Red Bull bije rekord świata w pit stopie 1,82 w Grand Prix Brazylii (wideo)

Data: 18.11.2019 20:57

Autor: ziemianin

formula1.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motosport #formula1 #f1 #brazylia

Podczas Grand Prix Brazylii Red Bull Racing ustanowił po raz trzeci w 2019 roku rekord świata pit stopu wynoszący 1,82s dla Maxa Verstappena . Zespół wcześniej ustanowił rekordy w Wielkiej Brytanii (1,91s) i Niemczech (1,88s), zanim pokonał swój własny rekord w São Paulo.

Red Bull bije rekord świata w pit stopie 1,82 w Grand Prix Brazylii (wideo)

A tu pierwsza trójka z najszybszymi pit stopami

Niemiecki dziennik napisał o „polskim antysemityzmie”. Interweniuje ambasador RP w Berlinie

Data: 18.11.2019 18:26

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #marszniepodleglosci #ambasadorRP #antyzemityzm #neonazimz #tvpinfo

Polski ambasador w Niemczech podjął interwencję w sprawie wczorajszej publikacji dziennika „Die Welt”. Napisał on, że w Polsce 11 listopada neonaziści z całej Europy wyszli na ulice z hasłami antyżydowskimi.

Niemiecki dziennik napisał o „polskim antysemityzmie”. Interweniuje ambasador RP w Berlinie

Jak dowiedziało się Polskie Radio, ambasador RP w Berlinie, profesor Andrzej Przyłębski, w liście do redaktora naczelnego niedzielnego wydania „Die Welt”, „Welt am Sonntag”, zażądał umieszczenia na stronie internetowej gazety sprostowania skandalicznych informacji.

Według publikacji dziennika marsze z okazji niepodległości, organizowane 11 listopada, były okazją do manifestowania antysemityzmu.

Warto przypomnieć w tym kontekście, że kilka dni temu portal niemieckiego nadawcy „Deutsche Welle” informował o niepokojach w gminie żydowskiej w Duesseldorfie. Zdaniem przedstawicieli tamtejszej społeczności, w ostatnim czasie można zauważyć w państwie narastającą wrogość wobec Żydów. – W gminie dyskutuje się o tym, kiedy nadejdzie czas, żeby opuścić Niemcy –mówił cytowany przez „Deutsche Welle" dyrektor gminy Michael Szentei-Heise.

W reakcji na publikację „Die Welt” ambasador RP napisał, że „marsze te są manifestacją miłości do ojczyzny i spotkaniem wszystkich, dla których Polska jest wartością". Zaznaczył, że także wśród Żydów było wielu polskich patriotów.

„Najwyższy czas, aby ponoć dobrze wykształceni niemieccy dziennikarze uświadomili sobie różnicę między nacjonalizmem i patriotyzmem" – dodał Andrzej Przyłębski. Jak wynika z ustaleń Polskiego Radia, redaktor naczelny „Welt Am Sonntag” już zareagował na list polskiego ambasadora.

Dlaczego PiS podnosi akcyzę i składki? Dlatego, że ZUS-owi zabraknie aż 211 mld zł!

Data: 18.11.2019 18:23

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zus #niewygodneinfo #akcyza #gospodarka #rzad #budzet #pieniadze

Kiedy cała Polska żyła tym, że Macierewicz ma zostać marszałkiem a Pawłowicz z Piotrowiczem mają trafić do TK, ZUS opublikował raport na temat wypłat rent i emerytur w latach 2020 – 2024. Okazuje się, że na ten cel zabraknie mu aż 211 mld zł. I to w wariancie optymistycznym! PiS chce, aby brakujący deficyt pokryli podatnicy. Przynajmniej częściowo. Dlatego politycy tej partii forsują pomysły wzrostu akcyzy i zniesienia limitu 30-krotności składek ZUS. Alternatywą mogło by być ograniczenie wydatków socjalno-wyborczych, ale na to brakuje – póki co – odwagi.

Dlaczego PiS podnosi akcyzę i składki? Dlatego, że ZUS-owi zabraknie aż 211 mld zł!

Istotą funkcjonującego w naszym kraju systemu emerytalnego, którego gwarantem jest ZUS, jest tzw. solidarność społeczna, a dokładnie solidarność międzypokoleniowa. W największym uproszczeniu polega ona na tym, że ludzie w wieku produkcyjnym (ci którzy pracują) utrzymują poprzez składki do ZUS swoich rodziców i dziadków, którzy pracować już nie mogą lub nie muszą. Innymi słowy – bieżące świadczenia emerytalne finansują młodsze pokolenia.

System ten działa idealnie, gdy mamy do czynienia z tzw. zastępowalnością pokoleniową, czyli sytuacją, w której każdy ma co najmniej dwójkę dzieci, a jedna osoba pobierająca świadczenia emerytalno-rentowe jest "utrzymywana" przez minimum 6 osób, które pracują i odkładają składki do ZUS.

Niestety w Polsce kilkanaście lat temu doszło do załamania się struktury demograficznej. Populacja ludzi młodych zaczęła się kurczyć, przy jednoczesnym wzroście liczby emerytów. Trend ten z roku na rok się nasila. Zdaniem prognoz ZUS liczba osób w wieku produkcyjnym (mężczyźni w wieku 18-64 lata i kobiety w wieku 18-59 lat) w 2024 roku osiągnie poziom o przeszło 1,0 mln mniejszy niż w 2019 roku. Tymczasem populacja osób w wieku poprodukcyjnym (mężczyźni w wieku 65 lat i więcej oraz kobiety w wieku 60 lat i więcej) będzie ciągle rosła, by 2024 roku osiągnąć poziom o ponad 0,8 mln osób większy niż w 2019 roku.

Coraz mniej osób pracujących będzie finansowało (poprzez składki) coraz więcej emerytów, których utrzymanie będzie kosztowało coraz więcej pieniędzy. Efektem będzie poszerzający się deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (czyli jednostki odpowiedzialnej za dostarczanie pieniędzy do ZUS), który nawet przy optymistycznych założeniach w latach 2020 – 2024 wyniesie blisko 211 mld zł.

Aby zlikwidować tak wielki deficyt każdy aktywny zawodowo Polak w wieku produkcyjnym (tj. 15,8 mln osób) powinien dobrowolnie oddać do ZUS około 13,3 tys. zł ponad to, co w latach 2020 – 2024 i tak zapłaci w składkach na ubezpieczenia społeczne. Wiadomym jest, że nikt sam od siebie takiej kwoty do ZUS nie wpłaci, dlatego też PiS chce wprowadzić częściowy przymus. Likwidacja limitu 30-krotności w składach na ZUS przyczyni się do tego, że ok. 370 tys. osób będzie musiało zapłacić w skali roku dodatkowe 8 – 9 mld zł więcej. Podwyższenie akcyzy również przyniesie budżetowi dodatkowe pieniądze. W efekcie skala planowanego deficytu powinna się zmniejszyć, nadal jednak będzie ona liczna w dziesiątkach miliardów złotych w ciągu roku. W takich okolicznościach zasadnym jest pytanie o to, czy w najbliższym czasie możemy się spodziewać wzrostu kolejnych podatków? A może PiS odważy się na ograniczenie wydatków socjalno-wyborczych?

Disney ostrzega przed swoimi filmami: „mogą zawierać rasistowskie stereotypy”

Data: 18.11.2019 17:48

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Disney #filmy #lewica #idioci #rasizm #Aktualnosci #Kultura

Disney zamierza ostrzegać przed swoimi starszymi filmami. „Mogą zawierać rasistowskie stereotypy” – apeluje wytwórnia. To nie pierwszy raz, gdy staje po stronie lewicowej retoryki.

Disney ostrzega przed swoimi filmami: „mogą zawierać rasistowskie stereotypy”

„Przed starszymi filmami Disney+ zamieszcza disclaimer, że mogą zawierać „rasistowskie stereotypy”. Np. w „Dumbo” (1941) ptaki uczące słonika latać mają „wyraźny murzyński akcent”, a koty syjamskie w „Zakochanym kundlu” (1955) to „rasizm wobec Azjatów” – napisał na Twitterze Adam Gwiazda.

🤡 Przed starszymi filmami Disney+ zamieszcza disclaimer, że mogą zawierać "rasistowskie stereotypy". Np. w "Dumbo" (1941) ptaki uczące słonika latać mają "wyraźny murzyński akcent", a koty syjamskie w "Zakochanym kundlu" (1955) to "rasizm wobec Azjatów".

https://t.co/85sF73UNhI

— Adam Gwiazda (@delestoile) 17 listopada 2019

Kilka miesięcy temu szef wytwórni opowiedział się za kulturą śmierci i zagroził stanowi Georgia w USA za prawo zakazujące aborcji od momentu bicia serca dziecka. Wprost powiedział, że zaprzestania filmowania w Georgii jeśli prawo przyjęte w marcu nie zostanie cofnięte.

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK)

Data: 18.11.2019 17:37

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #ppk #PracowniczePlanyKapitalowe #zlodzieje #matusiak

Otwarte Fundusze Emerytalne przelane im przez ZUS środki ze składki pracowników po potrąceniu potężnych prowizji i opłat w części "inwestowały" na giełdzie czyli warszawskiej szulerni lub spółdzielni oszustów. OFE inwestowały przykładowo w Krazuowe spółki Petrolinvest i Bioton. Były to wehikuły służące do skutecznego, całkowitego oddzielenia leszczy od gotówki. Pierwsza emerytura wypłacona z OFE miała wysokość 22,5 złotego.

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK)

Polskie Inwestycje Rozwojowe miały mieć astronomiczny budżet około 1000 mld złotych i to ówczesnych złotych. Nagrana u Sowy poprzednia ekipa rządowa lapidarnie ale przekonująco wyjaśniła czym jest PIR – CHDiKP.

W co będą teraz "inwestowane" środki z Pracowniczych Planów Kapitałowych ? PPK już są prowadzone przez te same banki które prowadziły OFE. Ani lud Polski, ani pracownicy banków ani szulerzy ani faktycznie rządzący się nie zmienili. Będą tradycyjnie inwestowane w Słomiane Misie a cała para oczywiście pójdzie w gwizdek.

Mądrość Kochanowskiego okazuje się być ponadczasowa: "Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi"

Protoplasta Platformy Oszustów został powołany do życia przez rząd niemiecki rękami wywiadu za niemieckie pieniądze i polską bezpiekę po to aby dbać o niemieckie i mafijne interesy w Polsce. PiS jawnie pracuje na rzecz USA i Izraela. Ale poza tym są to całkowicie bezideowe partie władzy. Wszyscy chcą wyjadać konfitury i umoczyć pysk w melasie. Chcą pieniędzy, kochanek, samochodów, prostytutek…

Uważają że teraz jest ich pięć minut i im się należy po latach biedowania. Wędrówki stad posłów po partiach są znane od blisko 30 lat ! Posłowie zmieniając partie nie zmieniają przy tym poglądów bowiem ich nie mają. Niczym z gliny można z nich ulepić to co sponsor sobie życzy.

Trwa wesołe przedstawienie dla ludu na obrotowej kabaretowej scenie politycznej III RP.

Wykaz partii, do których należeli obecni ministrowie i parlamentarzyści PiS:

  1. Prawo i Sprawiedliwość

  2. Solidarna Polska

  3. Porozumienie Jarosława Gowina

  4. Partia Republikańska

  5. Akcja Wyborcza Solidarność

  6. Chrześcijańsko – Demokratyczne Stronnictwo Pracy

  7. Koalicja Konserwatywna

  8. Koalicja Republikańska

  9. Konfederacja Polski Niepodległej

  10. Konfederacja Polski Niepodległej – Obóz Patriotyczny

  11. Kukiz '15

  12. Liga Polskich Rodzin

  13. Liga Republikańska

  14. Nowoczesna

  15. Partia Chrześcijańskich Demokratów

  16. Partia Konserwatywna

  17. Partia Wolności

  18. Platforma Obywatelska

  19. Polska Jest Najważniejsza

  20. Polska Partia Socjalistyczna

  21. Polska Plus

  22. Polska Razem Jarosława Gowina

  23. Polskie Stronnictwo Ludowe

  24. Polskie Stronnictwo Ludowe – Porozumienie Ludowe

  25. Porozumienie Centrum

  26. Porozumienie Polskich Chrześcijańskich Demokratów

  27. Porozumienie Polskie

  28. Przymierze Prawicy

  29. Ruch Chrześcijańsko – Narodowy Akcja Polska

  30. Ruch dla Rzeczypospolitej

  31. Ruch Katolicko – Narodowy

  32. Ruch Ludowo – Narodowy

  33. Ruch Obywatelski Akcja Demokratyczna

  34. Ruch Odbudowy Polski

  35. Ruch Patriotyczny

  36. Ruch Społeczny Akcja Wyborcza Solidarność

  37. Samoobrona RP

  38. Stronnictwo Konserwatywno – Ludowe

  39. Stronnictwo Konserwatywno –Ludowe – Ruch Nowej Polski

  40. Stronnictwo „Piast”

  41. Unia Polityki Realnej

  42. Unia Wolności

  43. Zjednoczenie Chrześcijańsko –Narodowe

  44. Zjednoczenie Polskie

  45. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza

  46. Stronnictwo Demokratyczne

  47. Zjednoczone Stronnictwo Ludowe

  48. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza

Ile lat ma Twój pies? Powstał naukowy przelicznik wieku psów na ludzki

Data: 18.11.2019 17:28

Autor: ziemianin

sciencemag.org

#codziennaprasowka #informacje #ciekawostki #wiadomosci #wiek #pies #przelicznik #wiekpsa #wiekczlowieka

Popularne przekonanie mówi, że jeden rok życia psa odpowiada 7 latom życia człowieka. Oznaczałoby to, że 14-letni pies to odpowiednik ludzkiego 100-latka. Naukowcy zaproponowali jednak znacznie lepszy przelicznik wieku psiego na ludzki. Przelicznik bazujący na najnowszych osiągnięciach nauki.

Ile lat ma Twój pies? Powstał naukowy przelicznik wieku psów na ludzki

Obecnie nauka o starzeniu się bazuje na zachodzących z wiekiem chemicznych modyfikacjach DNA, czyli na zegarze epigenetycznym. Każde dodanie grupy metylowej do DNA oznacza odliczanie naszego wieku, czyli wpływu chorób, tryb życia i genetyka na kondycję naszego organizmu. Podobny mechanizm działa też u innych zwierząt.

Genetyk Try Ideker z University of California, San Diego (UCSD) wraz z zespołem, postanowił sprawdzić, jak zegary biologiczne zwierząt różnią się od zegara biologicznego człowieka. Uczeni rozpoczęli prace od psów. Wybrali właśnie te zwierzęta, gdyż żyją one w tym samym środowisku co ludzie, a wiele z nich jest otoczonych podobną opieką medyczną co ludzie.

Wszystkie psy, niezależnie od rasy, osiągają dojrzałość płciową około 10. miesiąca życia i umierają przed 20. rokiem życia. Ideker, chcąc zwiększyć swoje szanse na zidentyfikowanie psiego zegara biologicznego skupił się na jednej rasie – labradorach retrieverach.

Naukowcy przeanalizowali wzorce metylacji u 104 psów, których wiek wahał się od 4 tygodni do 16 lat. Badania ujawniły, że psy – a na pewno labradory – wykazują podobne do ludzi wzorce metylacji DNA związane z wiekiem. Podobieństwa mutacji w tych samych regionach DNA były najbardziej widoczne u młodych psów i młodych ludzi oraz starych psów i starych ludzi.

Najważniejszym spostrzeżeniem było odkrycie, że w pewnych grupach genów odpowiedzialnych za rozwój metylacja w miarę starzenia się zachodzi bardzo podobnie. To zaś sugeruje, że – przynajmniej pod niektórymi względami – proces starzenia się jest tym samym, co proces rozwoju oraz że przynajmniej te zmiany są ewolucyjnie podobne u ssaków.

Już wcześniej wiedzieliśmy, że psy wraz z wiekiem cierpią na te same choroby i podlegają takim samym zmianom poznawczym co ludzie. Tutaj mamy dowód na to, że również na poziomie molekularnym zachodzą podobne zmiany, mówi Matt Kaeberlein, biogerontolog z University of Washington, który nie był zaangażowany w najnowsze badania. Widać zatem, że dzielimy z psami również zegar biologiczny.

Na podstawie swoich badań naukowcy stwierdzili, że wzór na przeliczenie wieku psa na wiek człowieka wygląda następująco: wiek człowieka = 16 ln(wiek psa) + 31. Innymi słowy należy logarytm naturalny z wieku psa pomnożyć przez 16 i dodać 31.

Wynika z tego, że 7-tygodniowy szczeniak, gdyby był człowiekiem, miałby 9 miesięcy. W tym mniej więcej czasie u młodych obu gatunków zaczynają wyżynać się zęby. Formuła ta dobrze też pasuje do przeciętnej długości życia labradora i człowieka. W przypadku tej rasy wynosi ona bowiem 12 lat, a w przypadku ludzi jest to 70 lat.

Na początku życia zegar biologiczny psa bije znacznie szybciej niż człowieka. Dwuletni labrador wciąż zachowuje się jak szczeniak, ale gdyby był człowiekiem, wchodziłby w wiek średni.

Wspomniany wyżej Matt Kaeberlein rozpoczął niedawno Dog Aging Project, który jest otwarty dla wszystkich ras psów. Uczony chce dowiedzieć się, dlaczego niektóre psy chorują we wczesnym wieku i szybciej umierają, a inne cieszą się długim życiem bez chorób.


Wiek psa (w latach) Odpowiednik wieku człowieka (w latach)

1 31,0

2 42,1

3 48,6

4 53,2

5 56,8

6 59,7

7 62,1

8 64,3

9 66,2

10 67,8

11 69,4

12 70,8

13 72,0

14 73,2

15 74,3

16 75,4

17 76,3

18 77,2

19 78,1

20 78,9

21 79,7

22 80,5

W Londynie odsłonięto tablicę poświęconą polskim kryptologom, którzy złamali Enigmę

Data: 18.11.2019 17:22

Autor: ziemianin

kopalniawiedzy.pl

#codziennaprasowka #informacje #ciekawostki #wiadomosci #enigma #londyn #Rejewski #Rozycki #Zygalski

W niedzielę w kościele pod wezwaniem Św. Andrzeja Boboli w Londynie odsłonięto tablicę, upamiętniającą matematyków Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego, którzy przyczynili się do złamania szyfru niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma.

W Londynie odsłonięto tablicę poświęconą polskim kryptologom, którzy złamali Enigmę

Tablicę, wykonaną z brązu i sfinansowaną przez Ambasadę RP w Londynie, odsłonił ambasador Arkady Rzegocki.

W przededniu święta odzyskania niepodległości zebraliśmy się dziś, żeby uhonorować dokonania ludzi, których umiejętności, upór i poczucie misji pomogły skrócić największy w dziejach ludzkości konflikt wojenny – mówił podczas uroczystości ambasador, przypominając, że w tym roku przypada nie tylko 80. rocznica wybuchu II wojny światowej, ale też przekazania przez Polaków metod łamania szyfru Enigmy Francuzom i Brytyjczykom, co miało miejsce tuż przed rozpoczęciem wojny.

Wyraził on nadzieję, iż dokonania polskich kryptologów, wciąż jeszcze niewystarczająco znane na świecie, dzięki podejmowanym działaniom na rzecz ich rozpropagowania zostaną w należyty sposób docenione.

Dzisiejsza uroczystość jest kolejnym bardzo ważnym krokiem w kierunku upowszechniania wiedzy o historii polskiego wkładu w zwycięstwo aliantów w II wojnie światowej. Odkrycia bohaterów dzisiejszej uroczystości przyczyniły się do ocalenia milionów ludzkich istnień. Niech ta tablica przypomina nam i przyszłym pokoleniom o ich poświeceniu, a wysiłki polskich matematyków i współpraca z Brytyjczykami i Francuzami niech będą ważnym punktem odniesienia dla budowania jeszcze bliższych relacji między naszymi narodami – mówił ambasador Rzegocki.

Osłonięcie tablicy w kościele św. Andrzeja Boboli, to już kolejna inicjatywa mająca na celu przypomnienie o zasługach polskich kryptologów. W 2002 r. w posiadłości Bletchley Park, gdzie w czasie II wojny światowej mieściła się kwatera brytyjskich kryptologów, odsłonięto tablicę informującą o tym, iż Rejewski, Różycki i Zygalski byli pierwszymi, którzy złamali szyfr Enigmy. Taka sama tablica wisi w ambasadzie RP. Z kolei w siedzibie brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych obok egzemplarza Enigmy mieści się napis informujący o wkładzie polskich kryptologów w łamanie jej szyfru.

W marcu 2018 r., dzięki wieloletnim staraniom ambasady RP w Londynie, w ramach otwarcia nowej wieloletniej wystawy o bombach kryptologicznych w Bletchley Park stanęła sfinansowana przez ambasadę replika bomby kryptologicznej Rejewskiego.

We wrześniu 2018 r. w ogrodzie pamięci w Chichester Crematorium odsłonięto tablicę upamiętniająca Zygalskiego, co było inicjatywą rodziny kryptologa, a w Bletchley Park i ambasadzie odbyła się premiera książki X, Y, Z. Prawdziwa historia złamania szyfru Enigmy autorstwa Dermota Turinga, w której autor podkreśla, że bez osiągnięć polskich naukowców, prace i odkrycia jego wujka Alana Turinga byłyby znaczcie spowolnione, o ile w ogóle możliwe.

Hakerzy masowo wykradają konta Disney+ i sprzedają w dark webie

Data: 18.11.2019 17:17

Autor: ziemianin

ithardware.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #disneyplus #netflix #hulu #amazonprime #kradziez #haker

Setki zhakowanych kont zalały fora, zaledwie kilka godzin po premierze Disney+

Hakerzy masowo wykradają konta Disney+ i sprzedają w dark webie

Mogłoby się wydawać, że nie istnieje zapotrzebowanie na zhakowane konta z serwisów streamingowych, ale skradzione dane logowania do Netflix, Hulu i Amazon Prime, które regularnie pojawiają się na sprzedaż na forach hakerskich, dowodzą czegoś zupełnie innego. Teraz, wraz z niedawno uruchomioną nową usługą przesyłania strumieniowego Disney+, w dark webie pojawił się nowy chodliwy towar – skradzione konta do nowej platformy. Długo wyczekiwana usług Disneya została uruchomiona w zeszłym tygodniu, przyciągając imponujące 10 milionów subskrybentów pierwszego dnia. Jednak nie wszyscy z tych 10 milionów nowych klientów byli zadowoleni; premiera Disney+ przebiegała pod znakiem problemów technicznych, a nawet strona internetowa Disney+ została w pewnym momencie wyłączona.

Problemów technicznych oczywiście można się spodziewać, gdy wprowadza się nowe usługi, ale nie spodziewano się, że setki (a nawet tysiące?) kont zostaną przejęte i wprowadzone do dark webu zaledwie kilka godzin po premierze Disney+. Twitter został zbombardowany wpisami o przejętych kontach, pojawiały się również doniesienia na forum Reddit. Użytkownicy zgłaszali, że ich hasła zostały zmienione i zostali wylogowani ze wszystkich urządzeń. ZDNet podaje, że część użytkowników wykorzystywała hasła z innych kont, jednak inni zapewniają, że użyli unikalnych haseł do swojego nowego konta Disney+. Nie jest obecnie jasne, w jaki sposób hakerzy weszli w posiadanie kont.

Obecnie fora hakerskie są zalewane przez skradzione konta, a ceny poświadczeń wynoszą od 3 do 7 USD. W niektórych przypadkach hakerzy oferowali dostęp do kont za darmo, ponieważ Disney + obecnie zezwala na udostępnianie kont. Disney wciąż nie zajął się tym problemem, a przynajmniej nie robią tego oficjalnie. Użytkownicy mogą obecnie jedynie tworzyć unikalne, silne hasła, z czym miliony ludzi najwyraźniej wciąż mają problemy . Dobrze byłoby też wdrożyć 2FA, co wzmocniłby zabezpieczenia dostępu do konta.

Hmmm? Partia Pracy chce zapewnić Brytyjczykom darmowy internet, za który zapłacą korporacje

Data: 18.11.2019 16:58

Autor: ziemianin

businessinsider.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wielkabrytania #internet #free #wifi

Brytyjska socjaldemokratyczna Partia Pracy wpadła na genialny pomysł, by uderzyć w technologicznych gigantów nowym podatkiem. Na cel partia wzięła Facebooka, Google i Amazon, których działalność miałaby zostać objęta nową daniną. Uzyskane w ten sposób fundusze miałyby zostać wykorzystane w konkretnym celu, a mianowicie przekazane na rozwój infrastruktury sieciowej kraju i udostępnienie darmowego Internetu obywatelom Wielkiej Brytanii. Mowa tutaj o sumie 20 miliardów funtów (około 25 miliardów dolarów).

Hmmm? Partia Pracy chce zapewnić Brytyjczykom darmowy internet, za który zapłacą korporacje

This is HUGE 🔥🔥🔥 [#GeneralElection19](/t/GeneralElection19) [#FastandFree](/t/FastandFree) [#BritishBroadband](/t/BritishBroadband) pic.twitter.com/WCeYje3ZU8

— Momentum (@PeoplesMomentum) November 15, 2019

Pieniądze te mają posłużyć na nacjonalizację infrastruktury oraz jej rozbudowę w ramach projektu British Broadband. Teoretycznie (bo szczegóły tego planu nie są jeszcze znane) miałoby to przynieść brytyjskim gospodarstwom około 30 funtów oszczędności miesięcznie i oczywiście zapewnić darmowy szybki dostęp do sieci. Projekt ten jest elementem kampanii wyborczej Partii Pracy w ramach zbliżających się wyborów, więc trzeba ten pomysł traktować ze sporym dystansem.

Laburzyści próbują przekonać brytyjskich wyborców, że ten Internet będzie naprawdę za darmo, a zapłacą za to korporacje. Prawda jest jednak taka, że na świecie nie ma nic za darmo i te pieniądze prędzej czy później, może nie bezpośrednio, ale i tak zostaną wyciągnięte z kieszeni podatników czy po prostu klientów. Sztandarowy przykład tej reguły znajdziemy również na naszym polskim podwórku. Wystarczy spojrzeć na stan naszej polskiej "darmowej" służby zdrowia.

Źródło

Dlaczego rządy wyłączają Internet w całych krajach? Są dwa powody.

Data: 18.11.2019 16:36

Autor: ziemianin

benchmark.pl

#codziennaprasowka #ciekawostki #informacje #wiadomosci #internet #wladza #swiat #kontrola #spoleczenstwo

Internet to dziś podstawowe źródła informacji. Internet jest też narzędziem, zapewniającym bezproblemową komunikację między ludźmi. Co więc robi rząd, gdy źle się dzieje? To proste: wyłącza Internet.

Dlaczego rządy wyłączają Internet w całych krajach? Są dwa powody.

Po tym, jak irański rząd wprowadził ponad 50-procentową podwyżkę cen paliw, mieszkańcy wyszli na ulicę i zaczęli protestować. W krótkim czasie lista głośno wypowiadanych zażaleń się wydłużyła i dlatego też władze zareagowały. W czasach spokoju zastanawiamy się, czy mamy dość szybki Internet, w niespokojnych czasach zaś trzeba się zastanawiać, czy w ogóle będziemy mieli do niego dostęp.

Władze Iranu wyłączyły Internet obywatelom. Po co?

Prawie cała krajowa łączność z Internetem została wstrzymana. Są dwa powody, dla których władze Iranu zdecydowały się na taki krok (choć oficjalnie nie potwierdziły, że do tego doszło, ale statystyki nie kłamią). Po pierwsze dzięki temu trudniej jest szerzyć wiadomości i ilustrować zakres protestów, co mogłoby działać na niekorzyść atmosfery w społeczeństwie, jak i wizerunku rządu na arenie międzynarodowej.

Po drugie ograniczenie dostępu do Internetu – przynajmniej teoretycznie – znacząco zmniejsza możliwości obywateli związane z organizowaniem się w grupy i prowadzeniem coraz większych protestów na ulicach. Wszak zwykle do tego celu wykorzystuje się dziś portale społecznościowe.

Wyłączają Internet, gdy źle się dzieje. To niepokojący trend

Dziś nasze życie w dużej mierze opiera się na Internecie – globalna sieć służy nam do komunikacji i uzyskiwania informacji. Władze są tego świadome i wiedzą też, że mają w związku z tym w rękach poważną broń. Wystarczy, że wyłączą połączenie i już mniej informacji dociera do obywateli, a ci mogą dzielić się mniejszą ilością informacji z resztą świata.

Niepokojące jest to, że o wyłączeniu Internetu słyszymy coraz częściej. Przed Iranem na taki krok zdecydowały się między innymi Indie i Pakistan, a władze Rosji uchwaliły prawo, pozwalające im na nieograniczone blokowanie ruchu „w przypadku zagrożenia”.

Co drugi odbiorca zasiłków w Niemczech jest imigrantem

Data: 18.11.2019 16:25

Autor: ziemianin

bild.de

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #imigranci #zasilek #pasozyty

W Niemczech ponownie wzrósł odsetek osób pobierających zasiłki społeczne, posiadających jednocześnie korzenie imigracyjne. Jest to widoczne zwłaszcza wśród odbiorców zapomogi dla osób bezrobotnych, ponieważ w ich wypadku obcokrajowcy stanowią już nieco więcej niż połowę ich beneficjentów.

wymagany niemiecki

Co drugi odbiorca zasiłków w Niemczech jest imigrantem

Bulwarówka „Bild” powołując się na dane z końca czerwca, przygotowane przez niemiecki Federalny Urząd Zatrudnienia, informuje o odsetku osób pochodzenia imigracyjnego pobierających świadczenia społeczne. Wynika z nich, że do ich kieszeni trafia 47,2 proc. wszystkich świadczeń społecznych przyznawanych z państwowych środków budżetowych, a ogółem stanowią oni 36,7 proc. wszystkich bezrobotnych.

Odsetek ten jest jeszcze wyższy w przypadku Hartz IV, czyli świadczenia dla bezrobotnych wypłacanego według stałych stawek zależnych od stopnia zapotrzebowania. W tym wypadku dokładnie 52,7 proc. jego odbiorców to imigranci. Dodatkowo w przypadku każdej z kategorii zasiłków liczba pobierających go obcokrajowców zrosła w ciągu ostatniego roku o 2 pkt. proc.

Liczba ta rośnie zresztą z każdym rokiem. Jeszcze w 2014 r. odsetek bezrobotnych imigrantów pobierających zasiłki wynosił 36,4 proc. Należy jednocześnie zauważyć, że dane dotyczące pochodzenia odbiorców takich świadczeń nie są dokładne, ponieważ opierają się na dobrowolnych ankietach wydawanych w Urzędach Pracy, które są gromadzone od 2011 r.

Ogółem w październiku bieżącego roku odnotowano 2,2 mln osób, które zostały oficjalnie zarejestrowane jako pozostające bez miejsca stałego zatrudnienia.

Źródło: bild.de

Skazany za obronę napisu o problemie pedofilii

Data: 18.11.2019 16:18

Autor: ziemianin

autonom.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sady #lewackalogika #sady #pedofilia

Sąd we Wrocławiu w swoim nieprawomocnym wyroku skazał Macieja K. na rok bezwzględnego więzienia i pięć tysięcy złotych grzywny, ponieważ bronił on napisu na murze poruszającego problem pedofilii w środowiskach LGBT. Chociaż nie było żadnych świadków zajścia, sędziowie przychylili się do wersji wydarzeń przedstawionej przez Przemysława W., zawodowego „antyfaszystę” pracującego dla czołowych lewicowych mediów.

Skazany za obronę napisu o problemie pedofilii

Postępowanie sądowe toczyło się na wniosek prokuratora, który w swoim akcie oskarżenia odnosił się do wydarzenia mającego miejsce w pobliżu mostu Trzebnickiego nad Odrą we Wrocławiu. Dokładnie 25 lipca bieżącego roku w tym miejscu miało dojść do rzekomego pobicia Przemysława W., publicysty tropiącego „faszyzm” między innymi dla „Krytyki Politycznej” czy portalu OKO. press.

Dziennikarz miał bowiem niszczyć napis na murze o treści „Stop pedofilom z LGBT”, który zwraca uwagę na problem wielokrotnie udokumentowanej obecności osób o skłonnościach pedofilskich w światowym ruchu mniejszości seksualnych. Według wersji wydarzeń przedstawionych przez Przemysława W., miał on zostać pobity przez wspomnianego Macieja K. Co najbardziej ciekawe, niemal chwilę po tym wydarzeniu zakrwawiony Przemysław W. udzielił wywiadu stacjom RMF FM i Radia Zet, a także uprawiał cierpiętnictwo za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Inną wersję wydarzeń przedstawił natomiast skazany dzisiaj nieprawomocnym wyrokiem Maciej K. Według niego, Przemysław W. najpierw zaatakował go werbalnie przy pomocy obraźliwych słów, natomiast później uderzył go w czoło oraz wsadził palce w oczy. Tym samym zaatakowany w akcie samoobrony wdał się w bójkę z agresywnym lewicowym publicystą.

Sąd bez większych wątpliwości przyznał jednak rację dziennikarzowi, chociaż sam zauważał, że nie ma żadnych świadków tego zdarzenia, a więc nie można jednoznacznie zrekonstruować przebiegu wydarzeń. Zdaniem sędziego Tomasza Krawczyka cała wina leży po stronie oskarżonego, który miał pobić Przemysława W. z powodu jego przekonań politycznych, co ma stanowić „punkt zastanowienia dla każdego, kto chce przemocą reagować na poglądy drugiego człowieka”.

Źródło: rmf24

Ruszyła Szlachetna Paczka! Działa baza potrzebujących rodzin

Data: 17.11.2019 22:33

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #SzlachetnaPaczka #pomoc #pomocubogim

W sobotę rano ruszyła internetowa baza rodzin, spośród których każdy zainteresowany może wybrać tę, której zechce przygotować „szlachetną paczkę”. Prezenty trafią do rodzin w „weekend cudów”, podczas finału XIX edycji Szlachetnej Paczki – 7 i 8 grudnia.

Ruszyła Szlachetna Paczka! Działa baza potrzebujących rodzin

W związku z inauguracją tegorocznego projektu dziś w wojewódzkich miastach Polski planowane są uroczyste marsze wolontariuszy i sympatyków stowarzyszenia Wiosna (nie mylić z ruchem Roberta Biedronia!), które organizuje Szlachetną Paczkę.

Uruchomiona baza rodzin dostępna jest na stronie internetowej Szlachetnej Paczki.

"Do bazy wciąż trafiają nowe, przejmujące historie – każdego dnia wolontariusze Szlachetnej Paczki odbywają około 1000 spotkań z potrzebującymi rodzinami. Pomyślmy o tych, którym zabrakło szczęścia, możemy im pomóc"

– powiedziała Katarzyna Dąbek z biura prasowego projektu.

Jak dotąd organizatorzy wytypowali co najmniej 21 tys. rodzin i osób, które mogą potrzebować pomocy materialnej i niematerialnej. 12 tys. z nich już odwiedzili. Zgodnie z zapowiedziami wolontariusze jeszcze przez najbliższe tygodnie będą odwiedzać rodziny.

Ekolodzy darli się pod fermą kaczek! Ze stresu padło 180 ptaków... Też jesteś aktywistą tego typu?

Data: 17.11.2019 22:21

Autor: ziemianin

wsensie.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #belgia #kaczki #ekoswiry #ekoterroryzm #idioci

Belgia. AD 2019. Aktywiści "ekologiczni" z organizacji "Animal Resistance" demonstrowali przed farmą zajmującą się hodowlą kaczek. Tragifarsie towarzyszyła wrzawa i charakterystyczne dla tego typu akcji głośne okrzyki.

Ekolodzy darli się pod fermą kaczek! Ze stresu padło 180 ptaków… Też jesteś aktywistą tego typu?

"Belgijski producent Foie Gras zarzucił działaczom spowodowanie śmierci 180 kaczek na swojej farmie. Kaczki padły zaraz po ich proteście przeprowadzonym przed farmą 9 listopada. Od tamtej pory padło 180 ptaków. Rzecz w tym, że zwierzęta te są wyjątkowo podatne na stres. Gras nie ma wątpliwości, że to właśnie głośne krzyki eko-oszołomów wywołały u ptactwa szok, skutkujący śmiercią"

– relacjonuje wSensie.pl

Jak przekonuje producent Philippe Callemeyn, wywołanie tak potężnego i nagłego stresu to dla kaczek bardzo niebezpieczna sytuacja, której skutki są rozłożone w czasie.

""Animal Resistance" odpiera zarzuty i twierdzi, że te oskarżenia są taktyką "odwracania uwagi społeczeństwa od prawdziwego problemu". Organizacja zapewnia, że jej członkowie podjęli "wszelkie środki ostrożności", aby "nie traumatyzować zwierząt" i zapewnili nawet obecność weterynarza. Oskarżają też policję o to, że to ona mogła spowodować śmierć zwierząt"

– czytamy na wSensie.pl

Wygląda na to, że mamy kolejną powtórkę z rozrywki. Eko-aktywiści chcieli "dobrze", wyszło jak zwykle.

Włamał się do banku, ukradł pieniądze, opublikował raport z włamania

Data: 17.11.2019 22:07

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zaufanatrzeciastrona #cyberbezpieczenstwo #bank #Kajmany #PhineasFisher #PwC #wlamanie #wyciek

Rzadko mamy okazję czytać profesjonalne raporty z udanego włamania do banku. Jeszcze rzadziej raporty te publikuje sam włamywacz, nie mówiąc o bug bounty dla innych hakerów za kolejne włamania.

Włamał się do banku, ukradł pieniądze, opublikował raport z włamania

To jest jedna z ciekawszych historii, jakie przydarzyły się w ostatnich latach w naszej branży. Pamiętacie Phineasa Fishera, który włamał się do sieci producentów oprogramowania szpiegowskiego takich jak Gamma Group czy Hacking Team? Włamywacz nie poprzestał na tych atakach – jak twierdzi, w roku 2016 włamał się także do pewnego banku na Wyspie Man. Nie tylko ukradł stamtąd ponad 2 TB danych, ale wśród opublikowanych dokumentów zamieścił raport firmy PwC ze swojego włamania. Do tego ogłosił nagrodę dla innych włamywaczy, prawdopodobnie finansowaną ze środków wykradzionych z zaatakowanego banku. Co za historia! Ale po kolei.

2 TB danych z banku obsługującego bogaczy

Na Twitterze pojawił się wpis organizacji „Distributed Denial of Secrets” zawierający link do informacji wykradzionych z banku Cayman National Bank and Trust, który rzekomo brał udział w praniu pieniędzy rosyjskich oligarchów.

RELEASE: Sherwood – Copies of the servers of Cayman National Bank and Trust (CNBT), which has allegedly been used for money laundering by Russian oligarchs and others.



Includes a HackBack readme explaining Phineas Fisher's hack and exfiltration of funds. https://t.co/xoQLSjBFX3



— Distributed Denial of Secrets (@DDoSecrets) November 17, 2019

Pod linkiem znajdziemy ogromne zbiory danych, rzekomo wykradzione z ww. banku i zawierające nie tylko historię rachunków jego klientów, ale także kopię korespondencji elektronicznej pracowników banku. Dane te zostały wcześniej udostępnione konsorcjum dziennikarzy śledczych, a wkrótce zbiór ma zostać dołączony do publicznie dostępnej wyszukiwarki informacji.

Równocześnie w sieci pojawił się manifest Phineasa Fishera, który poinformował, że stał za tym włamaniem (tu krótsza wersja po angielsku – oryginał napisano po hiszpańsku). Phineas nie tylko opisuje okoliczności ataku (miał rzekomo użyć tego samego exploita, którym pokonał zabezpieczenia Hacking Teamu, o czym w kolejnym akapicie), ale także informuje, że ukradł kilkaset tysięcy dolarów, z których zamierza finansować nagrody dla innych włamywaczy, atakujących podobne cele. Pisze, że maksymalna nagroda może wynosić nawet 100 000 dolarów. Czas pokaże, czy przekona to innych napastników.

Przebieg włamania

W ustaleniu, jak doszło do włamania, pomogą nam dwa źródła – wpis Phineasa oraz ujawniony przy okazji raport z włamania, opracowany przez PwC. Pomoże też Google Translate, ponieważ Phineas pisze po hiszpańsku.

Raport PwC podkreśla dwa istotne elementy, ograniczające jego poziom szczegółowości. Pierwszy to niewielka dostępność logów – wiele informacji nie było przez bank w żaden sposób rejestrowanych, a pozostałe były dość szybko nadpisywane, przez co nie zachowała się pełna historia wydarzeń. Drugim ograniczeniem był budżet i zakres projektu – w wielu miejscach analitycy PwC wskazują, że danego wątku nie analizowali ze względu na ograniczenia projektowe.

Podczas gdy Phineas informuje, że dostał się do sieci za pomocą exploita na urządzenie sieciowe, PwC wskazuje, że nie znalazło oczywistych śladów pierwotnej infekcji z uwagi na brak logów. Informuje za to, że w przeskanowanej poczcie banku znalazło kilka przykładów ogólnych ataków oraz co najmniej jeden atak dedykowany – złośliwy kod dołączony do wiadomości poczty elektronicznej, korzystający z domeny sterującej założonej tuż przed atakiem. Sam Phineas komentuje, że być może nie był jedynym włamywaczem w sieci banku.

Co do kolejnych kroków obie strony w pełni się zgadzają – Phineas przeszedł do klasycznego działania włamywacza, czyli rozpoznania sieci i penetracji jej dodatkowych obszarów.

7 stycznia 2016 bank zorientował się, że kilka przelewów SWIFT zawiera błędy. To pozwoliło zidentyfikować fakt, że ktoś buszuje w jego sieci. 19 stycznia 2016 do analizy incydentu wynajęto PwC. Z 10 kluczowych systemów banku aż 7 znajdowało się pod kontrolą włamywacza. Atakującemu chodziło zarówno o kradzież informacji, jak i pieniędzy. Zgadza się to z wersją przedstawioną przez włamywacza. Sam Phineas przyznaje, że nie miał żadnego doświadczenia z systemem SWIFT i aby nauczyć się jego obsługi, zaczął od wyszukania plików z ciągiem „SWIFT” w nazwie i ich pobrania. Nie znalazł tam jednak wystarczająco szczegółowych instrukcji, dlatego na stacjach roboczych pracowników zajmujących się przelewami zainstalował złośliwe oprogramowanie, które zapisywało naciskane klawisze i robiło zrzuty ekranów. Jak twierdzi, zgromadzona w ten sposób wiedza bardzo mu pomogła. Pracownicy używali Citrixa, by łączyć się do usługi firmy Bottomline, gdzie obsługiwali interfejs systemu SWIFT. Do autoryzacji przelewu potrzebne były potwierdzenia trzech osób, ale Phineas przejął kontrolę nad wszystkimi trzema kontami.

Jak sam podkreśla, Phineas nie miał bladego pojęcia, jak używać systemu SWIFT i uczył się w trakcie próby kradzieży. Pierwsze przelewy udało mu się zlecić prawidłowo, jednak w kolejnych popełnił błędy, które go zdradziły. Najpierw podał zły kod waluty dla przelewów międzynarodowych, a w kolejnej próbie przekroczył limit transferów dla przelewów przyspieszonych. Oba błędy zostały zauważone przez pracowników banku, którzy zgłosili anomalie i zablokowali możliwość dalszej kradzieży.

Phineas pisze, jak wygodnie pracowało mu się z PowerShellem i raport PwC to potwierdza. Najstarsze wykryte ślady aktywności włamywacza w systemach firmy sięgają 8 grudnia 2015, jednak brak wcześniejszych logów nie wyklucza, że do włamania mogło dojść przed tą datą. Znaleziono między innymi ślady skanowania serwerów przez włamywacza z lipca 2015.

Między godziną pierwszej aktywności na pierwszym z zainfekowanych serwerów a uruchomieniem złośliwego kodu na kontrolerze domeny minęło 39 minut.

Raport PwC potwierdza, że włamywacz pilnie studiował ciekawe dokumenty firmy. Zwróćcie uwagę na nazwy plików.

Raport potwierdza także intensywne korzystanie z keyloggerów i próby dostania się do poczty pracowników. W dokumencie znajdziecie również analizę fragmentów skryptów i narzędzi użytych przez włamywacza.

PwC potwierdza ponadto, że do przelewów SWIFT doszło już 5 stycznia 2016, podczas gdy pierwszy przelew odrzucony został 6 stycznia wieczorem. Nie znajdziemy tam jednak informacji o wysokości strat poniesionych przez bank na skutek nieautoryzowanych transakcji. Raport zawiera oczywiście także sporą sekcję rekomendacji – zalecamy jej lekturę bankowym obrońcom.

Podsumowanie

Nie wiemy, dlaczego do publikacji danych doszło dopiero 3 lata po włamaniu. Nie wiemy też jeszcze, czy wśród klientów banku znajdują się Polacy (wstępny rzut oka na dostępne informacje nie wskazuje na bezpośrednie powiązania klientów z naszym krajem). Wiemy jednak, że to kolejny ciekawy przykład pokazujący, jak prosto jest włamać się do poważnej instytucji i – mamy nadzieję – kolejny wyraźny sygnał, że czas naprawdę zadbać w firmach o podstawy bezpieczeństwa. Lista rekomendacji z raportu PwC niech będzie drogowskazem, w którym kierunku podążać, by nie zostać bohaterami kolejnego wycieku.

Zrozumieć rosyjski wywiad. Rosnąca rola GRU w mediach społecznościowych

Data: 17.11.2019 11:56

Autor: ziemianin

cyberdefence24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rosja #polska #usa #gru #cyberbezpieczenstwo #cyberataki #socialmedia #mediaspolecznocciowe #facebook #dezinformacja #fakenewsy

Rosyjskie operacje prowadzone na platformach mediów społecznościowych mają swe korzenie w ugruntowanej od dziesięcioleci radzieckiej strategii propagandowej – wynika z raportu opublikowanego przez Stanford. Ich charakter zmieniał się wraz z rozwojem ery cyfrowej oraz ewolucją social mediów.

Zrozumieć rosyjski wywiad. Rosnąca rola GRU w mediach społecznościowych

Na zlecenie Komisji ds. Wywiadu Senatu Stanów Zjednoczonych eksperci Stanford w raporcie „Potemkin Pages & Personas: Assessing GRU Online Operations” przeanalizowali dane, odnoszące się do postów zamieszczanych na platformach mediów społecznościowych, które zostały udostępnione przez władze Facebooka. Wszystko odbyło się w ramach badania operacji wpływu, prowadzonych przez służby rosyjskiego wywiadu GRU.

Raport stworzony przez ekspertów Stanforda i w sposób szczegółowy analizuje zbiór danych przekazanych przez Facebooka. Na podstawie zdobytych informacji specjaliści przeprowadzili ogólny przegląd taktyk i metod działania GRU, a także przedstawili zestaw danych statystycznych pokazujących działalność rosyjskiego wywiadu. Dodatkowo sporządzony został wykaz rodzajów operacji realizowanych przez rosyjskie służby. Wśród nich można wymienić na przykład tworzenie fikcyjnych profili publikujących fake newsy lub inne prorosyjskie treści, działania dezinformacyjne wymierzone w Stany Zjednoczone bądź Ukrainę, a także operacje „hack and leak”, polegające na kradzieży informacji a potem ich publikacji.

Autorzy raportu wskazują, że ich celem jest uświadamianie społeczeństwa na temat złośliwych operacji prowadzonych w ramach social mediów oraz wgląd w działania GRU w kontekście „szerszego środowiska informacyjnego”.

Tło i kontekst

Główny Zarząd Wywiadowczy, zwany potocznie GRU, podlega rosyjskiemu ministrowi obrony i odpowiada za prowadzenie szeroko zakrojonych operacji wywiadowczych. Jest upoważniony do realizacji specjalistycznych zadań przy wykorzystaniu kapitału ludzkiego (np. operacje psychologiczne) oraz technologicznego (m.in. cyberataki).

„Rozprzestrzenianie się dezinformacji jest jedną z podstawowych praktyk działania w ramach walki informacyjnej i częścią szeregu mechanizmów operacji wpływu prowadzonych przez Rosję” – mówi treść raportu. Według autorów dokumentu tego typu działania GRU są w dużej mierze zgodne z ustalonym wzorem taktycznym znanym jako narrative laundering czy information laundering. Polega on na tworzeniu fikcyjnych historii, a następnie ich publikację oraz rozpowszechnianie poprzez tworzenie specyficznego „łańcucha cytatów” (citation chain), co w ostateczności ma sprawić, że dana wiadomość zostanie uznana przez użytkowników za wiarygodną.

Kolejnym sposobem działania rosyjskich służb jest tak zwany „boosterizm”, który charakteryzuje się tworzeniem treści, a następnie ich rozpowszechnieniem, jednak głównym celem tego typu operacji jest stworzenie przekonania, że stanowisko przedstawione w spreparowanej wiadomości reprezentuje „popularny punkt widzenia”.

Przykłady przedstawione w raporcie dobitnie pokazują, w jaki sposób strategie działania służb zmieniały się wraz z rozwojem ery cyfrowej, dostosowując swoje operacje do kolejnych osiągnięć technologicznych. Dzięki pojawieniu się mediów społecznościowych GRU mogło realizować kampanie wpływu na szeroką skalę, tworząc fikcyjne profile rozpowszechniające fake newsy.

„Kolejną praktyką działania GRU są włamania oraz złośliwe kampanie wycieków danych realizowane za pomocą cyberataków” – stwierdzono w raporcie. Według specjalistów Stanford kompetencje GRU w tym zakresie pokrywają się z obowiązkami innych rosyjskich służb specjalnych, co należy mieć na uwadze podczas badania problematyki rosyjskiej działalności w cyberprzestrzeni. „Rozróżnienie między kompetencjami tych służb wydaje się być dostrzegalne tylko dla podmiotów funkcjonujących wewnątrz nich” – czytamy w dokumencie.

Główne podejścia

Współczesne operacje wpływów realizowane przez Moskwę mają swoje korzenie w ugruntowanej od dziesięcioleci radzieckiej strategii propagandowej, polegającej na rozpowszechnianiu ujednoliconych publikacji. Tego typu operacje koncentrowały się przede wszystkim na tworzeniu długiej formy tekstu lub innego materiału zorientowanego na państwo, a następnie skutecznej kampanii rozpowszechniającej, wykorzystującej między innymi lokalne media.

W tym miejscu należy również podkreślić, że strategia działania GRU obejmuje także tworzenie think tanków i stron z „alternatywnymi wiadomościami”. Jak wskazano w raporcie – „te ośrodki analityczne i witryny medialne opierały się na tzw. personach, czyli fałszywych tożsamościach internetowych, które były utrzymywane przez określony czas lub działały na wielu innych platformach, próbując stworzyć wrażenie, że dany profil osoby jest w pełni prawdziwy”.

Następnie autorzy dokumentu podkreślają znaczenie operacji dezinformacyjnych prowadzonych przez Moskwę. „Zbiór kampanii dezinformacyjnych opisanych w tym dokumencie wydaje się być w dużej mierze porażką służb (…) GRU nie zrobiła nawet absolutnego minimum, aby osiągnąć wysoki poziom wiarygodności, z wyjątkiem niektórych treści zamieszczanych za pomocą Twittera” – wynika z raportu. To wszystko sugeruje, że w wielu przypadkach albo funkcjonariusze GRU nie koncertowali się na „dystrybucji społecznej” spreparowanych materiałów albo nie posiadali wystarczającego doświadczenia do prowadzenia tego typu operacji.

Jednak z drugiej strony eksperci zauważyli, że część kampanii zakończyła się sukcesem Moskwy. Mowa tutaj na przykład o operacjach propagandowych, mających na celu wykorzystanie środowiska medialnego do dystrybuowania propaństwowych treści za pomocą tradycyjnych źródeł informacji. Współcześnie zdecydowanie większą rolę odgrywają media społecznościowe, dzięki którym potencjalna wiadomość może dotrzeć do milionów odbiorców w niedługim czasie od jej publikacji.

W odniesieniu do złośliwych operacji GRU, w których wykorzystane zostały cyberataki specjaliści przywołali przykład amerykańskich wyborów prezydenckich z 2016 roku. Wówczas funkcjonariusze rosyjskiego wywiadu włamali się do systemów DNC z zamiarem zakłócenia przebiegu całej kampanii wyborczej. Podczas operacji próbowali wpłynąć również na nastroje społeczne oraz amerykańską scenę polityczną za pomocą manipulacji i wywierania wpływu na lokalne media. To wszystko obrazuje skalę zaangażowania GRU w ramach realizacji zadań na rzecz Kremla.

Aktywistka „uratowała” 16 królików. Doprowadziła do śmierci około 100 innych

Data: 17.11.2019 00:37

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ekoswiry #idioci #zwierzeta #ekoterroryzm #hiszpania #kroliki

„Mityczna Mia” to wegańska działaczka pochodząca z Wielkiej Brytanii. Na Instagramie obserwuje ją ponad 41 tys. użytkowników. To właśnie za pośrednictwem tego serwisu poinformowała, że wraz z innymi aktywistami udało jej się w niedzielę „uratować” 16 królików z fermy w hiszpańskiej gminie Gurb.

wideo

Aktywistka „uratowała” 16 królików. Doprowadziła do śmierci około 100 innych

"Rozwścieczeni pracownicy fermy mieli dusić aktywistów i okładać ich metalowymi prętami. Bójkę przerwała dopiero interwencja policji. Funkcjonariusze nakazali aktywistom opuścić teren fermy, odmawiając im obstawy. „Mityczna Mia” twierdzi, że jeden z farmerów do niej strzelił, czego dowodem mają być zdjęcia jej zakrwawionej twarzy"

– relacjonował serwis tvp.pl

"Rzecznik katalońskiej policji podaje, że tak naprawdę grupa aktywistów uwolniła 14 królików, a cała akcja miała bardzo poważne konsekwencje. Zamieszanie wywołane przez Brytyjkę i jej znajomych rozdrażniło króliki, które zaczęły rzucać się po klatkach. W ten sposób pięć samic w zaawansowanej ciąży uszkodziło sobie kręgosłupy i trzeba było je dobić. Inne zwierzęta poroniły"

– dowiadujemy się z relacji prasowych.

Większość królików wykradzionych przez aktywistów to karmiące samice. Ich brak sprawił, że trzeba było dodatkowo uśpić ok. 90 młodych, które nie mogłyby przetrwać bez matek.

Posłanka Zielonych o przekopie Mierzei Wiślanej: Woda z Wisły ucieknie do morza i będzie susza

Data: 17.11.2019 00:21

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #zieloni #koalicjaobywatelska #przekopmierzeiwislanej #zegluga #wisla #rosja #elblag #morze #morzebaltyckie #idioci

– Przekop pomoże w odprowadzeniu wody z rzek do morza – tłumaczyła swój sprzeciw wobec przekopu Mierzei Wiślanej poseł Urszula Zielińska z Zielonych (Koalicja Obywatelska). Jej zdaniem mamy w Polsce do czynienia z suszą „na poziomie Egiptu”.

Posłanka Zielonych o przekopie Mierzei Wiślanej: Woda z Wisły ucieknie do morza i będzie susza

– Zdecydowanie sprzeciwiamy się budowie kanału – zadeklarowała Zielińska w rozmowie z Polskim Radiem dodając, że chciałaby namówić do tego sprzeciwu całą Koalicję Obywatelską.

– Powód tego jest oczywisty: polskie rzeki i zasoby wodne wymagają bardzo dużej ochrony, ponieważ mamy do czynienia na terenie Polski z olbrzymią suszą hydrogeologiczną – wyjaśniała.

.@Ula_Zielinska z [@Zieloni](/u/Zieloni): zdecydowanie sprzeciwiamy się przekopowi [#MierzejaWislana](/t/MierzejaWislana). Mamy do czynienia z bardzo głęboką suszą. Mamy zasoby wodne na poziomie Egiptu. Będzie jeszcze gorzej. 📽️🔻 pic.twitter.com/ShPnAWLd0l

— Radiowa Jedynka (@RadiowaJedynka) November 15, 2019

Na uwagę dziennikarki, która wskazywała, że przekop Mierzei Wiślanej nie pogłębi tej suszy polityk Zielonych odpowiedziała, że „przekop pomoże w odprowadzeniu wody z rzek do morza” oraz że „przekop próbuje traktować nasze rzeki jako kanały transportowe”.

Zielińska nie wyjaśniła, jak ma wyglądać ta zależność biorąc pod uwagę, że większość wód Wisły uchodzi bezpośrednio do Zatoki Gdańskiej, nie przepływając przez Zalew Wiślany. Ten zaś ma bezpośrednie połączenie z Bałtykiem, z kolei ewentualny przepływ wody przez kanał żeglugowy będzie niewielki, ponieważ na kanale zostanie umieszczona śluza. Pominęła także fakt, że przekop Mierzei będzie wykorzystywany przez jednostki zawijające do portu w Elblągu bez konieczności żeglowania po rzekach w głębi lądu.

Dzięki przekopowi Mierzei Wiślanej port w Elblągu zyska bezpośrednie połączenie z Bałtykiem, jednostki pływające nie będą musiały przepływać przez terytorium Rosji (Enklawy Królewieckiej). Dla regionu oznacza to większe możliwości rozwoju. Zaś sprzeciwiają się inwestycji właśnie władze Rosji, powołując się między innymi na jej rzekomą szkodliwość środowiska.

Zielińska przedstawia się na Twitterze jako „ekopatriotka”.

Polin?

Data: 17.11.2019 00:14

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #banki #minister #kariera

Przeciętnie lub słabo mówiący po polsku minister finansów Tadeusz Kościński ma ( to też nie jest do końca pewne ) wykształcenie średnie. Żadnego dyplomu szkoły wyższej nie może nostryfikować bo go nie ma.

Polin?

W całym świecie funkcjonują dwie ścieżki kariery. Ogromna większość uczciwych ludzi szczebelek po szczebelku wspina się po drabinie kariery. Aplikując u nowego pracodawcy składa się papiery a w tym dyplomy ukończenia szkół. Ten model dominuje w cywilizowanym świecie. Ustawy precyzują wymagane wykształcenie w urzędach państwowych i samorządzie. Referent w gminie musi mieć conajmniej licencjat. W urzędach i w ZUS można spotkać zdumiewająco kompetentnych i szybkich w pracy urzędników.

Na ścieżce protekcyjnej ( nepotyzm, układy, plecy, bezpieka, korupcja ) przygłupa szybko wpycha się na wysoki stołek bo tak sobie życzą protektorzy lub protektor. W przypadku gdy protektorem jest właściciel prywatnej firmy on ponosi skutki swoich działań. Gorzej gdy politycy – macherzy rozdają publiczne pieniądze i daję decyzje w sprawach publicznych obsadzonym – zadaniowanym przygłupom.

W PRL o karierach decydowała PZPR i jej prawa ręka czyli bezpieki. "Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera" W ramach "zaciągu tysiąca " z chłopów i robotników uczyniono dyrektorów.

Gdy firmę czy bank zakłada bezpieka ona też usadawia na stołkach swoich ludzi.

O ojcu ministra Henryku Kościńskim wiadomo tylko tyle że był szefem bierutowskiego Biura Konsularnego Poselstwa na Węgrzech. Podejrzenie współpracy ze stalinowską bezpieką lub pracy dla bezpieki jest oczywiste. W czasach stalinowskich na ekskluzywne "polskie" placówki zagraniczne wysyłano praktycznie tylko żydów bo im Stalin ufał, powierzając im Polskę w arendę.

Bank Handlowy był w 100% obsadzany przez PZPR i bezpieki. Tam nie było żadnych przypadkowych ludzi. Obsadzano synów i córki prominentów PRL. Wszyscy mieli silnych protektorów i oficerów prowadzących. W dekadzie lat siedemdziesiątych a mniej w dekadzie lat osiemdziesiątych prominenci PRL, ludzie BH i bezpieka zdefraudowali ogromne sumy z gierkowskich kredytów. Jak to robiono precyzyjne opisuje "Peryferyjny Kapitalizm Zależny", dostępny w Google Books. Oczywiście bezpieka żadnych dokumentów do takich spraw nie sporządzała. Najważniejsza agentura PRL miała dokumentacje tylko w Moskwie.

Polska nie ma żadnych służb. Kościńskiego "sprawdzono" tak samo jak "krystalicznego" Mariana Banasia !

Minister finansów Kościński był dyrektorem ważnej ekspozytury Banku Handlowego w Londynie, kiedy według ustaleń kontroli NIK Polska w latach 1991-1992 poniosła gigantyczne straty z tytułu operacji dewizowych tego banku.

2 kadencja, 100 posiedzenie, 1 dzień (05.02.1997)

Wikipedia: "Po 1945 Bank Handlowy został głównym polskim korespondentem banków zagranicznych, a w 1964 uzyskał oficjalnie monopol na obsługę transakcji polskiego handlu zagranicznego. Spowodowało to w konsekwencji zbudowanie największej spośród ówczesnych polskich instytucji finansowych sieci banków korespondentów, otwarcie oddziału w Londynie, przedstawicielstw zagranicznych w Nowym Jorku, Moskwie, Belgradzie, Rzymie i Berlinie oraz filii w Wiedniu, Luksemburgu i Frankfurcie. Po 1989 bank stracił uprzywilejowaną pozycję w handlu zagranicznym i zaczął przekształcać się stopniowo w bank handlowy, otwierając liczne oddziały w kraju.

W okresie przemian ustrojowych bank odegrał istotną rolę w skandalu Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Znaczna część operacji walutowych FOZZ prowadzona była właśnie za pośrednictwem Banku Handlowego. Podczas kontroli przeprowadzonej w banku przez NIK w latach 1991-1992 stwierdzono liczne nieprawidłowości ujawnione w protokole pokontrolnym Działalność dewizowa Banku Handlowego, którego autorem była inspektor Halina Ładomirska. W raporcie wykazano, że w okresie kontroli bank prowadził działalność dewizową na szkodę polskiej gospodarki i oszacowano straty w ciągu tych dwóch lat na 5-10 mld dolarów"

Do zbadania są hipotezy pracy dla WSI, Moskwy, City, Żydów, Rotschilda . . .

To banki i fundusze hedgingowe mogą zarobić najwięcej na transformacji energetycznej. Zdziwieni?

Data: 16.11.2019 23:47

Autor: ziemianin

pb.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #energetyka #biznes #niewygodneinfo

Ochrona środowiska? Klimat? A może jednak potężne pieniądze do zarobienia? Co tak naprawdę jest głównym motorem determinującym tempo zmian we współczesnej energetyce? Gdy spojrzymy na temat szerzej, to okaże się, że efektem eko-transformacji jest nie tylko zmniejszona emisja CO2 do atmosfery. To również miliardy euro / dolarów "kosztów pozyskania finansowania", które producenci energii muszą płacić, jeśli chcą inwestować w nowe technologie. Na końcu tego łańcucha stoją potężne banki i niedostępne dla zwykłych śmiertelników fundusze hedgingowe.

To banki i fundusze hedgingowe mogą zarobić najwięcej na transformacji energetycznej. Zdziwieni?

W przygotowanym w ubiegłym tygodniu przez Ministerstwo Energii projekcie "Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku" czytamy, że transformacja w polskiego sektora elektroenergetycznym w ciągu najbliższych 20 lat będzie kosztowała 140 mld euro (ok. 600 mld zł uwzględniając dzisiejsze kursy przeliczeniowe). Efektem tak kosztownych inwestycji ma być zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o 45 proc. względem emisji, jakie miały miejsce w 1990 roku.

W kontekście powyższego kluczowe jest pytanie o to, kto ma tę transformację finansować? Czy będą to konsumenci? Polskie gospodarstwa domowe? – Co do tego niestety nie mam wątpliwości. Zapowiadane od kilkunastu miesięcy "uwolnienie" cen energii dla Polaków będzie tego najlepszym dowodem.

Jednak nawet regularne podwyżki rachunków za energię nie pokryją gigantycznego zapotrzebowania spółek energetycznych na pieniądze. Koszt transformacji rzędu 140 mld euro do 2040 roku nie da się sfinansować tylko podwyżkami cen prądu dla odbiorców końcowych. Potrzebne są jeszcze inne, zewnętrzne źródła.

Zarządzający największymi bankami inwestycyjnymi oraz niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników funduszami hedgingowymi już zacierają ręce. Światowa narracja o potrzebie ograniczania emisji CO2 będzie napędzała popyt na pieniądz potrzebny do realizacji tego pomysłu. A pieniądz ten jest w posiadaniu wspomnianych banków i funduszy. Z racji tej, że stoją one na końcu "finansowego łańcucha pokarmowego", będą również czerpały największe benefity. Patrząc z tej perspektywy może im zależeć na przyspieszeniu procesów eko-transformacji, czego wypadkową może być np. ciche wspieranie aktywistów lub polityków, których głównym zadaniem jest walka o klimat. Im więcej takich osób będzie działało w przestrzeni publicznej, tym – prawdopodobnie – zyski z tytułu finansowania transformacji energetycznej będą większe.

Źródła informacji:

ME: koszt transformacji sektora elektroenergetycznego do 2040 r. to 140 mld euro PB.pl

Hedge funds and Wall St banks cash in on carbon market’s revival FT.com

Marszałek z PO chce dziękować senatorom z USA. Tym samym, którzy wzywali nas do zapłaty roszczeń

Data: 16.11.2019 23:41

Autor: ziemianin

twitter.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #usa #polityka #niewygodneinfo

Pierwszy pomysł Tomasza Grodzkiego, nowego marszałka Senatu, uważam za kompletnie chybiony, by nie powiedzieć – szkodliwy. Grodzki planuje bowiem pojechać do USA i osobiście podziękować amerykańskim senatorom za wyrażenie kilka lat temu "zaniepokojenia sytuacją wokół Trybunału Konstytucyjnego" w liście do Beaty Szydło. Problem w tym, że Grodzki planuje dziękować tym samym senatorom, którzy nie tak dawno wzywali Polskę do wypłaty Żydom rekompensat za mienie przejęte przez nazistów, a następnie znacjonalizowane przez komunistów.

Marszałek z PO chce dziękować senatorom z USA. Tym samym, którzy wzywali nas do zapłaty roszczeń

Kilkanaście dni temu nowy ambasador Izraela w Polsce przypomniał się w temacie tzw. roszczeń żydowskich. W wywiadzie dla Radia Zet stwierdził, że "w końcu musi się znaleźć jakieś porozumienie" w tej kwestii. Jakie dokładnie? Niestety nie dookreślił.

Temat roszczeń żydowskich, tak intensywnie wałkowany przez cały 2018 i pierwszą połowę 2019 roku, niebawem może znowu powrócić na agendę głównych serwisów informacyjnych, a poczyniona przez izraelskiego ambasadora wzmianka o tym problemie może być zaledwie wstępem do nowej, skoordynowanej akcji dyfamacyjnej. W tym kontekście pomysł Tomasza Grodzkiego, nowego marszałka Senatu z ramienia Platformy Obywatelskiej, aby polecieć do USA i osobiście podziękować amerykańskim senatorom za to, że kilka lat temu wyrazili oni w liście do Beaty Szydło "zaniepokojenia sytuacją wokół Trybunału Konstytucyjnego", jest najzwyczajniej w świecie głupi. Dlaczego?

Otóż senatorowie USA, którym tak ochoczo chce dziękować Grodzki, w 2018 roku poparli stanowisko World Jewish Restitution Organization (WJRO) i wezwali polski rząd do wypłacenie żydowskim ofiarom II wojny światowej oraz ich rodzinom finansowych rekompensat za mienie przejęte przez nazistów, a następnie znacjonalizowane przez komunistów. Z kolei w sierpniu tego roku aż 88 spośród 100 senatorów USA podpisało się pod listem kierowanym do sekretarza stanu USA Mike'a Pompeo, w którym zażądali, aby władze USA wywarły nacisk na Polskę w sprawie "zwrotu mienia ofiar Holocaustu".

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że pojawienie się Grodzkiego, jako przedstawiciela polskich władz w amerykańskim senacie wywoła prawdziwą falę zapytań i monitów nie w sprawie stanu polskiej demokracji, lecz w kwestii przyjęcia przez Polskę ustawodawstwa, którego celem – mówiąc skrótowo – miałoby być zadośćuczynienie Żydom za krzywdy wyrządzone przez Niemców i Rosjan.

Marcin Makowski, dziennikarz i publicysta wp.pl / "Do Rzeczy", pisze, że "ostatnią rzeczą, jaką powinien robić nowy marszałek, jest lecieć do USA i im (senatorom) za cokolwiek dziękować". W kontekście wcześniejszych wystąpień amerykańskich senatorów w pełni się z tą opinią zgadzam. Pytanie czy odpowiednia refleksja na ten temat pojawi się również w głowie marszałka Grodzkiego? Czy też zdecyduje się on na udział w politycznej szopce, w której będzie chciał dziękować za zainteresowanie sprawą Trybunału, kosztem wystawienia siebie oraz kraju, który reprezentuje, na bezpardonowe ataki w/s żydowskich roszczeń?

Źródła informacji:

Marszałek Tomasz Grodzki wybiera się do USA. Chce podziękować senatorom

Marcin Makowski

Co się stanie z Twoim zdrowiem, jeśli będziesz często jadał czosnek

Data: 13.11.2019 23:37

Autor: ziemianin

marekskoczylas.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #czosnek #medycyna

Czosnek to nie tylko smaczny dodatek do codziennej żywności, którego używamy w naszej kuchni. Roślina ta także na potężny wpływ na nasze zdrowie. Czosnek był używany jako lek od tysięcy lat przez Egipcjan, Chińczyków, Greków i Rzymian. Dowiedz się więcej o wielu zdrowotnych właściwościach czosnku.

Co się stanie z Twoim zdrowiem, jeśli będziesz często jadał czosnek (wideo)

Szpital w Jastrzębiu zawiesił pracę oddziału pediatrycznego. Kosztował 6 mln zł i . . .

Data: 13.11.2019 23:16

Autor: ziemianin

r.dcs.redcdn.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #szpital #sluzbazdrowia #lekarze #pielegniarki #zdrowie #dzieci

Wystarczyło odejście dwóch lekarzy pediatrów, by zaledwie po 4 miesiącach od otwarcia jednego z najnowocześniejszych oddziałów dziecięcych na Śląsku[/b] – w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju – zawiesić jego działalność! Czy miało sens wydawać na niego 6 mln, skoro mali pacjenci trafiają teraz na oddziały do Rybnika, Żor czy Rydułtów?

Szpital w Jastrzębiu zawiesił pracę oddziału pediatrycznego. Kosztował 6 mln zł i otwarto go zaledwie 4 miesiące temu?

Szpital w Jastrzębiu zawiesił od poniedziałku oddział pediatryczny. Po co go otwierano kosztem 6 mln zł zaledwie 4 miesiące temu?

Wystarczyło odejście dwóch lekarzy pediatrów, by zaledwie po 4 miesiącach od otwarcia jednego z najnowocześniejszych oddziałów dziecięcych na Śląsku – w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju – zawiesić jego działalność!

Stało się to dokładnie z dniem 4 listopada, czyli w miniony poniedziałek. Koszt przenosin oddziału i wyposażenia z budynku przy ulicy Krasickiego do głównego budynku szpitala pochłonął 6 milionów złotych. 31 maja oficjele z wicemarszałkiem województwa (województwo dołożyło do inwestycji 1,3 mln zł), posłami, przecinali wstęgę, chwaląc się tym miejscem. Niestety, kilka tygodni temu pojawiła się informacja na stronie szpitala, która zdenerwowała pacjentów.

– Dyrekcja Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego Nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju, z przykrością informuje, że 18 października 2019 r. nastąpiło ograniczenie przyjęć do Oddziału Pediatrycznego, a świadczenia są udzielane wyłącznie w trybie ostrodyżurowym. Obecna sytuacja kadrowa zmusza niestety szpital do wszczęcia procedury czasowego zawieszenia funkcjonowania Oddziału Pediatrycznego na okres 3 miesięcy. Nastąpi to z dniem 4 listopada – napisano w oświadczeniu szpitala.

Aby otworzyć oddział z 20 łóżkami potrzeba było mieć lekarza zarządzającego, kilku asystentów, a także co najmniej 10-12 gotowych do wypełnienia dyżurów, aby wypełnić założenia oferty jego funkcjonowania zaakceptowanej przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

– Zgodnie ze złożoną do Narodowego Funduszu Zdrowia ofertą powinniśmy zapewnić obsadę lekarską na około 1105 godzin miesięcznie, natomiast na dzień dzisiejszy nie spełniamy tego wymogu. Skupiamy się przede wszystkim na pozyskaniu lekarza zarządzającego oraz lekarzy asystentów do współpracy – informuje Marcelina Kowalska, rzecznik WSS nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju.

Czy miało sens wydawać 6 mln zł na oddział nie mając pewności, że da się zapewnić jego długotrwałe funkcjonowanie?Zwłaszcza, że już raz został zawieszony z tego samego powodu! Wcześniej zawieszono go od 1 kwietnia 2018 roku. Początkowo miał nie działać tylko do 30 czerwca, później do października, ale nie udało się terminu dochować. Procedury i znalezienie kadry zajęło więc ponad rok. Otwarcie nastąpiło w nowym miejscu na początku czerwca tego roku, ale wystarczyło, że zabrakło lekarza zarządzającego, by oddział przestał działać! Okazuje się, że szpital już w dniu otwarcia miał zagwarantowaną zaledwie minimalną obsadę lekarską. Potwierdza to rzecznik szpitala.

– Wznowiliśmy działalność oddziału, gdy tylko stało się to możliwe,jednak samego początku zespół pediatrów funkcjonował w składzie stanowiącym niezbędne minimum w związku z tym, nieustannie podejmowaliśmy wszelkie możliwe kroki, aby poprawić sytuację i pozyskać do pracy nowych lekarzy specjalistów i tym samym wzmocnić zespół. Przeprowadziliśmy szereg działań marketingowych, m.in. zamieszczając ogłoszenia w mediach społecznościowych i gazetach. Następnie systematycznie odbywaliśmy spotkania i rozmowy z pediatrami, którzy mogliby być zainteresowani pracą w nowo wybudowanym oddziale.

Zoolog: pozostawianie opadłych liści oznacza wiele korzyści przyrodniczych

Data: 13.11.2019 22:57

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #krakow #natura #nawoz #miasto #zielen #zwierzeta #ciekawostki

Opadłe liście są naturalnym nawozem organicznym, ich pozostawianie służy jakości gleby i wielu organizmom – podkreśla zoolog z Krakowa, dr Tomasz Figarski. Dodaje, że nawet drobne zmiany w zarządzaniu zielenią mogą dać łącznie wyraźny, korzystny efekt.

Zoolog: pozostawianie opadłych liści oznacza wiele korzyści przyrodniczych

Pozostawianie opadłych liści oznacza wiele korzyści – dr Tomasz Figarski współpracujący z Instytutem Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie. "Opadające liście tworzą ściółkę, która w miarę akumulacji i rozkładu tworzy poziom organiczny gleby. Powstająca próchnica zasila glebę, a w konsekwencji rosnące w niej rośliny – w składniki odżywcze. Liście są więc naturalnym nawozem organicznym. Działanie przeciwne, dokładne wygrabianie opadłych liści, powoduje wyprowadzanie z ekosystemu zmagazynowanych w liściach składników pokarmowych, które powinny wrócić do gleby, dopełniając cyklu obiegu materii. Tego rodzaju działania, realizowane przez wiele lat, obniżają witalność ekosystemu i występujących w nim roślin" – mówi.

Ekspert dodaje, że warstwa opadłych liści skutecznie zatrzymuje i magazynuje wodę oraz ogranicza parowanie z gleby. To ważne dla ochrony gleby i żyjących w niej organizmów przed wysychaniem. Opadłe liście dobrze też izolują i niwelują wahania temperatur, chroniąc organizmy glebowe i rośliny przed przemarzaniem.

Warstwa opadłych liści ogranicza ubijanie wierzchniej warstwy gleby, co ma znaczenie dla znajdujących się płytko pod powierzchnią gleby korzeni drzew i krzewów. Znaczne zagęszczenie gleby w tej warstwie bywa przyczyną obumierania drzew.

Dr Figarski zwraca uwagę, że opadłe liście i powstała z nich próchnica dają schronienie i zapewniają pokarm wielu organizmom – bezkręgowcom, np. owadom i pajęczakom, jak i większym zwierzętom – gryzoniom czy jeżom. "Drobne organizmy glebowe (np. nicienie, wrotki, skoczogonki), choć często niewidoczne gołym okiem, pełnią kluczową rolę dla funkcjonowania ekosystemu i wpływają na inne poziomy troficzne. W liściach chętnie żerują ptaki – drozdy, strzyżyki, grzywacze, ptaki krukowate, dla których stanowią one jesienną i zimową spiżarnię. Parki pozbawione liści są ekosystemami zubożałymi pod względem bogactwa zamieszkujących je zwierząt" – tłumaczy.

Dr Figarski podkreśla, że nawet małe zmiany nawyków zarządców zieleni czy właścicieli ogrodów mogą dać dobry efekt. Wymienia garść uniwersalnych wskazówek, sugerując np., aby zamiast całych parków czy skwerów – liście wygrabiać jedynie z chodników, alejek, ścieżek rowerowych itp. oraz ich bezpośredniego otoczenia (w odległości 2-3 m z każdej strony).

Wśród innych wskazówek wymienia:

Dokładne grabienie liści kasztanowców, w związku z możliwością zimowania w nich poczwarek szrotówka kasztanowcowiaczka

Pozostawianie liści pod drzewami, krzewami, a ponadto w możliwie ustronnych, mało uczęszczanych miejscach, usypywanie pryzm liści o wielkości min. 10 m2, które warto nakryć gałęziami jako zabezpieczenie przed rozwiewaniem czy rozkopywaniem

Na utrzymywanych trawnikach – wygrabianie części liści tak, by pozostałe tworzyły luźną, nieciągłą warstwę

Na uczęszczanych terenach zieleni montaż tablic edukacyjnych o roli opadłych liści, co miałoby duży walor edukacyjny również dla właścicieli prywatnych posesji. Obecnie wiele liści ląduje w foliowych workach, jako odpady organiczne, a powinny raczej pozostać w ekosystemie

Odstąpienie od używania dmuchaw do sprzątania liści, które przyczyniają się do zwiększania problemu smogu m.in. poprzez ponowne podnoszenie opadłych pyłów. Całkowity zakaz używania tych urządzeń wprowadzono np. w aglomeracji warszawskiej. Od ich stosowania odstąpił też Wrocław

Jeśli część liści zostanie zgrabiona, warto je kompostować

Dr Figarski przypomina, że na ograniczenie grabienia liści decyduje się coraz więcej miast, m.in. Legionowo, Wrocław, Białystok, Szczecin, Kielce czy Rzeszów. Z kolei we Wrocławiu już drugi rok z rzędu organizowana jest akcja społeczna "liść to NIE śmieć". Jej organizatorem jest grupa społeczna ZIELEŃ WROCŁAWSKA, do której przyłączyły się inne organizacje i grupy społeczne – Stołeczne Towarzystwo Ochrony Ptaków, Stowarzyszenie Żywica, Fauna i Flora Popowic oraz Grupa Przyrodnicza Ostoja.

Kompletnie pijany sędzia z opuszczonymi spodniami leżał na chodniku w centrum . . .

Data: 13.11.2019 22:42

Autor: ziemianin

lublin112.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sady #izbawytrzezwien #lublin #pijanysedzia #sedzia #Nadzwyczajnakasta

Do izby wytrzeźwień trafił sędzia jednego z sądów, którego znaleziono kompletnie pijanego na chodniku w centrum Lublina. Nie był w stanie ustać na nogach ani też określić miejsca pobytu.

cytat z Gówno Prawda "wybitny karnista zmagający się z problemem alkoholowym"

Na zdjęciu fot. Google Street View domniemane miejsce problemów alkoholowych "wybitnego karnisty"

Kompletnie pijany sędzia z opuszczonymi spodniami leżał na chodniku w centrum Lublina. Myślał, że jest w Krakowie

W ubiegły wtorek, około godziny 17, przechodzące al. Piłsudskiego w Lublinie osoby zwróciły uwagę na mężczyznę, który siedział na schodkach obok hotelu Victoria. Miał on do kolan spuszczone spodnie oraz bieliznę, a także widoczne na twarzy obrażenia, jakich doznał najprawdopodobniej upadając na chodnik. Ponieważ obok spacerowało sporo osób, w tym również nieletni, świadkowie powiadomili o wszystkim policję. Na miejsce skierowany został również zespół ratownictwa medycznego.

Początkowo osoby, które zainteresowały się jego stanem i wezwały pomoc, nie mogły się z nim porozumieć. Jednak na widok podjeżdżającego radiowozu mężczyzna nagle na chwile otrzeźwiał. Zaczął bowiem przeszukiwać kieszenie, po czym z jednej z nich wyciągnął legitymację. Jak przekazał nam jeden ze świadków, mężczyzna przedstawił się jako sędzia, po czym powiedział, że „jego w ogóle tutaj nie ma”.

– Idąc do pracy zauważyłem siedzącego na schodach koło kasyna mężczyznę. Miał całą porozbijaną twarz i spuszczone do kolan spodnie. Podszedłem do niego i zapytałem, czy potrzebuje jakiejś pomocy. Ten jednak odrzekł, że nie. Po chwili jednak usiłując wstać, spadł ze schodów i położył się na chodniku. Z dwoma przypadkowymi osobami próbowaliśmy go podnieść, jednak mieliśmy z tym duże trudności. Nie wiedziałem co mu jest, więc wezwałem karetkę – relacjonował nam świadek zdarzenia.

Ponieważ mężczyzna miał na twarzy liczne obrażenia, ratownicy medyczni udzielili mu pomocy. Nie można jednak z nim było nawiązać logicznego porozumienia. Po opatrzeniu przekazano go funkcjonariuszom policji. Po sprawdzeniu danych okazało się, że rzeczywiście jest to sędzia jednego z sądów. W takim przypadku, zgodnie z przepisami, sędzia nie może być, bez uprzedniej zgody sądu, zatrzymany lub aresztowany. Są jednak wyjątki, takie jak ujęcie na gorącym uczynku przestępstwa, lub jeżeli zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania. Jednak o każdej takiej sytuacji niezwłocznie powiadomiony musi być prezes sądu, który może też nakazać natychmiastowe zwolnienie zatrzymanego.

– Był w takim stanie, że nawet nie wiedział, gdzie się znajduje. Raz mówił, że jest w Radomiu, kolejnym razem, że w Krakowie. Wspominał też o zaparkowanym gdzieś w pobliżu samochodzie. Potem tylko wymachiwał swoją legitymacją – dodaje świadek.

Ponieważ 68-latek nie był w stanie utrzymać się na nogach, jak również wskazać swojego miejsca pobytu, policjanci po uzgodnieniu sprawy z przełożonymi, podjęli decyzję o przewiezieniu go do izby wytrzeźwień. Badanie alkomatem wykazało, że sędzia miał 2,3 promila alkoholu w organizmie.

Jako jedyny kraj w Europie stratę terytorium po wojnie uznaliśmy za słuszną

Data: 13.11.2019 13:37

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #ukraina #bialorus #litwa #niemcy #rosja #polityka #historia

Dalekosiężny zamysł Jałty, dławiący w zasadniczy sposób aspiracje i żywotność żywiołu polskiego, tego „bękarta traktatu wersalskiego”, nadal jest skuteczny, mimo dziejowej przemiany 1989/90.

Jako jedyny kraj w Europie stratę terytorium po wojnie uznaliśmy za słuszną / Dariusz Brożyniak, „Kurier WNET” 64/2019

Złowroga data

Autor Dariusz Brożyniak

Jesteśmy chyba jedynym krajem na świecie, a na pewno w Europie, który swoją tak ogromną i brzemienną w skutkach historycznych, kulturowych i społecznych stratę terytorialną z 17 września 1939 r. uznał za słuszną i traktuje z pełnym zrozumieniem.

W tym to dniu bowiem wojska Armii Czerwonej sowieckiej Rosji napadły od wschodu na II Rzeczpospolitą. Napadły pod pretekstem obrony mniejszości narodowych przed skutkami przegranej przez Polskę wojny z Niemcami. Pretekstem do dzisiaj w szkolnych programach demokratycznych Niemiec aktualnym, choć fałszywym – tj. niemalże jednodniowo przegranej wojny.

Nie jest to bynajmniej jedyny relikt tamtego września.

Mocarstwa świata w pełni potwierdziły w Jałcie słuszność wytyczonej w tenże sposób przez Hitlera i Stalina, paktem Ribbentrop-Mołotow, nowej granicy Polski.

Tym samym 600 lat cywilizacji łacińskiej, zaprowadzonej jeszcze ręką Bolesława Chrobrego w Grodach Czerwieńskich, na Rusi Halickiej i Rusi Czerwonej, zostało z połowy II Rzeczypospolitej wykreślone razem z całą spuścizną unii polsko-litewskiej. Komunistyczna Partia bolszewickiej Zachodniej Ukrainy i Białorusi zyskały nieoceniony teren kształtowania polskojęzycznych kadr i bliskość Lublina do ich późniejszego przerzutu. To oni właśnie parę lat później ogłoszą Manifest Lipcowy PKWN i Tymczasowym Rządem zastąpią jedyny prawomocny Rząd RP na uchodźstwie w Londynie. Rząd zdelegalizowany wcześniej przez aliantów pod naciskiem Stalina.

We współczesnym życiu politycznym III RP ciągle jeszcze są aktywni ideowi, bezpośredni spadkobiercy tamtych zasłużonych działaczy KPZU i KPZB; taka rekomendacja do dziś nie przeszkadza karierom w wysokich gremiach Unii Europejskiej i w ogóle na europejskich salonach. Tych, którzy już na zawsze odchodzą, żegna się nadal z honorami na warszawskich Powązkach. To niewątpliwe konsekwencje nad wyraz podejrzanego i zgniłego okrągłostołowego kompromisu, przyjętego jednak z taką ulgą przez świat.

Na granicy spotkania w Brześciu nad Bugiem 22 września 1939 r. dwóch totalitarnych agresorów – niemieckiego i sowieckiego – stała się dla nich oczywista konieczność wymordowania przywódczej elity Polski. Po niemieckiej stronie w ramach „Intelligenzaktion” wymordowano krakowskich i lwowskich profesorów, w Oświęcimiu założono niemiecki obóz KL Auschwitz, gdzie przez dwa lata eksterminowano Polaków, zanim zarządzone przez Hitlera „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” spowodowało powstanie w Brzezince niemieckiego obozu zagłady Birkenau.

Centrum „Intelligenzaktion” stanie się jednak z czasem, ciągle w swej grozie odkrywany, kompleks KL Mauthausen-Gusen na terenie Austrii. Sowieci z kolei dokonali ludobójstwa na polskich oficerach rezerwy, którego symbolem stał się Katyń i liczba 22 tysięcy ofiar, a masowe wywózki do systemu gułagów dotknęły setki tysięcy urzędników II RP i ich rodzin. Dokonano tym samym swoistego i okrutnego „ciągu dalszego” eksterminacji Polaków z lat 30. z tych terenów I Rzeczypospolitej, których Piłsudski 700-tysięczną armią polską i symboliczną 3,5-tysięczną „pomocą” Petlury nie zdołał odebrać bolszewikom, zmuszony w 1920 roku zakończyć przed zimą swą zwycięską kampanię. Zemście i za „Cud nad Wisłą” stało się więc zadość.

50 lat po wybuchu II wojny światowej, w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego, a więc także na połowie II Rzeczypospolitej, powstało państwo Ukraina. Nie chcąc niczego zawdzięczać Sowietom, próbuje ono odwoływać się do 100-letniej tradycji samozwańczej, nigdy nie uznanej przez społeczność międzynarodową Ukraińskiej Republiki Ludowej graniczącej z Polską na Zbruczu i ze stolicą w Kijowie.

Bohaterem narodowym Ukrainy stał się jednak nie ataman URL, Symon Petlura, lecz Stepan Bandera, odpowiedzialny za sprawstwo kierownicze wołyńskiego ludobójstwa na Polakach, dokonane z niemieckiego obozu w Sachsenhausen, gdzie przebywał na specjalnych warunkach. Był on skazywany w II RP za morderstwa na tle terrorystycznym, lecz podobnie jak Adolf Hitler, nie brał osobistego udziału w masowych zbrodniach. Ludobójstwo na Wołyniu i operacje wojskowe OUN UPA były za to zdecydowanie na rękę sowietom, zasadniczo przyspieszając realizowaną czystkę etniczną na zagarniętym Polsce terytorium.

W budowę nowego bytu państwowego za wschodnią granicą Polski angażują się wyjątkowo ochoczo polscy postkomuniści, i to nierzadko właśnie z rodzinnymi tradycjami Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Mamy do czynienia z profanacją polskich ofiar, dewastacją i degradacją polskiego dziedzictwa kulturowego, szczególnie sakralnego, a uznanie prawne wszystkiego, co starsze niż 100 lat, za dobro narodowe Ukrainy, już ostatecznie ruguje ślady polskości z terenów zagarniętych przez sowietów 17 września 1939 r. Tak więc skutki drastycznej amputacji dokonanej we wrześniu 1939 roku przez Stalina na państwowym i jakże historycznie bogatym organizmie Polski, pozostają po 80 latach nadal w mocy ku zadowoleniu samej Rosji, straszącej dodatkowo białoruskim wojskiem i litewskim nacjonalizmem, ale mogą także nadal cieszyć wpływowe środowiska Stanów Zjednoczonych, a na pewno Niemiec i Austrii. Mimo „Enigmy” i krwawej, bohaterskiej ofiary Bitwy o Anglię czy Monte Cassino, nie było przecież dla Polaków miejsca w powojennej defiladzie. Niedawne warszawskie rocznicowe dudnienie, „poklepywania po plecach” nie zagłuszy tej pamięci, tak jak metafizyczne przemówienie wiceprezydenta USA, zapatrzonego w krzyż, nie zatrze goryczy usuwania z oświęcimskiego żwirowiska krzyży postawionych przez śp. Kazimierza Świtonia.

Dalekosiężny zamysł Jałty, dławiący w zasadniczy sposób aspiracje i żywotność żywiołu polskiego, tego „bękarta traktatu wersalskiego”, nadal jest skuteczny, mimo dziejowej przemiany 1989/90.

Ostatnie 30 lat znów wolnej Polski nie wytrzymuje przecież żadnego porównania z dynamiką, determinacją i entuzjazmem, a przede wszystkim skutecznością 20-lecia międzywojennego.

Wtedy Polska była prawdziwie wolna, oddychała tą bezdyskusyjną wolnością za cenę przelanej krwi polskiego żołnierza. Patriotyczne wychowanie, stanowiące fundament podstawy programowej ówczesnych szkół, nie budziło żadnych wątpliwości. Dramat przewrotu majowego i Bereza Kartuska (zatwierdzona z trudem i wielkimi oporami na rok), karykaturalnie porównywalne przez pewne środowiska dla usprawiedliwiania ukraińskiego terroryzmu, były desperacką próbą obrony suwerenności ledwie odzyskanego znów państwa o 1000-letniej historii i tradycji przed wciąż czającą się bolszewicką zarazą.

Jesteśmy chyba jedynym krajem na świecie, a na pewno w Europie, który swoją tak ogromną i brzemienną w skutkach historycznych, kulturowych i społecznych stratę terytorialną z 17 września 1939 r. uznał za słuszną i traktuje z pełnym zrozumieniem.

W wolnym od 30 lat państwie przyjmujemy nieoczekiwanie z pełną pokorą, za niegdysiejszymi komunistami, tak kontestowane w Polsce Ludowej przez środowiska patriotyczne i wolnościowe zdradzieckie rozstrzygnięcia Jałty.

Rozstrzygnięcia decydująco podżyrowane przez Stany Zjednoczone, pozbawiające nas przede wszystkim Lwowa i Wilna, a więc niekwestionowanego centrum polskiej tożsamości i dziedzictwa, na czym zawsze szczególnie zależało bolszewikom, a także sowietom właśnie 17 września 1939.

W Grobie Nieznanego Żołnierza ciągle jednak leży obrońca Lwowa, a 17 września jednak mówimy o rocznicy napaści sowietów na… Polskę. W Europie Zachodniej są znane podobne przypadki, choć nie na taką skalę. Spór o Alzację i Lotaryngię między Francją i Niemcami, czy o Południowy Tyrol między Austrią i Włochami przybrał jednak pragmatyczny i cywilizowany charakter. Szanuje się wzajemne dziedzictwo kulturowe, dba o dwujęzyczność i swobody odmiennych społeczności. Zostawia otwartą furtkę na wypadek powstania politycznych okoliczności dla ewentualnych negocjacji. My za to dopuszczamy do coraz wyraźniejszej „wymiany elit”, ciągle nie mając sił dla wstrzymania stałego exodusu Polaków na Zachód. Biorąc pod uwagę ponad milion wypchniętych z Ojczyzny przez juntę stanu wojennego rodaków, możemy odnotować już co najmniej 4-milionowy odpływ zaradnych i pracowitych młodych ludzi. W jeszcze wyraźnie homogenicznym kraju zaczynamy propagować nawet wielojęzyczność. Próbujemy wystawiać Niemcom słuszny rachunek, ale nikt nie ma jednak, jak dotąd, odwagi wystawić rachunku za sowiecką napaść i 45 lat zniszczeń pojałtańskim porządkiem.

17 września 1939 r. nie bez powodu nazwano IV rozbiorem Polski. Oby ten proces nie trwał nadal, choć takie nadzieje z pewnością w Europie jeszcze nie wygasły. Świadczy o tym chociażby mapa Niemiec z tymczasowo zaznaczoną wschodnią granicą, prezentowana na jednych z najbardziej prestiżowych, Międzynarodowych Targach w Hanowerze.

Pakt niemiecko-rosyjski, którego jedną z odsłon był właśnie 17 września 1939 r., w coraz to nowych przejawach niezmiennie trwa. Zmartwychwstały nagle pomysł „Wolnego Miasta Gdańska” został prędko uzupełniony także o „Wolne Miasto Szczecin”, przy zastanawiającej praktycznej bierności najwyższych władz.

W 80 rocznicę wybuchu II wojny światowej Warszawa gościła 40 prominentnych przedstawicieli państw. Do pełnego obrazu dwóch agresorów i sporej grupy niemieckich kolaborantów wyraźnie brakowało przedstawiciela Rosji. W końcu bez paktu Ribbentrop-Mołotow i wcześniejszej produkcji broni dla Niemiec na terenie sowieckiej Rosji, ze złamaniem traktatu wersalskiego, nie doszłoby najprawdopodobniej do tej najtragiczniejszej w dotychczasowych dziejach wojny. Zmarnowano świetną okazję do bezpośredniego wypowiedzenia obecnym, wzorem Prezydenta Niemiec, całej bolesnej prawdy – aż do samego końca.

Zobacz, jak planeta kupców i złodziei przemknęła na tle Słońca (wideo)

Data: 12.11.2019 22:00

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #astronomia #kosmos #merkury #nasa #slonce

Za nami najciekawsze zjawisko astronomiczne tego roku. Planeta Merkury przeszła przed tarczą słoneczną. Takie wydarzenie zdarza się tylko raz na kilka lub kilkanaście lat. Zobacz to wszystko na zdjęciach i filmach.

Zobacz, jak planeta kupców i złodziei przemknęła na tle Słońca (wideo)

Święto Niepodległości uświetniło jedno z najrzadszych zjawisk astronomicznych. Było to również jedno z niewielu tych, które możemy obserwować za dnia, a nie w nocy, ponieważ jest związane ze Słońcem. Doszło do jego zaćmienia, ale w bardzo niewielkiej skali.

Otóż Merkury, planeta, która znajduje się najbliżej Słońca, przeszła przed tarczą naszej dziennej gwiazdy. Jako że Merkury jest bardzo niewielki, ma średnicę 2,5 razy mniejszą od ziemskiej, to nie przysłonił Słońca tak bardzo, aby zapadły ciemności. Dlatego też zjawisko to nie nazywa się zaćmieniem lecz przejściem (tranzytem).

Merkury w postaci małej czarnej kropki przez kilka godzin przesuwał się na tle słonecznej tarczy. Zjawisko rozpoczęło się o godzinie 13:35, wówczas nastąpił pierwszy kontakt Merkurego z krawędzią słonecznej tarczy. 3 minuty później cały Merkury był już widoczny na tle Słońca.

Z biegiem czasu planeta wędrować od lewej (zachodniej) krawędzi słonecznej tarczy w kierunku centrum. Niestety, zanim dotarła do centralnej części tarczy, Słońce zdążyło już u nas zajść za horyzont. Jednak nic straconego, całe zjawisko było widoczne z przestrzeni kosmicznej, gdzie rejestrowała je sonda kosmiczna SDO.

Fenomen można było obserwować zarówno za pośrednictwem transmisji na żywo, jak i na własne oczy, ale wyłącznie przy użyciu specjalnych zabezpieczeń oczu, aby ich nie uszkodzić intensywnych światłem słonecznym. Najpopularniejszym sposobem było podziwianie zjawiska przez folię mylarową lub szkło spawalnicze.

Jeśli nie udało się nam zobaczyć tego fenomenu, np. z powodu kiepskiej pogody, następna okazja zdarzy się dopiero 13 listopada 2032 roku. Wtedy tranzyt będzie widoczny w pełnej krasie, a więc nie przerwie go zachód Słońca.

Merkury jest pierwszą planetą naszego Układu Słonecznego, a to oznacza, że znajduje się najbliżej Słońca. Właśnie z tego powodu obserwacje z powierzchni ziemi są poważnie utrudnione, a większa część wiedzy pochodzi z badań prowadzonych przez sondy kosmiczne.

Merkury znajduje się na tyle blisko Słońca, że wielu astronomów, w tym nawet Mikołaj Kopernik, nigdy nie widziało go na własne oczy. Obserwacje tej planety możliwe są wyłącznie na obszarze niezabudowanym, gdzie bardzo dobrze widoczny jest horyzont. Dobre warunki do obserwacji pojawiają się tylko kilka razy do roku, więc zazwyczaj przeszkadza w nich kapryśna pogoda.

Merkury jest najmniejszą planetą w naszym Układzie Słonecznym i ma prawie trzykrotnie mniejszą średnicę na równiku niż Ziemia, osiągającą 4879 kilometrów. Z wyglądu Merkury bardzo przypomina ziemski Księżyc. Jego atmosfera jest bardzo cienka a powierzchnia pocięta bardzo wieloma kraterami meteorytowymi.

Właśnie z powodu słabej atmosfery na planecie dochodzi do bardzo dużych wahań temperatury. Na półkuli wystawionej na promienie słoneczne temperatura potrafi sięgać nawet ponad 400 stopni, zaś na półkuli pogrążonej w cieniu spadać do minus 200 stopni.

Na Merkurym doba trwa aż 58 dni ziemskich, a rok niewiele więcej, 87 dni ziemskich. W ciągu niecałych 3 miesięcy Merkury obiega Słońce po orbicie pokonując w ciągu każdej sekundy około 40 kilometrów. Porusza się bardzo szybko, dlatego nadano mu imię rzymskiego boga kupców i złodziei, który był również posłańcem bogów.

Przegląd USB – rodzaje i zastosowanie złączy

Data: 12.11.2019 09:31

Autor: ziemianin

pl.wikipedia.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #kable #usb #wikipedia

Kable USB to uniwersalne typy złącza, które standaryzuje komunikację przewodową między wieloma różnymi urządzeniami. Dzięki temu, do jednego gniazda USB można podpiąć zarówno przenośny dysk, klawiaturę, mysz, pendrive, drukarkę, modem, kamerę wideo, aparat cyfrowy, głośniki, a nawet gadżety, takie jak wentylator, podkładkę chłodzącą, czy latarkę. Dzięki przejściówkom, jak USB HDMI, jeszcze bardziej rozszerzymy funkcjonalność – zastosowań jest wiele.

Przegląd USB – rodzaje i zastosowanie złączy

Podłączenie urządzenia USB jest przy tym bardzo proste. Współczesne systemy operacyjne najczęściej same wykrywają typ podłączonego urządzenia i w miarę potrzeb instalują odpowiednie sterowniki. Nie ma również potrzeby restartu systemu na czas podpinania urządzenia. Urządzenie USB zostanie od razu wykryte i jeśli sterowniki są już obecne w systemie, będzie natychmiast gotowe do pracy.

W tym artykule znajdziesz:

Jak działa kabel USB?

Rodzaje i zastosowanie wtyków USB

Standardy USB – co to oznacza?

Złącza USB – jakie są rodzaje?

Jak działa kabel USB?

Na kabel USB składają się przeważnie 4 przewody – uziemienie, napięcie, przewód do przesyłania danych i przewód do ich odbioru. W kablach USB 3.0 czy USB-C znajdziemy odpowiednio więcej przewodów, jednak zasada działania pozostaje niezmienna. Host nadaje podłączonym urządzeniom adresy i sprawdza tryb, w jakim urządzenie chce wymieniać informacje. Wśród trybów wymienić można:

Izochroniczny – dane wysyłane są w sposób ciągły, w czasie rzeczywistym (np. w głośnikach, kamerach internetowych)

Przerwaniowy – dane są niewielkie i wysyłane są gdy zajdzie potrzeba; otrzymują przy tym pierwszeństwo nad pozostałymi trybami (np. w myszkach, klawiaturach)

Masowy – dane są duże i konieczne jest zachowanie ich spójności (np. w drukarkach, skanerach).

Typowy komputer dysponuje przeważnie kilkoma gniazdami USB. Jeśli ich liczba jest niewystarczająca, można skorzystać z tzw. huba. USB hub pozwala rozdzielić jeden port USB na kilka, dzięki czemu będziemy mogli podpiąć więcej urządzeń jednocześnie.

Można w ten sposób podłączyć nawet do 127 urządzeń. W praktyce jednak, ze względu na ograniczenia przepustowości i wymagania energetyczne, nie uda się efektywnie korzystać z tylu urządzeń podpiętych jednocześnie, dlatego ich liczbę należy ograniczyć.

Poza limitem urządzeń podpiętych pod USB do komputera, istnieje również limit przepustowości. Suma wykorzystywanych przepustowości podpiętych urządzeń nie może przekroczyć limitu, który jest różny dla różnych standardów USB.

W przypadku USB 2.0 to 480 Mb/s, w USB 3.0 to 5 Gb/s, a w 3.1 aż 10 Gb/s. Jeśli urządzenia przekroczą limit, host odrzuci dalsze próby komunikacji z niektórymi z nich.

Rodzaje i zastosowanie wtyków USB

USB można podzielić ze względu na typ złącza – typ A, B i C. Ponadto możemy znaleźć warianty mini USB i micro USB. Dodatkowo, możemy wyróżnić standardy USB, określające chociażby przepustowość – współcześnie spotkamy najczęściej 2.0, 3.0 i 3.1. Można zatem znaleźć złącze typu A pracujące zarówno w standardzie 2.0, jak i 3.0. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Jakie USB w telewizorze, a jakie USB w laptopie?

Standardy USB – co oznaczają?

USB 2.0

Rozpowszechniony w kwietniu 2000, jego udział w rynku jest coraz mniejszy, choć wciąż można spotkać urządzenia pracujące w tym standardzie. Zapewnia przepustowość na poziomie 480 Mb/s (Hi-Speed) i zużywa do 500 mA prądu. Standard 2.0 pracuje w trybie half-duplex – dane mogą być przesyłane w danym czasie tylko w jedną stronę (z komputera do urządzenia, lub z urządzenia do komputera, nigdy jednocześnie). Długość kabla – do 5 metrów.

Rodzaje kabli z USB 2.0:

Kable USB 2.0

Kable USB 2.0 – mini USB

Kable USB 2.0 – micro USB

Kable USB 2.0 – USB C

Kable USB 2.0 – Lightning

Przedłużacze USB 2.0

USB 3.0

Do użytku wszedł w listopadzie 2008 i miał zastąpić standard 2.0. Zapewnia przepustowość rzędu 5 Gb/s (SuperSpeed) i zużywa do 900 mA prądu. Dzięki operowaniu większą energią, ładowarki pracujące w standardzie 3.0 znacznie szybciej naładują telefon czy tablet. Standard działa w trybie full-duplex, dzięki czemu klient i host mogą jednocześnie wysyłać i odbierać dane. Jest również kompatybilny z 2.0, jednak przepustowość będzie wtedy taka jak w 2.0. Długość kabla w USB 3.0 nie powinna przekraczać 3 metrów. Po pojawieniu się USB 3.1 został przemianowany na USB 3.1 Gen 1.

Rodzaje kabli z USB 3.0:

Kable USB 3.0

Kable USB 3.0 – micro USB 3.0

Kable USB 3.0 – USB C

Przedłużacze USB 3.0

USB 3.1

Pojawił się w lipcu 2013 i jest kompatybilny z poprzednimi standardami. Zapewnia 10 Gb/s (SuperSpeed+) przepustowości, czym dorównał pierwszej wersji Thunderbolta. Przemianowany później na USB 3.1 Gen 2.

Ze względu na fakt, iż niektórzy producenci wciąż używają starych oznaczeń 3.0 i 3.1, aby mieć pewność z którym standardem mamy do czynienia, należy po prostu sprawdzić przepustowość – 5 Gb/s to 3.1 Gen 1 (dawniej 3.0), a 10 Gb/s to 3.1 Gen 2 (dawniej 3.1).

Złącza USB – jakie są rodzaje?

USB A

Jeśli zastanawiasz się, jakie USB w komputerze można znaleźć najczęściej, to właśnie porty typu A. Są również szeroko stosowane przy ładowarkach telefonowych, do połączenia kabla z ładowarką. To ten typ złącza najczęściej mamy na myśli mówiąc o USB.

Wersja 3.0 różni się jedynie występowaniem charakterystycznego niebieskiego elementu. Istnieją również wersje mini i micro złącza typu A. Były one stosowane głównie w urządzeniach mobilnych, obecnie jednak są przestarzałe i niespotykane.

USB B

Bardziej kwadratowa wersja złącza USB. Spotkamy ją najczęściej w drukarkach i skanerach. Wersja 3.0 posiada niebieskie elementy i jest nieznacznie większa niż wersja 2.0. W typie B również znajdziemy wersję mini oraz micro – mniejsze wersje złącza powstały z myślą o urządzeniach mobilnych, dla których standardowe rozmiary wtyczek były zbyt duże.

Jakie znajdziemy USB w telefonie, a jakie USB w tablecie? Najczęściej właśnie porty USB micro B, które wyparły wcześniej stosowane i nieco większe USB mini B. Wersja 3.0 USB micro B nie posiada niebieskich elementów, ale różni się wyglądem i przypomina nieco dwa scalone ze sobą w poziomie złącza USB micro B 2.0.

USB C

To odpowiedź na bolączki związane z chaosem wywołanym mnogością dostępnych rodzajów wtyczek USB. Wtyczki USB C są symetryczne, nie będzie więc problemu z ich podpięciem. Docelowo mają zastąpić wszystkie inne dostępne typy złącz USB. Z racji swojej wydajności i mnogości zastosowanych pinów, coraz częściej zastępują tradycyjne kable łączące komputer z monitorem, co pokazuje potencjał tkwiący w USB typu C.

Sensacja! "Polska" (banda czworga nie chciała ziemi od Rosji) kilka razy odrzucała zwrot . . .

Data: 11.11.2019 21:15

Autor: ziemianin

salon24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #kresy #bandaczworga #historia #rosja #Gorbaczow #ciekawostkihistoryczne

Oto największa tajemnica III RP – Wilno, Lwów, Stanisławów, Krzemieniec, Grodno i Tarnopol mogły od przeszło 20 lat być znów w granicach Polski. W 1989 roku było to możliwe! Należące do Polski przed II wojną światową wschodnie tereny, te same, które zabrał nam Józef Stalin w ramach porozumień jałtańskich, chciał nam oddać Michaił Gorbaczow tuż przed upadkiem Związku Radzieckiego. Nie mamy ich tylko dlatego, że Solidarność ich nie przyjęła.

Sensacja! "Polska" (banda czworga nie chciała ziemi od Rosji) kilka razy odrzucała zwrot naszych kresów.


  • Banda czworga – Bronisław Geremek, Adam Michnik, Jacek Kuroń i Tadeusz Mazowiecki

Rok 1989 r. był u nas gorący. Także w polityce. Dużo się wtedy działo. Wtedy właśnie Michaił Gorbaczow (na zdjęciu), ówczesny Przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR, zaproponował ówczesnemu prezydentowi Polski Wojciechowi Jaruzelskiemu zwrot naszych Kresów. Przedstawił dwie możliwości. Jedna była taka: ZSRR oddaje nam Wilno, Lwów i Krzemieniec z przyległymi ziemiami. W ramach drugiej wersji miały do nas wrócić: okręg grodzieński z Puszczą Białowieską (całą) i okręg lwowski z zagłębiem naftowym. Generał Jaruzelski przyjął tę propozycję w imieniu Polski, ale, niestety, została ona zablokowana przez polityków solidarnościowych. Nie wiadomo, czy to tylko plotka czy też prawda, ale w różnych internetowych komentarzach powtarza się wiadomość, że wtedy właśnie Bronisław Geremek, Adam Michnik, Jacek Kuroń i Tadeusz Mazowiecki nie zgodzili się na to i pojechali do Moskwy, by odmówić Gorbaczowowi.

Tak właśnie ta sprawa została opisana w prasie polonijnej. Do dzisiaj kwestia powrotu Kresów wschodnich jest wciąż zmiatana pod dywan przez nasze władze. A przecież politycy ze wschodu już kilka razy ponawiali swoje propozycje oddania nam naszych wschodnich ziem.

Dowody?

A proszę bardzo

– Skoro koalicja kilkunastu państw się rozpada, to włączone do niej siłą tereny mogą powrócić do stanu poprzedniego. Jest to zgodne z prawem – powiedział na początku lat 90. w radiu Anatolij Sobczak, nieżyjący już mer Petersburga.

– Niepodległa Litwa będzie musiała obejść się bez Wilna – ogłosił w telewizji Vytautas Landsbergis (były prezydent Litwy), w czasie kiedy był przewodniczącym Sajudisu (Litewskiego Ruchu na Rzecz Przebudowy).

– Na początku pieriestrojki odzyskanie Kresów Wschodnich było w zasięgu ręki. W momencie rozpadu Związku Radzieckiego Polska miała szansę odzyskać Lwów, Grodno, Stanisławów i Tarnopol. Przed ogłoszeniem niepodległości Ukraincy byli gotowi iść na bardzo dalekie ustępstwa. Gdyby Moskwa obiecała im samodzielność w zamian za oddanie Lwowa, z pewnością by się zgodzili. Gdyby teraz kwestia granicy była otwarta, żaden ukrainski polityk nie zgodziłby się na promowanie banderyzmu. Gorbaczow chciał Polsce oddać Lwów, Wilno, Stanisławów, Grodno, Tarnopol, ale już wówczas polscy politycy na sposób lokajski podlizywali się Litwinom i Ukraincom – twierdziła nieżyjąca już dr hab. Dora Kancleson, polska Żydówka, która większość życia spędziła w ZSRR.

– Gdy w latach 1989-1990 odgórnie i z premedytacją Związek Radziecki był demontowany przez ekipę Gorbaczowa i KBG, wiele rzeczy było możliwych i wiele się wydarzyło. Nie tylko szereg narodów odzyskało niepodległość, ale też powstały liczne drobne republiki autonomiczne, jak żydowska w składzie Federacji Rosyjskiej (chodzi o Birobidżan) czy Gaugazja w składzie Mołdawii. (…) Moim zdaniem, Gorbaczow popierał wówczas wszystko, co było antyimperialne i w jakiejś części antyrosyjskie. W tamtych latach w Radzie Najwyższej rozmawiałem też z wieloma wpływowymi rosyjskimi politykami i wiem, że ich reakcja na pomysł zwrotu Kresów nie była wroga. Wielu było jednak zaskoczonych, że na tych ziemiach żyją jeszcze Polacy. Podczas swojego wystąpienia na Kremlu mówiłem, że Związek Radziecki powinien uznać za nieważny pakt Ribbentrop-Mołotow oraz wypłacić państwu polskiemu 500 miliardów dolarów za Katyń, zagarnięte ziemie i inne zbrodnie. Postulowałem także inne rozwiązanie. Stworzenie z terenów zabranych Polsce w 1939 r. Republiki Wschodniej Polski, do której ściągnięto by Polaków z całej Federacji (przede wszystkim z Kazachstanu). Myślę, że gdyby wówczas władze Polski wystąpiły z takim żądaniem, to była szansa na odzyskanie chociaż części utraconych ziem. Było to jednak możliwe do momentu powstania niepodległej Białorusi, Litwy i Ukrainy. (…) Okręg autonomiczny, zwany Krajem Polskim, istniał w granicach Litwy ponad rok. Na jego terytorium powiewały flagi Polski i Litwy. Ta autonomia została zniesiona przez Litwinów przy czynnym udziale rządu polskiego i polskiej dyplomacji – mówił w wywiadzie udzielonym Krzysztofowi Różyckiemu doktor Jan Ciechanowicz (naukowiec, Polak, obywatel Litwy, w latach 1988-1990 członek Rady Najwyższej ZSRR, współzałożyciel Związku Polaków na Litwie).

Nigdy nie mówi się nigdy. Historia pokazuje, że granice państw są zmienne. Polska nie wykorzystała szansy z 1989 r., jaką dawał rozpad Związku Radzieckiego, kiedy to na jego terytorium tworzyły się nowe państwa. Przed ich powstaniem był doskonały moment, by przejąć z powrotem te tereny, które zostały nam zabrane przez Stalina. Natomiast świetnie tamtą chwilę wykorzystały Niemcy, by wchłonąć w siebie NRD.

Mimo to, szanse na powrót Kresów wschodnich pojawiają się co jakiś czas. Wiosną tego roku Władymir Żyrynowski, lider Demokratyczno-Liberalnej Partii Rosji, zaproponował Polakom, że mogą odzyskać to, co zagrabił Stalin. Takie same propozycje złożył Rumunii i Węgrom, bo także ich ziemie zostały po II wojnie światowej okrojone i kawałkami włączone do ZSRR, a potem weszły w skład obecnego terytorium Ukrainy.

– Nadszedł czas, by nie tylko rosyjskie ziemie wróciły pod rosyjską flagę – mówił Władymir Żyrynowski tuż po przyłączeniu Krymu do Rosji. – Ziemie zachodniej Ukrainy w czasach reżimu stalinowskiego słusznie zostały przyłączone do Związku Radzieckiego. Chodziło o to, aby powstrzymać niemieckie armie jak najdalej (od granic ZSRR). Ale to nie były rosyjskie ziemie; to nie były ukraińskie ziemie. To były polskie ziemie wschodnie – Łuck, Lwów, Tarnopol, Iwano-Frankowsk (Stanisławów) i Równe. Obwód zakarpacki – to Węgry. W Użhorodzie wszyscy mówią po węgiersku. Albo po rosyjsku. Nie ma tu żadnego związku z Ukrainą. I Czerniowce – w tym wypadku żadnego porozumienia nie było. Stalin zabrał Czerniowce dla zaspokojenia apetytu; porozumienia z Hitlerem nie było.

W marcu 2014 r. do polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wpłynęło oficjalne pismo od Żyrynowskiego w sprawie przekazania nam Kresów wschodnich. Zostało zignorowane. Tyle tylko, że tym razem wiadomość o nim podano do publicznej wiadomości.

Ostatnio wynikła nowa afera, że jakoby Władymir Putin już w 2008 r. składał Donaldowi Tuskowi propozycję wzięcia tego, co nasze.

Cóż? Może nadszedł czas, by skorzystać z tych ofert? W końcu to Federacja Rosyjska jest prawnym spadkobiercą Związku Radzieckiego – tak kilkakrotnie orzekły międzynarodowe sądy. Mało kto wie o tym, że – jak ogłosił 7 kwietnia tego roku na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych sekretarz generalny ONZ Ban Ki -Moon – Ukraina jako państwo nie została nigdy uznana przez ONZ, gdyż w ramach prawa międzynarodowego kraj ten nie ma oficjalnie zatwierdzonej granicy.

A więc?

Jak widać, sprawa odzyskania naszych Kresów wschodnich jest wciąż otwarta. Do odważnych świat należy. Stare polskie przysłowie mów: „jak dają – to brać, a jak biją – to uciekać!”

Święto Niepodległości. Dlaczego 11 listopada? (wideo)

Data: 11.11.2019 20:54

Autor: ziemianin

tvp.info

#niepodleglosc #11listopada #swietoniepodleglosci #jozefpilsudski #pilsudski #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostkihistoryczne #historia

Proces tworzenia niepodległości był bardzo długi i tych dat można wskazać kilka. 11 listopada wybrano dopiero w latach 30. jako taką datę symboliczną. Uczyniono tak, ponieważ obóz piłsudczykowski uważał, że jest to dzień przekazania władzy wojskowej Piłsudskiemu przez Radę Regencyjną – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Jan Engelgard, kierownik Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, oddziału Muzeum Niepodległości w Warszawie.

Święto Niepodległości. Dlaczego 11 listopada? (wideo)

Jak tuż przed zakończeniem I wojny światowej przebiegał proces odzyskiwania niepodległości przez Polskę?

Odzyskanie przez Polskę niepodległości było procesem skomplikowanym. Gdy wojna zaczynała się w 1914 roku, wszyscy sądzili, że któraś ze stron wygra. Mówimy tutaj oczywiście o państwach zaborczych. W 1918 roku okazało się, że przegrali wszyscy.

Spór o orientację międzynarodową polityki polskiej był bardzo ważny. Zastanawiano się, czy po zakończeniu tej wojny będziemy po stronie zwycięskiej, czy przegranej. Tak się jednak złożyło, że w naszej części Europy upadły wszystkie trzy monarchie: niemiecka, austriacka i rosyjska. Stworzyło to przestrzeń umożliwiającą odzyskanie niepodległości.

Ta kwestia międzynarodowa była o tyle ważna, że o kształcie Europy decydowały wielkie mocarstwa. Bardzo ważnym dokumentem dla sprawy polskiej było orędzie prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrowa Wilsona z początku 1918 roku.

W jednym z punktów wymienił on odrodzenie niepodległej Polski z dostępem do morza. Delegacja polska i wszystkie obozy polityczne trzymały się potem tego na konferencji pokojowej w Paryżu. Była to bowiem deklaracja jednego z państw, które wygrały wojnę.

Nasza zasługa polegała natomiast na tym, że w 1918 roku, gdy pojawiła się ta szansa, bardzo szybko z tego skorzystaliśmy. Sytuacja mogła się potoczyć zupełnie inaczej i wtedy trzeba by realizować plan minimum, który wszystkie obozy polityczne miały na wypadek zwycięstwa jednego z zaborców.

Warto wspomnieć, że 11 listopada 1918 roku miejsce, w którym się znajdujemy – Cytadela Warszawska i więzienie, X Pawilon – jeszcze funkcjonowało. Tego dnia wyszli stąd ostatni więźniowie. Wśród nich znalazł się m.in. dziennikarz Władysław Rabski, zwolennik obozu Narodowej Demokracji.

Z Cytadeli Warszawskiej nadano też 16 listopada 1918 roku depeszę notyfikującą państwom świata powstanie niepodległej Polski. Można zatem powiedzieć, że jest to symboliczne miejsce związane z odzyskaniem niepodległości przez nasz kraj.

Dlaczego to właśnie datę 11 listopada ustanowiono jako Święto Niepodległości?

Data 11 listopada długo nie funkcjonowała jako ta najbardziej symboliczna, bowiem różne daty wskazywano jako tą najważniejszą. Józef Piłsudski wrócił do Warszawy 10 listopada, a nie 11.

Narodowa Demokracja zwracała uwagę na 28 czerwca 1919 roku, czyli podpisanie traktatu wersalskiego.

Proces tworzenia niepodległości był bardzo długi i tych dat można wskazać kilka. 11 listopada wybrano dopiero w latach 30. jako taką datę symboliczną. Uczyniono tak, ponieważ obóz piłsudczykowski uważał, że jest to dzień przekazania władzy wojskowej Piłsudskiemu przez Radę Regencyjną. Narodowa Demokracja nie protestowała, gdyż był to także dzień zawarcia rozejmu na froncie zachodnim, czyli zakończenia I wojny światowej.

Przez to 11 listopada nigdy nie stał się przedmiotem sporu pomiędzy głównymi obozami politycznymi. Uznano po prostu, że tą datę będziemy święcić jako datę odzyskania niepodległości.

Jakie inne daty brano jeszcze pod uwagę?

Teoretycznie był ten wspomniany 28 czerwca, czyli podpisanie traktatu wersalskiego. Data ta była jednak zbyt późna, gdyż w tym czasie Polska już funkcjonowała.

Obóz lewicowy mówił o 7 listopada, kiedy utworzono rząd w Lublinie. Jeszcze wcześniej, bo w październiku 1918 roku, były rządy Rady Regencyjnej, które też wpisywały się w program Wilsona. Był wreszcie utworzony w październiku rząd Józefa Świeżyńskiego. Raczej obracano się wokół dat jesieni 1918 roku, ale najczęściej wymieniane były właśnie te daty 7, 10 i 11 listopada.

Wspomniany rząd w Lublinie istniał zaledwie trzy dni. Dlaczego tak się stało?

Trzeba pamiętać, że obozy polityczne w odrodzonej Polsce walczyły ze sobą. Rząd lubelski Ignacego Daszyńskiego powstał jeszcze przed zwolnieniem Piłsudskiego z twierdzy w Magdeburgu i składał się głównie z żywiołów – jak to wówczas mówiono – lewicowych, czyli partii socjalistycznej i lewego skrzydła ruchu ludowego.

Innymi słowy nie był to rząd, który mógłby być uznany za rząd reprezentujący wszystkie obozy polityczne w Polsce. Dlatego też został bardzo szybko zakwestionowany zarówno przez obóz Narodowej Demokracji, jak i przez samego Piłsudskiego. Marszałek właściwie ten rząd rozpędził, mówiąc im, że nie znają się na polityce.

Święto Niepodległości uzyskało rangę święta państwowego dopiero w 1937 roku. Dlaczego zdecydowano się na to tak późno?

Początkowo ważniejszym świętem narodowym był 3 maja. W 1919 roku zorganizowano z tej okazji naprawdę wielkie obchody. W 1937 roku rządy sanacyjne uznały, że dla mobilizacji ducha narodowego potrzebne jest ustawowe ustanowienie święta niepodległości.

Tragizm historii polegał niestety na tym, że dwa lata później tej niepodległości już nie było. Natomiast data 11 listopada utrwaliła się na tyle, że wisiała ona cały czas w powietrzu także w okresie PRL-u. Już w latach 80. święto to było obchodzone. Wybór polityczny z 1937 roku okazał się więc bardzo trwały.

Jak przebiegał proces demontażu struktur zaborczych w odrodzonym państwie polskim?

W naszej pamięci zbiorowej zapisało się przede wszystkim rozbrajanie żołnierzy niemieckich na terenie Warszawy i pozostałych okolic Królestwa Polskiego, co przebiegało stosunkowo łatwo. Wynikało to z rewoltowania tych żołnierzy. Przypomnę, że wtedy w Niemczech wybuchła rewolucja. Armia niemiecka była potężna, jednak zupełnie już niezdolna do akcji.

Dlatego poszło to łatwo, chociaż nie wszędzie. Trudności pojawiły się na przykład w Białej Podlaskiej czy w Międzyrzecu. Jeszcze łatwiej poszło natomiast w zaborze austriackim, gdzie rozpad monarchii austro-węgierskiej był większy niż w przypadku Niemiec.

Jeśli chodzi z kolei o administrację rosyjską, to nie funkcjonowała ona już od 1915 roku. Można zatem powiedzieć, że ten proces uwalniania się, czy też zastępowania struktur państw zaborczych, przebiegł stosunkowo szybko. Musimy jednak pamiętać, że na terenie Królestwa Polskiego ten proces spolszczania administracji rozpoczął się już wcześniej, bo właściwie w 1916 roku.

Większym problemem były ziemie zaboru pruskiego, czyli Wielkopolska, Śląsk i Pomorze, gdzie postanowienia traktatu wersalskiego i późniejsze postanowienia demontażu władzy niemieckiej na tym terenie były wprowadzane w życie aż do 1920 roku.

Z jakimi problemami musiały się zmierzyć polskie władze w pierwszych latach niepodległości?

Musimy zdać sobie sprawę, że granice odrodzonej Polski to były trzy odrębne obszary zarówno pod względem gospodarczym, jak i prawnym i mentalnym. Z tego powodu stworzenie jednego organizmu państwowego nie było rzeczą prostą.

Bardzo długo trwało ujednolicenie prawa. W dziedzinach podatkowej i gospodarczej funkcjonowały jeszcze rozwiązania prawne z okresu Cesarstwa Rosyjskiego. I to był pierwszy problem. Drugi stanowiła walka o granice. Mimo że wojna zakończyła się w 1918 roku, to dla Polski walki trwały jeszcze do 1921. Konflikty, właściwie z większością sąsiadów, były dla nas bardzo wyczerpujące.

Trzecim problemem była ciężka sytuacja gospodarcza. Zrujnowanie ziem polskich w wyniku wojny, głównie na terenie Królestwa Polskiego, było gigantyczne. W 1919 roku Polska była krajem bardzo biednym. Nasze zdolności produkcyjne przez długi czas odbiegały od tego, co wytwarzano na przykład w roku 1913, czyli przed wybuchem wojny.

To były te główne problemy, do których dochodziły jeszcze sprawy związane z niestabilnością polityczną. Różnice pomiędzy poszczególnymi odłamami politycznymi oraz mniejszości narodowe, które stanowiły jedną trzecią społeczeństwa, sprawiały, że ten system zaczynał szwankować.

Pewnym fenomenem było natomiast to, że pomimo tych problemów państwo polskie zaczęło funkcjonować naprawdę szybko. Władzy udało się zniwelować wszystkie kwestie związane z różnicami międzyzaborowymi i w zasadzie w latach 20. Polska była już państwem zwartym i jednolitym pod względem politycznym, militarnym i prawnym.

Z okazji 101. rocznicy odzyskania niepodległości przez cały listopad wstęp do Muzeum Niepodległości jest bezpłatny. Co przygotowano dla zwiedzających?

W związku z tym, że nasza główna siedziba, czyli Pałac Radziwiłłów jest po remoncie i nie jest jeszcze gotowa, zapraszamy do naszych oddziałów. Zachęcam do odwiedzenia Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, gdzie przygotowaliśmy wystawę „więźniowie X Pawilonu” oraz galerię obrazów Aleksandra Sochaczewskiego. W oddziale można zobaczyć też oryginalne cele Romualda Traugutta, Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego, a więc osób bezpośrednio związanych z walką o niepodległość.

Tych osób było oczywiście więcej. Mamy nowoczesną wystawę, którą udostępniamy od listopada ubiegłego roku. Zapraszamy codziennie w godzinach od 9 do 17. Zachęcamy też do odwiedzenia innych naszych oddziałów: Mauzoleum Walki i Męczeństwa oraz Muzeum Więzienia Pawiak.

Matusiak blog - Pełniący Obowiązki Polaka. Jak sowieci rządzili w polskim wojsku

Data: 11.11.2019 20:45

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #pop #Sowieci #PRL #LWP #polska #wojsko

„Wszyscy uważają, że decyzja ta powinna mnie jako Polaka serdecznie ucieszyć. W rzeczywistości było odwrotnie. Byłem w tym czasie szefem sztabu 1 Armii Uderzeniowej – wielkiej jednostki, w skład której wchodziło 13 dywizji. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wróżyły, że w najbliższym czasie obejmę dowództwo armii. Armii, którą doskonale znałem, z którą byłem zżyty od 1942 roku i która świetnie spisywała się na froncie. W dodatku nie bardzo się orientowałem, co to ma być za Wojsko Polskie” – w tak bezceremonialnych słowach swoje przenosiny do polskiego wojska ujął radziecki generał polskiego pochodzenia Władysław Korczyc. Od wczesnej młodości czuł się obywatelem sowieckim. Nawet półroczne oczekiwanie na szafot w latach stalinowskiej wielkiej czystki nie zmieniło jego światopoglądu.

Na zdjęciu Bordziłowski, Rokossowski i Berling – trzej z wielu tysięcy radzieckich oficerów w polskiej armii

Matusiak blog – Pełniący Obowiązki Polaka. Jak sowieci rządzili w polskim wojsku

Stalin wprawdzie się zgodził, by w 1943 r. utworzyć wojsko polskie na terenie Związku Radzieckiego, ale chciał mieć nad nim całkowitą kontrolę. Zagwarantować ją miała obsada wszystkich stanowisk dowódczych przez oficerów Armii Czerwonej lub lojalnych oficerów polskich, typu generał Zygmunt Berling. Rosła armia, wzrastała również liczba sowieckich oficerów. Kulisy ich przenosin precyzyjnie w swoich wspomnieniach ujął generał Tadeusz Pióro: „Na ich dobór polskie organy nie miały żadnego wpływu, szefem kadr 1 Armii WP był Rosjanin, płk Filip Sobieżko i on – teoretycznie w porozumieniu z Berlingiem – zajmował się praktyką personalną. Decyzje o przekazywaniu oficerów z jednostek radzieckich zależały od ich dowódców pozbywających się przy tej okazji mniej przydatnych. Niejeden z nich zresztą odbierał przydział do obcej armii jak dopust boży, uważając przebranie w polski mundur za koniec kariery w Armii Radzieckiej, co – nawiasem mówiąc – przyszłość potwierdziła”.

Już podczas chrztu bojowego 1 Dywizji Piechoty pod Lenino jeden z takich POP-ów – podpułkownik Anatol Wojnowski – dał pokaz swoich możliwości. Będąc dowódcą 1 pułku czołgów, odpowiadał za ich wprowadzenie na pole bitwy, a zadanie wsparcia piechoty bronią pancerną było bardzo istotne dla przebiegu całej batalii. To zadanie spaliło na panewce, ponieważ kiedy czołgi grzęzły w bagnach, ppłk Wojnowski leżał w stanie upojenia alkoholowego w jednej z okolicznych stodół. Na szczęście dla jego czołgistów wkrótce po bitwie odkomenderowano go z powrotem tam, skąd przybył.

Mniej szczęścia mieli nowo powołani rekruci 2 Armii WP, których los pokarał osobą ich dowódcy – urodzonego w Warszawie, od rewolucji październikowej żołnierza Armii Czerwonej, późniejszego generała Karola Świerczewskiego. O jego libacjach alkoholowych i pijackiej brawurze krążył legendy już od czasów hiszpańskiej wojny domowej, gdzie był dowódcą jednej z brygad ochotników. W kwietniu 1945 roku zgotował on swoim żołnierzom i oficerom drogę przez piekło, puszczając ich na Drezno bez odpowiedniego rozpoznania terenu. Zamiast tego były imprezy zakrapiane alkoholem. Wojsko zostało odcięte przez niemiecki kontratak, a otoczone jednostki zabite (ok. 5 tysięcy żołnierzy).

Inną cechą POP-ów były ich skłonności do szabru, szczególnie kiedy znaleźli się na ziemiach niemieckich. Przykład: pułkownik Andriej Czartoryski. Już jako dowódca 10 Dywizji Piechoty w armii Świerczewskiego w przededniu ofensywy drezdeńskiej został przez niego wyrzucony za liczne kradzieże podczas przemarszu jego dywizji przez Ziemie Odzyskane. Nie zaszkodziło mu to jednak w dalszej karierze. Zaledwie kilka dni później znalazł się w Łodzi, gdzie został dowódcą nowo formowanej 11 Dywizji Piechoty, a ponadto jako najstarszy stopniem oficer w mieście objął obowiązki szefa łódzkiego garnizonu wojskowego. Już pod koniec maja 1945 roku dostał rozkaz wyruszenia ze swoją dywizją nad środkową Odrę. I znów zajmował się głównie szabrem.

Ukróciła to w końcu inspekcja przeprowadzona przez oficerów Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego w maju 1946 roku. W sporządzonym przez nich sprawozdaniu czytamy: „Dowódca 11 dywizji – płk Czartoryski nie jest obecnie w stanie należycie pokierować pracą swojej jednostki. Wpływa na to w pierwszym rzędzie jego przeszłość »szabrownicza« z pierwszego okresu pobytu dywizji na ziemiach zachodnich. Wpłynęło to na olbrzymie obniżenie się jego autorytetu u podwładnych. Był wypadek, że na odprawie jeden z dowódców pułku prawie otwarcie zarzucał mu uczestniczenie w nadużyciach, a z drugiej strony wiele nadużyć w dywizji nie jest należycie tępione. Uzdrowić ten stan rzeczy mogłaby jedynie zmiana na stanowisku dowódcy dywizji. Opinia gen. Popławskiego co do tej sprawy jest analogiczna”. Cztery miesiące później został odesłany do Związku Radzieckiego.

Nie każdy mundurowy z Kraju Rad, który służył w szeregach polskiej armii, radził sobie z samotnością i z rozłąką z najbliższymi. Niektórzy z nich decydowali się na tzw. frontowe żony, czyli młode kobiety. Chyba najgłośniejszym przypadkiem była relacja generała Włodzimierza Kierpa z jego podwładną porucznik Natalią Gurową. On – dowódca 5 Brygady Artylerii Ciężkiej, ona – felczer ambulatorium tejże brygady, nie ukrywali się ze swoim uczuciem.

W szczególny sposób przedstawił to prof. Maciej Szczurowski w monografii jednostki: „Na przykład zdjęcie zrobione podczas pobytu w Summt przedstawia gen. Kierpa i jego »wojenną żonę« por. Natalię Gurową przy pięknej limuzynie – w kolekcjonowaniu których pasjonował się generał – w towarzystwie dwóch psów. Jeden, owczarek alzacki, towarzyszył dowódcy brygady na całym szlaku bojowym; drugi, to jamnik sprezentowany przez Kierpa »żonie« pragnącej we wszystkim dorównać »mężowi«. Nadto »towarzyszka porucznik« już nie w mundurze, lecz wieczorowej, koronkowej sukni, wykwintnym kapeluszu z wymyślnym rondem oraz w lakierowanych pantofelkach. Całość tworzyła obraz zaiste w niczym nieprzypominający zakończonej kilka dni wcześniej wojny”.

„Frontowe małżeństwa” sowieckich generałów kończyły się najczęściej z momentem ich powrotu do ojczyzny.

Gdy wojna się skończyła, władze zdecydowały się zredukować półmilionową armię. To samo dotyczyło POP-ów. W pierwszej fazie byli odsyłani w sposób doraźny i niezorganizowany. Od lipca 1946 roku Departament Personalny WP przejął całkowitą pieczę i kontrolę nad tym procesem. Do ostatniego dnia 1948 roku z powrotem do ZSRR odkomenderowano prawie 17 tysięcy POP-ów, w tym 66 generałów. Dodatkowo ponad tysiąc oficerów złożyło podania o przyznanie polskiego obywatelstwa. Większość z nich rozpatrzono pozytywnie. Wydawało się, że LWP uzyska wkrótce narodowy charakter. Że w tamtym czasie była na to realna szansa, udowadniał Władysław Gomułka na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR z 12 października 1956 r. Mówił wtedy: „W materiałach, które mi zwrócono, znalazłem list, który pisałem do Biura Politycznego KC KPZR (będąc w Moskwie przejazdem do Kisłowodzka na leczenie) w 1947 r. Z listu tego wynika, że już w 1951 roku nie miało być ani jednego oficera rosyjskiego”. Dał na to zgodę Stalin i Bułganin, ówczesny minister obrony narodowej”.

Ale rzeczywistość okazała się inna. Stalin rozpoczął kolejną wojnę z „wewnętrznym wrogiem”. W odróżnieniu od czasu wielkiego terroru z lat 30. – oprócz samego ZSRR – objęła ona wszystkie państwa satelity na wschód od Łaby. Rozpoczęty pod koniec 1948 r. proces przyspieszonej stalinizacji objął również polskie wojsko. Generałowi Marianowi Spychalskiemu – wiceministrowi obrony narodowej, odpowiedzialnemu za powojenną politykę personalną, już po aresztowaniu w 1950 r. postawiono następujące zarzuty: „Spychalski przyspieszał odsyłanie z WP nieodzownych specjalistów – oficerów radzieckich, bez odpowiedniego przygotowania młodej, ludowej kadry, pogłębiając przez to trudności, jakie istniały przy formowaniu korpusu oficerskiego i jego szkoleniu. Odwoływanie oficerów radzieckich odbywało się na gruncie porozumienia z Rządem Radzieckim, lecz nie wolno było tego czynić ze szkodą dla WP. Przedstawienie Rządowi Radzieckiemu potrzeby zatrzymania koniecznej ilości oficerów radzieckich w WP spotkałoby się – jak stwierdza sam Spychalski – z przychylnym potraktowaniem. Spychalski nie podjął jednak żadnych kroków w tym kierunku, a nawet wręcz przyspieszał odwoływanie oficerów radzieckich”.

Symbolem nowej ery stała się nominacja na ministra obrony narodowej marszałka ZSRR Konstantina Rokossowskiego. Urodzony w zubożałej polskiej rodzinie pochodzenia szlacheckiego, w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej uzyskał status bohatera narodowego. Miał olbrzymi wkład osobisty w największych sowieckich zwycięstwach pod Stalingradem, Kurskiem czy Berlinem. Z chwilą objęcia przez niego sterów w Ministerstwie Obrony Narodowej, z kierunku wschodniego nadeszła kolejna fala wysokich szarżą radzieckich oficerów. Przez pierwsze trzy lata jego rządów – do końca 1952 r. – przyjechało 269, w tym 36 generałów. Dołączyli oni do grona swoich towarzyszy, którzy przetrwali czystki w latach 1945-1948. Tak więc w szczytowym okresie stalinizmu w siłach zbrojnych PRL służyło łącznie 41 generałów i 668 oficerów „bratniej armii”.

Najbardziej haniebny okres działalności POP-ów w Wojsku Polskim przypada na lata 1949-1954. Było to związane z ich służbą w wojskowym wymiarze sprawiedliwości oraz w kontrwywiadzie, dla pozoru ukrywającym się pod szyldem Głównego Zarządu Informacji. To właśnie ci ludzie zajmowali się wszystkimi generałami, oficerami, podoficerami i szeregowymi o rodowodzie akowskim, maczkowskim, andersowskim czy sanacyjnym.

Brak wykształcenia prawniczego nie przeszkadzał sowieckim prokuratorom żądać najsurowszych werdyktów, z karą śmierci włącznie, a sędziom wojskowym – je orzekać. Jednym z takich przykładów był prokurator wojsk lotniczych podpułkownik Iwan Amons. Absolwent dwuletniego seminarium nauczycielskiego i jednorocznego kursu prawniczego w 1952 roku jako oskarżyciel w pokazowym procesie oficerów lotnictwa w wydatny sposób przyczynił się do skazania sześciu z nich na karę śmierci za rzekome szpiegostwo, choć doskonale wiedział, że są niewinni.

Już kilka lat wcześniej jego przełożony wystawił mu taką opinię służbową: „Prokurator Amons nie dorósł do zajmowanego stanowiska, zajmuje je jedynie z powodu braku dostatecznie kwalifikowanych kadr. Wykształcenie ogólnie niskie, prawnicze żadne, inteligencja mierna. Dokumenty sporządzone przez prokuratora Amonsa często zaliczyć wypada do rzędu humorystycznych, ich bezradność i wyjątkowo niska kultura prawnicza graniczą nierzadko z niezamierzonym przez autora komizmem”.

Jeszcze bardziej brudną robotę niż prokuratorzy i sędziowie wykonywali funkcjonariusze wojskowej bezpieki. To oni dręczyli psychicznie i fizycznie aresztowanych oficerów WP. Często bano się ich bardziej niż cywilnych bezpieczniaków. Ci najwyżsi rangą w sfingowanych procesach pokazowych przełomu lat 40. i 50. nierzadko sami dyktowali wyroki, jakie miały zapaść.

Jednym z najgorszych był pułkownik Antoni Skulbaszewski, zastępca szefa GZI w latach 1950-1954, a jeszcze wcześniej przez dwa lata naczelny prokurator wojskowy. Chyba najlepiej zarówno jego metody śledcze, jak i jego samego scharakteryzował gen. Pióro: „Elegancki, układny, inteligentny, dobrze mówiący po polsku i doskonale w polskich stosunkach zorientowany (…). Miał wyjątkową umiejętność nawiązywania kontaktu z rozmówcą, niemal zjednywał go swoim obejściem, oczytaniem, wyrobieniem towarzyskim. Gdy prowadził śledztwo, delikwent często sam nie wiedział, jak wpadał w zastawione pułapki słowne. W rzeczywistości bezwzględnością przewyższał Wozniesienskiego, a w działaniach śledczych potrafił być nie mniej brutalny od swoich podwładnych, zbyt delikatnie – jego zdaniem – obchodzących się z przesłuchiwanymi, piętnował ich jako słabych ideologicznie i ulegających wrogim wpływom”.

Dramatyczne październikowe dni 1956 roku, kiedy to o mały włos nie doszło do zbrojnej konfrontacji z Sowietami, doprowadziły do nacisku na Gomułkę, by pozbył się POP-ów z Wojska Polskiego. Będąc na fali odwilży i mając wolną rękę ze strony ekipy Chruszczowa, I sekretarz PZPR zrobił z nimi porządek. Jeszcze do końca tego roku odkomenderowano do ZSRR marszałka Rokossowskiego, 19 generałów i 25 oficerów, a w pierwszej połowie 1957 roku dalszych kilkanaście osób, w tym ośmiu generałów. Tym sposobem w szeregach LWP pozostało jedynie sześciu radzieckich generałów i tylu samo oficerów. Wywodzący się z tej grupy generałowie Michaił Owczynnikow i Jurij Bordziłowski zasiedzieli się w Polsce wyjątkowo długo, bo aż do marca 1968 roku. Jako ostatni – po 24-letniej służbie z piastowskim orzełkiem na czapce – zamknęli oni erę udawanych Polaków.

F1 VLOG 153: Williams i jego duch walki. RK o problemach z bolidem. Lewis lepszy od Schumiego?

Data: 11.11.2019 17:29

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #f1 #formula1 #rk88 #F1 #robertkubica #Kubica #motosport #williams #f1vlog

F1 VLOG 153: Williams i jego duch walki. RK o problemach z bolidem. Lewis lepszy od Schumiego?

Wracamy do akcji. Na początek dużo o woli walki Williamsa. Nie podda się Claire, nie podda się Dave… Tymczasem RK rozwodzi się nad problemem braku powtarzalności swojej maszyny, a brytyjskie media porównują debiut George'a Russella do pierwszego sezonu Fernando Alonso… trafiając kulą w płot.

Równocześnie Haas rozważa swoją przyszłość w Formule 1. Czy zostanie w sezonie 2021 i czy to dobry pomysł, aby ten zespół miał zakupić Orlen?

Eddie Irvine ostro ocenia Sebastiana Vettela. Niestety – trafnie, podczas gdy Eddie Jordan dowodzi, że Lewis Hamilton już teraz poprawił dokonania Michaela Schumachera.

Giovinazzi zostaje w Alfie Romeo a Hulk… czy przejdzie do Indy Car, oraz czemu w McLarenie nie ma miejsca dla Fernando Alonso.

Ponadto o błędach nowych regulaminów oraz "czystych intencjach" FIA i Liberty, które nie do końca pokrywają się z "czystymi intencjami" kierowców Formuły 1. A niby wszystkim chodzi o to samo.

W końcówce o płomiennych nadziejach na Rajd Australii i brytyjskim pomyśle na zastąpienie w Toyocie Otta Tanaka Elfynem Evansem.

Do tego zapowiedź GP Brazylii przeplatana aferą z silnikami Ferrari.

Na deser RK tłumaczy, czemu gdzie i dlaczego poczuł się znów kierowcą Formuły 1.

Data: 11.11.2019 12:35

Autor: false_nine

W Hiszpanii cały czas się gotuje. Walki, protesty, ranni. A media w PL oczywiście milczą jak zaklęte.

Kilkadziesiąt tysięcy separatystów wzięło udział w sobotę w organizowanych w Katalonii wiecach i blokadach dróg przed niedzielnymi wyborami do hiszpańskiego parlamentu.

Rada Obrony Republiki (CDR) domaga się ogłoszenia niepodległości Katalonii, to ona stała za najbardziej brutalnymi protestami separatystów w październiku.

W zamieszkach rannych zostało ponad 600 osób, z czego połowa to mundurowi.

#wydarzenia #prawda #hiszpania #ue #informacje #gdziesamedia #wolnosc

Clickbait – co to jest i dlaczego się tego używa?

Data: 10.11.2019 11:28

Autor: ziemianin

pl.wikipedia.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #clickbait

Jeśli zdarzyło Ci się kiedyś natrafić w sieci na nagłówek, którego treść była tak szokująca, że po prostu musiałeś przeczytać całość artykułu i przekonać się, że zachęcający tytuł ma niewiele wspólnego z rzeczywistością – to właśnie wtedy dałeś się zwabić na tak zwany clickbait. Co to takiego i jak działa ta forma internetowego oszustwa?

Co to jest clickbait?

Clickbait – co to jest i dlaczego się tego używa?

Określenie clickbait powstało skutek połączenia dwóch angielskich słów, czyli click – kliknięcie, klikać oraz bait – przynęta. Oznacza to zazwyczaj odnośnik w formie tekstowej lub graficznej, który swoją treścią w nieuczciwy sposób zachęca użytkownika do wejścia na daną stronę. Najczęściej jest to nagłówek artykułu, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistą treścią witryny.

Clickbait działa dzięki silnej potrzebie zaspokojenia naturalnej ciekawości

Krótkie, bardzo chwytliwe hasło intryguje użytkownika, który pragnie dowiedzieć się więcej i otwiera link, po czym przekonuje się, że tytuł, który go do tego skusił, jest tak naprawdę bardzo luźno lub wcale nie związany z treścią strony. Jego charakterystyczną cechą jest również konieczność przejścia na inną witrynę, gdzie czytanie samego tekstu jest niezwykle utrudnione poprzez obecność licznych reklam.

Po co stosuje się clickbait?

Zadaniem clickbaitu jest przede wszystkim przekonanie użytkownika do kliknięcia w dany link i przejścia na docelową stronę. Dzięki temu zwiększa się liczba odsłon, a tym samym również wyświetleń i przychodu z reklam. Wiele serwisów utrzymuje się bowiem wyłącznie z tego źródła, a to czy dostarczają one wartościowych treści, jest już kwestią drugorzędową. Zjawisko clickbaitu początkowo dotyczyło wyłącznie niskiej jakości stron, jednak powoli staje się już standardową formą internetowego oszustwa, wykorzystywaną nawet przez duże i cenione firmy.

Dlaczego clickbait działa?

Siła metody clickbait opiera się przede wszystkim na zwykłej ludzkiej ciekawości. Użytkownik klika w link, czyta artykuł, przekonuje się, że nie ma on wiele wspólnego z tytułem i czuje się oszukany, jednak prędzej czy później, ponownie daje się nabrać. Co więcej, badania udowadniają, że ludzie zwyczajnie lubią czytać nagłówki i często w ogóle nie zapoznają się z zawartym pod nimi tekstem lub robią to bardzo pobieżnie. Wnioski z przeprowadzonego eksperymentu wykazały, że prawie 80% osób nawet nie zwraca uwagi na to, że tytuł artykułu nie ma nic wspólnego z samym tekstem.

Jak rozpoznać clickbait?

Clickbaitowe tytuły są stosunkowo schematyczne i charakteryzują się zazwyczaj bardzo ogólną treścią. Od wartościowych artykułów odróżnia je przede wszystkim to, że nigdy nie zdradzają prawdziwej zawartości tekstu, lecz zachęcają do przeczytania całej zawartości takimi wyrażeniami, jak „nie uwierzysz, co się stało potem” lub „przekonaj się, jak to zrobiła”. Nagłówek typu clickbait odwołuje się do emocji, najczęściej skrajnych, a także kontrowersji oraz informacji, które mogą być szokujące, jednak budzą w nas nadzieję, że mogłyby okazać się prawdziwe. Typowym tytułem tego typu są chociażby takie treści, jak „Schudła 20 kg w tydzień – zobacz, jak to zrobiła”. Wysokiej jakości artykuł można rozpoznać zatem po tym, że jego nagłówek jest jednozdaniowym streszczeniem całego tekstu, niczego nie ukrywa i jest bardzo rzeczowy.

Dlaczego nie warto posługiwać się clickbaitem?

Clickbaitem posługują się przede wszystkim małe i średnie firmy, którym zależy na szybkim zwiększeniu ilości wyświetleń, a także dużym zaangażowaniem czytelników. Jednak pozyskiwanie kliknięć poprzez oszustwo bardzo szybko spotyka się z negatywnym odbiorem, zwłaszcza jeśli niejasne treści publikowane są notorycznie. Czytanie tekstów, które mają niewiele wspólnego z zachęcającym tytułem, dodatkowo utrudnionych przez dużą ilość reklam, staje się dla użytkowników zwyczajnie irytujące, przez co marka zostaje odebrana w najlepszym wypadku jako nieprofesjonalna. Chociaż wiele osób nadal nabierze się na chwytliwy tytuł i kliknie w link, liczba stałych obserwujących będzie drastycznie spadała, a firma stanie się mało wiarygodna w oczach użytkowników.

Chociaż clickbait kojarzy się z nieuczciwą praktyką, może być również wykorzystany w dobrym celu. Wystarczy, że pod chwytliwym tytułem, znajdzie się równie interesująca treść, która nie rozczaruje użytkownika.

Geek czy nerd – kim są i czym się różnią?

Data: 10.11.2019 09:19

Autor: ziemianin

highlab.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nerd #geek

Słowa nerd i geek często używane są wymiennie i charakteryzują miłośnika popkultury, lubującego się w komiksach i grach komputerowych. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że te dwa określenia mają zupełnie inne korzenie i określają dwie różne osobowości. Jaka jest więc różnica między nerdem a geekiem?

Geek czy nerd – kim są i czym się różnią?

Nerd, czyli pasjonat gier komputerowych i matematyczny geniusz

W wolnym tłumaczeniu na polski słowo „nerd” oznacza dosłownie „spec”, jednakże kulturowe znaczenie tego określenia nigdy nie znalazło w naszym języku odpowiedniego określenia. W anglosaskiej, a szczególnie amerykańskiej kulturze „nerd” oznacza fajtłapę i kujona. Kogoś, kto w szkole uczy się bardzo dobrze, jednak ma problemy z nawiązywaniem kontaktów i raczej nie odnajduje się w grupie rówieśniczej. W XX wieku określano w ten sposób miłośników nauk ścisłych, którzy obracali się wokół kółek naukowych i spędzali długie godziny na graniu w gry planszowe.

Postać nerda była wielokrotnie powielana przez popkulturę. Modelowym przykładem tego typu figury był dorastający chłopiec pozbawiony zdolności społecznych, który doskonale się uczy, a jego wiedza na temat nauk ścisłych często wykracza poza program szkolny.

Uroda nerda rzadko szła w parze z jego ilorazem inteligencji. Byli to zazwyczaj chuderlawi chłopcy w mocnych okularach z włosami w nieładzie. Nierzadko cierpieli na wadę zgryzu, którą korygował skomplikowany i widoczny aparat na zęby. Poza naukami ścisłymi i grami planszowymi (w późniejszych dekadach także komputerowymi) nerdzi pasjonowali się światem science fiction.

Wszystkim mogę polecić serię filmów o nerdach pt. Zemsta frajerów, w których to zostały przedstawione wszystkie cechy takich osób (oczywiście z przymrużonym okiem).

Geek, czyli pasjonat realizujący się w swojej niszy

Termin „geek” w obecnie rozumianym znaczeniu został stworzony na początku lat 90. XX wieku przez amerykańskiego poetę i eseistę, Roberta Haydena. Zostało ono zarezerwowane dla osób przejawianych ponadprzeciętne zainteresowanie daną dziedziną.

Z początku była to osoba nieco ekscentryczna, której zainteresowania znajdowały się raczej poza kulturowym mainstreamem. Obecnie w ten sposób określa się eksperta lub entuzjastę, który – kolokwialnie mówiąc – ma obsesję na punkcie jakiejś dziedziny.

Jeszcze do niedawna w ten sposób określano nastolatków, którzy bardziej niż na popularności skupiali się na nauce i rozwijaniu swojego hobby, które w rozumieniu większej części grupy rówieśniczej nie było postrzegane jako modne lub warte uwagi. Geek, podobnie jak nerd, pierwotnie miał słabość do matematyki, jednak źródłem jego obsesji równie dobrze mogła być historia, dziedzina literatury, gry komputerowe czy chociażby zbieranie znaczków.

Geek i nerd – czym się różnią? Czy jedna osoba może być określana jednym i drugim słowem?

Obecnie określenia „nerd” i „geek” przestają być postrzegane pejoratywnie. Źródeł tej sytuacji można doszukiwać się w tym, że obszar kultury przez dekady rozumiany jako nerdowsko-geekowska, czyli powstająca poza mainstreamem, obecnie stanowi kulturę głównego nurtu.

Filmy na podstawie uniwersów komiksowych biją obecnie rekordy w box office. Za sprawą serialu „Gra o Tron” także fantastyka przestała być domeną jedynie niemodnych fanatyków. Można zaryzykować tezę, że bycie nerdem i geekiem jest obecne na topie. Ale czy można używać tych określeń wymiennie?

Jedną z największych różnic między nerdem a geekiem był fakt pewnego niedostosowania społecznego, które było domeną nerdów, niekoniecznie zaś musiało dotyczyć geeków. Jednym słowem geek nie musiał wcale być osobą nielubianą czy upośledzoną społecznie, podczas gdy nerda utożsamiana z osobą odrzuconą i dręczoną.

Obecnie różnice te powoli się zacierają, a określenia nerd i geek są często używane jako synonimy. Warto jednak mieć świadomość, że wyrosły one z innego zjawiska i przez dekady funkcjonowały jako dwa zupełnie różne typy osobowości.

Identyfikowanie się jako nerd jest raczej powodem do dumy niż czymś, czego trzeba się wstydzić. Nikt też nie zostaje wykluczony z grupy rówieśniczej za bycie fanem Iron Mana. Dlatego można oczekiwać, że niedługo określenia geek i nerd zupełnie zleją się w całość.

Dlaczego duże zbiorniki wodne emitują niebieską poświatę? (audio) Odpowiada dr. Tomasz Rożek

Data: 10.11.2019 09:11

Autor: ziemianin

static.polskieradio.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #woda #nauka #ciekawostki

– Gdy oglądamy filmy i zdjęcia z miejsc, gdzie woda jest bardzo czysta, widzimy, że woda jest niebieskawa. Nawet z kosmosu widać, że jest ona błękitna – przyznaje dr Tomasz Rożek.

Dlaczego duże zbiorniki wodne emitują niebieską poświatę? (audio) Odpowiada dr. Tomasz Rożek

– Woda pochłania czerwone światło, więc jeżeli przez wodę przechodzi światło słoneczne, to do naszego oka trafia światło pozbawione tej czerwonej części. To, co trafia do nas, ma więcej długości fal niebieskich niż tych czerwonawych – wyjaśnia nasz Trójkowy naukowiec.

Na Warszawę padł blady strach: Czy Sabri B. (Bekdas) przez lata "dokumentował" wręczane . . .

Data: 10.11.2019 09:03

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #korupcja #polska #polityka #warszawa

Sabri B. to znany warszawski deweloper tureckiego pochodzenia. To z jego inicjatywy w stolicy powstało wiele inwestycji mieszkalno-usługowych o wartości setek milionów złotych. Ostatnio miał jednak mniej szczęścia – został zatrzymany przez CBA w związku z wręczeniem burmistrzowi warszawskich Włoch (polityk PO) łapówki w wysokości 200 tys. zł. To może być dopiero początek gigantycznej afery korupcyjnej. Turecki inwestor miał bowiem latami "dokumentować" swoją nieformalną działalność, a śledczy właśnie odkryli jego pokaźne archiwum.

Na Warszawę padł blady strach: Czy Sabri B. (Bekdas) przez lata "dokumentował" wręczane urzędnikom łapówki?

Zgodnie z najnowszym Indeksem Percepcji Korupcji (Corruption Perceptions Index – CPI) tworzonym przez Transparency International – nasz kraj zajął dość dobre 36. miejsce na świecie. Najmniejsza korupcja występuje w Danii (1. miejsce, 88 punktów), Nowej Zelandii (2. miejsce, 87 punktów) oraz Finlandii, Singapurze, Szwecji i Szwajcarii (ex aequo 3. miejsce, 85 punktów). Z kolei najbardziej korupcjogenne kraje świata to: Somalia (180. miejsce, 10 punktów), Syria i Sudan Południowy (ex aequo 178. miejsce, 13 punktów) oraz Jemen i Korea Północna (176. miejsce, po 14 punktów).

Niestety obawiam się, że nasz kraj może niebawem stracić wspomniane dość dobre miejsce jakie zajął w ubiegłorocznej edycji Indeksu Percepcji Korupcji (dotyczącej roku 2018). Powodem takiego obrotu spraw może być… obszerne archiwum Sabriego B.

Przypomnijmy – Sabri B. to znany warszawski deweloper tureckiego pochodzenia. Niedawno został zatrzymany przez CBA w związku z wręczeniem łapówki burmistrzowi warszawskiej dzielnicy Włochy (polityk PO). Funkcjonariuszom badającym sprawę udało się odnaleźć prywatne archiwum tureckiego przedsiębiorcy, gdzie ewidencjonowane mają być dowody (nagrania, zdjęcia, nośniki danych), które mogą stawiać w bardzo niekorzystnym świetle wielu urzędników i polityków wydających pozytywne decyzje administracyjne na korzyść Sabriego B.

Materiały odkryte przez śledczych są podobno na tyle obszerne, że ich analiza zajmie organom ścigania wiele tygodni i może stać się podstawą do dalszych zatrzymań. W efekcie na warszawską elitę urzędniczo-polityczną padł podobno blady strach. Nikt nie ma pewności co nagrywał Sabri B. i jakie "skarby" niebawem mogą ujrzeć światło dzienne.


Źródła:

Korupcja w stołecznych urzędach? Sabri B. miał latami dokumentować swoją działalność

Indeks Percepcji Korupcji 2018

Kubica: „Inżynierowie przed startem zgłaszają mi, że bolid zachowuje się inaczej”

Data: 10.11.2019 08:44

Autor: ziemianin

motorsportweek.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motosport #rk88 #robertkubica #kubica #f1 #formula1 #williams

Robert Kubica mówi, że podawane przez media najprostsze przyczyny jego problemów w sezonie 2019 nie są właściwymi i nie wiadomo, czemu feeling w samochodzie z numerem 88 zmienia się z sesji na sesję.

wymagany angielski

Kubica: „Inżynierowie przed startem zgłaszają mi, że bolid zachowuje się inaczej”

„Wiele razy mówiłem, że ten rok był bardzo trudny, bardzo skomplikowany. Ale jedną z rzeczy, której brakuje najbardziej jest stałość czucia w samochodzie. Samochód sam w sobie nie należy do najłatwiejszych, ma słaby docisk, ale nie powinien tak zmieniać się pod względem osiągów czy feelingu. A to dzieje się z jednej sesji na drugą. Nie można tego tłumaczyć warunkami na torze czy podobnymi rzeczami. Mam zupełnie inny feeling od razu po wyjechaniu z alei serwisowej i wtedy na 90% wiem czy jest lepiej czy gorzej” – wyjaśnia Robert Kubica.

„Nie sądzę, że samochód jest nieregularny. Ale przyczepność, którą generuje już tak. Nie sądzę by chodziło o charakterystykę auta. Nie wiem, jak ująć to krótko, ale nie chodzi o samochód sam w sobie czy jego charakterystykę” – dodaje.

Nie wiadomo przy tym, czemu tak się dzieje, a Robert mówi, że proponowane przez media najprostsze przyczyny nie są trafne. Dziennikarze zapytali, czy skoro Robert opuścił wiele jak jazdy autami hybrydowymi na oponach Pirelli, to przyczyną mogą być właśnie problemy z pełnym wykorzystaniem opon. Kubica uważa, że to błędny trop.

„Ale ja czuję tuż po wyjechaniu z garażu, że feeling jest inny. Jaką różnicę mogę zrobić oponami na dystansie 400 metrów? Opony… możesz wprowadzić je w lepsze okno operacyjne lub gorsze, ale w pewnym momencie je osiągniesz, tak jak w Meksyku. W kwalifikacjach skręciłem w pierwszy z trzech zakrętów ze znacznie mniejszą prędkością, a samochód jechał prosto. Potem w niedzielę wyjechałem z garażu, a balans był zupełnie inny. Inżynierowie na okrążeniu wyjazdowym na pola startowe powiedzieli mi, że „samochód jest zupełnie inny” i ja odpowiedziałem im, że tak, feeling jest zupełnie inny” – mówi Kubica.

„Rozumiem, że punkt widzenia mediów jest taki, że opony mają duże znaczenie, ale gdy opuszczasz garaż, jedziesz prosto, potem przez dwa zakręty więc opony są mniej więcej w takiej samej formie, chyba że zmienisz swoje koce grzewcze, temperatury czy ciśnienie. Jeżeli są takie same, to nie ma szans, że to opony będą miały taki wpływ, chyba że je zmienisz. Z Pirelli jesteśmy bardzo ograniczeni jeżeli chodzi o okno operacyjne. To nie tak, jak było kiedyś. Wszyscy są skupieni na tym, by utrzymywać te same opony i ciśnienia. Opony nie są czymś, co może mieć taki wpływ na feeling i przyczepność.

Paranoi prozwierzęcej ciąg dalszy. Święte krowy z Deszczna znowu bezdomne . . .

Data: 08.11.2019 14:25

Autor: ziemianin

r.dcs.redcdn.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #krowy #idioci #swiatrolnika

150 krów z Deszczna, w których ratowanie włączyli się aktorzy, celebryci oraz politycy, miało znaleźć schronienie nad Nysą. Ale właściciel obór w ostatniej chwili się wycofał. Zwierzęta znów są bezdomne.

Paranoi prozwierzęcej ciąg dalszy. Święte krowy z Deszczna znowu bezdomne . . .

Idioci?

Rocznie w Polsce zabija się ok. 860 mln zwierząt w celach konsumpcyjnych. Po prostu zjadamy steki, hot-dogi, jemy rosół z kury itd.

Dlaczego uparliśmy się, żeby akurat te 150 krów ratować za niebotyczne pieniądze? Bo nazwano je "wolnymi", a ludzie są sentymentalni, ale nie zawsze rozumni.

Kto skorzysta na uruchomieniu sieci 5G?

Data: 08.11.2019 14:06

Autor: ziemianin

stop5g.com.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #telefoniakomorkowa #5g

Sieci bezprzewodowe nie są tak szybkie, niezawodne i wydajne energetycznie jak systemy przewodowe – twierdzi nowy raport

/Państwo powinno zainwestować w przewodową infrastrukturę telekomunikacyjną, by wesprzeć wzrost gospodarczy, zlikwidować nierówności w dostępie do Internetu i zniwelować zagrożenia dla bezpieczeństwa danych, prywatności, zdrowia publicznego i środowiska/

Kto skorzysta na uruchomieniu sieci 5G?

wymagany angielski

Tekst źródłowy: Electromagnetic Health

Tłumaczenie: Koalicja POLSKA WOLNA OD 5G

O wyższości sieci przewodowych (raport).

Raport amerykańskiego specjalisty ds. technologii komunikacji, dr Timothy Schoechle’a, analizuje dostępne techniki przesyłu danych i potwierdza niezaprzeczalną wyższość łączy przewodowych nad komunikacją bezprzewodową. Nie tylko światłowody, lecz również znane nam od lat kable miedziane, mają kolosalną przewagę nad łącznością bezprzewodową tak pod względem szybkości przesyłu danych, ich bezpieczeństwa jak i wydajności energetycznej, a jednocześnie są całkowicie bezpieczne dla zdrowia i środowiska. Sieci bezprzewodowe już dziś pobierają tak olbrzymie ilości energii, że na dłuższą metę są nie do utrzymania. W przeciwieństwie do nich łączność przewodowa to najbardziej energooszczędny i najbezpieczniejszy sposób dostarczania internetu. Przy tym autor przekonująco argumentuje, że koszt dostępu do internetu może być znacznie niższy dzięki sieciom światłowodowym, których promowanie i uruchamianie jest obecnie blokowane przez polityków i korporacje. Choć raport opiera się na analizie rynku amerykańskiego, zawiera wiele cennych spostrzeżeń i zaleceń, które powinni wziąć sobie do serca również polscy decydenci. Dr Schoechle twierdzi, że internet stał się już dziś podstawowym dobrem publicznym i powinien być dostępny dla wszystkich w bezpieczny, niezawodny, sprawiedliwy, przystępny cenowo i wydajny energetycznie sposób, co mogą zapewnić jedynie łącza przewodowe. Dlatego infrastruktura telekomunikacyjna, oparta na światłowodach, powinna być budowana i zarządzana tak samo jak inna podstawowa infrastruktura publiczna, taka jak drogi, mosty, szkoły, wodociągi czy kanalizacja, a więc przez władze państwowe lub lokalne. Autor podkreśla przy tym, że inwestowanie w światłowody ma służyć społeczeństwu, a nie dostawcom usług bezprzewodowych. Zaleca również, by porzucić ideę wdrożenia sieci 5G i Internetu Rzeczy, ponieważ nie potrzebują ich ani ludzie ani rynek – są to technologie zbędne, promowane tylko dlatego, by generować olbrzymie zyski dla przemysłu bezprzewodowego.

Poniżej przedstawiamy streszczenie tego raportu w języku polskim

Kubica: Są rzeczy, które doprowadzają mnie do wściekłości

Data: 08.11.2019 13:55

Autor: ziemianin

powrotroberta.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rk88 #robertkubica #kubica #formula1 #f1 #motosport

Robert Kubica jest kolejnym kierowcą, który wyraził swoje niezadowolenie obecnym stanem Formuły 1 jako serii wyścigowej. Polak odniósł się również do walki ze swoim kolegą z zespołu o przedostatnie miejsce w stawce.

Kubica: Są rzeczy, które doprowadzają mnie do wściekłości

W miniony piątek mogliśmy przeczytać fragmenty bardzo ciekawego wywiadu z Robertem Kubicą w La Gazzetta dello Sport. Mogliśmy wówczas przeczytać: „Nikt nie postawiłby euro na to, co zrobiłem. Niektórzy myśleli, że nie dam rady pokonać pierwszego zakrętu w kalendarzu F1. A zamiast tego jeździłem dając z siebie wszystko. Mówili, że nie będę mógł jeździć w Monako, a okazało się to być jedno z moich najlepszych GP. Jechałem w zupełnie innym samochodzie niż 10 lat wcześniej i zdałem sobie sprawę, że rozpaliłem płomień. I teraz śpię spokojnie. Teraz nie muszę już patrzeć, co i jak robią inni. Musiałem zmienić u siebie parę rzeczy, ale nie pamiętam jak jeździłem 10 lat temu. Sukcesem mojej rehabilitacji jest to, że nie myślę już o swoich ograniczeniach. Akceptuję siebie takiego, jakim jestem. Moje ciało zareagowało dobrze i pokazałem, że moje ograniczenia są bardziej widoczne poza samochodem niż w nim. Wiedziałem, że tak będzie, jednak dopóki nie wsiądziesz i nie spróbujesz, nie masz pewności. Mimo wszystkiego co się stało i mimo kilku ciężkich lat, nadal jestem kierowcą Formuły 1″.

Online ukazała się już jego całość, w której możemy przeczytać dodatkowo np. o tym, co Robert Kubica mówi o walce z partnerem z zespołu o przedostatnie miejsce.

„Jestem sportowcem, jestem fighterem. Ale szczerze mówiąc, walka o 19. miejsce nie interesuje mnie. Nie dbam o to, czy będę finiszował przed moim kolegą z zespołu jeżeli jedynym o co możemy walczyć jest 19. miejsce. Nie oznacza to jednak, że nie daję z siebie maksimum” – mówi Robert.

Kubica głośno wyraża swoją dezaprobatę dla obecnego stanu Formuły 1 i istnienia ogromnych różnic między zespołami.

„Są rzeczy, które doprowadzają mnie do wściekłości. Opuszczam zupełnie inną F1 do tej sprzed 9 lat. Teraz są dwie Formuły 1. Jedna rozgrywa się w pierwszych trzech rzędach, a druga w pozostałych. To dwa różne sporty” – zaznacza Polak.

Nie zabrakło też pytania o przyszłość i nowe opcje, które pojawiły się na horyzoncie.

„Mam ofertę innego typu, ale w tym momencie chciałbym jeździć z topowym zespołem. Nie będzie to proste i nie zależy tylko ode mnie” – mówi Polak.

MAUTHAUSEN-GUSEN-Drugi "Katyń"; piekło Polaków gorsze od Auschwitz! (wideo)

Data: 08.11.2019 12:58

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #obozkoncentracyjny #obozyzaglady #edukacja #ludzie #tragedia

MAUTHAUSEN-GUSEN-Drugi "Katyń"; piekło Polaków gorsze od Auschwitz! (wideo)

74 lata temu, 5 maja 1945 roku, wojska amerykańskie wyzwoliły niemiecki obóz koncentracyjny Mauthausen-Gusen.

20 kilometrów od Linzu, w pobliżu największego austriackiego kamieniołomu granitu Wiener Graben, znajduje się małe miasteczko Mauthausen, w którym powstał obóz koncentracyjny.Obóz w Gusen był przede wszystkim miejscem kaźni-eksterminacji Polaków(80 % ofiar),w tym najwięcej ofiar pochłonęło polską inteligencję-w ramach akcji "Inteligenzaktion".W 1940 roku Polacy stanowili aż 97 % ogółu więźniów!

KL Mauthausen-Gusen należał do najcięższych obozów III Rzeszy. Häftlindzy mówili o nim Mordhausene Według zeznań byłych więźniów ci, którzy przyjeżdżali do obozu z Auschwitz-Birkenau szybko umierali, a osoby, którym udawało się przeżyć zgodnie twierdziły, że byłyby gotowe wracać do Auschwitz na kolanach:

Dużo było takich, którzy żyli dwa, trzy lata w Oświęcimiu, a w Gusen wykańczali się po trzech, czterech miesiącach.Historycy szacują, że w całym systemie obozowym zginęło ok. 35 tysięcy Polaków!

Ten dokument ukazuje historię „drugiego Katynia" polskiej inteligencji, czyli niemieckiego obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen. Trudno w to uwierzyć,ale obecnym władzom Austrii nie zależy na właściwym upamiętnieniu tego miejsca kaźni, które stanowiłoby świadectwo tej tragicznej historii. Muzeum w Mauthausen kontrastuje z maleńkim Memoriałem jaki został wzniesiony społecznym sumptem w Gusen. W filmie oprócz więźniów wypowiadają się członkowie lokalnego Komitetu Memoriału Gusen, którzy walczą z własnym rządem o bardziej godne upamiętnienie ofiar obozu i piętnują fakt, że pamięć o samym Gusen padła ofiarą mitów tworzonych przez Austriaków po wojnie. Miejscowy historyk-amator Rudolf Haunschmied dowodzi, że w dualnym obozie to właśnie obóz, a właściwie trzy podobozy w Gusen pełniły rolę ekonomicznego serca kompleksu ludobójstwa. W filmie pokazane jest także, że obóz w Gusen był jednym z najokrutniejszych w hitlerowskim archipelagu masowej zagłady. Wspomnienia więźniów są ilustrowane grafikami wykonanymi przez nich samych.

Przyprawić rogi? Kaczka dziennikarska? - Skąd się wzięły te i inne leśne wyrażenia - o Lesie #37

Data: 08.11.2019 12:36

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #przyslowia #powiedzenia #horzelaopowiada #jezykpolski #laswnas

Wielki jak brzoza a głupi jak koza, wilczy apetyt, płakać jak bóbr i wiele innych powiedzeń – W tym odcinku wyjaśniam, co oznaczają i skąd się wzięły powiedzenia i związki frazeologiczne związane z lasem / przyrodą.

Przyprawić rogi? Kaczka dziennikarska? – Skąd się wzięły te i inne leśne wyrażenia – o Lesie [#37](/t/37)

W Polsce już 666 tys. obcokrajowców płaci składki ZUS. Bez nich budżet kraju byłby w . . .

Data: 08.11.2019 12:32

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #niewygodneinfo #zus

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że Polska od trzech lat zajmuje 1. miejsce w całej UE pod względem liczby przyjmowanych w ciągu roku imigrantów spoza terytorium Wspólnoty. W efekcie na koniec III kwartału tego roku aż 666 tys. obcokrajowców odprowadzało do ZUS-u składki na świadczenia społeczne. Gdyby nie tak liczna rzesza pracujących legalnie obcokrajowców deficyt systemu emerytalnego w naszym kraju byłby o wiele większy, co istotnie wpłynęło by na sytuację budżetową. Śmiem twierdzić, że to Ukraińcy pośrednio sfinansowali wypłatę 13. emerytury w maju.

W Polsce już 666 tys. obcokrajowców płaci składki ZUS. Bez nich budżet kraju byłby w opłakanym stanie

Choć wydaje się to być nieprawdopodobne, to w 2018 roku sama tylko Polska przyjęła więcej legalnych imigrantów spoza UE niż Portugalia, Belgia, Węgry, Irlandia, Austria, Szwajcaria, Grecja, Dania, Słowenia, Chorwacja, Norwegia, Finlandia, Słowacja, Cypr, Malta, Rumunia, Litwa, Bułgaria, Łotwa, Luksemburg, Estonia i Islandia RAZEM WZIĘTE! W ubiegłym roku polskie urzędy wydały 635,3 tys. nowych pozwoleń na pobyt dla obywateli państw spoza UE.

Zgodnie z oficjalnymi danymi Eurostatu w ubiegłym roku nasz kraj wydał 635335 nowych pozwoleń na pobyt dla obcokrajowców spoza terytorium UE. To najwięcej w całej Wspólnocie. Zajmujące drugie miejsce w tej klasyfikacji Niemcy wydały w 2018 roku 543571 pozwoleń na legalny pobyt dla obcokrajowców spoza UE. Trzecia na liście Wielka Brytania wydała 450775 pozwoleń.

Co istotne – rok 2018 był trzecim z rzędu, kiedy Polska zajmowała 1. miejsce w unijnych statystykach na temat liczby przyjmowanych legalnie imigrantów spoza UE. Oczywiście bardzo wielu obcokrajowców przyjeżdża do Polski czasowo, raptem na kilka miesięcy, tylko w celach zarobkowych lub edukacyjnych. Jest jednak duża grupa (szczególnie Ukraińców), którzy decydują się tu zostać na dłużej. W takich okolicznościach "wpisują się" oni m.in. do polskiego systemu emerytalnego. W efekcie na koniec III kwartału tego roku już 666 tys. obcokrajowców opłacało w naszym kraju składki na ZUS (z czego pół miliona stanowili Ukraińcy). Warto podkreślić, że w ciągu roku (III kwartał 2018 vs III kwartał 2019) liczba płacących w Polsce składki ZUS obcokrajowców zwiększyła się o 96 tys. (w tym Ukraińców przybyło 74 tys.).

Wspomniane 666 tys. dodatkowych osób, które odkładają składki do ZUS, generuje w ciągu roku naszemu narodowemu ubezpieczycielowi społecznemu wielomiliardowe wpływy, które w sporej części pozwalają zasypać deficyt finansowy ZUS-u. Gdyby nie oni, gdyby nie ich dodatkowe składki, to ZUS miałby większe problemy ze znalezieniem pieniędzy na finansowanie wypłacanych na bieżąco rent i emerytur. Finalnie zgłosiłby się do budżetu kraju po dodatkowe pieniądze. Rząd tych pieniędzy oczywiście nie ma, dlatego musiałby je pożyczyć. W efekcie znacznie pogorszyłaby się sytuacja budżetowa naszego kraju (większy deficyt), jak również sytuacja zadłużeniowa (szybszy przyrost długu).

Patrząc przez ten pryzmat bardzo dobrze się stało, że w Polsce aż tylu obcokrajowców zdecydowało się podjąć legalną pracę. Cieszy szczególnie duża liczba bliskich nam kulturowo Ukraińców. Oby w najbliższych latach taki trend się zachował, co pozwoli przynajmniej częściowo zniwelować niekorzystne czynniki demograficzne.

Źródła informacji:

First permits by reason, length of validity and citizenship (migr_resfirst) ec.europa.eu

Robert Sosnowiecki Twitter.com

Ex podporucznikiem Milicji Obywatelskiej Ewa Gawor znowu grozi polskim patriotom. Rozwiążą marsz?

Data: 08.11.2019 11:50

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #MarszNiepodleglosci #MilicjaObywatelska #prowokacja

Platformersko-lewackie władze Warszawy rozwiążą Marsz Niepodległości? Ewentualnym rozwiązaniem marszu znowu grozi Ewa Gawor.

Ex podporucznikiem Milicji Obywatelskiej Ewa Gawor znowu grozi polskim patriotom. Rozwiążą marsz?

Przypomnijmy, że Ewa Gawor w przeszłości była podporucznikiem Milicji Obywatelskiej, a przez lata pracowała w MSW. To ona rozwiązała Marsz Powstania Warszawskiego, który przechodził ulicami Warszawy 1 sierpnia zeszłego roku. Groziła ona także uczestnikom Marszu Niepodległości rozwiązaniem manifestacji. Teraz powtarza swoje groźby w rozmowie z lewicowym dziennikarzem, Jackiem Żakowskim w TOK FM.

„Te zabezpieczenia wprowadzamy na prośbę policji. Nie wiem jaką wiedzą dysponuje policja, że marsz będzie tak zabezpieczony. Mamy dwa tysiące zgromadzeń i tylko przy Marszu Niepodległości są takie zabezpieczenia”, powiedziała szefowa Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego. Może pani Gawor zrozumie, że na marszu nic by się nie działo, gdyby nie ich „zabezpieczenia”?

„Jeżeli powtórzy się sytuacja, jeżeli będzie mowa nienawiści, jeżeli będą hasła, jeżeli będzie dużo tych haseł, jeżeli będą znaki zakazane prawem, zagrożenie dla życia zdrowia. To są te przesłanki, które mówią, że można rozwiązać zgromadzenie” – grozi Ewa Gawor. Organizatorzy Marszu Niepodległości jak co roku apelują o godne uczczenie naszych bohaterów i kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości. Nie dajmy się prowokacjom!

Matusiakj blogspot - Ochrona zdrowia

Data: 08.11.2019 11:41

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #lekarze #statystyka #leczenie #zdrowie

GUS podaje że Prawo Wykonywania Zawodu w 2017 roku miało blisko 146 tysięcy lekarzy. Bezpośrednio opiekę pacjentom dostarczało jednak tylko 90,3 tysiąca lekarzy.

Aktywne zawodowo jest 23 146 lekarzy – kobiet po 60 roku życia czyli w wieku emerytalnym.

Matusiakj blogspot – Ochrona zdrowia

OIL w Warszawie podała że w województwie Mazowieckim:

-średnia wieku lekarza pediatry wynosi 59,00 lat

-średnia wieku chirurga ogólnego 58,75 lat

-średnia wieku ginekologa położnika 57,85 lat

-średnia wieku chirurga klatki piersiowej 59,15 lat

Ministerstwo chciało sprowadzić lekarzy z Białorusi ale Baćka znacznie podniósł płace swoim lekarzom i stracili oni zapał do emigracji. Zastosowane będą ewentualnie utrudnienia administracyjne.

Polscy lekarze wykształceni za nasze podatki leczą emerytów na zachodzie.

Zamykane są kolejne oddziały i kolejne szpitale. Wydłuża się czas oczekiwania na poradę specjalisty. Wielu pacjentów umiera przed wyznaczonym terminem zabiegu.

Nie ma pieniędzy na ochronę zdrowia choć są na przepłacanie wątpliwej jakości sprzętu militarnego z USA i wszelkie pasożytnicze zbytki.

Polski przemysł farmaceutyczny stał się atrapą i wydmuszką konfekcjonującą zakupione na Zachodzie i w Chinach substancje aktywne, których ceny rosną i rosną . . .

Historia Bez Cenzury - Propaganda Donalda - kultowe kreskówki.

Data: 08.11.2019 11:33

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #hbc #historiabezcenzury

Dzisiaj dowiecie się, jak niesamowite były kulisy powstawania kilku kultowych kreskówek. Dlaczego fani Wilka i Zająca musieli być bardzo cierpliwi? Jak Krecik zaczynał karierę? Czy Myszka Miki zawsze była grzeczna i za co Kaczor Donald dostał Oscara? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Historia Bez Cenzury – Propaganda Donalda – kultowe kreskówki.

Czy powinniśmy walczyć z gorączką?

Data: 08.11.2019 11:30

Autor: ziemianin

sekrety-zdrowia.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #goraczka #nauka #choroby #grypa

Gorączka sama w sobie nie jest chorobą. Jest sygnałem, że organizm został narażony na działanie czynników niszczących. Jednoczenie gorączka jest objawem mobilizacji systemu immunologicznego do walki z tymi czynnikami.

Czy powinniśmy walczyć z gorączką?

Nauka dostarcza nam kolejnych dowodów na to, że natura nie bez powodu wyposażyła nas w geny reakcji gorączkowej.

Gorączka jest niewątpliwie skuteczną reakcją organizmu, a obniżając temperaturę środkami farmakologicznymi niszczymy własny układ immunologiczny.

Jeżeli w organizmie ma być zachowany pewien stopień gotowości immunologicznej, musimy ten system trenować. A a czynnikiem trenującym jest właśnie gorączka – twierdzi prof. Wiesław Kozak UMK w Toruniu zajmujący się badaniami nad gorączką od kilkudziesięciu lat.

Gorączka, choć czasami zwala z nóg i budzi lęk tak naprawdę jest sprzymierzeńcem. Zabija patogeny, które wywołały chorobę i stymuluje układ obronny.

Człowiek wiedział o tym od zawsze. Ponad dwa tysiące lat temu Hipokrates powiedział „Dajcie mi gorączkę, a pokażę wam, jak leczyć wszystkie choroby” Jeszcze nie tak dawno w czasie infekcji chorego kładziono pod pierzynę i dawano do picia napary ziołowe, by podnieść temperaturę ciała i wywołać pocenie a wraz z potem usunąć toksyny.

W dzisiejszych, podobno światłych czasach o Mądrości Natury zupełnie zapomniano.

Pierwszą reakcją większości lekarzy! rodziców i chorych jest chęć zbicia gorączki gdy przekracza 38°C a nawet niższej. Tymczasem wirusy i większość bakterii ginie kiedy temperatura ciała oscyluje w granicach 39°C. Zażywanie środków farmakologicznych po to by sztucznie obniżyć gorączkę jest postępowaniem kompletnie sprzecznym z naturą, wymierzonym przeciw organizmowi.

Dlaczego gorączka jest dobrodziejstwem ?

Krótkotrwały stan zapalny i nieprzekraczająca 40°C gorączka są bardzo skutecznymi reakcjami, chroniącymi przed wirusami. Są wręcz niezbędne – bez stanu zapalnego wirusy zabiłyby nas bez najmniejszego oporu.

Są i inne aspekty

Gorączka stymuluje i trenuje układ immunologiczny, świadomość społeczna w tym zakresie jest zdeformowana przez propagowane środki przeciwgorączkowe – mówi prof. Kozak



Jeżeli w przyrodzie występuje naturalny mechanizm, to nie wolno go wyłączać z byle powodu.



Łykanie tabletek jak tylko podwyższy się temperatura ciała jest olbrzymim błędem.



Zbyt częste wyłączanie mechanizmu gorączkowania spowoduje, że organizm w końcu z niego zrezygnuje, a układ immunologiczny przejdzie w stan uśpienia.



Gorączka powinna cieszysz, bo oznacza że system immunologiczny jest sprawny. Powinniśmy się martwić wtedy, gdy przechodzimy jakąś infekcję, ale nie gorączkujemy. Świadczy to bowiem o tym, że nasz organizm pozbawiony jest jakiegoś elementu lub został przyzwyczajony, iż ten element nie musi u niego występować. Może to być spowodowane zbyt częstym stosowaniem leków przeciwgorączkowych.



Wyniki badań jednoznacznie pokazują, że ludzie po 30 i 40-tce coraz rzadziej gorączkują. Ma to fatalne skutki. Mamy już olbrzymią ilość dowodów naukowych na potwierdzenie tej tezy. Jeżeli ktoś 10 lat nie gorączkował, to znacznie wzrasta u takiej osoby ryzyko nowotworu. Później ktoś się dziwi, że był zdrowy jak koń, a tu nowotwór.

Słaby system odpornościowy nie zdobywa się na tak gruntowny remont organizmu, jakim jest choroba infekcyjna, a więc z użyciem agresywnych zarazków, lecz postępuje zachowawczo, dopuszczając jedynie do zainfekowania toksycznych złogów i wadliwych komórek łagodnymi pasożytami. Wniosek jest jeden: choroby infekcyjne po prostu trzeba odchorować, by wyszły nam na zdrowie.

Gorączka ma szczególnie znaczenie u dzieci

Organizm dziecka ma większą tolerancję wysokiej temperatury niż organizm dorosłego. Nie bez powodu ponieważ choroby wieku dziecięcego są jak wykazano niezbędne do budowania silnego systemu odpornościowego 1

Przechorowanie chorób wieku dziecięcego procentuje w dorosłym życiu mniejszym ryzykiem chorób. Np. alergii, astmy, chorób nowotworowych, nadciśnienia i wielu innych chorób przewlekłych.

Współczesne matki tak się boją gorączki u dziecka, że gdy temperatura wzrośnie zaledwie o kilka kresek natychmiast stosują któryś reklamowanych syropków na obniżenie gorączki. Co prawda lek obniży gorączkę, podziała równocześnie nasennie i uspokajająco, dziecko przestanie płakać i uśnie. Ale jedyną z tego korzyść wyniesie rodzic, dziecko wręcz odwrotnie.

Znikną co prawda objawy ale infekcja pozostanie uśpiona, będzie wiele razy dawać o sobie znać skutkując nawracającymi infekcjami, osłabieniem odporności i przewlekłymi problemami ze zdrowiem w przyszłości.

Ludzie ze starszego pokolenia są silni i wytrzymali między innymi dlatego, że podczas przechodzenia chorób wieku dziecięcego ich organizmy radziły sobie same wspomagane miodem, czosnkiem, lipą, sokiem malinowym, bez paracetamolu i antybiotyków.

Współczesne pokolenie młodych ludzi jest wątłe, słabe, chorowite znane na łaskę koncernów farmaceutycznych.

Co więc robić w czasie zwykłej infekcji?

Po pierwsze nie szkodzić. Zwalczać przyczynę, a nie skutek. Trzeba powstrzymać infekcję, a nie gorączkowanie.

Koniecznie położyć się do łóżka by się wypocić, mniej jeść jeśli nie ma apetytu, pić więcej płynów, stosować babcine sposoby i czekać na efekty.

Nie oznacza to bynajmniej, że na zbyt wysoką temperaturę nie należy nigdy reagować. W przypadku kiedy

gorączka przekracza 40°C u dzieci 41°C /lub mniej każdy z nas ma inny próg reakcji-należy obserwować/



utrzymuje się zbyt długo



u kobiet w ciąży



u osób z zaburzeniami serca i krążenia

Obniżamy ją naturalnymi metodami, o których przeczytasz TUTAJ


Bibliografia:

Prof. Kozak: zbyt często sięgamy po środki przeciwgorączkowe PAP

W jaki sposób gorączka stymuluje układ odpornościowy Journal of Leukocyte Biology

Choroby wieku dziecięcego wzmacniają funkcje układu immunologicznego ICPA

Maleństwo od Nvidii. Jetson Xavier NX - mini super komputer

Data: 08.11.2019 11:10

Autor: ziemianin

nvidia.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nvidia #technologia #komputery

Chociaż nie mamy co oczekiwać, że to maleństwo trafi do rankingu TOP 500 najszybszych superkomputerów na świecie, to jednak w swojej kategorii gabarytowej nie ma sobie równych. Przyszłość jest już dziś!

Maleństwo od Nvidii. Jetson Xavier NX – mini super komputer

Nazywa się Jetson Xavier NX, mierzy zaledwie 75 na 45 milimetrów i imponuje swoimi niesamowitymi możliwościami. To przyszły mózg autonomicznych robotów, samochodów czy urządzeń Internetu Rzeczy. Jednopłytkowy superkomputer skrywa w sobie czip Tegra Xavier w wersji niskoprądowej, 8 GB pamięci LPDDR4x, 16 GB eMMC 5.1 na dane, gigabitową kartę sieciową i kontroler USB 3.1.

Nvidia informuje, że sam układ Tegra oferuje 6-rdzeniowy procesor ARMv8.2 z 6 MB L2 i 4 MB L3, o taktowaniu 1,4 GHz. Nie mogło też zabraknąć też 384 rdzeni CUDA w architekturze Volta i 48 rdzeni Tensor taktowane z częstotliwością 1,1 GHz. Jeśli chodzi o wymiar sztucznej inteligencji, to mamy tutaj do dyspozycji dwa akceleratory głębokiego uczenia NVDLA, zestaw dekoderów oraz GPIO. System ma bez problemu obsłużyć nawet sześć kamer oraz wyświetlacz o rozdzielczości 4K i odświeżaniu na poziomie 60 Hz.

Malutki Jetson Xavier NX może pracować w dwóch trybach. W jednym pochłania 10, a w drugim 15 W. Jego wydajność wykonywania 8-bitowych operacji na liczbach całkowitych (INT8) dochodzi do 14 i 21 TOPS, w zależności od poboru energii. Chociaż wydaje się to bardzo miało, to jednak mówimy tutaj nie o pochłanianiu setek watów, tylko kilkunastu.

Nvidia ujawniła, że najmniejszy superkomputer AI na świecie będzie kosztował 399 dolarów. Cały sprzęt bazuje na oprogramowaniu JetPack SDK i jest przeznaczony do zastosowania w autonomicznych pojazdach, robotach, urządzeniach mobilnych i wszędzie tam, gdzie potrzeba sporej mocy obliczeniowej, a nie ma zbyt dużo miejsca na rozbudowę sprzętu.

Komentarz Tygodnia: Tajemnica Benedykta XVI

Data: 07.11.2019 17:35

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #polityka #GadowskiTV #komentarztygodnia

O arabskiej wiośnie i o Janie Pawle II, o wiośnie katolickiej i klubach kardynałów, o zniesieniu wiz dla Polaków, o Donaldzie Tusku, który nie zostanie kandydatem na prezydenta, o opłakanym stanie kamienic w Łodzi, o kulisach afery w Ministerstwie Finansów, a w post scriptum, o tym jak niemieccy kardynałowie witali papieża.

Komentarz Tygodnia: Tajemnica Benedykta XVI

#TheEllenShow - Czy ta nastolatka potrafi używać telefon tarczowy / obrotowy? (wideo)

Data: 07.11.2019 17:18

Autor: ziemianin

youtu.be

#zabawne #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #idioci #TheEllenShow #Ellen #EllenDeGeneres #technologia

Internet spowodował, że wiele rzeczy stało się przestarzałych, takich jak mapy, książki telefoniczne i telefony tarczowe / obrotowe. Ellen była ciekawa, jak młodzi ludzie funkcjonowaliby bez internetu, więc poprosiła z widowni 17-latkę, by wykorzystała wszystkie trzy . . .

#TheEllenShow – Czy ta nastolatka potrafi używać telefon tarczowy / obrotowy? (wideo)

Netflix, Disney+ i inni chcą wyeliminować dzielenie się kontem

Data: 07.11.2019 17:01

Autor: ziemianin

ithardware.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #telewizja # # # #ACE #Netflix #Disney #Amazon #HBO #streaming #wideo #piractwo

Jak wynika z najnowszych doniesień, ACE obrało sobie ostatnio za cel wyeliminowanie zjawiska dzieleniem się hasłem, które przez firmy uznawane jest za potencjalną stratę.

Netflix, Disney+ i inni chcą wyeliminować dzielenie się kontem

Dzielenie się kontem w ramach usług streamingowych, gdzie kilka gospodarstw domowych składa się na droższy abonament pozwalający na jednoczesne korzystanie z usługi na kilku urządzeniach, jest dość powszechną praktyką. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że nie podoba się to firmom takim jak Netflix, Disney, Amazon czy HBO, które najwyraźniej postanowili coś z tym zrobić. Chodzi konkretnie o antypiracką koalicję The Alliance for Creativity and Entertainment (ACE), do której należą nie tylko duzi gracze oferujący usługi streamingowe, ale także hollywoodzkie studia, nadawcy czy dostawcy internetu. Jak wynika z najnowszych doniesień, podmiot ten obrał sobie ostatnio za cel wyeliminowanie zjawiska dzieleniem się hasłem, które przez firmy uznawane jest za potencjalną stratę.

CE wystartowało w 2017 roku i dotychczas koncentrowało się na typowym piractwie i nielegalnych serwisach streamingowch oraz urządzeniach. W ubiegłym tygodniu jednak utworzyło nową grupę roboczą, której, jak podaje portal TorrentFreak, „zadaniem jest zredukowanie nieautoryzowanego dostępu do treści”. Celowo dość niejasno określono cel tej grupy, ale w tym przypadku wskazówką może być słowo „nieautoryzowany dostęp” oraz fakt, że ACE zrzesza takie podmioty jak Netflix, Disney, Amazon, Sky i HBO. Poza tym sprawę wyjaśnia wypowiedź CEO Charter Communications (Tom Rutledge), które właśnie dołączyło do ACE. „Bardzo cieszę się z faktu, że ACE i jego koalicja zobowiązała się w ramach tej inicjatywy do zajęcia się problemem dzielenia haseł i innymi praktykami związanymi z bezpieczeństwem i nie możemy się doczekać, by wspólnie pracować nad tą kwestią” – wyznał Rutledge.

„Konsumenci, twórcy, dystrybutorzy i inni będą czerpać korzyści z tej współpracy, która sprawi, że treści będą lepiej zabezpieczone i ukrócone zostanie nieautoryzowane wykorzystanie i dystrybucja, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości cieszenia się materiałami” – tłumaczy prezes Charter Communications. Netflix już w ubiegłym miesiącu zdradził, że szuka sposobu na wyeliminowanie zjawiska nielegalnego dzielenia się kontami, ale chce znaleźć rozwiązanie, które nie wyalienuje ich klientów. Firma jak na razie podobno jednak nie ma żadnych dużych planów do ogłoszenia w tym temacie, ale zamierza monitorować sytuację. Disney z kolei jeszcze w sierpniu zdradził, że współpracować będzie z Charter nad implementacją zasad biznesowych i technik, które pozwolą zająć się kwestią nieautoryzowanego dostępu i dzielenia się hasłem w ramach Disney+.

Ustanowiono nagrodę na cześć wybitnej irańskiej matematyczki Marjam Mirzachani

Data: 07.11.2019 16:56

Autor: ziemianin

livescience.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #MarjamMirzachani #matematyka #MedalFieldsa #MaryamMirzakhani #NewFrontiersPrize #nagroda

Brakthrough Prize Foundation ustanowiła nagrodę na cześć Marjam Mirzachani, jedynej kobiety, która zdobyła Medal Fieldsa. Maryam Mirzakhani New Frontiers Prize o wartości 50 000 USD będzie przyznawana matematyczkom, które w ciągu dwóch lat przed otrzymaniem nagrody zrobiły doktorat i mogą pochwalić się wyjątkowymi osiągnięciami.

wymagany angielski

Ustanowiono nagrodę na cześć wybitnej irańskiej matematyczki Marjam Mirzachani

Marjam Mirzachani urodziła się w 1977 roku w Teheranie. Jej talent matematycznym ujawnił się w szkole średniej. W 1994 roku zdobyła złoty medal na międzynarodowej olimpiadzie matematycznej. Pięć lat później ukończyła matematykę na Uniwersytecie Technologicznym Szarif, w roku 2004 uzyskała doktorat na Uniwersytecie Harvarda, a w 2009 roku została profesorem matematyki na Uniwersytecie Stanforda.

W 2014 roku, jako pierwsza i jedyna dotychczas kobieta otrzymała Medal Fieldsa. Ten „matematyczny Nobel” przyznawany jest raz na cztery lata wyróżniającym się matematykom, którzy nie ukończyli 40. roku życia. Od 1936 roku wyróżniono nim zaledwie 60 osób. Mirzachani otrzymała go za badania dynamiki i geometrii powierzchni Riemanna i przestrzeni moduli na tych powierzchniach. O jej wyjątkowym osiągnięciu pisaliśmy szczegółowo przed pięcioma laty.

W 2013 u Mirzachani wykryto raka piersi. Matematyczka zmarła w 2017 roku.

Szyja smartfonowa – nowe zjawisko w dziecięcej Poradni Leczenia Bólu

Data: 07.11.2019 16:50

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#nauka #dzieci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #smartfony #choroba #szyjasmartfonowa

Szyja smartfonowa – to nowy zespół bólowy obserwowany przez specjalistów Poradni Leczenia Bólu w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach – jednym z największych w Polsce szpitali pediatrycznych.

Szyja smartfonowa – nowe zjawisko w dziecięcej Poradni Leczenia Bólu

Coraz częściej zgłaszają się tam dzieci z różnego typu bólami głowy, karku, barków, okolicy międzyłopatkowej oraz drętwieniem rąk.

"Na podstawie wywiadu i badania i rozpoznajemy wtedy tzw. zespół szyi smartfonowej, chociaż nie ma jeszcze takiego schorzenia w międzynarodowej klasyfikacji chorób" – powiedziała PAP dr Małgorzata Gola z Poradni Leczenia Bólu GCZD.

"Zespół ten jest konsekwencją przymusowej pozycji ciała podczas korzystania z komputera, telefonu komórkowego czy tabletu. Powoduje to przeciążenie jednej grupy mięśni – np. mięśni obręczy barkowej, a osłabienie drugiej, np. mięśni szyi. Przeprowadzony w takiej sytuacji wywiad z reguły potwierdza, że dziecko bardzo często i długo korzysta z urządzeń elektronicznych. Nasze zalecenia, by ograniczyć te sesje, często są źle przyjmowane, zwłaszcza przez dzieci" – podkreśliła dr Gola.

Poradnia Leczenia Bólu w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka jest jednym z nielicznych ośrodków w Polsce zajmujących się leczeniem ból u najmłodszych pacjentów. W tym roku obchodzi 20-lecie powstania.

Poradnia rozpoczęła działalność w 1999 r., kiedy to zakończyła się budowa Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i szpital rozpoczął przyjmowanie pacjentów. Była wtedy pierwszym tego typu ośrodkiem w kraju.

Obecnie zajmuje się leczeniem bólu u dzieci w każdym wieku. U noworodków i niemowląt to z reguły zespoły bólowe wynikające z urazów okołoporodowych. Starsze dzieci i młodzież zgłaszają się z bólami głowy oraz kręgosłupa, najczęściej na tle zmian przeciążeniowych lub dyskopatycznych. W poradni leczy się też zespoły bólowe kończyn, dużych stawów i przewlekłe bóle brzucha. Trafiają tam także pacjenci z przewlekłym bólem pooperacyjnym lub pourazowym.

"Oceniam, że skutecznie pomagamy nawet połowie naszych pacjentów. Kolejnym 20-30 proc. pomagamy częściowo. Jest też grupa ok. 20 proc. pacjentów, którzy nie mają żadnej poprawy lub przerywają leczenie. Wynika to nie tylko z przyczyn medycznych, ale i różnych uwarunkowań, w tym z braku przekonania do sposobu terapii i szans na poprawę. Pamiętajmy, że mamy tu do czynienia nie tylko z dzieckiem, ale i jego opiekunami. Terapia wymaga regularnych wizyt w przychodni, co dorośli nie zawsze akceptują" – powiedziała dr Małgorzata Gola.

Poradnia Leczenia Bólu GCZD udziela rocznie ok. 4 tys. porad ambulatoryjnych. Personel poradni udziela również konsultacji na poszczególnych oddziałach szpitala. "Przez 20 lat działalności leczyliśmy ok. 3 tys. dzieci. Niektórzy nasi pacjenci to dziś dorośli ludzie i zdarza się, że przychodzą do nas teraz ze swoimi dziećmi. Mają świadomość, że ból można leczyć. Są czujni na wszelkie przejawy bólu i pilnują, by ich dzieci nie cierpiały" – podsumowała dr Gola.

Takiej zbiórki jeszcze nie było! Wszechpolacy walczą o pamięć: „Mur(al)em za Łupaszką”

Data: 07.11.2019 16:46

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #majorlupaszka #muralemzalupaszka #bohaterowie

Wszechpolacy postanowili walczyć o pamięć Żołnierza Wyklętego: „Chcą zapomnieć o Łupaszce – my zapiszemy go na murach Białegostoku na wiele lat!” – zapowiadają i organizują zrzutkę „Mur(al)em za Łupaszką”.

Takiej zbiórki jeszcze nie było! Wszechpolacy walczą o pamięć: „Mur(al)em za Łupaszką”

„Mur(al)em za Łupaszką” to odpowiedź na atak radnych Białegostoku. Przypominamy, że Rada Miasta Białegostoku przegłosowała uchwałę, na mocy której ma zostać zniesiony patronat jednej z ulic, która nosi imię majora Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki”.

WSPOMÓŻ ZBIÓRKĘ –> KLIK

„W odpowiedzi na tak haniebny gest my, jako stowarzyszenie Młodzież Wszechpolska, nie możemy być bierni” – piszą organizatorzy zrzutki – „Dzięki Waszym wpłatom stworzymy w Białymstoku mural, który będzie przypominał

o postaci majora “Łupaszki”. Będzie stale przypominać o poświęceniu i zasługach tego żołnierza niezłomnego. To właśnie tu, w rejonie Białegostoku, działał aktywnie przeciwko siłom zbrodniczego reżimu”

Tło sprawy „Łupaszki”

Major “Łupaszka” od kwietnia 2018 roku był patronem jednej z ulic Białegostoku. Już miesiąc po zmianie nazwy na ulicy “Zygmunta Szendzielarza” zaczęły pojawiać się obraźliwe naklejki oraz napisy, takie jak „Miejsce zbrodniarzy jest na śmietniku historii!! Łupaszko to ludobójca!!”

Po upływie niespełna roku, wiosną 2019, kiedy Koalicja Obywatelska miała większość w Radzie Miasta, Krzysztof Truskolaski wyszedł z inicjatywą zmiany nazwy ulicy Zygmunta Szendzielarza. Swój wniosek argumentował tym, iż według niego, oddziały dowodzone przez “Łupaszkę” były odpowiedzialne między innymi za akty ludobójstwa na mniejszościach etnicznych i religijnych. Innego zdania byli historycy z Instytutu Pamięci Narodowej, w tym dr Kazimierz Krajewski którego zdaniem mjr Zygmunt Szendzielarz był „najwybitniejszym dowódcą oddziałów sił zbrojnych, które walczyły z bronią w ręku i komunistycznymi aparatami represji”.

Z inicjatywą zmiany nazwy ulicy wyszła także partia Razem, proponując, by nazywała się ulicą „100-lecia praw kobiet”.

28 października 2019 odbyła się XV Rada Miasta, w której uczestniczyli zainteresowani sprawą mieszkańcy. To właśnie podczas tego posiedzenia radni uchwalili zmianę nazwy ulicy im. “Zygmunta Szendzielarza”. Poprzez wniosek o zakończenie dyskusji na temat tej uchwały zamknięto usta działaczom społecznym, a także zwykłym mieszkańcom, którzy chcieli okazać swój sprzeciw.

Co możesz zrobić?

To proste! Wystarczy że wpłacisz darowiznę,

a my, dzięki Twojemu wsparciu, sfinansujemy wykonanie muralu. Bardzo ułatwi to nam zadanie, gdyż nie posiadamy rozbudowanego finansowania, porównywalnego do innych organizacji. Działamy dzięki składkom od naszych działaczy, oraz darowiznom od takich ludzi jak właśnie Ty!

Rząd PIS likwidując OFE zabierze Polakom 19,3 mld zł. Specjalna opłata uratuje budżet . . .

Data: 07.11.2019 16:35

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #ofe #ike #funduszemerytalny #pis #zlodziejstwo #niewygodneinfo

Powiem wam, że im dłużej patrzę na ten projekt, tym bardziej dochodzę do wniosku, że Rostowski przy Morawieckim to był jednak amator . . .

Nie da się ukryć, że rządowa propozycja przekształcenia otwartych funduszy emerytalnych (OFE) w indywidualne konta emerytalne (IKE) ma jeden, bardzo poważny feler. Chodzi oczywiście o tzw. opłatę przekształceniową. Co ciekawe – sprywatyzowane środki z IKE będzie można wypłacić dopiero po osiągnięciu wieku emerytalnego. Rząd twierdzi, że ich wcześniejsza wypłata byłaby nielegalna, bo "to są środki ze składki emerytalnej i muszą być przeznaczone na cele emerytalne". No ale wcześniejsze "zajumanie" ich części, jako opłaty przekształceniowej, ma być niby legalne?

Rząd PIS likwidując OFE zabierze Polakom 19,3 mld zł. Specjalna opłata uratuje budżet obciążony obietnicami

Przypomnijmy – najnowsza inicjatywa rządu przewiduje, że ok. 162 mld zł, które są w tej chwili ewidencjonowane w OFE, miałoby zostać "sprywatyzowanych" i trafić na indywidualne konta emerytalne (IKE) lub do ZUS (decyzję o tym miałby podejmować ubezpieczony).

Problem pojawia się przy decyzji o przejściu z OFE do IKE. Otóż zgodnie z propozycją rządu przy przeniesieniu środków z OFE do prywatnego IKE zostanie pobrana opłata przekształceniowa w wysokości 15 proc. wartości środków. Ministerstwo Finansów szacuje, że wpływy z tytułu opłaty przekształceniowej mają wynieść ok. 19,3 mld zł. To całkiem potężna kwota, za którą można by sfinansować niemal rok funkcjonowania programu 500+ w obecnym kształcie.

Ministerstwo Finansów zapewnia, że środki z tytułu opłaty przekształceniowej zostaną zaklasyfikowane jako dochód podsektora ubezpieczeń społecznych. To oznacza, że finalnie trafią one do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), z którego finansowane są bieżące świadczenia emerytalno-rentowe.

Niby wszystko odbędzie się zgodnie ze sztuką księgową. Wszak środki z opłat przekształceniowych nie zostaną bezpośrednio wykorzystane na poczet bieżących wydatków budżetowych, lecz trafią na konta FUS. Niby. W rzeczywistości jednak zasilenie rachunków FUS kwotą ok. 19,3 mld zł (o której mówi szacunek Ministerstwa Finansów) spowoduje, że w budżecie zostanie uwolniona spora suma pieniędzy (wynikająca z ograniczenia dotacji budżetowych do FUS o równowartości wspomnianej kwoty z tytułu opłat przekształceniowych), którą będzie mógł przeznaczyć na inne wydatki (warto w tym miejscu mieć świadomość, że wypłata bieżących emerytur w dużej części jest możliwa dzięki budżetowym dotacjom; same tylko składki ZUS nie wystarczą, aby sfinansować wszystkie emerytury i renty wypłacane obecnie Polakom).

Innymi słowy – "skok na OFE" w wykonaniu PiS pozwoli tej partii na sfinansowanie części obietnic wyborczych (to, co budżet zaoszczędzi na dotacjach do FUS, będzie mogło być przeznaczone na realizację obietnic). Efekt będzie taki, że sami sobie opłacimy roczne funkcjonowanie programu 500+ na 1. dziecko wydając nasze emerytalne oszczędności zgromadzone w OFE, które podczas przerzucania ich do IKE zostaną w części "zajumane" pod pozorem opłaty przekształceniowej.

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy – zwykli ludzie środki z IKE będą mogli wykorzystać (wypłacić) dopiero po przejściu na emeryturę. Przedstawiciele rządu twierdzą, że ich wcześniejsza wypłata byłaby nielegalna, bo "to są środki ze składki emerytalnej i muszą być przeznaczone na cele emerytalne". No ale, gdy to rząd chce wypłacić pieniądze zgromadzone w OFE/IKE i wydać je na de facto bieżące potrzeby (wynikające z kalendarza wyborczego), to nie ma problemu. Może to zrobić pod pozorem opłat przekształceniowych, które zasilą FUS i proporcjonalnie uwolnią w budżecie kraju środki, które miały stanowić dotację dla FUS.

Kot uratował dziecko przed upadkiem ze schodów (wideo)

Data: 07.11.2019 16:10

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #koty

O tym, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka, wiedzą wszyscy. Tymczasem ten pupil udowodnił, że to samo śmiało można powiedzieć także o kotach.

[Kot uratował dziecko przed upadkiem ze schodów (wideo)(https://www.youtube.com/watch?v=BcpEnpitzHw)

Na opublikowanym niedawno w sieci wideo widać, jak kot leży na kanapie i obserwuje małe, bawiące się w pokoju dziecko. Maluch raczkuje po podłodze i w pewnym momencie niebezpiecznie zbliża się do schodów. Wtedy do akcji wkracza bohaterski kot, który z impetem zeskakuje z kanapy i w ekspresowym tempie rusza w kierunku malucha. Rzuca się na dziecko i zagradza mu drogę do schodów, nie dopuszczając do upadku.

„Pierdo***y cudzoziemiec”, „wracaj do swojego kraju”: Polak dostanie odszkodowanie za dyskryminację

Data: 07.11.2019 16:04

Autor: ziemianin

belfasttelegraph.co.uk

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #irlandiapolnocna #dyskryminacja #praca #odszkodowanie

Restauracja „Sizzlers” w Magharafelt będzie musiała wypłacić Polakowi 14 tys. funtów odszkodowania za dyskryminację z powodu pochodzenia. Mężczyzna był atakowany słownie przez współpracowników za „cichym przyzwoleniem” kierownictwa.

wymagany angielski

„Pierdo***y cudzoziemiec”, „wracaj do swojego kraju”: Polak dostanie odszkodowanie za dyskryminację

O konieczności wypłacenia odszkodowania Damianowi Anyszowi zadecydował sąd w Irlandii Północnej. Oskarżający pracował w restauracji Sizzlers jako szef kuchni i według niego wielokrotnie spotykał się w miejscu pracy ze skandalicznym traktowaniem ze strony najpierw jednej, a potem dwóch osób, był ofiarą agresywnych napaści słownych, a nawet gróźb. Współpracownicy byli do niego negatywnie nastawieni z powodu kraju pochodzenia, padały słowa typu „pierdo***y cudzoziemiec”, „wracaj do swojego kraju” itd. Zgodnie z orzeczeniem sądu pracownicy restauracji prowadzili przeciwko niemu grę, której celem było doprowadzenie go do utraty stanowiska, a właściciele nic z tym nie zrobili. Kierownictwo musi zapłacić 14 tys. funtów odszkodowania i dodatkowo nieco ponad tysiąc funtów za niedopełnienie warunków umowy.

Według Belfast Telegraph z wypłatą odszkodowania może być problem – lokal jest obecnie niewypłacalny.

Dyskont ALDI położył łapę na dotacjach rolnych Unii Europejskiej

Data: 07.11.2019 15:50

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #aldi #swiatrolnika

Zwykły manewr finansowy dotyczący nabycia udziałów w firmie rolnej pozwolił, by ALDI corocznie brał prawie 0,5 miliona euro dopłat rolnych.

Dyskont ALDI położył łapę na dotacjach rolnych Unii Europejskiej

Wspólnota Pracy ds. Rolnictwa w środkowych Niemczech (AbL) poinformowała, że były prezes Związku Rolników Turyngii Klaus Kliem sprzedał przedsiębiorstwo rolne Geithainer Landwirtschafts GmbH dyskontowi ALDI. W 2018 roku Geithainer Landwirtschafts GmbH otrzymała 434,670 euro z dotacji rolnych.

Okazuje się, że w Niemczech pozostawiono lukę prawną, którą wykorzystują firmy spoza branży rolnej. Wystarczy nabyć większościowy pakiet udziałów lub po prostu kupić przedsiębiorstwo rolne, aby legalnie pobierać dotacje Unii Europejskiej.

„Jest to już druga operacja, w której ALDI kupuje w krótkim czasie (firmę rolną -przyp.redakcji) […] „Pilnie potrzebujemy przepisów, które zapobiegną takim umowom!”

– mówi Michael Grolm, prezes AbL.

Prezes Grolm zapewne mówi o Fundacji rodzinnej ALDI, która dołączyła do spółdzielni rolniczej Kayna eG w Saksonii-Anhalt na początku września tego roku.

Co to oznacza?

Po co ciężko pracować, jak wystarczy obrócić kapitałem i corocznie pobierać pieniądze z dopłat rolnych UE za nic! Już dziś widać gołym okiem, że w sektorze rolnym pracują jedynie rolnicy, a pieniądze zarabiają inni.

Skąd protesty rolników w Holandii, Francji i Niemczech? Chyba nie trzeba już wyjaśniać frustracji farmerów, których wykorzystuje się, karze coraz wyższymi kosztami uprawy ziemi i hodowli zwierząt, a śmietankę spijają panowie o wypielęgnowanych dłoniach i w białych kołnierzykach.

Azjaci wrzucają do wrzątku jaja tuż przed wylęgiem. Ugotowane żywcem pisklęta są ich przysmakiem

Data: 07.11.2019 15:42

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #azja #jedzenie #jaja

Jaja w ten sposób przygotowane, a prawdę mówiąc, jeszcze przed chwilą żywe pisklęta są nazywane „Balut”. Stanowią dla wielu z nich rarytas.

Azjaci wrzucają do wrzątku jaja tuż przed wylęgiem. Ugotowane żywcem pisklęta są ich przysmakiem

Azjaci przysięgają, że są wyśmienite. W Europie są uważane za obrzydliwość i synonim znęcania się nad zwierzętami.

Po zdjęciu skorupki ukazuje się ugotowany ptak, z piórami, dziobem, w pełni uformowany przez naturę. Szczególnie cenione na Filipinach, Kambodży i Wietnamie. Uwielbiają je mężczyźni. Według nich są afrodyzjakiem oraz wzmacniają potencję. Oczywiście, naukowego potwierdzenia brak.

Europejczycy, którzy są gośćmi w tych krajach, często z obrzydzeniem odwracają wzrok w momencie obierania ugotowanego jajka. Na Filipinach za idealne jajo Balut uważa się embrion, który ma około 17-18 dni. Jest to w pełni wykształcony zarodek. „Przysmak” jest przygotowywany z jaj kurzych i kaczych. Przed jedzeniem jajka są gotowane przez 30 minut i zwykle są spożywane jeszcze ciepłe.

Najpierw obiera się jajko, płyn owodniowy posypuje się solą i wysysa. Pozostaje pisklę, które skrapia się octem, sosem sojowym lub także soli. Zdarza się jajo Balut serwowane w restauracjach w formie gotowanej lub pieczonej.

Nie chcemy Państwu prezentować materiału filmowego ze względów humanitarnych i estetycznych, a same zdjęcia wystarczą za cały komentarz.

USA - Psy i konie po służbie nie będą już zabijane

Data: 07.11.2019 15:17

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #teksas #usa #policja #zabijanie #psy #konie

Kongres stanu Teksas zdecydował, że psy i konie policyjne kończące służbę, nie będą już zabijane. Do tej pory prawo stanowe wymagało, by zwierzę, które jest za stare do pracy w policji, zostało sprzedane na aukcji lub uśpione.

USA – Psy i konie po służbie nie będą już zabijane

Jak poinformował „Washington Post”, prawo Teksasu traktowało do tej pory zwierzęta policyjne jako „ruchomość” należącą do służb bezpieczeństwa; w związku z tym tak jak broń ruchomość ta powinna zostać zniszczona, gdy przestaje się nadawać do użytku.

Teraz, dzięki lobbingowi organizacji broniących praw zwierząt oraz stowarzyszenia szeryfów Teksasu, psy i konie będą mogły być adoptowane za darmo przez ich służbowych opiekunów lub „inne wykwalifikowane osoby”.

Policjanci do tej pory starali się „kreatywnie obchodzić przepisy” – informuje gazeta. Szef stowarzyszenia szeryfów i zarazem szeryf hrabstwa Collin Jim Skinner powiedział, że gdy objął tę funkcję, zastał w swojej komendzie dwa stare i schorowane psy, więc by je uratować, formalnie nie pozwolił im pójść na emeryturę, a jedynie „zwolnił je z aktywnych czynności służbowych”.

Departament Policji w Austin po prostu sprzedawał opiekunom psy i konie za symbolicznego dolara.

Jak komentuje dziennik, dotychczasowa praktyka stawiała policjantów przed trudnym wyborem etycznym, ponieważ mogli albo ratować zwierzęta, albo respektować prawo.

Poprzednie przepisy dotyczące psów były tym dziwniejsze, że policyjne komendy organizowały psom, odchodzącym na emeryturę uroczyste odprawy. Wkrótce potem musiały oddać zwierzęta do uśpienia.

Kara śmierci za przemyt fentanylu z Chin do USA

Data: 07.11.2019 15:13

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #narkotyki #chiny #usa #przemyt #fentanyl #karasmierci

Sąd w Chinach skazał dziewięć osób za przemyt fentanylu do USA, w tym jedną na karę śmierci w zawieszeniu i dwie na dożywocie. Rozbicie szajki przedstawiono jako pierwszą taką sprawę, rozwiązaną dzięki współpracy organów ścigania z obu krajów.

Kara śmierci za przemyt fentanylu z Chin do USA

Fentanyl jest syntetycznym opioidem, 50-krotnie silniejszym od heroiny. Ze względu na niską cenę często wykorzystywany jest do produkcji nielegalnych narkotyków. Odgrywa istotną rolę w tzw. kryzysie opioidowym w USA.

W 2017 r. odnotowano w tym kraju ponad 28 tys. zgonów z powodu przedawkowania syntetycznych opioidów. W większości fentanylu i substancji pokrewnych – wynika z danych amerykańskich Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (CDC).

Amerykańskie służby antynarkotykowe wskazywały Chiny jako główne źródło fentanylu trafiającego do USA. Zaprzeczały temu władze chińskie, które twierdzą, że Stany Zjednoczone powinny robić więcej, by ograniczyć popyt na tę substancję. Prezydent USA Donald Trump zarzucił w sierpniu przywódcy Chin Xi Jinpingowi, że nie wypełnił obietnicy walki z fentanylem i zbliżonymi do niego substancjami.

Informacja o ukaraniu przemytników została ogłoszona w czasie, gdy oba kraje przygotowują się do podpisania wstępnej umowy, mającej zakończyć trwający od 16 miesięcy spór handlowy.

– Gang przemycający fentanyl i inne opioidy do USA za pośrednictwem kurierów został rozbity dzięki współpracy chińskich i amerykańskich organów ścigania – powiedział urzędnik Chińskiej Państwowej Komisji Kontroli Narkotyków Yu Haibin w mieście Xingtai na północy Chin, gdzie członkowie szajki byli sądzeni.

Jeden z nich usłyszał wyrok śmierci (w zawieszeniu na dwa lata). Wyroki takie z reguły zamieniane są na dożywocie. Dwaj inni członkowie gangu zostali skazani na dożywotnie pozbawienie wolności, a sześciu pozostałych otrzymało mniejsze kary.

Sławomir Nitras: Przyznanie się do kłamstwa było głupią naiwnością (wideo)

Data: 07.11.2019 15:09

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #polityka #nitras #manipulacja #klamstwo #polska

– Potrafiłem się publicznie przyznać do błędu, żałuję tego, co zrobiłem, mimo że miałem prawo się tak zachować, bo „politycy kłamią każdego dnia” – tak o swoim kłamstwie z 2006 r. mówił w RMF Sławomir Nitras. – Przyznanie się było głupią naiwnością (33-letniego – przyp. red.) dzieciaka – dodaje. To wtedy, będąc szefem sztabu wyborczego kandydata PO Piotra Krzystka na prezydenta Szczecina, w tygodniu przed wyborami świadomie i z premedytacją pomówił kandydatkę PiS Teresę Lubińską.

Sławomir Nitras: Przyznanie się do kłamstwa było głupią naiwnością (wideo)

Szczeciński poseł Platformy Obywatelskiej w 2008 r. przyznał się do świadomego kłamstwa wyborczego. W rozmowie z dziennikarką Joanną Lichocką (dziś posłanka Prawa i Sprawiedliwości) stwierdził, że wiedział, że informacje o Lubińskiej są nieprawdziwe, ale w ten sposób pomógł swojemu kandydatowi wygrać wybory.

„Był tydzień do wyborów i wiedzieliśmy, że mamy jeden słaby punkt. Kontrowersję wokół mieszkania komunalnego, które zostało Krzystkowi przyznane. Spodziewałem się, że wyciągnie to Jacek Piechota z SLD i jakąś odpowiedź na to mieliśmy przygotowaną. Ale wyciągnął to PiS. Musieliśmy natychmiast zareagować. Kandydatem PiS na prezydenta była Teresa Lubińska. Było tylko kilka godzin, żeby im »oddać«. Posadziłem kilka osób przed komputerami i kazałem szukać. No i znaleźliśmy: sprawę umorzenia przez ministerstwo finansów długów pewnego działacza Samoobrony. Gdy oskarżałem o to Lubińską, wiedziałem co prawda, że to nie ona podejmowała decyzję i że potem pewnie będę musiał przepraszać. Ale efekt został osiągnięty – nazajutrz był taki chaos w gazetach, że cios został zneutralizowany” – stwierdził Nitras w szczerej rozmowie z Lichocką, której fragmenty ukazały się w artykule w „Rzeczpospolitej”.

Dziś Nitras swojej szczerości żałuje i zarzuca Joannie Lichockiej, że była złym „spowiednikiem”.

– Miał być wywiad, a nie był wywiad. Ona przeprowadziła ze mną wywiad, po czym z wywiadu znalazły się fragmenty. Źle wybrałem spowiednika, bo pani Lichocka zmanipulowała mnie, a nie dała powiedzieć tego, co chciałem powiedzieć, a chciałem wtedy powiedzieć, że żałuję tego co zrobiłem, mimo że miałem prawo się tak zachować i politycy robią to na co dzień – stwierdził poseł PO w rozmowie RMF z Robertem Mazurkiem.

Przyznanie się było naiwnością, media mnie nie doceniły

– Potrafiłem się do tego [kłamstwa] przyznać, media tego nie doceniły. Dzisiaj bym tego nie zrobił (…) ja tego żałuję. (…) Przyznanie się publicznie było naiwnością, mówię panu uczciwie, głupią naiwnością dzieciaka, któremu się [coś] wydaje, bo nikt tego nie docenił, tylko wszyscy traktowali to dokładnie jak pan, a politycy kłamią każdego dnia – mówił Nitras. Odniósł się w ten sposób do swojego wieku (w 2006 r. poseł miał 33 lata).

– To mi ciąży. Będę odpowiadał za mój błąd, jak miałem 30 lat, będę i mówię to wprost, ale pan musi zachować obiektywizm, a obiektywizm polega na tym, że pan mnie oskarża o skrajny cynizm, a nie widzi pan zachowania innych – atakował Mazurka, przekonując, że jest w nim „bardzo dużo pokory”.

Sławomir Nitras w RMF: Potrafiłem się przyznać do błędu i żałuję tego co zrobiłem, mimo że miałem prawo się tak zachować. Media tego nie doceniły. Dzisiaj bym tego nie zrobił, to była głupia naiwność dzieciaka, bo nikt tego nie docenił, a politycy kłamią każdego dnia. pic.twitter.com/64j2qN3b1W

— Samuel Pereira ���� (@SamPereira_) [November 7, 2019](https://twitter.com/SamPereira_/status/1192379953179959296?ref_src=twsrc%5Etfw)

– Nie wydaje mi się, że jestem jakoś szczególnie cynicznym politykiem, wręcz przeciwnie; wydaje mi się, że potrafię być bardziej szczery, czasami płacąc nawet za to wyższą cenę, bezpośredni i bezkompromisowy potrafię być – zapewnia poseł.

– Pani Lichocka mnie, bardzo młodego wtedy chłopaka, wzięła pod włos i wykorzystała swoją przewagę, doświadczenie zawodowe – ubolewa Nitras.

Nitras się teraz przyznaje, w sądzie zaprzeczał

Historia kłamstwa wyborczego była przedmiotem dyskusji w innej sprawie. W sierpniu zeszłego roku poseł PO wytoczył Sławomirowi Cenckiewiczowi proces w sprawie zretweetowania (podania dalej) wpisu z memem, na którym był poseł. Jeden z internautów opublikował zdjęcie Nitrasa, logo KOD i tekst o treści: „Art. 119 § 1. Kto kradnie lub przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą, jeżeli jej wartość nie przekracza 250 zł, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”. Najpierw Sąd Okręgowy w Szczecinie szybko wydał wyrok w trybie zaocznym, o którym Cenckiewicz dowiedział się z Twittera od Sławomira Nitrasa, dopiero później – po odwołaniu się historyka – odbył się właściwy proces.

Zaskarżona grafika dotyczyła zachowania polityka, którego w grudniu 2016 r. kamery przyłapały, jak przeszukiwał stanowiska pracy posłów Prawa i Sprawiedliwości. Jak można było zobaczyć na nagraniu, Nitras grzebał w rzeczach parlamentarzystów i filmował bądź fotografował je, a część z nich brał do ręki i po pewnym czasie odkładał.

W trakcie jednej z rozpraw obrońca prof. Cenckiewicza, mecenas Zbigniew Bogucki, przypomniał sprawę kłamstwa na temat kandydatki PiS. prof. Teresy Lubińskiej i artykuł Joanny Lichockiej z 2008 r.

– To nie są moje słowa, wysoki sądzie, to nie są moje słowa. Kwestionuję to. To był nieautoryzowany wywiad i nie chciałbym, żeby to cytowano. Od razu stwierdzam: te wypowiedzi nie były autoryzowane – oponował Nitras.

Wówczas Radio Szczecin ujawniło, że jest w posiadaniu korespondencji Nitrasa i byłej dziennikarki „Rzeczpospolitej”, w której on potwierdza autoryzację wywiadu.

– To było autoryzowane. Wszystkie wypowiedzi w tym artykule dotyczącym pana Nitrasa zostały autoryzowane. Zresztą zawsze tak robiłam, że autoryzowałam wypowiedzi i przesyłałam z kontekstem, w jakim padają. Na tym polega też rzetelność dziennikarska – powiedziała Radiu Szczecin Joanna Lichocka.

Dziś posłanka odniosła się do zmieniania przez Nitrasa wersji zdarzeń:

Złożył fałszywe zeznanie przed sądem? Nieźle...

— Samuel Pereira ���� (@SamPereira_) [November 7, 2019](https://twitter.com/SamPereira_/status/1192373791776813057?ref_src=twsrc%5Etfw)

Konopie siewne powinny być powszechnie hodowane w Polsce. To jedna z 4 najlepiej . . .

Data: 07.11.2019 15:02

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rosliny #uprawu # #polska #konopie #konopiemedyczne #olejekCBD #TrybunakKonstytucyjny #koalicjapolska

Jarosław Sachajko o propozycji stanowiska szefa klubu dla Pawła Kukiza, kandydaturze Kosiniaka-Kamysza, kandydatach na sędziów TK, rządach Tuska i hodowli konopi w Polsce.

Konopie siewne powinny być powszechnie hodowane w Polsce. To jedna z 4 najlepiej rozwijających się roślin (audio)

Jarosław Sachajko komentuje propozycję objęcia stanowiska szefa klubu poselskiego lub wicemarszałka Sejmu dla Pawła Kukiza.

Paweł Kukiz już jakiś czas temu się wypowiedział w mediach społecznościowych, że w Kukiz ‘15 jest wielu dobrych kandydatów na szefa klubu, jak i wicemarszałka.

Trwają rozmowy ws. tego, kto obejmie wspomniane stanowiska. Poseł stwierdza, że do pierwszego posiedzenia zostało jeszcze trochę kilka dni, w których czasie zostanie wybrane rozwiązanie najlepsze dla Koalicji Polskiej.

Grabież Platformy Obywatelskiej pieniędzy z OFE została zatwierdzona przez Trybunał Konstytucyjny. To ciało broni obywatela czy budżety?

Sachajko krytykuje kandydatury na sędziów TK zgłoszone przez PiS. Podkreśla, że dwie z nich są mocno kontrowersyjne. „Zostały wybrane osoby uległe wobec Nowogrodzkiej” -mówi. Dodaje, iż, „Prawo i Sprawiedliwość ma w swoich szeregach wspaniałych prawników” takich jak dotychczasowy wojewoda lubelski, a teraz poseł-elekt Przemysław Czarnek, „prawnik, konstytucjonalista, na pewno znacznie mniej kontrowersyjny niż te dwie kandydatury”.

Z naszej strony jest bardzo dobra niekontrowersyjna, centrowa kandydatura Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Poseł cieszy się, że Donald Tusk nie będzie kandydować na prezydenta, negatywnie oceniając 7 lat jego rządów za koalicji PO-PSL. Wskazuje na to, „jak bardzo podkreślał obywatelskość” kandydat PSL. Stwierdza, iż Kosiniak-Kamysz byłby prezydentem niezależnym, takim, jakiego Polacy potrzebują. Na pytanie, czemu nie będzie kandydować Paweł Kukiz, odpowiada, iż „zależy mu na zmianie systemu”. Do tego jednak musi być ogromna świadomość społeczeństwa, gdyż „ludzie nie rozumieją zalet systemu JOW”.

Mam nadzieję, że bardzo szybko będziemy nowelizować tę ustawę, aby ta roślina była powszechną rośliną, bo jest to roślina w ogóle nienarkotyczna, a ma setki, tysiące zastosowań w gospodarce.

Nasz gość mówi o potrzebie wdrożenia w Polsce hodowli konopi siewnych, gdyż „to jedna z czterech najlepiej rozwijających się roślin na świecie”. Podkreśla, że to „bardzo opłacalna roślina”, szczególnie teraz, gdy jest „duże zapotrzebowanie na materiały naturalne”. „Moglibyśmy być liderem, bo mamy ogromne kredycje w uprawie tej rośliny”-mówi. Rozwiązałoby to przynajmniej częściowo problem stagnacji na rynku zbóż w Polsce. Poza konopiami siewnymi w Polsce mogłyby być uprawiane konopie lecznicze, z których pozyskuje olejek CBD, obecnie masowo sprowadzany z zagranicy. Nie trzeba by było go sprowadzać z Izraela czy innych odległych krajów, gdyby polskie instytuty miały prawo hodowli konopi leczniczych pod nadzorem państwa. Nie wiązałoby się to z żadnym ryzykiem, a dałoby okazję zarobić polskim placówkom, których obecna sytuacja finansowa jest nie najlepsza.

VINCENT V. SEVERSKI: o pracy w Agencji Wywiadu, swoich książkach i historii NIELEGALNYCH

Data: 06.11.2019 23:05

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #wywiad #agencjawywiadu #aw

Dzisiaj rozmawiam z pisarzem i oficerem wywiadu w jednym. Jego książki sprzedały się w nakładzie ponad 600.000 egzemplarzy.

Mój gość to Vincent V. Severski ( Włodzimierz Sokołowski), pułkownik, były oficer wywiadu PRL i III RP, pełnił służbę wywiadowczą 26 lat, z czego prawie połowę poza Polską. Absolwent Studium Podyplomowego Ośrodka Kształcenia Kadr Wywiadu w Starych Kiejkutach. Przeszedł przeszkolenie CIA. W Agencji Wywiadu doszedł do jednego z najwyższych stanowisk kierowniczych.

Rozmawiamy między innymi o jego karierze w wywiadzie, życiu oficera służb specjalnych i jego twórczości literackiej.

VINCENT V. SEVERSKI: o pracy w Agencji Wywiadu, swoich książkach i historii NIELEGALNYCH

Komunistyczna Partia Chin to potwór Frankensteina stworzony przez elity na Zachodzie i . . .

Data: 06.11.2019 23:00

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #chiny #hongkong #Huawei #ekspansja

Zwolennicy wolnego handlu mają dobre intencje, ale często „mają takie blade pojęcie, które nabyli, czytając Adama Smitha o wolnym handlu, przez co nie rozumieją, iż tamci są organizacją gangsterską.

Komunistyczna Partia Chin to potwór Frankensteina stworzony przez elity na Zachodzie i zasilany przez nie technologią

Irene Luo, Jan Jekielek

Według byłego głównego stratega Białego Domu, Stephena Bannona, Huawei jest największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego, przed jakim kiedykolwiek stanęła Ameryka – większym nawet niż zagrożenie wojną nuklearną.

Chińska firma Huawei, największy na świecie producent sprzętu telekomunikacyjnego, ma bliskie powiązania z Komunistyczną Partią Chin (KPCh) oraz Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą (ChALW) i walczy o kontrolę nad 5G, komunikacją piątej generacji w telefonii komórkowej.

„Podstawą przyszłej technologii jest 5G” – powiedział Bannon w wywiadzie dla „American Thought Leaders”, programu „The Epoch Times”. „W tej chwili ścieżka, którą Huawei podąża jako front ChALW, polega na przejęciu sieci i jej komponentów na całym świecie.

Jeśli pozwolimy, aby działo się to jeszcze przez kilka lat, to Huawei będzie w zasadzie kontrolować systemy komunikacji na Zachodzie, a zatem będzie mógł kontrolować Zachód”.

Bannon stwierdził też, że Huawei nie jest „dobrym obywatelem korporacyjnym”, jak chcieliby ludzie. Zamiast tego „jest oddziałem Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. To gałąź wywiadu”.

Zgodnie z przepisami prawa komunistycznych Chin, firmy muszą współpracować z chińskimi władzami i na żądanie udzielać im dostępu do danych firmowych. Amerykańscy ustawodawcy podkreślili fakt, że Pekin może wykorzystywać sprzęt Huawei do szpiegowania lub zakłócania sieci komunikacyjnych. „Huawei to metodologia, zaawansowana technologicznie metoda dominacji nad światem” – powiedział Bannon. Jego zdaniem Huawei od lat na szeroką skalę niezauważalnie rozwija swoją działalność. Według informacji ze strony internetowej Huawei, działa on teraz w ponad 170 krajach na całym świecie i obsługuje ponad 3 miliardy ludzi. (…)

Zdaniem Bannona wielu ludzi nie rozumie w pełni chińskiego reżimu. Zwolennicy wolnego handlu mają, według Bannona, dobre intencje, ale często „mają takie słabe, blade pojęcie, które nabyli, czytając Adama Smitha o wolnym handlu, przez co nie rozumieją, iż tamci są organizacją gangsterską, która rządzi totalitarnym państwem merkantylistycznym”. Według Bannona Amerykanie przez dziesięciolecia wierzyli w kłamstwo, że po tym, jak Chiny weszły do Światowej Organizacji Handlu, otrzymały klauzulę najwyższego uprzywilejowania, stały się bogatsze i zaczęły rozwijać klasę średnią, to się stopniowo zdemokratyzują i przemienią w bardziej wolnorynkowe państwo z rządami prawa. Jednak „zobaczyliśmy coś dokładnie odwrotnego. W ciągu ostatnich 20 lat KPCh stała się bardziej radykalna”. (…)

„Najważniejszym wydarzeniem pierwszej połowy XXI wieku, w jakie wierzę, jest wolność narodu chińskiego” – powiedział Bannon. „Myślę, że wolność Chin zaczyna się w Hongkongu. Myślę, że stamtąd się rozprzestrzeni”.

„Mieszkańcy Hongkongu należą do najporządniejszych i najprzyzwoitszych ludzi na ziemi. Jeśli kiedykolwiek tam byłeś, to wiesz, że jest to w zasadzie skalista wyspa bez zasobów naturalnych, a wytrwałość i determinacja Chińczyków w połączeniu z angielskim prawem powszechnym stworzyły trzeci co do wielkości rynek kapitałowy na świecie”.

Zdaniem Bannona, z historycznego punktu widzenia mieszkańcy Hongkongu byli raczej apolityczni i nastawieni na biznes. Jednak w ciągu ostatnich kilku tygodni miliony Hongkończyków wylewają się na ulice, by protestować przeciwko ustawie, która pozwoliłaby chińskim władzom na niczym nieskrępowaną ekstradycję Hongkończyków – w tym dysydentów i aktywistów – i skazywanie ich przez chińskie sądy.

Niemieccy uczniowie po wizycie w obozie koncentracyjnym Buchenwald śpiewali hitlerowskie piosenki

Data: 06.11.2019 22:54

Autor: ziemianin

hessenschau.de

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #obozkoncentracyjny #Buchenwald

Na uwagę zasługuje fakt, że dzieci mają zaledwie 14 lat. 15 października uczniowie Grünberger Theo-Koch-Schule w miejscowości Giessen, w drodze powrotnej z miejsca masowej kaźni, odtwarzali ze smartfona i śpiewali faszystowskie pieśni.

wymagany niemiecki

Niemieccy uczniowie po wizycie w obozie koncentracyjnym Buchenwald śpiewali hitlerowskie piosenki

Obóz koncentracyjny Buchenwald k. Weimaru (Turyngia) funkcjonował od lipca 1937 do 11 kwietnia 1945 roku. Przez 8 lat jego funkcjonowania Niemcy zamordowali w nim 56 000 więźniów. Obóz został wyzwolony przez armię amerykańską.

To szczególnie przykre dla dyrekcji szkoły, ponieważ do tej pory wyróżniała się otrzymywaniem licznych nagród za, jak to określono, zapobieganiu ekstremizmowi i jako pierwsza w Hesji w 1996 roku zobowiązała się do utrzymania tytułu „szkoły bez rasizmu, szkoły z odwagą”.

No cóż, odwaga uczniów tym razem nie znała granic. W tym również granic moralnych, etycznych, czysto ludzkich. Nie trafia do nas argument, że to są jeszcze dzieci… W tym kontekście, dalsze działania szkoły wydają się nadzwyczaj słusznym postępowaniem. Dyrekcja zarządziła wszczęcie wewnętrznego postępowania pod kątem „buntu” uczniów.

Sprawą zajęła się również niemiecka policja. Dlaczego tak szybko zareagowano. Otóż, „repertuar”, jaki zaprezentowali niemieccy uczniowie, to nic innego, niż antysemickie utwory, stąd tak gorączkowe działania.

Śledztwo w toku, a TVN milczy? Może choć słowo, jedna wzmianka? Tak niedawno, ich reporterzy, byli w Polsce uczestnikami filmowanej rocznicy urodzin Hitlera, a tu przejmująca cisza…

Ruszył na ratunek Polakom. W nagrodę otrzymał obywatelstwo

Data: 06.11.2019 22:48

Autor: ziemianin

r.dcs.redcdn.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci # #nagroda #Ukraincy #ObywateleRP #obywatelstwo #paszport #Polska

Pochodzący z Ukrainy Andriej Sirowackij, który w czerwcu ratował ofiary tragicznego wypadku na A6 pod Szczecinem, otrzymał polskie obywatelstwo – informuje TVN 24.

Ruszył na ratunek Polakom. W nagrodę otrzymał obywatelstwo

To właśnie dzięki swojej bohaterskiej postawie on i jego rodzina otrzymali akty nadania obywatelstwa polskiego i to jeszcze przed końcem swojego legalnego pobytu w Polsce. W imieniu Prezydenta RP wręczył je wojewoda lubuski Władysław Dajczak.

Przypomnijmy, 9 czerwca w tragicznym wypadku na A6 zginęło sześć osób, w tym troje dzieci. Tego dnia w kolumnę samochodów wjechał tir, a auta momentalnie stanęły w ogniu. W pobliżu był Andrzej Sirowackij – kierowca, który niewiele myśląc chwycił za gaśnicę i ruszył na pomoc.

– Zobaczyłem 100 metrów przede mną duży wybuch, a po nim płomienie wyższe od ciężarówki. Zauważyłem auto osobowe z rozbitą tylną szybą, w którym były dzieci. Jako ojciec i mężczyzna musiałem im pomóc – tak wspominał dzisiaj tamte dramatyczne zdarzenia Sirowatskij.

Gdyby nie bohaterska postawa Sirowackija, ofiar mogło być więcej.

– Gdzie zginęło sześć osób, zginąć mogło więcej. Udało się temu zapobiec dzięki Tobie Andriej, dzięki tej wyjątkowej postawie, bezinteresownej postawie, szlachetnej, postawie człowieka, który pokazał, że życie ludzkie jest dla niego najwyższą wartością – powiedział Dajczak podczas uroczystości w Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim.

Sirowackij podziękował za przyznanie obywatelstwa. Podkreślił, że to co zrobił, było jego obowiązkiem, rzeczą, którą musiał wtedy zrobić.

To połączenie może cię drogo kosztować. Oszuści znów w natarciu

Data: 06.11.2019 22:40

Autor: ziemianin

twitter.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #telefony #cert #Mali #telefon #oszustwo

CERT Orange Polska ostrzega przed fałszywymi połączeniami, których numer zaczyna się od +223. Skuteczna forma oszustwa powraca. Tym razem oszuści dzwonią z Mali.

To połączenie może cię drogo kosztować. Oszuści znów w natarciu

Złodzieje dzwonią z numeru pochodzącego z Mali (numer kierunkowy +233). Po odebraniu słychać sygnał rozłączenia rozmowy. Odbierający myśli, że to pomyłka, ale rozmowa trwa nada. Takie połączenie może odbierającego kosztować krocie. Nie przerwanie połączenia „nabija” bardzo wysoki rachunek.

Na tym nie koniec problemów. Osoba, która odbiera połączenie, zostanie zapisana do tzw. bazy numerów aktywnych, co oznacza, że numer zadzwoni… jeszcze nie raz.

Portal TVP Info podpowiada jak rozpoznać dziwnie wyglądający numer. Polskie numery składają się z dziewięciu cyfr lub 11 z perfiksem. Brak kierunkowego naszego kraju (+48) lub inna liczba cyfr powinna wzmóc naszą czujność. Podejrzany numer dobrze jest od razu zablokować oraz zgłosić sprawę operatorowi sieci komórkowej. On umieści go w bazie numerów niebezpiecznych.

Dzięki! Podajemy dalej, nie odbieramy. https://t.co/I7sJW2R5u1

— CERT Orange Polska (@CERT_OPL) [3 listopada 2019](https://twitter.com/CERT_OPL/status/1191117366681309185)

Złośliwy kod na stronach internetowych potrafi zawieszać Firefoxa

Data: 06.11.2019 22:29

Autor: ziemianin

purepc.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #cyberataki #cyberbezpieczenstwo #firefox #malware #mozilla

Złośliwy kod oparty na JavaScripcie służy do zamrażania przeglądarki Firefox. Mozilla nie wystosowała jeszcze łatki eliminującej lukę bezpieczeństwa. Prawdopodobnie otrzymamy ją w wersji 71 lub 72.

Złośliwy kod na stronach internetowych potrafi zawieszać Firefoxa

Jednym z najskuteczniejszych metod ataku użytkowników komputerów są socjotechniki. Osoby dokonujące cyber-ataków skrupulatnie kalkulują swoje działania, licząc na błąd lub naiwność użytkownika. Jak podkreślił niegdyś Kevin Mitnick: "czynnik ludzki jest najsłabszym ogniwem". Powyższy opis tyczy się sytuacji, gdy wymagana jest interakcja drugiej osoby. Jeszcze gorzej jest jednak w przypadku, gdy wszystko odbywa się bez żadnej interakcji użytkownika. Jak podaje portal Ars Technica, przeglądarka Mozilla Firefox narażona jest obecnie na złośliwy kod, który może być zamieszczony na dowolnej stronie. Powoduje on zablokowanie Firefoxa bez możliwości zamknięcia okna z rzeczoną stroną, ani wyjścia z przeglądarki.

Złośliwy kod zaraportował Mozilli badacz zabezpieczeń z Malwarebytes, Jérôme Segura. Został on stworzony w JavaScript i wykorzystuje lukę zabezpieczeń w najnowszej wersji Firefoxa (70). Dzięki niemu cyber-atakujący mogą "zamrozić" przeglądarkę bez interakcji użytkownika. Ten natomiast widzi komunikat o posiadaniu nielegalnej wersji Windowsa i zablokowaniu komputera dla własnego bezpieczeństwa. W fałszywym okienku podany jest również numer telefonu do rzekomego wsparcia technicznego Windowsa. Taka sytuacja może się przydarzyć zarówno posiadaczom komputerów z systemem Windows, jak i macOS. W przypadku otrzymania takiego komunikatu, jedynym sposobem na wyjście z przeglądarki jest wymuszone zamknięcie procesu Firefox (albo stary dobry Alt-F4, bądź menedżer zadań). Jeśli użytkownik ustawił opcję przywracania kart, będzie musiał albo odłączyć dostęp do internetu, albo szybko usunąć kartę, zanim złośliwy kod wczyta się ponownie.

Ten exploit wykorzystuje mechanizm blokowania przeglądarki poprzez wyświetlanie monitu z uwierzytelnieniem. Jest on o tyle groźny, że może się pojawić na wielu stronach, jeśli tylko zostanie zainfekowany serwer. Ponadto, aktywuje się on automatycznie, a odbiorca straszony jest komunikatem o zablokowaniu komputera w przeciągu 5 minut jeśli nie zadzwoni na wskazany numer (który prawdopodobnie jest także częścią scamu). Co ciekawe Mozilla w marcu 2019 wydała obszerną łatkę zapobiegającą tego typu atakom, datującym się od 2006 roku. Najwidoczniej mamy do czynienia z niespotykaną dotąd wariacją. Mozilla zadeklarowała, że pracuje nad rozwiązaniem problemu. Nie wiemy jednak, jak długo zajmie wyeliminowanie tej luki bezpieczeństwa. Firma przewiduje, że upora się ze złośliwym kodem w wersji 71 lub 72.

Bez wiz do USA od 11 listopada (wideo)

Data: 06.11.2019 22:17

Autor: ziemianin

r.dcs.redcdn.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #usa #wizy

Zniesienie wiz do USA dla Polaków pozwoli przebywać w Stanach Zjednoczonych w celach turystycznych i biznesowych.

Bez wiz do USA od 11 listopada

Wizy do USA dla Polaków zostaną zniesione od 11 listopada 2019 roku. To oznacza, że od tego dnia polscy obywatele będą mogli w celach turystycznych i biznesowych podróżować bez wiz, a jedynie po złożeniu przez internet znacznie tańszego wniosku autoryzacyjnego (ESTA).

– Pani ambasador poinformowała mnie, że dziś w Waszyngtonie zostanie oficjalnie ogłoszona decyzja o przystąpieniu Polski do programu ruchu bezwizowego. Podróż bez wizy do USA w celach turystycznych i biznesowych na okres do 90 dni będzie możliwa od 11 listopada – powiedział prezydent Andrzej Duda. Niespełna dwie godziny później amerykański resort bezpieczeństwa narodowego potwierdził tę informację.

W tym roku po raz pierwszy odsetek odmów w amerykańskim procesie wizowym dla obywateli Polski spadł poniżej 3 proc., co jest podstawowym kryterium dopuszczenia do programu ruchu bezwizowego. Na koniec września 2019 r. wyniósł on 2,8 proc.

– Dziękuję prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi, który rok temu obiecał, że Polska zostanie przyjęta do tego programu ruchu bezwizowego do końca jego pierwszej kadencji – dodał prezydent Duda podczas konferencji prasowej z ambasador USA Georgette Mosbacher.

Bez wiz do USA. Jak zmienią się zasady podróży do Stanów Zjednoczonych

Wejście Polski do programu ruchu bezwizowego oznacza, że zamiast wiz B1/B2 wystarczy elektroniczna autoryzacja ESTA. Wniosek w tej sprawie kosztuje 14 dolarów i pozwala na wielokrotne wjazdy na teren USA w ciągu dwóch lat.

Osoby, które mają ważną wizę B1 lub B2 będą mogły jechać do Stanów Zjednoczonych na ich podstawie, one nie muszą składać wniosku ESTA.

Z prawa do wjazdu na teren USA bez wiz mogą skorzystać posiadacze paszportów biometrycznych, które będą ważne jeszcze przez co najmniej pół roku po planowanej dacie wyjazdu ze Stanów Zjednoczonych.

Ostateczna decyzja o prawie wjazdu na teren USA należeć jednak będzie, jak dotychczas, do urzędnika imigracyjnego na granicy, np. na amerykańskim lotnisku lub w porcie.

Zniesienie obowiązku wizowego do USA dla Polaków nie dotyczy wszystkich. Na mocy amerykańskich przepisów, nie mogą z niego korzystać osoby, które po 1 marca 2011 r. były w Iranie, Iraku, Jemenie, Korei Północnej Libii, Somalii, Sudanie lub Syrii.

Członkostwo kraju w Visa Waiver Program może zostać cofnięte. Choć tym razem nie będzie liczony już odsetek odmów w procesie uzyskiwania wiz B1/B2, Amerykanie będą sprawdzać, jaki był odsetek odmów wjazdu na teren ich kraju. Nie może on być wyższy niż 3 proc.

Polska dołączyła do grona 38 krajów, w tym 23 państw członkowskich Unii Europejskiej, które biorą udział w Visa Waiver Program. Jego warunków nie spełniają nadal Bułgaria, Chorwacja, Cypr i Rumunia.

Były dyplomata ostro odpowiada ambasadorowi Izraela

Data: 06.11.2019 22:10

Autor: ziemianin

dorzeczy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ambasador #polska #izrael #polityka

– Jeżeli przestanie być finansowane przez Żydów z Ameryki czy z Europy, to po prostu przestanie funkcjonować. W ogóle Izrael jest zdarzeniem historycznym, które nie jest kompatybilne z niczym, co istniało do tej pory na świecie – tak w wywiadzie dla portalu DoRzeczy.pl stwierdził dr Ryszard Żółtanecki z Collegium Civitas, b. ambasador w Grecji i na Cyprze.

Były dyplomata ostro odpowiada ambasadorowi Izraela

Na zdjęciu Alexander Ben Zwi, obecny ambasador Izraela w Polsce

– W Izraelu cały czas panuje wewnętrzny konflikt. Proszę zwrócić uwagę na pewien mało rozeznany problem. Mianowicie około 1/3 Izraelczyków, no może 1/4, nie pracuje, nie płaci podatków, nie uczestniczy w życiu publicznym. Zajmuje się tylko studiowaniem Talmudu i oczekuje na przyjście Mesjasza – stwierdził dyplomata, który skomentował także bezczelne ataki Alexandra Ben Cewi, w których przedstawiciel Tel Awiwu oskarżał Polaków o antysemityzm.

– Ambasador, który przyjeżdża do nowego kraju, nie powinien komentować wewnętrznych spraw. Antysemityzm jest słowem, które albo kasuje, albo otwiera wszystko, co robimy. Alexander Ben Cewi dopiero przyjechał, nie wie jeszcze, kto jest kim, nie ma rozeznanej sytuacji, ale już wydaje sądy. Jako obywatel uprawniony do tego słowa mówię: nie, liberum veto! – komentuje Żółtanecki który uważa, że jednak MSZ nie powinno reagować na słowa nowego ambasadora i poleca mu zająć się problemami Izraela.

– Niech pan ambasador wybierze się do Berlina albo Paryża i zobaczy, ile przejawów antysemityzmu tam jest. Nam niech da święty, anielski spokój. Niech Izrael zajmie się swoimi problemami: Zachodnim Brzegiem, Stefą Gazy, Palestyńczykami, statusem Jerozolimy. Osobiście mam dosyć tego ciągłego oskarżania nas, wyciągana starych spraw, złych spraw historycznych. Przecież my, Polacy, nie jesteśmy aniołami i zawiniliśmy wobec nich (Żydów – red.). Ale oni zawinili też wobec nas – dodaje dr Ryszard Żółtanecki.

Izrael został założony jako ojczyzna dla narodu żydowskiego i często mówi się o nim jako o państwie żydowskim. Wszyscy Żydzi z całego świata mają tzw. prawo powrotu do swojej ojczyzny i gwarancję uzyskania izraelskiego obywatelstwa. 75,5% populacji państwa jest Żydami, z których 68% urodziło się już w Izraelu, 22% to imigranci pochodzący z Europy i Ameryki, a 10% stanowią imigranci z Azji i Afryki.

Według opinii międzynarodowej mieszkający w Izraelu Żydzi uchodzą za społeczność jednorodną – w rzeczywistości jednak w społeczeństwie występują głębokie podziały, a ich głównym źródłem są różnorodnego rodzaju schizmy. Głęboki konflikt istnieje między osobami świeckimi a religijnymi, zwolennikami pokojowego rozwiązania konfliktu na Bliskim Wschodzie („gołębie”) a zwolennikami wojny („jastrzębie”), Żydami pochodzącymi z Bliskiego Wschodu i Europy.

Obok Żydów w Izraelu żyją Arabowie, z których ponad 80% to sunnici, pozostali to chrześcijanie i druzowie. Izrael jest państwem wyznaniowym, religią państwową jest judaizm. W szkołach państwowych naucza się religii.

Agencja Wywiadu poszukuje pracowników: od programistów po . . . stolarza :)

Data: 06.11.2019 21:58

Autor: ziemianin

aw.gov.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #praca #agencjawywiadu #aw

"Jeśli szukasz pracy innej niż wszystkie, chcesz zaangażować się w działania na rzecz bezpieczeństwa Polski i Polaków oraz międzynarodowej pozycji naszego Kraju, wyślij formularz zgłoszeniowy" – głosi komunikat na stronie Agencji Wywiadu. Jednym z warunków jest nakaz zachowania udziału w rekrutacji w całkowitej tajemnicy. Wg "Rzeczpospolitej" na starcie specjaliści mogą liczyć na 5-7 tys. zł.

Na potrzeby rekrutacji powstał film

Agencja Wywiadu poszukuje pracowników: od programistów po . . . stolarza :)

Na stronie wywiadu jest ponad 30 ogłoszeń o pracę dla cywilów. Poszukiwani są m.in.: inżynier sztucznej inteligencji, pentester, rewerser, informatyk, redaktor , stolarz, hydraulik, ślusarz, elektryk i architekt. Wymagania na poszczególne stanowiska są rożne, ale jest kilka punktów wspólnych.

Kandydaci muszą m.in. wykazywać się "nieskazitelną postawą moralną, obywatelską i patriotyczną", posiadać obywatelstwo polskie i pełnie praw publicznych. Dodatkowo, co najmniej średnie wykształcenie, kwalifikację zawodowe i dobrą kondycję fizyczną, ponieważ w procesie rekrutacji będą zobowiązani do stawienia się przed komisję lekarską.

"W procesie rekrutacji będziesz brać udział samodzielnie. Nie dziel się tą informacją z innymi. Dyskrecja i poufność to podstawy funkcjonowania naszej Służby" – instruuje agencja.

Agencja Wywiadu "służba w cieniu dla Polski" powstała w 2002 roku w wyniku rozwiązania Urzędu Ochrony Państwa. Jej szef podlega bezpośrednio premierowi.

Wszyscy tylko o Macierewiczu i Tusku, tymczasem ZUS alarmuje: Na emerytury zabraknie aż 211 mld zł!

Data: 06.11.2019 21:47

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #niewygodneinfo #emerytura #zus

Prawie cały informacyjny mainstream skupił się wczoraj na decyzji prezydenta Dudy (o wyznaczeniu Macierewicza na marszałka seniora) i decyzji Tuska (o niekandydowaniu w wyborach prezydenckich). Przekaz dopełniała sprawa kandydatur Pawłowicz i Piotrowicza na nowych członków TK. Wszystkie te wywołujące polityczne emocje tematy niemal idealnie zagłuszyły informację, która w naszym kraju powinna być absolutnym "numerem 1". Otóż ZUS oficjalnie potwierdził, że na wypłaty emerytur w larach 2020 – 2024 zabraknie mu aż 211 mld zł. I to w najbardziej optymistycznym scenariuszu!

Wszyscy tylko o Macierewiczu i Tusku, tymczasem ZUS alarmuje: Na emerytury zabraknie aż 211 mld zł!

Na stronie internetowej ZUS.pl pojawił się dokument pt. "Prognoza wpływów i wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na lata 2020-2024". Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) to taki "skarbiec" ZUS-u. Bez FUS nie możliwe byłoby wypłacanie rent i emerytur.

Zgodnie z informacjami, które znalazły się we wspomnianym dokumencie, w latach 2020 – 2024 na wypłatę emerytur, rent, zasiłków chorobowych i świadczeń wypadkowych w wariancie najbardziej optymistycznym (niskie bezrobocie, wysoki wzrost PKB) zabraknie nam 210,773 mld zł. W wariancie pesymistycznym (wysokie bezrobocie, niski wzrost PKB) deficyt będzie jeszcze większy i wyniesie aż 355,640 mld zł.

Dlaczego bieżące składki nie będą w stanie pokryć wydatków na wspomniane powyżej świadczenia? Otóż wszystkiemu winna jest demografia. Populacja Polaków w wieku produkcyjnym (mężczyźni w wieku 18-64 lata i kobiety w wieku 18-59 lat) cały czas maleje i w 2024 roku osiągnie – zdaniem ZUS – poziom o przeszło 1,0 mln osób mniejszy niż w 2019 roku. Tymczasem populacja osób w wieku poprodukcyjnym (mężczyźni w wieku 65 lat i więcej oraz kobiety w wieku 60 lat i więcej) cały czas rośnie i w 2024 roku osiągnie według prognoz poziom o ponad 0,8 mln osób większy niż w 2019 roku.

Innymi słowy – coraz mniej osób pracujących będzie finansowało (poprzez składki) coraz więcej emerytów, których utrzymanie będzie kosztowało coraz więcej pieniędzy. Efektem będzie poszerzający się deficyt FUS, który nawet przy optymistycznych założeniach wyniesie blisko 211 mld zł.

W takich okolicznościach niezwykle ważne jest ściąganie do Polski nowych imigrantów, najlepiej bliskich kulturowo i od razu z całymi rodzinami, którzy mogliby u nas pracować, nakręcać rozwój gospodarczy i zastępować ludzi odchodzących na emerytury. Temat ten powinien być jednym z topowych, omawianych szeroko przez wszystkie media w Polsce. Od lewej do prawej strony. Niestety, informacyjny mainstream woli się zajmować kwestiami zupełnie bez znaczenia dla życia Polaków, takimi jak Macierewicz w roli sejmowego marszałka seniora…

Źródła informacji:

Prognoza wpływów i wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na lata 2020-2024 ZUS.pl

80. rocznica Sonderaktion Krakau – akcji przeciwko polskiej inteligencji

Data: 06.11.2019 21:40

Autor: ziemianin

dzieje.pl

#ciekawostkihistoryczne #historia #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #nauka #okupacjaniemiecka #SonderaktionKrakau #UJ #UniwersytetJagiellonski

80 lat temu, 6 listopada 1939 r., Niemcy podstępnie zwabili krakowskich uczonych do Collegium Novum UJ, po czym aresztowali ich i wywieźli do obozów koncentracyjnych. Sonderaktion Krakau była jedną z najdramatyczniejszych akcji przeciwko polskiej inteligencji.

80. rocznica Sonderaktion Krakau – akcji przeciwko polskiej inteligencji

Ówczesny rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Tadeusz Lehr-Spławiński na żądanie sturmbannfuehrera SS Bruno Muellera zaprosił profesorów na godz. 12 do sali wykładowej nr 66 im. Mikołaja Kopernika w Collegium Novum (dziś sala nr 56 im. Józefa Szujskiego). Uczeni mieli tu wysłuchać wykładu dowódcy SS o stosunku III Rzeszy i narodowego socjalizmu do zagadnień nauki i szkolnictwa wyższe.

Jak piszą Antoni Jackowski i Izabela Sołjan w artykule „Sonderaktion Krakau”, zamieszczonym w czasopiśmie UJ „Alma Mater”, „rektor zapewne wierzył, że wykład Muellera oznacza ostateczną zgodę władz okupacyjnych na otwarcie uczelni, zaapelował więc o liczny udział pracowników w tym spotkaniu. Apel poskutkował i w sali zgromadzili się prawie wszyscy profesorowie Uniwersytetu, wielu innych pracowników, również z Akademii Górniczej i Akademii Handlowej”.

Zamiast zapowiedzianej prelekcji w Collegium Novum uczeni usłyszeli „Moi panowie, zwołałem was, aby wam powiedzieć, że uniwersytet krakowski był zawsze ogniskiem antyniemieckich nastrojów, w tym duchu nie życzliwym wychowywał młodzież […]. Dlatego zostaniecie aresztowani i posłani do obozu”. (Andrzej Chwalba „Kraków w latach 1939–1945”)

Celem Sonderaktion Krakau było zniszczenie polskiej inteligencji i szkolnictwa. 6 listopada 1939 r. stał się – zdaniem historyka, prof. Andrzeja Chwalby – datą graniczną i symboliczną. „Aresztowanie było precedensem i, jak się okazało, początkiem ciernistej drogi polskiej inteligencji i środowisk twórczych w okresie okupacji, a nie – jak wielu sądziło – odosobnionym przypadkiem. Wydano wówczas wyrok nie tylko na uniwersytet, ale i na całe polskie szkolnictwo stopnia wyższego i średniego” – zauważa profesor. 

Budynek Collegium Novum jeszcze przed wykładem otoczyło SS. Zebranych profesorów – podają Jackowski i Sołjan – brutalnie, często przy użyciu przemocy fizycznej, załadowano do „bud” policyjnych. W sumie hitlerowcy aresztowali 183 profesorów i wykładowców krakowskich uczelni, 155 z Uniwersytetu Jagiellońskiego, 22 z Akademii Górniczej oraz trzech z Akademii Handlowej. „Do obozu wywieziono prawie całe grono profesorów, docentów i asystentów Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Górniczej” – piszą autorzy artykułu w „Alma Mater”.

Aresztowani najpierw trafili do więzienia na Montelupich, potem do koszar 20. pułku piechoty przy ul. Mazowieckiej, a później do więzienia we Wrocławiu. W międzyczasie, w wyniku akcji Polskiego Czerwonego Krzyża, zwolniono kilkunastu aresztowanych, m.in. prawnika Fryderyka Zolla i profesorów ukraińskich. 27 listopada więźniów przewieziono do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen niedaleko Berlina.

W czasie aresztu w Krakowie kierownik Głównego Wydziału Ludności i Opieki Społecznej rządu Generalnego Gubernatorstwa, dr Fritz Arlt, proponował trzem uczonym – Kazimierzowi Stołyhwie (antropolog), Jerzemu Smoleńskiemu (geograf) i Kazimierzowi Dobrowolskiemu (socjolog, etnolog) – zwolnienie w zamian za podpisanie deklaracji o nieprowadzeniu działalności politycznej i prawdopodobnie wyrażenie zgody na podjęcie pracy na rzecz Niemców. Wszyscy profesorowie odmówili.

Celem Sonderaktion Krakau było zniszczenie polskiej inteligencji i szkolnictwa. 6 listopada 1939 r. stał się – zdaniem historyka, prof. Andrzeja Chwalby – datą graniczną i symboliczną. „Aresztowanie było precedensem i, jak się okazało, początkiem ciernistej drogi polskiej inteligencji i środowisk twórczych w okresie okupacji, a nie – jak wielu sądziło – odosobnionym przypadkiem. Wydano wówczas wyrok nie tylko na uniwersytet, ale i na całe polskie szkolnictwo stopnia wyższego i średniego” – zauważa profesor.

Jak napisano w "Alma Mater", wobec akcji przeprowadzonej w Krakowie nie pozostało obojętne środowisko międzynarodowe. Sonderaktion Krakau była tematem prasy na całym świecie. Intelektualności i naukowcy z krajów neutralnych, m.in. z USA, Szwecji, Szwajcarii, Hiszpanii, Jugosławii nie zgadzali się z akcją Niemców. Protestowali także niemieccy alianci – Węgrzy i Włosi. Interweniował sam Benito Mussolini oraz Watykan – papież Pius XII otrzymał listę uwięzionych. Z akcją nazistów nie zgadzali się także niemieccy uczeni, przede wszystkim slawiści.

Wskutek międzynarodowego poruszenia Niemcy zwolnili część więźniów z obozu w Sachsenhausen. Był to jedyny – piszą Jackowski i Sołjan, powołując się na opracowania historyczne – taki przypadek w dziejach niemieckich obozów koncentracyjnych. 8 lutego 1940 roku obóz opuściło 102 więźniów, którzy ukończyli 40. rok życia. Przed zwolnieniem musieli się pisemnie zrzec wykonywania w przyszłości swoich zawodów. Pozostałych profesorów naziści przewieźli do innych obozów, m.in. do Dachau (4 marca 1940) i później częściowo zwalniali.

Zmiana klimatu: 300 mln ludzi żyje na terenach, które za 30 lat zaleje ocean

Data: 06.11.2019 16:28

Autor: ziemianin

crazynauka.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #polska #zalanie #badania #natura #klimat

Nowe badania pokazują, które lądy zostaną zalane wskutek podwyższającego się poziomu oceanów do 2050 roku i do końca wieku. Wcześniejsze prognozy nie doszacowały tego problemu. Zagrożone obszary zamieszkuje obecnie blisko 300 mln ludzi. W Polsce – nawet 270 tys. osób.

Zmiana klimatu: 300 mln ludzi żyje na terenach, które za 30 lat zaleje ocean

Naukowcy z organizacji Climate Central, na łamach pisma „Nature Communications”, ponownie oszacowali zagrożenie, jakie w ciągu najbliższych dziesięcioleci stworzy podnoszący się poziom oceanu i opublikowali nowe mapy pokazujące zalewane tereny. No bo ocieplenie klimatu oznacza topnienie lodu w różnych miejscach świata, a to z kolei prowadzi do podnoszenia się poziomu oceanów. Logiczne? Logiczne. Póki co, tempo tego topnienia wydawało się nieśpieszne. Przykładowo, w Arktyce średni roczny zasięg lodu morskiego kurczył się o 3,5–4,1% na dekadę w okresie od 1979 roku (gdy rozpoczęto obserwacje satelitarne) do 2012 roku. Z kolei w okresie 1901–2010 poziom oceanu podniósł się o około 19 cm, co daje średnie tempo 1,7 mm na rok. Nie wygląda jakoś specjalnie groźnie, prawda?

No to spójrzcie na tę daną: pomiędzy 1993 a 2010 rokiem proces ten przyśpieszył do średnio 3,2 mm na rok. A im dalej w las, tym topnienie będzie postępować szybciej. O jego ostatecznym tempie zadecyduje to, jak dużo węgla, ropy i gazu spalimy, a więc jak wiele dwutlenku węgla wyemitujemy do atmosfery. Bardzo ostrożne scenariusze (uwzględniające gwałtowne i całkiem już nierealne ograniczenie emisji) mówią o wzroście o blisko pół metra do końca tego stulecia. Scenariusze mniej optymistyczne wskazują na wzrost o dwa metry i więcej, gdyby naruszona została pokrywa lodowa Antarktydy.

Po ponownym przejrzeniu danych dotyczących ukształtowania terenu w najnowszych badaniach okazało się, że nadciągający kryzys do 2050 roku dotknie ponadczterokrotnie więcej ludzi, niż mówiły dotychczasowe prognozy. PONADCZTEROKROTNIE WIĘCEJ! Jak naukowcy mogli się aż tak pomylić?! Tutaj tzw. chłopski rozum podpowiada, że nie można ufać nauce, skoro się aż tak myli, ale ja nie wierzę z kolei chłopskiemu rozumowi (napisaliśmy nawet o tym z Piotrem książkę „Fakt, nie mit”), tylko staram się zorientować, o co właściwie chodzi.

Sztuczna inteligencja bada teren

A chodzi o to, że podczas gdy dane dotyczące wysokości terenu nad poziomem morza w Europie czy Ameryce Północnej są dość precyzyjne, to te pochodzące z krajów Azji Południowo-Wschodniej – tych, które najbardziej ucierpią od fal morskich – opierają się głównie na pomiarach satelitarnych. A te nie rozróżniają za bardzo budynku czy kępy drzew od pagórka, a w efekcie obiekty te traktowane są jako podwyższenia terenu, fałszywie sugerując, że jest on położony wyżej, niż ma to miejsce w rzeczywistości. W efekcie zafałszowane zostaje również zagrożenie podnoszeniem się poziomu morza.

W najnowszych analizach badacze skorzystali więc z pomocy sztucznej inteligencji. A ta, dzięki uczeniu maszynowemu, nauczyła się odróżniać udawane podwyższenia od tych prawdziwych. I okazało się, że przy umiarkowanie optymistycznych założeniach (a więc wzroście temperatur do 2100 roku o mniej niż 2°C względem epoki przedprzemysłowej) tereny, które do 2050 roku narażone będą na wdzieranie się przynajmniej raz w roku fal morskich, są teraz domem dla 300 mln ludzi. Blisko 150 mln osób zamieszkuje obecnie tereny, które znajdą się poniżej górnej strefy pływów, a więc praktycznie pod wodą.

Jeśli ludzkość będzie się trzymać tego umiarkowanego scenariusza, to liczba mieszkańców obszarów, które do 2100 roku będą co roku doświadczały powodzi, urośnie do 420 mln. Z kolei w wariancie najbardziej pesymistycznym, uwzględniającym rozpad Antarktydy, liczba ta sięgnąć może 630 mln, spośród których 340 mln żyje na terenach, które znajdą się na stałe pod wodą.

Zagrożony obszar zależny będzie od scenariusza przyszłych emisji gazów cieplarnianych. Przy znacznym ograniczeniu emisji (scenariuszu RCP4.5) oczekiwany wzrost poziomu morza do końca stulecia wynosi 70-100 cm. Jednak przy scenariuszu kontynuacji emisji na wysokim poziomie (RCP8.5) poziom morza może się podnieść o 100-180 cm, a w skrajnie pesymistycznym scenariuszu rozpadu lądolodu Antarktydy nawet powyżej 200 cm. 

– komentuje prof. Jacek Piskozub z Instytutu Oceanologii PAN.

Co zaleje morze?

Kryzys najsilniej dotknie mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej. W sześciu krajach – Chinach, Bangladeszu, Indiach, Wietnamie, Indonezji i Tajlandii – aż 237 mln ludzi zamieszkuje obecnie tereny, które do 2050 roku będą co najmniej raz w roku nawiedzane przez powodzie. W 2100 roku poziom morza w tych krajach podwyższy się w takim stopniu, że woda zaleje obszary będące obecnie domem dla 250 mln osób.

Najbardziej ucierpią Chiny, gdzie wydarzające się co najmniej raz w roku morskie powodzie zagrożą Szanghajowi i innym wielkim miastom w ujścia Jangcy, zamieszkanym obecnie przez łącznie 87 mln ludzi. W Bangladeszu morze wedrze się do wspólnej delty Gangesu, Brahmaputry i Meghny, będącej domem dla 50 mln ludzi. Sąsiadujące Indie będą musiały walczyć z falami m.in. o położoną nieopodal Kalkutę, a zagrożone tereny zamieszkuje tam obecnie 38 mln ludzi.

Już teraz umocnienia na wybrzeżach chronią przed zalaniem przez morze 110 mln ludzi na całym świecie.

Co to oznacza dla Polski?

Dla Polski podnoszenie się poziomu morza oznaczać będzie zalanie terenów m.in. w okolicy Gdańska, Elbląga i Szczecina oraz wielu obszarów przybrzeżnych, a w tym Żuław, Półwyspu Helskiego czy doliny dolnej Odry. Naukowcy szacują liczbę ludzi zamieszkujących zagrożone w Polsce wybrzeża na około 200 tysięcy, a maksymalnie na 270 tysięcy. Zdecydowana większość tych obszarów znajdzie się poniżej poziomu morza, mniej będzie narażonych na coroczne powodzie. Nawet najbardziej optymistyczny scenariusz (RCP2.6), mówiący o natychmiastowym zasadniczym ograniczeniu emisji dwutlenku węgla, wskazuje na to, że wybrzeża Bałtyku zamieszkane dziś przez 200 tys. osób morze zaleje już w 2050 roku. Na tej mapie można zobaczyć, jakie.

Co to oznacza dla Polaków? Mieszkańców terenów zajmowanych stopniowo przez morze czekają zapewne przesiedlenia. Część z nich przed tym losem ochronią prawdopodobnie umocnienia brzegów. Sensowność budowania takich konstrukcji jest dyskutowana wśród specjalistów, bo przecież przekształcenia terenu na ogromną skalę i wielkie inwestycje budowlane niosą ze sobą i szkody dla środowiska, i kolejne emisje dwutlenku węgla, których powinniśmy unikać jak ognia.

Na zalanie najbardziej narażone są Żuławy Wiślane, w obrębie których aż 450 km² zajmuje depresja, czyli tereny położone poniżej dzisiejszego poziomu morza. W tym przypadku jest to podmokła równina, która została sztucznie osuszona, co było możliwe dzięki stworzeniu systemów odwadniających. Teren wręcz idealny dla powodzi. Jeśli więc do niej dochodzi na obszarach depresyjnych, to za każdym razem jest to bardzo niebezpieczna sytuacja: wodę trzeba stamtąd odpompowywać, bo sama nie opada.

Z tej przyczyny już teraz Żuławy borykają się z najwyższym w kraju ryzykiem powodzi, a pod tym względem negatywnie wyróżnia się pas ziemi od Gdańska po Elbląg i jezioro Drużno, wzdłuż rzek: Martwa Wisła, Szkarpawa i Elbląg. Mieszkańcy wszystkich zagrożonych rejonów, które zostały wymienione w najnowszych badaniach, powinni mieć to na uwadze, stawiając nowe domy czy inwestując w działki. Podobnie – deweloperzy i przemysł.

Możliwe zalanie Żuław w Polsce czy innych terenów na pewno wpłynie na zmiany sposobu kalkulacji ryzyka. Jest to jednak bardzo złożona kwestia. Trudno mówić o ryzyku, gdy zjawisko staje się pewne. Takie zagrożenie wymaga działań państwa, samorządów. I trzeba podjąć je jak najwcześniej. 

– mówi Rafał Mańkowski, ekspert Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Ile to może kosztować?

Powodzie to najbardziej kosztowne i niszczycielskie katastrofy naturalne w Polsce. Póki co, najczęściej zdarzają się na południu kraju, kiedy po roztopach czy nawalnych opadach z gór spływają ogromne ilości wody. To dlatego większość badań i prognoz dotyczy właśnie tamtych terenów.

Analiza opublikowana w raporcie „Klimat Ryzyka”, przygotowanym w 2018 roku przez Deloitte dla Polskiej Izby Ubezpieczeń, podaje, że powódź, która w 2010 roku nawiedziła dorzecze Wisły, kosztowała 12,8 mld zł, czyli blisko 1 proc. PKB. Ponieważ jednak nasze społeczeństwo bogaci się, to gdyby podobnej skali naturalna katastrofa powtórzyła się w 2018 roku, zniszczenia kosztowałyby już 16,2 mld zł. To o 21 proc. więcej niż w 2010 roku.

W 2010 roku firmy ubezpieczeniowe wypłaciły poszkodowanym ok. 1,6 mld zł, co stanowiło 12,5 proc. wartości strat. Gdyby w 2018 roku udział wypłat z ubezpieczeń utrzymał się na podobnym poziomie, to aż ponad 14 mld zł musieliby pokryć podatnicy lub o tyle uszczupliłyby się prywatne oszczędności.

Te szacunki, choć porażają wysokością kwot, to stanowią i tak niewielki odsetek strat, które ponieślibyśmy w każdym ze scenariuszy związanych z podnoszeniem się poziomu morza. W tym przypadku nie będzie mowy o odbudowie zniszczeń – zalane tereny zostaną definitywnie utracone dla mieszkańców, rolnictwa i przemysłu. Ucierpią też porty, węzły kolejowe, drogi, elektrownie. Nastąpią zmiany na ogromną skalę, które obejmą znaczącą część infrastruktury kraju.

W tym więc przypadku wycena strat musiałaby być znacznie bardziej surowa niż w przypadku jakiejkolwiek powodzi pojawiającej się w głębi lądu. Czekają nas bezprecedensowe zmiany, których nie potrafimy na razie nawet wiarygodnie prognozować, nie mówiąc już o przygotowaniu się do nich. Ponieważ jednak pojawią się w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat, powinniśmy już teraz bardzo poważnie pomyśleć o tym, co zrobimy, kiedy rzeczywiście nastąpią. Zwlekanie z tym może przynieść jedynie większe straty.

Źródło: Climate Central

Już 750 tysięcy osób w Polsce oszczędza dzięki sprytnej aplikacji. Startuje promocja dla . . .

Data: 06.11.2019 16:09

Autor: ziemianin

revolut.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #banki #kartyplatnicze #Revolut #wymianawalut# #zakupyonline

Aplikacja Revolut błyskawicznie zyskuje popularność w Europie. Teraz dzięki specjalnej promocji nowi użytkownicy mogą liczyć na bonus przy rejestracji.

Już 750 tysięcy osób w Polsce oszczędza dzięki sprytnej aplikacji. Startuje promocja dla nowych użytkowników

Aplikacja finansowa Revolut robi w Polsce furorę. Nad Wisłą korzysta z niej już 750 tysięcy osób. Polacy polecają ją sobie do bezpiecznych transakcji w sieci – dzięki kartom wirtualnym ze zmiennym numerem można bez obaw kupować w Internecie – i jako skuteczną metodę oszczędzania – dzięki dostępowi do 29 subkont walutowych i atrakcyjnym kursom wymiany walut można taniej słać pieniądze za granicę, taniej kupować online i taniej podróżować.

Revolut wprowadził w Polsce wiele innowacyjnych usług, których nie oferuje nikt inny – można je przetestować za darmo na swoim telefonie.

Gdy w marcu zeszłego roku Revolut oficjalnie wszedł do Polski, miał już 30-40 tysięcy użytkowników. Dzięki ich wsparciu i poleceniom społeczność użytkowników błyskawicznie się rozwinęła i liczy już 750 tysięcy osób. Jak to możliwe, że do Revolut każdego miesiąca dołącza 50 tysięcy nowych osób?

Banalna odpowiedź jest taka, że jest to proste i tanie. Założyć Revolut w kilka minut może każdy i nie wiąże się z żadnymi opłatami subskrypcyjnymi, bo pakiet Standard jest bezpłatny. By założyć konto i przetestować Revolut wystarczy ściągnąć aplikację na telefon, mieć pod ręką dokument potwierdzający tożsamość, zrobić selfie i doładowanie 20 zł które można od razu wykorzystać na zakupy. Łatwiej się nie da – tych kilka prostych kroków opisujemy jeszcze raz poniżej. Tylko po co ten Revolut? Co na tym zyskujemy?

Jak założyć konto w Revolut i skorzystać z promocji?

Z okazji dołączenia do społeczności 750 tysięcy użytkowników Revolut udostępnił promocję, dzięki której nowi użytkownicy mogą zamówić darmową kartę z bezpłatną dostawą i konto doładowane kwotą 20 zł. Wystarczy wejść na stronę internetową firmy i podać swój numer telefonu W ciągu kilku chwil, na podany numer telefonu otrzymamy wiadomość SMS z linkiem do pobrania aplikacji ze sklepu Play albo AppStore.

Kiedy nasze konto zostanie już utworzone i przeszliśmy weryfikację (tzw. KYC), możemy przejść do bezpłatnego zamawiania karty. W tym celu musimy doładować konto kwotą 20 zł (które można od razu wykorzystać na zakupy), za pomocą karty płatniczej bądź przelewu bankowego.

Ostatnim krokiem podczas rejestracji jest weryfikacja tożsamości, której dokonać możemy dokumentem ze zdjęciem: dowodem bądź paszportem. Revolut nie podpisuje żadnych papierowych umów ani nie wysyła kurierów. Cały proces zakładania konta odbywa się w aplikacji mobilnej i wymaga weryfikacji tożsamości na podstawie zdjęć.

To wszystko. Można już korzystać z Revolut i oszczędzać na wymianie walut.

Koniec z ukrytymi opłatami

Przez wiele lat schemat był następujący: chcesz płacić walutą na zagranicznych wakacjach? Najlepiej wymień pieniądze w kantorze online lub w okienku, szybko zapomnij ile zarobił na tym kantor, z tego przecież żyje, a pieniądze podziel i pochowaj w walizce i po kieszeniach. Jak ukradną to przynajmniej nie wszystko. Po wyjeździe, to co zostało, wrzuć do szuflady w formie “pamiątkowych monet”. Kupcy weneccy w średniowieczu też tak pewnie robili. Może więc karta?

Korzystanie ze zwykłej karty debetowej do podstawowego rachunku bankowego to trafienie z deszczu pod rynnę, bo może okazać się jeszcze mniej opłacalne. W najlepszym wypadku na przewalutowaniu po niekorzystnym kursie stracisz raz. W najgorszym? Wiele razy, a wszystko zależy od waluty rozliczeniowej. Dobitnie przekonywali się o tym ci, którzy jeździli na wakacje na przykład do Azji. Dlaczego?

Ich złote z konta najpierw były przewalutowane po niekorzystnym kursie do dolara, a później jeszcze raz po niekorzystnym kursie np. do tajskiego bata. W efekcie transakcja mogła być droższa (mocniej obciążająca konto w złotym). Jeden euro zamiast kosztować 4,25 zł wart był w rozliczeniach na przykład 4,75 zł. Jeden dolar zamiast kosztować 3,79 zł wart był na przykład sporo ponad 4 zł.

A przecież te opłaty i prowizje spotykamy nie tylko, gdy wydajemy pieniądze podróżując za granicą, ale również, gdy je tam przesyłamy – płacąc za towar lub usługę zakupioną w zagranicznym sklepie internetowym lub wysyłając pieniądze do rodziny lub znajomych. Dlatego, Revolut postanowił zmienić reguły gry – zaoferował błyskawiczne transakcje i atrakcyjne kursy walutowe. Korzystniejsze, uczciwsze, bez ukrytych opłat. To na początek. A potem zasłynął z kolejnych innowacji i bezpieczeństwa transakcji online.

Bezpieczeństwo i wygoda

Revolut udostępnił konsumentom w Polsce szereg usług, związanych z bezpieczeństwem, których nie oferuje nikt inny. Pozwala sterować dostępami do kart fizycznych z poziomu aplikacji. Jeśli zgubimy kartę i nie wiemy, gdzie się znajduje lub idziemy akurat na basen i zostawiamy rzeczy w szafce, blokujemy karty jednym kliknięciem w aplikacji. Po znalezieniu zguby lub po treningu, drugim kliknięciem w aplikacji możemy ją odblokować. Na tej samej zasadzie “on-off” sterujemy wszystkimi funkcjami karty, dostępem do paska magnetycznego, bankomatów, transakcji online. To tylko jeden z przykładów.

Do bezpiecznych zakupów w Internecie przydają się karty wirtualne i karty wirtualne ze zmiennym numerem. Karty wirtualne możemy generować w aplikacji, płacić nimi online i kasować lub zmieniać jeśli tylko dostawca usługi lub sklep internetowy wyda nam się niepewny. O transakcje kartami ze zmiennym numerem wcale nie musimy się martwić. Po każdej transakcji, kasują one numer i generują w jego miejsce automatycznie nowy. Stary numer, nawet jeśli wpadnie w niepowołane ręce, będzie dla złodzieja zupełnie bezużyteczny. Nikt inny w Polsce nie oferuje tego rodzaju innowacji.

Prócz bezpieczeństwa i braku ukrytych kosztów, liczy się też wygoda. Komfort używania karty, konta oraz aplikacji. Tradycyjne instytucje finansowe potrzebują czasem miesięcy i lat by wprowadzić jakąś innowację. Revolut jest w stanie dodawać nowe funkcjonalności i poprawiać aplikację w każdym tygodniu. Oto kilka wybranych nowości, które ostatnio się pojawiły. Od początku roku można rezerwować przez aplikację saloniki lotniskowe. Firma poszerzyła do 29 liczbę subkont walutowych. Doszły nowe waluty popularnych wśród Polaków destynacji turystycznych, np. kuna chorwacka i lew bułgarski. Obie bardzo oczekiwane!

Firma dodała opcję auto-przewalutowania. Pozwala kupować 29 walut automatycznie, o ile kurs osiągnie oczekiwany przez nas poziom. Nowością, której pomysł wykiełkował z Polski, są wspólne sejfy Vault, pomocne do realizacji zrzutek na prezent lub składkowych imprez. Fintech udostępnił opcję płacenia telefonem z pomocą Apple Pay, Google Pay, Garmin Pay i Fitbit Pay. Wprowadził też funkcję Donations, która pozwala wspierać organizacje dobroczynne “końcówkami” z codziennych płatności. Stale pojawiają się nowe usługi, które trudno porównać z innymi, bo są dostępne tylko w Revolut.

Czym właściwie jest Revolut?

W skrócie jest aplikacją, kontem i kartą, z którą możesz globalnie płacić – bez znaczenia, w jakiej walucie masz swoje konto. W przeciwieństwie do wielu tradycyjnych instytucji finansowych, otwarcie konta zajmuje tylko kilka minut. Nie trzeba iść do placówki, można założyć je bezpośrednio z telefonu. W zasadzie cała obsługa konta ogranicza się do korzystania z aplikacji i wydanej do konta karty płatniczej. Kontakt z supportem odbywa się przez czat, email, twitter lub formularz online.

Warto pamiętać, że Revolut udostępnia karty do bezdotykowych transakcji, dzięki którym można płacić w dowolnym miejscu na świecie, w ponad 150 walutach – bez ukrytych prowizji ani wysokiego kosztu przewalutowania. Można również wypłacać pieniądze z bankomatów. Korzyść jest oczywista – to stała i przejrzysta kontrola nad swoimi finansami. Kurs jest znany i na bieżąco aktualizowany. Revolut nie zarabia na wymianie walut. To na czym zarabia?

Revolut zarabia na płatnych kontach Premium i Metal, do których dołączane są ekskluzywne metalowe karty i na kontach dla biznesu, w ramach kont dla freelancerów i firm. Jednak ich wersja bezpłatna, o której była tu mowa, posiada większość potrzebnych funkcji za darmo. Może służyć jako wygodna wielowalutowa portmonetka – doładowujesz, wymieniasz i płacisz w walucie kraju, w którym przebywasz lub kupujesz – z rozbudowanymi funkcjami do kontroli wydatków.

Jakimi kwotami doładowywać Revolut? Najlepiej takimi jakich w danej chwili potrzebujesz do konkretnej transakcji lub takimi jakie są Ci potrzebne na bieżące wydatki. Można tu skorzystać z funkcji auto-doładowania. W ten sposób na Revolut zawsze znajduje się kwota, którą chcemy mieć pod ręką, gdy ją wydamy, nastąpi automatyczne doładowanie w ustalonej kwocie. Doładowania można też robić manualnie. Revolut nie jest bankiem i nie oferuje lokat ani oprocentowanego konta oszczędnościowego. Na niewielkie cele można jednak systematycznie odkładać za pomocą funkcji sejfów Vault.

Najbliższe plany i premiery

“Po sześciu kwartałach udało nam się rozszerzyć dostęp do kategorii kart wielowalutowych w Polsce. Sprawiliśmy, że zakupy online stały się bezpieczne dzięki kartom wirtualnym ze zmiennym numerem. Nasi użytkownicy lepiej kontrolują swoje wydatki i nie tracą czasu na proste rozliczenia, jak podział rachunku w restauracji. Teraz na cel weźmiemy kolejne usługi finansowe, mają dziś do nich dostęp nieliczni, a my otworzymy je dla wszystkich” – mówi Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

Posiadacze kont i aplikacji Revolut w Polsce wykonali tylko w sierpniu transakcje o wartości ponad miliard złotych. Powód? Prozaiczny. Oszczędności – dla tych, którzy zdecydują się na korzystanie z usług firmy. Revolut wszedł na rynek tak skutecznie, że część polskich banków uatrakcyjniła swoje oferty wielowalutowych kont i kart. Fintech, czyli połączenie firmy technologicznej i finansowej, ma także kilka innowacji, których konkurencja nie potrafi skopiować. Niebawem wprowadzi kolejne.

Firma wprowadziła niedawno usługę bezprowizyjnego handlu akcjami na amerykańskiej giełdzie, jest już ona dostępna dla wszystkich użytkowników w Polsce. Pracuje też nad specjalną kartą dla dzieci, na którą rodzice będą mogli przelewać kieszonkowe sprawując pieczę nad jego wydatkami. Społeczność użytkowników Revolut to już ponad 7 milionów osób w Europie i w Australii. Fintech chce w najbliższym czasie wejść też na nowe rynki Ameryki Północnej i Azji, zwłaszcza do Kanady, Singapuru i USA, gdzie na liście oczekujących na premierę czeka już ponad 100 tysięcy osób.

Polska jest drugim największym rynkiem Revolut pod względem ilości kart zamówionych przez lokalną społeczność użytkowników. To w Polsce pracuje też większość pracowników firmy. Fintech stale inwestuje i rozwija swoje centrum w Krakowie. Blisko 700 pracowników zajęło niedawno trzy piętra z zielonymi tarasami w nowym krakowskim biurze firmy. Umożliwi to dalszy rozwój zespołu i przyspieszy kolejne rekrutacje. Revolut poszukuje w Krakowie programistów, analityków i specjalistów do działów compliance i supportu.

okazji dołączenia do społeczności 750 tysięcy użytkowników Revolut udostępnił promocję, dzięki której nowi użytkownicy mogą zamówić darmową kartę z bezpłatną dostawą i konto doładowane kwotą 20 zł. Wystarczy podać swój numer telefonu na stronie internetowej firmy – LINK

Microsoft opracował nośnik, który przetrwa 1000 lat - rozwiązaniem zainteresowany Warner Bros

Data: 06.11.2019 15:44

Autor: ziemianin

news.microsoft.com

#ciakawostki #codziennaprasowka #informacje #technologia #wiadomosci #szklo #kwarc #microsoft #wynalazki

Project Silica to jeszcze koncepcyjny projekt, ale niedawno osiągnięto tutaj kamień milowy. Wyniki eksperymentu zainteresowały wytwórnię Warner Bros.

Microsoft opracował nośnik, który przetrwa 1000 lat – rozwiązaniem zainteresowany Warner Bros

Project Silica

Na czym archiwizować ważne dane? Nośniki półprzewodnikowe SSD, dyski magnetyczne HDD, a może napędy taśmowe? Naukowcy z Microsoft Research wpadli na jeszcze inny, innowacyjny pomysł – do zapisania danych wykorzystano… szkło.

Microsof Project Silica to nośnik, który ma przetrwać próbę czasu

Project Silica to właściwie płytka ze szkła kwarcowego o wymiarach 75 x 75 mm i grubości 2 mm, która może pomieścić 76,5 GB danych. Producent wykorzystał tutaj najnowsze odkrycia z ultraszybkiej optyki laserowej – dane kodowane są w szkle za pomocą laserów femtosekundowych, tworząc warstwy trójwymiarowych krat w nanoskali (wokseli), a algorytmy uczenia maszynowego odczytują je poprzez dekodowanie obrazów i wzorów.

Tego typu rozwiązanie ma podstawową zaletę: zwiększoną wytrzymałość na różne czynniki. Producent deklaruje, że szkło kwarcowe wytrzyma gotowanie, pieczenie, podgrzewanie falami mikrofalowymi, zalewanie, rozmagnesowanie i inne zagrożenia występujące w środowisku. Zapisane informacje podobno mają przetrwać ponad 1000 lat (podobnie jak w przypadku płyt DVD M-Disc). Producent deklaruje, że dane będą tutaj trudniejsze do zniszczenia niż na innych, konwencjonalnych nośnikach.

Warner Bros zainteresowany wykorzystaniem Project Silica

Project Silica to koncepcyjny projekt, który ma duże szanse powodzenia. Nie wierzycie? Ostatnio osiągnięto tutaj ważny kamień milowy – zespół Microsoft Azure zdołał zapisać i odczytać na szklanej płytce kultowy film „Superman”. Co prawda nie wszystkie informacje zostały poprawnie odczytane, ale podobno jest to tylko kwestia udoskonalenia projektu.

Microsoft chwali się, że udane testy przyciągnęły nawet pierwszych potencjalnych inwestorów. Wiemy, że projektem jest zainteresowany Warner Bros. Wytwórnia poszukuje nośników, które pozwoliłyby zapisać ogromną bibliotekę zasobów z minionego wieku, a przy tym wytrzymałyby setki lat, bez utrzymywania określonej temperatury czy ciągłego odświeżania kopii z danymi. Project Silica spełnia te założenia, a przy tym byłby dużo tańszy niż obecnie stosowane rozwiązania.

Project Silica nie jest idealny

Niestety, nie ma róży bez kolców. Szczególnie to widać na przykładzie wymagań wytwórni, która ma ogromną ilość materiałów do zapisania – już teraz mówi się, że do wykorzystania projektu konieczne będzie zwiększenie gęstości upakowania danych oraz przyspieszenie szybkości zapisu i odczytu danych. Podobno jest to kwestia rozwoju technologii. Warner Bros ma w planach przygotowanie własnej infrastruktury do odczytywania nośników.

Czy Project Silica odniesie sukces? Dużo tutaj zależy od dopracowania projektu, kosztów wdrożenia i zainteresowania firm. Zainteresowanych szczegółami odsyłamy do artykułu na stronie Microsoftu.

Źródło: Microsoft

Na zdjęciu płytki z filmem „Superman” z 1978

W teście sprawdzającym koncepcję projektu Silica, Microsoft i Warner Bros. z powodzeniem zapisali i odczytali klasyczny film „Superman” z 1978 r. Na kawałku trwałego szkła krzemionkowego o wymiarach 7,5 cm x 7,5 cm x 2 mm. Szkło zawiera 75,6 GB danych plus kody redundancji błędów.

Najlepiej sprzedający się artyści muzyczni 1969 - 2019

Data: 05.11.2019 22:31

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #muzyka #music #bestselling #swiat #muzycy #artysci

Najlepiej sprzedający się artyści muzyczni 1969 – 2019

Historia osi czasu większości popularnych artystów muzycznych od 1969 do 2019 r. Według rocznej sprzedaży płyt z certyfikatem. Liczby są na całym świecie i dostosowane do średniej z ostatnich 12 miesięcy.

Dane z ostatnich lat obejmują sprzedaż singli cyfrowych, zgłaszane przez sprzedawców muzyki online i usługi przesyłania strumieniowego. Dane te agregują wiele źródeł i mogą służyć jako wskaźnik popularności w różnych mediach, takich jak sprzedaż albumów, transmisja radiowa, sprzedaż kopii cyfrowych i częstotliwość przesyłania strumieniowego online.

Kumys i jagnięcina. Ładna Chinka Liziqi w kuchni.

Data: 05.11.2019 16:24

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gotowanie #jedzenie #liziqi #ladnachinka #liziqichannel #chiny #podroze #dziwniesatysfakcjonujace

Kumys i jagnięcina. Ładna Chinka Liziqi w kuchni.

Kumys to mleczny napój alkoholowy powstający w wyniku fermentacji alkoholowej cukru mlecznego. Kumys jest alkoholem musującym, zawiera, prócz zmniejszonej ilości cukru i produktów jego fermentacji inne składniki mleka. Kumys jest tradycyjnym napojem koczowniczych ludów centralnej Azji.

Lasy Państwowe przejdą pod nadzór nowego ministerstwa? Leśnicy "gotowi do protestów"

Data: 05.11.2019 10:55

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #rzad #lasypanstwowe #ministerstwosrodowiska #solidarnosc #ministerstwozasobownarodowych

Lasy Państwowe nie są przedsiębiorstwem. Odpowiadają za gospodarkę w lasach na powierzchni ponad 7 mln ha

Lasy Państwowe przejdą pod nadzór nowego ministerstwa? Leśnicy "gotowi do protestów"

Ministerstwo Środowiska może stracić nadzór nad Lasami Państwowymi – pisze "Nasz Dziennik". Według gazety, lasami może zarządzać nowy resort odpowiedzialny za spółki Skarbu Państwa, czyli Ministerstwo Zasobów Narodowych, które ma powstać w nowym rządzie.

"Nasz Dziennik" podkreśla, że ścierają się dwie koncepcje. Pierwsza to wyprowadzenie Lasów Państwowych spod zarządu resortu środowiska, a druga – wydzielenie z MŚ fotowoltaiki i programów związanych z "Czystym powietrzem". Gdyby ten drugi scenariusz się ziścił, to lasy i nadzór geologiczny zostałyby w gestii resortu środowiska.

Zmiany w Lasach Państwowych? Leśnicy zaniepokojeni

Jak pisze dziennik, plany włączenia Lasów Państwowych pod nadzór Ministerstwa Zasobów Narodowych niepokoją leśników. W rozmowie z gazetą przewodniczący Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ "Solidarność" Zbigniew Kuszlewicz podkreśla, że jeśli pojawiłyby się jakiekolwiek próby ingerencji w obecny system funkcjonowania Lasów Państwowych, "to nie byłoby na to naszej zgody".

"Już wielokrotnie powtarzaliśmy, że zawsze jesteśmy gotowi do protestów w obronie lasów. Realizacja tego pomysłu byłaby nietrafiona" – dodał Kuszlewicz.

"Nasz Dziennik" pisze, powołując się na samych leśników, że Lasy Państwowe to podmiot szczególnego rodzaju, nieporównywalny z jakimkolwiek innym.

"Spółki rządzą się swoimi prawami. Z kolei Lasy Państwowe zarządzają majątkiem naturalnym Skarbu Państwa. Jeżeli ktoś chciałby zrównać status lasów ze spółkami, to musielibyśmy rok rocznie osiągać zysk. Każda spółka padnie bez zysku. W historii Lasów Państwowych dochodziło do sytuacji, w której rok zamykaliśmy ze stratą wyrażaną w dziesiątkach milionów"

Wielka Brytania inwestuje w kopalnie węgla! Ekolodzy domagają się dekarbonizacji Polski...

Data: 05.11.2019 00:14

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wegiel #wielkabrytania #kopalnia #energetyka #kopalniawegla #energia

Największym grzechem polskiego węgla jest to, że jest on polski. Tym bardziej węgla koksującego, z którego produkowana jest stal, gdzie polskie JSW jest europejskim liderem. Dlatego pronimieckie i generalnie prozachodnie siły polityczne (np. Wiosna) i pozarządowe (tzw. pseudoekolodzy) utworzyli front jedności zwalczający polskie kopalnie. Tymczasem węgiel w Europie ma się dobrze, a w Wielkiej Brytanii wraca po wielu latach!

Wielka Brytania inwestuje w kopalnie węgla! Ekolodzy domagają się dekarbonizacji Polski…

"Firma West Cumbria Mining zamierza otworzyć pierwszą od kilkudziesięciu lat nową kopalnię węgla. Rząd dał zielone światło inwestycji, mimo ostrego sprzeciwu ekologów"

– czytamy na money.pl

Nowa kopalnia ma powstać Whitehaven na północy Anglii. Zostanie zbudowana tuż obok kopalni Haig Colliery, która została zamknięta w połowie lat 80. Pracę w nowej kopalni ma znaleźć nawet 500 osób.

"Lokalne władze zgodziły się na inwestycje już w marcu, ale pomysł budowy kopalni spotkał się z ostrą krytyką ekologów i części mieszkańców regionu. Sprawa trafiła więc do brytyjskiego rządu, który mógł zahamować inwestycje. Jednak ostatecznie tego nie zrobił, co oznacza, że nie ma już żadnych przeszkód, by ruszyć z budową"

– informuje serwis ekonomiczny.

W Wielkiej Brytanii, co pokazuje Brexit, politycy robią co uważają za słuszne. Tymczasem w polskich mediach pełno takich nagłówków jak ten: "Timmermans na przesłuchaniu w PE: "Polska musi odejść od węgla""… Brytyjczykom możemy tylko pozazdrościć suwerenności!

Gen. Robert Spalding: Kto zbuduje sieć 5G, ten będzie kontrolował dane (wideo)

Data: 05.11.2019 00:01

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #wieszwiecej #TVPInfo

Generał Robert Spalding opowiada ciekawe rzeczy o obozach w Chinach, o krematoriach tam znajdujących się, czy o pobieraniu narządów w trakcie życia Chińczyków.

Gen. Robert Spalding: Kto zbuduje sieć 5G, ten będzie kontrolował dane (wideo)

To są przerażające rzeczy, trudne do zrozumienia nawet w tak skorumpowanym świecie, w jakim żyjemy.

Jednak celem generała nie jest przekazanie informacji o okrutnych Chinach. Każdy, kto orientuje się w zasadach geopolitycznych, wie, że komunizm chiński współpracuje z amerykańskimi korporacjami i wspólnie wdrażają NWO, czyli system: "nie można kupować, nie można sprzedawać".

Innymi słowy, tak zwana międzynarodowa finansjera, czyli żydowskie rodziny bankowe są właścicielami większości korporacji. Kilka lat temu wybrali Chiny, jako eksperyment do wdrożenia nowego, całkowicie kontrolowanego przez nich systemu światowego.

Tak samo, jak Japonia jest eksperymentem czysto finansowym, tak samo Chiny są eksperymentem systemowym.

Przekaz generała jest następujący: za obecny system na świecie odpowiedzialne są Chiny, to oni przejęli część dużych korporacji i zwalniają pracowników za ich poglądy polityczne. Kiedy amerykańscy politycy spali, partia komunistyczna przejęła światową władzę.

Jak zwykle Robert Spalding, autor książki „Niewidzialna wojna”, były doradca prezydenta Donalda Trumpa ds. Chin, mówi swoją prawdę, czyli jej cząstkę.

Ciekawe rzeczy mówi o technologii 5G.

W Polsce skupiamy się na jej szkodliwości, jednak jest coś gorszego. Ta technologia ma służyć do powstania nowego systemu żydowskiego. Bez niej nie będzie całkowitej kontroli ludzkości.

Niemcy otwierają nową elektrownie węglową, ale to Polsce robi się z tego powodu problemy

Data: 04.11.2019 23:55

Autor: ziemianin

energetyka24.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #wegiel #elektrownie #niewygodneinfo

Rząd w Berlinie w ubiegłym tygodniu wydał zgodę na to, aby nowa elektrownia na węgiel kamienny (Datteln 4) o mocy 1,1 GW rozpoczęła w przyszłym roku komercyjną produkcję energii elektrycznej. Co ciekawe – ten sam rząd mówi jednocześnie o potrzebie szybkiej dekarbonizacji sektora energetycznego w całej Europie. Skąd zatem taka niekonsekwencja? Dlaczego Niemcy tak bardzo naciskają na inne kraje, aby rezygnowały z produkcji energii elektrycznej z węgla, a sami zabezpieczają swoje moce energetyczne nową elektrownią opalaną węglem?

Niemcy otwierają nową elektrownie węglową, ale to Polsce robi się z tego powodu problemy

Niemcy niebawem staną przed poważnym problemem, który stworzyli trochę na własne życzenie. Otóż w 2022 roku całkowicie zrezygnują z produkcji energii ze źródeł atomowych (wówczas to działające na terytorium RFN elektrownie atomowe mają zostać zamknięte). A to oznacza, że prawdopodobnie ich całkowita produkcja energii z pozostałych źródeł (węgiel, gaz, woda, wiatr, słońce) nie pokryje krajowego zapotrzebowania na moc.

Niemieckie problemy z niedoborem mocy mogą również oznaczać problemy dla Polski. Dlaczego? Otóż wszystkie nasze elektrownie i źródła produkcji energii nie są obecnie w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu mocy, który wystarczyłby na pokrycie całego krajowego zapotrzebowania. Efekt jest taki, że musimy ściągać energię z zagranicy. Z roku na rok jej import jest coraz większy, a krajem z którego importujemy najwięcej są… Niemcy.

Jeśli zatem Niemcy po 2022 roku będą mieli problem ze zbilansowaniem własnego zapotrzebowania na moc, to tym większy problem będzie miała Polska, która od importu niemieckiego prądu jest uzależniona. Patrząc przez ten pryzmat powinniśmy być zadowoleni, iż rząd w Berlinie wydał zgodę na to, aby elektrownia węglowa Datteln 4 rozpoczęła od przyszłego roku komercyjną produkcję energii elektrycznej. Zmniejsza się bowiem ryzyko niedoborów mocy po stronie naszego zachodniego sąsiada, a tym samym ryzyko blackoutu w Polsce.

Inną kwestią, którą pojawia się przy okazji decyzji w/s Datteln 4, i której nie sposób pominąć, jest dość rażąca niekonsekwencja dotycząca tzw. polityki klimatycznej RFN. Z jednej strony bowiem niemieccy politycy wzywają do dekarbonizacji i pilnego rozstania się z węglem, jako źródłem energii, a z drugiej – wydają zgodę na to, aby kolejna elektrownia węglowa od przyszłego roku rozpoczęła na terytorium RFN komercyjną produkcję energii elektrycznej. Powyższe razi szczególnie, gdy uświadomimy sobie niemieckie naciski (zarówno formalne, jak i nieformalne) wywierane na inne kraje UE, aby rezygnowały z węgla. Dlaczego Niemcy mogą zabezpieczać swoje moce energetyczne nowymi blokami węglowymi, a inne kraje mają tego nie robić?

Na stacji kosmicznej ISS będą wypiekane ciastka

Data: 04.11.2019 23:48

Autor: ziemianin

bbc.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #iss #kosmos #gotowanie #jedzenie #pieczenie #ciastka

Na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) wysłano w sobotę specjalnie zaprojektowany "kosmiczny piekarnik", w którym astronauci będą piekli dla dobra nauki ciasteczka z kawałkami czekolady – podaje BBC.

Na stacji kosmicznej ISS będą wypiekane ciastka

Kapsuła kosmiczna Cygnus, która ma dostarczyć na ISS piekarnik oraz składniki do pieczenia, wystartował z ośrodka NASA na wyspie Wallops w stanie Wirginia w USA. Astronauci mają sprawdzić, jak piecze się w wysokich temperaturach przy zerowej grawitacji.

Sieć hoteli Hilton, która dostarczyła ciasto do tego eksperymentu, poinformowała, że możliwość pieczenia na pokładzie stacji kosmicznej ma sprawić, że długotrwałe podróże w przestrzeni staną się "bardziej sympatyczne".

Cygnus dostarczy na ISS również inne nietypowe wyposażenie, jak części samochodów dostarczone przez Lamborghini, aby przetestować w warunkach kosmicznych wykorzystywane w sportowych autach włókna węglowe.

Rosjanin, który uciekł z trzema córeczkami ze Szwecji do Polski, wraca do swojej ojczyzny

Data: 04.11.2019 23:38

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #azyl #rosja

Denis Lisov, Rosjanin, który uciekł z trzema córeczkami ze Szwecji, wraca do Rosji. Cała rodzina jest szczęśliwa i wdzięczna Polsce za udzieloną ochronę. Razem z mec. Babkenem Khanzadyan zapewniliśmy asystę prawną w drodze do Moskwy. Bezpiecznie przeszliśmy odprawę paszportową- poinformował dzisiaj rano na Twitterze Bartosz Lewandowski, dyrektor Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.

Rosjanin, który uciekł z trzema córeczkami ze Szwecji do Polski, wraca do swojej ojczyzny

Rosjanin zabrał własne troje dzieci, które zostały umieszczone w muzułmańskiej rodzinie zastępczej i uciekł do Polski. W kwietniu on i jego trzy córki: 12 letnia Sofia, 6 letnia Serafina i 4 letnia Alisa zostali zatrzymani przez polską Straż Graniczną na lotnisku w Warszawie. Do Polski ze Szwecji przypłynęli wcześniej promem. Chcieli się dostać do Rosji. Strona szwedzka wydała za nim Europejski Nakaz Aresztowania.

Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił szwedzkie żądania o wydanie Rosjanina. Wskazał, że w tej sprawie występuje bezpośrednia obawa naruszenia praw człowieka przez władze Szwecji.

Po decyzji sądu Denis Lisow wystąpił o azyl w Polsce, jednak nie został mu on przyznany. Urząd do spraw Cudzoziemców zdecydował, że mężczyzna może wrócić do ojczyzny, ponieważ nie jest w niej ścigany ani politycznie szykanowany.

Odra powoduje amnezję immunologiczną, przez co zapadamy na inne choroby (wideo)

Data: 04.11.2019 22:54

Autor: ziemianin

hms.harvard.edu

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #nauka #zdrowie #medycyna #choroba #odra #ukladodpornosciowy #szczepionka #szepienie #amnezjaimmunologiczna

W ciągu ostatniej dekady pojawiało się coraz więcej dowodów wskazujących na to, że szczepionka przeciwko odrze chroni nie tylko przed tą chorobą, ale również w dłuższej perspektywie zapobiega innym infekcjom. Nie wiadomo było jednak, w jaki sposób działa ten mechanizm.

wymagany angielski

Odra powoduje amnezję immunologiczną, przez co zapadamy na inne choroby (wideo)

Jedni naukowcy twierdzili, że szczepionka całościowo wzmacnia układ odpornościowy. Zdaniem innych, szczepionka pomaga zwalczaniu innych infekcji przez sam fakt, że nie dopuszcza do zachorowania na odrę. Zgodnie z tą teorią, zachorowanie na odrę powoduje, że układ odpornościowy „zapomina”, w jaki sposób należy bronić się przed innymi chorobami. Prowadzone dotychczas badania wykazywały, że w ciągu 2-3 lat od zachorowania na odrę organizm jest bardziej podatny na inne infekcje, jednak mechanizm tego zjawiska nie był znany. Teraz poznał go międzynarodowy zespół naukowy pracujący pod kierunkiem specjalistów z Harvard Medical School, Brigham and Women's Hospital i Harvard T.H. Chan School of Public Health.

Jak dowiadujemy się ze Science, naukowcy zauważyli, że wirus odry usuwa od 11 do 73 procent różnych przeciwciał chroniących przed chorobami wirusowymi i bakteryjnymi. Wachlarz likwidowanych przeciwciał jest bardzo szeroki, od tych chroniących przed grypą po wirusa opryszczki i od zwalczających zapalenie płuc po infekcje skóry.

Wyobraźmy sobie, że nasz układ odpornościowy korzysta z albumy znanych kryminalistów i ktoś w tym albumie zrobił dziury. Wtedy trudniej jest poznać kryminalistę, gdy się go spotka, szczególnie, jeśli usunięto w ten sposób tak ważne elementy fotografii przestępców jak oczy czy usta, mówi profesor Michael Mina.

Zagrożenie związane z odrą jest większe, niż dotychczas sądziliśmy. Teraz lepiej rozumiemy mechanizm wydłużonej podatności na infekcje, związany z usunięciem pamięci układu odpornościowego, dodaje profesor Stephen Elledge.

Odkrycie, że zarażenie wirusem odry usuwa z organizmu wiele różnych przeciwciał wspiera hipotezę, mówiącą, że choroba ta niszczy pamięć układu odpornościowego. To najlepszy dowód, że amnezja immunologiczna istnieje i w długim terminie wpływa na pamięć immunologiczną, dodaje Mina, który w 2015 roku jako pierwszy odkrył związki pomiędzy zarażeniem odrą u dzieci a ich długoterminową śmiertelnością.

Badacze zauważyli też, że osoby, które zachorowały na odrę, stopniowo odzyskują pamięć immunologiczną i ich organizm na nowo uczy się bronić przed innymi infekcjami w miarę, jak się z nimi styka. Jednak, jako że proces ten może trwać nawet przez kilka lat, w tym czasie ludzie narażeni są na poważne powikłania po infekcjach. Zdaniem naukowców należy rozważyć, czy u osób, które przeszły odrę, nie należy powtórzyć wszystkich poprzednich szczepień, w tym na wirusowe zapalenie wątroby czy polio. Ponowne szczepienie po odrze może pomóc w uniknięciu komplikacji związanych z amnezją immunologiczną, stwierdzają autorzy najnowszych badań.

Jak wynika z danych WHO, przed wynalezieniem szczepionki przeciwko odrze choroba ta zabijała każdego roku około 2,6 miliona osób. Obecnie każdego roku na odrę zapada ponad 7 milionów osób, z czego umiera ponad 100 000. Niewykluczone jednak, że rzeczywista liczba jej ofiar jest wyższa. Jak bowiem widzimy z najnowszych badań, wiele dzieci, które poradziły sobie z odrą, mogą później – w wyniku upośledzenia układ odpornościowego – umrzeć z powodu innych chorób.

Najnowsze odkrycie było możliwe dzięki testowi VirScan opracowanemu w 2015roku przez Elledge'a i Tomasza Kulę, doktoranta z Elledge Lab. W 2013 roku podczas epidemii odry w Holandii pobrano próbki krwi od niezaszczepionych dzieci. Później 77 z nich zachorowało i od nich ponownie pobrano krew. Naukowcy mogli więc porównać ich krew sprzed i po infekcji, a jajko grupę kontrolną wykorzystano krew 115 dorosłych i dzieci, którzy nie chorowali na odrę.

Gdy Kula przyjrzał się wynikom badań stwierdził, że po infekcji wirusem odry u dzieci doszło do dramatycznego spadku liczby przeciwciał chroniących przed innymi chorobami. To zaś wskazywało na prawdziwość hipotezy o amnezji immunologicznej.

Następnie naukowcy zbadali krew makaków, od których pobrano ją przed infekcją oraz 5 miesięcy po zarażeniu odrą. To pozwoliło na zbadanie długoterminowych skutków infekcji. Okazało się, że u makaków, podobnie jak i u ludzi, po infekcji doszło do spadku liczby różnych przeciwciał o 40 do 60 procent. Badania wykazały też, że im poważniejsza infekcja odrą, tym większy spadek liczby przeciwciał. To może mieć największy wpływ na najbardziej narażone dzieci i dorosłych. Jako, że wiadomo, iż odra szczególnie mocno atakuje niedożywione dzieci, amnezja immunologiczna i jej skutki mogą najbardziej dotykać mniej zdrowych populacji. Przeciętne dziecko wyjdzie z odry z nadwyrężonym układem immunologicznym, a jego organizm sobie z tym poradzi. Jednak dzieci znajdujące się na krawędzi, te po poważnej infekcji lub z już osłabionym układem immunologicznym lub niedożywione – będą w poważnych kłopotach, stwierdza Elledge.

Źródło: Harvard Medical School

Autor Mariusz Błoński

Uniwersytet Bostoński - Mózg - Oczyszczające pulsowanie (wideo)

Data: 04.11.2019 22:43

Autor: ziemianin

bu.edu

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #mozg #BostonUniversity #senwolnofalowy #NREM

Podczas snu wolnofalowego w mózgu zachodzą niesamowite sprzężone zjawiska. Gdy neurony się wyciszają, po kilku sekundach następuje odpływ krwi z głowy, a na jej miejsce napływa płyn mózgowo-rdzeniowy (ang. cerebrospinal fluid, CSF). Obmywa on mózg rytmicznymi, pulsującymi falami.

wymagany angielski

Uniwersytet Bostoński – Mózg – Oczyszczające pulsowanie (wideo)

Naukowcy z Uniwersytetu w Bostonie podkreślają, że wolne fale w aktywności neuronalnej przyczyniają się do konsolidacji śladów pamięciowych, zaś płyn mózgowo-rdzeniowy usuwa z mózgu toksyczne białka powstające podczas przemiany materii. Dotąd nie było jednak wiadomo, czy te dwa procesy są ze sobą związane. Podczas ostatnich badań na grupie 13 osób w wieku 23-33 lat wykazano, że najpewniej tak.

Laura Lewis ma nadzieję, że pewnego dnia dzięki odkryciom jej zespołu uda się lepiej zrozumieć zaburzenia snu związane np. z autyzmem czy chorobą Alzheimera.

Zestawienie fal mózgowych z wzorcami hemodynamicznymi i dot. płynu mózgowo-rdzeniowego może także rzucić nieco światła na procesy występujące podczas normalnego starzenia. Gdy ludzie się starzeją, często ich mózgi generują mniej wolnych fal, co z kolei może się przekładać na przepływ krwi przez mózg i na zmniejszenie pulsowania CSF podczas snu. Skutkiem tych zjawisk będzie zaś nagromadzenie toksycznych białek i pogorszenie pamięci. Wcześniej naukowcy analizowali te procesy z osobna, teraz wydaje się jednak, że są one ze sobą bardzo blisko związane.

By lepiej zrozumieć zjawiska zachodzące w czasie snu, Lewis chce rozszerzyć badania na starszych dorosłych. Amerykanom zależy też na bardziej sprzyjających snowi metodach obrazowania aktywności mózgu (badania na 13-osobowej grupie prowadzono w hałasujących skanerach do rezonansu magnetycznego).

Lewis cieszy się z uzyskanych dotąd wyników. Obecnie na podstawie obserwacji płynu mózgowo-rdzeniowego wiadomo np., czy ktoś w ogóle śpi, czy nie. To takie dramatyczne zjawisko. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że pulsowanie CSF w czasie snu istnieje, tymczasem wolne fale w czasie snu NREM prowadzą do oscylacji objętości krwi, skutkujących napływem i odpływem CSF do i z mózgu.

Naukowcy chcą teraz rozwiązać kolejną zagadkę: w jaki sposób fale mózgowe, przepływ krwi i CSF są ze sobą tak idealnie skoordynowane? Widzimy, że zmiana neuronalna zawsze występuje pierwsza, później ma miejsce odpływ krwi, a po niej napływ CSF do głowy. Niewykluczone, że gdy neurony się wyciszają, nie potrzebują tyle tlenu, dlatego krew odpływa z tego obszaru. Ponieważ ciśnienie w mózgu spada, szybko napływa CSF, by potrzymać je na bezpiecznym poziomie. To jednak tylko jedna z możliwości. Jaki jest związek przyczynowo-skutkowy? Czy w ogóle jedno z tych zjawisk powoduje inne? A może istnieje inny czynnik, który napędza je wszystkie?

Źródło: Boston University

Autorka Anna Błońska

Astronauci będą wysyłani na Marsa w stanie śpiączki, „żeby się nie pozabijać”?

Data: 04.11.2019 11:50

Autor: ziemianin

telegraph.co.uk

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #podroz #kosmos #EAK #Mars

Naukowcy z Europejskiej Agencji Kosmicznej zaproponowali, aby astronauci podczas podróży na Marsa byli pogrążeni w śpiączce. Dla ich własnego bezpieczeństwa.

Astronauci będą wysyłani na Marsa w stanie śpiączki, „żeby się nie pozabijać”?

Zdaniem naukowców pozwoli to na zaoszczędzenie dużej ilości zasobów, informuje „The Telegraph”.

Wiadomo, że podróż z Ziemi na Czerwoną Planetę powinna zająć około siedmiu miesięcy. Załoga statku kosmicznego będzie potrzebowała na drogę znacznych zapasów tlenu i żywności. Ale kiedy ludzie są w stanie zawieszonej anabiozy, wszystkie procesy życiowe w ich ciele znacznie spowalniają. Będą więc wydatkować znacznie mniej składników odżywczych.

Jest jeszcze jeden ważny powód. Naukowcy obawiają się, że podczas długiego lotu w zamkniętej przestrzeni między astronautami może dojść do poważnych konfliktów.

Umieśćcie sto osób w kapsule o powierzchni kilkuset metrów sześciennych na okres siedmiu-dziewięciu miesięcy. Pod koniec pozabijają się nawzajem – powiedział współpracownik agencji, profesor Mark McCofrin.

Jeśli członkowie załogi będą nieprzytomni, taki problem nie powstanie.

Ekspert dodał, że Europejska Agencja Kosmiczna przeprowadza już odpowiednie eksperymenty na zwierzętach. Ale zanim przejdzie do doświadczeń z udziałem ludzi, musi rozwiązać wiele innych kwestii.

Wcześniej przedstawiciel NASA oświadczył, że wyprawa na Marsa może się odbyć około 2035 roku. Uczestnicy misji mieliby spędzić na Czerwonej Planecie około dwóch lat.

Świat rolnika - Jak długo rozkładają się śmieci?

Data: 04.11.2019 11:34

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #smieci #swiat #ekologia

Nie ma co się oszukiwać. Prawie każdy z nas wyrzuca śmieci, nie myśląc, co z nimi dzieje się dalej. Nie wnikamy, czy to materiał, który ulegnie biodegradacji, czy np. plastik, którego czas rozkładu jest bardzo długi. No właśnie, jak długo będzie rozkładać się w naturalnych warunkach jednorazowy plastikowy kubek?

Świat rolnika – Jak długo rozkładają się śmieci?

Czy istnieją optymalne warunki rozkładu dla śmieci? Czy proces rozkładu na nizinie trwa tyle samo, co w górach?

Przysłowiowy ogryzek w dolinie będzie rozkładał się o wiele krócej, niż na szczycie góry. Im wyżej, tym zimniej, a zatem bakterie działają wolniej, a to oznacza wolniejszą degradację.

Nawet jeśli są to odpadki żywności, ze względu na to, że należą do substancji organicznych, rozpadają się szybko. Nadal jednak są śmieciami i nie powinny trafić w nieodpowiednie miejsce.

Oto kilka przykładów:

Plastikowa torba – 20 lat

Plastikowy kubek – 50 lat

Butelka PET – 450 lat

Puszka – od 80 do 200 lat

Puchar TO-GO – 50 lat

Tetra Pak – 500 lat

Szklana butelka – 1 milion lat

Pielucha – 450 lat

Chusteczka – 2 – 4 tygodnie

Skórki od banana – 6 tygodni

Guma do żucia – 5 lat

Niedopałek – 1-5 lat

Balon – 6 miesięcy

Dlaczego plastik tak długo rozkłada się? Chodzi o to, że nie można go molekularnie tak łatwo rozbić. W warunkach naturalnych jest on mielony przez wiatr i fale morskie. Papier posiada zintegrowaną powłokę ochronną i dopóki ona nie rozłoży się, jego degradacja jest powolna. Szkło zanika w przyrodzie bardzo powoli ze względu na to jego strukturę stanowi piasek kwarcowy, który nie gnije.

Jedno jest pewne, to od nas zależy, czy nie utoniemy w morzu śmieci.

"Wojna truflowa". Nielegalni zbieracze trują psy! W tle potężne pieniądze za grzyby droższe od złota

Data: 04.11.2019 11:14

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #tryfle #piemont #wlochy #zywnosc #jedzenie

W Piemoncie rocznie sprzedaje się trufle za około pół miliona euro! Białe trufle wyglądają niepozornie, nawet nieapetycznie, a mimo to nazywane są jedzeniem bogów, białym złotem, sacrum sacrorum gastronomii. Biała trufla to jeden z najrzadszych i najdroższych przysmaków świata! Jednak tam gdzie pieniądze, tam konkurencja… W tym roku zanotowano już 8 otrutych psów w ciągu 3 tygodni!

"Wojna truflowa". Nielegalni zbieracze trują psy! W tle potężne pieniądze za grzyby droższe od złota

"We włoskim Piemoncie nastał sezon na białe trufle, najdroższą odmianę tego ekskluzywnego rarytasu. Ale grzybiarzom coraz bardziej daje się we znaki "wojna truflowa" – bezwzględna walka nielegalnych zbieraczy. Trują psy, wyrywają zielone trufle niszcząc grzybnię. Wojna trwa, bo za kilogram białej trufli można dostać nawet 25 tys. zł."

"Jednak w pobliżu miejscowości Alba w północno-zachodnich Włoszech toczy się bezlitosna wojna między grzybiarzami. W zwalczaniu konkurencji nie przebierają w środkach. – Dochodzi do tego, że nawet truje się psy"

– skarżą się zbieracze trufli.

W ciągu ostatnich trzech tygodniu otruto osiem specjalnie wyszkolonych psów. Nielegalni zbieracze trufli od lat wyrywają z ziemi zielone trufle. Takie działanie niszczy całą grzybnię białej trufli. Ofiarami nielegalnych grzybiarzy padają także dzikie zwierzęta leśne, które dają się zwabić np. przez zatruty strychniną pokarm.

"Walka toczy się o bardzo duże pieniądze. Biała trufla jest droższa od złota. Cena za gram okazałego grzyba jest dwu-, a nawet trzykrotnie wyższa od złota. Kilogram może kosztować nawet 25 tys. zł."

Policja leśna z Alby twierdzi, że jest na tropie sprawców otruć zwierząt. Próbuje złapać nielegalnych grzybiarzy, którzy licznie pojawili się w lasach bez wymaganych licencji.

Burmistrz odpłynął? Kara do 500 euro za "maltretowanie gałęzi drzew" kijami

Data: 04.11.2019 11:08

Autor: ziemianin

tvp.info

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wlochy #kasztany #zbior #niszczenie #drzewo #kara

Kara do 500 euro za uderzanie kijami w gałęzie drzew kasztanowych i potrząsanie nimi grozi w miejscowości Montecreto koło Modeny na północy Włoch. Tamtejszy burmistrz wprowadził tę grzywnę, by położyć kres niszczeniu drzew w czasie zbiorów jadalnych kasztanów.

Burmistrz odpłynął? Kara do 500 euro za "maltretowanie gałęzi drzew" kijami

Zbieracze i smakosze tego jesiennego przysmaku, by go zdobyć dosłownie szturmują drzewa uzbrojeni w kije. Właśnie tym burmistrz miasteczka Leandro Bonucchi tłumaczy wydanie rozporządzenia zabraniając zachowań, które określił jako „maltretowanie” drzew.

– Widzieliśmy zawstydzające sceny, gdy ludzie po to, aby zebrać garść kasztanów, okładali kijami gałęzie, które pękały – powiedział Bonucchi, cytowany przez miejscowe media.

Wprowadzony został zakaz „strącania drągiem kasztanów, ucinania gałęzi, zrywania kasztanów w łupinie, potrząsania drzewami i wyrządzania im szkód”.

W rozporządzeniu mowa jest też o tym, że należy chronić drzewa kasztanowe, rosnące na całym obszarze miejscowości, „przed szkodami, jakie mogą wywołać niedoświadczeni zbieracze”.

Dekret nie zabrania zbierania kasztanów, które są symbolem tego miasteczka w regionie Emilia-Romania. Precyzuje jednak, że można je tylko podnosić z ziemi.

Zaufana Trzecia Strona - Jak działają carderzy: fingerprinting – wprowadzenie

Data: 04.11.2019 10:55

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #ciekawostki #informacje #wiadomosci #antyfingerprinting #fingerprint #profilowanie #bezpieczenstwoit

To pierwszy z trzech artykułów opisujący ciekawy i rzadko tak dogłębnie badany świat osób, dokonujących płatności za pomocą wykradzionych danych kart płatniczych. W świat ten wprowadzi was ekspert Marcin Mostek.

Zaufana Trzecia Strona – Jak działają carderzy: fingerprinting – wprowadzenie

Uwaga! Poniższy artykuł ma charakter popularno-naukowy, a nie analityczno-techniczny, toteż autor stanowczo odżegnuje się od zwykle stosowanej formy trzecioosobowej i poważnego, profesjonalnego tonu wypowiedzi. Oczywiście twórca mógłby popuścić wodze swojej fantazji i zasypać czytelnika najdrobniejszymi szczegółami technicznymi, jednak w jego odczuciu zniechęciłoby (a raczej zanudziłoby) to dużą część audytorium. W artykule mogą znajdować się śladowe ilości kodu JavaScript, jednak w trosce o zdrowie psychiczne czytelnika, zostaną one ograniczone do niezbędnego minimum.

Ekosystem antyfingerprintowy

Jedną z ciekawszych, a jednocześnie mniej znanych usług dostępnych w tak zwanym „dark necie” (tfu, co za nazwa! brakuje jeszcze tylko przedrostka „cyber”) jest handel narzędziami utrudniającymi fingerprintowanie. By opisać to zjawisko, należy na początku wyjaśnić, czym właściwe jest fingerprinting.

Kiedyś to było, czyli krótki rys historyczny

Dobre wyjaśnienie istoty fingerpintingu wymaga od autora przytoczenia pewnego uproszczonego kontekstu historyczno-technicznego dotyczącego internetu, sposobu działania stron WWW i przeglądarek internetowych.

W swojej pierwotnej idei strony WWW miały być skarbnicą całej wiedzy zgromadzonej przez ludzkość – odpowiednikiem starożytnej Biblioteki Aleksandryjskiej. By skutecznie poruszać się w takim mrowiu informacji, potrzebna jest dobrze zdefiniowana struktura. Stanowić ją miały dokumenty zawierające uporządkowane informacje wraz z metadanymi (np. autorem, czasem dodania, typem dokumentu – tekst, mapa itp.). Struktura tego typu miała znacząco uprościć wyszukiwanie potrzebnych informacji. Dodatkowo, projektując cały system, starano się odwzorować w nim sposób, w jaki ludzie przetwarzają i uczą się nowych informacji. By pokazać relacje pomiędzy poszczególnymi dokumentami, posłużono się hiperlinkami – odpowiednikami ludzkich skojarzeń. Do przeglądania dokumentów, informacji i relacji pomiędzy nimi miały służyć specjalne przeglądarki.

Jednak życie życiem, a idea ideą – ludzie posługujący się językiem „programowania” (znanym dzisiaj jako HTML) zaczęli używać go wbrew zamierzeniom pomysłodawców tej koncepcji. HTML był wykorzystywany już nie do opisywania zawartości dokumentów, ale jako forma modyfikacji ich wyglądu. Następnie historia potoczyła się błyskawicznie – firma Netscape wprowadziła ECMAScript (znany dzisiaj pod nazwą JavaScript), umożliwiając budowanie interaktywnych interfejsów użytkownika na stronach WWW. Kolejnym krokiem milowym było wprowadzenie przez Microsoft API XMLHttpRequest, które umożliwiło komunikację z serwerem bez przeładowywania strony. Krok ten pozwolił de facto na budowanie złożonych aplikacji / interfejsów użytkownika bezpośrednio w przeglądarce (webaplikacje).

Jednakowoż technologie wykorzystywane u podstaw tych wszystkich zmian nie były projektowane z myślą o tak złożonych systemach. Rodziło to liczne problemy. Jednym z nich była bezstanowość protokołu wykorzystywanego do przesyłania stron WWW – HTTP. Protokół ten nie był w stanie zachować żadnych informacji o poprzednich transakcjach z klientem (po zakończeniu transakcji wszystko „przepada”). Mając złożoną aplikację internetową, chcemy przecież zapamiętać ustawienia użytkownika czy potwierdzić jego tożsamość pomiędzy wejściami na stronę. By tego dokonać, musimy zapisać jakąś informację w przeglądarce użytkownika. Mechanizm, który został wprowadzony właśnie w tym celu to HTTP cookie. Jest to po prostu mały fragment tekstu, który serwis internetowy wysyła do przeglądarki i który przeglądarka wysyła z powrotem przy następnych wejściach na witrynę.

Ten prosty trik pozwala na identyfikację użytkownika. Lecz co w wypadku, gdy złośliwy użytkownik usunie tę informację z przeglądarki? Oczywiście istnieją bardziej karkołomne metody zapisywania danych identyfikacyjnych (np. Evercookie), ale je także można usunąć. W tym momencie na ratunek zjawia się właśnie fingerprinting!

Fingerprint – co to za zwierz?

Fingerprint to charakterystyczny dla danego użytkownika zestaw danych pobranych z przeglądarki, mogących z dużym prawdopodobieństwem potwierdzić jego tożsamość pomiędzy wejściami na daną stronę internetową.

Opisując to bardziej obrazowo:

Odpowiednikiem pliku cookie (czyli zapisania informacji w przeglądarce) w świecie rzeczywistym byłyby tablice rejestracyjne auta. Odpowiednikiem fingerprintu opis słowno-muzyczny: „czerwony volkswagen passat z urwanym lusterkiem, zielonym spojlerem i koralikami na fotelach”.

Fingerprint – a komu to potrzebne? A dlaczego?

Fingerprint jest nagminnie stosowany w antyfraudowych systemach płatniczych typu card not present (czyli wszystkich tych, w których płacimy kartą w internecie). Czy zastanawiało Cię, drogi czytelniku, skąd to kręcące się kółko po dokonaniu płatności kartą? Fingerprintowanie użytkownika jest jednym z powodów tego popularnego zjawiska (oprócz wysyłania danych do samego systemu płatności i mnóstwa innych operacji dziejących się w tym czasie).

Wbrew pozorom systemom tego typu nie zależy na permanentnej inwigilacji użytkowników internetu ani dowiedzeniu się, kim naprawdę są, a na zablokowaniu tylko tych z nich, którzy próbują dokonać płatności kradzionymi kartami. Częstym manewrem stosowanym przez carderów jest testowanie, które karty z nabytej przez nich paczki / wycieku nie są już zablokowane i tym samym zdatne do dalszego popełniania przestępstw. Zwykle szuka się do tego celu słabiej zabezpieczonej strony, która oferuje możliwość płatności kartą lub założenia subskrypcji (również opartej na karcie).

W pierwszym przypadku bardzo popularne bywają strony charytatywne, które umożliwiają przekazanie dowolnej wielkości datku. Mała kwota zwiększa szansę, że prawowity właściciel karty nie zauważy faktu nieautoryzowanej płatności i nie zgłosi kradzieży do odpowiedniego organu, blokując tym samym kartę.

Dla zrozumienia drugiego przypadku trzeba zagłębić się w sposób, w jaki procesowane są płatności kartowe w modelu subskrypcyjnym. W bardzo dużym uproszczeniu działa to następująco:

Użytkownikowi proponowany jest okres próbny usługi, w którym nic nie płaci (zwykle miesiąc), jednak musi podać dane karty w celu cyklicznego naliczania opłat w przyszłości.

Po stronie usługodawcy i banku następuje operacja tak zwanej autoryzacji, czyli stwierdzenia, czy dana karta jest aktywna i czy zawiera jakiekolwiek pieniądze. Operacja ta praktycznie realizowana jest poprzez pobranie ze środków przypisanych do karty symbolicznej kwoty, np. 1 dolara). Kwota ta jest zwracana później na konto; opóźnienie, z jakim tam trafia, wynika z charakterystyki płatności kartowych. Jeśli operacja autoryzacji udała się, użytkownik zyskuje od razu dostęp do usługi.

Po zakończeniu okresu próbnego z konta użytkownika przypisanego do karty cyklicznie zaczynają być pobierane pieniądze.

Jako że w przypadku poprawnej autoryzacji praktycznie od razu można uzyskać dostęp do usługi, pozwala to na natychmiastowe potwierdzenie, że dana karta nie została jeszcze zablokowana.

Oczywiście w większości tego typu przypadków carderzy nie bawią się w detal i sprawdzają kilka lub kilkadziesiąt kart. Działania tego typu są oczywiście maskowane, czy to przez usunięcie cookies, czy bardziej wyrafinowane metody. Operacja carderów może być bardzo bolesna dla właściciela serwisu, w którym takie „badanie” miało miejsce. To właśnie on zostanie pociągnięty do odpowiedzialności – czy przez kary pieniężne narzucone mu przez dostawcę systemu płatności, czy też w ekstremalnych wypadkach przez odłączenie od sieci płatniczej.

Do czego mogą posłużyć tego typu sprawdzone karty? To już zależy od doświadczenia i inwencji danego przestępcy. Może to być wypranie pieniędzy w dużo lepiej zabezpieczonych serwisach, w których można kupić na przykład dobra luksusowe i elektronikę (im drożej, tym lepiej) czy bilety lotnicze. Ale sposoby działania carderów to temat na zupełnie inny artykuł…

Oczywiście samo fingerprintowanie nie jest jedynym sposobem powstrzymywania wyżej opisanych ataków, a raczej jednym z wielu elementów systemów antyfraudowych. Obowiązuje tutaj powszechnie znana w systemach bezpieczeństwa zasada ochrony w głąb (bądź jak nazywały to nasze babcie – „na cebulkę”).

Jak się tworzy fingerprinty?

Dobrze, to skoro już mniej więcej wiemy, czym jest fingerprint, to w jaki sposób się go tworzy?

Na początku trzeba wytypować technologie / pola z informacjami, które mogą:

dotyczyć rzeczy, które użytkownik może skonfigurować / zainstalować w systemie lub przeglądarce

LUB

przechodzić przez wiele warstw systemu, z których każda modyfikuje dane wyjściowe.

O ile pierwsza część wydaje się dosyć intuicyjna (np. zebranie pluginów czy czcionek z przeglądarki powinno załatwić sprawę), to o co chodzi autorowi z drugą opcją?

Przykładem drugiego podejścia do fingerprintingu może być wyrenderowanie w przeglądarce obrazka z użyciem WebGL-a (technologii odpowiedzialnej za renderowanie grafiki 3D w przeglądarkach). W przypadku gdy dynamicznie tworzymy w przeglądarce każdego użytkownika identyczny obrazek, przechodzimy przez następujące warstwy:

przeglądarka, a raczej jak przeglądarka zaimplementowała WebGL,

konkretna wersja sterownika karty graficznej i meandry jego implementacji (w sterownikach jest masa „dedykowanych rozwiązań”),

różnice w implementacji funkcji systemowych w różnych systemach operacyjnych,

różnice w dokładności obliczeń zmienno-przecinkowych (spróbujcie sobie policzyć cosinusa z tej samej wartości w JS na różnych przeglądarkach i systemach),

sama karta graficzna.

Każda z wyżej wymienionych warstw wpływa na końcowy kształt obrazka. Powoduje to, że ten sam obraz wyrenderowany na dwóch różnych komputerach wygląda identycznie, ale w praktyce nie jest dokładnie taki sam (różnica kilku pikseli). To właśnie ten szczegół umożliwia identyfikację bądź rozróżnienie użytkowników.

Nie ma róży bez ognia, czyli o wadach fingerprintingu

Jak każda technologia, fingerprinting nie jest doskonały i posiada swoje wady. Każdy istniejący fingerprint znajduje się gdzieś na następującej skali:

Stabilność <—————————————> Granularność

gdzie stabilność oznacza, jak długo dany fingerprint działa (jak długo jest w stanie identyfikować danego użytkownika, zanim ulegnie zmianie), a granularność – jak wielu różnych użytkowników może posiadać ten sam fingerprint (im mniej, tym lepiej).

Niestety (albo i stety – zależy, z której perspektywy patrzeć) wartości te w zdecydowanej większości przypadków wykluczają się nawzajem. Bardzo granularny fingerprint będzie działał naprawdę krótko, natomiast niezwykle stabilny fingerprint będzie miał te same wartości dla różnych użytkowników. Quid pro quo – jak mawiali starożytni Rzymianie.

Przykładowo:

Jeśli do fingerprintowania użyjemy adresu IP użytkownika, fingerprint ten zyska na granularności, aczkolwiek czas jego działa będzie bardzo krótki. Złośliwy carder zmieni swój adres IP w ciągu kilku godzin lub dni.

Natomiast jeśli do fingerprintingu użyjemy samych informacji o technologiach, które są wspierane przez przeglądarkę, fingerprint będzie bardzo stabilny w czasie, ale jego wartość będzie taka sama dla wszystkich użytkowników z tą samą przeglądarką.

pozostała treść na stronie źródła

Wspaniała oprawa kibiców NAC Breda. Upamiętnili polskich żołnierzy [WIDEO]

Data: 03.11.2019 20:45

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #holandia #genaralstanislawmaczek #1dywizjapancernamaczka #sport #pilkanozna

NAC Breda z okazji 75. rocznicy uwolnienia miasta przygotował specjalną oprawę z podziękowaniami dla polskich żołnierzy. Z kolei stadion na wtorkowy mecz Pucharu Holandii przyjął imię generała Stanisława Maczka.

Wspaniała oprawa kibiców NAC Breda. Upamiętnili polskich żołnierzy [WIDEO]

NAC Breda oddaje hołd polskim żołnierzom z okazji 75. rocznicy wyzwolenia miasta spod niemieckiej okupacji. Przez cały wtorek klub w mediach społecznościowych udostępnia posty z hashtagiem #Dzieki, chcąc podkreślić pamięć o żołnierzach dowodzonych przez generała Stanisława Maczka. Kibice przygotowali fantastyczną oprawę, włączając się w akcję swojego zespołu.

Klub wydał także specjalne oświadczenie z tej okazji. – Nasze miasto zostało wyzwolone dzięki polskim żołnierzom z 1. Dywizji Pancernej, dowodzonej przez generała Stanisława Maczka. Dzięki ich postawie Breda została wyzwolona. Chcemy oddać hołd polskim bohaterom, którzy poświęcili swoje życie dla wolności – podkreślono w oświadczeniu.

Klub postanowił także zmienić nazwę stadionu na im. Stanisława Maczka, a wtorkowy mecz Pucharu Holandii z FC Emmen rozpoczęli krewni żołnierzy walczących o Bredę w 1944 roku – Jack Sutarzewicz i Michel Lessmann.

Iran zaprezentował nowe antyamerykańskie murale

Data: 03.11.2019 20:28

Autor: ziemianin

presstv.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #iran #usa #mural #malowidla

Już niedługo w Teheranie będzie obchodzona czterdziesta rocznica szturmu irańskich studentów na ambasadę Stanów Zjednoczonych. Z tej okazji na jej murach zaprezentowano nowe murale, które poruszają przede wszystkim tematykę słabnięcia pozycji Ameryki na świecie, a także dokonywanych przez nią zbrodni wojennych.

Iran zaprezentował nowe antyamerykańskie murale

Główne obchody szturmu na amerykańską ambasadę, zakończonego zerwaniem irańsko-amerykańskich relacji dyplomatycznych, będą miały miejsce już w najbliższy poniedziałek. Jeszcze przed nimi zaprezentowano jednak szesnaście murali, które od tej chwili ozdabiają ścianę opuszczonej Ambasady USA w Teheranie, zastępując tym samym wcześniejsze malunki.

Tematyka nowych murali związana jest oczywiście ze Stanami Zjednoczonymi i szeroko pojętym światem zachodnim, przede wszystkim przedstawiając kryzys w jakim mają znajdować się przeciwnicy Iranu. Większość z tych dzieł namalowana została w kolorach flagi narodowej USA, zaś poza upadkiem Ameryki odnoszą się one również do amerykańskich zbrodni wojennych, czy zestrzelenia w 1988 r. irańskiego samolotu pasażerskiego przez amerykańskie jednostki w Zatoce Perskiej.

Samego odsłonięcia murali dokonał gen. Hosejn Salami, czyli dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Przypomniał on między innymi, że Stany Zjednoczone jako pierwsze użyły broń atomową przeciwko innemu państwu, lecz jednocześnie odmawiają one innym krajom możliwości rozwoju cywilnego programu nuklearnego.

WTF? Gowin będzie bronił gender na uczelniach

Data: 03.11.2019 20:14

Autor: ziemianin

wpolityce.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #nauka #gender #wesolki #homoniewiadomo #jaroslawgowin #szkolnictwo #uniwersytety

Wicepremier i minister szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin po raz kolejny pokazuje, że co prawda odszedł z Platformy Obywatelskiej, lecz Platforma nie wyszła z niego. Zadeklarował on bowiem, że „położy się Rejtanem, jeżeli ktoś będzie próbował na uczelniach ograniczyć wolność słowa zwolennikom ideologii gender”.

WTF? Gowin będzie bronił gender na uczelniach

Kontrowersyjny polityk udzielił wywiadu sympatyzującemu z rządem tygodnikowi „Sieci”, odnosząc się w nim między innymi do kwestii dominacji zwolenników idei lewicowych na polskich uczelniach wyższych. Gowin przyznaje, że środowisko akademickie rzeczywiście „przesuwa się na lewo” i ma skłonność do „ideologizacji nauki”, lecz jego zdaniem nie ma mowy o toczącej się wojnie ideologicznej na uniwersytetach.

Jednocześnie według szefa partii Porozumienie trudno mówić o… prześladowaniu na uczelniach osób o prawicowych poglądach. Sprawa prof. Aleksandra Nalaskowskiego, który w połowie września został zawieszony przez Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu za krytykę ruchów LGBT, miała mieć bowiem „charakter incydentalny”.

Gowin nie tylko nie zamierza robić niczego ze wspomnianym skrętem uniwersytetów w lewo, lecz na dodatek zamierza bronić wyznawców skrajnie lewicowych ideologii. „Położę się Rejtanem, jeżeli ktoś będzie próbował na uczelniach ograniczyć wolność słowa zwolennikom ideologii gender” – deklaruje więc były polityk PO.

WTF? Greta Thunberg szuka pieniędzy na transport na szczyt klimatyczny . . .

Data: 02.11.2019 15:06

Autor: ziemianin

tvp.info

#wtf #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #idioci #onz #szczyt #klimat

Nastoletnia aktywistka ze Szwecji, wspierana przez ekologiczno-politycznych dorosłych, skomentowała (nie wiadomo na ile samodzielnie) decyzję o przeniesieniu szczytu klimatycznego COP25 z Chile do Madrytu.

WTF? Greta Thunberg szuka pieniędzy na transport na szczyt klimatyczny . . .

"Ponieważ COP25 został oficjalnie przeniesiony z Santiago do Madrytu, potrzebuję pomocy. Okazuje się, że przepłynęłam pół świata w złym kierunku. Teraz muszę znaleźć sposób na przekroczenie Atlantyku w listopadzie... Gdyby ktoś mógł mi pomóc w transporcie, byłabym bardzo wdzięczna"

– napisał Greta Thunberg na Twitterze.

Zapewne gdyby zrobić akcję na Zrzutka.pl nie jeden ratujący Planetę apostoł od globalnego ocieplenia przelałby Grecie połowę swoich oszczędności . . .

Uniwersytet Johna Hopkinsa - Dzieci zaczynają liczyć znacznie wcześniej, niż przypuszczano. (wideo)

Data: 02.11.2019 14:36

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #dzieci #nauka #badania #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #inteligencja #liczenie #edukacja

Kilkunastomiesięczne maluchy – choć same jeszcze nie potrafią dobrze mówić – rozumieją już niektóre pojęcia związane z ilością – wynika z badania opublikowanego na łamach „Developmental Science”.

Uniwersytet Johna Hopkinsa – Dzieci zaczynają liczyć znacznie wcześniej, niż przypuszczano.

Do tej pory sądzono, że dopiero czterolatki są w stanie w pełni pojąć znaczenie słów opisujących liczby. Teraz okazuje się, że po części potrafią to już 14-18-miesięczne dzieci. Maluchy może nie rozumieją liczebników w pełni, ale na pewno zaczynają kojarzyć, że mają one związek z ilością.

Badacze z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa (USA) na oczach dzieci wkładali do pudełek różne zabawki – samochodziki, pieski, itp. Czasem robili to, odliczając, np. „Jeden, dwa, trzy, cztery – cztery pieski!”, a czasem tylko zaznaczając obecność rzeczy, np. „Ten, ten, ten i ten – te pieski!”. Następnie obserwowali, jak maluchy wyciągają przedmioty z pudełka.

Bez odliczania dzieciom ciężko było zapamiętać liczbę zabawek. Poświęcały całą uwagę pierwszej wyciągniętej rzeczy, zapominając o pozostałych. Jednak po odliczaniu brzdące ewidentnie oczekiwały, że w pudełku będzie więcej przedmiotów. Zapamiętywały ich przybliżoną ilość.

„Chociaż od zrozumienia dokładnego znaczenia liczebników dzielą je jeszcze lata, małe dzieci potrafią rozpoznawać już, że liczenie ma związek z liczbą. Badania takie jak nasze pokazują, że małe dzieci postrzegają świat w dość rozbudowany sposób – starają się uchwycić sens wypowiadanych przez dorosłych słów, w tym wyrazów związanych z liczeniem i liczbami” – komentuje Lisa Feigenson, współautorka badania.

Małpki marmozety uczą się nowych dialektów

Data: 02.11.2019 14:23

Autor: ziemianin

journals.plos.org

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #zwierzeta #malpy #dialekt

Marmozety zwyczajne po dołączeniu do nowej kolonii zaczynają nawoływać w miejscowym dialekcie. Gwary uczą się od pobratymców – wynika z badania opublikowanego na łamach czasopisma „PLOS ONE”.

wymagany angielski

Małpki marmozety uczą się nowych dialektów

Nie tylko ludzie porozumiewają się różnymi dialektami. Regionalne różnice w sposobie komunikowania się dotyczą też wielu zwierząt, np. ptaków śpiewających czy małych małpek z rodziny płaksowatych – marmozet zwyczajnych (Callithrix jacchus).

To, że nawoływania marmozet różnią się w zależności od regionu, naukowcy z Uniwersytetu Zuryskiego (Szwajcaria) ustalili już wcześniej. Teraz wykazali, że małpki uczą się nowych dialektów i robią to poprzez obserwację innych członków społeczności.

Badacze nie wiedzieli dotychczas, czy zróżnicowanie gwarowe wśród marmozet zwyczajnych to sprawa genetyczna, wynik oddziaływań środowiskowych czy efekt społecznego uczenia się. W ramach nowego badania analizowali więc nawoływania małpek przenoszonych z jednej kolonii do drugiej – w innym regionie.

Zauważyli, że zwierzęta, wkrótce po dołączeniu do nowej grupy, modyfikowały wydawane przez siebie dźwięki i zaczynały nawoływać w miejscowym dialekcie.

"Mogliśmy jasno wykazać, że dialekty marmozet zwyczajnych są nabywane społecznie. Gdyby były one zdeterminowane genetycznie, przenosiny do nowego miejsca nie powodowałyby żadnych zmian w nawoływaniach. Zmian tych nie można też wyjaśnić różnicami środowiskowymi" – komentuje Yvonne Zürcher, główna autorka badania.

[Wesołek Biedroń pod lupą CBA. Na celowniku fundacja europosła

Data: 02.11.2019 10:56

Autor: ziemianin

nczas.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #cba #dewianci #zlodzieje #wesolki #prokuratura #fundacja

Czy intratne stanowiska w Słupsku zależały od wpłat na fundację Roberta Biedronia? Sprawę bada prokuratura.

Wesołek Biedroń pod lupą CBA. Na celowniku fundacja europosła

Prokuratura Regionalna w Gdańsku zbada aferę wokół wpłat na Instytut Myśli Politycznej. To fundacja Roberta Biedronia, dziś europosła, a wcześniej prezydenta Słupska.

Jak alarmowało na początku października Radio Gdańsk intratne stanowiska w mieście miały przypadać najhojniejszym darczyńcom. Proceder miał kwitnąć w czasie, gdy Biedroń był włodarzem miasta.

W zarządzie Instytutu Myśli Politycznej zasiada: Robert Biedroń, jego partner Krzysztof Śmiszek oraz były asystent prezydenta z Urzędu Miejskiego w Słupsku Patryk Janczewski

Według Radia Gdańsk domagającą się wpłat na fundację, w zamian za stanowiska, była dawna asystentka i sekretarka lidera „Wiosny”.

Do prokuratury sprawę skierowało CBA. Funkcjonariusze Biura otrzymali wcześniej donosy od osób, od których domagano się wpłat.

O wpłatę poproszony został m.in. były współpracownik Biedronia Bartosz Fieducik. – W 2017 r. dostałem telefon z prośbą o spotkanie od współpracownicy prezydenta. Nie byłem tym zaskoczony, bo znaliśmy się przecież od lat i mieliśmy częsty kontakt. Na spotkaniu usłyszałem jednak coś zdumiewającego. Poproszono mnie, abym wpłacił na konto Instytutu Myśli Demokratycznej swoje miesięczne uposażenie w radzie, czyli blisko 2,5 tys. zł – powiedział Radiu Gdańsk Fieducik.

Wpłaty miały się jednak opłacić – Fieducik dostał posadę w radzie nadzorczej Pomorskiej Agencji Rozwoju. W okresie od 6 czerwca 2017 do 7 maja 2018 Fieducik dokonał siedmiu przelewów na rzecz Instytutu na kwotę 6650 zł.

Sprawa trafiła najpierw do CBA, które bo zbadaniu skandalu skierowało ją do gdańskiej prokuratury.

Matusiak blog - Ksztalt Polski

Data: 02.11.2019 10:49

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#ciekawostkihistoryczne #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #zsrr #rosja #niemcy #polska #granica

Wielka Trójka granice Polski wstępnie i nieprecyzyjnie ustaliła na konferencji w Jałcie. Wschodnia "linia Curzona" nie budziła kontrowersji. Na duże nabytki Polski kosztem Niemiec naciskał Stalin a oponował Churchill co było kontynuacją brytyjskiej polityki bowiem Anglia nie chciała po I Wojnie niepodległej Polski. W końcu zadecydowało "prawo siły" i sukcesy Armii Czerwonej. Bez twardej postawy Stalina nowa Polska byłaby całkiem mała. Rząd emigracyjny stracił poparcie aliantów.

Matusiak blog – Ksztalt Polski

Fragment oficjalnego komunikatu opublikowanego na zakończenie konferencji jałtańskiej

"Szefowie trzech rządów uważają, że wschodnia granica Polski powinna biec wzdłuż linii Curzona z odchyleniami od niej w pewnych okolicach o 5-8 kilometrów na korzyść Polski. Uznają oni, że Polska powinna uzyskać istotny przyrost terytorialny na północy i na zachodzie. Uważają oni, że we właściwym czasie trzeba będzie zasięgnąć opinii nowego Polskiego Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej co do wielkości tego przyrostu oraz że ostateczne ustalenie zachodniej granicy Polski będzie odroczone do konferencji pokojowej."

Anthony Eden, Pamiętniki 1938–1945. T. II, Obrachunki, Warszawa 1972

"Tematem, któremu poświęciliśmy w Jałcie najwięcej czasu, była sprawa Polski… Obecny stan rzeczy – Rosjanie uznający komitet lubelski [utworzony 31 grudnia 1944 r. przez komunistów rząd Edwarda Osóbki-Morawskiego], my zaś rząd londyński – nie powinien trwać dłużej. Jedynym na to lekarstwem jest, naszym zdaniem, utworzenie rządu tymczasowego, zobowiązanego do przeprowadzenia wolnych wyborów w najbliższym możliwie terminie. W skład takiego rządu wchodziliby przedstawiciele wszystkich partii politycznych, reprezentanci rządu lubelskiego oraz rzecznicy Polaków w kraju i zagranicą."

Rozbiorów Polski dokonały trzy niemieckojęzyczne dwory !

Zewnętrznie inspirowane powstanie listopadowe i styczniowe bardzo pogorszyły sytuacje w zaborze rosyjskim. Mimo tego i tak w imperium carów od początku XX wieku planowano szeroką autonomie dla Polski. Pomysł Stalina aby Polska miała zachodnią granice na Odrze nie był nowy. Po zmianie Nysy Kłodzkiej na Łużycką znikł niebezpieczny niemiecki klin na południowym zachodzie Polski.

Rosyjska mapa z 1914 roku pokazuje kształt autonomicznej Polski jaka miała powstać po zwycięstwie Rosji nad Niemcami w zaczynającej się wtedy wojnie. Trochę się odwlekło i rok 1914 zamienił się w 1945. Prusy Wschodnie w 1914 roku miały zostać przyłączone do Rosji aby zniszczyć tam żywioł niemiecki. W 1945 roku Wojsko Polskie przy boku Armii Czerwonej było wystarczająco silne aby dokonać wysiedleń i czystki.

Assad chwali rosyjsko-tureckie porozumienie o północnej Syrii

Data: 02.11.2019 10:05

Autor: ziemianin

translate.google.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #armiasyryjska #baszaralassad #kurdowie #Syria #turcja #wojnawSyrii

Syryjski prezydent Baszar al-Assad pozytywnie ocenia zawarcie umowy pomiędzy Rosją a Turcją, ustanawiającą strefę bezpieczeństwa w północnej części Syrii. Co prawda porozumienie nie jest idealne, ale daje nadzieję na odzyskanie pełnej kontroli nad tymi terenami przez syryjskie władze. Ponadto Syria ma być zainteresowana polityką, w ramach której Turcja wcale nie należy do jego wrogów.

wymagany angielski

Assad chwali rosyjsko-tureckie porozumienie o północnej Syrii

Al-Assad udzielił obszernego wywiadu dwóm największym syryjskim stacjom telewizyjnym. Były one zainteresowane przede wszystkim sytuacją na północnych terytoriach Syryjskiej Republiki Arabskiej, dlatego polityk musiał odnieść się do niedawnego porozumienia rosyjsko-tureckiego, zgodnie z którym w dniu dzisiejszym rozpoczęły się wspólne patrole żołnierzy obu tych państw po syryjskiej stronie granicy syryjsko-tureckiej.

Według syryjskiego prezydenta samo porozumienie nie jest idealne, ale jednocześnie krótkoterminowo należy uznać je za jak najbardziej pozytywne. Na jego mocy wycofano bowiem kurdyjskie siły zbrojne z północy na południe Syrii, zaś dzięki temu żołnierze Syryjskiej Armii Arabskiej (SAA) mogli przemieścić się na północ w celu opanowania terytoriów nie znajdujących się pod okupacją tureckiej armii. Oczywiście al-Assad uznaje dalszą obecność tureckich wojsk okupacyjnych za czynnik negatywny, lecz wierzy w stanowisko Rosji popierającej od początku konfliktu zachowanie suwerenności i jedności terytorialnej państwa syryjskiego.

W tym kontekście syryjska głowa państwa przypomina, że podobnie podchodzono do wcześniejszych porozumień w sprawie stref deeskalacji, które miały rzekomo doprowadzić do utrwalenia obecności sił terrorystycznych na zajmowanych przez nie terytoriach. Ostatecznie jednak umowy pozwalały na ewakuację cywilów, a w niedługim czasie syryjskie wojsko przeprowadzało udane ofensywy przeciwko swoim przeciwnikom. Sami Turcy często nie przestrzegali wcześniejszych uzgodnień czego przykładem może być prowincja Idlib, która mimo obecności tureckiego wojska jest sukcesywnie odbijana z rąk terrorystów.

Ponadto al-Assad zwraca uwagę na niedawną propozycję Niemiec, będących jego zdaniem tak naprawdę narzędziem w rękach Stanów Zjednoczonych i NATO. Niemcy proponowali wprowadzenie międzynarodowych sił na tereny znajdujące się w północnej Syrii, a to oznaczałoby utratę kontroli nad nimi ze strony jego rządu. Dzięki wspomnianemu porozumieniu Rosjanom udało się jednak wywrzeć presję na Turcję i uprzedzić Amerykanów, stąd nie doszło do dalszej internacjonalizacji syryjskiego konfliktu.

Dosyć zaskakująco zabrzmiały słowa syryjskiego prezydenta na temat stosunków syryjsko-tureckich. Jego zdaniem od początku wojny armia turecka udzielała pomocy wojskom syryjskim, ale zmieniło się to wraz z czystką dokonaną w Tureckich Siłach Zbrojnych przez tamtejszego prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana. To właśnie jemu ma zależeń na skłóceniu narodów tureckiego i syryjskiego, gdy tymczasem al-Assad chce dopilnować, aby Turcja nie stała się wrogim krajem, bo większość tureckich sił politycznych sprzeciwia się polityce Erdoğana i jego ugrupowania.

Dodatkowo syryjski prezydent pochwalił swojego amerykańskiego odpowiednika, Donalda Trumpa, który jego zdaniem jest najlepszą amerykańską głową państwa w historii. Jego poprzednicy mieli bowiem popełniać zbrodnie wojenne, ale maskowali je pod hasłami obrony praw człowieka oraz demokracji i dzięki temu zdobywali Nagrody Nobla, podczas gdy Trump w sposób przejrzysty ujawnia swoje prawdziwe cele choćby w postaci kontroli nad zasobami ropy naftowej.

Odnosząc się do kwestii kurdyjskiej al-Assad podkreślił, że Kurdowie są różnorodni pod względem politycznym, stąd nie można traktować ich jako jednolitej grupy. Według niego wśród Kurdów było wielu amerykańskich agentów, lecz nie można z tego powodu obwiniać całej społeczności, ponieważ także wielu syryjskich Arabów opowiedziało się po stronie wrogów swojej własnej ojczyzny. Tymczasem wielu kurdyjskich mieszkańców północnej Syrii zawsze przejawiało prawdziwe wartości patriotyczne, stąd SAA w wielu miejscach była witana przez nich z dużym entuzjazmem. Problemem mają być więc nie sami Kurdowie, ale ugrupowania separatystyczne chcące stworzyć niepodległy Kurdystan.

Al-Assad w wywiadzie chwalił także swoje dotychczasowe relacje z Rosją i Iranem. Przede wszystkim korzystne dla Syrii ma być szersze spojrzenie na syryjski konflikt ze strony tych państw – Iran bowiem dostrzega kontekst regionalny, podczas gdy Rosja międzynarodowy. Nieprawdą jest więc, że niektóre wcześniej zaplanowane operacje wojskowe zaczynają się z opóźnieniem z powodu irańskiej czy rosyjskiej ingerencji, lecz takie przypadki mają związek z pojawiającymi się w międzyczasie wydarzeniami politycznymi czy militarnymi.

Polscy strażnicy Teksasu. Niesamowita historia naszej kolonii w Stanach Zjednoczonych

Data: 01.11.2019 18:28

Autor: ziemianin

ciekawostkihistoryczne.pl

#ciekawostkihistoryczne #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #podroze #polacy #usa #polonia

Teksas. Dziś przywodzi na myśl ropę naftową, loty kosmiczne i kowbojów w kapeluszach. A przecież powinien się kojarzyć także ze Ślązakami! Zapomnianymi zdobywcami Ameryki, kierowanymi przez bardzo osobliwego księdza . . . Moczygemby :)

Polscy strażnicy Teksasu. Niesamowita historia naszej kolonii w Stanach Zjednoczonych

Polacy pojawili się w Teksasie już z początkiem XIX wieku. W 1830 roku źródła notują jak się zdaje pierwszego przybysza znad Wisły, Jana Demera. Sześć lat później, podczas wojny o niepodległość od Meksyku, po stronie Teksasu walczył Ludwik Napoleon Dębicki. Zginął rozstrzelany po kapitulacji fortu Goliad, a spory przydział ziemi, jaki otrzymał pośmiertnie, przez ponad wiek powodował wysyp jego „spadkobierców”.

Po 9 latach niepodległego bytu Teksas został kolejnym stanem USA, jednak jego mieszkańcy nigdy do końca nie pogodzili się z tym, że muszą się komuś podporządkowywać. Nawet ci, którzy przybyli tam nieco później… Pęd do wolności nie był też obcy kolejnym Polakom na dalekim południu Stanów Zjednoczonych.

Moczygemba wyrusza za Ocean

Leopold Moczygemba, syn karczmarza z Płużnicy Wielkiej koło Toszka, był świeżo upieczonym franciszkaninem. W 1852 roku ochoczo odpowiedział na apel pierwszego teksaskiego biskupa proszącego o misjonarzy do pracy w tym stanie. 28-letni Ślązak ruszył nieść Dobrą Nowinę wśród… mieszkających niedaleko San Antonio rodowitych Niemców.

Leopold podczas swej posługi przyjrzał się Teksasowi i co tu wiele mówić. Spodobało mu się. Stwierdził, że to dobre miejsce dla jego klepiących biedę krewnych. Pisał im w listach, że ziemi jest „wiela kto będzie chciał”. I tak oto za sprawą jednego Moczygemby za ocean ruszyła cała fala emigrantów.

Pierwszy odzew

Trudno się dziwić, że słowa ojczulka trafiły na podatny grunt. Jego ziomkowie ledwo wiązali koniec z końcem z powodu nieurodzaju i powodzi. Mieli małe gospodarstwa, za to wiele dzieci – sam Moczygemba miał siedmioro rodzeństwa i z myślą o nich pisał swe listy.

Podopolscy chłopi właśnie zostali uwolnieni z więzów poddaństwa, a pruskie prawo uregulowało kwestię opuszczania wsi i wyjazdów z państwa. Wszystko sprzyjało emigracji.

W roku 1854 grupa ok. 150 pionierów, głównie młodych małżeństw z dziećmi, dała się skusić wizją bezkresnych przestrzeni Teksasu. Śmiałkowie dotarli pociągiem do Bremy, a potem 9 tygodni płynęli statkiem do portu Galveston. Stamtąd ruszyli pieszo na zachód przez prerię. Nie wszyscy przeżyli.

Panna Maria nad Cibolo

Po dwutygodniowym marszu przybysze dotarli do ojca Leopolda. Symbolicznym początkiem ich pobytu była msza wigilijna, odprawiona przez Moczygembę w dolinie rzeki Cibolo. Wtedy też założono pierwszą czysto polską osadę w USA: wioskę o nazwie Panna Maria.

Apel księdza Leopolda w kolejnych dwóch latach miał jeszcze większy odzew. W tym czasie do Teksasu wyjechało łącznie ponad 2300 Ślązaków! Zaroiło się tam nie tylko od Moczygembów, ale też Jaintów, Dupników, Pierdołów, Dziuków czy Jarzombków.

Czas ekspansji

W Panna Maria panował coraz większy tłok, osadnicy zalewali więc także okoliczne miejscowości. Było ich całe mrowie i czuli się zupełnie jak u siebie. Zmieniali na przykład nazwy osad – Martinez stało się Jadwigowem, a St Joe… nową Częstochową. Polacy zakładali też nowe wioski, takie jak Pulaski, Kosciusko i Cotulla. Tak oto wśród suchego krajobrazu Teksasu narodziła się Polska w miniaturze.

Frederic Law Olmsted, który opisywał w tamtym czasie Teksańczyków, osadników z Panna Maria scharakteryzował krótko: „colony of Silesian Poles”. Jak widać w otoczeniu księdza Moczygemby nikt nie wypierał się swojego pochodzenia i kultury.

Życie jak w Egipcie, tylko faraon został we Sosnowcu…

Organizujący się w nowym kraju Ślązacy natrafili na poważny problem – Teksas leży w diametralnie odmiennym klimacie niż Opole, na szerokości geograficznej Egiptu. Ziemię trzeba było karczować, a ziarno przywiezione z ojczyzny nie nadawało się do uprawy. Do tego osadnikom dokuczały grzechotniki, które sami nazywali szczyrkowymi. Susza, która nawiedziła okolice tuż po ich przyjeździe, sprawiła, że głód zaglądał im w oczy.

Szybko jednak pokazali, że Polacy potrafią sobie poradzić. By mieć chleb nauczyli się ręcznymi młynkami mielić kukurydzę. Wkrótce zajęli się uprawą bawełny i trzciny cukrowej oraz hodowlą bydła.

Wiele też musieli zmienić w kwestii strojów. Symbolem ich obcości kulturowej były tradycyjne śląskie filcowe kapelusze. Jednak najwięcej zamieszania wywołały suknie Ślązaczek.

„Stroje nasze wiejskie służą tutejszym ludziom na wyśmiech i są przyczyną grzechu” – tak pisał do pozostałej w kraju siostry ksiądz Leopold w liście z 1855 roku. Spódnice Ślązaczek miejscowi uznali za nieprzyzwoite, gdyż kończyły się 5 do 10 cm powyżej kostki, odsłaniając ich zdaniem zdecydowanie za dużo. Jak widać obyczaje bardzo się zmieniają…

Ślązacy kontra reszta Teksasu

W pierwszych latach śląscy Teksańczycy często borykali się z napadami Indian. W 1855 roku autochtoni przeprowadzili nocny atak, w którym ranę postrzałową odniósł pochodzący z Opolszczyzny Albert Heiduk. Jego żona w ciemnościach – niczym doktor Quinn – wydobyła grot kozikiem, ratując mu życie.

Problemów było więcej. Pochodzący z Podola proboszcz Bakanowski pod koniec lat 60-tych XIX wieku narzekał, że sądy stosują podwójne standardy, każąc surowo Ślązaków za wszelkie przewiny, natomiast innym nacjom pobłażając. Dopiero uzbrojenie przez Pannamarian 100 kawalerzystów sprawiło, że przestano ich traktować jak obywateli drugiej kategorii.

Warto dodać, że sędzią w Panna Maria był przez pewien czas jedyny mieszkający tam Niemiec. Jątrzył on między Ślązakami i próbował przywłaszczyć sobie grunt kościelny. Dopiero po dłuższej walce miejscowym udało się złożyć go z urzędu i osadzić na nim Polaka.

Wielu Ślązaków wzięło udział w wojnie secesyjnej, oczywiście po stronie Południa. Jeden z weteranów, Piotr Kiołbasa, przeniósł się później do Chicago i został pierwszym polonijnym posłem do parlamentu stanu Illionois i czołowym politykiem Polonii amerykańskiej. Co ciekawe, jego ojciec Stanisław był posłem Zgromadzenia Narodowego w Berlinie, mimo że nie znał języka niemieckiego. Jak widać politykę Kiołbasowie mieli w genach.

Wywalczona odrębność

Teksańscy Ślązacy uparcie izolowali się od innych nacji, długo zachowując rodzimą mowę i obyczaje. Na początku XX wieku oceniano, że język, którym się posługiwali był nawet bliższy polszczyźnie, niż ten, jakiego używali ich pobratymcy w Prusach. Dalej „rządzili”, czyli gadali w śląskiej gwarze spod Opola.

Dzisiaj ich polskość (i śląskość) wciąż nie ulega wątpliwości. Wiele punktów handlowych w teksańskim hrabstwie Karnes nosi polsko brzmiące nazwy, a gospoda w Panna Maria to oczywiście… Moczygemba Place. Trudno sobie wyobrazić lepszą nazwę.

Nie tylko Moczygemba

Kilkanaście lat po ojcu Leopoldzie inny mieszkaniec Opolszczyzny sprowadził sporą grupę pobratymców za ocean. Uczeń tego samego co Moczygemba gimnazjum, Edmund Sebastian Woś-Saporski, zapoczątkował istnienie największego ośrodka Polonii brazylijskiej, Kurytyby. Jak pisał Jan Wróbel w „Historia Polski 2.0: Polak potrafi, Polka też…”:

Wystarczył podobno jeden list, w którym Woś napisał, że znajdzie się robota dla każdego. I po tym liście kilkadziesiąt osób wyruszyło ze Śląska… w Kosmos(…).

Ale to już zupełnie inna historia, która równie dobitnie pokazuje, że Polacy potrafią przetrwać naprawdę wiele. Warto ją poznać!

Partyzancki oddział „Odwet-Jędrusie” zapewniał ludności polskiej poczucie bezpieczeństwa . . .

Data: 01.11.2019 12:59

Autor: ziemianin

wnet.fm

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #okupacjahitlerowska #historia #partyzanci #harcerze

Grupa „Jędrusiów” pozostała samowystarczalna i samodzielna politycznie. Po scaleniu z AK w listopadzie 1943 r. zachowała niezależne dowództwo, swój koleżeński styl bez koszarowego drylu.

Partyzancki oddział „Odwet-Jędrusie” zapewniał ludności polskiej poczucie bezpieczeństwa pomimo okupacji hitlerowskiej

Włodzimierz Henryk Bajak

Oddział „Odwet-Jędrusie” powstał z inicjatywy Władysława Jasińskiego ps. „Jędruś”, harcerza z Tarnobrzegu, przedwojennego magistra prawa Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciela szkół średnich. (…) Jasiński, angażując się już na jesieni (wrzesień/październik) 1939 r. w konspiracyjne wydawanie pisemka „Odwet”, tworzył w ten sposób ideową podstawę, na bazie której zamierzał kształtować i rozwijać tajną grupę – siatkę prowadzącą działalność przeciw niemieckiemu hitlerowskiemu okupantowi. Rozszerzając działalność grupy na okoliczne wsie oraz Mielec, szukał od początku kontaktów z przedstawicielami starszego pokolenia. Już wiosną 1940 r. grupa znalazła oparcie moralne i radę w gronie doświadczonych konspiratorów, przede wszystkim w osobie nauczyciela gimnazjum Zygmunta Szewery (ps. „Cyklop”) ze Związku Walki Zbrojnej, który piastował tam funkcję adiutanta Komendanta Obwodu Tarnobrzeskiego. Komenda Obwodu ZWZ nie zdecydowała się jeszcze wówczas na wydawanie odrębnego tajnego pisma lokalnego, warszawskie zaś długo nie docierały w ten zakątek okupowanego kraju. Na terenie obwodów ZWZ „Niwa”, „Twaróg” i „Mleko”, tj. w rejonie Nisko-Tarnobrzeg-Mielec, nie ukazywało się na całym Zasaniu żadne inne pismo poza „Odwetem”, zorganizowanym przez Szefa Władka (Władysława Jasińskiego). (…)

Aby wspomóc rodziny zabitych i aresztowanych działaczy „Odwetu”, Szef Władek postanowił podjąć dywersję i sabotaż gospodarczy w stosunku do okupanta.

Pierwszy „angryf” (napad w celu uzyskania pieniędzy i artykułów spożywczych i gospodarczych) zorganizował w leśnictwie Szczeka, leżącym na trasie Połaniec-Rytwiany (obecnie powiat Staszów). W akcji wzięli udział: Władysław Jasiński, Stach Wiącek „Inspektor”, Franciszek Stala „Kuwaka”, Franek Kasak „Mały Franek”, Józef Kasak, Franek Motyka, Antoni Toś „Antek” i Józef Gorycki. Około dziesiątej wieczorem weszli do leśniczówki Mieczysława Zycha. Zaskoczonym mieszkańcom wyjaśnili cel akcji: zabranie pieniędzy ze sprzedaży drzewa. Aby stworzyć alibi domownikom, przywiązali ich do krzeseł, a Szef Władek zostawił pokwitowanie z podpisem „Jędruś”.

Miejscem kolejnej „angryfowej” akcji, 24.01.1942 r., była placówka KKO w Staszowie. Następne przeprowadzano w różnych miejscowościach. Stosowana przez „Jędrusiów” do czasu scalenia z AK taktyka partyzancka polegała na operowaniu małymi grupkami uderzeniowymi, w których uczestniczyło po 7–8, najwyżej 15 osób. Wykonywali krótkie, szybkie uderzenia, czasem jednocześnie w kilku miejscach, a potem błyskawicznie odskakiwali i zacierali ślady. Sprawdzonym środkiem lokomocji i łączności w tych akcjach był rower, zwłaszcza że rejony zakwaterowania i wykonywanych akcji były bardzo odległe.

Rozmach działań umożliwiał autonomiczny charakter oddziału „Jędrusiów”. Nie musieli części zdobytych na okupantach środków materialnych odprowadzać na potrzeby zwierzchnich ogniw organizacyjnych, jak to było w dużych, scentralizowanych organizacjach podziemnych.

Oddział dawał ponadto tzw. lekcje wychowania obywatelskiego w postaci porcji batów Polakom-sługusom hitlerowskim.

Swoją działalność przeciw niemieckiej administracji i organom represji „Jędrusie” rozpoczęli wcześniej niż ZWZ/AK. (…) W późniejszym okresie „Jędrusie” wykonywali także wydawane przez sądownictwo AK i NSZ wyroki śmierci, np. na osobie „Kozodoja” (który wymknął się spod kontroli organizacji, uprawiając rozbój i zabijając ukrywającego się w jednej z wiosek Żyda); na konfidentach, na gorliwych policjantach granatowych, a zwłaszcza na gestapowcach. Dlatego też ludność cywilna widziała w „Jędrusiach” obronne oparcie prawno-porządkowe, reprezentujące polską władzę podziemną na tamtych terenach.

Grupa „Jędrusiów” pozostała niezależna, mimo prób podporządkowania i włączenia do Obwodu NZS-u, Obwodu AK, a także ze strony BCH. Do jesieni 1943 r. była samowystarczalna (nie pobierała żołdu AK) i samodzielna pod względem politycznym.

Znaczną część zdobytych środków żywności przekazywała w postaci paczek do polskich żołnierzy przebywających w niemieckich obozach jenieckich.

Śmierć Władysława Jasińskiego „Jędrusia” w starciu z gestapo w Trzciance 09.01.1943 r. zamyka drugi okres działalności Oddziału „Odwet-Jędrusie”. Po tym wstrząsie grupa zdecydowała kolegialnie, że następcą poległego dowódcy zostanie Józef Wiącek ps. „Sowa”, dotychczasowy zastępca Władysława Jasińskiego. Oddział nasilił akcje odwetowe. Zlikwidowano gestapowca Andrzeja Reslera (23.03.1943 r.) z posterunku w Rytwianach, odpowiedzialnego za śmierć „Jędrusia”. Na prośbę władz Okręgowych AK w Krakowie grupa przeprowadziła udaną akcję uwolnienia więźniów w Mielcu. Następna taka akcja została zorganizowana przez „Jędrusiów” w Opatowie.

Po scaleniu z AK w listopadzie 1943 r. oddział przeszedł na kwatery leśne. Zachował niezależne dowództwo, swój koleżeński styl bez koszarowego drylu.

W końcówce okupacji niemieckiej w Polsce, na skutek działań NKWD-UB i nowej okupacji – stalinowskiej, wielu „Jędrusiów” musiało się ukrywać, wielu też trafiło do więzienia. Niektórzy zostali wywiezieni też na zsyłkę na Wschód albo jeszcze pod koniec wojny (początek 1945 r.) musieli opuścić nielegalnie granice Polski. (…) Niektórzy przeżyli zbrodniczą okupację niemiecką, a potem stalinowską i po kolei odeszli na „wieczną wartę”. W 2017 roku odeszli następni: Jerzy Rolski ps. „Babinicz” oraz Jan Gałuszko ps. „Mizerny”.

Cały artykuł Włodzimierza Bajaka pt. „Odchodzą ostatni Jędrusie” można przeczytać na s. 18 październikowego „Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com

Znudzona, zblazowana niemiecka młodzież bawi się w obrońców klimatu (wideo)

Data: 01.11.2019 12:41

Autor: ziemianin

wr.de

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #ekoswiry #idioci

Piknikowa atmosfera, wygłupy, śmiech, luz i protestujący przeciw wszystkim i wszystkiemu. Przeciw bogatym, przeciw systemowi (czymkolwiek on jest), przeciw zmianom klimatycznym i brakowi działań ze strony rządzących. Głoszą założenia, w myśl których emisja gazów cieplarnianych i zanieczyszczeń ma zostać zredukowana do zera już w 2025 roku. Dlaczego do tego, a nie np. do 2022 roku? Tego już nie wiadomo.

wymagany niemiecki

Znudzona, zblazowana niemiecka młodzież bawi się w obrońców klimatu (wideo)

Dobrze ubrani, syci, wielokroć z dobrych domów. Dlaczego to robią? Chyba sami nie wiedzą? Ogłosili światu, że są jego obrońcami. Naiwność, głupota, niedojrzałość połączona z radykalizmem głoszonych poglądów, bezkompromisowością, chęcią zaimponowania, nie wiadomo komu?

Są aktywistami „Extinction Rebellion”, a więc organizacji, która częstokroć przekracza prawo i terroryzuje swymi działaniami firmy, które w ich mniemaniu są największymi trucicielami środowiska.

Ostatnio zebrali się w niemieckim Dortmundzie i planują: „powstanie przeciwko toksycznemu systemowi”. Bzdury, którymi się karmią nawzajem, nie są jednak śmieszne. Za zapowiedziami idą skrajnie niebezpieczne działania. Zdjęcia z dortmundzkiego protestu są sielankowym obrazem opalających się młodych ludzi, jedzących lody, przykutych jednak na znak protestu (przeciw czemu lub komu?) łańcuchami do ogrodzenia.

Tymczasem, sami przyznają, że ich „walka” przybiera również nieco inne formy:

„To, co robimy, jest czasem nielegalne, ale uzasadnione w danych okolicznościach”

– mówi 35-letni Aaron Schmied z Witten.

„Po prostu nie należy już normalnie się zachowywać […] Obecne problemy są tak wielkie, że byłabym zabawna, gdybym nie blokowała dróg”

– mówi aktywistka innej organizacji – Witten XR Iris Simmler (40) o coraz częstszych działaniach w Zagłębiu Ruhry.

„Mając na uwadze, że przywrócenie pokoju jest najwyższym priorytetem, chcemy zrealizować nasze radykalne żądania: polityka i media powinny zostać uświadomione co do prawdy o kryzysie klimatycznym i jego konsekwencjach […], a emisje powinny zostać zredukowane do zera netto do 2025 r.”

– ponownie wypowiada się Aaron Schmied

Bełkot, z którego nie sposób wyłuskać ziarna logiki. Gdyby nie wtargnięcia na teren prywatnych firm, blokady dróg, naciski na przedsiębiorców, strajki okupacyjne, pikiety na głównych placach miast, można by machnąć ręką i śmiać się ze sposobu spędzania wolnego czasu przez „bojowników o wszystko”.

Trudno złożyć w całość stek postulatów, żądań i ich oczekiwań. Niestety, rządowa propaganda, naczelnym motywem o obronie środowiska, zwykle kosztem ludzi, nadaje dodatkowy impuls ponad 70 oddziałom „Extinction Rebellion” tylko w samych Niemczech.

Skandal! Państwowa agencja forsuje projekt dyskryminujący mężczyzn w Polsce!

Data: 01.11.2019 12:03

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kobieta #mezczyzna #dyskryminacjamezczyzn

Artykuł 33 obowiązującej w naszym kraju konstytucji stanowi jasno: "Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym". Tymczasem Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), czyli państwowa jednostka, która zarządza funduszami przeznaczonymi na wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw, ogłasza konkurs na dofinansowanie prowadzonej działalności kwotą do 200 tys. euro. Warunek? Firma musi być prowadzona i zarządzana przez kobiety. Firmy prowadzone przez mężczyzn są wykluczone!

Skandal! Państwowa agencja forsuje projekt dyskryminujący mężczyzn w Polsce!

Na stronie internetowej PARP-u znaleźć można informację o konkursie na dofinansowanie do prowadzonej działalności gospodarczej pt. "Schemat małych grantów dla przedsiębiorczych kobiet". Celem programu ma być "finansowanie usług proinnowacyjnych, w tym badawczych, a także mentoringu oraz inwestycji wspierających wdrożenie i rozwój technologicznych innowacji procesowych lub produktowych w mikro, małych lub średnich firmach prowadzonych przez kobiety". Całkowita kwota środków na dofinansowanie to projektów 15 mln euro, a maksymalne wsparcie dla jednego projektu może wynieść nawet 200 tys. euro. Aby firma mogła uzyskać dofinansowanie konieczne jest spełnienie jednego warunku – musi być prowadzona i zarządzana przez kobiety.

Wspomniany warunek to clue sprawy. Obowiązujące w Polsce prawo zabrania bowiem dyskryminacji ze względu na płeć. Artykuł 33 ust. 1 konstytucji stanowi jasno: "Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym".

Jeśli zatem kobiety i mężczyźni mają mieć równe prawa – także w życiu gospodarczym – to jakim cudem PARP, jako państwowa (!) jednostka dysponująca potężnymi pieniędzmi na rozwój polskich firm i przedsiębiorstw, może organizować taki konkurs? Dlaczego wsparcie finansowe będą mogły otrzymać jedynie "kobiece" firmy?

Aby zobrazować absurd tej sytuacji wyobraźmy sobie, że PARP organizuje konkurs na dofinansowanie działalności gospodarczej dla firm prowadzonych tylko przez mężczyzn. Jestem ciekaw jak na taki konkurs zareagowałyby organizacje feministyczne? Co powiedziałaby Kazimiera Szczuka czy Magdalena Środa? Co napisałyby autorki w "Wysokich Obcasach"?

Wygląda na to, że mamy do czynienia z poważnym skandalem i złamaniem zasad konstytucji. Pozostaje mieć nadzieję, iż PARP się opamięta i zdejmie ten konkurs z agendy lub zmieni jego zasady na takie, które nie będą dyskryminowały mężczyzn tylko dlatego, że są mężczyznami.

Źródła informacji:

Schemat małych grantów dla przedsiębiorczych kobiet PARP.gov.pl

Art. 33. Zasada równości kobiet i mężczyzn ArsLege

Historia bez cenzury _ Smród, brud i wszy - historia higieny. Historia Bez Cenzury

Data: 31.10.2019 18:50

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostkihistoryczne #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #hbc #historiabezcenzury

Dzisiejszy odcinek zdecydowanie nie jest dla osób wrażliwych, bo opowiemy Wam dzisiaj o wielu naprawdę obrzydliwych rzeczach. W jaki sposób w renesansie ludzie starali się maskować swój smród? Żona którego polskiego władcy była niesamowitym brudasem? Jak potworny syf panował w Wersalu i jaka polska fryzura zasłynęła w całej Europie ze względu na to, że była mega obleśna? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy na historię higieny!

Historia bez cenzury _ Smród, brud i wszy – historia higieny. Historia Bez Cenzury

USA - Ustawa edukacyjna 943 jest w pewnym sensie gorsza od 447. Sprowadza dzieje II wś do . . .

Data: 31.10.2019 13:37

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #ustawaedukacyjna943 #drugawojnaswiatowa #zydzi #polityka

Wojciech Jeśman o pisanej przez organizacje żydowskie ustawie wprowadzającej w USA federalne nauczanie o II wś., marginalizacji polskiej narracji i próbach, by to zmienić.

USA – Ustawa edukacyjna 943 jest w pewnym sensie gorsza od 447. Sprowadza dzieje II wś do Zagłady Żydów

Źródło: US Congress

Wojciech Jeśman opowiada o niepokojącej amerykańskiej ustawie 943, która może wpłynąć na interpretacje historii. Jest to edukacyjna ustawa, będąca jak mówi pod pewnymi względami „nawet gorsza niż akt 447”, gdyż może zacementować na pokolenia obraz Polaków”. Never Again Education Act, o której nasz gość mówił na antenie Radia Wnet już w sierpniu, wprowadza ujednolicenie programu nauczania na temat II wś. we wszystkich stanach. Jak dotąd programy szkolne ustalane były na poziomie stanowym lub niższym. Stwierdza, że „tego programu jeszcze nie ma, ale ma być napisany”.

Mamy cztery organizacje żydowskie, które mają ten program napisać.

Wśród organizacji, które będą zajmować się formułowaniem programu, jest Anti-Defamation League, które jak podkreśla działacz polonijny, „często wypowiada się w sposób antypolski, wręcz polakożerczy”.

Program ograniczy nauczanie o historii II wś do tematów zw. ludobójstwem i eliminacją Żydów europejskich.

Jeśman podkreśla niepokojące i wykrzywiające prawdę historyczną zawężenia opowieści o tym globalnym konflikcie do jedynie Zagłady Żydów. Stwierdza, że polskie ofiary II wś, jeśli są w tej narracji to daleko „za homoseksualistami, osobami nienormalnymi, chorymi psychicznie, Cyganami”.

Konferencja ma stworzyć zaczyn polskiej polityki historycznej w Stanach Zjednoczonych.

Gość „Poranka WNET” mówi o polonijnej konferencji „Poland first to fight”, której tematem jest „polski los w czasie II wś”. Do partnerów konferencji poza polską ambasadą należy również ambasada … indyjska. Jak mówi Jeśman, wynika to z kontaktów nawiązanych w czasie realizacji filmu nt. „indyjskiego maharadży, który w czasie wojny uratował wiele polskich sierot”.

HBO potwierdza prequel „Gry o tron” „Dom smoka”

Data: 31.10.2019 13:21

Autor: ziemianin

rollingstone.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #filmy #seriale #hbo

HBO nagra nową serię prequelu do „Gry o tron” ​​o historii dynastii Targaryenów, poinformowano na stronie internetowej stacji telewizyjnej. Wcześniej gazeta „Hollywood Reporter” poinformowała, że HBO nie będzie kontynuować zdjęć do prequelu serialu według scenariusza Jane Goldman o pierwszej bitwie ludzi z Białymi Wędrowcami.

HBO potwierdza prequel „Gry o tron” „Dom smoka”

„HBO zamówiła dziesięć odcinków serialu «House of the Dragon», prequelu stworzonego przez George’a Martina i Ryana Condala” – czytamy w oświadczeniu.

Serial będzie oparty na serii książek „Pieśń lodu i ognia” George’a Martina, akcja toczy się 300 lat przed „Grą o tron” i opowiada historię jednego z wielkich domów Westeros – dynastii Targaryen.

Odcinek pilotażowy, a także kilka innych odcinków, nakręci Miguel Sapochnik, który nakręcił dwa odcinki piątego sezonu „Gry o tron”, a także dwa ostatnie odcinki szóstego sezonu, z których jeden – „Bitwa bękartów” – przyniósł reżyserowi nagrodę Emmy dla najlepszego reżysera serialu dramatycznego w 2016 roku.

Serial telewizyjny „Gra o tron” został nakręcony w cyklu fantasy „Pieśń lodu i ognia”. Akcja powieści i serialu rozgrywa się na dwóch fikcyjnych kontynentach, gdzie szereg arystokratycznych rodów walczy o dominację nad siedmioma królestwami Westeros, podczas gdy całej ludzkości grozi zagłada z powodu inwazji nadprzyrodzonych sił.

Spłonął zamek Shuri, symbol Okinawy (wideo)

Data: 31.10.2019 13:06

Autor: ziemianin

youtube.com

#zostatniejchwili #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #japonia #pozar #zamek #tragedia

Na japońskiej wyspie Okinawa spłonął zamek monarchów Ryukyu Shuri. Zabytkowy kompleks, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, został zbudowany na przełomie XIV i XV wieku.

wymagany japoński

Spłonął zamek Shuri, symbol Okinawy – wideo

Pożar w zamku wybuchł w nocy z 30 na 31 października. Pożar udało się ugasić dopiero po 11 godzinach. Zamek Shuri został całkowicie zniszczony przez ogień.

Płomienie strawiły siedem drewnianych konstrukcji zabytkowego kompleksu pałacowego. Powierzchnia pożaru wynosiła 4800 metrów kwadratowych.

Ze względu na groźbę rozprzestrzeniania się ognia z okolicy ewakuowano około 30 osób. Nie ma na razie informacji dotyczących ofiar.

Przyczyna pożaru w zamku Shuri nie jest jeszcze znana. Japońska policja wszczęła dochodzenie.

W planach odbudowa

Japoński rząd zrobi wszystko, co możliwe, aby odbudować zamek Shuri z listy UNESCO.

O inicjatywie przywrócenia poinformował sekretarz generalny gabinetu ministrów Yoshihide Suga, donosi The Mainichi.

Dyrektor generalna UNESCO Audrey Azoulay oceniła incydent jako stratę dla całej ludzkości i wyraziła „szczerą solidarność z japońskim narodem”.

Deep emotion and sincere solidarity with the Japanese people as we see the tragic fire at the beautiful [#shuricastle](/t/shuricastle), inscribed as [#UNESCO](/t/UNESCO) world heritage in 2000. This is a loss for all humanity. https://t.co/P3xNeUyChG



— Audrey Azoulay (@AAzoulay) October 30, 2019

WTF? Za kwestionowanie szczepień lekarz zawieszony w prawie wykonywania zawodu.

Data: 31.10.2019 12:50

Autor: ziemianin

radiolodz.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #zdrowie #lekarz #lodz #sady #wtf

Okręgowy Sąd Lekarski w Łodzi na rok zawiesił lekarzowi prawo wykonywania zawodu. Sprawa dotyczy Huberta Czerniaka, który kwestionował kalendarz szczepień i publicznie wypowiadał się o szkodliwości szczepionek.

WTF? Za kwestionowanie szczepień lekarz zawieszony w prawie wykonywania zawodu.

Przewodniczący składu sędziowskiego Tadeusz Wójcik podkreślił, że obwiniony dr Hubert Czerniak opierał swoje wypowiedzi o prace i opinie o znikomej naukowej wartości. A ich charakter ma wysoką szkodliwość społeczną. – Publikacje ten niejednokrotnie są wstępnymi doniesieniami, obserwacjami autorów nie potwierdzonymi badaniami czy obserwacjami w innych ośrodkach naukowych. Lekarz posługuje się argumentami wywołującymi niepokój i strach rodziców, którzy w obawie o zdrowie swoich dzieci rezygnują z ich szczepienia. Wypowiedzi te, w opinii sądu, mają charakter antyzdrowotny i charakteryzują się wysoką szkodliwością społeczną – powiedział Tadeusz Wójcik.

Lekarz Hubert Czerniak czuje się niewinny i nie zamierza rezygnować ze swojej lekarskiej działalności. – Korporacje górą. Fakty, które myśmy przytaczali, uznane zostały za mało wiarygodne. To co jest wiarygodne? Tysiące polskich autystycznych dzieci? – pyta Czerniak.

Adwokat lekarza, Arkadiusz Tetela zapowiada odwołanie od orzeczenia do Naczelnego Sądu Lekarskiego. – Jest to orzeczenie nieprawomocne, więc ono w tej chwili jest niewykonalne. Pan doktor może nadal leczyć, śmiało można do niego przychodzić. Od niego przysługuje odwołanie w terminie dwóch tygodni i taką apelację na pewno złożymy – zapowiada Tetela.

Podczas wielu rozpraw, także dzisiejszej, przed siedzibą sądu lekarskiego odbywała się pikieta antyszczepionkowców i osób wspierających dra Czerniaka.

To za rządu Tuska dług Polski rósł najszybciej. Dziennie powiększał się o . . . 184,5 mln zł!

Data: 31.10.2019 12:45

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niewygodneinfo #polska #polityka #dlugpolski

Wśród sympatyków opozycji popularna jest ostatnio narracja, zgodnie z którą od momentu przejęcia rządów przez PiS zadłużenie Polski zwiększyło się o ok. 110 mld zł, a przyczyniły się do tego głównie wydatki na 500+ (90 mld zł), Emeryturę+ (11 mld zł) oraz 300+ (1,5 mld zł). I prawda to. Dług Polski dziś by spadał, gdyby nie programy z "plusem". Warto jednak zauważyć, że w latach pierwszego rządu Tuska (2008 – 2011) zadłużenie Polski wzrosło aż o 269,6 mld zł, mimo iż nie było wówczas ani 500+, ani Emerytury+, ani nawet wyprawki+! Jak to możliwe?

To za rządu Tuska dług Polski rósł najszybciej. Dziennie powiększał się o . . . 184,5 mln zł!

Pan Szymon Komorowski, którego profil na Twitterze obserwuje więcej ludzi, niż profil niewygodnego info, popełnił przedwczoraj tweeta, z którego można się dowiedzieć, iż od momentu przejęcia rządów przez PiS zadłużenie Polski zwiększyło się o ok. 110 mld zł, a kluczową rolę w powiększaniu zadłużenia odegrały programy socjalne rządu (500+, emerytura+, wyprawka+).

Nie zgadzam się z panem Szymonem co do liczb. Nie jest bowiem prawdą, że zadłużenie Skarbu Państwa od momentu przejęcie władzy przez PiS powiększyło się o ok. 110 mld zł. Prawda jest taka, że zadłużenie naszego kraju licząc od 1 stycznia 2016 roku aż do 30 września 2019 roku powiększyło się aż o 144 mld zł. To oznacza, że dziennie dług zwiększał się o kwotę 105,03 mln zł.

Aby mieć jednak pełen obraz sytuacji warto sprawdzić, jak rosło zadłużenie Skarbu Państwa zanim PiS przejął pełnie władzy, a krajem rządziła Platforma Obywatelska. Na 1 stycznia 2008 roku całkowite zadłużenie Skarbu Państwa było równe 501,53 mld zł. W ciągu czterech kolejnych lat (tj. w okresie pierwszego rządu Donalda Tuska) saldo tego długu zwiększyło się do poziomu 771,13 mld zł, czyli nastąpił wzrost o 269,6 mld zł. To oznacza, że średni dzienny przyrost długu wynosił w tamtym czasie 184,5 mln zł.

W czasie drugiego rządu Tuska (na potrzeby tego artykułu przyjmuję, że były to lata 2012 – 2014) oraz rządu Ewy Kopacz (2015 rok) nominalne saldo zadłużenia Skarbu Państwa zwiększyło się o jedynie o 63,39 mld zł. Ale wszystko to zasługa dokonanego w lutym 2014 roku skoku na oszczędności zgromadzone w OFE. Gdyby nie ta operacja to saldo długu naszego kraju we wspomnianym okresie (2012 – 2015) zwiększyłoby się o 135,29 mld zł, a to oznacza, iż dzienny przyrost wynosił 92,6 mln zł.

Z powyższych wyliczeń wynika jasno, że najgorszy dla Polski pod względem tempa przyrostu zadłużenia Skarbu Państwa był pierwszy rząd Donalda Tuska (2008 – 2011). Uśredniony dzienny przyrost długu wynosił wówczas 184,5 mln zł. Był on wyższy od uśrednionego dziennego przyrostu długu za czasów PiS (105,03 mln zł) aż o 43 proc. – i to pomimo, że za PO nie było programów socjalnych, które wprowadził PiS (500+, Emerytura+ czy wyprawka+).

Aby jednak sympatycy PiS nie poczuli się zbyt dobrze, należy podkreślić, że to właśnie wspomniane programy socjalne obecnie są głównym sprawcą deficytu budżetowego, a przez to wpływają na poziom długu, który zamiast spadać – niestety nadal rośnie.

Dlaczego niektóre dzienne ptaki śpiewają również w nocy?

Data: 31.10.2019 12:41

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #natura #ptaki

Słowik szary, rokitniczka, łozówka, potrzos czy pokląskwa – to tylko niektóre dzienne ptaki, które śpiewają również w nocy. Dlaczego są aktywne po zmroku? To nadal zagadka, którą spróbuje rozwiązać badaczka z Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, Kinga Kułaga.

Dlaczego niektóre dzienne ptaki śpiewają również w nocy?

Pierwsze wzmianki o nocnej aktywności dziennych ptaków pojawiły się w literaturze dopiero w XIX wieku. Doniesienia te były oparte na pojedynczych, zazwyczaj przypadkowych obserwacjach ptaków po zmierzchu u zaledwie kilku gatunków ptaków.

"Zagadnienie to wciąż nie jest dobrze poznane" – opowiada w rozmowie z PAP studenta Wydziału Biologii UAM w Poznaniu Kinga Kułaga, która na badanie tego fenomenu otrzymała w tym roku od resortu nauki Diamentowy Grant.

"W ramach mojego projektu dokonam szczegółowej oceny nocnej aktywności głosowej dziennych ptaków, występujących na terenie Polski w różnych siedliskach" – zapowiada biolog.

Kułaga mówi, że współczesne publikacje o dziennych ptakach śpiewających w nocy dotyczą głównie gatunków północnoamerykańskich. Dotychczasowe badania przeprowadzone na terenie Europy jako powód tej aktywności wskazują przeważnie zanieczyszczenie światłem, spowodowane przez człowieka. Mowa tu m.in. o ulicznych latarniach czy reflektorach podświetlających budynki. Analizy te dotyczyły jednak tylko pojedynczych gatunków.

Ze wstępnych badań poznańskiej biolog, przeprowadzonych na obszarze Doliny Górnego Nurca (Podlaskie) wynika, że ptaki z około 25 proc. gatunków wydających głosy – czyli wokalizujących (w tym śpiewających) – robią to również w nocy. Są to między innymi słowik szary, kukułka, świerszczak, rokitniczka czy pokląskwa.

"Dolina Górnego Nurca to teren zmeliorowanych łąk torfowych, rozpościerających się wzdłuż rzeki Nurzec, czyli miejsce dość odległe od antropogenicznego zanieczyszczenia światłem" – opowiada Kułaga. Dlatego, jak sugeruje, należy doszukiwać się innych przyczyn tego zjawiska w miejscu, w którym głównym nocnym źródłem światła jest Księżyc.

Do dalszych badań poznańska biolog zastosuje automatyczne rejestratory dźwięku i skupi się wyłącznie na gatunkach śpiewających. W okresie lęgowym ptaków zostaną one rozwieszone na drzewach, w 60 punktach na terenie Białowieskiego Parku Narodowego, Biebrzańskiego Parku Narodowego oraz Doliny Górnego Nurca. Będą to obszary leśne i tereny otwarte. Dodatkowo w każdym z punktów umieszczony zostanie rejestrator natężenia światła.

"Uzyskane w ten sposób dane mogą być kluczowe w zrozumieniu np. doboru płciowego u ptaków śpiewających. Przetestuję też kilka hipotez tłumaczących przypuszczalne funkcję nocnego śpiewu" – dodaje.

Kułaga wykorzysta w swoich badaniach również… playback. Nagrane nocne śpiewy ptaków mają być odtworzone z głośników innym ptakom. Następnie biolog będzie obserwować ich reakcję na podstawie nagrań z fotopułapek.

Ziemniaki alternatywą dla żelów energetycznych?

Data: 31.10.2019 12:38

Autor: ziemianin

physiology.org

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #sport #zdrowie #nauka #zywnosc #badania

wymagany angielski

Puree z kartofli wspomaga sportowców podczas długotrwałego wysiłku równie skutecznie, co żele energetyczne – informuje „Journal of Applied Physiology”.

Ziemniaki alternatywą dla żelów energetycznych?

Wcześniejsze badania (oraz codzienna praktyka) wykazały, że spożywanie skoncentrowanych żelów węglowodanowych podczas długotrwałych ćwiczeń fizycznych poprawia zdolność sportowców do wysiłku.

Nicholas Burd, profesor kinezjologii z University of Illinois (USA) postawił sobie za cel znalezienie alternatywnych źródeł sportowej energii. Oprócz monotonnie słodkiego smaku, żelom przypisuje się także winę za częstsze występowanie próchnicy wśród sportowców. Zdaniem profesora ziemniaki są obiecującą alternatywą, ponieważ stanowią tanie, bogate w składniki odżywcze i pełnowartościowe źródło węglowodanów, a ich smak jest na dłuższą metę przyjemniejszy niż przesłodzonych żelów.

W badaniu wzięło udział 12 zdrowych, trenujących od lat osób, które przejeżdżały na swoich rowerach średnio 267 kilometrów tygodniowo. Aby zakwalifikować się do prób, kolarze musieli osiągnąć określony próg sprawności aerobowej, ukończyć 120-minutową jazdę, a następnie jazdę na czas.

Uczestnicy zostali losowo przydzieleni do jednej z trzech grup: podczas eksperymentów: spożywali samą wodę, dostępny w handlu żel węglowodanowy lub równoważną ilość węglowodanów uzyskanych z ziemniaków.

Naukowcy znormalizowali to, co 12 rowerzystów zjadało przez 24 godziny, po czym powtórzyli 120-minutową jazdę na rowerze i jazdę na czas (zaprojektowane tak, aby odzwierciedlać typowe warunki podczas wyścigu). W czasie wysiłku mierzony był poziom glukozy we krwi uczestników, temperatura wnętrza ich ciała, intensywność ćwiczeń, opróżnianie żołądka i objawy ze strony przewodu pokarmowego. Zmierzono także stężenie mleczanu (markera metabolicznego intensywnych ćwiczeń fizycznych) we krwi uczestników.

Podczas eksperymentów nie stwierdzono różnic pomiędzy wydajnością rowerzystów, którzy spożywali ziemniaki oraz żele węglowodanowe w zalecanych ilościach (około 60 gramów na godzinę). Obie grupy odnotowały znaczny wzrost wydajności, którego nie osiągnęły osoby spożywające tylko wodę. Stężenia glukozy w osoczu wzrosły podobnie u osób spożywających ziemniaki i żele. Ich tętno wzrosło o podobną wartość w porównaniu z rowerzystami dostającymi tylko wodę. Byli także szybsi podczas jazdy na czas.

Zarazem jednak spożywający ziemniaki doświadczyli znacznie więcej wzdęć i objawów bólowych ze strony przewodu pokarmowego niż inne grupy. Zdaniem Burda może to wynikać z większej objętości ziemniaków potrzebnych, aby dostarczyć tyle glukozy, co żele. Jednak objawy ze strony układu pokarmowego były przeciętnie mniej nasilone niż obserwowane podczas wcześniejszych badań, co wskazuje, że obie wersje były dobrze tolerowane przez większość rowerzystów, a to oznacza, że ziemniaki mogą być alternatywą dla żelów.

Akumulator można naładować w 10 minut i przejechać ponad 300 kilometrów

Data: 31.10.2019 12:18

Autor: ziemianin

kopalniawiedzy.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #nauka #akumulator #samochodelektryczny #ladowanie

Jedną z głównych przeszkód stojących na drodze ku upowszechnieniu się samochodów elektrycznych jest długi czas ładowania akumulatorów. Niewykluczone jednak, że już wkrótce możliwe będzie pełne załadowanie akumulatora w ciągu zaledwie 10 minut. Takie pojedyncze ładowanie pozwoli na przejechanie 320–480 kilometrów.

Akumulator można naładować w 10 minut i przejechać ponad 300 kilometrów

Wykazaliśmy, że możliwe jest załadowanie w 10 minut akumulatora zapewniającego energię na 200–300 mil podróży, mówi profesor Chao-Yang Wang, dyrektor Electrochemical Engine Center na Pennsylvania State University. Żywotność takiego akumulatora wynosi 2500 cykli ładowania-rozładowania, co pozwala na przejechanie około pół miliona mil.

Już obecnie można szybko ładować akumulatory litowo-jonowe, jednak znacząco skraca to ich żywotność, gdyż na anodzie osadza się metaliczny lit. Nie dość, że prowadzi on do spadku pojemności akumulatora, może też spowodować jego awarię. Im akumulator jest starszy, tym łatwiej dochodzi do tego niekorzystnego procesu. Wiadomo też, że jeśli akumulator zostanie podgrzany podczas ładowania, to nie dochodzi do osadzania się litu. Jednak samo podgrzewanie również skraca żywotność urządzenia.

Wang i jego zespół przeprowadzili eksperymenty, podczas których zauważyli, że jeśli akumulator zostanie podgrzany do temperatury do 60 stopni Celsjusza na nie dłużej niż 10 minut, a następnie szybko schłodzi się do temperatury pokojowej, to można go szybko naładować, zapobiec osadzaniu się litu i nie wpływa to negatywnie na jego żywotność.

Obecnie uważa się, że podgrzanie akumulatora do 60 stopni Celsjusza nie powinno mieć miejsca, gdyż znacząco skraca to jego żywotność, mówi Wang. Uczony wraz z zespołem przeprowadzili serię eksperymentów, podczas których do elektrod komercyjnie dostępnych akumulatorów dodano folię aluminiową o grubości liczonej w mikronach. Pozwoliła ona na podgrzanie elektrod w ciągu zaledwie 30 sekund. Następnie uczeni testowali zmodyfikowane akumulatory, ładując je po podgrzaniu do 40, 49 i 60 stopni C. Ich wydajność porównano z akumulatorem testowym, pracującym w temperaturze 20 stopni.

Okazało się, że przy temperaturze 20 stopni Celsjusza już po 60 cyklach ładowania-rozładowania pojawiły się problemy, które znacząco zmniejszyły wydajność. Tymczasem gdy elektrody podgrzano do 60 stopni Celsjusza akumulatory bez większych problemów wytrzymały 2500 cykli ładowania-rozładowania.

Ważne było też szybkie schłodzenie akumulatora. Wang twierdzi, że można do tego wykorzystać system chłodzący pojazdu, tym bardziej, że olbrzymią różnicę robi już schłodzenie z 60 do niecałych 24 stopni Celsjusza.

Uczeni chcą kontynuować swoje badania i mają nadzieję, że opracują technologię pozwalającą na pełne załadowanie akumulatora w ciągu zaledwie 5 minut.

Szczegóły badań opublikowano w piśmie {Joule](https://www.cell.com/joule/fulltext/S2542-4351(19)30481-7).

„Rozstrzelać Polaków” – historia, która wstrząsa

Data: 31.10.2019 10:44

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #polska #rosja #mordnapolakach

Film dokumentalny pełen faktów i emocji pt. ”Rozstrzelać Polaków” o Operacji AntyPolskiej NKWD 1937-38. Autorzy reżyser Mirosław Majeran i dr. Tomasz Sommer

Dokument przedstawia jedną z niewielu białych plam w historii polskiego narodu, a mianowicie systemowego wymordowania przez Stalina, pod koniec lat 30 XX w., ponad 100 tys. Polaków zamieszkujących Związek Sowiecki.

Film dokumentalny opiera się na podstawie badań naukowych dra Tomasza Sommera, który w swojej książce pt. „Operacja antypolska NKWD 1937-1938” dotarł do archiwów sowieckich dokumentujących ludobójstwo komunistów na Polakach

IPNtvPL – Rozstrzelać Polaków – film dokumentalny – reż. Mirosław Majeran

Przegląd Sportowy - Kubica i ultrasi

Data: 31.10.2019 09:42

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motosport #robertkubica #kubica #rk88 #tvpsport

Zupełnie tego nie rozumiem. Nie rozumiem, jak historia tak niesamowicie inspirująca może się stać źródłem tylu złych emocji. Jak wsparcie zamienia się w fanatyzm. Jak szybko przestaje się szanować kogokolwiek, kto ma inne zdanie. I jak łatwo również zapomnieć, że z trybun machać powinno się flagą, a nie wyciągniętymi środkowymi palcami – pisze w swoim felietonie Sebastian Parfjanowicz.

Przegląd Sportowy – Kubica i ultrasi

Sebastian Parfjanowicz w swoim najnowszym felietonie pisze o formule 1 i jej kibicach

– Osiem kółek przed końcem Kubica dostał polecenie zjechania do alei serwisowej z powodu ulatującego z jednego z kół powietrza. A ponieważ był w tym momencie przed Russellem, to kilka sekund wystarczyło, by zapadł wyrok. Spisek. Sabotaż. Kolejne nieczyste zagranie Claire Williams – pisze nasz felietonista

– Przypomina mi się czas, w którym armia wyznawców Adama Małysza rzucała czym popadnie w Svena Hannawalda, tylko dlatego że polskiego skoczka zdarzało mu się regularnie pokonywać i jeszcze radości z tego powodu nie krył – dodaje dziennikarz

Meksyk. Robert Kubica jedzie tu pierwszy raz i jedzie świetnie. Moim zdaniem najlepiej w sezonie, może tylko porównywalnie z wyścigiem w Monako. George Russell przyzna potem, że miał szybszy bolid, ale nie był w stanie Polaka wyprzedzić. Ba, sam został wyprowadzony w pole przy pierwszej możliwej okazji. Wyścigowe doświadczenie Kubicy jest ogromne i to widać za każdym razem, gdy ścigać się faktycznie może. Czyli na startach i w tych innych, nielicznych chwilach kontaktu z rywalami. W Meksyku momenty wreszcie były. Był też jednak pech, inny nieodłączny towarzysz tego sportu. Osiem kółek przed końcem Kubica dostał polecenie zjechania do alei serwisowej z powodu ulatującego z jednego z kół powietrza. A ponieważ był w tym momencie przed Russellem, to kilka sekund wystarczyło, by zapadł wyrok. Spisek. Sabotaż. Kolejne nieczyste zagranie Claire Williams. Oszuści, ludzie bez honoru, piiip.

Nie pisali tego wyłącznie „fani”. W podobnym tonie (!) wypowiadali się też dziennikarze. Autorytety – to słowo bez cienia ironii – polskiego świata motoryzacji. Ludzie, którzy na tym sporcie naprawdę się znają i dlatego kibice w ich słowa wierzą, lajkują, podają dalej – i tak lepią się do siebie te złe emocje i pędzi ta kula śniegowa.

30 minut później przed kamerami staje Kubica i mówi: „Tak, mieliśmy kapcia”. Ale to już nie jest argument. Co innego ma powiedzieć, zespół na pewno kazał. W komunikat Williamsa tym bardziej „ultrasi” nie uwierzą. Nawet nie ma sensu go cytować. No to trafia w końcu do mediów oficjalny przekaz dostawcy ogumienia: „W oponie z bolidu Roberta Kubicy było rozcięcie, spowodowane kawałkiem włókna węglowego”. Podasz dalej na swoim koncie twitterowym, to spotka cię koncert bluzgów. Nie znasz się, nie rozumiesz, ile razy byłeś na wyścigu, że śmiesz takie herezje głosić, nie wierzysz chyba, że powietrze naprawdę uchodziło… A jeśli nawet uchodziło, to wolno, Robert i tak by do mety dojechał. Przed Russellem, a to przecież najważniejsze. Eksperci, którzy tę kulę złych emocji wcześniej ulepili, teraz rzecz jasna milczą. Oto odpowiedzialność za słowo. Nikt nie sprostuje, nikt nie spróbuje ugasić pożaru. Niech się pali, przecież Williams tak czy owak na to zasłużył.

Walkę o przedostatnie miejsce zamieniliśmy w sprawę życia i śmierci. Dosłownie, bo przecież Robert do mety na tym kapciu albo by faktycznie dojechał, albo skończył w bandzie z rozerwaną oponą. W sezonie, w którym światem wstrząsnął śmiertelny wypadek Antoine’a Huberta w Formule 2, w którym o bezpieczeństwie znów mówi się bardzo dużo, wielu fanów Kubicy chciało, by ten zasuwał do mety z dziurawą oponą. Nieczęsto się o tym pisze, w ostatnich miesiącach chyba tylko Filip Kapica z Eleven Sports miał odwagę stanowczo zabrać głos i powiedzieć to samo, co i ja w tym momencie chcę powiedzieć: to zabrnęło stanowczo za daleko. Kubica ma dziesiątki tysięcy fenomenalnych kibiców, których zazdroszczą mu na torach całego świata, ma też niestety silną armię fanatyków, którzy w ostatecznym rachunku bardziej mu szkodzą niż pomagają.

Wielu zagranicznych dziennikarzy o Polaku wypowiadać się przed kamerą nie chce. Już nie. Bo wystarczyło jedno niewłaściwe zdanie i też wylało się na nich w mediach społecznościowych morze „czułych” słów. Jackie Stewart, Nico Rosberg, Jacques Villeneuve, Mika Häkkinen – ze wszystkimi w tym sezonie miałem przyjemność rozmawiać i każdy wyraził dla Kubicy wielki podziw, podpierając go jednak uwagą, że czas pokaże, czy ten powrót będzie w pełni udany. Bo na razie nie jest. Oczywiście zostali nazwani pseudoekspertami, choć wspólnie zdobyli siedem tytułów mistrza świata. Są na każdym wyścigu, obserwują rywalizację z bliska, ale… guzik wiedzą.

Od osoby zaangażowanej w negocjacje w sprawie przyszłości Kubicy w Formule 1 usłyszałem, że temat szowinizmu polskich fanów pojawił się podczas rozmów na wysokim szczeblu. Jeden z zespołów wyraźnie zasugerował, że obawia się o atmosferę w ekipie. Obawia się niezdrowej presji, którą zaczną wywierać kibice Roberta na podstawowych kierowców, wiedząc, że Kubica jest tym trzecim. Przykładów nie trzeba było szukać daleko. George Russell wyraźnie powiedział, jak trudno czyta się komentarze znacznej części polskich fanów.

Przypomina mi się czas, w którym armia wyznawców Adama Małysza rzucała czym popadnie w Svena Hannawalda, tylko dlatego że polskiego skoczka zdarzało mu się regularnie pokonywać i jeszcze radości z tego powodu nie krył. Mam wrażenie, że to była podobna sytuacja, co akurat powinno dawać nadzieję. Bo wtedy Adam nie wahał się powiedzieć i kibicom, i dziennikarzom: Stop, tak dalej być nie może. To nie wróg, to tylko znakomity rywal.

Od tego czasu Sven był w Polsce fetowany jak swój i wszyscy na tym zyskali. Kubica to podobny kaliber idola. Prawdziwi kibice byli z nim w najtrudniejszych chwilach i pomogli napisać jedną z piękniejszych historii w dziejach sportu. Nie psujmy jej. Nie warto.

Źródło: Przegląd Sportowy

Autor: Sebastian Parfjanowicz Dziennikarz TVP Sport

Uwaga! Naukowy Bełkot - Trasa wykładowa - czyli film, którego nie będzie

Data: 30.10.2019 22:38

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #wyklady #spotkania #unb #dawidmysliwiec #edukacja

Uwaga! Naukowy Bełkot – Trasa wykładowa – czyli film, którego nie będzie

(16.11) Łódź

(16.11) Warszawa

(17.11) Płock

(18.11) Toruń

(23.11) Wrocław

(23.11) Katowice

(24.11) Kraków

(25.11) Lublin

(29.11) Olsztyn

(30.11) Gdańsk

(30.11) Gdynia

(1.12) Słupsk

(2.12) Warszawa

WhatsApp użyty do instalowania Pegasusa ostrzega 1400 użytkowników

Data: 30.10.2019 22:31

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #bezpieczenstwoit #zaufanatrzeciastrona #whatsapp

Aby zainstalować Pegasusa, atakujący musi przejąć kontrolę nad telefonem. W połowie 2019 jednym ze sposobów był atak na błąd w WhatsAppie. To nie spodobało się firmie, która pozwała sprawców infekcji i ostrzegła ofiary.

WhatsApp użyty do instalowania Pegasusa ostrzega 1400 użytkowników

W maju 2019 r. twórcy WhatsAppa zorientowali się, że ich aplikacja jest wykorzystywana do rozsyłania złośliwego oprogramowania na urządzenia mobilne użytkowników. Wystarczyło mieć aplikację i nie odebrać połączenia z dziwnego numeru. WhatsAppa szybko zaktualizowano, co miało zagwarantować użytkownikom bezpieczeństwo.

Dzisiaj dowiedzieliśmy się o drugim etapie reakcji właściciela WhatsAppa – rozesłał ostrzeżenie o ataku do ok. 1400 użytkowników, którzy mogli paść ofiarami włamania oraz pozwał firmę stojącą za Pegasusem, czyli NSO.

Kto z was dostał ostrzeżenie od WhatsAppa?

WhatsApp "sent a special WhatsApp message to approximately 1,400 users" to notify them that they were targeted by NSO Group's "missed call" phone hack: https://t.co/zWpyVuAc4Z

— Bill Marczak (@billmarczak) October 29, 2019

Podsłuchiwani w Polsce

Już we wrześniu 2018 r. pisaliśmy, że oprogramowanie szpiegowskie Pegasus zostało wykryte w Polsce i jest tu wykorzystywane do śledzenia wybranych osób. Wtedy nie było jeszcze jasne, kto może stać za tymi działaniami. Opisywaliśmy, że Europą jest prawdopodobnie zainteresowanych pięciu operatorów Pegasusa, w tym polski, lokalny operator “ORZELBIALY”, który działa już na pewno od listopada 2017 r. Chwilę później pojawiły się jednak podejrzenia, że najprawdopodobniej Pegasusa kupiło CBA.

TVN24 odnalazł fakturę z dokumentacji analizowanej przez Najwyższą Izbę Kontroli, która badała zasadność finansowania CBA z Funduszu Pomocy Poszkodowanym i Pomocy Postpenitencjarnej. Wystawcą faktury była prywatna, polska firma informatyczna, odpowiadająca za spolszczenie, wdrożenie i szkolenia. Było kilka konkretnych poszlak wskazujących, że faktycznym odbiorcą programu było CBA.

Konkretów jednak nie doczekaliśmy się do dziś, a przecież na świecie przykładów szpiegowania w ten sposób było sporo i były powiązane z tym skandale, naruszenia praw człowieka, a nawet ofiary śmiertelne.

NSO Group

W lutym agencje podały informację, że izraelska firma NSO Group, zajmująca się inwigilacją cybernetyczną, odkupiła od dotychczasowych udziałowców, firmy Francisco Partners, 65-proc. pakiet większościowy za miliard dolarów. Drugim udziałowcem stała się europejska firma Novalpina Capital*. NSO Group, mimo pewnych kłopotów z kredytowaniem, mogła sobie na to pozwolić, bo w 2018 r. uzyskała przychód w wysokości 250 mln dolarów.

NSO jest twórcą Pegasusa, aplikacji szpiegowskiej umożliwiającej zdalną inwigilację ściśle wskazanych celów. Szczególnie głośno o przedsięwzięciu Shaleva Hulio i Omri Lavie zrobiło się w 2017 r., kiedy to wyszło na jaw, że rząd meksykański wykorzystał Pegasusa, aby inwigilować kilku naukowców zajmujących się kwestiami zdrowia publicznego (w tym zdrowia dzieci).

pozostała treść na stronie źródła

WTF? Dotykałeś świni, nie idź na grzyby! Główny Lekarz Weterynarii wydaje niecodzienny komunikat

Data: 30.10.2019 22:21

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #weterynarz #polska #swinie #grzyby #asf

Główny Lekarz Weterynarii apeluje o zachowanie odpowiednich zasad bezpieczeństwa biologicznego podczas pozyskiwania runa leśnego w obszarach utworzonych w związku z występowaniem afrykańskiego pomoru świń. Dotyczy to obszaru ochronnego (strefa żółta), obszaru objętego ograniczeniami (strefa czerwona) oraz obszaru zagrożenia (strefa niebieska).

WTF? Dotykałeś świni, nie idź na grzyby! Główny Lekarz Weterynarii wydaje niecodzienny komunikat . . .

"Osoby mające jakikolwiek kontakt ze świniami nie powinny uczestniczyć w pozyskiwaniu owoców leśnych i grzybów na terenach ww. obszarów ze względu na możliwość przypadkowego, niezamierzonego przeniesienia wirusa ASF na zwierzęta gospodarskie. W innym przypadku minimalna długość karencji przed kontaktem ze świniami powinna wynosić 72h. Ponadto, należy pamiętać o konieczności całkowitej wymiany odzieży i obuwia przed wykonywaniem czynności związanych z obsługą świń oraz o zastosowaniu środków przeznaczonych do higieny i dezynfekcji"

– czytamy na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii.

Dodatkowo Główny Lekarz Weterynarii poucza, że po napotkaniu martwego dzika, nie należy zabierać z sobą padliny do domu…

Powstaje pytanie, czy Wujek dobra rada wciąż żyje i ma się dobrze? Ale oczywiście pod radami weterynarii podpisujemy się całkowicie.

Takie auto przyjąć miał burmistrz jako łapówkę! Najnowsze ustalenia Wp.pl

Data: 30.10.2019 22:17

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #warszawa #warszawawlochy #burmistrz #lapowka

Dziennikarz śledczy Sylwester Ruszkiewicz w artykule "Łapówka dla burmistrza Artura W. Nie jeździł Maserati, ale jeszcze droższym autem" (wp.pl) ujawnia, że zatrzymany na gorącym uczynku przyjęcia 200 tys. zł łapówki Artur W. – burmistrz warszawskiej dzielnicy, poruszał się po stolicy luksusowym autem Lamborghini Urus, a nie Maserati – jak wcześniej podawały media. Ceny nowego auta to grubo ponad milion złotych. Po łapówkę przyjechał jednak "skromną" służbową Skodą.

Takie auto przyjąć miał burmistrz jako łapówkę! Najnowsze ustalenia Wp.pl

Według portalu w polityce.pl, Artur W. w tym aucie odebrał pierwszą transzę łapówki. Pieniądze od Sabriego B. miały być przyjmowane przez Artura W. w zamian za pomoc w formalnościach urzędowych dotyczących inwestycji tureckiego biznesmena przy ulicy Łopuszańskiej 22.

Śledczy będą sprawdzać czy Lamborghini Urus warte ok. 1,2-1,4 mln zł nie jest także formą łapówki.

Po publikacjach w mediach samorządowiec został usunięty z Platformy Obywatelskiej. Sprawę pikantnie skomentowała red. Marta Bilska:

"Burmistrz dzielnicy Włochy ma teraz swoje 5 minut. Jeśli dobrze to wykorzysta, może być idealnym kandydatem Platformy w najbliższych wyborach prezydenckich" 💪😎

Transport tygrysów z Rosji do Włoch przechwycony na polskiej granicy. Przejmuje je polskie Zoo . . .

Data: 30.10.2019 22:11

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #poznan #zoo #tygrys #zwierzeta

Ciężarówka z 10 tygrysami uwięzionymi w niewielkich klatkach wyjechała z Rzymu 22 października. Jechała do Dagestanu – republiki Federacji Rosyjskiej. Według nieoficjalnych informacji są to zwierzęta z cyrku, zostały komuś podarowane i mają być umieszczone w ogrodzie zoologicznym w Rosji – czytamy na wp.pl

Transport tygrysów z Rosji do Włoch przechwycony na polskiej granicy. Przejmuje je polskie Zoo. Jeden tygrys już padł…

"Ciężarówka utknęła na polsko-białoruskim przejściu granicznym w Koroszczynie. Białorusini nie chcieli jej wpuścić. Najpierw okazało się, że kierowcy nie mają białoruskich wiz. Potem, gdy transport przejął Rosjanin, białoruskie służby stwierdziły, że brakuje wymaganych przy transporcie żywych zwierząt dokumentów"

– informuje serwis.

"W środę na polecenie Granicznego Lekarza Weterynarii zwierzęta były karmione i pojone. Sprzątnięto też i zdezynfekowano ich klatki. Do części z nich nie było wcześniej dostępu, są w złym stanie. Nie wiadomo, czy wszystkie uda się utrzymać przy życiu"

– relacjonuje "Wirtualna Polska".

"Poznańskie ZOO na początku informowało, że przyjmie dwa tygrysy. W środę jednak zadeklarowało, że chce wziąć do siebie całą grupę. – Otrzymaliśmy pozwolenie miasta na zatrzymanie wszystkich dziewięciu tygrysów. Jak tylko dostaniemy dokumenty, ruszymy w drogę – mówi WP Małgorzata Chodyła, rzecznik poznańskiego ZOO. Po godzinie 13 zwierzęta ruszyły do poznańskiego zoo"

– puentuje wp.pl

Jeden z tygrysów nie zniósł trudów podróży i padł.

Izrael zamknął ambasadę w Warszawie. Chodzi o pieniądze

Data: 30.10.2019 21:54

Autor: ziemianin

stefczyk.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #warszawa #ambasada #izrael

Ambasada Izraela w Warszawie zawiesiła swoją działalność. Według oświadczenia ma to związek ze strajkiem izraelskich dyplomatów.Ambasada Izraela w Warszawie poinformowała za pomocą portalu społecznościowego Facebook, że ich placówka wstrzymuje działalność. Nie będą świadczone usługi konsularne a dostęp do budynku będzie ograniczony. Nie podano żadnej daty ponownego otwarcia.

Decyzja o zamknięciu ambasady, jak wynika z oświadczenia, jest częścią większego protestu izraelskich dyplomatów. W środę Izrael zamknął bowiem wszystkie placówki dyplomatyczne na całym świecie. Polskie MSZ nie zostało o tym wcześniej poinformowane, ale nie było w tym wyjątkiem – protest izraelskich dyplomatów zaskoczył wszystkich.

Według dziennika Times of Israel powodem protestu są pieniądze. W ramach cięć wydatków izraelskie Ministerstwo Finansów postanowiło obciąć Ministerstwu Spraw Zagranicznych pieniądze na wydatki służbowe dyplomatów. Postanowiono również, że dyplomaci, którym już zrekompensowano wydatki, będą musieli oddać te pieniądze. Chodzi tutaj o kwoty rzędu tysięcy dolarów.

Oświadczenie Ambasady Izraela w Warszawie30 października 2019Zmuszeni zostaliśmy do zawieszenia funkcjonowania naszej…

Opublikowany przez Ambasada Izraela w Polsce Środa, 30 października 2019

Konflikt pomiędzy MSZ – wspieranym przez Ministerstwo Obrony i związek zawodowy pracowników służby cywilnej – i MF nie jest niczym nowym. Izraelscy dyplomaci od dawna żalą się na coraz mniejsze zarobki i na to, że otrzymywane pieniądze nie wystarczają im na niezbędne zakupy, takie jak np. tusz do drukarek. Już w lipcu grozili nawet, że jeśli sytuacja się nie zmieni to będą sabotować np. eksport broni.

Wiele osób przyznaje, że izraelscy dyplomaci mają rację. Sama forma protestu spotkała się jednak z krytyką. Izraelski dziennikarz Alex Ben-Ari stwierdził, że zamknięcie ambasad jest dla niego szokujące. „Oni są zobowiązani do pomocy obywatelom Izraela za granicą. A ci, którzy jej potrzebują, zwykle są w bardzo trudnej sytuacji” – powiedział – „To tak, jak zamykanie szpitali z powodu protestu lekarzy”.

Izrael zamknął ambasadę w Warszawie. Chodzi o pieniądze

Ekspertka: nuda u dzieci bywa twórcza i ma wielki potencjał rozwojowy

Data: 30.10.2019 21:49

Autor: ziemianin

tiny.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #dzieci #nuda #nauka

Nuda u dzieci bywa twórcza. W samych poszukiwaniach jej przełamania tkwi potencjał rozwojowy. Jest jednak pewne ale. Nie można jej zabijać dawaniem dzieciom natychmiastowego dostępu do wirtualnego świata – uważa psycholog dr Aleksandra Piotrowska.

Ekspertka: nuda u dzieci bywa twórcza i ma wielki potencjał rozwojowy

Jej zdaniem nuda może być twórcza, bo jest emocją negatywną, która dziecku przeszkadza, więc szuka ono możliwości, by się jej pozbyć.

"I w tych właśnie poszukiwaniach tkwi cudowny potencjał rozwojowy, ale to jest tylko potencjał. Przecież mogę dojść do wniosku, że jak się tak wynudziłam, wynudziłem, to zacznę szukać na YouTube różnych filmików i nuda znika. Co w tym twórczego? Dokładnie nic" – oznajmiła psycholog.

Jednocześnie stwierdziła, że istotne jest to, by pozwolić dziecku – i dać mu na to czas – aby samo wychodziło z tego stanu. Pokombinowało. Właśnie wtedy pojawiają się u niego wyobrażenia i pomysły. Psycholog przestrzegła jednak dorosłych przed tym, by nie dawali dziecku już po kilku minutach odczuwania nudy gotowego rozwiązania, np. dostępu do urządzeń elektronicznych.

"To co daje najczęściej elektronika, to najniższy poziom naszej aktywności. To tylko recepcja, czyli odbiór" – wyjaśniła psycholog. Przyznała jednak dalej, że dzięki dostępowi do świata wirtualnego dziecko może stawać się twórcą, ale musi wychodzić poza prosty odbiór tych treści.

"To nie jest oczywiście tylko tak, że wartościowe są tylko papier i kredki. Można wyciągnąć smarfton, by nakręcić własny twórczy filmik opowiadający o czymś. To jest właśnie siła twórcza" – uważa.

Zauważyła, że rodzice coraz rzadziej przyzwalają na nudę, nie doceniając wielkiego potencjału, który w niej drzemie.

W łódzkim getcie

Data: 30.10.2019 21:38

Autor: ziemianin

magnapolonia.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #lodz #zydzi #historia

W czasie ustawicznych ataków na dobre imię Polski przez środowiska żydowskie głoszące hasła o rzekomym antysemityzmie Polaków i podkreślające rzekomą bierność naszych przodków w czasie niemieckich akcji skierowanych wobec żydów warto zwrócić uwagę na zachowanie się samych żydów w stosunku do swoich rodaków.

W łódzkim getcie

Dobrym przykładem jest sięgnięcie do źródeł historycznych, odnoszących się do tego okresu. Jedną z takich publikacji są wspomnienia Elżbiety Cherezińskiej pt. „Byłam sekretarką Rumkowskiego – Dziennik Etki Daum”. We wstępie do tych wspomnień Szewach Weiss zapisał: (…) Ukazuje nam też rzecz dzisiaj bezcenną (…) obraz stosunków panujących wśród elit gettowej władzy. Maluje dziwny świat, świat ludzi skazanych na zagładę, a żyjących tak, jakby ich nie dotyczyła, jakby oni jedni mogli jej się oprzeć.

Po takiej rekomendacji warto zajrzeć na strony publikacji, poznając stosunki panujące wśród wspomnianych elit getta łódzkiego. Pod datą 11 maja 1940 roku autorka pamiętników zapisała wrażenie, jakie wywołała na niej wizyta w biurze pani Dory Fuchs – kierowniczki centralnego sekretariatu w czasie pierwszego dnia pracy. Po dostarczeniu sporządzonych dokumentów spotkała swoją szefową malującą paznokcie. Jak zapisała (…) Byłam tak zaskoczona, że przez jakiś czas stałam w miejscu, wpatrując się w ciemnoczerwony lakier w maleńkiej buteleczce. Jakbym przeniosła się z getta w jakiś dawny świat, odległy o setki kilometrów.

Odnosząc się do osoby Reginy Pływackiej, z zawodu adwokat, pod datą 30 maja 1940 roku zwróciła uwagę na pogłoski, jakie krążyły w biurze, w którym pracowała, że (…) zajmuje się odzyskiwaniem pieniędzy należących się z tytułu różnych interesów Żydom przebywających w getcie. Ponieważ Żydom nie wolno przekraczać bram getta, ponoć Pływacka w ich imieniu inkasowała od Polaków i Niemców w Łodzi należne im sumy i pobierała za to sowitą prowizję, ponoć aż 20 procent, i na dodatek dzieliła się nią z Niemcem, który ją ubezpieczał (…) Pani Dora powiedziała (…) że pan Prezes podejrzewa adwokatkę o różne machinacje. Natomiast pod datą 24 czerwca 1940 roku, w związku z informacją o wymianie banknotów na terenie getta poinformowała, że w biurze prezesa pojawiła się Pływacka, która (…) wyglądała na zaniepokojoną, że nie może się spotkać z Prezesem (…) Nie trzeba być detektywem, by się domyślić, że obwieszczenie o wymianie pieniędzy ugodziło w prowadzone przez nią interesy między gettem a miastem.

Rumkowski uważał, że jedyną szansą ocalenia dla żydów jest zorganizowanie warsztatów pracy. Związane to było jednak z wysiedlaniem osób zamieszkujących budynek przeznaczony na warsztaty. Jak zapisała autorka wspomnień pod datą 3 czerwca 1940 roku, (…) przy wysiedleniu mieszkańców z domu przy ulicy Zgierskiej 11, gdzie miały powstać pracownie krawieckie, po prostu nie obyło się bez przemocy. Jednocześnie, jak donosiła sekretarka, dochodziło również do skandali handlowych, jak zapisany przypadek pod datą 27 czerwca 1940 roku, kiedy to prezes Rumkowski otrzymał reprymendę od Hansa Biebowa w związku z aferą (…) o jakiś list wysłany przez kupca z getta, który proponował komuś poza gettem sprzedaż wielkiej ilości pierza. (…) Biebow (…) zwrócił Przełożonemu uwagę, że listy handlowe nie mają prawa krążyć bez kontroli, że nie po to getto zostało zamknięte, żeby kupcy kpili sobie z tego. Nakazał ogłoszenie wśród ludności, że takie transakcje mają być zgłaszane do Przełożonego, a następnie przechodzić przez Zarząd Getta. Jak wielką uwagę przykładano do pracy potwierdza zachowanie Rumkowskiego w związku z zaplanowaną wizytą w getcie Heinricha Himmlera, kiedy to (…) Zaczęło się gorączkowe sprzątanie getta. Prezes krzyczał i groził, że przejaw najmniejszej niesubordynacji skończy się dla winnych w Centralnym Więzieniu.

W swoim pamiętniku pod datą 28 czerwca 1940 roku autorka zapisała jak w przypływie uniesienia i radości w związku z zwycięstwami armii niemieckiej szef Gestapo Richter powiedział Prezesowi: (…) „Już wkrótce Niemcy zdobędą świat. A wtedy Żydów wyślemy na Madagaskar, a pan zostanie ich królem!” (…) A kiedy Richter z śmiechem powiedział to Prezesowi, Rumkowski kiwnął głową, przytakiwał z zadowoleniem!.

Wpis z 5 sierpnia 1940 roku przyniósł interesujący opis Leo Goldberga, osoby którą autorka wspomnień znała z czasów swojej pracy w Gdańsku: (…) ostatnią wiadomością, jaką o nim miałam, był wyrok, który dostał za puszczanie w obieg fałszywych guldenów. Został wtedy skazany na długoterminowe więzienie, a po dziewięciu miesiącach wydalony przez władze gdańskie (…) Dora powiedziała, że Goldberg jest od jakiegoś czasu oficjalnym agentem policji kryminalnej w getcie i że Rumkowski wie doskonale o tym, co robi dla kripo.

Dnia 1 listopada 1940 roku Elżbieta Cherezińska zapisała informację, że wzięła udział w koncercie z okazji Jom Kippur. W swoich wspomnieniach zwróciła uwagę, że na koncert muzyczny Towarzystwa Hazomir w dawnym kinie Bajka bilety (…) wyprzedały się co do jednego (…) Był też Richter z gestapo, ze strony niemieckiej (…) Muzycy grali wyśmienicie. Na Sali delikatny zapach perfum, jak kiedyś!. Podobna informacja o koncertach w getcie pojawia się pod datą 3 grudnia 1941 roku, kiedy to pisze: (…) Już wcześniej w getcie było wielu dobrych muzyków, a teraz w transportach z Europy Zachodniej przyjechało kilku wirtuozów. Dzisiaj ma zagrać wiedeński pianista Birkenfeld. Biletów praktycznie nie można było dostać.

Pod datą 5 listopada 1940 roku sekretarka umieściła charakterystykę Dawida Gertlera. Był on w łódzkim getcie szefem Sonderkommando i kierownikiem „Wydziału Specjalnego” Sonderarbeiteilung , jednostki policji w getcie, służącej Niemcom na zasadach tajnej policji wywiadowczej. Jak zapisała sekretarka Rumkowskiego: (…) Jest oficjalnym agentem gestapo i nie kryje się z tym w najmniejszym stopniu (…) Najogólniej rzecz ujmując, nie jest to ciekawa figura (…) Ostatnio chwalił się, że przed wojną był macherem i załatwiał najróżniejsze sprawy dla łódzkich kupców. Mrugał przy tym, dając do zrozumienia, że nie były to interesy całkiem legalne.

Jednak najbardziej wymowny obraz stosunków panujących w getcie autorka umieściła pod datą 30 października 1941 roku. Odnosząc się do kwestii przyjazdu Niemców z zachodniej Europy do łódzkiego getta, zapisała: (…) Nowi w żaden sposób nie chcą zrozumieć, że getto wykonało wielki wysiłek, aby ich przyjąć (…) A oni zachowują się tak, jakbyśmy to my byli wszystkiemu winni, a nie Niemcy i wojna. To jakaś paranoja. Najwięcej arogancji wykazują niemieccy Żydzi. Odkąd wysiedli na rampie na Marysinie, narzekają. Że w getcie brud, że śmierdzi, że fatalne warunki. Sama słyszałam, jak mówili z pogardą, że Żydzi „stąd” zawsze żyli w biedzie jak w chlewie, więc są do tego przyzwyczajeni. To niesprawiedliwe, oni myślą, że jak przybyli z Zachodu, z „wielkiego świata”, to mogą nas obrażać! (…) Niemieccy Żydzi odmówili noszenia gwiazdy Dawida, takiej jak tu wszyscy nosimy, chcą nosić swoje gwiazdy (z napisem Jude), bo wydaje im się, że to znaczy coś więcej, że to ich odróżnia od nas, „biedaków ze Wschodu”. Naziści podzielili świat na panów i podludzi, a zachodni Żydzi, jakby w tym samym duchu odróżniają „lepszych Żydów” (siebie) od gorszych (nas)!.

Wzburzeniem dla Żydów były różnice w warunkach mieszkaniowych zaprowadzone na terenie getta. Jak zapisała sekretarka Rumkowskiego pod datą 24 grudnia 1940 roku, (…) ludziom (…) kłuje w oczy, że część dygnitarzy gettowych tak się ponad ogół wywyższa. Wiem, że i Prezes ma dwa mieszkania (…) W każdym razie, co do tych willi marysińskich, rozumiem wzburzenie ludności w getcie, kiedy docierają do nich informacje, że ten czy tamten mieszka sobie pięknie i swobodnie w domu, który też przed utworzeniem getta nie należał do niego.

Wymieniając zasługi dla getta, jakie poczynił Rumkowski autorka pod datą 12 stycznia 1941 roku wylicza, że w okresie ośmiu miesięcy od zamknięcia (…) ma swoją walutę, swoją pocztę, Bank Przełożonego, swoją policję i Służbę Porządkową, swoje szkolnictwo, opiekę zdrowotną, ma zorganizowane zakłady pracy i system zasiłków, ma kartki żywnościow, własny sąd, prokuraturę, więzienie i Najwyższą Izbę Kontroli. Od sierpnia ponownie otwarto Domy Modlitwy, jest nawet szkoła z wychowaniem religijnym.

Powyższe fragmenty są tylko wybranymi, które ukazują realizm życia w łódzkim getcie. Ukazują one jedną rzecz, którą stara się zataić w dyskusji publicznej – fakt, że w społeczności żydowskiej w czasie przebywania w getcie istniały różnice wynikające z zajmowanej pozycji, wpływów etc. Naszym obowiązkiem jest poznawać tą historię, gdyż inaczej będziemy bezbronni w argumenty w czasie dyskusji historycznych, które tak często przetaczają się na polskiej scenie politycznej.

Nieusuwalne malware na Androida? Trojan powraca nawet po resecie smartfona

Data: 30.10.2019 21:30

Autor: ziemianin

ithardware.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #android #bezpieczenstwoit #smartfony #xhelper #malware #trojan #wirus #spam

xHelper póki co pozostaje zagadką dla twórców oprogramowania antywirusowego. Malware powraca nawet po przywróceniu ustawień fabrycznych smartfona.

Nieusuwalne malware na Androida? Trojan powraca nawet po resecie smartfona

Najgorszy koszmar ze złośliwym oprogramowaniem możliwe, że własnie się ziścił. ZDNet donosi o szczególnym "szczepie" złośliwego oprogramowania, które ma zdolność do automatycznej ponownej instalacji, co prawie uniemożliwia użytkownikom Androida pozbycie się infekcji. Wirus, znany jako xHelper, został zauważony po raz pierwszy w marcu, a pięć miesięcy później zainfekował 32000 telefonów. W tym miesiącu liczba ta osiągnęła 45000. Według firmy Symantec codziennie jest infekowanych około 130 nowych urządzeń.

Szkodliwe oprogramowanie wyświetla wyskakujące reklamy i spam w powiadomieniach, który przynosi dochód jego twórcom. Użytkownicy są również przekierowywani do sklepu Google Play, skąd właściciele telefonów mają instalować usługi premium, z których również jest dochód. Złośliwe oprogramowanie można pobrać na telefon z Androidem za pomocą przekierowań, które odsyłają użytkowników na stronę internetową z aplikacjami na Androida. Niektóre z tych pobieranych aplikacji, zawierają trojana xHelper.

Po zainstalowaniu jednej z zainfekowanych aplikacji xHelper instaluje się jako osobno pobrana instancja, jednocześnie następuje usunięcie oryginalnej aplikacji, do której był dołączony trojan. Użytkownicy Androida od tego czasu mogą nigdy nie pozbyć się xHelper'a, ponieważ powraca on nawet po przywróceniu ustawień fabrycznych! Sposób działania pozostaje jak dotąd to tajemnicą zarówno dla twórców oprogramowania Symantec, jak i Malwarebytes. Obie firmy twierdzą, że xHelper nie wprowadza modyfikacji ani w samym systemie operacyjnym Android ani w aplikacjach systemowych. Niektóre ofiary zauważyły, że nawet po usunięciu xHelper i wyłączeniu opcji "Instaluj aplikacje z nieznanych źródeł" złośliwe oprogramowanie powraca bez żadnych przeszkód.

Komentarz Tygodnia: Mokre spodnie ważniaka

Data: 30.10.2019 20:46

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komentarztygodnia #gadowskitv #polityka #kghm

O scenach jak z sensacyjnego filmu, które okazały się prawdziwym życiem, o kamienicy Banasia i o administracji skarbowej, o Andrzeju Gut-Mostowym i jego karierze politycznej, o nadaniu tytułu profesorskiego byłemu prezesowi KGHM, o zdaniu matury przez Pawła Gajewskiego, o zamieszaniu wokół przekopu Mierzei Wiślanej, o kulisach makabrycznej sprawy z Essex, która ma swój początek w katastrofie ekologicznej na drugim końcu globu, o zmianie nazwy ulicy w Białymstoku, o śmierci al-Baghdadiego, o prawie geodezyjnym, a na koniec relacja z Targów Książki i kilka słów o nowej pozycji dostępnej w Księgarence.

Komentarz Tygodnia: Mokre spodnie ważniaka

Dyrektor zastraszał nauczyciela krytykującego LGBT

Data: 30.10.2019 00:42

Autor: ziemianin

dorzeczy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #nauczyciele #edukacja #ordoiuris

Nauczyciel jednej ze szkól w Bydgoszczy miał być zastraszany przez dyrektora placówki, ponieważ skrytykował w sieci internetowej działalność ruchu LGBT. Sprawa znajdzie swój koniec w sądzie, zaś belfer domaga się przeprosin za insynuacje pod jego adresem, które znalazły się na witrynie internetowej jego miejsca pracy.

Dyrektor zastraszał nauczyciela krytykującego LGBT

Na co dzień Krystian Frelichowski jest nauczycielem w szkole podstawowej w Złejwsi Wielkiej, znajdującej się kilkanaście kilometrów od Bydgoszczy. Kilka miesięcy temu zamieścił on na swoim koncie na Facebook’u wpis zachęcający do zakupu tygodnika „Gazeta Polska”, do którego dołączona została wówczas naklejka będąca krytyką żądań ruchów mniejszości seksualnych.

To nie spodobało się dyrektorowi wyżej wymienionej placówki. Zdecydował się on z tego powodu zamieścić na stronie internetowej podstawówki wpis, który zawierał między innymi nieprawdziwe informacje na temat nauczyciela, podważające jego umiejętności pedagogiczne. Dodatkowo w oświadczeniu znalazły się groźby zwolnienia niepokornego belfra, ostatecznie usunięte z niego po kilku tygodniach.

Sprawę Frelichowskiego nadzoruje Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”, który zdążył już wysłać pismo przedprocesowe do dyrektora placówki. Oczekiwał w nim, że nie tylko usunie on zamieszczone przez siebie oświadczenie, ale dodatkowo przeprosi na stronie internetowej swojego podwładnego. Ostatecznie tekst zniknął z witryny, jednak sprawa znajdzie swój finał w sądzie, bo nie znalazły się na niej przeprosiny.


Treść i zdjęcie z Wyborcza Bydgoszcz

Bydgoski radny Krystian Frelichowski jest nauczycielem. Ostro broni naklejki, którą Gazeta Polska chciała dołączyć do swego nakładu: Jest protestem przeciwko deprawacji dzieci w szkołach – tłumaczy na Facebooku. Atakuje ruch LGBT – Przyjąć ich absurdalne i kłamliwe teorie, to tak jakby się poddać bolszewikom.

Krystian Frelichowski, uczy w szkole w Złej Wsi między Bydgoszczą a Toruniem. Jest radnym PiS, znanym z udziału w różnych akcjach skrajnej prawicy. Popiera działalność księdza Romana Kneblewskiego, kapelana narodowców. Protestował przeciwko wystawianiu w bydgoskim teatrze sztuki Olivera Frljicia „Nasza i wasza przemoc”.

Teraz broni naklejki z napisem „Strefa wolna od LGBT”, którą Gazeta Polska chciała dołączyć do najnowszego wydania.

Frelichowski tłumaczy: – Zauważyłem, że nie wszyscy rozumieją wymowę naklejki. Wszystkim mającym wątpliwości wyjaśniam, że naklejka nie odnosi się do ludzi, a do ideologii LGBT. Jest protestem przeciwko bezczeszczeniu wizerunku Matki Bożej, Flagi i Godła Polski, przez środowiska LGBT, jest protestem przeciwko wyrzucaniu z pracy ludzi za poglądy inne niż ideologia gender (przeżywaliśmy to w PRL-u) jest protestem przeciwko planom deprawacji dzieci w szkołach. Natomiast osobom mającym problem ze swą seksualnością należy się współczucie, wsparcie lekarzy i psychologów. No jeszcze jedno! Demokracja nie polega na narzucaniu większości poglądów czy rojeń mniejszości – opublikował taki post na swoim profilu na Facebooku.

Wiele osób skomentowało post radnego PiS. Szczególnie oburzało, że podobne poglądy wyraża nauczyciel.

Frelichowski ripostował. O osobach nieheteroseksualnych pisał już wprost, że są dewiantami: „Swoim przykładem uczę ich [swoich uczniów – przyp. red], że nie można obrażać świętości, tak jak czynią to dewianci z LGBT.

A potem dodał: „Przeżyłem komunizm, na nową dyktaturę się nie zgadzam!”

Frelichowski: „LGBT nie żąda równych praw, te posiada, LGBT żąda przywilejów, i na to mojej zgody nie ma. Musimy się bronić, jeżeli nie chcemy być niewolnikami genderystów, bo poddać się im, przyjąć ich absurdalne i kłamliwe teorie, to tak jakby się poddać bolszewikom. To oznaczałoby zniszczenie najwyższej kultury, duchową degradację, zniszczenie państwa, ale też zniszczenie społeczeństwa. Przed tym trzeba się bronić”.

Czy ten serial będzie hitem? Nowy zwiastun serialu The Mandalorian

Data: 30.10.2019 00:14

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #starwars #Mandalorian #Disneyplus #filmy #seriale

The Mandalorian, opowiadający o jednym z najlepszych łowców nagród, otrzymał już dwa sezony, z czego pierwszy zadebiutuje 12 listopada wraz ze startem serwisu Disney+. Akcja serialu rozgrywa się pomiędzy epizodami VI i VII, więc już po upadku Imperium, ale przed narodzinami Najwyższego Porządku. W roli głównej występuje Pedro Pascal, a budżet całego sezonu miał wynieść 100 milionów dolarów. To oznacza, że średnio odcinek kosztował 12,5 mln dolarów.

Czy ten serial będzie hitem? Nowy zwiastun serialu The Mandalorian

Mężczyzna robił rysunki z kawy rozpuszczalnej o swoich wspomnieniach z służby!

Data: 29.10.2019 23:16

Autor: ziemianin

cold-studio.com

#ciekawostki #sztuka #art #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rysunki #malunki #kawa

Corban Lundborg spędził 8 pracowitych miesięcy przebywając w Afryce Wschodniej jako kamerzysta bojowy w armii USA. W czasie jego krótkich przestojów użył kawy rozpuszczalnej w posiłkach gotowych do spożycia (MRE), aby zapisać wspomnienia z pobytu za granicą.

Mężczyzna robił rysunki z kawy rozpuszczalnej o swoich wspomnieniach z służby!

Youtube

@corbanlundborg

„Nakręciłem krótkie wideo, aby podzielić się moim procesem twórczym, używając wszystkich przyborów znalezionych w MRE do tworzenia sztuki.” – powiedział Corban.

Przed 50 laty rozpoczęła się epoka internetu

Data: 29.10.2019 22:02

Autor: ziemianin

kopalniawiedzy.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #internet #ARPANET #PaulBaran #siec #komputer #mainframe #VintCerf #TomBernersLee #www #historia #ucla

Dokładnie przed 50 laty, 29 października 1969 roku, dwaj naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, wykorzystali nowo powstałą, rewolucyjną sieć ARPANET, do przesłania pierwszej wiadomości. Po wielu nieudanych próbach około godziny 22:30 udało się zalogować do komputera w oddalonym o 600 kilometrów Stanford Research Institute.

Źródło

Przed 50 laty rozpoczęła się epoka internetu

Wideo: 40 rocznica powstania sieci – 29 października 1969 roku

Wieloletnia podróż, która rozpoczęła się od… wysłania Sputnika przez Związek Radziecki i trwa do dzisiaj w postaci współczesnego internetu, to fascynująca historia genialnych pomysłów, uporu, porażek i ciężkiej pracy wielu utalentowanych ludzi. Ludzi, wśród których niepoślednią rolę odegrał nasz rodak Paul Baran.

To, co rozpoczęło się od zimnowojennej rywalizacji atomowych mocarstw, jest obecnie narzędziem, z którego na co dzień korzysta ponad połowa ludzkości. W ciągu pół wieku przeszliśmy od olbrzymich mainframe'ów obsługiwanych z dedykowanych konsol przez niewielką grupę specjalistów, po łączące się z globalną siecią zegarki, lodówki i telewizory, które potrafi obsłużyć dziecko.

Zapraszamy do zapoznania się z fascynującą historią internetu, jednego z największych wynalazków ludzkości.

Holokaust, polski antysemityzm... Rewelacje prof. Daviesa o zamkniętym spotkaniu w ambasadzie...

Data: 29.10.2019 21:47

Autor: ziemianin

tiny.pl

#NormanDavies #holokaust #antysemityzm #polska #niemcy #IIwojnaswiatowa #historia #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

– Byłem na tym spotkaniu trudnym człowiekiem, takim trudnym uczniem, który kwestionuje to, co mówi nauczyciel. Przeszkadzałem, bo z całego spotkania miało wyniknąć, że Polska była historycznym ośrodkiem antysemityzmu, w związku z czym zasadne jest określanie Polaków mianem antysemitów. Zakrzyczano mnie. Usłyszałem: "Siadaj!" i "polonofil" – tak o spotkaniu z 1974 roku mówi prof. Norman Davies w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Holokaust, polski antysemityzm… Rewelacje prof. Daviesa o zamkniętym spotkaniu w ambasadzie Izraela (ROZMOWA)

Podobno cierpi pan na nałóg periodyzacji.

Prof. Norman Davies*: Może nie cierpię, ale dzielę wszystkie opowieści na okresy i podokresy. Każdy temat historyczny wymaga periodyzacji.

Sam pan jest tematem historycznym.

Dziwnie być tematem historycznym, bohaterem własnej książki, ale tak, jestem i jakoś to przeżyłem. Będę chciał za chwilę włączyć telewizor. Zbiera się brytyjski parlament. Chyba za godzinę. Będzie pani nagrywać? Na początku pracy nad tą książką też nagrywałem. Wiele godzin. A tak w ogóle, to nie był mój pomysł. Kiedy skończyłem 70. rok życia, wydawca zaczął wspominać, że warto zrobić książkę. Pojawiła się koncepcja, że ma to być autobiografia, po części może wywiad, po części strumień myśli, ale bez określonej struktury. Była maszyna do nagrywania, miałem mówić do tej maszyny. Siedziałem i mówiłem – i wyszło fatalnie.

Wiem, potem pan poprawiał, pisał, potem pan zachorował, wyzdrowiał i w tym roku skończył pan 80 lat.

Nie pamiętam, ile było rund poprawiania tego pierwotnego tekstu. W każdym razie po pięciu latach chciałem rezygnować. Wydawca był jednak uparty. Zaproponowałem więc, że napiszę kapsułki, krótkie historie, epizody, które trzeba będzie dopasować do kolejnych rozdziałów. Pisałem. Prosiłem jednak, żeby powiedziano mi, kiedy przestać. Siedziałem w Oksfordzie i… napisałem ich chyba z siedemset. Horror. Teraz patrzę na tę książkę jak na risotto. Jest baza z ryżu i są dodatki.

Nie widać, gdzie ryż, a gdzie dodatki.

Czytelnik nie widzi, a więc w tym sensie książka jest dobrze zrobiona. Prawie osiemset stron nauki, jak nie pisać pamiętnika. To bardzo ciekawe, jak działa pamięć. Kiedy zadałem sobie pytanie, co się działo w moim życiu w latach 50., to na początku niewiele mi przychodziło do głowy. Byłem w szkole, trochą grałem w piłkę. Miałem też jakieś wspomnienia o domu, rodzicach. Ale znalazłem metodę na przypominanie. Opowiem na przykładzie. Weźmy samochód. Zacząłem się zastanawiać nad pierwszym samochodem w mojej rodzinie i nam tym, co się z nim wiązało, potem zacząłem sobie przypominać wszystkie następne samochody: drugi, trzeci. Okazuje się, że mózg potrafi iść po szlaku.

Teraz dopiero zdał pan sobie z tego sprawę?

Nie! Mam w tym sporą praktykę. Ludzie, którzy czytali tę książkę, pytają, jak to możliwe, że pamiętam tak dużo szczegółów. One po prostu przychodzą. Choć i tak mam poczucie, że bardzo dużo ominąłem, zapomniałem. Każdy pamiętnik musi być subiektywny.

I jest.

Musi być także selektywny.

Jest też bardzo polityczny.

Ach, nie aż tak bardzo. Większość książki nie dotyczy polityki. Życie człowieka dzieje się zawsze w jakiejś erze, na tle różnych sytuacji politycznych. Pamiętam wojnę, to, co po wojnie, zimną wojnę, PRL, Polskę w 1989 roku. Życie poza systemem jest niemożliwe. Doświadczyłem różnych rzeczy. Był czas, że mieszkałem w Krakowie, było to w latach 60., trwało trzy lata, i dość szybko zorientowałem się, że nie jestem tak wolnym człowiekiem, jak mi się wydaje. Okazało się, że chodzą za mną, otwierają listy, które do mnie przychodzą. Byłem zagrożony. Już żeby dostać wizę do PRL-u, trzeba było pójść w Londynie do konsulatu na wywiad, a potem już w PRL-u co trzy miesiące stawiać się na milicji. W pewnym momencie Służba Bezpieczeństwa nakłaniała mnie do współpracy. Z drugiej strony, szybko zdałem sobie sprawę, że ludzie pracujący dla tego systemu, są bardzo niekompetentni. Próbują mieć oko na wszystko, więcej niż oko: kontrolę po prostu, ale są bardzo źle poinformowani. Kiedy już byłem dość znanym autorem, do konsula w Londynie przyszedł telegram tej treści: "Zjawił się w Krakowie niejaki Norman Davies, "nieznany i niezapraszany". Prawda, że to słowo: "niezapraszany", brzmi znakomicie? Pisał to esbek, którego zadaniem była opieka nad obcokrajowcami w Krakowie, a jednak nie miał pojęcia, kim jestem.

Pana autobiografia jest w dużej części historią Polski.

Znowu lekka przesada. Jest też historią Wielkiej Brytanii i mnóstwa innych krajów. Ale prawdą jest, że przez 50 lat pisałem o Polsce i ta wiedza o Polsce poszła w świat. Moje książki przetłumaczono na 30 języków.

Jest też historią relacji polsko-żydowskich, a w zasadzie opowieścią o Polakach w kontekście Holokaustu.

Z tym się do końca nie zgodzę, ale rzeczywiście jest tak, że kilka razy znalazłem się w sytuacjach, które tego tematu dotyczyły, pisałem też na temat.

Panie profesorze, opisuje pan spotkanie w Ambasadzie Izraela w Londynie, w 1974 roku.

Zamknięte spotkanie. Było przeznaczone dla zawodowych młodych historyków. Mówił głównie Yehuda Bauer, izraelski historyk. To miały być warsztaty nauczania o Holokauście. Początek wielkiej akcji, wielkiej kampanii promowania wiedzy o Holokauście na świecie. Profesor Bauer jasno przedstawił schemat historyczny. Opierał siś on na tym, że w czasie wojny, w Polsce, bo to wszystko odbyło się przecież w Polsce, byli wykonawcy, były ofiary i byli ci, którzy na to wszystko biernie patrzyli, tzw. "bystanders". Wykonawcy to hitlerowcy…

Niemcy.

Nie, nie Niemcy: naziści, hitlerowcy. Rzadko się mówi o Niemcach kolektywnie, stereotypowo, jak o Polakach. W tym schemacie nie występowało słowo "Niemcy". Byli hitlerowcy i kolaboranci, ofiary, ale wyłącznie Żydzi, i ci bierni, czyli Polacy. Powiedziałem wtedy: przepraszam, mój teść, Polak, w czasie Holokaustu siedział w dwóch obozach koncentracyjnych.

Wstał pan, rękę pan podniósł?

Tak. Wstałem. Mówiłem o teściu, który przeżył Dachau i Mauthausen. Zapytałem prof. Bauera, czy w związku z tym mój teść był biernym obserwatorem Holokaustu. Usłyszałem, że są wyjątki. Ja na to, że mój teść nie był jedynym Polakiem w obozach koncentracyjnych, tylko miliony Polaków cierpiały, ginęły, więc cały ten schemat nie bardzo pasuje do rzeczywistości.

Ilu było wtedy brytyjskich historyków w ambasadzie Izraela?

Może trzydziestu, może kilku więcej.

I tylko pan zaoponował?

Tylko ja, dlatego to pamiętam. Byłem na tym spotkaniu trudnym człowiekiem, takim trudnym uczniem, który kwestionuje to, co mówi nauczyciel. Przeszkadzałem, bo z całego spotkania miało wyniknąć, że Polska była historycznym ośrodkiem antysemityzmu, w związku z czym zasadne jest określanie Polaków mianem antysemitów. Zakrzyczano mnie. Usłyszałem: "Siadaj!" i "polonofil".

Te ostatnie jako obelgę?

Hm… To było 40 lat temu, ale tak, pamiętam. Tak niestety jest, że Polska została wpisana do tego schematu jakby z góry. I to ciągle wychodzi.

Gdzie jest ta "góra"?

Bardzo często w Ameryce, ale również w Izraelu. Każdy naród, każdy rząd mają pewne schematy w myśleniu o historii. Tylko że Izrael ma specyficzną politykę historyczną. Mogę tysiąc razy powiedzieć, że ten schemat jest nieprawdziwy, ale jeśli jest on powtarzany milion razy, to moje słowa pozostaną kroplą w oceanie. Niestety, ten schemat został przyjęty na Zachodzie, nie tylko na uczelniach, ale i na poziomie wiedzy powszechnej, i dominuje w narracjach o II wojnie światowej. Stało się to jednak dopiero w latach 70. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy byłem studentem w Oksfordzie, w końcu lat 50. i na początku 60., to Holokaust w programie studiów nie istniał. Nie istniał też jako temat w państwie Izrael przez pierwszych dwadzieścia lat po wojnie. Izraelczycy nie chcieli o tym mówić ani słuchać. Kiedy prawica izraelska zdobyła władzę, wymyślono ten schemat, który ja poznałem w 1974 roku. Teraz jest jak Biblia, jedyna niepodważalna prawda. Kiedy już byłem profesorem w Londynie, trudno mi było tłumaczyć, że to zło hitlerowskie, niemieckie, faszystowskie nie było jedyne.

Że był jeszcze komunizm, stalinizm?

Nie tylko, ale głównie. W czasie moich studiów o Stalinie mówiło się często jako o dobrym sojuszniku. Ci, co protestowali, mówili, że było inaczej, byli traktowani jak wariaci, nie liczono się z nimi. Kiedy zaczęto mówić o Holokauście, równocześnie zaczęły się pojawiać świadectwa, że i Stalin to nie był taki znowu miły wuj. Z tym że trzeba pamiętać, że nasze władze nie przyjęły do końca prawdy o Katyniu.

Pan miał wykład m.in. na temat Katynia na Uniwersytecie w Teksasie już w drugiej połowie lat 80.

Wygłosiłem gościnnie wykład o stosunkach polsko-sowieckich. Szefowa wydziału coś niecoś wiedziała o Stalinie, pisywała o nim. Kiedy powiedziałem o Katyniu, że za tą zbrodnią stał Stalin, to zaczęto mnie pytać, jakie mam na to dowody, dokumenty, czy nie powtarzam nazistowskiej propagandy, bo przecież Goebbels w tej kwestii kłamał. I wie pani, nie było dyskusji. To był 1986 rok. Teraz sytuacja się zmieniła. Świat wie o morderczym reżimie Stalina, tylko że emocjonalnie wciąż tego nie przyjmuje. Jest wiedza, są książki dla specjalistów, można o tym czytać, ale publiczność wciąż nie czuje, że to było takie samo zło, jakiego dokonali Niemcy. Albo jeszcze inaczej: tego stalinowskiego zła nie wolno porównywać z hitlerowskim. Każdy historyk, który mówi – tak jak ja – że były dwa mordercze systemy walczące ze sobą, III Rzesza i ZSRR, jest od razu potępiany. Słychać, że tak nie wolno mówić, że to jest przesada. Owszem, przyjmuje się, że Stalin nie był najlepszy, ale jednak walczył po dobrej stronie. To jest dalej polityczna wizja przeszłości. Muszę dodać, że wiele lat później, po powrocie do Teksasu, zostałem tam bardzo dobrze przyjęty. Miasto Houston ogłosiło Dzień Normana Daviesa. Młodszy profesor z Uniwersytetu w Teksasie napisał, że jestem "najwybitniejszym historykiem Europy".

Jednak żołnierze radzieccy nas wyzwolili – to Włodzimierz Czarzasty, szef SLD, kilka dni temu.

Tak? Wyzwolili i równocześnie ciemiężyli. Sami czerwonoarmiści byli niewolnikami. Przecież marszałkowie wojskowi nie kierowali armią… Co roku w styczniu jest uroczystość z okazji wyzwolenia Auschwitz.

Przez Armię Czerwoną.

Tak, i to jest prawda. Tylko że kilkaset kilometrów na wschód, koło Lublina, jest Majdanek, obóz koncentracyjny, który Sowieci wyzwolili, po czym NKWD wpakowało tam Polaków z Armii Krajowej. To dla świata jest za trudne do przyjęcia. Albo zostaje przyjęte tylko mechanicznie, ale emocjonalnie już nie.

Pan miał poczucie, że się zderza ze ścianą.

Miałem i mam.

14 grudnia 1981 roku wychodzi w Wielkiej Brytanii pana książka "Boże igrzysko. Historia Polski".

Prawda, że znakomity moment? Lepszego nie mógłbym sobie wybrać. W Polsce właśnie wprowadzono stan wojenny, a tu premierę ma książka o Polsce. Jednak muszę powiedzieć, że to był kompletny przypadek. Książka miała być wydrukowana rok wcześniej. To był duży tom, bardzo skomplikowany materiał. Redakcja trwała w nieskończoność. I rzeczywiście "Boże igrzysko" ukazało się 14 grudnia.

Potem pojechał pan do Kalifornii, na Uniwersytet Stanforda.

Nie od razu. Cztery lata później. W 1984 roku dostałem zaproszenie, by ubiegać się o Katedrę Historii Europy Wschodniej na Uniwersytecie Stanforda. Prawie dwa lata trwał proces aplikacyjny. Zostałem wybrany jednogłośnie przez komisję kwalifikacyjną. I zaczęło się coś, co trudno zrozumieć. Było jak u Kafki. Po raz pierwszy opisałem to wszystko, w zasadzie dzień po dniu, w autobiografii. Trudno uwierzyć, że w słonecznej Kalifornii wydarzyło się coś, co przypomina Koreę Północną. Niewidzialne siły, zmowa milczenia. Niemożliwe do wyjaśnienia, do zrozumienia, działanie sił wyższych.

Ale nie Boga.

Nie, nie Boga. Ludzi. Kiedy w zasadzie wszystkie formalności zostały załatwione, kupowaliśmy już dom w kampusie, zadzwonił telefon. Pełniący obowiązki przewodniczącego Wydziału Historii w Stanfordzie powiedział grobowym głosem: "Pojawił się pewien problem. Na pana miejscu wróciłbym do Londynu i zapomniał o wszystkim. Nie dostanie pan tej posady". Kiedy zapytałem, o co chodzi, usłyszałem tylko: "Przepraszam, nie wolno mi więcej powiedzieć. Do widzenia". Potem, kiedy pytałem różnych ludzi, o co chodzi, słyszałem tylko: "Nie wolno mi o tym mówić". Jeden z emerytowanych profesorów zastąpił mi drogę i powiedział: "Na pańskim miejscu przekazałbym datek na Palestyńczyków". Dowiedziałem się po kilku tygodniach, że moja sprawa powiązana jest z kwestiami żydowskimi, a zasadzie z opisywanymi przeze mnie stosunkami polsko-żydowskimi.

Chodziło o to, że pan się przeciwstawił temu obowiązującemu schematowi dotyczącemu Holokaustu?

Tak jest. O to chodziło. Jestem przekonany, że mój grzech w ich oczach był taki, iż nie pisałem, że Polacy są antysemitami. Wszyscy Polacy. Bo w tym schemacie jest jeszcze antysemityzm Polaków. On ma być kolektywny, nie ma wyjątków. Polacy kolaborowali, Polacy są antysemitami, a więc popierali Hitlera. Owszem, walczyli przez miesiąc na początku, ale potem w zasadzie zgodzili się z polityką Hitlera. Oczywiście to jest strasznie niesprawiedliwe, ale jeśli jest milion razy powtarzane, to wiemy, jakie przynosi efekty.

Jeśli ten schemat ciągle obowiązuje, to pan się stawia w pozycji wroga.

Naturalnie. I zastanawiałem się, czy powinienem o tym mówić, czy nie. Doszedłem jednak do wniosku, że mam już tyle lat, iż czas to powiedzieć wprost. Ten czas był bardzo bolesny, trudno było to wszystko znieść. Moja żona była wtedy w ciąży, wkrótce urodził się nasz syn. Dlatego bardzo ważni byli dla mnie ci ludzie, którzy mnie wówczas wspierali, m.in. Piotr, Anita, Karolina z rodziną, Suzy i Chris, Paul McCloskey – prawnik, były kongresman, ówczesny członek Rady Nadzorczej Wydziału Prawa na Stanfordzie, wielokrotny bohater i wojenny, i cywilny, pułkownik piechoty morskiej. Zaproponował mi swoje usługi bezpłatnie. On sam spotykał się przez lata z różnymi problemami w kongresie. Niesłusznie nazywany był antysemitą. Koniec końców zostałem wygnany. Stałem się pariasem, formalnie wykluczonym.

Z łatką antysemity?

Nie całkiem. Taką łatką czy bez niej, bardzo łatwo skończyć komuś karierę. Przeżyłem to wszystko, wróciłem do Europy, do Wielkiej Brytanii, i cała afera nie wpłynęła na moją dalszą karierę. Nikt do sprawy nie wracał. Ludzie wolą o tych rzeczach nie mówić.

Dlaczego?

Bo to skomplikowane, w pewnym sensie niebezpieczne, trudno o tym opowiadać krótko i przekonująco.

Nie było też wtedy internetu.

Przez jakiś czas o sprawie pisała prasa. Wiedziałem, że tabloidy są okrutne i lepiej nie być na pierwszych stronach tych szmatławców. Wytrzymałem, nie zmieniłem zdania, nie poddałem się presji.

Jak mówić o historii, uczyć jej, kiedy ma się do czynienia z takimi schematami?

Nie jestem sam. Są inni koledzy. Ostatnio bardzo dzielnie walczy prof. Timothy Snyder. Byłem egzaminatorem jego doktoratu, więc w pewnym sensie on jest…

Kontynuatorem pana pracy?

Ma podobne do mnie poglądy na II wojnę światową i jest dzielny. Tylko że kilku osobom ciężko jest przeciwstawić się tezom powielanym od kilkudziesięciu lat.

Obecny rząd polski powinien nosić pana na rękach za walkę z tym schematem.

Nie nosi i nad tym nie ubolewam. Swoją drogą, ciekaw jestem, jaka będzie reakcja publiczności na wszystko, co napisałem w tej książce. Polska ciągle przez ten schemat cierpi.

Ten dotyczący Holokaustu?

Problem jest dużo szerszy. Jest wielka próżnia, jeśli chodzi w ogóle o wiedzę o Polsce za granicą. Właściwie mało kto wie cokolwiek o Polsce. To nawet nie jest brak wiedzy. To jest indyferentyzm. Ostatnio stworzyłem małą fundację, której celem jest poprawienie stanu wiedzy o Polsce na świecie. Działamy.

Kilka lat temu, w 2013 roku, w Oksfordzie został powołany Programme on Modern Poland – badania nad współczesną Polską, którego pan był inicjatorem. Pieniądze na ten program przekazał Leszek Czarnecki, jeden z najbogatszych Polaków. I program nie działa.

Przykro mi to mówić, ale tak jest. Program już nie istnieje. W Oksfordzie jest przeszło stu profesorów historii. I prawie nikt z nich nie poświęca nawet jednej godziny na historię Polski. Jest gorzej niż wtedy kiedy ja byłem studentem. A to było 60 lat temu!

Nie chcą Polski w Oksfordzie.

Niezbyt chcą. Ale tu i tam są dobrzy specjaliści, tacy jak Antony Polonsky, który poświęcił długą karierę na poprawę stosunków polsko-żydowskich. To jest mój bliski kolega od lat, od czasów kiedy pracowaliśmy na uniwersytecie w Londynie. Jesteśmy mniejszością, mniej niż mniejszością, to zaledwie kilka osób, które chcą, żeby powstały solidne studia dotyczące Polski na światowych uniwersytetach. Mam poczucie, że Polska i jej region stanowią czarną dziurę pomiędzy Niemcami a Rosją. Rosjanie mają bardzo dobrą, wpływową politykę historyczną. Niemcy też.

Ostatnio również Ukraińcy.

Faktycznie, są dużo lepiej zorganizowani niż Polacy. Na Harvardzie jest Instytut Studiów Ukraińskich, polskich nie ma. I nie, to nie wynika z braku pieniędzy, tego jestem pewien. Są różne przyczyny.

Jest opór ze strony Zachodu?

Jest rodzaj muru. Na uniwersytetach pojawiła się tendencja w politologii, historii itd., która nie sprzyja promowaniu pojedynczych narodów. Trzeba umieszczać studia polskie w szerszym kontekście, np. europeistyki. Również slawistyka nie stwarza dobrego środowiska, ponieważ zawsze dominoważ tam będzie rusycystyka.

Sam pan często mówi, że historia Polski to nie jest historia narodowa.

Tak. Polska ma wielonarodowe dziedzictwo. Niestety niewielu naukowców troszczy się o to na tyle, by stworzyś program studiów. W tej chwili w Wielkiej Brytanii tylko w Cambridge funkcjonuje program polski. Działa tam pewien młody Australijczyk, taki trochę drugi Norman Davies, człowiek z zewnątrz, który kiedyś przypadkowo się znalazł w Polsce. Był lektorem języka angielskiego w Bielsku-Białej. Nazywa się Stanley Bill.

Pan też kiedyś uczył angielskiego.

Dlatego mówię, że to drugi Norman Davies (śmiech). Potem zrobił doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację. Dzwoni do pana premier Gliński…

Nie dzwoni, nie zadzwoni.

Załóżmy. Dzwoni i proponuje współpracę w dobrze rozumianym interesie Polski. Co pan robi?

Rozmawiam. Zawsze chętnie z każdym rozmawiam. Mam swoje zasady i wiem, że nie pasuję do współpracy z rządami, ale nigdy nie powiem, że nie będę rozmawiać.

Zdarzało się przez te 30 lat wolnej Polski, że polscy politycy wyśmiewali politykę historyczną. Słychać było, że trzeba patrzeć w przyszłość, a nie zajmować się historią. Pamięta pan?

Trzeba wyjaśnić, co to znaczy polityka historyczna. Moim zdaniem potrzebne było wypełnienie czarnych dziur po latach PRL-u, ale nie wprowadzanie historii sterowanej. Tak, pamiętam. Np. Powstanie Warszawskie, jedno z kluczowych wydarzeń w XX-wiecznej historii Polski. W 1994 roku, w 50. rocznicę Powstania, nie wyszła ani jedna nowa książka na ten temat. Funkcjonowało tylko przestarzałe "Powstanie Warszawskie" Jana Ciechanowskiego. Jednostronna analiza. Temat Powstania w zasadzie w ogóle się nie pojawiał w latach 90. Już było wolno, ale nikt nie chciał tym się zajmować. Czułem, że jeśli ja o tym wydarzeniu nie napiszę, to nikt tego nie zrobi. Kiedy na początku tego wieku zacząłem się przygotowywać do tej książki, już był internet. I kiedy się wpisało w wyszukiwarkę frazę "Warsaw Rising", to bez wyjątku wychodziły tylko informacje o powstaniu w getcie. Powstanie 1944 roku nie istniało. Moja książka wyszła w 2003 roku i nareszcie termin "Powstanie Warszawskie" pojawił się wysoko w wyszukiwarkach. To wielki sukces. Dokonała się jeszcze jedna ważna zmiana – teraz jest "Warsaw Getto Rising" i "Warsaw Rising". I jest porządek.

I jest Muzeum Powstania Warszawskiego.

I sam temat, i muzeum zostały niestety upolitycznione. Oczywiście, ja jestem za tym muzeum i uważam za skandal to, że wcześniej nie istniało, jednak trochę brakuje w nim równowagi, czasem jest przesadna gloryfikacja, wciągane są w to nawet dzieci. A przecież Powstanie Warszawskie było straszną tragedią.

Mam takie wrażenie, że publiczność nie chce niuansów, i nie mówię tego tylko w kontekście historii Polski. Ludzie chcą, żeby wszystko było czarne albo białe. Mity, redukcja do czystego dobra albo czystego zła to są powszechne zjawiska. A my, biedni historycy, nie dajemy sobie rady z mitami. One rosną szybciej. Nie nadążamy za nimi.

Przedmowę do swojej autobiografii pisał pan 29 marca 2019 roku.

Ten dzień był od dwóch lat wskazywany jako data wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej. Większość tej książki pisałem w erze brexitu. 20 lat temu napisałem, że Królestwo Zjednoczone jest zagrożone, że jesteśmy o wiele słabsi niż kiedyż – i brexit obnażył te wszystkie słabości. W tej chwili rodzi się nacjonalizm angielski (nie ogólnobrytyjski) i brexit jest owocem właśnie tego nacjonalizmu. Przecież ci zwolennicy brexitu nawet nie wiedzieli, że my mamy granicę międzynarodową z Irlandią i jeśli wyjdziemy z Unii, ta granica będzie granicą unijną. Taką jak ta Polski z Ukrainą. To jest brak edukacji, brak wyobraźni, do tego anglocentryzm. Zbliża się koniec tego Królestwa. Nacjonalizm i populizm jest widoczny w różnych krajach. To jest chyba skutek globalizacji, że budzi się jakaś fałszywa nostalgia za dawną wielkością. "Make America Great Again" – to jest hasło prezydenta Trumpa. W Wielkiej Brytanii wspomina się Imperium Brytyjskie. I zwykły człowiek czuje, że ktoś odebrał mu tę wielkość.

Pan ma w swoim środowisku zwolenników Brexitu?

U mnie w Oksfordzie 80 procent mieszkańców jest przeciw brexitowi, w Londynie też. Jednak niedawno byłem zaproszony na wykład do ważnego business clubu. Środowisko bogatych ludzi.

W Londynie?

Nie, w sercu Anglii. I 99 procent uczestników tego spotkania było za brexitem. Kiedy powiedziałem, że jestem przeciwnikiem wyjścia z Unii, usłyszałem, że pluję na Anglię, że nie jestem patriotą.

W Polsce też obserwujemy tęsknotę za wielkością.

I też za fałszywą. Widać to w edukacji, w tym, jak dzieci uczone są historii, patriotyzmu. Jako Brytyjczyk jestem jednak skrępowany, kiedy mówię o współczesnej Polsce.

Wiele razy pan o niej mówił.

Ale teraz nie chcę.

Panu z zewnątrz jest łatwiej.

Skorzystałem z tej łatwości i przez 50 lat pisałem o polskich sprawach. Mam nadzieję, że korzystnie.

*Norman Davies – historyk, profesor Uniwersytetu Londyńskiego, członek Polskiej Akademii Umiejętności i Akademii Brytyjskiej, kawaler Orderu Orła Białego. W 2019 roku Akademia Szwedzka przyjęła jego nominację na listę kandydatów do literackiej Nagrody Nobla. We wrześniu ukazała się jego biografia: "Norman Davies. Sam o sobie"

Niemiecka elita to antysemici: „Żydzi mają za dużo władzy”

Data: 29.10.2019 21:34

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #zydzi #izrael

Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” opublikował badania, z których wynika, że „antysemityzm w Niemczech osiągnął punkt krytyczny”.

Niemiecka elita to antysemici: „Żydzi mają za dużo władzy”

wymagany niemiecki

Źródło

Według gazety co czwarty Niemiec jest antysemitą – Niemcy uważają, że Holokaust może się powtórzyć. Badania zostały przeprowadzone przez Światowy Kongres Żydów w RFN. Instytucja uważa, że postawy antysemityckie są szeroko rozpowszechnione.

Co ważne antysemitami stają się elity. Dotyczy to aż 27 proc. wszystkich Niemców i 18 proc. klasyfikowanych przez dziennik jako „elita”. Niemcy podkreślają, że Żydzi za dużo mówią o roli ofiary i Holokauście – uważa tak aż 42 procent Niemców.

„Sueddeutsche Zeitung” zwraca w artykule uwagę, że coraz więcej takich postaw jest rozpowszechnionych wśród osób z wyższym wykształceniem oraz rocznymi dochodami powyżej 100 tysięcy euro. Są oni określani przez gazetę jako „elita”. Aż 48 proc. twierdzi, że Żydzi są bardziej lojalni wobec Izraela niż Niemiec.

„Wiemy co się dzieje, gdy zwykli ludzie odwracają wzrok lub milczą. Nadszedł czas, aby całe społeczeństwo niemieckie zajęło jasne stanowisko i zaczęło walczyć z antysemityzmem. Jeśli ponad jedna czwarta społeczeństwa utożsamia się z antysemityzmem, to nadszedł czas, aby pozostałe trzy czwarte broniły demokracji i tolerancyjnego społeczeństwa” – komentuje przewodniczący Światowego Kongresu Żydów Ronalda Laudera.

Autodrom dla Rosomaków

Data: 29.10.2019 21:18

Autor: ziemianin

milmag.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wojsko #polska #rosomak #armia

Autodrom dla Rosomaków

21 października dowódca 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej dokonał oficjalnego otwarcia nowego obiektu szkoleniowego – toru przeszkód dla wozów Rosomak. Autodrom zlokalizowany jest w garnizonie Międzyrzecz w rejonie Ośrodka Ćwiczeń Wojciechowo. Tor przeszkód w całości wykonany został siłami żołnierzy 17. Brygady.

Tor przeznaczony jest do doskonalenia umiejętności prowadzenia Rosomaków, ale też innych pojazdów będących na wyposażeniu brygady w każdych warunkach terenowych, podkreślił major Artur Filipowicz szef Sekcji Szkolenia jednostki.

Tor składa się z dziesięciu elementów i dzięki temu umożliwia kierowcy Rosomaka trening niemal wszystkich najczęściej wykorzystywanych manewrów. Zaczynając od jazdy slalomem, przez wjazd do garażu przodem i tyłem. Kierowca może pokonywać wzniesienia, głębokie wykopy, ćwiczyć brodzenie, jazdę w terenie piaszczystym z przeszkodami poprzecznymi oraz wjazd na rampę kolejową.

Tor składa się z dziesięciu elementów i dzięki temu umożliwia kierowcy Rosomaka trening niemal wszystkich najczęściej wykorzystywanych manewrów

Co będzie, jeżeli na świecie wymrą słodkowodne małże?

Data: 29.10.2019 18:16

Autor: ziemianin

cutt.ly

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #natura #malze #naukawpolsce #ekologia

Jakie gatunki małży występują w Europie? Na ile są jeszcze liczne i jaką rolę mogą pełnić w utrzymaniu wysokiej jakości ekologicznej rzek i jezior? Jak zarządzać wodami słodkimi, aby te cenne zwierzęta ochronić? Odpowiedzi na te pytania będą szukać członkowie nowej sieci naukowej CONFREMUS, m.in. Polacy.

Na zdjęciu chroniona skójka gruboskorupowa w warunkach górskiej rzeki zarośniętej glonami

Co będzie, jeżeli na świecie wymrą słodkowodne małże?

Małż słodkowodny jest zbudowany z bardzo delikatnej miękkiej tkanki, wyścielającej twardą skorupę. Coś jakby meduza zamknięta w muszli. Ten bardzo delikatny organizm z jednej strony filtruje wodę – stąd jego niezwykła podatność na wszystkie szkodliwe czynniki biologiczne i chemiczne, które woda może zawierać. Z drugiej strony – filtrując wodę – oczyszcza ją z zawiesin, nadmiaru substancji organicznych i mikroorganizmów.

Czy zatem małż może być używany jako wskaźnik jakości środowiska wód słodkich? A z tej drugiej strony, czy miejsca, gdzie dno rzeki jest wybrukowane dużymi małżami, służą jako żywe oczyszczalnie? A przede wszystkim, jakie czynniki są odpowiedzialne za zanikanie występowania słodkowodnych małży i czy ich wymieranie, obserwowane w wodach niemal całego rozwiniętego świata, może zostać powstrzymane?

Na tego rodzaju pytania chcą odpowiadać członkowie nowej sieci naukowej CONFREMUS ("CONservation of FREswater MUSsels: Pan-European approach", CA18239). Sieć składa się z przedstawicieli 25 krajów świata. Została uruchomiona 25 października br. w Brukseli pod egidą COST (European Cooperation in Science and Technology) – organizacji zajmującej się finansowaniem współpracy między naukowcami z różnych krajów.

W projekcie bierze udział wielu naukowców z Polski (głównie biolodzy, ale również hydrolodzy i chemicy), a głównym wnioskodawcą, obecnie przewodniczącym komitetu zarządzającego projektem, jest dr hab. Tadeusz Zając, profesor Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, gdzie projekt będzie organizacyjnie zakotwiczony.

Naukowcy w ramach sieci sprawdzą kilka kwestii. Jakie gatunki małży występują w Europie? Jak są one rozmieszczone? Na ile są jeszcze liczne i jaką rolę mogą pełnić w utrzymaniu wysokiej jakości ekologicznej rzek i jezior? Na ile ich występowanie może służyć do oceny warunków panujących w zlewni? I przede wszystkim – jakie powinno być zarządzanie wodami słodkimi, aby te cenne zwierzęta ochronić?

Jak podkreśla prof. Zając w informacji przesłanej PAP, COST nie finansuje bezpośrednio badań naukowych. Pomaga jednak w zakładaniu międzynarodowych sieci naukowych, które mogą przynieść postęp lub wręcz przełom w nauce – dzięki współpracy pomiędzy naukowcami z różnych krajów, łączeniu wysiłków, wzajemnym udostępnianiu wyników, specjalistycznej aparatury lub po prostu możliwości spotkania specjalistów z różnych krajów i dziedzin w celu wspólnego rozwiązywania problemów naukowych. Organizacja ta finansuje tzw. akcje, czyli spójne merytorycznie projekty, przygotowane przez Głównego Wnioskodawcę w imieniu całej grupy naukowców, którzy dzięki połączeniu wysiłków mogą osiągnąć istotny przełom w rozwiązywaniu problemów naukowych.

Co roku do COST spływa kilkaset projektów wspólnych badań z całej Europy, z których do finansowania kwalifikowane jest zaledwie kilka procent. W tym roku Komitet Wyższych Urzędników COST przyznał finansowanie 40 Akcjom z różnych dyscyplin naukowych. Główni wnioskodawcy i przyszli gospodarze Akcji pochodzili z 17 krajów Europy, liczba projektów przypadających na kraj wahała się od 1 do 4 (Włochy i Hiszpania), jednak z tzw. nowych krajów unijnych tylko 3 kraje będą gospodarzami Akcji: Słowenia (3 projekty) i po jednym Estonia i Polska. Polacy jednak byli członkami zespołów wnioskujących w trzech czwartych ze wszystkich 40 Akcji przyjętych do finansowania.

Tematyka projektów jest bardzo zróżnicowana i trudno je kwalifikować do klasycznych dyscyplin, jako że jednym z głównych założeń COST jest interdyscyplinarność projektów. Dominowały projekty związane z informatyką, medycyną, rozwojem technologii, socjologią i ochroną środowiska.

Językoznawca: nazwisk potrzebowała najpierw szlachta i mieszczanie, a potem – chłopi

Data: 29.10.2019 17:18

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nazwisko #nazwiska #polska #szlachta #mieszczanie #ziemianie #chlopi #nauka

Wszędzie tam, gdzie w grę wchodziły władza i pieniądze, konieczna była dokładna identyfikacja. Dlatego w Polsce nazwiska najpierw zaczęły być potrzebne szlachcie i mieszczaństwu, a na końcu – chłopom. O nazwiskach Polaków opowiada w rozmowie z PAP językoznawca z UW, dr Monika Kresa.

Językoznawca: nazwisk potrzebowała najpierw szlachta i mieszczanie, a potem – chłopi

Ludzie zamieszkujący obszary współczesnej Polski początkowo identyfikowali się za pomocą imion. Z czasem okazało się jednak, że imię nie zawsze wystarcza do dokładnej identyfikacji. „Pierwszą klasą społeczną, która to odczuła, była szlachta. To szlachta zabierała głos na sejmikach, dokonywała transakcji handlowych, dziedziczyła ziemię. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodziły władza i pieniądze, konieczna była dokładna identyfikacja" – mówi w rozmowie z PAP dr Monika Kresa z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, która bada nazwiska Polaków. Dodaje, że nazwiska przydawały się w obrocie handlowym, dlatego z czasem zaczęli ich potrzebować mieszczanie, a potem – kolejne warstwy społeczne.

Jak tłumaczy, pierwsze ślady jednostek, które z czasem mogły stać się nazwiskami, znaleźć można już w Bulli Gnieźnieńskiej z 1136 r. W dokumencie tym – napisanym po łacinie – można znaleźć takie antroponimy, jak Kwiatek czy Dziadek. "Pytanie, jak interpretować takie zapisy: czy są to drugie imiona, przezwiska czy już protonazwiska?" – zastanawia się badaczka. Wyjaśnia jednak, że formacji dwuelementowych zaczęło w Polsce na dobre przybywać dopiero w okolicach XIV wieku.

KOWALSKI – SZLACHCIC CZY MIESZCZANIN?

"Często mówi się, że nazwiska zakończone na -ski czy -cki to nazwiska szlacheckie. Jest w tym cząstka prawdy. Tylko jednak wówczas, gdy chodzi o nazwiska odmiejscowe. Jan, który posiadał wieś o nazwie Sucha, identyfikował się początkowo jako Jan z Suchej. Z czasem jednak zaczynał się mianować Janem Suskim. Jeśli zaś Wojciech był dziedzicem Dobrej Woli – stawał się Wojciechem Dobrowolskim. Takie nazwiska wskazywały na to, co dany szlachcic posiadał" – mówi językoznawca. Jak podkreśla, w początkowych okresach funkcjonowania antroponimicznego systemu dwuelementowego nazwiska nie były jednak dane raz na zawsze. Jeśli bowiem Jan Suski kupił Dobrą Wolę, mógł stać się Janem Dobrowolskim. „Ważniejsze niż stały sposób identyfikacji był jego majątek” – podsumowuje badaczka.

Gdy nazwiska z sufiksem -ski zaczęto odbierać jako szlacheckie, a zatem lepsze, również mieszczanie, a z czasem także i chłopi zaczęli urabiać swoje nazwiska na taką modłę. Dlatego zdarzało się, że ktoś, kto wcześniej miał na nazwisko Pszczółka, w którymś momencie w dokumentach zaczął się pojawiać jako Pszczółkowski. „Nazwisko tak utworzone nie pochodzi więc już od nazwy miejscowości, jest więc tzw. nazwiskiem modelowym” – wyjaśnia dr Monika Kresa.

Zaznacza, że nie przy każdym nazwisku z przyrostkiem -ski lub -cki łatwo jest ustalić, czy jego nosiciele mają pochodzenie szlacheckie czy nie. „Jeśli ktoś ma na nazwisko Kowalski, to nie wiadomo, czy jego przodkowie posiadali wieś Kowale, czy może raczej byli kowalami. Tu potrzeba badań genealogicznych i historycznych, a nie wyłącznie językoznawczych" – wyjaśnia.

SKĄD TO NAZWISKO?

Dr Kresa opowiada, że wśród nazwisk mieszczan dużą grupę stanowiły antroponimy odzawodowe. To nazwiska takie jak Knap (z niemieckiego tkacz) czy Szewczyk. „One miały działać tak, jak działa szyld reklamowy. Kiedy komuś zepsuł się piec, wiedział, że ma się udać do Zduna lub Zdunika” – tłumaczy językoznawczyni.

Jak dodaje, wśród nazwisk chłopów sporo było odwołań do świata przyrody. „Dla społeczności wiejskiej ważny był nie majątek, czy zawód, ale to co jej najbliższe – świat roślin i zwierząt” – mówi. Dlatego ktoś, kto mieszkał niedaleko brzozowego zagajnika, mógł z czasem zyskać nazwisko Brzozowski, ktoś inny o zębach podobnych do króliczych nazywany był Królikiem.

Wśród nazwisk – wymienia dr Kresa – pojawiały się też nazwiska pochodzące od przezwisk. „Jak widziano danego człowieka, tak go nazywano. Jeśli ktoś miał dużą głowę – mówiono o nim Głowacz, jeśli zaś miał loki – Kędziorkiem. O człowieku niskim mówiono Malec, o wysokim – Wielgat” – wymienia dr Kresa.

„Badania nazwisk przezwiskowych pokazują, jak bardzo jesteśmy złośliwi i zwracamy uwagę na wady innych. Nazwiska przezwiskowe pochodzą przede wszystkim od określeń cech i atrybutów, które mogły być wyśmiewane: Nosacz pewnie miał więc za duży nos, a Warda – był leworęczny. Drugiego człowieka postrzegano przez raczej pryzmat jego wad, a nie zalet. Są wprawdzie takie nazwiska, które pokazują świat wartości pozytywnych, ale one są znacznie rzadsze i mogą pochodzić także od dawnych imion dwuczłonowych, np. Miłkowski od imion typu Miłosław – mówi badaczka.

Wśród nazwisk sporą grupę stanowią bowiem właśnie nazwiska odimienne. „Znajdujemy je wśród przedstawicieli różnych stanów społecznych – to nazwiska, które pokazują, jak ważne były więzi rodzinne” – mówi dr Kresa. Dodaje jednak, że takie odimienne nazwiska bardziej popularne były u Słowian wschodnich i południowych. „Tam więcej jest nazwisk zakończonych na -ic, -icz czy -ić – świadczących o tym, że ktoś był czyimś synem. Na naszym gruncie są to takie nazwiska jak Piotrowicz, Pawłowicz, czy… Mickiewicz, które może pochodzić od formy imienia Mikołaj” – tłumaczy rozmówczyni PAP.

NAZWISKO OBOWIĄZKIEM

Z czasem nazwiska stawały się coraz popularniejsze. Dopiero jednak pod koniec XVIII i na początku XIX wieku wszyscy zaborcy Polski wprowadzili obowiązek noszenia nazwisk i zakaz zmieniania ich formy.

Urzędnicy odnotowujący nazwisko w dokumentach albo jednak respektowali to, jak ktoś był nazywany w swojej społeczności, albo sami nadawali nazwiska petentom. „Zjawisko to było widoczne zwłaszcza wśród Żydów” – mówi dr Kresa i tłumaczy, że Żydzi na polskich ziemiach do XIX posługiwali się często otczestwem – formacją utworzoną od imienia ojca. „Zaborcy albo respektowali te otczestwa – stąd takie nazwiska jak np. Salomonowicz czy Dawidowicz – albo narzucali im jakieś inne nazwiska. Łaskawy urzędnik nadawał nazwisko ładne, nierzucające się w oczy. Bywali jednak i tacy urzędnicy, którzy nadawali nazwiska prześmiewcze, szkalujące. Np. ubogiego Żyda nazywali Bogaczem” – podaje przykład badaczka.

SAPIEŻYNA I CZUBÓWNA

Inną interesującą kwestią badawczą są nazwiska kobiet. W XVI-XVIII wieku nazwisko kobiety rzadko miało tę samą formę, co nazwisko jej męża i ojca. Żona Kowala była Kowalową, a córka Kowalówną. „Formacje te informowały o przynależności. Kobieta była jakby własnością męża lub ojca. Rzadko funkcjonowała w dokumentach jako samodzielny, niezależny człowiek” – komentuje dr Kresa. Dodaje, że niektóre nazwiska patronimiczne (od nazwisk ojców) i marytonimiczne (od nazwisk mężów) mogły powodować problemy identyfikacyjne – nie było bowiem oczywiste, że Sapieżyna to żona Sapiehy, a Sapieżanka to jego córka. Równie prawdopodobne jest to, że są one spowinowacone z panem o nazwisku Sapieża lub Sapiega. „Prowadziło to do nieporozumień. Ponieważ zaś nazwiska miały być niezmienne, a ich celem była identyfikacja, 50., 60. XIX wieku zaczęto odchodzić od formacji zakończonych na -owa, -ina, -ówna czy -anka. Stanowi to także językowy dowód na emancypację kobiet. Zyskały one bowiem inną pozycję niż w wiekach XVII czy XVIII, a to znalazło odzwierciedlenie w systemie antroponimicznym” – opowiada badaczka.

„Nazwiska to skamieliny, z których możemy wyczytać zarówno system językowy naszych przodków i dawno zaginione archaizmy, jak i pewne zależności społeczne, jakie dawniej obowiązywały. To, jak brzmią teraz nasze nazwiska, wynika więc z tego, jakie pytania zadawano sobie dawniej na temat samych siebie czy sąsiadów. To dlatego nazwiska związane są zwykle albo z tym, jak wyglądali nasi przodkowie, z kim byli spokrewnieni, co w życiu robili, albo skąd pochodzili" – podsumowuje dr Monika Kresa.

WTF? Najbogatsi kupią 8 tys. odrzutowców, które emitują mnóstwo CO2. A ty się . . .

Data: 29.10.2019 17:13

Autor: ziemianin

theguardian.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #klimat #samoloty #wtf

To jest niesamowite! W dobie ostrej jazdy na węgiel i paliwa, które powodują emisje CO2, w dobie międzynarodowych programów, których celem jest oduczenie zwykłych ludzi od korzystania z dobrodziejstw współczesnej cywilizacji, największe korporacje oraz najbogatsi ludzie na świecie zamówią 8 tys. (!) nowych prywatnych odrzutowców, które potrafią emitować nawet 40-razy więcej CO2 na pasażera niż zwykły liniowy samolot. To pokazuje, że relatywnie największym problemem globu nie są ludzie biedni lecz wąska grupa najbogatszych.

WTF? Najbogatsi kupią 8 tys. odrzutowców, które emitują mnóstwo CO2. A ty się ograniczaj i nie jedz mięsa

Zgodnie z informacjami opublikowanymi w raporcie na temat światowego bogactwa ("Global Wealth Report 2018" autorstwa Bank Credit Suisse) – w 2007 roku 1 procent najbogatszych ludzi na świecie dysponował 44 procentami światowego majątku. Na koniec 2018 roku wspomniany 1 procent populacji posiadał już 47 procent światowego bogactwa.

Wartość światowego majątku ciągle się powiększa. Na koniec 2018 roku eksperci z Bank Credit Suisse szacowali całkowitą wartość światowego majątku na blisko 317,1 bilionów dolarów. Kwota ta była wyższa o 4,6 proc. w porównaniu z końcem 2017 roku. Najwięcej majątku posiadają mieszkańcy Ameryki Północnej (106,5 bln USD). Tam też w 2018 roku rosły one najszybciej na świecie (o +6,5 proc. w porównaniu do poziomu z końca 2017 roku). Na drugim miejscu są mieszkańcy Europy (85,4 bln USD ze wzrostem o +5,5 proc. w porównaniu do końca 2017 roku). Najmniej majątku posiadają mieszkańcy Afryki (zaledwie 2,6 bln USD przy rocznym wzroście na poziomie +4,4 proc.).

Widać zatem, że świat się bogaci, ale kompletnie nierównomiernie. Najwięcej nominalnie zyskują ci najzamożniejsi z największymi majątkami. Najmniej – najbiedniejsi, których majątki – w porównaniu do najbogatszych – stają się de facto coraz mniejsze.

Co istotne – w ślad za bogactwem idą również emisje CO2 do atmosfery. Im dany region jest zamożniejszy, tym – co do zasady – więcej emituje gazów cieplarnianych. Relatywnie najwięcej CO2 emituje wąska grupa najbogatszych. To oni (i należące do nich korporacje) w ciągu najbliższych 10 lat kupią ok. 8 tys. nowych prywatnych odrzutowców. Dlaczego o tym wspominam? Otóż emisja CO2 przypadająca na 1 pasażera w takich małych samolotach odrzutowych potrafi być nawet 40-razy większa od emisji przypadającej na 1 pasażera w normalnym samolocie rejsowym!

Jeśli polityka klimatyczna ma przynieść rezultaty i światowy poziom emisji ma się zmniejszyć (pomijam kwestię czy rzeczywiście przyniesie to wymierne efekty w walce z ociepleniem klimatu), to należy wymagać znacznie większych poświęceń od najmożniejszych, a nie od najbiedniejszych. To najbogatsi powinni ograniczyć swoje fanaberie, kupować mniej samochodów, znacznie mniej samolotów, jachtów i dużych domów, aby ci biedniejsi widzieli sens chodzenia do sklepu ze szmacianą torbą na zakupy i ograniczenia ilości spożywanego mięsa.

Źródło informacji: TheGuardian

Wiśniowy sad wydał niecodzienny plon. 4166 rzymskich monet ujrzało światło dzienne

Data: 29.10.2019 16:41

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #ciekawostki #informacje #wiadomosci #szwajcaria #skarb #monety #zlodziejstwo

Szwajcarski rolnik, który przechadzał się w swoim sadzie, natknął się kilka dni temu na mieniący się w słońcu krążek. Podniesiona z ziemi moneta była stara i to stało się powodem użycia szpadla, dzięki któremu udało się wykopać ponad 4000 rzymskich srebrnych denarów.

Wiśniowy sad wydał niecodzienny plon. 4166 rzymskich monet ujrzało światło dzienne

Wiśniowy sad był łaskaw odkryć swoją tajemnicę. W Szwajcarii w gminie Iken, według archeologów, przed wiekami, w tym właśnie miejscu funkcjonowała rzymska osada. Kilka godzin gorączkowego kopania pozwoliło gospodarzowi na odkrycie tak pokaźnego zachowka.

W Szwajcarii obowiązuje podobnie restrykcyjne prawo do naszego, a więc wszystkie artefakty archeologiczne są własnością narodową, niezależnie od kantonu, w którym zostały znalezione.

Na miejscu pojawił się zespół archeologiczny oraz urzędnicy kantonalni, którzy zabezpieczyli skarb. Zabezpieczyli, oznacza, że monety odebrano znalazcy i przekazano do miejscowego muzeum.

Sadownik otrzymał symboliczne „znaleźne”, lecz nie była to kwota godna uwagi, o czym informują szwajcarskie media.

Najciekawsze jest to, co umknęło w przekazach dziennikarskich. Chodzi o pełną identyfikację znalezionych denarów. Niestety, tej informacji brak.

Równe dopłaty bezpośrednie dla wszystkich rolników? Proszę bardzo! Oto, jak Bruksela . . .

Data: 29.10.2019 16:32

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #rolnictwo #uniaeuropejska #niemcy #francja #polska #zlodzieje

Właśnie rozpoczął się taniec wokół Polski w sprawie dopłat bezpośrednich do hektara. Okazuje się, że twarde stanowisko naszego kraju w sprawie przyszłego budżetu Unii Europejskiej otworzyło nową ścieżkę dla swoistego ukarania, a może tylko postraszenia naszych władz.

Równe dopłaty bezpośrednie dla wszystkich rolników? Proszę bardzo! Oto, jak Bruksela chce okraść polskich rolników

Niemiecki portal internetowy właśnie poinformował, że na stół negocjacyjny ma trafić propozycja likwidacji dopłat bezpośrednich do hektara, na rzecz zapłaty za każdego pracownika zatrudnionego w gospodarstwie.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, za pomysłem stoją Niemcy i Francuzi. Dziennikarze powołują się na francuski think tank. Tenże zespół doradczy „wykombinował”, jak przy okazji reformy rolnej UE ponownie „skubnąć” rolników z krajów Europy Środkowo-Wschodniej i zarobić krocie.

Tematowi można przyjrzeć się jeszcze w inny sposób. Do tej pory, premiowane były duże i bardzo duże gospodarstwa w ramach pomysłu: im więcej hektarów, tym większe pieniądze. Skoro Polska żąda zrównania opłat bezpośrednich dla rolników ze starej Unii i nowych krajów, to wymyślono sposób zmniejszenia potencjalnych strat rolników francuskich i niemieckich i oto gotowy „myk”.

Ilu pracowników zatrudnia przysłowiowy Pan Jan w 10 hektarowym gospodarstwie? Zwykle pracuje on sam, ewentualnie syn i żona.

Ilu pracowników zatrudnia średniej wielkości gospodarstwo 100-500 hektarowe i wielkopołaciowe o powierzchni np. 3000 hektarów i więcej. Ci średni zatrudniają 20 ludzi, ci najwięksi nawet kilkuset.

Czy naprawdę tak trudno wyliczyć, kto znów otrzyma wielkie pieniądze w ramach dopłata, a kto okruchy z „pańskiego stołu”? Polacy, chcieliście równych dopłat? To je macie! Każdemu zatrudnionemu UE zapłaci tyle samo, a to ilu zatrudniacie pracowników, to już nie nasza sprawa. Oto pomysł brukselskich „cwaniaków”, którzy myślą, że Polacy nie umieją liczyć.

Niech wnioski wyciągną sami czytelnicy, a my będziemy nasłuchiwać wieści z Brukseli.

Z Williamsa powietrze schodzi powoli

Data: 29.10.2019 14:16

Autor: ziemianin

pl.motorsport.com

#formula1 #meksyk #wiadomosci #codziennaprasowka #informacje #f1 #motosport

Z nieznanych przyczyn tempo wyścigowe Williamsa w Meksyku nie było dramatyczne i to nie był "standardowy" wyścig tej ekipy. Kubica i Russell powalczyli i tylko pech Polaka sprawił, że nie dojechał przed Anglikiem.

Z Williamsa powietrze schodzi powoli

FW42 zmiennym jest

Po kwalifikacjach zastanawialiśmy się, czy George Russell będzie w stanie zdublować Roberta Kubicę w wyścigu. Do takich rozważań uprawniały wyniki czasówki, w której Polak stracił najwięcej do Anglika w tym sezonie – ponad 1,3 sek. Sam Kubica mówił, że jeżeli samochód będzie się tak zachowywał, to czeka go bardzo długa niedziela.

Fakt, Robert stracił pierwszy trening, a w kwalifikacjach popełnił błąd w drugim przejeździe, blokując oponę, ale te czynniki nie usprawiedliwiały tej straty. Auto znów się ślizgało, nawet przy niskich prędkościach i trzeba było kombinować.

Nastawiliśmy się zatem dość negatywnie na niedzielę, ale bolid Williamsa znów nas zaskoczył – wyjątkowo – na plus. Już podczas okrążenia zapoznawczego po wyjeździe z boksów Kubica zauważył zupełnie inne prowadzenie auta. Mimo odczucia spadku mocy na starcie, znów był w stanie pokazać swój wyścigowy talent i na pierwszym kółku wyprzedzić nie tylko Russella, ale też Romaina Grosjeana. Zazwyczaj w takich sytuacjach George prędzej czy później radził sobie z Robertem, ale nie tym razem. Polak utrzymał się przed kolegą z zespołu aż do pit-stopu. Niestety, mechanicy Williamsa tym razem potrzebowali dwukrotnie więcej czasu na zmianę kół niż standardowo i Kubica stracił miejsce. Bardzo szybko je jednak odebrał i to tak niespodziewanie, że Russell aż zaklął pod nosem.

Tym, co bardzo bolało Anglika było przeświadczenie o tym, iż Kubica go mocno blokuje. Po piątkowych symulacjach długich przejazdów, na których Williams miał podobne tempo jak Haas czy Alfa Romeo, Russell nastawił się na walkę z tymi ekipami. Nie był tymczasem w stanie – nawet mając wciąż DRS – wyprzedzić Kubicy na torze. Do nikogo pretensji jednak mieć nie może – dwukrotnie popełnił błąd, który Robert wykorzystał – tak jest w motorsporcie.

Problem Russella rozwiązał się jednak na 9 okrążeń przed końcem.

Wolny kapeć

Na 60. okrążeniu Robert usłyszał od inżyniera wyścigowego, że z jego opony uchodzi powoli powietrze i musi zjechać do boksów. Polak był zdziwiony i zapytał zespół, czy są pewni. Byli i Robert zjechał na nieplanowany pit-stop.

Oczywiście nie mógł zostać na torze, nawet jeżeli wydawało mu się, że wszystko jest w porządku. Ewentualne uszkodzenie opony zapewne skutkowałoby też uszkodzeniem bolidu, a to w sytuacji Williamsa mogłoby oznaczać potężne kłopoty z przystąpieniem do GP USA.

Po powrocie na tor Kubica był ostatni, a Russell mógł cieszyć się czystym powietrzem i prezentował dobre tempo. To Polak jednak wykręcił lepszy czas wyścigu od niego – oczywiście dzięki nowym oponom. Warto odnotować, że to pierwszy taki przypadek w tym sezonie. Kubica w starciu z zespołowym rywalem pozostaje bez „punktu” jeszcze "tylko" w kwalifikacjach.

Po wyścigu Williams przekazał, że w oponie Kubicy znaleziono kawałki włókna węglowego, choć podejrzewam, że gdyby dokładnie przyjrzeć się oponom każdej ekipy po wyścigu, to również można byłoby trochę elementów bolidów znaleźć.

Kubica miał jednak tego pecha, że ten problem przydarzył mu się w jednym z mniej odpowiednich momentów tego sezonu – gdy jechał dobry wyścig, utrzymując za sobą partnera z zespołu. Praktycznie wszystkie dotychczasowe rundy, oprócz Niemiec, byłyby bardziej odpowiednie na taką przygodę.

Na pewno?

Problemem Williamsa jest to, że nawet starający się zachować 100% racjonalność kibic, nie jest w stanie pozbyć się myśli, że tej przebitej opony jednak nie było, a ekipa po prostu chciała po cichu zamienić swoich kierowców. O team orders mówiłoby się głośno. Nakazanie Kubicy przepuszczenie Russella po to, by Anglik był na 16, a nie na 17. miejscu byłoby ewenementem.

Według niektórych wybrano zatem łatwy do wytłumaczenia sposób, szczególnie, że w razie draki można wymigać się błędem czujnika lub znaleźć jakieś odłamki w oponie. Nie można się dziwić tym, których teoria o "wolnym kapciu" nie przekonuje. Tegoroczna historia Williamsa, szczególnie po ogłoszeniu przez Kubicę odejścia z ekipy, mówi sama za siebie. Rzekomy upływ czasu w kwalifikacjach GP Singapuru, wycofanie Roberta po wypadku Russella w Rosji czy zdjęcie dającego pozytywne efekty skrzydła w Japonii. To tylko 3 ostatnie Grand Prix.

Williams nie zapracował sobie na zaufanie kibiców, co jednak nie musi oznaczać, że w tej konkretnej sytuacji nie uchronili Kubicy przed poważniejszymi problemami.

Przesłanie

Nie wiemy, czy Kubica utrzymałby się przed Russellem do końca rywalizacji. Anglik słyszał od Jamesa Urwina, swojego inżyniera, że Kubica ma większy problem z temperaturami niż on więc jest szansa na atak pod koniec wyścigu. Słychać było to wcześniej. Kubica mimo jechania w czystym powietrzu musiał wciąż stosować „lift and coast”, a Russell robił to okazjonalnie.

Ostateczny wynik nie jest jednak ważny. Ci, którzy swoje zainteresowanie F1 przejawiają w rzuceniu okiem na tabelę, mogli wypowiedzieć swoje "Kubica znowu ostatni”. Jednak ci, którzy spoglądają nieco szerzej, mają powody do satysfakcji. Robert znów świetnie spisał się na starcie, prezentował dobre tempo i skutecznie drugi raz zaatakował Russella.

Po raz kolejny chimeryczny bolid uniemożliwił mu pokazanie swoich umiejętności w całym weekendzie wyścigowym, ale do nas wędruje przesłanie, że kierowca Williamsa to nadal "stary, dobry Kubica".

I tylko George Russella szkoda, że tak przejmował się porażką z Kubicą, rozważając po wyścigu straconą szansę poprzez brak zamiany samochodów. Deklaracje o tym, że nie jest istotne kto będzie ostatni, a kto przedostatni pozostają tylko deklaracjami.

Tekst powstał przy współpracy z powrotroberta.pl

Przywódca Chin nowym wrogiem Sorosa

Data: 28.10.2019 18:23

Autor: ziemianin

nytimes.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #chiny #XiJinping #soros #polityka

Amerykańsko-żydowski miliarder George Soros wskazał swojego nowego „śmiertelnego wroga”. Jest nim Xi Jinping, przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej, mający jego zdaniem być głównym zagrożeniem dla tak zwanego społeczeństwa otwartego. Według Sorosa za obecną pozycją chińskiego przywódcy odpowiada zresztą Zachód, obdarzający Chiny zbyt dużym zaufaniem.

wymagany angielski

Przywódca Chin nowym wrogiem Sorosa

Kontrowersyjny finansista udzielił obszernego wywiadu dziennikowi „The New York Times”, poruszając w nim szereg zagadnień związanych z obecnymi wydarzeniami na arenie międzynarodowej. Soros odniósł się więc między innymi do obecnej wojny handlowej pomiędzy Chińską Republiką Ludową a Stanami Zjednoczonymi, dlatego poparł politykę mającą na celu zmuszenie koncernów takich, jak Huaiwei do otwarcia chińskiego rynku na zagraniczne produkty.

Zdaniem amerykańsko-żydowskiego miliardera w przeciwnym razie Chiny dalej będą się zamykać, co będzie możliwe jeszcze przez pokolenia dzięki implementacji przez to państwo nowoczesnych technologii. To właśnie one mają bowiem umacniać pozycję tego kraju jako najbogatszego, najsilniejszego i najbardziej zaawansowanego technicznie „autorytarnego reżimu”.

Soros zaznaczył przy tym, że w swoich poglądach nie zajmuje antychińskiego stanowiska, lecz jest po prostu przeciwnikiem wspomnianego Xi jinpinga. Stąd oskarżył on chińskiego przywódcę do używania przez niego technologii, aby za jej pośrednictwem przeciwstawiać się idei otwartego społeczeństwa. Po części bierze się to z faktu, iż państwa zachodnie obdarzyły Państwo Środka zbyt dużym zaufaniem.

Na podstawie: NyTimes

Kosztowne interesy państwa polskiego z Kulczykiem. Umowy podpisywali ludzie z rządu SLD lub PO

Data: 28.10.2019 12:03

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka

W ubiegłym tygodniu głośno było o wyroku Sądu Unii Europejskiej, który potwierdził, że należąca do rodziny Kulczyków spółka Autostrada Wielkopolska uzyskała od państwa polskiego w latach 2005 – 2011 pomoc publiczną niezgodną z unijnymi zasadami. Sąd zakwestionował przelewy na 894 mln zł, jakie nasze państwo płaciło spółce założonej przez Jana Kulczyka. To jednak nic – umowy koncesyjne na A1 i A2 są tak skonstruowane, że Polska nadal musi płacić olbrzymie pieniądze prywatnym spółkom. Tylko od 2015 do I kw. 2018 roku koncesjonariusze dostali aż 4,7 mld zł.

Kosztowne interesy państwa polskiego z Kulczykiem. Umowy podpisywali ludzie z rządu SLD lub PO

pozostała treść TU

Ardanowski: Nasz cydr jest doskonały. Czas na polski calvados!

Data: 28.10.2019 11:43

Autor: ziemianin

gov.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #cydr #jablka #rolnictwo

Jeszcze w wakacje media rynkowe informowały, że Polska aspirowała do miana potęgi w produkcji trunku z naszych jabłek. Sprzedaż cydru jednak gwałtownie spada. Czy idzie lepsze?

Ardanowski: Nasz cydr jest doskonały. Czas na polski calvados!

"Jestem absolutnie przekonany, że Polska, kraj o bardzo dużej produkcji jabłek pozostanie znaczącym graczem na tym rynku"

– powiedział dziś minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski podczas konferencji pt. „Polskie jabłka i cydr – nowe wyzwanie”.

Pomimo to, liczba sprzedawanego cydru spada w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Minister Ardanowski duże partie owoców tzw. przemysłowych widziałby najchętniej zagospodarowane na wiele sposobów, m.in. na soki, koncentrat, mus, pulpę czy też przerobione na cydr.

"Każda z tych dróg powinna być wykorzystana, a dołożyłbym do tego także produkcję wysokoprocentowego alkoholu typu calvados"

– podkreślił minister Jan Krzysztof Ardanowski.

Minister Ardanowski potwierdził, że produkujemy i chcemy produkować wyroby najwyższej jakości. Dotyczy to również cydru.

"Jakość naszego cydru jest zdecydowanie wyższa, choćby ze względu na obowiązujące u nas normy"

Prof. Marek Jan Chodakiewicz - Jak zatrzymać antykulturę totalitarnych mniejszości ?

Data: 28.10.2019 10:49

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ProfMarekJanChodakiewicz

Wykład prof. Marka Jana Chodakiewicza pt. "O cywilizacji śmierci. Jak zatrzymać antykulturę totalitarnych mniejszości?" wygłoszony na zaproszenie Klubu Polonia Christiana. Spotkanie odbyło się 31 lipca 2019 roku w Sali Konferencyjnej Domu Literatury w Warszawie. UWAGA! Drastyczne treści. Tylko dla widzów dorosłych

Prof. Marek Jan Chodakiewicz – Jak zatrzymać antykulturę totalitarnych mniejszości ?

Tym raz znany historyk wyszedł z archiwów i opisał to co widział na własne oczy jako student a potem naukowiec w San Francisco, Los Angeles i Waszyngtonie czyli jak cywilizacja śmierci przejęła Stany Zjednoczone. – Napisałem tę książkę, bo ważne jest, by Polacy wiedzieli co ich czeka, jeśli się nie przeciwstawią cywilizacji śmierci ? mówi prof. Chodakiewicz. – A ja widziałem na własne oczy jak LGBT, gender, feminizm wyszły z podziemi i stopniowo przejęły politykę amerykańską wprowadzając nową odmianę marksizmu, którą ja nazywam marksizmem-lesbianizmem. Jeszcze nie jest za późno, by tę plagę w Polsce zatrzymać. Ale by ją zatrzymać trzeba wiedzieć z czym ma się do czynienia. Ja tę wiedzę przedstawiam.

F1 VLOG 150: Niezły Meksyk! Przypadki, które znów spowolniły RK. Fenomenalne zagranie Mercedesa

Data: 28.10.2019 08:34

Autor: ziemianin

youtu.be

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rk88 #robertkubica #kubica #motosport #formula1 #f1 #meksyk #f1vlog

Podsumujmy szereg zbiegów okoliczności, które sprawiły, że ilekroć Robert Kubica wywalczył sobie miejsce przed Georgem Russelem, tylekroć je tracił po reakcji zespołu. Oczywiście bez żadnych intencji. Czysto przypadkowo.

Omawiamy także fenomenalną strategię Mercedesa i równie niesamowitą jazdę Lewisa Hamiltona, który w sytuacji niemal niemożliwej dowiózł do mety kolejne zwycięstwo.

Do tego parę słów o Maxie Verstappenie, którego Lewis traktuje na torze jak kierowcę specjalnej troski.

Na koniec parę słów o nowym, fenomenalnym mistrzu świata WRC oraz bardzo udanym sezonie Kajetana Kajetanowicza w WRC2.

F1 VLOG 150: Niezły Meksyk! Przypadki, które znów spowolniły RK. Fenomenalne zagranie Mercedesa

Niezwykła historia ssaczego mleka

Data: 27.10.2019 18:18

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #uwaganaukowybelkot #unb #nauka #mleko

Jest taka substancja, która potrafi ukształtować nasze zdrowie na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Bardzo, bardzo wczesnym. W zasadzie to nasze pierwsze pożywienie. Mleko. Substancja, której wydzielanie jest charakterystyczne dla ssaków. Substancja, od której uzależnione jest ich przeżycie. Substancja dużo bardziej niezwykła niż się może nam w pierwszej chwili wydawać.

Niezwykła historia ssaczego mleka

To były największe drapieżniki, jakie żyły na terenie Polski

Data: 27.10.2019 12:25

Autor: ziemianin

sciencedirect.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #natura

Miały blisko 12 metrów długości i polowały na wielkie krokodyle. Pliozaury, morskie gady sprzed 152 mln lat, były prawdziwymi superdrapieżnikami – ich odkrywca nazwał je jurajskimi smokami z Krzyżanowic. W pełni zasłużyły na to miano.

wymagany angielski

To były największe drapieżniki, jakie żyły na terenie Polski

Dr Daniel Tyborowski i dr hab. Błażej Błażejowski (których pewnie znacie już z wykopalisk w Owadowie i wspólnego poszukiwania wielkich amonitów z dumą zapozowali mi do zdjęcia z rekonstrukcją głowy zwierzęcia, które pieszczotliwie nazwali „Jurą”. Była to ogromna, 10-12-metrowa samica, której skamieniałe kości, w tym wielkie i ostre zęby, odkryli w Krzyżanowicach pod Iłżą, na skraju Gór Świętokrzyskich. Samica była gadem (ale nie dinozaurem) należącym do rodzaju pliozaur, który 152 mln lat temu, w okresie jury, był superdrapieżnikiem zamieszkującym płytkie morze. Paleontolodzy nie wiedzą jeszcze, czy odkryli zupełnie nowy gatunek zwierzęcia, czy też jest to gad już znany nauce, ale bez względu na to odnalezienie szczątków tego potwora na ziemiach Polski jest ogromną niespodzianką i sukcesem.

Odkrywcą „Jury” jest dr Daniel Tyborowski z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie, a [pracę na temat pliozaurów z Krzyżanowic](Odkrywcą „Jury” jest dr Daniel Tyborowski z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie, a pracę na temat pliozaurów z Krzyżanowic opublikował wraz dr. hab. Błażejem Błażejowskim z Instytutu Paleobiologii PAN w piśmie „Proceedings of the Geologists’ Association”. Paleontolodzy kopali na terenie wykopalisk z Krzyżanowic, które polscy naukowcy eksplorowali już od lat 60. XX wieku. ) opublikował wraz dr. hab. Błażejem Błażejowskim z Instytutu Paleobiologii PAN w piśmie „Proceedings of the Geologists’ Association”. Paleontolodzy kopali na terenie wykopalisk z Krzyżanowic, które polscy naukowcy eksplorowali już od lat 60. XX wieku.

To miejsce to prawdziwy skarbiec kości z okresu późnej jury. Paleontolodzy odkopali tu szczątki zwierząt ze wszystkich pięter ówczesnego łańcucha pokarmowego. Jego podstawę stanowiły wielkie ślimaki, które osiągały do 30 cm długości. Polowały na nie żółwie morskie i ryby, które z kolei były pożerane przez wielkie gady – długoszyje elasmozaury i krokodylomorfy (czyli przodków dzisiejszych krokodyli). Na szczycie łańcucha pokarmowego znajdowały się ogromne pliozaury, które osiągały do 12 metrów długości. Były największymi drapieżnikami, jakie kiedykolwiek żyły na terenach Polski.

Szczególnie interesujące jest to, że zwierzęta te pochodziły z różnych regionów geograficznych: krokodylomorfy i żółwie morskie odkrywano wcześniej głównie na południu Europy, zaś pliozaury i elasmozaury – na północy. Aż tu nagle zebrały się wszystkie razem!

Naukowcy doszli do wniosku, że okolice Gór Świętokrzyskich, zalane morzem w okresie późnej jury, stanowiły węzeł paleogeograficzny. Oznacza to, że w tym punkcie stykało się kilka mórz: jedno sięgające Wysp Brytyjskich, drugie – Rosji, a trzecie wybiegające ku terenom śródziemnomorskim. Docierały tu zwierzęta żyjące w różnych morzach i mieszały się ze sobą jak w kotle u czarownicy. Tak powstał dziwny ekosystem pełen wielkich drapieżników.

Może sobie przypominacie, że podobna sytuacja miała miejsce w Owadowie-Brzezinkach, geoparku, który odwiedziliśmy latem tego roku wraz z Błażejem Błażejowskim i Danielem Tyborowskim. Na tamtym stanowisku odkryli oni amonity i wielkie morskie gady, ichtiozaury, które przybyły tam z północy, oraz żółwie morskie i krokodylomorfy – z południa. Ale fajną mają, chłopaki, robotę 😊

Norwegia - Barnevernet odebrał im dziecko na 4 dni, bo na stole stał otwarty szampan. Teraz . . .

Data: 25.10.2019 21:35

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Barnevernet #Norwegia #OrdoIuris #Oslo #prokuratura #zabieraniepolskichdzieci

Maciej Kryczka o dramatycznym sylwestrze polskiej rodziny w Norwegii i walce sądowej rodziców o ukaranie nadużywających swych uprawnień norweskich urzędników.

Barnevernet odebrał im dziecko na 4 dni, bo na stole stał otwarty szampan. Teraz polscy rodzice żądają sprawiedliwości

Maciej Kryczka z Ordo Iuris mówi o procesie polskich rodziców, którzy chcą pociągnąć do odpowiedzialności urzędników norweskiego Barnevernet za nadużycie uprawnień.

Sprawa sięga sylwestra z 2015 na 2016 r., kiedy rodzice „wraz z małoletnią spędzali sylwester w Oslo i poszli oglądać z fajerwerki”. Wtedy „zostali zaczepieni przez pijaną i agresywną młodzież norweską”. Wrócili w związku z tym do domu i zadzwonili na policję. Kiedy ta do nich przyjechała „zauważyła, że na stole w mieszkaniu jest otwarty szampan”. Wystarczyło to jej, żeby zadzwonić po Barnevernet w celu odebrania dziecka. Prawnik podkreśla, że „rodzice owszem napili się szampana, natomiast nie byli w stanie upojenia alkoholowego, które by uniemożliwiałoby zajmowanie się dziećmi”.

W rezultacie urzędnicy norwescy odebrali dziecko rodzicom i trzymali je w pogotowiu opiekuńczym do 4 stycznia. Nasz gość zaznacza, że wina urzędników polegała nie tylko na „nie tylko na bezpodstawnym odebraniu dzieci, ale też na niepoinformowaniu o możliwości odwołania się od ich decyzji, braku zapewnienia kontaktu z dzieckiem i odebraniu dziecka siłą, co spowodowało sporą traumę u małoletniej”.

Prokurator zawiesił śledztwo i wystąpił do Norwegii z prośbą o przesłanie wszelkich dowodów i z pytaniem, czy sama Norwegia nie byłaby zainteresowana przeprowadzeniem takiego postępowania wyjaśniającego.

Kiedy rodzice odzyskali swoją córkę, po czterech dniach, kiedy nie mieli z nią kontaktu, uciekli do Polski, obawiając się, że będą ją im chcieli ponownie odebrać. Po powrocie do kraju postanowili oni wystąpić przeciwko urzędnikom z art. 231, o przekroczenie uprawnień. Doprowadzenie do procesu nie było łatwe, gdyż prokurator, otrzymawszy odpowiedź Norwegii, która nie przesłała żadnych materiałów, za to zadeklarowała, że jest zainteresowana przeprowadzeniem własnego postępowania, umorzył sprawę. Od tej decyzji reprezentujący rodziców adwokat złożył zażalenie do sądu rejonowego w Tarnowie, wskazując, że deklaracje Norwegii nie są wiążące dla naszych organów.

Ta sprawa to tzw. gorący ziemniak, przerzucana między Warszawą a Tarnowem, reprezentujemy od dwóch lat, zaś czyn jest datowany na grudzień 2015 i styczeń 2016 roku i można powiedzieć, że całe te 3 lata upłynęły na tym, czy w ogóle ci urzędnicy będą pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

Obecnie sąd w ciągu zapewne dwóch lub trzech miesięcy wyznaczy termin rozprawy, na którą nie wiadomo jeszcze czy będzie wzywał oskarżonych. Gdyby uznał, że potrzebuje ich obecności, a nie stawiliby się, może wobec oskarżonych zastosować tymczasowy areszt. Urzędnicy mogliby być objęci europejskim nakazem aresztowania. Gdyby ich skazano, byłby to pierwszy taki przypadek w Polsce.

Prezes polskiej spółki obsługującej wiele giełd kryptowalut zatrzymany

Data: 25.10.2019 21:31

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kryptowaluty #bitcoin #Bitfinex #CryptoCapital #gielda

W czwartek wieczorem w Warszawie wylądował wojskowy samolot, na pokładzie którego znajdował się Ivan Manuel Molina Lee, zatrzymany w Grecji na polecenie polskiej prokuratury. Kim jest Ivan i dlaczego to bardzo ciekawe?

Prezes polskiej spółki obsługującej wiele giełd kryptowalut zatrzymany

Odwiecznym problemem giełd kryptowalut był, jest i będzie brak banków chcących obsługiwać ich rachunki. Świat bankowości jest mocno regulowany – trzeba na przykład sprawdzać, czy ktoś z klientów banku nie pierze pieniędzy lub nie finansuje terroryzmu. Z kolei większość giełd kryptowalutowych stara się dbać o prywatność swoich klientów – bo w końcu o to (po części) w kryptowalutach chodzi. Wiele banków woli zatem po prostu z takiego klienta zrezygnować. To problem – bo jak sprzedawać i kupować kryptowaluty, nie obsługując walut tradycyjnych? I co ma z tym wspólnego polski bank spółdzielczy ze Skierniewic?

Jest problem, jest rozwiązanie


więcej na stronie źródła

Witamina C „lewoskrętna” – fakty i mity

Data: 25.10.2019 21:23

Autor: ziemianin

aptekagemini.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #wiadomosci #informacje #zdrowie #witaminac

W ostatnim czasie powstało wiele spekulacji dotyczących witaminy C. Wierzymy, że odpowiednia dawka chroni nas przed infekcjami, a w środowisku zwolenników medycyny naturalnej stała się ona niezwykle popularna. Istnieją różne mity stanowiące, że witamina C ”prawoskrętna” jest gorsza niż “lewoskrętna”. Oto kilka faktów i mitów dotyczących tej tajemniczej witaminy.

Witamina C „lewoskrętna” – fakty i mity

Witamina C

Witamina C to nazwa aktywności biologicznej między innymi kwasu askorbinowego. Litera L, dodawana czasem przy nazwie kwasu askorbinowego, oznacza konfigurację atomu węgla w łańcuchu bocznym cząsteczki, która jest pochodną glukozy – stąd niektóre zwierzęta są w stanie wytwarzać kwas L-askorbinowy na własne potrzeby. Ponadto kwas D-askorbinowy nie jest aktywny biologicznie – to znaczy, że nie wykazuje aktywności witaminy C i ma wyłącznie właściwości przeciwutleniacza. Aktywność biologiczną wykazują w pewnym stopniu natomiast, oprócz samego kwasu L-askorbinowego, jego sole oraz niektóre postaci utlenione. Kwas L-askorbinowy w postaci leku to właściwa forma, ta, którą organizmy wykorzystują w naturze. Ponadto, metoda przemysłowa wytwarzania kwasu askorbinowego jest częściowo biologiczna i wykorzystuje mikroorganizmy. Synteza “sztucznego” kwasu D-askorbinowego jest znacznie droższa i trudniejsza, a przemysł farmaceutyczny nie ma żadnego powodu, by wytwarzać tę “niewłaściwą”.

Właściwości “lewoskrętnej” witaminy C

Lewo- i prawoskrętność substancji wynika z aktywności optycznej substancji chemicznych. Cały proces polega na skręcaniu wiązki światła zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara. Jednak warto wiedzieć, że w przypadku kwasu askorbinowego, bez względu, czy to izomer L- czy D – (określenie konfiguracji cząsteczki), jest tylko i wyłącznie prawoskrętny (określenie skręcalności właściwej, niezależnej właściwości fizykochemicznej). Fakt, że kwas L-askorbinowy wykazuje właściwość biologiczną witaminy C oznacza, że witamina ta nie jest nawet prawoskrętna, a cząsteczka, do której się odnosi jest prawoskrętna. Stąd nie istnieje coś takiego jak lewoskrętna czy też prawoskrętna witamina C, a całe zamieszanie wokół witaminy dotyczy pomieszania pojęć skręcalności optycznej i izometrii przestrzennej. Z punktu widzenia chemii wszystko jest jasne, a cały mit witaminy lewoskrętnej został wymyślony na gruncie niewiedzy i potrzeb marketingu. Każda witamina C działa dokładnie tak samo i nie ma “żadnej” lepszej witaminy.

itamina C – dawkowanie i znaczenie w codziennej diecie

Nie da się ukryć, że witamina C kojarzy nam się ze stosowaniem w okresie przeziębienia i grypy. Jej właściwości są jednak nieco bardziej złożone. Dlaczego witamina C jest tak istotna?

Jest niezbędna przy produkcji kolagenu, czyli białek tworzących dodatkową warstwę nabłonkową, która utrudnia wirusom przedostanie się do organizmu człowieka.

Przyczynia się do produkcji limfocytów, czyli białych krwinek.

Witamery witaminy C w produktach naturalnych są niestety niezbyt trwałe i rozkładają się już podczas gotowania. Pewnym źródłem witaminy C są zatem świeże warzywa i owoce, zwłaszcza cytrusowe. Aby regularnie uzupełniać witaminę C, do swojego jadłospisu należy wprowadzić określone produkty. Istnieje także możliwość suplementacji witaminy C, ale należy pamiętać przy tym o prawidłowym dawkowaniu. Przedawkowanie witaminy C może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych, w tym związanych z układem pokarmowym (nudności, bóle brzucha).

Co ma najwięcej naturalnej witaminy C?

Witamina C ma za zadanie podniesienie odporności organizmu na wirusy. Jest przeciwutleniaczem oraz kofaktorem wielu enzymów, dzięki czemu aktywnie uczestniczy w mnogich procesach metabolicznych. Witamina C wspiera proces gojenia się ran, a także zmniejsza stres oksydacyjny w tkankach. Chociaż witamina C jest bardzo powszechna w naturze, to może jej zabraknąć w diecie. Niedobór witaminy C można odczuwać poprzez ogólne osłabienie czy też krwawienie z dziąseł. Jeśli objawy będą się nasilać, konieczna będzie konsultacja lekarska oraz uzupełnienie witaminy, najlepiej w formie suplementów diety i leków. Jej brak może poważnie zaszkodzić naszemu organizmowi. Witamina C występuje w następujących owocach:

pomarańcze,

melony,

cytryny,

truskawki,

kiwi,

jagody,

jabłka.

Znajdziemy ją również w warzywach, np.:

kiszona kapusta,

kalafior,

szpinak,

cebula,

papryka,

kapusta,

natka pietruszki.

Aby witamina nie straciła swoich wartości w okresie zimowym, kiedy dostęp do świeżych owoców i warzyw może być utrudniony, warto kupować mrożone produkty.

Kubica: to co jadłem, ile spałem, gdzie byłem i jechałem na wakacje zależało od mojej pasji.

Data: 25.10.2019 14:41

Autor: ziemianin

noizz.pl

#wywiad #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #robertkubica #kubica #rk88 #formula1 #f1

Robert Kubica kilka tygodni temu ogłosił zakończenie swojej współpracy z zespołem Formuły 1, ROKiT Williams Racing. Jego przyszłość nadal nie jest znana, a sam zainteresowany zapewnia, że nie jest pewien swoich planów na rok 2020. W krótkiej przerwie po wyścigu w Japonii i przed weekendem wyścigowym w Meksyku, Robert Kubica na dwa dni przyjechał do Polski. Udało nam się namówić go na chwilę rozmowy, która jak zawsze przyniosła nam kilka ciekawych odpowiedzi na pytania, które zawsze chcieliśmy mu zadać.

Kubica: to co jadłem, ile spałem, gdzie byłem i jechałem na wakacje zależało od mojej pasji (wideo wywiad)

Robert, ostatnio przed Tobą otworzyło się sporo różnych ścieżek zawodowych.

Robert Kubica: To coś wiecie więcej niż ja!

Tak jak 2 lata temu i rok temu Twoim celem był powrót do Formuły 1, tak jaki jest teraz Twój cel? Mówiłeś, że jeśli chodzi o priorytety to jest ściganie się, ale jaki jest Twój cel?

Hm, właśnie. Celem jest myślę, znalezienie możliwości ścigania się gdzieś, gdzie będę mógł potwierdzić to, co już wiem, co akurat w tym sezonie nie było łatwe. Mówię tutaj o ściganiu, ponieważ tak naprawdę to by było dla mnie najlepsze. Oczywiście, nie wszystko zależy ode mnie, nie wszystko, zresztą, jak zawsze, dzieje się po naszej, po mojej myśli, ale sądzę, że ten sezon, trudny sezon, tak naprawdę miał wiele pozytywnych aspektów, których niestety nie widać, ale które są nawet ważniejsze niż wyniki. Są to aspekty, które pozwalają mi spać spokojnie i pozwalają mi mieć świadomość tego, że akurat pewne rzeczy, których nie widać, ale które są ważne, są na dobrym poziomie. Myślę, że doszedłem do poziomu, w którym jestem usatysfakcjonowany.

Jeszcze odnośnie tego celu. Wszyscy skupiają się na tym celu, na efekcie końcowym, a jednak to ta droga, aby osiągnąć ten cel, myślę, że jest najważniejsza.

Myślę, że tak jak zawsze, droga nigdy nie jest łatwa. Cele mogą się zmieniać. Chyba że mamy cel podany na tacy, u mnie z reguły nigdy tak nie było. Myślę, że pracą i szczęściem można dojść do swoich celów. Miejmy nadzieję, że niektóre cele, może nie wszystkie, będę w stanie je realizować. Pamiętajmy, tak naprawdę nie zawsze można osiągać swoje najwyższe cele. Moją cechą charakteru jest to, nie wiem w sumie, czy to jest pozytywne, czy negatywne, ale z reguły jest tak, że ja się koncentruje na jednej rzeczy. Bardzo trudno przychodzi mi koncentrować się na wielu rzeczach, tym bardziej, jeśli nie mam nad nimi kontroli. Jeśli chodzi o te najbliższe cele, stawiam je sobie realistycznie i miejmy nadzieję, że będę je w stanie osiągnąć.

Mówi się, że Formuła 1 to królowa sportów motorowych. Też tak to postrzegasz?

Na pewno! Jeśli chodzi o bolidy i o to, jaki Formuła 1 reprezentuje sobą poziom, jest to najlepsza i najwyższa kategoria w tej drabince motorsportowej. W momencie, kiedy się wycofałem ze ścigania, czy też przestałem jeździć w rajdach, moim głównym celem był powrót na tor właśnie w najwyższej, najlepszej kategorii, w której mogłem się ścigać. Oczywiście Formuła 1 jest tą najwyższą kategorią, ale mówienie o tym sezonie, że się ścigaliśmy jest trochę naciągnięciem prawdy. Fakt jest taki, że moim głównym celem był powrót do ścigania się w środowisku, w którym więcej się nie da osiągnąć. Myślę, że w tym sezonie były aspekty, gdzie można było pewne rzeczy zrobić lepiej, mówię tutaj nie tylko o swojej jeździe, ale także o całej sytuacji. Niestety, ten sezon, fakt, spędziłem w najwyższej kategorii sportów samochodowych, ale myślę, że poziom, który reprezentowaliśmy nie był najwyższy, mogliśmy pewne rzeczy zrobić lepiej.

Nie mówiąc już o tej bliższej przyszłości, ale tej dalszej. Myślisz, że jest szansa, abyś kiedyś był po tej drugiej stronie w Formule 1? Abyś był osobą, która zajmuje się analizą tych wszystkich danych, która pomaga wprowadzać zmiany w bolidzie w trakcie weekendu wyścigowego. Może byłbyś jakimś dyrektorem albo właścicielem?

Nie, właścicielem nie, ponieważ trzeba być naprawdę pozytywnie zwariowanym człowiekiem, żeby bawić się w tej sport! (śmiech)

Jesteś taki!

Myślę, że świat Formuły 1, który widzi każdy kierowca, przynajmniej ja, jest związany z prowadzeniem bolidu. Oczywiście są inne aspekty tego świata, ale prowadzenie bolidu to jest 90 procent. 90 proc. satysfakcji. Wszystkie funkcje, które są realizowane wokół bolidu, czyli praca z inżynierami, mechanikami – to jest świat, który mnie kręci, który zawsze lubiłem, którego najbardziej mi brakowało, w momencie, w którym się nie ścigałem w Formule 1. Wszystko, co się dzieje w Formule 1 plus, czyli poza tym światem kierowca-bolid-inżynier-mechanik, niekoniecznie mnie pociąga. Nie jestem dużym fanem tego akurat świata. Jeśli mam być szczery, nie brakowało mi go w ogóle. Brakowało mi jeżdżenia, pracy przy bolidzie oraz pracy nad tym wszystkim, co ma wpływ na to, żebym i ja i zespół stawał się lepszy. Co będę robił w przyszłości? Czy będę miał rolę kierowcy, czy też chęci wykonywania innej roli w tym świecie? Nie wiem. Dużo zależy od środowiska w jakim pracujemy, z jakimi ludźmi mamy do czynienia. Zespoły Formuły 1 są jak duże firmy – każda firma ma swój styl pracy, swoje DNA, priorytety, schematy pracy. Jestem osobą, która się wychowała na tym świecie, ale z innym punktem widzenia – punktem widzenia kierowcy. Nie jest łatwo połączyć bycie kierowcą, czyli mentalność kierowcy razem z mentalnością firmy, czy też prowadzenia jej lub bycia w innej roli tam. Na pewno na dzień dzisiejszy skupiam się na tym, aby być kierowcą.

A jest jakieś stanowisko, którego jednak chciałbyś spróbować?

Nie. Uważam, że akurat wychowując się, jako kierowca od małego miałem okazję ścigania się i bycia w tym świecie na najlepszym stanowisku, jakie mogłem sobie wymarzyć. Są plusy i minusy bycia kierowcą, ale jeśli zaczynasz swoją przygodę z kręceniem kółkiem od wieku 5 lat i starasz się być co raz lepszy, to myślę, że nie ma nic lepszego dla każdego kierowcy, jak dojście do Formuły 1 i bycie tam jako kierowca podstawowy.

Kariera to stan umysłu. Nie jesteś jednym z tych kierowców, którzy walczą o to, aby mieć milionowe konta na Instagramie. Dla Ciebie najważniejsza jest ta kariera sportowa.

Tak (śmiech).

I tego właśnie się bałam (śmiech).

Tak. To zależy od charakteru i od tego, jaką drogę się przeszło do bycia kierowcą Formuły 1. Młode lata ścigania miały duży wpływ na to, jakim stałem się kierowcą, ale także jakim stałem się człowiekiem. Wykształciły także mój charakter pozasportowy. Oczywiście nie ukrywam, że 90 proc. tego, co się działo w moim życiu w różnych latach, a tak naprawdę od kiedy pamiętam, było poddawane jednej roli, czyli bycia kierowcą. To, co robiłem pomiędzy wyścigami, zależało od tego, co będzie zaraz po nich. Czy to będą testy, czy kolejne wyścigi. To, co jadłem, to ile spałem, to gdzie byłem, nawet to gdzie jechałem na wakacje zależało od mojej pasji. Mój charakter wykształcił się na torze w warsztatach. Stałem się kierowcą i mój najlepszy okres bycia kierowcą był wtedy, kiedy social mediów nie było. Te rzeczy nie mają wpływu na to, czy ja jeżdżę w niedziele lepiej, czy nie. Gdyby miały wpływ, to pewnie bym to robił. Robię to wszystko to, co ma wpływ. Bycie aktywnym na różnych social mediach wchodzi w ten pułap, który jest poza tym schematem kierowca-bolid-inżynier-mechanik i to co ma wpływ na bycie lepszym jako kierowca i jako zespół.

No właśnie, czyli można powiedzieć, że w Formule 1, jeśli chodzi o Twój wizerunek, jesteś trochę na swoich zasadach.

Każdy ma swój charakter, każdy ma swój styl pracy. Ja mam swoje priorytety. Może to też się bierze z tego, że potrafię się koncentrować tylko na jednym celu i moja energia i wszystko, co robię, jest ukierunkowane właśnie temu. Branie osób trzecich, które nie mają nic wspólnego z moim życiem, z moją historią, żeby co 24 godziny lub co 48 godzin publikowały jakąś fotkę, którą ktoś zrobił i podpisywały ją słowami, które w ogóle nie należą do mojej osoby nie reprezentuje mnie. Albo bym to ja robił, albo w ogóle tego nie robię. Był okres, że próbowałem to robić, ale jako, że mi to nie przychodziło naturalnie, po prostu tego nie robiłem, dlatego najchętniej bym to zamknął! (śmiech) Nie, żartuję. To nie jest tak, że ja nie myślę o fanach i nie widzę ich, tylko po prostu uważam, że rzeczy, którymi chcę się podzielić z innymi, powinny przychodzić mi samemu naturalnie. Wymuszanie pewnych rzeczy według mnie nie ma sensu.

Firmy, które zajmują się zabezpieczeniem i przechowywaniem danych nie zawsze istniały w Formule 1. Uważasz, że to jest niezbędne, aby takie firmy, jak Acronis dbały dane w Formule 1?

Myślę, że stało się to wręcz niezbędne. Dbanie o swój "know how", o swoją wiedzę jest bardzo ważne. Nie chodzi tutaj tylko o dane. To, co się dzieje na torze jest przesyłane do fabryki, dalej jest analizowane. Przechowujemy także dane dotyczące wszystkich projektów, które dotyczą pracy nad nowymi bolidami. W 2007 roku był przypadek, że zostały skradzione dane jednego z zespołów i następnie sprzedawana. Każdy zespół ma prawo do ochrony i to jest dobre, że wszyscy zaczęli o to dbać. Oczywiście, gdybyśmy chcieli dowiedzieć coś o bolidach to myślę, że obydwoje chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś o tych lepszych, a nie najgorszych. Ochrona musi być na bardzo wysokim poziomie w tych najlepszych zespołach, co nie znaczy oczywiście, że Williams i Acronis nie muszą tego robić, wręcz przeciwnie. Partner taki, jak Acronis jest bardzo potrzebny takiej firmie, jak Williams. Nie chodzi tu tylko o Formułę 1 oraz o wyniki sportowe, ale tak naprawdę o przeróżne projekty, pomysły.

Adrianna Zalewska

Autor w Noizz.pl

Zestawienie 362 metod tortur stosowanych przez UPA na Polakach

Data: 25.10.2019 11:36

Autor: ziemianin

dziennik-zlozony.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ukraina #upa #zbrodnia #drastyczne

Zbrodnie dokonywane przez ukraińskich oprawców na Polakach w latach 1939-1947. Poniżej wynik długoletnich prac badawczych Aleksandra Kormana, który spisał 362 metody tortur fizycznych, a także psychicznych, stosowanych wobec Polaków przez zbrodniarzy z OUN i UPA oraz innych ukraińskich szowinistów w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu na południowo-wschodnich ziemiach II Rzeczypospolitej Polskiej. Są to przypadki udokumentowane źródłowo, stosowanych przez zbrodniarzy OUN-UPA tortur wobec kobiet, mężczyzn, starców i dzieci.

Zestawienie 362 metod tortur stosowanych przez UPA na Polakach

Zestawienie 362 metod tortur stosowanych przez UPA na Polakach:

Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy.







Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).







Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

pozostała treść na stronie źródła

Polskie majątki trafiały w ręce Żydów za zdradę Polski?!

Data: 25.10.2019 11:29

Autor: ziemianin

dziennik-zlozony.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #zydzi

Otóż ja, oficer Wojska Polskiego, tu, w obecności wszystkich tu zebranych, daję słowo honoru, że panią przeproszę, jeśli na następne spotkanie przyniesie chociaż jeden akt notarialny, że taki to a taki Icek otrzymał od swego ojca czy matki, spadek w postaci majątku ziemskiego, czy młyna itd. Bo tak odbywa się przekazywanie majątków kolejnemu pokoleniu na całym świecie, a także i w Polsce. Ale pani go nie przyniesie, bo takich aktów notarialnych żaden Żyd nie posiadał.

Posiadał inny akt nadania mu tych dóbr – Dekret cara Aleksandra II, który Żydom i każdemu innemu, nadawał taki majątek.

Wie pani za co? – ZA ZDRADĘ POLSKI!

Polskie majątki trafiały w ręce Żydów za zdradę Polski?!

Polski, która jako jedyne państwo na świecie przyjmowała Żydów ze wszystkich krajów, które Żydów wyrzucały. A wyrzucały liczne kraje Europy – dekretami królów, wyrzucały wielokrotnie na przestrzeni kilku wieków. I przecież nie za dobrą pracę dla kraju, w którym byli, ale za grabież, oszukaństwa, morderstwa, lichwę i przejmowanie władzy w swoje ręce.

Polska ich przygarniała i nadawała liczne przywileje, szczególnie w handlu.

W okresie rozbiorów Polski, Żydzi – ich przywódcy, podsycali i podgrzewali atmosferę do powstań. Ale nie dlatego, żeby Polska zrzuciła jarzmo ucisku caratu. Ale dlatego, że widzieli w dekrecie cara okazję, by posiąść majątki Polaków.

A przypomnę tu państwu, że w tym okresie, kształcić swoje dzieci mogli ziemianin, właściciel tartaku czy młyna lub olejarni lub apteki. To była warstwa ludzi, gdzie patriotyzm przekazywano z pokolenia na pokolenie.

Chłopi posiadający kilka mórg ziemi i klepiący biedę nie myśleli o wykształceniu swych dzieci. I do powstań nie szli synowie biednych chłopów, a właśnie tych ludzi których stać było na naukę swych dzieci.

Żydzi, skwapliwie i dokładnie donosili do władz carskich o tych, co poszli do powstania. I na mocy dekretu carów przejmowali te wszystkie dobra.

Odpłacili narodowi i Polsce za to, że ich, jak swych synów, przygarniała w dniach, gdy wypędzano ich z wielu krajów. Odpłacali zdradą na rzecz ciemiężyciela i zaborcy, i to bez żadnych skrupułów.

Zresztą nie tylko pod zaborem rosyjskim to robili, u Niemców zażądali, by wydzielić część Polski dla nich. A na świecie żądali zrobienia z Polski judeo-polonii.

Na tę okoliczność zachowały się liczne dokumenty tak na świecie jak i w Polsce.

Mojemu dziadkowi i jego bratu, którzy poszli do powstania, nie tylko odebrano całe majątki na rzecz Żydów zdrajców, ale zesłano ich na sybir. I na zawsze zostali na Syberii lub może zginęli po drodze na Syberię.

A pani śmie się tu dopominać zwrotu tych majątków?!

W ten sposób zabieracie całe ulice, np. w Krakowie. Domy, które zostały przez Polskę Ludową, czyli przez Naród, odbudowane lub wyremontowane wy mając swoich prezydentów lub premierów i ministrów odbieracie po cichu, bez rozgłosu.

MYŚLICIE, że NARÓD POLSKI o tym SIĘ NIE DOWIE?”

Albin Siwak: „Chciałbym dożyć takich dni”

Jak można zhakować drukarkę? Niebezpiecznik

Data: 25.10.2019 11:20

Autor: ziemianin

niebezpiecznik.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #bezpieczenstwoit #drukarki

Czy można wykonać zdalny atak na drukarkę w ogóle nie dotykając sieci, do której ta drukarka jest podłączona? Czy zadania drukowania są jedynym rodzajem wrażliwych informacji na urządzeniu wielofunkcyjnym? Nie każdy natychmiast odpowie na te pytania, a przecież u każdego w firmie jest jakaś drukarka. Warto więc wiedzieć na jakie niebezpieczeństwa jest narażona.

Jak można zhakować drukarkę? Niebezpiecznik

Ursus z nożem na gardle sprzeda zakłady Holendrom i Amerykanom?

Data: 25.10.2019 11:13

Autor: ziemianin

tygodnik-rolniczy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Ursus #maszynyrolnicze #DobreMiasto #rolnictwo #Polska #komornik #Opalenica

Komornik działający na zlecenie banku PKO BP zaczął prowadzić postępowanie komornicze w Ursusie. Spółka, chcąc się ratować, zamierza sprzedać zakłady w Opalenicy i w Dobrym Mieście, w których odbywa się duża część produkcji maszyn rolniczych Ursusa.

Ursus z nożem na gardle sprzeda zakłady Holendrom i Amerykanom?

Komornik w Ursusie. Firma chce sprzedać 2 zakłady

Na 4 listopada 2019 roku zarząd Ursusa zwołał Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie akcjonariuszy spółki. Tematem walnego ma być m.in. wyrażenie zgody na:

sprzedaż zakładu produkcyjnego w Opalenicy (woj. wielkopolskie)



sprzedaż zakładu produkcyjnego w Dobrym Mieście (woj. warmińsko-mazurskie). 

Jest to reakcja władz spółki produkującej ciągniki i maszyny rolnicze na katastrofalną sytuację Ursusa.

11 października 2019 roku wobec Ursusa zostało wznowione postępowanie egzekucyjne wszczęte na wniosek banku Powszechna Kasy Oszczędności BP, które jest prowadzone przez komornika sądowego Józefa Ogorzałka.

Władze Ursusa deklarują, że dołożą wszelkich starań, aby postepowanie komornicze nie wpłynęło negatywnie na prowadzone postępowanie restrukturyzacyjne spółki.

Na dodatek Bank PKO złożył do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości Ursusa.

Holendrzy chcą przejąć zakład Ursusa w Opalenicy

Ursus ma już chętnych na oba zakłady produkcyjne. Tym w Opalenicy jest zainteresowany Trioliet B.V., holenderski producent maszyn rolniczych, w tym wozów paszowych. Ursus i Trioliet już 27 sierpnia podpisali list intencyjny o sprzedaży zakładu produkcyjnego w Opalenicy.

Z treści pisma wynika, że Holendrzy przejmą od Ursusa zarówno nieruchomości wchodzące w skład fabryki w Opalenicy, jak i stany magazynowe oraz już rozpoczętą produkcję maszyn rolniczych. Prawdopodobnie także cała załoga opalenickiego zakładu Ursusa znajdzie zatrudnienie u holenderskiego producenta maszyn rolniczych.

Ursus na sprzedaży Trioliet zakadu w Opalenicy ma zainkasować 6 mln złotych w dniu transakcji i kolejne 660 tys. złotych w ciągu kolejnego roku.

Zakłady Ursusa w Dobrym Mieście mogą przejąć amerykańska Alamo Group

Z kolei zakładem produkcyjnym w Dobrym Mieście jest zainteresowana Alamo Group z Teksasu. Amerykanie zajmują się m.in. projektowaniem, produkcją oraz dystrybucją maszyn do koszenia trawy i utrzymania terenów zielonych. Alamo Group jest właścicielem takich marek jak Bamford Turner, McConnel, Rousseau.

Z listu intencyjnego podpisanego 11 czerwca 2019 roku między Ursusem a Alamo Group wynika, że Amerykanie kupując zakład w Dobrym Mieście przejmą od Ursusa nieruchomości, zapasy magazynowe, a nawet prawa własności intelektualnej związanych z produkowanymi w Dobrym Mieście maszynami rolniczymi.

Kłopoty Urusus Bus

Na dodatek Ursus Bus, czyli spółka–córka Ursusa, która miała skupić się na produkcji autobusów z anpędem elektrycznym, ma problemy. Jeden z jej wierzycieli złożył w sądzie wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego wobec tej spółki oraz ustanowienie tymczasowego nadzorcy sądowego.

Zarząd Ursus Bus już zapowiedział, że zamierza poprzeć ten wniosek, co tłumaczy dbałością o kontynuowanie działalności i utrzymanie jej na rynku oraz chęcią utrzymania miejsc pracy dla swoich pracowników.

Zabójstwo drogowe - czas najwyższy wprowadzić to przestępstwo do polskiego kodeksu karnego

Data: 25.10.2019 11:05

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kodekskarny #polska #niewygodneinfo

Poczytalny człowiek, który w terenie zabudowanym jedzie samochodem 130 km/h, gdzie co chwila są przejścia dla pieszych bez sygnalizacji, zdaje sobie sprawę, że w każdej chwili może kogoś zabić. Ma świadomość, że jest potencjalnym zabójcą. Krystian O. wiedział o tym doskonale, a mimo to na ulicy Sokratesa w Warszawie jechał swoim BMW z prędkością autostradową. Robił to świadomie i świadomie zabił przypadkowego przechodnia. Kara? Zgodnie z obowiązującym kodeksem karnym grozi mu wyrok, jakby popełnił przestępstwo… nieumyślnie (!!).

Zabójstwo drogowe – czas najwyższy wprowadzić to przestępstwo do polskiego kodeksu karnego

Kilka tygodni temu pisałem na łamach tego bloga, że Polska to eldorado dla drogowej patologii. Kwoty mandatów zachęcają do popełniania wykroczeń, są bowiem absurdalnie niskie (obowiązujące w tym momencie stawki ustalono 22 lata temu). Tekst wywołał dość duże kontrowersje i był wówczas szeroko komentowany na Facebooku.

Niestety za sprawą kolejnego wypadku z udziałem pieszego, którego potrącił jadący w środku miasta prędkością autostradową Krystian O., temat bezpieczeństwa na polskich drogach powraca. Tym razem nie zamierzam udowadniać, że mandaty za wykroczenia drogowe są zbyt niskie (mam wrażenie, że poprzedni tekst był pod tym względem wystarczający). Tym razem chce zauważyć, że kary za drogowe przestępstwa są w naszym kraju nieadekwatne do skali wyrządzonych szkód i często kompletnie rozmijają się z poczuciem sprawiedliwości.

Krystian O. za swój występek będzie prawdopodobnie odpowiadał z art. 177 kodeksu karnego, który przewiduje:

"Kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym powoduje nieumyślnie wypadek, którego następstwem jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, ten podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

Czym innym jest zabicie kogoś na drodze w wyniku przekroczenia prędkości, kiedy poza terenem zabudowanym jechało się 90 km/h, a znak ograniczenia (którego sprawca nie zauważył) mówił, że na danym odcinku maksymalną prędkością może być jedynie 70 km/h. Czym innym jest jednak zabicie kogoś na drodze w związku z celowym przekroczeniem prędkości, kiedy w terenie zabudowanym jechało się prędkością autostradową. Jeśli sprawca wiedział co robi, jeśli wiedział, że może kogoś zabić, to nie powinien odpowiadać karnie tak, jak osoba, która popełniła przestępstwo nieumyślnie. W takich okolicznościach zagrożenie karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat wydaje się być nieadekwatne.

Komentarz Tygodnia: Pieśń brązowych skarpetek

Data: 25.10.2019 10:49

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komentarztygodnia #gadowskitv

O zakończeniu kolejnego etapu w procesie z Ringier Axel Springer, o pozwie od Lyudmily Kozlovskiej, o polskiej noblistce i Borisie Pasternaku, o sytuacji powyborczej i nowym rządzie, o zmianie na stanowisku ambasadora Izraela, o powołaniu i rezygnacji dyrektor PIG, o wkroczeniu CBA do warszawskiego ratusza, o makabrycznym odkryciu w Essex, o filmie Kurskiego o Zenku Martyniuku, a na koniec informacje o Targach Książki w Krakowie i o najbliższych spotkaniach.

Komentarz Tygodnia: Pieśń brązowych skarpetek

Jak szpiegują nas telefony? Edward Snowden wyjaśnia

Data: 25.10.2019 10:40

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #szpiegowanie #smartfony #EdwardSnowden

Smartfony są ważnym narzędziem dla rządów, firm technologicznych i przestępców, którzy szpiegują nas na różne sposoby. Ale jak właściwie do tego dochodzi? Opisał to szczegółowo Edward Snowden, były pracownik i whistleblower NSA, który od kilku lat ukrywa się po opublikowaniu tajnych materiałów agencji.

wymagany angielski

Jak szpiegują nas telefony? Edward Snowden wyjaśnia

Źródło

Były pracownik NSA zauważa, że ze względu na powszechność smartfonów to właśnie one są głównym środkiem i obiektem zainteresowania inwigilacji rządowej. Wyjaśnia on, że operatorzy sieci mogą śledzić położenie urządzenia za pomocą wież przekaźnikowych. Ruchy naszego telefonu są dla inwigilujących ruchami nas samych i są one unikalne, ponieważ codziennie zabieramy urządzenie z domu do pracy.

Oznacza to, że za każdym razem, gdy masz przy sobie telefon, kiedy jest on włączony, twoja obecność w tym miejscu jest rejestrowana przez firmy. Ten rejestr nie musi być przechowywany przez wieczność i w rzeczywistości nie ma dobrego powodu, by tak było. Firmy te postrzegają to jednak jako cenną informację.

— Edward Snowden 

Amerykański demaskator twierdzi, że wszystkie te dane są przechowywane w ramach masowego ich gromadzenia bądź masowej inwigilacji, niezależnie od tego, czy zrobiliśmy coś złego. Według niego wyłączenie telefonu w pewien sposób temu zapobiega, jednak nie ma całkowitej pewności, że nowoczesny, zapieczętowany smartfon jest faktycznie wyłączony. Nie ma jej również CIA, dla której swego czasu pracował. Snowden wspomina, że gdy był wówczas w Genewie, wszyscy agenci nosili "telefony dilerów narkotyków", czyli stare, proste modele. Powód był prosty — można z nich łatwo wyciągnąć baterię.

Były pracownik NSA uważa, że główny problem z dzisiejszymi smartfonami jest taki, że nie wiemy, co robi urządzenie i z czym się łączy. Przykładem jest Apple i jego iOS, który nie pozwala sprawdzić, jakie połączenia sieciowe są stale nawiązywane. Jego zdaniem użytkownicy powinni mieć możliwość podejmowania "inteligentnych decyzji" w warstwach aplikacji i połączeń. Zamiast tego smartfony są inteligentne za nas, a użytkownik stawiany jest w pasywnej roli.

Gdyby w moim telefonie był przycisk z napisem "Rób, co chcę, ale mnie nie szpieguj", nacisnąłbyś go! Ten przycisk obecnie nie istnieje. I zarówno Google, jak i Apple — niestety Apple jest w tym znacznie lepszy niż Google — żaden z nich nie pozwala na zaistnienie tego przycisku. W rzeczywistości aktywnie temu przeciwdziałają, ponieważ twierdzą, że stwarza to zagrożenie bezpieczeństwa, i z pewnego punktu widzenia nawet mają rację.

— Edward Snowden 

Apple i Google nie implementują tej funkcji, ponieważ sądzą, że byłaby zbyt skomplikowana dla zwykłych użytkowników. Snowden ma jednak na to odpowiedź: Jeśli uważasz, że ludzie nie mogą tego zrozumieć, jeśli uważasz, że odbywa się za dużo komunikacji, jeśli uważasz, że to zbyt skomplikowane, to należy to uprościć. Choć podcast ten opublikowano dopiero wczoraj, Google już od prawie dwóch miesięcy może pochwalić się pewnymi ulepszeniami w tej materii. Android 10 oferuje m.in. bardziej szczegółową kontrolę lokalizacji, możliwość wyłączenia personalizacji reklam, ograniczenia dotyczące aktywności w tle czy ograniczenia dla aplikacji uzyskujących dostęp do identyfikatorów sprzętowych (np. Numeru IMEI). Cóż, teraz przydałby się jeszcze przycisk "Nie szpieguj mnie".

Ile kosztuje tankowanie samolotu? Te kwoty robią wrażenie (infografika)

Data: 25.10.2019 10:34

Autor: ziemianin

businessinsider.com.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #paliwo #samoloty

Gdy pilot samolotu mówi "tankujemy do pełna", linia lotnicza musi wyjąć gruby portfel. Paliwo ma największy udział w kosztach przelotu samolotu. Zatankowanie do pełna największego pasażerskiego samolotu świata, Airbusa A380, może kosztować nawet milion złotych.

Ile kosztuje tankowanie samolotu? Te kwoty robią wrażenie (infografika)

W przypadku popularnego modelu Cessny pełny zbiornik to 172 litry benzyny lotniczej (AvGas). To ilość paliwa odpowiadająca bakom około czterech samochodów osobowych. W przypadku większych pasażerskich odrzutowców pojemność zbiorników rośnie nawet kilkusetkrotnie. Boeing 787-8 Dreamliner pomieści ponad 125 tys. litrów paliwa lotniczego (Jet A-1), a Airbus A380 blisko trzykrotnie więcej.

W trakcie godziny lotu samolot może spalać średnio około 6 tys. litrów paliwa. Pilot, planując zapotrzebowanie na paliwo, uwzględnia przede wszystkim długość trasy, liczbę pasażerów, masę bagażu i przewożonych ładunków. Część paliwa zużywana jest też m.in. w trakcie kołowania oraz stanowi rezerwę, choćby na czas krążenia nad lotniskiem docelowym z powodu przewidywanej złej pogody. Airbus podaje, że A380 na każde 100 km lotu zużywa średnio ponad 3 litry paliwa w przeliczeniu na pasażera. Pełne zbiorniki A380 to równowartość baków około 6,5 tys. samochodów.

Różne rodzaje paliwa lotniczego

Samoloty z silnikami odrzutowymi w Europie tankowane są paliwami lotniczymi Jet A-1. Muszą być one odporne na temperatury sięgające blisko -50 stopni Celsjusza, panujących na wysokości kilkunastu kilometrów. Litr takiego paliwa kosztuje ponad 4 złote netto.

Do zbiorników samolotów latających po USA tankowane jest paliwo Jet A, które pozostanie płynne do -40 stopni Celsjusza, a przez to jest tańsze. Droższe jest paliwo Jet B, stosowane w lotach na Alaskę i w Kanadzie. Tamtejszy klimat wymusza odporność do -60 stopni Celsjusza, co wpływa z kolei na wyższą cenę paliwa.

Głównym składnikiem paliwa lotniczego jest nafta – to dlatego bliżej mu do oleju napędowego niż benzyny. Gdy do rafinerii trafia ropa naftowa, w dużym uproszczeniu, jest gotowana. Poszczególne frakcje oddzielają się w różnych zakresach temperatur. Jak wyjaśnia biuro prasowe Grupy Lotos, paliwo lotnicze powstaje z frakcji destylującej w zakresie 180-300 stopni Celsjusza. Jego parametry muszą być tak dobrane, by w zbiorniku nie krystalizowało w temperaturze wyższej niż -47 stopni Celsjusza. Skład paliwa lotniczego różni się od parametrów benzyn lotniczych.

Podstawową zaletą benzyny lotniczej (AvGas) jest jej zdolność do szybkiego zapłonu. Dlatego jest stosowana w awionetkach, czyli samolotach z silnikiem tłokowym. Z kolei paliwo lotnicze (Jet A-1) jest spalane w silnikach odrzutowych.

Jet A-1 i AvGas różnią się między sobą, a także mają odmienne właściwości od oleju napędowego czy benzyn do samochodów. Nie da się więc ich wzajemnie zastępować.

Dramat Aliora. Notowania banku runęły

Data: 25.10.2019 10:27

Autor: ziemianin

businessinsider.com.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #banki #AliorBank #gielda

Załamanie na akcjach Alior Banku. Notowania spółki 15 minut po piątkowym rozpoczęciu handlu na GPW spadają o ok. 15 proc. przy sporych obrotach rzędu 17 mln zł. Jeden walor banku kosztuje obecnie ok. 30 zł, czyli najmniej w swojej historii. Pytając o przyczyny tego dramatu, możemy wymienić jedną główną i dwie poboczne.

Dramat Aliora. Notowania banku runęły

Bezpośrednim zapalnikiem do spadków był najpewniej komunikat Aliora, wydany zaraz po czwartkowej sesji. Według banku stosowanie zasad wynikających z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącego kredytów konsumenckich, pomniejszy jego wynik odsetkowy w III kwartale 2019 roku o 102 mln zł, a zysk netto o 83 mln zł.

Notowania Alior Banku się załamały. Spadek banku i wyrok TSUE

Ale to nie wszystko. Wyrok uderzy również w bank podczas trzech ostatnich miesięcy tego roku. Szacowany wpływ na wynik odsetkowy w IV kwartale 2019 r. ma według spółki wynieść około 79 mln zł. Mniejsze zyski już teraz, jak i planowane zmniejszenie rentowności w przyszłości mogły więc solidnie przestraszyć inwestorów.

Przypomnijmy, że w połowie września TSUE uznał, że przy wcześniejszej spłacie kredytu konsumenckiego bank musi oddać wszystkie jego koszty proporcjonalnie obniżone. Kredytodawcy muszą rozliczyć się m.in. z: prowizji, opłaty przygotowawczej oraz ubezpieczenia. Alior, jak podkreśla, "w celu zapewnienia jednolitej i rzetelnej komunikacji uczestnikom rynku kapitałowego", postanowił takie szacunki obniżki upublicznić.

Ale to nie wszystko. W czwartek Business Insider Polska po śledztwie dziennikarskim opublikował tekst "Kolejny "trup" w szafie Aliora? Bank finansował inwestycję dwóch bohaterów afery reprywatyzacyjnej". Nasza dziennikarka opisała w nim, jak kontrolowany pośrednio przez Skarb Państwa Alior Bank finansował kontrowersyjną inwestycję na warszawskiej Starówce.

Za inwestorem – spółką Senatorska Investment – stało dwóch głównych bohaterów afery reprywatyzacyjnej – Maciej M. i jego syn Maksymilian. Udzielony przez Aliora kredyt był zabezpieczony nieruchomością objętą postępowaniem rozpoznawczym Komisji Weryfikacyjnej. W tle wciąż toczy się też śledztwo w prokuraturze.

Z kolei "Puls Biznesu" pisał, że 30 urzędników Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) od dwóch tygodni kontroluje 50 największych kredytów korporacyjnych Aliora.

Alior Bank ciągnie na dno także inne spółki

W efekcie tych wszystkich zdarzeń kurs akcji Alior Banku w piątek rano runął. Zaraz po 9 rano na GPW spadki sięgnęły 10 proc., po kwadransie doszły do 15 proc., a po pół godzinie do 17 proc. Jeden walor banku kosztuje obecnie ok. 30 zł, czyli najmniej w swojej historii. Od początku roku Alior Bank stracił ok. 43 proc., a kapitalizacja giełdowa spółki wynosi obecnie ok. 4 mld zł.

Znacjonalizowany bank (w 2015 r.)ciągnie w dół także swojego największego akcjonariusza, czyli państwowego giganta ubezpieczeniowego PZU (31,94 proc. udziałów w akcjonariacie). Notowania PZU w piątek ok. godz. 9.40 staczają się o 4 proc.

Po głowie dostało się także innym bankom. Bank Millennium kurczy się o 1,7 proc., Santander Bank Polska o 2,7 proc., a mBank o ok. 1 proc. Cały sektorowy WIG-Banki przed godziną 10 znajduje się o blisko 2 proc. niżej niż przed otwarciem sesji.

22 października 1957 roku narodziły się pierwsze przygody "Tytusa, Romka i A'Tomka"

Data: 25.10.2019 09:31

Autor: ziemianin

pl.wikipedia.org

#ciekawostki #komiks #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #tytusromekiatomek

Swego czasu był najpopularniejszym polskim komiksem i chociaż niedawno skończył 62 lat, nadal ukazują się jego premierowe odsłony, tworzone niezmiennie przez Papcia Chmiela. Zabierał nas w kosmos, w średniowiecze, na Wyspy Nonsensu, dookoła świata, do wnętrza ziemi, w prehistorię czy na Dziki Zachód, ale przede wszystkim stanowił wspaniałą i niegłupią rozrywkę, której granicę wyznaczała jedynie niesamowita wyobraźnia autora. Ale zapewne nawet on nie mógł przypuszczać, rysując w 1957 roku pierwsze kadry "Tytusa, Romka i A'Tomka", jak wspaniale się to wszystko potoczy.

22 października 1957 roku narodziły się pierwsze przygody "Tytusa, Romka i A'Tomka"

W 1957 roku w "Świecie Młodych" ukazały się pierwsze przygody "Tytusa, Romka i A'Tomka"

Autorem scenariusza i rysunków był Henryk Jerzy Chmielewski, znany jako Papcio Chmiel

"Na Tytusach", których do tej pory ukazało się 40, w tym 31 ksiąg, wychowało się kilka pokoleń Polaków, a same komiksy znalazły ponad 12 mln nabywców

Papcio Chmiel rysuje do dziś i mimo skończonych 95 lat nie przeszedł jeszcze na plastyczną emeryturę

Maj 2016 roku, Warszawskie Targi Książki na Stadionie Narodowym. Do jednego ze stoisk ustawia się wyjątkowo długa kolejka, a w niej ludzie w różnym wieku. Niemal każdy zaopatrzony w książeczkę z przygodami "Tytusa, Romka i A'Tomka", czasem w jakiś kolekcjonerski album. Nic dziwnego, skoro autografy cierpliwie rozdaje Henryk Jerzy Chmielewski. To przecież popularny Papcio Chmiel, autor wszystkich części serii, na którą składa się 40 tomów oraz 9 albumów specjalnych. Chmielewski, mimo 93 wtedy wiosen na karku, cierpliwie wszystko podpisuje, rozmawia z fanami, słucha ich komplementów, odpowiada na pytania. Podobnie rok później, podczas kolejnych targów. Nie pierwszy i nieostatni raz.

Takie obrazki w czasach PRL-u, kiedy "Tytus, Romek i A'Tomek" bił rekordy popularności, a poszczególne tomy osiągały nawet półmilionowe nakłady, były bardzo częste. Zdarzało się, że kiedy Papcio Chmiel przyjechał do jakiegoś miasta, musiał poświęcić na rozdawanie autografów cały dzień. W oczach milionów dzieciaków uchodził niemal za boga, a jego komiksy to była czysta popkultura, chociaż nikt w ówczesnej Polsce tego określenia nie używał.

Niemal wszyscy wychowani w PRL-u uwielbiali przygody Tytusa de Zoo, szympansa uczłowieczanego przez dwóch kolegów – mającego zapędy przywódcze A'Tomka, samozwańczego druha zastępowego w okularach, i znacznie od niego wyższego i szczuplejszego, za to bardziej zarozumiałego i kłótliwego Romka.

Galerię głównych bohaterów uzupełniał Profesor T'Alent, sympatyczny i nieprzewidywalny naukowiec, który tworzył takie wynalazki i maszyny, że nawet Q z filmów o przygodach Jamesa Bonda byłby pod wrażeniem. W komiksach pojawiała się też postać samego Papcia Chmiela, jako twórcy wszystkich przygód. Czyli bohaterowie żyli trochę jak w "Matriksie".

Pod względem popularności z "Tytusem" równać się mogła tylko seria Janusza Christy "Kajko i Kokosz". Zupełnie inna, ale równie wspaniała, chociaż fani dzielili się w kwestii swoich sympatii mniej więcej po połowie.

Zachód się zgadza

Na stworzonej przez Chmielewskiego, nestora polskiego komiksu, serii wychowało się kilka pokoleń Polaków, ale warto pamiętać, że tak jak wiele innych sukcesów miała w PRL-u początkowo trochę pod górkę – chociaż też trudno odmówić jej autorowi szczęścia. Pierwsze przygody narysowane zostały w 1957 roku, czyli przed zniesieniem przez KC PZPR zakazu wydawania komiksów. Wprowadzono go w 1949 roku, uzasadniając, że komiksy są… zgniłym wynalazkiem Zachodu. Cóż, na pewno nie zgniłym, ale reszta się zgadza.

Papcio Chmiel, rocznik 1923 (7 czerwca) to warszawiak z krwi i kości. Wychował się w zniszczonej doszczętnie podczas powstania warszawskiego kamienicy przy ul. Nowomiejskiej 20, przyległej do Barbakanu. Swoje dzieciństwo i sentyment do tego miejsca opisał po latach w autobiografii "Urodziłem się w Barbakanie". Można w niej też znaleźć jego wspomnienia z czasów powstańczych, kiedy był strzelcem o pseudonimie Jupiter w 7. Pułku Piechoty AK "Garłuch", atakującym Niemców na lotnisku Okęcie. Atak skończył się masakrą powstańców, a sam Chmielewski już 1 sierpnia trafił do niewoli. Strach pomyśleć, co by… Może lepiej nie myśleć.

Akademia życia, akademia komiksu

Papcio Chmiel od dzieciństwa zdradzał spory talent plastyczny, w wojsku ilustrował nawet żołnierską gazetkę. W 1947 roku związał się z malutką redakcją czasopisma młodzieżowego "Świat Przygód", które dwa lata później połączyło siły z dwutygodnikiem "Na Tropie". Tak powstał dziś już legendarny harcerski "Świat Młodych".

– W redakcji "Świata Młodych" pracowałem aż do sześćdziesiątego roku życia, czyli do uzyskania emerytury. Jeszcze po drodze skończyłem Akademię Sztuk Plastycznych w Warszawie, uzyskując dyplom na wydziale grafiki – wspomina Chmielewski w książce Agaty Napiórskiej "Jak oni pracują?".

Żarty żartami

Komiksy były przez kilka lat w PRL-u zakazane, ale historie obrazkowe już nie, więc Chmielewski mógł rozwijać swój warsztat w drukowanych w odcinkach "Sierżancie Kingu z królewskiej konnicy" oraz autorskich historiach "Półrocze bumelanta" i "Witek Sprytek". Ale to właśnie pierwszy odcinek komiksu "Tytus, Romek i A'Tomek", zwariowanej opowieści o dwóch harcerzach i szympansie, który ukazał się w 1957 roku w "Świecie Młodych", podbił serca czytelników. Tak jak i wszystkie następne.

"Tytusy" od samego początku wyróżniały się ogromnym poczuciem humoru – błyskotliwym, czasem dość błazeńskim – który trafiał nie tylko do najmłodszych czytelników. – Żyłem z żartów – wspominał Papcio Chmiel w rozmowie ze "Zwierciadłem". – Pracując nad Tytusem, byłem wręcz zmuszony do myślenia satyrycznego. Widać mam już tak zakodowany system myślenia humorystycznego. Nie mam w sobie przesadnego przejęcia życiem.

Kto rysuje, ten i rymuje

Do 1966 roku, kiedy ukazała się "Księga I", z zupełnie nową historią, przygody "Tytusa, Romka i A'Tomka" można było tylko przeczytać wyłącznie w "Świecie Młodych". Po latach, w 2002 roku, ukazały się zbiorczo w "Księdze Zero".

Już akcja pierwszej zaskakiwała. – Jak każdy początkujący, chwyciłem się za kosmos – przyznawał po latach Papcio Chmiel w rozmowie z "Galą". – Tak jest najłatwiej, bo nikt nie sprawdzi, co tak naprawdę dzieje się w galaktyce. Wziąłem dwie postaci: szczupły, chudy Romek i gruby A'Tomek. Każdemu debiutantowi wydaje się, że kontrastowi bohaterowie będą atrakcyjni już sami w sobie, bo niby tacy śmieszni, jak Pat i Pataszon czy Flip i Flap.

A skąd się wzięło imię dla szympansa? – Wydawało mi się, że to się tak jakoś dobrze rymuje: Tytus, Romek i A'Tomek.

Komiksy nawet pożyteczne

Chmielewski napisał 10 odcinków, które najpierw chwilę leżały w szufladzie, gdyż ciągle nie było zezwolenia na drukowanie komiksu. Ale 4 października 1957 roku ZSRR wysłało w kosmos sondę Sputnik-1, więc temat kosmosu stał się bardzo aktualny. – Wszystko było tajne. Poza tym, że sputnik jest kulą ważącą 98 kilogramów plus anteny i czułki, że kręci się dookoła Ziemi i wydaje głupi głosik "pi, pi", społeczeństwo polskie nie wiedziało nic. Moja redakcja była więc zakłopotana. Wypadało coś napisać, ale co?

Okazało się, że szlak komiksowi przetarł dziesięcioletni syn towarzysza Goldberga, ważnego sekretarza Wydziału Prasowego KC PZPR. Chłopiec przeczytał podrzucone przez redakcję komiksy Chmielewskiego. – [sekretarz] Zadzwonił do redakcji, że moje komiksy mu się podobają i są "nawet pożyteczne". Poszło. Przyszły pierwsze pochwalne listy. Dla dzieci i młodzieży to była zupełna nowość. I tak do 1966 roku "Tytus, Romek i A’Tomek" był drukowany w "Świecie Młodych", a ja chwytałem się różnych tematów. Był to przede wszystkim humor dla humoru.

Małpa bez przysięgi

Humor, ale też i propaganda, chociaż dotyczy to przede wszystkim okresu początku publikowania przygód Tytusa w "Świecie Młodych" i pierwszych ksiąg wydawanych samodzielnie, kiedy tematy Chmielewskiemu narzucano, włącznie z harcerską przynależnością bohaterów.

– Potem, żeby przypodobać się milicji, musiałem wymyślać historie o przepisach ruchu drogowego – wspomina Papcio w książce "Jak oni pracują?". – Trzecia część rozgrywa się w kosmosie, bo Związek Radziecki chciał przodować w lotach kosmicznych. Przy czwartym tomie nie miałem już na to wszystko siły. Wciąż i bez przerwy spływały jakieś dyrektywy. Miałem tego naprawdę serdecznie dosyć. Dla przykładu narysowałem Tytusa stojącego na warcie. A przecież żołnierz na warcie musi być po przysiędze. A jak małpa miałaby być po przysiędze? I kazali mi zmienić.

Piąta księga opowiada o podróży dookoła świata wannolotem, skonstruowanym z wanny i odkurzacza. – Tytus musiał więc odwiedzić Kubę i Fidela Castro, w Londynie stanąć przed sklepem i zobaczyć za szybą polską szynkę eksportową, a w Angoli wspomóc partyzantkę komunistyczną walczącą z kapitalistami. Tego ostatniego jakoś udało mi się uniknąć – nie ukrywa ulgi Chmielewski.

Jak Tytus pozostał Tytusem

W następnych księgach niezwykłe poczucie humoru Papcia Chmiela łączyło się z umiejętnością dyskretnego wyśmiewania się z absurdów otaczającej nas rzeczywistości. Zgodnie z dewizą autora komiksy bawiąc uczyły, a ucząc – bawiły, jednocześnie świadcząc o jego fantastycznej wyobraźni – przenosiły nas nie tylko w kosmos, ale i do wnętrza Ziemi czy w czasy jej prehistorii albo do średniowiecza. Perełką była "Księga XIII", rozrywająca się na Wyspach Nonsensu – które wróciły także w "Księdze XX". Albo "Księga IX" rozgrywająca się Dzikim Zachodzie. Jedyną granicę dla fabuły stanowiła tak naprawdę granica wyobraźni.

Wyzwaniem dla autora było wejście w dekadę lat 90. i zmierzenie się Tytusa z realiami wolnego runku. – Tytus został taki sam, zmieniło się tylko otoczenie – podkreśla Chmielewski w rozmowie ze "Zwierciadłem". – Po zmianie ustrojowej pojawiły się inne problemy społeczne, jak narkotyki, korupcja i tak dalej. Wtedy zaczęły się zarzuty pod moim adresem, że Papcio do "Księgi XV" był dobry, a teraz jest nędza. Wyobraź sobie, że do "Świata Młodych" pisała na przykład szesnastoletnia dziewczyna, że Tytus jest gorszy i nie nadaje się już do czytania, więc ona będzie buntować koleżanki, żeby również przestały kupować. Odpowiedziałem jej, że jeśli ma tyle lat, czas na "Przyjaciółkę" czy "Zwierciadło", a nie komiksy dla dzieci.

Obecnie Papcio Chmiel doświadcza, jak mówi, innego zjawiska. – Moi czytelnicy mają już swoje dzieci i kupują komiksy po to, by sobie je przypomnieć i przy okazji zainteresować maluchy.

Solidna dawka Tytusa

Wszystkie księgi i wydawnictwa jubileuszowe z przygodami Tytusa osiągnęły po dziś dzień nakład przekraczający 12 milionów egzemplarzy, doczekały się wersji filmowych i animowanych, powstało też słuchowiska oraz gra komputerowa. W 2009 roku Poczta Polska wprowadziła do obiegu znaczek z wizerunkami bohaterów.

Najnowsza część przygód całej trójki ukazała się 25 września tego roku i nosi tytuł "Tytus, Romek i A'Tomek obchodzą 100-lecie odzyskania niepodległości Polski z wyobraźni Papcia Chmiela narysowani". – No, spełniłem obywatelski obowiązek uczłowieczania Tytusa, w sekcji "uczłowieczanie przez historię" – cieszy się Papcio, który mimo 95 lat nadal pracuje, chociaż trochę już zwolnił tempo. Nie wyklucza, że jeszcze jakiś nowy Tytus się pojawi.

– "Tytus, Romek i A’Tomek jako warszawscy powstańcy 1944 z wyobraźni Papcia Chmiela" narysowani w 2009 roku to miała być naprawdę ostatnia książka. Potem już każda następna miała być ostatnia. Ale tak naprawdę pewnie ostatniej wciąż jeszcze nie narysowałem. Bo co tu robić?

– Zamierzam dożyć stu lat – zapowiada Papcio Chmiel. Obecnie ma ich 95. My oczywiście życzymy dwustu.

Mocz, kupa i zioła - historia pisma. Historia Bez Cenzury

Data: 24.10.2019 21:13

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #hbc #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #ciekawostkihistoryczne

Dzisiaj będziecie mieli okazję się przekonać, jak fascynująca jest historia książek i w ogóle pisma. Kiedy zaczęto pisać i na czym to robiono? Kto wymyślił książki i ile jest warta Biblia Gutenberga? Co w średniowieczu robiono z … nienarodzonych owieczek? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Mocz, kupa i zioła – historia pisma. Historia Bez Cenzury

W Żurawicy powstaje psia wioska i psi "dom starców" za 3 mln zł. Jest już pierwszych sześć domków

Data: 24.10.2019 11:27

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #psy #schronisko

Wioska lepsza niż schronisko

"Chcemy, aby psy, zanim po adopcji trafią do nowego domu, nauczyły się, że kanapa służy do spania, a nie do gryzienia, że potrzeby fizjologiczne załatwia się na zewnątrz, a nie w domu. A najważniejsze, że można być szczęśliwym psem, nawet żyjąc w schronisku"

W Żurawicy powstaje psia wioska i psi "dom starców" za 3 mln zł. Jest już pierwszych sześć domków

W Żurawicy koło Przemyśla powstaje „psia wioska” za około 3mln złotych! Sześć domków już powstało zgodnie z projektem "psiej wioski" lek. wet. Radosława Fedaczyńskiego z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Zamiast kojców, psy będą miały swoje domy…

"Sprowadziliśmy sześć szkieletów domków. Znajdują się już one na terenie wioski. Są ocieplone, mają drzwi, okna, podłogę. Teraz będziemy je obudowywać. Tylko od nas zależy to, jak będą piękne"

– mówi lek. wet. Radosław Fedaczyński w rozmowie z Nowiny24.pl

Psi dom starców

"Wioska będzie miejscem szczególnie dla starych i schorowanych psów"

– czytamy na Nowiny24.pl

Szacunkowy koszt inwestycji to ok. 3 mln złotych. Projekt wspomogło już ponad 600 osób wpłącając na projekt pieniądze.

Krytycy w Internecie wypowiadają się, że jest to kolejny pomysł na dobry biznes. Jak jest w tym przypadku? Chodzi o pieniądze czy dobro zwierząt? Czas pokaże.

Chirurgów w Polsce jest dziś o 1/4 mniej niż w 2006 roku. Czy miała miejsce jakaś katastrofa lub ...

Data: 24.10.2019 10:40

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #lekarze #pielegniarki #chirurdzy #medycyna #niewygodneinfo

Konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii ogólnej, prof. Grzegorz Wallner, przyznał niedawno, że chirurgów w Polsce jest o 1/4 mniej niż było w 2006 r. Rośnie za to średnia wieku statystycznego lekarza tej specjalizacji. Obecnie to już 56 lat. W tym kontekście jeszcze gorzej brzmią słowa posłanki PiS Józefy Hrynkiewicz, która dwa lata temu nawoływała młodych lekarzy do tego, aby wyjeżdżali z Polski. Niestety efekty takiej polityki są fatalne w skutkach. Kolejne oddziały szpitalne w całej Polsce zawieszają swoją działalność lub są zamykane.

Chirurgów w Polsce jest dziś o 1/4 mniej niż w 2006 roku. Czy miała miejsce jakaś katastrofa lub wojna?

Pisałem już o tym na łamach tego bloga, ale nie zaszkodzi powtórzyć – zgodnie ze statystykami Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w Polsce na 1 tysiąc mieszkańców przypada zaledwie 2,3 lekarza. To najgorszy wynik w całej Unii Europejskiej. Dla porównania – w Austrii na 1 tysiąc mieszkańców przypada 5,1 lekarza. W Niemczech – 4,1. W Czechach ten współczynnik kształtuje się na poziomie 3,7, a na Słowacji – 3,5. Średnia dla całej UE to 3,8.

Demografii nie da się oszukać. Polskie społeczeństwo starzeje się coraz bardziej. Coraz więcej ludzi osiąga wiek, w którym cykliczne wizyty u specjalistów czy planowane pobyty w szpitalach stają się normą. Wraz ze społeczeństwem starzeją się również lekarze. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że aż 25 proc. praktykujących w naszym kraju lekarzy osiągnęło już wiek emerytalny. To oznacza, że w każdej chwili mogą odejść na emeryturę, a deficyt lekarzy ulegnie pogłębieniu.

Powodem takiego stanu rzeczy jest nikła zastępowalność pokoleniowa polskiej służby zdrowia. Emigracja zarobkowa lekarzy w średnim wieku zrobiła swoje. Duże pieniądze oraz warunki oferowane przez szpitale w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Szwecji skusiły tysiące wykształconych w Polsce medyków.

W kontekście powyższych informacji ciekawi mnie jak czuje się była już posłanka PiS Józefa Hrynkiewicz. Dwa lata temu nawoływała ona młodych lekarzy do tego, aby wyjeżdżali z Polski. Prawda jest taka, że powinniśmy walczyć o lekarzy, walczyć o to, aby zostali w Polsce, tutaj pracowali i zakładali swoje rodziny. Walczyć o to, aby było ich możliwie jak najwięcej. Zachęcanie młodych medyków do opuszczenia kraju, jest działaniem stojącym w opozycji do polskiej racji stanu.

Źródło: Rzeczpospolita

Cyfrowe pasieki szansą na zrozumienie powodów ginięcia pszczół

Data: 24.10.2019 10:33

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #internet #pszczoly

Pasieki połączone z internetem mogą stać się kluczowym elementem w zrozumieniu powodów masowego ginięcia pszczół. W ramach eksperymentu szwedzka firma zainstalował w dwóch ulach czujniki monitorujące stan kolonii – podała we wtorek agencja Bloomberga.

Cyfrowe pasieki szansą na zrozumienie powodów ginięcia pszczół

Zajmująca się na co dzień konsultacją oprogramowania firma Tieto umieściła czujniki w dwóch szwedzkich ulach, łącząc populację ok. 160 tys. pszczół z internetem. Zebrane dane przesyłane są do zdalnego serwera, który umożliwia dostęp do informacji o stanie kolonii w czasie rzeczywistym. Badacze planują w najbliższym czasie uruchomić algorytmy sztucznej inteligencji (AI), których zadaniem będzie analiza zebranego materiału.

Tieto wskazało, że czujniki pozwalają śledzić wiele statystyk kolonii, takich jak liczba pszczół, przystosowanie ich społeczności do środowiska czy ilość wyprodukowanego miodu.

Konsultant cyfryzacji w Tieto oraz pszczelarz Mikael Ekstrom wskazał, że inicjatywa może zapewnić nowe dane do badań nad bioróżnorodnością i pomóc w jej zachowaniu oraz ukazuje korzyści wynikające z połączonego społeczeństwa.

Z roku na rok liczba ginących pszczół jest coraz większa. Wśród możliwych powodów wymienia się opryski rolnicze, kurczące się środowisko naturalne tych owadów, ocieplenie klimatu, a nawet złe odżywanie się przedstawicieli tego gatunku. Wyginięcie pszczół może mieć zaś potencjalnie katastroficzne skutki, m.in. dla rolnictwa i środowiska – przypomniał Bloomberg.

Ludzie szybko "muszą zacząć zaglądać do uli, by zrozumieć więcej powodów kurczącej się populacji i jak możemy temu zapobiec. Mogą w tym pomóc nowe narzędzia takie jak Internet Rzeczy, AI czy chmura obliczeniowa" – wskazał Ekstrom.

Pszczeli projekt prowadzony jest przez Tieto we współpracy z organizacją badawczą HSB Living Lab. Dwa połączone ule zlokalizowane są w szwedzkich miastach Goeteborg i Kalmar. Mimo niewielkiej skali inicjatywy, Ekstrom wskazał, że jego pracodawca prowadzi rozmowy ze Szwedzkim Krajowym Stowarzyszeniem Pszczelarzy nad pomysłem rozszerzenia eksperymentu na skalę całego państwa.

Renault zdyskwalifikowane

Data: 24.10.2019 10:27

Autor: ziemianin

pl.motorsport.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motosport #f1 #formula1 #renault

Zespół Renault został wykluczony z wyników Grand Prix Japonii za nielegalną pomoc swoim kierowcom. FIA badała sprawę w następstwie protestu złożonego przez Racing Point i dotyczącego rzekomego automatycznego systemu regulacji balansu hamulców.

Renault zdyskwalifikowane

Po rundzie na Suzuce Racing Point złożyło 12-stronicową dokumentację, opisując swój protest przeciwko francuskiemu rywalowi. Uznali, że Renault posiada „system automatycznie sterujący balansem hamulców na podstawie pokonanego dystansu okrążenia”.

FIA wzięła do zbadania jednostki sterujące i kierownice z samochodów Nico Hulkenberga i Daniela Ricciardo.

Po przesłuchaniu zainteresowanych stron, które odbyło się telefonicznie, orzeczono, że ekipa z Enstone nie złamała regulaminu technicznego, ponieważ jej system nie działa w oparciu o pokonany dystans. Rozwiązanie uznane zostało jednak za niedozwoloną pomoc kierowcy i tym samym pozostaje w sprzeczności z artykułem 27.1 regulaminu sportowego F1.

W rezultacie Ricciardo i Hulkenberg stracili odpowiednio szóste i dziesiąte miejsce w Grand Prix Japonii. Renault ma czas na odwołanie do czwartkowego popołudnia.

Systemy emerytalne

Data: 24.10.2019 09:30

Autor: ziemianin

mercer.de

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #emerytura #swiat

Opublikowane przez Australijskie Centrum Studiów Finansowych badanie Melbourne Mercer dotyczy systemów emerytalnych. Obejmuje ono 37 państw, które reprezentują prawie dwie trzecie światowej populacji. Analiza wielowskaźnikowa umożliwia ocenę tego, czy system emerytalny danego kraju prowadzi do lepszych wyników finansowych emerytów, czy jest trwały i bezpieczny oraz czy cieszy się zaufaniem społeczności.

wymagany niemiecki

Systemy emerytalne

Źródło: MERCER

Polska zajęła 21 pozycje. Starzejąca się w koszmarnym tempie Japonia zajęła 31 miejsce. Wszystkie tego rodzaju rankingi mają wiele wad i zachodzi pytanie o ich wiarygodność.

Z żadnym z normalnych krajów nie ma 45 letnich emerytów mundurowych – zdrowych byczków, którzy będą brali bardzo wysokie i niewypracowane świadczenie przez 40 lat. Garstka uprzywilejowanych 45 latków mundurowych, górników, rolników, księży, prokuratorów, sędziów kosztuje rocznie budżet około 60 mld złotych czyli ponad 2.8% PKB. Jest to ewenement światowy !

Przywilej = Korupcja. O tym media milczą jak zaklęte.

"Na lądzie, na morzu i w powietrzu" - brytyjskie wojsko rusza do Estonii

Data: 24.10.2019 09:10

Autor: ziemianin

defence24.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wielkabrytania #estonia #wojsko #nato #logistykawojskowa

Brytyjska armia prowadzi przerzut żołnierzy i sprzętu do Estonii, celem jest rotacja batalionowej grupy bojowej NATO.

"Na lądzie, na morzu i w powietrzu" – brytyjskie wojsko rusza do Estonii

Operacja pod kryptonimem Tractable wiąże się z przerzutem 200 jednostek sprzętu i 800 żołnierzy z Wielkiej Brytanii do Estonii drogą powietrzną, lądową (kolejową i drogową) oraz morską. Celem tych działań jest rotacja kontyngentu jednostek brytyjskich stacjonujących w tym nadbałtyckim państwie. Jego wyposażenie stanowią czołgi Challenger 2, różnego typu pojazdy opancerzone, haubice AS-90 i pojazdy wsparcia.

Obecnie -w ramach rozszerzonej Wysuniętej Obecności NATO (enhanced Forwad Presence) -w Estonii stacjonuje pułk King's Royal Hussars (wchodzący w skład 12. Brygady Zmechanizowanej), w jego miejsce skierowane zostaną siły i środki przynależne do pułku Queen's Royal Hussars (podlegającego 20. Brygadzie Pancernej). Brytyjskie siły zbrojne podkreślają rolę "Tractable" jako sprawdzianu możliwości sił zbrojnych Wielkiej Brytanii w zakresie mobilności.

Z kolei Siły Obronne Estonii oraz Liga Obronna (Kaitseliit) wskazują na ten przerzut jako na okazję do przećwiczenia wsparcia, jakiego udziela państwo goszczące siły NATO.

Żegnaj, Cebulko. Tor Browser z nowym wydaniem 9.0

Data: 24.10.2019 09:03

Autor: ziemianin

blog.torproject.org

#ciakawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #przegladarkainternetowa #TorBrowser #firefox #oprogramowanie

Tor Project wypuścił dziewiątą już wersję przeglądarki Tor. Bazuje ona na Firefoksie 68.2.0 i zawiera jego aktualizacje zabezpieczeń. W wersji tej znajdziemy kilka ulepszeń doświadczenia użytkowania i integracje funkcji. Jak wspomnieliśmy w tytule, z głównego paska narzędziowego zniknęła ikona cebulki.

wymagany angielski

Żegnaj, Cebulko. Tor Browser z nowym wydaniem 9.0

Autorzy przeglądarki chcieli, aby doświadczenie używania Tor było w pełni zintegrowane z przeglądarką, dzięki czemu korzystanie z sieci jest bardziej intuicyjne. Z tego powodu zamiast używać ikony cebulki na pasku, zobaczymy naszą ścieżkę przez warstwy Tor z poziomu paska adresu. W menu tym możemy też zażądać nowego obwodu dla bieżącej strony. Łatwiej jest również uzyskać nową tożsamość. Ponownie zamiast klikać ikonę cebulki, funkcja "Nowa tożsamość" otrzymała własną ikonę przy pasku adresu. Obie funkcje mają również swoje przyciski w menu hamburger [=].

Jeśli chodzi o rozszerzenia Torbutton i Tor Launcher Integration, są one teraz ściśle zintegrowane z Tor Browser, przez co nie znajdziemy ich na stronie about:addons. Przeprojektowano również menu konfiguracji mostków i proxy, co zobaczymy w Opcjach > Tor lub wchodząc na stronę about:preferences#tor.

Tor Browser znany jest z Letterboxingu, czyli otwierania okna w rozmiarach, które utrudniają zdobycie cyfrowego odcisku palca (m.in. rozdzielczość ekranu) przez elementy śledzące na stronach. Dlatego też w wersji 9.0 okno otwiera się w wielokrotności rozdzielczości 200x100 pikseli. Przeglądarka chroni też przed innymi scenariuszami fingerprintingu. Na koniec warto dodać, że Tor Browser 9.0 obsługiwany jest już w sumie w 32 językach, w tym oczywiście polskim.

Przeglądarkę w aktualnej wersji pobierzemy ze strony Tor Project.

Rozmawiamy z Robertem Kubicą o technologii, grach i autach elektrycznych

Data: 23.10.2019 15:59

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #f1 #formula1 #motosport #robertkubica #kubica #rk88 #wywiady #Komputerswiat

Robert Kubica był specjalnym gościem konferencji firmy Acronis, zajmującej się cyberbezpieczeństwem. Jedynego Polaka w Formule 1 zapytaliśmy o rozwój technologii w tym sporcie, popularność aut elektrycznych i gry komputerowe. Zobaczcie nasze wideo.

Rozmawiamy z Robertem Kubicą o technologii, grach i autach elektrycznych

Noblistka daje kolejny popis... Olga Tokarczuk: Za 50 lat będziemy wstydzili się, że jedliśmy mięso.

Data: 23.10.2019 15:38

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #tokarczuk #mieso #weganizm #wegetarianizm #idioci

Olga Tokarczuk, wegetarianka, która dotąd znana była głównie z atakowania tradycyjnych wartości i wspierania opozycji antyPiSowskiej w kraju (czy za swoje poglądy, czy talent otrzymała Nobla, niech ocenia Czytelnicy) dała kolejny popis wege-aberracji zrównując człowieka ze zwierzętami i mówiąc o spożywaniu mięsa jak o… Zresztą, oddajmy głos autorce książki o dobrych Żydach i złych Polakach, co zostało docenione na Zachodzie (a jakże!).

Noblistka daje kolejny popis… Olga Tokarczuk: Za 50 lat będziemy wstydzili się, że jedliśmy mięso. Będzie ono obłożone ogromną akcyzą

"Granica między człowiekiem i zwierzęciem jest postawiona w sztuczny sposób. Żyjemy w czasach, które te granice przesuwają. Cudownie jest wiedzieć, że Nowa Zelandia ustanowiła dekretem, że zwierzęta czują i mają swoje prawa. Wydaje mi się, że wszyscy będziemy szli w kierunku Nowej Zelandii i za 50 lat będziemy wstydzili się, że jedliśmy mięso. Jestem pewna, że tak się stanie. Myślę, że mięso będzie obłożone ogromną akcyzą i tylko najbogatsi ludzie będą sobie mogli na to pozwolić"

– stwierdziła noblistka na festiwalu Bruno Schulza we Wrocławiu.

Wiadomo, jakby napisała książkę, największe arcydzieło XXI wieku, a miałaby czapkę z naturalnego lisa, nobla by nie dostała. W literaturze jak w muzyce, baba raczej Oscara nie dostanie, ale baba z brodą ma już szansę… I dlatego prawdą jest jako rzecze Tokarczuk, że "Żyjemy w świecie kompletnego rozmycia, chaosu (…) żyjemy w świecie zmiany paradygmatu". Nowy paradygmat ogłosiła niedawno posłanka Klaudia Jachira z Koalicji Obywatelskiej, która przed pomnikiem AK sparafrazowała dawny paradygmat Polaków (Bóg, Honor, Ojczyzna) słowami: "Bób, Hummus, Włoszczyzna, Vege".

Polska policja kompromituje się podczas akcji Pandora. Łapią młodocianych pasjonatów historii . . .

Data: 23.10.2019 15:35

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #policja #dzielasztuki #handel #wykrywaczmetali

Tak skomentował akcję Polski Związek Eksploratorów (PZE). Jego zdaniem, podczas międzynarodowej akcji policyjnej o kryptonimie Pandora (czwarta "edycja"), wiele państw wykazuje sukcesu na polu zwalczania przestępczości kryminalnej, dotyczącej nielegalnego handlu arcydziełami sztuki. W Polsce policja zarekwirowała detektorystom (użytkownikom wykrywaczy metali) tysiące wykopanych przedmiotów (wliczając w to monety i zabawki z PRL!!!) i próbuje nadrabiać liczbą odzyskanych "zabytków" (przypominamy, że od kilku lat w naszym kraju poszukiwanie zabytków z wykrywaczem, nawet poza stanowiskami archeologicznymi, na własnym polu ornym, nie jest już traktowane jako wykroczenie, ale przestępstwo – tym samym podczas akcji Interpolu Pandora najłatwiej było polskiej policji namierzyć (głównie na forach internetowych) takich właśnie "przestępców" i dorównać wynikami europejskiej policji, która faktycznie odnosi sukcesy. Zwłaszcza, że takich pasjonatów historii (dla policji są oni przestępcami) jest w Polsce ok. 100 tys., jak twierdzi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czyli stanowią najliczniejszą grupę przestępcza w kraju…

Polska policja kompromituje się podczas akcji Pandora. Łapią młodocianych pasjonatów historii zamiast odzyskiwać dzieła sztuki…

"Uprzejmie informuję, że wspomniane przez Pana działania wymierzone są w zwalczanie kradzieży i nielegalnego handlu dobrami kultury, w tym nielegalnego obrotu w Internecie. Europejska operacja pod kryptonimem Pandora jest koordynowana przez EUROPOL, a w sprawie pytań dotyczących operacji proszę o kontakt z Biurem prasowym EUROPOL-u"

– zbył mnie odpowiedzią asp. Antoni Rzeczkowski z Wydziału Prasowo-Informacyjny, Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji dwukrotnie dopytywany o Pandorę (podczas wczesniejszej edycji policja w ogóle nie odpowiedziała na moje pytania wysłane w trybie dziennikarskim).

Jak chwali się policja na swojej stronie internetowej, w trakcje akcji odzyskała 10.419 przedmiotów „z czego większość stanowiła zabytki i cenne zabytki archeologiczne, nielegalnie wykopane za pomocą detektorów metali”. Jeśli każdą łuskę, monetę z PRL i przedwojenny kapsel po piwie (aluminiowa zrywka) liczyć za zabytek (pomimo, że nie pochodza z wartsw kulturowych, ale z tzw. oraniny lub humusu leśnego) to taką liczbę przedmiotów jedna osoba może wykopać w przeciągu roku na zwykłych polach (nie będących stanowiskami). Jednak polska policja pęka z dumy. Trudno o lepszy komentarz niż Polskiego Związku Eksploratorów, który cytujemy niżej w całości:

"Właśnie zakończyła się kolejna edycja pożerania pączków przez dzielnych funkcjonariuszy policji pod nazwą Pandora IV. Przypomnijmy, że międzynarodowa akcja o tej nazwie ma na celu zorganizowane działania służb państwowych w celu odzyskiwania dzieł sztuki i przedmiotów zabytkowych, pozyskanych na drodze przestępstwa, a w szczególności przeciwdziałanie nielegalnemu obrotowi zabytkami na rynku międzynarodowym. Służby z całej Europy chwalą się swoimi wynikami, których w Polsce można jedynie pozazdrościć.

Nasi pączkożercy, ograniczając się do kopiowania zdjęć znajdek z portali internetowych i serwisów społecznościowych, postanowili pójść na skróty, bo nie o łapanie prawdziwych przestępców przecież chodzi.

Kto widział ich, gdy niszczono w Rudzie Śląskiej zabytkowe bunkry? Gdzie są gdy w zachodniej Polsce niszczeją zabytkowe pałace? Gdzie byli gdy wywożono z Polski Panterę i inne pojazdy z okresu II wojny światowej? Gdzie są, gdy alarmujemy o skandalicznie prowadzonych komercyjnych badaniach archeologicznych, skąd tysiące zabytków wywożonych jest z ziemią na wysypiska?

Brak systemu ochrony zabytków, skandalicznie niejasne prawo oraz sposób wynagradzania policjantów za wyniki bez wyników, zachęcają tylko do takiego nieróbstwa. Jeżeli nie wiadomo co jest zabytkiem, a może nim być wszystko, to po co ruszać tyłek sprzed monitora?

Podczas gdy policja w Grecji odzyskuje kolekcję naczyń sprzed naszej ery, w innym kraju fragmenty starożytnych grobowców lub dzieła sztuki z XVII czy XVIII wieku, w Polsce nasi dzielni pączkożercy pokazują na swojej stronie kulki szrapnelowe, złote monety rodem z Indii – których „profesjonaliści” nie potrafią odróżnić od monet celtyckich, ołowiane plomby od worków na zboże, stolik oraz kilka szczątków fibul, jakich dziesiątki tysięcy zalega na naszych polach.

Jest garść denarów rzymskich wycieruchów, które można kupić za grosze w niemal każdym sklepie numizmatycznym na świecie oraz puste skorupy pocisków artyleryjskich, które przy wcześniejszym przeszukaniu policja pozostawiła u kolekcjonera jako bezpieczne. Z braku wyników przypomniano sobie o nich i spektakularnie przejęto. Było by śmiesznie, gdyby nie było strasznie!

Co to za kraj, gdzie można wtargnąć komuś do domu i zabrać zdjęcie babci, bo widnieje na nim data 1943 rok, a policjant usłyszał, że wszystko co przedwojenne to zabytek ? Co to za kraj, w którym niedouczony funkcjonariusz policji mówi, że wszystko co leży w ziemi jest własnością państwa jakby nie czytał ustawy o rzeczach znalezionych? Odnotowaliśmy rewizje u osób posiadających nawet zezwolenia na poszukiwania zabytków od Wojewódzkich Konserwatorów Zabytków!

Odnoszę wrażenie, że nie żyjemy w kraju demokratycznym, a republice leniwych pączkożerców! W linkach prezentujemy zdobycze naszych policjantów na tle ich kolegów z Europy. Niestety nie możemy wśród nich odnaleźć sprzedanego w Niemczech na aukcji orła ze sztandaru Podhalańczyków, o której alarmowało środowisko miłośników historii, detektorystów oraz kombatantów!

Gdyby środki przeznaczone na Pandorę przekazać na nagrody za znaleziska to jesteśmy pewni, że policja znalazła by czas na zajęcie się prawdziwymi przestępcami a nie szukała ich wśród pasjonatów.

Wyślemy zapytanie do Komendy Głównej Policji o koszt narodowego pożerania pączków pod nazwą Pandora IV. Ciekawe ile ta ściema nas kosztowała."

[AKTUALIZACJA] Uwaga na przesyłki za pobraniem dostarczane przez DPD!

Data: 23.10.2019 15:26

Autor: ziemianin

niebezpiecznik.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #AlexaCapital #atak #DPD #pieniadze #przesylkizapobraniem

Jeśli u Waszych drzwi stanie prawdziwy kurier DPD i powie, że ma dla Was przesyłkę za pobraniem, zastanówcie się 2 razy czy ją odebrać. I uczulcie na to Waszych bliskich. Od tygodnia dziesiątki osób zostało naciągniętych na 100 PLN. Jak? W banalnie prosty sposób.

[AKTUALIZACJA] Uwaga na przesyłki za pobraniem dostarczane przez DPD!

Puk puk, tu kurier

Odwiedza Was kurier (wedle relacji ofiar, przeważnie DPD). Kurier jest prawdziwy. Ten którego znacie, który regularnie Wam przynosi przesyłki, co dodatkowo może uśpić Waszą czujność. Kurier ma dla Was (lub waszych bliskich, których akurat nie ma w domu albo kolegów z biura) paczkę. Jest ona za pobraniem w kwocie 99 PLN. Jeśli ją odbierzecie, w środku znajdziecie “śmierdzącą koszulkę” lub …wieczko od słoika.

pozostała treść artykułu TU

Śmiercionośne produkty firmy Johnson & Johnson?

Data: 23.10.2019 15:20

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kosmetyki #usa #johnsonandjohnson #afera

„[Dziennikarze agencji Reuters](https://www.cnbc.com/2018/12/14/johnson--johnson-shares-drop-on-reuters-report-that-the-company-knew-for-decades-of-asbestos-in-its-baby-powder.html) dotarli do dokumentów i zeznań sądowych z lat 1971-2000, z których wynika, że zarówno dyrektorzy koncernu, jak i wielu szeregowych pracowników, a nawet prawników i lekarzy miało świadomość, że w niektórych partiach pudru dla niemowląt przez lata wykrywano śladowe ilości azbestu” – pisał [money.pl](https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/johnson--johnson-wiedzial-o-azbescie-w,124,0,2424188.html).

„Eksperci medyczni zeznawali podczas procesu, że azbest, znany czynnik rakotwórczy, jest wymieszany z mineralnym talkiem, który jest podstawowym składnikiem produktów Baby Powder i Shower to Shower firmy Johnson & Johnson. Prawnicy powodów wykazywali, że włókna azbestu i cząstki talku znajdują się w tkankach jajników wielu kobiet” – pisał [TVP.pl](https://www.tvp.info/38056647/rakotworczy-produkt-dla-niemowlat-johnson-johnson-zaplaci-miliardy-dolarow)

Śmiercionośne produkty firmy Johnson & Johnson?

Źródło: NaturalNews

prawy stają się coraz trudniejsze dla korporacji Johnson & Johnson (J&J). Już zapłaciła 8 miliardów dolarów kary, a dalsze procesy czekają w kolejce.

Za co tak wysoka kara?

Za nielegalne zmuszanie lekarzy do przepisywania leku przeciwpsychotycznego Risperdal (risperdone). Ma teraz ponad 100 000 procesów sądowych z powodu szkód wyrządzonych przez ten lek, a także przez wiele innych leków i produktów firmy.

J&J jest pociągany do odpowiedzialności za przestępstwa, które spowodowały obrażenia i uszkodziły niezliczoną liczbę osób. Zdaniem analityków, mogą pozbawić firmę co najmniej kolejnych 20 miliardów dolarów grzywien i odszkodowań.

J&J wypłaciła 2,2 miliarda dolarów odszkodowania za fałszywe twierdzenia na temat innych sprzedawanych przez siebie produktów, w tym śmiertelnych leków na receptę, które rozdawano niczego niepodejrzewającym osobom starszym.

J&J jest również sprawdzany pod kątem szkód zdrowotnych spowodowanych przez sprzedawane produkty dla kobiet, a także lek na cukrzycę znany jako Invokana (canagliflozin), który J&J dalej sprzedaje pomimo wiedzy, że lek uszkadza serce, kości i nerki.

Kiedyś korporacja były marką domową, której ludzie ufali. Tak już nie jest, ponieważ firma J&J stała się kolejną maszyną dochodową Big Pharma, która dba tylko o pieniądze kosztem zdrowia i dobrego samopoczucia ludzi.

„J&J był kiedyś złotym standardem etycznego zachowania w branży farmaceutycznej” – mówi Michael Santoro, profesor etyki biznesu na Uniwersytecie Santa Clara w Kalifornii. „W tej chwili wydają się po prostu niezdolni do właściwego zarządzania swoim etycznym zachowaniem” – dodaje. „Zgubili drogę”.

Nawiasem mówiąc, dzieje się tak, gdy ludzie za bardzo ufają dużym korporacjom i syntetycznym farmaceutykom.

Zamiast dbać o własne zdrowie naturalnymi terapiami, zbyt wielu ludzi wciąż polega na lekarzach uzależnionych od korporacji farmaceutycznych.

Wierzę, że przyjdą takie czasy, w których będziemy mieli legalny, swobodny dostęp do wyboru: czy chcemy leczyć się u lekarza, który również stosuje naturalne terapie, czy wybierzemy lekarza przepisującego tylko produkty korporacji farmaceutycznych.

Dzisiaj tych pierwszych lekarzy ośmiesza się i pozbawia prawa do wykonywania zawodu.

Zlikwidowali Ministerstwo Skarbu, by po trzech latach ponownie je utworzyć? Gdzie tu logika?

Data: 23.10.2019 15:13

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka #polska #ministerstwo #pis #logika #niewygodneinfo

Przypomnijmy – pod koniec 2016 roku posłowie PiS przegłosowali w Sejmie ustawę, która likwidowała Ministerstwo Skarbu. Chodziło o ograniczenie biurokracji, podział kompetencji nadzorczych oraz wymierne oszczędności dla budżetu kraju. W skali roku miały one wynieść 100 mln zł. W dekadę nasze państwo miało zaoszczędzić nawet miliard złotych. Niespełna trzy lata później przedstawiciele rządu PiS postulują, aby przywrócić do życia Ministerstwo Skarbu, które uprzednio sami zlikwidowali. Powód? – Rozproszenie nadzoru nad spółkami…

Zlikwidowali Ministerstwo Skarbu, by po trzech latach ponownie je utworzyć? Gdzie tu logika?

Twórz problemy, po czym proponuj sposoby ich rozwiązania – to jeden ze sposobów władzy na manipulowanie społeczeństwem i odwracanie uwagi od rzeczywistych problemów. Tak przynajmniej twierdzi Noam Chomsky – znany amerykański filozof, naukowiec i działacz polityczny.

Czy likwidacja Ministerstwa Skarbu, a w krótkim czasie ponowne jego powołanie jest przykładem takiego właśnie działania? Przypomnijmy – pod koniec 2016 roku przez Sejm przeszła ustawa, która likwidowała wspomniany resort. Uzasadniając decyzję o likwidacji przedstawiciele PiS argumentowali, że taki ruch spowoduje istotne ograniczenie biurokracji oraz administracji, które z kolei przełożą się na wymierne oszczędności. Według szacunków rocznie miało to być około 100 mln zł, a w ciągu 10 lat nawet ok. 1 mld zł. Ponadto PiS-owi zależało na rozproszeniu nadzoru nad spółkami Skarbu Państwa. Uprawnienie właścicielskie miały przejść na premiera, który następnie mógł je delegować na poszczególnych ministrów branżowych.

W niespełna trzy lata później przedstawiciele rządu PiS mówią o konieczności przywrócenia do życia uprzednio zlikwidowanego ministerstwa. Wypowiadający się na ten temat na antenie Polskiego Radia Jerzy Kwieciński (minister finansów, inwestycji i rozwoju) stwierdził, że: – "Jedną ze słabości był fakt rozproszenia nadzoru nad spółkami (…) taki bardzo rozproszony nadzór powoduje, że czasami trudno osiągnąć dobre efekty. Więc jest to bardzo wielce prawdopodobne, że w nowym rządzie takie ministerstwo zostanie powołane".

Powstaje pytanie? Czy rzeczywistym powodem odtworzenia resortu skarbu ma być potrzeba przywrócenia silnego nadzoru nad spółkami Skarbu Państwa w jednym miejscu? Wszak jeszcze 3 lata temu PiS chciał z tym walczyć likwidując wspomniane ministerstwo? A może chodzi o przejęcie kontroli przez "ścisłe kierownictwo PiS" nad procesem obsadzania intratnych stanowisk w spółkach Skarbu Państwa? Do tej pory bowiem spółki te były "dzielone" między poszczególne ministerstwa. W efekcie do takich przedsiębiorstw jak PEKAO SA czy PZU zaczęli trafiać np. ludzie powiązani ze Zbigniewem Ziobrą (resort sprawiedliwości). Jeśli potwierdzą się plotki, że nowym ministrem skarbu będzie Jacek Sasin (bliski zaufany Jarosława Kaczyńskiego), a nadzór nad spółkami zostanie na powrót skumulowany w jednym miejscu, to Ziobro będzie mógł zapomnieć o intratnych stołkach dla swoich (a przynajmniej nie będzie miał bezpośredniego wpływu na to, kto obejmie daną posadę). O wszystkim nieformalnie będzie decydował prezes Kaczyński, a formalnie delegowany przez niego Sasin.

Wygląda więc na to, że w przypadku odtworzenia Ministerstwa Skarbu oszczędności budżetowe wynikające z faktu jego wcześniejszej likwidacji (ok. 100 mln zł rocznie) prawdopodobnie przestaną istnieć. Niewykluczone, że to cena politycznych przepychanek wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy. Być może stołki dla swoich i kontrola nad tym, kto siedzi w danej spółce, są dla polityków kwestiami istotniejszymi niż wymierne oszczędności budżetowe.

W nocy z soboty na niedzielę wracamy do czasu zimowego

Data: 23.10.2019 15:09

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #uniaeuropejska #zmianaczasu

W nocy z soboty na niedzielę zmieniamy czas z letniego na zimowy, dzięki czemu będziemy spali o godzinę dłużej. 27 października nad ranem wskazówki zegarów cofniemy z godz. 3.00 na godz. 2.00. Do czasu letniego wrócimy w marcu przyszłego roku.

W nocy z soboty na niedzielę wracamy do czasu zimowego

W całej Unii Europejskiej do czasu zimowego wraca się w ostatnią niedzielę października, a na czas letni przechodzi się w ostatnią niedzielę marca. Mówi o tym obowiązująca bezterminowo dyrektywa UE ze stycznia 2001 r.: "Począwszy od 2002 r. okres czasu letniego kończy się w każdym państwie członkowskim o godz. 1.00 czasu uniwersalnego (GMT), w ostatnią niedzielę października".

W Polsce zmianę czasu reguluje rozporządzenie prezesa Rady Ministrów. Kolejne takie rozporządzenie rząd wydał na początku listopada 2016 roku. Przedłuża ono stosowanie czasu letniego i zimowego do 2021 roku.

Być może nie będzie już jednak potrzeby wydawania analogicznego rozporządzenia. W marcu br. Parlament Europejski opowiedział się bowiem za zniesieniem zmiany czasu. Europosłowie chcą, aby zmiana czasu w ostatnią niedzielę marca 2021 r. była ostatnią zmianą w tych krajach UE, które wybiorą na stałe "czas letni". Te, które wolą zachować "czas zimowy", mogłyby zmienić wskazówki zegara po raz ostatni w ostatnią niedzielę października 2021 roku. Na ostateczny kształt przepisów będzie jednak trzeba poczekać, bo stanowisko PE będzie przedmiotem negocjacji z ministrami UE w tej sprawie.

Prace nad dyrektywą PE nabrały tempa po konsultacjach publicznych przeprowadzonych przez KE w 2018 roku. Zebrano wówczas 4,6 mln odpowiedzi (największą liczbę w historii), zaś 84 proc. respondentów opowiedziało się za zniesieniem zmian czasu. Zwolennikami rezygnacji z dwukrotnej w ciągu roku zmiany czasu są też Polacy. Z badania CBOS przeprowadzonego w marcu br. na zlecenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii wynika, że przeciwko temu dotychczas stosowanemu rozwiązaniu opowiada się ponad trzy czwarte ogółu badanych (78,3 proc.), podczas gdy za jego utrzymaniem optuje jedynie 14,2 proc. Przeważająca większość dorosłych Polaków, przy przejściu na jeden czas, preferowałaby czas letni środkowoeuropejski zwany czasem letnim. Za tym wyborem opowiada się ponad 74 proc. respondentów.

Scenariusze związane z przyjęciem na stałe w Polsce czasu letniego lub czasu zimowego są dostępne na stronie Głównego Urzędu Miar.

Badań dotyczących wpływu zmiany czasu na zużycie energii czy zdrowie i samopoczucie człowieka jest wiele.

Dr Michał Skalski z Poradni Leczenia Zaburzeń Snu przy Klinice Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego tłumaczył w rozmowie z PAP, że dla zdrowych osób zmiana czasu z zimowego na letni (i odwrotnie) wiąże się co najwyżej z gorszą formą w weekend. Tacy ludzie muszą się przestawić, ale po 2-3 dniach ich mózgi uczą się godzinnego przesunięcia – i znów zasypiają albo budzą się o normalnej porze.

Gorzej ma druga połowa populacji, która ma zaburzony sen albo żyje niezgodnie z własnym rytmem okołodobowym. Jak tłumaczy dr Skalski, który pracę naukową łączy z przyjmowaniem pacjentów w Poradni Leczenia Zaburzeń Snu, pacjenci z bezsennością lub z nadmierną sennością muszą uczyć swój mózg regularnego zasypiania lub rozsądnego korzystania z drzemek. W ich przypadku zmiana czasu nawet o godzinę to konieczność całkiem nowego treningu behawioralnego, dodatkowy stres i utrudnienie terapii.

Doktor wylicza, że zaburzenia snu nawet u dzieci wiążą się z otyłością, zaburzeniem funkcji poznawczych, wzrostem ciśnienia. Lekarze obserwują zwiększoną liczbę zawałów serca w sytuacji, gdy ludzie są zmuszani do rozpoczynania i kończenia aktywności w innych godzinach, niż te zgodne z ich własnym rytmem.

Zaznaczył przy tym, że choć sama zmiana czasu nie jest zwykle główną przyczyną problemów zdrowotnych, to rezygnacja z niej może oznaczać pozytywne konsekwencje. "Podział na czas letni i zimowy to jeden z wielu czynników zewnętrznych wpływających na jakość ludzkiego życia" – mówił dr Skalski. – "Jeśli więc podział ten nie ma już uzasadnienia ekonomicznego, to jego zniesienie wyeliminuje z naszego życia jeden z nieprawidłowych, stresogennych czynników".

Dr n. med. Dorota Wołyńczyk-Gmaj, psychiatra i specjalista ds. zaburzeń snu podkreślała jednak w rozmowie z PAP, że nauka nie jest jednoznaczna w kwestii wpływu zmiany czasu na zdrowie. "Wyniki badań są sprzeczne lub wykluczające się. Wynika to z faktu, że badania są prowadzone na różnych grupach, w różnych krajach leżących na różnych szerokościach geograficznych, i różne są metodologie tych badań. Trudno zatem jednoznacznie stwierdzić, jak zmiana wpływa na stan zdrowia człowieka" – mówiła.

Ustalenia dotyczące czasu letniego zostały wprowadzone przez państwa europejskie w ubiegłym wieku. Celem było oszczędzanie energii, w szczególności w czasie wojny i podczas kryzysu naftowego w latach 70. XX wieku.

WTF? Będzie kolejne 500 plus? Nie na dzieci… na urlopy.

Data: 23.10.2019 15:04

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#wtf #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #500plus #kretyni

Andrzej Gut-Mostowy z Porozumienia Jarosława Gowina, który dostał się do Sejmu, proponuje nowe 500 plus. Tym razem nie na dzieci, a na… urlopy.

WTF? Będzie kolejne 500 plus? Nie na dzieci… na urlopy.

Porozumienie Jarosława Gowina lubi przedstawiać się jako liberalna, wolnorynkowa frakcja tak zwanej „Zjednoczonej Prawicy”. Tymczasem rekomendowany na wiceministra ds. turystyki nowy poseł z ramienia Porozumienia proponuje nowe świadczenie socjalne. Miałoby to być 500 plus. Jednak nie dla dzieci, ale na urlopy polskich pracowników.

500 plus „na turystykę” miałoby pojawić się w formie bonów na niektóre usługi związane z turystyką. „To jest istotne, jeżeli chodzi o możliwość wypełnienia luki, poza najwyższymi sezonami turystycznymi. Państwo powinno ofertę wypoczynkową kierować także do osób, które w warunkach rynkowych nie mogą pozwolić sobie na turystykę wypoczynkową”, mówi nowy poseł Gowina.

Wskazuje się, że podobne świadczenia istnieją w wielu krajach europejskich, jak Włochy, Francja, Hiszpania, Wielka Brytania czy nawet Węgry. Zobaczymy, czy pomysł nowego posła wejdzie w życie. Jak wielu polityków Porozumienia Jarosława Gowina, Gut-Mostowy przez kilka lat związany był z Platformą Obywatelską. W 2017 przeszedł do ugrupowania Gowina.

Firefox 70. Jest ładniejszy i dba o naszą prywatność

Data: 23.10.2019 14:46

Autor: ziemianin

neowin.net

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #firefox #mozilla #internet #webbrowser #przegladarinternetowa

Przeglądarka Firefox w wersji 70 ujrzała już światło dzienne i wraz z nią pojawiło się kilka ciekawych nowości. Producent opublikował listę zmian, która szczegółowo wymienia wszystkie zmiany. My skupmy się na tych najważniejszych i najbardziej widocznych – jest ich w sumie cztery:

Firefox 70. Jest ładniejszy i dba o naszą prywatność

Nowa ikona i "nowa" nazwa – jeśli macie problem ze znalezieniem swojej ulubionej przeglądarki z Liskiem na pulpicie, to pewnie dlatego, że Mozilla zmieniła jej ikonę, która jest teraz bardziej płaska i stonowana kolorystycznie. To jednak nadal stary dobry lisek owinięty wokół kuli (ziemskiej). Producent zrezygnował również z nazwy Firefox Quantum – teraz jest to po prostu Firefox Browser.

Automatyczny tryb nocny – od teraz motyw systemu dostosowuje się automatycznie do tego, który używany jest w systemie. Nie musimy zmieniać go ręcznie, no chyba, że tego chcemy.

Ehanced Tracking Protection – prywatność w Sieci to w dzisiejszych czasach kluczowa sprawa bo śledzi nas dosłownie wszystko. Nowa opcja wprowadzona w Firefox 70 daje nam wgląd w to, która strona śledzi nasze poczynania w Internecie. Dotyczy to między innymi serwisów społecznościowych

[Firefox Lockwise](https://www.youtube.com/watch?v=ltRDl6FJKck) – wbudowany w przeglądarkę menedżer haseł. Silne hasło to podstawa, ale problemem może być jego zapamiętanie. Tutaj z pomocą przychodzą właśnie menedżery haseł. Ten, wbudowany w Firefox 70 umożliwia tworzenie, edytowanie i usuwanie danych logowania w celu synchronizacji na wszystkich urządzeniach. Może również generować silne hasła i automatycznie je zapisywać.

Źródło: NeoWin

Tak oszukują nas w sklepach! Polskie warzywa i owoce nie są z Polski

Data: 23.10.2019 14:23

Autor: ziemianin

superbiz.se.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gospodarka #importowanazywnosc #markety #polscyrolnicy #Polska #produktyzywnosciowe, #rolnictwo #zywnosc #uokik

Sklepy kuszą klientów produktami, które zachwalają jako polskie. Łapiemy się na to, bo to, co „nasze” wydaje nam się lepsze i smaczniejsze, a przede wszystkim „zdrowsze”. Niestety, z najnowszej kontroli związanej z oznakowaniem świeżych warzyw i owoców wynika, że 1/3 sklepów wprowadza klientów w błąd i pod hasłem „polskie” funduje nam produkty z często bardzo egzotycznych rejonów świata.

Tak oszukują nas w sklepach! Polskie warzywa i owoce nie są z Polski

Inspekcja Handlowa, po licznych zgłoszeniach do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postanowiła przeprowadzić kontrole jak w Polsce sklepy wywiązują się z obowiązku oznakowania świeżych warzyw i owoców krajem pochodzenia. Efekt? Na 96 sklepów różnych sieci handlowych aż 31 z nich miała problem z poprawnym oznakowaniem.

– Informacja o kraju pochodzenia jest istotna dla wielu konsumentów, często wpływa na decyzję o zakupie i nie powinna wprowadzać w błąd. Do UOKiK docierały liczne sygnały o nieprawidłowościach w tym zakresie, dlatego zleciłem Inspekcji Handlowej przeprowadzenie kontroli – tłumaczy prezes UOKiK Marek Niechciał.

Jak czytamy w komunikacie, sklepy sprzedawały np. seler pochodzący z Holandii jako polski, czy egipski czosnek (co potwierdzała faktura) także jako „nasz”. UOKiK zaznacza, że zdarzało się, że niektóre z warzyw i owoców w ogóle nie miały informacji o kraju pochodzenia, a inne miały ich… za dużo, bowiem na wywieszce przy produkcie podane było kilka krajów pochodzenia – przykładowo cebula „pochodziła” jednocześnie z Polski, Francji, Holandii i Słowacji, a konsument nie wiedział, który z krajów jest właściwy.

– Nieprawidłowa informacja o kraju pochodzenia lub jej brak to wprowadzanie konsumentów w błąd. Polacy coraz częściej zwracają na to uwagę, starają się wybierać produkty polskie. Sprzedawcy i dostawcy mniej lub bardziej świadomie wykorzystują ten fakt, przypisując polskie pochodzenie zagranicznym warzywom i owocom. Musimy walczyć z takimi praktykami, żeby konsument zawsze wiedział, co i skąd kupuje. Dlatego kontrole Inspekcji Handlowej są bardzo ważne – mówi wiceprezes UOKiK Tomasz Chróstny.

UOKIK przypomina, że na podstawie unijnych przepisów krajem pochodzenia powinny być oznakowane między innymi świeże owoce i warzywa, wołowina i cielęcina, ryby i owoce morza, miód, wino, oliwa z oliwek, jaja, surowe, pakowana wieprzowina, mięso kozie, baranina i drób.

Ujawniono list Ojca Pio do Watykanu z przerażającą wizją końca świata!

Data: 22.10.2019 15:06

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #wiara #OjciecPio #swiat #katastrofa #koniecswiata #zprzymruzeniemoka #przepowiednia

Ojciec Pio do końca odprawiał łacińską Mszę trydencką, nie uległ wielu tzw. reformom wewnątrzkościelnym i zakonnym; krytykował zbytnie bratanie się duchownych z duchem świata. Ten świat – jego zdaniem – zbliża się do swojego końca… Ujawniony list napisano w lutym 1950 roku i skierowany został do Watykanu.

Ujawniono list Ojca Pio do Watykanu z przerażającą wizją końca świata!

"Niewolno wam wychodzić na zewnątrz. Zaopatrzcie się w wystarczającą ilość pożywienia. Moce natury zostaną wstrząśnięte i deszcz ognia napełni ludzi przerażeniem. Miejcie odwagę! Jestem pośród was"

– czytamy w liście, którego treść w formie dokumentu watykańskiego zamieszczamy niżej:

Trzy Dni Ciemności

Tłumaczenie kopii prywatnego listu autorstwa Ojca Pio, adresowanego do Komisji w Heroldsbach wyznaczonej przez Watykan w celu przebadania prawdziwości objawień o ‘Trzech Dniach Ciemności’ danych przez Naszego Pana, Ojcu Pio, zakonnikowi zgromadzenia Kapucynów i stygmatyka.

28 STYCZEŃ 1950

Dobrze pozamykajcie i uszczelnijcie okna. Nie wyglądajcie na zewnątrz. Zapalcie święconą świece, która wystarczy na wiele dni. Módlcie się na różańcu. Czytajcie duchowe książki. Czyńcie akty przyjęcia Duchowej Komunii, a także uczynki miłości, które są nam tak potrzebne. Módlcie się z wyciągniętymi rękami lub padając na twarz, aby uratować wiele dusz. Niewolno wam wychodzić na zewnątrz. Zaopatrzcie się w wystarczającą ilość pożywienia. Moce natury zostaną wstrząśnięte i deszcz ognia napełni ludzi przerażeniem. Miejcie odwagę! Jestem pośród was.

7 LUTY 1950

Otoczcie opieką swoje zwierzęta, podczas tych dni. Ja Jestem Stworzycielem i Opiekunem dla wszystkiego stworzenia, tak samo jak dla człowieka. Dam wam wcześniej znaki, kiedy powinniście pozostawić większą ilość jedzenia dla swoich zwierząt. Ochronię dobytek wybranych, w tym także zwierzęta, które będą później w potrzebie pożywienia. Niech nikt nie próbuje wychodzić na zewnątrz, nawet, aby nakarmić swoje zwierzęta, – kto będzie nieposłuszny temu słowu, zginie! Dokładnie zakryjcie okna. Moi wybrani nie powinni widzieć Mojego gniewu. Miejcie Ufność we Mnie, a Ja będę waszą obroną. Wasza wiara, zobowiązuje Mnie, do przybycia wam z pomocą.

Godzina Mego powrotu jest bliska! Jednak okażę Miłosierdzie. Najstraszliwsza karę będzie cierpieć świadek czasów. Moi aniołowie, którzy będą egzekutorami tej pracy, stoją już w gotowości z ostrymi mieczami! Szczególnie zadbają o zniszczenie tych, którzy Mnie przedrzeźniali i nie wierzyli w Moje objawienia.

Nawałnica ognia wyleje się z chmur i rozciągnie na całą ziemię! Sztormy, grzmoty, straszliwa pogoda i trzęsienia ziemi pokryją świat na kilka dni. Nastanie nieprzerwany deszcz ognia! Wszystko rozpocznie się w bardzo zimną noc. Te wydarzenia mają udowodnić, że Bóg jest Panem wszelkiego Stworzenia. Ci, którzy pokładają we Mnie nadzieję i wierzą w Moje słowa, nie mają się, czego obawiać. Nie zaprę się tych, którzy rozpowszechniają Moje przesłanie. Żadna krzywda nie spotka dusz w łasce uświęcającej i tych, które szukają obrony u Mojej Matki.

Dam wam następujące znaki i instrukcje, w ten sposób możecie być przygotowani na nadchodzące wydarzenia:

Noc będzie bardzo zimna, a wiatr zacznie przeraźliwie huczeć i wyć. Po krótkim czasie usłyszycie grzmoty. Zamknijcie wszystkie drzwi i okna i z nikim nie rozmawiajcie z zewnątrz. Padnijcie przed krzyżem, żałujcie za grzechy i błagajcie o opiekę Mojej Matki. Nie patrzcie przez okno podczas trzęsienia ziemi, ponieważ gniew Boży jest święty! (Jezus nie chce, abyśmy ujrzeli gniew Boga, gdyż musi być rozważany w strachu i trwodze. Ci, którzy nie potraktują poważnie tego polecenia, zginął na miejscu.)

Wiatr, przyniesie ze sobą trujące gazy, które rozniosą się po całej ziemi. Każdy, kto będzie cierpiał i umrze niewinnie, stanie się męczennikiem i będzie przebywał ze Mną, w Moim Królestwie.

Szatan zatryumfuje! Jednak po trzech nocach, ogień i trzęsienie ziemi ustaną. Następnego dnia słońce znów wzejdzie i oświeci ziemie. Aniołowie przybędą z Nieba i przykryją ziemie duchem pokoju. Uczucie niezmierzonej wdzięczności ogarnie tych, którzy przeżyją okropne doświadczenia – bliską karę -, którymi Bóg nawiedza ziemię od jej stworzenia.

Wybrałem dusze także w innych krajach jak: Belgia, Szwajcaria, czy Hiszpania i otrzymały to samo objawienie, aby te kraje również mogły się przygotować. Módlcie się dużo w czasie tego Świętego Roku 1950. Módlcie się na różańcu, ale tak, aby wasze modlitwy dosięgły Nieba. Wkrótce znacznie gorsza katastrofa nadejdzie na cały świat, jakiej nikt nie widział, straszliwa kara! Wojna 1950 roku jest wstępem do tych wydarzeń.

Jakże obojętny jest człowiek na te sprawy, które już wkrótce staną się rzeczywistością, wbrew wszelkim oczekiwaniom! Jakże dalecy są od roztropnego przygotowania się na te przepowiedziane, a niewysłuchane wydarzenia, przez które niebawem będą musieli przejść.

Wpływ Boskiej równowagi dosięgną ziemi! Gniew Mego Ojca zostanie wylany na cały świat! Kolejny raz ostrzegam świat, po przez wasze środki, jak dotąd zawsze to czyniłem. Grzechy ludzkości przerosły miarę: Lekceważąca postawa w Kościele, grzeszna duma wywołana wstydem przed aktywnością religijną, brak prawdziwej, braterskiej miłości, nieprzyzwoitość w ubieraniu się, a zwłaszcza w okresach letnich… Świat jest pijany od grzechu.

Ta katastrofa przyjdzie na ludzkość jak przebłysk światła, w chwili, gdy wschód poranku zostanie zastąpiony ciemnościami! Od tego momentu, nikomu nie wolno opuścić domu lub wyjrzeć przez okno. Ja Sam, przybędę pośród grzmotów i piorunów. Słabsi powinni zawierzyć się Mojemu Najświętszemu Sercu. Nastanie wielki chaos z powodu całkowitych ciemności, które okryją ziemie i wielu, wielu zginie od przerażenia i rozpaczy.

Ci, którzy będą „walczyć” dla Mojej sprawy, otrzymają łaski z Mojego Najświętszego Serca, a pokorny płacz skruchy: „KTÓŻ JEST JAK BÓG” będzie ratunkiem dla wielu. Jednakże, niezliczona ilość spłonie na otwartych polach jak wyschnięta trawa! Bezbożni zostaną unicestwieni, aby później sprawiedliwość narodziła się na nowo.

W dniu, jak tylko nadejdą całkowite ciemności, nikt nie powinien opuszczać swojego domu lub wyglądać przez okno. Ciemności będą trwały dzień i noc, kontynuując kolejny dzień i kolejną noc i jeszcze jeden dzień, lecz następnej nocy gwiazdy znów wzejdą na niebie, a przy nadchodzącym dniu ponownie ujrzycie brzask słońca i będzie to CZAS WIOSNY!

W ciągu dni ciemności, Moi wybrani nie powinni spać, jak uczniowie w Ogrodzie Oliwnym. Muszą się modlić nieprzerwanie, a nie zawiodę ich. Zbiorę Moich wybranych! Piekło uwierzy, że włada całą ziemią, ale Ja ją odzyskam!

Czy być może myślicie, że pozwoliłbym Ojcu na zesłanie takiej kary na cały świat, jeśli ludzie odwróciliby się od swoich zbrodni dla sprawiedliwości? Ale to z powodu Mojej wielkiej miłości, te cierpienia za Moim dozwoleniem zostaną zesłane na was. Wielu Mnie przeklnie, a mimo to tysiące dusz ocali się przez nich. Żadne ludzkie rozumowanie nie jest w stanie pojąć głębin Mojej Miłości!

Módlcie się! Módlcie się! Pragnę waszych modlitw. Moja Najdroższa Matka, Maryja, Św. Józef, Św. Elżbieta, Św. Konrad, Św. Michał, Św. Piotr, Mała Tereska, wasi Aniołowie Stróżowie niech będą waszymi rzecznikami. Błagajcie o ich pomoc! Bądźcie dzielnymi żołnierzami Chrystusa! Gdy powróci Światłość, niech wszyscy złożą dziękczynienie Świętej Trójcy za opiekę! Zniszczenia będą ogromne! Ale Ja, wasz Bóg oczyszczę ziemię. Jestem z wami. Miejcie ufność!

(Koniec listu Ojca Pio)

WTF? Zobacz wyrok za kradzież JEDNEGO cukierka! "Polskie sądy to stan umysłu"

Data: 22.10.2019 14:56

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#wtf #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #polska

Emeryt ze Szczecina został skazany za zjedzenie w Biedronce jednego cukierka! Ale wyjątkowego, bo cukierka ze śliwką… Mężczyzna tłumaczył się, że cukierka zjadł odruchowo, nie ukradł, próbował towar, ale przyznał się do czynu. Nie było jednak litości. Pracownik Biedronki zauważył "kradzież", ochrona przejęła "przestępcę", którego przekazano policji, a następnie sprawa trafiła do sądu. Tu także nie było litości, pomimo, że wartość cukierka wyceniono na 40 groszy…

WTF? Zobacz wyrok za kradzież JEDNEGO cukierka! "Polskie sądy to stan umysłu"

"Obwinionego Romana Wawrzyniaka uznaje się za winnego zarzucanego mu, a opisanego obwinieniem czynu, wypełniającego dyspozycję z art. 119 & 1 kw i za to na podstawie art. 119 & 1 kw w zw. z art.20&1 i 2 pnk 2 kw i art 21&1 kw skazuje go na karę jednego miesiąca ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 (dwudziestu) godzin"

– orzekł sędzia Sądu Rejonowego w Kołobrzegu Ireneusz Łysiak.

Zdjęcie wyroku zamieścił w internecie m.in. były poseł Paweł Skutecki, który sprawę skomentował.

"To już widzieliście, prawda? Ale takich wyroków, że ktoś pożyczył z banku 200 tys a musi oddać 600 tys, nie widzieliście? A tego, gdzie rodzic zarabiający 2700 ma zasądzone 5800 alimentów też nie? A może to gdzie kochający dziecko tata może je widzieć dwie godziny w środę i trzy w sobotę? A to kiedy człowiekowi zabrano jedną z większych piekarń w północnej Polsce, bo ex żona była "poukładana"?"

– napisał Skutecki.

"Polskie sądy to stan umysłu, Kodeks rodzinny ze stalinowskich czasów, sędziowie to nadzwyczajna kasta. I jeśli PiS Wam wmówił, że zmiana "ich" na "ichnich" coś zmieni, to jesteście sami sobie winni. Jeszcze gorzej jeśli daliście sobie wmówić histerykom opowieść o "wolnych sądach", których trzeba bronić. To są dwie strony tej samej, fałszywej monety. Sądy trzeba odbudować na nowo, tak samo jak ochronę zdrowia. Tego się nie da naprawić. Jak fundamenty są przegniłe, to trzeba zburzyć i zbudować od nowa"

– stwierdził były poseł.

Co na to wymiar sprawiedliwości? Nie ma złudzeń, że wyrok jest zasadny.

"Ten pan w sensie prawa jest złodziejem, bo od ilu groszy, czy też złotych zaczyna się kradzież?"

– retorycznie pyta sędzia Sławomir Przykucki, rzecznik kołobrzeskiego sądu.

Ustawa 447 zrobi z Polski drugą Palestynę?

Data: 22.10.2019 14:20

Autor: ziemianin

opcjanaprawo.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka #zydzi #ustawa447 #pis

"Cóż za chichot historii. Polacy nie poznaliby prawdy o tym, że Żydzi z pomocą Amerykanów chcą obrabować – a właściwie przejąć – nasz kraj, gdyby nie wynalazki amerykańskich Żydów. O żydowskim spisku wiemy bowiem głównie z Internetu, w tym z Facebooka. Twórcą koncepcji Internetu był amerykański informatyk polsko-żydowskiego pochodzenia Paul Baran (1926-2011), a głównym twórcą największego na świecie serwisu społecznościowego Facebook jest Mark Zuckerberg, przedsiębiorca urodzony w żydowsko-amerykańskiej rodzinie.

Ustawa 447 zrobi z Polski drugą Palestynę?

Rzetelnych informacji na temat żydowskich roszczeń darmo szukać w większości czasopism, radiu czy telewizji. Media głównego nurtu milczą jak zaklęte, a jeśli już coś powiedzą (wszak tematu numer jeden wśród Polaków nie da się ukrywać w nieskończoność), to jedynie to, że właściwie problem nie istnieje. Czasem rzucą też obelgami skierowanymi w tych, którzy sprawę ofiarnie nagłaśniają. Najczęściej spotykanym argumentem przeciwko Polakom, którzy nagłaśniają problem związany z ustawą 447, jest sugestia jakoby działali z polecenia Kremla (sic!).

Społeczeństwu powoli zaczynają się otwierać oczy, wszak mamy szeroki (jeszcze) dostęp do Internetu. Politycy partii rządzącej w panice (w końcu jest rok wyborczy) studzą emocje. Wystarczy wspomnieć słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który zapewnia, że „nie będzie zgody na wypłatę odszkodowań z naszej strony”. Niestety, w pisowskie banialuki nadal wierzy wielu Polaków, co potwierdziły ostatnie wybory do Europarlamentu. Tymczasem sytuacja jest bardzo poważna i przerażająca.

Międzynarodowa zmowa

Kilka lat temu zgłosiła się do mnie niemiecka telewizja państwowa ZDF. Natrafili na moją krytyczną opinię nt. filmu Pawła Pawlikowskiego „Ida” (2013). Zbliżała się oskarowa gala, a oni potrzebowali zebrać komentarze z Polski, zarówno pozytywne jak i negatywne. Początkowo nie chciałam się zgodzić na rozmowę, ale po zastanowieniu doszłam do wniosku, że być może jest to jedyna okazja w moim życiu, by powiedzieć do niemieckiej kamery kilka słów prawdy. Oczywiście miałam świadomość, że i tak wytną niewygodne dla nich treści.

Do Warszawy przyjechał młody dziennikarz z Berlina, który z szarmanckim uśmiechem zapytał dlaczego nie podoba się film „Ida”. Moja odpowiedź była jednoznaczna. Wyjaśniłam, że film Pawlikowskiego wpisuje się w retorykę międzynarodowej akcji zorganizowanej, mającej na celu przypisywanie Polakom odpowiedzialności za Holokaust. W następnym zdaniu przypomniałam niemieckiemu dziennikarzowi, że jego telewizja robi dokładnie to samo. Dla przykładu, w lipcu 2013 roku stacja ZDF nadała materiał dokumentalny poświęcony niemieckim obozom w Majdanku i Auschwitz, opatrując je określeniem „polskie obozy zagłady”.

Na rozmowę z wysłannikiem ZDF przygotowałam się niemal jak na rozprawę przed trybunałem. Zapoznałam się m.in. ze słynnym nazistowskim filmem propagandowym „Żyd Süss” z 1940 roku. W filmie tym, reżyser Veit Harlan przedstawił historię pewnego Żyda, który popełniał ohydne zbrodnie. Celem obrazu było wykreowanie negatywnego wizerunku Żydów. Tragiczną konsekwencją tego typu propagandy była akceptacja wielu zwykłych Niemców, kiedy naziści dokonywali swoich antysemickich zbrodni podczas II wojny światowej.

Ironia losu polega na tym, że fabuła „Idy” opiera się na analogicznym schemacie, z tym że tutaj całe zło przypisuje się Polakom, zaś ofiarami są Żydzi. Akcja filmu przenosi widzów do czasów II wojny światowej (którą w rzeczywistości wywołali Niemcy), a w tle dramatycznej historii pojawia się zagłada Żydów (której w rzeczywistości dokonali Niemcy). Tymczasem w opowieści Pawlikowskiego darmo szukać Niemców, gdyż jedynymi odpowiedzialnymi za okrutny los Żydów byli Polacy. Co więcej, Polacy nie dość, że mordują Żydów, to jeszcze po dokonaniu zbrodni przejmują ich majątek.

Celem tego typu propagandy jest urobienie międzynarodowej opinii publicznej, tak by świat milczał w obliczu rabowania Polaków, które ma się dokonać pod przykrywką tzw. restytucji mienia bezspadkowego.

W latach 2014-2015, kiedy film „Ida” święcił swoje triumfy nie było jeszcze mowy o ustawie 447, a jedynymi wówczas znanymi osobami alarmującymi o zbliżającym się zagrożeniu, byli Stanisław Michalkiewicz i Grzegorz Braun. To właśnie oni od lat ostrzegali Polaków, że Żydzi planują dokonać zuchwałej kradzieży pod przykrywką rzekomo należnych im „odszkodowań”. Właśnie dzięki tym ostrzeżeniom, dostrzegłam wówczas w obrazie Pawlikowskiego drugie dno.

Film „Ida” początkowo nie został w Polsce nawet zauważony. Zrobiło się o nim głośno dopiero wtedy, kiedy zaczął zgarniać międzynarodowe nagrody. Obraz o złych Polakach mordujących i rabujących Żydów doceniła Amerykańska Nagroda Akademii Filmowej wręczając Pawlikowskiemu Oskara 2015 w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Inne międzynarodowe trofea to: Europejska Nagroda Filmowa w kategorii najlepszy film europejski 2014, nominacja do Złotych Globów w kategorii Najlepszy film zagraniczny, Nagroda „Lux Prize” przyznawana przez Parlament Europejski, Nagroda Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, Nagroda Stowarzyszenia Krytyków Filmowych z San Francisco w kategorii Najlepszy film zagraniczny, Nagroda Stowarzyszenia Nowojorskich Krytyków Filmowych w kategorii najlepszy film zagraniczny, Nagroda Międzynarodowej Federacji Krytyki Filmowej w sekcji Specjalne Prezentacje na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto… To tylko wycinek tego, jaką pulę nagród zgarnął film szkalujący Polaków.

Mocne przyspieszenie

Minęło kilka lat, a najczarniejszy scenariusz – przed którym ostrzegali Michalkiewicz i Braun – realizuje się na naszych oczach. Kalendarium wydarzeń jest na tyle szerokie, że nie sposób wypisać wszystkiego w jednym tekście. Wymienię zatem jedynie kilka z wymownych momentów ostatnich gorących miesięcy.

W styczniu 2018 roku, podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz, ambasador Izraela w Polsce Anna Azari bezczelnie zrugała polski rząd, odnosząc się do uchwalonej przez Sejm RP nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Zgodnie z ustawą, każdy kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne – będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech.

Rozpętała się międzynarodowa burza, w której Polska na każdym kroku zaczęła obrywać od izraelskich polityków i dziennikarzy. Wystarczy wspomnieć, że Jair Lapid – jeden z najważniejszych przywódców izraelskiej opozycji, członek komisji spraw zagranicznych i minister finansów Izraela – w wywiadzie dla telewizji Polsat News, stwierdził, że „Polacy zabili 200 tysięcy Żydów bez udziału Niemców”.

W lutym 2018 roku, do szkalowania Polaków dołączył szef fundacji From the Depths Jonny Daniels – były żołnierz izraelskiej armii, żydowski lobbysta zbliżony do polityków Prawa i Sprawiedliwości. Na portalu społecznościowym napisał: „Musi być jasność, że byli Żydzi, którzy współpracowali z niemieckimi nazistami w małym stopniu. Większość z nich robiła to w nadziei, że uratują życie swoje i najbliższych. Ogromna większość z tysięcy polskich kolaborantów robiła to z chciwości i czystej nienawiści”.

W kwietniu 2018 roku, Amerykański Kongres przegłosował ustawę 447. Dokument ten przyznaje Departamentowi Stanu USA prawo do wspomagania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holocaustu, a także – co najważniejsze – udzielenia im pomocy poprzez swoje kanały dyplomatyczne w odzyskaniu żydowskich majątków bezdziedzicznych.

W czerwcu 2018 roku – pod wpływem nacisków Izraela – polscy parlamentarzyści w większości ugięli się i Sejm przyjął zmiany w nowelizacji ustawy o IPN, zakładające odejście od przepisów karnych na użycie sformułowania „polskie obozy”.

Po mordzie od „sojuszników”

Początek 2019 roku. Waszyngton zmusił Warszawę do zorganizowania konferencji o Bliskim Wschodzie [czytaj: naradzie wojennej przeciwko Iranowi], którą to ostatecznie polski podatnik musiał jeszcze w całości sfinansować. Rachunek za przygotowanie imprezy wyniósł: 2 233 491,32 złotych.

W dniach 13-14 lutego do Warszawy zjechali amerykańscy i izraelscy politycy naradzać się przeciwko Iranowi. Przy okazji postanowili oczernić Polskę i zażądali spłaty haraczu. Szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo podczas swojego przemówienia zwrócił się do polskiego rządu, by ten przyspieszył prace nad ustawą, dzięki której amerykańscy obywatele żydowskiego pochodzenia będą mogli otrzymać od Polski odszkodowania za mienie stracone podczas Holokaustu.

W międzyczasie Andrea Mitchell – amerykańska dziennikarka stacji telewizyjnej NBC relacjonująca bliskowschodnią konferencję – stwierdziła, że powstańcy w Getcie Warszawskim w 1943 r. walczyli przeciwko „polskiemu i nazistowskiemu reżimowi”. Z kolei premier Izraela Benjamin Netanjahu, podczas wizyty w Muzeum Historii Żydów Polskich – POLIN, obwieścił że „naród polski współpracował z nazistowskim reżimem w zabijaniu Żydów w ramach Holokaustu”.

Kilka dni później minister spraw zagranicznych Izraela poparł słowa premiera Netanjahu o Polakach zabijających Żydów. Israel Katz w telewizyjnym wywiadzie powiedział: „Nie zapomnimy i nie wybaczymy. Było wielu Polaków, którzy kolaborowali z nazistami”. Ponadto szef izraelskiej dyplomacji przypomniał słowa byłego premiera Izraela Icchaka Szamira, który stwierdził, że „Polacy antysemityzm wyssali z mlekiem matki”.

Politycy PiS robią w tym czasie dobrą minę do złej gry. Wyborcy partii rządzącej pewnie dalej by spali, gdyby nie cudowne zrządzenie losu, a właściwie zatroskany o Polskę tajemniczy patriota pracujący w resorcie spraw zagranicznych. Otóż w kwietniu 2019 roku, w nieznanych opinii publicznej okolicznościach, do rąk Stanisława Michalkiewicza trafiła notatka dyplomatyczna z tajnych rozmów dot. ustawy 447 JUST. Co znamienne, po ujawnieniu przez Michalkiewicza treści dokumentu nikt nie ośmielił się podważyć jego prawdziwości. Internet zawrzał – prawda zaczęła docierać do Polaków ze wzmożoną siłą.

Ujawniona notatka jest zapisem rozmowy pomiędzy pełnomocnikiem ministra spraw zagranicznych do kontaktu z diasporą żydowską Jackiem Chodorowiczem, a Thomasem Yazdgerdi, reprezentantem Departamentu Stanu USA do spraw holocaustu. Datowana jest na 25 października 2018 roku, a z jej treści wynika, że nie było to pierwsze spotkanie w tej sprawie.

Podczas specjalnie zwołanej konferencji w Sejmie, Stanisław Michalkiewicz tłumaczył, że notatka zawiera „mapę drogową, według której roszczenia żydowskie mają być realizowane zgodnie z oczekiwaniami strony żydowskiej i amerykańskiej”. Zdaniem Michalkiewicza chodzi m.in. o „przeforsowanie takiego ustawodawstwa, które żydowskim roszczeniom nadałoby pozory legalności”.

Świadomy zagrożenia Stanisław Michalkiewicz przygotował projekt ustawy, która ma chronić polską rację stanu. Tym samym dał szansę rządowi PiS, stwarzając okazję do wybrnięcia z kłopotliwej sytuacji. Projekt ustawy składa się z trzech artykułów. Przede wszystkim zobowiązuje Radę Ministrów do stanowczej deklaracji, że Polska nie zadośćuczyni żadnym roszczeniom żydowskim odnoszącym się do własności bezdziedzicznej. «Kto wbrew postanowieniu ustawy podejmie starania o realizację roszczeń żydowskich, podlega karze z Art. 129 kk, stanowiącym o zdradzie dyplomatycznej, i podlega karze pozbawienia wolności od roku do 10 lat. Ustawa wchodzi w życie z dniem jej ogłoszenia.»

Podczas gdy Żydzi i Amerykanie plują Polakom w twarz, politycy PiS mówią, że pada deszcz. Wystarczy wspomnieć słowa byłego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, który komentując ustawę 447 stwierdził, że „to nas nie dotyczy”, gdyż „zgodnie z prawem polskim mienie bezspadkowe przechodzi na Skarb Państwa”. Sęk w tym, że z ujawnionej przez Michalkiewicza notatki jasno wynika, iż tajne rozmowy prowadzone są w kierunku, by właśnie to prawo zmienić.

Decydujące stracie coraz bliżej?

10 maja 2019 roku, przedstawiciele Konfederacji KORWiN Braun Liroy Narodowcy, podczas konferencji prasowej w Sejmie zaprezentowali projekt ustawy autorstwa Michalkiewicza. Nazajutrz to samo środowisko zorganizowało w Warszawie wielotysięczny marsz. Jego uczestnicy sprzeciwili się amerykańskiej ustawie 447. Potężna manifestacja – która spod kancelarii Rady Ministrów dotarła pod budynek ambasady USA – została niemal całkowicie przemilczana przez media głównego nurtu. Polacy dowiedzieli się o wydarzeniu głównie dzięki transmisjom na żywo udostępnionym przez niezależne internetowe telewizje, takie jak: Media Narodowe, wRealu24 czy eMisja.tv.

Podczas pisania tego artykułu sytuacja rozwija się bardzo dynamicznie. Zdaję sobie sprawę, że kiedy tekst wyjdzie z drukarni, nie będzie już w pełni aktualny. Nie mniej jednak śpieszę jeszcze tylko odnotować niektóre reakcje jakie mogliśmy zaobserwować w maju 2019 roku.

Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher oskarżyła na Twitterze polityków Konfederacji o kłamstwo i mowę nienawiści.

Izraelski polityk Jair Lapid znowu o sobie przypomniał, tym razem w wywiadzie przeprowadzonym przez Nissana Tzura – izraelskiego korespondenta w Europie. Lapid powiedział, że „Polacy współpracowali przy tworzeniu i prowadzeniu obozów zagłady; Polacy wydawali Żydów Niemcom, a hitlerowcy nie przypadkiem stworzyli centrum zagłady w Polsce”.

Ambasador RP w Izraelu Marek Magierowski został zaatakowany fizycznie i słownie przed budynkiem polskiej placówki dyplomatycznej w Tel Awiwie.

Posłowie Kukiz’15 złożyli w Sejmie ustawę anty-447. Zakłada ona zakaz jakichkolwiek rozmów i podejmowania działań mających na celu wsparcie dla uzyskania roszczeń bezspadkowych. Projekt zdjęto z obrad Sejmu pod pretekstem braku „wystarczających dokumentów”, zaś poseł Robert Winnicki, jeden z liderów Konfederacji został wyrzucony z mównicy w czasie debaty w Sejmie, gdy mówił o uległości PiS wobec Żydów.

Siła Internetu sprawiła, że nie udało się ukryć przed Polakami faktu, iż następuje na naszych oczach próba bezczelnego rabunku w biały dzień. Kwoty, które padają są gigantyczne – nawet bilion złotych. Niestety media głównego nurtu przekłamują temat na całej linii, a politycy układu postokrągłostołowego bezczelnie łżą, że nie ma powodów do obaw. W reakcji na burzę wokół głośnej ustawy 447 Jarosław Kaczyński powiedział, że „niczego płacić nie będziemy”.

Wielu wyborców naiwnie uwierzyło, że prezes PiS faktycznie postawił się swoim mocodawcom, zwanymi dla zmylenia opinii publicznej sojusznikami, który – de facto – żądają od nas spłaty haraczu. A przecież ujawniona notatka z tajnych rozmów nie pozostawia wątpliwości – jest wyraźna dyrektywa, żeby kwestia restytucji mienia żydowskiego wróciła po jesiennych wyborach parlamentarnych w Polsce. Do tej pory strona amerykańska liczy na porozumienie z Żydami na stopie nieformalnej.

Wiosenne wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, że propaganda partii rządzącej okazała się skuteczna.

Tymczasem ta nierówna walka toczy się o nasze przetrwanie, bo jak przytomnie zauważył Stanisław Michalkiewicz: ustawa 447 stwarza dla polskiego państwa i narodu, zagrożenie największe od 1939 roku.

Agnieszka Piwar"

Tekst ukazał się w kwartalniku „Opcja na Prawo”, Nr 2/155, czerwiec 2019 r.

Makak to nie szkodnik, a sprzymierzeniec w walce ze szkodnikami

Data: 22.10.2019 13:50

Autor: ziemianin

kopalniawiedzy.pl

#ciekawostki #nauka #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #makakorientalna #olejpalmowy #palmaolejowa #szczury

Plantacje palm oleistych mają niezwykłych sprzymierzeńców: makaki. Te małpy, postrzegane jako szkodniki upraw, świetnie chronią palmy przed szczurami. Jak dowiadujemy się z najnowszych badań, których wyniki opublikowano w Current Biology, jedno stado makaków orientalnych, poszukując nor, które szczury drążą w drzewach palm, potrafi w ciągu roku złapać ponad 3000 szczurów.

Makak to nie szkodnik, a sprzymierzeniec w walce ze szkodnikami

Badacze, którzy pracowali pod kierunkiem Anny Holzner z Uniwersytetu w Lipsku i Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maxa Plancka, uważają, że makaki mogą zmniejszyć liczbę szczurów na plantacji o 75%, a dzięki nim plantatorzy mogliby całkowicie zrezygnować z używania trucizn, które są wykorzystywane do tępienia szczurów.

Nadine Ruppert z Universiti Sains Malaysia od 2013 roku badają zachowanie makaków orientalnych. Szybko zauważyli, że znaczną część dnia małpy spędzają na plantacjach palm olejowych, które pokrywają znaczną część ich terytorium. Naukowcy zaczęli się zastanawiać, co makaki tam robią.

Okazało się, że małpy żywią się owocami palmy olejowej oraz szczurami, będącymi szkodnikami plantacji. Naukowcy wyliczyli, że grupa makaków zjada w ciągu roku ponad 12 ton owoców, czyli zaledwie 0,56% produkcji. Jednocześnie jednak małpy zjadają olbrzymią liczbę szczurów, które z kolei przyczyniają się do spadku produktywności plantacji aż o 10%. Działalność makaków na plantacjach przynosi więc więcej pożytku niż szkody.

Byłam zaskoczona, gdy po raz pierwszy zauważyłam, że makaki żywią się szczurami. Nie sądziłam, że polują na tak duże gryzonie i że jedzą tak dużo mięsa. To małpy owocożerne, które czasami żywią się małymi ptakami czy jaszczurkami, mówi Ruppert.

Uczona postanowiła więc sprawdzić, czy makaki mogą być przydatne w walce ze szkodnikami. Szczegółowe badania wykazały, że tam, gdzie makaki regularnie odwiedzają plantacje palm olejowych straty na uprawach zmniejszyły się z 10% do mniej niż 3%. To zaś odpowiada zyskowi z dodatkowych 406 000 hektarów upraw.

Mamy nadzieję, że wyniki naszych badań zachęcą państwowych i prywatnych właścicieli plantacji do ochrony makaków i ich habitatów znajdujących się w pobliżu plantacji, mówi Aja Widding w Lipska. Rozpoczęliśmy współpracę z plantatorami i organizacjami społecznymi. Naszym celem jest zaprojektowanie takiej architektury plantacji, by podtrzymywały one istniejące populacje makaków, sprzyjały bioróżnorodności, a jednocześnie zwiększały wydajność upraw i stosowały przyjazne środowisku metody kontroli szkodników. To może być korzystne zarówno dla bioróżnorodności jak i przemysłu spożywczego, dodaje Widding.

Elon Musk wysłał pierwszego tweeta za pośrednictwem sieci Starlink

Data: 22.10.2019 13:37

Autor: ziemianin

techcrunch.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #starlink #elonmusk

Whoa, it worked!!

— Elon Musk (@elonmusk) [October 22, 2019](https://twitter.com/elonmusk/status/1186524008621043713?ref_src=twsrc%5Etfw)

wymagany angielski

[Elon Musk wysłał pierwszego tweeta za pośrednictwem sieci Starlink](https://techcrunch.com/2019/10/22/elon-musk-tweets-using-spacexs-starlink-satellite-internet/

Elon Musk to człowiek, który myśli w naprawdę dużej skali. Starlink, który jest elementem programu SpaceX, to naprawdę ambitny projekt uruchomienia i obsługi sieci szerokopasmowych satelitów, która zapewni łączność na poziomie globalnym, w tym na obszarach, które wcześniej nie miały niezawodnego dostępu do szybkiego łącza internetowego. Nie jest to tylko teoria, koncept czy wizja – sieć Starlink już działa, a satelity zostały wystrzelone na orbitę kilka miesięcy temu i obecnie jest ich tam już 60. Planowo ma być ich… 30 000.

Dziś Elon wysłał pierwszego Tweeta za pośrednictwem sieci Starlink, co można traktować w kategorii pewnego kamienia milowego. Na ogólną dostępność tej Sieci będziemy musieli jeszcze poczekać. Niektórych martwi tylko kwestia zachowania porządku w przestrzeni kosmicznej. O tym, że nasza orbita jest już porządnie zaśmiecona i lata w niej naprawdę dużo kosmicznego złomu, wiadomo od dawna. Perspektywa umieszczenia na niej kolejnych 30 tysięcy satelit brzmi więc niezbyt przyjemnie. Położenie pierwszej sześćdziesiątki można śledzić na bieżąco na stronie satellitemap.space.

Amerykanie wycofujący się z Syrii obrzuceni kamieniami (+WIDEO)

Data: 22.10.2019 13:17

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #syria #usa #kurdowie

Amerykańskie wojsko zaczęło proces wycofywania się z syryjskiego terytorium do swoich baz wojskowych na terytorium Iraku. Mieszkańcy miejscowości zdominowanych przez Kurdów nie wydają się być jednak zaniepokojeni tym faktem, a co więcej obrzucili oni kamieniami oraz warzywami amerykańskie pojazdy wojskowe przejeżdżające przez ich tereny.

Amerykanie wycofujący się z Syrii obrzuceni kamieniami (+WIDEO)

Źródła: VOA News VOA News

Żołnierze armii Stanów Zjednoczonych kończą swoją „misję” w Syryjskiej Republice Arabskiej, która w ostatnich tygodniach polegała zresztą na oddawaniu pola tureckim żołnierzom i sprzymierzonym z nimi syryjskim dżihadystom, a także na blokowaniu dojazdu syryjskiej armii do położonych na północy kraju miejscowości. Tym samym Amerykanie powracają do swoich baz wojskowych znajdujących się na terenach Iraku.

Wczoraj w sieci internetowej zamieszono nagrania pokazujące wyjazd Amerykanów z syryjskich terytoriów zdominowanych przez Kurdów. W mieście Al-Kamiszli grupa Kurdów wpierw skandowała hasła sprzeciwiające się ewakuacji amerykańskich żołnierzy, a następnie obrzuciła ich pojazdy kamieniami, warzywami i innymi przedmiotami znajdującymi się pod ręką. Część z protestujących oskarżała z kolei Amerykanów o kłamstwa, dając wyraz swojemu poparciu dla kurdyjskich Ludowych Oddziałów Samoobrony (YPG).

Przyjazd amerykańskich żołnierzy do Iraku także nie wzbudził entuzjazmu miejscowej ludności. W zamieszkiwanym przez Kurdów mieście Irbil pojazdy należące do wojska USA również zostały obrzucone kamieniami i zgniłymi warzywami. Od dłuższego czasu narasta zresztą sprzeciw wobec amerykańskiej obecności w Iraku, stąd największe ugrupowania polityczne w tym kraju coraz głośniej mówią o konieczności wyrzucenia obcych żołnierzy z terytorium tego państwa.

Źródła i wielkość w liczbach wytwarzanego przez ludzi dwutlenku węgla rzekomo wpływającego . . .

Data: 21.10.2019 01:43

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #dwutlenekwegla #antropogenicznyCO2

Należy zwracać uwagę na niewłaściwe i krzywdzące nazywanie emitentów dwutlenku węgla „trucicielami”, czego dopuszczają się manipulanci, gdyż dwutlenek węgla nie jest gazem trującym!

Źródła i wielkość w liczbach wytwarzanego przez ludzi dwutlenku węgla rzekomo wpływającego na globalne ocieplenie

Przeliczenie emisji na liczbę obywateli przekłada się w pewien sposób na dobrobyt i status w rankingu państw rozwiniętych, z pewnymi wszakże odchyleniami dla państw skrajnych warunków klimatycznych.

Jacek Musiał, Karol Musiał, Michał Musiał

Trochę statystyki

Największymi emitentami dwutlenku węgla na świecie są (BP Statistical Review of World Energy 2019) w [Gt/rok]:

  1. Chiny 9,4,

  2. Stany Zjednoczone 5,2,

  3. Indie 2,5,

  4. Rosja 1,6,

  5. Japonia 1,1,

  6. Niemcy 0,7,

  7. Korea Południowa 0,7,

  8. Iran 0,7,

  9. Arabia Saudyjska 0,6,

  10. Kanada 0,5.

Warto dodać, że światowa żegluga morska jest źródłem 0,7 Gt CO2, a lotnictwo – 0,5 Gt CO2. Polska w tym rankingu zajmuje bardzo odległą pozycję z emisją 0,1 Gt rocznie, przy emisjach całej Europy 4,2 Gt.

I ciekawostka: tylko z procesów fermentacyjnych produkcji napojów alkoholowych (czyli pomijając aspekty energetyczne i inne związane z uprawami, produkcją i dystrybucją) emitowanych jest do atmosfery 0,02 Gt CO2 rocznie (oszacowanie Michała i Karola Musiałów z 2015).

Przeliczenie emisji na liczbę obywateli przekłada się w pewien sposób na dobrobyt i status w rankingu państw rozwiniętych, z pewnymi wszakże odchyleniami dla państw skrajnych warunków klimatycznych. Nieco precyzyjniejsze jest też odniesienie do zużycia per capita tzw. energii pierwotnej, gdyż ta uwzględnia inne rodzaje pozyskiwanej energii (np. hydroelektrownie, energetykę jądrową).

Zawartość CO2 w atmosferze a fizjologia człowieka

Oddychanie w wypadku człowieka to przyjmowanie tlenu i wydalanie dwutlenku węgla. Drogami oddechowymi powietrze dostaje się do pęcherzyków płucnych, gdzie tlen pokonuje barierę pęcherzykowo-włośniczkową i dalej, układem krążenia, transportowany jest do tkanek i komórek. W odwrotnym kierunku przemieszcza się dwutlenek węgla, który dociera z tkanek do granicy włośniczkowo-pęcherzykowej i przekracza ją o wiele łatwiej niż tlen. O ile organizm jest bardzo wrażliwy na niewielkie nawet wahania zawartości tlenu w powietrzu wdychanym, o tyle radzi sobie dobrze z wydalaniem produkowanego CO2 nawet przy wielokrotnym wzroście jego stężenia w otoczeniu. Jednak niebezpieczny jest nadmierny wzrost poziomu dwutlenku węgla we krwi. Nasuwa się pewna analogia: człowiekowi w procesie oddychania potrzebny jest dwutlenek węgla jak roślinie tlen. Celowe podwyższenie stężenia CO2 w powietrzu wdechowym, np. przez świadomą hipowentylację, bywa stosowane w leczeniu niektórych przypadków migreny, astmy oskrzelowej czy spastyczności. W Polsce najbardziej znanym entuzjastą stosowania w leczeniu podwyższonych stężeń dwutlenku węgla jest lekarz Jan Pokrywka. Według jego doświadczeń, optymalne dla mózgu stężenie CO2 wynosi 3,2%, czyli blisko 100 razy więcej niż w atmosferze!

Oddychanie ludzi w liczbach

Człowiek wydala CO2 drogą oddychania. Podczas spokojnego oddychania 16 oddechów na minutę i objętości oddechowej 500 ml, wentylacja minutowa wynosi 8 l. Wentylacja roczna 365x24x60x8=4,2×103 m3 powietrza. W powietrzu wydechowym jest ok. 4% dwutlenku węgla, zatem w ciągu roku człowiek wydala 168 m3 tego gazu. Planetę zamieszkuje 7,6 mld ludzi. Rocznie wszyscy wydalają 2,4 mld ton, czyli gigaton (Gt) CO2. W związku z faktem, że nie wszyscy stale spokojnie oddychają (jak np. pracownicy umysłowi), a także z coraz powszechniejszą hiperalimentacją i epidemią otyłości, wyliczona wartość może być o ok. 50% większa, czyli osiągać 3,6 Gt CO2.

Zgodnie z danymi BP Statistical Review 2019, emisje roczne CO2 wynikające ze spalania paliw kopalnych dostarczają 34 Gt. Zatem oddychanie ludzi jest rzędu 10% tego, co dostarcza aktywność przemysłowa. To wcale nie jest mało.

Z drugiej strony uzmysławia to, że spalanie paliw kopalnych i produkcja cementu nie są aż tak astronomicznie duże wobec naszego zwykłego, ludzkiego tchnienia pomnożonego przez liczbę mieszkańców Ziemi. Nie wszyscy jednak zdają sobie z tego sprawę. (…)

Ludzki kał jako źródło CO2

Człowiek wydala rocznie ok. 500 l moczu i ok. (zmiennie według różnych kultur i badań) około 150 kg kału. Istotną wartość energetyczną, jaką można uzyskać ze spalenia, ma sucha masa kału. Ludzki stolec składa się w 75% z wody, pozostałe 25% stanowi tzw. sucha masa, która stanowi dziennie ok. 0,1 kg i rocznie blisko 40 kg. Dochodzi do tego cenna energetycznie masa papieru toaletowego, oszacowana w latach 90. w badaniach naukowców. Nowsze badania (np. Andriessen N, Ward B.J., Strandel L., To char or not to char? Revew of technologies to produce solid fuels for resource recovery from fecal sludge, „Journal of Water, Sanitation and Hygiene for Development”, suppl. C, Apr. 2019) oszacowały wartości energetyczne stolca w różnych krajach. Przyjmując do obliczeń suchą masę 0,41 kg rocznie i przeciętną kaloryczność 16 MJ/kg, uzyskać można rocznie 241 MJ energii. Przyjmując, że 1 MJ dla podobnych paliw odpadowych (Wartości opałowe i wskaźniki emisji w roku 2015 do raportowania w ramach Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji za rok 2018, KOBIZE, 2017) daje 0,1 kg CO2, okazuje się, że rocznie ekskrementy 7,6 miliarda ludzi emitują 0,18 Gt dwutlenku węgla. I albo go emitują w sposób naturalny, bezpożyteczny, albo mogą one zostać wykorzystane w celach gospodarczych. Podobny problem mamy zresztą z drewnem gnijącym w lesie. Albo w procesach gnilnych lub butwienia w naturalny, „ekologiczny” sposób odda ono CO2 i metan oraz ciepło do atmosfery, albo część tego drewna zostanie wcześniej wykorzystana zamiast tworzyw sztucznych do wyprodukowania przedmiotów, czy też zamiast paliw kopalnych zużyta do celów energetycznych, zanim jego entropia wzrośnie z oddaniem CO2 do atmosfery.

Oddychać – nie oddychać?

Oddychanie roczne ludzi dostarcza 2,4–3,6 Gt, rolnictwo – 5,1–6,1 Gt, kał ludzki ok. 0,18 Gt CO2. Roczne przemysłowe emisje to 34 Gt CO2. Zatem: emisje pochodzące z metabolizmu ludzi oraz z celowej, rolniczej produkcji substratów dla metabolizmu wynoszą łącznie od ok. 7,7 do 9,9 Gt, co stanowi od 23 do 29% rocznych emisji przemysłowych. To już nie są żarty.

Więc na wesoło: gdyby dla zrobienia przyjemności specom od cyferek z IPCC wszyscy Ziemianie zechcieli zmniejszyć emisje dwutlenku węgla, mogliby wykonywać tylko co drugi oddech.

Gdyby jeszcze bardziej chcieli się im przypodobać – powinni albo jeść co drugi dzień, albo o połowę mniejsze porcje, co by natychmiast zmniejszyło emisje o 12 do 14%. Należy mieć nadzieję, że nie znajdą się w IPCC eugenicy, którzy zaproponują radykalniejsze rozwiązanie wobec połowy populacji Ziemi.

Wroga polityka Niemiec wobec Polski wkracza w nową fazę. Wszyscy mówią o Nord-Stream 2, a . . .

Data: 21.10.2019 01:36

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #polska #rosja #energetyka #ukraina #gazociag

Przyglądając się mapie, nie sposób nie dostrzec, że sieć ropociągów i gazociągów za każdym razem omija nasze granice. Rosja i Niemcy (członek Unii Europejskiej!) robią dwustronne interesy, nie oglądając się na resztę krajów Wspólnoty Europejskiej.

Wroga polityka Niemiec wobec Polski wkracza w nową fazę. Wszyscy mówią o Nord-Stream 2, a tymczasem gazociąg Eugal ma pracować już w 2020 roku

Polityka układania się, sojuszy militarnych, gospodarczych I, II, III i – jak widać IV Rzeszy z Rosją, ma wieloletnią tradycję. Rzeczywiście, nikt nie może kwestionować prawa danych krajów prowadzenia polityki zgodnej z jej interesami. Różnica jednak polega na tym, że dziś, przynajmniej teoretycznie, Niemcy są członkiem Unii Europejskiej i w myśl jej traktatowych postanowień, powinni prowadzić politykę solidarności energetycznej z pozostałymi członkami organizacji.

Co tymczasem robią Niemcy? Zawierają dwustronne porozumienia z wrogim wobec demokratycznego świata krajem, państwem dla którego metodą rozwiązywania problemów geopolitycznych jest napaść, wywołanie wojny, czy terroryzm państwowy na miarę XXI wieku.

Czy w historii to coś nowego? Począwszy od polityki carycy Katarzyny Wielkiej wobec Niemiec, późniejszego udostępnienia poligonów wojskowych przez Rosję Sowiecką niemieckiej armii ubezwłasnowolnionej Traktatem Wersalskim, paktem Ribbentrop-Mołotow, niemieckiego ataku 1 września 1939, a następnie 17 września 1939 Rosjan na Polskę, po dzisiejszą politykę gospodarczą Niemiec i Rosji wobec swego sąsiada, stanowi dowód, że nic się nie zmieniło.

Krótko mówiąc, jest to wroga działalność Niemiec wobec swego obecnego sojusznika NATO oraz członka Unii Europejskiej. Nie można tego w żaden sposób usprawiedliwić prawem do prowadzenia własnej, demokratycznej strategii geopolitycznej, ponieważ jest ona obciążona stratami jej sąsiadów.

Wróćmy do sedna. Okazuje się, że wzdłuż naszej zachodniej granicy powstały dwa rurociągi – gazociąg OPAL oraz, jak widać, gazociąg EUGAL. Pochylając się nad mapą zamieszczoną na rosyjskim portalu internetowym dostrzegamy, że gazociąg EUGAL jest przedłużeniem NORD-STREAM 2, aż do granicy z Czechami. Co ciekawe, punkt przecięcia różnych rurociągów, za każdym razem jest zaprojektowany i umiejscowiony po niemieckiej stronie granicy.

Niemcy na spółkę z Rosjanami ścigają sią z Polską w budowie gazociągów, które będą konkurowały ze sobą w ramach redystrybucji gazu w ramach odsprzedaży jego nadwyżek na wolnym rynku.

OPAL i EUGAL postawiły pod znakiem zapytania ekonomiczny sens budowy naszego gazociągu ze świnoujskiego gazoportu w stronę Czech, a w dalszej części, dalej na południe Europy. Kiedy my planujemy rozbudowę gazoportu o kolejne zbiorniki i w konsekwencji zakopanie rury gazowej w stronę naszych południowych sąsiadów, Niemcy zgłaszają gotowość do zapełnienia gazem na początku 2020 roku w ramach testów, gotowego gazociągu EUGAL.

Podsumowując, zostaliśmy wyprzedzeni. Rosjanie zaproponują odbiorcom ich gazu takie ceny, które spowodują nieopłacalność ekonomiczną budowy naszej rury i zarabiania na odsprzedaży nadwyżek gazu.

Tu należy postawić zasadnicze pytanie. Czy rezygnować z rozbudowy gazoportu świnoujskiego? Absolutnie, nie! Mamy strategiczną i wręcz życiową konieczność jego rozbudowy, a w konsekwencji budowy gazociągu północ-południe. Niestety, nasz teoretyczny sojusznik, budując OPAL i EUGAL, upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. To Niemcy prawdopodobnie zarobią grube miliony euro na rosyjskim gazie, redystrybuując go w Europie Południowej, a przy okazji wykazali się tradycyjną, wielowiekową wrogością wobec swoich polskich sąsiadów.

Przypatrując się jednak krótkowzrocznej, imigracyjnej polityce Niemiec, za kilkanaście lat może się okazać, że ich wrogiem nie są już Polacy, a wewnętrzna struktura społeczna, która wypali rozżarzonym żelazem ich niemieckość.

Codzienna ekspozycja na niebieskie światło skraca życie

Data: 21.10.2019 01:16

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#ciekawostki #nauka #codziennaprasowka #wiadomosci #informacje #zdrowie

Długotrwały kontakt z niebieskim światłem emitowanym przez diody elektroluminescencyjne (LED) prowadzi do uszkodzenia komórek nerwowych i siatkówki oka. Muszki wystawione na jego działanie szybciej umierają.

Codzienna ekspozycja na niebieskie światło skraca życie

Wiadomo, że niebieskie światło bijące z ekranów smartfonów, tabletów i laptopów oraz stanowiące składową sztucznego oświetlenia utrudnia zasypianie i może zaburzać rytm okołodobowy. Teraz naukowcy z Uniwersytetu Stanu Oregon (USA) wykazali, że charakterystyczne dla barwy niebieskiej długości fal przyspieszają procesy starzenia się, uszkadzają oczy oraz niszczą komórki nerwowe. Wyniki badania opublikowano na łamach „Aging and Mechanisms of Disease”.

Specjaliści, a wśród nich Jaga Giebułtowicz – profesor biologii, która swoją karierę rozpoczynała w murach Uniwersytetu Warszawskiego, wystawiali muszki owocowe (Drosophila melanogaster) na działanie niebieskiego światła LED. W ciągu doby owady spędzały 12 godzin w świetle i 12 godzin w ciemności.

Okazało się, że zwierzęta mające przedłużony kontakt z niebieską frakcją światła żyły znacznie krócej, niż muszki, które trzymano w ciemności lub zabezpieczono przed falami o takiej długości. Ponadto u owadów zaobserwowano uszkodzenia w obrębie siatkówki oka, komórek nerwowych, a także upośledzenie lokomocji – muszki traciły zdolność wspinania się po ścianach. Zmiany te (uszkodzenie neuronów i upośledzenie lokomocji) dotyczyły również zwierząt, które nie posiadały oczu, a więc nie mogły bezpośrednio wpatrywać się w niebieskie światło.

„Fakt, że światło przyspieszało starzenie się muszek, z początku bardzo nas zaskoczył. (…) Potem zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego im szkodzi i zwróciliśmy uwagę na jego spektrum. Wtedy stało się jasne, że chociaż światło bez niebieskiego odcienia nieznacznie skracało ich długość życia, to samo niebieskie światło skracało ją w sposób radykalny” – komentuje prof. Giebułtowicz.

Jeśli tylko mogły, muszki owocowe unikały niebieskiego światła.

„Ludzkie życie w ciągu ostatniego stulecia znacznie się wydłużyło, odkąd znaleźliśmy sposoby na leczenie wielu chorób. W tym samym okresie zaczęliśmy spędzać coraz więcej i więcej czasu przy sztucznym oświetleniu” – zwraca uwagę badaczka.

„Technologia LED – nawet w najbardziej rozwiniętych krajach – jest jeszcze zbyt młoda, by poznać jej wpływ na ludzkie życie” – dodaje.

Naukowcy radzą, by zacząć stosować filtry światła niebieskiego. Zaznaczają też, że wiele urządzeń posiada możliwość blokady jego emisji – warto z niej

Winnicki ostro o Śmiszku: „Dostał się do Sejmu poprzez łóżko lidera swojej partii”

Data: 21.10.2019 01:05

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #konfederacja #polsatnews

Poseł Robert Winnicki odniósł się do ataku na Konfederację przez Krzysztofa Śmiszka. „Pozamiatał” – komentują internauci.

Winnicki ostro o Śmiszku: „Dostał się do Sejmu poprzez łóżko lidera swojej partii”

[@K_Smiszek](/u/K_Smiszek) [@__Lewica](/u/__Lewica): Zróbmy kordon sanitarny wokół [@KONFEDERACJA_](/u/KONFEDERACJA_) , bo to naprawdę jest pomyłka przy pracy. "Śniadanie w Polsat News".https://t.co/xiRCwyMxjZ pic.twitter.com/Dos63Ti3yJ

— PolsatNews.pl (@PolsatNewsPL) October 20, 2019

‪‪Śmiszek powiedział dziś w Polsat News, że chce tworzyć „kordon sanitarny” wokół Konfederacji. ‬”Ja mam propozycję dla kolegów i koleżanek z opozycji. Zróbmy kordon sanitarny wokół Konfederacji, bo to wypadek przy pracy” — oświadczył Krzysztof Śmiszek.

Śmiszek powiedział dziś w Polsat News, że chce tworzyć „kordon sanitarny” wokół [#Konfederacja](/t/Konfederacja).

Odważne stwierdzenie jak na kogoś, kto dostał się do Sejmu poprzez łóżko lidera swojej partii.

Widać sukces uczciwie niewypracowany sprzyja uderzaniu wody sodowej do głowy.

— Robert Winnicki (@RobertWinnicki) October 20, 2019

Skandaliczne słowa polityka Lewicy skomentował prezes Ruchu Narodowego. Przypomniał wyborcom, że Śmiszek to partner Roberta Biedronia i niedawną aferę, w której działacze Wiosny skarżyli się na faworyzowanie polityka tylko dlatego, że jest partnerem lidera lewicy.

„‪Odważne stwierdzenie jak na kogoś, kto dostał się do Sejmu poprzez łóżko lidera swojej partii. ‬‪Widać sukces uczciwie niewypracowany sprzyja uderzaniu wody sodowej do głowy” – ostro komentuje poseł Winnicki.

Matusiak - Kamienice i korupcja.

Data: 21.10.2019 00:55

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #meksyk #niemcy #przestepcy

Matusiak – Kamienice i korupcja.

W meksykańskim mieście Las Margaritas doszło do ciekawego incydentu. Skorumpowany burmistrz tego miasta został wyprowadzony ze swojego gabinetu i przywiązany do półciężarówki. Powoli był ciągnięty po ulicach za to, że nie spełnił wyborczej obietnicy, dotyczącej naprawienia drogi. W ogóle nie spełnił żadnej obietnicy. Korupcja w Meksyku jest podobna jak w Polsce.

Polscy politycy z obrotowej kabaretowej sceny politycznej o obietnicach zapominają dzień po wyborach. Polityka bez rozliczeń strasznie się korumpuje. Ale w Polsce takie rozliczenie jak Meksyku jest niemożliwe bowiem posypałyby się kastowe terrorystyczne wyroki

Niemiecki serial komediowy "Hubert & Staller" pokazywany przez telewizje ARD opowiada o przygodach dwóch bawarskich małomiasteczkowych policjantów. W jednym z odcinków notariusz – przestępca natychmiast po śmierci samotnej osoby bez spadkobierców sporządzał fałszywy antydatowany na parę dni wcześniej akt sprzedaży domu za grosze lub akt darowizny. Stratni na tym zawsze byli podatnicy czyli skarb państwa bowiem dom powinien przejść na skarb państwa lub należało zapłacić spory podatek.

Czyli żywcem kamienica Banasia i samochody Rydzyka.,

W innym odcinku wysoki funkcjonariusz Ministerstwa Finansów ( może i sam minister) dzwoni do biznesmena.

Minister-Będziesz miał kontrole, podejrzewają milionowe przekręty i chodzi o ciężkie zarzuty.

Biznesmen: Może da się coś zrobić?

Minister: Chyba nie. Ale słyszałem, ze ty masz kamienice w centrum Monachium. Czy ona nie jest przypadkiem na sprzedaż za powiedzmy 10 tysięcy euro?

Jarosław Kaczyński zupełnie nie zna życia i czyni seriami makabryczne pomyłki personalne. Wygląda na to że Marian Banaś ( m.in od darowanej kamienicy i gangsterów ) wybrany przez posłów PiS na prezesa NIK po prostu kupił sobie immunitet na długich 6 lat. Mafia będzie też miała dostęp do wszelkich tajemnic. NIK już wyślizgnął się spod kontroli PiS. Raporty pokontrolne będą coraz ostrzej piętnować niekompetencje i korupcje ludzi PiS, który będzie ostro atakował "niezależnego" Banasia a że tez w końcu stanie się członkiem wojującej opozycji. PiS musi wiec szybko znowelizować ustawę o NIK i wyrzucić Banasia.

Armia USA wymienia 8-calowe dyskietki na SSD w systemach broni jądrowej

Data: 21.10.2019 00:46

Autor: ziemianin

techspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #ssd #dyskietka #bronjadrowa #windowsxp #usa #bezpieczenstwo #IBM

Stare IBM'y z lat 70-tych zdają się być jakąś pomyłką w obecnych czasach, jednak ich wiek sprawia, że są tak bezpieczne.

Armia USA wymienia 8-calowe dyskietki na SSD w systemach broni jądrowej

Stany Zjednoczone nie bez powodu są uważane za światowego lidera, jeśli chodzi o technologię wojskową i ilość posiadanego uzbrojenia, więc wielu osobom wydawało się dziwne, że naród ten nadal korzysta z komputerów IBM Series-1 z 1970 roku – wraz z ośmiocalowymi dyskietkami – w ramach swoich systemów broni nuklearnej. Teraz jednak teraz te archaiczne dyskietki zostaną zamienione na współczesne dyski półprzewodnikowe. W 2016 roku ogłoszono, że agencje amerykańskie, w tym Pentagon, nadal używają wiekowych systemów. "Dawne inwestycje IT w rządzie federalnym stają się coraz bardziej przestarzałe", stwierdził raport Government Accountability Office, GAO – instytucji kontrolnej Kongresu Stanów Zjednoczonych. "Na przykład Departament Obrony nadal używa 8-calowych dyskietek w starym systemie, który koordynuje funkcje operacyjne sił nuklearnych Stanów Zjednoczonych".

Jednakże w wywiadzie dla c4isrnet.com, podpułkownik Jason Rossi powiedział, że Strategiczny zautomatyzowany system dowodzenia i kontroli (SACCS) odchodzi od 8-calowych stacji dyskietek w kierunku "wysoce bezpiecznego, półprzewodnikowego cyfrowego rozwiązania pamięci masowej". Chociaż stosowanie tak przestarzałego systemu do czegoś tak ważnego, jak broń nuklearna, może wydawać się niezwykłe, wiek urządzeń jest tym, co czyni je tak bezpiecznym. "Nie możesz zhakować czegoś, co nie ma adresu IP. To bardzo wyjątkowy system – jest stary i bardzo dobry" – wyjaśnił Rossi.

Departament Obrony powiedział w 2016 roku, że "zaktualizuje swoje rozwiązania do przechowywania danych, terminali przenośnych i terminali stacjonarnych do końca roku budżetowego 2017", ale nie wiemy, czy te aktualizacje miały miejsce. Trzy lata temu starzejące się systemy znaleziono również w departamentach rolnictwa, handlu, energii, bezpieczeństwa wewnętrznego, sprawiedliwości, państwa i spraw weteranów. I chociaż nie cała technologia była tak stara jak 8-calowe dyskietki, niektóre agencje wciąż działają pod kontrolą systemu Windows XP.

Na dubajskiej pustyni powstanie największa na świecie ekologiczna wertykalna farma

Data: 21.10.2019 00:38

Autor: ziemianin

cropone.ag

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zywnosc #ekologia #EMIRATYARABSKIE #rosliny

Władze Dubaju startują z kolejnym gigantycznym projektem, będą produkowały zdrową, ekologiczną żywność w największej na świecie wertykalnej farmie. Projekt ma być wstępem do produkcji żywności 2.0.

Na dubajskiej pustyni powstanie największa na świecie ekologiczna wertykalna farma

Farma powstanie tuż obok gigantycznego lotniska w Dubaju i będzie miała powierzchnię ponad 12 tysięcy metrów kwadratowych, ale będzie odpowiadała gospodarstwu o powierzchni aż 360 hektarów. Dzięki wykorzystaniu najnowszych zdobyczy technologii oświetlenia LED i hydroponicznej, będzie można zaoszczędzić aż 99 procent wody, w porównaniu do tradycyjnych upraw.

Władze tej futurystycznej metropolii każdego dnia będą z niej pozyskiwały aż 2700 kilogramów wysokiej jakości żywności, bez użycia środków chwastobójczych i owadobójczych.

Farma z pionową uprawą roślin ma zostać otwarta już w przyszłym roku. W projekt zaangażowane są władze miasta, jedna z największych na świecie firm cateringowych Emirates Flight Catering, linie lotnicze Emirates i słynna amerykańska firma Crop One Holdings, specjalizująca się w technologiach eko-rolnictwa.

Pierwszymi i największym klientem inwestycji będą właśnie linie Emirates, a także 105 innych, które prosperują na słynnym, dubajskim lotnisku. Świeża i ekologiczna żywność będzie produkowana na potrzeby cateringu w samolotach i portach lotniczych.

Pomysłodawcy projektu zapewniają, że od chwili zebrania zieleniny z farmy i podania jej klientom, nie upłynie dłużej niż godzina. Władze Dubaju oraz firmy Crop One Holdings i Emirates Flight Catering zainwestują w projekt blisko 40 milionów dolarów.

Jak niezawodne są dyski SSD?

Data: 20.10.2019 22:45

Autor: ziemianin

backblaze.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #dyskissd #ssd #technologia #ciekawostki

Sporo informacji dla tych którzy jeszcze nie zainwestowali w dysk SSD na system operacyjny.

Czego nie lubić w dyskach SSD? Są szybsze niż konwencjonalne dyski twarde (HDD), bardziej kompaktowe, nie mają ruchomych części, są odporne na pola magnetyczne i mogą wytrzymać większe wstrząsy i wibracje niż konwencjonalne dyski magnetyczne. I stają się dostępne w coraz większych pojemnościach, gdy ich koszt spada.

wymagany angielski lub translator

Jak niezawodne są dyski SSD?

Rozbito gang legalizujący pobyt imigrantów

Data: 19.10.2019 23:09

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #imigranci #strazgraniczna

Nadwiślański Oddział Straży Granicznej zatrzymał pięciu obcokrajowców należących do międzynarodowej grupy przestępczej, która zajmowała się przemytem imigrantów oraz legalizowaniem ich pobytu na terytorium naszego kraju. Szacuje się, że przez ostatnie trzy lata za jej pośrednictwem w Polsce osiedliło się kilkadziesiąt osób, w tym głównie z Zakaukazia i Azji Południowej.

Rozbito gang legalizujący pobyt imigrantów

Zatrzymanie przestępców było możliwe dzięki współpracy Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej oraz Prokuratury Okręgowej w Łodzi, które prowadziły śledztwo w sprawie umożliwiania cudzoziemcom przekroczenia polskich granic oraz legalizacji ich pobytu w Polsce, a także przyjmowania z tego tytułu korzyści majątkowych. Zatrzymanym pięciu członkom międzynarodowej grupy przestępczej grozi w związku z tym do ośmiu lat więzienia.

Ogółem funkcjonariusze Straży Granicznej weszli do ośmiu obiektów (w tym do punktu gastronomicznego sprzedającego kebab) w województwach mazowieckim i łódzkim, zabezpieczając między innymi 40 tys. złotych, telefony komórkowe, komputery i inne nośniki informacji. Wśród zatrzymanych znaleźli się obywatele Pakistanu, Tadżykistanu, Białorusi i Afganistanu, zaś Tadżyk dodatkowo był poszukiwany przez Interpol za dokonywanie przestępstw finansowych.

W ciągu trzech lat swojej działalności mieli oni przemycić do Polski kilkadziesiąt osób pochodzących głównie z Zakaukazia i Azji Południowej. Ich głównym zajęciem było potwierdzanie fikcyjnych form zatrudnienia obcokrajowców, aby w ten sposób mogli oni składać wnioski do urzędów wojewódzkich o udzielenie im zgody na pobyt i pracę w naszym kraju. Członkowie grupy mieli pobierać z tego tytułu kwoty od 2,5 do 4 tys. euro.

Badacze z IChF PAN pomagają "rozgryźć" chorobę Alzheimera

Data: 18.10.2019 19:14

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #naukawpolsce #Alzheimer #choroba #pan #chorobalalzheimera

Naukowcy z IchF PAN wykazali, jak wielkość cząsteczek złożonych z beta-amyloidu, substancji uznawanej za „winowajcę” w chorobie Alzheimera, modyfikuje przebieg choroby. Dzięki ich badaniom mogą powstać nowe, skuteczniejsze leki na alzheimera.

Badacze z IChF PAN pomagają "rozgryźć" chorobę Alzheimera

Według szacunków, podanych na wrześniowej konferencji RPO w Warszawie, w Polsce ponad 300 tys. osób żyje z chorobą Alzheimera, a za 30 lat liczba ta się potroi. Wciąż jednak brak skutecznych leków dla takich chorych. Być może to się zmieni dzięki badaniom prowadzonym w Instytucie Chemii Fizycznej PAN w Warszawie.

Naukowcy z zespołu dr. Piotra Pięty pokazali, w jaki sposób wielkość cząsteczek złożonych z beta-amyloidu wpływa na sposób ich oddziaływania z błonami komórkowymi, a co za tym idzie, jak modyfikuje przebieg choroby Alzheimera. Kolejnym krokiem ma być testowanie w tym modelu potencjalnych leków.

Badacze z IChF pracują na syntetycznych, modelowych błonach komórkowych, zbudowanych najprościej jak można sobie wyobrazić, ale jednocześnie podobnych do tych, jakie można znaleźć w ludzkim mózgu. Błony te składają się tylko z mieszaniny fosfolipidów (bez receptorów i innych białek błonowych) i dzięki temu umożliwiają badaczom skupienie się wyłącznie na tym, jak rozmaite cząsteczki wpływają na barierę zapewniającą trwałość komórek – opisano w komunikacie IChF PAN przesłanym w czwartek PAP.

„Chcieliśmy się dowiedzieć, co cząsteczki beta-amyloidu tak naprawdę robią z tymi błonami, czy one się osadzają na ich powierzchni, czy je niszczą, czy rozpuszczają, a jeśli rozpuszczają, to dlaczego” – wyjaśnia dr Pięta, cytowany w komunikacie.

Dodaje, że odpowiedzi na te pytania dopiero się pojawiają. „Udało się kontrolować wielkość oligomerów, czyli niedużych cząsteczek złożonych z kilku amyloidów, i dzięki temu mogliśmy sprawdzić, w jaki sposób ta wielkość wpływa na mechanizm ich oddziaływania z modelową błoną” – opisuje dr Pięta. W początkowych badaniach nad alzheimerem, badano mózgi osób chorych, a w zasadzie już zmarłych na tę chorobę. W mózgach znajdowano złogi zbudowane z długich nici – fibryli – i przez wiele lat uważano, że to te fibryle są głównym czynnikiem patogennym. Ostatnie badania, w tym te prowadzone przez dr. Piętę, pokazują jednak coś innego. To nie długie fibryle są winowajcą, lecz raczej ich prekursory, oligomery beta-amyloidu.

Amyloidy są produkowane w sposób ciągły u każdego z nas z białek błonowych; są odcinane enzymatycznie. Problem się pojawia, gdy przestają działać mechanizmy regulujące ich ilość i „wygląd” – przypomniano w komunikacie.

Jak wyjaśniają badacze, nietoksyczne amyloidy zawierają 39-43 aminokwasy, a ich drugorzędowa struktura to alfa-helisa (kształt nieco przypominający łańcuch DNA). Te „niedobre”, zmienione, przypominają raczej harmonijki. Najgorsze są takie, które mają 42 aminokwasy.

„Za pomocą mikroskopii sił atomowych przeprowadziliśmy dwa typy pomiarów, jeden dla cząsteczek małych o średnicy ok. 2 nm, a drugi dla nieco większych – o średnicy ok. 5 nm. – wyjaśnia dr Pięta. – Okazało się, że małe oligomery działają zupełnie inaczej niż duże”.

Duże, po osadzeniu na błonie agregują tworząc długie fibryle. Wszystkie zjawiska, które przebiegają z ich udziałem, zachodzą na powierzchni modelowej błony komórkowej i nie prowadzą do jej zniszczenia.

To małe oligomery niszczą błonę. „Na początku tworzą w niej różnych rozmiarów i kształtów dziury – opisuje naukowiec. – Po utworzeniu dziury małe oligomery wnikają do wnętrza błony i wraz z cząsteczkami fosfolipidów błonowych tworzą globularne micele. Te micelarne kompleksy dyfundują na zewnątrz i w ten sposób usuwają fosfolipidy z błony prowadząc do jej rozpuszczania. Mechanizm oddziaływania z błoną zmienia się wraz ze zmianą wielkości oligomeru, lecz w przypadku obu badanych przez nas amyloidów wywołuje spadek trwałości mechanicznej błony o ok. 50 proc.”

Dr Pięta precyzuje, że zarówno małe, jak i duże oligomery są toksyczne, choć mechanizm ich działania jest inny. „Nasze badania wyjaśniają te mechanizmy i godzą sprzeczne raporty publikowane w literaturze” – wskazuje i zaznacza, że jego zespół na razie wyjaśnia tylko podstawowe mechanizmy.

„Ale w kolejnym etapie naszych badań dołożymy do tego układu cząsteczki leków i sprawdzimy, które z nich potrafią modyfikować oddziaływanie amyloidu z błoną, a zatem, być może, i przebieg choroby. Podejmiemy badania cząsteczek, które np. mogłyby zdezaktywować beta-amyloid przyczepiając się do niego, zanim zniszczy błonę” – zapowiada.

Dodaje, że zespół rozpoczął już współpracę z farmaceutami i biochemikami. „Możemy im zasugerować, czy ich leki oddziałują z amyloidami, a jeżeli tak, to na jakim poziomie i jak powinny się zachowywać, żeby np. podwyższać trwałość błony komórkowej” – podsumowuje naukowiec.

Na zdjęciu we wnętrzu opuszczonego szpitala psychiatrycznego pozuje lider Zespołu- doktor Piotr Pięta.

Jak rosyjskie okręty podwodne oszukują NATO

Data: 18.10.2019 19:05

Autor: ziemianin

pl.sputniknews.com

#codziennaprasowka #ciekawostki #informacje #wiadomosci #usa #rosja #nato #okretypodwodne

Osiąść na dnie, wyłączyć generatory i przestrzegać absolutnej ciszy – rosyjscy marynarze regularnie przeprowadzają ćwiczenia w ramach ukrywania się przed przeciwnikiem.

Jak rosyjskie okręty podwodne oszukują NATO

Niedawno okręt podwodny z napędem diesel-elektrycznym „Kolpino” pomyślnie ukrył się w Morzu Czarnym przed statkami „Kasimow” i „Suzdalec”, które udawały wrogie „polowanie” na rosyjskie jednostki.

Natychmiastowe zejście pod wodę

Wiadomo, że kapitanowie okrętów podwodnych nie lubią wypływać na powierzchnię, żeby nawiązać łączność z lądem – tak można od razu ustalić lokalizację jednostki. Jest również łatwym celem, kiedy znajduje się na głębokości peryskopowej z podniesionym „kioskiem”. Jako pierwsze taki okręt podwodny zauważą samoloty i helikoptery, które mogą przechwycić sygnał radiowy i ustalić jego źródło.

Zresztą nowoczesne jednostki podwodne są również wyposażone w systemy lokalizacji impulsu radiolokacyjnego, które od razu wykrywają sygnał lotnictwa przeciwokrętowego. Kiedy tylko staje się jasne, że okręt jest śledzony, załoga wykonuje manewr natychmiastowego zanurzenia i zaczyna oddalać się od miejsca wypłynięcia.

Działania marynarzy w takiej sytuacji są wyćwiczone do automatyzmu. Na wszystko mają zaledwie kilka minut. Kapitan musi szybko obliczyć optymalną szybkość i głębokość, na jakiej będzie znajdować się okręt, aby nie został zdemaskowany.

„Nie należy myśleć, że od razu płynie przy maksymalnej prędkości i kieruje się w inną stronę. To nie tak” – powiedział były kapitan Marynarki Wojennej Rosji Igor Kurdin. „W takim przypadku od razu zostanie namierzony i przegra walkę. Oprócz tego, w odróżnieniu od jednostek atomowych, okręty podwodne z napędem diesel-elektrycznym mają niewystarczająco dużą prędkość, żeby szybko oddalić się od przeciwnika. Ich załogi stosują jednak inne rozwiązania taktyczne, między innymi wykorzystując hydroakustyczne środki wykrywania” – dodał.

Jak zaznaczył, największa przewaga jednostek elektrycznych nad atomowymi wiąże się z możliwością „bezszelestnego” ukrycia na dnie. Na pokładzie jest w tym czasie ogłaszany tryb „ciszy”. Wszystkie mechanizmy i urządzenia są odłączane, przemieszczanie się po jednostce jest ograniczane do minimum, marynarzom nie wolno głośno rozmawiać, wykonywać zbędnych ruchów i wydawać dźwięków.

Okręt podwodny może tak „przycichnąć” na dnie nawet na kilka dni. Dla jednostek o napędzie atomowym jest to niemożliwe – reaktora jądrowego nie wolno zostawiać z wyłączonymi systemami wspomagającymi.

„Szalone Iwany”

Jak zaznaczył Kurdin, nie ma zasadniczych różnic w metodach „ucieczki” przed „pogonią”, jakie stosują marynarze Rosji i NATO. Jednak zdaniem ekspertów wojskowych, Rosjanie osiągnęli w tym większe mistrzostwo i „zmylają przeciwnika” o wiele skuteczniej niż zachodni koledzy.

Chodzi o to, że w czasie oddalania się od wrogiej techniki rosyjscy marynarze rzadko działają ściśle według określonego schematu, a podchodzą do tego bardziej twórczo. Jeden z manewrów, wymyślony jeszcze w latach zimnej wojny, Amerykanie nazwali „Szalonym Iwanem” (Crazy Ivan). Na ogonie okrętów podwodnych Marynarki Wojennej ZSRR często siedziały w tamtych czasach amerykańskie jednostki podwodne. Płynęły w martwej strefie za rufą – radzieckie sonary nie były w stanie ich zidentyfikować z powodu dźwięków, wydawanych przez własny sprzęt. Aby wykryć obecność przeciwnika, dowódcy wykonywali nieprzewidziane i gwałtowne manewry, aż do obrotu o 180 stopni. Żeby uniknąć zderzenia, Amerykanie nie mogli płynąć zbyt blisko.

„Najwyższym uznaniem moich działań jako kapitana okrętu podwodnego były słowa byłego dowódcy sił podwodnych USA” – mówi Kurdin. „Jak powiedział (amerykański – red.) admirał, byłem jednym z niewielu ludzi, którym udało się go zadziwić. A trzeba zaznaczyć, że Amerykanie biorą pod uwagę nie tylko charakterystyki okrętów podwodnych i ich profile akustyczne. Posiadają również taktyczne profile konkretnych rosyjskich kapitanów” – zaznaczył ekspert.

W swoim czasie radzieccy marynarze nauczyli się umiejętnie omijać systemy przeciwokrętowe, nawet słynny amerykański kompleks obserwacji akustycznej SOSUS. Na przykład w 1985 i 1987 roku Marynarka Wojenna ZSRR przeprowadziła unikalne operacje „Aport” i „Atrina”. Wówczas dwie grupy, złożone z pięciu atomowych okrętów podwodnych potajemnie wypłynęły na wody Oceanu Atlantyckiego. Jednoczesne wypłynięcie z baz takiej liczby jednostek jądrowych nie mogło ujść uwadze amerykańskich wojskowych.

Amerykanie zaangażowali wszystkie siły i środki, rozpoczynając zakrojone na szeroką skalę „polowanie”. Rosyjskim okrętom udało się jednak „przechytrzyć” całą amerykańską obronę przeciwokrętową, dopływając do wybrzeży USA i pozostając cały czas niezauważone.

Uzbrojeni „naganiacze”

Wykrywanie i śledzenie okrętu podwodnego to jeszcze inna historia. Działania wojskowych Rosji i NATO mało się od siebie różnią. I jedni i drudzy wykorzystują w dużym stopniu lotnictwo morskie – samoloty i helikoptery. Statki powietrzne krążą nad podejrzanymi rejonami i zrzucają w strefie patrolowania boje sonarowe – hydroakustyczne, pasywne/aktywne oraz na podczerwień.

Na przykład Marynarka Wojenna Rosji ma na uzbrojeniu samoloty Ił-38, wyposażone w systemy poszukiwawczo-obserwacyjne „Berkut-38” i bardziej nowoczesne „Nowełła”. Zasięg bojowy „Iła” to 2200 km. Rosyjska Flota posiada również bardziej „dalekosiężne” Tu-142, które mogą działać w odległości 5 tys. km od bazy.

Kiedy tylko z boi dociera sygnał, załoga samolotu kontaktuje się z jednostkami przeciwokrętowymi. Przykładowy kurs statku określany jest na podstawie danych innych sonarów. Zarys okrętu podwodnego można również zaobserwować wizualnie – w słoneczny dzień, kiedy panuje flauta, ciemny, podłużny korpus jest dobrze widoczny z powietrza. Zwłaszcza na małych głębokościach.

Po otrzymaniu od lotnictwa współrzędnych celu, jednostki przeciwokrętowe zaczynają poszukiwania. Na wielu z nich zamontowana jest specjalna aparatura do wykrywania kilwatru, która może dokładnie określić, jak dawno i w jakim kierunku popłynął okręt przeciwnika.

W arsenale każdej potęgi morskiej znajdują się zawsze potężne kompleksy hydroakustyczne, aparaty torpedujące i moździerze rakietowe. „Łowcy” okrętów podwodnych „siadają na ogonie” swojej ofiary i zrzucają w jej kierunku nawet kilkadziesiąt bomb głębinowych i torped. Przy czym nie trzeba nawet trafić bezpośrednio w jednostkę – pocisk może wybuchnąć nieopodal, a fala uderzeniowa załatwi sprawę.

Trzy spółki nie zapłaciły za ich zwierzęta. Stracili blisko 2 mln zł

Data: 18.10.2019 18:53

Autor: ziemianin

polsatnews.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #swinie #pieniadze

Państwo Magierowie z okolic Piotrkowa Trybunalskiego przez kilkanaście lat prężnie rozwijali swoją hodowlę świń, rocznie oddając do skupu nawet 1200 sztuk. Dziś chlewnia stoi pusta, a rolnicy bezskutecznie starają się odzyskać pieniądze za sprzedane zwierzęta. W sumie, w trzech firmach stracili prawie 2 mln zł. Sprawą zajęli się dziennikarze "Interwencji".

Trzy spółki nie zapłaciły za ich zwierzęta. Stracili blisko 2 mln zł

"Państwo Magierowie mieszkają z 10-letnią córką w Gomulinie. Małżeństwo prowadzi gospodarstwo rolne od 2000 r. Teraz, rolnicy są na skraju bankructwa. Trzy firmy nie wypłaciły im pieniędzy za dostarczone zwierzęta"

– czytamy na PolsatNews.pl

"Pierwszy zakład przekręcił nas na 250 tys. zł, sprzedawaliśmy w nim do 2009 r. W 2017 roku przekręciła nas największa firma na 1,15 mln zł i na 612 tys. zł. Człowiek się załamał i trzeba było być na tabletkach, żeby sobie poradzić"

– twierdzi Piotr Magiera

"Właściciele pierwszej firmy – państwo F. – w obawie przed wierzycielami przepisali swój majątek córce i zostali za to skazani. Sąd wymierzył im karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata. Druga firma zalega pani Dorocie i panu Piotrowi ponad milion sto tysięcy złotych. Zakład należy do Włodzimierza B. i znajduje się 7 km od domu państwa Magierów. Początkowo współpraca układała się dobrze, nic nie zapowiadało problemów. Państwo Magierowie zgodzili się dostarczać zwierzęta spółce, której prezesem jest syn Włodzimierza B. Jak twierdzą rolnicy, spółka miała przejąć zobowiązania poprzedniego zakładu. Państwo Magierowie mają teraz problem z odzyskaniem od niej ponad 600 tysięcy złotych"

– relacjonuje Polsat.

Wegańska reklama mlecznych batonów doprowadziła niemieckich rolników do wściekłości

Data: 18.10.2019 18:48

Autor: ziemianin

agrarheute.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #reklama #slodycze #swiatrolnika

Katjes jest producentem wegańskich słodyczy w tym: żelków i batonów. Właśnie ukazała się reklama telewizyjna, której treść spowodowała wzburzenie wśród niemieckich rolników.

wymagany niemiecki

Wegańska reklama mlecznych batonów doprowadziła niemieckich rolników do wściekłości

link do reklamy Katjes

Niemieccy rolnicy są wściekli. Ponury marsz w rytmie żołnierskiego, rytmicznego kroku, krów idących na pewną śmierć, przytłaczająca słuchacza muzyka – tak zaczyna się nowa reklama Katjes. Kobiecy głos informuje:

„Każde życie jest cenne. A krowy nie są mlecznymi maszynami. Nawet w przypadku czekolady”

Zmienia się sceneria. Dominuje róż, do ucha docierają miłe, łagodne dźwięki muzyki, z czekoladowego podłoża wyrasta owies. Kobiecy głos informuje:

„Na szczęście, teraz jest Chocjes. Wegańska czekolada od Katjes. Fajnie, bo bez krowy”

BBV – Bawarskie Stowarzyszenie Rolników złożyło skargę do Niemieckiej Rady Reklamy:

„W spocie telewizyjnym krowy są nazywane„ maszynami mlecznymi ”, zakłada się instrumentalne wykorzystanie krów przez ich właścicieli. To dyskryminujące i nieuzasadnione”

Na wielu internetowych forach niemieckich farmerów zawrzało. Ludzie są poruszeni. Ich stosunek do zwierząt jest porównany do stworzenia obozowych warunków. Protestują przeciw takiemu ujęciu zagadnienia.

Rolnicy narzekają i w szerszym kontekście czują się wykorzystani przez polityków. To ich obwiniają za propagowanie wrogości wobec wiejskiego środowiska. Za przykład podali inną reklamę i słowa, jakie padają w trakcie jej emisji:

 „ […] nie postępuj, jak rolnik! Używaj energii elektrycznej ”

Krótko mówiąc, klimat jaki stworzono wokół rolnictwa w Niemczech, ale i w innych krajach Europy Zachodniej, lewicowe kampanie propagandowe oskarżające rolników o zanieczyszczanie klimatu, produkcję gazów cieplarnianych, trucie ludzi, wywołują ich oburzenie.

To nie przypadek, że ogłupia się młodzież, indoktrynując ją agresywnym, jednoznacznym, ale i fałszywym obrazem rolnictwa, jako winnego katastrofie ekologicznej. Właśnie przeciw temu obecnie występują hodowcy zwierząt i ci uprawiający ziemię w Holandii, Francji i Niemczech.

Policjant nie wytrzymał bezczelności "klimatycznego" ekologa.

Data: 18.10.2019 18:29

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #francja #paryz #pseudoekolodzy #protest

Każdy ma swoje granice wytrzymałości, zwłaszcza, na bezkarność pseudoekologów. Policjant zabezpieczający protest klimatyczny, który odbył się 29 września w stolicy Francji, po prostu nie wytrzymał.

Sytuację internauci opatrzyli takim komentarzem : piękny strzał!

Policjant nie wytrzymał bezczelności "klimatycznego" ekologa.

Poznański urzędnik-informatyk wyłudził 500 tys. zł świadczeń socjalnych. Zbrodnia “prawie doskonała”

Data: 18.10.2019 10:21

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #oszustwo #malwersacja #poznan #urzad

Informatyk z Poznańskiego Centrum Świadczeń znalazł sposób by przez 10 lat wyłudzać świadczenia socjalne. Zastępca Prezydenta Poznania powiedział, że była to kradzież “małą łyżeczką”, ale naszym zdaniem 50 tys. złotych rocznie to kwota zadowalająca nie tylko Poznaniaka, tej! :)

[Poznański urzędnik-informatyk wyłudził 500 tys. zł świadczeń socjalnych. Zbrodnia “prawie doskonała”]()

Zbrodnia “prawie doskonała”

Jak podaje Głos Wielkopolski, informatyk (a dokładnie szef informatyków PCŚ) latami wnioskował o świadczenia na osoby fikcyjne. Dosłownie stworzył sobie “wirtualną rodzinę”, która później się rozrastała. W szczytowym okresie rozwoju liczyła 10 dzieci, z których każde miało wszystko co obywatelowi potrzebne – PESEL, imię, nazwisko itd. Narodziny każdego malucha to kolejne becikowe. Potem były inne świadczenia – zasiłek rodzinny, dodatek z tytułu wychowania dziecka w rodzinie wielodzietnej, dodatek mieszkaniowy, może także 500+.

W życiu jest raz lepiej raz gorzej. W najlepszych okresach wirtualna rodzina dostawała 6-7 tys. miesięcznie. Pieniądze z dodatku mieszkaniowego trafiały na cztery różne konta bankowe, a te z tytułu świadczeń rodzinnych na cztery inne konta.

Sam przyznawał sobie świadczenia

Po złożeniu wniosku informatyk miał “włamywać się do systemu” i przyznawać sobie świadczenia. Nie wiemy co media i urzędnicy rozumieją przez “włamanie”, ale informatyk pracował w urzędzie od lipca 2008 roku a kraść zaczął w roku następnym. Z pewnością miał dostęp do wielu rzeczy. Wiadomo, że sam wprowadzał do systemu funkcje związane z nowymi świadczeniami.

W artykule Głosu Wielkopolski jest wzmianka o tym, że “z racji posiadanej wiedzy pracownik prawdopodobnie wyłączył dostęp do centralnej bazy beneficjentów”. Wybaczcie, ale nie znamy się na systemach PCŚ na tyle, aby to wyjaśnić (jeśli wiecie coś na ten temat, piszcie w komentarzach). Rozumiemy w każdym razie, że informatyk obszedł jakieś etapy weryfikacji wniosków, a przecież tych etapów jest kilka.

Wpadka

Informatyk wpadł bo koledzy byli nadgorliwi (albo rzetelni, jak kto woli). PCŚ chwali się swoją solidnością, więc kiedy jedna z decyzji przyznanych na “wirtualną rodzinę” miała jednodniowe opóźnienie, wzbudziło to podejrzenie jednego z urzędników, który postanowił sprawdzić powód opóźnienia. Poprosił o dokumentację, która się nie znalazła. Pojawiły się kolejne pytania, kolejne sprawdzenia i tak trafiono na ślad nadużycia.

Informatyk został już zwolniony dyscyplinarnie. Sprawa jest w prokuraturze. Trwa obliczanie pełnego rozmiaru i skutków nadużycia. Nie zdziwimy się, jeśli od dziś w wielu urzędach dyrektorzy zaczną uważniej przyglądać się swoim panom od komputerów… :) Podpowiemy też, żeby popatrzyli jakie urządzenia są podpięte w serwerowniach. W kilku miejscach na pewno znajdą się prywatne serwery i koparki kryptowalut.

Amerykańskie służby zamykają największą stronę z dziecięcą pornografią w dark webie

Data: 18.10.2019 10:00

Autor: ziemianin

justice.gov

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pornografia #dzieci #bezpieczenstwo #darknet #

Odnotowaliśmy właśnie ważne zwycięstwo w walce z przestępczością w tzw. ciemnej sieci, o której istnieniu wielu ludzi nawet nie ma pojęcia. W wyniku działań służb, zarzuty postawiono aż 338 osobom.

Źródło: Departament Sprawiedliwości USA

Amerykańskie służby zamykają największą stronę z dziecięcą pornografią w dark webie

merykańscy agenci federalni we współpracy ze swoimi międzynarodowymi partnerami zamknęli właśnie Welcome To Video, które wydaje się być największą stroną z dziecięcą pornografią w sieci. Służbom udało się zająć południowokoreański serwer serwisu, na którym znaleziono ponad 8 TB nieodpowiednich danych,w tym ponad 250 tysięcy filmów. Zdaniem specjalistów serwis był raczej źródłem dla zajmujących się wymuszeniami mediów niż dystrybutorem, bo 45% spośród sprawdzonych wideo zawierało obrazy zupełnie nowe dla śledczych.

Akcja doprowadziła do aresztowania międzynarodowej szajki 338 osób – pochodziły one ze Stanów Zjednoczonych oraz 11 innych krajów, tj.Wielkiej Brytanii, Korei Południowej, Niemiec, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Czech, Kanady, Irlandii, Hiszpanii, Brazylii i Australii. Część z nich już przyznała się do winy i usłyszała wyroki, a śledczy informują przy okazji, że dzięki zamknięciu serwisu udało się też uratować co najmniej 23 dzieci, które były ofiarami nadużyć. Jak czytamy w specjalnym oświadczeniu Departamentu Sprawiedliwości: – Strony mrocznej sieci, które czerpią zyski z seksualnego wykorzystywania dzieci są jednymi z najbardziej podłych i nagannych form kryminalnego zachowania. Ta administracja nie pozwoli drapieżcom wykorzystywać pozostającej poza prawem części interentu jako tarczy. Dzisiejsze ogłoszenie pokazuje, że Departament Sprawiedliwości jest oddany współpracy z partnerami na całym świecie w celu ratowania dziecięcych ofiar i sprowadzenia kary na ich oprawców za te odrażające zbrodnie.

A w jaki sposób udało się skutecznie przeprowadzić całą akcję? Służby wskazują na pewne podatności w systemie płatności strony, które udało się wykorzystać. Każdy z użytkowników otrzymywał unikalny adres bitcoin, dzięki któremu mógł zakupić zawartość w serwisie. Agentom IRS za sprawą wyrafinowanych metod (z oczywistych względów nie poznaliśmy żadnych szczegółów) udało się wyśledzić te transakcje, co doprowadziło ich do adresu serwera, administratora strony i finalnie fizycznej lokalizacji serwera. Co ciekawe, służby zapowiadają, że zatrzymane bitcoiny 24 osób zostaną wykorzystane w słusznej sprawie, a mianowicie pokryją odszkodowania dla ofiar.

Niestety trzeba mieć świadomość, że akcja z pewnością nie zniechęci innych przestępców działających w ciemnej sieci, ale jest szansa, że chociaż część osób zrewiduje swoje podejście. Choćby dlatego, że służby udowodniły, że nikt nie może czuć się bezkarny: – Największa organizacja przestępcza zagrażająca bezpieczeństwu dzieci na całym świecie już nie istnieje. Niezależnie od nielegalnego schematu działania i od tego, czy dochody są wirtualne, czy też materialne, nie ustajemy w wysiłkach tropienia i zamykania tych odrażających organizacji oraz doprowadzenia ich przed wymiar sprawiedliwości. Dzieci są najbardziej wrażliwą częścią populacji i takie przestępstwa są nie do pomyślania. Niestety, postęp technologiczny pozwolił ich oprawcom ukrywać się za ciemną siecią i kryptowalutami, aby kontynuować przestępczą działalność. Dziś wysyłamy jednak silną wiadomość do przestępców, nieważne jak zaawansowana jest wykorzystywana przez nich technologia, wykorzystywanie dzieci nie będzie tolerowane – dodaje szef IRS-CI, Don Fort.

Turcja zgodziła się na zawieszenie broni w Syrii

Data: 18.10.2019 09:22

Autor: ziemianin

cumhuriyet.com.tr

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #turcja #usa #kurdowie #mikepence #mikepompeo #Syria #wojnawsyrii #polityka

Wizyta amerykańskiego wiceprezydenta Mike Pence’a i sekretarza stanu Mike’a Pompeo w Ankarze przyniosła oczekiwane rezultaty. Władze Turcji miały bowiem zgodzić się na wstrzymanie operacji „Źródło pokoju” i pięciodniowe zawieszenie broni w północnej Syrii, a w zamian Stany Zjednoczone zgodzą się na cofnięcie nałożonych sankcji i na wycofanie kurdyjskich jednostek z terenów przygranicznych.

wymagany turecki :)))

Turcja zgodziła się na zawieszenie broni w Syrii

Po zakończeniu rozmów z najważniejszymi przedstawicielami tureckich władz, Pence i Pompeo wygłosili wspólne oświadczenie przed dziennikarzami. Wynika z niego, że Turcy i Amerykanie doszli do porozumienia w sprawie trwającej od zeszłego tygodnia tureckiej operacji wojskowej, której celem miało być ustanowienie strefy bezpieczeństwa na turecko-syryjskim pograniczu oraz osiedlenie na nim syryjskich uchodźców przebywających w Turcji.

Zawieszenie broni pomiędzy Tureckimi Siłami Zbrojnymi (TSK) a kurdyjskimi Syryjskimi Siłami Demokratycznymi (SDF) ma trwać przez najbliższe 120 godzin, podczas których aktywnie mają działać przede wszystkim Stany Zjednoczone. To właśnie USA ma bowiem zagwarantować wycofanie kurdyjskich bojowników ze wspomnianej strefy bezpieczeństwa w głąb Syryjskiej Republiki Arabskiej.

Amerykanie w zamian za zawieszenie broni mają ponadto zrezygnować z sankcji nałożonych w ostatnich dniach, obejmujących tureckie resorty obrony narodowej i energetyki, a także niektórych ministrów w rządzie Binaliego Yıldırıma. Jednocześnie Turcja i Stany Zjednoczone mają wspólne zająć się problemem aktywności Państwa Islamskiego, czyli przede wszystkim sprawami związanymi z aresztowanymi terrorystami oraz kontrolowanymi przez nich terytoriami, a także ochroną praw mniejszości religijnych.

Pence poinformował jednocześnie, że już po zawarciu porozumienia rozmawiał ze swoim zwierzchnikiem, Donaldem Trumpem. Amerykański prezydent miał być bardzo wdzięczny swojemu tureckiemu odpowiednikowi, Recepowi Tayyipowi Erdoğanowi, iż ten w celu pojednania zdecydował się właśnie na krok w postaci zawieszenia broni. Trump w swoim wpisie na Twitterze podziękował zresztą tureckiej głowie państwa za decyzję pozwalającą na „ocalenie milionów istnień ludzkich”.

Wypalenie zawodowe oficjalnie uznano za chorobę

Data: 18.10.2019 09:17

Autor: ziemianin

portalspozywczy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #praca #wypaleniezawodowe #WHO #zwolnienielekarskie #l4

Światowa Organizacja Zdrowia zaktualizowała Międzynarodową Statystyczną Klasyfikację Chorób(IDC-1), według której wypalenie zawodowe, uznano za syndrom zawodowy związany z bezrobociem i zatrudnieniem, w związku z czym od początku 2022 roku będzie można otrzymać na nie zwolnienie chorobowe.

Wypalenie zawodowe oficjalnie uznano za chorobę

– Syndrom wypalenia zawodowego to bez wątpienia kolejna choroba cywilizacyjna, która dotyka współczesne społeczeństwa. Jej diagnozowanie będzie jednak trudne, a lekarze orzecznicy muszą liczyć się z tym, że choroba ta będzie stanowiła ogromne pole do nadużyć dla osób niezainteresowanych podejmowaniem czynności zawodowych, które pozostają maksymalnie długo na zwolnieniach chorobowych generujących tzw. absencję „zawodową" (inaczej „patologiczną"). Według danych Conperio pochodzących z 110 firm na terenie całej Polski, obecnie absencja "zawodowa" stanowi średnio 10% absencji chorobowej (rozpiętość wskaźnika od 2% do 15% w zależności od przedsiębiorstwa). Zazwyczaj są to bardzo długie zwolnienia, następujące bezpośrednio po sobie, średni czas trwania pojedynczego druku ZLA to około 24 dni – mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio – największej i najbardziej doświadczonej w problematyce absencji chorobowej firmy konsultingowej na polskim rynku.

Historia Bez Cenzury - Nie interesuj się - historia szyfrów.

Data: 17.10.2019 19:32

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostkihistoryczne #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historiabezcenzury #hbc #szyfrowanie

Ludzie od zawsze mają przed sobą mniejsze lub większe sekrety, dlatego też od najdawniejszych czasów starają się szyfrować wiadomości, które takie tajemnice zawierają. Dzisiaj opowiemy Wam, jak wyglądało szyfrowanie w dawnych czasach. Jak swoje wiadomości kodował Juliusz Cezar? Gdzie profesjonalnie zaczęto łamać szyfry? W jakim miejscu w Europie szanowano swoich szyfrantów, a gdzie dymano im żony? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka! Zapraszamy do oglądania.

Historia Bez Cenzury – Nie interesuj się – historia szyfrów.

F1 VLOG 146: Orlen+Haas? Optymalne połączenie! Renault w opałach, a wraz z nim cała F1

Data: 17.10.2019 19:22

Autor: ziemianin

youtube.com

#f1vlog #motosport #f1 #formula1 #orlen #kubica #robertkubica #rk88 #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

F1 VLOG 146: Orlen+Haas? Optymalne połączenie! Renault w opałach, a wraz z nim cała F1

Pora rozprawić się z wieściami o wizycie w Polsce Gunthera Steinera. Trzech potencjalnych kandydatów na współpracę z Orlenem – Haas, Racing Point oraz McLaren. Postaram się wytłumaczyć, czemu – pomimo pewnych wad – to amerykański team zdaje się najlepszym potencjalnym partnerem i dlaczego Orlen ma w tych negocjacjach siłę przebicia, która może zagwarantować powrót RK… o ile sam Robert się o tym zdecyduje.

Następnie krótko o hamulcach Russella, które pokazują, że sytuacja w ekipie robi się krytyczna i o fali, jaka przeszła przez media brytyjskie po szczerej wypowiedzi RK na temat sytuacji w Williamsie. Brytyjska propaganda działa i ma się świetnie!

Tłumaczę też, czemu renault może się znaleźć w wielkich opałach w związku z aferą z hamulcami, a wraz z Renault – cała Formuła 1. A skoro o tym mowa – czy w F1 zmieniają się obyczaje i zaczyna królować donosicielstwo?

Zespoły nie potwierdziły eksperymentu z reverse-grids + czterdziestka Kimiego oraz pretensje Sainza do realizatorów transmisji…

Zapraszam serdecznie!

ZBiotics - probiotyk z genetycznie zmodyfikowanych bakterii do zapobiegania kacowi (wideo)

Data: 17.10.2019 19:14

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #nauka #informacje #wiadomosci #zdrowie #ZBiotics #probiotyk #kac #aldehydoctowy #enzym #laseczkasienna #Bacillussubtilis

Twórcy startupu z Doliny Krzemowej zaproponowali probiotyk ZBiotics z genetycznie zmodyfikowanymi bakteriami, który pomaga zapobiegać kacowi.

ZBiotics – probiotyk z genetycznie zmodyfikowanych bakterii do zapobiegania kacowi

wideo – Testowanie „najlepszego” naukowego lekarstwa na kaca

Po spożyciu alkoholu w organizmie powstaje aldehyd octowy. To toksyczna substancja, która powoduje nieprzyjemne objawy: ból głowy, nudności czy wymioty. Spożycie probiotyku przed wypiciem pierwszego drinka, kieliszka wina itp. ma pomóc w rozłożeniu aldehydu.

ZBiotics zawiera "dobre" bakterie, które zostały zmodyfikowane genetycznie, by rozkładać CH3CHO. Musieliśmy stworzyć coś nowego, by poradzić sobie z problemem nierozwiązanym przez naturę. Podstawą do opracowania ZBioticsu był pomysł, by skierować albo wykorzystać możliwości bakterii, okiełzać je, ażeby uzyskać cechy użyteczne dla ludzi – tłumaczy Zack Abbott, założyciel firmy.

Abbott, z wykształcenia mikrobiolog, wybrał laseczki sienne (Bacillus subtilis) i zmodyfikował je w taki sposób, by wytwarzały enzym do rozkładu aldehydu octowego. To odpowiednik enzymu produkowanego w tym samym celu przez nasze wątroby, tyle tylko że w przypadku probiotyku jest on dostarczany bezpośrednio do przewodu pokarmowego.

ZBiotics jest sprzedawany w niewielkich 15-ml buteleczkach. Za jedną trzeba zapłacić od 9 do 12 dolarów. Producent podkreśla, że preparat składa się tylko z wody, naturalnej substancji smakowej i B. subtilis ZB183. Mogą w nim występować niewielkie ilości soi (soję wykorzystano w hodowli laseczek; przed butelkowaniem stosuje się płukanie, ale śladowe jej ilości mogą pozostać).

Abbott dodaje, że probiotyk pomaga w usuwaniu nieprzyjemnych skutków picia alkoholu, ale nie chroni przed stanem upojenia ani nie przyspiesza trzeźwienia. Amerykanin zaleca, by dla uzyskania optymalnych efektów stosować ZBiotics z innymi metodami i dbać o odpowiednią ilość snu oraz nawodnienie. Przypomina też o odpowiedzialnym piciu alkoholu.

Zaufana Trzecia Strona - Zeskanujemy ci twarz, a ty zapytaj, co z tym dalej zrobimy

Data: 17.10.2019 14:57

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kontrola #skanowanie #bramkiABC #kontrolapaszportowa #lotnisko #strazgraniczna

Można zgubić paszport, ale twarzy nie zostawimy niechcący na stole w kuchni. Odprawa na lotnisku zostanie uproszczona, jeśli pozwolimy zeskanować sobie twarz. Powstaje jednak pytanie, co dalej dzieje się ze skanem, w czyje ręce może trafić i po co.

Zaufana Trzecia Strona – Zeskanujemy ci twarz, a ty zapytaj, co z tym dalej zrobimy

Pierwsze bramki do automatycznej odprawy granicznej na lotniskach Chopina i Warszawa-Modlin

Z tajemniczych powodów na wielu lotniskach staję się obiektem zainteresowania kolejnych kontrolujących. To właśnie moje dokumenty „nie chcą wchodzić”, to mój bilet „się nie wczytuje”, a jeśli ktoś przy was dzwoni na bramce, to sprawdźcie, czy nie jest to z metra cięta kobieta, ubrana w leginsy i t-shirt wielkości chustki do nosa. Bo jeśli tak – to ja.

Butów najpewniej nie mam – zdjęte przed bramką podskakują na taśmie, by potem zablokować się w skanerze bagażu i następnie pojedynczo, między cudzymi walizkami, wyjechać, dramatycznie spadając na końcu linii. Są lotniska, gdzie już mnie znają i – smarując mnie paskami wykrywającymi ślady materiałów wybuchowych – uśmiechają się przyjaźnie. Wyjątek stanowi lotnisko w Goleniowie, gdzie uparto się poddawać mnie kontroli osobistej. Nie mają tych pasków. Jeśli macie coś dużego do przemycenia, ustawcie się zaraz za mną, odciągnę uwagę od was lepiej niż wielki, śniady brodacz w galabii. Jeśli puścicie mnie przodem, przepchniecie za mną nawet bazookę i mały czołg.

Osoba taka jak ja powinna marzyć o uproszczeniu wszelkich kontroli lotniskowych.

Odprawimy cię bez kwitka

Pod koniec czerwca media podały wiadomość, że na polskich lotniskach pojawiły się pierwsze bramki do zautomatyzowanej odprawy pasażerów. Bramki ABC (Automated Border Control) miały – według mediów – uprościć odprawę. Moje własne doświadczenia – nie tylko na polskich lotniskach – kazały mi się zastanowić, w jaki sposób takie procedury ułatwiają życie, gdzie w ogóle są te bramki oraz czy taka automatyzacja naprawdę jest gwarancją bezpieczeństwa dla pasażerów, lotnisk i linii lotniczych.

Na maile z zapytaniami o bramki ABC w Polsce odpowiedziały: Straż Graniczna, Port Lotniczy Olsztyn-Mazury i Lotnisko Chopina w Warszawie.

Straż Graniczna: „od 27 czerwca br. na lotnisku im. Chopina w Warszawie oraz w porcie lotniczym Warszawa-Modlin uruchomione zostały pierwsze w Polsce bramki ABC (ang. Automated Border Control), służące do automatycznej odprawy granicznej podróżnych przekraczających granicę państwową. Podczas odprawy w bramkach ABC dokonywana jest m.in. weryfikacja biometryczna. Urządzenie (bramka ABC) wykonuje tzw. biometryczne porównanie twarzy ze zdjęciem przechowywanym na elektronicznym chipie dokumentu w celu ustalenia, czy osoba, która weszła do bramki, jest rzeczywistym posiadaczem dokumentu. Z bramek ABC mogą korzystać pełnoletni podróżni, będący obywatelami Unii Europejskiej, Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Szwajcarii, którzy posiadają paszporty biometryczne, jak również pełnoletni Polacy posiadający biometryczne dowody osobiste oraz paszporty”.

Straż Graniczna podkreśliła, że podróżni mają możliwość wyboru rodzaju kontroli – mogą bez problemu skorzystać z odprawy tradycyjnej. Jednak SG zachęca do zaufania automatom: „Wdrożenie automatycznej odprawy zwiększa przepustowość odprawy granicznej, ponieważ skraca czas samej odprawy – kontrole za pomocą bramek biometrycznych trwają z reguły kilkanaście sekund. Obecnie podczas odprawy granicznej od obywateli państw trzecich (czyli każda osoba mająca obywatelstwo państwa niebędącego członkiem UE), którzy posiadają wizy wydane w systemie VIS, poza weryfikacją twarzy, pobierane są również odciski palców. Założeniem systemu VIS (Wizowego Systemu Informacyjnego) jest sprawdzenie, czy osoba ubiegająca się o wizę w konsulacie jest tą samą osobą, która przekracza granicę. W tym celu wykorzystywane są dane biometryczne, które pobierane są w konsulacie, a następnie porównywane na granicy”.

Oto szczegółowa informacja na temat systemu VIS: „to system służący wymianie danych dotyczących wiz pomiędzy krajami strefy Schengen, wymianie danych o osobach, które ubiegają się o otrzymanie wizy Schengen, jak również o wydanych wizach, dzięki którym możliwe jest swobodne podróżowanie obywateli państw spoza UE pomiędzy państwami, które zniosły kontrole na swoich granicach wewnętrznych. Placówki konsularne oraz przejścia graniczne w strefie Schengen są połączone z centralną bazą danych VIS”. Przechowanie danych zgromadzonych w VIS odbywa się maksymalnie przez pięć lat. Całość reguluje rozporządzenie (WE) nr 767/2008 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 9 lipca 2008 r. w sprawie Wizowego Systemu Informacyjnego (VIS) oraz wymiany danych pomiędzy państwami członkowskimi na temat wiz krótkoterminowych (rozporządzenie w sprawie VIS).

pozostała treść artykułu na stronie

Wydobycie różowej soli na Krymie (foto)

Data: 17.10.2019 14:49

Autor: ziemianin

pl.sputniknews.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdjecie #Krym #sol

Na terytorium półwyspu Krym znajduje się kilka słonych jezior, których wody już od ponad 2,5 tysiąca lat są głównym surowcem do produkcji soli morskiej.

Wydobycie różowej soli na Krymie (foto)

W kopalniach jeziora Sasyk-Siwasz sól wydobywana jest od ponad 2,5 tysiąca lat – od czasów, gdy starożytni Grecy zakładali kolonie na Krymie. Znacznie później sól kupowali tutaj czumacy i przywozili na Ukrainę, dostarczali na stół tureckiego sułtana i rosyjskim carom na Kreml. Główny rozwój wydobycia soli miał miejsce w 1864 roku, kiedy dworzanin Katarzyny II graf Bałaszof wykupił kopiec między Morzem Czarnym a jeziorem Sasyk-Siwasz, wynajął niemieckiego inżyniera i zbudował baseny. Następnie rozpoczęło się przemysłowe wydobycie soli, której proces produkcji i zbioru nie zmienił się już od tysięcy lat.

Zebraną sól można spożywać w żywności po 3,5 miesiącach, po spuszczeniu z niej solanki z magnezem, którego stężenie w surowej soli 10-krotnie przewyższa normę.

WTF? Chłopcy zaproszeni do włożenia spódnic w poznańskiej podstawówce

Data: 17.10.2019 14:35

Autor: ziemianin

polskieforumrodzicow.pl

#wtf #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #szkola #gender #spodniczki

Do nietypowej sytuacji doszło w jednej ze szkół podstawowych w Poznaniu. Szkoła zwróciła się do uczniów, w tym także chłopców, żeby przyszli na lekcje w spódniczkach. W zamian za to obiecano im, że nie będą odpytywani.

WTF? Chłopcy zaproszeni do włożenia spódnic w poznańskiej podstawówce

„24 października będzie w naszej szkole „Dzień spódniczki”. W tym dniu przychodzimy do szkoły w spódniczkach (CHŁOPCY RÓWNIEŻ) góra mundurek. Uczeń w spódniczce nie będzie pytany. Miłej zabawy i pięknych spódniczek. Pozdrawiam” (pisownia oryginalna). Wiadomość tej treści za pośrednictwem e-dziennika otrzymali rodzice uczniów SP nr 7 w Poznaniu.

O sprawie poinformował portal polskieforumrodzicow.pl, który zwrócił się do dyrekcji placówki z prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.

Jak wyjaśniono, inicjatorem pomysłu był Samorząd Uczniowski szkoły. Jego opiekun Monika Kasprowicz zaznacza, że poprzez taką właśnie inicjatywę szkoła kształtuje nie tylko umiejętności współpracy, ale również współdziałanie w życiu społecznym.

„Takie działania wpisują się w wizję i misję naszej szkoły promując kreatywność, podejmowanie inicjatyw spajających społeczność uczniowską poprzez wspólną zabawę oraz twórcze realizowanie planów i zamierzeń młodzieży szkolnej” – odpiera zarzuty.

Rodzice uczniów są zbulwersowani.

„Uważam, że taka forma świętowania dla chłopców nie jest dobra, jest sprzeczna z ich naturą. A poza tym jest to wprowadzanie ideologii gender w formie niewinnej zabawy do szkół” – powiedziała w rozmowie z Radio Poznań jedna z mam.

10 afer, w których Polacy tracili oszczędności

Data: 17.10.2019 14:24

Autor: ziemianin

goldenmark.com

#afera #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #zlodzieje #banki #ambergold #oszustwo #pieniadze

Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał dziś wyrok w głośnej sprawie piramidy finansowej Amber Gold. Małżeństwo P. otrzymało 15 i 12,5 lat pozbawienia wolności, co zamyka pewien rozdział w historii polskich afer finansowych. Przy tej okazji chcielibyśmy przypomnieć 10 największych afer, w których Polacy tracili swoje oszczędności.

10 afer, w których Polacy tracili oszczędności

Przejście przez przekrojowy obraz afer, których ofiarami padli zwykli obywatele troszczący się o swoje oszczędności, to cenna nauka na przyszłość. Zwłaszcza, jeżeli przyjrzymy się otoczeniu afer oraz czynnikom, które umożliwiły ich zaistnienie.

  1. Bezpieczna Kasa Oszczędności

Typ: Parabank.

Okres działalności: 1989-1990.

Liczba poszkodowanych: 11 tys.

Zamów szablę z darmową przesyłką i darmowym zwrotem.

Straty: 800 tys. zł (8 mld starych złotych)

Transformacja była prawdziwym eldorado szubrawców wszelkiej maści. Był to czas bardzo chaotyczny, regulacji było niewiele, były nieprecyzyjne i w bardzo niewielkim stopniu egzekwowane (przykładem może być słynny „oscylator” Bogusława Bagsika – tą sprawą jednak dziś się nie zajmiemy, gdyż tam poszkodowany był Skarb Państwa).

Szalała także inflacja – 640 proc. w 1989 roku i 240 proc. w 1990. I właśnie ta inflacja sprawiła, że jeśli ktoś już pieniądze miał, to bardzo chciał je jakoś zabezpieczyć przed utratą wartości. Na podatny grunt padło ziarno – niejaki Lech Grobelny otworzył swoją Bezpieczną Kasę Oszczędności, czyli parabank połączony z siecią kantorów.

Grobelny obiecywał zyski rzędu 300 proc. przy lokacie dwuletniej, który pochodzić miał z obrotu walutami. Dziś poszedłby do więzienia, gdyby tylko uruchomił taką działalność, jednak wtedy, w dobie transformacji, działał bez przeszkód do momentu, aż zaczęły się zbliżać terminy wypłat pierwszych lokat. Wówczas zwiał za granicę, nie pozostawiając nikomu żadnych pełnomocnictw.

Grobelny został zatrzymany w Niemczech w 1992 r., a następnie w drodze ekstradycji przekazany stronie Polskiej i postawiony przed sądem. W 1996 r. skazano go na 12 lat, ale Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wyrok. W 2002 r. prokurator umorzył śledztwo z powodu braku dowodów.

Lech Grobelny został zamordowany w kwietniu 2007, w niewyjaśnionych okolicznościach.

  1. Skyline

Typ: Piramida finansowa.

Okres działalności: 1992-1997

Liczba poszkodowanych: 11 tys.

Straty: ponad 10 mln zł w markach niemieckich.

Skyline był typową piramidą finansową, która z zewnątrz przypominała marketing sieciowy w amerykańskim stylu: szampan, blichtr, drogie garnitury. Poza otoczką, nie do końca wiadomo było, w co właściwie Skyline inwestuje, ale koszt wejścia do klubu był wysoki: 2 100 marek niemieckich. Można go sobie było zrekompensować zapraszając kolejne osoby. Za pierwsze trzy uczestnik dostawał po 350 marek za osobę, zaś za każdą kolejną aż 800 marek.

Finał sprawy był taki, że założyciel piramidy Mariusz K. został zamordowany przez zbirów, których wynajęła jego asystentka – Violetta Z. Motywem była oczywiście kradzież pieniędzy z kasy piramidy. Co ciekawe, jedynymi ukaranymi w tej sprawie, są osoby odpowiedzialne za zabójstwo Mariusza K.

  1. Flexworld

Typ: Piramida finansowa.

Okres działalności: 2008.

Liczba poszkodowanych: 2 tys.

Straty: 11 mln zł.

Flexworld przedstawiał się jako partner potężnej instytucji międzynarodowej o kapitale zakładowym 300 milionów dolarów. Firma oferowała atrakcyjne pożyczki w zamian za inwestycję w udziały Flexworld Inc. – minimalnie jedna akcja za 1000 euro. Obiecywała także gigantyczne dywidendy oraz prowizje za przyprowadzanie kolejnych klientów.

Poza faktem, że była to piramida finansowa, szwindel polegał przede wszystkim na zapisach zawartych w bełkotliwej umowie, którą podpisywali klienci – okazało się, że nieświadomie nabywali oni nie akcje, ale kserokopie akcji, które nie uprawniały ich do niczego. Najdroższe kserokopie świata!

Sprawa zakończyła się wyrokiem 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu dla prezesa spółki oraz karą grzywny w wysokości 100 tys. zł.

  1. Rentier D.K.

Typ: Piramida finansowa.

Okres działalności: 2008-2009.

Liczba poszkodowanych: 2 tys.

Straty: 6 mln zł.

Przypadek Rentiera D.K. odpowiada książkowemu przykładowi piramidy finansowej: zainteresowany kupował szkolenie oraz pakiet obligacji Rentiera za ok. 2 tys. zł. W zamian otrzymywał możliwość dystrybucji produktów finansowych, ubezpieczeń w postaci polis, papierów wartościowych oraz mieszkań (o tym ostatnim głównie opowiadano). Aby utrzymać członkostwo, należało stale realizować sprzedaż.

Historia piramidy zakończyła się w marcu 2009 roku tragiczną śmiercią jej założyciela. Z tego samego powodu, we wrześniu 2009 r. prokuratura umorzyła śledztwo.

  1. Galicyjski Trust Kapitałowo-Inwestycyjny

Typ: Parabank.

Okres działalności: 1991-1992.

Liczba poszkodowanych: 4-7 tys.

Straty: 26,5 mln zł (265 mld starych złotych).

Podobnie, jak w przypadku Bezpiecznej Kasy Oszczędnościowej Grobelnego, Galicyjski Trust Kapitałowo-Inwestycyjny startował w trudnych latach transformacji i wysokiej inflacji. Oferował on lokaty, których oprocentowanie wynosiło 50 proc. w skali roku, i oczywiście nie posiadał na tego rodzaju działalność zezwolenia NBP.

Założyciele parabanku, małżeństwo Kotarbów, prawdopodobnie od samego początku zadawali sobie sprawę z tego, że nie będą w stanie wypracować zysku pozwalającego na pokrycie tak wysoko oprocentowanych lokat. Być może planowali po prostu zebrać jak największą ilość gotówki i uciec z kraju. Oczywiście nie udało im się to. W 1992 prokuratura w Łodzi postawiła zarzuty Stanisławowi Kotarbie. W 1995 r. ruszyła rozprawa, w której oskarżonych było 11 osób. Małżeństwo Kotarbów trafiło do więzienia na 6 lat.

Dodatkowym smaczkiem tej historii jest udział w niej Stanisława Nieckarza, który w czasach PRL piastował stanowisko wiceprezesa NBP, zaś później, w latach 2004-2010 był członkiem Rady Polityki Pieniężnej. Nieckarz również zasiadał na ławie oskarżonych, jednak został uniewinniony, ponieważ – jak twierdził – nie miał świadomości, jak działa GTKI i odpowiadał jedynie za organizację jej warszawskiego oddziału.

  1. Finroyal

Typ: Parabank.

Okres działalności: 2007-2012.

Liczba poszkodowanych: 1,7 tys.

Straty: 100 mln zł.

Finroyal było firmą, która przedstawiała się jako międzynarodowy koncern inwestycyjny z siedzibą w Londynie, który dopiero rozpoczynał swoją ekspansję w Polsce. Głównym produktem oferowanym przez Finroyal był „kontrakt lokacyjny” będącym czymś w rodzaju lokaty bankowej, ale nie do końca. Obiecywano nawet 12 proc. zysku.

Finroyal został wyśledzony przez dziennikarzy przy okazji afery Amber Gold. W sprawie do tej pory nie zapadł wyrok, zaś założyciel parabanku Andrzej K. przebywa na wolności.

  1. Interbrok Investment

Typ: inwestycje/piramida finansowa.

Okres działalności: 1998-2007.

Liczba poszkodowanych: ok. 600 osób.

Straty: 260 mln zł.

Interbrok Investment posiadał pewne cechy piramidy – do „klubu” można się było dostać jedynie z polecenia. Ale gdy już było się „w klubie”, można było powierzyć swoje pieniądze „prawdziwym fachowcom”, którzy obiecywali wypracowywanie wielkich zysków m.in. na rynku Forex. W rzeczywistości rezultaty inwestycji były różne, zaś klienci otrzymywali informacje o stanie swoich kont z całkowicie fikcyjnymi wartościami.

Skazano trzy osoby.

  1. Warszawska Grupa Inwestycyjna

Typ: inwestycje.

Okres działalności: 1998-2006.

Liczba poszkodowanych: 1,5 tys.

Straty: 320 mln zł.

WGI powiązana była personalnie z Interbrok Investment. Jednak poza tym skala była większa, a całe przedsięwzięcie dużo bardziej spektakularne. Mechanizm bazował na tym, że środki klientów nie były inwestowane bezpośrednio. Spółka kupowała obligacje siostrzanej spółki WGI Consulting, do której dokumentów nie mieli dostępu klienci. Zaś WGI Consulting inwestowała je w obligacje Wachovia Securities z siedzibą w USA, która z kolei inwestowała je „gdzieś”.

Ciekawostką w przypadku WGI jest fakt, że do rady nadzorczej pozyskano naprawę znane nazwiska, które służyły jako uwiarygodnienie: Dariusz Rosati, Henryka Bochniarz czy Richard Mbewe. Głównym analitykiem był Piotr Kuczyński – dziś główny analityk Xelion. Osoby te nie miały nic wspólnego z oszustwem, jednak magia nazwisk zadziałała.

  1. Amber Gold

Typ: Parabank/piramida finansowa.

Okres działalności: 2009-2012.

Liczba poszkodowanych: ponad 18 tys. osób.

Straty: 851 mln zł.

Historia Amber Gold jest tak świeża, że chyba nikomu nie trzeba jej objaśniać. Co nie znaczy, że jest całkowicie wyjaśniona – do jej wyjaśnienia powołana została komisja śledcza.

Ogólnie rzecz biorąc, Amber Gold oferował wysoko oprocentowane lokaty, które miały mieć pokrycie w złocie. W rzeczywistości żadnego złota nie było. Złoto zostało wykorzystane jako element marketingu, ponieważ w okresie działalności AG jego cena spektakularnie szła do góry na fali kryzysu. Amber Gold działało jak klasyczna piramida finansowa – kończące się lokaty były finansowane z kolejnych wpłat. Mogła zatem funkcjonować tylko tak długo, jak długo znajdowali się nowi klienci.

W sprawie Amber Gold interweniowało bardzo dużo osób i instytucji: KNF ostrzegał od 2009 roku, oszukani przez WGI pisali do rządu oraz innych instytucji, dziennikarze regularnie publikowali artykuły na temat wątpliwego bezpieczeństwa lokat Amber Gold. W końcu w sierpniu 2012 roku zapadła decyzja o likwidacji spółki.

Do niedawna afera Amber Gold była największą, polską aferą, której ofiarą padli zwyczajni obywatele, zaś szerokie zainteresowanie mediów uczyniło z niej aferę tak bardzo ikoniczną, że w powszechnym języku zaczęło funkcjonować sformułowanie „drugie Amber Gold” w stosunku do każdego, podejrzanego interesu.

Jednak to nie koniec naszej listy.

  1. SKOK Wołomin

Typ: Spółdzielcza instytucja parabankowa.

Okres działalności: od 1989 r.

Straty: 4,3 mld zł z BFG.

Źródło spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych sięga średniowiecza, jednak na terenie Niemiec i Polski szczególnie spopularyzowały się w XIX wieku. Stanowiły one alternatywę dla banków komercyjnych i w oparciu o zaufanie małych społeczności (parafii, związków zawodowych) umożliwiać miały korzystniejsze lokowanie pieniędzy oraz korzystniejsze ich pożyczanie.

W Polsce tradycja SKOKów powiązana jest ściśle z osobą Franciszka Stefczyka, nauczyciela historii, który wzorem Friedricha Wilhelma Raiffeisena, założył pierwszą, wiejską spółdzielnię oszczędnościowo-pożyczkową w Czernichowie koło Krakowa. To on jest patronem największego SKOKu.

Sieć spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych w III RP powstała po 1989 roku jako forma wspierania polskiego, dość ubogiego wtedy społeczeństwa. Od tego czasu SKOKi przerodziły się w prawdziwe imperium, zostały objęte nadzorem KNF oraz gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, stając się tym samym instytucją równie bezpieczną i wiarygodną jak inne banki, a jednocześnie oferującą znacznie lepsze warunki.

Zawsze jednak istnieje ryzyko, że znajdzie się ktoś nieuczciwy.

Ze SKOK Wołomin wyprowadzono pieniądze, których łączna kwota jest dziś trudna do ustalenia ze względu na zmienne oprocentowanie pożyczek, które zaciągane były na „słupy”. Do dziś Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłacił 4,3 miliardy złotych poszkodowanym, którzy trzymali swoje środki w SKOK Wołomin. Sprawa jest niezwykle skomplikowana i trudna do wyjaśnienia, ale obecnie mamy ponad 700 osób z zarzutami (???) oraz 90 osób skazanych prawomocnymi wyrokami (w tym również osoby z najwyższego szczebla zarządzania SKOKiem Wołomin).

W tej sprawie poszkodowanymi nie są klienci SKOK Wołomin, którzy swoje pieniądze w większości odzyskali. Poszkodowani są podatnicy – Bankowy Fundusz Gwarancyjny jest częściowo dotowany z budżetu państwa.

Warto także przy tej okazji podkreślić, że – według relacji obligatariuszy GetBack – jednym z argumentów, jakiego używali bankierzy namawiający na obligacje spółki windykacyjnej było to, że lokaty nie są już aż tak bezpieczne, bo w BFG nie ma już pieniędzy. Jak zatem widać, jedno oszustwo ułatwiło dokonanie drugiego oszustwa.

Polskie lasy pochłaniają rocznie od 30 do 40 mln ton CO2! Ekolodzy raczej nie chcą o tym pamiętać

Data: 17.10.2019 14:16

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #niewygodneinfo #wiadomosci #polska #ekologia #lasy #co2

Mało kto zdaje sobie sprawę, że zajmujące sporą cześć terytorium naszego kraju lasy pochłaniają rocznie od 30 do 40 mln ton CO2. Wiedza ta wydaje się być szczególnie niewygodna dla lobby, które twierdzi, że Polska musi całkowicie zrezygnować z węgla, bo "truje świat" i "niszczy przyszłość ludzkości". W tym kontekście warto raz jeszcze powtórzyć – całkowite emisje CO2 naszego kraju stanowią mniej niż 1 proc. światowych emisji tego gazu, a gdyby uwzględnić to, co pochłaniają polskie lasy, to nagle okazałoby się, że na tle innych państw wypadamy całkiem przyzwoicie.

Polskie lasy pochłaniają rocznie od 30 do 40 mln ton CO2! Ekolodzy raczej nie chcą o tym pamiętać

Według stanu na dzień 31 grudnia 2013 r. obszary leśne w Polsce zajmowały 9177,2 tys. ha, co stanowiło 29,4 proc. powierzchni kraju. Warto odnotować, że od końca II wojny światowej zasoby leśne naszego kraju cały czas się powiększają (w 1946 roku wynosiły one zaledwie 20,8 proc. powierzchni kraju). Zgodnie z Narodowym Programem Zwiększania Lesistości na koniec przyszłego roku lasy mają stanowić 30 proc. powierzchni kraju, a w 2050 – 33 proc.

Jedną z głównych konsekwencji tak dużego zalesienia Polski jest to, że nasze lasy pochłaniają rocznie – według różnych szacunków – od około 30 do 40 mln ton CO2. Gdy przeliczymy te wolumeny na wartości pieniężne (należy pamiętać, że na terenie UE obowiązuje handel emisjami) i przyjmiemy – opierając się na aktualnych danych – że za możliwość emisji 1 tony CO2 trzeba płacić około 25 euro, to okaże się, że polskie lasy pochłaniają rocznie dwutlenek węgla o równowartości od 750 mln euro do 1 mld euro! To bez wątpienia spora suma.

Warto zauważyć, że roczne emisje CO2 naszego kraju to ok. 319 mln ton (dane za 2017 rok), co stanowi ok. 0,86 proc. światowej emisji tego gazu. Per capita na 1 mieszkańca wychodzi 8,4 tony CO2 na rok. Taki wynik plasuje nas w okolicach 40. miejsca na świecie (patrząc przez pryzmat ilości CO2 przypadającej na 1 mieszkańca). Gdy jednak zbilansujemy całkowite emisje naszego kraju o ilość CO2 pochłanianą przez polskie lasy, to okaże się, że per capita wynik zmniejsza się do ok. 7,2 – 7,3 tony CO2 na rok, a to daje 50-52 lokatę na świecie. Co istotne – taki wolumen CO2 per capita nie wiele różni się od uśrednionego wyniku emisji CO2 na 1 mieszkańca UE, który w 2017 roku wynosił 7,0 ton CO2 na rok.

Ekolodzy wiedzą jednak swoje. Polska, mimo iż jej całkowite emisje nie przekraczają 1 proc. światowych, jest dla nich odpowiedzialna za "niszczenie przyszłości ludzkości". O pochłanianiu sporej ilości CO2 przez polskie lasy starają się raczej nie pamiętać.

Źródło informacji:

Rola lasów i leśnictwa w pochłanianiu gazów cieplarnianych [edu]()http://yadda.icm.edu.pl/yadda/element/bwmeta1.element.baztech-a7229aba-5e9d-4550-916f-6b86c58fa336/c/jablonski_stempski_rola_4_2017.pdf

KOBIZE: lasy nie zapewnią nam neutralności klimatycznej Energetyka24

Czterdziestka Raikkonena - Happy Birthday!

Data: 17.10.2019 14:03

Autor: ziemianin

pl.motorsport.com

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #urodziny #f1 #formula1 #KimiRaikkonen #motosport

Kimi Raikkonen obchodzi dzisiaj 40. urodziny. Obecny w Formule 1 od 2001 roku, Mistrz Świata z 2007 roku zalicza obecnie swój siedemnasty sezon w tej dyscyplinie.

Czterdziestka Raikkonena – Happy Birthday!

Wiki:

Kimi Matias Räikkönen – fiński kierowca wyścigowy i rajdowy; mistrz świata Formuły 1 z sezonu 2007 i dwukrotny wicemistrz z sezonu 2003, 2005 oraz drugi wicemistrz z sezonu 2008, 2012 i 2018. W latach 2014–2019 kierowca wyścigowy zespołu Ferrari w Formule 1.

24 tysiące odprawy za dwa dni bycia posłanką. Edyta Kubik zastąpiła Kornela Morawieckiego

Data: 17.10.2019 13:57

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #sejm #placa #EdytaKubik #morawiecki #odprawa #poslanka #wroclaw

Edyta Kubik została we wtorek rano posłanką na zaledwie… dwa dni. Okazuje się, że dzięki temu otrzyma wysoką odprawę należną posłom – 24 tysiące złotych.

24 tysiące odprawy za dwa dni bycia posłanką. Edyta Kubik zastąpiła Kornela Morawieckiego

Poseł Edyta Kubik złożyła ślubowanie we wtorek rano. Mandat przejęła po zmarłym marszałku seniorze Kornelu Morawieckim. Nowa posłanka osiągnęła drugi wynik na liście Kukiz’15 we Wrocławiu.

Edyta Kubik została dziś zaprzysiężona na posłankę. Funkcję będzie sprawować tylko przez dwa dni, zastępując nieżyjącego marszałka seniora Kornela Morawieckiego. Po ostatnim dniu obrad, który nastąpi jutro, posłanka otrzyma odprawę –

ok. 24 tys. zł brutto. https://t.co/kLk2DBi8IJ

— Beata__Ka (@Beata__Ka) 15 października 2019

Posłanka popracuje zaledwie dwa dni, ponieważ ostatnie posiedzenie w tej kadencji zakończy się w środę. Mimo to, jak informuje portal bankier.pl Kubik otrzyma odprawę w związku z zakończeniem kadencji Sejmu.

„Jest to wysokość trzech uposażeń. Jedno uposażenie to 80 proc. wynagrodzenia podsekretarza stanu, które wynosi obecnie 9832,30 zł brutto” – czytamy na portalu.

Komentarz Tygodnia: Jedenastu rewolwerowców!

Data: 17.10.2019 12:42

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komentarztygodnia #polska #wybory

O wynikach wyborów i składzie nowego parlamentu, o niezbyt zadowolonej minie Jarosława Kaczyńskiego, o rocznicy śmierci Mirka Dzielskiego, o przyznaniu nagrody Nobla dla Olgi Tokarczuk, o sytuacji na północy Syrii i o udaniu się Kurdów pod skrzydła sojusznika, który im pozostał, o powrocie „tęczowych piątków” do szkół, o wyroku w sprawie afery Amber Gold, o niewyjaśnionej aferze SKOKu Wołomin, o odejściu ilustratora Bohdana Butenko.

Komentarz Tygodnia: Jedenastu rewolwerowców!

GP Miami celuje w debiut w 2021 roku

Data: 17.10.2019 12:33

Autor: ziemianin

cyrkf1.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motorsport #f1 #formula1 #usa #miami

Organizatorzy planowanego wyścigu F1 w Miami wydali oświadczenie z którego wynika, że ustalili warunki kontraktu z Liberty Media. Brakuje im już tylko zgody władz samorządowych, a pierwszy wyścig może odbyć się w maju 2021 roku.

GP Miami celuje w debiut w 2021 roku

We wrześniu podsumowałem dotychczasowe wydarzenia i zapowiedzi związane z planowanym od dłuższego czasu wyścigiem ulicznym w Miami – Szczegóły. Sedno tego tekstu było takie, że ten wyścig nie dojdzie do skutku, bo cały czas pojawiają się nowe przeszkody, a obecny projekt toru wokół stadionu jest oprotestowany przez lokalnych mieszkańców. Trzy i pół tygodnia później sytuacja się częściowo zmieniła, bo poinformowano o zawarciu porozumienia w sprawie organizacji tego wyścigu. Do podpisania umowy brakuje jeszcze tylko zgody lokalnych władz samorządowych i tutaj wracamy do protestujących mieszkańców, którzy będą chcieli wpłynąć na tę decyzję. Dopóki zgody władz samorządowych nie będzie, to ten wyścig nie będzie się mógł odbyć. Co ważne, jak informuje gazeta Miami Herald nie ma jednomyślności wśród komisarzy, którzy będą o tym decydować. Głosowanie w tej sprawie ma odbyć się jeszcze w tym miesiącu, a dokładnie 28 października. Gdyby wszystko poszło po myśli Liberty Media, to będą mieć możliwość ogłoszenia drugiego wyścigu w USA podczas tegorocznego wyścigu w Teksasie, który odbędzie się w pierwszy weekend listopada.

Okoliczni mieszkańcy protestują, organizują się i starają się udowodnić, że wyścig F1 nie powinien się tam odbyć. Ich krytyka dotyczy głównie hałasu, zanieczyszczenia i zablokowanych / zakorkowanych ulic.

Oświadczenie Liberty Media i Hard Rock Stadium

Opublikowano krótkie wspólne oświadczenie Liberty Media oraz Hard Rock Stadium w sprawie planowanego wyścigu:

Z radością ogłaszamy, że Formuła 1 i Hard Rock Stadium osiągnęły zasadnicze porozumienie, aby po raz pierwszy zorganizować Grand Prix Miami Formuły 1 na stadionie Hard Rock Stadium. Przy szacowanym rocznym wpływie na gospodarkę przekraczającym 400 milionów dolarów i 35 000 noclegów w pokojach, GP Miami Formuły 1 będzie każdego roku ekonomiczną siłą dla Południowej Florydy. Jesteśmy bardzo wdzięczni naszym fanom, wybranym urzędnikom oraz lokalnej branży turystycznej za cierpliwość i wsparcie w tym procesie. Z niecierpliwością czekamy na to, aby po raz pierwszy zaprezentować największe widowisko wyścigowe na świecie w jednym z najbardziej kultowych i czarujących regionów świata.

Pod oświadczeniem podpisał się Sean Bratches z Liberty Media oraz Tom Garfinkel – jeden z szefów stadionu i zespołu Miami Dolphins. To oświadczenie, a także inne udostępnione informacje oficjalne i nieoficjalne z mediów w Miami sugerują, że umowa na wyścig jest gotowa i czeka na podpis. Brakuje im jeszcze tylko wspomnianej wyżej zgody władz samorządowych na organizację takiej imprezy i związane z tym utrudnienia na drogach. Według informacji z Miami Herald (gazeta która w kwestii wyścigu w Miami nigdy się nie myliła) pierwszy wyścig planowany jest na maj 2021 roku. Ten termin (to już mój dopisek) prawdopodobnie związany jest z tym, że tor będzie budowany co roku na parkingu wokół stadionu drużyny NFL, więc aby nie wpływać na mecze Miami Dolphins, zorganizują wyścig F1 poza sezonem. Logicznym ruchem będzie połączenie GP Miami z GP Kanady w kalendarzu F1. W takim scenariuszu zmodyfikowany musiałby być termin GP Monako, bo ten wyścig zawsze jest pod koniec maja. Z drugiej strony termin majowy wydaje się być dziwny, bo wtedy oczy kibiców sportów motorowych w USA skierowane są na Indy500.

Uruchomiona została także strona internetowa projektu (KLIK), konta w mediach społecznościowych, opublikowano film promocyjny, grafiki przedstawiające tor oraz logotyp wyścigu. Robią więc wszystko, aby wypromować projekt i skłonić polityków do wydania pozytywnej zgody.

Wyścig ma być sfinansowany z prywatnych pieniędzy miliardera Stephena Rossa. Do niego należy Hard Rock Stadium wraz z parkingiem. Tor będzie powstawał co roku za około 40 mln $. Wcześniej była mowa o opłacie licencyjnej w wysokości 25 mln $. Organizatorzy liczą, że będą na tym wyścigu zarabiać.

Tor uliczny na parkingu Hard Rock Stadium

Schemat ulicznego toru wokół stadionu Hard Rock Stadium pokazano pierwszy raz we wrześniu. Teraz pojawiła się grafika w lepszej jakości, którą możecie zobaczyć w nagłówku tego tekstu, jak również w galerii poniżej. Tor powstanie na parkingu wokół stadionu. Jego skrajne fragmenty zostaną poprowadzone po okolicznych ulicach. Prosta startu / mety jest zlokalizowana na schemacie po prawej stronie od stadionu. Jak wynika z pozostałych opublikowanych grafik kierunek jazdy będzie przeciwny do ruchu wskazówek zegara. Nie ujawniono cały czas konkretnych szczegółów na temat tego toru, więc nie wiemy jaka jest np. długość jego nitki. Nie wiemy także kto ten tor zaprojektował. Opierając się o to co widziałem na mapach Google, to mogę oszacować, że te dwie najdłuższe proste będą mieć ponad kilometr długości każda – może to być około 1,3 km. Obie będą zakończone mocnymi hamowaniami, więc trudno o lepsze miejsca do wyprzedzania. Na tej podstawie można oszacować, że nitka toru będzie mieć ponad 5 km długości. Teren na jakim powstanie ten tor jest bardzo płaski, więc nie ma co liczyć na różnice wzniesień.

Doczekamy się długo zapowiadanego GP Miami?

Jak widać pozostał już tylko jeden krok do zatwierdzenia wyścigu o GP Miami. Dopóki on nie będzie wykonany, to ten projekt pozostanie wirtualny. Poprzedni projekt toru i wyścigu nad zatoką był bardzo bliski realizacji, ale ostatecznie cała sprawa została opóźniona, a następnie anulowana. W przypadku decyzji politycznej nigdy nie można być pewnym tego, jaka ona będzie. W Miami z jednej strony są spore chęci w stosunku do tego wyścigu i płynących z tego powodu zysków, ale z drugiej strony sprawa jest regularnie oprotestowywana. Nie wiadomo która ze stron wygra.

S-500, czyli imponujący rosyjski system obrony powietrznej

Data: 16.10.2019 18:02

Autor: ziemianin

defence24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci # #uzbrojenie #S500 #rosja

Rosyjski system obrony powietrznej S-500 zostanie wprowadzony do masowej produkcji w 2020 roku, poinformował w wywiadzie dla rosyjskiej stacji RBK prezes „Rostechu” Siergiej Czemezow.

S-500, czyli imponujący rosyjski system obrony powietrznej

S-500 to nowy rosyjski system obrony powietrznej, który stanowi uniwersalny system dalekiego zasięgu o zwiększonym potencjale obrony przeciwrakietowej, zdolny do przechwytywania obiektów w bliskim kosmosie.

Według informacji z ogólnie dostępnych źródeł, promień rażenia S-500 wynosi 600 kilometrów. System potrafi wykrywać i razić nawet dziesięć hipersonicznych rakiet balistycznych jednocześnie. W maju prezydent Rosji Władimir Putin powierzył zadanie przygotowania systemów przeciwlotniczych do produkcji seryjnej, która ma ruszyć w 2020 roku.

Amerykańscy eksperci spekulują, że nowe systemy S-500 jako pierwsze na świecie zakupią Chiny.

Gazeta Military Watch pisała, że że to właśnie Chiny są głównym klientem rosyjskich systemów obrony powietrznej dalekiego zasięgu, chociaż odniosły sukces w produkcji własnych systemów obrony powietrznej.

Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza ma obecnie jeden pułk S-400, który obejmuje hipersoniczne pociski 40N6E o maksymalnym zasięgu 400 kilometrów.

Niemcy znowu to robią? Przerażające eksperymenty na zwierzętach!

Data: 16.10.2019 17:29

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #niemcy #eksperymenty

Ekolodzy porównują niemieckich naukowców do hitlerowców. Tym razem poszło o eksperymenty na zwierzątach, a film z przeraźliwego laboratorium nagrano ukrytą kamerą. Jak informuje polskie wydanie Faktu filmy oraz zdjęcia z laboratorium LPT (Laboratory Pharmacology and Toxicology) w Hamburgu, zdobyte przez działaczy organizacji walczących o prawa zwierząt, trafiły do dziennikarzy niemieckiego programu "FAKT" oraz dziennika "Süddeutsche Zeitung". Aktywiści przez wiele miesięcy zbierali materiały przeciwko laboratorium.

Niemcy znowu to robią? Przerażające eksperymenty na zwierzętach!

wymagany niemiecki

Link do wideo

"Nagrywali oni eksperymenty na zwierzętach, które w ich opinii nie mają żadnego uzasadnienia naukowego. W LPT co roku testom poddaje się 12 tys. zwierząt, w tym psy rasy beagle, małpy, koty i króliki. To czyni z laboratorium największy tego typu ośrodek w Europie. Jak podaje "MailOnline" psom wciskano do przełyku rurki i w ten sposób podawano pigułki, pracownicy nie byli przeszkoleni w zakresie opieki nad zwierzętami, często uciekali się do przemocy i byli brutalni wobec podopiecznych. Koty dostawały po trzynaście zastrzyków dziennie, krew pobierano siłą, małpy były trzymane w małej klatce i przytwierdzano je do ściany za pomocą metalowych obręczy"

– czytamy na fakt.pl

"Zwierzętom wstrzykiwano, zmuszano do zjedzenia lub wdychania określonych substancji w celu zmierzenia toksycznych efektów, które mogą być bardzo silne i obejmować wymioty, krwawienie wewnętrzne, niewydolność oddechową, gorączkę, utratę masy ciała, letarg, problemy skórne, niewydolność narządów, a nawet śmierć . Nie zapewnia się żadnych środków znieczulających ani przeciwbólowych"

– opisuje Cruelty Free International.

Obrońcy laboratorium podnosza argument, że testuje się w ten sposób leki czy środki farmakologiczne przeznaczane później dla ludzi.

„Rok 1984” George’a Orwella został od a do z zrealizowany w Chinach – twierdzi żyjący na . . .

Data: 16.10.2019 17:19

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #chiny #ekspansjaChin #KurierWnet

Komunistyczna Partia Chin nie wstydzi się zamiaru zdominowania świata pod względem gospodarczym i wojskowym, a technologia skradziona Zachodowi jest niezbędnym środkiem do osiągnięcia jej celów.

„Rok 1984” George’a Orwella został od a do z zrealizowany w Chinach – twierdzi żyjący na wygnaniu chiński pisarz Ma Jian

Peter Zhang

Podczas gdy prasa międzynarodowa ekscytuje się pierwszą na świecie SI posiadającą świadomość – generowanym komputerowo prezenterem chińskiej państwowej agencji prasowej Xinhua – niewielu wie o niepokojącym programie rozwoju broni SI w Pekińskim Instytucie Technologii (PIT) – jednym z najlepszych ośrodków badań nad bronią w Chinach. Obecnie Komunistyczna Partia Chin (KPCh) nie wstydzi się zamiaru zdominowania świata zarówno pod względem gospodarczym, jak i wojskowym, a technologia skradziona głównie Zachodowi jest niezbędnym środkiem do osiągnięcia jej celów. (…)

Przez ostatnie trzy dekady zachodnie firmy miały nadzieję zdobyć zyskowne udziały w chińskim rynku, ale mogło to nastąpić jedynie poprzez poniesienie wysokich kosztów w formie transferu technologii dokonanego pod presją władz lokalnych.

Wymuszone transfery technologii z czasem skutecznie zmniejszyły przewagę konkurencyjną zachodnich firm. Według raportu Biura Przedstawiciela Handlowego USA z 2017 roku, Chiny rokrocznie kradły własność intelektualną amerykańskiego pochodzenia o wartości ok. 600 mld dolarów. (…)Przekonanie, że technologia pomaga zliberalizować zamknięte społeczeństwa, nie musi sprawdzać się w każdym przypadku, szczególnie w Chinach. W artykule Dlaczego technologia sprzyja tyranii, opublikowanym w „The Atlantic”, Yuval Noah Harari przedstawił szczegółowy wywód na temat tego, że technologia niekoniecznie zaprzyjaźnia się z liberalnymi społeczeństwami, a ta najnowocześniejsza, gdy oddala się od mas, zamiast społeczeństwu sprzyja tyraniom.

Chociaż niektóre z podstawowych argumentów Harariego są przedmiotem debaty, poruszył on kilka krytycznych kwestii dotyczących sposobu, w jaki technologia i sztuczna inteligencja są w stanie wzmocnić dyktatury, a także zwiększyć niebezpieczeństwo przekazania władzy maszynom. Według tego autora słabe ogniwo reżimów autorytarnych w XX w., czyli chęć skoncentrowania wszystkich informacji i władzy w jednym miejscu, może dzięki nowej technologii, takiej jak SI, stać się ich mocną stroną i zadecydować o przewadze w XXI w. Wydaje się, że Harari ma rację, iż technologia wzmocniła obecnie kontrolę autorytarną w zamkniętych społeczeństwach. Dziesiątki milionów ludzi z „pokolenia Z” w Chinach, zwanego także „pokoleniem Wielkiego Firewalla”, dorasta w przyzwyczajeniu do innego układu cyberrzeczywistości niż ci, którzy mieszkają w pozostałej części świata.

Przebywający na wygnaniu pisarz Ma Jian powiedział niedawno, że Rok 1984 George’a Orwella został od a do z zrealizowany w Chinach.

Reportaż australijskiej telewizji ABC zatytułowany Nie znam Facebooka ani Twittera: Chińska generacja Z, Wielkiego Firewalla, odcięta od Zachodu przedstawia mrożącą krew w żyłach rzeczywistość: młodzi chińscy internauci osiągają dorosłość dzięki zestawowi światopoglądów, który znacząco różni się od światopoglądu ludzi żyjących w pozostałej części świata.

Wielki Firewall najwyraźniej stworzył dwa różne, równoległe światy na tej samej planecie Co gorsza, niektóre zachodnie firmy technologiczne są chętne pomóc KPCh dopracować narzędzia represji, niezależnie od wewnętrznego sprzeciwu.

Kiedy Pichai, dyrektor generalny Google, powiedział prasie: „Technologia nie rozwiązuje problemów ludzkości”, wydawał się sugerować, że jego Google może w sumie przysparzać ludzkości problemów w świetle kontrowersyjnego „Dragonfly Project”, którego celem jest pomoc KPCh w monitorowaniu internautów.

„Nie bądź zły” było przez lata mottem firmy Google – do roku 2000. Jednak ta dewiza została po cichu usunięta, a w roku 2015 Alphabet, firma macierzysta Google, przyjęła nowe motto: „rób to, co należy”, najwyraźniej próbując pozbyć się swojego odniesienia do zła. Ktoś mógłby zapytać: „Czy Google nie za mocno próbuje sprzedać swoją duszę, aby wejść na chiński rynek?”.

Złoto - Holenderski Bank Narodowy szykuje się na kryzys światowy?

Data: 16.10.2019 10:51

Autor: ziemianin

goldenmark.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zloto #kryzysfinansowy #bankicentralne #kryzys #rezerwyzlota

W niedawno opublikowanej notatce Holenderski Bank Narodowy informuje o ilości posiadanego przez siebie złota, a także przypomina o podstawowej funkcji złota, jaką jest ochrona przed kryzysami i załamaniem systemu finansowego.

Złoto – Holenderski Bank Narodowy szykuje się na kryzys światowy?

Na stronie Holenderskiego Banku Narodowego (DNB) przeczytać możemy

"Akcje, obligacje i inne papiery wartościowe nie są pozbawione ryzyka, a ich ceny mogą spaść. Sztabka złota zachowuje swoją wartość, nawet w czasach kryzysu. Dlatego banki centralne, w tym DNB, tradycyjnie posiadały znaczne ilości złota. [Złoto](https://goldenmark.com/pl/zloto-lokacyjne) jest idealną skarbonką – jest kotwicą zaufania dla systemu finansowego. Jeśli system się załamie, zapasy złota mogą służyć jako podstawa do jego ponownego zbudowania. Złoto wzmacnia zaufanie do stabilności bilansu banku centralnego i stwarza poczucie bezpieczeństwa.



W notce przeczytać możemy również, że DNB posiada obecnie ponad 600 ton złota. Część (ok. 1/3) przechowywana jest w centralni DNB w Amsterdamie. 1/3 znajduje się w nowojorskim skarbcu FED, zaś pozostałą część przechowują banki w Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Holandia, podobnie jak Niemcy, Włochy czy Węgry (a mówi się, że niebawem także Polska), w ostatnim czasie sprowadziła także część swoich złotych rezerw do kraju".

Choć wydawać by się mogło, że jest to jedynie informacja przypominająca jedynie o tym, jakie rezerwy złota posiada bank i po co je trzyma, notatka ta – szczególnie w Europie Zachodniej – wydawać się może dość niecodziennym zjawiskiem. Zwłaszcza w świetle powszechnego poglądu, że złoto to „barbarzyński relikt”, a banki trzymają je, bo „to tradycja”, jak powiedział kilka lat temu Ben Bernanke na przesłuchaniu przed kongresem.

Banki centralne w ciągu ostatnich lat kupują rekordowe ilości złota, jednak są to przede wszystkim banki takich krajów jak Rosja, Chiny, Kazachstan czy Turcja. Ostatnio do tego grona dołączyły także dwa kraje europejskie: Polska i Węgry. Trend ten pomału, choć wyraźnie przesuwa się na zachód, co może mieć związek również z pogarszającą się koniunkturą oraz narastającymi niepokojami geopolitycznymi.

Jonny Daniels nadal będzie rządził?

Data: 16.10.2019 10:31

Autor: ziemianin

wrzodakz.neon24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #polska #wybory #mosad #cia #jonnydaniels #447 #win

Ustawka wyborcza już się zakończyła, nadzorcy ustawili wybory pod siebie, weszli ci, których wskazali, a tzw. ,,wolnościowcy" dopuścili na swoje listy tych co będą razem z okupantem w jedną trąbę trąbili.

Jonny Daniels nadal będzie rządził?

Nic się nie zmienia po wyborach do sejmu. Większość ledwie, ledwie utrzymuje PIS, a więc dla dobra interesów NWO, będzie realizował wewnętrzną politykę rozdawnictwa przez najbliższe dwa lata, a w polityce zagranicznej, obronnej, ekonomicznej, energetycznej będzie realizował cele mossadu i cia.

Nadal przy boku rezydenta Dudy będzie urzędował J. Daniels, to samo co u boku ,,kaczelnika” premiera i OTR. To faktycznie kontynuacja rządów budowy z Polski – Polin, pomocną w tym względzie będą media takie jak: TVPIS, Karnowscy, Sakiewicze i RM. To one utrwalać będą zwierzchnią władzę krajanów Danielsa i Suchewycza nad niewolnikami z Polski w interesie światowej mafii finansowej.

Nie przeszkadzać im będą ani Lewica, ani KO, ani J.K.M, ani 5 ,,narodowców”. Jeżeli będzie spór, to będzie to spór o okruchy ze stołu, a nie o fundamentalne sprawy narodowe jak:

Katastrofalna opieka medyczna, która realizuje interesy światowych korporacji przemysłu farmaceutycznego, braku profilaktyki służby zdrowia, narzucone programy nauczania młodych lekarzy przez światowe koncerny farmaceutyczne, przepływ ogromnych kwot na budowę prywatnych klinik i prywatnych przychodni służby zdrowia z pieniędzy budżetowych.

Katastrofalna sytuacja polskich rolników, którzy w większości zadłużeni na są na ogromne kwoty w prywatnych bankach zagranicznych, które są w posiadaniu rolniczych ksiąg wieczystych zastawionych pod kredyt.

Tragiczna sytuacja związana z energetyką, która wymaga budowy pilnej nowych elektrowni oraz remontu i budowy nowych linii przesyłowych. Itp. Można dalej wymieniać inne działy gospodarki, które wymagają pilnych działań w interesie Polaków.

A co w zamian, będzie realizować J. Daniels i jego krajanie. Polska będzie nadal płacić mld $ na utrzymanie wojsk okupacyjnych w Polsce, będzie im płacić na okupację swoich rodaków, będzie budować za mld $ bazy wojskowe, będzie kupować za mld $ broń od okupanta na rzecz okupanta.

Podstępnie będzie realizowana ustawa ,,naszych przyjaciół” z usraela 447. Ba, realizacja będzie po cichu przyspieszona. Na ten cel jest co okraść, okradli Nas z tego, co nad ziemią, został warty bln zł. majątek ten pod ziemią i o to będzie jeszcze toczyła się walka ,,buldogów” pod dywanem. Polak ma być tylko dostarczycielem podatków, lichwy, no i ewentualnie ,,żołnierzem” gotowych do walki z wrogiem wskazanym przez Danielsa i jego rodaków z usraela, tak by ich interesów miał kto bronić i oddawać za ich interesy własne życie.

Niektórzy podniecają się tym, że obroni nas 5 posłów z RN. Przypominam, że w ustępującej kadencji sejmu ,,narodowców” było z 15 i co??? Ano nic, rozeszli się po różnych klubach za ,,chlebem”.

Nawet gdyby było ich z 40 takich jak np.; Bosak czy JKM to nic nie zmienia, ponieważ ich świadomość jest taka sama jak J. Danielsa, a więc jeszcze bardziej by to bolało, gdyby to ,,nasi” budowali przeciwko nam bazy wojskowe naszym okupantom, przeciwko nam, a tak buduje ten bazy za nasze podatki szpieg ,,kaczelnik” razem z Danielsem, a więc przybłędy ,,urządzają” nam dom, a więc łatwo z czasem będzie go zburzyć.

Amerykańskie wojsko zostaje w Syrii. Robią to dla swojego sojusznika. I nie chodzi o Kurdów

Data: 16.10.2019 10:24

Autor: ziemianin

nczas.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #bliskiwschod #swiat #usa #zydzi

Amerykańskie wojska pozostaną w Syrii. Tak zdecydował prezydent Donald Trump. Powodem są obawy o bezpieczeństwo jednego z kluczowych sojuszników w regionie, Izrael.

Amerykańskie wojsko zostaje w Syrii. Robią to dla swojego sojusznika. I nie chodzi o Kurdów

Amerykańscy żołnierze pozostaną w bazie ulokowanej na terenie przejścia granicznego Al-Tanf na granicy Syrii i Iraku.

Region po obu stronach granicy, otacza 55 kilometrowa tzw. strefa bezpieczeństwa wytyczona przez USA.

Amerykanie kontrolują w ten sposób kluczową drogę Bagdad-Damaszek co ma zatrzymać transporty z irańską bronią do Syrii i Libanu. Jest to kwestia bardzo ważna dla najważniejszego sojusznika USA w regionie, jakim jest uważający Iran za swojego śmiertelnego wroga, Izrael.

W przeszłości dochodziło tu już do zbrojnych incydentów: amerykańskie myśliwce F-15 zbombardowały konwój pozostających w sojuszu z Assadem milicji zmierzający w stronę Al-Tanf, a także zestrzeliły uzbrojony irański bezzałogowiec.

Utrzymywanie garnizonu Al-Tanf ma jednak ograniczony sens ponieważ 30 września 2019 roku Adil Abd al-Mahdi, premier Iraku, zdecydował o otwarciu innego przejścia granicznego między granicznymi miastami Qaim w Iraku i Al-Bukamal w Syrii.

Pozostawało ono zamknięte od 2012 roku początkowo ze względu na to, iż Amerykanie zdołali przekonać Irak, by tego nie robił, a od 2014 roku ze względu na opanowanie miasta Al-Bukamal przez ISIS.

Pod koniec 2017 Al-Bukamal zostało wyzwolone przez siły syryjskiej armii wierne prezydentowi Assadowi, wspomagane przez proirańskie szyickie milicje z Iraku. Przejście pozostawało jednak zamknięte w wyniku amerykańskiej presji na ówczesnego premiera Iraku, Haidera al-Abadi`ego. Decyzję o otwarciu przejścia podjął dopiero i też nie od razu kolejny iracki premier, Adil Abdul-Mahdi.

Droga z Bagdadu do Damaszku przechodząca przez przejście Qaim-Al-Bukamal jest jednak dłuższa i bardziej niebezpieczna niż autostrada Bagdad-Damaszek. Prowadzi ona przez Pustynię Syryjską gdzie nadal aktywne są komórki Państwa Islamskiego dokonujące od czasu do czasu ataków na siły rządowe.

dr. Sławomir Mentzen poza Sejmem? CO DALEJ? (wideo)

Data: 16.10.2019 10:00

Autor: ziemianin

youtu.be

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #mentzen #konfederacja #sejm #konfederacja

Sławomir Mentzen z Partii KORWiN oraz reprezentujący Konfederację, był o włos od dostania się do polskiego parlamentu. Na łamach Mediów Narodowych wyjaśnił jednak, że pomimo tego dalej będzie pracować na rzecz swojego ugrupowania.

dr. Sławomir Mentzen poza Sejmem? CO DALEJ? (wideo)

W wyborach do polskiego parlamentu Sławomir Mentzen startował z rodzimego okręgu toruńskiego. Nie po raz pierwszy walczył w nim o dobry wynik dla swojego ugrupowania. Wcześniej kandydował tam w 2015 roku z partii KORWiN. Jak dotychczas nie udało mu się z niego otrzymać mandatu zaufania.

„Mam wyrobione nazwisko w Toruniu i w środowisku wolnościowym, natomiast nie mam wyrobionego nazwiska ogólnopolskiego. Przeciętny wyborca nic o mnie nie słyszał, nic nie wie. W związku z tym nie jestem w stanie pociągnąć listy w innym okręgu” 

– określił swoją rozpoznawalność dr Sławomir Mentzen.

„Nie potrzebuję mównicy sejmowej, żeby mówić. Mogę być gościem w różnych programach medialnych, czy nagrywać filmy na platformy społecznościowe. Dalej będę prowadził swoją działalność polityczną. Gdybym zrezygnował, zawiódł bym wiele osób” 

– mówił o swoim komforcie wiceprezes partii KORWiN.

Wyborcy PiS to prostytutki? Krystyna Janda szokuje / szkaluje

Data: 16.10.2019 09:49

Autor: ziemianin

twitter.com

#codziennaprasowka #informacje #idioci #wiadomosci #wybory

Krystyna Janda, ostatnio słynąca najbardziej z krytycznych uwag wobec PiS, znowu szokuje. Tym razem porównała wyborców PiS-u do prostytutek.

Wyborcy PiS to prostytutki? Krystyna Janda szokuje / szkaluje

Krystyna Janda wrzuciła na swój profil na portalu społecznościowym Facebook grafikę z następującą treścią: „Na PiS głosowało 8 mln ludzi, po tym jak PiS rozdał 100 mld zł socjalu w postaci różnych plusów, czyli jeden głos kosztował 12500 zł. PiS rządzi 1428 dni czyli za jedną dobę PiS zapłacił 8 zł 75 gr. swojemu wyborcy”.

Trochę niżej znalazł się dodatkowy komentarz: „Firma Sedlak&Sedlak podaje, że za noc z prostytutką w Warszawie trzeba zapłacić średnio 2256 zł”. Komentarz na grafice opatrzony został fragmentem zdjęcia przedstawiającym nogi prostytutki. Jest to kolejna afera wywołana przez słynną zwolenniczkę totalnej, antypolskiej opozycji.

Teraz próbuje się to przedstawić jako… opinię Konfederacji. Tekst ten wrzucił tzw. „Obywatel D.C.” na Twitterze. Oczywistym jest, że jest to komentarz i grafika skandaliczna. Należy przekonywać do siebie wyborców PiS, przedstawiać swoje racje i program pozytywny, a nie kogokolwiek obrażać. Wzorem do naśladowania może tu być przekaz idący ze strony polityków Ruchu Narodowego. Idea, praca u podstaw, szacunek.