38 lat temu w Polsce wprowadzono stan wojenny

Data: 13.12.2019 00:57

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #komuna #stanwojenny #polska #jaruzelski #13grudnia #rosja #moskwa

Władze komunistyczne jeszcze 12 grudnia 1981 roku przed północą rozpoczęły zatrzymywanie działaczy opozycji i „Solidarności”. W ciągu kilku dni w 49 ośrodkach internowania umieszczono około 5 tys. osób. W operacji wprowadzania stanu wojennego użyto w sumie 70 tys. żołnierzy, 30 tys. milicjantów, 1750 czołgów.

38 lat temu w Polsce wprowadzono stan wojenny

Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego trwały ponad rok i były prowadzone ze szczególną starannością. Kontrolował je m.in. naczelny dowódca wojsk Układu Warszawskiego marszałek Wiktor Kulikow oraz ludzie z jego sztabu.

Na potrzeby stanu wojennego sporządzono projekty różnych aktów prawnych, wydrukowano w Związku Sowieckim 100 tys. egzemplarzy obwieszczenia o wprowadzeniu stanu wojennego, ustalono listy komisarzy wojskowych mających przejąć kontrolę nad administracją państwową i większymi zakładami pracy, a także wybrano instytucje i przedsiębiorstwa, które miały zostać zmilitaryzowane.

Od połowy października z obszarem przyszłych działań zapoznawało się ponad tysiąc Wojskowych Terenowych Grup Operacyjnych. Intensywne ćwiczenia w walkach z tłumem przechodziły oddziały ZOMO. W więzieniach przygotowano miejsca dla ok. 5 tys. działaczy „Solidarności” i opozycji, którzy mieli zostać internowani na podstawie list sporządzanych od początku 1981 r.

Prof. Andrzej Paczkowski w książce „Wojna polsko-jaruzelska” ocenia, że „Solidarność”, opozycja i Kościół nie były przygotowane na wprowadzenie stanu wojennego. „Od lata 1980 r. – pisał prof. Paczkowski – panował w Polsce właściwie permanentny stan niepokoju, wzmagany przez pogłębiające się trudności życia codziennego. […] Często powtarzające się okresy mobilizacji i wzrostu poczucia zagrożenia w pewnym sensie uczyniły ludzi obojętnymi na sygnały o planowanych działaniach władz”.

W kierownictwie „Solidarności” na początku grudnia 1981 r. zdawano sobie sprawę z gwałtownego wzrostu napięcia, liczono jednak, że do konfrontacji z władzami komunistycznymi dojdzie dopiero po przyjęciu przez Sejm rządowej ustawy „O nadzwyczajnych środkach działania w interesie ochrony obywateli i państwa”.

Decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego zaakceptowana została 5 grudnia 1981 r. przez Biuro Polityczne KC PZPR.

Jaruzelski na spotkaniu u Kulikowa

Gen. Jaruzelski otrzymał od towarzyszy partyjnych swobodę co do wyboru konkretnej daty rozpoczęcia operacji. W nocy z 8 na 9 grudnia 1981 r., w trakcie spotkania z przebywającym w Warszawie marszałkiem Kulikowem, gen. Jaruzelski poinformował go o planowanych działaniach, nie podając jednak konkretnej daty ich rozpoczęcia.

Notatka z tego spotkania, sporządzona przez gen. Wiktora Anoszkina – adiutanta marszałka Kulikowa – została w całości opublikowana przez historyka IPN prof. Antoniego Dudka w „Biuletynie IPN” nr 12 (107) z grudnia 2009 r. Wynika z niej, że gen. Jaruzelski wprost zażądał wsparcia militarnego po wprowadzeniu stanu wojennego, mówiąc: „Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy (ZSRR) będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady”.

Marszałek Kulikow, któremu – jak podkreśla prof. Dudek – myśl o dowodzeniu operacją stłumienia kontrrewolucji w Polsce nie była z pewnością obca, odpowiedział: „Jeżeli nie starczy waszych sił, to pewnie trzeba będzie wykorzystać Tarczę-81” (pod tym kryptonimem krył się przypuszczalnie plan operacji wojskowej Układu Warszawskiego w Polsce). Kulikow dodał: „Zapewne Wojsko Polskie samo poradzi sobie z tą garstką rewolucjonistów”.

Jaruzelski zauważył wtedy, że „np. Katowice liczą ok. 4 mln mieszkańców. To taka Finlandia, a wojska – jeśli nie liczyć dywizji obrony przeciwlotniczej – nie ma. Dlatego bez pomocy nie damy rady”. „Byłoby gorzej, gdyby Polska wyszła z Układu Warszawskiego” – dodał Jaruzelski.

Kulikow podkreślał, że „najpierw należy wykorzystać własne możliwości”. Pod koniec rozmowy spytał, czy może zameldować Breżniewowi, że „podjęliście decyzję o przystąpieniu do realizacji planu”. W odpowiedzi Jaruzelski odparł: „Tak, pod warunkiem, że udzielicie nam pomocy”.

Jaruzelski chciał pomocy Rosjan

Według Dudka notatka Anoszkina sugeruje, że Jaruzelski nie tylko wiedział, iż Rosjanie nie zamierzają interweniować, ale wcześniej domagał się od nich udzielenia pomocy wojskowej. Historyk IPN podkreśla również, że wypowiedzi Kulikowa nie zawierały jednoznacznej obietnicy pomocy wojskowej w tłumieniu protestów społecznych w Polsce, ale też jej nie wykluczały.

O wyznaczonym terminie wprowadzenia stanu wojennego marszałek Kulikow i przywódcy sowieccy zostali poinformowani 11 grudnia. Operacja jego wprowadzenia rozpoczęła się w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. Jeszcze przed północą jednostki MSW, składające się z grup specjalnych, oddziałów ZOMO, jednostek antyterrorystycznych, funkcjonariuszy SB, oddziałów Jednostek Nadwiślańskich przy wsparciu wojska rozpoczęły działania.

W ramach operacji „Azalia” siły porządkowe MSW i WP zajęły obiekty Polskiego Radia i Telewizji oraz zablokowały w centrach telekomunikacyjnych połączenia krajowe i zagraniczne. Grupy milicjantów i funkcjonariuszy SB przystąpiły w ramach operacji o kryptonimie „Jodła” do internowania działaczy „Solidarności” i przywódców opozycji politycznej.

Oddziały ZOMO zajęły lokale zarządów regionalnych „Solidarności”, zatrzymując przebywające tam osoby i zabezpieczając znalezione urządzenia łącznościowe i poligraficzne. Do miast skierowano oddziały pancerne i zmechanizowane, które umieszczono przy najważniejszych węzłach komunikacyjnych, trasach wylotowych, głównych skrzyżowaniach, gmachach urzędowych i innych obiektach strategicznych.

Przeprowadzono aresztowania wśród niezależnych intelektualistów, w tym wśród organizatorów i uczestników obradującego w Warszawie Kongresu Kultury Polskiej. Główne uderzenie nastąpiło jednak w Gdańsku, gdzie w sobotę zebrała się Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” i gdzie w związku z tym przebywało wielu działaczy i doradców związkowych. W ciągu nocy zatrzymano w Gdańsku około 30 członków Komisji Krajowej i kilku doradców.

O godzinie pierwszej w nocy w Belwederze zebrali się członkowie Rady Państwa, teoretycznie najważniejszego urzędu PRL. Większość z nich nie wiedziała jednak, jaki był cel tego nocnego spotkania. Po półtoragodzinnych obradach członkowie Rady Państwa przyjęli przedstawiony im dekret o wprowadzeniu stanu wojennego oraz towarzyszące mu dokumenty, przeciwko głosował jedynie przewodniczący PAX – Ryszard Reiff. Wszystkie przyjęte dokumenty były antydatowane i nosiły datę 12 grudnia 1981 r.

Dekret o wprowadzeniu stanu wojennego był niezgodny z obowiązującym wówczas prawem, ponieważ Rada Państwa mogła wydawać dekrety jedynie między sesjami Sejmu. Tymczasem sesja taka trwała, a najbliższe posiedzenie izby wyznaczone było na 15 i 16 grudnia.

W specjalny sposób potraktowany został przez autorów stanu wojennego przewodniczący „Solidarności” Lech Wałęsa. Władze liczyły bowiem, że uda się im wykorzystać go politycznie. Około godziny drugiej w nocy w jego mieszkaniu pojawili się wojewoda gdański Jerzy Kołodziejski i I sekretarz gdańskiego KW PZPR Tadeusz Fiszbach, członek Biura Politycznego. Poinformowali oni Wałęsę o wprowadzeniu stanu wojennego, stwierdzając, że powinien natychmiast udać się do Warszawy na rozmowy z przedstawicielami władz. Ostatecznie Wałęsa oświadczył, iż pod przymusem zgadza się jechać do Warszawy.

Wałęsa w Arłamowie

Po pobycie w Chylicach i Otwocku umieszczono go ostatecznie w ośrodku rządowym w Arłamowie. W sumie w pierwszych dniach stanu wojennego internowano około 5 tys. osób, które przetrzymywano w 49 ośrodkach odosobnienia na terenie całego kraju. Łącznie w czasie stanu wojennego liczba internowanych sięgnęła 10 tys., w więzieniach znalazła się znaczna część krajowych i regionalnych przywódców „Solidarności”, doradców, członków komisji zakładowych dużych fabryk, działaczy opozycji demokratycznej oraz intelektualistów związanych z „Solidarnością”.

W celach propagandowych zatrzymano także kilkadziesiąt osób z poprzedniej ekipy sprawującej władzę, m.in. Edwarda Gierka, Piotra Jaroszewicza i Edwarda Babiucha. Na podstawie dekretu o stanie wojennym zawieszono podstawowe prawa i wolności obywatelskie, wprowadzono tryb doraźny w sądach, zakazano strajków, demonstracji, milicja i wojsko mogły każdego legitymować i przeszukiwać.

Wprowadzono też godzinę milicyjną od godz. 22 do godz. 6 rano, a na wyjazdy poza miejsce zamieszkania potrzebna była przepustka. Korespondencja podlegała oficjalnej cenzurze, wyłączono telefony, uniemożliwiając między innymi wzywanie pogotowia ratunkowego i straży pożarnej. Większość najważniejszych instytucji i zakładów pracy została zmilitaryzowana i była kierowana przez ponad 8 tys. komisarzy wojskowych. Zakazano wydawania prasy, poza „Trybuną Ludu” i „Żołnierzem Wolności”. Zawieszono działalność wszystkich organizacji społecznych i kulturalnych, a także zajęcia w szkołach i na wyższych uczelniach.

Oficjalnie administratorem stanu wojennego była 21-osobowa Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego z gen. Wojciechem Jaruzelskim na czele. W praktyce była ona jednak ciałem fasadowym. Najważniejsze decyzje w okresie stanu wojennego podejmowała nieformalna grupa wojskowych oraz członków partii nazywana dyrektoriatem.

Komuniści kontra Kościół katolicki

Wprowadzając stan wojenny, władze komunistyczne nie zdecydowały się zaatakować bezpośrednio Kościoła katolickiego. Prymas Józef Glemp od początku apelował o spokój i zażegnanie bratobójczych walk, domagając się jednocześnie uwolnienia internowanych i aresztowanych oraz powrotu do dialogu z „Solidarnością”.

13 grudnia w wygłoszonym kazaniu apelował do robotników, by nie narażali życia: „Będę wzywał o rozsądek nawet za cenę narażenia się na zniewagi i będę prosił, nawet gdybym miał boso iść i na klęczkach błagać: nie podejmujcie walk Polak przeciw Polakowi”.

Przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego wystąpiły Stany Zjednoczone i inne kraje zachodnie. 23 grudnia 1981 r. prezydent USA Ronald Reagan ogłosił sankcje ekonomiczne wobec PRL, a kilka dni później podał do wiadomości, że obejmą one także Związek Sowiecki, który jego zdaniem ponosił „poważną i bezpośrednią odpowiedzialność za represje w Polsce”.

W ciągu następnych tygodni do sankcji ekonomicznych przeciwko Polsce przyłączyły się inne kraje zachodnie.

31 grudnia 1982 r. stan wojenny został zawieszony, a 22 lipca 1983 r. odwołany, przy zachowaniu części represyjnego ustawodawstwa. Dokładna liczba osób, które w wyniku wprowadzenia stanu wojennego poniosły śmierć, nie jest znana.

Przedstawiane listy ofiar liczą od kilkudziesięciu do ponad stu nazwisk. Nieznana pozostaje również liczba osób, które straciły w tym okresie zdrowie na skutek prześladowań, bicia w trakcie śledztwa czy podczas demonstracji ulicznych.

Paweł Deląg: Postrzegam epokę sarmacką jako jakąś dziwną tęsknotę w Polakach

Data: 13.12.2019 00:21

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #filmy #historia #husaria #szabla #sarmaci

Fabularyzowany historyczny film dokumentalny „Zrodzeni do szabli” zachwyca niezwykłą dbałością o scenografię i kostiumy. Na zdjęciu: Paweł Deląg na planie przygotowuje scenę z husarią

Paweł Deląg: Postrzegam epokę sarmacką jako jakąś dziwną tęsknotę w Polakach

Rozmowa z Pawłem Delągiem, aktorem filmowym i teatralnym, reżyserem filmu „Zrodzeni do szabli”.

Skąd pomysł na film o takiej właśnie tematyce? Wydaje się, że epoka sarmacka wyczerpała się w polskim filmie.

O nie, jestem przekonany, że epoka sarmacka wcale się nie wyczerpała. Zużyła się tylko jej sienkiewiczowska adaptacja. Ja postrzegam epokę sarmacką jako jakąś dziwną tęsknotę w Polakach. Za czym? Głównie za wspomnieniem sławy, chwały, siły, dumy i honoru. Ale przy tym wszystkim określenie „epoka sarmacka” ma także inny, negatywny wydźwięk. Pracując nad tym filmem, nie zastanawiałem się nad sarmatyzmem w jego pejoratywnym znaczeniu. Chciałem, żeby mój bohater był osadzony w etosie rycerstwa polskiego. Przedstawiam początek XVII wieku. Przed moimi bohaterami było całe stulecie, w którym miały się toczyć wielkie wojny, konflikty i starcia z sąsiadami. Ten permanentny stan wojny powoduje, że zamiera coś, co nazwalibyśmy „ruchem obywatelskim”, przestano zastanawiać się nad ustrojem Rzeczypospolitej. Sarmatyzm w ujęciu Matejki, Sienkiewicza czy Hoffmana szedł w kierunku pokrzepienia serc. Bohaterowie tacy jak Kmicic, Skrzetuski, Wołodyjowski czy Zagłoba na wiele, wiele pokoleń stali się znakami rozpoznawczymi Pierwszej Rzeczypospolitej. Już jako dziecko byłem zafascynowany Trylogią, ale w wieku dojrzałym stała się ona tak naprawdę pewnym uproszczeniem. Dzięki pracy nad filmem „Zrodzeni do szabli” mogłem rozbić jakąś kliszę, którą miałem w głowie od dzieciństwa.

Dlaczego zdecydowaliście się na fabularyzowany dokument?

Pragnąłem odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań: kim byli ci fantastyczni wojownicy i ich hetmani, którzy wygrywali przez znaczną część XVI i XVII wieku bitwy i wojny, którzy nie bali się wyjść na pole bitwy z reguły w ogromnej dysproporcji sił i skąd brała się siła ich oręża? Poszukiwałem odpowiedzi na pytania o mentalność żołnierza tamtej epoki. Jaki to był człowiek? Te poszukiwania przyczyniły się do realizacji filmu dokumentalno-fabularyzowanego. Powstał on z inicjatywy Stowarzyszenia Sztuka Krzyżowa. Dla większości wykonawców to był debiut. Zresztą szalenie ryzykowny debiut, ponieważ mieliśmy do czynienia z producentem, który do tej pory nie miał nic wspólnego z filmem w sensie produkcyjnym.

To są znakomici szermierze, którzy marzyli, żeby powstał film, który miał być filmem instruktażowym o tym, czym w ogóle była szabla polska i jak wyglądała sztuka krzyżowa. Panowie poświęcili tej pasji bardzo wiele lat, ale nikt tak naprawdę tej sztuki krzyżowej nie widział i oni rekonstruowali ją na podstawie zapisów, rękopisów; próbowali przenosić w to swoje doświadczenie szermiercze i sprawdzać w pocie i trudzie na zajęciach, czym naprawdę była ta technika. Pierwotnie miał to więc być film instruktażowy, w którym nie miało być scen dialogowych, obyczajowych, w którym generalnie jesteśmy skupieni na samej sztuce władania szablą. Kiedy się do mnie zwrócili i zaproponowali udział w tym filmie w charakterze aktora (producent chciał, żebym zagrał), to znając trochę historię XVII wieku, sam postanowiłem znaleźć odpowiedź na pytanie: skąd ta siła i wartość tych wojowników, którzy wychodzili na pole bitwy i nie obawiali się stanąć w słabszym układzie sił? Prawie nigdy przewaga liczebna nie była po stronie Rzeczypospolitej. Zaproponowałem więc: „Panowie, popracujmy nad scenariuszem. Ja wam opowiem historię, jak to ewentualnie mogłoby wyglądać, i spróbujmy z tego zrobić epicki fresk dokumentalny o epoce, bo szansa jest wielka, a wy jesteście wspaniałymi szermierzami”. I tak przekształciliśmy krótki film do internetu przeznaczony dla wąskiej grupy widzów w dużą fabularyzowaną produkcję, która dotyka czegoś, co jest moim zdaniem w polskim DNA.

Budżet filmu, jak na film instruktażowy, był duży – prawie 300 tys. złotych, ale na prawdziwy dokument fabularyzowany o charakterze epickim to dużo za mało.

I trzeba jasno sobie powiedzieć, że tylko dzięki temu, że wielu ludzi na bardzo wstępnym etapie produkcyjnym zaangażowało się, wnosząc swoje umiejętności, doświadczenie, zapał, energię, nie pytając o wynagrodzenie, które było symboliczne, udało się wyprodukować ten obraz. Byłem bardzo zbudowany taką postawą.

Kiedy film już był w „puszkach”, brakowało pieniędzy na postprodukcję i tu pomogło pospolite ruszenie. Dzięki tej inicjatywie dozbierano brakujące fundusze.

W filmie obok zawodowych aktorów pojawiają się amatorzy. Widz jednak nie dostrzega tego podziału.

Kilku moich kolegów przyjęło zaproszenie, za co jestem im bardzo wdzięczny: aktorzy Maciek Kowalewski, Darek Toczek, świetny scenograf Marian Zawaliński. Kierownikiem produkcji był Jurek Szebesta i w zasadzie jeszcze tylko Karolina Ryciak, znakomity charakteryzator, była profesjonalna. Pozostałe osoby, które w tym filmie występują, są amatorami bądź miały niewielkie doświadczenie albo prawie żadnego. Gdzieś więc w pewien sposób było to zgodne z tematyką: pospolite ruszenie. To pomieszanie amatorów i profesjonalistów dało zaskakujący efekt, z którego się cieszę, bo okazuje się, że przy odpowiednim zaangażowaniu i pasji można naprawdę dużo zrobić. No i trzeba mieć sporo odwagi, aby pójść na wojnę z takim składem. Bo przecież na koniec dnia głównie reżysera rozliczają z filmu i to on bierze odpowiedzialność za wyraz artystyczny i de facto produkcyjny też.

I nikogo nie interesuje, w jakich warunkach film powstaje.

Przyznam szczerze, że projekt stał się trudny na etapie postprodukcji, gdzie producent nie zawsze szedł ręka w rękę z reżyserem. I myślę, że to jest dla mnie bardzo ważna lekcja, że warto jednak walczyć o wyraz artystyczny filmu, o spójną koncepcję, mówiąc najprościej: o jakość.

Nagroda to reakcja widowni. A ona zawsze jest szczera.

W swojej stylistyce film przypomina dzieła mistrzów kina japońskiego: Akiry Kurosawy czy Masakiego Kobayashiego. Udało się wam zaadoptować uniwersalną opowieść o przekazywaniu tradycji wojennej, relacji mistrz–nauczyciel i adept–uczeń do realiów XVII-wiecznej Polski. Czy opieraliście się na jakichś przekazach historycznych, dokumentach z epoki?

Jak najbardziej. Taki związek nauczyciela z uczniem nie był rzadkością. Moment, kiedy przyjeżdża nauczyciel do dworu obronnego i pan tego dworu proponuje temu nauczycielowi, żeby wziął na wychowanie jego syna, był powszechnie znany. Nazywał się ten obyczaj alumnat. Weterani z odpowiednim doświadczeniem zajmowali się wychowywaniem młodzieży szlacheckiej, przygotowaniem ich do trudu wojennego i nauką sztuki rycerskiej. Młodzi uczyli się od mistrzów, a nie jedynie teoretyków, którzy nie mieli osobiście do czynienia ze sztuką wojenną.

Wynikało to z faktu, że szlachta była powoływana do pospolitego ruszenia. Stanowiła siłę zbrojną państwa. Każdy szlachcic był zatem ex definitione obrońcą Rzeczypospolitej.

A to wymagało też olbrzymiej dyscypliny fizycznej i mentalnej, przygotowania i stałej gotowości. Dla mnie od strony filmowej ta relacja mistrz–uczeń stanowiła ciekawy wątek osadzony na pewnym schemacie, który bardzo dobrze znamy choćby z takich filmów jak „Karate Kid”. Mistrz wychowuje swojego ucznia i później staje się dla niego drugim ojcem i przewodnikiem życiowym, ale również towarzyszem wojennym. Wydawało mi się, że stosując ten prosty schemat, będę mógł opowiedzieć coś o obyczajowości tamtych czasów. I chyba się udało, bo oś filmu osadzona jest na pewnych elementach obyczaju szlachecko-rycerskiego. Uważny widz dostrzeże, że poszczególne etapy tego filmu są poświęcone konkretnemu obyczajowi. Zaczyna się przecież od chrztu na szablach. Później pojawia się nauczyciel, a z nim zaczyna się kształcenie tego młodego człowieka. Padają ważne słowa: cześć i honor. Pojawia się też inny towarzysz – strach. Jeśli ulegasz strachowi na polu bitwy, to jest to zdrada traktowana z najwyższą pogardą. I to też jest mały wycinek etosu rycerskiego, który pokazujemy w tym filmie.

Nie można pominąć roli Kościoła, bo od pierwszych kadrów pojawia się świątynia, tak jakby była to próba wyrównania rachunków z Panem Bogiem. To było bowiem rycerstwo chrześcijańskie, przesiąknięte wiarą prostą i surową, ale i prawdziwą, w której pojawiał się też grzech.

Wydaje się, że wszystko w życiu codziennym było podporządkowane wychowaniu wojennemu.

Także odpoczynek i rozrywka. Taka choćby gra w palcaty, która była najbardziej popularnym sportem w Pierwszej Rzeczypospolitej, dużo bardziej popularna niż piłka nożna w obecnych czasach. Polegała po prostu na okładaniu się kijami. Żartuję oczywiście! Ta zabawa, gra pozwalała sprawdzić umiejętności szermiercze adeptów. Zawodnicy tracili przy tym zęby i przetrącali sobie nosy, ale to ich przygotowywało do trudów wojny, która będzie im towarzyszyć przez większość życia. W filmie mamy też ważną scenę, kiedy zostaje wręczona szabla. Jest to forma specjalnego namaszczenia ucznia, który już przeszedł kolejne etapy wtajemniczenia. Formalnie otrzymuje szablę, która tak naprawdę towarzyszyła mu już od narodzin. I będzie towarzyszyć aż do śmierci. A śmierć zamyka się łamaniem szabli nad grobem nauczyciela. Dlatego ten szlachcic jest symbolicznie zrodzony z szabli i umiera z szablą. Ta więź z orężem, z białą bronią, z szablą, rzeczywiście przypomina kult mieczy samurajskich w tradycji japońskiej. I na tym tle myślę, że można zaryzykować porównanie rycerstwa do samurajów. Z tą różnicą, że samuraj był najemnikiem zobowiązanym do bezwzględnej lojalności i wierności swojemu suwerenowi, a nasze rycerstwo ceniło wolność ponad wszystkie wartości.

Technika walki polską szablą zakłada ćwiczenie umysłu na równi z ciałem. To sztuka poznania własnych możliwości i ograniczeń. Wewnętrzna walka z samym sobą. Czy grając tę rolę, poczułeś, że zaczynasz pokonywać swoje wewnętrzne bariery?

Wielkie wrażenie wywarła na mnie pasja, z jaką rodzina Sieniawskich podchodzi do szabli i szermierki. Zrozumiałem, że ich praca i wieloletni trening pociąga za sobą bardzo dużo wyrzeczeń. Nie jest to sport popularny ani jakieś lukratywne zajęcie. To głęboka więź z polską tradycją szermierczą, która zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Ta więź wykuwa charakter, dyscyplinuje, ale jest też walką z własnymi słabościami. Ile tacy mistrzowie szabli musieli mieć pokory, równowagi i mądrości, żeby nie nadużywać szabli jako śmiercionośnej broni.

W filmie zaskakuje poetyka obrazu odmalowanego dłonią bardzo wrażliwego artysty. Każdy kadr staje się osobnym malowidłem, na którym jest zachowana harmonia między kształtami, cieniami i światłem. Pejzaż staje się osobnym bohaterem. Niczym na płótnach ekspresjonistów widzimy we wczesnej jesiennej aurze całe bogactwo kolorów polskiej przyrody. Czy ta ekspozycja natury była celowym zabiegiem w tym filmie?

Zależało mi, żeby pokazać właśnie pewnego rodzaju magię i urodę polskiej przyrody, która miała być trzecim bohaterem. Chciałem, żebyśmy czuli jej oddech. My, ludzie współcześni, jesteśmy zwierzętami miejskimi i w mieście żyjemy, a oni żyli cały czas z naturą. To był koń, to była przestrzeń, to były lasy, siedziby oddalone od miast. Byli bardzo mocno związani z sezonami, porą roku, gospodarstwem i ziemią. Istniała zgodność przyrody wpisanej w tradycję szlachecką. Pragnąłem jeszcze więcej tej magii przyrody, ale to tylko dokument fabularyzowany, w związku z czym ona nie jest w takiej proporcji, jak bym sobie życzył. Starałem się jednak takiego języka filmowego użyć, żeby powstał swoisty fresk.

Ten fresk nie wyszedłby tak pięknie, gdyby nie kostiumy i scenografia.

Tak, te kostiumy były naprawdę znakomite, przygotowane z ogromnym wyczuciem i dbałością. Wszystko w zasadzie jest zgodne z epoką. Znaleźliśmy cudowne lokalizacje w Małopolsce. Udało nam się namierzyć nawet dworek obrony, chociaż tych dworków obronnych przecież praktycznie już nie ma. Ważna jest w tym wszystkim ogromna pasja wszystkich uczestników tej produkcji. Moi koledzy zgodzili się zaangażować w tę „awanturę” dosłownie za kilka groszy i w dodatku nie mając do końca pewności, jak zostaniemy rozliczeni za pracę.

Ściągnięcie takiej husarii, która się pojawia w szeregu 30 koni, to jest koszt co najmniej 100 tys. złotych dziennie! A nasi „husarze” zagrali dosłownie za pajdę chleba i zupę. Wystarczył jeden żołnierski telefon, a chorągiew pomorska pod komendą kasztelana zamku Gniew, Jarosława Struczyńskiego, stawiła się karnie w pełnym rynsztunku bojowym, choć nikt im grosza nie obiecał. Naprawdę świetni faceci. Myślę, że dla nas wszystkich, którzy brali udział w produkcji tego filmu, nagrodą jest po prostu efekt.

To nie jest twój pierwszy udział w paradokumentalnej produkcji historycznej. Wcześniej zagrałeś Marka Antoniusza w „Losie Rzymu”, księdza Włodzimierza w „Dwóch koronach”, komandora Howarda Compaigne’a w „Tajemnicy twierdzy szyfrów”, Anastasa w „Wikingu” czy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w Teatrze Telewizji „Reytan. Druga strona drzwi”. Czy zaczynasz specjalizować się w rolach historycznych?

To bardzo różne charaktery i różne postacie. Łączy je kostium. A ja uważam, że jestem zrodzony do kostiumu. Faktycznie za granicą najczęściej występuję w filmach historycznych. I to jest wspaniałe. Kiedy byłem chłopcem, czytałem książki historyczne i wchodziłem w nie, wczuwając się w głównych bohaterów. To jest bliskie każdemu z nas. To jest wyobraźnia popychająca nas w tym kierunku.

Kiedy wkładasz kostium, to wczuwasz się w ten świat, który dawno temu odszedł?

Lubię kostium, ale najbardziej lubię historię i jej kontekst. Dla mnie jako aktora jest to alternatywna rzeczywistość, w którą wnikam. Kostium dlatego pomaga, że pociąga za sobą formę. Pierwsza rzecz, którą robisz, to zakładasz buty. Buty zmieniają sposób chodzenia. Kostium zmienia ruch i gest. To tak jakbyś nałożył drugą skórę. I to nam, aktorom, ułatwia pracę. Całą resztę dorzucamy od siebie.

Niezależnie, jakie ma się zaufanie artystyczne do samego siebie, to na planie ktoś musi być kapitanem, musi podejmować decyzje. I tu jest rola reżysera, żeby wyciągnąć od wykonawców tę energię, gigantyczne zaangażowanie i wiarę ekipy. Bardzo często brakuje mi przy pracy tego wielkiego autentyzmu, że cała ekipa realizuje film, że wszyscy są zaangażowani i każdy, kto coś robi na planie zdjęciowym, nawet człowiek, który tylko dymi, ma poczucie, że wykonuje bardzo ważne zadanie. Dla mnie ekipa na planie zdjęciowym to jest rodzina, która spotkała się na jakiś czas. Taką atmosferę czułem w latach 90. i trochę za nią tęsknię.

Pancerny sikacz - George Patton. Historia Bez Cenzury

Data: 12.12.2019 22:25

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #ciekawostkihistoryczne #hbc #historiabezcenzury

Dzisiaj opowiemy Wam o jednym z najważniejszych dowódców II wojny światowej, autorze stwierdzenia, że: „celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, żeby tamci sk… umierali za swoją”, a także… wielbicielu odlewania się do wielkich rzek. Poznajcie George’a Pattona już teraz w Historii bez cenzury. Zapraszamy do oglądania!

Pancerny sikacz – George Patton. Historia Bez Cenzury

Królewna-strzyga, czyli słowiańskie podania wskrzeszone w „Wiedźminie”

Data: 12.12.2019 19:20

Autor: false_nine

ciekawostkihistoryczne.pl

Jednym z wielu źródeł inspiracji dla opowieści Andrzeja Sapkowskiego była demonologia słowiańska. Jest ona dzisiaj odkrywana na nowo i okazuje się niesamowitym źródłem inspiracji dla twórców nie tylko książek, ale też gier, czy produkcji filmowych. Spośród rzeszy demonicznych stworów zasiedlających karty książek o Wiedźminie, a mających swój rodowód w słowiańskiej wyobraźni ludowej, jednym z najlepiej rozpoznawalnych jest „strzyga”.

#polska #kultura #legendy #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

Data: 12.12.2019 14:06

Autor: FiligranowyGucio

Pracownia Humani _FB

"Ponieważ dziecko bardzo często nie wie, co się z nim stanie, obawia się pewnych sytuacji, które wyobraża sobie jako szczególnie trudne. To jest właśnie klasyczny przypadek, gdy dziecko może pogodzić się z przykrym doświadczeniem dzięki zabawie. Po wizycie u dentysty może na przykład bawić się w leczenie zębów koledze. Jeżeli żadnego "pacjenta" nie ma pod ręką, zastąpi go pluszowy miś. Długie godziny, które dziecko poświęca tej zabawie, dobrze pokazują, jak wiele potrzebuje czasu, by naprawdę zrozumieć, co i dlaczego robi mu dentysta, i nauczyć się radzić sobie z emocjami wywołanymi przez to doświadczenie. Dziecko uczy się rozumieć i analizować zdarzenia wykraczające poza jego zdolność pojmowania, odgrywając je całymi godzinami, tak jak my, starając się zrozumieć jakieś zbyt szybko zachodzące zjawisko, obserwujemy je wielokrotnie w zwolnionym tempie."

"Wystarczająco dobrzy rodzice. Jak wychować dziecko." Bruno Bettelheim

#historia

Kultowe konsole do gier z lat 90-tych. Wspomnienie Rambo, Pegasusa i ich klonów

Data: 09.12.2019 20:19

Autor: dobrochoczy

dobreprogramy.pl

Dla Polaków urodzonych po 2000 roku lata 90-te są czasem mocno archaicznym. Najlepiej ten stan jest widoczny wśród młodych pasjonatów IT, którzy tę dekadę odbierają przez pryzmat ogólnego zacofania technologicznego. Choć fakty są takie, że to właśnie w latach 90. w Polsce zaczął się tworzyć Internet i telefonia komórkowa oraz powstały pierwsze portale informacyjne i serwisy społecznościowe. W owej dekadzie w naszym kraju pojawiły się też konsole do gier, które można było podłączyć do wszechobecnych wtedy telewizorów kineskopowych i na 14, 21 czy 28 calach pograć sobie w gry. W taki to sposób w pierwszej połowie lat 90-tych polscy nastolatkowie na podrabianych w Chinach konsolach „zużywali” domowe telewizory, stając w szranki z legendarnymi już grami. Ogrywali się więc na mało zaawansowanym technicznie sprzęcie, jednak korzystanie z niego dawało im nawet więcej radości niż dzisiejszym giermaniakom ultranowoczesne PlayStation 4 czy Xbox One. Wypada zatem napisać kilka zdań o tych kultowych podróbkach znanych konsol, które wywarły wielki wpływ na rozwój polskiego gamingu. #gry #konsole #technologia #telewizja #ciekawostki #historia

Projekt III RP, a upadek porządku jałtańskiego.

Data: 08.12.2019 06:01

Autor: false_nine

eioba.pl

Gdy w 1987 r. w Helsinkach dziennikarze zapytali ministra spraw zagranicznych E. Szewardnadze, czy ZSRR mógłby się zgodzić na zjednoczenie Niemiec, usłyszeli że tak, pod warunkiem istnienia strefy buforowej między Rosją a Niemcami. Taka strefa- to kraj nie prowadzący samodzielnej polityki, bez armii i przemysłu, słowem – państwo teoretyczne.

#polska #takaprawda #solidarnosc #historia #rosja #niemcy #usa #bolek

Data: 07.12.2019 14:35

Autor: Alojz

Zestawiłem dwa zdjęcia.Jedno Stalina z czasów szkolnych i Hitlera.Cos dla zwolenników teorii spiskowej: obaj panowie stoją w górnym rzędzie do tego, centralnie w środku.

Jako mały bonus,w komentarzu twarze obu zbrodniarzy.Wyraz twarzy dosyć podobny

#historia #stalin #hitler

Data: 05.12.2019 02:37

Autor: Widar

Ech poprowadziłoby się katolicką katrechezę znowu ale tak Ideowo znowu- i przy zakonnych – i z mocą i ze szczuciem jak islam logicznym ale bez macania i pedofili i pedalstwa- kurwa tak na krucjatę czy coś i dla dobra społeczności i świata- echh,..

By tak łebkom o ruchaniu, religii, tradycji i macaniu kuzynki że nie zawsze wolno- by człowiek bez pedofili wytłumaczył.

Kurwa gdzie są księża od tego i te etykietystki- czy coś?

Ja to bym olał xD

Aby modlitw i ruchania uczył i zasad- wezmą co sami będą chcieć – xD

Nazwałbym to Logika I Religie. I od rqazu łebków uświadamiać i przyspasabiać.

Dobrych złodupców Polaków bym wychow2ał myślących podejrzliwych.

Małe gnoje walczyli by za Ojczyznę i przekonania- jakie to nie moja wina xD

https://www.youtube.com/watch?v=QQQ0c_FHQsw

#historia #polityka #muzyka #smieszneobrazki

Niemcy odkryli zbrodnię, a zrzucono winę na nich - historia kłamstwa katyńskiego

Data: 03.12.2019 12:58

Autor: Enviador

histmag.org

Niemcy odkryli zbrodnię, a zrzucono winę na nich – historia kłamstwa katyńskiego

Ujawnienie przez Niemców w 1943 informacji o znalezieniu w Lesie Katyńskim ciał polskich oficerów stało się bombą, która wywołała kryzys w stosunkach rządu RP z ZSRR, skutkujący zerwaniem relacji dyplomatycznych między nimi, a sprawa katyńska stawała się problemem całej koalicji antyhitlerowskiej.

#historia #katyn #zajebanezwykopu #4konserwy

Hucpa wokół Jedwabnego. Wołanie o ekshumacje.

Data: 28.11.2019 21:15

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #zydzi #jedwabne #niemcy #nkwd #sd #RSHA #zsrr #matusiakblog #historia

Wizytówką niemieckich sadystów na okupowanych terenach Europy były płonące stodoły i magazyny do który spędzono mordowane ofiary. Strzelano też do ofiar, aby utrudnić im ratowanie się.

Hucpa wokół Jedwabnego. Wołanie o ekshumacje.

Mieszkańcy sennego, biednego miasteczka Jedwabne żyli w miarę zgodnie.

Zgodnie z umową Hitler – Stalin miasteczko Jedwabne w 1939 roku znalazło się w rękach sowietów którzy szybko zaprowadzili tam swój terror. Według precyzyjnych danych NKWD w 1940 roku w Jedwabnym mieszkało prawie 2500 osób a w tym dokładnie 562 Żydów. Gdy Niemcy napadli na Sowietów od razu zaczęli na okupowanych terenach mordować!

Po wojnie USA postanowiły rozprawić się z mordercami z Einsatzguppen …, ale rozpoczęła się Zimna Wojna i mordercy pozostali na zachodzie praktycznie bezkarni.

http://matusiakj.blogspot.com/2015/10/usa-einsatzgruppen-to-nasze-sukinsyny.html

"USA: Einsatzgruppen to nasze sukinsyny

Einsatzgruppen to specjalne niemiecki mordercze oddziały utworzone przez SD, w celu eksterminacji elementów niewygodnych i niepożądanych za linia frontu. Einsatzgruppen w Polsce dopuściły się bezmiaru zbrodni.

Rozkaz nr 6 wydany dnia 31 lipca 1939 stwierdzał: "Zadaniem Specjalnych Oddziałów Operacyjnych Policji Bezpieczeństwa jest zwalczanie wszelkich elementów wrogich Rzeszy i antyniemieckich w kraju nieprzyjacielskim na tyłach walczących wojsk"

Po napaści III Rzeszy na Związek Radziecki Einsatzgruppen mordowały do 1944. Oblicza się, że wymordowały tylko w ZSRR 1 milion 250 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci, głównie Żydów, Cyganów i komisarzy bolszewickich, ale także innych bezbronnych i niewinnych ludzi.

Sprawozdania zbiorcze sporządzane w RSHA na podstawie meldunków poszczególnych Einsatzgruppen, pod nazwą Ereignismeldungen UdSSR (meldunki o wydarzeniach dot. ZSRR), rozsyłano według rozdzielnika w 50 egzemplarzach m.in. dla Himmlera, Heydricha, dowódców SS i policji w prowincjach Rzeszy i krajach przez nie okupowanych. Zachowane są w Archiwum Federalnym (Bundesarchiv) w Koblencji. Jest tam 195 raportów zbiorczych na 2579 kartach datowanych od 23 czerwca 1941 do 24 kwietnia 1942, rozsyłanych początkowo codziennie, a później co 2–3 dni.

Od 1 maja 1942, gdy ruchome Grupy Operacyjne przekształciły się w stacjonarne komendy Sipo i SD, ich raporty zbiorcze z okupowanych obszarów na wschodzie (Meldungen aus den besetzten Ostgebieten) rozsyłano co tydzień. W Koblencji jest 55 takich raportów, liczących 1668 kart. W sumie 4247 kart.

Dokumentacja Einsatzgruppen wpadła w 1945 roku w ręce Amerykanów. Proces Einsatzgruppen to dziewiąty z 12 procesów norymberskich, które toczyły się przed Amerykańskimi Trybunałami Wojskowymi po zakończeniu głównego procesu hitlerowskich zbrodniarzy wojennych przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Proces odbył się w dniach 29 września 1947 – 10 kwietnia 1948.

Ława oskarżonych miała liczyć 24 osoby, lecz jeden z oskarżonych zachorował a drugi zmarł.

Zapadło 14 wyroków śmierci. Jedynie 4 wyroki śmierci wykonano, pozostałe (podobnie jak kary dożywocia i terminowego pozbawienia wolności) stopniowo łagodzono. W 1958 roku wszyscy skazani byli już na wolności.

Wstrząśnięci sędziowie amerykańscy w uzasadnieniu wyroku na niemieckich zbrodniarzy napisali:

„Mamy tu do czynienia z udziałem w zbrodni o niespotykanej nigdy dotąd brutalności i o takim niepojętym okrucieństwie, że umysł wzdraga się przed wyobrażeniem sobie tego, a wyobraźnia zawodzi przy rozważaniu takiego upodlenia, jakiego ludzka mowa nie jest w stanie wyrazić”. I dalej: „W wielkim smutku, lecz pełni nadziei przystępujemy do przedstawienia tej rozmyślnej rzezi miliona niewinnych i bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci”, dokonanej przez „ponure bandy w postaci Einsatzgruppen, które licząc ok. 3000 ludzi zamordowały w ciągu niespełna dwóch lat co najmniej 1 milion ludzi”.

Omawiając meldunki Einsatzgruppen sąd stwierdzał: „Każda niemal strona tych sprawozdań ocieka krwią i jest otoczona żałobną obwódką tragedii i rozpaczy”.

Zainspirowane przez Żydów śledztwo w sprawie zbrodni w Jedwabnym prowadziły matołki (nikt z śledczych młodzieńców w UB nie miał skończonej szkoły podstawowej) i sadyści z UB oczywiście bijąc na pierwszy rzut oka przypadkowych podejrzanych. Jak się okazało z dokumentacji UB oskarżano głównie osoby, które nowa władza obsadzona przez sowietów podejrzewała o nielojalność lub wręcz wrogość. Prokuratura wysmażyła prymitywny akt oskarżenia przeciwko 22 podejrzanym.

Dostępna jest całą dokumentacją śledztwa i procesu oraz dokumenty po procesowe.

https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/12219/Akta_procesu_z_1949_roku.pdf?sequence=1

Nikt nie przyznał się przed sądem do zbrodni. Sąd Okręgowy w Łomży po farsie – dwudniowym procesie 16-17 maja 1949 roku słusznie [tak się wydaje, ale tylko wydaje] skazał folksdojcza – żandarma (drugi oskarżony został żandarmem później w 1942) Karola Bardonia na karę śmierci zamienioną w drodze łaski na 15 lat więzienia. W 1953 roku zmarł on w więzieniu w Szczecinie. 9 oskarżonym wymierzono kary więzienia za rzekome spędzanie na niemiecki terrorystyczny rozkaz (faktycznie zagrożony pobiciem, obozem albo śmiercią) Żydów na rynek i pomoc w pędzeniu ich w kierunku stodoły. Z tej grupy po apelacjach 3 osoby uniewinniono. Sąd 12 oskarżonych od razu uniewinnił.

Zeznania złożone przez świadków przed sądem nikogo skazać nie pozwalały, toteż plugawy sąd dawał wiarę wysmażonym papierom UB. Mieszkańcy pomagali Żydom i ich ukrywali. Połowa z nich ocalała i dopiero później wywieziono ich do getta a później zamordowano. Sędzia i dwóch ławników popełnili stalinowską – zbrodnie komunistyczną.

Plugawy sąd doskonale wiedział, że zbrodni dokonali Niemcy i ich żandarmi. Znamienne jest zeznanie:

"2) Julia Sokołowska, l. 45, zam. w Jedwabnem, obca, katoliczka.

Na żandarmerii pracowałam jako kucharka. Oskarżony Bardoń zawsze pracował na posterunku. Chodził w cywilnym ubraniu, ale w tym czasie już wyjechał na wsie z żandarmami.

Dnia krytycznego Bardoń był cały dzień na mieście. Znam tylko starego Laudańskiego, syna jego nie znam i nic o nich nie wiem. Dnia krytycznego było 68 gestapowców, bo dla nich szykowałam obiad, zaś żandarmów było bardzo dużo, bo przyjechali z różnych posterunków.

Sąd odczytał zeznania świadka złożone w dochodzeniu, k. 157.

Świadek zeznaje dalej:

Żadnego z oskarżonych nie widziałam, aby spędzali żydów. Wiadomo mi, że Mariana Żyluka zbili Niemcy za bydło i za paszporty. Dnia krytycznego widziałam Miciurę, że pracował on na posterunku żandarmerii. Bardoń dnia krytycznego przychodził tylko na obiad i na śniadanie."

Świadek pomyliła Gestapowców z funkcjonariuszami SD Einsatzgruppen ale o to było łatwo a byli tam dopiero od niedawna.

Sabotażyści z IPN prowadząc "śledztwo" w latach 2000-2004 nikomu nie postawili zarzutów stwierdzając, że wszyscy już zostali osądzeni w 1949 roku lub zmarli. Zebrane przez nich zeznania kompletnie nic nie wniosły do sprawy z uwagi na upływ czasu i pamięć wiekowych świadków. "Ustalenia" IPN są sprzeczne z informacjami jakie ogólnie dostępne są o działalności Niemców w tamtym okresie na tym terenie. Żadnych wartościowych informacji IPN od organów państwowych Rosji, USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec nie uzyskał.

IPN w końcu bezczelnie stwierdził, że w zbrodni pomagało około 40 mężczyzn z Jedwabnego i okolic. Po apelacjach proces z 1949 roku zakończył się skazaniem przez komunistyczny sąd 7 osób. W jaki sposób w głowach matołów z IPN powstała liczba 40 tego nie wiadomo. Instytut Pamięci Narodowej po przerwanej próbie ekshumacji zwłok w 2001 ocenił liczbę zamordowanych na około 340 osób.

Na polecenie ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego ekspertom prowadzącym czynności ekshumacyjne „zabroniono podnoszenia kości”. „Eksperci wskazali, że nakazany sposób postępowania wyklucza możliwość udzielenia odpowiedzi na szereg istotnych pytań, np. co do liczby zwłok oraz przyczyn śmierci poszczególnych ofiar”. Kwestię ekshumacji konsultowano ze stroną żydowską. Rabin Warszawy i Łodzi Michael Schudrich powiedział: „Szacunek dla kości naszych ofiar jest dla nas ważniejszy niż wiedza, kto zginął i jak, kto zabił i jak”.

Wydaje się, że Lech Kaczyński jest już wystarczająco odbrązowiony, aby usunąć go z Wawelu.

Hucpa na temat niemieckiej zbrodni w Jedwabnym obraża też Zamordowanych!

Data: 24.11.2019 11:40

Autor: FiligranowyGucio

Historia, która nigdy nie powinna zostać zapomniana.

Wiek Siedemnasty – XVII – Lata 1601-1700

XVII wiek – w miasteczku Vardo w Norwegii w XVII wieku spalono na stosie około 80 domniemanych czarownic oskarżonych o kontakty z diabłem.

XVII w. – Eskalacja polskich procesów o czary przypada na ten wiek kontrreformacji. W samej Wielkopolsce i w okolicach stosy płonęły często w Rydzynie, Tomyślu, Bedlewie, Opalenicy, Srocku, Trzemesznie, Witkowie, Wągrowcu, Poznaniu, Zbąszyniu.

1611 r. – Synod w Tyrnau: „Wszelka złość jest mała wobec złości kobiety. Lepsza jest bezbożność mężczyzny niż dobroczynność kobiety”. – synod pod kierownictwem kardynała Forgatsa i w obecności nuncjusza papieskiego.

1614 rok – polskie ukazało się tłumaczenie podręcznika inkwizycji „Młot na czarownice", dokonane przez Stanisława Ząbkowica z Krakowa. Tłumaczenie to było szeroko znane, a księża chętnie i masowo się nim posługiwali w kazaniach.

1615 r. – Trybunał inkwizycyjny zabrania głoszenia naukowej teorii heliocentrycznej Mikołaja Kopernika. Utrzymuje, że ziemia jest płaska i stanowi centrum Wszechświata wokół którego wszystko krąży.

1616 r. — spalenie znachorki Reginy ze Stawiszyna, za czary i leczenie ludzi z chorób oraz wyznawanie dawnych bogów słowiańskich.

1619 rok – Wolde Albrechts nazwana później „Grubą” Wolde Albrechts to zielarka i wróżbiarka, która 28 lipca została 1619 roku została aresztowana. 18 sierpnia 1619 roku została oskarżona o czary i kontakty seksualne z diabłem. Podczas procesu, na torturach musiała wyznać, iż wspólnie z Sydonią von Bork i z pomocą diabła uśmierciły marianowskiego pastora i furtiana. W pobliżu Marianowa, nieopodal wsi Wierzchowo, znajduje się Diabelska Góra. To na jej szczycie, 9 października 1619 roku żywcem spłonęła na stosie Wolde Albrechts z Brzeziny, samotna matka nieślubnego dziecka. Dokumentacja z tej rozprawy o czary ma ponad tysiąc stron!

1620 rok – Sydonia von Borck (ur. 1545, Strzmiele, w zamku "Wilcze Gniazdo") pomorska szlachcianka, torturami zmuszona do przyznania się do winy, ścięta i spalona na stosie jako jasnowidząca czarownica i medium obcujące ze złymi duchami w 1620 roku za to, że zajmowała się zielarstwem. Większość z jej przepowiedni i klątw, w tym na rodzinę książąt pomorskich się sprawdzało, co przysparzało jej wielu wrogów.

1620 r. — szantaż wobec pewnego mieszczanina z Kalisza, że jeśli w ciągu 2 tygodni nie przejdzie z protestantyzmu na katolicyzm zostanie wygnany z miasta.

1627 rok – Kathariny Henoth, skazana w Kolonii za czary na spalenie na stosie. Wyrok wykonano.

1628 r. – Skazany na śmierć za czary w Bambergu Johannes Junius opuchniętymi po torturach palcami pisał do swojej córki w pożegnalnym liście z więzienia: „Dobranoc, moja kochana córko. Jestem niewinny. Byłem torturowany i muszę umrzeć. Możesz mi wierzyć: jestem niewinny. W tym więzieniu ludzie są torturowani, aż wyznają rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Gdy zostaliśmy sami w celi, kat namawiał mnie do wyznania prawdy lub wymyślenia czegoś, bym mógł uniknąć dalszych tortur. Miałbym wyznać, że jestem czarownikiem. Miałbym zaprzeczyć Bogu – nie zrobiłem tego nigdy w swoim życiu”.

1631 rok – w Rheinbach w Niemczech spalono żywcem 130 czarownic.

1633 r. – Trybunał inkwizycyjny skazuje 70-letniego naukowca, astronoma i przyrodnika Galileusza za to, iż głosił zasady heliocentryzmu rzekomo nie potrafiąc ich udowodnić. Gdyby nie zawarta z Inkwizycją ugoda polegająca na publicznym wyrecytowaniu formuły odwołującej i przeklinającej swoje "błędy", zostałby skazany na spalenie żywcem na katolickim stosie. Galileusz do końca życia znajdował się pod nadzorem katolickiej Inkwizycji.

1648 r. – Na fali antysemityzmu, wymordowano w Polsce około 200.000 Żydów. Tak, dwieście tysięcy wyznawców religii Mojżeszowej i narodowości żydowskiej! Był to taki jednorazowy mord czyszczący Polskę z Żydów, taki Holocaust o którym historia nie powinna zapominać.

1649 rok – W Aachen w Niemczech 13-letnia Cyganki została zamordowana za wróżenie, czyli za uprawianie czarów. Zabijanie wróżących Cyganek rzadko odnotowywano w kronikach.

1650 r. – W Nowej Anglii prawnie zakazano noszenia ubrań z "krótkimi rękawami, gdyż mogłyby zostać odsłonięte nagie ramiona". Chrześcijanie zaczęli uważać, że wszystko, co zwraca uwagę na świat fizyczny jest bezbożne.

1651-1652 rok – na stosach spłonęło około 250 kobiet, na terenie samego Księstwa Nyskiego czyli w Jeseníku (Jesionik), Nysie i innych miejscowościach tego księstwa. Księstwo Nyskie (niem. Fürstentum Neisse, czes. Nisské knížectví) to biskupie księstwo feudalne na Dolnym Śląsku z ośrodkiem w Nysie. Pokazuje to ilość palonych czarownic rocznie na około 125 w regionach wielkości Księstwa Nyskiego.

1652 r. – Opalenicki sąd miejski uznał Maruszę Staszkową z Jastrzębnik za czarownicę i skazał na spalenie na stosie.

1660 r. – to kolejne procesy czarownic, a spalone żywcem na stosie zostają: Ewa Kałuszyna, Dorota Mielkowa, Jadwiga Rybaczka, Katarzyna Moskwina, Agnieszka Odrobina.

1664-1669 rok – stracono poprzez spalenie żywcem na stosie 39 osób oskarżonych o czary w Kolsku (Śląsk) i w najbliższej okolicy. Wiedźmy na nocne sabaty, który odbywały się na pobliskiej świętej dla rodzimej wiary Słowian Górze Lipce dojeżdżały na koniach, nie na miotłach. Sabatowy grajek relacjonował, że w pląsach brało udział kilkaset osób, jednka nie wszystkie znał.

1670 rok – Barbara Królka, mieszkanka Wizny lub najbliższych okolic, oskarżona o bycie czarownicą i spalona na stosie przez tamtejszego burmistrza dekretem sądu wójtowskiego zapisanym w łomżyńskiej księdze miejskiej z roku 1670 nr 15 fol. 143-144. Barbara Królka była oskarżona o rzucenie czarów na poborcę ziemi wiskiej, Wacława Jeziorkowskiego i jego rodzinę. Przypisywano jej: oczarowanie Zygmunta Augusta, spowodowanie śmierci królowych: Elżbiety Habsburżanki (1545) i Barbary Radziwiłłówny (1551) oraz przyniesienie do Łomży morowej zarazy, która w 1624 roku w ciągu 2 miesięcy spowodowała śmierć 5021 mieszkańców.

1672 r. – W Wittenberdze ukazuje się rozprawa zatytułowana „Femina non Est homo”. „Była to ta sama dekada, kiedy w tej samej Wittenberdze dysputowano temat „Możliwości, że wielbłąd rzeczywiście może przejść przez ucho igielne” i opublikowano „Naukowo-przyrodniczą rozprawę na temat łez czarownic”.

1678 r. – Arcybiskup Salzburga kazał osobiście spalić 97 kobiet, jakoby odpowiedzialne były za zarazę bydła.

1681 rok – w tym roku odbyło się w Zbąszyniu na Wielkopolsce posiedzenie sądu, w trakcie którego kilkunastu osobom, miedzy innymi Krystynie Flanderce ze Starej Kramnicy i Jadwidze Ciemnej z Pierszyna zarzucano udział w sabacie czarownic na Łysej Górze, jak również to "że przyczynili narodowi wiele szkód w bydle i koniach oraz za pomocą czarów swoich robili żywe koniki polne z koniczyny". Oskarżone oczywiście spalono żywcem na stosach.

1690 – lincz oskarżonych o czary w Gnieźnie, których sąd chciał uniewinnić. Wściekli wyznawcy katolicyzmu doprowadzili do rozruchów, gdy sąd odmówił skazania oskarżanych o czary. Ludność podburzona przez księży doprowadziła do rozruchów oraz samosądów, zarówno na oskarżonych jak i ich rodzinach.

1700 rok – Reginę Frakową postawiono przed sądem w Obrażejowicach, bo „zbierała coś, a potem bydło chorowało”, a sąsiad widział, jak „nago, tylko w koszulce przez swój ogród biegła bardzo prędko do swojej chałupy”.

1701 rok – spalono żywcem na stosie najsłynniejszą czarownicę ze Słupska Trinę Papisten, znaną z nazwiska po drugim mężu jako Katarzyna Zimmermann.

1771 rok – w Brześciu Kujawskim, Zofia Marchewka, polska kobieta, uznana za czarownicę, skazana została na spłonięcie na stosie. W 1771 roku została oskarżona przez ustosunkowanego mieszkańca Brześcia, Kwiatkowskiego, o rzucenie uroku na jego żonę, zamordowana na stosie po dwóch seriach tortur.

1775 r. – W Polsce w Doruchowie k. Ostrzeszowa odbył się proces 14-tu czarownic. Trzy z nich zmarły zakatowane podczas bestialskich tortur, resztę zaś spalono na stosie w obecności kilku tysięcy bezmyślnych katolickich gapiów. Szczegółową relację naocznego świadka tego procesu oraz tortur i egzekucji tych niewinnych kobiet (takiego określenia wobec nich używał w swojej relacji autor) wydrukowano w 1835 roku w gazecie "Przyjaciel Ludu" (nr 16, 17 i 18). Józef Siemek w książce "Śladami Klątwy" informuje, iż "wiadomość o tej zbrodni zmobilizowała, co śmielsze i uczciwsze umysły do walki z pokutującymi tak długo upiorami średniowiecza. W wyniku tego na najbliższym Sejmie w roku 1776 podjęta została uchwała, która zabraniała sądom stosować tortury i rozpatrywać sprawy o czary".

1776 rok – uchwałą Sejmu zniesiono w Polsce tortury i karę śmierci za czary, a właściwie zakazano rozpatrywać spraw o czary.

1811 r. – Ostatni na dzisiejszych ziemiach polskich (jednocześnie ostatni w Europie) przypadek spalenia domniemanej czarownicy na stosie miał miejsce w miejscowości Reszel na Warmii 21 sierpnia 1811 roku na terenie ówczesnego Królestwa Prus władanego przez Zakon Niemiecki NMP (Maryji). Ofiarą zbrodni katolickiej religii była Barbara Zdunk. Przed spaleniem skazaną duszono i podtapiano. Miała rzekomo czarami wywołać pożar na zamku. Inkwizycja w Polsce trwała najdłużej w Europie, skoro ostatnią spaloną czarownicą, w swej istocie Słowianką, rodzimowierczą Poganką, była Polka. O czary były oskarżane głównie osoby potajemnie wyznające tradycje dawnej wiary, wiary ojców!

1832 r. – Grzegorz XVI uznaje wolność sumienia za „szaleństwo”. (Podobne są w tej kwestii poglądy Leona XIII).

1836 r. – Grzegorz XVI w nowym wydaniu indeksu ksiąg zakazanych uzależnia czytanie Biblii w językach narodowych od zgody katolickiej Inkwizycji. Zakaz obowiązywał do 1897 r.

1846 r. – 1 czerwca wydano zakaz wstępu do watykańskiego archiwum nawet kardynałom, bez specjalnego zezwolenia papieża.

Katarzyna Ewa Respondek

#historia #europa #kosciolkatolicki #watykan #zbrodnia

Data: 21.11.2019 08:22

Autor: Alojz

Już wiadomo o co poszło napastnikowi który wczoraj zabił syna byłego prezydenta Niemiec. O Wietnam.

Były prezydent Niemiec Richard von Weizsäcker, w latach 60tych, pracował w zarządzie firmy chemicznej która dostarczała Amerykanom, składnik do produkcji Agent Orange.

Choć niemiecka firma miała dostarczać chemikalia amerykanom, rok po tym jak Weizsäcker przestał być w zarządzie firmy.

Napastnik chciał zabić byłego prezydenta, a jako że ten od wielu lat nie zyje,to padło na syna.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Agent_Orange

#wszystkooniemczech #historia

Data: 20.11.2019 23:57

Autor: Nietzsche

Powstanie Warszawskie, jeden z profesorów nazwał to "Harakiri 44", o czym później, polskie straty:

ok. 10 tys. zabitych żołnierzy – w większości młodzież i dzieci

ok. 150–200 tys – zabitych cywili

ok. 6 tys. zaginionych żołnierzy

ok. 15 tys. wziętych do niewoli żołnierzy, większość odwiedziła obozy

ok. 600–650 tys. cywilów wypędzonych z Warszawy

ok. 150 tys. cywilów wywiezionych do Rzeszy i obozów śmierci

Czemu Harakiri 44? Bo dowódcy doskonale wiedzieli, że nie ma szans na powodzenie, a Niemcy doskonale się umocnili, bo wiedzieli o powstaniu. Oczyścili przedpole, umocnili się w punktach kontrolnych, a następnie powstańcy masowo wychodzili na przedpole prosto pod takie Mg42, W pierwszym dniu powstania straty powstańców osiągały 80-90% stanu. Młodzi wybiegali na przedpole i stawali się górą trupów.

Drugi powód takiej oceny, to skrajna głupota polityczna. Dowództwo AK kazało się ujawnić w Lublinie i Wilnie, m.in. AK zostało spacyfikowane przez Stalina. Wyjście z powstania jako zwycięzca i gospodarz przed armią Stalina? Czym to miało niby skutkować? Następną pacyfikacją. Stalin nie ciągnął tutaj dywizji, po to by uznać obcą armię w strefie wpływów? Polska już została sprzedana w Teheranie i AK doskonale o tym wiedziało. Stalin wchodził jako wróg, nie przyjaciel, co było oczywiste również wtedy. Większość dowódców AK była przeciwna wybuchowi powstania. Zostali przekrzyczani, przez kretynów pierdolących coś o honorze i to wprost przekrzyczani. Większość dowódców plutonów również była przeciwko i część spierdoliła z żołnierzami do lasu, ratując im życie. Jedynym wyjściem było przejście do konspiracji i przyszłej opozycji w komunistycznej Polsce.

Efekt powstania jest widoczny do dzisiaj, wyrwa po warszawskiej tkance biologicznej, intelektualnie lepszej od reszty Polski.

Nie tylko po tych straconych młodych, ale również po cywilach. Kwintesencja polskości została unicestwiona. Stalin dostał jakby bonusa i mógł otwierać szampana. Bolszewicy idąc przez Polskę, spodziewali się wieloletnich starć z AK i nie znali skutku, zakładali, że być może będą musieli Polsce przyznać tą niepodległość. Tymczasem polski naród postanowił popełnić zbiorowe harakiri. Dzięki Powstaniu Warszawskiemu, komunizm zagościł w Polsce na kilkadziesiąt lat, co wtedy nie było takie oczywiste. Polacy sami zniszczyli ducha polskości.

W ogóle, w całej II wojnie światowej postąpiliśmy jak skończeni kretyni. Kapitulacja powinna nastąpić od razu po kampanii wrześniowej, jak zrobili to Czesi. Najważniejsze, to ratowanie tkanki biologicznej narodu. Tymczasem rząd w Londynie wymyślił pojęcie takie jak "kapitał krwi". Głównie generał Sikorski.

"Nadal realizowaliśmy naszkicowaną przez generała Sikorskiego koncepcję "kapitału krwi", zakładająca, że po pokonaniu Niemiec państwa koalicji antyhitlerowskiej wynagrodzone zostaną w proporcji do wysiłku włożonego w wojnę, mierzonego poniesionymi ofiarami. Polacy starali się więc wzmożonym wysiłkiem i spektakularną ofiarnością (Monte Cassino) przekonać sojuszników, że ich oskarżenia o wycofywanie się Polski z walki z Niemcami są bezpodstawne. Do tych samych argumentów odwoływali się także inicjatorzy powstania w Warszawie. Krańcowe poświęcenie okazane w walce z Niemcami miało wzruszyć zachodnią opinię publiczną i skłonić zachodnie rządy, żeby jakoś wzięły nas w obronę przed Sowietami."

"Polska utraciła w II wojnie światowej 12 proc. obywateli – nieporównanie więcej niż którekolwiek z innych biorących w niej udział państw. Zwycięskie mocarstwa, ustalając powojennym porządek, nie wzięły pod uwagę "kapitału krwi" i potraktowały nas dokładnie tak samo, jak pozostałe państwa regionu, walczące po stronie Hitlera lub nie biorące udziału w konflikcie."

Kwestią otwartą pozostaje polskie świętowanie porażek i klęsk militarnych…

#historia #polska

Ferdynand Magellan i wyprawa dookoła świata

Data: 18.11.2019 08:32

Autor: doportugalii

doportugalii.pl

Kim był Ferdynand Magellan? Po przypadkowym opłynięciu świata uznajemy go za jednego z najambitniejszych żeglarzy i odkrywców. Dla teraźniejszych mu Portugalczyków był jednak zdrajcą, a przez Hiszpanów po zakończeniu wyprawy został uznany za szarlatana, by po latach z trudem odzyskać honor.

#historia

Vasco da Gama – żeglarz i morderca. Życie wielkiego odkrywcy

Data: 15.11.2019 08:28

Autor: doportugalii

doportugalii.pl

Wielkie odkrycia geograficzne kojarzą się głównie z trzema żeglarzami: Krzysztofem Kolumbem, Ferdynandem Magellan oraz Vasco da Gamą. Morskie wyprawy wszystkich wymienionych miały ogromne znaczenie, ale to właśnie Vasco da Gama dokonał tego o czym marzyli inni: znalazł drogę morską do Indii.

#historia #portugalia #ciekawostki

Data: 14.11.2019 11:21

Autor: Alojz

Rok 1888 , pierwszego sierpnia. Niejaki Carl Benz, otrzymał pierwsze wydane w Niemczech prawo jazdy.Owy prawo jazdy, ważne było tylko w paru gminach.Ciekawy jest ostatnie zdanie tego dokumentu,gdzie jest napisane, że Carl Benz, jest odpowiedzialny za spowodowanie wszystkich szkód powstałych wskutek użycia swojego wynalazku, samochodu.

Tutaj skan owego dokumentu

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e8/Karl_Benz_F%C3%BChrerschein.jpg

#wszystkooniemczech

#prawojazdy #historia

Jako jedyny kraj w Europie stratę terytorium po wojnie uznaliśmy za słuszną

Data: 13.11.2019 13:37

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #ukraina #bialorus #litwa #niemcy #rosja #polityka #historia

Dalekosiężny zamysł Jałty, dławiący w zasadniczy sposób aspiracje i żywotność żywiołu polskiego, tego „bękarta traktatu wersalskiego”, nadal jest skuteczny, mimo dziejowej przemiany 1989/90.

Jako jedyny kraj w Europie stratę terytorium po wojnie uznaliśmy za słuszną / Dariusz Brożyniak, „Kurier WNET” 64/2019

Złowroga data

Autor Dariusz Brożyniak

Jesteśmy chyba jedynym krajem na świecie, a na pewno w Europie, który swoją tak ogromną i brzemienną w skutkach historycznych, kulturowych i społecznych stratę terytorialną z 17 września 1939 r. uznał za słuszną i traktuje z pełnym zrozumieniem.

W tym to dniu bowiem wojska Armii Czerwonej sowieckiej Rosji napadły od wschodu na II Rzeczpospolitą. Napadły pod pretekstem obrony mniejszości narodowych przed skutkami przegranej przez Polskę wojny z Niemcami. Pretekstem do dzisiaj w szkolnych programach demokratycznych Niemiec aktualnym, choć fałszywym – tj. niemalże jednodniowo przegranej wojny.

Nie jest to bynajmniej jedyny relikt tamtego września.

Mocarstwa świata w pełni potwierdziły w Jałcie słuszność wytyczonej w tenże sposób przez Hitlera i Stalina, paktem Ribbentrop-Mołotow, nowej granicy Polski.

Tym samym 600 lat cywilizacji łacińskiej, zaprowadzonej jeszcze ręką Bolesława Chrobrego w Grodach Czerwieńskich, na Rusi Halickiej i Rusi Czerwonej, zostało z połowy II Rzeczypospolitej wykreślone razem z całą spuścizną unii polsko-litewskiej. Komunistyczna Partia bolszewickiej Zachodniej Ukrainy i Białorusi zyskały nieoceniony teren kształtowania polskojęzycznych kadr i bliskość Lublina do ich późniejszego przerzutu. To oni właśnie parę lat później ogłoszą Manifest Lipcowy PKWN i Tymczasowym Rządem zastąpią jedyny prawomocny Rząd RP na uchodźstwie w Londynie. Rząd zdelegalizowany wcześniej przez aliantów pod naciskiem Stalina.

We współczesnym życiu politycznym III RP ciągle jeszcze są aktywni ideowi, bezpośredni spadkobiercy tamtych zasłużonych działaczy KPZU i KPZB; taka rekomendacja do dziś nie przeszkadza karierom w wysokich gremiach Unii Europejskiej i w ogóle na europejskich salonach. Tych, którzy już na zawsze odchodzą, żegna się nadal z honorami na warszawskich Powązkach. To niewątpliwe konsekwencje nad wyraz podejrzanego i zgniłego okrągłostołowego kompromisu, przyjętego jednak z taką ulgą przez świat.

Na granicy spotkania w Brześciu nad Bugiem 22 września 1939 r. dwóch totalitarnych agresorów – niemieckiego i sowieckiego – stała się dla nich oczywista konieczność wymordowania przywódczej elity Polski. Po niemieckiej stronie w ramach „Intelligenzaktion” wymordowano krakowskich i lwowskich profesorów, w Oświęcimiu założono niemiecki obóz KL Auschwitz, gdzie przez dwa lata eksterminowano Polaków, zanim zarządzone przez Hitlera „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” spowodowało powstanie w Brzezince niemieckiego obozu zagłady Birkenau.

Centrum „Intelligenzaktion” stanie się jednak z czasem, ciągle w swej grozie odkrywany, kompleks KL Mauthausen-Gusen na terenie Austrii. Sowieci z kolei dokonali ludobójstwa na polskich oficerach rezerwy, którego symbolem stał się Katyń i liczba 22 tysięcy ofiar, a masowe wywózki do systemu gułagów dotknęły setki tysięcy urzędników II RP i ich rodzin. Dokonano tym samym swoistego i okrutnego „ciągu dalszego” eksterminacji Polaków z lat 30. z tych terenów I Rzeczypospolitej, których Piłsudski 700-tysięczną armią polską i symboliczną 3,5-tysięczną „pomocą” Petlury nie zdołał odebrać bolszewikom, zmuszony w 1920 roku zakończyć przed zimą swą zwycięską kampanię. Zemście i za „Cud nad Wisłą” stało się więc zadość.

50 lat po wybuchu II wojny światowej, w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego, a więc także na połowie II Rzeczypospolitej, powstało państwo Ukraina. Nie chcąc niczego zawdzięczać Sowietom, próbuje ono odwoływać się do 100-letniej tradycji samozwańczej, nigdy nie uznanej przez społeczność międzynarodową Ukraińskiej Republiki Ludowej graniczącej z Polską na Zbruczu i ze stolicą w Kijowie.

Bohaterem narodowym Ukrainy stał się jednak nie ataman URL, Symon Petlura, lecz Stepan Bandera, odpowiedzialny za sprawstwo kierownicze wołyńskiego ludobójstwa na Polakach, dokonane z niemieckiego obozu w Sachsenhausen, gdzie przebywał na specjalnych warunkach. Był on skazywany w II RP za morderstwa na tle terrorystycznym, lecz podobnie jak Adolf Hitler, nie brał osobistego udziału w masowych zbrodniach. Ludobójstwo na Wołyniu i operacje wojskowe OUN UPA były za to zdecydowanie na rękę sowietom, zasadniczo przyspieszając realizowaną czystkę etniczną na zagarniętym Polsce terytorium.

W budowę nowego bytu państwowego za wschodnią granicą Polski angażują się wyjątkowo ochoczo polscy postkomuniści, i to nierzadko właśnie z rodzinnymi tradycjami Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Mamy do czynienia z profanacją polskich ofiar, dewastacją i degradacją polskiego dziedzictwa kulturowego, szczególnie sakralnego, a uznanie prawne wszystkiego, co starsze niż 100 lat, za dobro narodowe Ukrainy, już ostatecznie ruguje ślady polskości z terenów zagarniętych przez sowietów 17 września 1939 r. Tak więc skutki drastycznej amputacji dokonanej we wrześniu 1939 roku przez Stalina na państwowym i jakże historycznie bogatym organizmie Polski, pozostają po 80 latach nadal w mocy ku zadowoleniu samej Rosji, straszącej dodatkowo białoruskim wojskiem i litewskim nacjonalizmem, ale mogą także nadal cieszyć wpływowe środowiska Stanów Zjednoczonych, a na pewno Niemiec i Austrii. Mimo „Enigmy” i krwawej, bohaterskiej ofiary Bitwy o Anglię czy Monte Cassino, nie było przecież dla Polaków miejsca w powojennej defiladzie. Niedawne warszawskie rocznicowe dudnienie, „poklepywania po plecach” nie zagłuszy tej pamięci, tak jak metafizyczne przemówienie wiceprezydenta USA, zapatrzonego w krzyż, nie zatrze goryczy usuwania z oświęcimskiego żwirowiska krzyży postawionych przez śp. Kazimierza Świtonia.

Dalekosiężny zamysł Jałty, dławiący w zasadniczy sposób aspiracje i żywotność żywiołu polskiego, tego „bękarta traktatu wersalskiego”, nadal jest skuteczny, mimo dziejowej przemiany 1989/90.

Ostatnie 30 lat znów wolnej Polski nie wytrzymuje przecież żadnego porównania z dynamiką, determinacją i entuzjazmem, a przede wszystkim skutecznością 20-lecia międzywojennego.

Wtedy Polska była prawdziwie wolna, oddychała tą bezdyskusyjną wolnością za cenę przelanej krwi polskiego żołnierza. Patriotyczne wychowanie, stanowiące fundament podstawy programowej ówczesnych szkół, nie budziło żadnych wątpliwości. Dramat przewrotu majowego i Bereza Kartuska (zatwierdzona z trudem i wielkimi oporami na rok), karykaturalnie porównywalne przez pewne środowiska dla usprawiedliwiania ukraińskiego terroryzmu, były desperacką próbą obrony suwerenności ledwie odzyskanego znów państwa o 1000-letniej historii i tradycji przed wciąż czającą się bolszewicką zarazą.

Jesteśmy chyba jedynym krajem na świecie, a na pewno w Europie, który swoją tak ogromną i brzemienną w skutkach historycznych, kulturowych i społecznych stratę terytorialną z 17 września 1939 r. uznał za słuszną i traktuje z pełnym zrozumieniem.

W wolnym od 30 lat państwie przyjmujemy nieoczekiwanie z pełną pokorą, za niegdysiejszymi komunistami, tak kontestowane w Polsce Ludowej przez środowiska patriotyczne i wolnościowe zdradzieckie rozstrzygnięcia Jałty.

Rozstrzygnięcia decydująco podżyrowane przez Stany Zjednoczone, pozbawiające nas przede wszystkim Lwowa i Wilna, a więc niekwestionowanego centrum polskiej tożsamości i dziedzictwa, na czym zawsze szczególnie zależało bolszewikom, a także sowietom właśnie 17 września 1939.

W Grobie Nieznanego Żołnierza ciągle jednak leży obrońca Lwowa, a 17 września jednak mówimy o rocznicy napaści sowietów na… Polskę. W Europie Zachodniej są znane podobne przypadki, choć nie na taką skalę. Spór o Alzację i Lotaryngię między Francją i Niemcami, czy o Południowy Tyrol między Austrią i Włochami przybrał jednak pragmatyczny i cywilizowany charakter. Szanuje się wzajemne dziedzictwo kulturowe, dba o dwujęzyczność i swobody odmiennych społeczności. Zostawia otwartą furtkę na wypadek powstania politycznych okoliczności dla ewentualnych negocjacji. My za to dopuszczamy do coraz wyraźniejszej „wymiany elit”, ciągle nie mając sił dla wstrzymania stałego exodusu Polaków na Zachód. Biorąc pod uwagę ponad milion wypchniętych z Ojczyzny przez juntę stanu wojennego rodaków, możemy odnotować już co najmniej 4-milionowy odpływ zaradnych i pracowitych młodych ludzi. W jeszcze wyraźnie homogenicznym kraju zaczynamy propagować nawet wielojęzyczność. Próbujemy wystawiać Niemcom słuszny rachunek, ale nikt nie ma jednak, jak dotąd, odwagi wystawić rachunku za sowiecką napaść i 45 lat zniszczeń pojałtańskim porządkiem.

17 września 1939 r. nie bez powodu nazwano IV rozbiorem Polski. Oby ten proces nie trwał nadal, choć takie nadzieje z pewnością w Europie jeszcze nie wygasły. Świadczy o tym chociażby mapa Niemiec z tymczasowo zaznaczoną wschodnią granicą, prezentowana na jednych z najbardziej prestiżowych, Międzynarodowych Targach w Hanowerze.

Pakt niemiecko-rosyjski, którego jedną z odsłon był właśnie 17 września 1939 r., w coraz to nowych przejawach niezmiennie trwa. Zmartwychwstały nagle pomysł „Wolnego Miasta Gdańska” został prędko uzupełniony także o „Wolne Miasto Szczecin”, przy zastanawiającej praktycznej bierności najwyższych władz.

W 80 rocznicę wybuchu II wojny światowej Warszawa gościła 40 prominentnych przedstawicieli państw. Do pełnego obrazu dwóch agresorów i sporej grupy niemieckich kolaborantów wyraźnie brakowało przedstawiciela Rosji. W końcu bez paktu Ribbentrop-Mołotow i wcześniejszej produkcji broni dla Niemiec na terenie sowieckiej Rosji, ze złamaniem traktatu wersalskiego, nie doszłoby najprawdopodobniej do tej najtragiczniejszej w dotychczasowych dziejach wojny. Zmarnowano świetną okazję do bezpośredniego wypowiedzenia obecnym, wzorem Prezydenta Niemiec, całej bolesnej prawdy – aż do samego końca.

Sensacja! "Polska" (banda czworga nie chciała ziemi od Rosji) kilka razy odrzucała zwrot . . .

Data: 11.11.2019 21:15

Autor: ziemianin

salon24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #kresy #bandaczworga #historia #rosja #Gorbaczow #ciekawostkihistoryczne

Oto największa tajemnica III RP – Wilno, Lwów, Stanisławów, Krzemieniec, Grodno i Tarnopol mogły od przeszło 20 lat być znów w granicach Polski. W 1989 roku było to możliwe! Należące do Polski przed II wojną światową wschodnie tereny, te same, które zabrał nam Józef Stalin w ramach porozumień jałtańskich, chciał nam oddać Michaił Gorbaczow tuż przed upadkiem Związku Radzieckiego. Nie mamy ich tylko dlatego, że Solidarność ich nie przyjęła.

Sensacja! "Polska" (banda czworga nie chciała ziemi od Rosji) kilka razy odrzucała zwrot naszych kresów.


  • Banda czworga – Bronisław Geremek, Adam Michnik, Jacek Kuroń i Tadeusz Mazowiecki

Rok 1989 r. był u nas gorący. Także w polityce. Dużo się wtedy działo. Wtedy właśnie Michaił Gorbaczow (na zdjęciu), ówczesny Przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR, zaproponował ówczesnemu prezydentowi Polski Wojciechowi Jaruzelskiemu zwrot naszych Kresów. Przedstawił dwie możliwości. Jedna była taka: ZSRR oddaje nam Wilno, Lwów i Krzemieniec z przyległymi ziemiami. W ramach drugiej wersji miały do nas wrócić: okręg grodzieński z Puszczą Białowieską (całą) i okręg lwowski z zagłębiem naftowym. Generał Jaruzelski przyjął tę propozycję w imieniu Polski, ale, niestety, została ona zablokowana przez polityków solidarnościowych. Nie wiadomo, czy to tylko plotka czy też prawda, ale w różnych internetowych komentarzach powtarza się wiadomość, że wtedy właśnie Bronisław Geremek, Adam Michnik, Jacek Kuroń i Tadeusz Mazowiecki nie zgodzili się na to i pojechali do Moskwy, by odmówić Gorbaczowowi.

Tak właśnie ta sprawa została opisana w prasie polonijnej. Do dzisiaj kwestia powrotu Kresów wschodnich jest wciąż zmiatana pod dywan przez nasze władze. A przecież politycy ze wschodu już kilka razy ponawiali swoje propozycje oddania nam naszych wschodnich ziem.

Dowody?

A proszę bardzo

– Skoro koalicja kilkunastu państw się rozpada, to włączone do niej siłą tereny mogą powrócić do stanu poprzedniego. Jest to zgodne z prawem – powiedział na początku lat 90. w radiu Anatolij Sobczak, nieżyjący już mer Petersburga.

– Niepodległa Litwa będzie musiała obejść się bez Wilna – ogłosił w telewizji Vytautas Landsbergis (były prezydent Litwy), w czasie kiedy był przewodniczącym Sajudisu (Litewskiego Ruchu na Rzecz Przebudowy).

– Na początku pieriestrojki odzyskanie Kresów Wschodnich było w zasięgu ręki. W momencie rozpadu Związku Radzieckiego Polska miała szansę odzyskać Lwów, Grodno, Stanisławów i Tarnopol. Przed ogłoszeniem niepodległości Ukraincy byli gotowi iść na bardzo dalekie ustępstwa. Gdyby Moskwa obiecała im samodzielność w zamian za oddanie Lwowa, z pewnością by się zgodzili. Gdyby teraz kwestia granicy była otwarta, żaden ukrainski polityk nie zgodziłby się na promowanie banderyzmu. Gorbaczow chciał Polsce oddać Lwów, Wilno, Stanisławów, Grodno, Tarnopol, ale już wówczas polscy politycy na sposób lokajski podlizywali się Litwinom i Ukraincom – twierdziła nieżyjąca już dr hab. Dora Kancleson, polska Żydówka, która większość życia spędziła w ZSRR.

– Gdy w latach 1989-1990 odgórnie i z premedytacją Związek Radziecki był demontowany przez ekipę Gorbaczowa i KBG, wiele rzeczy było możliwych i wiele się wydarzyło. Nie tylko szereg narodów odzyskało niepodległość, ale też powstały liczne drobne republiki autonomiczne, jak żydowska w składzie Federacji Rosyjskiej (chodzi o Birobidżan) czy Gaugazja w składzie Mołdawii. (…) Moim zdaniem, Gorbaczow popierał wówczas wszystko, co było antyimperialne i w jakiejś części antyrosyjskie. W tamtych latach w Radzie Najwyższej rozmawiałem też z wieloma wpływowymi rosyjskimi politykami i wiem, że ich reakcja na pomysł zwrotu Kresów nie była wroga. Wielu było jednak zaskoczonych, że na tych ziemiach żyją jeszcze Polacy. Podczas swojego wystąpienia na Kremlu mówiłem, że Związek Radziecki powinien uznać za nieważny pakt Ribbentrop-Mołotow oraz wypłacić państwu polskiemu 500 miliardów dolarów za Katyń, zagarnięte ziemie i inne zbrodnie. Postulowałem także inne rozwiązanie. Stworzenie z terenów zabranych Polsce w 1939 r. Republiki Wschodniej Polski, do której ściągnięto by Polaków z całej Federacji (przede wszystkim z Kazachstanu). Myślę, że gdyby wówczas władze Polski wystąpiły z takim żądaniem, to była szansa na odzyskanie chociaż części utraconych ziem. Było to jednak możliwe do momentu powstania niepodległej Białorusi, Litwy i Ukrainy. (…) Okręg autonomiczny, zwany Krajem Polskim, istniał w granicach Litwy ponad rok. Na jego terytorium powiewały flagi Polski i Litwy. Ta autonomia została zniesiona przez Litwinów przy czynnym udziale rządu polskiego i polskiej dyplomacji – mówił w wywiadzie udzielonym Krzysztofowi Różyckiemu doktor Jan Ciechanowicz (naukowiec, Polak, obywatel Litwy, w latach 1988-1990 członek Rady Najwyższej ZSRR, współzałożyciel Związku Polaków na Litwie).

Nigdy nie mówi się nigdy. Historia pokazuje, że granice państw są zmienne. Polska nie wykorzystała szansy z 1989 r., jaką dawał rozpad Związku Radzieckiego, kiedy to na jego terytorium tworzyły się nowe państwa. Przed ich powstaniem był doskonały moment, by przejąć z powrotem te tereny, które zostały nam zabrane przez Stalina. Natomiast świetnie tamtą chwilę wykorzystały Niemcy, by wchłonąć w siebie NRD.

Mimo to, szanse na powrót Kresów wschodnich pojawiają się co jakiś czas. Wiosną tego roku Władymir Żyrynowski, lider Demokratyczno-Liberalnej Partii Rosji, zaproponował Polakom, że mogą odzyskać to, co zagrabił Stalin. Takie same propozycje złożył Rumunii i Węgrom, bo także ich ziemie zostały po II wojnie światowej okrojone i kawałkami włączone do ZSRR, a potem weszły w skład obecnego terytorium Ukrainy.

– Nadszedł czas, by nie tylko rosyjskie ziemie wróciły pod rosyjską flagę – mówił Władymir Żyrynowski tuż po przyłączeniu Krymu do Rosji. – Ziemie zachodniej Ukrainy w czasach reżimu stalinowskiego słusznie zostały przyłączone do Związku Radzieckiego. Chodziło o to, aby powstrzymać niemieckie armie jak najdalej (od granic ZSRR). Ale to nie były rosyjskie ziemie; to nie były ukraińskie ziemie. To były polskie ziemie wschodnie – Łuck, Lwów, Tarnopol, Iwano-Frankowsk (Stanisławów) i Równe. Obwód zakarpacki – to Węgry. W Użhorodzie wszyscy mówią po węgiersku. Albo po rosyjsku. Nie ma tu żadnego związku z Ukrainą. I Czerniowce – w tym wypadku żadnego porozumienia nie było. Stalin zabrał Czerniowce dla zaspokojenia apetytu; porozumienia z Hitlerem nie było.

W marcu 2014 r. do polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wpłynęło oficjalne pismo od Żyrynowskiego w sprawie przekazania nam Kresów wschodnich. Zostało zignorowane. Tyle tylko, że tym razem wiadomość o nim podano do publicznej wiadomości.

Ostatnio wynikła nowa afera, że jakoby Władymir Putin już w 2008 r. składał Donaldowi Tuskowi propozycję wzięcia tego, co nasze.

Cóż? Może nadszedł czas, by skorzystać z tych ofert? W końcu to Federacja Rosyjska jest prawnym spadkobiercą Związku Radzieckiego – tak kilkakrotnie orzekły międzynarodowe sądy. Mało kto wie o tym, że – jak ogłosił 7 kwietnia tego roku na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych sekretarz generalny ONZ Ban Ki -Moon – Ukraina jako państwo nie została nigdy uznana przez ONZ, gdyż w ramach prawa międzynarodowego kraj ten nie ma oficjalnie zatwierdzonej granicy.

A więc?

Jak widać, sprawa odzyskania naszych Kresów wschodnich jest wciąż otwarta. Do odważnych świat należy. Stare polskie przysłowie mów: „jak dają – to brać, a jak biją – to uciekać!”

Święto Niepodległości. Dlaczego 11 listopada? (wideo)

Data: 11.11.2019 20:54

Autor: ziemianin

tvp.info

#niepodleglosc #11listopada #swietoniepodleglosci #jozefpilsudski #pilsudski #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostkihistoryczne #historia

Proces tworzenia niepodległości był bardzo długi i tych dat można wskazać kilka. 11 listopada wybrano dopiero w latach 30. jako taką datę symboliczną. Uczyniono tak, ponieważ obóz piłsudczykowski uważał, że jest to dzień przekazania władzy wojskowej Piłsudskiemu przez Radę Regencyjną – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Jan Engelgard, kierownik Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, oddziału Muzeum Niepodległości w Warszawie.

Święto Niepodległości. Dlaczego 11 listopada? (wideo)

Jak tuż przed zakończeniem I wojny światowej przebiegał proces odzyskiwania niepodległości przez Polskę?

Odzyskanie przez Polskę niepodległości było procesem skomplikowanym. Gdy wojna zaczynała się w 1914 roku, wszyscy sądzili, że któraś ze stron wygra. Mówimy tutaj oczywiście o państwach zaborczych. W 1918 roku okazało się, że przegrali wszyscy.

Spór o orientację międzynarodową polityki polskiej był bardzo ważny. Zastanawiano się, czy po zakończeniu tej wojny będziemy po stronie zwycięskiej, czy przegranej. Tak się jednak złożyło, że w naszej części Europy upadły wszystkie trzy monarchie: niemiecka, austriacka i rosyjska. Stworzyło to przestrzeń umożliwiającą odzyskanie niepodległości.

Ta kwestia międzynarodowa była o tyle ważna, że o kształcie Europy decydowały wielkie mocarstwa. Bardzo ważnym dokumentem dla sprawy polskiej było orędzie prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrowa Wilsona z początku 1918 roku.

W jednym z punktów wymienił on odrodzenie niepodległej Polski z dostępem do morza. Delegacja polska i wszystkie obozy polityczne trzymały się potem tego na konferencji pokojowej w Paryżu. Była to bowiem deklaracja jednego z państw, które wygrały wojnę.

Nasza zasługa polegała natomiast na tym, że w 1918 roku, gdy pojawiła się ta szansa, bardzo szybko z tego skorzystaliśmy. Sytuacja mogła się potoczyć zupełnie inaczej i wtedy trzeba by realizować plan minimum, który wszystkie obozy polityczne miały na wypadek zwycięstwa jednego z zaborców.

Warto wspomnieć, że 11 listopada 1918 roku miejsce, w którym się znajdujemy – Cytadela Warszawska i więzienie, X Pawilon – jeszcze funkcjonowało. Tego dnia wyszli stąd ostatni więźniowie. Wśród nich znalazł się m.in. dziennikarz Władysław Rabski, zwolennik obozu Narodowej Demokracji.

Z Cytadeli Warszawskiej nadano też 16 listopada 1918 roku depeszę notyfikującą państwom świata powstanie niepodległej Polski. Można zatem powiedzieć, że jest to symboliczne miejsce związane z odzyskaniem niepodległości przez nasz kraj.

Dlaczego to właśnie datę 11 listopada ustanowiono jako Święto Niepodległości?

Data 11 listopada długo nie funkcjonowała jako ta najbardziej symboliczna, bowiem różne daty wskazywano jako tą najważniejszą. Józef Piłsudski wrócił do Warszawy 10 listopada, a nie 11.

Narodowa Demokracja zwracała uwagę na 28 czerwca 1919 roku, czyli podpisanie traktatu wersalskiego.

Proces tworzenia niepodległości był bardzo długi i tych dat można wskazać kilka. 11 listopada wybrano dopiero w latach 30. jako taką datę symboliczną. Uczyniono tak, ponieważ obóz piłsudczykowski uważał, że jest to dzień przekazania władzy wojskowej Piłsudskiemu przez Radę Regencyjną. Narodowa Demokracja nie protestowała, gdyż był to także dzień zawarcia rozejmu na froncie zachodnim, czyli zakończenia I wojny światowej.

Przez to 11 listopada nigdy nie stał się przedmiotem sporu pomiędzy głównymi obozami politycznymi. Uznano po prostu, że tą datę będziemy święcić jako datę odzyskania niepodległości.

Jakie inne daty brano jeszcze pod uwagę?

Teoretycznie był ten wspomniany 28 czerwca, czyli podpisanie traktatu wersalskiego. Data ta była jednak zbyt późna, gdyż w tym czasie Polska już funkcjonowała.

Obóz lewicowy mówił o 7 listopada, kiedy utworzono rząd w Lublinie. Jeszcze wcześniej, bo w październiku 1918 roku, były rządy Rady Regencyjnej, które też wpisywały się w program Wilsona. Był wreszcie utworzony w październiku rząd Józefa Świeżyńskiego. Raczej obracano się wokół dat jesieni 1918 roku, ale najczęściej wymieniane były właśnie te daty 7, 10 i 11 listopada.

Wspomniany rząd w Lublinie istniał zaledwie trzy dni. Dlaczego tak się stało?

Trzeba pamiętać, że obozy polityczne w odrodzonej Polsce walczyły ze sobą. Rząd lubelski Ignacego Daszyńskiego powstał jeszcze przed zwolnieniem Piłsudskiego z twierdzy w Magdeburgu i składał się głównie z żywiołów – jak to wówczas mówiono – lewicowych, czyli partii socjalistycznej i lewego skrzydła ruchu ludowego.

Innymi słowy nie był to rząd, który mógłby być uznany za rząd reprezentujący wszystkie obozy polityczne w Polsce. Dlatego też został bardzo szybko zakwestionowany zarówno przez obóz Narodowej Demokracji, jak i przez samego Piłsudskiego. Marszałek właściwie ten rząd rozpędził, mówiąc im, że nie znają się na polityce.

Święto Niepodległości uzyskało rangę święta państwowego dopiero w 1937 roku. Dlaczego zdecydowano się na to tak późno?

Początkowo ważniejszym świętem narodowym był 3 maja. W 1919 roku zorganizowano z tej okazji naprawdę wielkie obchody. W 1937 roku rządy sanacyjne uznały, że dla mobilizacji ducha narodowego potrzebne jest ustawowe ustanowienie święta niepodległości.

Tragizm historii polegał niestety na tym, że dwa lata później tej niepodległości już nie było. Natomiast data 11 listopada utrwaliła się na tyle, że wisiała ona cały czas w powietrzu także w okresie PRL-u. Już w latach 80. święto to było obchodzone. Wybór polityczny z 1937 roku okazał się więc bardzo trwały.

Jak przebiegał proces demontażu struktur zaborczych w odrodzonym państwie polskim?

W naszej pamięci zbiorowej zapisało się przede wszystkim rozbrajanie żołnierzy niemieckich na terenie Warszawy i pozostałych okolic Królestwa Polskiego, co przebiegało stosunkowo łatwo. Wynikało to z rewoltowania tych żołnierzy. Przypomnę, że wtedy w Niemczech wybuchła rewolucja. Armia niemiecka była potężna, jednak zupełnie już niezdolna do akcji.

Dlatego poszło to łatwo, chociaż nie wszędzie. Trudności pojawiły się na przykład w Białej Podlaskiej czy w Międzyrzecu. Jeszcze łatwiej poszło natomiast w zaborze austriackim, gdzie rozpad monarchii austro-węgierskiej był większy niż w przypadku Niemiec.

Jeśli chodzi z kolei o administrację rosyjską, to nie funkcjonowała ona już od 1915 roku. Można zatem powiedzieć, że ten proces uwalniania się, czy też zastępowania struktur państw zaborczych, przebiegł stosunkowo szybko. Musimy jednak pamiętać, że na terenie Królestwa Polskiego ten proces spolszczania administracji rozpoczął się już wcześniej, bo właściwie w 1916 roku.

Większym problemem były ziemie zaboru pruskiego, czyli Wielkopolska, Śląsk i Pomorze, gdzie postanowienia traktatu wersalskiego i późniejsze postanowienia demontażu władzy niemieckiej na tym terenie były wprowadzane w życie aż do 1920 roku.

Z jakimi problemami musiały się zmierzyć polskie władze w pierwszych latach niepodległości?

Musimy zdać sobie sprawę, że granice odrodzonej Polski to były trzy odrębne obszary zarówno pod względem gospodarczym, jak i prawnym i mentalnym. Z tego powodu stworzenie jednego organizmu państwowego nie było rzeczą prostą.

Bardzo długo trwało ujednolicenie prawa. W dziedzinach podatkowej i gospodarczej funkcjonowały jeszcze rozwiązania prawne z okresu Cesarstwa Rosyjskiego. I to był pierwszy problem. Drugi stanowiła walka o granice. Mimo że wojna zakończyła się w 1918 roku, to dla Polski walki trwały jeszcze do 1921. Konflikty, właściwie z większością sąsiadów, były dla nas bardzo wyczerpujące.

Trzecim problemem była ciężka sytuacja gospodarcza. Zrujnowanie ziem polskich w wyniku wojny, głównie na terenie Królestwa Polskiego, było gigantyczne. W 1919 roku Polska była krajem bardzo biednym. Nasze zdolności produkcyjne przez długi czas odbiegały od tego, co wytwarzano na przykład w roku 1913, czyli przed wybuchem wojny.

To były te główne problemy, do których dochodziły jeszcze sprawy związane z niestabilnością polityczną. Różnice pomiędzy poszczególnymi odłamami politycznymi oraz mniejszości narodowe, które stanowiły jedną trzecią społeczeństwa, sprawiały, że ten system zaczynał szwankować.

Pewnym fenomenem było natomiast to, że pomimo tych problemów państwo polskie zaczęło funkcjonować naprawdę szybko. Władzy udało się zniwelować wszystkie kwestie związane z różnicami międzyzaborowymi i w zasadzie w latach 20. Polska była już państwem zwartym i jednolitym pod względem politycznym, militarnym i prawnym.

Z okazji 101. rocznicy odzyskania niepodległości przez cały listopad wstęp do Muzeum Niepodległości jest bezpłatny. Co przygotowano dla zwiedzających?

W związku z tym, że nasza główna siedziba, czyli Pałac Radziwiłłów jest po remoncie i nie jest jeszcze gotowa, zapraszamy do naszych oddziałów. Zachęcam do odwiedzenia Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, gdzie przygotowaliśmy wystawę „więźniowie X Pawilonu” oraz galerię obrazów Aleksandra Sochaczewskiego. W oddziale można zobaczyć też oryginalne cele Romualda Traugutta, Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego, a więc osób bezpośrednio związanych z walką o niepodległość.

Tych osób było oczywiście więcej. Mamy nowoczesną wystawę, którą udostępniamy od listopada ubiegłego roku. Zapraszamy codziennie w godzinach od 9 do 17. Zachęcamy też do odwiedzenia innych naszych oddziałów: Mauzoleum Walki i Męczeństwa oraz Muzeum Więzienia Pawiak.

Matusiak blog - Pełniący Obowiązki Polaka. Jak sowieci rządzili w polskim wojsku

Data: 11.11.2019 20:45

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #pop #Sowieci #PRL #LWP #polska #wojsko

„Wszyscy uważają, że decyzja ta powinna mnie jako Polaka serdecznie ucieszyć. W rzeczywistości było odwrotnie. Byłem w tym czasie szefem sztabu 1 Armii Uderzeniowej – wielkiej jednostki, w skład której wchodziło 13 dywizji. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wróżyły, że w najbliższym czasie obejmę dowództwo armii. Armii, którą doskonale znałem, z którą byłem zżyty od 1942 roku i która świetnie spisywała się na froncie. W dodatku nie bardzo się orientowałem, co to ma być za Wojsko Polskie” – w tak bezceremonialnych słowach swoje przenosiny do polskiego wojska ujął radziecki generał polskiego pochodzenia Władysław Korczyc. Od wczesnej młodości czuł się obywatelem sowieckim. Nawet półroczne oczekiwanie na szafot w latach stalinowskiej wielkiej czystki nie zmieniło jego światopoglądu.

Na zdjęciu Bordziłowski, Rokossowski i Berling – trzej z wielu tysięcy radzieckich oficerów w polskiej armii

Matusiak blog – Pełniący Obowiązki Polaka. Jak sowieci rządzili w polskim wojsku

Stalin wprawdzie się zgodził, by w 1943 r. utworzyć wojsko polskie na terenie Związku Radzieckiego, ale chciał mieć nad nim całkowitą kontrolę. Zagwarantować ją miała obsada wszystkich stanowisk dowódczych przez oficerów Armii Czerwonej lub lojalnych oficerów polskich, typu generał Zygmunt Berling. Rosła armia, wzrastała również liczba sowieckich oficerów. Kulisy ich przenosin precyzyjnie w swoich wspomnieniach ujął generał Tadeusz Pióro: „Na ich dobór polskie organy nie miały żadnego wpływu, szefem kadr 1 Armii WP był Rosjanin, płk Filip Sobieżko i on – teoretycznie w porozumieniu z Berlingiem – zajmował się praktyką personalną. Decyzje o przekazywaniu oficerów z jednostek radzieckich zależały od ich dowódców pozbywających się przy tej okazji mniej przydatnych. Niejeden z nich zresztą odbierał przydział do obcej armii jak dopust boży, uważając przebranie w polski mundur za koniec kariery w Armii Radzieckiej, co – nawiasem mówiąc – przyszłość potwierdziła”.

Już podczas chrztu bojowego 1 Dywizji Piechoty pod Lenino jeden z takich POP-ów – podpułkownik Anatol Wojnowski – dał pokaz swoich możliwości. Będąc dowódcą 1 pułku czołgów, odpowiadał za ich wprowadzenie na pole bitwy, a zadanie wsparcia piechoty bronią pancerną było bardzo istotne dla przebiegu całej batalii. To zadanie spaliło na panewce, ponieważ kiedy czołgi grzęzły w bagnach, ppłk Wojnowski leżał w stanie upojenia alkoholowego w jednej z okolicznych stodół. Na szczęście dla jego czołgistów wkrótce po bitwie odkomenderowano go z powrotem tam, skąd przybył.

Mniej szczęścia mieli nowo powołani rekruci 2 Armii WP, których los pokarał osobą ich dowódcy – urodzonego w Warszawie, od rewolucji październikowej żołnierza Armii Czerwonej, późniejszego generała Karola Świerczewskiego. O jego libacjach alkoholowych i pijackiej brawurze krążył legendy już od czasów hiszpańskiej wojny domowej, gdzie był dowódcą jednej z brygad ochotników. W kwietniu 1945 roku zgotował on swoim żołnierzom i oficerom drogę przez piekło, puszczając ich na Drezno bez odpowiedniego rozpoznania terenu. Zamiast tego były imprezy zakrapiane alkoholem. Wojsko zostało odcięte przez niemiecki kontratak, a otoczone jednostki zabite (ok. 5 tysięcy żołnierzy).

Inną cechą POP-ów były ich skłonności do szabru, szczególnie kiedy znaleźli się na ziemiach niemieckich. Przykład: pułkownik Andriej Czartoryski. Już jako dowódca 10 Dywizji Piechoty w armii Świerczewskiego w przededniu ofensywy drezdeńskiej został przez niego wyrzucony za liczne kradzieże podczas przemarszu jego dywizji przez Ziemie Odzyskane. Nie zaszkodziło mu to jednak w dalszej karierze. Zaledwie kilka dni później znalazł się w Łodzi, gdzie został dowódcą nowo formowanej 11 Dywizji Piechoty, a ponadto jako najstarszy stopniem oficer w mieście objął obowiązki szefa łódzkiego garnizonu wojskowego. Już pod koniec maja 1945 roku dostał rozkaz wyruszenia ze swoją dywizją nad środkową Odrę. I znów zajmował się głównie szabrem.

Ukróciła to w końcu inspekcja przeprowadzona przez oficerów Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego w maju 1946 roku. W sporządzonym przez nich sprawozdaniu czytamy: „Dowódca 11 dywizji – płk Czartoryski nie jest obecnie w stanie należycie pokierować pracą swojej jednostki. Wpływa na to w pierwszym rzędzie jego przeszłość »szabrownicza« z pierwszego okresu pobytu dywizji na ziemiach zachodnich. Wpłynęło to na olbrzymie obniżenie się jego autorytetu u podwładnych. Był wypadek, że na odprawie jeden z dowódców pułku prawie otwarcie zarzucał mu uczestniczenie w nadużyciach, a z drugiej strony wiele nadużyć w dywizji nie jest należycie tępione. Uzdrowić ten stan rzeczy mogłaby jedynie zmiana na stanowisku dowódcy dywizji. Opinia gen. Popławskiego co do tej sprawy jest analogiczna”. Cztery miesiące później został odesłany do Związku Radzieckiego.

Nie każdy mundurowy z Kraju Rad, który służył w szeregach polskiej armii, radził sobie z samotnością i z rozłąką z najbliższymi. Niektórzy z nich decydowali się na tzw. frontowe żony, czyli młode kobiety. Chyba najgłośniejszym przypadkiem była relacja generała Włodzimierza Kierpa z jego podwładną porucznik Natalią Gurową. On – dowódca 5 Brygady Artylerii Ciężkiej, ona – felczer ambulatorium tejże brygady, nie ukrywali się ze swoim uczuciem.

W szczególny sposób przedstawił to prof. Maciej Szczurowski w monografii jednostki: „Na przykład zdjęcie zrobione podczas pobytu w Summt przedstawia gen. Kierpa i jego »wojenną żonę« por. Natalię Gurową przy pięknej limuzynie – w kolekcjonowaniu których pasjonował się generał – w towarzystwie dwóch psów. Jeden, owczarek alzacki, towarzyszył dowódcy brygady na całym szlaku bojowym; drugi, to jamnik sprezentowany przez Kierpa »żonie« pragnącej we wszystkim dorównać »mężowi«. Nadto »towarzyszka porucznik« już nie w mundurze, lecz wieczorowej, koronkowej sukni, wykwintnym kapeluszu z wymyślnym rondem oraz w lakierowanych pantofelkach. Całość tworzyła obraz zaiste w niczym nieprzypominający zakończonej kilka dni wcześniej wojny”.

„Frontowe małżeństwa” sowieckich generałów kończyły się najczęściej z momentem ich powrotu do ojczyzny.

Gdy wojna się skończyła, władze zdecydowały się zredukować półmilionową armię. To samo dotyczyło POP-ów. W pierwszej fazie byli odsyłani w sposób doraźny i niezorganizowany. Od lipca 1946 roku Departament Personalny WP przejął całkowitą pieczę i kontrolę nad tym procesem. Do ostatniego dnia 1948 roku z powrotem do ZSRR odkomenderowano prawie 17 tysięcy POP-ów, w tym 66 generałów. Dodatkowo ponad tysiąc oficerów złożyło podania o przyznanie polskiego obywatelstwa. Większość z nich rozpatrzono pozytywnie. Wydawało się, że LWP uzyska wkrótce narodowy charakter. Że w tamtym czasie była na to realna szansa, udowadniał Władysław Gomułka na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR z 12 października 1956 r. Mówił wtedy: „W materiałach, które mi zwrócono, znalazłem list, który pisałem do Biura Politycznego KC KPZR (będąc w Moskwie przejazdem do Kisłowodzka na leczenie) w 1947 r. Z listu tego wynika, że już w 1951 roku nie miało być ani jednego oficera rosyjskiego”. Dał na to zgodę Stalin i Bułganin, ówczesny minister obrony narodowej”.

Ale rzeczywistość okazała się inna. Stalin rozpoczął kolejną wojnę z „wewnętrznym wrogiem”. W odróżnieniu od czasu wielkiego terroru z lat 30. – oprócz samego ZSRR – objęła ona wszystkie państwa satelity na wschód od Łaby. Rozpoczęty pod koniec 1948 r. proces przyspieszonej stalinizacji objął również polskie wojsko. Generałowi Marianowi Spychalskiemu – wiceministrowi obrony narodowej, odpowiedzialnemu za powojenną politykę personalną, już po aresztowaniu w 1950 r. postawiono następujące zarzuty: „Spychalski przyspieszał odsyłanie z WP nieodzownych specjalistów – oficerów radzieckich, bez odpowiedniego przygotowania młodej, ludowej kadry, pogłębiając przez to trudności, jakie istniały przy formowaniu korpusu oficerskiego i jego szkoleniu. Odwoływanie oficerów radzieckich odbywało się na gruncie porozumienia z Rządem Radzieckim, lecz nie wolno było tego czynić ze szkodą dla WP. Przedstawienie Rządowi Radzieckiemu potrzeby zatrzymania koniecznej ilości oficerów radzieckich w WP spotkałoby się – jak stwierdza sam Spychalski – z przychylnym potraktowaniem. Spychalski nie podjął jednak żadnych kroków w tym kierunku, a nawet wręcz przyspieszał odwoływanie oficerów radzieckich”.

Symbolem nowej ery stała się nominacja na ministra obrony narodowej marszałka ZSRR Konstantina Rokossowskiego. Urodzony w zubożałej polskiej rodzinie pochodzenia szlacheckiego, w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej uzyskał status bohatera narodowego. Miał olbrzymi wkład osobisty w największych sowieckich zwycięstwach pod Stalingradem, Kurskiem czy Berlinem. Z chwilą objęcia przez niego sterów w Ministerstwie Obrony Narodowej, z kierunku wschodniego nadeszła kolejna fala wysokich szarżą radzieckich oficerów. Przez pierwsze trzy lata jego rządów – do końca 1952 r. – przyjechało 269, w tym 36 generałów. Dołączyli oni do grona swoich towarzyszy, którzy przetrwali czystki w latach 1945-1948. Tak więc w szczytowym okresie stalinizmu w siłach zbrojnych PRL służyło łącznie 41 generałów i 668 oficerów „bratniej armii”.

Najbardziej haniebny okres działalności POP-ów w Wojsku Polskim przypada na lata 1949-1954. Było to związane z ich służbą w wojskowym wymiarze sprawiedliwości oraz w kontrwywiadzie, dla pozoru ukrywającym się pod szyldem Głównego Zarządu Informacji. To właśnie ci ludzie zajmowali się wszystkimi generałami, oficerami, podoficerami i szeregowymi o rodowodzie akowskim, maczkowskim, andersowskim czy sanacyjnym.

Brak wykształcenia prawniczego nie przeszkadzał sowieckim prokuratorom żądać najsurowszych werdyktów, z karą śmierci włącznie, a sędziom wojskowym – je orzekać. Jednym z takich przykładów był prokurator wojsk lotniczych podpułkownik Iwan Amons. Absolwent dwuletniego seminarium nauczycielskiego i jednorocznego kursu prawniczego w 1952 roku jako oskarżyciel w pokazowym procesie oficerów lotnictwa w wydatny sposób przyczynił się do skazania sześciu z nich na karę śmierci za rzekome szpiegostwo, choć doskonale wiedział, że są niewinni.

Już kilka lat wcześniej jego przełożony wystawił mu taką opinię służbową: „Prokurator Amons nie dorósł do zajmowanego stanowiska, zajmuje je jedynie z powodu braku dostatecznie kwalifikowanych kadr. Wykształcenie ogólnie niskie, prawnicze żadne, inteligencja mierna. Dokumenty sporządzone przez prokuratora Amonsa często zaliczyć wypada do rzędu humorystycznych, ich bezradność i wyjątkowo niska kultura prawnicza graniczą nierzadko z niezamierzonym przez autora komizmem”.

Jeszcze bardziej brudną robotę niż prokuratorzy i sędziowie wykonywali funkcjonariusze wojskowej bezpieki. To oni dręczyli psychicznie i fizycznie aresztowanych oficerów WP. Często bano się ich bardziej niż cywilnych bezpieczniaków. Ci najwyżsi rangą w sfingowanych procesach pokazowych przełomu lat 40. i 50. nierzadko sami dyktowali wyroki, jakie miały zapaść.

Jednym z najgorszych był pułkownik Antoni Skulbaszewski, zastępca szefa GZI w latach 1950-1954, a jeszcze wcześniej przez dwa lata naczelny prokurator wojskowy. Chyba najlepiej zarówno jego metody śledcze, jak i jego samego scharakteryzował gen. Pióro: „Elegancki, układny, inteligentny, dobrze mówiący po polsku i doskonale w polskich stosunkach zorientowany (…). Miał wyjątkową umiejętność nawiązywania kontaktu z rozmówcą, niemal zjednywał go swoim obejściem, oczytaniem, wyrobieniem towarzyskim. Gdy prowadził śledztwo, delikwent często sam nie wiedział, jak wpadał w zastawione pułapki słowne. W rzeczywistości bezwzględnością przewyższał Wozniesienskiego, a w działaniach śledczych potrafił być nie mniej brutalny od swoich podwładnych, zbyt delikatnie – jego zdaniem – obchodzących się z przesłuchiwanymi, piętnował ich jako słabych ideologicznie i ulegających wrogim wpływom”.

Dramatyczne październikowe dni 1956 roku, kiedy to o mały włos nie doszło do zbrojnej konfrontacji z Sowietami, doprowadziły do nacisku na Gomułkę, by pozbył się POP-ów z Wojska Polskiego. Będąc na fali odwilży i mając wolną rękę ze strony ekipy Chruszczowa, I sekretarz PZPR zrobił z nimi porządek. Jeszcze do końca tego roku odkomenderowano do ZSRR marszałka Rokossowskiego, 19 generałów i 25 oficerów, a w pierwszej połowie 1957 roku dalszych kilkanaście osób, w tym ośmiu generałów. Tym sposobem w szeregach LWP pozostało jedynie sześciu radzieckich generałów i tylu samo oficerów. Wywodzący się z tej grupy generałowie Michaił Owczynnikow i Jurij Bordziłowski zasiedzieli się w Polsce wyjątkowo długo, bo aż do marca 1968 roku. Jako ostatni – po 24-letniej służbie z piastowskim orzełkiem na czapce – zamknęli oni erę udawanych Polaków.

Data: 09.11.2019 18:56

Autor: Alojz

Dokładnie przed 30 laty,o 18:57 padły znamienne słowa na konferencji prasowej, rzecznika rządu NRD.

Który pochopnie stwierdził, że od zaraz znikają kontrolę na granicy w Berlinie.Po paru minutach ludzie zaczęli przechodzić przez granicę i zdobywać mur berliński.

Oto to nagranie

https://youtu.be/b3qVjwzgC2A

#wszystkooniemczech #historia

Data: 08.11.2019 17:09

Autor: AgentSpecjalnejTroskiFox

Do dziś nie rozumiem po co był hitlerowi holokaust. Jakby ich wywieźli z wilczym biletem na jakiś madagaskar czy innej Australii i pod groźbą broni kazali nie opuszczać miejsca to by o zgrozo dziś był niemal bohaterem dla wielu. Bo nie ma co się bujać niewielu lubiło żydów.

#historia

MAUTHAUSEN-GUSEN-Drugi "Katyń"; piekło Polaków gorsze od Auschwitz! (wideo)

Data: 08.11.2019 12:58

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #obozkoncentracyjny #obozyzaglady #edukacja #ludzie #tragedia

MAUTHAUSEN-GUSEN-Drugi "Katyń"; piekło Polaków gorsze od Auschwitz! (wideo)

74 lata temu, 5 maja 1945 roku, wojska amerykańskie wyzwoliły niemiecki obóz koncentracyjny Mauthausen-Gusen.

20 kilometrów od Linzu, w pobliżu największego austriackiego kamieniołomu granitu Wiener Graben, znajduje się małe miasteczko Mauthausen, w którym powstał obóz koncentracyjny.Obóz w Gusen był przede wszystkim miejscem kaźni-eksterminacji Polaków(80 % ofiar),w tym najwięcej ofiar pochłonęło polską inteligencję-w ramach akcji "Inteligenzaktion".W 1940 roku Polacy stanowili aż 97 % ogółu więźniów!

KL Mauthausen-Gusen należał do najcięższych obozów III Rzeszy. Häftlindzy mówili o nim Mordhausene Według zeznań byłych więźniów ci, którzy przyjeżdżali do obozu z Auschwitz-Birkenau szybko umierali, a osoby, którym udawało się przeżyć zgodnie twierdziły, że byłyby gotowe wracać do Auschwitz na kolanach:

Dużo było takich, którzy żyli dwa, trzy lata w Oświęcimiu, a w Gusen wykańczali się po trzech, czterech miesiącach.Historycy szacują, że w całym systemie obozowym zginęło ok. 35 tysięcy Polaków!

Ten dokument ukazuje historię „drugiego Katynia" polskiej inteligencji, czyli niemieckiego obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen. Trudno w to uwierzyć,ale obecnym władzom Austrii nie zależy na właściwym upamiętnieniu tego miejsca kaźni, które stanowiłoby świadectwo tej tragicznej historii. Muzeum w Mauthausen kontrastuje z maleńkim Memoriałem jaki został wzniesiony społecznym sumptem w Gusen. W filmie oprócz więźniów wypowiadają się członkowie lokalnego Komitetu Memoriału Gusen, którzy walczą z własnym rządem o bardziej godne upamiętnienie ofiar obozu i piętnują fakt, że pamięć o samym Gusen padła ofiarą mitów tworzonych przez Austriaków po wojnie. Miejscowy historyk-amator Rudolf Haunschmied dowodzi, że w dualnym obozie to właśnie obóz, a właściwie trzy podobozy w Gusen pełniły rolę ekonomicznego serca kompleksu ludobójstwa. W filmie pokazane jest także, że obóz w Gusen był jednym z najokrutniejszych w hitlerowskim archipelagu masowej zagłady. Wspomnienia więźniów są ilustrowane grafikami wykonanymi przez nich samych.

80. rocznica Sonderaktion Krakau – akcji przeciwko polskiej inteligencji

Data: 06.11.2019 21:40

Autor: ziemianin

dzieje.pl

#ciekawostkihistoryczne #historia #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #nauka #okupacjaniemiecka #SonderaktionKrakau #UJ #UniwersytetJagiellonski

80 lat temu, 6 listopada 1939 r., Niemcy podstępnie zwabili krakowskich uczonych do Collegium Novum UJ, po czym aresztowali ich i wywieźli do obozów koncentracyjnych. Sonderaktion Krakau była jedną z najdramatyczniejszych akcji przeciwko polskiej inteligencji.

80. rocznica Sonderaktion Krakau – akcji przeciwko polskiej inteligencji

Ówczesny rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego Tadeusz Lehr-Spławiński na żądanie sturmbannfuehrera SS Bruno Muellera zaprosił profesorów na godz. 12 do sali wykładowej nr 66 im. Mikołaja Kopernika w Collegium Novum (dziś sala nr 56 im. Józefa Szujskiego). Uczeni mieli tu wysłuchać wykładu dowódcy SS o stosunku III Rzeszy i narodowego socjalizmu do zagadnień nauki i szkolnictwa wyższe.

Jak piszą Antoni Jackowski i Izabela Sołjan w artykule „Sonderaktion Krakau”, zamieszczonym w czasopiśmie UJ „Alma Mater”, „rektor zapewne wierzył, że wykład Muellera oznacza ostateczną zgodę władz okupacyjnych na otwarcie uczelni, zaapelował więc o liczny udział pracowników w tym spotkaniu. Apel poskutkował i w sali zgromadzili się prawie wszyscy profesorowie Uniwersytetu, wielu innych pracowników, również z Akademii Górniczej i Akademii Handlowej”.

Zamiast zapowiedzianej prelekcji w Collegium Novum uczeni usłyszeli „Moi panowie, zwołałem was, aby wam powiedzieć, że uniwersytet krakowski był zawsze ogniskiem antyniemieckich nastrojów, w tym duchu nie życzliwym wychowywał młodzież […]. Dlatego zostaniecie aresztowani i posłani do obozu”. (Andrzej Chwalba „Kraków w latach 1939–1945”)

Celem Sonderaktion Krakau było zniszczenie polskiej inteligencji i szkolnictwa. 6 listopada 1939 r. stał się – zdaniem historyka, prof. Andrzeja Chwalby – datą graniczną i symboliczną. „Aresztowanie było precedensem i, jak się okazało, początkiem ciernistej drogi polskiej inteligencji i środowisk twórczych w okresie okupacji, a nie – jak wielu sądziło – odosobnionym przypadkiem. Wydano wówczas wyrok nie tylko na uniwersytet, ale i na całe polskie szkolnictwo stopnia wyższego i średniego” – zauważa profesor. 

Budynek Collegium Novum jeszcze przed wykładem otoczyło SS. Zebranych profesorów – podają Jackowski i Sołjan – brutalnie, często przy użyciu przemocy fizycznej, załadowano do „bud” policyjnych. W sumie hitlerowcy aresztowali 183 profesorów i wykładowców krakowskich uczelni, 155 z Uniwersytetu Jagiellońskiego, 22 z Akademii Górniczej oraz trzech z Akademii Handlowej. „Do obozu wywieziono prawie całe grono profesorów, docentów i asystentów Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Górniczej” – piszą autorzy artykułu w „Alma Mater”.

Aresztowani najpierw trafili do więzienia na Montelupich, potem do koszar 20. pułku piechoty przy ul. Mazowieckiej, a później do więzienia we Wrocławiu. W międzyczasie, w wyniku akcji Polskiego Czerwonego Krzyża, zwolniono kilkunastu aresztowanych, m.in. prawnika Fryderyka Zolla i profesorów ukraińskich. 27 listopada więźniów przewieziono do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen niedaleko Berlina.

W czasie aresztu w Krakowie kierownik Głównego Wydziału Ludności i Opieki Społecznej rządu Generalnego Gubernatorstwa, dr Fritz Arlt, proponował trzem uczonym – Kazimierzowi Stołyhwie (antropolog), Jerzemu Smoleńskiemu (geograf) i Kazimierzowi Dobrowolskiemu (socjolog, etnolog) – zwolnienie w zamian za podpisanie deklaracji o nieprowadzeniu działalności politycznej i prawdopodobnie wyrażenie zgody na podjęcie pracy na rzecz Niemców. Wszyscy profesorowie odmówili.

Celem Sonderaktion Krakau było zniszczenie polskiej inteligencji i szkolnictwa. 6 listopada 1939 r. stał się – zdaniem historyka, prof. Andrzeja Chwalby – datą graniczną i symboliczną. „Aresztowanie było precedensem i, jak się okazało, początkiem ciernistej drogi polskiej inteligencji i środowisk twórczych w okresie okupacji, a nie – jak wielu sądziło – odosobnionym przypadkiem. Wydano wówczas wyrok nie tylko na uniwersytet, ale i na całe polskie szkolnictwo stopnia wyższego i średniego” – zauważa profesor.

Jak napisano w "Alma Mater", wobec akcji przeprowadzonej w Krakowie nie pozostało obojętne środowisko międzynarodowe. Sonderaktion Krakau była tematem prasy na całym świecie. Intelektualności i naukowcy z krajów neutralnych, m.in. z USA, Szwecji, Szwajcarii, Hiszpanii, Jugosławii nie zgadzali się z akcją Niemców. Protestowali także niemieccy alianci – Węgrzy i Włosi. Interweniował sam Benito Mussolini oraz Watykan – papież Pius XII otrzymał listę uwięzionych. Z akcją nazistów nie zgadzali się także niemieccy uczeni, przede wszystkim slawiści.

Wskutek międzynarodowego poruszenia Niemcy zwolnili część więźniów z obozu w Sachsenhausen. Był to jedyny – piszą Jackowski i Sołjan, powołując się na opracowania historyczne – taki przypadek w dziejach niemieckich obozów koncentracyjnych. 8 lutego 1940 roku obóz opuściło 102 więźniów, którzy ukończyli 40. rok życia. Przed zwolnieniem musieli się pisemnie zrzec wykonywania w przyszłości swoich zawodów. Pozostałych profesorów naziści przewieźli do innych obozów, m.in. do Dachau (4 marca 1940) i później częściowo zwalniali.

NIE dla roszczeń żydowskich - forum_fb

Data: 05.11.2019 11:23

Autor: FiligranowyGucio

facebook.com

✡ Uwaga‼️ Jeśli nadal będziecie słyszeli, kiedy jakiś żyd mówi wam, że ekshumacje w ich religii są zakazane i nie można ich przeprowadzić w #Jedwabnem, to wiedzcie, że łże, jak wściekły pies! @Reuters podaje, że religia nie przeszkadzała im ekshumować 1200 żydów na Białorusi. https://www.reuters.com/…/belarus-reburies-over-1200-jews-u…

✡ "Jedwabnem postawiło Polskę na straconej pozycji." – Prof. Norman Finkelstein: "Łobuzy z WJC (Światowy Kongres Żydów) zacierają rączki, a polskie władze zachowują się jak dzieci we mgle, którym wydaje się, że deklaracjami o walce z antysemityzmem coś ugrają. Nic nie ugrają! Zostaniemy ograbieni, zaorani i posypani solą. Jedynym ratunkiem jest natychmiastowa kontrofensywa. Trzeba zacząć od rzeczy podstawowej, czyli wytrącić żydowskim łobuzom z ręki propagandową broń, którą z premedytacją posługują się w akcji zmierzającej do ograbienia Polski. Tą bronią jest stworzona przez Jana T. Grossa hagada o pogromie w Jedwabnem. „Książka Grossa to typowy produkt „przedsiębiorstwa holokaust”. (…) Jest to najzwyklejsze wyłudzanie zakamuflowane pod sztandarem żydowskiego cierpienia” – napisał Prof. Norman Finkelstein w posłowiu do polskiego wydania „Przedsiębiorstwa holokaust” w 2001 roku. Czy Prof. Finkelstein nie miał racji? Miał rację! Od przerwania ekshumacji w 2001 r. przez śp. L. Kaczyńskiego wszystkie rządy RP, z obecnym rządem premiera Morawieckiego włącznie, de facto legitymizują skok na kasę organizowany przez łobuzów z „przedsiębiorstwa holokaust”. Bez wznowienia ekshumacji w Jedwabnem z udziałem obserwatorów z organizacji międzynarodowych Polska nie ma szans na zatrzymanie nagonki, której celem jest propagandowe usprawiedliwienie skoku na 300 miliardów dolarów. Czy władze RP mają tego świadomość?" https://wprawo.pl/…/katarzyna-ts-finkelstein-ostrzega-pol…/…

#roszczeniazydowskie #polityka #bialorus #polska #zydzi #historia #drugawojnaswiatowa

IPN wznawia śledztwo ws. mordu na Żydach. Naczelny Rabin Polski już protestuje przeciw ekshumacji

Data: 04.11.2019 15:32

Autor: Immortal_Emperor

dzienniknarodowy.pl

Pion śledczy białostockiego oddziału IPN podejmie na nowo śledztwo dotyczące mordu Żydów w Wiźnie w 1941 roku. To efekt odkrycia zbiorowej mogiły podczas prac terenowych Stowarzyszenia “Wizna 1939” w październiku br. Znaleziono szczątki ludzkie przedwojennych mieszkańców miasteczka narodowości żydowskiej oraz łuski od niemieckiej amunicji.

#ipn #historia #drugawojnaswiatowa

Data: 01.11.2019 17:43

Autor: Alojz

Pośmiertne fotografie osób zmarłych z żywymi, przeważnie członkami rodziny.Cos co było modne w XIX i na początku XX wieku

Tu mała galeria

https://io9.gizmodo.com/the-strangest-tradition-of-the-victorian-era-post-mort-472772709

#historia #smierc

Partyzancki oddział „Odwet-Jędrusie” zapewniał ludności polskiej poczucie bezpieczeństwa . . .

Data: 01.11.2019 12:59

Autor: ziemianin

wnet.fm

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #okupacjahitlerowska #historia #partyzanci #harcerze

Grupa „Jędrusiów” pozostała samowystarczalna i samodzielna politycznie. Po scaleniu z AK w listopadzie 1943 r. zachowała niezależne dowództwo, swój koleżeński styl bez koszarowego drylu.

Partyzancki oddział „Odwet-Jędrusie” zapewniał ludności polskiej poczucie bezpieczeństwa pomimo okupacji hitlerowskiej

Włodzimierz Henryk Bajak

Oddział „Odwet-Jędrusie” powstał z inicjatywy Władysława Jasińskiego ps. „Jędruś”, harcerza z Tarnobrzegu, przedwojennego magistra prawa Uniwersytetu Warszawskiego, nauczyciela szkół średnich. (…) Jasiński, angażując się już na jesieni (wrzesień/październik) 1939 r. w konspiracyjne wydawanie pisemka „Odwet”, tworzył w ten sposób ideową podstawę, na bazie której zamierzał kształtować i rozwijać tajną grupę – siatkę prowadzącą działalność przeciw niemieckiemu hitlerowskiemu okupantowi. Rozszerzając działalność grupy na okoliczne wsie oraz Mielec, szukał od początku kontaktów z przedstawicielami starszego pokolenia. Już wiosną 1940 r. grupa znalazła oparcie moralne i radę w gronie doświadczonych konspiratorów, przede wszystkim w osobie nauczyciela gimnazjum Zygmunta Szewery (ps. „Cyklop”) ze Związku Walki Zbrojnej, który piastował tam funkcję adiutanta Komendanta Obwodu Tarnobrzeskiego. Komenda Obwodu ZWZ nie zdecydowała się jeszcze wówczas na wydawanie odrębnego tajnego pisma lokalnego, warszawskie zaś długo nie docierały w ten zakątek okupowanego kraju. Na terenie obwodów ZWZ „Niwa”, „Twaróg” i „Mleko”, tj. w rejonie Nisko-Tarnobrzeg-Mielec, nie ukazywało się na całym Zasaniu żadne inne pismo poza „Odwetem”, zorganizowanym przez Szefa Władka (Władysława Jasińskiego). (…)

Aby wspomóc rodziny zabitych i aresztowanych działaczy „Odwetu”, Szef Władek postanowił podjąć dywersję i sabotaż gospodarczy w stosunku do okupanta.

Pierwszy „angryf” (napad w celu uzyskania pieniędzy i artykułów spożywczych i gospodarczych) zorganizował w leśnictwie Szczeka, leżącym na trasie Połaniec-Rytwiany (obecnie powiat Staszów). W akcji wzięli udział: Władysław Jasiński, Stach Wiącek „Inspektor”, Franciszek Stala „Kuwaka”, Franek Kasak „Mały Franek”, Józef Kasak, Franek Motyka, Antoni Toś „Antek” i Józef Gorycki. Około dziesiątej wieczorem weszli do leśniczówki Mieczysława Zycha. Zaskoczonym mieszkańcom wyjaśnili cel akcji: zabranie pieniędzy ze sprzedaży drzewa. Aby stworzyć alibi domownikom, przywiązali ich do krzeseł, a Szef Władek zostawił pokwitowanie z podpisem „Jędruś”.

Miejscem kolejnej „angryfowej” akcji, 24.01.1942 r., była placówka KKO w Staszowie. Następne przeprowadzano w różnych miejscowościach. Stosowana przez „Jędrusiów” do czasu scalenia z AK taktyka partyzancka polegała na operowaniu małymi grupkami uderzeniowymi, w których uczestniczyło po 7–8, najwyżej 15 osób. Wykonywali krótkie, szybkie uderzenia, czasem jednocześnie w kilku miejscach, a potem błyskawicznie odskakiwali i zacierali ślady. Sprawdzonym środkiem lokomocji i łączności w tych akcjach był rower, zwłaszcza że rejony zakwaterowania i wykonywanych akcji były bardzo odległe.

Rozmach działań umożliwiał autonomiczny charakter oddziału „Jędrusiów”. Nie musieli części zdobytych na okupantach środków materialnych odprowadzać na potrzeby zwierzchnich ogniw organizacyjnych, jak to było w dużych, scentralizowanych organizacjach podziemnych.

Oddział dawał ponadto tzw. lekcje wychowania obywatelskiego w postaci porcji batów Polakom-sługusom hitlerowskim.

Swoją działalność przeciw niemieckiej administracji i organom represji „Jędrusie” rozpoczęli wcześniej niż ZWZ/AK. (…) W późniejszym okresie „Jędrusie” wykonywali także wydawane przez sądownictwo AK i NSZ wyroki śmierci, np. na osobie „Kozodoja” (który wymknął się spod kontroli organizacji, uprawiając rozbój i zabijając ukrywającego się w jednej z wiosek Żyda); na konfidentach, na gorliwych policjantach granatowych, a zwłaszcza na gestapowcach. Dlatego też ludność cywilna widziała w „Jędrusiach” obronne oparcie prawno-porządkowe, reprezentujące polską władzę podziemną na tamtych terenach.

Grupa „Jędrusiów” pozostała niezależna, mimo prób podporządkowania i włączenia do Obwodu NZS-u, Obwodu AK, a także ze strony BCH. Do jesieni 1943 r. była samowystarczalna (nie pobierała żołdu AK) i samodzielna pod względem politycznym.

Znaczną część zdobytych środków żywności przekazywała w postaci paczek do polskich żołnierzy przebywających w niemieckich obozach jenieckich.

Śmierć Władysława Jasińskiego „Jędrusia” w starciu z gestapo w Trzciance 09.01.1943 r. zamyka drugi okres działalności Oddziału „Odwet-Jędrusie”. Po tym wstrząsie grupa zdecydowała kolegialnie, że następcą poległego dowódcy zostanie Józef Wiącek ps. „Sowa”, dotychczasowy zastępca Władysława Jasińskiego. Oddział nasilił akcje odwetowe. Zlikwidowano gestapowca Andrzeja Reslera (23.03.1943 r.) z posterunku w Rytwianach, odpowiedzialnego za śmierć „Jędrusia”. Na prośbę władz Okręgowych AK w Krakowie grupa przeprowadziła udaną akcję uwolnienia więźniów w Mielcu. Następna taka akcja została zorganizowana przez „Jędrusiów” w Opatowie.

Po scaleniu z AK w listopadzie 1943 r. oddział przeszedł na kwatery leśne. Zachował niezależne dowództwo, swój koleżeński styl bez koszarowego drylu.

W końcówce okupacji niemieckiej w Polsce, na skutek działań NKWD-UB i nowej okupacji – stalinowskiej, wielu „Jędrusiów” musiało się ukrywać, wielu też trafiło do więzienia. Niektórzy zostali wywiezieni też na zsyłkę na Wschód albo jeszcze pod koniec wojny (początek 1945 r.) musieli opuścić nielegalnie granice Polski. (…) Niektórzy przeżyli zbrodniczą okupację niemiecką, a potem stalinowską i po kolei odeszli na „wieczną wartę”. W 2017 roku odeszli następni: Jerzy Rolski ps. „Babinicz” oraz Jan Gałuszko ps. „Mizerny”.

Cały artykuł Włodzimierza Bajaka pt. „Odchodzą ostatni Jędrusie” można przeczytać na s. 18 październikowego „Kuriera WNET” nr 64/2019, gumroad.com

Data: 31.10.2019 11:40

Autor: Ijon_Tichy

Projekt budowlany sprzed 1200 lat :)

Plan klasztoru w Sankt Gallen – zachowany do dziś plan założenia klasztornego w St. Gallen, datowany na ok. 820 (okres karoliński). Plan ma wymiary 112 cm x 77,5 cm, został wykonany na pergaminie, a przechowywany jest obecnie w bibliotece klasztornej w Sankt Gallen. Uważany jest za wzorcowy, idealny plan klasztoru.

Został sporządzony na wyspie Reichenau na podstawie ustaleń synodu opatów w Akwizgranie w 817 roku i prawdopodobnie przesłany w 820 przez biskupa Heito opatowi Sant Gallen Gosbertowi jako wzór. Najprawdopodobniej nigdy nie został jednak zrealizowany.

Więcej na: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plan_klasztoru_w_Sankt_Gallen

#historia #budownictwo #ciekawostki #chrzescijanstwo

„Rozstrzelać Polaków” – historia, która wstrząsa

Data: 31.10.2019 10:44

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #polska #rosja #mordnapolakach

Film dokumentalny pełen faktów i emocji pt. ”Rozstrzelać Polaków” o Operacji AntyPolskiej NKWD 1937-38. Autorzy reżyser Mirosław Majeran i dr. Tomasz Sommer

Dokument przedstawia jedną z niewielu białych plam w historii polskiego narodu, a mianowicie systemowego wymordowania przez Stalina, pod koniec lat 30 XX w., ponad 100 tys. Polaków zamieszkujących Związek Sowiecki.

Film dokumentalny opiera się na podstawie badań naukowych dra Tomasza Sommera, który w swojej książce pt. „Operacja antypolska NKWD 1937-1938” dotarł do archiwów sowieckich dokumentujących ludobójstwo komunistów na Polakach

IPNtvPL – Rozstrzelać Polaków – film dokumentalny – reż. Mirosław Majeran

W łódzkim getcie

Data: 30.10.2019 21:38

Autor: ziemianin

magnapolonia.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #lodz #zydzi #historia

W czasie ustawicznych ataków na dobre imię Polski przez środowiska żydowskie głoszące hasła o rzekomym antysemityzmie Polaków i podkreślające rzekomą bierność naszych przodków w czasie niemieckich akcji skierowanych wobec żydów warto zwrócić uwagę na zachowanie się samych żydów w stosunku do swoich rodaków.

W łódzkim getcie

Dobrym przykładem jest sięgnięcie do źródeł historycznych, odnoszących się do tego okresu. Jedną z takich publikacji są wspomnienia Elżbiety Cherezińskiej pt. „Byłam sekretarką Rumkowskiego – Dziennik Etki Daum”. We wstępie do tych wspomnień Szewach Weiss zapisał: (…) Ukazuje nam też rzecz dzisiaj bezcenną (…) obraz stosunków panujących wśród elit gettowej władzy. Maluje dziwny świat, świat ludzi skazanych na zagładę, a żyjących tak, jakby ich nie dotyczyła, jakby oni jedni mogli jej się oprzeć.

Po takiej rekomendacji warto zajrzeć na strony publikacji, poznając stosunki panujące wśród wspomnianych elit getta łódzkiego. Pod datą 11 maja 1940 roku autorka pamiętników zapisała wrażenie, jakie wywołała na niej wizyta w biurze pani Dory Fuchs – kierowniczki centralnego sekretariatu w czasie pierwszego dnia pracy. Po dostarczeniu sporządzonych dokumentów spotkała swoją szefową malującą paznokcie. Jak zapisała (…) Byłam tak zaskoczona, że przez jakiś czas stałam w miejscu, wpatrując się w ciemnoczerwony lakier w maleńkiej buteleczce. Jakbym przeniosła się z getta w jakiś dawny świat, odległy o setki kilometrów.

Odnosząc się do osoby Reginy Pływackiej, z zawodu adwokat, pod datą 30 maja 1940 roku zwróciła uwagę na pogłoski, jakie krążyły w biurze, w którym pracowała, że (…) zajmuje się odzyskiwaniem pieniędzy należących się z tytułu różnych interesów Żydom przebywających w getcie. Ponieważ Żydom nie wolno przekraczać bram getta, ponoć Pływacka w ich imieniu inkasowała od Polaków i Niemców w Łodzi należne im sumy i pobierała za to sowitą prowizję, ponoć aż 20 procent, i na dodatek dzieliła się nią z Niemcem, który ją ubezpieczał (…) Pani Dora powiedziała (…) że pan Prezes podejrzewa adwokatkę o różne machinacje. Natomiast pod datą 24 czerwca 1940 roku, w związku z informacją o wymianie banknotów na terenie getta poinformowała, że w biurze prezesa pojawiła się Pływacka, która (…) wyglądała na zaniepokojoną, że nie może się spotkać z Prezesem (…) Nie trzeba być detektywem, by się domyślić, że obwieszczenie o wymianie pieniędzy ugodziło w prowadzone przez nią interesy między gettem a miastem.

Rumkowski uważał, że jedyną szansą ocalenia dla żydów jest zorganizowanie warsztatów pracy. Związane to było jednak z wysiedlaniem osób zamieszkujących budynek przeznaczony na warsztaty. Jak zapisała autorka wspomnień pod datą 3 czerwca 1940 roku, (…) przy wysiedleniu mieszkańców z domu przy ulicy Zgierskiej 11, gdzie miały powstać pracownie krawieckie, po prostu nie obyło się bez przemocy. Jednocześnie, jak donosiła sekretarka, dochodziło również do skandali handlowych, jak zapisany przypadek pod datą 27 czerwca 1940 roku, kiedy to prezes Rumkowski otrzymał reprymendę od Hansa Biebowa w związku z aferą (…) o jakiś list wysłany przez kupca z getta, który proponował komuś poza gettem sprzedaż wielkiej ilości pierza. (…) Biebow (…) zwrócił Przełożonemu uwagę, że listy handlowe nie mają prawa krążyć bez kontroli, że nie po to getto zostało zamknięte, żeby kupcy kpili sobie z tego. Nakazał ogłoszenie wśród ludności, że takie transakcje mają być zgłaszane do Przełożonego, a następnie przechodzić przez Zarząd Getta. Jak wielką uwagę przykładano do pracy potwierdza zachowanie Rumkowskiego w związku z zaplanowaną wizytą w getcie Heinricha Himmlera, kiedy to (…) Zaczęło się gorączkowe sprzątanie getta. Prezes krzyczał i groził, że przejaw najmniejszej niesubordynacji skończy się dla winnych w Centralnym Więzieniu.

W swoim pamiętniku pod datą 28 czerwca 1940 roku autorka zapisała jak w przypływie uniesienia i radości w związku z zwycięstwami armii niemieckiej szef Gestapo Richter powiedział Prezesowi: (…) „Już wkrótce Niemcy zdobędą świat. A wtedy Żydów wyślemy na Madagaskar, a pan zostanie ich królem!” (…) A kiedy Richter z śmiechem powiedział to Prezesowi, Rumkowski kiwnął głową, przytakiwał z zadowoleniem!.

Wpis z 5 sierpnia 1940 roku przyniósł interesujący opis Leo Goldberga, osoby którą autorka wspomnień znała z czasów swojej pracy w Gdańsku: (…) ostatnią wiadomością, jaką o nim miałam, był wyrok, który dostał za puszczanie w obieg fałszywych guldenów. Został wtedy skazany na długoterminowe więzienie, a po dziewięciu miesiącach wydalony przez władze gdańskie (…) Dora powiedziała, że Goldberg jest od jakiegoś czasu oficjalnym agentem policji kryminalnej w getcie i że Rumkowski wie doskonale o tym, co robi dla kripo.

Dnia 1 listopada 1940 roku Elżbieta Cherezińska zapisała informację, że wzięła udział w koncercie z okazji Jom Kippur. W swoich wspomnieniach zwróciła uwagę, że na koncert muzyczny Towarzystwa Hazomir w dawnym kinie Bajka bilety (…) wyprzedały się co do jednego (…) Był też Richter z gestapo, ze strony niemieckiej (…) Muzycy grali wyśmienicie. Na Sali delikatny zapach perfum, jak kiedyś!. Podobna informacja o koncertach w getcie pojawia się pod datą 3 grudnia 1941 roku, kiedy to pisze: (…) Już wcześniej w getcie było wielu dobrych muzyków, a teraz w transportach z Europy Zachodniej przyjechało kilku wirtuozów. Dzisiaj ma zagrać wiedeński pianista Birkenfeld. Biletów praktycznie nie można było dostać.

Pod datą 5 listopada 1940 roku sekretarka umieściła charakterystykę Dawida Gertlera. Był on w łódzkim getcie szefem Sonderkommando i kierownikiem „Wydziału Specjalnego” Sonderarbeiteilung , jednostki policji w getcie, służącej Niemcom na zasadach tajnej policji wywiadowczej. Jak zapisała sekretarka Rumkowskiego: (…) Jest oficjalnym agentem gestapo i nie kryje się z tym w najmniejszym stopniu (…) Najogólniej rzecz ujmując, nie jest to ciekawa figura (…) Ostatnio chwalił się, że przed wojną był macherem i załatwiał najróżniejsze sprawy dla łódzkich kupców. Mrugał przy tym, dając do zrozumienia, że nie były to interesy całkiem legalne.

Jednak najbardziej wymowny obraz stosunków panujących w getcie autorka umieściła pod datą 30 października 1941 roku. Odnosząc się do kwestii przyjazdu Niemców z zachodniej Europy do łódzkiego getta, zapisała: (…) Nowi w żaden sposób nie chcą zrozumieć, że getto wykonało wielki wysiłek, aby ich przyjąć (…) A oni zachowują się tak, jakbyśmy to my byli wszystkiemu winni, a nie Niemcy i wojna. To jakaś paranoja. Najwięcej arogancji wykazują niemieccy Żydzi. Odkąd wysiedli na rampie na Marysinie, narzekają. Że w getcie brud, że śmierdzi, że fatalne warunki. Sama słyszałam, jak mówili z pogardą, że Żydzi „stąd” zawsze żyli w biedzie jak w chlewie, więc są do tego przyzwyczajeni. To niesprawiedliwe, oni myślą, że jak przybyli z Zachodu, z „wielkiego świata”, to mogą nas obrażać! (…) Niemieccy Żydzi odmówili noszenia gwiazdy Dawida, takiej jak tu wszyscy nosimy, chcą nosić swoje gwiazdy (z napisem Jude), bo wydaje im się, że to znaczy coś więcej, że to ich odróżnia od nas, „biedaków ze Wschodu”. Naziści podzielili świat na panów i podludzi, a zachodni Żydzi, jakby w tym samym duchu odróżniają „lepszych Żydów” (siebie) od gorszych (nas)!.

Wzburzeniem dla Żydów były różnice w warunkach mieszkaniowych zaprowadzone na terenie getta. Jak zapisała sekretarka Rumkowskiego pod datą 24 grudnia 1940 roku, (…) ludziom (…) kłuje w oczy, że część dygnitarzy gettowych tak się ponad ogół wywyższa. Wiem, że i Prezes ma dwa mieszkania (…) W każdym razie, co do tych willi marysińskich, rozumiem wzburzenie ludności w getcie, kiedy docierają do nich informacje, że ten czy tamten mieszka sobie pięknie i swobodnie w domu, który też przed utworzeniem getta nie należał do niego.

Wymieniając zasługi dla getta, jakie poczynił Rumkowski autorka pod datą 12 stycznia 1941 roku wylicza, że w okresie ośmiu miesięcy od zamknięcia (…) ma swoją walutę, swoją pocztę, Bank Przełożonego, swoją policję i Służbę Porządkową, swoje szkolnictwo, opiekę zdrowotną, ma zorganizowane zakłady pracy i system zasiłków, ma kartki żywnościow, własny sąd, prokuraturę, więzienie i Najwyższą Izbę Kontroli. Od sierpnia ponownie otwarto Domy Modlitwy, jest nawet szkoła z wychowaniem religijnym.

Powyższe fragmenty są tylko wybranymi, które ukazują realizm życia w łódzkim getcie. Ukazują one jedną rzecz, którą stara się zataić w dyskusji publicznej – fakt, że w społeczności żydowskiej w czasie przebywania w getcie istniały różnice wynikające z zajmowanej pozycji, wpływów etc. Naszym obowiązkiem jest poznawać tą historię, gdyż inaczej będziemy bezbronni w argumenty w czasie dyskusji historycznych, które tak często przetaczają się na polskiej scenie politycznej.

Holokaust, polski antysemityzm... Rewelacje prof. Daviesa o zamkniętym spotkaniu w ambasadzie...

Data: 29.10.2019 21:47

Autor: ziemianin

tiny.pl

#NormanDavies #holokaust #antysemityzm #polska #niemcy #IIwojnaswiatowa #historia #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

– Byłem na tym spotkaniu trudnym człowiekiem, takim trudnym uczniem, który kwestionuje to, co mówi nauczyciel. Przeszkadzałem, bo z całego spotkania miało wyniknąć, że Polska była historycznym ośrodkiem antysemityzmu, w związku z czym zasadne jest określanie Polaków mianem antysemitów. Zakrzyczano mnie. Usłyszałem: "Siadaj!" i "polonofil" – tak o spotkaniu z 1974 roku mówi prof. Norman Davies w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Holokaust, polski antysemityzm… Rewelacje prof. Daviesa o zamkniętym spotkaniu w ambasadzie Izraela (ROZMOWA)

Podobno cierpi pan na nałóg periodyzacji.

Prof. Norman Davies*: Może nie cierpię, ale dzielę wszystkie opowieści na okresy i podokresy. Każdy temat historyczny wymaga periodyzacji.

Sam pan jest tematem historycznym.

Dziwnie być tematem historycznym, bohaterem własnej książki, ale tak, jestem i jakoś to przeżyłem. Będę chciał za chwilę włączyć telewizor. Zbiera się brytyjski parlament. Chyba za godzinę. Będzie pani nagrywać? Na początku pracy nad tą książką też nagrywałem. Wiele godzin. A tak w ogóle, to nie był mój pomysł. Kiedy skończyłem 70. rok życia, wydawca zaczął wspominać, że warto zrobić książkę. Pojawiła się koncepcja, że ma to być autobiografia, po części może wywiad, po części strumień myśli, ale bez określonej struktury. Była maszyna do nagrywania, miałem mówić do tej maszyny. Siedziałem i mówiłem – i wyszło fatalnie.

Wiem, potem pan poprawiał, pisał, potem pan zachorował, wyzdrowiał i w tym roku skończył pan 80 lat.

Nie pamiętam, ile było rund poprawiania tego pierwotnego tekstu. W każdym razie po pięciu latach chciałem rezygnować. Wydawca był jednak uparty. Zaproponowałem więc, że napiszę kapsułki, krótkie historie, epizody, które trzeba będzie dopasować do kolejnych rozdziałów. Pisałem. Prosiłem jednak, żeby powiedziano mi, kiedy przestać. Siedziałem w Oksfordzie i… napisałem ich chyba z siedemset. Horror. Teraz patrzę na tę książkę jak na risotto. Jest baza z ryżu i są dodatki.

Nie widać, gdzie ryż, a gdzie dodatki.

Czytelnik nie widzi, a więc w tym sensie książka jest dobrze zrobiona. Prawie osiemset stron nauki, jak nie pisać pamiętnika. To bardzo ciekawe, jak działa pamięć. Kiedy zadałem sobie pytanie, co się działo w moim życiu w latach 50., to na początku niewiele mi przychodziło do głowy. Byłem w szkole, trochą grałem w piłkę. Miałem też jakieś wspomnienia o domu, rodzicach. Ale znalazłem metodę na przypominanie. Opowiem na przykładzie. Weźmy samochód. Zacząłem się zastanawiać nad pierwszym samochodem w mojej rodzinie i nam tym, co się z nim wiązało, potem zacząłem sobie przypominać wszystkie następne samochody: drugi, trzeci. Okazuje się, że mózg potrafi iść po szlaku.

Teraz dopiero zdał pan sobie z tego sprawę?

Nie! Mam w tym sporą praktykę. Ludzie, którzy czytali tę książkę, pytają, jak to możliwe, że pamiętam tak dużo szczegółów. One po prostu przychodzą. Choć i tak mam poczucie, że bardzo dużo ominąłem, zapomniałem. Każdy pamiętnik musi być subiektywny.

I jest.

Musi być także selektywny.

Jest też bardzo polityczny.

Ach, nie aż tak bardzo. Większość książki nie dotyczy polityki. Życie człowieka dzieje się zawsze w jakiejś erze, na tle różnych sytuacji politycznych. Pamiętam wojnę, to, co po wojnie, zimną wojnę, PRL, Polskę w 1989 roku. Życie poza systemem jest niemożliwe. Doświadczyłem różnych rzeczy. Był czas, że mieszkałem w Krakowie, było to w latach 60., trwało trzy lata, i dość szybko zorientowałem się, że nie jestem tak wolnym człowiekiem, jak mi się wydaje. Okazało się, że chodzą za mną, otwierają listy, które do mnie przychodzą. Byłem zagrożony. Już żeby dostać wizę do PRL-u, trzeba było pójść w Londynie do konsulatu na wywiad, a potem już w PRL-u co trzy miesiące stawiać się na milicji. W pewnym momencie Służba Bezpieczeństwa nakłaniała mnie do współpracy. Z drugiej strony, szybko zdałem sobie sprawę, że ludzie pracujący dla tego systemu, są bardzo niekompetentni. Próbują mieć oko na wszystko, więcej niż oko: kontrolę po prostu, ale są bardzo źle poinformowani. Kiedy już byłem dość znanym autorem, do konsula w Londynie przyszedł telegram tej treści: "Zjawił się w Krakowie niejaki Norman Davies, "nieznany i niezapraszany". Prawda, że to słowo: "niezapraszany", brzmi znakomicie? Pisał to esbek, którego zadaniem była opieka nad obcokrajowcami w Krakowie, a jednak nie miał pojęcia, kim jestem.

Pana autobiografia jest w dużej części historią Polski.

Znowu lekka przesada. Jest też historią Wielkiej Brytanii i mnóstwa innych krajów. Ale prawdą jest, że przez 50 lat pisałem o Polsce i ta wiedza o Polsce poszła w świat. Moje książki przetłumaczono na 30 języków.

Jest też historią relacji polsko-żydowskich, a w zasadzie opowieścią o Polakach w kontekście Holokaustu.

Z tym się do końca nie zgodzę, ale rzeczywiście jest tak, że kilka razy znalazłem się w sytuacjach, które tego tematu dotyczyły, pisałem też na temat.

Panie profesorze, opisuje pan spotkanie w Ambasadzie Izraela w Londynie, w 1974 roku.

Zamknięte spotkanie. Było przeznaczone dla zawodowych młodych historyków. Mówił głównie Yehuda Bauer, izraelski historyk. To miały być warsztaty nauczania o Holokauście. Początek wielkiej akcji, wielkiej kampanii promowania wiedzy o Holokauście na świecie. Profesor Bauer jasno przedstawił schemat historyczny. Opierał siś on na tym, że w czasie wojny, w Polsce, bo to wszystko odbyło się przecież w Polsce, byli wykonawcy, były ofiary i byli ci, którzy na to wszystko biernie patrzyli, tzw. "bystanders". Wykonawcy to hitlerowcy…

Niemcy.

Nie, nie Niemcy: naziści, hitlerowcy. Rzadko się mówi o Niemcach kolektywnie, stereotypowo, jak o Polakach. W tym schemacie nie występowało słowo "Niemcy". Byli hitlerowcy i kolaboranci, ofiary, ale wyłącznie Żydzi, i ci bierni, czyli Polacy. Powiedziałem wtedy: przepraszam, mój teść, Polak, w czasie Holokaustu siedział w dwóch obozach koncentracyjnych.

Wstał pan, rękę pan podniósł?

Tak. Wstałem. Mówiłem o teściu, który przeżył Dachau i Mauthausen. Zapytałem prof. Bauera, czy w związku z tym mój teść był biernym obserwatorem Holokaustu. Usłyszałem, że są wyjątki. Ja na to, że mój teść nie był jedynym Polakiem w obozach koncentracyjnych, tylko miliony Polaków cierpiały, ginęły, więc cały ten schemat nie bardzo pasuje do rzeczywistości.

Ilu było wtedy brytyjskich historyków w ambasadzie Izraela?

Może trzydziestu, może kilku więcej.

I tylko pan zaoponował?

Tylko ja, dlatego to pamiętam. Byłem na tym spotkaniu trudnym człowiekiem, takim trudnym uczniem, który kwestionuje to, co mówi nauczyciel. Przeszkadzałem, bo z całego spotkania miało wyniknąć, że Polska była historycznym ośrodkiem antysemityzmu, w związku z czym zasadne jest określanie Polaków mianem antysemitów. Zakrzyczano mnie. Usłyszałem: "Siadaj!" i "polonofil".

Te ostatnie jako obelgę?

Hm… To było 40 lat temu, ale tak, pamiętam. Tak niestety jest, że Polska została wpisana do tego schematu jakby z góry. I to ciągle wychodzi.

Gdzie jest ta "góra"?

Bardzo często w Ameryce, ale również w Izraelu. Każdy naród, każdy rząd mają pewne schematy w myśleniu o historii. Tylko że Izrael ma specyficzną politykę historyczną. Mogę tysiąc razy powiedzieć, że ten schemat jest nieprawdziwy, ale jeśli jest on powtarzany milion razy, to moje słowa pozostaną kroplą w oceanie. Niestety, ten schemat został przyjęty na Zachodzie, nie tylko na uczelniach, ale i na poziomie wiedzy powszechnej, i dominuje w narracjach o II wojnie światowej. Stało się to jednak dopiero w latach 70. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy byłem studentem w Oksfordzie, w końcu lat 50. i na początku 60., to Holokaust w programie studiów nie istniał. Nie istniał też jako temat w państwie Izrael przez pierwszych dwadzieścia lat po wojnie. Izraelczycy nie chcieli o tym mówić ani słuchać. Kiedy prawica izraelska zdobyła władzę, wymyślono ten schemat, który ja poznałem w 1974 roku. Teraz jest jak Biblia, jedyna niepodważalna prawda. Kiedy już byłem profesorem w Londynie, trudno mi było tłumaczyć, że to zło hitlerowskie, niemieckie, faszystowskie nie było jedyne.

Że był jeszcze komunizm, stalinizm?

Nie tylko, ale głównie. W czasie moich studiów o Stalinie mówiło się często jako o dobrym sojuszniku. Ci, co protestowali, mówili, że było inaczej, byli traktowani jak wariaci, nie liczono się z nimi. Kiedy zaczęto mówić o Holokauście, równocześnie zaczęły się pojawiać świadectwa, że i Stalin to nie był taki znowu miły wuj. Z tym że trzeba pamiętać, że nasze władze nie przyjęły do końca prawdy o Katyniu.

Pan miał wykład m.in. na temat Katynia na Uniwersytecie w Teksasie już w drugiej połowie lat 80.

Wygłosiłem gościnnie wykład o stosunkach polsko-sowieckich. Szefowa wydziału coś niecoś wiedziała o Stalinie, pisywała o nim. Kiedy powiedziałem o Katyniu, że za tą zbrodnią stał Stalin, to zaczęto mnie pytać, jakie mam na to dowody, dokumenty, czy nie powtarzam nazistowskiej propagandy, bo przecież Goebbels w tej kwestii kłamał. I wie pani, nie było dyskusji. To był 1986 rok. Teraz sytuacja się zmieniła. Świat wie o morderczym reżimie Stalina, tylko że emocjonalnie wciąż tego nie przyjmuje. Jest wiedza, są książki dla specjalistów, można o tym czytać, ale publiczność wciąż nie czuje, że to było takie samo zło, jakiego dokonali Niemcy. Albo jeszcze inaczej: tego stalinowskiego zła nie wolno porównywać z hitlerowskim. Każdy historyk, który mówi – tak jak ja – że były dwa mordercze systemy walczące ze sobą, III Rzesza i ZSRR, jest od razu potępiany. Słychać, że tak nie wolno mówić, że to jest przesada. Owszem, przyjmuje się, że Stalin nie był najlepszy, ale jednak walczył po dobrej stronie. To jest dalej polityczna wizja przeszłości. Muszę dodać, że wiele lat później, po powrocie do Teksasu, zostałem tam bardzo dobrze przyjęty. Miasto Houston ogłosiło Dzień Normana Daviesa. Młodszy profesor z Uniwersytetu w Teksasie napisał, że jestem "najwybitniejszym historykiem Europy".

Jednak żołnierze radzieccy nas wyzwolili – to Włodzimierz Czarzasty, szef SLD, kilka dni temu.

Tak? Wyzwolili i równocześnie ciemiężyli. Sami czerwonoarmiści byli niewolnikami. Przecież marszałkowie wojskowi nie kierowali armią… Co roku w styczniu jest uroczystość z okazji wyzwolenia Auschwitz.

Przez Armię Czerwoną.

Tak, i to jest prawda. Tylko że kilkaset kilometrów na wschód, koło Lublina, jest Majdanek, obóz koncentracyjny, który Sowieci wyzwolili, po czym NKWD wpakowało tam Polaków z Armii Krajowej. To dla świata jest za trudne do przyjęcia. Albo zostaje przyjęte tylko mechanicznie, ale emocjonalnie już nie.

Pan miał poczucie, że się zderza ze ścianą.

Miałem i mam.

14 grudnia 1981 roku wychodzi w Wielkiej Brytanii pana książka "Boże igrzysko. Historia Polski".

Prawda, że znakomity moment? Lepszego nie mógłbym sobie wybrać. W Polsce właśnie wprowadzono stan wojenny, a tu premierę ma książka o Polsce. Jednak muszę powiedzieć, że to był kompletny przypadek. Książka miała być wydrukowana rok wcześniej. To był duży tom, bardzo skomplikowany materiał. Redakcja trwała w nieskończoność. I rzeczywiście "Boże igrzysko" ukazało się 14 grudnia.

Potem pojechał pan do Kalifornii, na Uniwersytet Stanforda.

Nie od razu. Cztery lata później. W 1984 roku dostałem zaproszenie, by ubiegać się o Katedrę Historii Europy Wschodniej na Uniwersytecie Stanforda. Prawie dwa lata trwał proces aplikacyjny. Zostałem wybrany jednogłośnie przez komisję kwalifikacyjną. I zaczęło się coś, co trudno zrozumieć. Było jak u Kafki. Po raz pierwszy opisałem to wszystko, w zasadzie dzień po dniu, w autobiografii. Trudno uwierzyć, że w słonecznej Kalifornii wydarzyło się coś, co przypomina Koreę Północną. Niewidzialne siły, zmowa milczenia. Niemożliwe do wyjaśnienia, do zrozumienia, działanie sił wyższych.

Ale nie Boga.

Nie, nie Boga. Ludzi. Kiedy w zasadzie wszystkie formalności zostały załatwione, kupowaliśmy już dom w kampusie, zadzwonił telefon. Pełniący obowiązki przewodniczącego Wydziału Historii w Stanfordzie powiedział grobowym głosem: "Pojawił się pewien problem. Na pana miejscu wróciłbym do Londynu i zapomniał o wszystkim. Nie dostanie pan tej posady". Kiedy zapytałem, o co chodzi, usłyszałem tylko: "Przepraszam, nie wolno mi więcej powiedzieć. Do widzenia". Potem, kiedy pytałem różnych ludzi, o co chodzi, słyszałem tylko: "Nie wolno mi o tym mówić". Jeden z emerytowanych profesorów zastąpił mi drogę i powiedział: "Na pańskim miejscu przekazałbym datek na Palestyńczyków". Dowiedziałem się po kilku tygodniach, że moja sprawa powiązana jest z kwestiami żydowskimi, a zasadzie z opisywanymi przeze mnie stosunkami polsko-żydowskimi.

Chodziło o to, że pan się przeciwstawił temu obowiązującemu schematowi dotyczącemu Holokaustu?

Tak jest. O to chodziło. Jestem przekonany, że mój grzech w ich oczach był taki, iż nie pisałem, że Polacy są antysemitami. Wszyscy Polacy. Bo w tym schemacie jest jeszcze antysemityzm Polaków. On ma być kolektywny, nie ma wyjątków. Polacy kolaborowali, Polacy są antysemitami, a więc popierali Hitlera. Owszem, walczyli przez miesiąc na początku, ale potem w zasadzie zgodzili się z polityką Hitlera. Oczywiście to jest strasznie niesprawiedliwe, ale jeśli jest milion razy powtarzane, to wiemy, jakie przynosi efekty.

Jeśli ten schemat ciągle obowiązuje, to pan się stawia w pozycji wroga.

Naturalnie. I zastanawiałem się, czy powinienem o tym mówić, czy nie. Doszedłem jednak do wniosku, że mam już tyle lat, iż czas to powiedzieć wprost. Ten czas był bardzo bolesny, trudno było to wszystko znieść. Moja żona była wtedy w ciąży, wkrótce urodził się nasz syn. Dlatego bardzo ważni byli dla mnie ci ludzie, którzy mnie wówczas wspierali, m.in. Piotr, Anita, Karolina z rodziną, Suzy i Chris, Paul McCloskey – prawnik, były kongresman, ówczesny członek Rady Nadzorczej Wydziału Prawa na Stanfordzie, wielokrotny bohater i wojenny, i cywilny, pułkownik piechoty morskiej. Zaproponował mi swoje usługi bezpłatnie. On sam spotykał się przez lata z różnymi problemami w kongresie. Niesłusznie nazywany był antysemitą. Koniec końców zostałem wygnany. Stałem się pariasem, formalnie wykluczonym.

Z łatką antysemity?

Nie całkiem. Taką łatką czy bez niej, bardzo łatwo skończyć komuś karierę. Przeżyłem to wszystko, wróciłem do Europy, do Wielkiej Brytanii, i cała afera nie wpłynęła na moją dalszą karierę. Nikt do sprawy nie wracał. Ludzie wolą o tych rzeczach nie mówić.

Dlaczego?

Bo to skomplikowane, w pewnym sensie niebezpieczne, trudno o tym opowiadać krótko i przekonująco.

Nie było też wtedy internetu.

Przez jakiś czas o sprawie pisała prasa. Wiedziałem, że tabloidy są okrutne i lepiej nie być na pierwszych stronach tych szmatławców. Wytrzymałem, nie zmieniłem zdania, nie poddałem się presji.

Jak mówić o historii, uczyć jej, kiedy ma się do czynienia z takimi schematami?

Nie jestem sam. Są inni koledzy. Ostatnio bardzo dzielnie walczy prof. Timothy Snyder. Byłem egzaminatorem jego doktoratu, więc w pewnym sensie on jest…

Kontynuatorem pana pracy?

Ma podobne do mnie poglądy na II wojnę światową i jest dzielny. Tylko że kilku osobom ciężko jest przeciwstawić się tezom powielanym od kilkudziesięciu lat.

Obecny rząd polski powinien nosić pana na rękach za walkę z tym schematem.

Nie nosi i nad tym nie ubolewam. Swoją drogą, ciekaw jestem, jaka będzie reakcja publiczności na wszystko, co napisałem w tej książce. Polska ciągle przez ten schemat cierpi.

Ten dotyczący Holokaustu?

Problem jest dużo szerszy. Jest wielka próżnia, jeśli chodzi w ogóle o wiedzę o Polsce za granicą. Właściwie mało kto wie cokolwiek o Polsce. To nawet nie jest brak wiedzy. To jest indyferentyzm. Ostatnio stworzyłem małą fundację, której celem jest poprawienie stanu wiedzy o Polsce na świecie. Działamy.

Kilka lat temu, w 2013 roku, w Oksfordzie został powołany Programme on Modern Poland – badania nad współczesną Polską, którego pan był inicjatorem. Pieniądze na ten program przekazał Leszek Czarnecki, jeden z najbogatszych Polaków. I program nie działa.

Przykro mi to mówić, ale tak jest. Program już nie istnieje. W Oksfordzie jest przeszło stu profesorów historii. I prawie nikt z nich nie poświęca nawet jednej godziny na historię Polski. Jest gorzej niż wtedy kiedy ja byłem studentem. A to było 60 lat temu!

Nie chcą Polski w Oksfordzie.

Niezbyt chcą. Ale tu i tam są dobrzy specjaliści, tacy jak Antony Polonsky, który poświęcił długą karierę na poprawę stosunków polsko-żydowskich. To jest mój bliski kolega od lat, od czasów kiedy pracowaliśmy na uniwersytecie w Londynie. Jesteśmy mniejszością, mniej niż mniejszością, to zaledwie kilka osób, które chcą, żeby powstały solidne studia dotyczące Polski na światowych uniwersytetach. Mam poczucie, że Polska i jej region stanowią czarną dziurę pomiędzy Niemcami a Rosją. Rosjanie mają bardzo dobrą, wpływową politykę historyczną. Niemcy też.

Ostatnio również Ukraińcy.

Faktycznie, są dużo lepiej zorganizowani niż Polacy. Na Harvardzie jest Instytut Studiów Ukraińskich, polskich nie ma. I nie, to nie wynika z braku pieniędzy, tego jestem pewien. Są różne przyczyny.

Jest opór ze strony Zachodu?

Jest rodzaj muru. Na uniwersytetach pojawiła się tendencja w politologii, historii itd., która nie sprzyja promowaniu pojedynczych narodów. Trzeba umieszczać studia polskie w szerszym kontekście, np. europeistyki. Również slawistyka nie stwarza dobrego środowiska, ponieważ zawsze dominoważ tam będzie rusycystyka.

Sam pan często mówi, że historia Polski to nie jest historia narodowa.

Tak. Polska ma wielonarodowe dziedzictwo. Niestety niewielu naukowców troszczy się o to na tyle, by stworzyś program studiów. W tej chwili w Wielkiej Brytanii tylko w Cambridge funkcjonuje program polski. Działa tam pewien młody Australijczyk, taki trochę drugi Norman Davies, człowiek z zewnątrz, który kiedyś przypadkowo się znalazł w Polsce. Był lektorem języka angielskiego w Bielsku-Białej. Nazywa się Stanley Bill.

Pan też kiedyś uczył angielskiego.

Dlatego mówię, że to drugi Norman Davies (śmiech). Potem zrobił doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację. Dzwoni do pana premier Gliński…

Nie dzwoni, nie zadzwoni.

Załóżmy. Dzwoni i proponuje współpracę w dobrze rozumianym interesie Polski. Co pan robi?

Rozmawiam. Zawsze chętnie z każdym rozmawiam. Mam swoje zasady i wiem, że nie pasuję do współpracy z rządami, ale nigdy nie powiem, że nie będę rozmawiać.

Zdarzało się przez te 30 lat wolnej Polski, że polscy politycy wyśmiewali politykę historyczną. Słychać było, że trzeba patrzeć w przyszłość, a nie zajmować się historią. Pamięta pan?

Trzeba wyjaśnić, co to znaczy polityka historyczna. Moim zdaniem potrzebne było wypełnienie czarnych dziur po latach PRL-u, ale nie wprowadzanie historii sterowanej. Tak, pamiętam. Np. Powstanie Warszawskie, jedno z kluczowych wydarzeń w XX-wiecznej historii Polski. W 1994 roku, w 50. rocznicę Powstania, nie wyszła ani jedna nowa książka na ten temat. Funkcjonowało tylko przestarzałe "Powstanie Warszawskie" Jana Ciechanowskiego. Jednostronna analiza. Temat Powstania w zasadzie w ogóle się nie pojawiał w latach 90. Już było wolno, ale nikt nie chciał tym się zajmować. Czułem, że jeśli ja o tym wydarzeniu nie napiszę, to nikt tego nie zrobi. Kiedy na początku tego wieku zacząłem się przygotowywać do tej książki, już był internet. I kiedy się wpisało w wyszukiwarkę frazę "Warsaw Rising", to bez wyjątku wychodziły tylko informacje o powstaniu w getcie. Powstanie 1944 roku nie istniało. Moja książka wyszła w 2003 roku i nareszcie termin "Powstanie Warszawskie" pojawił się wysoko w wyszukiwarkach. To wielki sukces. Dokonała się jeszcze jedna ważna zmiana – teraz jest "Warsaw Getto Rising" i "Warsaw Rising". I jest porządek.

I jest Muzeum Powstania Warszawskiego.

I sam temat, i muzeum zostały niestety upolitycznione. Oczywiście, ja jestem za tym muzeum i uważam za skandal to, że wcześniej nie istniało, jednak trochę brakuje w nim równowagi, czasem jest przesadna gloryfikacja, wciągane są w to nawet dzieci. A przecież Powstanie Warszawskie było straszną tragedią.

Mam takie wrażenie, że publiczność nie chce niuansów, i nie mówię tego tylko w kontekście historii Polski. Ludzie chcą, żeby wszystko było czarne albo białe. Mity, redukcja do czystego dobra albo czystego zła to są powszechne zjawiska. A my, biedni historycy, nie dajemy sobie rady z mitami. One rosną szybciej. Nie nadążamy za nimi.

Przedmowę do swojej autobiografii pisał pan 29 marca 2019 roku.

Ten dzień był od dwóch lat wskazywany jako data wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej. Większość tej książki pisałem w erze brexitu. 20 lat temu napisałem, że Królestwo Zjednoczone jest zagrożone, że jesteśmy o wiele słabsi niż kiedyż – i brexit obnażył te wszystkie słabości. W tej chwili rodzi się nacjonalizm angielski (nie ogólnobrytyjski) i brexit jest owocem właśnie tego nacjonalizmu. Przecież ci zwolennicy brexitu nawet nie wiedzieli, że my mamy granicę międzynarodową z Irlandią i jeśli wyjdziemy z Unii, ta granica będzie granicą unijną. Taką jak ta Polski z Ukrainą. To jest brak edukacji, brak wyobraźni, do tego anglocentryzm. Zbliża się koniec tego Królestwa. Nacjonalizm i populizm jest widoczny w różnych krajach. To jest chyba skutek globalizacji, że budzi się jakaś fałszywa nostalgia za dawną wielkością. "Make America Great Again" – to jest hasło prezydenta Trumpa. W Wielkiej Brytanii wspomina się Imperium Brytyjskie. I zwykły człowiek czuje, że ktoś odebrał mu tę wielkość.

Pan ma w swoim środowisku zwolenników Brexitu?

U mnie w Oksfordzie 80 procent mieszkańców jest przeciw brexitowi, w Londynie też. Jednak niedawno byłem zaproszony na wykład do ważnego business clubu. Środowisko bogatych ludzi.

W Londynie?

Nie, w sercu Anglii. I 99 procent uczestników tego spotkania było za brexitem. Kiedy powiedziałem, że jestem przeciwnikiem wyjścia z Unii, usłyszałem, że pluję na Anglię, że nie jestem patriotą.

W Polsce też obserwujemy tęsknotę za wielkością.

I też za fałszywą. Widać to w edukacji, w tym, jak dzieci uczone są historii, patriotyzmu. Jako Brytyjczyk jestem jednak skrępowany, kiedy mówię o współczesnej Polsce.

Wiele razy pan o niej mówił.

Ale teraz nie chcę.

Panu z zewnątrz jest łatwiej.

Skorzystałem z tej łatwości i przez 50 lat pisałem o polskich sprawach. Mam nadzieję, że korzystnie.

*Norman Davies – historyk, profesor Uniwersytetu Londyńskiego, członek Polskiej Akademii Umiejętności i Akademii Brytyjskiej, kawaler Orderu Orła Białego. W 2019 roku Akademia Szwedzka przyjęła jego nominację na listę kandydatów do literackiej Nagrody Nobla. We wrześniu ukazała się jego biografia: "Norman Davies. Sam o sobie"

Mocz, kupa i zioła - historia pisma. Historia Bez Cenzury

Data: 24.10.2019 21:13

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #hbc #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #ciekawostkihistoryczne

Dzisiaj będziecie mieli okazję się przekonać, jak fascynująca jest historia książek i w ogóle pisma. Kiedy zaczęto pisać i na czym to robiono? Kto wymyślił książki i ile jest warta Biblia Gutenberga? Co w średniowieczu robiono z … nienarodzonych owieczek? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Mocz, kupa i zioła – historia pisma. Historia Bez Cenzury

Niemieccy historycy krytycznie o pomniku polskich ofiar wojny

Data: 18.10.2019 18:13

Autor: kagomat

dw.com

Inicjatywa wzniesienia w stolicy Niemiec pomnika poświęconego polski ofiarom wojny i okupacji ma poparcie wielu polityków z różnych opcji, w tym ostatnio tak prominentnych jak przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schaeuble czy szef MSZ Haiko Maas. Jednak wielu historyków w Niemczech sceptycznie odnosi się do tego projektu, przestrzegając z jednej strony przed pomijaniem innych ofiar niemieckiej wojny na wyniszczenie na wschodzie Europy, a z drugiej przed ograniczaniem się do symboli.

#historia #polityka #iiwojnaswiatowa

Data: 18.10.2019 17:24

Autor: FiligranowyGucio

Lemingopedia_FB

Nie wiem czy Państwo wiedzą, ale u naszych zachodnich sąsiadów toczy się dyskusja na temat: czy upamiętnić polskie ofiary wojny pomnikiem w Berlinie. Zebrała się elita i w dyskusji ustaliła, że… są różne opinie. Pomnik? W centrum Berlina? I co na nim napiszemy? Że zamordowaliśmy 6 mln sąsiadów? Nein!

Sam pomysł jest wspierany oficjalnie przez przewodniczącego Bundestagu Wolfganga Schaublea oraz szefa MSZ Haiko Maasa. To kwestia polityki, żeby uśmiechać się do każdego. Sęk w tym, że niemiecka polityka jest najlepiej zorganizowaną i współgrającą w Europie. To oznacza, że to, czego nie mogą powiedzieć politycy – powiedzą – w tym wypadku – historycy. A historycy bardzo sceptycznie odnoszą się do projektu, podnosząc argument, że to trochę niesprawiedliwe. No wiecie… "My tu się kajamy za jakieś bieda 6 mln Polaków, a kto pamięta o niemieckich ofiarach wojny na wschodzie?!?!?!". Już nawet nie wspomnę, jak przy tym brzmi całkowicie debilny i aberracyjny argument numer dwa: że oni nie chcą OGRANICZAĆ SIĘ WYŁĄCZNIE DO SYMBOLI – czyli pomnika. Ależ kochani sąsiedzi! Ja naprawdę nie widzę problemu. Postawcie pomnik, zróbcie muzeum, wypłaćcie reparacje i żyjmy sobie w tej wspólnej Europie.

Wspomniałem o Muzeum? Teraz będzie dobre. Podczas tej debaty wysnuto wniosek, że Niemcy powinni upamiętnić wszystkie ofairy wojny na WSCHODZIE EUROPY, a nie że Polaków. Dlaczego? Wildt trochę się wygadał…

– Naszym celem nie może być pomnik – powiedział były dyrektor Muzeum Niemiecko-Rosyjskiego Berlin-Karlshorst Peter Jahn. – Potrzebujemy miejsca, które będzie informować o różnych aspektach wojny (na wschodzie) i różnych grupach ofiar – podkreślał.

Jahn zabiega o upamiętnienie w tej formie w stolicy Niemiec ofiar nazistowskiej polityki „przestrzeni życiowej" (Lebensraum). Nazistowska polityka, to wiadomo – ta co uciskała od początku lat 30. biednych Niemców, znajdujących się pod nazistowską okupacją.

Zdaniem prof. Martina Austa z Uniwersytetu w Bonn tylko stworzenie miejsca pamięci i dokumentacji pozwoli jednocześnie na oddanie czci ofiarom, jak i na historyczną edukację o tym, jak wyglądała niemiecka wojna na wyniszczenie na wschodzie Europy. Niemcy wciąż bardzo mało wiedzą na ten temat – wskazywał. – Z jednej strony chodzi o upamiętnienie ofiar i empatię, a z drugiej o spojrzenie na czyny naszych przodków – dodał Aust.

Profesor Michael Wildt z Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie ocenił, że poparcie przedstawicieli niemiecki władz dla projektu pomnika wynika nie tylko z woli uhonorowania polskich ofiar wojny, ale jest także "politycznym ustępstwem wobec ważnego kraju europejskiego, jakim jest Polska". – Z kolei Polska pod rządami PiS ma jasny program nacjonalizacji pamięci, PODKREŚLA SIĘ, ŻE TO POLACY SĄ OFIARAMI. Niestety nie żartuję. To był zarzut wobec nas, że naród, któremu wymordowano 6 mln obywateli śmie mieć się za ofiarę wojny.

Mamy do czynienia z polityczną instrumentalizacją debaty – przekonywał Wildt.

Teraz zapnijcie pasy.

Podczas debaty pojawiło się także pytanie zasadnicze. No jakbyśmy postawili ten pomnik, to co na nim napisać?

Tu niemiecki historyk Wildt też przyszedł z pomocą! – BYŁY NIE TYLKO POLSKIE OFIARY, ALE I POLSCY SPRAWCY, jak na przykład w Jedwabnym – powiedział. – Jeśli damy się wciągnąć w nacjonalizację narracji, jaką prowadzi PiS, nie będziemy w stanie ukazać i udokumentować historii. Istnieją złożone zależności, których nie da się opisać w pięciu linijkach na pomniku – mówił.

Już pal go sześć te Jedwabne i odwieczną dyskusję na temat – Polacy wymordowali? Niemcy? Czy to był odwet? Odkopać, zbadać, uczcić, pochować tak, jak to powinno być zrobione. Dobra panie Wild. Wiem, że jako naród, cholernie lubicie cyferki, do tego stopnia, że woleliście nazywać ludzi numerem niż nazwiskiem. Pobawmy się w te numerki. W Jedwabnem zginęło ok. 340 osób. Panie Wild, serio zestawił Pan to z 6 mln polskich obywateli i nawet brewka panu nie tykła? 6 mln, Niemcze!

Uczestnicy dyskusji podkreślali też, że ewentualne miejsce pamięci i dokumentacji musi powstać w dialogu z krajami, których ma dotyczyć, co jednak nie będzie proste – ze względu na różne spojrzenia tych narodów na historię II wojny światowej. – Iluzją byłoby wierzyć, że Polacy czy Ukraińcy usiądą przy jednym stole z Rosjanami – przyznał Aust.

Z apelem o wzniesienie w Berlinie pomnika polskich ofiar wojny i okupacji niemieckiej w latach 1939-1945 wystąpiła w 2017 roku grupa niemieckich polityków i historyków. Inicjatorem apelu był architekt Florian Mausbach. Wskazano już nawet miejsce, gdzie monument miałby stanąć. To Plac Askański nieopodal ruin dworca kolejowego Anhalter Bahnhof. Miejsce to odwiedzili 1 września br., w 80. rocznicę niemieckiej napaści na Polskę, marszałek Sejmu Elżbieta Witek i przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schaeuble, co uznano za sygnał, że projekt pomnika nabiera impetu.

I wiecie co Wam powiem? A gówno nabierze impetu. Powiem tak… to nie tylko bezczelność, ale i skrajna perfidia. Dlaczego? Bo to, co mówią historycy – jest właśnie realizacją polityki Niemiec. Zobaczycie, że nasze dzieci będą się tłumaczyć z polskiego terroru wobec niemieckich żołnierzy. Bo jak dziadek Hans palił i mordował Warszawę, to mu cegła na głowę spadła z rozwalonej kamienicy. Tej samej, co to ją później Polacy zabrali Żydom, a teraz nie chcą oddać. Tak będzie…

Niemcy tracą kolejną szansę, żeby między nami było normalnie.

#historia #polityka #niemcy #polska #drugawojnaswiatowa #pomnik

Data: 18.10.2019 09:36

Autor: FiligranowyGucio

"Wiadomo mi, że z końcem czerwca 1942 r. gestapo krakowskie, oddział dla spraw żydowskich, w osobach: sekretarza policji kryminalnej Willy Kunde, Heinricha Oldego, rozkazali radzie żydowskiej przygotowanie sznurów oraz talku. Powszechnie sądzono, że przygotowuje się egzekucja na członkach rady żydowskiej lub innych mieszkańcach ghetta. Równocześnie nakazano, by cała rada żydowska wraz z personelem kancelaryjnym nazajutrz, dnia, o ile sobie przypominam – 23 czerwca 1942 oraz wybrany przez gestapo oddział tzw. mundurowej żydowskiej policji porządkowej (Ordnungsdienst) z jej komendantem, Simche Spirą na czele, udali się do Płaszowa.

Wiadomo mi, że w grupie żydowskiej policji porządkowej znajdowali się następujący członkowie OD. Simche Spira, Silberman, którego nazwiska nie pamiętam, Feiler Mojżesz, Dawid Immerglück, Leon Schleifer, Salo Rottersmann, Herman Rosner, Ignacy Neiger, Herman Neiger, Szeiner Ignacy i Efroim Immerglück.

Na miejscu zgromadzeni otoczeni byli niemiecką policją i na przygotowanej szubienicy członkowie OD wyżej wymienieni, z rozkazu niejakiego Obersturmführera gestapo – Bächera, o czym dowiedziałem się w tym samym dniu z ust jednego z odemanów (członkowie policji żydowskiej) , powiesili siedmiu skazańców, przywiezionych przez gestapo autem. Między powieszonymi znajdował się jeden albo dwóch Żydów, a reszta Polaków. Z opowiadania asystujących przy egzekucji odemanów wiem, że siedmiu skazańców przywieziono w godzinach przedpołudniowych, około godz. 10-tej autem ciężarowym i ustawiono ich obok uprzednio przygotowanej szubienicy. Każdego ze skazańców wprowadzono na specjalnie do tego celu przygotowane schodki, następnie jeden z odemanów przytrzymywał skazańca, a drugi nakładał pętlę. Po założeniu pętli inny z odemanów na polecenie nadzorujących gestapowców podrywał stopnie spod nóg skazańca, tak że ten zawisał w powietrzu. Podczas wykonywania egzekucji na jednym – inni skazańcy czekali na swoją kolej. Cała egzekucja robiła straszliwe wrażenie z uwagi na to, że odemani nie mieli żadnej wprawy w kierunku wieszania ludzi, w związku z czym zdarzało się, że skazaniec, którego miano powiesić, już z samej szubienicy urywał się i tego wieszano po raz drugi. Radę Żydowską i cały personel gminy użyto do tej egzekucji w tym celu, aby wzburzyć opinię ludności polskiej przeciw Żydom, jako rzekomym sprawcom egzekucji, a z drugiej strony, by mieć „galerię”, przyglądającą się tej niesamowitej egzekucji. Jako powód wykonania tej egzekucji podano sabotaż kolejowy, wykonany w ten sposób, że nieznani sprawcy rozkręcili szyny kolejowe w okolicy Bieżanowa, na skutek czego wykoleił się pociąg. Nazwisk powieszonych nie znam, w każdym razie z opowiadania odemanów wiem, że byli to więźniowie, ponieważ zdradzali ślady wyczerpania i katowania ich w więzieniach przez Niemców. Według posiadanych przeze mnie informacji zwłoki skazanych miały wisieć na szubienicy kilka dni, ale następnie z nieznanych mi powodów zdjęto już je nazajutrz o godzinie 10-tej wieczór. Dokąd wywieziono zwłoki nie wiem, ale wiem, że zdejmowali je z szubienicy ci sami odemani, którzy wykonali egzekucję.

Z zeznań dr. Dawida Schlanga, syna Arona i Anny, wyznawcy religii mojżeszowej, z zawodu adwokata na temat egzekucji przy ul. Wodnej (oryginalna pisownia)

W 1942 r. Niemcy rozpoczęli w Krakowie publiczne egzekucje. Pierwszej z nich dokonali przy ul. Wodnej, 26 czerwca 1942 r. Powieszono wówczas siedem osób. 2 października 1943 r. Hans Frank podpisał rozporządzenie „O zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie”. Od tego momentu co kilka tygodni odbywały się na ulicach Krakowa publiczne egzekucje zakładników z więzień krakowskich. Ostatnią masową zbrodnią niemiecką, wykonaną na oczach mieszkańców miasta, było rozstrzelanie 27 maja 1944 r. przy ul. Botanicznej 40 zakładników. Tragicznym finałem kilkuletniej okupacji Krakowa była pacyfikacja w Dąbiu, przeprowadzona 15 stycznia 1945 r. Zamordowano wówczas co najmniej 79 osób."

https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%BCdischer_Ordnungsdienst

#historia #zydzi #polska #krakow #okupacja #drugawojnaswiatowa

Data: 14.10.2019 12:39

Autor: FiligranowyGucio

CAŁA PRAWDA O SKINHEADACH

Skinhead Attitude

reżyser: Daniel Schweizer

film dokumentalny, Szwajcaria/Francja/Niemcy, 2003, 89 min.

Historia 40 lat ruchu skinheadów – powstania, transformacji i radykalizacji tej młodzieżowej subkultury, od skrajnych prawicowych do najbardziej lewicowych odłamów.

Dla większości ludzi słowo "skinhead" równa się przemoc, nienawiść i rasizm. Ten buntowniczy ruch młodzieżowy uważany jest współcześnie za jedną z najbardziej niebezpiecznych subkultur w zachodnich społeczeństwach. Reżyser Daniel Schweizer zabiera nas na Jamajkę, gdzie swe korzenie ma ruch skinheadów oraz muzyka ska, ściśle z nim związana. Przewodnikiem po filmie jest Karole, 22-letnia skinheadka z tradycyjnym, antyrasistowskim podejściem. W trakcie tej muzycznej podróży spotkamy współczesnych młodych skinheadów na koncertach i podczas międzynarodowych zgromadzeń, od Francji do Wielkiej Brytanii, od Skandynawii do USA.

W Londynie poznamy skinów, którzy pamiętają początki ruchu i protagonistów sceny muzycznej takich, jak Buster Bloodwessel z Bad Manners i Jimmiego Purseya, lidera punkowej SHAM 69. Dowiadujemy się, że jako pierwsi na znak protestu przeciwko rasizmowi w swym kraju głowy ogolili młodzi Murzyni z angielskiej klasy robotniczej. Dzięki wielu niepublikowanym materiałom archiwalnym twórcy filmu odkrywają rolę neonazistów w kształtowaniu zmian w ruchu skinów i analizują, co było tak atrakcyjnego, że wielu skinów przystąpiło do neonazistów?

Wraz z kryzysem w ruchu skinów i narodzinami ruchu punków narodzili się nazistowscy skini, których charakteryzują czarne kurtki, ogolone czaszki, swastyki i przemoc. W ten sposób część skinów stała się rasistami. W 1987 roku Ian Stuart z grupy Screwdriver założył organizację neonazistowską Blood&Honour, któ rej fundusze pochodziły ze sprzedaży płyt i t-shirtów. Ruch White Power triumfował na międzynarodowej scenie. Przeciwko Blood&Honour zmobilizowali się antyrasiści, a antyrasistowskie rytmy słychać m.in. u Roddy'ego Moreno z grupy The Oppressed z Cardiff. Rywalizacja pomiędzy odłamami, demonizowana przez media i w dobie globalizacji świata spowodowała, że skini musieli zejść do podziemia. Aby w pełni zrozumieć ewolucję ruchu skinów trzeba się przyjrzeć ich działalności w USA. SHARP (Skinhead Against Racial Prejudice) działają w dużych miastach na północy, a nazistowscy skini na przedmieściach miast południowych stanów, gdzie spotykają się z pozytywnym odzewem. Tu rasizm jest głęboko zakorzeniony.

https://www.cda.pl/video/10451284

#filmydokumentalne #historia ##skinhead #ideologia

Data: 14.10.2019 08:41

Autor: ProsiakZnadJeziorWarmii

Z FB fotografia i historia

Z maciorą na szafot. Egzekucji musiały się przyglądać stada świń z całej okolicy.

Przed obliczem sprawiedliwości stawały w eleganckich ubraniach i z obrońcami u boku. Zeznania wymuszano na nich torturami, ponoć niektóre nawet przyznawały się do zarzucanych im występków. W średniowieczu zwierzęta stawiano przed sądem, jakby były odpowiedzialnymi za swe czyny ludźmi.

W pierwszych miesiącach roku 1386 w normandzkim miasteczku Falaise odbyło się niezwykłe widowisko. Pewna trzyletnia maciora, oskarżona o zamordowanie niemowlęcia, została okaleczona, a następnie stracona na miejskim szafocie w obecności mieszkańców miasteczka, wieśniaków, wicehrabiego oraz… stada świń.

Publiczną egzekucję zwierzęcia poprzedził dziewięciodniowy proces, w trakcie którego maciorę traktowano jak każdego innego oskarżonego. Aby to podkreślić, ubrano ją w kubrak i pludry, a na przednie racice włożono białe rękawiczki*. Świnię trzymano w areszcie pod kluczem, wyznaczono jej strażnika, dostarczano pożywienie. Zapewniono jej także obrońcę, który jednak – zważywszy na marny los zwierzęcia – nie sprawił się zbyt dobrze. Wiemy o tym, ponieważ zachowały się rachunki za wszystkie wymienione usługi. W księgach notarialnych widnieją również sumy wypłacone przez lokalne władze rzemieślnikom stawiającym szafot oraz samemu katowi.

Nie tylko proces maciory – która, jak dowiedziono, odgryzła trzymiesięcznemu niemowlęciu ramię i pół twarzy, co było bezpośrednią przyczyną śmierci dziecka – był widowiskowy.

Nie szczędzono również starań, by egzekucja przyciągnęła jak największe rzesze ludzi. Najpierw odczytano wyrok, następnie skazaną, wciąż ubraną w ludzki strój maciorę zawleczono na przedmieścia, gdzie na placu targowym stał już przygotowany szafot. Tam w obecności zgromadzonych widzów oraz sprawującego władzę sądowniczą w regionie wicehrabiego Falaise kat najpierw okaleczył świnię, naśladując sposób, w jaki ona okaleczyła niemowlę, czyli odciął jej ryj i rozciął udo. Następnie powiesił ją za tylne nogi i zostawił, by się wykrwawiła. Na pysk założył jej maskę imitującą ludzką twarz. Gdy tak umęczona maciora wydała już ostatnie tchnienie, jej martwe ciało włóczono końmi wokół placu targowego. Wreszcie poszarpane członki złożono na stosie i publicznie spalono. Całej egzekucji musiał się przyglądać ojciec zamordowanego niemowlęcia, dla którego miała być to kara za pozostawienie dziecka bez opieki, a także stada świń zebrane z całej okolicy, by uczestnictwo w kaźni służyło im za naukę moralności.

Proces był tak istotnym wydarzeniem w Falaise, że został nawet upamiętniony freskiem w kościele Świętej Trójcy. Malowidło zamówione przez wicehrabiego Falaise niestety nie dotrwało do naszych czasów.

Moralność zwierzęcia

Procesy zwierząt rozpoczęły się w średniowiecznej Europie w XIII wieku i odbywały się z różną częstotliwością przez kolejne trzy wieki. Na szafot powędrowała bliżej nieznana liczba świń, koni, krów i innych zwierząt hodowlanych, a rzesze gryzoni, robaków i owadów obrzucono anatemą. Znakomity mediewista Michel Pastoureau w książce "Średniowieczna gra symboli" dzieli procesy zwierząt na trzy kategorie: Po pierwsze te, które są wytoczone zwierzętom domowym (wieprzom, wołom, koniom, osłom i psom) pojedynczo za to, że zabiły albo ciężko zraniły mężczyznę, kobietę lub dziecko. Mamy tu do czynienia z procesami kryminalnymi; władze kościelne nie interweniują. Po drugie procesy zbiorowe wytaczane takim zwierzętom jak duże, dziko żyjące ssaki (dziki, wilki) dewastujące pola czy zagrażające ludziom lub – znacznie częściej – procesy wytaczane zwierzętom niewielkich rozmiarów (gryzonie, insekty, 'robactwo') niszczącym zbiory. To plagi.

Pierwsze przepędza się za pomocą obław organizowanych przez władze świeckie, drugie wymagają interwencji Kościoła uciekającego się do egzorcyzmów, a nieraz do anatem, klątw i ekskomuniki. (…) Takie praktyki łączą rytuał liturgiczny z rytuałem sądowniczym; interweniuje zarówno egzorcysta, jak i sędzia duchowny danej diecezji.

Istnieje też trzeci rodzaj procesów: chodzi tu o procesy, w których zwierzęta uczestniczą w zbrodni sodomii. Procesy te są trudne do zbadania z powodu braku dokumentów, które znikły być może wraz z oskarżonymi. Nieraz mężczyzna (lub kobieta) wraz ze zwierzęciem (uznanym za wspólnika) zostają żywcem zaszyci w worku, razem z tekstem wyroku, i spaleni na stosie zapewne po to, aby nie pozostał żaden ślad po równie ohydnym czynie. Z powodu słabej dokumentacji trudno stwierdzić, jak częste były w średniowieczu podobne zbrodnie.

Zachowały się jednak dokumenty związane z Michelem Morinem, handlarzem win z Baugé w Anjou, oraz jego – rzekomą – skłonnością do pewnej owcy. Ten 65-letni zamożny handlarz w roku 1553 został oskarżony przez swoją młodą żonę Katarzynę o spółkowanie ze specjalnie nabytą w tym celu owcą. Do zbliżeń miało dojść trzykrotnie, a jak zeznał sąsiad handlarza – aptekarz i kochanek jego żony – Morin miał oznajmić, że "woli swoją owieczkę od żony". Skłonność do sodomii miał potwierdzić służący Morinów, także będący kochankiem Katarzyny. Sędzią w tym procesie był proboszcz z Baugé. Nieszczęsny handlarz na sam widok narzędzi tortur, których używano do przesłuchań, przyznał się do winy, zastrzegł jednak, że do zbliżenia z owcą doszło jedynie raz, a nie trzy razy. Niemniej zarówno jego losy, jak i losy owcy były już przesądzone. 15 stycznia 1554 roku Michele Morin został skazany na śmierć przez powieszenie, a jego zwłoki złożono do worka wraz ze zwłokami owcy i spalono. W wyniku konfiskaty majątek oskarżonego przekazano jego młodej żonie, która zaledwie dwa lata po śmierci męża stanęła na ślubnym kobiercu z aptekarzem.

Gangi dzikich świń

Zwierzęciem, które najczęściej trafiało w średniowieczu na ławę oskarżonych, była świnia. Wynikało to z dwóch przyczyn. Po pierwsze, wieprze i maciory nie były zamykane i trzymane z dala od ludzi, ale chodziły wolno. Widok świń spacerujących po miastach nie był niczym nadzwyczajnym, wręcz uważano je za swego rodzaju "czyścicieli", ponieważ te wszystkożerne zwierzęta zjadały zalegające wszędzie odpadki. Widywano je na targach, ulicach, w prywatnych ogrodach, a nawet na cmentarzach, gdzie próbowały wykopywać zwłoki. Jeszcze w XX wieku widok świni chodzącej swobodnie po Neapolu nie budził niczyjego zdziwienia. Drugą przyczyną było przekonanie o podobieństwie człowieka i świni. Mówimy w końcu o czasach sprzed narodzin teorii ewolucji. O małpach nikt wtedy jeszcze nie myślał, za to świnie ze swoją pozbawioną futra skórą, jasnymi oczami, długim jak u ludzi układem pokarmowym już w tamtych czasach wykorzystywano, by przyszłych lekarzy uczyć anatomii człowieka.

Co ciekawe, to średniowieczne przekonanie o bliskości naszych gatunków zostało całkiem niedawno potwierdzone naukowo. Opublikowane dwa lata temu badania wskazują na to, że świnie i naczelne łączy ewolucyjne pokrewieństwo. Ze względu na podobieństwo narządów wewnętrznych świnie i dziś są chętnie używane w medycynie, a doniesienia o pierwszej udanej hybrydzie świni i człowieka dają naukowcom nadzieję na możliwość "wyhodowania" organów, które następnie będzie można przeszczepiać chorym ludziom. To, co obecnie przynosi nam nauka, było niejako pojmowane intuicyjnie przez naszych praprzodków, którzy jednak oczekiwali od wieprzy także cechy typowo – wydawałoby się – ludzkiej, a mianowicie moralności.

Właśnie dlatego za popełnienie czynu karalnego odpowiada zwierzę, a nie jego właściciel. To zwierzę jest zawsze winne. Wymusza się na nim nawet zeznania. Pastoureau przytacza historię pewnej maciory, która w 1457 roku w Savigny-sur-Étang w Burgundii, poddana torturom, przyznała się (!) do zabicia i częściowego pożarcia pięcioletniego Jehana Martina, przy czym biesiadowała razem ze swym potomstwem – sześcioma prosiętami. Co ciekawe, prosięta uniewinniono, a na karę śmierci skazano jedynie ich matkę.

Zdarza się, że czynnikiem dodatkowo obciążającym jest okres, w którym zwierzę dopuściło się zbrodni. W 1394 roku w Mortain w Normandii pewnego wieprza wleczono po ziemi i okaleczono przed powieszeniem, ponieważ nie tylko zabił dziecko i w połowie je pożarł, ale też uczynił to w piątek, dzień postu.

Ekskomunika w walce z insektami

W krajach alpejskich często dochodziło do procesów zbiorowych na szkodnikach. Wytaczano je myszom, szczurom, wołkom zbożowym, przeróżnym chrząszczom, gąsienicom i innym. Żyjący na przełomie XV i XVI wieku znawca prawa Barthélemy de Chasseneuz pośród wielu prac pozostawił również rozprawę, w której omawia liczne "zwyczajowe procedury stosowane wobec zwierząt wyrządzających szkodę". Twierdzi, że małe zwierzęta powinny stanąć przed obliczem sprawiedliwości, należy je pozwać, a jeśli nie mogą stawić się w sądzie osobiście, trzeba przydzielić im pełnomocnika z urzędu. Takie sprawy powinien rozpatrywać sąd biskupi, który ma prawo pod groźbą ekskomuniki nakazać oskarżonym opuszczenie danego terytorium.

Najstarsze świadectwo takiego procesu pochodzi z roku 1120 z diecezji Leon. Biskup Barthélemy, "(…) zupełnie jakby miał do czynienia z heretykami, potępia i ekskomunikuje' myszy polne i gąsienice, które opanowały pola. W następnym roku tak samo zabiera się do much. (…) Począwszy od XIV wieku, podobne wypadki stają się dość częste i sytuacja ta utrzymuje się do początku czasów nowożytnych. W 1516 roku biskup Troyes, Jacques Raguier, rozkazuje szarańczy, która spadła na winnice w rejonie Villenauxe, opuścić diecezję w terminie sześciu dni pod groźbą ekskomuniki. Przy okazji przypomina swoim owieczkom, że mają 'wystrzegać się zbrodni i nie oszukiwać przy płaceniu wyznaczonej dziesięciny'. Podobna groźba zostaje sformułowana w diecezji w Valence w 1543 roku i jest skierowana przeciwko ślimakom, a także w Grenoble w 1585 roku – przeciwko gąsienicom. W tym ostatnim przypadku oficjał, zanim wyda wyrok o ekskomunice, proponuje uprzejmie gąsienicom, by się wycofały na tereny nieuprawne, które zostaną im przyznane. Próżny trud. Jednak podobne oferty zostaną złożone pewnym insektom jeszcze w XVII, a nawet w XVIII wieku" – pisze Pastoureau.

Każde żywe stworzenie podlega prawu

Najczęściej jednak przed sądem stawały zwierzęta oskarżone o zabójstwo dorosłego lub dziecka. W takim wypadku zwierzę należało pojmać, umieścić w areszcie, następnie przeprowadzić śledztwo, wszcząć proces i postawić je w stan oskarżenia. Sędzia przesłuchiwał świadków, porównywał zeznania, po czym wydawał wyrok, który odczytywano oskarżonemu w celi. Od tej chwili zwierzę przechodziło w ręce władz publicznych, na polecenie których kat wymierzał karę. Zwykle była to śmierć przez powieszenie, spalenie na stosie lub uduszenie, a w przypadku zwierząt dużych gabarytowo, np. wołów – ścięcie toporem. Zwierzęta niekiedy też topiono lub zakopywano w ziemi. Często karze śmierci towarzyszyło wystawienie na widok publiczny i poniżenie.

Dlaczego zadawano sobie tyle trudu? Dla przykładu. "W kulturze średniowiecznej jest inaczej: zwierzę ma służyć jako przykład. Wymiar sprawiedliwości, stawiając zwierzę przed sądem, sądząc je i skazując (lub uniewinniając) według określonego rytuału, zawsze 'daje przykład'. Nie jest to 'daremna sprawiedliwość' (…), lecz akt konieczny, by stało się zadość 'dobrej sprawiedliwości'. Nic nie może umknąć jej karzącej dłoni, nawet zwierzę. Każde żywe stworzenie podlega prawu" – twierdzi Michel Pastoureau.

Chociaż pomysł sądzenia zwierząt tak, jakby były ludźmi, wydaje się szaleństwem, Fleur Daugey, autorka książki "Sekrety zwierząt. Złap trop i podążaj za śladem", w rozmowie ze mną podkreśla, że w średniowieczu zwierzęta przynajmniej miały obrońców: W tamtych czasach ludzie uważali, że zwierzęta są odpowiedzialne za swoje czyny tak samo jak ludzie. Tym samym w pewnym sensie dawali im prawa, czego wyrazem był fakt, że oskarżonym zwierzętom przyznawano obrońcę. Niektórzy śmieją się z tych praktyk jako niecywilizowanych, ale z drugiej strony my, współcześni i ponoć cywilizowani ludzie, w sytuacji gdy jakiś pies pogryzie dziecko, skazujemy go na śmierć bez jakiegokolwiek procesu, nie dając mu prawa do obrony. Czyli uznajemy, podobnie jak ludzie w średniowieczu, że zwierzę powinno ponieść odpowiedzialność za swoje czyny, lecz odmawiamy mu możliwości obrony. A przecież większość agresywnych psów nie stała się takimi z własnej woli, lecz w wyniku złego traktowania lub wręcz tresury. W takiej sytuacji obrońca mógłby wykazać, że zachowaniu psa winny był właściciel, a samo zwierzę mogłoby zostać poddane resocjalizacji, zamiast skazane na śmierć – przekonuje pisarka.

Patrząc na procesy zwierząt pod tym kątem, można uznać, że średniowiecze w swój szalony i niepowtarzalny sposób dało zwierzętom więcej praw, niż dajemy im my.

*Wszystkie informacje na temat procesu maciory w Falaise pochodzą z książki Michela Pastoureau, "Średniowieczna gra symboli", wydanej przez Oficynę Naukową.

Źródło: gazeta.pl

Autor: Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

#prosiaki #historia

Podwodni spryciarze - ORP Orzeł. Historia Bez Cenzury

Data: 10.10.2019 17:47

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostkihistoryczne #historia #hbc #historiabezcenzury

Dzisiaj posłuchacie o losach kultowego okrętu podwodnego – ORP Orła. Z jakiego powodu nadano mu właśnie takie imię? Dlaczego był tak ważny dla Polski i dla aliantów? Jak to się stało, że przez niego Estończycy stracili niepodległość? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Podwodni spryciarze – ORP Orzeł. Historia Bez Cenzury

Data: 10.10.2019 16:32

Autor: aborygo

Dziś rocznica mało znanej bitwy pod Koronowem (10 października 1410). Nieudane oblężenie Malborka oraz konieczność rozpuszczenia armii uniemożliwiły pełne wykorzystanie owoców zwycięstwa pod Grunwaldem. Krzyżakom udało się odzyskać kontrolę nad większością swoich terenów. Pojawiło się niebezpieczeństwo, iż po nadejściu posiłków z Inflant oraz zaciężnych z Rzeszy, Zakon będzie zdolny do podjęcia akcji zaczepnej. Jesienią 1410 wójt Nowej Marchii Michał Kuchmeister na czele wojska zaciężnego, liczącego ok. 4 tys. ludzi, przybył na Pomorze Gdańskie z zamiarem zaatakowania Kujaw. Król Władysław po zebraniu pospolitego ruszenia wielkopolskiego wysłał liczący ok. 2 tys. oddział pod dowództwem wojewody poznańskiego Sędziwoja z Ostroroga i marszałka nadwornego Piotra Niedźwieckiego, którzy zablokowali przeciwnikowi drogę zajmując Koronowo.

Wobec cofnięcia się wojsk krzyżackich, podjęto za nimi pościg, zakończony bitwą na wzgórzu w okolicy wsi Łącko. Polakom udało się zdobyć chorągiew krzyżacką, co wywołało zamęt i ucieczkę przeciwnika. Po odniesionym zwycięstwie, na polecenie króla, jeńcy zakonni zostali ugoszczeni ucztą, a następnie, poza dowódcą, zostali zwolnieni. Miało to za cel przedstawienia Władysława Jagiełły jako władcy miłosiernego i łaskawego, a sam gest uderzał w antypolską propagandę Zakonu. Powstrzymanie ofensywy krzyżackiej pod Koronowem umożliwiło szybkie podpisanie I pokoju toruńskiego.

#ciekawostkihistoryczne #historia #bitwa

Izraelski historyk: To nie naród żydowski doprowadził do śmierci Jezusa

Data: 07.10.2019 10:46

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #izrael #chrzescijanstwo #historia

Izraelski historyk Israel Knohl- wbrew biblijnemu przekazowi- twierdzi, iż książki historyczne będą wymagały przepisywania, a kazania w kościołach na całym świecie będą musiały zostać ponownie przemyślane.

Izraelski historyk: To nie naród żydowski doprowadził do śmierci Jezusa

Będzie miało to daleko idące konsekwencję dla relacji między Żydami chrześcijanami- powiedział dziennikarzowi.- Pogląd, że Jezus został zabity przez naród żydowski, jest zasadniczo błędny.Ogromna większość narodu żydowskiego nie akceptowała Jezusa jako Mesjasza, ale opowiedziała się za mesjańskim poglądem, który był zasadniczo podobny do jego.Po wiekach wrogości między chrześcijaństwem a ludem żydowskim, który był niesłusznie oskarżony o ponoszenie winy za ukrzyżowaniem Jezusa, z pewnością nadszedł czas, aby ponownie zbadać wydarzenia w ich kontekście historycznym, religijnym i społecznym.

Knohl przyznaje, że w skazaniu Jezusa decydujący wpływ mieli arcykapłani z Sanhedrynu, ale nie był to atak na chrześcijan, który na razie jeszcze trudno wyodrębnić, ale ”konflikt między dwiema wyraźnie wewnątrzżydowskimi koncepcjami”: mesjanistyczną i antymesjanistyczną.Za śmierć Jezusa odpowiadać mają sadyceusze, którzy ”reprezentowali tylko mniejszość narodu żydowskiego”.Twierdzi, że gdyby decydujący głos mieli faryzeusze, Jezus by ocalał, a takie rozwiązanie rzekomo satysfakcjonowałyby większość populacji Jerozolimy i Palestyny.

To nie naród żydowski go wypróbował, ale kierownictwo mniejszości- przekonuje Knohl.- Ciężkim błędem byłoby wspólne zrzucanie winy za śmierć Jezusa na naród żydowski.

Ojciec Cimoszewicza nie radził sobie intelektualnie i prosił o przeniesienie go do „jednostki ze...

Data: 04.10.2019 11:51

Autor: ziemianin

magnapolonia.org

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #twitter #historia #polityka

Proszę o przeniesienie mnie w ramach organów informacji M.O.N. do innej jednostki terenowej, posiadającej skład osobowy o niższym poziomie intelektualnym, co dawałoby mi możność bardziej owocnej pracy przy moich możliwościach – pisał Marian Cimoszewicz do Szefa Zarządu I-ego Głównego Zarządu Informacji M.O.N. w piśmie z 12 czerwca 1952 roku.

Ojciec Cimoszewicza nie radził sobie intelektualnie i prosił o przeniesienie go do „jednostki ze składem o niższym poziomie intelektualnym”

– Prośbę moją motywuję tym, że: w W.A.T. skład osobowy, to przeważnie ludzie o wyższym wykształceniu, a w tym duży procent nad którymi należy intensywnie pracować, po naszej linii – tłumaczył ojciec Włodzimierza Cimoszewicza.

– Pracę ja lubię, lecz czuję, że przy moich możliwościach i wykształceniu jestem ograniczony i nie jestem w stanie pracować tak jak mógłby to robić człowiek – nasz pracownik, który dorównywałby wiedzą i wykształceniem składowi osobowemu jednostki – dodał Cimoszewicz-senior.

Prośba z 1952 majora Mariana Cimoszewicza o przeniesienie "do jednostki posiadającej niższy poziom intelektualny", bowiem skład osobowy Wojskowej Akademii Technicznej (WAT) to "ludzie z wyższym wykształceniem"😀. Pismo skierowano do Dmitrija Wozniesienskiego, ówczesnego szefa GZI pic.twitter.com/TYEyUihVsg

— Michał Kozłowski (@mich_kozlowski) October 2, 2019

Jak to wszystko p... Czarnobyl. Historia Bez Cenzury

Data: 03.10.2019 19:23

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #hbc #historiabezcenzury #czarnobyl

Każdy słyszał o wydarzeniach, które miały miejsce w Czarnobylu w 1986 r. Dzisiaj opowiemy Wam o tym, co działo się po katastrofie. Jak wyglądały pierwsze dni po wybuchu? W jakich warunkach musieli pracować „likwidatorzy”? I jak straszne rzeczy z ludzkim ciałem robi promieniowanie? Wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Jak to wszystko p… Czarnobyl. Historia Bez Cenzury

Data: 03.10.2019 19:15

Autor: arti

Marek Regulus – wódz rzymski będący w niewoli u Kartagińczyków, został wysłany z powrotem do Rzymu jako poseł aby nakłonić Rzym do wzajemnej wymiany jeńców i zawarcia pokoju. Zanim pozwolono mu wyruszyć w podroż został związany przysięgą, że jeśli nie uda mu się przekonać Rzymu do wymiany i zawarcia pokoju wróci do Kartaginy.

Gdy tylko Marek Regulus przybył do Rzymu skłonił senat do decyzji przeciwnej, lub przedstawienia warunków uniemożliwiających zawarcie pokoju, gdyż pobyt w Kartginie przekonał go, że państwo to słabnie, uważał więc, że wymiana jeńców i zawarcie pokoju teraz nie będą dla Rzymu korzystne i dadzą czas Kartaginie na zgromadzenie nowych sił.

Po osiągnięciu swojego zamierzenia, pomimo iż nikt go do tego w imperium nie zmuszał powrócił do Kartaginy, ponieważ uważał, że musi dotrzymać danej przysięgi.

Wściekli Kartagińczycy zamknęli go w skrzyni nabitej ze wszystkich stron ćwiekami, tak iż stojąc nie mógł się ruszyć w żadną stronę i w ten sposób umarł z wycieńczenia.

Życia postaci starożytnych nie możemy wprost przekładać na nasze czasy, nie pojmiemy ich myślenia bez zrozumienia „ducha” czasów , w których żyli.

#postaciestarozytnosci #historia

Data: 03.10.2019 08:49

Autor: Alojz

NRD posiadało dwie elektrownie atomowe.Jedna w Rheinsberg a druga Greifswald,50km od granicy z Polską Obie elektrownie pokrywały 10% zapotrzebowania na prąd w NRD.Wladze NRD, planowały w sumie budowę 20 elektrowni,ale jak wszyscy wiemy najlepiej w komunizmie wychodziło tylko planowanie, więc nic z tego nie wyszło.

Aha ,obie elektrownie, zamknięto w 1990 roku


#wszystkooniemczech


#energetyka #historia

Data: 03.10.2019 08:28

Autor: Alojz

NRD by podnieś swój prestiż, poniekąd stworzyła obywatela NRD, który otrzymał nagrodę Nobla.Chodzi o Gustav Hertz, który w 1925 roku, otrzymał nagrodę Noble w dziedzinie Fizyka.Gustav Hertz urodził się w Hamburgu, po 1945 roku wywieziony przez Sowietów do ZSRR, gdzie pracował naukowo.W 1954 roku powrócił do NRD gdzie zmarł w 1975 roku


#wszystkooniemczech


#nauka #historia

Data: 03.10.2019 08:14

Autor: Alojz

Jeśli by ktoś nas spytał o samochody produkowane w byłym NRD to większość odpowie : Traband i Wartburg.Ale był jeszcze jeden model samochodu na który był duży popyt nie tylko w NRD,mowa o samochodzie Barkas B 1000.Byl to wschodni niemiecki odpowiednik WV-Busa.W ciągu 30 lat produkcji, wyprodukowano ponad 175 000 egzemplarzy tego pojazdu

A tak wyglądało to cudo

https://youtu.be/iZ6ULhIoU5w


#wszystkooniemczech


#motoryzacja #historia

Data: 03.10.2019 07:46

Autor: Alojz

Wchodnio niemiecka armia, była nie tylko aktywna na terenie Układu Warszawskiego. Poza Europą, wielu oficerów było czynni jako doradcy.Stacjonowali w takich krajach jak Angola,Algeria,Irak,Syria,Kongo, Mozambik, Jemen,Nigeria, Etiopia.Szacuje się że w tych krajach stacjonowało od 100-2000 doradców/oficerów armi NRD


#wszystkooniemczech


#swiat #wojsko #historia

Data: 03.10.2019 07:37

Autor: Alojz

NRD w latach 1964-1989, prowadziło coś na na wzór handlu ludźmi.W tych latach, sprzedawali więźniów politycznych.Niemcy zachodnie wykupiły w tych czasie 33.755 więźniów politycznych z NRD.

Z tego tytułu wpłynęło do budżetu NRD 3,4 miliarda Marek, czyli 1,7 miliarda euro


#wszystkooniemczech


#pieniadze #historia

Kamera obskura maluje w zaciemnionych pomieszczeniach magiczne pejzaże.

Data: 02.10.2019 20:37

Autor: Monte

national-geographic.pl

Kiedy światło wpada przez niewielki otwór w ciemną przestrzeń, dzieje się coś magicznego. Arystoteles opisał to zjawisko już w IV w p.n.e., zaś da Vinci wykorzystywał przy sporządzaniu szkiców. W XIX-wiecznych nadmorskich kurortach do specjalnych budek, w których można było je obserwować, ustawiały się kolejki. Przenieśmy się teraz do roku 1988 i sali wykładowej gdzieś w Bostonie. Abelardo Morell, z pochodzenia Kubańczyk, który na tamtejszej uczelni artystycznej prowadził zajęcia z fotografii dla początkujących, postanowił zrobić krok wstecz i cofnąć się do przeszłości.

Pewnego słonecznego dnia zaciemnił salę, zasłaniając wszystkie okna czarną folią. Potem wyciął w folii otwór o średnicy groszowej monety i kazał studentom uważnie patrzeć. Niemal natychmiast czarna ściana ożyła, zamieniając się w kinowy ekran. Ukazał się na niej nieostry obraz ludzi i samochodów przemieszczających się na zewnątrz po Huntington Avenue. Dopiero po chwili dało się dostrzec, że obraz był odwrócony do góry nogami i z lewej na prawą. Niebo zawisło tuż nad podłogą, a ulica i chodnik pod sufitem – zupełnie jakby prawo grawitacji przestało obowiązywać.

Morell zamienił klasę w camera obscura, której łacińska nazwa oznacza najstarsze urządzenie obrazujące, przodka aparatu fotograficznego.

Wytłumaczenie wykorzystywanych w nim zjawisk optycznych to chyba najbardziej skomplikowany aspekt kamery obskury. Tworzenie obrazu przypomina jego powstawanie w ludzkim oku – wpada do środka przez niewielki otwór i jest obrócony do góry nogami, a lewa strona jest zamieniona z prawą. Światło z zewnątrz dostaje się przez otwór pod kątem – promienie odbijające się od wysokich obiektów (jak np. drzewa) podróżują w dół, a te z dolnych partii (np. kwiaty) do góry. To samo dotyczy obrazu w poziomie (światło z lewej strony na prawo i vice versa). Promienie krzyżują się w ciemnym wnętrzu kamery obskury i powstaje odwrócony obraz. Cud? Bazarowa sztuczka? Raczej prawa fizyki. Nasz mózg automatycznie przekręca obraz do właściwej orientacji – tak jak lustro i pryzmat w lustrzance jednoobiektywowej.

Przenośna wersja kamery obskury zyskała popularność w XVII w., gdy była wykorzystywana jako narzędzie pomocnicze do szkicowania przez malarzy, m.in. Jana Vermeera i Canaletta (pomieszczenie zostało w niej zastąpione przez szczelne pudełko, a otwór wypełniła soczewka). Naukowcy używali kamery obskury do obserwacji zaćmień słońca. W celu rejestracji obrazu na początku XIX w. rozpoczęto próby z umieszczaniem na tylnej ściance kamer obskur arkuszy pokrytych światłoczułymi chemikaliami. Tak narodziła się fotografia.

Morell przeżył tamtego dnia objawienie. – Gdy zobaczyłem, jak oczarowani i zafascynowani obrazem rzuconym na ścianę byli moi studenci, dotarło do mnie, że pomysł ma potencjał.

Pierwszy projekt, który miał stać się pomocą dydaktyczną, polegał na sfotografowaniu samego procesu. Efektem jest wykonane w 1991 r. zdjęcie zatytułowane Żarówka. Wykorzystując zwyczajne przedmioty, Morell zilustrował na nim zdolności obrazowania prostej kamery otworkowej. Z elegancją godną flamandzkich mistrzów martwej natury pokazał, jak formuje się obraz fotograficzny.

Kolejnym wyzwaniem Morella było sfotografowanie magicznego obrazu powstającego w pomieszczeniu zamienionym w kamerę obskurę. Według jego wiedzy nikt wcześniej czegoś takiego nie zrobił. Minęły miesiące, nim udało mu się opracować odpowiednią technikę, m.in. znaleźć wielkość otworu, która z jednej strony zapewni ostrość obrazu, a z drugiej pozwoli na możliwie krótki czas ekspozycji. Zresztą określenie czasu naświetlania też nie było łatwe.

Tak rozpoczął się jeden z najbardziej oryginalnych projektów współczesnej fotografii. Morella interesowały zarówno miejskie panoramy Nowego Jorku, jak i skąpane w ciepłym słońcu włoskie krajobrazy. Kilka lat temu zaczął tworzyć w kolorze. Przekręca już też rzutowany przez otwór obraz do góry nogami za pomocą pryzmatu. Dzięki zastąpieniu filmu matrycą, która jest czulsza na światło niż większość dostępnych klisz w wielkim formacie, udało mu się skrócić czas naświetlania z kilku godzin do kilku minut. To umożliwiło rejestrację chmur, cieni i innych ulotnych zjawisk. Obecnie jest bardzo podekscytowany możliwością pracy ze specjalnym namiotem bez podłogi, który zamienił w przenośną kamerę obskurę. Rozstawia go na dachach budynków, w parkach lub na ulicy, a obraz rzuca bezpośrednio na ziemię, dzięki czemu jego najświeższe prace zyskują szorstką fakturę, która przydaje zdjęciom surowej dostojności.

– Chcę sprawić, by ludzie spojrzeli na świat na nowo – przekonuje Morell. – Tom O’Neill

#ciekawostki #sztuka #fotografia #historia #fizyka

Szwecja: Propozycje zmian w programie nauczania historii

Data: 02.10.2019 08:02

Autor: ziemianin

rt.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #szwecja #edukacja #historia #imigracja #islamizacja

Nowe propozycje Szwedzkiej Narodowej Agencji Nauczania rozważają usunięcie z programów nauczania a państwowych placówkach historii starożytnej oraz historii średniowiecznej aż do 1700 roku. Dyrektor działu programu nauczania agencji Anna Westerholm powiedziała reporterom Svenska Dagbladet, że napięte harmonogramy nauczania wymuszają takie redukcje programowe. Młodzież szkolna pominęła by m.in. takie tematy jak starożytny Rzym czy era Wikingów.

wymagany angielski

Szwecja: Propozycje zmian w programie nauczania historii

Zmiany dotyczą także zmian priorytetów nauczania. Posunięcie takie miało by „zwolnić miejsce” dla nauczania o takich sprawach jak imigracja, zmiany klimatyczne, rola płci czy „wartości demokratyczne”. Nacisk kładziony miałby być na „postmodernistyczny pogląd zamiast na klasyczną tradycję filozoficzną”. Zmiany miały by dotyczyć także klas o profilu historycznym. W nich nacisk kładziony byłby na krytyczne spojrzenie na kolonializm, nacjonalizm czy handel niewolnikami.

Westerholm tłumaczy to skargami nauczycieli i uczniów na zbyt rozległy program nauczania historii, który zmusza do pomijania niektórych kwestii związanych np. z drugą wojną światową czy historią najnowszą.

Pomysły te spotkały się ze zdecydowaną krytyką historyków i specjalistów od edukacji. Profesor historii Dick Harrison w rozmowie z Aftonbladet nazwał propozycję dziwacznymi i zdumiewającymi, zaś krytyk literacki gazety Dagens Nyheter Maria Schottenius, nazwała go wręcz szalonym i ostrzegła, że ma on na celu odcięcie uczniów od ich dziedzictwa kulturowego.

Były minister edukacji Jan Björklund powiedział, że podobne pomysły były promowane za czasów jego urzędowanie ale udało mu się je powstrzymać. Westerholm przyznaje, że uczniowie mogą uczyć się bardziej szczegółowej historii w szkole średniej, lecz uczniowie szkół zawodowych mają z nią bardzo ograniczony kontakt. Dodatkowe usunięcie nauczania o historii z programów szkół podstawowych może więc naprawdę odciąć młodych Szwedów od historii własnego narodu, Europy i poczucia więzi z własną tradycją i kulturą, co prawdopodobnie jest własnie celem takich zabiegów.

Wśród proponowanych tematów nowego nauczania społecznego, znanego w Polsce pod terminem „wiedzy o społeczeństwie”, oprócz tematów takich jak imigracja, czy multikulturalizm, poruszane miały by być np. takie jak „honorowe zabójstwa” w społeczności muzułmańskiej.

61-wsze urodziny NASA

Data: 01.10.2019 22:05

Autor: ziemianin

news.astronet.pl

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nasa #usa #historia

Dzisiaj przypadają 61-wsze urodziny Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej znanej lepiej jako NASA. Została ona stworzona z istniejącej wcześniej 43-letniej NACA (National Advisory Comitee for Aeronautics) przyjmując do pracy 8 tysięcy tamtejszych pracowników, 100 milionów dolarów oraz trzy główne ośrodki badawcze. Obecnie NASA jest największą agencją kosmiczną na świecie.

61-wsze urodziny NASA

Butelka dla malucha sprzed 2400 lat

Data: 01.10.2019 12:03

Autor: Juanesco

podkop.com

Zastanawialiście się, jak wyglądała butelka dla niemowlaka w starożytności?

Mieli więc starożytni butelki i to bardzo fikuśne.

Tak jak i dzisiaj dobre karmidełka dla maluchów ze starożytności były jednocześnie ich zabawkami.

Taką butelkę-zabawkę odnaleziono w pobliżu włoskiego Taranto w Apulii. To świnka z małymi szpiczastymi uszami, wielkimi oczami i długim ryjkiem, który pełnił funkcję smoczka.

Czerwona terakotowa zabawka bawiła dziecko z IV w p.n.e.

Szkoda, że miejsce jej odnalezienia jest dość smutne, bo była dodana do grobu rodzinnego. Pochowano tam prawdopodobnie trzy osoby.

#historia #archeologia

Data: 30.09.2019 22:33

Autor: turtelian

Proszę lurki macie tutaj fajny artykul w punktach odkłamujący tą złą inkwizycje.

http://sredniowieczny.pl/19-nieznanych-faktow-na-temat-inkwizycji/

Zeby nie bylo ze gowno zrodlo, wiekszosc tych informacji znajdziemy tez na wikipedii itp. Oraz warto porownywac do tego co było przed nią a nie do standardów dzisiejszych :)

#kosciolkatolicki #religia #inkwizycja #ciekawostki #historia #poprawawizerunkukk

zwlaszcza @UltraMarynek powinien poczytac bo w jego antykoscielnych wpisach pare razy sie na inkwizycje powolywal.

Jutro chyba wrzuca o "dzieciecych krucjatach' które nie byly ani dzieciece ani nie byly krucjatami :P tropche jak sprawiedliwosc spoleczna xD

Data: 30.09.2019 21:18

Autor: reflex1

Część piąta cyklu "Anarchiści w Szwajcarii"

"Bomba w banku, która prawie skończyła się karą śmierci"

https://www.swissinfo.ch/eng/anarchists-in-switzerland-part-6_how-a-montreux-bank-heist-led-to-calls-for-the-death-penalty/45225988

In the early 1900s Switzerland was rocked by a wave of terror incidents by anarchists. A bank heist carried out by two Russians in Montreux in 1907, in which a bank clerk was shot dead, led to public calls for the death penalty.

#szwajcaria #swissinfo #historia #anarchia

I ode mnie. Kara śmierci w Szwajcarii została zniesiona przez władze w roku 1874. Z tym ze jak to u Helwetów, w drodze referendum została znowu przywrócona w 1879, żeby w kolejnym referendum z roku 1938 znowu zostać zniesiona (wejście w życie 1942). W 1973 sejm znowu (prawie jednością) odrzucił pomysł przywrócenia kary za zabójstwa i porwania, a pomysł inicjatywy ludowej (coś jak referendum) z 1985, chcący karać śmiercią przemytników narkotyków, nie zdołał zebrać wymaganej ilości podpisów. Ostatnia inicjatywa ludowa z 2010 proponującą kare śmierci za morderstwa i zabójstwa na tle seksualnym została wycofana z glosowania przez samych twórców inicjatywy.

Sądy wojskowe (podczas II ws stracono 17 osób za zdradę) zniosły kare śmierci w 1992

Data: 27.09.2019 17:56

Autor: aborygo

80 lat temu, 27 września 1939 roku, w oblężonej przez Niemców Warszawie powołano do życia Służbę Zwycięstwu Polski. Ten zalążek Polskiego Państwa Podziemnego został wkrótce przemianowany na Związek Walki Zbrojnej, a ostatecznie na Armię Krajową.

Na fotografii Stanisław Sosabowski – przedwojenny dowódca 9 Pułku Piechoty Legionów w Zamościu, pierwszy komendant Służby Zwycięstwu Polski na okręg łódzki, spóźniony uczestnik operacji Market – Garden.

29 września 1939 roku dowódca Armii „Warszawa”, generał dywizji Juliusz Rómmel wydał „Rozkaz pożegnalny do 8 Dywizji Piechoty”, w którym stwierdził:

„ze szczególnym uznaniem muszę podkreślić bohaterstwo, upór i ofiarność żołnierzy 21 pp pod dowództwem wyśmienitego dowódcy pułku płk dypl. Stanisława Sosabowskiego, który w najcięższych chwilach kryzysu bitwy w dniach 2.IX. do 6.IX. utrzymał swój pułk w ręku i razem z dyonem artylerii 8 pal osłonił odwrót całej dywizji, odchodząc krok za krokiem; skutecznie zatrzymał nieprzyjaciela i tym dał możność innym oddziałom swojej dywizji zebrania się i zajęcia stanowisk wyjściowych do dalszej walki. Działanie to razem z akcją płk Sosabowskiego na wschodnim brzegu Wisły oraz udział chlubny w obronie Warszawy jeszcze raz stwierdza, że 21 pp zwany pułkiem «Dzieci Warszawy», nie zawiódł i jest godzien tej zaszczytnej nazwy”.

#historia #ciekawostkihistoryczne #sosabowski

Lud, który nie zalicza się między narody [komentarz do parszy Balak]

Data: 27.09.2019 11:59

Autor: FiligranowyGucio

chidusz.com

Jest rok 1933. Dwóch Żydów przegląda prasę w wiedeńskiej kawiarni. Jeden czyta lokalną żydowską gazetę, drugi antysemicki „Der Stürmer”.

– Jak możesz czytać te śmieci? – pyta pierwszy.

– A co piszą w twojej gazecie? – odpowiada z uśmiechem drugi. – Niech zgadnę: „Żydzi się asymilują. Żydzi się kłócą. Żydzi znikają”. Chcesz wiedzieć, co piszą w mojej? „Żydzi kontrolują banki, media, mają kontrolę nad Austrią. Żydzi sterują światem”. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś pozytywnego o Żydach, mój drogi, zawsze czytaj to, co piszą antysemici”.

#zydzi #historia #ludzie #religia #antysemityzm #dowcip

Data: 25.09.2019 19:15

Autor: reflex1

Część czwarta cyklu "Anarchiści w Szwajcarii"

„Bomby, które wstrząsnęły Genewą”

https://www.swissinfo.ch/eng/anarchists-in-switzerland--part-4_when-bombs-shook-geneva/44922910

In the early 1900s, Geneva was the site of two explosions. Both of them were the work of anarchists from Italy and Russia amid turbulent times for Switzerland.

Tłumaczenia tytułów będą z francuskiej wersji, ale artykuły będę wrzucał po angielsku, bo chyba jednak więcej osób zna właśnie ten język. Jednak gdyby ktoś chciał przeczytać w innym języku, to prawy górny róg.

#szwajcaria #swissinfo #historia #anarchia

Data: 23.09.2019 21:53

Autor: reflex1

Część trzecia cyklu "Anarchiści w Szwajcarii"

"Cesarzowa trafiona w serce"

https://www.swissinfo.ch/eng/series--anarchists-in-switzerland---3_-empress-stabbed-in-the-heart-/44844170

In 1898, the Empress Elisabeth of Austria was murdered in Geneva. The popular "Sisi" was stabbed to death by an Italian anarchist. It was a sensational case that aroused strong feelings around the world, including anger against Switzerland. Yet the country held fast to its open borders.

Tłumaczenia tytułów będą z francuskiej wersji, ale artykuły będę wrzucał po angielsku, bo chyba jednak więcej osób zna właśnie ten język. Jednak gdyby ktoś chciał przeczytać w innym języku, to prawy górny róg.

#szwajcaria #swissinfo #historia #anarchia

I parę dodatkowych info ode mnie. W miejscu ataku jest tabliczka informująca o tym, niedaleko stoi pomnik Sisi, a statek, na który została przetransportowana w celu reanimacji, nadal istnieje, Z rana służy jako jadłodajnia dla ubogich (nawet swego czasu pracowałem tam), a na tzw midi i wieczorem jest to normalne resto dla tych bogatszych.

Data: 23.09.2019 17:38

Autor: reflex1

Szwajcarski portal informacyjny swissinfo.ch rozpoczął niedawno serię artykułów pod hasłem "Anarchiści w Szwajcarii".

Tłumaczenia tytułów będą z francuskiej wersji, ale artykuły będę wrzucał po angielsku, bo chyba jednak więcej osób zna właśnie ten język. Jednak gdyby ktoś chciał przeczytać w innym języku, to prawy górny róg.

Część druga "Skończmy z tym gniazdem żmij utopistów i fanatyków”.

https://www.swissinfo.ch/eng/anarchists-in-switzerland-part-2_the-bombers-of-zurich--how-two-russians-shaped-swiss-history/44775280

In 1889, a Russian student in Zurich accidentally blew himself up. In the aftermath of the incident, many foreigners were expelled from the country, while the manufacture or possession of explosives was made a criminal offence.

#szwajcaria #swissinfo #historia #anarchia

Data: 22.09.2019 22:16

Autor: reflex1

Szwajcarski portal informacyjny swissinfo.ch rozpoczął niedawno serię artykułów pod hasłem "Anarchiści w Szwajcarii"

Tutaj część pierwsza. "Wysadzimy Wam Parlament. Bójcie się".

Tłumaczenia tytułów będą z francuskiej wersji, ale artykuły będę wrzucał po angielsku, bo chyba jednak więcej osób zna właśnie ten język. Jednak gdyby ktoś chciał przeczytać w innym języku, to prawy górny róg.

https://www.swissinfo.ch/eng/anarchists-in-switzerland-part-1_did-terrorists-once-plot-to-blow-up-the-swiss-government--/44702574

#szwajcaria #swissinfo #historia #anarchia

Naukowcy: dzieci składane w ofierze przez Inków pochodziły z całego imperium

Data: 22.09.2019 19:31

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #naukawpolsce #archelogia #dzieci #inkowie

Dzieci składane przez Inków na szczytach wulkanów jako ofiary dla bogów mogły pochodzić z różnych rejonów imperium – twierdzą naukowcy badający peruwiańskie mumie, m.in. bioarcheolog z Polski.

Naukowcy: dzieci składane w ofierze przez Inków pochodziły z całego imperium

Archeolodzy znają już kilkanaście miejsc na terenie Peru, gdzie ok. 500 lat temu na szczytach gór lub wulkanów Inkowie składali dzieci w ramach tzw. rytuału capacocha. Bioarcheolog z Centrum Badań Andyjskich Uniwersytetu Warszawskiego (CEAC) w Cuzco Dagmara Socha od kilku lat bada te szczątki w ramach projektu realizowanego wspólnie z Rudim Chavez Pereą. Jest on dyrektorem Museo Santuarios Andinos Uniwersytetu Katolickiego Santa Maria w Arequipie (Peru).

W tym roku uwaga badaczy skupiła się na szczątkach dzieci złożonych na szczytach dwóch wulkanów – Ampato i Pitchu Pitchu. Kilka dekad temu dr Johan Reihard znalazł te szczątki, wkopane w pozycji siedzącej w kamienne platformy, które wyglądają jak prostokątne w planie placyki. Obecnie są one przechowywane w chłodni w Museo Sancturios Andinos. Niektóre świetnie się zachowały w formie mumii.

Inkowie wierzyli – opowiada Socha – że w momencie złożenia ofiary dzieci miały stać się pośrednikami między bogami i ludźmi. "Inkowie uważali dzieci za czyste i nietknięte – taki ich status miał ułatwić nakłonienie bogów do podjęcia określonych decyzji" – tłumaczy Socha.

Naukowcy nadal nie wiedzą, jaki był klucz doboru dzieci, które składano w ofierze. "Z pewnością musiały się czymś wyróżniać, na przykład urodą lub pochodzeniem" – wskazuje Socha. W przypadku jednej z dziewczynek, której szczątki odkryto w obrębie platformy na wulkanie Pichu Pichu, stwierdzono celową deformację głowy, która została wydłużona. Wiadomo jednak, że tego typu praktyki stosowano raczej nie w górach, a w nizinnej, nadmorskiej części imperium Inków. Może to oznaczać – sugeruje badaczka – że dziewczynka została odebrana rodzinie z bardzo odległych rejonów.

Przemawia za tym jeszcze jeden argument. Na zębach dziewczynki widoczne są zmiany w budowie szkliwa, w postaci linii, wyraźnie odróżniającej się od reszty zębów. Takie ślady mogą się pojawiać u osób, które w pewnym momencie życia doświadczyły głodu. Mogą powstawać również z innych, zaburzających rozwój powodów, np. bardzo silnego stresu. W przypadku badanych szczątków dziewczynki wiadomo, że doszło do tego mniej więcej w trzecim roku życia.

"Przypuszczam, że właśnie wtedy dziecko zostało odebrane rodzicom i zabrane do stolicy imperium inkaskiego – Cuzco, gdzie przez trzy lata szykowano je do złożenia w ofierze na szczycie wulkanu" – opowiada Socha.

Niektóre z sześciu badanych w tym roku przez Sochę zwłok dzieci były zmumifikowane. Ale nie wszystkie. Niektóre szczątki są kiepsko zachowane, a część nosi ślady przepalenia. Dlaczego? Jak wyjaśnia Socha, Inkowie wznosili platformy, na których składali ofiary, w miejscach eksponowanych na uderzenia pioruna w czasie burzy. Wiele wskazuje na to, że pioruny uderzały nawet kilkukrotnie w platformy. Dlatego do naszych czasów nie zachowały się tkanki miękkie ani ubrania, które dzieci miały na sobie w momencie śmierci.

"Według Inków osoba uderzona przez piorun dostępowała wielkiego zaszczytu – bóg w ten sposób wyrażał nią swoje zainteresowanie" – dodaje.

Za koncepcją uderzenia pioruna przemawia również fakt, że ziemia wokół szczątków była skrystalizowana.

Badane przez Sochę mumie są obecnie zmrożone (utrzymywane w podobnym stanie, jak w momencie odkrycia). Badania nie polegały na rozwijaniu mumii – przeciwnie. Naukowcy dążą do jak najmniejszej ingerencji w szczątki. Aby poznać ich zawartość, zastosowano prześwietlenie (radiografię). Dzięki temu wiemy, że w mumiach znajdowały się liczne przedmioty – metalowe, w tym złote szpile spinające szaty, ale również drewniane, rytualne kubeczki. Były też inne ozdoby, np. złota tuba czy płatki. Socha mówi, że bardzo podobne przedmioty odkrywane są przy mumiach znajdowanych w Argentynie. To oznacza, że zestaw przedmiotów składnych wraz z dziećmi był podobny na terenie całego wielkiego imperium Inków.

Specjaliści od technik fotogrametrii i modelowania 3D – Dominika Sieczkowska (CEAC UW) i Bartosz Chmielewski (Politechnika Wrocławska) wykonali z kolei trójwymiarowy fotogrametryczny model mumii.

"Szczątki dzieci, w tym – mumie – wyciągaliśmy z lodówek najwyżej na dwadzieścia minut, po czym wracały one do chłodni. Dzięki modelom możemy dokonywać analiz w zaciszu gabinetu" – dodaje.

W przyszłym roku naukowcy planują kontynuować badanie szczątków dzieci. Pobranie próbek zębów pozwoli poznać ich dietę i miejsce pochodzenia. Tegoroczne prace sfinansowała strona peruwiańska.

Data: 21.09.2019 21:43

Autor: Macer

jakies takie przemyslenie wokol mnie chodzi… w Polsce mamy tradycję posiadania skrajnie durnych elit. jak sie przejdziesz po ulicy, pojdziesz do roboty, do sklepu, to przecietny prosty czlowiek w polsce jest calkiem ogarnięty zyciowo, ambitny, ma zdrowy system wartosci, ma moim zdaniem szersze horyzonty niz przecietny prosty czlowiek w takiej Anglii. jak bylem na stazu w polskiej hucie, to robotnikom zalezalo na dobrym wykonaniu roboty, traktowali ją powaznie, starali sie, mimo ze pracowali w bardzo ciezkich warunkach. jak pracowalem w anglii w instytucie badawczym, to z kolei robole lecieli w ch… po calosci. gosc potrafil caly dzien nic nie robic poza klikaniem co dziesiec minut w przyciski na Siemensowskiej konsoli kontrolujacej obrabiarkę CNC, a i tak czul sie po godzinie "pracy" zmeczony na tyle, ze musial isc na przerwe xD

natomiast kazdy kto w polsce ma odrobinę władzy jest zlodziejem, oszustem, zdrajcą, zachowuje sie jak ostatni skurwysyn. od 400 lat nasze "elity" w regularnych odstępach marnują wysilki prostego ludu. az sie odechciewa dla tego kraju pracowac, bo wiadomo, ze i tak wszystko pojdzie wniwecz. wojny ze szwecją, traktowanie kozaków, zle dobieranie sojusznikow, dawanie dupy rosji i prusom, wreszcie utrata kontroli nad krajem i rozbiory, potem co 20 lat idiotyczne, zle zorganizowane powstania, w ktorych znowu prosci zolnierze pokazywali nadludzką odwagę i motywację, ktore byly w jak najglupszy sposob marnowane przez dowodztwo. juz koronnym przykladem bylo powstanie warszawskie. ci debile dostali nawet od Ententy za darmo panstwo. i co? najpierw przez 8 lat nie mogli sie dogadac kto ma rzadzic, w koncu Dziadek stracil cierpliwosc, ale sanacja skonczyla sie znowu skrajnym debilizmem wladzy, nepotyzmem, marnowaniem szans, wreszcie sromotną porażką z niemcami i haniebną ucieczką do rumunii. mysleliscie ze to koniec, ze juz nasze elity nam odpuszczą chociaz troche? takiego wała, Sikorski i pozostale obrazone odsunieceim od koryta krolewny zorganizowaly dla oficerow sanacji obozy koncentracyjne w UK! doszlo do tego, ze poslowie do brytyjskiego parlamentu zaczeli przeciw nim protestowac, no Anglicy musieli bronic Polaków przed Polakami! w czasie, kurwa, gdy przetrwanie narodu polskiego w ogóle stało pod znakiem zapytania.

nie dziwne wiec ze pozniej alianci nie potraktowali rzadu londynskiego powaznie. wladze przejeli komunisci i znowu mamy koncert polakow dopierdalajacych sobie nawzajem. ostatnio IIWŚ w kolorze wrzucala post, w ktorym opisywala sklad sedziowski, ktory skazal Pileckiego na smierc. tam byli wlasnie polacy, nawet nie zydowskie farbowane lisy ze zmienionymi nazwiskami i po dwutygodniowych kursach w moskwie, ale przedwojenni oficerowie!

a jednak komunisci wzieli kraj za morde, pobudowali huty, elektrownie, stocznie, rafinerie, osiedla, zainstalowali nam jeden z najlepszych na swiecie systemow oswiaty. do dzis ich za to nienawidzimy. zwroccie uwage, ze uwazamy wybudowanie Nowej Huty za potworną krzywdę dla Krakowa. naprawdę, my mamy pretensję o to, ze ktos u nas stworzył wielomiliardową inwestycję. to chyba unikalne na swiecie podejscie.

historie 3 RP juz kazdy z nas zna. festiwal zenady, glupoty, zlodziejstwa ze strony elit. dochodzimy do dnia dzisiejszego, kiedy nie ma juz absolutnie NIKOGO – powtarzam NIKOGO w polsce, kogo mozna by uznac za autorytet. absolutnie nikogo. nasza elita to dzieci komunistycznych aparatczykow jako kluczowi pracownicy kultury, najglupsze aktoreczki i aktorzy dobrani z lapanki na "celebrytow", politycy to ludzie ktorzy w zyciu nie przepracowali uczciwie chociaz jednego dnia. najbogatsi biznesmeni to chamy oderwane od pluga, majatek posiadające dzieki znajomosci z akurat tym urzednikiem, ktory mial w czasie transformacji szanse zdefraudowac wartosciowe mienie panstwowe. o pracownikach uczelni juz nawet nie bede zaczynal, prawnikow i sedziow nienawidzi kazdy, kto sie z nimi zetnkął. ostatni wartosciowi pisarze i artysci juz nie zyją, tych potencjalnie dobrych starannie trzyma się z daleka od slawy. nawet moderatorzy w internetowych spolecznosciach to najgorsze skurwysyny.

ja nie wiem, czy my na świecznik sami wybieramy akurat tych najgorszych, czy oni dopiero tacy się stają, gdy poczują w ręku władzę? tak sobie mysle, ze wstyd byloby mi byc kims znaczącym w tym kraju, bo jeszcze ktos pomyslalby, ze jestem podobny do nich. czy jest z tego jakies wyjscie? przeciez nie zabijemy wszystkich, bo musielibysmy usunac polowe narodu, zreszta juz zrobil to kiedys Stalin, ale nie pomogło. jestesmy ludem, w którym to mądrzy są głupsi od głupich. to ja juz wole byc tym głupim.

#polska #przemyslenia #historia #zalesie

Edward Reid obwieszcza anglojęzycznemu światu, że Żydzi kolaborowali z Niemcami

Data: 20.09.2019 23:30

Autor: ziemianin

kurierchicago.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #zydzi #polska #usa #polonia

Środowiska żydowskie wywołały wojnę przeciwko Edwardowi Reidowi, który po angielsku opowiada o historii Polski podczas II wojny światowej, o kolaboracji Żydów z Niemcami czy o ustawie 447 JUST. Historyk miał zaplanowane dwa wykłady otwarte, ale po groźbach wobec właścicieli lokali, w których miało do spotkań dojść, zostały one odwołane.

Tak ucisza się amerykańskiego historyka. Edward Reid obwieszcza anglojęzycznemu światu, że Żydzi kolaborowali z Niemcami

Edward Reid to amerykański historyk polskiego pochodzenia. Prowadzi badania i wykłady, które odkłamują polską historię, szczególnie pod kątem oszczerczych wobec Polski zarzutów. Odważnie mówi o prawdzie historycznej, za co jest cenzurowany w USA.

– Postanowiłem powiedzieć prawdę anglojęzycznemu światu. Wychodziło mi całkiem nieźle, dlatego postanowili mnie odciąć. Wychodzi im to na razie bardzo dobrze – zdradza.

Reid zdobył popularność w mediach społecznościowych dzięki filmom, które nagrywał. Łącznie uzyskały ponad 1 mln wyświetleń. Gdy miało dojść do spotkań ze słuchaczami na żywo, zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Najpierw przeprowadzono w mediach kampanię oczerniania Reida. Zarzucano mu, że zaprzecza holokaustowi i próbuje pisać historię na nowo. Nie zapomniano oczywiście zarzucić antysemityzmu.

Otrzymywał również groźby pod adresem zarówno swoim, jak i swojej rodziny. Lokalom, które miały gościć Reida, grożono zniszczeniem i doprowadzeniem do bankructwa. Te ugięły się przed pogróżkami i na wszelki wypadek odwołały wydarzenia.

– Nigdy nie zaprzeczałem holokaustowi. Takie podejście do mnie jest kłamstwem i stekiem bredni – zaręcza Reid. – Mówię o kolaboracji z Niemcami podczas II wojny światowej – zarówno o polskiej, jak i żydowskiej. Jonny Daniels mówi, że ktokolwiek opowiada o kolaboracji Żydów z Niemcami, automatycznie zaprzecza ludobójstwu. I wydaje mi się, że Żydzi w Ameryce myślą podobnie – wskazuje.

– Najbardziej wkurzył ich fakt kolaboracji Żydów z Niemcami. Ta prawda jest dla nich nie do zaakceptowania. A to fakt historyczny, relacje pochodzą z pierwszej ręki od samych Żydów, są na to świadectwa – mówi Reid.

– To jest szokujące, jakie kłamstwa spreparowano przeciwko mnie. Przerażające jest, że człowiek mówiący prawdę może tak łatwo być zwyzywany i zniszczony. Oni mają potężną władzę. Mają antysemityzm, który ma niesamowite rażenie – nie ma wątpliwości Reid.

Historyk mówi również dużo o ustawie 447 JUST, która zakłada zwrot Żydom mienia bezspadkowego. Jest zdziwiony stanowiskiem polskiego rządu w tej sprawie, który próbuje przede wszystkim przemilczeć temat, a jeśli już zabiera w tej kwestii głos, to nie widzi żadnego problemu.

– Są (PiS – red.) w całkowitym błędzie. Widzimy tu próbę wymuszenia, za którą stoją Amerykanie i Kongres. Widzimy złodziejstwo i żaden Polak nie może tego wspierać. Szczególnie po tym, co w trakcie II wojny światowej wycierpiała Polska i po tym, jak Niemcy wypłaciły reparacje Żydom – ostrzega.

Po tym co spotkało Reida, ten nie widzi na razie możliwości organizacji kolejnych spotkań na żywo. Jak mówi, skupi się na publikowaniu swoich materiałów jedynie poprzez Facebooka czy YouTube, o ile i tam nie zostanie zablokowany. – Moje produkcje na różnych platformach obejrzało ponad 1 mln osób. Przy wsparciu Polaków i polskich Amerykanów będę dalej to robił, by pokazać prawdę anglojęzycznej części społeczeństwa – zapewnia.

– W tym momencie jednak nie widzę możliwości organizowania jakichkolwiek spotkań, ponieważ naprzeciwko mamy faszystów, którzy zrobią wszystko, by walczyć z wolnością słowa – smutno konstatuje Reid.

Armie na haju - narkotyki II wojny światowej. Historia Bez Cenzury

Data: 19.09.2019 20:06

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #ciekawostkihistoryczne #hbc #historiabezcenzury

II wojna światowa była pod wieloma względami konfliktem wyjątkowym. Dotyczyło to również narkotyków, bowiem nigdy wcześniej żołnierze nie ćpali na tak masową skalę, w dodatku pod nadzorem państwa. Jaki specyfik sprawiał, że żołnierze Wermachtu, SS i Gestapowcy byli niezmordowani w sianiu terroru? Jakie akcje odstawiał naćpany Göring? Jakie narkotykowe koktajle walił sam Hitler? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka! Zapraszamy do oglądania.

Armie na haju – narkotyki II wojny światowej. Historia Bez Cenzury

Data: 18.09.2019 17:15

Autor: lisq

#17wrzesnia #historia #sowieci #zsrr #komunizm

Oglądam sobie właśnie dokument Sowiecka historia (jakby spadł z youtube to dajcie znać ;)) i tak przypomniał mi się wczorajszy tweet ambasady kacapskiej.

I widzę pewien schemat

Rosja/ ZSRR od zawsze ma tendencje do zakłamywania historii lub obracania kota ogonem.

Dokument opowiada m.in o tym jak to przez długi długi czas sowieci zaprzeczali jakoby mieli współpracować z nazistami na jakiejkolwiek płaszczyźnie xD. Potem przestaje zaprzeczać, ale nie przyznaje że współpraca oparta była na pisemnym porozumieniu z trzeciego listopada 1938 roku.

"Porozumienie w sprawie koordynacji działań między NKWD i głównym urzędem bezpieczeńswa w Berlinie".

Dokument trafia do archiwum Komitetu Centralnego (obecnego archiwum prezydenckiego), zostaje wykradziony przez pracownika archiwum. Rosyjska telewizja pokazuje dokument w telewizji. Taśma z materiałem ginie z archiwum xD

Kilkadziesiąt lat później ma miejsce katastofa czarnobylska. "Niee, nic nie jebło". "Jebło, ale nic się nie stało". "Stało się ale sytuacja opanowana".

Następne kilkanaście lat później – K-141 Kursk. "Spoko spoko, wasi ojcowie i mężowie żyją, na Kursku spokojnie objadą 5-6 dni". "Tak, przymiemy waszą pomoc drogie NATO". Za chwilę "jednak nie panie Russel, proszę się nie zbliżać do wraku" xD

Pewnie jakby poszperać w historii współczesniej to więcej takich inb możnaby spisać w jednym miejscu.

Winston Churchill powiedział "Niemcy powinno się bombardować co 50 lat, profilaktycznie, bez podania przyczyny". Ja dodałbym jeszcze "a sowietów co roku".

aha i jebac komunistow

Rosjanie twierdzą, że ZSRR nie napadł na Polskę, a Niemcy wierzą, że byli okupowani przez nazistów

Data: 18.09.2019 10:45

Autor: ziemianin

#wtf #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #polska #niemcy #zsrr

Prof. Waldemar Paruch o rosyjskiej narracji o 17 września 1939 r.

Prof. Paruch: Rosjanie twierdzą, że ZSRR nie napadł na Polskę, a Niemcy wierzą, że byli okupowani przez nazistów

Prof. Waldemar Paruch podkreśla, że w sferze publicznej warto mocniej zaznaczać napad ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. Mówi, że niepokojące jest milczenie mediów w tej sprawie. Należy zaś podkreślać, że to była taka sama agresja jak niemiecka, wbrew temu, co ostatnio napisała Ambasada Rosji w RPA, twierdząca, że Armia Czerwona wkroczyła na okupowane przez Polskę od 1920 r. Ukrainę i Białoruś, po tym, jak rząd polski opuścił kraj. Jest to oczywisty fałsz, gdyż „rząd wyszedł późnym popołudniem, a agresja nastąpiła rano”. Na dodatek dzisiaj, jak zauważa prof. Paruch, trzecia część mieszkańców III RP ma pochodzenie kresowe. Dodaje, że wątpi, że dożyje chwili, w której Rosja przeprosi za zbrodnie sowieckie, tak jak Niemcy przepraszają za zbrodnie nazistowskie. Zwraca przy tym uwagę, że pod względem realnych działań również Niemcy mają problem ze wzięciem odpowiedzialności za to, co robiła III Rzesza. Obecnie jak mówi, „Niemcy uważają, że byli okupowani w czasie wojny przez jakichś nazistów”, co potwierdzają słowa Angeli Merkel dziękującej aliantom za wyzwolenie Niemiec od hitlerowców.

Data: 17.09.2019 20:18

Autor: Mandarlin

Coś tam do mnie pisaliście… Ludzie, nie dopowiadajcie sobie (ⴲ﹏ⴲ)/

17 września to rocznica agresji, no ja nic nie neguję. Taki jest świat, ludzie się zabijają zamiast współpracować. (╯︵╰,)

Jedynie wejście w 1944 to jakie takie wyzwolenie.

#poltyka #historia #komunizm

Data: 17.09.2019 09:01

Autor: Ijon_Tichy

Cześć Lurki i Lukierki.

Myślę, że warto jest przedstawić ten pogląd szerszej opinii.

Nie należy mylić papiestwa i jego polityki z prawdziwym, biblijnym chrześcijaństwem. Przecież każdy rozumny człowiek wie, że wojny w imię Boga są sprzeczne z przesłaniem Ewangelii i papiestwo w czasie tych bojów całkowicie skrzywiło całą ideę chrześcijaństwa, bo tak naprawdę byli to politycy, którzy myśleli politycznie, a Bóg, czy przesłanie Ewangelii nie miało dla nich znaczenia.

Powyższe nie zmienia faktu, że katolicyzm (jakikolwiek niezgodny w niektórych punktach z biblią) przyczynił się do rozwinięcia dobrodziejstwa cywilizacyjnego i kulturowego, którego jesteśmy beneficjentami do dziś. Gimboateusze dają się nabrać na zakłamany bełkot o tym, że katolicyzm to wieki ciemnoty. Tak? Doprawdy? Pod jego skrzydłami rozwinęła się cywilizacja, która na wieki zdominowała cały świat pod względem technicznym, militarnym, kulturowym – i trwa to do dziś.

Nie byłoby żadnej Europy (w sensie kulturowym), żadnego odporu najazdów, destrukcyjnych wpływów obcych naszej wizji świata, tych nieludzkich kultur, jak upadlający człowieka Islam, nie byłoby tego poziomu rozwoju technologii, gdyby nie cywilizacja łacińska, która rozwinęła się pod skrzydłami "przebrzydłego kościoła". I przyznaję to jako nie katolik. Po prostu uczciwie przytaczam fakty. Politycznie katolicyzm był dla ludów Europy gwarantem spójności, siły i bezpieczeństwa w wielu aspektach.

#katolicyzm #chrzescijanstwo #wojnaidei #gimboateusze #historia #cywilizacja #kulturoznawstwo

Data: 17.09.2019 07:45

Autor: Ijon_Tichy

Ofiary komunizmu:

65 milionów w Chinach, 

20 milionów w ZSSR,       

2 miliony w Kambodży,

2 miliony w Korei Północnej,

1,7 miliona w Afryce,    

1,5 miliona w Afganistanie,

1 milion w Europie Wschodniej (Blok wschodni),    

1 milion w Wietnamie

150 000 w Ameryce Łacińskiej (głównie na Kubie)

10 000 ofiar – międzynarodowy ruch komunistyczny i partie komunistyczne nie sprawujące władzy.    

https://pl.wikipedia.org/wiki/Czarna_ksi%C4%99ga_komunizmu#Szacowana_liczba_ofiar_komunizmu_wed%C5%82ug_autor%C3%B3w

#komunizm #marksizm #ideologia #wojnaidei #ludobojstwo #ciekawostkihistoryczne #historia

Grzegorz „Messiah” Błoch — wspomnienie pierwszego wokalisty Arkony

Data: 15.09.2019 19:44

Autor: dobrochoczy

andrzejtarnowski.blogspot.com

Grzegorz Błoch znany lepiej jako Messiah — to były wokalista kultowej Arkony — która w latach dziewięćdziesiątych jako pierwszy blackmetalowy zespół zaczęła nagrywać w języku polskim. Messiah miał jeden z ciekawszych wokali pagan/blackmetalowych w naszym kraju. Nie dziwne więc, że przez wielu fanów uważany jest za najlepszego frontmana w dziejach Arkony. Messiah w 2002 roku, jednak niespodziewanie odszedł z zespołu i słuch po nim zaginął… do czasu, kiedy dwa lata temu poinformowano o śmierci muzyka. Zważając na ten enigmatyzm, postanowiłem w tym arcie przedstawić najważniejsze fakty z jego życiorysu. #metalmusic #muzyka #historia #legendy #arkona

Średniowiecze bez trzymanki - książka Historia Bez Cenzury 4.

Data: 13.09.2019 09:50

Autor: ziemianin

youtube.com

#historia #hbc #historiabezcenzury #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

Średniowiecze to turbociekawa epoka, o czym niejednokrotnie przekonaliście się, oglądając nasze odcinki. Jeśli chcielibyście poszerzyć swoją wiedzę na jej temat, jest teraz ku temu świetna okazja. Już 2 października będzie miała swoją premierę książka „Historia bez cenzury 4. Średniowiecze bez trzymanki”.

Średniowiecze bez trzymanki – książka Historia Bez Cenzury 4.

12 września 1939 r. w Abbeville Brytyjczycy i Francuzi zdradzili Polskę. Pięć lat później . . .

Data: 12.09.2019 22:09

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #polska #francja #wielkabrytania #polityka

12 września 1939 roku, w położonej na północy Francji miejscowości Abbeville, odbyła się tajna brytyjsko-francuska konferencja. Podjęto na niej decyzję, aby zaatakowanej przez Niemców Polsce nie udzielać militarnej pomocy, a jednocześnie nie atakować Niemców od zachodu. Po pięciu latach – we wrześniu 1944 roku – Abbeville wyzwolone zostało przez… Polaków! Uczyniła to I Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Stanisława Maczka. Chichot historii? Ironia losu?

12 września 1939 r. w Abbeville Brytyjczycy i Francuzi zdradzili Polskę. Pięć lat później Abbeville wyzwolili Polacy

Przywykło się twierdzić, że Alianci zdradzili Polskę na konferencji w Jałcie w 1945 roku. To prawda. Ale pierwsza zdrada nastąpiło dużo wcześniej, bo już w 1939 roku. To wówczas – 12 września – w miasteczku Abbeville doszło do tajnej konferencji, na której Brytyjczycy i Francuzi podjęli decyzję, aby nie pomagać atakowanej przez Hitlera Polsce.

Warto zauważyć, że Wielka Brytania i Francja były formalnymi sojusznikami militarnymi Polski. To na podstawie wiążących umów międzynarodowych oba państwa w kilka dni po zaatakowaniu przez Niemcy Polski, zdecydowały się wypowiedzieć wojnę III Rzeszy. Niestety nie zrealizowały najważniejszego punktu sojuszniczych zobowiązań, tj. nie przyszły nam z militarną pomocą.

Umowa sojusznicza zawarta między Polską a Francją przewidywała, że w przypadku ataku Niemiec na nasz kraj, armia francuska rozpocznie ofensywę przeciwko Niemcom na froncie zachodnim najpóźniej w dwa tygodnie po przeprowadzeniu mobilizacji. Mobilizację ogłoszono tam 3 września, a więc prosty rachunek wskazuje, że najdalej o świcie 17 września powinna się rozpocząć ofensywa, która mogłaby uratować nasz kraj.

Co działo się później – wszyscy wiemy. Polska w ciągu trzech kolejnych tygodni została całkowicie zajęta przez Niemców i atakujących od wschodu Rosjan, którzy przyłączyli się do wojny przeciwko Polsce 17 września. Rozpoczęła się najkrwawsza w dziejach Europy okupacja całego kraju, w wyniku której życie straciło miliony istnień ludzkich.

Swego rodzaju ironią losu było to, że 5 lat później, we wrześniu 1944 roku miasteczko Abbeville – gdzie doszło do zdradzieckich ustaleń między Wlk. Brytanią, a Francją – zostało wyzwolone przez… Polaków. Dokonała tego I Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Stanisława Maczka.

Data: 12.09.2019 21:00

Autor: FiligranowyGucio

Historia, o której się nie mówi_FB

Pierwszy czarny punkt w historii III RP -

wybór Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta (wpierw PRL potem RP).

"Krwawego męża" – jak powiedziałby Prymas Tysiąclecia, bo Jaruzelski brał udział w obławach i mordach na ludziach podziemia Konspiracyjnego Wojska Polskiego (załącznik), bo był stalinowskim politrukiem i pośrednikiem między Sowietami a Polakami w 5. Kołobrzeskim Pułku Piechoty, bo brał udział w przesłuchaniach…

Bo był "krwawym mężem" w Grudniu '70, Grudniu '81, bo odpowiada za wszystkie mordy dekady lat 80.

Jeśli w Magdalence i przy Okrągłym Stole był spisek elit to dotyczył on właśnie tej sprawy. Na przełomie lutego i marca 1989 r. – a wynika to notatek, zapisów i sprawozdań magdalenkowych – dobito w Magdalenie targu w sprawie prezydentury Jaruzelskiego.

I nawet nie chodzi o to, że samozwańcze elity się w tej sprawie dogadały, ale o to, że ci którzy reprezentowali "Solidarność" i "opozycję" 19 VII 1989 r. dotrzymali danego komunistom słowa. W lipcu, czyli po klęsce komunistów w wyborach 4 VI 1989 r.

I nie mówcie mi, że był tam Lech Kaczyński (nie głosował za Jaruzelskim, jego brat też nie), nie mówicie mi o cyniku Bushu i Ameryce, która świetnie wiedziała kim jest ten bandyta bo mieli o nim pełne dossier (pisałem o tym w "Długim ramieniu Moskwy") – to wszystko nieważne, bo odpowiedzialność za Polskę jest najpierw indywidualna, jest polska, tutejsza, nasza. A dzięki głosom ludzi "Solidarności" Jaruzelski wybrany został prezydentem.

Jeśli notatka gen. Henryka Dankowskiego o odnowie dialogu operacyjnego z byłą agenturą wybraną do Sejmu i Senatu ma jakieś znaczenie, to moim zdaniem ma ona właśnie znaczenie w kontekście wydarzeń w sejmie z 19 VII 1989 r.

Został Jaruzelski prezydentem a potem cieszył się niebywałą estymą. Zapewnił długie trwanie LWP, jego służbom, kreował badania historyczne nad komunistycznym wojskiem (miał świetne kontakty w CAW, WiH i WBBH), wyczyścił swoją teczkę, kłamał przed sądami, gromadził archiwalia, szantażował, chronił zbrodnie…

Kiedy Polska miała szansę wyrwać się z tej postkomunistycznej matni, a Wałęsa zniszczył rząd Olszewskiego bo bał się lustracji Jaruzelski mu dziękował:

"Rad jestem, że sprawy zostały opanowane, i chcę podkreślić w tym szczególną rolę Lecha Wałęsy".

Podróżował w rządowych delegacjach, brał udział w państwowych naradach… Historyczny przywódca "Solidarności" był de facto jego osobistym świadkiem obrony w procesie o Grudzień '70, gdzie użycie przemocy wobec robotników tłumaczył wykonywaniem rozkazów i radykalizmem tłumu robotników.

Na końcu Jaruzelski dostał państwowy pogrzeb i wojskową asystę. Żegnał go Prezydent RP Komorowski i szef MON Siemoniak. Czci go dalej Wojsko Polskie a Szef Sztabu Generalnego dopiero niedawno usunął jego fotografię z oficjalnej strony internetowej Sztabu Generalnego.

Grób Jaruzelskiego w alei zasłużonych na Powązkach ma stały monitoring wideo!

A ofiary takich złoczyńców jak Jaruzelski na tym samym cmentarzu mają "szufladki" z trumienkami w czymś, co III RP nazwała Panteonem! A ilu wciąż w dołach bezimiennych? Ilu? Co za kpina!

Do jego domu polski prokurator IPN mógł wejść dopiero dwa lata po jego zgonie. I prawie nic nie znalazł. Ale i tak niektórzy członkowie Kolegium IPN byli tym faktem poruszeni i bardzo zaniepokojeni, bo jak to, do Jaruzelskiego wejść, bez pytania, bez pewności, że tam w ogóle coś jest! :)

O adwokatach Jaruzelskiego w sutannach i purpurach biskupich nie mam tu siły pisać. Zdrada!

Renegat czczony i chroniony przez wolną Polskę!

Dziękuję tym wszystkim, którzy wówczas przeciw tej hańbie protestowali wbrew większości narażając się na represje, środowiskom: SW, KPN, PPN, FMW, PPS, RSA, LDPN… Wszystkim! Zaszczytem jest dla mnie wciąż, że byłem wtedy z Wami jako długowłosy metalowiec z gdańskiej FMW.

Przynajmniej daliśmy świadectwo, bo kiedy "rozum zawodzi bądź odważny w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy".

Niech Pan Bóg wybaczy Polakom grzech zaniechania i tolerowania zła w przestrzeni publicznej!

#historia #polska #komunizm #jaruzelski

Data: 11.09.2019 13:19

Autor: false_nine

Fotografia przedstawia prezydenta George Busha słuchającego Andrew Card'a, który informuje go o tym, że samolot uderzył w drugą z wież WTC.

Reakcja Busha na wyszeptaną do jego ucha przez szefa personelu Andy'ego Carda wiadomość o ataku na Amerykę utkwiły w pamięci wielu osób, które oglądały relacje ze straszliwych wydarzeń tamtego dnia.

fot. Reuters

#fotografia #wtc #911 #terroryzm #kartkazkalendarza #historia #atakterrorystyczny #georgebush #usa

Mieszkańcy Indii są spokrewnieni z przedstawicielami cywilizacji sprzed 5000 lat

Data: 10.09.2019 07:26

Autor: ziemianin

kopalniawiedzy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #historia #Indie #dna

W tym samym czasie, gdy Egipcjanie i Sumerowie wznosili pierwsze monumentalne budowle, w dolinie Indusu rozwijała się kolejna z wielkich miejskich cywilizacji, której centrami były Harappa i Mohendżo-Daro.

Cywilizacja doliny Indusu pojawiła się około roku 3000 przed Chrystusem i upadła około roku 1700. W szczycie swojego rozkwitu zajmowała obszary dzisiejszych północno-zachodnich Indii oraz wschodniego Pakistanu. W kilku jej największych miastach mogło mieszkać nawet 5 milionów ludzi.

Źródło: ScienceMag

Mieszkańcy Indii są spokrewnieni z przedstawicielami cywilizacji sprzed 5000 lat

Teraz, po 5000 lat, po raz pierwszy przeaalizowano genom przedstawicieli tej cywilizacji. Cywilizacja doliny Indusu od dawna stanowi tajemnicę. To bardzo ekscytujące, że możemy się dowiedzieć czegoś o jej przeszłości i późniejszych dziejach, mówi genetyk Priya Moorjani z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, która nie była zaangażowana w najnowsze badania.

Dotychczas odnaleziono szczątki setek przedstawicieli cywilizacji harappiańskiej, jednak wilgotny klimat szybko niszczy DNA, dlatego też dotychczas nie zbadano ich genomu. W ostatnich latach dokonano ważnego postępu. Okazało się, że w kości skalistej znajduje się wyjątkowo dużo DNA, które można pozyskać nawet ze szkieletów, które uległy poważnemu rozkładowi.

Zespół prowadzony przez genetyka Davida Reicha z Uniwersytetu Harvarda oraz archeologa Vasanta Shinde z Deccan College w Indiach, postanowił wykorzystać tę wiedzę i spróbować pozyskać DNA ze szkieletów z doliny Indusu. Przebadali ponad 60 fragmentów szkieletów i w końcu udało się pozyskać materiał z jednego z nich. Uzyskanie niemal kompletnego genomu wymagało przeprowadzenia ponad 100 analiz. To bez wątpienia najszerzej zakrojone działania, jakie kiedykolwiek podjęliśmy w celu uzyskania DNA z pojedynczej próbki, mówi Reich.

DNA pochodziło najprawdopodobniej od kobiety, pochowanej wśród ceramicznych naczyń na stanowisku archeologicznym Rakhigarhi, w odległości około 150 kilometrów na północny-zachód od Delhi. Dane archeologiczne wskazują, że kobieta żyła w okresie pomiędzy 2800–2300 lat przed Chrystusem. Jej genom jest blisko powiązany z genomem 11 innych osób, których szczątki znaleziono w Iranie i Turkmenistanie, gdzie warunki naturalne zapewniają lepsze przechowywanie DNA. Te 11 osób to część grupy 523 osób, których DNA wykorzystano podczas innych badań populacyjnych na temat historii Azji Południowej.

Jako, że wiemy, iż cywilizacja doliny Indusu prowadziła handel z obszarami, na których znaleziono wspomnianych 11 osób oraz że ich genom miał niewiele wspólnego z innymi osobami pochowanymi na obszarach, na których te 11 osób znaleziono, Reich i jego koledzy wysunęli hipotezę, że najprawdopodobniej osoby te to emigranci z doliny Indusu.

Uczeni dokonali też porównań posiadanych teraz 12 genomów przedstawicieli cywilizacji harappiańskiej, czyli kobiety z doliny Indusu i 11 migrantów, z DNA przedstawicieli innych starożytnych cywilizacji Eurazji oraz ze współczesnymi populacjami. Okazało się, że mimo iż cywilizacja doliny Indusu upadła około 4000 lat temu, to jej pula genetyczna jest obecna u większości współczesnych mieszkańców Indii.

Reich zauważa też, że współcześni mieszkańcy północy Indii posiadają w swoim DNA zapis mieszania się tamtejszej ludności w mieszkańcami stepu euroajzatyckiego. Jako, że mieszkańcy stepu wcześniej mieszali się też z mieszkańcami Europy, mamy tutaj do czynienia z widocznym związkiem genetycznym pomiędzy Europą a Azją Południową. Kolejne epizody przenikania się ludności stworzyły przez tysiące lat dzisiejszą mieszankę genetyczną na terenie Indii.

Badania Reicha przyniosły też pewne zaskakujące spostrzeżenie dotyczące starożytnych mieszkańców Iranu. Otóż już wcześniej znaleziono ślady ich DNA wśród współczesnej populacji Azji Południowej. Wydawało się więc, że potwierdza to pogląd mówiący, iż migranci z Żyznego Półksiężyca, gdzie narodziło się rolnictwo, w pewnym momencie dotarli na subkontynent indyjski i wprowadzili tam rolnictwo. Jednak nowe badania wskazują, że irańskie DNA zarówno u przedstawicieli cywilizacji doliny Indusu jak i u współczesnych mieszkańców Indii pojawiło się tam na około 2000 lat przed pojawieniem się rolnictwa. Innymi słowy DNA z terenu współczesnego Iranu zawędrowało do Indii w ramach krzyżowania się społeczności łowców-zbieraczy i społeczności rolnicze nie były w to zaangażowane. Niewykluczone zatem, że mieszkańcy Azji Południowej przyjęli rolnictwo od swoich sąsiadów, z którymi się nie mieszali.

Historia Kwantowej Teorii Pola – część pierwsza

Data: 10.09.2019 06:40

Autor: ziemianin

news.astronet.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #astrofizyka #fizyka #fizykakwantowa #historia #KwantowaTeoriaPola #WernerHeisenberg

„Słowa pozycja oraz prędkość, dzięki mechanice Newtona, wydawały się doskonale zdefiniowane. Ale w rzeczywistości były one zdefiniowane źle.”

Historia Kwantowej Teorii Pola – część pierwsza

Początek XX wieku, naukowy świat ciągle licząc na szybkie domknięcie fizyki i opisanie wszystkich znanych praw natury otrzymuje ciężki cios w postaci „Katastrofy w nadfiolecie“ – odkrycia kwantów. Czas, w którym młody pracownik biura patentowego zupełnie zmienia spojrzenie na masę oraz energię, następnie zaś niemiecki matematyk polsko-żydowskiego pochodzenia postuluje połączenie przestrzeni oraz czasu w jeden nierozłączny twór. To w tych okolicznościach – zatrważająco szybkiego postępu oraz ciągłych niespodzianek na polu nauki – Ernest Rutherford wykonał swój słynny eksperyment z kawałkiem cienkiej, złotej folii. Jego konsekwencją było obalenie kolejnego, przestarzałego modelu i przewidzenie istnienia jądra atomowego. To praktycznie od tego momentu długo nierozwiązanym problemem fizyki okazało się wyjaśnienie, dlaczego jądro zbudowane z dodatnio naładowanych protonów nie rozpada się pod wpływem odpychających sił. Satysfakcjonującą odpowiedź dopiero w 1935 roku, na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej, zaproponował japoński teoretyk Hideki Yukawa. W celu opisania jego toku rozumowania musimy jeszcze na chwilę cofnąć się w czasie o osiem lat, do roku 1927 i przedwojennego Lipska.

Zasada nieoznaczoności Heisenberga

Znajdujemy się w roku 1927 w demokratycznych Niemczech. To tutaj, na uniwersytecie w Leipzig, od roku profesorem fizyki teoretycznej jest bardzo młody i utalentowany Niemiec – Werner Heisenberg. Już niebawem zostanie nagrodzony nagrodą Nobla za trzy prace naukowe z tego roku – prace dotyczące podstaw mechaniki kwantowej oraz teorii nieoznaczoności. Skupimy się na tym drugim zagadnieniu. Otóż Heisenberg, znając falowe właściwości cząstek w mechanice kwantowej, drogą obliczeń doszedł do wniosku, iż fala opisująca położenie dowolnej cząstki oraz fala opisująca jej pęd są ze sobą nierozłącznie powiązane. Konsekwencje tego na pierwszy rzut oka niepozornego odkrycia okazują się ogromne. Obie wielkości są ze sobą powiązane w taki sposób, że gdy postaramy się dowiedzieć jak najwięcej o położeniu cząstki, zaczniemy automatycznie tracić informacje o pędzie, który niesie. Identycznie sytuacja ma się w drugą stronę, wraz ze wzrostem dokładności pomiaru pędu, fala odpowiadająca za gęstość prawdopodobieństwa znalezienia cząstki w danym miejscu zacznie rozszerzać się, utrudniając określenie jej lokalizacji. Niezależnie od rodzaju eksperymentu i determinacji towarzyszącej eksperymentatorom istnieje pewna granica dokładności pomiaru, której nie da się przekroczyć. Iloczyn nieokreśloności pędu oraz nieokreśloności położenia zawsze będzie większy lub równy od stałej Diraca podzielonej przez dwa.

„Słowa pozycja oraz prędkość, dzięki mechanice Newtona, wydawały się doskonale zdefiniowane. Ale w rzeczywistości były one zdefiniowane źle.”

„Czy natura naprawdę może być tak absurdalna, jaka wydaje się być w skali atomowej?”

– Werner Heisenberg

Szybkim krokiem przechodząc do konsekwencji tej zasady, jeśli nie jesteśmy w stanie z doskonałą dokładnością poznać położenia ciał oraz ich ruchu, na naszych oczach umiera fizyczny determinizm. Demon Laplace’a, abstrakcyjna istota, która miałaby znać wszystkie informacje o stanie cząstek we Wszechświecie, dzięki czemu mogłaby dowolnie przewidywać przyszłość, tamtego dnia odeszła z tego świata. Co więcej, równanie zaproponowane przez Heisenberga udało się przenieść na jeszcze bardziej zaskakującą parę wielkości – czas i energię.

Hideki Yukawa i siły jądrowe

Lata, w których młody Werner publikował swoje nowatorskie prace naukowe, były ciszą przed burzą. Pod koniec 1929 roku światowa gospodarka stanęła w ogniu w wyniku ogromnego krachu na nowojorskiej giełdzie – przed państwem czarny czwartek, umownie początek największego kryzysu gospodarczego w historii. Poprawa sytuacji gospodarczej nastąpiła dopiero trzy lata później. W międzyczasie odbyły się pierwsze piłkarskie mistrzostwa Świata, które zwyciężył gospodarz, Urugwaj, do władzy w Niemczech doszedł nadzwyczajnie groźny człowiek, a amerykański astronom Clyde Tombaugh odkrył ostatnią planetę Układu Słonecznego – Plutona. Tym sposobem dotarliśmy do 1935 roku, w którym Hideki Yukawa udzielił satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie zadane we wstępie artykułu.

Jądra atomowe składają się z dodatnich protonów, dodatnie protony zaś powinny odpychać się wzajemnie od siebie. Oznaczało to, iż by jądra atomowe były stabilne, musi istnieć jakieś nieznane oddziaływanie, które spajałoby protony ze sobą, ale które zarazem nie występowałoby na większych odległościach, nawet atomowych, ponieważ byłoby zauważalne choćby w reakcjach chemicznych. Tylko jak wyjaśnić skąd miałoby pochodzić ograniczenie zasięgu takich sił jądrowych? Yukawa zaproponował, by w tym celu skorzystać z teorii nieoznaczoności Heisenberga.

Energia oraz czas są skorelowany w taki sposób, że nigdy nie jesteśmy w stanie poznać dokładnej energii układu w dowolnej chwili czasu, zachodzi identyczna nierówność, co w przypadku nieokreśloności pędu oraz położenia. Im dokładniej określimy energię cząstki, tym mniej wiemy, z którego momentu w czasie pochodzi pomiar i vice versa. Prowadzi to do gigantycznego chaosu w mikroświecie, chaosu tak wielkiego, iż można by powiedzieć, że nawet sam Wszechświat nie wie, co dokładnie się dzieje. A skoro nawet sam Wszechświat nie jest pewien, co się dzieje, mogą dziać się rzeczy niesłychane – mogą pojawiać się cząstki znikąd. Jest jednak pewien haczyk, cząstka, która pojawi się znikąd, tak zwana cząstka wirtualna, musi prześlizgnąć się przez okno otwarte przez zasadę nieoznaczoności, zmieścić się wewnątrz pojawiającego się błędu pomiarowego – iloczyn energii cząstki wirtualnej oraz czasu, przez który będzie mogła bezkarnie istnieć, może być maksymalnie rzędu bardzo małej stałej Diraca. Widzimy więc, że skoro iloczyn energii oraz czasu ma maksymalną wartość, cząstki wirtualne o małej energii będą w stanie przetrwać miliony lat i dotrzeć z jednej galaktyki do drugiej, natomiast te o ogromnej energii będą musiały zniknąć po ułamku sekundy, co nawet przy prędkości niemal świetlnej znacznie ogranicza ich zasięg.

Hideki Yukawa postawił śmiałą tezę, że to właśnie mechanizm cząstek wirtualnych odpowiada za oddziaływanie jądrowe. Policzył, iż ponieważ siły te mają zasięg ograniczony do rozmiaru jądra atomowego, około femtometra, cząstki, które przenoszą to oddziaływanie, powinny mieć energię rzędu 130 – 140 MeV. Teoria mezonów, którą opublikował, wyjaśniła zachowanie protonów oraz neutronów w jądrze atomowym.

Dwanaście lat później, dwa lata po zakończeniu II wojny światowej, brytyjski fizyk Cecil Powell odkrył doświadczalnie mezon π0, cząstkę o energii 135 MeV i zerowym spinie, którą teoretycznie przewidział Hideki Yukawa. Dwa lata później obaj panowie otrzymali nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. Ogromny sukces wyjaśnienia nowego oddziaływania za pomocą mechanizmu cząstek wirtualnych rozpoczął historię Kwantowej Teorii Pola.

„Ci, którzy odkrywają nieznany świat, są podróżnikami bez mapy – mapa jest wynikiem eksploracji. Położenie ich celu nie jest im znane, a bezpośrednia ścieżka, która do niego prowadzi, nie jest jeszcze wyznaczona.” – Hideki Yukawa

Szpicbródka i koledzy - Kasiarze. Historia Bez Cenzury

Data: 08.09.2019 12:31

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #historia #hbc #Historiabezcenzury #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

Dzisiaj opowiemy Wam o przestępczej elicie w Polsce w okresie dwudziestolecia międzywojennego, czyli o kasiarzach. Ich działalność oczywiście nie jest godna pochwały, jednak rozmach z jakim działali, do dzisiaj budzi podziw. Jak wyglądały ich akcje i ile potrafili zarobić na jednej? Gdzie można się było przyuczyć do tego zawodu i kto był absolutnym guru polskich kasiarzy? Wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Szpicbródka i koledzy – Kasiarze. Historia Bez Cenzury

Data: 08.09.2019 08:33

Autor: Alojz

Jak historia uczy, 8 maja 1945 roku, niemieckii Wehrmacht złożył broń, a same Niemcy podpisały kapitulację.Jednak na pewnej wyspie w Europie, wojna trwała kolejne 12 dni.

Chodzi dokładnie o powstanie Gruzinów na holenderskiej wyspie Texel. Na owej wyspie, oprócz żołnierzy Wehrmachtu, stacjonowali żołnierze Wehrmachtu składających się z Gruzinów,którzy podczas kampanii na froncie wschodnim, dostali się do niemieckiej niewoli i wstąpili do Wehrmachtu. Na początku kwietnia Gruzini dowiedzieli się że mają zostać skierowani na front by walczyć z aliantami. W nocy z piątego na szóstego kwietnia, Gruzini postanowili siłą przejąć kontrolę nad wyspą.Tej nocy Gruzini zabili około 400 Niemców,głównie nożami w czasie snu. Gruzina nie udało się przejęć całej wyspy, Niemcy w odwecie skierowali na wyspę duże siły wojskowe. Pacyfikacja Gruzinów trwała aż do 20 maja, kiedy na wyspie wylądowali żołnierze kanadyjscy. Bilanz walk to: 800 poległych Niemców,565 Gruzinów i 120 holenderskich mieszkańców wyspy.

Dla 228 ocalałych Gruzinów, którzy przeżyli bitwę los nie był łaskawy.Na podstawie porozumienia z Sowietami,zostali siła wysłani na Związku radzieckiego.

Jeżeli pierwszy raz czytasz o tej historii to daj plusa ;)


A czytasz mój autorski tag o Niemczech #wszystkooniemczech


#historia #iiwojnaswiatowa #holandia

Data: 07.09.2019 23:00

Autor: Alojz

W 1949 roku, zachodnie Niemcy, wybierały nowa stolicę kraju. Dwa miasta starały się o ten tytuł : Bonn i Frankfurt.

Jak wszyscy wiemy, Bonn został wybrany na stolicę Niemiec, w głosowaniu w Bundestagu.

Rok później, gazeta Spiegel,opublikowała artykuł w którym opisano jak to część posłów została przekupiona, by w głosowaniu oddać głos na Bonn, Frankfurt był wtedy faworytem do miana stolicy Niemiec.W sumie wydano dwa miliony marek, by posłowie zmienili zdanie.

I faktycznie, sejmowa ( Bundestag ) komisja śledcza udowodniła że część posłów dostała łapówkę by oddać głos na Bonn.

Bonn otrzymał 200 głosów , Frankfurt 176

Bo jak mówią wszyscy biorą ,nawet ryby


#wszystkooniemczech mój autorski tag Niemczech


#historia

Data: 06.09.2019 11:00

Autor: Alojz

Najstarsze znane nagranie ludzkiego głosu z roku 1860 roku.Nie jest to Edison a francuski wynalazca Édouard-Léon Scott de Martinville, to on wynalazł Fonautograf.

Na nagrania słychać, jak francuz śpiewa francuską piosenkę "Au Clair de la Lune "

https://youtu.be/znKNQXo58pE

#historia #wynalazki

Data: 05.09.2019 13:46

Autor: Luciferek

Zakazana jeszcze przez hiszpańskich konkwistadorów gra "ulama" przeżywa w Meksyku swój mały renesans. Połączenie sportu i rytuału nie wymaga dziś składania ofiar z ludzi, ale z pewnością nie jest dla każdego.

Ulama cieszyła się ogromną popularnością przez tysiące lat. Grali w nią Majowie, Inkowie i Aztekowie. Była nie tylko rozrywką, ale także rytuałem płodności, a nawet sposobem do rozstrzygania konfliktów. Nierzadko przegrani składani byli w ofierze w bóstwom.

Nie dziwi, że Hiszpanie, którzy doprowadzili do upadku imperium Azteków w XVI w., zakazali gry w "ciężką piłkę". I to dosłownie ciężką – obiekt, który dwie siedmioosobowe drużyny próbowały przerzucić przez kamienne kręgi na wysokości sześciu metrów, ważył blisko cztery kilogramy! W odświeżonej wersji tego sportu nic się nie zmieniło. Już wiecie, dlaczego "ulama" nie jest dla wszystkich.

Po pięciu wiekach zapomnienia o niebezpiecznej, ale hartującej ciało i ducha tradycji, postanowili przypomnieć lokalni działacze. Widzą oni w tym sporcie sposób na zagospodarowanie niewykorzystanej przestrzeni miejskiej oraz pomoc dla trudnej młodzieży oraz osób uzależnionych od nałogów.

"To nie my ratujemy tę grę od zapomnienia. To ona ratuje nas" – powiedział 30-letni Giovanni Navarro w rozmowie z reporterką AFP.

Sądząc po tym, jaką popularnością zaczęły cieszyć się rozgrywki można mówić o pełnym sukcesie. Czy widowiskowa, ale niebezpieczna gra opuści granice Meksyku? Tego nie wiemy, ale możemy być pewni, że dzisiaj już nikt jej nie zakaże…

Źródło: paranormalne

#luciferowycontent #historia

Obrona Westerplatte, historia prawdziwa

Data: 04.09.2019 20:24

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Westerplatte # #historia

O bohaterskiej obronie Westerplatte słyszał chyba każdy Polak, o bohaterskim dowódcy Henryku Sucharskim pewnie też. Tyle, że prawdziwa historia jest znacznie bardziej złożona.

Żródło: Wolne Media Obrona Westerplatte, historia prawdziwa

Dowódcą posterunku był major Henryk Sucharski, jego zastępcą kpt. Franciszek Dąbrowski. Osoby wywodzące się z zupełnie innych środowisk o zupełnie innych charakterach i zupełnie innym podejściu do walki. Henryk Sucharski, to syn chłopski, który dosłużył się stopnia majora. Franciszek Dąbrowski wywodził się z rodziny oficerskiej był żołnierzem w 5 już pokoleniu.

W czasie ataku na Westerplatte Niemcy przyjęli strategię niszczenia posterunku za pomocą bomb oraz artylerii pancernika Schleswig-Holstein. Ataków kompanii szturmowej było niewiele. Przez pierwsze dwa dni broniono się z powodzeniem jednak po ataku lotniczym w dniu 2 września major Sucharski, który na własne oczy widział zniszczenie wartowni nr 2 podjął decyzję poddania placówki. Wywieszono białą flagę. W tym momencie szybko zareagował kpt. Dąbrowski, który jak i większość kadry oficerskiej był za kontynuacją walki. Flagę zdjęto a strzałami z broni maszynowej dano znać Niemcom, że placówka nadal będzie się bronić. Majora Sucharskiego zdjęto z dowództwa, zatrzymano w jednym z pomieszczeń, dalszą obroną dowodził już kpt. Dąbrowski. Jednak poddania placówki, które nastąpiło w dniu 7 września dokonał major Sucharski. Nie jest do końca wiadome, czy było to za zgodą całego dowództwa, czy też indywidualna decyzja samego majora. Faktem jest, że to on negocjował poddanie i on poddał posterunek.

Po wojnie władze PRL z obrony tej utworzyły jeden ze sztandarowych momentów obrony wrześniowej, miejscem rozpoczęcia walk w tej kampanii. Dowódcą w tworzonej legendzie był bohaterski major Sucharski. O dowodzeniu przez kpt. Dąbrowskiego nikt nie wspominał. Było to starcie dość wygodne dla władz. Można było o tej obronie szeroko mówić i nie trzeba było wspominać o ataku ZSRR na Polskę. Dowódcą była osoba spełniającą linię ówczesnej propagandy. Wprawdzie oficer przedwojennej Polski ale z awansu społecznego z chłopskiego syna na oficera. Stąd z Sucharskiego zrobiono bohatera. Samo wydarzenie otrzymało odpowiednią oprawę propagandową. Powstał nawet wiersz, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, „(…) prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte (…)”, którego wielu z nas uczyło się w szkole na pamięć. W pewnym okresie mówiono o tym, że wszyscy obrońcy zginęli, choć w rzeczywistości po stronie polskiej zginęło 15 żołnierzy. Poddanie placówki tłumaczono wyczerpaniem żywności, amunicji i środków lekarskich, co również było nieprawdą. Choć byłoby wielką niesprawiedliwością ujmowanie czegokolwiek z bohaterstwa obrońców tej placówki. Najpierw przeżyj 7 dni pod bombami ostrzałem i w stałym zagrożeniu atakiem kompanii szturmowej i dopiero wtedy formułuj wnioski.

Dziś po latach możemy sprawę rozpatrzeć i ocenić dwóch dowódców z historycznego punktu widzenia. Zgodnie z założeniami przed wojną Westerplatte miało bronić się 12 godzin, po czym posterunek miał otrzymać wsparcie. Ten fakt ma istotne znaczenie dla oceny wydarzeń. Z militarnego punktu widzenia 7 dniowa obrona tego posterunku nie miała sensu. Był to izolowany punkt, nieistotny dla linii działań wojennych, prawda, że wiązał pewne siły niemieckie, ale nie miało to większego znaczenia dla walk toczących się w Polsce. Istotne znaczenie obrona ta miała z punktu widzenia propagandowego. Już we wrześniu 1939 Westerplatte stało się miejscem o którym mówiono jako o militarnym sukcesie wojska polskiego, pobudzało do wysiłku militarnego na innych frontach, było to jedno z niewielu sukcesów tej kampanii. W tym czasie znacznie większe znaczenie militarne miała obrona Wizny 7-10 września, która zatrzymała znaczące siły wroga na linii natarcia, ale o tym już znacznie mniej w szkołach mówiono.

Major Sucharski i kpt. Dąbrowski reprezentowali zupełnie inne podejście do sprawy obrony. Z punktu widzenia majora Sucharskiego 2 dniowa obrona placówki w zupełności wypełniła postawione im zadania, na pojawienie się wsparcia nie było żadnej nadziei i nie było sensu dalsze narażanie życia obrońców. Kpt. Dąbrowski i większość kadry oficerskiej reprezentowali bardziej romantyczny punkt widzenia. Obrona placówki do ostatniej kropli krwi. Który z punktów widzenia był słuszny z pewnością każdy może osądzić sam i myślę, że obie opcje znajdą swoich zwolenników.

Major Sucharski umiera niedługo po wyjściu z obozu jenieckiego w 1946 roku w Neapolu we Włoszech. Kpt. Dąbrowski również wojnę spędził w obozach jenieckich, po wojnie podjął służbę w LWP, był członkiem PPS, PZPR, w 1950 roku wyrzucony z partii, wojska, jako oficer sanacyjny, zostawiony bez środków do życia, pracował jako kasjer, szył kapcie, paski, pracował w kiosku ruchu. Umiera na gruźlicę, której nabawił się w obozie jenieckim, w roku 1962.

Dziś na fali sporów PO-PIS sprawa Westerplatte powraca. Każda z tych partii chce być „lepszym patriotą”. Jaki ma to sens? Faktycznie było to pierwsze miejsce w którym Wojsko Polskie podjęło zbrojny opór przeciw atakowi Niemców. Dla Niemców jest to też miejsce wygodne, mamy starcie dwóch armii. Niewielu chce wspominać o pierwszym wydarzeniu września 1939 jakim było bestialskie bombardowanie uśpionego miasta, Wielunia, bez znaczenia militarnego. Szacunki strat w ludności są bardzo rozbieżne, straty materialne ok. 75% budynków. Z pewnością armii niemieckiej atak na bezbronną ludność cywilną chwały nie przynosi.

Data: 04.09.2019 20:22

Autor: aborygo

To jest zdjęcie Erwiny Barzychowskiej. W 1939 miała tylko 10 lat gdy została przez Niemców po zdobyciu Poczty Polskiej w Gdańsku oblana benzolem lub benzyną i podpalona miotaczem ognia. Płonąc biegła po dziedzińcu poczty ale przeżyła choć tylko po to by w męczarniach powoli umierać przez następne 7 tygodni, nieleczona przez niemieckich lekarzy.

#starezdjecia #historia #niemcy

Bunt Żmajły. Bitwa pod Kryłowem w 1625r

Data: 04.09.2019 18:15

Autor: NaBitewnymSzlaku

youtu.be

Minęło niespełna trzydzieści lat od kiedy hetman Stanisław Żółkiewski rozprawił się ze zbuntowanymi Kozakami nad Sołonicą. Tym razem powstanie nie wybuchło z przyczyn prywatnego zatargu, a ze świadomość Kozaczyzny o swojej wartości bojowej. Mimo, że Rzeczpospolita chętnie z niej korzystała, Zaporożcy wciąż nie byli doceniani. Doprowadziło to do starcia Kozaków pod dowództwem Marka Żmajły z wojskami koronnymi pod wodzą Stanisława Koniecpolskiego.

#historia #tworczoscwlasna

Data: 03.09.2019 10:08

Autor: ziemianin

#fotografia #earthpornpics #SanMarino #wlochy #historia #ciekawostki #tapeta #wallpaper

Wieża Guaita w San Marino

San Marino błyszczy. W "Najbardziej Pogodnej Republice".

Choć niektóre szczegóły dotyczące założenia San Marino różnią się w zależności od tego, kto opowiada tę historię, pewne jest to, że w IV w. p.n.e. kamieniarz zbudował chrześcijańską kaplicę na wzgórzu w pobliżu wybrzeża Morza Śródziemnego i założył osadę, która dzieliłaby nazwę z Saint Marinus. W ciągu wieków narody europejskie rosły, kurczyły się i zmieniały – ale San Marino pozostało, ostatecznie graniczyło ze wszystkimi stronami z Włochami. Dziś ten malutki naród, czasami nazywany Najspokojniejszą Republiką San Marino, świętuje 1718 lat istnienia i swój status najmniejszej republiki świata – 62 kilometry kwadratowe urokliwej Europy osadzone w północno-wschodnim regionie Włoch.

Data: 03.09.2019 09:22

Autor: AgentSpecjalnejTroskiFox

Wyobrażacie sobie jaką wiedzę historyczną by można było uzyskać gdyby można było zobaczyć inne kontinuum czasowe np gdyby AH zginął długo przed WWII i komuchy by wygrały wybory w Niemczech, albo gdyby niemcy nie przegrały, albo gdyby stalina nie było albo gdyby bolszewia nie zabiła Carów i czerwone śmiecie nie doszliby do władzy, i nie było by stalinowskiego holokaustu?

Wszystkie możliwe ścieżki z grubszych zajść…

#historia

Data: 03.09.2019 00:05

Autor: ziemianin

#polska #usa #zydzi #historia #getto #warszawa #pisarz #poeta

Poniższy tekst pochodzi z artykułu "Polacy i Żydzi. U źródeł uprzedzeń"

Marzenia o "wujku Roosevelcie"

„Myśmy w getcie marzyli o wujku Roosevelcie, jako naszym zbawcy. Że przyjdzie z całą swoją amerykańską potęgą i na rękach nas wyniesie z tego piekła . . . Nam się wtedy wydawało, że te wszystkie Morgentauy, Baruchy i Frankfurtery nas uratują, zrobią coś . . . oni wszyscy się na nas wypięli. Nie kiwnęli palcem. Im było niewygodnie o nas słyszeć. Zygielbojm nikogo nie obchodził, raporty Karskiego nikomu nie były potrzebne. Za to pięćdziesiąt lat po wojnie okazało się, że ci sami ludzie, albo ich następcy, chętnie wezmą finansowe zadośćuczynienie za swoich – wtedy zdradziecko opuszczonych – rodaków.”

Data: 02.09.2019 11:13

Autor: Anty_Anty

Co za ironia, śledzisz komunistów do tego stopnia że tracisz poparcie społeczne, zamiast solidnych dowodów na pierwszy plan bierzesz przeczucia.

Po latach okazuje się że infinitacja państwa była wysoka.

XXI wiek, neokomuniści odwalają taką manianę że tylko płakać i zastanawiać się czemu ku^&% się jemu nie udało

https://pl.wikipedia.org/wiki/Makkartyzm

#historia

Data: 02.09.2019 07:57

Autor: Alojz

Jak bardzo był Hitler popularny w Niemczech, śliski temat :)

Znalazłem artykuł z 2006 roku, w gazecie Spiegel, który porusza ten temat. Jeden z naukowców, za przykład wziął miasto Frankfurt nad Menem.

Z czasów gdy Hitler był u władzy porównano parę czynników,np Jak często wybierali rodzice imiona promowane przez władze: Adolf, Herman, Horst itd,liczbe wystąpień z kościoła,lokowanie pieniędzy w fundusze obligacje rządu ,liczba wydanych wyroków kary śmierci ,jak często rodziny w nekrologach, dla swoich bliskich poległych na froncie ,używały tekstu " poległ za Führera " czy "Poległ za ojczyznę "

Co do wyników, to popularność Hitlera ( mierzona tymi czynnikami ) była najwyższa do lata 1939, po napadzie na Polskę popularność spadała. Na przykład w drugiej połowie roku 1939 tylko 50% mniej osób wystąpiła z kościoła, niż na początku tego roku.Imiona też przyszyły kryzys.A w 1940 obligacje państwowe starcily popularność wśród obywateli o 85%

Zamiast plusika, napisz dziś jakiś ciekawy post na mikro. Na pewno masz jakieś nietypowe hobby czy zainteresowanie.

make lurker great again ;)


Trafiłeś na mój autorski tag o Niemczech #wszystkooniemczech


#wojna #historia #iiwojnaswiatowa #hitler

Data: 02.09.2019 07:26

Autor: Alojz

To że Niemcy i Sowieci w 1939 roku zaatakowali Polskę, to wie każdy.Ale że Słowacy, też braki w tym udział,to wie niewielu ( przynajmniej tak mi się wydaję)

" Atak słowacki na Polskę – jeden z elementów niemieckiego planu ataku na Polskę w 1939 roku, podczas II wojny światowej. Wzięły w nim udział 4 dywizje, w sumie około 50 tysięcy słowackich żołnierzy Armii Polowej „Bernolák” pod dowództwem gen. Ferdinanda Čatloša oraz siły powietrzne w liczbie trzech dywizjonów. Wojska słowackie dotarły do okolic Nowego Targu, Krynicy i Sanoka, tracąc w sumie 29 zabitych lub zaginionych i biorąc do niewoli ok. 1350 jeńców polskich. Jednym z rezultatów ataku było włączenie w granice Słowacji ok. 770 km² terytorium Polski

"

https://pl.wikipedia.org/wiki/Atak_s%C5%82owacki_na_Polsk%C4%99

#iiwojnaswiatowa #historia #polska

Niemcy oniemieli, widząc obcych żołnierzy na terytorium III Rzeszy. Polski Blitzkrieg wrześń ‘39

Data: 02.09.2019 07:16

Autor: ziemianin

tygodnik.tvp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #polska #niemcy

Gen. Abraham tak zapamiętał tamten dzień: „W następnych kilkunastu minutach czołgi, a za nimi motocykle i kolarze wjeżdżają do wsi. Po krótkiej wymianie strzałów zajmujemy pierwszą niemiecką miejscowość. Geyersdorf wita nas milczeniem. Ludność skryła się w domach i tylko tam, gdzie płoną stodoły, kręcą się ratujący je chłopi”.

Niemcy oniemieli, widząc obcych żołnierzy na terytorium III Rzeszy. Polski Blitzkrieg we wrześniu ‘39

„Wczoraj eskadra naszych bombowców złożona z 30 maszyn bombardowała z powietrza Berlin. Wszystkie samoloty, które brały udział w nalocie, powróciły do swych baz. Dowodzi to, że artyleria przeciwlotnicza niemiecka działa całkowicie źle” – donosiła 5 września 1939 r. gazeta „Czas-7 Wieczór”. Podobne przekazy medialne – mijające się z prawdą, ale tworzone w dobrej wierze – były na porządku dziennym. W ten sposób dziennikarze starali się uspokajać Polaków i podnosić ich na duchu.

Z dzisiejszej perspektywy wszelkie informacje o Wojsku Polskim atakującym III Rzeszę budzą uzasadnione wątpliwości, jednak na początku września 1939 r. polscy żołnierze naprawdę podjęli kilka akcji zbrojnych na terytorium wroga. Parli na zachód i północ, a zaskoczeni takim obrotem spraw żołnierze Wehrmachtu zarządzali odwrót. Polskie bombowce nie bombardowały wprawdzie Berlina, ale nasze samoloty naprawdę pojawiły się nad III Rzeszą, niszcząc jedną z niemieckich fabryk.

Polacy przystąpili do akcji wypadowej na terytorium wroga już w nocy z 1 na 2 września 1939 r. Z jednej strony miał być to odwet za ostrzał artyleryjski Leszna przez Niemców, z drugiej – próba rozpoznania sił nieprzyjaciela. Rozkaz do natarcia wydał gen. Roman Abraham, dowódca Wielkopolskiej Brygady Kawalerii. Żołnierze podległego mu 55. Pułku Piechoty mieli za zadanie przeprowadzić atak na miasteczko Fraustadt (obecnie Wschowa). Stało się to 2 września.

Piotr Dmitrowicz: Gen. Roman Abraham nie przegrał żadnej bitwy w czasie wojny obronnej

– Polski Blitzkrieg. Tak niektórzy mówią o tym, co się wydarzyło na granicy polsko-niemieckiej. Wśród bohaterów jest oczywiście gen. Roman Abraham. Postać niezwykła, człowiek, który nie przegrał żadnej bitwy w kampanii wrześniowej. Niezwykle odważny, twórca słynnych „straceńców” w czasie obrony Lwowa w 1918 r. – opowiada historyk Piotr Dmitrowicz, wicedyrektor Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego.

Około godz. 17.30 2. Kompania 55. Pułku Piechoty pod dowództwem kpt. Edmunda Lesisza zaatakowała strażnicę Gerenzschutzu pod wsią Geyersdorf. – Wieś Geyersdorf położona tuż za kordonem, przyozdobiona flagami ze swastykami, z portretami Hitlera i Göringa, oniemiała widząc Wojsko Polskie, które nagle pojawiło się przed ich zdumionymi oczami – opisuje tamte wydarzenia dr Adam Buława, dyrektor Muzeum Wojska Polskiego.

W swoich wspomnieniach gen. Abraham tak zapamiętał tamten dzień: „W następnych kilkunastu minutach czołgi, a za nimi motocykle i kolarze wjeżdżają do wsi. Po krótkiej wymianie strzałów zajmujemy pierwszą niemiecką miejscowość. Geyersdorf wita nas milczeniem. Ludność skryła się w domach i tylko tam, gdzie płoną stodoły, kręcą się ratujący je chłopi”.

Polacy parli na zachód. Po godz. 18.00 ostrzelali przedmieścia Fraustadt. Mogli iść dalej, ale gen. Abraham zarządził odwrót, uznając, że wszystkie cele zostały spełnione. Wiedział już, że na tym odcinku jego armia nie napotka dużego oporu ze strony wroga. W drodze powrotnej oddział ułanów pod dowództwem ppor. Tadeusza Stryja doświadczył nawet ciekawego powitania we wsi Święciechowa. Miejscowi Niemcy – sądząc, że z zachodu może przybyć jedynie Wehrmacht – machali do Polaków flagami i transparentami ze swastykami.

2 września 1939 r. Polacy przeprowadzili również skuteczny kontratak. Broniący Rawicza żołnierze pod dowództwem kpt. Stefana Otworowskiego zdołali wyprzeć Niemców z miasta, a następnie przekroczyli granicę, zajmując miejscowość Königsdorf. Tego samego dnia o świcie samolot „Karaś” zbombardował niemiecką fabrykę w Ohlau (obecnie Oława).

Adam Buława: Polska pokazała, że jest w stanie zadać Niemcom prestiżowe ciosy

Kolejna polska akcja wypadowa miała miejsce w nocy z 2 na 3 września. Dowódca Podlaskiej Brygady Kawalerii, gen. Ludwik Kmicic-Skrzyński zarządził wypad rozpoznawczy na terytorium Prus Wschodnich. Wbrew jego oczekiwaniom teren, na którym spodziewano się dużej koncentracji sił niemieckich, wydawał się być wyludniony.

Kolejne natarcie – na Białą Piską i Pisz – przeprowadzono w nocy z 3 na 4 września. Już o godz. 4.15 ułani zajęli wieś Sokollen (Sokoły), po czym ruszyli na Kowalewo i Klarheim. W okolicach Kowalewa doszło do poważniejszych starć z Niemcami, wobec czego gen. Kmicic-Skrzyński zarządził odwrót. W trakcie akcji w Prusach Wschodnich do polskiej niewoli dostało się 30 jeńców. Naszym żołnierzom udało się ponadto zdobyć na wrogu ok. 200 rowerów, 2 samochody osobowe i 15 ciężkich karabinów.

Niektórzy polscy wojskowi mieli w planach znacznie większe operacje na terenie wroga (zwłaszcza w Prusach Wschodnich), jednak ich argumenty nie spotkały się z aprobatą Naczelnego Dowództwa.

Współpracowali jeszcze przed paktem. Gestapo i NKWD ręka w rękę

Data: 02.09.2019 07:07

Autor: ziemianin

tygodnik.tvp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #pakt #polska #niemcy #rosja #gestapo #nkwd

Na moście przez Bug czekali na nas pracownicy drugiego reżimu totalitarnego. Trzy osoby odmówiły przejścia: węgierski Żyd, robotnik-komunista osądzony przez nazistów oraz niemiecki nauczyciel. Zaciągnęli ich przez most siłą – pisała deportowana że Związku Sowieckiego do II Rzeszy wdowa po uciekinierze z Niemiec.

Współpracowali jeszcze przed paktem. Gestapo i NKWD ręka w rękę

ok 1939. Najpierw 23 sierpnia i Moskwa, potem 22 września i Brześć. Najpierw tajny układ w zaciszu gabinetów, miesiąc później zaś radosna wspólna defilada po pokonaniu polskiego państwa. Biorąc pod uwagę totalitarny charakter obu reżimów, nie mogło być tego sojuszu bez bliskiej współpracy ich policji politycznych.

Od dawna wiemy o słynnej „konferencji” Gestapo i NKWD w Zakopanem w lutym 1940 roku. Tymczasem były jeszcze co najmniej trzy takie spotkania, były kontakty wysokich przedstawicieli obu aparatów terroru, współpraca trwała aż do inwazji III Rzeszy na Związek Sowiecki. Ale skoro był sojusz, to nic w tym dziwnego.

Niedawno jednak ujawniono dokumenty wskazujące, że NKWD i Gestapo współpracowały już wcześniej, jeszcze gdy nie było paktu Ribbentrop-Mołotow, a Stalin i Hitler widzieli w sobie śmiertelnych wrogów (przynajmniej w publicznym przekazie). Z ujawnionych kilka miesięcy temu archiwów KGB na Ukrainie wynika, że współpraca ruszyła najpóźniej na początku 1938 roku. A sporo wskazuje na to, że nawet wcześniej.

Tranzytem przez państwa bałtyckie

Dziennikarz Willy Harzheim wstąpił w szeregi niemieckich komunistów w 1923 roku. Sześć lat później, po przeprowadzce z Gelsenkirchen do Berlina, zaczął pracę w Związku Pisarzy Proletariackich. W 1930 roku, jako członek niemieckiej delegacji, uczestniczył w Międzynarodowej Konferencji Pisarzy Proletariackich i Rewolucyjnych w Charkowie.

Po dojściu do władzy nazistów wyemigrował do ZSRS. Jako „pracownika od kultury” wysłano go na Syberię. Pracował w gazecie „Czerwony Górnik”.

20 listopada 1937 roku Harzheima aresztowało NKWD, a już 17 grudnia rozstrzelano go za „kontrrewolucyjną działalność”. Ten sam los spotkał wielu innych imigrantów z Niemiec, a już szczególnie tych, którzy w ojczyźnie proletariatu zrezygnowali z obywatelstwa starej ojczyzny.

Było też jednak wielu innych – ofiar stalinowskiego wielkiego terroru 1937 roku – którzy skończyli w inny sposób. Wielu uciekinierów z Niemiec, którzy w ZSRS szukali bezpiecznego schronienia przed terrorem nazistów, NKWD wydawało w ręce Gestapo. Sowieci robili to aż do 1941 roku – łącznie wysłano do Niemiec setki ludzi. Początkowo dotyczyło to obywateli niemieckich i austriackich, później także innych.

Współpraca NKWD i Gestapo zaczęła się jeszcze przed podpisaniem paktu Ribbentrop-Mołotow. Funkcjonariusze obu aparatów bezpieczeństwa nawiązali formalne kontakty dla usprawnienia sposobu przekazywania więźniów, sprecyzowania ich liczby i określenia miejsca ich odbioru przez Gestapo (w tamtym okresie, gdy ZSRS i III Rzesza nie miały wspólnej granicy, najczęściej następowało to tranzytem przez państwa bałtyckie do Prus Wschodnich). Potwierdzają to dokumenty odnalezione w archiwach KGB Ukraińskiej SRS, a udostępnione w ostatnich latach badaczom. Jest wśród nich protokół z 5 stycznia 1938 roku, podpisany przez ludowego komisarza spraw wewnętrznych Nikołaja Jeżowa i prokuratora Andrieja Wyszynskiego. Wymieniono w nim nazwiska 45 obywateli Niemiec, Austrii i innych państw, przeznaczonych do deportacji z ZSRS.

Na granicy czekało Gestapo . . .

pozostały tekst na stronie

Przewodniczący Bundestagu: Pakt Ribbentrop-Mołotow był czwartym rozbiorem Polski

Data: 02.09.2019 06:41

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #pakt #ribbentrop #molotow #rozbior #polska #bundestag #niemcy #rozbiorpolski

Przewodniczący niemieckiego Bundestagu Wolfgang Schaeuble powiedział w niedzielę podczas obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Berlinie, że pakt Ribbentrop-Mołotow był czwartym rozbiorem Polski.

Przewodniczący Bundestagu: Pakt Ribbentrop-Mołotow był czwartym rozbiorem Polski

– Pakt Ribbentrop-Mołotow, a w jego następstwie inwazja wojsk sowieckich na Polskę w połowie września 1939 roku, oznaczały w rzeczywistości czwarty rozbiór kraju – zaledwie dwie dekady po odzyskaniu przez Polskę suwerenności. Uświadomienie sobie tego faktu nie relatywizuje niemieckiej winy, lecz pogłębia zrozumienie polskiej perspektywy i tego, jak nasz sąsiad widzi dzisiejsze wyzwania – podkreślił Wolfgang Schaeuble w Katedrze Berlińskiej podczas wspólnych obchodów, w których brała też udział marszałek polskiego Sejmu Elżbieta Witek.

Przewodniczący Bundestagu przyznał, że Niemcy wciąż za mało zdają sobie sprawę z tego, jak silny wpływ na dzisiejszą Polskę ma doświadczenie ucisku potężnych sąsiadów i podwójnej dyktatury. Podobnie skąpa jest wiedza nt. polskiego ruchu oporu podczas II wojny światowej: o tajnych uniwersytetach, polskim państwie podziemnym, heroizmie Powstania Warszawskiego i „o niezłomnej woli i dążeniu do wolności i niepodległości”.

– Dopiero przełom 1989 roku przyniósł Polakom pełną wolność po dziesięcioleciach komunistycznej dominacji, która nastała po niemieckim terrorze. Polacy wywalczyli sobie demokrację. Nie zapomnimy o tym, że bez odwagi Polaków, którzy wielokrotnie buntowali się przeciwko dyktaturze komunistycznej, bez wkładu papieża Jana Pawła II i bez Solidarności nie byłaby możliwa pokojowa rewolucja w NRD i zjednoczenie Niemiec przed 30 laty – zaznaczył Schaeuble.

Dulkiewicz: Celem integracji europejskiej był przede wszystkim pokój, wymaga to praworządności

– Celem integracji europejskiej był nie tylko dobrobyt i rozwój, ale przede wszystkim pokój w Europie i między narodami. Jak wiemy wymaga to…

zobacz więcej

Zwracając się do marszałka Sejmu podkreślił, że jej obecność w centrum niemieckiej stolicy nie jest oczywistością – tu 80 lat temu został zaplanowany zbrodniczy atak na Polskę i stąd była prowadzona eksterminacyjna wojna na wschodzie Europy.

– Pani obecność wiele dla nas znaczy. Jesteśmy bowiem świadkami historycznej winy Niemiec i wynikającej z niej nieprzemijającej odpowiedzialności. Wiemy, że warunkiem wzajemnego zrozumienia są spotkania, uważne słuchanie, wymiana zdań – zwłaszcza, jeśli chodzi o traumy wynikające z historii naszych narodów. To ciężar, który nie powinien nas dzielić na nowo – podkreślił Wolfgang Schaeuble.

Polska i Niemcy jako partnerzy i przyjaciele mają szczególne zadanie w dzisiejszej Europie – uważa przewodniczący niemieckiego parlamentu. Polega ono na utrwalaniu największego osiągnięcia integracji europejskiej, jakim jest przezwyciężenie podziału kontynentu na Wschód i Zachód.

Jak zmieniał się Bałtyk? Historia, która nie jest wcale taka oczywista.

Data: 01.09.2019 23:56

Autor: aborygo

jednaziemia.pl

Bałtyk jest morzem młodym, jednym z najmłodszych na Ziemi. Jednak w ciągu swojej krótkiej historii morze to przeszło kilka wyraźnych zmian. Okresowo było zbiornikiem odizolowanym od oceanu, słodkowodnym, a po uzyskaniu połączenia z oceanem dwukrotnie przekształcało się w typowe morze wewnątrzkontynentalne.

#geografia #geologia #historia #morze #baltyk

Data: 01.09.2019 20:08

Autor: wordpressowiec

Zdajecie sobie sprawę, ile dosłownie hektolitrów krwi polskiej krwi przelano abyśmy dzisiaj mogli mieć ulicę Mickiewicza a nie Helmut Strasse, plac Piłsudskiego a nie Cara Iwanowicza?

Chodzimy po polskiej ziemi i mówimy po polsku dzięki wielu ludziom którzy nie dożyli tego. Nie wolno nam zapomnieć o tym ani o nich, naszych przodkach.

#historia #polska #wojna

Data: 01.09.2019 11:35

Autor: Alojz

Między rokiem 1949-1969 obowiązywał w Niemczech paragraf 175, który mówił że, homoseksualizm jest nie zgodny z prawem.W tych latach około 50 000 osób mężczyzn zostało skazanych prawomocnymi wyrokami.

Co ciekawe, w NRD od roku 1950 homoseksualizm nie był " nie legalny ",i nie podlegał karze.


Właśnie trafiłeś na mój autorski tag o Niemczech

…… #wszystkooniemczech


#historia #prawo #homoseksualizm

Historia - Polacy przeciw Litwinom. Zapomniane powstanie w Sejnach

Data: 30.08.2019 15:49

Autor: ziemianin

tygodnik.tvp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #polska #litwa #PowstanieSejnenskie1919

Litwini mają kompleks wyższości wobec Rosjan i kompleks niższości wobec Polaków. Kultura polska bardzo ich przyciąga; jest dla nich bardziej żywotna, dominująca względem kultury litewskiej, stąd ich obawy, że może znów nastąpić odpływ elit w kierunku Polski – mówi prof. Wiesław Jan Wysocki, autor książki „Powstanie Sejneńskie 1919”.

Historia – Polacy przeciw Litwinom. Zapomniane powstanie w Sejnach

TYGODNIK TVP: Dokładnie 100 lat temu, 23 sierpnia 1919 roku, wybuchło powstanie sejneńskie, w którym Polacy walczyli z Litwinami. Trwało do 28 sierpnia i zakończyło się naszym sukcesem. W jakich okolicznościach w ogóle do niego doszło?

WIESŁAW JAN WYSOCKI: Trzeba pamiętać, że Suwalszczyzna w latach 1914-1915 została objęta inwazją niemiecką. Niemcy liczyli, że tereny dawnej guberni suwalskiej uda się zagarnąć i włączyć do Prus Wschodnich. Państwa Ententy nakazały im jednak wycofać się z terenów wschodnich, co Niemcy – niechętnie – uczynili. Łączyły ich przy tym partnerskie relacje z Litwinami. W lipcu 1918, decyzją Taryby, czyli Litewskiej Rady Państwowej królem Litwy został niemiecki książę Wilhelm Karl von Urach. Ponadto Berlin uznał istnienie państwa litewskiego.

reszta artykułu na stronie ze źródła

Data: 29.08.2019 21:42

Autor: Alojz

@FiligranowyGucio dal post, jak to zbrodniarze niemieccy wracali do domu i robili karierę jakby nic się nie stało.

Jakiś czas temu, sobie przeglądałem niemiecko jezyczny internet, właśnie pod tym kierunkiem: jakie kary ponieśli zbrodniarze niemieccy.Nie ma tu na myśli tych najważniejszych, z pierwszego rzędu,ale tych mniej znanych, generałowie SS itd. I faktycznie ,większość to po 1955 roku już była na wolności lub jakiś czas potem, cieszyła się wolności .

Oto jeden z przykładów: " Rzeźnik z Wilna " Franz Murer, odpowiedzialny w mieście Wilno za " sprawy żydowskie " Liczebność mieszkańców żydowskich na ziemiach Litwy, na początku wojny wynosiła 80 000 osób na końcu 600.

Po wojnie trochę posiedział, a w latach pięćdziesiątych przekazali go do Austrii, gdzie żył na wolności, był w polityce, a umarł w w 1994 roku.

Niestety, nie ma polsko jezycznego wpisu o nim na wikipedii,jest tylko angielsku i niemiecku …a szkoda.

https://en.wikipedia.org/wiki/Franz_Murer

Może kiedyś, jak znajdę czas, to znajdę paru podobnych zbrodniarzy i zrobię post o tym


#wszytskooniemczech


#historia #iiwojnaswiatowa

Data: 29.08.2019 21:08

Autor: FiligranowyGucio

Jak to możliwe, że zbrodniarze wracali po wojnie do ról troskliwych rodziców i robili kariery?

Myśleli, że świat o nich zapomni, tymczasem my przypominamy o ich zbrodniach i losie ofiar.

Dotarliśmy do rodzin – sprawców i ofiar.

Oto owoc naszych wielomiesięcznych kwerend w archiwach w Polsce i Niemczech.

https://www.dw.com/pl/zbrodnia-bez-kary-trailer/av-50210280

Więcej już 31 sierpnia na: dw.com/zbrodniabezkary

#ZbrodniaBezKary #DW #Polska #historia #fakty #niemcy #drugawojnaswiatowa

Polskie portale technologiczne powstałe w XX wieku. Co się z nimi teraz dzieje?

Data: 29.08.2019 16:53

Autor: dobrochoczy

dobreprogramy.pl

Wbrew błędnej opinii koniec XX wieku nastąpił 31 grudnia 2000 roku (a nie 1999). Tak się składa, że rok 2000 był dość gorący w polskiej branży IT i powstało w nim wiele kultowych już portali technologicznych. To właśnie one wraz z powstałymi jeszcze w latach dziewięćdziesiątych — Chip.pl, Benchmark.pl, Kaktus.pl, Elektroda.pl i „lokalizatorami” wortalu TwojePC.pl — jako pierwsze przekazywały wiedzę technologiczną w polskim internecie. We wpisie tym przedstawię chronologicznie każdy z nich, podając datę jego założenia, zakres działania i status aktywności. #it #historia #ciekawostki

Drewniana struktura sprzed 8000 lat służyła budowaniu łodzi

Data: 28.08.2019 21:14

Autor: ziemianin

kopalniawiedzy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #IsleofWight #platforma #drewno #lodz

Drewniana struktura sprzed 8000 lat służyła budowaniu łodzi

wymagany angielski

Źródło: Heritage Daily

Na Isle of Wight znaleziono liczącą sobie 8000 lat strukturę, która może być najstarszym znanym miejscem budowy łodzi. Miejsce wykopalisk znajduje się na wschód od Yarmouth, a znaleziona drewniana platforma jest jedyną niemal nietkniętą drewnianą strukturą ze środkowej epoki kamienia odkrytą na terenie Wielkiej Brytanii.

Obecnie stanowisko archeologiczne znajduje się 11 metrów poniżej poziomu morza, jednak w czasach, gdy wykorzystywano platformę, był to suchy ląd. Co ważne, było to przed pełnym uformowaniem się Morza Północnego, gdy Wyspa Wight wciąż miała połączenie lądowe z Europą.

Miejsce odkryto już w 2005 roku. Zauważono wówczas drewniane struktury, które mogły być platformami, chodnikami lub pozostałością zawalonej konstrukcji. Dopiero teraz, za pomocą zaawansowanych technik fotogrametrycznych specjaliści z Maritime Archeological Trust określili, czym były te struktury. W pracach pomogło znalezienie nowej struktury wyłaniającej się z zatopionego lasu.

To miejsce przynosi dowody na istnienie możliwości technologicznych, o których sądziliśmy, ze pojawiły się tysiące lat później. Widzimy tutaj zaawansowane techniki obróbki drewna. To bardzo ważne miejsce z punktu widzenia badania historii cywilizacji, stwierdził Garry Momber, dyrektor Maritime Archeological Trust.

Data: 28.08.2019 15:13

Autor: Alojz

Rok 1954, meteoryt spada nad stanem Alabama. Podczas wchodzenia w atmosferę ziemska, rozbija się na trzy duże kawałki.Ekspolcja jest tak silna, że błysk był widocznych w trzech stanach. Jeden z kawałków meteorytu, uderza w dom 31 letniej Ann Elizabeth Hodges.Meteoryt przebija dach, po czym uderza w duże drewniane radio, a następnie w leżąca na kanapie Ann Elizabeth Hodges.

Kobieta przeżyła.

Był to jeden z pierwszych udokumentowanych przypadków, kiedy meteoryt uderza w człowieka nie zabijać go.

Jeden z włoskich manuskryptów, z roku 1677, wspomina jak to jeden z meteorytow trafił jedengo zakonnika. Zakonnik miał zginąć na miejscu.

#kosmos

#meteory #historia

Data: 28.08.2019 10:47

Autor: QKi

#czywieszze Święto Lotnictwa Polskiego jest obchodzone nieprzerwanie od 1919 roku. Początkowo przypadało na 5 listopada na cześć pierwszego lotu bojowego polskiego samolotu wojskowego z załogą por. pil Stefan Bastyr i por. pil. Janusz de Beaurain. W okresie PRLu datę uroczystości zmieniano kilkakrotnie. Obecnie Święto Lotnictwa jest obchodzone 28 sierpnia w rocznicę zwycięstwa Franciszka Żwriko i Stefana Wigury w Międzynarodowych Zawodach Samolotów Turystycznych Challenge w 1932 rok.

Kontynuujcie swoją pasję i czerpcie z niej dużo satysfakcji "lotnicze świry".

#ciekawostki #historia #lotnictwo

Data: 27.08.2019 20:54

Autor: FiligranowyGucio

"The Mask" by Lynda Kay & Lemmy K.

https://www.youtube.com/watch?v=i4LKdEcDGdM&list=PLqfDsXNRlDg_e5_rvAlqNZ215dl18KwsQ&index=4&t=0s

Rogata dłoń

Inaczej: mano cornuta, sign of the horns, devil sign, devil horns, Leviathan Horns.W tłumaczeniu: rogata dłoń, znak diabła, rogi diabła.Układ dłoni ma przypominać rogaty łeb. Większość znanych określeń tego gestu odnosi się właśnie do rogów i demona, pojawiają się też odniesienia nawiązujące do nazw instytucji sportowych, np. drużyny Longorns, podczas której meczy kibice wyciągają ręce w takim układzie palców.

Gest jest szczególnie popularny w subkulturze satanistycznej oraz metalowej. Często jest widoczny na koncertach (szczególnie metalowych), jest też formą pozdrowienia w ramach metalowej subkultury. Rozpropagował go szczególnie Ron Dio, wokalista m.in. zespołu blackmetalowego Black Sabbath. On sam (jak przyznał w jednym z wywiadów) identyfikował ten gest z malocchio (złe oko, złe spojrzenie, zły czyn magiczny), co ma odniesienie wyłącznie okultystyczne. Więcej na temat malocchio wraz z definicją można znaleźć w książce o. Aleksandra Posackiego pt. „Okultyzm, magia, demonologia”

Na południu Europy "cornuto" (z włoskiego "corna" to "rogi") oznacza rogacza, zdradzanego żonatego mężczyznę (określenie "rogacz" funkcjonuje także w Polsce). Nie trzeba się jednak przejmować, jeśli ktoś postanowi nam "dorobić rogi", ponieważ w hinduizmie i buddyzmie bardzo podobny gest służy odstraszeniu zła i negatywnych emocji.

źródła

http://www.logo24.pl/Logo24/1,85831,5640489,Gesty__na_ktore_nalezy_uwazac.ht

https://egzorcyzmy.katolik.pl/rogata-dlon/

#ciekawostki #metalmusic #muzyka #dio #historia #wlochy #lemmy

Profesor Marek Jan Chodakiewicz - Oto prawdziwa historia islamu i historia Mahometa

Data: 26.08.2019 12:08

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #wiadomosci #islam #historia #MarekJanChodakiewicz

Profesor Marek Jan Chodakiewicz – Oto prawdziwa historia islamu i historia Mahometa

Profesor Marek Jan Chodakiewicz – amerykański historyk polskiego pochodzenia, profesor w The Institute of World Politics specjalizujący się w badaniu stosunków polsko-żydowskich, tematyki Holocaustu oraz historii Europy Środkowej i Wschodniej XIX–XX wieku.

Data i miejsce urodzenia: 15 lipca 1962 57 lat, Warszawa

Rodzice: Witold Chodakiewicz

Wykształcenie: Columbia University, San Francisco State University

Lista aktualnie żyjących zbrodniarzy hitlerowskich # sierpień 2019

Data: 26.08.2019 07:55

Autor: dobrochoczy

andrzejtarnowski.blogspot.com

Do dzisiaj ostała się jeszcze dziesiątka nazistów, która ma udowodniony udział w zbrodniach III Rzeszy. Wśród nich znajduje się m.in. niemiecki oficer Waffen-SS, funkcjonariuszka SS w KL Auschwitz-Birkenau czy oficer Ukraińskiego Legionu Samoobrony. Wszyscy z tego grona zbrodniarzy i pomocników hitlerowskich jak dotąd uniknęli sprawiedliwości… i za życia zapewne jej już nie poniosą. W pierwszej części listy wymienię ciągle poszukiwanych przez Centrum Wiesenthala pięciu najemników nazistowskich. A w drugiej przedstawię ukrywającego się w Anglii ukraińskiego strzelca wyborowego z ULS oraz esesmańską czwórkę, która dzięki decyzjom sądu niemieckiego została uwolniona od odpowiedzialności za śmierć w sumie kilkuset ofiar. #historia #hitleryzm #zbrodniarze wojenni #ciekawostki #ipn

Odejście z hukiem - zamach na Kennedy'ego. Historia Bez Cenzury

Data: 23.08.2019 22:16

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #wiadomosci #HBC #HistoriaBezCenzury #historia #usa #Kennedy #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

O życiu i prezydenturze Johna F. Kennedy’ego już Wam kiedyś opowiadaliśmy. Jeśli ktoś przegapił ten odcinek, to świetna okazja, żeby teraz go obejrzeć:

https://www.youtube.com/watch?v=PXzSm…

Obiecaliśmy Wam wtedy, że o zamachu przygotujemy osobny materiał i słowa dotrzymujemy. Zapraszamy do oglądania!

Odejście z hukiem – zamach na Kennedy'ego. Historia Bez Cenzury

Żydowskie zadłużenie wobec Polski

Data: 23.08.2019 14:27

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #wiadomosci #zydzi #polska #usa #historia

Poniżej treść e-maila wysłanego do ambasady amerykańskiej – proszę o upowszechnienie

Żydowskie zadłużenie wobec Polski

Warszawa 2019.03.03

Polsko Polonijne Zgromadzenie Niepodległościowe

mgr inż. Adam Bednarczyk

Obywatel US/PL

Ambasada amerykańska w Warszawie

adam.bednarczyk@protonmail.com

Proszę o zapoznanie się z moimi obliczeniami i zaprezentowanie ich władzom USA. Ile Żydzi winni Polakom za nieoddane długi – według stanu z 1764 roku. Sprawę długów kahalnych szczegółowo opisał słynny naukowiec, historyk i historiozof profesor Feliks Koneczny w książce „Cywilizacja żydowska”.

Według F. Konecznego dla żydowskich kahałów było „złotym interesem, żeby zapożyczać jak najwięcej u zamożniejszych Polaków; zadłużano się tak, aż strunka nareszcie pękła (..) W roku 1764 wyniosły długi organizacji żydowskich w ogóle bajeczną na owe czasy sumę półtrzecia miliona (tj. 2,5 miliona ówczesnych złotych), z czego około półtora miliona przypadło na pretensję duchowieństwa (przeważnie Jezuitów, Dominikanów i Franciszkanów), a około 900 tys. złotych polskich na pretensję magnaterii. Tego doliczyła się komisja sejmowa, wybrana do tego w roku 1764. Ileż pożyczek nie zarejestrowało się!

Drobniejsze wierzytelności zamożniejszej szlachty wiejskiej pozostały zapewne poza spisem; drobniejsze szczegółowo, lecz tak liczne, iż w sumie złożyłyby się również na jaki milion. (Por. F. Koneczny: „Cywilizacja żydowska”, Londyn 1974, s. 311). Wypożyczone żydowskim kahałom pieniądze ostatecznie nigdy nie zostały spłacone. W ten sposób niespłacone długi kahalne okazały się dla Żydów świetnym sposobem na okradzenie Polaków (głównie magnaterii i duchowieństwa), czymś w rodzaju dzisiejszych piramid finansowych. http://jerzyrnowak.blogspot.com/ Powyższy tekst wzięty z opracowania Pana M. Góździa bazującego na publikacji Prof. Jerzego Roberta Nowaka.

Obiegowe złote polskie były równoważne polskim złotym czerwonym w proporcji w zależności od okresu od czterech do sześciu złotych obiegowych za jeden polski czerwony. Każdy polski czerwony złoty zawierał 3,5 grama złota. Przyjąłem średnią wartość jednego złotego czerwonego jako pięć złotych obiegowych. 2500000 złotych obiegowych jest równoważne 500000 polskich złotych czerwonych. Zawartość złota w 500000 polskich złotych czerwonych wynosi:

500000złpc x 3,5g/(złpc) = 1750000 [g]=1750kg złota. Jedna uncja zawiera 31,1 [g] złota

Liczba uncji w 1750000 gramach złota: 1750000 [g] /(31,1g/unc.)=56270 uncji

Cena złota w dniu 2018.05.11 o szóstej rano wynosiła 1320 USD/za uncję co 56270 uncji odpowiada sumie 74276500 USD. Pieniądze te pracowały dla Żydów przez (2018-1764)= 254 lata.

Wykorzystując te pieniądze Żydzi udzielali biednej szlachcie kredytów na wysokie odsetki. Przyniosło im to fortuny. Żydzi najlepiej wiedzą, że pieniędzy nie pożycza sie za darmo. Polacy tego doświadczyli po 1989 roku kiedy to w latach od 1989 do 1998 ustawowe odsetki wynosiły od 30-192,2 %. Obciążmy ukradzioną kwotę odsetkami wynoszącymi tylko 5%, co obecnie daje (dług) sumę do spłacenia:

74276527x(1,05)exp254=1,79x10exp13 = 17,9x1012=17900 miliardów dolarów =17,9 bilionów USD

W przeliczeniu na złoto po cenach 1320 USD za uncję wynosi to 421734 ton złota

Powyższa suma obejmuje jedynie zarejestrowane długi zaciągnięte przez kahały żydowskie u duchowieństwa i arystokracji. W sumie tej nie zostały ujęte długi zaciągnięte u bogatej szlachty, których wielkość Prof. F. Koneczny ocenił na około jednego miliona złotych. Po dodaniu tego około jednego miliona złotych do uprzednich dwóch i pół miliona złotych i po przeprowadzeniu rachunków jak powyżej dla trzech i pół miliona złotych z roku 1764 domniemywana suma obecnego żydowskiego długu względem Polski i Polaków wynosi 25 bilionów USD. Policzmy ilość ton złota jaką można kupić za sumę 25 bilionów USD przy cenie 1320 USD za uncję:

            [(25x10exp12$: 1320$/U)x31,1g/U]: 10exp6  g/t =589015 ton złota

Maksymalnie długi pociąg towarowy według obecnych przepisów może zawierać 43 wagony. Jeśli użyjemy czteroosiowych wagonów towarowych o ładowności 40 ton każdy, to taki pociąg może być załadowany 1720 – tonami złota. Ile takich pociągów jest niezbędnych do przywiezienia tego złota do Polski:

                    N= 589015 ton złota/(1720ton/pociąg)=342 pociągi

Suma 25 bilionów USD obejmuje jedynie krótki okres polsko – żydowskich kontaktów finansowych.

Ile są obecnie Żydzi winni Polsce i Polakom z racji nieuczciwych relacji pożyczkowych od początku ich osiedlania się w Polsce do chwili obecnej? Wielkość ta jest trudna do oszacowania i wymagałaby tytanicznej pracy historyków. Według oceny jednego ze współczesnych historyków amerykańskich przyczynę rozbiorów Polski stanowił brak środków finansowych na utrzymanie armii. Stosując obecne praktyki bankowe wprowadzające karne odsetki bankowe za niespłacanie długu zgodnie z umową suma długu żydowskiego byłaby tysiące razy większa.

Uwzględniając jedynie nie budzącą wątpliwości sumę z roku 1764 to jest 17900 mld USD i odejmując od tej sumy obecne żądania żydowskie wynoszące 300 mld USD to w dalszym ciągu Żydzi maja do spłacenia 17600 mld dolarów tylko za tę jedną szkodę finansową wyrządzoną Polsce i Polakom. Rzeczywista wartość żydowskich długów jest znacznie znacznie wyższa.

Obliczenia powyższe w pierwotnej wersji zaprezentowałem na zjeździe w Krakowie zorganizowanym przez Pana Zbigniewa Potockiego Prez. RP na uchodźctwie w dniu 2018.05.12. W dniu 2018.05.22 Pan Hrabia Z. Potocki złożył w ambasadzie Izraela notę z żądaniem zapłaty dla II R.P. kwoty wynoszącej 17,9 bilionów USD.

                                                                                                             Adam Bednarczyk

Jeden bilion polski jest równoważny jednemu trylionowi zachodniemu

USD oznacza dolar amerykański

Data: 20.08.2019 21:19

Autor: FiligranowyGucio

Volkswagen – SP2 Reborn

https://www.youtube.com/watch?v=Qc3LxRr5rP4

#samochody #niemcy #brazylia #motoryzacja #historia

Volkswagen SP – samochody typu coupé produkowane głównie na rynek brazylijski przez firmę Volkswagen do Brasil w latach 70. XX wieku. Nazwa SP może oznaczać São Paulo, gdzie samochód ten był produkowany, lub "Special Project"

Liczba cylindrów: 4

Pojemność: 1678 cm³

Moc maksymalna: 75 KM przy 5000 obr/min

Hamulce (przód/tył): tarczowe/bębnowe

Rozmiar opon: 185 SR 14

Prędkość maksymalna: 161 km/h

Zużycie paliwa: 12,5 l/100 km

https://pl.wikipedia.org/wiki/Volkswagen_SP

Data: 20.08.2019 00:05

Autor: Macer

Spodziewam sie ze dostane minusy ale to pytanie musze zadac: Czy są jakies mocne dowody na to, ze lekka pedofilia faktycznie jest szkodliwa spolecznie? Tzn chodzi mi o sytuacje, kiedy jakies dziecko zostaje zaatakowane przez jakiegos zboczenca, ale poza molestowaniem zadna fizyczna krzywda mu sie nie dzieje oraz nie wie o tym jego otoczenie. Pytanie calkiem powazne, bo byly w historii cywilizacje w ktorych gmd bylo na porzadku dziennym, jak sparta albo teby, i nikt z tego powodu halo nie robil. A jest sporo osob ktore nie byly molestowane a i tak maja zniszczona psychike.

tutaj tez mozna zapytac: jak niby orientacja seksualna mialaby zalezec od genow, a nie iwarunkowania kulturowego, skoro homoseksualizm w starozytnej grecji byl absolutnie powszechny? Przy czym mimo tego oni normalnie brali sobie zony i robili dzieci.

#lgbt #pedofilia #historia #kiciochpyta

Zamek w Branie – średniowieczny zamek w Branie w Siedmiogrodzie.

Data: 18.08.2019 17:14

Autor: ziemianin

youtube.com

#ciekawostki #historia #zamek #Siedmiogrod #podroze

Zamek w Branie – średniowieczny zamek w Branie w Siedmiogrodzie. Wzniesiony na pograniczu z Wołoszczyzną był ważnym punktem obronnym. Od 1920 pełnił funkcję rezydencji letniej królowej Rumunii Marii.

Zamek w Branie

Przejęty przez komunistyczny rząd Rumunii w 1947, powrócił w 2006 do spadkobiercy ostatniego właściciela, Dominika Habsburga, który wystawił obiekt na sprzedaż. Obecnie (2011) w zamku mieści się muzeum historyczne.

Dzięki książce Brama Stokera zamek uchodzi za siedzibę wampira Draculi, choć prawdopodobny pierwowzór tej postaci, Wład Palownik, nigdy w nim nie mieszkał. Prawdziwą siedzibą Włada był bowiem Zamek Poenari

Kraków oburzył się reklamą Amerykanów . A przecież wódka to też część polskiej historii i kultury

Data: 18.08.2019 13:05

Autor: MareKrasowski

historia.org.pl

Władze Krakowa oburzyły się na nowy spot American Airlines, w którym linie lotnicze promują połączenie z Krakowem zachętą do napicia się wódki z przyjacielem. Tymczasem polska wódka jest takim samym elementem historii i kultury, jak krakowski obwarzanek. Ponadto Kraków zamiast protestów mógłby promować wśród Amerykanów trasę związaną z Tadeuszem Kościuszką.

#historia #krakow #lotnictwo #turystyka #usa

W Izraelu bronili Żydów z NKWD podejrzanych o dokonanie zbrodni na Polakach i Litwinach

Data: 18.08.2019 12:36

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #wiadomosci #historia #izrael #zydzi #sowieci #nkwd #litwa #ussr #rosja #YadVashem

Kilkanaście lat temu litewska prokuratura prowadziła śledztwa przeciwko mieszkającym w Izraelu Żydom, którzy w takcie wojny służyli w sowieckiej partyzantce lub NKWD. Byli oni podejrzani o dokonanie zbrodni wojennych na Litwinach i Polakach. Wśród podejrzanych był m.in. b. szef Yad Vashem Icchak Arad, który zanim trafił do Izraela pracował dla sowieckiej bezpieki. Sprawa skończyła się międzynarodowym skandalem, bowiem instytut Yad Vashem w ramach retorsji wyrzucił z organizowanej przez siebie konferencji o Szoah litewskiego ambasadora oraz ministra kultury.

Krótka historia o tym jak w Izraelu bronili Żydów z NKWD podejrzanych o dokonanie zbrodni na Polakach i Litwinach

Przypomnijmy – w czasie wojny sowiecka partyzantka dokonała kilku pogromów i pacyfikacji polskich wsi leżących na terytorium dzisiejszej Litwy i Białorusi. Ponurymi symbolami tych mordów były podstępne ataki na wsie Koniuchy, Naliboki czy Dokudowo.

Ściganie zbrodniarzy odpowiedzialnych za wspomniane powyżej mordy z naturalnych przyczyn możliwe było dopiero po obaleniu komunizmu. W Polsce zaczęła działać Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Odpowiednikiem tej instytucji u naszych litewskich sąsiadów był wydział śledztw specjalnych Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu na Litwie.

Litwini wzięli na tapetę m.in. zbrodnię dokonaną w Koniuchach. Wyszło im, że wśród podejrzanych o dokonanie zbrodni było wielu Żydów służących dla NKWD, którzy w późniejszych latach wyemigrowali do Izraela. Wśród nich znalazł się także były szef Yad Vashem Icchak Arad, który zanim trafił do Izraela pracował dla sowieckiej bezpieki.

Informacja o wszczęciu śledztwa w sprawie przeszłości Arada rozwścieczyła obecne władze instytutu Yad Vashem. W dużym uproszczeniu – uznały one, że Żydów z NKWD nie wolno ścigać i w ramach retorsji uznały, że minister kultury Republiki Litewskiej oraz ambasador Litwy w Izraelu są "persona non grata" na organizowanej przez instytut w Jerozolimie konferencji naukowej na temat zagłady litewskich Żydów. Sprawa zakończyła się międzynarodowym skandalem, a stosunki między Litwą a Izraelem uległy znacznemu ochłodzeniu.

Ta historia jest sprzed kilku lat, ale w kontekście fali dyfamacji i oskarżeń o współudział w Holocauście, jaka zalała Polskę w ubiegłym roku w związku z nowelizacją ustawy o IPN i projektem ustawy reprywatyzacyjnej (która nie podobała się Światowemu Kongresowi Żydów i Światowej Organizacji ds. Restytucji Mienia Żydowskiego) myślę, że warto o niej przypomnieć i wskazać, iż nie tylko Polacy mają problem z żydowską percepcją przeszłości.

Wstydliwa historia USA. Statek z żydowskimi uchodźcami odesłali do Europy. Zostali zamordowani

Data: 18.08.2019 12:31

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #wiadomosci #historia #usa #zydzi #IIIrzesza #niemcy

Dla 937 żydowskich uchodźców z III Rzeszy podróż statkiem "St. Louis" z portu w Hamburgu do Ameryki miała być ostatnią szansą na uratowanie przed tragicznym losem. Za bilety w jedną stronę zapłacili majątek. Gdy odpłynęli z niemieckiego portu poczuli ulgę. Cóż jednak się okazało, gdy statek dotarł do portu w Miami? Amerykańska straż graniczna wysłała kapitanowi jednoznaczny komunikat: "Statek 'St. Louis' nie otrzyma zgody na cumowanie tutaj, ani w żadnym innym porcie Stanów Zjednoczonych". Po kilku tygodniach tułaczki musieli wrócić do Europy.

Wstydliwa historia USA. Statek z żydowskimi uchodźcami odesłali do Europy. Większość została zamordowana

Różne grupy interesu wypominają Polakom różne historie z czasów II wojny światowej. Niektóre z nich są zupełnie zmyślone. Inne – smutne i prawdziwe. Wśród wielu ludzi znaleźli się i tacy, co z Niemcami współpracowali, donosili czy wręcz razem z nimi zabijali. Nie zmienia to jednak faktu, że polski rząd (w odróżnieniu od np. rządu Francji) nigdy nie zdecydował się na jakąkolwiek formę współpracy z nazistowskimi najeźdźcami.

Francuzi tej historii nie lubią eksponować. To zupełnie naturalne – któż bowiem chciałby się tłumaczyć z milionów kolaborantów, którzy zdecydowali się stworzyć podległy Hitlerowi rząd w Vichy.

Tak jak Francuzi nie eksponują historii z rządem w Vichy, tak Amerykanie jak ognia unikają historii ze statkiem St. Louis. 13 maja 1939 r. wyruszył on w nietypowy rejs. Miał on wywieźć do Hawany na Kubie grupę 937 Żydów, którym za sporą opłatą pozwolono uciec z coraz bardziej antysemickiej III Rzeszy. Dwa tygodnie później statek dopłyną do kubańskiego portu. Tam okazało się jednak, że przez niejasne prawo dotyczące imigrantów oraz skorumpowanych urzędników, na ziemię zeszło jedynie 22 Żydów. 2 czerwca statek odpłyną dalej. Obrał kurs na port w Miami.

U wybrzeży Florydy statek został zatrzymany przez amerykańską straż graniczną. Kapitan "St. Louis" otrzymał wówczas jasny komunikat: "Statek nie otrzyma zgody na cumowanie tutaj [Miami], ani w żadnym innym porcie Stanów Zjednoczonych". Decyzję o tym, aby odmówić przyjęcia nieco ponad 900 uciekających z Niemiec Żydów podjął ówczesny prezydent USA – Franklin Delano Roosevelt. Uznał on ich za "element niepożądany". Kluczowa okazała się obawa, że Żydzi staną się obciążeniem dla budżetu Ameryki…

Ostatnią próbę ratowania Żydów podjęto w Kanadzie. Tam również przestraszono się tego, kto utrzyma Żydów, gdy wysiądą oni na ląd. Z uwagi na fakt, że na statku kończyły się już zapasy jedzenia i słodkiej wody, jego kapitan podjął decyzję o powrocie do portu w Hamburgu.

Ostatecznie żydowskiej organizacji Joint udało się wynegocjować z rządami Wlk. Brytanii, Francji, Belgii i Holandii, że Żydzi znajdujący się na pokładzie "St. Louis" znajdą schronienie w tych właśnie krajach. Historia wkrótce pokazała, że życie ocalili jedynie ci, którzy trafili do Wlk. Brytanii. Kilkuset pasażerów, którzy trafili do Francji, Belgii i Holandii kilkanaście miesięcy później podzieliło los innych Żydów. Wywołaną przez Niemcy wojnę przeżyło niewielu z nich.

Zeszliśmy do kanału, którym szli Powstańcy Warszawscy

Data: 18.08.2019 12:15

Autor: ziemianin

youtube.com

#historia #warszawa #kanal #ciekawostki #codziennaprasowka #wiadomosci #powstaniewarszawskie #powstaniewgetcie

Chodziliśmy w ciemnościach, słuchaliśmy szumu ścieków, wdychaliśmy zaduch, aby wyobrazić sobie, to co czuli walczący o Warszawę. A potem spotkaliśmy się z powstańczą łączniczką – “Ulą”. Tego nie da się wyobrazić.

Zeszliśmy do kanału, którym szli Powstańcy Warszawscy

35 lat temu IBM pokazał PC AT z kluczykiem i dyskiem twardym

Data: 18.08.2019 11:28

Autor: ziemianin

purepc.pl

#codziennaprasowka #wiadomosci #technologia #IBM #komputery #intel #pcat #historia

Otwarta architektura zmieniła kosztowną, biurową maszynę IBM-a w komputer dla każdego. Fala klonów zalała rynek, usuwając z niego Atari i Commodore'a i pomniejsze firmy, walczące o wprowadzenie własnych standardów. 35 lat temu krystalizował się standard, z który w pewnym stopniu mamy do czynienia do dziś.

Napisy pl 35 lat temu IBM pokazał PC AT z kluczykiem i dyskiem twardym

Zupełnie nowy IBM PC AT + Model M! Rozpakowywanie i konfiguracja

Debiut IBM PC AT na pewno był nieszablonowy dla Wielkiego Niebieskiego. Ówczesne media rozpisywały się o przełomowym wydarzeniu i nadchodzącej nowej erze PC. Wielka, blaszana skrzynka z parą napędów dyskietek 5,25, kolorowym monitorem i potężną, mechaniczną klawiaturą właśnie wylądowała na biurkach zamożnych klientów, mogących wyłożyć na komputer okrągłe 6000 dolarów. Niemal dokładnie rok po IBM PC XT (eXtended Technology), IBM zaprezentował następcę, ukrywając w nazwie komputera akronim Advanced Technology. W swoim czasie, w 1984 roku dla IBM (i podążających za nim klonów) była to rewolucja. Zarówno w wydajności, jak i sposobie, w jaki IBM przekonywał sprzedawców do wypełnienia rynku nowymi, kosztownymi AT-kami.

Co kryją piaski Takla Makan?

Data: 17.08.2019 23:14

Autor: aborygo

archeopasja.pl

"Od dłuższego już czasu, a właściwie od zawsze, przeżywam ogromną fascynację Jedwabnym Szlakiem, Turkiestanem Chińskim i śladami buddyzmu przykrytymi piaskami pustyń Takla Makan i Gobi. Azja Centralna zawsze była mi bardzo bliska. Relacje pierwszych podróżników i badaczy przemierzających te odludne i niegościnne obszary, wędrujących od oazy do oazy z karawanami objuczonych zapasami wielbłądów i strzelbą na ramieniu, silnie działają na wyobraźnię. A na moją na pewno ponieważ już od dziecka biegałam z głową w chmurach. I chociaż z wiekiem starałam się coraz mocniej stąpać nogami po ziemi, to gdzieś tam w duszy zawsze igrał mi jakiś niespokojny ognik. A ta Azja tak nęciła i przyciągała. Kiedyś nawet zaświtał mi pomysł podróży w rejon Turkiestanu Chińskiego."


Reszta w linku.

#historia #jedwabnyszlak #archeologia #podroze

Data: 17.08.2019 02:33

Autor: Alojz

http://www.historyvshollywood.com/

Fajna strona, porównuje filmy do książek na podstawie których powstały,lub filmy oparte na faktach.Co się zgadza z pierwowzorem/historią a co wymyślił Hollywood by upiększyć film.

#film #historia

Data: 15.08.2019 17:19

Autor: Ijon_Tichy

Oto grób Najświętszej Marii Panny – świątynia chrześcijańska zlokalizowana w dolinie Cedronu między Wzgórzem Świątynnym a Górą Oliwną w Jerozolimie. Miejsce było czczone przez judeochrześcijan już w II w., a budowlę nad grobem wzniesiono w IV w.

Natomiast dogmat o Wniebowstąpieniu Najświętszej Marii Panny ustanowił papież Pius II w roku 1950….

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_Grobu_Naj%C5%9Bwi%C4%99tszej_Marii_Panny

#katolicyzm #historia #kontrowersje #ciekawostki #falszywechrzescijanstwo

Data: 11.08.2019 22:49

Autor: ziemianin

#fotografia #zamek #Bendzin #historia #polska #ciekawostkihistoryczne

Zamek w Będzinie – Wiki

Opis

Królewski Zamek Będziński – średniowieczna warownia obronna wzniesiona przez Kazimierza Wielkiego w systemie tzw. Orlich Gniazd w Małopolsce, 4,5 km od granicy ze Śląskiem, na wzgórzu nad Czarną Przemszą; wielokrotnie niszczona, odbudowana w 1956.

Zbudowany: 1348

Styl architektoniczny: Neogotyk

Adres: Polska, Będzin

Data zburzenia: 1657

Odbudowano: 1660, 1834, 1929, 1952-56

Rewolucja seksualna to wynalazek bolszewicki

Data: 09.08.2019 00:27

Autor: Macer

historia.org.pl

To, co obecnie dzieje sie na zachodzie w kwestii związków i seksualności jest kopią pomysłów bolszewików na zniszczenie rodziny jako burżuazyjnego przeżytku i ostoi własności prywatnej. Wszystko było: upowszechnienie rozwodów, aborcja na życzenie, przyzwolenie na prosrytucje i homoseksualizm. Skończyło się, a jakże, chorobami wenerycznymi i dramatycznym spadkiem rozrodczości. Próbowano tego w latach 20, zakończył to Stalin. Rewolucja seksualna to główna przyczyna kryzysu demograficznego wsrod bialych.

#zwiazki #lgbt #historia #komunizm

Data: 08.08.2019 21:18

Autor: Immortal_Emperor

Strażnik KL Stutthof stanie przed sądem. Ochotnik SS ma 92 lata

Sąd Krajowy w Hamburgu potwierdził, że 17 października rozpocznie się proces byłego SS-mana. Hamburska prokuratura oskarża go o współudział w zamordowaniu co najmniej 5230 osób. Mężczyzna w czasie II wojny światowej był strażnikiem w niemieckim obozie koncentracyjnym w Stutthofie.

92-letni oskarżony od sierpnia 1944 roku do kwietnia 1945 roku pełnił służbę jako strażnik w KL Stutthof. Jako 18-latek na ochotnika zapisał się do formacji SS. Podczas przesłuchania w prokuraturze Bruno D. bagatelizował swój współudział w zbrodni. Nigdy nie przyznał się do winy.

Ps. Zwrócicie uwagę z jaką determinacją są ścigani byli naziści, był przypadek że nawet 96 letni kucharz obozowy stanął przed sądem. Właściwie komunistyczni zbrodniarze są nietykalni i żyją sobie gdzieś spokojnie. Oczywiście na czerwonych nikt nie poluje, a jak już się temat pojawia to tłumaczy się przedawnieniem, złym stanem zdrowia albo innym absurdalnym powodem.

Źródło – https://www.tvp.info/43861283/straznik-kl-stutthof-stanie-przed-sadem-ochotnik-ss-ma-92-lata

#historia #prawo #wojna

Gwiazda Dawida: dlaczego Żydzi czczą bożka remfana?

Data: 08.08.2019 15:04

Autor: ziemianin

youtube.com

#izrael #flaga #godlo #zydzi #wiadomosci #codziennaprasowka #historia #biblia

Gwiazda Dawida

Link do pełnego filmu – wymagany angielski, 1 godzina i 48 minut

Autor: Robert Brzoza

Państwo żydowskie używa sześcioramiennej gwiazdy, jako symbol swojego istnienia. Umieścili ją na fladze i nazwali: "Gwiazdą Dawida".

Czy ma to uzasadnienie biblijne?

Czy istnieje "Gwiazda Dawida"?

Nigdzie w Biblii nie jest napisane, że Dawid miał symbol gwiazdy. Mało tego. Współcześni żydzi nie umieją wytłumaczyć, skąd taki znak pojawił się na ich fladze (zobacz film pod artykułem).

Największym oszustwem żydów, czyli osób stanowiących zlepek wielu narodów jest podpięcie się pod biblijny Izrael. Państwo żydowskie, które ukradło i zawładnęło tereny Palestyny, nie ma nic wspólnego z biblijnym Izraelem wybranym przez Boga.

90-99% obecnych żydów, to Chazary oraz osoby, które z różnych narodowości przyjęły judaizm. Nie mają powiązania ani z Abrahamem, ani z 12 pokoleniami Izraela. Słowo Żyd pochodzi z języka francuskiego Juda [Żuda], a obecnie na siłę lansują je, jako synonim słowa: Judejczyk [Żuden]. W pierwszym pokoleniu nazywano ich prozelitami, a już w kolejnych Żydami, wymazując ich pogańskie pochodzenie, w ten sposób powstał dzisiejszy naród żydowski.

W taki sposób podszyli się pod biblijny naród izraelski.

Gwiazda Dawida, również jest szwindlem na skalę światową. Wielu badaczy biblijnych, historyków łączy gwiazdę istniejącą na fladze państwa żydowskiego z bożkiem remfana.

Biblia tak pisze na ten temat:

"Obnosiliście raczej namiot Molocha i gwiazdę bożka Remfana, wyobrażenia, które zrobiliście, aby im cześć oddawać. Przesiedlę was za to poza Babilon" – Dzieje 7:41-43.

Gwiazda bożka remfana jest tym samym symbolem, który umieszczono na fladze dzisiejszego Izraela. Nie ma nic wspólnego z Bogiem.

Z tego wynika, że państwo żydowskie czci wymyślonego bożka remfana, który jest kolejnym wcieleniem szatana.

W innym miejsce Biblia tak pisze:

(23) A więc pójdźcie precz z waszych pieśni wrzawą nie chcę już dłużej słuchać waszej gry na harfach. (24) Niech zaś sprawiedliwość popłynie jak rzeka, a prawość niech się wyleje jak nie schnący potok. (25)Czyż nie składaliście Mi ofiar i darów przez lat czterdzieści na pustyni wy wszyscy, synowie domu Izraela? (26) A przecież wtedy nosiliście boga Sakkuta jako króla waszego, i waszego boga gwiazd, Kijjuna, a także wszystkich tych bogów, których sami żeście zrobili! (27) Dlatego przesiedlę was daleko poza Damaszek. Tak mówi Pan, a imię Jego jest Bóg Zastępów" – Amosa 5: 23-27.

Gdzie pojawia się Gwiazda Dawida?

Gwiazda Dawida ma kilka nazw. Jedną z nich jest "Tarcza Dawida" inną "heksagram". W okultyzmie częściej używają nazwy: "Pieczęć Salomona". Wygląd jest zawsze ten sam, czyli sześcioramienna (lub pięcioramienna) gwiazda złożona z dwóch zachodzących na siebie trójkątów równoramiennych (najczęściej równobocznych) obróconych względem siebie.

Dla innych grup satanistycznych jest to gwiazda piwowarska, gdzie wierzchołki jednego trójkąta symbolizują trzy żywioły: wodę, powietrze i ogień. Drugi trójkąt oznacza: kiełkowanie, scukrzanie i fermentację.

Sześcioramienna gwiazda była również związana z egipskim kultem byka Apis. Prawdopodobnie tego, którego czciła grupa odstępczych Izraelitów po wyjściu z Egiptu.

W tantryzmie hinduistycznym znana była jako "Wielka Yantra". Trójkąt skierowany wierzchołkiem do dołu symbolizował pradawna samicę, istniejącą przed początkiem świata. Wytworzyła ona nasienie, które wyrosło w męskość, reprezentowaną przez trójkąt skierowany wierzchołkiem ku górze.

Żydowska kabała przejęła ten symbol z pełną świadomością jego charakteru płciowego, heksagram kabalistyczny pokazywał złączenie męskiego bóstwa z jego żeńską esencją Szechiną.

Na koniec tych krótkich rozważań, należałoby zadać pytanie: dlaczego naród, który fałszywie przyjął schedę po biblijnym Izraelu, jawnie wielbi szatana?

Nie zdaje sobie z tego sprawy, że jest to świadoma forma satanizmu?

Proszę również zwrócić uwagę, jak w wielu religiach gwiazdę remfana w formie pięcioramiennej, umieszczają na ubraniach tzw. duchownych, na flagach, w logo korporacji, w reklamach, na różnych produktach . . .

Data: 08.08.2019 15:04

Autor: Alojz

Jeśli trafisz na YouTube, na film pokazujące paradę wojskową armii Chile, często trafi się na tekst w tytule filmiku,sugerując to, że mundury mają coś wspólnego z Wehrmachtem.

Skąd te podobieństwo chilijskiej armi i Wehrmachtu?

Mało kto wie, że twórca armii Chile był Niemiec,Emil Körner.

W 1885 roku władze Chile po wygranej wojnie z Peru

i Boliwią postanowił unowocześnić swoją armię na wzór wojsk w Europie. Wybrano doradcę z Niemiec,nie bez wpływu na taką decyzję, miała duża mniejszość niemiecka w Chile .Emil Körner miał za zadanie jak to władze Chile ujęły "prusianización" armi chilijskiej, czyli sprusaczyc (?) miejscowa armię.Przez pierwsze 15 lat pobytu w Chile Körner zaczął budować armię Chile od podstaw,budując szkoły oficerskie,zmieniając metody szkolenia, wysyłając chilijskich oficerów na nauki do Niemiec czy wprowadzać pobór do armi.W 1900 roku, za zasługi w budowaniu chilijskiej armi ,został mianowany na szefa wojsk chilijskich. W tym urzędzie pozostał aż do 1910 roku.W 1920 roku Emil Körner umiera w Berlinie. Władze Chile sprowadziły jego zwłoki do swojego kraju,gdzie spoczęły w wybudowanym dla niego Mausoleum.

. Podsumowując mundury bardziej przypominają mundury pruskie, choć sam hełm bardzo podobny jest bardzo podobny jest do tego jaki miał Wehrmacht

Od 35 sekundy filmu, widać pruskie mundury podczas parady wojskowej w Chile


Czytasz mój autorski tag o Niemczech #wszystkooniemczech


#historia #wojsko #chile #mundur #militaria

https://youtu.be/wJAL_OR8-MY

Zabytek Miesiąca: XVIII-wieczna zabawka erotyczna z Podwala Przedmiejskiego w Gdańsku

Data: 06.08.2019 09:28

Autor: ziemianin

kopalniawiedzy.pl

#wiadomosci #codziennaprasowka #historia #wykopaliska #penis #dildo #zabawkaerotyczna #Gdansk

Podczas badań archeologicznych przy ul. Podwale Przedmiejskie w Gdańsku w jednej z latryn natrafiono na nietypowy zabytek – skórzaną zabawkę erotyczną w formie męskiego członka z jądrami. Znalezisko jest unikatowe, to jedyny tego typu skórzany przedmiot na świecie!

Zabytek Miesiąca: XVIII-wieczna zabawka erotyczna z Podwala Przedmiejskiego w Gdańsku

Przedmioty erotyczne są obecne w kulturze od zarania dziejów. Niektóre z nich miały znaczenie symboliczne (magiczne), inne zaś były używane praktycznie, do zaspokajania potrzeb seksualnych.

Na przestrzeni wieków pojawiały się dilda wykonane z różnych materiałów, np. z kamienia, kości albo szkła. Pierwsza pisemna wzmianka o sztucznych penisach ze skóry pochodzi ze starożytnej Grecji. Miasto Milet było nie tylko ośrodkiem kultury i gospodarki greckiej, ale też popularnym miejscem wyrobu i sprzedaży sztucznych fallusów. Grecy używali ich dla uciechy i nazywali olisbos. Przedmioty te były wykonane z kamienia, drewna i wygarbowanej skóry.

W ikonografii z XVII–XVIII w. znajdujemy liczne przedstawienia, na których widnieją zabawki erotyczne. Szczególnie interesująca jest rycina z francuskiego podręcznika seksualnego dla kobiet, pióra Nicolasa Choriera: Aloisiae Sigaeae, Toletanae, Satyra sotadica de arcanis amoris et Veneris (ok. 1690 r.). Ilustracja pokazuje sklep z dildami, podobnymi do tego odkrytego w Gdańsku. Ze względu na realistyczne odwzorowanie oraz rzemieślniczy kunszt można powiedzieć, że wysokiej jakości sztuczne penisy były towarami luksusowymi.

Gdański fallus został wykonany z jednego kawałka skóry, uformowanego w prącie oraz dwa jądra. Wypchany jest w całości włosiem zwierzęcym. Żołądź uformowano z tkaniny – aksamitu, który zapewne miał potęgować doznania erotyczne.

Zabytek znaleziono w podwórkowej latrynie na obszarze podmiejskiej dzielnicy. Dlaczego trafił do ubikacji? Czy ktoś go wyrzucił, a może wypadł podczas erotycznych uciech? Nie wiadomo.

Jednym z hipotetycznych miejsc pochodzenia przedmiotu jest pobliska szkoła fechtunku, albowiem nieopodal, w kolejnej latrynie odnaleziono dwa drewniane florety ćwiczebne. Źródła historyczne umiejscawiają budynek szkoły po przeciwnej stronie ulicy. Latryny znajdowały się na tyłach kamienic, które mogły służyć szermierzom za prywatne lokum.

Okolica znana była również z prostytutek. To właśnie stąd wzięła się nazwa ul. Zbytki. Kobiety lekkich obyczajów szukały klientów także po drugiej stronie Podwala Przedmiejskiego, na Żabim Kruku.

Nie można też wykluczyć, że przedmiot należał do jakiejś bogatej mieszczanki, mieszkającej w przyległej kamienicy.

Archeolodzy znaleźli skarb ukryty w zabytkowym kościele w Barczewie

Data: 05.08.2019 13:29

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #wiadomosci #historia #Barczewo #skarb #archeologia #wykopaliska

Pod posadzką kościoła p.w. św. Andrzeja Apostoła w Barczewie na Warmii archeolodzy odkryli skarb złożony z około tysiąca srebrnych monet, pochodzących prawdopodobnie z pierwszej połowy XVII wieku.

Archeolodzy znaleźli skarb ukryty w zabytkowym kościele w Barczewie

Prowadzący badania archeologiczne w prezbiterium kościoła franciszkanów Barczewie dr Arkadiusz Koperkiewicz powiedział PAP, że pod posadzką, po demontażu stalli, znaleziono ceramiczny glazurowany kubek z uchem, wypełniony monetami. Monety były też rozsypane wokół tego naczynia. Skarb ukryto pod ziemią w północno-zachodnim narożniku prezbiterium, przy tzw. łuku tęczowym.

Jak mówił, wstępne oględziny znaleziska wskazują, że możemy mieć do czynienia z dużą ilością dość dobrze, a nawet doskonale zachowanych monet. Na obecnym etapie prac wiadomo jedynie, że wśród znalezisk są srebrne monety koronne z czasów króla Zygmunta III Wazy – grosze, półtoraki, trojaki i rzadziej szóstaki, bite w latach 20. XVII w. Jest również wiele szelągów pruskich księcia Jerzego Wilhelma Hohenzollerna, który był lennikiem Rzeczypospolitej.

"To rewelacyjne znalezisko, jeśli idzie o kontekst odkrycia i ładunek informacji naukowej; powiązane bezpośrednio z dziejami klasztoru barczewskiego i historią Warmii; oddające charakter miejsca, ale też specyfikę kryzysu monetarnego tamtych czasów; nie do przecenienia w końcu, jako datownik w dalszych pracach konserwatorskich" – ocenił archeolog.

We wnętrzu świątyni prowadzone są obecnie tzw. wyprzedzające badania ratownicze, związane z planowanym drugim etapem prac przy wzmocnieniu gruntu pod fundamentami kościoła.

Kościół św. Andrzeja Apostoła wzniesiono wraz z klasztorem franciszkanów pod koniec XIV w. Barczewski konwent zakonny – podobnie jak inne pruskie klasztory – podupadł i opustoszał w okresie reformacji w pierwszej połowie XVI w.

Przywrócono mu blask dzięki życzliwości biskupów warmińskich, w tym bratanka króla Stefana Batorego – bp. Andrzeja Batorego, który osadził w zrujnowanym klasztorze bernardynów i przyczynił się do przebudowy świątyni w duchu renesansu. Ukoronowaniem prac remontowych było wybudowanie w 1598 r. w kaplicy św. Antoniego nagrobka bp. Andrzeja Batorego i jego brata Baltazara. Nagrobek autorstwa wybitnego flamandzkiego rzeźbiarza i architekta Willema van den Blocke jest jednym z najcenniejszych zabytków rzeźby manierystycznej zachowanych w Polsce.

Konwent bernardynów został zlikwidowany przez władze pruskie w 1810 r. Dopiero po II wojnie światowej do Barczewa powrócili franciszkanie, którzy odzyskali kościół św. Andrzeja Apostoła.

Jak przyznał dr Koperkiewicz, można przypuszczać, że skarb został umieszczony pod posadzką w prezbiterium kościoła przez samych zakonników. Jest on dość liczny pod względem ilości egzemplarzy, ale są to na ogół najmniejsze nominały. Na wielu czytelne są ślady długiego pozostawania w obiegu, a w jednym przypadku otworek świadczy, że monetka mogła być noszona na szyi.

Według niego ukrycie monet miało miejsce w czasach największego rozkwitu bernardyńskiego konwentu w XVII w., kiedy zakon otrzymywał liczne dotacje od biskupów warmińskich. Pozostaje jednak tajemnicą z jakiego powodu umieszczono monety w takim miejscu i dlaczego do dzisiaj pozostawały w ukryciu.

Szeroko zakrojony program badań archeologicznych, architektonicznych i konserwatorskich prowadzonych w kościele pw. św. Andrzeja Apostoła w Barczewie ma związek z trwającym kompleksowym remontem i pracami konserwatorsko-budowlanymi, które mają potrwać do 2021 r.

Jak powiedział PAP kierownik prac konserwatorskich mgr Przemysław Gorek z firmy Gorek Restauro, będącej generalnym wykonawcą prac, zakres projektu obejmuje konserwacje wszystkich elewacji kościoła, remont więźby dachowej i wymianę pokrycia dachów, restauracje okien, prace konserwatorskie przy zabytkowych polichromiach a także pobiałach ścian i sklepień prezbiterium oraz kaplicy św. Antoniego.

Gorek dodał, że projekt zakłada również poddanie restauracji zabytkowej posadzki z wapienia gotlandzkiego w prezbiterium i kaplicy św. Antoniego wraz z konserwacją krypty pod kaplicą, która po zakończeniu projektu zostanie udostępniona dla zwiedzających. Ma się tam znaleźć ekspozycja multimedialna przybliżająca nie tylko historię barczewskiego kościoła, ale też znaczenie i rolę zakonu franciszkanów na Warmii i w Polsce.

"Uczynimy wszystko, co w naszej mocy, by odkryty właśnie skarb mógł być eksponowany właśnie tu w barczewskiej świątyni w specjalnie dla tego celu zaaranżowanej przestrzeni wystawienniczej" – zapewnił.

PAP – Nauka w Polsce, Marcin Boguszewski

Data: 05.08.2019 02:19

Autor: Monte

Polscy lotnicy prowadzili diennik w którym wpisywali swoje osiągnięcia i wydarzenia. Brytyjczycy podchodzili do tego bardzo sceptycznie, nie mogli uwierzyć, że Polacy potrafią zestrzelić tyle samolotów. Największym sceptykiem był Płk. Stanley Vincent, więc zlecił oficerowi wywiadu, aby to sprawdził, lecz nie czekał na raport. Kiedy Polacy wzbili się w powietrze 11 września Vincent rozpoczął prywatne śledztwo ruszył za dywizjonem 303 do boju, chciał zobaczyć jak sobie poradzą, obserwował ich z daleka. Po tym wszystkim Vincent przestał wątpić w umiejętności Polaków i powiedział, że są tak dobrzy jak mówią.

Latali samolotami Hurricane’a – brytyjski samolot myśliwski, jednomiejscowy, jednosilnikowy dolnopłat o konstrukcji metalowej z częściowo płóciennym pokryciem, zaprojektowany i produkowany przez firmę Hawker Siddeley Company. Używany na wielu frontach II wojny światowej, odegrał znaczącą rolę podczas bitwy o Anglię. Produkowany w wielu wersjach uzbrojenia i z różnymi jednostkami napędowymi. Do zakończenia produkcji w 1944 roku wyprodukowano ponad 14 tysięcy egzemplarzy wszystkich wersji lądowych Hurricane i morskich Sea Hurricane, przystosowanych do działania z pokładów lotniskowców.

Polscy piloci lecieli sobie w szwadronie 6 samolotów na 150 bombowców niemieckich + ochraniające ich messerschmity i ich zatrzymali. Jak by bombowce doleciałyi do celu to już nie było by czego zbierać…

Ps. Polecam sobie oglądnąć film dokumentalny "Bitwa o Anglię, czyli ci cholerni obcokrajowcy – Bloody foreigners: Polish Battle of Britain"

#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #polska #dywizjon303 #uk #historia #lotnictwo

Data: 04.08.2019 23:16

Autor: Monte

Hans Gude, Adolph Tidemand, Procesja ślubna w Hardanger (norw. Brudeferd i Hardanger), 1848, 93 × 130 cm, Nasjonalmuseet, Oslo

Nie powinno Was zdziwić, że najpopularniejsze obrazy norweskie przedstawiają przede wszystkim fiordy. Ale nie tylko dlatego wspólne dzieło dwóch malarzy związanych ze szkołą düsseldorfską stało się klasykiem malarstwa norweskiego. Nie będzie przesadą jeśli porównam „Procesję ślubną w Hardanger” do płócien Matejki, bowiem dla Norwegów jest ono takim samym wyznacznikiem norweskiej tożsamości, jak „Bitwa pod Grunwaldem” dla nas. Jak twierdzi badacz pejzażu skandynawskiego, Torsten Gunnarsson, sukces obrazu wynika z połączenia romantycznego krajobrazu norweskich fiordów ze sceną rodzajową, przedstawiającą obyczaje norweskich chłopów. Dzięki temu ucieleśniły się dwa ideały XIX-wiecznego Norwega: dziewicza natura i własne tradycje, które to podkreślano w okresie starania się o niepodległość. Postaci w łodzi ubrane są w bunad, stroje ludowe, a sama scena procesji ślubnej z panną młodą ubraną w koronę stanowi przykład bogatej kultury chłopskiej, na której oparto norweską tożsamość narodową. W tle wypatrzymy również sylwetkę kościoła słupowego, będącego kolejnym składnikiem dziedzictwa narodowego Norwegii. Co więcej, obraz miał być podobno inspirowany tekstem „Bondefortellinger” autorstwa norweskiego noblisty, Bjørnstjerne’a Bjørnsona.

źródło

#malarstwo #sztuka #historia #katolicyzm #norwegia #artlove #traditionallifestyle

Data: 04.08.2019 09:10

Autor: Alojz

Tradycyjne słupy ogłoszeniowe, na których kiedyś rozklejono plakaty filmowe czy inne reklamy, został wynaleziony w 1854 roku przez Niemca Ernsta Litfaß.W Niemczech takie słupy nazywają się od nazwiska twórcy: Litfaßsäule.

Pierwsze słupy pojawiły się w Berlinie i ich celem było ograniczenie "dzikiego" plakatowania miasta.

Kiedyś w Berlinie było 2 500 takich słupów, dziś jest ich jedynie 24

#wszystkooniemczech

#historia #berlin