Data: 29.11.2019 18:02

Autor: Pelikan

Jack Dempsey

Nikt przed nim nie zrobił takiej kariery w amerykańskim sporcie. Nikt przed nim tyle nie zarabiał – w ringu i poza nim. Słynny gangster Al Capone nie wymusił na nim ustawienia walki.

William Harrison Dempsey – imiona dostał po prezydencie Williamie Henrym Harrisonie – urodził się w 1895 roku w miejscowości Manassa w stanie Kolorado. Jego ojciec i starsi bracia byli górnikami. Rodzina ( o mieszanych szkocko-irlandzko-czirokezkich korzeniach) często się przenosiła w poszukiwaniu pracy. Jeden z braci Bernie boksował, by dorobić do pensji. Jack zaczął trenować gdy miał 11 lat, znany był wtedy jako ,,Kid Blackie,, .

Bernie używał pseudonimu ,,Jack Dempsey,, . Na cześć znakomitego pięściarza kategorii półciężkiej. Raz zachorował i nie mógł wejść do ringu. Zastąpił go wtedy ,,Kid Blackie,, , który od tej pory był Jackiem Dempseyem.

Pierwsza udokumentowana walka Dempseya odbyła się 17 sierpnia 1914 roku i zakończyła się remisem po sześciu rundach. Zanim skończył 24 lata, Jack miał na koncie ponad 80 zwycięstw. Wiele z tych walk odbywało się w barach, dlatego nie jest znana dokładna liczba pojedynków, które stoczył. Był agresywny, silny, miał żelazną kondycję i nokautujący lewy sierpowy.

W 1919 roku pokonał Jessego Willarda. Zmierzyli się w Toledo, w stanie Ohio. Walkę, która rozpoczęła się o godzinie 16 w 35-stopniowym upale, oglądało 19 tysięcy ludzi. Dempsey zdobył tytuł mistrza w kategorii ciężkiej i pseudonim ,,Młot z Manassy,, . To określenie budziło grozę w śród jego rywali. Po walce Willard miał pęknięte pięć żeber i wybite sześć zębów.

W 1921 roku Dempseyowi zorganizowano pojedynek z Georges'em Carpertienem, który dominował w Europie, ale w kategorii półciężkiej. Francuz nie unikał jednak walki z pięściarzami kategorii ciężkiej. W drugiej rundzie Francuzowi pękła kość w prawej dłoni i nie mógł bić tą ręką. Dempsey to wykorzystał i znokautował Carpertiena. Pięć lat później walczył z Geney'em Tunneyem na stadionie w Filadelfii. Pojedynek oglądało 120 tysięcy ludzi! ,,Młot,, tym razem przegrał. W szatni wyjaśnił swojej żonie, aktorce Estelle Taylor, że zapomniał zrobić unik. To samo zdanie powiedział swojej żonie prezydent Ronald Reagan, kiedy został postrzelony. Dempsey chciał zakończyć karierę, ale szybko zmienił zdanie. Na Yankee Stadium w nowojorskim Bronksie znokautował Jacka Sharkeya i znowu zmierzył się z Tunneyem, tym razem w Chicago. Gaża Tunneya wyniosła 990 tysięcy dolarów, pretendenta do tytułu – około pół miliona (Tunney dopłacił 10 tysięcy dolarów i stał się pierwszym sportowcem z czekiem na okrągły milion).

Al Capone chciał ustawić wynik walki, ale Dempsey odmówił. Wygrał Tunney.

Po zakończeniu kariery zostali z Tunneyem przyjaciółmi.

Po pokonaniu Carpertiena podpisał milionowy kontrakt z Universal Pictures na udział w dziesięciu filmach i został najlepiej zarabiającym sportowcem Ameryki w roku 1924. Występował też w nowojorskich teatrach, pisał książki dotyczące sportów walki, które inspirowały m.in. Bruce'ya Lee. Kiedy umierał, jego ostatnie słowa do czuwającej przy nim żony brzmiały ,,Nie martw się kochanie, jestem za skąpy żeby umrzeć,, Miał 87 lat

#boks

Data: 04.11.2019 17:40

Autor: Pelikan

Rumble in the Jungle

Muhammad Ali – George Foreman (30 X 1974, Kinszasa). Zwycięstwo: Ali 8 KO

Chyba wokół żadnej innej walki nie było tyle szumu co wokół starcia w sercu Afryki. Bohaterowie zjawili się w Zairze na początku wakacji, by nie mieć problemu z aklimatyzacją w równikowym klimacie (wilgotność powietrza sięga niemal 96 proc.!). Alego – gdziekolwiek się pojawiał – otaczały tłumy, a do legendy przeszły jego przebieżki po dzielnicach biedoty, w których asystowały mu tłumy dzieciaków.

Foreman, wówczas milczący i zamknięty w sobie, zniechęcił Zairczyków już po wyjściu z samolotu. Na smyczy trzymał dwa wściekle ujadające psy, które ludziom kojarzyły się tam tylko z jednym – handlarzami niewolników. Dlatego okrzyki i napisy ,,Ali bumaye’’ (Ali zabij go) Towarzyszyły pięściarzom wszędzie. Afrykanie pewnie nie wiedzieli, że Ali w obawie o swoje zdrowie nawet wodę sprowadzał zza oceanu…

Sama walka długo przypominała egzekucję. Silny jak tur Foreman okładał Alego potężnymi ciosami. Muhammad zamiast słabnąć, tylko go zachęcał do jeszcze odważniejszych ataków, krzycząc m.in. ,,Słyszałem, że bijesz mocno. Pokaż to!’’ . W 8 rundzie Ali przeprowadził zabójczą kontrę. To chyba najsłynniejsza akcja w historii boksu! 17 sekund przed końcem starcia krótki prawy sierpowy zupełnie zaskoczył Foremana. W ciągu pięciu sekund Ali jeszcze zadał siedem celnych ciosów. Mógł zadać jeszcze więcej, ale rywal już odpływał na deski. – To cudownie sprawiedliwe i nieziemsko krzywdzące zarazem: w 10 sekund jeden mistrz niszczy drugiego, który był lepszy w każdej poprzedniej rundzie – podsumował ,,Rumble in the Jungle’’ słynny komentator Bob Sheridan.

Ali za walkę z Foremanem zgarnął 5 milionów dolarów.

#boks

Data: 02.11.2019 16:54

Autor: Pelikan

Nikt nie skruszył Skały z Brockton

Rocky Marciano

Był za niski, za lekki, miał za mały zasięg ramion. Nic sobie z tego nie robił. Został mistrzem świata w wadze ciężkiej. Więcej – nie przegrał żadnej walki, a prawie wszystkich rywali znokautował. Taki był Rocky Marciano

Urodził się 1 września 1923 roku w Brockton, w stanie Massachusetts, w rodzinie włoskich emigrantów. Nazywał się Rocco, Francis Marchegiano. Zmienił nazwisko, kiedy ringowi prezenterzy mieli problem by je wymówić. Pierwszy pseudonim, wymyślony przez członka jego ekipy, to Rocky Mark. Ale Rocco uznał, że Marciano brzmi bardziej po włosku. Pod tym nazwiskiem chłopak z Brockton przeszedł do historii sportu. Zasłużył na to jak mało kto.

I tak padali na deski

Mały Rocco grał w bejsbol i futbol, jak każdy amerykański chłopak. Nie myślał o boksie. Pojawił się na ringu dopiero w 1943 roku, kiedy dostał powołanie do armii. W amatorskiej walce kopnął jednak rywala, walka zakończyła się skandalem. Rocco zniechęcił się do boksu. Próbował dostać się do rodzinnego zespołu bejsbolowego Chcago Clubs, ale byl zbyt za słaby. Co innego w boksie. Tu nie miał sobie równych, ale niektórzy i tak w niego nie wierzyli, bo był niższy i lżejszy od rywali. Był za to agresywny, nieustępliwy, prawdziwy twardziel. Nazywano go ,, Skałą z Brockton,, – Mieszkańcy rodzinnego miasta zawsze stali za nim murem, jeździli za nim na walki. A on bił wszystkich. Nokautował. Rywale byli coraz mocniejsi, a i tak padali na deski.

Płakali jak dzieci

26 października 1951 roku zmierzył się z Joe Louisem. Żyjącą legendą. Rocky miał w tedy na koncie 37 walk, z których 32 wygrał przez nokaut. Louis nie był już wielki, najlepsze lata kariery były już za nim. Marciano nie chciał tej walki, bo Joe był jego idolem i przyjacielem. A przyjacielem obydwu pięściarzy był Lou Duva, słynny promotor i trener. Tak wspomina on wydarzenie sprzed lat. – Rocky kochał Joe Louisa, Joe był osobowością. Zawsze grzeczny, zawsze miał czas dla kibiców, dla dzieciaków. Ale żył szybko, lubił hazard, inwestował niestety nie zawsze ze szczęściem. Wpakował się w tarapaty finansowe i błagał Rocky'ego by ten z nim walczyła, bo potrzebował pieniędzy. Rocky nie chciał o tym słyszeć, ale w końcu uległ. Wygrał w ósmej rundzie, ale starał się nie zrobić Louisowi krzywdy, mimo gigantycznej przewagi, bo Joe byl nieprzygotowany, zaniedbany. Wszedłem do ich szatni po walce. Siedzieli obok siebie, bark w bark. Płakali jak dzieci. Trudno było uwierzyć własnym oczom. Tacy mistrzowie. Nigdy tego nie zapomnę.

Co na tu kur robię**

Rok później Marciano mierzył się w Filadelfii z Jerseyem Joe Walcottem. Stawka była gifentyczna – mistrzostwo świata w kategorii ciężkiej. Rocky orzegrywal, nie dawał sobie rady z mistrzem. W 13 rundzie znokautował Walcotta. Rywal stracił przytomność. – Marciano był fenomenem – twierdził Duva. – Siła jego ciosu była niewiarygodna. Rywali nieprzytomnych wywożono do szpitala. Jeden z nich stracił przytomność zanim upadł na ziemię. Rocky był znakomitym bokserem, ale i jednym z najwspanialszych ludzi jakich znałem w swoim długim życiu. Sypiał w moim domu, jadał u mnie. Przyjaciel. Dlaczego to akurat on był najlepszy w historii tego sportu? Dlaczego nie przegrał żadnej cholernej walki? Bo miał mentalność mistrza. Opowiadał mi, że kiedy wylądował w końcu na deskach i usłyszał jak sędzia go liczy, powiedział sam do siebie ,,Co ja tu kur** robię? Nigdy więcej,, . Rocky wychodził do ringu z jedną myślą: wygrać. W boksie nie można inaczej. Tytuł bronił tylko sześć razy. W rewanżu znokautował Walcotta w pierwszej rundzie. Bliski porażki i utraty tytułu był w rewanżowej walce z Ezzardem Charlesem. Nos miał rozbity tak bardzo, że ludzie z jego narożnika nie potrafili powstrzymać krwawienia. Doktor wypuścił go do ósmej rundy, ale zapowiedział że będzie uważnie obserwować wydarzenia. Jaka była odpowiedź Rocky'ego? Szybko znokautował rywala. Po raz ostatni walczył w 1955 roku na Yankee Stadium w nowojorskim Bronksie. Był w tarapatach, leżał na deskach, ale i tak znokautował Archiego Moore'a. W telewizji to wydarzenie oglądało 400 tyś Amerykanów.

Pogoda była zła

W kwietniu oficjalnie ogłosił zakończenie kariery. Miał 32 lata, chciał spędzać więcej czasu z rodziną. Po latach pomyślał nawet o powrocie do bosku. W 1959 roku rozpoczął nawet przygotowania. Przerwał je po miesiącu po walce, w której Szwed Ingemar Johanson odebrał tytuł Floydowi Pattersonowi. W krotce po tym Rocky'emu zaproponowano walkę z młodym Cassiusem Clayem, czyli późniejszym Muhammadem Alim. Propozycji nie przyjął, odrzucił 2mln dolarów gaży!

30 sierpnia 1969 roku rozmawiali z Duva po raz ostatni. – ,,Dobra widzimy się jutro,, tak Rocky skończył nasze spotkanie. – wspomina Duva. Marciano wybierał się niewielkimi samolotem do Iowa. Miał szybko wrócić, bo przyjaciele czekali na niego z przyjęciem urodzinowym (1 września kończył 46 lat). Była zła pogoda, pilot niedoświadczony. Samolot rozbił się pod lotniskiem.

Bilans walk: 49 wygrane w tym 43 przez ko, 0 porażek 7 wygranych walk o tytuł.

#boks

Data: 28.10.2019 18:11

Autor: Pelikan

Bum, bum i Ali poleciał na deski

Joe Frezier

W centralnym miejscu salonu wisi czarno-białe zdjęcie – Joe Frezier potężnym lewym ciosem powala Muhammada Alego. Na drugiej ścianie wiszą rękawice w których Smokin Joe wtedy walczył

W życiu Fraziera nic nie było przypadkowe. Widział, że zostanie mistrzem świata w boksie. Był jednym z czternaściorga rodzeństwa, razem z całą rodziną mieszkali na farmie w Karolinie Południowej. Mieli w domu telewizor. Jedyny w okolicy, więc wszyscy do nich przychodzili. Walki odbywały się w środowe i sobotnie wieczory.- boksowali wielcy mistrzowie. Rocky Marciano, Joe Louis, Henry Armstrong, Max Schmeling.- to byli moi idole. Oglądałem ich z tatą, wujkami, kuzynami, z wszystkimi sąsiadami. Pewnego dnia mój wujek wskazał na mnie i powiedział ,, Popatrzcie na niego – mówił Frazier. On kiedyś zostanie mistrzem świata. Będzie jak Joe Louis,, .Od tego dnia wiedziałem, co chcę robić w życiu.

Z Alim stoczył trzy pojedynki. Dwa Smokin Joe przegrał, ale do dziś nie uznaje tych porażek. -Ali zawsze mówił, że byłbym nikim bez niego. A kim on byłby beze mnie? – pyta Joe.

Kiedy Alemu odebrano tytuł mistrza świata i licencję bokserską, pomagał mu… Frazier. Wielki rywal i tak go obrażał. ,,On jest za brzydki, by być mistrzem świata. Nie potrafi się wysłowić, nie potrafi tańczyć, nie potrafi napisać wiersza, nie potrafi boksować,, – wykrzykiwał Ali przy każdej okazji.

-Wygadywał te wszystkie bzdury. Dzwonił do mnie i mówił, że mam jego tytuł – opowiada Frazier. – pojechałem więc do prezydenta Richarda Nixona, do Białego Domu.

Wizyta pomogła, Ali dostał swoją licencję z powrotem. To był początek jednej z najsłynniejszej trylogii w historii boksu. Jednej z najbardziej brutalnych. Pierwszy pojedynek, o tytuł mistrzowski, stoczyli w 1971 roku w nowojorskiej Madison Square Garden.

Trybuny pełne były gwiazd sportu, filmów i polityki. To było gigantyczne międzynarodowe wydarzenie. – Ali tańczył wokół mnie i nie mógł mnie dopaść. Ale przyznaję, kilka razy dostałem i to mocno. Waliłem sierpami, cały czas szedłem do przodu. Bum, bum, wszystko zależało od balansu. Jeden cios nie wchodził, ale dwa kolejne tak. Mój atak był moją obroną. W 15 rundzie przywaliłem mu lewym sierpem i padł – opowiada Frazier.

Po raz drugi spotkali się z Alim, także w Madison Square Garden, w 1974 roku.

Tym razem decyzją sędziów wygrał Ali.- zostałem obrabowany, sędzia ringowy trzymał jego stronę, pozwalał mu na nieczyste zagrania – powtarzał zawsze Frazier.

Po raz ostatni spotkali się 1 października 1975 roku na przedmieściach Manili. Po 14 rundach obaj byli wykończeni. Ali poprosił trenera, aby ten go poddał. W drugim narożniku Frazier prosił swojego trenera, by pozwolił mu dalej walczyć. Nie zgodził się. Frazier przegrał, wygrał Ali.

Frazier miał zaledwie 182 centymetry wzrostu, ale potrafił walczyć z większymi bokserami. Nie dawał sobie rady tylko z jednym z nich, Foremanem. – walka z Georgem to było jak zderzenie z gigantyczną ciężarówką – wspomina Joe.

Stoczyli dwa pojedynki. Frazier dwa razy przegrał przed czasem (w 1973 roku w drugiej rundzie, w 1976 w piątej). – przed pierwszą walką nie znałem go za dobrze. Pewnego dnia dowiedziałem się tylko, że che ze mną walczyć. Mój manager kręcił nosem, ale ja powiedziałem, że walczymy. Za dużo nie wiedziałem o moich rywalach, wychodziłem do ringu, bum i było po wszystkim. O George'u myślałem, że to kolejny wielki gość, którego znokautuję. No i się pomyliłem. Ale to dobry człowiek, jesteśmy przyjaciółmi. Taki mistrz, a został pastorem. To niezła historia, bo życie boksera czasami jest ciężkie, można się zagubić. Pojawia się alkohol, kobiety, pieniądze, te wszystkie pokusy. A George został pastorem. Nic złego o nim nie mogę powiedzieć. Pokonał mnie i tyle. Był wielki, szanuję go. A co z Alim? – Ali to zupełnie inna historia…

Joe Frezier zmarł 7 listopada 2011 roku w wieku 67 lat.

#boks

Data: 11.10.2019 16:09

Autor: Pelikan

Powrót na salę więc i sprzęt nowy. Rękawice polskiej firmy Stormcloud, miałem styczność z każdą polską firmą, ale nie tą. Bardzo solidnie wykonane, gruba naturalna skóra, która powinna sporo wytrzymać, profil standardowy, trochę za gruba gąbka i przez to są miękkie (wolę twardą rękawice) ale damy radę. Dzisiaj przetestuję sprzęt :)

Co do moich postępów, to nic nowego. Trzy treningi boksu (aktualnie szlifuję technikę) i dwa treningi siłowe. Na weekendy planuje biegać, ale sam nie wiem ciężko się zebrać żeby przebiec te 10/15 km.

Dostałem propozycję aby jeździć na treningi tajskiego boksu i tam sparować. Dobra alternatywa, ale z tymi chłopakami jest tak, że jak w boksie nie dają rady to odpalają nogi (wspomnienia z czasów kiedy tam jeździłem). Przemyśle to, ale ja nie lubię używać nóg, a trener nie robi wyjątków :)

Narazie to tyle, byle do przodu :)

#boks

Data: 09.10.2019 17:08

Autor: Pelikan

Największe Walki w Historii

Marvin Hagler – Thomas Hearns (15 IV 1985, Las Vegas) Zwycięstwo: Hagler 3 KO

Wojna Totalna

O wielu walkach mówi się ,,ringowa wojna,, ale to właśnie ten pojedynek dostał oficjalny przydomek ,,Wojna,,.

Stawką były trzy pasy – WBC, WBA, IBF. – Pierwsze 10 sekund wyglądało, jakby ta walka miała się zaraz skończyć – opowiada Barry Tompkins z HBO, a komentatorzy dodawali ,,oni nie boksują, oni walczą,,. – W ringu zadawałem wszystkie kombinacje jakie znałem. Próbowałem dosłownie wszystkiego – zdradził po latach Hearns, który złamał rękę w pierwszej rundzie.

Mimo to był bliski znokautowania rywala, któremu krew z rozciętego nosa dosłownie lała się strumieniami. Larry Marchant, legendarny komentator HBO, wspomniał: – skoro ktoś o takim ciosie jak Hearns nie znokautował wówczas Haglera, to uznałem, że jest już po walce. Miał rację. W trzeciej rundzie dwa prawe sierpowe Haglera posłały rywala na deski. Hearns został zniesiony z ringu. – Nigdy nie walczyłem z kimś tak dobrym jak Thomas – zaklinał się Hagler, który mierzył się m.in. z Roberto Duranem i Sugarem Rayem Leonardem. Magazyn ,, The Ring,, uznał ten pojedynek za walkę roku.

Thomas Hearns: – Po walce spytałem się Marvina ,, Jakim cudem nie padłeś w tej cholernej pierwszej rundzie. Złamałem na tobie rękę, człowieku co ty brałeś?,, . A Marvin tylko powtarzał ,, Nie chciałem upaść, nie chciałem upaść,, .

#boks

Data: 08.10.2019 18:00

Autor: Pelikan

Najlepsi Bokserzy w Historii

Droga do piekła

Posłuchajcie historii o czarnoskórym chłopaku ze slumsów, który spróbował, jak smakuje życie elit. Spróbował tylko po to, by wszystko zaprzepaścić i znowu spaść na dno.

Jeżeli ludzie taktują cię jak boga, dajesz sobie z tym radę. Niebezpieczeństwo pojawia się dopiero wtedy, kiedy sam zaczynasz wierzyć, że nim jesteś – twierdzi Tyson. Wie, co mówi. Przez lata żył w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Trudno w to uwierzyć , ale Tyson już nie pije, nie ćpa i nie rozrabia. Najbardziej szalony, najbardziej nieprzewidywalny bokser w historii wreszcie potrafi się kontrolować. Jest fanem twórczości Oscara Wilde' a. Czyta też dzieła Tołstoja. Machiavellego i przewodniczącego Mao. Pasję literacką odnalazł w sobie w więzieniu. Zmienił się. Musiał jeżeli chciał przetrwać.

Upił się i naćpał

Pierwszy zawodowy pojedynek stoczył 6 marca 1985 roku, szybko znokautował Hectora Mercedesa. Przez kolejnych 17 miesięcy walczył 27 razy, 25 walk wygrał przed czasem. Wiadomo było, że nadchodzi gwiazda. Trevora Berbicka pobił 22 listopada 1986 roku, zajęło mu to sześć minut. Rywal próbował wstać, zataczał się po ringu. Tyson nie skakał z radości. Właśnie trafił do historii bosku. Został najmłodszym mistrzem świata w kategorii ciężkiej, Miał 20 lat 4 miesiące i 22 dni. Promotor Don King wziął go na ręce. Świętowanie było proste – upiłem się i naćpałem – wspomina Mike.

Został żyłą złota. Sam zarabiał, ale dzięki niemu bogaczami zostawali wszyscy w jego otoczeniu.

Pierwszą gigantyczną gażę otrzymał za walkę z Michaelem Spinksem. Pobił go w 91 sekund i dostał ponad 20 milionów dolarów, Chłopak, który kilka lat nie miał co jeść.

Każdy był wrogiem

Jego matka była alkoholiczką, ojca nie znał – Sypiałem w opuszczonych domach pełnych szczurów – wspomina. Był niski, gruby, nosił okulary. Jego przyjaciółmi były gołębie, które kupował za kradzione pieniądze. Kiedy jeden z chłopaków złapał jego gołębia i urwał mu głowę, Mike eksplodował. Pobił rywala, zniszczył go.

Boksować nauczył się w poprawczaku (zgarnięto go z ulicy ze skradzionymi pieniędzmi w kieszeni) ale bokserem został dzięki Cusowi D'Amato, który kiedyś odkrył Rockyego Marciano i Floyda Pattersona. Śmierć trenera w listopadzie 1985 roku, to najgorsze wydarzenie w życiu Tysona. Trener to zresztą złe słowo. Cus był dla Tysona ojcem, wzorem, autorytetem. Pierwszym i ostatnim człowiekiem, któremu zaufał. Zabrał go z Brownsville. – kiedy ja, dzieciak ze slumsów, znalazłem się w jego domu pomyślałem ,, To są ludzie, których mógłbym obrabować,, . Cus powiedział mi że mam szansę odmienić swoje życie, zostać mistrzem. Pomyślałem, że ten facet jest szalony – Kiedy Tyson opowiada to w filmie dokumentalnym o sobie – płacze. Po śmierci D'Amato został sam. Zawalił mu się świat. To była równia pochyła, droga do piekła. Każdy był jego wrogiem. Potrafił tylko walczyć, wszystko inne było porażką.

Wyssali z niego krew

W ringu zarobił około 400 milionów dolarów, w 2003 roku ogłosił się jednak bankrutem. Twierdzi, że wszystko przehulał – Jeśli nie masz osobowości nałogowca, nigdy nie zrozumiesz , jak można przepuścić tyle pieniędzy – tłumaczy. Pozwoliłem ludziom wyssać ze mnie krew, jak wszom, jak pasożytom. Pogrążał się coraz bardziej. W 1988 roku w ulicznej bójce w Harlemie pokonał innego boksera, Mitcha Greena. Bił go tak mocno, że złamał sobie prawą rękę. W tym samym roku rozbił o drzewo samochód. Jedna z nowojorskich gazet napisała, że była to próba samobójcza.

W 1992 roku uczestniczka Miss Black America, Desiree Washington oskarżyła go o gwałt. Dostał sześć lat, odsiedział trzy. Do dziś utrzymuje, że nie zgwałcił Washington. Po wyjściu na wolność w rok odzyskał tytuł mistrza świata.

Z szacunku do boksu

Evanderowi Holyfieldowi w 1997 roku odgryzł w ringu kawałek ucha. To był rewanż za walkę sprzed siedmiu miesięcy i Tyson znowu był bezradny. Tłumaczył, że gryzł, bo jego rywal go faulował, a sędzia tego nie widział. – Straciłem rozum. Chciałem mu sprawić tyle bólu , ile to tylko możliwe, każdemu w jego narożniku – przyznał. Zdawał sobie sprawę, że to koniec jego wielkości – potem interesowały mnie już tylko pieniądze. Wiedziałem, że nic wielkiego już nie osiągnę.

Trzy lata później zmierzył się z Andrzejem Gołotą. Polak nie wyszedł do trzeciej rundy, ale walkę unieważniono, bo w organizmie Tysona wykryto marihuanę. Kiedy w 2005 roku przegrał z Kevinem McBrid'em zdecydował, że ze względu na szacunek do boksu nigdy więcej nie wyjdzie do ringu. To był jego ostatni zawodowy pojedynek.

Nie ma żadnych pamiątek z czasów świetności. Żadnych trofeów. Ale to nie prawda, że nie lubi boksu. Kocha boks, ale tylko, ten z czasów kiedy siadał na kanapie z Cusem i wspólnie oglądali filmy o dawnych czempionach. O nich może rozmawiać godzinami. – Gene Tuney, Jack Johnson, Jack Dempsey- popatrzcie na tych gości, na ich klasę – zachwyca się Tyson – Dzisiaj bokserzy nie są tak zdeterminowani. Z prostego powodu – za moich czasów dzieciak nokautował rywala i w jedną noc zostawał milionerem. A oni nie zarabiali tyle przez 25 lat boksowania, cały czas będąc na topie.

#boks

Data: 07.10.2019 20:31

Autor: Pelikan

Postanowiłem, że skoro trochę jestem obeznany w boksie to będę dodawał wpisy o największych walkach w historii oraz pionierów boksu zawodowego. Może kogoś zaciekawi historia tego sportu i ludzi którzy ową historię tworzyli.

Największe Walki W Historii

Zaczynam od chyba najlepszej trylogii w dziejach tego sportu (opinia najważniejszych komentatorów/ ekspertów). Runda 9 pierwszej walki (polecam obejrzeć) równiej nosi miano jednej z naj naj.

Arturo Gatii- Micky Ward (2002-03, Uncasville, New Jersey). Triumf: Ward MD, 2x Gatti PKT

Po walce obaj do szpitala

Jeśli ktoś jakimś cudem nie zna tych walk, nie widział choćby fragmentu jednej z trzech epickich bitew-. Niech lepiej się do tego nie przyznaje. Zdaniem wielu fachowców to najlepsza trylogia w dziejach. Lepsza nawet od rywalizacji Muhammada Alego z Joe Frazierem. Pierwszą i drugą część trylogii ,,The Ring,, uznał za walki roku.

Do pierwszego starcia doszło 18 mają 2002 roku w Uncasville. Po 8 rundach jednym punktem prowadził Gatti (według HBO). Na początku 9 starcia Ward straszliwym lewym sierpem na korpus posadził rywala na deskach.- To koniec, jest po wszystkim- zawyrokowali komentatorzy. Gatti jakimś cudem wstał, a jego heroiczną walkę widzowie w kasynie Mohegan Sun oglądali na stojąco. Minimalnie na punkty po 10 rundach zwyciężył Ward. Po walce obaj bohaterowie trafili do szpitala.

Do rewanżu doszło jeszcze tego samego roku, 23 listopada, tym razem w Atlantict City. Już w trzecim starciu wyglądało na to, że jest już po walce. Po piorunującym prawym sierpowym na głowę Ward przyklęknął i był zamroczony.- On nie ma nóg, jakim cudem on jeszcze stoi? Dziwił się komentator stacji HBO. Po walce okazało się, że ten cios uszkodził błędnik Warda. Zwykłemu człowiekowi ciężko utrzymać równowagę po takim urazie. Ward wytrzymał do końca walki! – Kiedyś zastanawiałem sie co by się stało, gdybym walczył ze swoim bratem bliźniakiem. Teraz już wiem – przyznał Gatti. Jeśli to były dramaty, to o trzecim starciu (7 czerwca 2003 r. Atlantic City) wystarczy powiedzieć, że Gatti złamał na nim rękę, a jego rywal miał uszkodzone siatkówki w obu gałkach ocznych. Jednogłośnie na punkty znów wygrał Gatti, a Ward po tej walce zakończył karierę.

#boks

Data: 02.10.2019 19:55

Autor: Pelikan

Jako że po długiej przerwie spowodowanej problemami zdrowotnymi wracam do treningów, to postanowiłem co jakiś czas dodawać wpis z postępów (może kogoś to zainteresuje). Trenuję boks od 7 lat, czasami miałem krótkie przerwy, ale nie taką długa jak teraz. Wątpię abym wrócił do formy sprzed dwóch lat. Wtedy tygodniowy plan podporządkowany był pod treningi. Po pracy 1,5 h trening, pod wieczór 15 km biegu zmiennym tempem. Teraz już mi tak nie zależy i chciałbym osiągnąć chociaż 50% tego. Trenowałem w różnych miejscach, sparowałem z młodzieżowym mistrzem świata, z młodzieżowymi mistrzami Polski itp. Choć miałem propozycje aby jeździć po Polsce, trenować i walczyć to jednak nie zdecydowałem się na taki ruch. Miałem obowiązki, które miały wyższy priorytet i nie żałuję decyzji. Ale postawiłem sobie cel. Spróbuję wrócić do dobrej formy i może zawalczę na mniejszej gali, jeśli forma będzie mnie zadowalać. Aktualnie trenuję u siebie, mogę się tutaj dobrze przygotować. Tylko nie ma z kim tarczować oraz sparować :/. Zbuduję jakaś tam formę i trzeba będzie znowu jeździć 40km na sekcje chociaż raz w tygodniu na sparingi. Salka szału nie robi, ale jest wszystko czego potrzebuje. Jeśli zdrowie pozwoli to może zawalczę przed operacją.

Wpisy będę dodawał co tydzień/ dwa ponieważ szczerze mówiąc częściej mogą być nudne :).

#boks

Data: 08.04.2019 18:07

Autor: FiligranowyGucio

Historia, o której się nie mówi

102 lata temu, 8 kwietnia 1917 roku urodzil się Tadeusz Pietrzykowski – człowiek co wygrał życie w Auschitz…

W marcu 1941 roku w Auschwitz miały miejsce wydarzenia, które powinny być znane każdemu bokserowi.

Wówczas w obozie pojawił się (jako funkcjonariusz SS) zawodowy mistrz boksu w kategorii średniej – Walter Duenning. Był człowiekiem, który wykorzystując swoje umiejętności bił więźniów do tego stopnia, że pękały im kości. Duenningowi sprawiało przyjemność bicie więźniów ale brakowało mu tego "czegoś". Mimo, że był funkcjonariuszem to był jednak bokserem i chciał walczyć. Nikt jednak na głodowych racjach żywnościowych nie chciał podjąć wyzwania, poza tym każdy bał się konsekwencji.

Duenning ogłosił, że za "odwagę" więzień, który przyjmie wyzwanie dostanie pół bochenka chleba i kostkę margaryny.

Wtedy też znalazł się Tadeusz Pietrzykowski – więzień nr 77 – wicemistrz Polski w kategorii koguciej (jego ówczesna waga to 45 kg – Duenninga 70kg). Był uczniem Feliksa Stamma, którego nazwisko jest raczej znane wszystkim, którzy interesują się boksem.

Walka polegała na tym, że z jednej strony była całkiem niezła technika ale przede wszystkim siła Niemca a z drugiej doskonała technika Polaka jednak bez specjalnej siły (co można sobie wyobrazić).

Zresztą nikt nie dawał nawet cienia szansy Pietrzykowskiemu.

Ten jednak zdołał tę walkę wygrać wyprowadzając kombinację: lewy prosty, prawy sierp i (okaleczający wargę Niemca) lewy sierp. Niemiec nie dość, że nie ukarał Polaka to wręcz zapytał go przy wszystkch – przy czym chce pracować w obozie.

Od tego czasu walki z udziałem nie tylko Pietrzykowskiego były na porządku dziennym, a zainteresowanie tak wielkie, że Rudolf Hess (szef obozu) ściągnąl prawdziwy ring do Auschwitz!

Pietrzykowski rósł w siłę bo na życzenie pracował przy karmieniu krów.

Zdobył 10 bochenków chleba!

Gdyby nie kierownik Obozu Nuengamme – Hans Luetkemeyer – Pietrzykowski został by stracony bo Niemcom, którzy nie mogli go pokonać zaczęło się to nie podobać.

Hans był znajomym polskiego mistrza jeszcze z turniejów sprzed wojny, gdzie Luetkemeyer był sędzią.

Nuengamme szybko przeniósł Pietrzykowskiego do swojego obozu.

Tutaj zresztą też był ring i były walki.

Tutaj też Pietrzykowski, który stoczył 40 walk w Auschitz (bez przegranej!) stoczył pojedynek z Niemcem o nazwisku – Hottenbach, który walczył przed wojną w USA. Ponoć był to wielki chłop, który miał ksywę "młot". Można się domyślać dlaczego.

Walka przypominała walkę Floyda M. Szybkie ciosy i ucieczka po całym ringu.

Tę walkę Pietrzykowski też wygrał jedną kombinacją: sierp na szczękę Niemca i prawy prosty co sprawiło, że Młot już się nie podniósł.

Tadeusz Pietrzykowski stoczył około 70 walk jako więzień!

Był po wojnie świadkiem w procesie Rudolfa Hessa, którego powieszono w obecności więźniów na terenie byłego już obozu.

Zmarł 18 kwietnia 1991r.

#historia #boks #2wojnaswiatowa

Adam Kownacki: To boks a nie zawody kulturystyczne

Data: 26.01.2019 12:35

Autor: Nmd

bokser.org

To boks a nie zawody Mr. Olympia - mówi Adam Kownacki (18-0, 14 KO), który za kilkadziesiąt godzin spotka się z wyższym i lepiej zbudowanym Geraldem Washingtonem (19-2-1, 12 KO). Dla Polaka to może być jeden z ostatnich przystanków przed atakiem na tron wagi ciężkiej.

Ludzie patrzą na ciebie trochę inaczej jeśli wyglądasz dobrze fizycznie i pewnie trochę to pomaga. Wiem jednak, że jestem dobrze przygotowany na dziesięć, czy nawet dwanaście rund. Może nie wyglądam, ale zawsze jestem dobrze przygotowany - kontynuuje nasz "Babyface".

Przeciwnikiem polonijnego wojownika będzie były gracz futbolu amerykańskiego, który potrafi boksować i wykorzystywać świetne warunki fizyczne. Przez cztery rundy sprawiał problemy mistrzowi WBC Deontayowi Wilderowi, ale to Adam jest nieznacznym faworytem jutrzejszego starcia. Ma już przecież na rozkładzie byłego mistrza świata (Charles Martin PKT 10) oraz pretendenta do tytułu (Artur Szpilka (TKO 4).

Wygląd nie jest kluczem do sukcesu w boksie, ale ciężko pracuję nad swoją tężyzną fizyczną i by trochę lepiej się prezentować. Na pewno jednak nie jest to moim priorytetem. Wolę dwie godziny poboksować niż przez dwie godziny ćwiczyć na siłowni. Ostatnio popełniłem błąd i ważyłem zbyt dużo, ale teraz zwróciłem na to uwagę - zapewnia nasz najlepszy obecnie "ciężki", który zapowiada, że wniesie na skalę od 115 do 118 kilogramów.

W głównym daniu gali na Brooklynie Keith Thurman (28-0, 22 KO) spotka się Josesito Lopezem (36-7, 19 KO). Transmisja od 2:00 na antenie Canal+ Sport 2.