Data: 29.04.2019 08:58

Autor: FiligranowyGucio

Lemingopedia fb

Proszę Państwa, powstało ogromne zamieszanie wokół wystawy w Muzeum Narodowym więc spróbuję w kilku słowach wytłumaczyć meandry sztuki nowoczesnej. Jakkolwiek by nowoczesna nie była. Wasze tajmlajny obiegły zdjęcia celebrytów i polityków wkładających sobie do ust banana? W takim razie ten post jest skierowany do Ciebie.

Na początek. Kim w ogóle jest ta pani Natalia LL, o którą od dwóch dni toczy się wojna? Oddajmy głos samej "Słusznej Jedynej" – "Gazecie Wyborczej": "Natalia LL jest nestorką polskiej sztuki neoawangardowej, a jej „Sztuka konsumpcyjna” z 1975 roku wpisała się na stałe nie tylko do kanonu polskiej sztuki, ale też światowej sztuki feministycznej. Inną jej pracę kupiło niedawno Centrum Pompidou. Gdy „Sztuka konsumpcyjna” powstała, wyprzedzała swój czas. Na zdjęciach i filmie młoda kobieta w erotycznych sposób je produkty o fallicznych kształtach, banany czy parówki".

No więc sami widzicie, że jest to sztuka naprawdę kreatywna i twórcza. I niech Was nie dziwi fala oburzenia, bo przecież większość feministek jedyny twór mięsopodobny może zobaczyć w Muzeum Narodowym w formie parówki udającej penisa. Matko jedyna! Jakie to kreatywne! Więc sami widzicie. Odbieracie dziewczynom ostatnią namiastkę praw reprodukcyjnych. Tak się po prostu nie godzi, panie dyrektorze Muzeum Narodowego. A fe.

O jakości wystawy może świadczyć fakt, że została usunięta na skutek protestów rodziców, którzy wysłali swoje dzieci do Muzeum Narodowego i PRZY OKAZJI oglądania dzieł, ich uwagę przykuła natrętna, opresyjna forma. Rozumiecie? Nie przyszli tam oglądać TEJ wystawy, tylko TA wystawa po prostu krzyczała wulgarnością, perwersją i chujowością. Współczuję. Żeby przeciskać się między "Bitwą pod Grunwaldem" Jana Matejki a "Bitwą pod Chocimiem" Brandta i nagle spotkać krzczące gówno. No bo wiecie, taka Kozyra czy Natalia LL, "zawsze kontestowały opresyjne dla swojego gatunku rozwiązania przestrzenne w środowisku miejskim". To jest trochę jak z koncertem Dżastina Bibera. Masz do sprzedania gówno, ale musisz je przedstawić jako "kontrowersyjny, matowy wyraz egzystencji ludzkiej, mówiący wiele o tym, kim naprawdę jesteśmy?". A wiadomo, jesteśmy tym, co jemy. Całkiem niesugestywnie zostawiam Was z tą lekką dygresją. Nie wiem co jedzą artyści "sztuki współczesnej", ale kijem bym tego nie tknął.

Przepraszam za ostentacyjność, ale pomijając spory ideologiczne, pytanie, które musiało pojawić się w głowach autorów wystawy było proste: "jak sprzedać gówno". A potem zaczęły to robić. "Ktoś" założył profil "Jedzenie Bananów Przed Muzeum Narodowym" i poinformował (hehe) o tym "Gazetę Wyborczą" hasłem, że PiS cenzuruje artystów. Ja tylko zostawię przekrój organizatorski całej akcji: Joanna Krakowska (ma jeszcze nakładkę z protestem nauczycieli, tuż obok dzika, czarnego piątku i Polsce przeciw rasizmowi i przemocy), Magda Staroszczyk (ma już nakładkę z bananem – aktywistka projektu Warszawskie Dziewuchy. Mówi Wam to coś, prawda? No właśnie), jakaś Marta Dja (zarządza stroną Czarne Szmaty), Joanna Drozda (córka znanego Tadka, z nakładką Wiosny Biedronia i bananem) i pani Magda Mosiewicz (nie ustawiła jeszcze nakładki i jest mi za nią wstyd). Bo widzicie, największą sztuką w trakcie kontestowania tej sztuki jest to, że ktoś naprawdę wcisnął do Muzeum Narodowego takie gówno.

Zadziałało! W "Jedynej Słusznej" czytam już nawet wersję jakiegoś Łotsona z Czerskiej, który w pompastyczny, wojenny sposób opisał całą sprawę "Wszystkie usunięte prace są dziełami artystek i mają głęboko feministyczne przesłanie. Dyrektor Miziołek cenzuruje kobiety. Przestraszył się genderu, na który – jak mówi – nie powinno być miejsca w Muzeum Narodowym. Najwyraźniej popłynął z nową falą pisowskiej nagonki na „ideologię gender”, czy środowiska LGBTQ+.

". Moim skromnym zdaniem, przryczyna jest bardziej prozaiczna – to gówno. Do tak poważnej sprawy musiało odnieść się także Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Cytuję: "Nie domagaliśmy się usuwania żadnych dzieł z wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie". Zamiast napisać, że "nie wiemy nawet kto to i co to za wystawa xD", a chwilę później wysłać maila z wiadomością uzupełniającą: "Pan minister zapoznał się już z rzeczoną wystawą. W jego ocenie – to gówno".

Zaraz, zaraz! Protest? A my? Nie mogło przecież obejść się bez naszych biedagwiazd. Jak każdy protest w Polsce, ten także ma twarze. Ma twarz Róży Thun, która jje banana. Ma twarz Agaty Buzek, której rolą życia byłoby zagrać kość dla psa. Ona nie jje banana, ale go nadgryza. Agata, serio daruj sobie, bo nawet grama w tym erotyzmu. Papier toaletowy ma więcej seksapilu więc naprawdę… błagam. Protest ma także twarz Żebrowskiego, udającego, że musi kryć się z tym, że jje banana. Mam nadzieję, że pójdzie na ten dzisiejszy spęd i przed oskórowaniem ziemi skórkę winnego banana, krzyknie "za Rafałaaaa!". Ma twarz Magdy Cieleckiej – znanej rasistki – której celem było znalezienie męża według klucza: "Mnie się przede wszystkim podobało, że to nie jest Polak. To mógł być Francuz albo Amerykanin, ale nie Polak". No i ślub miała w Izraelu. Ma twarz Kuby Wojewódzkiego, znanego pajaca no i oczywiście moich ulubieńców: twarze Mai Ostaszewskiej i Michała Szczerby. Zwłaszcza fotogeniczność Szczerby mówi wiele w kontekście tej wystawy.

Dlatego apeluję o stonowanie nastrojów. Uważam, że gówno – czyje by nie było – nie powinno być przemiotem publicznej dyskusji

#polityka #polska #patologia #sztuka #feminizm