Sadzonki drzew leśnych – jak powstają?

Data: 22.02.2020 06:02

Autor: ziemianin

krosno.lasy.gov.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #las #drzewa #rosliny #natura #swiatrolnika

Przed laty biskup Ignacy Krasicki – nasz słynny poeta – na temat gospodarki leśnej takie miał przemyślenia:

„Jest to stary błąd, na tym utrzymywanie lasu zasadzać,

żeby żadnego drzewa nie tykać.

Każda rzecz w przyrodzie ma swój kres, do którego

przyszedłszy, trwa czas niejaki w dobrym stanie, ten

przebywszy, psuć się musi.

Drzewo przestarzałe staje się niezdatnym i próżno

miejsce zalega: trzeba go więc w czasie doskonałej jego

pory wycinać, ale w tym wycinaniu tak poczynać

roztropnie, żeby aktualna korzyść dalszej nie

przeszkadzała".

Jak powstają sadzonki drzew leśnych? Okazuje się, że to niezwykle żmudna i czasochłonna praca. Najtrudniejszym zadaniem jest wyprodukowanie zdrowej, prawidłowo rozwiniętej sadzonki.

Sadzonki drzew leśnych – jak powstają?

Jednym z ważniejszych czynników, które sprzyjają prawidłowemu rozwojowi materiału siewnego jest podłoże, na którym rodzą się sadzonki. Nie da się w pełni zastąpić natury. Można jedynie naśladować ją i stale się uczyć. Proces powstania sadzonki drzew leśnych zaczyna się od szyszki lub żołędzia. W taki sposób rozmnażają się. Każda z szyszek zawiera materiał siewny, który w naturalnych warunkach jest rozsiewany przez wiatr. Dlatego szyszki są przez leśników skrupulatnie zbierane. W jednej szyszce drzew iglastych znajduje się kilkanaście ziaren. Kiedy uda się zebrać odpowiednią ich ilość, trafiają do specjalnej maszyny.

Sadzonki drzew – proces produkcji

Co dzieje się później? Maszyna podgrzewa każdy wsad do około 50 stopni Celsjusza, przyczyniając się do otwarcia szyszek i wysypania się ziaren do osadnika. Niestety, nasiona nie są gotowe do ich natychmiastowego użycia i należy je odsiać. Chodzi o proces "odskrzydlania", który można porównać do oddzielenia ziarna od kłosów. Nie używa się do tego kombajnu, a pracę wykonuje się ręcznie, poprzez pocieranie ziaren, jednego o drugie.

W ten sposób otrzymujemy materiał siewny, a do produkcji sadzonek stosuje się kilka sprawdzonych metod. Jedną z nich jest użycie siewnika na uprzednio przygotowanym gruncie. Jest to najprostszy, ale najmniej efektywny sposób. Zdarza się, że rośliny nie przyjmują się i obumierają.

Produkcja sadzonki drzew leśnych może zająć nawet 3 lata

Innym sposobem są inspekty, a więc np. betonowe kwatery, w których ręcznie wysiewa się nasiona drzew leśnych. Inspekty dają możliwość kontrolowania warunków kiełkowania i pierwszego etapu wzrostu roślin. Wykorzystuje się do tego specjalne okna cieniujące, które chronią materiał przed mrozem i nadmiernym działaniem promieni słonecznych. W inspektach zamontowany jest system zraszania. Wyprodukowanie gotowej sadzonki drzewa w takim systemie trwa od 1 roku do 3 lat. Najbardziej opłacalną metodą jest zastosowanie kontenerów (200-300ml) tj. minipojemników ze styropianu połączonych w pola paletowe. Jest to proces skomplikowany, ale nad wyraz skuteczny i plenny.

W pierwszym rzędzie przygotowuje się mieszankę torfu z woda i nawozami w specjalnym mikserze. Mieszanka wsypywana jest do styropianowych kontenerów i zagęszcza się ją. Kolejnym, ważnym etapem jest odpowiednie ułożenie nasion w pojemnikach. W przypadku sosny, wysiewa się po dwa nasiona. Kilka sekund później kasety posypywane są perlitem i zraszane wodą. Całość etapu to zaledwie 10 sekund. Potem palety z pojemnikami trafiają do tunelów cieplarnianych, by mogły wykiełkować. Bardzo ważna jest odpowiednia temperatura, wilgotność powietrza i podlewanie. Po kilku tygodniach większość nasion kiełkuje i rośnie, by opuścić cieplarniane warunki i trafić na zewnątrz.

W ten sposób sadzonki drzew oczekują początku jesieni lub wiosny następnego roku, by trafić do wysadzania.

Szakale złociste prą na północ

Data: 12.02.2020 16:26

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #natura #szakal #polska #przyroda #tapeta #wallpaper

Szakale złociste są wciąż rzadkie na terenie Polski. Eksperci mają jednak kolejny dowód na to, że gatunek ten przesuwa zasięg ku północy. Rozród tego drapieżnika stwierdzono niedawno na terenie powiatu sztumskiego (woj.pomorskie).

Szakale złociste prą na północ

Szakal złocisty jest jednym z tych południowych gatunków, które stopniowo rozprzestrzeniają się w Europie. W ostatnich latach drapieżniki te notowano na Białorusi, w Polsce, Estonii, a nawet w Danii i Finlandii. Jednak ich rozród w obszarze naturalnej ekspansji był dotychczas rzadko notowany.

W ostatnich latach udało się jednak udokumentować rozród szakali w północnej Polsce. Przypadki te opisali autorzy artykułu, opublikowanego w czasopiśmie "Mammalian Biology" – naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży i Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie we współpracy z pracownikiem nadleśnictwa Kwidzyn.

Latem 2015 r. w pobliżu rzeki Nogat na terenie powiatu sztumskiego zaobserwowano parę szakali z czterema młodymi, natomiast w sierpniu 2017 r. w tej samej okolicy obserwowano pięć szczeniąt szakali, które udało się pojedynczo sfotografować – relacjonuje jeden z autorów pracy, prof. Rafał Kowalczyk, dyrektor IBS PAN, w materiale przesłanym PAP.

W tym rejonie – jak informuje naukowiec – szakale są widywane regularnie od sierpnia 2015 r., udało się też zarejestrować ich charakterystyczne wycie. Obszar, w którym stwierdzono rozmnażanie się szakali, jest najdalej wysuniętym na północ miejscem ich rozrodu w zasięgu występowania gatunku. Co ciekawe, rozród i pierwsze obserwacje szakali na terenie Polski z tego samego roku wskazują, że ekspansja tego drapieżnika nastąpiła prawdopodobnie wcześniej, jednak ze względu na brak wiedzy o tym gatunku i ich ekspansji nie udało się wcześniej rozpoznać tych zwierząt.

Po medialnych doniesieniach na temat szakali w Polsce, do naukowców monitorujących ich występowanie zaczęły napływać informacje o obserwacjach tych zwierząt. "Jednak z tych, które udało się zweryfikować na podstawie materiału zdjęciowego, zdecydowana większość okazała się lisami, często chorymi na świerzb, ale też psami czy wilkami. Dotychczas z terenu naszego kraju mamy 15 potwierdzonych obserwacji, z czego siedem to martwe osobniki, natomiast pozostałych osiem zostało uwiecznionych na zdjęciach bądź nagraniach z fotopułapek. Jednak w większości przypadków są to pojedyncze, niepowtarzające się obserwacje z danego miejsca. Wskazuje to, że szakal jest ciągle rzadki na terenie Polski; większość zwierząt to osobniki migrujące, jednak następuje lokalne osiedlanie się gatunku połączone z rozrodem" – podkreślił prof. Kowalczyk.

Choć trudno jest oszacować liczebność populacji tego drapieżnika, nie przeszkadza to myśliwym raportować występowania szakali, a nawet planować jego pozyskania. Według statystyk łowieckich na terenie Polski w 2019 r. występowały 1054 szakale i zaplanowano odstrzał 1325 osobników. Te dane są jednak dalekie od rzeczywistości, biorąc pod uwagę kilkanaście obserwacji gatunku z terenu naszego kraju – informuje prof. Kowalczyk. Obserwacje szakali są nadal tak dużą sensacją, że wszelkie doniesienia zazwyczaj przekazywane są przez media.

Jak wskazują autorzy artykułu o rozrodzie szakali, wciągnięcie tego gatunku na listę zwierząt łownych było zbyt pochopne ze względu na jego status w przepisach unijnych. Szakal został umieszczony w załączniku V do Dyrektywy Siedliskowej, grupującym gatunki zwierząt i roślin ważnych dla Wspólnoty, których pozyskiwanie ze stanu dzikiego i eksploatacja może podlegać działaniom w zakresie zarządzania. Oznacza to, że ich pozyskiwanie powinno być zgodne z zachowaniem ich populacji we właściwym stanie ochrony. Wydaje się, że ze względu na sporadyczne występowanie szakali na terenie Polski oraz ryzyko pomylenia osobników tego gatunku z wilkami, powinniśmy powstrzymać się od pozyskania łowieckiego tych drapieżników.

[ENG] Mikroby w glebie - czyli jak pokonać depresję

Data: 08.02.2020 18:53

Autor: Thanos

gardeningknowhow.com

Art po angielsku (ale Google Translator świetnie sobie radzi), zatytułowany: "Antidepressant Microbes In Soil: How Dirt Makes You Happy"

Pierwszy akapit: "Prozac może nie być jedynym sposobem pozbycia się depresji. Mikroby w glebie wykazują podobnie działanie na mózg, bez jakichkolwiek skutków ubocznych (w pełni naturalne działanie). Z poniższego artykułu dowiesz się, jak pozyskać w pełni naturalny antydepresant i uczynić siebie zdrowszym i weselszym. Tak jest: bród czyni Cię szczęśliwym."

Prozac may not be the only way to get rid of your serious blues. Soil microbes have been found to have similar effects on the brain and are without side effects and chemical dependency potential. Learn how to harness the natural antidepressant in soil and make yourself happier and healthier. Read on to see how dirt makes you happy.

Bo nie wiem, czy wiecie, ale człowiek pierwotny, nie mając kranu pod ręką, nie mył warzyw. Jeśli wyczaił marchewkę, wyrywał ją z ziemi, otrzepywał z piachu i zjadał. Bez mycia. Okazuje się, że bakterie zawarte w glebie (których obecnie nie przyjmujemy, bo wszystko jest sterylnie wymyte) pełnią ważną funkcję w stosunku do naszych jelit.

#dieta #zdrowie #jelita #bakterie #natura

(btw. tam się ktoś kiedyś śmiał, że wrzucam do blendera świeżo zerwaną, niemytą pokrzywę, która jeszcze parzy w język ;D hahaha, juz przestałem wrzucać tego typu posty na swoje mikro, ale dalej kultywuję różne odpały ;D zdrowie jest najwazniejsze! ;P )

Co się stanie, gdy pszczoła użądli drugą pszczołę?

Data: 16.01.2020 05:54

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #Cudaswiata #owady #pszczola #nauka

Pszczoły są wszędzie. Tworzą one swoje „miasta”, kolonie i istnieją o wiele dłużej od ludzkiej rasy. Przez te miliony lat opanowały one niemal całe terytorium na ziemi nadające się do zamieszkania. Z jednej strony, owady te są pożyteczne, ponieważ zapylają większość roślin i w ten sposób zapewniają pokarm wielu stworzeniom. Jednak z drugiej strony są one również niebezpieczne, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś próbuje stanąć im na drodze.

Co się stanie, gdy pszczoła użądli drugą pszczołę?

Jak mięso zmieniło człowieka?

Data: 17.12.2019 19:41

Autor: ziemianin

polityka.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #natura #czlowiek #mieso #ewolucja

Większy mózg, mniej włosów, ciemniejsza skóra – mięso zmieniło ludzi na wiele sposobów. Stało się symbolem władzy, bogactwa, męskości. Jak się zaczęła i dokąd prowadzi nasza mięsożercza obsesja?

Jak mięso zmieniło człowieka?

Sześćdziesiąt pięć milionów lat temu małe kudłate zwierzę, przypominające skrzyżowanie wiewiórki ze szczurem, skakało z gałęzi na gałąź w poszukiwaniu soczystych owoców. Purgatorius (tak nazwano to stworzenie), podobnie jak i inni wcześni przodkowie człowieka, nie jadał mięsa. W terminologii współczesnej był frutarianinem – opierał swoją dietę na owocach.

Przez dziesiątki milionów lat nasi przodkowie byli weganami: poczynając od purgatoriusa, pierwszego znanego nam przedstawiciela rzędu naczelnych, po bardziej znajomo wyglądających australopiteków. Badania ich zębów wykazują, że do ok. 15 mln lat temu żywili się głównie owocami. Nieco później, na przedsionku okresu paleolitycznego, masywne trzonowce sugerują przejście na dietę trudniejszą do rozdrobnienia: liście drzew, korę, trawy. Gdyby ci przodkowie człowieka spróbowali współczesnego obiadu opartego na mięsie, nie byliby go w stanie strawić. Spora dawka schabowych mogłaby się dla nich wręcz skończyć śmiercią wskutek skrętu kiszek. Ich przewody pokarmowe, z charakterystycznym dla roślinożerców pokaźnym jelitem ślepym, nie były przystosowane do trawienia mięsa.

Od orzechów do mięsa

Zdaniem naukowców tym, co przygotowało nas na dietę mięsną, były orzechy i nasiona. Kaloryczne, tłuste, przyczyniły się do zmniejszenia jelita ślepego homininów i rozwoju jelita cienkiego, gdzie są trawione tłuszcze. To dzięki orzechom i nasionom 2,5 mln lat temu nasi krewni mogli wreszcie zabrać się za mięso. Przy czym nikt do końca nie wie, dlaczego właściwie zaczęli je jeść. Zdaniem takich naukowców, jak Katharine Milton z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, to zmiany klimatu przyczyniły się do modyfikacji diety homininów. Afrykańska kolebka ludzkości ochłodziła się wówczas i wyschła. Obfitujące w owoce i nasiona lasy ustąpiły miejsca sawannom, których trawy stały się pożywieniem coraz liczniejszych roślinożerców: antylop, żyraf, gazeli. Te zaś z kolei często padały ofiarą ówczesnych drapieżników – od ogromnych tygrysów szablozębnych po polujące hieny Chasmaporthetes. Nasi przodkowie, których dotychczasowe pożywienie stało się trudniejsze do znalezienia, musieli w miarę często trafiać na niedojedzone ofiary mięsożerców. Czemu więc nie spróbować?

Najstarsze dowody znaleziono w Gonie w północnej Etiopii. To liczące sobie jakieś 2,5 mln lat kości Hippariona, wymarłego już gatunku konia, na których przodkowie człowieka zostawili nacięcia – ślady po kamiennych narzędziach używanych do ćwiartowania. Ponieważ jednak było to znalezisko dość odosobnione, naukowcy uważają, że dopiero jakieś pół miliona lat później hominini zabrali się za jedzenie mięsa na dobre. W 2012 r. paleoantropolodzy ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii odkryli na wybrzeżu Jeziora Wiktorii w Kenii tak duże zbiorowisko pociachanych kości zwierząt, że rozwiało to wątpliwości co do mięsożerności mieszkańców Afryki sprzed 2 mln lat.

Czym delektowali się ówcześni przodkowie? Czym się dało: od gigantycznych wymarłych słoni z gatunku Deinotherium (mierzyły 4 m od ziemi do nasady szyi), przez hipopotamy i nosorożce, po żaby i jeże. Nie oznacza to jednak, że już przed 2 mln lat hominini byli sprawnymi myśliwymi. Raczej sprawnymi… padlinożercami. Początkowo, twierdzą naukowcy, albo jadali to, co zostało po ucztach innych drapieżców, albo odganiali tych drapieżców od upolowanej ofiary. Można to ocenić po kościach, jakie obrabiali; często do jedzenia zostawały im mniej smakowite kąski, jak szpik czy mózgi. Dopiero znaleziska ponacinanych kości z tych części zwierzyny, które lwy czy gepardy lubią najbardziej i zjadają w pierwszej kolejności (jak mięsiste nogi), sugerowały, że kolację hominini upolowali sobie sami.

Znalezione czy upolowane mięso poważnie zmieniło przodków człowieka. Niektórzy naukowcy, z Henrym T. Bunnem, profesorem antropologii z University of Wisconsin-Madison, na czele, posuwają się wręcz do twierdzenia, iż „mięso zrobiło z nas ludzi”. Po pierwsze, to prawdopodobnie właśnie dzięki jadaniu mięsa mózg przodków człowieka mógł się znacznie powiększyć. Mózg to kosztowny organ – zużywa 20–25 proc. energii potrzebnej do działania całego organizmu. Dieta w stylu australopiteków (liście, kora) była mało kaloryczna i pełna błonnika – jak mówią paleoantropolodzy – zbyt niskiej jakości, by utrzymać duży mózg. Według teorii sformułowanej jeszcze w 1995 r. przez Leslie Aiello, profesor paleoantropologii z University College w Londynie, i Petera Wheelera z John Moores University w Liverpoolu to właśnie mięso, kaloryczny pokarm pełen białka, mikroelementów i witamin, pozwoliło przodkom wykarmić ich coraz większe mózgi.

Po drugie, to że hominini weszli do grupy drapieżców i zaczęli konkurować z tak niebezpiecznymi zwierzętami, jak lwy czy tygrysy szablozębne, pchnęło ewolucję w kierunku coraz większej postury ciała (dużemu łatwiej odgonić lwa od upolowanej antylopy). Już 1,7 mln lat temu Homo był 50 proc. większy od przeciętnego australopiteka. Po trzecie, polowanie przyczyniło się do… łysienia. Ściganie zwierzyny to forsowna aktywność. Dobrze, by ciało myśliwego było w stanie efektywnie pozbyć się nadmiaru wytwarzanego ciepła, stąd też przodkowie zaczęli tracić futro i bardziej się pocić. W porównaniu z bliskimi krewnymi, szympansami, pocimy się znacznie bardziej, szczególnie na plecach i klatce piersiowej. Ok. 1,5 mln lat temu, gdy hominini byli już na dobre mięsożercami, pojawiła się też mutacja w genach odpowiedzialnych za wariacje w kolorze skóry. Dzięki ciemniejszej pigmentacji coraz bardziej wyeksponowana skóra przodków mogła być chroniona przed afrykańskim słońcem.

Co więcej – jak twierdzi prof. Richard Wrangham z Harvard University – od kiedy przodkowie odkryli technologię gotowania, mięso mogło zmienić ich ciała jeszcze bardziej. Gdy już hominini zaczęli pichcić (a mogli to zacząć robić nawet 1,7 mln lat temu, jak sugerują pozostałości ognisk odkryte w jaskini Wonderwerk w RPA – choć te znaleziska są jeszcze kontestowane w środowisku naukowym), ich mózgi mogły dostać jeszcze więcej kalorii z mięsa. Na dodatek miękkie i stosunkowo łatwe do przeżucia gotowane mięso mogło przyczynić się do tego, iż mamy tak małe usta i słabe szczęki (w porównaniu z innymi naczelnymi).

Nie jesteśmy kotami

Te wszelkie wywołane przez jedzenie mięsa zmiany nie oznaczają jednak, że ludzie są stworzeni do bycia mięsożercami. Gdyby przodkowie mieli do dyspozycji masło orzechowe albo placki ziemniaczane, nie potrzebowaliby pieczystych gazeli, by zapewnić mózgowi wystarczającą ilość kalorii i białek. Ludzie, podobnie jak szczury i karaluchy, są wszystkożercami, nie mięsożercami – jak koty czy wilki. W przeciwieństwie choćby do kotów możemy żyć zdrowo bez produktów zwierzęcych (mruczkom na diecie bezmięsnej braknie np. witaminy A, której nie mogą przetworzyć tak jak my z beta-karotenu).

Nie mamy też zębów mięsożerców – wbrew powszechnej opinii kły nimi nie są. Praktycznie wszystkie ssaki mają kły, a ich rozmiar świadczy jedynie o tym, że przedstawiciele danego gatunku walczą między sobą (stąd ogromne kły wegańskich goryli). Zębami do jedzenia mięsa są tzw. łamacze, duże i ostre, które można znaleźć choćby na tyłach szczęk psa. My, ludzie, łamaczy nie mamy. Nie mamy również silnych mięśni szczęk mięsożerców ani nie potrafimy tak szeroko jak one otworzyć ust.

Nie jesteśmy więc skazani na mięso, ale polowanie przyczyniło się do rozwoju ludzkich społeczności. Mięso bowiem jest specyficznym pokarmem. W odróżnieniu od owoców czy orzechów zdobywa się je rzadko, za to w dużych porcjach – i to w takich, które szybko się psują. Jeden człowiek może zjeść wszystkie orzechy, które sam nazbiera, ale z upolowanym słoniem już sobie nie poradzi (taki słoń to ok. 500 tys. kalorii – tyle co 1400 schabowych 100-gramowych).

Upolowanego słonia trzeba podzielić między plemię, a to przepis na politykowanie. Kto dostanie najwięcej? Kto otrzyma najlepsze kęski? Któremu z myśliwych najbardziej dziękować za ucztę? Już szympansy używają mięsa do celów politycznych, strategicznie rozdzielając upolowaną zdobycz, tworzą koalicje między członkami stada. Powiązanie pomiędzy mięsem, prestiżem i władzą, nabyte przez ludzkość w czasach szablozębnych tygrysów, to coś, co przetrwało przez wieki, przyczyniając się do tego, jak dużo jemy kiełbas i kotletów w XXI w.

Ludzkość lubi mięso. W skali świata rocznie na kotlety i kiełbasy idzie ponad 64 mld sztuk zwierząt – i to tylko jeśli liczyć te z ośmiu najważniejszych mięsnych gatunków. Przeciętny mieszkaniec Ziemi zjadł w 2013 r. 43,1 kg mięsa. Przeciętny Polak – 67,5 kg, Amerykanin zaś – 92,3 kg. Apetyty rosną. Holenderski Rabobank International przewiduje w swoim raporcie, że w porównaniu z 2010 r. w 2030 r. ludzkość zje 44 proc. mięsa więcej. Niewątpliwie jednym z tego powodów jest smak mięsa – unikatowa mieszanka tłuszczu, umami i zapachów powstających w tzw. reakcji Maillarda (brązowienia, do którego dochodzi, gdy smażymy czy pieczemy mięso). Innym motorem obsesji mięsa jest marketing i lobbing potężnego przemysłu, który w samych tylko Stanach Zjednoczonych odnotowuje roczne sprzedaże wartością przewyższające PKB Węgier. Gdyby jednak nie symbolika mięsa, ludzkości dużo łatwiej byłoby zarzucić jedzenie kotletów i kiełbas, niezależnie od ich smaku czy lobbingu producentów.

Coś , o czym wszyscy marzą

Mięso to przede wszystkim symbol dostatku i władzy. Tym, co przyczyniło się do przekonania, że jedzenie mięsa jest oznaką statusu, był mechanizm, który Robert Cialdini, profesor psychologii z Arizona State University, nazywał zasadą niedostatku (ang. scarcity principal). Na podstawie licznych eksperymentów wykazał, że im bardziej coś jest trudno dostępne, tym bardziej sobie to cenimy. Przez wieki mięso było trudno dostępne i drogie. Produkcja żywności ze zwierząt jest bowiem mało efektywna: aby wyhodować 1 kg wołowiny, krowa musi zjeść 13 kg zbóż. To dlatego Oskar Kolberg w „Materyałach do Etnografii Słowiańskiej” z 1871 r. odnotowywał, że chłopi „mięsa rzadko kiedy uwidzą. Na weselu nawet mięso w skąpych tylko ukazuje się porcyach”. Tymczasem arystokracji nie brakowało „baraniny, cielęciny, kapłonów, gęsi, kaczek, zajęcy, jeleni, sarn, odyńców i innej zwierzyny, jako to przepiórek, koropatw, skowronków” – jak przywoływał Beauplan, „indżynier w służbie królów polskich, Zygmunta III, Władysława IV, Jana Kazimierza”. Mięso nabrało waloru luksusu, czegoś, o czym większość tylko marzy.

Co więcej, im bardziej traktujemy dane potrawy jako nagrodę, tym bardziej lubimy je jeść. W eksperymentach przeprowadzonych m.in. przez Leann Birch, profesor psychologii z Penn State University, dzieci, którym mówi się, że dostaną ciasteczko za dobre zachowanie, nabierają większego niż zwykle apetytu na słodkości (działa to też w drugą stronę: jeśli oferować dzieciom w nagrodę marchewki, staną się one dla nich przysmakiem). Mięso przez wieki traktowane było jako nagroda. Odmawiano go sobie w czasie postów, by móc ucztować przy nim w czasie świąt i biesiad (samo słowo karnawał pochodzi od włoskiego carnevale, pożegnanie z mięsem). Również jedzenie potrawy w czasie świętowania samo w sobie przydaje jej smakowitości. W eksperymentach Leann Birch dzieci najbardziej lubiły jadać to, co regularnie dostawały podczas imprez towarzyskich, zwłaszcza jeśli dorośli wokół się uśmiechali (notka do rodziców: to dlatego zmuszanie do niczego dobrego nie prowadzi).

Mięso to również męskość. Korzenie tego przekonania sięgają do często podświadomej wiary w to, iż stajemy się tym, co jemy. Aby być silnym jak lew, trzeba jeść jak lew. Aby mieć mięśnie jak wół, najlepiej skonsumować wołu. Starożytni Grecy uważali, że zjedzenie słowika prowadzi do bezsenności, a w jednym z plemion Papui-Nowej Gwinei mówi się, że aby szybko rosnąć, dzieci powinny jeść to, co najszybciej rośnie.

W jednym ze swoich eksperymentów Paul Rozin, profesor psychologii z University of Pennsylvania, wykazał, że studenci uważają, iż osoby, które jadałyby dziki, byłyby szczególnie owłosione, a smakosze żółwi – powolni. Nic dziwnego więc, że wciąż tak silna jest wiara wśród mężczyzn w to, że aby mieć pokaźne mięśnie, należy jeść mięso (czego nie potwierdzają ani badania, ani przykłady kulturystów wegan). Co ciekawe, zdaniem uczonych, im bardziej mężczyźni czują, iż współczesna kultura zagraża ich tradycyjnie definiowanej męskości (bo metroseksualizm, bo małżeństwa gejów, bo urlopy tacierzyńskie), tym więcej pojawia się odniesień do mięsa jako pożywienia prawdziwych mężczyzn. Pisał o tym jeszcze w 1976 r. prof. Jean Mayer: „Im więcej mężczyźni przesiadują całymi dniami za biurkiem, tym bardziej chcą upewnić swoją męskość, zajadając wielkie kawały krwawiącego mięsa, ostatniego symbolu machismo”.

Symbolika mięsa jako czegoś, co daje władzę i prestiż, jest też jednym z motorów rosnących apetytów na mięso w Azji. Od lat 80. konsumpcja mięsa w Chinach zwiększyła się czterokrotnie. W miastach Indii spożycie drobiu między 2000 a 2030 r. ma pójść w górę o 1277 proc., a wołowiny w Nepalu o 1329 proc.! Za czasów Gandhiego w Indiach popularne było przekonanie, iż Brytyjczycy są kolonialną potęgą, gdyż lubują się w wołowinie, w przeciwieństwie do słabowitych wegetariańskich mieszkańców subkontynentu. Sam Gandhi też w to przez pewien czas wierzył za sprawą jednego ze swoich przyjaciół, którego cytował w autobiografii: „Jesteśmy słabymi ludźmi, bo nie jadamy mięsa. Anglicy są w stanie nami rządzić, bo oni mięso jedzą”. Jeszcze barwniej zilustrował to w 1976 r. Den Fujita, ówczesny prezes japońskiego McDonald’s: „Jeśli będziemy jadać hamburgery przez tysiąc lat, staniemy się blondynami. A jak będziemy blondynami, zawojujemy świat”.

Jak wykarmić zwierzęta?

Symbolika mięsa jest tak głęboko zakorzeniona w ludzkiej świadomości, że niełatwo nam zrezygnować z kotletów i wędlin, choćby nie wiem jak straszono rakiem i zawałami. Nie oznacza to, że nie powinniśmy poważnie przemyśleć mięsolubnych zwyczajów – i to nie tylko dla zdrowia. Również dlatego, że planeta nie daje sobie rady z taką dietą. W 1900 r. niewiele ponad 10 proc. światowych zbiorów zbóż szło na wyżywienie zwierząt gospodarczych. Teraz w USA dla zwierząt idzie już 60 proc. zbóż. Gdyby w 2050 r. cała ludzkość chciała jeść tyle mięsa co Amerykanie, brakłoby planety, aby te wszystkie krowy, kury i świnie wykarmić. Do tego dochodzi ocieplenie klimatu: konsumpcja mięsa odpowiedzialna jest za jakieś 14,5 proc. emisji gazów cieplarnianych, czyli więcej niż wszystkie samochody i samoloty razem wzięte. Nic dziwnego, że w listopadowym (2015 r.) raporcie brytyjski think tank Chatham House wskazywał, iż „zmniejszenie globalnej konsumpcji mięsa będzie miało zasadnicze znaczenie dla utrzymania wzrostu globalnego ocieplenia poniżej »niebezpiecznego poziomu« dwóch stopni Celsjusza”.

Choć mięso zrobiło z nas ludzi, w XXI w. jesteśmy w o wiele lepszej sytuacji niż przodkowie przed 2,5 mln czy nawet 100 laty: mamy dostęp do rozmaitych ultrazdrowych produktów roślinnych z całego świata. Czas zacząć je jeść. Jak marzył Cezary Baryka w „Przedwiośniu”: „W nowej cywilizacji niekoniecznie będzie się pożerało mięso starszych naszych braci w Darwinie”. I dzięki temu, uważał Baryka, polskie chłopstwo będzie „rasą najzdrowszą na ziemi”.


Źródło: Książka autorki „Meathooked: The History and Science of Our 2.5-Million-Years Obsession With Meat” ukzała się w lutym 2016 r. w USA.

Słońce, od270 dni nie miało żadnych aktywnych regionów. Może zrobić nowy podatek?

Data: 17.12.2019 11:27

Autor: false_nine

zmianynaziemi.pl

To może czas na nowy podatek? Ciekawe czy znajdzie się sposób żeby zrzucić winę na Europejczyków i rąbnąć ich jakimś podatkiem :P

Poprzedni rekord braku aktywności miał miejsce w poprzednim cyklu solarnym, w 2008 roku. Wtedy Słońce pozostawało bez plam, przez 268 dni. W erze nowożytnej właśnie minimum słoneczne z lat 2008-2009, było uważane za najdłuższe w czasie ery kosmicznej. Jednak to co dzieje się ze Słońcem w 2019 roku pobiło ten rekord i może on zostać jeszcze bardziej wyśrubowany.

#slonce #ciekawostki #natura #astronomia

Łatwiej zanocujesz na dziko w Lasach Państwowych

Data: 16.11.2019 17:36

Autor: raptor

lasy.gov.pl

Lasy Państwowe wyznaczyły specjalne obszary leśne o łącznej powierzchni ponad 65 tys. ha, gdzie miłośnicy bushcraftu i survivalu będą mogli uprawiać swoje hobby bez obaw o naruszenie ustawy o lasach. Pilotażowy program ruszy w kilkunastu regionach Polski już 21 listopada. – Efekty ocenimy za rok, ale to może być przełom. Usuwamy bariery niezrozumienia między różnymi grupami i wspólnie szukamy rozwiązań, które pozwolą wszystkim cieszyć się lasem w sposób bezpieczny dla nich i dla lasu – mówi Andrzej Konieczny, dyrektor generalny Lasów Państwowych.

#polska #zainteresowania #natura #survival #bushcraft #las

Zoolog: pozostawianie opadłych liści oznacza wiele korzyści przyrodniczych

Data: 13.11.2019 22:57

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #krakow #natura #nawoz #miasto #zielen #zwierzeta #ciekawostki

Opadłe liście są naturalnym nawozem organicznym, ich pozostawianie służy jakości gleby i wielu organizmom – podkreśla zoolog z Krakowa, dr Tomasz Figarski. Dodaje, że nawet drobne zmiany w zarządzaniu zielenią mogą dać łącznie wyraźny, korzystny efekt.

Zoolog: pozostawianie opadłych liści oznacza wiele korzyści przyrodniczych

Pozostawianie opadłych liści oznacza wiele korzyści – dr Tomasz Figarski współpracujący z Instytutem Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie. "Opadające liście tworzą ściółkę, która w miarę akumulacji i rozkładu tworzy poziom organiczny gleby. Powstająca próchnica zasila glebę, a w konsekwencji rosnące w niej rośliny – w składniki odżywcze. Liście są więc naturalnym nawozem organicznym. Działanie przeciwne, dokładne wygrabianie opadłych liści, powoduje wyprowadzanie z ekosystemu zmagazynowanych w liściach składników pokarmowych, które powinny wrócić do gleby, dopełniając cyklu obiegu materii. Tego rodzaju działania, realizowane przez wiele lat, obniżają witalność ekosystemu i występujących w nim roślin" – mówi.

Ekspert dodaje, że warstwa opadłych liści skutecznie zatrzymuje i magazynuje wodę oraz ogranicza parowanie z gleby. To ważne dla ochrony gleby i żyjących w niej organizmów przed wysychaniem. Opadłe liście dobrze też izolują i niwelują wahania temperatur, chroniąc organizmy glebowe i rośliny przed przemarzaniem.

Warstwa opadłych liści ogranicza ubijanie wierzchniej warstwy gleby, co ma znaczenie dla znajdujących się płytko pod powierzchnią gleby korzeni drzew i krzewów. Znaczne zagęszczenie gleby w tej warstwie bywa przyczyną obumierania drzew.

Dr Figarski zwraca uwagę, że opadłe liście i powstała z nich próchnica dają schronienie i zapewniają pokarm wielu organizmom – bezkręgowcom, np. owadom i pajęczakom, jak i większym zwierzętom – gryzoniom czy jeżom. "Drobne organizmy glebowe (np. nicienie, wrotki, skoczogonki), choć często niewidoczne gołym okiem, pełnią kluczową rolę dla funkcjonowania ekosystemu i wpływają na inne poziomy troficzne. W liściach chętnie żerują ptaki – drozdy, strzyżyki, grzywacze, ptaki krukowate, dla których stanowią one jesienną i zimową spiżarnię. Parki pozbawione liści są ekosystemami zubożałymi pod względem bogactwa zamieszkujących je zwierząt" – tłumaczy.

Dr Figarski podkreśla, że nawet małe zmiany nawyków zarządców zieleni czy właścicieli ogrodów mogą dać dobry efekt. Wymienia garść uniwersalnych wskazówek, sugerując np., aby zamiast całych parków czy skwerów – liście wygrabiać jedynie z chodników, alejek, ścieżek rowerowych itp. oraz ich bezpośredniego otoczenia (w odległości 2-3 m z każdej strony).

Wśród innych wskazówek wymienia:

Dokładne grabienie liści kasztanowców, w związku z możliwością zimowania w nich poczwarek szrotówka kasztanowcowiaczka

Pozostawianie liści pod drzewami, krzewami, a ponadto w możliwie ustronnych, mało uczęszczanych miejscach, usypywanie pryzm liści o wielkości min. 10 m2, które warto nakryć gałęziami jako zabezpieczenie przed rozwiewaniem czy rozkopywaniem

Na utrzymywanych trawnikach – wygrabianie części liści tak, by pozostałe tworzyły luźną, nieciągłą warstwę

Na uczęszczanych terenach zieleni montaż tablic edukacyjnych o roli opadłych liści, co miałoby duży walor edukacyjny również dla właścicieli prywatnych posesji. Obecnie wiele liści ląduje w foliowych workach, jako odpady organiczne, a powinny raczej pozostać w ekosystemie

Odstąpienie od używania dmuchaw do sprzątania liści, które przyczyniają się do zwiększania problemu smogu m.in. poprzez ponowne podnoszenie opadłych pyłów. Całkowity zakaz używania tych urządzeń wprowadzono np. w aglomeracji warszawskiej. Od ich stosowania odstąpił też Wrocław

Jeśli część liści zostanie zgrabiona, warto je kompostować

Dr Figarski przypomina, że na ograniczenie grabienia liści decyduje się coraz więcej miast, m.in. Legionowo, Wrocław, Białystok, Szczecin, Kielce czy Rzeszów. Z kolei we Wrocławiu już drugi rok z rzędu organizowana jest akcja społeczna "liść to NIE śmieć". Jej organizatorem jest grupa społeczna ZIELEŃ WROCŁAWSKA, do której przyłączyły się inne organizacje i grupy społeczne – Stołeczne Towarzystwo Ochrony Ptaków, Stowarzyszenie Żywica, Fauna i Flora Popowic oraz Grupa Przyrodnicza Ostoja.

Data: 13.11.2019 03:16

Autor: false_nine

Tak wygląda mieszanka 87.5 % szarego wilka, 8.6 % huskyego syberyjskiego i 3.9 % owczarka niemieckiego, przygarnięta i uratowana przed śmiercią przez nową właścicielkę. Poprzedni właściciel próbował zamknąć psa w schronieniu do czasu aż ten straci życie z głodu.

To tak zwany "wolfdog" czyli dosłownie "wilkopies", a więc mieszanka gatunkowa wilka i psa/psów.

#fotografia #zdjecia #psy #zwierzeta #natura #ciekawostki

Zmiana klimatu: 300 mln ludzi żyje na terenach, które za 30 lat zaleje ocean

Data: 06.11.2019 16:28

Autor: ziemianin

crazynauka.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #polska #zalanie #badania #natura #klimat

Nowe badania pokazują, które lądy zostaną zalane wskutek podwyższającego się poziomu oceanów do 2050 roku i do końca wieku. Wcześniejsze prognozy nie doszacowały tego problemu. Zagrożone obszary zamieszkuje obecnie blisko 300 mln ludzi. W Polsce – nawet 270 tys. osób.

Zmiana klimatu: 300 mln ludzi żyje na terenach, które za 30 lat zaleje ocean

Naukowcy z organizacji Climate Central, na łamach pisma „Nature Communications”, ponownie oszacowali zagrożenie, jakie w ciągu najbliższych dziesięcioleci stworzy podnoszący się poziom oceanu i opublikowali nowe mapy pokazujące zalewane tereny. No bo ocieplenie klimatu oznacza topnienie lodu w różnych miejscach świata, a to z kolei prowadzi do podnoszenia się poziomu oceanów. Logiczne? Logiczne. Póki co, tempo tego topnienia wydawało się nieśpieszne. Przykładowo, w Arktyce średni roczny zasięg lodu morskiego kurczył się o 3,5–4,1% na dekadę w okresie od 1979 roku (gdy rozpoczęto obserwacje satelitarne) do 2012 roku. Z kolei w okresie 1901–2010 poziom oceanu podniósł się o około 19 cm, co daje średnie tempo 1,7 mm na rok. Nie wygląda jakoś specjalnie groźnie, prawda?

No to spójrzcie na tę daną: pomiędzy 1993 a 2010 rokiem proces ten przyśpieszył do średnio 3,2 mm na rok. A im dalej w las, tym topnienie będzie postępować szybciej. O jego ostatecznym tempie zadecyduje to, jak dużo węgla, ropy i gazu spalimy, a więc jak wiele dwutlenku węgla wyemitujemy do atmosfery. Bardzo ostrożne scenariusze (uwzględniające gwałtowne i całkiem już nierealne ograniczenie emisji) mówią o wzroście o blisko pół metra do końca tego stulecia. Scenariusze mniej optymistyczne wskazują na wzrost o dwa metry i więcej, gdyby naruszona została pokrywa lodowa Antarktydy.

Po ponownym przejrzeniu danych dotyczących ukształtowania terenu w najnowszych badaniach okazało się, że nadciągający kryzys do 2050 roku dotknie ponadczterokrotnie więcej ludzi, niż mówiły dotychczasowe prognozy. PONADCZTEROKROTNIE WIĘCEJ! Jak naukowcy mogli się aż tak pomylić?! Tutaj tzw. chłopski rozum podpowiada, że nie można ufać nauce, skoro się aż tak myli, ale ja nie wierzę z kolei chłopskiemu rozumowi (napisaliśmy nawet o tym z Piotrem książkę „Fakt, nie mit”), tylko staram się zorientować, o co właściwie chodzi.

Sztuczna inteligencja bada teren

A chodzi o to, że podczas gdy dane dotyczące wysokości terenu nad poziomem morza w Europie czy Ameryce Północnej są dość precyzyjne, to te pochodzące z krajów Azji Południowo-Wschodniej – tych, które najbardziej ucierpią od fal morskich – opierają się głównie na pomiarach satelitarnych. A te nie rozróżniają za bardzo budynku czy kępy drzew od pagórka, a w efekcie obiekty te traktowane są jako podwyższenia terenu, fałszywie sugerując, że jest on położony wyżej, niż ma to miejsce w rzeczywistości. W efekcie zafałszowane zostaje również zagrożenie podnoszeniem się poziomu morza.

W najnowszych analizach badacze skorzystali więc z pomocy sztucznej inteligencji. A ta, dzięki uczeniu maszynowemu, nauczyła się odróżniać udawane podwyższenia od tych prawdziwych. I okazało się, że przy umiarkowanie optymistycznych założeniach (a więc wzroście temperatur do 2100 roku o mniej niż 2°C względem epoki przedprzemysłowej) tereny, które do 2050 roku narażone będą na wdzieranie się przynajmniej raz w roku fal morskich, są teraz domem dla 300 mln ludzi. Blisko 150 mln osób zamieszkuje obecnie tereny, które znajdą się poniżej górnej strefy pływów, a więc praktycznie pod wodą.

Jeśli ludzkość będzie się trzymać tego umiarkowanego scenariusza, to liczba mieszkańców obszarów, które do 2100 roku będą co roku doświadczały powodzi, urośnie do 420 mln. Z kolei w wariancie najbardziej pesymistycznym, uwzględniającym rozpad Antarktydy, liczba ta sięgnąć może 630 mln, spośród których 340 mln żyje na terenach, które znajdą się na stałe pod wodą.

Zagrożony obszar zależny będzie od scenariusza przyszłych emisji gazów cieplarnianych. Przy znacznym ograniczeniu emisji (scenariuszu RCP4.5) oczekiwany wzrost poziomu morza do końca stulecia wynosi 70-100 cm. Jednak przy scenariuszu kontynuacji emisji na wysokim poziomie (RCP8.5) poziom morza może się podnieść o 100-180 cm, a w skrajnie pesymistycznym scenariuszu rozpadu lądolodu Antarktydy nawet powyżej 200 cm. 

– komentuje prof. Jacek Piskozub z Instytutu Oceanologii PAN.

Co zaleje morze?

Kryzys najsilniej dotknie mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej. W sześciu krajach – Chinach, Bangladeszu, Indiach, Wietnamie, Indonezji i Tajlandii – aż 237 mln ludzi zamieszkuje obecnie tereny, które do 2050 roku będą co najmniej raz w roku nawiedzane przez powodzie. W 2100 roku poziom morza w tych krajach podwyższy się w takim stopniu, że woda zaleje obszary będące obecnie domem dla 250 mln osób.

Najbardziej ucierpią Chiny, gdzie wydarzające się co najmniej raz w roku morskie powodzie zagrożą Szanghajowi i innym wielkim miastom w ujścia Jangcy, zamieszkanym obecnie przez łącznie 87 mln ludzi. W Bangladeszu morze wedrze się do wspólnej delty Gangesu, Brahmaputry i Meghny, będącej domem dla 50 mln ludzi. Sąsiadujące Indie będą musiały walczyć z falami m.in. o położoną nieopodal Kalkutę, a zagrożone tereny zamieszkuje tam obecnie 38 mln ludzi.

Już teraz umocnienia na wybrzeżach chronią przed zalaniem przez morze 110 mln ludzi na całym świecie.

Co to oznacza dla Polski?

Dla Polski podnoszenie się poziomu morza oznaczać będzie zalanie terenów m.in. w okolicy Gdańska, Elbląga i Szczecina oraz wielu obszarów przybrzeżnych, a w tym Żuław, Półwyspu Helskiego czy doliny dolnej Odry. Naukowcy szacują liczbę ludzi zamieszkujących zagrożone w Polsce wybrzeża na około 200 tysięcy, a maksymalnie na 270 tysięcy. Zdecydowana większość tych obszarów znajdzie się poniżej poziomu morza, mniej będzie narażonych na coroczne powodzie. Nawet najbardziej optymistyczny scenariusz (RCP2.6), mówiący o natychmiastowym zasadniczym ograniczeniu emisji dwutlenku węgla, wskazuje na to, że wybrzeża Bałtyku zamieszkane dziś przez 200 tys. osób morze zaleje już w 2050 roku. Na tej mapie można zobaczyć, jakie.

Co to oznacza dla Polaków? Mieszkańców terenów zajmowanych stopniowo przez morze czekają zapewne przesiedlenia. Część z nich przed tym losem ochronią prawdopodobnie umocnienia brzegów. Sensowność budowania takich konstrukcji jest dyskutowana wśród specjalistów, bo przecież przekształcenia terenu na ogromną skalę i wielkie inwestycje budowlane niosą ze sobą i szkody dla środowiska, i kolejne emisje dwutlenku węgla, których powinniśmy unikać jak ognia.

Na zalanie najbardziej narażone są Żuławy Wiślane, w obrębie których aż 450 km² zajmuje depresja, czyli tereny położone poniżej dzisiejszego poziomu morza. W tym przypadku jest to podmokła równina, która została sztucznie osuszona, co było możliwe dzięki stworzeniu systemów odwadniających. Teren wręcz idealny dla powodzi. Jeśli więc do niej dochodzi na obszarach depresyjnych, to za każdym razem jest to bardzo niebezpieczna sytuacja: wodę trzeba stamtąd odpompowywać, bo sama nie opada.

Z tej przyczyny już teraz Żuławy borykają się z najwyższym w kraju ryzykiem powodzi, a pod tym względem negatywnie wyróżnia się pas ziemi od Gdańska po Elbląg i jezioro Drużno, wzdłuż rzek: Martwa Wisła, Szkarpawa i Elbląg. Mieszkańcy wszystkich zagrożonych rejonów, które zostały wymienione w najnowszych badaniach, powinni mieć to na uwadze, stawiając nowe domy czy inwestując w działki. Podobnie – deweloperzy i przemysł.

Możliwe zalanie Żuław w Polsce czy innych terenów na pewno wpłynie na zmiany sposobu kalkulacji ryzyka. Jest to jednak bardzo złożona kwestia. Trudno mówić o ryzyku, gdy zjawisko staje się pewne. Takie zagrożenie wymaga działań państwa, samorządów. I trzeba podjąć je jak najwcześniej. 

– mówi Rafał Mańkowski, ekspert Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Ile to może kosztować?

Powodzie to najbardziej kosztowne i niszczycielskie katastrofy naturalne w Polsce. Póki co, najczęściej zdarzają się na południu kraju, kiedy po roztopach czy nawalnych opadach z gór spływają ogromne ilości wody. To dlatego większość badań i prognoz dotyczy właśnie tamtych terenów.

Analiza opublikowana w raporcie „Klimat Ryzyka”, przygotowanym w 2018 roku przez Deloitte dla Polskiej Izby Ubezpieczeń, podaje, że powódź, która w 2010 roku nawiedziła dorzecze Wisły, kosztowała 12,8 mld zł, czyli blisko 1 proc. PKB. Ponieważ jednak nasze społeczeństwo bogaci się, to gdyby podobnej skali naturalna katastrofa powtórzyła się w 2018 roku, zniszczenia kosztowałyby już 16,2 mld zł. To o 21 proc. więcej niż w 2010 roku.

W 2010 roku firmy ubezpieczeniowe wypłaciły poszkodowanym ok. 1,6 mld zł, co stanowiło 12,5 proc. wartości strat. Gdyby w 2018 roku udział wypłat z ubezpieczeń utrzymał się na podobnym poziomie, to aż ponad 14 mld zł musieliby pokryć podatnicy lub o tyle uszczupliłyby się prywatne oszczędności.

Te szacunki, choć porażają wysokością kwot, to stanowią i tak niewielki odsetek strat, które ponieślibyśmy w każdym ze scenariuszy związanych z podnoszeniem się poziomu morza. W tym przypadku nie będzie mowy o odbudowie zniszczeń – zalane tereny zostaną definitywnie utracone dla mieszkańców, rolnictwa i przemysłu. Ucierpią też porty, węzły kolejowe, drogi, elektrownie. Nastąpią zmiany na ogromną skalę, które obejmą znaczącą część infrastruktury kraju.

W tym więc przypadku wycena strat musiałaby być znacznie bardziej surowa niż w przypadku jakiejkolwiek powodzi pojawiającej się w głębi lądu. Czekają nas bezprecedensowe zmiany, których nie potrafimy na razie nawet wiarygodnie prognozować, nie mówiąc już o przygotowaniu się do nich. Ponieważ jednak pojawią się w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat, powinniśmy już teraz bardzo poważnie pomyśleć o tym, co zrobimy, kiedy rzeczywiście nastąpią. Zwlekanie z tym może przynieść jedynie większe straty.

Źródło: Climate Central

Małpki marmozety uczą się nowych dialektów

Data: 02.11.2019 14:23

Autor: ziemianin

journals.plos.org

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #zwierzeta #malpy #dialekt

Marmozety zwyczajne po dołączeniu do nowej kolonii zaczynają nawoływać w miejscowym dialekcie. Gwary uczą się od pobratymców – wynika z badania opublikowanego na łamach czasopisma „PLOS ONE”.

wymagany angielski

Małpki marmozety uczą się nowych dialektów

Nie tylko ludzie porozumiewają się różnymi dialektami. Regionalne różnice w sposobie komunikowania się dotyczą też wielu zwierząt, np. ptaków śpiewających czy małych małpek z rodziny płaksowatych – marmozet zwyczajnych (Callithrix jacchus).

To, że nawoływania marmozet różnią się w zależności od regionu, naukowcy z Uniwersytetu Zuryskiego (Szwajcaria) ustalili już wcześniej. Teraz wykazali, że małpki uczą się nowych dialektów i robią to poprzez obserwację innych członków społeczności.

Badacze nie wiedzieli dotychczas, czy zróżnicowanie gwarowe wśród marmozet zwyczajnych to sprawa genetyczna, wynik oddziaływań środowiskowych czy efekt społecznego uczenia się. W ramach nowego badania analizowali więc nawoływania małpek przenoszonych z jednej kolonii do drugiej – w innym regionie.

Zauważyli, że zwierzęta, wkrótce po dołączeniu do nowej grupy, modyfikowały wydawane przez siebie dźwięki i zaczynały nawoływać w miejscowym dialekcie.

"Mogliśmy jasno wykazać, że dialekty marmozet zwyczajnych są nabywane społecznie. Gdyby były one zdeterminowane genetycznie, przenosiny do nowego miejsca nie powodowałyby żadnych zmian w nawoływaniach. Zmian tych nie można też wyjaśnić różnicami środowiskowymi" – komentuje Yvonne Zürcher, główna autorka badania.

Dlaczego niektóre dzienne ptaki śpiewają również w nocy?

Data: 31.10.2019 12:41

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #natura #ptaki

Słowik szary, rokitniczka, łozówka, potrzos czy pokląskwa – to tylko niektóre dzienne ptaki, które śpiewają również w nocy. Dlaczego są aktywne po zmroku? To nadal zagadka, którą spróbuje rozwiązać badaczka z Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, Kinga Kułaga.

Dlaczego niektóre dzienne ptaki śpiewają również w nocy?

Pierwsze wzmianki o nocnej aktywności dziennych ptaków pojawiły się w literaturze dopiero w XIX wieku. Doniesienia te były oparte na pojedynczych, zazwyczaj przypadkowych obserwacjach ptaków po zmierzchu u zaledwie kilku gatunków ptaków.

"Zagadnienie to wciąż nie jest dobrze poznane" – opowiada w rozmowie z PAP studenta Wydziału Biologii UAM w Poznaniu Kinga Kułaga, która na badanie tego fenomenu otrzymała w tym roku od resortu nauki Diamentowy Grant.

"W ramach mojego projektu dokonam szczegółowej oceny nocnej aktywności głosowej dziennych ptaków, występujących na terenie Polski w różnych siedliskach" – zapowiada biolog.

Kułaga mówi, że współczesne publikacje o dziennych ptakach śpiewających w nocy dotyczą głównie gatunków północnoamerykańskich. Dotychczasowe badania przeprowadzone na terenie Europy jako powód tej aktywności wskazują przeważnie zanieczyszczenie światłem, spowodowane przez człowieka. Mowa tu m.in. o ulicznych latarniach czy reflektorach podświetlających budynki. Analizy te dotyczyły jednak tylko pojedynczych gatunków.

Ze wstępnych badań poznańskiej biolog, przeprowadzonych na obszarze Doliny Górnego Nurca (Podlaskie) wynika, że ptaki z około 25 proc. gatunków wydających głosy – czyli wokalizujących (w tym śpiewających) – robią to również w nocy. Są to między innymi słowik szary, kukułka, świerszczak, rokitniczka czy pokląskwa.

"Dolina Górnego Nurca to teren zmeliorowanych łąk torfowych, rozpościerających się wzdłuż rzeki Nurzec, czyli miejsce dość odległe od antropogenicznego zanieczyszczenia światłem" – opowiada Kułaga. Dlatego, jak sugeruje, należy doszukiwać się innych przyczyn tego zjawiska w miejscu, w którym głównym nocnym źródłem światła jest Księżyc.

Do dalszych badań poznańska biolog zastosuje automatyczne rejestratory dźwięku i skupi się wyłącznie na gatunkach śpiewających. W okresie lęgowym ptaków zostaną one rozwieszone na drzewach, w 60 punktach na terenie Białowieskiego Parku Narodowego, Biebrzańskiego Parku Narodowego oraz Doliny Górnego Nurca. Będą to obszary leśne i tereny otwarte. Dodatkowo w każdym z punktów umieszczony zostanie rejestrator natężenia światła.

"Uzyskane w ten sposób dane mogą być kluczowe w zrozumieniu np. doboru płciowego u ptaków śpiewających. Przetestuję też kilka hipotez tłumaczących przypuszczalne funkcję nocnego śpiewu" – dodaje.

Kułaga wykorzysta w swoich badaniach również… playback. Nagrane nocne śpiewy ptaków mają być odtworzone z głośników innym ptakom. Następnie biolog będzie obserwować ich reakcję na podstawie nagrań z fotopułapek.

Dramat tygrysów. Zwierzęta dotarły już do Poznania. W jednej skrzyni "brak oznak życia"

Data: 31.10.2019 09:45

Autor: dj_universe

wiadomosci.wp.pl

Ciężarówka z tygrysami w klatkach, która utknęła kilka dni temu na polsko-białoruskiej granicy, dotarła w nocy do Poznania. Udało się z niej zdjąć jedynie cztery klatki. Pracownicy ogrodu musieli przerwać operację rozładunku, z powodu agresji jednego ze zwierząt. Stan zwierząt jest fatalny. Z jednej ze skrzyń nie docierają żadne odgłosy.

#zwierzeta #natura #poznan #tygrys

Co będzie, jeżeli na świecie wymrą słodkowodne małże?

Data: 29.10.2019 18:16

Autor: ziemianin

cutt.ly

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #natura #malze #naukawpolsce #ekologia

Jakie gatunki małży występują w Europie? Na ile są jeszcze liczne i jaką rolę mogą pełnić w utrzymaniu wysokiej jakości ekologicznej rzek i jezior? Jak zarządzać wodami słodkimi, aby te cenne zwierzęta ochronić? Odpowiedzi na te pytania będą szukać członkowie nowej sieci naukowej CONFREMUS, m.in. Polacy.

Na zdjęciu chroniona skójka gruboskorupowa w warunkach górskiej rzeki zarośniętej glonami

Co będzie, jeżeli na świecie wymrą słodkowodne małże?

Małż słodkowodny jest zbudowany z bardzo delikatnej miękkiej tkanki, wyścielającej twardą skorupę. Coś jakby meduza zamknięta w muszli. Ten bardzo delikatny organizm z jednej strony filtruje wodę – stąd jego niezwykła podatność na wszystkie szkodliwe czynniki biologiczne i chemiczne, które woda może zawierać. Z drugiej strony – filtrując wodę – oczyszcza ją z zawiesin, nadmiaru substancji organicznych i mikroorganizmów.

Czy zatem małż może być używany jako wskaźnik jakości środowiska wód słodkich? A z tej drugiej strony, czy miejsca, gdzie dno rzeki jest wybrukowane dużymi małżami, służą jako żywe oczyszczalnie? A przede wszystkim, jakie czynniki są odpowiedzialne za zanikanie występowania słodkowodnych małży i czy ich wymieranie, obserwowane w wodach niemal całego rozwiniętego świata, może zostać powstrzymane?

Na tego rodzaju pytania chcą odpowiadać członkowie nowej sieci naukowej CONFREMUS ("CONservation of FREswater MUSsels: Pan-European approach", CA18239). Sieć składa się z przedstawicieli 25 krajów świata. Została uruchomiona 25 października br. w Brukseli pod egidą COST (European Cooperation in Science and Technology) – organizacji zajmującej się finansowaniem współpracy między naukowcami z różnych krajów.

W projekcie bierze udział wielu naukowców z Polski (głównie biolodzy, ale również hydrolodzy i chemicy), a głównym wnioskodawcą, obecnie przewodniczącym komitetu zarządzającego projektem, jest dr hab. Tadeusz Zając, profesor Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, gdzie projekt będzie organizacyjnie zakotwiczony.

Naukowcy w ramach sieci sprawdzą kilka kwestii. Jakie gatunki małży występują w Europie? Jak są one rozmieszczone? Na ile są jeszcze liczne i jaką rolę mogą pełnić w utrzymaniu wysokiej jakości ekologicznej rzek i jezior? Na ile ich występowanie może służyć do oceny warunków panujących w zlewni? I przede wszystkim – jakie powinno być zarządzanie wodami słodkimi, aby te cenne zwierzęta ochronić?

Jak podkreśla prof. Zając w informacji przesłanej PAP, COST nie finansuje bezpośrednio badań naukowych. Pomaga jednak w zakładaniu międzynarodowych sieci naukowych, które mogą przynieść postęp lub wręcz przełom w nauce – dzięki współpracy pomiędzy naukowcami z różnych krajów, łączeniu wysiłków, wzajemnym udostępnianiu wyników, specjalistycznej aparatury lub po prostu możliwości spotkania specjalistów z różnych krajów i dziedzin w celu wspólnego rozwiązywania problemów naukowych. Organizacja ta finansuje tzw. akcje, czyli spójne merytorycznie projekty, przygotowane przez Głównego Wnioskodawcę w imieniu całej grupy naukowców, którzy dzięki połączeniu wysiłków mogą osiągnąć istotny przełom w rozwiązywaniu problemów naukowych.

Co roku do COST spływa kilkaset projektów wspólnych badań z całej Europy, z których do finansowania kwalifikowane jest zaledwie kilka procent. W tym roku Komitet Wyższych Urzędników COST przyznał finansowanie 40 Akcjom z różnych dyscyplin naukowych. Główni wnioskodawcy i przyszli gospodarze Akcji pochodzili z 17 krajów Europy, liczba projektów przypadających na kraj wahała się od 1 do 4 (Włochy i Hiszpania), jednak z tzw. nowych krajów unijnych tylko 3 kraje będą gospodarzami Akcji: Słowenia (3 projekty) i po jednym Estonia i Polska. Polacy jednak byli członkami zespołów wnioskujących w trzech czwartych ze wszystkich 40 Akcji przyjętych do finansowania.

Tematyka projektów jest bardzo zróżnicowana i trudno je kwalifikować do klasycznych dyscyplin, jako że jednym z głównych założeń COST jest interdyscyplinarność projektów. Dominowały projekty związane z informatyką, medycyną, rozwojem technologii, socjologią i ochroną środowiska.

To były największe drapieżniki, jakie żyły na terenie Polski

Data: 27.10.2019 12:25

Autor: ziemianin

sciencedirect.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #natura

Miały blisko 12 metrów długości i polowały na wielkie krokodyle. Pliozaury, morskie gady sprzed 152 mln lat, były prawdziwymi superdrapieżnikami – ich odkrywca nazwał je jurajskimi smokami z Krzyżanowic. W pełni zasłużyły na to miano.

wymagany angielski

To były największe drapieżniki, jakie żyły na terenie Polski

Dr Daniel Tyborowski i dr hab. Błażej Błażejowski (których pewnie znacie już z wykopalisk w Owadowie i wspólnego poszukiwania wielkich amonitów z dumą zapozowali mi do zdjęcia z rekonstrukcją głowy zwierzęcia, które pieszczotliwie nazwali „Jurą”. Była to ogromna, 10-12-metrowa samica, której skamieniałe kości, w tym wielkie i ostre zęby, odkryli w Krzyżanowicach pod Iłżą, na skraju Gór Świętokrzyskich. Samica była gadem (ale nie dinozaurem) należącym do rodzaju pliozaur, który 152 mln lat temu, w okresie jury, był superdrapieżnikiem zamieszkującym płytkie morze. Paleontolodzy nie wiedzą jeszcze, czy odkryli zupełnie nowy gatunek zwierzęcia, czy też jest to gad już znany nauce, ale bez względu na to odnalezienie szczątków tego potwora na ziemiach Polski jest ogromną niespodzianką i sukcesem.

Odkrywcą „Jury” jest dr Daniel Tyborowski z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie, a [pracę na temat pliozaurów z Krzyżanowic](Odkrywcą „Jury” jest dr Daniel Tyborowski z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie, a pracę na temat pliozaurów z Krzyżanowic opublikował wraz dr. hab. Błażejem Błażejowskim z Instytutu Paleobiologii PAN w piśmie „Proceedings of the Geologists’ Association”. Paleontolodzy kopali na terenie wykopalisk z Krzyżanowic, które polscy naukowcy eksplorowali już od lat 60. XX wieku. ) opublikował wraz dr. hab. Błażejem Błażejowskim z Instytutu Paleobiologii PAN w piśmie „Proceedings of the Geologists’ Association”. Paleontolodzy kopali na terenie wykopalisk z Krzyżanowic, które polscy naukowcy eksplorowali już od lat 60. XX wieku.

To miejsce to prawdziwy skarbiec kości z okresu późnej jury. Paleontolodzy odkopali tu szczątki zwierząt ze wszystkich pięter ówczesnego łańcucha pokarmowego. Jego podstawę stanowiły wielkie ślimaki, które osiągały do 30 cm długości. Polowały na nie żółwie morskie i ryby, które z kolei były pożerane przez wielkie gady – długoszyje elasmozaury i krokodylomorfy (czyli przodków dzisiejszych krokodyli). Na szczycie łańcucha pokarmowego znajdowały się ogromne pliozaury, które osiągały do 12 metrów długości. Były największymi drapieżnikami, jakie kiedykolwiek żyły na terenach Polski.

Szczególnie interesujące jest to, że zwierzęta te pochodziły z różnych regionów geograficznych: krokodylomorfy i żółwie morskie odkrywano wcześniej głównie na południu Europy, zaś pliozaury i elasmozaury – na północy. Aż tu nagle zebrały się wszystkie razem!

Naukowcy doszli do wniosku, że okolice Gór Świętokrzyskich, zalane morzem w okresie późnej jury, stanowiły węzeł paleogeograficzny. Oznacza to, że w tym punkcie stykało się kilka mórz: jedno sięgające Wysp Brytyjskich, drugie – Rosji, a trzecie wybiegające ku terenom śródziemnomorskim. Docierały tu zwierzęta żyjące w różnych morzach i mieszały się ze sobą jak w kotle u czarownicy. Tak powstał dziwny ekosystem pełen wielkich drapieżników.

Może sobie przypominacie, że podobna sytuacja miała miejsce w Owadowie-Brzezinkach, geoparku, który odwiedziliśmy latem tego roku wraz z Błażejem Błażejowskim i Danielem Tyborowskim. Na tamtym stanowisku odkryli oni amonity i wielkie morskie gady, ichtiozaury, które przybyły tam z północy, oraz żółwie morskie i krokodylomorfy – z południa. Ale fajną mają, chłopaki, robotę 😊

Cyfrowe pasieki szansą na zrozumienie powodów ginięcia pszczół

Data: 24.10.2019 10:33

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #internet #pszczoly

Pasieki połączone z internetem mogą stać się kluczowym elementem w zrozumieniu powodów masowego ginięcia pszczół. W ramach eksperymentu szwedzka firma zainstalował w dwóch ulach czujniki monitorujące stan kolonii – podała we wtorek agencja Bloomberga.

Cyfrowe pasieki szansą na zrozumienie powodów ginięcia pszczół

Zajmująca się na co dzień konsultacją oprogramowania firma Tieto umieściła czujniki w dwóch szwedzkich ulach, łącząc populację ok. 160 tys. pszczół z internetem. Zebrane dane przesyłane są do zdalnego serwera, który umożliwia dostęp do informacji o stanie kolonii w czasie rzeczywistym. Badacze planują w najbliższym czasie uruchomić algorytmy sztucznej inteligencji (AI), których zadaniem będzie analiza zebranego materiału.

Tieto wskazało, że czujniki pozwalają śledzić wiele statystyk kolonii, takich jak liczba pszczół, przystosowanie ich społeczności do środowiska czy ilość wyprodukowanego miodu.

Konsultant cyfryzacji w Tieto oraz pszczelarz Mikael Ekstrom wskazał, że inicjatywa może zapewnić nowe dane do badań nad bioróżnorodnością i pomóc w jej zachowaniu oraz ukazuje korzyści wynikające z połączonego społeczeństwa.

Z roku na rok liczba ginących pszczół jest coraz większa. Wśród możliwych powodów wymienia się opryski rolnicze, kurczące się środowisko naturalne tych owadów, ocieplenie klimatu, a nawet złe odżywanie się przedstawicieli tego gatunku. Wyginięcie pszczół może mieć zaś potencjalnie katastroficzne skutki, m.in. dla rolnictwa i środowiska – przypomniał Bloomberg.

Ludzie szybko "muszą zacząć zaglądać do uli, by zrozumieć więcej powodów kurczącej się populacji i jak możemy temu zapobiec. Mogą w tym pomóc nowe narzędzia takie jak Internet Rzeczy, AI czy chmura obliczeniowa" – wskazał Ekstrom.

Pszczeli projekt prowadzony jest przez Tieto we współpracy z organizacją badawczą HSB Living Lab. Dwa połączone ule zlokalizowane są w szwedzkich miastach Goeteborg i Kalmar. Mimo niewielkiej skali inicjatywy, Ekstrom wskazał, że jego pracodawca prowadzi rozmowy ze Szwedzkim Krajowym Stowarzyszeniem Pszczelarzy nad pomysłem rozszerzenia eksperymentu na skalę całego państwa.

Resztki ze stołu drozda to źródło suplementów dla innych ptaków

Data: 13.10.2019 12:09

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#ciekawostki #wiadomosci #informacje #codziennaprasowka #ptaki #przyroda #natura

W przyrodzie nic się nie marnuje. Skorupki ślimaków, pozostałe po uczcie drozdów, stanowią cenne znalezisko dla ptaków z innych gatunków. Zwłaszcza dla samic w okresie lęgowym, które zjadając je, suplementują wapń, niezbędny do produkcji jajek.

Resztki ze stołu drozda to źródło suplementów dla innych ptaków

Podczas spaceru po parku, lesie czy ogrodzie uważny obserwator bez problemu spostrzeże skupiska drobin przypominających ceramiczne płatki czy odpryski farby. To miejsca ptasiej uczty, a drobiny to nic innego, jak fragmenty ślimaczych muszli. "Jeśli ktoś wie, czego szukać – znajdzie w pięć minut. Zazwyczaj są tam większe lub mniejsze kamienie, wokół których leży mnóstwo okruchów, które z bliska okazują się fragmentami skorup wstężyków – od żółtych, przez brązowe, po różowe" – opowiada dr Zbigniew Kwieciński z Uniwersytetu Adama Mickiewicza (UAM) w Poznaniu.

Skorupki to pozostałości po posiłku drozdów śpiewaków, a czasem również kosów, poszukujących ślimaków – wstężyków z rodzaju Cepaea. Aby się dobrać do "mięsa", ptaki rozbijają muszle o kamienie czy butelki w lesie. Miejsca takiej obróbki zoologowie nazywają "kuźniami".

Naukowcy już wcześniej wiedzieli o kuźniach drozdów. "Nie było jednak wiadomo, jak duże znaczenie mogą mieć one dla innych gatunków ptaków" – mówi dr Kwieciński, pierwszy autor badania poświęconego tej kwestii.

Gdy naukowcy zorientowali się, że kuźnie przyciągają różne ptaki, zaczęli te miejsca systematycznie obserwować. Przez siedem lat w okolicach Poznania i Odolanowa odwiedzali 64 kuźnie i dyskretnie sprawdzali, jakie ptaki się tam pojawiają. Kuźnie cieszyły się dużym powodzeniem – odwiedziło je niemal 2,5 tys. osobników z 55 gatunków. Były to głównie niewielkie gatunki, takie jak sikory modre, bogatki, świergotki czy kosy.

"Wiele gatunków ptaków korzysta z kuźni drozdów. Wygląda to na zjawisko w zasadzie powszechne, a nikt wcześniej tego nie opisał" – zauważa współautor pracy, prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP).

Co więcej, okazało się, że przy kuźniach najchętniej pojawiały się samice w okresie poprzedzającym lęgi. Autorzy badania sugerują, że korzystanie z takiego "suplementu diety" przekłada się na sukces lęgowy.

"Nie jest tak, że ze skorupek ślimaków ptaki korzystają losowo. Tam, gdzie udało się rozróżnić płeć korzystających gatunków widać, że w okresie składania jaj robią to częściej samice, chcąc rekompensować straty wapnia z własnego organizmu. W przyrodzie nie marnuje się nie tylko białko, ale także wapń. W wielu miejscach jest to pierwiastek deficytowy, a zarazem kluczowy dla rozmnażania ptaków, bo stanowi element skorupy jaj" – podkreśla prof. Tryjanowski.

Jak dodał, twarde skorupki zjadane są również przez samce, u których w żołądkach mogą one działać jak gastrolity (drobne kamyki rozcierające pokarm i wspomagające trawienie); mogą mieć też funkcje antypasożytnicze.

Wnioski z obserwacji właśnie ukazały się w piśmie "Biological Journal of the Linnean Society". Autorami tekstu są naukowcy z UAM, UPP, Uniwersytetu Szczecińskiego, Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali oraz University of Cambridge.

Autorzy publikacji stawiają też kolejne pytania. Dr Kwieciński zwraca uwagę, że ponad 90 proc. ptaków to "wapnożercy", którzy nie potrafią z własnego organizmu (np. z kości) pozyskać wapnia na budowę skorup i muszą go dostarczyć wraz z pokarmem. "Wiemy, że ptaki zjadają fragmenty ślimaczych muszli. Nie wiemy jednak, w jakim stopniu węglan wapnia z muszli jest rozkładany i wchłaniany przez ptasie organizmy" – mówi.

Dr Kwieciński przypomina też pracę naukowców fińskich, którzy sprawdzali poziom wapnia w środowisku skażonym kadmem i ołowiem. Jak ustalili, dostępność wapnia jest kluczowa nie tylko ze względu na budowę kości czy skorupy; jego obecność jest też ważna w samym jaju ze względu na zdrowie zarodka. "Gdy w pokarmie albo w środowisku wapnia brakuje – wówczas w tzw. mostkowania, czyli związki białka, które transportują wapń, wbudowuje się ołów i kadm. I zatruwają zarodek" – powiedział dr Kwieciński. Podkreślił, że chodzi tu o "złożony system obronny i warto go lepiej poznać również w kontekście naszego zdrowia. Aby nie dopuścić metali ciężkich do organizmu, trzeba mieć zrównoważony poziom wapnia".

Góra lodowa ważąca 315 miliardów ton oderwała się od lodowca Antarktydy

Data: 02.10.2019 18:37

Autor: ziemianin

antarctica.gov.au

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Antarktydy #lodowiec #natura

Największa od 50 lat góra lodowa, ważąca 315 mld ton, oderwała się od lodowca szelfowego Amery we wschodniej części Antarktydy. Całkowita powierzchnia bloku lodu wynosi1636 km kw., co oznacza, że jest ponad trzykrotnie większa niż powierzchnia Warszawy.

wymagany angielski

Góra lodowa ważąca 315 miliardów ton oderwała się od lodowca Antarktydy

Gabaryty tej góry lodowej – nazwanej technicznie D28 – oznaczają, że trzeba ją będzie monitorować i śledzić, gdyż może zagrażać żegludze – informuje Australian Antarctic Division.

Zdjęcia bryły lodu przed i po oderwaniu się od głównego masywu wykonał należący do UE satelita Sentinel-1.

Amery jest trzecim co do wielkości lodowcem szelfowym Antarktydy. Lodowiec szelfowy stanowi brzeżną część lądolodu, która unosi się swobodnie na powierzchni wody, podczas gdy jego podstawa jest zanurzona. Powierzchnia lodowca szelfowego jest niemal zupełnie płaska i na ogół kończy się lodowym klifem, stanowiącym czoło lodowca, od którego oddzielają się góry lodowe. Poprzedni duży fragment lodu oderwał się od lodowca Amery w latach 1963–64.

D28 od masywu głównego oddzielił się w końcu września. Doszło do tego nieopodal miejsca, które naukowcy uważnie obserwują od ok. 20 lat, spodziewając się właśnie podobnego wydarzenia. Obserwowane przez siebie miejsce – nazywali nieformalnie Loose tooth ("luźnym mleczakiem") z powodu jego podobieństwa na zdjęciach satelitarnych do kształtu mlecznego zęba – i coraz luźniejszego związku z główną masą lodowca.

Loose tooth wciąż jednak trzyma się masywu, oderwał się natomiast D28. "W porównaniu z mleczakiem – to trzonowiec" – opisuje w rozmowie z BBC prof. Helen Fricker z Scripps Institution of Oceanography, komentując kształt i stosunek wielkości.

"Niesamowite jest obserwowanie cielenia się lodowca po tylu latach. Wiedzieliśmy, że w końcu do tego dojdzie, choć nie dzieje się to dokładnie w miejscu, gdzie się spodziewaliśmy" – powiedziała.

Badaczka podkreśla, że oderwanie się góry lodowej nie ma związku ze zmianami klimatu. Gromadzone od lat 90. dane satelitarne wskazują na to, że pomiędzy lodowcem Amery a jego otoczeniem zachowana jest równowaga, choć latem lodowiec faktycznie intensywnie topnieje.

"Nie sądzimy, by wydarzenie to miało związek ze zmianami klimatu. To część normalnego cyklu życiowego lodowca szelfowego, kiedy co 60-70 lat dochodzi do odrywania się potężnych mas lodu" – mówi prof. Fricker.

Według glacjologa Australijskiego Programu Antarktycznego, dr. Bena Galton-Fenziego oddzielenie się lodowca nie wpłynie bezpośrednio na poziom morza. "Cały lodowiec już wcześniej zanurzony był w wodzie – trochę tak, jak kostka lodu w szklance wody" – mówi.

"Choć w Antarktyce wiele jest powodów do niepokoju, to ten konkretny lodowiec nie jest powodem do alarmu" – potwierdza Fricker.

Obliczono, że D28 ma ok. 210 m grubości i zawiera ok. 315 miliardów ton lodu. Dlatego naukowcy nie wykluczają, że oderwanie się tak dużej góry lodowej zmieni geometrię nacisków na czole lodowca. Może to wpłynąć na powstawanie pęknięć czy nawet na stabilność Loose Tooth.

Data: 02.10.2019 07:50

Autor: ziemianin

#fotografia #natura #earthpornpics #szkocja #gory #jezioro #jesien #ciekawostki #tapeta #wallpaper

Szkocja „Park Narodowy Trossachs”

Park Narodowy Trossachs to pierwszy park narodowy w Szkocji. Naturalny park, który rozciąga się na około 720 mil kwadratowych, ma łagodne góry i piękne jezioro ukryte w górach. Jesienne liście otaczają jezioro, w którym unosi się mgła, zabarwiając dekoracje na początku jesieni …

Loch Lomond jest największym jeziorem w Szkocji, zarejestrowanym na mocy Konwencji Ramsarskiej. Na jeziorze znajduje się ponad 30 wysp, z których niektóre to sztuczne wyspy wykonane w czasach prehistorycznych. Takie wyspy mają starożytne ruiny. Jeśli popłyniesz promem z brzegu jeziora na wyspę, gdzie znajdują się ruiny, możesz poczuć się trochę jak Indiana Jones.


Ps. proszę @Gra_Melodia sobie darować wszelkie komentarze, 3/4 z was jest na czarnej liście, więc i tak ich nie czytam.

Data: 02.10.2019 07:45

Autor: ziemianin

#fotografia #natura #earthpornpics #pingwiny #antarktyda #ciekawostki #tapeta #wallpaper

Pingwiny Adélie na wyspie Possession na Antarktydzie

Miłość na lodzie.

Na Antarktydzie panuje miłość w powietrzu, gdzie pingwiny Adélie spotkały się po długiej zimie na morzu. Październik przynosi ich na ląd w poszukiwaniu miejsc rozrodu. Tutaj połączą się w pary i powiększą rodziny, gromadząc tysiące kolonii i budując gniazda z kamieni ułożonych razem na linii brzegowej. Miłość może być okrutną grą, a te pingwiny kradną kamienie z innych gniazd.

Ale jeśli chodzi o rodzicielstwo, przyjaciele Adélie tworzą postępową parę. Gdy para jajek dotrze, rodzice będą ją kolejno kolejno utrzymywać w cieple, a mama i tata pomogą wychować pisklęta. W marcu pingwiny Adélie wrócą do morza, gdzie spędzą zimę na żerowaniu wśród gór lodowych.


Ps. proszę @Gra_Melodia sobie darować wszelkie komentarze, 3/4 z was jest na czarnej liście, więc i tak ich nie czytam.

Krakowscy naukowcy sadzą "Las 70-lecia"

Data: 25.09.2019 10:38

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #drzewa #krakow #las #ekologia

Posadzenie lasu to, zdaniem naukowców z Krakowa, najlepszy sposób uczczenia 70-lecia Wydziału Leśnego Uniwersytetu Rolniczego (UR) w Krakowie. Od 27 do 29 września potrwają sesje posterowe, konferencja i wydarzenia promujące leśnictwo. Uczelnia zainauguruje nowe studia magisterskie "Leśnictwo na terenach zurbanizowanych".

Krakowscy naukowcy sadzą "Las 70-lecia"

Nową specjalizację „Leśnictwo na terenach zurbanizowanych" utworzono na studiach II stopnia. Będą poświęcone inwentaryzacji, planowaniu przestrzeni współtworzonej przez zieloną infrastrukturę, kreowaniu, monitorowaniu i zarządzaniu zielenią miejską, w tym lasami – w celu zapewnienia odpowiedniej jakości życia mieszkańców miast i innych obszarów zainwestowanych.

Jak przypomina rzeczniczka prasowa UR Izabela Majewska, na obszarach miejskich żyje obecnie 55 proc. światowej populacji, jednak według ONZ odsetek ten wzrośnie do 70 proc. w roku 2050. Zieleń miejska pełni szczególną i unikatową rolę w funkcjonowaniu współczesnych aglomeracji miejskich, nazywanych już megapoliami. Jako tzw. inteligentne miasta (Smart City) zapewniają one bezpieczeństwo i odpowiednią jakość życia.

Leśnictwo terenów zurbanizowanych dotyczy zarówno zarządzania lasami miejskimi, jak innymi miejscami, gdzie rosną grupy drzew. Są to parki, aleje, cmentarze, pasy drogowe, a nawet pojedyncze pomniki przyrody, krzewy oraz trawniki i rabaty.

Leśnicy uznają wiodącą rolą drzew jako kluczowej części zielonej infrastruktury miejskiej służącej ograniczaniu negatywnych zjawisk związanych ze zmianami klimatu, w tym miejskiej wyspy ciepła, czy pochłaniania zanieczyszczeń powietrza i retencji wód opadowych. Specjaliści planują zalesienia i zadrzewienia, zakładają parki, pielęgnują i monitorują drzewa, krzewy i zieleńce, kształtują przestrzeń miejską.

Badania naukowe wskazują, że zieleń miejska oznacza oszczędność energii, schładzanie i oczyszczanie powietrza, ochronę gleby, zapewnianie bioróżnorodności, retencję wód opadowych. Leśnictwo w terenach zurbanizowanych realizowane jest przez: leśników komunalnych, arborystów, architektów, planistów, architektów krajobrazu, decydentów środowiskowych, urbanistów, konsultantów naukowych, edukatorów, badaczy i działaczy społecznych.

Wydział Leśny wywodzi się z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Swoje powstanie zawdzięcza inicjatywie i wysiłkom prof. Dezyderego Szymkiewicza, dzięki któremu w październiku 1946 r. w ramach Wydziału Rolniczego UJ powołano Sekcję Leśną, a Wydział Rolniczy otrzymał nazwę Rolniczo-Leśny z dwiema niezależnymi sekcjami: rolniczą i leśną. We wrześniu 1949 r. na bazie Sekcji Leśnej utworzono odrębny Wydział Leśny.

27 września odbędzie się uroczysta inauguracja nowej specjalizacji połączona z obchodami Jubileuszu 70-lecia Wydziału Leśnego. Zaplanowano wtedy sesję plenarną sesję posterową, a także sadzenie pamiątkowego drzewa. 28 września na terenie Leśnego Kompleksu Promocyjnego „Puszcza Niepołomicka” odbędzie się sadzenie „Lasu 70-lecia Wydziału Leśnego w Krakowie”. Na 29 września zaplanowano przebudowę drzewostanów na terenie Leśnego Zakładu Doświadczalnego w Krynicy Zdroju.

Ta mała zebra urodziła się z plamami zamiast pasków!

Data: 25.09.2019 09:47

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #zwierzeta #zebra #natura #cudanatury

Niezwykła zebra została zauważona w Rezerwacie Narodowym Masajów Mara w Kenii, gdzie fotografowie Rahul Sachdev i Antony Tira, który jest również przewodnikiem, zrobili kilka jej zdjęć.

Ta mała zebra urodziła się z plamami zamiast pasków!

Parmale Lemein, specjalista od dzikich zwierząt z obozu Matira Bush, powiedział Daily Nation, że był to pierwszy taki przypadek zebry w kropki w rezerwacie Mara. Najprawdopodobniej zebra ma melanizm, co jest przeciwieństwem albinizmu. Miał jednak kilka smutnych wiadomości: żadne podobne zebry nie przetrwały w ciągu ostatnich sześciu miesięcy z takim stanem w afrykańskich parkach.

Według niektórych naukowców paski zebry powstają, gdy dochodzi do zahamowania produkcji melaniny, co oznacza, że ​​zwierzę jest najprawdopodobniej czarne z białymi paskami, a nie odwrotnie.

Ale paski zebry nie są tylko na pokaz. Live Science twierdzi, że pomagają zwierzętom zachować chłód w afrykańskim upale. Istnieją również teorie, że paski pomagają zebrom ukryć się przed potencjalnymi drapieżnikami, a także pomóc im uniknąć ukąszenia przez muchy, o których wiadomo, że przenoszą choroby.

Data: 23.09.2019 17:52

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #natura #zwierzeta #goryle #fotografia #uganda #tapeta #wallpaper

Uganda, Park Narodowy Bwindi, goryl górski na czubku drzewa zajada przepyszne liście.

Kogo obchodzi tak piękny widok, kiedy te liście są takie pyszne.

W baldachimie Ugandy nieprzeniknionego Parku Narodowego goryl górski pochyla się w posiłku z soczystych zielonych liści. Do końca dnia zje prawdopodobnie blisko 18 kilogramów liści. Miejscowi nazywają ten las Bwindi, co oznacza „nieprzenikniony”, ale dla tego górskiego goryla jest po prostu domem. Podobnie jak my (i wszystkie naczelne), te łagodne olbrzymy mają przeciwstawne kciuki, co sprawia, że ​​zbieranie i jedzenie jest łatwym zadaniem. Podobnie jak my, goryle górskie wolą spędzać czas na ziemi. W rzeczywistości są znani z tego, że stoją w pozycji pionowej i chodzą na krótkich dystansach niezwykle ludzkim chodem. My, ludzie, dzielimy 98% naszego DNA z gorylami (zarówno wschodnimi, jak i zachodnimi), prawie tyle samo, co w przypadku szympansów i bonobo. Więc tak, mimo że mają więcej włosów na ciele, wszyscy jesteśmy hominidami. Dzisiaj, w Światowy Dzień Goryla, świętujemy te wielkie małpy i wspieramy trwające prace mające na celu ich ochronę. Podczas gdy wszystkie gatunki goryli są zagrożone, tylko około 1000 goryli górskich wciąż żyje na wolności, co czyni je krytycznie zagrożonymi. W dużej mierze dzięki pionierskiej pracy i bezinteresownej poświęceniu prymatologa Diana Fosseya wielu z nas zdaje sobie sprawę z ich trudnej sytuacji. Dziś goryle prześladują te same zagrożenia, których Fossey był świadkiem ponad cztery dekady temu: kłusownictwo, choroby, niszczenie siedlisk i konflikty ludzkie. Ale raporty ze spisu są uspokajające; istnieją oznaki, że populacja goryla górskiego rośnie, ale wysiłki ochronne mają zasadnicze znaczenie dla przetrwania gatunku.

Uganda, Park Narodowy Bwindi, goryl górski na czubku drzewa zajada przepyszne liście.

Data: 23.09.2019 17:46

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #natura #zwierzeta #goryle #fotografia #uganda #tapeta #wallpaper

Kogo obchodzi tak piękny widok, kiedy te liście są takie pyszne.

W baldachimie Ugandy nieprzeniknionego Parku Narodowego goryl górski pochyla się w posiłku z soczystych zielonych liści. Do końca dnia zje prawdopodobnie blisko 18 kilogramów liści. Miejscowi nazywają ten las Bwindi, co oznacza „nieprzenikniony”, ale dla tego górskiego goryla jest po prostu domem. Podobnie jak my (i wszystkie naczelne), te łagodne olbrzymy mają przeciwstawne kciuki, co sprawia, że ​​zbieranie i jedzenie jest łatwym zadaniem. Podobnie jak my, goryle górskie wolą spędzać czas na ziemi. W rzeczywistości są znani z tego, że stoją w pozycji pionowej i chodzą na krótkich dystansach niezwykle ludzkim chodem. My, ludzie, dzielimy 98% naszego DNA z gorylami (zarówno wschodnimi, jak i zachodnimi), prawie tyle samo, co w przypadku szympansów i bonobo. Więc tak, mimo że mają więcej włosów na ciele, wszyscy jesteśmy hominidami. Dzisiaj, w Światowy Dzień Goryla, świętujemy te wielkie małpy i wspieramy trwające prace mające na celu ich ochronę. Podczas gdy wszystkie gatunki goryli są zagrożone, tylko około 1000 goryli górskich wciąż żyje na wolności, co czyni je krytycznie zagrożonymi. W dużej mierze dzięki pionierskiej pracy i bezinteresownej poświęceniu prymatologa Diana Fosseya wielu z nas zdaje sobie sprawę z ich trudnej sytuacji. Dziś goryle prześladują te same zagrożenia, których Fossey był świadkiem ponad cztery dekady temu: kłusownictwo, choroby, niszczenie siedlisk i konflikty ludzkie. Ale raporty ze spisu są uspokajające; istnieją oznaki, że populacja goryla górskiego rośnie, ale wysiłki ochronne mają zasadnicze znaczenie dla przetrwania gatunku.

W miejscowości Łysobyki pod Warszawą doszło do awarii ropociągu

Data: 23.09.2019 00:13

Autor: itsokay

warszawawpigulce.pl

Akcja ratownicza trwa już od godziny 16, ale dopiero teraz sygnały o niej zaczynają docierać do mediów.

Do awarii ropociągu płockiego PERN doszło w miejscowości Łysobyki niedaleko Wołomina.

W akcji brało udział 12 jednostek i 35 strażaków.

Obecnie sytuacja została już opanowana.

Jak zapewniają służby, nie ma zagrożenia dla środowiska.

#warszawa #mazowieckie #natura #ropa

Witamina C i wiele innych dobroci w chrzanie

Data: 22.09.2019 00:04

Autor: ziemianin

martabrzoza.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #nauka #Chrzan #natura

Chrzan jest mało znaną i słabo docenianą rośliną.

Znamy ją głównie jako dodatek smakowy do kiszenia ogórków albo dodatek do past jajecznych czy tłustych wędlin.

Tymczasem chrzan jest bardzo cenną przyprawą i cennym surowcem zielarskim.

Witamina C i wiele innych dobroci w chrzanie

Dawniej robiono leki z korzenia chrzanu

Sporządzano macerat z korzenia chrzanu na bazie piwa i wina, który miał leczyć drogi moczowe, oddestylowano z niego olejek gorczyczny podawany przy infekcjach układu pokarmowego i oddechowego. W chorobach pasożytniczych, robiono syrop chrzanowy jodowany na szkorbut i działający wykrztuśnie. Sok z korzenia na bazie spirytusu, stosowano przy zaburzeniach trawienia, a wyciąg alkoholowy z korzenia chrzanu, gorczycy i chlorku amonowego w leczeniu szkorbutu.

Świeży tarty korzeń stosowano też do okładów rozgrzewających przy: nerwobólach, bólach mięśni i stanach zapalnych.

W Polsce zwany jest chrzanem zwyczajnym, ale występuje również pod nazwą warzęcha chrzan, warzucha chrzan.

Wykorzystywany jest głównie korzeń i liście chrzanu.

Co zawierają liście i korzenie chrzanu?

Korzenie i liście chrzanu zawierają glukozynolaty. Szczególnie należy wyróżnić tu takie jak: fitoncydy (działanie przeciwdrobnoustrojowe), oraz synigryna i glukonasturcyina. Glukozynolaty pod wpływem enzymów i kwasów uwalniają olejek gorczyczny, który ma ostry, drażniący i duszący zapach (izosiarkocyjanian allilu).

Dodatkowo w liściach i korzeniach chrzanu, znajdują się duże ilości witaminy C – około 0,25-0,3 procent.

W chrzanie występują takie pierwiastki jak: jod, siarka, żelazo, wapń, magnez.

Liście chrzanu zawierają flawonoidy takie jak: kwercetyna, kemferol, rutyna, dodatkowo kumaryny, kwasy fenolowe, enzymy mirozynaza i peroksydaza. Wymienione enzymy są również w korzeniu.

Występuje również związek fenyloetyl, który związany z glikozydami siarkowymi wykazuje działanie antybakteryjne.

Świeży sok z chrzanu niszczy dużo bakterii, które są oporne na leki np. Bacillus subtilis, Escherichia coli, Staphylococcus aureus.

Dlatego leczy się nim infekcje układu moczowego, skóry, układu oddechowego, układu pokarmowego. Powinno się wtedy przyjmować około 20 gram świeżego tartego chrzanu na dzień, podawanych najlepiej w dwóch porcjach.

Jak działa chrzan?

Świeży chrzan działa wybielająco na skórę, usuwa liczne plamy, pobudza miejscowo krążenie krwi, hamuje rozwój bakterii i grzybów.

Sok z korzeni chrzanu połączony z kwasem octowym, jabłkowym, glikolowym, bursztynowym, najlepiej migdałowym i wymieszanym z witaminą C trwałe usuwa przebarwienia ze skóry, oczyszcza pory, zmiękcza naskórek.

Tarty chrzan połączony z kwasem migdałowym leczy zakażenia układu moczowo — płciowego i jelita grubego. W tym celu najlepiej wymieszać 10 gram tartego chrzanu z 1 gramem kwasu migdałowego i przyjmować w 3 razy dziennie.

Dobrze jest jednocześnie popijać napar z mieszanki ziół: liść borówki 2 części, ziele połonicznika lub rdestu ostrogorzkiego 1 cześć, liść mącznicy lub gruszy 2 części, liść ortosyfonu 1 cześć, ziele nawróci 2 części, nasiona pietruszki, selera lub korzeń lubczyka 2 części. Wymieszać i dodać 1 łyżkę na szklankę wrzącej wody. Parzyć 1/2 godziny, przecedzić i popijać 3 razy dziennie.

Jak działają suche i świeże liście chrzanu?

Napar z liści chrzanu leczy nieżyty układu oddechowego, alergie. Działa wspomagająco przy chorobach skórnych i reumatycznych.

W tym celu należy przygotować macerat ze świeżych liści. Około 2 łyżek zmielonych liści zalewamy szklanką zimnej wody. Odstawiamy na 6 godzin. Po tym czasie cedzimy i pijemy 2 razy dziennie po szklance.

Na okres zimowy najlepiej zamrozić świeże liście chrzanu. Korzeń również możemy macerować, tylko wcześniej musimy go utrzeć na tarce. Macerujemy również chłodną wodą tylko już 1 godzinę i popijamy.

Uwaga na Barszcz kaukaski

Data: 18.09.2019 10:39

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #nauka #rosliny

Barszcz kaukaski należy do rodziny baldaszkowatych (Apiaceae). W tej samej grupie roślin są: marchew, seler, koper oraz inne.

Uwaga na Barszcz kaukaski

Mazowiecki Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny wydał komunikat z ostrzeżeniem właśnie przed barszczami kaukaskimi. Osiągają one znaczne rozmiary, należąc do największych roślin zielnych na globie. W czasie procesu kwitnienia ich wysokość może przekraczać 3 metry.

Ich kwiaty mogą być różowe lub białe, a kształt kwiatów to parasolowate, podobne do kopru stożki, lecz o znacznie większej średnicy (od 30 do 80 cm). Ciekawostką jest rozmiar ich liści, których długość dochodzi aż do 1,5 metra.

Barszcze kaukaskie są w Europie gatunkiem inwazyjnym, obcym i stanowią zagrożenie dla miejscowego ekosystemu. W naszej części kontynentu możemy spotkać trzy odmiany Barszczu kaukaskiego:

Barszcz perski ( Heracleum persicum )

Barszcz Mantegazziego ( Heracleum mantegazzianum Sommier et Levier )

Barszcz Sosnowskiego ( Heracleum Sosnowskyj Manden )

Na uwagę zasługuje fakt, że są to roślin bardzo groźne dla zdrowia, a nawet życia ludzi i zwierząt. Kontakt z nimi może skończyć się zmianami skórnymi przypominającymi oparzenia. Mają silne właściwości toksyczne. Mogą być zabójcze dla systemów oddechowych, oczu, a podatni na alergię mogą ulec wstrząsowi anafilaktycznemu.

Prosimy o zwrócenie szczególnej uwagi na dzieci. Delikatność ich skóry, jakże podatna na działanie soków tej rośliny może sprawić im ogromny ból, ale i pobyt w szpitalu. Szczególnie ważną jest informacja, że wcale nie trzeba dotykać barszczu, aby stać się ofiarą jego działania.

Osoba, zwierzę przebywające w pobliżu jest narażone na działanie toksycznych substancji zawartych w powietrzu.

Rośliny niezwykle trudne do wytępienia. Nie wolno usuwać ich na własną rękę. Kłopoty z ich rozrostem należy zgłaszać władzom gminy, wsi, miasta, ewentualnie w sanepidzie.

Data: 18.09.2019 01:11

Autor: ziemianin

#fotografia #earthpornpics #Chile #wulkan #natura #tapeta #wallpaper

Wulkan Villarrica w Chile 2 września 2018 roku

Świętujemy Dzień Niepodległości Chile.

To wulkan Villarrica zapewniający fajerwerki do obchodów obchodów Dnia Niepodległości Chile – zwanych Fiestas Patrias – odbywających się 18 i 19 września. Drugi najbardziej aktywny wulkan w Ameryce Południowej, znany jest rdzennej ludności Mapuche jako Rucapillán (Dom Diabła) ). To zdjęcie zostało zrobione 2 września 2018 r., Alarmując pobliskich mieszkańców, ale nie było tak destrukcyjne jak inne stosunkowo niedawne erupcje, takie jak jedna w 2015 r., Która skłoniła władze do ewakuacji tysięcy ludzi. Fiesty Patrias w Chile odbywają się każdego roku tuż przed wiosenna równonoc na półkuli południowej, dlatego obchody Dnia Niepodległości są podwójnym rodzajem festiwalu wiosennego. Ponieważ większość szkół i miejsc pracy spędza tygodniowe wakacje, ludzie obserwują święto, uczestnicząc w rodeos, chodząc na plażę, odwiedzając rodzinę, a przede wszystkim oddając się tradycyjnemu chilijskiemu jedzeniu i napojom. Mówi się, że Chilijczycy zyskują cztery lub więcej kilogramów podczas Fiestas Patrias. Większość zjada się na empanadas de pino, które są małymi wypiekami wypełnionymi mielonym mięsem, smażoną cebulą, jajkiem na twardo, oliwkami, a czasem rodzynkami. Empanady są zwykle spożywane z różnymi grillowanymi mięsami ze stoisk grillowych zwanych asados. Wszystko jest popijane lokalnym czerwonym winem lub chicha, które w Chile jest słodkim, destylowanym winogronem – lub napojem na bazie jabłek, który jest prawie wyłącznie pijany podczas tygodnia obchodów Fiestas Patrias.

Data: 16.09.2019 15:04

Autor: FiligranowyGucio

Wtajcie:)

Wczoraj była świtna pogoda a kiedy wstałem przyszedł pomysł aby udać się na grzyby.Niestety nie ten czas imiejsce,jedyną rzeczą jaką znalazłem był dziwny kameń,na początku myślałem,że to meteoryt.Po wnikliwszych oględzinach kamień okazał się pradopodobnie resztkami pożywienia leśniczego,który schudł jakieś 5 kilo. ;) Tak na serio to oprócz paru purchawek i sromotników nic tam nie było.Niedługo październik i może spróbuję poszukać gdzieś na łąkach lub pastwiskach. :) Najlepsze w wypadach do lasu jest zmiana powietrza i wszystkie zapachy,które tam występują.Takie otoczenie dodaje energii szczególnie jeśli mieszka się w dużym mieście.Tymczasem wrzucę jeszcze kilka fotek co by niezanudzać.Pierwsze zdjęcie wykonałem niedługo po wejsciu do lasu,jedno jest z ambony a kolejne to park dzikich zwierząt.W Norwegii albo gdzieś w skandynawii lekarze przepisują pobyt w plenerze jako naturalną terapię nazywają to forest therapy.W Japonii nazywa się to Shinrin-yoku czyli kąpiel w lesie i jest bardzo popularne.

#shitposting #wyprawa #natura #przyroda #las

Data: 07.09.2019 09:14

Autor: false_nine

Żeglarz Portugalski to skomplikowane stworzenie występujące w Oceanie Atlantyckim, Indyjskim i Pacyfiku. W rzeczywistości nie jest to jedna istota, ale raczej „organizm kolonialny” złożony z różnych zwierząt i polipów, które same nie są w stanie przetrwać. Przez macki wstrzykuje truciznę ofiarom, powodując ból w klatce piersiowej, trudności w oddychaniu, a nawet śmierć.

#fotografia #natura #ciekawostki

W Kaliszu do jednego z mieszkań wleciało stado nietoperzy

Data: 04.09.2019 20:38

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #nietoperze

W Kaliszu do jednego z mieszkań wleciało stado nietoperzy

Do niecodziennej sceny doszło w Kaliszu, gdzie do jednego z mieszkań po godz. 23.00 zawitało stado nietoperzy – popularnych w Polsce karlików.

Było już późno. Pracowałem przed komputerem, na uszach miałem słuchawki. Kiedy skończyłem wyszedłem na korytarz, żeby zgasić włączone światło w drugim pokoju. I to wtedy zauważyłem, że po moim mieszkaniu coś lata. Pewnie szukały drogi ucieczki. Do mieszkania wleciały przez uchylone okno balkonowe. Otworzyłem je na oścież, żeby im ułatwić zadanie. Wyłączyłem też światło, a sam wyszedłem na balkon. Po piętnastu minutach już ich nie było

– relacjonuje portalowi TVN24.pl pan Szymon z Kalisza.

To bardzo częste i typowe zachowanie nietoperzy. Właśnie trwa migracja tych ssaków. Nie wszystkie gatunki zimują w Polsce. Przedstawiciele niektórych gatunków szukają innego miejsca na przykład w południowej albo zachodniej Europie. Wieczorem ruszają w drogę, a nad ranem szukają bezpiecznego miejsca, w którym będą mogły poczekać aż znów zapadnie zmrok. Niemal codziennie otrzymujemy zgłoszenia takich przypadków z prośbą o poradę czy interwencję. Zazwyczaj dotyczą one nietoperzy na klatkach schodowych, ale do mieszkań też wlatują. Dla nich uchylone okno jest jak wlot do jakiejś jaskini, w której będą mogły się zatrzymać

– tłumaczy ekspert.

Do podobnej sytuacji jak ta w Kaliszu doszło w Gorzowie Wielkopolskim. Tym razem jednak w mieszkaniu nagle znalazło się około 60 tych drobnych ssaków. Naukowcy twierdzą, że te zwierzęta są często wabione obecnością domowych routerów, których sygnał opiera się na strukturze ultradźwięków – niezwykle zbliżonych do sygnałów używanych właśnie przez nietoperze.

Eksperci uspokajają jednak, że występujące w Polsce gatunki nietoperzy nie atakują ludzi ani żadnych innych większych ssaków, nie wplątują się we włosy, a w kontakcie z nimi najlepiej jest po prostu zachować spokój. Odstraszająco działa także włączone oświetlenie, które te ssaki odbierają jak nastanie dnia, co jest dla nich znakiem do ukrycia się. Wtedy wracają do swoich zaciemnionych kryjówek.

Data: 02.09.2019 19:36

Autor: ziemianin

#fotografia #ptaki #natura

Bielik amerykański

stevebiro instagram

strona domowa fotografa

Steve Biro amatorsko zajmuje się fotografią. W swoim życiu wykonał setki tysięcy zdjęć, ale nie przypuszczał, że to właśnie fotografia przedstawiająca bielika amerykańskiego poruszy użytkowników mediów społecznościowych.

Steve Biro wykonał fotografię bielika amerykańskiego w kanadyjskim Raptor Conservancy, a następnie opublikował ją w kilku grupach fotograficznych na Facebooku. Użytkownicy mediów społecznościowych byli zachwyceni i zaczęli masowo udostępniać zdjęcie, na którym widać wpatrującego się w obiektyw ptaka. Jak podaje BBC, zdjęcie, które stało się viralem, jest jednym z kilkuset, które tego dnia Biro zrobił ptakowi.

– Tę fotografię uznałem za najbardziej wyjątkową, ale nie wiedziałem z jakim odbiorem się spotka – powiedział Biro w rozmowie z BBC. Od czasu, kiedy zdjęcie trafiło na portal Reddit, zostało zauważone przez media na całym świecie.

Steve Biro nie jest profesjonalistą. Robienie zdjęć to jego wielka pasją, którą realizuje już od 10 lat. Mężczyzna fotografuje naturę, krajobrazy, a także miasta. Szczególnie upodobał sobie wykonywanie zdjęć ptakom. – W tych zwierzętach jest coś urzekającego. Duże wrażenie robi na mnie to, w jaki sposób polują czy wchodzą w interakcje – wyjaśnił Steve Biro.

Data: 26.08.2019 12:18

Autor: ziemianin

#fotografia #earthpornpics #ptaki #natura

Dwie papugi Rose Ring w Wildlife Sanctuary, Madhya Pradesh, Indie

Papuga w kształcie róży, znana również jako papuga o szyjce, jest częstym widokiem w Indiach, szczególnie na obszarach wiejskich. Chociaż ptak pierwotnie pochodził z Afryki i Azji Południowej, został on obecnie wprowadzony na całym świecie ze względu na handel zwierzętami domowymi i wzrost liczby dzikich ptaków. Wszystkie papugi będą mówić? Nie jesteśmy pewni, ale to nie przeszkadza dwóm ludziom powiedzieć nam, że cieszą się wolnością, w piękny dzień w Narodowym Rezerwacie Gry Changbar Chang E, Madhya Pradesh

Czy nasiona konopi są zdrowe?

Data: 24.08.2019 12:25

Autor: ziemianin

martabrzoza.pl

#codziennaprasowka #wiadomosci #ciekawostki #zdrowie #konopie #natura #olejkonopny #konopieindysjkie

Co zawierają nasiona konopi indyjskich i jaki to ma wpływ na nasze zdrowie?

Czy nasiona konopi są zdrowe?

Ludzie, słysząc słowo „konopie” wpadają w panikę. Kojarzą je od razu z narkotykami i ich psychoaktywnymi właściwościami.

Tyle się ostatnio mówi o oleju z konopi indyjskich (Cannabis Indica) i jego cudownym działaniu. I jest to niezaprzeczalna prawda.

Przyjrzyjmy się jednak tym razem nasionom konopi, które jak się przekonasz, też mają wyjątkową wartość odżywczą i przez to są również cenne dla naszego zdrowia.

Tymczasem okazuje się, że konopie włókniste są bardzo bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe i witaminę E. Mają ich nawet więcej, niż orzechy włoskie czy nasiona lnu.

Praktycznie nie ma drugiej takiej rośliny, tak bogatej w nienasycone kwasy tłuszczowe.

Ostatnio znów pojawiły się w sprzedaży i są bardzo popularne. Zostały nawet zaliczone w poczet: „superfoods”.

Nasiona konopi indyjskich zawierają:

nienasycone kwasy Omega 3: zapobiegają starzeniu się komórek i ich obumieraniu, regulują poziom dobrego i złego cholesterolu, normalizują ciśnienie krwi, obniżają krzepliwość krwi, czyli zmniejszają ryzyko wystąpienia zawałów serca i zatorów. Nasiona te również wykazują działanie przeciwzapalne, przeciwcukrzycowe i działają przeciw powstawaniu nowotworów. Ponadto wspierają nasz układ odpornościowy. Poprawiają jakość i stan naszej skóry, paznokci i włosów.

NNKT, czyli niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe. Proporcja pomiędzy kwasem linolowym Omega 6, a kwasem linolenowym Omega 3 jest idealna. Nasza sprawność umysłowa ulega znacznej poprawie przy ich regularnym przyjmowaniu.

GLA, czyli kwas gamma linolenowy, reguluje prawidłowe funkcjonowanie naszych komórek, nerwów, mięśni i wielu organów naszego ciała. Badania wykazały, że aż o 25% spada ryzyko zapalenia stawów. 

Białko zawarte w nasionach konopi włóknistych jest lekkostrawne, nie wykazuje żadnych alergii i jest doskonale przyswajalne przez nasz organizm, lepiej nawet od białek roślin strączkowych czy nawet orzechów. Białko to zawiera argininę. Z argininy powstaje tlenek azotu, który poprawia ukrwienie i odżywianie komórek mięśniowych oraz rozszerza nasze naczynia krwionośne. Nasiona konopi zawierają wszystkie aminokwasy, które potrzebne są naszemu organizmowi do prawidłowego funkcjonowania, nawet te, których sam nie jest w stanie sobie wyprodukować.

Błonnik, zawarty w nasionach konopi włóknistych jest rozpuszczalny i nierozpuszczalny. Jest go wysoka zawartość w tych nasionach. Rozpuszczalny błonnik tworzy w naszym żołądku żel, który ochrania nasz przewód pokarmowy, a błonnik nierozpuszczalny oczyszcza, czyli wymiata z niego resztki niestawionych pokarmów, toksyny i wiele innych niepotrzebnych i złych produktów ubocznych.

Notujemy wysoką zawartość witamin E w nasionach konopi włóknistych. Jest ona zaliczana do jednego z najsilniejszych antyoksydantów. Ochrania nasze komórki przed uszkodzeniem.

Posiada duże ilości takich pierwiastków jak: magnez, cynk, fosfor, żelazo, które to również są nam niezbędne do prawidłowego funkcjonowania.

Jedzmy więc i dodajmy nasiona konopi do naszych codziennych posiłków.

Nasiona konopi włóknistych są smaczne i możemy je dodawać do płatków, musli, do jogurtów, do napojów, do sałatek, makaronów, a nawet przy pieczeniu ciast czy chlebów.

Na liście superfoods zajmują wysoką pozycję obok takich pozycji jak: miód, buraki czy kapusta kiszona.

Data: 12.08.2019 20:16

Autor: FiligranowyGucio

Pszczoły sępowe

Pszczoły sępowe to niewielka grupa trzech blisko spokrewnionych gatunków bezżądłowych pszczół z rodzaju Trigona (plemię Meliponini), które żywią się gnijącym mięsem, a nie pyłkiem lub nektarem. Są to jedyne znane pszczoły, które nie żywią się produktami roślinnymi. To niezwykłe zachowanie odkryto dopiero w 1982 r., prawie dwa stulecia po pierwszym zaklasyfikowaniu pszczół.Nekrofagia rozwinęła się tylko raz wśród pszczół w Ameryce Południowej. https://pl.wikipedia.org/wiki/Pszczoły_sępowe

Ten gatunek pszczół wytwarza "miód" z gnijącego mięsa.

Natura nigdy nie przestaje dostarczać niesamowitych, fascynujących, zaskakujących, a czasem wręcz przerażających nowych pytań do rozważań.

Tak, jest coś takiego…. technicznie rzecz biorąc, w każdym razie. Materiał wydzielany przez jeden gatunek pszczół nie byłby w prawdziwym sensie uznawany za "miód", ale dla wszystkich celów, sekrecja pszczół sępów (gatunek Trigona necrophaga) jest produkowana bardzo podobnie jak w przypadku pszczół ogrodowych… główna różnica polega na tym, że te pszczoły nie utrzymują się na nektarze kwitnących roślin. Jak sama nazwa wskazuje, pszczoła sępa zjada skraplające się mięso gnijących zwłok zwierzęcych.

Chociaż pierwszy gatunek Trigony został sklasyfikowany pod koniec XVIII wieku, dieta oparta na zwłokach nekrofagi Trigony została zweryfikowana dopiero w 1982 roku. Naukowcy obserwowali, jak pszczoły zakopują się w oczodołach martwych zwierząt i "zbierają" zgniłe mięso, konsumując je i przechowując w specjalnie wyewoluowanej kieszeni wewnętrznej, aż będą mogły dostarczyć je do ula i zaszczekać z powrotem. Pszczoły robotnice następnie używają własnych unikalnych enzymów trawiennych do dalszego rozkładu na substancję podobną do miodu – która jest odporna na rozkład, więc może być przechowywana i wykorzystywana do karmienia populacji roju przez długi okres czasu.

http://www.the13thfloor.tv/2018/01/18/this-species-of-bee-makes-honey-from-rotting-flesh/

#ciekawostki #pszczoly #natura #przyroda #zwloki

Data: 10.08.2019 15:33

Autor: LadacznicoOdporny

Natura vs ludzkie śmieci

Natura przez wiele lat będzie próbować przerobić kapcia na imitację omszałego pieńka. Ludek który to zostawił pewnie jest za głupi by choć raz pomyśleć o konsekwencjach swojej głupoty. Możliwe że mimo swojej marności śmiecie ludzkie przy pomocy śmieci materialnych z naturą kiedyś wygrają :(

Ale muszę przyznać, że natura walczy z problemem całkiem stylowo :)

#natura #podludzie #las #but #zdjecie

Data: 09.08.2019 18:19

Autor: Immortal_Emperor

Wstęgor królewski

Wstęgor królewski (Regalecus glesne), dawniej nazywany królem śledziowym – gatunek ryby głębinowej z rodziny Regalecidae, wcześniej zaliczanej do wstęgorowatych. Jest jedną z najdłuższych ryb świata.

Zasiedla wody Oceanu Indyjskiego, Pacyfiku, Atlantyku, Morza Północnego i Śródziemnego. Żyje w otwartej toni wodnej, na głębokościach 20–1000 m, zwykle 20–200 m. Czasem pojawia się przy powierzchni. Znajdowano też osobniki wyrzucone przez morze na brzeg.

Wzdłuż jego wąskiego, taśmowatego, mocno bocznie spłaszczonego ciała ciągnie się płetwa grzbietowa, od głowy do ogona, służąca zarazem wstęgorowi za napęd. Płetwa ta liczy rekordową liczbę ponad 300 promieni, z czego pierwszych kilkanaście jest wysokich i zakończonych ozdobnymi zgrubieniami przypominającymi koronę. Płetwy brzuszne są silnie zredukowane, a odbytowa nie występuje. Przypuszcza się, że płetwy wstęgora pod wodą mają jaskrawoczerwoną barwę, lecz szybko blakną na świetle. Ciało jest jasne, srebrzyście połyskujące.

Ryba ta ma zazwyczaj do 8 metrów długości, maksymalna potwierdzona długość wynosi 11 m, lecz istnieje co najmniej jedno doniesienie o osobniku, którego długość wynosiła 17 metrów. Maksymalna potwierdzona masa ciała wynosiła 272 kg.

Wstęgor żywi się bezkręgowcami i małymi rybami. Widywano go żerującego przy powierzchni wody w pozycji pionowej, utrzymującego się przy pomocy powolnych, falistych ruchów płetwy grzbietowej.

Wstęgor królewski porusza się falistymi, wężowatymi ruchami, co – prawdopodobnie – przyczyniło się do powstania legend o wężach morskich. W wierzeniach rybaków skandynawskich przewodzi on ławicom śledzi, stąd polska nazwa król śledziowy (ang. king of herrings). Obrażenie króla śledziowego miało się kończyć odpłynięciem z łowisk zarówno króla, jak i ławic śledzi. Legendy te wywodzą się jeszcze z czasów wikingów.

Źródło Wikipedia

#ciekawostki #natura

Data: 08.08.2019 20:40

Autor: arti

Ok, tego nikt nie pobije: "Katastrofa nad jeziorem Nyos"

Gromadzący się pod jeziorem CO2 w którymś momencie wywrócił dno jeziora, a że dwutlenek węgla jest cięższy od powietrza, elegancko wylał się po zboczu do pobliskich nizin powodując nocą z 21 na 22 sierpnia 1986 r zgon 1700 osób oraz licznych zwierząt.

#natura #silanatury #jezioro #afryka #kamerun

Data: 08.08.2019 20:28

Autor: arti

Mayon – czynny wulkan na wyspie Luzon na Filipinach o wysokości 2463 metrów n.p.m. Mayon uznawany jest obecnie za najaktywniejszy wulkan Filipin. Erupcje są notowane od 1616. Ostatnia miała miejsce w 2018. Najtragiczniejszy w skutkach był wybuch z 1 lutego 1814, który zniszczył wiele okolicznych miejscowości i spowodował ponad 1200 ofiar śmiertelnych.

#natura #wulkan #filipiny

Data: 06.08.2019 20:24

Autor: MrHardy

15/15

Pangolin gruboogonowy

Łuskowce – jak inaczej określa się te zwierzęta – znane są ze swoich wyjątkowych łusek, wyglądających jak zbroja. Ich głównym składnikiem jest keratyna – ten sam materiał, którego używa się do stylizacji włosów.

#zwierzeta #natura

Data: 04.08.2019 23:39

Autor: MrHardy

13/15

Mara patagońska

Być może wygląda jak mały kangur z króliczymi uszami, lecz Mara patagońska jest w rzeczywistości gryzoniem. Zwierzęta te mają interesujące cechy zachowawcze, odmienne od większości gryzoni – są aktywne w dzień oraz są zatwardziałymi monogamistami.

#zwierzeta #natura

Data: 04.08.2019 23:12

Autor: FiligranowyGucio

Szafranka czerwona (Crocothemis erythraea) – szeroko rozprzestrzeniony gatunek ważki z rodziny ważkowatych (Libellulidae). Występuje w Afryce, południowej i środkowej Europie, południowo-zachodniej Azji oraz w Australii. We wschodniej Afryce jest gatunkiem pospolitym. Zasiedla różnorodne środowiska, z wyjątkiem gęstych lasów. Preferuje wody stojące (w tym zbiorniki antropogeniczne) z gęstą roślinnością wodną. Jest gatunkiem termofilnym. Liczebność populacji w północnej części europejskiego zasięgu występowania wzrasta od lat 90. XX w.To drapieżnik zarówno w postaci larwalnej, jak i dorosłej.

https://www.youtube.com/watch?v=W12f8ZukTFA

#owady #przyroda #wazka #fotografia #natura

Data: 30.07.2019 19:53

Autor: MrHardy

11/15

Lotokot malajski

Te niesamowite latające lemury posiadają duże oczy, pozwalające im na łatwe wypatrzenie ofiary. Używają swoich "skrzydeł" do szybowania z drzewa na drzewo w poszukiwaniu młodych listków, które są ich ulubionym pożywieniem.

#zwierzeta #natura

Data: 25.07.2019 18:40

Autor: MrHardy

10/15

Almik haitański

Główną cechą Almika haitańskiego (Hispaniola Solenodon) jest jego długi, spiczasty ryjek, bardziej giętki, niż by się wydawało. Połączony jest ze stawem panewkowym, pozwalającym mu poruszać ryjkiem w różne strony, wciskając go w nawet najdrobniejsze szczeliny w poszukiwaniu pożywienia.

#zwierzeta #natura

Data: 19.07.2019 14:46

Autor: MrHardy

7/15

Fregata wielka

Nie chodzi tu oczywiście o rodzaj statku, a o ptaka morskiego z rodziny fregat, znanego ze swojego jasnoczerwonego, balonowatego podgardla. W ten unikalny atrybut wyposażone są tylko samce Fregat, które nadymają go w celu zwrócenia uwagi samicy.

#zwierzeta #natura

Data: 18.07.2019 19:18

Autor: MrHardy

6/15

Krab palmowy

Krab palmowy jest największym lądowym gatunkiem kraba na świecie. Jego szczypce są super silne, dzięki czemu mogą rozłupać nawet całego kokosa! Ten olbrzym jest jednym z najbardziej wyjątkowych stawonogów spośród wszystkich występujących w przyrodzie.

#zwierzeta #natura

Data: 17.07.2019 16:15

Autor: MrHardy

5/15

Rokselana złocista

Te kolorowe małpki można rozpoznać po ich złotym futrze i jasnoniebieskich pyszczkach. Występują one w środkowych Chinach, gdzie znajduje się od 8000 do 10000 dzikich osobników tego gatunku.

#zwierzeta #natura

Data: 16.07.2019 22:09

Autor: MrHardy

Krowa wyżynna

4/15

Na szkockich farmach można znaleźć naprawdę unikalną rasę krów: Szkocką Krowę Wyżynną. Te puchate, brązowe bydło znane jest ze swoich długich, spiczastych rogów oraz miękkich włosów. Ich interesujący wygląd wyróżnia je spośród innych gatunków krów.

#natura #zwierzeta

Data: 15.07.2019 13:03

Autor: MrHardy

3/15

Jenot azjatycki

Wyglądem przypomina szopa z dłuższymi nogami, lecz w rzeczywistości nie jest blisko spokrewniony z szopowatymi. Jenoty należą do rodziny psowatych – do tej samej zalicza się psy, wilki i lisy. Ten interesujący z wyglądu gatunek występuje w środowisku od milionów lat.

#natura #zwierzeta

Data: 13.07.2019 18:40

Autor: MrHardy

Zwierzęta o unikalnym wyglądzie

1/15

Tamaryna Cesarska

Tamaryny Cesarskie znane są ze swojego imponującego owłosienia na mordce. Te urocze małe małpki zawdzięczają swoją nazwę długim wąsom, które wyglądem przypominają te, noszone przez ostatniego niemieckiego Cesarza, Wilhelma II.

#zwierzeta #natura

Data: 13.07.2019 17:11

Autor: Miltonek

Bardzo ciekawa roślina, zacznie odpadać nagle gdy będzie potrzebowała czegoś, a gdy na przykład zaspokoimy jej potrzebę dostępu do słońca, za chwilę wstanie "na nogi" i będzie wyglądać jakby nic się nie stało.

Roślinka~ fittonia albivenis

#ciekawostki #rosliny #natura

Data: 09.07.2019 11:22

Autor: FiligranowyGucio

Wydawnictwo Pasieka-Fb

🎻🐝🎼Pszczoły w wiolonczeli🎻🐝🎼

Doktor Martin Bencsik z Nottingham Trent University przeznaczył wiolonczelę, by stała się domem dla pszczół. Chciał zwrócić uwagę na problem wycinania starych drzew w Wielkiej Brytanii, które często mając dziuple, były naturalnym domem dla pszczół.

Martin zajmuje się dźwiękami i wibracjami wywoływanymi przez pszczoły. Jego ojciec był pszczelarzem, a on sam w dzieciństwie nie cierpiał tych owadów, ponieważ go żądliły. Obecnie jednak jego życie zawodowe kręci się wokół pszczół miodnych.

– Moja żona jest zawodową wiolonczelistką. Zawsze lubiłem dźwięk wiolonczeli – mówił Martin. – Wiolonczela to podarunek dla pszczół, piękny i wspaniały, w którym mogą się rozwijać. Nie muszę oglądać telewizji, żeby odpocząć, bo godzinami mogę obserwować pszczoły.

Link do filmu

https://www.bbc.com/news/av/uk-england-nottinghamshire-48803596/bees-set-up-hive-in-cello-in-west-bridgford-garden?intlink_from_url=https%3A%2F%2Fwww.bbc.com%2Fnews%2Ftopics%2Fcpzppl5ng3rt%2Fbees&link_location=live-reporting-map

#pszczelarstwo #muzyka #ludzie #przyroda #natura

Data: 07.07.2019 18:54

Autor: FiligranowyGucio

"Polska wysycha! Takie nagłówki wylewają się z różnych tygodników, portali i blogów. No to jak to jest naprawdę i kto za to odpowiada? Spróbuję odpowiedzieć i przy okazji pewnie wkurzę niemałe grono z lewej i z prawej strony. Ostatnie tygodnie to wzmożona ofensywa tematu suszy – podobnie jak to było z dzikami, wycinką w puszczy, przekopem mierzei, masowym wymieraniem pszczół etc. Mamy tu kilka aspektów, które trzeba po kolei omówić: z czego wynika susza w Polsce; czy Skierniewice zamienią się w atomową pustynię z Fallouta; jaki wpływ mają zmiany klimatyczne na suszę, a jaki ma Polska na zmiany klimatyczne; czemu betonowanie rzek bywa bardzo kiepskim pomysłem; co to jest obieg wody w przyrodzie i czemu pojenie krów to wytrych dla gamoni; oszczędzanie wody w kranie a susza; co z tym wszystkim zrobić i jak żyć?"

Cezary Pyszny Spamblog-Fb

https://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10253?fbclid=IwAR3JnUngff3gB3CgrT9v1hCpFZITFFziAbv7Ms1eCh-B-bnaeR1GwHaLD-E

#hydrologia #polska #klimat #natura #przyroda #woda

Data: 05.07.2019 22:17

Autor: ziemianin

#fotografia #earthpornpics #earthporn #finlandia #ciekawostki #natura

Fotograf uchwycił oszałamiające ujęcia wyspy w Finlandii podczas wszystkich czterech sezonów.

Fotograf przyrody Jani Ylinampa, który mieszka w mieście Rovaniemi w fińskiej Laponii, uchwycił wspaniałe zdjęcia małej wysepki Kotisaari w pogodny dzień latem, jesienią, zimą i wiosną. Na miejskiej stronie turystycznej wyspa znajduje się w środku Rovaniemi i jest dostępna tylko po wcześniejszym umówieniu się i na łodzi.

Źródło

Psy wykształciły specjalne mięśnie wokół oczu, by budzić w nas czułość

Data: 01.07.2019 09:28

Autor: ziemianin

crazynauka.pl

#codziennaprasowka #ciekawostki #pies #psy #natura #czlowiek #nauka

Psy wykształciły specjalne mięśnie wokół oczu, by budzić w nas czułość

Chodzi o mięśnie służące unoszeniu brwi. Psy potrafią to robić w taki sposób, że ich oczy wydają się nam wówczas większe i trochę smutne. Wilki nie posiadły tej zdolności.

Ale po co psom ta umiejętność? Badacze sugerują, że unoszenie brwi wywołuje w nas ciepłe uczucia dzięki temu, że wówczas oczy psa wydają się nam większe, a przez to nieświadomie kojarzą się z oczami dziecka. Co więcej, taki wyraz oczu u ludzi wyraża smutek, co budzi w nas współczucie, przyciąga uwagę i wywołuje chęć opieki. Tak więc to duże, smutne oczy psa wraz z położonymi po sobie klapniętymi uszami pozwoliły temu gatunkowi owinąć nas sobie wokół małego palca 😉

Ewa Zajączkowska: w działaniach ekoaktywistów trzeba iść tropem pieniędzy i interesów

Data: 18.06.2019 21:34

Autor: piotre94

wsensie.pl

Ewa Zajączkowska i Dariusz Loranty na zaproszenie red. Rafała Otoki-Frąckiewicza skomentowali zjawisko ekoterroryzmu w Polsce, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, ile kosztuje ekoterroryzm i kto stoi za ekoaktywistami. Transmisja na portalu wpolsce.pl odbyła się 13 czerwca 2019 r. #ekologia #publicystyka #polska #przyroda #natura

Data: 14.06.2019 10:38

Autor: ziemianin

#tapeta #wallpaper #Nepal #earthpornpics #zdjecia #pustynia #krajobraz #gora #natura

Ghyakar village, Upper Mustang, Nepal

Jeśli masz szczęście być jednym z tysiąca lub więcej turystów dopuszczonych do Upper Mustang każdego roku, wiosna i jesień to najlepsze czasy na trekking po tym niesamowicie dramatycznym krajobrazie. Ukryty w odległym regionie Nepalu, jest geograficznie częścią Płaskowyżu Tybetańskiego. Obszar ten otoczony jest masywami Annapurna i Dhaulagiri i jest oznakowany głębokimi wąwozami, polami tarasowymi i barwnymi warstwami formacji skalnych. Ale chyba najbardziej fascynujące są jaskinie na niebie, około 10 000 jaskiń wkopanych w czyste ściany dolin w kilku obszarach dzielnicy. Niektóre z tych sztucznych jaskiń uważane są za starożytne komory grobowe; inne są bogato zdobione cennymi buddyjskimi obrazami, rzeźbami i artefaktami od VIII do XIV wieku. Siedząc ponad 150 stóp nad dnem doliny, nikt nie ma całkowitej pewności, jak zbudowano jaskinie, do czego zostały użyte, ani nawet jak ludzie do nich dotarli. (19 maja 2019 r.)

Data: 13.06.2019 21:57

Autor: FiligranowyGucio

Cezary Pyszny Spamblog-FB

https://www.facebook.com/Spamblog/posts/2313461238767311?tn=K-R

POLSKA WYSYCHA!

Takie nagłówki wylewają się z różnych tygodników, portali i blogów. No to jak to jest naprawdę i kto za to odpowiada? Spróbuję odpowiedzieć i przy okazji pewnie wkurzę niemałe grono z lewej i z prawej strony.

Ostatnie tygodnie to wzmożona ofensywa tematu suszy – podobnie jak to było z dzikami, wycinką w puszczy, przekopem mierzei, masowym wymieraniem pszczół etc. Zdawałoby się więc, że temat jest prosty, susza to kolejny temat wylosowany z generatora tematów z dupy i po raz kolejny to ściema propagandowa. Z tym że niestety nie do końca. Po kolei.

Mamy tu kilka aspektów, które trzeba po kolei omówić:

• Z czego wynika susza w Polsce

• Czy Skierniewice zamienią się w atomową pustynię z Fallouta

• Jaki wpływ mają zmiany klimatyczne na suszę, a jaki ma Polska na zmiany klimatyczne

• Czemu betonowanie rzek bywa bardzo kiepskim pomysłem

• Co to jest obieg wody w przyrodzie i czemu pojenie krów to wytrych dla gamoni

• Oszczędzanie wody w kranie a susza

• Co z tym wszystkim zrobić i jak żyć

Zacznę od przykrego faktu, a mianowicie że w Polsce od lat panuje susza hydrologiczna. To taka susza, w której występuje trwały niedobór wód gruntowych, a lustro wody obniża się. Oczywiście nie wszędzie, bo przecież nadal kraj normalnie funkcjonuje, wiele terenów jest zwyczajnie podmokłych i generalnie jakoś żyje się powoli na tej wsi. Niestety jednak mamy ewidentny problem z retencją wody i winni jesteśmy temu my sami, a także różne zaniedbania mające swój początek w PRL.

O co chodzi z tą retencją? Co to takiego? To zatrzymanie wody w układzie, czyli sprawienie żeby nie trafiła zbyt szybko do rzeki, a stamtąd do morza. Miałem na studiach przedmiot „Hydrologia terenów zurbanizowanych”, na którym robiliśmy projekty uwzględniające zmiany spływu powierzchniowego wody do lokalnego strumyka w zależności od wielkości powierzchni wybetonowanej.

Wbrew pozorom sprawa jest banalna – każda powierzchnia ma tzw. współczynnik spływu wahający się w granicach 0-1, gdzie 0 oznacza całkowite wsiąkanie wody w grunt, a 1 całkowity spływ. Jak się łatwo domyślić, beton, asfalt, blachodachówka raczej nie przyjmują wody. Im więc więcej powierzchni utwardzonych i zadaszonych, tym więcej wody spływa sobie bez wsiąkania i dlatego w miastach skutki ulew są dużo dotkliwsze niż na terenach miejskich. Dlatego tak ważne są zieleńce w miastach – nie tylko by cieszyć oko, ale też by retencjonować wodę.

Wodę retencjonują też rośliny zarówno przez jej wchłanianie, jak i spowalnianie spływu powierzchniowego. Dlatego bardzo wskazane jest obsiewanie i obsadzanie terenów zróżnicowaną roślinnością. Dlatego właśnie takim problemem jest kwitnąca w miastach betonoza. Władze miast wolą wybrukować plan, skwer czy co tam kostką, bo ta wymaga minimalnych nakładów konserwacji, w przeciwieństwie do terenów zielonych. W konsekwencji woda spływa do kanalizacji deszczowej, stamtąd do lokalnej rzeczki i baj baj, opuszcza nasz teren, a my zostajemy na betonowej pustyni.

Kolejnym problemem jest nadmierne meliorowanie terenów – chcąc mieć pełną kontrolę nad gruntami tworzy się niestety nadmiernie rozwiniętą, nieadekwatną do rzeczywistych potrzeb sieć melioracyjną i woda z gruntu zwyczajnie nam ucieka. O ile bywa to faktycznie potrzebne, o tyle „dziurawienie” gruntowego rezerwuaru wody bez wyraźnej potrzeby jest po prostu głupie. Brakuje też lokalnych oczek, stawów, jeziorek mogących magazynować wody opadowe. Nie wiem czy pamiętacie ten przypadek, ale w Stanach pewien rolnik został skazany przez sąd za zbudowanie takiego właśnie zbiornika. Udowodniono mu kradzież wody, czaicie? U nas także potrzebne jest pozwolenie na budowanie sztucznych zbiorników wodnych, ale nie oznacza to że jest to niemożliwe, a jedynie uregulowane. Także do dzieła.

Skierniewice borykają się z problemem wody w miejskiej sieci wodociągowej. Nie oznacza to jednak, że Polska na trzy-cztery powinna odejść od energetyki opartej na węglu, zaprzestać korzystania ze słomek i wyprowadzić się do lepianek z krowiego łajna. Jesteśmy po koszmarnie suchym miesiącu i zasób wód gruntowych dopiero się odbudowuje dzięki w miarę regularnym opadom. To jednak proces długotrwały, bo woda w grunt wsiąka wolniej niż kasa w kieszenie mediaworkerów żywiących się sensacją. Jednocześnie wokół Skierniewic są rozległe terenu uprawne, które mają ogromne zapotrzebowanie na wodę. Koniec końców dzięki podlewaniu truskawek i miesiącowi bez deszczu zabrakło kranówki. To minie szybciej niż sądzicie, ale jest symptomem, którego nie można ignorować. Natomiast nie oznacza konieczności zmiany trybu życia, tylko zadbania o retencję np. przez tworzenie lokalnych zbiorników wodnych i rewizję sieci melioracyjnych. Jeśli woda będzie miała możliwość zatrzymania się w danym ekosystemie, to różnicę odczujemy błyskawicznie.

Jesteście tu jeszcze? Dajecie radę? To jedziemy dalej.

Zmiany klimatyczne w skali globalnej a lokalna susza. Temat – rzeka, nomen omen. Polityka klimatyczna stała się doskonałym wytrychem do wywierania międzynarodowej presji na konkurentów gospodarczych, zmiany wektorów rozwoju poszczególnych krajów i sprzedawania masy bezużytecznych gadżetów. A dla wszelkiej maści blogerów proekologicznych sposobem na nabijanie sobie fejmu, choć de facto stoją oni cały czas obok tematu. Mógłbym z miejsca wymienić kilkanaście blogów, których autorzy mają takie braki w wiedzy, że przeciętny gimnazjalista nadążający za biologią i geografią zjadłby ich w misce kaszy. Z litości jednak nie będę ich tu oznaczać, niech żyją sobie i piszą o swoich pierdołach. Ad rem. Zmiany klimatu zachodzą czy nam się to podoba czy nie. Kwestią osobną pozostaje natomiast nasz jako ludzi, a zwłaszcza jako mieszkańców Polski na te zmiany.

Jesteśmy śmiesznie małym emitentem gazów cierplarnianych, mniejszym nie tylko od ogromnych Chin czy USA, ale też zużywającym mniej węgla niż nasi sąsiedzi Niemcy. Którzy zresztą robią sobie zajebisty PR w naszych polskojęzycznych mediach fokusujących się na naszym węglu, a nie na nich.

Nie będziemy mieć wpływu jako Polska na światowe zmiany klimatyczne, możemy natomiast w ramach odklejonej od rzeczywistości ideologii przenieść się do jaskiń, stając się fajnym skansenem dla krajów, które uciekną nam w wyścigu rozwoju i będą do nas przylatywać latającymi spodkami, żeby popatrzeć jak polski chłop je brukiew upieczoną w niskoemisyjnym ognisku. Jedynym rozwiązaniem pozwalającym nam odejść od węgla jest błyskawiczny rozwój energetyki atomowej, wykonanie po dekadach nieudolności kroku w kierunku czystej energetyki i przejście na wyższy poziom. A że teraz ponoć kraje zachodnie odchodzą od atomu? Spoko, zbudujmy sobie kilkadziesiąt atomówek jak Francja i wtedy my też zaczniemy odchodzić.

Problemem znacznie bardziej realnym i w naszym zasięgu jest betonowanie rzek. Beton dla rzeki jest tym czym impregnat dla twojej trekkingowej kurtki – sprawia, że woda się przez nią prześlizguje zamiast wsiąkać. Gdyby koryto rzeki było jelitem, betonowanie jej na całej długości „czyściłoby łagodnie, nie przerywając snu”. Tak, to znowu problem retencji – betonujmy, owszem, ale tam gdzie to faktycznie jest potrzebne, a nie gdzie się da.

Istnieje taki fajny schemat, chyba jeszcze z podstawówki, pokazujący obieg wody w przyrodzie. Parowanie, skraplanie, opad, spływ powierzchniowy, wsiąkanie, spływ podziemny, transpiracja. Czaicie pewnie. Taka woda trafiająca do zakładu hodowli bydła nie przenosi się na Marsa tunelem czasoprzestrzennym w krowim pysku, tylko jest wysikiwana po kilku-kilkunastu godzinach i wraca do obiegu. Oczywiście zakłady pobierają duże ilości wody, bo krowa/świnia nie wielbłąd i pić musi. To problem nie tylko hodowli, ale też upraw, które przecież na suchej jak pył ziemi nie rosną.

Ujęcia przemysłowe ciągną ogromne ilości wody, w wyniku czego powstaje tak zwany lej depresji. Co to ten lej depresji? Już wyjaśniam. Wyobraźcie sobie, że w gruncie macie płaską taflę wód gruntowych i kopiecie studnię, z której pobieracie wodę. Im więcej jej pobieracie, tym bardziej obniża się zwierciadło wód w studni, a wody okalające ją spływają do niej – ma to w rzeczywistości kształt leja. Użyjcie googla, hasło: lej depresji. Znów problemem nie jest duże zużycie wody, tylko niski poziom wód gruntowych, w wyniku czego? Braku retencji.

Argument o wodochłonnych (właśnie wymyśliłem to słowo) hodowlach jest o tyle z dupy, że nie trafiłem jeszcze na badania, które miałyby przejrzystą metodologię i pokazywały realny wpływ zakładu o określonym pogłowiu zwierząt na określony obszar wód gruntowych. Są za to komunały wpisujące się idealnie w trend na promowanie weganizmu. Znów – przodują media, nazwijmy je delikatnie, zagraniczne.

Oszczędzanie wody w kranie to jest z kolei fantastyczny mit, który od dziesiątek lat jest powielany bez większej refleksji. Zdradzę wam sekret – jeśli spłukujecie tylko po dwójce albo sikacie pod prysznicem, wcale nie ratujecie planety. Podobnie jeśli oszczędzacie wodę w kranie, bo dzieci w Afryce piją błoto z kałuży. Mamy tu dwa aspekty.

Po pierwsze używanie małych ilości wody doprowadza do tego, że w kanałach nie jest osiągana tzw. prędkość samooczyszczania. To prędkość ścieków w kanale, która sprawia że nie osadzają się w nim różne syfy i kanał pracuje prawidłowo, zamiast zarastać. Czyszczenie zarośniętego kanały, a w ostateczności jego wymiana, to prace kosztowne i kłopotliwe.

Natomiast aspekt drugi jest jeszcze zabawniejszy, bo jeśli do oczyszczalni biologicznej trafią ścieki stężone, bo spłukiwałeś tylko kupę, a nie siku, to może okazać się, że parametry ścieków surowych (dopływających do OŚ) będą zbyt wysokie i trzeba będzie co? Rozcieńczyć. Wodą. Tą, którą tak pieczołowicie oszczędzałeś, patrząc jak w twojej muszli powoli wytrąca się amoniak z jedynki, zasmradzając łazienkę. Fajnie, co?

Jedyny aspekt oszczędzania wody to ten ekonomiczny – jeśli nie płacisz ryczałtu, a pewnie nie, to za każdy TYSIĄC LITRÓW zapłacisz 5-10 polskich nowych złotych. Laboga.

Co z tym możemy zrobić? Po pierwsze potrzebne są naprawdę rzetelne ekspertyzy i badania – co do retencji znajdą się, co do zużycia wody w hodowlach pewnie trzeba je wykonać, co zajmie kilka lat. Potrzebna jest zmiana myślenia o wodzie, jej retencji. Potrzebne są zmiany w prawie ułatwiające gromadzenie wody przez budowę zbiorników retencyjnych – ale nie tych ogromnych, dla których trzeba zatopić kilka wsi, tylko niewielkich, lokalnych, za to częściej występujących. Wreszcie potrzeba trochę wiary w przyrodę i jej mechanizmy samoregulacji, niestawianie deweloperki na terenach zalewowych i po prostu trochę rozumu i godności człowieka.

Pamiętajcie, nawet najfajniejsze akcje społeczne i zaangażowane memy na fejsie nie uratują nas, jeśli będą odklejone od rzeczywistości, a niestety są. Pozdro.

#polska #zdrowie #przyroda #natura #woda

Kleszcze - konkretnie, merytorycznie - Opowiadam

Data: 10.06.2019 17:19

Autor: HorzelaOpowiada

youtu.be

Co robią kleszcze?

Gdzie je złapać?

Ile znoszą jaj?

Kto i jak długo pije?

To tylko kilka z wielu pytań na które odpowiadam w tym odcinku.

--

W mediach i sieci dużo się mówi o kleszczach.

Niestety bardzo często powielane są bzdury.

Ostatnio na Onecie i na grafice Lasów Państwowych wyłapałem błędy.

Sam też myliłem się w kilku momentach więc przy tym odcinku zdecydowałem się na współpracę z naukowcem, który się nimi zajmuje. Efekt macie na filmie. To pierwsza część tematu. Bo całość zajęłaby pewnie z godzinę.

Łapcie ; )

#horzelaopowiada #biologia # #ciekawostki #nauka przyroda #natura #las #kleszcze

Porady turystyczne i najładniejsze wodospady Kalifornii

Data: 09.06.2019 06:47

Autor: subox

youtu.be

Podczas dzisiejszej wyprawy nad Wodospady w Yosemite postanowiłem opowiedzieć o kilku ciekawych sprawach związanych z odwiedzaniem Parków Narodowych. Mam nadzieję, że przydadzą się Wam te informacje podczas wyjazdu.

#podroze #porady #usa #natura

Dziewczynka latami karmiła wrony. To jak jej się odwdzięczyły jest niesamowite

Data: 31.05.2019 17:09

Autor: kicioch2

youtube.com

Dziewczynka przez lata karmiła wrony. To jak jej się odwdzięczyły jest niesamowite. Dla wielu z nas wrony to dziwne czarne ptaki – wyjątkowo sprytne, chciwe, a nawet trochę złowieszcze. Jednak dzięki Gaby Mann ze Stanów Zjednoczonych możemy się przekonać, że tak naprawdę wrony to mądre,…

#zainteresowania #ptaki #przyroda #zwierzaczki #natura #ciekawostki

Filipiny: każdy uczeń i student musi posadzić 10 drzew przed otrzymaniem dyplomu

Data: 29.05.2019 01:46

Autor: Filantrop

independent.co.uk

Zgodnie z nowo przyjętą ustawą każdy uczeń szkoły średniej oraz każdy student ma obowiązek posadzenia 10 drzew przed ukończeniem szkoły średniej i studiów. To wymóg formalny otrzymania dyplomu. Dzięki formalizacji tradycji w tym kraju może przybyć aż 175 mln drzew rocznie. [eng]

#swiat #ciekawostki #przyroda #earthporn #gruparatowaniapoziomu #natura

Data: 25.05.2019 14:50

Autor: FiligranowyGucio

🐝⌛😞Masowa śmierć pszczół w Gostyniu🐝⌛😞

Dwudziestego maja w Gostyniu doszło do masowego wymarcia pszczół w trzech pasiekach – dwóch w Dalabuszkach i jednej w Kunowie. Eksperci z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa pobrali próby, by orzec czy doszło do wytrucia.

– Zajmuję się pszczołami od 1973 roku, serce boli patrząc na to, co się stało – mówił dla Elka.pl jeden z poszkodowanych pszczelarzy. Taka dramatyczna sytuacja zdarzyła się pierwszy raz w jego życiu.

Na zdjęciach widać nieżywe pszczoły leżące tysiącami przed ulami. Poszkodowani pszczelarze są przekonani, że doszło do nieprawidłowego użycia środków ochrony roślin.

http://elka.pl/content/view/93015/78/

#pszczelarstwo #przyroda #natura