Narodowcy w sosie korwinowskim

Data: 11.10.2019 19:07

Autor: ziemianin

autonom.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka #Konfederacja #liberalizm #narodowcy #neoliberalizm #Polska #ruchnarodowy #wybory

Bez względu na wynik niedzielnych wyborów, Konfederacja jest tak naprawdę ostatecznym zakończeniem projektu pod nazwą Ruch Narodowy. Narodowcy na potrzeby swoich partykularnych interesów postanowili całkowicie rozmyć się w projekcie kontrolowanym przez konserwatywnych liberałów, firmując swoją nazwą projekt nie mający zbyt wiele wspólnego z szumnie głoszoną „antysystemowością”, a z pewnością w żaden sposób nie odpowiadający na najważniejsze problemy narodu.

Narodowcy w sosie korwinowskim

Stali czytelnicy naszego portalu, szczególnie Ci odwiedzający go przynajmniej od kilku lat, nie powinni być zdziwieni naszą niechęcią do „demokratycznych” wyborów organizowanych w naszym kraju. Od dawna powtarzamy, że obecny system w żaden sposób nie reprezentuje ani opinii narodu, ani tym bardziej jego interesów, stąd pokładanie wiary w sprzedajnych polityków nie jest zbyt dobrym pomysłem. Jednocześnie nie możemy całkowicie odciąć się od wydarzeń mających miejsce na polskiej scenie politycznej – czy tego chcemy, czy nie to właśnie nielubiana przez nas klasa polityczna ma decydujący głos w kwestii kształtu III Rzeczpospolitej.

Tym samym zgubne byłoby także zupełnie odcięcie się od informacji napływających z szeroko pojętego „obozu narodowego”. Oczywiście można siedzieć w getcie „prawdziwego nacjonalisty” i twierdzić, że to w ogóle nas nie dotyczy i nie ma sensu zajmować się kolejnymi woltami RN-owców, lecz jest to myślenie zgubne, a przede wszystkim w żaden sposób nie przystające do polskich realiów politycznych. A ich podstawą jest niewielkie zaangażowanie społeczne Polaków, potwierdzone przez dziesiątki badań i statystyk dotyczących choćby członkostwa w organizacjach społecznych, którego następstwem jest bardzo pobieżna wiedza na temat funkcjonujących w Polsce ruchów politycznych. Naiwna jest więc wiara, że nawet osoby bardziej zainteresowane polityką niż przeciętny Polak będą patrzeć na niuanse, kto jest „nacjonalistą”, a kto „narodowcem” – wszystkie organizacje narodowe są przez ludzi wrzucane do jednego worka, stąd działania Roberta Winnickiego, Krzysztofa Bosaka i spółki wpływają na postrzeganie całego szeroko pojętego ruchu.

W objęciach korwinizmu

Spór o sprawy gospodarcze wewnątrz „obozu narodowego” trwa niemal od zarania jego dziejów, przy czym pod koniec dwudziestolecia międzywojennego było już jasne, że liberałowie znajdują się w głębokiej defensywie. Od tego czasu minęło blisko osiemdziesiąt lat, zaś w tym czasie (i oczywiście wcześniej) ludzkość zdążyła przetestować co najmniej kilka systemów gospodarczych, a także tysiące różnego rodzaju rozwiązań ekonomicznych wpływających na rozwój gospodarczy i zamożność społeczeństw. Nie będąc w tych sprawach doktrynerem, czyli poszukując przede wszystkim polityki korzystnej dla całego narodu, można tym samym wypracować zupełnie innowacyjny program stanowiący realną alternatywę dla neoliberalnego dyskursu przyjętego bezkrytycznie po 1989 roku.

Oczywiście prowadzenie takiej polityki nie jest możliwe w koalicji z liberalnymi doktrynerami spod znaku kolejnych partii Janusza Korwin-Mikkego, mającego do zaoferowania swój standardowy darwinizm społeczny i wolny rynek w jego najbardziej skompromitowanej, XIX-wiecznej wersji. Niestety narodowcy wybierając sojusz z konserwatywnymi liberałami całkowicie przejęli hasła charakterystyczne dla tej formacji ideowej. Wspomniani Winnicki z Bosakiem w swoich wystąpieniach powtarzają więc ślepo najbardziej wyświechtane liberalne hasła, na czele z propozycjami całkowitej prywatyzacji usług publicznych oraz likwidacji podatków. Całkowicie przyjmując program „korwinistów” nie zająknęli się nawet na temat wypowiedzi niejakiego dr Sławomira Mentzena (zwanego przez złośliwców „doktorem Mentzele”), czyli wiceprezesa partii Korwin-Mikkego, który w ogólnopolskiej debacie radiowej odciął się od programu RN-u i zachwalał ukraińską imigrację do Polski.

Taka deklaracja ze strony nowego ekonomicznego guru konserwatywnych liberałów nie powinna oczywiście dziwić, ponieważ charakterystyczne dla tej grupy jest utożsamianie interesu narodu z interesem przedsiębiorców. Cały program Konfederacji jest zresztą skierowany właśnie do „januszy biznesu”, zainteresowanych przede wszystkim stałym dopływem taniej siły roboczej i nie przejmujących się tym, kto tak naprawdę będzie zamieszkiwał terytorium naszego kraju. Wśród propozycji znajdujących się we wspólnej deklaracji narodowców i konserwatywnych liberałów znajdują się przy tym niezwykle groźne dla pracowników zapisy, na czele z likwidacją minimalnego wynagrodzenia czy powszechnych ubezpieczeń społecznych. To oczywiście nie są żadne nowe postulaty – do tego w gruncie rzeczy zmierzała Platforma Obywatelska, gdy pod jej rządami instytucje chroniące pracowników były całkowicie bierne i w żaden sposób nie egzekwowały przepisów Kodeksu Pracy, a usługi publiczne z roku na rok były drastycznie redukowane.

Pospolite ruszenie

Trudno nie odnieść wrażenia, że w wielu kwestiach podmioty tworzące Konfederację nie mogą znaleźć jednego stanowiska, lub też liderzy komitetu mówią zupełnie co innego niż jego kandydaci. Na jednej z konferencji prasowych przedstawiciele Związku Chrześcijańskich Rodzin, czyli marginalnego ugrupowania współtworzącego Konfederację, jasno poparli utrzymanie wspomnianego już programu 500 plus. Jednocześnie Korwin-Mikke konsekwentnie twierdzi, że Polacy za pośrednictwem tego świadczenia zostali kupieni przez obecną władzę, natomiast „dawanie” komukolwiek pieniędzy „za darmo” jest „demoralizowaniem”, nie różniąc się w tej kwestii w niczym z liberalno-lewicowym mainstreamem regularnie obrażającym Polaków posiadających dzieci.

W tym kontekście jeszcze bardziej zagadkowe wydaje się być stanowisko samych narodowców. W swoim oficjalnym programie RN pozytywnie ocenia wprowadzenie 500 plus przez Prawo i Sprawiedliwość, określając je mianem „zdecydowanego działania wspierającego rodzinę”, realizującego „postulaty realnej polityki prorodzinnej, podnoszonej od dwóch dekad przez środowiska narodowe i katolickie”. Jeszcze w ubiegłym roku Winnicki wymieniał ten największy transfer społeczny po 1989 roku jednym z niewielu sukcesów rządu Beaty Szydło, ale w wywiadzie dla Radia Wnet po oficjalnym ogłoszeniu programu Konfederacji nie był już w tej sprawie tak samo konsekwentny. Z rozmowy można było wręcz dowiedzieć się, że szef RN-u jest otwarty na likwidację 500 plus, ponieważ stał się wyznawcą antypodatkowego populizmu spod znaku wszystkich partii firmowanych przez Korwin-Mikkego.

Wspominając lidera jednego z dwóch głównych ugrupowań tworzących Konfederację trudno nie odnieść się zresztą do jego słów, jednoznacznie deprecjonujących jakiekolwiek deklaracje programowe tego komitetu. Dzień przed ogłoszeniem programu, Korwin-Mikke w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” wypowiedział się lekceważąco na temat samego dokumentu, ponieważ jego zdaniem „lud programów nie czyta”, zaś on sam „w szczegóły się nie wdaję, bo ludzie i tak tego nie zrozumieją”. W takiej sytuacji trudno oczekiwać, aby przekaz Konfederacji był z jednej strony spójny, a z drugiej uwzględniający jakiekolwiek postulaty narodowców – nie od dziś bowiem wiadomo, że „korwiniści” nie liczą się ze zdaniem innych uważając siebie za depozytariuszy jedynych słusznych poglądów.

Właśnie z wyżej wymienionych powodów trudno uznać Konfederację za coś innego, niż zwykłe pospolite ruszenie mające na celu przede wszystkim przetransportowanie jej kandydatów albo do Sejmu, albo przynajmniej ponad próg 3 proc. pozwalający na pobieranie PAŃSTWOWEJ subwencji. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest oczywiście obecność na jej listach zupełnie przypadkowych osób, których łączenie ze środowiskiem narodowym jest jednoznacznie szkodliwe. Tym samym wśród kandydatów Konfederacji znalazła się ponownie spora część rodziny Korwin-Mikkego, antyszczepionkowcy spod znaku Justyny Sochy i posła Pawła Skuteckiego (byłego działacza ruchu Kukiz’15), niejaki Dariusz Klich deliberujący o „polskich dzieciach karmionych chlebem zatruwanym przez plemię żmijowe”, kandydatka opowiadająca się za likwidacją zawodu prawnika czy „korwinista” ze Szczecina postulujący na swoim plakacie wyborczym legalizację narkotyków. Z takimi kadrami trudno budować coś innego niż zwykłe pośmiewisko.

„Antysystemowość” skompromitowana

Egzotykę niektórych kandydatów można oczywiście usprawiedliwić „antysystemowym” charakterem komitetu. Skoro czołowe ugrupowania polityczne przyciągają do siebie oszołomów pokroju transseksualistów, Klaudii Jachiry czy Krystyny Pawłowicz, trudno oczekiwać, aby inaczej było z inicjatywami cieszącymi się popularnością nie dającą pewności przekroczenia progu wyborczego. Problem polega jednak na tym, że Konfederacja skupia pod swoim szyldem co najwyżej osoby kontestujące obecny system w najbardziej szkodliwy sposób, a więc kwestionujące normy stanowiące podstawę każdego społeczeństwa i tym samym kompromitujące daną inicjatywę w oczach całego społeczeństwa. W przypadku opisywanego komitetu z jednej strony są nimi antyszczepionkowcy, zaś z drugiej Korwin-Mikke deliberujący na temat „nieszkodliwej społecznie lekkiej pedofilii”.

Tak naprawdę do skompromitowania pojęcia „antysystemowości” nie potrzeba było jednak kilku oszołomów, bowiem czarną robotę w tym względzie wykonali w tym względzie sami liderzy ruchów politycznych pozycjonujących się właśnie w ten sposób. Prekursorem był pod tym względem wspomniany kilkukrotnie Korwin-Mikke, który zaledwie parę miesięcy po swoim niekwestionowanym sukcesie w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku roztrwonił cały eurosceptyczny potencjał poprzez zniszczenie własnej partii. Dzieła zniszczenia dokonał natomiast Paweł Kukiz, lądując ostatecznie na listach Polskiego Stronnictwa Ludowego, a więc najbardziej patologicznego ugrupowania na całej scenie politycznej III Rzeczpospolitej. Chluby nie przyniosły też liczne rozłamy i kłótnie, których symbolem powinien stać się podział federacji składającej się z… dwóch osób, czyli Marka Jakubiaka i Piotra Liroya-Marca.

Parę lat temu na łamach naszego portalu zwracaliśmy zresztą uwagę, że cała „antysystemowość” środowisk politycznych identyfikujących się z tym określeniem jest mocno wątpliwa. Likwidacja podstawowych usług publicznych w imię doktryny o prywatnej własności, utożsamianie dobra narodu z interesami lobby biznesowego, osłabianie pozycji pracowników rzekomo w imię podniesienia ich statusu materialnego, naiwna wiara w samoregulację rynku czy postulowanie wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych cementujących dyktat dwóch największych ugrupowań – właśnie przeciwko wszystkim tym rozwiązaniom, stojącym u podstaw funkcjonowania obecnego państwa polskiego, występują dzisiaj osoby głosujące na PiS mimo oczywistych wad partii Jarosława Kaczyńskiego.

Konfederacja ma jednak do zaproponowania jedynie pogłębienie liberalnych patologii, stąd trudno oczekiwać, aby mogła ona obecnie przekonać do siebie osoby traktujące PiS jako mniejsze zło. Według sondaży Polacy oczekują między innymi takich rozwiązań, jak poprawa funkcjonowania publicznej opieki zdrowotnej oraz edukacji, budowa socjalnego państwa dobrobytu czy progresywne podatki wspomagające redystrybucję wypracowanych dóbr, nie wspominając już o wzmocnieniu pozycji pracownika. Tymczasem konserwatywni liberałowie walczą tak naprawdę o nieistniejący elektorat, dodatkowo obrażając najciężej pracujących Polaków nie odczuwających w żaden sposób zysku ze swojej aktywności zawodowej na rzecz „januszy biznesu”.

Pozostaje praca u podstaw

Polacy nie mają większych złudzeń odnośnie polskiej sceny politycznej, co poniekąd jest zresztą konsekwencją ich dramatycznie niskiego zaangażowania społecznego. Liczne afery z udziałem polityków PiS-u w żaden sposób nie wpłynęły negatywnie na jego notowania, przy czym wiele osób zdaje się nie zauważać, że podobnie było z PO. Platformie zaszkodziły dopiero liczne wpadki prezydenta Bronisława Komorowskiego i premier Ewy Kopacz, a także brak jakichkolwiek nowych propozycji dla Polaków wychodzących poza mityczną już ciepłą wodę w kranie. Przez lata Polaków nie wzruszyło też partyjne zarządzanie Telewizją Polską, stąd krucjata Konfederacji przeciwko zakłamaniu mediów publicznych także nie jest w stanie w żaden sposób zmienić obecnych preferencji wyborców prawicy.

Problemem dla milionów Polaków wciąż są niskie wynagrodzenia, a przede wszystkim źle działający system usług publicznych, czego oczywiście nie zmieni ich prywatyzacja oraz obniżenie podatków postulowane przez Konfederację. Narodowcy decydując się na koalicję z „korwinistami” zepchnęli się tak naprawdę do doktrynerskiego getta odrealnionych od problemów społeczeństwa konserwatywnych liberałów. Nie zmieni tego ani ukrycie na czas kampanii Korwin-Mikkego (to zresztą w tej kampanii wcale się nie udało), ani też wręczanie jarmułki kandydatce PiS-u przez Konrada Berkowicza. Nawet jeśli wyborcy PiS mają dosyć masowej imigracji, zbyt powolnej poprawy ich materialnego bytu, braku realnych działań na rzecz wzmocnienia sektora publicznego czy prowadzenia pro-izraelskiej polityki, to i tak nie zagłosują na podlany bogoojczyźnianą retoryką liberalizm w XIX-wiecznym wydaniu.

Konfederacja zapewne nie wejdzie do Sejmu, tak jak nie udało jej się przekroczyć progu w dużo łatwiejszych wyborach do Europarlamentu, ale będzie mogła pobierać subwencję dla partii politycznych. Trudno oczekiwać, aby pieniądze te zostały wydane na coś innego niż wynagrodzenia dla jej liderów, o czym dyskutowali oni zresztą w ujawnionych kilka dni temu nagraniach. Będzie to jednak najlepsze podsumowanie dotychczasowych inicjatyw odbywających się pod hasłami „antysystemowości”, a przede wszystkim samego RN-u, którego liderzy za wszelką cenę chcieli wykorzystać dla własnego interesu sukces Marszu Niepodległości. W tej sytuacji ruchowi nacjonalistycznemu pozostaje mozolna praca u podstaw i stałe aktualizowanie myśli narodowej, bo tylko w ten sposób możemy odpowiedzieć na realne problemy narodu.

dr Sławomir Mentzen "Podatki dla firm rosną, a ludzie tego nie widzą"

Data: 10.03.2019 14:05

Autor: piotre94

youtube.com

Michał Murgrabia rozmawia z dr Sławomirem Mentzenem wiceprezesem partii KORWiN, na temat braku skuteczności działań koalicjantów Zjednoczonej Prawicy w spełnianiu swoich obietnic wyborczych. Poddaje także w wątpliwość sens wchodzenie w koalicje z Prawem i Sprawiedliwością jakiejkolwiek inicjatywy prawicowej. Odpowiada także na wątpliwości dotyczące legalności rejestracji partii KORWiN i przewlekających się w związku z tym procesów sądowych.

Data: 23.02.2019 08:46

Autor: JakovKarnic

W sumie ciekawi mnie, jakie jest zdanie lurkerów na temat pomysłu, żeby przenieść zyski z PIT i CIT do samorządów, a w zamian za to uciąć dotacje samorządowe z budżetu państwa. Przy okazji usunąć janosikowe.

Plusy:

-Warszawa buduje parę linii metra. Taki Wrocław czy Kraków też mogłyby sobie na metro pozwolić.

-Bogate samorządy stałyby się jeszcze bogatsze.

-W końcu każdy by pracował na siebie i skończyłoby się gadanie (chociaż częściowo), że ktoś sponsoruje miasta, czy ktoś sponsoruje wieś.

Minusy:

-Biedne gminy wiejskie (szczególnie na wschodzie) nie miałyby pieniędzy na egzystencje i utrzymanie szkół, już nie mówiąc o jakichkolwiek inwestycjach.

Ogólnie nie dziwi fakt, że taki pomysł podsunął Schetyna. Gdyby się to udało, to wzrosłyby dochody samorządów rządzonych najczęściej przez PO. Natomiast samorządy bastiony PiSu zostałyby bez środków do funkcjonowania. Nie zmienia to faktu, że byłby to bardziej sprawiedliwy system podziału kasy.

Taśmy Kaczyńskiego. Premierze, oto faktura. Ujawniamy rachunek dla Srebrnej

Data: 07.02.2019 08:42

Autor: JakovKarnic

wyborcza.pl

– Człowieku, daj fakturę! – wzywał premier Mateusz Morawiecki austriackiego biznesmena oskarżającego Jarosława Kaczyńskiego o oszustwo. I faktura jest – dotarła do niej "Wyborcza". Problem w tym, że związana ze środowiskiem PiS spółka Srebrna nie chciała jej zapłacić.

Fakturę wystawiła spółka Nuneaton powołana przez Srebrną specjalnie do budowy bliźniaczych wieżowców w centrum Warszawy. Data: 14 czerwca 2018 r. Termin płatności: 21 czerwca. W sumie z podatkiem VAT Gerald Birgfellner, który kierował Nuneatonem, chce od Srebrnej 1 mln 580 tys. zł. To jedna z czterech faktur wystawionych przez przedsiębiorcę. Wszystkie ma prokuratura, którą Austriak zawiadomił, że padł ofiarą oszustwa.

O pokazanie faktury szef rządu Mateusz Morawiecki retorycznie zwracał się we wtorek do Austriaka. – Ujawnione nagrania dowodzą pełnej uczciwości obozu Prawa i Sprawiedliwości, a kompromitują tych, którzy próbują zrobić z tych taśm aferę. Antybohaterem staje się tutaj ten austriacki biznesmen – mówił premier.

Potem się wczuł w sytuację prezesa PiS: – Ten biznesmen zachowuje się naprawdę dziwnie. Człowieku, chcesz odzyskać jakieś swoje środki za wykonane usługi, to idź do sądu, sąd określi, jakiej wysokości one powinny być. W przeciwnym razie trudno tego dociec, bo nie chcesz przedstawić faktur. Przecież każdy z nas, jak płaci za remont łazienki, budowę płotu, to chce paragon fiskalny albo fakturę. No i tego domagały się osoby, które po stronie fundacji czy spółki Srebrna dyskutowały ten temat. Tymczasem po drugiej stronie nie było faktury – przekonywał. Ale jak już wiemy, mijał się z faktami.

W fakturach, których domagał się premier, ważna jest data.

Gerald Birgfellner wystawia je w czerwcu 2018 r. Dużo się wtedy dzieje. 27 czerwca 2018 r. dochodzi do kluczowego spotkania na Srebrnej. Nie ma tam Jarosława Kaczyńskiego (leży w szpitalu), przy stole siedzą władze spółki: prezes Małgorzata Kujda, żona Kazimierza Kujdy (z którym Birgfellner wcześniej rozmawiał i dostał zapewnienie, że małżeństwo jest po jego stronie), oraz wiceprezesi: Janina Goss i Jacek Cieślikowski. Biznesmen opowiada „Wyborczej”, że czuł się wtedy „jak przed trybunałem”. Przedstawiciele Srebrnej pytali, o co mu w ogóle chodzi, czego właściwie chce. Dziwili się, że oczekuje jakiejkolwiek zapłaty. Austriak usłyszał, że „nie dostanie ani złotówki”, bo jest „oszustem” oraz „kłamcą”.

Przedsiębiorca odchodzi z niczym. Próbuje się dobijać do ludzi, z którymi pracował przy budowie dwóch wieżowców dla Srebrnej. Ale oni również stracili zainteresowanie. W końcu 27 lipca spotyka się z Kaczyńskim. To ich osiemnasta rozmowa. Wcześniej, od maja 2017 r., prezes PiS ostro negocjował z Birgfellnerem szczegóły projektu. Spotkali się też z Michałem Krupińskim, prezesem Banku Pekao SA, który miał dać kredyt na wieże. Za przygotowanie budowy odpowiadał Birgfellner. Ufał prezesowi PiS, bo należał do jego dalekiej rodziny. Za 14 miesięcy pracy przy projekcie Austriak chce 1,3 mln euro wynagrodzenia. Prezes odpowiada, że Srebrna nie zapłaci. Radzi, by iść do sądu.

Birgfellner nagrał co najmniej dwie rozmowy z Kaczyńskim oraz jego bliskim współpracownikiem Kazimierzem Kujdą, b. prezesem Srebrnej, dziś szefem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Pieniędzy nie dostał. Pół roku później zawiadomił prokuraturę.

Z nagrań opublikowanych przez „Wyborczą” wynika, że prezes PiS zrezygnował z budowy z powodów politycznych. Projekt noszący kryptonim „K-Towers” przestał być tajny. W rozmowie z 2 sierpnia (drugiej, którą ujawniliśmy) prezes Prawa i Sprawiedliwości powiedział, że „nie może sobie pozwolić”, by ludzie mówili, że to „partia buduje wieżowiec, azjatyckie stosunki, a ja jestem niezwykle zamożnym człowiekiem”.

Do sprawy zamierzał wrócić, jeśli wygra wybory w 2019 r.

To jedna z czterech faktur, które Gerald Birgfellner wystawił spółce Srebrna za przygotowanie inwestycji deweloperskiej. To właśnie ich brakiem Jarosław Kaczyński uzasadniał odmowę wypłaty należnych pieniędzy austriackiemu biznesmenowi. Oryginały wszystkich faktur ma prokuratura.

Data: 04.02.2019 13:30

Autor: sorek

Wczoraj spełniło się moje marzenie :D

W końcu mogłem spotkać człowieka, który w tak dużym stopniu jest odpowiedzialny za to w co wierzę i to co osiągnąłem w swoim życiu.

Niesamowity dżentelmen, bystra postać i świetny rozmówca z mnóstwem ciekawych historii i anegdot.

Muszę się pochwalić, że trochę go uratowałem. Niestety pech chciał, że na spotkanie w #doncaster nie wziął z pokoju hotelowego swojej muszki.

Gdy tylko wszedł do pomieszczenia, w którym odbywało się spotkanie od razu mnie zauważył i pogratulował dobrego gustu! Zaoferowałem, że mu jej użyczę i tak też się stało i muszka gościła na jego szyi do końca tego dnia.

Gdy moja narzeczona oraz siostra poszły zrobić z nim zdjęcie, jego pierwszym pytaniem było "a która to siostra?" xD

Udało mi się go zaprosić również na obiad, na którym to kategorycznie odmawiał jedzenia (gdyż jada tylko kolacje!), po czym gdy dowiedział się, że za siedzenie i tak trzeba płacić a jedzenie z bufetu jest wliczone poszedł skonsumować 3 talerze (w tym widoczny na zdjęciu placek #lgbt :D).

Następnie pozwolił się zawieźć na spotkanie w Sheffield i zachęcony moją jazdą nawet zapiął pasy!

Dziękuję Panu Panie Janusz Korwin-Mikke, bez Pana moje życie nie byłoby takie samo!

korwin #wolnosc #krul #jkm #wolnyrynek #chwalesie #uk #yorkshire #ciekawostki #pokazmorde

Data: 28.01.2019 18:59

Autor: Fake_News_Fight

Wtyczka do Chrome zakopujące prawackie strony na Wykopie ( ͡º ͜ʖ͡º)
Github: https://github.com/fakenewsfight/wykopfakenewsezakop
Chrome Web Store: https://chrome.google.com/webstore/detail/wykop-fakenewszakop/klmecbhhgpdndcnommbanggfncoicbjk