskoczeniem przyjmujemy ogłoszony w dniu dzisiejszym, z pominięciem konsultacji społecznych, rządowy projekt ustawy podnoszący stawkę akcyzy od piwa o 10% czyli w wysokości ponad 3-krotnie wyższej niż pierwotnie projektowano"

– czytamy w komunikacie Związku.

Do tej pory sektor piwowarski był przygotowany na podwyżkę akcyzy od piwa o 3% od roku 2020.

"Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, że podwyżka akcyzy w stopniu większym niż zaplanowana dotychczas doprowadzi do radykalnego zmniejszenia wpływu gospodarczego branży, zmniejszenia wielkości produkcji i utraty miejsc pracy. Wzrost stawki będzie czynnikiem blokującym rozwój kategorii piwnej i obniży konkurencyjność polskiego piwa"

– informuje ZPPP-BP.

"Ogłoszony teraz wzrost akcyzy należy także rozpatrywać w szerszej perspektywie. Oprócz wyższej stawki akcyzy, branża piwowarska zmaga się w tym samym czasie z wieloma innymi poważnymi wyzwaniami kosztowymi – np. znacząco większe koszty pracy i projektowane zmiany dot. składek na ZUS, wyższe koszty surowców, energii, etc. Wiele presji kosztowych skumulowanych w tym samym czasie może doprowadzić do stagnacji, a nawet załamania branży piwowarskiej, co w efekcie może odbić się negatywnie m.in. na poziomie zatrudnienia, a także obniżeniu dochodów budżetu państwa"

– prognozują przedstawiciele branży.

"Należy pamiętać, że produkcja i sprzedaż piwa generuje w polskiej gospodarce 157 tysięcy miejsc pracy w różnych sektorach – w produkcji opakowań, transporcie, handlu, gastronomii i rolnictwie. Oceniamy, że możliwe zmniejszenie wolumenu produkcji piwa w szczególności dotknie 22 tysiące osób zatrudnionych w rolnictwie i przetwórstwie spożywczym, które zapewniają polskiej branży piwowarskiej chmiel i zboża oraz handlu, w którym piwo zapewnia utrzymanie 48 tysiącom osób, najczęściej w małych sklepach, bo piwo sprzedawane jest w Polsce w 85 tysiącach placówek handlowych, z których 78 tysięcy stanowią sklepy małoformatowe – często małe, rodzinne interesy"

– czytamy w komunikacie.

"Jesteśmy przekonani, że z uwagi na podwyżkę ceny piwa, będącą skutkiem drastycznego podniesienia akcyzy i związane z tym zmniejszenie wolumenu sprzedaży, niemożliwym będzie zrealizowanie dochodów budżetu państwa na założonym poziomie. Branża doświadczyła negatywnych skutków podwyżki akcyzy od piwa w roku 2009. Rynek piwa zmniejszył się wtedy o ponad 4%, zatrudnienie związane z produkcją i sprzedażą o 24%, a dochody budżetu okazały się 2-krotnie niższe niż zakładano. Branża piwowarska potrzebowała trzech lat aby odbudować rynek do poziomu sprzed podwyżki"

– dodają browarnicy.

Już dzisiaj branża piwowarska w Polsce jest największym, po Wielkiej Brytanii i Francji, płatnikiem podatku akcyzowego od piwa w Unii Europejskiej. Polscy konsumenci piwa płacą akcyzę 2.5 krotnie wyższą niż mieszkańcy Niemiec i kilkadziesiąt procent wyższą niż Czesi i Słowacy. Od piwa produkowanego w Polsce do budżetu państwa wpływa 829,4 mln EUR rocznie, co jest kwotą o 25% wyższą niż w przypadku Niemiec, gdzie produkcja piwa jest ponad dwukrotnie większa"

"Jesteśmy trzecim w Europie producentem piwa i jednocześnie największym płatnikiem akcyzy w naszym regionie. Obecna stawka akcyzy od piwa w Polsce wynosi 22 EUR/hl  i jest niemal 240% wyższa od stawki w Niemczech (9,4 EUR/hl), 50% wyższa niż w Czechach (14,69 EUR/hl) i 28% wyższa od stawki akcyzy na Słowacji (17,22 EUR/hl).  Dalsze podnoszenie akcyzy na piwo w Polsce spowoduje spadek konkurencyjności produktu produkowanego w naszym kraju wobec piwa z rynków ościennych, wzmagając tym samym jego niekontrolowany import. A przepisy unijne dają taką możliwość – każdy może przewieźć z zagranicy na swój użytek 110 litrów piwa.  Podobna sytuacja miała miejsce na rynku estońskim, powodując załamanie lokalnego rynku piwa"

– twierdzą autorzy stanowiska Związku.

Dodają, że "Branża piwowarska w Polsce zawsze była i jest stabilnym płatnikiem podatków a także przewidywalnym i rzetelnym partnerem dla strony rządowej".

"Dlatego oczekujemy również poważnego potraktowania przedstawianych przez nas argumentów. Jest nieakceptowalne, że tak ważna zmiana jak stawka podatku akcyzowego jest  wprowadzana poprzez zaskoczenie, wbrew publicznie przedstawianym planom i projektom. Wymaga także gruntownego skonsultowania i rzetelnej oceny skutków z udziałem wszystkich zainteresowanych stron w ramach Rady Dialogu Społecznego. Apelujemy do Rządu o respektowanie przyjętych uprzednio założeń i konsekwentne podtrzymanie założonej i ogłoszonej wielokrotnie podwyżki o 3 procent"

– apeluje Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

WTF? Włamali się do teatru. Ukradli piwo i strój papugi. :)

Data: 20.11.2019 22:19

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #teatr #zlodzieje #sprzet #kostiumy #papuga #piwo

Krakowski teatr niezależny Scena Supernova okradziony. Złodzieje wynieśli sprzęt oraz niektóre kostiumy. Do kradzieży doszło w nocy z 16 na 17 listopada.

WTF? Włamali się do teatru. Ukradli piwo i strój papugi. :)

Złodzieje wynieśli z teatru projektory multimedialne, głośniki, i część kostiumów, w tym przebranie papugi.

Jak poinformowali pracownicy teatru, sprawcy oprócz sprzętu i kostiumów rabusie wynieśli także zgrzewkę piwa bezalkoholowego, którą porzucili po drodze. Zaskoczeniem jest fakt, że pozostawili oni karteczkę z napisem „Przepraszam. Głodna byłam i smutna”.

Ze względu na brak państwowych dotacji państwowych teatr nie jest w stanie odkupić skradzionego sprzętu.

Na razie teatr gra spektakle na pożyczonych projektorach. Jednak pracownicy zastanawiają się nad internetową zbiórką, dzięki której mogliby kupić nowy sprzęt.

Sprawą zajmuje się już policja.

Zazdrościć im mogą FBI i MI5. Kto tak psuje krew Rosjanom?

Data: 20.11.2019 22:13

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #estonia #talinn #narwa #tartu #rosja #wojnahybrydowa #szpiegostwo

Nie zwykli owijać w bawełnę. Co roku podają nazwiska i pokazują zdjęcia rosyjskiej „piątej kolumny”. Od dawna amerykańskie czy brytyjskie służby bardzo doceniają ich profesjonalizm. Teraz głośno zrobiło się o nich na całym świecie. Po tym, jak szef ich wywiadu oznajmił publicznie, że w kraju namierzono siatkę rosyjskich agentów wpływu. W wielu innych krajach skończyłoby się to na publicznej krytyce tych agentów. Tam mogą pójść za kraty.

Zazdrościć im mogą FBI i MI5. Kto tak psuje krew Rosjanom?

„Namierzyliśmy siatkę polityków, dziennikarzy, dyplomatów i biznesmenów, którzy tak naprawdę są rosyjskimi agentami wpływu i którzy robią, co im się każe robić. Widzimy wyraźnie, że ci ludzie realizują agendę Rosji”. Te słowa szefa estońskiego wywiadu na dorocznym Aspen Security Forum w Kolorado wywołały duży oddźwięk w zachodnich mediach. Oczywiście dlatego, że padły tuż po spotkaniu Trumpa z Putinem, w samym środku burzy w USA wokół oskarżeń prezydenta i ludzi z jego otoczenia o niejasne powiązania z Rosjanami.

Dyrektor generalny Estońskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (Välisluureamet) Mikk Marran mówił oczywiście o problemach w jego kraju, ale mechanizmy mogą być podobne także gdzie indziej – co podkreśliło wiele mediów zachodnich.

Imponująca skuteczność

Marran wie doskonale, co mówi, bo to właśnie maleńki nadbałtycki kraj może pochwalić się bardzo wysoką skutecznością w zwalczaniu rosyjskich szpiegów. Choć dodać tu należy, że to nie Välisluureamet (niewielka, głównie analityczna służba podległa ministerstwu obrony) zajmuje się łapaniem agentów. Robi to Kaitsepolitseiamet (KaPo), czyli Urząd Policji Bezpieczeństwa. Po prostu kontrwywiad.

Dla nikogo, kto choć trochę zna specyfikę działania rosyjskich służb, nie może być zaskoczeniem ogromna cierpliwość, z jaką Moskwa prowadzi swych agentów, czy to tych klasycznych, czy wpływu. Mikk Marran mówił w Aspen o politykach, „którzy byli na marginesie lokalnej polityki jeszcze kilka lat temu, a teraz zasiadają w narodowych parlamentach czy rządach”. Jak przyznał szef Välisluureamet, Rosjanie „zrobili trochę złych inwestycji, ale też podjęli parę bardzo dobrych inwestycji”. Oczywiście chodzi o wybór kandydatów na agentów wpływu.

Wybraną osobę Rosjanie otaczają swoistą „opieką”. Zapewniają mu wsparcie medialne, wsparcie polityczne. Proponują lub zapewniają pewne wyjątkowo korzystne biznesowe możliwości. Rzadziej, bo jest to bardziej ryzykowne, dostarczają niemal wprost pomoc finansową. Bardzo ważnym narzędziem jest po prostu szantaż. Tak zaczęło się w przypadku najsłynniejszego szpiega rosyjskiego w Estonii. Zresztą sprawa Hermana Simma to również potwierdzenie, jak Rosjanie potrafią przez wiele lat prowadzić cierpliwie agenta, aż dojdzie do stanowisk i wiedzy cennych dla Moskwy. Simm to największy wyrzut sumienia estońskiego kontrwywiadu. Nadzwyczaj bolesna lekcja, z której wyciągnięto wnioski.

Estoński „kret” i portugalski nielegał

Simm pracował w milicji w czasach, gdy Estonia była sowiecka. Doszedł nawet do stanowiska inspektora kryminalnego. Pech chciał, że podczas stażu na Akademii MSW w Moskwie wpadł na handlu przemycanymi z Finlandii ciuchami. Zamiast wyrzucenia ze służby wybrał współpracę z KGB. Towarzysze z Łubianki zadbali o dalszą karierę Simma. Milicjant kryminalny nieoczekiwanie awansował na dużo ważniejsze politycznie stanowiska. Bo w czasie burzliwych wydarzeń przechodzenia Estonii od sowieckiej okupacji, przez tzw. suwerenność, do pełnej niepodległości Simm nagle stał się wielkim patriotą i zaangażował w organizowanie samoobrony przeciwko miejscowym sowieckim radykałom czy nawet możliwej interwencji Moskwy.

Zasłużył się i trafił do MSW. A cztery lata później do ministerstwa obrony, na stanowisko szefa grupy informacyjno-analitycznej. Dla Moskwy już niezły kąsek. Nic dziwnego, że w 1995 roku pojawili się u Simma panowie z rosyjskiego wywiadu – przypominając, że kiedyś podpisał deklarację współpracy. I stawiając przed wyborem: albo zostaje to ujawnione, albo on współpracuje z Rosją (za niemałe pieniądze). Wybrał to drugie. To był sukces Rosjan. Ale prawdziwe żniwa ruszyły kilka lat później.

W 2001 roku w resorcie obrony powstał departament ochrony tajemnicy państwowej. To komórka odpowiedzialna za koordynowanie wszelkich działań w zakresie ochrony tajemnicy, wydająca certyfikaty dostępu do informacji niejawnych, wreszcie za przekazywanie danych do NATO, UE i innych partnerów. Szczególnie istotne to ostatnie stało się po wejściu Estonii do NATO. Na czele wspomnianego departamentu stał nie kto inny jak Simm. Dało mu to dostęp do wszelkich tajnych informacji, którymi dzielą się członkowie Sojuszu. Regularnie gościł w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. Ufali mu wszyscy. Od Skandynawów po Anglosasów.

Brał udział w naradach w naprawdę wąskim kręgu dotyczących bezpieczeństwa NATO. Miał dostęp do tego, co przedstawiało dla Rosjan najwyższą wartość – bezpieczeństwa kryptograficznego, systemów używanych do zabezpieczania połączeń i transmisji danych, detali wszystkich najbardziej tajnych sojuszniczych sieci łączności. Bardzo cenne dla Moskwy były dostarczane przez Simma informacje o aktywności kontrwywiadowczej NATO, pozwalały bowiem omijać zabezpieczenia sojuszników.

Simm doniósł m.in. Rosjanom, że członkowie NATO uzgodnili, że byli członkowie partii komunistycznych nie będą już automatycznie pozbawiani możliwości otrzymania poświadczeń bezpieczeństwa po procedurze sprawdzenia. Ale już fakt pobytu w którejś z elitarnych szkół partyjnych z góry miał dyskwalifikować osobę sprawdzaną. Po uzyskaniu tej tajnej informacji rosyjski wywiad natychmiast zaczął zalecać swoim agentom, żeby starali się usunąć na wszelki możliwy sposób informacje o przejściu partyjnej szkoły w czasach zimnej wojny.

To właśnie kwestie kontrwywiadowcze pogrążyły Simma. Służby zaczęły mu się przyglądać krótko po tym, jak przekazał oficerowi prowadzącemu z SWR dane osób, które kontrwywiady zachodnie podejrzewały o szpiegostwo na rzecz Rosji. Oczywiście część z nich faktycznie była agentami. Najprawdopodobniej jakaś zachodnia służba od swego źródła w rosyjskich służbach dowiedziała się o przecieku. I zaczęła szukać jego źródła u siebie. W maju 2008 roku rozpoczęła się operacja pod kryptonimem White Knight. Wiodącą rolę odgrywały w niej amerykańskie FBI i niemieckie BND. Simm był wówczas doradcą ministra obrony – objęto go staranną obserwacją.

Zdecydował błąd

Simm był nadzwyczaj ostrożny. Nigdy nie spotkał się z wysłannikiem rosyjskiego wywiadu dwa razy w tym samym miejscu. To samo, jeśli chodzi o „skrzynkę kontaktową”. Zazwyczaj pozostawiał pendrive’a w małym kartoniku po soku w jednym z publicznych koszy na śmiecie. Stamtąd zabierał go już rosyjski agent. Ze swoim oficerem prowadzącym Simm spotykał się w aż dziesięciu różnych krajach. Przełom w polowaniu na szpiega nastąpił 16 września 2008 roku. Jak to bywa w grach wywiadów, zdecydował błąd. Do Simma ktoś zadzwonił na komórkę, informując, że odwołuje zaplanowane wcześniej spotkanie. Rozmowę nagrał estoński kontrwywiad KaPo. Zidentyfikowano od razu osobę dzwoniącą. Był to obywatel Portugalii, Antonio Amurett de Jesus Graf. Od dłuższego czasu znany zachodnim służbom jako agent nielegał Służby Wywiadu Zagranicznego FR (SWR), naprawdę nazywający się Siergiej Jakowlew.

Zachodnie służby wpadły na jego trop, gdy próbował zwerbować w innym kraju NATO ważnego urzędnika. Ten to zgłosił i tak kontrwywiad Sojuszu wziął pod obserwację „Jesusa”. To on był oficerem prowadzącym Simma. Tyle że działał bez dyplomatycznego przykrycia. To dawało większą swobodę działania, ale było też dużo bardziej ryzykowne. W razie wpadki groziło więzienie, a nie wydalenie z kraju.

Dla prowadzących operację White Knight ten jeden telefon z 16 września był wystarczającym powodem, by działać. 19 września 2008 Simm z żoną jechali do centrum handlowego Röömu w podstołecznej miejscowości Keila po ciasto dla jego macochy. Został zakuty w kajdanki, gdy wysiadał z auta. W jego letnim domku funkcjonariusze znaleźli instrukcje od Jakowlewa, mnóstwo skopiowanych niejawnych materiałów, dwa pistolety i dwa karabiny.

Piąta kolumna

W porównaniu z większością innych krajów UE i NATO Estonia – podobnie zresztą Łotwa i Litwa – ma trudniejsze zadania kontrwywiadowcze choćby z powodu posiadania znaczącej mniejszości rosyjskojęzycznej. Podczas gdy w innych państwach przede wszystkim należy uważnie obserwować rosyjskich dyplomatów, to w Estonii Moskwa chętnie sięga po szpiegów wśród miejscowych Rosjan – pozostałości po dekadach sowieckiej okupacji.

Warto zwrócić uwagę na imiona i nazwiska szpiegów Moskwy schwytanych i skazanych w Estonii w latach 2015-2016. Nie ma tam rdzennie estońskich nazwisk: Aleksandr Rudnew, Maksym Gruzdew, Paweł Romanow, Artiom Małyszew, Alik Chuczbarow. To wszystko przedstawiciele mniejszości. Trzech posiada podwójne obywatelstwo (estońskie i rosyjskie), jeden ma tylko paszport estoński, jeden jest bezpaństwowcem. W 2017 roku skazano trzech kolejnych. Również nie byli etnicznymi Estończykami.

To inni szpiedzy niż Simm. Bez porównania mniej wartościowi, ale przydatni z innych względów. Podczas gdy Simma prowadziła SWR, spadkobierczyni elitarnego I Zarządu Głównego KGB (wywiad), takich ludzi jak Rudnew czy Małyszew wykorzystywała FSB, która prowadzi także tzw. płytki wywiad, czyli rozpoznanie w najbliższym obszarze po estońskiej stronie granicy. Zresztą to właśnie FSB podlegają w Rosji wojska pograniczne. Działalnością przeciwko Estonii zajmują się wydziały FSB w obwodach z nią graniczących (Psków, St. Petersburg). Ale w istotniejsze operacje angażuje się centrala moskiewska.

Tak było na przykład z porwaniem oficera KaPo Estona Kohvera jesienią 2014 roku. Estończyk został zwabiony w pułapkę na granicy i porwany. Potem wymieniono go na Aleksieja Dressena, schwytanego i skazanego wcześniej szpiega rosyjskiego w Estonii. Generalnie FSB skupia się na werbunku informatorów wśród przemytników i Rosjan mieszkających w Estonii, na ogół blisko granicy, podróżujących do krewnych w Rosji. Niestety dla Estończyków, ich granica lądowa z Rosją wciąż w dużej mierze przypomina sito. To na ogół pagórkowaty, gęsto zalesiony obszar, w którym nietrudno przejść granicę.

Wbrew statusowi

Rzecz jasna, Rosja prowadzi działania szpiegowskie także z placówek dyplomatycznych na terenie Estonii. To ambasada w Tallinie i konsulaty generalne w Tartu i Narwie. Z tego drugiego zresztą w ubiegłym roku wydalono dwóch Rosjan za działalność „niezgodną ze statusem dyplomaty”.

Podobnie jak w innych krajach mniej więcej co trzeci pracownik placówek dyplomatycznych Rosji w Estonii to funkcjonariusz służb specjalnych: SWR, GRU, FSB. Wiadomo, że odegrali oni istotną rolę podczas burzliwych zamieszek ulicznych, które wywołali rosyjscy radykałowie pod pretekstem obrony pomnika sowieckich żołnierzy w Tallinie wiosną 2007 roku. Co prawda KaPo nie zdobyła dowodów, że to rosyjski wywiad kierował bezpośrednio operacją (choć wiadomo, że przeprowadził wtedy zmasowany, pierwszy taki w historii, cyberatak na Estonię), ale wiadomo, że dochodziło do tajemnych spotkań dyplomatów (oficerów służb) z lokalnymi rosyjskimi aktywistami.

Wiadomo też, że w Estonii w tym czasie wizytę złożyła delegacja rosyjskiego parlamentu, w której uczestniczył były szef FSB. Estońskie służby zwracają jednak w ostatnich latach uwagę na to, że zmienia się coraz wyraźniej sposób „przykrycia” agenta wywiadu. Obok klasycznego wykorzystania dyplomatów coraz częściej Rosja korzysta z nielegałów (typowa zimnowojenna metoda, wymagająca wielkiego zaangażowania służby oraz – przede wszystkim – czasu), a także agentów udających biznesmenów i dziennikarzy.

Stąd KaPo bardzo wiele uwagi poświęca obserwacji środowiska biznesowego oraz mediów. Po przykrych doświadczeniach z rosyjskimi inwestorami w strategicznych gałęziach gospodarki – z tranzytem i portami na czele – estoński kontrwywiad bacznie monitoruje, kto chce inwestować i w co? Przy każdym istotniejszym przypadku badana jest szczegółowo struktura kapitałowa inwestora. Ta faktyczna, a nie na papierze. Przy czym od razu należy zastrzec, że tak małemu krajowi jak Estonia dużo łatwiej kontrolować tego rodzaju napływ kapitału. Ale nie mniej groźne są działania rosyjskie w mediach. To fundament wojny hybrydowej – o czym Estończycy przekonali się przecież na długo przed Ukraińcami.

Jak swego czasu zauważył pewien wysoki rangą pracownik Kaitsepolitsei, „Rosja nie przeprowadzi żadnej wojskowej operacji bez wcześniejszego wytworzenia wrażenia zagrożenia wewnętrznego. Informacja jest tylko narzędziem. Celem są wpływy”. Klasyczną metodą uprawiania takiej działalności przez rosyjski wywiad jest regularne wysyłanie do Estonii „korespondentów” rosyjskich mediów, którzy formalnie zgłaszają chęć opracowania jednego tematu, a w rzeczywistości tworzą fałszywe relacje i materiały pisane pod napisane wcześniej w służbach rosyjskich tezy. Wystarczy poczytać doroczne raporty KaPo, żeby przekonać się, ilu takich „dziennikarzy” wyrzucono lub choćby zdemaskowano.

To właśnie wydawane od 1998 roku raporty o stanie bezpieczeństwa państwa są symbolem skuteczności Estonii w toczącej się cały czas wojnie informacyjnej z Rosją. Estończycy pierwsi (potem poszły w ich ślad inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej, choć też w różnym stopniu) postanowili zagrać z Rosjanami w otwarte karty. I publikują nazwiska, wizerunki, nazwy osób i organizacji, które zdaniem KaPo działają na rzecz Rosji. Co ważne, często robią to, choć nie ma sądowego orzeczenia w tej czy innej sprawie. Taka maksymalna jawność okazuje się dość skutecznym narzędziem w walce z Rosją. Drugie skuteczne narzędzie to surowość kar. Jeśli już ktoś trafia przed sąd za działalność na rzecz Rosji, to zostaje skazany bardzo szybko (średnio kilka miesięcy od zatrzymania) i często na maksymalny wymiar kary.

Szpieg, czyli kto?

Bardzo istotne były szybko wprowadzone zmiany do prawa, poszerzające definicję działalności, którą uznaje się za szpiegowską. Wynikało to nie tylko z zagrożenia płynącego ze strony pozostałych po 1991 roku Rosjan oraz generalnie spuścizny postsowieckiej. W Tallinie szybko zrozumiano, jak bardzo zróżnicowane mogą być metody wywiadowcze stosowane przez Moskwę. Jak często mogą być to działania, których w świetle klasycznej definicji szpiegostwa nie dałoby się karać. Działania, o których tak dużo po 2014 roku mówi się jako hybrydowych. A przecież to nie Ukraina była pierwszą ofiarą działań hybrydowych Rosji. To właśnie Estonia, po zamieszkach i kryzysie wokół przeniesienia tzw. pomnika Brązowego Żołnierza (wiosna 2007 r.), wprowadziła pojęcie przestępstwa „konspirowanie przeciwko państwu Estonii”.

Osoby oskarżane o to przestępstwo nie poszukują państwowych tajemnic, jak typowy szpieg, ale robią coś, co wygląda na systematyczną działalność przeciwko Estonii i estońskiemu społeczeństwu. Tak szeroka definicja znacznie ułatwia pociąganie do odpowiedzialności karnej osób działających na rzecz Rosji. Efekt? W ciągu ostatnich czterech lat w Estonii skazano na więzienie za taką działalność dziesięć osób, a na Łotwie tylko dwie. Jeśli więc szef estońskiego wywiadu mówi, że służby jego kraju zidentyfikowały siatkę agentów wpływu działających na rzecz Rosji, to można się spodziewać, że osoby z tej listy nie tylko znajdą się pod pręgierzem publicznej krytyki, ale też mogą usłyszeć zarzuty.


Ps. Nasuwa się pytanie ilu rosyjskich agentów wpływu jest w Polsce?

Estonia nie ratyfikuje granicy z Rosją – domaga się zwrotu swoich kresów. Kreml reaguje

Data: 20.11.2019 22:07

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rosja #estonia #granica #pakthitlerstalin #paktribbentropmolotow

Rosja uważa żądania terytorialne Estonii za nie do przyjęcia i nie może się z nimi zgodzić – oświadczył rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. To reakcja na wypowiedzi polityków estońskich, którzy przypominają o zabranych przez Rosję wschodnich terenach przedwojennej Estonii.

Estonia nie ratyfikuje granicy z Rosją – domaga się zwrotu swoich kresów. Kreml reaguje

Dzień wcześniej wypowiedział się na ten temat minister spraw zagranicznych Estonii Urmas Reinsalu oznajmił on, że nie widzi perspektyw ratyfikowania z Rosją traktatu granicznego ze względu na rozbieżności dotyczące układu z Tartu z 1920 r. zawartego między Estonią a ówczesnymi Sowietami.

Wcześniej o terytoriach, których Rosja nie zwróciła Estonii, wspomniał wicepremier i minister spraw wewnętrznych Mart Helme.

Estonia jest jedynym państwem NATO, które nie ratyfikowało traktatu granicznego z Rosją. Była także ostatnim z państw bałtyckich, które po rozpadzie ZSRR podpisało z Moskwą porozumienie o granicy.

Punktem sporu był między innymi tekst estońskiej preambuły, w której znalazł się zapis odwołujący się do deklaracji parlamentu Estonii z 1992 r., mówiącej o „bezprawnej aneksji” Estonii przez ZSRS.

W 2012 r. na żądanie Rosji do traktatów granicznych dodano zapis o braku wzajemnych roszczeń terytorialnych. Chodziło – potencjalnie – o ziemie, które Estonia uzyskała w wyniku układu pokojowego z Tartu z 1920 r., a więc o wschodni brzeg Narwy z miastem Jaanilinn (ros. Iwangorod) na północy oraz ziemię peczorską (est. Petserimaa) na południu.

Ziemie te władze sowiecki po 1940 r. włączyły do Rosyjskiej FSRS. Obecna granica przebiega według linii dzielącej dawne sowieckie republiki, a nie według układu z Tartu.

Rosja uważa – i takie stanowisko przekazywał jej MSZ – że układ z Tartu utracił ważność po wejściu Estonii w skład ZSRS, co nastąpiło według Kremla „w wyniku wewnętrznych procesów w Estonii”.

W rzeczywistości o włączeniu Estonii (podobnie jak Łotwy i wschodniej Polski) do sowieckiej strefy wpływów przesądził układ Hitler-Stalin z 23 sierpnia 1939 r.

Uwaga! Naukowy Bełkot - Wielka tajemnica prania nareszcie odkryta!

Data: 20.11.2019 21:40

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #ciekawostki #informacje #wiadomosci #pralka #pranie #czystosc #nauka #unb #uwaganaukowybelkot

Jak pralka robi z brudnych rzeczy czyste?

Wiem co sobie myślicie – słyszałem/słyszałam i mniej więcej wiem. Ale jeżeli Twoje informacje pochodzą sprzed 2018 roku , to z całą pewnością są niekompletne…

Uwaga! Naukowy Bełkot – Wielka tajemnica prania nareszcie odkryta!

Związek UFO znów grozi strajkami w Lufthansie

Data: 20.11.2019 21:37

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #lotnictwo #ufo #zwiazekzawodowy #lufthansa #loty #samoloty #pracownicy #niemcy

Organizacja pracowników pokładowych w Lufthansie zagroziła strajkami w okresie świąt, jeśli dyrekcja linii nie pójdzie na ustępstwa w sporze o płace.

Związek UFO znów grozi strajkami w Lufthansie

Związek zawodowy UFO oświadczył, że jeśli nie dojdzie do postępu w rozmowach, to w przyszły czwartek (28.XI.) ogłosi, kiedy i gdzie dojdzie do strajków i jak długo potrwają.

Rzecznik linii powiedział, że ten czas zostanie wykorzystany na próby dojścia do porozumienia z UFO i dodał, że do rozwiązania może dojść wyłącznie we wspólnych rozmowach i rozstrzygnięciach. – Nie można jednocześnie strajkować i rozstrzygać – cytuje go Reuter.

Pracownicy pokładowi strajkowali przez dwa dni w listopadzie z powodu roszczeń dotyczących płac i emerytur. Doszło do anulowania co piątego lotu i dotknęło to ok.180 tys. podróżnych, a linię kosztowało 10-20 mln euro.

W ubiegłym tygodniu związek i dyrekcja zgodziły się podjąć rozmowy na szeroką skalę o siatce płac i emeryturach, aby nie dochodziło do dalszych strajków.

O co i jak polski sąd pyta Facebooka w sprawie Macieja Maleńczuka

Data: 20.11.2019 17:01

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #facebook #malenczuk #patologia #polska #usa #sady #wpis #zaufanatrzeciastrona

Gdy ktoś oskarży was o pobicie i jako dowody przytoczy cytaty z waszego profilu na Facebooku, gdzie chwalicie się swoim czynem, najlepszą linią obrony jest twierdzić, że to przecież nie jest wasz profil. To niestety można zweryfikować.

O co i jak polski sąd pyta Facebooka w sprawie Macieja Maleńczuka

Amerykański system prawny ma swoje liczne wady, ale z naszego, dziennikarskiego punktu widzenia, ma jedną ogromną zaletę – wiele dokumentów jest jawnych i publicznie dostępnych. Można tam trafić na wiele perełek i niejeden nasz artykuł lub prezentacja powstały tylko dlatego, że w USA pojawił się sądowy dokument opisujący szczegóły ciekawej sprawy. Rzadko jednak te sprawy dotyczą Polaków – i to takich nawet całkiem znanych.

Pytanie polskiego sądu do Facebooka

Na ślad dokumentu trafił niestrudzony poszukiwacz ciekawych informacji w gąszczach amerykańskiego systemu sądowego, Seamus Hughes. Opublikował swoje znalezisko na Twitterze:

If you like stories about famous Polish musicians allegedly punching protestors at a concert and then bragging about it on Facebook, you have a strangely specific hobby but I have a court record for you. pic.twitter.com/TCDXRfXFZz



— Seamus Hughes (@SeamusHughes) November 19, 2019

Poprosiliśmy go o link do dokumentu i był taki miły, że szybko go podesłał. Co w nim znajdziemy?

Okazuje się, że polski sąd postanowił wystąpić do Facebooka z prośbą o informacje. Ciekawe w tym dokumencie jest kilka elementów – zarówno tryb występowania, jak i przedmiot sprawy. Tryb może się wydawać dość egzotyczny, ponieważ sąd musiał wystąpić, prawdopodobnie za pośrednictwem Ministerstwa Sprawiedliwości (lub MSZ?), do amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości. Ten z kolei, w ramach umowy o współpracy między USA a Polską w zakresie ścigania przestępstw kryminalnych z roku 1996 (Mutual Legal Assistance in Criminal Matters), zlecił przygotowanie żądania wydania danych adwokatowi z Biura Spraw Międzynarodowych. To właśnie żądanie zostało opublikowane.

O co pyta polski sąd

pozostała treść na stronie źródła

Elektryk Pabla Picassa usłyszał wyrok. Ukrył 271 dzieł mistrza.

Data: 20.11.2019 16:39

Autor: ziemianin

rfi.fr

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #francja #PabloPicasso #art #sztuka #malarstwo #kultura

Francuski sąd podtrzymał decyzję o dwóch latach pozbawienia wolności w zawieszeniu dla byłego elektryka Pabla Picassa i jego żony, którzy przez cztery dekady przechowywali w garażu 271 dzieł wielkiego malarza.

Elektryk Pabla Picassa usłyszał wyrok. Ukrył 271 dzieł mistrza.

Dzisiejsza decyzja sądu w Lyonie jest kolejnym zwrotem w trwającej od dziesięciu lat batalii prawnej. Francuskie małżeństwo twierdzi, że znalezione u nich w garażu dzieła były prezentami.

Pierre i Danielle Le Guennec po raz pierwszy zostali skazani w 2015 roku. Wcześniej znaleziono u nich 271 dzieł Picassa, w tym dziewięć rzadkich kubistycznych kolaży i dzieła z błękitnego okresu.

Wyrok został podtrzymany rok później przez sąd wyższej instancji, a następnie unieważniony przez Sąd Kasacyjny, który zdecydował o ponownym rozpoczęciu procesu.

80-letni były elektryk i jego 76-letnia małżonka nie byli w sądzie, gdy ogłaszano wyrok.

– To triumf prawdy i oznacza to koniec ukrywania – powiedział Jean-Jacques Neuer, prawnik syna Picassa, Claude'a Ruiza-Picasso.

Obrońca twierdzi, że para była wykorzystywana przez handlarzy dzieł sztuki podobnie jak to się odbywa w przypadku osób przemycających narkotyki.

Starsze małżeństwo od początku zaprzecza oskarżeniom. Pierre Le Guennec twierdził, że Picasso przekazał mu dzieła sztuki pod koniec swojego życia, aby nagrodzić go za oddaną pracę.

Później zmienił swoje stanowisko. Twierdził, że wdowa po artyście poprosiła go o ukrycie części wielkiej kolekcji obrazów. Miał przechowywać kilkanaście worków na śmierci z niepodpisanymi pracami. Gdy kobieta zgłosiła się po obrazy, zostawiła elektrykowi jeden z worków.

WOT w USA

Data: 20.11.2019 12:39

Autor: ziemianin

milmag.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wojsko #wot #usa #cwiczenia

WOT w USA

19 listopada rzecznik prasowy Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT) ppłk Marek Pietrzak poinformował, że 140 żołnierzy Terytorialnej służby wojskowej (TSW) wróciło do Polski z Wirginii Zachodniej, gdzie brało udział w kolejnej edycji ćwiczeń pk. Ridge Runner 19.

Do udziału w tych ćwiczeniach zapraszani są żołnierze państw wspieranych przez USA. W tym roku w różnych edycjach manewrów zaangażowani byli żołnierze między innymi z państw bałtyckich. W lipcu brali w nich udział żołnierze łotewskiej Gwardii Narodowej (Latvijas Republikas Zemessardze, ZS). Od kilku lat w ćwiczeniach biorą udział żołnierze Wojska Polskiego.

Jak powiedział dowódca WOT gen. dyw. Wiesław Kukuła, program Ridge Runner jest unikatowym w skali światowej projektem szkoleniowym. Został zaprojektowany w taki sposób aby wykorzystując populację i jej zasoby zbudować specyficzne i realnie funkcjonujące środowisko operacyjne oddające uwarunkowania współczesnych multidomenowych konfliktów hybrydowych i asymetrycznych.

Pierwsza edycja ćwiczenia z udziałem żołnierzy WOT odbyła się na przełomie lipca i sierpnia. Brali w niej udział żołnierze podlaskiej brygady OT oraz Dowództwa WOT. W jesiennej edycji ćwiczenia zaangażowano żołnierzy DWOT oraz trzech brygad OT. Szer. Olga Krawczyk-Majeran, rzeczniczka prasowa polskiego komponentu poinformowała, że żołnierze wyruszyli do USA 1 listopada i zostali rozlokowani w pobliżu Elkins w hrabstwie Randolph.

Wcześniejsze szkolenie prowadzone przez lokalną Gwardię Narodową (WVARNG) wraz z Grupą Sił Specjalnych zakończono w lipcu. Celem obu ćwiczeń było rozwijanie współdziałania sił specjalnych i obrony terytorialnej w ramach wspólnie prowadzonych działań o charakterze nieregularnym.

Od powstania, WOT są aktywnie wspierane przez amerykańskie siły zbrojne. Realizowane jest mi.n. wsparcie szkoleniowe, doradcze i mentorskie. Pod koniec 2018 WOT otrzymał zaproszenie do udziału w programie Ridge Runner.

Żołnierze WOT wspierali również Gwardię Narodową USA w zabezpieczeniu organizacji 24th World Scout Jamboree, które zostało zorganizowane od 22 lipca do 2 sierpnia, również na terenie stanu Wirginia Zachodnia. W zlocie wzięło udział ponad 500 polskich harcerzy. WOT skierował wówczas do USA personel medyczny oraz oficerów operacyjnych.

Przepis na meksykańskie śniadanie

Data: 20.11.2019 11:06

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #jedzenie #sniadanie #zdrowie #przepisy

Od początku dnia na wysokich obrotach? Ten posiłek da Ci solidnego kopa energii i pomoże zbudować mięśnie. Jeśli zależy Ci na pożywnym, bogatym w białko śniadaniu, które dodatkowo podkręci Twój metabolizm – ten przepis musi znaleźć się w Twoim menu.

Przepis na meksykańskie śniadanie

Jeśli codziennie rano, chcąc dostarczyć swoim mięśniom białka, na śniadanie zjadasz jajka, pewnie już nie możesz na nie patrzeć. Na twardo, na miękko, sadzone, w jajecznicy – testowałeś każdy sposób i wszystkimi zdążyłeś się znudzić?

Spróbuj naszego patentu i dodaj do śniadania trochę meksykańskiego ognia. Nie tylko zapewnisz sobie sytość do lunchu, ale i przyspieszysz metabolizm, dzięki czemu podczas gdy Ty pracujesz, Twój organizm spali więcej kalorii. I przede wszystkim wreszcie będziesz w stanie oprzeć się czekoladzie, którą w sekrecie podjadasz codziennie około 10:30…

Składniki:

1 puszka pomidorów

1/2 cebuli

1 ząbek czosnku

1 chili, drobno posiekane

sok z 1 limonki

garść kolendry

sól i pieprz

1/2 puszki czarnej fasoli

szczypta kminku

8 jaj

8 razowych tortilli

Jak to zrobić:

  1. Wrzuć do miksera pomidory, cebulę, czosnek, chili, połowę soku z limonki i kolendrę, porządnie je zmiksuj. Dopraw wszystko solą i pieprzem.

  2. W misce wymieszaj czarną fasolę i kminek z resztą soku z limonki. Dodaj do smaku pieprz i sól. Widelcem delikatnie ugnieć fasolkę, a jeśli mieszanka wygląda na suchą, wlej odrobinę ciepłej wody.

  3. Wylej na patelnię odrobinę oleju, rozgrzej go i wbij jajka. Usmaż je tak, by białko się ścięło, ale żółtko pozostało płynne. Na drugiej patelni rozgrzej placki tortilli.

  4. Rozłóż placki tortilli na talerzu, wyłóż na nie fasolkę z kminkiem i mieszankę z miksera. Wrzuć na to jajka z patelni, łap za nóż, widelec – i do dzieła!

Przystanek – Antifa 1:0. Filmik z lewacką bojówką robi furorę w Internecie (wideo Twitter)

Data: 20.11.2019 10:59

Autor: ziemianin

twitter.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kanada #antifa #idioci

Filmik z lewacką bojówką, która postanowiła się zdemolować przystanek robi furorę w Internecie: „Z zadymiarzy-antifiarzy zawsze jest dobry ubaw” – piszą internauci. Przystanek-Antifa 1:0

Przystanek – Antifa 1:0. Filmik z lewacką bojówką robi furorę w Internecie (wideo Twitter)

Tego jeszcze nie grali – w zeszłą sobotę lewacka bojówka postanowiła zniszczyć jeden z paryskich przystanków autobusowych. Bojówkarze nie spodziewali się jednak, że nie pójdzie im tak łatwo.

Przystanek-Antifa 1:0 pic.twitter.com/aS5Z1LgxDB

— Adam Gwiazda (@delestoile) 18 listopada 2019

„Antifa w pigłuce”, „Z zadymiarzy-antifiarzy zawsze jest dobry ubaw” – komentują użytkownicy mediów społecznościowych. To nie pierwsza kompromitująca akcja lewackich bojówkarzy w ostatnim czasie. Niedawno wściekli aktywiści zaatakowali starszą panią i nie pozwolili kobiecie przejść przez ulicę – otoczona nie miała szans z grupą agresorów.

Film opublikowany na Twitterze zobaczyło już ponad 6 milionów użytkowników platformy. Skandaliczny atak miał miejsce w Kanadzie podczas protestów zorganizowanych przeciwko konserwatywnemu politykowi Maxime Bernierowi.

Sąd uniewinnił prokuratora, który wziął ponad ćwierć mln zł łapówki

Data: 20.11.2019 10:52

Autor: ziemianin

wiadomosci.onet.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sady #prokuratura #lapowka

Oskarżony o popełnienie trzech przestępstw korupcyjnych warszawski prokurator Krzysztof W. został skazany na 7 lat więzienia, ale w drugiej instancji sąd go uniewinnił – informuje Onet.

Sąd uniewinnił prokuratora, który wziął ponad ćwierć mln zł łapówki

Portal pisze, że prokurator wziął 300 tys. zł łapówki za uwolnienie gangstera i został złapany na gorącym uczynku przez policjantów z CBŚP. Choć Krzysztof W. nie pracuje od 10 lat, co miesiąc pobiera pensję – nawet 5 tys. zł miesięcznie.

Sąd Okręgowy w Warszawie skazał go na karę 7 lat więzienia. Jednak 6 grudnia został uniewinniony przez sąd drugiej instancji. Powód? Uznano, że policja, która kontrolowała oskarżonego, nie dochowała wszystkich procedur. Prokuratura zapowiedziała apelację w tej sprawie.

"Kosztował (Krzysztof W. – red.) podatników już około pół miliona złotych. Nie można go jednak usunąć z zawodu, dopóki nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem. Formalnie wciąż jest prokuratorem, tyle że zawieszonym w czynnościach" – cytuje swojego informatora Onet.

18 GB za darmo od Orange

Data: 20.11.2019 10:24

Autor: ziemianin

gsmonline.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #internet #orange #sport #wydarzenia

Orange rozdaje bezpłatny pakiet 18GB.

Wystarczy wysłać SMS-a o treści BRAWOPL pod numer 233.

18 GB za darmo od Orange

Na jednym numerze można aktywować tylko jeden dodatkowy pakiet GB za gole.

Aktywacji można dokonać do godziny 23 w niedzielę.

Promocyjne GB ważne 3 dni od daty aktywacji, obowiązują tylko w kraju.

Promocja dostępna w ofercie na abonament i w ofercie na kartę.

Red Bull bije rekord świata w pit stopie 1,82 w Grand Prix Brazylii (wideo)

Data: 18.11.2019 20:57

Autor: ziemianin

formula1.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motosport #formula1 #f1 #brazylia

Podczas Grand Prix Brazylii Red Bull Racing ustanowił po raz trzeci w 2019 roku rekord świata pit stopu wynoszący 1,82s dla Maxa Verstappena . Zespół wcześniej ustanowił rekordy w Wielkiej Brytanii (1,91s) i Niemczech (1,88s), zanim pokonał swój własny rekord w São Paulo.

Red Bull bije rekord świata w pit stopie 1,82 w Grand Prix Brazylii (wideo)

A tu pierwsza trójka z najszybszymi pit stopami

Niemiecki dziennik napisał o „polskim antysemityzmie”. Interweniuje ambasador RP w Berlinie

Data: 18.11.2019 18:26

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #marszniepodleglosci #ambasadorRP #antyzemityzm #neonazimz #tvpinfo

Polski ambasador w Niemczech podjął interwencję w sprawie wczorajszej publikacji dziennika „Die Welt”. Napisał on, że w Polsce 11 listopada neonaziści z całej Europy wyszli na ulice z hasłami antyżydowskimi.

Niemiecki dziennik napisał o „polskim antysemityzmie”. Interweniuje ambasador RP w Berlinie

Jak dowiedziało się Polskie Radio, ambasador RP w Berlinie, profesor Andrzej Przyłębski, w liście do redaktora naczelnego niedzielnego wydania „Die Welt”, „Welt am Sonntag”, zażądał umieszczenia na stronie internetowej gazety sprostowania skandalicznych informacji.

Według publikacji dziennika marsze z okazji niepodległości, organizowane 11 listopada, były okazją do manifestowania antysemityzmu.

Warto przypomnieć w tym kontekście, że kilka dni temu portal niemieckiego nadawcy „Deutsche Welle” informował o niepokojach w gminie żydowskiej w Duesseldorfie. Zdaniem przedstawicieli tamtejszej społeczności, w ostatnim czasie można zauważyć w państwie narastającą wrogość wobec Żydów. – W gminie dyskutuje się o tym, kiedy nadejdzie czas, żeby opuścić Niemcy –mówił cytowany przez „Deutsche Welle" dyrektor gminy Michael Szentei-Heise.

W reakcji na publikację „Die Welt” ambasador RP napisał, że „marsze te są manifestacją miłości do ojczyzny i spotkaniem wszystkich, dla których Polska jest wartością". Zaznaczył, że także wśród Żydów było wielu polskich patriotów.

„Najwyższy czas, aby ponoć dobrze wykształceni niemieccy dziennikarze uświadomili sobie różnicę między nacjonalizmem i patriotyzmem" – dodał Andrzej Przyłębski. Jak wynika z ustaleń Polskiego Radia, redaktor naczelny „Welt Am Sonntag” już zareagował na list polskiego ambasadora.