Nieekologiczne wiatraki

Data: 07.02.2020 17:20

Autor: ziemianin

bloomberg.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wiatraki #energia #Bloomberg

Dobrze poinformowany Bloomberg donosi że zużyte turbiny wiatrowe nie poddają się recyklingowi.

Łopaty tnie się na 2 części i … zakopuje w ziemi. Łopata z włókna szklanego jest bardzo trwała i jej rozkład naturze zajmie miliony lat ! Mogą być bardziej szkodliwe niż odpady radioaktywne z elektrowni jądrowych.

Nieekologiczne wiatraki

Milionowe koszty wypłaty rekompensat, czyli: Dlaczego socjalizm PiS-u doprowadzi do katastrofy

Data: 13.01.2020 19:21

Autor: ziemianin

bankier.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #prad #energia #polska #pis #polityka #cenapradu #rekompensatazaprad

Podwyżki cen prądu dla mieszkańców Polski serwowane przez państwowe spółki energetyczne nasza władza chce rekompensować wypłatami finansowanymi przez mieszkańców Polski, których realizacja (ktoś będzie musiał zbierać wnioski, ktoś inny je weryfikować, a jeszcze ktoś inny wydawać decyzje) będzie kosztowała wiele milionów złotych. Proste i logiczne rozwiązanie, prawda? Czego nie rozumiecie? Od razu widać, że musiało się ono narodzić w głowie jakiegoś socjalisty, który myśli, że Polaków da się urobić "propagandą sukcesu" sączącą się z rządowej TV.

Milionowe koszty wypłaty rekompensat, czyli: Dlaczego socjalizm PiS-u doprowadzi do katastrofy

Państwowe firmy energetyczne, które większość energii wytwarzają z coraz bardziej kosztogennego węgla, zażądały pod koniec ubiegłego roku istotnych podwyżek cen prądu dla odbiorców indywidualnych. Podobno w grę wchodziły wzrosty nawet o kilkadziesiąt procent. Ostatecznie Urząd Regulacji Energetyki (URE) zgodził się na podwyżki taryf rządu 10 – 12 proc. W efekcie przeciętne gospodarstwo domowe w 2020 roku zapłaci w rachunkach za prąd o 100 – 120 zł więcej.

Czy to dużo? Obiektywnie patrząc – nie. Wszak w ciągu ostatnich lat ceny prądu dla odbiorców indywidualnych w Polsce stały raczej w miejscu i należały do jednych z najniższych w całej Europie. Jest to swego rodzaju fenomen, gdy spojrzymy przez pryzmat tego, że większość polskich elektrowni jest opalana węglem (który z roku na rok generuje coraz większe koszty), a zapotrzebowanie na prąd jest w Polsce tak duże, iż trzeba go ciągle importować z zagranicy.

Coraz bardziej socjalistyczny rząd Mateusza Morawieckiego przestraszył się jednak "społecznej reakcji" na żądania spółek energetycznych i wymyślił, że zrekompensuje podwyżki cen energii. W ruch poszła narracja, że "władza PiS nie pozwoli, aby zwykli ludzie płacili więcej niż do tej pory". O tym jednak jak dokładnie będzie przebiegał cały proces rekompensowania podwyżek i skąd rządzący wezmą na to pieniądze, było jednak cicho. Dlaczego? Diabeł tkwi bowiem w szczegółach. Gdy przygotowaną przez Ministerstwo Aktywów Państwowych propozycję wypłaty rekompensat rozłożymy na czynniki pierwsze, to okaże się, że będzie ona sponsorowana przez samych podatników. To płacący wyższe rachunki za prąd mieszkańcy Polski złożą się (poprzez płacone podatki) na rekompensaty za wyższe rachunki za prąd. Tworzy się obieg zamknięty, któremu rządzący nami politycy nadają wymiar zbawiennej rekompensaty.

Pół biedy, gdyby cały proces "rekompensowania" przebiegał bez dodatkowych kosztów. Niestety wiele wskazuje na to, że "przy okazji" powstanie nie lada wyzwanie administracyjne. Wszak ktoś będzie musiał wnioski o rekompensatę zbierać, ktoś inny będzie musiał je weryfikować i sprawdzać, czy po rekompensatę nie zgłasza się zbyt bogaty człowiek, albo czy przypadkiem nie dochodzi do próby wyłudzenia pieniędzy od państwa. Na końcu zaś ktoś inny będzie wydawał decyzje. W efekcie powstanie nowa urzędniczo-administracyjna machina, której koszty trudno dziś oszacować. Z pewnością będą one liczone w milionach złotych.

Socjalizm sam wymyśla sobie problemy, które potem dzielnie stara się rozwiązać. Taki już urok tego ustroju. Szkoda tylko, że cała ta zabawa generuje nikomu nie potrzebne koszty, za które musi płacić zwykły Kowalski…

Rosja wstrzymała dostawy ropy na Białoruś

Data: 06.01.2020 13:49

Autor: ziemianin

naviny.by

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #energia #ropanaftowa #rosja #bialorus #Lukaszenka #putin

Od 1 stycznia na Białoruś przestała płynąć ropa z Rosji, dlatego białoruski koncern Biełnaftachim szuka obecnie możliwości podpisania alternatywnych umów na dostawę surowca. Ma to przede wszystkim związek z negocjacjami na temat pogłębienia integracji politycznej i gospodarczej obu państw, na co zdaniem opozycyjnych białoruskich mediów nie zgadza się prezydent Aleksander Łukaszenka.

Rosja wstrzymała dostawy ropy na Białoruś

Przerwę w dostawach ropy naftowej można było przewidzieć, zważywszy na wydarzenia z końcówki ubiegłego roku. Łukaszenka przeprowadził wówczas dwie rozmowy telefoniczne ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, Władimirem Putinem, po których spotkał się z kierownictwem białoruskiego przemysłu petrochemicznego. Miał on zobowiązać jego szefów do jak najszybszego podpisania nowych umów, a także do poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw.

Dzisiaj Biełnaftachim poinformował, że w Nowy Rok na Białoruś przestała płynąć ropa z Rosji. Obecnie rafinerie w Mozyrzu i Nowopołocku mają pracować na najniższym możliwym poziomie technicznym, czyli wykorzystują zgromadzone wcześniej i jednocześnie niewielkie zapasy tego surowca. Jednocześnie białoruski koncern twierdzi, że prowadzi rozmowy na temat nowych umów dotyczących dostaw tego surowca, także z innych kierunków niż Rosja.

Kwestia dostaw ropy naftowej była jednym z punktów spornych w białorusko-rosyjskich negocjacjach o pogłębieniu integracji w ramach Związku Białorusi i Rosji. Oba państwa nie mogły dojść do porozumienia w sprawie jego cen, białoruskich zysków z tranzytu surowca do Europy Zachodniej czy też rekompensat za rosyjskie manewry podatkowe, powodujące wzrost ceny ropy na Białorusi.

Zdaniem niezależnych białoruskich ekonomistów, komentujących obecne relacje Mińska z Moskwą dla opozycyjnego portalu Naviny.by, Łukaszenka po prostu nie zgodził się na warunki pogłębienia integracji gospodarczej. Ich zdaniem mało prawdopodobne jest, aby białoruskie władze wykazały wolę polityczną do podzielenia się białoruską suwerennością gospodarczą z rosyjskim sąsiadem.

Chiny stworzyły sztuczne słońce, które może być tanim źródłem energii

Data: 26.12.2019 13:19

Autor: ziemianin

futurism.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiat #chiny #energia #slonce

Naukowcy z Chin budują urządzenie do syntezy jądrowej i wszystko idzie tak sprawnie, że prawdopodobnie prace zakończą się jeszcze przed końcem roku. Tokamak HL-2M może okazać się przełomowym i tanim źródłem energii.

Chiny stworzyły sztuczne słońce, które może być tanim źródłem energii

Sztuczne Słońce z Chin

Przez wiele lat naukowcy starali się opracować sposób na wykorzystanie energii syntezy jądrowej. Dotychczas nie wynaleziono jednak metody opłacalnego wytwarzania takiej energii. Nie odkryto też recepty na utrzymanie stabilności ekstremalnie gorącej plazmy, przez co nie można było przeprowadzić fuzji.

Chiński Tokamak może pomóc w tym zadaniu, albo przynajmniej dostarczyć badaczom niezbędnych wytycznych. Urządzenie ma osiągać temperaturę ponad 200 milionów stopni Celsjusza, czyli prawie 13 razy więcej niż jądro Słońca. Może być pierwszą maszyną zdolną wytwarzać więcej energii jądrowej niż sama musi zużyć do jej wytworzenia.

Projekt ma kluczowe znaczenie i jeśli odniesie sukces, naukowcy będą o krok od otrzymania źródła czystej, nieograniczonej i taniej energii. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, urządzenie zostanie uruchomione w 2020 roku. Warto czekać na pomyślne rezultaty, choć minie jeszcze sporo czasu nim pojawią się elektrownie fuzji jądrowej.

Przydomowa fotowoltaika na topie

Data: 11.12.2019 22:50

Autor: ziemianin

domowasfera.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #prad #fotowoltaika #energia

65 mln zł wypłacono i zatwierdzono do przekazania dotacji, 13,5 tys. dofinansowanych instalacji PV przez 100 dni trwania programu ,,Mój Prąd’’. Pierwszy nabór wniosków w programie „Mój Prąd” trwa do 20 grudnia 2019 r.

Przydomowa fotowoltaika na topie

Wychodząc naprzeciw ogromnemu zainteresowaniu fotowoltaiką prosumencką Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej planuje 13 stycznia 2020 roku uruchomić druga edycję programu. Do wykorzystania jest jeszcze ponad 90% z miliardowego budżetu programu.

– W odpowiedzi na lawinowo rosnące zapotrzebowanie na przydomową fotowoltaikę, 13 stycznia 2020 r. rozpoczynamy drugi nabór, w którym podtrzymujemy dofinansowanie instalacji PV do 50 proc. kosztów kwalifikowanych, nie więcej niż 5 tys. zł na jedno przedsięwzięcie . Dofinansowanie można łączyć z tzw. ulgą termomodernizacyjną, ale koszty przedstawione do rozliczenia muszą być pomniejszone o otrzymaną dotację. Wnioski w drugim naborze będzie można składać do 18 grudnia 2020 roku

– mówi Piotr Woźny, prezes zarządu NFOŚiGW.

„Mój Prąd” to jeden z największych w Europie programów finansowania mikroinstalacji fotowoltaicznych dla osób fizycznych, które wytwarzają energię elektryczną na własne potrzeby. Warunkiem skorzystania z programu jest umowa kompleksowa regulująca kwestie związane z wprowadzeniem do sieci energii elektrycznej z wytworzonej mikroinstalacji. Budżet „Mojego Prądu” wynosi aż miliard złotych, które NFOŚiGW – w porozumieniu z wcześniejszymi Ministerstwami Energii i Środowiska, a obecnie Ministerstwem Aktywów Państwowych – planuje zainwestować w rozwój przydomowych źródeł energii odnawialnej. Te pieniądze pozwolą na dofinansowanie nawet 200 tys. instalacji, które mogą wygenerować ok. 1 TWh zielonej energii.

– Szczegóły programu dostępne są na stronie http://nfosigw.gov.pl/moj-prad/. Informacji o nim udzielają też doradcy energetyczni NFOŚiGW, do których kontakty można znaleźć na stronie https://doradztwo-energetyczne.gov.pl/. Dodatkowo działa infolinia (tel. 22 45 95 990), gdzie można sprawdzić m.in. status swojego wniosku

– informuje Biuro Prasowe NFOŚiGW.

Zamiast atomu będzie elektrownia zasilana gazem z Niemiec? PiS czy PO, a robią dokładnie to samo

Data: 05.12.2019 20:40

Autor: ziemianin

biznes.pap.pl

#ccodziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #biznes #polityka #polska #niemcy #pge #elektrownia #energia #niewygodneinfo

Kontrolowana przez rząd największa firma energetyczna w kraju (PGE), właśnie oświadczyła, iż do 2030 roku planuje uruchomić pierwsze farmy offshore, rozwinąć program fotowoltaiki i zbudować elektrownię gazową w Dolnej Odrze (woj. zachodniopomorskie). Wszystko ma kosztować 13 mld euro (czyli jakieś 56 mld zł). Informacja o planach inwestycyjnych PGE zbiega się z wypadającą niebawem 10. rocznicą powołania do życia spółki PGE EJ1, która miała wybudować pierwszą polską elektrownie atomową, a do dziś nie wybrała nawet jej lokalizacji. Zmiana władzy z PO na PiS nic nie dała.

Zamiast atomu będzie elektrownia zasilana gazem z Niemiec? PiS czy PO, a robią dokładnie to samo

Kilka dni temu na łamach tego bloga opisywałem plany naszych zachodnich sąsiadów, które przewidują, iż Niemcy staną się europejskim hubem gazowym i głównym dystrybutorem rosyjskiego Gazpromu. Warunkiem koniecznym powodzenia tego planu jest niedopuszczenie do sytuacji, w której potencjalni nabywcy rosyjskiego gazu z kierunku zachodniego (czyli np. Polska) budują własne systemowe źródła mocy, gdzie energia będzie pochodziła z węgla lub atomu.

Jakub Wiech, ekspert z dziedziny energetyki, nie ma wątpliwości: – "Niemcy walczą z czystą energetyką jądrową w Europie, by w jej miejsce weszły jednostki opalane gazem – a tym paliwem handlować ma Berlin dzięki Nord Streamom. Nie ma to nic wspólnego z ochroną klimatu, ale dużo z niemieckim interesem".

Nie chce mówić, że na wieść o ogłoszeniu przez PGE planów budowy dużej elektrowni gazowej tuż przy granicy z Niemcami, u naszych sąsiadów (zarówno tych po zachodniej, jak i wschodniej stronie) strzeliły korki od szampana, ale nie mam wątpliwości, że nikt tam przeciwko takiej inwestycji protestować nie będzie. Chodzi bowiem o potencjalnie bardzo dużego odbiorcę gazu ziemnego, który – tu znowu kluczowe słowo – potencjalnie może być dostarczany z Rosji do Niemiec (poprzez Nord Stream), a dalej odsprzedawany do PGE. Na takiej transakcji zarobiliby zarówno Rosjanie, jak i Niemcy. To przede wszystkim w ich interesie leży, aby na terytorium Polski powstawały tego typu inwestycje. To w ich interesie jest również to, aby pierwsza polska elektrownia atomowa nie powstała nigdy, a nowe bloki węglowe, takie jak Ostrołęka C, były rząd porzucane (co podobno się właśnie dzieje – więcej info tutaj swoją drogą jeśli to prawda i rząd PiS rzeczywiście chce porzucić realizację elektrowni "Ostrołęka C" – którą miała budować amerykańska firma i teraz trzeba będzie płacić Amerykanom wielomilionowe odszkodowania za zerwanie kontraktu – to mamy do czynienia z gigantyczną aferą, do opisania na blogu w odrębnym artykule).

Ktoś powie, że do nowej elektrowni gazowej PGE w Dolnej Odrze będzie dostarczany norweski gaz z Baltic-Pipe. No i pewnie tak będzie, tylko najpierw wspomniany Baltic-Pipe musi powstać. A póki co istnieje on tylko na papierze i taki stan może jeszcze trochę potrwać. Tymczasem Nord Stream 1 już działa, a budowa Nord Stream 2 zakończy się najdalej w drugiej połowie przyszłego roku.

Powtórzę zatem raz jeszcze – decyzja o budowie dużej elektrowni gazowej przy granicy z Niemcami będzie pozytywnie odbierana w Berlinie (i pośrednio w Moskwie). Wątpię, aby ktokolwiek po niemieckiej stronie chciał zablokować tę inwestycję, tak jak zablokowano polską inwestycję w atom, kiedy to w 2011 roku nasi zachodni sąsiedzi oraz działające tam organizacje ekologiczne wysłały do Komisji Europejskiej w tej sprawie specjalny list protestacyjny, a rząd Tuska otrzymał aż 20 tys. indywidualnych niemieckich zastrzeżeń dotyczących polskiego programu jądrowego.

Offshore, fotowoltaika i elektrownia gazowa będą kosztowały PGE ok. 13 mld euro

Data: 09.11.2019 10:06

Autor: Alojz

W Niemczech firma Enercon, produkujące elektrownie wiatrowe, ogłosiła masowe zwolniea pracowników. Między innymi w Magdeburgu, straci pracę 1500 osób. Firma wyprodukowała 17 000 z 29 000 elektrowni wiatrowych stojących w Niemczech.Rocznie produkowali około 700 elektrowni wiatrowych a w tym tylko 65.

A kto jest winny za taki stan rzeczy,według firmy? Oczywiście polityka.

#wszystkooniemczech

#energia #energiawiatrowa #prad #praca

Data: 05.11.2019 20:28

Autor: Ijon_Tichy

W Polsce wymienione będą stare, drewniane podkłady kolejowe z trakcji o łącznej długości około 9 tys. km. Daje to około 270 tysięcy ton drewnianych podkładów kolejowych!

Podkłady kolejowe są jednak odpadem toksycznym, silnie trującym, który należy traktować jako produkt do specjalnej utylizacji. Polskę czeka więc dodatkowy, gigantyczny wydatek finansowy na poczet nieszkodliwego dla środowiska pozbycia się tych odpadów… Przy okazji dochodzi do nielegalnego handlu tymi odpadami. Ludzie palą tym w piecach! >:(

#energia #kolej #pieniadze #srodowisko #ekologia #ciekawostka

Wielka Brytania inwestuje w kopalnie węgla! Ekolodzy domagają się dekarbonizacji Polski...

Data: 05.11.2019 00:14

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wegiel #wielkabrytania #kopalnia #energetyka #kopalniawegla #energia

Największym grzechem polskiego węgla jest to, że jest on polski. Tym bardziej węgla koksującego, z którego produkowana jest stal, gdzie polskie JSW jest europejskim liderem. Dlatego pronimieckie i generalnie prozachodnie siły polityczne (np. Wiosna) i pozarządowe (tzw. pseudoekolodzy) utworzyli front jedności zwalczający polskie kopalnie. Tymczasem węgiel w Europie ma się dobrze, a w Wielkiej Brytanii wraca po wielu latach!

Wielka Brytania inwestuje w kopalnie węgla! Ekolodzy domagają się dekarbonizacji Polski…

"Firma West Cumbria Mining zamierza otworzyć pierwszą od kilkudziesięciu lat nową kopalnię węgla. Rząd dał zielone światło inwestycji, mimo ostrego sprzeciwu ekologów"

– czytamy na money.pl

Nowa kopalnia ma powstać Whitehaven na północy Anglii. Zostanie zbudowana tuż obok kopalni Haig Colliery, która została zamknięta w połowie lat 80. Pracę w nowej kopalni ma znaleźć nawet 500 osób.

"Lokalne władze zgodziły się na inwestycje już w marcu, ale pomysł budowy kopalni spotkał się z ostrą krytyką ekologów i części mieszkańców regionu. Sprawa trafiła więc do brytyjskiego rządu, który mógł zahamować inwestycje. Jednak ostatecznie tego nie zrobił, co oznacza, że nie ma już żadnych przeszkód, by ruszyć z budową"

– informuje serwis ekonomiczny.

W Wielkiej Brytanii, co pokazuje Brexit, politycy robią co uważają za słuszne. Tymczasem w polskich mediach pełno takich nagłówków jak ten: "Timmermans na przesłuchaniu w PE: "Polska musi odejść od węgla""… Brytyjczykom możemy tylko pozazdrościć suwerenności!

Data: 15.10.2019 17:44

Autor: Alojz

Mamy rok 2017, nad Niemcami pojawiły się ciężkie chmury, brak wiatru.

Zapotrzebowania na energię wzrasta w Niemczech na 83 Gigawatów.

Wiatraki w całych Niemczech dostarczają jedynie 1 Gigawat energii. W południe dochodzi trochę energii ze słońca, w sumie ekologiczny prąd podskakuje na 3 Gigawatów.Niemcy są zmuszone produkować ponad 90% prądu z gazu , węgla i atoma.

Sytuacja trwała miedź 16 stycznia i 26 stycznia.

Coś o przesiadce na " zielona " energię w Niemczech, w liczbach.Czyli ile Niemcy kosztuje i kosztować będzie przesiadka z węgla,atomu na wiatr,słońce i energię z wody

Między 2000-2015 rokiem 150 miliardów euro, a do roku 2025 , 520 miliardów euro.

A prąd w Niemczech jest najdroższy w Europie.A dziś, prasa pisze że w przyszłym roku ma cena prądu wzrosnąć o co najmniej 5%


#wszystkooniemczech mój tag o Niemczech


#prad #energia #ekologia #pieniadze

Praworządność powiadacie? Oto jak KE zgwałciła zasadę solidarności energetycznej, by . . .

Data: 23.09.2019 23:14

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ue #uniaeuropejska #niemcy #rosja #energia

Dwa tygodnie temu Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) wydał korzystny dla Polski, a niekorzystny dla Niemiec i Rosji wyrok, który uchylał decyzję Komisji Europejskiej w/s gazociągu OPAL. O co chodziło? Otóż w 2016 roku brukselscy eurokraci zgwałcili wynikającą z Traktatu o UE zasadę solidarności energetycznej i zgodzili się na to, aby rosyjski Gazprom wykorzystywał niemiecki gazociąg OPAL w sposób zagrażający interesom państw Europy Wschodniej. TSUE uwalił tę decyzje Brukseli jako nielegalną. Niemcy chcą się jednak odwołać. W imię kasy i wspólnych interesów z Rosją.

Praworządność powiadacie? Oto jak KE zgwałciła zasadę solidarności energetycznej, by Niemcom i Rosji było dobrze

Artykuł 194 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej reguluje politykę Unii Europejskiej w dziedzinie energetyki. Z jego treści można wyinterpretować kluczową dla tej dziedziny zasadę solidarności energetycznej, która winna mieć zastosowanie w przypadku funkcjonowania europejskiego rynku energii, jak i w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa dostaw energii w UE.

To właśnie na wspomniany powyżej artykuł powołała się Polska (oraz Litwa i Łotwa), kiedy wniosła do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) skargę na decyzję Komisji Europejskiej z 28 października 2016 r., która umożliwiała większe wykorzystanie przepustowości niemieckiego gazociągu OPAL przez rosyjski Gazprom.

Przypomnijmy – OPAL to ulokowany wzdłuż granicy polsko-niemieckiej gazociąg, biegnący od miejscowości Greifswald w północno-wschodnich Niemczech do miejscowości Brandov znajdującej się na granicy niemiecko-czeskiej. Istnienie tego gazociągu ma sens tylko wtedy, gdy będzie on traktowany jako lądowe wydłużenie gazociągu Nord Stream. Z tego powodu Rosjanie (dla których Nord Stream to projekt polityczno-biznesowy) i Niemcy (dla których Nord Stream to projekt biznesowy) chcieli wykorzystywać OPAL na 100 proc. możliwości. Taki jednak scenariusz powoduje, że znaczenie tracą kraje Europy Środkowo-Wschodniej, przez które do tej pory transferowano na Zachód rosyjski gaz. Przede wszystkim Ukraina, Słowacja oraz Polska.

Niemcy (wraz ze swoimi partnerami z Gazpromu) wnieśli do Komisji Europejskiej o zgodę na maksymalne wykorzystanie możliwości transferowych gazociągu OPAL. Bruksela, nie patrząc na postanowienia artykułu 194 Traktatu o funkcjonowaniu UE, w 2016 roku taką zgodę wydała. W efekcie Rosjanie i Niemcy zwiększyli wolumeny transferu gazu przez OPAL o ok. 12,8 mld m3 rocznie (jego rynkowa wartość to około 2,0 – 2,5 mld USD).

Polska wielokrotnie wskazywała, że budowa gazociągu Nord Stream (oraz jego lądowych odnóg) może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa dostaw błękitnego paliwa dla rejonu Europy Środkowo-Wschodniej. Złamanie przez Komisję Europejską traktatowej zasady solidarności energetycznej musiało wywołać reakcję. Polska niemal natychmiast zaskarżyła decyzję Komisji Europejskiej do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE). Dwa tygodnie temu TSUE wydał werdykt, w którym podzielił obawy Polski i orzekł, iż Komisja Europejska w 2016 roku nie zastosowała się do przepisów traktatowych. Zdaniem TSUE eurokraci z Brukseli nie zbadali wpływu zwiększenia wykorzystania przepustowości gazociągu OPAL na sytuację państw trzecich, w tym Polski, i skutków przekierowania na trasę Nord Stream–OPAL części gazu przesyłanego wcześniej gazociągami Jamał i Braterstwo oraz nie wyważyła tych skutków z zyskami, jakie niósłby dla bezpieczeństwa dostaw gazu do UE wzrost wykorzystania gazociągu OPAL.

Wyrok TSUE wszedł w życie natychmiastowo. To oznacza, że Niemcy z Rosjanami musieli ograniczyć przesył gazu przez OPAL, tak aby w skali roku wolumen transferowanego tam gazu był niższy o 12,8 mld m3. Nasi sąsiedzi się jednak nie poddają. Berlin wywiera bowiem naciski na Komisję Europejską, aby ta odwołała się od wyroku TSUE. Taka jednak decyzja wymagałaby konsensusu na poziomie komisarzy, a o to może być trudno. Alternatywą jest złożenie przez Niemcy do Komisji Europejskiej nowego wniosku w sprawie zwiększenia wykorzystania możliwości gazociągu OPAL. I ten scenariusz jest obecnie najbardziej prawdopodobny. Niemcy nie odpuszczą, bowiem maksymalizacja transferu gazu przez ich terytorium to wymierne korzyści liczone w miliardach euro. A co z praworządnością? Co ze wspólnotową zasadą solidarności energetycznej? Gdy chodzi o dodatkową kasę dla Berlina, one niestety muszą odejść na drugi plan…

Data: 08.04.2019 22:34

Autor: Alojz

W piątki dzieci demonstuja w Niemczech pod hasłem"Fridays for Future" chodzi oczywiście o ziemię i CO2.

Kiedys mieliśmy umrzeć z powodu dziury ozonowej a jeszcze wcześniej z powodu kwaśnych deszczów , teraz CO2.

Jeden z punktów jaki mają to "Do roku 2035 roku, 100% energii z odnawialnych źródeł energii " Ręce opadają .

Przykład , w zeszłym roku w styczniu byl jeden dzień,gdzie nad całymi Niemczech były chmury i zero wiatru, Niemcy nazywają taki dzień "Dunkelflaute"

Wiecie ile wtedy produkowały odnawialne źródła energii prądu ? 5%

Resztę Niemcy trzaskali z atomu i węgla.

Tu artykuł o tym

https://rp-online.de/wirtschaft/unternehmen/deutsches-stromnetz-schrammt-am-blackout-vorbei_aid-19315473

A jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda każdego dnia udział " zielonej energii * w Niemczech, to można to zobaczyć na tej stronce

Tu przykład styczeń 2019, widać jak udział tej energii jest niestabilny.Co Niemcy zrobią jak do 2035 zrezygnują i z węgla i z atomu ?

https://www.energy-charts.de/ren_share_de.htm?source=ren-share&period=daily&year=2019&month=1

#wszystkooniemczech #energia #prad #ekologia