Data: 10.10.2019 21:02

Autor: false_nine

Metro Exodus nawet z najnowszym patchem i dodatkiem wciąż ma ogromne problemy z optymalizacją oraz masę bugów. Za to właśnie mam pretensje do A4Games, nie uczą się na błędach :) W 2033 i Last Light również zostawili sporo niedociągnięć.

No ale ogólnie trzeba przyznać, że seria Metro jest po prostu dobra, nie wybitna, nie bardzo dobra, po prostu dobra. Jako że PLUSY Metro Exodus już odmieniano przez wszystkie przypadki i ja również mógłbym się pod pozytywnymi recenzjami podpisać, skupię się na tym, co twórcy mogliby jeszcze poprawić:

– W Exodusie potwory nadal potrafią dosłownie przebiegać przez obiekty (np. drzwi-kraty) [Uciekałem przed dwoma bestiami i zatrzasnąłem za sobą kratę, chciałem spokojnie przeładować, a tu BACH, potwory po prostu przeszły przez kratę jakby jej w ogóle nie było. Tak… byłem zaskoczony)

– Bohater może przechodzić przez tekstury (lub też notorycznie "zaczepia" się o tekstury, których nie ma)

– Optymalizacja jak leżała tak leży, na i7 i GTX 1060 6GB na maks rozdziałce i wysokich detalach + DX11 w niektórych miejscach spadki FPS do… 15

– W niektórych miejscach potwory respawnują się bez końca, oskryptowanie to największa wada serii Metro, Exodus także nie jest od niej wolny

– Broń zużywa się baaaardzo szybko, wręcz nieracjonalnie szybko

– Brak szybkiej podróży. Lokacja i terytoria w Exodus są z jednej strony za małe na Fast Travel, z drugiej za duże żeby jej nie było. Ni w pięć ni w dziewięć

– Dialogi są mega długie, postaci leją wodę bez opamiętania. Gdyby jeszcze te rozmowy wnosiły cokolwiek do fabuły, wydarzeń, historii postaci itd, ale dzieje się tak niestety rzadko. Większość przedłużających się rozmów jest po prostu nudna.

– Dużo cutscenek… być może nawet o kilka za dużo. W niektórych momentach brakuje mi cutscenek, w innych przypadkach chyba nie były konieczne, choć się pojawiły. To takie robienie "filmowego" efektu na siłę.

– Słabiutkie AI postaci, NPC nawet nie stwarzają pozorów dopracowania

– Bardzo słaba jakość cieniowania i oświetlenia, to nawet nie jest śmieszne, kiedy skradasz się obok przeciwnika, widać cię jak na dłoni bo jest po prostu za jasno, ale i tak pozostajesz niewykryty.

  -- w tym przypadku można by przyciemnić wnętrza lokacji, wywalić trochę świateł pojawiających sie znikąd (ambient lights zdaje się, tak to chyba się nazywa) i już można by przyjąć, że NPC nie jest głupcem, tylko po prostu nie mógł dostrzec bohatera w ciemności.



 -- również w tym przypadku można się poratować RESHADEm. Choć to uderzy znowu w wydajność. Przyciemnianie GAMMY daje tylko połowiczny efekt niestety.\

– Niektóre postaci jak Anna mają mocno zmienione osobowości, to nie wygląda dobrze, kiedy ze stanowczego i bezpośredniego charakteru, postać nagle staje się Julią z romansu.

– Za mało METRO w METRZE. Pustynie, tropiki, strumyki i bóg wie co jeszcze, natomiast ze starego klimatu Metra nie zostało dosłownie NIC. Gra ma swoje "nowe uroki", ale tych "starych" stanowczo brakuje i jeden dodatek TWO COLONELS nic w tej materii nie zmienia.

Dorzuciłbym jeszcze kilka, ale zasadniczo najważniejsze wady chyba już wymieniłem, mam nadzieję, że twórcy Metro jeszcze będą pracować nad tym tytułem.

#f9blog #metro #metroexodus #a4games #recenzja #gry #fps

Data: 14.09.2019 05:46

Autor: FiligranowyGucio

Facet zaczyna od klamstwa: " w czasach komunizmu "Malowany ptak" był zakazany w Polsce" i to już złe, nigdy nie była zakazana, sam mam ja na półce od 30 lat. Kosinski reklamował ksiazke jako biograficzną a ludzi, dzieki którym przeżył opłuł i oczernił. Wszystkich czytajacych ten kłamliwy wywiad prosze o poszukanie wiedzy na ten temat, choćby w internecie. Film zostal wygwizdany podczas premierowej produkcji a ludzie wychodzili z sali. Antypolski paszkwil!

https://film.wp.pl/malowany-ptak-stellan-skarsgard-o-filmie-polsce-i-rzadzie-pis-6423697062664321a?amp=1&__twitter_impression=true&fbclid=IwAR1ta4SAdsUbAuCwlgDFp2IyI6Uc3PX6Hg9VwVjJxZOIVNoXU75wPq-UwUs

#klamstwa #wppl #drugawojnaswiatowa #film #recenzja

Data: 12.06.2019 17:17

Autor: LadacznicoOdporny

#komary #kupujzlurkerem #recenzja

Kupiłem w końcu pułapkę na komary. Nienawidzę tych latających skurnoli.

Zastanawiałem się jaką wybrać i jak to się sprawdzi w praktyce. Odrzuciłem rażące, bo hałasują i trzeba je często czyścić. Postawiłem na taką która zasysa powietrze razem z latającą zarazą. Wabi za pomocą światełka. Przy okazji wygląda na tyle ładnie, że mogę ją uznać za ozdobę.

#czujedobrzeczlowiek – działa jak należy.

Pic rel po pierwszej nocy użytkowania. 3 ćmy i dwa komary ubite. Stała na łóżku, tuż nad moją głową bo zezgonowałem bez ostrzeżenia po ciężkim dniu :D Szum wiatraczka i nadzieja widoku zdechłych komarów musiały mnie dodatkowo zrelaksować ;)

Jest mała nieadekwatność w tym teście, bo normalnie lampka by była ciut dalej od ciała, a jak wiadomo nie tylko światło przyciąga komary. Ale zapowiada się dobrze :) Będę testować dalej.

Wady:

-Krótki kabelek. Dodatkowo musi być wpięty w port USB. Nie można od tak zmienić na inny kabelek, bo końcówka wchodząca do lampki to już nie USB.

-Komary niedostatecznie cierpią przed śmiercią.

No i to tyle :D

Czasy secondhand.Koniec czerwonego człowieka - Aleksijewicz Swietłana

Data: 08.06.2019 20:38

Autor: Prospero

Wyobraźcie sobie taką sytuację: W ZSRR gdzieś na prowincji żyje sobie Olga, 12letnia dziewczynka. Jej ojciec walczył w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, z której wrócił zdemolowany psychicznie, nic nie robi tylko chlał wódkę i przy byle okazji napierdalał matkę i Olgę. Ojciec był (w sensie przed wojną) gorącym komunistą odznaczanym za "akcje specjalne", ale że chlał to go wywalili, Matka z kolej całą wojnę pracowała w fabryce amunicji, 16h dziennie, 7 dni w tygodniu, 3h snu dziennie, żywiła się głównie mchem, ale była szczęśliwa, bo udało się pokonać Hitlera. Męża poznała na budowie Kolej Amursko-Bajkalskiej, mieszkali w ziemiance, nie mieli łopat, urobek nosili w fartuchach, jedyne walonki dzielili na 5 osób, jedli mech, ale była szczęśliwa, bo budowała komunizm. Urodziła jej się córka Olga (po drodze były jeszcze dwie skrobanki i jedno poronienie). Po latach chudych (ale szczęśliwych, wprawdzie nie mieli co jeść i czasami któryś sąsiad w nocy znikał, a jedyną szczoteczkę do zębów dzieliło całe piętro baraku, ale wszyscy byli równi i dużo czytali książek, a jak im coś nie pasowało to mogli szeptać w kuchni) Oldze udało się załapać pracę w rejonowym komitecie partii w Mordowii. Poznała męża, urodził im się syn – syn był poetą, ale wzięli go do Afganistanu, z którego wrócił zdemolowany psychicznie, nic nie robił tylko chlał wódkę, aż w końcu się zapił na śmierć. Córka z kolei po upadku komunizmu mieszkała w Moskwie, ale że nie było pracy i nie miała co jeść, to została kurwą, poznała Azera (który uciekł z Azerbejdżanu przed biedą i wojną, dodatkowo kręcił z Ormianką (brata Ormianki rozwścieczony tłum żywcem oskórował i trofeum powiesił na drzewie) i rodzina się go wyrzekła), z którym powoli układała sobie życie, znalazła uczciwą pracę, ale Azera zatłukli skini, a sama dostała raka i zapiła się na śmierć. A jej koleżanka zginęła w zamachu w metrze, a dozorce zastrzelili bandyci w latach 90 bo nie chciał płacić haraczu.

I tak przez 500 stron. Wyobraźcie sobie jakieś potworność, nieszczęście, niesprawiedliwość, a na bank przeczytacie o tym w tej książce. Osobiście wytrwałem do około 470 strony (a książka ma prawie 510) i się poddałem. No nie da się tego czytać. Zwątpiłem w sens kończenia lektury jak jedna babka (3 próby samobójcze) najpierw stwierdza, że całe życie będzie sama, a akapit dalej jest już powtórnie mężata (chyba nie muszę wspominać, że mąż chlał wódkę i ją napierdalał?). Na portalach zapewniają, że to fantastyczna książka 9,5/10 i rekomendacja redakcji, ale osoby, które tak twierdzą chyba nie przeczytały w życiu żadnej książki. Mocne 3,5/6. Te 0,5 punkcika to za to, że dość sprawnie się to czyta, no i początkowe opowieści mają w sobie jakąś nutkę świeżości.

#ksiazki #recenzja