Co Żydzi sądzą o Polakach (w bonusie wierszyk)

Data: 11.09.2020 19:24

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #polacy #opinie

Co Żydzi sądzą o Polakach (w bonusie wierszyk)

Wierszyk, autor nieznany


Żyd Mnie obraża, Ja Go nie mogę

Od razu staje się ksenofobem.

Antysemitą albo rasistą

Choć tylko Flagę trzymam Ojczystą.

Wróćmy do wojny i do Hitlera,

Na dziesięć Żydów, Polak umiera.

Ale dlaczego? Bo Was chowali,

I własne życie tym narażali.

A Ty w tej chwili razem z Niemcami,

Właśnie nazywasz Nas Faszystami.

Tak z tymi ludźmi i wielkiej skali

Co Was miliony wymordowali.

Powiedz to babci, powiedz dziadkowi

Być może prawdę wtedy Ci powie.

Kto był Faszystą – Czy to Polacy?

I co to słowo naprawdę znaczy.

To Wasza nacja tworzyła Kapo

W gettach, obozach niczym Gestapo.

By tylko Sami wojnę przetrwali

To Własnych braci na śmierć wydali.

Czemu akurat o tym nie mówisz?

Kim było Kapo tym się nie chlubisz.

Ale Ty z błotem mieszasz Polaka

Już widać Wasza natura taka.

Bo Polak nigdy się nie poddawał

I nawet w Waszej obronie stawał.

Walczył na frontach w całej Europie

A dziś Go właśnie Europa kopie.

Poznałeś prawdę przez całą dobę

Choć jest mi przykro, Wybaczam Tobie.

Na koniec powiem Ci prawdę taką:

Być może żyjesz Dzięki Polakom…

Data: 09.08.2020 20:17

Autor: DoktorDembele

2 sierpnia polski pracownik sezonowy 37-letni Marcin Kolczyński pracujący przy zbiorze cebuli w Holandii utonął w Morzu Północnym ratując 3 młode dziewczynki. Zostawił żonę i troje dzieci. W całej Holandii trwa zbiórka pieniędzy dla jego rodziny.

Praktycznie wszystkie polskie/polskojęzyczne media o tym milczą. W polskim internecie możesz przeczytać o tym tylko na :

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/marcin-kolczynski-uratowal-w-holandii-dzieci-wspomnienia-bliskich/jk55gnq#slajd-7

Z tego co widzę, by przeczytać cały artykuł należy subskrybować to znamienite medium informacyjne.

Tutaj ze szczegółami po ANG :

https://nltimes.nl/2020/08/07/eu200k-raised-polish-man-died-rescuing-three-children-sea

O sprawie informowały dziś także niemieckie media, w tym BILD, nie mówiąc oczywiście o wielu holenderskich mediach.

#polska #informacje #polacy #swiat #holandia

Olivia Richardson – głos z Emigracji

Data: 15.06.2020 12:10

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ludziemyslacy #OliviaRichardson #dobojuPolacy #polacy #polska #glosrozsadku

Film z 14 kwietnia 2020 roku.


Młoda, piękna dziewczyna Olivia Richardson nagrała odważne wideo.

Olivia zapowiada, że będzie walczyła o swoją wolność!

Olivia Richardson – głos z Emigracji

Olivia wyglądająca na nastolatkę, a przynajmniej na bardzo młodą kobietę wygłasza przemówienie godne kandydatki na urząd Prezydenta, a przynajmniej lidera partii politycznej. To bardzo egzotyczny obraz, by osoba w tym wieku wygłosiła taką mowę.

Olivia zbija słowa z usta niejednemu politykowi, działaczowi polonijnemu, niejednemu aktywiście, niejednemu patriocie. Przestrzega przed zagrożeniami, które nas czekają i przewiduje ich skutki. Jednym z grzechów, którymi nas obarcza – dosłownie nas, bo mówi prosto w oczy – jednym z grzechów jest bierność i słuchanie rozkazów płynących od rządzących krajem.

Olivia zwraca się z apelem do różnych grup zawodowych, również do policjantów. Ale to, co najbardziej urzeka, to jej apel do dziennikarzy… Tak. Trzeba przyznać, że stan dziennikarstwa w Polsce w ostatnim czasie zostawia wiele do życzenia.


TU jej kanał na Youtube Olivia Richardson dla Świadomości

Skandal w Oświęcimiu w rocznicę pierwszego transportu Polaków.

Data: 14.06.2020 22:46

Autor: malcolm

wprawo.pl

#niemcy #nazisci #zydzi #polacy #obozkoncentracyjny #niemieckiezbrodnie #niemieckieobozy

14 czerwca 1940 roku 728 Polaków z tarnowskiego więzienia, pierwszym transportem zostało wysłanych na śmierć do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. To wynik decyzji Hansa Franka, szefa Generalnego Gubernatorstwa, który w pierwszej kolejności rozkazał wymordować polską inteligencję i elitę narodu polskiego. Prawda o polskim transporcie jest skrzętnie zamiatana pod dywan, ponieważ burzy żydowski holokaustowy przemysł, z którego ma wynikać, że jedynymi ofiarami II wojny światowej byli Żydzi.

W ubiegłym roku informowaliśmy Państwa o niegodnej postawie strażników muzeum oraz dyrekcji, którą obserwowaliśmy w dniu obchodów. Wtedy to zabroniono wejścia na teren obozu z flagami na drzewcach.

W tym roku dopuszczono się czegoś o wiele gorszego, POLAKÓW nie wpuszczono.

O sprawie informuje także kandydat na urząd Prezydenta RP Krzysztof Bosak.

W 80-tą rocznicę pierwszego transportu polskich więźniów do obozu Auschwitz pozostaje zamknięte. Po negocjacjach z personelem zostałem wpuszczony by złożyć pierwszy, jedyny wieniec. Do 15.00 wejście tylko dla prezydenta. Władze nie zainicjowały wspólnych obchodów. Niech nasz wieniec będzie złożony w imieniu wszystkich Polaków, którym nie pozwala się wejść na teren obozu.

Truskawki same się nie zbiorą! Francja błaga: Polacy na truskawki!

Data: 14.05.2020 08:33

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #francja #polacy #praca

Francja woła coraz głośniej: Polacy potrzebni są na wczoraj – truskawki, ale także inne owoce i warzywa bez Polaków zostaną w glebie! W Fontaines-en-Sologne, w Loir-et-Cher, czyli Regionie Centralnym Francji Laurence Roger z Gaec Guilloteau jak co roku rozpoczął w kwietniu organizację sezonu zbioru truskawek. Firma Guilloteau to firma rodzinna, która uprawia truskawki od czterech pokoleń, angażując sezonowo do pracy Francuzów, ale także, a może przede wszystkim, Polaków, Portugalczyków i Marokańczyków. Francja potrzebuje Polaków do truskawek, tego nikt nie ukrywa, jednak pozostają problemy transportowe… "Polacy na truskawki" – to hasło, które jest dzisiaj szczególnie aktualne.

Truskawki same się nie zbiorą! Francja błaga: Polacy na truskawki!

Francja, Polacy i truskawki…

Laurence Roger z Gaec Guilloteau każdego roku potrzebuje pięćdziesięciu sezonowych pracowników rolnych, aby zagwarantować zbiór z sześciu hektarów truskawek gruntowych i czterech hektarów szklarniowych. Tak było co roku, ale koronawirus wszystko zmienił, producenci takich owoców jak truskawki, jak i wszyscy inni producenci rolni we Francji. Polacy uważali truskawki za stały punkt swojego francuskiego kalendarza. Francja, Polacy, truskawki to refren, który z powodu COVID-19 przestał być grany. Do odwołania?

Zwykle sprowadzamy pracowników z Polski, Portugalii i Maroka, więc organizujemy się z dużym wyprzedzeniem... Ale przy zamkniętych granicach około dwudziestu pracowników sezonowych, w większości stałych bywalców, nie będzie mogło przyjechać w tym roku

– żałuje Laurence Roger cytowany przez serwis reporterre.net, rolnik, który symbolizuje problemy Francji, zapotrzebowanie na Polaków i reprezentuje rynek truskawek, który jest lustrzanym odbiciem rynku francuskich owoców i warzyw.

Francuscy przetwórcy na truskawki…

Francuzi bez Polaków i innych pracowników sezonowych będą próbować przerzucić pracowników przetwórstwa do zwykłego zrywania owoców.

W przypadku francuskich zbiorów (nie tylko truskawek) zaczynają się gorączkowe poszukiwania pracowników. W spółdzielni Cadran de Sologne, która jest właścicielem plantacji Guilloteau, kwestia dostępności siły roboczej jest obecnie głównym problemem. Pozrywane łańcuchy produkcji, dostaw, transportu – dlatego firmy będą wymieniać się pracownikami. Stąd być może sezonowców zastąpią po części pracownicy przetwórstwa.

Francuzi nie ukrywają jednak, że rodzimi obywatele pracują nieporównywalnie mniej wydajnie niż Polacy.

Francuz nie zastąpi Polaka. Kto będzie zbierać truskawki?

Money.pl informował niedawno, że „Francuscy rolnicy i przedsiębiorcy cierpią przez koronawirusa. I brak Polaków, którzy zamiast jak co roku pracować przy zbiorach, zostali w kraju. Jak mówią, nie chcą zatrudniać rodaków, bo potrzebują "prawdziwych pracowników"”.

Bez zagranicznych pracowników sezonowych nie damy sobie rady. Na szczęście od dzisiaj można ich już sprowadzać. Tylko na razie nie mamy jak tego zrobić . Bo nie mają jak przyjechać

– powiedział 11 maja w Radio France Internationale Mickael Bourguignon, rolnik z Cailloux-Sur-Fontaines pod Lyonem.

Francja tęskni za Polakami, bo ktoś musi zbierać truskawki

Sprawę opisał dziennik „Rzeczpospolita” w artykule Danuty Walewskiej Warzywa zostaną w ziemi? Francja tęskni za Polakami

W takiej sytuacji, jak Mickael Bourguignon znalazły się setki francuskich gospodarstw. Zazwyczaj o tej porze na polach pracowały tysiące Polaków, Rumunów i Ukraińców. W tym roku może się okazać, że warzywa zostaną w ziemi, a owoce na drzewach. Dopóki nie było decyzji z Brukseli, która chce by do połowy czerwca utrzymać wstrzymanie podróży przez unijne granice, z wyjątkiem wyjazdów do pracy, zbiory moreli, czereśni i szparagów były zagrożone. Już wcześniej z powodu braku chętnych Francuzów do pracy na polu zgniła część truskawek. Teraz według szacunków FNSEA, największego związku zawodowego pracowników rolnych na „już" potrzeba przynajmniej 200 tys. osób, które miałyby pracę aż do września.

Francuzi odpoczywają, Polacy pracują. A truskawki trzeba zebrać

„Le Figaro” informuje, że podobna sytuacja dotyczy nie tylko rynku truskawek, ale wszystkich owoców i warzyw. Rekrutacja do pracy jest dla producentów zadaniem karkołomnym. Na brak zaangażowanych pracowników sezonowych, zwłaszcza z Polski, narzeka Mathieu Lucas producent owoców czerwonych i warzyw z Bailleul-le-Soc pod Paryżem.

Mam teraz 30 pracowników, a potrzebuję 200 i to codziennie. Ci, którzy się zgłaszają nie mają pojęcia o pracy na roli, więc kiedy dzwonią zgłaszając się do pracy, mówię, żeby nie przyjeżdżali. Z rozmów wynika,że zostali bez pracy i chętnie by sobie poodpoczywali za niezłe pieniądze na wsi, zwłaszcza,że pogoda jest taka ładna. A ja potrzebują prawdziwych pracowników, najchętniej Polaków, albo Ukraińców którzy pracowali u mnie rok temu. Oni naprawdę byli zainteresowani pracą i wiedzieli o co chodzi

– mówi producent owoców i warzyw Mathieu Luscas w rozmowie z „Le Figaro".

Francuscy pracodawcy zapewniają, że podczas zbiorów truskawek, innych owoców oraz warzyw zapewnione będą wszystkie wymogi bezpieczeństwa związane z epidemią koronawirusa, także w pracy przy maszynach. Francja, Polacy i truskawki to wciąż otwarty temat, ale dla wielu to okres oczekiwania, dla jednych na pracę, a dla innych na pracodawców. Pat komunikacyjny najmocniej odczują jednak konsumenci.

Gdańscy naukowcy pracują nad bateriami nowego typu

Data: 19.04.2020 13:52

Autor: ziemianin

media.pg.edu.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #polacy #polska #gdansk #uniwersytet #baterie #ciekawostki #wynalazki

Inżynierowie z Politechniki Gdańskiej razem ze specjalistami z Finlandii pracują nad nowym rodzajem tzw. baterii przepływowych. To coraz częściej badane baterie o dużej sprawności i długiej żywotności.

Gdańscy naukowcy pracują nad bateriami nowego typu

Grupa badawcza kierowana przez dr hab. inż. Joannę Krakowiak z Katedry Chemii Fizycznej PG pracuje nad autorskim ogniwem przepływowym i nowymi elektrolitami, które można w nim zastosować.

Baterie przepływowe (redox flow cell) zyskują rosnące zainteresowanie. To dlatego, że mają wysoką sprawność i długą żywotność sięgającą nawet 20 lat. Są przy tym bardzo uniwersalne i bezpieczne – wyjaśniają gdańscy eksperci, którzy postawili przed sobą dwa zadania.

„Celem naszych badań jest zmniejszenie kosztu budowy baterii i/lub poprawa działania jej kluczowych elementów. Obecnie skupiamy się na modyfikacji elektrod w celu usprawnienia parametrów kinetycznych i termodynamicznych ogniwa. Z drugiej strony będziemy starali się znaleźć sposób na zwiększenie stężenia substancji biorących udział w konwersji energii, by tym samym zwiększyć ilość energii, którą możemy magazynować w tej samej objętości elektrolitu” – tłumaczy mgr inż. Miłosz Murawski, doktorant z zespołu dr hab. Krakowiak.

„Kolejnym kluczowym aspektem jest dobór właściwej membrany dla danego układu elektroda – elektrolit, która zapobiega mieszaniu się obydwu elektrolitów. Z tego względu prace nad akumulatorami przepływowymi mają ściśle interdyscyplinarny charakter” – dodaje badaczka.

Z chemikami pracują m.in. specjaliści z Wydziału Mechanicznego PG. Projekt prowadzony jest przy współpracy z drem inż. Pekka Peljo z Uniwersytetu Aalto, który jest drugim promotorem Miłosza Murawskiego.

„W związku z tym, że nasz zespół na Politechnice Gdańskiej ma dużo mniejsze doświadczenie i zaplecze, ustaliliśmy na razie, iż badania prowadzone przez nas będą uzupełniającymi, do tych które prowadzi zespół w Finlandii” – współpracę komentuje prof. Krakowiak.

„Równolegle opracowujemy zmiany konstrukcyjne ogniwa już istniejącego, wykorzystywanego przez nas w badaniach laboratoryjnych, jednak czy uda nam się uzyskać rozwiązanie lepsze od poprzedniego dowiemy się dopiero, gdy wrócimy do normalnego trybu pracy, po zakończeniu pandemii koronawirusa” – dodaje.

Ważne odkrycie Polaków: fotosyntezę napędza nie tylko światło, ale i ciepło

Data: 19.04.2020 13:47

Autor: ziemianin

pubs.acs.org

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #polacy #naukowcy #swiatlo #slonce #fotosynteza #ekologia #ciekawostki

Do fotosyntezy potrzebne jest nie tylko światło, ale i ciepło – dowodzą naukowcy z Lublina. “Rośliny odzyskują część ciepła, które powstaje w fotosyntezie, i używają go ponownie do zasilania reakcji napędzanych światłem, w tym – do produkcji tlenu” – tłumaczy prof. Wiesław Gruszecki.

Ważne odkrycie Polaków: fotosyntezę napędza nie tylko światło, ale i ciepło

Naukowcy mają nadzieję, że wiedzę dotyczącą gospodarowania strumieniami energii w aparacie fotosyntetycznym roślin uda się wykorzystać np. w rolnictwie, by zwiększyć plony.

Energia niezbędna do podtrzymywania życia na Ziemi pochodzi z promieniowania słonecznego. Wykorzystanie tej energii możliwe jest dzięki fotosyntezie. W ramach fotosyntezy dochodzi do przetwarzania energii światła na energię wiązań chemicznych, która może być wykorzystana w reakcjach biochemicznych. W procesie tym rośliny rozkładają też wodę, wydzielając do atmosfery tlen, potrzebny nam do oddychania.

Do tej pory sądzono, że w fotosyntezie rośliny korzystają tylko z kwantów światła. Zespół z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej i Instytutu Agrofizyki PAN w Lublinie wskazał jednak dodatkowy mechanizm: do fotosyntezy potrzebna jest również energia cieplna, która – jak się wydawało – powstaje w tym procesie jako nieistotny skutek uboczny. Tymczasem z badań wynika, że ten "recykling energii" jest niezbędny w procesie wydajnego rozkładania wody do tlenu. Wyniki ukazały się w renomowanym czasopiśmie "Journal of Physical Chemistry Letters".

"Wydajność energetyczna fotosyntezy jest niewielka" – mówi w rozmowie z PAP prof. Wiesław Gruszecki z UMCS. Wyjaśnia, że roślina zamienia w biomasę najwyżej 6 proc. energii słonecznej, którą pobiera. "Natomiast około 90 proc. energii pochłanianej ze światła jest oddawana do środowiska w postaci ciepła. Dotąd uważaliśmy, że frakcja oddawana do środowiska w postaci ciepła, z punktu widzenia wydajności energetycznej tego procesu, jest nieodwracalnie stracona. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się jednak, że aparat fotosyntetyczny w roślinach jest na tyle sprytny, że potrafi jeszcze wykorzystywać część energii rozproszonej na ciepło" – mówi.

Naukowiec podkreśla, że są to badania podstawowe. Jego zdaniem mają one jednak szansę znaleźć zastosowanie choćby w rolnictwie.

"Jeśli procesy produkcji żywności się nie zmienią, to w połowie XXI wieku, kiedy Ziemię może zamieszkiwać nawet ponad 9 mld ludzi, nie starczy dla wszystkich jedzenia, tym bardziej przy niepokojących zmianach klimatycznych" – alarmuje naukowiec. Badania jego zespołu są częścią międzynarodowych działań naukowców. Badają oni, co reguluje przepływy i wiązanie energii w procesie fotosyntezy. W powszechnym przekonaniu wiedza ta umożliwi inżynierię bądź selekcję gatunków roślin, które dawać będą większe plony.

Gdyby produkować rośliny, w których ścieżka odzyskiwania energii cieplnej będzie jeszcze sprawniejsza – uważa badacz – to fotosynteza przebiegać będzie efektywniej, a roślina produkować będzie więcej biomasy. To zaś przekłada się bezpośrednio na większe plony.

Zdaniem prof. Gruszeckiego kolejnym miejscem, gdzie można zastosować nową wiedzę, jest produkcja urządzeń do sztucznej fotosyntezy. Prace nad nimi trwają już w różnych miejscach na Ziemi, również w Polsce.

Naukowiec wyjaśnia, na czym polegało odkrycie jego zespołu. Z badań wynika, że wśród struktur w chloroplastach, w których zachodzi fotosynteza, znajdują się kompleksy barwnikowo-białkowe. Pełnią one funkcję anten zbierających światło. Okazuje się, że kompleksy te grupują się spontanicznie w struktury zdolne do recyklingu energii rozproszonej w postaci ciepła. Anteny te przekazują również energię wzbudzenia uzyskaną z ciepła do centrów fotosyntetycznych, w których zachodzą reakcje rozszczepienia ładunku elektrycznego (w szczególności do Fotosystemu II). Proces ten wpływa na wzrost wydajności energetycznej fotosyntezy. I umożliwia wykorzystanie w tym procesie promieniowania o niższej energii (również z obszaru bliskiej podczerwieni). Wydaje się mieć to szczególne znaczenie w warunkach niskiej intensywności światła słonecznego.

Data: 23.03.2020 15:43

Autor: hellboy

Przyznam, że szkoda mi pracowników LOT-u, że muszą się z takimi debilami użerać. Ja tam bym ich transportował samolotami cargo, ale niektórzy mają niestety więcej dobrej woli. Szanowny Pan ze słomą w butach niestety już Twittera zakłódkował, więc linku do wpisu nie będzie. :-)

#koronawirus #polacy #patologiazmiasta

Suplementy diety to nie leki, lecz żywność - Polacy ich nadużywają

Data: 10.03.2020 00:21

Autor: ziemianin

rp.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #suplementydiety #suplementy #leki #polska #polacy

Polacy nie wiedzą, że suplementy prawo traktuje jak żywność. Ufając im, szkodzą sobie.

Suplementy diety to nie leki, lecz żywność – Polacy ich nadużywają

Obiecują obniżenie poziomu cukru we krwi cukrzyka, błyskawiczną utratę nadprogramowych kilogramów, a nawet wyleczenie z nowotworu – do zażywania suplementów diety, również tych, które mają na celu wyłącznie uzupełnienie witamin i mikroelementów, przyznaje się 72 proc. Polaków, a 48 proc. twierdzi, że zażywa je regularnie. Nic dziwnego, że polski rynek, który w 2017 r. wart był 4,4 mld zł, uważany jest za jeden z największych na świecie.

Jak wynika z najnowszego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), Polacy chętnie łykają suplementy, bo aż 60 proc. wierzy, że podlegają one takim samym standardom nadzoru jak leki. Tymczasem, jak tłumaczą eksperci, suplementy diety podlegają przepisom prawa żywnościowego.

– Suplement diety to żywność, nie wymaga zatem pozwolenia na wprowadzenie do obrotu. Deklarowane działanie odżywcze lub fizjologiczne oraz bezpieczeństwo danego suplementu diety oparte jest na danych dotyczących indywidualnych składników wchodzących w jego skład – mówi dr n. farm. Przemysław Rzodkiewicz z departamentu bezpieczeństwa żywności i żywienia Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS). I dodaje, że zawartość danego składnika w produkcie może wahać się w granicach 20–50 proc. ilości zadeklarowanej na opakowaniu dla witamin oraz 20-45 proc. dla składników mineralnych. Oznacza to, że nie muszą być tak skuteczne, jak obiecuje producent.

Zdaniem dr. Rzodkiewicza, dużo groźniejsze są jednak suplementy z niepewnego źródła – takie, które mogą być zafałszowane i mogą zaszkodzić.

– Dlatego zalecamy stosować je zgodnie z opublikowanym na stronie GIS dekalogiem suplementacji, który mówi, by nie mylić ich z lekami i kupować tylko ze sprawdzonych źródeł. Odradzamy kupowanie ich w internecie – tłumaczy dr Przemysław Rzodkiewicz. I radzi uważać na interakcje między suplementami diety i między suplementami a lekami.

Dlatego zdaniem autorów raportu PIE „Regulacja rynku suplementów diety. Czy Polska ma szansę zostać europejskim liderem?” państwo powinno chronić obywateli przed zagrożeniami związanymi z zażywaniem suplementów. Proponują, m.in. nałożenie opłaty za rejestrację nowych suplementów, zwiększenie nadzoru nad rynkiem oraz zmiany w rejestrze suplementów diety, w którym dziś nie przechowuje się informacji, czy produkt jest nadal dostępny na rynku (producenci nie są zobligowani do informowania GIS o ich wycofaniu).

Eksperci zgadzają się ze stanowiskiem Naczelnej Izby Lekarskiej z 2016 r., że najbezpieczniej dla pacjentów byłoby, gdyby suplementy diety całkowicie zniknęły z aptek. Zdają sobie jednak sprawę, że byłoby to niezgodne z prawem. Dlatego proponują wprowadzenie regulacji oznakowania wystaw w aptekach tak, by suplementy wyraźnie odróżniały się od leków. Ważne ich zdaniem jest także wprowadzenie obostrzeń w reklamie.

Data: 27.02.2020 14:27

Autor: R20_swap

https://www.youtube.com/watch?v=Ct_kOkxQncQ

Naprawdę nie ma tu choćby prawaków, żeby zgłaszać popierdzielca który was i wszystkich polaków wyzywa?Nie rządy, nie dyrektorów państwowych spółek, a wszyystkich polaków bezpośrednio.

To mnie akurat mało obchodzi, ale irytuje mnie wciskanie akcji "powielacza energii" – następny przypał szuka głupców i co ciekawe znajduje zapierdziałych dziadków w dresach LOL serio bez jaj. To przecież może być wasz dziadek, albo waszego kolegi. No to teraz jakim frajerem trzeba być, żeby żyć zruchanym w pislandzie i jeszcze zruchanym przez naciągacza w internecie?

#logika #naciagacze #afera #polacy #obrazajopolakow #dramat #szumilo

„Polacy zamordowali 200 tys. Żydów” – stek kłamstw na polsko-izraelskiej konferencji

Data: 20.02.2020 21:50

Autor: ziemianin

jpost.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Holokaust #izrael #konferencja #klamstwa #polacy #zydzi #plemiekoczownikow

„Polacy zamordowali 200 tys. Żydów” – takie kłamliwe słowa padły z ust profesorów na IV Polsko-Izraelskiej Konferencji Polityki Zagranicznej w Jerozolimie. Ci, którzy je wygłosili, powoływali się na tezy głoszone przez polskiego historyka prof. Jana Grabowskiego. Przyjrzymy się tej sprawie bliżej.

„Polacy zamordowali 200 tys. Żydów” – stek kłamstw na polsko-izraelskiej konferencji

Kłamliwe słowa

18.02.2020 roku w Jerozolimie odbyła się IV Polsko-Izraelska Konferencja Polityki Zagranicznej sponsorowana przez Izraelską Radę Polityki Zagranicznej i Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.

Podczas przemów w części historycznej głos zabrali żydowscy historycy m.in. prof. Jehuda Bauer z Uniwersytetu Hebrajskiego oraz prof. Hawi Dreifuss z Centrum Badań nad Holokaustem w Polsce w Instytucie Jad Waszem.

To właśnie podczas ich wypowiedzi padły mocne słowa, które zarzucają Polakom masowe mordowanie Żydów.

Co więcej, w swoich przemówieniach powołali się na tezy głoszone przez polskich historyków, w tym na kłamstwa sprokurowane przez prof. Jana Grabowskiego, specjalizującego się w badaniach nad Holokaustem.

Otóż Bauer i Dreifuss stwierdzili, że Polacy mordowali Żydów, co zostało potwierdzone przez różnych historyków, którzy na podstawie nieistniejących źródeł piszą o liczbie nawet 200 tys. zamordowanych.

Prof. Bauer zarzucił Polsce zniekształcania Holokaustu poprzez nowelizację ustawy o IPN:

Oczywiście, że Holokaust miał miejsce i był okropny, a my go upamiętniamy, zakładamy muzea, posągi i głównie wygłaszamy wspaniałe przemówienia. […] kochają Żydów, zwłaszcza zmarłych. To nie znaczy, że Polacy nie prześladowali i nie mordowali Żydów.

Z kolei prof. Dreifuss oświadczyła, że Polacy na różne sposoby próbują wypierać się, że mordowali Żydów:

Polscy uczeni pokazali nam, że byli polscy sprawcy tragedii Żydów w całym kraju, a to wymaga prawdziwych badań. Nikt nie obwinia Polski za czyny Niemców, ale mówimy, że Polska powinna wziąć odpowiedzialność za czyny Polaków.

Fałszowanie historii

Przemawiający na konferencji wyrazili również pełne poparcie dla Barbary Engelking i Jana Grabowskiego, którym wytoczono proces za książkę „Dalej jest noc”:

Jeżeli zostaną uznani za winnych zaatakowania honoru i dobrego imienia Polaków, grozi im kara pieniężna, która może zniszczyć możliwość ich pracy w przyszłości. Nie sądzę, aby spory dotyczące niektórych faktów powinny mieć miejsce przed sądami. To nie jest demokracja. To jest neobolszewizm – powiedział Bauer.

Obecny na konferencji ambasador Polski w Szwajcarii, Jakub Kumoch, skrytykował profesora za te słowa i stwierdził, że brak w tym podstawowych zasad etyki, by powoływać się na dane z nieistniejących źródeł i obrażać Polaków w kwestii panującego w ich kraju ustroju.

Ponadto prof. Dreifuss stwierdzała, że obraźliwym jest nazywanie zamordowanych Żydów Polakami, bo chociaż mieli wówczas obywatelstwo polskie, inni Polacy nie traktowali ich jak współobywateli.

Dodała też, że polskie podziemie nie było karane za próby ratowania Żydów i w zasadzie wszystko uchodziło nam płazem.

To stek bzdur i kłamstw wygłoszony wobec pamięci poległych Polaków, którzy niejednokrotnie ryzykowali swoim życiem, by ratować żydowskie dzieci, którzy ukrywali i karmili ostatnimi kęsami chleba wycieńczonych Żydów, których naziści mordowali razem z ich żydowskimi gośćmi, zacierając tym samym wszelkie ślady ich bohaterstwa.

To jest czyste fałszowanie historii i próba robienia z siebie jednych ofiar hitlerowskiej okupacji, by ugrać dla siebie jak najwięcej.

Polscy strażnicy Teksasu. Niesamowita historia naszej kolonii w Stanach Zjednoczonych

Data: 01.11.2019 18:28

Autor: ziemianin

ciekawostkihistoryczne.pl

#ciekawostkihistoryczne #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #podroze #polacy #usa #polonia

Teksas. Dziś przywodzi na myśl ropę naftową, loty kosmiczne i kowbojów w kapeluszach. A przecież powinien się kojarzyć także ze Ślązakami! Zapomnianymi zdobywcami Ameryki, kierowanymi przez bardzo osobliwego księdza . . . Moczygemby :)

Polscy strażnicy Teksasu. Niesamowita historia naszej kolonii w Stanach Zjednoczonych

Polacy pojawili się w Teksasie już z początkiem XIX wieku. W 1830 roku źródła notują jak się zdaje pierwszego przybysza znad Wisły, Jana Demera. Sześć lat później, podczas wojny o niepodległość od Meksyku, po stronie Teksasu walczył Ludwik Napoleon Dębicki. Zginął rozstrzelany po kapitulacji fortu Goliad, a spory przydział ziemi, jaki otrzymał pośmiertnie, przez ponad wiek powodował wysyp jego „spadkobierców”.

Po 9 latach niepodległego bytu Teksas został kolejnym stanem USA, jednak jego mieszkańcy nigdy do końca nie pogodzili się z tym, że muszą się komuś podporządkowywać. Nawet ci, którzy przybyli tam nieco później… Pęd do wolności nie był też obcy kolejnym Polakom na dalekim południu Stanów Zjednoczonych.

Moczygemba wyrusza za Ocean

Leopold Moczygemba, syn karczmarza z Płużnicy Wielkiej koło Toszka, był świeżo upieczonym franciszkaninem. W 1852 roku ochoczo odpowiedział na apel pierwszego teksaskiego biskupa proszącego o misjonarzy do pracy w tym stanie. 28-letni Ślązak ruszył nieść Dobrą Nowinę wśród… mieszkających niedaleko San Antonio rodowitych Niemców.

Leopold podczas swej posługi przyjrzał się Teksasowi i co tu wiele mówić. Spodobało mu się. Stwierdził, że to dobre miejsce dla jego klepiących biedę krewnych. Pisał im w listach, że ziemi jest „wiela kto będzie chciał”. I tak oto za sprawą jednego Moczygemby za ocean ruszyła cała fala emigrantów.

Pierwszy odzew

Trudno się dziwić, że słowa ojczulka trafiły na podatny grunt. Jego ziomkowie ledwo wiązali koniec z końcem z powodu nieurodzaju i powodzi. Mieli małe gospodarstwa, za to wiele dzieci – sam Moczygemba miał siedmioro rodzeństwa i z myślą o nich pisał swe listy.

Podopolscy chłopi właśnie zostali uwolnieni z więzów poddaństwa, a pruskie prawo uregulowało kwestię opuszczania wsi i wyjazdów z państwa. Wszystko sprzyjało emigracji.

W roku 1854 grupa ok. 150 pionierów, głównie młodych małżeństw z dziećmi, dała się skusić wizją bezkresnych przestrzeni Teksasu. Śmiałkowie dotarli pociągiem do Bremy, a potem 9 tygodni płynęli statkiem do portu Galveston. Stamtąd ruszyli pieszo na zachód przez prerię. Nie wszyscy przeżyli.

Panna Maria nad Cibolo

Po dwutygodniowym marszu przybysze dotarli do ojca Leopolda. Symbolicznym początkiem ich pobytu była msza wigilijna, odprawiona przez Moczygembę w dolinie rzeki Cibolo. Wtedy też założono pierwszą czysto polską osadę w USA: wioskę o nazwie Panna Maria.

Apel księdza Leopolda w kolejnych dwóch latach miał jeszcze większy odzew. W tym czasie do Teksasu wyjechało łącznie ponad 2300 Ślązaków! Zaroiło się tam nie tylko od Moczygembów, ale też Jaintów, Dupników, Pierdołów, Dziuków czy Jarzombków.

Czas ekspansji

W Panna Maria panował coraz większy tłok, osadnicy zalewali więc także okoliczne miejscowości. Było ich całe mrowie i czuli się zupełnie jak u siebie. Zmieniali na przykład nazwy osad – Martinez stało się Jadwigowem, a St Joe… nową Częstochową. Polacy zakładali też nowe wioski, takie jak Pulaski, Kosciusko i Cotulla. Tak oto wśród suchego krajobrazu Teksasu narodziła się Polska w miniaturze.

Frederic Law Olmsted, który opisywał w tamtym czasie Teksańczyków, osadników z Panna Maria scharakteryzował krótko: „colony of Silesian Poles”. Jak widać w otoczeniu księdza Moczygemby nikt nie wypierał się swojego pochodzenia i kultury.

Życie jak w Egipcie, tylko faraon został we Sosnowcu…

Organizujący się w nowym kraju Ślązacy natrafili na poważny problem – Teksas leży w diametralnie odmiennym klimacie niż Opole, na szerokości geograficznej Egiptu. Ziemię trzeba było karczować, a ziarno przywiezione z ojczyzny nie nadawało się do uprawy. Do tego osadnikom dokuczały grzechotniki, które sami nazywali szczyrkowymi. Susza, która nawiedziła okolice tuż po ich przyjeździe, sprawiła, że głód zaglądał im w oczy.

Szybko jednak pokazali, że Polacy potrafią sobie poradzić. By mieć chleb nauczyli się ręcznymi młynkami mielić kukurydzę. Wkrótce zajęli się uprawą bawełny i trzciny cukrowej oraz hodowlą bydła.

Wiele też musieli zmienić w kwestii strojów. Symbolem ich obcości kulturowej były tradycyjne śląskie filcowe kapelusze. Jednak najwięcej zamieszania wywołały suknie Ślązaczek.

„Stroje nasze wiejskie służą tutejszym ludziom na wyśmiech i są przyczyną grzechu” – tak pisał do pozostałej w kraju siostry ksiądz Leopold w liście z 1855 roku. Spódnice Ślązaczek miejscowi uznali za nieprzyzwoite, gdyż kończyły się 5 do 10 cm powyżej kostki, odsłaniając ich zdaniem zdecydowanie za dużo. Jak widać obyczaje bardzo się zmieniają…

Ślązacy kontra reszta Teksasu

W pierwszych latach śląscy Teksańczycy często borykali się z napadami Indian. W 1855 roku autochtoni przeprowadzili nocny atak, w którym ranę postrzałową odniósł pochodzący z Opolszczyzny Albert Heiduk. Jego żona w ciemnościach – niczym doktor Quinn – wydobyła grot kozikiem, ratując mu życie.

Problemów było więcej. Pochodzący z Podola proboszcz Bakanowski pod koniec lat 60-tych XIX wieku narzekał, że sądy stosują podwójne standardy, każąc surowo Ślązaków za wszelkie przewiny, natomiast innym nacjom pobłażając. Dopiero uzbrojenie przez Pannamarian 100 kawalerzystów sprawiło, że przestano ich traktować jak obywateli drugiej kategorii.

Warto dodać, że sędzią w Panna Maria był przez pewien czas jedyny mieszkający tam Niemiec. Jątrzył on między Ślązakami i próbował przywłaszczyć sobie grunt kościelny. Dopiero po dłuższej walce miejscowym udało się złożyć go z urzędu i osadzić na nim Polaka.

Wielu Ślązaków wzięło udział w wojnie secesyjnej, oczywiście po stronie Południa. Jeden z weteranów, Piotr Kiołbasa, przeniósł się później do Chicago i został pierwszym polonijnym posłem do parlamentu stanu Illionois i czołowym politykiem Polonii amerykańskiej. Co ciekawe, jego ojciec Stanisław był posłem Zgromadzenia Narodowego w Berlinie, mimo że nie znał języka niemieckiego. Jak widać politykę Kiołbasowie mieli w genach.

Wywalczona odrębność

Teksańscy Ślązacy uparcie izolowali się od innych nacji, długo zachowując rodzimą mowę i obyczaje. Na początku XX wieku oceniano, że język, którym się posługiwali był nawet bliższy polszczyźnie, niż ten, jakiego używali ich pobratymcy w Prusach. Dalej „rządzili”, czyli gadali w śląskiej gwarze spod Opola.

Dzisiaj ich polskość (i śląskość) wciąż nie ulega wątpliwości. Wiele punktów handlowych w teksańskim hrabstwie Karnes nosi polsko brzmiące nazwy, a gospoda w Panna Maria to oczywiście… Moczygemba Place. Trudno sobie wyobrazić lepszą nazwę.

Nie tylko Moczygemba

Kilkanaście lat po ojcu Leopoldzie inny mieszkaniec Opolszczyzny sprowadził sporą grupę pobratymców za ocean. Uczeń tego samego co Moczygemba gimnazjum, Edmund Sebastian Woś-Saporski, zapoczątkował istnienie największego ośrodka Polonii brazylijskiej, Kurytyby. Jak pisał Jan Wróbel w „Historia Polski 2.0: Polak potrafi, Polka też…”:

Wystarczył podobno jeden list, w którym Woś napisał, że znajdzie się robota dla każdego. I po tym liście kilkadziesiąt osób wyruszyło ze Śląska… w Kosmos(…).

Ale to już zupełnie inna historia, która równie dobitnie pokazuje, że Polacy potrafią przetrwać naprawdę wiele. Warto ją poznać!