Przed A-10 (brrrt) modernizacja i kolejna dekada służby w USAF (analiza)

Data: 20.01.2020 16:29

Autor: ziemianin

defence24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wojsko #samoloty #usaf #usa #armia

Kongres USA po raz kolejny zablokował próbę odesłania samolotów A-10C Thunderbolt II na zasłużoną emeryturę. Co więcej, US Air Force prowadzi właśnie program ich modernizacji, aby mogły skutecznie pozostać w służbie po roku 2030. Obejmuje on nowe sensory i zwiększenie ilości zabieranego uzbrojenia.

Przed A-10 (brrrt) modernizacja i kolejna dekada służby w USAF (analiza)

Samolot szturmowy A-10 to dziś maszyna wręcz kultowa, ze względu na 30 mm działko, wokół którego zbudowano cały samolot, oraz legendy, jaka otacza go dzięki setkom żołnierzy, których uratowały te maszyny, wspierając bezpośrednio oddziały naziemne. Opracowany ponad 40 lat temu do zwalczania sowieckich zagonów pancernych, A-10 najbliżej swej pierwotnej roli był w Iraku w 1991 roku. Podczas „Pustynnej Burzy” maszyny atakowały irackie kolumny pancerne, ale sławę zdobyły przede wszystkim w kolejnych konfliktach, realizując misje CAS (ang. close air support).

US Air Force od lat próbuje pozbyć się tych kosztownych w eksploatacji, wiekowych już maszyn, preferując samoloty znacznie szybsze i bardziej wszechstronne. Nie bez racji, gdyż o ile A-10 sprawdza się w konflikcie asymetrycznym, będąc niemal niezniszczalnym dla przeciwnika, to konfrontacji z nowoczesną obroną powietrzną ma niewielkie szanse przeżycia. Jednak argumenty sił powietrznych są zwykle ściśle finansowe – wycofanie A-10 oznacza personel 9 eskadr, które można przesunąć do innych zadań. Na przykład przeszkolić na 44 maszyny F-35A, które można by kupić za 4 mld dolarów. Tyle kosztuje eksploatacja A-10 przez 5 lat.

image

Ubiegłoroczne działania politycznych i militarnych zwolenników tej brzydkiej, lecz uwielbianej przez wojska lądowe maszyny, przypieczętowane finansowymi decyzjami Kongresu i wartym niemal miliard dolarów kontraktem na 109 nowych zestawów skrzydeł, oznacza kolejną dekadę służby. W tym czasie maszyna musi jednak przejść dalszą drogę od swych analogowych początków do cyfrowego pola bitwy dnia dzisiejszego. Pierwszym krokiem był program A-10C Precusion Engagement, który na początku XXI wieku miał wprowadzić maszyny w nowe stulecie. Wprowadzał takie „nowinki, dobrze znane już w nowoczesnych myśliwcach, jak system HOTAS (ang. hands-on-throttle and-stick), który pozwalał obsługiwać wiele funkcji bez odrywania rąk od sterów i przepustnicy, czy możliwość przenoszenia nowych bomb kierowanych JDAM.

Kolejne fazy modyfikacji, to ekrany wielofunkcyjne, wyświetlacze nahełmowe, nowe zasobniki optoelektroniczne czy radar. Przede wszystkim A-10C otrzymują łącze Link-16, które zapewnia znacznie szerszą i skuteczniejszą wymianę danych. Klasyczny „sześciopak” podstawowych przyrządów pilotażowych zastępuje wreszcie wyświetlacz wielofunkcyjny, prawdopodobnie pochodzący z F-16, który flankują dwa wyświetlacze dodane w ramach pakietu Precision Engagement. Już w 201 roku rozpoczęło się wprowadzanie na A-10C hełmów ze zintegrowanym wyświetlaczem Thales Visionix Scorpion Helmet Mounted Display System.

Sensory, jakimi dysponuje załoga, czyli przede wszystkim zasobniki celownicze Litining lub Sniper, mają być uzupełnione zasobnikiem z radarem SAR (ang. Synthetic Aperture Radar), który umożliwia szczegółowe obrazowanie terenu. Prawdopodobnie będzie eto AN/ASQ-236 „Dragon’s Eye” z aktywnym skanowanie (AESA), który ma umożliwiać nie tylko obrazowanie terenu w niemal fotograficznej dokładności, ale też wykrywanie ukrytych płytko pod ziemią obiektów, takich jak miny czy IED. Pojawiły się również sugestie, że zasobnik ten można stosować do precyzyjnego zakłócania konkretnych nadajników, takich jak radiostacje przeciwnika.

Kolejna ważna nowość, to kolejne zwiększenie ilości przenoszonego uzbrojenia. Dotąd A-10C mogły przenosić na każdym z 11 pylonów jedną bombę kierowaną. Zmodernizowane maszyny, dzięki systemowi belek BRU-61/A, będzie można na każdym pylonie podwiesić do 4 bomb GBU-39 SDB lub GBU-53/B StormBreaker o masie 250 funtów (113 kg). Każda z nich jest zdolna do precyzyjnego rażenia celu z odległości sięgającej 100 km (zależnie od pogody, prędkości i wysokości, z jakiej została zrzucona). Oznacza to ogromne zwiększenie możliwości w działaniach CAS, czyniąc z A-10 prawdziwy „bomb-train” i pozwalając pozostawać poza zasięgiem systemów OPL przeciwnika.

Zakres planowanych zmian zdaje się być dość szeroki, ale stanowi de facto mocno okrojoną wersję projektu sprzed około 5 lat, gdy rozważano możliwość szerszej modernizacji i standaryzacji, obejmującej m.in. wykorzystanie awioniki i komputera misji z myśliwca F-16, oraz zastąpienie silników ponad 50-letnich silników turbowentylatorowych General Electric TF34 nowoczesnymi jednostkami napędowymi, pochodzącymi z popularnych bizjetów. Przy podobnym ciągu, charakteryzują się one znacznie mniejszym zużyciem paliwa i masą, oraz dłuższymi resursami. Projekt, rozważany przez koncern Boeing, który dostarcza skrzydła do samolotów A-10C, upadł z braku zainteresowania ze strony US Air Force. Być może w perspektywie kolejnych 10 lub więcej lat służby wart jest rozważenia. Szczególnie jeśli po wycofaniu ze służby amerykanie byliby skłonni sprzedać lub przekazać maszyny krajom sojuszniczym, które mogą wykorzystywać jej jeszcze przez długie lat w konfliktach asymetrycznych czy zwalczaniu terroryzmu.

Oto system LMADIS, który zniszczył irańskiego drona bojowego w zatoce Ormuz

Data: 25.07.2019 18:10

Autor: ziemianin

geekweek.pl

#Militaria #ciekawostki #codziennaprasowka #wiadomosci #technologia DRON #IRAN #LOTNICTWO #PENTAGON #USA #USAF #wojna

Oto system LMADIS, który zniszczył irańskiego drona bojowego w zatoce Ormuz

Ostatnie napięcia na linii USA-Iran w kwestii dronów bojowych zmusiły Pentagon do przyspieszenia prac i wdrożenia do armii systemu LMADIS, którego celem jest szybka i skuteczna likwidacja bezzałogowych pojazdów latających.Nie trzeba było długo czekać na pierwszy sukces ciekawie zapowiadającego się systemu antydronowego, zainstalowanego na pokładzie pojazdu buggy, w postaci Polarisa MRZR. Pojawił się on na okręcie USS Boxer stacjonującym w cieśninie Ormuz. Irański dron za bardzo zbliżył się do jednostek USA, wówczas operatorzy wysłali ostrzeżenia, a gdy one nie poskutkowały, użyto systemu LMADIS.

Dokładnie nie wiadomo, co się stało z dronem Mohajer-4. Amerykanie utrzymują, że spadł do wód zatoki, tymczasem Irańczycy twierdzą, że dron stracił zasięg i natychmiast wrócił do bazy. Bez względu na to, która wersja wydarzeń jest prawdziwa, Amerykanie odnieśli pełny sukces, ponieważ skutecznie zneutralizowali zagrożenie.

System LMADIS jest o tyle świetnym rozwiązaniem, że jest tani w eksploatacji. System posiada radar RPS-42 i anteny Sierra Nevada MODi RF zdolne do zakłócania łączności radiowej dron-baza-operator na odległość do niemal 1000 metrów, dzięki czemu pojazd powietrzny nie może normalnie wykonywać swojego zadania, więc wraca do bazy lub zostaje utracony na zawsze.

Pentagon ma w planach masowe wykorzystywanie tego systemu, ponieważ nie jest on tak inwazyjny i kosztowny jak np. użycie rakiety. Do tej pory zestrzelenie drona wartego 200 tysięcy dolarów, kosztowało ok. 3 miliony dolarów, ponieważ w tym przypadku trzeba było użyć systemu Patriot. W czerwcu Siły Powietrzne USA pochwaliły się nowym systemem THOR, który ma niszczyć roje małych dronów za pomocą silnie skupionych mikrofal o wysokiej mocy.

Pentagon ujawnił największy sekret tajnego mini-wahadłowca X-37B

Data: 25.07.2019 18:03

Autor: ziemianin

geekweek.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #wiadomosci #techno #DARPA #KOSMOS #MINIWAHADlOWIEC #PENTAGON #USAF #X37B #militaria

Projekt pojazdu kosmicznego o nazwie X-37B od DARPA i Pentagonu to od lat jedna z największych tajemnic skrzętnie skrywanych przez armię USA. Teraz ujawniono niezwykle ciekawe informacje o tej dziwnej maszynie.

Pentagon ujawnił największy sekret tajnego mini-wahadłowca X-37B

Okazuje się, że mini-wahadłowiec posiada zdolność do szybkiej zmiany orbity. To dlatego często niespodziewanie znikał z widoku obserwatorów i ciężko było go ponownie wypatrzeć. Heather Wilson, była sekretarz Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych (USAF) ujawniła, że pojazd potrafi zmienić swoją orbitę na eliptyczną w ten sposób, by perygeum zahaczało o atmosferę, a następnie korzystając ze swoich technik szybowania, przemieszczać się niezauważony po bliskiej Ziemi przestrzeni kosmicznej.

To pokazuje dobitnie, że nie jest to tylko maszyna służąca jako kosmiczne laboratorium do wykonywania testów najróżniejszych technologii na ziemskiej orbicie, ale najprawdopodobniej również może być wyposażona w broń jądrową. Jakiś czas temu Pentagon zapowiedział, że powstaną pojazdy kosmiczne, które będą zdolne do wykonania superszybkiego i skutecznego uderzenia jądrowego w dowolny cel na całej planecie. X-37B może być prototypem takiej maszyny.

Co najciekawsze, zdolność do szybkiej zmiany orbity przez ten mini-wahadłowiec spędza sen z powiek Rosji i Chin, które nie są w stanie kontrolować, w odróżnieniu od satelitów szpiegowskich, co w danym momencie dzieje się z pojazdem i nad jakim obszarem się znajduje. Przedstawiciele Pentagonu drwią z wrogów USA, mówiąc jasno, że X-37B po prostu jest dla nich niewidoczny.

Wojskowi ujawnili również, że nowe chińskie i rosyjskie satelity zostały zbudowane w ten sposób, by móc próbować obserwować pojazd DARPA, ale jak dotychczas, nie udało im się tego uczynić, ponieważ zanim do tego doszło, maszyna odpowiednio wcześniej zmieniała swoją orbitę.

Najlepszym przykładem jej zdolności, irytujących inne armie świata, jest fakt, że niedawno udało się X-37B wypatrzeć na orbicie. Dokonał tego Ralph Vandeberg, amator astronomii z Holandii. Postanowił wykorzystać do tego swój zmodyfikowany, 10-calowy teleskop (zobacz tutaj). Kilka godzin po opublikowaniu przez niego w globalnej sieci informacji o położeniu pojazdu, zmienił on swoją orbitę i do teraz nie można go znaleźć.

Źródło Fot. DARPA