TVN powstała przez służby Kiszczaka? Czy dzisiaj przekazuje prawdę?

Data: 15.04.2020 17:06

Autor: ziemianin

tvp.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #tvp #tvp #polsat #telewizja #rzadpr #prl

"Dostałem od służb specjalnych wojskowych zadanie, aby znaleźć za granicą firmę, która mogłaby pełnić rolę „konia trojańskiego”, to znaczy która mogłaby służyć do wprowadzenia agentów na obszar na Zachodzie w dziedzinie mediów. Był to rok 1987. Jedyną firmą zagraniczną w dziedzinie mediów, którą znałem, była firma należąca do Jana Wejcherta, ulokowana w Irlandii. Firma ta nazywała się Cantal, a później zmieniono jej nazwę na ITI. Zapytałem służby wojskowe, czy mogę podjąć kontakt z Wejchertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste – zeznał w procesie Grzegorz Żemek.

TVN powstała przez służby Kiszczaka? Czy dzisiaj przekazuje prawdę?

– Przez cały czas miałem naciski ze służb specjalnych, żeby jak najszybciej zorganizować ten koncern medialny na zachodzie. W związku z tym rozpoczęła się pierwsza faza tworzenia tego koncernu; muszę przyznać, że trochę „na wariackich papierach” – stwierdził.

Z trzech przedstawionych kandydatur Kiszczakowi najbardziej spodobał się Walter, a sam pomysł uznał za „interesujący i zasługujący na poważne potraktowanie”.

Fragment listu do Czesława Kiszczaka:

„Proponuję utworzenie w MSW odrębnego pionu (służby) propagandowej, działającego także w obrębie MO…"


Mamy dwie główne telewizje medialne w Polsce: TVP i TVN. Do tego dochodzi Polsat i kilka mniejszych mediów.

Czy TVP oglądają prawicowcy? a TVN lewicowcy?

I tu mała uwaga. Jedna i druga telewizja powstała w celu propagandowym. Miały ogłupiać naród, przekazywać kłamstwa. Rozrywka, filmy jest na drugim miejscu. Najważniejsze, aby wiadomości mówiły prawdę partyjną, prawdę, jaką ustali partia.

Czy coś się zmieniło do obecnych czasów?

Najpierw TVN (ITI) należała do służb Kiszczaka, później do jego politycznych spadkobierców. Teraz należy do amerykańskiego koncernu.

Czy przez ten czas, zmieniła swoje nastawienie do narodu, do prawdy?

Kania spocznie na Powązkach koło Jaruzelskiego. W zaszczytnym punkcie

Data: 13.03.2020 21:06

Autor: HaHard

rp.pl

Były I sekretarz KC PZPR zostanie pochowany w zaszczytnym punkcie najbardziej prestiżowej warszawskiej nekropolii. Zgodę wydało miasto – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

#hahard #prl #komunizm

Data: 06.03.2020 12:30

Autor: aborygo

BYĆ MOŻE DLA CIEBIE TO ŻOŁNIERZE WYKLĘCI, DLA MNIE TO KOMUNISTYCZNE BANDY POZOROWANE.


Na zdjęciu: zalążek pierwszej "bandy pozorowanej" MO, tworzonej przez Gutmana Ałefa vel Gustawa Bolkowiaka (siedzi w środku w drugim rzędzie).


"Bandy pozorowane" – była to jedna z najbardziej perfidnych metod zwalczania Żołnierzy Wyklętych przez komunistów po 1944 r. Ile zbrodni, przypisanych przez historyków i propagandystów komunistycznych podziemiu niepodległościowemu było ich dziełem? Na terenach opanowanych przez partyzantkę antykomunistyczną stosowano taką metodę nawet do lat 50-tych. Już sam fakt, że były one powoływane przez różne formacje, utrudnia ich zbadanie i opisanie. Na terenach za obecną granicą wschodnią takie "bandy" tworzyło NKWD. W Polsce Ludowej były "bandy pozorowane" tworzone przez: Urzędy Bezpieczeństwa, Informację Wojskową, Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicję Obywatelską i Ochotniczą Rezerwę Milicji Obywatelskiej. Ponadto własne bojówki, udające "partyzantów", tworzył najbardziej zaufany aktyw Polskiej Partii Robotniczej. Były również "bandy pozorowane", powoływane przez "ludowe" Wojsko Polskie. Włącznie z NKWD było ich aż osiem rodzajów!

Ich rolą było rozpoznawanie terenu, kto i gdzie sprzyja organizacjom niepodległościowym, werbowanie agentury terenowej, w wielu przypadkach – rozbijanie grup prawdziwej partyzantki. Organizacje niepodległościowe od początku potępiały i ujawniały zjawisko powoływania przez komunistów "band pozorowanych", wskazując na drastyczne metody ich działania i związaną z tym powszechną dezinformację. Np. komendant Okręgu Białostockiego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego już w czerwcu 1945 r. ostrzegał przed nimi: "zdarza się, że jakieś nieznane, uzbrojone oddziały grasują w nocy po okolicach i w imię patriotyzmu, pod grozą śmierci, biciem nakładają na najlepszych Polaków wysoką kontrybucję lub grabią majątek rzekomo na cele podziemnej organizacji. Przy tym katują ludzi, bijąc dzieci i łamiąc ręce niewiastom".

Czasem dochodziło do rażących "błędów i wypaczeń" w postaci dekonspiracji sprawców. Tak było m.in. w przypadku morderstwa, popełnionego przez ubeckie "szwadrony śmierci" 1 grudnia 1945 r. w Budkach Petrykowskich pod Grójcem na Zbigniewie Hanke, Tadeuszu Liszkiewiczu i Bolesławie Łukowskim. Zbrodnia wyszła na jaw i została nagłośniona już następnego dnia, bowiem czwarta osoba, która też miała być zlikwidowana, Józef Sikorski (działacz PSL) dosłownie wyszedł z grobu. Po strzałach oddanych przez UB-owców udał martwego, został przysypany zmarzniętymi grudami ziemi razem ze zwłokami innych ofiar, a następnie po ucieczce morderców zdołał się wydostać z mogiły. Złożył wyczerpujące zeznanie i ujawnił dane personalne znanych sobie sprawców. Ale mimo to śledztwo nie zostało wszczęte a on, na skutek śmiertelnego zagrożenia, ukrywał się przed sprawcami aż do 1956 r. Sprawa była przedmiotem postępowania w prokuraturze PRL, ale ustaleni sprawcy – funkcjonariusze UB, MO i działacze PPR – zostali objęci amnestią z 1947 r. (przeznaczoną przecież dla podziemia!) i jako "ujawnieni" uniknęli w ten sposób jakiejkolwiek kary.

Funkcjonariusze partyjni ujawniali swój udział w tworzeniu "band pozorowanych", lecz jako sprawców fałszywie wskazywano na… żołnierzy AK! Tak zrobiła m.in. Maria Turlejska: "Wiemy z autopsji, że już jesienią 1944 r. w Otwocku utworzona została specjalna szkoła przy Komendzie Głównej MO do szkolenia dywersantów i terrorystów. Werbowano do niej m. in. chłopców i dziewczęta z AK (…). Z tej właśnie kadry, szkolonej celowo, powstały pierwsze oddziały pozorowane".

Istnienie owej "szkoły" i fakt, że decyzje zapadały na najwyższym szczeblu, potwierdził jej pierwszy komendant Gutman Ałef vel Gustaw Alef-Bolkowiak: "Do oddziału naszego została włączona 25-osobowa grupa „Czwartaków”." Nie byli to więc "chłopcy i dziewczęta z AK", których po latach usiłowała fałszywie obciążyć Turlejska, tylko najbardziej zaufani AL-owcy, nawet we własnych szeregach określani jako skrajnie zdemoralizowani przestępcy!

"Ściśle tajny" raport płk. (później gen.) Janusza Neugebauera vel Zarzyckiego z Informacji Wojskowej ("Taktyka walki z bandami" z 5 stycznia 1946 r.) nakazywał:

"Tworzyć z aktywistów partyjnych, robotników, żołnierzy, oficerów oddziały partyzanckie, ubrane po cywilnemu, wypuszczać w las celem wprowadzenia dezorganizacji w szeregach band.

Zaostrzyć represje wobec członków band, osób współpracujących. Złamać bezkarność chłopstwa, ukrywającego bandytów. Na bandycki terror reakcji odpowiedzieć naszym terrorem. Postawić zasadę odpowiedzialności zbiorowej za zbrodnie dokonywane na jej terenie. Na akty zbrodnicze reagować natychmiast […]:

– natychmiastowe na miejscu rozstrzeliwanie schwytanych z bronią w ręku, właścicieli domów, w których broń została znaleziona;

– w skrajnych wypadkach, przy napotkaniu na zbrojny opór wsi, spalenie wsi".

#zolnierzewykleci #bekazlewactwa #prl #historia #iiwojnaswiatowa #neuropa #4konserwy

Stefan Kisielewski – walczył z "dyktaturą ciemniaków"

Data: 03.03.2020 00:36

Autor: HaHard

polskieradio24.pl

29 lutego 1968 roku Kisielewski, mówiąc podczas posiedzenia Związku Literatów Polskich o cenzurze, nazwał ją "dyktaturą ciemniaków". Władza poczuła się obrażona, zwłaszcza, że trafne sformułowanie podchwycili inni.

"Dyktaturą ciemniaków" Stefan Kisielewski nazwał władze PRL, które zdjęły z afisza przedstawienie "Dziady" w reżyserii Kazimierza Dejmka. Dwa tygodnie później, 11 marca Kisiel został pobity przez "nieznanych sprawców", potem stracił pracę redaktora w wydawnictwie muzycznym, zerwano z nim umowę na muzykę dla filmu, znowu zawieszono jego felietony. Kisiel zajął się więc pisaniem dzienników.

#hahard #historia #prl #literatura #kultura

6 lat po wojnie Stalin zmusił Polskę do oddania obszaru bogatego w węgiel i czarnoziemy

Data: 30.12.2019 15:53

Autor: raptor

niewygodne.info.pl

15 lutego 1951 roku doszło do największej w historii powojennej Polski i jednej z największych w historii powojennej Europy korekty przebiegu granic. ZSRR zmusił Polskę do oddania fragmentu województwa lubelskiego o powierzchni 480 km² (obszar porównywalny z terenem zajmowanym obecnie przez Trójmiasto). W zamian otrzymaliśmy 480 km² terenów Bieszczad. Problem w tym, że tereny oddawane ZSRR były żyzne (czarnoziemy) i bogate w złoża węgla kamiennego, a tereny przyznane Polsce posiadały ubogie gleby i były pozbawione surowców naturalnych.

#historia #granica #stalin #polska #prl

Data: 30.12.2019 13:33

Autor: FiligranowyGucio

Historia, o której się nie mówi_FB

https://www.facebook.com/historiaoktorejsieniemowi/posts/822987074803727?tn=K-R

"Antysemityzm Niemców to pikuś”… – Tadeusz M. Płużański

“Drapieżczo antysemicka Armia Krajowa prowadziła niepohamowaną kampanię mającą na celu mordowanie Żydów”. “Opisałem własne doświadczenia z okolic Lublina i moje opinie na temat AK są powszechnie podzielane przez żydowskich partyzantów, u boku których walczyłem” – takie opinie przedstawia Frank Blaichman w wydanej właśnie w Polsce książce “Wolę zginąć walcząc”. Te wszystkie kłamstwa prowadzą do wniosku, że Polacy dorównują w okrucieństwie Niemcom, a nawet ich przewyższają. Cóż za symboliczne upamiętnienie kolejnej rocznicy wybuchu II wojny światowej!

“Przeciw nazistom, volksdeutschom i antysemickiej Armii Krajowej” – tak reklamuje swoje nowe dzieło Wydawnictwo Replika i szczyci się, że ów paszkwil ukazał się wcześniej w USA oraz jest dostępny “we wszystkich europejskich sklepach internetowych: od Hiszpanii po Niemcy, Francję i całą resztę zachodniej Europy”.

Gorsze od AK, jeszcze bardziej antysemickie były tylko Narodowe Siły Zbrojne. Tłumacz polskiego wydania, niejaki Kamil Janicki przedstawił “za” i “przeciw” takiego twierdzenia: “Nazwanie NSZ faszystami i sługusami Niemców to opinia przesadzona, choć nie pozbawiona pewnego oparcia w faktach”. Jakie to fakty, tego się już nie dowiemy, ale robi się coraz goręcej.

I dalej: “Już opisując początek wojny Frank Blaichman wielokrotnie stawia znak równości między działaniami Niemców i Polaków”. Czyli okupantami Polski byli nie tylko Niemcy, ale także Polacy, może ci ostatni nawet bardziej. Ciekawa teza i równie ciekawy komentarz: “Takich opinii autora na temat Polaków w żadnym razie nie należy krytykować jako błędnych czy przesadzonych. W tym przypadku nie chodzi przecież o obiektywną prawdę historyczną, ale o indywidualne świadectwo człowieka, który wychował się w Polsce, został polskim oficerem i ostatecznie wolał tę Polskę porzucić na rzecz niepewnej egzystencji w obozie dla uchodźców, niż żyć wśród Polaków”.

25-ciu na czołgi

Autor książki – Frank Blaichman mieszka dziś w Nowym Jorku, gdzie razem z żoną Cesią (w czasie wojny członkinią tej samej żydowskiej grupy) wyemigrował w latach 50. Nie zapomniał również o swojej prawdziwej ojczyźnie, gdzie “pomógł stworzyć Pomnik Żydowskich Bojowników w Yad Vashem w Jerozolimie i uczestniczył w jego odsłonięciu w 1985 roku. Ma dwójkę dzieci i sześcioro wnuków”. A więc szczęśliwy ojciec, dziadek i… literat.

Opowieść zaczyna się od obiektywnego opisu: “We wrześniu 1942 roku Niemcy poinformowali, że zamierzają przenieść Żydów z Kamionki do pobliskiego Lubartowa, gdzie miało powstać getto dla wszystkich Żydów z regionu. Frank postanowił uciec” – napisał we wstępie sir Martin Gilbert, przedstawiany jako “uznany autorytet naukowy”.

Internetowy biogram Blaichmana dopowiada: “Wyruszył do leżącego nieopodal lasu, by ukryć się w podziemnych bunkrach przygotowanych przez Żydów, którzy uciekli już wcześniej. Razem z nimi sformował oddział partyzancki, stając do walki z Niemcami i kolaborantami. Podjął się też ochrony uchodźców, którzy sami nie byli w stanie chwycić za broń”.

Wątek walki z Niemcami jest w paszkwilu szczególnie eksponowany. Podobnie, jak sprawa pomocy współbraciom. Jakże przypomina to historię innego “bohatera” – bandyty i mordercy Polaków – Tewje Bielskiego.

Dalej czytamy: “Oddział rósł w siłę, w końcu stając u boku polskich grup partyzanckich. W 1944 roku poddany został decydującemu sprawdzianowi, stawiając czoła dobrze uzbrojonym i wypoczętym [!!!- TMP] niemieckim batalionom. Przy wsparciu lotniczym podjęły one próbę wyeliminowania partyzantów”.

Rozwinięcie tych sensacji funduje nam “autorytet-Gilbert”: “Liczebność grupy spadła do zaledwie 25 osób, ale oddział nigdy się nie poddał ani nie zrezygnował z walki. (…) W maju 1944 roku wzięli udział w znaczącej bitwie, stając na przeciw wysłanych celem ich unieszkodliwienia batalionów SS, Wehrmachtu i jednostek Luftwaffe”.

Czyli “25 Dzielnych” podjęło otwartą walkę z niemieckimi doborowymi dywizjami piechoty, czołgami i lotnictwem. Nie lada wyczyn, nawet zakładając wsparcie “polskich grup partyzanckich”. A ci ostatni, któż to taki? Oczywiście Gwardia Ludowa – Armia Ludowa, bo tylko oni byli “dobrzy”, tylko oni byli “prawdziwą partyzantką”.

Tłumacz Janicki: “Armia Ludowa była jedyną formacją gotową pomagać żydowskim partyzantom”. Z kolei “Armia Krajowa prowadziła niepohamowaną kampanię mającą na celu mordowanie Żydów i zapobieżenie dojściu po wojnie do władzy Armii Ludowej lub jakiejkolwiek innej lewicowej formacji”. Ciekawe, że AL i lewica utożsamiane są z Żydami, ale mimo wszystko to uogólnienie.

Wracając do waleczności Blaichmana. Większości bitew, które opisuje, w ogóle nie miało miejsca. Inne były dziełem żołnierzy podziemia niepodległościowego, o – przepraszam, “antysemickich AK-owców”, których Blaichman tępił i mordował…

Na rozkaz Londynu

Autor szczyci się m.in. udziałem w zabójstwie dwóch żołnierzy AK, których określa mianem “podrostków”. O ich schwytaniu pisze: “Kiedy zaczęliśmy ich przesłuchiwać, okazało się, że są członkami AK – antysemickiej Armii Krajowej. Dostali rozkaz zabicia nas, ponieważ byliśmy Żydami i okradaliśmy chłopów”. Tu mimochodem pojawia się informacja, że grupa Bleichmana była… rabunkową bandą. Doprecyzujmy – żydowsko-komunistyczną, rabunkową bandą walczącą nie z Niemcami, ale z polskim podziemiem.

Dalej Bleichman-literat opowiada: “Powiedzieli [antysemiccy AK-owcy, “podrostki” – TMP], że ich miejscowi zwierzchnicy otrzymali rozkazy z Londynu, mówiące, iż żadnemu Żydowi nie powinno być dane dożycie do końca wojny i świadczenie o jej przebiegu”. Tłumacz książki uspokaja: “Stwierdzenie zawarte w ostatnim zdaniu polskiemu czytelnikowi może się wydawać nieprawdopodobne, ale nie ma powodów, by nie wierzyć autorowi”. Kolejny dogłębny, rzetelny wywód.

Autorowi i tłumaczowi Armia Krajowa stale myli się z Niemcami. Jakby świadom absurdu, ten ostatni koryguje trochę swoje stanowisko: “I choć działania jednostek AK wymagają w takich przypadkach [antysemickich – TMP] solennego potępienia, nie można rozciągać go na funkcjonowanie całej organizacji i jej strategiczne cele”.

Kamil Janicki dalej zachwala paszkwil (ale w końcu dostał za to kasę): “Pamiętnik Blaichmana prezentuje unikalną wartość jako materiał umożliwiający zrozumienie skomplikowanych relacji polsko-żydowskich, a szczególnie żydowskich opinii o polskim udziale w wojnie i o polskim antysemityzmie. Nie jest to syntetyczna praca naukowa, zestawiająca setki źródeł jak np. »Strach« Jana Tomasza Grossa, ale żywa relacja jednego człowieka”. Paszkwilant Gross wzorem! Ale jaka książka – taki autorytet.

Dobra wiara w UB

Po wojnie Frank Bleichman pracował w UB w Lubartowie, Pińczowie i Kielcach (w 1945 r. był po. kierownika Wydziału Więzień i Obozów kieleckiego WUBP). W materiałach Instytutu Pamięci Narodowej figuruje jako Franciszek Blajchman. Jego wizerunek znalazł się też na wystawie “Twarze kieleckiej bezpieki”. I bynajmniej nie pokazuje ona bohaterów.

Autor o bezpiece (lirycznie): “Mam nadzieję, że czytelnik przystanie na moment, by się nad tym zastanowić i zrozumie, że bezpośrednio po wyzwoleniu przeszliśmy pod zwierzchność nowego rządu Polski Lubelskiej, a departamenty rządowe były wśród bardzo nielicznych pracodawców gotowych zatrudniać ocalałych Żydów. Żyliśmy teraźniejszością, nie nam było przepowiadać przyszłość. Moim zadaniem było wyłapywanie nazistowskich kolaborantów – Polaków [podkreślenie – TMP], Ukraińców i volksdeutschów – znanych jako prześladowcy i mordercy Żydów oraz szpicle donoszący na chłopów i całe wsie. Przydział ten z chęcią przyjąłem”.

Tłumacz znów tłumaczy racje autora: “Blaichman to raczej człowiek uwikłany: nie mający świadomości realnego celu działania UB i wierzący, że prowadził godną pochwały walkę z pozostałościami faszyzmu”. Ale najlepsza jest konkluzja: “Jego historia na swój sposób odkłamuje obraz anonimowych UB-eków z pierwszych lat po wojnie. Wielu z nich nie było, jak przyjęło się uważać, nieludzkimi potworami, ale postaciami z krwi i kości. Często byli to wręcz – jak właśnie autor niniejszej książki – bohaterowie i ludzie o wielkich zasługach, którzy nie znali charakteru nowego ustroju i działali w Urzędzie Bezpieczeństwa w dobrej wierze. Jednocześnie należy nadmienić, że realny przebieg swojej pracy dla UB zna tylko sam autor”. Ostatnie zdanie to już absurd piramidalny. Dobrze, że Instytut Pamięci Narodowej, dzięki publikacji książki, namierzył Blaichmana i sprawdzi teraz, czy nie dopuścił się zbrodni komunistycznej.

Antysemityzm nie wygasł

I tu przechodzimy do clou programu. Tłumacz Janicki: “Zdaniem tego ocalałego z Holokaustu partyzanta, którego cała rodzina zginęła z rąk nazistów, to Polacy, a nie Niemcy byli po wojnie głównymi wrogami Żydów. Różnica między podejściem Polaków i Niemców do Żydów była taka, jak między nocą i dniem! U Polaków nienawiść nigdy nie wygasła”. A więc jednak: nie ma równości między Polakami a Niemcami. Startując z tego samego pułapu antysemityzmu, Niemcy szybko (bo już po pięciu latach okupacji) wyleczyli się z choroby, a Polacy trwają w swojej nienawiści przeszło 70 lat.

“Autorytet Gilbert” potwierdza: “Pracując nad swoją książką The Holokaust: The Jewish Tragedy (Holokaust: Żydowska tragedia) udałem się do rodzinnej miejscowości Franka Blaichmana – Kamionki leżącej około 19 kilometrów od polskiego miasta Lublin – a także do okolicznych lasów, gdzie prowadził on swoją walkę. (…) Byłem też świadkiem wrogości, jaką po dziś dzień miejscowa ludność darzy Żydów, którzy odmówili poddania się deportacjom i pójścia na pewną śmierć”.

Czarna karta

Kamil Janicki konkluduje: “Wiele z opinii autora jest sprzecznych zarówno ze zdaniem tłumacza, jak i wydawcy. Mimo to »Lepiej zginąć walcząc« polecam jako książkę bardzo ważną, bo udowadniającą, że także polska historia nie jest czarno-biała. Polacy nie zawsze byli bohaterami, a polscy Żydzi – ofiarami bez oporu godzącymi się na śmierć. Dzięki Blaichmanowi poznajemy, że także tak ważna dla polskiej historii i etosu narodowego organizacja jak Armia Krajowa miała w swoich dziejach czarne karty [tu przypomina się inny paszkwil: artykuł Michnika i Cichego “Polacy – Żydzi: Czarne karty Powstania”, spreparowany na 50. rocznicę sierpniowego zrywu – TMP]. Książka ta miała udowodnić zarazem, że nawet w odniesieniu do funkcjonariuszy tak złowieszczych instytucji jak Urząd Bezpieczeństwa nie można posuwać się do generalizowania. Okazywałoby się, że niektórzy z nich – ze względu na swoje zasługi z okresu wojny – “zasługują wręcz na miano bohaterów”. Dodajmy: rzekome zasługi z czasu wojny nie zasługują na podziw, najwyżej na pogardę, a może nawet na sąd.

W oświadczeniu Wydawnictwo Replika tłumaczyło sens wydania książki: “Chcielibyśmy zwrócić uwagę na rolę wydawcy w demokratycznej, pluralistycznej rzeczywistości, którą postrzegamy jako budowę płaszczyzny sporu twórców o różnych punktach widzenia”. Wszystko pięknie, tylko czy mordującego AK-owców bandziora, a potem ubeka – można nazwać twórcą?

Niezależnie od śledztwa IPN, w sprawie paszkwilu ubeka-literata Blaichmana-Blajchmana wniosek do prokuratury złoży Światowy Związek Żołnierzy AK i Ogólnokrajowy Związek Byłych Żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego.

#historia #ub #polska #prl #komunizm

Tadeusz M. Płużański

⬇️

http://www.bibula.com/?p=28193

Data: 28.11.2019 21:49

Autor: FiligranowyGucio

Raz prozą, raz rymem – walczymy z propagandowym reżimem_FB

,,Państwo Marianna i Władysław Popiełuszkowie żyją bardzo skromnie. – Jak na rodziców bohatera narodowego – za skromnie – uważa marcinkowicki proboszcz. Ojciec ks. Jerzego ma 90 lat i daleko posuniętą miażdżycę, opiekuje się nim pani Marianna, która skończyła 80 lat. Niedawno rodzice ks. Jerzego przeżyli kolejną tragedię: zmarła synowa, miała tyle samo lat co ks. Jerzy – 37. Owdowiały syn wychowuje trójkę dzieci. Na głowie ma 15-hektarowe gospodarstwo, a wiadomo jakie dzisiaj dochody z rolnictwa."

Tak kilkanaście lat temu pisał portal krakow.naszemiasto.pl. Rodzice księdza Jerzego przeżyli tak całe życie – w biedzie. Bez żadnych przywilejów – nawet po tym jak władza zamordowała im syna walczącego o niepodległość Polski. Nawet po nastaniu pseudo ,,wolnej" Polski. Pokornie, po cichu, nie skarżąc się na swój los. W dupie ich miała cała elita III RP.

,,Po wprowadzeniu stanu wojennego Stanisław Helski nie zaprzestał działalności opozycyjnej. W odwecie ówczesne władze rozpoczęły wobec niego szykany. Wiosną 1982 r. naczelnik gminy Ciepłowody wydał Helskiemu nakaz obsiania pól jęczmieniem, do którego Helski nie zastosował się, gdyż nakaz ten uważał za bezprawny. W maju 1982 roku pod eskortą milicji na pola Helskiego wjechało 14 ciągników z siewnikami. Dokonano przymusowego zagospodarowania i pola Helskiego obsiano jęczmieniem. Kosztami całej akcji obciążono rolnika.

Po kilkunastu dniach Helski zaorał niewyrośnięte zboże na własnym polu, za co został aresztowany i skazany na łączną karę 6 lat pozbawienia wolności za wszystkie popełnione czyny. Komornik zajął i zlicytował maszyny rolnicze i sprzęty Helskiego. Ponadto jego jedyny syn został wcielony do wojska.

Po wyjściu z więzienia, zrujnowany finansowo, rozpoczął bez pomocy adwokatów, wieloletnią batalię z systemem prawnym PRL o uniewinnienie. Trzykrotnie w jego sprawie wyrokował Sąd Najwyższy oraz wielokrotnie Naczelny Sąd Administracyjny. Zarzuty jednak nie zostały oddalone, a sprawy sądowe ucięła amnestia, którą ogłoszono po zniesieniu stanu wojennego. Helski bezskutecznie usiłował odrzucić postanowienie o amnestii wobec siebie i domagał się uniewinnienia, które dawałoby mu podstawę prawną do dochodzenia roszczeń za bezprawne działania urzędników, doznane krzywdy i utracone zdrowie. Sytuacji nie zmieniły zmiany ustrojowe po 1989 r. Wszystkie skargi do organów władzy państwowej i do Rzecznika Praw Obywatelskich pozostawały bez odpowiedzi."

Tak komuna traktowała swoich obywateli, zwłaszcza tych mających inne zdanie od jedynego słusznego, czyli sowieckiego. Bankrut? Nie ma z czego żyć? A to niech zdycha. W Wolnej Polsce apele o odszkodowanie? Mowy nie ma. Trzeba było nie pyskować do Władzy Ludowej. Helski umarł w 2004 roku. Przeżył 15 lat ,,wolnej Polski", ale za bandyckie zniszczenie mu życia przez komunistów nigdy nie dostał od ,,wolnych, niezawisłych i zdekomunizowanych sądów" odszkodowania. Nikt się nie przejmował jego losem.

Opozycjoniści i żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego, z powykrzywianymi kończynami i kręgosłupami uszkodzonymi podczas tortur w UB-eckich mordowniach, żyli w skrajnej nędzy. Opuszczeni przez wszystkich. Nikogo nie obchodziło czy – jak by to powiedzieli ubecy i bolszewicy – ,,zdechną z głodu", czy wyskoczą przez okno. Przyjdzie jakiś urzędas, zapali znicz, zaprzyjaźniony pismak z lokalnego dziennika pstryknie fotkę do celów propagandowych, i tyle.

Tak samo tysiącami zwykłych Polaków żyjących w skrajnej nędzy – też nikt się przez lata nie przejmował. Cynicznie i z bolszewicką bezczelnością kazano im ,,zmienić pracę i wziąć kredyt". Żadne media nie płakały nad chcącymi normalnie żyć Polakami, którzy z braku perspektyw często decydowali się na samobójstwo.

A dziś w mediach afera, nagle wszyscy wielce zainteresowani, bo małżeństwo pracowników SB podobno próbowało popełnić samobójstwo (jemu się udało, jej nie) – z powodu biedy i obniżenia im emerytury.

To prawda, że esbek esbekowi nierówny, ale wszyscy oni służyli komunistom. Wszyscy przyczyniali się do zniewalania narodu polskiego, do plucia na polskie godło – i brali za to pieniądze. I to od SB – najbardziej zbrodniczej jednostki w komunistycznym systemie. Wszyscy więc esbecy – od generała po sekretarkę, służyli zdradzie. Nikt ich nie zmuszał do usługiwania najbardziej zbrodniczej ideologii w dziejach ludzkości. Robili to dobrowolnie. Dla zysków, dla kariery, dla forsy.

Nie wiem jakimi byli ludźmi i ile zła wynikało z ich pracy dla komunistycznego ustroju dławiącego polską niepodległość. Ale nawet zakładając hipotetycznie, że nie zasłużyli na aż tak zły los, to przecież nie oni jedni mieli problemy finansowe, więc przyznawanie im jakichś specjalnych względów to czysta (a właściwie brudna) hipokryzja.

Na każdą krokodylą łezkę przelaną nad śmiercią funkcjonariusza SB, media w wolnej, zdekomunizowanej, niepodległej Polsce powinny wylewać litry łez nad losem bohaterów walczących przeciw tym komunistom o to, żeby Polska była Polską.

Powinny.

Gdyby Polska była wolna, zdekomunizowana i niepodległa…

#polska #polityka #dekomunizacja #prl #fb #razprozak

Matusiak blog - Pełniący Obowiązki Polaka. Jak sowieci rządzili w polskim wojsku

Data: 11.11.2019 20:45

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #pop #Sowieci #PRL #LWP #polska #wojsko

„Wszyscy uważają, że decyzja ta powinna mnie jako Polaka serdecznie ucieszyć. W rzeczywistości było odwrotnie. Byłem w tym czasie szefem sztabu 1 Armii Uderzeniowej – wielkiej jednostki, w skład której wchodziło 13 dywizji. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wróżyły, że w najbliższym czasie obejmę dowództwo armii. Armii, którą doskonale znałem, z którą byłem zżyty od 1942 roku i która świetnie spisywała się na froncie. W dodatku nie bardzo się orientowałem, co to ma być za Wojsko Polskie” – w tak bezceremonialnych słowach swoje przenosiny do polskiego wojska ujął radziecki generał polskiego pochodzenia Władysław Korczyc. Od wczesnej młodości czuł się obywatelem sowieckim. Nawet półroczne oczekiwanie na szafot w latach stalinowskiej wielkiej czystki nie zmieniło jego światopoglądu.

Na zdjęciu Bordziłowski, Rokossowski i Berling – trzej z wielu tysięcy radzieckich oficerów w polskiej armii

Matusiak blog – Pełniący Obowiązki Polaka. Jak sowieci rządzili w polskim wojsku

Stalin wprawdzie się zgodził, by w 1943 r. utworzyć wojsko polskie na terenie Związku Radzieckiego, ale chciał mieć nad nim całkowitą kontrolę. Zagwarantować ją miała obsada wszystkich stanowisk dowódczych przez oficerów Armii Czerwonej lub lojalnych oficerów polskich, typu generał Zygmunt Berling. Rosła armia, wzrastała również liczba sowieckich oficerów. Kulisy ich przenosin precyzyjnie w swoich wspomnieniach ujął generał Tadeusz Pióro: „Na ich dobór polskie organy nie miały żadnego wpływu, szefem kadr 1 Armii WP był Rosjanin, płk Filip Sobieżko i on – teoretycznie w porozumieniu z Berlingiem – zajmował się praktyką personalną. Decyzje o przekazywaniu oficerów z jednostek radzieckich zależały od ich dowódców pozbywających się przy tej okazji mniej przydatnych. Niejeden z nich zresztą odbierał przydział do obcej armii jak dopust boży, uważając przebranie w polski mundur za koniec kariery w Armii Radzieckiej, co – nawiasem mówiąc – przyszłość potwierdziła”.

Już podczas chrztu bojowego 1 Dywizji Piechoty pod Lenino jeden z takich POP-ów – podpułkownik Anatol Wojnowski – dał pokaz swoich możliwości. Będąc dowódcą 1 pułku czołgów, odpowiadał za ich wprowadzenie na pole bitwy, a zadanie wsparcia piechoty bronią pancerną było bardzo istotne dla przebiegu całej batalii. To zadanie spaliło na panewce, ponieważ kiedy czołgi grzęzły w bagnach, ppłk Wojnowski leżał w stanie upojenia alkoholowego w jednej z okolicznych stodół. Na szczęście dla jego czołgistów wkrótce po bitwie odkomenderowano go z powrotem tam, skąd przybył.

Mniej szczęścia mieli nowo powołani rekruci 2 Armii WP, których los pokarał osobą ich dowódcy – urodzonego w Warszawie, od rewolucji październikowej żołnierza Armii Czerwonej, późniejszego generała Karola Świerczewskiego. O jego libacjach alkoholowych i pijackiej brawurze krążył legendy już od czasów hiszpańskiej wojny domowej, gdzie był dowódcą jednej z brygad ochotników. W kwietniu 1945 roku zgotował on swoim żołnierzom i oficerom drogę przez piekło, puszczając ich na Drezno bez odpowiedniego rozpoznania terenu. Zamiast tego były imprezy zakrapiane alkoholem. Wojsko zostało odcięte przez niemiecki kontratak, a otoczone jednostki zabite (ok. 5 tysięcy żołnierzy).

Inną cechą POP-ów były ich skłonności do szabru, szczególnie kiedy znaleźli się na ziemiach niemieckich. Przykład: pułkownik Andriej Czartoryski. Już jako dowódca 10 Dywizji Piechoty w armii Świerczewskiego w przededniu ofensywy drezdeńskiej został przez niego wyrzucony za liczne kradzieże podczas przemarszu jego dywizji przez Ziemie Odzyskane. Nie zaszkodziło mu to jednak w dalszej karierze. Zaledwie kilka dni później znalazł się w Łodzi, gdzie został dowódcą nowo formowanej 11 Dywizji Piechoty, a ponadto jako najstarszy stopniem oficer w mieście objął obowiązki szefa łódzkiego garnizonu wojskowego. Już pod koniec maja 1945 roku dostał rozkaz wyruszenia ze swoją dywizją nad środkową Odrę. I znów zajmował się głównie szabrem.

Ukróciła to w końcu inspekcja przeprowadzona przez oficerów Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego w maju 1946 roku. W sporządzonym przez nich sprawozdaniu czytamy: „Dowódca 11 dywizji – płk Czartoryski nie jest obecnie w stanie należycie pokierować pracą swojej jednostki. Wpływa na to w pierwszym rzędzie jego przeszłość »szabrownicza« z pierwszego okresu pobytu dywizji na ziemiach zachodnich. Wpłynęło to na olbrzymie obniżenie się jego autorytetu u podwładnych. Był wypadek, że na odprawie jeden z dowódców pułku prawie otwarcie zarzucał mu uczestniczenie w nadużyciach, a z drugiej strony wiele nadużyć w dywizji nie jest należycie tępione. Uzdrowić ten stan rzeczy mogłaby jedynie zmiana na stanowisku dowódcy dywizji. Opinia gen. Popławskiego co do tej sprawy jest analogiczna”. Cztery miesiące później został odesłany do Związku Radzieckiego.

Nie każdy mundurowy z Kraju Rad, który służył w szeregach polskiej armii, radził sobie z samotnością i z rozłąką z najbliższymi. Niektórzy z nich decydowali się na tzw. frontowe żony, czyli młode kobiety. Chyba najgłośniejszym przypadkiem była relacja generała Włodzimierza Kierpa z jego podwładną porucznik Natalią Gurową. On – dowódca 5 Brygady Artylerii Ciężkiej, ona – felczer ambulatorium tejże brygady, nie ukrywali się ze swoim uczuciem.

W szczególny sposób przedstawił to prof. Maciej Szczurowski w monografii jednostki: „Na przykład zdjęcie zrobione podczas pobytu w Summt przedstawia gen. Kierpa i jego »wojenną żonę« por. Natalię Gurową przy pięknej limuzynie – w kolekcjonowaniu których pasjonował się generał – w towarzystwie dwóch psów. Jeden, owczarek alzacki, towarzyszył dowódcy brygady na całym szlaku bojowym; drugi, to jamnik sprezentowany przez Kierpa »żonie« pragnącej we wszystkim dorównać »mężowi«. Nadto »towarzyszka porucznik« już nie w mundurze, lecz wieczorowej, koronkowej sukni, wykwintnym kapeluszu z wymyślnym rondem oraz w lakierowanych pantofelkach. Całość tworzyła obraz zaiste w niczym nieprzypominający zakończonej kilka dni wcześniej wojny”.

„Frontowe małżeństwa” sowieckich generałów kończyły się najczęściej z momentem ich powrotu do ojczyzny.

Gdy wojna się skończyła, władze zdecydowały się zredukować półmilionową armię. To samo dotyczyło POP-ów. W pierwszej fazie byli odsyłani w sposób doraźny i niezorganizowany. Od lipca 1946 roku Departament Personalny WP przejął całkowitą pieczę i kontrolę nad tym procesem. Do ostatniego dnia 1948 roku z powrotem do ZSRR odkomenderowano prawie 17 tysięcy POP-ów, w tym 66 generałów. Dodatkowo ponad tysiąc oficerów złożyło podania o przyznanie polskiego obywatelstwa. Większość z nich rozpatrzono pozytywnie. Wydawało się, że LWP uzyska wkrótce narodowy charakter. Że w tamtym czasie była na to realna szansa, udowadniał Władysław Gomułka na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR z 12 października 1956 r. Mówił wtedy: „W materiałach, które mi zwrócono, znalazłem list, który pisałem do Biura Politycznego KC KPZR (będąc w Moskwie przejazdem do Kisłowodzka na leczenie) w 1947 r. Z listu tego wynika, że już w 1951 roku nie miało być ani jednego oficera rosyjskiego”. Dał na to zgodę Stalin i Bułganin, ówczesny minister obrony narodowej”.

Ale rzeczywistość okazała się inna. Stalin rozpoczął kolejną wojnę z „wewnętrznym wrogiem”. W odróżnieniu od czasu wielkiego terroru z lat 30. – oprócz samego ZSRR – objęła ona wszystkie państwa satelity na wschód od Łaby. Rozpoczęty pod koniec 1948 r. proces przyspieszonej stalinizacji objął również polskie wojsko. Generałowi Marianowi Spychalskiemu – wiceministrowi obrony narodowej, odpowiedzialnemu za powojenną politykę personalną, już po aresztowaniu w 1950 r. postawiono następujące zarzuty: „Spychalski przyspieszał odsyłanie z WP nieodzownych specjalistów – oficerów radzieckich, bez odpowiedniego przygotowania młodej, ludowej kadry, pogłębiając przez to trudności, jakie istniały przy formowaniu korpusu oficerskiego i jego szkoleniu. Odwoływanie oficerów radzieckich odbywało się na gruncie porozumienia z Rządem Radzieckim, lecz nie wolno było tego czynić ze szkodą dla WP. Przedstawienie Rządowi Radzieckiemu potrzeby zatrzymania koniecznej ilości oficerów radzieckich w WP spotkałoby się – jak stwierdza sam Spychalski – z przychylnym potraktowaniem. Spychalski nie podjął jednak żadnych kroków w tym kierunku, a nawet wręcz przyspieszał odwoływanie oficerów radzieckich”.

Symbolem nowej ery stała się nominacja na ministra obrony narodowej marszałka ZSRR Konstantina Rokossowskiego. Urodzony w zubożałej polskiej rodzinie pochodzenia szlacheckiego, w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej uzyskał status bohatera narodowego. Miał olbrzymi wkład osobisty w największych sowieckich zwycięstwach pod Stalingradem, Kurskiem czy Berlinem. Z chwilą objęcia przez niego sterów w Ministerstwie Obrony Narodowej, z kierunku wschodniego nadeszła kolejna fala wysokich szarżą radzieckich oficerów. Przez pierwsze trzy lata jego rządów – do końca 1952 r. – przyjechało 269, w tym 36 generałów. Dołączyli oni do grona swoich towarzyszy, którzy przetrwali czystki w latach 1945-1948. Tak więc w szczytowym okresie stalinizmu w siłach zbrojnych PRL służyło łącznie 41 generałów i 668 oficerów „bratniej armii”.

Najbardziej haniebny okres działalności POP-ów w Wojsku Polskim przypada na lata 1949-1954. Było to związane z ich służbą w wojskowym wymiarze sprawiedliwości oraz w kontrwywiadzie, dla pozoru ukrywającym się pod szyldem Głównego Zarządu Informacji. To właśnie ci ludzie zajmowali się wszystkimi generałami, oficerami, podoficerami i szeregowymi o rodowodzie akowskim, maczkowskim, andersowskim czy sanacyjnym.

Brak wykształcenia prawniczego nie przeszkadzał sowieckim prokuratorom żądać najsurowszych werdyktów, z karą śmierci włącznie, a sędziom wojskowym – je orzekać. Jednym z takich przykładów był prokurator wojsk lotniczych podpułkownik Iwan Amons. Absolwent dwuletniego seminarium nauczycielskiego i jednorocznego kursu prawniczego w 1952 roku jako oskarżyciel w pokazowym procesie oficerów lotnictwa w wydatny sposób przyczynił się do skazania sześciu z nich na karę śmierci za rzekome szpiegostwo, choć doskonale wiedział, że są niewinni.

Już kilka lat wcześniej jego przełożony wystawił mu taką opinię służbową: „Prokurator Amons nie dorósł do zajmowanego stanowiska, zajmuje je jedynie z powodu braku dostatecznie kwalifikowanych kadr. Wykształcenie ogólnie niskie, prawnicze żadne, inteligencja mierna. Dokumenty sporządzone przez prokuratora Amonsa często zaliczyć wypada do rzędu humorystycznych, ich bezradność i wyjątkowo niska kultura prawnicza graniczą nierzadko z niezamierzonym przez autora komizmem”.

Jeszcze bardziej brudną robotę niż prokuratorzy i sędziowie wykonywali funkcjonariusze wojskowej bezpieki. To oni dręczyli psychicznie i fizycznie aresztowanych oficerów WP. Często bano się ich bardziej niż cywilnych bezpieczniaków. Ci najwyżsi rangą w sfingowanych procesach pokazowych przełomu lat 40. i 50. nierzadko sami dyktowali wyroki, jakie miały zapaść.

Jednym z najgorszych był pułkownik Antoni Skulbaszewski, zastępca szefa GZI w latach 1950-1954, a jeszcze wcześniej przez dwa lata naczelny prokurator wojskowy. Chyba najlepiej zarówno jego metody śledcze, jak i jego samego scharakteryzował gen. Pióro: „Elegancki, układny, inteligentny, dobrze mówiący po polsku i doskonale w polskich stosunkach zorientowany (…). Miał wyjątkową umiejętność nawiązywania kontaktu z rozmówcą, niemal zjednywał go swoim obejściem, oczytaniem, wyrobieniem towarzyskim. Gdy prowadził śledztwo, delikwent często sam nie wiedział, jak wpadał w zastawione pułapki słowne. W rzeczywistości bezwzględnością przewyższał Wozniesienskiego, a w działaniach śledczych potrafił być nie mniej brutalny od swoich podwładnych, zbyt delikatnie – jego zdaniem – obchodzących się z przesłuchiwanymi, piętnował ich jako słabych ideologicznie i ulegających wrogim wpływom”.

Dramatyczne październikowe dni 1956 roku, kiedy to o mały włos nie doszło do zbrojnej konfrontacji z Sowietami, doprowadziły do nacisku na Gomułkę, by pozbył się POP-ów z Wojska Polskiego. Będąc na fali odwilży i mając wolną rękę ze strony ekipy Chruszczowa, I sekretarz PZPR zrobił z nimi porządek. Jeszcze do końca tego roku odkomenderowano do ZSRR marszałka Rokossowskiego, 19 generałów i 25 oficerów, a w pierwszej połowie 1957 roku dalszych kilkanaście osób, w tym ośmiu generałów. Tym sposobem w szeregach LWP pozostało jedynie sześciu radzieckich generałów i tylu samo oficerów. Wywodzący się z tej grupy generałowie Michaił Owczynnikow i Jurij Bordziłowski zasiedzieli się w Polsce wyjątkowo długo, bo aż do marca 1968 roku. Jako ostatni – po 24-letniej służbie z piastowskim orzełkiem na czapce – zamknęli oni erę udawanych Polaków.

Data: 11.10.2019 21:54

Autor: FiligranowyGucio

Raz prozą, raz rymem – walczymy z propagandowym reżimem_FB

Wałęsa zrobił za mnie robotę i zatopił PO i PSL, ale SLD i Lewica same się nie zatopią, więc trochę Wałęsie pomogę. Początek zerżnąłem sam od siebie, czyli cytuję tekst sprzed 2 lat, ale dalsza część jest nowa a równie ważna i symboliczna. Zapraszam.

Mirosław Wyrzykowski w latach 70-tych wykładał w Wyższej Szkole Oficerskiej imienia Dzierżyńskiego w Legionowie. Jej celem było, cytuję oficjalnie źródła: ,,kształcenie kadry na potrzeby Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (głównie SB), przygotowywane do objęcia stanowisk oficerskich".

Szefem komunistycznego MSW był wtedy towarzysz Stanisław Kowalczyk. To właśnie on, 19 listopada 1973 roku, (miesiąc po słynnym meczu na Wembley), powołał do życia w SB głęboko zakonspirowaną Samodzielną Grupę Operacyjną ,,D". Do najsłynniejszych dokonań członków tej grupy należy podrzucanie pielgrzymom prezerwatyw, próba skompromitowania papieża Jana Pawła II oskarżeniami o romans, wywiezienie do lasu i poparzenie żrącym kwasem Janusza Krupskiego (późniejszej ofiary katastrofy w Smoleńsku), czy wreszcie – torturowanie i zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki.

Wyrzykowski szkolił przyszłych esbeków dokładnie w tym samym czasie, w którym studiował tam Leszek Pękala – jeden z esbeków skazanych za zamordowanie księdza Popiełuszki.

W krainie nazywanej żartobliwie ,,wolną Polską", pan Mirek dalej obsadzał swoją czcigodną pupą wysokie, niedostępne dla plebsu, stanowiska, a w 1997 dostał order od

Kwaśniewskiego. A że order od Kwacha to nie byle co, pan Mirek 4 lata później został… sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

W latach 80-tych Wyrzykowski poznał Waltera (zarejestrowanego w SB jako TW ,,Mewa") i Wejcherta (zarejestrowanego jako TW ,,Konarski"), założycieli grupy ITI. Od 1994 roku zasiadał w Radzie Dyrektorów tego holdingu. Trzy lata później założyciele ITI, założyli telewizję TVN. Nie zapomnieli o swoim starym druhu – pan sędzia dostał fuchę również w radzie nadzorczej TVN. Wyrzykowski kupił za 600 tysięcy złotych akcje ITI, posiadał je nadal będąc sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Pamiętacie kwik TVN w obronie Trybunału? Jesteśmy w domu.

Ale to nie koniec. W 2006 roku, pisowska Sejmowa Komisja Śledcza chciała przesłuchać Wojciecha Kostrzewę, byłego doradcę Balcerowicza, a od 2005 (aż do 2018) prezesa ITI, w dodatku wieloletniego przewodniczącego rady nadzorczej TVN. Trybunałowi jednak… nie spodobała się komisja śledcza. Uznał ją za NIEKONSTYTUCYJNĄ. Kto był jednym z decydentów przy podjęciu tej decyzji? Otóż… Wyrzykowski. Od 20 (wówczas) lat – kumpel szefów ITI, zasiadający potem w radach tej spółki, i TVN.

W 2007 PiS (między innymi na skutek zajadłej nagonki i propagandy… wspomnianego wyżej TVN) traci władzę, zaczynają się rządy Platformy, ministrem sprawiedliwości zostaje Ćwiąkalski (były członek PZPR), a śledztwo w sprawie ITI – umorzone.

W 2010, w pierwszych miesiącach swojego urzędowania po śmierci Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku, nowy prezydent Komorowski odznacza Wyrzykowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Wyrzykowski bryluje dziś w mediach w obozie III RP, jest między innymi autorem słów: ,,To MY jesteśmy Konstytucją". Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione wyżej informacje, sami sobie wstawcie kogo miał na myśli, mówiąc ,,MY".

Wyrzykowski wychowuje Polsce nowe pokolenie swoich ideologicznych spadkobierców. To właśnie on jest promotorem pracy doktorskiej… Krzysztofa Śmiszka z partii ,,Wiosna", narzeczonego Biedronia.

Śmiszek i Biedroń to ci miłośnicy tolerancji i pokoju, Robercik ma w domu na lodówce wizerunek komunistycznego bandyty Che Guevary, o którym wikipedia – powołując się na zagraniczne źródła – pisze tak: ,,W trakcie kryzysu kubańskiego w wywiadzie dla brytyjskiej gazety „Daily Worker” zadeklarował, że byłby gotów sprowokować światowy konflikt nuklearny i żałował, że nie doszło do poświęcenia narodu kubańskiego jako ofiary w wojnie atomowej, stwierdzając zarazem, że gdyby rakiety były pod kontrolą Kuby, nie zawahałby się ich użyć. Zachwalał również „skuteczną nienawiść, która czyni z człowieka efektywną, działającą szybko, selektywnie i bezwzględnie maszynę do zabijania”.

Panie, panowie – idol dzisiejszej lewicy.

I druga postać którą Biedroń darzy takim szacunkiem, że aż sobie na lodówkę klepnął żeby codziennie swojego idola oglądać – Mao Zedong. Wikipedia: ,,Przez wielu historyków jest uznawany za największego zbrodniarza w historii ludzkości, przypisuje mu się odpowiedzialność za śmierć 65 – 70 mln ludzi tylko w czasie pokoju".

Gdyby dziennikarze zobaczyli u Korwina Goebbelsa na lodówce, albo u Morawieckiego – Hitlera, byłby skandal numer 1 na trzy tygodnie. Ale jak lewacy mają komunistycznych zbrodniarzy to już hehe oj tam oj tam, bez przesady. Jak Guevara i Zedong mordowali to ludzi przecież mniej bolało, umierali z uśmiechem na ustach, gdyż wiedzieli, że umierają dla marksistowskich i komunistycznych ideałów.

I jeszcze jedna ciekawostka na koniec. Kiedy w TVP był niewygodny temat o rzeczniku Bodnarze, w obronę wzięła go Helsińska Fundacja Praw Człowieka, grzmiąc o ,,metodach znanych z komunistycznej przeszłości".

Wiecie kto był promotorem Bodnara i Barbary Grabowskiej-Moroz (zapraszanej do TVN i do auta Kuźniara prawniczki Helsińskiej Fundacji)?

Otóż pan Mirek Wyrzykowski.

Ten z uczelni szkolącej esbeckie kadry.

Welcome to the Jungle.

Welcome to III RP.

#komunizm #prl #tvn #wiosna #polityka #telewizja

Data: 02.05.2019 14:37

Autor: Judasz

Dlaczego w Polsce nie jest idealnie, a niektórzy powiedzą, że źle? Polecam kroniki PRL, wypowiedzi tych ludzi. Większość to ciemnota i mentalność urzędnicza zwykłych ludzi. Dzisiaj ci ludzie mają po 50-60 lat i prawa wyborcze, jest ich też dużo.

Błędem Polski była pełna demokracja. Należało od razu wprowadzić cenzus wieku, wybierani mogli być jedynie 40 latkowie i co 5 lat wzrost cenzusu do max 60 lat. Stare dziady oblazły instytucje państwowe niczym szarańcza.

To między innymi dlatego, w Polsce rządzi papier, na wszystko trzeba mieć świstek i pieczątkę. Dopiero od tamtego roku nie musisz robić papierowych faktur. Przez 3 dekady poszły na to miliony ton papieru i miliony roboczo godzin.

#prl #polska

Michalkiewicz. Prawdziwe kulisy transformacji ustrojowej w Polsce

Data: 16.04.2019 21:53

Autor: piotre94

youtube.com

Stanisław Michalkiewicz dokonuje wiwisekcji polskiej sceny politycznej, która ukształtowała się w połowie lat 80. Doszło wówczas do walki o wpływy między służbą bezpieczeństwa a wywiadem wojskowym. Tę wojnę wygrał wywiad wojskowy z generałem Kiszczakiem na czele, a potem przygotował, przeprowadził i nadzorował transformację ustrojową w Polsce, czego przygnębiające skutki obserwujemy do dziś. #polska #prl #polityka #historia #michalkiewicz