CBA zatrzymało byłego prezesa Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Data: 08.07.2020 18:22

Autor: malcolm

wprawo.pl

#wolnesady #kod #sady #cba #izbadyscyplinarna

Rzeszowska delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymała Marka Z., byłego prezesa Sądu Okręgowego w Przemyślu. Jest podejrzany o korupcję. Czynności podjęto zaraz po tym jak Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego uchyliła sędziemu immunitet o co wnioskowała Prokuratura Krajowa.

Sąd Rejonowy w Kościanie NIE pozwolił ukarać osoby za brak maseczki

Data: 03.07.2020 20:19

Autor: ziemianin

elka.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #maseczki #polska #sedzi

Sąd Rejonowy w Kościanie odmówił wszczęcia postępowania o ukaranie mieszkańca gminy Czempiń, który w czasie obostrzeń związanych z epidemią nie nosił maseczki i przemieszczał się po miejscowości. Zarówno według obwinionego, jak i sądu, nakazy i ograniczenia zostały wprowadzone niezgodnie z prawem.

Sąd Rejonowy w Kościanie NIE pozwolił ukarać osoby za brak maseczki

Sytuacja miała miejsce w czasie, kiedy jeszcze noszenie maseczek poza domem było obowiązkowe i cały czas obowiązywał zakaz swobodnego przemieszczania się. – To było 18 kwietnia. Fajny dzień, w miarę ciepło, więc przemieszczałem się z moimi dziećmi na rowerach w miejscowości, w której mieszkam. Patrol policji zainteresował się moją osobą, tym, że nie mam maseczki.

Oznajmiłem, że zgodnie z rozporządzeniem jestem osobą, która nie musi zakrywać ust i nosa, ale do jednego z nich to nie przemówiło – opowiada Sebastian Nowicki. Zaproponowano mu mandat w wysokości 500 zł, jednak go nie przyjął. Policjanci poinformowali, że sporządzą wniosek o ukaranie do sądu.

Wcześniej jednak został wezwany na komendę, na spotkanie z dzielnicowym. Tam dowiedział się, że oprócz zarzutu niezasłaniania ust i nosa, postawiono mu też zarzut dotyczący przemieszczania się. Do winy się nie przyznał i nie złożył wyjaśnień. – Pozostawiłem to sądowi, bo to sąd jest od tego, by orzekać, czy ktoś jest winny, czy niewinny – zaznacza.

Sąd Rejonowy w Kościanie odmówił jednak wszczęcia postępowania przeciw mieszkańcowi gminy Czempiń. W uzasadnieniu sędzia wskazała, że ustawa, na której przepisy się powołano przy wprowadzeniu ograniczeń w przemieszczaniu się, dopuszcza jedynie ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się, a nie przemieszczania się w ogóle. Ograniczenia zostały wprowadzone rozporządzeniem, a konstytucja stanowi, że ich źródłem może być jedynie ustawa. Dodatkowo, jak czytamy w uzasadnieniu, można wprowadzić nakaz stosowania środków profilaktycznych wobec osób chorych lub podejrzanych o zachorowanie. Obowiązek maseczek został jednak wprowadzony powszechnie, co łamie konstytucyjne prawa i wolności.

Piękna postawa Sądu Rejonowego w Kościanie.

Sąd twierdzi, że wszystkie nałożone kary na Polaków za brak noszenia maseczki są nielegalne. W takiej sytuacji, to naród powinien podać do sądu premiera rządu, że takie bezsensowne, niekonstytucyjne zarządzenia wprowadza. Nie dość, że wprowadza, to jeszcze bezprawnie napuszcza policję na naród.

„Gmina Lipinki wolna od ideologii LGBT”! Sąd postanowił: Ta deklaracja jest zgodna z prawem

Data: 03.07.2020 11:48

Autor: Starszyoborowy

niezalezna.pl

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie odrzucił skargę Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Chodzi o sprawę małopolskiej gminy Lipinki, która – zdaniem sądu – miała prawo przyjąć uchwałę „Gmina Lipinki wolna od ideologii LGBT”. Sąd potwierdził, że akt „ma charakter deklaracji ideowej nie stanowiącej podstawy nałożenia jakichkolwiek obowiązków”, a zatem nie może dyskryminować żadnej grupy osób. Uczestnikiem postępowania był Instytut Ordo Iuris, który już w marcu przedstawił sądowi stanowisko w obronie prorodzinnej gminy.

#polska #sadownictwo #sady #lgbt

Dlaczego trójpodział władzy jest tak ważny?

Data: 03.07.2020 09:36

Autor: czarna_mamba

wykop.pl

Bardzo jasny i klarowny wpis Mirka papaj_21_37 z siedliska zła i szamba na nocnej -Wykopu na temat demokracji i trójpodziału władzy w Polsce. Dlaczego w Polsce zagrożona jest demokracja. Artykuł wrzucony z zgodą autora.

Wrzucam żeby więcej ludzi przeczytało bo chyba nie wszyscy w Polce rozumieją/widzą co się dzieje i jak głęboko siedzimy w odchodach.

"Dziel i rządź (łac. divide et impera) – zasada wzniecania wewnętrznych konfliktów wśród innych (np. pomiędzy społecznościami na podbitych terenach), aby nimi rządzić. Jako pierwsi stosowali ją starożytni Rzymianie na Półwyspie Apenińskim (…) źródło

Tą oto krótką definicję chciałbym rozpocząć ten bardzo długi wpis na temat staczania się Polski w otchłań nieliberalnej demokracji (tak ją należy powoli nazywać), ponieważ jest to złota maksyma, która przyświeca dziś Jarosławowi Kaczyńskiemu w budowaniu nowej Rzeczpospolitej. Wpis ten w całości zainspirowany będzie słowami prof. dr. hab. Marcina Matczaka, doktora habilitowanego nauk prawnych, specjalisty w zakresie teorii prawa, profesora uczelni na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Zanim jednak przejdę do tego, co Pan profesor powiedział, krótko o demokracji, w takim telegraficznym skrócie (jak będzie życzenie, postaram się w osobnym wpisie rozwinąć temat).

Demokracja w której funkcjonujemy to tak zwany trójpodział władzy.

W zdrowym państwie funkcjonują trzy organy władzy, które są od siebie i powinny pozostać kompletnie niezależne. Żaden z nich nie może mieć wpływu na drugi, ponieważ, jak twierdził Monteskiusz od którego się to wszystko wywodzi:

Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności, ponieważ można się lękać, aby ten sam monarcha albo ten sam senat nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał. Nie ma również wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela

Innymi słowy. Każdy organ władzy: ustawodawczy, wykonawczy jak i sądowniczy musi być od siebie wzajemnie niezależny, niezawisły, mają się wzajemnie hamować, oceniać i nadzorować. Gdy któryś z elementów tej układanki zaczyna być w jakiś sposób spolegliwy wobec drugiego, możemy mówić już o naruszeniu zasad funkcjonowania tego trójpodziału władzy.

Także do rzeczy: mamy władzę ustawodawczą czyli parlament złożony z dwóch izb – niższej i wyższej – sejm i senat. Mamy władzę wykonawczą czyli prezydenta oraz rząd, mamy w końcu władzę sądowniczą.

Aby stanowić w Polsce prawo, system jest prosty jak drut:

Władza ustawodawcza jest podzielona na dwie izby, tak, aby izba wyższa mogła hamować rozpęd (np. Szkodliwe prawo, pisane na kolanie, dyskryminujące mniejszości, prześladujące grupy społeczne itd.) izby niższej. Dalej jest władza wykonawcza, tj. w tym wypadku prezydent, który po to ma prawo weta, aby z niego korzystać gdy ciało ustawodawcze da ciała i próbuje przeforsować niedemokratyczne zmiany. Ma prawo przeprowadzić konsultacje przed podjęciem decyzji o wecie lub podpisaniu ustawy, zarówno ze społeczeństwem, z ekspertami, ma też prawo zapytać Trybunał Konstytucyjny o to czy ustawa jest zgodna czy nie jest zgodna z konstytucją.

Z kolei prezydent (władza wykonawcza) desygnuje premiera (władzę wykonawczą), a cały rząd (władza wykonawcza) odpowiada przed parlamentem (władza ustawodawcza), z kolei sędziowie powoływani są na zasadach określonych w ustawach itd. itd., które ustalają wspólnie ustawodawcza i wykonawcza itd.

No i mamy wreszcie władzę sądowniczą, która jak napisałem wyżej, w głównej mierze (moim zdaniem), przynajmniej na poziomie legislacyjnym, powinna niezawiśle oceniać ustawy pod kątem zgodności z konstytucją.

Czyli tak: grupa posłów proponuje ustawę (może też prezydent, mogą też obywatele). Ustawa powinna być poddana debacie, następnie przegłosowana w Sejmie, skąd trafia do Senatu, który może nanieść poprawki lub nie, tam też jest głosowana. Zakładając, że nie wróci do Sejmu, trafia ona do prezydenta, który ją podpisuje lub też nie. Tyle teorii.

Powstaje jednak pewien problem, gdy ustawa, która weszła w życie, jest niezgodna z konstytucją. Z jednej strony sędziowie powinni orzekać zgodnie z jej brzmieniem, z drugiej zaś, muszą orzekać zgodnie z obowiązującymi przepisami. A nie ma dla sędziego nic gorszego, niż być oskarżonym o orzekanie niezgodnie z obowiązującymi przepisami. Przykładowo mogłaby bez większego problemu być dziś przepchnięta przez Sejm ustawa, która zakazywałaby oddychania. W obecnej sytuacji w której debata w Sejmie to fikcja, a prezydent podpisuje praktycznie wszystko, bardzo możliwe, że opozycja nie zdążyłaby się zorientować a ludzie mogliby być skazywani za oddychanie, mimo, że ustawa byłaby jawnie sprzeczna z konstytucją.

Oprócz tych trzech władz, istnieją jeszcze dwie kolejne: jest to społeczeństwo i media. Społeczeństwo obywatelskie wybiera zarówno władzę wykonawczą (prezydenta) jak i władzę ustawodawczą (parlament – tj sejm i senat). Dlatego tak ważne jest, aby społeczeństwo było wyedukowane w kwestiach zasad demokratycznego państwa prawa, aby świadomie podejmowało decyzje kogo wpuszcza do władzy zarówno ustawodawczej jak i wykonawczej! W społeczeństwie obywatelskim istnieją organizacje, które też patrzą władzy na ręce, oceniają, sądzą się […]. Służą one obywatelom.

Jeżeli chodzi o media jest to tzw. piąta władza. Władza, która powinna patrzeć na ręce wszystkim trzem pierwszym władzom, informować czwartą władzę tj społeczeństwo co się dzieje w kraju. Może też ostrzegać społeczeństwo, gdy wśród niego samego znajdzie się jakiś kret, który będzie podburzać. Może ostrzegać o trollach, manipulacjach. Przykładem dobrego działania mediów (bo w sumie tym są), są kanały popularnonaukowe na youtube, ale nie będę tutaj ich wkręcać, bo nie zajmują się one bezpośrednio polityką, ale np. opisują mechaniki manipulacyjne itp. Nie będę też tu oceniać tego, które media działają właściwie a które są „niezależne” na swój sposób, to pozostawiam Wam.

Myślę, że tak nakreślony schemat, pozwoli Ci zrozumieć jakie zagrożenia niesie ze sobą np. to gdy władza wykonawcza w postaci prezydenta jest spolegliwa władzy ustawodawczej, co się stanie gdy władza sądownicza jest spolegliwa wobec ustawodawczej (z różnych pobudek, np.ze strachu przed utratą dochodu, więzieniem). W końcu co się stanie, gdy piąta władza (media) jest w rękach władzy wykonawczej (jest zależna, pod wpływem np. finansowym z reklam lub gdy właścicielem jest biznesmen, który w zamian za święty spokój, chętnie będzie mówić o rządzie albo dobrze albo wcale) i nie informuje suwerena o tym co tak naprawdę dzieje się w państwie. Dlatego tak ważne jest, aby wszystkie te pięć władz było od siebie niezależnych i każda sobie wzajemnie patrzyła na ręce i była samodzielna, bez wpływów jakichkolwiek".

Reszta w linku.

#polska #demokracja #sady #konstytucja #polityka #konfederacja #holownia #trzaskowski #duda

Zaostrzenie kar ukryte w rządowej "tarczy". "To pewna forma oszustwa legislacyjnego"

Data: 21.06.2020 10:30

Autor: czarna_mamba

tvn24.pl

W ogóle nam nie powiedziano, jak drastyczne zmiany wprowadza ten jeden przepis – mówił w TVN24 doktor Mikołaj Małecki z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Odniósł się do ukrytych w "Tarczy 4.0" zapisów, które prowadzą do zaostrzenia Kodeksu karnego. – To pewna forma oszustwa legislacyjnego – dodał.

W piątek wieczorem Sejm przyjął kolejną tarczę antykryzysową, tak zwaną "Tarczę 4.0". Poza pomocą dla przedsiębiorców, w ustawie znalazły się także przepisy wprowadzające zmiany w Kodeksie karnym. Jak zwracają uwagę prawnicy, chodzi o artykuł 37a Kodeksu karnego. Senat w przyjętych poprawkach zmiany wykreślił. Sejm na piątkowym posiedzeniu odrzucił senacką poprawkę. Aby ustawa mogła wejść w życie, musi zostać podpisana przez prezydenta.

"Po wprowadzeniu nowelizacji możliwa będzie tylko kara więzienia"

Do zmian w Kodeksie karnym odniósł się doktor Mikołaj Małecki z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Pod pozorem "Tarczy 4.0" chce się ukryć jedną, drobną zmianę. Zmiana tego jednego małego przepisu powoduje, że zaostrzają się kary za bardzo wiele przestępstw opisanych w Kodeksie karnym – tłumaczył w niedzielę we "Wstajesz i weekend".

Doktor Małecki wyjaśnił, że zmiana ta oznacza, że "w ramach tego przepisu zmienia się charakter prawny przepisu i przestępstwa zapisane w Kodeksie karnym zaczynają być zagrożone tylko karą pozbawienia wolności".

Według aktualnego zapisu artykuł 37a Kodeksu karnego brzmi:

Jeżeli ustawa przewiduje zagrożenie karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 8 lat, można zamiast tej kary orzec grzywnę albo karę ograniczenia wolności, (...).

Orzekanie kary grzywny lub ograniczenia wolności zamiast kary pozbawienia wolności

Art. 37a. KK

Według projektu ustawy, po zmianie artykuł miałby brzmieć:

Jeżeli przestępstwo jest zagrożone tylko karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 8 lat, a wymierzona za nie kara pozbawienia wolności nie byłaby surowsza od roku, sąd może zamiast tej kary orzec karę ograniczenia wolności nie niższą od 3 miesięcy albo grzywnę nie niższą od 100 stawek dziennych, jeżeli równocześnie orzeka środek karny, środek kompensacyjny lub przepadek.

Ustawa z 4 czerwca o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19

– Obecnie mamy taką sytuację, że sąd może sobie elastycznie wybierać w przypadku bardzo wielu występków z trzech możliwych kar: grzywny, ograniczenia wolności albo kary więzienia. Po wprowadzeniu tej nowelizacji, możliwa będzie tylko kara więzienia – tłumaczył.

Gość TVN24 zwrócił uwagę, że w obecnie obowiązujących przepisach sąd priorytetowo wymierza jedną z kar wolnościowych. – Czyli najpierw sąd bierze pod uwagę, czy wystarczy wymierzenie komuś grzywny lub prac społecznych. Dopiero na końcu może przejść do kary izolacyjnej – wyjaśniał.

– Aktualnie, jeżeli w ustawowym zagrożeniu zostaje tylko więzienie, to dezaktualizuje się nam ta zasada kary wolnościowej, czyli sąd musi myśleć najpierw w kategoriach izolacji – dodał.

"To pewna forma oszustwa legislacyjnego"

Jak stwierdził Małecki, "nie powiedziano o tym, jak drastyczne zmiany wprowadza ta jedna zmiana". – Może chodzić na przykład o nielegalną aborcję opisaną w Kodeksie karnym, znieważenie prezydenta czy przestępstwa związane z błędami medycznymi – wyliczał gość "Wstajesz i weekend" w TVN24.

– To przecież są tak różnorodne przestępstwa, że to w sposób rażący narusza zasady legislacyjne, bo ukrywa się te zmiany przed obywatelami w "tarczy antykryzysowej", która nie ma nic wspólnego z tymi nowelizacjami Kodeksu karnego – zwrócił uwagę.

Zdaniem Małeckiego "dochodzi do przekryminalizowania życia społecznego polegającego na tym, że usuwa się możliwość elastycznego wymiaru kary dostosowanego do konkretnego przypadku i stwarza się bardzo skomplikowany mechanizm zamieniania kary izolacji przewidzianej w sankcji na grzywnę lub ograniczenie wolności". – To jest związanie rąk sądowi – podkreślił.

– Sąd już nie będzie miał możliwości wymierzania kar wolnościowych. I o to chodziło – ocenił. – Chodzi o zlikwidowanie kar wolnościowych, żeby nie dało się łatwo ich wymierzać. Chodzi o wymierzenia priorytetowo kar izolacyjnych. To pewna forma oszustwa legislacyjnego. Pod pozorem zmiany, która ma pomagać przedsiębiorcom, wprowadza się zmiany Kodeksu karnego pogarszające sytuację prawną obywatela – dodał.

"To powrót do rozwiązania z komunistycznego Kodeksu karnego"

Małecki zwrócił uwagę, że "'tarcza antykryzysowa' ma wejść w życie z dnia na dzień". – Gdyby prezydent na dniach podpisał tę ustawę, to mamy w kampanii wyborczej ewidentne wzmocnienie jednego kandydata, zamrożenie debaty publicznej, bo za pewne formy krytyki wobec startującego w wyborach prezydenta będzie przewidziana jako priorytetowy wymiar kary, właśnie kara więzienia – wyjaśnił.

– Pan prezydent powinien wyraźnie opowiedzieć się, czy jest za zaostrzeniem kar za aborcję, za zaostrzeniem kar dla medyków (…), za zaostrzeniem kar za znieważanie prezydenta i w pewnym zakresie kneblowaniem debaty publicznej. To wymaga zajęcia jakiegoś stanowiska, a podpisanie tej ustawy to odpowiedź "tak" na każde z tych pytań – zaznaczył.

Zdaniem gościa TVN24 "to powrót do rozwiązania z komunistycznego Kodeksu karnego, z 1969 roku, polegającego na tym, że mamy dysfunkcjonalny system wymierzania jakiejś hipotetycznej kary pozbawienia wolności i potem ewentualnie zamiany jej na karę wolnościową". – To jest coś co się wyklucza. Nie można przecież stwierdzić na przykład, że sprawca zasługuje na karę sześciu miesięcy więzienia, a potem na podstawie tych samych okoliczności zamieniać ją na karę nieizolacyjną – dodał.

– Kara izolacyjna przewidziana jest dla szczególnych wypadków, po spełnieniu określonych, ustawowych dyrektyw. Kara wolnościowa przewidziana jest dla łagodniejszych przypadków – mówił.

Jak dodał, "ten przepis wprowadza wewnętrzną sprzeczność, żeby zasiać chaos i zamęt w sądownictwie".

#polska #sady #tarczaantykryzysowa

Zbigniew Ziobro. Tak "leszczyk o charyzmie galarety" stal się superministrem

Data: 16.06.2020 13:41

Autor: ziemianin

tygodnikprzeglad.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #prokuratura #ZbigniewZiobro #zizu #sady #wymiarsprawiedliwosci

Jarosław Kaczyński wysłał Zbigniewa Ziobro na najtrudniejszy front: rozprawę z sądami. "Zizu" w polityce partyjnej był "leszczykiem". W polityce ulicznej – trzęsącą się galaretą. Ale już w żonglerce ustawami i trikami jest biegły. Właśnie korzysta z drugiej szansy."

Zbigniew Ziobro. Tak "leszczyk o charyzmie galarety" stal się superministrem

"Przygodę z wymiarem sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zaczął już na studiach, prowadząc śledztwo przeciwko swoim kolegom

Na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego trudno znaleźć profesorów, którzy zapamiętali studenta Zbigniewa Ziobrę. Nie wyróżniał się ani wynikami w nauce, bo na koniec miał średnią 3,84, ani też działalnością w kołach naukowych czy organizacjach studenckich. Bardziej zapamiętali go księża z podyplomowych studiów homiletyki przy krakowskiej Papieskiej Akademii Teologicznej, gdzie uczył się sztuki kaznodziejstwa. Wraz z księżmi z całej Polski poznawał sztukę komunikowania się z ludźmi, przekonywania ich do wartości chrześcijańskich, pośredniczenia między człowiekiem a Bogiem. Uczył się tam tłumaczenia wiernym bożych wartości, a może bardziej przekonywania ich do własnych poglądów. Ks. dr hab. Wiesław Przyczyna, twórca tych studiów uczących księży wygłaszania kazań, zapamiętał Ziobrę jako zdolnego absolwenta.

Dlaczego obecnemu ministrowi sprawiedliwości nie wystarczały na studiach prawniczych zajęcia z retoryki? Być może już wtedy przygotowywał się do wystąpień na forum publicznym, chociaż kolegom ze studiów mówił tylko, że chce być prokuratorem.

Prokuratorem jednak Zbigniew Ziobro nie został, choć odbył aplikację w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach i w 1997 r. zdał egzamin prokuratorski. Podobno miał z tym kłopoty i dlatego nie objął stanowiska asesora prokuratorskiego, ale jak było naprawdę, trudno stwierdzić. W swoim życiu przeprowadził osobiście tylko jedno śledztwo, które trwało 10 lat i skończyło się jego porażką. A śledztwo dotyczyło dwóch najbliższych kolegów ze studiów – Jarka i Marka. Trudno dzisiaj zrozumieć postępowanie ministra Ziobry bez poznania metod śledczych studenta Ziobry.

Donos prewencyjny

Do czasu studiów w Krakowie Zbigniew Ziobro przebywał w Krynicy, gdzie jego ojciec, dr Jerzy Ziobro, pełnił w latach 1961-1997 kolejno funkcje ordynatora i dyrektora Szpitala Uzdrowiskowego, zastępcy lekarza naczelnego, a potem dyrektora ds. lecznictwa Uzdrowiska Krynica-Żegiestów. W liceum w jednej ławce siedział z Jarosławem G. Ich rodzice również się przyjaźnili i dlatego gdy Zbigniew dostał się na prawo, a Jarosław na rolnictwo, padła propozycja, aby zamieszkali we wspólnie wynajętym mieszkaniu.

Na swoim roku studiów Jarosław G. poznał pochodzącego z Radoczy koło Wadowic Marka K. i przedstawił go Zbigniewowi Ziobrze. Odtąd dwaj „rolnicy” i prawnik stanowili trójkę przyjaciół. Aż tu pewnego dnia Zbigniew oznajmił Jarkowi, że ma on się wyprowadzić. Jako oficjalny powód podał, że przyjeżdża do niego ojciec i musi mieć wolne łóżko. Jarek nie mógł zrozumieć tej nagłej decyzji kolegi, z którym przyjaźnił się od dzieciństwa. Pytali też o to sędziowie w czasie rozpraw.

– Celowo go okłamałem, że nie będzie mógł u mnie mieszkać z powodu przyjazdu ojca, a taką decyzję powziąłem, gdyż nie odpowiadała mi jego postawa wobec życia, jego poglądy – powiedział w sądzie.

Jak wyjaśnił Zbigniew Ziobro na następnych rozprawach, te niesłuszne poglądy Jarka to jego stosunek do życia, chęć zabawienia się kosztem innych. To samo zarzucił Markowi. Zupełnie jednak stracił zaufanie do Jarka, gdy ten wyprowadził się do akademika i oddał mu klucze. Zbyszek popatrzył na przekazane dwa klucze, do bramy na dole oraz do mieszkania, i zarzucił Jarkowi, że nie są to te same klucze, które razem dorabiali. Jarek zaprzeczał, ale Zbyszek był pewien, że Jarek wyprowadzając się, musiał dorobić sobie zapasowy komplet.

Zaraz po wyprowadzeniu się kolegi Ziobro złożył na policji doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez swoich kolegów, Jarka i Marka, którzy najprawdopodobniej dorobili klucze do jego mieszkania. Gdyby więc doszło do kradzieży, to policja ma informacje, gdzie szukać sprawców. Takie profilaktyczne wskazanie ewentualnych przestępców. Kto inny, zamiast angażować policję, zapewne wymieniłby po prostu wkładkę w zamku po wyprowadzce współlokatora. Tylko że w takim przypadku nie byłoby ścigania przestępców.

Metody śledztwa

Po wytknięciu kolegom niesłusznych poglądów i przedstawieniu zarzutów, że Jarek dorobił dodatkowy komplet kluczy, logiczne byłoby zerwanie wzajemnych kontaktów. Tak się jednak nie stało. Zbigniew Ziobro zataił przed nimi informację, że był na policji, incydent uznał za niebyły i jakby nigdy nic spotykał się z Jarkiem i Markiem. Obydwaj nie wiedzieli, że są w kręgu podejrzenia ich kolegi, który prowadzi przeciwko nim swoje śledztwo.

Cała trójka spotkała się na imprezie w akademiku u Jarka, gdzie Zbyszek obydwu kolegom pożyczył sporą kwotę. Oddali mu w terminie, po dwóch miesiącach, i jeszcze trochę dołożyli. Następna impreza odbyła się w mieszkaniu Zbyszka, gdzie koledzy przynieśli butelkę, aby odwdzięczyć mu się za pożyczkę. Wypili alkohol, pogadali i wtedy Zbigniew Ziobro po raz kolejny doszedł do wniosku, że mają niesłuszne poglądy i nie jest to dla niego towarzystwo. Nic im jednak nie powiedział i kontaktów nie zerwał.

Niedługo po tej ostatniej imprezie Zbigniew Ziobro zaczął odbierać najpierw głuche telefony, potem z wyzwiskami pod jego adresem. Przypuszczał, że to telefonował Marek, ale nie był pewien, więc nie zgłaszał niczego na policję. Potem nadchodziły anonimy z wyzwiskami. Gdy ktoś 12 razy zatelefonował do rodziców Ziobry w Krynicy i mówił o Zbigniewie jako „synu czerwonej krynickiej świni”, miarka się przebrała. Dr Jerzy Ziobro przyjechał do Krakowa i nakłonił syna do zgłoszenia sprawy na policję. Zbigniew Ziobro stwierdził, że najpierw musi złapać sprawców.

W kręgu podejrzenia znaleźli się jego dwaj niedawni przyjaciele, Jarek i Marek, z którymi postanowił nadal się spotykać, tym razem w celach śledczych. Na wszystkie spotkania przychodził z ukrytym magnetofonem i rejestrował ich przebieg. Wracał do domu i porównywał głosy biesiadników z głosami z telefonu. Nadal podejrzewał, że anonimowym dzwoniącym jest Marek, ale nie był pewien i dlatego postanowił zrobić prowokację. W jednym z pubów pokazał Markowi wyciąg ze swojego konta w biurze maklerskim, z którego wynikało, że zarobił 100 mln, oczywiście w starych złotych. Tak rzeczywiście było, gdyż szczęście mu wtedy na giełdzie dopisywało.

Prowokację uznał za udaną, bo wkrótce w anonimach znalazło się żądanie okupu, najpierw 5 mln, potem 30 mln starych złotych. Nadawca znał dokładnie jego adres wraz z kodem pocztowym, wiedział, że nie należy do biednych, ale co do charakteru pisma Zbigniew Ziobro ciągle nie był pewien.

Następną prowokacją była próba kupienia od obydwu kolegów narkotyków. Też zjawił się na spotkaniu z włączonym magnetofonem, ale Jarek i Marek stwierdzili, że nie mają nic z tych rzeczy do sprzedania.

Potem Ziobro zauważył, że anonimy przychodzą zawsze tydzień przed wizytą Jarka u niego w domu, a następnie tydzień później. Pokazywał je Jarkowi, ale on nie reagował. W czasie jednej z wizyt Zbyszek wyraził zdziwienie, że ktoś pisze ręcznie, bo przecież łatwo poznać charakter pisma. Trudniej byłoby rozszyfrować nadawcę, gdyby je pisał literami drukowanymi. Kolejny anonim był już tak napisany.

Zbigniew Ziobro po zgromadzeniu materiału dowodowego, w którym za autora telefonów i anonimów uznał Marka K., złożył formalne doniesienie o przestępstwie. Wcześnie rano po Marka K. przyjechali policjanci, skuli go i przewieźli na komisariat. Do niczego się nie przyznał i wypowiedział kilka uwag na temat stanu głowy swojego kolegi. Również Jarek był przesłuchiwany i też nie przyznał się do pomagania w pisaniu anonimów.

Sądy różnych instancji pytały Ziobrę, dlaczego sam prowadził śledztwo, zamiast powiadomić policję. Za każdym razem odpowiedź była jednakowa: – Nie miałem zaufania do policji, obawiałem się, że podejdą do tego rutynowo. Chciałem przeciwstawić się sprawcom w sposób aktywny.

Praca dla grafologów

Wiosną 1994 r. Marek K. został oskarżony o telefonowanie i pisanie anonimów do swojego kolegi, Zbigniewa Ziobry, w których miał mu grozić pozbawieniem życia i żądać okupu. W trakcie procesu sąd odrzucił cały materiał dowodowy zebrany przez Ziobrę, występującego jako oskarżyciel posiłkowy, i swój werdykt oparł jedynie na ekspertyzie grafologa prof. Antoniego Felusia, który stwierdził, że to Marek K. był autorem anonimów. Sąd skazał go na rok pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzy lata i 5 mln starych złotych grzywny. Ziobro triumfował, choć jego praca w postaci wielu taśm z nagraniami pijących wódkę kolegów nie została doceniona.

Marek K. odwołał się od tej decyzji, żądając drugiej ekspertyzy, i w następnym procesie został uniewinniony, gdyż biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych stwierdzili, że nie można jednoznacznie stwierdzić, iż anonimy są pisane jego ręką.

Na skutek apelacji wniesionej przez obydwie strony Sąd Wojewódzki podtrzymał wyrok uniewinniający Marka K. Na skutek wniosku o kasację wniesionego przez pełnomocnika Zbigniewa Ziobry przez pięć lat sprawą zajmował się Sąd Najwyższy, który wyszedł z założenia, że w przypadku sprzeczności pomiędzy dwiema ekspertyzami należy powołać trzeciego biegłego, i przekazał sprawę ponownie Sądowi Okręgowemu w Krakowie, który zlecił ekspertyzę Centralnemu Laboratorium Kryminalistycznemu Komendy Głównej Policji. Po bardzo dokładnych badaniach, które – jak wynika z kosztorysu – trwały 174 godziny, biegli Komendy Głównej Policji wykluczyli, by Marek K. był autorem anonimów.

Ten wyrok znowu został przez prokuratora i pełnomocnika Ziobry zaskarżony i w kolejnym procesie, przed sądem odwoławczym, Marek K. został już ostatecznie uniewinniony.

Metody Ziobry

W czasie tych toczących się 10 lat procesów sąd wielokrotnie wyrażał zdziwienie dowodami przedstawionymi przez śledczego Ziobrę.

Oto np. powołał on na świadka swojego młodszego brata Witolda, prawnika (obecnie doradcę PiS w Parlamencie Europejskim), który stwierdził, że głos w słuchawce jest głosem Marka K. Po takim oświadczeniu sąd spytał, jak świadek mógł zidentyfikować głos w słuchawce, skoro nigdy wcześniej oskarżonego nie spotkał, a na sali sądowej nie zdołał on jeszcze nic powiedzieć.

Poszczególne sądy zupełnie zlekceważyły dorobek Ziobry w nagrywaniu kolegów, prowokowaniu, analizowaniu ich zachowań. Jeden z sędziów napisał nawet, że jest zdziwiony przedstawianiem takich dowodów przez prawnika.

Jarek i Marek dopiero po kilku latach dowiedzieli się, że byli zgłoszeni na policji jako potencjalni złodzieje i gdyby coś zginęło z mieszkania Ziobry, byliby potencjalnymi sprawcami."

"5 marca 2003 r. – po 10 latach procesu – kolega Ziobry ze studiów zostaje ostatecznie uniewinniony. Czy odetchnął z ulgą? Na krótko. Jak pisze Polityka, na Marka M. dwa miesiące po uniewinnieniu ktoś donosi, że w zarządzie zakładu, którego jest członkiem, dochodzi do przekrętów! Sprawą zainteresowała się krakowska prokuratura, a zarzuty postawiła… zaprzyjaźniona z Ziobrą prokurator Agata Gałuszka–Górska! Polityka przypomina, że awansowała za rządów PiS na zastępcę prokuratora krajowego…

Ale i ta sprawa skończyła się uniewinnieniem Marka K.! Dostał on ponadto 5 tys. zł odszkodowania. "

Awantura o polskie dziecko. Obywatel Belgii próbował odebrać czterolatkę babci

Data: 15.06.2020 19:50

Autor: Starszyoborowy

niezalezna.pl

Sąd w Katowicach zajmie się we wtorek sprawą 4-letniej dziewczynki, nad którą opiekę po nagłej śmierci matki chce przejąć ojciec dziecka – obywatel Belgii. Dzisiaj kurator sądu w Radomiu, gdzie obecnie przebywa 4-latka, wstrzymał wykonywane czynności związane z jej odebraniem babci. Dziewczynka płakała, nie chcąc iść do ojca, obywatela Belgii o marokańskim pochodzeniu. Przez trzy lata dziecko mieszkało w Polsce, nie zna też języka francuskiego. Pomoc obiecał wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

#polska #belgia #dzieci #sady

Jan Śpiewak ułaskawiony: "sprawiedliwości stało się zadość"

Data: 05.06.2020 10:58

Autor: Starszyoborowy

wgospodarce.pl

Sprawiedliwości stało się zadość; jestem jedyną osobą skazaną karnie w sprawie afery reprywatyzacyjnej, a mój proces urągał elementarnym zasadom państwa prawa – mówi aktywista miejski Jan Śpiewak odnosząc się do informacji, o ułaskawieniu go przez prezydenta.

Prezydent Andrzej Duda postanowieniem z czwartku ułaskawił Jana Śpiewaka. Śpiewak został w połowie grudnia prawomocnie uznany przez Sąd Okręgowy w Warszawie za winnego zniesławienia mec. Bogumiły Górnikowskiej. 23 grudnia ub. roku aktywista złożył w Kancelarii Prezydenta wniosek o ułaskawienie.

#polska #duda #sady #korupcja #polityka

Niezawisłość i immunitet to bezkarność? Bezpowrotnie utracona nieskazitelność

Data: 20.05.2020 21:01

Autor: ziemianin

salon24.pl

#nadzwyczajnakasta #sady #sedziowie #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sadownictwo

Słowo nieskazitelność stało się w środowisku niemodne. Kiedyś odmieniane przez wszystkie przypadki i przy każdej okazji, było nie tylko oczywistym atrybutem, lecz także rodzajem wizytówki etycznej stanu sędziowskiego. Teraz można odnieść wrażenie, że mówienie o nieskazitelności jako kwalifikacji sędziego, stało się kłopotliwe, żeby nie powiedzieć wstydliwe. Nawet media wspierające opór tzw. starych sędziów przeciwko likwidacji ich statusu świętych krów, nie wyrywają się specjalnie z tą nieskazitelnością.

Niezawisłość i immunitet to bezkarność? Bezpowrotnie utracona nieskazitelność

Jest to oczywisty efekt ujawnienia w ostatnich latach przestępstw i błędów popełnianych przez sędziów, a które dotychczas uchodziły bezkarnie, lecz to nie jedyna przyczyna. Ostentacyjne upolitycznienie środowiska też odegrało swoją rolę. Istotnym, być może najistotniejszym powodem unikania tematu jest jednak ścisły związek pomiędzy nieskazitelnością charakteru, a niezawisłością i bezstronnością sądownictwa.

Bardzo (ale to bardzo!) uczeni profesorowie piszą, co następuje: Każdy, stając przed sądem, ma prawo oczekiwać, że osądzi go sędzia bezstronny i niezawisły, a więc „nieskazitelnego charakteru”. Nieskazitelność jest bowiem warunkiem sine qua non bezstronności i niezawisłości.

Potwierdzają to inni uczeni w prawie, równie biegli: Posiadanie nieskazitelnego charakteru, rozumianego także jako odpowiedni poziom moralno-etyczny, jest nie tylko jedną z kwalifikacji zawodowych sędziego (która ma wpływ na godność tego urzędu oraz jego wizerunek), ale także ważną ustrojową gwarancją jego niezawisłości(…) podstawą faktyczną niezawisłości sędziowskiej jest przede wszystkim charakter człowieka – sędziego – oparty na przymiotach osobistych, a wykształcony w trakcie pracy sędziowskiej.

Pierwsze spostrzeżenie, które narzuca się w powyższym kontekście, jest takie, że stając przed sądem praktycznie nie mamy gwarancji ani niezawisłości sędziego, ani niezależności sądu. Albowiem ostatni znany ludzkości człowiek o nieskazitelnym charakterze został ukrzyżowany dobrze ponad dwa tysiące lat temu. To po pierwsze. Z drugiej strony można być absolutnie pewnym, że jeśli orzeka sędzia skazany za przestępstwo, to nie jest on niezawisły, a sąd, który go wyznaczył do orzekania nie jest niezależny.

Zatem nie jest niezależny również polski Sąd Najwyższy, który przywrócił do zawodu sędziego-złodzieja i ten może nadal orzekać. Sędzia sprawozdawca SN Katarzyna Tyczka-Rote uzasadniła wyrok nieposzlakowaną opinią, jaką oskarżony cieszył się w pracy. W pracy, czyli w sądzie, w środowisku sędziowskim. Tyle że nieposzlakowana opinia sędziego u kolegów w przeszłości nijak się ma do nieskazitelności, która jest mu niezbędna w pracy dzisiaj. To dowodzi, że Sąd Najwyższy jest zależny od presji środowiska sędziowskiego, od jego oczekiwań.

Gdyby było inaczej sędzia Tyczka-Rote wyciągnęłaby oczywisty wniosek, że – mówiąc najdelikatniej jak tylko możliwe – jej koledze po fachu daleko do nieskazitelności charakteru, a więc nie można od niego oczekiwać niezawisłości. Środowisko zaś oczekuje bezkarności swoich ludzi, gdyż nie zaprotestowało gremialnie przeciwko skandalicznemu orzeczeniu SN.

I tak zamyka się zaklęty krąg obrony niezawisłości sędziowskiej. Sędziowie podnoszą lament z powodu rzekomego gwałcenia ich praw przez władzę, tymczasem w chamski sposób gwałcą prawa obywatela: nieskazitelny charakter jest ustrojową gwarancją niezawisłości sędziego. W przypadku skazanego sędziego nie można nawet domniemywać jego nieskazitelności, a co za tym idzie, jego niezawisłości. W ten sposób cnota nieskazitelności, tak chętnie kiedyś opiewana u sędziów, stała się tematem niewygodnym.

A skoro już jesteśmy przy Sądzie Najwyższym, to koniecznie należy wspomnieć o jeszcze jednym febliku, który dręczy tę najczcigodniejszą instancję polskiego sądownictwa. Obserwując perypetie przy wyborze prezesa SN, zwróciłem uwagę na udawaną nieporadność starych sędziów. Owszem, przyczyna nieporadności może być taka, że starość nie radość, że poczyniła spustoszenie wśród szarych komórek. Mam swój wiek – mówiła sędzia, tłumacząc, dlaczego nie rozumie, co oznacza postawienie kółeczka przy nazwisku kandydata.

Jednak ten stopień „niekumatości” dyskwalifikuje sędziego nie tyle przy głosowaniu, lecz przede wszystkim w pracy, więc ona musiała doskonale zdawać sobie sprawę. A miała liczne towarzystwo podobnie "niekumatych" kolegów i koleżanek. Skąd zatem bierze się ta gotowość do robienia z siebie durnia, dlaczego sędzia SN świadomie godzi się na uznanie go za półgłówka? No cóż, zapewne dlatego, że prawdziwy powód jeszcze gorzej świadczy o człowieku. Jeśli ktoś życie przeżył w poczuciu gwarantowanej nietykalności i bezkarności, to chętnie zrobi z siebie idiotę, jeśli dzięki temu będą trwały te czarowne chwile"


Komentarze pod artykułem:

"W tym przypadku jako Sąd Najwyższy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, który nie reagując sam i w całości sprowadził się do poziomu chlewa."

Tak, to jest chlew a prezes Gersdorf w tym przypadku, chcąc nie chcąc, wystąpiła w roli oborowej. Tak to wygląda.

Na dzisiaj sytuację mamy taką, że wrzuciliśmy do tego chlewa trochę pereł, a chlew z wściekłością usiłuje je zadeptać. Od tego czy wieprzom się to uda w istocie zależy przyszłość naszego kraju.

"Bezkarność, jest dziś niestety wyżej w cenie niż nieskazitelność charakteru"

Wśród sędziów bezkarność jest najwyższym dobrem. Ta k z tego wynika.

Sowieccy bandyci w 1944 roku zainstalowali w Polsce kastę sędziów. Kasta przez 76 lat powoływała do swego grona kolejne pokolenia sędziów – zatroskanych losem czerwonej zarazy.

System kooptacyjny to w zasadzie prawny chów wsobny. Degradacja genetyczna, gdzie każde pokolenie jest bardziej zdegenerowane, a starzy rządzą w kaście numerus clausus.

Sędziowie - przestępcy w Sadzie Najwyzszym

Data: 11.05.2020 18:40

Autor: ziemianin

salon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #sedziowie #nadzwyczajnakasta #kasta #polska

Związek Radziecki ostatecznie uznał się za pokonanego w konfrontacji z Imperium USA. Pokojowy proces wycofania się z Europy Środkowej i Wschodniej sowieckiego supermocarstwa nuklearnego wymagał stosownej aranżacji politycznej ( w Polsce Simulacrum Okragłego Stołu ) i w miarę spokojnego, kilkuletniego okresu. Sprawę tą szeroko omówiono w Peryferyjny Kapitalizm Zależny, dostępna w Google Books.

Wystraszony TW Wolski czyli Jaruzelski udał się do Nowego Yorku do Rockefelera z zapytaniem czy żydzi wezmą Polskę w arendę ale z gwarancją bezkarności dla niego i jego towarzyszy.

Sędziowie – przestępcy w Sadzie Najwyzszym

Kształtu nastających porządków można było domyśleć się z deklaracji sowieckiego ministra spraw Zagranicznych Eduadra Szewardnadze z 1987 który uzależnił wycofanie się ZSRR z Europy od stworzenia z byłych państw zewnętrznego pierścienia czerwonego imperium strefy buforowej. Polacy łudzili się jednak że katastrofalne dla nich rozwiązanie "strefy buforowej" nie zostanie wdrożone.

Zgodnie z tamtejszą umową wysokich umawiających się stron obecna Polska nie jest państwem suwerennym, demokratycznym i praworządnym. Jest szarym obszarem dla eksploatacji. To niestety atrapa państwa teoretycznego z dykty i paździeżu.

Bezpieczeństwo i korzyści materialne oddającej władze polityczną agenturze sowieckiej miały zapewnić niezlustrowane i nie zdekomunizowane "sądy" i "prokuratury", które przecież nie były żadnymi sądami a tylko uzurpatorami posadzonymi na stołkach wolą Stalina wdrażaną przez gen NKVD Iwana Sierowa. Uzurpatorów z reguły się wiesza.

Zupełnie Nadzwyczajna Kasta funkcjonuje również wolą USA. Przez te wszystkie kasty musimy niczym naród wybrany błąkać się 40 lat po bezdrożach zamiast przejść drogą w jeden tydzień. Starożytni szli jednak szybciej bo mieli oświetlający ogień z przodu i ogień z tyłu.

Pełniący Obowiązki prezesa Sądu Najwyższeg prof. Kamil Zaradkiewicz wydał Zarządzenie Nr 52/2020 z dnia 4 maja 2020 roku w sprawie usunięcia portretów pierwszych prezesów Sądu Najwyższego z okresu 1945-1989 roku. 31 lat upłynęło zanim było można zdjąć zdjęcia Tajnych Współpracowników sowieckich bezpieczniaków ze ściany holu SN.

Nie wiadomo dlaczego zaufany stalinowski aplikant sądowy i zaufany urzędnik ministerialny komunistów Adam Strzembosz nie został usunięty ze ściany hańby. Mafia pokazywała w mediach na początku lat dziewięćdziesiątych prezesa Strzembosza ( jego przeszłość zatajono ) który zapewniał że sądy same się oczyszczą.

Za rządów PO z Polski wypompowywano drogą oszustw podatkowych VAT-CIT-ceny_transferowe po 80-120 mld zł rocznie. Beneficjentami grabieży polskiego społeczeństwa byli głównie Niemcy, Holandia i Francja. Polacy byli najbardziej wyzyskiwaną grupą etniczna świata.

PiS ma słabiutkie oparcie ze strony USA. Rząd po uzyskaniu od Waszyngtonu zgody na zmniejszenie skali oszustw i drenażu Polaków przykręcił nieco proceder, tylko zmniejszył skale oszustw, co spowodowało wybuch wściekłości Berlina i Paryża.

N.B Warto pamiętać, że 300 żołnierzy francuskiej 33 Dywizji Grenadierów SS „Charlemagne” broniło w maju 1945 roku Kancelarii Rzeszy w Berlinie !

Rząd niemiecki od 2016 roku swoją agenturą inspiruje idiotyczne hucpy – awantury pod hasłem "praworządność w Polsce". Zadaniował pierwszorzędnych fachowców z Propaganda Ministerium i PR i swoje polskojęzyczne media zapewniające orkiestracje awanturze.

Żołnierzami i ruchem oporu Angeli Merkel w walce o "praworządność" są sędziowie panicznie bojący się rozliczenia swoich podłości. Ropuchowata prezes SN Małgorzata Gersdorf co chwile otrzymywała nagrody i pochwały od Niemców.

Wyszukiwarka Google na frazę " korupcja sędziów" daje 619 000 odnośników.

Wyszukiwarka Google na frazę " korupcja sądów" daje 1 510 000 odnośników.

Pełniący Obowiązki prezesa SN zgodnie z przepisami zwołał zgromadzenie sędziów, któremu przewodniczy, aby wybrać kandydatów na prezesa SN. Prezesa wybierze spośród przedstawionych kandydatów Prezydent RP. SN po dwóch dniach i kilkunastu godzinach obrad nie potrafił wybrać składu komisji skrutacyjnej. Starzy sędziowie sabotują prace zgromadzenia. Udają idiotów lub faktycznie są idiotami umieszczeni tam na synekurach przez KGB. Ci sędziowie są jak rozwydrzone dziecko. Jak się im nie podoba to biorą zabawki i opuszczając plac zabaw zdemolują go.

Stary układ ( nie tylko sędziowski ) jest gotów podpalić Polskę a nie tylko SN. Oni wszyscy liczą teraz na to że tylko podpaleniem wszystkiego obalą rządy PiS. Tak kazał robić Berlin i Paryż ! Mają rozkaz bronić się do czasu przybycia odsieczy.

Stara obsada SN to straszna, prymitywna hołota i dzicz !

Nie wiem kto jest praworządny, ja jestem prawożądny. Stanisław Jerzy Lec

Trwają próby zorganizowania wyborów kandydatów na I Prezesa Sądu Najwyższego. Czyli zgromadzenie sędziów SN. Na nieszczęście ( dla sędziów) uczestniczą w tych próbach także dziennikarze, nagrywający przebieg zmagań sędziów z przewodniczącym zgromadzenia.

Przywykliśmy już do widoku sędziów, biorących udział w protestach ulicznych i zgromadzeniach o charakterze politycznym. Przywykliśmy do wypowiedzi tychże, budzących wątpliwości, co do ich pozaprawnych intencji i znaczeń. Do fingowanych, co do intencji prejudycjalnych pytań do TSUE, z pogwałceniem praw do szybkiego rozstrzygnięcia praw zwykłych obywateli. Wiemy, że Fiodor Dostojewski miał rację mówić: adwokat to wynajęte sumienie. Adwokat. Nie sędzia.

Wczorajsza relacja z posiedzenia, ujawniająca pytania pewnej pani sędzi do przewodniczącego, pytającej, a co to jest kółko, gdzie wstawić znak na karcie itp. dowodzą czegoś, do czego chyba jednak trudno będzie przywyknąć. Poprzednie manipulacje prawem (pytania do TSUE), przystające adwokatom w interesie ich klienta przełknęliśmy. Z trudem, ale przeszły. Ta zabawa gry „w durnia” podczas zgromadzenia Ogólnego SN jest przerażająca i niedopuszczalna. To chyba Platon mówił o tym, że prawo jest dane tym, którzy mają przekazywać do tym, którzy go nie dostali. Nie przewidział, że powołani do przydawania rozumu sami go nie otrzymali? Czy jest to po prostu bezczelność. Której w tym miejscu i na tym stanowisku być nie ma prawa? Mam nieodparte wrażenie, że przyczyna jest jednoznaczna. Oto, na oczach społeczeństwa przedstawicielka SN gra bez żenady w durnia. W imię „prawożądnośći”. Bo o praworządności mowy być nie może.

Prawo może być ślepe, Temida może być głucha. Obserwując praktyki przedstawicieli tego gremium z ostatnich kilku lat może spokojnie dołożyć jeszcze jeden z przymiotników. Temida może być głupia. Albo bezczelna. Jak kto woli.

Sędzia przysięga „Ślubuję uroczyście jako sędzia Sądu Najwyższego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa i praworządności, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa i zasadami słuszności, bezstronnie, według mego sumienia, dochować tajemnicy prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości”. Brak przysięgi oznacza brak powołania na stanowisko. Kto jak kto, ale sędzia nie może ani czynić ani stwarzać publicznych pozorów, że „przysięga jak sięga po stanowisko”. A potem to może zamieniać się na role z kabareciarzami.

Zgromadzenie Ogólne sędziów SN to nie spektakl kabaretowy, panie i panowie sędziowie. Nie plujcie na własny wizerunek, nie ośmieszajcie, bo nie do tego zostaliście powołani. Nawet, jeśli czujecie się specjalną kastą.

Zachowajcie podstawowe poszanowanie ról społecznych i zawodowych, do których zostaliście wyuczeni i powołani: adwokat ma służyć klientowi, wykorzystując każdy przepis prawa oraz każdą lukę prawną, prokurator oskarżać, a sędzia ważyć przedstawione a przepisy i orzekać. A nie kombinować, manipulować prawem. Z szacunku do samego prawa jak i z szacunku do społeczeństwa. Bo odnoszę wrażenie, że pieniądze z podatków ludzi, wydane na kształcenie niektórych sędziów zostały wyrzucone w błoto."

https://fakty.interia.pl/polska/news-zgromadzenie-ogolne-sedziow-sn-sebastian-kaleta-to-obraz-swo,nId,4489103

""Starzy" sędziowie Sądu Najwyższego dokonują obstrukcji obrad Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN; to też obraz swoistego przedszkola, bo sędziowie, którzy mienią się elitą, lekceważą obowiązujące przepisy – ocenił w poniedziałek w TVP Info wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta…

Według wiceministra obrady przybierają "dosyć kuriozalny" obraz. Jak zaznaczył, ustawa o SN bardzo precyzyjnie reguluje kwestie tego zgromadzenia.

"Mamy do czynienia z niebezpiecznym precedensem, gdzie grupa 'starych' sędziów udając, że rzekomo nie ma takich przepisów, próbuje proponować jakiś swój własny, nieznany, o nieznanej treści regulamin – jak niektórzy mówią – po to, żeby wbrew ustawie wykluczyć z tych obrad bądź z możliwości kandydowania 'nowych' sędziów SN" – ocenił.

Wiceszef MS podkreślił, że to byłby "kolejny przejaw alarmu w naszym państwie". Wyraził nadzieję, że sędzia Zaradkiewicz, jako przewodniczący Zgromadzenia i wykonujący obowiązki I prezesa SN, do tego nie dopuści i że zostanie zrealizowana ustawa."

Komentarze pod artykułem:

"tyu

Czerwona kasta kwiczy…. znaczy idzie ku lepszemu.

Malina

Sędziowie sądu najwyższego. Brak wiedzy, dziwaczne wyroki, brak elementarnej kultury i ogłady, dziwne znajomości i powiązania. Często posiadany majątek nieznanego, nieudokumentowanego pochodzenia. Przykro to powiedzieć, ale często nawet początkujący sędziowie mają większą wiedzę i ogólną kulturę."

Ważne zarządzenie Zaradkiewicza. Z holu SN zniknęły portrety komunistycznych prezesów

Data: 04.05.2020 18:26

Autor: Starszyoborowy

niezalezna.pl

Wykonujący obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego Kamil Zaradkiewicz wydał zarządzenie o usunięciu z holu sądu portretów I prezesów SN z lat 1945-1989. "W okresie władzy komunistycznej do 1990 roku nie funkcjonowało niezależne sądownictwo" – głosi zarządzenie. Sędzia Zaradkiewicz podkreślił ponadto, że" w ramach funkcjonowania SN kluczowe znaczenie ma dbałość o wizerunek oraz kształtowanie zaufania obywateli do niezależnego wymiaru sprawiedliwości".

#polska #sady #polityka

Polskie sądy nie chcą rozpatrywać spraw przeciwko niemieckim mediom

Data: 30.04.2020 10:16

Autor: Starszyoborowy

niezalezna.pl

Polscy sędziowie uciekają przed rozpatrywaniem spraw przeciwko niemieckim mediom używającym określenia "polskie obozy" – twierdzi w czwartkowym wydaniu "Nasz Dziennik".

Według gazety, Sąd Apelacyjny w Warszawie wysłał do Trybunału Sprawiedliwości UE pytanie, czy pozew polskiego obywatela przeciwko mediom niemieckim używającym określenia "polskie obozy" podlega polskiej czy niemieckiej jurysdykcji.

#polska #sady #media

TSUE nakazuje zawieszenie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. To kolejna kompromitacja ue

Data: 08.04.2020 14:36

Autor: Starszyoborowy

centrummedialne.pl

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu nakazał Polsce zamrożenie przepisów dotyczących Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego – informuje interia.pl. To efekt skargi Komisji Europejskiej.

„Polska zostaje zobowiązana do natychmiastowego zawieszenia stosowania przepisów krajowych dotyczących właściwości Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego w sprawach dyscyplinarnych sędziów. Podnoszone przez Komisję zarzuty dotyczące stanu faktycznego i prawnego uzasadniają zarządzenie środków tymczasowych” – czytamy w komunikacie TSUE, który cytuje Interia.

#ue #polska #sady

W środku epidemii sąd wypuścił członków mafii lekowej!

Data: 30.03.2020 18:26

Autor: Starszyoborowy

wgospodarce.pl

Portal wPolityce.pl dotarł do kulis piątkowej decyzji Sądu Okręgowego w Gdańsku, który odmówił przedłużenia aresztu tymczasowego dla 8 członków zorganizowanej grupy przestępczej sprzedającej nielegalnie leki za granicę.

#leki #afera #sady

"Król wnuczkowej mafii" wychodzi na wolność. Sąd umorzył postępowanie ws. Arkadiusza Ł. ps. "Hoss"

Data: 19.03.2020 12:05

Autor: Starszyoborowy

niezalezna.pl

Arkadiusz Ł. ps. "Hoss", uważany za "króla mafii wnuczkowej", opuścił areszt po tym, jak Sąd Okręgowy w Poznaniu umorzył postępowanie ws. zarzutów, które prokuratura sformułowała przeciwko niemu jesienią 2019 r. Sąd zdecydował, że czyny te zawierają się w okresie, który już we wrześniu 2019 osądził SO w Poznaniu.

#oszustwo #sady #polska

Kpiny ze sprawiedliwości i zdrowego rozumu w wykonaniu sędzi Małgorzaty Zwierzyńskiej.

Data: 07.03.2020 20:41

Autor: ziemianin

salon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #nadzwyczajnakasta #polska #ludzie

Polecam przeczytać całość


W lutym 2018 roku Sąd Rejonowy w Gdańsku nakazał biznesmenowi publiczne przeprosiny Natalii Nitek-Płażyńskiej. Miał też powódce zapłacić 50 tys. zł zadośćuczynienia. Powództwo, które wniósł Hans G. wobec pani Nitek w pierwszej instancji zostało w całości oddalone.

Kpiny ze sprawiedliwości i zdrowego rozumu w wykonaniu sędzi Małgorzaty Zwierzyńskiej.

Wczoraj Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmienił orzeczenie sądu pierwszej instancji. Zdaniem Sądu Apelacyjnego była pracownica niemieckiego przedsiębiorcy, nagrywając skandaliczne wypowiedzi Hansa G. naruszyła jego dobra osobiste. Będzie też musiała przeprosić biznesmena i opłacić zadośćuczynienie. Ponadto SA zmienił swoim wyrokiem obowiązki nałożone na pozwanego w pierwszej instancji. Zmianie uległa treść oświadczenia przepraszającego, które ma złożyć Hans G. oraz miejsce złożenia tego oświadczenia. Powódka domagała się, aby to oświadczenie przepraszające zostało przedstawione w miejscu pracy, w TV Republika – czyli tam, gdzie był wyemitowany materiał z tych nagrań, oraz w jednym z tygodników ogólnopolskich Sąd uznał, że nie ma powodu aby zamieszczać przeprosiny w telewizji i w tygodniku; również za niezasadne uznał przeproszenie w miejscu pracy, gdzie dochodziło do skandalicznych wypowiedzi. Oświadczenie przepraszające powódkę, panią Nitek ma być przekazane jej w liście. Druga zmiana polega na obniżeniu wysokości kwoty, która jest przeznaczona dla muzeum w Piaśnicy. Sąd w pierwszej instancji zasądził 50 tys. złotych, sąd apelacyjny ograniczył tę kwotę do 10 tys. zł.

Ponadto sąd apelacyjny uznał, że powództwo, które wniósł Hans G. wobec pani Nitek zasługuje na uwzględnienie. Zobowiązał Natalię Nitek-Płażyńską do złożenia oświadczenia przepraszającego Hansa G., z tytułu naruszenia dóbr osobistych (z powodu filmu wyemitowanego w TV Republika). Zobowiązał ją również do zapłaty 10 tys. złotych na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy tytułem zadośćuczynienia.

Z ustnego uzasadnienia wyroku sędzi Zwierzyńskiej:

„obie strony postąpiły w sposób niegodny, który podważa podstawowe wartości, na których opiera się demokratyczne społeczeństwo: pozwany nie umiejąc zapanować nad swoimi emocjami wielokrotnie dawał im upust odwołując się do wyjątkowo negatywnych i szkodliwych stereotypów na temat osób narodowości polskiej, wypowiadając się o nich poniżająco i pogardliwie, nie bacząc, że są to osoby, z którymi na co dzień współpracuje”. Z kolei powódka [Natalia Nitek-Płażyńska] „przez kilka miesięcy, w sposób zaplanowany nadużywała naturalnego zachowania, jakim każdy człowiek obdarza swojego rozmówcę i zaufania, jakie żywi przełożony względem swojego pracownika”. W efekcie „aprobata takiego postępowania, zarówno powódki, jak i pozwanego wyklucza szczerą i efektywną komunikację, a z kolei bez takiej komunikacji trudno budować jakąkolwiek wspólnotę”.

Wczorajszy wyrok jest prawomocny.

Reasumując – Hans G ubliżał Polakom, gdański Sąd Apelacyjny nakazał go przeprosić.

Kpiny ze sprawiedliwości i zdrowego rozumu w wykonaniu sędzi Małgorzaty Zwierzyńskiej.

Zaskakujący wyrok w sprawie oskarżonej o korupcję b. woj. konserwator zabytków

Data: 18.02.2020 16:45

Autor: radudzik

debata.olsztyn.pl

Zaskakujący wyrok Sądu Rejonowego w Olsztynie w sprawie korupcyjnej Barbary Z., byłej Warmińsko-Mazurskiej Konserwator Zabytków. W piątek 14 lutego sąd wydał wyrok częściowo uniewinniający. W ocenie Sądu przyjęcie korzyści majątkowej przez oskarżoną nie miało związku z pełnioną przez nią funkcją. Oskarżona, przyjmując te korzyści, nie mogła wiedzieć o tym, że przyjaciel był „dwulicowy” i działał z pobudek takich, które mogą nosić znamiona korupcyjne — poinformował Olgierd Dąbrowski-Żegalski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie.

Przypomnijmy, że Barbara Z. została oskarżona o popełnienie sześciu przestępstw. Pierwsze trzy zarzuty dotyczyły przyjęcia w latach 2008, 2010 oraz 2011 korzyści majątkowej w postaci pobytu w ośrodku SPA oraz wyjazdu do Egiptu i Turcji o łącznej wartości ponad 12 tys. zł.

Dwa kolejne czyny zarzucane Barbarze Z. dotyczyły przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez dwie inne osoby – Wiesławę Ch. i Annę L.

Pierwszy z tych czynów był związany z poinformowaniem w 2015 roku Wiesławy Ch., że jej oferta w postępowaniu o udzielenie zamówienia jest najkorzystniejsza lecz została złożona po terminie i poleceniem jej zamiany złożonych dokumentów w celu umożliwienia wyboru tej oferty.

Drugi czyn również miał być popełniony w 2015 r. i odnosił się do działania na szkodę interesu publicznego – Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Olsztynie oraz interesu prywatnego, poprzez podwyższenie do 23 tys. zł ostatecznej kwoty oferty złożonej przez Annę L., która na pierwotnym formularzu cenowym była niższa o 3 tys. zł.

Szósty czyn zarzucany Barbarze Z. dotyczył niedopełnienia obowiązków i działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Gminę Miejską Nowe Miasto Lubawskie w związku z realizacją prac konserwatorskich muru obronnego w Nowym Mieście Lubawskim w 2015 roku. Prokurator oskarżył Barbarę Z. o niepodjęcie działań mających na celu wstrzymanie wypłaty drugiej transzy dotacji celowej w kwocie 20 tys. zł, pomimo tego, że wiedziała, że prace konserwatorskie nie zostały wykonane w terminie określonym w umowie o przydzielenie dotacji.

Oskarżonym w tej sprawie był także Józef B., burmistrz Nowego Miasta Lubawskiego. Józef B. został oskarżony o działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Gminę Miejską Nowe Miasto Lubawskie w związku z realizacją prac konserwatorskich reliktów muru obronnego w Nowym Mieście Lubawskim. Prokurator zarzucił mu., że w celu uzyskania wskazanej wyżej drugiej transzy dotacji celowej w 2015 roku przedłożył Warmińsko-Mazurskiemu Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków nierzetelne i stwierdzające nieprawdę dokumenty.

Na ławie oskarżonych zasiedli również Bogumił K. oraz Damian A., pracownicy jednego z referatu Gminy Miejskiej Nowe Miasto Lubawskie. Prokuratura zarzuciła im, że działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Gminę (tzn. uzyskania wyżej wymienionej dotacji celowej) poświadczyli nieprawdę w protokole odbioru robót budowlanych polegających na konserwacji muru obronnego w Nowym Mieście Lubawskim.

Ponadto prokuratura oskarżyła Wiesławę Ch., która złożyła po terminie ofertę na wykonanie kart ewidencji zabytków nieruchomych i na polecenie Barbary Z. miała wymienić uprzednio złożone dokumenty ofertowe, co w konsekwencji umożliwiło wybranie jej oferty.

Natomiast Annie L. prokurator zarzucił doprowadzenie Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Olsztynie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 3 tys. zł, poprzez wprowadzenie tej instytucji w błąd co do faktycznej kwoty oferty, jaką złożyła w ramach postępowania w trybie zapytania ofertowego.

W piątek (14 lutego) Sąd Rejonowy w Olsztynie wydał wyrok w powyższej sprawie.

Barbara Z. została uniewinniona od trzech pierwszych zarzucanych jej czynów o charakterze korupcyjnym, a skazana na karę łączną grzywny w kwocie 3 tys. zł za dwa kolejne czyny dotyczące przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, przy czym sąd nie dopatrzył się w zachowaniu oskarżonej działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej oraz na szkodę interesu prywatnego innej osoby. Natomiast w odniesieniu do ostatniego z zarzucanych jej czynów postępowanie karne zostało umorzone z uwagi na jego znikomą społeczną szkodliwość.

Tym samym wyrokiem z uwagi na znikomą społeczną szkodliwość czynów umorzone zostało postępowanie karne wobec Józefa B., Bogumiła K., Damiana A. i Wiesławy Ch. Z kolei Anna L. została uniewinniona od popełnienia zarzuconego jej czynu.

Sąd podając ustne motywy rozstrzygnięcia szeroko odniósł się m.in. do zarzutów o charakterze korupcyjnym. — W ocenie Sądu przyjęcie korzyści majątkowej przez oskarżoną nie miało związku z pełnioną przez nią funkcją. Oskarżona przyjęła te korzyści, sądząc, że są one jej udzielane w trudnym okresie życia od przyjaciela. Natomiast oskarżona, przyjmując te korzyści, nie mogła wiedzieć o tym, że ten przyjaciel był „dwulicowy” i działał z pobudek takich, które mogą nosić znamiona korupcyjne — informuje Olgierd Dąbrowski-Żegalski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie.

Wyrok w tej sprawie nie jest prawomocny.

Źródło: Sąd Okręgowy w Olsztynie

#prawo #sady #olsztyn

Po raz kolejny potwierdza się przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie – tylko nie pytajcie swoich gdzie pracują, przecież nikt tego nie robi

Polskie reforma sądownictwa, a niezależne sądy w Niemczech

Data: 08.02.2020 15:05

Autor: tenji

wnet.fm

"niemiecki ład konstytucyjny zapewnia jedynie funkcjonalną niezależność sędziowską, ale nie instytucjonalną niezależność sądów. Trudno mówić o niezależności, gdy sędziowie są mianowani przez ministrów sprawiedliwości poszczególnych landów, a ci ministrowie decydują również o sędziowskich awansach. Praca sędziów oceniana jest przez ministerstwa, a sami sędziowie podlegają regulacjom prawnym dotyczącym urzędników. "

Powinniśmy brać przykład z niezależności sadów w Niemczech.

#sadownictwo #sady #polska #niemcy #ue #uniaeuropejska #tsue

Komentarze po wizycie Macrona w Polsce. Internauci nie pozostawili suchej nitki.

Data: 08.02.2020 14:12

Autor: ziemianin

prawy.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #francja #polska #polityka #sady

Nie milkną komentarze po dwudniowej wizycie prezydenta Emmanuela Macrona w Polsce. Wiele kontrowersji wywołały zwłaszcza słowa francuskiego przywódcy o przeprowadzanej w naszym kraju reformie sądownictwa.

Komentarze po wizycie Macrona w Polsce. Internauci nie pozostawili suchej nitki.

– Wyraziłem zaniepokojenie związane z wprowadzanymi obecnie reformami wymiaru sprawiedliwości. Chciałbym, by w najbliższych tygodniach wzmógł się dialog z Komisją Europejską – mówił Macron po spotkaniu z Andrzejem Dudą.

Na te słowa szybko zareagowali internauci, którzy zwrócili uwagę, że francuski prezydent chętnie poucza Polskę, podczas gdy sam nie potrafi opanować chaosu, jaki panuje we Francji. Komentatorzy podkreślali przede wszystkim brutalność, z jaką obchodzą się służby wobec protestujących nad Sekwaną. Kilka dni przed wizytą Macrona na francuskich ulicach doszło do strać strażaków z policjantami. Z kolei w samą noc sylwestrową spłonęły tam setki samochodów.

Szczególnie popularny stał się mem, na którym francuski prezydent stoi przy globusie w towarzystwie Andrzeja Dudy, wskazującego palcem i mówiącego: „Tu jest Francja. Francją się zajmij”. Nie zawiedli również użytkownicy Twittera, którzy zasypali portal lawiną komentarzy.

– Gość u którego żółte kamizelki od wielu miesięcy protestują na ulicach a afrykańscy inżynierowie świętują Nowy Rok paląc samochody i tłukąc witryny sklepowe -wyraził zaniepokojenie reformami wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Paradne – pisze jeden z internatów.

– Ten Macron to ma tupet – przyjechał do Polski i próbuje nas pouczać o tym jak działa policja w Paryżu zapomniał powiedzieć. Mam nadzieję, że PAD mu o tym wspomniał – dodaje kolejny użytkownik Twittera.

Nie zabrakło również kąśliwych uwag pod adresem byłej partii rządzącej.

– Wiecie za co nie szanuję PO? Za to, że przyzwyczaili Zachód do tego, że do Polski, do suwerennego państwa może przyjechać jakiś byle Macron i bezczelnie pozwalać sobie na wygłaszanie zaniepokojenia reformami w naszym państwie! Że czuje się jak wizytator, nadzorca kolonii! – czytamy w komentarzach.

Internauci odnieśli się również do wzbudzającego kontrowersje unijnego prawa o pracownikach delegowanych.

– W myśl dyrektywy unijnej, Macron jako pracownik delegowany, powinien w czasie pobytu w Polsce otrzymywać wynagrodzenie w wysokości 17 zł/godz., jeść posiłki w barze przy stacji paliw i nocować na tylnym siedzeniu samochodu służbowego – podkreślał jeden z komentujących.

– Od 14 V 2017, kiedy p. Macron objął prezydenturę, na ulicach Francji spłonęło — Uwaga! Uwaga! — ponad 100.000 aut. I ten nasz prominentny gość śmie się tu, w Polsce, publicznie niepokoić tym, w jaki sposób sami urządzamy nasze państwo, nie patrząc na obce wzory. Bezczelność!!! – zaznaczył kolejny internauta.

Należy odnotować, że Andrzej Duda nie przejął się uwagami Macrona. We wtorek polski prezydent podpisał ustawę dyscyplinującą sędziów. Uchwalona nowelizacja dotyczy m.in. Prawa o ustroju sądów i ustawy o Sądzie Najwyższym. Wprowadza odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów za działania lub zaniechania mogące uniemożliwić lub istotnie utrudnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, za działania kwestionujące skuteczność powołania sędziego oraz za działalność publiczną niedającą się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Sąd Najwyższy od teraz orzeka nawet spory kompetencyjne

Data: 23.01.2020 21:29

Autor: tenji

dorzeczy.pl

Jeszcze w 2017 r. Sąd Najwyższy twierdził ze to Trybunał Konstytucyjny orzeka o tym, czy zachodzą warunki do rozstrzygnięcia sporu. Od dzisiaj już orzeka o tym sama prezes SN Gersdorf.

Na co komu Trybunał Konstytucyjny jak Kasta z Sądu Najwyższego może o wszystkim orzekać.

#polska #sady #sadownictwo #kasta #bezprawie

Prezes Sądu Najwyższego Gersdorf uzurpuje sobie prawo do rządzenia Polską

Data: 23.01.2020 14:45

Autor: tenji

rmf24.pl

I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf, korzystając z "potrzeby chwili", "uzurpuje sobie kompetencje do kwestionowania legalności funkcjonowania różnych podmiotów Trybunału Konstytucyjnego, jego prezesa i sędziów" – oceniła w wywiadzie dla tygodnika "Gazeta Polska" prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Stwierdziła również, że "w świetle obowiązujących przepisów Konstytucji umocowanie do sprawowania funkcji I Prezesa SN przez panią prof. Gersdorf nie jest bezdyskusyjne". "Ale na tym ten wątek zakończę" – dodała.

#polska #prawo #konstytucja #sady #sadownictwo

To tylko kasta

Data: 18.01.2020 12:09

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #nadzwyczajnakasta

Odważna senator Lidia Staroń czytała w senacie szokujące wyroki nadzwyczajnej Kasty sędziowskiej które skrzywdziły niewinnych ludzi i wymieniała sędziów złodziei. Marszałek Borusewicz przerwał je wystąpienie !

To tylko kasta

Pijana w sztok sędzia SR Małgorzata Myga-Nowak wjechła w drzewo i prowadził samochód dalej. Była na zwolnieniu lekarskim.

„Interwencja ta nastąpiła na skutek poinformowania policji przez innego użytkownika ruchu, że po mieście porusza się pojazd, którego kierowca nie zachowuje prawidłowego toru jazdy” – wskazała PK w komunikacie.

„Sędzia została poddana badaniu na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Z uwagi na wyniki badania wskazujące na stan nietrzeźwości policjanci zatrzymali ją i przewieźli do Szpitala w Zawierciu, gdzie pobrano od niej krew do badań na zawartość alkoholu” – podała prokuratura.

Badania krwi wykazały, że sędzia miała 3,31 promila alkoholu.

Prokuratura skierowała akt oskarżenia do sądu.

Linie obrony:

-To była wina drzewa, rosło nielegalnie, to samosiejka

-To drzewo wyskoczyło jej przed maskę. Trąbiła ale nie chciało zejść z drogi i w nie wjechała. Ma na to świadków z KOD

-Drzewo beztrosko wtargnęło na jezdnie

-Drzewo szybko wtargnęło tak jak staruszka na pasach Najszubowi

-PiSowskie drzewo złośliwie wtargnęło na jezdnie

-To wredna PiSowska propaganda

-To rządowa nagonka na sądy

-To łamanie praworządności

-Była roztargniona bo przygotowywała się do trudnej sprawy

-Była trzeźwa inaczej

-Wypiła pod wpływem nagonki na sędziów

-Wypiła aby odreagować stres z powodu PiS

-Piła bo nie mogła znieść łamania praworządności w tym kraju.

-Wzięła na zdenerwowanie krople Waleriana na spirytusie

-3.31 promila to nie jest dużo

-Uwiódł ją agent Tomek

-Pomyliła wodę z wódką

-Nie wiedziała że jest pijana

-PiSowscy lekarze sfałszowali badania

Co pozostało po Marszu 1000 Tog

Data: 16.01.2020 20:39

Autor: ziemianin

salon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nadzwyczajnakasta #sady #sedziowie #satyra #komiks

Co pozostało po Marszu 1000 Tóg? Czy może sędziowie wyszli na ulice Warszawy, aby:

Co pozostało po Marszu 1000 Tog

– usprawnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości ?

– nakłonić do złożenia z urzędu sędziów z zarzutami ?

– bić się w piersi (własne) za wydane urągające prawu wyroki, które niejednokrotnie kosztowały życie obywateli ?

– deklarować, że przy wydawanych wyrokach będą powodować się wyłącznie poczuciem sprawiedliwości ?

– zadośćuczynić ( z własnych środków) osobom poszkodowanym przez sądy ?

Nic z tych rzeczy. Protestowali w obronie swoich przywilejów. Są jedyną grupą zawodową w Polsce, która nie ponosi żadnych odpowiedzialności za swoje decyzje. Są nieusuwalni z urzędu, powołani dożywotnio z wysokim uposażeniem [choć p.Gersdorf za 10.000 zł mogłaby wyżyć tylko na prowincji (sic!)] oraz emeryturami bez konieczności odprowadzania składek do ZUS. Na całe życie z immunitetem. Ten "Marsz" pozostanie w pamięci także, a może przede wszystkim z powodu tóg zakładanych na tę okoliczność. Prezes SN, p. Gersdorf pytana, czy urzędowy strój wypada używać na ulicy, ustaliła, że "będzie widać, że to są sędziowie" Można domniemywać, co byłoby, gdyby różne Żurki i Tuleye wraz z Adamem Michnikiem (w zastępstwie słynnego brata ) szli, zamiast w togach, wyposażeni wyłącznie w swoje drzewa genealogiczne z nazwiskami niejednokrotnie zmienionymi przez swoich rodziców.

Pan prof. Rzepliński pytany, czy w togach można wyjść na ulicę, odpowiedział, że to "jest zgodne z potrzebą" i dopytał dziennikarza, "czy rozumie to pan?" Dziennikarz mógł tego nie rozumieć z prozaicznej przyczyny, mógł nie być członkiem PZPR, a na pewno nie był w 1981 roku pierwszym sekretarzem (POP) PZPR na Uniwersytecie Warszawskim, był nim Andrzej Rzepliński.Dziennikarz mógłby łatwo sobie wyobrazić marsz prawników w 1981 roku, (roku stanu wojennego!), w którym A. Rzepliński mógłby niosąc wysoko swoją partyjną legitymację podążać wraz z towarzyszami wyzwolonymi przez Armię Czerwoną, takimi, jak p. Czarzasty et consortes, (posłem obecnej lewicy), który wciąż składa adresy hołdownicze zwycięskiej armii.

Czy ktoś może mieć wątpliwość, że to także byłoby zgodne z potrzebą chwili?

Prezes Iustitii, p. Krystian Markiewicz, współorganizator "Marszu" powiedział: "Wychodzimy na ulice, by bronić naszych wspólnych praw (…), bo niezawisłość sędziów to niezależność od jakichkolwiek wpływów na wyroki i decyzje sądów." Może trzeba byłoby przestrzec p. prezesa, że z "Marszem" trochę się spóżnił, bo sędzia na telefon, Ryszard Milewski z Gdańska, usłużny wobec Platformy Obywatelskiej, w szczególności życzliwie zdeklarowany wobec potrzeb ówczesnego premiera, p. Tuska, był bohaterem roku 2012. Kontynuatorów tej tradycji, jak zapewnia Sławomir Neumann (PO), w sądach jest wystarczająco wielu, aby członkowie PO mogli wciąż czuć się bezkarni. Taki przywilej wydaje się być rozszerzony także na "Przyjaciół", co niezawodnie znajduje swoją egzemplifikację w obecności p. Najsztuba, który czuł się zobowiązany iść w orszaku.

Zgłaszam postulat, aby upublicznić listę obecności na "Marszu", co sprawiłoby, że my Polacy dowiedzielibyśmy się kogo gnębimy i wobec kogo powinniśmy mieć poczucie wstydu.

Krzyk rozpaczy nadzwyczajnej kasty

Data: 16.01.2020 05:13

Autor: ziemianin

salon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #nadzwyczajnakasta #sedziowie #polska #ue

Protesty w „obronie sądów” i związane z nimi wydarzenia odsłoniły prawdziwe intencje ich organizatorów i części ich uczestników. Nie chodzi o żadną obronę sądów lecz o utrzymanie przywilejów nadzwyczajnej kasty. A jeżeli nie będzie ustępstw ze strony ustawodawcy – następnym krokiem ma być anarchia i destrukcja wymiaru sprawiedliwości.

Krzyk rozpaczy nadzwyczajnej kasty

W ubiegłym tygodniu w całej Polsce odbyły się protesty „ w obronie sądów”. Zapowiadane przez kilka dni w różnych miejscach, a szczególnie przez media Agory nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Owszem, w niektórych miastach zebrało się sporo osób, ale nie można absolutnie mówić o masowym zjawisku. Powód jest banalny – protestowali głównie wyborcy Koalicji Obywatelskiej czyli Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, którzy organicznie nienawidzą PiS-u. Normalni obywatele, którzy mają krytyczne zadnie o sędziach i pracy sądów zostali w domach. A podawana na stronie internetowej Stowarzyszeni Sędziów Polskich „Iustitia” informacja, że w manifestacjach uczestniczyło „ kilkaset tysięcy osób” jest zwykłą fantasmagorią.

Skandaliczne decyzje

Na fatalną ocenę sędziów mają wpływ podejmowane przez nich decyzje i ogłaszane przez niech wyroki. Wystarczy podać kilka przykładów, które każą postawić pytanie: czy rzeczywiście sędziowie działają zgodnie ze składaną przysięgą, podczas której ślubują uroczyście, że będą „jako sędzia sądu powszechnego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy państwowej i służbowej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości.”

I tak kilka dni temu w Policach funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali czterech mężczyzn podejrzanych o wyłudzenie 87 milionów złotych na szkodę Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police S.A. W trakcie ich zatrzymania jeden z mężczyzn wyciągnął przeładowaną strzelbę i wymierzył ją w funkcjonariuszy; tylko dzięki ich błyskawicznej reakcji nie doszło do tragedii. Prokuratura Regionalna w Szczecinie wystąpiła do sądu o zastosowanie wobec podejrzanych aresztu tymczasowego, jednak sąd nie uwzględnił tego wniosku.

Z kolei pół roku temu sąd w Głogowie nie zgodził się na areszt dla podejrzanego, który miał na swoim koncie wymuszenia rozbójnicze, posiadanie broni i narkotyków. Powodem decyzji sędziego obyła pinia lekarska wystawiona podejrzanemu pół roku wcześniej.

Nie dziwi zatem powszechnie panująca opinia, że Temida jest ślepa na jedno oko. Zwłaszcza, gdy ma do czynienia z celebrytami. Kamil Durczok podejrzany o jazdę pod wpływem alkoholu, podrobienia podpisu na wekslu z sierpnia 2008 roku na sumę ponad 2 milionów franków szwajcarskich oraz do sfałszowania innych dokumentów bankowych m.in. deklaracji wekslowej i oświadczenia o poddaniu się egzekucji bankowej nie trafił do aresztu, o co wnioskowała prokuratura.

Piotr Najsztub został uniewinniony, mimo że potrącił 77-letnia kobietę na pasach i jechał bez prawa jazdy. Zdaniem sądu to nie celebryta był winien, ale staruszka, która „nie zachował należytej ostrożności wchodząc na przejście dla pieszych.

Podobnych przypadków jest znacznie więcej, podobnie jak przykładów na to, że do aresztu trafiają ludzie z dużo mniejszym bagażem przewinień, jak na przykład młodzi ludzie, którzy sfałszowali legitymację szkolną. Nie byli celebrytami lub politykami jak Włodzimierz Cimoszewicz ( potrącił rowerzystkę i nie miał ważnych badań technicznych samochodu) i dlatego sąd nie był dla nich łaskawy – zapewne byłoby inaczej, gdyby ci młodzi ludzie byli chociażby celebryckimi dziećmi.

Dążenie do anarchii

Ci sędziowie, którzy są zrzeszeni w Stowarzyszeniu Sędziów Polskich „Iustitia”, marzą o masowych, milionowych protestach i manifestacjach w obronie ich przywilejów. To właśnie z tego powodu są kierowane przez nich pytania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – sędziowie liczą, że TSUE swoimi decyzjami sparaliżuje reformę wymiaru sprawiedliwości. Osobiście lub przy pomocy swoich akolitów sięgają po „ulicę i zagranicę”: ostatnia interwencja spowodowała, że wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej wiceprzewodnicząca odpowiedzialna za wartości i przejrzystość Věra Jourova wysłała list do polskich władz z żądaniem wstrzymania prac nad ustawą o sądownictwie. Intencje są bardzo czytelne, o czym świadczą kontakty Věry Jourovej – po upublicznieniu informacji o jej liście po polskich władz, natychmiast w internecie pojawiło się zdjęcie, an którym jest pani komisarz wspólnie z Bartoszem Kramkiem i Ludmiłą Kozłowska z Fundacji Otwarty Dialog. Przypomnijmy, że to właśnie ta fundacja była inspiratorem masowych protestów trzy lata temu „ w obronie sądów” a Bartosz Kramek opublikował manifest „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd”, w którym w szesnastu punktach przedstawił swoistą instrukcje sparaliżowania państwa. Jednym z narzędzi paraliżu są właśnie masowe protesty „w obronie sądów”, które w rzeczywistości okazały się obroną przywilejów „nadzwyczajnej kasty”. Kasty, która już dawno przestała udawać bezstronność – sędziowie protestują ramię w ramię z tymi, których procesy prowadzą. Tak było we Wrocławiu, gdzie obok oskarżonego o korupcję Józefa Pioniora ( przypominam, że w jego obronie, po postawieniu zarzutów też były protesty KOD -u) protestował sędzia Marek Górny, który prowadzi proce Pionora. Z kolei w Szczecinie sędzia Grzegorz Kasicki, który będzie orzekał w sprawie Stanisława Gawłowskiego przemawiając na wiecu stwierdził, że czuje się „obrażany przed demokratycznie wybrane władze . (…) Niestety, od jakiegoś czasu obraża mnie także pan prezydent, pan premier i posłowie”. Przedstawiciele środowiska sędziowskiego wmawiają obywatelom, że nad polskim prawem władzę ma Unia Europejska i należy się odwoływać do TSUE w obronie praworządności. Celowo przy tym pomijają Trybunał Konstytucyjny, którego decyzje są ważniejsze niż unijne prawo. To pokazuje poziom manipulacji i dążenie do zachowania przywilejów za wszelką cenę.

Gang Olsena i Ciamajdan

Zbuntowani sędziowie liczyli na mobilizację polityków opozycji, ale okazało się, że w kluczowym głosowaniu w sprawie trybu procedowania ustawy ws. zmian w sądownictwie posłowie opozycji po prostu nie przyszli na salę sejmową. Wywołało to wściekłość ich zwolenników, niektórzy w mało wybredny sposób pisali w mediach społecznościowych, co myślą na ten temat: pojawiły się wpisy, ze zanim się zmieni władza najpierw trzeba zmienić opozycję. Nie dopisała frekwencja przed sejmem – nie pomógł apel, aby zwolennicy opozycji przyszli ich wspierać w tracie prac nad „opresyjnymi ustawami” ws sądów. Po pustym placu hulał wiatr przy dzikach rewolucyjnej pieśni „Bella Ciao”. Później było jeszcze gorzej – do mediów przedostały się dialogi pomiędzy posłami opozycji, które zostały nagrane podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości. Rozmowa przebiegała tak:

„ Robimy jaja czy nie? – zastanawiał się jeden z posłów opozycji . – Skoro wszystko mamy uchylać i nie procedować nad tym, no to bądźmy konsekwentni – odpowiadała jedna z posłanek – To już takie wiesz, KOD-ziarskie – ripostował poseł. – Dopóki nie mamy jakiejś innej strategii wspólnej, to trzymajmy się tej, którą mamy. Nie robimy jaj i nie pracujemy nad projektem, bo jesteśmy za odrzuceniem go w całości – stwierdziła stanowczo posłanka.

Powyższy dialog jako żywo przypomina czasy Ryszarda Petru, który miał się stać liderem opozycji – jak to się skończyło wszyscy wiemy. A sędziowie Stowarzyszeni Sędziów Polskich „Iustitia” muszą współpracować z taka opozycją, bo innej nie mają. I dzięki Bogu – to daje nadzieję na to, że planowana anarchia i „wyłączenie rządu” nie dojdzie do skutku.

„Najbardziej mordercza jest hipokryzja” – napisał na Twitterze prezydent Andrzej Duda

Data: 11.01.2020 20:10

Autor: malcolm

tvp.info

#sady #reformasadownictwa #poko #hipokryzja #prezydent

W sobotę o godz. 15 sędziowie oraz prawnicy z Polski i Europy ruszyli ulicami Warszawy – jak określali – w obronie niezawisłości sądów. Marsz odbył się pod hasłem: „Prawo do niezawisłości. Prawo do Europy”.

W dokumencie z 2009 roku zamieszczonym przez prezydenta KRS zwraca uwagę, iż „apelowanie do sędziów o aktywny udział w tych akcjach protestacyjnych i podejmowanie działań zachęcających ich do tego, a przede wszystkim stwarzanie środowiskowej presji, może stanowić zagrożenie dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów”.

„Prowadzone działania mogą również nasuwać podejrzenie, że akcje protestacyjne ze względu na sposób i formę protestu stanowią obejście zakazu przynależności sędziego do związku zawodowego i zakazu prowadzenia strajku” – podkreślono w dokumencie Krajowej Rady Sądownictwa.

Jak widać punkt widzenia zależy od czasu i miejsca siedzenia :D

Święty Cep sędziowskiej bezkarności

Data: 08.01.2020 15:46

Autor: ziemianin

salon24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #sedziowie #sady #

Joe Brown został wyprowadzony z sali sądowej prosto do pudła. Bez napuszonego ględzenia bzdur o zasadzie nietykalności sędziowskiej. Sędzia Joe Brown, który pełnił swój urząd w Shelby County, a potem prowadził telewizyjny show prawniczy, obecnie obrońca ubiegający się w wyborach o posadę prokuratora okręgowego, został kilka dni temu skazany na pięć dni więzienia za obrazę sądu, przed którym reprezentował klienta.

Święty cep sędziowskiej bezkarności

W przypadku Browna obyło się bez żadnych sądów koleżeńskich i korporacyjnych podchodów, bo w Stanach Zjednoczonych sędziowie nie posiadają formalnego immunitetu. Ani aktualnie pełniący swoje funkcje, ani byli sędziowie nie mają takiego przywileju, a już o dożywotniej nieusuwalności, jak w Polsce, to nawet nie mogą sobie pomarzyć. Podobnie jest w Austrii i Francji, z pewnością w wielu innych krajach. Profesor Andrzej Siemaszko, Dyrektor Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości pisze: „W większości krajów Unii Europejskiej sędziowie i prokuratorzy nie mają immunitetu, mają normowany czas pracy i są pozbawieni przywilejów nieusuwalności i nieprzenaszalności, ich status jest więc w istocie zbliżony do statusu urzędników państwowych.” Czyli gdzie indziej można, w Polsce to jest obraza majestatu trzeciej władzy.

W Polsce byłoby to niemożliwe, gdyż sędzia jest świętą krową, która podlega jedynie osądowi innych świętych krów z tej samej korporacji sędziowskiej. Jeśli te święte krowy nie pozwolą osądzić sędziego, to jest on nietykalny. Dlatego w Polsce sędziowie-przestępcy mogą być praktycznie bezkarni. W Stanach Zjednoczonych sędzia-pijak za kierownicą samochodu, jeśli jest przydybany przez policję, to idzie się z nim do sądu, a tam inny sędzia załatwia delikwenta, jak każdego innego pijanego kierowcę.

W Polsce zaczyna się postępowanie dyscyplinarne w korporacji, które ślimaczy się dziwnie długo, bo aż do przedawnienia karalności. A malkontentów wobec takiej jawnej kpiny z poczucia sprawiedliwości wali się po łbach cepem niezawisłości sędziowskiej, która jest ponoć najwyższym dobrem ludzkości. Niezawiśli są więc po równo sędziowie pijacy za kierownicą, jak i sędziowie trzeźwi za kierownicą. Z tym, że sędziowie pijacy są w praktyce niezawiśli także od odpowiedzialności za swoje przestępstwa.

Akurat miesiąc temu mniej więcej minister Biernacki zachłysnął się swoją charyzmą w temacie niezawisłości sędziowskiej. „Niezawisłość sędziowska jest jednym z fundamentów naszej cywilizacji i musimy ją chronić” – piał nasz charyzmatyczny minister sprawiedliwości. Ale zapomniał dodać, że są państwa pod względem kultury prawnej znacznie bardziej cywilizowane od naszego, ale tam fundamentem niezawisłości sędziów nie jest immunitet od przestępstwa. W Polsce bowiem immunitet chroni sędziego także przed odpowiedzialnością za przestępstwa pospolite.

W Polsce korporacja sędziowska decyduje, czy przestępstwa popełnione przez jej członków można w ogóle oddać pod sąd. Czyli mamy tu do czynienia z sytuacją, kiedy sędziowie decydują o losie „jednego z naszych kolegów sędziów”. Dokładnie tak to wygląda w naszym prawie, które sędziemu zapewniło bezkarność. Natomiast w przykładzie przytoczonym z USA, sędzia jest osądzany przez innego sędziego, który zmuszony jest traktować swojego kolegę (właśnie w rezultacie braku formalnego immunitetu) jako „jednego z wielu obywateli”. I to jest dobre dla sprawiedliwości.

Jeśli już pozostać przy przykładzie Stanów Zjednoczonych, to weźmy taką rzecz, jak wybieralność sędziów w wyborach powszechnych. Ja już nawet nie myślę o takiej ekstrawagancji u nas, ale na szyderstwo zakrawa fakt, że sędziowska korporacja odrzuca nawet kadencyjność pełnienia tej funkcji. Ba! Brak kadencyjności uważa się za jeden z fundamentów niezawisłości sędziowskiej. Okazuje się, że wszędzie kadencyjność jest dobra, nawet na urzędzie głowy państwa, tylko sędziom to szkodzi na niezawisłość. Dlaczego prezydent może sędziego powołać, a nie może go odwołać?

Sędzia nieusuwalny dożywotnio to jest oczywista karykatura demokracji, ale przedstawia się to jako niezwykłe osiągnięcie ludzkości. No, ale skoro mamy do czynienia ze świętymi krowami, to jest w tym pewna przewrotna racja – świętość świętych krów musi być dożywotnia i nieusuwalna. Nawet z publicznej drogi. Wystarczy pojechać do Indii, żeby się przekonać.

Dzisiaj w Polsce mamy do czynienia z poważnym zarzutem korupcji wysuniętym przez CBA pod adresem Sądu Najwyższego. Jeden z sędziów tej najwyższej w polskim prawie instancji pomagał w napisaniu pisma procesowego podejrzanemu praz CBA delikwentowi, które inny sędzia sądu najwyższego miał przyjąć do łaskawego rozpoznania przez ten sąd. Klasyczna sytuacja korupcyjna, w dodatku dowiedziona przez CBA. Klasyczna także obrona – nasz sąd najwyższy broni się, że dowody zebrano z naruszeniem procedur, chociaż ta zasada akurat w polskim prawie nie obowiązuje. Obowiązuje natomiast zasada nietykalności świętych krów znana pod mylącą nazwą sędziowskiej niezawisłości od prawa powszechnego.

Prokuratura po trzech latach(!) umorzyła śledztwo przeciwko świętym krowom z najwyższej półki. Zrobił się jednak skandal i prokurator generalny zmuszony został nakłonić swoich podopiecznych, żeby ponownie zajęli się korupcją w polskim pałacu sprawiedliwości, które to określenie słusznie brzmi jak kiepski żart. Śledztwo zostało przedłużone do czerwca 2014, więc można się spodziewać efektów już za kilka tygodni. Jeśli oczywiście jakiś efekt przyniesie, co w przypadku dwóch korporacji myjących sobie nawzajem ręce, jest raczej niemożliwe. Nie po to się tworzy korporacje, żeby ich członków obejmowała zwyczajna sprawiedliwość.

Ale jeśli sprawa trafi jednak do sądu, to można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że przejdzie przez wszystkie instancje. I na końcu sprawa korupcji w Sądzie Najwyższym trafi do Sądu Najwyższego. I koledzy sędziowie z Sądu Najwyższego będą sądzili swoich skorumpowanych kolegów z Sądu Najwyższego. I można być pewnym, że Sąd Najwyższy z całą powagą przynależną Sądowi Najwyższemu będzie nam tłumaczył, że to nie kłóci się z żadną zasadą bezstronności, obiektywności; ze nie ma konfliktu interesów i wszystko jest zgodnie z najlepiej pojmowanym poczuciem sprawiedliwości. Bo taka jest konstrukcja sędziowskiego cepa bezkarności. A święte krowy doszły do olbrzymiej wprawy w posługiwaniu się tym świętym dla nich narzędziem.

Sędzia, który nie orzeka, a pobiera pensję w wysokości ponad 20 tys. zł miesięcznie.

Data: 27.12.2019 20:02

Autor: malcolm

niezalezna.pl

#trybunakkonstytucyjny #konstytucja #sady #platformaobywatelska

Sędzia, który nie orzeka, a pobiera pensję w wysokości ponad 20 tys. zł miesięcznie. Prezes, który wbrew ustawie zmienia skład orzekający. Projekty orzeczeń, które są pisane za duże pieniądze i „na mieście” – tak wyglądał obraz Trybunału Konstytucyjnego w wykonaniu sędziów wybranych głosami koalicji PO-PSL.

TVN24 w relacji z Wrocławia zamieściła nazistowski herb z Krzyżem Żelaznym

Data: 21.12.2019 17:45

Autor: malcolm

tvp.info

#nazisci #nazizm #tvn24 #sady

Stacja TVN24 relacjonowała protesty przeciwko zmianom w sądownictwie, które odbyły się w kilkunastu miastach. Kiedy telewizja pokazywała zgromadzenie we Wrocławiu, zamieściła herb tego miasta z czasów nazistowskich z Krzyżem Żelaznym. Relacjom z poszczególnych miast towarzyszyły grafiki, na których przedstawiano herby tych miast. Kiedy stacja pokazywała Wrocław, zamieściła herb z czasów III Rzeszy 1938-45 według projektu Hansa Schweitzera-Mjölnira.

Owsiak odpowie przed sądem za bluzgi!

Data: 21.12.2019 12:45

Autor: malcolm

niezalezna.pl

#owsiak #wosp #kultura #sady

Na zakończenie tegorocznego Pol'and'Rock Festival Jerzy Zbigniew Owsiak wygłosił swoisty manifest, używając przy tym wulgarnych słów wobec polityków. Do sądu wpłynął wniosek o ukaranie celebryty. Owsiakowi grozi kara ograniczenia wolności, grzywna w wysokości 1,5 tys. zł lub nagana.

Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gorzowie Lidia Wieliczuk poinformowała, że "został już wylosowany sędzia, który będzie się zajmował tą sprawą".

– To sędzia podejmie decyzję, czy wyrok zapadnie w trybie nakazowym na posiedzeniu niejawnym, czy podczas rozprawy – powiedziała sędzia Lidia Wieliczuk.

"Tak rodzi się faszyzm" - Śpiewak komentuje wyrok

Data: 18.12.2019 10:50

Autor: malcolm

niezalezna.pl

#sady #prawo #konstytucja

"- Czuję się jak w "Procesie" Kafki. Bo nie udowodniono mi niczego poza tym, że może użyłem skrótu (…). Może jest to skrót myślowy, ale bez przesady, to jest Twitter – tak sprawę, w której został niedawno skazany, tłumaczy w rozmowie z "Rzeczpospolitą" miejski aktywista, Jan Śpiewak.

W piątek Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Jana Śpiewaka winnego zniesławienia Bogumiły Górnikowskiej, córki byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Sąd utrzymał w mocy wyrok sądu rejonowego, który w styczniu nakazał Śpiewakowi zapłatę 5 tys. zł grzywny i 10 tys. zł nawiązki na rzecz Górnikowskiej. Uzasadnienie wyroku było niejawne."

Koment:

I tak Jan Śpiewak (syn znanego starszego Pawła Śpiewaka) z obrońcy sądów, konstytucji, etc przeszedł na drugą stronę barykady i staje w pierwszym szeregu do boju :-)

Osobiście nigdy nie wiem czy Śpiewakowie robią wszystko serio-bo wszędzie ich widać ale z różnej strony.

Śpiewak o demonstracji „wolne sądy”: Teraz bym jej nie organizował

Data: 16.12.2019 00:00

Autor: malcolm

tvp.info

#sady #sprawiedliowsc

– Moje osobiste doświadczenie, ale też to, co się dzieje w zakresie reprywatyzacji absolutnie zrewidowały moje nastawienie. Dziś bym takiej demonstracji nie zorganizował – oświadczył Jan Śpiewak pytany o udział w manifestacjach przeciwników reformy sądownictwa.

– Nie tylko brałem udział. Nawet organizowałem te demonstracje – przyznał Śpiewak. – Sądziłem, że jednak te dwa lata sprawią, że będzie jakaś refleksja, że dojdzie do jakiejś zmiany w nastawieniu. Nic takiego nie ma miejsca. Nie ma słowa „przepraszam”, czarnych owiec nie wykluczono z zawodu – tłumaczył.

#matusiakblog - Z życia nadzwyczajnej kasty

Data: 14.12.2019 21:54

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #aktualnosci #sady #przestepczosc #matusiakblog #matusiak

Z życia nadzwyczajnej kasty

Za https://twitter.com/alarm_tvp1

"Pedofil gwałci swoją 6-letnią wnuczkę. Sąd Apelacyjny w prawomocnym wyroku zmniejsza karę z 8 do 6 lat. Ostatecznie mężczyzna opuszcza więzienie po… 3 latach odsiadki. Sąsiedzi mówią, że nie czuje skruchy. Boją się o swoje dzieci. "

https://www.gosc.pl/doc/6039400.Spiewak-Ten-wyrok-sadu-to-plucie-w-twarz-ofiarom-reprywatyzacji

"Śpiewak: Ten wyrok sądu to plucie w twarz ofiarom reprywatyzacji

To wyrok polityczny. 10 tys. zł nawiązki na rzecz pani Górnikowskiej-Ćwiąkalskiej traktuję jako plucie w twarz każdej ofierze reprywatyzacji w Warszawie – powiedział w piątek działacz miejski Jan Śpiewak, komentując wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, skazujący go za zniesławienie córki b. ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego.

Działacz miejski Jan Śpiewak winny zniesławienia Bogumiły Górnikowskiej, córki byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego – to prawomocny wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. Sąd ten utrzymał w piątek w mocy wyrok sądu rejonowego, który w styczniu nakazał Śpiewakowi zapłatę 5 tys. zł grzywny i 10 tys. zł nawiązki na rzecz Górnikowskiej.

Rozprawa w procesie apelacyjnym w sprawie karnej wytoczonej Śpiewakowi przez córkę byłego ministra sprawiedliwości odbyła się w piątek, 13 grudnia.

Górnikowska skierowała przeciwko Śpiewakowi prywatny akt oskarżenia dotyczący zniesławienia (z art. 212 Kodeksu karnego). Jak wynikało z wezwania do przeprosin, według Górnikowskiej-Śpiewak w wielu wypowiedziach pomówił ją o nieprawidłowości w wykonywaniu przez nią funkcji kuratora i o udział w aferze reprywatyzacyjnej, a w rezultacie naraził na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania przez nią zawodu.

"Przegrałem. Sąd uczynił mnie kryminalistą. Za obronę słabszych, za obronę sprawiedliwości. Za ujawnienie, że córka ministra Ćwiąkalskiego brała udział w nielegalnej reprywatyzacji kamienicy na Ochocie jako kurator 120-latka. Jestem jedyną osobą skazaną już dwukrotnie prawomocnym wyrokiem w związku z aferą reprywatyzacyjną. Mimo tego, że udowodniliśmy, że mecenas Ćwiąkalska wielokrotnie nie dopełniła swoich obowiązków, a swoimi działaniami doprowadziła do tragedii i dramatu lokatorów" – napisał na Facebooku Jan Śpiewak.

"Fakt wyłączenia jawności uzasadnienia wyroku jest najlepszym dowodem na tego, że jest to wyrok polityczny. Jest to przemoc sądowa. Jest to w mojej ocenie wręcz przestępstwo sądowe" – powiedział dziennikarzom Jan Śpiewak.

Dodał, że w toku postępowania dowodowego jasno udowodnił, że pani Górnikowska-Ćwiąkalska nie dopełniła obowiązków, że nie znała tożsamości swojego klienta, że doprowadziła do tragedii i dramatu wielu ludzi. "Myślę, że jest to bardzo symboliczne, że ten wyrok zapada 13 grudnia, w rocznicę stanu wojennego, bo przypomina wyroki z tego okresu, z okresu PRL-u" – stwierdził Śpiewak.

Zaznaczył też, że w jego ocenie mamy dzisiaj do czynienia z jawną przemocą sądową oraz, że nie zapłaci nawiązki na rzecz Bogumiły Górnikowskiej. "10 tys. złotych na rzecz pani Górnikowskiej-Ćwiąkalskiej traktuję jako plucie w twarz każdej ofierze reprywatyzacji w Warszawie i tych czterech ofiar śmiertelnych, które miały miejsce w tej kamienicy, którą pani Górnikowska-Ćwiąkalska reprywatyzowała" – stwierdził Śpiewak.

Dodał, że zastanowi się nad dalszymi krokami. "Nie wykluczam wniosku o ułaskawienie do prezydenta Andrzeja Dudy. Być może również kasacji. Jeżeli będzie trzeba, jestem gotów pójść do więzienia. Nie będę tego wyroku wykonywać. To łamanie elementarnych zasad praworządności w naszym kraju" – ocenił wyrok sądu Jan Śpiewak."

Posłowie PiS złożyli w czwartek projekt nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych, Sądzie Najwyższym i innych ustaw, który ma dyscyplinować sędziów, którzy przekraczają swoje uprawnienia.

Opozycja i kapłanowie kasty ryczą że to stan wojenny w sądach !

Jarosław Kaczyński: " Sądownictwo w Polsce to anarchia, projekt PiS ma to ukrócić" Zdaniem prezesa PiS, w Polsce stworzono w sposób całkowicie bezrozumny system, w którym sędziowie właściwie nie ponoszą konsekwencji swoich działań, nawet jeśli są bezprawne i szkodliwe. – To jest system chory z natury rzeczy i wiadomo, że on nie może dobrze działać. Władza musi się łączyć z odpowiedzialnością, jeśli tak nie jest, to musi być zła . Przewlekłość prowadzenia spraw przed sądem prezes PiS nazwał "systemem neumannowskim". Zdaniem Kaczyńskiego proponowane zmiany są łagodne, w porównaniu np. do Niemiec, gdzie istnieje odpowiedzialność karna za to, za co w Polsce wprowadza się dopiero w tej chwili odpowiedzialność dyscyplinarną.

Prezydent o sędziach: "poziom zakłamania tego towarzystwa i jego hipokryzji mnie osłabia… Tam ten stary układ się bardzo dobrze trzyma, nie chce pozwolić sobie na to, by zabrać im przywileje i władzę nad ludźmi, do której doszli."

Andrzej Duda spotkał się z Krystyną Barchańską, matką najmłodszej ofiary stanu wojennego, niespełna 17-letniego Emila. Podczas tego spotkania padły, kolejny raz w tym tygodniu, ostre słowa ze strony prezydenta pod adresem sędziów. – Ta szalona pasja, tak się pan wkurzył (…) myślę sobie, że nareszcie ktoś im wygarnął – stwierdziła Barchańska w trakcie rozmowy.

https://wpolityce.pl/polityka/477276-nadzwyczajna-kasta-perpetuum-mobile-wlasnych-patologii

"„Nadzwyczajna kasta” jako perpetuum mobile własnych patologii

Polscy sędziowie uwierzyli nie tylko w to, że są „nadzwyczajną kastą”, która ma prawo sama rozstrzygać o wszystkim, co związane jest z prawem do osądzania innych ludzi, ale która jest uprawniona do decydowania, jakiego rodzaju ustrój jest jedynie korzystny dla państwa oraz jaka partia ma rządzić państwem.

Z pewnością o wiele łatwiej byłoby polskim sędziom realizować obydwa założenia, gdyby do dyspozycji mieli własną armię. Wówczas swojemu dowódcy wydali by odpowiednie polecenia, a wojsko pod jego rozkazami wprowadziło by porządki zgodnie z ich życzeniami. Szczególnie łatwo mogliby wówczas sędziowie wprowadzić w życie drugie założenie. Desygnowanie do kierowania państwem tej partii, która będzie wypełniała ich polecenia, a wśród nich najważniejsze – pozostawi im całkowicie wolną rękę w sprawach wymiaru sprawiedliwości. Upoważniliby do rządzenia państwem ugrupowanie polityczne, które za rzecz całkowicie naturalną, a nawet godną wyróżnienia i pochwał, będzie uznawało wyroki sądów, radykalnie różniące się wysokością kar za te same czyny, ale wobec różnych ludzi. W zależności od ich statusu społecznego, stanu majątkowego lub społecznej popularności. A także pozostawi całkowitą swobodę decyzji samego środowiska sędziowskiego w kwestiach ocen ponoszenia ewentualnych konsekwencji przez tych sędziów, którzy dopuszczą się czynów i zachowań naruszających godność sędziowską. Któż bowiem lepiej, niż sami sędziowie może wiedzieć, czy ich koledze należy się w ogóle kara. A jeśli tak, to jaka.

Ponieważ sędziowie wojska nie posiadają, postanowili sami zamienić się w armię. A zamiast przemocy fizycznej przy użyciu armat, czołgów, wojsk desantowych, dywanowych nalotów, walk ulicznych z udziałem snajperów, postanowili wydać walkę obecnemu rządowi przy użyciu broni jaką dysponują. Jawnego, bojkotowania decyzji demokratycznie wybranych władz, w tym – polskiego Sejmu, prezydenta, rządu.

Ich działania zmierzające do anarchizacji życia społecznego, którego jednym z najważniejszych obszarów jest normalne funkcjonowanie sądownictwa, prowadzą nie tylko do zachwiania fundamentów całego wymiaru sprawiedliwości, ale do osłabienia władzy i tym samym kryzysu państwa. Wyników starcia sędziów z państwem z emocją i nadziejami oczekuje czyhająca za rogatkami opozycja polityczna, marząca o obaleniu obecnej władzy. Sędziowie zdają sobie doskonale sprawę z dwutorowości swojego działania – torpedowania zmian w sądownictwie i osłabiania państwa prawa – toteż nie tylko nie odmawiają wsparcia, jakiego udziela im opozycja, ale ciepło witają jej inicjatywy.

Cała ta sprawa napawa dużym smutkiem. A to dlatego, że kiedy spojrzy się z lotu ptaka na wkład polskiego wymiaru sprawiedliwości w budowę nowego niezależnego, demokratycznego państwa, to łatwiej w nim znaleźć wstydliwe, a niekiedy kompromitujące „czarne karty”, niżeli doszukać się rzeczy godnych uznania. Przypomnę tylko stymulowane postawą sędziów porażki „procesów rozliczeniowych” za zbrodnie i przestępstwa kryminalne i polityczne z czasów PRL wysokiej nomenklatury partyjnej i ludzi ze szczytów służb specjalnych. Cywilnych i wojskowych.

Dopełnijmy tego obrazu całkowitą przez całe 25-lecie wolnej Polski bezkarność sędziów, którzy sami siebie wybierali, nominowali i nagradzali, a jednocześnie w przypadku każdego przewinienia lub naruszenia prawa, sami wydawali decyzje, pozostawiając poza kontrolą jakiegokolwiek środowiska lub jakiejkolwiek instytucji spoza struktur sędziowskich. Dzięki takim regułom środowisko sędziowskie stało się swoistym Perpetuum Mobile wszelkich istniejących w czasach PRL, a później, powstających w III RP patologii.

Ostatnio marszałek armii sędziów, prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf wezwała swoje wojsko do nieposłuszeństwa państwu. Do bojkotowania ustawowych, konstytucyjnych obowiązków wpisanych w zawód sędziego.

Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że tylko respektowaniu zasad demokratycznego współżycia oraz życzliwej dla Małgorzaty Gersdorf interpretacji jednego z przepisów konstytucji przez obecną władzę, zawdzięcza ona to, że rok temu nie została odwołana ze swego stanowiska. Kiedy walczyła wtedy o utrzymanie stanowiska prezesa SN, domagała się, aby konstytucję traktować jak świętą księgę, której przepisów trzeba bezwzględnie przestrzegać.

Dziś wykorzystując reguły demokratycznego państwa, jakie są dla obecnej władzy priorytetem, Małgorzata Gerdsorf depcze te reguły z pełnym cynizmem, biorąc aktywny udział w wojnie politycznej, jaką opozycja toczy od kilku lat z obecnym obozem władzy."

Korupcja wśród części sędziów. Mocne wystąpienie prezydenta Dudy

Data: 12.12.2019 19:11

Autor: malcolm

tvp.info

#prawo #sady #korupcja

"– Każdy może tego wysłuchać w internecie, wystarczy wpisać w wyszukiwarce internetowej: „korupcja w SN”. Jeżeli macie, państwo, wątpliwości, proszę sobie wpisać i posłuchać, o czym w 2014 roku rozmawiali państwo sędziowie na najwyższym możliwym poziomie władzy sędziowskiej."

Niemiecki sąd najwyższy w całości jest wybierany przez polityków. Czy on również jest . . .

Data: 11.12.2019 22:02

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #sady #niemcy #niewygodneinfo #sedziowie

Przypomnijmy – niemiecki Sąd Najwyższy (Federalny Trybunał Sprawiedliwości) jest wybierany w 1/2 przez członków Bundestagu (16 sędziów) i w 1/2 przez polityków piastujących landowe urzędy ministrów sprawiedliwości (16 sędziów). Część ekspertów i komentatorów uważa, że możliwość wyboru sędziów przez polityków jest sprzeczna z prawem UE, a wyroki wydawane przez tak obsadzony sąd powinny być uchylane lub pomijane. Jeśli tak, to dlaczego do przywrócenia praworządności wzywana jest tylko Polska, a nikt nie robi tego w stosunku do Niemiec?

Niemiecki sąd najwyższy w całości jest wybierany przez polityków. Czy on również jest sprzeczny z prawem UE?

U naszych zachodnich sąsiadów organem wybierającym sędziów pięciu głównych sądów federalnych (w tym także Federalny Trybunał Sprawiedliwości, czyli odpowiednika polskiego Sądu Najwyższego) jest komisja ds. wyboru sędziów (Richterwahlausschuss). Gremium to składa się z 32 członków. Przewodniczy mu minister wytypowany z niemieckiego rządu, który może przedstawiać własnych kandydatów na sędziów, ale nie ma prawa głosu. W skład komisji (z prawem głosu) wchodzi 16 ministrów landowych (a więc 100 procentowych polityków) i 16 wybranych przez Bundestag (a więc organ polityczny) ekspertów biegłych w dziedzinie prawa, którzy – tu ważna uwaga – mogą być politykami (mogą np. zasiadać w Budenstagu).

Niemiecki system wyboru sędziów jest zatem całkowicie uzależniony od tego kto w danym momencie rządzi krajem, kto ma przewagę w Bundestagu (czyli niemieckim sejmie) oraz kto rządzi na szczeblu terytorialnym. Gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, to – patrząc przez pryzmat ubiegłotygodniowego orzeczenia Sądu Najwyższego – stwierdzono by, że wspomniana komisja ds. wyboru sędziów nie spełnia wymogów niezależności (bo wpływ na jej skład mają politycy), a wyroki powoływanych przez nią składów sędziowskich powinny być uchylane lub całkowicie pomijane.

W kontekście powyższego warto odnotować, że w 2017 roku Anne Sanders – niemiecka ekspert prawna pracująca dla Rady Europy – przyznała publicznie, że przyjęty przez PiS sposób powoływania sędziów polskiego Sądu Najwyższego jest taki sam, jak w Niemczech. Dlaczego zatem w Polsce można z tego powodu robić aferę, wszczynać postępowanie przed Komisją Europejską i wzywać do przywrócenia praworządności, a w Niemczech nie? Sanders wytłumaczyła to wówczas mniej więcej następująco: Bo w Niemczech sposób ten obowiązuje dłużej i dlatego "wypracował sobie taki mechanizm kontroli i równowagi".

Nie wiem jak państwa, ale mnie argument o "obowiązywaniu dłużej" i wypracowaniu "takiego mechanizmu kontroli i równowagi" specjalnie mnie nie przekonuje (swoją drogą słowa o "wypracowaniu sobie takiego mechanizmu" brzmią jak słowa Kidawy-Błońskiej, która w kontekście skoku na OFE mówiła o "jakiś kwotach, które wynikają z różnych takich działań"). Czy zatem Komisja Europejska nie powinna w takich okolicznościach wszcząć postępowania w/s naruszenia praworządności wobec Niemiec? Skoro tamtejsi politycy, dokładnie tak samo jak polscy politycy, mają decydujący wpływ na to, kto orzeka w sądach, a w przypadku polskiego systemu wyboru sędziów uznano, iż jest on sprzeczny z prawem UE, to chyba naturalną konsekwencją powinno być wszczęcie postępowania w/s naruszenia praworządności przez Niemcy. Czyż nie mam racji?

Źródła informacji:

Jak wybierani są niemieccy sędziowie. "Dość zadziwiające"

Niemiecka prawniczka: "Polska, demontowane państwo prawa"

Niemiecki system wyboru sędziów

Kaleta: Nagle niektórym sędziom przestała podobać się treść polskiej konstytucji

Data: 05.12.2019 18:07

Autor: malcolm

tvp.info

#sady #prawo #konstytucja

"Dzisiaj ci sędziowie mówią, że prawo unijne jest ponad polską konstytucją. Przypominam, że przez ostatnie cztery lata opozycja i część sędziów biegała w koszulkach „konstytucja” "

Grupa TVN usunęła reportaż o sędzim Juszczyszynie - cenzura?

Data: 05.12.2019 16:41

Autor: malcolm

tvp.info

#cenzura #tvn #media #sady

Materiał „Gospodarstwo przejęte za wartość wadium”, który zniknął ze strony TTV – telewizja należąca do grupy TVN – opowiadał historię Zbigniewa Parowicza. Przedsiębiorca zmarł w nędzy, zadłużony, gdyż – jak wynikało z reportażu – sędzia Paweł Juszczyszyn nie wyegzekwował należnych Parowiczowi pieniędzy za sprzedane przez komornika gospodarstwo.

Dlaczego sedzia Juszczyszyn i komornik nie siedza w wiezieniu?

Data: 04.12.2019 21:46

Autor: ziemianin

wiadomosci.onet.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #komornik #bandazlodziei

"Sędzia Juszczyszyn nadzorował sprzedaż gospodarstwa za 32 tys. zł, choć było warte ponad pół miliona zł

Dlaczego sędzia Juszczyszyn i komornik nie siedzą w wiezieniu?

Sędzia Paweł Juszczyszyn orzekał w 2015 r. w sprawie Zbigniewa Parowicza, którego majątek został sprzedany w licytacji komorniczej. Sąd Rejonowy w Olsztynie przysądził wtedy własność gospodarstwa wartego pół mln zł po wpłacie zaledwie 32 tys. zł. Życie Zbigniewa Parowicza legło wtedy w gruzach – informowała telewizja TTV.

Za niewielki dług komornik zlicytował 13-hektarową działkę, piętrowy dom i budynki gospodarcze, warte pół miliona złotych

Sąd przysądził własność gospodarstwa jedynie po wpłacie wadium w wysokości 32 tys. zł, sprawę tę w 2015 r. prowadził sędzia Paweł Juszczyszyn

W sumie w licytacji komorniczej majątek został sprzedany za ponad 200 tys. zł, ale zaległe pieniądze nigdy nie wpłynęły do sądu

O Juszczyszynie zrobiło się w ostatnich dniach głośno, ponieważ kilka dni temu prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie go zawiesił w wykonywaniu obowiązków na miesiąc, w niedzielę w kilku miastach odbyły się marsze poparcia dla sędziego

Pan Zbigniew Parowicz przez 20 lat prowadził gospodarstwo rolne. Z powodu spadku cen zmuszony był zaciągnąć kredyt, w sumie 50 tys. zł. Spłacił połowę zobowiązania, jednak nie był w stanie regularnie płacić kolejnych rat. Pewnego dnia do jego drzwi zapukał komornik.

Za niewielki dług komornik zlicytował 13-hektarową działkę, piętrowy dom i budynki gospodarcze, warte pół miliona złotych. Sąd przysądził własność gospodarstwa po wpłacie… 32 tys. zł. Jak do tego doszło? Osoba, która kupiła na licytacji majątek pana Zbigniewa za ponad 200 tys. zł, wpłaciła jedynie wadium. O pozostałej części spłaty zapomniano, a komornik i sąd uznali egzekucję za zakończoną. Wierzyciel za swój dług od Parowicza wciąż domagał się spłaty.

Pan Zbigniew po trzech latach zwrócił się o pomoc do posłanki Lidii Staroń, która na podstawie dokumentów ustaliła, że do sądu nie wpłynęło 180 tys. zł za zlicytowane gospodarstwo. Ta suma okazała się zbyt mała, ponieważ przez ten czas dług Parowicza cały czas rósł.

Sprawa komornika, który zrujnował mężczyznę, trafiła do prokuratury. Wtedy właśnie po raz pierwszy uznano, że gospodarstwo było warte ponad pół miliona złotych. Sprawa została jednak umorzona.

Dziennikarze TTV próbowali uzyskać komentarz zarówno do komornika, jak i od Juszczyszyna. Żaden z nich nie chciał wtedy rozmawiać.

Sędzia - Prezes Iustitii z 55 zarzutami dyscyplinarnymi.

Data: 04.12.2019 14:53

Autor: malcolm

tvp.info

#prawo #sady

"Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych wszczął postępowanie dyscyplinarne przeciwko prezesowi Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” Krystianowi M. i przedstawił mu zarzuty popełnienia 55 przewinień dyscyplinarnych."

"Wolne sądy" znowu na ulicach miast Polski.

Data: 02.12.2019 09:35

Autor: malcolm

niezalezna.pl

#sady #prawo

W Warszawie protestujący mieli transparenty z hasłami: "Cześć i chwała sędziom niezłomnym", "Nasz Boże dobry wybaw Polskę od Ziobry", "Niezależne sądy prawem każdego obywatela"; niosą też flagi unijne.

Minister Dworczyk ocenił, że „w skali całej Polski, było to ok. 4 tysięcy osób”.

Nie było to żadne masowe zgromadzenie, lecz oczywiście nie bagatelizujemy tych wystąpień. Nierzadko jednak pojawiały się tam antyrządowe, wulgarne hasła. Tym samym dotarły tam osoby zmobilizowane politycznie, zdeterminowane do walki z rządem. Niekoniecznie protestowano wczoraj bezpośrednio w sprawie sędziego Juszczyszyna – wskazał szef Kancelarii Premiera.

Szkoda, że minister nie zauważył że część osób mogła protestować faktycznie przeciwko wolnym sądom bo przewlekłość wielu spraw jest szokująca. ( ͡º ͜ʖ͡º)

Oszust Michałkiewicz?

Data: 25.11.2019 14:14

Autor: ziemianin

facebook.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sady #gwalt #proces #facebook #Michalkiewicz

Oszust Michałkiewicz?

źródło: facebook Zbigniew Nowak

Jakiś czas temu Staś Michalkiewicz ogłosił światu, że szuka finansowego wsparcia w celu wykupienia mieszkania, bo w przypadku braku wykupu groziłaby mu eksmisja. Nie znam wyników zbiórki, ale jakiś efekt na pewno ta szeroko zaistniała akcja przyniosła. Może nie tak duży jak u braci Sekielskich, ale Michalkiewicz mógł się wzbogacić w ten sposób o jakieś 100 000 zł.

Nie wnikam w czyjeś tego rodzaju akcje, od czasu do czasu sam zbieram na koszty mojej działalności w ten sposób. Jest jednak jedno, ale! O ile same tego rodzaju działania są w dzisiejszym świecie czymś normalnym, to nadużyciem, wręcz oszukaniem donatorów się poszukiwanie środków finansowych pod fałszywym pretekstem.

Red. Michalkiewicz – jak wszystko wskazuje na to – nie zabiegł o pomoc na wykup mieszkania a szukał środków na zapłatę zadośćuczynienia w kwocie 150 tys. zł, zasadzonych od jego osoby w ramach pozwu wytoczonego mu przez panią Katarzynę, która była, jaki dziecko gwałcona przez księdza z Towarzystwa Chrystusowego a którą nazwał k… W procesie cywilnym Staś Michalkiewicz nie uczestniczył, bo zapewne uznał, że jak nie przystąpi do procesu, licząc na to, że jak nie odbierze awiza, to proces się nie odbędzie. I to był błąd.

W ostatnim czasie Staś napadł na wymiar sprawiedliwości reprezentowany przez komornika, że ten go "prześladuje" bo zajął mu konto na 200 tys. zł. udając, iż nic nie wie o żadnym procesie z art. 24 Kc.

Prawda okazała się inna. Pani Kasia całą sprawę opisała na swoim blogu

Cytat:

Dziś wydarzył się mój kolejny dramat!! Dramat, na który nie mam już sił. To jest ponad moje siły wszystko.

Z racji tego, że nie byłam żadną kurwą, tylko dzieckiem, kiedy gwałcił mnie ksiądz, to wytoczyłam Panu Stanisławowi Michalkiewiczowi proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych. Mówiłam o tym od początku, że zamierzam tak zrobić. Więc to nie jest nic nowego.

Nie ma we mnie zgody na to, aby ktoś, kto zwłaszcza jest autorytetem, osoba publiczną wyrażał się w taki sposób o ofierze, w ogóle o drugim człowieku. Nie ma we mnie zgody, na mowę nienawiści! Stojąc przed Sądem, jasno się wyraziłam, że trzeba reagować na takie zachowania, potępiać je, że w przestrzeni publicznej nigdy takie słowa nie powinny paść! Zwłaszcza z ust człowieka, który ma taki zasięg, możliwości, tylu zwolenników. Skrzywdził mnie, nie tylko ten człowiek swoimi słowami, ale również po jego wypowiedzi, wiele osób z jego kręgu życzyło mi śmierci, pisali, że dobrze, że mi się to stało i wiele innych obraźliwych słów. Reakcji pod filmem było mnóstwo, film trafił do kilkudziesięciu tysięcy osób.

Stanisław Michalkiewicz swoją skandaliczną wypowiedź dał następnego dnia, po decyzji Sądu. W trudnym dla mnie okresie, kiedy nie zdążyłam nawet jeszcze dojść do siebie. Po jego słowach poczułam, że to wszystko, co robię, o co walczę, nie ma sensu. Poddałam się. Wszystko, co udało mi się zbudować w ciągu chwili, runęło.

Bardzo się bałam kolejnego procesu, nie wiedziałam, czy udźwignę go psychicznie, ale nie mogłam pozwolić na to, aby ten człowiek nie poniósł konsekwencji. Pan Michalkiewicz obraża nieustannie wiele osób, a na to nie ma mojej zgody, bo każdy ma prawo być kim chce i wierzyć w co chce! A to, co robi ten człowiek zasługuję na największe potępienie! Mam nadzieję, że ten proces będzie dla niego dotkliwą nauczką, bo widocznie tylko konsekwencje finansowe mogą na niego wpłynąć.

Tylko reagując na takie zachowania, możemy coś zmienić!

Jego oświadczenie jest przekłamane!! Pełne kłamstwa i manipulacji! Proces trwał krótko, a on świadomie nie odbierał pism z Sądu, jak również spodziewał się doskonale pozwu i jego prośba do ludzi jakoby mu wpłacali pieniądze na wykupienie mieszkania, była celowym kłamstwem, wprowadzeniem ludzi w błąd… on doskonale wiedział, że do tego pozwu dojdzie i chciał się zabezpieczyć!! Nie prawdą jest również, że tam nie mieszka.

Detektyw potwierdził jego adres zamieszkania, następnie Pani Sędzia sama sprawdziła w swojej bazie czy się zgadza, a ostatecznie sam Stanisław Michalkiewicz kilka dni temu w rozmowie z komornikiem przyznał, że mieszka w tym mieszkaniu, ale żadnej korespondencji nie widział. Jest to nie możliwe, bo było przynajmniej kilka wysłanych listów z Sądu. I każdy list nieodebrany jest ponaglany awizem. Kolejne kłamstwo to to, że zajęto mu kwotę ponad 180 tys. złotych!! W trakcie zajęcia, które nastąpiło kilka dni temu, na koncie miał 100 tys. i prosił komornika, by ten się ze mną skontaktował i poprosił, abym mu resztę kwoty rozłożyła na raty po 10 tys. miesięcznie…

Sędzia przyznała mi 150 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia, jak również przeprosiny w formie papierowej! Michalkiewicz po tym, jak mój prawnik się nie zgodził na płacenie w ratach, gdyż nie można jemu ufać i oczywiste jest, że będzie próbował zrobić wszystko, aby mi nie zapłacić, po prostu się na mnie zemścił. Upublicznił moje imię i nazwisko… Kolejny raz wiedział, co zrobić, aby mnie zabolało. I standardowo dalej uważa, że przypomniało mi się po latach, że była molestowana i że pozwałam go tylko dlatego, iż uznałam, że przegram proces z zakonem i potrzebowałam kasy?! Dalej mnie obraża…

Do wszystkich, również jego obrońców, którzy od dawna próbowali mnie zniszczyć, upokorzyć, zastraszyć – tak NIE NAZYWAM SIĘ KASIA!!!! W końcu się Wam udało!! Od wielu miesięcy w różny sposób próbowaliście jak zadać mi ból, to kłamaliście na mój temat, groziliście mi, manipulowaliście faktami, obwinialiście, umniejszaliście krzywdę, straszyliście w różny sposób, czy podawaliście moje dane. Nie daliście mi czasu, szansy, nic. Abym mogła dojść do siebie, odpocząć, ułożyć jakoś choć trochę życie i wtedy podać moje dane, na spokojnie, w zgodnie ze sobą. Nie mam już siły z wami walczyć dalej. Jestem, dzięki wam wszystkim wrakiem człowieka, który boi się wejść na skrzynkę pocztową, bo przez ostatnie miesiące zalaliście mnie takim hejtem jak nigdy dotąd. Jako ofiara byłam i jestem gorzej traktowana niż moi oprawcy.

Poddaje się! Mam już tego wszystkiego dość. Proszę się ze mną nie kontaktować w żaden sposób. Nie będę odpowiadać na wiadomości…….

…koniec cytatu z bloga pani Kasi.

Jak widać Staś wg mnie oszukał swoich czytelników, aż dwa razy. Raz kiedy zbierał kasę na wykup mieszkania, drugi zatajając fakt, że 200 tys. zł zajęcia przez komornika nastąpiło a konto przegranego procesu.

Pana Stasia w złym świetle stawia to, że olał proces sądowy o naruszenie dóbr osobistych.

P.S

Kasia miała i ma cierpieć na stres pourazowy… a jak widać "rajcuje" ją wdawanie się w utarczki słowne i ostre polemiki w internecie ze zwolennikami Michalkiewicza.

Osobiście myślę, że Pani Kasia ma głowę pełną strachu z innego kierunku. I niemały stres. Przed nią proces kasacyjny przed SN. Kasacja może okazać się skuteczna a jeżeli Towarzystwo Chrystusowe zapłaciło, to kasa będzie do zwrotu. Może być tak, że Pani Kasia może mieć te środki na koncie i odda je pozwanemu, jednak jak pisze Ewa Want, adwokat miał wziąć aż 300 tys. zł z tego miliona. W takim przypadku Pani Kasia ma szanse przeżyć prawdziwe załamanie. I stać się niewypłacalną.

Miedzy czasie wokół pani Kasi powstał ruch wsparcia, złożony gównie z lewactwa, popierany przez przeciwników KK, żądający "sprawiedliwego" procesu przed SN, określonego składy sędziowskiego, bo wg. nich tylko taki skład "daje" gwarancje, że pani Kasia nie przegra kasacji.

Lewactwo i KODowcy biegają za napisem KONSTYTUCJA, ale sprawiedliwego składu chcą – jak widać – tylko dla Pani Kasi. Innych podsądnych mają w poważaniu.

WTF? Kierowca który wjechał w pieszych - rok w zawieszeniu

Data: 24.11.2019 12:44

Autor: ziemianin

fakty.interia.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #kierowcy #wypadek #prawo #sady #kumpelkrolika #wtf

Na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata skazał w piątek Sąd Rejonowy w Stargardzie (woj. zachodniopomorskie) 19-latka, który w ubiegłym roku wjechał samochodem w pieszych – prawdopodobnie podczas nielegalnych zawodów. Młody mężczyzna dostał też 10-letni zakaz prowadzenia pojazdów.

WTF? Kierowca który wjechał w pieszych – rok w zawieszeniu

Młody kierowca Damian M. w nocy 18 sierpnia ub.r. podczas zjazdu z ronda przy pl. Wolności w Stargardzie stracił panowanie nad kierownicą, najechał na barierki ochronne, oddzielające chodnik od jezdni i wjechał na chodnik. Spowodował obrażenia u ośmiu osób. Mężczyzna był trzeźwy. Po tym zdarzeniu trafił na blisko 30 dni do aresztu.

Wypadek efektem nielegalnych zawodów?

Jak donosiły lokalne media, mężczyzna brał udział w nielegalnych zawodach, a do wypadku doszło podczas próby driftu – jazdy w kontrolowanym poślizgu.

Zarówno prokuratura, jak i sąd uznały jednak, że nie ma materiału dowodowego świadczącego o tym, że Damian M. brał udział w drifcie.

"Sąd nie może wyjść poza granice oskarżenia w tym miejscu, ale trzeba mieć na uwadze, że to nie była zwykła przejażdżka. To nie było tak, że oskarżony znalazł się akurat w tym miejscu przypadkowo i postanowił sobie pojechać naokoło ronda" – wskazała w piątek sędzia Halina Waluś. Dodała, że w samochodzie wyłączone były systemy bezpieczeństwa, a kierowca przekroczył dozwoloną prędkość co najmniej o 15 km/h.

Sędzia: Oskarżony ma szczęście

Sędzia przyznała jednak, uzasadniając wyrok, że w świetle dowodów, m.in. zeznań pokrzywdzonych i świadków, protokołu oględzin miejsca zdarzenia i pojazdu czy opinii biegłego z zakresu badania wypadków drogowych, "wina oskarżonego nie budzi wątpliwości". Wskazała też, że "oskarżony ma ogromne szczęście".

"Ma ogromne szczęście przede wszystkim dlatego, że jest duża liczba osób pokrzywdzonych, ale ich obrażenia na szczęście nie okazały się tak poważne, jak mogłoby się wydawać" – powiedziała sędzia. Dodała, że znaczące było też, iż obrońca nie starał się udowodnić, że Damian M. nie ponosił winy. Podkreśliła, że mężczyzna starał się zadośćuczynić pokrzywdzonym – napisał do nich przeprosiny, prowadzone były też rozmowy i negocjacje, przekazał im także kwoty, o które wnioskowali.

Damian N. skazany

Sąd wymierzył mężczyźnie najniższą z możliwych kar "po to, żeby móc zastosować wobec niego instytucję warunkowego zawieszenia wykonania tej kary". Wzięte pod uwagę zostało nie tylko zachowanie Damiana M. przed rozprawą, ale też w trakcie procesu. "Artykuł 54 (kodeksu karnego), mówi o tym, ze osoby młodociane należy przede wszystkim wychowywać, a nie karać" – wskazała sędzia Waluś.

Zaznaczyła, że także pokrzywdzeni wskazali, iż kara pięciu lat więzienia, o którą wnosił prokurator, jest zbyt surowa.

Sędzia wskazała też, że po zakończeniu okresu zakazu prowadzenia pojazdów Damian M. "będzie już osobą dojrzałą i myślę, że nie będzie sprawiał zagrożenia nie tylko dla siebie, ale dla innych uczestników ruchu drogowego".

Wyrok nie jest prawomocny."

Jeden z komentarzy:

"Gdyby nie miał prawka ,ubezpieczenia i jechał niesprawnym autem to by był całkiem niewinny."

O co i jak polski sąd pyta Facebooka w sprawie Macieja Maleńczuka

Data: 20.11.2019 17:01

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #facebook #malenczuk #patologia #polska #usa #sady #wpis #zaufanatrzeciastrona

Gdy ktoś oskarży was o pobicie i jako dowody przytoczy cytaty z waszego profilu na Facebooku, gdzie chwalicie się swoim czynem, najlepszą linią obrony jest twierdzić, że to przecież nie jest wasz profil. To niestety można zweryfikować.

O co i jak polski sąd pyta Facebooka w sprawie Macieja Maleńczuka

Amerykański system prawny ma swoje liczne wady, ale z naszego, dziennikarskiego punktu widzenia, ma jedną ogromną zaletę – wiele dokumentów jest jawnych i publicznie dostępnych. Można tam trafić na wiele perełek i niejeden nasz artykuł lub prezentacja powstały tylko dlatego, że w USA pojawił się sądowy dokument opisujący szczegóły ciekawej sprawy. Rzadko jednak te sprawy dotyczą Polaków – i to takich nawet całkiem znanych.

Pytanie polskiego sądu do Facebooka

Na ślad dokumentu trafił niestrudzony poszukiwacz ciekawych informacji w gąszczach amerykańskiego systemu sądowego, Seamus Hughes. Opublikował swoje znalezisko na Twitterze:

If you like stories about famous Polish musicians allegedly punching protestors at a concert and then bragging about it on Facebook, you have a strangely specific hobby but I have a court record for you. pic.twitter.com/TCDXRfXFZz



— Seamus Hughes (@SeamusHughes) November 19, 2019

Poprosiliśmy go o link do dokumentu i był taki miły, że szybko go podesłał. Co w nim znajdziemy?

Okazuje się, że polski sąd postanowił wystąpić do Facebooka z prośbą o informacje. Ciekawe w tym dokumencie jest kilka elementów – zarówno tryb występowania, jak i przedmiot sprawy. Tryb może się wydawać dość egzotyczny, ponieważ sąd musiał wystąpić, prawdopodobnie za pośrednictwem Ministerstwa Sprawiedliwości (lub MSZ?), do amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości. Ten z kolei, w ramach umowy o współpracy między USA a Polską w zakresie ścigania przestępstw kryminalnych z roku 1996 (Mutual Legal Assistance in Criminal Matters), zlecił przygotowanie żądania wydania danych adwokatowi z Biura Spraw Międzynarodowych. To właśnie żądanie zostało opublikowane.

O co pyta polski sąd

pozostała treść na stronie źródła

Sąd uniewinnił prokuratora, który wziął ponad ćwierć mln zł łapówki

Data: 20.11.2019 10:52

Autor: ziemianin

wiadomosci.onet.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sady #prokuratura #lapowka

Oskarżony o popełnienie trzech przestępstw korupcyjnych warszawski prokurator Krzysztof W. został skazany na 7 lat więzienia, ale w drugiej instancji sąd go uniewinnił – informuje Onet.

Sąd uniewinnił prokuratora, który wziął ponad ćwierć mln zł łapówki

Portal pisze, że prokurator wziął 300 tys. zł łapówki za uwolnienie gangstera i został złapany na gorącym uczynku przez policjantów z CBŚP. Choć Krzysztof W. nie pracuje od 10 lat, co miesiąc pobiera pensję – nawet 5 tys. zł miesięcznie.

Sąd Okręgowy w Warszawie skazał go na karę 7 lat więzienia. Jednak 6 grudnia został uniewinniony przez sąd drugiej instancji. Powód? Uznano, że policja, która kontrolowała oskarżonego, nie dochowała wszystkich procedur. Prokuratura zapowiedziała apelację w tej sprawie.

"Kosztował (Krzysztof W. – red.) podatników już około pół miliona złotych. Nie można go jednak usunąć z zawodu, dopóki nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem. Formalnie wciąż jest prokuratorem, tyle że zawieszonym w czynnościach" – cytuje swojego informatora Onet.

Skazany za obronę napisu o problemie pedofilii

Data: 18.11.2019 16:18

Autor: ziemianin

autonom.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sady #lewackalogika #sady #pedofilia

Sąd we Wrocławiu w swoim nieprawomocnym wyroku skazał Macieja K. na rok bezwzględnego więzienia i pięć tysięcy złotych grzywny, ponieważ bronił on napisu na murze poruszającego problem pedofilii w środowiskach LGBT. Chociaż nie było żadnych świadków zajścia, sędziowie przychylili się do wersji wydarzeń przedstawionej przez Przemysława W., zawodowego „antyfaszystę” pracującego dla czołowych lewicowych mediów.

Skazany za obronę napisu o problemie pedofilii

Postępowanie sądowe toczyło się na wniosek prokuratora, który w swoim akcie oskarżenia odnosił się do wydarzenia mającego miejsce w pobliżu mostu Trzebnickiego nad Odrą we Wrocławiu. Dokładnie 25 lipca bieżącego roku w tym miejscu miało dojść do rzekomego pobicia Przemysława W., publicysty tropiącego „faszyzm” między innymi dla „Krytyki Politycznej” czy portalu OKO. press.

Dziennikarz miał bowiem niszczyć napis na murze o treści „Stop pedofilom z LGBT”, który zwraca uwagę na problem wielokrotnie udokumentowanej obecności osób o skłonnościach pedofilskich w światowym ruchu mniejszości seksualnych. Według wersji wydarzeń przedstawionych przez Przemysława W., miał on zostać pobity przez wspomnianego Macieja K. Co najbardziej ciekawe, niemal chwilę po tym wydarzeniu zakrwawiony Przemysław W. udzielił wywiadu stacjom RMF FM i Radia Zet, a także uprawiał cierpiętnictwo za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Inną wersję wydarzeń przedstawił natomiast skazany dzisiaj nieprawomocnym wyrokiem Maciej K. Według niego, Przemysław W. najpierw zaatakował go werbalnie przy pomocy obraźliwych słów, natomiast później uderzył go w czoło oraz wsadził palce w oczy. Tym samym zaatakowany w akcie samoobrony wdał się w bójkę z agresywnym lewicowym publicystą.

Sąd bez większych wątpliwości przyznał jednak rację dziennikarzowi, chociaż sam zauważał, że nie ma żadnych świadków tego zdarzenia, a więc nie można jednoznacznie zrekonstruować przebiegu wydarzeń. Zdaniem sędziego Tomasza Krawczyka cała wina leży po stronie oskarżonego, który miał pobić Przemysława W. z powodu jego przekonań politycznych, co ma stanowić „punkt zastanowienia dla każdego, kto chce przemocą reagować na poglądy drugiego człowieka”.

Źródło: rmf24

Kompletnie pijany sędzia z opuszczonymi spodniami leżał na chodniku w centrum . . .

Data: 13.11.2019 22:42

Autor: ziemianin

lublin112.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sady #izbawytrzezwien #lublin #pijanysedzia #sedzia #Nadzwyczajnakasta

Do izby wytrzeźwień trafił sędzia jednego z sądów, którego znaleziono kompletnie pijanego na chodniku w centrum Lublina. Nie był w stanie ustać na nogach ani też określić miejsca pobytu.

cytat z Gówno Prawda "wybitny karnista zmagający się z problemem alkoholowym"

Na zdjęciu fot. Google Street View domniemane miejsce problemów alkoholowych "wybitnego karnisty"

Kompletnie pijany sędzia z opuszczonymi spodniami leżał na chodniku w centrum Lublina. Myślał, że jest w Krakowie

W ubiegły wtorek, około godziny 17, przechodzące al. Piłsudskiego w Lublinie osoby zwróciły uwagę na mężczyznę, który siedział na schodkach obok hotelu Victoria. Miał on do kolan spuszczone spodnie oraz bieliznę, a także widoczne na twarzy obrażenia, jakich doznał najprawdopodobniej upadając na chodnik. Ponieważ obok spacerowało sporo osób, w tym również nieletni, świadkowie powiadomili o wszystkim policję. Na miejsce skierowany został również zespół ratownictwa medycznego.

Początkowo osoby, które zainteresowały się jego stanem i wezwały pomoc, nie mogły się z nim porozumieć. Jednak na widok podjeżdżającego radiowozu mężczyzna nagle na chwile otrzeźwiał. Zaczął bowiem przeszukiwać kieszenie, po czym z jednej z nich wyciągnął legitymację. Jak przekazał nam jeden ze świadków, mężczyzna przedstawił się jako sędzia, po czym powiedział, że „jego w ogóle tutaj nie ma”.

– Idąc do pracy zauważyłem siedzącego na schodach koło kasyna mężczyznę. Miał całą porozbijaną twarz i spuszczone do kolan spodnie. Podszedłem do niego i zapytałem, czy potrzebuje jakiejś pomocy. Ten jednak odrzekł, że nie. Po chwili jednak usiłując wstać, spadł ze schodów i położył się na chodniku. Z dwoma przypadkowymi osobami próbowaliśmy go podnieść, jednak mieliśmy z tym duże trudności. Nie wiedziałem co mu jest, więc wezwałem karetkę – relacjonował nam świadek zdarzenia.

Ponieważ mężczyzna miał na twarzy liczne obrażenia, ratownicy medyczni udzielili mu pomocy. Nie można jednak z nim było nawiązać logicznego porozumienia. Po opatrzeniu przekazano go funkcjonariuszom policji. Po sprawdzeniu danych okazało się, że rzeczywiście jest to sędzia jednego z sądów. W takim przypadku, zgodnie z przepisami, sędzia nie może być, bez uprzedniej zgody sądu, zatrzymany lub aresztowany. Są jednak wyjątki, takie jak ujęcie na gorącym uczynku przestępstwa, lub jeżeli zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania. Jednak o każdej takiej sytuacji niezwłocznie powiadomiony musi być prezes sądu, który może też nakazać natychmiastowe zwolnienie zatrzymanego.

– Był w takim stanie, że nawet nie wiedział, gdzie się znajduje. Raz mówił, że jest w Radomiu, kolejnym razem, że w Krakowie. Wspominał też o zaparkowanym gdzieś w pobliżu samochodzie. Potem tylko wymachiwał swoją legitymacją – dodaje świadek.

Ponieważ 68-latek nie był w stanie utrzymać się na nogach, jak również wskazać swojego miejsca pobytu, policjanci po uzgodnieniu sprawy z przełożonymi, podjęli decyzję o przewiezieniu go do izby wytrzeźwień. Badanie alkomatem wykazało, że sędzia miał 2,3 promila alkoholu w organizmie.

WTF? Za kwestionowanie szczepień lekarz zawieszony w prawie wykonywania zawodu.

Data: 31.10.2019 12:50

Autor: ziemianin

radiolodz.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #zdrowie #lekarz #lodz #sady #wtf

Okręgowy Sąd Lekarski w Łodzi na rok zawiesił lekarzowi prawo wykonywania zawodu. Sprawa dotyczy Huberta Czerniaka, który kwestionował kalendarz szczepień i publicznie wypowiadał się o szkodliwości szczepionek.

WTF? Za kwestionowanie szczepień lekarz zawieszony w prawie wykonywania zawodu.

Przewodniczący składu sędziowskiego Tadeusz Wójcik podkreślił, że obwiniony dr Hubert Czerniak opierał swoje wypowiedzi o prace i opinie o znikomej naukowej wartości. A ich charakter ma wysoką szkodliwość społeczną. – Publikacje ten niejednokrotnie są wstępnymi doniesieniami, obserwacjami autorów nie potwierdzonymi badaniami czy obserwacjami w innych ośrodkach naukowych. Lekarz posługuje się argumentami wywołującymi niepokój i strach rodziców, którzy w obawie o zdrowie swoich dzieci rezygnują z ich szczepienia. Wypowiedzi te, w opinii sądu, mają charakter antyzdrowotny i charakteryzują się wysoką szkodliwością społeczną – powiedział Tadeusz Wójcik.

Lekarz Hubert Czerniak czuje się niewinny i nie zamierza rezygnować ze swojej lekarskiej działalności. – Korporacje górą. Fakty, które myśmy przytaczali, uznane zostały za mało wiarygodne. To co jest wiarygodne? Tysiące polskich autystycznych dzieci? – pyta Czerniak.

Adwokat lekarza, Arkadiusz Tetela zapowiada odwołanie od orzeczenia do Naczelnego Sądu Lekarskiego. – Jest to orzeczenie nieprawomocne, więc ono w tej chwili jest niewykonalne. Pan doktor może nadal leczyć, śmiało można do niego przychodzić. Od niego przysługuje odwołanie w terminie dwóch tygodni i taką apelację na pewno złożymy – zapowiada Tetela.

Podczas wielu rozpraw, także dzisiejszej, przed siedzibą sądu lekarskiego odbywała się pikieta antyszczepionkowców i osób wspierających dra Czerniaka.

WTF? Zobacz wyrok za kradzież JEDNEGO cukierka! "Polskie sądy to stan umysłu"

Data: 22.10.2019 14:56

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#wtf #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #polska

Emeryt ze Szczecina został skazany za zjedzenie w Biedronce jednego cukierka! Ale wyjątkowego, bo cukierka ze śliwką… Mężczyzna tłumaczył się, że cukierka zjadł odruchowo, nie ukradł, próbował towar, ale przyznał się do czynu. Nie było jednak litości. Pracownik Biedronki zauważył "kradzież", ochrona przejęła "przestępcę", którego przekazano policji, a następnie sprawa trafiła do sądu. Tu także nie było litości, pomimo, że wartość cukierka wyceniono na 40 groszy…

WTF? Zobacz wyrok za kradzież JEDNEGO cukierka! "Polskie sądy to stan umysłu"

"Obwinionego Romana Wawrzyniaka uznaje się za winnego zarzucanego mu, a opisanego obwinieniem czynu, wypełniającego dyspozycję z art. 119 & 1 kw i za to na podstawie art. 119 & 1 kw w zw. z art.20&1 i 2 pnk 2 kw i art 21&1 kw skazuje go na karę jednego miesiąca ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 (dwudziestu) godzin"

– orzekł sędzia Sądu Rejonowego w Kołobrzegu Ireneusz Łysiak.

Zdjęcie wyroku zamieścił w internecie m.in. były poseł Paweł Skutecki, który sprawę skomentował.

"To już widzieliście, prawda? Ale takich wyroków, że ktoś pożyczył z banku 200 tys a musi oddać 600 tys, nie widzieliście? A tego, gdzie rodzic zarabiający 2700 ma zasądzone 5800 alimentów też nie? A może to gdzie kochający dziecko tata może je widzieć dwie godziny w środę i trzy w sobotę? A to kiedy człowiekowi zabrano jedną z większych piekarń w północnej Polsce, bo ex żona była "poukładana"?"

– napisał Skutecki.

"Polskie sądy to stan umysłu, Kodeks rodzinny ze stalinowskich czasów, sędziowie to nadzwyczajna kasta. I jeśli PiS Wam wmówił, że zmiana "ich" na "ichnich" coś zmieni, to jesteście sami sobie winni. Jeszcze gorzej jeśli daliście sobie wmówić histerykom opowieść o "wolnych sądach", których trzeba bronić. To są dwie strony tej samej, fałszywej monety. Sądy trzeba odbudować na nowo, tak samo jak ochronę zdrowia. Tego się nie da naprawić. Jak fundamenty są przegniłe, to trzeba zburzyć i zbudować od nowa"

– stwierdził były poseł.

Co na to wymiar sprawiedliwości? Nie ma złudzeń, że wyrok jest zasadny.

"Ten pan w sensie prawa jest złodziejem, bo od ilu groszy, czy też złotych zaczyna się kradzież?"

– retorycznie pyta sędzia Sławomir Przykucki, rzecznik kołobrzeskiego sądu.

WTF? Współżycie z czternastolatką usprawiedliwione „tradycją”

Data: 13.10.2019 10:46

Autor: ziemianin

autonom.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #czestochowa #cyganie

#malzenstwo #Rumunia #sady

Sąd w Częstochowie zdecydował się uniewinnić obywatela Rumunii cygańskiego pochodzenia, od zarzutu obcowania płciowego z osobą poniżej piętnastego roku życia. W uzasadnieniu sędziowie podkreślili, że mężczyzna ma „niski stopień socjalizacji i świadomości”, natomiast stosunki seksualne z osobami nieletnimi są jednym z elementów tradycji mniejszości etnicznej do której należy.

WTF? Współżycie z czternastolatką usprawiedliwione „tradycją”

Cygan urodzony w Rumunii został oskarżony o łamanie prawa w Polsce oraz w swojej ojczyźnie, ponieważ w obu tych państwach miał dopuścić się nielegalnego z punktu widzenia prawa obcowania płciowego z osobą nie mającą skończonego 15. roku życia. Sąd Rejonowy w Częstochowie uznał jednak, że w tym przypadku nie doszło do przestępstwa, ponieważ mężczyzna i dziewczynka zawarli ze sobą małżeństwo w świetle cygańskiej tradycji.

Według przedstawicieli polskiego wymiaru sprawiedliwości czyn ten miał niską szkodliwość społeczną, zaś oboje byli przeświadczeni, że jako małżeństwo mogą swobodnie utrzymywać stosunki seksualne. Obywatel Rumunii nie znał ani polskiego prawa, ani polskiej obyczajowości, a ponadto cechował się „niskim poziomem socjalizacji i świadomości”, co miało być dodatkowo okolicznością łagodzącą.

Sędziowie podkreślili, że wśród cygańskiej społeczności podobne małżeństwa nie są niczym szczególnym, stąd są po prostu społecznie akceptowane zarówno przez ich rodziny, jak i lokalną społeczność. Oboje przebywali z kolei na terenie Polski, ponieważ przyjechali pracować do naszego kraju.

Na podstawie: rp.pl.

WTF? 18 cm docieplanej ściany zaprowadziło gospodarzy do sądu

Data: 04.10.2019 20:57

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #niemcy

Kargul z Pawlakiem pokłócili się o miedzę szerokości 3 palców. Ci sprawę sporu chcieli rozwiązać sami. W naszym przypadku sąsiedzi poszli do sądu. Ściana budynku jednego z nich stanowiła do tej pory granicę między działkami. Kiedy chciał docieplić dom, część obejmująca przyklejony styropian weszłaby w powietrzu w obręb działki sąsiada na 18 centymetrów.

WTF? 18 cm docieplanej ściany zaprowadziło gospodarzy do sądu

Źródło: br.de

Jednym słowem, 18 centymetrów doprowadziło do poważnego konfliktu sąsiedzkiego i prawnego. Bawarski Sąd Najwyższy musiał orzekać o tym, czy złamano przepisy. Obaj skonfliktowani gospodarze mieszkają w okolicach Würzburga i za żadne skarby nie zamierzają ustąpić.

Kiedy okazało się, że jeden z nich planuje prace budowlane, o których informujemy, ten drugi nie czekał i oddał sprawę do sądu. Spór o wirtualne 18 cm wcale nie jest taki głupi, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Chodzi o prawo własności, a nie tylko o ewentualne złośliwości. Każdy z nas może zapytać, co gdyby chciał ocieplić swój budynek np. o 40 cm?

Technologia ocieplania budynków powoduje to, że ściany pęcznieją od przyklejonego styropianu lub wełny mineralnej. Może należy zadać pytanie, co ma obchodzić sąsiada, że ty masz kłopot. Idąc tym tropem rozumowania, skarżący do sądu sąsiad argumentował, że mieszkaniec feralnego budynku może tę właśnie ścianę docieplić sobie od środka, tym samym, nie naruszać świętości granicy między gruntami.

Sąd musiał uzyskać opinie ekspertów budowlanych. Ci stwierdzili, że docieplenie wewnętrzne ściany jest możliwe, lecz takie rozwiązanie posiada wady. Nie można w ten sposób zlikwidować mostków termicznych w miejscu łączenia ścian ze stropem, a ponadto wieniec budynku nie zostałby w żaden sposób zaizolowany.

Niemieckie prawo w tego typu sytuacjach stanowi o uzyskaniu zgody sąsiada na pogrubienie ściany stanowiącej granicę. Tym samym zaakceptowałby przesunięcie granicy na swą niekorzyść. W pierwszej instancji sąd przyznał częściową rację powodowi i usankcjonował ocieplenie spornej ściany o 5 cm tj. o 13 cm mniej, niż zamierzał ten drugi.

Obaj skonfliktowani sąsiedzi nie są zadowoleni z rozstrzygnięcia sądu i odwołali się od wyroku.

Jesteśmy ciekawi, co Państwo sądzą o sporze, który mógłby zdarzyć się i u nas?

2.5 promila autem z dzieckiem - ukręca sprawie łeb?

Data: 27.06.2019 02:01

Autor: psyfox

msn.com

Pijana (2.5 promila) autem z małym dzieckiem – komunistyczna kasta ukreca sprawie łeb bo to żona znanego polityka komucha Rysia Kalisza.Po Najsztubie nastepna świeta krowa pod ochroną kasty sędziowsko adwokackiej.Do dupy z takim bezprawiem i takim wymiarem "sprawiedliwości" #bezprawie #kasta #sady