Miało być 3, będzie 10%! Wzrost akcyzy to nie tylko walka z alkoholizmem... To także likwidacja...

Data: 20.11.2019 22:35

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #piwo #akcyza #alkohol

Podwyżka akcyzy od piwa o 10% spowoduje wzrost cen piwa, spadek sprzedaży, niższe od zakładanych wpływy budżetowe oraz ryzyko utraty miejsc pracy związanych z produkcją i sprzedażą piwa w Polsce – informuje Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Miało być 3, będzie 10%! Wzrost akcyzy to nie tylko walka z alkoholizmem… To także likwidacja miejsc pracy i cios w zwykłych konsumentów

"Z zaskoczeniem przyjmujemy ogłoszony w dniu dzisiejszym, z pominięciem konsultacji społecznych, rządowy projekt ustawy podnoszący stawkę akcyzy od piwa o 10% czyli w wysokości ponad 3-krotnie wyższej niż pierwotnie projektowano"

– czytamy w komunikacie Związku.

Do tej pory sektor piwowarski był przygotowany na podwyżkę akcyzy od piwa o 3% od roku 2020.

"Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, że podwyżka akcyzy w stopniu większym niż zaplanowana dotychczas doprowadzi do radykalnego zmniejszenia wpływu gospodarczego branży, zmniejszenia wielkości produkcji i utraty miejsc pracy. Wzrost stawki będzie czynnikiem blokującym rozwój kategorii piwnej i obniży konkurencyjność polskiego piwa"

– informuje ZPPP-BP.

"Ogłoszony teraz wzrost akcyzy należy także rozpatrywać w szerszej perspektywie. Oprócz wyższej stawki akcyzy, branża piwowarska zmaga się w tym samym czasie z wieloma innymi poważnymi wyzwaniami kosztowymi – np. znacząco większe koszty pracy i projektowane zmiany dot. składek na ZUS, wyższe koszty surowców, energii, etc. Wiele presji kosztowych skumulowanych w tym samym czasie może doprowadzić do stagnacji, a nawet załamania branży piwowarskiej, co w efekcie może odbić się negatywnie m.in. na poziomie zatrudnienia, a także obniżeniu dochodów budżetu państwa"

– prognozują przedstawiciele branży.

"Należy pamiętać, że produkcja i sprzedaż piwa generuje w polskiej gospodarce 157 tysięcy miejsc pracy w różnych sektorach – w produkcji opakowań, transporcie, handlu, gastronomii i rolnictwie. Oceniamy, że możliwe zmniejszenie wolumenu produkcji piwa w szczególności dotknie 22 tysiące osób zatrudnionych w rolnictwie i przetwórstwie spożywczym, które zapewniają polskiej branży piwowarskiej chmiel i zboża oraz handlu, w którym piwo zapewnia utrzymanie 48 tysiącom osób, najczęściej w małych sklepach, bo piwo sprzedawane jest w Polsce w 85 tysiącach placówek handlowych, z których 78 tysięcy stanowią sklepy małoformatowe – często małe, rodzinne interesy"

– czytamy w komunikacie.

"Jesteśmy przekonani, że z uwagi na podwyżkę ceny piwa, będącą skutkiem drastycznego podniesienia akcyzy i związane z tym zmniejszenie wolumenu sprzedaży, niemożliwym będzie zrealizowanie dochodów budżetu państwa na założonym poziomie. Branża doświadczyła negatywnych skutków podwyżki akcyzy od piwa w roku 2009. Rynek piwa zmniejszył się wtedy o ponad 4%, zatrudnienie związane z produkcją i sprzedażą o 24%, a dochody budżetu okazały się 2-krotnie niższe niż zakładano. Branża piwowarska potrzebowała trzech lat aby odbudować rynek do poziomu sprzed podwyżki"

– dodają browarnicy.

Już dzisiaj branża piwowarska w Polsce jest największym, po Wielkiej Brytanii i Francji, płatnikiem podatku akcyzowego od piwa w Unii Europejskiej. Polscy konsumenci piwa płacą akcyzę 2.5 krotnie wyższą niż mieszkańcy Niemiec i kilkadziesiąt procent wyższą niż Czesi i Słowacy. Od piwa produkowanego w Polsce do budżetu państwa wpływa 829,4 mln EUR rocznie, co jest kwotą o 25% wyższą niż w przypadku Niemiec, gdzie produkcja piwa jest ponad dwukrotnie większa"

"Jesteśmy trzecim w Europie producentem piwa i jednocześnie największym płatnikiem akcyzy w naszym regionie. Obecna stawka akcyzy od piwa w Polsce wynosi 22 EUR/hl  i jest niemal 240% wyższa od stawki w Niemczech (9,4 EUR/hl), 50% wyższa niż w Czechach (14,69 EUR/hl) i 28% wyższa od stawki akcyzy na Słowacji (17,22 EUR/hl).  Dalsze podnoszenie akcyzy na piwo w Polsce spowoduje spadek konkurencyjności produktu produkowanego w naszym kraju wobec piwa z rynków ościennych, wzmagając tym samym jego niekontrolowany import. A przepisy unijne dają taką możliwość – każdy może przewieźć z zagranicy na swój użytek 110 litrów piwa.  Podobna sytuacja miała miejsce na rynku estońskim, powodując załamanie lokalnego rynku piwa"

– twierdzą autorzy stanowiska Związku.

Dodają, że "Branża piwowarska w Polsce zawsze była i jest stabilnym płatnikiem podatków a także przewidywalnym i rzetelnym partnerem dla strony rządowej".

"Dlatego oczekujemy również poważnego potraktowania przedstawianych przez nas argumentów. Jest nieakceptowalne, że tak ważna zmiana jak stawka podatku akcyzowego jest  wprowadzana poprzez zaskoczenie, wbrew publicznie przedstawianym planom i projektom. Wymaga także gruntownego skonsultowania i rzetelnej oceny skutków z udziałem wszystkich zainteresowanych stron w ramach Rady Dialogu Społecznego. Apelujemy do Rządu o respektowanie przyjętych uprzednio założeń i konsekwentne podtrzymanie założonej i ogłoszonej wielokrotnie podwyżki o 3 procent"

– apeluje Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Dlaczego PiS podnosi akcyzę i składki? Dlatego, że ZUS-owi zabraknie aż 211 mld zł!

Data: 18.11.2019 18:23

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zus #niewygodneinfo #akcyza #gospodarka #rzad #budzet #pieniadze

Kiedy cała Polska żyła tym, że Macierewicz ma zostać marszałkiem a Pawłowicz z Piotrowiczem mają trafić do TK, ZUS opublikował raport na temat wypłat rent i emerytur w latach 2020 – 2024. Okazuje się, że na ten cel zabraknie mu aż 211 mld zł. I to w wariancie optymistycznym! PiS chce, aby brakujący deficyt pokryli podatnicy. Przynajmniej częściowo. Dlatego politycy tej partii forsują pomysły wzrostu akcyzy i zniesienia limitu 30-krotności składek ZUS. Alternatywą mogło by być ograniczenie wydatków socjalno-wyborczych, ale na to brakuje – póki co – odwagi.

Dlaczego PiS podnosi akcyzę i składki? Dlatego, że ZUS-owi zabraknie aż 211 mld zł!

Istotą funkcjonującego w naszym kraju systemu emerytalnego, którego gwarantem jest ZUS, jest tzw. solidarność społeczna, a dokładnie solidarność międzypokoleniowa. W największym uproszczeniu polega ona na tym, że ludzie w wieku produkcyjnym (ci którzy pracują) utrzymują poprzez składki do ZUS swoich rodziców i dziadków, którzy pracować już nie mogą lub nie muszą. Innymi słowy – bieżące świadczenia emerytalne finansują młodsze pokolenia.

System ten działa idealnie, gdy mamy do czynienia z tzw. zastępowalnością pokoleniową, czyli sytuacją, w której każdy ma co najmniej dwójkę dzieci, a jedna osoba pobierająca świadczenia emerytalno-rentowe jest "utrzymywana" przez minimum 6 osób, które pracują i odkładają składki do ZUS.

Niestety w Polsce kilkanaście lat temu doszło do załamania się struktury demograficznej. Populacja ludzi młodych zaczęła się kurczyć, przy jednoczesnym wzroście liczby emerytów. Trend ten z roku na rok się nasila. Zdaniem prognoz ZUS liczba osób w wieku produkcyjnym (mężczyźni w wieku 18-64 lata i kobiety w wieku 18-59 lat) w 2024 roku osiągnie poziom o przeszło 1,0 mln mniejszy niż w 2019 roku. Tymczasem populacja osób w wieku poprodukcyjnym (mężczyźni w wieku 65 lat i więcej oraz kobiety w wieku 60 lat i więcej) będzie ciągle rosła, by 2024 roku osiągnąć poziom o ponad 0,8 mln osób większy niż w 2019 roku.

Coraz mniej osób pracujących będzie finansowało (poprzez składki) coraz więcej emerytów, których utrzymanie będzie kosztowało coraz więcej pieniędzy. Efektem będzie poszerzający się deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (czyli jednostki odpowiedzialnej za dostarczanie pieniędzy do ZUS), który nawet przy optymistycznych założeniach w latach 2020 – 2024 wyniesie blisko 211 mld zł.

Aby zlikwidować tak wielki deficyt każdy aktywny zawodowo Polak w wieku produkcyjnym (tj. 15,8 mln osób) powinien dobrowolnie oddać do ZUS około 13,3 tys. zł ponad to, co w latach 2020 – 2024 i tak zapłaci w składkach na ubezpieczenia społeczne. Wiadomym jest, że nikt sam od siebie takiej kwoty do ZUS nie wpłaci, dlatego też PiS chce wprowadzić częściowy przymus. Likwidacja limitu 30-krotności w składach na ZUS przyczyni się do tego, że ok. 370 tys. osób będzie musiało zapłacić w skali roku dodatkowe 8 – 9 mld zł więcej. Podwyższenie akcyzy również przyniesie budżetowi dodatkowe pieniądze. W efekcie skala planowanego deficytu powinna się zmniejszyć, nadal jednak będzie ona liczna w dziesiątkach miliardów złotych w ciągu roku. W takich okolicznościach zasadnym jest pytanie o to, czy w najbliższym czasie możemy się spodziewać wzrostu kolejnych podatków? A może PiS odważy się na ograniczenie wydatków socjalno-wyborczych?