TikTokerzy pajacują na polu i denerwują hodowców bydła

Data: 04.07.2020 02:58

Autor: ziemianin

oz-online.de

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #debilizm #idioci #swiatrolnika

Użytkownicy TikToka zapoczątkowali nowy viral, który wywołał poruszenie w Internecie i zażenował rolników. TikTokerzy publikują krótkie firmy, na których w rytm muzyki płoszą krowy. Rolnicy są przerażeni, a młodzi chyba nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa.

TikTokerzy pajacują na polu i denerwują hodowców bydła

TikTokerzy straszą krowy

Na nagraniach widzimy jak młoda dziewczyna w sukience stoi na pastwisku przy stadzie krów. Najpierw w rytm piosenki "Kulikitaka" hiszpańskiego piosenkarza Toño Rosario zgina ręce, a potem straszy krowy. Zwierzęta uciekają w panice. W sieci pojawiło się kilka takich filmów, na których TikTokerzy straszą bydło. Viralowe wideo to nowe wyzwanie „Przestraszyć krowę”. Chociaż mogą uznawać je za zabawne, innego zdania są rolnicy, którzy sugerują osobom straszącym krowy, że nie mają mózgu.

"Witajcie, drodzy TikTokerzy z amputowanym mózgiem, publikujący posty na TikTok i nie wiem, gdzie jeszcze. To jest coś naprawdę fajnego. Wchodzisz na pastwisko lub wybierasz się na łąkę i straszysz tam krowy – mega cool. Poważnie, powiedz, czy wy wszyscy macie nas***ne w mózgu?"

Nowy trend zdobywa już popularność na Facebooku. Jednak chyba nie o taką popularność chodziło nagrywającym filmy, bo są one szeroko krytykowane. Wielu użytkowników FB jest przerażonych i zażenowanych tym, co robią TikTokerzy.

"Życzę każdemu, kto robi coś takiego, byka, który broni swojego stada. Zawsze brakuje mi słów na takie działania"

"Dobrostan zwierząt, dobrostan zwierząt, czyli wszystkie puste frazy. Poza tym, że wkraczanie do obcego mienia jest przestępstwem, musi to robić żałosny, głupi i bezmyślny idiota. W tym kraju nie jestem już zaskoczony"

TikTokerzy są w niebezpieczeństwie

Rolnicy ostrzegają jednak przed udziałem w wyzwaniu. TikTokerzy mogą być bowiem w niebezpieczeństwie. Przestraszone krowy mogą w ramach obrony swojego terytorium stratować osoby biorące udział w „zabawie”. Przed wyzwaniem ostrzega Dolnosaksońska Izba Rolnicza na swoim Facebooku.

–Zarówno nieznana osoba, która zbliża się do krów, jak i ich krzyki wywołują panikę u zwierząt. Biegające spanikowane krowy mogą zranić się nawzajem. U zwierząt w ciąży istnieje ryzyko wycielenia z powodu uwalniania wielu hormonów stresu

Również sami TikTokerzy nie mogą w tej sytuacji czuć się bezpiecznie. Zwierzęta ważące kilkaset kilogramów i biegnące na nagrywających, raczej nie będą się przejmować tym, co napotkają na swojej drodze.

Nowa technologia wytwarzania nawozu w Azotach. (audio)

Data: 01.07.2020 14:30

Autor: ziemianin

d3ctxlq1ktw2nl.cloudfront.net

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #swiatrolnika #Grupy #Azoty #nawozy #Police #Pulawy

Wojciech Wardacki – prezes zarządu Grupy Azoty o wielkiej inwestycji Grupy Azoty w Puławach, tym, co pozwoliło na jej realizację i jak ułatwi ona eksport.

Nowa technologia wytwarzania nawozu w Azotach. (audio)

Nową inwestycją Grupy Azoty w Puławach jest nowy kompleks nawozowy umożliwiający wytwarzanie, pakowanie i wysyłkę nowych produktów na bazie saletry amonowej. Nowa wytwórnia ma obejmować docelowo dwie instalacje granulacji mechanicznej każda o zdolności produkcyjnej 1 200 ton/dobę saletry granulowanej mechanicznie lub 1 400 ton/dobę saletrzaku. Instalacja kosztowała z ok. 430 milionów zł. Wojciech Wardecki wyjaśnia, że inwestycja ta pozwoli lepiej dostosować się do oczekiwań rolników krajowych i zagranicznych, co pozwoli także na eksport. Przypomina, że zakład w Puławach od 1967 r. wytwarza nawozy na bazie saletry amonowej. Jest to najbardziej popularny nawóz mineralny.

Do tej pory produkowaliśmy w technologii wieżowej. […] Zmiana pozwoli nam produkować granule z granulatki mechanicznej.

Wskazuje, że nowy nawóz będzie umożliwiał daleki rozrzut. Nowa technologia pozwala najdłuższe uwalnianie składników, co jest, jak dodaje, dobre także dla środowiska. Podkreśla, ze realizacja tak wielkiej inwestycji nie byłaby możliwa bez wsparcia rządu. Przypomina, że

W Puławach wykorzystujemy technologie, które były wcześniej zostały opracowane w innych naszych zakładach. Ogromny dorobek mają pracownicy z Kędzierzyna, z Tarnowa. To pokazuje symbiozę i współpracę w ramach grupy.

Dodaje, że Grupa Azoty kupiła niemiecką grupę Kompo Export, zajmującą się produkcją nawozów specjalistycznych.

#SwiatRolnika: Najdroższy owoc na świecie za kilkadziesiąt tysięcy! Takie rzeczy tylko w Japonii!

Data: 25.06.2020 14:38

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #owoce #Melon #Yubari #japonia #ciekawostki #jedzenie #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

Najdroższy owoc na świecie to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy zł. Melon Yubari jest sprzedawany i uprawiany w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeden kosztuje 1 mln rupii, co w przeliczeniu daje sumę, która może sprawić zawroty głowy. Japoński melon kosztuje ponad 50 tysięcy złotych!

#SwiatRolnika: Najdroższy owoc na świecie za kilkadziesiąt tysięcy! Takie rzeczy tylko w Japonii!

Najdroższy owoc na świecie

Na najdroższy owoc na świecie nie każdy może sobie pozwolić, bowiem ceny zwalają z nóg. Jednym z takich luksusowych owoców jest melon Yubari. Uprawa i sprzedaż jest prowadzona w Japonii. Rzadko kiedy owoc jest eksportowany poza granicę Kraju Kwitnącej Wiśni. Jaka jest cena? Za jeden melon Yubari trzeba zapłacić 10 mln rupii indyjskich. W przeliczeniu na złotówki otrzymujemy ogromną cenę – 52 025 zł!

Jeśli jednak pokusilibyśmy się o najdroższy owoc na świecie, to znajdziemy go na pewno w Japonii. Ten kraj słynie z takich wykwintnych owoców. Prócz melona Yubari na japońskich plantacjach uprawia się również Taiyo na Tamago, czyli jajo słońca. Jest to odmiana mango, która kosztuje ponad 300 000 rupii (15 607 zł). Jeden z najdroższych owoców uprawianych z Japonii to również rubinowe winogrono rzymskie.

Japoński melon Yubari

Najdroższy owoc na świecie melon Yubari jest uprawiany w szklarniach w Yubari na wyspie Hokkaido. Idealny melon musi być okrągły i mieć wyjątkowo gładką skórę. Plantatorzy przycinają część łodygi na wierzchu, w celu uzyskania estetycznego wyglądu.

Dwa japońskie melony trafiły na aukcję w 2008 r. i zostały sprzedane za ponad 130 tys. zł. Ponad 10 lat później cena ta już była dwa razy większa. W 2019 r. Siedziba w Tokio Pokka Sapporo Food & Beverage Ltd kupiła na aukcji parę melonów Yubari za ponad 5 mln rupii, czyli 260 tys. zł.

Skusilibyście się na najdroższy owoc na świecie?

Hodowcy owiec dostali psy pasterskie do ochrony stad. Zagrożeniem są wilki

Data: 11.06.2020 08:48

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #psy #owce #wilki #zwierzeta

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie przekazała właścicielom zwierząt gospodarskich z woj. warmińsko-mazurskiego polskie owczarki podhalańskie do ochrony ich stad przed wilkami. Hodowcy owiec doceniają ten gest.

Hodowcy owiec dostali psy pasterskie do ochrony stad! Zagrożeniem są wilki

A tak wyglądają dorosłe owczarki

Hodowcy owiec wdzięczni za psy

Jak poinformowała rzeczniczka olsztyńskiej RDOŚ Justyna Januszewicz, we wtorek cztery szczeniaki trafiły do trzech hodowców owiec z gmin Reszel, Gołdap i Banie Mazurskie. Kolejne dwa psiaki zostaną dostarczone w środę u właścicieli stad z gmin Orzysz i Ełk.

Zakupione przez RDOŚ ośmiotygodniowe szczenięta pochodzą z hodowli zarejestrowanej w związku kynologicznym. Psy tej rasy mają wrodzony instynkt, który nakazuje im bronić pilnowanego stada owiec przed atakiem wilków. Hodowcy owiec potrzebują właśnie takich stróżów.

Hodowcy owiec dostaną wsparcie w tresurze

Dostawca owczarków, który jest jednocześnie behawiorystą, będzie wspierał grupę, którą stanowią hodowcy owiec w przygotowaniu młodych psów do roli stróża stada. Wyjaśni, jak właściwie opiekować się psem, żywić go oraz w jaki sposób urządzić mu kojec w owczarni i na pastwisku.

Ważne, aby w pierwszym okresie po wprowadzeniu szczeniaka do owiec, kontakt psa z ludźmi był ograniczony do niezbędnego minimum, ponieważ efektywność psa zależy od tego, czy jako szczeniak zaakceptuje stado jako swoją nową rodzinę. Pies nie może stać się domowym pupilem gospodarza

– wyjaśniła Januszewicz.

Warmińscy hodowcy owiec otrzymali wsparcie już wcześniej

Pierwsze cztery owczarki podhalańskie olsztyńska RDOŚ zakupiła w ubiegłym roku. Trafiły wówczas do hodowców z okolic Jezioran, Pasymia i Bań Mazurskich.

Do końca przyszłego roku hodowcy owiec w regionie otrzymają w sumie 16 psów do ochrony swych stad przed wilkami. Będzie to możliwe dzięki projektowi realizowanemu przez RDOŚ w Olsztynie i NFOŚiGW, który służy minimalizowaniu szkód wyrządzanych przez bobry i wilki w regionie.

Na takie działania do 2021 r. przeznaczono w sumie ponad 1,7 mln zł. Poza zakupem psów stróżujących, rolnicy dostają m.in. fladry, czyli sznury z jaskrawymi wstążkami do odstraszania wilków, a także metalową siatkę i słupki do wykonania ogrodzeń i tzw. elektryczne pastuchy.

Jak szacują służby ochrony środowiska, w lasach Warmii i Mazur żyje ok. 140 wilków – głównie w Puszczach Rominckiej, Boreckiej, Piskiej i Napiwodzko-Ramuckiej oraz Lasach Skaliskich i na Wysoczyźnie Elbląskiej.

W minionym roku do RDOŚ zgłoszono 102 szkody wyrządzone w regionie przez te znajdujące się pod ochroną drapieżniki. Odszkodowania wypłacano za zagryzione sztuki bydła, owiec, kóz oraz hodowlanych danieli, jeleni i muflonów. Dlatego hodowcy owiec potrzebują psów-stróżów.

Boże Ciało – niezłomna polska tradycja i jej rola w życiu Polaków

Data: 11.06.2020 08:40

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #bozecialo #swieta #swietakoscielne #kosciolkatolicki #tradycja #swiatrolnika

Boże Ciało to jedna z uroczystości liturgicznych o najdłuższej tradycji. W Polsce obchodzona ze szczególną wzniosłością, a procesje jej towarzyszące co roku gromadzą niezliczoną liczbę wiernych chcących uczcić Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Pomimo regionalnych różnic w obchodzeniu uroczystości, wszystkie łączy jedno – procesje do czterech ołtarzy symbolizujących ewangelie według Łukasza, Marka, Mateusza i Jana. Jak tradycja ta, będąca na ziemiach polskich nieprzerwanie od wieków, będzie wyglądała w nowej, pandemicznej rzeczywistości?

Boże Ciało – niezłomna polska tradycja i jej rola w życiu Polaków

Boże Ciało pełni dla Polaków szczególną rolę

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, zwana potocznie Bożym Ciałem, przypada w czwartek po oktawie Zesłania Ducha Świętego. W Polsce święto to zostało wprowadzone na synodzie w Krakowie w 1320 roku. Tradycja procesji w trakcie których przenoszona jest monstrancja z Najświętszym Sakramentem obecna jest w Polsce już od XV wieku.

Przez wieki pełniła szczególną rolę, umacniając społeczności w wierze w Chrystusa, a szczególnego znaczenia nabrała po okresie rozbiorów. Polacy manifestowali w ten sposób nie tylko swoje przywiązanie do wiary, ale także przynależność narodową. Nie złamała tego nawet II wojna światowa. Natomiast w okresie Polski Ludowej władza zabraniała niejednokrotnie uczestnictwa i organizacji procesji. Stanowiło to element próby złamania wiernych i odebrania im tożsamości. Mimo tych haniebnych zabiegów nie udało się w Polsce wykorzenić tej pięknej tradycji.

Boże ciało w wielu odsłonach

O sile i pięknie tradycji związanych z obchodami Bożego Ciała świadczy niewątpliwie różnorodność, z jaką jest obchodzone. Różni się drobnymi zwyczajami nie tylko w zależności od regionu Polski, ale nawet poszczególnych diecezji czy parafii. Każda z nich może pochwalić się swoim własnym i niepowtarzalnym sposobem na uświęcanie tego dnia. Kraków, jako miasto w którym początek ma to święto w Polsce, od samego początku słynął z barwnych procesji. Do pewnego momentu w uroczystościach brali udział sami królowie Polski. Po dziś dzień największa i najpiękniejsza procesja bez wątpienia zaczyna się na Wawelu, a kończy w Kościele Mariackim. W Warszawie z kolei za najważniejszą z procesji można uznać tę, którą prowadzi Prymas Polski.

Procesje na wsiach nie odstają swoją podniosłością tym z głównych miast. Do dzisiejszego dnia w wielu regionach Polski wierni biorący czynny dział w procesji, na przykład niosąc święte obrazy, zakładają stroje ludowe. Bez wątpienia najbardziej rozpowszechnionym zwyczajem jest zabieranie przez wiernych do domu gałązek z brzozy, którymi uprzednio przystrojone były ołtarze. Ich ozdabianie jest przepiękną tradycją która umacnia społeczności i pozwala wspólnie przeżywać Boże Ciało. Święto to angażuje także najmłodszych – na przykład dziewczynki dumnie niosące koszyki z płatkami kwiatów, które sypią w trakcie drogi do kolejnych ołtarzy. Szczególnie piękną modyfikację tego zwyczaju praktykuje się w Spycimierzu, gdzie powstają od prawie 200 lat dywany kwiatowe. Z kolei uwite i poświęcone wianki niesione do domów mają zapewnić ochronę domowników, ale także zwierząt gospodarskich.

Jak będzie wyglądać Boże Ciało w dobie pandemii?

Coroczne świętowanie w tym roku niestety będzie musiało przybrać inną formę, dostosowaną do czasów, z jakimi przyszło nam się zmierzyć. Biskupi zdecydowali się zaapelować o organizację w miarę możliwości procesji tylko wokół kościołów, zachęcają mimo wszystko do uczestnictwa w nich – oczywiście z zachowaniem wszystkich wytycznych sanitarnych.

Wsie i mniejsze miejscowości, gdzie liczba mieszkańców pozwala na zorganizowanie tradycyjnych procesji z jednoczesnym zachowaniem zasad bezpieczeństwa, dostały od zwierzchników kościoła zielone światło na ich organizację. Jako wierni nie powinniśmy dopuścić, aby koronawirus osłabił tradycję, której nie zniszczyły nawet zabory i wojna. Sprawmy, więc aby Boże Ciało pomimo przeciwności zostało godnie uświetnione.

Quady to poważny problem w polskich lasach czy niegroźna zabawa?

Data: 31.05.2020 22:01

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Quad #lasy #przyroda #swiatrolnika

Quady wciąż cieszą się w Polsce sporą popularnością. Ich miłośnicy skarżą się na brak miejsc przystosowanych do poruszania się tym terenowym pojazdem, aby bezpiecznie mogli oddawać się swojej pasji. Czy usprawiedliwia to jednak jazdy po lasach?

Quady to poważny problem w polskich lasach czy niegroźna zabawa?

Quady i motocykle crossowe niebezpieczne w lasach

Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach otrzymywała liczne zgłoszenia od okolicznych mieszkańców o nieuprawnionych wjazdach na tereny rezerwatu przyrody przez poruszających się quadami. Dlatego postanowiono zorganizować szeroko zakrojoną akcję mającą na celu zakończenie tego procederu, co odbywało się na przestrzeni ostatnich dni.

Dolina Rzeki Jamny to rezerwat, w którym znajduje się wiele rzadkich na terenie województwa śląskiego gatunków chronionych, by wymienić choćby wawrzynek wilcze łyko, skrzyp olbrzymi czy widłak goździsty. Łącznie około pięćdziesięciu ludzi rozjeżdżało dolinę

Biorący udział w akcji w Mikołowie strażnicy leśni, gdzie znajduje się rezerwat, podkreślają, że quady to duży problem. Zwracają uwagę, że łamiących prawo ciężko zatrzymać, gdyż w kaskach ochronnych czuja się anonimowi i próbują uciekać licząc, że nie zostaną pojmani. Nie pomaga nawet obecność policji, a zuchwałość kierowców tych pojazdów najbardziej widać na przykładzie z Mikołowa, gdzie dosłownie próbowano rozjechać strażników leśnych podczas gdy chcieli zatrzymać nielegalne wyścigi.

Chodzi o to, że wyścigi na quadach i motocyklach nie tylko niszczą infrastrukturę lasu, ale są też dużym zagrożeniem dla zdrowia i życia osób wędrujących po górskich szlakach turystycznych, a także spacerowiczów, często z małymi dziećmi, którzy wybrali się na wycieczkę po leśnych duktach

Podkreśla jednocześnie, że z tego powodu akcje mające na celu ukrócenie nielegalnych wyścigów w lasach będą przeprowadzane regularnie, a sprawcy w miarę możliwości karani. Komendant Tomasz Kurek dodaje ponadto, że quady mogłyby być obecne w lasach, ale tylko wtedy, gdyby kierujący nimi założyli stowarzyszenie, które mogłoby wystosować oficjalne stanowisko w sprawie udostępnienia legalnych miejsc do jazdy. Niestety jego doświadczenie pokazuje, że właściciele quadów i motocyklów nie są zainteresowani takim rozwiązaniem.

Quady to wciąż popularny pojazd rekreacyjny

Popularność quadów wynika z ich relatywnie niskiej ceny, małej wielkości i przystosowaniu do poruszania się po naturalnym środowisku, poza utwardzonymi drogami. Quady były jeszcze bardziej rozpowszechnione przed 2013 rokiem, kiedy do jego prowadzenia nie było konieczne nawet prawo jazdy. Po serii niebezpiecznych wypadków, do jakich dochodziło z udziałem nieletnich przepisy zaostrzono, jednak i teraz zdarza się, że quady prowadzone są przez nieletnich i osoby bez prawa jazdy. Największym problemem pozostaje jednak urządzanie nielegalnych wyścigów w lasach, co stanowi zagrożenie nie tylko dla przyrody, ale także dla osób postronnych odwiedzających lasy. Należy więc szukać rozwiązania, które umożliwi właścicielom bezpieczne oddawanie się swojej pasji bez narażania kogokolwiek na niebezpieczeństwo. Warto byłoby więc, zgodnie ze słowami komendanta Tomasza Kurka, aby poruszający się tymi pojazdami wypracowali wspólne stanowisko i postawili na legalne rozwiązania.

Pseudoekolodzy znów zaatakowali! Zabrali krowy! Rolnik nabrał się na TO pismo!

Data: 28.05.2020 17:56

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #zwierzeta #ekoswiry #pseudoekolodzy ##aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #krowy #rolnik #bezprawie

Pseudoekolodzy ponownie zaatakowali! Tym razem rolnik stracił 9 krów – w tym siedem mlecznych. Kolejny raz organizacja prozwierzęca posłużyła się też dokumentem do złudzenia przypominającym decyzję wydaną przez urzędników państwowych.

Pseudoekolodzy znów zaatakowali! Zabrali krowy! Rolnik nabrał się na TO pismo!

pismo sciema

Pseudoekolodzy nie mają prawa wejść do Twojego gospodarstwa!

Nie istnieją, żadne przepisy, w myśl których organy do tego nieuprawnione mogłyby wejść na teren prywatny i dokonać zaboru mienia. Kolejny raz apelujemy do rolników, aby w podobnej sytuacji, w której pseudoekolodzy pojawiliby się w Państwa gospodarstwach, niezwłocznie powiadomić policję. W tej sprawie pomocna wydaje się być także obecność powiatowego lekarza weterynarii, który posiada wiedzę na temat zdrowia zwierząt i warunków w jakich inwentarz powinien być utrzymywany w gospodarstwach. Aktywiści ekologiczni najczęściej nie posiadają wiedzy z zakresu weterynarii, zoologii, zootechniki i innych dziedzin pokrewnych. Nie są, w związku z tym, w żaden sposób uprawnieni do oceny faktycznego stanu zwierząt, a jedynie uzurpują sobie uprawnienia inspekcji weterynaryjnej i służb mundurowych.

Podszywają się pod służby, noszą sztuczne mundurki, kłamią i wysyłają krowy do rzeźni.



Zbióreczka nadal jest?



Niech ich ktoś zdelegalizuje zanim zniszczą życie i zdrowie większej liczbie ludzi i zwierząt.@jkardanowski [@MRiRW_GOV_PL](/u/MRiRW_GOV_PL) [@Swiat_Rolnika](/u/Swiat_Rolnika) [@EwaZajaczkowska](/u/EwaZajaczkowska) [@jacekzarzecki](/u/jacekzarzecki) pic.twitter.com/3AsALCn72Q



— Lidia (@Lidia91846281) May 27, 2020

– napisała na twitterze pani Lidia.

Jedno z kont w serwisie twitter, znane z tropienia podobnych inicjatyw, za którymi stoją pseudoekolodzy twierdzi, że zwierzęta najpewniej trafiły już do rzeźni. Mimo to w „postanowieniu”, mowa jest o czasowym zatrzymaniu zwierząt.

Takimi "dokumentami" posłużyli się "Animalsi" pod Sandomierzem, gdzie facetowi zabrano 9 krów. Zabrano praktycznie prosto do rzeźni. I napisano, że są "uratowane". Na wcześniejszej stronie jest pole na podpis [@KPP_Sandomierz](/u/KPP_Sandomierz), z adnotacją "nie wstawili się" 😅 https://t.co/gH8fEdOw5K



— Czarna Lista Pro (@CzarnaListaPro) May 27, 2020

Pseudoekolodzy stanowią zagrożenie

Pseudoekolodzy, uzurpując sobie uprawnienia instytucji państwowych oraz nie mając merytorycznego przygotowania do „interwencji”, stanowią realne zagrożenie dla stabilności polskiego sektora rolnego. W naszym kraju swoje żniwo wciąż zbierają dwie trudne w zwalczaniu choroby: ASF oraz wysoce zjadliwa grypa ptaków. Zagrożone gospodarstwa objęte są restrykcyjnym programem bioasekuracji, który zakazuje wstępu do gospodarstw wszelkim nieuprawnionym osobom – w tym samozwańczym ekologom. Naruszenie zasad bioasekuracji może wiązać się z przeniesieniem wirusa na nowe obszary, co jest równoznaczne z utylizacją tysięcy potencjalnie zainfekowanych zwierząt.

Walkę z tą trudną i niebezpieczną dla rolników sytuacją zapowiedział minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. W krótkim czasie jego osoba stała się obiektem dyskredytujących ataków lewicowych ekstremistów.

I to są ludzie – ponoć "elita" społeczeństwa – ludzie wykształceni, pełni empatii, sympatii do "braci mniejszych". To jest powtarzane na okrągło, święty Franciszek jest przypominany, a wyzwiska pod adresem moim, ale również tych wszystkich, którzy ośmielili się w sieci mnie w jakiś sposób wspierać, są absolutnie z rynsztoka. One przypominają również język propagandy niemieckiej, hitlerowskiej skierowanej wobec Żydów, wobec Słowian, wobec Cyganów. Takimi słowami kiedyś próbowało się dehumanizować ludzi

– powiedział minister Ardanowski w rozmowie organizaowanej przez Instytut Gospodarki Rolnej.

Nie tylko Inspektorat ds. Ochrony Zwierząt podejmuje w Polsce podobne interwencje. W ubiegłym roku głośnym echem poniosła się sprawa Pogotowia dla Zwierząt:

Taki przykładów jest znacznie więcej. Głośnym echem odbiła się sprawa jednej z najbardziej znanych organizacji mających zajmować się pomocą dla zwierząt – Pogotowia dla Zwierząt. Prezes organizacji Grzegorz B. został skazany prawomocnym wyrokiem za kradzież psów podczas rzekomej interwencji. Wśród zarzutów wymienia się m.in. działanie wbrew prawu i odbieranie psów mimo braku odpowiednich decyzji, niezwracanie zwierząt właścicielom mimo decyzji organów administracyjnych, przetrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach oraz prowadzenie zbiórki publicznej wbrew ustawie. Aktywiści z tej organizacji ignorując decyzje administracyjne lokalnych władz, weterynarzy, posłów i Rzecznika Praw Obywatelskich, odbierali wbrew ustawie kolejne zwierzęta. Najczęściej były to rasowe psy

Także Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt dopuścił się znacznych nadużyć w ubiegłym roku:

Zatrzymany to Krzysztof K., prezes Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Mężczyznę zatrzymano na wniosek Prokuratury Rejonowej w Zgorzelcu. Powodem miało być niestawianie się na wezwania prokuratora i utrudnianie postępowania w sprawie odebrania zwierząt właścicielowi. To nie pierwsze postępowanie przeciw Konradowi K. w sprawie odebrania zwierząt. Przeciw mężczyźnie toczą się postępowania także w innych miejscach. Zatrzymany tłumaczył się, że robił to w stanie wyższej konieczności, ponieważ psy były chore i zaniedbane. Śledczy podkreślają jednak, że przedstawione sytuacje nie wymagały wtargnięcie na cudze posesje i zabierania zwierząt. W takim przypadku mężczyzna mógł zawiadomić policję

Pseudoekolodzy – co z nim zrobić?

Inspektorat ds. Ochrony Zwierząt to nie jedyna organizacja, która dopuszcza się zaboru zwierząt. W Polsce dochodzi też do nieuprawnionych protestów, wtargnięć, kradzieży i innych przypadków naruszenia prawa, których dopuszczają się pseudoekolodzy. W ubiegłym roku Instytut Gospodarki Rolnej przygotował pakiet zmian, które miałyby znaleźć się w znowelizowanej ustawie o ochronie zwierząt.

Do najważniejszych z nich należą: Potwierdzone wykonywanie działalności statutowej w okresie co najmniej 24 miesięcy; Udział w postępowaniu wyłącznie przez organizacje utworzone na gruncie prawa polskiego; Członkami zarządu organizacji mogą być wyłącznie obywatele polscy; Członkowie zarządu organizacji nie mogą być karani ani też nie może toczyć się wobec nich postępowanie karne, karno-skarbowe czy administracyjne; W postępowaniu nie może brać udziału organizacja, która w swoich działaniach stosowała metody bezprawne lub na granicy prawa; Organizacja ekologiczna musi mieć co najmniej 5-osobową radę naukową lub zespół ekspertów badaczy, której członkowie posiadają tytuły i stopnie naukowe oraz wiedzę w danej dziedzinie; Liczba członków organizacji biorącej udział w postępowaniu wynosić może minimum 50; Posiadanie przez organizację ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z udziałem w postępowaniu o minimalnej sumie gwarancyjnej, w odniesieniu do jednego zdarzenia, w wysokości 250 000 złotych, ważne przez okres 12 miesięcy od dnia złożenia wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu; Organizacja ekologiczna w okresie jednego roku od daty rozpoczęcia postępowania nie otrzymała korzyści zarówno od żadnej ze stron postępowania jak i od konkurenta wnioskodawcy; Organizacja do wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu dołączyć powinna kopię polisy OC, kopię statutu organizacji, pisemne oświadczenie o nieprzyjęciu korzyści od strony postępowania lub konkurenta wnioskodawcy w okresie 1 roku poprzedzającego złożenie wniosku, pisemną informację dotyczącą członków organizacji.

Nie dajmy się nabrać!

Pseudoekolodzy – da się ich rozpoznać!

Pseudoekolodzy wtargnięć na teren prywatny dokonują zazwyczaj w specjalnych kamizelkach z napisem: Inspektor Ochrony Zwierząt. Celem uautentycznienia swoich działań posługują się oni dokumentami do złudzenia przypominającymi postanowienia i orzeczenia urzędnicze. Ministerstwo Rolnictwa, Lekarze Weterynarii i przedstawiciele innych służb niejednokrotnie informowali, że właściciele zwierząt nie mają obowiązku wpuszczania na teren prywatny aktywistów prozwierzęcych.

Szczypiorek: na co działa?

Data: 28.05.2020 17:14

Autor: ziemianin

longevitas.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #zdrowie #szczypiorek #cebula #rosliny #uprawa #swiatrolnika

Choć szczypiorek kojarzy nam się głównie z wiosną i latem, z jego dobrodziejstw korzystać możemy przez cały rok.

Co to jest szczypiorek?

Szczypiorek: na co działa?

Szczypiorek, a właściwie czosnek szczypiorek (Allium schoenoprasum), uprawiany jest od średniowiecza. Rośnie w kępkach, ma długie liście i fioletowe cebulkowe kwiaty. Bywa mylony z dymką (zieloną cebulką) i szalotką. Dymka charakteryzuje się mocniejszym, nieco pieprznym smakiem.

Jakie ma właściwości prozdrowotne?

Co potrafi szczypiorek?

Zmniejszyć stan zapalny

Jak sugerują badania, przewlekły stan zapalny może być przyczyną lub jedną z przyczyn chorób autoimmunologicznych, zaburzeń neurodegeneracyjnych, cukrzycy czy nowotworów. W szczypiorku znajduje się wiele przeciwutleniaczy i innych związków, które skutecznie radzą sobie ze stanem zapalnym.

Jedno z rumuńskich badań in vitro wykazało, że szczypiorek pomaga zmniejszyć stres oksydacyjny i wykazuje silne właściwości przeciwzapalne.

Zawiera dużo choliny

Cholina bierze udział w syntezie neuroprzekaźników, budowie komórek, metabolizmie itd. Uważa się również, że wpływa bezpośrednio na stan wątroby, funkcjonowanie mózgu oraz rozwój płodu. Powinna więc być stałym składnikiem naszej diety.

Szczypiorek – podobnie jak jajka, komosa ryżowa, kalafior, kiełki pszenicy czy kurczak – to dobre źródła tego związku.

Wzmacnia kości

Szczypiorek zawiera też witaminę K, która jest niezwykle ważna dla dobrej kondycji naszych kości. Jak pokazują niektóre badania, witamina K może poprawić gęstość mineralną kości i zmniejszyć ryzyko złamań.

Szczypiorek będzie czuł się dobrze w towarzystwie innych produktów z witaminą K, np.: warzyw zielonolistnych, brukselki, brokułów, dymki, ogórków czy kapusty.

Pomaga zapobiegać chorobom…

Jak czytamy w przeglądzie opublikowanym na łamach Evidence-Based Complementary and Alternative Medicine, rośliny rodzaju Allium zawierają bardzo dużo: związków siarki organicznej, kwercetynę, flawonoidy, saponiny oraz inne związki, które wykazują działanie: przeciwzapalne, przeciwnowotworowe, protekcyjne wobec chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy, otyłości, poza tym neuroprotekcyjne i immunologiczne właściwości.

Obecność rozpuszczanej w wodzie witaminy C, zwiększa potencjał przeciwutleniający szczypiorku. Jak pokazują badania, chroni ona układ odpornościowy, pomaga walczyć z infekcją i wieloma chorobami.

… i walczyć z nowotworem

Niektóre badania wykazały, że spożywanie warzyw rodzaju Allium, mogło wiązać się ze zmniejszonym ryzykiem rozwoju niektórych typów nowotworów.

Jedno z badań przeprowadzone w Chinach ujawniło, że spożywanie większej ilości tych warzyw, zmniejsza zagrożenie rakiem żołądka.

Uważa się, że jest to rezultat obecności między innymi związków siarki organicznej. Jeden z przeglądów opublikowanych w Environmental Health Perspectives ujawnił, że mogą wpływać na sposób, w jaki działają niektóre enzymy zaangażowane w detoksykację. Dzięki temu spowolniony zostaje wzrost i rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych.

Wartości odżywcze

Jakie składniki odżywcze kryją się w szczypiorku?

Szacuje się, że 1 łyżka surowego szczypiorku zawiera:

1 kalorię,

0,1 g węglowodanów,

0,1 g białka,

0,1 g błonnika,

1,7 mg witaminy C,

6,4 µg witaminy K (8% zalecanego dziennego spożycia),

131 IU witaminy A (3% zds),

3,2 µg kwasu foliowego (1% zds),

0,1 g manganu (1% zds).

Efekty uboczne i środki ostrożności

By uniknąć zatrucia pokarmowego, wynikającego ze zjedzenia nieświeżego lub zepsutego szczypioru, należy wybierać kępki o jednolitym, głębko zielonym kolorze. Unikajmy tych więdnących, miękkich i matowych.

Szczypiorek przed spożyciem należy umyć, pod chłodną, bieżącą wodą.

U niektórych szczypiorek może wywołać reakcje alergiczne, takie jak: swędzenie, wysypka czy obrzęk.

Szczypiorku powinny unikać osoby, które uczulone są na inne rośliny z tej rodziny (np. czosnek lub cebula).

Konopie przemysłowe zasiane przez polskie firmy. Plony na przełomie sierpnia i września

Data: 26.05.2020 10:42

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #konopie #polska #rolnictwo #uprawy #rosliny #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

Konopie przemysłowe mogą stać się silną częścią polskiego rolnictwa. Polscy producenci konopi przemysłowych w tym roku zasiali je nieco wcześniej niż zwykle, z uwagi na pogodę. Roślina, która kiedyś stanowiła niemal podstawę polskiego rolnictwa przez lata figurowała na liście produktów zakazanych. Dziś znów można je w Polsce uprawiać legalnie, a z uwagi na szeroki wachlarz zastosowań rośnie zainteresowanie nimi.

Konopie przemysłowe zasiane przez polskie firmy. Plony na przełomie sierpnia i września

Konopie przemysłowe wysiane wcześniej niż zwykle

Polscy producenci konopi zwykle sieją je na przełomie kwietnia i maja. Jednak termin zasiewu konopi zależy przede wszystkim od pogody.

W tym roku było to dwa tygodnie wcześniej, z uwagi na przewidywane deszcze, które mogłyby uniemożliwić prace w polu

– mówi Piotr Kupka, odpowiedzialny za uprawy w śląskiej spółce General Hemp Marketing, która jest jednym z pierwszych i największych producentów konopi siewnych w Polsce i właścicielem marki DobreKonopie.pl.

GHM w zależności od zapotrzebowania na rynku zasiewa od 50 do 100 ha upraw.

W tym roku wysialiśmy trzy odmiany: Santhica 70, Fedora 17 i Futura 75

– mówi Piotr Kupka.

Bez pestycydów, z korzyścią dla gleby – polskie konopie przemysłowe

Nie wszystkie odmiany konopi siewnych lubią polski klimat. Przeszkadza im np. kwaśna i mokra gleba, a doskonale rosną w ziemi o obojętnym odczynie – między 6, a 7 pH. Jednak generalnie konopie przemysłowe nie są szczególnie wymagającymi roślinami i mogą rosnąć praktycznie w każdym klimacie. Ponieważ ich system korzeniowy sięga półtora do nawet dwóch metrów, czyli dużo głębiej, niż większości roślin uprawnych, są one w stanie pobrać z gleby wszystkie niezbędne do wzrostu składniki.

Dzięki temu konopi nie trzeba sztucznie nawozić, wierzchnia warstwa gleby ma czas na regenerację, a po zbiorze korzenie, które zostają w ziemi tworzą użyźniającą biomasę. Roślina może więc być receptą na wyjałowioną glebę. Świetnie sprawdza się jako przedplon dla ziemniaków i innych roślin uprawnych

– mówi Ewa Melania Gryt, jedna z pionierek biznesu konopnego w Polsce, założycielka GHM i twórczyni marki DobreKonopie.

Dodaje, że do uprawy konopi nie potrzebne są także pestycydy, ponieważ zawarte w tej roślinie substancje, skutecznie odstraszają wszelkie pasożyty. Podobnie zbędne są herbicydy – konopie przemysłowe rosną tak intensywnie, że chwasty nie mają szans wzejść na tym samym terenie.

Żniwa za trzy miesiące – konopie przemysłowe

Zbiory konopi będą się odbywać głównie mechanicznie, ponieważ są szybsze i mniej pracochłonne niż ręczne. Najwcześniej – zwykle w lipcu lub sierpniu – zbierany jest plon zorientowany na liście, z których powstają „herbatki”. Konopie przemysłowe, których kwiaty wykorzystane będą do produkcji najcenniejszego wyrobu – olejków CBD będą gotowe do zbioru na przełomie sierpnia i września. Żniwa należy rozpocząć w momencie, kiedy kwiatostany będą miały najwięcej cennego CBD, co sprawdzane jest w laboratorium. Najpierw ścinane są kwiaty, a dopiero potem łodygi. Z konopi zebranych w ostatnim stadium wzrostu pozyskiwane są nasiona, które można spożywać same (np. jako dodatek do sałatek), produkuje się mąkę, białka lub wytłacza olej spożywczy.

Czasami zdarza się, że hodowcy decydują się na tradycyjny ręczny zbiór, który zdecydowanie podnosi ilość i jakość plonu.

To bez porównania cięższa praca, ale osobiście bardzo lubię takie zbiory. Są bardzo malownicze i kojarzą się z czasem, kiedy uprawa konopi w Polsce była powszechna. To nie są znów tak bardzo odległe czasy, zaledwie kilkadziesiąt lat

– mówi Ewa Melania Gryt, która uprawia konopie przemysłowe.

Miedź pierwiastkiem pierwszej potrzeby w sadownictwie

Data: 23.05.2020 21:30

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #przyroda #sady #drzewa #owoce #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #opryski #ciekawostki

Miedź – to od niej, a dokładnie od oprysków ją zawierających, należy rozpocząć wiosenne prace w sadach. Aby uzyskać satysfakcjonującą rentowność, plantatorzy chcą osiągnąć możliwie najwyższe plony o dobrych cechach jakościowych. Jest to uwarunkowywane przez wiele czynników, wśród których kluczowym jest potencjał plonotwórczy. Jego pełne wykorzystanie określa kondycja roślin, właściwe wykształcenie organów, stopień odżywienia na wszystkich etapach rozwoju, odporność na stresy, dostępność wody, a w głównej mierze zdrowotność plantacji.

Miedź pierwiastkiem pierwszej potrzeby w sadownictwie

Miedź – od niej należy zacząć wiosenne zabiegi

By zagwarantować plantacji jak najkorzystniejsze warunki, ochronę sadu po zimie należy rozpocząć tradycyjnym, od ponad stu lat, pierwszym zabiegiem wykonywanym przez sadowników. Jest to oprysk substancjami zawierającymi miedź.

O ile pierwiastek ten w uprawach rolniczych wykorzystywany był już w średniowieczu, to w ogrodnictwie miedź znalazła szerokie użycie dopiero w XIX wieku. We Francji do ochrony winnic przed mączniakiem standardowo używano cieczy bordoskiej. Specyfik ten wykorzystywali i polscy sadownicy. Priorytetowe zatem jest utrzymanie drzew owocowych we wzorowej kondycji przez cały sezon. Priorytetem powinno być przy tym ograniczenie nacisku czynników chorobotwórczych wpływających na obniżenie zdrowotności roślin.

Miedź – jej właściwości w sadownictwie

Miedź charakteryzuje się wysoką skuteczność w zwalczaniu chorób bakteryjnych (rak bakteryjny czy zaraza ogniowa) oraz hamowaniem rozwoju patogenów grzybowych (parch jabłoni). W latach dwudziestych XX wieku odnotowano nagły rozwój fungicydów zależnych od tego pierwiastka. Standardem stało się ich prewencyjne używanie w sadownictwie, dostosowując się do zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Miedź jest nadal fundamentalnym składnikiem preparatów używanych do ochrony drzew przed patogenami bakteryjnymi i grzybowymi. Standardem jest jej wykorzystywanie w pierwszych pracach wykonywanych na początku sezonu wegetacyjnego, gdyż dysponuje szerokim zakresem działania i nadal jest najbardziej efektywnym narzędziem w zwalczaniu chorób.

Miedź – skutki jej stosowania

Znaczenie miedzi dla kondycji roślin jest nie do przecenienia. Korzystnie wpływa na właściwy rozwój młodych części roślin, ich wzrost i dojrzewanie owoców. Aktywuje przyrost biomasy oraz poprawia cechy jakościowe plonu. Oddziałuje na zdrowotność roślin oraz zapewnia większą przydatność do przechowywania owoców. Prócz tego wpływa na lepsze wykorzystanie azotu i zwiększa tolerancję na stres.

Zabiegi wiosenne – konieczna miedź

Konieczność wykonania zabiegu ochronnego z użyciem preparatów posiadających w swym składzie miedź jest ewidentne. Problemem jest jednak wybór odpowiedniego środka, gdyż oferta rynkowa w tym obszarze jest bogata. Zdecydowana większość produktów sugerowanych sadownikom do wykonania tego oprysku to preparaty odnotowane jako środki ochrony roślin. Pierwsze wykorzystanie nawozu dolistnego ze znaczną zawartością miedzi, ma charakter zapobiegawczy, korzystnie wpływa bowiem na kondycję plantacji, jej zdrowotność i właściwe odżywienie. Zagwarantowuje właściwy start roślin na początku sezonu wegetacyjnego.

Truskawki same się nie zbiorą! Francja błaga: Polacy na truskawki!

Data: 14.05.2020 08:33

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #francja #polacy #praca

Francja woła coraz głośniej: Polacy potrzebni są na wczoraj – truskawki, ale także inne owoce i warzywa bez Polaków zostaną w glebie! W Fontaines-en-Sologne, w Loir-et-Cher, czyli Regionie Centralnym Francji Laurence Roger z Gaec Guilloteau jak co roku rozpoczął w kwietniu organizację sezonu zbioru truskawek. Firma Guilloteau to firma rodzinna, która uprawia truskawki od czterech pokoleń, angażując sezonowo do pracy Francuzów, ale także, a może przede wszystkim, Polaków, Portugalczyków i Marokańczyków. Francja potrzebuje Polaków do truskawek, tego nikt nie ukrywa, jednak pozostają problemy transportowe… "Polacy na truskawki" – to hasło, które jest dzisiaj szczególnie aktualne.

Truskawki same się nie zbiorą! Francja błaga: Polacy na truskawki!

Francja, Polacy i truskawki…

Laurence Roger z Gaec Guilloteau każdego roku potrzebuje pięćdziesięciu sezonowych pracowników rolnych, aby zagwarantować zbiór z sześciu hektarów truskawek gruntowych i czterech hektarów szklarniowych. Tak było co roku, ale koronawirus wszystko zmienił, producenci takich owoców jak truskawki, jak i wszyscy inni producenci rolni we Francji. Polacy uważali truskawki za stały punkt swojego francuskiego kalendarza. Francja, Polacy, truskawki to refren, który z powodu COVID-19 przestał być grany. Do odwołania?

Zwykle sprowadzamy pracowników z Polski, Portugalii i Maroka, więc organizujemy się z dużym wyprzedzeniem... Ale przy zamkniętych granicach około dwudziestu pracowników sezonowych, w większości stałych bywalców, nie będzie mogło przyjechać w tym roku

– żałuje Laurence Roger cytowany przez serwis reporterre.net, rolnik, który symbolizuje problemy Francji, zapotrzebowanie na Polaków i reprezentuje rynek truskawek, który jest lustrzanym odbiciem rynku francuskich owoców i warzyw.

Francuscy przetwórcy na truskawki…

Francuzi bez Polaków i innych pracowników sezonowych będą próbować przerzucić pracowników przetwórstwa do zwykłego zrywania owoców.

W przypadku francuskich zbiorów (nie tylko truskawek) zaczynają się gorączkowe poszukiwania pracowników. W spółdzielni Cadran de Sologne, która jest właścicielem plantacji Guilloteau, kwestia dostępności siły roboczej jest obecnie głównym problemem. Pozrywane łańcuchy produkcji, dostaw, transportu – dlatego firmy będą wymieniać się pracownikami. Stąd być może sezonowców zastąpią po części pracownicy przetwórstwa.

Francuzi nie ukrywają jednak, że rodzimi obywatele pracują nieporównywalnie mniej wydajnie niż Polacy.

Francuz nie zastąpi Polaka. Kto będzie zbierać truskawki?

Money.pl informował niedawno, że „Francuscy rolnicy i przedsiębiorcy cierpią przez koronawirusa. I brak Polaków, którzy zamiast jak co roku pracować przy zbiorach, zostali w kraju. Jak mówią, nie chcą zatrudniać rodaków, bo potrzebują "prawdziwych pracowników"”.

Bez zagranicznych pracowników sezonowych nie damy sobie rady. Na szczęście od dzisiaj można ich już sprowadzać. Tylko na razie nie mamy jak tego zrobić . Bo nie mają jak przyjechać

– powiedział 11 maja w Radio France Internationale Mickael Bourguignon, rolnik z Cailloux-Sur-Fontaines pod Lyonem.

Francja tęskni za Polakami, bo ktoś musi zbierać truskawki

Sprawę opisał dziennik „Rzeczpospolita” w artykule Danuty Walewskiej Warzywa zostaną w ziemi? Francja tęskni za Polakami

W takiej sytuacji, jak Mickael Bourguignon znalazły się setki francuskich gospodarstw. Zazwyczaj o tej porze na polach pracowały tysiące Polaków, Rumunów i Ukraińców. W tym roku może się okazać, że warzywa zostaną w ziemi, a owoce na drzewach. Dopóki nie było decyzji z Brukseli, która chce by do połowy czerwca utrzymać wstrzymanie podróży przez unijne granice, z wyjątkiem wyjazdów do pracy, zbiory moreli, czereśni i szparagów były zagrożone. Już wcześniej z powodu braku chętnych Francuzów do pracy na polu zgniła część truskawek. Teraz według szacunków FNSEA, największego związku zawodowego pracowników rolnych na „już" potrzeba przynajmniej 200 tys. osób, które miałyby pracę aż do września.

Francuzi odpoczywają, Polacy pracują. A truskawki trzeba zebrać

„Le Figaro” informuje, że podobna sytuacja dotyczy nie tylko rynku truskawek, ale wszystkich owoców i warzyw. Rekrutacja do pracy jest dla producentów zadaniem karkołomnym. Na brak zaangażowanych pracowników sezonowych, zwłaszcza z Polski, narzeka Mathieu Lucas producent owoców czerwonych i warzyw z Bailleul-le-Soc pod Paryżem.

Mam teraz 30 pracowników, a potrzebuję 200 i to codziennie. Ci, którzy się zgłaszają nie mają pojęcia o pracy na roli, więc kiedy dzwonią zgłaszając się do pracy, mówię, żeby nie przyjeżdżali. Z rozmów wynika,że zostali bez pracy i chętnie by sobie poodpoczywali za niezłe pieniądze na wsi, zwłaszcza,że pogoda jest taka ładna. A ja potrzebują prawdziwych pracowników, najchętniej Polaków, albo Ukraińców którzy pracowali u mnie rok temu. Oni naprawdę byli zainteresowani pracą i wiedzieli o co chodzi

– mówi producent owoców i warzyw Mathieu Luscas w rozmowie z „Le Figaro".

Francuscy pracodawcy zapewniają, że podczas zbiorów truskawek, innych owoców oraz warzyw zapewnione będą wszystkie wymogi bezpieczeństwa związane z epidemią koronawirusa, także w pracy przy maszynach. Francja, Polacy i truskawki to wciąż otwarty temat, ale dla wielu to okres oczekiwania, dla jednych na pracę, a dla innych na pracodawców. Pat komunikacyjny najmocniej odczują jednak konsumenci.

Kradzieże bel siana? Rolnik zaopatrzył swoją słomę w nadajniki GPS

Data: 08.05.2020 12:31

Autor: ziemianin

agrarheute.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #swiatrolnika #rolnictwo

Rolnik z Prinzhöfte w Dolnej Saksonii rokrocznie zmagał się z kradzieżami bel siana. Kradzieże powtarzały się regularnie, aż w końcu poirytowany gospodarz wdrożył w życie niezwykle interesujący plan. Trzeba przyznać, że jego kreatywność jest godna pozazdroszczenia.

Kradzieże bel siana? Rolnik zaopatrzył swoją słomę w nadajniki GPS

Kradzieże bel siana nie dawały mu spokoju

Kradzieże powtarzały się regularnie od kilku lat, aż wreszcie 65-letni rolnik wpadł na niezwykły plan, który zapewne wybije rabusiom z głowy wszelkie pomysły kradzieze rolnictwo dotyczące przywłaszczenia sobie czyjejś własności. Zmyślny rolnik postanowił bowiem wyposażyć bele siana w… nadajniki GPS.

Zbliżał się już czas, w którym co roku dochodziło do kradzieży, ale gospodarz postanowił, że w tym roku nikt nie zabierze mu jego własności. Zainstalował zatem w belach siana nadajniki GPS, które miały informować go o każdorazowym przemieszczeniu się siana. Jak się okazało, pomysł rolnika okazał się strzałem w dziesiątkę.

Kradzieże bel siana powtarzające się co roku w gospodarstwie 65-letniego rolnika z Dolnej Saksonii najpewniej nie będą miały już miejsca. Kila dni temu, jak co roku, ktoś próbował ukraść bele siana przygotowane na jego polu. Tym razem rabusiom nie uszło to jednak na sucho. Zainstalowane w sianie nadajniki GPS uaktywniły się, co szybko zauważył gospodarzy. Ten niezwłocznie powiadomił znajdującego się w okolicach znajomego, który rozpoczął pości za złodziejami. Ten szybko namierzył rabusi, który na przyczepę załadowali cztery pokaźnych rozmiarów bele siana. W pościg szybko włączyła się lokalna policja, która zatrzymała złodziei i udaremniła kradzież. Bele siana zostały szybko zwrócone rolnikowi, który – jak donoszą lokalne media – nie krył satysfakcji ze swojego pomysłu.

Także w naszym kraju kradzieże w gospodarstwach rolnych od lat są normą. Może pomysł sprytnego rolnika pomoże w rozwiązaniu problemów także polskim gospodarzom? Można w ten sposób ustrzec się utraty maszyn rolniczych, paszy, sprzętu, nawozów czy – co szczególnie często dzieje się w naszym kraju – zwierząt. Tym ostatnim trudno zamontować nadajniki, ale warto chronić je w inny sposób, z udziałem wzmożonej czujności, przed aktywistami ekologicznymi.

Uprawa grzybów – kurki, borowiki czy rydze z domowych szklarni.

Data: 26.04.2020 10:37

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #grzyby #hodowla #jedzenie #potrawy

Sezon na grzyby dopiero przed nami. Alternatywę dla grzybobrań w sezonach, w których las nie obrodzi może być jednak uprawa grzybów, która staje się w naszym kraju naprawdę popularna. Może więc warto zastanowić się na korzyściami płynącymi z uprawy pieczarki, boczniaka czy nawet kurki. Na pewno pozwoli to chętnym zarobić.

Uprawa grzybów – kurki, borowiki czy rydze z domowych szklarni.

Polacy lubią grzyby – uprawa grzybów szansą dla smakoszy

Choć są kraje, gdzie grzybów jada się mało, to w Polsce tradycyjne potrawy z grzybami lubią niema; wszyscy. Dorodne pieczarki znajdują nabywców bez problemu, a kurki należą do najsmaczniejszych grzybów i są doceniane przez prawdziwych smakoszy. Mniejszym powodzeniem cieszą się boczniaki, ale także coraz częściej goszczą na naszych stołach. Szansę, aby te grzyby na stałe zagościły na naszych talerzach, daje uprawa grzybów.

Na to, by spróbować swoich sił w hodowli grzybów wystarczy dobra piwnica lub garaż. Czy będzie nam się to podobało, warto wypróbować na małych domowych zestawach. Bez problemu kupimy kilka litrów grzybni pieczarek, boczniaków, a nawet kani z gotową mini-szklarnią za 20-40 złotych. To może być dobre wprowadzenie do tego, aby uprawa grzybów na większą skalę lub – jeśli taka uprawa nie przypadnie nam do gustu – tylko na próbę, stała się naszym hobby lub sposobem na zarobek

– mówi Karolina Wojtczak, hodowca pieczarek, która uważa, że uprawa grzybów może być dobrym kierunkiem.

Uprawa grzybów – gdzie można to zrobić?

Jak mówi Karolina Wojtczak, plusem daje ma uprawa grzybów jest możliwość wykorzystania tych miejsc, które czasem są zupełnie bezużyteczne: ciemnepiwnice, najmniej chętnie odwiedzany kawałek ogródka lub niewykorzystywana szopa. Uprawa grzybów pozwoli zagospodarować te miejsca.

Kto woli grzyby leśne także może zakupić odpowiednią grzybnię. Wybór jest duży i coraz większy. To już nie tylko kurki, ale także rydze, opieńki, maślaki, a nawet borowiki można hodować we własnym ogrodzie. Własne grzyby można wyhodować nieomal na nieużytkach. Jeśli będziemy hodować grzyby na własne potrzeby, nie potrzeba nam żadnych dodatkowych formalności. Jeśli jednak będziemy chcieli je sprzedawać, konieczna będzie opinia grzyboznawcy lub klasyfikatora grzybów świeżych

– dodaje Karolina Wojtczak.

Które uprawiać najłatwiej? Uprawa grzybów w domowych warunkach

Uprawa grzybów nie jest trudna. Najłatwiej uprawiać boczniaki. Grzybnia boczniaka najczęściej sprzedawana jest w postaci ziaren zbóż, trocin, drewnianych kołeczków lub balotów słomy zaszczepionych grzybnią. Szczepienie grzybnią boczniaka przeprowadzamy do końca września w ciemnym pomieszczeniu. Żeby grzybnia zaczęła się rozrastać, potrzebna jest także duża wilgotność, dlatego pniaki lub baloty słomy owijamy folią i mocno zraszamy. Optymalna temperatura to 10-28 ºC. Grzybnia przerasta słomiany balot w 5-8 tygodni, a drewniany pień w czasie od 4 do 12 miesięcy, w zależności od jego grubości. Jeśli chcemy szybko cieszyć się grzybami, wybierzmy baloty.

Aby pojawiły się nam grzyby musimy baloty lub pniaki wynieść na zewnątrz, aby poczuły światło słoneczne. Optymalna temperatura wtedy to 10-15 ºC – bardzo często polska ciepła jesień sama tworzy optymalne warunki dla boczniaków. Grzyby pojawiają się stopniowo, boczniaki owocują na słomie przez okres 3-5 miesięcy, a na drewnie od 2 do nawet 5 lat. Znam osoby, które pierwsze doświadczenia z grzybami własnego chowu tak wciągnęły, że dziś robią to na dużą skalę. Moim zdaniem – zawsze warto spróbować, bo inwestycja to niewielka

– dodaje Karolina Wojtczak, która uważa, że uprawa grzybów w domowych warunkach jest absolutnie możliwa.

Przebierańcy z "Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt" podszywają się pod służby!

Data: 16.04.2020 13:52

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#ekoswiry #ekoterroryzm #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #swiatrolnika #przebierancy #mafia

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, czyli grupa aktywistów prozwierzęcych, której nazwa ma imitować realnie funkcjonujące państwowe służby mundurowe, ponownie dokonał zaboru zwierząt. W tym celu „ekolodzy” posłużyli się postanowieniem, które ma imitować dokumenty tworzone przez urzędników państwa Polskiego. Dodatkowo aktywiści dopuścili się złamania zasad związanych z przeciwdziałaniem pandemii koronawirusa.

Przebierańcy z "Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt" podszywają się pod służby!

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt w świąteczny poniedziałek dokonał zaboru zwierząt!

Jak poinformował w serwisie twitter Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, grupa aktywistów prozwierzęcych pod nazwą Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, dokonała w Poniedziałek Wielkanocny wejścia na prywatny teren i zaboru zwierząt na podstawie dokumentów do złudzenia przypominających druki przygotowane przez urzędników państwowych. Rzeczona interwencja odbyła się na podstawie filmu zamieszczonego w serwisie YouTube i bez asysty policji, czy choćby przedstawicieli Państwowego Instytutu Weterynarii.

Świąteczny poniedziałek, 3 przebierańców w kombinezonach robi wjazd do czyjegoś domu, dokument z czerwonymi pieczątkami i zabierają zwierzęta na podstawie filmiku w internecie. Bez PIW, bez Policji. A później hejt w necie. Art7.ust.3 do zmiany– napisał w serwisie twitter Jacek Zarzecki.

Wadliwa ustawa, czyli co wykorzystał Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt?

Dokument, którego zmiany treści domaga się Jacek Zarzecki i inni przedstawiciele sektora rolnego i branż pokrewnych to Ustawa o ochronie zwierząt. Rzeczony artykuł otrzymał swojego czasu brzmienie:

W przypadkach niecierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

Niestety przepis ten regularnie wykorzystywany jest przez aktywistów prozwierzęcych, którzy odbierają zwierzęta właścicielom – bez asysty służb państwowych i bez zgody właściciela względem wejścia na teren prywatny. O szeregu podobnych sytuacji informowała w swoim reportażu wydanym przez Fundację Polska Ziemia zatytułowanym Ciemna strona Animalsów. Co organizacje prozwierzęce chcą przed Tobą ukryć? Ewa Zajączkowska-Hernik.

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt naśladuje PETĘ?

Organizacje takie jak Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt najprawdopodobniej inspirują się działaniami amerykańskiej grupy PETA, która wyspecjalizowała się w odbieraniu zwierząt właścicielom i czerpaniu z tego faktu znacznych korzyści majątkowych.

W 2012 roku amerykańskie media ujawniły informacje dotyczące profilu działalności jednej z organizacji ekologicznych cieszących się w USA największym poziomem zaufania publicznego – PETA Ludzie na Rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt. Aktywiści PETA od początku swojej działalności skupiali się na odbieraniu zwierząt właścicielom, którzy, w ich opinii, nie dbali o nie należycie. Śledztwo federalne ujawniło, że od 1998 roku aktywiści utylizowali około 95 proc. zwierząt, które przejmowali, co przełożyło się na łączną liczbę 27 tys. uśpionych psów i kotów (do 2012 roku). Media podnosiły wówczas, że PETA, przy rocznym budżecie na poziomie 37 mln USD, tylko znikome fundusze przeznaczała na faktyczną pomoc zwierzętom. Z podobną sytuacją, choćby przez wzgląd na działalność organizacji takich jak Inspektorat Ochrony Zwierząt, borykają się także Polacy.

Na sprawę niewłaściwego traktowania odebranych zwierząt zwrócił uwagę Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego:

Pamiętacie tę krowę, którą zabrali starszej kobiecie, zmuszając ją do zrzeczenia się praw do niej? Stoi teraz przypalowana z małym wiadrem wody i wygląda jeszcze gorzej.

– napisał w serwisie twitter Jacek Zarzecki.

ASF, ptasia grypa, koronawirus – Inspektorat Ochrony Zwierząt łamie prawo!

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt i inne podobne mu organizacje mogą przyczyniać się do przenoszenia groźnych chorób zakaźnych zwierząt. Polska objęta jest szczegółowym programem bioasekuracji z powodu wystąpienia w naszym kraju licznych ognisk afrykańskiego pomoru świń oraz wysoce zjadliwej grypy ptaków. Zgodnie z przepisami wypracowanymi w gmachu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz w gabinetach Głównego Inspektoratu Weterynarii wejście na teren gospodarstw rolnych przez osoby nieuprawnione jest absolutnie zakazane. Problem stanowi tu także brak merytorycznego przygotowania aktywistów do opieki nad zwierzętami czy oceny stanu ich zdrowia. Tylko w ubiegłym roku aktywiści jednej z organizacji próbowali dokonać zaboru zwierzęcia w jednej z zachodnich dzielnic Warszawy, twierdząc, że zwierzę jest wychudzone. W praktyce jednak pies, który stał się obiektem procederu, stanowił mieszankę charta z jedną z popularnych ras psów myśliwskich. Interwencje, takie jakiej dopuścił się Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, są także działaniem skrajnie nieodpowiedzialnym w kontekście pandemii koronawirusa. Rząd nakazał bowiem drastyczne ograniczenie kontaktów między ludźmi celem zatrzymania rozwoju wirusa.

Nie tylko Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt

Nie tylko Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt podejmuje w Polsce podobne interwencje. W ubiegłym roku głośnym echem poniosła się sprawa Pogotowia dla Zwierząt:

Taki przykładów jest znacznie więcej. Głośnym echem odbiła się sprawa jednej z najbardziej znanych organizacji mających zajmować się pomocą dla zwierząt – Pogotowia dla Zwierząt. Prezes organizacji Grzegorz B. został skazany prawomocnym wyrokiem za kradzież psów podczas rzekomej interwencji. Wśród zarzutów wymienia się m.in. działanie wbrew prawu i odbieranie psów mimo braku odpowiednich decyzji, niezwracanie zwierząt właścicielom mimo decyzji organów administracyjnych, przetrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach oraz prowadzenie zbiórki publicznej wbrew ustawie. Aktywiści z tej organizacji ignorując decyzje administracyjne lokalnych władz, weterynarzy, posłów i Rzecznika Praw Obywatelskich, odbierali wbrew ustawie kolejne zwierzęta. Najczęściej były to rasowe psy

– informował portal wSensie.pl.

Także Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt dopuścił się znacznych nadużyć w ubiegłym roku:

Zatrzymany to Krzysztof K., prezes Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Mężczyznę zatrzymano na wniosek Prokuratury Rejonowej w Zgorzelcu. Powodem miało być niestawianie się na wezwania prokuratora i utrudnianie postępowania w sprawie odebrania zwierząt właścicielowi. To nie pierwsze postępowanie przeciw Konradowi K. w sprawie odebrania zwierząt. Przeciw mężczyźnie toczą się postępowania także w innych miejscach. Zatrzymany tłumaczył się, że robił to w stanie wyższej konieczności, ponieważ psy były chore i zaniedbane. Śledczy podkreślają jednak, że przedstawione sytuacje nie wymagały wtargnięcie na cudze posesje i zabierania zwierząt. W takim przypadku mężczyzna mógł zawiadomić policję

– donosili dziennikarze wSensie.pl

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt – co z nim zrobić?

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt to nie jedyna organizacja, która dopuszcza się zaboru zwierząt. W Polsce dochodzi też do nieuprawnionych protestów, wtargnięć, kradzieży i innych przypadków naruszenia prawa, których dopuszczają się takie grupy aktywistów jak właśnie Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt. W ubiegłym roku Instytut Gospodarki Rolnej przygotował pakiet zmian, które miałyby znaleźć się w znowelizowanej ustawie o ochronie zwierząt.

Do najważniejszych z nich należą: Potwierdzone wykonywanie działalności statutowej w okresie co najmniej 24 miesięcy; Udział w postępowaniu wyłącznie przez organizacje utworzone na gruncie prawa polskiego; Członkami zarządu organizacji ekologicznej takiej jak Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt mogą być wyłącznie obywatele polscy; Członkowie zarządu organizacji nie mogą być karani ani też nie może toczyć się wobec nich postępowanie karne, karno-skarbowe czy administracyjne; W postępowaniu nie może brać udziału organizacja, która w swoich działaniach stosowała metody bezprawne lub na granicy prawa, czyli takie jak Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt; Organizacja ekologiczna musi mieć co najmniej 5-osobową radę naukową lub zespół ekspertów badaczy, której członkowie posiadają tytuły i stopnie naukowe oraz wiedzę w danej dziedzinie; Liczba członków organizacji biorącej udział w postępowaniu wynosić może minimum 50; Posiadanie przez organizację taką jak Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z udziałem w postępowaniu o minimalnej sumie gwarancyjnej, w odniesieniu do jednego zdarzenia, w wysokości 250 000 złotych, ważne przez okres 12 miesięcy od dnia złożenia wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu; Organizacja ekologiczna w okresie jednego roku od daty rozpoczęcia postępowania nie otrzymała korzyści zarówno od żadnej ze stron postępowania jak i od konkurenta wnioskodawcy; Organizacja do wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu dołączyć powinna kopię polisy OC, kopię statutu organizacji, pisemne oświadczenie o nieprzyjęciu korzyści od strony postępowania lub konkurenta wnioskodawcy w okresie 1 roku poprzedzającego złożenie wniosku, pisemną informację dotyczącą członków organizacji.

Nie dajmy się nabrać! Jak rozpoznać Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt?

Aktywiści wtargnięć na teren prywatny dokonują zazwyczaj w specjalnych kamizelkach z napisem: Inspektorat Ochrony Zwierząt. Celem uautentycznienia swoich działań posługują się oni dokumentami do złudzenia przypominającymi postanowienia i orzeczenia urzędnicze. Ministerstwo Rolnictwa, Lekarze Weterynarii i przedstawiciele innych służb niejednokrotnie informowali, że właściciele zwierząt nie mają obowiązku wpuszczania na teren prywatny aktywistów prozwierzęcych.

Krowa plus i Świnia plus, rolnicy dostaną kasę

Data: 26.02.2020 00:24

Autor: ziemianin

tygodnik-rolniczy.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rolnictwo #swiatrolnika #gospodarka

Nowy program 500 plus, a dokładniej niecałe 600 plus i to dla rolników. Zapowiadany przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego nowy program wsparcia dla hodowców krów i świń został podpisany przez prezydenta Andrzeja Dudę i od 15 marca 2020 roku wejdzie w życie. Zobacz, którzy rolnicy dostaną 500 plus, którzy 300 plus, a którzy tylko niecałe 200 plus.

Krowa plus i Świnia plus, rolnicy dostaną kasę

Od 15 marca 2020 roku rolnicy dostaną swoje 500 plus zapowiedziane w ubiegłym roku przez Jarosława Kaczyńskiego. Program, potocznie nazywany Krowa plus lub Świnia plus był częścią tzw. piątki Kaczyńskiego obiecanej w ostatnich wyborach do europarlamentu. Obietnicę dopłat dla rolników udaje się rządowi PiS zrealizować niemal rok później.

Na 500 plus, a dokładniej 595 złotych rocznie na każdą krowę będą mogli liczyć hodowcy krów mlecznych, trzymanych w grupie, jeśli dostępna dla każdego zwierzęcia powierzchnia zwiększy się o 20 proc. 329 złotych rocznie otrzymają hodowcy, którzy zapewnią dostęp zwierzętom dostęp do wybiegu. Rolnik wypasający krowę mleczną przez minimum 120 dni w roku dostanie 185 złotych. Hodowcy świń mogą liczyć na następujące dopłaty: 301 złotych rocznie na lochę i 24 złote na tucznika.

Ministerstwo rolnictwa szacuje, że z dopłat będzie mogło skorzystać ok. 65 tys. hodowców. O pieniądze z tytułu Krowa plus czy Świnia plus można się ubiegać w ramach wniosku o dopłaty bezpośrednie.

Sadzonki drzew leśnych – jak powstają?

Data: 22.02.2020 06:02

Autor: ziemianin

krosno.lasy.gov.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #las #drzewa #rosliny #natura #swiatrolnika

Przed laty biskup Ignacy Krasicki – nasz słynny poeta – na temat gospodarki leśnej takie miał przemyślenia:

„Jest to stary błąd, na tym utrzymywanie lasu zasadzać,

żeby żadnego drzewa nie tykać.

Każda rzecz w przyrodzie ma swój kres, do którego

przyszedłszy, trwa czas niejaki w dobrym stanie, ten

przebywszy, psuć się musi.

Drzewo przestarzałe staje się niezdatnym i próżno

miejsce zalega: trzeba go więc w czasie doskonałej jego

pory wycinać, ale w tym wycinaniu tak poczynać

roztropnie, żeby aktualna korzyść dalszej nie

przeszkadzała".

Jak powstają sadzonki drzew leśnych? Okazuje się, że to niezwykle żmudna i czasochłonna praca. Najtrudniejszym zadaniem jest wyprodukowanie zdrowej, prawidłowo rozwiniętej sadzonki.

Sadzonki drzew leśnych – jak powstają?

Jednym z ważniejszych czynników, które sprzyjają prawidłowemu rozwojowi materiału siewnego jest podłoże, na którym rodzą się sadzonki. Nie da się w pełni zastąpić natury. Można jedynie naśladować ją i stale się uczyć. Proces powstania sadzonki drzew leśnych zaczyna się od szyszki lub żołędzia. W taki sposób rozmnażają się. Każda z szyszek zawiera materiał siewny, który w naturalnych warunkach jest rozsiewany przez wiatr. Dlatego szyszki są przez leśników skrupulatnie zbierane. W jednej szyszce drzew iglastych znajduje się kilkanaście ziaren. Kiedy uda się zebrać odpowiednią ich ilość, trafiają do specjalnej maszyny.

Sadzonki drzew – proces produkcji

Co dzieje się później? Maszyna podgrzewa każdy wsad do około 50 stopni Celsjusza, przyczyniając się do otwarcia szyszek i wysypania się ziaren do osadnika. Niestety, nasiona nie są gotowe do ich natychmiastowego użycia i należy je odsiać. Chodzi o proces "odskrzydlania", który można porównać do oddzielenia ziarna od kłosów. Nie używa się do tego kombajnu, a pracę wykonuje się ręcznie, poprzez pocieranie ziaren, jednego o drugie.

W ten sposób otrzymujemy materiał siewny, a do produkcji sadzonek stosuje się kilka sprawdzonych metod. Jedną z nich jest użycie siewnika na uprzednio przygotowanym gruncie. Jest to najprostszy, ale najmniej efektywny sposób. Zdarza się, że rośliny nie przyjmują się i obumierają.

Produkcja sadzonki drzew leśnych może zająć nawet 3 lata

Innym sposobem są inspekty, a więc np. betonowe kwatery, w których ręcznie wysiewa się nasiona drzew leśnych. Inspekty dają możliwość kontrolowania warunków kiełkowania i pierwszego etapu wzrostu roślin. Wykorzystuje się do tego specjalne okna cieniujące, które chronią materiał przed mrozem i nadmiernym działaniem promieni słonecznych. W inspektach zamontowany jest system zraszania. Wyprodukowanie gotowej sadzonki drzewa w takim systemie trwa od 1 roku do 3 lat. Najbardziej opłacalną metodą jest zastosowanie kontenerów (200-300ml) tj. minipojemników ze styropianu połączonych w pola paletowe. Jest to proces skomplikowany, ale nad wyraz skuteczny i plenny.

W pierwszym rzędzie przygotowuje się mieszankę torfu z woda i nawozami w specjalnym mikserze. Mieszanka wsypywana jest do styropianowych kontenerów i zagęszcza się ją. Kolejnym, ważnym etapem jest odpowiednie ułożenie nasion w pojemnikach. W przypadku sosny, wysiewa się po dwa nasiona. Kilka sekund później kasety posypywane są perlitem i zraszane wodą. Całość etapu to zaledwie 10 sekund. Potem palety z pojemnikami trafiają do tunelów cieplarnianych, by mogły wykiełkować. Bardzo ważna jest odpowiednia temperatura, wilgotność powietrza i podlewanie. Po kilku tygodniach większość nasion kiełkuje i rośnie, by opuścić cieplarniane warunki i trafić na zewnątrz.

W ten sposób sadzonki drzew oczekują początku jesieni lub wiosny następnego roku, by trafić do wysadzania.

Pszczoły produkując miód, nawożą nasze pola

Data: 14.02.2020 15:01

Autor: ziemianin

farmer.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #pszczoly #uprawy #rosliny #rolnictwo #swiatrolnika

Już dziś, w USA i Kanadzie, pracowite pszczoły rozprowadzają na polach uprawnych specjalny fungicyd. Niedługo w Europie owady mają zostać zaprzęgnięte do dozowania środków ochrony roślin.

Naukowcy doprowadzili do stworzenia odpowiedniej formuły fungicydu, który jest już stosowany w Ameryce Północnej. Zatem, nie mamy do czynienia z eksperymentem, a z praktycznym wyprodukowaniem i wdrożeniem w produkcji rolnej "nowej broni".

Opisywany fungicyd jest biopreparatem, a zatem nie powinien szkodzić jego nosicielkom – pszczołom. Vectorite w swym składzie zawiera mikroorganizm Clonostachys rosea, szczep CR-7. Formułę opracowali Kanadyjczycy. Po serii testów, uzyskał aprobatę amerykańskiej Agencji Ochrony Roślin i Środowiska (EPA). Certyfikat stosowania obejmuje: borówkę amerykańską, truskawkę, słonecznik, pomidora i jabłka. Tak więc, jego teoretyczne zastosowanie jest powszechne. Chroni przed grzybami, które zarażają roślinę szarą pleśnią. Ponadto, zabezpiecza przed zgnilizną twardzikową i zgnilizną owoców.

Substancja ma konsystencję proszku, który jest dozowany na podstawkach przy wylotach z pszczelich uli. Wymaga to zastosowania specjalnie zaprojektowanej konstrukcji uli. Pszczoły za każdym razem miały styczność z roztworem. W ten sposób, środek chemiczny przenoszony jest na kwiatostan roślin.

Dozowanie, dzięki pracy pszczół jest cykliczne i trafia na roślinę praktycznie przez cały okres jej kwitnienia. Po drugie – dzięki docelowemu stosowaniu preparatu – mamy do czynienia ze znacznymi oszczędnościami w ilości stosowanych środków ochrony.

Napływające informacje w sprawie nowego biopreparatu, wieszczą jego zastosowanie także w uprawie rzepaku. W Kanadzie z powodzeniem stosuje się go już od jakiegoś czasu do ochrony tego rodzaju upraw. Zainteresowanie nowinką technologiczną wyrażają także szwajcarskie ośrodki badawcze. Być może już wkrótce Vectorite wejdzie na europejski rynek?

Straż dla Zwierząt zbierała pieniądze na pobyt zwierząt droższy niż na Hawajach?

Data: 03.02.2020 17:14

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wtf #rolnictwo #zlodzieje #pasozyty #afera #swiatrolnika

Straż dla Zwierząt nie cieszy się ostatnio dobrym PR-em, a kiedy okazało się jak zbierała pieniądze, pytań jest coraz więcej.

Straż dla Zwierząt zbierała pieniądze na pobyt zwierząt droższy niż na Hawajach?

Wracamy do sprawy zabranych zwierząt dwóm starszym rolnikom. Straż dla Zwierząt decyzją sądu musi zwrócić leciwym rolnikom bydło i konia. Zamiast wykonać wyrok sądu, zastępca tytułującego się "komendantem" i noszącego mundury w stylu amerykańskich Marines z gwiazdami na pagonach Mateusza Jandy, wezwał pokrzywdzonych rolników przed oblicze wspomnianego Jandy (zamiast wykonać wyrok sądu, bo bezczelnie zabrali dziadkom cały inwentarz wzywają ich do odebrania bydła i konia i to w terminie do 7 dni, grożąc, że potem zwierząt nie zobaczą).

Czy Straż dla Zwierząt zarobiła na skandalicznym zabraniu zwierząt rolnikom?

Sprawę na Facebooku opisała z mocnym wyliczeniem Maria Sowińska, prezes Stowarzyszenia Pokrzywdzeni przez System i wieloletni opiekun bezdomnych zwierząt.

"W załączeniu skan błagalny z wyliczeniem ile kosztuje utrzymanie miesięczne zwierząt zabranych z Mokrosęka. i tak były tam zdaje się 33 świnie 22 krowy 2 konie to koszt 8000 PLN od lutego 2018 r – stycznia 2020r gdyby pogłowie nie zmniejszało się to za 2018r – 80.000 PLN za 2019 r to kwota 96.000PLN co stanowi kwotę razem = 176.000PLN + Styczeń 2020 8000PLN"

-napisała Sowińska na swoim profilu społecznościowym na Facebooku.

"Wiemy że ilość zwierząt się zmniejszała bo zwiększał się apetyt opiekujących a sąd stwierdził że tylko miesiąc rolnik opiekował się nie właściwie. SKĄD WZIĘŁO SIĘ 356.600 PLN?????"

– zapytała Sowińska?

Utrzymanie w Straży dla Zwierząt droższe niż wakacje na Hawajach?

"W porównaniu krów z Deszczna gdzie jest ich ok 100szt koszt utrzymania to 6600PLN to zwierzęta rolnika z Mokrosęka powinny być w komfortowych warunkach ze SPA włącznie za tą kwotę a rachunki wskazują że jadły tylko słome i siano a treściwą paszę miały tylko od przypadku przy czym zwierząt ciągle ubywało (poszły na szaszłyczki i kiełbaski)"

– puentowała Sowińska.

Piotr Kłosiński mocno o aktywistach

"Straż dla Zwierząt swoim wzywaniem rolników do przyjazdu do Warszawy, żeby mogli odebrać swoje zwierzęta, które niepotrzebnie z wielkim impetem, huczną interwencją zabrali im aktywiści Straży, to kpina z decyzji sądu i buta ludzi, którzy przestali widzieć, mają mgłę na oczach. Inaczej zobaczyliby 80-letnich rolników, którym ewentualnie warto pomóc, a nie traktować jak przestępców"

– powiedział w rozmowie z "Światem Rolnika" Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

"Dlaczego Straż dla Zwierząt potrzebowała takiej fortuny na utrzymanie zabranych przez siebie zwierząt, jak się okazało, zwierząt do zwrotu decyzją sądu? Nie wiem. To wyższa matematyka, mało kto jest w stanie to przeliczyć racjonalnie i chyba tylko tyle mogę dzisiaj o tym powiedzieć"

– uciął Kłosiński.

Zapytaliśmy Straż dla Zwierząt. Czekamy na odpowiedzi

Jakie jest stanowisko SdZ w tej sprawie? "Świat Rolnika" wysłał tej organizacji pytania w trybie dziennikarskim. Oczekujemy na odpowiedzi od "komendanta" (tak nazywa się aktywista SdZ noszący mundury w stylu amerykańskim) Straży dla Zwierząt, Mateusza Jandy.

Życie za zdjęcie. Fotografowie wydają na zwierzęta wyrok śmierci

Data: 16.01.2020 06:13

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #fotografia #fotografowie #zwierzeta #ptaki #smierc #prawo #swiatrolnika

Fotografowie potrafią zaszyć się w „czatowniach” na kilka dni, uprzednio rozłożywszy karmę, aby sprowadzić przed obiektyw aparatu dzikie zwierzęta. Karmione, zatracają instynkt i często zdychają z głodu, czekając na pożywienie.

Życie za zdjęcie. Fotografowie wydają na zwierzęta wyrok śmierci

Dlaczego to robią? Dla pieniędzy. Za jedno, „dobre” zdjęcie potrafią zarobić nawet 7000 złotych. Czy poświęcają się w jakiś istotny sposób? Niekoniecznie. „Czatownia” fotograficzna, często okazuje się być ogrzewanym lokum, do którego prędzej, czy później, po smakołyki zjawią się drapieżniki, jak i roślinożercy.

Prawo tego jednak nie zakazuje. Doszło do tego, że na portalu internetowym Związku Polskich Fotografów Przyrody można znaleźć zapis następującej treści:

„Zakaz nęcenia wilków i niedźwiedzi”

Okazuje się, że pogoń za pieniędzmi jest tak wielka, że liczenie na etyczne rozterki zawodowców jest nieporozumieniem. Jedynym dziś, skutecznym orężem walki z tego typu zachowaniem fanów migawki fotograficznej są gremia profesjonalistów, którzy odrzucają wystawowe aplikacje tych, których podejrzewa się o wykonanie zdjęć w taki sposób. Wprawne oko recenzentów i sędziów jest w stanie odróżnić zdjęcie „ustawione” od wykonanego w naturalnych warunkach przyrodniczych.

Wracając do nęcenia dzikich zwierząt, tracą one zdolność do samodzielnego pobierania pokarmu ze środowiska naturalnego. Przez to, spada ich odporność na warunki atmosferyczne, słabną i zatracają swe pierwotne umiejętności.

Kolejnym etapem jest ich zanik strachu przed ludźmi, często pojawiają się w okolicach ludzkich siedzib, dróg. Stają się żebrakami, a w niektórych wypadkach, kiedy nie otrzymują od nas pożywienia są agresywne.

Głupie zdjęcie, choćby kosztowało krocie, przyczynia się do wyniszczenia, często chronionych i rzadkich gatunków.

Czy strażnik miejski lub gminny w ramach sprawdzenia doraźnego, czym palisz w piecu, . . .

Data: 13.01.2020 19:48

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #codziennaprasowka #informacje #aktualnosci #wiadomosci #polska #ekologia #prawo

Ostatnio ukazują się w prasie artykuły dotyczące masowych kontroli palenisk pieców, pod kątem użytkowania materiałów dopuszczonych do spalania, a w przypadku wykrycia odpadów puszczanych z dymem, wysokich kar.

Czy strażnik miejski lub gminny w ramach sprawdzenia doraźnego, czym palisz w piecu, ma prawo wejść na Twoją posesję? Nie ma!

Często zdarza się, że opowieść o kontroli u przysłowiowego Mariana, czy Heli urasta do rangi lokalnego wydarzenia. Część z mieszkańców nie wpuszcza na własne posesje patrolu składające go się ze strażników miejskich lub gminnych, którzy często powiadomieni przez „usłużnego” sąsiada, starają się wejść na teren naszych posesji bez stosownego upoważnienia, w ramach doraźnego sprawdzenia.

Pomijając fakt, że rzeczywiście palenie zabronionych materiałów powoduje trucie wszystkich w okolicy, możemy narazić się na poważne konsekwencje prawne i finansowe w momencie udowodnienia procederu.

Niniejszy artykuł powstał w oparciu o informacje z e strony internetowej anuluj-mandat.pl. Co zatem stawi prawo?

„W obecnym systemie prawnym istnieje mnóstwo uregulować dotyczących kontroli przedsiębiorców, nie ma natomiast doprecyzowanych kwestii dotyczących osób fizycznych.

Jeżeli strażnik miejski dostał zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia wykroczenia, polegającego na spalaniu odpadów, ma takie same uprawnienia jak w przypadku innych wykroczeń. Może wzywać do złożenia wyjaśnień, wzywać sąsiadów w charakterze świadków, może udać się w pobliże miejsca zamieszkania i dokonać oględzin, nie przekraczając przy tym granic nieruchomości obywatela. W ramach tych uprawnień nie może jednak wejść do czyjegoś domu, zażądać okazania pieca, ogniska czy jakichkolwiek dokumentów. W praktyce sprowadza się to do tego, że w ten sposób nie jest w stanie zebrać żadnych wiarygodnych dowodów, no chyba że znajdzie świadka, który zezna że na własne oczy widział, jak podejrzany wrzucał śmieci do pieca lub spalał je w ognisku.

Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia nie przewiduje takich sytuacji, w których można przyjąć, że np. telefoniczny donos sam z siebie umożliwia nieograniczony wstęp na posesję lub do mieszkania obywatela. Byłoby to rażącym naruszeniem prawa do prywatności, nienaruszalności mieszkania i nie do przyjęcia w demokratycznym państwie prawnym, jakim jest – zgodnie z art. 2 Konstytucji RP – Rzeczpospolita Polska. Nawet w wypadku, gdy popełniono przestępstwo (czyli czyn większej wagi niż wykroczenie), żaden organ ścigania, czy to Policja, czy Straż Miejska, nie może arbitralnie, wbrew woli właściciela wkraczać do miejsca zamieszkania potencjalnego sprawcy. Musi być najpierw wydane postanowienie i tylko w szczególnych wypadkach, niecierpiących zwłoki, możliwe jest odstąpienie od tego trybu. Na to wszystko jednak przysługuje zażalenie do Sądu.

Strażnik miejski może nas straszyć odpowiedzialnością karną w oparciu o art. 225 § 1 kk:

„Kto osobie uprawnionej do przeprowadzania kontroli w zakresie ochrony środowiska lub osobie przybranej jej do pomocy udaremnia lub utrudnia wykonanie czynności służbowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”

Jednakże odmowa wpuszczenia strażnika do domu, ani udzielenia mu jakichkolwiek informacji nie będzie stanowiła udaremnienia ani utrudnienia przeprowadzenia kontroli, gdyż po pierwsze, każdy ma konstytucyjne prawo do obrony i odmowy składania wszelkich wyjaśnień, po drugie, o żadnej kontroli w zakresie ochrony środowiska w takim momencie nie może być mowy. Strażnik miejski prowadzący czynności wyjaśniające w sprawie wykroczenia, nie jest osobą uprawnioną do przeprowadzeni kontroli w zakresie ochrony środowiska, ani też osobą przybraną do jej pomocy.

Owszem może zdarzyć się, że strażnik miejski będzie upoważniony do przeprowadzenia oficjalnej kontroli w zakresie ochrony środowiska na podst. art. 379 Ustawy Prawo Ochrony Środowiska, dalej p.o.ś. (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 672) i wtedy lepiej go wpuścić”

Marszałek województwa, starosta oraz wójt, burmistrz lub prezydent miasta sprawują kontrolę przestrzegania i stosowania przepisów o ochronie środowiska w zakresie objętym właściwością tych organów.

Organy, o których mowa w ust. 1, mogą upoważnić do wykonywania funkcji kontrolnych pracowników podległych im urzędów marszałkowskich, powiatowych, miejskich lub gminnych lub funkcjonariuszy straży gminnych.

Kontrolujący, wykonując kontrolę, jest uprawniony do:

1) wstępu wraz z rzeczoznawcami i niezbędnym sprzętem przez całą dobę na teren nieruchomości, obiektu lub ich części, na których prowadzona jest działalność gospodarcza, a w godzinach od 6 do 22 – na pozostały teren;

2) przeprowadzania badań lub wykonywania innych niezbędnych czynności kontrolnych;

3) żądania pisemnych lub ustnych informacji oraz wzywania i przesłuchiwania osób w zakresie niezbędnym do ustalenia stanu faktycznego;

4) żądania okazania dokumentów i udostępnienia wszelkich danych mających związek z problematyką kontroli.

Wójt, burmistrz lub prezydent miasta, starosta, marszałek województwa lub osoby przez nich upoważnione są uprawnieni do występowania w charakterze oskarżyciela publicznego w sprawach o wykroczenia przeciw przepisom o ochronie środowiska.

Wójt, burmistrz lub prezydent miasta, starosta lub marszałek województwa występują do wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska o podjęcie odpowiednich działań będących w jego kompetencji, jeżeli w wyniku kontroli organy te stwierdzą naruszenie przez kontrolowany podmiot przepisów o ochronie środowiska lub występuje uzasadnione podejrzenie, że takie naruszenie mogło nastąpić, przekazując dokumentację sprawy.

Kierownik kontrolowanego podmiotu oraz kontrolowana osoba fizyczna obowiązani są umożliwić przeprowadzanie kontroli, a w szczególności dokonanie czynności, o których mowa w ust. 3.”

Jak widać, strażnik, chcący dokonać oficjalnej kontroli w zakresie ochrony środowiska, musi posiadać stosowne upoważnienie, które spełnia łącznie poniższe kryteria:

jest adresowane do konkretnego funkcjonariusza Straży Miejskiej przez wójta, burmistrza, lub prezydenta (nie może to być np. starosta);

wyraźnie określa, jakie czynności upoważniona osoba może prowadzić (zgodnie z wyliczeniem zawartym w ust. 3);

jest wydane przez osobę pełniącą funkcję danego organu – jest ważne tylko w czasie pełnienia przez tę osobę, która je wydała, tej funkcji (po jej rezygnacji, końcu kadencji lub odwołaniu upoważnienie traci ważność).

Kontrola może być dokonywana w godzinach 6-22 i tylko w czasie naszej obecności. Przeprowadzenie czynności ma służyć osiągnięciu celu kontroli, wobec czego powinny być przeprowadzane tylko takie działania, które są tego punktu widzenia niezbędne i uznać należałoby, że kontrolujący powinien potrafić wykazać konieczność podjęcia określonej czynności. Strażnik może jednak korzystać z pomocy innych osób, określonych przez przepis jako "rzeczoznawcy". Takie określenie charakteru tych osób pozwala na stwierdzenie, że osoby te powinny dysponować wiedzą fachową związaną z przedmiotem kontroli, co prowadzący powinien móc wykazać, równocześnie to sformułowanie nie dopuszcza współudziału w kontroli innych osób, niebędących rzeczoznawcami. Strażnik ma także prawo posługiwać się sprzętem, a więc pewnymi urządzeniami czy narzędziami (np. pomiarowymi) musi być to jednak sprzęt ściśle związany z prowadzoną kontrolą (służący jej przeprowadzeniu – przepis wymaga, aby był to sprzęt "niezbędny", oczywiście z punktu widzenia celu kontroli).

Zgodnie z art. 380 p.o.ś. z czynności kontrolnych strażnik sporządza protokół, którego jeden egzemplarz doręcza kontrolowanemu. Protokół podpisują strażnik miejski oraz kontrolowana osoba fizyczna, która mogą wnieść do protokołu zastrzeżenia i uwagi wraz z uzasadnieniem. W razie odmowy podpisania protokołu przez obywatela, strażnik umieszcza o tym wzmiankę w protokole, a odmawiający podpisu może, w terminie 7 dni, przedstawić swoje stanowisko na piśmie wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta.

W przypadku udaremnianie lub utrudnianie takiej oficjalnej kontroli, a nie zwykłego najścia funkcjonariusza, może dojść do popełnienia przytoczonego wcześniej przestępstwa z art. 225 kk.

Udaremnienie może polegać na uniemożliwieniu dostępu do określonego pomieszczenia lub urządzenia czy dokonania niezbędnego nagrania filmowego lub dźwiękowego, lub niewykonania innego żądania kontrolującego, które zgodnie z przepisami o danej kontroli może on wysunąć wobec podmiotu kontrolowanego (T. Grzegorczyk, Kodeks karny skarbowy. Komentarz, Warszawa 2006).

Utrudnianie to każde zachowanie, które godzi w sprawny, normalny tok czynności kontrolnych. Chodzi o stawianie biernego oporu co do rozpoczęcia lub dalszego przeprowadzenia kontroli, zakłócenie czynności kontrolnej ograniczającej osiągnięcie celi kontroli, uczynienie procesu kontroli bardziej skomplikowanym, wymagającym większego wysiłku i nakładu oprawcy (Z. Ćwiąkalski, [w:] J. Barta, M. Czajkowska-Dąbrowska, Z. Ćwiąkalski, R. Markiewicz, E. Traple, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Warszawa 2001, s. 473).

Oczywiście nieprzychylne traktowanie kontrolujących nie może być uznane za zachowanie „utrudniające" czynności służbowe funkcjonariusza. Nie stanowi bowiem „utrudnienia" naganne z punktu widzenia moralnego postępowanie kontrolowanego czy też nieprzestrzeganie przezeń zasad kultury i dobrego wychowania – tak orzekł Sąd Najwyższy.

Nie jest utrudnianiem odmowa wykonania polecenia kontrolującego, do którego wydania nie jest on upoważniony lub gdy kontrolujący nie jest zobowiązany do wykonania określonej czynności.

Należy pamiętać, że Straż Miejska nie jest podmiotem legitymowanym do wszczynania i przeprowadzania kontroli. Podjęte przez nią czynności są najczęściej jedynie sprawdzeniem okoliczności faktycznych wynikających ze wcześniejszych zgłoszenia. W żadnym wypadku nie można uznać, że pukanie strażnika do drzwi, inicjuje kontrolę, a podejmowane przez funkcjonariuszy Straży Miejskiej czynności najczęściej nie mają charakteru czynności kontrolnych, związane są jedynie z chęcią sprawdzenia okoliczności faktycznych podawanych w zgłoszeniu. Każda ingerencja w prawa jednostki, musi mieć podstawę prawną w ustawie i nie może naruszać istoty prawa, a także zasady proporcjonalności. W wypadku konkurencyjności chronionych prawnie dóbr – jaka występuje pomiędzy prawem do prywatności a względami ochrony środowiska – konieczne jest zachowanie przez organy stosujące prawo równowagi pomiędzy interesami pozostającymi w kolizji."

Wyjaśnienie sytuacji prawnej, w której wielu z nas może się znaleźć, powinno przyczynić się do zachowania zgodnego z przepisami, ale z poczuciem tego, że własność prywatna stanowi dobro co najmniej równe wobec innych praw.

Pożary w Australii to norma. Bywały większe! Organizacje ekologiczne już zbijają fortuny na "pomocy"

Data: 08.01.2020 23:58

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #pozar #australia #swiatrolnika

Australia płonie. Spłonęła powierzchnia równa powierzchni Austrii. Klęska na rzekomo niespotykaną skalę, świadczącą o postępującym globalnym ociepleniu i zmianach klimatu. Media wałkują temat jak w przypadku niedawnych "największych w historii pożarów Amazonii" (które okazały się jednymi z najmniejszych w ostatnich 20-latach). A poniżej takiego… z 1939 roku – napisał Igor Downar-Zapolski na Facebooku.

Pożary w Australii to norma. Bywały większe! Organizacje ekologiczne już zbijają fortuny na "pomocy"

"Zatem można wierzyć w skalę zjawisk, lub sobie tę skalę próbować weryfikować. Polecam to drugie. Co oczywiście nie znaczy, że nic złego się nie dzieje"

– napisał Downar-Zapolski.

Tzw. organizacje ekologiczne już uruchomiły szereg zbiórek na ratowanie kangurów w Australii. Być może okażę się, że kangury zarobią nie mniej niż słynne rysie, na których ratowanie zebrano bajońskie sumy, które do wspomnianych zwierząt nigdy nie dotarły.

Dzieci uczestnikami polowań? W Sejmie jest projekt, by przywrócić „wieloletnią tradycją łowiecką”

Data: 13.12.2019 23:10

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiatrolnika #lowiectwo #polowania #mysliwi #dzieci #nauka #wychowywanie

Do pierwszego czytania w Sejmie RP został 4 grudnia skierowany obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie. Dotyczy on wprowadzenia możliwości do wykonywania polowania w obecności lub przy udziale dzieci do 18. roku życia za zgodą rodziców bądź opiekunów prawnych.

Dzieci uczestnikami polowań? W Sejmie jest projekt, by przywrócić „wieloletnią tradycją łowiecką”

Wniesiony został on wprawdzie w VIII kadencji Sejmu, ale jego postępowanie ustawodawcze nie zostało zakończone w trakcie tamtej kadencji Parlamentu. Dlatego też jest rozpatrywany przez Sejm następnej kadencji.

– Celem ustawy jest stworzenie szansy rodzicom bądź opiekunom prawnym dzieci wykonywania polowań w obecności lub przy udziale dzieci poniżej 18 roku życia, a co za tym idzie umożliwienie rozwoju zainteresowań dzieci, spędzania wspólnego czasu, a w szerszym kontekście także zapewnienie rodzicom i opiekunom prawnym dzieci realizacji władzy rodzicielskiej lub sprawowanej opieki, przejawiającej się m. in. w decydowaniu – zgodnie z własnym światopoglądem i zasadami etycznymi – o zachęcaniu ich do aktywnego spędzania czasu i czerpaniu pozytywnych wzorców wywodzących się z domu rodzinnego. Ponadto, ustawa służyć ma upowszechnianiu pasji, jaką może stać się dla dziecka łowiectwo

– informuje Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Krzewienie Tradycji Łowieckiej” na rzecz ustawy o zmianie ustawy Prawo łowieckie.

W obecnym stanie prawnym wykonywanie polowań w obecności i przy udziale dzieci jest zabronione i kwalifikowane jako występek. Zdaniem autorów ustawy stan ten kłóci się w wieloletnią tradycją łowiecką, w której dzieci od najmłodszych lat brały udział w polowaniach, zainteresowane pasjami rodziców. Wielu myśliwych będących rodzicami lub opiekunami prawnymi chce je przekazać młodszym pokoleniom. Tradycja ta obowiązuje do dnia dzisiejszego w wielu krajach europejskich. W niektórych z nich młodzież w wieku powyżej 16. roku życia dopuszczana jest do wykonywania polowania.

Jak podkreślają w uzasadnieniu pomysłodawcy zmiany przepisów dotyczących prawa łowieckiego wykonywanie polowań jest działalnością legalną, ściśle określoną przepisami prawa, mającą na celu redukcję liczebności zwierząt łownych w celu m.in. ograniczania szkód wyrządzanych przez nie w gospodarce rolnej i leśnej. Jest, zdaniem wielu przyrodników, aktywną formą jej ochrony i koniecznym warunkiem utrzymania różnorodności biologicznej. Polowanie ma nieocenione walory poznawcze. Pozwala młodym ludziom zgłębiać tajniki przyrody w sposób bezpośredni i autentyczny. Polowanie to nauka świadomego podejmowania wyborów; szansa na wyprowadzenia młodego człowieka ze świata wirtualnego w realny. To także rozwijanie formy fizycznej u młodych ludzi w naturalnych warunkach.

Natomiast, ocena poziomu rozwoju emocjonalnego dziecka oraz progu jego psychicznej odporności kategorycznie należeć powinna do rodziców i opiekunów prawnych, który za najwyższe dobro uznają dobro dziecka.

Kasza z glifosatem. GIS zapowiada kontrole

Data: 24.11.2019 13:19

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #jedzenie #kaszagryczana #swiatrolnika #zdrowie #glifosat #handel

Zbadano kasze gryczane z polskich sklepów na obecność pozostałości glifosatu. 40% z nich nie powinna znaleźć się w sklepach! GIS zapowiada kontrole

Kasza z glifosatem. GIS zapowiada kontrole

Po płatkach śniadaniowych przyszedł czas na kasze gryczane. Program FoodRentgen i Fundacja Konsumentów opublikowali dziś w sieci raport z wynikami badań kasz gryczanych z polskich sklepów na obecność glifosatu – kontrowersyjnego herbicydu, który może być używany do suszenia zbóż. Jego spożywanie zwiększa ryzyko wielu chorób, m.in. nowotworowych.

Sześć z dziesięciu kasz gryczanych znanych marek dostępnych w dużych sieciach handlowych w całej Polsce przeszło pozytywnie badanie laboratoryjne na obecność pozostałości glifosatu. Z czego w czterech produktach nie wykryto pozostałości tej substancji, a w kolejnych dwóch były obecne ilości glifosatu, mieszczące się w granicach Najwyższych Dopuszczalnych Prawem Poziomów tej substancji w produkcie. W czterech tego niebezpiecznego dla zdrowia pestycydu było tak dużo, że produkty nie powinny znaleźć się w sprzedaży.

Informacja o przekroczeniach trafiła już do Głównego Inspektoratu Sanitarnego, który przekazał sprawę inspektorom w województwach, w których siedziby mają producenci skażonych kasz. W oficjalnym piśmie przesłanym organizatorom akcji Inspektorat zapowiada „niezwłoczne podjęcie działań nadzorowych”.

Już nie kradną zwierząt. teraz podpalają . . .

Data: 24.11.2019 13:03

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #zwierzeta #hodowla #ekoswiry #ekooszolomy #swiatrolnika #pozar

To już trzeci pożar w ciągu półtora tygodnia w naszych gospodarstwach. Tym razem województwo mazowieckie i wina prądu. Trochę dużo tych zbiegów okoliczności w tak krótkim czasie – napisał na Twitterze Szczepan Wójcik, który razem z bratem prowadzą hodowle zwierząt futerkowych oraz bydła.

Już nie kradną zwierząt. teraz podpalają . . .

To już trzeci pożar w ciągu półtora tygodnia w naszych gospodarstwach.

Tym razem województwo mazowieckie i wina prądu. Trochę dużo tych zbiegów okoliczności w tak krótkim czasie. pic.twitter.com/R3s0e4SWir

— Szczepan Wójcik (@szczepan_wojcik) November 16, 2019

W przypadku drugiego podpalenia, sprawca został już ujęty. Motywy podpalenia są nieznane.

Niestety pożar gospodarstwa z 11.11 przyniósł większe ogólne straty niż myśleliśmy.

2,3 mln PLN straty (sama słoma 1,1mln).

Sprawca zatrzymamy -motyw nadal nieznany. Gospodarstwo niedawno wyremontowane. Nie zdążyliśmy ubezpieczyć 😔 pic.twitter.com/irbaX7uSFA

— Szczepan Wójcik (@szczepan_wojcik) November 19, 2019

Dotąd napadano na hodowców głównie hejtując ich w Internecie. Czasami kradnąc (zdaniem pseudo-animalsów "uwalniając") zwierzęta. Dzisiaj hodowcy stają się ofiarami podpalaczy.

Sprawę bada policja i stosowne służby.

Paranoi prozwierzęcej ciąg dalszy. Święte krowy z Deszczna znowu bezdomne . . .

Data: 08.11.2019 14:25

Autor: ziemianin

r.dcs.redcdn.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #krowy #idioci #swiatrolnika

150 krów z Deszczna, w których ratowanie włączyli się aktorzy, celebryci oraz politycy, miało znaleźć schronienie nad Nysą. Ale właściciel obór w ostatniej chwili się wycofał. Zwierzęta znów są bezdomne.

Paranoi prozwierzęcej ciąg dalszy. Święte krowy z Deszczna znowu bezdomne . . .

Idioci?

Rocznie w Polsce zabija się ok. 860 mln zwierząt w celach konsumpcyjnych. Po prostu zjadamy steki, hot-dogi, jemy rosół z kury itd.

Dlaczego uparliśmy się, żeby akurat te 150 krów ratować za niebotyczne pieniądze? Bo nazwano je "wolnymi", a ludzie są sentymentalni, ale nie zawsze rozumni.

Dyskont ALDI położył łapę na dotacjach rolnych Unii Europejskiej

Data: 07.11.2019 15:50

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #aldi #swiatrolnika

Zwykły manewr finansowy dotyczący nabycia udziałów w firmie rolnej pozwolił, by ALDI corocznie brał prawie 0,5 miliona euro dopłat rolnych.

Dyskont ALDI położył łapę na dotacjach rolnych Unii Europejskiej

Wspólnota Pracy ds. Rolnictwa w środkowych Niemczech (AbL) poinformowała, że były prezes Związku Rolników Turyngii Klaus Kliem sprzedał przedsiębiorstwo rolne Geithainer Landwirtschafts GmbH dyskontowi ALDI. W 2018 roku Geithainer Landwirtschafts GmbH otrzymała 434,670 euro z dotacji rolnych.

Okazuje się, że w Niemczech pozostawiono lukę prawną, którą wykorzystują firmy spoza branży rolnej. Wystarczy nabyć większościowy pakiet udziałów lub po prostu kupić przedsiębiorstwo rolne, aby legalnie pobierać dotacje Unii Europejskiej.

„Jest to już druga operacja, w której ALDI kupuje w krótkim czasie (firmę rolną -przyp.redakcji) […] „Pilnie potrzebujemy przepisów, które zapobiegną takim umowom!”

– mówi Michael Grolm, prezes AbL.

Prezes Grolm zapewne mówi o Fundacji rodzinnej ALDI, która dołączyła do spółdzielni rolniczej Kayna eG w Saksonii-Anhalt na początku września tego roku.

Co to oznacza?

Po co ciężko pracować, jak wystarczy obrócić kapitałem i corocznie pobierać pieniądze z dopłat rolnych UE za nic! Już dziś widać gołym okiem, że w sektorze rolnym pracują jedynie rolnicy, a pieniądze zarabiają inni.

Skąd protesty rolników w Holandii, Francji i Niemczech? Chyba nie trzeba już wyjaśniać frustracji farmerów, których wykorzystuje się, karze coraz wyższymi kosztami uprawy ziemi i hodowli zwierząt, a śmietankę spijają panowie o wypielęgnowanych dłoniach i w białych kołnierzykach.

Równe dopłaty bezpośrednie dla wszystkich rolników? Proszę bardzo! Oto, jak Bruksela . . .

Data: 29.10.2019 16:32

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #rolnictwo #uniaeuropejska #niemcy #francja #polska #zlodzieje

Właśnie rozpoczął się taniec wokół Polski w sprawie dopłat bezpośrednich do hektara. Okazuje się, że twarde stanowisko naszego kraju w sprawie przyszłego budżetu Unii Europejskiej otworzyło nową ścieżkę dla swoistego ukarania, a może tylko postraszenia naszych władz.

Równe dopłaty bezpośrednie dla wszystkich rolników? Proszę bardzo! Oto, jak Bruksela chce okraść polskich rolników

Niemiecki portal internetowy właśnie poinformował, że na stół negocjacyjny ma trafić propozycja likwidacji dopłat bezpośrednich do hektara, na rzecz zapłaty za każdego pracownika zatrudnionego w gospodarstwie.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, za pomysłem stoją Niemcy i Francuzi. Dziennikarze powołują się na francuski think tank. Tenże zespół doradczy „wykombinował”, jak przy okazji reformy rolnej UE ponownie „skubnąć” rolników z krajów Europy Środkowo-Wschodniej i zarobić krocie.

Tematowi można przyjrzeć się jeszcze w inny sposób. Do tej pory, premiowane były duże i bardzo duże gospodarstwa w ramach pomysłu: im więcej hektarów, tym większe pieniądze. Skoro Polska żąda zrównania opłat bezpośrednich dla rolników ze starej Unii i nowych krajów, to wymyślono sposób zmniejszenia potencjalnych strat rolników francuskich i niemieckich i oto gotowy „myk”.

Ilu pracowników zatrudnia przysłowiowy Pan Jan w 10 hektarowym gospodarstwie? Zwykle pracuje on sam, ewentualnie syn i żona.

Ilu pracowników zatrudnia średniej wielkości gospodarstwo 100-500 hektarowe i wielkopołaciowe o powierzchni np. 3000 hektarów i więcej. Ci średni zatrudniają 20 ludzi, ci najwięksi nawet kilkuset.

Czy naprawdę tak trudno wyliczyć, kto znów otrzyma wielkie pieniądze w ramach dopłata, a kto okruchy z „pańskiego stołu”? Polacy, chcieliście równych dopłat? To je macie! Każdemu zatrudnionemu UE zapłaci tyle samo, a to ilu zatrudniacie pracowników, to już nie nasza sprawa. Oto pomysł brukselskich „cwaniaków”, którzy myślą, że Polacy nie umieją liczyć.

Niech wnioski wyciągną sami czytelnicy, a my będziemy nasłuchiwać wieści z Brukseli.

Ardanowski: Nasz cydr jest doskonały. Czas na polski calvados!

Data: 28.10.2019 11:43

Autor: ziemianin

gov.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #cydr #jablka #rolnictwo

Jeszcze w wakacje media rynkowe informowały, że Polska aspirowała do miana potęgi w produkcji trunku z naszych jabłek. Sprzedaż cydru jednak gwałtownie spada. Czy idzie lepsze?

Ardanowski: Nasz cydr jest doskonały. Czas na polski calvados!

"Jestem absolutnie przekonany, że Polska, kraj o bardzo dużej produkcji jabłek pozostanie znaczącym graczem na tym rynku"

– powiedział dziś minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski podczas konferencji pt. „Polskie jabłka i cydr – nowe wyzwanie”.

Pomimo to, liczba sprzedawanego cydru spada w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Minister Ardanowski duże partie owoców tzw. przemysłowych widziałby najchętniej zagospodarowane na wiele sposobów, m.in. na soki, koncentrat, mus, pulpę czy też przerobione na cydr.

"Każda z tych dróg powinna być wykorzystana, a dołożyłbym do tego także produkcję wysokoprocentowego alkoholu typu calvados"

– podkreślił minister Jan Krzysztof Ardanowski.

Minister Ardanowski potwierdził, że produkujemy i chcemy produkować wyroby najwyższej jakości. Dotyczy to również cydru.

"Jakość naszego cydru jest zdecydowanie wyższa, choćby ze względu na obowiązujące u nas normy"

Trzy spółki nie zapłaciły za ich zwierzęta. Stracili blisko 2 mln zł

Data: 18.10.2019 18:53

Autor: ziemianin

polsatnews.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #swinie #pieniadze

Państwo Magierowie z okolic Piotrkowa Trybunalskiego przez kilkanaście lat prężnie rozwijali swoją hodowlę świń, rocznie oddając do skupu nawet 1200 sztuk. Dziś chlewnia stoi pusta, a rolnicy bezskutecznie starają się odzyskać pieniądze za sprzedane zwierzęta. W sumie, w trzech firmach stracili prawie 2 mln zł. Sprawą zajęli się dziennikarze "Interwencji".

Trzy spółki nie zapłaciły za ich zwierzęta. Stracili blisko 2 mln zł

"Państwo Magierowie mieszkają z 10-letnią córką w Gomulinie. Małżeństwo prowadzi gospodarstwo rolne od 2000 r. Teraz, rolnicy są na skraju bankructwa. Trzy firmy nie wypłaciły im pieniędzy za dostarczone zwierzęta"

– czytamy na PolsatNews.pl

"Pierwszy zakład przekręcił nas na 250 tys. zł, sprzedawaliśmy w nim do 2009 r. W 2017 roku przekręciła nas największa firma na 1,15 mln zł i na 612 tys. zł. Człowiek się załamał i trzeba było być na tabletkach, żeby sobie poradzić"

– twierdzi Piotr Magiera

"Właściciele pierwszej firmy – państwo F. – w obawie przed wierzycielami przepisali swój majątek córce i zostali za to skazani. Sąd wymierzył im karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata. Druga firma zalega pani Dorocie i panu Piotrowi ponad milion sto tysięcy złotych. Zakład należy do Włodzimierza B. i znajduje się 7 km od domu państwa Magierów. Początkowo współpraca układała się dobrze, nic nie zapowiadało problemów. Państwo Magierowie zgodzili się dostarczać zwierzęta spółce, której prezesem jest syn Włodzimierza B. Jak twierdzą rolnicy, spółka miała przejąć zobowiązania poprzedniego zakładu. Państwo Magierowie mają teraz problem z odzyskaniem od niej ponad 600 tysięcy złotych"

– relacjonuje Polsat.

Wegańska reklama mlecznych batonów doprowadziła niemieckich rolników do wściekłości

Data: 18.10.2019 18:48

Autor: ziemianin

agrarheute.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #reklama #slodycze #swiatrolnika

Katjes jest producentem wegańskich słodyczy w tym: żelków i batonów. Właśnie ukazała się reklama telewizyjna, której treść spowodowała wzburzenie wśród niemieckich rolników.

wymagany niemiecki

Wegańska reklama mlecznych batonów doprowadziła niemieckich rolników do wściekłości

link do reklamy Katjes

Niemieccy rolnicy są wściekli. Ponury marsz w rytmie żołnierskiego, rytmicznego kroku, krów idących na pewną śmierć, przytłaczająca słuchacza muzyka – tak zaczyna się nowa reklama Katjes. Kobiecy głos informuje:

„Każde życie jest cenne. A krowy nie są mlecznymi maszynami. Nawet w przypadku czekolady”

Zmienia się sceneria. Dominuje róż, do ucha docierają miłe, łagodne dźwięki muzyki, z czekoladowego podłoża wyrasta owies. Kobiecy głos informuje:

„Na szczęście, teraz jest Chocjes. Wegańska czekolada od Katjes. Fajnie, bo bez krowy”

BBV – Bawarskie Stowarzyszenie Rolników złożyło skargę do Niemieckiej Rady Reklamy:

„W spocie telewizyjnym krowy są nazywane„ maszynami mlecznymi ”, zakłada się instrumentalne wykorzystanie krów przez ich właścicieli. To dyskryminujące i nieuzasadnione”

Na wielu internetowych forach niemieckich farmerów zawrzało. Ludzie są poruszeni. Ich stosunek do zwierząt jest porównany do stworzenia obozowych warunków. Protestują przeciw takiemu ujęciu zagadnienia.

Rolnicy narzekają i w szerszym kontekście czują się wykorzystani przez polityków. To ich obwiniają za propagowanie wrogości wobec wiejskiego środowiska. Za przykład podali inną reklamę i słowa, jakie padają w trakcie jej emisji:

 „ […] nie postępuj, jak rolnik! Używaj energii elektrycznej ”

Krótko mówiąc, klimat jaki stworzono wokół rolnictwa w Niemczech, ale i w innych krajach Europy Zachodniej, lewicowe kampanie propagandowe oskarżające rolników o zanieczyszczanie klimatu, produkcję gazów cieplarnianych, trucie ludzi, wywołują ich oburzenie.

To nie przypadek, że ogłupia się młodzież, indoktrynując ją agresywnym, jednoznacznym, ale i fałszywym obrazem rolnictwa, jako winnego katastrofie ekologicznej. Właśnie przeciw temu obecnie występują hodowcy zwierząt i ci uprawiający ziemię w Holandii, Francji i Niemczech.

Niemcy znowu to robią? Przerażające eksperymenty na zwierzętach!

Data: 16.10.2019 17:29

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #niemcy #eksperymenty

Ekolodzy porównują niemieckich naukowców do hitlerowców. Tym razem poszło o eksperymenty na zwierzątach, a film z przeraźliwego laboratorium nagrano ukrytą kamerą. Jak informuje polskie wydanie Faktu filmy oraz zdjęcia z laboratorium LPT (Laboratory Pharmacology and Toxicology) w Hamburgu, zdobyte przez działaczy organizacji walczących o prawa zwierząt, trafiły do dziennikarzy niemieckiego programu "FAKT" oraz dziennika "Süddeutsche Zeitung". Aktywiści przez wiele miesięcy zbierali materiały przeciwko laboratorium.

Niemcy znowu to robią? Przerażające eksperymenty na zwierzętach!

wymagany niemiecki

Link do wideo

"Nagrywali oni eksperymenty na zwierzętach, które w ich opinii nie mają żadnego uzasadnienia naukowego. W LPT co roku testom poddaje się 12 tys. zwierząt, w tym psy rasy beagle, małpy, koty i króliki. To czyni z laboratorium największy tego typu ośrodek w Europie. Jak podaje "MailOnline" psom wciskano do przełyku rurki i w ten sposób podawano pigułki, pracownicy nie byli przeszkoleni w zakresie opieki nad zwierzętami, często uciekali się do przemocy i byli brutalni wobec podopiecznych. Koty dostawały po trzynaście zastrzyków dziennie, krew pobierano siłą, małpy były trzymane w małej klatce i przytwierdzano je do ściany za pomocą metalowych obręczy"

– czytamy na fakt.pl

"Zwierzętom wstrzykiwano, zmuszano do zjedzenia lub wdychania określonych substancji w celu zmierzenia toksycznych efektów, które mogą być bardzo silne i obejmować wymioty, krwawienie wewnętrzne, niewydolność oddechową, gorączkę, utratę masy ciała, letarg, problemy skórne, niewydolność narządów, a nawet śmierć . Nie zapewnia się żadnych środków znieczulających ani przeciwbólowych"

– opisuje Cruelty Free International.

Obrońcy laboratorium podnosza argument, że testuje się w ten sposób leki czy środki farmakologiczne przeznaczane później dla ludzi.

14 proc. żywności na świecie jest marnowane między producentem a sklepem

Data: 15.10.2019 19:59

Autor: ziemianin

polsatnews.pl

#swiatrolnika #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zywnosc #swiat #marnotrawstwo

Około 14 proc. żywności wyprodukowanej na świecie zostaje zmarnowane między producentem a sklepem – poinformowała w poniedziałek Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) – PolsatNews.pl

14 proc. żywności na świecie jest marnowane między producentem a sklepem

"FAO wezwała do działania, aby w ramach ochrony środowiska nie dopuszczać do takich strat i podkreśliła, że konieczność zmniejszenia strat żywności jest "ściśle wpisana w agendę zrównoważonego rozwoju 2030""

– czytamy w serwisie.

"Zmniejszenie o połowę globalnej wielkości marnotrawienia żywności na mieszkańca do 2030 roku i zmniejszenie strat żywności wzdłuż linii produkcyjnych, to główne cele programu zrównoważonego rozwoju ONZ"

– przypomniał nowy dyrektor generalny FAO Qu Dongyu w preambule raportu, który opublikowano na dwa dni przed przypadającym w najbliższą środę Światowym Dniem Żywności.

Według danych FAO dokładnie 13,8 proc. wartości dodanej światowej produkcji żywności traci się między zbiorami a sprzedażą detaliczną.

Przez 10 lat w UE zlikwidowano 4 miliony gospodarstw rolnych!

Data: 15.10.2019 08:36

Autor: ziemianin

cenyrolnicze.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #rolnictwo #uniaeuropejska

W ciągu zaledwie jednej dekady, w latach 2005-2015, na terenie Unii Europejskiej upadło 4 miliony gospodarstw. Dzisiaj ekolodzy domagają się dalszej likwidacji rolnictwa, oskarżając rolników o wpływ na globalne ocieplenie lub przyrównując ich do barbarzyńców z powodu chowu zwierząt na mięso.

Przez 10 lat w UE zlikwidowano 4 miliony gospodarstw rolnych!

"W 2015 r. było ich 15 mln. Dziesięć lat później było ich mniej niż 11 milionów, co oznacza, że w UE ubywa 400 000 gospodarstw rocznie, ponad 30 000 miesięcznie i ponad 1000 dziennie. Co ciekawe, jedna trzecia wszystkich gospodarstw funkcjonujących we Wspólnocie, znajduje się w Rumunii, około 13% w Polsce i nieco poniżej 10% we Włoszech, a dwie trzecie wszystkich gospodarstw w UE jest mniejsza niż 5 hektarów"

– czytamy na Cenyrolnicze.pl

Cudowne właściwości octu w Twoim ogrodzie i domu

Data: 13.10.2019 23:25

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rolnictwo #owady #ocet #ciekawostki #rosliny #chwasty #owady #gryzonie

Masz kłopoty z mrówkami, albo z grzybem, który atakuje rośliny? Jednocześnie, nie masz ochoty na użycie pestycydów? Sięgnij po stary i skuteczny ocet.

Cudowne właściwości octu w Twoim ogrodzie i domu

W naszych kuchniach gości od lat, a może się przydać w przydomowym ogródku. Ocet jabłkowy, ocet zwykły – każdy z nich znajdzie swe nowe zastosowanie. Krótko mówiąc, dzięki niemu można ochronić kwiaty i warzywa przed nieproszonymi gośćmi i grzybem.

Jest kilka sposobów jego użycia. Można zastosować ocet rozcieńczony wodą, można również sporządzić mieszankę octu i soli.

Chwasty

Jeśli masz kłopot z chwastami w swoim ogrodzie lub na przydomowych grządkach warzywnych użyj mieszanki kwasu octowego (ocet). 2 łyżki octu, 1 łyżka soli na 2 litry wody stanowi recepturę mikstury, która będzie niszczyć niepożądane zielsko. Wystarczy je opryskać 2 razy dziennie, by pozbyć się ich po jakimś czasie z naszej rabaty.

Nawożenie

Ocet jest doskonałym nawozem. Szczególnie rośliny doniczkowe powinny być cyklicznie nawożone. 2 łyżki octu jabłkowego na 3 litry wody. Taką mieszanką należy opryskiwać do 3 razy dziennie nasze rośliny.

Grzyby

Słaby wzrost roślin lub ciemne plamy na liściach i łodygach mogą świadczyć, że roślinę opanował grzyb. Aby sporządzić miksturę przeciw grzybom należy zmieszać dwie łyżki octu z dwoma litrami herbaty rumiankowej. Ciecz wlewamy do pojemnika typu spray i spryskujemy chore fragmenty roślin 2 razy w tygodniu. Inaczej postępujemy z różami – 3 łyżki octu i cztery litry wody.

Mrówki

Ocet zwykły i jabłkowy jest naturalnym środkiem owadobójczym. Mieszanina octu i wody charakteryzuje się ostrym zapachem, który odstrasza mrówki i inne owady. Kilkukrotne opryski roślin w ciągu dnia powodują wyprowadzkę nieproszonych gości. Co ciekawe, inne zwierzęta takie jak gryzonie również nie cierpią zapachu octu. Wystarczy kilka rozmieszczonych w ogrodzie szmat nasączonych octem, aby je odstraszyć. Raz w tygodniu należy je nasączać ponownie, gdyż ocet najzwyczajniej odparowuje.

Źródło: fnp.de

Ekologia destrukcyjna. Kim są ekoterroryści polscy?

Data: 07.10.2019 11:18

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #ekoterroryzm #ekologia

Polska stała się swoistym inkubatorem dla samozwańczych ekologów, którzy zauważyli, że kraj nad Wisłą stanowi niezwykle pojemny ideologicznie obszar. Efektem tych obserwacji jest powstanie rekordowej jak na warunki europejskie liczby organizacji – głównie stowarzyszeń i fundacji – które uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, co Polakom wolno, a czego nie. Nie dość wspomnieć, że Polska jest krajem, w którym „ekolodzy” oprotestowali bądź zablokowali największą liczbę inwestycji w całej Unii Europejskiej.

Ekologia destrukcyjna. Kim są ekoterroryści polscy?

Grupy aktywistów początkowo skupiały się na tematyce oscylującej wokół ochrony flory i fauny. Z czasem jednak wektor przesunął się w stronę realizacji grupy postulatów, które – jak trafnie sklasyfikował je ks. prof. Tadeusz Guz – wpisać możemy w szeroką ideę neomarksizmu z całym repozytorium wartości stanowiących natchnienie ruchów lewicujących i lewicowych. Tak też aktywiści ekologiczni (sic!) czynnie wspierają ruchy LGBT, liberalizację prawa aborcyjnego czy edukację seksualną kierowaną do najmłodszych uczniów. Front społeczny to jedno – w ostatnich latach walka przeniosła się jednak na pole gospodarki.

Najpopularniejsze organizacje „ekologiczne” działające na gruncie polskiego prawa zaczęły inspirować się naukami Petera Singera – australijskiego etyka, który sformułował ideę wyzwolenia zwierząt, zakładającą całkowity zakaz czerpania z ich gospodarczej użyteczności, ale także np. pochwałę zoofilii. Singer twierdzi bowiem, że z kontaktów seksualnych ze zwierzętami obie strony czerpać mogą korzyści. Absurdalne postulaty tej ideologii aktywiści postanowili przekuć w czyn.

W Polsce mieliśmy i mamy do czynienia z – definiowanymi ideologicznie – włamaniami na fermy zwierząt, dewastacjami mienia rolników, czarnym PR-em wymierzonym w gospodarzy, wypuszczaniem zwierząt gospodarskich do ekosystemu, blokadami inwestycyjnymi czy protestami. Te wszystkie elementy doprowadziły do ukonstytuowania się silnych zjawisk ekoterroryzmu, ekosabotażu, ekoharaczu, pseudoekologii czy ekobiznesu. Oczywiście funkcjonują u nas organizacje troszczące się o dobro przyrody w zgodzie z założeniami nauki, ale wciąż stanowią one kroplę w morzu nastawionych destrukcyjnie ekoprzedsiębiorstw.

W ostatnim czasie kilka funkcjonujących na gruncie polskiego prawa organizacji podpisało petycję w ramach inicjatywy Koniec Epoki Klatkowej. Celem dążeń aktywistów jest tu wprowadzenie zakazu używania systemu klatkowego w chowie i hodowli zwierząt w Unii Europejskiej, a finalnie na całym świecie. Wyobraźmy sobie sytuację, w które ta forma gospodarowania znika z rolniczej mapy świata. Produkcja mięsa spada o połowę, co wiąże się ze znaczącym wzrostem jego cen. Miliony ludzi na całym świecie tracą źródło utrzymania. Bankrutują producenci pasz dla zwierząt. W biednych regionach świata brakuje mięsa – zarówno z powodu jego niedostępności, jak i wysokich cen. To scenariusz dla zakazu o zasięgu globalnym. A gdyby takowy wprowadzić w samej tylko Unii Europejskiej? Zalewa nas fatalnej jakości mięso z Chin, Brazylii czy modyfikowane genetycznie mięso z Ameryki Północnej. Ceny są wysokie, ponieważ import jest drogi. Nie jest to zachęcająca wizja.

Co ciekawe, „polskie” organizacje ekologiczne są jednymi z najaktywniej wspierających inicjatywę. Dlaczego? Nasz kraj jest liderem produkcji mięsa drobiowego w UE, jednym z liderów na rynku mleczarskim, produkcji jaj, wieprzowiny i najbardziej dynamicznie rozwijającym się rynkiem wołowiny we Wspólnocie. Wiadomo, że prowadzenie szerokiej kampanii antyrolnej z czasem odbije się na wskaźnikach produkcyjnych sektora mięsnego. Czy na podobnych akcjach zależy konkurencji naszych rodzimych producentów? Być może.

Warto w tym kontekście przyjrzeć się atakom wymierzonym w sektor futrzarski. Polska jest drugim w Europie i trzecim na świecie producentem skór zwierząt futerkowych oraz absolutnym czempionem pod względem jakości produkowanego surowca. W celu zniszczenia branży sojusz zawarły jedna z organizacji ekologicznych oraz działające na polskim rynku niemieckie firmy utylizacyjne. Fermy futrzarskie zagospodarowują uboczne produkty pochodzenia zwierzęcego powstałe po produkcji mięsa (około 700 tys. ton rocznie o wartości nawet 1 mld zł). Gdyby nie zwierzęta futerkowe, UPPZ należałoby zutylizować w sposób konwencjonalny, czyli spalić w… niemieckich spalarniach, za co branże mięsne – zamiast zarobić – musiałyby zapłacić rzeczony miliard złotych rocznie. O tyle droższe mogłyby być łącznie produkty mięsne na sklepowych półkach. Wygraliby zatem niemieccy utylizatorzy (96 proc. tych firm w Polsce jest w rękach jednej niemieckiej spółki), ekolodzy (zakaz hodowli zwierząt na futra, zmniejszona konsumpcja mięsa) oraz konkurencja polskich hodowców – rynek nie zna próżni, a więc zostałby zagospodarowany przez Chińczyków, Rosjan, Ukraińców czy Kazachów. Warto pamiętać też, że podobne akcje PR-owe przynoszą organizacjom „prozwierzęcym” pokaźne zyski – najbogatsze z nich zarabiają nawet kilkanaście milionów złotych rocznie.

Czy zatem „ekologom” rzeczywiście chodzi o florę i faunę? Mając w pamięci blokady kominów, statków z węglem, włamania, utrudnianie odstrzału sanitarnego (ASF), można odpowiedzieć, cytując klasyka: Nie wiem, choć się domyślam.

Jacek Podgórski

dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej

Poseł Sachajko: Państwo nie może rolnikom zabraniać produkcji alkoholu! Stop hipokryzji!

Data: 06.10.2019 17:32

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #rolnictwo #alkohol #bimber #samogon #ksiezycowka #polityka

"Mówmy głośno o tym, że to państwo chce mieć na wszystko monopol. Z jednej strony mówią, że to rozpije społeczeństwo a z drugiej pozwala na potężne reklamy wysokoprocentowych trunków. Hipokryzja i kłamstwo na każdym kroku" – stwierdził Jarosław Sachajko, przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa.

Poseł Sachajko: Państwo nie może rolnikom zabraniać produkcji alkoholu! Stop hipokryzji!

"Dlaczego rolnicy nie mogą produkować alkoholu? Bo państwo chce mieć monopol. Dlaczego rolnicy mieliby więcej zarabiać, jak to państwo będzie więcej zarabiało, a później to państwo będzie przeznaczało je, na przepraszam, fanaberie. Musimy mówić o alkoholu. Potrzeba głębokiej zmiany w reklamie alkoholu, czyli wprowadzić zakaz reklamy alkoholu. Tak samo powinno zakazać się reklamy suplementów i leków, bo jesteśmy nakręcenie na kupowanie suplementów i leków poprzez te reklamy. Powinna być znacząco wyższa akcyza na piwo i tanie wina. Rozpijanie społeczeństwa jest niegodne, a państwo z tego korzysta"

– uważa poseł Sachajko z Kukiz'15, kandydat do Sejmu z list PSL.

Z kolei minister Ardanowski mówił ostatnio, że należy podjąć kroki normalizujące tę sytuację. Jak dodał, nie chodzi o legalizację sławetnego bimbru, bo w grę wchodzą często wyśmienitej jakości produkty alkoholowe, które nierzadko są także produktami lokalnymi.

:))) Brytyjskie krowy nawiązały kontakt z rolnikami przez Internet

Data: 06.10.2019 17:20

Autor: ziemianin

pl.sputniknews.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #krowy #wielkabrytania #rolnictwo #5g #swiatrolnika

W brytyjskim Somerset działa ferma doświadczalna, na której stado krów zostało wyposażone w obroże bezprzewodowe, działające na zasadzie trackerów fitness.

WTF? :))) Brytyjskie krowy nawiązały kontakt z rolnikami przez Internet

Jak podaje NTD, obroże bezprzewodowe działają na zasadzie trackerów fitness. Monitorują stan zwierząt, a następnie wysyłają dane do chmury piątej generacji, czyli 5G.

Następnie specjalny algorytm analizuje informacje i wysyła do rolników i weterynarzy powiadomienia za pośrednictwem aplikacji na smartfonie. Dzieje się tak w przypadku zmian w samopoczuciu krów, które mogą wskazywać na chorobę lub niedyspozycję.

Pracownik fermy eksperymentalnej w brytyjskim Somerset Mark Gough mówi, że ta technologia zwiększa wydajność, oszczędza godziny pracy i pozwala rolnikom monitorować zdalnie stado krów. Za jej pośrednictwem można na przykład dowiedzieć się, kiedy krowa zaczyna rodzić.

Krowa

CC0 / Pixabay

Szalone krowy, chińscy szpiedzy i nowotwory. Mity i fakty o 5G

„Kiedy dane przychodzą na telefon, na urządzenie mobilne, wszystko staje się szybsze i bardziej dostępne. Można być na drugim końcu budynku, otrzymać wiadomość i dowiedzieć się, jaka konkretnie krowa może mieć jakiś problem. Sytuacja oceniana jest więc błyskawicznie" – mówi Mark Gough.

Gospodarstwa rolne już od dawna są obyte z technologiami. Wykorzystywane są na nich automatyczne systemy doju i przydziału paszy. Teraz dzięki technologii 5G można szybko załadować dane, podłączyć do Internetu wiele urządzeń, a także analizować dane z różnych czujników.

Pracownicy fermy mówią, że zakład stał się bardziej wydajny. Codziennie produkuje się w nim 5 tysięcy litrów mleka. Następnie mleko trafia do lokalnej serowarni.

Glifosat można zastąpić gorącą wodą

Data: 04.10.2019 20:50

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #przyroda #rolnictwo #Glifosat

Glifosat w niektórych krajach został wycofany ze stosowania, w innych za kilka lat stanie się to samo. Czy istnieje jakaś alternatywa dla tego środka chemicznego?

Glifosat można zastąpić gorącą wodą

Źródło: wiwo.de

Niemcy w 2023 roku zamykają ścieżkę prawną dla stosowania glifosatu na swych polach. W związku z tym rolnicy pytają, czy istnieje jakiś substytut? Okazuje się, że skuteczną alternatywą jest gorąca woda. Jeden z niemieckich rolników, mimo możliwości stosowania glifosatu do 2023 roku, już dziś stosuje wymienione rozwiązanie.

Markus Semler podgrzewa wodę w dwóch dużych zbiornikach po 1600 litrów każdy. Kiedy temperatura jest bliska wrzenia (98 stopni Celsjusza) napełnia urządzenie dozujące i opryskuje „wrzątkiem” zadany areał. Wydajność tej metody, przy zastosowaniu jego urządzeń to 200m2 na godzinę.

Semlera zatrudniła gmina Felsberg (10 000 tysięcy mieszkańców) w okolicach Kassel. Metoda nieszkodliwa dla środowiska okazała się dla niego żyłą złota. Rolnik zarabia na opryskach parków i innych terenów zielonych oczyszczając je z chwastów.

W roku 2015 land Hesja zakazała używania glifosatu na gruntach komunalnych. Problem chwastów jednak pozostał. I tu pojawił się Semler ze swoją ekologiczną ofertą. Za 20 000 euro zakupił system podgrzewania i dozowania ciepłej wody. Jak twierdzi, osiągany efekt jest porównywalny do zastosowania zabronionego środka.

W niektórych punktach nawet lepszy niż glifosat. Podkreśla, że w przeciwieństwie do herbicydu gorąca woda może być rozpylana w okolicach cieków wodnych i studzienek kanalizacyjnych. Gorąco wodę można stosować do ośmiu razy w roku. Glifosat tylko dwa razy. Niemieccy naukowcy próbują i innych metod. W trakcie badań są dwie: metoda wyładowań elektrycznych i promieniowania UV.

Na uwagę zasługuje fakt, że Niemiecki Związek Rolników i tak sprzeciwia się wprowadzeniu zakazu stosowania glifosatu, a do Państwa rozwagi pozostawiamy treść niniejszego artykułu.

Weganie atakują wegetarian. Wojna idiotów? Nie! Chodzi o pieniądze

Data: 04.10.2019 01:00

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #weganie #wegetarianie #Frutarianie #idioci

Wybory dotyczące stylu życia, a może głębiej rzecz ujmując – filozofie życia są prywatnymi sprawami obywateli. To, co doprowadziło do konfliktu ideologicznego między grupami wegetarian i wegan, uświadamia jednak nam mięsożernym, jak daleko zaszła próba zrzucenia ludzi z ziemskiego szczytu łańcucha pokarmowego w otchłań głupoty. To co wydaje się na pierwszy rzut oka zwykłą głupota, może okazać się wspaniałą okazją do zarobienia ogromnych pieniędzy.

Weganie atakują wegetarian. Wojna idiotów? Nie! Chodzi o pieniądze

Frutarianie – odłam wegan, którzy widzą coś złego nawet w spożywaniu produktów roślinnych, które powodują szkody w uprawach. Będąc konsekwentnymi, jedzą tylko spady z drzew (owoce, orzechy, nasiona i trochę miodu). No cóż, wolnoć Tomku w swoim domku. Chcesz – jedz! Nie chcesz – nie jedz!

Świat Rolnika - Ukrócić ekoterroryzm! Rolnicy chcą się bronić.

Data: 02.10.2019 09:25

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #ekoswiry #ekoterroryzm #rolnictwo

„Nasz Dziennik” informuje w dzisiejszym wydaniu, że hodowcy wielokrotnie zwracali uwagę na problem skandalicznych nadużyć ze strony ekoterrorystów. Dziennik dodaje, że dochodziło do sytuacji, w których przedstawiciele tzw. organizacji ekologicznych wchodzili na prywatna posesję i rekwirowali zwierzęta pod rzekomym zarzutem ich zaniedbywania. Taka sytuacja miała m.in. miejsce na fermie norek Daniela Chmielewskiego, co relacjonował SwiatRolnika.info

Świat Rolnika – Ukrócić ekoterroryzm! Rolnicy chcą się bronić.

„Nie tylko rolnicy, ale wszyscy posiadacze zwierząt – głównie tych rasowych – mają problemy z tzw. organizacjami prozwierzęcymi. Nasze propozycje idą w tym kierunku, aby zwierzęta, które są odbierane – jeśli zostanie stwierdzone, że dokonało się to bezpodstawnie – wracały do swoich prawowitych właścicieli na podstawie decyzji administracyjnej, a nie długotrwałego i kosztownego procesu cywilnego”

– mówi cytowany przez gazetę Jarosław Sachajko (Kukiz`15), który jest jednym z inicjatorów projektu ustawy mającej chronić rolników przed bezprawnymi działaniami ekoterrorystów.

Wywiad dotyczący ekoterroryzmu z dr Jarosławem Sachajko już niebawem w październikowym numerze magazynu "Świat Rolnika BIZNES"!

Gazeta zwraca uwagę, że obecnie odebranie zwierząt rolnikowi lub hodowcy „jest bardzo proste” i „wystarczy decyzja >upoważnionego przedstawiciela organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt<"

Niemcy - Rolnicy postrzeleni w czasie prac polowych

Data: 11.09.2019 10:47

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #swiatrolnika

Sprawa jest bardzo poważna. Dwóch gospodarzy jadących ciągnikiem drogą obok pola zostało postrzelonych. Jeden z nich został zabrany do szpitala przez helikopter ratunkowy, drugi karetką pogotowia.

Niemcy – Rolnicy postrzeleni w czasie prac polowych

Podczas polowania w Badenii-Wirtembergii (Niemcy), kierujący traktorem oraz jego pasażer zostali ostrzelani przez myśliwych. Do wypadku doszło w zeszły piątek w godzinach popołudniowych. Gündelbach – 25-latek otrzymał poważny postrzał w nogę, a jego 18-letni towarzysz dotkliwie pokaleczony przez rozbite szkło kabiny ciągnika.

Polna droga przebiegająca w pobliżu pól kukurydzianych, z których w znacznym stopniu zebrano już plony okazała się nieszczęśliwym traktem. Wokół pola roiło się od myśliwych polujących na dziki. Jeden z dzików zapędzonych przez nagonkę znalazł się w pobliżu sunącego traktora. Niestety, myśliwi nie zważając na ludzi poruszających się ciągnikiem oddali strzały do uciekającego zwierzęcia.

Przypadek sprawił, że 59-latek i jego 71-letni kolega trafili w kabinę maszyny. Jeden z pocisków przebijając szybę rykoszetował w nogę kierowcy, jednocześnie kalecząc szkłem drugiego.

Do rannych wezwano pogotowie. Policja zatrzymała sprawców wypadku oraz zarekwirowała broń, którą się posługiwali celem zidentyfikowania strzelca. Wszczęto dochodzenie w tej sprawie. Niestety, lokalne media nie informują o stanie poszkodowanych.te.com/PP

Fot.pixabay.com