Komisja Europejska chce wymusić łatwą wymianę baterii w smartfonach

Data: 27.02.2020 20:42

Autor: ziemianin

ithardware.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #komisjaeuropejska #smartfon #bateria #wymiana #telefon #serwis #naprawa

Komisja Europejska ma różne pomysły, a niektóre całkiem absurdalne, jednakże ta propozycja wydaje się mieć sens. Zmiany musiałyby się jednak kosztem rozmiarów urządzeń, a to nie koniecznie się wszystkim spodoba.

Komisja Europejska chce wymusić łatwą wymianę baterii w smartfonach

W ubiegłym miesiącu Parlament Europejski głosował za nowymi przepisami w celu stworzenia wspólnego standardu opłat dla producentów OEM w całej Unii Europejskiej. Chodziło o ograniczenie ilości odpadów elektronicznych i umożliwienie konsumentom dokonywania zrównoważonych wyborów. Aby osiągnąć ten cel, Parlament rzekomo przygotowuje się teraz do przedstawienia kolejnej propozycji dotyczącej wymiany baterii smartfonów, a konkretnie uproszczenia tej czynności. Najwyraźniej Komisja Europejska pracuje nad planem, który ułatwi użytkownikom smartfonów wymianę baterii. Niektórzy z pewnością pamiętają czasy, kiedy baterie telefonu można było w każdej chwili wyjąć, ale teraz nie można ich usunąć tradycyjnymi środkami, co wpływa na szybkość wymiany i naprawę urządzeń. Osoby bez zdolności manualnych, zmuszone są korzystać z serwisów w celu wymiany baterii lub kupują poprostu nowego smartfona.

Podobno brak procedur wymiany baterii w smartfonach jest jednym z powodów, dla których konsumenci wyrzucają swoje starsze urządzenia, gdy bateria się zużywa, zamiast wymieniać ogniwo. Zgodnie z ujawnionym projektem zmian, producenci będą musieli ułatwić konsumentom wymianę baterii nie tylko smartfonów, ale także tabletów i bezprzewodowych słuchawek dousznych. Podobnie jak w przypadku standaryzacji portów ładowania, chodzi tutaj o promowanie zrównoważonej produkcji, ponownego wykorzystania surowców i recyklingu. Dokument mówi także o bardziej przyjaznej dla środowiska produkcji baterii, ponieważ obecnie uważa się, że obecne metody nie są zbyt ekologiczne.

Oprócz dążenia do łatwych sposobów wymiany baterii w smartfonach, Komisja Europejska chce również, aby producenci ułatwiali dostęp do napraw i zapewniali dłuższe okresy gwarancji. Ponadto chce zniechęcić do złomowania starszych urządzeń, które nie otrzymują już aktualizacji oprogramowania. Rozważa się również stworzenie europejskiego systemu zbiórki starych smartfonów, ładowarek i tabletów. Podobno wniosek zostanie przedstawiony w przyszłym miesiącu przez wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa.

Władza chciała uciszyć youtubera (Maciej Podstawka) z “Bądź na bieżąco”?!

Data: 27.02.2020 19:01

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #bnb #badznabiezaco #maciejpodstawka #prawo #prokuratura #nadzwyczajnakasta #aresztowanie #Blog #blogerzy #represje

Sprawa sprzed 10 miesięcy ale warto obejrzeć.


Władza chciała uciszyć youtubera (Maciej Podstawka) z “Bądź na bieżąco”?!

Przez około dwa tygodnie na popularnym kanale “Bądź na bieżąco”, który tworzy na “YouTube” Maciej Podstawka, nie było aktualizacji, a potem zniknęło wiele filmów. Okazuje się, że autor i jego partnerka (żona?) Ania padli ofiarą prokuratury. Zatrzymano ich na 15 dni i próbowano przedłużyć aresztowanie na trzy miesiące!

Oficjalnie sprawa nie miała związku z jego działalnością na “You Tube”, na którym to kanale krytykował UE i rządy PiS-u. Zatrzymano ich formalnie z powodu prowadzenia kilka lat temu firmy, obecnie nie istniejącej. Wtedy oboje współpracowali z organami ścigania i udostępniali całą dokumentację firmy. Jego materiały na “YouTube” były światopoglądowo zbieżne z treściami “Wolnych Mediów”. Krytykował brak demokracji w UE, działania polskich władz, afery polityczne, wspominał o smugach chemicznych i dlaczego Żydzi nie lubią Polaków.

Oczywiście istnieje możliwość, że rzeczywiście złamali kiedyś prawo, ale dziwnym zbiegiem okoliczności do aresztowania doszło tuż po tym, jak zapowiedział serię materiałów niewygodnych dla władzy i opozycji, a dokładniej “Jarosław Kaczyński – Lista grzechów” i “Lista grzechów – Donald Tusk”. Przypadek czy po prostu znaleziono na youtubera haka?

Przeciwko Maciejowi Podstawce podjęto następujące kroki represji, które podaję za blogerką Aleksandrą z “Salonu 24”), a które potwierdzają, że chodziło o prześladowania niewygodnego dziennikarza obywatelskiego a nie o literę prawa:

“1. Zabieranie podejrzanym rzeczy nie mających związku ze sprawą.

  1. Wywiezienie dzieci „do sióstr zakonnych” (zapewne chodzi o jakiś sierociniec) oraz wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich. Oboje rodzice zostali tymczasowo aresztowani, czyli nawet jeszcze nie udowodniono im przestępstwa. Nawet skazanym (o ile powodem skazania nie jest znęcanie się nad dziećmi) nie odbiera się praw rodzicielskich. Nasuwa się pytanie czy groźba odebrania dzieci nie miała stanowić metody nacisku na zatrzymanych by zeznawali tak jak chce prokuratura.

  2. Metody przesłuchania. Youtuber nie chce za dużo na ten temat mówić (obawa przed dalszymi represjami), podaje jedynie informację, że były to metody znane z podręczników historii lub filmu o metodach przesłuchań na kanale „Polimaty”. Pan Maciej miał telefon do adwokata, natomiast pani Ania nie miała, przesłuchiwano ją bez adwokata.

  3. Maciej Podstawka chciał przekazać kody do kanału “You Tube” swojemu bratu (przez adwokata), tak by brat mógł prowadzić dalej kanał pod nieobecność autora. Prokurator odmówił bez podania przyczyny. To bardzo ważna poszlaka, sugerująca „drugie dno sprawy” (oficjalnie sprawa nie dotyczyła kanału “You Tube”).

  4. Umieszczenie osób podejrzanych o przestępstwo bez użycia przemocy z osobami oskarżonymi o usiłowanie gwałtu, usiłowanie zabójstwa czy (w przypadku Ani) o molestowanie nieletnich oraz osobą chorą psychicznie.

  5. Groźby ze strony oddziałowego, wypowiedziane w sytuacji, gdy Maciej Podstawka domagał się informacji o swoich prawach oraz doręczenia “Kodeksu karnego”. Pan Maciej otrzymał kodeks po tygodniu, ale oddziałowy stwierdził, że jak dalej będzie „tak truł d…” to go „na osobności weźmie”. „Na osobności”, to chodzi o miejsce, gdzie nie ma monitoringu i strażnicy mogą więźnia pobić, a później twierdzić, że się „samookaleczył” lub „spadł ze schodów”.

  6. Początkowe umieszczenie pani Ani w areszcie dla mężczyzn.

  7. Podarcie pani Ani notatek, które dokumentowały jej złe traktowanie w więzieniu. To już zniszczenie dowodu wykroczenia lub przestępstwa.

  8. Nie poinformowanie pani adwokat o terminie rozprawy apelacyjnej. Na szczęście dowiedziała się o niej przypadkiem, na 15 minut przed rozpoczęciem. Sąd uwzględnił zażalenie, a Maciej i Ania wrócili do domu.

  9. Brak sprostowania na stronie prokuratury, informującej o sprawie aresztowania.”

Przyznam, że z jednej strony jestem w szoku, że dopiero po jego wypuszczeniu sprawa została ujawniona i nikt nie trąbił w mediach o “aresztowaniu ruskiego agenta”, z drugiej strony patrząc na sprawę Mateusza Piskorskiego trudno się dziwić, że nie chciano jej nagłaśniać tuż przed wyborami, bo PiS-owi spadłoby poparcie.

Pamiętajcie, że “Wolnym Mediom” też może się to przytrafić. Jeśli nasz portal nagle zniknie lub nie będzie na nim długo żadnych nowości, drążcie sprawę i poznajcie prawdę, a w razie potrzeby – pomóżcie protestami i nagłaśnianiem. Nigdy nie wiadomo do czego posunie się władza i jakich metod użyje by kogoś zniszczyć, skompromitować i uciszyć. Tym bardziej, że “Wolne Media” codziennie się im narażają. Wachlarz metod i pomysłowość służb specjalnych są szerokie. “Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie” – mawiano w czasach PRL-u.

Izrael stworzył laserowy system obrony. Mysz się nie przeciśnie

Data: 27.02.2020 17:02

Autor: ziemianin

rafael.co.il

#ataki #drony #Izrael #lasery #Rafael #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #technologia

Siły zbrojne Izraela będą miały skuteczną broń do walki z bezzałogowymi statkami powietrznymi. Żołnierze będą do nich strzelać za pomocą lasera.

Izrael stworzył laserowy system obrony. Mysz się nie przeciśnie

Koncern Rafael pomyślnie przetestował system przeciwdziałania bezzałogowym statkom powietrznym Drone Dome – informuje portal defensenews.com. W trakcie prób Drone Dome system zidentyfikował i przechwycił poruszające się cele za pomocą wiązki laserowej o dużej mocy.

System Drone Dome składa się z elektronicznych zakłócaczy i czujników do wykrywania, identyfikacji i neutralizacji zarówno mikro-, jak i minidronów. Demonstracja Rafaela została przeprowadzona na pustyni z wykorzystaniem kilku rodzajów dronów, w tym prostych, powszechnie dostępnych w sklepach. Rój, składający się z trzech dronów został wykryty, a potem zneutralizowany za pomocą laserów. Jeden po drugim drony spadały z nieba. W sumie firma pokazała siedem zniszczonych dronów. Laser spalił doszczętnie ich silniki i wirniki.

Niewielkie drony stają się coraz większym zagrożeniem dla obiektów cywilnych i wojskowych. W 2018 roku na 30 godzin zamknięto lotnisko Gatwick pod Londynem z powodu latających nad pasami startowymi dronów. W 2019 roku tzw. Państwo Islamskie (ISIS) użyło dronów do ataku na infrastrukturę naftową w Arabii Saudyjskiej.

Prace nad takim systemem obrony stały się priorytetem dla Izraela po tym, gdy w sierpniu 2019 r. Hezbollah podjął próbę wystrzelenia czegoś, co Izrael nazwał „zabójczymi dronami” w pobliżu Wzgórz Golan. Dron wystrzelony z Syrii również penetrował izraelską przestrzeń powietrzną w lutym 2018 r. I został zestrzelony przez helikopter Apache.

Według izraelskiego koncernu system Drone Dome może być także zastosowany cywilnie, np. służyć w straży granicznej, czy chronić infrastrukturę krytyczną.

Mona Lisa z kostek Rubika sprzedana za 480 tys. euro

Data: 27.02.2020 16:57

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kostkarubika #kultura #sztuka

Na aukcji w Paryżu sprzedano wizerunek Mona Lisy stworzony z ponad 300 kostek rubika. Nowy właściciel zapłacił za dzieło 480 tys. euro.

Mona Lisa z kostek Rubika sprzedana za 480 tys. euro

Dzieło stworzył francuski artysta uliczny Franck Slama. Dom aukcyjny Artcurial poinformował, że wczorajsza aukcja zakończyła się kwotą 480 tys. euro, a orientacyjna cena dzieła wynosi od 120 do 150 tys. euro.

Check out this incredible Mona Lisa Rubik’s Cube mosaic art by artist Invader made up of 330 cubes which will be auctioned off at the auction house [@Artcurial](/u/Artcurial) tomorrow! Rubik Mona Lisa, 2005, Credit : Invader. [#Mosaic](/t/Mosaic) [#RubiksCubeMosaic](/t/RubiksCubeMosaic) [#RubiksCube](/t/RubiksCube) [#RubyRubiks](/t/RubyRubiks) pic.twitter.com/zIodC8Oaw0

— Rubik's (@Rubiks_Official) [February 22, 2020](https://twitter.com/Rubiks_Official/status/1231239732966768640?ref_src=twsrc%5Etfw)

Slama znany jest ze swoich dzieł "rubikubizmu". Wykonana przez niego Mona Lisa powstała w 2005 roku. Francuz stworzył także m.in. Śniadanie na trawie Édouarda Maneta oraz Pochodzenie świata Gustave'a Courbeta.

Kobieta ponownie zarażona koronawirusem. Nie wiadomo, czy to nowa infekcja, czy wirus był uśpiony

Data: 27.02.2020 16:40

Autor: ziemianin

independent.co.uk

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #coronavirus #choroby #pandemia #epidemia #koronawirus #SARSCoV2 #COVID19 #infekcja #Chiny #Japonia

Japońskie władze poinformowały o kobiecie, u której po raz drugi zdiagnozowano zarażenie koronawirusem. Kobieta była już raz zdiagnozowana, przebywała w szpitalu, z którego wyszła po tym, jak lekarze upewnili się, że wyzdrowiała.

Kobieta ponownie zarażona koronawirusem. Nie wiadomo, czy to nowa infekcja, czy wirus był uśpiony

Mieszkająca w Osace kobieta w wieku ponad 40 lat po raz pierwszy została zdiagnozowana w styczniu. Trafiła do szpitala, skąd wypisano ją 1 lutego po tym, jak wyzdrowiała. Ostatnio poczuła bóle w gardle i klatce piersiowej. Zgłosiła się do lekarza. Potwierdzono u niej obecność SARS-CoV-2.

W takiej sytuacji władze Japonii stwierdziły, że konieczne jest śledzenie losu osób, które zostały uznane za wyleczone z koronawirusa. Profesor mikrobiologii i patologii Philip Tierno Jr. z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Nowojorskiego sugeruje, że koronawirus może wchodzić w stan uśpienia, a potem ponownie wywoływać objawy choroby, szczególnie jeśli dostanie się do płuc.

Zdaniem uczonego, nie można wykluczyć, że wirus działa dwufazowo. Atakuje, pojawiają się objawy, patogen przechodzi w stan uśpienia, pacjent wydaje się zdrowy, po czym następuje kolejna faza choroby.

Również Chińczycy informują o przypadkach ponownej infekcji. Z przekazanych przez nich danych okazało się, że aż u 14% osób uznanych za wyleczonych ponownie wykrywa się obecność SARS-CoV-2. Na razie nie wiadomo, czy doszło u nich do ponownego zakażenia, czy też osoby te miały w sobie wirusa w momencie wypisywania ze szpitala.

Michał Dworczyk zapewnia: Nie zabraknie funduszy na walkę z koronawirusem!

Data: 27.02.2020 16:29

Autor: ziemianin

niezalezna.pl

#koronawirus #MichalDworczyk #KPRM #premier #mateuszmorawiecki #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

– W budżecie państwa nie zabraknie środków w związku z koronawirusem – zapewnił szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. Dodał, że w budżecie państwa jest ponad miliard złotych rezerwy przeznaczonej na sytuacje kryzysowe. Do tego jest 200 mln zł rezerwy Prezesa Rady Ministrów. Jak dodał, premier Mateusz Morawiecki wezwał na piątek, na godz. 9 wszystkich wojewodów do Kancelarii Premiera w związku z koronawirusem.

Michał Dworczyk zapewnia: Nie zabraknie funduszy na walkę z koronawirusem!

"Wręczyłem łapówkę. Bałem się o życie". Wstrząsające zeznania biznesmena w sprawie Gawłowskiego!

Data: 27.02.2020 16:24

Autor: ziemianin

niezalezna.pl

#StanislawGawlowski #aferamelioracyjna #afera #proces #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

Biznesmen Krzysztof B. przyznał się dziś w szczecińskim Sądzie Okręgowym do wręczenia łapówki obecnemu senatorowi Stanisławowi Gawłowskiemu. Według przedsiębiorcy, Gawłowski wymusił od niego pieniądze na finansowanie kampanii wyborczej.

"Wręczyłem łapówkę. Bałem się o życie". Wstrząsające zeznania biznesmena w sprawie Gawłowskiego!

Krzysztof B. – według Prokuratury Krajowej – miał wręczyć Gawłowskiemu, ponad 405 tys. zł łapówki. W zamian ówczesny wiceminister środowiska miał mu oferować pomoc przy zdobywaniu wielomilionowych kontraktów z Zachodniopomorskim Zarządem Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie. Przedsiębiorca – nakłaniany przez Gawłowskiego – miał też wręczyć łapówkę dyrektorowi tej instytucji Tomaszowi P. Łapówki miał również przekazywać innym osobom związanym z wygranymi przetargami.

Biznesmen dziś przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów i oświadczył, że chciałby dobrowolnie poddać się karze. Nie chciał składać wyjaśnień, ale odpowiadał na pytania.

W wyjaśnieniach, które składał podczas wcześniejszych przesłuchań w prokuraturze, odczytanych dziś, B. powiedział, że Gawłowski wspominał mu o przetargu Zarządu Melioracji na wykonanie wrót sztormowych na jeziorze Jamno, w którym, jak miał powiedzieć obecny senator, biznesmen "miał szansę". Krzysztof B. wskazywał, że Gawłowski kilkakrotnie powiedział, iż potrzebuje pomocy finansowej w kampanii wyborczej w kwocie około miliona zł wskazując, że "kieruje całym województwem".

Ówczesny wiceminister środowiska – jak mówił B. – powiedział, że biznesmen będzie mógł "odrobić" te pieniądze przy realizacji inwestycji z przetargu. B. powiedział, że "zorganizował" wówczas z prowadzonej przez siebie działalności ok. 170-200 tys. zł.

Wyjaśniał, że zdecydował się przekazać pieniądze, bo obawiał się o możliwość dalszej działalności swojej firmy i sądził, że w przeciwnym razie nie ma szans na wygranie przetargu w Zarządzie Melioracji. Jak mówił, Gawłowski, przyjmując pieniądze w swoim domu "był bardzo zadowolony".

Podczas przesłuchań wyjaśniał, że Gawłowski mówił mu także, iż "należy pamiętać finansowo" o dyrektorze Zarządu Melioracji Tomaszu P., który miał być "jego (Gawłowskiego) człowiekiem i był przez niego nominowany". P. miał wskazać, pisząc na kartce, że łapówka miała być równowartością najpierw 2, a później 3 proc. wartości przetargu. Biznesmen miał przekazać Tomaszowi P. 600 tys. zł.

B. zeznał też, że Gawłowski przekazał przez niego informację dyrektorowi Zarządu Melioracji na temat planowanej kontroli ABW w inwestycjach instytucji. Informację B. miał przekazać, zapisując ją na kartce, ponieważ, jak wyjaśnił, Gawłowski bał się, że Tomasz P. jest podsłuchiwany.

Zapytany podczas jednego z przytoczonych dziś przesłuchań, dlaczego od zatrzymania w 2014 roku przez dwa lata odmawiał składania wyjaśnień, Krzysztof B. powiedział, że "bał się poprzedniej władzy", a konkretnie Gawłowskiego. Dodał, że bał się także "o życie swoje i swojej rodziny".

W sprawie dotyczącej wątku tzw. afery melioracyjnej aktem oskarżenia objęto 32 osoby. Prokuratura przedstawiła im łącznie 94 zarzuty, głównie korupcyjne.

Poznań i Kraków pod ofensywą lobby lgbt

Data: 27.02.2020 16:17

Autor: ziemianin

odkrywamyzakryte.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wesolki #poznan #krakow #lgbt

Poznań i Kraków to dwa kolejne polskie miasta, które padły ofiarami szeroko zakrojonej działalności deprawatorów seksualnych i przedstawicieli lobby LGBT. Rodzice dzieci mieszkających w tych miastach będą musieli zmierzyć się ze skrajnie ideologiczną „edukacją” seksualną.

Poznań i Kraków pod ofensywą lobby lgbt

Poznań i genderowa karta równości

W Poznaniu radni miasta podczas niezwykle burzliwych obrad, przyjęli głosami Koalicji Obywatelskiej tzw. Europejską Kartę Równości w Życiu Lokalnym.

Pięknie brzmiąca nazwa tak naprawdę skrywa skrajnie ideologiczny program „edukacji” seksualnej, w której wprowadza się ograniczenia praw rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie ze własnymi przekonaniami.

Karta ma szerzyć przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na „orientację seksualną” oraz uznaje, że jednym ze źródeł nierówności jest – uwaga! – istnienie odmiennych płci – mężczyzn i kobiet.

Po przyjęciu takiej karty obowiązkiem władz miasta Poznania jest nadzorowanie programów edukacyjnych w szkołach pod tym kątem.

A lobby LGBT w Poznaniu aktywnie działa już od pewnego czasu.

Mężczyzna nazywający siebie Anna Szymkowiak prowadzi m.in. w przedszkolach zajęcia z pierwszej pomocy, wplatając w ten projekt zagadnienia przeciwdziałania wykluczeniu.

Kiedy wymieniam różne grupy: seniorzy, niepełnosprawni, to mówię także o osobach nieheteronormatywnych. […] dzieci zadają pytania i to jest zupełnie naturalne: „Dlaczego pani ma włosy jak pani, a głos, jak pan?”. Odpowiadam, że taka po prostu jestem i temat zamykam, ale daję też sygnał, że gdyby ktoś chciał porozmawiać na ten temat, to jestem na to otwarta, ale nie tu i teraz, bo tutaj uczymy się pierwszej pomocy. […] napisałam projekt, który zakłada właśnie naukę pierwszej pomocy i jednoczesne przeciwdziałanie wykluczeniu. – w ten sposób mówi o zajęciach transseksualista.

Również w Poznaniu regularnie odbywają się też „parady równości” objęte honorowym patronatem prezydenta Jaśkowiaka.

W 2019 roku homoseksualni aktywiści szli w takiej paradzie z ukoronowanymi żeńskimi narządami rozrodczymi, szydząc w ten sposób z procesji Bożego Ciała z Najświętszym Sakramentem.

Tęczowy Kraków

Program nachalnej edukacji seksualnej prawdopodobnie zostanie wprowadzony również w Krakowie.

Wojewoda małopolski przegrał sprawę sądową z radą miasta Kraków, po tym, jak zawetował uchwałę otwierającą drogę do „edukacji” seksualnej dzieci.

Oficjalnie uchwała zakładała stworzenie na terenie Krakowa programu informacyjnego i edukacyjnego dla nastolatek z zakresu profilaktyki ciąż oraz chorób przenoszonych drogą płciową.

Jednak to, jaki będzie mieć ona charakter, można wnioskować po dekoracjach sali obrad rady miasta.

Jakiś czas temu została ona udekorowana tęczowymi symbolami LGBT.

Plany krakowskiego lobby LGBT dążą do jednego – do uzyskania społecznej akceptacji dla pedofilii, czemu służy rozbudzająca seksualnie dzieci „edukacja” oraz oswajanie najmłodszych z „różnorodnością” w postaci perwersji seksualnych.

Tak właśnie wygląda „równość” i „tolerancja” wspierane przez władze polskich miast…

KORONAWIRUS W POLSCE. Jest pierwszy potwierdzony przypadek!

Data: 27.02.2020 16:04

Autor: ziemianin

wroclaw.naszemiasto.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #choroba #epidemia #pandemia #koronawirus #Coronavirus #COVID19

NFZ uruchomiła infolinię, gdzie można uzyskać wszelkie informacje o koronawirusie: tel. 800 190 590.


25-letnia kobieta wróciła do Polski po miesięcznym pobycie w Tajlandii. Zgłosiła się do szpitala w Łodzi, test potwierdził, że jest zarażona koronawirusem – podał "Express Ilustrowany". O szczegółach przeczytacie poniżej.

KORONAWIRUS W POLSCE. Jest pierwszy potwierdzony przypadek!

Młoda kobieta w Tajlandii miała objawy grypowe z silnymi dusznościami, przyjmowała antybiotyki. Do Polski wróciła w sobotę (22 lutego 2020). Z lotniska w Warszawie pociągiem pojechała do Łodzi, a następnie zgłosiła się do łódzkiego szpitala im. Biegańskiego. Test potwierdził, że jest zarażona koronawirusem.

Zakażenie koronawirusem u pacjentki hospitalizowanej w szpitalu im. Biegańskiego nieoficjalnie potwierdzają nam dwa źródła. W Łodzi wszystkie placówki poza Urzędem Wojewódzkim, a dokładnie rzecznikiem wojewody, mają bezwzględny zakaz informowania o koronawirusie (...) Kobieta jest w stanie ogólnym dobrym. Inspekcja sanitarna bada, z iloma osobami miała kontakt. Będzie podejmować decyzję o poddaniu ich testom na obecność koronawirusa i poddaniu ich kwarantannie – czytamy na stronie "Expresu Ilustrowanego".

Historia Bez Cenzury - Odcinek nie do obiadu - syfilis.

Data: 27.02.2020 15:55

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #hbc #historiabezcenzury #ciekawostkihistoryczne #syfilis #kila #choroba #chorobaweneryczna

Franca, kiła, syfilis, niemoc kurewników… to wszystko określenia tej samej, mało przyjemnej choroby wenerycznej. Z dzisiejszego odcinka dowiecie się, kto i skąd ją przywlókł, a także jak głupimi sposobami próbowaną ją leczyć. Zapraszamy do oglądania!

Historia Bez Cenzury – Odcinek nie do obiadu – syfilis.

Grecy walczą przeciwko ośrodkom dla imigrantów (wideo)

Data: 27.02.2020 15:37

Autor: ziemianin

greekcitytimes.com

#azyl #grecja #imigracja #imigracjaweuropie #imigranci #imigranciweuropie #policja #uchodzcy #zamieszki #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci

Ponad pięćdziesięciu policjantów miało zostać rannych podczas starć, do których od wtorku dochodzi na greckich wyspach Chios i Lesbos. Funkcjonariusze bronili tam budowy obozów dla osób ubiegających się o udzielenie azylu, co jednak nie podoba się miejscowym mieszkańcom. Obawiają się oni zwłaszcza wzrostu przestępczości, mając w tej kwestii kilkuletnie doświadczenia.

Grecy walczą przeciwko ośrodkom dla imigrantów (wideo)

wideo 1

wideo 2

wideo 3

wideo 4

Do pierwszych zamieszek na wyspie Lesbos doszło we wtorek, gdy w pobliżu ośrodków dla „uchodźców” pojawiło się blisko pół tysiąca osób. Następnego dnia liczba demonstrujących zwiększyła się do blisko tysiąca, a policja chcąc rozproszyć zgromadzenie użyła siły oraz gazu łzawiącego. W wyniku wczorajszych starć rannych miało zostać 52 funkcjonariuszy, natomiast aresztowanych zostało 10 mieszkańców.

W Chios swój sprzeciw wobec prac budowlanych wyraziło wczoraj blisko dwa tysiące osób. Zaatakowali oni nie tylko policjantów zabezpieczających budowę, ale także kilku funkcjonariuszy przebywających w miejscowym hotelu. Grecka policja obawia się, że podczas ataku zabrany mógł zostać między innymi policyjny sprzęt.

Mieszkańcy obu wspomnianych wysp protestują przeciwko działaniom prawicowego rządu, który zdecydował się na rozbudowę istniejących już i jednocześnie przeludnionych obozów dla osób ubiegających się o azyl. Lokalni politycy, mieszkańcy i związki zawodowe domagają się tymczasem przesiedlenia imigrantów. W ramach protestu zamknięto lokalne sklepy i przedsiębiorstwa, a ich właściciele chcieli w ten sposób pokazać swoje obawy dotyczące pobytu obcokrajowców na ich wyspach.

Kryzys migracyjny na obu wyspach położonych na Morzu Egejskim trwa już od kilku lat. To właśnie do brzegów Chios i Lesbos przybywają „uchodźcy” uciekający przed złymi warunkami społeczno-ekonomicznymi w Afryce Północnej.

Salto Angel w sercu wenezuelskiej dżungli, 360 ° 8K

Data: 27.02.2020 12:48

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #podroze #ciakawostki #wenezuela #wodospad #SaltoAngel

Salto Angel to godny podziwy, najwyższy wodospad świata. Kryje się w sercu Wenezueli – państwa położonego w północnej części Ameryki Południowej. To właśnie ten robiący niezwykłe wrażenie zakątek świata może poszczycić się jednymi z zachwycających cudów natury.

Salto Angel w sercu wenezuelskiej dżungli

Na terenie Wenezueli, niedaleko granicy z Gujaną i Brazylią znajduje się Park Narodowy Canaima.

Jego olbrzymi rozmiar sprawia, iż jest szóstym pod względem wielkości parkiem na świecie.

Fascynujący krajobraz tego parku łączy ze sobą magię i rzeczywistość, ukształtowany jest przez niezliczoną ilość rzek, jezior, wodospadów, lasów i sawann, rozciągających się niczym zielone morze.

Znaczną część jego obszaru zajmują zapierające dech w piersiach góry stołowe, noszące nazwę tepui.

Są to jedne z najstarszych gór świata.

Ich wierzchołki są płaskie, wyglądają na niedostępne, a na dodatek często znikają w chmurach, co potęguje ich tajemniczość.

Jeden ze stoków Płaskowyżu Auyantepui, stanowi fantastyczne tło dla wąskiej kaskady spadającej wody.

Ten znajdujący się na wyżynie La Gran Sabana wodospad Salto Angel ma 979 metrów wysokości i charakteryzuje się najdłuższym spadkiem wody na świecie, bo aż 807 metrów.

Co niektóre źródła podają informację, że jest jeszcze wyższy i ma aż 1054 metrów.

Woda z Salto del Angel albo jak nazywają go miejscowi Kerepakupai, spada kilkoma kaskadami do Río Churún, dopływu rzeki Caroni.

Niestety, nie każdy ma możliwość podziwiania tego cudu natury, gdyż znajduje się on w wenezuelskiej dżungli.

Historia najwyższego wodospadu świata

Najwyższy wodospad świata Salto Angel został odkryty przed II wojną światową, kiedy to w 1935 roku przelatywał nad nim amerykański pilot.

Osobom, które nie znają jego historii, mogłoby się wydawać, że Salto del Angel zaczerpnął nazwę od niebiańskich aniołów, co zważywszy na wysokość i lokalizację, wcale by nie było dziwne.

Jednak tak nie jest, to właśnie ów pilot nazywał się James Angel.

Znany jest również jako Jimmie Angel.

Oblatywał on pobliskie tereny w poszukiwaniu złota.

Zainteresowany potężnym hukiem spadającej wody dojrzał wodospad, który nazwano jego imieniem.

Po hiszpańsku brzmi ono „Salto del Angel”.

Jimmy Angel złota, przelatując nad Diabelską Górą, nie znalazł, ale za to dzięki temu odkryciu stał się sławny na całym świecie.

Ponoć przed nim jako pierwszy wodospad zauważył Ernesto Sanchez la Cruz w 1910 roku.

Historia powiada, iż Jimmy powrócił w ten rejony ponownie w 1937 roku wraz ze swoją żoną i przyjacielem Gustavo Henrym Gardenerem.

Niestety nie doleciał na miejsce, bowiem na szczycie góry Auyantepuy nastąpiło awaryjne lądowanie.

Samolot dopiero po 33 latach został bezpiecznie ściągnięty przez helikopter.

Podróżnicy przez wiele lat wracali do cywilizacji, uporczywie i wytrwale podążając przez dżunglę.

Wrak samolotu znalazł miejsce w Muzeum Aviation w Maracay.

Pęknięte serce

Według plemion Indian Pomonów w miejscu wodospadu aniołów znajdowała się wioska, w której z nagła zmarły wszystkie kobiety z wyjątkiem jednej o imieniu Churun.

Była ona córką szamana.

O tę kobietę zabiegało czterech mężczyzn: rybak, wojownik, myśliciel i tropiciel.

Niestety ojciec Churun nie wyraził zgody, aby oddać ją któremukolwiek z nich i postanowił zamienić ich w kamienie.

Urok, którym szaman rzucił w mężczyzn, odbił się od skał i trafił w serce Indianki.

Wówczas serce Churun rozpadło się z wielkim hukiem i spowodowało rozpołowienie się świętej góry.

Z jej wnętrza wytrysnęła woda i przybrał postać wodospadu.

Zerkając z góry na Salto Angel, można zauważyć, iż jego kształt przypomina pęknięte serce.

Jak dotrzeć do najwyższego wodospadu świata?

Las tropikalny wokół wodospadu jest tak gęsty, że trudno do niego dotrzeć przedzierając się przez dżunglę.

Bazą wypadową do wodospadu Salto Angel jest miasteczko Canaima.

Można do niego dotrzeć łodzią albo awionetką z miasta Ciudad Bolivar.

Następnie uczestników wyprawy czeka przeprawa przez dżunglę do wodospadu.

Inną możliwością jest droga powietrzna i podziwianie go z lotu ptaka.

Salto Angel to miejsce, które zapewne nie jest łatwe do zdobycia, ale jego widok zdecydowanie wart jest włożonego wysiłku.

#niebezpiecznik - Politycy używają Signala. I bardzo dobrze, bo to najbezpieczniejszy komunikator

Data: 27.02.2020 02:36

Autor: ziemianin

niebezpiecznik.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #bezpieczenstwo #komunikator #signal #prywatnosc #niebezpiecznik

Każdy ma prawo do prywatności. A tym bardziej osoby starające się o urząd prezydenta. Dziennikarz RMF, Krzysztof Berenda, który sam korzysta z Signala zauważył, że ostatnio pojawiają się na nim masowo politycy, w tym sztabowcy kandydatów na prezydenta, m.in. Andrzeja Dudy. W opublikowanym dziś artykule zastanawia się, jakie ryzyka płyną z tego faktu i czy mogą one stanowić “zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”. Naszym zdaniem nie. Co nie oznacza, że korzystanie z szyfrowanych komunikatorów gwarantuje ich użytkownikom 100% poufności. To nie takie proste… I warto to ponownie przypomnieć.

#niebezpiecznik – Politycy używają Signala. I bardzo dobrze, bo to najbezpieczniejszy komunikator

To prawda, że Signal jest najbezpieczniejszy

Zacznijmy od tego, że jeden szyfrowany komunikator typu “end to end” nie jest równy innemu szyfrowanemu komunikatorowi “end to end”. Diabeł tkwi w szczegółach, których zwykli użytkownicy często nie są w stanie zrozumieć. A wiec w uproszczeniu:

Signal — to najbezpieczniejszy komunikator. Jego kod źródłowy (zarówno serwera jak i klienta) jest otwarty, co oznacza, że każdy może go przeanalizować pod kątem “tylnich furtek” i (nie)poprawnego użycia kryptografii. To co dodatkowo odróżnia Signala od reszty komunikatorów, to paranoiczne wręcz dbanie o prywatność użytkownika — serwery Signala zbierają minimalną ilość informacji potrzebnych do świadczenia usługi. Twórcy nie mają dostępu do kontaktów, które użytkownik ma telefonie i metadanych konwersacji, co w uproszczeniu powoduje, że nie wiedzą nie tylko o tym o czym użytkownik A rozmawia z użytkownikiem B, ale że w ogóle użytkownik A rozmawia z użytkownikiem B. Magia dobrze wdrożonej kryptografii. Tu możecie zobaczyć jak Signal odpowiada na pisma od organów ścigania i ile informacji im ujawnia (czyli do jakich danych użytkowników ma dostęp).



WhatsApp — to najpopularniejszy komunikator. Jego protokół bazuje na Signalu i to jest super. Ale za WhatsAppem stoi Facebook, a to oznacza, że o ile twórcy nie mają wglądu w treść rozmów, to zbierają metadane, czyli wiedzą kto, z kim i jak często oraz kiedy rozmawia. Nic dziwnego. Facebook zarabia na danych. Ale prywatność to nie poufność. Więc jeśli bardziej zależy Ci na tym drugim, to WhatsApp będzie bardzo OK.



Telegram — to komunikator autorstwa kontrowersyjnego Rosjanina, który zbiegł z kraju. Można wierzyć, że uciekł bo nie chciał pójść na współpracę z służbami, jak twierdzi, a można też sądzić, że taka sytuacja została celowo wykreowana przez rosyjskie służby, aby przekonać ludzi do korzystania z usługi tego “niby zbuntowanego” a więc “godnego zaufania” Rosjanina. Jak pokazał przypadek operacji Crypto AG, służby od lat są zdolne do tworzenia firm dostarczających “bezpieczne oprogramowanie”. Ale zostawmy teorie spiskowe, bo dowodów na świadomą współpracę Telegrama z służbami rosyjskimi brak. Telegram zresztą jest najmniej godny zaufania spośród prezentowanej przez nas trójki komunikatorów z innego powodu. Przede wszystkim dlatego, że tworzy “własną kryptografię”, a jak każdy specjalista od IT wie, jest to droga skazana na porażkę. W dodatku kod źródłowy Telegrama nie jest w pełni otwarty, a model bezpieczeństwa został wielokrotnie “podziurawiony” i jest szeroko krytykowany przez ekspertów. Telegram przekazuje służbom sporo informacji na temat użytkowników, jeśli te poproszą, a niewiele osób ma też świadomość, że nie wszystkie typy konwersacji prowadzonych przez ten komunikator są faktycznie szyfrowane “end to end” i to chyba jest najgorsze, bo Telegrama nie powinno się w ogóle nazywać komunikatorem “end to end”. 

. . . ciekawe? reszta w źródle

Konopie mogą uratować ginącą populację pszczół

Data: 27.02.2020 01:37

Autor: ziemianin

academic.oup.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #konopie #pszczoly #nauka #konopieindyjskie #dzikiepszczoly

Konopie są bardzo atrakcyjne dla pszczół, co pokazuje badanie opublikowane w Environmental Entomology. Populacja pszczół je uwielbia, co daje szansę na to, że uprawy konopi mogą być bardzo ważnym czynnikiem dla przetrwania wielu ginących kolonii tych owadów.

wymagany angielski

Konopie mogą uratować ginącą populację pszczół

Atrakcyjne konopie

Pszczoły są wielkimi fanami konopi, a ostatnie badania wykazały, że im wyższe i większe rośliny konopi, tym większa liczba pszczół do nich przyleci.

Nowe badania przeprowadzone przez naukowców z Cornell University i opublikowane w Environmental Entomology pokazują, że ludzie nie są jedynymi fanami konopi indyjskich.

Odkrycia te potwierdzają również dane opublikowane w 2019 roku na Uniwersytecie Kolorado.

Badanie udowodniło, że konopie indyjskie przyciągają pszczoły dzięki obfitym zapasom pyłku.

Otwiera to drzwi naukowcom i badaczom do znalezienia nowych i różnych sposobów wspierania i budowania ich ginącej populacji.

Według badań im większy jest obszar uprawy konopi, tym większa szansa, że ​​pszczoły pozostaną w tym obszarze.

Dodatkowo wyższe rośliny konopi mają znacznie większe prawdopodobieństwo przyciągnięcia pszczół.

Okazało się, że najwyższe rośliny przyciągnęły aż 17 razy więcej pszczół niż rośliny najkrótsze.

Badanie wykazało również, że wraz z upływem czasu coraz więcej pszczół z kilkunastu różnych ras odwiedzało uprawy konopne.

Ratunek dla ginących pszczół

Odkrycia naukowców mogą wydawać się dziwne, biorąc pod uwagę, że konopie nie wytwarzają słodkiego nektaru, który wytwarzają typowe kwiatowe odmiany w celu przyciągnięcia owadów.

Kwiat konopi również nie występuje w olśniewającej gamie jasnych kolorów, które również przyciągają pszczoły.

Jednak okazuje się, że z nieznanych przyczyn pyłek wytwarzany przez męskie kwiaty konopi jest bardzo atrakcyjny dla pszczół.

Z kolei kwiaty żeńskie są w zasadzie ignorowane przez te owady.

Autorzy badania twierdzą, że ich odkrycie może mieć niesamowity wpływ na zagrożoną wyginięciem populację pszczół.

Problemem wciąż jednak pozostaje zakaz upraw konopi w różnych krajach.

Może to kolejny powód, by rządzący odstawili na bok stereotypy i odeszli od surowych zakazów…

Włamanie na witrynę www Narodowego Banku Polskiego

Data: 27.02.2020 01:08

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #haker #wlamanie #cyberbezpieczenstwo #nbp

Czy można włamać się na stronę jednego z najważniejszych polskich urzędów i zamieścić tam pozdrowienia dla kolegów? Okazuje się, że dla azjatyckich nastolatków to nic trudnego. Na szczęście nie mieli innych pomysłów…

Włamanie na witrynę www Narodowego Banku Polskiego

Pewien Anonimowy Anonim podesłał nam link do ciekawej informacji. W repozytorium dowodów włamań, znanym ze swojej rzetelności, znaleźć można [ślad po ciekawym włamaniu]()https://www.zone-h.org/mirror/id/33228784?hz=2, do którego doszło przed 21 lutego 2020. Ofiarą ataku była strona Narodowego Banku Polskiego, a włamywacz postanowił zamieścić tam krótki tekst na dowód swoich umiejętności.

W całej tej katastrofie głównym elementem optymizmu jest tożsamość włamywacza czy też ich grupy. Pobieżne przejrzenie osiągnięć autorów kryjących się pod pseudonimem lulzkid wskazuje, że mogą oni pochodzić z Azji i należą do wymierającego gatunku hakerów. Na przejętych witrynach zamieszczają swoje apele do świata lub pozdrowienia dla znajomych, podczas gdy w rzeczywistości mogli narobić sporo bałaganu na polskim rynku finansowym.

. . . reszta tekstu na stronie źródła

Amerykańskie media: Stany Zjednoczone przenoszą swoją broń nuklearną z Turcji do Polski

Data: 27.02.2020 00:56

Autor: ziemianin

journalposts.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #turcja #polska #bronnuklearna

Jak informuje Las Vegas News Magazine, 20 lutego amerykański samolot wojskowy C-17A Globemaster III należący do Dowództwa Lotnictwa Transportowego (Air Mobility Command) przyleciał z Sycylii we Włoszech do bazy lotniczej w Incirlik w Turcji. Zgodnie z oświadczeniem Dowództwa, ten lot został przeprowadzony w ramach wsparcia amerykańskich sił zbrojnych podczas manewrów „Defender Europe 2020”.

Amerykańskie media: Stany Zjednoczone przenoszą swoją broń nuklearną z Turcji do Polski

Już następnego dnia 21 lutego kolejne 5 samolotów C-17A przybyły z Ramstein w Niemczech do bazy Incirlik. Źródła News Magazine z bazy lotniczej Incirlik potwierdzają, że przybycie dodatkowych 5 amerykańskich samolotów transportowych związane jest z ewakuacją do Niemiec, Polski i jednego z krajów bałtyckich całego arsenału amerykańskich bomb nuklearnych przechowywanych w tureckiej bazie Incirlik, w związku z pogorszeniem sytuacji w Syrii. Według strony tureckiej, 5 bomb nuklearnych B61 zostaną dostarczone do Polski i do jednego z krajów bałtyckich, a pozostałe bomby do Niemiec.

Potwierdza to fakt, że w celu kontroli ewakuacji broni jądrowej z tureckiej bazy lotniczej 25–28 lutego 2020 r. rosyjscy inspektorzy przeprowadzą lot obserwacyjny nad Turcją. Inspekcję ogłosił szef centrum redukcji zagrożenia nuklearnego rosyjskiego Ministerstwa Obrony Siergiej Ryżkow.

Oprócz tego, według News Magazine, w bazie lotniczej w Powidzu w ramach manewrów „Defender Europe 2020” juz został zbudowany magazyn do przechowywania broni jądrowej.

Franco Nugnes - Kubica: najlepszy czas, którego F1 nie może zapomnieć

Data: 27.02.2020 00:16

Autor: ziemianin

powrotroberta.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rk88 #robertkubica #kubica #f1 #formula1 #motosport #alfaromeoracingorlen #powrotroberta #arro

Bardzo mocny, emocjonalny i ciekawy tekst Franco Nugnesa ukazał się na łamach włoskiego motorsportu. Dzisiejszy najlepszy czas dnia testów w Barcelonie jest według niego pewnym wynagrodzeniem dla Kubicy za fatalny rok w Williamsie.

Oryginalny tekst, wymagany włoski

Franco Nugnes, Kubica: najlepszy czas, którego F1 nie może zapomnieć

W tekście, zatytułowanym „Najlepszy czas, którego F1 nie może pominąć”, Nugnes pisze: „Polak zakończył pierwszy dzień drugiej tury testów w Barcelonie na czele tabeli Alfą Romeo. Oczywiście Robert miał opony C5, pusty zbiornik i silnik Ferrari w trybie ataku, ale jego okrążenie ma symboliczną wartość, która jest warta legendy. F1 tego nie docenia. Oczywiście, mieszanka C5, pusty bak i silnik w trybie kwalifikacyjnym, ale forma Roberta Kubicy nie może zostać pominięta”.

Autor zwraca uwagę, że Robert był jedynym kierowcą rezerwowym, jeżdżącym podczas testów.

„Znalezienie tempa zajęło mu zaledwie pół dnia. […] Dla Roberta musi być to satysfakcja, która spłaca mu rok poświęcenia. Kubica czuje, że jest mistrzem, który mógłby walczyć o mistrzostwo świata, gdyby nie ten przekręty wypadek w Ronde di Andora 2011, który skaleczył nie tylko jego ciało, ale nie psychikę” – pisze Nugnes.

„Formula 1 nie może zapomnieć tego dnia. Nie można tego zredukować do epizodu. Każdy zespół kieruje się swoim harmonogramem prac, bez patrzenia na innych, tak jak być powinno, ale okrążenie Roberta usatysfakcjonowało dział techniczny w Hinwil. Jeden z przedstawicieli zespołu doceniał fakt, że Kubica wiedział, jak zarządzać miękkimi oponami w pierwszym sektorze, by nadal mieć dobrą przyczepność w trzecim. U innych w ostatniej sekcji opony były już skończone. Doświadczenie Roberta będzie jedną z rzeczy, które Alfa Romeo będzie w stanie wykorzystać, licząc na awans w klasyfikacji konstruktorów” – pisze.

Dalej jest jeszcze mocniej na temat Roberta i jego przygody w Williamsie.

„To również prawdopodobnie wynagradza Kubicy ubiegłoroczny sezon, w którym został upokorzony przez najgorszego Williamsa w historii. Musiał walczyć o przedostatnie miejsce w tabeli z George Russellem, młodym człowiekiem, któremu nie wystarczyło talentu by pokonać w tabeli kierowcę jeżdżącego jedną ręką i który potrzebował całej „pomocy” zespołu by pokazać Toto Wolffowi, że nie „namaścił” niewłaściwego człowieka”.

Koronawirus. 9 krajów do których lepiej nie podróżować

Data: 26.02.2020 00:29

Autor: ziemianin

gis.gov.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pandemia #epidemia #koronawirus #zdrowie #gis #komunikat

Główny Inspektorat Sanitarny wydał najnowsze ostrzeżenie przed koronawirusem.

Koronawirus. 9 krajów do których lepiej nie podróżować

Nie zaleca w nim podróżowania do 9 krajów:

Chiny

Korea Południowa

Włochy (w szczególności regiony Lombardia, Wenecja Euganejska, Piemont, Emilia Romania, Lacjum).

Iran

Japonia

Tajlandia

Wietnam

Singapur

Tajwan.

Jeżeli koronawirus jest naturalnym wirusem, to powinien ustąpić po zimie, na wiosnę, w lecie, kiedy mamy silne słońce. Wtedy organizmy są silniejsze i tak łatwo nie ulegają wirusom.

Jeżeli koronawirus jest bronią biologiczną, to będzie dalej się rozprzestrzeniał. Dotarł już do Włoch. Kwestia czasu kiedy uderzy w inne państwa.

Oby Polska nie była dotknięta żadną bronią biologiczną.

Krowa plus i Świnia plus, rolnicy dostaną kasę

Data: 26.02.2020 00:24

Autor: ziemianin

tygodnik-rolniczy.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rolnictwo #swiatrolnika #gospodarka

Nowy program 500 plus, a dokładniej niecałe 600 plus i to dla rolników. Zapowiadany przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego nowy program wsparcia dla hodowców krów i świń został podpisany przez prezydenta Andrzeja Dudę i od 15 marca 2020 roku wejdzie w życie. Zobacz, którzy rolnicy dostaną 500 plus, którzy 300 plus, a którzy tylko niecałe 200 plus.

Krowa plus i Świnia plus, rolnicy dostaną kasę

Od 15 marca 2020 roku rolnicy dostaną swoje 500 plus zapowiedziane w ubiegłym roku przez Jarosława Kaczyńskiego. Program, potocznie nazywany Krowa plus lub Świnia plus był częścią tzw. piątki Kaczyńskiego obiecanej w ostatnich wyborach do europarlamentu. Obietnicę dopłat dla rolników udaje się rządowi PiS zrealizować niemal rok później.

Na 500 plus, a dokładniej 595 złotych rocznie na każdą krowę będą mogli liczyć hodowcy krów mlecznych, trzymanych w grupie, jeśli dostępna dla każdego zwierzęcia powierzchnia zwiększy się o 20 proc. 329 złotych rocznie otrzymają hodowcy, którzy zapewnią dostęp zwierzętom dostęp do wybiegu. Rolnik wypasający krowę mleczną przez minimum 120 dni w roku dostanie 185 złotych. Hodowcy świń mogą liczyć na następujące dopłaty: 301 złotych rocznie na lochę i 24 złote na tucznika.

Ministerstwo rolnictwa szacuje, że z dopłat będzie mogło skorzystać ok. 65 tys. hodowców. O pieniądze z tytułu Krowa plus czy Świnia plus można się ubiegać w ramach wniosku o dopłaty bezpośrednie.

Pentagon „zgubił” w Syrii sprzęt za 715 mln dolarów

Data: 26.02.2020 00:19

Autor: ziemianin

konflikty.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #syria #bron #wtf

Amerykański Departament Obrony opublikował audyt dotyczący zaopatrywania przez Stany Zjednoczone bojówek walczących na terenie Syrii z siłami samozwańczego Państwa Islamskiego w latach 2017–2018. Okazuje się, że Pentagon nie jest w stanie udokumentować, co stało się z bronią i sprzętem o wartości 715 milionów dolarów.

Pentagon „zgubił” w Syrii sprzęt za 715 mln dolarów

Audytorzy zarzucili dowództwu Special Operations Joint Task Force–Operation Inherent Resolve (SOJTF-OIR) prowadzenie w niewłaściwy sposób otrzymywanego i pozyskiwane wyposażenie przekazywanego grupom walczącym z Da’isz. W badanym okresie lat budżetowych 2017 i 2018 nie zorganizowano centralnego archiwum dokumentacji rozliczeniowej.

Zarzuty dotyczą też dowództwa logistycznego 1st Theater Sustainment Command (1st TSC). Przechodzący przez składy w Kuwejcie sprzęt przechowywano i zabezpieczano niezgodnie z wytycznymi Pentagonu. Znaczną część broni i wyposażenia przechowywano nie w odpowiednich magazynach, ale w zwykłych kontenerach, gdzie były wystawione na działanie warunków zewnętrznych, z wysoką temperaturą na czele.

Departament Obrony wykrył tez duplikowanie zamówień, ale głównym powodem do zmartwień jest niewłaściwe przechowywanie. Kontenery były niedostatecznie pilnowane, co ułatwiało kradzieże, zaś luźne normy rozliczania wydawanego ekwipunku uniemożliwiają prześledzenie jego dalszych losów. Nie można ustalić, ile sztuk zostało zniszczonych, ile skradzionych, a ile „zgubionych”.

Rezultaty audytu nie są zaskakujące. Już w 2016 roku Action on Armed Violence ujawniła, że dokumentacja obejmuje jedynie 700 tysięcy spośród 1,5 miliona sztuk broni palnej przekazanej przez Amerykanów afgańskim i irackim siłom bezpieczeństwa od roku 2001. W maju 2017 roku Amnesty International opublikowała raport, z którego wynikało, że Stany Zjednoczone nie są w stanie prześledzić losów broni o wartości miliarda dolarów przekazanej Irakowi i Kuwejtowi.

Tymi drogami w ręce islamistów trafiły między innymi pociski przeciwpancerne FGM-148 Javelin i karabiny wyborowe Mk 14 Enhanced Battle Rifle. SOJTF-OIR i 1st TSC zgodziły się z zarzutami i ogłosiły, że niezwłocznie wdrożyły działania naprawcze. Zdaniem komentatorów może to być zbyt mało i zbyt późno, a problem jest znacznie szerszy i wymaga systemowego podejścia.

Kraków. Miał przy sobie 13 pistoletów. Obywatel Izraela zatrzymany na lotnisku w Balicach

Data: 26.02.2020 00:17

Autor: ziemianin

gazetakrakowska.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #krakow #lotnisko #zydzi #bron #przemyt

Na lotnisku w Krakowie-Balicach zatrzymany został obywatel Izraela, który posiadał w bagażu podręcznym 13 sztuk pistoletów alarmowych, kaliber 9 mm wraz z magazynkami.

Kraków. Miał przy sobie 13 pistoletów. Obywatel Izraela zatrzymany na lotnisku w Balicach

Na zdjęciu przechwycona broń.

Cudzoziemiec kupił broń na terytorium Węgier za 1000 dolarów amerykańskich dla siebie oraz przyjaciół, a następnie autobusem przyjechał do Krakowa, skąd miał odlecieć do Tel Awiwu.

W trakcie prowadzonych czynności służbowych mężczyzna przyznał, iż nie był świadomy konieczności posiadania zezwolenia na taki rodzaj broni.

– W związku z tym, iż obywatel Izraela popełnił przestępstwo z art. 263 par. 2 k.k (kto bez wymaganego zezwolenia posiada broń palną lub amunicję, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8), została mu wymierzona kara grzywny w wysokości 4 200 zł, przepadek zakupionej broni oraz pokrycie kosztów postępowania – podała Straż Graniczna.

Banki przekształciły się w niemal niezniszczalne konglomeraty

Data: 26.02.2020 00:07

Autor: ziemianin

kramola.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #robertbrzoza #banki #spekulacja

Przepraszam za źródło po rosyjsku, ale po hebrajsku czy arabsku nie znalazłem :)


Prawdziwe ożywienie gospodarcze będzie wymagało długoterminowego powstrzymania sektora finansowego, ponieważ jest on tak krótkowzroczny, że jego samolubstwo spowoduje zawalenie się całego systemu.

Banki przekształciły się w niemal niezniszczalne konglomeraty

Banki przekształciły się w niemal niezniszczalne konglomeraty, łącząc działalność spekulacyjną i stopy instrumentów pochodnych z Wall Street z obsługą rachunków rozliczeniowych i oszczędnościowych oraz podstawowymi pożyczkami dla konsumentów i przedsiębiorstw. Doprowadzono do tego, że międzynarodowe banki są zbyt duże, aby pozwolić im na bankructwo.

Banki starają się przerwać dyskusje na temat faktu, że zadłużanie, produkcja kredytów, doprowadza do niszczenia gospodarek świata.

W 2008 roku Wall Street wywołał kryzys, w celu przekonania wszystkich, że gospodarka światowa nie przetrwa bez pomocy bankierów. Upadną rodziny, firmy i państwa.

Udowodnić taką tezę jest bardzo łatwo, kiedy państwa zostały pozbawione niezależności finansowej. Siłowo muszą korzystać z bankierskiego systemu finansowego. Kto chciałby niezależności, zostaje zlikwidowany.

Finansiści, pobierając odsetki, wyczerpują gospodarkę, monopolizują wzrost dochodów, a następnie wykorzystują je w drapieżny sposób w celu zwiększenia stopnia wyzysku, a nie w celu wydobycia gospodarki z deflacji długu. Ich celem jest generowanie dochodu w postaci odsetek, opłat i spłat długów i niezapłaconych rachunków. Jeśli dochód finansowy jest drapieżny, a zyski kapitałowe nie są uzyskiwane z własnej pracy, to nie warto przypisywać jednemu procentowi populacji wyprodukowanie 95 procent dodatkowego dochodu.

Otrzymali ten dochód od 99 procent populacji.

Jeśli sektor bankowy świadczy usługi, które generują ogromne fundusze dla jednego procentu populacji, to dlaczego miałby dalej istnieć?

Pomimo wszystkich pozytywnych aspektów, współcześni finansiści na najwyższym (i niższym) poziomie, rzadko pozostawiają gospodarce wystarczającą ilość zasobów materialnych do reprodukcji, a tym bardziej podsycają nienasyconą chęć naliczania złożonych odsetek i drapieżnego przejęcia aktywów.

W naturze pasożyty z czasem zabijają gospodarzy. Taka sytuacja występuje w gospodarce i będzie się nasilać. Końcowy efekt, to wylanie chińskiego systemu punktów na cały świat.

Czas, aby gospodarze usunęli pasożytów…

Korupcja i pasożytnicza biurokracja a redystrybucja

Data: 25.02.2020 23:58

Autor: ziemianin

cambridge.org

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gospodarka #polityka #polska #europa #postkomunizm #redystrybucja #matusiakblog #korupcja #emerytura

Znakomity, bardzo interesujący artykuł w "British Journal of Political Science" ( Cambridge University Press ) z twardymi dowodami.

Korupcja i pasożytnicza biurokracja a redystrybucja

"Abstract

The welfare state literature has largely ignored the impact of a country's quality of government on its levels of redistribution. Using cross-sectional time-series analysis of twenty-one Central and Eastern European countries, this article shows that environments characterized by higher levels of corruption, rampant bureaucratic inefficiency and ineffective enforcement of the rule of law are associated with lower levels of redistribution. Poor government directly affects the supply side of the redistribution process by hindering countries’ ability to allocate funds to redistribution and deliver them to their beneficiaries. Contrary to existing demand-oriented perspectives, the proposed causal mechanism does not blame lower redistribution on the lack of public support for the welfare state. Rather, it focuses on the capacity of states to adopt and implement inequality-reducing policies. The results are robust to numerous extensions and model specifications"

W Europie Środkowo-Wschodniej korupcja, nieskuteczna administracja i słabe rządy prawa prowadzą do mniejszej redystrybucji. Powszechne jest unikanie opodatkowania i bezczelne rozkradanie budżetu. Zdziczenie i korupcja w krajach posowieckich osiągały tam tak potworne rozmiary że dochodziło do ujemnej redystrybucji !

Trudno uwierzyć w to jak szybko i jak bardzo stoczyła się Rosja za degenerata Jelcyna.

W Polsce od 2005 roku ( rządy PISu a potem Platformy Bez Matury czyli rządy POPiSu ) redystrybucja spadała ! Niestety brak jest danych o sytuacji po 2015 roku


Stopa zastąpienia emerytur:

2014-61,8%

2015-61,5%

2016-60,3%

2017-58,5%

2018-56,4%

Niepokojące wieści z ZUS-u. Wskazują na to najnowsze dane o emeryturach Polaków

Młodzi Polacy grają na rakotwórczych boiskach?

Data: 25.02.2020 19:06

Autor: ziemianin

dziennikbaltycki.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #boisko #dzieci #orliki #zembla #rak #nowotwor #orliki

Boiska piłkarskie ze sztuczną nawierzchnią powstają w ostatnich latach, jak przysłowiowe grzyby po deszczu, a ich symbolem stał się program „Orlik” zrealizowany za poprzedniej władzy. Według najnowszych badań spora część z nich zawiera jednak „”wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, należące do szczególnie niebezpiecznych dla zdrowia dzieci”, które mogą powodować nowotwory.

Młodzi Polacy grają na rakotwórczych boiskach?

Całą sprawę w obszernym tekście opisał dzisiaj portal Onet.pl, powołując się przede wszystkim na informacje rodziców dzieci poszkodowanych przez grę na sztucznej nawierzchni. Młodzież miała więc wracać z boisk nie tylko brudna, ale ze łzawiącymi oczami, wysypką, katarem, kaszlem czy alergiami. Portal opisuje całą sprawę na przykładzie funkcjonującej w Warszawie Szkoły Podstawowej nr 343.

Rodzice dzieci uczęszczających do placówki już od wielu lat mieli zwracać uwagę jej dyrekcji, wskazując na problemy ze szkolnym boiskiem. Zostało ono oddane do użytku w 2013 roku, natomiast dwa lata później oczyszczono je ze śmieci oraz dorzucono nową warstwę granulatu. Sama nawierzchnia jest właśnie zbudowana ze sztucznej trawy, z kolei sam granulat produkowany jest ze zużytych opon, uszczelek, kołnierzy z pralek czy dywaników samochodowych. Największym mankamentem boiska było jednak fakt, że boisko śmierdzi, a podczas gry unosi się z niego pył.

Początkowo dyrekcja szkoły lekceważyła jednak wszelkie sygnały. Rodzice uczniów poprosili więc o pomoc miejscowego proboszcza, a także byłego selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski, Jerzego Engela. Obaj udali się do burmistrza dzielnicy Ursynów, Roberta Kempy, który zdecydował się sfinansować badania toksykologiczne obiektu.

Wyniki ekspertyz ukazały się w grudniu zeszłego roku. Według nich nawierzchnia przekracza znacząco wszystkie dopuszczalne normy – chodzi zwłaszcza o „wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA) należące do organicznych związków chemicznych szczególnie niebezpiecznych dla zdrowia dzieci”, a także „benzo(a)piren zaliczany do substancji mutagennych i działających szkodliwie na rozrodczość’. Ponadto na boisku ma znajdować się szereg rakotwórczych pierwiastków, takich jak ołów, kadm, nikiel i rtęć. Specjaliści cytowani przez Onet twierdzą, że w perspektywie kilkunastu lub kilkudziesięciu lat u użytkowników boiska mogą wystąpić choroby nowotworowe.

Całą sprawą nie przejął się szczególnie lokalny samorząd. Boisko zostało co prawda zamknięte, natomiast burmistrz obiecał wymianę nawierzchni, ale następnie zmienił zdanie. Teraz nowy granulat ma zostać rozsypany jedynie w tych miejscach, w którym wykryto największe stężenie szkodliwych substancji. Co jednak najbardziej niepokojące, podobne przypadki już wcześniej były znane w Polsce. W Szczecinie podobne analizy zamówiono w przypadku dwóch boisk, a obie potwierdziły tezę o ich szkodliwości dla zdrowia ludzi.

Zmowa milczenia trwa w najlepsze… PKB to mistyfikacja

Data: 24.02.2020 21:16

Autor: ziemianin

geopolityka.robertbrzoza.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gospodarka #pkb #pieniadze #polska

PKB, czyli Produkt Krajowy Brutto, którym operują nasi najbardziej eksponowani ekonomiści zarówno rządowi jak i z wyższych uczelni ekonomicznych jest jedną wielką mistyfikacją!

Zmowa milczenia trwa w najlepsze… PKB to mistyfikacja

W odpowiedzi na interpelację Posła na Sejm RP Józefa Brynkusa, Ministerstwo Finansów przekazało oficjalną wykładnię, z której wynika niedwuznacznie, że dochody ponadnarodowych korporacji finansowych, zagranicznych koncernów przemysłowych, obcych hipermarketów, zagranicznych banków, niepolskich właścicieli niektórych mediów, a nawet dystrybutorów rosyjskiego gazu i arabskiej ropy naftowej tworzą polski produkt krajowy brutto.

Zatem firma FCA mimo, że ponad 90% zmontowanych w Tychach samochodów wysyła na eksport, a Polska nie mając już akcji tej firmy nie uczestniczy w podziale dywidendy, to jest wg. GUS firmą dającą dochód naszemu pięknemu krajowi, a nie Włochom i Amerykanom.

Mamy w Gliwicach montownię samochodów „Opel”, która przynosi spore dochody m.in. niemieckim akcjonariuszom, jednak według GUS nie ma znaczenia gdzie płyną pieniądze, bo stanowią one rzekomo część naszego PKB!

Najchętniej kupowanym nad Wisłą samochodem jest czeska „Skoda” i mimo, że zyski z tej sprzedaży tylko w znikomej części pozostają w naszym kraju, to nasi „wspaniali” ekonomiści całość nie tylko tych zysków, ale również cały przychód wliczają do Produktu Krajowego Brutto!

Gdy rezydent rosyjskiego Gazpromu sprzeda ten gaz w Polsce, to pomimo, że jego dochód wcale w naszym kraju nie pozostaje, to stanowi…element naszego PKB!

Globalne koncerny naftowe, które posiadają rozwinięte sieci stacji benzynowych w Polsce transferują swoje dochody za nasze granice, ale GUS wlicza ten dochód do naszego dochodu narodowego!

Największy kabaret jest z obcymi bankami, bo wystarczy, że rok są zarejestrowane w Polsce, a już GUS wlicza ich obroty do naszego PKB.

Kto mi nie zechce uwierzyć na słowo, to niech zapozna się z prezentowaną poniżej pierwszą stroną odpowiedzi Ministerstwa Finansów RP na interpelację Pana Posła Józefa Brynkusa

Najbardziej kabaretowe wydaje się wliczanie eksportu (pomniejszonego o import) dokonywanego przez obce firmy do naszego PKB, bo to oznacza, że im większy dochód z eksportu płynie za granicę ( czyli poza Polskę) tym bardziej wzrasta GUS-owskie PKB!

Moim zdaniem i z logicznego punktu widzenia Produkt Krajowy Brutto, stanowi tylko i wyłącznie to, co jest wytwarzane przez nasz kraj, a dochód narodowy, to jest tylko i wyłącznie dochód Rzeczpospolitej, a nie suma wszystkich dochodów, które wyciskają jak z gąbki obce koncerny i korporacje finansowe z potu i zdrowia Polaków, a potem transferują zyski do banków Szwajcarii, USA, RFN, Włoch, Francji, Belgii itd…

Cudu gospodarczego nadal nie ma, a PKB wyliczany przez GUS, to jest tylko ordynarna ściema!

Rajmund Pollak


Komentarz:

Autor artykułu słusznie uważa PKB za narzędzie niemające wiele wspólnego z rzeczywistością. Obrazuje sumę wytworzonych dóbr i usług na terenie Polski. Stanowi tylko i wyłącznie stan produkcji na terenie naszego kraju. Oszustwo polega na zaliczaniu PKB do najważniejszych narzędzi w gospodarce.

Jeżeli korporacja zagraniczna osiągnie olbrzymie zyski z działalności na terenie Polski, to cały zysk wywiezie za granicę. Jej dodatkowy dochód (wartość dodana) zaliczany jest do PKB i powiększa wzrost gospodarczy. Politycy chełpią się wskaźnikiem wzrostu gospodarczego, który może mieć niewielki wpływ na polepszenie sytuacji w Polsce.

Dodatkowo o wzroście gospodarczym decyduje system bankowy, czyli międzynarodowa finansjera. Wzrost gospodarczy pojawia się tylko, kiedy przedsiębiorstwa inwestują/więcej sprzedają. Inwestycje w większości pochodzą z kredytów bankowych. Jeżeli bank nie udzieli kredytu danemu przedsiębiorstwu, to będzie mniejszy wzrost gospodarczy.

Jedynym plusem istnienia zachodnich korporacji w Polsce jest zatrudnianie polskich pracowników.

Minusem jest możliwość utworzenia przez nich monopolu płacowego. Mogą dyktować, zamrażać, zaniżać wysokość płac w gospodarce.

Przykładem tutaj jest Specjalna strefa Ekonomiczna w Mielcu. Kiedy pracownicy tamtejszych zakładów dowiedzieli się o istnieniu zmowy wysokości wynagrodzeń pomiędzy koncernami zachodnimi, rozpoczęli strajk.

W dalszym ciągu ekonomiści, jak i politycy PiS niczym nie różnią się od PO i czerwonych pod względem ukrywania prawd ekonomicznych.

Najważniejszym narzędziem w gospodarce jest emisja pieniądza, czyli podaż/ilość pieniądza w gospodarce.

To ten parametr decyduje czy w gospodarce, w danej branży jest stabilizacja zakupów towarów czy zastój lub zapaść branży. To ten parametr decyduje o wzroście wynagrodzeń w gospodarce i zyskach polskich firm.

Dlaczego politycy PiS milczą o podaży pieniądza?

Aby całkowicie kontrolować ilość pieniądza w gospodarce, bank NBP musiałby mieć pełną możliwość emisji złotówki i przekazywać pieniądz rządowi lub bezpośrednio do gospodarki.

Nie może tego czynić, ponieważ zabrania mu Konstytucja i Unia Europejska.

Takie „cuda” może czynić tylko kilka banków na świecie.

Aby rząd uzyskał pieniądze na pokrycie deficytu budżetowego, musi brać kredyty od finansjery lub sprzedawać obligacje inwestorom.

Jeżeli te pieniądze pochodziłyby z emisji pieniądza, Polska nie miałaby długu. Miliardy dolarów z obsługi zadłużenia inwestowane byłyby w Polsce.

To jest zakłamany świat polityków i ekonomistów.

Zmowa milczenia trwa w najlepsze…

Turcja znosi wizy dla Polaków. Zmiany od 2 marca

Data: 23.02.2020 17:48

Autor: ziemianin

mfa.gov.tr

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #turcja #wizy #podroze #turystyka

Do tej pory Polacy udający się do tego kraju na wakacje musieli wyrobić sobie wizę turystyczną. Jej koszt to 35 dolarów od osoby (ok. 135 zł).

Turcja znosi wizy dla Polaków. Zmiany od 2 marca

Wybierający się do Turcji Polacy od 2 marca nie będą musieli kupować wizy – poinformował rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Turcji Hami Aksoy. Turcja to jeden z najpopularniejszych kierunków wakacyjnych wybieranych przez Polaków.

W oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych Turcji czytamy, że "od 2 marca 2020 r. obywatele pięciu państw strefy Schengen: Austrii, Belgii, Holandii, Polski, Hiszpanii oraz obywatele Wielkiej Brytanii zwolnieni będą z obowiązku wizowego":

W okresie pół roku (180 dni) obywatele tych krajów będą mogli przebywać na terenie Turcji w celach turystycznych 90 dni bez konieczności zakupu wizy.

Turcja popularna wśród turystów

W 2019 roku Polacy najchętniej na urlop z biurami podróży – tak jak w wielu poprzednich latach – jeździli do Grecji. Drugie miejsce zajęła Turcja, trzecie zaś Bułgaria. W 2020 roku dojdzie być może do przetasowania na podium, a na jego najwyższym stopniu rozgościć się może Turcja.

#BezPlanu - Slumsy Kampali - Uganda

Data: 23.02.2020 17:07

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #podroze #afryka #uganda #bezplanu #ciakawostki

Kontynuujemy naszą Podróż po kawałku Afryki wschodniej. Jesteśmy w Ugandzie, a dokładniej w jej stolicy, Kampali, i jedziemy do slumsów położonych na obrzeżach tego miasta. Na miejscu czeka na nas Charles, kolega Moniki, z którym swobodniej i bezpieczniej będziemy mogli poruszać się po nieznanym terenie. To jest wszystko, co wiemy na temat tej wyprawy. To co się wydarzy, zależy więc wprost od przypadku.

Miejsce, do którego jedziemy, w sporej części zamieszkałe jest przez Ugandyjczyków z plemienia Acholi. Ludzie ci uciekli ze swoich rdzennych ziem w północnej części Ugandy na pograniczu z Sudanem przed krwawą wojną, jaka miała tam miejsce kilkanaście lat temu.

#BezPlanu – Slumsy Kampali – Uganda

Awans lub petryfikacja

Data: 23.02.2020 16:55

Autor: ziemianin

pressto.amu.edu.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #szkola #awans #nauka #praca #polska

W zdrowym systemie gospodarczo – społecznym awansują osoby zdolne i chętne do pracy co jest wszechstronnie korzystne dla wszystkich. Marnowanie kapitału ludzkiego i zdolności daje w efekcie wolny wzrost gospodarczy lub stagnacje oraz petryfikacje III Światowych struktur społecznych.

Awans lub petryfikacja

Awansom nie sprzyjają polskie płatne pseudo wyższe szkoły "tego i owego" gdy osoby pochodzące z rodzin dobrze sytuowanych mogą bezpłatnie studiować w państwowych uniwersytetach jednak reprezentujących lepszy poziom nauczania.

W 2005 roku odsetek osób w Polsce mających wyższe wykształcenie, których rodzice posiadali podstawowe wykształcenie, wynosił jedynie 6%. W 2011 polepszyło się do 7%. Nowszych danych niestety nie ma. Polski rezultat na tle cywilizowanego świata jest nędzny.

"Międzypokoleniowa ruchliwość społeczna. Szkolnictwo wyższe a drabina edukacyjna i zawodowa w Polsce

Abstrakt

W tekście analizujemy ekspansję edukacyjną z jednej strony i redukcję nierówności w dostępie do szkolnictwa wyższego z drugiej. Na podstawie rozległego materiału empirycznego (Badanie EU-SILC: European Union Survey on Income and Living Conditions) pokazujemy, że międzypokoleniowe wzorce przekazywania wykształcenia i (grup) zawodów są nadal niezwykle silne we wszystkich badanych systemach europejskich, w tym w Polsce. Edukacja wyższa w gospodarkach opartych na wiedzy jest głównym kanałem międzypokoleniowego awansu społecznego. Międzypokoleniowa ruchliwość społeczna odzwierciedla poziom równości szans: młodsze pokolenia w większym stopniu „dziedziczą” wykształcenie i „dziedziczą” zawody po swoich rodzicach w mniej ruchliwych społeczeństwach, a w mniejszym stopniu – w społeczeństwach bardziej ruchliwych. Pokazujemy, że wyższe wykształcenie i najlepiej finansowo wynagradzane zawody są w Polsce „dziedziczone” częściej niż w większości krajów europejskich, z wyjątkiem krajów postkomunistycznych. Podczas gdy okres ekspansji edukacyjnej istotnie zwiększył sprawiedliwy dostęp do szkolnictwa wyższego w Polsce, awans społeczny widziany z perspektywy długofalowej zmiany między pokoleniami jest wciąż ograniczony. Dla młodych osób pochodzących z biedniejszych i gorzej wykształconych warstw społecznych szanse na uzyskanie wyższego wykształcenia oraz na pracę w zawodach dla wysoko wykwalifikowanych „białych kołnierzyków” są bardzo niskie. Dzieje się tak we wszystkich systemach europejskich, a szczególnie w systemach środkowoeuropejskich. W Polsce odsetek osób mających wyższe wykształcenie, których rodzice posiadali podstawowe wykształcenie, wynosi jedynie 6%."

Pestycydy i środki zmniejszające palność drastycznie obniżają inteligencję dzieci

Data: 22.02.2020 12:42

Autor: ziemianin

odkrywamyzakryte.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #inteligencja dziecka #iq #mozgdzieci #olow #pestycydy #rtec #toksyny #uniepalniacze #zdrowie #zywnosc

Pestycydy i środki zmniejszające palność stanowią dwa nowe zagrożenia dla rozwijających się mózgów dzieci. Ustępują im miejsca toksyczne chemikalia, których od dawna się obawiamy, czyli metale ciężkie, takie jak ołów i rtęć. Szokujące badania wskazują, że to właśnie pestycydy i uniepalniacze powodują niespotykany dotąd poziom nieodwracalnego uszkodzenia mózgu u dzieci.

Pestycydy i środki zmniejszające palność drastycznie obniżają inteligencję dzieci

Trucizna nasza powszednia Lektor PL

Cztery zagrożenia

Według nowych badań z New York University, środki zmniejszające palność spowodowały utratę 162 milionów punktów IQ wśród dzieci w USA w latach 2001-2016.

Badanie, opublikowane w czasopiśmie Molecular and Cellular Endocrinology, analizowało cztery substancje chemiczne, o których wiadomo, że mają największy wpływ na mózg rozwijającego się dziecka: ołów, rtęć, pestycydy i polibromowane difenyloetery (znane również jako środki zmniejszające palność).

Badanie wykazało, że ołów w Stanach Zjednoczonych spowodował utratę 78 milionów punktów IQ w badanym 15-letnim okresie, rtęć 2,5 miliona, a pestycydy odpowiedzialne były za utratę 27 milionów punktów IQ w tych latach.

Ze wszystkich analizowanych substancji chemicznych to właśnie polibromowane etery difenylowe (PBDE) były największym czynnikiem przyczyniającym się do utraty IQ i niepełnosprawności intelektualnej wśród amerykańskich dzieci, co spowodowało utratę w sumie 162 milionów punktów IQ i ponad 738 000 przypadków niepełnosprawności intelektualnej.

Uderzenie z zewnątrz

Naukowcy odkryli, że wśród dzieci narażonych na toksyny w latach 2001-2016 odsetek utraty IQ z powodu ekspozycji na środki zmniejszające palność i pestycydy wzrósł z 67 do 81 procent.

Środki zmniejszające palność można znaleźć w meblach domowych i urządzeniach elektronicznych, a pestycydy można po prostu spożywać, gdy pozostają na produktach spożywczych.Wiele dzieci zostało prawdopodobnie narażonych na działanie tych toksyn w łonie matki.

Choć wiadomo, że wiele przedmiotów gospodarstwa domowego zawiera co najmniej śladowe ilości tych toksyn i udowodniono, że narażenie to jest szkodliwe dla rozwijającego się układu nerwowego, nie wycofano ich z obiegu.

Naukowcy podkreślają, że nie ma bezpiecznego poziomu narażenia na ołów i to samo dotyczy rtęci, pestycydów i środków zmniejszających palność.

Są to silne toksyny, na które rozwijający się mózg dziecka jest szczególnie wrażliwy, a narażenie na nie może mieć ciężkie i trwające całe życie konsekwencje.

Kaliszanin wykrył u siebie 245% przekroczenia normy glifosatu w moczu

Data: 22.02.2020 12:28

Autor: ziemianin

zyciekalisza.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #glifosat #zdrowie #pestycydy #rosliny

W latach 1961-1999 produkcja pestycydów na świecie wzrosła dziewięć razy. W USA na jednego dolara zainwestowanego w pestycydy, uzyskano cztery dolary oszczędności na plonach, ale… wygenerowało to aż 42 dolary kosztów ubocznych, głównie z powodu późniejszego leczenia ludzi i zatrucia środowiska.

Kaliszanin wykrył u siebie 245% przekroczenia normy glifosatu w moczu

Czy myślisz, że takie przywłaszczanie zysków dla siebie i przekazywanie strat nam wszystkim, nie dotyczy Polski?

Dotyczy. Właśnie zaczęliśmy otrzymywać rachunki za beztroską chemizację rolnictwa.

Nawet sami rolnicy, którzy na początku cieszyli się, że zwiększali swoje dochody, teraz ze zdziwienia otwierają szeroko oczy, gdy po zniszczeniu życia biologicznego w glebach, lawinowo wzrosły im koszty. Na przykład od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej zużycie nawozów wzrosło o 31%, a produkcja roślinna tylko o 5%.

Rolnicy dopiero teraz dostrzegają prawdę, że czasy wzrostu plonów na skutek stosowania sztucznych nawozów i pestycydów nagle skończyły się i nastał okres lawinowego wzrostu kosztów oraz problemów z nieznanymi wcześniej, coraz gorszymi szkodnikami.

A co się stało z jakością żywności? Polskie badania pokazują, że wiele owoców i warzyw, choć wygląda podobnie jak w latach 90., teraz zawiera kilkadziesiąt procent witamin mniej.

Najgorzej, że pestycydy, które spożywamy z żywnością, coraz częściej wykrywane są w naszych ciałach w ilościach przekraczających dopuszczalne normy.

Ostatnio za namową Marcina Bustowskiego, szefa Związku Zawodowego Rolników Rzeczypospolitej SOLIDARNI, wielu Polaków zaczęło zlecać badania na zawartość glifosatu w swoim moczu i je upubliczniać. Apel staje się coraz głośniejszy, a ci, którzy zrobili badania, są mocno zdziwieni przekroczeniem norm glifosatu.

Do redakcji zgłosił się kaliszanin, pan Łukasz G., który zgodził się upublicznić swoje wyniki, by ostrzec innych.

 – Jakiś czas temu, zacząłem podupadać na zdrowiu. Czułem niemoc, niepokoje i trudno mi się zasypiało. Pojawiało się  okresowo wysokie ciśnienie. Oczywiście zgłosiłem się do lekarza, ale dodatkowo zasugerowany apelem Marcina Bustowskiego zrobiłem badania glifosatu w moczu. Mocno się zdziwiłem, że też mam przekroczone normy. Zaznaczam, że nie jestem rolnikiem i nie mam bezpośrednio kontaktu ze środkami ochrony roślin. Jestem kasjerem i inkasentem. Staram się zdrowo odżywiać. Jadam mięso raz w tygodniu, głównie kaczkę i gęsinę. Spożywam chleb pełnoziarnisty na zakwasie, pieczony  w prywatnej renomowanej piekarni. Inne produkty również wybieram świadomie, a pomimo tego mam o 245% przekroczoną normę glifosatu – powiedział  kaliszanin, po czym przekazał laboratoryjny wynik badania do publikacji.

Niestety, nie jest to odosobniony przypadek. Kolejne badanie innego czytelnika z przekroczonym wynikiem, dotarły do nas za pośrednictwem facebooka.

Glifosat – związek chemiczny, który jest aktywnym składnikiem niektórych herbicydów jest coraz częściej podejrzewany, że powoduje w naszych organizmach wiele złego. Na polskim rynku glifosat występuje aż w 150 tzw. środkach ochrony roślin.

Ograniczenia w stosowaniu glifosatu obowiązują w: Holandii, Belgii, Niemczech, Włoszech. Inne kraje domagają się całkowitego zakazu używania preparatów z glifosatem.

Polacy wymyślili swój oryginalny sposób radzenia sobie z problemem – prawie każdy rolnik ma teraz dwie działki, jedną z której sprzedaje plony, a drugą dla siebie.

Chcesz zrobić aborcję? Sprawdź, jakie są metody tej zbrodni

Data: 22.02.2020 12:25

Autor: ziemianin

naturalnews.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kobieta #dziewczyna #aborcja #zdrowie

Aborcja to nic innego, jak zamordowanie nienarodzonego dziecka. Kobieta, podejmując aborcyjną decyzję, musi rozumieć, co robi, co czyni.

Chcesz zrobić aborcję? Sprawdź, jakie są metody tej zbrodni

Kobieta w ciąży przez okres do 10 tygodni, bierze dwie tabletki – mifepriston i mizoprostol – w celu zakończenia ciąży, powoduje zaprzestanie rozwoju płodu, a następnie wydalenie go z macicy, nazywa się to aborcją medyczną.

Kobiety doświadczają różnych poziomów dyskomfortu podczas tej procedury, niektóre porównują ją do ciężkiego okresu ze skurczami, podczas gdy inne doświadczają silniejszego bólu. Niektóre kobiety również doświadczają krwawienia lub plamienia przez kilka tygodni po zażyciu tabletek.

Skutki uboczne aborcji medycznych obejmują:

nudności i wymioty,

gorączka i dreszcze,

biegunka,

bóle głowy, 

zawroty głowy,

inne.

W niektórych przypadkach – około 3 na 100 zabiegów – aborcja medyczna nie działa, co powoduje niepełną aborcję. W takich przypadkach zabieg będzie musiał zostać powtórzony lub kobieta będzie musiała przejść zabieg chirurgiczny, w którym lekarz usunie pozostałą tkankę ciążową, czyli szczypcami usunie cząstki ciała dziecka.

Zasysanie próżniowe

W tej metodzie, lekarz poda pacjentowi lek lub zastrzyk w celu znieczulenia szyjki macicy, a następnie użyje ssania, aby usunąć płód. Innymi słowy, tzw. lekarz rozerwie dziecko na drobne kawałki.

Kobieta zwykle nie odczuwa bólu podczas tej procedury, ale może odczuwać uczucie ciągnięcia.

Możliwe zagrożenia i skutki uboczne tej procedury obejmują:

nudności i wymioty,

gorączka,

zakrzepy,

zawroty głowy,

niekompletne usunięcie płodu,

infekcje,

obfite krwawienie, 

uraz macicy, szyjki macicy lub innych narządów, które mogą uczynić kobietę niepłodną.

Dylatacja

Tego rodzaju zabieg zwykle wykonuje się u kobiet w ciąży od ponad 13 tygodni. Kobieta najpierw zostaje uśpiona znieczuleniem ogólnym, aby nie odczuwała bólu, a następnie lekarz używa cienkich prętów zwanych rozszerzaczami, aby otworzyć szyjkę macicy, w celu usunięcia dziecka. Innymi słowy, tzw. lekarz usypia kobietę, by nie czuła bólu i w tym samym czasie nie przejmując się bólem dziecka, rozrywa je na kawałki. Wyciąga osobno rączki, nogi, tułów, głowę. Wszystko roztrzaskane jest na kawałki. Układa na talerzu, by dowiedzieć się, czy każdą część ciała wyciągnął.

Ta procedura niesie takie samo ryzyko i skutki uboczne, jak zasysanie próżniowe.

Wybór metody

Po konsultacji z lekarzem, dokonuje się wyboru metody aborcji, czyli metody zabicia, zamordowania dziecka.

Kobiety decydując się na taki akt, muszą mieć pełną świadomość, co robią. Kobiety, które nie chcą mieć dzieci, powinny wiedzieć, że życie seksualne z danym partnerem/partnerami, może zakończyć się ciążą.

Warto kontrolować swoje życie i myśleć dwa kroki do przodu. Morderstwo dziecka jest czarną plamą na duszy każdej kobiety i mężczyzny.

Jak oswaja się Polaków aby nie reagowali na przypadki pedofilii?

Data: 22.02.2020 06:50

Autor: ziemianin

stronazycia.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pedofilia #pedaly #wesolki #zboczency #chorzypsychicznie #degeneraci #dzieci #pedofile

Aby Polacy stali się obojętni wobec pedofilii, promuje się homoseksualizm i inne zaburzenia seksualne.

Jak oswaja się Polaków aby nie reagowali na przypadki pedofilii?

Seks z dziećmi jest dla zdecydowanej większości Polaków nie do zaakceptowania. Dlatego pedofile i deprawatorzy za wszelką cenę próbują oswoić całe nasze społeczeństwo z pozostałymi zboczeniami i dewiacjami seksualnymi, aby ludzie zaakceptowali je jako coś normalnego i przestali na nie reagować. Dzięki temu Polacy mają stać się obojętni również wobec molestowania seksualnego dzieci.

W tym celu szczególnie promuje się w Polsce homoseksualizm, który jest z pedofilią ściśle związany.

Celem tzw. parad równości jest oswojenie Polaków z zaburzeniami seksualnymi.

W całym kraju organizowane są tzw. „parady równości” lub „marsze tolerancji”, których zadaniem jest wzbudzenie pozytywnych uczuć wobec zaburzeń seksualnych. W Europie Zachodniej i Ameryce tego typu parady są niezwykle obsceniczne i wulgarne. Dzieci są zmuszane w ich trakcie do oglądania nagich genitaliów oraz praktyk sadomasochistycznych.

W Polsce nie ma na to przyzwolenia społecznego, więc deprawatorzy na „paradach równości” nie pokazują tak wulgarnych scen, tylko odwołują się do współczucia i starają się wmówić Polakom, że: „każdy ma prawo kochać” oraz że „to prywatna sprawa, co ktoś robi w sypialni”. Wszystko po to, aby nasz naród zaczął być obojętny i bierny wobec dewiacji i zaburzeń seksualnych.

Tę obojętność widać już teraz. Na temat „parad równości” często słyszymy, że „przecież oni tylko maszerują z tęczowymi flagami, co w tym złego?” albo, że „trzeba być tolerancyjnym dla innych poglądów”. To efekt propagandy ocieplania wizerunku deprawatorów, na którą każdego roku lobby deprawatorów przeznacza dziesiątki milionów złotych.

Następnie próbuje się wymusić na społeczeństwie akceptację dla praktyk homoseksualnych, przedstawiając je już nie jako „odmienne poglądy”, ale jako coś dobrego, przyjemnego i normalnego. Dwóch homoseksualistów zaczyna się określać mianem „rodziny”, takiej samej jak małżeństwo mężczyzny i kobiety. Związki homoseksualne promuje się w telewizji, gazetach i mediach społecznościowych.

Wszystko po to, aby przygotować grunt pod legalizację w Polsce tzw. małżeństw homoseksualnych i umożliwić homoseksualistom adopcję dzieci.

Homoseksualiści stanowią ok. 2% społeczeństwa. Są jednak odpowiedzialni nawet za 40% wszystkich przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci. Potwierdzają to liczne badania naukowe i statystyki. (37)

Wszystko zaczyna się niewinnie, od paradowania po ulicy z tęczowymi flagami i lekcji w szkole o „różnorodności” i „tolerancji”. Później będzie przymusowe oglądanie gołych ekshibicjonistów na „marszach równości” oraz nauka masturbacji i wyrażania zgody na seks w przedszkolu. W kolejnym kroku zostaną zalegalizowane „małżeństwa” homoseksualne i zezwoli się im na adopcję dzieci. A na końcu nikt nie będzie reagował na gwałty, których pedofile będą się masowo dopuszczać na rozbudzonych seksualnie dzieciach.

To wszystko już niedługo może być w Polsce obowiązkowe!

WARSZAWA

18 lutego 2019 roku prezydent stolicy Rafał Trzaskowski podpisał tzw. Warszawską Deklarację LGBT (38), przygotowaną przez lobby homoseksualne. Deklaracja ma charakter uroczystego, politycznego zobowiązania prezydenta wobec homoseksualistów. Co zakłada?

Wprowadzenie we wszystkich stołecznych szkołach „edukacji” seksualnej i zajęć oswajających dzieci z homoseksualizmem. Dodatkowo, w każdej warszawskiej szkole ma być zatrudniona osoba, której celem będzie pilnowanie „praw homoseksualistów” na terenie placówki!

„Edukacja” seksualna w warszawskich szkołach ma być prowadzona na podstawie Standardów Edukacji Seksualnej WHO, które rozbudzają dzieci seksualnie i zakładają naukę masturbacji oraz wyrażania zgody na seks. Organizacje należące do lobby homoseksualnego i LGBT nie kryją swojego zadowolenia z przyjęcia Deklaracji.

GDAŃSK

W 2018 roku władze Gdańska przyjęły napisany przez lobby LGBT „Model na rzecz Równego Traktowania”, który zakłada wprowadzenie w gdańskich szkołach „edukacji” seksualnej opartej o Standardy Edukacji Seksualnej WHO.

Z materiałów „edukacyjnych”, przygotowanych na potrzeby realizacji tego programu, uczniowie gdańskich szkół dowiedzą się m.in., że:

„Większość ludzi, kobiet i mężczyzn, masturbuje się. Masturbacja to jeden z normalnych i zdrowych przejawów seksualności, zarówno samodzielnie, jak i w relacji.” (39)

Dowiedzą się także, że homoseksualizm jest czymś całkowicie naturalnym i dobrym oraz poznają przysługujące im „prawa seksualne”.

POZNAŃ

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak przeznaczył w 2018 roku 200 000 złotych na organizację zajęć dotyczących „przeciwdziałania dyskryminacji” w szkołach na terenie miasta. (40) Według oficjalnych zapowiedzi władz Poznania, celem programu jest budowanie wśród uczniów postaw akceptacji i otwartości dla „inności”.

O jaką „inność” chodzi? W opublikowanym przez Jacka Jaśkowiaka „pomocniku dydaktycznym”, przeznaczonym do wdrażania programu w szkołach, wymieniono listę polecanych organizacji, które przeprowadzają zajęcia z „edukacji antydyskryminacyjnej”.

7 z 8 wymienionych organizacji to instytucje związane z kulturową lewicą, której celem jest upowszechnienie w Polsce homoseksualizmu i aborcji. Środowisko to prowadzi aktywny lobbing polityczny na rzecz legalizacji w Polsce tzw. „małżeństw” homoseksualnych z możliwością adopcji dzieci oraz organizuje zajęcia dla dzieci, których celem jest oswojenie uczniów z homoseksualizmem.

Sadzonki drzew leśnych – jak powstają?

Data: 22.02.2020 06:02

Autor: ziemianin

krosno.lasy.gov.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #las #drzewa #rosliny #natura #swiatrolnika

Przed laty biskup Ignacy Krasicki – nasz słynny poeta – na temat gospodarki leśnej takie miał przemyślenia:

„Jest to stary błąd, na tym utrzymywanie lasu zasadzać,

żeby żadnego drzewa nie tykać.

Każda rzecz w przyrodzie ma swój kres, do którego

przyszedłszy, trwa czas niejaki w dobrym stanie, ten

przebywszy, psuć się musi.

Drzewo przestarzałe staje się niezdatnym i próżno

miejsce zalega: trzeba go więc w czasie doskonałej jego

pory wycinać, ale w tym wycinaniu tak poczynać

roztropnie, żeby aktualna korzyść dalszej nie

przeszkadzała".

Jak powstają sadzonki drzew leśnych? Okazuje się, że to niezwykle żmudna i czasochłonna praca. Najtrudniejszym zadaniem jest wyprodukowanie zdrowej, prawidłowo rozwiniętej sadzonki.

Sadzonki drzew leśnych – jak powstają?

Jednym z ważniejszych czynników, które sprzyjają prawidłowemu rozwojowi materiału siewnego jest podłoże, na którym rodzą się sadzonki. Nie da się w pełni zastąpić natury. Można jedynie naśladować ją i stale się uczyć. Proces powstania sadzonki drzew leśnych zaczyna się od szyszki lub żołędzia. W taki sposób rozmnażają się. Każda z szyszek zawiera materiał siewny, który w naturalnych warunkach jest rozsiewany przez wiatr. Dlatego szyszki są przez leśników skrupulatnie zbierane. W jednej szyszce drzew iglastych znajduje się kilkanaście ziaren. Kiedy uda się zebrać odpowiednią ich ilość, trafiają do specjalnej maszyny.

Sadzonki drzew – proces produkcji

Co dzieje się później? Maszyna podgrzewa każdy wsad do około 50 stopni Celsjusza, przyczyniając się do otwarcia szyszek i wysypania się ziaren do osadnika. Niestety, nasiona nie są gotowe do ich natychmiastowego użycia i należy je odsiać. Chodzi o proces "odskrzydlania", który można porównać do oddzielenia ziarna od kłosów. Nie używa się do tego kombajnu, a pracę wykonuje się ręcznie, poprzez pocieranie ziaren, jednego o drugie.

W ten sposób otrzymujemy materiał siewny, a do produkcji sadzonek stosuje się kilka sprawdzonych metod. Jedną z nich jest użycie siewnika na uprzednio przygotowanym gruncie. Jest to najprostszy, ale najmniej efektywny sposób. Zdarza się, że rośliny nie przyjmują się i obumierają.

Produkcja sadzonki drzew leśnych może zająć nawet 3 lata

Innym sposobem są inspekty, a więc np. betonowe kwatery, w których ręcznie wysiewa się nasiona drzew leśnych. Inspekty dają możliwość kontrolowania warunków kiełkowania i pierwszego etapu wzrostu roślin. Wykorzystuje się do tego specjalne okna cieniujące, które chronią materiał przed mrozem i nadmiernym działaniem promieni słonecznych. W inspektach zamontowany jest system zraszania. Wyprodukowanie gotowej sadzonki drzewa w takim systemie trwa od 1 roku do 3 lat. Najbardziej opłacalną metodą jest zastosowanie kontenerów (200-300ml) tj. minipojemników ze styropianu połączonych w pola paletowe. Jest to proces skomplikowany, ale nad wyraz skuteczny i plenny.

W pierwszym rzędzie przygotowuje się mieszankę torfu z woda i nawozami w specjalnym mikserze. Mieszanka wsypywana jest do styropianowych kontenerów i zagęszcza się ją. Kolejnym, ważnym etapem jest odpowiednie ułożenie nasion w pojemnikach. W przypadku sosny, wysiewa się po dwa nasiona. Kilka sekund później kasety posypywane są perlitem i zraszane wodą. Całość etapu to zaledwie 10 sekund. Potem palety z pojemnikami trafiają do tunelów cieplarnianych, by mogły wykiełkować. Bardzo ważna jest odpowiednia temperatura, wilgotność powietrza i podlewanie. Po kilku tygodniach większość nasion kiełkuje i rośnie, by opuścić cieplarniane warunki i trafić na zewnątrz.

W ten sposób sadzonki drzew oczekują początku jesieni lub wiosny następnego roku, by trafić do wysadzania.

Fałszowanie miodu coraz większym problemem. Jak oszukują?

Data: 22.02.2020 05:54

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #miod #pszczoly #zdrowie #jedzenie #falszowaniezywnosci

Fałszowanie miodu staje się coraz większym problemem. Nieprawdziwe informacje na etykietach, dodawanie syropu glukozowo-fruktozowego i dokarmianie sacharozą sprawia, że na rynku pojawiają się produkty o znacznie słabszej jakości. Miód o dobrej jakości staje się towarem luksusowym.

Fałszowanie miodu coraz większym problemem. Jak oszukują?

Niedobór miodu na rynku

Na europejskim rynku największymi dostawcami miodu są pszczelarze z Polski, Niemiec i Szwecji, ale nie są w stanie zaspokoić popytu na ten produkt. Problemy i uwarunkowania branży sprawiają, że do sklepów trafia miód importowany, zwłaszcza z Ukrainy i Chin. Rośnie też skala zjawiska fałszowania tego produktu. Obecnie aż 60 proc. produktu na unijnym rynku pochodzi spoza Unii Europejskiej.

– Mimo że nie chcielibyśmy go importować, to nie mamy wyjścia, bo kraje unijne nie produkują wystarczającej ilości miodu, a powodem jest wymieranie pszczół. Przyczyn jest wiele – pestycydy, ograniczenie naturalnego habitatu oraz monokultura rolnicza

– mówił agencji Newseria Biznes Wojciech Janek z Honey Revolution.

Produkcja miodu w Polsce

Jakie problemy mają pszczelarze przy produkcji miodu?

– Jest wiele powodów cywilizacyjnych, które tworzą nieprzyjazne warunki dla pszczół. Instytut Ogrodnictwa Zakład Pszczelnictwa w Puławach w opracowaniu z 2018 roku podaje, że w Polsce jest około 1,63 mln rodzin pszczelich, o ok. 5,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Najwięcej rodzin znajduje się na terenie województwa lubelskiego (12 proc.). Przeciętnie na 1 km2 powierzchni kraju przypada 5,2 rodzin pszczelich. Ich największe zagęszczenie występuje w województwie małopolskim, a najmniejsze w województwie podlaskim

– mówił Wojciech Janek.

– Pszczelarze są bardzo rozproszeni. Średnia wielkość pasieki w Polsce to 22 ule, w Niemczech jest nawet gorzej, bo tylko siedem uli. To są małe przychody, taki side business, jak mówią Amerykanie. Przez to nie jest to gałąź rolnictwa, w którą się inwestuje, jest to raczej branża hobbystyczna i skrajnie nieefektywna 

– dodawał.

Najwięcej gospodarstw pszczelarskich na Warmii i Mazurach

W Polsce działa ponad 76 tys. pszczelarzy. Przeciętna obsada pasieki to 22 rodziny pszczele. Największe gospodarstwa pszczelarskie funkcjonują na Warmii i Mazurach (około 39 rodzin), a najmniejsze (poniżej 13 rodzin) na Śląsku. Dominują pasieki liczące od 11 do 20 pni (28,9 proc.), a najliczniej reprezentowane są pasieki liczące od 21 do 50 rodzin (38,1 proc.). Pasieki powyżej 80 rodzin stanowią tylko 2 proc ogółu (12,3 proc. wszystkich rodzin pszczelich). Tylko ok. 470 pasiek w Polsce posiada obsadę powyżej 150 rodzin pszczelich i uznawanych jest za zawodowe, ok. 120 z nich ma ponad 300 rodzin pszczelich. Najwięcej znajduje się w województwie warmińsko-mazurskim, a najmniej w województwie podlaskim.

Fałszowanie miodu

Eksperci przekonują, że obecnie zjawisko fałszowania miodu jest ogromnym problemem. Warto dodać, że jest to niezwykle opłacalny proceder. Na polskie stoły trafia zazwyczaj importowany produkt, który na dobrą sprawę nawet nie jest miodem. Fałszerstwo może dotyczyć nie tylko sposobu produkcji, czyli dokarmiania pszczół sacharozą, ale także dodawanie do gotowego produktu syropu glukozowo-fruktozowego. Kolejną kwestią są nieprawdziwe informacje dotyczące pochodzenia miodu, pojawiające się na etykietach opakowań.

Eksperci Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych podkreślają, że miody są importowane na dużą skalę z Azji i Ameryki Łacińskiej lub innych regionów Europy. Są one zwykle tańsze od wyrobów krajowych, ale też ich walory jakościowe są gorsze.

Polon-210 i historia kilku przypadków jego niezamierzonej konsumpcji

Data: 22.02.2020 05:35

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polon210 #pierwiastki #chemia #promieniotworczosc #zaufanatrzeciastrona

Wyniki eksperymentu naukowego z podaniem polonu pięciu pacjentom z Rochester w USA zostały opublikowane w 1950 roku. Uproszczone wnioski z tej pracy: polon-210 szkodzi zdrowiu. Czy jesteśmy naprawdę tego świadomi? Czy jesteśmy gotowi na polon?

Polon-210 i historia kilku przypadków jego niezamierzonej konsumpcji

Agonię Litwinienki zarejestrowano na zdjęciach pokazujących śmiertelnie wyczerpanego mężczyznę, pozbawionego włosów, o nienaturalnie żółtej skórze i zmienionych cierpieniem rysach. Ta śmierć wstrząsnęła opinią publiczną. Oskarżycielskie głosy skierowały się z oburzeniem w stronę Moskwy.

Według profesora Nicka Priesta z Middlesex University, toksykologa i eksperta ds. promieniowania, Aleksandr Litwinienko, były agent FSB, był prawdopodobnie pierwszą osobą, która umarła z powodu napromieniowania alfa polonem-210. Czyżby?

Szczury laboratoryjne

W naszych Górach Izerskich lub nieco dalej, koło Śnieżnika, można znaleźć prześliczny minerał o intensywnie zielonej barwie (gdybyście znaleźli taki minerał, to w miarę możliwości nie tulcie go do serca – należy go przechowywać w ołowianym pojemniku i zachowywać szczególną ostrożność, obchodząc się z nim). To chalkolit (torbernit), niewinnie wyglądająca ruda uranu. W 1898 roku Maria Skłodowska-Curie stwierdziła, że minerał ten jest o wiele bardziej radioaktywny niż wynikałoby to z zawartości uranu i poddała łupek badaniom. Wraz z Piotrem Curie opracowała metodę wskaźników promieniotwórczych i określiła zdolność promieniowania dodatkowego pierwiastka znajdującego się w chalkolicie. Polon, nowo odkryty pierwiastek, okazał się silnie radioaktywnym metalem, emitującym promieniowanie alfa. Jeden miligram izotopu polon-210 emituje tyle samo cząstek alfa co 4,5 grama radu. Jest śmiertelnie szkodliwy, 50 tysięcy razy bardziej trujący niż cyjanowodór. Wystarczą opary lub połknięcie odrobiny tego pierwiastka, by umrzeć.

1 gram polonu całkowicie wystarczyłby, by uśmiercić 50 milionów ludzi i zniszczyć życie kolejnym 50 milionom.

. . . pozostała treść na stronie źródła

#matusiakblog Prokuratura III RP

Data: 21.02.2020 16:04

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#matusiakblog #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #prokuratura #sedziowie #sprawiedliowsc #pasozyty

Coraz dłuższy jest czas rozpatrzenia spraw sądowych. Miało być lepiej ale wyszło jak zawsze.

#matusiakblog Prokuratura III RP

Dynamicznie rośnie liczba spraw "długotrwałych" w prokuraturze.

Według stanu na dzień 31 grudnia 2017 roku było aż 6 442 prokuratorów. Obciążenie pracą prokuratorów w Polsce jest bardzo małe. W Polsce prokurator ma średnio 178 spraw rocznie zaś we Francji aż około 2700.

Sędziowie i prokuratorzy w 1939. Grupy uposażenia. Uposażenie zasadnicze w złotych – liczba etatów w Polsce:

I 1100 złotych – 207

II 800 złotych – 486

III 575 złotych – 1570

IV 425 złotych – 1382

Razem 3645 sędziów i prokuratorów.

Obecnie w spodstolnej III PR jest 10 322 sędziów i 6 442 prokuratorów. Jest 4,6 raza więcej niż za Sanacji, której trwa rekonstrukcja historyczna.

Słusznie krytykowane jest sądownictwo. Natomiast mający prawie takie same przywileje prokuratorzy, którzy pracują znacznie gorzej niż sędziowie, propaganda rządowa oszczędza.

Zbigniew Ziobro w ogóle nie nadaje się na stołek prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości ale naczelnik państwa, zwykły poseł Kaczyński tego nie widzi.

Chiny mają w garści USA. Produkują większość leków i antybiotyków

Data: 21.02.2020 15:58

Autor: ziemianin

naturalnews.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #leki #zdrowie #chiny #apteki #recepty #BigPharma

Ponad połowa Amerykanów przyjmuje leki na receptę.

Dodajmy do tego 150 milionów ludzi, którzy przyjmują suplementy i mamy problem. Prawie wszystkie suplementy i leki wytwarzane są ze składników pozyskanych z Chin.

Jeśli Chiny zablokują dostęp do wytwarzanych przez nich składników i leków, amerykańskie szpitale i apteki wyczerpią zapasy w ciągu dwóch miesięcy.

Chiny mają w garści USA. Produkują większość leków i antybiotyków

Tak to opisują gazety:

NBC News:

„Chiny mogłyby potencjalnie zbroić" nasze leki. Mogą sprzedawać leki bez żadnych leków. Mogą sprzedawać leki, które zawierają śmiertelne zanieczyszczenia”.

„Nie możemy już produkować penicyliny”… Ostatnia fabryka penicyliny w Stanach Zjednoczonych została zamknięta w 2004 r.”.

Seattle Times:

"Miliony Amerykanów zażywają leki wyprodukowane w Chinach – leki sprzedawane w dużych sklepach i aptekach, podawane w szpitalach i używane przez weteranów i placówki wojskowe na całym świecie.

W ciągu ostatnich 30 lat, znaczna część amerykańskiego przemysłu produkującego leki, przeniosła się za granicę.

USA praktycznie nie są w stanie wytwarzać ogólnych antybiotyków stosowanych w leczeniu infekcji ucha, paciorkowca gardła, zapalenia płuc, infekcji dróg moczowych, chorób przenoszonych drogą płciową, boreliozy i innych chorób.

Za pięć do dziesięciu lat, USA znacznie stracą zdolność do produkcji większości leków generycznych".

Politico:

Rosemary Gibson: „Leki mogą być używane jako broń wojenna przeciwko Stanom Zjednoczonym”.

Jedna fabryka w Chinach wyprodukowała aktywny składnik farmaceutyczny popularnego leku na nadciśnienie, walsartanu, który, jak się okazało, zawierał rakotwórczą substancję chemiczną stosowaną do wytwarzania płynnego paliwa rakietowego.

NY Post :

"Amerykańskie fabryki nie produkują już generycznych antybiotyków. Tak więc, jeśli napięcia amerykańsko-chińskie nasilą się, Chiny mogą odciąć eksport antybiotyków, powodując zamieszanie w naszych szpitalach".

Pytanie: czy Chiny zablokowałyby transport lekarstw do USA?

Tylko wtedy, gdyby USA wywołała z nimi wojnę.

Sytuacja jest ciekawa, wręcz dramatyczna. USA pozbyło się fabryk, co skutkować może dużymi problemami.

Chiny są pod pręgierzem żydowskiego systemu finansowego i wojskowego. USA jest pod pręgierzem zatrzymania handlu z Chin.

To są te plusy globalizacji.

To globalizacja zmusza ich do pokojowego rozwiązania problemów. Ma to niebagatelne znaczenie dla każdej osoby na świecie.

Wojna to coś najgorszego, co może spotkać człowieka.

A2: 66 zł. Śmieci: 150 zł. ZUS: 1430 zł. Czy zarobki nadążą za kosztami życia?

Data: 21.02.2020 15:55

Autor: ziemianin

strefabiznesu.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gospodarka #pieniadze #oplaty

Od 1 marca za przejazd samochodem osobowym przez krótki, bo liczący zaledwie 150 kilometrów, odcinek autostrady A2 zapłacimy 66 zł. Nieco wcześniej przez całą Polskę przetoczyła się fala podwyżek za usługę wywozu śmieci. W niektórych miejscowościach opłaty wzrosły nawet o 200 – 300 proc.! Rosną także koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Ktoś, kto ma biznes, a nie kwalifikuje się już na żadne ulgi, musi co miesiąc oddawać do ZUS-u aż 1431,48 zł. To o 114,51 zł (+8,7 proc.) więcej niż w 2019 roku. O rachunkach za prąd czy żywność nawet nie wspominam.

A2: 66 zł. Śmieci: 150 zł. ZUS: 1430 zł. Czy zarobki nadążą za kosztami życia?

Wiele wskazuje na to, że na początku 2020 roku podwyżki sporej grupy usług oraz produktów staną się realnym problemem dla wielu Polaków. Warto odnotować, że rosnąca inflacja może się stać przyczynkiem do podwyżki stóp procentowych, a to będzie oznaczało wyższe koszty obsługi wszelkiego rodzaju kredytów. Eugeniusz Gatnar, który jest członkiem Rady Polityki Pieniężnej już zapowiedział: "Jeżeli marcowa projekcja pokaże w swoim horyzoncie wyższą względem poprzednich prognoz ścieżkę inflacji, z CPI w górnym paśmie odchyleń, wskazany będzie wniosek o podwyżkę stóp". Przekładając to na polski: "Szykujcie się, bo możliwe jest, że będziemy musieli podnieść stopy procentowe".

Ceny usług i produktów rosną, ale czy w ślad za nimi idą podwyżki wynagrodzeń i zarobków? GUS ogłosił wczoraj, że przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w styczniu 2020 roku wyniosło 5.282,80 zł, co oznacza wzrost o +7,1 proc. porównując ze styczniem roku ubiegłego. Wspomniana kwota "na rękę" to ok. 3.700 zł. Czy za takie pieniądze można się utrzymać? W mojej ocenie spokojnie, o ile nie prowadzimy jakiegoś rozrzutnego trybu życia. Problem polega jednak na tym, że przeciętne wynagrodzenie ogłaszane przez GUS istotnie różni się od mediany zarobków w Polsce.

Co to jest mediana? – To statystyczna wartość, która dzieli zbiór badanych rezultatów – w tym przypadku wynagrodzeń – dokładnie na pół. 50 proc. wyników jest od tej wartości niższa, a drugie 50 proc. – wyższa. Według ostatniego dostępnego odczytu GUS na temat mediany zarobków (dane za październik 2019 r.) dokładnie połowa zatrudnionych w Polsce pracowników zarabiała mniej niż 4094,98 zł brutto, a pozostała druga połowa więcej. Oznacza to, że mediana płac wyniosła około 2919 zł netto ("na rękę").

Wypowiadając się w imieniu połowy pracujących Polaków, którzy zarabiają mniej niż wspomniane 2919 zł, zadam pytanie: czy jednorazowy przejazd autostradą A2 za 66 zł nie jest przypadkiem zbyt wysokim kosztem dla przeciętnego Polaka, który chciałby skorzystać z tego udogodnienia?

Polskie zasoby o wartości ponad 100 mld dolarów poszły w ręce 6 spółek. Gruba sprawa . . .

Data: 20.02.2020 22:18

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zlodzieje #miedz #kghm #gospodarka #zasobynaturalne #pis #konfederacja #uszi #misiemalowane

Drodzy Państwo, postanowiłem zrobić małą kwerendę internetową, aby dowiedzieć się, kim są gracze uczestniczący w walce o polską miedź. Załączona informacja dotyczy spraw związanych z koncesją na złoże Nowa Sól, o którą toczy się obecnie walka w Sejmie. Wartość tej koncesji to +/- 100 miliardów dolarów, wartość zbliżona do rocznych wydatków naszego państwa!

Polskie zasoby o wartości ponad 100 mld dolarów poszły w ręce 6 spółek. Gruba sprawa . . .

Zapraszam wszystkich do pogłębienia stanu swojej wiedzy na ten temat, bo wszystko wskazuje na to, że jesteśmy wszyscy bardzo, ale to bardzo niedoinformowani! Proszę Państwa o dodatkową, merytoryczną krytykę rozmaitych nasuwających się tu hipotez i wniosków, jak również o możliwie najszerszą dystrybucję tej informacji.

1) Właścicielem koncesji poszukiwawczo-rozpoznawczej na obszarze NOWA SÓL była ZIELONA GÓRA COPPER SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ. Kilka lat temu, na mocy decyzji administracyjnych i działań legislacyjnych, spółka utraciła prawa do tej koncesji. Obecna próba nowelizacji ustawy o prawie górniczym i geologicznym ma na celu przywrócenie stanu prawnego sprzed kilku lat. Od wyniku głosowania zależy, czy spółka uzyska prawo do eksploatacji złoża. Aprobata proponowanej nowelizacji będzie równoznaczna z uwłaszczeniem się na polskich zasobach naturalnych, o czym napomknę później, kilku bardzo "nietransparentnych" podmiotów prawnych (i ludzi, którzy za tymi podmiotami stoją).

2) Właścicielem starej koncesji i wyżej wymienionej spółki celowej ZIELONA GÓRA COPPER SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ miała być, jeżeli wierzyć przekazom medialnym, kanadyjska firma MIEDZI COPPER CORP. Przekazy medialne nas niestety tu tylko dezinformują i nie przekazują całego i prawdziwego obrazu zaistniałej „sytuacji". Owszem, istnieje kanadyjski podmiot prawny o tej nazwie, ale istnieją również dwa podmioty prawne o podobnych nazwach, zarejestrowane w Luksemburgu: MIEDZI COPPER (LUXEMBOURG) i MIEDZI COPPER (LUXEMBOURG) SOCIETE A RESPONSABILITE LIMITEE. Kanadyjska spółka matka nie jest więc oficjalnie prawnym udziałowcem w polskiej spółce ZIELONA GÓRA COPPER SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ, są nim spółki luksemburskie. Dlaczego jest to ważne, dowiemy się za chwilę. Prezesem wszystkich trzech podmiotów jest Kanadyjczyk, Lyle Emerson Braaten.

3) Wbrew medialnej dezinformacji, kanadyjska spółka MIEDZI COPPER CORP – spółka matka względem spółek zarejestrowanych w Luksemburgu – nie była – formalnie na to patrząc – właścicielem koncesji NOWA SÓL. Spółki MIEDZI COPPER (LUXEMBOURG) i MIEDZI COPPER (LUXEMBOURG) SOCIETE A RESPONSABILITE LIMITEE są tylko dwoma z sześciu podmiotów prawnych będących udziałowcami w zarejestrowanej w Polsce spółce ZIELONA GÓRA COPPER SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ, będącej – jak rozumiem – byłym właścicielem koncesji NOWA SÓL.

4) Wszystko wskazuje na to, że ani spółka kanadyjska, ani spółki luksemburskie nie są właścicielami pozostałych podmiotów wchodzących w skład struktury własnościowej spółki ZIELONA GÓRA COPPER SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ. Spółka ta została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym w dniu 13 października 2010 roku pod numerem 0000367717 (NIP: 5252491106 / REGON: 142632419). Kapitał zakładowy spółki wynosił w grudniu 2019 roku mizerne 85.8 tys. złotych. Właścicielami spółki są (lub byli do niedawna):

a) TMF MANAGEMENT POLAND

b) MIEDZI COPPER (LUXEMBOURG)

c) MIEDZI COPPER (LUXEMBOURG) SOCIETE A RESPONSABILITE LIMITEE

d) ZIELONA LUXEMBOURG S.A.R.L.

e) ZIELONA HOLDINGS LTD.

f) NOWA SOL HOLDINGS LTD

5) Jeżeli wierzyć doniesieniom prasowym, złoże Nowa Sól zawiera 848 milionów ton rud miedzi i srebra = 11 milionów ton czystej miedzi, 36,000 ton czystego srebra i ponad 100 ton czystego złota. Przybliżona wartość złoża wyliczona na podstawie cen giełdowych z dnia 14/02/2020:

a) MIEDŹ: 11,000,000 ton x 5,740 USD za tonę = 63,140,000,000 USD (+/-63 miliardy dolarów)

b) SREBRO: 36000 ton x 572,600 USD za tonę = 20,613,600,000 USD (+/-21 miliardów dolarów)

c) ZŁOTO: 100 ton x 50,891,420 USD za tonę = 5,089,142,000 USD (+/-5 miliardów dolarów)

d) Inne, cenne pierwiastki, których nie biorę w tym momencie pod uwagę to dodatkowe dziesiątki miliardów dolarów

6) Prezesem i dyrektorem wykonawczym spółki ZIELONA GÓRA COPPER SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ jest, jak o tym już pisałem, Lyle Emerson Braaten. Mr. Braaten jest również prezesem i dyrektorem wykonawczym czterech innych spółek zarejestrowanych w Krajowym Rejestrze Sądowym:

a) OSTRZESZÓW COPPER – Kapitał zakładowy 45 tys. złotych

b) MOZÓW COPPER – Kapitał zakładowy 65,7 tys. złotych

c) WILCZE COPPER – Kapitał zakładowy 15 tys. złotych

d) LESZNO COPPER – Kapitał zakładowy 65 tys. złotych

7) Wśród nazwisk osób związanych z wyżej wymienionymi spółkami: kanadyjskimi, luksemburskimi i polskimi pojawiają się nazwiska prof. Stanisława Speczika i Konrada Raczkowskiego. Kim są ci panowie? KONRAD RACZKOWSKI od niedawna wiceprezes kanadyjskiej spółki MIEDZI COPPER CORP jest naszym byłym wiceministrem finansów. STANISŁAW SPECZIK jest natomiast byłym dyrektorem Państwowego Instytutu Geologicznego, byłym prezesem zarządu KGHM Polska Miedź i byłym wiceministrem w Ministerstwie Skarbu Państwa! Voila!

PYTANIA:

  1. Czy ZIELONA GÓRA COPPER SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ ma być podmiotem prawnym, który stanie się beneficjentem proponowanych, działających wstecz (!), poprawek w polskim prawie górniczym i geologicznym?

  2. Kim są właściciele sześciu "nietransparentnych" spółek będących częścią ZIELONA GÓRA COPPER SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ?

  3. Skąd pochodzą informacje o pięciu sprawach arbitrażowych wytoczonych przeciw Polsce na sumę 20 miliardów USD? Widzę tylko dwie takie sprawy. LUMINA (spółka matka kanadyjskiej MIEDZI COPPER CORP.) żąda od Polski – o ile się nie mylę – odszkodowań w wysokości 100 milionów USD.

  4. Na marginesie: Czy ktoś z Państwa wie, ile kilometrów kwadratowych pokrywają wydane już do tej pory geologiczne koncesje rozpoznawcze i wydobywcze?

Proszę o merytoryczne komentarze, korekty i uzupełnienia zawartej tu informacji! Jestem dostępny e-mailowo pod adresem: president@pacsocal.org

NIE MA SUWERENNOŚCI BEZ WŁASNOŚCI!

Stary lek na malarię leczy koronawirusa?

Data: 20.02.2020 22:05

Autor: ziemianin

xinhuanet.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #chiny #koronawirus #epidemia #pandemia #leki #zdrowie #nauka

Lek na malarię, który jest dostępny na rynku od lat 30. XX wieku, wydaje się być skuteczny przeciwko objawom nowego wirusa korony.

Stary lek na malarię leczy koronawirusa?

Chińscy badacze podali ponad stu pacjentom w dziesięciu szpitalach w Chinach leczenie środkową chlorochiną. Wyzdrowiali szybciej niż pacjenci, którzy nie otrzymywali leku przeciwmalarycznego. Na przykład ich gorączka zmniejszała się częściej, a ich funkcja płuc poprawiała się bardziej. Co więcej, nie było żadnych skutków ubocznych, pisze Xinhua State Press Agency.

To, że chlorochina działa przeciwko koronawirusom, zostało już odkryte w 2004 r. Przez belgijskich badaczy. To było tuż po epidemii SARS. SARS jest także wirusem koronowym. Podczas testów laboratoryjnych stwierdzono, że lek działa antywirusowo, ale w tym czasie nie przeprowadzono badań na ludziach, ponieważ nie było już pacjentów z SARS.

Według profesora Marca Van Ransta (KU Leuven) chlorochinę można łatwo wytwarzać w dużych ilościach. „Mamy nadzieję, że chlorochina, częściowo dlatego, że jest bardzo tania, może mieć ogólnoświatowy wpływ na leczenie przeciwwirusowe pacjentów z tym nowym wirusem koronowym”.

Chińscy naukowcy mają nadzieję, że lek zostanie włączony do protokołów leczenia i że więcej pacjentów otrzyma leczenie eksperymentalne.

Biedroń z komunistami PZPR idzie do prezydentury. Co na to jego wyborcy?

Data: 20.02.2020 21:54

Autor: ziemianin

tvp.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #biedron #wesolki #komunisci #wybory #prezydent

"Komuniści znów przewodnią siłą narodu? To realne, dziś są najbardziej postępowi i europejscy.

Biedroń z komunistami PZPR idzie do prezydentury. Co na to jego wyborcy?

Robert Biedroń przemówił przed Pałacem Prezydenckim. Po jego bokach stanęli Włodzimierz Czarzasty i Stanisław Ciosek. Pierwszy z nich wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w 1983 r., drugi to stara gwardia, w przewodniej sile PRL od 1959 r. Obydwaj stali się światłymi europejskimi socjaldemokratami wraz z upadkiem PZPR w 1990 r." – pisze tvp.info.

Czy można poprzez fakt, że ma się odmienne przekonania seksualne, popierać taką osobę, jak Robert Biedroń?

Przecież nawet w grupach LGBT są inteligentni ludzie, którzy myślą i widzą realia. Pan Biedroń wiąże się z komunistami i zamierza wprowadzić ich do pałacu prezydenckiego. Nie wiem, czy ma poglądy komunistyczne, ale widać tutaj pomieszanie z poplątanym.

Jak można stawiać na osoby, które pielęgnowały system niesprawiedliwości społecznej?

Nie porównuję komunizmu, socjalizmu do kapitalizmu. To jedno i to samo, jedynie sposób realizacji odmienny.

Co z tego, że mieliśmy tysiące przedsiębiorstw państwowych, jak system komunistyczny zbankrutował. Dzięki temu, kapitaliści z żydowskiej finansjery, mogli przejąć wszystko, sprzedać, oddać innym, zniszczyć.

Widzę tutaj to samo źródło sponsoringu i Biedronia i całej lewicy. Stawiają na kilka koni, bo któryś może wygrać…

„Polacy zamordowali 200 tys. Żydów” – stek kłamstw na polsko-izraelskiej konferencji

Data: 20.02.2020 21:50

Autor: ziemianin

jpost.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Holokaust #izrael #konferencja #klamstwa #polacy #zydzi #plemiekoczownikow

„Polacy zamordowali 200 tys. Żydów” – takie kłamliwe słowa padły z ust profesorów na IV Polsko-Izraelskiej Konferencji Polityki Zagranicznej w Jerozolimie. Ci, którzy je wygłosili, powoływali się na tezy głoszone przez polskiego historyka prof. Jana Grabowskiego. Przyjrzymy się tej sprawie bliżej.

„Polacy zamordowali 200 tys. Żydów” – stek kłamstw na polsko-izraelskiej konferencji

Kłamliwe słowa

18.02.2020 roku w Jerozolimie odbyła się IV Polsko-Izraelska Konferencja Polityki Zagranicznej sponsorowana przez Izraelską Radę Polityki Zagranicznej i Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.

Podczas przemów w części historycznej głos zabrali żydowscy historycy m.in. prof. Jehuda Bauer z Uniwersytetu Hebrajskiego oraz prof. Hawi Dreifuss z Centrum Badań nad Holokaustem w Polsce w Instytucie Jad Waszem.

To właśnie podczas ich wypowiedzi padły mocne słowa, które zarzucają Polakom masowe mordowanie Żydów.

Co więcej, w swoich przemówieniach powołali się na tezy głoszone przez polskich historyków, w tym na kłamstwa sprokurowane przez prof. Jana Grabowskiego, specjalizującego się w badaniach nad Holokaustem.

Otóż Bauer i Dreifuss stwierdzili, że Polacy mordowali Żydów, co zostało potwierdzone przez różnych historyków, którzy na podstawie nieistniejących źródeł piszą o liczbie nawet 200 tys. zamordowanych.

Prof. Bauer zarzucił Polsce zniekształcania Holokaustu poprzez nowelizację ustawy o IPN:

Oczywiście, że Holokaust miał miejsce i był okropny, a my go upamiętniamy, zakładamy muzea, posągi i głównie wygłaszamy wspaniałe przemówienia. […] kochają Żydów, zwłaszcza zmarłych. To nie znaczy, że Polacy nie prześladowali i nie mordowali Żydów.

Z kolei prof. Dreifuss oświadczyła, że Polacy na różne sposoby próbują wypierać się, że mordowali Żydów:

Polscy uczeni pokazali nam, że byli polscy sprawcy tragedii Żydów w całym kraju, a to wymaga prawdziwych badań. Nikt nie obwinia Polski za czyny Niemców, ale mówimy, że Polska powinna wziąć odpowiedzialność za czyny Polaków.

Fałszowanie historii

Przemawiający na konferencji wyrazili również pełne poparcie dla Barbary Engelking i Jana Grabowskiego, którym wytoczono proces za książkę „Dalej jest noc”:

Jeżeli zostaną uznani za winnych zaatakowania honoru i dobrego imienia Polaków, grozi im kara pieniężna, która może zniszczyć możliwość ich pracy w przyszłości. Nie sądzę, aby spory dotyczące niektórych faktów powinny mieć miejsce przed sądami. To nie jest demokracja. To jest neobolszewizm – powiedział Bauer.

Obecny na konferencji ambasador Polski w Szwajcarii, Jakub Kumoch, skrytykował profesora za te słowa i stwierdził, że brak w tym podstawowych zasad etyki, by powoływać się na dane z nieistniejących źródeł i obrażać Polaków w kwestii panującego w ich kraju ustroju.

Ponadto prof. Dreifuss stwierdzała, że obraźliwym jest nazywanie zamordowanych Żydów Polakami, bo chociaż mieli wówczas obywatelstwo polskie, inni Polacy nie traktowali ich jak współobywateli.

Dodała też, że polskie podziemie nie było karane za próby ratowania Żydów i w zasadzie wszystko uchodziło nam płazem.

To stek bzdur i kłamstw wygłoszony wobec pamięci poległych Polaków, którzy niejednokrotnie ryzykowali swoim życiem, by ratować żydowskie dzieci, którzy ukrywali i karmili ostatnimi kęsami chleba wycieńczonych Żydów, których naziści mordowali razem z ich żydowskimi gośćmi, zacierając tym samym wszelkie ślady ich bohaterstwa.

To jest czyste fałszowanie historii i próba robienia z siebie jednych ofiar hitlerowskiej okupacji, by ugrać dla siebie jak najwięcej.

Komentarz Tygodnia: Służby u Banasia

Data: 20.02.2020 21:38

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gadowskitv #komentarztygodnia

O przeszukaniach u Banasia i agenta Tomka, o odkryciach nowych złóż miedzi i miliardowych zakupach polskiego giganta tej branży, o związku premiera Gowina z pewną firmą bukmacherską, o opuszczeniu kraju przez kontrowersyjnego dominikanina, o premierze filmu Zenek, o 2 miliardach na TVP i palcu posłanki Lichockiej, o duopolu na rynku leków, o rozbiórce warszawskiego kuriozum architektonicznego, o zmianie koncepcji rozbudowy Ostrołęki.

Komentarz Tygodnia: Służby u Banasia

Dziś "Tłusty czwartek"

Data: 20.02.2020 18:46

Autor: ziemianin

pl.wikipedia.org

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #paczki #faworki #chrusty #tlustyczwartek #slodycze #jedzenie #ciekawostki

Tłusty czwartek informacje

Tłusty czwartek jest świętem chrześcijańskim przypadającym w ostatni czwartek przed Wielkim Postem. Zwiastuje, że rozpoczął się ostatni tydzień karnawału.

W tym roku wypada 8 lutego (2018 rok). Jest świętem ruchomym ze względu na ruchomość świąt Wielkiej Nocy.

W Polsce pierwszy raz ten zwyczaj obchodzono w XVII wieku. Tradycją jest by każdy w tłusty czwartek zjadł coś tłustego.

Wiki – Tłusty czwartek

Tłusty czwartek ciekawostki


  1. Słodkie pączki powstały dopiero w XVI wieku, wcześniej wypiekano tylko pikantne i tłuste.

  2. We Włoszech to święto nazywa się Giovedi Grasso, gdzie na dziesięć dni przed Wielkim Postem wieczorem spożywa się posiłek z wędzonego mięsa.

  3. W Hiszpanii świętuje się jedząc ciasta Bizcocho oraz Mona.

  4. W Niemczech to Weiberfastnacht, ten dzień jest częściowo wolny od pracy (pracę kończy się przed południem). Godziną umowną na rozpoczęcie świętowania jest 11:11.

  5. W Polsce znany jest również pod nazwą zapusty.

  6. Dawniej podawano słoninę, boczek i mięso, nie szczędzono też alkoholu.

  7. 15 lutego 2007 Google umieściło okazjonalne logo na stronie głównej swojej wyszukiwarki w wersji polskiej.

  8. W niektórych regionach Polski na faworki mówi się chrusty.

  9. Pierwotnie był dniem, gdzie świętowano odejście zimy i początek wiosny.

  10. Organizowane są zawody regionalne w jedzeniu pączków, np. rekordzista w jedzeniu 10 pączków na czas uzyskał rezultat 5 min i 20 sek zaznaczając, że jedzenie nie można popijać.

  11. Pączek mniej więcej waży 50 g i ma aż 200-300 kalorii.

  12. Faworki ważą około 15-20 gram i mają 75 kalorii.

  13. Na Śląsku pączek jest znany jako krepel.

  14. Specjałami tego święta są głównie faworki i pączki. Istnieje nawet przesąd, że jeśli ktoś w tłusty czwartek nie zje ani jednego pączka będzie miał pecha w życiu.

  15. Już w starożytnym Rzymie obchodzono raz w roku tzw. tłusty dzień.

  16. Pączki z czasów starożytnych niczym nie przypominają tych dzisiejszych. Były to twarde kulki z chlebowego ciasta, nadziewane słoniną.


Tłusty czwartek – pytania i odpowiedzi

Czemu tłusty czwartek jest w czwartek?

Tłusty Czwartek jest w czwartek ponieważ to 53 dni przed Świętami Wielkanocnymi, gdzie od Popielca do Wielkiej Nocy jest 46 dni wliczając niedziele.

Skąd się wzięła tradycja Tłustego czwartku?

W Małopolsce mówi się o Combrowym Czwartku z racji tego, że w ostatni dzień karnawału właśnie w czwartek umarł wójt Combr. Combr zakazywał handlu na krakowskim rynku dlatego w każdą rocznicę jego śmierci przekupki urządzały w tym miejscu huczną zabawę. Dawniej tego dnia jadano pączki nadziewane słoniną.

Czym jest pączek idealny?

To taki który ma jasną obwódkę wokół, po tym można poznać na jakim tłuszczu były smażone im obwódka jaśniejsza tym świeższy tłuszcz. Dobrą konsystencje poznamy po małym zapadnięciu na środku pączka. Kilka kropel dziewięćdziesięcio kilku procentowego alkoholu lub octu ochroni pączka przed nadmiernym wchłanianiem tłuszczu.

Jak zrobić pączka?

Na początek wyrobić 60 g drożdży z letnim mlekiem (około 1/3 szklanki) oraz z 2 dużymi łyżkami mąki. W rondelku na ogniu dać jajko i 6 żółtek, szczyptę soli oraz 1/3 szklanki cukru plus jedno opakowanie cukru wanilinowego. Do około 600 g mąki dolać letnie mleko 2/3 szklanki, ubite białka i zawartość pierwszej miski oraz rondla, wszystko należy wymieszać. Do tego dodać 90g masła i kilka kropel spirytusu lub octu. Wymieszać i posypać mąką, następnie wyrobić rękoma. Takie ciasto musi odpocząć koło 2h. Kolejno odrywać kawałki ciasta i nadziewać je czym tylko chcemy: marmolady, czekolady, nadzienia tofi. Później usmażyć na głębokim oleju. Gotowe pączki można również posypać czymkolwiek: cukrem pudrem, można zrobić lukier z posypką lub polać czekoladą.

Jak zrobić faworki?

Na stolnicę wysypać po pół szklanki mąki krupczatki, tortowej i zwykłej. Do tego dodać kilka kropel spirytusu, 3 żółtka, 1200 g śmietany 18% i sporą łyżkę cukru wanilinowego oraz szczyptę soli. Wszystko wymieszać, później zagnieść. Ubić je wałkiem by powstały pęcherzyki powietrza. Rozwałkować cienko i pociąć w paski. Każdy pasek naciąć na środku i przez ten środek przełożyć górę i dół faworka. Smażyć na głębokim oleju następnie można posypać przykładowo cukrem pudrem.

Zmarł Larry Tesler - człowiek, któremu zawdzięczamy wycinanie, kopiowanie i wklejanie

Data: 20.02.2020 16:09

Autor: ziemianin

techspot.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #systemy #interfejs #uzytkownicy

W poniedziałek, 17 lutego, zmarł Larry Tesler – jeden z pionierów interfejsów użytkownika i twórca koncepcji przenoszenia treści, będącej dziś jedną z bazowych funkcji systemów. Miał 74 lata.

Zmarł Larry Tesler – człowiek, któremu zawdzięczamy wycinanie, kopiowanie i wklejanie

Larry Tesler – ojciec wycinania, kopiowania i wklejania – nie żyje

Larry Tesler przyszedł na świat w Nowym Jorku w 1945 roku. Studiował informatykę na Uniwersytecie Stanforda, później prowadził badania naukowe związane ze sztuczną inteligencją, a w 1973 roku dołączył do zespołu rozwojowego firmy Xerox, pracującego między innymi nad interfejsami użytkowników.

To właśnie pod skrzydłami Xerox zaproponował polecenia wytnij, kopiuj i wklej, które dziś są podstawą funkcjonowania nie tylko edytorów tekstu czy najróżniejszych innych aplikacji, ale wręcz całych komputerowych systemów operacyjnych. Nadał im proste nazwy, aby komputery były jak najbardziej dostępne dla osób o mniejszym doświadczeniu z komputerami – taka właśnie była idea. Inną opracowaną przez niego funkcją było znajdź i zamień.

The inventor of cut/copy & paste, find & replace, and more was former Xerox researcher Larry Tesler. Your workday is easier thanks to his revolutionary ideas. Larry passed away Monday, so please join us in celebrating him. Photo credit: Yahoo CC-By-2.0 https://t.co/MXijSIMgoA pic.twitter.com/kXfLFuOlon

— Xerox (@Xerox) [February 19, 2020](https://twitter.com/Xerox/status/1230228728992714752?ref_src=twsrc%5Etfw)

Siedem lat później zasilił szeregi firmy Apple, w której na różnych stanowiskach pracował aż do 1997 roku, rozwijając takie produkty jak Macintosh, Lisa, QuickTime czy Newton. Te dwa pierwsze zresztą spopularyzowały właśnie funkcje wycinania, kopiowania i wklejania (dodajmy, że sam Tesler nie jest ojcem interfejsu graficznego Macintosha, ale na określenie „dziadek” się zgadza). Później Amerykanin pracował jeszcze w edukacyjnym start-upie Stagecast, Amazonie, Yahoo i 23andMe.

Tesler był jednym z tych, dzięki którym korzystamy dziś z komputerów

Oprócz wywarcia istotnego wpływu na rozwój interfejsów użytkowników i systemów operacyjnych, Tesler dał się poznać jako zwolennik koncepcji „beztrybowych” aplikacji. Według niego programy nie powinny mieć różnych trybów, w których te same czynności wykonywane przez użytkownika dają różne efekty. Właśnie z tego powodu stawiał na (wygodniejsze) wskazywanie i klikanie zamiast przypisywania jednemu klawiszowi kilku funkcji (w zależności od aktywnego miejsca działania).

Choć o Teslerze nie mówiło i nie mówi się tak wiele jak o Jobsie, Gatesie, bez wątpienia był jedną z tych osób, dzięki którym komputery trafiły z ośrodków naukowych do naszych domów.

Dzień Polskiej Nauki. Oto wynalazki, które zmieniły świat

Data: 19.02.2020 16:03

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #wynalazek #wynalazcy #nauka

Codziennie korzystamy z wielu przedmiotów, które ułatwiają nam pracę i umilają spędzanie wolnego czasu. Nie zdajemy sobie sprawy, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie wynalazki wymyślone także przez Polaków. Z okazji środowej Gali Nauki Polskiej w Toruniu przypominamy te najciekawsze i najważniejsze dla nauki autorstwa naszych rodaków. A także takie, które z różnych przyczyn nie zostały opatentowane.

Dzień Polskiej Nauki. Oto wynalazki, które zmieniły świat

Słynna polska fabryka porcelany po ponad 150 latach kończy działalność

Data: 19.02.2020 15:12

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #porcelana #fabryki #

Słynne zakłady produkcji porcelany w Chodzieży zakończą działalność w czerwcu 2020 roku. Pracownicy "na dniach" otrzymają wypowiedzenia

Słynna polska fabryka porcelany po ponad 150 latach kończy działalność

W 2020 r. zakończy działalność ostatni zakład produkcji porcelany w Chodzieży w Wielkopolsce, którego początki sięgają 1852 roku. Definitywnie produkcja filiżanek czy talerzy ma stanąć w czerwcu – informuje "RMF FM". Pracownicy mają otrzymać wypowiedzenia "na dniach", co rodzi "poważne problemy ekonomiczne" dla władz powiatu.

Fabryka porcelany w Chodzieży jest jedną z dwóch słynnych marek porcelanowych z Polski, razem z Ćmielowem. Niegdyś działały tam trzy zakłady produkcyjne, dzisiaj funkcjonuje już tylko jeden z nich. Jeszcze w kwietniu 2019 r. firma zatrudniała niemal 400 osób, ale w maju nastąpiły zwolnienia. Obecnie pracuje tam ok. 140 osób.

Fabryka porcelany w Chodzieży zostaje zamknięta

W najbliższym czasie ostatni pracownicy fabryki w Chodzieży otrzymają wypowiedzenia z okresem trzech miesięcy, a po upływie tego czasu zakład produkcji porcelany zostanie definitywnie zamknięty – informuje "RMF FM". Według przedstawicieli władz powiatu, zwolnione osoby "zasilą szeregi bezrobotnych". Urząd zapewnia, że postara się zaopiekować pracownikami fabryki.

Wygaszanie zakładów w Chodzieży trwało kilka lat – już w 2013 r. fabryka w Chodzieży została przejęta przez Polską Grupę Porcelanową i podjęto decyzję o połączeniu zakładów w Ćmielowie i Chodzieży. Jak tłumaczy zarząd PGP w cytowanym przez RMF oświadczeniu, produkcja porcelany będzie kontynuowana w Ćmielowie i Łubianie, co "pozwoli na bardziej optymalne wykorzystanie zasobów i mocy produkcyjnych". Spółka podkreśliła, że starała się "stawić czoła rosnącym wyzwaniom" w Chodzieży, ale ostatecznie niezbędne było zamknięcie tamtejszych zakładów.

Jak zaznacza RMF FM, PGP zapewnia "trwanie tradycji chodzieskich wyrobów", ale nie wiadomo, czy chodzi o dalszą produkcję tych samych wyrobów, co dotychczas. Wśród najsłynniejszych zestawów porcelany z Chodzieży wymieniane są m.in. "Iwona", "Wenus" i "Miłość Wenecka".

Początki znajdującej się w Wielkopolsce fabryki w Chodzieży sięgają 1852 roku, kiedy hr. Koenigsmarck sprzedał budynek zamku kupcom z Frankfurtu nad Odrą. Do 1896 roku produkowano tam wyłącznie fajans, przez wiele lat w XX. wieku działały obok siebie zakłady porcelany oraz fabryka porcelitu. Marka porcelany z Chodzieży jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych także poza granicami Polski.

Długość ma znaczenie!

Data: 19.02.2020 14:50

Autor: ziemianin

news.softpedia.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #cyberbezpieczenstwo #komputery #haslo #password #bezpieczenstwo #technologia #fbi #news #softpedia #hasla #menedzerhasel #bezpieczenstwoit

Długość ma znaczenie! Taki wniosek można wysnuć po lekturze artykułu ze wskazówkami FBI dotyczącymi tego, jak stworzyć dobre hasło – takie, z którym cyberprzestępcy nie uporają się tak łatwo.

Długość ma znaczenie!

Choć w społeczeństwie rośnie świadomość zagrożeń, wciąż zdecydowanie za często wybieramy beznadziejne hasła, takie jak „123456”, „qwerty” czy „abc123”. Nie stanowią one większej przeszkody dla cyberprzestępców i jest tak z co najmniej kilku powodów. Ostatnio zwróciło na to uwagę FBI, publikując wskazówki na temat tego, jak stworzyć dobre hasło.

(FBI radzi) jak stworzyć dobre hasło

Czy „h@5Ełk0” to dobre hasło? Jeszcze niedawno eksperci odpowiedzieliby, że tak – w końcu ma co najmniej 7 znaków, małe i duże litery, cyfry oraz znaki specjalne. Dziś jednak wiemy już, że jest ono niewiele lepsze niż proste „hasełko” (a może nawet gorsze, bo trudniejsze do zapamiętania). Podstawowa informacja, którą każdy powinien znać, jest taka, że to długość jest tym, co ma największe znaczenie. Im więcej znaków do odgadnięcia, tym trudniejsze zadanie dla cyberprzestępcy i jego narzędzi.

FBI radzi konkretnie, by stosować hasła o długości co najmniej 15 znaków. Powinny zawierać kilka połączonych ze sobą słów – najlepiej w nieoczywisty sposób, ale łatwy do zapamiętania dla danego użytkownika. Jeśli ma na przykład na ścianie kalendarz z galopującym koniem, to hasło „kalendarzZgalopującymKONIEM” może sprawdzić się bardzo dobrze. A jak jeszcze dodamy jakieś cyfry i znaki specjalne, to już w ogóle będzie idealnie. Nie należy jednak podawać osobistych informacji.

Co jeszcze radzi FBI? Wyłączenie podpowiedzi (mogących ułatwiać zadanie cyberprzestępcom) i prowadzenie częstych audytów w środowisku firmowym. A co z menedżerami haseł? W tej kwestii „federalni” nie wypowiadają się jednoznacznie. Z jednej strony ostrzegają, że gdy cyberprzestępca zdobędzie hasło do sejfu, to pozna wszystkie nasze hasła, z drugiej jednak słusznie zauważają, że takie programy pozwalają skuteczniej chronić konta w różnych serwisach (zachęcając do stosowania różnych haseł).

Warto też wiedzieć, że absolutnie nie ma potrzeby częstego zmieniania haseł (nieważne, czy za „częste” uznamy co 30 dni, co 3 miesiące czy co rok). Eksperci są aktualnie zgodni co do tego, że zmiana jest zalecana dopiero w momencie, gdy istnieje podejrzenie, że ktoś poznał nasze hasło (w przypadku zauważenia czegoś niepokojącego czy też pojawienia się informacji o wycieku).

Podsumowując – dobre hasło to takie, które:

nie zostało przez nas wykorzystane nigdy wcześniej (ani później), 







jest długie (najlepiej nie mniej niż 15 znaków),







zawiera duże i małe litery (cyfry i znaki specjalne też są mile widziane), 







nie zawiera żadnych informacji osobistych (np. imienia, ważnych dat itp.), 







nie jest jednym wyrazem słownikowym (nawet długim), 







nie jest proste do zgadnięcia (nawet dla bliskiej osoby), 







ale jest łatwe do zapamiętania.

Czy wasze hasła spełniają te warunki? Jeśli nie, to zalecam zmianę.

Kubica: Czasem chciałbym być maszyną

Data: 17.02.2020 19:38

Autor: ziemianin

przegladsportowy.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kolarstwo #motosport #robertkubica #kubica #sport #wywiady

Robert Kubica został nowym kierowcą serii wyścigowej DTM. – Życie bywa okrutne – mówi nam polski kierowca, ale zaraz dodaje, że jeszcze wiele przed nim. Czy Kubica wierzy jeszcze w powrót do F1? – Mam oczywiście świadomość, że to możliwe. Wiem też jednak co innego. Bardzo możliwy jest również scenariusz, że wyścig w Abu Zabi, kończący sezon 2019, był moim ostatnim w F1 – powiedział.

Kubica: Czasem chciałbym być maszyną

W czwartek w siedzibie PKN Orlen oficjalnie ogłoszono, że w nadchodzącym sezonie Robert Kubica będzie nie tylko kierowcą testowym w zespole F1 Alfa Romeo Racing Orlen, ale też wystartuje w serii wyścigów samochodowych DTM. Po tamtym spotkaniu mieliśmy porozmawiać z naszym kierowcą i prezesem PKN Orlen Danielem Obajtkiem. Tego ostatniego zatrzymały inne obowiązki, pojawił się za to Kubica. Robert Kubica opowiedział nam o… kolarstwie, bolidzie Williamsa, który stał się mobilną szykaną, i o tym, że przede wszystkim jest człowiekiem, choć czasem znowu chciałby być maszyną.

Kamil Wolnicki: Zastanawiałem się, jak zacząć i pomyślałem, że spytam fachowca: Michał Kwiatkowski czy Rafał Majka?

Robert Kubica: Nie wiem, czy się znam, jestem bardziej pasjonatem kolarstwa niż specjalistą. Swoją drogą, w Polsce pojawiło się bardzo dużo specjalistów od wyścigów, gdy zacząłem się ścigać w F1. A ja kibicuję każdemu polskiemu sportowcowi. Jeśli chodzi o kolarzy, to obaj zasługują na wielkie brawa i respekt. Mają u mnie wielki szacunek za to, co robią. Wiem, jak wygląda kolarstwo. Albo inaczej – domyślam się. Jestem aktywny w innym sporcie, ale myślę, że kolarstwo to jedna z najtrudniejszych albo i najtrudniejsza dyscyplina. Tam nie ma innego życia. I to coś pięknego.

Słyszałem, że pan też potrafi pojechać na zjeździe stówką.

Nie no…

No dobra, to co robi większe wrażenie – ponad 300 km/h w bolidzie czy 100 km/h na rowerze?

Dobre pytanie. Kiedyś siedziałem z kumplami i o tym rozmawialiśmy. Mówili, że bolid ma cztery koła, za to motocykle dopiero robią wrażenie, ale w końcu mówię: „Panowie, kuźwa… Popatrzcie na kolarzy!”. I nie chodzi mi wcale o samą prędkość. Trzeba wziąć pod uwagę, że kolarz jedzie w cienkim ubraniu, na cieniutkiej oponce i często nie zna zjazdu, po którym pędzi. My na torze znamy każdy zakręt na pamięć, a oni? Niektórzy kolarze włączą mapę na wyświetlaczu, ale to bez porównania. Sam kiedyś wpadłem na pewien pomysł. Mam kilku znajomych, byłych znakomitych kolarzy. Mówiłem im, że wymyśliłem system, który łączy nasze dyscypliny i bardzo pomógłby zawodnikom. Mój znajomy Michele Bartoli, kolarz przez wielkie „K” (były dwukrotny medalista mistrzostw świata oraz dwukrotny zdobywca Pucharu Świata – przyp. red.), jest trenerem i powiedział mi kiedyś, że ma jednego podopiecznego, który może dużo wygrać, ale zawsze gubi koło na zjeździe i dużo tam traci. To wtedy wpadłem na mój pomysł. Później temat umarł, ale jestem pewny, że dzięki pewnym kwestiom z motorsportu, można byłoby pomóc kolarzom na zjazdach.

Nie zdradzi pan szczegółów?

Nie, na razie nie. Chronię prawa autorskie! A wracając do kolarstwa – gdy oglądam etapy, zawsze największe wrażenie robi na mnie jazda zawodowców, kiedy pada deszcz. Nie ukrywam, kiedyś lubiłem szybko zjechać. Szczególnie w czasach, kiedy się nie ścigałem. To budziło we mnie adrenalinę, ale to, co robią profesjonaliści na zjazdach… Nie wszyscy oczywiście, nie każdy tak umie, ale są tacy, którzy potrafią niezwykłe rzeczy. Sam mam zboczenie dotyczące ustawień sprzętu. I OK, ramy ani geometrii nie zmienię, ale już koła albo opony? To bardzo pomaga na zjazdach. Zawodowcy nie mogą tego robić, bo mają swoich sponsorów. Kolarstwo się jednak zmienia, coraz więcej uwagi poświęca się takim rzeczom, jak technologia. Dawniej liczyły się watty i siła, a później co będzie, to będzie.

Żeby nie było tylko o kolarstwie, to popytam też o wyścigi. „Cały czas mam wakacje, nie mogłem sobie wyobrazić lepszej pracy”. Pamięta pan, kiedy pierwszy raz tak powiedział?

Dawno temu, choć później mówiłem to jeszcze kilka razy.

Pierwszy taki cytat znalazłem z 2006 roku. To jak pan ocenia te wakacje z ostatniego roku? Udane?

Nie… Myślę, że lata, które spędziłem za kierownicą, a później te kolejne, były wymagające. A często gdy używam tego słowa, nie chodzi mi o ściganie, ale to, co dzieje się poza torem. Teraz przede mną rok, który będzie wielkim wyzwaniem. I nie myślę tylko o łączeniu pracy w dwóch zespołach i dwóch kategoriach, ale o stronę mentalną. To nie jest łatwe. Nadal jednak myślę, że pójście do pracy, która jest pasją, daje komfort. Człowiek nie czuje, że to obowiązek. Faktycznie, czasem bywa trudno, ale pasja i świadomość tego, że robię coś, po co żyję, daje bardzo dużo.

No tak, ale ten ostatni rok to takie wakacje z touroperatorem…

Który się nie wywiązał z zadania.

Dokładnie. Powiedzmy, że wykupił pan wczasy w nie najlepszym, ale jednak hotelu, ale później okazało się, że to szałas.

Trochę tak to mogło wyglądać. Szczerze powiem jednak, że często kiedy wsiadałem do bolidu, to pojawiały się chwile, w których czułem satysfakcję. Zmieniła się jedna rzecz: doceniam to, co jest mi dane. Mam świadomość, że na to miejsce jest tysiące chętnych i każdy z nich dałby wszystko, żeby tam być. I to mimo trudnych okresów. Nie ukrywam, że sama świadomość jechania na wyścig z pewnością, że nie będzie się w stanie ścigać, to nie jest szczyt marzeń sportowca. Szczególnie z moimi ambicjami. Wracałem do sportu po trudnym okresie. Po czasie, w którym wielu nie wierzyło, że mogę to zrobić.

Przy różnych okazjach słucham i czytam wywiady z panem. Zauważyłem, że lubi pan cięte riposty albo mocny żart. Pytanie, jak to działa w drugą stronę. Sebastian Vettel w trakcie jednego z wyścigów żartował przez radio do swojego inżyniera, że bolidy Williamsa są fajne, ale nie wie, czemu parkują na zakrętach. Chodziło oczywiście o to, że byliście wolni.

No co… śmiałem się, że byliśmy mobilną szykaną.

W pierwszej części przygody z Formułą 1 nie mógł się pan z takimi sytuacjami spotkać, bo jeździł zazwyczaj z przodu. Domyślam się, że w trakcie przerwy musiał pan nabrać pokory do życia, ale to jednak sport, a pan zawsze mówił, że chce być gdzie indziej niż ostatnio.

Cóż, trzeba było wziąć sytuację na klatę. Fakt był taki, że w pierwszym wyścigu po powrocie, czyli w Australii, zdublowali mnie więcej razy niż wcześniej przez całą karierę. Zresztą nawet nie pamiętam, żeby mi się to wcześniej w ogóle zdarzyło. Może w tych pierwszych sezonach? Najgorsze było to, że wiem, co to znaczy, kiedy dojeżdżasz do dublowanego kierowcy, kiedy sam walczysz o pierwsze pozycje. Można stracić lub zyskać bardzo dużo czasu. Na początku starasz się ustąpić miejsca jak najbardziej efektywnie dla wszystkich. Później dochodzisz do wniosku, że różnica w stracie na poziomie sekundy lub półtorej tak naprawdę niczego nie zmienia. Tak samo było ze startami. Ruszasz, starasz się i podejmujesz jakieś tam ryzyko. Najgorsze, że nawet jeśli wyprzedzisz ze dwóch kierowców na pierwszym okrążeniu, to i tak zostaje kwestia odpowiedzi na pytanie, czy z kolei oni cię wyprzedzą za kilka zakrętów czy jednak kilka okrążeń. Życie… Życie bywa okrutne. Wracając do głównego wątku, to myślę jednak, że i tak to wszystko było warte podjęcia próby. Tamten rok nie był łatwy, ale dał mi bardzo dużo.

Wrócił pan do Formuły 1 po wypadku i trudnych latach jako człowiek bardziej pokorny? Pytam, bo mam wrażenie, że – przynajmniej w przekazie medialnym – więcej w panu empatii.

Tak, ale to się wiąże z tym, że wydarzenia z 2011 roku odcisnęły się na mnie i moim charakterze. Czas, który przeszedłem, sprawił, że to, co widać w wywiadach, pokazuje, jaki jestem na co dzień. Wszyscy pamiętają, że jestem kierowcą, ale bardzo często zapominają, że jestem przede wszystkim człowiekiem.

Może pan też kiedyś o tym zapominał?

Nie, pamiętałem o tym i to był plus. Mój charakter się zmienił, ja się zmieniłem. Dawniej byłem maszyną zaprogramowaną do wypełniania zadań i wygrywania. Dzisiaj tego mi trochę brakuje. Są w tym plusy, ale w niektórych sytuacjach wolałbym być maszyną. Szczerze? Nie powiem, że cieszę się z tego trudnego czasu, bo była z tym związana masa trudności, ale pewne rzeczy zmieniły się na inne. Nie wiem czy lepsze, ale inne. Takie, które bardziej doceniam.

To ostatnie pytanie, bo widzę, że kończy się nam czas. Czy Robert Kubica jeszcze wierzy, że wystartuje w GP F1? Wiem, że ma pan przed sobą serię DTM i rolę kierowcy testowego w Alfie Romeo Orlen, ale wiadomo, gdzie jest szczyt.

Formuła 1, to… Formuła 1. Odpowiem realistycznie i sprytnie: pięć–sześć lat temu nikt nie wierzył, że wystartuję w wyścigu, ale ja nie zamknąłem sobie tych drzwi i wróciłem.

Czyli pan wierzy.

Nie mogę tak powiedzieć. Mam oczywiście świadomość, że to możliwe. Wiem też jednak co innego. Bardzo możliwy jest również scenariusz, że wyścig w Abu Zabi, kończący sezon 2019, był moim ostatnim w Formule 1.

Tse Chi Lop - Historia bossa mafii, którego nie martwi przegranie 66 mln dolarów w jedną noc

Data: 17.02.2020 13:08

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zaufanatrzeciastrona #ElChapo #kartel #narkotyki #przemyt #triada

60 mln w jedną noc można przegrać, gdy graczowi się powodzi. Pan Lop zarabia dużo, bo jest udziałowcem światowego rynku narkotyków. Ma opinię „drugiego El Chapo”, ale w przeciwieństwie do niego nie został aresztowany. Pan Lop dobrze sobie radzi z policją.

Tse Chi Lop – Historia bossa mafii, którego nie martwi przegranie 66 mln dolarów w jedną noc

Ocet i soda oczyszczona: cudowne lekarstwo

Data: 17.02.2020 12:58

Autor: ziemianin

krokdozdrowia.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #poradnik #sodaoczyszczona #ocetjablkowy #ocet #ph #nadkwasota

Ocet i soda oczyszczona, dlaczego razem?

Ocet i soda oczyszczona: cudowne lekarstwo

Dzięki właściwościom diuretycznym i przyspieszającym metabolizm, ocet pomaga wyelimowac nadmiar wody oraz tłuszczu z organizmu.

Tradycyjnie, oceti soda oczyszczona stosowane były w celach leczniczych i kosmetyce. Te dwa produkty są bardzo skuteczne, ekonomiczne i ogólnie dostępne. Dlatego też każdy z nas powinien mieć je w swoim domu.

Pomijając, iż oceti soda oczyszczona są idealnym środkiem do czyszczenia domu i naturalnym szamponem do włosów, w tym artykule wyjaśnimy jak ten wspomniany duet stanowi silne właściwości lecznicze, przeciwdziałające wielu chorobom a także pomaga utrzymać idealną wagę. Nie do uwierzenia, prawda?

Ocet i soda oczyszczona, dlaczego razem?

Taka mikstura łączy w sobie wszystkie zalety octu jabłkowego i sody oczyszczonej, wymienione niżej. Ocet i soda oczyszczona mają przeciwne pH, mianowicie, w kolejności, zasadowe i kwaśne.

Z tego też względu ich połączenie można bezpiecznie stosować, bez uszczerbku na zdrowiu. W rezultacie, do ciała przedostają się wszystkie właściwości lekarstwa bez możliwości jego zakwaszenia.

Z drugiej strony, pomimo iż wiele osób spożywa sodę oczyszczoną w walce z nadkwasotą, na dłuższą metę nie jest to dobra metoda, gdyż może ona prowadzić do zmiany naturalnego poziomu pH kwasów żołądkowych.

Aby uzyskać zdrową równowagę i prawidłowo trawić pożywienie, żołądek potrzebuje również odpowiedniej dawki kwasu chlorowego.

Ocet jabłkowy i jego właściwości

Ocet jabłkowy jest rewelacyjnym produktem o właściwościach medycznych. Dzięki obfitości składników odżywczych ma on zdolności oczyszczające i odbudowujące.

W jego skład wchodzą witaminy A i B, niezbędne kwasy tłuszczowe, enzymy i wiele minerałów, jak wapń, fosfor, potas, magnez, siarka, cynk, żelazo, krzem i wiele innych.

Najistotniejsze właściwości

Dzięki zawartej w nim siarce, ocet pomaga wyeliminować toksyny a także działa bezpośrednio na wątrobę wspomagając lepszy metabolizmtłuszczy.

Zapobiega infekcjom pęcherza i chroni nerki, poprzez oczyszczanie przewodów moczowych i zakwaszanie uryny.

Pobudza metabolizm i eliminuje nadmiar tłuszczu z organizmu, co pomaga w utracie wagi.

Jest świetnym lekiem moczopędnym ułatwiającym eliminację nadmiaru płynów z organizmu.

Zapobiega wysychaniu spojówek, dzięki zawartej w nim witaminie A.

Dzięki bogactwie enzymów wspiera on procesy trawienne. Działa szczególnie korzystnie w przypadku wzdęć, nadkwaśności, niestrawności, itp.

Ocet pomaga w walce z zaparciami, tym samym poprawia stan flory jelitowej.

Zmniejsza zapalenie dziąseł. Zalecamy przepłukani jamy ustnej niewielką ilością octu przed jego połknięciem.

Eliminuje śluz przy przeziębieniu i zapaleniu zatok.

Zmniejsza poziom cholesterolu, trójglicerydów i kwasu moczowego.

Uśmierza objawy kaszlu i bólu gardła.

Zapobiega skurczom mięśni, dzięki wysokiej zawartości minerałów.

Dzięki zawartym w nim witaminom i minerałom, poprawia stan skóry i włosów.

Obniża ryzyko tworzenia się różnego rodzaju kamieni, zarówno nerek jak i woreczka żółciowego czy wątroby.

Pomaga w walce z nadkwasotą i przynosi w niej natychmiastową ulgę. Co więcej zapobiega on i leczy wrzody jelit, spowodowane zbyt dużą ilością kwasu.

Chroni kamenie nerkowe przed kwasem moczowym.

Łagodzi infekcje moczowe.

Ocet wspomaga zdrowie jamy ustnej i zapobiega problemom takim jak ubytki, zapalenie dziąseł lub kamień nazębny.

Jak go zrobić:

Idealne proporcje wyglądają następująco:

Szklanka ciepłej bądź gorącej wody, zimna mogłaby zaszkodzić wątrobie.

Łyżka octu jabłkowego.

szczypta sody oczyszczonej.

Postaraj się znaleźć wysokiej jakości, organiczną sodę oczyszczoną. Aby była ona prawdziwie skuteczna, najlepsza jest surowa, innymi słowy nie pasteryzowana, wytwarzana metodą tradycyjną. W rezultacie, jej właściwości są dla nas najbardziej korzystne.

Jak go spożywać:

Zaleca się picie jednej do trzech szklanek dziennie, koniecznie na pusty żołądek, przynajmniej godzinę przed posiłkiem.

Aby przeprowadzić kurację oczyszczającą organizm, należy spożyć jedną szklankę mikstury, godzinę przed każdym z trzech głównych posiłków. Po ukończeniu kuracji można powrócić do picia jednej szklanki dziennie, na czczo, przynajmniej godzinę przed śniadaniem.

Soda oczyszczona to tani i bezpieczny sposób walki ze stanami zapalnymi

Data: 17.02.2020 12:53

Autor: ziemianin

odkrywamyzakryte.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #Sodaoczyszczona

Soda oczyszczona może pomóc zmniejszyć niszczące organizm stany zapalne w przypadku chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów. Niewielka dzienna dawka wodorowęglanu sodu potrafi zdziałać cuda, co znalazło potwierdzenie w nauce.

Soda oczyszczona to tani i bezpieczny sposób walki ze stanami zapalnymi

Naukowe potwierdzenie

Naukowcy z Medical College of Georgia w artykule opublikowanym w czasopiśmie Journal of Immunologia podają, że ten tani, dostępny bez recepty środek może pomóc w zmniejszeniu niszczącego stanu zapalnego chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów.

Zespół badawczy, kierowany przez nefrologa Paula O’Connora, postanowił przeprowadzić eksperyment na ludziach oraz szczurach.

Wykazali, że kiedy szczury lub zdrowi ludzie piją roztwór sody oczyszczonej staje się on wyzwalaczem dla żołądka, który otrzymuje sygnał, by wytworzyć więcej kwasu podczas następnego posiłku.

Natomiast na mało jeszcze zbadane komórki międzybłonka występujące na śledzionie, oddziałuje tak, aby te komunikowały śledzionie, że nie ma potrzeby tworzenia ochronnej odpowiedzi immunologicznej.

Komórki międzybłonka, które wyścielają wnętrze jam ciała, mają małe tak jakby „palce”, zwane mikrokosmkami, które wyczuwają zmiany w otoczeniu i ostrzegają organy, które obejmują, że w organizmie jest intruz i potrzebna jest odpowiedź immunologiczna.

Naukowcy z MCG uważają, że picie sody oczyszczonej daje znak śledzionie, która jest częścią układu odpornościowego i w której przechowywane są niektóre białe krwinki, takie jak makrofagi, że musi złagodzić reakcję immunologiczną.

Z pewnością picie wodorowęglanu sodu wpływa na śledzionę i uważamy, że dzieje się to poprzez komórki międzybłonka – twierdzi dr Paul O’Connor, nefrolog na Wydziale Fizjologii MCG na Uniwersytecie Augusta i współautor badania.

Naukowcy odkryli także, że w śledzionie, a także w krwi i nerkach, po dwóch tygodniach picia wody z sodą oczyszczoną, zmieniła się populacja komórek odpornościowych zwana makrofagami.

Otóż znacznie zmniejszyła się ilość tych, które wzmagają stany zapalne, zwanych M1, a zwiększyła się tych, które te stany redukują, zwanych M2.

Soda to tani i bezpieczny lek

W artykule stwierdzono, że dzienna dawka, jaką ludzie powinni przyjmować w celu zalkalizowania pH ciała lub w celu zastosowania sody jako środek zobojętniający kwasy, wynosi od ½ do 1 łyżeczki sody oczyszczonej dobrze rozpuszczonej w co najmniej 125 ml wody.

Taka dzienna dawka sody oczyszczonej dodatkowo poprawia funkcje nerek, spowalnia choroby nerek, a także zmniejsza ryzyko chorób sercowo-naczyniowych i osteoporozy.

Taka terapia łagodzi również stany zapalne i nasilenie choroby w reumatoidalnym zapaleniu stawów.

Doktor O’Connor ma nadzieję, że picie sody oczyszczonej może kiedyś przynieść podobne wyniki dla osób z chorobami autoimmunologicznymi:

Tak naprawdę niczego nie wyłączasz ani nie włączasz, po prostu odpychasz to na bok, dając śledzionie bodziec przeciwzapalny. Jest to potencjalnie naprawdę bezpieczny sposób leczenia chorób zapalnych.

Jak widać, czasami najskuteczniejsze rozwiązania są najbliżej nas…

Film (Contagion 2011) sprzed 9 lat odzyskuje popularność. Wszystko przez... koronawirus!

Data: 17.02.2020 12:37

Autor: ziemianin

niezalezna.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Contagion #film #koronawirus #epidemia #pandemia

Choć światowy rynek filmów odnotowuje przeważnie zachwyty nad nowościami, ewentualnie filmami sprzed kilku miesięcy, które nagrodzono na znanych festiwalach, to obecnie można wskazać na jeden wyjątek. To film "Contagion" z 2011 roku, który swoją fabułą przypomina… obecną walkę z koronawirusem.

Film (Contagion 2011) sprzed 9 lat odzyskuje popularność. Wszystko przez… koronawirus!

Film, w którym grają m.in. Gwyneth Paltrow i Matt Damon, zyskuje ostatnio na popularności i w niektórych wypożyczalniach stał się nawet jednym z najczęściej wypożyczanych filmów.

W filmie pokazano wirus, który przenosi się ze zwierząt na ludzi i zabija ponad 20 procent zakażonych. Oznaczało to miliony zgonów na całym świecie. W wielu opiniach na Twitterze pojawiają się głosy, że fabuła filmu przypomina do złudzenia obecną walkę z koronawirusem. W związku z tym wyszukiwania tytułu filmu w Google gwałtownie wzrosły na początku 2020 roku.

W Polsce film był znany pod nazwą "Epidemia Strachu".

– Nowy wirus roznoszący się drogą powietrzną zabija ludzi w kilka dni od zarażenia. Grupa uczonych pracuje nad znalezieniem antidotum

– czytamy w opisie filmu na filmweb.pl. Ma on obecnie ocenę 6,1 na 10 gwiazdek.

Zobacz trailer filmu

Liczba ofiar śmiertelnych koronawirusa w Chinach wzrosła do 1665 – poinformowała dziś chińska Narodowa Komisja Zdrowia. W ostatnich 24 godzinach bilans ten zwiększył się o 142 osoby. Komisja podała, że 139 nowych przypadków śmiertelnych miało miejsce w centralnej prowincji Hubei, gdzie przed Nowym Rokiem wybuchła epidemia koronawirusa powodująca groźne dla życia zapalenie płuc.

Elton John stracił głos podczas koncertu. Śpiewał... z zapaleniem płuc

Data: 17.02.2020 12:32

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #muzyka #eltonjohn #koncert #instagram #tweet

Elton John nie mógł dokończyć koncertu w Auckland w Nowej Zelandii. W trakcie wykonywania jednego z utworów kompletnie załamał mu się głos i nie był w stanie kontynuować. Po wszystkim wydał oświadczenie na Instagramie, w którym przyznał, że choruje na zapalenie płuc, ale mimo wszystko chciał dać jak najlepsze show.

Elton John stracił głos podczas koncertu. Śpiewał… z zapaleniem płuc

W sieci pojawiły się zdjęcia z przerwanego koncertu Eltona Johna. Widzimy na nim załamanego piosenkarza, który ze łzami w oczach sprowadzany jest ze sceny.

Get well soon dear [@eltonofficial](/u/eltonofficial) 🤩

So sorry to hear that you had to leave the stage in Auckland.

Take your rest and recover 💪💪💪💪

Proud of you for trying!

💙🎶🎹💙🎶🎹💙🎶🎹💙🎶🎹💙🎶🎹💙🎶🎹💙 pic.twitter.com/Lz4iEpTlT1

— Yvonne Boer (@Yvonne1104) February 16, 2020

An emotional Elton John was forced to walk offstage in tears after he lost his voice due to walking pneumonia in Auckland.

He intends to continue his remaining New Zealand shows this week, tour promoters [@ChuggEnt](/u/ChuggEnt) said [#EltonJohnFarewellTour](/t/EltonJohnFarewellTour) pic.twitter.com/qTNDwkNBy2

— QuickTake by Bloomberg (@QuickTake) February 17, 2020

Elton John wydał po wszystkim oświadczenie, w którym przyznał, że jest chory.

„Zdiagnozowano u mnie wirusowe zapalenie płuc, ale zamierzałem dać wam najlepsze show, jakie było do wykonania. Grałem i śpiewałem całym sercem, dopóki mój głos nie mógł kontynuować. Jestem rozczarowany, głęboko zasmucony i przepraszam. Dałem z siebie wszystko. Tak bardzo dziękuję za niezwykłe wsparcie i całą miłość, którą pokazaliście mi podczas dzisiejszego występu. Jestem nieskończenie wdzięczny”

– napisał gwiazdor na Instagramie.

Uprowadzenie 10-latka w Gdyni. Trwa obława na Marokańczyka - może być niebezpieczny!

Data: 17.02.2020 12:18

Autor: ziemianin

niezalezna.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Childalert #alert #Gdynia #

W Trójmieście trwa policyjna obława na Marokańczyka, który uprowadził 10-letniego syna. Policja uruchomiła procedurę Child alert i ostrzega, że poszukiwany mężczyzna może być niebezpieczny. Policja publikuje wizerunek poszukiwanego Azeddine'a Oudrissa.

Uprowadzenie 10-latka w Gdyni. Trwa obława na Marokańczyka – może być niebezpieczny!

Jak podają lokalne media, do uprowadzenia doszło ok. 21.00 na ul. Ledóchowskiego w Gdyni. Mężczyzna uderzył matkę chłopca w twarz i wciągnął siłą 10-latka do srebrnego auta kombi, którym odjechał w kierunku ul. płk. Dąbka.

Pokrzywdzona zaalarmowała policję. Kobieta nie zapamiętała modelu auta ani numeru rejestracyjnego. Jedna z liter to prawdopodobnie "W".

Według informacji przekazanych przez rzecznik prasową KWP w Gdańsku, w aucie była jeszcze jedna osoba.

Uprowadzone dziecko to 10-letni Ibrahim. Porwania dokonał jego ojciec. Według informacji Radia Gdańsk, mężczyzna stracił prawa rodzicielskie do chłopca decyzją sądu w Belgii.

Chłopiec ma ok. 150 cm, w momencie porwania ubrany był w pomarańczową kurtkę, białą bluzę z Kaczorem Donaldem, jeansy oraz czarne buty.

Policja ostrzega, że Marokańczyk – ojciec chłopca – może być niebezpieczny!

Policja opublikowała wizerunek poszukiwanego mężczyzny, Azeddine'a Oudrissa.

Jak podała na antenie TVP Info podinsp. Joanna Kowalik-Kosińska, rzecznik Prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gdańsku, mężczyzna ma ok. 185 cm wzrostu, jest masywnej budowy ciała, ma krótkie włosy. Dodała, że najprawdopodobniej jedzie w kierunku Belgii.

Wszystkie informacje dot. zaginionego lub osoby podejrzewanej o uprowadzenie policja prosi przekazywać pod numer 995, 112, 997 lub do najbliższej jednostki policji.

Policja zablokowała drogi, powiadomiła straż graniczną.

– Policjanci cały czas pracują nad tą sprawą

– powiedział nadkom. Maciej Stęplewski z biura prasowego KWP w Gdańsku.

Irlandzka policja na tropie rosyjskich szpiegów. W tle sprawa globalnej komunikacji internetowej

Data: 17.02.2020 12:14

Autor: ziemianin

niezalezna.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #internet #agenci #Rosja #Irlandia #policja

Irlandzcy policjanci podejrzewają, że rosyjscy agenci zostali wysłani na "Zieloną Wyspę", by namierzyć lokalizację leżących na dnie oceanu kabli światłowodowych łączących Europę i Amerykę Północną. – To wzbudziło obawy, że rosyjscy agenci sprawdzają kable pod kątem słabych punktów, aby w przyszłości, w razie konfliktu móc je uszkodzić – podaje brytyjski dziennik "The Times".

Irlandzka policja na tropie rosyjskich szpiegów. W tle sprawa globalnej komunikacji internetowej

#niebezpiecznik mBank poprosił klientów o . . . wrzucenie zdjęć kart płatniczych na Instagrama

Data: 17.02.2020 12:04

Autor: ziemianin

niebezpiecznik.pl

#niebezpiecznik #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #cyberbezpieczenstwo #instagram #wtf

Ta dość kuriozalna sytuacja miała miejsce na oficjalnym profilu mBanku na Instagramie. Jak poinformowali nas Czytelnicy, mBank poprosił klientów aby wrzucili “zdjęcie swojej ulubionej karty” na Instagrama:

#niebezpiecznik mBank poprosił klientów o . . . wrzucenie zdjęć kart płatniczych na Instagrama

Hełm sprzed 100 lat lepiej chroni mózg przed falą uderzeniową niż współczesny hełm

Data: 17.02.2020 11:55

Autor: ziemianin

pratt.duke.edu

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #ciekawostki #helm #ochrona

Inżynierowie biomedyczni z Duke University wykazali, że hełmy z I wojny światowej równie dobrze jak te współczesne chronią przed falą uderzeniową. A jeden konkretny model, francuski Adrian z 1915 roku, przewyższa współczesne hełmy pod względem ochrony głowy przed falą uderzeniową.

Hełm sprzed 100 lat lepiej chroni mózg przed falą uderzeniową niż współczesny hełm

Nowoczesne hełmy lepiej chronią przed pociskami czy tępymi uderzeniami, ale przez dziesięciolecia ich konstruktorzy nie potrafili poprawić ochrony głowy w sytuacji, gdy w pobliżu wybuchnie pocisk, a żołnierz zostanie poddany działaniu fali uderzeniowej.

Stwierdziliśmy, że wszystkie hełmy stanowiły solidną ochronę przed falą uderzeniową wybuchu, ale zdumiało nas, że hełmy sprzed 100 lat sprawowały się równie dobrze, co współczesne konstrukcje. Okazało się, że niektóre z historycznych hełmów były nawet lepsze, mówi Joost Op't Eynde, główny autor badań.

Naukowcy dopiero niedawno zainteresowali się wpływem fali uderzeniowej na mózgi żołnierzy. Spowodowane to było faktem, że hełmy projektowane są pod kątem odporności na uderzenia pocisków, a fala uderzeniowa była do niedawna groźna głównie dla płuc. W wyniku jej działania dochodziło do śmiertelnych uszkodzeń płuc na długo zanim taka fala mogła zaszkodzić mózgowi.

Jednak po rozpowszechnieniu się pancerzy chroniących ciało, płuca żołnierzy są dobrze chronione. Okazało się, że na współczesnym polu walki fala uderzeniowa zabija uszkadzając mózg, a nie płuca. Stąd też potrzeba zbadania stopnia ochrony, jaką hełmy zapewniają w obliczu fali uderzeniowej. Tym bardziej, że nie są one projektowane pod kątem takiej ochrony.

Uczeni z Duke University postanowili porównać hełmy współczesne z tymi z I wojny światowej, gdyż stwierdzili, że współczesny żołnierz noszący pancerz jest chroniony podobnie, jak żołnierz z I wojny światowej znajdujący się w okopie podczas wybuchu.

Naukowcy porównali hełmy Brodie (Wielka Brytania), Adrian (Francja) i Stahlhelm (Niemcy) ze współczesnym amerykańskim Advanced Combat Helmet.

Hełmy zakładano na głowę manekina wyposażoną w liczne czujniki. Całość umieszczano pod urządzeniem, które gwałtownie uwalniało sprężony hel, wywołując falę uderzeniową. Na hełmach testowano falę o różnej sile, odpowiadającej eksplozji pociusk artyleryjskiego w odległości od 1 do 5 metrów od celu. Siła działająca na głowę manekina była następnie przeliczana na ryzyko pojawienia się krwawienia w mózgu.

Okazało się, że każdy z hełmów zmniejszał ryzyko umiarkowanego krwawienia z mózgu od 5 do 10 razy. Jednak hełm Adrian zapewniał najlepsza ochronę. Te wyniki były intrygujące, gdyż francuski hełm był wykonany z podobnych materiałów co hełmy niemiecki i brytyjski, miał nawet cieńsze ścianki. Główna różnica między nimi jest taka, że hełm ten ma na górze grzebień. Jego celem była ochrona przed odłamkami, ale może on również chronić przed falą uderzeniową, mówi Op't Eynde. Z kolei jeśli chodzi o siły działające z boku, a nie z góry, to znaczenie miało tutaj szerokość hełmu i to, jak dużą część głowy obejmował.

Niezależnie jednak od konstrukcji, każdy z hełmów dobrze chronił przed falą uderzeniową. A to wskazuje, jak podkreślają uczeni, że warto podczas projektowania hełmów skupić się też na tym aspekcie ochrony żołnierza. Tym bardziej, że tak proste rzeczy jak grzebień od góry i szerokość hełmu mają olbrzymie znaczenie. Współczesne materiały i techniki produkcyjne powinny pozwolić na takie ulepszenie hełmów, że będą lepiej chroniły przed falą uderzeniową niż hełmy sprzed 100 lat, stwierdzają autorzy badań.

#Defence24 - gen. broni w st. sp. Waldemar Skrzypczak - Rosjanie uderzą w naszą łączność

Data: 17.02.2020 11:45

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rosja #polska #wojsko #Defence24

Nie jesteśmy przygotowani aby odpierać uderzenia środkami radioelektronicznymi (…) Rosjanie udowodnili, że są w stanie paraliżować systemy, bo tak skuteczne zakłócanie prowadzą na Ukrainie i w Syrii. Pozawala to im prowadzić skuteczne działania wojskami lądowymi i uderzenia lotnictwa, bo zakłócanie systemów dowodzenia powoduje, że wojsko przeciwnika nie wykonuje zadań. – ocenia gen. broni w st. sp. Waldemar Skrzypczak, wcześniej dowódca polskich wojsk pancerno-zmechanizowanych i podsekretarz stanu w MON.

#Defence24 – gen. broni w st. sp. Waldemar Skrzypczak – Rosjanie uderzą w naszą łączność

Marcin Gortat kończy koszykarską karierę. W NBA zarobił dziesiątki milionów dolarów

Data: 17.02.2020 11:38

Autor: ziemianin

tvp.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #koszykowka #marcingortat #nba #sport

Marcin Gortat na dwa dni przez 36. urodzinami oficjalnie ogłosił, że kończy trwającą 17 lat karierę koszykarską. "Dziękuję wszystkim kibicom za to, że mnie wspierali. Teraz skoncentruję się głównie na pracy charytatywnej" – zapowiedział.

Marcin Gortat kończy koszykarską karierę. W NBA zarobił dziesiątki milionów dolarów

Marcin Gortat ogłosił oficjalnie zakończenie koszykarskiej kariery. W NBA – najlepszej lidze świata – grał 12 lat. Od 7 lutego 2019 r. był wolnym graczem, po tym, jak rozstał się z nim klub Los Angeles Clippers.

Marcin Gortat był jednym z trzech polskich koszykarzy, którym udało się zagrać w NBA

Teraz zamierza się skoncentrować na działalności charytatywnej

W 2019 roku koszykarz znalazł się na liście najmłodszych polskich milionerów

Polski koszykarz przez ponad rok czekał na satysfakcjonującą go ofertę z NBA (gwarantowany kontrakt z Clippers wart za sezon 2018/19 aż 13 565 218 dolarów wygasł latem), ale taka nie nadeszła i na dwa dni przez 36. urodzinami oficjalnie ogłosił rozbrat z parkietem, o której to decyzji wspominał od kilku miesięcy. W swojej sportowej karierze występował w drużynach: Orlando Magic, Phoenix Suns, Washington Wizards i Clippers.

"Zdaję sobie sprawę, że takiej oferty, na jaką czekam, już praktycznie nie będzie. Mentalnie jestem gotowy na ogłoszenie: to już koniec. Czekam na właściwą chwilę" – mówił kilkanaście tygodni temu Polskiej Agencji Prasowej. "Odchodzę na emeryturę, kończę moje granie profesjonalne" – potwierdził teraz w wywiadzie dla TVP Info.

Marcin Gortat – wicemistrz NBA, lubiany przez reklamodawców

Gortat był trzecim urodzonym w Polsce koszykarzem, któremu udało się zagrać w NBA. W lidze miał przezwisko "Polish Hammer". W 2009 roku wywalczył wicemistrzostwo NBA z Orlando Magic.

W 2014 roku Gortat podpisał wygasającą właśnie pięcioletnią umowę opiewającą na 60 mln dol. Kariera w NBA przyniosła mu w sumie 95 mln dol. A to tylko zarobki za grę, Gortat zawierał też kontrakty reklamowe. Reklamował m.in. batony FreeYu polskiej firmy Otmuchów i sieć Play. Całkiem niedawno – w styczniu – został ambasadorem polskiego bukmachera eWinner.

W 2019 roku trafił na listę najbogatszych Polaków przed czterdziestką tygodnika "Wprost". Jego majątek szacowany był wtedy na 400 mln zł.

Koszykarz angażuje się mocno w działalność fundacji "Mierz Wysoko", która m.in. organizuje od 12 lat koszykarskie jednodniowe obozy dla adeptów koszykówki oraz mecz Gortat Team – Wojsko Polskie. Fundacja współpracuje także z czterema szkołami sportowymi: w Łodzi, Krakowie, Poznaniu i Gdańsku.

Gortat był też organizatorem "Polskiej Nocy w NBA" – wydarzenia organizowanego w USA, promującego nasz kraj i polską kulturę.

"Za sukces uważam to, że z dość niszowej dyscypliny, jaką była koszykówka w Polsce, trafiłem do NBA i mogłem zbudować swoją pozycję na parkietach i poza nimi. Na sukces złożyło się wiele rzeczy i osób, które spotkałem na swojej drodze. Dziś jestem rozpoznawalny w kraju przez trzy czwarte Polaków, za co dziękuję im z pokorą" – mówił w styczniu sportowiec.

Ponad 554%. O tyle wzrosła popularność gry Wiedźmin 3: Dziki Gon i książek Andrzeja Sapkowskiego

Data: 17.02.2020 11:29

Autor: ziemianin

venturebeat.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wiedzmin #sapkowski #netflix #filmy #seriale #gry

Wielokrotnie podkreślano, że na sukcesie serialu Wiedźmin korzysta nie tylko Netflix, ale również CD Projekt RED i Andrzej Sapkowski. Dopiero dokładne cyfry pokazują jednak, o jak dużych korzyściach tu mowa.

Ponad 554%. O tyle wzrosła popularność gry Wiedźmin 3: Dziki Gon i książek Andrzeja Sapkowskiego

Wiedźmin 3: Dziki Gon popularniejszy o 554%

Z raportu opublikowanego przez analityków z NPD wynika, iż Wiedźmin 3: Dziki Gon cieszy się obecnie wielkim wzięciem na rynku amerykańskim. Biorąc pod uwagę grudzień 2019 oraz grudzień 2018 należy mówić o wzroście sprzedaży (fizycznej, bez uwzględniania cyfrowej) o imponujące 554%. Wielką zasługę ma w tym Nintendo Switch, ale i bez tej platformy wynik w ujęciu rok do roku jest znacznie wyższy – o 63%.

Kilka pozytywnych wieści dla polskiego producenta pojawiało się już wcześniej. Chociażby te, że gra pobiła rekord popularności na Steam dopiero niedawno, 4,5 roku po premierze.

Książki Andrzeja Sapkowskiego również na topie

To samo źródło podaje, iż Amerykanie rzucili się również na książki Andrzeja Sapkowskiego. W tym przypadku, również uwzględniając rynek amerykański i wspomniany czas, wzrost sprzedaży jest jeszcze bardziej imponujący. Sięgnął aż 562%.

I tu zaskakiwać może jedynie skala sukcesu, bo nie sam jego fakt. Już wcześniej informowano, że twórczość polskiego autora zaczęła budzić większe zainteresowanie niż od dawana będące na topie powieści Stephena Kinga czy J.K. Rowling.

To tylko i aż dane z rynku amerykańskiego

Tonujący nastroje mogą powiedzieć, iż są to dane wyłącznie z jednego rynku. Innie jednak skontrują, iż mowa o jednym ze zdecydowanie najważniejszych, bo i najbogatszych rynków. Wszyscy zgadzają się już co do tego, że sprawcą wszystkiego jest Wiedźmin od Netflix. Okazał się on największym zeszłorocznym hitem tej platformy w wielu krajach, w tym w Polsce. CD Projekt RED i Andrzej Sapkowski czerpią teraz większe profity na wielu rynkach. Nawet jeśli gdzieś liczby nie są tak imponujące jak w USA, nikt raczej nie narzeka.

PKN Orlen chce mieć docelowo 70-80 stacji paliw na Litwie

Data: 17.02.2020 11:22

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pknorlen #litwa #paliwo #stacjepaliw #OrlenLietuva

Kowno, 17.02.2020 (ISBnews) – Orlen Lietuva – litewska spółka z grupy kapitałowej PKN Orlen – będzie miał na Litwie co najmniej 29 stacji do końca 2020 roku, a docelowo, w ciągu kilku lat, chciałby posiadać w tym kraju sieć liczącą 70-80 obiektów, poinformował prezes koncernu Daniel Obajtek.

PKN Orlen chce mieć docelowo 70-80 stacji paliw na Litwie

Pod koniec stycznia br. Orlen Lietuva uruchomił w Poniewieżu pierwszą nową stację paliw Orlen na Litwie od 12 lat, dzięki czemu litewska sieć koncernu wzrosła do 26 placówek.

"Jeszcze w tym roku planujemy uruchomienie kolejnych trzech stacji, a dodatkowo mamy pięć miejsc w okolicach Wilna, przygotowanych do rozpoczęcia procesu inwestycyjnego" – powiedział Obajtek podczas briefingu na stacji Orlen w Kownie.

"Celujemy w strefę premium. Dzięki temu, przy założeniu, że w okresie kilku lat osiągniemy docelową liczbę 70-80 stacji na Litwie, powinno nam to zapewnić około 20% udziału w litewskim rynku detalicznym" – powiedział w rozmowie z ISBnews prezes Orlen Baltics Retail – spółki zależnej Orlen Lietuva odpowiedzialnej za segment detaliczny – Rafał Bałazy.

Jak wyjaśnił, na Litwie funkcjonuje obecnie łącznie 600-700 stacji paliw, ale tylko około 150 z nich prezentuje nowoczesny standard, a część pozostałych najprawdopodobniej zniknie z rynku.

Obajtek podkreślił, że litewska sieć koncernu jest obecnie w trakcie gruntownej modernizacji i adaptacji do standardu Stop Cafe 2.0.

"Do końca 2019 roku zmodernizowaliśmy 8 stacji, a w tym roku zmodernizujemy następne 3" – powiedział.

Bałazy dodał, że z obecnych stacji na Litwie na modernizację czeka jeszcze około połowa.

"Ten proces potrwa około 2-3 lat, bo realizujemy go w systemie 'zburz i wybuduj', co oznacza, że w miejscu istniejącej stacji stawiamy zupełnie nowy obiekt, z większym sklepem, spełniający najnowsze standardy jakościowe. To oznacza, że w trakcie inwestycji stacja przestaje funkcjonować, musimy zatem realizować te procesy pojedynczo" – wyjaśnił w rozmowie z ISBnews.

Grupa PKN Orlen zarządza sześcioma rafineriami w Polsce, Czechach i na Litwie, prowadzi też działalność wydobywczą w Polsce i w Kanadzie. Jej skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 111,2 mld zł w 2019 r. Spółka jest notowana na GPW od 1999 r.

Siły Powietrzne USA (U.S. Air Force) akceptują religijny ubiór

Data: 17.02.2020 11:06

Autor: ziemianin

edition.cnn.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #usarmy #usairforce #wojsko #umundurowanie

Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych postanowiły przyjąć bardziej liberalne stanowisko w sprawie ubioru swoich oficerów. Muzułmanie i Sikhowie będą więc mogli nosić na służbie elementy ubioru charakterystyczne dla swojego wyznania, a więc turbany, brody czy hidżaby. Wcześniej każdy z przedstawicieli tych mniejszości musiał składać osobny wniosek w tej sprawie.

Siły Powietrzne USA (U.S. Air Force) akceptują religijny ubiór

Regulacje dotyczące ubioru w Siłach Powietrznych USA zostały zatwierdzone w ubiegły weekend. Tym samym muzułmanie i Sikhowie będą mogli odtąd nosić na służbie atrybuty związane z ich religijnością. Ten rodzaj amerykańskich sił zbrojnych dopuścił tym samym turbany, hidżaby, brody czy długie włosy. Jedynym wymogiem w tej kwestii jest zachowywanie „schludnego i konserwatywnego” ubioru.

Ostateczna decyzja w sprawie zezwolenia na manifestowanie swojej religii ma być podejmowana do 30 dni na terenie Stanów Zjednoczonych, a także do 60 dni w przypadku misji zagranicznych prowadzonych przez amerykańskie siły powietrzne. Dotychczas każdy przypadek był rozpatrywany indywidualnie przez długi okres czasu, ponieważ nie istniały w tej sprawie żadne inne regulacje.

Liberalizacja zasad ubioru w amerykańskiej armii ma jednak, zdaniem mniejszości, iść zbyt wolno. Ich przedstawiciele domagają się dalszych zmian w regulaminach, aby Sikhowie mogli służyć we wszystkich rodzajach tamtejszych sił zbrojnych. Tym samym organizacje broniące praw mniejszości domagają się od Departamentu Obrony USA ustalenia jednolitej polityki we wspomnianych kwestiach.

Pierwszą osobą mającą zezwolenie na noszenie stroju religijnego podczas służby była Maysaa Ouza. Muzułmanka służąca w amerykańskim lotnictwie wojskowym może ubierać się zgodnie ze swoimi przekonaniami religijnymi od 2018 roku.

Czy można zarazić się koronawirusem kupując smartfona z Chin?

Data: 16.02.2020 22:46

Autor: ziemianin

niebezpiecznik.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #koronawirus #smartfony #sprzet #wirusy #chiny #zakupy

Masz nowiutkiego Smartfona sprowadzonego z Chin i zastanawiasz się, czy ktoś na niego wcześniej nie nakichał? Takiego pytania nie powstydziłby się żaden analityk ryzyka więc śpieszymy z rzetelną odpowiedzią.

Czy można zarazić się koronawirusem kupując smartfona z Chin?

Do naszej redakcji napływały już pytania o to, czy można się zarazić koronawirusem poprzez sprowadzenie urządzenia z Chin. Oto jeden z e-maili w tej sprawie.

Z tego pytania niektórzy z was będą się śmiać, m.in. z powodu wzmianki o “bakteriach wirusów”.

Może was również śmieszyć, że autor pytania nieco błędnie założył, iż tylko on mógł zidentyfikować ryzyko, którego nie zidentyfikowali liczni naukowcy oraz służby odpowiedzialne za zdrowie publiczne. Zacznijmy więc od tego, że owszem, przy epidemiach rozważa się możliwość przeniesienia choroby poprzez kontakt z różnymi przedmiotami. Więc jednak “ktoś sprawdza i ktoś czuwa”.

WHO: Możesz odebrać paczkę z Chin

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w ostatnim czasie regularnie publikuje w social mediach pytania i odpowiedzi na temat koronawirusa. Już 1 lutego organizacja informowała, że odbieranie paczek i listów z Chin jest bezpieczne ponieważ koronawirus nie potrafi zbyt długo przetrwać na przedmiotach.

Niektórych z was taka instrukcja może nie zadowolić, bo niby co to znaczy “przetrwać długo”? Czy w ogóle można ufać jakiemuś obrazkowi z WHO? Na wszelki wypadek dopytaliśmy o sprawę kogoś, kto zna się na wirusach (tych biologicznych) trochę lepiej niż my. Tym kimś był immunolog dr Tomasz Maj z Jiao Tong University School of Medicine w Szanghaju.

Ze względu na to, że choroba jest stosunkowo nowa, nie przeprowadzono jeszcze zbyt wielu badań dotyczących zakaźności wirusa Covid-2019 poza organizmem (to jest obecna, już oficjalna nazwa, 2019-nCov to była nazwa tymczasowa). Wiadomo natomiast, że wszystkie inne koronawirusy, w tym wcześniejsze SARS i MERS, są zdolne do zakażenia jedynie w ciągu kilku godzin od opuszczenia organizmu. Ogólnie wymagają niskich temperatur i dużej wilgotności, dlatego przenoszą się drogą kropelkową. Jeżeli “nośnik” wyschnie, wirus jest nieodwracalnie dezaktywowany. W przypadku koronawirusów SARS i MERS mogą one przetrwać do 24 godzin przy dużej wilgotności i temperaturze w okolicy 0 st. C, natomiast maksymalnie 5 godzin przy temperaturze 20 st. C. Nie jest znany żaden inny koronawirus, który przetrwałby dłużej na powierzchniach przedmiotów.

Biorąc pod uwagę bardzo duże podobieństwo genomu Covid-2019 do SARS-CoV i MERS-CoV, wszystko wskazuje na to, że tutaj sytuacja jest podobna. Jedną z przesłanek jest fakt, że wszystkie zakażenia następują pomiędzy osobami przebywającymi w pobliżu osób chorych przez przynajmniej kilka godzin (występują w tzw. klastrach). Nie udokumentowano do tej pory zarażenia u osób, które nie były w Chinach lub nie kontaktowały się z osobami wcześniej przebywającymi w tym kraju. Ze względu na ten krótki łańcuch epidemiologiczny prawdopodobieństwo przekazania wirusa przez kontakt z rzeczami jest oceniane jako ekstremalnie niskie.

W przypadku paczek wysyłanych z Chin zwykle najszybszy czas podróży to ok. 3 dni i przyjmuje się, że jest to wystarczająco dużo, aby wirus przestał być aktywny nawet wtedy, gdy chora osoba nakicha na dany przedmiot przed wysłaniem. Natomiast ze względu na warunki panujące w magazynach, nie jest możliwe, że wirus zostanie przeniesiony na samym opakowaniu. Jest za sucho i za ciepło. Z tego względu agencje zajmujące się monitorowaniem chorób zakaźnych, jak np. CDC w USA, nie zalecają żadnych dodatkowych kroków ani ograniczeń w odbiorze przesyłek z Chin. Również w samych Chinach przesyłki są nadal doręczane, chociaż z opóźnieniami wynikającymi z utrudnieniami w transporcie związanymi z epidemią.

Możecie sami zajrzeć do wytycznych CDC i przekonać się, że przemyślano wiele problemów, ale nie zalecono żadnych środków bezpieczeństwa wobec poczty (również w udostępnionym FAQ jest mowa o tym, że nikt nie spodziewa się przeniesienia wirusa przez pocztę).

Wróćmy jeszcze na chwilę do strony WHO. Znajdziecie na niej zestaw porad oraz wykaz mitów dotyczących koronawirusa. Dowiecie się z nich m.in., że płukanie nosa wodą z solą nie ochroni nas przed koronawirusem, podobnie jak jedzenie dużych ilości czosnku. Czosnek może pomóc na inne zagrożenia, natomiast przed tym wirusem prędzej uchroni was mycie rąk.

O mitach wspominamy ponieważ porażający jest wysyp różnych pseudonaukowych bzdur związanych z koronawirusem. Można by o nich napisać obszerny osobny materiał. Przykładowo WHO rzetelnie poinformowała, że szczepionki przeciwdziałające zapaleniu płuc nie chronią przed koronawirusem. Tylko, że to nie oznacza, że takie szczepienia są generalnie bezsensowne, co niektórzy już ogłosili powołując się na WHO. A już chyba nic nie przebije teorii, że koronawirus to uboczny efekt prób wytworzenia szczepionki. Jak się nad tym zastanowić to mit z czosnkiem nie jest taki zły…

Wypada jeszcze dodać, że mimo nieprzenoszenia się drogą “paczkową” koronawirus i tak wywołał problemy w przesyłaniu paczek, ale nie z Chin tylko do Chin, co z kolei globalnie wpłynęło na obieg poczty. Nie ma to jednak nic wspólnego z myciem paczek w sortowniach, bo tego nikt nie robi. Po prostu wstrzymano część ruchu lotniczego i z tego powodu część paczek utknęła.

Co robić? Jak żyć?

Przede wszystkim staraj się nie lizać smartfonów, na które chwilkę wcześniej nakichała osoba z wyraźnymi objawami grypy, która w dodatku mieszka w okolicach Wuhan lub niedawno stamtąd wróciła. To może bardzo pomóc.

Myj często ręce. To pomaga uniknąć wielu infekcji, nie tylko koronawirusa.

Przy okazji przypominamy, że smartfony z Chin mogą przenosić złośliwe dodatki, ale raczej w swoim oprogramowaniu niż na obudowach. Takie smartfony mogą mieć preinstalowane trojany ponieważ proces produkcji tych urządzeń ma pewne luki bezpieczeństwa. No i trzeba ciągle uważać na złośliwe oprogramowanie, które może być zainstalowane nawet z aplikacją z oficjalnego sklepu.

Aktualizacja

Do naszej redakcji zaczęły już spływać newsy o tym, że koronawirus może przetrwać nawet 9 dni i są na to badania. Rzeczywiście, takie newsy ostatnio się pojawiły. Może zamiast cytować opracowania sięgnijmy do źródła. Jest nim stosunkowo nowa publikacja pt. Persistence of coronaviruses on inanimate surfaces and its inactivation with biocidal agents. No i ta publikacja rzekomo mówi, że koronawirus przetrwa do 9 dni. Hmmm… czy naprawdę to mówi?

Wyjaśnijmy dwie rzeczy. Po pierwsze, nie istnieje jeden koronawirus. Tak więc teksty naukowe dotyczące różnych koronawirusów (nawet ludzkich) nie musza mieć przełożenia na tego konkretnego.

Druga ważna rzecz – zacytowany wyżej materiał, choć nowy, stanowi analizę 22 wcześniejszych badań, a przedstawiona w nim tabelka przeżywalności dotyczy innych wirusów, w różnym stopniu podobnych do “tego” koronawirusa. Poza tym naukowcy przedstawiają wniosek iż… potencjalnym źródłem zagrożeń są powierzchnie w zakładach służby zdrowia (cyt. “Contamination of frequent touch surfaces in healthcare settings are therefore a potential source of viral transmission”). Przytoczone badanie należy odczytywać w kontekście praktyki medycznej.

Na koniec i tak dodamy, że “ten koronawirus” jest nowy i brakuje badań na jego temat (co podkreślają także eksperci). Owszem, stan wiedzy może się z czasem poszerzać, natomiast mniej paniczne reakcje pochodzą w obserwacji tego jak następują zakażenia (między ludźmi) oraz jak zachowują się wirusy najbardziej podobne do tego nowego.

Prof. Makowiecki: konie w średniowiecznej Polsce często traktowano jak członków rodziny

Data: 16.02.2020 22:41

Autor: ziemianin

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #polska #rzeczpospolita #konie #zwierzeta #sredniowiecze

Konie w czasach piastowskich często traktowane były jak członkowie rodziny. Szkielety tych zwierząt, które odkrywane są w mogiłach ludzkich świadczą o szczególnym znaczeniu wierzchowców, które nie były hodowane na mięso – twierdzi archeozoolog prof. Daniel Makowiecki z UMK w Toruniu.

[Prof. Makowiecki: konie w średniowiecznej Polsce często traktowano jak członków rodziny]()

Nowatorskie badania dotyczące roli koni w życiu wczesnośredniowiecznego społeczeństwa na ziemiach polskich trwają na UMK od 2018 roku. Naukowcy, którym przewodzi archeolog i inżynier zootechnik prof. Daniel Makowiecki z Instytutu Archeologii UMK dokonali już pierwszych ustaleń.

"Udało nam się zebrać do tej pory pokaźną ilość materiałów z całej Polski. Okazało się, że są problemy badawcze, których wcześniej nie dostrzegaliśmy. Jednym z ciekawszych odkryć dotyczących tamtego okresu jest obecność koni, które trzeba wprost nazwać kucami. Mierzyły one w kłębie od ok. 90 do 120 cm i trzymano je w zasadzie w każdym z ważniejszych grodów badanych przez archeologów. To dzięki prowadzonym systematycznie wykopaliskom mamy końskie kości do naszego projektu" – powiedział PAP prof. Makowiecki.

Koń w średniowieczu był zwierzęciem elitarnym. W ocenie archeozoologa z UMK szczątki "małych wierzchowców" mogą świadczyć o tym, że dzieci ówczesnych elit – książąt, królów i kasztelanów – dzięki kucom uczyły się jazdy konnej.

"Z jednej strony zapewne była to dla nich zabawa i rozrywka, a z drugiej przysposabianie się do jazdy wierzchem w dorosłym życiu pełnym wypraw wojennych. To najprostsze rozumowanie, ale trudno mu zaprzeczyć. Na pewno dorosły, ciężki mężczyzna w zbroi nie ruszał na kucu w bój, a tym bardziej nie paradował na nim kasztelan" – dodał nieco żartobliwie archeolog.

"Kuce na ziemiach polskich były obecne wcześniej niż na początku średniowiecza, bo mamy szczątki najstarszego kuca odnalezione w miejscowości Łyszkowice (pow. łowicki), które pochodzą sprzed 1700 lat. Na ziemi chełmińskiej w miejscowości Kałdus (najstarsze Chełmno) odnaleźliśmy kości kuca sprzed 2500 lat. Można więc zaryzykować tezę, iż przysposabianie dzieci do jazdy konnej musiało mieć miejsce już znacznie wcześniej niż w okresie średniowiecza" – ocenił naukowiec.

Na realizację projektu pt. "Koń w Polsce wczesnopiastowskiej i dzielnicowej. Studium interdyscyplinarne" kierowana przez niego grupa badawcza otrzymała grant z Narodowego Centrum Nauki.

Na czaszki końskie badacze natrafiają w okolicach dawnych budowli i wałów obronnych (ofiary zakładzinowe), a także wśród materiałów kostnych, będących odpadkami po spożytym mięsie takich zwierząt jak bydło, świnie, owce czy kozy. Dotychczas jednak ten materiał badawczy traktowany był nie tak pieczołowicie, gdyż archeozoologów interesowały inne gatunki.

Badania DNA, przeprowadzone w ramach grantu w Centrum Nowoczesnych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem dr Danijeli Popovic, wskazują także, że umaszczenie koni w średniowiecznej Polsce było bardzo zróżnicowane. Występowały bowiem konie gniade, kasztanowate, kare, ale także pstrokate.

"Są to zupełnie nowe ustalenia. Różnorodność naszym zdaniem brała się z estetycznych upodobań i preferencji obowiązujących w tamtym okresie oraz zmian tych preferencji. Trzeba pamiętać, że konie i ich rodzaje są świetnym nośnikiem wiedzy o transferach handlowych i migracji ludzi oraz idei" – powiedział archeozoolog.

W tej chwili naukowcy mają już także coraz więcej udokumentowanych szczątków koni w obrębie ludzkich cmentarzy.

"Często konie grzebane w tak ważnych miejscach dla człowieka służyły mu nawet 15-20 lat. Nie były to zwierzęta, które padły w boju. O ich użytkowaniu świadczą m.in. narośla kostne oraz zaawansowane zwyrodnienia w obrębie stawów i kręgosłupa. Obecnie pod kierunkiem prof. Macieja Janeczka trwają szczegółowe badania paleopatologiczne w Zakładzie Anatomii Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Można już jednak uznać, że te konie traktowane były jak członkowie rodów, jako instytucja sama w sobie (…)" – wskazał prof. Makowiecki.

Dodał jednak, że występuje pewna ambiwalencja, gdyż naukowcy wiedzą też o konsumowaniu koniny. "Nasza współczesna czułość nie jest niczym nowym. Tamci ludzie też mieli podobne myślenie, ale jednocześnie poza docenieniem uzyskiwali z koni surowiec zwierzęcy – mięso oraz kości, z których wytwarzano płozy sań oraz łyżwy. Kości konia ze względu na kształt i długość były do tego najbardziej przydatne. Wśród starszego grona archeozoologów byli sympatycy koni, którzy nigdy nie napisali w swych artykułach o zjadaniu koniny. Jednak o tym, że konie były zjadane, świadczy zebrany przez nas materiał, w postaci śladów rąbania na kościach. Trzeba jednak dodać, że koń na pewno nie był hodowany po to, aby go zjeść. W tym celu trzymano liczne stada świń, bydła, owcy i kozy" – stwierdził prof. Makowiecki.

Dodał, że nie rozpoczął badań od najstarszych dziejów konia, ale od tych średniowiecznych, bo materiał z tego okresu jest olbrzymi, co pozwala łatwiej przetestować przyjętą w projekcie strategię badawczą, poznać przydatność najnowszych metod badań genetycznych i izotopowych.

"Doświadczenia będą bardzo przydatne do studiów nad końmi prehistorycznymi, których kości są zdecydowanie mniej liczne" – zakończył naukowiec.

#italyexit Teraz Włochy? „Albo Unia Europejska się zmieni, albo zróbmy jak Anglicy”

Data: 16.02.2020 22:35

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #italyexit #uniaeuropejska #wlochy

Czy Włochy już niedługo mogą podążyć śladem Anglii? Na razie wzywają do zmian w Unii Europejskiej. Tak mocną postawę zapowiedział Matteo Salvini.

#italyexit Teraz Włochy? „Albo Unia Europejska się zmieni, albo zróbmy jak Anglicy”

Polacy przez lata są okłamywani i manipulowani przez polityków, media i dziennikarzy. Tak ze strony PiS, „ponieważ większość Polaków jest za Unią Europejską”, jak i ze strony KO czy Lewicy, bo te popierają projekt „wspólnej Europy” rękami i nogami. Przez to prawda o patologiach w Unii Europejskiej nie dociera do zwykłych ludzi, a więc poparcie dla tej instytucji zostaje bez zmian. Zamknięte koło. Wczoraj informowaliśmy o wspaniałych wynikach narodowców w sondażach na Słowacji. Teraz mocny głos dotarł do nas z Włoch.

Przypomnijmy, że w wyniku zdrady „antysystemowego” Ruchu Pięciu Gwiazd, Matteo Salvini i jego prawicowa Liga musieli odejść z rządu. Ruch rozpoczął współpracę ze skompromitowaną Partią Demokratyczną. To nawet zabawne, że Ruch Pięciu Gwiazd współpracuje z Kukiz’15. Poparcie dla Ligi Matteo Salviniego jest jednak najwyższe. Popiera ją aż ponad 30% Włochów. Poparcie dla Ruchu Pięciu Gwiazd drastycznie spadło (w ostatnich wyborach było to 32%, teraz niecałe 15%). Olbrzymi wzrost poparcia zaliczyła też partia włoskich narodowców – Bracia Włosi mogą liczyć już na ok. 11% głosów.

Włochy prawdopodobnie czekają więc jednoznacznie prawicowe rządy. Unia Europejska jest tym przerażona. Kolejny kraj może wymknąć się spod kontroli liberałów i lewicy, której nikt nie kontroluje. Matteo Salvini zaapelował, że „albo Unia Europejska zmieni się, albo nie ma sensu, by dalej istniała”. „Albo jest się w środku zmieniając reguły tej Europy albo, jak powiedział mi pewien rybak: ludzie, zróbmy jak Anglicy (…) Nie ma sensu siedzieć w klatce, w której nie pozwalają ci być rybakiem, lekarzem czy badaczem” – dodał Salvini. Według wielu specjalistów, to właśnie antyunijne i antyimigranckie hasła zapewniają Lidze pierwsze miejsce w sondażach.

Sztuczna inteligencja lepiej wyłapuje recydywistów niż ludzie

Data: 16.02.2020 22:26

Autor: ziemianin

news.berkeley.edu

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sztucznainteligencja #przestepczosc #algorytmy

Algorytmy sztucznej inteligencji znacznie lepiej niż ludzie przewidują, którzy ze skazanych popełnią w przyszłości przestępstwo. Przeprowadzone właśnie badania pokazują, że programy takie jak COMPAS mogą być niezwykle przydatnym narzędziem dla sędziów i innych pracowników systemu sprawiedliwości i więziennictwa.

Sztuczna inteligencja lepiej wyłapuje recydywistów niż ludzie

Co prawda ludzie w warunkach testowych również radzą sobie z tym zadaniem dobrze i gdy znają kilka podstawowych zmiennych, to nawet osoba bez odpowiedniego przygotowania jest w stanie, w kontrolowanym środowisku, dorównać złożonym narzędziom oceny ryzyka, mówią naukowcy z Uniwersytetu Stanforda i Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.

Jednak zupełnie inaczej ma się sprawa z rzeczywistymi wydarzeniami i problemami, z którymi mierzy się wymiar sprawiedliwości. Tutaj zmiennych jest olbrzymia liczba. A przeprowadzone właśnie badania wykazały, że algorytmy potrafią nawet z 90-procentową trafnością przewidzieć, który z podsądnych zostanie w przyszłości zatrzymany za inne przestępstwo. Ludzie potrafią to ocenić ze znacznie niższą, bo zaledwie 60-procentową trafnością.

Ocena ryzyka od dawna jest częścią procesu podejmowania decyzji w sądownictwie kryminalnym. Ostatnio toczą się dyskusje na temat wykorzystywania narzędzi opierających się na algorytmach komputerowych. Nasze badania wykazały, że w sytuacji rzeczywistych przypadków karnych algorytmy sztucznej inteligencji dokonują często lepszej oceny ryzyka niż ludzie. Wyniki te są zgodne z wieloma innymi badaniami porównującymi wyniki uzyskiwane przez narzędzia statystyczne z wynikami uzyskiwanymi przez ludzi, mówi Jennifer Skeem, psycholog specjalizującą się w przestępczości kryminalnej.

Sprawdzone narzędzia do oceny ryzyka mogą pomóc sędziom i innym pracownikom wymiaru sprawiedliwości w podejmowaniu lepszych decyzji. Na przykład narzędzia te mogą sędziemu wskazać, który ze skazanych stwarza niewielkie ryzyko i w związku z tym można go przedterminowo zwolnić z więzienia. Oczywiście, podobnie jak inne narzędzia, także i te do oceny ryzyka, muszą zostać połączone z rozsądną polityką oraz muszą być nadzorowane przez człowieka, dodaje Sharad Goel z Uniwersytetu Stanforda, statystyk specjalizujący się w dziedzinie nauk społecznych.

Lepsze narzędzia do oceny ryzyka są niezwykle potrzebne, szczególnie w USA. Stany Zjednoczone mają bowiem największy na świecie odsetek liczby uwięziony i największą na świecie liczbę osób w więzieniach. Od lat toczy się tam dyskusja na temat zmiany tego stanu rzeczy, ale trzeba zrównoważyć to z potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa. Ocena, którego z więźniów można bez ryzyka wypuścić, jest więc niezwykle istotna.

Narzędzia do oceny ryzyka są w USA bardzo szeroko rozpowszechnione w medycynie, bankowości czy szkolnictwie wyższym. Od dawna też używane są w miarze sprawiedliwości. Jednak w 2018 roku Dartmouth College przeprowadzono badania, w których poddano w wątpliwość skuteczność takich narzędzi. Wynikało z nich bowiem, że i ludzie i algorytmy równie dobrze (z 66% trafnością) oceniają ryzyko. Badania były szeroko komentowane i wiele osób stwierdziło, że w takiej sytuacji nie powinno się używać algorytmów.

Autorzy najnowszych badań powtórzyli badania przeprowadzone przez Dartmouth i stwierdzili, że posługiwano się podczas nich ograniczonym zestawem danych. Wzięto bowiem pod uwagę jedynie płeć oskarżonych, ich wiek, przestępstwo z które zostali ostatnio skazani oraz całą ich wcześniejszą kartotekę policyjną. Tymczasem sędziowie mają do dyspozycji znacznie więcej informacji. Korzystają z dokumentów ze śledztwa, opinii adwokatów, zeznań ofiar, na ich ocenę wpływa zachowanie i sposób bycia sprawców oraz ofiar. To często są informacje nie mające wpływu na ryzyko recydywy, są niespójne, z łatwością mogą powodować błędną ocenę, wyjaśniają autorzy najnowszych badań.

Dlatego też rozszerzyli zestaw danych, którymi posługiwali się badacze z Dartmouth. Do wykorzystanych przez nich czynników, dodali 10 nowych, takich jak informacje o zatrudnieniu, zażywaniu używek czy zdrowiu psychicznym. Zmieniono też metodologię. Po każdym z eksperymentów nie mówiono ludziom, których wyniki porównywano z maszyną, czy dokonali dobrej oceny. Sędziowie nie mają przecież informacji o tym, czy osoba, której skrócili karę, popełni w przyszłości przestępstwo.

Wyniki pokazały, że w takiej sytuacji, gdy zasady eksperymentu bardziej odpowiadają rzeczywistości, ludzie wypadają znacznie gorzej niż algorytm COMPAS. Takie narzędzia mogą być więc przydatnym uzupełnieniem pracy sędziów, kuratorów, lekarzy i innych osób, które mają wpływ na decyzję o wcześniejszym zwolnieniu przestępcy.

Odkryto setki wielkich bakteriofagów. Zacierają one granice pomiędzy wirusami a organizmami żywymi

Data: 16.02.2020 22:24

Autor: ziemianin

news.berkeley.edu

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #bakterie #wirusy #nauka #wiedza #ciekawostki

Naukowcy odkryli setki gigantycznych bakteriofagów, wirusów zabijających bakterie. Okazało się, że mają one cechy przynależne żywym organizmom, co zaciera granicę pomiędzy mikroorganizmami a wirusami. Ich rozmiary i złożoność budowy dorównują strukturom, które bezspornie uznajemy za żywe. W nowo odkrytych bakteriofagach znaleziono geny typowe dla bakterii, które bakterie używają przeciwko swoim gospodarzom.

Odkryto setki wielkich bakteriofagów. Zacierają one granice pomiędzy wirusami a organizmami żywymi

Niezwykłego odkrycia dokonali uczeni z University of California, Berkeley (UCB). Najpierw pobrali oni liczne próbki z 30 różnych ziemskich środowisk, od przewodu pokarmowego wcześniaków i ciężarnych kobiet, przez tybetańskie gorące źródło, południowoafrykański bioreaktor po pokoje szpitalne, oceany, jeziora obszary położone głęboko pod ziemią. Na podstawie tych próbek utworzyli wielką bazę DNA i zaczęli ją analizować.

Analiza wykazała obecność 351 różnych gatunków gigantycznych bakteriofagów. Każdy z nich miał genom co najmniej 4-krotnie dłuższy niż genom przeciętnego znanego dotychczas bakteriofaga. Rekordzistą był tutaj bakteriofag o genomie złożonym z 735 000 par bazowych. To 15--krotnie więcej niż genom przeciętnego faga. Ten genom jest bardziej rozbudowany niż genomy wielu bakterii, którymi żywią się fagi.

Badamy mikrobiomy Ziemi i czasem znajdujemy coś niespodziewanego. Te gigantyczne fagi zacierają różnice pomiędzy bakteriofagami, które nie są uważane za organizmy żywe, a bakteriami i archeonami. Natura znalazła sposób na istnienie czegoś, co jest hybrydą pomiędzy tego, co uznajemy za tradycyjne wirusy, a tradycyjne żywe organizmy, mówi profesor Jill Banfield.

Innym zdumiewającym odkryciem było spostrzeżenie, że w DNA tych olbrzymich fagów znajdują się fragmenty CRISPR, czyli systemu używanymi przez bakterie do obrony przed bakteriofagami. Prawdopodobnie gdy fag wprowadza swoje DNA do wnętrza bakterii jego system CRISPR zwiększa możliwość bakteryjnego CRISPR, prawdopodobnie po to, by lepiej zwalczać inne fagi.

Te fagi tak przebudowały system CRISPR, który jest używany przez bakterie i archeony, by wykorzystać go przeciwko własnej konkurencji i zwalczać inne fagi, mówi Basem Al-Shayeb, członek zespołu badawczego.

Okazało się również, że jeden z nowo odkrytych fagów wytwarza proteinę analogiczną do Cas9, proteiny wykorzystywanej w unikatowej technologii edycji genów CRISPR-Cas9. Odkrywcy nazwali tę proteinę Cas(fi), gdyż grecką fi oznacza się bakteriofagi. Badając te wielkie fagi możemy znaleźć nowe narzędzia, które przydadzą się na polu inżynierii genetycznej. Znaleźliśmy wiele nieznanych dotychczas genów. Mogą być one źródłem nowych protein dla zastosowań w przemyśle, medycynie czy rolnictwie, dodaje współautor badań Rohan Sachdeva.

Nowe odkrycie może mieć też znaczenie dla zwalczania chorób u ludzi. Niektóre choroby są pośrednio wywoływane przez fagi, gdyż fagi są nosicielami genów powodujących patogenezę i antybiotykooporność. A im większy genom, tym większa zdolność do przenoszenia takich genów i tym większe ryzyko, że takie szkodliwe geny zostaną przez fagi przeniesione na bakterie żyjące w ludzkim mikrobiomie.

Jill Banfield od ponad 15 lat bada różnorodność bakterii, archeonów i bakteriofagów na całym świecie. Teraz, na łamach Nature, poinformowała o zidentyfikowaniu 351 genomów bakteriofagów o długości ponad 200 kilobaz. To czterokrotnie więcej więc długość genomu przeciętnego bakteriofaga. Udało się też określić dokładną długość 175 nowo odkrytych genomów. Najdłuższy z nich, i absolutny rekordzista w świecie bakteriofagów, ma 735 000 par bazowych. Uczeni sądzą, że genomy, których długości nie udało się dokładnie ustalić, mogą być znacznie większe niż 200 kilobaz.

Większość z genów nowo odkrytych bakteriofagów koduje nieznane białka. Jednak naukowcom udało się zidentyfikować geny kodujące proteiny niezbędne do działania rybosomów. Tego typu geny nie występują u wirusów, a u bakterii i archeonów. Tym co odróżnia cząstki nie będące życiem od życia jest posiadanie rybosomów i związana z tym zdolność do translacji białek. To właśnie jedna z najważniejszych cech odróżniających wirusy od bakterii, czyli cząstki nie będące życiem od organizmów żywych. Okazuje się, że niektóre z tych olbrzymich fagów posiadają znaczną część tej maszynerii, zatem nieco zacierają te granice, przyznaje Sachdeva.

Naukowcy przypuszczają, że olbrzymie fagi wykorzystują te geny do pokierowania bakteryjnymi rybosomami tak, by wytwarzały kopie protein potrzebnych fagom, a nie bakteriom. Niektóre z tych fagów posiadają tez alternatywny kod genetyczny, triplety, które kodują specyficzne aminokwasy, co może zmylić bakteryjne rybosomy.

Jakby tego było mało, nowo odkryte bakteriofagi posiadają geny kodujące różne odmiany protein Cas. Niektóre mają też macierze CRISPR, czyli takie obszary bakteryjnego genomu, gdzie przechowywane są fragmenty genomu wirusów, służące bakteriom do rozpoznawania i zwalczania tych wirusów.

Uczeni stwierdzili, że fagi z wielkimi genomami są dość rozpowszechnione w ekosystemach Ziemi. Ich obecność nie ogranicza się do jednego ekosystemu.

Odkryte wielkie fagi zostały przypisane do 10 nowych kladów. Każdy z nich posiada w nazwie słowo „wielki” w języku jednego z autorów badań. Te nowe klady to Mahaphage (z sanskrytu), Kabirphage, Dakhmphage i Jabbarphage (z arabskiego), Koydaiphage (japoński), Biggiephage (angielski z Australii), Whopperphage (angielski z USA), Judaphage (chiński), Enormephage (francuski) oraz Keampephage (duński).

Google musi udostępnić dane osoby, która napisała negatywną opinię

Data: 16.02.2020 22:18

Autor: ziemianin

theverge.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #internet #google #australia #technologia #komputerp #chejt #recenzja #opinia #krytyka #firma #ocena

Sąd w Australii zmusił Google do ujawnienia danych osoby, która napisała negatywną recenzję lokalnego gabinetu stomatologicznego.

Google musi udostępnić dane osoby, która napisała negatywną opinię

Sąd z Melbourne nakazał Google podać dane internauty kryjącego się pod pseudonimem CBsm 23, który pod koniec minionego roku na profilu gabinetu dentystycznego w Google napisał negatywną opinię odnośnie działalności australijskiego stomatologa. Dentysta przyznał, że krytyczna recenzja doradzająca innym osobom aby trzymali się od niego z daleka zaszkodziła jego praktyce w tym sytuacji finansowej, która uległa sporemu pogorszeniu. Poszkodowany chce więc pozwać byłego klienta, aczkolwiek zgodnie z zasadami w przypadku sprawy cywilnej sąd musi wysłuchać obie strony konfliktu. Dlatego właśnie przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości uznał, że należy odkryć tożsamość krytyka. Co ciekawe dr Matthew Kabbabe poprosił amerykańskiego giganta technologicznego o udostępnienie danych zainteresowanego, lecz ten odmówił stwierdzając, iż nie posiada środków mogących ustalić gdzie oraz kiedy utworzono profil na będącej jego własnością platformie.

Jednak sędzia przyznał, że poszkodowany ma prawo wnieść sprawę o zniesławienie w związku z czym Google musi przekazać dane osobowe rzeczonego internauty takie jak imię i nazwisko, numer telefonu czy adres IP. Prawnik stomatologa uznał decyzję sądu w Australii za „przełomową". Dodatkowo jego zdaniem, nawet jeśli ktoś ukrywa się za serwerami VPN to w dzisiejszych czasach istnieją sposoby na pozyskanie informacji o takiej osobie. W wywiadzie dla ABC News dr Matthew Kabbabe stwierdził, że to niesprawiedliwe, aby anonimowi ludzie mogli bez problemu atakować uczciwie działające firmy. Co ciekawe zgodnie z dostępną informacją korporacje z Australii nie mogą pozwać ludzi za negatywne opinie, chyba że jest to organizacja non-profit lub firma zatrudniająca maksymalnie 10 pracowników. Samo Google postanowiło nie komentować nakazu sądowego, chociaż wydaje się, że przedsiębiorstwo będzie zmuszone udostępnić zainteresowanym stronom tożsamość internauty.

Oczywiście nie powinno być przeszkód w napisaniu krytycznej recenzji danej firmy w przypadku gdy ktoś uzna, że został źle obsłużony lub towar był złej jakości. Natomiast gdyby każde przedsiębiorstwo uważało się za skrzywdzone złą opinią wówczas ich wystawianie w internecie straciłoby jakikolwiek sens. Niestety poza zasłużoną krytyką nie brak także nieuzasadnionych będących klasycznym hejtem recenzji, które trapią wirtualny świat. Z kolei opisany przypadek dobrze pokazuje, iż w sieci wbrew niektórym głosom nie powinien czuć się całkowicie anonimowy i za swoje czyny może ponieść konkretną odpowiedzialność. Wracając jeszcze do opisanej sprawy uważacie, że jedna negatywna krytyka mogłaby rzeczywiście zrujnować firmę?

Pierwsze rzeczywiste zdjęcia nowego, chińskiego koronawirua SARS-CoV-2

Data: 16.02.2020 22:12

Autor: ziemianin

niaid.nih.gov

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #koronawirus #epidemia #chiny #choroba #pandemia

Nareszcie możemy {zobaczyć](https://www.flickr.com/photos/54591706@N02/albums/72157712914621487) w pełnej okazałości wirus, który odpowiada za obecną epidemię CoVID-19 w Chinach. Prezentuje się on pięknie i ciekawie, ale to te cząsteczki SARS-CoV-2 zabiły już 1700 ludzi i zainfekowały 70 tysięcy.

Pierwsze rzeczywiste zdjęcia nowego, chińskiego koronawirua SARS-CoV-2

Galeria zdjęć

Naukowcy z Rocky Mountain Laboratories oraz Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych opublikowali pierwsze zdjęcia koronawirusa, który przeniknął do krwi pacjenta znajdującego się w Stanach Zjednoczonych. Zobrazowanie wirusa SARS-CoV-2 było możliwe za pomocą skaningowego mikroskopu elektronowego i transmisyjnego mikroskopu elektronowego.

Chociaż same obrazy koronowirusa są prawdziwe, to jednak już kolory zostały dodane później, by lepiej podkreślić poszczególne części cząstek i otoczenia, w którym się znajdują. Cząstki wirusa SARS-CoV-2, widoczne na zdjęciach, to te żółte kuleczki. Na największym zbliżeniu, można dostrzec charakterystyczną koronę otaczającą wirus.

Co ciekawe, obecna, druga odmiana wirusa SARS, a także pierwsza oraz wirusa MERS, wyglądają podobnie, ale jednak najnowszy posiada bardziej złożoną strukturę RNA, dzięki czemu nie tylko skuteczniej infekuje ludność, ale również czyni znacznie potężniejsze spustoszenie w ich organizmach.

Naukowcy mają nadzieję, że dzięki poznaniu jego wyglądu i budowy, uda się opracować znacznie skuteczniejsze techniki wykrywania go w próbkach krwi, np. z pomocą technologii sztucznej inteligencji, a następnie będzie można znacznie szybciej izolować pacjentów zainfekowanych wirusem SARS-CoV-2 i ograniczyć, jak to tylko możliwe, rozprzestrzenianie się go w miastach.

Windows 10 aktualizacja KB4532693 może ukryć dane użytkownika ewentualnie ładuje domyślny profil

Data: 16.02.2020 22:01

Autor: ziemianin

bleepingcomputer.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #windows10 #problem #microsoft #microshit

Po zainstalowaniu najnowszej lutowej aktualizacji KB4532693, po restarcie systemu niektórzy użytkownicy witani byli przez praktycznie czysty system operacyjny.

Windows 10 aktualizacja KB4532693 może ukryć dane użytkownika ewentualnie ładuje domyślny profil

Krótko mówiąc, aktualizacja znów rozrabia, ale tym razem problem jest poważniejszy, bo usuwa również ustawienia systemowe. System zachowuje się jak po czystej instalacji. Na szczęście okazało się, że pliki nie są usunięte całkowicie, a jedynie ukryte. Prawdopodobnie przyczyną problemów jest to, że po aktualizacji profil tymczasowy wykorzystywany podczas procesu nadal pozostaje aktywny, a system nie może przywrócić profilu użytkownika po zakończeniu aktualizacji.

Dobra wiadomość jest taka, że ​​aktualizacja nie usuwa danych, lecz zmienia nazwę oryginalnego profilu użytkownika w folderze C:\Users. Jeśli problem Was dotknął, to możecie sprawdzić, czy tym folderze znajduje się profil o zmienionej nazwie kończący się na .000 lub .bak. Istnieje możliwość przywrócenia profilu, ale wymaga to nieco więcej umiejętności. Microsoft jest świadomy problemu i pracuje nad jego usunięciem. Jeśli jeszcze nie zainstalowaliście tej aktualizacji to warto ją wstrzymać. Jeśli jednak zainstalowaliście i problem nie wystąpił, to mimo wszystko zalecamy ją usunąć.

FED (System Rezerwy Federalnej) uruchomi dodruk pieniądza

Data: 16.02.2020 21:46

Autor: ziemianin

marketwatch.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pieniadze #fed #usa #nbp #dodrukpieniadza #gospodarka #inflacja

"W tym tygodniu prezes amerykańskiego FED ogłosił, że bank centralny będzie „agresywnie” korzystał z instrumentu, jakim jest luzowanie ilościowe (lub potocznie: dodruk pieniądza). Stopy procentowe FED po kilku obniżkach w 2019 roku znajdują się obecnie w przedziale 1,5-1,75 (w Polsce stopa referencyjna wynosi 1,5 proc.). Ekonomiści przewidują, że możliwe będą jeszcze dwie obniżki o 25 p.b. w 2020 roku, ale konieczne będzie także użycie instrumentów niestandardowych, a więc dodruku pieniądza.

FED (System Rezerwy Federalnej) uruchomi dodruk pieniądza

Jak w tej sytuacji postąpi NBP? Trudno powiedzieć. Mamy rok wyborczy, a prezes NBP, choć z zasady bank centralny jest niezależny, w przeszłości blisko związany był ze środowiskiem partii rządzącej. Ewentualne podwyższenie stóp procentowych uchroniłoby pieniądze Polaków przed inflacją, jednak mogłoby wpłynąć na pogorszenie PKB. Zdaniem niektórych komentatorów rynku czas na słuszną decyzję minął. Teraz pozostało tylko większe i mniejsze zło" – pisze [goldenmark.com](https://goldenmark.com/pl/mysaver/fed-zamierza-korzystac-agresywnie-z-qe/)

FED jest państwem w państwie, czyli nie ma żadnej kontroli amerykańskich organów nad swoim działaniem. Dlatego pisanie o rozpoczęciu drukowania jest niesmakiem.

Oni robią, co chcą. Drukują i rozdają dolary, komu chcą i kiedy chcą.

Największy udział w tym rozbójniczym procederze mają korporacje międzynarodowe. Dlatego są tak potężne, ponieważ żydowscy bankierzy sprawują władzę nad nimi, co wiąże się z możliwością dostania każdej ilości pieniędzy.

Tu nie ma wolnego rynku, sprawiedliwości, uczciwości.

#BezPlanu Uganda - początek podróży

Data: 16.02.2020 21:02

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #podroze #afryka #uganda #ciekawostki

#BezPlanu Uganda – początek podróży

Rozpoczynamy kolejną podróż BezPlanu, tym razem do Afryki Wschodniej, a dokładniej Ugandy.

Nie licząc nurkowania w Egipcie, jest to moja pierwsza podróż do Afryki i zupełnie nie wiem czego się spodziewać, szczególnie po doświadczeniach z Haiti – wiecie o co chodzi, jeśli oglądaliście odcinek BezPlanu pod tytułem "Haiti mnie pokonało" (http://bit.ly/2tYb89A). Tym razem miało być inaczej. Po pierwsze, lecimy do Ugandy na zaproszenie Ani, którą znacie z Bogoty, po drugie w Ugandzie bez problemu można dogadać się po angielsku, a to powinno znacznie ułatwić sprawę.

Jak wygląda Uganda z bliska – najlepiej przekonacie się oglądając nadchodzące odcinki.

W telegraficznym skrócie: jest to kraj o nieco większej liczbie ludności, niż Polska i 20-krotnie niższym produkcie narodowym

Uganda ma jedno z najmłodszych społeczeństw na świecie, prawie polowa obywateli ma 15 lat lub mniej, średnia długość życia niedawno przekroczyła 60, co jest sukcesem, bo jeszcze w roku 1998 przeciętny mieszkaniec kraju żył 44 lata.

Uganda nazywana jest perłą Afryki z kilku powodów.

Pierwszy to ludzie. Kilkadziesiąt plemion mówiących w kilkudziesięciu językach różniących się od siebie tak bardzo, że często Ugandyjczycy do porozumiewania się ze sobą używają angielskiego

Drugi to przyroda: kraj ten obfituje w żyzne ziemie, sawanny, góry, jeziora i rzeki, a na jego terytorium znajduje się kilka parków narodowych

Przybyłem do Ugandy nie mając jakichkolwiek oczekiwań i wyobrażeń na jej temat i wiem już, że to najlepsze podejście do nowo odwiedzanych krajów. Już za moment będziemy stolicy Ugandy – Kampali. Rozsiądźcie się wygodnie i zapraszam was na seans.

Polskie złoża w rękach kanadyjskiej firmy Miedzi Copper Corp

Data: 16.02.2020 20:53

Autor: ziemianin

businessinsider.com.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #miedz #polska #kanada #zlozanaturalne #gospodarka

Spółka Zielona Góra Copper, należąca do kanadyjskiej firmy Miedzi Copper Corp., otrzymała decyzję o zatwierdzeniu dokumentacji geologicznej nowego złoża rud miedzi i srebra „Nowa Sól" – podała spółka. Jest to pierwsze, od ponad 40 lat, całkowicie nowo odkryte złoże w Polsce. Firma chciałaby w tym miejscu uruchomić kopalnię.

Polskie złoża w rękach kanadyjskiej firmy Miedzi Copper Corp

Zasoby złoża szacowane są na 848 mln ton rudy miedzi i srebra, 11 mln ton miedzi oraz 36 tys. ton srebra. Dokumentacja złoża została zatwierdzona przez Ministra Klimatu na poziomie C2. Nowo udokumentowane złoże wpisane zostanie do Bilansu Zasobów Kopalin Polskich.

Złoże zlokalizowane jest w województwie lubuskim na terenie gmin Kolsko, Nowa Sól i Siedlisko, w powiecie nowosolskim, gminy Sława w powiecie wschowskim oraz gminy Bojadła w powiecie zielonogórskim. Jak podano, jest to jedno z najgłębiej położonych i zidentyfikowanych złóż w kraju.

– Cały czas dążymy do tego aby nasz kraj wzbogacił się o kolejny kompleks wydobywczy miedzi i srebra – mówi prof. Stanisław Speczik, dyrektor generalny Miedzi Copper Corp. Uzyskane zatwierdzenie dokumentacji coraz bardziej urealnia ten cel – dodaje.

Pierwsze prace wiertnicze na tym obszarze rozpoczęto w 2014 roku. Wykonano 20 otworów wiertniczych, z których 19 było pozytywnych.

Budowa kopalni pochłonie 13-15 mld zł

Kanadyjska firma Miedzi Copper Corp, w której skład wchodzi Zielona Góra Copper, prowadzi w Polsce od dziewięciu lat program poszukiwań miedzi i srebra w obszarze monokliny przedsudeckiej. W realizację tego programu grupa zainwestowała do tej pory 360 mln zł.

Spółka podaje, że budowa kompleksu wydobywczego w woj. lubuskim kosztowałaby 13-15 mld zł. Zgodnie z przygotowanym przez EY opracowaniem uruchomienie nowej kopalni wiązać się będzie z utworzeniem 8,6 tysiąca miejsc pracy. Ponadto przyniesie ok. 1,3 mld złotych rocznie dodatkowych przychodów budżetowych.

Rząd warszawski oddał złoża miedzi warte miliard dolarów firmie kanadyjskiej

Data: 16.02.2020 20:51

Autor: ziemianin

wprost.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gospodarka #miedz #polska #kanada #zlozanaturalne

Przypominam sprawę z 2014 roku.

Rząd warszawski oddał złoża miedzi warte miliard dolarów firmie kanadyjskiej

Rząd warszawski oddał złoża miedzi warte miliard dolarów firmie kanadyjskiej

Sprawa przekazania złóż miedzi znalazła się pod lupą ABW. Agencja zbada, dlaczego Ministerstwo Środowiska oddało w niejasnych okolicznościach obcemu kapitałowi złoże warte miliard dolarów – dowiedział się tygodnik "Wprost".

Znajdujące się pod powierzchnią Głogowa złoże Bytom Odrzański trafiło w ręce kanadyjskiej firmy reprezentowanej przez byłego prezesa KGHM.

Bytom Odrzański zawiera 8 milionów ton miedzi wartej od 700 milionów do ponad miliarda dolarów.

W kwietniu 2012 roku miedziowy kombinat złożył w resorcie środowiska wniosek o koncesję na poszukiwanie złóż. Ministerstwo długo nie dawało jednak odpowiedzi, mimo że prośba powinna być rozpatrzona w ciągu maksymalnie dwóch miesięcy.

Rozprawa administracyjna nie przyniosła rozstrzygnięcia

Tymczasem w sierpniu konkurencyjny wniosek złożyła firma Leszno Copper. Spółkę kontroluje kanadyjski fundusz Lumina Capital Limited Partnership. Zarejestrowana jest w Luksemburgu, a jej dyrektorem generalnym jest Stanisław Speczik, do 2004 roku prezes KGHM, wcześniej między innymi dyrektor naczelny Państwowego Instytutu Geologicznego, a obecnie członek jego Rady Naukowej.

Z dokumentów złożonych w resorcie, do których dotarł "Wprost", wynika, że Leszno Copper chciało poszukiwać miedzi dokładnie na tej samej działce co KGHM. Oba wnioski leżały w szufladach ministerstwa do grudnia 2012 roku.

Zarządzona w resorcie rozprawa administracyjna nie przyniosła rozstrzygnięcia. Następnie resort zdecydował się więc zasięgnąć opinii Komisji Zasobów Kopalin. Komisja jednoznacznie rekomendowała wybór KGHM-u. Pomimo tego, resort pod koniec stycznia tego roku wydał decyzję korzystną dla Kanadyjczyków. Władze KGHM postanowiły powiadomić o sprawie ABW. Zarzut? Działanie na szkodę interesu państwa przy wydaniu koncesji.

Pasożytniczy sektor publiczny 31

Data: 15.02.2020 14:42

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #matusiakblog #polska #pasozydy #pieniadze #zlodzieje

Wszystkie te tajne i jawne służby dwupłciowe, policje, prokuratury i sądy atrapy państwa są rakowaciejącą naroślą służącą tylko do wyprowadzenia publicznych pieniędzy i ochrony szemranych, mafijnych interesów.

Pasożytniczy sektor publiczny 31

W okresie potwornego nasilenia złodziejskiego szału prywatyzacji jedna wielka prywatyzacja wyrządzała Polakom szkody materialne większe niż zwykła przestępczość przez kilka lat.

W Polsce w latach 2014-2018 nielegalne zyski przestępców wyniosły według szacunków 200-520 mld zł. Dzięki "heroicznym" wysiłkom atrapie państwa teoretycznego z dykty i paździerza udało się odzyskać zaledwie 3 mld zł – wynika z informacji przedstawionych w środę przez NIK.

"Tylko 1 procent majątku pochodzącego z przestępstw przejmuje państwo – wskazuje w swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli. NIK krytykuje Ministerstwo Sprawiedliwości i wytyka, że nie działa spójny system ujawniania i zabezpieczania mienia z przestępstw, który zapewniałby sprawne odzyskiwanie tego majątku.Jak NIK zwraca uwagę w raporcie – nie można jednoznacznie stwierdzić, ile mienia pochodzącego z przestępstw odzyskuje wymiar sprawiedliwości. Proces odzyskiwania majątku, począwszy od zajęcia mienia do faktycznego odzyskania – nie jest objęty monitoringiem i nie jest skoordynowany między służbami.W Polsce nie funkcjonuje spójny, kompleksowy system ujawniania i zabezpieczania mienia pochodzącego z przestępstw. Działania poszczególnych służb i instytucji są rozproszone, brakuje jednolitego systemu ewidencjonowania odzyskanego mienia, a całość tego procesu nie jest skoordynowana – tak wyniki kontroli komentuje prezes NIK Marian Banaś."

USA już raz "z głęboką wdzięcznością przyjęły odrzucenie" przez Polskę niewygodnego podatku od amerykańskich gigantów technologicznych. Jak teraz pójdzie z Coca-Colą i PepsiCo w związku z podatkiem cukrowym. Rząd znalazł się pod ścianą. Amerykanie już interweniują w sprawie przepychanego kolanem przez Sejm podatku cukrowego, chodzi m.in. o Coca-Colę !

Zawsze w ustawie można napisać że cukier tylko w amerykańskich napojach okazał się nieszkodliwy ( realnie zabójczy syrop glukozowo-fruktozowy jest główną przyczyną epidemii otyłości w USA ) i nie trzeba wstawać z kolan przed Colą i Pepsi.

Wielka szkoda, że rozpanoszona korupcja, łamanie reguł praworządności i demokracji w Polsce nie stoi w sprzeczności z bezpośrednimi interesami USA w naszym kraju.

Tymczasem brak pieniędzy na ochronę zdrowia. 30% ubogich rodzin rezygnuje z niezbędnych świadczeń medycznych z powodu kosztów. Co rok 9% gospodarstw domowych w Polsce ponosi "katastroficzne wydatki na zdrowie".

Co gorsze mamy niemal największą w OECD lukę w długości życia w zależności od poziomu edukacji


Źródło: matusiak blog spot

Minister finansów ma dość Polski. Kościński chce wracać do Londynu

Data: 15.02.2020 14:17

Autor: ziemianin

nczas.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ministerstwofinansow #polska

Minister finansów Tadeusz Kościński ma dość Polski. Chce wracać do Londynu. Ubiega się o stanowisko szefa ważnego banku.

Minister finansów ma dość Polski. Kościński chce wracać do Londynu

Minister finansów Tadeusz Kościński nie planuje zostać na długo w Polsce. Marzy mu się objęcie stołka szefa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) pisze fakt.pl.

EBOR to instytucja, która obraca miliardami euro i finansuje inwestycje m.in. w Europie i Azji. Bez wątpienia stanowisko kusi wysokimi zarobkami sięgającymi nawet 150 tys. miesięcznie.

Ale nie to jest kluczowe. Kościński uczył się i pracował przez wiele lat w Londynie. Jak podaje fakt.pl dzięki posadom w londyńskich bankach, zgromadził niemały majątek.

To 1,12 mln zł i 255 tys. funtów brytyjskich, a także 3,5 mln zł w papierach wartościowych. Jest też właścicielem domu o powierzchni 356 mkw. na działce o powierzchni 1707 mkw. i 70-metrowego mieszkania. Oprócz tego jest współwłaścicielem mieszkania o powierzchni 104 mkw.

Kościński objął tekę ministra 15 listopada 2019 roku, wchodząc w skład rządu premiera Mateusza Morawieckiego. Wcześniej, od 27 listopada 2015 do 15 stycznia 2018, był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Sądząc po rotacji na tym stanowisku, ministerialny stołek jest wyjątkowo niewygodny, mimo iż daje kontrolę nad ogromnymi pieniędzmi z budżetu państwa. Od stycznia 2018 roku szef resortu zmieniał się już cztery razy.

Patrząc z perspektywy podatników, ewentualne odejście Kościński nie będzie wcale tragedią. Dał się poznać jako zwolennik takich pomysłów jak całkowita eliminacja gotówki z obrotu czy orędownik wprowadzania nowych podatków takich jak akcyza na fajerwerki.

3 mity cybersecurity | Piotr Konieczny z niebezpiecznik.pl | TEDxKatowice

Data: 15.02.2020 12:13

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #TEDxTalks #cyberbezpieczenstwo #nauka #internet #komputery #smartfony #niebezpiecznik

Umiejętność bezpiecznego poruszania się po internecie na komputerze i smartfonie oraz dbania o swoją prywatność staje się coraz ważniejsza. Niestety, temat jest dość skomplikowany i choć stosunkowo świeży, to już zdążył obrosnąć w mity. Ludzie "zabezpieczają" się ale niestety nie przed tymi zagrożeniami, przed którymi powinni. Zaklejają kamerki w laptopach, choć są narażeni na zupełnie inne ryzyka niż podglądanie. Dlatego wciąż dane, pieniądze i tożsamość internautów są regularnie wykradane. W trakcie prelekcji podpowiem jakie działania nie mają sensu, a na co faktycznie warto zwrócić uwagę tak, aby robiąc jak najmniej, zabezpieczyć jak najwięcej naszego cyfrowego świata. Piotr Konieczny, ekspert ds. bezpieczeństwa, od 14 lat pomaga największym polskim i zagranicznym firmom w zabezpieczaniu ich sieci oraz serwisów internetowych. Absolwent Glasgow Caledonian University. Laureat prestiżowej nagrody Digital Shapers 2018 magazynów Forbes i Business Insider oraz wielokrotny zdobywca nagród za najlepsze prelekcje na największych polskich konferencjach poświęconych bezpieczeństwu IT. Założyciel Niebezpiecznik.pl, firmy doradczej konsultującej projekty informatyczne pod kątem bezpieczeństwa. W ramach Niebezpiecznik.pl Piotr zarządza zespołem wykonującym audyty i testy penetracyjne systemów teleinformatycznych oraz prowadzi szkolenia zarówno dla administratorów i programistów jak i zwykłych pracowników polskich firm, którzy w ramach swoich służbowych obowiązków korzystają z komputerów i internetu. This talk was given at a TEDx event using the TED conference format but independently organized by a local community. Learn more at

3 mity cybersecurity | Piotr Konieczny z niebezpiecznik.pl | TEDxKatowice

Film dokumentalny Sprawiedliwi z 1968

Data: 15.02.2020 12:07

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #stosunkipolskozydowskie #1943 #1944 #GermanNazioccupation #Ghetto #Holocaust #Jewishpolice #Jews #Niemcy #Polacy #zydzi #poles

Film dokumentalny “Sprawiedliwi” z 1968 roku. Pokazywany w TVP jeden jedyny raz.

The documentary “The Rightous” from 1968, documenting much of German Nazi occupation in Poland, life in ghetto and heroism of Poles saving Jews. Let the facts and witnesses speak…

Film dokumentalny Sprawiedliwi z 1968

W latach 50. i 60. w prasie, głównie amerykańskiej, a później izraelskiej, zaczęły ukazywać się artykuły szkalujące Polaków i obarczające ich odpowiedzialnością nie tylko za to, że nie pomogli w ratowaniu Żydów, ale także, że byli głównymi ich mordercami.

Przykładowe wypowiedzi z kampanii antypolskiej za granicą na temat “współdziałania Polaków z Niemcami w eksterminacji ludności żydowskiej” (1958-1967):

  1. “Elementarną nienawiść do Żydów, ten wybuch z głębi jaźni – widziałem w Polsce, lecz nigdy w Niemczech” – Martin Buber, Der Jude und sein Judentum, Kolonia 1963

  2. Dziennik DAWAR (Izrael) 20.10.1960 pisał, że w czasie “Kornes” opublikowano następujące stwierdzenie Urisa: “…obozy śmierci nie mogły się utrzymać w żadnym innym kraju – tylko w Polsce, która podtrzymuje tradycje setek lat antysemityzmu. W przeciwieństwie do Niemców, którzy nie mają możliwości zaprzeczania swej odpowiedzialności za wymordowanie ludów – Polacy chcieliby, aby świat zapomniał o ich obojętności wobec milionowych mordów. Lecz sumienie będzie ich niepokoiło w ciągu setek lat”.

Ataki te związane były także z wydarzeniami 1968 roku, które dziś przedstawiane są fałszywie jako walka o wolność słowa, walka z systemem komunistycznym, czy też walka z tzw. polskim antysemityzmem.

Dzięki zaangażowaniu ludzi o polskim sercu, Ryszarda Gontarza i wielu innych, udało się stworzyć ten szczególny dokument – świadectwo, film

“SPRAWIEDLIWI”

Kiedy w ówczesnej (1968 rok) prasie zamieszczono ogłoszenia z prośbą o świadectwa tych, którzy ratowali ludność żydowską w czasie II wojny światowej, bądź przeżyli dzięki ofiarnej pomocy Polaków, odpowiedź przeszła najśmielsze oczekiwania.

Zaczęło napływać do Wytwórni Filmów Dokumentalnych w Warszawie, dziesiątki tysięcy listów, zdjęć, opisów, relacji. W ciągu kilkunastu dni korespondencja mieściła się w kilku wielkich workach. Zgromadzono ogromny materiał pomocny przy tworzeniu tego filmu.

Zawarto w nim tylko małą cząstkę z ogromu świadectw solidarności, pomocy, ofiarności i poświęcenia Polaków dla ratowania współobywateli żydowskich podczas II wojny światowej.

Gdy w Polsce ginęły miliony ludzi z różnych państw, gdy za cenę życia swego, swojej rodziny czy nawet sąsiadów, Polacy nieśli heroicznie pomoc mordowanym Żydom, żydowskie środowiska na świecie barbarzyńsko milczały.

Wysyłane z Polski błagania o pomoc spotykały się z morderczym milczeniem amerykańskich, angielskich, francuskich czy wokół stalinowskich środowisk żydowskich. Wielu oprawców znęcających się w gettach, czy obozach zagłady nad Żydami to ich współbracia !

Film “SPRAWIEDLIWI” przypomina te fakty !

Został on wyemitowany w Telewizji Polskiej przed 50 laty jeden jedyny raz.

Dziś, po prawie 50 latach od powstania filmu “SPRAWIEDLIWI”, dziękując wszystkim, którzy dali świadectwo i przyczynili się do jego powstania, dedykujemy go…

prof. Grossowi (socjologowi, nie historykowi – przyp. red.) i wszystkim tym, którzy boją się prawdy i chcą ją zakłamać !

Członkowie Ruchu Odrodzenia Społeczno-Narodowego.

Z chińskim wirusem wyraźnie coś nie tak...

Data: 15.02.2020 11:53

Autor: ziemianin

mikstury-bezmetki.neon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #epidemia #pandemia #wirus #koronawirus #chiny #teoriespiskowe #choroby #zdrowie #nauka

Od czasu pojawienia się chińskiego koronawirusa nieustannie napływają sprzeczne informacje. Wywołało to w społeczeństwie dwie wielokierunkowe, przeciwstawne reakcje: z jednej strony – panikę, z drugiej lekkomyślne zadufanie

…albo ukrywają, albo wyolbrzymiają

Z chińskim wirusem wyraźnie coś nie tak…

rzede wszystkim rzuca się w oczy nieproporcjonalność podejmowanych wielkich środków wobec opisywanego zagrożenia. Jeśli koronawirus nie jest zakaźny (to znaczy słabo przenoszony z człowieka na człowieka), a liczba chorych i zmarłych w porównaniu ze zwykłymi wirusami grypy jest nieporównywalnie mała, to dlaczego takie środki? Kwarantanna całych miast i regionów, zamknięcie granic, ograniczenia dostaw towarów. Jakoś jedno nie łączy się z drugim.

Automatycznie pojawia się podejrzenie – albo czegoś nam nie mówi się o rzeczywistych właściwościach koronawirusa Wuhan 2019-nCoV i zagrożenie jest o wiele bardziej przerażające, albo jest to wielki projekt biznesowy, dla którego sztucznie pompują sytuację.

Założenie projektu biznesowego od razu chce się odrzucić, ale się nie udaje. Po pierwsze, biznes farmaceutyczny rzeczywiście osiągnął już ogromne zyski. Samych masek sprzedano na całym świecie dziesiątki miliardów sztuk, a wraz z nimi ogromną liczbę rzekomo "zwiększających odporność" suplementów diety, witamin i innych płynów farmaceutycznych.

Po drugie, nie należy zapominać o grach makroekonomicznych i na giełdach. Tak więc, dzięki znacznemu spadkowi ceny ropy, Chiny, które są jej głównym konsumentem na świecie, osiągnęły ogromne oszczędności. A ze względu na spadek notowań akcji chińskich firm technologicznych, strona chińska zdołała odkupić tanio ogromną liczbę akcji własnych produkcji, odzyskując kontrolę nad nimi i przepływami zysków.

Uderzające jest również to, że społeczeństwo oficjalnie otrzymuje notorycznie sprzeczne informacje:

A to "szczyt epidemii" został wyznaczony na 7 – 8 lutego, a następnie nagle przesunięto o dwa tygodnie, a następnie zaczęto mówić, że przypadnie w połowie marca. W takiej sytuacji lepiej milczeć niż zgłaszać niesprawdzone informacje, ponieważ przy każdym takim przypadku traci się zaufanie ludności , i ludzie zaczynają wierzyć w jakiekolwiek bzdury.Niektórzy przedstawiciele społeczności medycznej mówią, że wirus rozprzestrzenia się tylko kropelkowo, a inni – że nie tylko.



A najbardziej tajemnicza" tajemnica " tej epidemii, o której, sądząc po tym, co się dzieje,  surowo zabroniono mówić , że tylko rdzenni przedstawiciele krajów azjatyckich chorują na ten koronawirus, czy nie tylko? Wszystkie oficjalne źródła natychmiast tracą mowę i odchodzą od bezpośredniej odpowiedzi, gdy tylko zostaną o to poproszone. Ale brak odpowiedzi jest również odpowiedzią. Więc nie wszyscy chorują? A panika w Rosji i Europie kategorycznie traci sens?

Do tej pory nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Coraz wyraźniej widać, że nic nie jest jasne.

Coś tu nie tak z tym chińskim wirusem.

Pszczoły produkując miód, nawożą nasze pola

Data: 14.02.2020 15:01

Autor: ziemianin

farmer.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #pszczoly #uprawy #rosliny #rolnictwo #swiatrolnika

Już dziś, w USA i Kanadzie, pracowite pszczoły rozprowadzają na polach uprawnych specjalny fungicyd. Niedługo w Europie owady mają zostać zaprzęgnięte do dozowania środków ochrony roślin.

Naukowcy doprowadzili do stworzenia odpowiedniej formuły fungicydu, który jest już stosowany w Ameryce Północnej. Zatem, nie mamy do czynienia z eksperymentem, a z praktycznym wyprodukowaniem i wdrożeniem w produkcji rolnej "nowej broni".

Opisywany fungicyd jest biopreparatem, a zatem nie powinien szkodzić jego nosicielkom – pszczołom. Vectorite w swym składzie zawiera mikroorganizm Clonostachys rosea, szczep CR-7. Formułę opracowali Kanadyjczycy. Po serii testów, uzyskał aprobatę amerykańskiej Agencji Ochrony Roślin i Środowiska (EPA). Certyfikat stosowania obejmuje: borówkę amerykańską, truskawkę, słonecznik, pomidora i jabłka. Tak więc, jego teoretyczne zastosowanie jest powszechne. Chroni przed grzybami, które zarażają roślinę szarą pleśnią. Ponadto, zabezpiecza przed zgnilizną twardzikową i zgnilizną owoców.

Substancja ma konsystencję proszku, który jest dozowany na podstawkach przy wylotach z pszczelich uli. Wymaga to zastosowania specjalnie zaprojektowanej konstrukcji uli. Pszczoły za każdym razem miały styczność z roztworem. W ten sposób, środek chemiczny przenoszony jest na kwiatostan roślin.

Dozowanie, dzięki pracy pszczół jest cykliczne i trafia na roślinę praktycznie przez cały okres jej kwitnienia. Po drugie – dzięki docelowemu stosowaniu preparatu – mamy do czynienia ze znacznymi oszczędnościami w ilości stosowanych środków ochrony.

Napływające informacje w sprawie nowego biopreparatu, wieszczą jego zastosowanie także w uprawie rzepaku. W Kanadzie z powodzeniem stosuje się go już od jakiegoś czasu do ochrony tego rodzaju upraw. Zainteresowanie nowinką technologiczną wyrażają także szwajcarskie ośrodki badawcze. Być może już wkrótce Vectorite wejdzie na europejski rynek?

Nagi protest dla Mierzei Wiślanej. Zamiast Yoko Ono i Lennona – Mayra Wojciechowicz i Rudolf Robak

Data: 14.02.2020 14:42

Autor: ziemianin

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #mierzejawislana #przekopmierzeiwislanej #idioci #pozyteczniidioci

"Idiotów nie sieją, sami się rodzą"

[Nagi protest dla Mierzei Wiślanej. Zamiast Yoko Ono i Lennona – Mayra Wojciechowicz i Rudolf Robak]()

Tegoroczne Walentynki już zdążyły zaskoczyć. Na terenie budowy przekopu Mierzei Wiślanej pojawiło się łóżko, a w nim, pod kołdrą, leży sobie dwoje nagich ludzi.

Ten nagi protest nawiązujący do akcji Johna Lennona i Yoko Ono z 1969 roku ma na celu zwrócenie uwagi na brak czułości wobec przyrody i stosowanie przez rząd odnośnie mierzei „rozwiązań siłowych”. Sprzeciwiają się mieszkańcy, Komisja Europejska, nie ma prawomocnej decyzji środowiskowej – uważają autorzy protestu, aktywiści z Obozu dla Mierzei.

Hasłem przewodnim protestu jest „Miłość i mierzeja bez przerwy”. Dlaczego akurat w Walentynki?

„Chcieliśmy wykorzystać to komercyjne w swojej odsłonie święto dla aktywizmu. Chcemy pokazać, że czułość może być tym, co powinno nas prowadzić przez życie. Nie rozwiązania siłowe, tak jak rząd (…) tutaj wprowadza na Mierzei” – podkreślają protestujący.

I tak jak Lennon i Yoko Ono leżeli tydzień w łóżku dla pokoju, tak ich polscy naśladowcy Mayra Wojciechowicz i Rudolf Robak leżą dla Mierzei Wiślanej.

Przekop zaowocuje skargą do TSUE?

Komisja Europejska ma poważne zastrzeżenia do jednego ze sztandarowych projektów PiS – przekopu Mierzei Wiślanej. Chodzi o niezgodność specustawy o budowie przekopu z unijną dyrektywą środowiskową. Wszczęta przez KE tzw. procedura przeciwnaruszeniowa może skończyć się kolejną skargą przeciwko Polsce do TSUE.

Sens dyrektywy środowiskowej Unii polega na tym, że społeczeństwu obywatelskiemu ma być zapewniony dostęp, w tym również w drodze sądowej, do procedury odwoławczej w sprawie podejmowanych przez władze decyzji związanych ze środowiskiem, a także udział w ich podejmowaniu.

Mimo protestów aktywistów zaniepokojonych negatywnym wpływem przekopu na środowisko naturalne, którzy wysłali list do Virginijusa Sinkeviciusa, komisarza ds. środowiska, oceanów i rybołówstwa Komisji Europejskiej z prośbą o „pilną interwencję”, polsko-belgijskie konsorcjum firm NDI oraz Besix w grudniu rozpoczęło prace: teren budowy kanału został ogrodzony, usunięto tzw. obiekty ferromagnetyczne, wśród których była amunicja z czasów II wojny światowej, zbudowano także zaplecze, rozpoczęły się dostawy materiałów na potrzeby wykonania nabrzeża.

Budowa kanału przez Mierzeję Wiślaną ma według polskich władz zagwarantować Polsce swobodny dostęp z Zalewu Wiślanego do Bałtyku z pominięciem kontrolowanej przez Rosję Cieśniny Piławskiej. Kanał ma powstać w miejscowości Nowy Świat i liczyć około 1,3 tys. m długości i 5 m głębokości.

Święty Walenty. Patron zakochanych i chorych psychicznie

Data: 14.02.2020 14:32

Autor: ziemianin

pl.wikipedia.org

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #walentynki #choroby #zakochani #chemiamozgu #ciekawostki #swieto

14 lutego wiele osób obchodzi „Walentynki”, święto zakochanych, którego patronem mam być chrześcijański święty Walenty. Święty, którego życiorys powstał prawdopodobnie z połączenia dwóch różnych osób jest nie tylko patronem zakochanych, ale również m.in. chorych na epilepsje.

Święty Walenty. Patron zakochanych i chorych psychicznie

Walenty został przez Kościół uznany za patrona: epileptyków, podróżników, narzeczonych i zakochanych. Do tego męczennika warto zwrócić się również w przypadku omdlenia, różnego rodzaju ciężkich chorób i plag (w tym i trądu), oraz, co na pewno nie dziwi, nagłego przypływu miłości.

Chociaż sam fakt istnienia świętego jest raczej pewny, rodzi się dużo wątpliwości jeżeli chodzi o szczegóły jego życia. Walenty miał żyć w III wieku po Chrystusie i piastować funkcję biskupa w Terni w Umbrii, w centralnej Italii. Najprawdopodobniej został on ścięty na rozkaz cesarza Klaudiusza II Gockiego. Historycy nie są jednak pewni czy Walenty-biskup i Walenty-ofiara cesarska to jedna i ta sama osoba. Pomimo wątpliwości, zwykło się jednak przyjmować, że tak.

Istnieją trzy różne wersje historii jego męczeńskiej śmierci. Wszystkie z nich zaczynają się od przywołania przed oblicze wspomnianego cesarza rzymskiego, Klaudiusza II Gockiego. Pierwsza głosi, że Walenty starał się przekonać go do chrześcijaństwa. Jego zachowanie rozzłościło jednak władcę do tego stopnia, że postanowił on wtrącić biskupa do więzienia. W celi pilnował go strażnik imieniem Asteriusz, ojciec niewidomej córki, którą przyszły męczennik miał w cudowny sposób ozdrowić. Cud, zgodnie z legendą, otworzył także oczy Asteriusza i spowodował jego przejście na chrześcijaństwo. Nagła konwersja poddanego jeszcze bardziej rozpaliła gniew cesarza. W konsekwencji, ten ostatni miał w przypływie gniewu skazać Walentego na ścięcie.

Zgodnie z drugim podaniem, Walenty ściągnął na siebie karę łamiąc surowy cesarski zakaz. Klaudiusz wprowadził bowiem prawo, które zakazywało wchodzenia w związki małżeńskie osobom służącym w wojsku. Święty wbrew prawu miał jednak udzielić ślubu zakochanemu legioniście i jego ukochanej, co zakończyło się dla niego tragicznie.

Trzecia wersja legendy wydaje się najbardziej „romantyczna”. Walenty miał w niej bowiem być zaangażowany w pomoc dla współwyznawców. Złapany przez władcę i skazany na karę śmierci napisał pożegnalny list do ukochanej, który podpisał „Twój Walenty”.

Ciekawa jest również historia kultu 14 lutego jako dnia zakochanych. Tradycja ta nie jest aż tak młoda jak mogłoby się wydawać sceptykom. Najprawdopodobniej rozpoczęli go mieszkańcy Wysp Brytyjskich w XV wieku. Zauważyli bowiem, że tego dnia ptaki dobierają się w pary na resztę sezonu. Cześć z badaczy wskazuje na jeszcze starsze źródła dzisiejszego „święta”, którymi miałyby być obchody pogańskiego święta na cześć płodności.

Kontynentalna Europa jednak, aż do XX wieku, nie traktowała Walentego jako patrona zakochanych i miłości. Na przykład Piotr Skarga w swoich „Żywotach Świętych” w ogóle pomija wszelkiego rodzaju interpretacje „romantyczne”. Przez wiele wieków Walenty musiał strzec od plagi trądu i innych zaraz, aby w końcu przyjść z pomocą zakochanym.

Miliardy dla TVP. Lichocka z PiS triumfuje wulgarnym gestem

Data: 14.02.2020 13:52

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka #sejm #kultura #polityk #gest #opozycja #pit #tvp #pieniadze #wyborcy

Posłanka Lichocka triumfuje w Sejmie. Wulgarny gest pokazała w stronę opozycji, która nie chciała przeznaczyć kolejnych miliardów na państwową telewizję.

Miliardy dla TVP. Lichocka z PiS triumfuje wulgarnym gestem

Za odrzuceniem senackiej uchwały w tej sprawie głosowało 232 posłów, przeciwnych było 220. Po wygranej PiS Lichocka pokazała środkowy palec opozycji, co natychmiast opublikowano w mediach społecznościowych.

Gest polityk Prawa i Sprawiedliwości wywołał burzę w mediach: „2 miliardy złotych dla TVP przegłosowane! Brawo wy! Na zdjęciu posłanka Lichocka (PiS), tuż po głosowaniu, twierdzi że poprawiała sobie oko” – pisze Artur Dziambor.

Okazuje się bowiem, że posłanka tłumaczy gest środkowego palca… przesunięciem dwukrotnie palcem pod okiem „energicznie bo byłam zdenerwowana. Nic więcej, a politycy PO sądzą po sobie. To ich styl”. Internauci nie dali jednak wiary jej tłumaczeniu: „PiS w jednym obrazku” – zaznaczają natomiast inni.

„Żeby pokazywać środkowy palec (tu posłanka PiS J. Lichocka) po tym, jak 2 miliardy przegłosowało się na TVPiS zamiast na onkologie, to jednak trzeba nie znać granic brawury…” – komentuje Jarosław Makowski.

Analiza DNA mieszkańców Zachodniej Afryki ujawnia nieznanego nam przodka?

Data: 14.02.2020 13:37

Autor: ziemianin

sci-news.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #dna #genetyka #geny #czlowiek #afryka

Najnowsze badania sugerują, że cztery zachodnioafrykańskie populacje noszą geny, które mogą należeć do nieodkrytego jeszcze archaicznego plemienia hominini – czyżby w naszej drabince ewolucyjnej potrzebna była kolejna modyfikacja?

Analiza DNA mieszkańców Zachodniej Afryki ujawnia nieznanego nam przodka?

Science Advances 12 lutego 2020

Naukowcy twierdzą, że może chodzić o plemię pochodzące od tego samego przodka, co Neandertalczyk, człowiek z Denisowej Jaskini oraz współczesny człowiek, które podobnie jak pozostali wyodrębniło się jakieś 800 tysięcy lat temu. Poprzednie badania pokazywały, że homo sapiens krzyżowali się z Neandertalczykami i denisowianami po wyemigrowaniu z Afryki, ale niewiele wiemy na temat genów homininów, których przodkowie nigdy nie opuścili Afryki, a wszystko przez problemy z pozyskaniem DNA, łatwo ulegającego degradacji w takich warunkach klimatycznych.

Żeby pokonać te trudności, Sriram Sankararaman i Arun Durvasula z University of California wykorzystali komputerowe modelowanie, żeby porównać wariacje genów 405 zachodnioafrykańskich genomów i tych pochodzących od Neandertalczyka i człowieka z Denisowej Jaskini. Zespół przyjrzał się zarówno obecnym, jak zamierzchłym, segmentom genomów ludności Joruba, zamieszkującej Ibadan w Nigerii. To właśnie w ten sposób odkryli większą zmienność genetyczną w starym DNA tego plemienia niż u Neandertalczyka i denisowian, co może sugerować, że żadna z tych grup nie odpowiada za obserwowane różnice.

Podobne mechanizmy można było zaobserwować u ludności Mende w Sierra Leone i tej zamieszkującej zachodnie obszary Gambii – w sumie 4 populacje wywodzą się w 2-19% od tego tajemniczego przodka. Co prawda nie wiemy, czy chodzi tu o zupełnie nowy rodzaj hominida, o którym jeszcze nic nie wiemy i którego śladów jeszcze nie odkryliśmy, czy może lepiej nam znanego, ale mniej zbadanego, jak choćby Homo heidelbergensis, czyli człowiek heidelberski, który pojawił się ok. 700 000 lat temu. Tak czy inaczej, tajemniczy hominin zdaje się pochodzić od przodków, z których wykształcili się Neandertalczyk, denisowianin oraz człowiek współczesny, zanim rodowód się podzielił.

Naukowcy szacują, że wspomniany podział miał miejsce w pewnym momencie między 1 mln a 360 tysiącami lat temu, podczas gdy krzyżowanie się zamierzchłej populacji i przodków człowieka współczesnego odbyło się ok. 124 tysięcy lat temu. Badania pozwalają też lepiej zrozumieć skomplikowaną ewolucję człowieka i zawęzić widełki czasowe dotyczące pojawiania się kolejnych gałęzi naszego drzewa rodowego. – Być może wszystko to łączy się w coś, czego w pełni nie rozumiemy. Coś złożonego, co miało miejsce ok. pół miliona lat temu albo nieco później. Może znajdziemy więcej dowodów rzeczowych, np. homininów z Eurazji, gdzie jest trochę chłodniej i DNA ma szansę zachować się w lepszym stanie, co pozwoli nam lepiej zrozumieć związek między Neandertalczykiem i człowiekiem współczesnym.

Komentarz Tygodnia: Rzeźnik Praw Obywatelskich

Data: 14.02.2020 13:26

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gadowskitv #komentarztygodnia

O tym co jemy i jak żyjemy, o debacie w PE na temat praworządności w Polsce, o kampanii prezydenckiej, która na dobre się rozpętała, o zamieszaniu wokół prób reformy sądownictwa, o jedynej na świecie kawie melange i wizycie w Wiedniu, o odnowie domu letniskowego Józefa Mackiewicza na Litwie, o epickich premierach filmów światowych i polskich, o sukcesach Kingi Rusin na oscarowym raucie, o blisko 9 miliardach złotych z Wólki Kosowskiej.

Komentarz Tygodnia: Rzeźnik Praw Obywatelskich

Formula 1 - Alfa Romeo C39 na torze (wideo)

Data: 14.02.2020 11:10

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #formula1 #f1 #alfaromeoracingorlen #motosport

Nowy samochód zespołu Alfa Romeo Racing Orlen zadebiutował na torze we Fiorano. Za kierownicą zakamuflowanego C39 zasiadł Kimi Raikkonen.

Formula 1 – Alfa Romeo C39 na torze (wideo)

Kimi Raikkonen, podobnie jak w zeszłym roku, przeprowadza w Walentynki shakedown nowego samochodu na Pista di Fiorano – prywatnym torze wyścigowym Ferrari. Zespół traktuje to również jako dzień filmowy.

Uruchomione dzisiaj C39 jest w szarych, maskujących barwach. Nie zabrakło jednak logotypów sponsorów i czerwonego serca nawiązującego do Walentynek. Kimi Raikkonen rozpoczął dzisiejsze jazdy niedługo po dziewiątej rano.

Alfa Romeo Racing Orlen oficjalnie odsłoni samochód w przyszłym tygodniu, pierwszego dnia zimowych testów, 19 lutego.

W składzie ekipy na sezon 2020 pozostali Kimi Raikkonen oraz Antonio Giovinazzi. Kierowcą rezerwowym oraz testowym jest Robert Kubica.

Seria Need For Speed powraca do twórców Hot Pursuit i Most Wanted

Data: 13.02.2020 22:19

Autor: ziemianin

ithardware.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gry #nfs #rozrywka #komputery #samochody

Criterion – twórcy Need For Speed: Hot Pursuit i Most Wanted ponownie zajmą się serią. Liczymy na powrót do czasów świetności NFS.

Seria Need For Speed powraca do twórców Hot Pursuit i Most Wanted

Nie da się ukryć, że kilka ostatnich gier z serii Need For Speed ​​było delikatnie mówiąc nieciekawe. EA i deweloper Ghost Games próbowali poprowadzić serię w kierunku, w którym większość fanów wcale nie chciało podążać. Wrzucenie gier do otwartego świata tylko dlatego, że jest to modne, wymuszanie tuningu mechanicznego, a co najgorsze mikrotransakcje – to wszystko powodowało nieustanny odpływ fanów od tej kultowej niegdyś serii gier. Na szczęście wszystko wraca do dewelopera, który sprawił, że Need For Speed pokochał cały świat. Seria powraca do Criterion! W środę EA ogłosiło, że zabiera serię Need For Speed z rąk Ghost Games i zwraca ją Criterion. Dawne studio z siedzibą w Goteborgu w Szwecji zostanie przekształcone w centrum wsparcia inżynieryjnego dla różnych projektów EA. "Doświadczenie inżynieryjne naszych pracowników z Goteborga, z których część jest architektami silnika Frostbite, ma kluczowe znaczenie dla wielu naszych bieżących projektów i pozostaną oni w tym miejscu" – powiedział rzecznik EA.

Wielu kreatywnych pracowników Ghost Games zostanie przeniesionych do Criterion lub innych studiów kontrolowanych przez EA, ale około 30 stanowisk może zostać zlikwidowanych. Need For Speed ​​powracający do Criterion to prawdopodobnie najlepsza wiadomość, którą EA przekazało od dłuższego czasu. Studio było odpowiedzialne za Need For Speed: Hot Pursuit i Most Wanted – jedne z najwyżej ocenianych tytułów w historii NFS. Hot Pursuit został pierwotnie opracowane wewnętrznie przez EA w 2002 roku. Criterion ponownie wypuścił tytuł na sprzęt nowej generacji w 2010 roku. Następnie dwa lata później powstało NSF: Most Wanted.

Następnie Criterion przeszedł do wspierania EA DICE, pomagając w tworzeniu gier Star Wars: Battlefront i Battlefield V. Ghost Games przejął stery wyścigowej serii i ku przerażeniu wielu fanów, zepsuł serię tandetnymi elementami historii i przerywnikami filmowymi, otwartym światem oraz ulepszaniami samochodów, które były dość irytujące. Mamy nadzieję, że Criterion powróci do korzeni tego, co sprawiło, że gry Need For Speed ​​były tak popularne – karkołomne wyścigi i pościgi z prawdziwym poczuciem prędkości, przejrzysty i funkcjonalny interfejs użytkownika oraz świetne modele samochodów, które działają jak bestie bez konieczności ich ulepszania. Życzylibyśmy sobie również braku mikrotransakcji, jednak w przypadku EA to raczej nie przejdzie.

Historia Bez Cenzury - Co nam dały wojny?

Data: 13.02.2020 21:47

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostkihistoryczne #historia #hbc #historiabezcenzury #wynalazki #wojna

Co świat zawdzięcza wojnom poza zniszczeniem, cierpieniem i śmiercią? O dziwo – całkiem sporo. Dzisiaj opowiemy Wam o tym, jak tajne technologie, dostępne jedynie dla wojska, powoli przenikały do cywila i zmieniały jakość naszego życia nie do poznania. Zapraszamy do oglądania!

Historia Bez Cenzury – Co nam dały wojny?

W Warszawie powstanie żydowskie liceum. Ostatnie przestało działać w 1968 roku!

Data: 13.02.2020 17:08

Autor: ziemianin

zyciestolicy.com.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #nauka #liceum #warszawa #polska

Po raz pierwszy od 1968 roku w Warszawie zacznie funkcjonować liceum ogólnokształcące przeznaczone dla młodzieży pochodzenia żydowskiego. Jej patronem będzie poetka Zuzanna Ginczanka, która przed II wojną światową współpracowała z lewicowymi czasopismami, a już po jej wybuchu należała do Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy.

W Warszawie powstanie żydowskie liceum. Ostatnie przestało działać w 1968 roku!

O ponownym otwarciu placówki na jesieni bieżącego roku poinformował Jan Śpiewak, znany warszawski aktywista miejski i syn prof. Pawła Śpiewaka, szefa Żydowskiego Instytutu Historycznego. Następnie informację potwierdził polski oddział Fundacji Ronalda S. Laudera, założonej w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku przez znanego biznesmena i żydowskiego lobbystę.

Żydowskie liceum ogólnokształcące będzie funkcjonować w Warszawie po raz pierwszy od 1968 roku, gdy w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej przeprowadzono „antysemicką” czystkę. Powstanie ono w ramach Zespołu Szkół Lauder-Morasha. Jak deklaruje wspomniana fundacja liceum będzie „miejscem otwartym dla wszystkich uczniów, pokazującym, jak czerpać inspiracje i siłę z różnorodności tożsamościowej (…) świadomość kultury żydowskiej będziemy łączyć z głęboką nauką i zaangażowaniem społecznym”.

Patronką szkoły będzie wspomniana Ginczanka, która w 1944 roku zginęła w Krakowie rozstrzelana przez Niemców. Przed II wojną światową była ona związana z lewicowymi środowiskami „Wiadomości Literackich” i „Szpilek”, a jednym z jej ulubionych tematów był „antyfaszyzm”. Po wybuchu konfliktu uciekła do Lwowa okupowanego przez Związek Radziecki, wstępując tam do Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy.


A Jewish high school – #Poland’s first in over 50 years amid a resurgence of Jewish life – will soon open in #Warsaw. 🇮🇱🇵🇱 The institution will be named after Zuzanna Ginczanka, a Polish-Jewish poet who perished in the Holocaust (pictured below). 🔗https://t.co/2fzSOUugGs pic.twitter.com/EIenqh45RS — Embassy of Poland US (@PolishEmbassyUS) February 11, 2020

Wymiana ognia między Syryjczykami i amerykańskim patrolem (wideo)

Data: 13.02.2020 17:02

Autor: ziemianin

theguardian.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #syria #usa #rosja #wojsko #strzelanina #konfliktyzbrojne

Grupa Syryjczyków miała zaatakować patrol wojska Stanów Zjednoczonych w północno-wschodniej części Syrii. Informacje dotyczące tego incydentu są rozbieżne, stąd nie wiadomo dokładnie czy w wyniku wymiany ognia zginął jeden z Syryjczyków. Pewne jest, że na miejscu pojawiły się rosyjskie pojazdy wojskowe, natomiast amerykańskie maszyny musiały zostać odholowane do pobliskiej bazy wojskowej.

Wymiana ognia między Syryjczykami i amerykańskim patrolem (wideo)

Global News

Syrianarabnewsagency

RT Arabic

Do incydentu miało dojść w miejscowości Khirbet Ummo w pobliżu miasta Al-Kamiszli w północno-zachodniej części Syryjskiej Republiki Arabskiej, znajdującej się obecnie pod kontrolą kurdyjskiej Demokratycznej Federacji Północnej Syrii. Według syryjskich źródeł patrol amerykańskich pojazdów wojskowych miał zostać zatrzymany w punkcie kontrolnym syryjskiego wojska, a na miejscu szybko pojawili się syryjscy cywile.

Nie chcieli oni przepuścić żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych, dlatego zaczęli obrzucać ich pojazdy kamieniami. Na dostępnych materiałach wideo widać z kolei, że w kierunku amerykańskich pojazdów otworzono ogień. Amerykańskie siły miały również odpowiedzieć strzałami i granatami hukowymi. Według niektórych źródeł w wyniku ich działań zginął jeden syryjski żołnierz, zaś drugi został ranny, natomiast niektóre media informują jedynie o jednej ranionej osobie.

Rozbieżności dotyczą również ewentualnego nalotu USA w odpowiedzi na działania syryjskich Narodowych Sił Obronnych (NDF). Najprawdopodobniej huki słyszalne na nagraniach z miejsca starcia oznaczały jedynie przekraczanie przez samoloty bariery dźwięku – tak twierdzi portal Al-Masdar News, powołujący się w tej sprawie na źródła w syryjskiej armii.

Na miejscu mieli pojawić się ostatecznie Rosjanie. Według przedstawicieli rosyjskiego wojska, ich patrol zapobiegł dalszej eskalacji napięć, natomiast amerykańscy żołnierze mieli zabłądzić po zboczeniu z głównej trasy swojego przejazdu. Zabity przez Amerykanów miał natomiast zostać 14-letni Syryjczyk. Po stronie amerykańskiej lekko ranny został jeden z wojskowych, zaś należące do niej pojazdy musiały zostać odholowane do pobliskiej bazy wojskowej.

Z jednego z pojazdów została przy tym zerwana amerykańska flaga. Na nagraniach widoczny jest zresztą mężczyzna, który trzymając ją w rękach pyta się amerykańskich żołnierzy w jakim celu przybyli do jego kraju.

Ekskluzywny wywiad z Robertem Kubicą na temat startów w DTM (wideo)

Data: 13.02.2020 16:44

Autor: ziemianin

ipla-e3-14.pluscdn.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #dtm #robertkubica #rk88 #kubica #motosport #f1 #formula1 #bmw

W czwartek (13.02.2020) odbyła się konferencja prasowa, na której potwierdzono udział Roberta Kubicy w prestiżowych wyścigach DTM. Dziennikarz Polsatu Sport Krystian Sobierajski porozmawiał z pierwszym Polakiem w Formule 1 i wypytał go o szczegóły dotyczące jego najbliższej przyszłości.

Ekskluzywny wywiad z Robertem Kubicą na temat startów w DTM (wideo)

A więc wiadomo! Robert Kubica w DTM. Będzie jeździł w BMW M4 DTM.

Data: 13.02.2020 11:14

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kubica #RobertKubica #formula1 #orlen #dtm #zostatniejchwili #motosport #samochody #wyscigi #orlenteamart

�� BREAKING NEWS! ��

Polak w sezonie 2020 będzie jeździł w serii DTM samochodem BMW M4 DTM.

A więc wiadomo! Robert Kubica w DTM. Będzie jeździł w BMW M4 DTM.

DTM, czyli Deutsche Tourenwagen Masters, to wewnętrzne mistrzostwa Niemiec samochodów turystycznych. Nazwa może nie brzmieć zachęcająco, ale to jedna z najbardziej zaawansowanych serii wyścigowych świata, przyciągająca ogromną publiczność. W przeszłości ścigali się w niej m.in. Ralf Schumacher, David Coulthard, Mika Hakkinen i Paul di Resta.

Polak w serii DMT będzie jeździł w samochodzie BMW M4 DTM w ekipie ORLEN Team ART. Jak poinformował prezes Orlenu, Daniel Obajtek, samochód będzie w biało-czerwonych barwach. – Nikomu nie trzeba przedstawiać tego zawodnika, ma wspaniałą historię i karierę. Ten projekt jest dla nas niezwykle ważny i wkładaliśmy w niego dużo energii. Z wielką dumą podchodzimy do współpracy z takim producentem jak BMW, który zdobył już kilka tytułów – powiedział Sebastien Philippe, szef ART GP.

– DTM siedziało mi w głowie od dawna, a po grudniowych testach w Jerez zapragnąłem startów w tej serii jeszcze bardziej. Nie mogę się już doczekać rozpoczęcia nowego rozdziału – powiedział Kubica podczas konferencji prasowej Orlenu. – ART GP to uznana marka w świecie motorsportu, funkcjonują od lat. Wierzę, że wspólnie możemy osiągnąć wielkie rzeczy w DTM. Nadal czeka nas zbieranie wiedzy i doświadczenia, aby osiągnąć poziom topowych ekip – dodał.

Szakale złociste prą na północ

Data: 12.02.2020 16:26

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #natura #szakal #polska #przyroda #tapeta #wallpaper

Szakale złociste są wciąż rzadkie na terenie Polski. Eksperci mają jednak kolejny dowód na to, że gatunek ten przesuwa zasięg ku północy. Rozród tego drapieżnika stwierdzono niedawno na terenie powiatu sztumskiego (woj.pomorskie).

Szakale złociste prą na północ

Szakal złocisty jest jednym z tych południowych gatunków, które stopniowo rozprzestrzeniają się w Europie. W ostatnich latach drapieżniki te notowano na Białorusi, w Polsce, Estonii, a nawet w Danii i Finlandii. Jednak ich rozród w obszarze naturalnej ekspansji był dotychczas rzadko notowany.

W ostatnich latach udało się jednak udokumentować rozród szakali w północnej Polsce. Przypadki te opisali autorzy artykułu, opublikowanego w czasopiśmie "Mammalian Biology" – naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży i Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie we współpracy z pracownikiem nadleśnictwa Kwidzyn.

Latem 2015 r. w pobliżu rzeki Nogat na terenie powiatu sztumskiego zaobserwowano parę szakali z czterema młodymi, natomiast w sierpniu 2017 r. w tej samej okolicy obserwowano pięć szczeniąt szakali, które udało się pojedynczo sfotografować – relacjonuje jeden z autorów pracy, prof. Rafał Kowalczyk, dyrektor IBS PAN, w materiale przesłanym PAP.

W tym rejonie – jak informuje naukowiec – szakale są widywane regularnie od sierpnia 2015 r., udało się też zarejestrować ich charakterystyczne wycie. Obszar, w którym stwierdzono rozmnażanie się szakali, jest najdalej wysuniętym na północ miejscem ich rozrodu w zasięgu występowania gatunku. Co ciekawe, rozród i pierwsze obserwacje szakali na terenie Polski z tego samego roku wskazują, że ekspansja tego drapieżnika nastąpiła prawdopodobnie wcześniej, jednak ze względu na brak wiedzy o tym gatunku i ich ekspansji nie udało się wcześniej rozpoznać tych zwierząt.

Po medialnych doniesieniach na temat szakali w Polsce, do naukowców monitorujących ich występowanie zaczęły napływać informacje o obserwacjach tych zwierząt. "Jednak z tych, które udało się zweryfikować na podstawie materiału zdjęciowego, zdecydowana większość okazała się lisami, często chorymi na świerzb, ale też psami czy wilkami. Dotychczas z terenu naszego kraju mamy 15 potwierdzonych obserwacji, z czego siedem to martwe osobniki, natomiast pozostałych osiem zostało uwiecznionych na zdjęciach bądź nagraniach z fotopułapek. Jednak w większości przypadków są to pojedyncze, niepowtarzające się obserwacje z danego miejsca. Wskazuje to, że szakal jest ciągle rzadki na terenie Polski; większość zwierząt to osobniki migrujące, jednak następuje lokalne osiedlanie się gatunku połączone z rozrodem" – podkreślił prof. Kowalczyk.

Choć trudno jest oszacować liczebność populacji tego drapieżnika, nie przeszkadza to myśliwym raportować występowania szakali, a nawet planować jego pozyskania. Według statystyk łowieckich na terenie Polski w 2019 r. występowały 1054 szakale i zaplanowano odstrzał 1325 osobników. Te dane są jednak dalekie od rzeczywistości, biorąc pod uwagę kilkanaście obserwacji gatunku z terenu naszego kraju – informuje prof. Kowalczyk. Obserwacje szakali są nadal tak dużą sensacją, że wszelkie doniesienia zazwyczaj przekazywane są przez media.

Jak wskazują autorzy artykułu o rozrodzie szakali, wciągnięcie tego gatunku na listę zwierząt łownych było zbyt pochopne ze względu na jego status w przepisach unijnych. Szakal został umieszczony w załączniku V do Dyrektywy Siedliskowej, grupującym gatunki zwierząt i roślin ważnych dla Wspólnoty, których pozyskiwanie ze stanu dzikiego i eksploatacja może podlegać działaniom w zakresie zarządzania. Oznacza to, że ich pozyskiwanie powinno być zgodne z zachowaniem ich populacji we właściwym stanie ochrony. Wydaje się, że ze względu na sporadyczne występowanie szakali na terenie Polski oraz ryzyko pomylenia osobników tego gatunku z wilkami, powinniśmy powstrzymać się od pozyskania łowieckiego tych drapieżników.

Boeing Airpower Teaming System nabiera kształtów

Data: 12.02.2020 16:15

Autor: ziemianin

boeing.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Uzbrojenie #australia #samoloty #bsl

Boeing Airpower Teaming System nabiera kształtów

Na zdjęciu: Airpower Teaming System będzie pierwszym od ponad 50 lat statkiem powietrznym zbudowanym w Australii. ATS ma mieć 11,7 m długości oraz zasięg do ok. 3700 km (2000 mil morskich)


10 lutego amerykańska spółka Boeing poinformowała o wyprodukowaniu głównego komponentu kadłuba przyszłego bezzałogowego statku latającego (bsl) Airpower Teaming System (ATS), budowanego dla królewskich australijskich wojsk lotniczych (Royal Australian Air Force, RAAF) w ramach inicjatywy Loyal Wingman – Advanced Development Program. Ukończenie budowy i oblot pierwszego z trzech prototypów statku są planowane w bieżącym roku.

W budowie prototypu bierze udział 16 podmiotów przemysłowych z Australii. Spółka BAE Systems Australia dostarczyła zestawy komponentów m.in. komputery układu sterowania lotem i urządzenia nawigacyjne, RUAG Australia – system podwozia, Ferra Engineering – komponenty kompozytowe obrabiane skrawaniem precyzyjnym i podzespoły do obsługi programu, a AME Systems – wiązki przewodów elektrycznych do obsługi statku. Kolejnym etapem budowy będzie montaż skrzydeł i podwozia. Później nastąpi zabudowanie instalacji pokładowych, silnika oraz zostaną przeprowadzone próby funkcjonalne systemów pokładowych.

W sierpniu ubiegłego roku informowano o rozpoczęciu prób laboratoryjnych i w locie systemów misji i oprogramowania, zaprojektowanych dla przyszłego ATS, na piętnastu bezzałogowcach klasy mini, w tym pięciu o napędzie odrzutowym.

Makietę Boeing ATS zaprezentowano 27 lutego 2019 podczas podczas pokazów lotniczych Avalon Air Show. Zapowiedziano wówczas budowę demonstratora nowych technologii lotniczych w ramach koncepcji tzw. lojalnego skrzydłowego (Loyal Wingman), który dzięki zestawowii zasobników z czujnikami do prowadzenia zwiadu, rozpoznania i walki radioelektronicznej, ma wspierać działania załogowych samolotów załogowych RAAF: wielozadaniowych F-35A Lightning II, myśliwskich F/A-18E/F Super Hornet, walki radioelektronicznej EA-18G Growler, patrolowych P-8A Poseidon czy wczesnego ostrzegania i kontroli E-7A Wedgetail.

Autonomiczny system sterowania ATS ma być oparty na algorytmach bazujących na sztucznej inteligencji. Docelowo jeden samolot załogowy ma sterować jednocześnie 4-6 ATS. Departament Obrony Australii jest w trakcie realizacji programu modernizacyjnego o nazwie Plan Jericho, który koncentruje się częściowo nad wojskowym wykorzystaniem sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego oraz współpracy systemów załogowych i bezzałogowych.

Powstał portal poświęcony Katyniowi

Data: 12.02.2020 16:04

Autor: ziemianin

katyn.polskiswiat.online

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #katyn #mordnapolakach

Powstał portal poświęcony Katyniowi, pokazuje on miejsca upamiętnienia tej sowieckiej zbrodni.

Powstał portal poświęcony Katyniowi

Na zdjęciu ekshumacja w Katyniu w 1943 r.


Portal [Katyn.PolskiSwiat.online](Portal Katyn.PolskiSwiat.online pokazuje miejsca upamiętnienia zbrodni katyńskiej i jako pierwszy prezentuje tablice i pomniki katyńskie w oparciu o ich lokalizację na całym świecie.) pokazuje miejsca upamiętnienia zbrodni katyńskiej i jako pierwszy prezentuje tablice i pomniki katyńskie w oparciu o ich lokalizację na całym świecie.

Autorzy projektu zidentyfikowali już 369 miejsc na całym świecie: pomników, tablic pamięci, witraży, malowideł poświęconych tej zbrodni. Apelują też o zgłaszanie tych, które jeszcze nie zostały uwzględnione.

– Wyszukanie miejsc pamięci Zbrodni Katyńskiej na świecie – poza najbardziej znanymi – okazało się dużym wyzwaniem. Dotarcie do informacji było niezwykle trudne, co pokazuje daleki sens tego projektu. Z pewnością nie udało nam się znaleźć wszystkich miejsc, dlatego gorąco prosimy o zgłaszanie tych, których na mapach brakuje – opisuje Mirosław Banach, prezes Fundacji „Polskie Maki".

Dodaje, że wśród miejsc są te bardziej znane, jak pomniki autorstwa Andrzeja Pityńskiego w Ameryce, czy pomnik katyński w Londynie. Są też te mniej znane, jak tablice pamięci odsłaniane przez przedstawicieli Polonii. – Jest też pierwszy Pomnik Katyński w Detroit z 1955 roku, o którym mało kto słyszał. Mamy na mapach także wyjątkowe dzieła sztuki, malowidła i witraże, rozsiane w różnych zakątkach świata, a także oryginalną płaskorzeźbę Matki Boskiej Kozielskiej, której okoliczności powstania są absolutnie niezwykłe, a która dziś znajduje się w kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie. Wszystkie one stanowią dziś część naszego szeroko pojętego dziedzictwa narodowego – dodaje Mirosław Banach.

Oprócz popularyzowania wiedzy o zbrodni katyńskiej celem projektu jest opisanie „wysiłku tysięcy Polaków, dzięki którym pamięć o Zbrodni Katyńskiej przetrwała i trafia dziś do nowych pokoleń na całym świecie".

– Naszym marzeniem jest też, by ta mapa pamięci pozwoliła zidentyfikować rejony, gdzie takich miejsc wciąż brakuje, a gdzie mamy prężnie działającą Polonię. Chcielibyśmy inspirować, by tak ważnych dla Polaków – i ludzkości – miejsc powstawało więcej – dodaje Mirosław Banach.

Mapa Pamięci Zbrodni Katyńskiej to uzupełnienie portalu PolskiSwiat.online w ramach którego Fundacja „Polskie Maki" tworzy mapy „tego co polskie za granicą". Na 10 mapach umieszczono już przeszło 8 tysięcy miejsc na całym świecie: pomników, miejsc pamięci, dzieł sztuki polskich artystów, polskich bibliotek, teatrów, klubów sportowych, stowarzyszeń polonijnych, polskich sklepów i restauracji. Zdaniem prezesa Fundacji to bazy danych o miejscach związanych z Polską.

Jaki cel przyświecał powstaniu takiej mapy? „5 marca 2020 roku przypada 80. rocznica Zbrodni Katyńskiej. Decydowała ranga rocznicy i waga jej upamiętnienia na całym świecie, ale także trudna historia jaka towarzyszyła szerzeniu pamięci o tych tragicznych zdarzeniach. Niebagatelna była tu rola, jaką odegrały inicjatywy upamiętnienia zbrodni katyńskiej za granicą! Jesteśmy przekonani, że ta szczególna rocznica wymaga szczególnego docenienia zasług tysięcy Polaków zamieszkałych za granica, w tym przede wszystkim polskich kombatantów, którzy podejmowali przez lata działania zmierzające do podtrzymania pamięci o ofiarach Zbrodni Katyńskiej. Dzięki nim powstawały miejsca upamiętnienia, często wbrew woli lub przy braku poparcia państw, w których mieszkali. W czasach kiedy nie mówiono o tym w Polsce w ogóle. To nie był rok czy pięć lat, ale niemal pięćdziesiąt lat! Ta część historii jest bardzo ważna i stosunkowo mało znana" – opisuje prezes Mirosław Banach.

Przedstawiciele Fundacji dodają, że w planach mają też kolejne projekty tematyczne dotyczące m.in. Tadeusza Kościuszki, generała Władysława Andersa, Polskich Sił Zbrojnych na frontach II Wojny Światowej czy polskich nekropolii wojskowych na całym świecie. Biorą tez pod uwagę stworzenie takiej bazy poświęconej Świętemu Janowi Pawłowi II.

Rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej (Cherokee) przekazali nasiona do Globalnego Banku Nasion

Data: 12.02.2020 15:55

Autor: ziemianin

anadisgoi.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #amerykapolnocna #czirokezi #fasola #globalnybanknasion #indianie #kukurydza #nasiona #norwegia #rosliny #usa

To naprawdę historyczny moment, bo mówimy o Czirokezach, czyli największej grupie plemiennej w USA, będącej jednocześnie ludnością autochtoniczną, która już dawno powinna doczekać się tego przywileju.

Rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej (Cherokee) przekazali nasiona do Globalnego Banku Nasion

Czirokezi, to pierwsze rdzenne plemię amerykańskie, które doczekało się tego zaszczytu i może przekazać swoją „spuściznę” do Globalnego Banku Nasion. To specjalne miejsce ulokowane na norweskim archipelagu Svalbard, na wyspie Spitsbergen, zbudowane w celu bezpiecznego przechowywania nasion roślin jadalnych z całego świata. Bank został stworzony w 2008 roku i zaprojektowany w taki sposób, żeby przetrwać wszystkie katastrofy, zarówno naturalne, jak i wywołane działalnością człowieka.

Znajduje się powyżej poziomu morza, więc jest chroniony przed zalaniem na skutek podnoszącego się poziomu wód. Co więcej, jest ulokowany w tunelu wydrążonym w wiecznej zmarzlinie i za sprawą bardzo niskiej temperatury otoczenia, przechowywanie nasion odbywa się tu bez wykorzystania elektryczności i stałego personelu. W dobie zmian klimatycznych, zagrażających światowym zapasom żywności, dobrze wiedzieć, że krypta jest w stanie pomieścić 4,5 mln różnych nasion, które w razie potrzeby można będzie wykorzystać do odtworzenia gatunków.

Obecnie znajduje się tam 980 tysięcy próbek z niemal każdego kraju świata, a już 25 lutego dołączą do nich kolejne, w tym te przekazane przez Czirokezów. Plemię przekazało w tym celu 9 próbek, w tym swoją najcenniejszą roślinę, czyli kukurydzę Cherokee White Eagle oraz fasolę Cherokee Long Greasy, fasolę Cherokee Trail of Tears, czarną i brązową fasolę Cherokee Turkey Gizzard, kabaczek Cherokee Candy Roaster i trzy inne rodzaje kukurydzy. Wszystkie te rośliny rosły w Ameryce Północnej na długo przed tym, jak na miejscu pojawili się Europejczycy.

Jak twierdzi przedstawiciel plemienia, Chuck Hoskin Jr, w specjalnym oświadczeniu wydanym z tej okazji: – Tak się tworzy historię, ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie ciężka praca naszych przedstawicieli i partnerów w norweskim zespole. To wielki zaszczyt mieć kawałek swojej kultury zachowany w taki sposób na wieki. Za wiele generacji te nasiona będą wciąż przechowywać naszą historię i zawsze będzie na świecie część naszego narodu.

Jak włączyć Eksplorator plików UWP?

Data: 12.02.2020 13:26

Autor: ziemianin

centrumxp.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #ciekawostki

Windows 10 jak każdy szanujący się system operacyjny z graficznym interfejsem użytkownika posiada swój własny menedżer plików. Nosi on nazwę Eksplorator plików i widzimy go za każdym razem, gdy przeglądamy foldery, korzystamy z menu kontekstowego dla plików itd. Eksplorator plików od czasów Windows 95 (wówczas jeszcze jako Eksplorator Windows) nastawiony jest na interakcję z użyciem klawiatury i myszy. Mimo wielu zmian podejście to zostało utrzymane. Może się jednak okazać, że zorientowany na komputery desktop Eksplorator plików nie najlepiej sprawdza się np. na mniejszym ekranie dotykowym. Wówczas pozostaje nam zmiana rozmiarów ikon i elementów interfejsu, pobranie alternatywnego menedżera lub… uruchomienie Eksploratora w dotykowej wersji UWP. Jest to domyślnie ukryta wersja Eksploratora, która swoim wyglądem i działaniem przypomina bardziej aplikację mobilną, aniżeli program typowo pecetowy. W naszym poradniku przedstawiamy dwa proste sposoby na uruchomienie tej aplikacji w Windows 10 i dzielimy się naszymi wrażeniami z jej użytkowania. Uwaga – sposoby te działają tylko w Windows 10 Creators Update lub nowszym. Jeśli korzystamy ze starszej wersji Dziesiątki, sposoby te uruchomią tylko klasyczny Eksplorator plików.

Jak włączyć Eksplorator plików UWP?

Jak włączyć Eksplorator plików UWP?

  1. Wykonujemy skrót klawiszowy Win + R, by włączyć polecenie Uruchom.

  2. Wklejamy w polu tekstowym następujący ciąg znaków:

explorer shell:AppsFolder\c5e2524a-ea46-4f67-841f-6a9465d9d515_cw5n1h2txyewy!App

Windows 10: Jak włączyć Eksplorator plików UWP?

  1. Po zatwierdzeniu przyciskiem OK lub klawiszem Enter uruchomi się Eksplorator plików w wersji UWP. Pierwsze uruchomienie może potrwać trochę dłużej, jednak już po chwili naszym oczom powinien ukazać się taki oto widok:

Windows 10: Jak włączyć Eksplorator plików UWP?

  1. Uniwersalna wersja Eksploratora zapewnia podstawowe funkcjonalności menedżera plików, takie jak zaznaczanie, usuwanie, przenoszenie, kopiowanie, zmienianie nazwy, przeglądanie właściwości i udostępnianie plików i folderów, a także wyszukiwanie, sortowanie i zmiana widoku. Eksploratora UWP można używać zarówno w wersji okienkowej, jak i na pełnym ekranie. Poniżej prezentujemy kilka przykładów:

Jak stworzyć skrót do Eksploratora plików UWP?

  1. Prawym przyciskiem myszy klikamy pusty obszar na pulpicie lub w oknie dowolnego folderu i wybieramy Nowy > Skrót.

Windows 10: Jak włączyć Eksplorator plików UWP?

  1. W polu tekstowym Wpisz lokalizację elementu: wklejamy ten sam ciąg znaków:

explorer shell:AppsFolder\c5e2524a-ea46-4f67-841f-6a9465d9d515_cw5n1h2txyewy!App

Windows 10: Jak włączyć Eksplorator plików UWP?

  1. Wpisujemy nazwę skrótu. Może być ona dowolna.

Windows 10: Jak włączyć Eksplorator plików UWP?

  1. Utworzony przez nas skrót będzie otwierał Eksplorator plików UWP za każdym razem – nie będzie już konieczne ręczne wklejanie jego ścieżki.

Windows 10: Jak włączyć Eksplorator plików UWP?

Z tak utworzonego skrótu można korzystać, mając obok utworzony skrót do klasycznego Eksploratora. Aplikacje te współistnieją i nie przeszkadzają sobie nawzajem.

Od czasu pierwszej publikacji tego poradnika w Eksploratorze UWP zaszło kilka zmian. Znalazło się również wyjaśnienie, dlaczego Microsoft pracuje równolegle nad drugim menedżerem plików. Listę zmian i dodatkowe informacje znajdziecie w naszym tekście: Eksplorator plików UWP w końcu z nowymi funkcjami w Windows 10 1809.

[Raport] Rynek pracy IT. Co oferowali pracodawcy w 2019 roku?

Data: 12.02.2020 13:12

Autor: ziemianin

nofluffjobs.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #praca #programowanie #programista15k #Backend #Frontend #Java

Raport zawiera informacje o widełkach wynagrodzeń oferowanych programistom w Polsce w 2019 roku, z uwzględnieniem obszaru pracy, technologii, lokalizacji oraz doświadczenia zawodowego.

[Raport] Rynek pracy IT. Co oferowali pracodawcy w 2019 roku?

Rynek pracy IT

Rynek pracy IT nie jest jednolitym bytem. Mimo dominujących technologii cieszy się różnorodnością i wieloma możliwościami. Od lat na najwyższe zarobki w branży mogą liczyć najbardziej doświadczeni specjaliści oraz ci, którzy specjalizują się w mniej popularnych, niszowych technologiach.

Mitem jest fakt, że każdy programista dużo zarabia. Czasami zanim osiągnie satysfakcjonujące wynagrodzenie musi poświęcić nawet kilka lat na zdobycie doświadczenia zarówno w kwestii umiejętności twardych, jak i miękkich. Na rynku pracy IT od lat niezmiennie dominuje zapotrzebowanie na specjalistów ze znajomością Javy lub JavaScript. Programistom wciąż proponuje się pracę w oparciu o umowę B2B. Sami pracodawcy poszukują pracowników z doświadczeniem. A w oferowanych przez siebie benefitach najczęściej trafiają w gusta początkujących programistów, do których także kierują najmniejszą liczbę ofert pracy.

Analizując tysiące ofert opublikowanych w 2019 roku na łamach No Fluff Jobs, dochodzimy do wniosku, że firmy nie do końca potrafią odkryć potrzeby potencjalnych kandydatów. Z jednej strony konkurują ze sobą widełkami płacowymi, pakietami relokacyjnymi i możliwością pracy zdalnej. Z drugiej – oferują pracownikom darmową kawę czy możliwość skorzystania z kuchni.

Dodatkowo warto zauważyć, że benefity typu prywatna opieka zdrowotna, jak i karta sportowa mogą mieć mniejsze znaczenie przy jednoczesnym oferowaniu współpracy w oparciu o umowę B2B.

W związku z tym, w 2020 roku warto zastanowić się nad realnymi potrzebami kandydatów oraz pracowników i odpowiedzieć na pytania, czego oczekują i czy jesteśmy w stanie im to zaoferować.

Ile zarabiają programiści w Polsce?

Czy najwyższe zarobki są w Warszawie? Czego pracodawcy oczekują od idealnego kandydata? Jakie są różnice w oczekiwaniach między juniorem, midem a seniorem? Czym pracodawcy kuszą kandydatów? Czy udogodnienia w miejscu pracy oraz benefity mają jakiekolwiek znaczenie w procesie rekrutacji?

W Polsce programistom oferowane są stawki przekraczające nawet 20 tys. zł brutto miesięcznie. Oferowane wynagrodzenie zależne jest od doświadczenia, specjalizacji oraz miejsca wykonywania pracy. W ofertach dominuje propozycja współpracy w oparciu o umowę B2B, która pojawia się w co drugim ogłoszeniu. Mediana wszystkich oferowanych wynagrodzeń brutto wynosi  12 500 zł brutto.

Thunderbird 68.5.0 - zapanuj nad pocztą z nową wersją programu

Data: 12.02.2020 13:02

Autor: ziemianin

thunderbird.net

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Thunderbird #mozilla #klientpocztowy #poczta #email

Nowy Thunderbird to szeroka funkcjonalność w nowoczesnym wydaniu. Co konkretnie pojawiło się w nowej stabilnej wersji tego popularnego programu pocztowego?

Thunderbird 68.5.0 – zapanuj nad pocztą z nową wersją programu

Po ważnym roku 2019, na początku 2020 roku Thunderbird znalazł nowy dom – jego rozwojem zajmuje się teraz firma MZLA Technologies Corporation, działająca pod skrzydłami Fundacji Mozilla. Poza wyodrębnieniem zespołu nic się jednak nie zmienia – program będzie rozwijany co najmniej w takim tempie jak do tej pory, a może nawet nieco to wszystko przyspieszy.

Rozwoju ciąg dalszy – co nowego w Thunderbird 68.5.0?

Na dobry początek na światło dzienne wychodzi nowe stabilne wydanie aplikacji: Thunderbird 68.5.0. Tak jak sugeruje to numeracja, nie jest to szczególnie duża aktualizacja, choć faktycznie zawiera kilka nowości. Przede wszystkim należy wspomnieć o dwóch, które zwiększają kompatybilność klienta pocztowego – to: obsługa weryfikacji OAuth 2.0 dla kont POP3 oraz rozszerzenia „Client Idendity IMAP/SMTP Service Extension”.

Wersja oznaczona numerem 68.5.0 jest też wolna od wielu błędów – przede wszystkim związanych z bezpieczeństwem, kalendarzem i konfiguracją konta.

Przypomnijmy, że w pełnym wydaniu 68 z ubiegłego roku, usprawniono działanie filtrów, dodano opcję oznaczania wszystkich folderów jako przeczytanych, uzupełniono miejsca wyświetlania opcji o zakładki, wprowadzono pełną obsługę unicode w interfejsach MAPI, zoptymalizowano menu „hamburger”, ulepszono wykrywanie phishingu, zwiększono próg automatycznego kompresowania do 200 MB, dopracowano motywy graficzne i zwiększono wydajność.

Thunderbird – bezpłatny klient pocztowy, który „robi robotę”

Thunderbird to jeden z tych programów, które towarzyszą nam od lat i właściwie wciąż nie doczekały się godnych następców. Jest bezpłatny, czytelny, dobrze działa i oferuje dostęp do wszystkich funkcji potrzebnych na co dzień zwykłym użytkowników, jak i przedsiębiorcom czy innego rodzaju profesjonalistom.

Thunderbirda można swobodnie spersonalizować (oraz skonfigurować za pomocą dodatków), aby cieszyć się wygodnym przeglądaniem e-maili ze swoich różnych kont i tworzeniem wiadomości. Zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa i prywatności oraz na każdym kroku pomaga, na przykład przypominając o brakujących załącznikach.

Thunderbird obsługuje karty, umożliwiając wygodną wielozadaniowość, oddaje do dyspozycji filtry i zaawansowane funkcje wyszukiwania wiadomości, a do tego może tez pełnić funkcję terminarza, dzięki rozbudowanemu, a zintegrowanemu z programem kalendarzowi Lightning.

Program jest dostępny w języku polskim i dynamicznie rozwijany. Licencja wolnego oprogramowania pozwala korzystać z niego zarówno w domu, jak i w firmie.

Firefox 73 powstał, by strony czytało się wygodniej - co nowego w przeglądarce?

Data: 12.02.2020 12:56

Autor: ziemianin

mozilla.org

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Mozilla #Firefox #komputery #przegladarkiinternetowe #webbrowser

Firefox 73 poprawia czytelność, jeśli tylko tego chcesz

Firefox 73 powstał, by strony czytało się wygodniej – co nowego w przeglądarce?

Choć numeracja poszła do przodu, Firefox 73 nie jest szczególnie dużą aktualizacją. Autorzy skoncentrowali się przede wszystkim na poprawkach związanych z bezpieczeństwem i stabilnością, ale w żadnym razie nie odczytuj tego tak, że nie pojawiły się żadne funkcjonalne nowości. Bo… pojawiły się co najmniej dwie.

Pierwszą z nich docenisz, jeśli denerwują cię różne ustawienia powiększenia na poszczególnych stronach. Nowy Firefox pozwala ustawić powiększenie globalne, czyli takie samo dla wszystkich witryn – odpowiednią funkcję znajdziesz w ustawieniach języka i wyglądu. Przyjrzyj się dobrze, a dostrzeżesz tam też inną ciekawą opcję, mianowicie możliwość powiększania jedynie tekstu (przy zachowaniu standardowej wielkości pozostałych elementów).

Funkcjonalną zmianę numer dwa zauważysz natomiast, jeśli korzystasz z trybu wysokiego kontrastu (podobnie jak powiększenie, zwiększającego czytelność). Do tej pory Firefox po prostu usuwał obraz z tła, teraz zaś zostawia go, ale wokół tekstu umieszcza kolorowy blok, pozwalający osiągnąć podobny efekt.

Firefox 73 to także poprawki związane z odtwarzaniem dźwięku w niestandardowym tempie i wyświetlaniem obrazu na wybranych laptopach z grafiką GeForce oraz kilka nowości dla programistów, a także – jak wspomnieliśmy – liczne poprawki związane z bezpieczeństwem.

Białoruś ma zadbać o suwerenność informacyjną

Data: 12.02.2020 11:27

Autor: ziemianin

sb.by

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #bialorus #media #niezaleznosc

Ograniczenie rosyjskich wpływów w białoruskich mediach ma być jednym z głównych celów władz w Mińsku. Białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka spotkał się w tej sprawie z przedstawicielami mediów państwowych, podkreślając konieczność zachowania suwerenności informacyjnej i porównując rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości do użycia broni chemicznej.

Białoruś ma zadbać o suwerenność informacyjną

Po raz ostatni głowa państwa spotkała się z szefami największych białoruskich mediów przed dwoma laty. Dlatego Łukaszenka podkreślał, że nadszedł czas na przedyskutowanie reformy środków masowego przekazu, choć obecne czasy mają być pod tym względem niezwykle trudne. W tym kontekście wystarczy popatrzeć na otwarte konfrontacje, do których dochodzi na całym świecie, czy na sytuację geopolityczną w Europie Środkowo-Wschodniej.

Według białoruskiego prezydenta najważniejszym elementem niezależności każdego państwa powinna być suwerenność informacyjna. Pod tym sformułowaniem rozumie on prawo do prowadzenia własnej polityki informacyjnej, tworzenia sprzyjającej ku temu infrastruktury oraz zapewnienie bezpieczeństwa w dostępie do wiadomości. Właśnie o to ma obecnie walczyć białoruskie państwo.

Łukaszenka twierdzi, że należy zacząć wdrażać „Strategię Informacyjną Republiki Białorusi”, ponieważ w obecnych czasach media nie są już tylko dostarczycielem informacji. Mogą one być wykorzystywane jako broń masowej zagłady, stąd porównał on rozpowszechnianie tak zwanych „fake newsów” do użycia broni chemicznej. Tymczasem Białoruś musi być przygotowana na bardziej złożone kampanie informacyjne, których tezy będzie trudno obalić.

Nie mógł on tego wyrazić wprost, ale Łukaszenka wyraźnie wspominał o dużych wpływach rosyjskich mediów w jego kraju. Blisko 60 proc. treści pokazywanych w białoruskiej telewizji w porze największej oglądalności pochodzi właśnie z Rosji, stąd białoruski prezydent naciskał na zwiększenie krajowej produkcji programów. Ponadto jego zdaniem media państwowe są niezwykle słabe w przestrzeni internetowej.

Cud finansowy. Finansjera dotuje warszawski rząd

Data: 11.02.2020 14:09

Autor: ziemianin

pb.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pieniadze #lichwiarze

"Po raz kolejny międzynarodowy kapitał zawitał do bezpiecznego portu, jakim jest polska gospodarka. Wczoraj sprzedaliśmy obligacje o wartości nominalnej 1,5 mld euro. To już druga w tym roku emisja z ujemną rentownością, która tym razem wyniosła -0,1 proc. i co ważne, pierwsza oferta publiczna na tak długi okres, kiedy to inwestorzy zgodzili się pożyczyć Polsce więcej niż będziemy musieli zwrócić w przyszłości" – napisał Nowak.

"Z posiadanych przez nas informacji wynika, że jest to także pierwsza transakcja kraju spoza strefy euro lub o ratingu poniżej AAA, kiedy na rynku pierwotnym udało się osiągnąć ujemną rentowność przy danym terminie zapadalności obligacji. To wyraz zaufania inwestorów do fundamentów naszej gospodarki, ale też do wyznaczonego kierunku rozwoju" – dodał – [pisze pb.pl](https://www.pb.pl/polska-ma-15-mld-eur-ze-sprzedazy-obligacji-z-ujemna-rentownoscia-981485)

Cud finansowy. Finansjera dotuje warszawski rząd

Cuda się dzieją na rynku finansowym. Inwestorzy wykupili za 1,5 mld. euro polskie obligacje, oprocentowane na -0,1 – czytaj: minus 0,1 procent.

Innymi słowy, jacyś inwestorzy (chyba nie ciułacze) płacą Polsce za to, że mogą pożyczyć nam kasę, czyli dotują nasze państwo. Za każde pożyczone 100 euro my im oddamy: 0,1% mniej.

Do tej pory była sytuacja, w której to nasze państwo płaciło inwestorom za możliwość pożyczania od nich pieniędzy poprzez obligacje państwowe.

To tak jakbyś pożyczył Markowi 100 złotych, a on ci oddał 99,9 zł. Niby niewiele mniej, ale jednak mniej.

Gdzie tu jest myk?

Pierwszy, to Polska dostaje nagrodę od międzynarodowej finansjery za jakiś układ – na pewno dla nas niekorzystny.

Drugi, bankierzy wiedzą, że złotówka osłabnie. Wtedy przelicznik ze złotówki na euro będzie dla nas niekorzystny, przez co, więcej oddamy, niż pożyczyliśmy.

Czy czeka nas osłabienie złotówki?

Dlaczego warszawski rząd pożycza pieniądze w obcej walucie?

Ci eksperci rządowi nie wiedzą o ryzyku kursowym?

To niech popatrzą na frankowiczów. Ich raty wzrosły nawet kilka razy.

Czy to nie jest bandytyzm finansowy?

Ładnie warszawski rządzie… w jeden dzień pożyczyliście 1,5 mld euro… a ile jeszcze dni będziecie rządzić? Ile jeszcze kasy pożyczycie?

Tak naprawdę, gdyby w Polsce był uczciwy rząd, to w Konstytucji powinien być zapis: "rząd polski może pożyczać pieniądze tylko i wyłącznie od NBP".

Jak to możliwe, że mając własny bank emisyjny, jakim jest NBP, cały czas pożyczamy pieniądze od żydowskiej finansjery?

Czy ktoś w końcu powie temu: Dość?

Prezydent Filipin Rodrigo Duterte wypowiedziały pakt wojskowy z USA

Data: 11.02.2020 14:04

Autor: ziemianin

reuters.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #filipiny #usa #paktwojskowy #wojsko

Filipiński prezydent Rodrigo Duterte nakazał swojemu resortowi spraw zagranicznych, aby poinformował Stany Zjednoczone o wypowiedzeniu wiążącej oba państwa umowy wojskowej. Filipiny mają tym samym zacząć polegać na własnym potencjale wojskowym, zwiększając swoje możliwości w zakresie ochrony bezpieczeństwa narodowego.

Prezydent Filipin Rodrigo Duterte wypowiedziały pakt wojskowy z USA

Kwestia porozumienia wojskowego z Amerykanami była rozpatrywana przez ostatnich kilka dni. Filipińskie resorty obrony narodowej oraz spraw zagranicznych twierdziły, że ostateczna decyzja w tej sprawie nie została podjęta, z kolei w sobotę filipiński sekretarz obrony Delfin Lorenzana nazwał nawet podobne doniesienia rozpowszechnianiem fałszywych wiadomości.

Ostatecznie kancelaria Duterte poinformowała dzisiaj, że resort spraw zagranicznych został zobowiązany do zerwania umowy wojskowej ze Stanami Zjednoczonymi. Filipiński prezydent miał stwierdzić, że nadszedł czas, aby jego kraj wzmacniał swój własny potencjał obronny i przestał polegać w tej sprawie na innych państwach. Tamtejsze siły zbrojne i policja mają więc rozwijać własne metody mające bronić bezpieczeństwa narodowego.

Dwustronna umowa regulująca status i zasady pobytu amerykańskich wojsk na terytorium Filipin (VFA), została podpisana w 1998 roku. Termin jej wypowiedzenia to dokładnie 180 dni, dlatego przestanie obowiązywać w sierpniu. Jednocześnie nie oznacza to zakończenia innych filipińsko-amerykańskich porozumień, zawartych w czasie zimnej wojny oraz prezydentury Baracka Obamy.

Wyraźne ochłodzenie w relacjach Filipin i USA nastąpiło w ostatnich latach, gdy Duterte wypowiedział ostrą wojnę gangom narkotykowym, za co był wielokrotnie krytykowany przez amerykańską administrację. W ubiegłym roku zakazał on wjazdu na terytorium Filipin dwóm senatorom chcącym spotkać się z filipińską polityk oskarżaną o współpracę z mafią narkotykową, a także zabronił wyjazdów do Ameryki swoim podwładnym.

Nie czekaj na hakera - sam przetestuj, jak bezpieczna jest twoja sieć

Data: 11.02.2020 13:54

Autor: ziemianin

tiny.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #siecikomputerowe #wifi #cyberbezpieczenstwo #poradnik #komputerswiat

Każdy z nas ma w domu sieć bezprzewodową. Jednak czy jesteśmy pewni, że jest ona bezpieczna? Czy urządzenia, które są do niej podłączone, są odpowiednio zabezpieczone? Na te pytania pomogą nam odpowiedzieć testy penetracyjne.

Nie czekaj na hakera – sam przetestuj, jak bezpieczna jest twoja sieć

poniżej całość, jakby komuś nie pasował portal KomputerŚwiat


Artykuł powstał w ramach akcji Onetu z okazji "Dnia Bezpiecznego Internetu", który jest inicjatywą Komisji Europejskiej i ma na celu zwrócenie uwagi na problemy bezpiecznego dostępu do zasobów internetowych. Korzystając z sieci jesteśmy narażeni na kradzież pieniędzy, danych, na naruszenie wizerunku czy dobrego imienia. W ramach kampanii podpowiadamy, jak uchronić się przed atakami hakerów, zabezpieczyć swoją pocztę elektroniczną, ale przede wszystkim siebie i dzieci przed zagrożeniami, które czyhają w Internecie.

Testy penetracyjne to inaczej sprawdzenie podatności na atak – sieci, urządzeń, aplikacji, właściwie wszystkich elementów infrastruktury sieciowej i sprzętów, które są do niej podłączone, a nawet osób, które z niej korzystają. Głównym celem wykonywania takich testów wcale nie jest włamanie się zdalnie na inną maszynę, ale wyszukanie luk bezpieczeństwa, które mogłyby to umożliwić potencjalnemu atakującemu. Wykryte luki można załatać, tych nieznanych – nie. Jest to bardzo obszerny dział, który obejmuje nawet interakcje międzyludzkie.Testy penetracyjne mogą imitować ataki, jakie mogą wystąpić w naszej sieci domowej.

Możemy podzielić je na dwie główne kategorie – pasywne i aktywne. Te pierwsze polegają na zebraniu informacji, śledzeniu, podsłuchiwaniu, analizie ruchu sieciowego. Prowadzą one do właściwego ataku aktywnego, którego celem jest modyfikacja danych użytkownika, przejęcie kontroli nad jego urządzeniem lub zakłócenie jego pracy.

Uwaga! Przeprowadzając analizę bezpieczeństwa lub wykonując testy penetracyjne w jakiejkolwiek sieci, musimy mieć na to pozwolenie administratora tej sieci. Możemy więc swobodnie testować własną sieć, której jesteśmy właścicielami.

Testy w naszej sieci: krok po kroku

W większości przypadków przeprowadzając testy, musimy myśleć jak osoba, która chciałaby uzyskać dostęp do naszych danych, czyli jak potencjalny atakujący. Warto przeanalizować poszczególne kroki, które są do tego niezbędne, i sprawdzać naszą ochronę na każdym z etapów.

  1. Włamanie się do sieci Wi-Fi z wykorzystaniem narzędzia aircrack-ng.

  2. Skanowanie sieci w poszukiwaniu celów ataku i sprawdzanie, jakie porty są otwarte – narzędzie Nmap.

  3. Jeśli system jest niezabezpieczony lub ma luki w zabezpieczeniach, możliwe, że bez większego trudu uda się uzyskać dostęp, stosując narzędzie Metasploit; jeżeli nie jest to możliwe, atakujący szuka innego punktu zaczepienia.

  4. Podsłuchiwanie sieci, analizowanie całego ruchu w celu wychwycenia haseł dostępu, adresów e-mail i innych wrażliwych danych – narzędzie Wireshark.

  5. Atak drogą mailową za pomocą Metasploit lub innych podobnych narzędzi.

  6. Instalacja backdoora na urządzeniu ofiary w celu utrzymania kontroli nad jego urządzeniem.

Jest to tylko przykładowy przebieg ataku – lub testu penetracyjnego. Jak widać, zaczyna się on od włamania do sieci Wi-Fi.

A zatem jej dobre zabezpieczenie to podstawa. Bez włamania do naszej sieci możliwości skutecznego ataku są dość małe – musielibyśmy sami otworzyć zainfekowany załącznik w e-mailu lub kliknąć na niebezpieczny link w internecie. Zobaczmy więc, jak włamać się do własnej sieci, by poznać jej słabe punkty.

Ataki pasywne

W tej kategorii możemy wyróżnić kilka przykładów ataków:

Social Engineering – jest to sposób na pozyskanie wrażliwych danych przy wykorzystaniu ludzkiej lekkomyślności i braku wiedzy. W tym celu wysyła się fałszywe e-maile, przegląda wyrzuconą dokumentację, podgląda użytkownika przy logowaniu itp.

Skanowanie sieci – ta metoda pozwala na poznanie topologii atakowanej sieci, dzięki temu możemy dowiedzieć się, jakie urządzenia korzystają z danej sieci, jakie porty są otwarte itp.

Sniffing – ten atak pasywny polega na monitorowaniu i rejestrowaniu całego ruchu sieciowego lub jego części w atakowanej sieci. Odpowiednio wykonany może umożliwić odkrycie haseł, loginów, a nawet prywatnych rozmów użytkowników.

Łamanie hasła – dzięki tej metodzie atakujący może, korzystając z metody siłowej (brute-force), złamać zabezpieczenie, wystarczy odpowiednio dużo czasu i mocy obliczeniowej. Łamanie hasła w sposób niezauważalny dla użytkownika jest uważane za atak pasywny. 

Ataki aktywne

Tego typu ataków jest znacznie więcej niż pasywnych. Oto najważniejsze:

Spoofing – ten typ ataku polega na podszywaniu się pod inny autoryzowany w danej sieci komputer. Celem jest oszukanie systemów zabezpieczających. Umożliwia to bezproblemowe uzyskanie dostępu na przykład do sieci, w której aktywne jest filtrowanie MAC.

Hijacking – czyli przechwytywanie sesji, polega na przechwyceniu sesji w protokole TCP. Dzieje się to po tym, jak atakujący zrywa połączenie między serwerem i klientem, aby móc zastąpić klienta i bez konieczności logowania kontynuować komunikację.

Koń trojański – popularnie nazywany trojanem. Jest to program, który może podszywać się lub wchodzić w skład dowolnej aplikacji i po zainstalowaniu przez użytkownika wykonuje w tle różne operacje, które zaprogramował atakujący, na przykład zapisuje hasła lub inne dane.

Ataki typu DoS – jest to typ ataków, które mają na celu uniemożliwienie dostępu do różnych usług zwykłym użytkownikom. Polegają one głównie na spamowaniu połączeń, które mają za zadanie wyczerpać zasoby serwera lub dowolnego urządzenia sieciowego, czego skutkiem będzie przerwa w pracy. 

Kali Linux

W przeprowadzeniu testów w naszej sieci pomoże nam system do zadań specjalnych – Kali Linux. Jest to dystrybucja Linuxa, która ma już wbudowane praktycznie wszystkie aplikacje i pakiety potrzebne do sprawdzenia stanu ochrony sieci bezprzewodowej i nie tylko. Do naszej dyspozycji będziemy mieli blisko 350 różnego rodzaju narzędzi, które zostały podzielone na 14 kategorii. Obraz ISO systemu w wersji Live znajduje się na płycie DVD dołączonej do Komputer Świata Special.

Tworzymy bootowalny pendrive

W celu przetestowania systemu Kali Linux musimy go uruchomić w wirtualnej maszynie lub utworzyć specjalny nośnik, z którego uruchomimy wersję Live. Pomoże nam w tym program Rufus, który znajduje się na płycie DVD.

Uruchamiamy go na naszym komputerze. Podpinamy nośnik USB. Upewniamy się, że u góry okna Rufusa został wybrany odpowiedni nośnik USB. Następnie wskazujemy obraz ISO , który ma być umieszczony na noś­niku. Obraz znajduje się na płycie w folderze Kali Linux, wybieramy go, a następnie klikamy na Start. Uwaga! Pamiętajmy, że ten proces całkowicie usunie dane z pendrive’a. Należy też pamiętać, że jest to wgrywanie wersji Live na nośnik, a nie instalacja systemu. Instalację możemy uruchomić z bootowalnego nośnika z Kali Linux.

Uruchamiamy bootowalny pendrive

Na nośniku powinniśmy mieć już system Kali Linux w wersji Live, dzięki temu możemy uruchomić system, zapoznać się z jego wyglądem i funkcjami, zanim go zainstalujemy na stałe. Po włożeniu nośnika do portu USB musimy zrestartować komputer i przy jego starcie wcisnąć F8 lub F12 – uruchomi się Boot Menu, dzięki czemu będziemy mogli wybrać nośnik USB do startu komputera. Następnie za pomocą strzałek wskazujemy opcję Live i zatwierdzamy wybór klawiszem Enter w celu uruchomienia systemu do testów. Gdybyśmy chcieli zainstalować Kali Linuxa, wybieramy opcję Graphical install.

Jeśli nasza płyta główna nie wspiera Boot Menu, będziemy musieli uruchomić ustawienia BIOS-u – najczęściej przy starcie komputera za pomocą klawisza F1, F2, F10, Delete lub Esc, a następnie ustawić priorytet startu z płyty CD/DVD.

Uwaga! Dokładny poradnik, jak zainstalować Linuxa, znajdziemy w KŚ+. Nie instalujmy systemu Linux na tym samym dysku co system Windows – w trakcie instalacji wszystkie dane z wybranego nośnika zostaną usunięte.

Z jakiej wersji korzystać

Jeśli zamierzamy tylko przetestować system Kali Linux i sprawdzić działanie różnych narzędzi systemu, korzystajmy z wersji Live. Należy jednak pamiętać, że żadne działania wykonywane w takiej wersji systemu nie są zapisywane na stałe i po ponownym uruchomieniu wszystkie ustawienia, aktualizacje, zapisane dane zostaną usunięte. Jeżeli zamierzamy dłużej korzystać z systemu, wskazana jest instalacja, ponieważ na przykład część narzędzi może wymagać aktualizacji do poprawnego działania.

Pierwsze kroki w Kali Linux

  1. Jeśli zdecydowaliśmy się na instalację systemu, w jej trakcie możemy od razu ustalić język systemu oraz login i hasło użytkownika. W przypadku korzystania z wersji Live domyślny login to root,

a hasło to toor.

Podajemy je na ekranie logowania i zatwierdzamy, wciskając klawisz Enter lub klikając na Next i Unlock.

  1. Następnie, aby zmienić język na polski, klikamy w górnym prawym rogu ekranu na strzałkę na pasku zadań, a następnie na symbol Narzędzi.

  2. Teraz po lewej stronie klikamy na Region & Language, a po prawej na Language,

z listy wybieramy język polski i klikamy na Restart w celu zresetowania sesji użytkownika.

Po ponownym zalogowaniu będziemy mogli testować system Kali Linux w języku polskim.

  1. Domyślnie nie możemy umieszczać skrótów do programów na pulpicie, a jedynie foldery – warto o tym pamiętać. Po lewej stronie znajduje się pasek szybkiego dostępu, na którym znajdują się programy z kategorii Ulubione.

Po kliknięciu prawym przyciskiem myszy na ikonę wybranej aplikacji możemy ją usunąć z tej kategorii. Dodawanie ulubionych wygląda bardzo podobnie. Wystarczy prawym przyciskiem myszy kliknąć na ikonę aplikacji i wybrać opcję Dodaj do ulubionych.

  1. Na samym dole paska szybkiego dostępu znajduje się przycisk, który pozwala na wyświetlenie programów zainstalowanych w systemie.

Nie znajdziemy tu jednak wszystkich narzędzi, ponieważ niektóre z nich dostępne są tylko po wpisaniu odpowiedniej komendy w terminalu.

  1. Górny pasek podzielony został na kilka elementów. Możemy traktować go jak pasek zadań w systemie Windows. Po kliknięciu na Programy otworzy się menu z wszystkimi aplikacjami podzielonymi na odpowiednie kategorie.

Po kliknięciu na Miejsca będziemy mogli szybko dostać się do najważniejszych folderów w systemie i dysku.

  1. Po prawej stronie paska znajduje się ikona kamery.

Jest to skrót do programu EasyScreenCast, który pozwala na nagrywanie ekranu pulpitu z możliwością nagrywania wielu ekranów oraz dodatkowo jest możliwość jednoczesnego nagrywania materiału z kamery internetowej.

  1. Klikając w górnym prawym rogu ekranu na strzałkę, otworzymy specjalne menu, dzięki któremu będziemy mogli szybko zapoznać się z informacjami o sieci czy poziomie głośności, a dodatkowo zablokować lub wyłączyć system. Klikając na ikonę narzędzi, otworzymy Ustawienia systemowe.

Pierwsze kroki po instalacji

Po zainstalowaniu systemu pierwsze, co powinniśmy zrobić, to pełna aktualizacja systemu i wszystkich jego pakietów.

  1. Uruchamiamy Terminal.

  2. Wpisujemy komendę sudo apt-get update i zatwierdzamy klawiszem Enter.

  3. Następnie ponownie podajemy komendę sudo apt-get upgrade i zatwierdzamy.

  4. Pojawi się informacja o tym, jakie pakiety zostaną zaktualizowane i ile danych musimy pobrać z internetu. Wystarczy nacisnąć klawisz T, zatwierdzić całą operację klawiszem i poczekać na jej zakończenie.

  5. W trakcie instalacji aktualizacji proces może się zatrzymywać, a my będziemy musieli na przykład potwierdzić licencję lub zgodzić się na instalację, wystarczy wybrać TAK i wcisnąć Enter lub nacisnąć Q. Proces aktualizacji najlepiej powtarzać przynajmniej raz na tydzień.

Armitage: szukamy urządzeń podatnych na ataki

  1. Uruchamiamy terminal, wpisujemy polecenie service postgresql start i zatwierdzamy klawiszem Enter.

  2. Klikamy w górnym lewym rogu na Programy, Exploitations Tools, Armitage.

  3. Następnie łączymy się z lokalną bazą danych, która zostanie automatycznie utworzona – dane powinny wczytać się automatycznie. Klikamy na Connect.

  4. W kolejnym oknie klikamy na Yes, aby uruchomić specjalny serwer RPC usługi metasploit.

Musimy poczekać na zainicjalizowanie bazy i nawiązanie połączenia – może to potrwać nawet około 5 minut.

  1. Po pomyślnym nawiązaniu połączenie pojawi się główne okno programu Armitage, który ułatwia odnajdywanie słabych punktów na urządzeniach w sieci.

  2. Zaczynamy od sprawdzenia topologii sieci, czyli wyszukania urządzeń podłączonych do sieci. Na górnym pasku klikamy na Hosts, Nmap Scan, Quick Scan (OS detect).

Podajemy adres naszej sieci z końcówką /24, aby przeskanować całą sieć. (Aby znaleźć adres, uruchamiamy terminal, wpisujemy i zatwierdzamy komendę ifconfig; szukamy interfejsu sieciowego, którym się łączymy (wlan0 dla połączeń bezprzewodowych) i przy polu inet znajdziemy nasz adres IP;

adres sieci to nasz adres IP z maską /24). Klikamy na OK.

  1. Po zakończeniu skanowania w panelu w prawym górnym rogu pojawią się maszyny, które zostały wykryte, a zamiast pulpitów będą wyświetlone ich logotypy systemów. Dzięki temu łatwo rozpoznamy urządzenia pracujące z Linuxami i Windows.

  2. Na górnym pasku klikamy na Attacks, Find Attacks.

Dzięki temu przy każdej maszynie pojawi się możliwość wybrania ataku.

  1. Znajomość słabości i umiejętność ich wykorzystania wymaga specjalistycznej wiedzy. W wypadku większości osób wystarczy wykonanie testu Hail Mary.

Polega on na uruchomieniu ataku na wszystkie wyszukane urządzenia przy wykorzystaniu wszystkich dostępnych możliwych form ataku. Jeśli w wyniku tego ataku uzyskamy dostęp do jednej z maszyn, jej ikona zmieni kolor na czerwony. W naszym przypadku maszyny testowe były zaktualizowane i nie można było się w ten prosty sposób do nich włamać (co nie znaczy, że jest to niemożliwe).

Łamanie zabezpieczeń Wi-Fi

Do tego celu służy specjalny pakiet aircrack-ng, który składa się z kilku narzędzi mających jasny i określony cel, analiza sieci bezprzewodowych i łamanie ich zabezpieczeń. W internecie znajduje się lista adapterów i kart sieciowych, które są zatwierdzone przez twórców tego programu. Nie będziemy mogli z niego korzystać na typowej karcie w laptopie, ponieważ takie karty nie zapewniają obsługi tak zwanego trybu monitora, który jest niezbędny do wykonania ataku.

A oto w skrócie cała procedura łamania zabezpieczeń w przypadku enkrypcji WPA2:

  1. Uruchamiamy terminal i wpisujemy komendę airmon-ng start wlan0.

Uruchomi to tryb monitora wlan0mon na karcie Wi-Fi i pozwoli na skanowanie w poszukiwaniu sieci.

  1. Następnie wpisujemy airodump-ng wlan0mon – rozpocznie się skanowanie sieci w naszym otoczeniu.

  2. Dzięki temu będziemy mogli dowiedzieć się między innymi, jak zabezpieczone są poszczególne sieci. My oczywiście włamujemy się do naszej sieci, do której znamy hasło.

  3. Wpisujemy komendę airodump-ng --bssid XX:XX:XX:XX:XX -c Y --write Plik1 wlan0mon.

Zamiast X podajemy adres MAC z kolumny BSSID, a zamiast Y numer kanału z kolumny CH, które będą widoczne na ekranie przy punkcie 2.

  1. Teraz musimy przechwycić zakodowane hasło dostępu do sieci. Uda się to wtedy, gdy jakiś użytkownik połączy się z tą siecią lub my wymusimy rozłączenie użytkownika, który za chwilę automatycznie się połączy – będziemy mogli wtedy przechwycić zakodowane hasło.

  2. W nowym oknie terminalu wpisujemy komendę aireplay-ng --deauth 100 -a XX:XX:XX:XX:XX:XX wlan0mon, ponownie w miejsce X podajemy adres MAC routera.

  3. W głównym oknie z punktu 4 w prawym górnym rogu powinien pojawić się napis WPA handshake oraz adres MAC punktu dostępowego.

Możemy zamknąć wszystkie terminale, ponieważ hasło jest już zapisane w pliku Plik1 na naszym komputerze.

  1. Teraz powinniśmy użyć słownika. Słownikiem może być każdy plik TXT (zawierający możliwe hasła: jeden wiersz, jedno hasło). Słowniki możemy tworzyć sami lub wyszu­kać je w internecie. W nowym terminalu wpisujemy komendę aircrack-ng Plik1-01.cap -w [lokalizacja słownika] i zatwierdzamy.

Łamanie hasła taką metodą może być bardzo czasochłonne i nieefektywne, gdyż do ataku wykorzystywany jest słownik. Jeśli hasła nie ma w słowniku, nie zostanie znalezione.

  1. W przypadku specjalnie ustalonego hasła 0123456789 czas łamania był bardzo krótki, ponieważ jest to proste hasło. Zwykły komputer sprawdza około 500 haseł na sekundę.

Cały proces jest znacznie trudniejszy i bardziej skomplikowany, możemy jednak wyciąg­nąć z tego naukę – im dłuższe i bardziej złożone hasło, tym trudniejsze do złamania. Zaleca się stosowanie hasła przynajmniej 16-znakowego, składającego się z małych i dużych liter, cyfr oraz znaków specjalnych. Nasze hasło będzie wtedy praktycznie nie do złamania, dzięki czemu będziemy bezpieczni.

Skanowanie wewnątrz sieci

Korzystając ze skanera Nmap oraz nakładki graficznej Zenmap, możemy szybko przeanalizować naszą sieć i sprawdzić, co jest widoczne dla atakujących oraz czy musimy martwić się otwartymi portami.

  1. Klikamy na Programy, 01-Information Gathering, zenmap.

  2. Uruchomi się program z interfejsem graficznym, który ułatwi nam korzystanie ze skanera Nmap.

  3. W polu Cel wpisujemy adres początkowy naszej sieci, na przykład 192.168.1.1/24. Opcja /24 pozwala na przeskanowanie wszystkich adresów tej podsieci.

  4. W polu Profil wybieramy opcję Ping scan, aby sprawdzić, jakie urządzenia są aktywne w sieci, lub Intense Scan – skan, który trwa bardzo długo, ale pozwala na poznanie wielu szczegółów.

  5. Skanowanie rozpocznie się po kliknięciu na Start i może zająć dłuższy czas (w zależności od opcji).

  6. Po jego zakończeniu możemy dowiedzieć się na przykład, jaki system jest używany na danym komputerze lub urządzeniu i jakie porty są otwarte. Najważniejsza informacja to otwarte porty na danym urządzeniu – warto sprawdzić, czy każdy z podanych portów jest bezpieczny i czy nie jest potencjalnym miejscem ataku, ewentualnie warto wyszukać w internecie informacje o tym, jak zamknąć konkretny port, jeśli stanowi zagrożenie.

Wireshark: sniffing – przechwytujemy hasło

Jest to sniffer, czyli program, który przechwytuje i analizuje pakiety sieciowe przepływające w sieci. Oznacza to, że dzięki niemu będziemy mogli podsłuchiwać innych użytkowników w naszej sieci, a nawet pozyskiwać ich prywatne informacje.

  1. Klikamy w górnym lewym rogu na Programy, Sniffing & Spoofing, Wireshark.

  2. W głównym oknie programu wybieramy interfejs sieciowy, który wykorzystamy do przechwytywania pakietów, w naszym przypadku będzie to bezprzewodowy interfejs wlan0. Klikamy na górnym pasku na symbol płetwy w celu rozpoczęcia nasłuchu.

  3. W tle będziemy mogli zaobserwować mnóstwo pakietów sieciowych, nas jednak interesują pakiety, które mogą zawierać hasło i login użytkownika.

  4. Na innym urządzeniu w sieci wchodzimy na stronę z logowaniem i podajemy dane logowania (musi to być strona korzystająca z protokołu HTTP), na przykład http://www.techpanda.org, i wpisujemy dane: login – testowe@konto.pl, hasło – testowehaslo. Klikamy na Submit.

  5. Wracamy do programu Wireshark i klikamy na górnym pasku na ikonę czerwonego kwadratu w celu zatrzymania nasłuchu. Potem w polu Filtrów wpisujemy http i klikamy na strzałkę.

  6. Szukamy pakietu, który w kolumnie Info będzie miał zapis POST, i na niego klikamy.

  7. Teraz w dolnym oknie rozwijamy listę HTML Form URL. Na samym dole będziemy mieć przechwycone wszystkie pola formularza, który wypełnialiśmy, w tym wypadku adres e-mail oraz hasło, które podawaliśmy.

Metoda ta działa tylko na witrynach, które nie korzystają z szyfrowania. Dlatego tak ważne jest, aby korzystać z VPN lub logować się tylko i wyłącznie na witrynach, które korzystają z szyfrowanego protokołu HTTPS.

Rosyjscy historycy: Polacy jedną z najbardziej prześladowanych przez ZSRR grup narodowych

Data: 10.02.2020 23:12

Autor: ziemianin

tvp.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #stalinizm #sowiety #zwiazeksowiecki #zwiazekradziecki #zsrs #zsrr #zbrodniesowieckie #zbrodnienapolakach #nkwd #gulag #operacjapolska #katyn #zbrodniakatynska

Polacy byli jedną z najbardziej prześladowanych przez sowiecki reżim grup narodowych – potwierdzają to rosyjscy historycy, badający zbrodnie stalinowskie. W tym roku mija 80-ta rocznica deportacji Polaków mieszkających na Kresach Wschodnich II RP do sowieckich łagrów i zbrodni katyńskiej, w której życie straciło ponad 22 tys. polskich oficerów.

Rosyjscy historycy: Polacy jedną z najbardziej prześladowanych przez ZSRR grup narodowych

Prześladowania Polaków nie zakończyły się wraz z upadkiem caratu i odzyskaniem przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Nasi rodacy, którzy znaleźli się na terenach kontrolowanych przez Sowietów, byli w grupie tych, którzy jako pierwsi dostali się w machinę terroru. Już w latach 20-tych XX w. tysiące Polaków deportowano na północne i dalekowschodnie obszary ZSRR, a część umieszczono w obozach GUŁagu.

– Jeden z takich łagrów nazywał się Makaricha i znajdował się w Kotłasie, w obwodzie archangielskim – przypomniała rosyjska historyk Milutina Kwapijuk.

– Wśród tych, którzy dostali się do obozu Makaricha, była znaczna liczba osób polskiej narodowości, które przywożono z terenów Białorusi i Ukrainy – wyjaśniła badaczka sowieckich zbrodni.

W latach 1937-1938 NKWD przeprowadziło tak zwaną akcję polską w trakcie której zamordowano ponad 111 tysięcy Polaków mieszkających na terenie ZSRR.

– Kolejne represje dotknęły polskich obywateli mieszkających na terenach, które po 17 września 1939 roku zajęła Armia Czerwona. Znaczna liczba Polaków została deportowana już na początku 1940 roku, gdy Związek Radziecki zajął zachodnią Ukrainę i Białoruś – dodała Kwapijuk.

Deportacje trwały także po zakończeniu II wojny światowej i dotknęły setek tysięcy polskich rodzin. NKWD zamordowało ponad 22 tys. polskich oficerów i wydawało wyroki śmierci na działaczy polskiego podziemia niepodległościowego.

F-35, czyli skok na kasę made in USA

Data: 10.02.2020 23:06

Autor: ziemianin

mysl-polska.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #lotnictwo #samoloty #f35 #wojsko #pieniadze #skoknakase

Gen. Jarosław Stróżyk „To, co najbardziej mnie boli, to propaganda, że podpisanie kontraktu sprawia, że Polska jest bezpieczniejsza. Przez samo podpisanie nie jest”

F-35, czyli skok na kasę made in USA

32 amerykańskie samoloty F-35 trafią do Polski. Wartość kontaktu to 4,6 miliardów dolarów. Pierwsze maszyny otrzymać mamy w 2024 r. (do szkolenia w USA), zaś do kraju F-35 trafią w 2026 roku. Przedstawiciele rządu mówią o „epokowym wydarzeniu”, mniej entuzjastyczni są politycy opozycji, i co ważniejsze – eksperci.

„To na pewno historyczna chwila, na pewno duże wzmocnienie sił powietrznych” – powiedział w RMF FM gen. Jarosław Stróżyk o podpisanej w piątek umowie na zakup samolotów F-35 dla polskiego wojska. „Pytanie, czy nie zapłaciliśmy zbyt wiele i czy zaniedbujemy innych rodzajów uzbrojenia” – dodał wojskowy. „To, co najbardziej mnie boli, to propaganda, że dzisiejsze podpisanie kontraktu sprawia, że Polska jest bezpieczniejsza. Przez samo podpisanie nie jest” – powiedział gen. Stróżyk. „Powiedzmy sobie jasno: żadne państwo nie wygrało wojny samymi samolotami. Do tego trzeba mieć cały zestaw sił lądowych i sił morskich, które są bardzo zaniedbane” – stwierdził.

Z kolei mjr Michał Fiszer na portalu Bussinessinsider mówi: „To bardzo kontrowersyjny zakup. Uzyskujemy możliwości, których nie jesteśmy w stanie w pełni wykorzystać. I to kosztem innych potrzebnych zakupów Samoloty F-35 obarczone są mimo wszystko pewną zawodnością”. Czy umowa na zakup F-35 bez offsetu była dobrym pomysłem? „Wydaje mi się, że nie przeprowadziliśmy dokładnej analizy naszych potrzeb, scenariuszy i innych możliwości. Podjęliśmy chyba tę decyzję myśląc po prostu, że jest to najnowszy i amerykański myśliwiec piątej generacji. Zakup F-35 wydaje się być robiony „pod wyborcę” – tłumaczy mjr Fiszer. F-35 to myśliwce zdolne do działania w sieci wymiany informacji. Dzięki temu mogą „rozmawiać” ze sobą nawzajem i z innymi sprzętami. „Moim zdaniem nie wykorzystamy w Polsce tych możliwości, bo po prostu w naszym wojsku nie ma z kim. Należałoby zmodernizować całe wojsko pod kątem sieciocentryczności” – tłumaczy ekspert. „Własności stealth bez kompleksowego systemu pokonywania obrony powietrznej nie dają nietykalności nad obcymi strefami antydostępowymi” – dodaje.

Takie same wątpliwości ma portal wnp.pl: „Pomińmy polityczne kontrowersje i przepychanki co do sensowności, sposobu i ceny zakupu nowych samolotów i przypomnijmy, jakie nowe fakty o umowie ujawnił MON. Wynika z nich, że radość z zakupu latających komputerów czy laptopów, jak często nazywane są wielozadaniowe F-35, będziemy musieli rozłożyć na lata. Wprawdzie dostawy polskich F-35A mają się rozpocząć w 2024 r., ale pierwszych 6 maszyn mamy otrzymać w latach 2024-2025. Kolejne roczne dostawy mają liczyć od 4 do 6 maszyn. Wszystkie 32 samoloty dostaniemy do 2030 r. Nie znaczy to jednak, że w 2025 czy rok później zobaczymy pierwsze 6 maszyn na niebie nad Polską. Będą one stacjonowały w bazie amerykańskiej, gdzie w latach 2024-2026 na swoich już maszynach będą się szkolić polscy piloci oraz personel techniczny. Szkolenie jednego pilota kosztuje ponad 5 mln zł. Tak było w przypadku szkoleń na F-16. Szkolenie na o wiele bardziej skomplikowanych maszynach piątej generacji to z pewnością o wiele większy wydatek.

A to dopiero początek. Bo proces wyszkolenia pilota na wojnę trwa latami. Przykładem cykl szkolenia na F-16, o którym wnp.pl mówił gen. Tomasz Drewniak, były szef Sił Powietrznych RP: „Pilot po szkoleniu w Stanach ma tylko podstawowe kwalifikacje do latania na F-16. Na wojnę nie jest gotowy. To tak, jakby kierowcę, który właśnie odebrał prawo jazdy, wysłać, by brał udział w rajdzie samochodowym. Tragedia na pierwszym zakręcie” – twierdził generał. „Dopiero kiedy ktoś po B Coursie wylata kolejne pięćset godzin, można mówić, że mamy wyszkolonego pilota. Trwa to jednak prawie dziesięć lat. I nie da się tego skrócić” – zapewniał Drewniak. A przecież F-35 to system walki, z jakim Polska nigdy dotychczas nie miała do czynienia. Aby wykorzystać pełne możliwości F-35, musi być dla niego stworzone od podstaw środowisko techniczno-operacyjno-szkoleniowe nowego typu. Szkolenie na takich maszynach jest o wiele bardziej złożone, wymaga opanowania technologii i możliwości zupełnie nieznanych polskim pilotom. Według Amerykanów polskie Siły Powietrzne mają osiągnąć wstępną gotowość bojową na F-35 do 2028 roku. Pełną gotowość bojową osiągną w 2030 r. Jeśli oczywiście nie będzie poślizgu w ich produkcji”.

I wreszcie fachowy portal Defence24: „Wszystko to, w połączeniu z kosztami programu F-35 powoduje, że jego realizacja wiąże się z istotnym ryzykiem zahamowania lub odsunięcia w czasie innych programów modernizacyjnych (często już opóźnionych w stosunku do pierwotnych planów). Wydatek 30 mld złotych będzie prawdopodobnie realizowany w większości jeszcze w czasie, gdy udział nakładów na obronę w PKB kształtować się będzie na poziomie mniej niż 2,5 proc. (ten zostanie – zakładając przestrzeganie obecnych przepisów – osiągnięty dopiero w 2030 roku, w momencie dostawy ostatnich F-35).

Co prawda na modernizację SZ przewidziano aż 524 mld złotych do 2035 roku, jednak założenia makroekonomiczne na jakim oparto plan są bardzo optymistyczne, czy wręcz mało realistyczne, a ponadto zakładają wzrost udziału wydatków na modernizację do prawie 40 proc. pod koniec perspektywy planistycznej (w br. to 27 proc.), i to równolegle ze zwiększaniem liczebności armii. Można przytoczyć tutaj też słowa ministra Błaszczaka wygłoszone przy okazji podpisania PMT, że na modernizację w roku 2025 planuje się wydać 24 mld zł, a w 2035 ponad dwukrotnie więcej, czyli 50 mld. To kolejne potwierdzenie że największy wzrost wydatków planowany jest w ostatnich latach perspektywy planistycznej, już po zakończeniu dostaw myśliwców F-35.

Trzeba też pamiętać, że oprócz kosztów zakupu trzeba będzie również ponosić wydatki związane z utrzymaniem myśliwców F-35A w cyklu życia. Amerykański Government Accountability Office, organ odpowiedzialny za kontrolę wydatków publicznych, podał w 2019 roku, że wartość całkowitych funduszy przeznaczonych na zakupy (procurement) związanych z programem F-35 wynosi 406 mld USD, podczas gdy utrzymanie tego systemu w łącznie ponad 50-letnim cyklu życia to aż 1,12 biliona USD. Łatwo obliczyć, że na koszty wsparcia przypada aż 73 proc. wydatków związanych z utrzymaniem systemu”.

Wyraźnie poirytowana tymi dyskusjami jest Georgette Mosbacher, ambasador USA w Polsce. Udzieliła wywiadu Marcinowi Makowskiemu, dziennikarzowi „Do Rzeczy” i WP. Została zapytana o ocenę słów polityków opozycji o tym, że Polska nie powinna była kupować myśliwców F-35, zwłaszcza za tak wysokie ceny.

„Wasz kraj ma bardzo tragiczną historię konfliktów zbrojnych i wie, że jeśli nie ma bezpieczeństwa, nie istnieje przestrzeń na cokolwiek innego. Nie postawisz nowych fabryk, szkół czy szpitali, gdy grozi ci konflikt, albo gdy boisz się wyjść z domu, bo przeciwnik okupuje twoje ulice. (…) Słyszałam argument, że zamiast kupować myśliwce, można postawić nowe szpitale. Tylko kto zbuduje te szpitale, jeśli będziecie się obawiać ataku? – stwierdziła Mosbacher. Jak dodała, „politycy, którzy nie rozumieją, że koszty nie są rzeczą stałą, wykazują się naiwnością”.

To demagogiczne wytłumaczenie jest typowe dla amerykańskiej strategii w Polsce – podsycać poczucie zagrożenia (którego nie ma), po to, żeby wymuszać na polskim rządzie nieracjonalne i kosztowne wydatki, i szantażować tych, którzy to kwestionują zarzutem o brak patriotyzmu i troski o los państwa. Pani ambasador nie raz pokazała, że zajmuje się w Polsce tylko wyciskaniem pieniędzy i bezprawną ochroną amerykańskich firm.

Angielski piłkarz oskarżony o antysemityzm i rasizm za wpis o rothschildach

Data: 10.02.2020 16:49

Autor: ziemianin

theguardian.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #pilkarz #oskarzenia #zydowskiboldupy #boldupy #cenzura

Angielski piłkarz Tom Pope, napastnik Port Vale, został oskarżony o antysemityzm i rasizm oraz pogwałcenia zasad ligowych w związku ze wpisem o rodzinie Rothschildów. O co dokładnie chodzi?

Angielski piłkarz oskarżony o antysemityzm i rasizm za wpis o rothschildach

Oskarżony piłkarz

Angielski piłkarz Tom Pope korzystając z mediów społecznościowych, mógł stracić szansę na karierę piłkarską.

Brytyjski Związek Piłki Nożnej ogłosił w środę (05.02.2020), że Pope został oskarżony o „pogwałcenie naruszenia” reguły E3 FA, ponieważ jego tweet zawierał „odniesienie, bezpośrednie lub sugerujące, do rasy i/lub religii i/lub pochodzenia etnicznego”.

Cała sprawa poszła o to, że napastnik Port Vale został poproszony na Twitterze, aby „przewidział wynik III wojny światowej w związku z konfliktem USA-Iran”.

Jego odpowiedź, która została później usunięta, brzmiała:

Atakujemy Iran, potem Kubę, potem Koreę Północną, potem Rothschildowie zostają koronowanymi czempionami każdego banku na planecie.

Jego wpis uznano za rasistowski i rzekomo antysemicki, bo w tych kilku słowach stwierdził, że żydowska rodzina bankowa Rothschildów skorzystałaby na trzeciej wojnie światowej.

Pope później usunął tweeta i podkreślił w osobnym wpisie, że nie był świadomy tego, że jego słowa mogą być postrzegane jako antysemickie.

Po reakcji na moją odpowiedź na Twitterze o Rothschildach podkreślam, że nie byłem świadomy żadnego związku między rodziną Rotschildów a społecznością żydowską – napisał. Jeśli kogoś obraziłem, chciałbym bardzo przeprosić, ponieważ to nigdy nie było moim zamiarem.

Piłkarz stanowczo odrzuca też zarzuty o rasizm:

Rasizm? Oni są właścicielami tych cholernych banków! Nie ma tu żadnej rasowej złośliwości, a każdy powiedziałby to samo! Nie stawałem po żadnej stronie. Po prostu powiedziałem, że są właścicielami banków i to wszystko! Koniec historii. Nic więcej już nie mówię – napisał Pope na Twitterze.

Jednak sprawa nie ucichła, a stanowisko piłkarza stało się przedmiotem zarówno dochodzeń Związku Piłki Nożnej, jak i dochodzeń klubu piłkarskiego w Port Vale.

Antysemicka cenzura

Sprawa tocząca się wokół angielskiego piłkarza jasno obrazuje nam system walki z tzw. antysemityzmem.

Absurdalnym jest fakt, że każda wypowiedź na temat Żydów, nawet ta niebezpośrednia jest „antysemickim grzechem” i wiąże się ze skutkami poniesienia dotkliwej kary.

Piłkarz zasugerował, że Rothschildowie zyskają na wojnie jako właściciele banków, a przecież to są „bardzo antysemickie” słowa, bo to niepoprawnie mówić o tym, że Żydzi mają władzę nad finansami i zarabiają na wojnie.

Zabronione jest wspominanie o tym, że wojna to biznes, że banki są złe, że Żydzi gromadzą majątki, bo to przecież ścieżka prowadząca do zagłady…

W ten oto sposób działa cenzura!

W fińskich szkołach jest raj – dyrektor z polski dzieli się swoimi wrażeniami

Data: 10.02.2020 16:31

Autor: ziemianin

odkrywamyzakryte.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #dzieci #szkola #finlandia #szkolnictwo #nauka #zachowanie

W fińskich szkołach jest raj i inne myślenie o edukacji – takimi słowami można zobrazować system szkolnictwa w Finlandii. Swoimi refleksjami z wyjazdu studyjnego do fińskich szkół podzielił się na Facebooku dyrektor jednej z polskich szkół. Co zaobserwował i dlaczego polska edukacja pozostawia wiele do życzenia?

W fińskich szkołach jest raj – dyrektor z polski dzieli się swoimi wrażeniami

Dyrektor z Polski w Finlandii

Leszek Janasik, dyrektor Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Milanówku jest pedagogiem, któremu nie pozostaje obojętny los polskich uczniów i przyszłość polskiego systemu edukacji.

Dyrektor jednej ze szkół w Milanówku uważa, że dobra i mądra edukacja w szkołach publicznych i niepublicznych jest w interesie nas wszystkich.

On sam angażuje się w różne akcje i bierze udział w wyjazdach, które poszerzają horyzonty.

Dzięki Społecznemu Towarzystwu Oświatowemu miał okazję uczestniczyć w wyjeździe studyjnym do szkół w Finlandii.

Wyjechał na dwa dni do Lahti i obserwował, jak wygląda nauczanie w fińskich szkołach.

Po powrocie do kraju uświadomił sobie, że dzieli nas po prostu przepaść, która dotyczy przede wszystkim innego myślenia o edukacji.

Smutne refleksje

Swoimi, bądź co bądź, smutnymi refleksjami z wyjazdu, podzielił się z innymi we wpisie na Facebooku (tam też można obejrzeć zdjęcia z wyjazdu).

Zobaczcie, co pan dyrektor ma nam do przekazania:

Kilka przykładów z obserwacji i rozmów, które utkwiły mi w pamięci:



1. Dzieci będąc nawet na początku szkoły podstawowej same wracają ze szkoły. Pytanie czy rodzice się nie martwią spotykało się ze zdziwieniem i niezrozumieniem – jak to się martwią? Przecież dzieci muszą być samodzielne



2. Dyrektor cieszy się jak dzieci biegają na przerwach po korytarzu (!)



3. Jak o mało nie spadłem ze schodów/trybun zapytałem, czy dzieci nie spadają – dyrektor wzruszył ramionami i powiedział, że jak raz spadną, to później uważają… (już widzę kontrolę polskiego sanepidu w fińskiej szkole…).



4. Dzieci chodzą po szkole w skarpetkach, mogą na bosaka lub w kapciach!!!



5. Na przerwie w szkole podstawowej jest cicho… Dobra akustyka to jedno (mają na jej punkcie odjazd), drugie to dzieci cały czas są aktywne na zajęciach i nie muszą odreagowywać 45 minut siedzenia w ławce w ciszy… Nawet krzesła sprzyjają wierceniu się na lekcjach…



6. W każdej szkole są zajęcia z UWAGA prasowania, przyszywania guzików, podstaw stolarki itp. Jak oglądałem kolejną salę z żelazkami musiałem mieć niezłą minę… Nikt nie boi się, że dzieci się poparzą – przecież poparzą się tylko raz, a później będą pamiętać… Maszyny do szycia to standardowe wyposażenie…



7. Wyposażenie sal informatycznych to jakiś odlot… Moje ulubione chromebooki są wszędzie…



8. Dzieci w ciągu dnia muszą wychodzić na dwór bez względu na pogodę!!!



9. Pytanie o program wzbudziło znów niezrozumienie, Jaki program? Po co? Są ogólne wytyczne tworzone raz na 5-10 lat, a nauczyciel ma zupełną autonomię w ich realizacji.



10. Gdy padło pytanie o odpowiednik kuratorium, jakiś organ kontrolujący szkoły – mina dyrektora była bezcenna… Odpowiedź: “Ale co i po co kontrolować? Przecież nauczyciel ma wolność w realizacji wytycznych”.



11. Nie ma w szkołach planów wynikowych, rozkładów materiału, przedmiotowych systemów oceniania i całej masy dokumentów…



12. Zebrania z rodzicami są DWA razy w roku….



13. Po godzinie 13 w szkole ciężko spotkać dzieci (tylko na zajęciach sportowych, plastycznych, muzycznych – ale naprawdę nieliczni). Przecież dzieci muszą mieć czas na inne rzeczy niż tylko nauka…



14. Szkoły służą mieszkańcom – można przyjść po południu skorzystać ze stolarni, biblioteki itp.



15. Zaangażowanie lokalnych firm we wsparcie edukacji jest normą i powodem do dumy.



Najczęściej powtarzanym słowem w każdej szkole było „ZAUFANIE” – zaufanie do nauczycieli, zaufanie do dzieci, zaufanie do rodziców i rodziców do szkoły… Myśląc o naszym systemie edukacji jako całości jest mi smutno…  O uniwersytecie nic nie napiszę, bo to inna galaktyka… Zrozumiałem, dlaczego młodzi ludzie gdy wyjadą studiować za granicą nie wracają do Polski. Edukacja to stan umysłu…



Podsumowując – w naszej szkole w Milanówku, na własnym podwórku próbujemy coś robić, budować JAKOŚĆ i podświadomie właśnie ZAUFANIE, ale jest ciężko w ramach takiej koncepcji edukacji. W październiku mieliśmy nawet zajęcia z wiązania krawatów, ale to tylko jedne zajęcia… 

Widać, że przepaść między Finlandią a Polską w podejściu do nauczania i kontaktów z uczniem jest ogromna.

Czas wyciągnąć wnioski i dokonywać zmian na własnym podwórku!

Większość kobiet jest niezadowolonych z rozmiarów biustu. To poważny problem zdrowotny

Data: 10.02.2020 16:20

Autor: ziemianin

aru.ac.uk

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #piersi #cycki #kobieta #dziewczyna

Większość kobiet na świecie jest niezadowolonych z rozmiaru swoich piersi. To odkrycie, które ma znaczący wpływ na zdrowie i systemy opieki zdrowotnej. W Breast Size Satisfaction Survey (BSSS) pod kierunkiem profesora Virane Swamiego z Anglia Ruskich University, zaangażowanych było ponad 100 naukowców z całego świata, którzy przeprowadzili ankiety wśród 18 541 kobiet z 40 krajów.

Większość kobiet jest niezadowolonych z rozmiarów biustu. To poważny problem zdrowotny

Jak czytamy w piśmie Body Image, naukowcy stwierdzili, że 48% kobiet chciałoby mieć większe piersi, 23% chce mieć mniejsze, a jedynie 29% kobiet jest zadowolonych z rozmiaru swojego biustu. MEdiana wieku kobiet biorących udział w badaniu wynosiła 34 lata.

Kobiety, które nie są usatysfakcjonowane z wielkości piersi, przyznały też, że rzadziej badają piersi, co ma duże znaczenie w profilaktyce antynowotworowej. Ponadto okazało się również, że brak satysfakcji z rozmiarów biustu wiąże się też z gorszym dobrostanem, mniejszą samooceną i mniejszym poczuciem szczęścia. Jest też związane z większym prawdopodobieństwem niezadowolenia z własnej wagi i ogólnego wygladu.

Największy stopień niezadowolenia z rozmiarów biustu – czyli różnica pomiędzy rzeczywistym a wymarzonym rozmiarem – zaobserwowano u kobiet w Brazylii, Japonii, Chinach, Egipcie i Wielkiej Brytanii.

"Nasze badania pokazują, że większość kobiet na świecie może być niezadowolonych z rozmiarów swojego biustu. Ma to duże znaczenie dla zdrowia fizycznego i psychicznego kobiet", mówi profesor Swami.

"Nowotwór piersi to jedna z głównych przyczyn zgonów kobiet z powodów nowotworów. Słaba przeżywalność jest tutaj związana ze słabą samoświadomością. A niezadowolenie z rozmiarów biustu może prowadzić do stosowania strategii unikowych, które ograniczają świadomość własnego ciała, szczególnie, jeśli kobieta czuje się zawstydzona rozmiarem biustu. Podczas naszych badań znaleźliśmy bezpośredni związek pomiędzy niezadowoleniem z rozmiarów piersi i słabą ich świadomością, co przejawia się rzadszym ich badaniem i słabszym rozpoznawaniem zmian w piersiach", dodaje uczony.

Uczeni stwierdzili też, że niezadowolenie z rozmiarów biustu spada z wiekiem. Niewykluczone, że starsze kobiety czują mniejszy nacisk na posiadanie idealnego biustu, albo też po urodzeniu dziecka i jego karmieniu piersią kobiety zaczynają postrzegać biust z bardziej utylitarnego, a nie estetycznego, punktu widzenia.

Ransomware RobbinHood wykorzystuje do ataku lukę w sterowniku Gigabyte

Data: 10.02.2020 16:05

Autor: ziemianin

borncity.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Gigabyte #RobbinHood #malware #ransomware #exploit #sterownik #hakerzy #cyberbezpieczenstwo

Ransomware o nazwie RobbinHood wykorzystywał lukę w oficjalnych sterownikach Gigabyte do infekowania komputerów i przejmowania nad nimi kontroli.

Ransomware RobbinHood wykorzystuje do ataku lukę w sterowniku Gigabyte

Zdaniem firmy Sophon, która zajmuje się cyberbezpieczeństwem, ransomware o nazwie RobbinHood wykorzystuje lukę w oficjalnych sterownikach Gigabyte do infekowania komputerów i przejmowania nad nimi kontroli. Proceder działać ma na systemach Windows 7 lub nowszych i pomimo faktu, że tajwański producent w przeszłości zaprzeczał twierdzeniom o podatności swojego sterownika na ataki, to jednak zdaniem Sophos grupa hakerów wykorzystuje tego exploita. Gigabyte niewątpliwie ponosi przynajmniej częściową odpowiedzialność za pierwotne zbywanie doniesień o luce w 2018 roku, kiedy to specjaliści ds. bezpieczeństwa informowali o zagrożeniu. Koniec końców, presja opinii publicznej sprawiła, że producent potwierdził istnienie luki, ale zamiast ją załatać w starszych płytach głównych, firma zdecydowała się zakończyć wsparcie dla tego sterownika. Teraz użytkownicy zaś płacą tego cenę, gdyż Gigabyte umożliwił hakerom wykorzystanie tego drivera do przeprowadzenia ataków.

Zdaniem Sophos, odpowiedzialna jest także firma Verisign, która zajmuje się przyznawaniem certyfikatów bezpieczeństwa. Dwa lata po tym jak Gigabyte zaprzestał wsparcia dla felernego sterownika, wciąż oznaczony jest on w systemach Windows i wielu programach antywirusowych jako „zaufany”, a to właśnie za sprawą certyfikatu Verisign. Atakujący mogą więc skorzystać z drivera do modyfikacji kernela Windows i wyłączenia programów antywirusowych oraz innych zabezpieczeń przed złośliwym oprogramowaniem, przejmując tym samym kontrolę nad naszą maszyną. Sophos podkreśla także unikalny charakter programu ransomware wykorzystywanego w tym przypadku. Firma twierdzi, że dotychczas nie spotkała się z tego typu oprogramowaniem wykorzystującym zaufany sterownik do przeprowadzenia ataku, mającego na celu uśmiercenie antywirusów.

Większość aplikacji bezpieczeństwa posiada swoistą listę "zaufanych programów” dopuszczanych domyślnie przy wszystkich instalacjach. Jest to kompromis, dzięki któremu unikają one zbyt dużej liczby programów blokowanych przypadkiem przez użytkowników. Niemniej jednak, twórcy złośliwego użytkowania coraz częściej wykorzystują te listy do swoich celów. Jeśli zaś uda im się przekonać antywirusa, że ich malware jest jednym z programów z listy, mogą później praktycznie dowolnie wykorzystać nasz sprzęt. Jak zaś pokazuje przypadek RobbinHood, nawet jeśli nasz OS jest w pełni zaktualizowany i załatany, hakerzy wciąż mogą znaleźć luki na naszym komputerze, które następnie wykorzystują do swoich celów. Tym samym, Sophos podkreśla jak istotne jest poleganie nie tylko na jednym programie antywirusowym czy przestrzeganie pewnych praktyk, takich jak korzystanie domyślnie z konta z ograniczonym dostępem, robienie regularnych kopii bezpieczeństwa czy ustawianie dwustopniowej weryfikacji.

20 mln zł kary od UOKiK dla operatora telefonów "na kartę". Można odzyskać pieniądze

Data: 10.02.2020 15:58

Autor: ziemianin

gsmonline.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #UOKiK #Polkomtel #telefony #pieniadze

UOKiK zachęca, by klienci Polkomtela występowali do operatora z reklamacjami, żądając zwrotu pieniędzy, które przepadły z powodu braku doładowania.

20 mln zł kary od UOKiK dla operatora telefonów "na kartę". Można odzyskać pieniądze

Ponad 20 mln zł kary za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów nałożył UOKiK na Polkomtela, operatora sieci Plus. Urząd zachęca do składania reklamacji u operatora i żądania zwrotu pieniędzy za doładowania numerów na kartę, które przepadły. UOKiK zakwestionował bowiem praktykę polegającą na przepadku niewykorzystanych pieniędzy na karcie pre-paid w przypadku braku kolejnego doładowania w określonym terminie.

Jak poinformował w poniedziałek Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, jednocześnie z nałożeniem kary Prezes UOKiK nakazał Polkomtelowi zaniechanie zakwestionowanej praktyki i opublikowanie rozstrzygnięcia Urzędu na stronie internetowej operatora.

Pieniądze z doładowań przepadły. UOKiK zakwestionował praktykę Polkomtela

Urząd wskazał, że zgodnie z regulaminem Polkomtela, jeżeli np. ktoś posiada tzw. Taryfę elastyczną na kartę, to po doładowaniu za 50 zł, będzie mógł przez 90 dni wykonywać połączenia. Gdy nie wykorzysta wszystkich środków i nie doładuje ponownie karty, to one przepadają. Jak zaznaczył UOKiK, jedynym sposobem na odzyskanie pieniędzy jest złożenie reklamacji – wpływają one jednak na konto abonenckie, a nie są wypłacane w gotówce. Ta możliwość nie dotyczy jednak osób, które już nie korzystają z usług tego operatora. Tym samym Polkomtel utrudnia zmianę firmy telekomunikacyjnej – uznał urząd antymonopolowy.

UOKiK podkreślił, że po skargach od konsumentów, we wrześniu 2016 r. wszczął postępowania przeciwko czterem największym operatorom – Orange Polska, P4, Polkomtel oraz T-Mobile Polska, z powodu wątpliwości wokół praktyki przepadku niewykorzystanych środków przy braku kolejnego doładowania telefonu na kartę.

Uznałem, że Polkomtel naruszył zbiorowe interesy konsumentów, dlatego nałożyłem na przedsiębiorstwo karę ponad 20 mln zł. Liczyliśmy, że operator wystąpi z propozycją wydania decyzji zobowiązującej, pomimo długiego czasu trwania postępowania tak się nie stało. Co więcej – praktyka nadal trwa

– oświadczył Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

20 mln zł kary od UOKiK dla Polkomtela

UOKiK zachęca do składania reklamacji. "Każdy może się powołać na decyzję UOKiK i żądać zwrotu niewykorzystanych środków" – podkreślił Urząd w komunikacie.

Na rynku usług telekomunikacyjnych panuje duża konkurencja, więc konsument powinien móc swobodnie wybierać najlepsze dla siebie oferty pre-paid. Tak się jednak nie dzieje, bowiem konsument jest zmuszony do wykupywania doładowań tylko od jednego operatora z obawy przed utratą zgromadzonych na karcie środków pieniężnych. To operator dysponuje środkami swoich klientów i powinien je zwrócić na wniosek konsumenta automatycznie tak, jak się to odbywa na innych, europejskich rynkach

– dodał prezes Chróstny. Podkreślił, że w takich państwach jak Niemcy, Austria, Węgry, Chorwacja czy Hiszpania zwrot niewykorzystanych środków jest powszechną praktyką.

Żydzi blokują promocję Rogera Watersa

Data: 10.02.2020 15:37

Autor: ziemianin

timesofisrael.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #muzycy #artysci #RogerWaters #koncerty #zydzi #bojkot #palestyna

Legendarny lider zespołu Pink Floyd ma coraz większe kłopoty, związane z naciskami organizacji żydowskich na firmy zajmujące się organizacją jego koncertów. Bilety na występy Rogera Watersa nie będą więc reklamowane przez amerykańską ligę bejsbolu, co związane jest z krytykowaniem przez muzyka działań Izraela wymierzonych w Autonomię Palestyńską.

Żydzi blokują promocję Rogera Watersa

W zeszłym miesiącu żydowska organizacja B’nai B’rith International wysłała specjalny list do komisarza amerykańskiej Major Baseball League, czyli organizatora najpopularniejszych rozgrywek bejsbolowych w Stanach Zjednoczonych. Domagała się ona zakończenia współpracy MLB z Watersem, a dokładniej rezygnacji z promowania jego nowej trasy koncertowej „This is Not a Drill”.

Sportowa liga była jednym ze sponsorów przedsprzedaży biletów na występy byłego lidera zespołu Pink Floyd. Ostatecznie pod naciskiem środowisk żydowskich zdecydowała się ona na zakończenie reklamowania wspomnianej trasy koncertowej. Samo MLB przyznało, że koncerty muzyka były promowane, ponieważ ich reklama została wykupiona przez organizatorów występów Watersa.

B’nai B’rith twierdzi, że poglądy dotyczące Izraela i Żydów, promowane przez rockowego muzyka, „znacząco wykraczają poza obywatelski dyskurs”. Waters jest jedną z twarzy międzynarodowego Ruchu Bojkotu Izraela (BDS), a w swoich wypowiedziach krytykuje on politykę państwa syjonistycznego prowadzoną wobec Palestyńczyków. Z tego powodu do bojkotu jego koncertów wezwało niedawno Centrum Szymona Wiseenthalla.

Nowe urządzenie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zapewni ultraszybką komunikację z Ziemią

Data: 10.02.2020 04:11

Autor: ziemianin

esa.int

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kosmos #satelita #iss #ciekawostki #nauka #esa

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) będzie mieć możliwość korzystania z ultraszybkich połączeń. Astronauci planują zainstalowanie szybkiego łącza radiowego, aby umożliwić połączenia z Ziemią w czasie niemal rzeczywistym.

Nowe urządzenie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zapewni ultraszybką komunikację z Ziemią

Nowe urządzenie (ColKa), które astronauci podłączą do Laboratorium kosmicznego Columbus umożliwi niemal natychmiastową komunikację między ISS a Ziemią, co zapewni znacznie szybsze przesyłanie danych z eksperymentów na stacji. Maszyna wielkości lodówki zostanie dostarczona na stację dzisiaj, przy użyciu statku zaopatrzeniowego Cygnus. Następnie będzie musiała zostać podłączona na zewnątrz modułu Columbus.

ESA na swoim blogu twierdzi, że tegoroczny spacer kosmiczny będzie miał na celu ulepszenie modułu Columbus. Dwóch astronautów poprowadzi urządzenie przez śluzę stacji i wyrzuci ją na zewnątrz. Antena jest podłączana do dedykowanej wtyczki na zewnątrz modułu Columbus, która zasila dane z urządzeń i komputerów w środku.

Po zainstalowaniu ColKa wyśle sygnały ze stacji do grupy satelitów na orbicie, które są w stałej komunikacji z jedną stacją naziemną. Umożliwi to nieprzerwany przepływ danych ze stacji na Ziemię. Antena będzie skierowana ku niebu, by wysyłać i odbierać dane z prędkością do 50 Mb/s. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna znajduje się na wysokości ponad 400 km nad powierzchnią Ziemi, jednak satelity z którymi się połączy, krążą wokół Ziemi na wysokości ponad 35 000 km.

Laboratorium kosmiczne Columbus

To europejskie laboratorium naukowe jest modułem Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do badań. Zawiera sprzęt badawczy do projektów wymagających środowiska nieważkości. Przeprowadzone doświadczenia naukowe obejmują biologię roślin, egzobiologię, heliofizykę, fizjologię człowieka oraz fizykę płynów.

Laboratorium pierwotnie było częścią programu Columbus, który miał stanowić główny moduł samodzielnej stacji orbitalnej Columbus. ESA planowała w latach 1986-1991 umieszczenie na orbicie stacji załogowej, która miałaby możliwość prowadzenia eksperymentów naukowych związanych z mikrograwitacją. Niestety program odwołano z powodu cięć finansowych.

Laboratorium kosmiczne Columbus zostało uruchomione na stacji w 2008 roku. Do komunikacji wykorzystuje sieć stacji oraz infrastrukturę NASA. Nowy sprzęt zapewni szybszą komunikację niezależnie od systemu NASA.

Naukowcy na Ziemi przez cały czas będą mieć dostęp do swoich kosmicznych eksperymentów i to przez kolejne dziesięć lat.

Iran zaprezentował pociski z napędem nowej generacji

Data: 10.02.2020 04:04

Autor: ziemianin

tasnimnews.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kosmos #rakiety #iran #technologia #satelita

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaprezentował dzisiaj swoją nową broń. Irańska armia będzie mogła więc wykorzystywać pociski z nowymi silnikami, a także korzystać z nowej generacji przeznaczonych do nich napędów. Ponadto Irańczycy mieli zdobyć know-how potrzebne do wystrzelenia poza atmosferę ziemską rakiety na paliwo stałe.

Iran zaprezentował pociski z napędem nowej generacji

Ceremonię zaprezentowania nowych możliwości irańskiego wojska przeprowadzili gen. Hosejn Salami, dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, a także dowódca sił kosmicznych Korpusu, gen. bryg. Amir Ali Hajizadeh. To właśnie oni uruchomili linię montażową produkującą pociski „Ra’ad-500”, które będą wyposażane w zaawansowane silniki kompozycyjne „Zohar”.

W nowych irańskich rakietach znalazły się silniki zbudowane z kompozytów z włókna węglowego. Dzięki nim napęd będzie mógł wytrzymać ciśnienie do 100 barów oraz temperatur aż do 3000 stopni Celsjusza, co udało się jednocześnie połączyć ze znacznym zmniejszeniem ich masy. Pociski będą więc lżejsze blisko o połowę w porównaniu do produkowanych wcześniej rakiet Fateh-110.

Do produkcji nowych rakiet będą wykorzystywane dwie nowe technologie, którymi są złożona osłona silnika i ruchoma dysza, dzięki którym możliwe jest zastosowanie stałych silników napędowych pozwalających na ich wysłanie poza atmosferę ziemską. Tym samym Iran będzie mógł wytwarzać lekkie nośniki satelitarne ze stałym paliwem.

"Sabina" zmierza do Polski. IMGW wydało ostrzeżenia najwyższego stopnia

Data: 09.02.2020 17:46

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pogoda

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej zapowiada silny wiatr w południowej, centralnej i zachodniej Polsce. W całym kraju obowiązują ostrzeżenia, w niektórych powiatach – trzeciego, najwyższego stopnia.

"Sabina" zmierza do Polski. IMGW wydało ostrzeżenia najwyższego stopnia

Trzeci, najwyższy stopień zagrożenia obowiązuje na południu Dolnego Śląska i Podkarpacia.

Alert drugiego stopnia obejmuje pozostałą część Polski z wyjątkiem Podlaskiego i wschodniej części warmińsko-mazurskiego. Tam obowiązuje ostrzeżenie pieweszego stopnia.

W związku z sytuacją meteorologiczną i niżem Sabina, na Bałtyku spodziewany jest sztorm.

Mocno powieje najpierw na zachodzie a później w całym kraju. [#IMGW](/t/IMGW) wydało ostrzeżenia na cała Polskę. Najmocniej powieje w [#gorach](/t/gorach), tam obowiązują najwyższego 3 stopnia ostrzeżenia na [#wiatr](/t/wiatr).https://t.co/kAFHR7R84H

Aktualne ostrzeżenia IMGW:https://t.co/PpUwWelk3Y[#Sabina](/t/Sabina) pic.twitter.com/5SIKpJ9ClN

— IMGW-PIB METEO POLSKA (@IMGWmeteo) February 9, 2020

W niektórych rejonach objętych alertami, wiatr może wiać z prędkościami rzędu 200 km/h. Taka sytuacja będzie miała miejsce w górnych partiach Tatr i w Sudetach.

Niebezpieczne zjawiska pogodowe

Jak informuje IMGW w związku z silnym wiatrem, przewidywane są niebezpieczne i groźne zjawiska pogodowe, które mogą powodować duże straty materialne oraz "zakłócenia w codziennym funkcjonowaniu". Zaleca się częste śledzenie komunikatów pogodowych, a także dostosowanie planów do warunków

UWAGA 💨

Porywy wiatru na wschodzie mogą osiągać 90 km/h, w centrum około 95 km/h, na zachodzie i nad morzem do 100 km/h (na Bałtyku sztorm), a na Podkarpaciu

i Przedgórzu Sudeckim do 110 km/h. W górnych partiach Tatr nawet 180 km/h, a Sudetów aż 200 km/h[#IMGW](/t/IMGW) [#niz](/t/niz) [#wiatr](/t/wiatr) pic.twitter.com/ZNPSrHPesa

— IMGW-PIB METEO POLSKA (@IMGWmeteo) February 9, 2020

Po obfitych opadach śniegu w Tatrach obowiązuje drugi stopień zagrożenia lawinowego. Tatrzański Park Narodowy informuje w komunikacie, że wysoko w górach są trudne warunki do uprawiania turystyki.

Dlaczego tak nas "kochają" w Europie i na świecie?

Data: 09.02.2020 17:39

Autor: ziemianin

spiritolibero.neon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska

Wbrew temu, co od czasów nastania "dobrej zmiany" próbuje nam wmówić medialna propaganda, pozycja i prestiż Polski leci na łeb i szyję.

Dlaczego tak nas "kochają" w Europie i na świecie?

Ten upadek prestiżu nie zaczął się oczywiście z nastaniem tzw. "dobrej zmiany" ale jest kontynuacją procesu rozpoczętego dobre 30 lat temu. Kompradorskie "elyty", które w różnych konfiguracjach rządzą po dzień dzisiejszy, dobrze się o to postarały.

Umowa Stowarzyszeniowa z UE, to był bodajże 93', za obietnicę przyjęcia do eurokołchozu pozwoliła na bezkarną grabież naszego majątku narodowego. Zaczęły znikać całe gałęzie przemysłu, ale za to pojawili się Polscy grzebiący po śmietnikach. Czyli staliśmy się pełną gębą "Europejczykami" bo przecież w zacofanej komunie nikt po śmietnikach nie grzebał. Państwo przyjemność budowania masowo tanich mieszkań oddała w lepsze, prywatne ręce i to następny dowód, że dołączyliśmy do lepszego świata. W sferze polityczno-militarnej też nastąpił ogromny postęp. Ci starsi z pewnością pamiętają upokarzające sceny gdy przylatywał car Breżniew i trzeba było całować się z nim już na lotnisku. I to jak! W policzek zamiast tak jak teraz od razu w pośladek.

Militarne też mieliśmy przerąbane, sowiecki okupant ganiał nas po całym świecie, tam, gdzie prowadził nieustające wojny, niosąc pokój i demokrację. Jak sobie przypomnę tamte ohydne czasy to mam gęsią skórę. Teraz w końcu szerzymy prawdziwą demokrację za co kochają nas zwłaszcza na BW. W dowód wdzięczności dostajemy tam miliardowe kontrakty i ropę za pół darmo. Możemy wspomóc gospodarkę naszego sojusznika, kupując za dobre pieniądze nikomu niepotrzebny złom i za jeszcze lepsze pieniądze gaz.

W polityce też wiedzie się super. Jak zrobiliśmy nowelizację ustawy o IPN, to klęknęły narody. Oprócz jednego no ale to są koczownicy, więc się nie liczą. Teraz bierzemy się w końcu za sądy i też zewsząd oklaski. No żyć nie umierać!

Przepraszam wszystkich za tę szyderę, notka miała wyglądać całkiem inaczej i narracja zmieniła się jakoś tak sama. Podobno lepiej się śmiać niż płakać, nawet przez łzy.

Wracając do tytułowego pytania. Państwo gdzie jedna połowa wysługuje się jednemu Panu, a druga innemu nie może cieszyć się szacunkiem u nikogo. Nikt nie szanuje sługusów, tylko ich wykorzystuje według własnego uznania. A jak trzeba, to daje klapsa.

IPNtv: Tajemnice wywiadu. O służbach specjalnych III Rzeczypospolitej.

Data: 09.02.2020 17:35

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wywiad #wosjsko #historia #ciekawostkihistoryczne

23 maja 2018 w stołecznym Przystanku Historia – Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki odbyło się kolejne spotkanie z cyklu „Tajemnice wywiadu”. O służbach specjalnych III Rzeczypospolitej dyskutowali: dr hab. Sławomir Cenckiewicz, dr Rafał Leśkiewicz oraz Piotr Woyciechowski. Rozmowę prowadził Witold Gadowski, dziennikarz śledczy.

„Tajemnice wywiadu” to kolejna edycja niezwykle popularnego programu, który prezentuje dzieje polskiego wywiadu i kontrwywiadu w XX wieku. Spotkania z udziałem zaproszonych znawców historii, struktur i technik operacyjnych tajnych służb prowadzi Witold Gadowski, korespondent wojenny. Współorganizatorem cyklu jest Oddział IPN w Szczecinie.

IPNtv: Tajemnice wywiadu. O służbach specjalnych III Rzeczypospolitej.

Zanim nasi biali bracia przybyli do nas, aby nas cywilizować.

Data: 09.02.2020 17:20

Autor: ziemianin

odkrywamyzakryte.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #indianie #ziemia

Zanim nasi biali bracia przybyli do nas, aby nas cywilizować. Nie było u nas więzień, szpitali itd., nie mieliśmy też przestępców. Bo jak można mieć przestępców, skoro nie ma więzień?

Zanim nasi biali bracia przybyli do nas, aby nas cywilizować.

Szpitali nie mieliśmy, bo wyznajemy zasadę naturalną, jeśli w Naturze pojawia się choroba, w naturze szukaj lekarstwa.

Nie mieliśmy żadnych zamków ani kluczy, więc nie mieliśmy złodziei.

Jeśli ktoś z nas był tak biedny, że nie miał konia, tipi lub koca, ktoś inny ofiarowywał mu te rzeczy.

Byliśmy zbyt mało cywilizowani, by nadawać jakąkolwiek wartość rzeczom użytkowym.

Owszem chcieliśmy posiadać pewne rzeczy, ale głównie po to, aby móc się nimi dzielić.

Pieniądz nie był nam znany, nie mieliśmy pojęcia o tym, że wartość człowieka może być mierzona pieniądzem.

Nasze prawa nie były spisane, nie było u nas adwokatów ani polityków, nie mogliśmy więc oszukiwać.

Byliśmy naprawdę na „złej” drodze, zanim biały człowiek do nas dotarł.

Nie mam pojęcia, jak udało nam się przetrwać bez tych podstawowych rzeczy, które – jak nam mówiono – są absolutnie niezbędne dla cywilizowanego społeczeństwa”.

– John Fire Lame Deer, z plemienia Lakota-Sioux

Komentarze po wizycie Macrona w Polsce. Internauci nie pozostawili suchej nitki.

Data: 08.02.2020 14:12

Autor: ziemianin

prawy.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #francja #polska #polityka #sady

Nie milkną komentarze po dwudniowej wizycie prezydenta Emmanuela Macrona w Polsce. Wiele kontrowersji wywołały zwłaszcza słowa francuskiego przywódcy o przeprowadzanej w naszym kraju reformie sądownictwa.

Komentarze po wizycie Macrona w Polsce. Internauci nie pozostawili suchej nitki.

– Wyraziłem zaniepokojenie związane z wprowadzanymi obecnie reformami wymiaru sprawiedliwości. Chciałbym, by w najbliższych tygodniach wzmógł się dialog z Komisją Europejską – mówił Macron po spotkaniu z Andrzejem Dudą.

Na te słowa szybko zareagowali internauci, którzy zwrócili uwagę, że francuski prezydent chętnie poucza Polskę, podczas gdy sam nie potrafi opanować chaosu, jaki panuje we Francji. Komentatorzy podkreślali przede wszystkim brutalność, z jaką obchodzą się służby wobec protestujących nad Sekwaną. Kilka dni przed wizytą Macrona na francuskich ulicach doszło do strać strażaków z policjantami. Z kolei w samą noc sylwestrową spłonęły tam setki samochodów.

Szczególnie popularny stał się mem, na którym francuski prezydent stoi przy globusie w towarzystwie Andrzeja Dudy, wskazującego palcem i mówiącego: „Tu jest Francja. Francją się zajmij”. Nie zawiedli również użytkownicy Twittera, którzy zasypali portal lawiną komentarzy.

– Gość u którego żółte kamizelki od wielu miesięcy protestują na ulicach a afrykańscy inżynierowie świętują Nowy Rok paląc samochody i tłukąc witryny sklepowe -wyraził zaniepokojenie reformami wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Paradne – pisze jeden z internatów.

– Ten Macron to ma tupet – przyjechał do Polski i próbuje nas pouczać o tym jak działa policja w Paryżu zapomniał powiedzieć. Mam nadzieję, że PAD mu o tym wspomniał – dodaje kolejny użytkownik Twittera.

Nie zabrakło również kąśliwych uwag pod adresem byłej partii rządzącej.

– Wiecie za co nie szanuję PO? Za to, że przyzwyczaili Zachód do tego, że do Polski, do suwerennego państwa może przyjechać jakiś byle Macron i bezczelnie pozwalać sobie na wygłaszanie zaniepokojenia reformami w naszym państwie! Że czuje się jak wizytator, nadzorca kolonii! – czytamy w komentarzach.

Internauci odnieśli się również do wzbudzającego kontrowersje unijnego prawa o pracownikach delegowanych.

– W myśl dyrektywy unijnej, Macron jako pracownik delegowany, powinien w czasie pobytu w Polsce otrzymywać wynagrodzenie w wysokości 17 zł/godz., jeść posiłki w barze przy stacji paliw i nocować na tylnym siedzeniu samochodu służbowego – podkreślał jeden z komentujących.

– Od 14 V 2017, kiedy p. Macron objął prezydenturę, na ulicach Francji spłonęło — Uwaga! Uwaga! — ponad 100.000 aut. I ten nasz prominentny gość śmie się tu, w Polsce, publicznie niepokoić tym, w jaki sposób sami urządzamy nasze państwo, nie patrząc na obce wzory. Bezczelność!!! – zaznaczył kolejny internauta.

Należy odnotować, że Andrzej Duda nie przejął się uwagami Macrona. We wtorek polski prezydent podpisał ustawę dyscyplinującą sędziów. Uchwalona nowelizacja dotyczy m.in. Prawa o ustroju sądów i ustawy o Sądzie Najwyższym. Wprowadza odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów za działania lub zaniechania mogące uniemożliwić lub istotnie utrudnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, za działania kwestionujące skuteczność powołania sędziego oraz za działalność publiczną niedającą się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

"Bibi" do Putina: Iran chce zniszczyć sześć milionów żydów"

Data: 08.02.2020 01:20

Autor: ziemianin

slav.neon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #izrael #rosja #iran #polityka

Po paradzie w Moskwie 9 maja 2018 roku upamiętniającej zwycięstwo nad Niemcami w II wojnie światowej, 70 lat po holokauście, w rozmowie na Kremlu Netanjahu ostrzegł Putina: “Istnieje kraj na Bliskim Wschodzie, Iran, który nawołuje do zabicia kolejnych 6 milionów Żydów”.

"Bibi" do Putina: Iran chce zniszczyć sześć milionów żydów"

Jonas E. Alexis, czarnoskóry matematyk z Korei Południowej piszący dla “Veterans Today” zauważył, że “nikt nie wymyśliłby takiego głupiego stwierdzenia, nawet gdyby unicestwił uncję komórek mózgowych”. Być może nie wie jeszcze, że liczba 6 milionów jest filarem religii holokaustu, bez którego państwo Izrael nie miałoby powodu do istnienia. Faktem jednak jest, że poza Izraelem Iran ma największą populację żydowską na Bliskim Wschodzie. Mało tego, pomimo groźnych napięć na linii Tel Awiw – Teheran, irańscy Żydzi mają się świetnie, czują się bezpieczniej w Iranie niż w USA czy UE. Nie są prześladowani, tak jak w każdym innym kraju osiedlenia tak i w Iranie, starają się mieć wpływ na rząd i jego politykę.

Co irańscy Żydzi mają do powiedzenia na temat samego Benjamina Netanjahu? Czy uważają go za swojego przedstawiciela i szanują jako przywódcę narodu żydowskiego? Bynajmniej.

Ciamak Morsadegh, irański parlamentarzysta z wyboru, skądinąd Żyd oświadczył: “Benjamin Netanjahu i antysemici potrzebują siebie nawzajem: dostarczają sobie nawzajem tego, czego potrzebują – nietolerancji i nienawiści. Faktem jest, że Iran jest miejscem, w którym Żydzi czują się bezpiecznie i cieszymy się, że jesteśmy tutaj. Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy Irańczykami. Wiem, że to nie jest zgodne ze scenariuszem syjonistycznym, ale taka jest rzeczywistość. Nikt też nie zmusza Żydów do pozostania tutaj. Izraelczycy oferują Żydom pieniądze na emigrację do Izraela, ale my decydujemy się pozostać. Uważam, że działania Netanjahu i jego rządu, sposób, w jaki zachowują się wobec Palestyńczyków, powodują problemy dla Żydów na całym świecie. Nie jestem jedynym, który wyznaje te poglądy. Czy nie wolno mi tego powiedzieć, ponieważ jestem Żydem?”

Można mniemać, że Żydzi zasiedziali od wieków w Iranie, nie mają zbyt rozległej wiedzy na temat wydarzeń w Europie w czasie II wojny światowej. Być może nie obchodzi ich nawet los europejskich Żydów, z którymi prawdopodobnie nie mają nawet pokrewieństwa genetycznego. Ale powinny ich zmrozić słowa Natanjahu wypowiedziane do Putina, że Iran planuje eksterminację Żydów.

Liczba 6 milionów ofiar była znana w Ameryce jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, a o prześladowaniach Żydów w Europie pisała na swoich łamach poczytna i “prestiżowa” żydowska gazeta “The New York Times”. W latach gdy w Europie, szczególnie w Niemczech, Żydzi wiedli szczęśliwy żywot, zajmowali pierwsze miejsca w polityce, gospodarce i bankowości i nikt ich nie prześladował, w “The New York Times” ogłaszano hiobowie wieści i strasznym losie jaki czeka 6 milionów europejskich żydów. Już w 1936 roku! (Liczba 6 milionów Żydów, którym grozi śmierć, pojawiała się w amerykańskich gazetach już w XIX w. Kliknij na obrazek niżej by zobaczyć przegląd zapowiedzi śmierci 6 milionów Żydów – przypis WM).

6-mln żydow

Jeśli o tym nie wiedzą żydzi w Iranie, to czas najwyższy by się dowiedzieli, być może jeszcze mają chwilę na to, by jednak opuścić Iran! Żydzi europejscy mieli czas by wyjechać, cała Europa łącznie z Niemcami prowadziła akcję przesiedlenia Żydów do Palestyny, Polska wydała na ten cel największe sumy inwestując w budowę osiedli. Ale Żydzi się opierali, dobrze im się żyło w zasobnej Europie. Ci co nie wyjechali – zginęli. Z czyich rąk? Na mieście mówi się, że z niemieckich, a teraz coraz częściej, że z polskich. Ale to są jedynie półprawdy, prawda bowiem nie została jeszcze objawiona z powodu potężnego oddziaływania religii holokaustu w całej cywilizacji zachodniej.

Kogo będzie obchodzić prawda gdy sholkaustowani Żydzi będą gryźć ziemię? Niech więc opuszczają Iran jak najszybciej, bowiem można zaryzykować mniemanie, że na ich osiedla i domostwa będą skierowane najpierw ataki bombowe i rakietowe, a amerykańscy chłopcy z lądu dokonają reszty, tak jak dokonali tego w Europie chłopcy niemieccy. Holokaustem jednak będzie obciążony Iran, jego rząd i jego naturalni obywatele. Nikt nie stanie w obronie niszczonego Iranu, gdy wszystkie światowe media głównego nurtu będą relacjonować o irańskim ludobójstwie na Żydach.

Jeśli się mówi, że Netanjahu jest szalony lub podąża za diabolicznym scenariuszem, to jedno i drugie jest prawdą. “Ludzie myślą, że Shoah [Holocaust] się skończył, ale tak nie jest. Trwa cały czas” – ogłosił Benzion Netanjahu, ojciec premiera Izraela, przed wyborami jego syna w 2009 roku.

Jakie opcje ma do zrealizowania izraelski przywódca? Dwie proste: zachować Izrael choćby za cenę kolejnego holokaustu, lub kontynuować dotychczasową politykę, której celem jest ustanowienie Jerozolimy jako jedynej stolica świata. Jedna opcja nie wyklucza drugiej, a nawet stanowi jej uzupełnienie. Kto bowiem będzie miał moc zaprzeczyć kłamstwom, gdy wszystkie światowe syjonistyczne media głównego nurtu będą głosić chwałę "Wielkiego żydowskiego Izraela"?

Właściwości prozdrowotne płatków drożdżowych

Data: 08.02.2020 01:00

Autor: ziemianin

longevitas.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #jedzenie #drozdze

Drożdże odżywcze to prawdziwa skarbnica prozdrowotnych składników, m.in. witaminy z grupy B, cynku czy błonnika. Mają orzechowo-serowy posmak, dzięki czemu często stosowane są jako zamiennik sera w daniach wegańskich.

Właściwości prozdrowotne płatków drożdżowych

Czym są drożdże odżywcze?

Płatki drożdżowe (a także granulat i proszek) powstają zwykle z nieaktywnych drożdży Saccharomyces cerevisiae, a zatem grzyba żywiącego się glukozą. Do produkcji wykorzystuje się glukozę z melasy buraczanej lub trzciny cukrowej.

Po skończonym procesie fermentacji drożdże są zbierane, myte, pasteryzowane, suszone i pakowane. Stosowane na całym świecie, bywają wegańską alternatywą sera – ze względu na podobny posmak. Oprócz niego, drożdże odżywcze są źródłem: błonnika, witamin z grupy B, białka, cynku i innych. Na rynku dostępne są również drożdże wzbogacone o dodatkowe witaminy i mikroelementy.

W jaki sposób powstają drożdże odżywcze?

Produkcja rozpoczyna się od kultury drożdży Saccharomyces cerevisiae, które wzrastają w sterylnym środowisku, a następnie przenoszone do pojemnika, w którym mają być hodowane. W czasie uprawy ważne jest to, by kontrolować zarówno temperaturę, jak i pH. To pozwala zapewnić optymalne warunki wzrostu. Następnie sfermentowany płyn drożdżowy przechodzi przez proces koncentracji komórek drożdży. Powstaje z tego ciecz, przypominająca nieco śmietanę. Ta podlega następnie pasteryzacji, w wyniku czego drożdże stają się nieaktywne. Na tym etapie – jeśli tak zdecyduje producent – wzbogaca się drożdże o dodatki, np. witaminę B12. Drożdże są suszone i formowane w płatki, proszek bądź granulki przypominające mąkę kukurydzianą.

Właściwości drożdży odżywczych

Jakie super moce posiadają płatki drożdżowe?

Wspierają trawienie

Jak pokazują badania, zawarte w drożdżach probiotyki pomagają poradzić sobie z biegunką i utratą apetytu. Okazuje się również, że mogą być pomocne dla osób doświadczających objawów nietolerancji laktozy.

Badanie opublikowane na łamach Clinical Infectious Diseases ujawnia, że w Saccharomyces cerevisiae znajduje się znaczna ilość sacharazy i pewna aktywność izomaltazy. Nie odnotowano jednak aktywności laktazy. Uważa się więc, że może wspomóc pacjentów z niedoborami sacharazy-izomaltazy, poprawiając złe wchłanianie.

Wzmacniają odporność

W drożdżach odżywczych znajdziemy związki, które wspierają funkcję odpornościową, np.: beta 1,3 glukany, trehaloza, glutation czy mannan.

Badania na modelach zwierzęcych wykazały, że mogą pomóc zmniejszyć ryzyko rozwinięcia się infekcji u świń, hamując przyleganie szkodliwych bakterii do błony śluzowej jelit. Inne badanie, opublikowane w Anticancer Research wykazało, że beta-glukan może wspomóc leczenie chłoniaka u myszy, przyczyniając się do zmniejszenia wzrostu guza.

Z kolei na łamach Nutrition Science News czytamy, że drożdże są dobrym dodatkiem dla diety sportowców, ze względu na wysoką zawartość żelaza. Zawierają również selen, pomagający naprawiać uszkodzenie komórek oraz cynk, usprawniający regenerację tkanek, gojenie ran oraz wspierający funkcję węchu i smaku.

Walczą z bakteriami i wirusami

Drożdże odżywcze to czwarty najczęściej przepisywany monopreparatem ziołowym w Niemczech, z uwagi na właściwości przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. Ponieważ drożdże te nie są powiązane ze szczepem Candida albicans, okazały się być jednym z lepszym środków łagodzących objawy infekcji drożdżakowej. Okazało się, że mają też znaczący wpływ na E. coli, salmonellę i gronkowce.

Są bogate w białko…

Drożdże odżywcze zawierają białko, składające się z co najmniej 18 aminokwasów, których organizm nie jest w stanie wyprodukować samodzielnie. Dlatego też stanowią doskonałe uzupełnienie diety dla osób niespożywających np. nabiału.

Niedobór białka może prowadzić do: spowolnienia metabolizmu, problemów z pozbyciem się zbędnych kilogramów, trudności w budowaniu masy mięśniowej, zmęczenia, zmniejszonej energii, problemów z koncentracją i nauką, zaburzeń nastroju, bólu mięśni, kości i stawów, wahania poziomu glukozy we krwi, spowolnienia gojenia ran, zaburzenia odporności.

… i witaminę B12

Rozpuszczalna w wodzie witamina B12 jest niezbędna do syntezy DNA, produkcji czerwonych krwinek oraz prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego. Choć zawartość B12 w drożdżach odżywczych może się różnić (przede wszystkim w zależności od tego, czy jest to wersja wzbogacona czy nie), badania pokazują, że skutecznie uzupełniają jej niedobory. Może to być szczególnie ważne choćby dla tych osób, które borykają się z zawrotami głowy, problemami trawiennymi, owrzodzeniami jamy ustnej czy pogorszeniem wzroku, ale też na przykład nie spożywają produktów odzwierzęcych.

Wspierają zdrowie kobiet w ciąży

Witaminy z grupy B – w tym B1, B2, B6 czy kwas foliowy – to kluczowe składniki dla metabolizmu komórkowego, regulacji nastroju oraz zdrowej ciąży. Wszystkie znajdują się w płatkach drożdżowych.

Szczególnie ważny dla kobiet w ciąży jest kwas foliowy, który przyczynia się do zmniejszenia ryzyka wad wrodzonych, a także wspiera wzrost i rozwój płodu. Jak pokazują badania, niski poziom folianów w czasie ciąży może być związany z przedwczesnym porodem, niską masą urodzeniową, wadami cewy nerwowej oraz opóźnienie wzrostu.

Pomagają zadbać o kondycję włosów, skóry i paznokci

I tutaj ogromną rolę odgrywają witaminy B. Wykazano, że szczególnie korzystnie na włosy, skórę i paznokcie wpływa biotyna. Pomaga też opóźnić pojawianie się oznak starzenia skóry, np. plam i zaczerwienienia. Z kolei niacyna (B3) stosowana jest często jako środek wspomagający walkę z przewlekłym trądzikiem i poprawiający ogólny stan zdrowia.

Wartości odżywcze

Co jeszcze znajdziemy w drożdżach odżywczych? Szacuje się, że 2 łyżki wzbogaconych drożdży zawierają około:

45 kalorii,

8 g białka,

0,5 g tłuszczu,

4 g błonnika,

9,6 mg witamina B1 (640% zalecanego dziennego spożycia),

9,7 mg witaminy B2 (570% zds),

9,6 mg witaminy B6 (480% zds),

7,8 µg witaminy B12 (130% zds),

240 µg kwasu foliowego (60% zds),

3 mg cynku (20% zds),

1 mg kwasu pantotenowego (10% zds),

24 mg magnezu (6% zds),

0,1 mg miedzi (6% zds),

0,1 mg manganu (6% zds),

0,4 mg żelaza (4% zds).

Możliwe efekty uboczne

Pomimo swoich niewątpliwych korzyści, spożywanie płatków drożdżowych może być źródłem nieprzyjemnych działań niepożądanych.

Zaburzenia trawienia

Płatki drożdżowe są bogate w błonnik. Choć jest on potrzebny dla prawidłowego trawienia, jego zbyt duża ilość może prowadzić do skurczów czy biegunki. Dotyczy to szczególnie tych osób, które nie spożywają na co dzień odpowiedniej ilości produktów z błonnikiem. Około 2 łyżek płatków dostarcza nam mniej więcej 4 g błonnika, a zatem ok. 20% dziennego zapotrzebowania. Warto o tym pamiętać i wprowadzać płatki do diety stopniowo, by nie narażać się na nieprzyjemności ze strony układu pokarmowego.

Czerwienienie się

Drożdże aktywne mają też dużo niacyny (B3), która ważna jest m.in. dla metabolizmu i funkcji enzymów. Jednak spożywanie jej w dużych ilościach (500 mg i więcej) może skutkować czerwienieniem twarzy. Zwykle następuje to ok. 10-20 minut po spożyciu dużej dawki B3, kiedy to pojawia się pieczenie i swędzenie. Nie jest to stan zagrażający zdrowiu i ustępuje zwykle w ciągu 1-2 godzin.

Bóle głowy i migreny

Drożdże aktywne zawierają składniki ważne dla osób borykających się z bólami głowy (np. witaminę B2 czy magnez), jednak niektóre produkty mogą zawierać też tyraminę. To związek pochodzący z aminokwasu tyrozyny i występujący naturalnie w drożdżach odżywczych i skoncentrowanych produktach drożdżowych.

Dla większości osób obecność tyraminy nie będzie wiązała się z efektami ubocznymi. U innych jednak może powodować ataki migrenowe. Naukowcy wciąż próbują dowiedzieć się, dlaczego związek ten wywołuje ból. Zdaje się mieć to związek z wpływem na ośrodkowy układ nerwowy, skutkujący wyrzutem hormonów mogących prowadzić do wzrostu ciśnienia krwi i bólu głowy.

Objawy nietolerancji

Choć zdarza się to rzadko, niektóre osoby mogą doświadczać objawów nietolerancji drożdży. Wydaje się, że dotyczy to przede wszystkim pacjentów z nieswoistym zapaleniem jelit (IBD), np. chorobą Leśniowskiego-Crohna. Jak sugerują niektóre badania, u osób tych spożywanie drożdży może nasilić objawy choroby. Koniecznych jest jednak więcej badań, ponieważ wpływ drożdży na IBD wciąż nie jest jasny.

Unikać drożdży powinny też osoby na nie uczulone. Po spożyciu pojawić się mogą takie objawy, jak: swędzenie, obrzęk, ból, pokrzywka itd. Jeśli jednak cierpimy na nietolerancję drożdży aktywnych (znajdujących się np. w pieczywie), płatki drożdżowe powinny być bezpieczne (są to bowiem drożdże nieaktywne).

Alfa Romeo - Geneza nazwy i loga

Data: 08.02.2020 00:50

Autor: ziemianin

pl.wikipedia.org

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #motoryzacja #samochody #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

Około roku 1905 znany francuski producent, najpierw rowerów a potem automobili, Alexandre Darracq założył w pobliżu Mediolanu filię swojej wytwórni automobili. Interesy szły jak po grudzie, ponieważ okazało się, że automobile wytwarzane przez Francuza, nie za bardzo nadają się na włoskie drogi. Upadającą firmę postanowiła wykupić grupa miejscowych przedsiębiorców w roku 1910. Postanowili również, że profil motoryzacyjny fabryki będzie kontynuowany. Tak oto powstała nowa firma, której nadano nazwę: Anonima Lombarda Fabbrica Automobili.

Wiki – Alfa Romeo – Geneza nazwy i loga

Dwa lata później postanowiono zaprojektować nowe logo, które będzie mocno związane z regionem. Jest to logo heraldyczne, które tylko z niewielkimi poprawkami przetrwało do dziś. Dla nas trochę archaiczne, dla mediolańczyków sentymentalne. Czerwony krzyż pochodzi z herbu Mediolanu. Wąż pochodzi z herbów arystokratycznych rodzin Visconti i Sforza, które przez wieki władały Lombardią i księstwem Mediolanu (tak, nasza polska królowa od włoszczyzny też stamtąd pochodzi, Bona Sforza). Wąż pożerający chrześcijan, to jakaś miejscowa legenda.

Początkowo logo było widoczne tylko w materiałach reklamowych. Żeby je umieszczać na chłodnicy samochodu, wpadli dopiero w 1922 roku.

ALFA Milano

Jak widać, początkowo była to tylko ALFA. Skąd się wziął Romeo?

Około roku 1915 firmę przejął neapolitański inżynier Nicola Romeo. Nazwa Alfa Romeo pojawiła się w 1918 roku.

Nieekologiczne wiatraki

Data: 07.02.2020 17:20

Autor: ziemianin

bloomberg.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wiatraki #energia #Bloomberg

Dobrze poinformowany Bloomberg donosi że zużyte turbiny wiatrowe nie poddają się recyklingowi.

Łopaty tnie się na 2 części i … zakopuje w ziemi. Łopata z włókna szklanego jest bardzo trwała i jej rozkład naturze zajmie miliony lat ! Mogą być bardziej szkodliwe niż odpady radioaktywne z elektrowni jądrowych.

Nieekologiczne wiatraki

Ktoś Niemcom przestawił wajchę!

Data: 07.02.2020 17:15

Autor: ziemianin

welt.de

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #niemcy #imigranci #nachodzcy #isis

Wedle dotychczasowej narracji licznie przybywający uchodźcy ubogacali Niemców w kulturę oraz lekarzy i inżynierów. Mieli się integrować i asymilować oraz budować przyszłość Niemiec i Europy. Nawet gdyby kanclerz Merkel sprowadziła do Europy pół Afryki to Niemcy mieli być zadowoleni.

Ktoś Niemcom przestawił wajchę!

Brutalna rzeczywistość jest trochę inna. Inwazorzy to nierzadko mordercy z ISIS i uciekający przed wyrokiem przestępcy. Nie chcą pracować i się uczyć a 20% z nich to analfabeci. Emigranci ekonomiczni żądają luksusowego utrzymania. Mają gruźlice i mnóstwo innych chorób. Mieli pieniądze na przemyt i zostawili ogołocone rodziny bez utrzymania.

Redaktor Leubecher w Welt oznajmił: "Większość migrantów na łódkach to nie uchodźcy".

Ktoś przestawił wajche ! Jeszcze do niedawna była to "faszystowska, populistyczna i skrajnie prawicowa" retoryka Orbana, Kurza i Kaczyńskiego.

Soros dał za mało kasy na inwazorów. Musi przyszykować kolejne 18 mld dolarków… lub więcej

Impeachment Donalda Trumpa uwolniony, teatr dla ludu zakończony

Data: 06.02.2020 15:06

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #donaldtrump #impeachment #polityka #politycy

Skończył się proces impeachmentu Donalda Trumpa. Senatorowie uwolnili go od obu stawianych mu zarzutów.

Impeachment Donalda Trumpa uwolniony, teatr dla ludu zakończony

Za uwolnieniem prezydenta Trumpa od zarzutu nadużycia władzy zagłosowało 52 senatorów. 48 uznało, że jest winny – informuje reuters.com.

Także drugie głosowanie, dotyczące obstrukcji Kongresu, przebiegło po myśli prezydenta USA. Za uniewinnieniem zagłosowało 53 senatorów, 47 chciało uznania go za winnego.

Trump już skomentował wynik głosowania na swoim profilu na Twitterze. Zamieścił tam grafikę sugerującą, że pozostanie prezydentem "na zawsze".

Procedura impeachmentu została uruchomiona pod koniec września. Demokraci stwierdzili, że podczas rozmowy Donalda Trumpa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim doszło do złamania prawa.

O rozmowie tej świat dowiedział się dzięki tzw. sygnaliście. Trump miał podczas niej zagrozić ukraińskiemu prezydentowi wstrzymaniem dostaw wojskowych na Ukrainę, jeśli ten nie wznowi śledztwa prokuratorskiego wobec syna politycznego przeciwnika – Huntera Bidena. Jego ojciec – Joe – to były wiceprezydent, który według ostatnich sondaży stanie prawdopodobnie w szranki z urzędującym prezydentem USA.

W toku śledztwa niższej izby parlamentu autentyczność takiej "umowy" potwierdziło kilku przesłuchanych świadków. Taką retorykę odrzucał jednak od początku Donald Trump. Zapewniał, że jest niewinny, a wszczęcie procedury w Kongresie to "polowanie na czarownice" przez "nic nie robiących Demokratów".

Kontrolowana przez Demokratów Izba Reprezentantów w grudniu 2019 roku przegłosowała dwa artykuły impeachmentu Trumpa. Tym samym postawiła go w stan oskarżenia. Pierwszy z zarzutów dotyczył nadużycia władzy poprzez wywieranie nacisku na Ukrainę, by wszczęła śledztwo wobec Burismy. Drugi zarzut dotyczył utrudniania przez Trumpa dochodzenia Kongresu w tej sprawie.

Z prostej arytmetyki wynikało, że podczas głosowania w Senacie sprawa impeachmentu Trumpa upadnie. Do usunięcia prezydenta z urzędu potrzebna byłaby bowiem większości dwóch trzecich w głosowaniach nad obydwoma zarzutami, czyli 67 głosów. Tymczasem Partia Republikańska, z której ramienia Trump zdobył prezydenturę, ma w nim 53 senatorów. Demokraci dysponują w Senacie 45 głosami. 2 senatorów jest niezależnych.

Kupiliśmy nowoczesny amerykański ZŁOM. F-35 mają 873 braki, w tym niecelne działko . . .

Data: 06.02.2020 14:41

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #f35 #nabiciwbutelke #jakzablockinamydle #samoloty #wojsko #obronnosc #lotnictwo

Działko jest niecelne, strzały powodują pęknięcia części samolotu, a cały system obsługi F-35 jest podatny na ataki hakerów. Na razie nie udaje się sprawić, aby w pełni sprawnych było więcej niż 65 procent maszyn. Według raportu Pentagonu są 873 problemy z F-35. Choć są na bieżąco naprawiane, to ciągle pojawiają się kolejne, więc ogólna liczba pozostaje podobna.

Kupiliśmy nowoczesny amerykański ZŁOM. F-35 mają 873 braki, w tym niecelne działko, które psuje samolot

wymagany angielski

A tak na poważnie

Zakup F-35 oznacza pojawienie się w polskim wojsku za kilka lat naprawdę nowoczesnego sprzętu. Z jednej strony to dobrze, bo to najnowsze obecnie rozwiązania jeśli chodzi o samoloty bojowe. Z drugiej źle, bo taki nowy sprzęt standardowo cierpi na liczne choroby wieku dziecięcego, które go trapią jeszcze lata po formalnym wejściu do służby. I my będziemy musieli się z tym zmierzyć. Z tego powodu podawany przez MON harmonogram dostaw nowych maszyn może się zmienić.

Doroczny wykaz problemów F-35

Skalę owych chorób ilustruje najnowszy raport Biura Dyrektora ds. Testów i Ocen w Pentagonie (DOT&E). Dokonuje on corocznego przeglądu postępów programu Joint Strike Fighter, w ramach którego powstają trzy różne wersje F-35. Z raportu wynika, że nowe samoloty trawi jeszcze niemal tysiąc różnego rodzaju braków i usterek, które w ocenie DOT&E czynią obecnie obowiązujący harmonogram programu F-35 „bardzo ryzykownym”.

Łącznie różnego rodzaju problemów jest 873. To mniej niż w roku ubiegłym (913), jednak jak zaznaczają autorzy raportu spadek jest „niewielki”. – Choć trwa praca nad usuwaniem braków, to ciągle są odkrywane nowe, co prowadzi do jedynie niewielkiego spadku ich ogólnej liczby – stwierdza DOT&E.

Większość z nich ma być stosunkowo niegroźna, jednak 13 jest najcięższego kalibru – kategorii I. Oznacza to naprawdę poważne problemy mogące skutkować katastrofą, wypadkiem czy niezdolnością do wykonania misji. Liczba tych najpoważniejszych usterek została znacznie ograniczona w ciągu kilku ostatnich lat z ponad stu pozycji, jednak nadal w ocenie DOT&E jest to niezadowalające.

W raporcie te najpoważniejsze problemy nie są wymieniane. Informacje o nich pojawiały się jednak w mediach. Pół roku temu portal „Defense News” wymieniał między innymi takie jak:

Zagraniczni właściciele F-35 nie mają możliwości zablokowania w systemie obsługi wysyłania na serwery w USA swoich tajnych informacji.

Gwałtowne skoki ciśnienia w kokpitach mogące prowadzić do obrażeń u pilotów, na przykład „ekstremalnego bólu” uszu oraz ich uszkodzenia.

Jeśli przy lądowaniu w wersji A lub C pęknie jedna z opon, to uderzenie może zniszczyć część układu hydraulicznego i doprowadzić do utraty samolotu.

W wersjach B i C przy dłuższym locie naddźwiękowym dochodzi do uszkodzeń specjalnej powłoki pochłaniającej fale radarowe. W pewnych ostrych manewrach stają się też niestabilne i trudne do kontrolowania.

To tylko kilka przykładów. Być może wszystkie lub część zostały już usunięte, ale nie ma jak tego stwierdzić. Wiele najpoważniejszych problemów dotyczy wersji B (pionowy start i lądowanie, głównie dla Korpusu Piechoty Morskiej USA) oraz C (do operowania z lotniskowców US Navy), czyli na szczęście nie wersji A (klasyczne operowanie z lotnisk), którą kupujemy my.

Wersja A ma mieć poważne problemy z zabudowanym w kadłubie działkiem kalibru 25 mm, choć nie są one klasyfikowane jako te najpoważniejsze. Z raportu DOT&E wynika, że popełniono błędy przy projektowaniu, produkowaniu działek oraz ich montowaniu w samolotach. Broń ma nie spełniać wymogów celności a wstrząsy wywoływane przez strzały powodują pęknięcia w okolicznych elementach struktury kadłuba oraz obudowie samego działka. Wiadomo o tym od lat, ale dotychczas problemom nie zaradzono skutecznie.

O systemie ALIS, który ma automatycznie zbierać informacje o stanie samolotu, diagnozować problemy, wysyłać zapotrzebowanie na części zamienne i pomagać w codziennej obsłudze, można by napisać oddzielny tekst. To bardzo ambitne przedsięwzięcie, mające dać duże oszczędności w eksploatacji, ale jednocześnie będące koszmarem informatyka. Nieustannie wykrywane są błędy, ciągle coś nie działa jak powinno, a całość mocno się już zestarzała od powstania (ponad dekadę temu). Problemy są na tyle duże, że pod koniec stycznia ogłoszono decyzję o gruntownym przerobieniu ALIS i nadaniu mu nowej nazwy ODIN.

Harmonogram z kategorii ryzykownych

Tego rodzaju choroby wieku dziecięcego są standardem dla nowych typów uzbrojenia. Zwłaszcza tych bardziej skomplikowanych, a F-35 należy do tych najbardziej skomplikowanych. Co do zasady nie powinny więc specjalnie dziwić. Kiedyś większość zostanie rozwiązana. Tym bardziej, że F-35 nie są jeszcze w pełni gotowe do walki. Choć wyprodukowano już około pół tysiąca sztuk i maszyny amerykańskie oraz izraelskie brały udział w misjach bojowych, to nadal są one formalnie we „wstępnej gotowości operacyjnej”(wersja A i B, C jeszcze do tego daleko). F-35 nie mogą jeszcze robić wszystkiego, co powinny.

W tym kontekście niezwykle ważna jest planowana na najbliższe lata poważna modernizacja elektroniki. W nowej wersji określanej jako „Block 4”, F-35 mają otrzymać między innymi nowe komputery pokładowe o znacznie większej mocy obliczeniowej. Pójdą za tym duże zmiany w oprogramowaniu. Efektem mają być istotnie poniesione możliwości bojowe. Obecne plany zakładają, że pierwsze maszyny w tej nowej wersji wyjadą z fabryki Lockheed Martin w Fort Worth w 2023 roku. Testy mają trwać wcześniej dwa lata.

Według raportu DOT&E, zanim to się stanie, trzeba jednak poradzić sobie z rozlicznymi problemami obecnie produkowanej wersji 3F. Bez tego rzucanie się na bardzo duże zmiany, idące z wersją 4, ma być ryzykowne, ponieważ w sposób nieunikniony doda ona masę nowych problemów. Efekt jest taki, że – jak wspomniano wcześniej – obecny harmonogram rozwoju F-35 jest oceniany przez DOT&E jako „bardzo ryzykowny”.

Musieć poczekać

Wszystko to ma duże znaczenie dla Polski. MON deklaruje, że pierwsze polskie F-35 z partii produkcyjnej przypadającej na rok 2024 mają być już w wersji 4. To bardzo racjonalne, ponieważ kupowanie maszyn w wersji 3F, wymagających właściwie na starcie poważnej modernizacji, mijałoby się z celem. Ma to być na tyle kosztowne, iż nawet amerykańskie wojsko zastanawia się, czy będzie taką modernizację przeprowadzać na swoich starszych F-35, czy też nie przeznaczy ich tylko do szkolenia.

Jednak jeśli ze względu na nawarstwioną liczbę problemów wymagających usunięcia, Amerykanie postanowią opóźnić wprowadzenie wersji F, to Polska będzie miała istotny problem. Brać w terminie starszą wersję? Poczekać na nowszą, co oznacza opóźnienia w całym programie szkoleń oraz wdrożenia nowego samolotu do służby?

Wszystko okaże się w ciągu 2-3 lat. Jedno jest już dzisiaj pewne. Podpisując w miniony piątek z Amerykanami kontrakt, polski MON nie nabył idealnej superbroni. F-35, tak jak każdy inny system uzbrojenia, jest efektem kompromisu, ma wady i ma choroby wieku dziecięcego. I my też będziemy musieli się z tym zmierzyć. Zwłaszcza z niemal pewnymi problemami, które wynikną z wprowadzenia do produkcji maszyn w wersji 4. W końcu będziemy jednymi z pierwszych użytkowników.

Sądy udowadniają, dlaczego nie warto ich bronić

Data: 06.02.2020 14:28

Autor: ziemianin

dorzeczy.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nadzwyczajnakasta #sady #sedziowie #polska #kastabierzewlape #abw #dziennikarze #media #pedofilia #wymiarsprawiedliwosci

Tylko wczoraj dowiedzieliśmy się o dwóch decyzjach sądów wydających kontrowersyjne i jednocześnie skandaliczne wyroki. W pierwszym z procesów sędziowie postanowili złagodzić karę dla pedofila, który zgwałcił i zabił trzyletnie dziecko. W drugim skazany został z kolei były dziennikarz tygodnika „Wprost”, broniący w 2014 roku laptopa z informacjami na temat afery taśmowej, gdy chcieli go odebrać funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Sądy udowadniają, dlaczego nie warto ich bronić

Wspomniany pedofil usłyszał w ubiegłym roku wyrok 25 lat więzienia, ponieważ w październiku 2017 roku miał on najpierw zgwałcić, a następnie śmiertelnie pobić trzyletniego chłopca. Decyzję Sądu Okręgowego w Sieradzu postanowił zrewidować Sąd Apelacyjny w Łodzi, który zmniejszył karę z 25 do 15 lat pobytu w zakładzie karnym. Warto podkreślić, że pierwszy z wyroków był i tak łagodny – prokuratura domagała się bowiem dożywocia.

Sędzia Krzysztof Eichstaedt orzekł jednak, że wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu był zbyt łagodny dla pedofila. Według Eichstaedta śmierć chłopca była wynikiem pobicia ze skutkiem śmiertelnym, a nie zabójstwa z premedytacją. Kara 25 lat więzienia powinna być jego zdaniem zarezerwowana dla sprawców wyjątkowo okrutnych i brutalnych zbrodni, zaś ta nie miała do nich należeć. Warto zaznaczyć, że pedofilem był portugalski obywatel Seve V.

W poniedziałek wyrok usłyszał Michał Majewski, były już dziennikarz tygodnika „Wprost”. Postępowanie wobec niego było prowadzone w związku z akcją ABW z czerwca 2014 roku, gdy funkcjonariusze tej służby wtargnęli do redakcji pisma. Chcieli oni odebrać laptopa jego redaktorowi naczelnemu, Sylwestrowi Latkowskiemu, ponieważ miały się na nim znajdować informacje dotyczące tzw. afery taśmowej. Chodziło o słynne nagrania rozmów polityków Platformy Obywatelskiej i osób związanych z jej środowiskiem.

Majewski poinformował wczoraj, że będzie musiał zapłacić grzywny w wysokości 18 tys. złotych, natomiast 20 tys. wyda ówczesny wydawca pisma, Paweł M. Lisiecki. Sędzia Monika Tkaczyk-Turek z Sądu Rejonowego w Warszawie uznała ich winnych na podstawie art. 224 par. 2 Kodeksu karnego, który stanowi, że „podlega karze ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej”.

Zdaniem byłego dziennikarza cała sprawa była pierwszym przypadkiem tak jawnej ingerencji w życie mediów od 1989 roku. Według Majewskiego dziennikarze mają nie tylko prawo, ale przede wszystkim obowiązek ochrony swojego źródła informacji, dlatego ma on nadzieję na sprawiedliwy wyrok podczas apelacji.

Wpadka Google: Twoje prywatne filmy mogły trafić na konta innych użytkowników

Data: 05.02.2020 19:56

Autor: ziemianin

niebezpiecznik.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ArchiwumX #daneosobowe #Google #wyciek #cyberbezpieczenstwo

Google właśnie poinformowało niektórych swoich użytkowników, że mogło niechcący ujawnić innym ich prywatne nagrania przechowywane w usłudze Google Photos. I choć każdy powinien zdawać sobie sprawę z tego, że to co trzyma w chmurze może w każdej chwili zostać upublicznione (nie tylko przez atak hakerów, ale też przez błąd oprogramowania), to takie sytuacje mimo wszystko zawsze mało komfortowe…

Wpadka Google: Twoje prywatne filmy mogły trafić na konta innych użytkowników

To nie mój filmik!

Na przestrzeni ostatnich miesięcy dwóch naszych Czytelników zgłaszało nam, że w ramach danych zgromadzonych na ich kontach Google Photos pojawiły się im filmy, których nie rozpoznają. Filmy nienależące do nich. Choć mieliśmy kilka hipotez, z wielu powodów nie byliśmy tego w stanie tego incydentu wyjaśnić, ani zweryfikować w pełni. Zgłoszenia te, jak wiele innych, odłożyliśmy do naszej szuflady “Archiwum X“. A dziś je wyciągamy, bo najświeższy komunikat Google może być wyjaśnieniem tych przypadków. I niestety potwierdzeniem obaw naszych Czytelników, którzy widząc nie swoje filmy na swoim koncie, zastanawiali się, czy przypadkiem ich filmy nie pojawiły się na kontach kogoś innego… Wyglada na to, że mogły. Oto oświadczenie, jakie Google wystosowało do osób, których “dotknął ten błąd”

Pal licho filmy, Google pomieszało całe skrzynki pocztowe!

Ten incydent, to dobry moment, aby przypomnieć sprawę, jaką ok. 4 lata temu zgłosił nam jeden z Czytelników, którego firma korzysta z Google Suite (usługi chmurowej dla firm). Na skutek nieszczęśliwego splotu wypadków, firma straciła dane z konta jednego z pracowników i skorzystała z opcji przywrócenia ich z kopii bezpieczeństwa. Dane zostały przywrócone, ale nie dotyczyły tego pracownika, a kogoś zupełnie innego, z innej firmy…

Niestety, z tamtym Czytelnikiem straciliśmy kontakt na skutek (nomen omen) naszej automatycznej polityki kasowania e-maili od Czytelników :-) Ale jeśli nas teraz czyta, niech się odezwie na google@niebezpiecznik.pl — z chęcią się dowiemy jak dalej potoczyła się ta sprawa. A jeśli czyta nas inna firma, której kilka lat temu Google wysłało (jeśli wysłało) informację, że ich dane przez przypadek przekazali innej firmie, to też niech do nas napisze :)

Skandal! Zgwałcił i zabił 3-letnie dziecko partnerki. Dostał 15, a nie 25 lat

Data: 05.02.2020 19:34

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kasta #nadzwyczajnakasta #kastabierzewlape #sady #dzieci #pedofilia #morderstwo

Prawdziwy skandal. Sąd Apelacyjny w Łodzi złagodził wyrok dla prawdziwego zwyrodnialca. Zgwałcił i zabił 3-letnie dziecko swojej partnerki.

Skandal! Zgwałcił i zabił 3-letnie dziecko partnerki. Dostał 15, a nie 25 lat

Aż trudno o tym pisać. Sąd Apelacyjny złagodził wyrok dla prawdziwego zwyrodnialca. Steve V., który posiada obywatelstwo Kanady oraz Portugalii, zgwałcił oraz zabił 3-letnie dziecko. Dziecko własnej partnerki. Początkowo dostał 25 lat. W Sądzie Apelacyjnym doszło do najprawdziwszego skandalu. „Sąd Apelacyjny nie ma najmniejszych wątpliwości co do sprawstwa oskarżonego w zakresie przypisanego mu czynu, jednakże uznaliśmy, że kara 25 lat pozbawienia wolności, podobnie jak i kara dożywotniego pozbawienia wolności, jest karą szczególną”.

Najwyraźniej zgwałcenie i zamordowanie 3-letniego dziecka nie jest „szczególną” zbrodnią. Jak sędzia tłumaczył swoją skandaliczną decyzję? „Przestępstwo, jakiego dopuścił się oskarżony, zasługuje na bardzo duże potępienie, ale można sobie wyobrazić przestępstwo popełnione w sposób o wiele bardziej brutalny i dla takich przestępstw zastrzeżone są kary szczególne”. Dalsze tłumaczenia sędziego aż trudno cytować. Według sądu trudno tutaj mówić o chęci zabójstwa, ponieważ „mamy do czynienia z jednym ciosem”. Według sądu było to więc „pobicie ze skutkiem śmiertelnym”, a nie zabójstwo.

Steve V. miał znęcać się nad dzieckiem przez wiele dni. Zgwałcił je pod nieobecność matki. Matka przyniosła dziecko z wieloma obrażeniami. Zostało przetransportowane ze szpitala w Wieruszowie do Centrum Zdrowia Matki Polski w Łodzi. Lekarze starali się jak mogli, ale operacja nie dała rezultatu. Dziecko zmarło. Oficjalną przyczyną zgonu był uraz czaszkowo-mózgowy z mocnym krwawieniem. Te straszne wydarzenia miały miejsce w 2017 roku. W Internecie nie brakuje komentarzy oburzonych. „Za to powinna być kara śmierci, a nie 25 lat, nie mówiąc już o 15! Skandal!”.

Komentarz Tygodnia: „Kacza zupa” z sędziego

Data: 05.02.2020 19:24

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komentarztygodnia #gadowskitv

O decyzjach sędziego Pawła Juszczyszyna i zamieszaniu wokół prób reformy sądownictwa, o zatrzymaniu Leszka G., o tym jak obrotnym człowiekiem okazuje się Arkadiusz B., o spotkaniu marszałka Senatu z francuskim prezydentem, o rozprzestrzenianiu się koronawirusa, o rynku biomasy w Polsce, o wizycie Macrona w Polsce, o spotkaniu w Wiedniu w najbliższą sobotę, o odejściu pisarza Wojciecha Piotra Kwiatka.

Komentarz Tygodnia: „Kacza zupa” z sędziego

"Przy wodowaniu raczej nie mamy szans". Tak polscy piloci przeprowadzają małe samoloty nad oceanem

Data: 05.02.2020 18:17

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #samoloty #pilot #ciekawostki #podroze

Pierwsze pytanie, które przyszło mi do głowy, gdy dowiedziałem się, czym po godzinach zajmuje się Dominik, mogło brzmieć tylko w jeden sposób. Jak wielkie "cojones" trzeba mieć, by zrobić coś takiego? – Duże – odpowiedział mój uśmiechnięty rozmówca. To Dominik Punda, doświadczony pilot rejsowy, który co jakiś czas wsiada w malutkie samoloty i tam, gdzie inni latają Boeingami i Airbusami, on dzielnie ciśnie takim maluchem. Poznajcie kulisy pracy tzw. "ferry pilotów", którzy przeprowadzają małe samoloty ze Stanów Zjednoczonych do Europy.

"Przy wodowaniu raczej nie mamy szans". Tak polscy piloci przeprowadzają małe samoloty nad oceanem

Robert Kubica z dziećmi jako #DobryKierowca w kampanii PKN Orlen

Data: 05.02.2020 16:02

Autor: ziemianin

wirtualnemedia.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #robertkubica #kubica #rk88 #DobryKierowca #reklama #kierowcy #dzieci

Zmiany w przepisach ruchu drogowego nakładają na kierowców obowiązek tworzenia korytarza życia i jazdy na suwak. Dobrą praktyką jest też ustępowanie pierwszeństwa pieszym przed wejściem na pasy i przestrzeganie dozwolonej prędkości.

[Robert Kubica z dziećmi jako #DobryKierowca w kampanii PKN Orlen](Robert Kubica z dziećmi jako #DobryKierowca w kampanii PKN Orlen)

Robert Kubica i dzieci w kampanii [#DobryKierowca](/t/DobryKierowca) spot 1

Robert Kubica i dzieci w kampanii [#DobryKierowca](/t/DobryKierowca) spot 2

Robert Kubica i dzieci w kampanii [#DobryKierowca](/t/DobryKierowca) spot 3

Robert Kubica i dzieci w kampanii [#DobryKierowca](/t/DobryKierowca) spot 4

Te zasady w przystępny sposób objaśnia ambasador kampanii #DobryKierowca – Robert Kubica.

Robert Kubica i dzieci w kampanii #DobryKierowca

W telewizji i internecie pojawią się cztery spoty – o korytarzu życia, jeździe na suwak, pierwszeństwie pieszych przed wejściem na pasy i przestrzeganiu ograniczeń prędkości. W każdym z nich wystąpił Robert Kubica i gromadka dzieci, które na jeden dzień wcieliły się w rolę „kierowców". Materiały edukacyjno-informacyjne można będzie zobaczyć także w prasie, internecie i na billboardach.

Pierwsza odsłona kampanii potrwa do końca marca.

– Dotychczasowa współpraca z jednym z najszybszych kierowców świata przyniosła nam olbrzymie korzyści wizerunkowe i biznesowe. Teraz liczymy na „efekt Kubicy" w wymiarze społecznym – czyli na powszechne przestrzeganie zasad, które Robert prezentuje w naszej kampanii. Liczymy, że w ten sposób dołożymy swoją cegiełkę do zwiększenia bezpieczeństwa na polskich drogach – komentuje Jarosław Skorupa, dyrektor wykonawczy ds. marketingu w spółce PKN Orlen.

Za przygotowanie spotu oraz kreację do kampanii wizerunkowej odpowiedzialna była agencja Red8 Advertising. Zarys merytoryczny kampanii został przygotowany wspólnie przez obszar Marketingu i Biuro Relacji z Otoczeniem, które w PKN Orlen odpowiada za działania CSR.

Rober Kubica w reklamach Orlenu

W ramach umowy sponsorskiej z Robertem Kubicą Orlen zyskał prawa do wykorzystywania wizerunku kierowcy w swoich działaniach marketingowych (wcześniej przez kilka lat kierowca był związany reklamowo z Lotosem). W kwietniu ubiegłego zrealizowano kampanię wizerunkową na temat powrotu Kubicy do Formuły 1, zaraz potem ruszyła loteria promocyjna, której ambasadorem marketingowym był Kubica. Jej kolejna odsłona ruszyła w lipcu, w reklamach razem z Kubicą występuje dziennikarz TVP Maciej Kurzajewski.

Ponadto Robert Kubica promował organizowany przez Orlen pokaz Verva Street Racing, a także wystąpił w reklamach olejów silnikowych Platinum.

Iran straci amerykańskiego szpiega

Data: 05.02.2020 15:43

Autor: ziemianin

tasnimnews.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #iran #usa #cia #szpiegostwo #szpieg #zdrajca

Irański wymiar sprawiedliwości zadecydował o skazaniu na karę śmierci Irańczyka, mającego przekazywać Stanom Zjednoczonym informacje na temat programu nuklearnego swojego państwa. Ponadto 15 lat za kratami spędzą dwie inne osoby, również oskarżone o współpracę z amerykańskim wywiadem pod płaszczykiem organizacji charytatywnej.

Iran straci amerykańskiego szpiega

Cała trójka osób skazanych w niedawnych procesach miała działać na rzecz amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Najgroźniejszym szpiegiem miał być Amir Rahimpur, dlatego to właśnie on straci życie za działania przeciwko swojemu państwu. Przedstawiciele władz Iranu podkreślają, że za swoją działalność otrzymał on dużą ilość amerykańskich pieniędzy.

Rahimpur miał bowiem przekazywać ważne dane, dotyczące rozwoju programu nuklearnego Islamskiej Republiki Iranu. Jego wyrok został teraz podtrzymany przez irański Sąd Najwyższy, dlatego wkrótce zostanie on wykonany.

Poza nim skazano dwie osoby, które spędzą w więzieniu następnych 15 lat swojego życia. Miały one prowadzić działalność wywiadowczą pod przykrywką organizacji i fundacji charytatywnej. Ogółem 10 lat z ich wyroku dotyczy szpiegostwa, natomiast 5 kolejnych aktywności wymierzonej w irańskie bezpieczeństwo narodowe.

Kask Roberta Kubicy z autografem do wylicytowania w aukcji charytatywnej

Data: 04.02.2020 21:51

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #robertkubica #kubica #rk88 #charytatwne #aukcje #dobrzyludzie #pomagamy

Wyjątkowy prezent będzie można sobie sprawić, pomagając jednocześnie innym. Prezes PKN Orlen, Daniel Obajtek wystawił w jednej z charytatywnych grup na Facebooku kask Roberta Kubicy z podpisem naszego kierowcy.

Kask Roberta Kubicy z autografem do wylicytowania w aukcji charytatywnej

Kask jest w malowaniu z okresu jazdy Roberta Kubicy w Williamsie, znajduje się na nim również podpis Roberta.

Gratka dla fanów [#RK88](/t/RK88)! W szczytnym celu można wylicytować kask Roberta! 👇https://t.co/HBqqytu2Gi pic.twitter.com/gAKc4cPTWR



— Daniel Obajtek (@DanielObajtek) 4 lutego 2020

Licytację można znaleźć tutaj, a trwać będzie ona przez 7 dni. Pieniądze z niej zostaną przeznaczone na terapię genową dla kilkumiesięcznej Marysi, u której zdiagnozowano rdzeniowy zanik mięśni SMA typ 1, który jest najcięższą postacią tej choroby. Aby mogła ona zostać poddana leczeniu, potrzeba 8 mln złotych.

Zaoferowano 100 milionów funtów za reaktywację Oasis. Noel Gallagher odmówił

Data: 04.02.2020 15:57

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #muzyka #oasis #muzycy #artysci

Liam Gallagher oświadczył w brytyjskich mediach, że grupie Oasis „zaoferowano 100 milionów funtów na trasę koncertową, ale Noel odmówił”. Oficjalnie ich drogi artystyczne rozeszły się w 2009 roku. Ostatnio Liam zasugerował, że chce znów wskrzesić zespół, jednak Noel – jego brat – tego nie chce. Bracia nie żyją w najlepszych stosunkach.

Zaoferowano 100 milionów funtów za reaktywację Oasis. Noel Gallagher odmówił

Rodzeństwo rozstało się przed jedenastu laty, ale 47-letni Liam wielokrotnie sugerował, że chce, aby zespół znów zagrał razem. 52-letni Noel opierał się jednak temu pomysłowi do tej pory. Liam napisał na Twitterze: „Zaoferowano nam 100 milionów funtów za trasę koncertową, to jednak wciąż za mało dla chciwej duszy, no cóż, pozostań młodym LG”.

Kilka minut wcześniej napisał: „Wahey wracamy do siebie” i ten „bogaty jak cholera” Noel „robił to za nic”, podczas gdy „zdesperowany” Liam robi to dla pieniędzy. Liam podpisał swój wpis na Twitterze jak zwykle swoimi inicjałami „LG”.

Obaj bracia odnieśli sukces po rozpadzie Oasis. Liam nagrał dwa solowe albumy, a Noel zaczął występować ze swoim zespołem rockowym High Flying Birds. Często jednak „walczą” ze sobą za pośrednictwem Twittera.

Osiem utworów oraz osiem albumów (siedem studyjnych i jeden kompilacyjny) Oasis znalazło się na pierwszym miejscu UK Singles Chart i UK Albums Chart. Grupa jest zdobywcą siedemnastu statuetek NME Awards, dziewięciu Q Awards, czterech MTV Europe Music Awards i sześciu Brit Awards, w tym za wybitne zasługi dla brytyjskiej muzyki i za najlepszy album ostatnich 30 lat w głosowaniu słuchaczy BBC Radio 2.

Grupa Oasis była nominowana do trzech Nagród Grammy. Do 2009 roku sprzedała ponad 70 milionów albumów na całym świecie. W 2010 zespół Oasis został wpisany do księgi rekordów Guinnessa po tym, jak przez 22 kolejne tygodnie utrzymywał się w pierwszej 10. brytyjskiej listy przebojów.

Była rajfurą pedofila Epsteina. Teraz Ghislaine Maxwell, córka żydowskiego magnata . . .

Data: 04.02.2020 13:29

Autor: ziemianin

jpost.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #izrael #zydzi #pedofilia #afera #handeldziecmi #dzieci

„Jerusalem Post” donosi, iż Izraelu ukrywa się Ghislaine Maxwell. Córka magnata prasowego miała znajdować pedofilowi Epsteinowi młode dziewczęta, które ten stręczył swym bogatym klientom.

Była rajfurą pedofila Epsteina. Teraz Ghislaine Maxwell, córka żydowskiego magnata mediowego ukrywa się w Izraelu

Izraelska gazeta powołując się na „New York Post” donosi, iż Ghislaine Maxwell zamieszana w największą aferę pedofilską w Stanach Zjednoczonych, mieszka w kryjówkach, które organizują jej znajomi. W tym w Izraelu. Choć nie wydano za nią jeszcze nakazu aresztowania kobieta zniknęła.

Wielu obom zależy, by Maxwell nie zeznawała przed FBI, gdyż ma mnóstwo informacji na temat możnych i bogatych tego świata korzystających z usług pedofila Epsteina. Być może kobieta obawia się o własne życie. Wg oficjalnych informacji Epstein miał popełnić samobójstwo w więzieniu w Nowym Jorku. Mało kto jednak w to wierzy, a najbardziej znani amerykańscy patolodzy twierdza wprost, że został zamordowany. Aresztowano już strażników, którzy pełnili dyżur w noc, w którą zginął Epstein.

Ghislaine Maxwell jest córką żydowskiego potentata prasowego Roberta Maxwella. Jest podejrzewana o to, że na całym świecie wynajdowała młode dziewczęta dla Epsteina. Ten z kolei stręczył je swoim „klientom” – najbogatszym i najbardziej wpływowym ludziom świata. Wśród nich miał być książę Andrzej, syn królowej Brytyjskiej, któremu Epstein miał naraić nastoletnią Virginię Roberts Giuffre. Brat następcy tronu został wezwany przez FBI na przesłuchanie, ale odmówił stawienia się.

Do kontaktów z młodymi dziewczętami dochodziło w rezydencjach Epsteina, na licznych imprezach, które organizował tylko po to, by stręczyć dziewczęta. Działo się to m.in. na jego prywatnej wyspie zwanej „wyspą orgii”. Epstein woził tam swych znajomych prywatnym odrzutowcem.

Wiadomo, że na wyspie wiele razy gościł Bill Clinton, były prezydent USA. Francja i Wielka Brytania prowadza własne śledztwa w sprawie pedofilskiej afery. Zamieszani w nią mają być najpotężniejsi ludzie w tych krajach.

Zeznania ukrywającej się Maxwell mogłyby pogrążyć wiele największych osobistości.

Straż dla Zwierząt zbierała pieniądze na pobyt zwierząt droższy niż na Hawajach?

Data: 03.02.2020 17:14

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wtf #rolnictwo #zlodzieje #pasozyty #afera #swiatrolnika

Straż dla Zwierząt nie cieszy się ostatnio dobrym PR-em, a kiedy okazało się jak zbierała pieniądze, pytań jest coraz więcej.

Straż dla Zwierząt zbierała pieniądze na pobyt zwierząt droższy niż na Hawajach?

Wracamy do sprawy zabranych zwierząt dwóm starszym rolnikom. Straż dla Zwierząt decyzją sądu musi zwrócić leciwym rolnikom bydło i konia. Zamiast wykonać wyrok sądu, zastępca tytułującego się "komendantem" i noszącego mundury w stylu amerykańskich Marines z gwiazdami na pagonach Mateusza Jandy, wezwał pokrzywdzonych rolników przed oblicze wspomnianego Jandy (zamiast wykonać wyrok sądu, bo bezczelnie zabrali dziadkom cały inwentarz wzywają ich do odebrania bydła i konia i to w terminie do 7 dni, grożąc, że potem zwierząt nie zobaczą).

Czy Straż dla Zwierząt zarobiła na skandalicznym zabraniu zwierząt rolnikom?

Sprawę na Facebooku opisała z mocnym wyliczeniem Maria Sowińska, prezes Stowarzyszenia Pokrzywdzeni przez System i wieloletni opiekun bezdomnych zwierząt.

"W załączeniu skan błagalny z wyliczeniem ile kosztuje utrzymanie miesięczne zwierząt zabranych z Mokrosęka. i tak były tam zdaje się 33 świnie 22 krowy 2 konie to koszt 8000 PLN od lutego 2018 r – stycznia 2020r gdyby pogłowie nie zmniejszało się to za 2018r – 80.000 PLN za 2019 r to kwota 96.000PLN co stanowi kwotę razem = 176.000PLN + Styczeń 2020 8000PLN"

-napisała Sowińska na swoim profilu społecznościowym na Facebooku.

"Wiemy że ilość zwierząt się zmniejszała bo zwiększał się apetyt opiekujących a sąd stwierdził że tylko miesiąc rolnik opiekował się nie właściwie. SKĄD WZIĘŁO SIĘ 356.600 PLN?????"

– zapytała Sowińska?

Utrzymanie w Straży dla Zwierząt droższe niż wakacje na Hawajach?

"W porównaniu krów z Deszczna gdzie jest ich ok 100szt koszt utrzymania to 6600PLN to zwierzęta rolnika z Mokrosęka powinny być w komfortowych warunkach ze SPA włącznie za tą kwotę a rachunki wskazują że jadły tylko słome i siano a treściwą paszę miały tylko od przypadku przy czym zwierząt ciągle ubywało (poszły na szaszłyczki i kiełbaski)"

– puentowała Sowińska.

Piotr Kłosiński mocno o aktywistach

"Straż dla Zwierząt swoim wzywaniem rolników do przyjazdu do Warszawy, żeby mogli odebrać swoje zwierzęta, które niepotrzebnie z wielkim impetem, huczną interwencją zabrali im aktywiści Straży, to kpina z decyzji sądu i buta ludzi, którzy przestali widzieć, mają mgłę na oczach. Inaczej zobaczyliby 80-letnich rolników, którym ewentualnie warto pomóc, a nie traktować jak przestępców"

– powiedział w rozmowie z "Światem Rolnika" Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

"Dlaczego Straż dla Zwierząt potrzebowała takiej fortuny na utrzymanie zabranych przez siebie zwierząt, jak się okazało, zwierząt do zwrotu decyzją sądu? Nie wiem. To wyższa matematyka, mało kto jest w stanie to przeliczyć racjonalnie i chyba tylko tyle mogę dzisiaj o tym powiedzieć"

– uciął Kłosiński.

Zapytaliśmy Straż dla Zwierząt. Czekamy na odpowiedzi

Jakie jest stanowisko SdZ w tej sprawie? "Świat Rolnika" wysłał tej organizacji pytania w trybie dziennikarskim. Oczekujemy na odpowiedzi od "komendanta" (tak nazywa się aktywista SdZ noszący mundury w stylu amerykańskim) Straży dla Zwierząt, Mateusza Jandy.

„Umowa stulecia” dla Izraela i Palestyny (infografika)

Data: 03.02.2020 17:10

Autor: ziemianin

whitehouse.gov

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #palestyna #izrael #zydzi #bliskiwschod #polityka

28 stycznia prezydent USA Donald Trump zaprezentował wspólnocie międzynarodowej tak zwaną „umowę stulecia” w zakresie uregulowania konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który przewiduje utworzenie dwóch państw: arabskiego ze stolicą w Jerozolimie Wschodniej i żydowskiego.

wymagany angielski

„Umowa stulecia” dla Izraela i Palestyny (infografika)

wymagany angielski

pdf z mapkami

Co proponuje Donald Trump?

W 80-stronicowym tekście inicjatywy przewidziano rozwiązanie dwupaństwowe, w ramach którego Jerozolima pozostaje w rękach Izraela. Oprócz tego zakłada się wymianę ziem między Palestyną i Izraelem. Zgodnie z planem Trumpa Izrael może zaanektować 40% terytoriów Zachodniego Brzegu Jordanu, podczas gdy Palestyńczykom obiecano niektóre terytoria na pustyni Negew.

Ponadto Izrael musi zgodzić się na zamrożenie budowy osiedli na palestyńskich terytoriach na okres czterech lat. W Twitterze amerykański lider pokazał nawet mapę przyszłych granic Izraela i Palestyny.

Palestyńczycy na „nie”

Palestyńczycy odrzucili zaproponowany przez USA układ. Poproszony o skomentowanie zaoferowanego przez USA układu prezydent Palestyny Mahmud Abbas oświadczył we wtorek, że Jerozolima nie jest na sprzedaż.

Abbas podkreślił, że jest gotów do rozmów nie ze Stanami Zjednoczonymi, lecz z całym „bliskowschodnim kwartetem”, do którego zaliczają się też Rosja, Unia Europejska i ONZ. Jednak nawet w tym formacie Abbas nie będzie omawiać „układu stulecia”.

„Umowa stulecia” nie przejdzie, a nasz naród wyśle ją do kosza na śmieci historii” – oświadczył Abbas. „Nie będziemy się kłaniać i się nie poddamy… jesteśmy zjednoczeni w obliczu wszystkich planów likwidacji, które nasz naród odrzuca. Mówimy «nie, nie, nie umowie stulecia» – dodał palestyński lider.

Tymczasem Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy w dalszym ciągu wyrażają swój sprzeciw w związku z amerykańską ofertą. Oczekuje się, że 29 stycznia setki ludzi zmierzą się z izraelskimi siłami bezpieczeństwa w rejonach konfliktu, Abbas zapowiedział również, że nie będzie tłumić gniewu narodu.

Yad Vashem przeprasza za błędy na Światowym Forum Holocaustu

Data: 03.02.2020 16:51

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #izrael #rosja #niemcy #polityka #polska

Instytut Yad Vashem przeprosił za treści prezentowane na Światowym Forum Holokaustu, które odbyło się 23 stycznia w Jerozolimie, m.in. za mapę sugerującą, że niemiecka agresja na kraje Europy rozpoczęła się w 1942 roku. Znalazły się też na niej błędnie naniesione kontury Polski.

Yad Vashem przeprasza za błędy na Światowym Forum Holocaustu

W liście do izraelskiego dziennika "Haarec" Yad Vashem twierdzi, że nagrania przedstawione na Forum zawierały "nieścisłości" i "stronnicze przedstawienie faktów", które "wywołały nieobiektywne wrażenie".

"Nagrania nie zawierały żadnego odniesienia do podziału Polski między sowiecką Rosją a nazistowskimi Niemcami w 1939 roku, ani okupacji Europy Zachodniej w 1940 roku" – napisał Yad Vashem.

Zgoda na pobieranie narządów – twój wyrok śmierci!

Data: 03.02.2020 16:46

Autor: ziemianin

odkrywamyzakryte.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #transplantacj #zycie #organy

Twoje narządy są Ci potrzebne tu i teraz. A obowiązkiem lekarzy jest ratować TWOJE zagrożone życie, a nie kombinować, ile szpital zarobi, pobierając Twoje narządy do transplantacji. Twoje życie jest równie ważne, jak życie biorców, czekających na przeszczep.

Zgoda na pobieranie narządów – twój wyrok śmierci!

Środowiska związane z transplantologią posługują się terminem ”śmierć mózgu”, który nie oznacza jednakże rzeczywistej śmierci człowieka, lecz zmienne objawy dysfunkcji ośrodkowego układu nerwowego, na podstawie których wystawia się kartę zgonu osoby poszkodowanej i pobiera się od niej narządy i tkanki.

Te objawy nie są wynikiem śmierci mózgu, lecz najczęściej spowodowane są jego obrzękiem.

Zgodnie z obowiązującymi kryteriami w tak zwanej śmierci mózgu karta zgonu wydawana jest osobie, której serce i inne narządy funkcjonują prawidłowo.

Transplantologia opiera się na przeszczepach zdrowych organów. Nie można by tego osiągnąć, gdyby przeszczep organów odbywałby się z organizmu, w których rozpoczął się nieodwracalny proces obumierania tkanek.

Przyjrzyjmy się „kryteriom orzekania śmierci”

Na niektórych transplantologach, którzy jako pierwsi dokonywali przeszczepów serca z żyjącego człowieka ciążą wyroki za zabójstwo. Żeby takie sytuacje się więcej nie powtarzały, musiano znaleźć legalny sposób, jak pozyskiwać narządy.

W połowie XX wieku wraz ze wzrostem popularności idei transplantologii nastąpiła pilna potrzeba zmiany kryteriów obowiązujących przepisów określających definicje śmierci.

Pod koniec lat 60′ została wprowadzona nowa definicja śmierci zwana Harwardzkim kryterium śmierci mózgu, których przepisy obowiązują po dziś dzień.

Jej kryteria sprowadzają się do umożliwiania orzekania śmierci człowieka na tej podstawie, że stwierdzono u niego śpiączkę określoną jako nieodwracalna i w ramach tej śpiączki bezdech oraz brak odruchów nerwowych w obrębie głowy.

Transplantologia otworzyła nowe nieznane wcześniej możliwości, na które pomysłodawcy nie byli przygotowani. Aby stwierdzić zgon, do niedawna było potrzebnych trzech lekarzy, w tym anestezjolog i neurolog. Nowe przepisy zmieniają formalne zasady orzekania o śmierci mózgu, m.in. zmniejszenie liczby lekarzy, niezbędnej do orzeczenia śmierci mózgu.

Teraz muszą być to dwie osoby. Do momentu złożenia przez nich podpisu na karcie zgonu pacjent uważany jest za żywego. A po złożeniu tego podpisu staje się martwy!

Jakim cudem lekarze jednogłośnie orzekają „śmierć mózgową”?

Śmierć mózgową orzeka się po stwierdzeniu u pacjenta śpiączki połączonej z bezdechem. Przeprowadza się badania odruchów w obrębie głowy. Brak reakcji bólowej, brak odruchów oraz brak reakcji na wstrzyknięcie zimnej wody do ucha to jest mniej więcej to, co lekarz musi przeprowadzić.

Drugim etapem jest badanie bezdechu, czyli wyłączenie respiratora na określony okres, w niektórych krajach dwie, trzy minuty, pięć, a w Polsce dziesięć. W opinii wielu specjalistów może to doprowadzić do śmierci badanego, a w żadnym wypadku nie służy jego interesowi, jest więc niezgodne z zasadami etycznymi.

Problem jednak w tym, że nikt nie wie, co to takiego ta „śmierć mózgowa”. Nawet najnowocześniejsze urządzenia badawcze nie są w stanie stwierdzić zgonu.

Jest to rzecz subiektywna i właśnie dlatego Komisja Harwardzka otrzymała (na zlecenie transplantologów) zadanie stworzenia definicji, która będzie obowiązywała wszystkich lekarzy.

Wszyscy słyszeliśmy o przypadkach ludzi uznanych za zmarłych, odstawionych do kostnicy, a po kilku godzinach lub nawet dniach wracających do świata żywych, co stanowi najlepszy dowód na to, że śmierć jest rzeczą względną i trudno diagnozowalną.

Kryterium tzw. śmierci mózgowej po raz pierwszy pojawiło się w 1968 r. To była stosunkowo nieduża, dwunastoosobowa grupa, powołana po zrobieniu pierwszego przeszczepu dokonanego w 1967 r. przez Christiana Barnarda w Afryce Południowej. To była taka próba, żeby wykorzystać moment, kiedy cały świat się zachłysnął sukcesem Barnarda – choć był to wątpliwy sukces, gdyż biorca bardzo szybko umarł.

Zatem, żeby Barnard nie poszedł do więzienia, trzeba było wymyślić jakieś uzasadnienie prawne dla tego, co zrobił.

Przecież zrobił to niezgodnie z prawem – nie można żyjącemu pacjentowi tak po prostu wyrwać serca z klatki piersiowej. A przynajmniej do niedawna jeszcze było to niemożliwe. Trzeba więc było wymyślić jakąś formułę. Wymyślono zatem formułę „śmieci mózgowej” i nazwano, że to jest zwykła śmierć. Dzięki temu nie potrzeba było zmieniać prawa.

Jeżeli śmierć mózgowa jest jednym ze sposobów umierania, to w takim razie uznajemy, że poza tym, system prawny jest taki, jaki był.

Sprowadzało się to do tego, że umożliwia to pobranie narządów od człowieka, którego serce bije, po uznaniu go uprzednio przez odpowiednią komisję za zmarłego.

Niedoskonałość przepisów regulujących przeszczepy doprowadziło do nadużyć. W Brazylii kwitnie proceder porywania dzieci żyjących w dzielnicach nędzy w celu pozbawiania ich organów zdatnych do przeszczepu i handlu. Zdarzają się przypadki, że gangi we współpracy z personelem szpitalnym usuwają organy pacjentom przebywającym w szpitalu, jeśli w dokumentach jest zaznaczone, że są zwolennikami oddawania organów. Dzieje się to po tym, gdy lekarze wydają fałszywe oświadczenia o śmierci mózgu. Wszystko to przy współudziale rządu brazylijskiego.

Najbardziej namacalne zjawisko związane z handlem organami ma miejsce w krajach Trzeciego Świata. Wybór dawców jest przeprowadzany wśród biedaków. Wykorzystuje się trudną sytuację ludzi, którym obiecuje się początek nowego życia w dobrobycie. Jest tylko mrzonka mająca skłonić biedaków do pozbycia się nerek.

Dawcy są jak niewolnicy, przymuszani przez pośredników, desperacje i biedę. Z kolei biorcy uprawiający turystykę transplantacyjną wywodzą się z rozwiniętych krajów. Ich wspólnikami są specjaliści od przeszczepów i rządy krajów takich jak; Japonia, Arabia Saudyjska czy Izrael. Kraje te nie przeprowadzają wielu przeszczepów u siebie, bo taniej jest wysłać pacjenta zagranice.

Za pomocą lokalnych pośredników kontaktują się z dawcami i przeprowadzają przeszczep w zaprzyjaźnionych szpitalach. Koszty podróży, znalezienia żyjącego dawcy, badania oraz przeprowadzenie operacji są zwracane.

W Indiach zdarzają się przypadki, że lekarze nie informują dawców o zamiarze przeprowadzenie przeszczepu. Otrzymują zastrzyk, po którym usypiają na kilka dni, w tym czasie usuwana jest nerka. Po wszystkim zwracane są tylko koszty podróży. Na tym procederze obławiają się zorganizowani przestępcy, chirurdzy i szpitale.

W Chinach transplantologią zarządza państwo. 95 proc. z 13 tys. organów pozyskiwanych rocznie pochodzi od więźniów skazanych na śmierć. Na egzekucję przyjeżdżają nieoznakowane karetki. Lekarze czekają na egzekucję, po której od razu pobierane są organy.

Narządy pobrane ze zwłok nie nadają się do przeszczepu. Narządy muszą być pobrane od żywego człowieka. Po śmierci człowieka nie można pobrać narządów ukrwionych. Wszystkie takie narządy pobiera się od osoby z bijącym jeszcze sercem, która formalnie jest nazywana osobą zmarłą. Serce, wątrobę, nerkę itp. pobiera się tylko i wyłącznie od żywych jeszcze ludzi. Są oni w śpiączce, sami nie oddychają i zostali zdiagnozowani jako nieżyjący w myśl obowiązujących kryteriów, ale równocześnie osoby takie mogą być w tym stanie nawet przez 3 miesiące i reagują na podawane środki lecznicze tak, jak każdy inny chory.

Mam tu na myśli kobiety oczekujące potomstwa i diagnozowane jako będące w stanie śmierci mózgowej, którym pozwolono żyć, aby mogły wydać na świat swoje dziecko. Często jednak pobiera się potem od nich narządy, choć mogłyby one przeżyć i tym potomstwem się cieszyć. Taki przypadek miał prof. Talar.

W Polsce nie ma obowiązku znieczulenia takiej osoby, tylko podaje się jej środki zwiotczające, czyli powodujące, że człowiek nie będzie się ruszał.

W każdym kraju procedury są inne. Przy rozcinaniu ciała „zmarłego” i w czasie pobierania narządów odnotowuje się skok ciśnienia, przyspieszony puls oraz reakcje bólowe.

Z tego powodu 1/3 brytyjskich lekarzy podaje „zwłokom” środki przeciwbólowe. W latach 90 prof. Keith Andrews udowodnił, że „wegetatywni” pacjenci są świadomi, wiedzą jak się nazywają, ile mają dzieci, jaką muzykę lubią, a jakiej nie, a mimo to są lekarze, którzy twierdzą, że ci ludzie nie żyją lub że są „warzywami”.

Takich ludzi są tysiące, tysiące

Człowiek w śpiączce może rozumieć ludzką mowę, co wykazał Kotchoubey i co potwierdzają historie niektórych chorych.

W Polsce najbardziej znany jest przypadek Agnieszki Terleckiej i Zachariasza Dunlopa z USA. Agnieszka Terlecka była już kandydatką do zostania dawcą. W 2003 roku, gdy miała jedenaście lat, na obozie jeździeckim spadła z konia. Mimo że miała na głowie toczek, doszło do obrażeń mózgu i śpiączki.

Pani ordynator szpitala w Pile powiedziała, że jej szanse na przeżycie są znikome. Zapytała ojca dziewczynki czy nie chciałby pomóc innym ludziom i w razie czego zgodzić się na przekazanie organów córki do transplantacji.

Ojciec dziewczynki mówił pani ordynator, że widzi zmiany w wyglądzie źrenic Agnieszki. Ordynator jednak stwierdziła, że żadnej zmiany nie ma, że to tylko chciałby taką zmianę zobaczyć. Uważała, że nie ma co robić sobie nadziei.

Jej ojciec w pewnym momencie dowiedział się o prof. Janie Talarze, który wybudza chorych z uszkodzeniem mózgu. W ostatniej chwili rodzice Agnieszki zmienili decyzję i przewieźli córkę do kliniki prof. Talara w Bydgoszczy.

Po pięciu dniach dziewczyna otworzyła oczy, a po kilku miesiącach rehabilitacji wróciła do całkowitego zdrowia. Pod koniec 2007 roku media rozpisywały się o “cudzie.“

21-letni Amerykanin Zachariasz Dunlop, u którego rozpoznano śmierć mózgową, został wówczas ocalony przez swoje kuzynki-pielęgniarki dosłownie na kilka sekund przed pobraniem organów. Kobiety zauważyły u Zachariasza odruchy, dzięki którym rozpoznały, że jednak żyje. Po czterech miesiącach od wypadku Zachariasz był już w pełni sił. W wywiadzie dla stacji NBC opowiadał, że był przytomny i słyszał, jak ogłoszono go martwym!

Dr. Paul Byrne, neurolog, specjalizujący się w zagadnieniu śmierci mózgowej komentuje:

– Choć tej historii przypięto etykietę cudu, nie jest ona niczym ponadnaturalnym. Jeżeli zdarzył się cud, to jest nim fakt, że nie pobrano mu organów, zanim był w stanie zareagować. On był żywy — jego serce biło. […]

Pytanie brzmi-jak wielu innych dawców organów jest w podobnej sytuacji, lecz giną, gdy pobiera się ich narządy?

“Śmierć mózgowa“ została spreparowana, wymyślona po to, by uzyskiwać organy. Nigdy nie opierała się na nauce.

W Stanach Zjednoczonych z jednego ciała ludzkiego można uzyskać kwotę w wysokości dwóch milionów dolarów. W cenę wliczane są narządy człowieka z bijącym jeszcze sercem: wątroba, nerki, płuca, serce itp.

Następnie po śmieci, z martwych już zwłok pobiera się: skórę, ścięgna, powięzie, chrząstki, kości, soczewkę, rogówkę itp. To razem uruchamia potężny biznes.

W Europie jedna nerka kosztuje do kilkudziesięciu tysięcy euro. Biorca musi pobierać leki immunosupresyjne, aby jego organizm nie odrzucił przeszczepu. Ściśle biorąc, jego organizm to w końcu zrobi, ale chodzi o spowolnienie tego procesu. Największy interes robią na tym producenci i dystrybutorzy tych leków.

Jeśli w końcu uda się pobrać i przeszczepić narząd to ryzyko zgonu po przeszczepie, nawet nerki, nie mówiąc o sercu, jest znaczne.

Przeszczep nerki kosztuje ok. 70 tysięcy złotych i wprawdzie zwalnia z dializ, co przynosi jakieś oszczędności, ale w tym czasie biorca stale walczy ze swoim organizmem, który dąży do odrzucenia obcego organu, a to wymaga stałego przyjmowania leków immunosupresyjnych, które mają bardzo poważne skutki uboczne (podwyższone ryzyko infekcji, większe ryzyko zachorowania na nowotwory i nadciśnienie) i oczywiście również dużo kosztują.

Najgorsza wiadomość jest taka, że przeszczepiona nerka przetrwa maksymalnie 15 lat. Następna nerka przetrwa już tylko kilka lat, a kolejna jeszcze krócej. To rodzi stałe zapotrzebowanie na nerki, a więc potrzebni są kolejni dawcy, żywi lub martwi, a w końcu pacjent (jeśli przeżyje) i tak wraca do punktu wyjścia, czyli na dializy.

W krajach Unii Europejskiej pacjent po przeszczepie kupuje leki warte kilkadziesiąt tysięcy euro rocznie!

Ponadto nie wszystkie pobrane narządy przeznaczone są do ratowania życia. Często wykorzystywane są one w operacjach plastycznych, a to naprawdę wielki i przynoszący krociowe zyski biznes. Z tego powodu kwitnie (i coraz bardziej rośnie w siłę) potężne podziemie transplantacyjne, które pod względem dochodów już niedługo może dorównać mafii narkotykowej.

Hipotermia pozwala uratować 60% pacjentów z orzeczeniem śmierci pnia mózgu, a tromboliza zapobiega obrzękowi mózgu spowodowanemu zatorami w tętniczkach.

Zamiast tego, bez wiedzy i zgody rodziny, na 2 do 10 minut wyłącza się respirator, żeby sprawdzić, czy pacjent podejmie samodzielne oddychanie. Jeśli nie podejmie, następuje nieodwracalne uszkodzenie mózgu. Uszkadza się mózg po to, żeby orzec, że mózg jest uszkodzony!

Gdyby pozwolić pacjentowi na spokojne dojście do siebie pod respiratorem przez kilka dni mogłoby się okazać, że oddech samoistnie powrócił, a stan pacjenta się poprawia.

Tylko jeden pan profesor Jan Talar zrehabilitował około dwustu osób, o których mówiono rodzinom, że w ich przypadkach nic już się nie da zrobić i trzeba wyrazić zgodę na pobranie narządów. Profesor zajmował się mniej więcej dwustu pacjentami w takim stanie, spośród których wielu przywrócił do pełnej bądź choćby tylko częściowej sprawności.

Niewiele osób w Polsce wie, że w naszym kraju istnieje tak zwana “domniemana zgoda“ na pobranie narządów do przeszczepu. Oznacza to, że jeśli nie wypełnimy odpowiedniego formularza i nie wyślemy go na adres Poltransplantu, jesteśmy potencjalnymi dawcami, czy tego chcemy, czy nie.

Aby nie być potraktowanym jako dawca, na zasadzie tzw. zgody domniemanej należy się zgłosić do Centralnego Rejestru Sprzeciwów na stronie Polstransplantu

Formularz należy pobrać i wydrukować, wypełnić i wysłać na wskazany adres. To ważne, bo po wypadku można być uznanym za dawcę czasem nawet pomimo sprzeciwu rodziny.

Chorzy, kierowani do szpitali oraz ich krewni w żadnym przypadku nie powinni wyrażać zgody na pobieranie narządów z ich ciał po śmierci, aby nie dopuszczać do nieludzkiego traktowania ciał zmarłych, kiedy wycinane są z nich narządy bez znieczulania, kiedy odczuwają oni jeszcze ból, tylko nie mogą tego powiedzieć.

W żadnym przypadku nie wolno za życia robić pisemnych oświadczeń, zawierających zgodę na pobieranie narządów z ciała po śmierci!

Bunt przeciwko USA i globalnej, finansowej mafii

Data: 03.02.2020 16:40

Autor: ziemianin

alfax-2020.neon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #gospodarka #polityka #globalizacja #dolar #sankcje

Sankcje Białego Domu, powodują poważne szkody nie tylko dla suwerennych państw ale ostatnio także dla amerykańskich sojuszników, a tym samym stymulują działania odwetowe na całym świecie.

Bunt przeciwko USA i globalnej, finansowej mafii

Przykładem takich konsekwencji jest możliwe stworzenie przez Rosję i Chiny i inne państwa, które są narażone na amerykańskie represje, stworzenie niezależnego systemu „płatności w złocie”, który jest niewrażliwy na amerykańskie sankcje i ograniczenia do którego mogą dołączyć Turcja, Katar, Malezja i Iran a w przyszłości i inne kraje.

Pomysł wykorzystania złota jako instrumentu płatniczego nie narodził się w Rosji ani w Chinach, został wysunięty na specjalnej konferencji przez premiera Malezji Mahathira Mohamada. Podobną propozycję zrezygnowania z dolara i obniżenia wartości dolara w rozliczeniach między krajami zagrożonymi sankcjami USA przedstawił prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, który wskazał na potrzebę wykorzystania waluty krajowej w płatnościach międzynarodowych.

Mahathir Mohamad: „Ponownie zaproponowałem rozważenie idei płatności przy użyciu„ złotego dinara ”i handlu wymiennego między naszymi krajami. Poważnie się nad tym zastanawiamy i mamy nadzieję, że znajdziemy mechanizm wdrażania … W ostatnim okresie widzimy że, używając dolara amerykańskiego to coraz częściej narzucane nam są przez USA bezprawne sankcje, które mogą powstrzymać nasz rozwój gospodarczy. ”

Możliwe opcje dedollaryzacji.

Perspektywy finansowe tej propozycji pozwolą uniknąć wprowadzenia sankcji przez Stany Zjednoczone. Wszystko wynikało z faktu, że środki sankcji przeciwko ich krajom zostały już wprowadzone lub zostaną wprowadzone w przyszłości.

Polityczny i finansowy a tym samym ekonomiczny terror USA.

Uzależnienie się od amerykańskiego dyktatu, terroru, polega na tym że musisz całkowicie porzucić swoje własne interesy narodowe i po prostu posłusznie przestrzegać wszelkich wymagań Białego Domu.

Przywódcy Malezji, Kataru, Iranu i Turcji nie zgadzają się ze Stanami Zjednoczonymi.

Cztery możliwe opcje dedollaryzacji, które zostały zaproponowane na konferencji w Kuala Lumpur:

To przejście na złoto (przy użyciu „złotego dinara”),

Transakcje barterowe, korzystanie z walut krajowych i najbardziej egzotyczna opcja -

Przejście na transakcje z wykorzystaniem kryptowalut.

Transakcje barterowe.

Transakcje barterowe są odpowiednie dla niektórych operacji transakcyjnych punktowych i dużych, w których występują bardzo duże wolumeny. Ale mają jedną wielką zaletę: nie można ich zatrzymać sankcjami finansowymi. Opcja używania walut narodowych wspomniana przez Erdogana jest bardziej nowoczesna i lepiej nadaje się do stosowania w handlu międzynarodowym.

Poważnym problemem jest system SWIFT. Stany Zjednoczone mogą zmusić formalnie belgijski system międzynarodowych przelewów bankowych do wyłączenia banków tureckich, katarskich lub malezyjskich. Natomiast dla przykładu Rosja jako partner zewnętrzny, która ma swój własny analog, może być zaangażowana w budowę systemu finansowego pozbawionego dolara. Rosja i w pewnym aspekcie i Chiny które są już objęte sankcjami amerykańskimi dokonują już rozliczenia we własnych walutach.

Złoty kruszec może być fizycznie transportowany jako zapłata za towary i usługi. Co więcej, złoto ma dodatkową zaletę: mieszkańcy dość konserwatywnych krajów uczestniczących w projekcie ufają wartości żółtego metalu, są przyzwyczajeni do utrzymywania w nim swoich oszczędności, a to naprawdę uniwersalny instrument finansowy, który wszyscy rozumieją, od Doha i Ankary po Teheran i Kuala Lumpur. Korzystanie ze schematu depolaryzacji ułatwi podłączenie go do systemów finansowych innych krajów, co również zmniejszy zależność od dolara i zwiększy ilość złota w ich rezerwach. Przede wszystkim obecnie bardzo aktywne w tej kwestii są to Chiny i Rosja.

Ponadnarodowe monopole wykorzystały wszystko, co było możliwe. Teraz nie mają z kim konkurować i nie mają nic do przechwycenia. Wydaje się, że wszystkie cele zostały osiągnięte i można odpocząć. Ale faktyczny kret historii nigdy nie przestaje działać. Kopie jednocześnie w kilku kierunkach: stworzenie nowego rodzaju gospodarki i nowego rodzaju państwa. Więc dedolaryzacja jest nieunikniona, ponieważ nie ma innego sposobu by zachować suwerenność i uniknięcia amerykańskich sankcji.

Dzisiaj, w otchłani sankcyjnego kryzysu, następuje przejście do nowego (wciąż nieznanego) rodzaju gospodarki. Z nowymi, ale nieznanymi rodzajami towarów. Technologie informacyjne są tylko zwiastunem nowej gospodarki.

Główną przeszkodą dla nowego rodzaju gospodarki są ci wszyscy, którzy przejęli monopolistyczne korporacje transnarodowe. Bo w końcu każdy zasadniczo nowy produkt stanowi realne zagrożenie dla pozycji monopolisty. A nawet istnieje groźba całkowitego upadku. W przypadku przełomu na rynku światowym, na przykład nowego typu silnika, który może zastąpić silnik spalinowy, nastąpi globalna redystrybucja własność.

Bankowość (pomimo kryzysu systemowego i być może dzięki temu) będzie próbowała doprowadzić proces globalizacji do logicznego zakończenia.

Kryzys systemowy oznacza utratę kontroli państwa nad głównymi obszarami społeczeństwa. Globalny kryzys systemowy to także utrata funkcji wszystkich instytucji międzynarodowych, od ONZ do UNESCO, WHO itd., A także prywatyzacja państwa jako jednego z głównych kierunków rozwoju współczesnego świata.

Główne narzędzie globalizacji.

Głównym instrumentem globalizacji jest dolar amerykański. Istnieją oczywiście inne strefy walutowe, które utrudniają rytmiczne działanie pompy globalizacyjnej: juan, rubel itp. Ale przede wszystkim spokojny nocny sen zaburza amerykańskim banksterom konkurencyjne €uro, więc uważają że należy wyeliminować euro, ponieważ euro powoduje największe zaburzenia u dolara. Tak duże że może doprowadzić do całkowitej dewastacji U$A dolara. Dlatego obecnie ze strony amerykańskiej istnieje celowy proces eliminacji głównej przeszkody w globalizacji. A mianowicie oznacza to eliminację konkurującej strefy euro.

Brexit to także narzędzie przeciwko euro. Ale zanim proces niszczenia euro zostanie zakończony, dla dobra Stanów Zjednoczonych i amerykańskich banksterów integracja europejska również musi ulec poważnemu osłabieniu przez wewnętrzne spory w których pewne kraje mają niestety swój negatywny udział będąc wiernymi sojusznikami USA…

Oznacza to, że pieniądze z peryferii strefy euro należy przelać do Niemiec i Francji, a następnie skoncentrować w Niemczech i dopiero wtedy rozpocznie się ich ostateczny transfer do USA – I dopiero wtedy proces globalizacji można uznać za zakończony. Dalsze procesy będą miały niewiele wspólnego z gospodarką. Chociaż się w nim zamanifestują.

Obecny kryzys wcale nie przypomina tego, który niegdyś opisał Karol Marks, bo nie mógł nawet sobie tego wyobrazić, że globalne centrum emisji waluty w USA jest w stanie wydrukować dowolną ilość papierowych pieniędzy.

Dlatego charakter (i szybkość) przebiegu globalnego kryzysu w niewielkim stopniu zależy od samej gospodarki, a bardziej od skali emisji i nadpłynności przepływów finansowych. I z przekonania konsumentów, że pieniądze zawsze pozostaną pieniędzmi.

Pompa druku dolarów zaczyna zauważalnie ulegać awarii.

Trzema źródłami i trzema elementami globalizacji jest sam dolar i jedyne na świecie centrum emisji pieniądza papierowego i długów które znajduje się w USA. Podobnie jak potęga polityczna i technologia wyemitowanego dolara. Ten sam jako jeden światowy ośrodek emitujący pieniądz papierowy również emituje długi, ponieważ w tej globalnej strukturze finansowej pieniądz papierowy i długi można wytwarzać tylko w tym samym czasie.

Dolary są wydawane w celu pożyczenia ich państwom (a ponieważ centrum pożyczania innym jest zasadniczo prywatnym sklepem) (lub korporacją) za pośrednictwem różnych instytucji finansowych, które mają dostęp do takich pożyczek dolarowych. Istnieje naturalnie hierarchia banków służących do pożyczek. Następnie przeprowadza się pewne manipulacje, dzięki czemu pożyczka staje się złożonym systemem i uzależniona jest od odsetek i jest prawie nie do spłacenia i dla wielu zadłużonych nie do zniesienia.

(Odsetki są kosztem, gdy zaciągasz kredyt. Na wysokość odsetek wpływa wysokość stopy procentowej, kwota kapitału oraz czas). Bank ustala, jaki kapitał kredytu pozostał do spłaty i od tego kapitału nalicza odsetki.

Klient często spłaca bez końca odsetki a dług coraz bardziej rośnie. Celem takich manipulacji jest spłata długów wobec i według stopy procentowej wyższej niż otrzymane pożyczki. Podnoszenie kursu walutowego wcale nie jest trudne, ponieważ z każdą paniką strachliwy dolar natychmiast ucieka do swojej ojczyzny a jest jeszcze więcej możliwości do manipulacji. Wywoływanie paniki na rynku peryferyjnym jest proste. W tym celu nie jest konieczne ogłaszanie sankcji ani wysyłanie lotniskowców. Chociaż jak wiemy jest to również możliwe w zastosowaniu przez taki kraj jak USA w stosunku do niepokornych. Dolar jest manipulowany, kurs rośnie, a pętla zaciska się coraz bardziej.

Z każdym nowym cyklem coraz mocniej.

Znaczenie takiego procesu w globalizacji jest takie samo: wszystkie zasoby są pompowane z peryferii Unii Europejskiej do centrum w tym przypadku do Francji i Niemiec. Logika jest tutaj taka, że ​​wszystkie zasoby będą zbierane z peryferii do jednego centrum. Ten proces będzie trwać, dopóki nie zostaną zaburzone warunki niezbędne do jego przepływu, gdy nadmiar płynności papierowych pieniędzy, które warto przepompować do centrum, pozostaną na peryferiach. Gdy przepływ zostanie zastopowany to proces zakończy się odrzuceniem euro. Chociaż na etapie pośrednim możliwe jest zmniejszenie strefy euro. Ale wtedy nastąpi zapaść. Po upadku euro globalizacja osiągnie swój szczyt. Jednocześnie nastąpi globalny kryzys globalizacji, który jest tak naprawdę jego drugą stroną.

Paradygmat globalizacji dolara w perspektywie długoterminowej w zasadzie nie implikuje istnienia innej pełnoprawnej (…) państwowości, z wyjątkiem państwowości ośrodka emitującego.

Znaczenie suwerenności już zniknęło w globalnych wirach, gdy słońce nagle znika na libijskiej pustyni. Zmierzch strefy euro nie musiałoby oznaczać żadnej tragedii, gdyby nie brano pod uwagę takiej tragedii dla krajów z utratą własnych rynków, a nawet utraty gospodarki narodowej. Ten schemat jest bardzo podobny do świadomego oszustwa. Chociaż sprytni " finansiści " (oszuści i spekulanci) uznają to za rodzaj gry giełdowej, w której, obowiązują reguły o podwyższonym ryzyku.

Tu dochodzi jeszcze jeden ciekawy aspekt w związku z globalizacją, a dotyczący Rosji i Ukrainy.

W tym sensie europejska integracja Ukrainy w ramach procesu globalizacji (jak również integracja z Federacją Rosyjską w jej obecnej formie) są równie pozbawione znaczenia, ponieważ oba są systemami wtórnymi. A sama logika procesu globalizacji przypisana jest całkowitemu uzależnieniu od jedynego centrum emisji dolarów.

Ale gdy tylko Federacja Rosyjska zda sobie sprawę ze szkodliwych skutków bycia w systemie globalizacji dolara, integracja Ukrainy i Rosji stanie się nie tylko możliwa, ale także konieczna.

Nieuzasadnione jest dołączanie Ukrainy do projektu UE podczas trwających obecnie w Unii różnych sprzeczności i widocznego stopniowego jej upadku. Nieuzasadnione jest również twierdzenie, że Ukraina powinna wstąpić do Federacji Rosyjskiej wyłącznie dlatego, że jest to kraj bardziej na arenie międzynarodowej i finansowej suwerenny i odnoszący sukcesy.

Ocena sukcesu w rublach jest tak samo bezsensowna jak w dolarach. Lub ile zarabia Federacja Rosyjska na sprzedaży gazu na Ukrainę. Lub ile Ukraina zyskuje.

Prawdziwy problem w dobie globalizacji polega na tym, że ani razem, ani osobno Ukraina i Rosja (i UE) nie mogą zasadniczo istnieć w paradygmacie globalizacji dolara, ponieważ globalizacja jest tak zaprojektowana w taki sposób, że nikt nie może w niej suwerennie działać i przetrwać, z wyjątkiem jednego globalnego pieniądza $ dolara $ centrum emisji (USA) wraz z emisją długów dla członków tej globalnej struktury.

Święta własność prywatna pozostała tylko dla naiwnych w kinie, w produkcjach Hollywood .

Własność prywatna (implikuje dwie funkcje: własność i rozdysponowanie własności) pod dominacją monopolu, korporacje transnarodowe faktycznie straciły swoją drugą funkcję (rozdysponowanie własności). Ta funkcja została oddzielona od właściciela przez zatrudniony personel zarządzający na ich korzyść. Właściciel może oczywiście teoretycznie zwolnić zaniedbujących i złodziei zarządców i zatrudnić nowych, ale nadal nie uda mu się przywrócić w ten sposób wyobcowanej funkcji własności prywatnej.

Kalifowie naftowi (Kaddafi, Husajn itd.) Sądzili, że sprzedają ropę na Zachód za pieniądze. Za dolary. Ale okazuje się, że oddali ją za darmo. Inwestowali także dużo, ponieważ opłacali obsługę pól naftowych i infrastruktury.

I wreszcie

Zachodni paradygmat opiera się na niezachwianej wierze w niezmienny i absolutny materialny postęp świata w tym sensie, że gospodarka wolnorynkowa będzie wytwarzać coraz więcej, a obywatele (przynajmniej zachodni) będą konsumować więcej. Jednocześnie obywatele (przynajmniej w krajach zachodnich) będą musieli pracować coraz mniej, aby osiągnąć stale rosnącą konsumpcję.

Ale wiąże się to ze zużyciem coraz bardziej wyczerpanych surowców i zanieczyszczeniem i tak już skażonego środowiska. Ten konflikt interesów ponownie wymaga rozwiązania, przede wszystkim w zachodniej kulturze łacińskiej.

My, chociaż uczestniczymy w tym całym globalnym procederze (cyrku) jednak z powodu naszego absolutnie braku bezpośredniego wpływu. Musimy uaktywnić się i pośrednio wywierać na naszych rządzących presję przez aktywną krytykę i protesty oraz rzeczowe dyskusje i postulaty.

Tak musimy się przygotować do nowych czasów które nadejdą bo zmiany są konieczne.

Inaczej nowy globalny usytuowany w jednym centrum w USA " amerykański banksterski hitler ", będzie decydował o naszym być albo nie być!

Czyli sprowadzi ludzkość do globalnego koncentracyjnego obozu pracy i eleminacjii słabszych i nieprzydatnych tylko i wyłącznie dla dobra rządzącej całym światem globalnej mafii!

Niemcy spróbują zblokować przejęcie linii Condor przez polski kapitał? Rozważają skargę . . .

Data: 03.02.2020 16:35

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #lotnictwo #samoloty #niemcy #polska #plllot #niewygodneinfo

Pojawiły się sygnały (pisze o nich "Sueddeutsche Zeitung"), że Lufthansa rozważa wystąpienie do Komisji Europejskiej o postępowanie przeciwko Polskiej Grupie Lotniczej (w jej skład wchodzi LOT) w/s zakupu niemieckich linii Condor. Niemców z Lufthansy boli to, że w 2014 r. Bruksela wyraziła zgodę na udzielenie 200 mln euro pomocy publicznej dla LOT-u. Zgodnie z unijnym prawem pomoc państwa może być udzielana raz na 10 lat. Niemcy z Lufthansy uważają, że LOT uzyskał taką pomoc jeszcze drugi raz, tj. w 2018 r., dzięki czemu obecnie możliwy był zakup linii Condor.

Niemcy spróbują zblokować przejęcie linii Condor przez polski kapitał? Rozważają skargę do Komisji Europejskiej

Przypomnijmy – wiosną 2013 roku ówczesny premier Donald Tusk stwierdził, że PLL LOT to "studnia bez dna", i że "jedyną realną alternatywą dla scenariusza ciągle powtarzających się kłopotów jest prywatyzacja". Na początku kwietnia 2013 roku Rada Ministrów przyjęła nawet specjalny projekt ustawy umożliwiającej sprzedaż większościowego pakietu akcji PLL LOT. Ta zmiana prawa otwierała drogę do prywatyzacji naszego narodowego przewoźnika. Mówiono, że nabywcą mogłyby być tureckie linie lotnicze Turkish Airlines lub niemiecki Air Berlin.

Na szczęście dla LOT-u nic takiego się nie stało. Trafione inwestycje (przejęcie udziałów estońskiego przewoźnika Nordica; zakup nowej floty samolotów; otwieranie nowych połączeń) oraz dobra koniunktura sprawiły, że nasze narodowe linie lotnicze zwiększyły liczbę pasażerów z 4,3 mln (2015) do 10 mln obsłużonych w 2019 roku. Co ciekawe – ekspansja LOT niemal zbiegła się w czasie z marginalizacją i ostatecznym upadkiem niemieckich linii Air Berlin, które zakończyły operacje lotnicze z dniem 28 października 2017 r.

W 2018 roku powstał Polska Grupa Lotnicza (PGL), czyli państwowy holding w skład którego weszły LOT oraz spółki obsługi naziemnej oraz serwisowej. Wszystkie spółki, które weszły w skład grupy (tj. Polskie Linie Lotnicze LOT, LOT Aircraft Maintenance Services sp. z o.o., LS Airport Services SA. oraz LS Technics sp. z o.o.) wniosły swoje udziały do PGL. W efekcie powyższego można powiedzieć, że właścicielem LOT-u jest obecnie państwowa PGL.

I tutaj Niemcy z Lutfhansy dostrzegają problem. Jak donosi "Sueddeutsche Zeitung" zarząd niemieckiego giganta jest zdania, że powstanie PGL (w skład której wszedł PLL LOT) to forma niedozwolonej pomocy publicznej dla naszego narodowego przewoźnika lotniczego, która w konsekwencji umożliwiła przejęcie niemieckiej linii Condor. Co istotne – taka pomoc może być, za zgodą Komisji Europejskiej, udzielana tylko raz na 10 lat. Tymczasem Bruksela po raz ostatni wyraziła zgodę na udzielenie państwowej pomocy dla LOT-u w 2014 roku. A zatem nie upłynęło jeszcze 10 lat, co dla Niemców z Lutfhansy ma być wystarczającym powodem, aby rozważać opcję wystąpienia do Komisji Europejskiej ze skargą przeciwko Polskiej Grupie Lotniczej w/s zakupu niemieckich linii Condor.

Jaki byłby rezultat takiej skargi, gdyby Niemcy zdecydowali się ją złożyć? Na dziś trudny do przewidzenia. Z jednej strony PLL LOT – wbrew temu co twierdzą Niemcy – w 2018 roku bezpośrednio nie uzyskały żadnej pomocy państwa. Z drugiej strony, jakiś "rozgrzany" eurokrata, który chce walczyć o "polską demokrację" może uznać, że działania państwa polegające na utworzeniu Polskiej Grupy Lotniczej i przejęciu przez nią udziałów pięciu spółek (w tym PLL LOT) mogły być policzone na zdobycie większej "zdolności kredytowej" w bankach kontrolowanych przez Skarb Państwa, dzięki czemu łatwiej udało się zorganizować kapitał na przejęcie niemieckiego Condora (zakup tej linii lotniczej ma być bowiem kredytowany). Jeśli taka narracja przeważy, to PGL będzie musiała zapomnieć o przejęciu Condora. Spółkę tą Polacy będą zobligowani sprzedać, a w takich okolicznościach kwota odstępnego będzie pewnie wielokrotnie niższa od kwoty jej zakupu. Innymi słowy – PGL wyjdzie na Condorze, jak Zabłocki na mydle.

Niemka odzyskała kamienicę w Olsztynie. Chce wyrzucić Polaków z mieszkań

Data: 03.02.2020 16:23

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #olsztyn

Skandaliczna sytuacja ma miejsce w Olsztynie. Niemka, która upomniała się o kamienicę chce wyrzucić lokatorów z mieszkań. „Polacy żyją w strachu” – informują media.

Niemka odzyskała kamienicę w Olsztynie. Chce wyrzucić Polaków z mieszkań

Przedwojenna kamienica, która jest własnością Niemki znajduje się w centrum Olsztyna. Lokatorzy, którzy się do niej wprowadzali byli pewni, że zajmują mieszkania komunalne. Miasto ich jednak oszukało.

Przez ostatnie lata w przedwojennej kamienicy mieszkała kilko rodzin – aby zmieścić w budynku więcej lokatorów zdecydowano się podzielić pomieszczenia na mniejsze. Miasto i mieszkańcy dbali o kamienicę, jednak po latach upomniała się o nią Niemka.

Mieszkająca w Niemczech właścicielka postanowiła skierować sprawę do sądu i odzyskać olsztyńską kamienicę. Wyrok zapadł już w sierpniu 2019 roku – budynek, decyzją sędziego, został przekazany do dyspozycji Niemki. Od tego czasu zaczął się horror Polaków.

Po interwencji dwójki z lokatorów okazuje się, że miasto od zawsze wiedziało do kogo należy kamienica. Mieszkańcy mogą teraz zostać wyrzuceni z mieszkań – które wyremontowali, a także zainwestowali w wyposażenie. Miasto umywa ręcę i nie pomoże Polakom – może jedynie wydzielić im… kontener socjalny.

Jak sprawę komentuje właścicielka? Pełnomocnik, adwokat Jerzy Dobrzański wyjaśnia, że jest na etapie dogadywania się z miastem. „Z prawnego punktu widzenia zajmują oni lokale, do których nie mają tytułu prawnego wobec właścicielki. Umowy, które zawarło z nimi miasto, są nieskuteczne” – tłumaczy.

Gwiazdowski i Korwin Mikke

Data: 03.02.2020 16:18

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #matusiakblog #podatki

Współcześnie kraje o niskich podatkach są przeważnie bardzo biedne i skorumpowane.

Utrzymanie rozbuchanej pasożytniczej administracji i zadania socjalne są kosztowne. To jest oczywiste

Gwiazdowski i Korwin Mikke

W Generalnej Guberni firmy w rozliczeniach płac pracowników często stosowały przedwojenne druki. Z zachowanych wypełnionych druków wynika że opodatkowanie wynagrodzeń w czasie okupacji było niskie. Prof .Gwiazdowski podał taki druk z czasów okupacji. Treść takich druków stale gości w wypowiedziach Korwina – Mikke.

Czy w takim razie Adolf Hitler był dobrym wujaszkiem a III Rzesza przyjacielem Polaków ? Czy Hansowi Frankowi powinniśmy postawić pomniki ?

Istota sprawy jest gdzie indziej:

Bank Emisyjny w Polsce drukujący popularne "młynarki" ( od nazwiska dyrektora Banku Feliksa Młynarskiego ) był podporządkowany niemieckim władzom okupacyjnym i ich interesowi. Wielka skala druku pustego pieniądza służąca do grabieży wywołała potężna inflacje oraz rozjazd cen oficjalnych ( towary na kartki zaopatrzeniowe ) i realnych – czarnorynkowych. W 1943 roku oficjalna cen chleba wynosiła 0.55 zł a realna 13 zł.

Kartki zaopatrzeniowe będące faktycznym pieniądzem z możliwością zakupu towarów po cenach oficjalnych otrzymywali tylko pracownicy.

Hans Frank (1900–1946) – generalny gubernator okupowanych ziem polskich, hitlerowski zbrodniarz wojenny, jeden z przywódców III Rzeszy:

-Otrzymałem polecenie bezwzględnego złupienia zdobytych ziem wschodnich; mam doprowadzić do ich całkowitej gospodarczej, społecznej, kulturalnej i politycznej dewastacji, Dziennik pod datą 19 stycznia 1940.

-Naszym zadaniem jest utrzymać ten kraj w interesie niemieckiego narodu. Polska nie śmie nigdy więcej powstać. Wywiad dla korespondenta „Vólkischer Beobachter” Kleissa, 6 lutego 1940.

-Z przeprowadzonych badań wynika, że większość mieszkańców Polski dostarcza organizmowi zaledwie ok. 600 kalorii dziennie, gdy normalne zapotrzebowanie człowieka wynosi 2200 kalorii. Ludność Polski jest tak osłabiona, że łatwo może paść ofiarą tyfusu plamistego… Współczucie z zasady wolelibyśmy zachować tylko dla narodu niemieckiego, i dla nikogo więcej. Dziennik pod datą 9 września 1941.

– Nie należy nam zresztą wcale na rozkwicie tego kraju. Jest to może najsmutniejsza prawda, jaką musimy powiedzieć. Nam nie zależy zupełnie na tym, aby Polacy stali się bogatsi albo czuli się bezpieczniej lub przejawiali coraz więcej żywotności w wykorzystaniu swej własności. Nam zależy jedynie na podniesieniu autorytetu niemieckiego w tym kraju. Miarą tego dzieła nie może być dla nas, ile osobistego szczęścia – według pojęć rządów dawnych stuleci – przysporzymy poszczególnym Polakom, lecz jak najskuteczniej wykluczyć możliwość, aby Polska kiedykolwiek jeszcze powstała. (…) Führer również przedwczoraj wyraźnie oświadczył, że ten Nebenland (kraj przyboczny) Rzeszy Niemieckiej ma spełnić trudne zadanie rozprawienia się z Polakami za wszelką cenę; aby więc wolny był także od obowiązku prowadzenia polityki zniemczania. Dalej Führer wyraźnie powiedział, że nie nakłada na Gubernię Generalną obowiązku kształtowania tu życia na wzór niemiecki, ale również żadne tendencje germanizacyjne nie byłyby tu na miejscu. Kraj ten powołany jest do spełniania roli rezerwuaru robotników na wielką skalę. Mamy tu jedynie gigantyczny obóz pracy, w którym wszystko, co oznacza siłę i samodzielność, jest w rękach Niemców. (…) Fragment przemówienia Hansa Franka, wygłoszone na posiedzeniu władz okupacyjnych, określające cele polityki hitlerowskiej w generalnej Guberni, 6 listopada 1940.

-Na marginesie należy jedynie stwierdzić, że skazaliśmy na śmierć głodową 1,2 miliona Żydów. Dziennik pod datą 24 sierpnia 1942.

-Generalna Gubernia została powołana przez führera w 1939 roku jako swoisty, wyjątkowy twór administracyjny. Jest ona, że tak powiem, utajonym stanem wyjątkowym. Świadczy o tym m.in. fakt, że zachowaliśmy tu doraźne sądy policyjne, organy uprawnione do natychmiastowego wykonywania wyroków. Utrzymując ten stan wyjątkowy posunęliśmy się tak daleko, że zmuszamy tutejszą ludność do ofiar, jakich nie musi ponosić ludność żadnych, innych terytoriów. W 1943 o Generalnym Gubernatorstwie utworzonym na terenach okupowanej przez Niemców Polski.

-Musimy bezwzględnie wykorzystać czas wojny, aby jak najbardziej zniszczyć i rozbić polską siłę narodową. Musimy z całą brutalnością i bez względu na skutki ogałacać ten kraj ze wszystkiego. Musimy przemocą wysiedlać, wywłaszczać i wyrywać z korzeniami (…). Czas pokaże, czy daleko idące restrykcje wobec Polaków są skuteczną bronią przeciwko nim. Surowe środki wykonawcze, które stosujemy w Warszawie, Krakowie i innych miejscowościach mają tylko na celu pokazać, że w tym kraju nadal panują Niemcy. O Polsce pod niemiecką okupacją 1939–1945.

Umiejętności absolwenta uniwersytetu

Data: 03.02.2020 16:15

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #uniwersytety #ranking #matusiakblog

Ewentualne pretensje co do rzetelności rankingu należy skierować do prestiżowego World Economic Forum i The Spectator Index

Umiejętności absolwenta uniwersytetu

Żale też można wylać oczywiście na świętoszkowatego ministra Gowina, którego pasożytnicza trzoda pasie się na państwowych posadach. Minister Rozwoju Emilewicz od wszystkiego urządza kolejne hucpy.

Do niedawna myślałem że naukę pogrążają "profesorowie" humanistyki twierdzący przykładowo, że pary homoseksualne mają tyle samo dzieci, co pary heteroseksualne ale po obejrzeniu kilku prac habilitacyjnych z dziedziny techniki z przykrością trzeba stwierdzić że jedynym ratunkiem jest gruby kij, którym trzeba całe to śmierdzące, zdegenerowane pokomunistyczne towarzystwo pogonić za Don razem z Nadzwyczajną Kastą.

Afrykańskie uniwersytety są już lepsze niż wyższe szkoły gotowania na gazie i marketingu.

Stephen King znika z Facebooka. Chodzi politykę prywatności

Data: 03.02.2020 16:08

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiat #facebook #twitter #StephenKing #pisarz

Jeden z najbardziej znanych i cenionych pisarzy na świecie, Stephen King, poinformował na Twitterze, że zdecydował się na usunięcie konto z Facebooka. Jak podkreślił, „nie ma pewności, czy zapewnia on dostateczną ochronę prywatności”.

Stephen King znika z Facebooka. Chodzi politykę prywatności

„Odchodzę z Facebooka. Czuję się niekomfortowo z napływem fałszywych informacji, na które pozwala polityka serwisu. Nie mam też pewności, czy zapewnia on dostateczną ochronę prywatności swoich użytkowników. Śledźcie mnie na Twitterze, jeśli macie na to ochotę” – napisał na Twitterze Stephen King. Jego wpis polubiło już ponad 252 tys. użytkowników.

I'm quitting Facebook. Not comfortable with the flood of false information that's allowed in its political advertising, nor am I confident in its ability to protect its users' privacy. Follow me (and Molly, aka The Thing of Evil) on Twitter, if you like.

— Stephen King (@StephenKing) [February 1, 2020](https://twitter.com/StephenKing/status/1223425267831574534?ref_src=twsrc%5Etfw)

W październiku Twitter poinformował, że nie będzie przyjmował propozycji od reklamodawców politycznych. Zdecydował, że ze względu na rozwijającą się technologię, kierowanie zindywidualizowanych treści, fake newsów, czyli podrobionych informacji, może doprowadzić do daleko posuniętej manipulacji.

Farming Simulator 2019 za darmo na Epic Games Store

Data: 03.02.2020 15:55

Autor: ziemianin

epicgames.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gry #komputery #czaswolny #rozrywka

Jeżeli nigdy nie graliście w symulator farmy i zastanawia Was co takiego w nim jest, że przyciąga przed ekrany tysiące graczy, to teraz macie ku temu okazję. "Farming Simulator 19" pojawił się w promocji Epic Games Store.

Farming Simulator 2019 za darmo na Epic Games Store

Wraz z Nowym Rokiem sklep Epic Games nie zrezygnował ze swoich słynnych promocji. Gracze nadal co tydzień otrzymują jedną lub dwie gry bezpłatnie. Taki ruch ma zachęcić do regularnego odwiedzania sklepu i korzystania z innych, płatnych ofert. Do 6-tego lutego wszyscy zainteresowani mogą pobrać produkcję Giant Software.

„Farming Simulator 19” to symulator rolniczy wydany na koniec 2018 roku. Reprezentant jednej z najpopularniejszych na świecie gier symulacyjnych pozwala zostać nowoczesnym farmerem. Gracz ma do wyboru dwie duże mapy – europejską i amerykańską. Do jego dyspozycji oddano tutaj aż 300 autentycznych pojazdów i maszyn rolniczych, w tym słynnej marki John Deeree. Poza uprawą pól można także hodować zwierzęta takie jak kury, owce, krowy czy konie. Poza kampanią jednoosobową gracze mogą także tworzyć do 8 odrębnych gospodarstw na wspólnej mapie w trybie kooperacji.

Od siebie polecam Wam także zajrzeć do Epic Games Store-u 6-tego lutego. Wtedy to bowiem w ramach bezpłatnej promocji będzie można pobrać trzy świetne porty gier planszowych. „Ticket to Ride”, czyli po polsku „Wsiąść do pociągu” to strategiczna gra familijna, w której tworzymy połączenia kolejowe pomiędzy różnymi miastami. „Carcassonne” to klasyka gier kafelkowych – lekka strategia, w której punktujemy za obszary dokładane do wspólnego królestwa. Z kolei „Pandemic” to ciut bardziej zaawansowana gra, w której w roli specjalistów od chorób zakaźnych próbujemy wspólnie pokonać epidemię.

Mapa rozprzestrzeniania się wirusa (2019 nCoV) jedną z bardziej popularnych stron

Data: 03.02.2020 15:47

Autor: ziemianin

gisanddata.maps.arcgis.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #2019nCoV #koronawirus #chiny #swiat #wirus #choroba #epidemia #pandemia

Mapa opracowana przez Johns Hopkins University, wykorzystując raporty pochodzące z Centers for Disease Control and Prevention działające przy Światowej Organizacji Zdrowia, w formie wizualnej pokazuje miejsca pojawienia się koronawiursa z Wuhan.

Mapa rozprzestrzeniania się wirusa (2019 nCoV) jedną z bardziej popularnych stron

Mapa pokazuje w [czasie rzeczywistym]()https://gisanddata.maps.arcgis.com/apps/opsdashboard/index.html#/bda7594740fd40299423467b48e9ecf6, w miarę pojawiania się kolejnych raportów, liczbę potwierdzonych przypadków zachorowań, liczbę zgonów, ale także liczbę wyzdrowień. Każda czerwona kropka oznacza kolejny przypadek zachorowania. Wielkość kropki odpowiada liczbie zarażeń. Im większa kropka, tym więcej chorych osób w danym miejscu.

Mapa pozwala zorientować się, jak faktycznie wygląda rozprzestrzenianie się wiursa. Widać, że liczba chorych rośnie, jednak liczba osób, które wyzdrowiały przewyższa liczbę zgonów. Epidemiolodzy wyjaśniają, że wirus z Wuhan należy do mniej zjadliwych i choć nie należy go lekceważyć, to śmiertelność jesz niższa niż ta powodowana przez Ebolę czy SARS.

Według ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego w Polsce nie odnotowano jeszcze żadnego przypadku zarażenia wirusem. Polacy, którzy przyjechali z Wuhan, mają pobrane badania, już są transportowane do laboratorium w Państwowym Zakładzie Higieny. Będziemy wiedzieli w ciągu 1-2 dni, czy mają wirusa, czy nie. Żadne symptomy nie wskazują na to, że mają wirus – powiedział w rozmowie z RMF FM Łukasz Szumowski.

Skutki uboczne koronawirusa

Rok do roku Black Friday jest najbardziej intensywnym okresem dla firm zajmujących się przesyłkami w Chinach oraz realizujących płatności z zagranicy. Pojawienie się koronawirusa spowodowało tak gwałtowny wzrost zamówień, przede wszystkim na maseczki, że jak napisała na swoim koncie na FB firma logistyczna Buyandship z Hongkongu, odbiera kilka razy więcej zamówień niż podczas Black Friday.

Firma twierdzi, że w ciągu ostatniego tygodnia wysłała 15 tys. paczek klientom z całego świata, których główną zawartością były maski filtrujące. Najwięksi sprzedawcy, tacy jak JD.com i Taobao należący do Alibaby, zdecydowali się zamrozić ceny masek. Co nie zmienia faktu, że ich zapasy się kurczą. Warto jednak wiedzieć, że typowe maski, tzw. chirurgiczne nie są pewnym sposobem ochrony przed wirusem. Choć lepszym niż ich brak.

Innym skutkiem ubocznym epidemii jest… wzrost kursu bitcoina. Wartość tej kryptowaluty sukcesywnie spadała, aż do pojawienia się epidemii koronawirusa. W ostatnich dniach cena wirtualnej waluty wzrosła o ponad 10 proc. Obecnie za jednego bitcoina trzeba zapłacić około 9300 dolarów, czyli ok. 36 tys. zł. Według analityków wzrost ceny bitcoina wyraźnie koreluje z rozwojem epidemii koronawirusa. Choć może być też to efekt nie najlepszych ostatnio relacji między USA a Chinami i związanym z tym spadkiem wartości dolara.

Zuzia, dziewczynka z odsetkami

Data: 03.02.2020 15:26

Autor: ziemianin

aktualnosci24.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #banki #lichwiarze #zlodzieje #dobrzyludzie #ludzie #polska #opowiesci

11-letnia Zuzia ma do spłacenia milion złotych długu. Dzieciństwo spędziła w sklepie przy opuszczonej hurtowni. Teraz wychowuje się z mamą na 20 mkw. Komornik zajął jej rentę po zmarłym tacie. Zuzia ma jedno marzenie – chciałaby mieć rower.

Zuzia, dziewczynka z odsetkami

– Kim chcesz zostać w przyszłości?

ZUZIA: Jeszcze o tym nie myślałam.

– A jaki jest twój ulubiony przedmiot?

– Chyba plastyka. Matematyki nie lubię.

– Ale zwierzęta lubisz?

– Lubię, mam chomika.

– A jak ma na imię?

– Tuptuś.

MAMA: Trochę się wstydzi, ale pięknie maluje. Dobrze jej tutaj w szkole. Zżyła się z koleżankami.

– Ma jakieś marzenia?

MAMA: Chciałaby mieć rower.

Zuzia ma na razie wrotki. To pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po wejściu do ciemnego przedpokoju w mieszkaniu, gdzie 11-letnia dziewczynka żyje z mamą. Mają różowe podeszwy, kolorowe sznurówki, stoją starannie ułożone w rządku z innymi butami.

MAMA: Dostała je od koleżanki. Mamy trochę dobrych ludzi wokół siebie.

Mieszkanie malutkie – 20 mkw. Jeden pokój, kawałek korytarza i łazienka. W pokoju jedno okno, aneks kuchenny, wersalka, szafa na ubrania, stolik i dwa krzesła.

Na środku piecyk elektryczny. W ścianie nad wersalką kratka wentylacyjna zatkana kawałkiem folii, żeby ciepło nie uciekało na zewnątrz. Zza okna dobiega hałas pociągu.

MAMA: Można się przyzwyczaić. Ważne, że mamy ciepłą wodę, ale bojler też elektryczny, jak piecyk i kuchenka. Za prąd muszę płacić 400 zł miesięcznie.

Panie Kościński, ucz się pan od Nowego Jorku: sklepy, które odmówią zapłaty gotówką, zostaną ukarane

Data: 02.02.2020 23:13

Autor: ziemianin

nytimes.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gotowka #pieniadze #ministerstwofinansow

Od filiżanki kawy po przejażdżkę samochodem, urządzenia mobilne lub karty plastikowe stają się preferowanymi, a czasem wyłącznymi, metodami płatności w wielu częściach świata.

Panie Kościński, ucz się pan od Nowego Jorku: sklepy, które odmówią zapłaty gotówką, zostaną ukarane

Ale zmuszanie do płacenia w ten sposób, zamiast możliwości korzystania z gotówki, może wkrótce stać się nielegalne w Nowym Jorku.

Rada Miasta zatwierdziła w czwartek przepisy, które zabraniają sklepom, restauracjom i innym punktom handlowym odmowy przyjęcia twardej waluty.

Krok ten stawia Nowy Jork na czele krajowego ruchu ograniczającego tak zwane bezgotówkowe przedsięwzięcia: New Jersey, Filadelfia i San Francisco zatwierdziły takie zakazy w ubiegłym roku, a kilka innych miast, rozważa podobne ruchy. Od 1978 r. w Massachusetts obowiązuje prawo wymagające od sprzedawców detalicznych przyjmowania gotówki i kredytu.

„Konsumenci powinni mieć prawo wyboru, czy chcą płacić gotówką, czy nie” – powiedział radny Ritchie Torres, główny sponsor ustawy.

Zgodnie z ustawą firmy, które odmówią zapłaty gotówki, zostaną ukarane grzywną w wysokości 1000 USD za pierwsze naruszenie i 1500 USD za każde kolejne przestępstwo.


No panie ministrze finansów, czas czytać nowojorską gazetę i pójść w ślady mocodawców z Nowego Jorku.

Tam nie boją się wprowadzić nakazu przyjmowania gotówki, a pan chce usunąć gotówkę z Polski.

Ucz się pan od żydowskich, nowojorskich mocodawców…

Tomasz Kot opowiada o Hollywood, roli jako Nikola Tesla, filmie (Nie)znajomi itd

Data: 01.02.2020 20:57

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #tomaszkot #tesla #imponderabilia #CiekawaRozmowa

Tomasz Kot wpadł w ramach promocji filmu (Nie)znajomi, który za chwilę pojawi się w kinach, ale przez niemal 2 godziny rozmawialiśmy o wielu wątkach: między innymi jak to jest być reprezentowanym przez UTA w Hollywood, co z Marvelem, jak zareagował, kiedy dowiedział się, że interesuje się nim Christopher Nolan, no i kiedy zaczną się zdjęcia do filmu 'Nikola', gdzie będzie grał główną rolę.

Tomasz Kot opowiada o Hollywood, roli jako Nikola Tesla, filmie (Nie)znajomi itd

Gazeta Finansowa (2018) ujawnia: Kasa sędziowskiej kasty. Ile naprawdę zarabiają sędziowie?

Data: 31.01.2020 23:38

Autor: ziemianin

gf24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nadzwyczajnakasta #sedziowie #pieniadze #lapowka

Majątki naszych sędziów często nie mają wiele wspólnego z ich zarobkami. Przykładów na potwierdzenie tej tezy jest dużo. Aby uniknąć trudnych pytań o pochodzenie majątków, sędziowie w ostatnich latach robili co mogli, aby ich oświadczenia majątkowe nie były jawne.

Gazeta Finansowa (2018) ujawnia: Kasa sędziowskiej kasty. Ile naprawdę zarabiają sędziowie?

Operacja „Majątek”

Gdy na początku 2016 r. ze strony szefa resortu sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry padła zapowiedź, że wprowadzona zostanie jawność oświadczeń majątkowych sędziów, ci zareagowali oburzeniem. Powszechnie padały głosy, że takie rozwiązanie będzie sprzeczne z Konstytucją RP i prawem Unii Europejskiej, jego wprowadzenie będzie zaś zagrażało ich bezpieczeństwu. W kampanię obrony sędziów przed nowym rozwiązaniem zaangażowała się nie tylko Krajowa Rada Sadownictwa, ale i Sąd Najwyższy oraz wszystkie stowarzyszenia zawodowe. Jako rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) sędzia Waldemar Żurek był w pierwszym szeregu zwalczających reformy rządu PiS. Szczególnie nie podobał mu się pomysł jawnych oświadczeń sędziów. Żurek wiele razy podnosił, że takie rozwiązanie wystawia sędziów na cel przestępców. W listopadzie 2016 r. przeforsowano jednak zasadę jawności oświadczeń majątkowych sędziów. Bardzo szybko wokół majątku Żurka zrobiło się głośno. Okazało się, że po dwudziestu latach zawodowej kariery sędzia zgromadził naprawdę spory majątek. Żurek ma aż 21 nieruchomości. M.in. dom o powierzchni 110 mkw., lokal użytkowy o powierzchni 85 mkw., drewniany domek na wsi, kamienicę w prestiżowej lokalizacji w Krakowie, której jest współwłaścicielem (wraz z byłą żoną), a do tego liczne grunty, położone w różnych częściach Polski. M.in. 6,8 ha w województwie łódzkim, 3,5 ha w Rzeplinie w woj. małopolskim, 3,4 ha na Podkarpaciu, 1,5 ha w gminie Postomino w województwie zachodniopomorskim. Trudno przez 20 lat pracy jako sędzia zgromadzić taki majątek. W środowisku zaczęła się operacja „Majątek”. W jej ramach sędziowie rozpoczęli przepisywanie posiadanych dóbr na członków rodziny i bliskie osoby. Tym działaniom towarzyszył spory pośpiech, na tyle duży, że pozostały po nich nader liczne ślady w oświadczeniach majątkowych, które sędziowie złożyli po wejściu w życie nowych przepisów. W jednym z nich, złożonym przez sędziego jednego z warszawskich sądów wykazano m.in. miejsce garażowe w luksusowym apartamentowcu, w którym najprawdopodobniej pozbył się wcześniej mieszkania, wykazując jedynie dom jednorodzinny, którego jest tylko współwłaścicielem. Takich śladów jest znacznie więcej. Sędziowie zaciągali również różnego rodzaju kredyty bankowe i pożyczki, niezależnie od tego, że mieli już te, które zaciągnęli wcześniej, aby tylko móc wykazać, że przysłowiowo żyją „na debecie”.

Polska – raj dla sędziów

Sędziowie należą do najlepiej zarabiających grup zawodowych w Polsce, nawet w obrębie osób wykonujących zawody prawnicze (adwokaci, radcowie, sędziowie i prokuratorzy). Jak podaje portal wynagrodzenia.pl, średnia pensja sędziego wynosiła w ubiegłym roku 9,94 tys. zł brutto. Co drugi otrzymuje pensję od 7,8 tys. zł do 11,93 tys. zł. 25 proc. najgorzej wynagradzanych sędziów zarabia poniżej 7,8 tys. zł, natomiast na zarobki powyżej 11,93 tys. zł brutto może liczyć grupa 25 proc. najlepiej opłacanych sędziów. Sędziowskie pensje w ostatnich kilkunastu latach były systematycznie podnoszone. W 2012 r. sędziowie sądów apelacyjnych zarabiali przeciętnie 12,9 tys. zł. Cztery lata później dostawali już 16,5 tys. zł. Sędziowie sądów okręgowych w 2012 r. zarabiali 11,2 tys. zł; natomiast w 2016 r. było to już 13,9 tys. zł. Z kolei w sądach rejonowych zarobki wzrosły z 8,8 tys. zł do 11 tys. zł. Przeciętnie zarobki naszych sędziów wzrosły w latach 2012–2016 o prawie 3,6 tys. złotych. To kilkakrotnie więcej niż wzrosły pensje zwykłych Polaków. Polska wydaje na sądy, licząc jako procent PKB, więcej niż Hiszpania czy dużo bogatsze Niemcy i Wielka Brytania. Skutkiem tego jest znaczny wzrost liczby polskich sędziów w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców (jest ich więcej niż w wielu krajach zachodnich), ale też znaczny wzrost ich płac. Taka polityka wiązała się z przekonaniem rządzących, że systematyczne zwiększanie nakładów finansowych poprawi efektywność sądów i pozwoli im na doszlusowanie do europejskiej czołówki. Okazało się jednak, że jakość pozostała bez zmian. Problem w tym, że większe pieniądze nie wyleczyły chorób, których korzenie sięgają czasów komunistycznej Polski. A jedną z nich jest korupcja.

Bezkarność systemowa

System postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów nie działa w Polsce. W 2011 r. było ich 43, w 2012 roku było ich 50, w 2013 roku było ich 75 w 2014 roku 92 i w 2015 roku było ich 50. Łącznie zatem w latach 2011–2015 sędziowskie sądy dyscyplinarne prowadziły 310 postępowań dyscyplinarnych. Jednak tylko 11 z nich, czyli niecałe 3 proc. zakończyło się usunięciem sędziego z urzędu. Wszyscy z wymienionych sędziów mieli na koncie różne przestępstwa, ale o dziwo nie było wśród nich korupcji. Można by zatem odnieść wrażenie, że korupcja to coś, co w ogóle nie dotyczy naszych sędziów.

Korupcja bowiem w polskich sądach jest, bo zawsze w nich była. Tyle że jej ściganie jest znacznie trudniejsze niż gdzie indziej. Dlatego instytucje uprawnione do walki z korupcją zawsze unikały tematu łapownictwa w sądach. Nawet gdy powstało CBA, sytuacja nie uległa jakiejś radykalnej zmianie. Sędziowskie środowisko przez lata marginalizowało informacje wskazujące na możliwość istnienia przekupstwa przy wydawaniu wyroków. Tak było w wypadku sędziego Janusza K., który w 2017 r. po prawie dziewięciu latach mógł zostać prawomocnie skazany za przyjmowanie łapówek w zamian za łagodniejsze wyroki na karę czterech lat bezwzględnego więzienia i grzywnę w wysokości 60 tys. złotych. Gdy stawił się do odbycia kary, długo nie pobył w więzieniu. Sąd Najwyższy uwzględnił jego kasację i uchylił częściowo wyrok Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Bezkarni pozostają nawet bohaterowie afer nagłośnionych przez mediach. Tak było w wypadku warszawskiego sędziego, który zadecydował o upadłości kilku polskich przedsiębiorstw (m.in. spółki CLiF, Kasprzak i Eko-Mysiadło). Ich majątek przeszedł potem w posiadanie firm, z którymi ów sędzia był związany. Cały proceder trwał latami. Ów sędzia pomimo postępowania dyscyplinarnego nie został usunięty z zawodu, przeniesiono go jedynie na inne stanowisko. Gdy w końcu sam odszedł pod wpływem presji mediów, bez przeszkód robił karierę naukową, honorowany przez środowisko sędziowskie.

Takich wypadków było w Polsce w ostatnich kilkunastu latach znacznie więcej. Naszą wiedzę na ten temat poszerzyły w ostatnim czasie sejmowe komisje śledcze, a zwłaszcza Sejmowa Komisja ds. afery Amber Gold. Jej wiceprzewodniczący, poseł Jarosław Krajewski (PiS), w marcu br. poinformował, że komisja dysponuje odtajnioną notatką ABW z września 2012 r., która dotyczy korupcji w gdańskim sądownictwie.

W sierpniu ubiegłego roku Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Krakowie akt oskarżenia przeciwko sędziemu Krzysztofowi S. byłemu prezesowi Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Został on oskarżony o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która w latach 2013–2016 dokonała przywłaszczenia prawie 30 milionów złotych na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Prokuratura zarzuciła Krzysztofowi S. niedopełnienie obowiązków prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie i osobiste przyjmowanie korzyści majątkowych w kwocie nie mniejszej niż 376 300 złotych.

Jednym z najważniejszych elementów systemu rządów komunistycznej Polski były sądy. Pod ich patronatem wyrósł system „ustawiania” wyroków sądowych za łapówki. Wspólnikami sędziów byli prokuratorzy i adwokaci. Proceder ten kwitł latami, wypaczając cały system sądowniczy. Niestety, nastała wolna Polska, sądownictwo zostało niejako wyłączone z obszaru zmian politycznych. Teraz czas to zmienić.

Śliczna Laura z Kolumbii i jej rodzinne miasto Medellín (napisy PL)

Data: 31.01.2020 22:45

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #podroze #amerykapoludniowa #kolumbia #ladnadziewczyna #ladnapani

Śliczna Laura z Kolumbii zrobiła pierwszy odcinek swojego vloga i opowiada w nim o swoim rodzinnym mieście MEDELLÍN

Śliczna Laura z Kolumbii i jej rodzinne miasto Medellín (napisy PL)


Laura była przewodniczką w Kolumbii Bartka z #BezPlanu

https://www.youtube.com/watch?v=WP6PRE7D1aQ

https://www.youtube.com/watch?v=Hf8Io6Wur4U

Górnicy blokują rosyjski węgiel

Data: 31.01.2020 22:33

Autor: ziemianin

rynek-kolejowy.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gornictwo #wegiel #polska #rosja #gospodarka

Od rana górnicy ze związku zawodowego „Sierpień’80” blokują tory prowadzące do elektrowni w Łaziskach Górnych. W ten sposób protestują przeciwko importowi rosyjskiego węgla do naszego kraju, zwracając uwagę na zalegający surowiec znajdujący się w kopalni sąsiadującej ze wspomnianym obiektem. Tymczasem elektrownia zaprzecza informacjom, aby miała korzystać z zagranicznych dostaw.

Górnicy blokują rosyjski węgiel

W godzinach porannych na torach kolejowych prowadzących do elektrowni w Łaziskach Górnych pojawiła się grupa około stu górników, uczestniczących w proteście zorganizowanym przez związek zawodowy „Sierpień’80”. W ten sposób chcieli oni zamanifestować swój sprzeciw wobec lawinowo rosnącego importu węgla z Rosji, który ich zdaniem trafia także do obiektu wchodzącego w skład państwowej Grupy Tauron.

Przedstawiciele górników podkreślają, że tuż obok elektrowni znajduje się kopalnia Bolesław Śmiały, a oba zakłady połączone są ze sobą taśmą. W ten sposób węgiel mógłby być dostarczany bez dodatkowych kosztów związanych z jego transportem.

Związkowcy podkreślają, że wydobywany przez górników węgiel zalega w polskich kopalniach. Z tego powodu już niedługo będzie trzeba zatrzymać wydobycie węgla, co będzie oznaczało między innymi brak pieniędzy na podwyżki dla polskich pracowników. Przedstawiciele „Sierpnia’80” obrazując skalę problemu podawali przykłady kilku polskich kopalń, w których na zwałach górniczych magazynowanych jest kilkaset tysięcy ton węgla.

Sama Grupa Tauron twierdzi jednak, że elektrownia w Łaziskach Górnych nie jest zaopatrywana w surowiec pochodzący z importu. Do zakładu ma być więc dostarczany polski węgiel, który „kupowany jest wyłącznie na rynku krajowym, u największych podmiotów zajmujących się produkcją i obrotem paliwami”.

„Sierpień’80” już na początku stycznia wystosowało specjalny list do premiera Mateusza Morawieckiego, domagając się w nim dokładnej informacji na temat importu rosyjskiego węgla. Podczas dzisiejszego protestu przedstawiciele tej organizacji zwracali uwagę na protesty obecnego obozu rządowego, który w czasach rządów Donalda Tuska krytykował sprowadzanie zagranicznego surowca. Wówczas w demonstracjach brał udział także NSZZ „Solidarność”, obecnie milczący na ten temat.

Roman FanPolszy - Dziewczyna z naddniestrza mieszkająca w polsce (podcast #1)

Data: 31.01.2020 14:23

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #podroze #naddniestrze #romanfanpolszy #ciekawostki

Zapraszam do oglądania/posłuchania naszej z Anią rozmowę. Dziewczyna opowiada w jaki sposób wyjechała, jak się mieszka w Polsce, plany na przyszłość i wielu innych ciekawych rzeczy.

Tymczasem nazywam się Roman Maximov. Jestem z kraju którego nie znajdziesz na mapie. Sam się nauczyłem polskiego z pomocą YouTuba, muzyki, książek, radio itd

Roman FanPolszy – Dziewczyna z naddniestrza mieszkająca w polsce (podcast #1)

O walce lichwy z gotówką i tego skutkach . . .

Data: 31.01.2020 14:17

Autor: ziemianin

ram.neon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gotowka #pieniadze #teoriespiskowe #coswtymjest #banki

"W najwyższym stopniu przestępcze operacje finansowe staną się bezkarne, a banki centralne bedą wspomagać je kwotami wręcz upiornie nieograniczonymi. W społeczeństwie bezgotówkowym – upadłość banków staje się niewidoczna…"

O walce lichwy z gotówką i tego skutkach . . .

Bardzo mało osób wie o tym, że przy ONZ-cie działa agencja o nazwie United Nations Capital Development Fund (UNCPD), za to znają ją dobrze Master Card Foundation oraz Bill & Melinda Gates Foundation, ponieważ są oni najhojniejszymi jej darczyńcami. Tak naprawdę agencja, o której mowa jest ukrytą centralą ideologiczną projektu zniesienia gotówki w skali ogólnoświatowej.

United Nations Capital Development Fund (UNCPD)

http://www.uncdf.org/

https://en.wikipedia.org/wiki/United_Nations_Capital_Development_Fund

United Nations Capital Development Fund (UNCPD) – razem z Billem Gates'em oraz spółkami kapitałowymi zajmującymi się emitowaniem kart kredytowych, takich jak Master Card – są autorami bezwzględnego eksperymentu społecznego, mającego obecnie miejsce w Indiach. Tworzenie pierwszej na świecie cashless society odbywa się kosztem miliarda indyjskich ubogich, którzy ani nie mają, ani mieć nie mogą własnego konta w banku.

Zrekonstruowanie całości procederu, tj. zidentyfikowanie osób za niego odpowiedzialnych oraz sposobu realizacji eksperymentu in corpore vili – stanowi pouczajace kompendium metod, przy pomocy których odbywa się zakulisowo narzucanie interesów USA.

Przy nowojorskiej siedzibie United Nations Capital Development Fund ("Fundusz Rozwoju Kapitału" – trzeba przyznać całkiem wyraziste określenie) znajduje się także agencja "Better Than Cash Alliance" (Unia – "Wybór Lepszy Od Gotówki" – co również jest niedwuznaczne), założona w roku 2012 przez grupę czystych utopistów, lansujących zlikwidowanie gotówki. Należą do nich Mastercard, Visa, Michael & Susan Dell Foundation, Omidyar Network (eBay) oraz Citi. Podsumowując – są to IT (information technology), e-commerce i grupy holdingowe, które z totalitarnego przejścia na płatność elektroniczną oczekują zarobienia miliardów.


Jeżeli ciekawe to pozostała treść w artykule](http://ram.neon24.pl/post/152887,o-walce-lichwy-z-gotowka-i-tego-skutkach)

Minister finansów w rządzie PiS chce walczyć z gotówką. Komu przeszkadza ten 'bezpiecznik wolności'?

Data: 31.01.2020 14:05

Autor: ziemianin

forbes.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pieniadze #gotowka #zlodzieje #niewygodneinfo

Tadeusz Kościński (w rządzie PiS minister finansów) twierdzi, że gotówka jest wielkim obciążeniem dla gospodarki, a koszty jej używania sięgają 17 mld zł rocznie. I właśnie dlatego jednym z jego priorytetów jest maksymalne upowszechnienie płatności bezgotówkowych przy ograniczeniu znaczenia gotówki. Kościński zapomina jednak, że gotówka to prawdziwy filar wolności. Daje poczucie niezależności, szczególnie gdy system zaczyna być za nadto despotyczny. Utrzymywanie tego "bezpiecznika wolności" jest warte 17 mld zł rocznie.

Minister finansów w rządzie PiS chce walczyć z gotówką. Komu przeszkadza ten 'bezpiecznik wolności'?

Dwa lata temu Tadeusz Kościński (wówczas jeszcze wiceminister rozwoju) udzielił wywiadu dla PAP, w którym przekonywał dlaczego warto odchodzić od gotówki na rzecz płatności elektronicznych. – "Gotówka generuje bardzo wysokie koszty dla gospodarki. W ocenie Banku Światowego czy OECD, dla Polski wynoszą one ok. 1 proc. PKB" – mówił Kościński. – "Rocznie za obrót gotówkowy płacimy więc 17 mld zł. W kwocie tej mamy produkcję banknotów, liczenie, przewożenie, przechowywanie. A wydaje nam się, że obrót gotówką nic nie kosztuje" – kontynuował.

I właśnie dlatego jednym z jego priorytetów było rozszerzanie systemu płatności bezgotówkowych w Polsce, tak aby wszędzie, gdzie tylko to możliwe, ograniczyć rolę gotówki, jako środka płatniczego. Czy stopniowe ograniczanie obrotu gotówkowego, to jednak dobry pomysł? Nie mam wątpliwości, że dawanie możliwości wyboru – albo płacę gotówką, albo elektronicznie – jest jak najbardziej pożądane. Nie przekonują mnie jednak argumenty ludzi, którzy twierdzą, że świat bez gotówki byłby lepszym. Po pierwsze: gotówka to swego rodzaju "bezpiecznik wolności". Likwidacja pieniądza papierowego to pełna kontrola nad każdym, dosłownie każdym, dokonanym wydatkiem. W takim świecie stajemy się 100-procentowo zsynchronizowani z systemem, który – przynajmniej teoretycznie – może zrobić z nami co chce. Zablokują nam konto, wyłączą prąd, telefon, internet i leżymy. Nic nie kupimy, nic nie zapłacimy. Po prostu – przestajemy istnieć.

Po drugie: z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że dzień, w którym nastąpi oficjalne wyłączenie obrotu gotówkowego, to dzień w którym narodzi się niejeden system alternatywny. I to będzie wyzwanie dla państwa, jego organów podatkowych, jak i organów ścigania, które z pewnością będzie generowało niemałe koszty.

Jeśli mam być zatem szczery, to lepiej ponosić koszt wspominanych przez Kościńskiego 17 mld zł rocznie (choć pewnie z roku na rok będzie on niższy) i utrzymywać możliwość płacenia gotówką, traktowaną jako "bezpiecznik wolności", aniżeli pozwolić sobie taką możliwość zabrać i skazać się na quasi-legalne systemy alternatywne.

Korwin ma dość! Ujawnił jak naprawdę działa rząd i media

Data: 31.01.2020 12:52

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #korwin #bnb #badznabiezaco #wywiady

Dziś szczery wywiad z Korwinem. Co Korwin myśli o mediach? Korwin o kobietach, Korwin o Putinie, Korwin o PiS, Korwin o Unii, Korwin masakruje, Korwin zaorał to jedne z najczęściej wyszukiwanych fraz jeśli chodzi o osobę Pana Janusza Korwin-Mikkego. A jaki Korwin jest naprawdę? No cóż – zapraszam!

Korwin ma dość! Ujawnił jak naprawdę działa rząd i media

Nawet Pentagon ma zastrzeżenia do F-35

Data: 31.01.2020 12:47

Autor: ziemianin

defenseissues.net

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #pentagon #armia #samoloty #F35 #mon #problem #houstonwehaveaproblem

Jeszcze dziś minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak ma podpisać umowę, na mocy której Stany Zjednoczone dostarczą naszym siłom powietrznym trzydzieści dwie maszyny F-35. Stanie się tak pomimo zastrzeżeń samego amerykańskiego Pentagonu, zwracającego uwagę na liczne niedoskonałości i usterki w samolotach produkowanych przez koncern Lockheed Martin.

Nawet Pentagon ma zastrzeżenia do F-35

Do najnowszego raportu biura testowego na ten temat dotarła agencja Bloomberg. Z dokumentu ma wynikać, że najdroższy w historii USA system uzbrojenia F-35 ma poważne wady. Dotyczą one przede wszystkim działka strzeleckiego kalibru 25 mm, który ma mieć „nieakceptowalną” dokładność w celowaniu do celów naziemnych, a także zamontowane jest w pękającej obudowie.

W owe działko zaopatrzone są wszystkie trzy modele myśliwca. W przypadku maszyn marynarki i piechoty morskiej są one zainstalowane na zewnątrz samolotu, nie sprawiając przy tym żadnych problemów. Inaczej jest w przypadku maszyn dla sił powietrznych. Działko znajduje się w ich wnętrzu, stąd ma „nieakceptowalną” celność oraz ma pękającą odbudowę, przez co jego użytkowanie ograniczone jest do minimum.

To niejedyne wady sprzętu kupowanego przez polski MON. Robert Behler, dyrektor testów operacyjnych z Departamentu Obrony USA, wskazuje na długą listę problemów do rozwiązania. Trzynaście z nich zostało zaliczonych do kategorii najważniejszych problemów, stąd wpływają one na zdolności bojowe maszyn oraz bezpieczeństwo ich użytkowników. Koncern Lockheed Martin ma stale eliminować błędy, jednak stale odkrywane są nowe usterki.

Pentagon zauważa, że jak dotąd w ogóle nie zostały naprawione luki w systemach cyberbezpieczeństwa, choć zwracano na nie uwagę już we wcześniejszych raportach. Pomimo tych zastrzeżeń Kongres USA przyspiesza sprzedaż samolotów, a poza Polską ich odbiorcami są m.in. Australia, Japonia, Singapur czy Wielka Brytania.

Ziomek wychodzi na powierzchnię :)

Data: 31.01.2020 12:42

Autor: ziemianin

niezalezna.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sport #KajaZiomek #lyzwiarstwoszybkie #panczeny #lyzwiarstw

Panczenistka Kaja Ziomek chce w zbliżających się mistrzostwach świata w Salt Lake City pojechać bezbłędnie i poprawić rekord Polski. "Każdy sezon dla mnie jest przełomowy, ale teraz coraz bardziej wychodzę na powierzchnię" – przyznała 22-letnia lubinianka.

Ziomek wychodzi na powierzchnię :)

Obecnie specjalizująca się w sprintach Ziomek, razem z całą reprezentacją Polski przebywa w Salt Lake City, gdzie przygotowuje się do kolejnych startów w Pucharze Świata i przede wszystkim mistrzostw świata, które odbędą się w lutym.

Głównie trenujemy, ale jak mamy wolny dzień staramy się zwiedzić najbliższą okolicę. Każdy dobry wynik daje kopa do dalszej pracy, tutaj wszystkie treningi są bardzo ciężkie, ale atmosfera, jaka tu panuje temu sprzyja, więc nie narzekamy

– powiedziała łyżwiarka.

Trwający sezon jest udany dla Ziomek. Nie tylko dobrze radzi sobie w Pucharze Świata, gdzie zdobywa punkty, ale na niedawnych mistrzostwach Europy poprawiła rekord życiowy na 1000 metrów, co dało jej ósme miejsce w klasyfikacji generalnej, a także zdobyła brązowy medal w sprincie drużynowym.

Na razie każdy sezon dla mnie jest przełomowy, z każdym następuje duży progres, ale teraz coraz bardziej wychodzę na powierzchnię. Nie chcę nic obiecywać, ale mam nadzieję, że ten najważniejszy start sezonu będzie jeszcze bardziej udany

– skomentowała lubinianka.

Docelową imprezą będą w tym sezonie mistrzostwa świata, które odbędą się na olimpijskim obiekcie w Salt Lake City. Ziomek przypomniała, że ten tor jest jednym z najszybszych na świecie i liczy na dobry wynik.

Będę zadowolona jak pobiję rekord Polski, który ustanowiłem w zeszłym roku w mistrzostwach świata na trochę wolniejszym lodzie w Inzell. Od tego czasu sporo się poprawiłam w jeździe, więc stawiam to sobie jako zadanie do wykonania.

Ziomek w sezonie 2017/18 wygrała klasyfikację generalną Pucharu Świata młodzieżowców. Ma za sobą już też start na igrzyskach olimpijskich – w Pjongczangu w 2018 roku na 500 metrów zajęła 25. miejsce.

Diora SSL-1000

Data: 30.01.2020 21:30

Autor: ziemianin

unitraklub.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #stereo #wiezahifistereo #hifi #unitra #diora #elektronika

SSL-1000 – Zestaw wieżowy Diory, który podobnie jak zestaw SSL-850 nie wyszedł poza fazę projektu. Koncept wyglądu zewnętrznego stworzyła firma "Design Grupa", która była odpowiedzialna za design m.in. zestawów SSL-500 i 700, telewizora OTV-C200 czy magnetowidu MVD-200, a także nie wdrożonej już do produkcji wieży SSL-850.

Diora SSL-1000

Można zauważyć wzornicze podobieństwa do serii SSL-700, prawdopodobnie konstrukcyjnie również była by oparta o starszy model. Zagadkową sprawą jest również to, że mimo numeracji zestawu SSL-1000, to poszczególne elementy noszą oznaczenia cyfrowe 900, np. CD-900 czy WS-900 co widać na zdjęciach.

Niestety z powodu likwidacji firmy Diora konstrukcja nie miała szans wejścia do seryjnej produkcji.

Kim był Kim? - Kim Ir Sen. Historia Bez Cenzury

Data: 30.01.2020 20:03

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #hbc #historiabezcenzury #koreapolnocna #polityka

Dzisiaj opowiemy Wam o Kim Ir Senie – przywódcy jednego z najbardziej tajemniczych państw świata. Jak doszło do tego, że na czele Korei Północnej stanął „klusek”, który ledwo umiał mówić po koreańsku? Jakie absurdy głosi koreańska propaganda? Czym była doktryna Dżucze? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Kim był Kim? – Kim Ir Sen. Historia Bez Cenzury

Komentarz Tygodnia: W pułapce epidemii z Wuhan

Data: 30.01.2020 02:38

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gadowskitv #epidemia #koronawirus #chiny #brexit

O koronawirusie, o wizycie unijnej komisarz w Polsce, o batalii wokół reformy sądów, o tym, co będzie najbardziej pożądanym dobrem XXI wieku, o wizycie w Wielkiej Brytanii i nadchodzącym brexicie, o rewelacjach agenta Tomka, o wyborze nowego przewodniczącego PO, o systemie wartym 70 mln zł, a oddanym państwu za darmo, o ciekawych informacjach, które napływają z Iranu, o nadchodzącym spotkaniu w Wiedniu.

Komentarz Tygodnia: W pułapce epidemii z Wuhan

Koronawirus z Chin. Co warto wiedzieć o 2019-nCoV? (infografika)

Data: 30.01.2020 02:16

Autor: ziemianin

mp.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zdrowie #epidemia #Koronawirus #chiny #infografika #zakazenie #wirus #instrukcja #mycierak #mdlo

132 zgony i ponad 6 tys. potwierdzonych zakażeń – to dotychczasowy bilans epidemii koronawirusa 2019-nCoV w Chinach. Rozprzestrzenia się on także poza granicami. Zakażenia stwierdzono w 16 innych państwach.

Koronawirus z Chin. Co warto wiedzieć o 2019-nCoV? (infografika)

Koronawirus z chińskiego Wuhan znany jako 2019-nCoV zabił ponad 130 osób. Wywołujący zapalenie płuc patogen budzi obawy na całym świecie. Przypadki zakażenia wirusem stwierdzono już w 16 innych krajach. Dodatkowe środki ostrożności wprowadzają lotniska, linie lotnicze, ale także międzynarodowe korporacje.

Koronawirus 2019-nCoV rozwija się w organizmie po kilku, a nawet kilkunastu dniach od zakażenia, wywołując objawy podobne do grypy i przeziębienia. Można minimalizować ryzyko infekcji, stosując m.in. podstawowe zasady higieny, tj. częste mycie rąk.

Imigranci próbowali przedostać się na Węgry (wideo)

Data: 28.01.2020 18:17

Autor: ziemianin

origo.hu

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #imigranci #wegry #granica #uniaeuropejska

Dzisiaj rano doszło do próby szturmu granicy Węgier z Serbią. Grupa kilkudziesięciu imigrantów chciała przedostać się na węgierskie terytorium, najprawdopodobniej w celu uzyskania azylu na terytorium Unii Europejskiej. W związku z atakiem jeden z funkcjonariuszy policji musiał wykonać serię strzałów ostrzegawczych.

Imigranci próbowali przedostać się na Węgry (wideo)

wideo

Do zdarzenia doszło na przejściu granicznym pomiędzy węgierskim Röszke a serbskim Horgoš. Około godziny 5 rano grupa imigrantów miała próbować przedostać się przez węgierską granicę najpierw od strony lewego, a następnie prawego skrzydła infrastruktury granicznej. Policji udało się zablokować pierwszą falę atakujących i aresztować jednego mężczyznę, lecz chwilę potem doszło do kolejnej próby szturmu.

Ostatecznie jeden z policjantów musiał oddać kilka strzałów ostrzegawczych, aby powstrzymać napierający i agresywny tłum. Po przyjeździe większej liczby funkcjonariuszy przejście graniczne zostało zamknięte, Według dostępnych informacji ogółem zatrzymane zostały cztery osoby, którym udało się zniszczyć płot i przedostać na węgierskie terytorium. Nie jest jasne czy komukolwiek udało się uciec w głąb węgierskiego terytorium.

W 2015 roku właśnie te węgiersko-serbskie przejście graniczne stało się miejscem bitwy między policją a napierającymi imigrantami. Ataki na węgierską granicę przybrały ponownie na sile pod koniec ubiegłego roku. Węgierskie władze twierdzą, że od początku bieżącego roku próbę przedostania się przez zewnętrzną granicę UE podjęło blisko 3,4 tys. osób. Grupy nielegalnych imigrantów mają zresztą stale gromadzić się w tym miejscu.

O ransomware w polskich gminach, czyli historie z happy endem i bez

Data: 27.01.2020 17:48

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #malware #ransomware #zlosliweoprogramowanie #cyberbezpieczenstwo #komputery

Co szyfruje komputery w polskich gminach i firmach? Dlaczego z reguły danych nie można odzyskać, czasem jednak można i dlaczego jest to takie trudne? Na te pytania odpowie dzisiaj przedstawiciel zespołu CERT Polska.

O ransomware w polskich gminach, czyli historie z happy endem i bez

Ransomware nie trzeba większości Czytelników przedstawiać. Oprogramowanie to szyfruje dane i wymusza okup – opłatę za odszyfrowanie. Z roku na rok coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z zagrożenia i z konieczności obrony. Mimo tego sytuacja się nie poprawia. Coraz więcej osób pada ofiarą ataku. Sytuacja jest szczególnie dramatyczna w małych firmach lub organizacjach, które nie mają środków na zapewnienie bezpieczeństwa IT na odpowiednim poziomie.

Jako CERT Polska często się z tym spotykamy – np. w przypadku gmin, szpitali, szkół itp. W miarę możliwości staramy się takim organizacjom pomagać, ale zazwyczaj jedyne, co można zrobić, to przywrócenie backupu. Gorzej, jeśli go nie ma… albo został zaszyfrowany razem z danymi. W tym artykule skupimy się na tym, dlaczego danych nie można odzyskać, czemu czasami się da oraz w jaki sposób przygotować się na atak ransomware.

Założenia działania ransomware

Przede wszystkim należy podkreślić jedną rzecz: poprawne użycie kryptografii gwarantuje, że zaszyfrowane dane nie będą mogły zostać odszyfrowane bez klucza deszyfrującego, znajdującego się w posiadaniu przestępców. Stosowane algorytmy są w tym momencie w 100% bezpieczne i bez względu na przypadek użycia (czy to bezpieczne połączenia z serwerem, czy szyfrowanie dysków ofiar) są odporne na wszelkie próby złamania.

Zazwyczaj nawet posiadając wszelkie materiały w postaci oryginalnej próbki złośliwego oprogramowania, wykonanej analizy powłamaniowej oraz z błogosławieństwem Shamira nie będziemy w stanie odzyskać zaszyfrowanych plików.

Detale techniczne

Ransomware regularnie chwali się, że używa różnych “wojskowych” (military grade) algorytmów szyfrowania – najczęściej są to AES i RSA. Można się zastanawiać, czemu jeden nie wystarczy?

Odpowiedzią jest natura ich działania. AES (Advanced Encryption Standard) jest przykładem algorytmu szyfrującego symetrycznie. W skrócie, oznacza to, że szyfrowanie i deszyfrowanie danych odbywa się za pomocą tego samego klucza. Jeśli więc przestępca chce szyfrować pliki tylko za pomocą AES, to musi wysłać wygenerowane klucze na swój serwer, aby móc potem żądać za nie okupu. To problematyczne dla przestępcy, bo musi utrzymywać infrastrukturę, za którą trzeba płacić i która może być w każdym momencie zdjęta albo przejęta. Dodatkowo infekcja nie uda się w przypadku problemów sieciowych.

Z pomocą przychodzi RSA. W przeciwieństwie do AES jest to szyfr asymetryczny. Do szyfrowania i deszyfrowania wykorzystywane są dwa matematycznie powiązane klucze – publiczny i prywatny. Jak sama nazwa wskazuje, jeden z nich jest publicznie znany, a drugi zna tylko właściciel. Dzięki matematycznym czarom właściwościom za pomocą klucza publicznego możemy dowolnie szyfrować dane, ale deszyfrować możemy je tylko za pomocą klucza prywatnego

Tak naprawdę w przypadku RSA to, który klucz nazywamy publicznym, a który prywatnym, to trochę kwestia umowna. Można też np. szyfrować dane kluczem prywatnym, a deszyfrować kluczem publicznym. Ma to nawet zastosowania praktyczne, np. w przypadku podpisów kryptograficznych.

Dlaczego w takim razie używać dwóch algorytmów zamiast samego RSA? Odpowiedź jest prosta – kryptografia asymetryczna jest bardzo kosztowna obliczeniowo. Zaszyfrowanie całego dysku tym algorytmem zajęłoby dziesiątki godzin. Popularnym sposobem jest zatem szyfrowanie właściwych danych za pomocą AES z wygenerowanym losowo kluczem, a następnie zaszyfrowanie tego klucza za pomocą publicznego klucza RSA. Działa tak większość programów szyfrujących większe ilości danych, w tym na przykład GPG.

Case study 1: Szczęście sprzyja lepszym szczęśliwym

Z drugiej strony, poprawne użycie algorytmów kryptograficznych przez programistę nie jest takie proste, jak się wydaje. AES i RSA to tylko niskopoziomowe bloki, które trzeba umieć odpowiednio połączyć, aby stworzyć kompletny program. Na szczęście (dla nas) twórcy ransomware to też ludzie i zdarza im się pomylić. Dzięki temu czasami udaje się stworzyć narzędzie deszyfrujące pliki bez płacenia (tzw. dekryptor). Pokaźną kolekcją takich dekryptorów zarządza organizacja NoMoreRansom.

Kilka tygodni temu trafił nam się właśnie taki przypadek. Otrzymaliśmy z gminy Kościerzyna próbkę złośliwego oprogramowania i komplet zaszyfrowanych plików. W toku analizy okazało się, że ta próbka należy do mało znanej odmiany ransomware (rodzina Mapo). Był to pierwszy dobry znak – im starsza i bardziej popularna rodzina, tym większa szansa, że patrzyła na nią wcześniej już rzesza analityków i nasza kolejna analiza nic nie da. I odwrotnie – nowe i mało znane rodziny są wdzięcznym tematem do analizy i dają nadzieję na odzyskanie plików.

Tak też było w tym przypadku – udało się napisać dekryptor i odszyfrować gminę (a także parę innych prywatnych podmiotów, które się do nas zgłosiły – to niekoniecznie standard na świecie, ponieważ CERT-y poziomu krajowego często nie przyjmują zgłoszeń od prywatnych podmiotów). Trzeba jednak zaznaczyć, że to wyjątek, a nie reguła i zazwyczaj nie można liczyć na to, że komuś uda się napisać dekryptor.

Case study 2: Kiedy wyszło jak zwykle

Trochę inna sytuacja miała miejsce parę tygodni później (tym razem nie możemy niestety podać nazwy gminy). Był to ciekawy przypadek. Rodzina złośliwego oprogramowania, która zaszyfrowała zasoby, była już badaczom dobrze znana. Konkretna próbka użyta w ataku miała jednak dosyć dziwny sposób generowania klucza. Zamiast skorzystać z losowych danych dostarczanych przez system, autor postanowił opracować własny sposób generowania losowych kluczy do szyfrowania plików. Generowanie klucza zależało od stanu kilku różnych zegarów systemowych. Z pomocą dobrze przeprowadzonej analizy powłamaniowej istniałaby możliwość odzyskania kluczy do szyfrowania plików… Niestety podczas obsługi incydentu po stronie gminy wykonano kilka pochopnych działań. Najgorszym z nich było zrestartowanie komputera, przez co:

stracony został dokładny stan zegarów systemowych (które mogłyby pomóc w odzyskaniu klucza),

klucze szyfrujące, które ciągle mogły być w pamięci procesu, zostały wymazane,

ransomware zadbało o ponowne uruchomienie się przy restarcie systemu i zaczęło szyfrować kolejne pliki za pomocą nowo wygenerowanych kluczy.

Co zrobić lepiej

Oczywiście, jak w przypadku większości zagrożeń, najlepszą metodą jest atak profilaktyka. O wiele lepiej jest w ogóle nie doprowadzić do zaszyfrowania naszych dysków, niż liczyć na szczęście i szukać dziur w algorytmie szyfrowania.

Jak ustrzec się przed ransomware:

Stale edukuj swoich użytkowników. Nawet najlepsze techniczne zabezpieczenia nie pomogą, jeśli Twoi użytkownicy nie będą przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa.

Wykonuj regularnie kopię zapasową istotnych danych. Zadbaj o to, by co najmniej jedna kopia zapasowa była przechowywana na odizolowanym systemie, niedostępnym z maszyn, których kopie przechowuje.

Zadbaj o odpowiednią architekturę sieci. Wyodrębnij odpowiednie segmenty, zwróć szczególną uwagę na to, jakie usługi dostępne są pomiędzy poszczególnymi maszynami oraz z internetu.

Na bieżąco aktualizuj system operacyjny oraz oprogramowanie.

Używaj aktualnego oprogramowania antywirusowego na serwerze poczty oraz stacjach roboczych.

Ratunku, zaszyfrowałem się

Zdarza się nawet najlepszym. Co zrobić, żeby zwiększyć szanse na odzyskanie danych?

W przypadku ataku ransomware:

Jak najszybciej odizoluj zarażone maszyny od reszty sieci – odłącz je od wszelkich połączeń sieciowych (przewodowych i bezprzewodowych) oraz urządzeń do przechowywania plików (dyski przenośne i podobne).

W celu zmaksymalizowania szans odzyskania danych nie wyłączaj komputera. Hibernacja systemu to też dobra (i ekologiczna) opcja.

Zrób zdjęcie ekranu z komunikatem wyświetlanym przez ransomware. Upewnij się, że wszystkie informacje są na zdjęciu czytelne. Przegraj plik z notatką okupu (ransom note) i przykładowe zaszyfrowane pliki na czysty przenośny nośnik danych (np. pendrive) – będą jeszcze potrzebne. Jeśli jesteś biegły w obsłudze komputera, spróbuj też znaleźć próbkę złośliwego oprogramowania na dysku (wskazówka: ransomware bardzo często dopisuje się do autostartu).

Odwiedź stronę nomoreransom.org, gdzie znajdziesz narzędzie pozwalające określić, do jakiej rodziny należy dany ransomware, a także dowiesz się, czy są znane metody odszyfrowania danych bez płacenia okupu. Prawdopodobnie przyda się tutaj ransom note albo zaszyfrowany plik.

Jeżeli NoMoreRansom ma odpowiedni dekryptor, postępuj ściśle według instrukcji dla danego narzędzia. Jeśli się uda, gratulacje: trafiłeś na ten ułamek ransomware, który dało się zdeszyfrować. Jeśli nie, czytaj dalej.

Rozważ zgłoszenie incydentu do CERT Polska – najlepiej zaraz po wykryciu zdarzenia. W tym celu skorzystaj z https://incydent.cert.pl. W zgłoszeniu przekaż informacje o podjętych do tej pory krokach oraz inne informacje, o które zostaniesz poproszony w formularzu, według najlepszej wiedzy na moment zgłoszenia.

Jeśli dysponujesz kopią zapasową, sformatuj dysk, zainstaluj system od nowa i przywróć dane z backupu.

Jeśli nie dysponujesz kopią zapasową i zgłosiłeś incydent do CERT Polska albo innego zespołu bezpieczeństwa, poczekaj na wynik analizy. Nie ma co robić sobie za dużych nadziei, w >95% przypadków ofierze nie da się pomóc. UWAGA: Większość „firm od odzyskiwania danych” to oszustwo. Danych zazwyczaj nie da się odzyskać bez płacenia, więc takie firmy działają tylko jako pośrednicy między przestępcami a ofiarami (negocjują zniżkę, a później biorą swoją prowizję). Nie warto się na to nabierać – jak już dawać się okraść, to tylko raz na infekcję ;)

Po usunięciu skutków ataku spróbuj ustalić, w jaki sposób do niego doszło oraz podejmij działania zapobiegawcze, by uniemożliwić powtórzenie się sytuacji (edukacja użytkowników, zabezpieczenia fizyczne, aktualizacja oprogramowania).

Jak polski wywiad pomógł wygrać tajną wojnę z Hitlerem. Historia najlepszego wywiadu Aliantów.

Data: 27.01.2020 17:25

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #ciekawostkihistoryczne #wywiad #polskiwywiadwojskowy #polska #iiwojnaswiatowa

Zwalczani przez Sowietów. Zapomniani przez Zachód. Oficerowie oraz współpracownicy polskiego wywiadu wojennego odegrali kluczowe role w momentach zwrotnych II wojny światowej.

Złamali Enigmę. Pomogli w skutecznym lądowaniu Aliantów w Normandii i Afryce Północnej. Storpedowali rozwój rakiet V1 i V2. Starali się za wszelką cenę zatrzymać Holokaust. Pomóż razem z nami rozpropagować wiedzę o roli polskiego wywiadu w tych wydarzeniach.

Historia polskiego wywiadu wojennego to jedna z najbardziej niezwykłych, a zarazem wciąż nieznanych kart II wojny światowej. Czas przywrócić światu pamięć o osiągnięciach najlepszego wywiadu Aliantów.

Jak polski wywiad pomógł wygrać tajną wojnę z Hitlerem. Historia najlepszego wywiadu Aliantów.

Kasa z Unii wpływa do Polski szerokim strumieniem. Ale jeszcze szerszym z niej wypływa

Data: 27.01.2020 17:17

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #uniaeuropejska #unijnedotacje #niewygodneinfo #pieniadze

Kto naprawdę jest płatnikiem netto, a kto jest netto biorcą w UE? Oficjalne statystyki mówią, że takie kraje jak Polska, Węgry, Czechy czy Słowacja znaczenie więcej z budżetu UE otrzymują, aniżeli do niego wpłacają. I prawda to. Dla przykładu: w latach 2010 – 2016 Polska wpłaciła do budżetu UE kwotę 28,2 mld euro, a otrzymała z niego 96,7 mld euro. Gdy jednak przyjrzymy się szerzej wszystkim transferom kapitałowym, jakie odbywają się w ramach UE, to okaże się, że większość pieniędzy w Europie płynie ze Wschodu na Zachód, a bilans Polski jest jednoznacznie ujemny.

Kasa z Unii wpływa do Polski szerokim strumieniem. Ale jeszcze szerszym z niej wypływa

Oficjalne statystyki nie pozostawiają wątpliwości – Polska była, jest i co najmniej jeszcze przez kilka dobrych lat będzie otrzymywać z unijnego budżetu znacznie więcej, aniżeli do niego wpłaci. Z danych publikowanych przez Ministerstwo Finansów wynika, że od maja 2004 roku do końca 2017 roku z budżetu UE trafiło do Polski 150,2 mld euro, podczas gdy Polska wpłaciła do budżetu UE 49,3 mld euro składek.

Gdy jednak zanalizujemy dokładnie wszystkie transfery kapitałowe, jakie odbywają się w ramach UE przy wykorzystaniu swobody przepływu kapitału, dóbr czy usług, to okaże się, że większość pieniędzy w Europie płynie ze Wschodu na Zachód, a drenaż finansowy nowych członków UE jest przeogromny. W latach 2010 – 2016 takie kraje jak Polska, Węgry, Czechy i Słowacja otrzymały równowartość od 2 do 4 proc. swojego PKB w ramach środków unijnych. Ale jednocześnie ilość środków finansowych opuszczających te kraje w wyniku inwestycji firm z Europy Zachodniej wynosiła od 4 procent do blisko 8 proc. PKB! Tym samym popularna na Zachodzie narracja, jakoby bogate kraje "starej UE" były hojnymi filantropami pomagającymi biedniejszym wschodnim sąsiadom, którzy polegają na unijnych dotacjach i dobrej woli unijnych "płatników netto", momentalnie pryska niczym mydlana bańka.

W przypadku Polski średnioroczny wpływ transferów netto z UE (jako procent PKB) w latach 2010 – 2016 wynosił 2,5 proc. Tymczasem średnioroczny odpływ zysków i innych dochodów z inwestycji firm z zachodnioeuropejskich (jako procent PKB) w latach 2010 – 2016 wynosił 4,7 proc. Przeliczając to na konkretne kwoty wyjdzie nam, że we wspomnianym okresie otrzymywaliśmy z UE średnio po ok. 10 mld euro rocznie, ale jednocześnie – w wyniku biznesów i inwestycji firm ze "starej UE" – z naszego kraju wypływało po ok. 19 mld euro.

Wniosek z powyższych wyliczeń jest prosty: pieniądze, które firmy z Europy Zachodniej generują z inwestycji dokonanych w Europie Wschodniej, przewyższają ilość pieniędzy wysyłanych na Wschód za pośrednictwem budżetu UE. Nie mam wątpliwości, że powyższe dane powinny być brane pod uwagę w toku negocjacji nad kształtem przyszłego 7-letniego budżetu UE.

Burdel na kolkach i takie tam . . .

Data: 27.01.2020 16:32

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #matusiakblog #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki

"Fault tolerant": "Wojny przynosiły śmierć i kalectwo żołnierzom oraz cywilom i gigantyczne zniszczenia materialne. Żołnierz ginęli nie tylko w walce ale też obfite śmiertelne żniwo zbierały choroby zakaźne. Często powodowały znacznie większe straty niż same operacje militarne.

Wspomnienia z okresu wojen napoleońskich pokazują fatalne warunki bytowe żołnierzy. Dominował makabryczny brud i brudna woda do picia i przygotowania posiłków. W czerwcu 1812 roku Napoleon zaatakował Imperium Rosyjskie największą 600 tysięczną armią, jaką wtedy widział świat. Już w czerwcu po bitwie pod Ostrowią ponad 80 tysięcy żołnierzy Napoleona zmarło na czerwonkę, dur brzuszny i tyfus. To dopiero początek totalnej zagłady wielkiej armii.

Armie Napoleona latami zakażały durami i syfilisem całą Europę. Choroby transmitowane były brudną wodą i żywnością zanieczyszczoną wydalinami zakażonych ludzi oraz przez pchły i wszy.

Straszne żniwo zebrały choroby zakaźne w czasie amerykańskiej Wojny Domowej. Mniejszość umarła od ran bitewnych !

Burdel na kolkach i takie tam . . .

Latryna to prymitywna toaleta, gdzie nie korzysta się z wody do spłukiwania odchodów. Odchody zbierają się w dole głębokości ca 3 metrów wykopanym w ziemi. Latryna mimo taniości i prymitywizmu skutecznie ogranicza rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych towarzyszących defekacji na wolnym powietrzu. Ogranicza smród i przenoszenie czynników chorobotwórczych przez muchy z odchodów na jedzenie. Dół przykryty jest w najprostszym razie płytą z otworami średnicy ca 25 cm lub z konstrukcją do siedzenia. Dla polepszenia stabilności płyty – podłogi, górną cześć dołu można obudować cegłami. Podłoga może być nachylona aby mocz spływał do dołu. Odległość dołu od wód gruntowych i powierzchniowych musi być wystarczająca na dobrą separacje. Brak dostępu światła i zakrywanie otworów klapą uniemożliwia wlatywanie muchom. Smród można ograniczyć od czasu do czasu wsypując odpowiednie liście lub proszek torfowy. Zmniejszają one pojemność dołu w znikomym stopniu.

Jedną z pierwszych rzeczy przy postoju cywilizowanej armii pruskiej było natychmiastowe wykonanie latryn !

Kuchnie polową na kołach zastosowano po raz pierwszy w armii niemieckiej w 1892 roku. Dziwić może tak późne wynalezienie kuchni polowej. Ponieważ komin kuchni w pozycji marszowej był w pozycji poziomej kuchnie dowcipnie nazwano Gulaschkanone czyli działo gulaszowe.

Przykład latryn i kuchni polowych pokazuje że w armii niemieckiej dbano o byt żołnierza i jego życie. Propagowano koleżeństwo. Za pozostawienie rannego kolegi groził żołnierzom i oficerom sąd polowy. Stało to w rażącym kontraście z postępowaniem choćby Armii Czerwonej, która nie grzebała nawet zwłok swoich zabitych.

Wydawanie gorących posiłków z kuchni znakomicie podnosiło morale wszystkich żołnierzy na wojnie."

Etatyzm

Prostytucja jest stara jak świat.

Słowo Car to starosłowiańskie zniekształcenie łacińskiego monarszego tytułu caesar czyli cesarz.

Ruski samowładca, jedynowładca w połowie XIX wieku uregulował minimalną i maksymalną płatność klienta za jeden stosunek seksualny i za całą noc spędzoną z prostytutką w burdelu, które to zostały podzielone na trzy klasy wedle zapewnianego luksusu.

Średnie opłaty były w zasadzie proporcjonalne do bogactwa sześciu wymienionych w dekrecie guberni. Średni czyli bogaty klient w Moskwie musiał zapłacić dużo więcej niż klient na dalekich peryferiach Imperium.

Na zdjęciu obwoźny dom publiczny dla oficerów niemieckich z czasów I wojny światowej. Stąd wzięło się głupie powiedzenie "burdel na kółkach" Jest głupie bo przecież Prusacy – Niemcy byli pierwsi w dbałości o swojego żołnierza.

Orzechy włoskie "dokarmiają" korzystne bakterie, co może wyjaśniać prosercowe . . .

Data: 27.01.2020 16:06

Autor: ziemianin

news.psu.edu

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #orzechywloskie #jedzenie #zdrowie

Orzechy włoskie są smaczną przekąską czy dodatkiem do sałatki. Okazuje się, że to nie tylko przyjemność dla naszych kubków smakowych. Naukowcy odkryli bowiem, że orzechy włoskie mogą korzystnie wpływać na dobre bakterie z naszego przewodu pokarmowego, a stąd z kolei mogą się brać prosercowe oddziaływania tego składnika diety.

Orzechy włoskie "dokarmiają" korzystne bakterie, co może wyjaśniać prosercowe właściwości tego składnika diety

Zespół z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii stwierdził, że codzienne jedzenie orzechów włoskich wiązało się ze wzrostem liczebności różnych korzystnych bakterii. Dodatkowo zmiany dot. mikroflory jelitowej wiązały się z poprawą w zakresie pewnych czynników ryzyka chorób serca.

Biorąc to wszystko pod uwagę. prof. Kristina Petersen sugeruje, że orzechy włoskie mogą być przekąską dobrą zarówno dla jelit, jak i dla serca.

Zastąpienie dotychczasowych przekąsek, zwłaszcza jeśli są niezdrowe, orzechami włoskimi to drobna zmiana, którą warto wdrożyć, by poprawić swoją dietę. Spożywanie 2-3 uncji [5,6-8,5 dag] orzechów włoskich dziennie […] może być dobrą metodą polepszenia stanu zdrowia jelit i obniżenia ryzyka chorób serca.

Wiele badań dotyczy zdrowia jelit i jego wpływu na ogólny stan zdrowia, dlatego zamierzaliśmy się przyjrzeć nie tylko takim czynnikom, jak lipidy czy lipoproteiny, ale i stanowi zdrowia jelit. Chcieliśmy również sprawdzić, czy wywołane spożyciem orzechów zmiany w przewodzie pokarmowym korelują z poprawą dot. czynników ryzyka chorób serca – podkreśla prof. Penny Kris-Etherton.

Do udziału w badaniu zebrano grupę 42 osób z nadwagą bądź otyłością w wieku 30-65 lat. Przed rozpoczęciem studium ochotnicy przechodzili na 2 tygodnie na typową amerykańską dietę; nasycone kwasy tłuszczowe (ang. Saturated Fatty Acids, SFAs) stanowiły 12%, wielonienasycone kwasy tłuszczowe (ang. Polyunsaturated Fatty Acids, PUFAs) 7%, a jednonienasycone kwasy tłuszczowe (ang. Monounsaturated Fatty Acids, MUFAs) 12%. Później w losowej kolejności badani przechodzili przez 6 tygodni następujące diety: 1) orzechową, w ramach której nasycone kwasy tłuszczowe stanowiły 7%, wielonienasycone kwasy tłuszczowe 16% (2,7% to kwas α-linolenowy, ALA), a MUFAs 9%, 2) dietę zawierającą podobną ilość ALA i PUFAs, ale bez orzechów włoskich (7% SFAs, 16% PUFAs [2,6% ALA] i 9% MUFAs) oraz 3) drugą dietę "bezorzechową", w której kwas α-linolenowy zastępowano częściowo kwasem oleinowym (7% SFAs, 14% PUFAs [0,4% ALA] i 12% MUFAs; warto dodać, że ALA to kwas wielonienasycony, a kwas oleinowy jednonienasycony). Pomiędzy poszczególnymi dietami stosowano przerwy.

By przeanalizować bakterie mikroflory jelit, naukowcy zbierali próbki kału na 72 godziny przed zakończeniem diety startowej i każdej z testowych diet.

Dieta orzechowa zwiększyła liczebność bakterii, w przypadku których wcześniejsze badania wykazały związki prozdrowotne. W tym miejscu warto wymienić choćby Roseburia, dla których wykazano, że wiążą się one z ochroną wyściółki jelit. Wzrosła też liczebność Eubacterium eligens i przedstawicieli rodzaju Butyricicoccus – opowiada Petersen.

Po diecie orzechowej naukowcy zauważyli także istotne związki między zmianami w obrębie mikrobiomu a czynnikami ryzyka chorób serca (w przypadku 2 pozostałych diet nie stwierdzono znaczących korelacji). E. eligens była np. ujemnie związana ze zmianami w kilku wskaźnikach/parametrach ciśnienia krwi. Dodatkowo większa liczebność bakterii Lachnospiraceae wiązała się z większymi spadkami ciśnienia, cholesterolu całkowitego oraz cholesterolu nie-HDL.

Pokarmy takie jak całe orzechy zapewniają wachlarz substratów, np. kwasów tłuszczowych, błonnika i składników bioaktywnych, które "dokarmiają" nasz mikrobiom. To z kolei pomaga w generowaniu metabolitów korzystnych […] dla ludzkiego organizmu – podkreśla Regina Lamendella.

Kim był Stepan Bandera?

Data: 27.01.2020 16:01

Autor: ziemianin

veteranstoday.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ukraina #StepanBandera

Traktowany jako nacjonalistyczny bohater w Ukrainie, Stepan Bandera był sympatykiem nazizmu, który zostawił po sobie przerażającą spuściznę.

Kim był Stepan Bandera?

Autor: Daniel Lazare

Kiedy zachodni dziennikarze przyjechali do Kijowa pod koniec 2013 żeby opisać euromajdańskie protesty, napotkali na postać historyczną, którą nieliczni rozpoznali. Był to Stepan Bandera, którego młodzieńczy czarno-biały wizerunek był pozornie wszędzie – na barykadach, nad wejściem do kijowskiego ratusza, i na plakatach noszonych przez demonstrantów wzywających do obalenia ówczesnego prezydenta Viktora Yanukovycha.

Bandera był najwyraźniej pewnego rodzaju nacjonalistą i bardzo kontrowersyjnym, ale dlaczego? Rosjanie mówili, że był faszystą i antysemitą, a zachodnie media szybko zlekceważyły to jako moskiewską propagandę. Więc się ograniczyli.

Washington Post napisał, że Bandera wszedł w „taktyczne relacje z nazistowskimi Niemcami”, i że jego zwolenników „oskarżano o dokonywanie okrucieństw na Polakach i Żydach”, a New York Times napisał, że „oczerniała go Moskwa jako pro-nazistwoskiego zdrajcę”, zarzut postrzegany jako niesprawiedliwy „w oczach wielu historyków, i na pewno zachodnich Ukraińców”. Foreign Policy odrzucił Banderę jako „ulubione straszydło Moskwy… metonim wszystkich złych ukraińskich rzeczy”.

Kimkolwiek był Bandera, wszyscy zgadzali się, że nie mógł być tak zły jak Putin. Ale dzięki pracy Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, Stepan Bandera: Życie i życie pozagrobowe ukraińskiego nacjonalisty / Stepan Bandera: The Life and Afterlife of a Ukrainian Nationalist, teraz wydaje się jasne: ci straszni Rosjanie mieli rację.

Bandera był tak samo szkodliwy jak każda osobistość wyrzucona przez piekielne lata 1930 i 1940. Syn nacjonalistycznego greko-katolickiego księdza, Bandera był rodzajem samookaleczającego się fanatyka, który wbija sobie szpilki pod paznokcie by przygotować się na tortury z rąk wrogów. Będąc studentem uniwersytetu we Lwowie, podobno przeszedł do parzenia się lampą naftową, przytrzaskiwania sobie palców w drzwiach i biczowania się pasem. „Przyznaj się, Stepan!” – krzyczał. „Nie, nie przyznam się!”

Ksiądz który go spowiadał nazwał go „übermensch . . . dla którego Ukraina była najważniejsza”, a jego zwolennik powiedział, że był osobą, która „mogła zahipnotyzować człowieka. Wszystko co mówił było interesujące. Nie można było przestać go słuchać”.

Zapisując się do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) w wieku 20 lat, swoje zwiększające się wpływy wykorzystywał do sterowania już stosującej przemoc grupy w jeszcze bardziej skrajnym kierunku. W 1933 zorganizował atak na sowieckiego konsula we Lwowie, w którym udalo się zabić tylko sekretarkę. Rok później kierował zabójstwem polskiego ministra spraw wewnętrznych. Nakazał egzekucję pary rzekomych informatorów, i odpowiadał za inne zgony, jak i to, że OUN zabrała się za rabowanie banków, urzędów pocztowych, posterunków policji i prywatnych domów w poszukiwaniu funduszy.

Co wysłało Banderę w taki pełen przemocy kierunek? Obszerne nowe badanie Rossolińskiego-Liebe zabiera nas przez czasy i politykę, która porwała wyobraźnię Bandery. Przed wojną Galicja była częścią Austro-Węgier. Ale podczas gdy rządzona przez Polskę zachodnia połowa była włączona w nowo ustanowioną Rzeczpospolitą Polską w 1918, zdominowana przez Ukraińców wchodnia część, gdzie w 1909 urodził się Bandera, nie została wchłonięta do 1921, po wojnie polsko-sowieckiej i krótkim okresie niepodległości.

To kiepsko pasowało od samego początku. Czując gorycz za pozbawienie ich własnego państwa, ukraińscy nacjonaliści odmówili uznania przejęcia, i w 1922 zareagowali kampanią podpalenia około 2.200 polskich gospodarstw rolnych. Rząd w Warszawie odpowiedział represjami i wojną kulturową. To doprowadziło polskich rolników, w tym wielu weteranów wojennych, do osiedlenia się w regionie, i radykalnej zmiany demografii wsi. Zamknięto ukraińskie szkoły, a nawet próbowano zakazać terminu „ukraiński”, twierdząc, że uczniowie zamiast tego powinni używać nieco bardziej niejasny „ruski”.

Kiedy OUN wszczęła kolejną kampanię podpaleń i sabotażu latem 1930, Warszawa zastosowała masowe aresztowania. Pod koniec 1938 aż 30.000 Ukraińców pokutowało w polskich więzieniach. Wkrótce polscy politycy mówili o „eksterminacji” Ukraińców, kiedy niemiecki dziennikarz podróżujący przez wschodnią Ukrainę na początku 1939 poinformował, że lokalni Ukraińcy wołali do „Wuja Führera” by wkroczył i narzucił na Polaków swoje rozwiązanie.

Konflikt na pograniczu polsko-ukraińskim był przykładem brzydkich wojen etnicznych, które wybuchały w całej Europie wschodniej, gdy zbliżała się nowa wojna światowa. Niewykluczone, że Bandera mógł zareagować na rosnące zaburzenie, przechodząc do politycznej lewicy. Wcześniej liberalna bolszewicka polityka kulturalna w Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej spowodowała wzrost nastrojów prokomunistycznych na sąsiedniej polskiej prowincji Wołyń.

Ale na przeszkodzie stało wiele czynników: stanowisko jego ojca w kościele, fakt, że Galicja, w przeciwieństwie do dawnego rosyjskiego Wołynia, była w posiadaniu byłego Habsburga, więc zorientowana na Austrię i Niemcy, i oczywiście katastrofalna polityka kolektywizacji Stalina, która na początku lat 1930 całkowicie zniszczyła radziecką Ukrainę, jako żaden model, który warto naśladować.

W rezultacie Bandera zareagował przesuwając się dalej na prawo. W szkole średniej czytał Mykola Mikhnovskyi, bojowniczego nacjonalistę, który zmarł w 1924, i głosił zjednoczoną Ukrainę rozciągającą się „od Karpat do Kaukazu”, która będzie wolna od „Rosjan, Polaków, Węgrów, Rumunów i Żydów”. Wstępując do OUN kilka lat później, poznał nauki Dmytro Dontsova, „ojca duchowego” grupy, kolejnego ultra-prawicowca, który przełożył Mein Kampf Hitlera i La Dottrina Del Fascismo Mussoliniego, i uczył, że etyka powinna być podporządkowana walce narodowej.

Wejście do OUN również pogrążyło go w środowisku nacechowanym rosnącym antysemityzmem. Anty-żydowska nienawiść głęboko wiązała się z pojęciem ukraińskiej narodowości od co najmniej XVII wieku, kiedy to tysiące ukraińskich chłopów, oszalałych egzekucjami polskich właścicieli ziemskich i ich żydowskich zarządców majątku, zaangażowało się w okrutną rzeź pod przywództwem drobnego szlachcica o nazwisku Bohdan Chmielnicki.

Ukraina była sceną jeszcze bardziej makabrycznych pogromów w czasie rosyjskiej wojny domowej. Ale antysemickie pasje nasiliły się dalej w 1926, kiedy żydowski anarchista o nazwisku Sholom Schwartzbard zamordował w Paryżu wygnanego ukraińskiego lidera Symona Petliurę.

„Zabiłem wielkiego mordercę” – oświadczył Schwartzbard, który stracił 14 członków rodziny w pogromach szalejących na Ukrainie kiedy Petliura szefował krótkotrwałej republice anty-bolszewickiej w 1919–1920, kiedy oddał się policji. Ale po usłyszeniu zeznań ocalonych o nabijaniu na pale niemowląt, wrzucanych w ogień dzieciach, i innych okrucieństwach anty-żydowskich, francuskie jury uniewinniło go już po 35 minutach.

Werdykt wywołał sensację, zwłaszcza na ukraińskiej prawicy. Dontsov potępił Schwartzbarda jako „agenta rosyjskiego imperializmu”, oświadczając:

Żydzi są winni, strasznie winni, gdyż pomogli skonsolidować rosyjskie rządy na Ukrainie, ale „Żyd nie jest winien wszystkiego”. Rosyjski imperializm jest winny wszystkiego. Dopiero kiedy Rosja upadnie na Ukrainie, będziemy w stanie uregulować kwestię żydowską w naszym kraju w sposób odpowiadający interesom ukraińskiego narodu.

Choć głównym wrogiem byli bolszewicy, Żydzi stanowili ich napastliwą siłę uderzeniową, więc najskuteczniejszym sposobem przeciwdziałania było wyeliminowanie drugiego. W 1935 członkowie OUN wybijali szyby w żydowskich domach, a rok później wypalili około 100 żydowskich rodzin z domów w mieście Kostopil w dzisiejszej zachodniej Ukrainie. W dziesiątą rocznicę zabójstwa Petliury świętowali rozdając ulotki z przesłaniem: „Uwaga, zabij i bij Żydów za naszego ukraińskiego przywódcę Symona Petliurę, Żydów powinno się usunąć z Ukrainy, niech żyje ukraińskie państwo”.

W tym momencie Bandera był już w więzieniu, odbywając wyrok dożywotni po dwóch głośnych procesach o mord, podczas których szydził z sądu, dając faszystowski salut i wykrzykując, Slava Ukraïni – „Chwała Ukrainie”. Ale udało mu się uciec po niemieckim przejęciu zachodniej Polski 1 września 1939 i udać się do Lwowa, stolicy wschodniej Galicji.

Ale wtargnięcie sowietów 17 września spowodowało, że uciekł w przeciwnym kierunku. Ostatecznie on i pozostali przywódcy OUN osiedlili się w kontrolowanym przez Niemców Krakowie, około 200 km na zachód, gdzie rozpoczęli przygotowania organizacji do dalszych mających nadejść bitew.

Nazistowska inwazja na Związek Radziecki, o którym wydawało się, że przywódcy OUN wiedzieli kilka miesięcy wcześniej, była chwilą na którą czekali. Obiecywała nie tylko uwolnić Ukrainę od sowieckiej kontroli, ale także wyznaczała perspektywę zjednoczenia wszystkich Ukraińców w jedno państwo. W ten sposób zrealizowano by marzenie o wielkiej Ukrainie.

Miesiąc wcześniej Bandera wraz ze swoimi głównymi porucznikami – Stepanem Lenkavskyim, Stepanem Shukhevychem i Iaroslavem Stetsko położyli ostatnie poprawki na wewnętrznym dokumencie partii zatytułowanym „Walka i działalność OUN w czasie wojny”, lista rzeczy do zrobienia kiedy Wehrmacht przekroczy sowiecką granicę.

Wzywał członków do skorzystania z „dobrej sytuacji” stworzonej przez „wojnę między Moskwą i innymi państwami”, aby wywołać ogólnonarodową rewolucję, która wciągnie w swój wir całą Ukrainę. Rewolucję uważał za wielki proces oczyszczania, w którym „Moskale, Polacy i Żydzi” zostaną „zniszczeni. . . w szczególności ci, którzy chronią [sowiecki] reżim”. Chociaż OUN uważała nazistów za sojuszników, dokument podkreślał, że działacze OUN powinni rozpocząć rewolucję tak szybko jak tylko możliwe, aby postawić Wehrmacht przed faktem dokonanym:

Nadchodzącą armię niemiecką traktujemy jako armię sojuszniczą. Przed ich nadejściem spróbujemy uporządkować życie sami, żeby było takie jak powinno być. Powiemy im, że władza ukraińska już jest ustanowiona, jest pod kontrolą OUN pod przywództwem Stepana Bandery; wszystkie sprawy reguluje OUN, i lokalne władze są gotowe do ustanowienia przyjaznych relacji z armią, żeby walczyć razem przeciwko Moskwie.

W dokumencie napisano, że „dopuszcza się likwidację niepożądanych Polaków… ludzi z NKWD, informatorów, prowokatorów. . . wszystkich ważnych Ukraińców, którzy w krytycznym momencie próbowaliby robić ‚swoją politykę’, a tym samym zagrażać decydującemu myśleniu narodu ukraińskiego„, dodając, że w ramach nowego porządku będzie istnieć tylko jedna partia – OUN.

Chociaż Bandera i jego zwolennicy próbowali później malować sojusz z Trzecią Rzeszą jako „taktyczny”, próbę ustawienia jednego totalitarnego państwa przeciwko drugiemu, a w rzeczywistości był on głęboko zakorzeniony i ideologiczny. Bandera wyobrażał sobie Ukrainę jako klasyczne jednopartyjne państwo z nim w roli führera, albo providnyka, i oczekiwał, że nowa Ukraina zajmie miejsce pod nazistowskim parasolem, podobnie jak nowy faszystowski reżim Józefa Tiso w Słowacji czy Ante Pavelića w Chorwacji.

Niektórzy wysocy rangą naziści myśleli podobnie, w szczególności Alfred Rosenberg, nowo mianowany minister Rzeszy na okupowanych terenach wschodnich. Ale Hitler najwyraźniej miał inny pomysł. Słowian uważał za „gorszą rasę”, niezdolną do zorganizowania państwa, a Ukraińców postrzegał w szczególności jako „równie leniwych, zdezorganizowanych i nihilistyczno-azjatyckich jak Wielcy Rosjanie”.

Zamiast partnerów widział w nich przeszkodę. Opętany brytyjską blokadą morską z okresu I wojny światowej, która spowodowała aż 750.000 zgonów z powodu głodu i chorób, był zdecydowany zablokować podobny wysiłek aliantów przez przywłaszczenie wschodnich zapasów zboża na niespotykaną dotąd skalę. Stąd znaczenie Ukrainy, wielkiego spichlerza nad M Czarnym. „Potrzebuję Ukrainy, aby nikt nie był w stanie ponownie zagłodzić nas jak w czasie ostatniej wojny” – oświadczył w sierpniu 1939. Przejmowanie zboża na taką skalę oznaczałoby skazanie ogromnej liczby ludzi na głód, razem 25.000.000 lub więcej.

Ale nazistów nie tylko to obchodziło, ale unicestwienie na taką skalę doskonale zgadzało się z ich planami zmiany rasowej tego, co uważali za wschodnią granicę. Rezultatem był słynny Generalplan Ost, wielki hitlerowski plan, który wzywał do zabicia lub wypędzenia nawet 80% słowiańskiej ludności i zastąpienia jej przez Volksdeutsche, osadników ze starych Niemiec i weteranów Waffen-SS.

Najwyraźniej w takim planie nie było miejsca dla samorządnej Ukrainy. Kiedy Stetsko ogłosił powstanie państwa ukraińskiego „pod przywództwem Stepana Bandery” we Lwowie, zaledwie 8 dni po nazistowskiej inwazji, kilku niemieckich oficerów ostrzegło go, że sprawa niepodległości Ukrainy zależy wyłącznie do Hitlera. Nazistowscy urzędnicy na spotkaniu w Krakowie przekazali Banderze tę samą wiadomość kilka dni później.

Następnie eskortowali obu – Banderę i Stetsko do Berlina, i umieścili ich w areszcie domowym. Kiedy Hitler postanowił 19 lipca 1941 podzielić Ukrainę, włączając Galicję Wschodnią do „Generalnej Guberni”, jak znana była rządzona przez nazistów Polska, członkowie OUN byli zdumieni.

Zamiast zjednoczyć Ukrainę, naziści ją rozczłonkowali. Kiedy na budynkach pojawiły się hasła „Precz z obcą władzą! Niech żyje Stepan Bandera”, naziści odpowiedzieli rozstrzelaniem kilku członków OUN, i w grudniu 1941, aresztowaniem około 1.500 z nich.

A jeszcze, jak pokazuje Rossoliński-Liebe, Bandera ze zwolennikami tęsknili za zwycięstwem państw osi. Tak napięte jak mogły być relacje z nazistami, nie można mówić o neutralności w epickiej walce między Moskwą i Berlinem.

W liście do Alfreda Rosenberga z sierpnia 1941, Bandera zaproponował, że przemyśli niemieckie zastrzeżenia co do niepodległości Ukrainy. 9 grudnia wysłał mu kolejny list, w którym prosił o pojednanie: „Niemieckie i ukraińskie interesy w Europie wschodniej są identyczne. Dla obu stron niezbędna jest konsolidacja (normalizacja) Ukrainy w najlepszy i najszybszy sposób, i włączenie jej do europejskiego systemu duchowego, gospodarczego i politycznego”.

Ukraiński nacjonalizm, kontynuował, przybrał kształt „w duchu zbliżonym do idei narodowych socjalistów” i był potrzebny do „duchowego wyleczenia ukraińskiej młodzieży”, którą zatruło jej wychowanie pod sowietami. Chociaż Niemcy nie byli w nastroju do słuchania, ich nastawienie zmieniło się, gdy zaczęła się zmieniać ich sytuacja. Zrozpaczeni brakiem ludzi po porażce pod Stalingradem, zgodzili się na utworzenie ukraińskiej dywizji w Waffen-SS, znanej jako Galizien, która w końcu miała 14 000 członków.

Zamiast rozwiązać OUN, naziści w międzyczasie przebudowali ją na niemieckie siły policyjne. OUN odegrała wiodącą rolę w antyżydowskich pogromach jakie wybuchły we Lwowie i dziesiątkach innych ukraińskich miast po niemieckiej inwazji, a teraz służyła nazistom, patrolując getta i pomagając w deportacjach, obławach i strzelaninach.

Ale od początku 1943, członkowie OUN opuścili policję en masse żeby utworzyć własną milicją, która w końcu będzie nazywać się Ukraïnska Povstanska Armia, albo UPA. Korzystając z chaosu za niemieckimi liniami, ich pierwszym ważnym aktem była kampania czystek etnicznych, mająca na celu wypędzenie Polaków ze wschodniej Galicji i Wołynia. „Jeśli chodzi o polską kwestię, to nie jest kwestia wojskowa a mniejszościowa” – zacytowało polskie źródło podziemne lidera UPA. „Rozwiążemy ją tak jak Hitler rozwiązał kwestię żydowską”.

Powołując się na polskiego historyka Grzegorza Motykę, Rossoliński-Liebe mówi, że w latach 1943-1945 UPA wymordowała prawie 100.000 Polaków, i że prawosławni księża święcili siekiery, widły, kosy, sierpy, noże i drągi, których zmobilizowani przez nią chłopi używali do dobijania ich.

Jednocześnie ataki UPA na Żydów kontynuowano na tak zaciekłym poziomie, że Żydzi faktycznie szukali ochrony Niemców. „Bandy banderowców i miejscowi nacjonaliści napadali każdej nocy, dziesiątkując Żydów” – zeznał świadek w 1948. „Żydzi chronili się w obozach, w których stacjonowali Niemcy, obawiając się ataku ze strony banderowców. Niemieckich żołnierzy przywożono dla ochrony obozów, a tym samym także Żydów”.

Rossoliński-Liebe opowiada historię Bandery i jego ruchu podczas klęski nazistów, kiedy dywizja Galizien walczyła obok wycofującego się Wehrmachtu, a później w okresie powojennym, kiedy ci pozostali na Ukrainie zorganizowali rozpaczliwą obronę przed zbliżającymi się sowietami.

Ta wojna po wojnie była bardzo poważną sprawą, w której bojownicy OUN zabijali nie tylko informatorów, kolaborantów i wschodnich Ukraińców przeniesionych do Galicji i na Wołyń do pracy jako nauczyciele czy administratorzy, ale też ich rodziny. „Za niedługo bolszewicy będą skupować zboże” – ostrzegali przy jednej okazji. „Każdy z was kto przywiezie zboże do punktów skupu zostanie zabity jak pies, i cała twoja rodzina zarżnięta”.

Pojawiały się okaleczone zwłoki z tabliczkami z napisem: „Za współpracę z NKWD”. Według raportu KGB z 1973, ponad 30.000 ludzi padło ofiarą OUN, zanim Sowieci zdołali zniszczyć opozycję w 1950, w tym około 15.000 chłopów i robotników z kolektywnych gospodarstw, i ponad 8.000 żołnierzy, członków milicji i pracowników bezpieczeństwa.

Nawet biorąc pod uwagę barbarzyństwo czasów, działania grupy się wyróżniały.

Stepan Bandera to ważna książka łącząca biografię i socjologię, gdyż pokazuje historię ważnego radykalnego nacjonalisty i kierowanej przez niego organizacji. Ale tym co czyni ją tak istotną, to oczywiście potężne odradzanie się OUN od 1991.

Chociaż zachodni wywiad z entuzjazmem przyjął Banderę i jego zwolenników kiedy zaczęła się zimna wojna – „ukraińska emigracja na terytorium Niemiec, Austrii, Francji, Włoch, w zdecydowanej większości jest zdrowym, bezkompromisowym elementem w walce z bolszewikami” – zauważył w 1947 agent wywiadu armii amerykańskiej – długoterminowe perspektywy tego ruchu nie wydawały się być bardzo obiecujące, zwłaszcza po tym, kiedy sowieckiemu agentowi udało się przedrzeć przez pierścień bezpieczeństwa Bandery w Monachium w 1959, i zabić go strumieniem cyjanku z pistoletu natryskowego.

Przez to banderowcy zdawali się kroczyć drogą wszystkich innych „uwięzionych narodów”, skrajnie prawicowi uchodźcy, którzy od czasu do czasu gromadzili by śpiewać stare piosenki, ale którzy wydawali się być reliktami z minionej epoki.

Co ich uratowało, to oczywiście upadek Związku Sowieckiego. Weterani OUN szybko wrócili przy pierwszej okazji. Stetsko zmarł w Monachium w 1986, ale jego wdowa, Iaroslava, wróciła za niego, zdaniem Rossolińskiego-Liebe, tworząc skrajnie prawicową partię zwaną Kongresem Ukraińskich Nacjonalistów, i zdobywając miejsce w parlamencie. Iurii Shukhevych, syn wygnanego przywódcy UPA, Romana Shukhevycha, założył kolejną skrajnie prawicową grupę, nazywającą się Ukraińskim Zgromadzeniem Narodowym. Nawet wnuk Bandery, Stephen, pojawił się, zwiedzając Ukrainę, gdy odsłaniał pomniki, brał udział w wiecach i chwalił swojego dziadka jako „symbol ukraińskiego narodu”.

Tymczasem krajowa grupa banderowców utworzyła Socjal-Narodową Partię Ukrainy, znaną później jako Swoboda. W przemówieniu z 2004, ich przywódca, charyzmatyczny Ołeh Tiahnybok, złożył hołd bojownikom UPA:

Przyszedł wróg i zabrał ich Ukrainę. Ale oni się nie bali; podobnie nie wolno nam się bać. Powiesili karabiny maszynowe na swoich karkach i poszli do lasu. Walczyli z Rosjanami, Niemcami, Żydami i innymi szumowinami, którzy chcieli odebrać nasze ukraińskie państwo! I dlatego naszym zadaniem – każdego z was, młodych, starych, siwogłowych i młodzieńczych – jest obrona naszej ojczystej ziemi!

Z wyjątkiem pominięcia Polaków, przemówienie było wskazówką, jak niewiele się zmieniło. Ruch był ksenofobiczny, antysemicki, i miał obsesję na punkcie przemocy, jak zawsze, ale teraz, po raz pierwszy od pół wieku, tysiące ludzi słuchały tego, co miał do powiedzenia.

Można by myśleć, że liberalny Zachód nie chciałby mieć nic wspólnego z takimi elementami, ale odpowiedź była równie pozbawiona skrupułów, jak podczas pierwszych lat zimnej wojny. Ponieważ banderivtsi byli antyrosyjscy, musieli być demokratyczni. Ponieważ byli demokratyczni, ich ultra-prawicowe symbole musiały być nieistotne.

Portrety Bandery, które stawały się coraz bardziej widoczne, kiedy protesty Euromajdanu zamieniały się w coraz większą przemoc, wilczy hak / wolfsangel, który wcześniej był symbolem SS, a teraz przejął go Azov Battalion i inni wojownicy, stary wojenny okrzyk OUN „Chwała Ukrainie, chwała bohaterom”, który teraz był wszechobecny pośród protestujących przeciwko Yanukovychowi – wszystkie trzeba było ignorować, odrzucać lub wybielać.

Powołując się na anonimowych „komentatorów akademickich”, Guardian ogłosił w marcu 2014, że Svoboda „wydaje się być łagodniejsza” i teraz „unikała ksenofobii”. Ambasador USA Geoffrey Pyatt powiedział, że członkowie Swobody „demonstrowali swoje demokratyczne bona fides„, a historyk Anne Applebaum ogłosiła w New Republic, że nacjonalizm był czymś dobrym, a tym czego potrzebowali Ukraińcy, to jego więcej: „Oni potrzebują więcej okazji by mogli krzyczeć,”Slava Ukraini – Heroyam Slava” – „Chwała Ukrainie, Chwała Bohaterom”, co było, tak, hasłem kontrowersyjnej Ukraińskiej Armii Rewolucyjnej w latach 1940, ale przyjętym w nowym kontekście”.

Wielu, podobnie jak Alina Polyakova z Rady Atlantyckiej, wyraziło podobną obronę: „Rosyjski rząd i jego prokurenci na wschodzie Ukrainy konsekwentnie nazywali rząd kijowski faszystowską juntą i oskarżali go o posiadanie nazistowskich sympatyków. Moskiewska propaganda jest oburzająca i niesłuszna”. Biorąc pod uwagę pogłębiające się gospodarcze problemy Ukrainy, kontynuowała – „czy Ukraina powinna się niepokoić potencjalnym rozrostem skrajnie prawicowych partii?”. Odpowiedź brzmiała: „Absolutnie nie

To było 9 czerwca. Kilka tygodni później Polyakova obróciła się o 180 stopni. „Ukraiński rząd” – ogłosiła 24 lipca – „ma na rękach problem. Skrajna prawicowa grupa wpadła w rosnącą wśród Ukraińców frustrację z powodu upadającej gospodarki i letniego poparcia Zachodu”.

W rezultaice Prawy Sektor teraz był „niebezpieczną” siłą, „cierniem w boku Kijowa”, jedną z wielu prawicowych grup „korzystających z publicznnej frustracji by zdobyć poparcie dla ich błędnego programu”. Społeczność międzynarodowa będzie musiała zwiększyć pomoc gospodarczą i poparcie polityczne, ostrzegła, jeśli nie chce by Ukraina wpadła w ręce radykalnej prawicy.

Co się stało? 11 lipca w zachodnim mieście Mukacheve wybuchła krwawa strzelanina między ciężko uzbrojonymi członkami neonazistowskiego Prawego Sektora i zwolennikami lokalnego polityka Mykhailo Lanio.

Szczegóły są mętne i nie jest jasne, czy Prawy Sektor próbował powstrzymać wysoce lukratywny przemyt papierosów w prowincji granicznej Zakarpattii, czy też próbował wepchnąć się w handel. Ale jedno było oczywiste: biorąc pod uwagę chaos we własnym wojsku, ukraiński rząd w coraz większym stopniu uzależniał się od prywatnych banderowskich bojówek jak Prawy Sektor, by walczyć z prorosyjskimi separatystami na wschodzie, a co za tym idzie, był na łasce szalejących ultra-prawicowców, których nie był w stanie kontrolować.

Dzięki wsparciu militarnemu, które dostali, grupy takie jak Prawy Sektor i neonazistowska Azov Brigade były większe niż kiedykolwiek, zahartowane w boju i uzbrojone w ciężką broń, i miały dość bogatych polityków, którzy zawarli pokój z Rosjanami i dalej zgarniali zyski, podczas gdy gospodarka tonęła coraz bardziej. Ale niewiele rząd w Kijowie mógł zrobić by zareagować.

Nerwowość Polyakovej była uzasadniona. Biorąc pod uwagę rozpaczliwe problemy gospodarcze Ukrainy – oczekuje się, że w roku bieżącym wynik ekonomiczny spadnie o 10% w tym roku po spadku o 7.5% w porównaniu z 2014, inflacja wynosi 57% z powodu załamania hrywny, podczas gdy zadłużenie zewnętrzne wynosi obecnie 158% PKB – wyraźny powiew Weimaru w powietrzu.

Kilka tygodni później, 31 sierpnia, setki zwolenników Prawego Sektora walczyły z policją w Kijowie, kiedy ukraiński parlament zagłosował za porozumieniem Mińsk II, mającym na celu rozwiązanie problemu na wschodzie. Trzy osoby zginęły kiedy zwolennik Prawego Sektora rzucił w tłum granat, i ponad 100 ludzi zostało rannych, kiedy kraj ruszył w stronę wojny domowej.

Mimo że prezydent Ukrainy Petro Poroshenko ten atak nazwał „ciosem w plecy”, był to ten sam lider który w maju podpisał prawo uznające za zbrodnię „publiczne okazywanie braku szacunku” wobec OUN czy UPA. Po raz kolejny centryści którzy zaczęli od ugłaskiwania faszystów, skończyli na ich łasce.

autor: Daniel Lazare


[Od redaktora (www.veteranstoday.com): Żeby zrozumieć bałagan jakim dziś jest nowoczesna Ukraina, trzeba zagłębić się w jej mroczną, pełną przemocy, rasistowską i morderczą przeszłość. Wiodącą postacią oddania wśród nazistowskich zbirów i morderców, którzy zdobyli władzę na Majdanie w 2014, i mordowali każdego kto próbował się im przeciwstawić, był Stepan Bandera, zbrodniarz, skrajnie prawicowy ekstremista, masowy morderca i nazistowski kolaborant. Zrozumienie Bandery i jego ruchu to najlepszy sposób na zrozumienie obecnej sytuacji w Ukrainie, która moim zdaniem stanie się ważna w niedalekiej przyszłości, ponieważ wydaje się, że istnieje wyraźne wzmocnienie sił militarnych i paramilitarnych w ramach przygotowań do wznowienia ludobójczego i zbrodniczego ataku na mieszkańców regionu Donbasu; krótko mówiąc, spodziewajmy się, że w najbliższej przyszłości w Ukrainie ponownie wybuchnie konflikt. Ian Greenhalgh]

Wirus w Chinach przyniósł wzrost popularności Plague Inc.

Data: 27.01.2020 15:55

Autor: ziemianin

gry-online.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #gry #chiny #koronawirus #PlagueInc

Plague Inc. jest obecnie najczęściej pobieraną płatną aplikacją w Chinach. Powód? Nowe doniesienia o rozprzestrzenianiu się wirusa tzw. grypy Wuhan.

Źródło: https://www.gry-online.pl/newsroom/wirus-w-chinach-przyniosl-wzrost-popularnosci-plague-inc/z01d4af

Wirus w Chinach przyniósł wzrost popularności Plague Inc.

Koronawirus, czyli śmiertelne zagrożenie, które dość szybko rozprzestrzenia się w Chinach i na świecie nie tylko zaraziło sporą liczbę osób, ale także zbiera śmiertelne żniwo w postaci aktualnie 41 ofiar z Państwa Środka. Oczywiście w dobie masowych podróży tylko kwestią czasu było dostanie się wirusa do Europy i tak władze Francji potwierdziły już trzy zakażenia w swoim kraju. Przypadki zakażeń pojawiły się też w Stanach Zjednoczonych oraz Australii. Co ciekawe na całej sytuacji korzysta gra Plague Inc., która po wybuchu koronawirusa znalazła się na szczycie listy najczęściej pobieranych aplikacji dedykowanych systemowi iOS. Zgodnie ze statystykami firmy analitycznej SensorTower dostępna od 2012 roku produkcja ogromną falę wzrostu odnotowała 21 stycznia i w tym samym okresie ludzie zaczęli wystawiać jej masowe recenzje.

Gra Plague Inc. skupiająca się na tematyce wirusów zaczęła przyciągać uwagę graczy po wybuchu epidemii koronawirusa.

China’s health commission confirmed recently that the Wuhan coronavirus, a new pneumonia like disease, had spread to around 300 people.

This news has caused Plague Inc, a strategy game about a deadly plague that infects the world, to reach #1 on the paid iOS game chart in China. pic.twitter.com/DioBtyP2RB

— Daniel Ahmad (@ZhugeEX) [21 stycznia 2020](https://twitter.com/ZhugeEX/status/1219740863464648705?ref_src=twsrc%5Etfw)

Plague Inc. przyciąga uwagę nie tylko chińskich użytkowników App Store, ale również z pozostałych regionów globu zaś mobilna propozycja autorstwa Ndemic Creations identyczny sukces odniosła też w Google Play. Oczywistym powodem nagłego wzrostu zainteresowania wspomnianym tytułem jest jej tematyka skupiająca się na rozprzestrzeniających się na całym świecie groźnych wirusach. Celem gracza to w tym przypadku stworzenie strategii rozprzestrzeniania się zagrożenia. Z wyników sprawę zdają sobie deweloperzy odpowiedzialni za projekt. James Vaughan, jeden z autorów przyznał w rozmowie z serwisem Polygon, że ludzie są ciekawi tematów chorób zakaźnych i chcą się o nich dowiedzieć możliwie najwięcej.

Natomiast w jego ocenie Plague Inc. może odegrać pewną rolę, bowiem w inteligentny sposób pokazuje jak choroby zakaźne się rozprzestrzeniają. Na ten moment walka z koronawirusem trwa natomiast władze Chin odcięły część miast z populacją wynoszącą od 30 do 40 mln mieszkańców, które według dostępnych informacji są najbardziej zagrożone. Zakaz transportu obejmuje m.in. Wuhan, Ezhou, Huanggang, Chibi, Xiantao czy Zhijiang. Zamknięto dworce autobusowe, kolejowe, międzymiastowe połączenia, a nawet uniemożliwienie jest poruszanie się prywatnych pojazdów.

Free Software Foundation domaga się uwolnienia kodu Windows 7

Data: 27.01.2020 15:45

Autor: ziemianin

fsf.org

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #oprogramowanie #windows7 #microsoft #systemoperacyjny

#komputery

Free Software Foundation stwierdziło, że skoro Windows 7 dotarł do kresu swojego życia, to Microsoft powinien udostępnić kod oprogramowania i zaoferować społeczności ten system za darmo. Komentarz chyba jest zbędny.

wymagany angielski

Free Software Foundation domaga się uwolnienia kodu Windows 7

Free Software Foundation (FSF) – najważniejsza instytucja sponsorująca Projekt GNU, ta sama grupa, która stała za kampanią "grzechów" w Windows 7 w 2009 roku i zachęcają użytkowników do porzucenia Windows 7, zapoczątkowała teraz kolejną inicjatywę, która ma takie same szanse powodzenia jak poprzednia. Tym razem domagają się uwolnienia Windows 7 i wydania systemu jako bezpłatnego oprogramowania. FSF stworzyło petycję chcąc upcyklingu Windows 7. Nie da się ukryć, że już pierwszy akapit powinien przekonać Microsoft do otwarcia kodu źródłowego systemu Windows 7 ;) "14 stycznia system Windows 7 osiągnął swój oficjalny "koniec okresu użytkowania", kładąc kres aktualizacjom, a także dziesięcioletniej trującej edukacji, naruszania prywatności i zagrażania bezpieczeństwu użytkowników. Koniec cyklu życia systemu Windows 7 daje firmie Microsoft idealna okazję, aby cofnąć dawne zło i przetworzyć je w coś wartościowego" – czytamy w petycji.

Większość użytkowników prawdopodobnie zgadza się, że Windows 7 wcale nie był taki zły, a z pewnością zmazał plamę na wizerunku Microsoftu i rozliczył za grzechy Windows Vista. Może FSF powinno domagać się uwolnienia Visty? Lepsze to niż nic. FSF zażądało od Microsoft wydania Windows 7 jako bezpłatnego oprogramowania dla społeczności do "studiowania i ulepszania" systemu. Petycja przytacza precedens w postaci aplikacji kalkulatora Microsoft na GitHub i twierdzi, że Microsoft nie ma "nic do stracenia", wypuszczając system operacyjny, który osiągnął koniec życia. Tyle że Microsoft ma wiele do stracenia.

Wciąż istnieją setki milionów komputerów z systemem Windows 7, z których wiele dotyczy klientów biznesowych lub korporacyjnych, którzy będą płacić za rozszerzone wsparcie. Microsoft oferuje płatną rozszerzoną pomoc techniczną dla systemu Windows 7 do 10 stycznia 2023 r. Rząd niemiecki zapłaci Microsoftowi 866000 USD za roczną przedłużoną obsługę 33 000 komputerów z systemem Windows 7, a irlandzki minister zdrowia zgodził się zapłacić Microsoftowi około 1,1 mln EUR w ramach dodatkowych opłat za wsparcie w 2020 roku i będzie płacił za przedłużone wsparcie do co najmniej 2021 roku za nie mniej niż 46000 komputerów z systemem Windows 7. Co więcej, znaczna część kodu Windows 7 żyje w systemie Windows 10. Innymi słowy, szansa zobaczenia Windows 7 w repozytorium GitHub w najbliższym czasie jest mało prawdopodobna.

Kobe Bryant nie żyje. Legendarny koszykarz zginął w katastrofie helikoptera

Data: 26.01.2020 21:38

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sport #koszykowka #NBA #KobeBryant

Jeden z najlepszych koszykarzy w historii NBA Kobe Bryant zginął w katastrofie lotniczej helikoptera w Calabasas w Kalifornii – poinformowało TMZ Sports. Amerykanin był jedną z pięciu osób, która podróżowała maszyną. Nikt nie przeżył. Koszykarz miał 41 lat.

Kobe Bryant nie żyje. Legendarny koszykarz zginął w katastrofie helikoptera

Przyczyny katastrofy nie są znane

Mimo natychmiastowej akcji ratunkowej, nikogo nie udało się uratować

Bryant przez 20 lat bronił barw Los Angeles Lakers, zdobywając pięć mistrzowskich pierścieni

Według amerykańskich mediów, zawodnik, który całą karierę spędził w Los Angeles Lakers, był na pokładzie prywatnego helikoptera, który rozbił się w niedzielę rano. Mimo akcji ratunkowej, nikt z pięciu osób, które podróżowały maszyną, nie przeżył.

Sources confirm to FOX Sports that NBA legend Kobe Bryant has died in a helicopter crash in Calabasas, CA.

Rest in Peace, Kobe. pic.twitter.com/Ra6CC9yd61

— FOX Sports (@FOXSports) January 26, 2020

Przyczyny katastrofy nie są jeszcze znane. Wiadomo, że wśród pasażerów nie było żony koszykarza – Vanessy Bryant.

Devastating news :((( completely speechless !! RIP legend ....

— Marcin Gortat🇵🇱 (@MGortat) January 26, 2020

Bryant jest uważany za jednego z największych koszykarzy w historii NBA. Zawodową karierę zakończył w 2016 roku po dwudziestu latach gry w barwach Los Angeles Lakers. Z "Jeziorowcami" pięciokrotnie sięgał po mistrzostwo ligi. Dwukrotnie był wybierany najbardziej wartościowym graczem (MVP) finałów, a raz sezonu zasadniczego.

Kobe Bryant was killed Sunday in a helicopter crash, as first reported by TMZ and confirmed by [@wojespn](/u/wojespn)

He was 41. pic.twitter.com/jt4ccu2Rw4

— ESPN (@espn) January 26, 2020

Po zakończeniu kariery przez Bryanta, klub z Los Angeles zastrzegł numery 8 i 24, z którymi występował zawodnik.

Koszykarz miał 41 lat. Osierocił czwórkę dzieci.

26 stycznia 1919 roku odbyły się wybory do Sejmu Ustawodawczego

Data: 26.01.2020 21:21

Autor: ziemianin

pl.wikipedia.org

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #1919 #NARODOWADEMOKRACJA #Sejm #SejmUstawodawczy #wyboryparlamentarne #polityka #wikipedia #ciekawostkihistoryczne

W 1919 roku odbyły się w Polsce pierwsze wybory parlamentarne. Wybierano posłów do Sejmu Ustawodawczego. W wyborach wygrała prawica.

26 stycznia 1919 roku odbyły się wybory do Sejmu Ustawodawczego

11 listopada 1918 roku Polska oficjalnie odzyskała niepodległość. 16 stycznia 1919 roku powstał pierwszy, ogólnopolski, chciałoby się rzec „wszechpolski” rząd – rząd Ignacego Jana Paderewskiego, który uznawany był przez wszystkie siły polityczne i tak zwane dzielnice kraju. Kolejnym krokiem było wybranie posłów do Sejmu Ustawodawczego, który swoim prawodawstwem mógł zapewnić Polsce potrzebny rozwój po odzyskaniu niepodległości. Pierwsze wybory, ponieważ te odbywały się na raty, odbyły się 26 stycznia 1919 roku na ternie byłego Królestwa Polskiego oraz w Galicji.

Wybory parlamentarne do Sejmu Ustawodawczego okazały się sukcesem prawicy. Z tego sukcesu wyrósł Związek Ludowo-Narodowy oraz siła endecji.

— Tomasz Dorosz (@Tomasz_Dorosz) [January 26, 2020](https://twitter.com/Tomasz_Dorosz/status/1221395719698907136?ref_src=twsrc%5Etfw)

Wybory okazały się wielkim sukcesem prawicy. W okręgach położonych na terenie byłego Królestwa Polskiego zwyciężył Narodowy Komitet Wyborczy Stronnictw Demokratycznych, którego najważniejszą częścią było Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne narodowców. W Galicji narodowcy poradzili sobie dużo gorzej – dominował tam ruch ludowy, podzielony na bardziej prawicowe Polskiego Stronnictwo-Ludowe „Piast” oraz bardziej lewicowe Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie”. W miarę dołączania do Polski kolejnych regionów narodowych, w dogrywkach w Wielkopolsce czy na Pomorzu narodowcy osiągali sukcesy.

Wybory okazały się wielkim sukcesem prawicy, z czego wyrósł Związek Ludowo-Narodowy, który w 1928 roku przemianowano na Stronnictwo Narodowe, które stało się największą partią w II Rzeczpospolitej. To ta partia uczestniczyła w tworzeniu kilku rządach, w których uczestniczyli narodowcy. Mimo zwycięstw wyborczych, ordynacja wyborcza nie pozwalała na utworzenie samodzielnych rządów narodowców. Do Sejmu dostało się też osiem kobiet, w tym Gabriela Balicka-Iwanowska oraz Zofia Sokolnicka z endecji, Zofia Moczydłowska z Narodowego Zjednoczenia Ludowego czy Anna Piasecka i Franciszka Wilczkowiakowa z Narodowej Partii Robotniczej.

Arabia Saudyjska ma przestać finansować meczety

Data: 26.01.2020 18:16

Autor: ziemianin

middleeastmonitor.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #islam #arabiasaudyjska

Jeśli wierzyć zapewnieniom władz Arabii Saudyjskiej, ma ona zaprzestać budowy i finansowania meczetów znajdujących się poza jej granicami. Dotychczas realizacja podobnych inwestycji była jednym z priorytetów saudyjskiej monarchii, która poprzez takie działania chciała zapewnić sobie wpływ na wyznawców sunnickiej wersji islamu.

wymagany angielski

Arabia Saudyjska ma przestać finansować meczety

Taką deklarację miał złożyć szejk Mohammed Bin Abdul-Karim Issa, były saudyjski minister sprawiedliwości będący obecnie sekretarzem generalnym Światowej Ligi Muzułmańskiej. Zapowiedział on, że jego państwo przestanie realizować inwestycje dotyczące rozwoju islamskich centrów kulturalnych, których najważniejszą część stanowią właśnie meczety.

Zdaniem szwajcarskiej gazety „Le Matin Dimanche” to właśnie w tym kraju ma rozpocząć się zmiana saudyjskiej polityki. Arabia Saudyjska chce bowiem ustanowić rady administracyjne dla każdego sfinansowanego przez siebie meczetu, aby przy współpracy z lokalnymi władzami oddać je w „bezpieczne ręce”. Podobnie ma być również w innych państwach na świecie, co uzasadniono kwestiami bezpieczeństwa.

Arabia Saudyjska była dotychczas znana z polityki budowania centrów muzułmańskich, mających na celu promocję tego kraju oraz obowiązującej w nim fundamentalistycznej wersji islamu. Niedawno pod wpływem społecznych protestów z realizacji podobnej inwestycji wycofano się w Białymstoku, a miała ona zostać zrealizowana właśnie dzięki finansowemu wsparciu Rijadu.

Klęska miłośników Izraela

Data: 26.01.2020 18:12

Autor: ziemianin

rp.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #izrael #polska #zydzi #historia #polityka #media

Neokonserwatywni publicyści starają się przemilczeć fakt, że narracja historyczna rosyjskiego prezydenta Władimira Putina może triumfować, bo cieszy się wsparciem władz Izraela. Miłośnicy rządów izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu, piszący w przeszłości teksty pokroju „Żydzi do Gazy”, nie chcą przyznać się do całkowitej kompromitacji swoich idei. Trzeba zresztą wyraźnie powiedzieć, że „sojusz polsko-izraelski” od początku był absurdalnym konstruktem.

Klęska miłośników Izraela

Znamienny dla postawy prawicowych sympatyków Izraela jest artykuł Michała Szułdrzyńskiego, opublikowany w piątek na łamach „Rzeczpospolitej”. Publicysta na co dzień znający się na wszystkim, postanowił oczywiście skomentować V Światowe Forum Holokaustu zorganizowane w Jerozolimie. Miał on przede wszystkim pretensje do obecnego rządu, który jego zdaniem jest współodpowiedzialny za „wielki comeback” Putina na światowe salony. W swoim komentarzu nie raczył on jednak wspomnieć, że to przede wszystkim „zasługa” wspomnianego już Netanjahu.

Neokonserwatyzm nad Wisłą

Szułdrzyński jest w tym kontekście postacią niezwykle ważną. To jeden z czołowych publicystów promujących w Polsce idee neokonserwatywne. Nie powinno to oczywiście dziwić. Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i jego koledzy należą do wielbicieli Stanów Zjednoczonych. Z tego powodu bezkrytycznie przyjmują nie tylko wszelkie działania Amerykanów, lecz także pochodzące stamtąd idee. Dominującym nurtem amerykańskiego konserwatyzmu jest tymczasem wspomniany neokonserwatyzm, wciąż silniej oddziałujący na prawicowe elity niż paleokonserwatywny izolacjonizm czy konserwatywny realizm polityczny. Jedną z głównych części składowych neokonserwatyzmu jest oczywiście fanatyczne wspieranie Żydów bez względu na rzeczywiste amerykańskie interesy.

Za manifest programowy polskich neokonserwatystów można uznać tekst „Żydzi do Gazy”. Jego autorem jest nie kto inny, jak „nowoczesny endek” Rafał A. Ziemkiewicz. Pięć i pół roku temu na łamach portalu Interia pisał on, że „najbardziej podobny do polskiej tradycji endeckiej jest nacjonalizm żydowski”, dlatego „trudno polskiemu narodowcowi nie patrzeć na Izrael z podziwem i sympatią”. Publicystyka Ziemkiewicza wyraźnie zmierzała do „modernizacji” polskiej myśli narodowej na neokonserwatywną modłę, aby stała się ona przystępna dla prawicowego mainstream’u. Oczywiście jak sugeruje sam tytuł nie omieszkał on poprzeć izraelskich ataków na Strefę Gazy, promując oklepaną ideę postawienia tamy muzułmanom poprzez wspieranie Żydów.

Oczywiście w praktyce idee neokonserwatywne realizuje w Polsce rządzące Prawo i Sprawiedliwość. Namacalnym dowodem są oczywiście bazy USA na terytorium naszego kraju, a przede wszystkim wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS wielokrotnie zachwalał Izrael i wpisywał się w żydowską martyrologię, uwiarygadniając narrację dotyczącą Żydów jako grupy najbardziej poszkodowanej w wyniku II wojny światowej. W Parlamencie Europejskim w praktyce wskazówki Ziemkiewicza realizuje europoseł PiS, Zdzisław Krasnodębski. Jako członek Delegacji do spraw Izraela wielokrotnie bronił tego państwa w swoich wystąpieniach, powtarzając neokonserwatywną narrację o biednych Żydach krzywdzonych przez złych Palestyńczyków. Podobnie jak prezes PiS, socjolog ma na swoim koncie wiele połajanek na temat „antysemityzmu”.

Absurd

Neokonserwatyzm sam w sobie wydaje się być absurdalny, zwłaszcza jeśli chodzi o jego pro-żydowskie sympatie. Po pierwsze, opiera się on na tezie wielkiego sojuszu protestantów z wyznawcami judaizmu, którzy po ostatecznej bitwie ze swoimi wrogami pójdą do nieba. Tropiciele „antysemityzmu” mogliby zresztą i tutaj się go doszukać, bo według ewangelikalnych teorii po zwycięstwie nadejdzie Mesjasz i nawróci Żydów na protestantyzm. Po drugie, bliskie kontakty ze środowiskami żydowskimi i wspieranie Izraela za wszelką cenę nigdy nie przyniosły korzyści Partii Republikańskiej. Blisko trzy czwarte amerykańskich Żydów głosuje na Partię Demokratyczną, a na dodatek wcale nie czuje specjalnej sympatii do państwa syjonistycznego.

Kopiowanie neokonserwatywnych wzorców jest w przypadku Polski zupełnie niedorzeczne. Od lat międzynarodowe środowiska żydowskie domagają się „restytucji mienia” od naszego państwa, czego pro-izraelskie stanowisko kolejnych rządów wcale nie zmienia. Przepraszanie za Jedwabne przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wstrzymanie ekshumacji tamtejszych grobów przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego oraz polityka jego brata nie przyniosły żadnych rezultatów. Fetowany jako wielki „przyjaciel Polski”, były ambasador Szewach Weiss, także nie opowiada się po polskiej stronie w kwestii sporu o roszczenia, ale zawsze wypowiada się wymijająco. O skandalu związanym z nowelizacją ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. a w szczególności reakcji na nią ze strony „sojuszniczych” izraelskich polityków, szkoda nawet wspominać…

Kilka lat temu ciekawy artykuł na temat relacji polsko-żydowskich ukazał się na nieistniejącym już portalu Rebelya.pl, założonym zresztą przez osoby czerpiące obecnie profity z „dobrej zmiany”. Jakub Biernat w tekście „Wasza miłość do Izraela jest perwersyjna” krytykował czołowych prawicowych publicystów: Ziemkiewicza, Sławomira Cenckiewicza, Davida Wildsteina, Tomasza Terlikowskiego czy Piotra Zychowicza. Autor artykułu celnie punktował najbardziej absurdalne tezy polskich neokonserwatystów, na czele ze sprowadzaniem popierania praw Palestyńczyków do wspierania Hamasu. Biernat stawia zresztą celną tezę, że Izrael jest na tyle silny, iż nie potrzebuje specjalnego wsparcia dla swojej okupacji terytoriów palestyńskich.

Izrael i Rosja

Z pewnością Polska i państwa Europy Środkowej nie są potrzebne Netanjahu, bo to nie one mają wpływ na sytuację na Bliskim Wschodzie. Dużo ważniejszy w tej układance jest Putin, który ma wpływ na Syrię, Iran i ich sojuszników. Nieprzypadkowo rosyjskie lotnictwo nie reaguje na naruszanie syryjskiej przestrzeni powietrznej przez siły izraelskie. Co prawda Rosja potępia podobne działania, ale czyli to jedynie werbalnie. Syryjczycy nie mogą nawet używać nowoczesnych systemów obrony przeciwlotniczej S-300, które zostały im dostarczone przez Rosjan na jesieni 2018 roku po szybko zażegnanym rosyjsko-izraelskim kryzysie dyplomatycznym. Sam Putin zresztą sprawnie lawiruje pomiędzy Izraelem a państwami arabskimi. Wspomniane Światowe Forum Holocaustu przyćmiło chociażby jego spotkanie z palestyńskim prezydentem Mahmudem Abbasem, zasadniczo zignorowanym przez innych przebywających w Jerozolimie przywódców.

Najważniejsze w chwili obecnej jest dla szefa Likudu pozyskanie elektoratu konkurencyjnej partii Nasz Dom Izrael. Głosują na nią właśnie Żydzi z dawnego Związku Radzieckiego, którzy są dosyć oryginalną grupą obywateli Izraela. Utożsamiają się oni głównie z centroprawicą, choć jednocześnie należą do najbardziej zsekularyzowanej części izraelskiego społeczeństwa. Z tego powodu Nasz Dom Izrael nie chce zawierać po raz kolejny koalicji rządowej z partiami ortodoksyjnych Żydów. Bliskie relacje z Putinem są więc potrzebne Netanjahu, aby uwiarygodnić się wśród tej grupy wyborców, dużo bardziej wpływowej niż marginalna obecnie społeczność Żydów, którzy przeżyli Holokaust i przeprowadzili się z Polski właśnie do Izraela. Tymczasem często polscy miłośnicy państwa syjonistycznego starają się wmawiać Polakom, że w Izraelu nadal duża jest grupa Żydów mówiących po polsku oraz wspominających z rozrzewnieniem czas spędzony w naszym kraju.

Nie słuchać mainstream’u

Izrael w żaden sposób nie będzie więc wspierał naszej narracji historycznej dotyczącej II wojny światowej. Można było się zresztą o tym przekonać, gdy po zmianie ustawy o IPN Netanjahu podpisał wspólną deklarację historyczną z premierem Mateuszem Morawieckim. Jej treść przeszła właściwie bez echa, a w izraelskich mediach dalej pojawiają się oskarżenia dotyczące rzekomego współudziału Polaków w Holokauście. Znamienne, że teza ta pojawiła się także w artykułach krytyków fetowania Putina przez Netanjahu. W polskich mediach cytowano między innymi tekst rabina Szmuleja Boteacha, który nie podzielił poglądów izraelskiego premiera na temat relacji z rosyjskimi władzami, ale jednocześnie nie omieszkał wspomnieć o „wielu Polakach biorących udział w Holokauście”.

Ostatnie wydarzenia jasno pokazały bankructwo pro-izraelskich idei, rozpowszechnionych wśród mainstream’owej polskiej prawicy. Izrael w chwili obecnej legitymizuje wersję historii promowaną przez Rosję, a wiodą w tym prym właśnie konserwatywni syjoniści, będący rzekomym „sojusznikiem” wspomnianych w tym tekście fanatyków idei „sojuszu polsko-żydowskiego”. Trudno oczekiwać, aby twardogłowi neokonserwatyści zmienili swój pogląd po ostatnich wydarzeniach. Zapewne będą jedynie ciskać gromy na „antysemitów” i zrównywać wszystkich krytyków izraelskich działań z zachodnią lewicą. W tej sytuacji trzeba jednak walczyć o umysły prawicowej części naszego społeczeństwa, wcale nie wierzącej w każdą narrację serwowaną przez PiS i jego propagandystów.

Komentarz Tygodnia: Rosyjscy pomocnicy Hitlera

Data: 25.01.2020 22:36

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gadowskitv

O faktach z historii, które trzeba podawać przeciwstawiając się słowom Putina, o 530 miliardach złotych zarobku zagranicznych firm, o występie Igora Tulei w zagranicznej telewizji, dalszy ciąg sporu w PAŻP, o pouczającej historii Grzesia z wiersza Juliana Tuwima, o wizycie Grethy Thunberg w Polsce.

Komentarz Tygodnia: Rosyjscy pomocnicy Hitlera

Czeka nas rewolucja w zasilaczach komputerowych? Intel proponuje nowy standard ATX12VO

Data: 25.01.2020 22:07

Autor: ziemianin

benchmark.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #technologia #komputery #zasilacze

Zgodzicie się, że rynek zasilaczy komputerowych jest nudny jak flaki z olejem. Firma Intel proponuje jednak rewolucję i wprowadzenie całkowicie nowego standardu ATX12VO.

Czeka nas rewolucja w zasilaczach komputerowych? Intel proponuje nowy standard ATX12VO

Obecnie wykorzystywany standard zasilaczy – ATX12V został wprowadzony jeszcze w latach 90-tych. No właśnie, od tego czasu trochę się zmieniło w komputerach – zmniejszyło się znaczenie linii 3,3 V i 5 V (dla dysków i urządzeń peryferyjnych), a wzrosło obciążenie linii 12 V (to z niej zasilany jest procesor i karta graficzna).

Nowy standard zasilaczy ATX12VO

Intel zaproponował więc przeorganizowanie sprzętu pod dzisiejsze wymagania. Standard ATX12VO zakłada porzucenie dodatkowych linii 3,3 V i 5 V i wykorzystanie tylko szyny 12 V (stąd też jego nazwa – ATX12 V Only). Szczegóły znajdziecie w dokumencie ze specyfikacją techniczną.

ATX12VO

Nowy standard uprościłby konstrukcję zasilaczy, bo zajmowałyby się one tylko zamianą napięcia wejściowego 115-230 V na jedno wyjściowe – 12 V. Za konwersje na niższe napięcia miałaby odpowiadać już płyta główna. Dodatkowo nowy zasilacz miałby mniej kabelków, a część wtyczek zasilających uległaby zmniejszeniu (przykładowo główna wtyczka do płyty głównej wykorzystywałaby 10 zamiast 24 pinów).

Trudno powiedzieć czy nowe zasilacze w ogóle zostaną wprowadzone w komputerach. Jeżeli tak, pewnie będzie to długotrwały proces.

Jaskier i Yennefer vs. polskie eliksiry

Data: 25.01.2020 21:52

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #trunki #wodka #alkohol #wiedzmin #seriale #filmy #aktorzy

„Moc kwasu” – sok z ogórków kiszonych, „ciepły ekstrakt” – barszcz, „wściekłego wilka” – wódkę z sokiem malinowym i tabasco czy „specjał babuni” – wiśniową nalewkę

Aktorzy serialu Wiedźmin – Joey Batey (Jaskier) i Anya Chalotra (Yennefer) próbują polskich trunków.

Jaskier i Yennefer vs. polskie eliksiry

Turcja - Gwałciciel uniknie kary po ślubie z ofiarą?

Data: 25.01.2020 21:43

Autor: ziemianin

middleeastmonitor.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gwalt #islam #islamizacja #malzenstwanieletnich #malzenstwo #turcja #cokrajtoobyczaj

Turcja może wprowadzić prawo charakterystyczne dotychczas dla najbardziej fundamentalistycznych państw muzułmańskich. W jego myśl kary więzienia za gwałt uniknęłaby osoba, która wzięłaby ślub ze swoją niepełnoletnią ofiarą. Głos w tej sprawie zabrała nawet Organizacja Narodów Zjednoczonych, uważająca podobne rozwiązanie za zachętę do dokonywania przestępstw na kobietach.

Turcja – Gwałciciel uniknie kary po ślubie z ofiarą?

Turecki parlament najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu zajmie się projektem kontrowersyjnej ustawy, którą zgłosili posłowie rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Konserwatywni politycy proponują, aby kary więzienia mogli uniknąć mężczyźni, którzy poślubią swoje ofiary mające poniżej 18 lat. To właśnie od tego wieku oficjalnie można zawrzeć w Turcji małżeństwo.

Propozycja spotkała się z krytyką opozycyjnych ugrupowań, organizacji pozarządowych oraz społeczności międzynarodowej. Zdaniem ONZ w ten sposób legitymizowane będą małżeństwa z nieletnimi i gwałty na kobietach, a także spowszednieje wykorzystywanie seksualne dzieci. Reprezentująca Kurdów lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) wezwała rządzących do wycofania projektu, ponieważ ułatwi on przymuszanie obywateli Turcji do niechcianych małżeństw.

Oficjalnie zawrzeć małżeństwo można jedynie przekraczając 18 lat, ale szacunki z 2018 roku mówiły o blisko 482 tys. małżeństw zawartych z nieletnimi tylko w ciągu ostatniej dekady poprzedzającej przygotowanie statystyk. W 2017 roku przeforsowano z kolei ustawę wprowadzającą możliwość zawierania związków cywilnych przez muzułmańskich duchownych, co uznano za naruszenie zasady świeckości państwa.

Oby nie zrobiony z Polski kubańskiego, socjalistycznego raju

Data: 23.01.2020 20:57

Autor: ziemianin

independenttrader.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kuba #socjalizm #komunizm #polska

Otóż wróciłem dopiero co z wakacji na Kubie, zwanej socjalistycznym rajem. Podczas podróży raptem przez moment byłem w typowym kurorcie, do jakich zazwyczaj zaglądają turyści. Większość czasu spędziłem ze zwykłymi Kubańczykami, którzy nienawidzą systemu, w którym przyszło im żyć, a o którym marzy młodsze pokolenie z krajów rozwiniętych. Sześć dekad rządu, który decyduje o wszystkim, zrujnowało ten kraj doszczętnie. Obecnie prawie wszyscy są równi. Równi, czyli nie mają prawie nic, ledwo egzystują. Nie ma klasy średniej, nie ma wyższej. Jest jednak grupa piekielnie bogatych ludzi – polityków.

Oby nie zrobiony z Polski kubańskiego, socjalistycznego raju

Przeciętny obywatel, czyli 98% Kubańczyków żyje na poziomie, który w Polsce nazwalibyśmy skrajnym ubóstwem. Sytuację na szczęście ratuje ciepły klimat. Największym problemem jest totalne przeregulowanie gospodarki. Drogie licencje na niemalże każdą działalność oraz wysokie podatki. Działasz w „strategicznym” sektorze jak produkcja tytoniu, to 90% produkcji oddajesz organizacjom rządowym. Chcesz otworzyć restaurację? Wystąp o pozwolenie. Opłać drogą licencję i działaj. Zakupu niezbędnych produktów możesz jednak dokonywać tylko w sklepach należących do rządu. Każdy pracownik ma w głębokim poważaniu czy produkty są dostępne, czy nie. Rząd udaje, że płaci. Ludzie udają, że pracują. Przerost zatrudnienia i tym samym marnotrawstwo ludzkiego czasu, potencjału i rządowych pieniędzy jest ogromny. Ochroniarz wpuści Cię do sklepu, w którym nic nie ma, ale będzie sprawdzał, czy niczego nie ukradłeś. Trzy ekspedientki mają wieczną przerwę. Czwarta, „zmęczona życiem” łaskawie przyjmie zapłatę za produkt wątpliwej jakości. To się nazywa motywacja do pracy.

Transport wygląda równie fatalnie jak reszta gospodarki. Średni wiek samochodu to jakieś 40 lat. Przejażdżka pięknie odrestaurowanym autem z lat 50 po starej Hawanie jest przyjemna, lecz prawda jest taka, że 95% samochodów nie przeszłoby najbardziej pobieżnego przeglądu. Mimo to ich ceny są astronomiczne. Trzydziestoletnia, łada kosztuje 40 tys. USD, gdyż na wyspie nie ma nowych samochodów, nie licząc tych należących do polityków. Tak wysokie ceny wynikają z tego, że od czasu upadku Związku Radzieckiego, rząd blokuje import samochodów. Ich astronomiczne ceny sprawiają, że transport jest relatywnie drogi w efekcie czego, większość Kubańczyków nigdy nie opuszcza rodzimego miasta. Problemem nie są sankcje ze strony USA, lecz ograniczenia mentalne urzędników.

Jeden z bardzo inteligentnych Kubańczyków, od którego przez kilka dni wynajmowałem dom, opisał proste i skuteczne rozwiązanie. Rząd sprowadza z Chin tanie samochody. Jednocześnie sprzedaż okłada 300% cłem, ale i tak się sprzedadzą od ręki, bo część ludzi ma pieniądze przysyłane przez członków rodziny mieszkających poza Kubą. Na wyspie rośnie ilość pojazdów w efekcie czego, spada ich cena oraz koszty przejazdów. Jednocześnie stają się one dostępne dla Kubańczyków, bo obecnie wielu z nich nie stać na przejazd z jednego miasta do drugiego (podróż 300 km tzw. „taxi colectivo” kosztuje tyle, co dwutygodniowe wynagrodzenie). Ceny spadają, dzięki czemu rośnie poziom zamożności. Rząd ma środki z akcyzy na poprawę jakości dróg. Wszyscy są zadowoleni. Nie, nie da się. Nie na Kubie. Nie będziemy importować obcych samochodów. Taka jest mentalność urzędników!

O ile w normalnym systemie nauką i ciężką pracą jesteście w stanie coś osiągnąć, o tyle w „socjalistycznym raju” chcąc wydostać się z biedy, możecie albo cudem zostać politykiem (wtedy wzbogacicie się bardzo szybko), albo wyjechać z kraju, z czego korzysta wielu młodych Kubańczyków. To, co opisałem to wyłącznie mały wycinek problemów gospodarki sterowanej przez rzesze nieudolnych urzędników, pozbawionych motywacji do pozytywnych zmian. Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem usłyszycie od kogoś „rząd powinien coś z tym zrobić”.

W tym momencie ktoś stwierdzi, że komunizm to przecież nie socjalizm. W socjalizmie mamy własność prywatną, tyle że rząd zabiera sporą część naszych dochodów, aby w procesie redystrybucji zapewnić nam „darmowy” dostęp do różnych usług. Sorry, tak to nie działa. Biurokracja ma to do siebie, że rozrasta się bez pohamowania. Zwiększa się podatki, aby poprzez rozdawnictwo utrzymać się u władzy. Mając pieniądze i władzę politycy przejmują coraz większą część gospodarki, która w rękach prywatnych funkcjonowałaby dużo lepiej. Zaczyna się niewinnie. Z czasem wydatki rządowe odpowiadają już za 50% gospodarki, jak ma to obecnie miejsce w UE.

Nadal myślicie, że żyjemy w gospodarce kapitalistycznej, skoro za niemalże połowę gospodarki odpowiadają urzędnicy, a dzień wolności podatkowej przypada na czerwiec?

Bankowego złodziejstwa ciąg dalszy. 100 osób w kolejkach. NIEOFICJALNIE: Można wypłacać . . .

Data: 23.01.2020 20:52

Autor: ziemianin

p24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #banki #zlodziejstwo #zlodzieje

SANOK / PODKARPACIE. O godzinie 7:30 otwarto siedzibę główną Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku. Według relacji klientów stojących w kolejce, do banku wpuszczane są grupy po 5 osób. Klienci, którzy zostali już obsłużeni przekazują nam, że można wybierać do 40 tys. zł. Sporo osób decyduje się na przelewy.

Bankowego złodziejstwa ciąg dalszy. 100 osób w kolejkach. NIEOFICJALNIE: Można wypłacać do 40 tys. zł (VIDEO, ZDJĘCIA)

Kolejka pod siedzibą główną banku PBS w Sanoku

O godzinie 8:30 w placówkach PBS przy ul. Mickiewicza i Traugutta na obsługę oczekiwało łącznie około 100 osób. Wciąż dochodzą kolejni klienci banku.

Zgodnie z relacjami osób, które jako jedne z pierwszych zostały dziś obsłużone, można wypłacać gotówkę do 40 tys. zł. Nie ma problemu z wykonaniem przelewów i innych operacji na koncie.

Centrala PBS została otwarta o 7:30. Z kolei placówka przy Traugutta godzinę później.

Wkrótce na naszym portalu materiał video z wypowiedziami klientów, którzy stali w kolejce przed bankiem, aby wypłacić pieniądze.

Ewolucja Pieniądza w Ujęciu Monetarnym

Data: 23.01.2020 20:36

Autor: ziemianin

bogaty.men

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pieniadze #gotowka #bilon #monety

A wszystko zaczęło się od Boga, … który dał …Złotego Boga.

Ewolucja Pieniądza w Ujęciu Monetarnym

Od handlu wymiennego, przez kruszce, monety, pieniądz papierowy, aż po ten plastikowy, elektroniczny i wirtualny. Tak zmieniała się historyczna forma pieniądza na przestrzeni wieków. Stała się jednocześnie zapisem rozwoju cywilizacji.

INTRO – Ewolucja pieniądza w ujęciu monetarnym

Pieniądz jak każdy rozumie to coś bez czego nie da się obecnie funkcjonować. Wszak rachunki trzeba jakoś regulować, za zakupy w sklepach płacić, a i na zagraniczne wakacje jakąś zagraniczną wersję pieniądza trzeba mieć, bo przecież w PLN-ach nie zapłacisz za zimnego drinka w Tajlandii.

A tak między nami pieniądz to poza zdrowiem i rodzina, trzecia rzecz w hierarchii wartości jednostki – Kowalskiego. Przynajmniej tak to powinno być.

W ujęciu państwowym jest on też bardzo ważny, jak nie najważniejszy, jako że determinuje on sposób i dynamikę z jaką rozwija się gospodarczo kraina.

Dlatego też pieniądz od dawna grał pierwsze globalne skrzypce, a jego ewolucja jest bardzo ciekawa, wiele wojen się o nią rozgrywało, i wiele milionów ludzi zginęło. Wszak kontrola nad globalnym pieniądzem, czytaj systemem monetarnym to kontrola nad światem. Duża stawka jest w grze a więc najsilniejsi z silnych się o nią biją.

Za pieniądze ksiądz się mogli, za pieniądze lud się podli, i tak na wieki wieków. AMEN.

Jednego możemy być pewni: dopóki będzie świat istniał dopóty będzie trwała ewolucja pieniądza. Wypadałoby zatem przyjrzeć się tejże jak i historii pieniądza, po czym można by się zastanowić dokąd ta ewolucja zmierza w oparciu o poszlaki i informacje już dostępne.

Pieniądz jest prawie tak stary jak świat. Dlaczego prawie jak świat, a nie stary jak świat? Ano dlatego że narodził się on chwilę później po tym jak ludzie zdali sobie sprawę, że wymiana gospodarcza potrzebuje czegoś, jakiegoś smaru sprawiającego że koła zębatki gospodarczej właściwie się kręcą. I tak powstała pierwsza wersja smaru gospodarczego, zwana Barter.

  1. BARTER – Początki wymiany gospodarczej

Odkąd ludzie istnieli zawsze coś produkowali i wytwarzali. Na początku na potrzeby własne, a z czasem i dla innych. I tak narodziła się wymiana gospodarcza. Ponieważ nikt nie jest w stanie produkować wszystkich potrzebnych mu dóbr, zaspokojenie wszystkich potrzeb może nastąpić tylko w wyniku dobrowolnej wymiany pomiędzy producentami. Z czasem ludzie zdali sobie sprawę, iż w pewnych sprawach są bardziej efektywni i opłaca im się produkować więcej dla innych i za pomocą wymiany zwiększać swoje bogactwo. W ten sposób pojawiła się specjalizacja. Szewc robił trzewiki dla całej wsi, a jedzenie w dużej części zdobywał od innych ludzi.


pozostała treść na stronie źródła

Zadanie ministra finansów: gotówka ma zniknąć

Data: 23.01.2020 20:32

Autor: ziemianin

bankier.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #banki #pieniadze #gotowka

"Gotówka zniknie, zastąpią ją dane cyfrowe, co będzie się wiązać z wyzwaniami dla regulatorów i banków centralnych – mówili w środę uczestnicy debaty na temat współpracy systemu bankowego z administracja rządową.

(Minister finansów) Poinformował, że 220 mld złotych w banknotach i monetach w żaden sposób nie pracuje dla gospodarki. Według niego gdyby te pieniądze trafiły do systemu finansowego, mogłoby to mieć pozytywny skutek dla gospodarki.

Zauważył, że udzielono gwarancji na ponad 25 mld euro, udzielono pożyczek de minimis na 16 mld euro oraz 160 tys. kredytów"

Zadanie ministra finansów: gotówka ma zniknąć

To jest właśnie przedstawiciel globalistycznej jelity bankowej. Pan Kościński wybrany przez Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego na ministra finansów, reprezentuje interesy żydowskiej finansjery.

Jego zadaniem jest ograniczyć i usunąć gotówkę z obiegu w Polsce.

Szczyci się tym, że tak dużo zaciąganych jest w Polsce kredytów. Jakim trzeba być ignorantem, niewyedukowanym urzędnikiem lub sprzedawczykiem, aby opierać gospodarkę na kredycie.

Kredyt bankowy jest największą zbrodnią na całym świecie.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że kredyt, to elektroniczny pieniądz żydowskiego bankiera. Jest super drogi i niszczy gospodarkę, poprzez wysysanie pieniądza z obiegu.

Mam nadzieję, że Polacy nie ulegną propagandzie takich osobników. To się dopiero zaczęło.

Tak jak my obywatele nie walczymy o to, aby wyeliminować elektroniczny pieniądz, czyli karty bankowe, tak samo niech urzędnicy PiS nie walczą z gotówką.

Jedno i drugie jest potrzebne w gospodarce. Jedynie karty kredytowe, tak jak każdy kredyt, stopniowo, powoli, nieustannie niszczy ekonomię w każdym kraju świata.

Nie kupujmy tych kłamstw.

Gotówka to nasz bastion niezależności.

Jak Greta Thunberg wykiwała polskich górników . . .

Data: 23.01.2020 20:29

Autor: ziemianin

fakty.interia.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #gornicy #naiwniacy #gretathunberg

"W zeszłym tygodniu 17-letnia szwedzka aktywistka odwiedziła polskie kopalnie. O swoim spotkaniu z górnikami opowiedziała podczas wtorkowej sesji Światowego Forum Ekonomicznego w szwajcarskim Davos. "Spotkałam się z górnikami, którzy stracili pracę, bo zamknięto kopalnie i nawet oni się nie poddali" – mówiła.

Jak Greta Thunberg wykiwała polskich górników . . .

17-latka odwiedziła dwie kopalnie w Zabrzu – Makoszowy i Guido. Towarzyszyła jej ekipa telewizyjna BBC.

Spotkanie górników z młodą aktywistką nie spodobało się części górniczego środowiska. Głos w tej sprawie zabrał m.in. rzecznik WZZ "Sierpień 80" Patryk Kosela. Napisał:

"Ciekawie zapowiada się narada górniczych central związkowych, skoro działacze ZZG w Polsce paktują z Gretą Thunberg […] To dzięki zdradzie Hubki, Greta mogła wykrzyczeć wczoraj na forum w Davos, że rozmawiała z polskimi górnikami i oni rozumieją konieczność zmian (zamykanie kopalń i odejście od węgla)"

Głupota nie zna granic…

Górnicy spotkali się ze sterowną przez globalistów aktywistką. Myśleli, że wypłaczą się w jej młode rączki, a ona załatwi im góry złota.

Oj głupoto!

Na spotkaniu w Davos Greta Thunberg powiedziała, że polscy górnicy chcą zamykać kopalnie, bo węgiel jest nieopłacalny…

To ładnie sobie strzelili w kolano.

Drogi górniku, wstyd i poniżenie dla walki o węgiel jest spotykać się z takimi osobami. Zadaniem tej dziewczynki jest nieść kłamliwą propagandę na cały świat.

Jej fundacja dostaje miliony dolarów za tę działalność. Ona nie broni ludzi, kopalń, tylko wykonuje zadania globalistów…

Luki w bezpieczeństwie lotniska i wielka skrzynia na sprzęt grający a w tle 80 mln dolarów

Data: 23.01.2020 00:03

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #japonia #afera #Nissan #Renault #turcja

80 mln dolarów – to domniemana kwota, o jaką wpływowy prezes zaniżył swoje wynagrodzenie. Oskarżany o malwersacje zniknął, opuszczając kraj w skrzyni na głośnik. Oto Carlos Ghosn, manager dekady, oto i jego historia.

Luki w bezpieczeństwie lotniska i wielka skrzynia na sprzęt grający a w tle 80 mln dolarówLuki w bezpieczeństwie lotniska i wielka skrzynia na sprzęt grający a w tle 80 mln dolarów

Cudzoziemiec w Japonii może zdobyć pracę, jeśli jest fachowcem w swojej dziedzinie i zna japoński. Carlos Ghosn pracował tu 20 lat, jego kwalifikacje nie podlegały wątpliwościom, choć po japońsku nie mówił. Był jednak czołowym managerem, szefem jednej z największych grup biznesowych świata. Gdy jego pracy zaczęli się przyglądać prokuratorzy, został aresztowany i rozpętał się skandal. Ghosn nie powinien był mówić, że jego zatrzymanie było porównywalne z atakiem na Pearl Harbour, ale jego wina nie wydaje się oczywista. Afera z malwersacjami, zatrzymaniem, ucieczką i procesem Carlosa Ghosna, wieloletniego prezesa grupy Renault-Nissan-Mitsubishi, rozkręca się w najlepsze. Epizod z ucieczką jest godzien filmu sensacyjnego, zresztą prawa do ekranizacji tej historii są już chyba sprzedawane…

Pan Dyrektor Potężny

10 lat temu Carlos Ghosn był uznawany za specjalistę od fuzji, wizjonerskiego szefa, który potrafił wzmacniać potęgę przedsiębiorstwa i skutecznie wchodzić w spór nawet z prezydentem Francji. Ghosn jest obywatelem świata, ma cztery paszporty i trzy obywatelstwa, granice nigdy dlań nie istniały – ani w wymiarze prywatnym, ani biznesowym.

Urodził się w Brazylii i tam spędził dzieciństwo. Okres młodzieńczy to Liban. Studia na prestiżowych uczelniach odbył we Francji. Karierę w branży motoryzacyjnej zaczął od USA. Potem trafił znów do Francji, do koncernu Renault i z tym podmiotem związał dalszą część swojej kariery. Przez 20 lat mieszkał w Japonii, gdzie zarządzał kupionym przez Renault Nissanem. Od 2006 był prezesem koncernów Renault oraz Nissana. W 2010 roku wdrażał strategiczną współpracę Renault-Nissan i Daimler AG. Jego wynagrodzenie wynosiło miliony dolarów, a dodatkowe wpływy przekraczały wartość wynagrodzenia.

Nic dziwnego, że gdy pojawiły się wieści o jego problemach, media całego świata zaczęły pisać o Ghosnie. Problemy były bardzo duże – 19 listopada 2018, po wieloletnim okresie sukcesów Carlos Ghosn został aresztowany pod zarzutem nadużyć. W Nissanie twierdzono, że prezes naruszył japońskie prawo finansowe, przez wiele lat nie zgłaszając dywidend z giełdy. Ponoć odkryto też wiele innych przewinień, w tym korzystanie z majątku firmy do celów prywatnych. Oskarżenia dotyczyły prezesa, a także dyrektora zarządu, Grega Kelly’ego. Informacje przekazano audytorom firmy i jednocześnie tokijskiej prokuraturze. W opinii zarządu Nissana proceder ten trwał wiele lat, był sprawnie zorganizowany i – być może – uczestniczyła w nim większa grupa osób.

Afera finansowa ze sprawującym niemalże autorytarnie władzę Ghosnem i jego dyrektorem, Kellym, oznaczała potężne problemy dla zarządzanych przez nich firm. W momencie aresztowania komentowano, że wahnięcia wartości akcji będą ogromne w związku z tym, że przez wiele lat prezesa uważano za kluczowego architekta każdego wdrażanego w grupie rozwiązania. Nazywano go „Le Cost Killer” – Zabójcą Kosztów – i teraz okazało się, że mordowanie kosztów miało na celu (prawdopodobnie) personalne wzbogacenie się jednego człowieka.

108 dni w Tokio

Gdy światowe media publikowały materiał ze zwolnienia Carlosa Ghosna z aresztu, na filmie można było zobaczyć kłębiący się tłum reporterów. Kilka lat wcześniej przeprowadzono sondaż „jaki idealny kandydat nadawałby się do rządzenia Japonią” i Ghosn zajął siódme miejsce, dwie pozycje przed Barackiem Obamą. Teraz wydawał się upadać z wielkim hukiem.

Sąd wydał zgodę na jego uwolnienie – pod warunkiem wprowadzeniu nadzoru wideo oraz ograniczeń w użytkowaniu telefonu komórkowego. Mógł korzystać z komputera i internetu – ale jedynie w biurze swoich prawników.

Zamaskowany Ghosn możliwie najdyskretniej opuścił areszt, ale nie zamierzał być cicho. Oskarżał publicznie japońskich współpracowników o spisek i zdradę, których prawdziwym celem miało być zakłócenie realizowanej przezeń integracji Renault, Nissana i Mitsubishi. Zwracał uwagę międzynarodowej opinii publicznej, że dwakroć już wnioskował o zwolnienie za kaucją oraz że 108 dni w areszcie to skandal i szczególny rodzaj prześladowania. Jego interesami zainteresowały się nawet władze Francji, a srebrny busik, który odbierał go z miejsca uwięzienia, należał do ambasady francuskiej.

Światowi obserwatorzy zwrócili uwagę nie tylko na potencjalne nadużycia Ghosna, ale i na praktyki japońskiego wymiaru sprawiedliwości, umożliwiające przetrzymywanie osób podejrzanych bez wyroku. Japonia szczyci się bardzo niskimi wskaźnikami przestępczości – niewielu jest przestępców. Zatrzymanych trzyma się w surowych warunkach i przesłuchuje długo, wielokrotnie, aż do uzyskania przyznania się do winy. To, czy owo przyznanie jest szczere czy wymuszone, systemu już nie obchodzi. 89% wyroków opiera się wyłącznie lub w dużej części na zeznaniach oskarżonego. Im silniejszy opór zatrzymanego przed przyznaniem się do zarzutów, tym większe parcie prokuratury na surowe postępowanie i wysoki wyrok.

Ghosn był przesłuchiwany przez prawie dwa miesiące, zanim postawiono go w stan oskarżenia. Władze francuskie zrobiły, co się dało, by chronić swojego obywatela i pomogły w zwolnieniu go z aresztu.

Pat

Ghosn cieszył się częściową wolnością niecały miesiąc. Prokuratorzy postawili kolejny zarzut – sprzeniewierzenie płatności Nissana na rzecz partnera w Omanie i zagarnięcie części tych pieniędzy przez Ghosna. Niektóre płatności dla dilera miały zostać przekazane firmie-słupowi w Libanie, faktycznie należącej do Ghosna. Pieniądze z tych operacji miały – rzekomo – zostać przeznaczone na zakup jachtu prezesa oraz zasilić firmę odzieżową prowadzoną przez jego syna. Zarzuty Japończyków wsparł zarząd Renault, twierdząc, że w płatnościach na rzecz podmiotów z Omanu i Libanu znalazł podejrzane transakcje.

Pod obserwacją prokuratury znalazła się też małżonka prezesa. Pani Ghosn zatrzymano paszport i telefon komórkowy. Nie była aresztowana – ale przestała być wolna.

Biznesmen nie zamierzał do niczego się przyznawać ani współpracować z prokuratorami. Oświadczał konsekwentnie, że jest niewinny i zamierza się bronić. „Nie dam się uciszyć” – powtarzał. Po około dwóch tygodniach ponownie opuścił areszt, tym razem kaucja wyniosła 4,5 miliona dolarów. Nie było to jednak prawdziwe wypuszczenie na wolność, bo zostało obwarowane szeregiem zakazów i nakazów, m.in. zakazem kontaktów z żoną. Również stan zdrowia managera był coraz gorszy.

Rada dyrektorów usunęła dawnego prezesa ze swojego grona. Tymczasem po długim okresie milczenia wywiadu udzielił drugi z oskarżanych managerów – Greg Kelly. Sugerował on że nowy dyrektor Nissana, Hiroto Saikawa, skorzysta finansowo na zwolnieniu obu zarządzających. Ghosn nie odpuszczał – wystąpił o odszkodowanie od Nissana za bezpodstawne usunięcie go z funkcji.

Pani Ghosn również nie czekała biernie na rozwój wypadków i nie ustawała w próbach zapewnienia mężowi ochrony i pomocy w stawianiu czoła zarzutom. Ghosn ma obywatelstwo libańskie, brazylijskie i francuskie, ale jego żona, Carole, ma paszport amerykański – apelowała więc o pomoc do Donalda Trumpa. Wezwała też światowych przywódców, którzy zebrali się w Japonii na szczyt G20, aby pomogli jej mężowi. W dalszym ciągu małżonkom nie wolno było się kontaktować – prawnicy potwierdzali, że warunek ten narusza zarówno japońską konstytucję, jak i międzynarodowe prawo dotyczące separacji rodzin.

W październiku 2019 prawnicy Ghosna wnioskowali do sądu o oddalenie zarzutów, argumentując, że oskarżenie przeciwko niemu opierało się na zmowie między prokuratorami, urzędnikami rządowymi Ministerstwa Gospodarki, Handlu i Przemysłu a kierownictwem Nissana. Rok się kończył, były prezes trwał przy swojej niewinności, prokuratura tokijska nie ustępowała, nic nie zmieniało się w sytuacji. I wtedy Carlos Ghosn zniknął z Japonii, pojawiając się na Bliskim Wschodzie.

Wielka ucieczka

Carlos Ghosn, niezniszczalny rekin wielkiego biznesu, postanowił na nowo ustalić zasady toczącej się gry. Jesienią 2019 pewien prywatny agent zajmujący się bezpieczeństwem otrzymał propozycję pracy. Miałby, nie rzucając się w oczy, zadbać o ochronę pewnej osobistości w Tokio. Gdy prowadzono z nim ostrożne negocjacje, w Japonii Ghosn korzystał z ograniczonej wolności. Mieszkał pod stałym dozorem kamer w stołecznym wieżowcu, kontaktował się głównie ze swoimi prawnikami, bez prawa do rozmów z żoną i używania internetu. Był od dawna zdeterminowany, by na równych prawach walczyć o swoje dobre imię i konsekwentnie twierdził, że stał się ofiarą spisku.

Być może prokuratorzy nie rozumieli dokładnie, kim naprawdę jest Carlos Ghosn – potężnym człowiekiem, dysponującym praktycznie nieograniczonymi środkami finansowymi, który może… wiele. Jeżeli prokuratura naprawdę chciała ograniczyć wolność biznesmena, to nie wszystko zostało zorganizowane tak, jak powinno.

Jest prawie pewne, że zespół kilkunastu agentów specjalnych przez kilka miesięcy przygotowywał staranny plan relokowania Ghosna do Libanu, robiąc ostrożny rekonesans i czyniąc wiele przygotowań. Według ustaleń Bloomberga działano z największą ostrożnością, a niektórzy uczestnicy operacji do końca nie znali tożsamości osoby, którą mieli wywieźć z Japonii.

Pewien udział w zadaniu przypadł Michaelowi Taylorowi, byłemu komandosowi i właścicielowi nieczynnego już dziś podmiotu o nazwie American International Security Corp. Taylor realizował (i zapewne realizuje nadal) zlecenia na rzecz podmiotów biznesowych w tarapatach, podejmował też współpracę z agencjami rządowymi m.in. celem przeciwdziałania przemytowi narkotyków. Ze względu na swoje doświadczenie oraz sytuację rodzinną Taylor szczególnie dobrze orientował się w warunkach libańskich. Miał w pracy epizod niesprawiedliwego konfliktu z prawem federalnym i czuł się w pewien sposób podobny do osoby, którą miał przetransportować z Japonii do Libanu.

W misji tokijskiej towarzyszył mu George-Antoine Zayek, osobiście wdzięczny Taylorowi za uratowanie mu kiedyś zdrowia, a może nawet życia. Zayek znał dobrze warunki pracy na Bliskim Wschodzie, przez lata działał w Iraku.

Kulminacja operacji uwolnienia Ghosna miała przypaść na okres tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Koszt tej operacji wyniósł prawdopodobnie około 15 milionów dolarów. Wyczarterowano odrzutowiec dalekiego zasięgu na lot z Tokio. Samolot należał do tureckiej grupy lotniczej MNG Jet. Płatności dokonał nieistniejący podmiot – Al Nitaq Al Akhdhar z Dubaju. Prawie w tym samym czasie inny klient Turków wynajął samolot krótkiego zasięgu na podróż ze Stambułu do Bejrutu.

29 grudnia Taylor i Zayek wylądowali na międzynarodowym lotnisku Kansai koło Osaki. Na pokład załadowano wielkie skrzynie na sprzęt audio (głośniki i wzmacniacze) firmy Yamaha. Z monitoringu wynika, że w tym czasie Carlos Ghosn opuścił swoje miejsce zamieszkania. Ubrany był jak zwykle, niczym przeciętny mieszkaniec Tokio miał też kapelusz i maseczkę antypyłową.

Przez miesiące japońscy nadzorcy niezbyt starannie wywiązywali się ze swoich obowiązków, a ich podopieczny nie robił niczego, co mogłoby wzmóc ich czujność. Obserwujący sytuację pomocnicy Ghosna zauważyli, że jego japońscy nadzorcy nie wchodzą za nim do hoteli. Tak było i tego dnia. Ghosn po wyjściu z domu udał się do dużego hotelu, wyposażonego w wiele wejść i wyjść. Budynek opuścił innym wyjściem i udał się na stację kolejową. Wsiadł do pociągu jadącego do Osaki. Nie miał zakazu podróży, w przeszłości już korzystał z kolei, nie łamał prawa. Japończycy zabrali mu oczywiście paszporty, oprócz jednego z dwóch dokumentów francuskich (podobno osoby często podróżujące mają przywilej posiadania dwóch dokumentów – np. aby gdy jeden czeka na wbicie wizy, drugi mógł być używany). Skoro zezwolono mu poruszać się dość swobodnie po kraju, musiał posiadać dokument tożsamości – w Japonii dla cudzoziemców jest to obowiązkowe. Japończycy wprowadzili dodatkowe zabezpieczenie, każąc mu trzymać paszport w plastikowym pudełku z cyfrowym zamkiem, do którego kombinację posiadali tylko prawnicy.

Na lotnisku Kansai w Osace, w terminalu 2 znajdowała się część przewidziana do obsługi lotów VIP nazwana Premium Gate Tamayura. W tej części, jak ustalili wynajęci eksperci (odbyli w tym celu 20 podróży do Japonii i sprawdzili 10 różnych lotnisk), sprzęt do prześwietlania bagażu nie umożliwiał badania obiektów o dużych gabarytach. Ochrona radziła sobie z kontrolą przeciętnych walizek, ale wielkie skrzynie nie mieściły się w skanerze. Z reguły takie bagaże odprawiano niedbale, bez kontroli. 29 grudnia załoga lotniska również nie zajęła się z wielką uwagą skrzyniami Yamahy, które miały lecieć do Stambułu. Nikt nie zwrócił też uwagi, że jedna ze skrzyń miała wywiercone otwory, zapewniające dopływ powietrza do środka. Turecki samolot z bagażem i dwoma Amerykanami na pokładzie około 23.00 wystartował bez przeszkód i 12 godzin później dotarł do Stambułu.

WSJ has obtained a photo of the audio-equipment case used by Carlos Ghosn to sneak out of Japan. The case has holes drilled in the bottom so Ghosn could breathe. Amazing find by [@gauthiervillars](/u/gauthiervillars) https://t.co/XK4sf5x6Dy pic.twitter.com/DcuvsiFXDg

— Mark Maremont (@MarkMaremont) January 4, 2020

Lokator skrzyni na głośnik wyszedł z niej zaraz po starcie, podczas lądowania ukryty został w łazience. Ostrożnie opuścił samolot i przesiadł się do mniejszej maszyny, na lot do Bejrutu. Paszport już nie znajdował się w plastikowej obudowie, bez problemu okazał go pogranicznikowi. Lądując w Libanie był już wolnym człowiekiem i decydował zupełnie na nowo o swoim losie.

Nowy rozgrywający

Japońscy urzędnicy przez kilka dni na początku 2020 roku czuli się wyjątkowo niekomfortowo. Nie było żadnych oficjalnych oświadczeń, co otworzyło pole do spekulacji, że być może ucieczka została zorganizowana za cichym przyzwoleniem rządu, świadomego niewygodnej, patowej sytuacji. Jednak 7 stycznia prokuratura tokijska postanowiła wystąpić o aresztowanie żony uciekiniera, Carole. Powód – fałszywe zeznania sprzed 8 miesięcy. Ghosn zorganizował konferencję i nie liczył się już z konsekwencjami. W jego ustach pojawił się nawet argument, że taka forma postępowania z uczciwym biznesmenem to zdrada porównywalna z niespodziewanym atakiem na Pearl Harbour. Ten element jego strategii nie znalazł aprobaty w Japonii.

Jednak biznesmen nie zamierzał się już tym przejmować. Dowodził swojej niewinności, spisku, którego padł ofiarą i oskarżał konkretne osoby: Hiroto Saikawę, nowego dyrektora naczelnego Nissana, Hitoshi Kawaguchi, dyrektora odpowiedzialnego za relacje z rządem, a także członka zarządu, Masakazu Toyodę. Na pytanie dziennikarzy odpowiadał swobodnie w czterech językach. W sprawie szczegółów ucieczki przeważnie stwierdzał „bez komentarza”.

Innej odpowiedzi – jak można przypuszczać – udzielił przedstawicielom studia filmowego z Hollywood, ponieważ już podjął negocjacje w kwestii sprzedaży praw do ekranizacji swojej historii. Nowy proces Ghosna ma się odbyć w Libanie. Za wcześnie, by spekulować, w jaką stronę potoczy się sprawa. Jedno jest pewne – Liban nie poddaje ekstradycji swoich obywateli.

Już dziś można wskazać jeden podmiot zewnętrzny, który zyskał na aferze Ghosna. To Yamaha, która skorzystała z darmowego PR-u najlepiej, jak się dało. Tweet „Nie chcemy wskazywać konkretnego powodu, ale było ostatnio sporo tweetów o wchodzeniu do naszych skrzyń na sprzęt muzyczny. Na ostrzeżenia, żeby tego nigdy nie robić, byłoby już za późno, więc prosimy tylko – nie róbcie tego” został wielokrotnie udostępniony i przetłumaczony przez media całego świata.

【お願い】

理由については触れませんが、大型の楽器ケースに人が入ることに関することをネタにしたツイートが多く散見されるようになってきました。

不幸な事故が起きてからでは遅いですので、皆さんの周りでは実際にそのようなことをしない、させないように皆さんで注意し合ってください。

— ヤマハ・ウインドストリーム (@Yamaha_Wind_jp) January 11, 2020

ちび生徒ちゃんも楽器ケースに入って、ゴーンごっこしてた#楽器ケース #ゴーンごっこ #ゴーン pic.twitter.com/VvcgrVPe13

— SANAE HARP@3/12六本木バードランド (@HarpSanae) January 7, 2020

Chinka #liziqi sadzi, zbiera i przetwarza bawełne

Data: 22.01.2020 19:30

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #liziqi #liziqichannel #ladnachinka #bawelna #chiny

Chinka [#liziqi](/t/liziqi) sadzi, zbiera i przetwarza bawełne

Jak powstaje bawełna?

Jest kapryśna. Wymaga wysokiej temperatury, wilgotności przy jednoczesnym dużym nasłonecznieniu oraz dobrej pogody podczas zbiorów. Wymaga też cierpliwości. Kiełkuje około tygodnia po zasianiu, kwitnie po średnio dwóch i pół miesiąca, a jej owoc dojrzewa przez kolejne półtora do blisko trzech miesięcy. Jej sezon wegetacyjny trwa zatem łącznie do pół roku.

Bawełnę, znaną na świecie od co najmniej siedmiu tysięcy lat, wylansowały Indie. To właśnie one przez stulecia miały monopol na jej uprawę i eksport do Turcji, Chin, czy na Bliski Wschód, skąd Arabowie w pierwszych wiekach naszej ery zaczęli dostarczać ją do krajów basenu Morza Śródziemnego. Przez Mediolan i Florencję, nowe ośrodki jej handlu, trafiła do północnej Europy, a stamtąd, wraz z pierwszymi osadnikami, do Ameryki, która dziś jest jednym z jej głównych producentów.

Długość włókien bawełny sięga od 9 milimetrów do nawet sześciu centymetrów w przypadku cenionej bawełny egipskiej, czy greckiej. Im dłuższe włókna, tym niższe koszty przetwarzania, a więc większa gwarancja jakości przędzy i tkaniny. I taka też trafia do najbardziej renomowanych producentów bawełny.

Zbiera się ją na ogół mechanicznie, po czym oczyszcza z nasion, liści i zanieczyszczeń i selekcjonuje. Krótsze włókna idą do produkcji waty, czy innych podstawowych produktów, a włókna dłuższe, pakowane w pokaźne bele trafiają do zgrzebienia, czyli rozczesania, niezbędnego do rozpoczęcia procesu przędzenia. Jeśli producent stawia jednak na bawełnę wysokiej jakości, wcześniej jest ona jeszcze czesana, co nadaje jej – tak jak w przypadku włosów – miękkość, sprężystość i połysk. Rozprostowane i równo ułożone włókna tworzą wówczas gładka taśmę , z której następnie tworzy się tak zwany niedoprzęd, w przędzalni zaś z niedoprzędu uzyskuje się przędzę.

A to dopiero początek. Kolejnymi etapami są bowiem skręcanie przędzy, by ją wzmocnić i nadać jej ciągłość. Jej wygląd można jeszcze wówczas zmienić przez zmianę wielkości i kierunku skrętu. Przez zwiększenie liczby skrętów otrzymuje się przędzę gładszą, zaś przez obniżenie – miękką i puszystą. Kolejnym etapem jest połączenie nitek przędzy. Tkaninę utkaną z podwójnie skręconych dwóch nici oznacza się jako 2-ply lub double-ply, z trzech: 3-ply, z czterech: 4-ply. Im większa cyfra, tym lepiej, co tłumaczy terminologię stosowaną przy opisach koszul najwyższej jakości. Tak otrzymana przędza wysyłana jest do tkalni.

Zanim surowa tkanina powędruje do prania, wybielania, farbowania, czy drukowania, trafia jeszcze do wykończenia. Usuwa się z jej powierzchni luźne drobne włókna, a czasem – w przypadku najlepszych manufaktur – nakłada się na nią specjalną powłokę uszlachetniającą, dzięki czemu powstała z niej koszula nawet po wielu praniach zachowuje ona oryginalną biel, sprężystość i delikatny jedwabisty połysk. Tak, jak jest to w przypadku naszego dostawcy, blisko dwustuletniej austriackiej manufaktury Getzner, której klientami, obok Wólczanki, są także domy mody Givenchy, Brioni, Kenzo, czy Giorgio Armani. Produkując blisko dziesięć tysięcy różnych wzorów rocznie, jest jednym z najbardziej kreatywnych i uznanych producentów tkaniny bawełnianej na świecie. Uszyte zgodnie z dochowaniem zasad kunsztu krawieckiego koszule linii Lambert cechuje najwyższa, gwarantowana przez markę Getzner jakość i perfekcyjne wykonanie, przy nowoczesnym, zgodnym z trendami kroju i kolorystyce.

Były szef rosyjskich Żydów chwali w rosyjskiej telewizji państwowej mord w Katyniu

Data: 22.01.2020 16:40

Autor: ziemianin

dorzeczy.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #rosja #katyn #mordwkatyniu #historia #iiwojnaswiatowa #polska

Przedwczoraj w pierwszym kanale rosyjskiej telewizji państwowej wyemitowano program publicystyczny, w którym dyskutowano między innymi na temat II wojny światowej. Były szef Rosyjskiego Kongresu Żydów, Jewgienij Satanowski, pochwalił w jego trakcie politykę Józefa Stalina i dokonane z jego rozkazu zamordowanie polskich oficerów w Katyniu.

Były szef rosyjskich Żydów chwali w rosyjskiej telewizji państwowej mord w Katyniu

Rosyjsko-żydowski politolog przypomniał, że Stalin był dowódcą radzieckich sił zbrojnych zarówno w czasie Katynia, jak i Powstania Warszawskiego. Zdaniem Satanowskiego w obu przypadkach komunistyczny dyktator „miał rację”, dlatego „powinien był zrobić i pierwsze, i drugie”, czyli tym samym powinien był wymordować polskich oficerów oraz nie udzielić pomocy powstańcom.

„Żaden normalny dowódca wojskowy nie pozostawiłby na swoich tyłach grupy dobrze przygotowanych oficerów z wrogiej armii” – uzasadniał swoje poglądy obecny prezes Instytutu Bliskiego Wschodu. Dodatkowo Satanowski przyznał, że Stalin co prawda był „tyranem i katem”, ale „historii nie tworzą ludzie z czystymi rękami”. W tym kontekście wspomniał on o działalności Józefa Piłsudskiego, oskarżając dodatkowo Polskę o szereg rzekomych zbrodni.

Wśród nich wymienił rzekome „masowe” mordowanie Żydów, którzy uciekali z gett i obozów koncentracyjnych, a także niewyjaśnione do dzisiaj kwestie pogromów w Kielcach i Jedwabnem. Zaznaczył on przy tym, że w tych miejscach „Niemcy nie byli potrzebni”.

Satanowski w latach 2001-2004 był szefem Rosyjskiego Kongresu Żydów. Obecnie przewodniczy Instytutowi Bliskiego Wschodu.

Armia USA każe żołnierzom zostawić smartfony w domu. I ma rację

Data: 21.01.2020 19:29

Autor: ziemianin

niebezpiecznik.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #cyberbezpieczenstwo #armia #wojsko #telefony #smartfony

W związku z napięciami pomiędzy USA a Iranem, Stany Zjednoczone w trybie nagłym wysyłają dodatkowych żołnierzy do baz w Iraku. I każą tym żołnierzom zostawić w domu całą swoją elektronikę — od smartfonów przez laptopy do tabletów aż po inteligentne zegarki.

Armia USA każe żołnierzom zostawić smartfony w domu. I ma rację

Żadnej prywatnej elektroniki

Decyzja podyktowana jest troską o dobro żołnierzy i ich sojuszników. Przełożeni boją się, że prywatne urządzenia narażą armię na straty — nie tylko bezpośrednie (np. poprzez zdradzenie lokalizacji na skutek zapostowania przez żołnierza zdjęcia z metadanymi w internecie), ale także pośrednie — w wyniku operacji PsyOp.

Żołnierze, jak większość młodych osób, aktywnie korzystają z mediów społecznościowych. Niestety, często dzielą się w nich zbyt wieloma informacjami, które choć są z pozoru nieistotne, to po analizie przez “wroga” mogą zdradzić nie tylko nastroje panujące w obozie przeciwnika, ale i szczegóły jego uzbrojenia czy przyszłe plany.

Podczas ataku Rosji na Ukrainę, na Instagramie mogliśmy obserwować ruchy “zielonych ludzików” i rodzaj ich uzbrojenia bezpośrednio na Instagramie.

Amerykanie z kolei zdradzili lokalizację swoich baz, ponieważ ich żołnierze biegali dookoła nich z zegarkami markującymi lokalizację w celu wyliczenia osiągnięć sportowych.

Co żołnierze robią wieczorami w internecie?

Kolejnym ryzykiem jest możliwość werbowania żołnierzy na agentów i informatorów (mniej lub bardziej świadomych). Swobodna rozmowa z żołnierzami może też mieć zgoła inne konsekwencje — od lat znany jest problem uwodzenia żołnierzy.

Proceder może skończyć się wysłaniem przez wojaka swoich odważnych zdjęć do — jak mu się wydaje — zainteresowanej nim kobiety. Problem w tym, że po pewnym czasie na koncie kobiety ujawnić może się mężczyzna, grający rolę ojca, który poinformuje żołnierza, że przez tygodnie gorszył nieletnią co jest przestępstwem. Za zachowanie “kompromitujących treści” w tajemnicy ojciec zażąda opłaty — lub informacji. W przeszłości tego typu szantaże zakończyły się nawet samobójstwami oszukanych żołnierzy.

Ale poza samobójstwami zdarzają się też standardowe zabójstwa. W ciągu ostatnich lat wielu izraelskich żołnierzy straciło życie, bo umówili się na randkę (przez internet) z “lokalną” kobietą, którą okazał się być agent Hamasu. Ci, którzy mieli więcej szczęścia złapali tylko wirusa na swoim urządzeniu, nakłonieni do zainstalowania “specjalnej aplikacji do randkowania“.

Na marginesie — dane ze swojego urządzenia (w tym zapisaną przez jego smartfona historię lokalizacji) żołnierz może też stracić bez infekcji złośliwym oprogramowaniem. Wystarczy, że po prostu zgubi swój telefon lub ktoś mu go ukradnie, a następnie telefon zostanie poddany analizie. To ryzyko istnieje także podczas przekraczania granicy, na której straż graniczna może zażądać dostępu do urządzenia i przeprowadzi jego “obrazowanie”.

Można prościej

Dużą skuteczność mają też klasycznie ataki internetowe na żołnierzy. Po odkryciu, że John stacjonuje w bazie, która interesuje jego przeciwników, namierzane są konta Johna w internecie, a następnie przeprowadza się na nie ataki zgadywania hasła (jeśli rekordy na temat Johna występują w wyciekach danych) lub w kierunku Johna leci klasyczny phishing. Wszystko po to, aby poczytać, co John na temat służby mógł napisać swoim bliskim w e-mailach albo na Messengerze.

Co na to żołnierze?

Możemy założyć, że większość z nich — co dziś naturalne — jest uzależniona od mediów społecznościowych i ciężko będzie im rozstać się z urządzeniem z którym jako cywile spędzają większość swojego wolnego czasu. Po zostawieniu lub konfiskacie swojego smartfona, żołnierze nierzadko wydają pieniądze w lokalnym sklepie na “tymczasowy” telefon. To niezbyt dobry pomysł, bo okazuje się, że niektóre z telefonów sprzedawanych w okolicach baz wojskowych mają preinstalowane złośliwe oprogramowanie.

Spora odpowiedzialność ciąży więc na kontrwywiadowczym zabezpieczeniu danej misji i bazy. Na szczęście “nieautoryzowane urządzenia elektroniczne” będące w posiadaniu żołnierzy można wykrywać (nie tylko IMSI Catcherami), więc oficerowie służb stacjonujący w bazie mają szansę namierzyć tych wojaków, którzy do bana na elektronikę nie podchodzą zbyt poważnie.

Wygląda na to, że na wojnę bezpieczniej będzie ruszyć bez smartfona a z wysłużoną gazetą i na kilka miesięcy zastąpić grę w angry birds klasycznymi szachami…

Społeczeństwo bezgotówkowe

Data: 21.01.2020 19:21

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #pieniadze #usa #banki #Bankowaokupacja #Gotowka #Monitoring #QuestionMore #RTAmerica

O człowieku bez grosza przy duszy zwykło się mówić „golec”. Społeczeństwa bezgotówkowe wymyślone, jakżeby inaczej, przez banki to zbiorowości w 100% kontrolowane. Przez analogię, wymyślmy sobie wirtualne auto, albo dom i spróbujmy się nim poruszać, albo w nim przespać bezpiecznie. Taki też jest status elektronicznego pieniądza.

Społeczeństwo bezgotówkowe

Pozornie wszelkie pomysły cyfryzacji, automatyzacji podstawowych dziedzin i czynności człowieka zapowiadane jako ułatwienie, okazują się dużo bardziej czasochłonne, kosztowne i zagmatwane. Nie szukając dalej jak służba zdrowia widać te skutki jak na dłoni. Ceną pogarszające się zdrowie i życie.

Grecy są już zmuszeni do elektronicznego wydatkowania co najmniej 30% swoich przychodów rejestrowanych na kontach. Uchylanie się od tego rozwiązania oznacza karę. Jeżeli właściciel konta wyda jedynie 15% przychodów, poniesie karę w wysokości 22% kwoty niewykorzystanej. Również w Grecji istnieje przepis stanowiący, że płatność powyżej 70 euro musi być dokonana elektronicznie, czekiem, lub kartą kredytową. Nie ma mowy o dobrowolności, bo przymus ustawowy jest jednoznaczny. To są następstwa odgórnej decyzji, a nie wyboru człowieka.

Gdy w 2016 roku w Indiach władze bez jakiegokolwiek uprzedzenia dokonały denominacji banknotów o najwyższym nominale, co doprowadziło do wycofania z rynku 80% gotówki, odpowiedzią były gwałtowne protesty, starcia z policją. Niewielka część Hindusów posiada konta bankowe. Źródłem takich zmian jest Waszyngton. USAID (Amerykańska Agencja Rozwoju Międzynarodowego) wynegocjowała porozumienie z Ministrem Finansów Indii nazwane partnerstwem obrotu bezgotówkowego, co znaczy, że postęp być musi.

Przyjmując, że wielu może uznawać płacenie kartą za wygodne, mniej naraża na pokusę kradzieży, to warto zastanowić się, kto w istocie jest bezwarunkowym wygranym w takich operacjach. Banki. To one pobierają prowizje za prowadzenie konta, za kartę, za każdorazową transakcję mając jednocześnie dostęp do danych klienta pozwalający na łatwe ustalenie jego osobistego profilu. Ułatwiona jest też obserwacja tendencji rynkowych na podstawie dokonywanych zakupów, inwestycji.

Tą drogą banki zabezpieczają się zarazem przed reakcją kryzysową, nie dopuszczając do gwałtownego wycofania dużych kwot w obliczu krachu finansowego. Banki są żandarmem naszych pieniędzy. Na wielu rynkach banki takie jak J.P. Morgan Chase stosują wysoce restrykcyjną politykę obrotów gotówkowych. Nie promują również zakładania gotówkowych kont depozytowych, których zwyczajowo znaczne oprocentowanie przysparza właścicielowi walorów bez ryzyka.

Twórcą społeczeństwa bezgotówkowego jest Willen Buiter – doradca Citigroup. Równolegle z tym pomysłem rozwija się czarowanie wirtualną walutą propagowaną jako krypto waluta. Każdy rodzaj cyfrowej waluty, systemu płatności umyka kontroli osób dokonujących transakcji, za to jest doskonale widziany dla zarządzającego systemem elektronicznym. Jest to jednoznaczne z możliwością monitorowania, przewagi decyzyjnej, ingerencji przez śledzącego w źródło, termin, skalę, cel transakcji.

Niedawnym przykładem było zablokowane konto państwowe Iranu przez Bank of America. Przed taką praktyką pojedynczy obywatel trzymający na koncie bankowym oszczędności życia, gdy nagła potrzeba zmusiłaby go do zadysponowania gotówką nie ma szans z Goliatem. Wydaje się, że ostatnim w łańcuchu potencjalnych korzyści wizji społeczeństwa bezgotówkowego jest klient, pierwszymi natomiast są banki i władza.

Jemy mięso nafaszerowane antybiotykami

Data: 21.01.2020 17:45

Autor: ziemianin

polskieradio.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #mieso #zwierzeta #antybiotyki #

Zwierzęta hodowane na mięso są w Polsce na potęgę faszerowane antybiotykami. Na trzydzieści jeden krajów sklasyfikowanych przez Europejską Agencję Leków nie tylko zajęliśmy piąte miejsce, ale dodatkowo tendencja jest wzrostowa. Z tego powodu rośnie też liczba superbakterii, z którymi nie jest w stanie poradzić sobie współczesna medycyna.

Jemy mięso nafaszerowane antybiotykami

Raport Europejskiej Agencji Leków (EMA) obejmuje dane za lata 2010-2017. Sklasyfikowała ona w swoim rankingu ogółem trzydzieści jeden państw, natomiast nasz kraj pod względem liczby antybiotyków podawanych zwierzętom hodowlanym zajął piąte miejsce. Pod tym względem wyprzedzają nas więc jedynie cztery kraje, którymi są Cypr, Hiszpania, Węgry i Włochy.

Okazuje się, że ogółem w całej Europie sprzedaż antybiotyków do celów hodowlanych spadła o blisko jedną piątą. W Polsce tendencja jest tymczasem odwrotna. Z tego powodu zwiększyła się ona do okresu analizowanego wcześniej aż o 28 proc. Na kilogram masy zwierząt wykorzystano w naszym kraju blisko cztery razy więcej antybiotyków niż w Danii, trzy razy więcej niż w Holandii oraz dwukrotnie więcej niż w Niemczech.

Na całym świecie blisko 73 proc. antybiotyków trafia właśnie do zwierząt hodowlanych. Nasz kraj znajduje się pod tym względem na drugim miejscu w Europie, zwłaszcza jeśli chodzi o „antybiotyki o krytycznym znaczeniu”. Tego typu medykamenty stosowane są w ciężkich chorobach u ludzi, dlatego w wyniku spożywania nafaszerowanego nimi mięsa rośnie liczba superbakterii u ludzi. Z nimi nie może sobie tymczasem poradzić nawet współczesna medycyna.

Przed A-10 (brrrt) modernizacja i kolejna dekada służby w USAF (analiza)

Data: 20.01.2020 16:29

Autor: ziemianin

defence24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wojsko #samoloty #usaf #usa #armia

Kongres USA po raz kolejny zablokował próbę odesłania samolotów A-10C Thunderbolt II na zasłużoną emeryturę. Co więcej, US Air Force prowadzi właśnie program ich modernizacji, aby mogły skutecznie pozostać w służbie po roku 2030. Obejmuje on nowe sensory i zwiększenie ilości zabieranego uzbrojenia.

Przed A-10 (brrrt) modernizacja i kolejna dekada służby w USAF (analiza)

Samolot szturmowy A-10 to dziś maszyna wręcz kultowa, ze względu na 30 mm działko, wokół którego zbudowano cały samolot, oraz legendy, jaka otacza go dzięki setkom żołnierzy, których uratowały te maszyny, wspierając bezpośrednio oddziały naziemne. Opracowany ponad 40 lat temu do zwalczania sowieckich zagonów pancernych, A-10 najbliżej swej pierwotnej roli był w Iraku w 1991 roku. Podczas „Pustynnej Burzy” maszyny atakowały irackie kolumny pancerne, ale sławę zdobyły przede wszystkim w kolejnych konfliktach, realizując misje CAS (ang. close air support).

US Air Force od lat próbuje pozbyć się tych kosztownych w eksploatacji, wiekowych już maszyn, preferując samoloty znacznie szybsze i bardziej wszechstronne. Nie bez racji, gdyż o ile A-10 sprawdza się w konflikcie asymetrycznym, będąc niemal niezniszczalnym dla przeciwnika, to konfrontacji z nowoczesną obroną powietrzną ma niewielkie szanse przeżycia. Jednak argumenty sił powietrznych są zwykle ściśle finansowe – wycofanie A-10 oznacza personel 9 eskadr, które można przesunąć do innych zadań. Na przykład przeszkolić na 44 maszyny F-35A, które można by kupić za 4 mld dolarów. Tyle kosztuje eksploatacja A-10 przez 5 lat.

image

Ubiegłoroczne działania politycznych i militarnych zwolenników tej brzydkiej, lecz uwielbianej przez wojska lądowe maszyny, przypieczętowane finansowymi decyzjami Kongresu i wartym niemal miliard dolarów kontraktem na 109 nowych zestawów skrzydeł, oznacza kolejną dekadę służby. W tym czasie maszyna musi jednak przejść dalszą drogę od swych analogowych początków do cyfrowego pola bitwy dnia dzisiejszego. Pierwszym krokiem był program A-10C Precusion Engagement, który na początku XXI wieku miał wprowadzić maszyny w nowe stulecie. Wprowadzał takie „nowinki, dobrze znane już w nowoczesnych myśliwcach, jak system HOTAS (ang. hands-on-throttle and-stick), który pozwalał obsługiwać wiele funkcji bez odrywania rąk od sterów i przepustnicy, czy możliwość przenoszenia nowych bomb kierowanych JDAM.

Kolejne fazy modyfikacji, to ekrany wielofunkcyjne, wyświetlacze nahełmowe, nowe zasobniki optoelektroniczne czy radar. Przede wszystkim A-10C otrzymują łącze Link-16, które zapewnia znacznie szerszą i skuteczniejszą wymianę danych. Klasyczny „sześciopak” podstawowych przyrządów pilotażowych zastępuje wreszcie wyświetlacz wielofunkcyjny, prawdopodobnie pochodzący z F-16, który flankują dwa wyświetlacze dodane w ramach pakietu Precision Engagement. Już w 201 roku rozpoczęło się wprowadzanie na A-10C hełmów ze zintegrowanym wyświetlaczem Thales Visionix Scorpion Helmet Mounted Display System.

Sensory, jakimi dysponuje załoga, czyli przede wszystkim zasobniki celownicze Litining lub Sniper, mają być uzupełnione zasobnikiem z radarem SAR (ang. Synthetic Aperture Radar), który umożliwia szczegółowe obrazowanie terenu. Prawdopodobnie będzie eto AN/ASQ-236 „Dragon’s Eye” z aktywnym skanowanie (AESA), który ma umożliwiać nie tylko obrazowanie terenu w niemal fotograficznej dokładności, ale też wykrywanie ukrytych płytko pod ziemią obiektów, takich jak miny czy IED. Pojawiły się również sugestie, że zasobnik ten można stosować do precyzyjnego zakłócania konkretnych nadajników, takich jak radiostacje przeciwnika.

Kolejna ważna nowość, to kolejne zwiększenie ilości przenoszonego uzbrojenia. Dotąd A-10C mogły przenosić na każdym z 11 pylonów jedną bombę kierowaną. Zmodernizowane maszyny, dzięki systemowi belek BRU-61/A, będzie można na każdym pylonie podwiesić do 4 bomb GBU-39 SDB lub GBU-53/B StormBreaker o masie 250 funtów (113 kg). Każda z nich jest zdolna do precyzyjnego rażenia celu z odległości sięgającej 100 km (zależnie od pogody, prędkości i wysokości, z jakiej została zrzucona). Oznacza to ogromne zwiększenie możliwości w działaniach CAS, czyniąc z A-10 prawdziwy „bomb-train” i pozwalając pozostawać poza zasięgiem systemów OPL przeciwnika.

Zakres planowanych zmian zdaje się być dość szeroki, ale stanowi de facto mocno okrojoną wersję projektu sprzed około 5 lat, gdy rozważano możliwość szerszej modernizacji i standaryzacji, obejmującej m.in. wykorzystanie awioniki i komputera misji z myśliwca F-16, oraz zastąpienie silników ponad 50-letnich silników turbowentylatorowych General Electric TF34 nowoczesnymi jednostkami napędowymi, pochodzącymi z popularnych bizjetów. Przy podobnym ciągu, charakteryzują się one znacznie mniejszym zużyciem paliwa i masą, oraz dłuższymi resursami. Projekt, rozważany przez koncern Boeing, który dostarcza skrzydła do samolotów A-10C, upadł z braku zainteresowania ze strony US Air Force. Być może w perspektywie kolejnych 10 lub więcej lat służby wart jest rozważenia. Szczególnie jeśli po wycofaniu ze służby amerykanie byliby skłonni sprzedać lub przekazać maszyny krajom sojuszniczym, które mogą wykorzystywać jej jeszcze przez długie lat w konfliktach asymetrycznych czy zwalczaniu terroryzmu.

Jak zabezpieczyć router – bezpieczeństwo sieci domowej? (podcast audio)

Data: 19.01.2020 19:42

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #cyberbezpieczenstwo #komputery #router #siecikomputerowe

Domowy router stanowi swoistą pierwszą linię obrony przed atakującymi.

Jak się przed nimi obronić? Na jakie zagrożenia jesteśmy narażeni? Co warto sprawdzić?

Jak zabezpieczyć router – bezpieczeństwo sieci domowej? (podcast audio)

Materiał w formie tekstowej: Jak zabezpieczyć router – bezpieczeństwo sieci domowej?

Spis treści

Wprowadzenie

Serwer DHCP

Dane DNS

DNS hijacking

Atak DDOS

Dyski i drukarki

Udostępnianie plików

WPA2

Sieć lokalna

Lokalizacja WIFI

WPS

UPNP

Port forwarding

Aktualizacje

Błędy bezpieczeństwa

Lista komputerów

Wprowadzenie

Jeżeli słuchasz tego podcastu to znaczy, że posiadasz dostęp do Internetu. Jest więc spora szansa, że w zaciszu Twojego mieszkania znajduje się router, który dostarcza Internet do komputera, telefonu i tabletu. Urządzenia te zazwyczaj są schowane za meblami i przypominamy sobie o nich raz na jakiś czas, gdy potrzeba chwili nakazuje nam ich restart. Ale ich zadanie jest o wiele większe niż tylko rozdzielanie pakietów do odpowiednich miejsc. Możesz sobie z tego nie zdawać sprawy, ale router stanowi swoistą pierwszą linię obrony przed atakującymi, którzy czyhają na nasze wirtualne zasoby.

Cześć. Ja jestem Kacper Szurek i w dzisiejszym odcinku podcastu Szurkogadanie opowiem o bezpieczeństwie domowych routerów. Co może nam grozić, jeżeli przestępca przejmie nad nimi kontrolę? Jakie opcje może wykorzystać przeciwko nam, a także jak możemy się przed tym obronić? Jeżeli materiały tego rodzaju Ci się podobają zapraszam do dołączenia do grupy od 0 do pentestera na Facebooku.

Podcast ten można również znaleźć na Spotify oraz Google i Apple Podcasts oraz Anchor.

Serwer DHCP

Zacznę od wyjaśnienia, jak atakujący może wykorzystać nasz domowy router przeciwko nam. Domowy router nie służy tylko do rozdzielenia Internetu przychodzącego z jednego kabla naszego dostarczyciela usług na wiele komputerów. Posiada wiele innych, wbudowanych funkcji. Jedną z nich jest serwer DHCP. Ten to serwer automatycznie przydziela nam adres IP, którym będzie się posługiwał nasz komputer. Wykorzystując analogię – każdy komputer podłączony do sieci, aby mógł z niej korzystać, musi mieć swój adres IP. Tak jak każde mieszkanie musi mieć swój numer – aby listonosz wiedział, gdzie dostarczyć listy. Po włączeniu komputera, router zazwyczaj przesyła nam pakiet z adresem IP, którego powinniśmy używać.

Dane DNS

Oprócz tego, przekazuje tam również adres serwera DNS. Ludzie są bowiem słabi w zapamiętywaniu liczb – a adres IP to właśnie taki ciąg. Zamiast tego wolimy wykorzystywać nazwy, które coś dla nas znaczą. Jeżeli bowiem chciałbyś odwiedzić moją stronę, prościej jest mi powiedzieć abyś wpisał w przeglądarkę ciąg „szurek.pl”. Wtedy to Twoja przeglądarka i system operacyjny komunikują się z serwerem DNS, pytając jaki adres IP ma serwer „szurek.pl”. Serwer DNS zwraca odpowiedni wynik i dopiero wtedy można połączyć się z odpowiednim komputerem w sieci. Tak działa to normalnie. Ale jeżeli atakujący posiada dostęp do routera – może przeprowadzić atak DNS hijacking.

DNS hijacking

Wtedy nasz komputer otrzyma błędny adres serwera DNS, który jest kontrolowany przez przestępcę. Niesie to za sobą różnorakie konsekwencje. Po pierwsze – osoba po drugiej stronie będzie wiedziała, jakie adresy stron odwiedzamy. Zapytanie o każdy taki adres bowiem trafia do serwera DNS. Po drugie – jeżeli tylko będzie miała na to ochotę – będzie mogła zwrócić nam błędny adres IP serwera, o którego adres prosimy. Czyli zamiast łączyć się z serwerem naszego banku, możemy połączyć się z komputerem atakującego.

Ale atak może się odbywać na innej płaszczyźnie. Przez router przepływa bowiem cały ruch internetowy. Złośliwy aktor może dla przykładu modyfikować treść dowolnej strony, którą przeglądamy – doklejając do niej nowy kawałek kodu. Ten to może wykonywać najróżniejsze czynności. Logować wciśnięte klawisze, kopać kryptowaluty, czy też modyfikować podawane w formularzach dane. Wszystko zależy od inwencji twórcy. Jeżeli ściągamy jakiś plik z serwisu, automatycznie w locie może podmienić jego zawartość na inną, wygenerowaną przez niego. To może prowadzić do dalszej infekcji nie tylko naszego routera, ale także systemu operacyjnego na komputerze. Wszak ściągnęliśmy plik ze strony, której ufamy i nie spodziewaliśmy się, że mogła ona zawierać jakieś złośliwe elementy.

Te ataki są niwelowane przez protokół HTTPS i szyfrowanie połączenia. O ile bowiem atakujący może podmienić adres IP, to nie może stworzyć odpowiedniego certyfikatu. Więcej o tym temacie opowiadam w innym podcaście na temat protokołu HTTPS. Tylko, to zabezpieczenie działa jedynie w przypadku protokołu HTTPS. Musimy więc być tego świadomi.

Atak DDOS

Ale atak może zaszkodzić nie tylko nam. Na świecie istnieją bowiem miliony routerów. Znajdując błąd w jednym z nich – atakujący może zaatakować wszystkie z danej serii, a następnie wykorzystać do niecnych celów. Jednym z takich celów jest atak DDoS – kiedy to wiele różnych routerów wykonuje zmasowany atak na jedną stronę internetową. Cel jest jeden – doprowadzić do tymczasowej awarii strony, tak aby nie mogli z niej korzystać inni użytkownicy. Nie brzmi to jakoś złowrogo, ale zastanówmy się nad potencjalnymi konsekwencjami. Przed nami czarny piątek – jeden z lepszych okresów dla wszystkich sklepów internetowych, gdzie sprzedaż produktów trwa w najlepsze. Kilkuminutowy atak podczas takiego dnia to już realne straty dla sklepów, liczone w setkach złotych. Ale to nie wszystko.

Dyski i drukarki

Do niektórych routerów można podpiąć zewnętrzne dyski twarde oraz drukarki. Dzięki temu wszyscy domownicy mają dostęp do ważnych dla nich plików w obrębie całego mieszkania. To samo tyczy się atakującego, który może wykorzystać tak zebrane informacje do podszycia się pod nas lub do szantażu. Może również dla żartu uruchomić drukowanie 1000 stron w nocy na naszej domowej drukarce. Dalej, routery posiadają wbudowaną zaporę sieciową. Ona to działa trochę jak zawór jednostronny. My – możemy łączyć się z zewnętrznymi stronami i oglądać ich zawartość. Równocześnie zewnętrzne podmioty nie mogą bezpośrednio łączyć się z naszymi komputerami – ponieważ nie pozwoli na to firewall. Atakujący odpowiednio modyfikując konfigurację, może umożliwić dostęp do naszych komputerów.

Udostępnianie plików

Często zdarza się, że w obrębie sieci lokalnej udostępniamy niektóre pliki z naszego komputera, tak aby inni użytkownicy mieli do nich dostęp. Teraz – dostęp do nich jest również możliwy z zewnątrz. Jak widać zagrożeń jest wiele – wszystko zależy od kreatywności przestępców. Wiemy już, że router należy chronić. Ale jak to robić?

WPA2

Jeżeli korzystasz z Wi-Fi – włącz szyfrowanie WPA2 z AES. Co więcej, hasło tam używane powinno być długie i skomplikowane. Dlaczego? Ktoś, kto to będzie chciał skorzystać z Twojego Wi-Fi do niecnych celów nie musi cały tydzień siedzieć w samochodzie pod Twoim blokiem. Wystarczy, że raz pójdzie wyprowadzić psa z odpowiednim sprzętem. Ten sprzęt pobierze odpowiedni pakiet. Można go potem wykorzystać do przeprowadzania ataków siłowych w domu – bez dostępu do routera. Jeżeli więc nasze hasło ma tylko kilka znaków – szybko zostanie złamane. Atakujący będzie próbował wszystkich możliwych kombinacji. Nowoczesny sprzęt jest w stanie sprawdzić kilkaset tysięcy takich haseł na sekundę. Równie dobrze, jeżeli nie wykazaliśmy się kreatywnością – hasło może znajdować się w jednym z wcześniejszych wycieków danych. Wtedy złamanie go to tylko czysta formalność.

Sieć lokalna

Dzięki temu ktoś otrzyma dostęp do naszej sieci lokalnej. A to oznacza, że ma bezpośredni dostęp do naszych komputerów. Jeżeli ich nie aktualizujemy, bądź znajdują się tam stare wersje podatnych programów – możemy być narażeni. Co więcej, ktoś może wykorzystać nasz Internet i przeprowadzić jakąś nielegalną czynność. A wtedy to do naszych drzwi zapuka policja z prośbą o wyjaśnienia. Nazwa sieci nie powinna bezpośrednio wskazywać na naszą osobę. Sieć Kowalskiego to niekoniecznie dobry pomysł.

Lokalizacja WIFI

Zwłaszcza, że istnieją projekty, które zbierają informacje na temat dostępnych w danej lokalizacji sieci Wi-Fi. Informacje te służą niektórym usługom do geolokalizacji użytkownika, w sytuacji w której sygnał GPS nie jest dostępny. Okazuje się bowiem, że skanując listę dostępnych sieci i porównując ją z wirtualną bazą, możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa określić, gdzie znajduje się dany użytkownik. Nazwy sieci w skali świata rzeczywiście się powtarzają. Ale już ich kombinacje – czyli fakt, że w danym miejscu użytkownik widzi sygnał sieci kowalski, test i kwiatek niekoniecznie. Pozostając w temacie haseł. Warto zmienić login i hasło do interfejsu graficznego urządzenia, tak aby przestała działać standardowa kombinacja admin/admin. Równocześnie dostęp do interfejsu graficznego powinien być dostępny tylko od strony portów LAN. Tłumacząc to nieco prościej – tylko z poziomu naszego mieszkania powinniśmy móc zalogować się do panelu admina. Można to łatwo sprawdzić, korzystając na moment z Internetu mobilnego w naszym telefonie. Jeżeli w przeglądarce podamy adres IP domowego Internetu, nie będąc równocześnie do niego podłączonymi – i otrzymamy możliwość wpisania hasła – koniecznie warto wyłączyć odpowiednią opcję.

WPS

Jeżeli nasz router posiada opcję WPS – wyłączmy ją. W teorii miała przyspieszyć parowanie komputera z nową siecią Wi-Fi. Zamiast przepisywać długie i skomplikowane hasła – wystarczył krótki pin lub wciśnięcie przycisku na obudowie urządzenia. Obecnie, standard ten uznawany jest za niebezpieczny i powinno się go wyłączyć. Możemy również zmienić adres serwera DNS na taki, który zapewni nam odpowiednią dawkę prywatności. Jednym z wyborów może być 1.1.1.1 należący do Cloudflare.

UPNP

Kolejny protokół, który należy wyłączyć to UPnP. Został on stworzony dla wszystkich urządzeń IOT, które znajdują się w naszym mieszkaniu. Mowa tu więc o wszystkich inteligentnych czajnikach, oczyszczaczach powietrza czy też odkurzaczach. One to wysyłając odpowiednie dane do routera, mogą odblokować odpowiednie porty na firewallu– tak aby mogły działać prawidłowo. Tylko, że urządzenia IOT nie słyną z dobrego bezpieczeństwa. Umożliwianie dostępu do nich z zewnątrz niekoniecznie jest najlepszym pomysłem. Zwłaszcza, jeżeli nie jesteśmy w pełni świadomi tego faktu a czynność ta dzieje się bez naszego udziału. Porty te można również odblokować samemu.

Port forwarding

Zazwyczaj opcja ta kryje się pod nazwą “port forwarding”. Jeżeli nigdy z niej nie korzystałeś – sprawdź czy nie znajdują się tam dziwne wpisy. Droższe routery pozwalają na stworzenie dodatkowej sieci Wi-Fi – tak zwanej sieci gościa. Zazwyczaj, jest ona odseparowana od normalnej sieci WIFI – to znaczy, że urządzenia z jednej sieci nie widzą tych z tej drugiej. Teoretycznie sieć taka powstała, abyśmy mogli udostępnić domowy Internet naszym gościom, którzy przyszli na kilkugodzinną imprezę na nasze mieszkanie. Ale równie dobrze, można wykorzystać tą funkcję do udzielenia dostępu do Internetu urządzeniom, którym nie za bardzo ufamy. Chociażby urządzeniom IOT.

Aktualizacje

Pamiętajmy o aktualizacjach. Niektóre routery (chociażby firmy Mikrotik) mogą same zaktualizować swój system – tak jak robi to Windows. Warto umieścić router w niedostępnym dla postronnych osób miejscu.

Dlaczego? Niektóre urządzenia posiadają na swoich obudowach porty USB, do których można wpiąć routery LTE lub też inne kompatybilne nośniki. Wtedy cały nasz ruch może trafiać do serwera kontrolowanego przez atakującego. Co więcej, routery posiadają przycisk resetu, który usuwa wszystkie hasła i przywraca urządzenie do stanu fabrycznego. Stąd też, bezpieczeństwo zależy także od braku fizycznego dostępu do urządzenia.

Wyłącz również opcję odpowiadania na pakiety ping. W przypadku niektórych routerów warto “przeklikać”” się przez dostępne w panelu opcje. Dla przykładu NetGear zbiera anonimowe statystyki, które to można wyłączyć z poziomu odpowiedniej opcji. Jeżeli widzisz nazwę, której nie rozumiesz – najprawdopodobniej jej nie potrzebujesz.

Błędy bezpieczeństwa

A takich dodatkowych usług może być wiele: SSH, telnet, SNMP. Jeżeli dopiero stoisz przed wyborem odpowiedniego dla siebie urządzenia, warto przed zakupem przeprowadzić na jego temat krótkie poszukiwania. Wystarczy w wyszukiwarce użyć nazwy modelu i dodać słowo kluczowe „exploits”, „bug”, „vulnerability”. Dowiesz się wtedy czy na urządzenie nie ma obecnie jakiejś znanej, a nienaprawionej przez producenta luki.

Urządzenia tego typu często mają dość krótki czas życia. Zdarza się zatem, że błąd istnieje – został zgłoszony, ale producent nie zamierza go naprawić. Dlatego też warto sprawdzić, czy producent wydaje regularne aktualizacje oprogramowania. Samo istnienie błędu to nie koniec świata. Błędy bezpieczeństwa zdarzają się każdemu.

Ważne jest natomiast jak szybko producent na nie reaguje i czy udostępnia odpowiednie łatki bezpieczeństwa. Większość urządzeń pozwala na zapisywanie logów ze swojego działania: w tym zdarzeń dotyczących bezpieczeństwa. Ale nie oszukujmy się, panel sterowania routerem to nie jest pierwsze miejsce, do którego trafiamy każdego poranka. Można więc rozważyć opcję wysyłania emaila – w przypadku specjalnych zdarzeń.

Lista komputerów

Sporo urządzeń pozwala na podgląd aktualnie podpiętych poprzez Wi-Fi komputerów – w tym nazw, którymi się one posługują. Jeżeli widzisz tam zbyt dużą liczbę laptopów, bądź też nie rozpoznajesz któregoś z nich – może pora na zmianę hasła? Nigdy nie wiadomo czy sąsiad nie wykorzystuje naszego połączenia.

Na koniec całej tej konfiguracji warto potwierdzić, czy rzeczywiście nic nam nie umknęło. Serwisy takie jak Shodan czy też Censys nieustannie skanują wszystkie adresy w Internecie, sprawdzając, co się na nich znajduje. Jeżeli w daną wyszukiwarkę wpiszemy nasz publiczny adres IP – powinniśmy otrzymać puste wyniki. Oznacza to bowiem, że żadna usługa nie jest dostępna z zewnątrz.

W innym wypadku – albo dane firmy są nieaktualne albo też musimy przyjrzeć się, dlaczego niektóre porty są dostępne.

Więcej informacji na ten temat można odnaleźć na stronie routersecurity.org1. Znajduje się tam kompletna lista punktów, które powinniśmy sprawdzić na naszym routerze.

I to już wszystko w tym odcinku. Podobało się? Pokaż odcinek znajomym. A ja już dzisiaj zapraszam do kolejnego odcinka. Cześć!

"Relacje o pożarach w Australii to ściema" - mówi Fitkau-Perepeczko, która od 40 lat mieszka . . .

Data: 18.01.2020 14:37

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sciema #australia #pozar #wywiady #onetrano

W „Dzień dobry TVN” doszło do pyskówki, gdzie Kinga Rusin u Piotra Kraśki zbeształa Agnieszkę Fitkau-Perepeczko. Szybko okazało się, że po stronie Rusin stały jedynie puste emocje, a po stronie Perepeczko – argumenty. Te wskazywały, że skalę pożarów celowo się uwydatnia, m.in. na potrzeby filozofii glonalnego ocieplenia i zbiórek pieniedzy na tkliwie przedstawiane kangury.

"Relacje o pożarach w Australii to ściema" – mówi Fitkau-Perepeczko, która od 40 lat mieszka w Polsce i Australii. Aktorka o tzw. ekologach: "Histeria służy tym od zbiórek!"

Agnieszka Fitkau-Perepeczko od 40 lat mieszka w Polsce i Australii. Znana z „M jak miłość” gwiazda posiada pół domu w stylu wiktoriańskim w Melbourne.

"Dużo jest też zdjęć z poprzednich pożarów. Broń Boże, nie mówię, że nic się nie dzieje, a zwierzęta nie cierpią. (...) Sztuczne litowanie się nad każdym kangurem, bo trzeba pomóc, to uważam, że jest to zmanipulowane i wywoływanie sztucznej histerii i smutku u ludzi. Myślę, że to służy tym, co robią zbiórki – troszkę pójdzie do kieszeni, troszkę dla mamusi, troszkę dla tatusia... (...) Trzeba wszystko brać pod uwagę. Rozsądny człowiek nie szaleje od razu z rozpaczy, tylko bada sytuację"

– powiedziała Agnieszkę Fitkau-Perepeczko w rozmowie z Jarosławem Kuźniarem w "Onet rano." KLIKNIJ I ZOBACZ!

"Obraz w Australii jest bardzo smutny. Przeżyłam dwa duże, gorsze pożary, będąc w Australii. Ten [obecny] pożar jest 300-350 km od Melbourne, a ja przeżyłam pożar, który był 59 km od miasta. To był potworny pożar, w ciągu paru godzin zginęło 180 osób. To jest straszne! (...) Czytam wszystkie publikacje, jakie są na temat Australii, rozmawiam codziennie z 3-4 przyjaciółmi, czytam gazety oraz oglądam Channel 7 i Channel 9, są tam różne meldunki. Uważam, że te pożary, które przeżyłam, z których tak sobie nie zdawałam sprawy, były potworne. Świat nie był jeszcze tak obłożony Internetem. Dzisiaj wszyscy dodają grozy, bo lubią. Wcześniej nie było kolorowej prasy, plotek, wariactw. (...) Sytuacja w Australii jest zła, nie uważam, że jest cudowna. Ale nikt nie ma pojęcia, że Europa to terytorium 10 mln km2, a Australia – 7 mln km2. I teraz, jeśli z tych 7 mln km2 jakiś jeden proc. jest zniszczony przez ten pożar, a reszta jest nietknięta. (...) Rzeczywiście zginęło bardzo dużo zwierząt, niby pół miliarda, ale te szacunki są dziwne, a Australijczycy się śmieją, że chyba policzyli wszystkie komary i owady, że zawyżają"

– puentowała aktorka w „Onet rano”.

"Na FB i mailu codziennie ktoś mnie atakuje, żebym wysłał 20 zł na ratowanie zwierząt w Australii. Ludziom tam nic nie trzeba? Zdjęcie koali lepiej się monetyzuje niż domostwa na terenach objętych pożarami? "Ekolodzy" wiedzą co robią. Płaczące zwierzęta z faceboooków ekranów wyciskają łzy i pieniądze. A może ktoś w końcu powie w jakimś TV o protestach pseudoekologów, którzy sprzeciwiali się wcześniej kontrolowanemu wypalaniu suchego buszu i teraz nie mają odwagi powiedzieć, że coś poszło nie tak? Chroń nas Boże od idiotów ekologłupców i prozwierzęcych cwaniaków od zrzutek w Internecie"

– napisał na profilu społecznościowym dziennikarz "Świata Rolnika BIZNES", Robert Wyrostkiewicz.

Jest koszerny interes do zrobienia (cześć 1)

Data: 18.01.2020 14:03

Autor: ziemianin

klubinteligencjipolskiej.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zydzi #lichwiarze #zlodzieje

Na początek cytaty: „Jest koszerny interes do zrobienia”– te kultowe już słowa, które padły podczas wizyty Rywina u Michnika, to nie tylko motto procesu grabieży majątku narodowego, gdy po formalnym odzyskaniu niepodległości Polacy kilkakrotnie padli ofiarą rabunku na wielką skalę. To także motto polsko-izraelskiej love story w biznesie i handlu.

Jest koszerny interes do zrobienia (cześć 1)

„Tęsknię za tobą, Żydzie!”– wołała przed laty Warszawa z murów swoich kamienic. Ta artystyczna prowokacja Rafała Betlejewskiego pod pewnym względem ziściła się. Polska stała się Mekką izraelskiego biznesu. Wielu Izraelczyków upatrzyło sobie nasz kraj jako drugą ojczyznę.

„Nie macie pewniejszego i bardziej lojalnego sojusznika, który wspierałby w Unii Europejskiej Wasze stanowisko i aspiracje w większym stopniu niż czyni to Polska” – oświadczył Donald Tusk na wspólnej konferencji prasowej z izraelskim premierem Ehudem Olmertem.

Towarzyszący Tuskowi Władysław Bartoszewski ujawnił, że „wszystkie” ugrupowania sejmowe są niezmiennie usposobione do Izraela przyjaźnie, co przekładając na język biznesu, było uspokajającą deklaracją, że bez względu na to, któremu ugrupowaniu „Gazeta Wyborcza” pozwoli wygrać, plan rewindykacji mienia pożydowskiego nie będzie zagrożony.

Macie w Europie prawdziwego przyjaciela – powiedział tenże Tusk na wspólnej konferencji z premierem Benjaminem Netanjahu.

Żydzi są niezatartą częścią historii Polski, a Polska jest taką samą częścią historii narodu żydowskiego. Nasza wzajemna współpraca oparta jest o wspólne wartości oraz wspólną historię, jak również o aspiracje dotyczące przyszłości, w której to chcemy osiągnąć te same cele – ripostował Netanyahu.

„Polska jest świetnym miejscem dla izraelskich firm” – uważa Elroy Knebel, właściciel kancelarii Knebel&CO, za pośrednictwem której rejestrowane są izraelskie spółki w Polsce. Nasz kraj okazał się bardzo gościnny. Żadni inni zagraniczni inwestorzy nie radzą sobie u nas tak dobrze jak Żydzi. A idzie im naprawdę nieźle, zwłaszcza w dziedzinie „wasze ulice, nasze kamienice”.

Co jest izraelskie w Polsce?

Często można usłyszeć opinię, szczególnie tych, którzy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, że w posiadaniu Żydów jest połowa Polski. Nie uciekając się do kryteriów norymberskich, podajmy, co w Polsce jest formalnie w rękach Izraelczyków. Lista takich produktów i usług nie jest długa, ale jest na niej kilka istotnych.

Wymienić należy firmę Strauss Ltd, która znajduje się w pierwszej dziesiątce największych na świecie firm handlujących kawą. W Polsce możemy kupić następujące produkty tej firmy: MK Cafe, Pedros, Fort, Sahara, Syropy Fabbri, a także herbaty Teartis. Ale i słodycze Sante z Sobolewa oraz chrupki kukurydziane ze Stodzewa to również Izrael.

Ważną firmą izraelską jest Eden Springs Ltd. – dostawca wody i kawy. À propos – stojące w wielu firmach i instytucjach dystrybutory wody należą do tej firmy. W wyliczance nie może zabraknąć pomarańczy Jaffa (chociaż od maja do listopada z nalepką tej firmy sprzedawane są cytrusy pochodzące z Afryki i Ameryki Południowej).

À propos – gdy pojawiła się w Polsce inicjatywa promująca patriotyzm konsumencki i rzucono hasło „Jesteś Polakiem, Kupuj Polskie”, dziwnie zareagowała małżonka ówczesnego ministra spraw zagranicznych, Anne Applebaum – zrównała hasło z przedwojennym „Nie kupuj u Żyda”.

Zamiast bronić wody, nabrali wody w usta

„Prywatyzacja miejskich przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych jest w Polsce nieuchronna. Na całym świecie funkcjonuje to już w ten sposób, samorządy mają dzięki temu dodatkowe środki na innego rodzaju inwestycje, a my mamy doświadczenie z innych rynków i wiemy jak tego typu inwestycje przeprowadzać i nimi zarządzać” – oświadczył Michael Reiss, prezes spółki Eko-Wark z izraelskiej grupy Tahal, która weszła na polski rynek.

Tymczasem inny Reiss, a konkretnie Willem Buitler z Citygroup powiedział: „Woda stanie się najważniejszym dobrem, o wiele ważniejszym od ropy, miedzi, zasobów rolnych, czy też metali szlachetnych”. „Woda, to ropa naftowa XXI wieku” – tak z kolei twierdzi Andrew Liveris, dyrektor generalny amerykańsko-żydowskiego koncernu chemicznego DOW. Jak ważna jest woda wie Izrael, który wodę reglamentuje, i który przejął milion kilometrów kwadratowych Patagonii, gdzie znajdują się najczystsze zasoby wody pitnej na świecie.

Brak wody to także problemem Polski, gdzie na jednego mieszkańca przypada 1 600 litrów wody rocznie (przy średniej europejskiej 4 500 litrów), czyli mniej niż w półpustynnym Egipcie.

Podczas izraelsko-polskiego forum rządowego, jeden z izraelskich ministrów wygadał się, że tematem rozmów były porozumienia dotyczące wspólnych projektów gospodarowania zasobami wodnymi i program „polonizacji izraelskiej technologii”. Rezultaty widzieliśmy już po roku – biznesmeni tego ubogiego w wodę, ale bogatego w geszefciarskie pomysły kraju, zabrali się za prywatyzację zasobów wody w Polsce; izraelska korporacja Tahal otworzyła siedzibę w Warszawie; a PortalSamorzadowy.pl obwieścił, że prywatyzacja polskich sieci wodociągowych, czyli ich przejęcie przez izraelskiego potentata jest nieuchronne.

Rząd polski, zamiast chronić strategiczne z założenia przedsiębiorstwa ujęć wody i sieci jej dystrybucji, oddał je w obce ręce, zamiast bronić wody, nabrał wody w usta.

Według „Global Research”, sprawy mają się tak: Globalne spółki inwestycyjne, w tym Konsorcjum Rothschilda, przyspieszają działania na rzecz nabywania praw do eksploatacji wody i prywatyzowania usług sektora wody. Sam tylko Goldman-Sachs przeznaczył na wykup infrastruktury wodnej w różnych krajach 10 miliardów dolarów. Bank ten wykupił działające w 130 krajach i zatrudniające 10 tysięcy ludzi przedsiębiorstwo Ondeo Nalco. Wykupił też firmę Veolia, zaopatrującą w wodę 3,5 miliona mieszkańców północno-wschodniej Anglii (Veolia działa także w Polsce!).

Według „NYT”, największe grupy kapitałowe, poczynając od Morgan Stanley, na inwestycje w „wodę” przeznaczyły 250 miliardów dolarów. W Polsce branża wodno-kanalizacyjna znajduje się głównie w rękach małych i bardzo małych przedsiębiorstw komunalnych, co w przetłumaczeniu na język polski oznacza, że Izraelczycy przejmą je z łatwością (czy jest bowiem w Polsce samorząd, który nie miałby kłopotów finansowych?), a po ich wykupieniu narzucą monopolistyczne ceny za wodę.

Mogą też dostaw wody odmówić – na przykład antysemickim konsumentom (jak to czynią wobec Palestyńczyków). Grupa Tahal zamierza też wziąć udział w mającym strategiczne znaczenie dla regionu Europy Środkowej Projekcie Odra, o budżecie 1,5 mld zł, współfinansowanym przez rząd Polski i Niemiec.

Będące w rękach żydowskich międzynarodowe firmy farmaceutyczne mają dziwnie brzmiące, ale wiele mówiące (nie tylko dla kabalistom) nazwy. Weźmy na ten przykład „Eli Lilly”. Eli to imię biblijnego kapłana i sędziego, a „Lilly” (pisane również Lillit lub Lilit) to nazwa występującej w księdze „Zohar“ demona od uśmiercania gojów. Nazwa, jak na firmę produkującą leki, nieco dziwna.

Powiązana z kabałą jest także nazwa firmy zwącej się „AstraZeneca”, gdzie Astra nawiązuje do fenickiej bogini rozpusty, a Zeneca do kulminacyjnego momentu kopulacji. Bardzo ugruntowaną pozycję w naszym kraju ma firma farmaceutyczna Teva. Teva posiada fabrykę leków w Krakowie i szczyci się tym, że oferuje ponad 500 swoich produktów, wytwarza 4 miliardy tabletek i kapsułek rocznie, a jej leki w każdej minucie zażywa 145 pacjentów w Polsce. Do znanych produktów Tevy należy Aviomarin, Flegamina, Vibovit.

Izraelską firmą jest też, będąca w założeniu połączeniem apteki, drogerii i perfumerii, Super-Pharm. Sieć jej 75 sklepów oplata wszystkie największe miasta w Polsce. „Do naszych sklepów przyciąga apteka. Tam jednak marże są ograniczone i regulowane. Najwięcej zarabiamy na sprzedaży w części drogeryjnej, przez którą muszą przejść klienci, idąc po zakup lekarstw” – tłumaczy właściciel firmy Leon Koffler.

Koffler pierwszy raz odwiedził nasz region w latach 70. Nad Wisłą spodobało mu się najbardziej. Dziś wypracowuje tu 270 mln dolarów rocznych przychodów. Jak sam mówi, gdy przyjechał do Polski od razu trafił na swoich. Za przewodnika wziął sobie nieżyjącego już Yarona Brucknera. „Dostaliśmy wsparcie należącej do niego grupy Eastbridge, która w latach 90. stworzyła najbardziej spektakularną żydowską fortunę III RP” – wspomina. Yaron Bruckner kupił m.in. ulokowaną w miastach wojewódzkich całej Polski sieć Empik i Domy Towarowe Centrum. Był też o krok od przejęcia kontroli nad Elektrimem (a swe perfumeryjne biznesy rozwija w ramach sieci Sephora). Super-Pharm wciąż dynamicznie rozwija się, regularnie powiększa biznes o kilkanaście procent i o 100 mln przychodów rocznie. Do Izraelczyków należy też Polfa Tarchomin, no i Medicover, gdzie wiele instytucji państwowych wykupiło pakiety usług medycznych dla swych menedżerów.

Wasze ulice, nasze kamienice

Cinema City, właściciel prawie wszystkich kin w Polsce, jest własnością Mosze Greidingera. Mosze poza siecią kin posiada także park rozrywki w Mszczonowie, a do Polski przeniósł nawet swoje centrum operacyjne. Do niego należy też kontrolny pakiet udziałów w spółce budowlanej Ronson Europe, do której z kolei należą sale kinowe Cinema City. Izraelskie korzenie ma także otworzone niedawno w izraelskim CH Blue City w Warszawie kino Helios należące do wydawcy „Gazety Wyborczej”.

Do izraelskiego kapitału należy większość działających w Polsce firm budowlanych, np. Plaza Centres, która wybudowała kilkanaście centrów handlowych w głównych polskich miastach.

Inni izraelscy deweloperzy to: Longbridge, Olmont Invesments, Adgar, Yareal, Blue City, Asbud, Okam, Shiraz, Angel, Atrium, GTC (właściciel: CH Galeria Północna w Warszawie, Galeria Mokotów w Warszawie, CH Blue City, CH Galeria Jurajska w Częstochowie) i wymieniony już Ronson. Jeszcze do niedawna należała do nich grupa Robyg, bardzo ekspansywna w Warszawie i Gdańsku, przejęta przez spółkę z grupy Goldman Sachs. To ta sama, która hojnie wynagradzała niesławnej pamięci prezydenta Gdańska za korzystne dla niej decyzje dot. działek budowlanych).

Deweloperka to branża, w której inwestorzy z Izraela wykazali się wielkim sprytem. Spółka Glob Trade Centre, przez lata kierowana przez Eli Alroya, nie tylko zbudowała Galerię Mokotów w Warszawie, ale „odkryła” dla warszawskiego rynku biurowego cały Służewiec Przemysłowy, z ul. Domaniewską jako jego osią. Eli najpierw zorganizował sobie miejscowych „przewodników”, i jak się ostatecznie okazało – dokonał dobrej selekcji. „W ten sam sposób działają inni deweloperzy izraelscy, którzy także znajdują lokalnych partnerów, i ta współpraca wychodzi im bardzo dobrze” – przyznaje Jarosław Szanajca, szef Dom Development.

W przypadku wspomnianego Robygu, założonego przez izraelską grupę Nanette, współpraca polsko-żydowska idzie wręcz modelowo. Z jednej strony spółce szefuje Zbigniew Okoński, który wcześniej rozwijał biznes deweloperski Ryszarda Krauzego i jego słynne Miasteczko Wilanów, a z drugiej bardzo aktywny jest Oscar Kazanelson, szefujący radzie nadzorczej Nanette.

Towarzystwo ubezpieczeniowe Link4 powołali Izraelczycy. Potem sprzedali je Żydom angielskim z firmy RSA, a ostatecznie trafiło do polskiego PZU. Budynek siedziby Link4 ciągle należy jednak do firmy izraelskiej, która ciągnie z tego niezłe profity. Związek z tematem ma to, że trzy największe biura coworkingowe, czyli biura oferujące wspólne przestrzenie biurowe, są izraelsko-żydowskie: BrainEmbassy, MindSpace (szef firmy Dan Zakai zainwestował w biurowiec przylegający do warszawskiej Hali Koszyki) oraz WeWork. W ubiegłym miesiącu Wall Street Journal poinformował, że założyciel WeWork, Adam Neumann dołączył do ruchu Chabad-Lubavitch, a ściślej biorąc do należącego do ruchu Kabbalah Centre w Los Angeles, słynącego z kursów kabały dla gwiazd Hollywood. Według gazety, urodzony w Izraelu Neumann zamierza sprowadzić instruktorów Centrum do biur swej firmy, w celu szkolenia kadry kierowniczej. Matka Neumanna, Avivit zdradziła izraelskiemu radiu Channel103FM, że jej syn jest chabadnikiem, że religia go ubogaca, i że podczas szabatu śpiewa religijne pieśni. Neumann utrzymuje, że wiedza, którą zdobył w Kabbalah Centre jest dla niego inspiracją przy rozwijaniu firmy. Tymczasem Wall Street Journal poinformował niedawno: WeWork w III kwartale br. poniósł biznesowe straty w wysokości 1,5 miliarda dolarów i zwalnia 2 400 pracowników.

À propos branży nieruchomości, czyli zawołania „wasze ulice, nasze kamienice” – sprzedaż siedziby PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie przez jej izraelskiego właściciela, odsłoniła kulisy polityki rządzącej partii. Słynna kamienica to dziś własność izraelskiej firmy Metropol NH, która nabyła ją od PiS w 2007 r.

W związku z tym postawmy kilka pytań:

Jak to możliwe, żeby partia, która wielokrotnie mówiło o narodowej godności, krytykowała swoich oponentów za chęć podporządkowania Polski sąsiadowi ze Wschodu, za wasalizację Polski przez Niemców oraz krytykowała Pawła Grasia za mieszkanie w domu należącym do niemieckiego przedsiębiorcy (złośliwie dodając, że pełnił tam rolę dozorcy), miała siedzibę w budynku należącym do cudzoziemskiej firmy?

Innymi słowy – Graś mieszka u Niemca, a Kaczyński u Żyda. Sprawa ma jeszcze inny aspekt – mieszkając u kogoś, chcąc nie chcąc, jest się kontrolowanym. Bo trudno sobie wyobrazić, że Mosad nie korzysta z takiej okazji.

Formalnie nie ma w naszym kraju żadnej stacji telewizyjnej, radiowej, czy tytułu prasowego pod kontrolą izraelskiego kapitału. Jest za to dużo należących do Żydów – Agora z „Gazetą Wyborczą” i Radio TOK FM (à propos – swe nagrody rozdaje, czyli robi biznes, w utrzymywanym przez ministerstwo kultury Muzeum Polin) i kilkanaście innych.

Głównymi twórcami, powstałej za pieniądze ukradzione z FOZZ, TVN byli Jan Wejchert i Mariusz Walter. Autorzy tego skoku na kasę nie ponieśli żadnego uszczerbku, a biorące w nim udział płotki dostali symboliczne kary, których nawet w połowie nie odsiedzieli (vide główna księgowa FOZZ Janina Chim, współpracownica Renaty Pochanke – matki prezenterki „Faktów”). Wejchert i Walter sprzedali TVN amerykańsko-żydowskiej Script Networks Interactive (za 800 mln dolarów), a ta odsprzedała ją Discovery Comunications, której szefuje David Zaslav pochodzący, jak wieść niesie, z warszawskich Nalewek.

Media w Polsce należą w większości do Niemców. Ale to nie całkiem prawda – niedawno 43 procent akcji koncernu Ringier Axel Springer (Newsweek, Onet, Fakt, Forbes) kupił żydowski fundusz KKR z Ameryki. I czy nie dlatego PiS coraz rzadziej mówi o „polonizacji”, a wydaje piski o „dekoncentracji” mediów?

Czarne włochate kulki.

Po banku toczą się srulki.

Skaczą, skaczą nad biurkiem,

targuje się srulek ze srulkiem.

Srulek srulkowi uległ

i biegnie do kasy srulek.

Liczy drżącymi palcami

i zmyka przed srulkami.

W klubzeslach z dala od kasy

siedzą srule-grubasy.

Srulki z uśmiechem lubym

kłaniają się srulom grubym.

A w głębi – w ciszy – wielki jak król

Duma sam główny Srul

– Julian Tuwim.

JPMorgan, największy bank inwestycyjny na świecie, dostał od polskiego rządu dotację w wysokości 20,2 mln zł. To rekordowa w historii rządowa dotacja dla firmy z sektora usług finansowych. Za „pierwszego i drugiego Tuska” zagranicznym korporacjom rozdano łącznie 658,7 mln; za rządu PiS 251,4 mln, czyli wychodzi razem 910 milionów.

Noblista Milton Friedman już w 1990 r. ostrzegał:

„Zagraniczni inwestorzy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Cudzoziemców powinny dotyczyć takie same reguły gry, jakie obowiązują Polaków. Nie należy dawać im żadnych specjalnych przywilejów, ulg czy zwolnień podatkowych”.

W przeszłości JPMorgan (i jego szef Jamie Dimon) grał przeciwko Polsce na rynkach walut, wielokrotnie rekomendował sprzedaż złotówek i wystawiał fatalne oceny naszej gospodarce, czym jej po prostu szkodził. Powodem miała być propozycja przekształceń kredytów we frankach oraz sytuacja wewnętrzna Polski.

Bank walnie przyczynił się też do wywołania przed dekadą światowego kryzysu gospodarczego. Przypomnijmy: kryzys zaczął się od załamania na amerykańskim rynku nieruchomości, gdy banki amerykańskie łamały procedury i dawały kredyt każdemu. W procederze tym świadomie uczestniczył JPMorgan, za co amerykański Departament Sprawiedliwości nałożył na niego karę w wysokości 13 mld dolarów.

Bank ma na sumieniu więcej grzeszków, w tym zachowania korupcyjne – zatrudniał niewydarzonych synów i córki chińskich decydentów, by ci patrzyli na nich przychylniejszym okiem, czyli przyznawali kontrakty. Na takiej „współpracy” bank zarobił 100 mld dolarów.

I tu pytanie: czy u nas też tak zatrudnia i też tak zarabia? Dla porządku przypomnijmy, że w Polsce zagraniczne banki dorobiły się wielkich pieniędzy tylko i wyłącznie przy pomocy podobnej inżynierii finansowej, że prawdziwymi autorami polityki finansowej rządu Mazowieckiego i jego następców byli Jeffrey Sachs i George Soros, że utworzenie w Polsce sieci żydowskich banków firmowali aferzyści powiązani z Rockefellerem, i że ze spekulacji bankowych nie ma dobrobytu. Przypomnijmy też, że z JPMorgan związany był także premier „Mateusz”.

Tanio sprzedali, drogo odkupili

Mateusz rzucił hasło „Repolonizacja banków”, a my trzymajmy się za portfele. Co prawda dziś nie mówi „repolonizacja”, lecz „udomowienie”, tym niemniej robi jak mówi, i pierwsze efekty już widać.

Weźmy na ten przykład PKO S.A W czasie rządów AWS-UW sprzedano 60 proc. udziałów Banku za 3,5 mld zł, z czego 50 procent nabył Unicredit. W czerwcu 2017, 32,8 proc. akcji Unicredit, za kwotę 10,6 mld złotych kupił PZU. Innymi słowy – sprzedali za 3,5 miliarda, a odkupili za 11. W dodatku Unicredit zarobił w tzw. międzyczasie, tylko z tytułu dywidendy, 22,1 mld zł, zaś dzięki sprzedaży małych pakietów akcji kilka kolejnych.

A poza tym, co to za „repolonizacja”, gdy PZU, które odkupiło udziały, jest tylko w 35 procentach własnością Skarbu Państwa, a reszta należy do zagranicznych funduszy emerytalnych. Co do PZU przypomnijmy: w 1999 roku 33 procent akcji firmy kupiła za 3,3 mld zł żydowsko-portugalska Eureko, mimo że wartość firmy wyceniono na 80 mld. Czyli: Tanio sprzedali, drogo odkupili. A drogo odkupują ci, którzy tanio sprzedali.

PO wspólnie z PiS i całą resztą przegłosowało w Sejmie ustawę, która śmiało mogła mieć nazwę „Żyd-plus”. Dzięki niej od 2015 roku, 50 tysięcy Izraelczyków otrzymuje wypłacane przez ZUS emerytury w wysokości 100 euro miesięcznie, „z tytułu szkód doznanych ze strony nazistów i bolszewików w czasie wojny i w okresie stalinowskim”. Uprawnieni do pobierania emerytury są małżonkowie i dzieci. Emerytury otrzymują także byli funkcjonariusze bezpieki, a prawo do nich przechodzi także na wdowy i ich potomstwo. PiS, kupując głosy polskich emerytów i rencistów, uchwalił przed eurowyborami program Emerytura-plus.

Jak podkreślał premier, intencją rządu była „poprawa losu polskich emerytów”. Ustawę napisał jednak tak, że trzynastkę dostały również tysiące Żydów w Izraelu. Nie wymaga bowiem od beneficjentów ani obowiązku mieszkania w Polsce, ani posiadania polskiego obywatelstwa, jak również nie uzależnia od tego, czy beneficjent pobiera świadczenie emerytalno-rentowe z innej niż polska instytucji. Ten ostatni wymóg postawiono co prawda w ustawie 500-plus wobec dzieci cudzoziemców (świadczenie pobiera ponad 4,5 tysiąca ukraińskich dzieci, które mieszkają w Polsce), ale nie obejmuje on dzieci Żydów z polskimi paszportami.

À propos – 1 października 2017 weszła w życie tzw. ustawa dezubekizacyjna. Na jej mocy emerytury i renty byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa zostały radykalnie obniżone. Ustawa nie objęła jednak pobierających polskie emerytury i renty żyjących w Izraelu!

Żydowskim biznesom pomaga to, że „nasi” posłowie w „naszym” ustawodawstwie zagwarantowali wyznawcom judaizmu przywileje stawiające ich ponad narodem gospodarzy. W Ustawie z dnia 20 lutego 1997 stoi: […] Gminy żydowskie są zwolnione od opodatkowania podatkiem od nieruchomości przeznaczonych na cele niemieszkalne. Nabywanie i zbywanie rzeczy i praw majątkowych przez gminy w drodze czynności prawnych oraz spadkobrania, zapisu i zasiedzenia, jest zwolnione od opłaty skarbowej, jeżeli ich przedmiotem są: Rzeczy i prawa nie przeznaczone do działalności gospodarczej, sprowadzone z zagranicy maszyny, urządzenia i materiały poligraficzne oraz papier. Nabywanie i zbywanie rzeczy oraz praw majątkowych jest zwolnione od opłat sądowych.

Wolne od opłat celnych są przesyłane z zagranicy dla gmin żydowskich dary: przeznaczone na cele kulturowe i rytualne, charytatywno-opiekuńcze i oświatowo-wychowawcze. Krótko mówiąc, podatków praktycznie w Polsce nie płacą, bo wiele podciągają pod działalność sakralną.

À propos – PIS ustawą zabronił kupna ziemi rolnej Polakom, w zamian każdy rabin i każdy podopieczny rabina może jej kupić, ile chce, i to bez podatku.

Zamach na PLL LOT trwa od dawna. Jego częścią było posadzenie, za czasów Tuska, Bartoszewskiego na stolcu przewodniczącego rady nadzorczej firmy, chociaż ten znał się na lotniczych przewozach pasażerskich tyle, co Joanna Mucha na sporcie (a propos – obecny szef LOT wcześniej pracował w firmie kolejowej z żydowsko-angielskim kapitałem). Sprawę załatwiono daleko od Polski (i od wścibskich oczu dziennikarzy), bo aż w australijskim Sydney, gdzie podpisano memorandum o współpracy z izraelskimi El Al. Czy nie zapowiada to przejęcia LOT według sprawdzonego scenariusza – doprowadzenie do bankructwa i wykupienie firmy przez „Kogoś” za grosz? Hipotezę taką potwierdza uwijanie się przy spółce Jojne Danielsa. À propos finansowego standingu LOT – Zarząd dziwnie dysponuje funduszami, w czerwcu 2018 r. współfinansował żydowską Celebrate Israel Parade w Nowym Jorku.

W kontekście sejmowej komisji ds. Amber Gold wyszło na jaw, że za machlojkami krył się zamiar przejęcia firmy przez żydowskich oligarchów z Ukrainy, że Plichta był figurantem firmującym podsuniętą mu przez ciemne, działające z ukrycia siły machinację finansową, i że nikt nie próbował tych sił zidentyfikować. Operetkowa komisja śledcza zakończyła swe prace odkrywczą konkluzją: „powstanie i ekspansja Amber Gold były wynikiem słabości państwa”, a politycy wszystkich opcji nabrali wody w usta.

Mechanizm powstania „Amber Gold”, czyli wyprowadzenia 600 mln z kont klientów, to skutek porozumienia zawartego poza granicami Polski, przenikania się świata tajnych obcych służb, żydowskich oligarchów i państewka leżącego w Palestynie, w którym Amber Gold miało być narzędziem służącym do przejęcia kontroli nad LOT.

O prywatyzacji LOT jest mowa od 2011 r. To wtedy wysłannicy Igora Kołomojskiego, właściciela linii lotniczych AeroSvit (odkupionych od izraelskiego inwestora) i największego prywatnego banku na Ukrainie, pojawili się w spółce pracowniczej LOT AIR, umieszczając w niej swoich ludzi. Można zatem przypuszczać, że triumfalne wejście na polski rynek zakupionej przez Amber Gold linii lotniczej OLT Express miało osłabić LOT i popchnąć go w ramiona AeroSvit.

Kołomojski nie działał sam, jego protektorem był Vadim Rabinowicz (też obywatel Izraela) i, co bardziej niepokojące, Izrael. Przy czym Kołomojski to wyznawca i główny sponsor Chabad-Lubawicz na Ukrainie, z którą powiązani są (zapewne przypadkowo) prezydent i premier rządu polskiego. Co do LOT – na lotnisku Okęcie w Warszawie operują uzbrojeni żołnierze Izraela. To nie żart – mają tamu swoje służby, wydającą Polakom polecenia policję i oznakowane auta na sygnałach. Jeżeli dodamy do tego agentów Mosadu w Auschwitz oraz uzbrojonych „ochroniarzy” przy wycieczkach izraelskiej młodzieży i pielgrzymkach chasydów, to czy nie mamy do czynienia z państwem w państwie?

Dużym (a kto wie czy nie największym)s biznesem izraelskim w Polsce jest „Przedsiębiorstwo Holokaust”, ale nie mniejszym – polowanie na „antysemitów”.

Bo z akcji polowania na „polskich antysemitów” Żydzi czerpią ogromne zyski. Wynaleźli perpetuum mobile: ustawicznie i świadomie podsycają nastroje antysemickie i tak machina napędza się sama.

Dla przykładu – przy zabiegach o przejęcie polskich Azotów, prezes rosyjskiej spółki Acron Wiaczesław Mosze Kantor publicznie szantażował warszawskie władze sugestiami, że przyczyną blokowania jego biznesowych zakusów może być jego żydowskie pochodzenie, izraelskie obywatelstwo, i to że przewodniczy Europejskiemu Kongresowi Żydów. A czy nie z szantażu oskarżeniami o antysemityzm biorą się granty dla Engelking na badanie naukowe, 20 mln dla JPMorgan, 100 mln na żydowski cmentarz, renty dla dożywających swych dni w Izraelu zbrodniarzy z MBP, no i zwrot mienia bezspadkowego?

George Rapaforth, właściciel holdingu kontrolującego większość izraelskich biznesów w Polsce, pytany przez „Times of Israel” o antysemityzm Polaków odpowiedział:

„Antysemityzm? W Polsce? Jest – oczywiście. Z tym, że ten szary lud nie zdaje sobie sprawy, że w tym momencie 70 procent polskiego biznesu jest kontrolowane przez nas – oczywiście nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka – trzeba wiedzieć jaka spółka jest z jaką powiązana, do kogo należy, kto jakie firmy skupuje itd. To państewko bez nas by jeszcze raczkowało – dzięki nam się rozwija – jeśli wycofamy pieniądze wybuchnie krach”. Ale o Rapaforthie i raczkującym państewku, więcej za tydzień.

     Krzysztof Baliński

Operacja fałszywej flagi?

Data: 18.01.2020 13:52

Autor: ziemianin

klubinteligencjipolskiej.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #usa #izrael #cia #iran #irak #bliskiwschod

TEHRAN, 14 stycznia (MNA) – Robert David Steele, były oficer piechoty morskiej i szpieg CIA, a także działacz Open Source Everything Engineering (OSEE), twierdzi, że incydent z ukraińskim samolotem w pobliżu Teheranu może być fałszywą flagą Reżimu USA i Izraela.

Operacja fałszywej flagi?

Kierowałem operacją fałszywej flagi dla Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) i napisałem oryginalny list ostrzegawczy do Białego Domu, w 1994 r., W sprawie podatności wszystkich systemów elektronicznych.

Od tego czasu opublikowałem książkę oraz wiele artykułów i rozdziałów na temat wielu fałszywych flag USA i Izraela oraz ciągłej podatności wszystkich systemów, w tym zwłaszcza samolotów Boeing, które zostały zaprojektowane w celu umożliwienia zdalnego i amerykańskiego porwania, które może oprócz przejęcia kontroli z dala od pilotów, może również wyłączyć radio i transponder.

Uważam, że to wydarzenie było wydarzeniem pod fałszywą flagą, mającym na celu zdyskredytowanie Najwyższego Przywódcy i Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), jednocześnie starając się wbić klin między Iranem a Ukrainą, przy czym ten ostatni ma kluczowe znaczenie dla zdominowanego przez USA pierścienia przemytu nuklearnego prezydenta Baracka Obamy, wiceprezydenta Joe Bidena i sekretarz stanu Hillary Clinton, którzy opiekowali się i chronili w zamian za dziesiątki milionów dolarów w łapówkach.

Oto, co myślę, że się wydarzyło, z czubkiem kapelusza dla Iana Greenhaigha z Veterans Today, którego artykuły, „Exclusive: PS752 zestrzelony w próbie zmiany reżimu ” i „Zagłębić się w PS752 ” były pomocne w moich rozważaniach.

01- Samolot Boeing, zaprojektowany w celu porwania przez rządy USA lub Izraela w dowolnym momencie, w tym przez satelitę – pobliski samolot nie jest potrzebny – został zdalnie przejęty. Zarówno system komunikacyjny, jak i transponder zostały wyłączone. Bez względu na to, czy pozwolono pilotom zachować kontrolę, czy nie, samolot bez wątpienia zawrócił w kierunku lotniska, z którego wystartował kilka minut wcześniej.

02- Ponieważ transponder został wyłączony, samolot, wyjątkowo wśród wielu zbliżających się lotów, został zidentyfikowany przez zintegrowany zespół transportowy, startowy i radarowy Tor-M1 jako wrogi. Gdyby załoga zrobiła sobie przerwę i ustawiła jednostkę na „auto”, wówczas system wystrzeliłby pocisk, gdy tylko „wrogi” samolot byłby w zasięgu, nie wspominając o tym, że leciał bardzo wolno, był na znanej międzynarodowej trajektorii komercyjnej, irański system przechwytujący radary o zasięgu dalekiego zasięgu nie zgłaszał żadnych nadlatujących pocisków. Istnieją doniesienia z IRGC, że doszło do „zagłuszania” komunikacji, mogło to być celowe, w celu wyeliminowania dostępu do sprzecznych informacji. Osobiście nie sądzę, aby załoga była czujna i obserwowała swoje ekrany, ponieważ nie ma możliwego pomylenia między nadlatującym pociskiem wycieczkowym o bardzo dużej prędkości i bardzo wolnym samolotem handlowym o niskim kącie, kulejącym do miejsca początkowego.

03- Wygląda na to, że wystrzelono dwa pociski, a nie jeden. Pierwszy zniszczył jeden z dwóch silników. Podobne samoloty z powodzeniem wylądowały już raz, w Bagdadzie, po dokładnie tym samym nieszczęściu. Wystrzelono drugi pocisk, być może także automatycznie (gdyby załoga paliła wszystko, to wydarzyłoby się w ciągu 8-10 sekund, zanim mogliby wskoczyć z powrotem na swoje miejsca i wyłączyć system), i to właśnie spowodowało upadek samolotu. Tor-M1 ma osiem pocisków, jeśli był na auto, a załoga znajdowała się poza pojazdem, było to zrobione i skończone, zanim zdali sobie sprawę, co się dzieje.

04- Alternatywnie, samolot mógł zostać wbity w ziemię za pomocą zdalnego pilotowania. Zwykle samoloty z pełnym ładunkiem paliwa nie lądują, okrążają lotnisko przez około cztery godziny, aby spalić wystarczającą ilość paliwa, aby być wystarczająco lekkim, aby wylądować bez dodatkowego zagrożenia.

Jest dla mnie jasne, że wczesne przyznanie przez IRGC „błędu ludzkiego” jest dobrą intencją, ale mylącą próbą uczciwości. Przed takim dopuszczeniem należy wziąć pod uwagę wszystkie możliwości, należy też głębiej przyjrzeć się konkretnej załodze i konkretnej jednostce Tor-M1, aby zapewnić gwarancję pełnej łagodności wobec załogi Tor-M1 w zamian za prawdę o ich dokładnej fizycznej lokalizacji i działaniu podczas wystrzelenia rakiety.

Jak już pisałem wcześniej, w „ WORLD WAR III? Prezydent Donald Trump został okłamany, czy to męczeństwo doprowadzi do przywróconej Palestyny ? ”(Teheran Times, 6 stycznia 2020 r.), Nadal wierzę, że prezydent Donald Trump jest okłamywany i manipulowany przez kombinację sekretarza stanu Mike’a Pompeo i Sekretarz obrony Mark Esper (obaj członkowie znanej mafii West Point 1986) oraz Gina Haspel, dyrektor CIA. Uważam również, że dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) nie przekazuje prezydentowi dokładnych danych wywiadowczych w odpowiednim czasie, obejmujących zarówno zdradę domową, jak i międzynarodowe działania wojenne mające na celu zdyskredytowanie reżimu irańskiego i rozpoczęcie III wojny światowej.

Na przykład prezydent został przekonany do opublikowania tweetu w języku perskim (Amerykanie określają ten język jako perski), a następnie powiedział, że ten tweet otrzymał ponad 200 000 „polubień”, co jest dość niezwykłe. Prezydentowi nie powiedziano, że Twitter jest kontrolowany w Iranie, a wszystkie „polubienia” pochodziły od kilku irańskich Amerykanów mieszkających w USA oraz od setek wynajętych trolli, którzy nawet nie mówią po farsi, po prostu powiedziano im używać tysięcy fałszywych kont, aby „polubić” tweeta.

Coraz częściej pojawiają się doniesienia, że Dick Cheney jest nadal odpowiedzialny za nieuczciwe elementy rządu USA za pośrednictwem programu Continuity of Government (COG), który jest teoretycznie kontrolowany przez CIA, ale obecnie jest zarządzany przez bardzo tajne jednostki w największej amerykańskiej obronie kontrahenci, jednostki tak tajne, że obecni politycy, w tym prezydent, i dotychczasowi urzędnicy, w tym dyrektor CIA, nie są informowani ani „oczyszczani” z pełnego dostępu. To jest rdzeń naszej krajowej sieci zdrady.

Powściągliwość Najwyższego Przywódcy i powściągliwość prezydenta Władimira Putina, który łatwo uzasadniono umieszczeniem w Nowym Jorku pocisku nuklearnego na wypadek „ złotej wojny ”, która zniszczyła rosyjską gospodarkę przy użyciu 240 miliardów dolarów nielegalnych funduszy pod przewodnictwem Dicka. Należy podziwiać Cheneya i administrację George’a Teneta, Buzzy’ego Krongarda, Johna Brennana i Williama Browdera.

W tej chwili brakuje międzynarodowej sieci, która jest w stanie przekazać prawdę ogółowi amerykańskiej opinii publicznej, a szczególnie prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Naszego prezydenta okłamują codziennie jego „opiekunowie” z Rady Bezpieczeństwa Narodowego, mafia West Point 1986, dyrektor CIA oraz sponsorowani przez syjonistów neokonserwatyści, w tym ich irańskie skrzydło.

Mój ostatni list do prezydenta Donalda Trumpa prawdopodobnie nie zostanie mu dostarczony ( ani dołączona do niego książka ), chyba że Najwyższy Przywódca lub jego lojalny Prezydent lub Prezydent Władimir Putin przeczytają list i zapytają Prezydenta Trumpa, co myśli o pomysł amerykańskiej agencji Open Source dopasowanej przez chińskie, irańskie, rosyjskie i inne podobne organizacje, wszystkie mające na celu edukację społeczeństwa i przezwyciężenie kłamstw, które tak łatwo niesie ze sobą kontrolowany przez syjonistów główny nurt i media społecznościowe.

Agencja Open Source w Stambule (lub w Kairze), która ma pełne wsparcie między innymi w Chinach, Egipcie, Iranie, Rosji i Turcji, jest najszybszym, najtańszym sposobem zmiany układu sił na Bliskim Wschodzie i rozwoju naszej wspólnej cel wyeliminowania wymyślonego, zbrodniczego, apartheidu, ludobójczego państwa Izrael. Pozdrawiam zasadniczą różnicę między państwem Izrael, które należy wyeliminować, a ochroną żydowskich praw w Palestynie. Jedną ważną misją regionalnego OSA może być tłumaczenie na arabski, chiński, perski, rosyjski i turecki kluczowych książek, takich jak cztery, które zostały przejrzane poniżej. Recenzja (gość): Wynalezienie Ziemi Izraela: od Ziemi Świętej do Ojczyzny

Składam kondolencje zarówno tym, którzy zginęli w wyniku wojny – fałszywego ataku elektronicznego pod fałszywą flagą – jak i tym, którzy nadal cierpią z powodu nielegalnych sankcji i tajnych operacji zmiany reżimu, które są sprzeczne z konstytucją Stanów Zjednoczonych i naruszają wszystkie obowiązujące traktaty międzynarodowe.

To, co dzieje się z Iranem i Irakiem (a między innymi z Afganistanem, Libanem, Libią, Somalią, Syrią i Jemenem), nie odbywa się za świadomą zgodą narodu amerykańskiego i powiem to po raz pierwszy: jeśli prezydent Donald Trump nie sprząta domu i nie wycofuje wszystkich naszych sił z Bliskiego Wschodu, przegra z Michaelem Bloombergiem i Tulsi Gabbard w 2020 roku. Wydałem o tym książkę .

Chcesz pomóc prezydentowi Trumpowi zaprowadzić pokój i opuścić Bliski Wschód (podkreślam, że to jego instynkt, jak ogłoszono podczas jego kampanii)? Nie bombarduj jego pól golfowych (co było niezwykle zabawnym i genialnym zagrożeniem). Edukuj Amerykanów prawdą. W Ameryce panuje bardzo silny nastrój antywojenny, a w Ameryce bardzo silna i rosnąca niechęć do syjonistów oraz ich ciągłe podżeganie do wojska i sponsorowanie terroryzmu przez państwo Zacznij wzywać Prezydenta Donalda Trumpa, dlaczego nie spełnił swojej obietnicy zrobienia 9 / 11 ujawnienie , dlaczego nie ujawnił pełnej listy wszystkich polityków szantażowanych przez profesjonalistę Jeffrey’a Epsteina, uwięzionego w syjonistycznej pedofilii, dlaczego nie broni 1., 2. i 4. poprawki Konstytucji USA , a przede wszystkim, dlaczego nadal masz zięcia w Białym Domu, który wziął łapówkę z Kataru w wysokości 1 miliarda dolarów i wiadomo, że jest w kieszeniach Saudyjczyków?

Putin chce przekonać świat, że Polska była, jest i będzie antysemicka. Wszystko po to, aby . . .

Data: 18.01.2020 13:35

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #rosja #putin #klamca #niewygodneinfo

Najpierw doszło do rosyjskiej "konferencji naukowej", na której rozpowszechniano narracje o Polsce, jako sojuszniku hitlerowskich Niemiec. Następnie w świat poszedł sondaż przeprowadzony przez firmę zarządzaną przez byłego rzecznika rosyjskiego Lukoilu, z którego wynikało, że Polska to obecnie najbardziej antysemicki kraj na świecie. W przyszłym tygodniu dojdzie zaś do izraelskich obchodów wyzwolenia Auschwitz. Spodziewane jest tam antypolskie przemówienie Putina, któremu nikt nie będzie miał ochoty zaprzeczyć. Po co Rosja tworzy alternatywną rzeczywistość?

Putin chce przekonać świat, że Polska była, jest i będzie antysemicka. Wszystko po to, aby nikt nas nie żałował

Choć patrząc na współczesną Rosję może się nam to wydać nieco abstrakcyjne, to obecni zarządcy Kremla mają prawdopodobnie jasno nakreślone plany, warianty oraz strategiczne zamierzenia na kolejnych wiele lat do przodu. Co do zasady Polska nie odgrywa w nich jakiejś szczególnej roli. Ot mamy kupować od Rosjan surowce. Aż tyle i tylko tyle. Zbieg różnych okoliczności może jednak spowodować, że taką szczególną rolę zaczniemy odgrywać, choć wcale tego nie będziemy chcieli.

Do czego możemy się – jako naród i państwo – przydać Kremlowi? Otóż możemy się przydać do… prowadzenia wojny! Jeśli przestaniemy kupować od Rosjan gaz, ropę i węgiel kamienny, to nasze relacje gospodarcze istotnie się pogorszą. Rosyjskie firmy kontrolowane przez państwo lub oligarchów przestaną na nas zarabiać. A wówczas może być najlepszy czas na wdrożenie przez Kreml "planu B".

Nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg. Problem polega jednak na tym, że tego wroga najpierw trzeba mieć. Polska i Rosja – nie licząc pola polityki historycznej – obecnie nie mają jakiś istotnych krzyżujących się interesów, na kanwie których można by zbudować narrację o wrogu jednoczącym naród, z którym trzeba walczyć i którego trzeba pokonać. Potrzebę takiej narracji można jednak wykreować podstępem.

Na Łotwie (członek NATO i UE) żyje bardzo duża grupa Rosjan, którzy przez władze w Rydze zostali uznani jako bezpaństwowcy. Dlaczego o tym wspominam? Otóż ta wspomniana grupa bezpaństwowców (a dokładnie – sposób ich traktowania przez lokalne władze) może być zarzewiem konfliktu między Rosją a Łotwą. Co jeśli w pewnym momencie Kreml uzna, że prawa tych Rosjan są łamane i trzeba interweniować? Co jeśli Putin (lub jakikolwiek jego następca) zdecyduje się na "wariant krymski", czyli lądowanie "zielonych ludzików" na terytoriach Łotwy, gdzie większość mieszkańców stanowią Rosjanie traktowani przez władze w Rydze jak bezpaństwowcy?

Gdyby taki scenariusz się ziścił, to Łotwa wystąpi o wsparcie UE i NATO. Jest wielce prawdopodobne, że z Brukseli otrzyma jedynie słowa otuchy, a odpowiedź NATO (zakładając, że na terytorium Łotwy nie będzie już stacjonował kanadyjski batalion bojowy) sprowadzi się de facto do ewentualnej reakcji państw sąsiednich, tj. Estonii, Litwy oraz… Polski. Wyruszenie z odsieczą przez Warszawę i wysłanie do Łotwy kilku tysięcy polski żołnierzy, których celem będzie walka z "zielonymi ludzikami" Putina może uruchomić cały ciąg wydarzeń, na końcu którego będzie otwarty konflikt zbrojny między Polską a Rosją. Polska (i Polacy) staną się wówczas dla Rosjan "wspólnym wrogiem", z którym trzeba walczyć i którego trzeba pokonać. Bieżące problemy Rosji związane z gospodarką odejdą na dalszy plan. Teraz na pierwszym miejscu będzie walka ze wspólnym wrogiem, walka z Polakami, którzy w oficjalnej propagandzie będą traktowani jako śmiertelne zagrożenie dla integralności i nienaruszalności granic Federacji Rosyjskiej.

Aby wciągnąć Polskę w konflikt (poprzez np. prowokację łotewską), Kreml musi mieć pewność, że reakcja opinii międzynarodowej będzie co najwyżej ograniczona. Żeby tak się stało najpierw trzeba przekupić kluczowych graczy w regionie, a nasz kraj odpowiednio "zohydzić". Między innymi dlatego Putin tak bardzo dba o relacje z Berlinem, a Francję i Włochy próbuje przekonać, że tylko współdziałanie z Rosją może pomóc w rozwiązaniu kwestii, z którymi UE poradzić sobie nie może, czyli zaprowadzeniem porządku na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej, co miałoby zatrzymać falę uchodźców. W przypadku Polski zaś Kreml uruchomił machinę propagandową, której celem jest wykreowanie i utrwalenie wizerunku Polski, jako kraju antysemickiego. Dlatego w ubiegłym roku zorganizowano w Moskwie "konferencję naukową", na której rozpowszechniano narracje o Polsce, jako sojuszniku hitlerowskich Niemiec. Dlatego nie tak dawno w świat poszedł sondaż przeprowadzony przez firmę zarządzaną przez byłego rzecznika rosyjskiego Lukoilu, z którego wynikało, że Polska to obecnie najbardziej antysemicki kraj na świecie. Dlatego też w przyszłym tygodniu na izraelskich obchodach wyzwolenia Auschwitz Putin powie to co powie…

Ewentualny atak na Polskę, zakończony jakąś formą porozumienia, czy podziału strefy wpływów, to również szansa dla gospodarek Europy Zachodniej. Wszak ktoś (firmy ze "starej UE") nasz kraj będzie musiał odbudowywać. Zniszczona infrastruktura, lotniska, drogi, dworce. Uszkodzone sieci energetyczne i elektrownie. Miliardowe kontrakty zostaną odpalone, ale najpierw musi dojść do zbrojnego i wyniszczającego konfliktu. Political fiction? Oczywiście, że tak. Historia naszego świata pokazuje jednak, że nie takie "niemożliwe" rzeczy miały już szansę się ziścić.

To tylko kasta

Data: 18.01.2020 12:09

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #nadzwyczajnakasta

Odważna senator Lidia Staroń czytała w senacie szokujące wyroki nadzwyczajnej Kasty sędziowskiej które skrzywdziły niewinnych ludzi i wymieniała sędziów złodziei. Marszałek Borusewicz przerwał je wystąpienie !

To tylko kasta

Pijana w sztok sędzia SR Małgorzata Myga-Nowak wjechła w drzewo i prowadził samochód dalej. Była na zwolnieniu lekarskim.

„Interwencja ta nastąpiła na skutek poinformowania policji przez innego użytkownika ruchu, że po mieście porusza się pojazd, którego kierowca nie zachowuje prawidłowego toru jazdy” – wskazała PK w komunikacie.

„Sędzia została poddana badaniu na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Z uwagi na wyniki badania wskazujące na stan nietrzeźwości policjanci zatrzymali ją i przewieźli do Szpitala w Zawierciu, gdzie pobrano od niej krew do badań na zawartość alkoholu” – podała prokuratura.

Badania krwi wykazały, że sędzia miała 3,31 promila alkoholu.

Prokuratura skierowała akt oskarżenia do sądu.

Linie obrony:

-To była wina drzewa, rosło nielegalnie, to samosiejka

-To drzewo wyskoczyło jej przed maskę. Trąbiła ale nie chciało zejść z drogi i w nie wjechała. Ma na to świadków z KOD

-Drzewo beztrosko wtargnęło na jezdnie

-Drzewo szybko wtargnęło tak jak staruszka na pasach Najszubowi

-PiSowskie drzewo złośliwie wtargnęło na jezdnie

-To wredna PiSowska propaganda

-To rządowa nagonka na sądy

-To łamanie praworządności

-Była roztargniona bo przygotowywała się do trudnej sprawy

-Była trzeźwa inaczej

-Wypiła pod wpływem nagonki na sędziów

-Wypiła aby odreagować stres z powodu PiS

-Piła bo nie mogła znieść łamania praworządności w tym kraju.

-Wzięła na zdenerwowanie krople Waleriana na spirytusie

-3.31 promila to nie jest dużo

-Uwiódł ją agent Tomek

-Pomyliła wodę z wódką

-Nie wiedziała że jest pijana

-PiSowscy lekarze sfałszowali badania

Cegły regenerujące się z połówki? Z żyjącym materiałem z Kolorado to możliwe

Data: 18.01.2020 11:58

Autor: ziemianin

colorado.edu

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #budownictwo #bakterie #bakterie #sinice #regeneracja #wzrost #beton #cegly

W budownictwie od dawna wykorzystuje się materiały pochodzenia biologicznego, np. drewno. Gdy się ich używa, nie są już jednak żywe. A gdyby tak stworzyć żyjący budulec, który jest w stanie się rozrastać, a przy okazji ma mniejszy ślad węglowy? Naukowcy nie poprzestali na zadawaniu pytań i zabrali się do pracy, dzięki czemu uzyskali beton i cegły z bakteriami.

wymagany angielski

Cegły regenerujące się z połówki? Z żyjącym materiałem z Kolorado to możliwe

Zespół z Uniwersytetu Kolorado w Boulder podkreśla, że skoro udało się utrzymać przy życiu pewną część bakterii, żyjące, i to dosłownie, budynki nie są wcale tylko i wyłącznie pieśnią przyszłości.

Pewnego dnia takie struktury będą mogły, na przykład, same zasklepiać pęknięcia, usuwać z powietrza niebezpieczne toksyny, a nawet świecić w wybranym czasie.

Na razie technologia znajduje się w powijakach, ale niewykluczone, że kiedyś żyjące materiały poprawią wydajność i ekologiczność produkcji materiałów budowlanych, a także pozwolą im wyczuwać i wchodzić w interakcje ze środowiskiem – podkreśla Chelsea Heveran.

Jak dodaje Wil Srubar, obecnie wytworzenie cementu i betonu do konstruowania dróg, mostów, drapaczy chmur itp. generuje blisko 6% rocznej światowej emisji dwutlenku węgla.

Wg Srubara, rozwiązaniem jest "zatrudnienie" bakterii. Amerykanie eksperymentowali z sinicami z rodzaju Synechococcus. W odpowiednich warunkach pochłaniają one CO2, który wspomaga ich wzrost, i wytwarzają węglan wapnia (CaCO3).

Naukowcy wyjaśnili, w jaki sposób uzyskali LBMs (od ang. living building material, czyli żyjący materiał), na łamach pisma Matter. Na początku szczepili piasek żelatyną, pożywkami oraz bakteriami Synechococcus sp. PCC 7002. Wybrali właśnie żelatynę, bo temperatura jej topnienia i przejścia żelu w zol wynosi ok. 37°C, co oznacza, że jest kompatybilna z temperaturami, w jakich sinice mogą przeżyć. Poza tym, schnąc, żelatynowe rusztowania wzmacniają się na drodze sieciowania fizycznego. LBM trzeba schłodzić, by mogła się wytworzyć trójwymiarowa hydrożelowa sieć, wzmocniona biogenicznym CaCO3.

Przypomina to nieco robienie chrupiących ryżowych słodyczy, gdy pianki marshmallow usztywnia się, dodając twarde drobinki.

Akademicy stworzyli łuki, kostki o wymiarach 50x50x50 mm, które były w stanie utrzymać ciężar dorosłej osoby, i cegły wielkości pudełka po butach. Wszystkie były na początku zielone (sinice to fotosyntetyzujące bakterie), ale stopniowo brązowiały w miarę wysychania.

Ich plusem, poza wspomnianym wcześniej wychwytem CO2, jest zdolność do regeneracji. Kiedy przetniemy cegłę na pół i uzupełnimy składniki odżywcze, piasek, żelatynę oraz ciepłą wodę, bakterie z oryginalnej części wrosną w dodany materiał. W ten sposób z każdej połówki odrośnie cała cegła.

Wyliczenia pokazały, że w przypadku cegieł po 30 dniach żywotność zachowało 9-14% kolonii bakteryjnych. Gdy bakterie dodawano do betonu, by uzyskać samonaprawiające się materiały, wskaźnik przeżywalności wynosił poniżej 1%.

Wiemy, że bakterie rosną w tempie wykładniczym. To coś innego niż, na przykład, drukowanie bloku w 3D lub formowanie cegły. Gdybyśmy mogli uzyskiwać nasze materiały [budowlane] na drodze biologicznej, również bylibyśmy w stanie produkować je w skali wykładniczej.

Kolejnym krokiem ekipy jest analiza potencjalnych zastosowań platformy materiałowej. Można by dodawać bakterie o różnych właściwościach i uzyskiwać nowe materiały z funkcjami biologicznymi, np. wyczuwające i reagujące na toksyny w powietrzu.

Budowanie w miejscach, gdzie zasoby są mocno ograniczone, np. na pustyni czy nawet na innej planecie, np. na Marsie? Czemu nie. W surowych środowiskach LBM będą się sprawować szczególnie dobrze, ponieważ do wzrostu wykorzystują światło słoneczne i potrzebują bardzo mało materiałów egzogennych. […] Na Marsa nie zabierzemy ze sobą worka cementu. Kiedy wreszcie się tam wyprawimy, myślę, że naprawdę postawimy na biologię.

Badania sfinansowała DARPA (Agencja Badawcza Zaawansowanych Projektów Obronnych).

Zabili nowotwór nanocząstkami miedzi i wzmocnili nimi układ odpornościowy

Data: 18.01.2020 11:23

Autor: ziemianin

nieuws.kuleuven.be

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #nanoczasteczkimiedzi #nowotwor

Nanocząstki tlenku miedzi nie tylko zabiły guzy nowotworowe u myszy i wzmocniły jej układ odpornościowy, ale również uniemożliwiły ponownie zaimplementowanie nowotworu u zwierząt. Autorzy nowych badań twierdzą, że ich technika może być przydatna w zwalczaniu 60% wszystkich nowotworów.

wymagany niderlandzki

Zabili nowotwór nanocząstkami miedzi i wzmocnili nimi układ odpornościowy

Grupa ekspertów z Uniwersytetu Katolickiego w Leuven (KU Leuven), Uniwersytetu w Bremie, Instytutu Inżynierii Materiałowej im. Leibniza oraz Uniwersytetu w Ioanninie odkryła, że guzy nowotworowe są wrażliwe na działanie nanocząstek tlenku miedzi. Gdy związki takie znajdą się w organizmie, rozpuszczają się i stają się toksyczne. Jednak dzięki użyciu tlenku żelaza do stworzenia wspomnianych nanocząstek naukowcy byli w stanie kontrolować cały proces i wyeliminować komórki nowotworowe bez szkodzenia zdrowym tkankom.

Każdy materiał w nanoskali ma nieco inne właściwości niż jego większa wersja. Jeśli byśmy połknęli duże ilości tlenków metali, byłoby to niebezpieczne, jednak w nanoskali w kontrolowanych, bezpiecznych i odpowiednich stężeniach mogą przynosić nam korzyści, mówi profesor Stefaan Soenen z KU Leuven.

Początkowo nowotwór zaatakowano za pomocą samych nanocząstek, ale, zgodnie z przewidywaniami naukowców, choroba wróciła. Połączono więc nanocząstki i immunoterapię. Zauważyliśmy, że związki miedzi nie tylko bezpośrednio zabijały komórki guza, ale wspomagały układ odpornościowy w walce z nimi, opowiada doktor Bella B. Manshian.

Nanocząstki całkowicie wyeliminowały z organizmów myszy guzy nowotworowe wywołane nowotworami płuc i jelita grubego. Co więcej jednak, gdy naukowcy wstrzyknęli myszom komórki nowotworowe obu typów, zostały one błyskawicznie unieszkodliwione przez układ odpornościowy.

Naukowcy stwierdzają, że ich technika może być używana w przypadku około 60% nowotworów. Dotyczy to tych chorób, które zaczynają się od mutacji genu p53. To m.in. nowotwory piersi, płuc, jajników czy jelita grubego. Największą zaletą nowej techniki jest możliwość wyeliminowania chemioterapii z procesu leczenia.

Pełny opis badań opublikowano na łamach Angewandte Chemie.

Klient chciał zrobić zakupy w bezkasowym sklepie. Nie mógł wyjść, gdy rozładował mu się telefon

Data: 18.01.2020 10:46

Autor: ziemianin

wtk.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sklepy #zakupy #sklepbezkasowy #poznan #pulapka #zabawne

Sklep Take&Go otworzył się w Poznaniu w 2019 roku. Nie ma w nim personelu i typowych kas. Można w nim robić zakupy za pośrednictwem aplikacji na smartfona. Klient, który utknął w takim sklepie, nie wiedział zapewne, że w sytuacji awaryjnej, np. gdy rozładuje się telefon, można wyjść z niego innym sposobem.

Klient chciał zrobić zakupy w bezkasowym sklepie. Nie mógł wyjść, gdy rozładował mu się telefon

Jeden z klientów poznańskiego sklepu bezobsługowego Take&Go utknął w nim, gdy rozładował mu się telefon – informuje wielkopolski serwis wtk.pl. Przedstawiciel właściciela sklepu przyznaje, że był to pierwszy taki przypadek. Zapewnia, że firma przeanalizuje to zdarzenie.

"Potwierdzamy, że jeden z naszych klientów przez krótki czas nie potrafił opuścić sklepu z powodu rozładowanego telefonu. Był to pierwszy taki przypadek" – powiedział, cytowany przez wtk.pl, Przemysław Kozera z Take&Go.

Nie jest tak, że rozładowany telefon oznacza, że nie można wydostać się ze sklepu Take&Go. Ale trzeba wiedzieć jak. Na ekranach kas można znaleźć instrukcję, znajduje się ona w zakładce FAQ.

– Do ewakuacji w sytuacjach kryzysowych służy duży zielony przycisk umieszczony na ścianie przy wyjściu – dodaje Przemysław Kozera.

Wspomniany klient zapewne nie wiedział, że są inne sposoby opuszczenia sklepu niż z pomocą aplikacji. Ostatecznie pomogła mu kobieta, która zwróciła uwagę na nietypową sytuację.

Jak robi się zakupy w sklepie bez obsługi i kas?

Pierwszy sklep Take&Go otworzono w Poznaniu na przełomie sierpnia i września 2019 roku. Mieliśmy okazję go przetestować. W ogóle nie ma w nim obsługi, to, co się w nim dzieje, śledzą kamery.

By wejść do sklepu, trzeba zainstalować aplikację Take&Go na smartfona. Przy rejestracji należy podać dane, m.in. karty płatniczej, która pozwala na robienie zakupów w internecie. Każdy produkt znajdujący się w sklepie ma specjalną metkę z tagiem RFID (umożliwia on rozpoznanie produktu i dzięki niemu produkty są kasowane automatycznie, bez konieczności używania jakiekolwiek skanera).

By zapłacić za zakupy, należy podejść do urządzenia z ekranem dotykowym, zeskanować kod QR w aplikacji, położyć produkty na półce, które zostaną automatycznie zeskanowane, a następnie zatwierdzić operację na ekranie. Płatność zostanie zrealizowana za pomocą karty podpiętej wcześniej przez nas do aplikacji. Gdy tak się stanie, bramki wyjściowe otworzą się automatycznie – można opuścić sklep.

Bezkasowe sklepy Take&Go powstaną też poza Poznaniem. Ich właściciel zapowiadał w 2019 roku, że zamierza otworzyć w całej Polsce ok. 20 takich sklepów.

Rosja oskarża Polskę o mordowanie Żydów i Ukraińców

Data: 18.01.2020 10:10

Autor: ziemianin

polskieradio24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #rosja #putin #polska

Siedemdziesiąta piąta rocznica wkroczenia Armii Czerwonej do Warszawy stała się doskonałym pretekstem dla Rosji, aby ponownie zaatakować nasz kraj. Tym razem rosyjski resort obrony narodowej odtajnił dokumenty związane z tym wydarzeniem, z których ma wynikać, że Polskie Państwo Podziemne zabijało Żydów i Ukraińców.

Rosja oskarża Polskę o mordowanie Żydów i Ukraińców

Od kilku tygodni rosyjskie władze prowadzą ofensywę propagandową, a sygnał do ataku dał prezydent Władimir Putin. To właśnie on pod koniec ubiegłego roku zaczął forsować tezy, które polegają głównie na przypisaniu Polsce udziału w Holokauście. Od tego czasu właściwie nie ma dnia, aby w rosyjskich mediach nie pojawiały się podobne treści.

Wczoraj wieczorem rosyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało w sieci internetowej nowe dokumenty, związane przede wszystkim z 75. rocznicą „wyzwolenia” polskiej stolicy spod okupacji III Rzeszy. Ma z nich wynikać, że oddziały Armii Krajowej miały „unicestwiać Żydów i Ukraińców”.

„Publikacja odtajnionych dokumentów o wyzwoleniu Warszawy z zasobów Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Rosji to kontynuacja działalności resortu obrony, mającej na celu ochronę i obronę prawdy historycznej, przeciwdziałanie fałszowaniu historii, próbom rewizji rezultatów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i II wojny światowej” – można przeczytać na specjalnej witrynie internetowej.

Do ostatnich działań Kremla odniosło się polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. „Gdy 17 stycznia 1945 r. Armia Czerwona wkroczyła do Warszawy zrujnowanej po Powstaniu, to nie było wyzwolenie, to było przyniesienie nowej niewoli, komunistycznej” – powiedział wiceminister Paweł Jabłoński. Doniesienia o mordowaniu Żydów i Ukraińców nazwał on z kolei fałszowaniem historii.

Jabłoński odniósł się też do słów rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa, który twierdził, że nasze władze namawiały przedstawicieli państw zachodnich do przekazywania polskiej wersji II wojny światowej, gdy będą brały udział w izraelskich uroczystościach wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Wiceszef polskiej dyplomacji nazwał podobne słowa są elementem rosyjskiej kampanii.

Wyłącznie Naukowy Bełkot - Jak rezonans zagląda do środka człowieka?

Data: 17.01.2020 20:16

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #wnb #wylacznienaukowybelkot #rezonansmagnetyczny #magnetycznyrezonansjadrowy

W czasie swojego życia miałem kilka okazji żeby zajrzeć do środka siebie… Dosłownie… Dwa razy – przez operację kolana i kilka innych – nieinwazyjnych – dzięki obrazowaniu rezonansem magnetycznym. Dziś kilka zdań o tym jak to wszystko działa.

Wyłącznie Naukowy Bełkot – Jak rezonans zagląda do środka człowieka?

Rodzice mylą pasty termoprzewodzące z narkotykami - Cooler Master wolał zmienić opakowanie

Data: 17.01.2020 12:28

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #past termoprzewodzące #CoolerMaster

Część z Was pewnie zauważyła, że firma Cooler Master niedawno zmieniła opakowania past termoprzewodzących MasterGel. Okazuje się, że powodem takiej decyzji było podejrzenie o… narkotyki.

Rodzice mylą pasty termoprzewodzące z narkotykami – Cooler Master wolał zmienić opakowanie

Nowe opakowania past termoprzewodzących Cooler Master

Jeśli nie do końca wiecie, o co chodzi, to spieszymy z wyjaśnieniem. Większość past termoprzewodzących sprzedawana jest w zwykłych strzykawkach. Inaczej to wygląda w przypadku nowych past Cooler Master MasterGel, gdzie zastosowano płaskie opakowanie w szarym kolorze. Skąd taka zmiana? Łatwiejsza aplikacja? Wyróżnienie się na tle konkurencji? Okazuje się, że główny powód był poważniejszy.

We didn't change the shape of the syringe to make applying thermal paste a lot easier, but because we we're getting tired of having to explain parents that their kid isn't using drugs. pic.twitter.com/ClyZLDDFe9

— Cooler Master (@CoolerMaster) January 16, 2020

Cooler Master opublikował posta na Twitterze, w którym tłumaczy, że chodziło o podejrzenia rodziców co do zawartości strzykawek.

"Nie zmieniliśmy kształtu strzykawki, aby znacznie ułatwić aplikację pasty termoprzewodzącej, tylko dlatego, że mamy dość wyjaśniania rodzicom, że ich dziecko nie używa narkotyków"

Serio, ktoś myli pasty termoprzewodzące z narkotykami?

Ochrona dzieci przed narkotykami jest sprawą niepodważalną i każdy zdrowo myślący rodzic raczej będzie zgodny w tej kwestii. Nasze obawy budzi jednak coś innego – rodzice, którzy nie potrafią odróżnić strzykawki z pastą termoprzewodzącą od strzykawki z narkotykami (a sądząc po poście CM, takich rodziców jest naprawdę sporo). Serio, tak trudno przeczytać informację na opakowaniu pasty?

Co pozostało po Marszu 1000 Tog

Data: 16.01.2020 20:39

Autor: ziemianin

salon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nadzwyczajnakasta #sady #sedziowie #satyra #komiks

Co pozostało po Marszu 1000 Tóg? Czy może sędziowie wyszli na ulice Warszawy, aby:

Co pozostało po Marszu 1000 Tog

– usprawnić funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości ?

– nakłonić do złożenia z urzędu sędziów z zarzutami ?

– bić się w piersi (własne) za wydane urągające prawu wyroki, które niejednokrotnie kosztowały życie obywateli ?

– deklarować, że przy wydawanych wyrokach będą powodować się wyłącznie poczuciem sprawiedliwości ?

– zadośćuczynić ( z własnych środków) osobom poszkodowanym przez sądy ?

Nic z tych rzeczy. Protestowali w obronie swoich przywilejów. Są jedyną grupą zawodową w Polsce, która nie ponosi żadnych odpowiedzialności za swoje decyzje. Są nieusuwalni z urzędu, powołani dożywotnio z wysokim uposażeniem [choć p.Gersdorf za 10.000 zł mogłaby wyżyć tylko na prowincji (sic!)] oraz emeryturami bez konieczności odprowadzania składek do ZUS. Na całe życie z immunitetem. Ten "Marsz" pozostanie w pamięci także, a może przede wszystkim z powodu tóg zakładanych na tę okoliczność. Prezes SN, p. Gersdorf pytana, czy urzędowy strój wypada używać na ulicy, ustaliła, że "będzie widać, że to są sędziowie" Można domniemywać, co byłoby, gdyby różne Żurki i Tuleye wraz z Adamem Michnikiem (w zastępstwie słynnego brata ) szli, zamiast w togach, wyposażeni wyłącznie w swoje drzewa genealogiczne z nazwiskami niejednokrotnie zmienionymi przez swoich rodziców.

Pan prof. Rzepliński pytany, czy w togach można wyjść na ulicę, odpowiedział, że to "jest zgodne z potrzebą" i dopytał dziennikarza, "czy rozumie to pan?" Dziennikarz mógł tego nie rozumieć z prozaicznej przyczyny, mógł nie być członkiem PZPR, a na pewno nie był w 1981 roku pierwszym sekretarzem (POP) PZPR na Uniwersytecie Warszawskim, był nim Andrzej Rzepliński.Dziennikarz mógłby łatwo sobie wyobrazić marsz prawników w 1981 roku, (roku stanu wojennego!), w którym A. Rzepliński mógłby niosąc wysoko swoją partyjną legitymację podążać wraz z towarzyszami wyzwolonymi przez Armię Czerwoną, takimi, jak p. Czarzasty et consortes, (posłem obecnej lewicy), który wciąż składa adresy hołdownicze zwycięskiej armii.

Czy ktoś może mieć wątpliwość, że to także byłoby zgodne z potrzebą chwili?

Prezes Iustitii, p. Krystian Markiewicz, współorganizator "Marszu" powiedział: "Wychodzimy na ulice, by bronić naszych wspólnych praw (…), bo niezawisłość sędziów to niezależność od jakichkolwiek wpływów na wyroki i decyzje sądów." Może trzeba byłoby przestrzec p. prezesa, że z "Marszem" trochę się spóżnił, bo sędzia na telefon, Ryszard Milewski z Gdańska, usłużny wobec Platformy Obywatelskiej, w szczególności życzliwie zdeklarowany wobec potrzeb ówczesnego premiera, p. Tuska, był bohaterem roku 2012. Kontynuatorów tej tradycji, jak zapewnia Sławomir Neumann (PO), w sądach jest wystarczająco wielu, aby członkowie PO mogli wciąż czuć się bezkarni. Taki przywilej wydaje się być rozszerzony także na "Przyjaciół", co niezawodnie znajduje swoją egzemplifikację w obecności p. Najsztuba, który czuł się zobowiązany iść w orszaku.

Zgłaszam postulat, aby upublicznić listę obecności na "Marszu", co sprawiłoby, że my Polacy dowiedzielibyśmy się kogo gnębimy i wobec kogo powinniśmy mieć poczucie wstydu.

Szczecin: batony dla osób z pracą siedzącą i bułki dla pacjentów ze stłuszczeniem wątroby

Data: 16.01.2020 20:33

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #jedzenie #otylosc #naukawpolsce

Jak wspomóc organizm, gdy prowadzi się mało aktywny tryb życia? Głowią się nad tym specjaliści z różnych dziedzin, a ostatnio coraz częściej przedstawiciele branży medyczno-żywieniowej. Batony prebiotyczne dla wykonujących pracę siedzącą i bułki błonnikowe, które pomagają osobom ze stłuszczeniem wątroby, to propozycje naukowców z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego (PUM). Co ważne, będzie je można osobiście przetestować, bo wkrótce powinny się znaleźć na sklepowych półkach.

Szczecin: batony dla osób z pracą siedzącą i bułki dla pacjentów ze stłuszczeniem wątroby

Zespół prof. Ewy Stachowskiej poszukuje metod wsparcia mikrobiomu jelitowego. Gdy mikrobiom lepiej funkcjonuje, lepiej działa układ pokarmowy. Może to także wpłynąć na poprawę nastroju.

Postanowiliśmy zrobić coś dla osób, które mają problemy z zaparciami, a tym samym problemy z masą ciała. W oparciu o naszą recepturę lokalny wytwórca pieczywa, pan Jan Tabiński, przygotował batony, które zawierają tylko zdrowe elementy [np. rozpuszczalny błonnik roślinny o dużym stopniu lepkości] – powiedziała prof. Stachowska w wywiadzie udzielonym Polskiej Agencji Prasowej.

Batony opracowano z myślą o ludziach z pracą siedzącą, np. urzędnikach czy kierowcach. Poprawa pracy jelit pojawia się naprawdę szybko, bo już po pierwszych tygodniach. Nawet teraz pacjenci mówią, że efekt się utrzymuje, mimo iż minęło 6-7 miesięcy od czasu, gdy codziennie jedli batony. Idea jest taka, aby ktoś kupił sobie zapas batonów na tydzień, odczuł efekt – a jeśli go nie ma, wydłużył ten okres do dwóch tygodni, a później znów odstawił je i zjadał po jednym batonie co dwa dni.

Kolejnym plusem sięgania po batony jest spadek wagi. Podczas testów ludziom nie chciało się tak bardzo jeść, a dzięki temu po ok. 3 tygodniach wskazania wagi były o ok. 1 kg mniejsze.

Na razie dostępny jest jeden smak, piernikowy, ale naukowcy podkreślają, że chcą też popracować nad innymi wersjami. Naturalne przyprawy mają działanie przeciwutleniające, a to dodatkowo wspiera mikroflorę jelitową.

Bułki błonnikowe dla osób ze stłuszczeniem wątroby, które często cierpią na otyłość, mają z kolei smak żytniego pieczywa na zakwasie. One także zostały stworzone we współpracy z lokalnym producentem.

Ludzie są przyzwyczajeni, lubią i chcą jeść dobrej jakości pieczywo. Trzeba więc było zaprojektować to tak, aby było wygodne.

Choć naukowcy z PUM-u koncentrowali się na zmianie mikrobiomu jelitowego, skutkiem spożywania bułek była również utrata masy ciała.

Efekt nas absolutnie zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się, żeby funkcja wątroby poprawiła się szybciej niż po pół roku. Badanie stopnia stłuszczenia po dwóch miesiącach wskazało jednak, że poprawiły się parametry zwłóknienia i stłuszczenia wątroby.

Co ważne, poprawiło się wytwarzanie krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które m.in. obniżają stężenie cholesterolu LDL i trójglicerydów we krwi czy zmniejszają pH okrężnicy, ograniczając patogenną florę jelitową.

Bułki, ochrzczone uniwersyteckimi, będą objęte licencją. Twórcom zależy, by można je było kupić w jak największej liczbie piekarni. Zgodnie z zapowiedziami, batony także trafią na sklepowe półki. W lutym zadebiutują na arenie światowej, bo na Międzynarodowej Wystawie Własności Intelektualnej, Wynalazków i Innowacji IPITEx w Bangkoku.

Zadebiutowała przeglądarka Microsoftu Edge z silnikiem od Google'a

Data: 16.01.2020 20:26

Autor: ziemianin

cnet.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #przeg #edge #google #microsoft

Microsoft udostępnił właśnie gotową najnowszą wersję swojej przeglądarki Edge. Co interesujące, wzmacnia ona pozycję Google'a i wizję internetu propagowaną przez wyszukiwarkowego giganta. W nowym Edge'u zastosowano bowiem silnik Blink, wykorzystywany w przeglądarce Chrome.

Zadebiutowała przeglądarka Microsoftu Edge z silnikiem od Google'a

Internet Explorer, który w przeszłości dominował na rynku przeglądarek internetowych, z czasem stał się dla Microsoftu poważnym obciążeniem. Z jednej bowiem strony coraz bardziej odstawał od standardów nowoczesnej sieci, z drugiej zaś, koncern nie mógł go nagle porzucić lub radykalnie zmodernizować, gdyż zbyt wiele witryn i programów firm trzecich działało prawidłowo wyłącznie na starszych wersjach IE. Rozwój tego programu stał się więc bardzo uciążliwy, konieczne było zachowywanie wieloletniej kompatybilności wstecznej przy jednoczesnej próbie dostosowywanie IE do wymogów współczesności. Przeglądarka stawała się przez to coraz bardziej ociężała i pełna błędów, a jednocześnie coraz bardziej odstawała od konkurencji.

Microsoft postanowił więc jednocześnie rozwijać kolejny projekt. Przeglądarka Edge zadebiutowała w 2015 roku, a jej silnikiem był Edge HTML. Przeglądarka była wyraźnie lepsza od IE, dorównywała produktom konkurencji, a w niektórych aspektach je przewyższała, jednak było już za późno. Klienci masowo odwrócili się od produktu Microsoftu i wybrali Firefoksa oraz Chrome'a.

W końcu po trzech kolejnych latach koncern z Redmond doszedł do wniosku, że rozwijanie przeglądarki na własnym silniku mija się z celem i w grudniu 2018 roku ogłosił rozpoczęcie prac nad Edge'em z silnikiem Blink. Wczoraj koncern udostępnił gotową przeglądarkę. Nowy Microsoft Edge jest dostępny dla wszystkich wspieranych wersji Microsoft Windows oraz MacOS w ponad 90 wersjach językowych, oznajmił wiceprezes Microsoftu ds. korporacyjnych, Joe Belfiore. Najnowsza wersja przeglądarki nie jest obecnie włączona do systemu automatycznych aktualizacji, więc pobrać można ją jedynie ręcznie.

Obecnie sytuacja wygląda zatem tak, że Microsoft wspiera pięć wersji Edge'a. Edycje oznaczone numerami wersji 41.16299 (z września 2017), 42.17124 (z kwietnia 2018), 44.17763 (z października 2018) oraz 44.18362 (z maja 2019) to Edge z silnikiem EdgeHTML. Z kolei najnowsza wersja przeglądarki Microsoftu, Edge 79.0.309 zadebiutowała wczoraj i korzysta z silnika Blink.

Microsoft zapowiada, że rozwój EdgeHTML będzie podtrzymany na potrzeby Universal Windows Platform oraz że silnik ten będzie w pełni kompatybilny z silnikiem Blink.

Obecnie na rynku przeglądarek internetowych dla komputerów stacjonarnych zdecydowanie dominuje Chrome, którego udziały sięgają 67,28%. Na drugim miejscu znajdziemy Firefoksa (9%), na trzecim Internet Explorera (7,42%), a Edge znajduje się na czwartej pozycji z udziałami 5,56%. Na rynku mobilnym przeglądarki Microsoftu mają łącznie 0,05% udziałów i zajmują 13. oraz 15. pozycję.

Już wcześniej ambicję rozwijania własnego silnika porzuciły Opera, Samsung, Brave, Vivaldi i inni. Dołączenie do tego grona Microsoftu tylko wzmacnia pozycję Google'a względem wciąż jeszcze niezależnych silników wykorzystywanych przez Firefoksa i Safari.

Zdecydowana większość internautów używa już Chrome'a lub silnika Chrome'a i nie zauważa większych problemów z kompatybilnością. Czym więc Microsoft chce zachęcić ich do korzystania z Edge'a? Koncern podkreśla dwie cechy: produktywność i prywatność.

W zakresie produktywności użytkowników mają przyciągnąć narzędzia takie jak Collections, które pozwalają na zebranie z wielu witryn informacji na konkretny temat. Jeśli zaś chodzi o prywatność to koncern z Redmond próbuje blokować śledzenie użytkowników przez witryny. To podejście podobne do stosowanego przez Mozillę w Firefoksie. Google pozostaje tutaj nieco z tyłu, uważając, że zbyt restrykcyjne blokowanie zagraża rozwojowi sieci, gdyż pozbawia dochodów przede wszystkim małe witryny, służąc wielkim firmom, które są w stanie samodzielnie rozwijać technologie omijające blokady stosowane w przeglądarkach. Chociaż i w tym zakresie wyszukiwarkowy koncern zmienia stanowisko i zapowiada, że w ciągu dwóch lat do Chrome'a trafią bardziej restrykcyjne mechanizmy kontroli prywatności.

Na razie Microsoft kieruje nowego Edge'a przede wszystkim do użytkowników biznesowych, gdzie potrzebna jest dobra integracja przeglądarki z narzędziami do zarządzania oraz kompatybilność z IE. Edge zawiera też ułatwienia dla użytkowników MS Office'a czy Binga. Jednak w ciągu najbliższych 2-3 tygodni koncern zacznie coraz szerzej propagować Edge'a wśród użytkowników indywitualnych, powoli też przeglądarka z nowym silnikiem będzie trafiała do Windows Update. Ma temu towarzyszyć rozpisana na wiele miesięcy kampania informacyjna, gdyż większość internautów nie wie o przebudowie Edge'a i nie rozpozna nowej ikon przeglądarki.

Historia Internet Explorera, Edge'a i Edge'a z silnikiem Chrome'a dobrze obrazują ewolucję rynku i samego Microsoftu, który w przeszłości dominował na rynku przeglądarek i w dużej mierze decydował, jak wygląda internet, a teraz pogodzony z wieloplatformową rzeczywistością współczesnego świata IT stosuje rozwiązania konkurencji i dba o interoperacyjność.

Tak wyglądał lot kapsuły Starliner od Boeinga w widoku z jej środka (wideo)

Data: 16.01.2020 20:16

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #boeing #cst100 #iss #kosmos #nasa #starliner

Koncern opublikował w globalnej sieci piękny materiał filmowy, na którym możemy zobaczyć przebieg jednego z najważniejszych testów kapsuły, który miał polegać na locie do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Tak wyglądał lot kapsuły Starliner od Boeinga w widoku z jej środka (wideo)

A tu całość 2:52:59

Start rakiety Atlas 5 nastąpił 20 grudnia ubiegłego roku z kompleksu startowego nr 41, znajdującego się na przylądku Canaveral. Na pokładzie kapsuły CST-100 Starliner o kryptonimie Calypso znalazły się zapasy i prezenty dla astronautów oraz eksperymentalny manekin o nazwie Rosie. Pojazd miał dotrzeć do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale tuż po rozpoczęciu lotu, nastąpił problem z zegarem, który był nieprawidłowo ustawiony, w rezultacie czego kapsuła CST-100 spaliła zbyt dużo paliwa, by samodzielnie dotrzeć do kosmicznego domu.

Chociaż misja nie do końca przebiegła po myśli inżynierów, najważniejsze, że w czasie testu nie doszło do żadnej poważnej awarii, w tym wybuchu. Na żadnym etapie misji nie wystąpiło też poważne zagrożenie dla życia astronautów, a to najbardziej liczy się dla przedstawicieli NASA. Lądowanie kapsuły na pustyni White Sands w Nowym Meksyku też przebiegło zgodnie z planem. Jeśli Boeing usunie te małe defekty, to najpewniej agencja pozwoli mu w ciągu najbliższych kilku miesięcy wykonać już ostateczny lot kapsuły z astronautami na pokładzie.

W tym momencie wciąż nie jest pewne, która firma, SpaceX czy Boeing, jako pierwsza wykona to zadanie. Najważniejszy test kapsuły Dragon od Elona Muska, będzie testowana już w sobotę, 18 stycznia. Jeśli test przebiegnie pomyślnie, to SpaceX zapisze się na kartach historii amerykańskiego przemysłu kosmicznego. Jeśli jednak coś pójdzie nie tak, a będzie to poważna sprawa, to opóźnienie wyniesie kolejnych kilka miesięcy, a wtedy na prowadzenie wysunie się Boeing.

Ultrabooki 2.0, czyli pierwsze komputery Projektu Athena

Data: 16.01.2020 20:03

Autor: ziemianin

cnet.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #technologia #laptopy #Ultrabook #intel #ProjektAthena

Project Athena to kolejny od czasu Ultrabooków krok Intela w rozwoju komputerów przenośnych. Jest to standard, który Intel chce rozpowszechnić wśród głównych producentów sprzętu. Urządzenia wchodzące w skład Projektu Athena muszą spełniać pewne ściśle określone kryteria.

wymagany angielski

Ultrabooki 2.0, czyli pierwsze komputery Projektu Athena

Modele laptopów pierwszej generacji Projektu Athena muszą mieć określone specyfikacje sprzętowe, aby się zakwalifikować – procesor Intel Core i5 lub i7 10 generacji, minimum 8 GB RAM i minimum 256 GB pamięci NVMe SSD. Ponadto muszą też spełniać poniższe warunki:

– Komputer musi wybudzać się w ciągu sekundy.

– Musi zapewniać konsekwentną wydajność na baterii, zapewniając 16 lub więcej godzin odtwarzania wideo lub minimum – 9 godzin pracy w realnym scenariuszu, obejmującym przeglądanie Sieci przy połączeniu WiFi.

– Musi oferować szybkie ładowanie po USB-C, zapewniające minimum 4 godziny pracy po 30 minutach ładowania.

– Musi oferować Thunderbolt 3, WiFi 6 i opcjonalną gigabitową łączność LTE.

– Inteligentne rozwiązania muszą adaptować ustawienia i wydajność urządzenia do zwyczajów użytkownika.

– Ultra smukła konstrukcja z dotykowym ekranem (hybrydowa lub tradycyjna) z wąskimi ramkami wokół ekranu.

– Mikrofony dobrej jakości, podświetlana klawiatura, precyzyjny touchpad oraz wsparcie dla rysika.

Pierwsze urządzenia spełniające powyższe kryteria zaprezentowano na targach CES 2020, a Intel opublikował z tej okazji listę zweryfikowanych urządzeń, którą można zobaczyć na powyższej grafice. Być może w przyszłości zostanie ona rozszerzona i prawdopodobnie znajdą się na niej również urządzenia Microsoftu.

Historia Bez Cenzury - Łomot po polsku #3 - Chocim 1621.

Data: 16.01.2020 19:01

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostkihistoryczne #historia #hbc #historiabezcenzury #polska #husaria #chocim

Dzisiaj posłuchacie o jednym z najważniejszych zwycięstw polskiego wojska – bitwie pod Chocimiem z 1621 roku. Co doprowadziło do konfliktu? Jak to się stało, że nasi zwyciężyli z cztery razy liczniejszą armią turecką? Jak po śmierci naszego dowódcy sprawdził się w tej roli jego… szwagier? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego odcinka. Zapraszamy do oglądania!

Historia Bez Cenzury – Łomot po polsku #3 – Chocim 1621.

#ZaufanaTrzeciaStrona - Analiza złośliwego kodu dla amatorów na świeżym przykładzie

Data: 16.01.2020 06:19

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #komputery #cyberbezpieczenstwo #zlosliwykod #malware #trojan #ZaufanaTrzeciaStrona #informatyka

Chcecie zobaczyć, jak radzimy sobie z analizą ataków, dysponując jedynie przeglądarką i kwadransem wolnego czasu? Pokażemy to na ciekawym przykładzie ataku z dzisiejszego poranka. Doświadczenie w analizie nie jest wymagane ;)

#ZaufanaTrzeciaStrona – Analiza złośliwego kodu dla amatorów na świeżym przykładzie

Czasem widzimy różne ataki i zastanawiamy się, czy są ciekawe (czyli warte opisania), czy też niekoniecznie. Wstępna analiza przebiegu ataku pozwala podjąć szybką decyzję, czy zawracać głowę prawdziwym analitykom malware’u. Oczywiście przedstawiona poniżej metoda obarczona jest sporymi błędami, ale to prawdopodobnie najlepsze, na co stać amatora z przeglądarką jako głównym narzędziem pracy.

Niepozorny e-mail

W nasze ręce trafił wczoraj rano e-mail, który na pierwszy rzut oka wyglądał dość niepozornie. Mieliśmy 3 identyczne kopie i przekonanie, że coś chyba jest nie tak.

Nagłówki wiadomości przekonały nas, że coś jest na rzeczy.

Do: undisclosed-recipients:;

Authentication-Results: server.linux80.papaki.gr; spf=pass (sender IP is ::1) smtp.mailfrom=sekretariat@ppuport.pl smtp.helo=webmail.apricotandsea.com

X-Sender: sekretariat@ppuport.pl

X-Ppp-Message-Id: 20200113082135.31371.26021@server.linux80.papaki.gr

Return-Path: sekretariat@ppuport.pl

X-Ppp-Vhost: apricotandsea.com

Received: from server.linux80.papaki.gr (server.linux80.papaki.gr [138.201.37.101]) by XXX (Postfix) with ESMTPS id 47x64d3QS0z1w7K for XXX@XXX.pl; Mon, 13 Jan 2020 09:21:37 +0100 (CET)

Received: from webmail.apricotandsea.com (localhost.localdomain [IPv6:::1]) by server.linux80.papaki.gr (Postfix) with ESMTPSA id 13E2A1A49E10; Mon, 13 Jan 2020 10:21:34 +0200 (EET)

f6283fe0d66176eac98a83372ac6d088@ppuport.pl

Received-Spf: pass (server.linux80.papaki.gr: connection is authenticated)

Wynika z nich, że choć adres rzekomego nadawcy jest w domenie PL, to serwery pośredniczące w wysyłce były w domenach COM i GR. Po co polska firma miałaby wysyłać wiadomości z greckiego serwera? Badamy dalej.

Cóż to za potwór w załączniku

Plik załącznika to prawdopodobnie kluczowy element pułapki. Nie będziemy go otwierać lokalnie, tylko od razu przekażemy ekspertom online. Wchodzimy zatem na stronę

https://app.any.run/

Wgrywamy plik na serwer i czekamy, co się stanie. A dzieje się całkiem sporo. Pod adresem

https://app.any.run/tasks/2ed4abe1-4021-4fe6-bea6-11f227e792b8/

możecie znaleźć wynik analizy. Ten serwis pozwala nawet obserwować, co dzieje się na ekranie komputera w trakcie uruchamiania załącznika. Widzimy zatem, że uruchomiony zostaje Word (w końcu to plik .DOC). W bocznym pasku po chwili widzimy przebieg wydarzeń.


pozostała treść na stronie źródła

Życie za zdjęcie. Fotografowie wydają na zwierzęta wyrok śmierci

Data: 16.01.2020 06:13

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #fotografia #fotografowie #zwierzeta #ptaki #smierc #prawo #swiatrolnika

Fotografowie potrafią zaszyć się w „czatowniach” na kilka dni, uprzednio rozłożywszy karmę, aby sprowadzić przed obiektyw aparatu dzikie zwierzęta. Karmione, zatracają instynkt i często zdychają z głodu, czekając na pożywienie.

Życie za zdjęcie. Fotografowie wydają na zwierzęta wyrok śmierci

Dlaczego to robią? Dla pieniędzy. Za jedno, „dobre” zdjęcie potrafią zarobić nawet 7000 złotych. Czy poświęcają się w jakiś istotny sposób? Niekoniecznie. „Czatownia” fotograficzna, często okazuje się być ogrzewanym lokum, do którego prędzej, czy później, po smakołyki zjawią się drapieżniki, jak i roślinożercy.

Prawo tego jednak nie zakazuje. Doszło do tego, że na portalu internetowym Związku Polskich Fotografów Przyrody można znaleźć zapis następującej treści:

„Zakaz nęcenia wilków i niedźwiedzi”

Okazuje się, że pogoń za pieniędzmi jest tak wielka, że liczenie na etyczne rozterki zawodowców jest nieporozumieniem. Jedynym dziś, skutecznym orężem walki z tego typu zachowaniem fanów migawki fotograficznej są gremia profesjonalistów, którzy odrzucają wystawowe aplikacje tych, których podejrzewa się o wykonanie zdjęć w taki sposób. Wprawne oko recenzentów i sędziów jest w stanie odróżnić zdjęcie „ustawione” od wykonanego w naturalnych warunkach przyrodniczych.

Wracając do nęcenia dzikich zwierząt, tracą one zdolność do samodzielnego pobierania pokarmu ze środowiska naturalnego. Przez to, spada ich odporność na warunki atmosferyczne, słabną i zatracają swe pierwotne umiejętności.

Kolejnym etapem jest ich zanik strachu przed ludźmi, często pojawiają się w okolicach ludzkich siedzib, dróg. Stają się żebrakami, a w niektórych wypadkach, kiedy nie otrzymują od nas pożywienia są agresywne.

Głupie zdjęcie, choćby kosztowało krocie, przyczynia się do wyniszczenia, często chronionych i rzadkich gatunków.

Co się stanie, gdy pszczoła użądli drugą pszczołę?

Data: 16.01.2020 05:54

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #Cudaswiata #owady #pszczola #nauka

Pszczoły są wszędzie. Tworzą one swoje „miasta”, kolonie i istnieją o wiele dłużej od ludzkiej rasy. Przez te miliony lat opanowały one niemal całe terytorium na ziemi nadające się do zamieszkania. Z jednej strony, owady te są pożyteczne, ponieważ zapylają większość roślin i w ten sposób zapewniają pokarm wielu stworzeniom. Jednak z drugiej strony są one również niebezpieczne, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś próbuje stanąć im na drodze.

Co się stanie, gdy pszczoła użądli drugą pszczołę?

6 Brygada Powietrznodesantowa odebrała pojazdy aeromobilne

Data: 16.01.2020 05:40

Autor: ziemianin

milmag.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wojsko #armia #samochody

6 Brygada Powietrznodesantowa odebrała pojazdy aeromobilne

15 stycznia w koszarach 16. batalionu powietrznodesantowego w Krakowie, z udziałem ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, miała miejsce uroczystość przekazania pierwszych 15 z 55 zamówionych Pojazdów Wojsk Aeromobilnych (PWA) o wysokiej mobilności przeznaczonych do desantowania techniką spadochronową. Pojazdy marki Toyota dla 6. Brygady Powietrznodesantowej dostarczyła spółka KAFAR Bartłomiej Sztukiert, Hibneryt, Auto Podlasie, Auto Special Modlniczka Oddział Sobiesław Zasada Warszawa

Samochody będą służyć żołnierzom m.in. do transportu wyposażenia i zaopatrzenia na zrzutowisku, transportu rannych i holowania broni artyleryjskiej. Nowe pojazdy mogą być transportowane zarówno przez śmigłowce, jak również przystosowane są do zrzutu na platformie desantowej z pokładu samolotów transportowych C-130E Hercules lub C295M. Zgodnie z informacją dostawcy, pojazdy zostały dostosowane do wymagań zamawiającego określonych we wstępnych założeniach taktyczno-technicznych.

Postępowanie zostało ogłoszone 27 lipca 2017. Wśród wymogów były napęd 4x4, dopuszczalna masa całkowita poniżej 3,5 t i ładowność co najmniej 1,2 t, a także silnik o mocy co najmniej 75 KM. Przyczepa miała mieć masę 75% pojazdu i ładowność co najmniej 800 kg. Informacja z otwarcia ofert została opublikowana 17 września 2018. Do dalszego etapu zakwalifikowało się czterech oferentów

Umowa o wartości 33 123 000 zł brutto na dostawę 80 pojazdów PWA wraz ze 160 Przyczepami Specjalnymi w latach 2019-2022 została podpisana 14 grudnia 2018. W ramach opcji o wartości 15,677 mln zł będzie możliwy zakup 25 dalszych PWA i 55 PS. Zwycięskie konsorcjum zostało zobowiązane dostarczyć pakiety eksploatacyjne i dokumentację techniczną, a także przeprowadzić szkolenia kierowców i personelu technicznego.

Szef resortu obrony brał udział także w otwarciu nowej spadochroniarni oraz wręczył pamiątkowy ryngraf dowódcy 6. Brygady Powietrznodesantowej z okazji tego wydarzenia. Dodał, że nowe pojazdy zostaną przetestowane przez żołnierzy podczas nadchodzących ćwiczeń o kryptonimie Defender-Europe 20, które odbędą się w kwietniu i maju 2020. Będą to największe od 25 lat manewry wojskowe w Europie, a także praktyczny sprawdzian zdolności amerykańskich do szybkiego przerzutu znacznych sił i współdziałania z sojusznikami (Przygotowania do Defender-Europe 20, 2019-10-09).

Mikhail Mishustin – Nowym premierem Rosji

Data: 16.01.2020 05:31

Autor: ziemianin

medianarodowe.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polityka #rosja

Zaledwie kilka godzin po przemówieniu prezydenta Rosji oraz dymisji Dmitrija Dmiedwiediewa ogłoszono nowego premiera. Mikhail Mishustin został desygnowany przez Władimira Putina na kolejnego szefa rządu. Dotychczas zajmował stanowisko szefa służby podatkowej.

Mikhail Mishustin – Nowym premierem Rosji

Władimir Putin w ekspresowym tempie desygnował następcę Dmitrija Miedwiediewa. Nowym premier Rosji został Mikhail Mishustin. Dotychczas sprawował urząd szefa służby podatkowej.

53-letni Mishustin nie jest znaną postacią w rosyjskiej polityce. W ciągu tygodnia rosyjska Duma Państwowa ma poddać pod głosowanie jego kandydaturę na premiera Rosji.

Krzyk rozpaczy nadzwyczajnej kasty

Data: 16.01.2020 05:13

Autor: ziemianin

salon24.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #sady #nadzwyczajnakasta #sedziowie #polska #ue

Protesty w „obronie sądów” i związane z nimi wydarzenia odsłoniły prawdziwe intencje ich organizatorów i części ich uczestników. Nie chodzi o żadną obronę sądów lecz o utrzymanie przywilejów nadzwyczajnej kasty. A jeżeli nie będzie ustępstw ze strony ustawodawcy – następnym krokiem ma być anarchia i destrukcja wymiaru sprawiedliwości.

Krzyk rozpaczy nadzwyczajnej kasty

W ubiegłym tygodniu w całej Polsce odbyły się protesty „ w obronie sądów”. Zapowiadane przez kilka dni w różnych miejscach, a szczególnie przez media Agory nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Owszem, w niektórych miastach zebrało się sporo osób, ale nie można absolutnie mówić o masowym zjawisku. Powód jest banalny – protestowali głównie wyborcy Koalicji Obywatelskiej czyli Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, którzy organicznie nienawidzą PiS-u. Normalni obywatele, którzy mają krytyczne zadnie o sędziach i pracy sądów zostali w domach. A podawana na stronie internetowej Stowarzyszeni Sędziów Polskich „Iustitia” informacja, że w manifestacjach uczestniczyło „ kilkaset tysięcy osób” jest zwykłą fantasmagorią.

Skandaliczne decyzje

Na fatalną ocenę sędziów mają wpływ podejmowane przez nich decyzje i ogłaszane przez niech wyroki. Wystarczy podać kilka przykładów, które każą postawić pytanie: czy rzeczywiście sędziowie działają zgodnie ze składaną przysięgą, podczas której ślubują uroczyście, że będą „jako sędzia sądu powszechnego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy państwowej i służbowej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości.”

I tak kilka dni temu w Policach funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali czterech mężczyzn podejrzanych o wyłudzenie 87 milionów złotych na szkodę Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police S.A. W trakcie ich zatrzymania jeden z mężczyzn wyciągnął przeładowaną strzelbę i wymierzył ją w funkcjonariuszy; tylko dzięki ich błyskawicznej reakcji nie doszło do tragedii. Prokuratura Regionalna w Szczecinie wystąpiła do sądu o zastosowanie wobec podejrzanych aresztu tymczasowego, jednak sąd nie uwzględnił tego wniosku.

Z kolei pół roku temu sąd w Głogowie nie zgodził się na areszt dla podejrzanego, który miał na swoim koncie wymuszenia rozbójnicze, posiadanie broni i narkotyków. Powodem decyzji sędziego obyła pinia lekarska wystawiona podejrzanemu pół roku wcześniej.

Nie dziwi zatem powszechnie panująca opinia, że Temida jest ślepa na jedno oko. Zwłaszcza, gdy ma do czynienia z celebrytami. Kamil Durczok podejrzany o jazdę pod wpływem alkoholu, podrobienia podpisu na wekslu z sierpnia 2008 roku na sumę ponad 2 milionów franków szwajcarskich oraz do sfałszowania innych dokumentów bankowych m.in. deklaracji wekslowej i oświadczenia o poddaniu się egzekucji bankowej nie trafił do aresztu, o co wnioskowała prokuratura.

Piotr Najsztub został uniewinniony, mimo że potrącił 77-letnia kobietę na pasach i jechał bez prawa jazdy. Zdaniem sądu to nie celebryta był winien, ale staruszka, która „nie zachował należytej ostrożności wchodząc na przejście dla pieszych.

Podobnych przypadków jest znacznie więcej, podobnie jak przykładów na to, że do aresztu trafiają ludzie z dużo mniejszym bagażem przewinień, jak na przykład młodzi ludzie, którzy sfałszowali legitymację szkolną. Nie byli celebrytami lub politykami jak Włodzimierz Cimoszewicz ( potrącił rowerzystkę i nie miał ważnych badań technicznych samochodu) i dlatego sąd nie był dla nich łaskawy – zapewne byłoby inaczej, gdyby ci młodzi ludzie byli chociażby celebryckimi dziećmi.

Dążenie do anarchii

Ci sędziowie, którzy są zrzeszeni w Stowarzyszeniu Sędziów Polskich „Iustitia”, marzą o masowych, milionowych protestach i manifestacjach w obronie ich przywilejów. To właśnie z tego powodu są kierowane przez nich pytania do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – sędziowie liczą, że TSUE swoimi decyzjami sparaliżuje reformę wymiaru sprawiedliwości. Osobiście lub przy pomocy swoich akolitów sięgają po „ulicę i zagranicę”: ostatnia interwencja spowodowała, że wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej wiceprzewodnicząca odpowiedzialna za wartości i przejrzystość Věra Jourova wysłała list do polskich władz z żądaniem wstrzymania prac nad ustawą o sądownictwie. Intencje są bardzo czytelne, o czym świadczą kontakty Věry Jourovej – po upublicznieniu informacji o jej liście po polskich władz, natychmiast w internecie pojawiło się zdjęcie, an którym jest pani komisarz wspólnie z Bartoszem Kramkiem i Ludmiłą Kozłowska z Fundacji Otwarty Dialog. Przypomnijmy, że to właśnie ta fundacja była inspiratorem masowych protestów trzy lata temu „ w obronie sądów” a Bartosz Kramek opublikował manifest „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd”, w którym w szesnastu punktach przedstawił swoistą instrukcje sparaliżowania państwa. Jednym z narzędzi paraliżu są właśnie masowe protesty „w obronie sądów”, które w rzeczywistości okazały się obroną przywilejów „nadzwyczajnej kasty”. Kasty, która już dawno przestała udawać bezstronność – sędziowie protestują ramię w ramię z tymi, których procesy prowadzą. Tak było we Wrocławiu, gdzie obok oskarżonego o korupcję Józefa Pioniora ( przypominam, że w jego obronie, po postawieniu zarzutów też były protesty KOD -u) protestował sędzia Marek Górny, który prowadzi proce Pionora. Z kolei w Szczecinie sędzia Grzegorz Kasicki, który będzie orzekał w sprawie Stanisława Gawłowskiego przemawiając na wiecu stwierdził, że czuje się „obrażany przed demokratycznie wybrane władze . (…) Niestety, od jakiegoś czasu obraża mnie także pan prezydent, pan premier i posłowie”. Przedstawiciele środowiska sędziowskiego wmawiają obywatelom, że nad polskim prawem władzę ma Unia Europejska i należy się odwoływać do TSUE w obronie praworządności. Celowo przy tym pomijają Trybunał Konstytucyjny, którego decyzje są ważniejsze niż unijne prawo. To pokazuje poziom manipulacji i dążenie do zachowania przywilejów za wszelką cenę.

Gang Olsena i Ciamajdan

Zbuntowani sędziowie liczyli na mobilizację polityków opozycji, ale okazało się, że w kluczowym głosowaniu w sprawie trybu procedowania ustawy ws. zmian w sądownictwie posłowie opozycji po prostu nie przyszli na salę sejmową. Wywołało to wściekłość ich zwolenników, niektórzy w mało wybredny sposób pisali w mediach społecznościowych, co myślą na ten temat: pojawiły się wpisy, ze zanim się zmieni władza najpierw trzeba zmienić opozycję. Nie dopisała frekwencja przed sejmem – nie pomógł apel, aby zwolennicy opozycji przyszli ich wspierać w tracie prac nad „opresyjnymi ustawami” ws sądów. Po pustym placu hulał wiatr przy dzikach rewolucyjnej pieśni „Bella Ciao”. Później było jeszcze gorzej – do mediów przedostały się dialogi pomiędzy posłami opozycji, które zostały nagrane podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości. Rozmowa przebiegała tak:

„ Robimy jaja czy nie? – zastanawiał się jeden z posłów opozycji . – Skoro wszystko mamy uchylać i nie procedować nad tym, no to bądźmy konsekwentni – odpowiadała jedna z posłanek – To już takie wiesz, KOD-ziarskie – ripostował poseł. – Dopóki nie mamy jakiejś innej strategii wspólnej, to trzymajmy się tej, którą mamy. Nie robimy jaj i nie pracujemy nad projektem, bo jesteśmy za odrzuceniem go w całości – stwierdziła stanowczo posłanka.

Powyższy dialog jako żywo przypomina czasy Ryszarda Petru, który miał się stać liderem opozycji – jak to się skończyło wszyscy wiemy. A sędziowie Stowarzyszeni Sędziów Polskich „Iustitia” muszą współpracować z taka opozycją, bo innej nie mają. I dzięki Bogu – to daje nadzieję na to, że planowana anarchia i „wyłączenie rządu” nie dojdzie do skutku.

Komentarz Tygodnia: Gdzie się podziało 20 miliardów?

Data: 16.01.2020 02:44

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #aktualnosci #informacje #wiadomosci #polityka #gadowskitv

O organizacji rocznicy wyzwolenia Auschwitz, o przyznaniu medalu Pro Ecclesia et Pontifice dla dyrektora Cywińskiego, o pomyśle na Konstytucję inspirowanym prawem indyjskim, o Stanisławie K. i układzie, którego stał się ofiarą, o kolejnej odsłonie afery wszystkich afer, o KGHM i możliwych transferach w Sierra Gorda, o strajku kontrolerów lotu, o podróżnych przybywających do Dubaju z walizkami pełnymi pieniędzy, o filmie Dwóch Papieży i dwóch innych serialach Netflixa i HBO.

Komentarz Tygodnia: Gdzie się podziało 20 miliardów?

Ameryka i Chiny resetują relacje handlowe

Data: 16.01.2020 02:39

Autor: ziemianin

breitbart.com

#aktualnosci #informacje #codziennaprasowka #wiadomosci #usa #chiny #umowa #polityka

Stany Zjednoczone i Chińska Republika Ludowa porozumiały się na temat pierwszego, wstępnego etapu umowy mającej na celu normalizację relacji ekonomicznych pomiędzy oboma krajami. W myśl porozumienia strona amerykańska zniesie niektóre cła, z kolei chińska będzie importować więcej towarów i usług pochodzących właśnie od amerykańskich przedsiębiorstw.

wymagany angielski

Ameryka i Chiny resetują relacje handlowe

Wojna handlowa pomiędzy oboma państwami trwała przez blisko półtora roku. Zaczęła się ona od nałożenia przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa nowych taryf na towary sprowadzane z Chin. Miało to związek z uprawianą przez niego protekcjonistyczną polityką, mającą na celu wzmocnienie krajowych przedsiębiorstw. Przez dłuższy czas konflikt eskalował, ale w ostatnich miesiącach obie strony podjęły negocjacje.

Zakończyły się one zawarciem nowej amerykańsko-chińskiej umowy handlowej, a dokładnie jej pierwszej części, którą podpisali Trump i chiński wicepremier Liu He. Można jednoznacznie stwierdzić, że to dopiero wstępne porozumienie, ponieważ amerykański prezydent zapowiedział, że nie zniesie ceł na chińskie produkty. W ten sposób chce on bowiem zachować swoją pozycję negocjacyjną wobec swojego przeciwnika.

Tym niemniej obie strony zawarły liczący sobie 86 stron dokument. Zobowiązuje on przede wszystkim Chińczyków do zwiększenia importu amerykańskich towarów i usług w ciągu dwóch lat, stąd zakupione mają być aktywa równowartości 200 mln dolarów. Ponadto strona chińska ma kupić zasoby energetyczne warte co najmniej 52,4 mld dolarów. Warto wspomnieć w tym kontekście, że przed wybuchem wojny handlowej, czyli w 2017 roku, Chiny importowały z USA towary o wartości 130 mld dolarów.

W ostatnich dniach Amerykanie zdecydowali się na zdjęcie Chińczyków z listy państw manipulujących swoją walutą. Umowa przewiduje bowiem, że władze w Pekinie nie będą sztucznie zaniżać kursu juana, aby w ten sposób podnosić konkurencyjność swoich towarów na światowych rynkach. W zamian Stany Zjednoczone mają znieść o połowę taryfy celne dotyczące towarów o łącznej wartości 120 mld dolarów, na które zostały one nałożone dokładnie 1 września ubiegłego roku.

Na razie w mocy pozostaną 25 proc. cła wprowadzone wcześniej na towary o wartości 250 mld dolarów. Zawieszone na czas nieokreślony zostały z kolei taryfy, które miały wejść w życie 15 grudnia ubiegłego roku i obejmować sprzęt elektroniczny, zabawki czy odzież. Ze swojej strony Chiny także wstrzymały wprowadzenie ceł odwetowych, uderzających głównie w amerykańskie koncerny samochodowe.

Ransomware ewoluuje – nowa grupa dodaje okup za nieujawnienie danych

Data: 13.01.2020 19:54

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #cyberbezpieczenstwo #atak #PulseSecure #ransomware #Sodinokibi #Travelex

Cyberprzestrzeń nie lubi pustki. Po zakończeniu świadczenia usługi Ransomware-as-a-Service GrandCrab, pojawia się nowa usługa, nowy malware, jeszcze groźniejszy, jeszcze skuteczniejszy. Każdy ma coś do stracenia – tę zasadę wykorzystują przestępcy.

Ransomware ewoluuje – nowa grupa dodaje okup za nieujawnienie danych

Nauczeni doświadczeniem specjaliści bezpieczeństwa coraz skuteczniej wdrażają mechanizmy ochrony (a w zasadzie odzyskiwania danych) na wypadek ataku ransomware. Przestępcy zauważyli, że ofiary nie chcą płacić. Skuteczne uruchomienie procedur odzyskiwania („Disaster Recovery”) sprawia, że przestępcy musieli znaleźć inny sposób czerpania zysków ze swojej działalności. Jest to kolejny przypadek, w którym stawką jest nie tylko odzyskanie danych, by zapewnić utrzymanie ciągłości działania firmy, ale także ochrona ich poufności.

Czy strażnik miejski lub gminny w ramach sprawdzenia doraźnego, czym palisz w piecu, . . .

Data: 13.01.2020 19:48

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #codziennaprasowka #informacje #aktualnosci #wiadomosci #polska #ekologia #prawo

Ostatnio ukazują się w prasie artykuły dotyczące masowych kontroli palenisk pieców, pod kątem użytkowania materiałów dopuszczonych do spalania, a w przypadku wykrycia odpadów puszczanych z dymem, wysokich kar.

Czy strażnik miejski lub gminny w ramach sprawdzenia doraźnego, czym palisz w piecu, ma prawo wejść na Twoją posesję? Nie ma!

Często zdarza się, że opowieść o kontroli u przysłowiowego Mariana, czy Heli urasta do rangi lokalnego wydarzenia. Część z mieszkańców nie wpuszcza na własne posesje patrolu składające go się ze strażników miejskich lub gminnych, którzy często powiadomieni przez „usłużnego” sąsiada, starają się wejść na teren naszych posesji bez stosownego upoważnienia, w ramach doraźnego sprawdzenia.

Pomijając fakt, że rzeczywiście palenie zabronionych materiałów powoduje trucie wszystkich w okolicy, możemy narazić się na poważne konsekwencje prawne i finansowe w momencie udowodnienia procederu.

Niniejszy artykuł powstał w oparciu o informacje z e strony internetowej anuluj-mandat.pl. Co zatem stawi prawo?

„W obecnym systemie prawnym istnieje mnóstwo uregulować dotyczących kontroli przedsiębiorców, nie ma natomiast doprecyzowanych kwestii dotyczących osób fizycznych.

Jeżeli strażnik miejski dostał zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia wykroczenia, polegającego na spalaniu odpadów, ma takie same uprawnienia jak w przypadku innych wykroczeń. Może wzywać do złożenia wyjaśnień, wzywać sąsiadów w charakterze świadków, może udać się w pobliże miejsca zamieszkania i dokonać oględzin, nie przekraczając przy tym granic nieruchomości obywatela. W ramach tych uprawnień nie może jednak wejść do czyjegoś domu, zażądać okazania pieca, ogniska czy jakichkolwiek dokumentów. W praktyce sprowadza się to do tego, że w ten sposób nie jest w stanie zebrać żadnych wiarygodnych dowodów, no chyba że znajdzie świadka, który zezna że na własne oczy widział, jak podejrzany wrzucał śmieci do pieca lub spalał je w ognisku.

Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia nie przewiduje takich sytuacji, w których można przyjąć, że np. telefoniczny donos sam z siebie umożliwia nieograniczony wstęp na posesję lub do mieszkania obywatela. Byłoby to rażącym naruszeniem prawa do prywatności, nienaruszalności mieszkania i nie do przyjęcia w demokratycznym państwie prawnym, jakim jest – zgodnie z art. 2 Konstytucji RP – Rzeczpospolita Polska. Nawet w wypadku, gdy popełniono przestępstwo (czyli czyn większej wagi niż wykroczenie), żaden organ ścigania, czy to Policja, czy Straż Miejska, nie może arbitralnie, wbrew woli właściciela wkraczać do miejsca zamieszkania potencjalnego sprawcy. Musi być najpierw wydane postanowienie i tylko w szczególnych wypadkach, niecierpiących zwłoki, możliwe jest odstąpienie od tego trybu. Na to wszystko jednak przysługuje zażalenie do Sądu.

Strażnik miejski może nas straszyć odpowiedzialnością karną w oparciu o art. 225 § 1 kk:

„Kto osobie uprawnionej do przeprowadzania kontroli w zakresie ochrony środowiska lub osobie przybranej jej do pomocy udaremnia lub utrudnia wykonanie czynności służbowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”

Jednakże odmowa wpuszczenia strażnika do domu, ani udzielenia mu jakichkolwiek informacji nie będzie stanowiła udaremnienia ani utrudnienia przeprowadzenia kontroli, gdyż po pierwsze, każdy ma konstytucyjne prawo do obrony i odmowy składania wszelkich wyjaśnień, po drugie, o żadnej kontroli w zakresie ochrony środowiska w takim momencie nie może być mowy. Strażnik miejski prowadzący czynności wyjaśniające w sprawie wykroczenia, nie jest osobą uprawnioną do przeprowadzeni kontroli w zakresie ochrony środowiska, ani też osobą przybraną do jej pomocy.

Owszem może zdarzyć się, że strażnik miejski będzie upoważniony do przeprowadzenia oficjalnej kontroli w zakresie ochrony środowiska na podst. art. 379 Ustawy Prawo Ochrony Środowiska, dalej p.o.ś. (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 672) i wtedy lepiej go wpuścić”

Marszałek województwa, starosta oraz wójt, burmistrz lub prezydent miasta sprawują kontrolę przestrzegania i stosowania przepisów o ochronie środowiska w zakresie objętym właściwością tych organów.

Organy, o których mowa w ust. 1, mogą upoważnić do wykonywania funkcji kontrolnych pracowników podległych im urzędów marszałkowskich, powiatowych, miejskich lub gminnych lub funkcjonariuszy straży gminnych.

Kontrolujący, wykonując kontrolę, jest uprawniony do:

1) wstępu wraz z rzeczoznawcami i niezbędnym sprzętem przez całą dobę na teren nieruchomości, obiektu lub ich części, na których prowadzona jest działalność gospodarcza, a w godzinach od 6 do 22 – na pozostały teren;

2) przeprowadzania badań lub wykonywania innych niezbędnych czynności kontrolnych;

3) żądania pisemnych lub ustnych informacji oraz wzywania i przesłuchiwania osób w zakresie niezbędnym do ustalenia stanu faktycznego;

4) żądania okazania dokumentów i udostępnienia wszelkich danych mających związek z problematyką kontroli.

Wójt, burmistrz lub prezydent miasta, starosta, marszałek województwa lub osoby przez nich upoważnione są uprawnieni do występowania w charakterze oskarżyciela publicznego w sprawach o wykroczenia przeciw przepisom o ochronie środowiska.

Wójt, burmistrz lub prezydent miasta, starosta lub marszałek województwa występują do wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska o podjęcie odpowiednich działań będących w jego kompetencji, jeżeli w wyniku kontroli organy te stwierdzą naruszenie przez kontrolowany podmiot przepisów o ochronie środowiska lub występuje uzasadnione podejrzenie, że takie naruszenie mogło nastąpić, przekazując dokumentację sprawy.

Kierownik kontrolowanego podmiotu oraz kontrolowana osoba fizyczna obowiązani są umożliwić przeprowadzanie kontroli, a w szczególności dokonanie czynności, o których mowa w ust. 3.”

Jak widać, strażnik, chcący dokonać oficjalnej kontroli w zakresie ochrony środowiska, musi posiadać stosowne upoważnienie, które spełnia łącznie poniższe kryteria:

jest adresowane do konkretnego funkcjonariusza Straży Miejskiej przez wójta, burmistrza, lub prezydenta (nie może to być np. starosta);

wyraźnie określa, jakie czynności upoważniona osoba może prowadzić (zgodnie z wyliczeniem zawartym w ust. 3);

jest wydane przez osobę pełniącą funkcję danego organu – jest ważne tylko w czasie pełnienia przez tę osobę, która je wydała, tej funkcji (po jej rezygnacji, końcu kadencji lub odwołaniu upoważnienie traci ważność).

Kontrola może być dokonywana w godzinach 6-22 i tylko w czasie naszej obecności. Przeprowadzenie czynności ma służyć osiągnięciu celu kontroli, wobec czego powinny być przeprowadzane tylko takie działania, które są tego punktu widzenia niezbędne i uznać należałoby, że kontrolujący powinien potrafić wykazać konieczność podjęcia określonej czynności. Strażnik może jednak korzystać z pomocy innych osób, określonych przez przepis jako "rzeczoznawcy". Takie określenie charakteru tych osób pozwala na stwierdzenie, że osoby te powinny dysponować wiedzą fachową związaną z przedmiotem kontroli, co prowadzący powinien móc wykazać, równocześnie to sformułowanie nie dopuszcza współudziału w kontroli innych osób, niebędących rzeczoznawcami. Strażnik ma także prawo posługiwać się sprzętem, a więc pewnymi urządzeniami czy narzędziami (np. pomiarowymi) musi być to jednak sprzęt ściśle związany z prowadzoną kontrolą (służący jej przeprowadzeniu – przepis wymaga, aby był to sprzęt "niezbędny", oczywiście z punktu widzenia celu kontroli).

Zgodnie z art. 380 p.o.ś. z czynności kontrolnych strażnik sporządza protokół, którego jeden egzemplarz doręcza kontrolowanemu. Protokół podpisują strażnik miejski oraz kontrolowana osoba fizyczna, która mogą wnieść do protokołu zastrzeżenia i uwagi wraz z uzasadnieniem. W razie odmowy podpisania protokołu przez obywatela, strażnik umieszcza o tym wzmiankę w protokole, a odmawiający podpisu może, w terminie 7 dni, przedstawić swoje stanowisko na piśmie wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta.

W przypadku udaremnianie lub utrudnianie takiej oficjalnej kontroli, a nie zwykłego najścia funkcjonariusza, może dojść do popełnienia przytoczonego wcześniej przestępstwa z art. 225 kk.

Udaremnienie może polegać na uniemożliwieniu dostępu do określonego pomieszczenia lub urządzenia czy dokonania niezbędnego nagrania filmowego lub dźwiękowego, lub niewykonania innego żądania kontrolującego, które zgodnie z przepisami o danej kontroli może on wysunąć wobec podmiotu kontrolowanego (T. Grzegorczyk, Kodeks karny skarbowy. Komentarz, Warszawa 2006).

Utrudnianie to każde zachowanie, które godzi w sprawny, normalny tok czynności kontrolnych. Chodzi o stawianie biernego oporu co do rozpoczęcia lub dalszego przeprowadzenia kontroli, zakłócenie czynności kontrolnej ograniczającej osiągnięcie celi kontroli, uczynienie procesu kontroli bardziej skomplikowanym, wymagającym większego wysiłku i nakładu oprawcy (Z. Ćwiąkalski, [w:] J. Barta, M. Czajkowska-Dąbrowska, Z. Ćwiąkalski, R. Markiewicz, E. Traple, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Warszawa 2001, s. 473).

Oczywiście nieprzychylne traktowanie kontrolujących nie może być uznane za zachowanie „utrudniające" czynności służbowe funkcjonariusza. Nie stanowi bowiem „utrudnienia" naganne z punktu widzenia moralnego postępowanie kontrolowanego czy też nieprzestrzeganie przezeń zasad kultury i dobrego wychowania – tak orzekł Sąd Najwyższy.

Nie jest utrudnianiem odmowa wykonania polecenia kontrolującego, do którego wydania nie jest on upoważniony lub gdy kontrolujący nie jest zobowiązany do wykonania określonej czynności.

Należy pamiętać, że Straż Miejska nie jest podmiotem legitymowanym do wszczynania i przeprowadzania kontroli. Podjęte przez nią czynności są najczęściej jedynie sprawdzeniem okoliczności faktycznych wynikających ze wcześniejszych zgłoszenia. W żadnym wypadku nie można uznać, że pukanie strażnika do drzwi, inicjuje kontrolę, a podejmowane przez funkcjonariuszy Straży Miejskiej czynności najczęściej nie mają charakteru czynności kontrolnych, związane są jedynie z chęcią sprawdzenia okoliczności faktycznych podawanych w zgłoszeniu. Każda ingerencja w prawa jednostki, musi mieć podstawę prawną w ustawie i nie może naruszać istoty prawa, a także zasady proporcjonalności. W wypadku konkurencyjności chronionych prawnie dóbr – jaka występuje pomiędzy prawem do prywatności a względami ochrony środowiska – konieczne jest zachowanie przez organy stosujące prawo równowagi pomiędzy interesami pozostającymi w kolizji."

Wyjaśnienie sytuacji prawnej, w której wielu z nas może się znaleźć, powinno przyczynić się do zachowania zgodnego z przepisami, ale z poczuciem tego, że własność prywatna stanowi dobro co najmniej równe wobec innych praw.

Kto prowadzi konta znanych polityków? Awaria Facebooka obnażyła wiele osób

Data: 13.01.2020 19:31

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #awaria #facebook #politycy

Awaria Facebooka pogrążyła wiele osób. Jeżeli jeszcze komuś wydawało się, że jest w sieci anonimowy, to wczoraj sporo osób przekonało się, że jest inaczej. Co ciekawe, ludzie powiązani z władzą, politykami, osoby prowadzące hejterskie profile, zapewne chcący zachować anonimowość, wykazują się skrajną nieodpowiedzialnością. Czego w wielu wypadkach nie mogły ustalić sądy, policja i służby odkryła przed nami zwykła „awaria”. Przyjrzeliśmy się najciekawszym przypadkom.

Kto prowadzi konta znanych polityków? Awaria Facebooka obnażyła wiele osób

I tak, profilem premiera Mateusza Morawieckiego zajmuje się Mariusz Chłopik – dyrektor ds. marketingu sportowego w PKO BP.

A tu dyrektor z PKO obsługujący Premiera [@MorawieckiM](/u/MorawieckiM). Niebywałe. pic.twitter.com/rPqqviI6LY



— Cezary Tomczyk (@CTomczyk) January 10, 2020

Subskrybuj nasz kanał na YouTube i kliknij na dzwoneczek, aby być na bieżąco:

Redaktorem na fanapge’u Beaty Szydło jest Paweł Rybicki – dyrektor sekretariatu Szydło i były dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie”.

A B.Szydlo Paweł Rybicki bloger i funkcjonariusz GPC czyli Gapola. pic.twitter.com/3ISk1z6wjd



— [@PolskawRuinie2](/u/PolskawRuinie2)🇵🇱 (@polskawruinie2) January 10, 2020

Antoniego Macierewicza na Facebooku obsługuje Edmund Janniger.

Edmund dzieciaku idź spać bo już po dobranocce pic.twitter.com/IYM2DbSK1f



— MyWay🇵🇱💯 [#PolskaDlaCiebie](/t/PolskaDlaCiebie) (@MyWay78547237) January 10, 2020

Szczególnie interesującym przypadkiem okazuje się być szef „ludowców”. Profil Władysława Kosiniak-Kamysza prowadzi… no właśnie, spójrzcie Państwo sami na screena, bo niestety, ale nie jesteśmy w stanie ani odczytać imienia i nazwiska tej osoby, ani nawet przepisać. Język hebrajski jest poza naszym zasięgiem.

Trzymajcie mnie, bo pęknę ze śmiechu 😉



Dzięki ci, fejsbuku za ten piąteczek 😉 https://t.co/rgm29R20Ee



— Marcin Wątrobiński (@mar_watrobinski) January 10, 2020

Mocno lansowany ostatnimi czasy Szymona Hołownia obsługiwany jest na Facebooku przez Karola Wilczyńskiego – dziennikarza portalu Deon.pl.

Okej, skoro screeny z Facebooka krążą już wszędzie po sieci i po największych portalach, nie ma sensu trzymać w sekrecie. O których wiecie, to wiecie, ale warto zapytać jeszcze [@szymon_holownia](/u/szymon_holownia) dlaczego jego profil współprowadzą dziennikarze? Czy to transparentne i uczciwe? pic.twitter.com/7XIqYmkiU8



— Marcin Makowski (@makowski_m) January 10, 2020

Ciekawostka na koniec, strona Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych na Facebooku jest prowadzona przez jego prezesa, Konrada Dulkowskiego, który wypiera się jakichkolwiek kont w mediach społecznościowych.

Z kolei antypolski Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych na fejsie prowadzi prezes OMZRiK Konrad Dulkowski. Ze screenów wynika, że skłamał w oświadczeniu dla sądu, iż ośrodek nie ma wpływu na treści publikowane na fan page.[#Facebook](/t/Facebook) [#FacebookLeaks](/t/FacebookLeaks) pic.twitter.com/m3Zw6M1OJw



— Rafał Krawczyk (@RafalKrawczyk) January 10, 2020



Jakie to jest dobre 🙂 pic.twitter.com/gWExPz6vdG



— (L) 🗯️ (@zahibernowany) January 10, 2020

Interesujące jest, że strona SokzBuraka jest administrowana przez osoby związane z posłem PO Mariuszem Witczakiem i Donaldem Tuskiem.

Stroną [#SokzBuraka](/t/SokzBuraka) zarządza człowiek Donalda Tuska: Martin Mycielski



Edytują Daniel Bar, Marta Szekta, Krzysztof Romaniak (profile z kradzionymi zdjęciami, prawdopodobnie fejki)



W znajomych mają Mariusza Witczaka (PO). Witczak to szef KPRM w gabinecie cieni i skarbnik partii.



— Samuel Pereira 🇵🇱 (@SamPereira_) January 10, 2020

Z kolei samemu Tuskowi stronę prowadzi Niemka, Katharina Rettig, o czym pisaliśmy już wcześniej.

Milionowe koszty wypłaty rekompensat, czyli: Dlaczego socjalizm PiS-u doprowadzi do katastrofy

Data: 13.01.2020 19:21

Autor: ziemianin

bankier.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #prad #energia #polska #pis #polityka #cenapradu #rekompensatazaprad

Podwyżki cen prądu dla mieszkańców Polski serwowane przez państwowe spółki energetyczne nasza władza chce rekompensować wypłatami finansowanymi przez mieszkańców Polski, których realizacja (ktoś będzie musiał zbierać wnioski, ktoś inny je weryfikować, a jeszcze ktoś inny wydawać decyzje) będzie kosztowała wiele milionów złotych. Proste i logiczne rozwiązanie, prawda? Czego nie rozumiecie? Od razu widać, że musiało się ono narodzić w głowie jakiegoś socjalisty, który myśli, że Polaków da się urobić "propagandą sukcesu" sączącą się z rządowej TV.

Milionowe koszty wypłaty rekompensat, czyli: Dlaczego socjalizm PiS-u doprowadzi do katastrofy

Państwowe firmy energetyczne, które większość energii wytwarzają z coraz bardziej kosztogennego węgla, zażądały pod koniec ubiegłego roku istotnych podwyżek cen prądu dla odbiorców indywidualnych. Podobno w grę wchodziły wzrosty nawet o kilkadziesiąt procent. Ostatecznie Urząd Regulacji Energetyki (URE) zgodził się na podwyżki taryf rządu 10 – 12 proc. W efekcie przeciętne gospodarstwo domowe w 2020 roku zapłaci w rachunkach za prąd o 100 – 120 zł więcej.

Czy to dużo? Obiektywnie patrząc – nie. Wszak w ciągu ostatnich lat ceny prądu dla odbiorców indywidualnych w Polsce stały raczej w miejscu i należały do jednych z najniższych w całej Europie. Jest to swego rodzaju fenomen, gdy spojrzymy przez pryzmat tego, że większość polskich elektrowni jest opalana węglem (który z roku na rok generuje coraz większe koszty), a zapotrzebowanie na prąd jest w Polsce tak duże, iż trzeba go ciągle importować z zagranicy.

Coraz bardziej socjalistyczny rząd Mateusza Morawieckiego przestraszył się jednak "społecznej reakcji" na żądania spółek energetycznych i wymyślił, że zrekompensuje podwyżki cen energii. W ruch poszła narracja, że "władza PiS nie pozwoli, aby zwykli ludzie płacili więcej niż do tej pory". O tym jednak jak dokładnie będzie przebiegał cały proces rekompensowania podwyżek i skąd rządzący wezmą na to pieniądze, było jednak cicho. Dlaczego? Diabeł tkwi bowiem w szczegółach. Gdy przygotowaną przez Ministerstwo Aktywów Państwowych propozycję wypłaty rekompensat rozłożymy na czynniki pierwsze, to okaże się, że będzie ona sponsorowana przez samych podatników. To płacący wyższe rachunki za prąd mieszkańcy Polski złożą się (poprzez płacone podatki) na rekompensaty za wyższe rachunki za prąd. Tworzy się obieg zamknięty, któremu rządzący nami politycy nadają wymiar zbawiennej rekompensaty.

Pół biedy, gdyby cały proces "rekompensowania" przebiegał bez dodatkowych kosztów. Niestety wiele wskazuje na to, że "przy okazji" powstanie nie lada wyzwanie administracyjne. Wszak ktoś będzie musiał wnioski o rekompensatę zbierać, ktoś inny będzie musiał je weryfikować i sprawdzać, czy po rekompensatę nie zgłasza się zbyt bogaty człowiek, albo czy przypadkiem nie dochodzi do próby wyłudzenia pieniędzy od państwa. Na końcu zaś ktoś inny będzie wydawał decyzje. W efekcie powstanie nowa urzędniczo-administracyjna machina, której koszty trudno dziś oszacować. Z pewnością będą one liczone w milionach złotych.

Socjalizm sam wymyśla sobie problemy, które potem dzielnie stara się rozwiązać. Taki już urok tego ustroju. Szkoda tylko, że cała ta zabawa generuje nikomu nie potrzebne koszty, za które musi płacić zwykły Kowalski…

Polityka historyczna czyli stek kłamstw. Skutki szczekania

Data: 13.01.2020 18:59

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #historia #polityka #zydzi #matusiakblog #niewolnictwo #handelludzmi

Niewolnictwo na kontynencie północnoamerykańskim na terenach późniejszych Stanów Zjednoczonych rozpowszechniło się w początkach XVII wieku. Funkcjonowało we wszystkich koloniach angielskich aż do amerykańskiej wojny o niepodległość.

Polityka historyczna czyli stek kłamstw. Skutki szczekania

Plakat z 1853. „Mężowie, żony i rodziny sprzedawane bez różnicy różnym nabywcom są brutalnie rozdzielane; prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkają.”

Dopiero uchwalona w 1865 XIII poprawka do konstytucji stwierdzała, że „niewolnictwo (…) nie będzie istniało w obrębie Stanów Zjednoczonych ani żadnym miejscu podległym ich jurysdykcji.” XIV poprawka (1868) zabraniała wypłaty odszkodowań za utratę lub oswobodzenie niewolników, XV poprawka (1870) zakazała pozbawiać lub ograniczać prawa wyborczych obywateli Stanów Zjednoczonych ze względu na rasę, kolor skóry lub poprzedni stan niewolnictwa.

Ostatecznie oficjalna dyskryminacja Czarnych skończyła się dopiero w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Rzadko pisze się o tym kim byli właściciele statków do przewozu niewolników oraz sieci łapaczy niewolników i handlarzy. Aby parać się masowo tą zbrodnią ( mnóstwo niewolników umierało w okrutnych mękach podczas koszmarnej podróży pod pokładem statku ) trzeba było mieć dojścia, koncesje i zezwolenia.

Żydowscy armatorzy statków niewolniczych

Genialny kanclerz Adenauer zdał sobie sprawę z tego że bez zdjęcia potwornego odium zbrodni wojennych z Niemców ich przyszłość będzie nędzna. Rozpoczęto rozmowy z Żydami i przekupywanie miliardami marek państwa Izrael. Natychmiast zmieniła się narracja. Zbrodnie popełniali coraz bardziej tajemniczy naziści a nie Niemcy. Niemcy w narracji stawali się ofiarą wojny !

Polska była związana korzystną dla nas narracją sowiecką a później Rosyjską że Wojsko Polskie u boku braterskiej, potężnej, niezwyciężonej Armii Czerwonej pokonało niemiecką, ludobójczą, faszystowską bestie i ścięło jej łeb. [Szlak bojowy Wojska Polskiego]()https://1.bp.blogspot.com/-QkNRToTAFTw/XhsSumrqUmI/AAAAAAAAF4Y/kbS3v0bK_4wY7IN07HkeQith89iyJezDwCLcBGAsYHQ/s1600/T34.jpg – LWP był skuteczny zarówno wojskowo jak i politycznie.

Idiotyczna, bezsensowna, szkodliwa wojna propagandowa wystruganych z banana, agenturalno – mafijnych mężyków stanu formatu kieszonkowego z Rosją spowodowała że Rosja w końcu zmieniła historyczną narracje na zabójczą dla Nas ale bardzo korzystną dla roszczeń żydowskich i dla Niemców ! Taki jest efekt szczekania na Rosję ( ale nie gryzienia bo nie mamy zębów ) i obsikiwania nogawki Putina, który w końcu kopnął kundla, który teraz kontuzjowany piszczy z bólu w budzie.

Putin, Netanjahu i czarne chmury nad Polska...

Data: 13.01.2020 18:48

Autor: ziemianin

salon24.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polityka #swiat #izrael #usa #polska #putin #netanjahu

"Każdy polityk (w jakimkolwiek kraju i partii) chce przede wszystkim utrzymać się przy władzy i jeśli to możliwe wspiąć się wyżej po drabinie władzy, aby posiadać jej więcej. Trump chce wygrać następne prezydenckie wybory, a Ajatollahowie w Islamskiej Republice Iranu chcą zostać przy władzy, czyli w tym przypadku też przeżyć. To zaskakujące, że tak zabity irański gen. Sulejmani jak i wydający rozkaz egzekucji prezydent Trump, choć z różnych przyczyn chcieli tego samego: wycofania żołnierzy USA z tego regionu Bliskiego Wschodu. To może być dobry temat na następny tekst, ale teraz wracamy do ważnych spraw polskich.

Putin, Netanjahu i czarne chmury nad Polska…

Włodzimierz Majakowski pisał w znanym wierszu: “mówimy-partia, a w domyśle-Lenin”. Dziś Polacy odnosząc się do sojuszy, mówią Ameryka, a myślą Izrael, stąd w samo obronnym odruchu czasem reagują negatywnie. Może nie dlatego, że nie lubią Ameryki, ale bardziej dlatego, że są przedmiotem niesamowitej rasistowskiej nagonki właśnie ze strony Żydów. Nagonki osadzonej na fałszowaniu polskiej karty historycznej, z której Polacy byli i są dumni. Izraelski ekspert przemysłu mleczarskiego ichni szef MSZ Katz oświadczył, że PAD nie będzie mógł przemawiać na spotkaniu światowych liderów w Yad Vashem. Może tylko wysłuchiwać sowieckiej wersji historii II wojny światowej z wkładką białych niedźwiedzi, przepraszam, plam. Na dokładkę prawo głosu obok Putina, który pewnie będzie mówił o zbrodni Katyńskiej i pakcie Hitler-Stalin, zabierze kanclerz Merkel, która na pewno będzie mówiła o narodzie niemieckim czyli, jak wszyscy wiedzą, pierwszej ofierze Hitlera. Nie powinno zabraknąć oczywiście miejsca na przypomnienie o niemieckich cierpieniach, jak i próbie ratowania Żydów z polskich pogromów. Po niej wystąpi Macron z dowodami na waleczność i niezłomność armii francuskiej i jej rządu w Vichy!

W stanie wojennym było powiedzenie: im gorzej tym lepiej! Lepiej uderzyć o dno, aby było się od czego odbić. Jeżeli Putin i jego izraelska koalicja, wspomagana niemieckim parciem do wojennego dziewictwa nie wyhamuje swoich nauk płynących z Nowej Zawodówki Historycznej, to istotnie historia na naszych oczach zatoczy krąg i deja vu, zbliżymy się do sytuacji przypominającej rok 1939.

Do niedawna byliśmy zaniepokojeni dziwnymi bezprawnymi (w naszej cywilizacji) roszczeniami płynącymi od spekulacyjnych spółek roszczeniowych amerykańskich Żydów. Następnie zauważyliśmy, że wbrew zapewnieniom, że to tylko sprawka żydowskich organizacji roszczeniowych w Ameryce, jednak blisko współpracują one z rządem w Tel Avivie. Dziś następny łeb tej roszczeniowej, antypolskiej hydry pojawił się w Moskwie.

Rząd polski, najbardziej polski od początków republiki okrągłego stołu, znając nasze doświadczenia historyczne w Bożym siedlisku nad Wisłą nie ma wiary i nie szuka zbytniej przyjaźni z Niemcami, a tym bardziej z Rosją. II RP zawarła odstraszające sojusze z Francją (ta jednak pozbawiona wyobraźni wystraszyła się odwagi) i nawet z ówczesnym mocarstwem światowym Anglią. Wiemy jak sprawy polskie się skończyły.

Dzisiaj rząd polski zaufał wywodzącemu się z NATO sojuszowi z USA. Przypomnijmy, że Papież Jan Paweł II i prezydent Reagan razem pomagali Polakom w stopniowym upodmiotowieniu się i zrzuceniu sowieckiego jarzma. Jednak amerykańska pomoc w tych zmaganiach była nadzorowana przez pośrednika: agendy izraelskiego Mossadu, gdyż Amerykanie nie mieli rozeznania wśród polskich grup opozycyjnych. Wiemy, że pomoc techniczna i pieniądze trafiały głównie do ośrodków bliższych Mossadu. One też szybko wyrastały na reprezentację polskiego Narodu i jego oporu. A cała ta zabawa zakończyła się transformacją przedstawicieli układów komunistycznych i zachowanie przez nich wpływów w nowo powstałej republice okrągłego stołu.

Od jakiegoś czasu dobrze osadzone w polskiej gospodarce i polityce środowiska żydowskie przy współdziałaniu z roszczeniowymi ośrodkami środowisk nowojorskich Żydów zdecydowały się proces wydrenowania Polaków z ich wypracowanego majątku. W tym celu długofalowo zmodyfikowały prawdę historyczną II wojny światowej w świecie zachodnim tak, aby zohydzić obraz Polski i Polaków przedstawiając ich nawet jako oprawców i inspiratorów II w.ś., szczególnie uwikłanych w sprawstwo holokaustu. Wszystko po to, aby nikt nie protestował, kiedy wyjdą ze swoim programem odchudzenia Polaków z ich zasobów, które przecież musieli ukraść Żydom zamordowanym przez nazistów w Polsce. Obecny wysoki komornik państwa położonego w Palestynie w jego ambasadzie w Warszawie, życzy sobie, aby Polacy zapłacili za zbrodnie niemieckie, za które ci ostatni już zapłacili.

Już w niemieckich mediach (nie mówiąc o żydowskich i rosyjskich) odzywają się głosy o polskiej odpowiedzialności za holokaust Żydów, a nawet za wywołanie II w.ś. Jak nowoczesność, to nie tylko w domu i zagrodzie, ale i w polityce historycznej. Okazuje się, że Polacy ze swoim duchowym przywódcą ajatollahem Adolfem Hitlerem rozpoczęła II w.ś., której pierwszą ofiarą zostali Niemcy, oczywiście Żydzi i Rosjanie. Polacy też ginęli , ale głównie podczas zabijania Żydów i podczas nieszczęśliwych upadków z strażniczych wież w obozach koncentracyjnych. Więc są odpowiedzialni również za śmierć 10 mln Niemców, 20 mln Rosjan, no i 6 mln Żydów. Dla Polaków jedynym pytaniem powinno być dlaczego rząd polski dotuje prace “badania” historyczne takich żarliwych patriotów polskich jak Gross, Grabowski, Engelking, Leociak i innych również cierpiących na masochizm.

Naturalnym sojusznikiem żydowskiej Nowej Zawodówki Historycznej stał się rosyjski oligarcha i dzisiejszy prezydent Putin, którego mania fałszywej interpretacji zjawisk historycznych już wkrótce uczyni go głównym mówcą na zaproszenie żydowskiego Yad Vashem. Postsowiecki Putin, w sytuacji prób wyzwolenia się Trumpa z niekończących się konfliktów bliskowschodnich, staje się zbawiennym sojusznikiem ciągle zagrożonego konsekwencjami własnej polityki Izraela. Trump, choć mocno powiązany z syjonistami (córka aby poślubić Żyda przeszła na judaizm), jest jednak amerykańskim biznesmenem, któremu marzy się zatrzymanie Ameryki na jej drodze ku przepaści. Już w 2007 r. biznesmen Trump głosił, że trzeba jak najszybciej wycofać się z Iraku, bo to jest worek bez dna. Jego naturalnym przeciwnikiem są globalistyczni banksterzy, którzy bezwstydnie używają zasobów państw narodowych, w tym USA do dalszej destabilizacji państw z aspiracjami wybicia się na niezależność.

Jeśli polityki polski rząd nie zrewiduje swojej polityki, Naród Polski wkrótce może znaleźć się w dużych kłopotach, a nawet w niebezpieczeństwie. Miejmy nadzieję, że elity rządzące w Polsce zrozumieją, że izraelski kapitał, technologie i kontakty obsługujące polskie aktywa bardzo szybko mogą znaleźć się w ręku Putina na którym Izraelowi bardzo zależy nawet ze względu na jego rosnącą rolę na Bliskim Wschodzie. Trudno nawet dziwić się Żydom, że bezpieczeństwo i pomyślność ich kraju były, są i będą dla nich najważniejsze, właśnie tego rządzący Polską mogą się od nich uczyć.

My Polacy mamy za sobą spore doświadczenia życia pod okupacją: brutalną niemiecką, metodycznie okrutną sowiecką (wcześniej rosyjską). Obserwuję ataki niektórych polskich środowisk na USA. Wypadałoby jednak przypomnieć, że ten kraj nie ma pretensji do polskiego Śląska, Pomorza, czy ziem wschodnich. Można też wyobrazić sobie sytuację, że jednak po II w.ś. znaleźlibyśmy się pod okupacją, w strefie amerykańskiej. Wtedy działyby się rzeczy straszne, plan Marshalla, szybka odbudowa miast i przemysłu Polski (takie negatywne zjawiska jak po wojnie w Japonii, Korei Płd., czy w Niemczech zach.) Tak naprawdę chyba najbardziej złowieszczym i negatywnym zjawiskiem, który odbiłby się na życiu i zdrowiu Polaków, byłyby te cholerne amerykańskie hamburgery…

Na pocieszenie obserwacja. Po wojnie (która z organizmu narodowego krwawo wypruła nasze elity) przeżyliśmy z nadania stalinowskiego demokrację ludową, następnie po nieudanej operacji plastycznej twarzy systemu socjalistycznego na bardziej ludzką, przeżyliśmy demokrację socjalistyczną, a po nowojorskim porozumieniu Jaruzelskiego z Rockefellerem (1985) żyjemy w demokracji okrągło stołowej. Wypadałoby zapytać rządzących, kiedy przestaną wreszcie bawić się tymi rozmaitymi przymiotnikami! Najwyższy czas na Wolną, Niepodległą Polską!

P.S. Powstaje więc pytanie czy kryzys na Bliskim Wschodzie w pewnym sensie daje zajęcie Izraelowi, a nam szansę na złapanie oddechu?"

Bogowie dawnych Polan - infografika

Data: 12.01.2020 22:50

Autor: ziemianin

bogowiepolscy.net

#codziennaprasowka #informacje #historia #polanie #polska #infografika #bogowie #boginie #wiara #wierzenia #ciekawostkihistoryczne

Jest rok 1405, za kilka lat rycerstwo polskie ma rozgromić Krzyżaków w bitwie pod Grunwaldem. Tymczasem… Kaznodzieje nadal strofują Polaków za jawne czczenie bogów polskich o imionach Łado, Jasz, Lela, Nyja i Kuj. A będą to robić jeszcze kilkadziesiąt lat! Do tego nie kto inny jak wspomniani polscy rycerze nadal przysięgają na Słońce, które uważają za święte i darzą powszechnym szacunkiem. Następnie w wieku XVI Marcin z Urzędowa wspomina o wciąż obchodzonym święcie bogini Dziewanny (w czas Nocy Sobótkowej), a imię Matki Boskiej wymawia się w tym czasie nadal jako Marza.

Bogowie dawnych Polan – infografika

Raport specjalny Sky News: Kilku letnie dzieci wykorzystywane do ciężkiej . . .

Data: 11.01.2020 14:39

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #kongo #kobalt #dzieci #wykorzystywaniedzieci #ciezkapraca #skynews #chiny

Jest to niezbędna część większości gadżetów mobilnych sprzedawanych na całym świecie, a popyt na kobalt rośnie. Ale proces wydobywania minerału z ziemi wiąże się z ogromnymi kosztami ludzkimi.

Dochodzenie Sky News wykazało, że dzieci w wieku czterech lat pracują w niebezpiecznych i nierównych warunkach w kopalniach kobaltu w Demokratycznej Republice Konga za zaledwie 8 pensów dziennie. Specjalny korespondent Sky, Alex Crawford, donosi.


raport z 27 lutego 2017 ale sytuacja tych dzieci nie zmieniła się


27 lut 2017 – Raport specjalny Sky News: Kilku letnie dzieci wykorzystywane do ciężkiej pracy wewnątrz kopalni kobaltu w Kongo

10 mar 2017

10 maja 2017

Alternatywa dla antybiotyku - Nanowarstwy ochronią przed zakażeniami szpitalnymi

Data: 10.01.2020 19:22

Autor: ziemianin

media.sggw.pl

#codziennaprasowka #aktualnosci #informacje #wiadomosci #nauka #zdrowie #nanotechnologia #zakazeniaszpitalne #szpitale

Cienkie antybakteryjne warstwy metali, którymi można pokryć klamki w szpitalach, łóżka, elementy chirurgiczne, a nawet tkaniny, mogą stać się kamieniem milowym w walce z rozprzestrzenianiem się chorób w placówkach medycznych – twierdzą naukowcy z Instytutu Fizyki PAN oraz Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Alternatywa dla antybiotyku – Nanowarstwy ochronią przed zakażeniami szpitalnymi

Fizycy stworzyli nanowarstwy i opracowali metody nanoszenia ich na trójwymiarowe powierzchnie. Pracownicy Instytutu Medycyny Weterynaryjnej SGGW wybrali te o najlepszych właściwościach antybakteryjnych. Utworzone nanowarstwy mogłyby znaleźć zastosowanie w szpitalach, gdzie do zakażeń lekoopornymi bakteriami dochodzi bardzo często, ale także mogłyby być stosowane e na klamkach w publicznych toaletach, na poręczach w autobusach i wszędzie tam, gdzie mogą znajdować się bakterie.

"To innowacyjne rozwiązanie tworzenia powłok antybakteryjnych, które zabijają albo zatrzymują rozmnażanie i wzrost mikroorganizmów, może z sukcesem być zastosowane do pokrywania produktów przemysłowych, medycznych, filtrów do uzdatniania wody, a także w przetwórstwie żywności, przy przygotowywaniu i pakowaniu" – wylicza dr A. Słońska-Zielonka z SGGW, tegoroczna laureatka nagrody Lider Innowacji w kategorii kobieta wynalazca.

Badaczka uściśla, że w szpitalach będzie można pokrywać nanowarstwami nie tylko klamki, ale również elementy chirurgiczne, jak cewniki i implanty ortopedyczne, czy nawet chronić nimi opatrunki, fartuchy laboratoryjne i maseczki chirurgiczne.

Podkreśla, że na większość szczepów bakterii odpowiedzialnych za tzw. zakażenia szpitalne nie działają leki służące do ich zwalczania. Antybiotykooporność bakterii to poważny problem medyczny. Pomimo coraz większej liczby skutecznych leków i terapii, rośnie liczba szczepów bakterii opornych na działanie powszechnie stosowanych antybiotyków.

Póki bakterie świetnie radzą sobie z lekami, naukowcy próbują innych sposobów ochrony przed zakażeniami. Jednym z nich jest wykorzystanie nanowarstw, czyli warstw tlenków metali o grubości kilkudziesięciu nanometrów. Dotąd wykorzystywano je w elektronice i do produkcji ogniw fotowoltaicznych. Okazało się jednak, że wykazują także właściwości antybakteryjne. Cała idea polega na tym, by stworzyć takie nanowarstwy, które będą pokrywać różne gotowe już produkty i dzięki temu eliminować lub znacznie ograniczać namnażanie się na nich i rozprzestrzenianie bakterii chorobotwórczych.

Stworzenie nanowarstw leżało w gestii pracowników Instytutu Fizyki PAN, z którymi współpracuje zespół dra hab. Michała Godlewskiego z SGGW. Aby nanosić je na trójwymiarowe powierzchnie fizycy stosowali metodę ALD (atomic layer deposition), czyli osadzania nanowarstw w niskiej temperaturze. Dzięki jej zastosowaniu można pokrywać nanowarstwami trójwymiarowe powierzchnie, także termowrażliwe i wykonane z papieru czy tkaniny. Powstaje wówczas jednolita i wytrzymała warstwa, która nie ściera się nawet naniesiona na plastik czy folię. Dowiodły tego próby wytrzymałościowe i doświadczenia polegające na wyginaniu surowca.

Rola pracowników Instytutu Weterynarii SGGW rozpoczęła się wraz z wyborem powłok o najlepszych właściwościach antybakteryjnych. Dr Anna Słońska-Zielonka przeprowadzała badania biologiczne. "Dostawałam bibułki pokryte nanowarstwą i określałam, czy w kontakcie z daną bakterią dochodzi do zahamowania jej wzrostu. Okazało się, że właściwości bakteriobójcze i bakteriostatyczne wobec powszechnie występujących bakterii patogennych wykazują tlenki metali ziem rzadkich" – tłumaczy.

Dodaje, że nanowarstwami będzie można pokrywać opakowania produktów spożywczych, po to, by nie dostały się do nich mikroorganizmy. Naukowcy dowiedli, że napylenie nanowarstwy na wnętrze opakowania powoduje, że nie ulega ono reakcji z żywnością. Nanowarstwa zapewnia natomiast stabilne warunki produktowi. Jedzenie, które ma ograniczony dostęp tlenu, dłużej nadaje się do spożycia.

Premiera serialu „Nowy papież": Dwóch papieży w Watykanie

Data: 10.01.2020 19:09

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #filmy #seriale #theyoungpope #thenewpope #hbo

„Nowy papież", sequel serialu „Młody papież", będzie miał w sieci premierę 10 stycznia, a stacjonarnie 13 stycznia.

Premiera serialu „Nowy papież": Dwóch papieży w Watykanie

Nowy papież (2020) oficjalny zwiastun

„Młody papież", dla niektórych kontrowersyjny, to najlepszy serial ostatnich lat.

Paolo Sorrentino, mistrz wizualnych arcydzieł („Wielkie piękno"), dodał gęstą metafizyczną i dworską intrygę, przedstawiając losy fikcyjnego Piusa XIII, pierwszego Amerykanina w Watykanie, najmłodszego papieża w historii.

Kreację stworzył Jude Law. Zagrał Lenny'ego Balardo, dziecko hipisowskiej pary, która oddała go do katolickiej szkoły, gdzie matkowała mu siostra Mary (Diane Keaton).

Na koniec pierwszej serii HBO Pius XIII przypłaca spotkanie z wiernymi, wśród których zobaczył rodziców, śpiączką. Jest punktem wyjścia „Nowego papieża", w którym Watykanem zaczyna rządy Brytyjczyk Jan Paweł III (John Malkovich). Pius XIII był ekstrawagancki, a jego następca jest nonszalancki. Jego motto brzmi: „Każdy na świecie musi usłyszeć o papieżu. To nie próżność, to konieczność".

– W drugiej serii dowiemy się więcej o Piusie XIII, a jego wybudzenie ze śpiączki dla miliarda katolików będzie niczym zmartwychwstanie – powiedział „Variety" Sorrentino. – Historie obu papieży będę się rozwijać równolegle i uzupełniać. Pierwsza część koncentrowała się na sprawach duchowych, druga powiązana jest ze współczesnością, problemem islamizmu i fanatyzmu, także chrześcijan.

Prasa katolicka ostro krytykowała pierwszy serial, oficjalny organ Watykanu „L'Osservatore Romano" wypowiedział się dopiero rok po premierze, ironizując, że wszyscy oczekiwali błogosławieństwa lub ekskomuniki. Gazeta, wytykając aurę groteski, uznała, że film wyraża uznanie dla trudnej posługi ludzi Kościoła. Jak skomentuje teraz role Sharon Stone i Marylina Mansona?

Historia bez cenzury - Wstawanie z kolan po polsku - Targowica. Historia bez cenzury.

Data: 09.01.2020 15:30

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #aktualnosci #wiadomosci #informacje #hbc #historiabezcenzury #ciekawostkihistoryczne #historia

W tym odcinku opowiadamy, jak Polska wstając z kolan wypierniczyła się na ryj. Dlaczego Konstytucja 3-go Maja nie wszystkim się spodobała? Dlaczego konfederację nazywamy Targowicą? O tych mało chlubnych wydarzeniach z naszej historii już teraz w Historii bez cenzury.

Historia bez cenzury – Wstawanie z kolan po polsku – Targowica. Historia bez cenzury.

Gen. Skrzypczak: Amerykanie są bezkarni w Iraku. Zamach na gen. Sulejmaniego może dać . . .

Data: 09.01.2020 01:00

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiat #polityka #amerykanie #Bagdad #CHINCZYCY #daesh #DonaldTrump #GeneralWaldemarSkrzypczak #GHASEMSULEJMANI #Irakijczycy #ISIS #katastrofalotnicza #Muktada

Gen. Waldemar Skrzypczak o zamachu na Sulejmaniego, o tym czemu był on błędem i jakie mogą być jego konsekwencje, a także o swych podejrzeniach co do katastrofy ukraińskiego samolotu.

Gen. Skrzypczak: Amerykanie są bezkarni w Iraku. Zamach na gen. Sulejmaniego może dać ISIS czas na oddech

Gen. Waldemar Skrzypczak komentuje katastrofę ukraińskiego samolotu w Iranie. Zastanawia go duża liczba Kanadyjczyków (76) wśród pasażerów. Zauważa, że Amerykanie, kiedy uciekali z Iranu, to często robili to z paszportami kanadyjskimi. Stwierdza, że „nic nie wskazuje na to, że to była usterka techniczna samolotu”. O jego katastrofie mówi, że to„nieprzypadkowe”.

Wojskowy stwierdza, że możliwe, iż spotkał kiedyś zamordowanego przez USA gen. Sulejmaniego podczas spotkania z Muktadem as-Sadrem. Ten ostatni sporo zyskał politycznie od tamtego czasu. Jako lider irackich szyitów mógł przeforsować uchwałę parlamentu przeciwko obecności obcych wojsk w jego ojczyźnie. Jest zdecydowanie anty-amerykański- uważa wojska amerykańskie za okupanta i zorganizował przeciwko Amerykanom dwa powstania. Lepsze zdanie ma o innych członkach koalicji, takich jak Polska. Także uważa ich za okupantów, ale lepszych, takich z którymi można rozmawiać.

Gen. Skrzypczak odnosi się do słów Trumpa, który powiedział, iż jeśli Amerykanie mają się wycofać, to Irak powinien zapłacić za ich bazy:

Amerykanie mieli pieniądze na inwestycje w Iraku ze sprzedaży irackiej ropy. […] Trump nie wie co mówi.

Amerykański zamach na gen. Sulejmaniego uznaje za błąd w takim momencie i okolicznościach. Uważa, że Sulejmaniego należałoby raczej w innych okolicznościach ująć i osądzić za jego działalność. Jego likwidacja w ten sposób w jaki została przeprowadzona oznacza destabilizację regionu. Zamach wywołał „poważne zakłócenia w Iraku, w którym wszyscy byli nastawieni na zwalczanie ISIS”. Przez to Daesh, które wcale nie jest całkowicie pokonane, może teraz złapać drugi oddech. Podkreśla, że o Amerykanie przeprowadzili zamach nie uprzedzając o tym Bagdadu.

Amerykanie są bezkarni. […] W Iraku[…]  z trwogą czasem patrzyliśmy na ich działania pokazujące, że nie liczą się niczym i z nikim.

Nasz gość zauważa, że Amerykanie są zmęczeni wojną, a Donald Trump nie zdecyduje się na eskalację w czasie kampanii wyborczej. Dodaje, iż USA traci wpływ w regionie, w którym niegdyś była bardzo silna. Tymczasem w Iraku swoje inwestycje rozwijają Chińczycy. Sami Irakijczycy chętniej witają Chińczyków jako inwestorów niż Amerykanów.

Zaufana Trzecia Strona - „Płać za zwrot danych” już nieaktualne – teraz jest „Płać albo publikujemy”

Data: 09.01.2020 00:56

Autor: ziemianin

zaufanatrzeciastrona.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #cyberbezpieczenstwo #Wlamania #Zlosniki #Maze #ransomware #ryuk #Suthwire #WorldHostingFarmLimited

Autorzy ransomware najwyraźniej zauważyli możliwość zwiększenia konwersji swoich przymusowych klientów – oprócz szyfrowania danych zaczęli je wykradać i grozić upublicznieniem. Jedna grupa nawet założyła w tym celu własny serwis WWW.

Zaufana Trzecia Strona – „Płać za zwrot danych” już nieaktualne – teraz jest „Płać albo publikujemy”

Rok 2019 przyniósł istotne zmiany w krajobrazie ataków ransomware. Coraz częściej widzimy na polskim rynku i poza nim ataki wycelowane w przedsiębiorstwa. Nazwy takie, jak Ryuk, LockerGoga, MegaCortex, Maze czy RobbinHood, budzą niemiłe wspomnienia niejednego prezesa. W ostatnim roku część przestępców porzuciła szyfrowanie dysków osób prywatnych i skoncentrowała się na działalności b2b. Rozpoznają biznes ofiary, szacują potencjalne straty, zdobywają uprawnienia administratora domeny i uruchamiają procedury szyfrowania jednocześnie na setkach lub tysiącach stacji roboczych i serwerów. Odpowiednio do większego wysiłku, który wkładają w swoją działalność, zwiększyli także kwoty oczekiwanych okupów. Stawki zaczynają się od 100 000 – 200 000 PLN, ale widzieliśmy też takie po kilka milionów. Cześć organizacji płaci, część odzyskuje z backupów – i ta druga grupa jest głównym problemem przestępców. Przestępcy postanowili ten problem zaadresować w ciekawy, choć niepokojący sposób.

ciąg dalszy na stronie źródła