Data: 09.12.2019 02:52

Autor: LadacznicoOdporny

Pisałem odpowiedź do wpisu @NightShock, ale wzięło mi się rozpisało na tyle, że postanowiłem zrobić z tego oddzielny post. Wrzucam, bo myślę, że moje małe #wyznanie może pomóc wielu osobom walczącym z takimi trudnościami jak #nerwica, #depresja i #uzaleznienie

Siemson, nałogowiec here :)

Najpierw powiem Ci jak to działa. Granie daje Ci to "coś". Cosiem może być wszystko:

-poczucie bycie równym w rywalizacji

-potrzeba wygrywania

-ucieczka od rzeczywistości

-kumple z klanu

-totalnie wszystko

Tak to wygląda na początku. Grasz bo coś sobie kompensujesz. W zdrowym modelu zabijasz chwile nudy i zamieniasz je na rozrywkę. Ale zdrowa osoba ma poczucie umiaru. Posadź sam siebie przed ulubiona grą i graj 5h bez przerwy. Dasz radę? U normalnej osoby pojawi się uczucie niepokoju, świadomość, że zawalasz coś ważniejszego na rzecz głupiej gry. Jest wyższy priorytet. Związek, praca, hobby.

Początek nałogu.

Przesuwa Ci strefa komfortu. Twój zakres czasu bez niepokoju się zwiększa. Gra jest coraz mocniej czymś swojskim, coraz mocniej tworzy się w niej twój azyl. Gra to coś co dobrze znasz, w czym jesteś bezpieczny i jesteś kimś (piramida potrzeb Masłowa zawsze aktualna ;) )

Za to świat zewnętrzny… coraz bardziej z niego uciekasz, więc jest dla Ciebie coraz bardziej obcy, niebezpieczny, nieprzyjemny, niekomfortowy.

"Próbuję pomóc, proponuje rozrywki ale pojawiają się ciągle wymówki."

Widzisz, dla Ciebie propozycja rozrywki innej niż gra jest czymś fajnym.

Ale osoba uzależniona widzi to inaczej. Dla niego to tak jakbyś podawał mu gówno na widelcu i mówił, żeby spróbował, bo smaczne. Wiesz, to może być najlepsze "gówno" na świecie. Serio masz dobre intencje. Ale ta osoba nadal widzi w tym tylko odpad, coś czego nie chce. Im bardziej będziesz naciskał tym większe zniechęcenie wytworzysz. Tym bardziej świat zewnętrzny wyda się kiepski. Na ten moment gra smakuje mu bardziej. I cokolwiek innego byś podał to gra będzie lepsza.

Jak z tego wyjść?

  1. Musisz pomóc tej osobie ponownie rozszerzyć strefę komfortu do zdrowego życia.

  2. Gra musi utracić swoje zalety, zacząć odpychać.

Ad.1:

Proste i trudne zarazem. Musisz ułatwić tej osobie działania w realu. Sprawić by real był na nowo przyjemnym miejscem. Trudność polega na tym, że możesz komuś usuwać pyłki spod nóg, ale nie możesz postawić za niego kroku :( Przede wszystkim ustal dlaczego uciekł w gry. Spraw by już nie musiał tam wracać po swojego cosia. Piramidka prawdę Ci powie. Widzisz, to co porzucił to czubeczek piramidy. Zapewne nie ma na czym go oprzeć.

Jednym z elementów realu jesteś Ty. Nie mówię od razu abyś go zabrał na dziką imprezę ;) Ale zagranie z nim w jego grę, a później zagranie w coś co Ty chcesz to już jakiś początek. Ja tak się "odczulałem" Zmieniałem gry. Pozostawałem w strefie komfortu, ale stopniowo pozbawiałem się bodźca który mnie uzależniał. Uczyłem się zmian. Tylko żeby nie było tak, że zatrzymacie się w jego świecie. Bo jak zobaczy Cię u swego boku, ale po stronie nałogu, to tylko utwierdzi go w przekonaniu, że nałóg to coś normalnego. Sygnał ma brzmieć "Można w coś zagrać. Można też zagrać w coś innego niż zawsze. Można też bawić się poza grą". Z czasem percepcja przesunie się na "Da się żyć, czasem wolno zagrać, również w tę grę".

Prędzej czy później musicie znaleźć coś co będzie go napędzać w realu. Bez tego albo wykaże się silną wolą i będzie zdołowany, albo wróci do nałogu i będzie happy ale bez życia. Warto szukać też w drugim kierunku – co ciągnie go w dół? i to usuwać.

Pomocny może się okazać wspólny wyjazd na jakimś etapie. Chwilowe pozbawianie bodźca, aby choć na chwile naprostować sobie myślenie.

Ad2. Opcji wiele, ale nie zawsze możliwe do wprowadzenia. Możesz zapłacić innym graczom by zniszczyli mu wirtualny raj. Możesz spróbować załatwić bana. A nawet schrzanić połączenie z netem czy pogorszyć działanie sprzętu*.

Jest też alternatywna opcja – totalne odcięcie*. Ale wtedy musisz mieć władze nad tym kimś. Być przykładowo osobą opłacającą neta. Zakładam, że opcja niedostępna. Opcja wbrew pozorom trudna. Zabija relację między Wami. Po drugie efekt jest tylko wtedy gdy pilnujesz. Jak odejdziesz to będzie jeszcze gorzej.

*Wszelkie opcje "agresywne" stawiają Cię na przegranej pozycji, jeśli twój udział w tym będzie jawny. Atak powoduje obronę. Staniesz się kolejnym elementem świata od którego ta osoba się odetnie. Co innego połamać komuś komputer na jego oczach, a co innego wgrać mu wujowy sterownik grafiki gdy nie widzi ;) Tak czy inaczej nieczyste zagrania traktuj jako ostateczność. Nie polecam ich z czysto moralnych względów.

Najlepsza opcja to aby sam sobie uświadomił problem i zrobił sobie przynajmniej tydzień odwyku. Ale to musi pójść z wnętrza i nie bardzo masz jak to wywołać.

Tak czy srak… gry to tylko konsekwencja. Jak ktoś ucieka, to znaczy, że nie ma warunków by walczyć. Wyrzucisz go z gier, to ucieknie w dragi, hazard, porno… Patrząc na konkurencję to gry są raczej lajtową opcją.

Najpierw są konsekwencją, później dochodzą do listy przyczyn depresji. Dobrze, że chcesz go z nich wyciągnąć, ale nie może być tak że zbierzesz mu toksyczne źródło szczęścia, a w zmian nic nie dasz. Bo już lepiej mieć szczęście drugiej kategorii niż nie mieć go wcale i gapić się bezmyślnie w ścianę czekając aż się dzień skończy.

Ja wpadłem w nałóg około 3 klasy liceum. Ale jak patrze wstecz to kłopoty miałem już od 3 gimnazjum. Uciekałem od cierpienia. Mogę odstawić gry, ale zawsze muszę mieć coś dobrego w zamian. Kiepski substytut pogarsza mój stan mocniej niż gry. Mogę pójść na rower, na siłownię porobić cokolwiek innego. Ale ten mój słaby punkt we mnie siedzi. Lubię grac i będę lubił. Problem w tym, że lubię zbyt bardzo i szybko tracę z oczu priorytety i poczucie upływającego czasu.

Mimo to funkcjonuję całkiem nieźle. Patrząc z boku można powiedzieć, że ponadprzeciętnie dobrze względem rówieśników. Ot kompensacja niedoborów, powrót do realu, zmęczenie materiału, kompensacja, powrót i tak w kółko… Ale mam też świadomość, że gdybym był w stanie zamienić choć połowę czasu spędzonego przed komputerem na sensowną prace, to byłbym w życiu duuuużo dalej.

I jeszcze jedna rzecz. Każdy powrót do gry ponownie mnie na nią warunkuje. Nałóg wraca z 5x szybciej niż odchodzi. Mogę się trzymać od tego z daleka, ale jednak niekoniecznie jestem szczęśliwszy ;) Brakuje mi tego gówna :/

Być może najważniejsza kwestia. Pamiętaj, że nie każdemu da się pomóc. Niektórzy potrzebują dobić do dna i dopiero od niego się odbijają. Inni już tam zostają. Najważniejsze abyś nie poszedł na dno razem z kumplem. Czasem bez pomocy specjalisty się nie obejdzie. Bez dobrej woli kumpla nic z tego nie będzie. Nie zrób z siebie matki Teresy z katapulty ;)

No to tyle. Mam nadzieję, że ten tekst komukolwiek pomoże. Nie chciałbym zarywać nocki na marne ;)

Pytajcie jeśli chcecie. Chętnie podzielę się punktem widzenia drugiej strony :)

Możliwe, że sam jestem chory na depresję, ale jakoś od dekady się nie wybrałem na żadną terapię i nie wiem czy kiedykolwiek tam dotrę. Nerwice już miałem diagnozowaną i jakoś daje radę :p "Leków" (Escitalopram) próbowałem, ale nie polecam.

Kończę. Idę w kimę. Przepraszam za chaos, ale powolutku przegrywam walkę z Morfeuszem ;) Temat jest też zbyt złożony by opisać go w jednym poście.

Data: 27.09.2019 21:14

Autor: Kiszony

"Kryzys zdrowia publicznego: dostęp do Internetu, smartfony i komputery tworzą pokolenie uzależnionych od pornografii"

https://dfw.cbslocal.com/2019/09/25/smart-phones-computers-generation-porn-addicts-public-health-emergency/

#relacje #uzaleznienie

Cyfrowy detoks - czy potrafisz żyć offline?

Data: 15.07.2019 11:28

Autor: ziemianin

menshealth.pl

#codziennaprasowka #wiadomosci #wifi #facebook #twitter #uzaleznienie #detoks

Cyfrowy detoks – czy potrafisz żyć offline?

Paradoksalnie, musiałem wyjechać do stolicy świata – Nowego Jorku – żeby przekonać się, jak trudno się dziś żyje bez stałego, wygodnego dostępu do internetu. A jednocześnie, jak bardzo jestem od niego uzależniony. A Ty? Czy Ty potrafiłbyś żyć bez dostępu do sieci?

Data: 16.04.2019 13:17

Autor: Judasz

Internet może psuć nam motywację do działania, paradoksalnie, piszę to na lurkerze. Portal tego typu jest jednym z największych destruktorów. Chodzi o dopaminę. Dostarczając mózgowi dużej ilości, łatwo dostępnej informacji, powodujemy wyrzut dopaminy. Memy, newsy, seriale, filmy, gry, a to wszystko z możliwością interakcji z drugim człowiekiem. Mózg zawsze szukał kogoś do interakcji. Dzisiaj mamy to w 5 minut, komentarz, lajk, plus, łapka w górę. Mózg wręcz topi się w dopaminie.

Do tego dochodzą standardowe uzależnienia jak fajki, alkohol, hazard, pornografia i nasz mózg jest wiecznie na haju. Natomiast gdy potrzebujemy pracować, nagle nie mamy motywacji, bo powyższe stymulanty dają nam łatwiejszą, szybszą i większą dawkę dopaminy.

Osobiście chcę to przerwać, ale to nie takie proste. Lecisz po stronach internetowych jak na autopilocie, byle tylko coś czytać, oglądać, komentować. Do tego papierosy. Naukowcy sprawdzili kilkaset mózgów palaczy i zdolność produkowania dopaminy spada o 30% w stosunku do niepalących. Sądzą, że podobne wartości dają inne nałogi, tak jak internet i social media. Pocieszający jest fakt, że po 3 miesiącach od odstawienia nałogu, poziomy dopaminy wracają do normy. Trzeba jednak pocierpieć te 3 miesiące, co wydaje się katorgą.

#uzaleznienie #psychologia #biologia #internet #narkotyki