#media Publicystka „New York Timesa” odchodzi. Powodem polityczna poprawność

Data: 19.07.2020 18:31

Autor: ziemianin

nytimes.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #absurdypolitycznejpoprawnosci #cenzura #dziennikarze #massmedia #media #politycznapoprawnosc #stanyzjednoczone #usa #zagranicznemedia

Dotychczasowa publicystka amerykańskiego dziennika „The New York Times”, Bari Weiss, ogłosiła swoje odejście z jednej z najważniejszych gazet na świecie. Swoją rezygnację z pracy uzasadnia szalejącą polityczną poprawnością, prowadzącą do publikowania treści nie zmuszających czytelników do myślenia. Przykładem mają być choćby produkowane taśmowo teksty udowadniające szkodliwość prezydentury Donalda Trumpa.

#media Publicystka „New York Timesa” odchodzi. Powodem polityczna poprawność

Weiss, będąca jednym z czołowych dziennikarzy działu opinii we wspomnianym dzienniku, zrezygnowała z pracy na początku tego tygodnia. Po kilku dniach na swojej stronie internetowej wydała specjalne oświadczenie, tłumaczące jego decyzję o odejściu z gazety. Publicystka podkreśliła, że obecnie treść artykułów redakcyjnych determinuje „myślenie grupowe na Twitterze”. Mają więc one zadowalać wąską grupę czytelników, zamiast informowania bardziej otwartych na świat odbiorców, którzy mogliby sami wyciągać własne wnioski.

Wolna wymiana myśli, która zdaniem Weiss powinna stanowić „siłę napędową liberalnego społeczeństwa”, jest więc coraz częściej ograniczana. Z tego powodu coraz bardziej zawężane są granice tego, co można powiedzieć bez obawiania się o odwet. Pisarze, artyści i dziennikarze są więc cenzurowani, bo obawiają się o swoją pozycję ekonomiczną w związku z ewentualnymi atakami na wyrażone przez nich opinie.

„Po co redagować coś stanowiącego wyzwanie dla naszych czytelników lub pisać coś odważnego tylko po to, by przechodzić przez drętwy proces czynienia tego ideologicznie koszernym, jeśli możemy zapewnić sobie bezpieczeństwo pracy (i kliknięcia) publikując 4-tysięczny artykuł publicystyczny uzasadniający, że Donald Trump stanowi wyjątkowe zagrożenie dla kraju i świata” – napisała dziennikarka.

Szwecja: Dziennikarz zwolniony za krytykę imigracji

Data: 07.06.2020 19:36

Autor: ziemianin

friatider.se

#dziennikarze #imigracja #imigracjaweuropie #imigranci #imigranciweuropie #lewica #liberalizm #media #stanyzjednoczone #szwecja #usa #zagranicznemedia #zamieszki #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

Publicysta Mats Skogkär został odsunięty od redakcji szwedzkiego dziennika „Sydsvenskan”, bo na swoim koncie na Twitterze skrytykował imigrację oraz zamieszki w Stanach Zjednoczonych. Wydawca uznał, że w ten sposób zaprzeczył on „niezależnie liberalnej” linii gazety, choć według samego dziennikarza jego wpis mieści się w szeroko pojmowanych kategoriach wolności słowa.

Szwecja: Dziennikarz zwolniony za krytykę imigracji

Skogkär napisał na Twitterze o „seksualnym podnieceniu lewicy w związku z zamieszkami w Stanach Zjednoczonych”, które jak zauważa polegają przede wszystkim na grabieżach, pożarach i używaniu przemocy. Według publicysty na tym przykładzie można zrozumieć, że lewica w Szwecji „zamierza stworzyć podobne warunki poprzez imigrację, wraz z imigrancką, zdyscyplinowaną i segregowaną podklasą”.

Wydawca gazety „Sydsvenskan” uznał te słowa za przekroczenie dopuszczalnych granic w jego niezależnej, liberalnej gazecie. Z tego powodu Skogkär został odsunięty od pisania artykułów, tak więc przeniesiono go na inne stanowisko w ramach medialnej Grupy Bonnier.

Sam dziennikarz nie zamierza jednak zgadzać się na zmianę charakteru jego pracy. Skogkär uważa, że jego wpis na Twitterze mieści się w dopuszczalnych granicach wolności słowa w Szwecji, a to właśnie tę wartość Grupa Bonnier ma mieć wypisaną na swoich sztandarach. Przypomniał on dodatkowo, iż przez lata swojej pracy sam pisał we wspomnianym dzienniku o konieczności uszanowania wolności nawet w przypadku głupich czy obraźliwych wypowiedzi.

W Senacie o Trójce. Komisja chce dymisji kierownictwa

Data: 22.05.2020 20:07

Autor: ziemianin

rp.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #radio #polskieradio #trojka #lp3 #listaprzebojowtrojki #dziennikarze #senat #media

W Senacie odczytano listę blisko 50 dziennikarzy, którzy od 2016 r. zostali zmuszeni do odejścia z Trójki.

To m.in. Artur Andrus, Piotr Kaczkowski, Marcin Kydryński, Wojciech Mann, Michał Nogaś, Artur Orzech, Dariusz Rosiak, Jerzy Sosnowski, Wojciech Zimiński, Marek Niedźwiedzki, Agnieszka Szydłowska, Anna Gacek, Piotr Stelmach.

– To jak apel poległych – powiedział Bartosz Gil, asystent Marka Niedźwieckiego, który ujawnił esemesy dyrektora Trójki.

W Senacie o Trójce. Komisja chce dymisji kierownictwa

Senacka Komisja Kultury domaga się dymisji prezes Polskiego Radia i dyrektora Trójki.

– Esemes o treści „Zróbcie coś z tym Kazikiem" w sprawie piosenki „Twój ból jest lepszy niż mój" nie był pierwszym, jakim instruował dziennikarzy Tomasz Kowalczewski – wyjawił w senacie dziennikarz Ernest Zozuń i podkreślił, że słuchalność Trójki zaczęła spadać z 8 procent po pierwszych politycznych zwolnieniach. – Kiedy powstawał program o kondycji seniorów „Czy wesołe jest życie staruszka?", Kowalczewski pisał: „O babciach ma być miło. I nie mówcie o zadłużeniu (…). Nie zgadzają się na takie ujęcie Dnia Babci". Jako szef Informacyjnej Agencji Radiowej instruował, że w audycjach głosy członków rządu i przedstawicieli Kancelarii Prezydenta mają być liczone jako niepartyjne.

– Media publiczne doszły do ściany – mówił Bogdan Borusewicz i pytał o udział w sprawie Krzysztofa Czabańskiego, szefa Rady Mediów Narodowych.

Wylane mleko

– To co się stało z Trójką, pokazuje, co się dzieje z Polską – mówił senator Marcin Bosacki. – Panie dyrektorze, pana esemes przejdzie do historii mediów na równi z instrukcją SB o tym, by minimalizować znaczenie piosenki „Mniej niż zero" po śmierci Grzegorza Przemyka. Poseł Tomasz Zimoch pytał: – Dlaczego kłamałeś, że piosenka Kazika weszła do notowania nieprawidłowo spoza listy?

Agnieszka Szydłowska stwierdziła: – Dziękuję życiu, że dowiedziałam się wreszcie, co to są komunistyczne złogi!

Tomasz Kowalczewski odpowiadał: – Występowały napięcia między zespołem Listy Przebojów a zespołem informatyków portalu, raz system głosowania działał lepiej, raz gorzej. Pytałem o to redaktora Niedźwieckiego, słyszałem że jest lepiej, że jest OK, że nie chcą mi zawracać głowy.

– Wiemy, że dochodziło do ręcznych manipulacji – mówiła prezes Agnieszka Kamińska. – To nie jest oskarżenie, to fakt. Chcę się z państwem spotkać i sprawę wyjaśnić. Nikt państwa nie oskarżył. Bardzo proszę dać nam szansę na wyjaśnienie, żeby kontrola mogła z państwem porozmawiać, co się dzieje, byśmy mogli się zapoznać.

– Pani prezes, miała pani okazję rozmawiać z pracownikami – mówił senator Barbara Zdrojewska. – Nie skorzystała pani z tego. Oskarżyła pani pracowników. Z jakiej pozycji chce pani rozmawiać z Markiem Niedźwieckim i Wojciechem Mannem? To są legendy Trójki. Oni poświęcili tej firmie całe swoje życie. Pani teraz chce porozmawiać? Mleko się wylało.

– Wielokrotnie pytałem panią prezes o zwolnionych dziennikarzy – mówił Jan Ordyński, wiceszef Rady Programowej Polskiego Radia. – Pytała mnie pani butnie, co mnie to obchodzi, mówiła pani, że nie ma o czym rozmawiać, a zwalnialiście laureatów Złotego Mikrofonu.

Nocne esemesy

Przez całe posiedzenie komisji wracało pytanie, czy dyrektor Kowalczewski działał pod wpływem polityków i przełożonych. Wielokrotnie starał się nie odpowiedzieć. Tak jak na pytanie, dlaczego – jeśli problemy związane z liczeniem głosów były mu znane – zadziałał dopiero po zwycięstwie Kazika.

– Nie, nie rozmawiałem z Krzysztofem… z panem Krzysztofem Czabańskim, przewodniczącym Rady Mediów Narodowych – mówił rwanymi frazami dyrektor. – Dostałem 15 maja informację, że coś jest nie tak z notowaniem… Przychodziły jakieś kolejne rzeczy… i zdecydowałem, że notowanie najlepiej unieważnić i dojść do prawdy, co się tak naprawdę stało.

– Jak to się dzieje, że o godzinie 2.58 w nocy wysyła pan esemesy o treści, by dopilnować, by piosenka nie była na antenie? – pytała senator Zdrojewska. – Pytania padły dziesięciokrotnie, pan dyrektor nie jest głuchy, mamy nadzieje, że odpowie!

– Kto powołał na dyrektora Trójki człowieka, który nie rozumie pytania „Kto?" – pytał Michał Nogaś.

Był moment, gdy mogło się wydawać, że dyrektor Trójki zamierza coś powiedzieć. Jego dłuższy namysł prezes Kamińska przerwała. Powiedziała, że jako dziennikarz musi chronić swoje źródła.

– Nic mi nie wiadomo o żadnych ingerencjach w decyzje pana dyrektora – dodała.

– A mi też nie wiadomo, żeby ktoś na mnie wpływał – dodał Kowalczewski.

Niepokój wyborców

Odpowiedzią na pytanie, czy ktoś poprowadzi piątkową Listę Przebojów, jest to, że po raz pierwszy w historii Trójki od stanu wojennego w czwartek nie znalazł się nikt chętny, by poprowadzić popołudniowe „Zapraszamy do Trójki". Nadawano tylko piosenki.

W PiS zaczyna wzrastać niepokój o stabilność sondaży, ponieważ nawet wyborcy rządzącej partii nie akceptują sytuacji w Trójce. Według Instytutu Monitorowania Mediów piosenka Kazika jest tematem nr 1, a wzmiankowano ją we wszystkich typach mediów ponad 4,5 tys. razy. To promocja warta 16,5 mln zł. W YouTube jest już 9 mln wyświetleń. News trafił już do największych światowych mediów.

Mówi się, że zaplanowano spotkanie na Nowogrodzkiej. Problem polega na tym, że prezes PiS Trójki nigdy nie lubił, a teraz musiałby decydować w sprawie piosenki, której jest negatywnym bohaterem. To kwadratura koła.

Piotr Baron nie poprowadzi Listy Przebojów. „Trójka jest niszczona"

Data: 20.05.2020 17:30

Autor: ziemianin

dziennikzachodni.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #lp3 #listatrojki #polskieradio #listaprzebojowtrojki #kultura #dziennikarze #piotrbaron

– Jeszcze nie podjąłem decyzji, ale na dziś, na tę godzinę, właściwie wszystko wskazuje, że przestanę pracować w Programie Trzecim. Co z trudem przechodzi mi przez usta. Jedno jest pewne, nie będę prowadził już żadnej Listy Przebojów „Trójki”, dopóki Marek Niedźwiecki i my wszyscy nie zostaniemy oficjalnie przeproszeni za ten stek kłamstw, które padły pod naszym adresem – powiedział nam Piotr Baron, jeden z legendarnych głosów radiowej "Trójki".

Piotr Baron nie poprowadzi Listy Przebojów. „Trójka jest niszczona"

Piotr Baron to pochodzący z Rudy Śląskiej dziennikarz i prezenter "Trójki", prowadzący Listę Przebojów Programu Trzeciego. Choć przynajmniej w tym ostatnim można mówić o czasie przeszłym.

W rozmowie z Dziennikiem Zachodnim Piotr Baron potwierdził, że nie będzie już prowadził "Trójkowej" Listy Przebojów .

– Dopóki Marek Niedźwiecki i my wszyscy nie zostaniemy oficjalnie przeproszeni za ten stek kłamstw, które padły pod naszym adresem. Lista w kształcie, w którym była, czyli Marek Niedźwiecki, ja i zespół Listy Przebojów, na razie nie istnieje – powiedział dziennikarz. 

Co z najbliższym piątkowym notowaniem?

– Byłem wezwany przez dyrektora wczoraj, ale tylko po to, by zapytać czy poprowadzę listę. Na co stanowczo odpowiedziałem: Nie – podkreślił Piotr Baron.

W tej chwili nikt nie wie, co dalej z tym programem.

– Będzie jakiś totalny chaos w piątek po godzinie 19.00. I jeśli znajdzie się ktoś, odważny „samobójca”, który siądzie wtedy przy mikrofonie, to po pierwsze szczerze mu współczuję. To niewyobrażalne, jak ten człowiek będzie miał trudną sytuację. Może też nie będzie listy, tylko jakiś inny program. Ale jeśli miałoby się wydarzyć coś, co byłoby karykaturalną próbą odbycia 1999 notowania, będzie to taki namacalny i bolesny dowód, że „Trójka” jest niszczona – dodał Piotr Baron.

Sądy udowadniają, dlaczego nie warto ich bronić

Data: 06.02.2020 14:28

Autor: ziemianin

dorzeczy.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nadzwyczajnakasta #sady #sedziowie #polska #kastabierzewlape #abw #dziennikarze #media #pedofilia #wymiarsprawiedliwosci

Tylko wczoraj dowiedzieliśmy się o dwóch decyzjach sądów wydających kontrowersyjne i jednocześnie skandaliczne wyroki. W pierwszym z procesów sędziowie postanowili złagodzić karę dla pedofila, który zgwałcił i zabił trzyletnie dziecko. W drugim skazany został z kolei były dziennikarz tygodnika „Wprost”, broniący w 2014 roku laptopa z informacjami na temat afery taśmowej, gdy chcieli go odebrać funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Sądy udowadniają, dlaczego nie warto ich bronić

Wspomniany pedofil usłyszał w ubiegłym roku wyrok 25 lat więzienia, ponieważ w październiku 2017 roku miał on najpierw zgwałcić, a następnie śmiertelnie pobić trzyletniego chłopca. Decyzję Sądu Okręgowego w Sieradzu postanowił zrewidować Sąd Apelacyjny w Łodzi, który zmniejszył karę z 25 do 15 lat pobytu w zakładzie karnym. Warto podkreślić, że pierwszy z wyroków był i tak łagodny – prokuratura domagała się bowiem dożywocia.

Sędzia Krzysztof Eichstaedt orzekł jednak, że wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu był zbyt łagodny dla pedofila. Według Eichstaedta śmierć chłopca była wynikiem pobicia ze skutkiem śmiertelnym, a nie zabójstwa z premedytacją. Kara 25 lat więzienia powinna być jego zdaniem zarezerwowana dla sprawców wyjątkowo okrutnych i brutalnych zbrodni, zaś ta nie miała do nich należeć. Warto zaznaczyć, że pedofilem był portugalski obywatel Seve V.

W poniedziałek wyrok usłyszał Michał Majewski, były już dziennikarz tygodnika „Wprost”. Postępowanie wobec niego było prowadzone w związku z akcją ABW z czerwca 2014 roku, gdy funkcjonariusze tej służby wtargnęli do redakcji pisma. Chcieli oni odebrać laptopa jego redaktorowi naczelnemu, Sylwestrowi Latkowskiemu, ponieważ miały się na nim znajdować informacje dotyczące tzw. afery taśmowej. Chodziło o słynne nagrania rozmów polityków Platformy Obywatelskiej i osób związanych z jej środowiskiem.

Majewski poinformował wczoraj, że będzie musiał zapłacić grzywny w wysokości 18 tys. złotych, natomiast 20 tys. wyda ówczesny wydawca pisma, Paweł M. Lisiecki. Sędzia Monika Tkaczyk-Turek z Sądu Rejonowego w Warszawie uznała ich winnych na podstawie art. 224 par. 2 Kodeksu karnego, który stanowi, że „podlega karze ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej”.

Zdaniem byłego dziennikarza cała sprawa była pierwszym przypadkiem tak jawnej ingerencji w życie mediów od 1989 roku. Według Majewskiego dziennikarze mają nie tylko prawo, ale przede wszystkim obowiązek ochrony swojego źródła informacji, dlatego ma on nadzieję na sprawiedliwy wyrok podczas apelacji.