[PODCAST+TXT] Mój stary to fanatyk Lispa

Data: 01.07.2019 23:57

Autor: siefca

randomseed.pl

Przeróbka znanej copy-pasty pt. „Mój stary to fanatyk wędkarstwa” w wersji dla programistów parających się kodowaniem w dialektach języka Lisp.

Mój stary to fanatyk Lispa. Pół mieszkania zaje###e nawiasami – najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi symbol czy lambdę i trzeba wyciągać Garbage Collectorem. W swoim 22-letnim życiu już z 10 razy byłem odśmiecany. Tydzień temu poszedłem na jakiś losowy hackaton, to hostessa z recepcji, jak mnie tylko zobaczyła, kazała odpalać mainframe’a, bo myślała, że znowu będę implementował kółko i krzyżyk w rachunku lambda z typami i bez wartości stałych. […] (więcej na stronie)

#podcast #fanatyk #pasty #pasta #Lisp #programowanie #humor

Data: 06.06.2019 15:30

Autor: lukasj

Jeśli robicie zakupy w Biedronce to chciałbym Was ostrzec przed tym co mi się przydarzyło. Padłem ofiarą przebiegłych oszustek. Zdarzyło mi to przy Biedronce, ale mogło i gdzie indziej, komuś innemu. Oszustki działają następująco: dwie ładne dziewczyny koło 20 przychodzą do waszego samochodu kiedy ładujecie zakupy do bagażnika. Zaczynają myć szyby. Jak im podziękujecie i zaproponujecie pieniądze za wykonaną pracę, odmówią i poproszą by lepiej podrzucić je do następnej Biedronki. Jeżeli się zgodzicie, obie usiądą na tylnym siedzeniu i w trakcie jazdy zaczną się pieścić. Następnie jedna z nich przechodzi na przednie siedzenie i zabierze się za robienie laski. Zmuszają Cię jeszcze do zjechania na pobocze i gwałcą po kolei. Gdy obrabia Cię ta pierwsza, w tym czasie ta druga kradnie Wasz portfel. Mój portfel został właśnie tak skradziony w zeszły piątek, sobotę, dwa razy w poniedziałek i wczoraj.

#pasty #heheszki

Data: 23.04.2019 12:52

Autor: Mishkaa

Mam psa labradora i właśnie kupowałem worek Pedigree Pal w supermarkecie czekając w kolejce do kasy. Kobieta za mną zapytała czy mam psa (!). Bez zastanowienia odpowiedziałem, że nie i właśnie ponownie rozpoczynam dietę Pedigree Pal. Chociaż nie powinienem, bo ostatnio wylądowałem w szpitalu. Ale zdołałem zgubić ponad 20 kg zanim obudziłem się na oddziale intensywnej terapii z rurami w większości moich otworów i z igłami w obydwu ramionach. Powiedziałem jej, że jest to w sumie idealna dieta i należy mieć zawsze wyładowane kieszenie bryłkami Pedigree Pal i zjadać jedna lub dwie gdy poczujesz głód. Jest to żywność zawierająca wszystkie składniki niezbędne do życia i mam zamiar znowu ja zastosować. Muszę zaznaczyć, że teraz wszyscy w kolejce byli oczarowani moją opowieścią, zwłaszcza wysoki facet za tą kobietą. Zszokowana, zapytała, czy dlatego wylądowałem na intensywnej terapii, bo zatrułem się pożywieniem dla psów. Powiedziałem jej, że nie. Po prostu usiadłem na ulicy, by wylizać sobie jajka i samochód mnie uderzył.

#pasty #heheszki

Data: 17.04.2019 15:24

Autor: Roszp

Wyprałem earpady w moich słuchawkach AKG K601 w Vizirze. Nie spodziewałem się, że zmiana proszku do prania przyniesie aż takie rezultaty. Wcześniej prałem w Dosi, a wiadomo że Vizir to bardziej się z Sennheiserem kojarzy #pdk, niż z AKG – ale do odważnych świat należy!

Nie wiem jak to działa, ale jakość odsłuchu ewidentnie się poprawiła. Pojawiły się: dźwięczność, przestrzeń i wgląd we wszystkie plany, poprawie uległa także czytelność i siła głosów męskich. Głosy damskie z kolei nabrały wyraźnego kolorytu w środkowych rejestrach, słuchając Arch Enemy poczułem się zupełnie jakby wokalistka szeptała mi serenadę do ucha. Środek pasma zyskał na mięsistości, ale jednocześnie nie zamulał, nie tracił na czytelności. Kiedy odpaliłem swój ulubiony krążek Cock And Ball Torture – Sadochismo (ABLTD007) aż przysiadłem z wrażenia. Bulgoczące wcześniej wokale w końcu stały się klarowne a makro i mikrodynamika dały mi namiastkę uczestnictwa w występie na żywo. Poczułem tę wspaniałą mieszankę słońca, błota, różnych najpaskudniejszych wydzielin ludzkiego ciała i ciepłego, odgazowanego piwa marki Złoty Denar. Największą niespodziankę sprawiła jednak rodzima formacja Nuclear Vomit z ich legendarnym krążkiem Obora (MLR CD 016). Przecież znam ten krążek nie od dziś. Przecież znam tam każdego pig squeala i każde dziabnięcie cowbella. A jednak, po wypraniu earpadów w Vizirze, poczułem się jakbym słuchał zupełnie nowego nagrania. Ostre dźwięki stały się wyraźniejsze, zostały ubrane w bardziej cielesną powłokę. Oprócz dosadności i wyrazistości, muzyce przez cały czas towarzyszyła gładkość i kremowość struktury, zupełnie jakbym słuchał dobrego, lampowego wzmacniacza słuchawkowego. Albo jadł przedni smalczyk, skoro już o pig squealu mowa. A bas? Bas to jest coś, czego nie opisałbym nawet znając wszystkie języki świata. Ten stał się bowiem zagęszczony, solidny, nasycony i spójny. Zapewnił rytmiczną podstawę, która wcześniej niejako kryła się, trochę nieśmiało nie wychylając się przed szereg. Wrażenia odsłuchowe wzmacnia nuta zapachowa proszku Vizir, która nie przytłacza obecnością, ale zachwyca świeżością. I choć świeżość ta kłóci się z tym, co oczami wyobraźni zobaczyłem podczas odsłuchu Cock And Ball Torture, to muszę przyznać – kontrasty są najpiękniejsze.

#pasty #tworczoscwlasna #autorskie #heheszki

Data: 04.04.2019 11:57

Autor: lukasj

Najśmieszniejsze jest to, że każda, absolutnie każda rzecz, ma gdzieś jakieś forum zrzeszające hobbystów. Szukałem kiedyś latarki. Tzw. czołówki. Na jeden wyjazd z namiotem na 3 dni. Konkretnie to googlałem gdzie jest jakaś marketowa promocja, żeby zamiast 23zł zapłacić coś bliżej 10. Okazuje się, że latarki mają forum. Na forum dowiedziałem się, że najtańsza latarka która świeci, kosztuje 200zł. Ale to i tak badziew, bo w razie jakbym wpadł do jaskini i czekał dwa tygodnie na pomoc, to wodę mogę lizać ze ścian, ale latarka zgaśnie mi po 7 dniach nieustannego świecenia. A to przecież absolutnie nieakceptowalne. Tańsze w ogóle nie wchodzą w grę, bo przecież przy 100 lumenach zgubię się w ciemności. Będę widział tylko na 5 metrów zamiast na kilometr. Na dodatek nie da się tańszych w ogóle używać, bo kąt świecenia w każdym egzemplarzu różni się o parę stopni, czyli to musi być badziew. Całkowicie dyskwalifikujący jest fakt że raz w roku będę musiał zmienić baterię, a w wypadku gdybym wpadł do oceanu to przeciekają po godzinie. Mieli też dział DYI w którym pokazywali np jak użyć sprzętu pomiarowego za 5tys zł żeby ustalić jak zmienić fabryczny rezystorek coby latarka miała pół lumena więcej. I do tego odpowiedzi na kilkanaście stron z gratulacjami i bluzgami na producenta że sam na to nie wpadł. Latarkę kupiłem w końcu za 9zł w pierwszym lepszym markecie. Nie wpadłem do jaskini ani do oceanu a baterie wymieniłem po roku.

#pasty #heheszki

Data: 30.03.2019 17:18

Autor: piotre94

Panie Mareczku drogi, dzwonił Pan, to jestem, w czym mogę służyć?

– Dobry, dobry – rzucił wąsacz, świdrując wzrokiem podłogę – przydałby się jakieś dodatkowe fundusze na święta – dodał szybko, będąc widocznie nie w sosie.

– Panie Marku, to miód na moje uszy – mówisz nie ukrywając ekscytacji. – ile Pan potrzebuje? 2? 5? Czy może 10 tysiaczków?

– No wie Pan – bełkota, przenosząc wzrok na swoje zasłużone kuboty – cokolwiek o ile się da.

– O ile się da? Czy ja dobrze słyszę? – mówisz, bulwersując się wyjątkowo – Jak to czy się da? Sprawdzał Pan gdzieś? Panie Marku, obiecał Pan ostatnim razem, że zawsze jak Pan potrzebuje gotóweczki to będzie Pan dzwonił, czyż nie?

– No tak, tak, przepraszam – odpowiedział pokornie – ale wiesz Pan co, ostatnio byłem po meble z Ilonką to mi dali jakąś taką kartę w tych meblach całych i wie Pan, tam tysiąc był to ja to wykorzystałem i nie za bardzo żem wiedzioł jak to spłacać. No i także tego nie…

– Niech Pan siądzie – mówisz niczym rozkaz do faceta z wąsami – to jest formularz weryfikacyjny, proszę go wypełnić

Widząc tą całą sytuację, 50 letniego alkoholika, emeryta wojskowego, wręcz błagającego o najmniejszą pożyczkę na święta walczą w Tobie dwa skrajne uczucia. Pogarda, dla ludzi, którzy finansowo są kompletnymi analfabetami, ludzi, którzy są w stanie wydać wszystko co mają, nie myśląc o jutrze a co dopiero o jakiejś przyszłości. Z drugiej strony odczuwasz przepełniającą Cię chęć pomocy takim ludziom, dawania im pieniędzy. Oj tak, połączenie tych dwóch cech sprawia, że sprzedajesz bardzo dużo, drogich pożyczek analfabetom finansowym. To chyba clue bycia Tobą, lekarzem domowego budżetu. Ale dość refleksji, wyrywasz mu formularz z ręki i wybierasz numer.

– Kasiu, musimy komuś uratować święta. Podaję Ci dane…

Data: 24.03.2019 17:24

Autor: Lukmar

Rok 10

Około 61 917 364 224 kociąt

Rok 20

Koty tworzą własną kulturę, powstaje pierwsze Kocie Państwo Podziemne (KPP). Powstaje podziemna sztuka, Jacek Kaczmiauski pisze 'Wybij owczarkom zęby', Wiesława Szymmiauska tworzy 'Mysz dwa razy się nie zdarza'. Nadaje Radio Miaukna Europa

Rok 30

Koty się ujawniają. Mają potężna armię podziemną, lata życia w ukryciu spowodowały wzrost ich tężyzny i wykształcenie się przeciwstawnych kciuków. Powstają przeciw opresyjnemu Państwu.

Rok 30, dwa dni później

Koty opanowały całą Polskę, ofensywa dalej postępuje we wszystkich kierunkach. Za parę dni przejmą Europe. Wiecznie żywy Kaczyński, jako car Polski, został zmuszony do kapitulacji i przekazania wladzy Miauzefowi Puszastemy, dowódcy legionów kocich, a sam dostaje areszt domowy w willi na Żoliborzu. Korwin nadal pod progiem.

Rok 31

Koty opanowały Europe, Afrykę i Azję. Do Australii i Ameryk nie dotarły, bo nie potrafią pływać. W Stanach Zjednoczonych powstają obozy zagłady dla kotów, pomimo że tamte maja niewiele genetycznie wspólnego z kotami europejskimi.

Rok 32

Koty uczą się wprowadzać zmiany do swojego genomu, tworzą koty bojowe, które są połączeniem ich i lwów. Sam Lwów dalej nie jest polski.

Rok 34

Koty przypuszczają atak na Stany Zjednoczone. Zbudowały własne statki, o wiele doskonalsze niż jednostki floty USA. Amerykanie są zbyt grubi by się bronić, do końca kwietnia Ameryka Północna jest zajęta przez puszystych najeźdźców, do końca listopada taki sam los spotyka Australię i Amerykę Południową. Koty przejęły władze nad światem. Tym razem bezpośrednio, nie poprzez kontrolowanie swoich ludzkich niewolników

Rok 40

Koty, ze względu na znaczną liczebność, wprowadzają kontrole urodzeń. Mięso ludzi się powoli kończy, i zaraz nie będą mieć co wpierdalać.

Rok 41

Klęska głodu na całym świecie. Koty masowo umierają, a próbując się ratować zjadają wszystko, co nie spieprza do wody, co powoduje masowe wymieranie.

Rok 43

Niemal wszystkie lądowe istoty wymarly, zaczyna umierać fauna morska na skutek zachwiania równowagi biologicznej.

Rok 47

Całe życie na Ziemi wróciło do stadium pierwotniakow. Po cywilizacji ludzkiej i kociej zostały tylko puste miasta, które w ciągu najbliższych lat zostaną zajęte przez drzewa i ulegną zniszczeniu. Korwin wysyła sygnał na planetę matkę żeby go zgarneli, bo to przejmowanie władzy to już chyba się nie uda.

Nie podoba Ci się taka wizja przyszłości? Możesz temu zapobiec. Obietnij kotu jajka.

Data: 16.03.2019 14:57

Autor: Lukmar

Autentyczna korespondencja pracowników pewnego londyńskiego hotelu z gościem tego hotelu. Hotel opublikował te teksty w jednej z ogólnokrajowych gazet:

Szanowna Pani Pokojówko,

Proszę nie zostawiać w mojej łazience tych małych hotelowych mydełek, ponieważ przywiozłem ze sobą własne duże mydło kąpielowe dial. Proszę też zabrać 6 nieotwartych mydełek z półki pod apteczką i 3 z mydelniczki pod prysznicem, ponieważ mi zawadzają. Dziękuję.

S. Berman

Szanowny Gościu z pokoju 635,

Nie jestem tą pokojówką, która zwykle sprząta Pański pokój. Ona ma wolne i wróci jutro, czyli w czwartek. Tak jak Pan prosił, zabrałam 3 mydełka spod prysznica. Zdjęłam 6 mydełek z półki i położyłam na pudełku z chusteczkami, na wypadek gdyby Pan zmienił zdanie. Na półce leżą teraz tylko 3 mydełka, które zostawiłam dzisiaj, bo mam polecenie, by zostawiać codziennie 3 sztuki w każdym pokoju. Mam nadzie ję, że jest Pan zadowolony.

Dotty

Szanowna Pani Pokojówko,

Mam nadzieję, że tym razem zwracam się do Pani, która zwykle sprząta mój pokój. Najwidoczniej Dotty nie powiedziała Pani o moim liściku dotyczącym mydełek. Kiedy dziś wieczorem wróciłem do pokoju, zobaczyłem, że położyła Pani 3 kolejne małe camay na półce pod apteczką. Zamierzam pozostać w tym hotelu jeszcze przez dwa tygodnie i zabrałem ze sobą własne kąpielowe mydło dial, nie będę zatem potrzebował tych 6 małych camay, które leżą na wspomnianej półce i przeszkadzają mi przy goleniu, myciu zębów i tak dalej. Proszę je zabrać.

S. Berman

Szanowny Panie,

W ostatnią środę miałam wolny dzień i zastępująca mnie pokojówka zostawiła u Pana 3 hotelowe mydełka, bo mamy polecenie od kierownika, by tak zawsze robić. Zabrałam 6 mydełek, które zawadzały Panu na półce, i przełożyłam je do mydelniczki, gd zie trzymał Pan swoje mydło dial, a dial położyłam w apteczce, aby było Panu wygodniej. Nie ruszałam 3 mydełek, które zawsze wkładamy do apteczki dla nowych gości i co do których nie zgłaszał Pan obiekcji, kiedy wprowadzał się Pan w poniedziałek. Jeśli mogę jeszcze czymś Panu służyć, proszę dać mi znać.

Pańska pokojówka Kathy

Szanowny Panie,

Zastępca dyrektora, pan Kensedder, poinformował mnie dziś rano, że dzwonił Pan do niego wieczorem i skarżył się na pracę pokojówki. Przydzieliłam Panu inną osobę. Mam nadzieję, że przyjmie Pan moje przeprosiny za wszelkie kłopoty. Gdyby miał Pan jeszcze jakieś uwagi, bardzo proszę skontaktować się ze mną, bym mogła sama poczynić odpowiednie kroki. Będę wdzięczna, jeśli zadzwoni Pan wprost do mnie między godziną 8 a 17, numer wewnętrzny 1108.

Elaine Carmen, administrator

Szanowna Pani Administrator,

Nie mogę się z Panią skontaktować telefonicznie, ponieważ opuszczam hotel o 7.45 i wracam dopiero o 17.30 lub 18.00. Właśnie dlatego wczoraj wieczorem dzwoniłem do pana Kenseddera. Pani już wtedy nie było. Prosiłem pana Kenseddera tylko o to, żeby zrobił coś z tymi mydełkami. Nowa pokojówka przydzielona mi przez Panią myślała chyba, że dopiero się wprowadziłem, bo zostawiła u mnie kolejne 3 mydełka w apteczce, poza tymi 3, które zawsze kładzie na półce.W ciągu ostatnich 5 dni zebrałem już 24 mydełka. Czy to się kiedyś skończy?

S. Berman

Szanowny Panie,

Pańska pokojówka Kathy została pouczona, by nie zostawiać mydełek w Pańskim pokoju. Kazałam jej też usunąć te, które już tam były. Jeśli jeszcze mogę czymś Panu służyć, proszę do mnie zadzwonić: numer wewnętrzny 1108, od 8 do 17.

Elaine Carmen, administrator

Szanowny Panie Dyrektorze,

Znikło moje duże mydło dial. Z mojego pokoju zabrano wszystkie mydła, łącznie z moim własnym. Wczoraj wróciłem późno i musiałem wezwać posłańca, żeby mi przyniósł 4 małe kostki cashmere bouquet. S. Berman

Szanowny Panie,

Poinformowałem naszą administratorkę, panią Elaine Carmen, o Pańskim problemie z mydłami. Nie rozumiem, dlaczego w Pańskim pokoju nie było mydła, wydałem przecież wyraźne polecenie, by każda pokojówka przy każdym sprzątaniu zostawiała w każdym pokoju 3 kostki mydła. Natychmiast poczynimy w tej sprawie odpowiednie kroki. Proszę przyjąć moje przeprosiny za kłopoty, które sprawiliśmy.

Martin L. Kensedder, zastępca dyrektora

Szanowna Pani Administrator,

Kto, do diabła, zostawił w moim pokoju 54 mydełka camay? Wróciłem wczoraj wieczorem i leżały u mnie 54 sztuki. Nie chcę 54 małych kostek camay. Chcę moje jedno jedyne, cholerne, wielkie mydło dial. Czy Pani rozumie, że mam tu 54 kostki mydła? Chcę tylko moje duże dial. Proszę mi zwrócić moje kąpielowe mydło dial.

S. Berman

Szanowny Panie,

Skarżył się Pan, że ma Pan w pokoju za dużo mydła, więc poleciłam je sprzątnąć. Następnie poskarżył się Pan panu Kensedderowi, że mydło znikło, więc osobiście przyniosłam je z powrotem 24 kostki camay plus jeszcze 3, które powinien Pan otrzymywać codziennie (sic!). Nic nie wiem o 4 kostkach cashmere bouquet. Najwyraźniej Pańska pokojówka Kathy nie wiedziała, że przyniosłam te mydła, więc także zostawiła 24 sztuki camay plus standardowe 3. Nie wiem, skąd się Pan dowiedział, że goście tego hotelu otrzymują duże kąpielowe mydła dial. Udało mi się znaleźć duże ivory, które położyłam w Pańskim pokoju.

Elaine Carmen, administrator

Szanowna Pani Administrator,

Dziś tylko krótka notatka o stanie mydełek w moim pokoju. Obecnie mam: – na półce pod apteczką 18 kostek camay w 4 słupkach po 4 sztuki plus 1 słupek z 2 sztukami, – na pojemniku na chusteczki 11 kostek camay w 2 słupkach po 4 sztuki plus 1 słupek z 3 sztukami, – na toaletce w sypialni 1 słupek z 3 kostkami cashmere bouquet, 1 słupek z 4 dużymi kostkami ivory, do tego 8 kostek camay w 2 słupkach po 4 sztuki, – w apteczce w łazience 14 kostek camay w 3 słupkach po 4 sztuki plus 1 słupek z 2 sztukami, – w mydelniczce pod prysznicem 6 kostek camay, bardzo rozmiękłych, – na północno-wschodnim rogu wanny: 1 kostka cashmere bouquet, mało używana, – na północno-zachodnim rogu wanny: 6 kostek camay w 2 słupkach po 3 sztuki. Proszę poprosić Kathy, by przy każdym sprzątaniu dopilnowała, żeby słupki były równo ułożone i odkurzone. Proszę ją także poinformować, że słupki, w których jest więcej niż 4 kostki, mają tendencję do przewracania się. Pozwolę sobie zasugerować, że parapet w mojej łazience nie jest wykorzystywany i że znakomicie nadaje się do składowania kolejnych dostaw. I jeszcze jedno: kupiłem sobie kostkę kąpielowego mydła dial, którą będę przechowywał w hotelowym sejfie, by uniknąć dalszych nieporozumień.

S. Berman

Data: 16.03.2019 00:58

Autor: Macer

Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą naukową dyskusję? Ja miałem okazję wczoraj w jednej uczestniczyć. Przygotowałem prezentację o metylacji DNA (trudne zagadnienie), produkowałem się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:

– Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?

Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Karwiński:

– Z całym szacunkiem, panie Anonimski, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA…

Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia

– …mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia metylację DNA od metylacji histonów?

– Panie docencie… ja… ja… – dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.

Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.

– Szanowni państwo – zwrócił się do zebranych – z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz lubi ssać męskie penisy?

Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.

– Panie profesorze – oburzył się Karwiński – Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? A „męski penis” to masło maślane, zna pan jakieś „żeńskie penisy”? Pan obraża naukową dyskusję!

– Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. W kwestii „męskich penisów” to tak, znam jednego właściciela „żeńskiego penisa” – pana, docencie, bo pan pizda jesteś. Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu kutasa i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.

Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:

– Brawo profesor Bujewicz!

– Kto wpuścił tego debila na salę? Wypierdolić Karwińskiego!

– Wypierdolić!

Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:

– Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-bezchujewicz! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?

Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.

– Chyba pana stary, docencie. Panie magistrze, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwińskiemu. – zwrócił się do mnie.

Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami. Karwiński był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.

– Pytał się pan, docencie Kurwiński, co wiem o metylacji. Wiem, kurwa, wszystko. I chuj pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o metylacji DNA się panu nie podobały, to może mnie pan w dupę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!

Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.

– Panie Anonichuimski! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?

– Co? – odparłem odruchowo. Błąd.

– Chujów sto!

Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.

– W pana dupę, docencie Kurwiński! Tak, jak pan lubi!

Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.

– Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!

– Chuj ci na imię! Kurwiński, chuj ci na imię! Chuj ci na imię! – skandowali.

Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.

– Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?

– Tak – podjął jeden z kolegów na sali – czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?

Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą. Profesor Bujewicz dopalił cygaro i pokiwał głową z uznaniem.

Data: 09.03.2019 21:15

Autor: JurnyJudasz

Poszukuje Pasty/dowcipu o clownie, który potrafił rozbawić każdego.

A raczej o kolesiu z depresja/załamaniem nerwowym, który przychodzi do lekarza o radę, a ten odsyła go do cyrku zobaczyć tego clowna,a na koncu okazuje się,że ten typek co przyszedł jest tym clownem.

Data: 27.02.2019 15:04

Autor: aborygo

Był kiedyś taki jeden, nazywał się Artur, ale w wiosce nazywali go po prostu miejscowym głupkiem. Nie uwierzycie co wymyślił. Zresztą we wsi też mu nie wierzono. Otóż twierdził, że jakaś wodna lafirynda dała mu magiczny miecz. Wkrótce rozpętało się piekło. Łaził z tą zasuwą od drzwi stodoły żądając od miejscowego cieśli aby ten zrobił mu okrągły stół. Ludzie nie mogli się nadziwić, przecież każdy wiedział, że stół prostokątny jest bardziej ustawny i łatwiej znaleźć nań ceratę czy jakiś obrus. Jak już wymęczył co chciał, udał się na poszukiwanie zastawy, też jakiejś wymyślnej, bo powiedział, że kubka to on pić nie będzie… (może cdn…)

Data: 13.02.2019 22:08

Autor: mosiek

Niedawno skończyłem 40 lat. Jestem menedżerem w średniej firmie. Produkujemy pod Łodzią zabawki z azbestu. Naszymi pracownikami są 9-letni niewolnicy. Płacimy im w chłoście.

Zacząłem pracować w latach 90-tych. Zarobki były kwestią drugorzędną. Jedliśmy doświadczenie, piliśmy prestiż. Kurtek nie nosiliśmy w ogóle. Jeśli ktoś kiedyś marzł, to znaczyło, że za mało pracuje i był wyrzucany z miasta. Pracowaliśmy po 16 godzin dziennie, 22 godziny dziennie, 38 godzin dziennie.Przez całe dni, wieczorami, cztery dni w jeden dzień, bez weekendów przez 17 lat. Chłonęliśmy to. Czuliśmy, że otwierają się przed nami ścieżki dla wielkich karier. W McDonalndsach piliśmy fryturę na 70 zmianie, w Unileverze kolega przez dekadę jechał na amfie i nie przespał ani jednej nocy.

Nie będę się rozpisywał o nielojalności millenialsów, o ich lenistwie i roszczeniowości. O tym, że wychodzą z lokomotywy, kiedy skończy ims się czas pracy. Za moich czasów maszyniści w lokomotywach jeździli przez 4 miesiące non stop pijąc tylko własny mocz i żując liście koki. Jak się przytrafiła katastrofa kolejowa, to pasażerowie sami naprawiali skład i trakcję i pchali pociąg dalej.Millenialsi uważają, że firmy nie wykorzystają ich potencjału. My w 1991 w korpo sprzedawaliśmy powierzchnie reklamowe, po godzinach w tej samej firmie czyściliśmy toalety własnymi ubraniami, a nocą układaliśmy bruk, który sami pozyskiwaliśmy w kamieniołomach o 19.00 w Wigilię łupiąc skały pejdżerami. Millenialsi narzekają, że mają wolne komputery. My w 1992 sporządzaliśmy raporty przychodowów za pomocą patyczków do bierek, wyniki wycinaliśmy sobie na plecach spinkami do mankietów zrobionymi ze zszywek.

Millenialsi najmniej wymagają od siebie. A ich dzieci pewnie nie będą nawet chciały pracować bez wypłaty.

Data: 12.02.2019 22:55

Autor: Bard_Ruskiej_Propagandy

Bądź żydem, 14 lvl

Ten uczuć gdy Żydzi niby rządzą światem, ale ty rządzisz tylko swoją piwnicą, a i to nie za bardzo

Mame ma cię już dosyć i wysyła za granicę na jakiś międzynarodowy festiwal bogactwa kultur czy inne gówno

Wywożą cie gdzieś w środek gównokraju gdzieś w Europie, na początek inauguracja w jakiejś bibliotece

Lokalni notable gaworzą sobie do kamer o pięknie kultur, integracji i innym szajsie, ogólnie nikt o nie daje o to jebania, ale przynajmniej w trakcie macie czas wolny

Nuda jak cholera, przydałaby sie jakaś inba

pomysl.exe

Weź z półki jakąś książke. O, Tolkien, może być

Wyciągnij z kieszeni mazak, narysuj na okładce swastykę i napisz "jebać żydów", połóż na podłodze, idź zgłosić uuu…antysemityzm

Wróć z przewodnikiem

O cholera, nawet lepiej, wlazła tam jakaś para Arabów, mają tę książkę w łapach i się jej przyglądaja xDDD

Przewodnik zaczyna się drzeć, wszystko zostaje przerwane, Arabów stamtąd wyjebali z miejsca, afera na cały kraj, ten cały festiwal spierdolenia tak bardzo rozjebany jednak płynie w tobie krew przodków xD

Profit?

Uświadom sobie, że właśnie wrobiłeś muzułmanów w zniszczenie "Dwóch wież"xDDDD

Data: 07.02.2019 22:05

Autor: VegaClaw

Poniedziałek

Porwaliśmy samolot na lotnisku w Moskwie, pasażerowie jako zakładnicy. Żądamy miliona dolarów i lotu do Meksyku.

Wtorek

Czekamy na reakcję władz. Napiliśmy się z pilotami. Pasażerowie wyciągnęli zapasy. Napiliśmy się z pasażerami. Piloci napili się z pasażerami.

Środa

Przyjechał mediator. Przywiózł wódkę. Napiliśmy się z mediatorem, pilotami i

pasażerami. Mediator prosił, żebyśmy wypuścili połowę pasażerów.

Wypuściliśmy, a co tam.

Czwartek

Pasażerowie wrócili z zapasami wódki. Balanga do rana. Wypuściliśmy drugą

połowę pasażerów i pilotów.

Piątek

Druga połowa pasażerów i piloci wrócili z gorzałą. Przyprowadzili masę

znajomych. Impreza do rana.

Sobota

Do samolotu wpadł specnaz. Z wódką. Balanga do poniedziałku.

Poniedziałek

Do samolotu pakują się coraz to nowi ludzie z gorzałą. Jest milicja, są

desantowcy, strażacy, nawet jacyś marynarze.

Wtorek

Nie mamy sił. Chcemy się poddać i uwolnić samolot. Specnaz się nie zgadza.

Do pilotów przyleciała na imprezę rodzina z Władywostoku. Z wódką.

Środa

Pertraktujemy. Pasażerowie zgadzają się nas wypuścić, jeśli załatwimy wódkę.

Data: 07.02.2019 16:17

Autor: potyon

  1. Rok 2035

  2. Korea Północna jest w posiadaniu rakiety z głowicą nuklearną o zasięgu 40 000 km.

  3. 'Generale Ping Pong, cel nowy jork'

  4. czerwonyguzik.gif

  5. Umierający z niedożywienia naukowiec źle podłączył klona ardiuno.

  6. Rakieta leci w drugą stronę.

  7. Cel: Łódź Bałuty.

  8. USA dalej nie dało tarczy.

  9. Rakieta w zasięgu radarów.

  10. Trzeba ostrzec mieszkańców.

  11. syrena.wav

  12. 'GRAZYNA WYŁONCZ FAMILJADE JAKIEŚ ŚWIENTO JEST STÓJ NA BACZNOŚĆ MINUTA CISZY'

  13. mielone.jpg

  14. Straty oszacowano na 32zł

Data: 06.02.2019 15:50

Autor: kat_wi

Bądź mną

Poznaj dziewczynę na studiach

Zaproś ją na randke

Zgadza się

7 lat póżniej nadal jesteście razem

Oświadcz się na rocznicy i mówi "tak"

5 miesięcy póżniej ślub

"Możecie się pocałować"

Nachyl się

Panna młoda zamienia się w pył

Część ludzi w kościele też

Thanos ty chuju

Data: 06.02.2019 12:59

Autor: lukasj

Izrael stworzył swój własny program kosmiczny. No i polecieli ci dzielni astronauci w swej koszernej rakiecie. Nowoczesna technologia, lecą niebywale szybko, mijają kolejne planety, gwiazdy, czasem zdarzy się jakaś mgławica… W pewnym momencie są już tak daleko, że pojawiają się masy antymaterii. Nic to, lecą dalej, mijając antygalaktyki, antygwiazdy… Patrzą – antyplaneta. Lądujemy – pada decyzja. I wylądowali na antypolanie. Rozglądają się, a na skraju antypolany, pod antylasem stoi sobie antydomek. Antydym leci z antykomina, pewnie zamieszkany. Podchodzą bliżej, zaglądają przez antyokno – pustka. Chwytają antyklamkę, otwierają antydrzwi, a w antysalonie, przy antystole siedzą antysemici. ( ͡º ͜ʖ͡º)

Data: 06.02.2019 11:57

Autor: potyon

bądź mno

janusz, lvl 42

masz znajomego, który pracuje w biedronce

dał Ci cynk, że pojutrze będzie promocja na tyskie

przecena czteropaka z 9,11 zł na 9 zł

aż ci stanął

wąs oczywiście

twój januszometr zaczął nakurwiać jak popierdolony

taka okazja nie może Ci przejść koło nosa

wiesz, że pewnie wszystkie janusze z okolicy rzucą się jak pojebani

ale Ty masz przewagę

wiesz o promocji na 2 dni przed

postanawiasz nie marnować czasu

przebierasz się za bezdomnego

pożyczasz psa od córki i z kartką: "na leczenie azorka" siadasz przed wejściem do kościoła

prawie każdy kto widzi biednego pieska rzuca Ci jakieś drobne

nagle idzie twoja córka

"tate, co Ty odkurwiasz"

"córcia, ciiiii! ić stont, bo mi wizerunek żebraka niszczysz!"

"tate do cholery wracaj do domu, mame z obiadem czeka"

"KURWA CÓRCIA WYPIERDALAJ, JA MAM MISJĘ"

w końcu daje Ci spokój i odchodzi

pod koniec dnia liczysz swój zysk:

29 jednozłotówek i 21 dwuzłotówek

idealnie

50 monet

tyle ile trzeba

dobra azor, wykurwiaj psie

nadchodzi dzień przed promocją

biedronka jest otwarta w godzinach od 7:00-21:00

zapierdalasz pod nią o 3:00

zabierasz wszystkie zebrane pod kościołem pieniądze

przed sklepem jest równo 50 miejsc parkingowych i tyle samo wózków sklepowych

do każdego wózka wsadasz 1 monetę

ustawiasz na każdym miejscu parkingowym po 1 wózku, żeby janusze, którzy jutro przyjadą po tyskacze pewnie już przed 7:00 nie mogli zaparkować

parking spory, więc zastawianie miejsc zajęło Ci trochę czasu

skończyłeś o 6:45

okurwa.exe

zapomniałeś o jednym

miejsce dla inwalidów

zostało 1 niezastawione miejsca

I TO POD SAMYM KURWA WEJŚCIEM

twój plan powoli zaczyna się sypać

idziesz pod same drzwi

godzina 6:59

nagle z oddali rozlega się klekot

"O NIE, ZACZYNA SIĘ"

zza horyzontu wyjeżdża stado passatów 1.9 TDI

wjeżdżają na parking

nikt nie może zaparkować, bo wózki

wtem pod samym wejściem na kopercie parkuje czerwony pasek

wyczołguje się z niego janusz

pełza do bagażnika po wózek inwalidzki

to będzie twój jedyny rywal w wyścigu po tyskie

podjeżdża koło Ciebie pod same drzwi

wymieniacie się złowrogimi spojrzeniami

wybija 7:00

drzwi się otwierają

POSZLI!

SZYBCY WŚCIEKLI I PAZERNI!

zaczynasz zapierdalać między półkami na dział z alkoholem

nie możesz się skupić na drodze, bo twoją uwagę rozpraszają żółte tabliczki z innymi promocjami

nagle mignęła Ci promocja na śledzie z 5,99 na 5,98

nie wytrzymujesz

zatrzymujesz się

pakujesz do kieszeni 2 opakowania

widzisz, że twój przeciwnik prawie jest już na miejscu

januszometr wykurwia poza skalę

chwytasz słoik z kiszonymi ogórkami

rzucasz w inwalidę

pudło

zaczynasz biec na dział z alkoholem co chwila łapiąc jakieś artykuły, rzucając w rywala i utrudniając mu drogę

mijasz dział z pieczywem

łapiesz za bagietkę

z całych sił rzucasz nią niczym oszczepem

ta wpierdala się w szprychy wózka drugiego janusza

wypierdala się na ryj, ale się nie poddaje

porzuca wózek i zaczyna pełzać w stronę tyskaczy

wpierdalasz się na zamrażarki z lodami i przeskakujesz przez półki

widzisz, że przeciwnik już jest na miejscu i wyciąga swoje łapska po twoje czteropaki

z bólem serca sięgasz do kieszeni po śledzie

spoglądasz na nie z łezką w oku

"janusz, to dla Ciebie trudne ale musisz"

bierzesz zamach i rzucasz w wyciąniętą rękę rywala

ten dostaje i syczy z bólu

podbiegasz do niego i łapiesz go za nogę

zaczynasz go wlec na drugi koniec sklepu, żeby mieć więcej czasu na zebranie jak największej ilości czteropaków

jest sparaliżowany od pasa w dół, a bez wózka inwalidzkiego powrót trochę mu zajmie

po drodze wyzywa Cię i drze mordę

zostawiasz go na dziale z chemią

biegniesz po czteropaki

nagle słyszysz dźwięk rozpędzonego stada

OJAPIERDOLE.PNG

reszta januszy

łapiesz tyle czteropaków ile dasz radę unieść

wsadzasz je pod pachy, pod koszulkę, do spodni, do nogawek, w zęby, do reklamówek, do rąk, do odbytu

udało Ci się zabrać z dziesięcioma

na półce w promocji zostały tylko 2

dumnie kroczysz do kasy i słyszysz za sobą kłótnie, wyzwiska, szarpaniny reszty januszy

płacisz 90 zł i 5,98 zł za 1 pudełko śledzików

wychodzisz ze sklepu i podążasz do swojej gabloty 1.9 tdi, zaparkowanej w krzakach

za wycieraczką widzisz ultokę z tesco

"PROMOCJA NA CZTEROPAK TYSKIE, TYLKO 8,98 zł!"

krew Cię zalewa

umierasz

Data: 04.02.2019 21:01

Autor: kot_reakcjonisty

<bądź sadzonką jakiegoś gównokrzaka kurwa kosodrzewiny
<twój stary to typowy modrzew a matka sosna
<w szkółce leśnej rośnij koło największych dębów
<dęby śmiechają z krzaka zamulacza interkorzennego
<zostań posadzony w lesie kurwa na ślunsku
<nigdy nie zapyl bo jemioła mentalna motzno

Data: 04.02.2019 20:52

Autor: Tina

*Jedna z moich ulubionych past :3

bądź mną lvl 21

pracuj w maku xD

w okolicy twojego miejsca pracy przesiaduje tysiące kruków

przychodzą tam w nocy siedzą parę godzin drą pizde i odlatują nad ranem

wróć do domu po robocie i poczytaj o krukach bo i tak nie masz nic lepszego do roboty

dowiadujesz się że kruki są bardzo inteligentne, potrafią zapamiętywać ludzi i ich zachowania

w głowie narodził się zajebisty pomysł

po dłuższych obserwacjach zauważasz że są 2 rodzaje kruków, te co siedzą na ziemi i te na drzewach

wkurwiasz te na drzewach, rzucasz kamieniami i kopiesz w drzewo, natomiast kruki z ziemi zawsze traktujesz ciepło i dajesz im frytki z McDonalda

kontynuujesz przez następny tydzień

sprawa po tygodniu ma się tak:

kruki z drzew to prawdziwe skurwysyny, próbują na Ciebie srać, rzucają Cie żołędziami i innym syfem

kruki z ziemi to prawdziwe ziomki, nawet przeprowadzają Cię przez ulicę by nic Ci się nie stało (xD)

kontynuujesz przez następny tydzień

coraz więcej kruków z drzew zaczyna pojawiać się przed mcdonaldem, cały czas próbują Cie osrać i atakować

kruki z ziemi starają się Ciebie chronić, podlatują i przyjmują syf na siebie

nadchodzi piątek dzień ostateczny

z rana zauważasz jednego ze swoich ziomków (nazwałeś go Andrzej, zawsze dostawał od Ciebie ciepłe frytki)

Andrzej próbuje Ci coś powiedzieć, zaczyna skakać i trzepotać skrzydłami

spójrz w górę

o kurwa

chmara kruków na niebie aż chmur nie widać xD

Andrzej na szczęście się wszystkim zajął, na ziemi stoją setki kruków czekających na Twój rozkaz

szybkim ruchem ręki wskazujesz na podniebnych skurwysynów

zaczyna się krwawa walka

zadowolony z realizacji Twojego planu siadasz na ławce i oglądając całe zajście wpierdalasz frytki

dziesiątki kruków spada na ziemię, w tle wrzaski i skrzeczenie

po godzinie krwawa walka dobiega końca a trzepotanie ucicha

chmury powoli zaczynają się pojawiać, jedynie kto przetrwał to Twoje ziomki

Andrzej podlatuje do Ciebie i siada obok

rana na lewym oku wskazuje że walczył dzielnie

wstajesz i wszystkie kruki spoglądają na Ciebie

wolnym i dumnym marszem udajesz się do maka, kruki oczywiście podążają za Tobą

zostawiasz drzwi otwarte

wszystkie kruki wchodzą do środka

wzrok kasjera ochuuuj

zamawiasz 13 razy Frytki XXL by celebrować zwycięstwo z Twoimi ziomkami

Data: 04.02.2019 19:35

Autor: Ezev

Thanos kończył dzienną wartę w serwerownii lurkera, za oknem jego willi, na ktorą uczciwie zarobił biegały białe owieczki…

Data: 03.02.2019 21:49

Autor: lisq

Wizyta w winnicy Lidla.
Pani: w czym możemy pomóc?
Ja: szukam win z grupy amontillado
P: proszę poczekać (lekka konsternacja)
Pani wyciągnęła swojego tableta.
P: Przykro mi win tej marki u nas nie ma.
Ja: Chodziło mi grupę win w ramach rodzaju amontillado.
P: Proszę poczekać.
Pani jeszcze raz odpala swój tablet. Zerkam przez ramię. Strona Winemag odpalona #pdk
Grupa 3 Pan konsultantek się zebrała i kminia o co temu dziwnemu klientowi chodzi
P: jak to się piszę?
wiec mówię jak i dodaje info uzupelniajace, wie Pani to podrodzaj wina typu sherry; dojrzewa biologicznie, a później oksydacyjnie, że najlepiej szczep palomino, certyfikaty VOS, VORS, że Anada, Albariza, criaderas y solera. Tak jak by Pani piła wino w Anglii 30+ lat temu. Klasyka.
Pani: cóż bym mogła Panu zaproponować takiego… hmm. Proszę zobaczyć to i podaje mi "Barbadillo Cream" (nie mylić z klasyką "Barbadillo Principe", które na marginesie lubię, choć w amontillado wg mnie nie wpada), czyli to słodkie dziadostwo skierowane do masowego odbiorcy, które pachnie rodzynkami jak Malaga Pedro Ximenez….
Facepalm.
P.S. w Auchan nie lepiej, ze znajomością. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Data: 03.02.2019 21:48

Autor: lisq

Wizyta w Alkohole24.
Pani: w czym mogę pomóc?
Ja: szukam piw gatunku Barrel Aged
P: proszę poczekać (lekka konsternacja)
Pani poszła po swój notesik.
P: Przykro mi piw tego gatunku u nas nie ma.
Ja: Chodziło mi grupę piw w ramach gatunku Bourbon, Whisky ewentualnie Sherry Oloroso Barrel Aged
P: Proszę poczekać.
Pani woła za chwilę, żebym podszedł do jej notesiku. Naderwana strona z browarem Koczkodan zademonstrowana
Grupa 2 pań kasjerek się zebrała i kmini o co temu dziwnemu klientowi chodzi
P: jak to się piszę?
wiec mówię jak i dodaje info uzupelniajace, wie Pani to grupa piw leżakowanych w beczkach głównie po destylatach z nutami zapachów szlachetnych, trochę słodkich: kokos, wanilia, dąb, nuty winne. Tak jak by Pani wąchała dobre destylaty 30+ lat temu znad Królestwa Brytyjskiego czy Ameryki Północnej. Klasyka.
Pani: cóż bym mogła Panu zaproponować takiego… hmm. Proszę zobaczyć to i podaje mi "Książęce Porter" (nie mylić z klasyką "Komes Porter", którą na marginesie lubię, choć w barrel aged wg mnie nie wpada), czyli to nowoczesne dziadostwo i "odnowienie" starego hitu, które pachnie tanim alkoholem jak Żywiec Porter….
Facepalm.
P.S. w Żabce nie lepiej, ze znajomością

Data: 03.02.2019 21:48

Autor: lisq

jak się w wikipedii wpisuje niedojebanie muzgowe, to powinno wyskakiwać zdjęcie mojego kolegi, Szymona. Szymek do szesnastego roku życia spał ze starymi w nogach, a w mieszkaniu mieli tak niskie sufity, że jedli tylko naleśniki. w gimnazjum chodziłem z nim do klasy. był fanatykiem penspinningu, super sport kurwo xD kiedyś podliczyłem go, że podczas lekcji 27 razy wychodził z ławki, żeby podnieść z ziemii długopis, bo pomimo lat praktyki, wychodziło mu to raczej chujowo. nauczyciele już nawet nie zwracali na to uwagi, ale ja kisłem strasznie, kiedy ciszę na sprawdzianie po raz kolejny przerywał dźwięk długopisu upadającego na ziemię xD długopisiarz kurwa xD kiedyś szymek się pochorował i jako że mieszkałem trzy bloki dalej, przyszła do mnie jego mama i pyta mnie, czy nie pożyczę jej zeszytów, bo kamilek musi uzupełnić lekcje. okazało się, że jego starzy nie mogli dojść do porozumienia jak ma się nazywać ich syn, więc rodzina od strony ojca mówi na niego szymek, a od strony mamy kamilek. pewnie za guwniaka starał się zrozumieć dlaczego ma dwa imiona i od tego intensywnego myślenia poprzepalało mu jakieś styki, stąd to niedojebanie. piszę to, bo przy tak intensywnej głupocie, jest wręcz oczywiste, że szymek ma konto na wykop.pl i pewnie jest na czele rankingu, tylko pewnie maskuje się jakąś torebką na głowie czy coś xD kamil szymon gnoju oddawaj złote myśli, po wpisaniu się miałeś je oddać dorianowi a już ósmy rok trzymasz. elo

Data: 03.02.2019 21:48

Autor: lisq

Być mną
fap time
przeglądam strony z porno
w końcu znajduję dobry filmik z gościem jadącym laskę z dobrą dupą
mogę do tego walić
walę
zaczynam kończyć
zoom na twarz laski
przestaję walić
pauzuję
łokurwa matka mojego kumpla
100% pewny, kojarzę głos i twarz, widziałem jej zdjęcia z młodości, kumpel mówił że była modelką jak była młodsza, ale już od dłuższego czasu tego nie robiła. zawsze podejrzewałem że grała w porno (powiedziała mu jak była pijana)
o kurwa
skończyłem
obmyślam plan (kumpel zrobił mi psikus przestawiając mój samochód i pozwalając mi myśleć że go ukradli przez godziny
zemsta. jpg
sciągam video (film), wycinam fragmenty z przybliżeniami twarzy
przesterowuję dźięk żeby brzmiało trochę inaczej
wysyłam kumplowi mailem
kumpel dziękuje
5 godzin później mówi że skorzystał, zajebisty film
umieram ze śmiechu
nic nie mówię, idę do niego dzień później żeby mu oznajmić
mówi że film jest zajebisty (faktycznie był zajebisty) i że walił do niego znowu
płaczę ze śmiechu
pyta dlaczego
wchodzę w komputer i pokazuję mu cały film, przewijam do zbliżenia twarzy
właśnie zwaliłeś do swojej matki
kumpel zamurowany, jest w szoku, stara się ogarnąć jakoś to co się stało, biegnie do łazienki i rzyga
jest wkurwiony a ja nie kontroluję śmiechu
najzabawniejszy moment mojego życia
żeby mu jeszcze dojć żartuję sobie że znalazłem Twojego tatę (jego ojciec odszedł, ma jego zdjęcia ale nigdy go nie poznał, żartuje o tym żeby rozładować sytuację)
o, bardzo śmieszne
patrzę na filmik i został nakręcony w tym roku w którym kumpel się urodził
właściwie… dziwny zbieg okoliczności
znowu mówi kurwa i baranieje
podchodzi wolno do komputera
przewija do zbliżenia twarzy faceta
hiszpan, a on jest pół-hiszpanem
w filmie facet spuszcza się w lasce
biegnie i przynosi zdjęcie ojca (zdjęcie jego matki kiedy była w ciąży, odszedł w 8 miesiącu)
porównuje z monitorem
kurwa
kurwa
wysrał cegły
to jego ojciec
zbyt podobny, takie same włosy i kolor skóry
co do kurwy
zaczynam się czuć jak gówno
właśnie uświadomiłem najlepszemu kumplowi że jego narodziny to porno które poszło źle
zaczyna płakać
wychodzi z pokoju i przyprowadza matkę
wprowadza ją
zamurowuje ją na widok filmu
zaczyna płakać
to prawda, właśnie zwalił do swojego poczęcia
przepraszam, nie wiem co powiedzieć

Data: 03.02.2019 21:47

Autor: lisq

Hehe dziewczyna zaprosiła mnie dziś na rower. Zgodziłem się ochoczo, jako że jestem amatorskim kolarzem szosowym. Ustawka oczywiście o 6 rano pizgawica straszna, więc założyłem moje super oddychające rękawice na warunki wilgotne o wadze 0,1 grama. Kosztowały 800 złoty, ale w takich od razu jeździ się szybciej. Na grzbiet narzuciłem nieprzepuszczjącą wiatru, dopasowaną bluzę za 1 tys złoty. Na koszulce najebane tyle sponsorów, że prawie mnie zza nich nie widać, co tam, szkoda tylko, że mi nie płacą. No i wsiadam na moją karbonową szosę, której ceny nie podam, bo boję się, że walnę się w ilości zer. Zapinam moje karbonowe spd do karbonowych pedałów spd i jadę na spotkanie lekkim tempem 45km/h na godzinę, żeby się nie zapocić przed spotkaniem. No i stoi ona. Na góralu. W wełnianych rękawiczkach i puchowej kurtce, cała telepie się z zimna. Widać, że nie ma super lekkich neoprenowych rękawic za 800 złoty. Nogi od urodzodzenia pewnie też ma te same. No i zaczynamy przejażdżkę. Narzucam tempo 35 km/h na godzinę, bo w końcu dziewczyna. W pierwszych chwilach dawała radę, to dopierdoliłem 55 km/h niczym Armstrong pod Alpe d'Huez. Gdy dziewczyna zniknęła z tyłu za horyzontem, doceniłem kupno karbonowego super lekkiego trenażera za 10tys złoty, widać, laska opierdalała sie cała zimę. Trochę dla beki jeszcze pokręciłem kółka wokół niej, popchałem trochę za siodełko. Śmiesznie wtedy piszczała, że się boi. Doszedłem do wniosku, że nudy i olewam taki układ i już wypierdoliłem VMAX 65km/h i zniknąłem w oddali. Objechałem standardową rundę przez Wólkę Kosowką, aż po Łódź. Niestety musiałem już zawijać na chatę, po praca na 8. Polecam te neoprenowe rękawiczki.

Data: 03.02.2019 21:47

Autor: lisq

bądź mną lvl 14
dojrzewanie mocno
kita ciągle w górze. ciągle trzepiesz
nie ma pornola w sieci do którego byś nie zwalił
zoofilia, hentai ośmiornice, scat. ciągle ci mało
szukasz czegoś nowego
trafiasz na anonse. seks telefon
o kurwa to jest to
14.40 za minute rozmowy
jebać. wybierasz numer do LuźnejJowity69
kiedy słyszysz sygnały w słuchawce przypominasz sobie że nie umiesz rozmawiać z dziewczynami i brzmisz jak pryszczaty skurwiel bo nim jesteś
kurwa co ja robie?
chcesz odłożyć tel ale drąg w gaciach zabrania
"Cześć misiaczku, co u ciebie? Ja jestem mega napalona."
Nie wierzysz w to co słyszysz. Luźna Jowita się rozkręca, a ty łapiesz za freda
"Mmmm… nic nie mówisz? Chcesz żebym opowiedziała co będę z tobą robić?"
"Eee.. tak poproszę." Zdajesz sobie sprawę, jak zjebanie to zabrzmiało, ale Jowita leci już z tematem. Jej słodki głos wprowadza cie w trans
"Wyciągam go z bokserek i daje mu całusa"
Czuj mega podniecenie
Z tego wszystkiego wyrywa ci się do słuchawki: "Ssij kurwo"
Cisza
"Może grzeczniej." Urok z głosu Jowity zniknął
"Poproszę Luźna Jowito ciągnij."
To brzmiało ultra zjebanie. Czujesz gorąco na twarzy
"Wkurwił mnie Pan na ostro, więc Panu nie pociągne"
Co jest kurwa? Dziwka właśnie walnęła ci focha przez telefon
Puszczają ci nerwy, odkrywa się twoje spierdolone ja
"Ty kurwo, kapiszonie jebany, weź mi ssij pałe przez telefon, oszukujesz tym anonsem uczciwych ludzi"
"Słucham? Po moim trupie"
Wkurwienie 100%, spierdolenie podobnie
"Dawaj sie napierdalamy o to, kto wygra płaci za połączenie"
"Gdzie mieszkasz? Przyśle do ciebie alfonsa z kolegami"
"Co alfonsa, dawaj sama stań ze mną do walki"
Cisza, dźwięk zerwanego połączenia
Co się właśnie odjebało?
Jedno jest pewne. LuźnaJowita69 po tej rozmowie jest raczej spięta, nie luźna.

Data: 03.02.2019 21:47

Autor: lisq

Ostatnio wpadły do mnie dwie koleżanki. Popiliśmy jakieś piwo i one powiedziały, że chcą zagrać w grę. No to ja sobie myślę, że srał pies konsolę, czy komputer, pobawmy się w coś prawdziwego. Też trzeba się dziewczynom pokazać od jak najlepszej strony. No i tak sobie szybko przesuwam w głowie co tam na strychu mi zostało ze starych gier planszowych, tak żeby się z laseczkami trochę fajnie pobawić… warcaby, twister, zgadnij kto to, operacja, szachy, karty, euro-biznes, scrabble, magiczny miecz (ta podróbka magii i miecza, w sumie fajna gra, ale nie… bo to długo się gra i będzie zamuła).

– Dobra dziewczyny. Macie do wyboru tak: Szachy, twistera i scrabble.
– Hehe, w szachy to my nie umiemy, to odpadają z miejsca hihi. – ulga, bo ja też słabo – zagrajmy w Twistera, będzie super!

No to hehe, idę na strych a tamte dwie już się cieszą. Idę po kolejnych schodach i z każdym stopniem czuję jak wygrywam życie. Wypinam klatę, uśmiecham się od ucha do ucha, marszczę brodę i czoło i sam przytakuję sobie z uznaniem. "Jesteś mistrzem, dziś wygrasz". Wchodzę na strych, szperam chwilę w kufrach… gdzie to jest… mija kilka chwil.

– Hej dziewczynyyyyy! Nie mogę znaleźć nigdzie tego Twistera to przyniosę scrabble!

Coś tam odpowiedziały, ale nie słyszałem. W każdym razie biorę pudełko z grą i schodzę na dół.

– No to co? Gramy? Będzie śmiesznie, mówię Wam. – i tutaj zaczyna się mój szczwany plan względem laseczek – umawiamy się, że można pisać wszystkie sprośne słowa.
– Hihihi, jak tak to super, no to grajmy.

Wiecie, no nie mogłem z nimi tak po prostu wygrać, to by było słabe. Początek rozgrywki był spokojny. Musiałem zrobić na nich dobre wrażenie, ale nie mogłem przesadzać. Wszystko szło jak po sznurku. Dziewczyny przerzuciły się na wino, wymieniały się literkami, a ja siedziałem skupiony i ogarniałem sytuację. Muszą w końcu poznać lepszą stronę mojej natury. Co miałem zrobić, miałem nad nimi przewagę i mógłbym im dać tak po prostu wygrać, ale to by było takie słabe.

Na planszy było już kilka słów. Od początku PENIS krzyżował się ze słowem STULEJKA (ja układałem, wiadomo). Stulejka leżała przy DUPIE, itd… W sumie same mało punktowane i stawka była wyrównana, ale musiałem trochę majstrować przy punktacji, żeby nie wyjść za bardzo na prowadzenie.

Dziewczyny się bawią, wino im smakuje a ja dalej analiza planszy. Zaczęły mi przychodzić polskie znaczki i układałem już sobie strategię z premiowanymi, żeby nie dowalić jakiejś maniany.

Pewnie sobie myślą, że jestem fajny chłopak, gadka się klei, a cały czas mam planszę pod kontrolą. Szybka analiza, w woreczku zostało kilkanaście liter. Rzut oka na punktację, patrzę w swoje literki, wiem mniej więcej jakie im zostały i zaczynam jazdę.

Teraz będą mnie podziwiać. Walę na środkowej górnej potrójnej słownej CHĘDOŻ. 18pkt x3 to jest 54pkt. Pełne skupienie. Jedna dokłada MI i robi DUPAMI, druga do CHUJ dokłada A, więc chujnia po całości, a ja wtedy dopierdalam im WYchędożYĆ i znowu potrójna słowna 28 x3 to jest kuźwa 84 punkciki na moje konto. JEB. Laski oniemiałe, kopary pod stołem a ja się dopiero rozkręcam. Grzmotnąłem kilka wysoko punktowanych słówek na premiach, a na sam koniec do mojej turbo analizy doszło trochę farta i klocki dobrze poszły, więc krzyczę do nich "ŻRYJCIE TO!" zajebałem na potrójną słowną ŁECHTACZ wypierdalając wszystkie 7 liter, Ł na potrójnej literowej więc 60pkt i dodatkowo premia 50 kurwa punktów za wysranie wszystkich klocków. FUCK YEAH! Literki się skończyły, więc odjąłem dziewczynom punkty za te, które im zostały. Laskom gały wyszły na wierzch, no już nic kurwa, nic nie mogły powiedzieć, zostały doszczętnie rozpierdolone, ponad kurwa 300 punktów w ostatnich 5 ruchach. Miałem w sumie 370, a każda z nich pożal się Boże 60 marnych gówno-punkcików. Rozniosłem je jak małe bure suki. ROZ-PIER-DO-LI-ŁEM totalnie!

Siedziałem rozwalony na krześle. Z zadowoleniem zerkałem na punktację patrząc na dziewczyny jak się ubierają. Nawet mi ich nie żal, głupie cipy. "Idźcie poczytać jakieś słowniki, hehehe i wróćcie jutro" – rzucam im na wyjściu. Mistrz. Mówiłem, że dziś wygrywam. Hehehe. Laski zawsze przegrywają ze mną w scrabble. ZAWSZE. xDDD

Spakowałem grę i triumfalnie pomaszerowałem odłożyć je na strych. Twister leżał na pierwszym regale z lewej. Na drugiej półce od dołu. Dokładnie tam gdzie go zostawiłem godzinę temu. xDDDDD

Data: 03.02.2019 21:46

Autor: lisq

Bądź mną
Anon lvl 16
Trochę przegryw, ale tak… w 70
%masz pryszcze, rodziców, komputer i poszedłeś do niezłego liceum
nie masz dziewczyny, znajomych, IQ, wyglądu i przyszłości
noichujXd.pkobp
A… zapomniałem– mam przyjaciela
nazywa się Ponton.
Pewnego dnia wracasz ze szkoły, otwierasz drzwi a tam Twoja matka (Grażyna w chuj) płacze "OJCIEC NIE ŻYJE! ANON KURWA! ZNALAZŁAM GO RANO W KIBLU… WSZEDZIE PEŁNO KRWI! NIE CHCIAŁAM NA TO PATRZEĆ, WIĘC NIE WIEM CO SIĘ STAŁO, ALE POLICJA ORZEKŁA NIEUMYŚLNE SAMOBÓJSTWO"
w Twoim pokoju leży kamera… dajesz sobie rękę uciąć, że rano jej tu nie było… a może była?
dziwnie się czujesz… w sumie nie lubiłeś ojca, bo zawsze bił cię po alkoholu
a że był alkoholikiem zdarzało się to codziennie od 9 lat
dlatego gówno cię obchodzi ta strata– idziesz grać w Wota bo chcesz kupić czołg na VII tierze XD
następnego dnia mówisz o wszystkim Pontonowi
ten na to "TY TO JA PRZYJDĘ DO CIEBIE I POSIEDZĘ Z TOBĄ PO SZKOLE ŻEBY CI PRZYKRO NIE BYŁO"
w sumie spoko, jak chce to niech wbija, nigdy nie miałeś żadnego gościa w domu
po tygodniu jest pogrzeb ojca…pod kościołem stoi czarny Fiat 125p w kombi…
matka Grażyna drze mordę na pół wsi "MIAŁ BYĆ KURWA MERCEDES A NIE JAKIEŚ GÓWNO!"
"PANI KOCHANA.. POPSUŁ SIĘ TO CO MIELIM ZROBIĆ… TYLKO TAKI BYŁ NA ZAKŁADZIE… DLA TRUPA TO ŻADNA RÓŻNICA"
łapie Cię wewnętrzny kek
zjeżdżają się goście… zaszczyca was nawet lokalny menel "Heniuś" z którym ojciec miał świetny kontakt przez alko
matka poprosiła Cię, żeby w czasie mszy powiedzieć z ołtarza żałobny wiersz z jakiegoś chujowego filmu
świetnypomysłkurwa.pge
"Nie potrzeba już gwiazd, zgaście wszystkie, do końca;

Zdejmijcie z nieba księżyc i rozmontujcie słońce; Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień.
Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się"

"ŁOOOO KURWA JAKI POEMAT"– słychać z tyłu kościoła… wszyscy się odwracają
to Heniuś się wruszył…
cojaturobię.wwa
na pogrzebie oczywiście jest Ponton
nie wiem czy wspominałem, ale od śmierci ojca Ponton jest ze mną zawsze i wszędzie
jesteś z nim tak blisko, że nawet jak jest chory, to bierzesz go do siebie do domu i się nim opiekujesz
opisana wyżej sytuacja właśnie ma miejsce
wracasz ze szkoły
w swoim łóżku nakrywasz Pontona i matkę w czasie robienia arabskich gogli
japierdole.cba
wychodzisz z pokoju, zaraz potem matka a na końcu Ponton
"CO TO KURWA MA ZNACZYĆ… MYŚLAŁEM, ŻE JESTEŚ MOIM PRZYJACIELEM, A TY Mi MATKĘ RUCHASZ?"
"O NIE ANON! DOSYĆ TEGO! MASZ MIESIĘCZNY SZLABAN NA KOMPUTER"
wtf!?.cwks
jak się później okazuje Ponton i Grażyna mają romans od 2 miesięcy, a za rok jest termin ich ślubu
tak… Ponton już uważa się za Twojego ojczyma… Twój kurwa przyjaciel
mija rok… po ślubie wszystko się zmienia
Ponton okazał się być chujem… raz na jakiś czas jebnie matkę kablem od żelazka
opierdala Cię za oceny (choć sam ma kurwa gorsze… no ale to mój ojczym! XD)
ostatnio jak wychodziliście do szkoły jebany powiedział "SYNKU ZRÓB MI KAWĘ" XD
ale jebać go… znajdujesz w szkole Karynkę – 11/10, zakochujesz się!
ona w Tobie nie XD ale to tylko kwestia czasu
po 3 miesiącach Twoja matka Grażyna zasłabła w autobusie– tak… ma raka mózgu
po kolejnych 5 miesiącach pod kościołem stoi czarny Fiat 125p w kombi z trumną w środku
wracacie z cmentarza
"ZOSTALIŚMY SAMI… ANON… MÓJ SYNU!"
"PONTON KURWA! SPIERDALAJ! NIE JESTEŚ JUŻ MOIM OJCZYMEM! GRAŻYNA NIE ŻYJE I NIE ODZYWAJ SIĘ WIĘCEJ DO MNIE"
"SYNKU… WIEM JAKA TO DLA CIEBIE CIĘŻKA CHWILA, ALE CHCĘ CIĘ POCIESZYĆ! ZNALAZŁEM DLA CIEBIE MATKĘ"
nagle zza rogu wychodzi Karynka która rzuca się Pontonowi na szyję krzycząć "KOCHANIE! JUŻ MARTWIŁAM SIĘ, ŻE COŚ WAM SIĘ STAŁO"
odwraca się i mówi do ciebie "ANONKU… TERAZ TO JA BĘDĘ TWOJĄ MATKĄ! MAM NADZIEJĘ, ŻE KIEDYŚ POKOCHASZ MNIE JAK GRAŻYNKĘ"
napłynęły Ci łzy do oczu…
życietysuko.jpg
wracasz do domu
postanawiasz popełnić samobójstwo, puszczasz" Krywań– Krywaniu Krywaniu" na jutubie
chcesz nagrać ostatnie słowa do Pontona i Karynki
przez przypadek zamiast REC naciskasz PLAY
widzisz ojca, który nago po pijaku wpycha sobie słoik po majonezie w dupę… widzisz jak cierpi
postanawiasz nie popełniać samobójstwa…
na cześć filmiku który uratował Ci życie– nadajesz mu nazwę łanmenłandżar

Data: 03.02.2019 21:46

Autor: lisq

28 marca, rok 2713. Podczas kopania fundamentów pod centrum handlowe, budowlańcy trafili na nietypowe znalezisko. W ziemi zagrzebany był doskonale zachowany budynek pochodzący z XX wieku. Wezwano więc doświadczoną ekipę archeologów, aby zabezpieczyła znalezisko i wyciągnęła z niego wszystko co wyciągnąć się da.

Robota przypadła mnie i moim podopiecznym. Nie powiem, nielichy zaszczyt nas kopnął; im więcej odsłaniała ziemia, tym większe czułem podniecenie. To nie były rutynowe wykopki, dogrzebaliśmy się do jakiejś grubszej tajemnicy. Wnętrze skromnego budynku – świątyni, chramu? – pokrywały nieznane hieroglify nakreślone przez siedmioma wiekami. Po uważniejszych oględzinach doszliśmy do wniosku, że mamy do czynienia z językiem używanym kiedyś w Polsce. Wiecie, takim nic nieznaczącym kraiku, którego przedstawiciele pozagryzali się nawzajem gdzieś w XXI czy XXII wieku. Konflikty nuklearne prowadzone w ostatnich stuleciach na dobre pogrzebały niemal całe dziedzictwo kulturowe tego zapomnianego narodu. Tym większa była waga naszego odkrycia.

Musieliśmy wezwać prawdziwego specjalistę. Profesor Peter Cocky pojawić się mógł dopiero po tygodniu i za konsultacje zażyczył sobie astronomicznej sumy, niemniej przystaliśmy na jego warunki. Nie mieliśmy wyboru – jako jeden z nielicznych świetnie znał język polski (oraz dziesiątki innych języków) i był właściwie jedyną znaną mi osobą zdolną rozszyfrować wydobytą z ziemi tajemnicę. Z niecierpliwością czekałem na jego przylot. Oprócz tego, że był jedynym w swoim rodzaju ekspertem, był też naprawdę fajnym gościem – znaliśmy się od lat, nadawaliśmy na bardzo podobnych częstotliwościach, myślę że mogę go nawet nazwać moim przyjacielem.

Nic się nie zmienił. Jak zawsze wyglądał raczej jak menel, aniżeli profesor, ale bił od niego wielki autorytet. Uśmiechnął się szczerze na mój widok. Wymieniliśmy uprzejmości, po czym zaprowadziłem go tuż przed tajemniczy budynek. Spojrzał na niego fachowym okiem i powiedział:
– No, no. Ciekawe znalezisko. Co udało wam się ustalić do tej pory?
– Niewiele. Budynek został postawiony w XX wieku, hieroglify pochodzą chyba z początku XXI. Nie potrafimy jednak ich rozszyfrować ani ustalić przeznaczenia budynku.
Profesor Cocky machnął ręką. Nie potrzebował sięgać do słowników i tablic, od razu zaczął mi wszystko tłumaczyć. Wskazał napis nad framugą:
– Tutaj pisze: Morenka Sweet Night, co po staroangielsku znaczy „Słodka noc”.
– Co to może oznaczać? – spytałem.
– Zaraz zobaczymy. No cóż, Adasiu, zapraszam do środka.
Pod naszą nieobecność do wnętrza wpadł jakiś kot, ale profesor niedbałymi ruchami wygonił go z pomieszczenia. Następnie przyjrzał się uważnie hieroglifom i z rosnącą fascynacją zaczął nam na bieżąco tłumaczyć, wodząc ręką po wiekowych napisach:
– Ruchanie. R-U-CH-A-Ń-I-E. Seks, chuj, cipa, jebać, od tyłu. Tutaj pisze: jebać, sperma, chuj, podpaski, cycki, dupa, sperma, cipa, chuj, kutas, okres, cipka. I tu pisze: lizać cipkę, do buzi, bzykać. I tu, Adasiu. O! Sperma. A tu kutas narysowany.

Kurczę. Te wszystkie wyrazy coś mi mówiły, ale nie wiedziałem co dokładnie. To były ślady jakiegoś kultu, ale nie pamiętałem jednak jakiego. No cóż, zawsze spałem na religioznawstwie. Profesor Cocky kontynuował:

– O! Sperma. S-P-E-RY-MY-A. Sperma. Tutaj jeszcze seks, ruchanie, cipa, chuj, sperma, okres.
– Fascynujące. Czy składa się to w jakąś logiczną całość?
Profesor zdjął okulary, spojrzał mi prosto w oczy.
– Czy słyszałeś kiedyś o seksie?
– Seks? To tylko teoria. Przecież wszyscy wiedzą, że seks nie istnieje.
– Widocznie dawni Polacy twierdzili inaczej. Spójrz tylko na te symbole! Czyż kutas nie jest symbolem seksu?
– Kutas? Masz na myśli tę rycinę prezentującą siusiaka?
– Dokładnie tak. Nie jestem pewien, jaki miałby mieć on związek z tym całym seksem, niemniej występuje najczęściej tam, gdzie wzmiankowany jest właśnie seks.
– Innymi słowy, mamy do czynienia ze świątynią?
– Z burdelem. Świątynie seksu nazywane były burdelami. Innymi słowy, jest to burdel wyznania „Morenka – Sweet night”. Niesamowite! Koniecznie musicie to opisać. Zaskakujące są jego niewielkie rozmiary. Spójrz, pod tą ścianą musiał stać ołtarz poświęcony seksowi. Tam z kolei prymitywne telewizory – możemy się tylko domyślać, do czego one służyły!

Przez dobrych kilka godzin debatowaliśmy na ten temat. Oczywiście, nie było mowy o kontynuowaniu budowy. Wstrzymaliśmy roboty na okres przeprowadzenia dokładnych i gruntownych badań.

Tej nocy nie mogłem spać. A co, jeśli seks jednak istnieje? Szczątkowe rękopisy opisywały go jako najwyższą przyjemność, coś na kształt odrobiny życia wiecznego na Ziemi, unię ciał i dusz. Jednakże źródła dokładnie opisujące seks nie zachowały się – trudno powiedzieć dlaczego. Istnieją teorie spiskowe mówiące o tym, że seks kiedyś istniał, ale został zdelegalizowany, jego ślady – pogrzebane, z czasem zaś seks został skazany na zapomnienie. Prawie nikt jednak nie dawał im wiary.
Odrobina wiecznej przyjemności na Ziemi… warto byłoby spróbować. Chłonąłem słowa mądrości zapisane na murach starożytnej świątyni. Analizowałem je litera po literze, słowo po słowie. R-U-CH-A-Ń-I-E. Seks, chuj, cipa, jebać, od tyłu…

Jeśli seks istnieje, muszę odnaleźć sposób na jego odnalezienie.

***

Ciało doktora Adama A. zostało odnalezione w jego mieszkaniu w pół roku po rewolucyjnym odkryciu starożytnej świątyni seksu. To było ewidentne samobójstwo – koroner wykluczył możliwość udziału osób trzecich. Przyczyna zgonu nikomu nie dawała spokoju – najprawdopodobniej mieliśmy do czynienia z odwodnieniem, skrajnym wyczerpaniem i niewydolnością krążeniowo-oddechową. Jak jednak doprowadził się do takiego stanu? Nie wiadomo.

Niewyjaśnioną zagadkę stanowiła dziwna, biaława maź oblepiająca właściwie całe pomieszczenie. Zanim została ona wzięta do badań, bliżej nieokreślone służby specjalne starannie oczyściły z nich cały pokój, nie tłumacząc nikomu co, jak i dlaczego. Równie zagadkowe było zachowanie profesora biorącego udział w epokowym odkryciu. Peter Cocky przejrzawszy osobiste notatki doktora A., zaczął krzyczeć: „Herezja, herezja!”. Wybiegł ze swojego gabinetu rwąc pod drodze kartki z zeszytu swojego przyjaciela i krzycząc „Herezja! Bluźnierstwo!”. Pobiegł ile sił w nogach do palarni, wyrwał zapalniczkę z rąk zupełnie zaskoczonego studenta i podpalił ostatnie strzępki notatek Adama A.

Tego samego dnia przeniesiono go do szpitala psychiatrycznego. Mimo długotrwałej terapii nadal nie odzyskał piątej klepki.

Wyrwane z zeszytu kartki gdzieś zniknęły, a w kręgach studenckich coraz głośniej mówi się o odradzającym się kulcie seksu. Zaczęli znikać ludzie, nocami w akademikach zaczęły się rozlegać tajemnicze, okultystyczne jęki. Zarówno policja jak i władze uczelni konsekwentnie zaprzeczają wszystkim plotkom. Ale prawda wygląda zupełnie inaczej.

Oni są wśród nas.

Data: 03.02.2019 21:45

Autor: lisq

Z serii pracownik makdonalda:

Lody to jest skurwysyńsywto. W idealnym świecie gość podchodzi do kasy, mówi grzecznie "Dzień dobry, poproszę loda w wafelku z polewą czekoladową" i sprawa jest załatwiona. Niestety takich tytanów intelektu, którzy są w stanie skleić pełne zdanie i powiedzieć czego chcą jest jakiś promil. Zwykle wygląda to tak:
– Dzień dobry.
– Poproszę loda.
– W kubku?
– Tak, to znaczy w wafelku, w wafelku.
– Polewa czekoladowa?
– Sezonowa.
– Sezonowa, jak pan doskonale widzi na tym w chuj wielkim menu za moimi plecami, jest tylko do lodowego marzenia albo mcflurry.
– A czym się to to mcflurry od lodowego marzenia różni?
– Jak pan doskonale widzi na tym w chuj wielkim menu za moimi plecami, mcflurry jest miksowane z posypką, a lodowe marzenie ma bitą śmietanę.
– To ja poproszę to flery.
– Z jaką posypką?
– A jakie są?
– Jak pan doskonale widzi za tym w chuj wielkim menu za moimi plecami, posypki są o smaku liona albo kitkata.
– To ja poproszę z lionem. I jednak tę wersję z bitą śmietaną poproszę.
– Jak pan doskonale widzi na tym w chuj wielkim menu za moimi plecami, lodowe marzenie nie posiada posypki.
– Aha. To ja sobie chyba jednak kawę mrożoną wezmę.
– Zwykłą, karmelową czy sezonową?
– Karmelową.
– Dużą?
– Nie.
– Małą?
– Może być mała. A jaka to jest właściwie mała?
– Mała ma 0,3. Duża 0,4
– A, to może jednak tę dużą wezmę. Tylko poproszę bez bitej śmietany.
– Proszę pana, tam nie ma bitej śmietany.
– Jak nie ma, jak jest? O tam, na tym w chuj wielkim menu za pana plecami.
– Proszę pana, to nie jest kawa mrożona, tylko ice frappe. Kruszony lód zmiksowany z syropem.
– I w tym nie ma kawy?
– Nie.
– To ja jednak zwykłego rożka poproszę i czarną kawę.
– Rożków już od ponad roku nie sprzedajemy.
– To zwykłego loda w wafelku.
– Z jaką polewą?
– Bez polewy.
– Kawa duża?
– Nie.
– Średnia?
– Może być średnia.
– Ile saszetek cukru?
– Tak.

Data: 03.02.2019 21:45

Autor: lisq

Rozbijasz się samolotem na wyspie.
Zapasy się kurczą coraz bardziej aż nie macie co jeść i musicie polować na dzikie świnie.
Jecie najczęściej znalezione owoce, czy tam czasem ryby, bo świnie trudno upolować.
Co jakiś czas znika jeden z was i nie wiecie co się dzieje.
W takich warunkach wszyscy powinni chudnąc, ale jest jeden koleś, który jest ciągle gruby.
A ludzie nadal znikają… ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Data: 03.02.2019 21:44

Autor: lisq

2 SIERPNIA

Przeprowadzilismy sie do naszego nowego domu w Karkonoszach. Jak tu pieknie!
Drzewa wokol wygladaja tak majestatycznie. Wprost nie moge sie doczekac, kiedy pokryja sie sniegiem

4 PAZDZIERNIKA

Karkonosze sa najpiekniejszym miejscem na ziemi!!!
Wszystkie liscie zmienily kolory na tonacje pomaranczowe i czerwone
Pojechalem na przejazdzke po okolicy i zobaczylem kilka jeleni. Jakie wspaniałe i okazałe.
Jestem pewien, ze to najpiekniejsze zwierzeta na swiecie!
Tutaj jest jak w raju. Boze!!! Jak mi sie tu podoba!

11 LISTOPADA

Ostatniej nocy wreszcie spadl snieg. Obudzilem sie,a za oknem wszy stko bylo przykryte biala, cudowna pierzynka. Wspaniały widok.
Jak z pocztowki bozonarodzeniowej. Wyszlismy cala rodzina na zewnatrz. Odgarnęlismy snieg ze schodow i odsniezylismy droge dojazdowa do naszego pieknego domku. Pozniej zrobilismy sobie swietna zabawe-bitwe
sniezna ( oczywiscie ja wygralem ! )
Wtedy nadjechal plug sniezny i zasypal to, co wczesniej odsniezyliśmy. Więc znowu zaczelismy odsniezac droge dojazdowa. Super sport. Kocham Karkonosze!!!

12 GRUDNIA

Zeszlej nocy znowy spadl snieg Odsniezylem droge, a plug sniezny znowu powtorzyl dowcip z zasypaniem drogi dojazdowej. Po prostu kocham to miejsce.

19 GRUDNIA

Kolejny snieg spadl zeszlej nocy.Ze wzgledu na nieprzejezdna droge dojazdowa nie moglem pojechac do pracy.
Jestem kompletnie wykonczony ciaglym odsniezaniem. Na dodatek ciągle jezdzi ten pieprzony plug.

22 GRUDNIA

Zeszlej nocy napadalo jeszcze wiecej tego bialego gowna. Cale lapy mam w pecherzach od lopaty .Jestem pewien,
że plug sniezny czeka juz za rogiem, zeby wyjechac jak tylko skoncze odsniezac droge. SKURWYSYN!!!

25 GRUDNIA

Wesolych, Pierdolonych Swiat!!! Jeszcze wiecej napadalo tego gownianego sniegu. Jak kiedys wpadnie mi w rece ten skurwiel od pluga, przysięgam – ZABIJĘ CHUJA!!! Nie rozumiem, dlaczego nie posypują drogi sola jak w miescie,
zeby rozpuscic to zamarzniete sliskie gowno.

27 GRUDNIA

Znowu to biale kurewstwo napadalo w nocy. Przez 3 dni nie wytknalem nosa z domu, oczywiście z wyjątkiem odsniezania tej jebanej drogi dojazdowej za kazdym razem,kiedy przejechal plug. Nigdzie nie moge dojechac.
Samochod jest pogrzebany pod wielką gora bialego gowna. Na dodatek meteorolog w telewizji zapowiedzial
25 cm dalszych opadow tej nocy. Mozecie sobie wyobrazic, ile to jest pelnych lopat sniegu????

28 GRUDNIA

Jebamy meteorolog się pomylil!!! Napadało 85 cm tego bialego kurewstwa. Ja pierdole!: teraz to nie
stopnieje nawet do lipca!!!
Plug sniezny na szczescie ugrzazl w zaspie, a ten chuj przylazl do mnie pozyczyc lopate. Myslalem, ze go od razu zabiję, ale najpierw mu powiedzialem, ze juz szesc lopat polamalem przy odśniezaniu.
Za to siodma-ostatnia rozpierdoliłem na jego zakutym, goralskim lbie.

4 STYCZNIA
Wreszcie jakos wydostalem sie z domu. Pojechalem do sklepu kupic coś do jedzenia i picia. Kiedy wracalem,pod samochod wskoczyl mi jelen. Ten pojebany zwierz z rogami narobil mi szkod na 3000 zł. Przez chwilę przebieglo mi przez mysl,ze jest on chyba w zmowie z tym chujem od pluga. Powinni powystrzelac te pieprzone jelenie.
Ze tez mysliwi nie rozwalili ich wszystkich w sezonie lowieckim!!!

3 MAJA

Dopiero dzisiaj moglem zawiezc samochod do warsztatu w miescie. Nie uwierzycie,jak go zzarło od tej jebanej soli
(którą jednak sypali na drogę). Na podjezdzie stal zaparkowany umyty i blyszczący plug sniezny z nowym kierowca.
Tamten podobno jeszcze leczy rozjebany leb. Na szczęscie od uderzenia stracil pamiec, bo jeszcze poszedlbym siedziec za chuja

18 MAJA

Sprzedalem te pieprzona rudere w Karkonoszach jakiemus wypacykowanemu inteligentowi z miasta.
Powiedzial, ze o tym marzyl i zbieral kase, aby na emeryturze odpoczac.
A to sie palant zdziwi, jak przyjdzie zima i ten drugi chuj wyjdzie ze szpitala!!!!!
Ja przeprowadzilem się z powrotem do mojego ukochanego i urokliwego miasta. Nie moge sobie wyobrazic, jak ktos majacy chociaz odrobine rozumu i zdrowego rozsadku moze mieszkac na jakims zasypanym
i zamarznietym zadupiu w Karkonoszach.

Data: 03.02.2019 21:44

Autor: lisq

Anony, ale ja jestem spierdolony. Powinienem być klasycznym przykładem przegrywa. Dziś zrobiłem coś, czego będę żałował do końca swych marnych dni. Nigdy już nie wyjdę z piwnicy. Wstyd mi nie pozwoli. A może bohatyrnę?

Zanim przejdę do rzeczy to napiszę kilka słów o sobie. Mam na imię Kamil i mam dwadzieścia cztery lata. Wychowuje mnie matka. Ojciec spadł z roweru po tym, jak najebany próbował robić backflipa na rusztowaniu. Byłem oczkiem w głowie mamemełe. Spasła mnie na świniaka i tak przez cały okres podbazy i gimbazy byłem nazywany Prosiaczek. Generalnie, kurwa, matka robiła wszystko za mnie. Nawet siłą spraszała Seby z klasy na moje urodziny. KUUUURWA… Jak mi było wstyd.

Nietrudno się domyśleć, że nie miałem przyjaciół. Nie mówiąc już o dziewczynach.

Ale w licbazie spotkałem podobną spierdolinę do mnie, Michała. On został odrzucony przez ludzi bo był samobieżnym. I tak zaprzyjaźniliśmy się. W wielkim skrócie, spędzaliśmy większość wolnego czasu razem. Nawet teraz na studbazie. W sumie dzięki zapierdalaniu za jego wózkiem elektrycznym schudłem… A co najważniejsze, Michał ma siostrę.

Ooooooo tak! I to jaką… Każdy z was fapałby jak szalony do Milenki.

I teraz właściwa historia. Kurwa, starzy Micha i Mileny pojechali na wczasełe. Milena zrobiła inbę w domu. No i nie wypadało nie zaprosić mnie i jej brata.

Zapewne domyślacie się jak wyglądało moje imprezowanie wśród śmieszków studencików. Chujowo. Nieważne. Generalnie zostałem na noc, lekko wcięty… Michał spał orzygany na swoim wheelczerze. I oto Milena najebana jak szpadel położyła się obok mnie. O kurwa, ale mi stanął! Kurwa, anony!

I wiecie co? Ona po omacku, chyba nie ogarniając co robi, złapała mi fiutka i zwaliła. A raczej potrzymała, a ja doszedłem.

I teraz najgorsze. Byłem tak podjarany, że zrobiłem to, co zawsze robię po swoich małych sukcesach. Zadzwoniłem do mamełe. Powiedziałem jej, że właśnie wygrałem życie.

A ta KURWA MOJA MATKA powiedziała, że myślała że wcześniej to już robiłem z Michałem. Michałem! KURWAAAAA!

IDĘ SIĘ ZAJEBAĆ.

Data: 03.02.2019 21:43

Autor: lisq

bądz mną
miej własne mieszkanie i mieszkaj sam
pewnego razu zauważasz pająka na ścianie
postanawiasz go nie zabijac, jest spoko
pajęczak zabija Ci wszelkie robactwo
jest schludny i dokłada się do czynszu
bro-spider
pewnego dnia postanawisz wyjść z przegrywu i idziesz na impreze
poznajesz ładną różową
alcohol.loading.exe
zabierasz loszke do domu
segzy
nagle loszka się wydziera, zauważyła twojego ziomeczka spajdiego
w amoku zabijasz pajączka
wracasz do segzów
dwa dni później dowiadujesz się, że loszka miała wenere
pajęczak wiedział.
non profit
f for respect

Data: 03.02.2019 21:43

Autor: lisq

Pierwszą postacią jaką robię w Simsach jest zawsze Goblin Malarz – zielonoskóry, obleśnie tłusty artysta-samotnik z fobią społeczną.

Urządzam mu w piwnicy mały przytulny kącik ze sztalugą, kibelkiem, lodówką, łóżkiem, prysznicem i koszem na śmieci, po czym zamykam go tam i usuwam jedyne schody na górę. Jego jedynym zajęciem jest malowanie obrazów. Całymi dniami tylko maluje i maluje i staje się w tym coraz lepszy, aż w końcu jego obrazy są warte kupę kasy. Zaglądam do niego co kilka minut żeby sprzedać to co zdążył namalować, po czym wracam do normalnej gry.

Pozostałe simsy cieszą się bogactwem niewiadomego pochodzenia i nigdy nie dowiedzą się prawdy o plugawej istocie żyjącej tuż pod ich stopami…

Data: 03.02.2019 21:42

Autor: lisq

Doradca klienta w bankowości to najlepsza praca jaką kiedykolwiek miałem. Już wyjaśniam:

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest, że te wszystkie dziewczyny nie wstydzą się podchodzić do obcych ludzi w centrum handlowym? Po prostu wyciągają swoją spoconą łapę, mówiąc "Dzień dobry, jak masz na imię?" i rozpoczyna się standardowa gadka o kredyciku. Ja zawsze jak taką wyczaiłem z daleka to miałem sposób, telefon w łapę i udaję, że właśnie prowadzę najważniejszą rozmowę w moim życiu. Ale jednak kiedyś mnie wyczaiła. Widziała jak podnoszę telefon, ale mimo prowadzonej przeze mnie "rozmowy" śmiała mnie zaczepić. No i kolejne karty poszły do portfela, bo ja przegryw level 500+ oczywiście z asertywnością mam tyle wspólnego co z ruchaniem, czyli "widziałem w necie". Skąd one to wiedzą? Skąd wiedzą do jakich ludzi podchodzić? Przecież w takim obcym człowieku może się kryć totalny zbol, pedofil, zabójca, czy inny burak ze wsi. One są przygotowane na to, że raz na 200 takich klientów jeden odpowie kulturalnym "spierdalaj", ale mimo to wybierają takich przy których mają "szansę" coś ugrać.
Postanowiłem, że zatrudnię się w takim banku. Ale tylko po to by przejść szkolenie. Musze poznać te tajniki psychologiczne.
Pracę dostałem łatwo bo w CV prócz posiadania dwóch rąk, wymagali jeszcze posługiwanie się językiem Polskim, a w rozmowie kwalifikacyjne sprawdzali chyba tylko, czy moje dwie ręce się zgadzają (no kurwa jakoś muszę ściskać ludziom ręce hehe xD)
Przyszedłem na szkolenie i prócz podobnych mnie zjebów przyszły tam piękne laseczki, o których mogę tylko pomarzy ć wieczorem trzepiąc konia w wannie. Nagle zgasły światła i przyszła Pani w okularach. Wyglądała jakby wyszła właśnie ze strefy X, czy innego legendarnego laboratorium. Blond włosy ulizane do tyłu spięte w kok i w chuj duże okulary odbijające światło, tak, że nie widzieliśmy jej oczu.
Okazało się, że szkolenie było serio psychologiczne. Na rzutniku pokazano nam wycinek z kamery centrum handlowego i naszym zadaniem było wyłapywanie potencjalnych ofiar. Ja zdałem na poziomie 70% (prawda jest taka, że losowo wskazywałem, bo za chuj nie wiedziałem xD). Wtedy Kobieta wyświetliła nam prezentację 4 godzinną na temat psychologii i obserwacji ludzi!
I wtedy mnie olśniło! Kurwa – oni szukają przegrywów! Po sposobie chodzenia, spuszczonej głowie, grubym wyrazie twarzy i niedoli psychicznej wypisanej na twarzy da się wyczaić kto się nadaje na ofiarę. Nawet pamiętam ten jej monolog:
"Oo spójrzcie na tego tutaj. Lewa noga wyraźnie krzywa, ręce w kieszeni i wzrok próbujący uciec od rzeczywistego świata. Zamknięty człowiek, uparcie pokazujący, że nie chce nikogo wpuścić do swojej przestrzeni, na bank udziela się w tagu #przegryw na wykopie. I własnie dlatego jest dobrą ofiarą. Ma ten brak asertywności wypisany na twarzy. Kiedy go zaatakujecie, nie da rady, zaburzy to jego świat i podda się waszej fali. Wy dziewczyny wiecie o czym mówię, jak odpowiednio do niego mrugniecie i się uśmiechniecie, to gwarantuję wam, że zrobicie przyjemnośc sobie w postaci premii, a jemu w nocy. Nie, nie patrzcie z obrzydzeniem na niego. Macie się kurwa uśmiechać, choćby capiło mu z gęby, a pryszcze na twarzy układały się w napis "zabij się".
Przez kolejne godziny pokazywała nam, jak rozpoznać takiego przegrywa, a jak unikać osoby asertywne i pewne siebie. To było to!
Po skończonej prezentacji zgrałem ją sobie na pendrive'a i w domu studiowałem tajniki "Jak wyjść z przegrywu". Zacząłem trenować chód chada. Prostować głowę. Nagrywałem się po kilka razy jak wchodzę do pokoju, by potem zobaczyć co robię z rękami. Wszystko po to by wyglądać jak ten przykład z prezentacji "kogo unikać".
Aż po 3 tygodniach poszedłem do centrum handlowego i postanowiłem wypróbować ową metodę! Chód pewny, zdecydowany, ręce maks na wysokość 5 stopni, wdech na klatę, wzrok skierowany przed siebie, wyobraź sobie wojownika, który w ciebie wstąpił. Mina pewna, ale groźna, z lekkim wyzywającym uśmiechem. Wszystko opanowane do perfekcji.
Idę przez centrum i widzę punkt! I dwie samice, które polują na przegrywów. Czyli już nie na mnie! Idę obok, jeszcze specjalnie bliżej punktu, by mieć pewność, że mnie zauważą! Przechodzę obok, i widzę, że się patrzą, ale nie zapytają! ha! Wygrałem!.
– Cześć Anon, nie poznałam cię ;)
Słucham? Odwróciłem się. To ta laska ze szkolenia! Trzepałem do jej pamięciówy dzisiaj po śniadaniu! Ale, że po imieniu?
– ..No hej – kurwa ale to brzmiało, ale chuj trzymaj fason jak sobie obiecałeś
– Kurcze, już miałam odpuścić, bo tak pewnie szedłeś, ale skądś ciebie kojarzyłam i pamiętam, że byłeś na szkoleniu, ale taki jakiś inny xD A następnego dnia nie byłeś w pracy. Co się stało?
-A, sprawy zawodowe, muszę lecieć, nie chcę kredytu. – odpowiedziałem
-Właściwie – szybko przerwała – to pomyślałam, że w sumie jednak mógłbyś tu pracować ;)

I tak poznałem Olę, moją obecną dziewczynę, którą rucham aż tynk odpada ze ściany obok. Nara przegrywy, ja się kładę spać! Aby jutro wstać i polować na takich przegrywów jak wy. Żal mi was, ale jednocześnie dziękuję wam, że mogę na was zarabiać.

Data: 03.02.2019 21:42

Autor: lisq

bądź na krzyżackim zamku
idź srać
nasraj
otwórz zapadnię
nie działa
oshit.fresk
co robić
znajdź komtura
nie umiej po germańsku
on nie umie po frankijsku
złap go za rękę i zaprowadź do gdaniska
już ma cię za opętanego
pokaż mu gówno które zrobiłeś
powiedz "schau" ("patrz" po germańsku) i spróbuj otworzyć zapadnię
gówno spada do strumienia normalnie

Data: 03.02.2019 21:41

Autor: lisq

bądź na laborkach z programowania
skopiuj przykład z wykładu
kompiluj
nie działa
ohshit.cpp
co zrobić
znajdź profesora
nie umiej po informatycznemu
on nie umie po ludzku
złap go za rękę i zaprowadź przed komputer
już ma cię za humanistę
pokaż kod który skopiowałeś
powiedz "undefined reference" ("nie działa" po informatycznemu) i spróbuj kompilować
program kompiluje się normalnie

Data: 03.02.2019 21:41

Autor: lisq

Kiedyś miałem taką głupią sytuację w maku.
W kiblu jakiś dzieciak specjalnie oblal mnie wodą z butelki.
Zdjałem koszulkę i wybieglem wpierdolic gowniakowi.
Dopadlem go, on się odwrócił do mnie dupą.
Niby próbowałem wyrwać mu wodę, by potem go oblać, ale chuj trzymał mocniej niż 2 harnasie mojego starego.
Dziwnie wygląda to z perspektywy drugiej osoby.
Minęła dosłownie chwila i wiedziałem, że będę miał przejebane
Do kibla wbił jakiś gościu i próbował odciągnąć dzieciaka od przodu
Wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że miał ściągnięte spodnie i koloradkę

Data: 03.02.2019 21:41

Autor: lisq

Do dziś pamiętam mój „pierwszy raz” z kondomem – miałem szesnaście lat albo coś około. Poszedłem do sklepu kupić paczkę prezerwatyw. Za ladą stała przepiękna kobieta, która najprawdopodobniej wiedziała, że nie mam doświadczenia w „tych” kwestiach. Podała mi paczkę i zapytała, czy wiem, jak tego używać.
Szczerze odparłem: nie. Tak więc otworzyła paczkę, wyjęła jednego i rozwinęła na kciuku, po czym poleciła sprawdzić, czy jest na miejscu i czy mocno się trzyma. Najprawdopodobniej musiałem wyglądać na osobę, która nie do końca zrozumiała to, co powiedziała, więc rozejrzała się po sklepie, podeszła do drzwi i zamknęła je. Chwyciła mnie za rękę i wciągnęła na zaplecze, gdzie zdjęła z siebie bluzkę. Po chwili zdjęła też stanik. Spojrzała na mnie I zapytała:
– Czy to cię podnieca?
No cóż, byłem tak zaskoczony tym wszystkim, że tylko kiwnąłem głową. Wtedy powiedziała, że czas nałożyć prezerwatywę. Kiedy ją nakładałem, ona zrzuciła spódniczkę, zdjęła majteczki i położyła się na stole.
– No dawaj… – Powiedziała. – Nie mamy zbyt wiele czasu.
Tak więc położyłem się na niej. To było cudowne – szkoda, że nie wytrzymałem zbyt długo… PUF – i było po sprawie…
Spojrzała się na mnie przerażona:
– Jesteś pewien, że nałożyłeś prezerwatywę?
Odpowiedziałem tylko “no pewnie”, i podniosłem kciuk, by jej pokazać.

Data: 03.02.2019 21:40

Autor: lisq

Ja piehdole, w tym roku jest 10 lat od kiedy Największy Syn Polskiej Ziemi zaczął przemawiać do Narodu głosząc swoje rewolucyjne sentencje pełne dogłębnej i bezpardonowej analizy tej zgnilizny jaka w tym Wspaniałym Narodzie się wytworzyła. Ten Polski Nostradamus, XXI wieczny Sokrates, który wie o każdej bolączce tego Narodu, niczym Jezus zbawia polskość słowem pełnym ojcowskiej miłości, tak jak ojciec wymierza karę za pomocą kabla krnąbrnemu synowi tak i On, Żyd, za pomocą żydowskiej mocy i słownej przemocy koi ból i cierpi za nasze przewinienia, jest jak Balsam na poparzenia, jak Heroina dla narkomana, jak Żyd Zbawiciel dla Narodu Wybranego. Istota kultowa, Geniusz, polski John Edison, który swym blaskiem rozświetla drogę. O Wielki Panie, mądrość Twa nieprzeminie a my niegodni tej nobilitacji, my Polacy Rhobacy dziękujemy za Łaskę . Tyś, który zesłał swego Syna Mokebe Testo by by sie nami opiekował. Przyjacielu najznamienitszych ludzkich narodów, amerykańskiego, niemieckiego i ukochanego żydowskiego. Dzięki Tobie wiemy, że boski owoc to Pomarańcza a Ewelina to khuwa jebana. Testoviron, Człowiek a Bóg, Nieśmiertelny Śmiertelnik, a poza tym wizjoner i filantrop. To taka odezhwa od nas, polskich rhobaków.

Data: 03.02.2019 21:40

Autor: lisq

Bądź mną, idź na pobranie krwi 10 minut przed otwarciem gabinetu
zobacz, że jesteś dopiero jakaś czternasta w kolejce..
jest tylko 5 krzeseł, więc stoisz
nawet jak się krzesło zwalnia, to ustępujesz starszym bo im ciężej
stoisz już tak 30 minut
obserwujesz gówniaka, który za każdą osobą mówi "mamo, chyba teraz ja już powinnam"
babeczka za którą jesteś nie wie za kim jest
mówisz jej, że wchodzi teraz
to był strzał, reszta się nie burzy więc chyba trafiłaś
wchodzisz w końcu do gabinetu po 50 minutach czekania
pielęgniarka tak wyrywa igłe z żyły, że boli do teraz
wychodzisz po 2 minutach
"ale szybko" mówią wszyscy
brak profitu

Data: 03.02.2019 21:38

Autor: lisq

Chcecie wiedzieć dlaczego Obelix jest najsilniejszy w całej Galijskiej wiosce?
To ja wam powiem. Jest tak, ponieważ Obelix.. nie jest człowiekiem!
I nie chodzi mi tu o to, że nie jest przedstawicielem rodzaju ludzkiego, bo jest.
Obelix jest po prostu nieumarłym.
Zanim zgnijecie wewnętrznie i założycie moją orientację, wysłuchajcie mojej teorii. Otóż wiemy, że kiedy Obelix był mały, wpadł do kotła z magicznym napojem.
Dziecko z kotła z gorącym płynem raczej trudno wyciągnąć, ale co mnie w tej sprawie szczególnie zaintrygowało – jeszcze trudniej je w ogóle zauważyć. Obelix, wpadając do kotła utknął w nim i utonął na dnie, zanim Galowie zdążyli interweniować. Z racji raczej spokojnej natury wioski mogło minąć trochę czasu zanim zanotowano jego zniknięcie i zorientowano się, że drzwi od chaty Panoramiksa są otwarte. Powstała konspiracja, w której centralna postać – sam Panoramix rozegrał swoje karty mistrzowsko i postanowił pójść z wioską na układ. To, co musimy w tej sprawie zrozumieć to fakt, że Panoramix jakiego znamy może i jest niewinnym, siwym nestorem. Jednak jak to się mawia – w każdym druidzie drzemie szczypta nekromanty. Nasz dziadunio w młodości praktykował zapewne zakazane sztuki magiczne, a jak wiadomo największym marzeniem każdego adepta czarnej magii jest.. wskrzeszenie (albo jakiś rodzaj animacji zwłok). Panoramix, dowiedziawszy się o incydencie z Obeliksem, zrobił co w jego mocy, aby przywrócić do życia małego grubego chłopca i udało mu się to w znacznym stopniu. Jedyna cena, jaką Obelix zapłacił, to osłabienie jego umysłu (śmierć przez uduszenie i proces rozkładu zaczęły degenerować komórki nerwowe w jego mózgu). Pozostawiło go to nieco.. prostym. Musi też jeść więcej, aby zaspokoić nadzwyczajne zapotrzebowanie organizmu na energię (klasyczne dla ożywieńców).
Jaki jest stosunek wioski do całego procederu? Z początku wódz był przeciwny takiemu stanowi rzeczy, ale zawarł z Panoramiksem pakt, że jeśli ten zrzeknie się swoich zapędów czarnomagicznych, to pozwoli mu zatrzymać tę dwunożną abominację. Panoramix czuje swoistą misję doglądania swojej kreacji, swojego potwora frankensteina, dlatego utrzymuje z nim przyjacielskie relacje i znajduje kolejne preteksty, aby wchodzić z Obeliksem w interakcje. Dla bezpieczeństwa umieścił go pod opieką wioskowego homoseksualisty. Był to celowy zabieg, aby współlokator nie padł ofiarą jego niemożliwych do powstrzymania popędów. Obeliksowi nie wolno jednak pić magicznego napoju z uwagi na niewiadome skutki mieszania nekromancji z czarami wzmacniającymi. Panoramiks ubił swego czasu na Obeliksie niejeden biznes. Myślicie, że skąd wzięło się w nim umiłowanie do ciosania rytualnych kamieni druidzkich. Panoramiks wykorzystywał go jako tanie narzędzie do wzbogacenia się i podniesienie swojego statusu w hierarchii druidów poprzez szeroko zakrojony projekt stawiania zaklętych kręgów po galijskich puszczach. Po pewnym czasie przestał go jednak wykorzystywać w strachu, że pewnego dnia Obeliks uodporni się na zaklęcia zmieniające pamięć i uświadomi sobie, jak bardzo został uciemiężony przez swojego brodatego przyjaciela. Dla samej wioski istnienie Obeliksa to czysta korzyść. Posiadanie na swoim terenie kogoś w rodzaju Ser Roberta Stronga z Gry o Tron to niewątpliwy atut w walce z Rzymskim Najeźdźcą.

Data: 03.02.2019 21:38

Autor: lisq

Typowy polski remont odbywa się w blokach z wielkiej płyty, gdzie wywiercenie jednej dziury to godzina roboty i dwa stępione wiertła.

W amerykańskich "kartonowcach" jak chcesz powiesić obrazek to bierzesz wkrętarkę, przykładasz obrazek, w 5 sekund wkręcasz wkręta i masz obrazek, który będzie wisiał przez 20 lat.

A w Polsce? Pożyczasz trzydziestokilową wiertarę, kupujesz pięć wierteł przeciwpancernych, idziesz do sklepu po czteropak harnasia, wyrzucasz żonę i dzieci z domu, pijesz jednego harnasia na rozgrzewkę, wymierzasz wszystkie otwory z dokładnością do 0,1mm, zakładasz wiertło i odpalasz udar. Napierdalasz z siłą wodospadu zapierając się kijem od szczotki o przeciwległą ścianę, mija 5 minut a dziura głębsza o 5mm. Mija kolejne 10 minut i trafiłeś na kurwa zbrojenie – chuj w dupę strzela wiertło, wkurwiony pijesz drugiego harnasia i mierzysz od nowa. Powtarzasz operację, tym razem nie ma zbrojenia, po godzinie napierdalania udało ci się wywiercić 5cm dziury. wkładasz kołek – luźny jak cholera. No tak, zajebista wielka płyta – żeby się wwiercić to trzeba poruszyć niebo i ziemię, ale jak już włożysz kołek to magicznym sposobem wykrusza on pół kilo betonu i trzeba jechać do liroja po większe. Najebałeś się harnasiem, więc wsiadasz na rower i jedziesz. Wracasz, wkładasz kołek, wbijasz wkręta – zajebiście. Obrazek wisi. Trochę krzywo, ale już tam chuj. Szkoda tylko, że trzeba szpachlować pół ściany, bo tynk (a właściwie to piasek zlepiony wodą) poodpadał.

Data: 03.02.2019 21:37

Autor: lisq

wchodzi Piątek do Serie A
-BONDZIORNO
-BONDZIORNO KURWA NON CI CAPISCO?
-PODAJ MI TO CO MASZ POD BUTEM
-NO PODAJ
-PROSZĘ PAŃSTWA TO JEST PIŁKA
-HEHE PATRZCIE JAKI GOL xD
-DOBRA IDZIEMY DALEJ
– O! A TU MAMY MILAN. KOJARZĄ PAŃSTWO NA PEWNO TAKTYKĘ POLSKICH KLUBÓW? LAGA, WYPIERDOL, WYJEB.
– A TU KATENACZIO. GRAJĄ DO PAQUETY, PROSZĘ PAŃSTWA, WSZYSCY Z MILANU DO JEDNEGO I POTEM, PAN RONALDO SIĘ PRZESUNIE, PAQUETA MI PODAJE, JA STRZELAM I, UWAGA BRAMKARZ, I JEST GOL.
– I TO SIĘ PROSZĘ PAŃSTWA OGLĄDA. JEST SKUTECZNIE, ZWYCIĘSKIE I CO NAJWAŻNIEJSZE! SPEŁNIA SWOJĄ FUNKCJĘ. A W EKSTRAKLASIE? NO W EKSTRAKLASIE JAK W LESIE.

a w Atalancie, kurwa
-chlip chlip ten Reca ma tak ciężko
-jebany patriarchalny włoski
-ehhh tak by sobie Arek chciał tankować na Orlenie i zwiedzić muzeum ziemi płockiej
-a nie może
-dajcie wzruszającą muzykę
-trzymaj się Arek
-będę cię wypożyczać
-kocham cię ehhh

Data: 03.02.2019 20:33

Autor: RogalePonadWszystko

Pozdrawiam XD
Michał Białek kończył nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem zadłużonej willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, których Białek wolałby nigdy nie mieć. Przypomniał sobie o żonie, którą widywał głównie w niedzelne poranki. Stękanie ćwiczącego lewicę Kinera dobiegało zza rzędu wykopowych monitorów. Białek automatycznie podłożył ociekające potem dźwięki pod obraz żony osadzonej na knadze Kinera. Intuicja podpowiadała mu, że lekko otyły kolega z pracy przebiera palcami po najkrótszej części ciała oglądając zdjęcia białkowej połowicy na fejsbuku. Nie mylił się. Czuł jednak dziwaczną dumę połączoną z rozbawieniem, które przyniosła mu owa wizja. ,,Puk puk". Pierwsza myśl – Elfik32. Kurwiszcze, które zrobiłoby wszystko za status moderatora w serwisie. Białek poczuł się ważny. Myśl o zdradzie żony przerodziła się w pewność, że w tę sobotnią noc powstaje dziecko, na które po badaniach DNA nie musiałby wyłożyć ani grosza. Zatliła się w jego biednym umyśle żądza zemsty. Ocknąwszy się wstał i nonszalancko otworzył drzwi. Elfik32. Czarna owca rodu Steckich stała w progu oparta o framugę ze swoim kurewskim uśmieszkiem woźnej. Baletki, krótka spódniczka i motzno zarysowany dekolt jaśniały kontrastującą z nocnym krajobrazem bielą. – wstawiona jak zwykle – pomyślał Białek. Elfik położyła palec na ustach. Białek domyślił się, że odseparowany od świata zewnętrznego Kiner nie usłyszał pukania aktywnej wykopowiczki, która właśnie przyniosła im kanapki. Spod granicy niemieckiej. Elfik sprawnie zzuła obuwie i figlarnie mrugając ruszyła w stronę Kinera. Białek podążał wzrokiem za opalonymi stópkami zmierzającymi w stronę McKinera, nie mogąc powstrzymać wewnętrznego rozbawienia. Za chwilę miał wyjść na jaw fakt, którego nikt z pracowników wykopu osobiście nie widział, choć był świadom jego istnienia. Fakt, który miał zburzyć spokój Kinera na zawsze. Elfik wczołgała się pod biurko i sprawnie wyskoczyła po drugiej stonie. Kiner wybałuszył oczy i odskoczył w tył z naprężonym kutasem w ręku. – Ale… Spojrzenia Białka i Kinera spotkały się. Kiner był zażenowany całą sytuacją, o czym świadczył wyraźny rumieniec na jego aryjskiej twarzy. Śmiech Elfika rozniósł się po pomieszczeniu. – Mała pała jak na administratora. – powiedziała Elfik, ledwie powstrzymując śmiech. Kiner spąsowiał bardziej. Ręce machinalnie powędrowały w stronę rozporka, gdy podchmielona Elfik rzuciła się w tę samą stronę. – Zostaw. – powiedziała stanowczo. Zaskoczony Kiner wypuścił pytonga z ręki. Dziesięciocentymetrowy organ bezwładnie opadł lekko kołysząc się na boki, gdy Elfik doskoczyła do sparaliżowanego grubaska niczym wygłodniała kura i stanowczym ruchem opuściła nieco za duże spodnie. Od czasu nieudanego eksperymentu z rurkami Kiner powrócił bowiem do starych nawyków, co ułatwiło wykopowiczce zadanie. – Jesteś pijana. – wystękał, gdy Elfik chwyciła go za lekko przywiędniętą pałę i chichocząc zaczęła prowadzić w stronę Białka, który obserwował sytuację z zaciekawieniem. Programista nie protestował jednak zbyt zaciekle. Był to pierwszy raz, kiedy kobieca ręka spoczęła na jego wypustce. Było to niewątpliwie ciekawe doznanie, gdyż sam Kiner zdawał się zapomnieć o dziwnych okolicznościach, w jakich doszło do tego przełomowego momentu. Białek nie mógł już powstrzymać rozbawienia, obserwując zesztywniałego Kinera kroczącego za dzierżącą jego orzeszek Elfikiem. Wybuchnął serdecznym śmiechem, mimowolnie puszczając krótkiego bąka o dosyć wysokiej tonacji. – Przepraszam, – rzekł Białek przez łzy – ale nie bardzo rozumiem sytuację. Elfik puściła kinerowe przyrodzenie i kołysząc biodrami powoli podeszła do administratora o podkrążonych od pracoholizmu oczach, zalotnie kręcąc loczek wydłubany spod natapirowanej burzy blond włosów. – Nie planowałam tego. Zawsze byłam spontaniczna. – wyszeptała prowokacyjnie, gmerając już teraz palcami w okolicy guzików różowej koszuli Białka. Kiner zastygł jak posąg w centrum serwerowni. Nie zdawał sobie sprawy, jak komicznie wyglądał z opuszczonymi do kostek spodniami kupionymi przez mamę w second-handzie, z włosami łonowymi w nieładzie i zaczerwienioną od uścisku knagą smętnie zwisającą między otłuszczonymi udami. Poczuł ukłucie zazdrości widząc pierwszą kobietę, której pozwolił się dotknąć, z zapałem liżącą opalony tors Białka. To on powinien być na jej miejscu. Białek zamknął oczy, czując wilgotne pociągnięcia elfikowego języka po swojej klacie. Nie była to zdrada, był to gwałt. Stąd też, domyślając się dalszego przebiegu sytuacji, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Aby jednak im zapobiec, wyobraził sobie że jego żona jest właśnie posuwana przez murzyna. ,,Co za kurwa" – pomyślał. Czuł się całkowicie oczyszczony z zarzutów. Elfik przeszła do lizania twarzy, by w końcu zbliżyć się do ucha Białka. – Wiesz, do czego tasował twój kolega? – szeptnęła, po kurewsku przenosząc wzrok na jego twarz. – Do zdjęć twoich przeróbek zrobionych przez… – Nie kończ. – przerwał jej Białek. Nie chciał by słowo codziennie odmieniane przez przypadki w miejscu jego pracy ostudziło podniecenie. Na moment jednak otrzeźwiał i odepchnął rozpaloną Stecką od siebie. – Czego tak właściwie chcesz, hm? – zapytał, badawczo spoglądając na Elfika. Nie doczekał jednak odpowiedzi, gdyż Kiner niespodziewanie zwinnie, biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne, chwycił drukarkę Samsunga i ogłuszył Elfika celnym uderzeniem w tył głowy. Elfik bezwładnie osunęła się na ziemie, potwierdzając swoją renomę kobiety upadłej. W sekundę później Kiner stanął z roznegliżowanym Białkiem twarzą w twarz, oko w oko. Ich chuje równiez były całkiem blisko. Zszokowany Białek nie rozpoznawał nieśmiałego dotąd kolegi. Coś w nim zdecydowanie pękło, a w spojrzeniu programisty była niewidoczna dotąd determinacja. – Zerżnij mnie. – wycedził Kiner. – Zerżnij mnie motzno w odbyt. – powtórzył. Powieka nawet nie drgnęła podczas wypowiadania tych słów. Białek w swoim zaskoczeniu wydał niezidentyfikowany dźwięk, lecz Kiner natychmiast położył mu palec na ustach. – Nikt się nie dowie. Ta kurwa Elfik i tak ci już powiedziała. Nie mam nic do stracenia. – powiedział. Nie czekając na reakcję Białka, przeszedł od słów do czynów. Świat Białka wywrócił się do góry nogami, starał się jednak chłodno kalkulować, jak wiele nieoczekiwana przygoda gejowska mogła zmienić w imidżu samca alfa, na który tak ciężko pracował. A Kiner nie żartował. Był silniejszy od niego, co potwierdził brutalnie atakując Elfika kilkanaście sekund wcześniej. Setki podobnych myśli przelatywały mu przez głowę, gdy rudawy programista delikatnie rozchylił mu wargi, by włożyć mięciutki palec do ust i wymusić odruch ssania. Patrząc odważnie w oczy Białka, Kiner zrobił kilka kroków w tył i zdjął t-shirt jednym pewnym ruchem. Biała delikatna skóra i puchate sutki Kinera były dziwacznie atrakcyjne, choć jeszcze kilka minut wcześniej podobna myśl nie miała szans pojawić się w umyśle Białka. – Maciek, ty tak na serio? Oddasz mi się? – zapytał z niedowierzaniem. Kiner skinął głową i oswobodził się ze spodni, które aż do tej chwili pętały mu kostki. Odwrócił się i ułożył w pozycji tylnej, która byłaby dla większości mężczyzn upokarzająca. Ciasna dziurka programisty zachęcająco przezierała przez gąszcz delikatnych włosków, aż prosząc się o rozepchanie. Penis Białka zareagował na ten widok od razu, ciekawie wynurzając się z rozpiętych jeszcze przez Elfika spodni. – Raz się żyje – pomyślał Białek. Wyruchanie kolegi z pracy mogło się okazać bardziej męskie, niż przypuszczał. To on miał przecież być stroną dominującą. Białek pozbył się resztek odzienia i pewnym krokiem podszedł do wypiętego Kinera. Postanowił zaatakować znienacka. Napluł na rękę i jednym ruchem wbił naprężonego kutasa w miękki odbyt programisty. Sięgnął ręką do podbrzusza, by przekonać się, że i chuj Kinera był tak nabrzmiały, jakby miał eksplodować. Dodało mu to siły i pewności siebie. Poczuł sie atrakcyjny. Pierwsze ruchy były jeszcze dość powolne, lecz Kiner starał się przyjąć jak najwięcej pomimo słabego nawilżenia. Kolejne centymetry napiętej pały Białka znikały w czeluściach jego odbytu, a zwierzęce sapanie Kinera tylko podniecało właściciela dość dużej jak na polskie warunki kutangi. Białek złapał Kinera za biodra i przyciągnął do siebie. – Chciałeś rżnięcia? To masz. – wycedził i zaczął miarowo, całym ciężarem napierać na puszyste ciałko kolegi. – Pierdol mnie, Michał! – krzyknął resztkami sił Kiner, uginając się do samej podłogi, a odgłosy największego rżnięcia w historii firmy ocuciły omdlałego Elfika, leżącego od dwa metry dalej. Elfik wstała i zataczając się podeszła do sapiącego Białka. – Hej, chłopakii… – z ust dziewczyny wychodził pijacki bełkot, który trudno było rozszyfrować. – mogę się przyłączyć? – Wypierdalaj stąd! – wrzasnął Białek i odtrącił rękę Elfika, która zaczęła mierzwić jego włosy. Elfik prychnęła i odeszła na kilka kroków. Udawała obrażoną, choć ciekawie zerkała na Białka, który bez opamiętania pierdolił Kinera jak maszyna. Sam Kiner odwrócił się w jej stronę i złośliwie wystawił język na wierzch. Wygrał tę partię. Poszukiwania piersiówki w torebce w panterkę okazały się owocne.

Data: 03.02.2019 18:58

Autor: kaente

Według Architekta, Lurker w rzeczywistości jest miejscem, któremu Biauek pozwolił istnieć jako forma kontroli. Mimo, że podświadomie 1% wykopków poświadomie odrzuca Wypok, tylko mała część z tego 1% jest w rzeczywistości uwolniona od Wypoku aby stać się użytkownikiem Lurkera. Dzięki temu społeczeństwo Wypoku jest wolne od użytkowników podburzających przeciwko m--b i a--s. Natomiast sam Biauek cieszy się absolutnym posłuszeństwem swych podwładnych, których wykorzystuje do produkcji monet, które następnie przeznacza na pieczenie pierogów.

Data: 03.02.2019 00:35

Autor: p00nczek

thanos kończył nocną wartę w serwerowni lurkera. potem ubrał się w kurtkę i buty zimowe, wrócił do domu, zjadł, umył się, i poszedł spać w pozytywnym nastawieniu na następny dzień.

Polskie Waffen SS

Data: 02.02.2019 22:25

Autor: SzuBerQ

Mam nadzieję że większość lukerków zna troche historie i słyszała że w Polsce nie było Waffen SS podczas drugiej wojny światowej. To kurwa nie prawda xDD Mame pracuje jako kucharka w przedszkolu, ja typowa spierdolina po technikum nie umiałem sobie sam znaleźć pracy, błąkałem się po firmach ale z racji mojego spierdolenia nikt nie chciał mnie w pracy, wylatywałem po max miesiącu. Tak więc zrezygnowany dostałem propozycję: praca w przedszkolu. Nie powiem żeby było źle, pilnowałem dzieciaków, siedziałem przy wyjściu i na boisku. W przedszkolu pracowały same dziewczyny 9/10, z racji tego iż miały swoje sprawy zostawiały mi po kilka grup razem i siedziałem z gówniakami w klasie. Nie było źle? Może do momentu w którym dostałem gówniaków pod opiekę, śmiali się ze mnie, tylko jeden taki Miłosz siedział zamyślony i patrzył się na mnie smutnym wzrokiem, jakby mi współczuł, wzrok miał orli niczym wielk mistrz 14 i wydawał się za mądry jak na swój podwiek. Raz próbowałem się zbuntować, nawet poskarżyłem się mamie ale powiedziała że tak ładnie opiekuje się tymi dziećmi i w ogóle karynom byłoby smutno gdybym podpierdolił je do dyrektorki. Miałem jednego kolegę, Ryśka. Rysiek wieczny bezrobotny skręcał długopisy i platał jakieś smycze, czasami mi pomagałem skręcić pare długopisów, podczas jednego z takich posiedzeń podczas picia niesamowite trunku zwanego winem siarkowym wpadłem na TEN pomysł. Następnego dnia byłem już w przedszkolu, około godziny 15:00 karyny zostawiły mi grupę około 30 gówniaków, wcześniej wydrukowałem sobie flagę III Rzeszy i wypożyczyłem mundur SS-Mana od jakieś grupy rekonstrukcyjnej, oprócz tego zrobiłem kartonową tabliczkę w kształcie półksiężyca, no kurwa po prostu imitację napisu z bramy obozu w Auschwitz Birkenau. Zamieniłem polskie godło na oprawioną w ramkę kartkę z flagą III Rzeszy z majestatyczną swastyką, zdjąłem krzyż z nad drzwi i powiesiłem tabliczkę z napisem "Arbeit Macht Frei" Krzyknąłem na gówniaków, o dziwo poskutkowało, zaraz potem uśmiechnąłem się do nich i powiedziałem że poprawdzę zajęcia, że będą skręcać długopisy. Gówniaki ucieszone, rozdałem im w chuj kartonów z częściami które wcześniej załatwiłem u jakieś firmy sprzedającej długopisy, Januszowi skoczył gul i pytał czy nie robie go w chuja, ale jakoś to poszło. No i skończył się pierwszy dzień, około godziny 17:00 zdjąłem Arbajt macht fraj, flage III Rzeszy i powiedziałem gówniakom że to koniec na dziś. Nie pamiętam dokładnie ile mi skręcili, ale Janusz był wielce zdziwiony, zainkasowałem wtedy około 2300zł i to kurwa za 2 godziny skręcania długopisów przez gówniaków! Mój prywatny obóz pracy przynosił nie małe dochody, od jakiegoś czasu taka Grażyna przedszkolanka zaczęła mi podrzucać swoją grupę 4-latków, pomimo swojego wieku byli bardzo produktywni, co przekładało się na obroty. Oprócz tego plotli mi bransoletki, smycze do kluczy i inne takie pierdołki, w szczytowym okresie mój przedszkolny obóz pracy przynosił około 3400zł za sesję. Do tego dochodziła pensja z przedszkola, 1450zł, żyłem kurwa jak król a w rzeczywistości gówno robiłem, siedziałem z nogami na biurku. Myślałem czy nie kupić moim podopiecznym pasiastych piżam, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu. Po jakimś czasie dyscyplina zaczęła się rozluźniać, na koncie miałem już odłożone dobre 25 tys. złotych z tych gówniaków, ale wybuchały bunty. Jakaś gówniara płakała że nie chce skręcać, to wysyłałem ją na rytmike razem z zerówką, kolejny gnój zrobił tak samo i mój obóz stanął przed widmem niżu demograficznego, nie mogłem na to pozwolić. Tutaj wkracza Miłosz, podszedł do mnie i popatrzył na mnie swoimi smutnymi oczami, wskazał na trzech dużych chłopaków którzy bili po głowie inne dzieci. Postanowiłem kupić szare kurtki i spodnie, ubrałem w mnie Miłosza wraz z moimi nowo zrekrutowanymi SS-manami, ogarnąłem przepaski na ramię z swastykami oraz kupiłem im pałki teleskopowe, powiedziałem że jeżeli wydadzą mnie z tym niecnym procederem, to będę u nich w domu aby zamienić ich przysznic w dozownik cyklonu B. I tak mijały kolejne tygodnie, ss-mani dostawali za swoja pracę słodycze, przyprowadzili też więcej dzieci, czułem się jak nadczłowiek administrując wielkim obozem pracy który przynosił mi po utworzeniu polskiego Waffen-SS około 5000zł dochodu! Z Januszem zdążyłem się zaprzyjaźnić, ten debil uwierzył że sam skręcam te długopisy i zapraszał mnie czasem na grilla, na grę w karty. Moje życie nabrało kolorów, żyłem pełnią życia, miałem na wszystko. Niestety syjonistyczna część przedszkolaków postanowiła obalić moje rządzy, gówniarze zakwestionowali moją pozycje jako fuhrera pytając czy mogą poukładać klocki zamiast skręcać długopisy – wydałem odpowiednie dyspozycje mojej straży która założyła im gacie na głowę. Próbowali jeszcze parę razy, z miernym skutkiem. Miałem swój obóz, swoich więźniów i swój oddział penitencjarny, aczkolwiek mi czegoś brakowało. Zafascynowany trzecią rzeszą zobaczyłem ogromne parady, kupiłem u jakichś bialapolska18141488 takie jakby sztandary które niosą janusze na boże ciało, takie z ikonami np. matki boskiej, tylko te moje były ze swastykami. Urządziłem parade, trzy sztandary a reszta przedszkolaków, przedszkole było praktycznie puste, mama pojechała na miasto po kartofle dla gówniaków, boisko stało więc przedemną otworem. Wręczyłem mojej straży przybocznej sztandary, nauczyłem moich podwładnych salutować po rzymsku i tak oto przechadzaliśmy się na około boiska z sztandarami, w dwuszerego jako dumny lud rzeszy przedszkolackiej. Byłem w niebie, krzyczałem po niemiecku ''niech żyje zwycięstwo''! Gówniarze mi wtórowali. Aczkolwiek każda republika, albo każdy obóz pracy musi kiedyś paść, przyszli Alianci. Okazało się że Janusz mieszkający niedaleko przedszkola zadzwonił po policje oraz dyrekcję, usłyszał nazistowskie pozdrowienie i to na boisku przedszkola xDD Kiedy tak salutowałem, nagle pochód stanął, obejrzałem się i zobaczyłem stojących w przejściu do budynku policjantów, dyrektorkę oraz moją mame. Zrobił sie wielki rumor, policjanci zaczeli mnie bić, dyrektorka wyrywała sztandary ze swastykami Miłoszowi i jego kolegom, nie chcieli oddać, trzeba przyznać że wiedzieli co to wierność ojczyźnie. Kiedy już mnie wystarczająco zbili, dobiegli do mojego Wafen-SS, wyrwali im sztandary i powiedzieli że propagowanie nazizmu to zbrodnia wobec bratniej armii czerwonej i całego związku radzieckiego, usłyszawszy tą historyczną nieścisłość podniosłem głowę i uświadomiłem policjantów że ZSRR już nie ma, zaraz po tym dostałem z pały w głowę i obudziłem się w szpitalu. Nie ważne co było dalej, ważne że zmieniłem bieg historii i utworzyłem polskie Wafen-SS

Data: 02.02.2019 22:15

Autor: Bartek

Kiedy pierwszy raz wszedłem na wykop, miałem wrażenie że przez przypadek trafiłem na jakieś forum integracyjne dla uczniów szkół specjalnych, albo koprofagów zawzięcie dyskutujących o zaletach jedzenia kupy. I miałem rację.

Data: 02.02.2019 01:38

Autor: szafa

Strasznie wczoraj zachlałem. Paliłem blanty do piątej rano. Film mi się urwał jak leżałem w rurze. Teraz mnie krzyż napierdala. Trochę się przespałem, ale musiałem wstać rano bo mam obowiązki. Mam dziecko. Niektórzy mówią, że nie można chlać jak się ma dzieci, ale to nieprawda. Można, tylko trzeba wstawać rano. Na tym polega odpowiedzialność.

Data: 31.01.2019 18:59

Autor: potyon

Chcecie schudnąć? Jedzcie żelki! Ale nie takie zwykłe. Słuchajcie mircy, opowiem wam historię.

Byłem sobie ostatnio w Tesco i zdałem sobie sprawę z tego, że chyba z dziesięć lat nie jadłem żelków. Stoi facet, lat trzydzieści pięć, łysina się zaznacza zakolami większymi niż ma Amazonka w górnym biegu, i ogląda żelki jak mały knyp. No i upatrzyłem sobie - Haribo sugar free. No spoko, bez cukru to może mi dziąseł nie wypali bo słodyczy to nie jadłem w hooy długo. Kupiłem sobie taką paczkę 2kg i szczęśliwy podbijam do kasy. Za mną jakiś starszy pan. Stuka mnie w ramię i mówi:
-Tylko pan ich nie jedz za dużo, bo jak wnuczce kupiłem to dwa dni z kibla nie wychodziła.
Nie dałem o to najmniejszego jebania(od kiedy mój bratanek zjadł całego szluga i wysrał kiepa nic mnie już nie zdziwi, ale to temat na osobną historię), zapłaciłem za wszytko i wychodzę. Ale po jakimś czasie dałem jebanie. I pomyślałem sobie "a hooy, spróbuję."

Wbijam do domu(oczywiście nie mówię dzień dobry bo mieszkam sam, żadna nie odważy się spojrzeć na moje piękne, kuliste ciało), jem sobie obiadek, i coraz bardziej myślę o żelkach. Szybko wpieprzyłem mielone(sprzed 4 dni, ale tbw) i otwieram paczkę. Te misie, matko, jakie piękne! Żebyście wy to widzieli. To nie jakieś tam zwykłe żelki pizdryki ze sklepu, tylko dosłownie każdy miś patrzy na ciebie i się uśmiecha. Pragnie, żebyś go wchłonął. No i zacząłem je wchłaniać. W międzyczasie zadzwonił dzwonek do drzwi - jak się okazało, brat wpadł z ww. bratankiem. No i tak siedzimy sobie, my z bratem po kawce, młody prawilnie spija soczek z wysokiej szklanki jak browara. Ojebaliśmy może ze trzy czwarte tej paczki(tak z półtora kilo), kiedy usłyszałem bulgotanie. Ale to nie takie bulgotanie jak bączek w wannie, tylko takie jak to wyśpiewują mnisi z Tybetu czy innego zapizdowa. Młody czerwony, spuścił łeb, zdążyłby nawet szklankę po tym soku umyć zanim to bulgotanie ustało.
-Tata, kupa.
-No słyszę
No i jak brat wstawał, to tylko spojrzał na mnie oczami jak 5 złotych i jak nie pierdolnął bączura, to myślałem że mu spodnie rozerwie. Brzmiał dosłownie jak stary Wartburg, i to przez dobre 10 sekund.
-Coś ty nam kurwa dał?
-No zwykłe że… - i nagle jakbym dostał pięścią w brzuch. Tak mnie skręciło, że się zjebałem z krzesła. No i zjebałem.

Co potem się działo to była fekaliopokalipsa. Młody oczywiście nie doszedł do kibla, zasrał próg w kuchni i kawałek przedpokoju. Brat w ostatniej chwili podłożył sobie garnek, fajny taki nowy, pięciolitrowy, i w trzy sekundy się z niego wylało. Kurwa nie dość, że garnek zasrany, to jeszcze brat się patrzy na mnie jakbym nie wiem co mu zrobił. A ja sram na podłogę i krzyczę z bólu, bo mnie skręca jakby mnie zombie gryzły. Brat wtóruje, młody wyje sopranem. No istny performance, oprócz wrażeń wizualnych mamy jeszcze śpiew i breakdance w konwulsjach.

Po pięciu minutach pierwsza fala ustąpiła. Co za debil wymyślił żelki-misie, które w jelitach zmieniają się w niedźwiedzie polarne? Brat patrzy na mnie, ja na brata, młody patrzy tępym wzrokiem przed siebie. Nawet on czegoś takiego z siebie nie wyrzucił, a oprócz wcześniej wspomnianego szluga ma na swoim koncie więcej podobnych wyczynów. Już zacząłem iść po wiadro, i to był dobry odruch. Druga fala przyszła tak niespodziewanie, że ledwo zdążyłem kucnąć nad wiadrem. Młody popuszcza jakieś mokre bąki, a ja kurczowo trzymam się drzwi od łazienki podczas gdy furia szatana niszczy wiadro. Brat siedzi wyczerpany na krześle i mówi:
-O, dobra. Ten będzie suchy.
Po jego twarzy wywnioskowałem, że nie bardzo. Zaraz zaczął się zwijać i spadł z tego krzesła, prosto we wcześniej pozostawione przez niego gówno. Ta fala trwała jakieś dwadzieścia minut, i czułem że jak przyjdzie jeszcze jedna to wysram materię pozakosmiczną, bo gówna to tam już nie będzie. W międzyczasie słyszę stukanie w rury. Jakby ta stara raszpla z piętra niżej wiedziała przez co przechodziliśmy, to już by co najwyżej w wieko trumny mogła pukać.

Do czwartej fali byliśmy już przygotowani niemal strategicznie - młody zajął kibel bo najwygodniej, a my z bratem siedzimy oparci dłońmi o brzeg wanny. I czekamy. Nagle jak lecącego Apache wroga słyszę takie łopotanie. I zaczyna się desant, który trwa kolejne czterdzieści minut. To już był rekord. Nie wiedziałem, że mam w sobie tyle czegokolwiek - myślałem w pewnej chwili, że jelitom już się popierdoliło do reszty i zaczęły się wywijać na lewą stronę. Nagle walenie do drzwi.
-Spierdalać!
-Panie Gównalski, otwierać! Policja!
-Sram!
-Gówno mnie to obchodzi! Otwierać!
-Pięć minut!
Jelita pozwoliły mi wstać po dwunastu. Otworzyłem drzwi, i nie zdążyłem nawet przyjrzeć się policjantowi, bo pierdolnął na glebę jak kawka XD raszpla szepnęła tylko "o boże" i zaczęła zbiegać po schodach. Dała radę zejść po dwóch zanim zgasły jej światła. Zamknąłem drzwi(przy okazji wychlapując trochę niedźwiedziego łupu na klatkę schodową), i zdążyłem dojść do drzwi od łazienki, kiedy się znowu zaczęło. Czułem, jak gorąca magma opuszcza mój wulkan i tworzy nowe połacie lądu na podłodze mojego przedpokoju. Było tam wszystko - rzeki, małe pagórki i dolinki, nawet coś na kształt naszej komendy policji. Zrezygnowany brat z tępym wzrokiem osunął się dupą do wanny i tak już siedział w środku, stopniowo robiąc coraz głębszą błotną kąpiel. Mówię wam, wyglądało gorzej niż te kible w "Trainspotting."

Koniec końców, spędziliśmy jakieś sześć godzin walcząc z tymi niedźwiedziami. Młody miał mniej w sobie więc po czterech godzinach tylko siedział w rogu kibla i cichutko płakał. Mieszkanie było wynajęte, więc trochę przyps, bo posprzątać trzeba. Po czterech dniach było w miarę ok(poza smrodem), a worki wyjebałem do lokalnej oczyszczalni ścieków bo po godzinie spuszczania w kiblu zapchałem i zrobił się mały wylew. Myślałem, żeby zacząć to gówno ściągać z podłogi jak wodę z akwarium (wiecie, gumowa rurka, zasysanie i lecimy), ale w ostatniej chwili brat mi wyrwał węża z ręki i pierdolnął nim w głowę. Jak znosiłem worki po klatce schodowej to wylewałem trochę pod wycieraczkę tej starej psiochy, niech ma to zdarzenie w pamięci do końca swojego życia XD

Epilog: zgubiłem tego dnia 12 kilo. DWANAŚCIE. Niech mi żadna Ewa Koniakowska czy inna Mela B nie pierdoli, że jej dieta jest skuteczniejsza. Po tym, jak tydzień nie było mnie w pracy wyjebali mnie z firmy ochroniarskiej. Zatrudniłem się w restauracji. I jak przychodzą jakieś gnojki które są za głośno to daję im miseczkę żelków "dla szanownych klientów." Przecież się gówniarze (hehe) nie przyznają rodzicom, że wpieprzały słodycze. A ja mam ubaw, widząc ich skręcone małe ryje XD brat dalej się do mnie nie odzywa, ale myślę że mu niedługo przejdzie.

Data: 30.01.2019 22:44

Autor: potyon

Jako dwudziestoletni mężczyzna myślę, że bardzo ciężko jest znaleźć dziewczynę, która jest zainteresowana wolnym oprogramowaniem. Zdarzało się, że laski namawiały mnie na "Netflix&chill", ale gdy mówię im, że nie używam Netfliksa, ponieważ Netflix wymaga oprogramowania o zamkniętym kodzie źródłowym do strumieniowania treści, przestają ze mną rozmawiać. A co gorsza, jeśli jednak do mnie wpadną, myślą że jestem dziwny, ponieważ zablokowałem adresy IP Google'a w moim pliku hosta i nie możemy nawet oglądać youtube.

Co gorsza nie mogę też z nimi SMSować. Na swoim telefonie mam zainstalowany custom ROM, ponieważ nie ufam ROMom, które nie mają otwartego kodu źródłowego. Ze względów bezpieczeństwa nie korzystam też ze standardu SMS. Kiedy już jakaś dziewczyna da mi swój numer, proszę ją o ściągnięcie darmowego komunikatora o otwartym kodzie źródłowym i wysyłam jej mój publiczny klucz GPG, żebyśmy mogli sprawdzić, czy nasze rozmowy są bezpieczne. Do tej pory żadna nie ściągnęła tej aplikacji. Nie mogę również używać tindera, ponieważ nie tylko jest to oprogramowanie o zamkniętym kodzie źródłowym, ale też naraża użytkowników na utratę prywatności. Dlaczego tak ciężko jest znaleźć dziewczynę, która interesuje się wolnym oprogramowaniem? Jak tak dalej pójdzie, zostanę prawiczkiem już na zawsze.

Data: 30.01.2019 08:30

Autor: szafa

Bezpiecznik topikowy:
Ten mały piździelec to niedoceniany bohater każdej instalacji elektrycznej. Ratuje dupę każdego pierdolonego gówna podłączonego do gniazdka albo wkręconego w klosz przed niedojebaniem mózgowym jego właściciela. Często zdarza się że jakiś pawian wpadnie na genialny pomysł: „Czemu by nie podłączyć wszystkich urządzeń w domu do jednego gniazdka. W końcu po co są kurwa listwy rozdzielające?”. Niestety nie ma chuja, żeby zazwyczaj chujowo dobrane przewody nie dostały wtedy po piździe. Wszystkie te gówna razem wzięte zasysają tyle prądu, że przepierdolić tyle amperów przez przewód to jak próbować przecisnąć chuja przez słomkę. Wtedy do akcji wkracza nasz mały kamikadze. Sam jeden, niczym Sasha Grey, przyjmuje cały strzał na mordę. Niby to tylko kawałek pierdolonego drutu zasypany piaskiem i wpierdolony w ceramiczną obudowę, ale kurwa, ten skurwysyn poświęca swoje życie, więc należy mu się szacunek do chuja.

Data: 29.01.2019 17:39

Autor: Korczaszko

Dalej Harry, zrób to - jęknął jasnowłosy chłopak wypinając się.
Harry nie mógł uwierzyć, w to co robił. Po latach sporów i wzajemnej nienawiści, realizowała się jego największa fantazja. Obydwaj dyszeli ciężko w dusznym wnętrzu ogromnej dębowej szafy, znajdującej się w Pokoju Życzeń. Mimo obustronnej chęci, musieli się dobrze ukryć.
-LUBRICANTO - szepnął Harry celując w odbyt Malfoya.
Zamknął oczy i powoli wszedł w anus swojego największego wroga. Czuł się jakby wciągał go wir ekstazy, dreszcz potargał całe jego ciało. Czas zdawał się zwolnić, przyjemność oderwała Harry'ego od poczucia przestrzeni, w tej chwili istniał tylko on i on.
Nagle Harry poczuł chłod na twarzy, a następnie rozluźnienie napięcia na członku. Otworzył oczy i natychmiast odskoczył. Zamiast ciasnej dziurki Ślizgona miał przed sobą blade, wychudzone plecy i sponiewierane, kościste pośladki.
-Taaak, Dracon spisał się na medal - syknął przerażający metaliczny głos Voldemorta.
Harry momentalnie poczuł ścisk w żołądku. Wpadł w zasadzkę śmierciożerców, odbyt Draco od samego początku był świstoklikiem.

Data: 29.01.2019 17:34

Autor: Tehorous

Eh panowie coraz więcej amatorów się pcha do zabawy hehe. Mam nadzieję że przejdzie ta nowelizacja ustawy i będzie można grać w Heroesa dopiero jak się zda państwowy egzamin. Bo tak ludzie bez licencji grają. I co? "wybiorę zamek i będę napierdalać archaniołami i se wskrzeszać jednostki hehe. Niech jednostki z twierdzy, inferno i innych zamków dla podludzi giną na wojnie, ja nie stracę nikogo."
No panowie tak nie można grać. Się chwalą że są mistrzami Heroesów, że wszystkie kampanie przeszli, a przychodzi rozgrywka jeden na jeden gorące pośladki i gadanie "daj na skoczka, bo za trudno będzie"…
Człowiek się stara, czyta o każdej z frakcji możliwe strategie rozwoju na jeden, dwa, trzy tygodnie wprzód. Jak rozwinąć szybko cytadelę przy zerowych zasobach na królu, a on kurwa w drugim tygodniu już archaniołami lata bo sobie z zasobami gra…
Ludzie nie mają ani wyobraźni ani doświadczenia. Chodzą swoim głównym bohaterem i zbierają sobie drewno kurwa w trzecim miesiącu gry! Wiedza magiczna? Tak! Ale tylko kończy się na spowolnieniu i przyspieszeniu jednostki. A czy ktoś kurwa kiedyś pomyślał o celowym rzucaniu deszczu meteorytów na swoje chochliki żeby potem wskrzesić czartami jako demony?
No nic. Widzimy się na ligowym turnieju. Ale tylko tym oficjalnym. A nie jakichś podróbkach. Kto ma wiedzieć ten wie

Jaki jest wasz ulubiony zamek? Nekropolia?
Najgorsza i tak nekropolia. Wincyj szkieletów! Nieważne, że psuje balans gry. Idzie sobie taki jeden z drugim leśną drogą i zabija byle troglodytę, żeby wskrzesić go jako szkieleta. I co? Wincyj doświadczenia! Wększa nekromacja - a później - jeszcze wincyj szkieletów!
No panowie, tak się nie da grać… I oczywiście atakuje taki amator zamek, a wieżyczki w kogo strzelają? W szkielety. Na chuj one strzelają w szkielety?? Przecież i tak się wskrzesi. Arcylisze sobie stoją jak królowie i se tą śmierdzącą chmurą strzelają, a oni w szkielety… Koniec bitwy: liczba strat szkieletów 80, liczba wskrzeszonych: 82. No kurwa koniec gry. A niech jeszcze wielce hardcorowy mistrz znajdzie łączony artefakt do nekromacji. Wtedy to już tylko wyłączyć grę pozostaje, wziąć młotek i jebnąć się w łeb. Kto to kurwa wymyślił? Wskrzeszanie 5 poziomowej jednostki z jakichś troglodytów? I to jeszcze strzelającej jednostki…
No nic panowie tylko Horn of The Abyss - tam już te chujki szkielety tak szybko się nie mnożą.

A może Forteca?
Hehe forteca też niczego sobie… Wincyj magii! Jak się nie ma jednostek dobrych, to chociaż będę czarodziejem! Ale nie zaraz, przecież jednostki też dobre. Kto wymyślił Tytanów?? Wielkie to takie, 300 życia, 7 poziom. No niezły jest w walce zawadiaka. Ale nie kurwa! One przecież nie walczą, tylko stoją i rzucają piorunami! Najmocniejsza jednostka i strzela - dobry żart.
Najlepiej jak jeden z drugim weźmie na początku gry Solmyra. Pewnie, nie ma nic lepszego w upalny dzień jak łańcuch piorunów. I jak tu się z takim bić. Pomalutku się rozwijasz kupujesz te swoje elfy w bastionie, kilka centaurów i pegazy, a tu przychodzi facet i pól armii zabija. To co tam jedno uderzenie zaraz mu się mana skończy. A tu taki chuj! 580 punktów many zostało więc jeszcze będzie ze 20 ataków… Niech jeden zabiera 500 pkt życia, to mi zabije 10000 pkt! to będzie z jakieś pincet elfów. Skąd ja teraz pincet elfów wezme?
Panowie trochę trzeba przyhamować z tymi mocnymi zamkami, bo potem wszyscy będziemy patrzeć jak się napieprzają archanioły z tytanami. I gdzie tu szanse mają te śmieszne jaszczurki z trzema głowami?
No nic, zostawiam temat do dyskusji.

O jaki ja jestem wielce hardcorowy koneser Heroesów. Nie będę grać byle smokami z lochów czy bastionu. Tylko jaszczuroludzie to jest coś czego mi trzeba. Ale nie te zwykłe niebieskie. Tylko te ulepszone - mają dwa razy wincyj strzał. DWA RAZY WINCYJ! To nic że jedyne do czego się nadają to… Kurwa! Przecież one do niczego się nie nadają. Strzelać nie umieją, bić się nie umieją. Ktoś wymyślił tę jednostkę chyba tylko po to, żeby ją zabijać.
Ale to nic. Cytadela to mój czarny koń. Niech mnie jakiś jebak spróbuje zaatakować na moich bagnach! Wejdzie taki z tymi swoimi behemotami czy innymi diabłami w puszcze i zesra się, a nie przejdzie. 7 pól koniem to maks co może zrobić hehe. Ja w tym czasie odwiedzę fontannę młodości, zatankuję manę w studni i rozstrzygnę bitwę raz dwa moimi trzeciopoziomowymi zaklęciami!
A poza tym i tak nie uzbiera dużo 7 poziomowych jednostek, bo nie będzie miał piniondzów! Hydry są dobre, bo są tanie i dobre hehe.
Panowie - tylko cytadela, nie żadne lochy srochy.

Kurwa każdy jeden amator krzyczy "jebać bastion". Ciekawe tylko czy kiedykolwiek nim zagrał? O bastionie to się powinno w podstawówkach nauczać, a nie jakieś muzyki czy inne plastyki…
Jeden z drugim idzie ślepo w te swoje archanioły i nie zauważa, że prędzej drzewce do niego dojdą niż się sam rozbuduje. Człowiek to próbuje edukować takiego. Mówi, że szybki zamek, z mocną magią, strzelaki dobre nic tylko nim grać. A ten gbur dalej swoje "jebać bastion". I wtedy już wiesz, że straciłeś go. Straciłeś go jako przyjaciela, jako przeciwnika i jako człowieka. Ostatnie co możesz zrobić to wyzwać go na pojedynek, ale on tylko chce grać na pionku i śmiać się z ciebie ze swoimi archaniołami. Zgadzasz się - on jeszcze nie wie, że skarbiec krasnoludów przechyli szalę zwycięstwa na twoją stronę ( ?° ?? ?°)

No drugiego tak pojebanego zamku jak twierdza to nie znajdziecie. Miasto goblinów i innych ogrów. Niby tanie, niby dobre, a jednak chujowe. Czy widział ktoś kiedyś wielkiego bohatera dowodzącego wilczymi jeźdźcami? Nikt nie widział! Bo zginęły one 2 miesiące wcześniej. Ledwo takiego pieska dotkniesz, a on już skomle z bulu i braku nadzieji na lepszą przyszłość.
To może cyklopy? Panowie, powiedzcie sami, kto temu jednookiemu jebakowi dał te kamienie? Ktoś powiedział "masz i rzucaj" zapomniał tylko powiedzieć "bądź płodny i rozmnażaj się w zamku". Kurwa 2 przyrostu w tygodniu? Serio? Ale to i tak ja mu kupisz tą jego wyjebaną w kosmos grotę nie wiadomo czemu za kryształy…
Uruk rzuca chujowo i tylko jeden raz, hogoblin ginie szybciej niż chodzi, org stoi i rzuca rękę śmierci… Kurwa weź na siebie rzuć przyspieszenie i idź się bić! A behemot? Nie strzela, nie lata, nie wskrzesza, nie jest szybki.
Teraz gender i te inne wyrównywanie szans jest, to powinni coś dorzucić twierdzy. Najlepiej - archanioły ?(oóˇ)?

Co do fanów Wrót Żywiołów…
No wrota żywiołów to temat rzeka jest. Pożywka dla podludzi. Jak ktoś już dorośnie i zobaczy że są inne zamki niż ten z kusznikami to wybiera ten ostatni - z żywiołakami. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby drugopoziomowa jednostka nie była strzelająca i miała 25 hp. Gdyby nie to, że możesz se kupić w zamku budynek który uczy cię czarów. No kurwa panowie. Ja tu łażę swoimi bagnami, odwiedzam te chaty czarownic w nadziei że będzie jakaś magia ziemi (i tak kurwa nie wiedzieć czemu zawsze mnie ta stara jędza uczy odkrywania…), a on się w zamku uczy wszystkiego… omnibus kurwa, czarodziej co swą wiedzę odkrył w paczce chipsów.
Dobra kurwa, nic nie mówię. Jego zamek - magiczny, mój - chujowy, ale się staram. Do czasu. Do czasu aż sobie wykupi 7 poziomową jednostkę. Niby taki jebak ptaszek. Szybki jest - dobra szybko zginie. A tu taki chuj. Zabijasz ptaszynę, a on kurwa się odradza! No już widzę, żeby jakiś kutaser w Ubisofcie powiedział "no w sumie jaszczuroludzie są chujowi, to może niech się odradzają jak zginą". No przecież wyjebaliby go na drugi dzień z roboty. Ale ptaki mogą. Dobra gender nie gender niech się odradzają… Ale nie kurwa. Im jeszcze jest mało! Wincyj ptaków! Taki duży przyrost! Co to ma znaczyć panowie? To króliki są czy ptaki??
Ale niech ich chuj niech se mają tych ptaków dużo. Szybkich i których trzeba ubić dwa razy… Największe wyjebaństwo to armagedon. Czar jak czar ktoś pomyśli. Spadają jakieś ogniste kamienie z nieba i wszystkich zabijają - no uczciwie w sumie. Skoro spadają to losowo i każdy trochę ginie… NIE! Taki chuj! Nie giną! Ptaki odporne na ogień. Żywiołaki ognia odporne na ogień. Umysłu na wszystko odporne. I jeszcze te jebaki żywiołaki ziemi odporne na armagedon. No super pomysł kurwa! Zróbmy zamek w który każdy jest odporny na najbardziej wykurwisty czar. Polskie ministerstwo sportu i e-sportu powinno odgórnie zakazać stosowania tego czaru.
Niech giną!

A na koniec xD
Nie zna życia ten, kto nie walczył nigdy przeciwko lochom (i nie chodzi tu o stado napalonych świń). Niby zwykły porządny zamek: dwie jednostki strzelające są, mocny 7 poziom jest, gildia magów poziom 5 jest. Ale to co się tam wyrabia, to głowa mała. Harpie wiedźmy to są takie jebaki jakich świat nie widział. Ktoś powie "hehe smieszny wróbel" i to będą jego ostatnie słowa w życiu. Jebaki te nie dość że są szybkie, to do ciebie podlatują, gryzą cię po mordzie, powstrzymują twój kontratak. Wszystko ok. Zaraz będzie twoja kolej to im oddasz. Tak tylko myślisz! A te kurwiszcze na swojej turze odwracają się do ciebie dupą i wracają na swoje miejsce! Nic im nie zrobisz. Mądrze prowadzona harpia pokona 1000 entów.
Później jest takie śmieszne oko z mackami. Patrzysz na nie - i już wiesz, że nie jest to jakiś podrzędny cyklop, przykokszony jednooki wielkolud z dwiema lewymi rękami co się słabo rozmnaża! To dziadowskie oko nie dość, że do ciebie strzela, to jeszcze na solo się dobrze bije.
Meduza - całkiem seksowna - tylko szkoda, że ma 4 strzały, potem niech łazi, albo kamieniami rzuca. Piątopoziomowy minotaur to jest jebak nie z tej ziemi, bardziej się go boję niż tych czerwonych lwów co giną jak muchy. No i smoki. Czarny smok to jest król smoków jak lew jest król dżungli. Panowie walka z lochami to już wymaga trochę finezji.
Najgorzej jak taki amator bierze sobie Gunnara na początku ze specjalnością logistyka i już wiesz że jesteś w dupie. Pozostaje tobie tylko mieć nadzieję, że nie wykorzysta całego potencjału swej olbrzymiej magii, podczas gdy ty w czasie bitwy przeteleportujesz swoją hydrę pod jego strzelających i giną

Data: 29.01.2019 14:47

Autor: dupa

Michał Białek kończył nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem zadłużonej willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, których Białek wolałby nigdy nie mieć. Przypomniał sobie o żonie, którą widywał głównie w niedzelne poranki. Stękanie ćwiczącego lewicę Kinera dobiegało zza rzędu wykopowych monitorów. Białek automatycznie podłożył ociekające potem dźwięki pod obraz żony osadzonej na knadze Kinera. Intuicja podpowiadała mu, że lekko otyły kolega z pracy przebiera palcami po najkrótszej części ciała oglądając zdjęcia białkowej połowicy na fejsbuku. Nie mylił się. Czuł jednak dziwaczną dumę połączoną z rozbawieniem, które przyniosła mu owa wizja. ,,Puk puk". Pierwsza myśl - Elfik32. Kurwiszcze, które zrobiłoby wszystko za status moderatora w serwisie. Białek poczuł się ważny. Myśl o zdradzie żony przerodziła się w pewność, że w tę sobotnią noc powstaje dziecko, na które po badaniach DNA nie musiałby wyłożyć ani grosza. Zatliła się w jego biednym umyśle żądza zemsty. Ocknąwszy się wstał i nonszalancko otworzył drzwi. Elfik32. Czarna owca rodu Steckich stała w progu oparta o framugę ze swoim kurewskim uśmieszkiem woźnej. Baletki, krótka spódniczka i motzno zarysowany dekolt jaśniały kontrastującą z nocnym krajobrazem bielą. - wstawiona jak zwykle - pomyślał Białek. Elfik położyła palec na ustach. Białek domyślił się, że odseparowany od świata zewnętrznego Kiner nie usłyszał pukania aktywnej wykopowiczki, która właśnie przyniosła im kanapki. Spod granicy niemieckiej. Elfik sprawnie zzuła obuwie i figlarnie mrugając ruszyła w stronę Kinera. Białek podążał wzrokiem za opalonymi stópkami zmierzającymi w stronę McKinera, nie mogąc powstrzymać wewnętrznego rozbawienia. Za chwilę miał wyjść na jaw fakt, którego nikt z pracowników wykopu osobiście nie widział, choć był świadom jego istnienia. Fakt, który miał zburzyć spokój Kinera na zawsze. Elfik wczołgała się pod biurko i sprawnie wyskoczyła po drugiej stonie. Kiner wybałuszył oczy i odskoczył w tył z naprężonym kutasem w ręku. - Ale… Spojrzenia Białka i Kinera spotkały się. Kiner był zażenowany całą sytuacją, o czym świadczył wyraźny rumieniec na jego aryjskiej twarzy. Śmiech Elfika rozniósł się po pomieszczeniu. - Mała pała jak na administratora. - powiedziała Elfik, ledwie powstrzymując śmiech. Kiner spąsowiał bardziej. Ręce machinalnie powędrowały w stronę rozporka, gdy podchmielona Elfik rzuciła się w tę samą stronę. - Zostaw. - powiedziała stanowczo. Zaskoczony Kiner wypuścił pytonga z ręki. Dziesięciocentymetrowy organ bezwładnie opadł lekko kołysząc się na boki, gdy Elfik doskoczyła do sparaliżowanego grubaska niczym wygłodniała kura i stanowczym ruchem opuściła nieco za duże spodnie. Od czasu nieudanego eksperymentu z rurkami Kiner powrócił bowiem do starych nawyków, co ułatwiło wykopowiczce zadanie. - Jesteś pijana. - wystękał, gdy Elfik chwyciła go za lekko przywiędniętą pałę i chichocząc zaczęła prowadzić w stronę Białka, który obserwował sytuację z zaciekawieniem. Programista nie protestował jednak zbyt zaciekle. Był to pierwszy raz, kiedy kobieca ręka spoczęła na jego wypustce. Było to niewątpliwie ciekawe doznanie, gdyż sam Kiner zdawał się zapomnieć o dziwnych okolicznościach, w jakich doszło do tego przełomowego momentu. Białek nie mógł już powstrzymać rozbawienia, obserwując zesztywniałego Kinera kroczącego za dzierżącą jego orzeszek Elfikiem. Wybuchnął serdecznym śmiechem, mimowolnie puszczając krótkiego bąka o dosyć wysokiej tonacji. - Przepraszam, - rzekł Białek przez łzy - ale nie bardzo rozumiem sytuację. Elfik puściła kinerowe przyrodzenie i kołysząc biodrami powoli podeszła do administratora o podkrążonych od pracoholizmu oczach, zalotnie kręcąc loczek wydłubany spod natapirowanej burzy blond włosów. - Nie planowałam tego. Zawsze byłam spontaniczna. - wyszeptała prowokacyjnie, gmerając już teraz palcami w okolicy guzików różowej koszuli Białka. Kiner zastygł jak posąg w centrum serwerowni. Nie zdawał sobie sprawy, jak komicznie wyglądał z opuszczonymi do kostek spodniami kupionymi przez mamę w second-handzie, z włosami łonowymi w nieładzie i zaczerwienioną od uścisku knagą smętnie zwisającą między otłuszczonymi udami. Poczuł ukłucie zazdrości widząc pierwszą kobietę, której pozwolił się dotknąć, z zapałem liżącą opalony tors Białka. To on powinien być na jej miejscu. Białek zamknął oczy, czując wilgotne pociągnięcia elfikowego języka po swojej klacie. Nie była to zdrada, był to gwałt. Stąd też, domyślając się dalszego przebiegu sytuacji, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Aby jednak im zapobiec, wyobraził sobie że jego żona jest właśnie posuwana przez murzyna. ,,Co za kurwa" - pomyślał. Czuł się całkowicie oczyszczony z zarzutów. Elfik przeszła do lizania twarzy, by w końcu zbliżyć się do ucha Białka. - Wiesz, do czego tasował twój kolega? - szeptnęła, po kurewsku przenosząc wzrok na jego twarz. - Do zdjęć twoich przeróbek zrobionych przez… - Nie kończ. - przerwał jej Białek. Nie chciał by słowo codziennie odmieniane przez przypadki w miejscu jego pracy ostudziło podniecenie. Na moment jednak otrzeźwiał i odepchnął rozpaloną Stecką od siebie. - Czego tak właściwie chcesz, hm? - zapytał, badawczo spoglądając na Elfika. Nie doczekał jednak odpowiedzi, gdyż Kiner niespodziewanie zwinnie, biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne, chwycił drukarkę Samsunga i ogłuszył Elfika celnym uderzeniem w tył głowy. Elfik bezwładnie osunęła się na ziemie, potwierdzając swoją renomę kobiety upadłej. W sekundę później Kiner stanął z roznegliżowanym Białkiem twarzą w twarz, oko w oko. Ich chuje równiez były całkiem blisko. Zszokowany Białek nie rozpoznawał nieśmiałego dotąd kolegi. Coś w nim zdecydowanie pękło, a w spojrzeniu programisty była niewidoczna dotąd determinacja. - Zerżnij mnie. - wycedził Kiner. - Zerżnij mnie motzno w odbyt. - powtórzył. Powieka nawet nie drgnęła podczas wypowiadania tych słów. Białek w swoim zaskoczeniu wydał niezidentyfikowany dźwięk, lecz Kiner natychmiast położył mu palec na ustach. - Nikt się nie dowie. Ta kurwa Elfik i tak ci już powiedziała. Nie mam nic do stracenia. - powiedział. Nie czekając na reakcję Białka, przeszedł od słów do czynów. Świat Białka wywrócił się do góry nogami, starał się jednak chłodno kalkulować, jak wiele nieoczekiwana przygoda gejowska mogła zmienić w imidżu samca alfa, na który tak ciężko pracował. A Kiner nie żartował. Był silniejszy od niego, co potwierdził brutalnie atakując Elfika kilkanaście sekund wcześniej. Setki podobnych myśli przelatywały mu przez głowę, gdy rudawy programista delikatnie rozchylił mu wargi, by włożyć mięciutki palec do ust i wymusić odruch ssania. Patrząc odważnie w oczy Białka, Kiner zrobił kilka kroków w tył i zdjął t-shirt jednym pewnym ruchem. Biała delikatna skóra i puchate sutki Kinera były dziwacznie atrakcyjne, choć jeszcze kilka minut wcześniej podobna myśl nie miała szans pojawić się w umyśle Białka. - Maciek, ty tak na serio? Oddasz mi się? - zapytał z niedowierzaniem. Kiner skinął głową i oswobodził się ze spodni, które aż do tej chwili pętały mu kostki. Odwrócił się i ułożył w pozycji tylnej, która byłaby dla większości mężczyzn upokarzająca. Ciasna dziurka programisty zachęcająco przezierała przez gąszcz delikatnych włosków, aż prosząc się o rozepchanie. Penis Białka zareagował na ten widok od razu, ciekawie wynurzając się z rozpiętych jeszcze przez Elfika spodni. - Raz się żyje - pomyślał Białek. Wyruchanie kolegi z pracy mogło się okazać bardziej męskie, niż przypuszczał. To on miał przecież być stroną dominującą. Białek pozbył się resztek odzienia i pewnym krokiem podszedł do wypiętego Kinera. Postanowił zaatakować znienacka. Napluł na rękę i jednym ruchem wbił naprężonego kutasa w miękki odbyt programisty. Sięgnął ręką do podbrzusza, by przekonać się, że i chuj Kinera był tak nabrzmiały, jakby miał eksplodować. Dodało mu to siły i pewności siebie. Poczuł sie atrakcyjny. Pierwsze ruchy były jeszcze dość powolne, lecz Kiner starał się przyjąć jak najwięcej pomimo słabego nawilżenia. Kolejne centymetry napiętej pały Białka znikały w czeluściach jego odbytu, a zwierzęce sapanie Kinera tylko podniecało właściciela dość dużej jak na polskie warunki kutangi. Białek złapał Kinera za biodra i przyciągnął do siebie. - Chciałeś rżnięcia? To masz. - wycedził i zaczął miarowo, całym ciężarem napierać na puszyste ciałko kolegi. - Pierdol mnie, Michał! - krzyknął resztkami sił Kiner, uginając się do samej podłogi, a odgłosy największego rżnięcia w historii firmy ocuciły omdlałego Elfika, leżącego od dwa metry dalej. Elfik wstała i zataczając się podeszła do sapiącego Białka. - Hej, chłopakii… - z ust dziewczyny wychodził pijacki bełkot, który trudno było rozszyfrować. - mogę się przyłączyć? - Wypierdalaj stąd! - wrzasnął Białek i odtrącił rękę Elfika, która zaczęła mierzwić jego włosy. Elfik prychnęła i odeszła na kilka kroków. Udawała obrażoną, choć ciekawie zerkała na Białka, który bez opamiętania pierdolił Kinera jak maszyna. Sam Kiner odwrócił się w jej stronę i złośliwie wystawił język na wierzch. Wygrał tę partię. Poszukiwania piersiówki w torebce w panterkę okazały się owocne. Elfik pociągnęła resztkę bimbru dla kurażu i postanowiła nie rezygnować z szansy zostania moderatorką swojego ulubionego serwisu. Stanęła na wysokości oczu Białka i ostentacyjnie rozpoczęła striptiz. Na pierwszy ogień poszła spódniczka. Dopiero w tym świetle znac było ślady spermy i wymiocin, które pokrywały jasny materiał. Elfik zaplątała się w bluzkę, lecz niezrażona tym faktem wciąż starała się wyglądać seksi. Będąc już w samej bieliźnie odwróciła się i wypięła prosto przed twarzą Kinera, który niewiele myśląc splunął prosto na naddarty materiał elfikowych majtek. Elfik wybuchnęła śmiechem. Po zdjęciu stanika ułożyła się na podłodze i uchyliła majtki, pokazując nieco zarośniętą cipkę o wyraźnie zarysowanych wargach. - Nudzi mi się. - powiedziała. - Długo jeszcze będziecie się pierdolić? …

Data: 28.01.2019 20:51

Autor: potyon

Pojadę klasykiem - pasta o wujku foliarzu (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

graj w konterstrajka w kafejce
wróć do domu
włącz tv
pierwsza wieża płonie
po 5 sekundach wpierdala się drugi samolot
hehe jaki fajny film
prezenterka płacze
o kurdebele to tvn24
o kurwancka to nie film
mame mame chodź szybko wojna mocno xD
zaraz dzwoni wujek foliarz, który co roku przepowiada wojnę z rosją albo koniec świata i ma na działce przygotowaną piwnicę z zaopatrzeniem na takie okazje
MATI SZYPKO PAKUJCIE SIĘ Z MAMO BĘDĘ PO WAS ZA 5 MINUT UCIEKAMY BO TRZECIA WOJNA
za 5 minut wujek jest pod domem w seicento wypakowanym dobytkiem
matka go opierdala co on odpierdala
GRAŻYNA TO NIE ŻARTY BIERZ MAŁEGO I UCIEKAMY ROZUMISZ
inba na całą ulicę
wujek jedzie sam i wraca dopiero po tygodniu z pokerową twarzą
jak z niego czasami śmiechamy co on wtedy odpierdolił to mówi tylko durr TEN SIE SMIEJE KTO SIE SMIEJE OSTATNI hurr
od tego czasu przepowiada wojnę z rosją albo koniec świata 3 razy częściej bo ma nadzieję, że świat się rozpierdoli i w końcu wyjdzie jego racja

Notorycznie odpierdala xD

Wtedy jeszcze było w miarę spokojnie bo wszystkie spiski i końce świata musiał wymyślać sam ale potem odkrył internety i popłynął xD

Nie wierzy w kosmitów, czwarte gęstości i ogólnie inby nadprzyrodzone tylko w różne spiski wojskowe i polityczne, ewentualnie katastrofy naturalne. Jak na wiosnę w telewizji mówią, że gdzieś poziom wody osiągnął stan alarmowy to on już ręce zaciera z podniecenia, że może w końcu będzie ultra powódź co rozpierdoli całą Polskę i ponton przenosi z piwnicy do mieszkania.

Jego najczęstszym tekstem, wtrącanym właściwie w każdej dyskusji jest "jak to wszystko pierdolnie", odmieniane przez wszystkie czasy i przypadki.

" no zobaczysz mati jak to wszystko pierdolnie
czekajcie tylko, jak to wszystko pierdolnie
tylko patrzeć jak to wszystko pierdolnie
na Ukrainie czołgi, zaraz to wszystko pierdolnie
na Islandii wulkan wybuchł, mówiłem, że to wszystko pierdolnie
nooo, teraz to już na pewno to wszystko pierdolnie
a nie mówiłem, że to wszystko pierdolnie?"

Wspominałem, że swoją główną kwaterę dowodzenia zagładą rodzaju ludzkiego ma na działce. Kilka razy tam byłem, kurwa, co tam się odpierdala to ja nawet nie, domek tak zajebany sprzętem i jedzeniem, że ledwo można przejść. Była taka komórka koło domku gdzie chowałem rower. Raz tam przyjechaliśmy, idę rower wstawić a tam 100 kilo ryżu i piramida z konserw. I chuj, rower na deszczu musiał stać.

Z tym jedzeniem to go raz strolowałem xD Kupił gdzieś na przecenie 10 kilo mleka w proszku.

" Herp Mati promocja była a to niezbędne do przetrwania zobaczysz jak to wszystko pierdolnie to ludzie będą korę z drzew jedli a my sobie będziemy kakao pili hehe patrz jaką wujek ma głowę
Ale wujek, pomyśl, przecież ci co pociągają za sznurki głupi nie są, nie dawali by tak tanio mleka w proszku bo przecież im zależy żeby jak najmniej osób przeżyło bo wtedy więcej zasobów dla nich itd.
Kurwancka nie pomyślałem, masz rację, skurwysyny jebane otruć mnie pewnie chciały. Wyrabiasz się młody, wyrabiasz hehe już nie masz tak zielono w głowie"

I 10 kilo mleka wyjebał do rzeczki przy działce xD
Oczywiście chciał też kiedyś się porządnie uzbroić na koniec świata i wystąpił o pozwolenie na broń ale nie przeszedł testów psychologicznych bo nawkręcał tam tych swoich historii. W kole myśliwskim to samo xD pewnie wyglądało to tak

" No to na co chce pan polować?
Panie, jak to wszystko pierdolnie, to przede wszystkim do ludzi będę strzelał co mi będą chcieli mleko w proszku zajebać"

Musiał się więc zbroić sam. Ma bagnet co jeszcze z wojska przyniósł, procę wędkarską i taki chujowy łuk zrobiony z leszczyny i sznurka od prania. Jakby kogoś chciał tym łukiem zabić to chyba by prędzej ten ktoś zdechł ze śmiechu xD
Kiedyś zaczął wszędzie nosić ze sobą taki plecaczek. Raz mu go przynosiłem z samochodu, podnoszę - ale kurwa ciężkie. Zaglądam do środka a tam jakieś liny, konserwy, flary, apteczka, nawet taką składaną saperkę miał. Raz mi pomagał skręcać szafę u nas w domu i sobie kurewsko rozciąłem łapę śrubokrętem a nie miałem w domu opatrunków. Mówię, wujek, daj bandaż, masz w apteczce przecież. A on

" DURR MATI IDŹ PAPIEREM TOALETOWYM SE OBWIĄŻ BO JA MAM NA CZARNĄ GODZINĘ
Kurwa, wujek, teraz jest moja czarna godzina właśnie
HURR JAK CI RUSCY Z CZOŁGU NOGĘ ODSTRZELĄ I BĘDĘ CI BANDAŻEM KIKUT OBWIĄZYWAŁ TO BĘDZIESZ MI DZIĘKOWAŁ"

Pół mieszkania wtedy krwią ujebałem.
Jak się zaczęła ta cała akcja z NSA, to wujkowi oczywiście mózg zaczął inbować na temat podsłuchów i przez jakiś czas nie dało się z nim normalnie komunikować. Matka do niego dzwoni zapytać co słychać a on

" Cicho cicho nic nie mów pogadamy w cztery oczy"

Potem nam przedstawił swój specjalny szyfr, którym mieliśmy się z nim porozumiewać przez telefon. Oczywiście ten kod był chujowy tak, że ja pierdolę, na przykład "przyjdź do nas naprawić lodówkę" znaczyło żeby przyszedł do nas na obiad.
Naczytał się też jak to fejsbuk inwigiluje więc wymyślił, że przechytrzy cały światowy spisek i pokona go własną bronią. Założył na fb zupełnie legitne konto ze swoim imieniem i nazwiskiem i postował tam nieprawdziwe statusy typu

" Z BOGDANEM NA GRZYBACH POD IŁAWĄ! JEST SUPER!!!"

a tak naprawdę siedział w domu i się pewnie cieszył jaki jest sprytny bo wywiad amerykański teraz wszystkie satgówna szpiegowskie skieruje na Iławę xD
Zadawał się też z jakimiś zjebami z tych forów dla foliarzy i zmontowali jakąś ekipę wspólnego przetrwania. Polegało to na tym, że jak to wszystko pierdolnie to mają w kilku typa ustawiony punkt zbiórki u wujka na działce i razem im będzie łatwiej przetrwać. Jednak w końcu to wszystko się zjebało bo wujek raz nam się żalił, że zrobili sobie rutynowe ćwiczenia czyli każdy każdemu wysyła smsa "zaczęło się" ("to wszystko pierdolnęło" xD) i każdy ma godzinę żeby się na działce stawić z całym sprzętem. Kilku ich się tam stawiło i korzystając z okazji, że już wszyscy są na miejscu to sobie czekali na koniec świata, bo byłoby spoko jakby akurat się wydarzył bo już są na miejscu xD Koniec świata jednak jak na złość nie nadchodził więc zaczęli walić browary a potem robić jakieś ćwiczenia na przetrwanie. No i wujek ćwiczył strzelanie z procy i jakiemuś januszowi, który jest bardzo szanowanym foliarzem, zajebał kamieniem z procy prosto w czoło aż tamtego oszołomiło a potem się wkurwił i powiedział, że wujek jest pewnie agentem NWO, którego napuścili żeby zniszczyć organizację od środka poprzez zabicie (z procy na ryby xD) przywódcy xD No i wujka wyjebali z tej partyzantki i nawet dostał bana na forum.

Oczywiście nawkręcał te swoje historie też wszystkim sąsiadom i już się z niego podobno śmieją na osiedlu, ale HURR ZOBACZYMY KTO SIĘ BĘDZIE ŚMIAŁ OSTATNI DURR. Żalił się, że raz mu jakieś łebki z osiedla zrobiły dowcip: ktoś do niego zadzwonił o 1 w nocy domofonem i powiedział, że nie może zdradzić kim jest ale wykradł jakieś rządowe dokumenty i potrzebuje pomocy ale teraz nie może powiedzieć o co chodzi bo go obserwują i żeby wujek następnego dnia był wieczorem przy fontannie w takim parku. Wujek oczywiście podniecony jak ja pierdolę, nawet temat na forum założył, że będzie miał następnego dnia prawdziwą bombę. Poszedł do tego parku, nikogo nie ma tylko leży jakieś pudło - zajarany myśli, że tajne dokumenty będą w środku, otwiera, a tam nasrane xD Z tym, że wujek nie mówił, że to łebki z osiedla tylko, że jacyś agenci mu wysłali sygnał żeby nie szukał prawdy zbyt głęboko xD

Raz też jak byliśmy u niego na działce to w okolicy był jakiś obóz surwiwalowy czy coś takiego i wujek koniecznie chciał tam pojechać i zobaczyć jak to wygląda. Pojechałem z nim bo miałem 15 lat i mi powiedział, że pewnie będzie można z paintballa postrzelać. Oczywiście paintballa ni chuj nie było, za to było z 20 dzieciaków budujących szałasy i jakiś seba wychowawca przebrany za żołnierza. Wujek do niego podbija i zagaduje, że on też jest specem od surwiwalu hehe i zaczynają dyskutować. Wujek zaraz zaczął krytykować te szałasy, że gówno dają i że jak to wszystko pierdolnie to taki szałas pół minuty nie wytrzyma. Facet mu tłumaczy, że panie, to takie jajca dla dzieci są żeby się pobawiły ale do wujka nie docierało i dalej napierdala, aż w końcu postanowił za symulować falę uderzeniową bo wybuchu bomby atomowej

" NO I PATRZ PAN CO SIĘ W TYM MOMENCIE Z TAKIM SZAŁASEM DZIEJE, NO PATRZ"

i rozpierdolił jeden szałas z kopa. Dzieci kurwa płaczą a wychowawca kazał wujkowi wykurwiać bo zadzwoni po policję.

Data: 28.01.2019 20:47

Autor: sroka

No to inauguracja past klasyczkiem:

Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą naukową dyskusję? Ja miałem okazję wczoraj w jednej uczestniczyć. Przygotowałem prezentację o metylacji DNA (trudne zagadnienie), produkowałem się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:
- Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?
Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Karwiński:
- Z całym szacunkiem, panie Anonimski, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA…
Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia
- …mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia metylację DNA od metylacji histonów?
- Panie docencie… ja… ja… - dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.
Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.
- Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz lubi ssać męskie penisy?
Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.
- Panie profesorze - oburzył się Karwiński - Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? A „męski penis” to masło maślane, zna pan jakieś "żeńskie penisy"? Pan obraża naukową dyskusję!
- Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. W kwestii „męskich penisów” to tak, znam jednego właściciela „żeńskiego penisa” – pana, docencie, bo pan pizda jesteś. Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu kutasa i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.
Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:
- Brawo profesor Bujewicz!
- Kto wpuścił tego debila na salę? Wypierdolić Karwińskiego!
- Wypierdolić!
Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:
- Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-bezchujewicz! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?
Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.
- Chyba pana stary, docencie. Panie magistrze, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwińskiemu. - zwrócił się do mnie.
Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami. Karwiński był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.
- Pytał się pan, docencie Kurwiński, co wiem o metylacji. Wiem, kurwa, wszystko. I chuj pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o metylacji DNA się panu nie podobały, to może mnie pan w dupę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!
Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.
- Panie Anonichuimski! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?
- Co? - odparłem odruchowo. Błąd.
- Chujów sto!
Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.
- W pana dupę, docencie Kurwiński! Tak, jak pan lubi!
Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.
- Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!
- Chuj ci na imię! Kurwiński, chuj ci na imię! Chuj ci na imię! - skandowali.
Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.
- Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?
- Tak - podjął jeden z kolegów na sali - czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?
Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą. Profesor Bujewicz dopalił cygaro i pokiwał głową z uznaniem

Data: 28.01.2019 18:33

Autor: SzubiDubiDu

Według Architekta, Lurker w rzeczywistości jest miejscem, któremu Biauek pozwolił istnieć jako forma kontroli. Mimo, że podświadomie 1% wykopków poświadomie odrzuca Wypok, tylko mała część z tego 1% jest w rzeczywistości uwolniona od Wypoku aby stać się użytkownikiem Lurkera. Dzięki temu społeczeństwo Wypoku jest wolne od użytkowników podburzających przeciwko m--b i a--s. Natomiast sam Biauek cieszy się absolutnym posłuszeństwem swych podwładnych, których wykorzystuje do produkcji monet, które następnie przeznacza na pieczenie pierogów.

(przepisałem z lore matrixa ( ͡º ͜ʖ͡º))

Data: 28.01.2019 16:09

Autor: oneoneone

Michał Białek kończył nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem zadłużonej willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, których Białek wolałby nigdy nie mieć. Przypomniał sobie o żonie, którą widywał głównie w niedzelne poranki.
Stękanie ćwiczącego lewicę Kinera dobiegało zza rzędu wykopowych monitorów. Białek automatycznie podłożył ociekające potem dźwięki pod obraz żony osadzonej na knadze Kinera. Intuicja podpowiadała mu, że lekko otyły kolega z pracy przebiera palcami po najkrótszej części ciała oglądając zdjęcia białkowej połowicy na fejsbuku. Nie mylił się. Czuł jednak dziwaczną dumę połączoną z rozbawieniem, które przyniosła mu owa wizja.
,,Puk puk".
Pierwsza myśl - Elfik32. Kurwiszcze, które zrobiłoby wszystko za status moderatora w serwisie.
Białek poczuł się ważny. Myśl o zdradzie żony przerodziła się w pewność, że w tę sobotnią noc powstaje dziecko, na które po badaniach DNA nie musiałby wyłożyć ani grosza. Zatliła się w jego biednym umyśle żądza zemsty. Ocknąwszy się wstał i nonszalancko otworzył drzwi.
Elfik32. Czarna owca rodu Steckich stała w progu oparta o framugę ze swoim kurewskim uśmieszkiem woźnej. Baletki, krótka spódniczka i motzno zarysowany dekolt jaśniały kontrastującą z nocnym krajobrazem bielą. - wstawiona jak zwykle - pomyślał Białek.
Elfik położyła palec na ustach. Białek domyślił się, że odseparowany od świata zewnętrznego Kiner nie usłyszał pukania aktywnej wykopowiczki, która właśnie przyniosła im kanapki. Spod granicy niemieckiej.
Elfik sprawnie zzuła obuwie i figlarnie mrugając ruszyła w stronę Kinera. Białek podążał wzrokiem za opalonymi stópkami zmierzającymi w stronę McKinera, nie mogąc powstrzymać wewnętrznego rozbawienia. Za chwilę miał wyjść na jaw fakt, którego nikt z pracowników wykopu osobiście nie widział, choć był świadom jego istnienia. Fakt, który miał zburzyć spokój Kinera na zawsze.
Elfik wczołgała się pod biurko i sprawnie wyskoczyła po drugiej stonie. Kiner wybałuszył oczy i odskoczył w tył z naprężonym kutasem w ręku. - Ale…
Spojrzenia Białka i Kinera spotkały się. Kiner był zażenowany całą sytuacją, o czym świadczył wyraźny rumieniec na jego aryjskiej twarzy.
Śmiech Elfika rozniósł się po pomieszczeniu.

Data: 25.01.2019 16:33

Autor: Raspajpi

– To jak ty się właściwie nazywasz, bo zapomniałem. Kongo? Srongo?
– Mongo.
– A więc uważnie mnie posłuchaj, Mongoł. Byłeś w relacjach?
– Nie.
– No właśnie, a ja znam kogoś, kto był i opowiedział mi to i owo. Wiesz, skąd się wzięli developerzy noSQL?
– Z linkedin?
– No właśnie, wpisali sobie na linkedin w umiejętnościach noSQL i HRy ich wypatrzyły. A czy ty myślisz, że to taka prosta sprawa wejść do netu, zaprosić na interview silnego, zwinnego Developera i kazać mu robić w noSQL?
– Chyba nie.
– No jasne, że nie. Udało im się to, ponieważ brali tylko takich, co nie potrafili spierdolić przed botami, napisać potrójnie zagnieżdżonego selecta albo byli największymi głąbami w plemieniu i team lead outsourcował ich za paczkę fajek, bo i tak nie miał z nich żadnego pożytku. I ci wszyscy nieudacznicy zaczęli robić w noSQL. Pożenili się, porobili dzieci, świat poszedł do przodu. Pojawił się git zamiast svna, porządne IDE, Oracle, Postgres, mySQL, MS SQL, ale co z tego, jeżeli ich ręce pompuję ten sam kod. Są potomkami człowieka, który dał się złapać przez HR w necie. Dlatego nie uważam, że relacyjnym bazom brakuje luzu? Kapujesz?

( ͡° ͜ʖ ͡°)

Data: 25.01.2019 11:42

Autor: bdag476

"Na mięsnym"

  • Co to?
    - Szynka z wiejskiego dworku.
    - Pewnie droga?
    - Nie, 19 zł za kilogram.
    - A to dziękuję. A to co?
    - Schab czeremchą wędzony.
    - Jaki schab?
    - Czeremchą wędzony.
    - Czym wędzony?
    - Czeremchą.
    - Dziwny jakiś. A to co?
    - Szynka jak za Gierka.
    - A to nie chcę. A to?
    - Pasztet z pieca.
    - Z jakiego pieca?
    - Nie wiem. Z pieca jakiegoś.
    - Nie wie pani z jakiego?
    - Nie.
    - To sprzedajecie i nie wiecie z jakiego. A to co?
    - Szynka Bohuna.
    - Kogo?
    - Bohuna.
    - Nie znam. A dobra ona jest?
    - Dobra.
    - No nie wiem…
    - Niech pani spróbuje.
    [dwie minuty mielenia w gębie i skrzywienie ryja]
    - A to?
    - Parówki z szynki.
    - Z szynki parówki? A po ile?
    - 16 zł za kilogram.
    - Kto to słyszał! Taka cena za parówki? A jakie ma pani paróweczki dla dziecka dobre?
    - Parówki cielęce. 7,99 za kilogram.
    - Ale to dla dziecka mają być!
    - Parówki "jak od MOMy", 3,99 zł za kilo.
    - O, to pani da pięć paróweczek takich dobrych, dla dziecka. I tego bokuna dziesięć deka.