Rząd Wielkiej Brytanii przygotowuje się do wprowadzenia nowego „cyfrowego paszportu zdrowia”

Data: 28.05.2020 10:17

Autor: ziemianin

covipass.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wielkabrytania #koronawirus #COVIPASS #kontrola #zdrowie #kod #cyberbezpieczenstwo

"Rząd Wielkiej Brytanii przygotowuje się do wprowadzenia nowego „cyfrowego paszportu zdrowia”, aby monitorować prawie każdy aspekt życia obywateli w imię wzmocnienia zarządzania zdrowiem publicznym.

Rząd Wielkiej Brytanii przygotowuje się do wprowadzenia nowego „cyfrowego paszportu zdrowia”

Brytyjska firma ds. Bezpieczeństwa cybernetycznego VST Enterprises, we współpracy z rządem Wielkiej Brytanii, opracowała aplikację o nazwie „COVI-PASS” do śledzenia „historii testów Covid-19 i odpowiedzi immunologicznej oraz innych istotnych informacji zdrowotnych” przy użyciu zastrzeżonego kodu matrycowego o nazwie „VCode”.

Sam „VCode” jest opisywany jako kompletna technologia, która może przechowywać każdy wrażliwy szczegół o twoim życiu, za pomocą oprogramowania szyfrującego klasy wojskowej.

Kod może przechowywać wszystko od szczegółów tożsamości, w przypadku informacji alarmowych, dokumentacji medycznej, metod płatności, numerów rejestracyjnych samochodów, danych wizytówek, linków do mediów społecznościowych i wielu innych informacji z tego samego kodu"


Proszę nie traktować tych informacji, jak fikcję, zabawę, nierealną przyszłość.

W Chinach, rodziny, które przez takie aplikacje nie mogą swobodnie przemieszczać się, na pewno nie są szczęśliwe.

Do tego chcą doprowadzić korporacje: zamknąć nas w świecie ich aplikacji, w świecie ich systemu komputerowego.

Nie wolno się zgadzać na tego typu aplikacje, bo przyjdzie taki czas, że będą… przymusowe.

Dr Szymon Wierciński: Google i Apple wprowadza aplikacje do śledzenia Polaków. Ma być obowiązkowa

Data: 25.05.2020 23:42

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#koronawirus #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aplikacja #google #apple #kontrola #prywatnosc

Rozmówca PAP jest ekspertem w dziedzinie strategii cyfrowej innowacji z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Wybrałem najciekawsze wypowiedzi pana Szymona, jednak polecam przeczytać cały wywiad

Dr Szymon Wierciński: Google i Apple wprowadza aplikacje do śledzenia Polaków. Ma być obowiązkowa

"Dr Szymon Wierciński: Powstały już dwie aplikacje, których inicjatorem była strona rządowa. Jedna, obecnie obowiązkowa apka „Kwarantanna domowa”, ma sprawdzać, czy osoba na kwarantannie rzeczywiście przebywa w miejscu, które zadeklarowała. Teraz nasz rząd, a także rządy innych krajów oraz firmy technologiczne, w tym Google i Apple, pracują nad aplikacjami, które informują, czy ktoś znalazł się w pobliżu zakażonej koronawirusem osoby.

Warto podkreślić, że aplikacja cały czas ewoluuje, zmieniają się założenia co do jej funkcjonowania, ma zostać dostosowana do ulepszonego standardu wdrażanego wspólnie przez Apple i Google.

Tutaj się zaczynają lekkie schody. Obecna aplikacja przetwarza sporą część danych po stronie serwera i nie do końca wiadomo, co się z nimi dzieje. Działanie systemu jest scentralizowane, tak jak w modelu singapurskim. Tam niezależni eksperci nie mieli wglądu w to, jak wygląda kod wykonujący kluczową czynność, czyli odznaczenie kluczy, które miały kontakt z zakażonym. Musimy tutaj ufać Ministerstwu Cyfryzacji, chociaż zapowiedzieli już, że kod po stronie serwera również poddadzą kontroli i opublikują go na licencji otwartej. W drugiej fazie współpracy Apple oraz Google (a to przecież ich systemy umożliwiają ministerstwu tworzenie autorskiego rozwiązania) telefony będą mogły rejestrować kontakt nawet bez instalowania dodatkowych aplikacji. Jednak, nawet gdyby aplikacja była doskonała i przetwarzałaby wszystkie dane wyłącznie w telefonie, nie dawałoby to całkowitej ochrony.

Wyobraźmy sobie, że ktoś bierze udział w jakimś proteście i zostaje zatrzymany przez policję. A ta, korzystając z kilku źródeł informacji, w tym z zarejestrowanych w aplikacji kluczy, mogłaby sprawdzić, z kim dana osoba się kontaktowała podczas działania aplikacji. Program działa w taki sposób, że co jakiś odstęp czasu generuje nowy tzw. tymczasowy klucz identyfikacyjny, który będzie rejestrowany przez telefony w pobliżu. Jeżeli ten klucz będzie aktywny przez dłuższy okres, to użytkownik będzie zostawiał informacje o swoim przemieszczaniu się na innych urządzeniach.

Niedawno pojawiło się doniesienie o pracach nad czipem dostosowanym do obecnej pandemii. Taki niewielki układ mógłby wykrywać koronawirusa, ale też markery glukozy, nowotworów albo różnego typu infekcji. Mógłby łączyć się z urządzeniem mobilnym i przesyłać do niego dane. To dobre rozwiązanie na przykład dla osób z cukrzycą. Powstaje jednak pytanie o dobrowolność. Aplikacja ProteGo Safe jest dobrowolna. Pomijając teorie spiskowe i kierując się tylko rozsądkiem, trzeba jednak zastanowić się, kto nam da gwarancję, że np. taki czip nie będzie kiedyś obowiązkowy.

Były już jednak dwa inne pomysły, z których się wycofano na wcześniejszym etapie prac nad projektowaniem aplikacji. W pierwszym z nich apka miała być powiązana z numerem telefonu. To łamało zasadę anonimowości. Według drugiego, osoby z aplikacją mogły być uprzywilejowane przy na zakupach w galeriach handlowych czy przy korzystaniu z usług publicznych, a to już oznaczało taką półobowiązkowość. Teraz więc zastanawiamy się, czy powinna ona być całkowicie dobrowolna czy pośrednio obowiązkowa. Za 5-10 lat podstawą może natomiast stać się pośredni obowiązek, a dyskutować będziemy o obowiązku całkowitym"


Apple i Google pracuje nad aplikacją (zapewne ma już gotową), która w zamierzeniu ma być obowiązkowa. Rząd warszawski zleca opracowanie takiej aplikacji, ale na podstawie już istniejącej – Google i Apple. Czyli wszystkie dane znajdują się na serwerach korporacyjnych.

Już teraz aplikacja ma możliwość pełnej identyfikacji właściciela telefonu, jego miejsca przebywania, z kim ostatnio się komunikował, umożliwienia kupowania i sprzedawania.

Innymi słowy, korporacje wprowadzają aplikacje, której zadaniem jest zamiana każdej osoby w cyferki systemowe. Przez aplikacje ludzie będą kupować i sprzedawać. Ich byt będzie uzależniony od właściciela aplikacji. Rząd warszawski pozwala na to, aby w przyszłości, Polacy byli pod władzą Google i Apple.

W Singapurze działa już ta aplikacja, a tamtejszy rząd nie ma dostępu do kodu…

Bill Gates: Osoby nieszczepione na CoVID-19 nie będą mogły funkcjonować w społeczeństwie

Data: 05.05.2020 22:34

Autor: ziemianin

bgr.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #billgates #covid19 #koronawirus #medycyna #onz #sarscov2 #who #wirus #kontrola

Pojawia się coraz więcej informacji o tym, że osoby wyzdrowiałe straciły odporność i ponownie się zaraziły CoVID-19. WHO uważa, że w powrocie do normalności mogą pomóc tylko globalne szczepienia.

Bill Gates: Osoby nieszczepione na CoVID-19 nie będą mogły funkcjonować w społeczeństwie

Eksperci informują, że większość zainfekowanych CoVID-19 przechodzi chorobę bezobjawowo. U wielu stwierdza się jednak zanik odporności na SARS-COV-2 już po wyzdrowieniu, więc te osoby mogą ponownie się zainfekować i stanowić zagrożenie dla innych, którzy jeszcze choroby nie przeszli.

WHO uważa zatem, że powrót do normalności może nastąpić tylko i wyłącznie na drodze masowych i obowiązkowych szczepień. Tylko osoby zaszczepione, będą mogły normalnie funkcjonować w społeczeństwie bez obawy o rozprzestrzenianie choroby, w większości przypadków nawet nie mając tego świadomości.

WHO i ONZ promują też globalny system identyfikacji osób, które będą zaszczepione. Nie wiadomo, w jaki sposób ma odbywać się identyfikacja osób bezpiecznych, ale eksperci uważają, że może to następować za pomocą specjalnego certyfikatu, który znajdzie się w naszych smartfonach lub zostanie wprowadzony do naszego ciała wraz ze szczepionką. Taki swoisty klucz będzie pozwalał na wejścia do środków komunikacji miejskiej, sklepów, miejsc publicznych czy instytucji.

Eksperci WHO i ONZ twierdzą, że nie ma innego sposobu na rozdzielenie osób, które będą odporne na CoVID-19 od tych, które jeszcze choroby nie przeszły lub właśnie ją przechodzą i mogą infekować innych, więc stanowią zagrożenie dla społeczeństwa. W grę wchodzi tutaj odpowiedzialność nie tylko za siebie i swoją rodzinę, ale za innych, a w tej kwestii wielu ludzi po prostu kieruje się brakiem wyobraźni.

Plan Światowej Organizacji Zdrowia ma być o tyle skuteczny i niezbędny, gdyż pojawiają się nowe badania, które stwierdzają jednoznacznie, że osoby, które przeszły chorobę, nawet młode, mogą później borykać się z poważnymi powikłaniami. Jeśli takie osoby ponownie zainfekują się, to ostatecznie kolejna infekcja CoVID-19 może skończyć się dla nich śmiercią.

Bill Gates poinformował, że obecnie trwają intensywne prace nad 115 specyfikami z czego 10 zapowiada się bardzo obiecująco. Miliarder stwierdził, że jest duża szansa, że uda się rozpocząć szczepienia już w styczniu 2021 roku. Jednak by było to możliwe, firmy muszą rozpocząć produkcję szczepionek jeszcze zanim przejdą one wszystkie testy kliniczne.

W grę wchodzi tutaj produkcja aż 8 miliardów szczepionek, a to może zająć wiele miesięcy. Chociaż będzie wiązało się to z ogromnymi stratami finansowymi, to jednak Gates uważa, że nie ma innego sposobu na przyspieszenie prac i skuteczne poradzenie sobie z pandemią CoVID-19.

Założyciel największej na świecie prywatnej fundacji charytatywnej uważa, że szczepienia będą obowiązkowe i dotkną wszystkich mieszkańców naszej planety. Ale to nie wszystko. Szczepienia na CoVID-19 mają wejść do kalendarza standardowych szczepień noworodków na całym świecie.

Osoby, które nie będą zaszczepione lub nie będą chciały się zaszczepić, nie będą mogły normalnie funkcjonować w społeczeństwie, ze względu na fakt stanowienia przez nich zagrożenia dla innych, bez względu na to, czy są to osoby młode czy starsze, ponieważ choroba może przebiegać bardzo ciężko zarówno u jednych, jak i drugich. A jeśli weźmiemy pod uwagę fakt możliwości zainfekowania się vCoVID-19 kilka razy, to sprawa nie rysuje się w różowych barwach.

Dlaczego rządy wyłączają Internet w całych krajach? Są dwa powody.

Data: 18.11.2019 16:36

Autor: ziemianin

benchmark.pl

#codziennaprasowka #ciekawostki #informacje #wiadomosci #internet #wladza #swiat #kontrola #spoleczenstwo

Internet to dziś podstawowe źródła informacji. Internet jest też narzędziem, zapewniającym bezproblemową komunikację między ludźmi. Co więc robi rząd, gdy źle się dzieje? To proste: wyłącza Internet.

Dlaczego rządy wyłączają Internet w całych krajach? Są dwa powody.

Po tym, jak irański rząd wprowadził ponad 50-procentową podwyżkę cen paliw, mieszkańcy wyszli na ulicę i zaczęli protestować. W krótkim czasie lista głośno wypowiadanych zażaleń się wydłużyła i dlatego też władze zareagowały. W czasach spokoju zastanawiamy się, czy mamy dość szybki Internet, w niespokojnych czasach zaś trzeba się zastanawiać, czy w ogóle będziemy mieli do niego dostęp.

Władze Iranu wyłączyły Internet obywatelom. Po co?

Prawie cała krajowa łączność z Internetem została wstrzymana. Są dwa powody, dla których władze Iranu zdecydowały się na taki krok (choć oficjalnie nie potwierdziły, że do tego doszło, ale statystyki nie kłamią). Po pierwsze dzięki temu trudniej jest szerzyć wiadomości i ilustrować zakres protestów, co mogłoby działać na niekorzyść atmosfery w społeczeństwie, jak i wizerunku rządu na arenie międzynarodowej.

Po drugie ograniczenie dostępu do Internetu – przynajmniej teoretycznie – znacząco zmniejsza możliwości obywateli związane z organizowaniem się w grupy i prowadzeniem coraz większych protestów na ulicach. Wszak zwykle do tego celu wykorzystuje się dziś portale społecznościowe.

Wyłączają Internet, gdy źle się dzieje. To niepokojący trend

Dziś nasze życie w dużej mierze opiera się na Internecie – globalna sieć służy nam do komunikacji i uzyskiwania informacji. Władze są tego świadome i wiedzą też, że mają w związku z tym w rękach poważną broń. Wystarczy, że wyłączą połączenie i już mniej informacji dociera do obywateli, a ci mogą dzielić się mniejszą ilością informacji z resztą świata.

Niepokojące jest to, że o wyłączeniu Internetu słyszymy coraz częściej. Przed Iranem na taki krok zdecydowały się między innymi Indie i Pakistan, a władze Rosji uchwaliły prawo, pozwalające im na nieograniczone blokowanie ruchu „w przypadku zagrożenia”.

Zaufana Trzecia Strona - Zeskanujemy ci twarz, a ty zapytaj, co z tym dalej zrobimy

Data: 17.10.2019 14:57

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kontrola #skanowanie #bramkiABC #kontrolapaszportowa #lotnisko #strazgraniczna

Można zgubić paszport, ale twarzy nie zostawimy niechcący na stole w kuchni. Odprawa na lotnisku zostanie uproszczona, jeśli pozwolimy zeskanować sobie twarz. Powstaje jednak pytanie, co dalej dzieje się ze skanem, w czyje ręce może trafić i po co.

Zaufana Trzecia Strona – Zeskanujemy ci twarz, a ty zapytaj, co z tym dalej zrobimy

Pierwsze bramki do automatycznej odprawy granicznej na lotniskach Chopina i Warszawa-Modlin

Z tajemniczych powodów na wielu lotniskach staję się obiektem zainteresowania kolejnych kontrolujących. To właśnie moje dokumenty „nie chcą wchodzić”, to mój bilet „się nie wczytuje”, a jeśli ktoś przy was dzwoni na bramce, to sprawdźcie, czy nie jest to z metra cięta kobieta, ubrana w leginsy i t-shirt wielkości chustki do nosa. Bo jeśli tak – to ja.

Butów najpewniej nie mam – zdjęte przed bramką podskakują na taśmie, by potem zablokować się w skanerze bagażu i następnie pojedynczo, między cudzymi walizkami, wyjechać, dramatycznie spadając na końcu linii. Są lotniska, gdzie już mnie znają i – smarując mnie paskami wykrywającymi ślady materiałów wybuchowych – uśmiechają się przyjaźnie. Wyjątek stanowi lotnisko w Goleniowie, gdzie uparto się poddawać mnie kontroli osobistej. Nie mają tych pasków. Jeśli macie coś dużego do przemycenia, ustawcie się zaraz za mną, odciągnę uwagę od was lepiej niż wielki, śniady brodacz w galabii. Jeśli puścicie mnie przodem, przepchniecie za mną nawet bazookę i mały czołg.

Osoba taka jak ja powinna marzyć o uproszczeniu wszelkich kontroli lotniskowych.

Odprawimy cię bez kwitka

Pod koniec czerwca media podały wiadomość, że na polskich lotniskach pojawiły się pierwsze bramki do zautomatyzowanej odprawy pasażerów. Bramki ABC (Automated Border Control) miały – według mediów – uprościć odprawę. Moje własne doświadczenia – nie tylko na polskich lotniskach – kazały mi się zastanowić, w jaki sposób takie procedury ułatwiają życie, gdzie w ogóle są te bramki oraz czy taka automatyzacja naprawdę jest gwarancją bezpieczeństwa dla pasażerów, lotnisk i linii lotniczych.

Na maile z zapytaniami o bramki ABC w Polsce odpowiedziały: Straż Graniczna, Port Lotniczy Olsztyn-Mazury i Lotnisko Chopina w Warszawie.

Straż Graniczna: „od 27 czerwca br. na lotnisku im. Chopina w Warszawie oraz w porcie lotniczym Warszawa-Modlin uruchomione zostały pierwsze w Polsce bramki ABC (ang. Automated Border Control), służące do automatycznej odprawy granicznej podróżnych przekraczających granicę państwową. Podczas odprawy w bramkach ABC dokonywana jest m.in. weryfikacja biometryczna. Urządzenie (bramka ABC) wykonuje tzw. biometryczne porównanie twarzy ze zdjęciem przechowywanym na elektronicznym chipie dokumentu w celu ustalenia, czy osoba, która weszła do bramki, jest rzeczywistym posiadaczem dokumentu. Z bramek ABC mogą korzystać pełnoletni podróżni, będący obywatelami Unii Europejskiej, Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Szwajcarii, którzy posiadają paszporty biometryczne, jak również pełnoletni Polacy posiadający biometryczne dowody osobiste oraz paszporty”.

Straż Graniczna podkreśliła, że podróżni mają możliwość wyboru rodzaju kontroli – mogą bez problemu skorzystać z odprawy tradycyjnej. Jednak SG zachęca do zaufania automatom: „Wdrożenie automatycznej odprawy zwiększa przepustowość odprawy granicznej, ponieważ skraca czas samej odprawy – kontrole za pomocą bramek biometrycznych trwają z reguły kilkanaście sekund. Obecnie podczas odprawy granicznej od obywateli państw trzecich (czyli każda osoba mająca obywatelstwo państwa niebędącego członkiem UE), którzy posiadają wizy wydane w systemie VIS, poza weryfikacją twarzy, pobierane są również odciski palców. Założeniem systemu VIS (Wizowego Systemu Informacyjnego) jest sprawdzenie, czy osoba ubiegająca się o wizę w konsulacie jest tą samą osobą, która przekracza granicę. W tym celu wykorzystywane są dane biometryczne, które pobierane są w konsulacie, a następnie porównywane na granicy”.

Oto szczegółowa informacja na temat systemu VIS: „to system służący wymianie danych dotyczących wiz pomiędzy krajami strefy Schengen, wymianie danych o osobach, które ubiegają się o otrzymanie wizy Schengen, jak również o wydanych wizach, dzięki którym możliwe jest swobodne podróżowanie obywateli państw spoza UE pomiędzy państwami, które zniosły kontrole na swoich granicach wewnętrznych. Placówki konsularne oraz przejścia graniczne w strefie Schengen są połączone z centralną bazą danych VIS”. Przechowanie danych zgromadzonych w VIS odbywa się maksymalnie przez pięć lat. Całość reguluje rozporządzenie (WE) nr 767/2008 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 9 lipca 2008 r. w sprawie Wizowego Systemu Informacyjnego (VIS) oraz wymiany danych pomiędzy państwami członkowskimi na temat wiz krótkoterminowych (rozporządzenie w sprawie VIS).

pozostała treść artykułu na stronie

Orwell w PKO BP. Bank testuje detektory uśmiechów na swoich pracownikach

Data: 30.09.2019 11:41

Autor: ziemianin

strajk.eu

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #banki #BlackMirror #detektorusmiechow #inwigilacja #kontrola #pkobp

Urządzenia mają poprawić atmosferę w pracy i zwiększyć zadowolenie klientów. Program jest na razie dobrowolny. Jego twórcy zapowiadają jednak rozwój tej technologii.

Orwell w PKO BP. Bank testuje detektory uśmiechów na swoich pracownikach

To historia niczym z serialu Black Mirror, w którym technologiczne rozwiązania są przedstawiane jako poważne zagrożenie dla autonomii i wolności człowieka. Ponura wizja zaawansowanej kontroli ludzkich zachowań staje się rzeczywistością.

System, który wdrożył bank PKO BP sprawdza jak często uśmiechają się pracownicy odpowiedzialni za kontakt z klientami przy stanowiskach. Członkowie personelu mają na biurkach ustawione specjalne czujniki, rejestrujące częstotliwość ich uśmiechów.

Bank zarzeka się, że udział w programie jest dobrowolny. Podkreśla też, że narzędzie nie służy do dyscyplinowania pracowników, a za niedostateczną liczbę uśmiechów nie dostaje się żadnych kar. Na razie są tylko nagrody. Specjaliści ds. obsługi klienta mogą też wyłączyć w każdej chwili urządzenie, czy też zachować wyniki tylko dla siebie. Motywacją do przystąpienia do programu miała być też chęć niesienia pomocy innym. Za każdy uśmiech bank przekazuje na cele charytatywne jeden grosz.

– Główną ideą jest zachęcanie ludzi (w tym może nie tak uśmiechniętym narodzie) do większej życzliwości. Ma to sens w obszarze obsługi klienta, czyli wszędzie tam, gdzie pracownicy obsługują konsumentów, i tam, gdzie jakiemuś biznesowi zależy na podniesieniu jakości obsługi – powiedział Bartosz Rychlicki, prezes Quantum Lab, startupu, który stworzył narzędzie do liczenia uśmiechów za kwotę 5 mln złotych. Co ciekawe 3 mln otrzymał z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, a jedynie 2 mln pochodzą od prywatnych inwestorów. Wygląda więc na to, że państwo nie szczędzi grosza na rozwój technologii, które pozwolą skuteczniej kontrolować obywateli.