Data: 22.02.2020 05:32

Autor: R20_swap

Koń odpoczywa i śpi stojąc. Umożliwia mu to specyficzna budowa kończyn – tzw. … Aparat ustaleniowy w tylnych nogach konia jest niestety słabszy. Dlatego też koń odpoczywający na stojąco odstawia jedną tylna nogę – kładzie ją na puszce kopytowej i w ten sposób odciąża.

#zwierzeta #ciekawostki #konie

Prof. Makowiecki: konie w średniowiecznej Polsce często traktowano jak członków rodziny

Data: 16.02.2020 22:41

Autor: ziemianin

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #polska #rzeczpospolita #konie #zwierzeta #sredniowiecze

Konie w czasach piastowskich często traktowane były jak członkowie rodziny. Szkielety tych zwierząt, które odkrywane są w mogiłach ludzkich świadczą o szczególnym znaczeniu wierzchowców, które nie były hodowane na mięso – twierdzi archeozoolog prof. Daniel Makowiecki z UMK w Toruniu.

[Prof. Makowiecki: konie w średniowiecznej Polsce często traktowano jak członków rodziny]()

Nowatorskie badania dotyczące roli koni w życiu wczesnośredniowiecznego społeczeństwa na ziemiach polskich trwają na UMK od 2018 roku. Naukowcy, którym przewodzi archeolog i inżynier zootechnik prof. Daniel Makowiecki z Instytutu Archeologii UMK dokonali już pierwszych ustaleń.

"Udało nam się zebrać do tej pory pokaźną ilość materiałów z całej Polski. Okazało się, że są problemy badawcze, których wcześniej nie dostrzegaliśmy. Jednym z ciekawszych odkryć dotyczących tamtego okresu jest obecność koni, które trzeba wprost nazwać kucami. Mierzyły one w kłębie od ok. 90 do 120 cm i trzymano je w zasadzie w każdym z ważniejszych grodów badanych przez archeologów. To dzięki prowadzonym systematycznie wykopaliskom mamy końskie kości do naszego projektu" – powiedział PAP prof. Makowiecki.

Koń w średniowieczu był zwierzęciem elitarnym. W ocenie archeozoologa z UMK szczątki "małych wierzchowców" mogą świadczyć o tym, że dzieci ówczesnych elit – książąt, królów i kasztelanów – dzięki kucom uczyły się jazdy konnej.

"Z jednej strony zapewne była to dla nich zabawa i rozrywka, a z drugiej przysposabianie się do jazdy wierzchem w dorosłym życiu pełnym wypraw wojennych. To najprostsze rozumowanie, ale trudno mu zaprzeczyć. Na pewno dorosły, ciężki mężczyzna w zbroi nie ruszał na kucu w bój, a tym bardziej nie paradował na nim kasztelan" – dodał nieco żartobliwie archeolog.

"Kuce na ziemiach polskich były obecne wcześniej niż na początku średniowiecza, bo mamy szczątki najstarszego kuca odnalezione w miejscowości Łyszkowice (pow. łowicki), które pochodzą sprzed 1700 lat. Na ziemi chełmińskiej w miejscowości Kałdus (najstarsze Chełmno) odnaleźliśmy kości kuca sprzed 2500 lat. Można więc zaryzykować tezę, iż przysposabianie dzieci do jazdy konnej musiało mieć miejsce już znacznie wcześniej niż w okresie średniowiecza" – ocenił naukowiec.

Na realizację projektu pt. "Koń w Polsce wczesnopiastowskiej i dzielnicowej. Studium interdyscyplinarne" kierowana przez niego grupa badawcza otrzymała grant z Narodowego Centrum Nauki.

Na czaszki końskie badacze natrafiają w okolicach dawnych budowli i wałów obronnych (ofiary zakładzinowe), a także wśród materiałów kostnych, będących odpadkami po spożytym mięsie takich zwierząt jak bydło, świnie, owce czy kozy. Dotychczas jednak ten materiał badawczy traktowany był nie tak pieczołowicie, gdyż archeozoologów interesowały inne gatunki.

Badania DNA, przeprowadzone w ramach grantu w Centrum Nowoczesnych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem dr Danijeli Popovic, wskazują także, że umaszczenie koni w średniowiecznej Polsce było bardzo zróżnicowane. Występowały bowiem konie gniade, kasztanowate, kare, ale także pstrokate.

"Są to zupełnie nowe ustalenia. Różnorodność naszym zdaniem brała się z estetycznych upodobań i preferencji obowiązujących w tamtym okresie oraz zmian tych preferencji. Trzeba pamiętać, że konie i ich rodzaje są świetnym nośnikiem wiedzy o transferach handlowych i migracji ludzi oraz idei" – powiedział archeozoolog.

W tej chwili naukowcy mają już także coraz więcej udokumentowanych szczątków koni w obrębie ludzkich cmentarzy.

"Często konie grzebane w tak ważnych miejscach dla człowieka służyły mu nawet 15-20 lat. Nie były to zwierzęta, które padły w boju. O ich użytkowaniu świadczą m.in. narośla kostne oraz zaawansowane zwyrodnienia w obrębie stawów i kręgosłupa. Obecnie pod kierunkiem prof. Macieja Janeczka trwają szczegółowe badania paleopatologiczne w Zakładzie Anatomii Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Można już jednak uznać, że te konie traktowane były jak członkowie rodów, jako instytucja sama w sobie (…)" – wskazał prof. Makowiecki.

Dodał jednak, że występuje pewna ambiwalencja, gdyż naukowcy wiedzą też o konsumowaniu koniny. "Nasza współczesna czułość nie jest niczym nowym. Tamci ludzie też mieli podobne myślenie, ale jednocześnie poza docenieniem uzyskiwali z koni surowiec zwierzęcy – mięso oraz kości, z których wytwarzano płozy sań oraz łyżwy. Kości konia ze względu na kształt i długość były do tego najbardziej przydatne. Wśród starszego grona archeozoologów byli sympatycy koni, którzy nigdy nie napisali w swych artykułach o zjadaniu koniny. Jednak o tym, że konie były zjadane, świadczy zebrany przez nas materiał, w postaci śladów rąbania na kościach. Trzeba jednak dodać, że koń na pewno nie był hodowany po to, aby go zjeść. W tym celu trzymano liczne stada świń, bydła, owcy i kozy" – stwierdził prof. Makowiecki.

Dodał, że nie rozpoczął badań od najstarszych dziejów konia, ale od tych średniowiecznych, bo materiał z tego okresu jest olbrzymi, co pozwala łatwiej przetestować przyjętą w projekcie strategię badawczą, poznać przydatność najnowszych metod badań genetycznych i izotopowych.

"Doświadczenia będą bardzo przydatne do studiów nad końmi prehistorycznymi, których kości są zdecydowanie mniej liczne" – zakończył naukowiec.

KABANOSY Z NASZYCH ARABÓW…

Data: 16.12.2019 16:11

Autor: FiligranowyGucio

facebook.com

KABANOSY Z NASZYCH ARABÓW…

2 lata temu, gdy sytuacja naszych stadnin koni była już zła, ale jeszcze nie tragiczna, a ten sk… Jurgiel wciskał nam kity o wprowadzaniu w stadninach jakiegoś PIS-owskiego „programu naprawczego” (?!), przepowiadałem, że za 4-5 lat nasze konie PIS przerobi na kabanosy. Bo oni tylko to potrafią! Jurgiel nie potrafi sklecić zdania w języku polskim, więc każda reforma w jego wykonaniu musi zakończyć się klęską! Poza tym o hodowli arabów PIS-owcy nie mają pojęcia, ale żreć lubią. Więc teraz końskie kabanosy będą jak znalazł…

Nie doceniłem tej PIS-owskiej swołoczy. Z całkowitym zniszczeniem stadnin uwinęli się w 2 lata. Jak im na czymś bardzo zależy, to jednak potrafią się sprężyć. Tu nie trzeba było nawet nocnych głosowań w Sejmie i błyskawicznego podpisywania „ustaw” przez tę kanalię. Konie głosu nie mają, bronić się przed PIS-em nie mogły. A protestami hodowców nikt się na Nowogrodzkiej nie przejmował. Więc niszczenie hodowli koni poszło błyskawicznie, tym bardziej, że korzystał na tym konkurencyjny hodowca koni, PIS-owski senator Jan Dobrzyński, przyjaciel ministra Jurgiela… Który przyczynił się do zwolnienia z pracy Marka Treli i Jerzego Białoboka, poprzednich dyrektorów stadnin w Janowie i Michałowie. Pomagał mu związany z PIS-em hodowca koni Andrzej Wójtowicz.

Na dorobek i renomę naszych stadnin pracowały całe pokolenia Polaków. Od 200 lat! Miłośnicy i hodowcy koni, pasjonaci, kawalerzyści. Stadniny przetrwały rozbiory, powstania niepodległościowe, obie wojny światowe i okupację hitlerowską, czasy komuny. Nie dały rady przetrwać PIS-u… Wystarczyło fatalnymi decyzjami personalnymi, świadomym sabotażem, zwykłym złodziejstwem i ustawianymi „aukcjami” zepsuć ich renomę i odstraszyć potencjalnych klientów. W zeszłym roku za kilkanaście koni uzyskano taką cenę łączną, jaką 4-5 lat temu uzyskiwano za jedną klacz!

Symbolem przestępczych działań i totalnej nieudolności PIS-owskich nominatów tego debila Jurgiela była „aukcja” arabów w Janowie 2 lata temu… Kiedy to 3 klientów z Niemiec, Danii i Szwecji potwierdziło, że cała ta „aukcja” była zwykłą ustawką, a im proponowano zakup koni po cenach o połowę niższych, niż licytowane. Czy chodziło o unieważnienie wyników licytacji i potem sprzedaż koni po cichu, już „na własny rachunek”? To takie typowo PIS-owskie… Minęły 2 lata, są dziesiątki świadków, w tym obcokrajowcy. Czy słyszał ktoś, aby PIS-owska prokuratura postawiła któremuś z PIS-owskich decydentów jakieś zarzuty???

Stadniny są spółkami prawa handlowego. A to oznacza, że możliwości dofinansowania ich przez budżet są bardzo ograniczone. Do czasu objęcia władzy przez bolszewików z PIS-u nie było to problemem, bo stadniny były w świetnej kondycji finansowej i nie potrzebowały pomocy państwa. Gdy po 2 latach swoich rządów PIS-owcy zorientowali się, że nasze stadniny zaczynają dogorywać, mogli je jeszcze ratować! Wystarczyłaby jedna ustawa zmieniająca ich status! Ale PIS-owcy mieli wtedy na głowie dużo ważniejsze dla nich ustawy… Te niszczące Sąd Najwyższy i demolujące nasze sądownictwo. Końmi nikt się nie przejmował… A poza tym, gdyby uratowali stadniny, to z czego by teraz robili kabanosy dla pani Pawłowicz?

Dziękuję za uwagę.

I proszę o udostępnianie tego tekstu gdzie się da, komu się da i kiedy się da…

Olga Mazur

#komentarze #fb #polityka #konie #polska

USA - Psy i konie po służbie nie będą już zabijane

Data: 07.11.2019 15:17

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #teksas #usa #policja #zabijanie #psy #konie

Kongres stanu Teksas zdecydował, że psy i konie policyjne kończące służbę, nie będą już zabijane. Do tej pory prawo stanowe wymagało, by zwierzę, które jest za stare do pracy w policji, zostało sprzedane na aukcji lub uśpione.

USA – Psy i konie po służbie nie będą już zabijane

Jak poinformował „Washington Post”, prawo Teksasu traktowało do tej pory zwierzęta policyjne jako „ruchomość” należącą do służb bezpieczeństwa; w związku z tym tak jak broń ruchomość ta powinna zostać zniszczona, gdy przestaje się nadawać do użytku.

Teraz, dzięki lobbingowi organizacji broniących praw zwierząt oraz stowarzyszenia szeryfów Teksasu, psy i konie będą mogły być adoptowane za darmo przez ich służbowych opiekunów lub „inne wykwalifikowane osoby”.

Policjanci do tej pory starali się „kreatywnie obchodzić przepisy” – informuje gazeta. Szef stowarzyszenia szeryfów i zarazem szeryf hrabstwa Collin Jim Skinner powiedział, że gdy objął tę funkcję, zastał w swojej komendzie dwa stare i schorowane psy, więc by je uratować, formalnie nie pozwolił im pójść na emeryturę, a jedynie „zwolnił je z aktywnych czynności służbowych”.

Departament Policji w Austin po prostu sprzedawał opiekunom psy i konie za symbolicznego dolara.

Jak komentuje dziennik, dotychczasowa praktyka stawiała policjantów przed trudnym wyborem etycznym, ponieważ mogli albo ratować zwierzęta, albo respektować prawo.

Poprzednie przepisy dotyczące psów były tym dziwniejsze, że policyjne komendy organizowały psom, odchodzącym na emeryturę uroczyste odprawy. Wkrótce potem musiały oddać zwierzęta do uśpienia.