#Nauka - Gigantyczny kondor wielki leciał bez machania skrzydłami przez ponad 5 godzin

Data: 09.08.2020 20:40

Autor: ziemianin

swansea.ac.uk

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Badania #Ciekawostki #Edukacja #Nauka #Zwierzeta #kondorolbrzymi #kondorwielki #lotkondoraandyjskiego #skrzydla

Patrząc na kondora wielkiego, można by się zastanawiać, jak w ogóle lata tak ogromny ptak, nie mówiąc już o osiągnięciu wysokości ponad 5 000 metrów.

#Nauka – Gigantyczny kondor wielki leciał bez machania skrzydłami przez ponad 5 godzin

Ten gigantyczny gatunek sępa może mieć rozpiętość skrzydeł do 3 metrów i masę ciała porównywalną z ludzkim dzieckiem, od 9 do 13 kg.

Niedawno naukowcy z Uniwersytetu Swansea współpracowali z naukowcami z Argentyny, aby zbadać lot kondorów wielkich w ich środowisku. Starali się odpowiedzieć na pytanie, jak często i w jakich warunkach pogodowych duże ptaki machają skrzydłami w locie, wykorzystując w ten sposób cenną energię, aby pozostać na danej wysokości lub zmienić wysokość.

Dołączając specjalne urządzenia monitorujące do młodych kondorów wielkich, naukowcy byli w stanie policzyć każdy ruch gigantycznych skrzydeł ptaków. Jak się okazuje, kondory wielkie poświęcają niewiele czasu i energii na machanie skrzydłami. W czasie przebywania ptaków w powietrzu mniej niż jeden procent poświęcają na trzepotanie. Większość trzepotania miała miejsce podczas startu lub lotu blisko ziemi. Te zaskakujące statystyki – opublikowane w Proceedings of the National Academy of Sciences – dają nam nowe, ciekawe informacje.

Naukowcy z zainteresowaniem zauważają, że badane przez nich młode ptaki mogą bardzo skutecznie szybować po niebie. Jeden lecący w powietrzu kondor nie trzepotał skrzydłami przez ponad pięć godzin, szybując ponad 160 km. Artykuł sugeruje, że lot kondorów wielkich w dzisiejszej Ameryce Południowej może pomóc naukowcom zrozumieć, w jaki sposób jeszcze większe ptaki prehistoryczne unosiły się na powierzchni prądów powietrznych wiele tysięcy lat temu.

Więcej informacji o kondorach wielkich i ich statusie jako gatunku bliskiego zagrożenia można znaleźć na stronie internetowej National Aviary.

Kondor wielki ma rozpiętość skrzydeł 3 metrów i może szybować wiele kilometrów bez trzepotania skrzydłami.

Lot kondora wielkiego może rzucić światło na to, jak gigantyczne prehistoryczne ptaki unosiły się w powietrzu.

Badania: Ludzie mogą zarazić Covidem-19 zwierzęta domowe.

Data: 04.08.2020 11:10

Autor: ShroudInMist

msn.com

Naukowcy z północnych Włoch poddali badaniom 540 psów i 277 kotów, głównie z regionu Lombardia. Zwierzęta pochodziły częściowo z domów, których mieszkańcy przechodzili Covid-19. Badanie wykazało obecność przeciwciał koronawirusowych u 3,4 procent psów i 3,9 procent kotów. Oznacza to, że przeszły one wcześniej infekcję wywołaną Sars-CoV-2. U żadnego ze zwierząt nie wykryto aktywnego wirusa. Testy trwały od marca do maja tego roku.

Badanie włoskich naukowców potwierdza dotychczasowe założenia Instytutu Friedricha Loefflera, że psy i koty nie odgrywają roli w roznoszeniu koronawirusa. Kluczowe jest przekazywanie wirusa z człowieka na człowieka. Nie ma jak dotąd dowodów na to, że infekcja koronawirusem może okazać się śmiertelna dla zwierzęcia. Wirusem mogą zarazić się także niektóre gatunki nietoperzy oraz fretki. Nie stwierdzono za to zachorowań świń czy kur.

#zwierzeta #koty #psy #swinia #nietoperz #covid19 #koronawirus #wlochy #lombardia #nauka

ZOOPOLIS Sylwii Spurek i jej "żóbr", czyli "zwierzę nieludzkie"

Data: 01.08.2020 16:25

Autor: Starszyoborowy

swiatrolnika.info

Zoopolis to jedna z dwóch podstawowych pozycji książkowych animalsów. Pierwsza do dzisiaj nazywana jest biblią obrońców zwierząt i jest nią "Wyzwolenie zwierząt" Petera Singera i "Zoopolis" autorstwa duetu – Will Kymlicka i Sue Donaldson. W duchu tych lektur swój wywód, dość kompromitujący, zaprezentowała w Social Media dr. Sylwia Spurek, posłanka w Parlamencie Europejskim.

#lewackalogika #lewactwo #zwierzeta

Australia: W pożarach buszu ucierpiało niemal 3 mld zwierząt.

Data: 29.07.2020 11:52

Autor: 2_M_A

msn.com

Z badań, które przeprowadziła organizacja pozarządowa WWF wynika, że niemal trzy miliardy koali, kangurów i innych zwierząt zginęło lub utraciło siedliska w wyniku pożarów buszu, które miały miejsce w 2019 i 2020 roku. Z badań dr Lily Van Eede i prof. Chrisa Dickmana z Uniwersytetu w Sydney wynika, że około 143 mln ssaków, 2,46 mld gadów, 180 mln ptaków i 51 mln żab zostało dotkniętych największymi pożarami buszu w Australii od dziesiątek lat.

– To jedna z największych katastrof naturalnych we współczesnej historii – podkreślił dyrektor generalny WWF-Australia Dermot O'Gorman. Od września 2019 do marca 2020 roku Australia walczyła z jednym z najgorszych pożarów buszu w historii. Ogień doprowadził do śmierci 34 osób. Zniszczonych zostało także niemal 3000 domów.

#australia #pozar #pozar #katastrofynaturalne #katastrofanaturalna #pozary #busz #wwf #sydney #zwierzeta

W Rosji odkryto dobrze zachowany szkielet mamuta włochatego.

Data: 28.07.2020 21:23

Autor: 2_M_A

msn.com

Część czaszki, kilka żeber i kości przednich nóg, niektóre z tkanką miękką, liczące 10 min. 10 tys. lat, zostały wydobyte z półwyspu Jamalskiego w Rosji nad kołem podbiegunowym 23 lipca. Na miejscu nadal trwają prace związane z odkryciem pozostałych kości. To niezwykłe odkrycie, ponieważ na miejscu znaleziono wiele kości, ale także tkankę miękką.

W 2018 roku naukowcy na Dalekim Wschodzie Rosji odkryli szczątki szczeniaka. Pies "Dogor" był samcem i liczył około 18 tysięcy lat.

#Rosja #polwysepjamalski #mamut #szczatki #archeologia #kolopodbiegunowe #wykopaliska #mamutwlochaty #zwierzeta

Naukowcy: do 2100 roku wyginą niedźwiedzie polarne.

Data: 22.07.2020 12:23

Autor: 2_M_A

msn.com

Wzrastająca dwa razy szybciej niźli średnia na świecie temperatura na Arktyce, topi lodowce, tym samym niwelując przestrzeń życiową niedźwiedzi. Co za tym idzie, horyzont czasowy polowania na foki zmniejsza się. Czas bez jedzenia wydłuża się, zanim lód zamarznie i będą mogły znowu polować – powiedział kierujący badaniami Steven Amstrup z organizacji pozarządowej Polar Bears International.

Jest mało prawdopodobne, aby 12 z 13 badanych populacji przeżyło następne 80 lat. Mięsożerne zwierzęta na szczycie łańcucha pokarmowego nie są w stanie wystarczająco szybko przystosować się do zmieniającego się środowiska. – Ich przestrzeń życiowa dosłownie topnieje – alarmuje Amstrup. I to tylko zwiastun tego, co może spotkać także inne gatunki zwierząt. Obecnie na wolności żyje ok. 25 tys. niedźwiedzi polarnych.

#arktyka #globalneocieplnie #niedzwiedzpolarny #przyroda #zwierzeta #klimat

#Zwierzeta Ogłoszono konkurs! - Młode żubry z Gołuchowa czekają na swoje imiona.

Data: 20.07.2020 11:46

Autor: ziemianin

okl.lasy.gov.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Zwierzeta #polska #zubry

Ośrodek Kultury Leśnej w Gołuchowie ogłosił konkurs na imiona dla nowych mieszkańców gołuchowskiej zagrody zwierząt. Chodzi o młode żubry, które przyszły na świat na przełomie maja i czerwca. Byczki są zdrowe, a teraz trzeba nadać im imiona i wpisać je do Księgi Rodowodowej Żubrów. Jest jednak pewien warunek.

#Zwierzeta Ogłoszono konkurs! – Młode żubry z Gołuchowa czekają na swoje imiona.

Żubry potrzebują imion

Dwa młode żubry, które przyszły na świat w gołuchowskiej zagrodzie zwierząt, czekają na imiona. Pierwszy z nich urodził się 30 maja, jako potomek Poinsecji II i Pogaja. Niecały tydzień później, 4 czerwca ocieliła się samica żubra Podusta również się ocieliła. Obydwa małe żubry to zdrowe byczki, a teraz przyszedł czas, aby nadać im imiona i wpisać je do Księgi Rodowodowej Żubrów.

Księga jest elementem programu ochrony żubra europejskiego i powstała w 1931 r. Istnieje w celu kontrolowanego kojarzenia osobników, przy zachowaniu czystej krwi gatunku. W obrębie hodowanych żubrów wyróżnia się dwie linie – białowieską i białowiesko-kaukaską. W Gołuchowie żyją żubry z linii białowieskiej.

Ośrodek Kultury Leśnej w Gołuchowie ogłosił więc konkurs i zachęca do przesyłania swoich propozycji imion dla żubrów. Jest tylko jeden najważniejszy warunek! Dla łatwego odróżnienia pochodzenia żubrów, stosuje się zasadę, że imiona zaczynają się od liter „Po”. Należy więc pamiętać, że proponowane imiona, które mają dostać młode żubry muszą się zaczynać właśnie od tych liter. Konkurs potrwa do 15 września, a szczegóły, w tym regulamin i kartę zgłoszeniową można znaleźć na tej stronie.

Żubry w Puszczy Białowieskiej w śmiertelnej pułapce?

Leśnicy z Długiego Brodu odnaleźli dwa miesiące temu martwą krowę żubra. Zwierzę padło prawdopodobnie w wyniku ataku watahy wilków, które zapędziły je w pułapkę. Pułapkę na żubry stworzyły drzewa, które zginęły w wyniku zwiększonej gradacji kornika drukarza, a które przez działania aktywistów ekologicznych nie mogą zostać wycięte.

Zalegająca ogromna ilość martwych, powalonych drzew okazała się śmiertelną pułapką dla samotnej krowy. Najprawdopodobniej wataha wilków zapędziła żubra pomiędzy konary połamanych drzew. Zwierzę nie mogło dalej uciekać ani się bronić. W Puszczy Białowieskiej jest wiele suchych, martwych i połamanych drzew. Są zagrożeniem dla ludzi i zwierząt! Szacuje się, że w Nadleśnictwie Hajnówka zalega ponad 0,5 miliona m3 martwego drewna, a w całej Puszczy Białowieskiej ok. 2 mln m3. Żubr to gatunek pod ochroną. Ostatnia inwentaryzacja wykazała, że populacja białowieska żubrów liczy ok. 770 osobników.

Żubry to tylko jedne ze zwierząt, które mogą paść z powodu działalności aktywistów. W Puszczy Białowieskiej wciąż pojawia się więcej drzew, które umierają pod naporem kornika drukarza, stanowiąc zagrożenie dla zwierząt i ludzi oraz zwiększając ryzyko pojawienia się pożaru.

W tej chwili Puszcza Białowieska jest nie do uratowania – jeśli chodzi o kornika drukarza i o drzewa iglaste – dlatego, że w tym momencie już nikt nie jest w stanie nawet fizycznie, gdyby były jakiekolwiek limity (zlikwidować gradacji – przyp. red). Nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Teraz możemy tylko zapewnić bezpieczeństwo.

Naukowcy odkryli podstawy mowy u szympansów

Data: 27.06.2020 22:19

Autor: deux

zmianynaziemi.pl

Brytyjscy biolodzy odkryli, że szympansy, komunikując się ze sobą, wykonują pewne ruchy ustami, których rytm zaskakująco pokrywa się z rytmem ludzkiej mowy. Nowe badanie sugeruje, że jest to odpowiedź na pytanie, skąd pochodzi ludzka mowa. Wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie Biology Letters.

#ciekawostki #zwierzeta #nauka #ewolucja

Organizacje prozwierzęce dla zysku

Data: 27.06.2020 16:38

Autor: Starszyoborowy

swiatrolnika.info

Organizacje prozwierzęce profesjonalizują się w wyciskaniu łez tkliwymi zdjęciami i wzruszającymi historiami zwierząt towarzyszących lub gospodarskich. Tzw. inspektorzy ds. zwierząt odbierają właścicielom zwierzęta na granicy prawa i zbierają na nie dziesiątki, setki tysięcy złotych, a przy ostatniej głośnej zbiórce nawet milion złotych. Wiele organizacji prowadzi swoją działalność z serca, inne, dla zysku. O tych ostatnich, czarnej stronie organizacji prozwierzęcych, opowiada Grzegorz Wojciechowski, poseł PiS, rolnik, prywatnie brat Janusza Wojciechowskiego, komisarza Unii Europejskiej ds. rolnictwa.

#ekologia #zwierzeta

#BezPlanu Rob & Jacq | Nasze życie w Port Barton

Data: 15.06.2020 02:51

Autor: ziemianin

youtube.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #podroze #filipiny #kwarantanna #czaswolny #wakacje #zwierzeta #psy #dobrzyludzie

W tym odcinku poznamy niesamowitych ludzi, Roba i Jacq, którzy oprócz prowadzenia najlepszej restauracji na Palawanie bardzo pomagają też psom w Port Barton. Druga część odcinka to luźna relacja z paru ostatnich dni: trochę plaży, zachody słońca i ogólnie luz

#BezPlanu Rob & Jacq | Nasze życie w Port Barton

Zebra w lesie pod Elblągiem

Data: 12.06.2020 20:39

Autor: Starszyoborowy

swiatrolnika.info

Zebra biegała po lesie w Nadleśnictwie Elbląg. Leśniczy żartują, że to efekt ocieplenia klimatu. Elbląg stał się przez chwilę centrum safari. Zwierzę uciekło z okolicznego mini-zoo.

Leśniczy poinformowali, że egzotyczny gość został już bezpiecznie schwytany i odstawiony do ogrodu zoologicznego.

#zwierzeta #polska #lasy

Hodowcy owiec dostali psy pasterskie do ochrony stad. Zagrożeniem są wilki

Data: 11.06.2020 08:48

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #swiatrolnika #psy #owce #wilki #zwierzeta

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie przekazała właścicielom zwierząt gospodarskich z woj. warmińsko-mazurskiego polskie owczarki podhalańskie do ochrony ich stad przed wilkami. Hodowcy owiec doceniają ten gest.

Hodowcy owiec dostali psy pasterskie do ochrony stad! Zagrożeniem są wilki

A tak wyglądają dorosłe owczarki

Hodowcy owiec wdzięczni za psy

Jak poinformowała rzeczniczka olsztyńskiej RDOŚ Justyna Januszewicz, we wtorek cztery szczeniaki trafiły do trzech hodowców owiec z gmin Reszel, Gołdap i Banie Mazurskie. Kolejne dwa psiaki zostaną dostarczone w środę u właścicieli stad z gmin Orzysz i Ełk.

Zakupione przez RDOŚ ośmiotygodniowe szczenięta pochodzą z hodowli zarejestrowanej w związku kynologicznym. Psy tej rasy mają wrodzony instynkt, który nakazuje im bronić pilnowanego stada owiec przed atakiem wilków. Hodowcy owiec potrzebują właśnie takich stróżów.

Hodowcy owiec dostaną wsparcie w tresurze

Dostawca owczarków, który jest jednocześnie behawiorystą, będzie wspierał grupę, którą stanowią hodowcy owiec w przygotowaniu młodych psów do roli stróża stada. Wyjaśni, jak właściwie opiekować się psem, żywić go oraz w jaki sposób urządzić mu kojec w owczarni i na pastwisku.

Ważne, aby w pierwszym okresie po wprowadzeniu szczeniaka do owiec, kontakt psa z ludźmi był ograniczony do niezbędnego minimum, ponieważ efektywność psa zależy od tego, czy jako szczeniak zaakceptuje stado jako swoją nową rodzinę. Pies nie może stać się domowym pupilem gospodarza

– wyjaśniła Januszewicz.

Warmińscy hodowcy owiec otrzymali wsparcie już wcześniej

Pierwsze cztery owczarki podhalańskie olsztyńska RDOŚ zakupiła w ubiegłym roku. Trafiły wówczas do hodowców z okolic Jezioran, Pasymia i Bań Mazurskich.

Do końca przyszłego roku hodowcy owiec w regionie otrzymają w sumie 16 psów do ochrony swych stad przed wilkami. Będzie to możliwe dzięki projektowi realizowanemu przez RDOŚ w Olsztynie i NFOŚiGW, który służy minimalizowaniu szkód wyrządzanych przez bobry i wilki w regionie.

Na takie działania do 2021 r. przeznaczono w sumie ponad 1,7 mln zł. Poza zakupem psów stróżujących, rolnicy dostają m.in. fladry, czyli sznury z jaskrawymi wstążkami do odstraszania wilków, a także metalową siatkę i słupki do wykonania ogrodzeń i tzw. elektryczne pastuchy.

Jak szacują służby ochrony środowiska, w lasach Warmii i Mazur żyje ok. 140 wilków – głównie w Puszczach Rominckiej, Boreckiej, Piskiej i Napiwodzko-Ramuckiej oraz Lasach Skaliskich i na Wysoczyźnie Elbląskiej.

W minionym roku do RDOŚ zgłoszono 102 szkody wyrządzone w regionie przez te znajdujące się pod ochroną drapieżniki. Odszkodowania wypłacano za zagryzione sztuki bydła, owiec, kóz oraz hodowlanych danieli, jeleni i muflonów. Dlatego hodowcy owiec potrzebują psów-stróżów.

Data: 03.06.2020 13:05

Autor: Macer

siedze sobie na tarazie, opalam się i dezynfekuję palec w słońcu po wczorajszym zabiegu, wokół mnie latają wróble. zauważyłem, że siadają na desce obok mnie i często szlifują dzióbek o drewno, ciekawe czemu?

mówi się, że wiele wróbli zniknęło z miast. to prawda, da się to zauważyć, kiedyś chodziłem po osiedlu i widywało się chmary wróbli latających dookoła i ćwierkających jak oszalałe, teraz ich brak. na szczęście na wsiach wciąż są, a to pożyteczne zwierzątka, bo kleszcze zjadają (tak jak m.in. kury). tutej piszą, że z miast zniknęły, bo globalne ocieplenie xD, zanieczyszczenia, koty, pestycydy. straszne oderwanie od rzeczywisstosci, autor chyba wogle nie wie jak wyglądały miasta jeszcze 20 lat temu xD zanieczyszczen teraz na pewno jest mniej niż kiedyś, pestycydów nikt nie używa, bo po co? kotów i psów bezpańskich jest tak samo tylko mniej.

ja wiem, czego jest więcej: porządku. likwiduje się trawniki-sralniki pod parkingi, ścina żywopłoty, naprawia dziurawe elewacje. zieleni jest coraz mniej, a jeśli już jest, to maksymalnie uregulowana, ugładzona, usztuczniona, zamknięta w doniczkach i krawężnikach. to oznacza, że zwyczajnie nie mają gdzie gniazdować.

mamy tu wybór, który na pewno nie spodoba się miejskim aktywistom, którzy jednocześnie są totalitarni i mają świra na punkcie "ekologii": albo zadbane, sterylne i uporządkowane miasta, albo wróble.

#przemyslenia #zwierzeta #przyroda #urbanistyka

Pseudoekolodzy znów zaatakowali! Zabrali krowy! Rolnik nabrał się na TO pismo!

Data: 28.05.2020 17:56

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#swiatrolnika #zwierzeta #ekoswiry #pseudoekolodzy ##aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #krowy #rolnik #bezprawie

Pseudoekolodzy ponownie zaatakowali! Tym razem rolnik stracił 9 krów – w tym siedem mlecznych. Kolejny raz organizacja prozwierzęca posłużyła się też dokumentem do złudzenia przypominającym decyzję wydaną przez urzędników państwowych.

Pseudoekolodzy znów zaatakowali! Zabrali krowy! Rolnik nabrał się na TO pismo!

pismo sciema

Pseudoekolodzy nie mają prawa wejść do Twojego gospodarstwa!

Nie istnieją, żadne przepisy, w myśl których organy do tego nieuprawnione mogłyby wejść na teren prywatny i dokonać zaboru mienia. Kolejny raz apelujemy do rolników, aby w podobnej sytuacji, w której pseudoekolodzy pojawiliby się w Państwa gospodarstwach, niezwłocznie powiadomić policję. W tej sprawie pomocna wydaje się być także obecność powiatowego lekarza weterynarii, który posiada wiedzę na temat zdrowia zwierząt i warunków w jakich inwentarz powinien być utrzymywany w gospodarstwach. Aktywiści ekologiczni najczęściej nie posiadają wiedzy z zakresu weterynarii, zoologii, zootechniki i innych dziedzin pokrewnych. Nie są, w związku z tym, w żaden sposób uprawnieni do oceny faktycznego stanu zwierząt, a jedynie uzurpują sobie uprawnienia inspekcji weterynaryjnej i służb mundurowych.

Podszywają się pod służby, noszą sztuczne mundurki, kłamią i wysyłają krowy do rzeźni.



Zbióreczka nadal jest?



Niech ich ktoś zdelegalizuje zanim zniszczą życie i zdrowie większej liczbie ludzi i zwierząt.@jkardanowski [@MRiRW_GOV_PL](/u/MRiRW_GOV_PL) [@Swiat_Rolnika](/u/Swiat_Rolnika) [@EwaZajaczkowska](/u/EwaZajaczkowska) [@jacekzarzecki](/u/jacekzarzecki) pic.twitter.com/3AsALCn72Q



— Lidia (@Lidia91846281) May 27, 2020

– napisała na twitterze pani Lidia.

Jedno z kont w serwisie twitter, znane z tropienia podobnych inicjatyw, za którymi stoją pseudoekolodzy twierdzi, że zwierzęta najpewniej trafiły już do rzeźni. Mimo to w „postanowieniu”, mowa jest o czasowym zatrzymaniu zwierząt.

Takimi "dokumentami" posłużyli się "Animalsi" pod Sandomierzem, gdzie facetowi zabrano 9 krów. Zabrano praktycznie prosto do rzeźni. I napisano, że są "uratowane". Na wcześniejszej stronie jest pole na podpis [@KPP_Sandomierz](/u/KPP_Sandomierz), z adnotacją "nie wstawili się" 😅 https://t.co/gH8fEdOw5K



— Czarna Lista Pro (@CzarnaListaPro) May 27, 2020

Pseudoekolodzy stanowią zagrożenie

Pseudoekolodzy, uzurpując sobie uprawnienia instytucji państwowych oraz nie mając merytorycznego przygotowania do „interwencji”, stanowią realne zagrożenie dla stabilności polskiego sektora rolnego. W naszym kraju swoje żniwo wciąż zbierają dwie trudne w zwalczaniu choroby: ASF oraz wysoce zjadliwa grypa ptaków. Zagrożone gospodarstwa objęte są restrykcyjnym programem bioasekuracji, który zakazuje wstępu do gospodarstw wszelkim nieuprawnionym osobom – w tym samozwańczym ekologom. Naruszenie zasad bioasekuracji może wiązać się z przeniesieniem wirusa na nowe obszary, co jest równoznaczne z utylizacją tysięcy potencjalnie zainfekowanych zwierząt.

Walkę z tą trudną i niebezpieczną dla rolników sytuacją zapowiedział minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. W krótkim czasie jego osoba stała się obiektem dyskredytujących ataków lewicowych ekstremistów.

I to są ludzie – ponoć "elita" społeczeństwa – ludzie wykształceni, pełni empatii, sympatii do "braci mniejszych". To jest powtarzane na okrągło, święty Franciszek jest przypominany, a wyzwiska pod adresem moim, ale również tych wszystkich, którzy ośmielili się w sieci mnie w jakiś sposób wspierać, są absolutnie z rynsztoka. One przypominają również język propagandy niemieckiej, hitlerowskiej skierowanej wobec Żydów, wobec Słowian, wobec Cyganów. Takimi słowami kiedyś próbowało się dehumanizować ludzi

– powiedział minister Ardanowski w rozmowie organizaowanej przez Instytut Gospodarki Rolnej.

Nie tylko Inspektorat ds. Ochrony Zwierząt podejmuje w Polsce podobne interwencje. W ubiegłym roku głośnym echem poniosła się sprawa Pogotowia dla Zwierząt:

Taki przykładów jest znacznie więcej. Głośnym echem odbiła się sprawa jednej z najbardziej znanych organizacji mających zajmować się pomocą dla zwierząt – Pogotowia dla Zwierząt. Prezes organizacji Grzegorz B. został skazany prawomocnym wyrokiem za kradzież psów podczas rzekomej interwencji. Wśród zarzutów wymienia się m.in. działanie wbrew prawu i odbieranie psów mimo braku odpowiednich decyzji, niezwracanie zwierząt właścicielom mimo decyzji organów administracyjnych, przetrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach oraz prowadzenie zbiórki publicznej wbrew ustawie. Aktywiści z tej organizacji ignorując decyzje administracyjne lokalnych władz, weterynarzy, posłów i Rzecznika Praw Obywatelskich, odbierali wbrew ustawie kolejne zwierzęta. Najczęściej były to rasowe psy

Także Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt dopuścił się znacznych nadużyć w ubiegłym roku:

Zatrzymany to Krzysztof K., prezes Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Mężczyznę zatrzymano na wniosek Prokuratury Rejonowej w Zgorzelcu. Powodem miało być niestawianie się na wezwania prokuratora i utrudnianie postępowania w sprawie odebrania zwierząt właścicielowi. To nie pierwsze postępowanie przeciw Konradowi K. w sprawie odebrania zwierząt. Przeciw mężczyźnie toczą się postępowania także w innych miejscach. Zatrzymany tłumaczył się, że robił to w stanie wyższej konieczności, ponieważ psy były chore i zaniedbane. Śledczy podkreślają jednak, że przedstawione sytuacje nie wymagały wtargnięcie na cudze posesje i zabierania zwierząt. W takim przypadku mężczyzna mógł zawiadomić policję

Pseudoekolodzy – co z nim zrobić?

Inspektorat ds. Ochrony Zwierząt to nie jedyna organizacja, która dopuszcza się zaboru zwierząt. W Polsce dochodzi też do nieuprawnionych protestów, wtargnięć, kradzieży i innych przypadków naruszenia prawa, których dopuszczają się pseudoekolodzy. W ubiegłym roku Instytut Gospodarki Rolnej przygotował pakiet zmian, które miałyby znaleźć się w znowelizowanej ustawie o ochronie zwierząt.

Do najważniejszych z nich należą: Potwierdzone wykonywanie działalności statutowej w okresie co najmniej 24 miesięcy; Udział w postępowaniu wyłącznie przez organizacje utworzone na gruncie prawa polskiego; Członkami zarządu organizacji mogą być wyłącznie obywatele polscy; Członkowie zarządu organizacji nie mogą być karani ani też nie może toczyć się wobec nich postępowanie karne, karno-skarbowe czy administracyjne; W postępowaniu nie może brać udziału organizacja, która w swoich działaniach stosowała metody bezprawne lub na granicy prawa; Organizacja ekologiczna musi mieć co najmniej 5-osobową radę naukową lub zespół ekspertów badaczy, której członkowie posiadają tytuły i stopnie naukowe oraz wiedzę w danej dziedzinie; Liczba członków organizacji biorącej udział w postępowaniu wynosić może minimum 50; Posiadanie przez organizację ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z udziałem w postępowaniu o minimalnej sumie gwarancyjnej, w odniesieniu do jednego zdarzenia, w wysokości 250 000 złotych, ważne przez okres 12 miesięcy od dnia złożenia wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu; Organizacja ekologiczna w okresie jednego roku od daty rozpoczęcia postępowania nie otrzymała korzyści zarówno od żadnej ze stron postępowania jak i od konkurenta wnioskodawcy; Organizacja do wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu dołączyć powinna kopię polisy OC, kopię statutu organizacji, pisemne oświadczenie o nieprzyjęciu korzyści od strony postępowania lub konkurenta wnioskodawcy w okresie 1 roku poprzedzającego złożenie wniosku, pisemną informację dotyczącą członków organizacji.

Nie dajmy się nabrać!

Pseudoekolodzy – da się ich rozpoznać!

Pseudoekolodzy wtargnięć na teren prywatny dokonują zazwyczaj w specjalnych kamizelkach z napisem: Inspektor Ochrony Zwierząt. Celem uautentycznienia swoich działań posługują się oni dokumentami do złudzenia przypominającymi postanowienia i orzeczenia urzędnicze. Ministerstwo Rolnictwa, Lekarze Weterynarii i przedstawiciele innych służb niejednokrotnie informowali, że właściciele zwierząt nie mają obowiązku wpuszczania na teren prywatny aktywistów prozwierzęcych.

Biznes na uwalnianiu "maltretowanych" zwierząt!

Data: 26.05.2020 09:59

Autor: Starszyoborowy

wgospodarce.pl

Powstaje lista organizacji, które z odbierania rolnikom „maltretowanych” zwierząt zrobiły biznes – mówił w poniedziałek minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski. Dodał, że będzie żądać od nich wyjaśnień, co stało się z tymi zwierzętami.

Jak poinformował w kwietniu resort rolnictwa, po napływających do ministra rolnictwa „licznych skargach od rolników na organizacje ochrony zwierząt, które pod pretekstem ich złego traktowania zabierają je od ich właścicieli, szef resortu rolnictwa uznając je za zasadne, zaproponował wprowadzenie zmian w przepisach”.

#polska #zwierzeta #ekoterroryzm

Weterynarze przerywają milczenie w sprawie fałszywych przyjaciół zwierząt

Data: 21.05.2020 19:47

Autor: Starszyoborowy

swiatrolnika.info

Weterynarze związani z Inspekcją Weterynaryjną jednoznacznie poparli odważne stanowiska ministra Bogdana Konopki, Głównego Lekarza Weterynarii, który polecił wszystkim wojewódzkim jednostkom Inspekcji Weterynaryjnej, aby każdy powiatowy lekarz weterynarii współpracował z policją, nadzorując, coraz częściej kontrowersyjne, interwencje organizacji prozwierzęcych. Te coraz częściej imitują organy państwowe, posługują się mundurami, wydają pseudo-decyzje, same wystawiają sobie legitymacje i tytułują się „inspektorami ds. ochrony zwierząt”.

#polska #zwierzeta #weterynarz #ekoterroryzm #ekooszolomy

Udało się zarejestrować odgłosy wydawane przez kodkoda

Data: 19.05.2020 15:43

Autor: ziemianin

livescience.com

#ocelotchilijski #kodkod #guina #kot #odglosy #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #zwierzeta #natura

Specjaliści z National Geographics zarejestrowali i upublicznili, prawdopodobnie jako pierwsi w historii, odgłosy wydawane przez ocelota chilijskiego (Leopardus guigna), znanego też jako kodkod czy güiña. Ten najmniejszy dziki kot zachodniej półkuli prowadzi bardzo skryte życie, dlatego niewiele o nim wiadomo. Ostatnio stał się 10 000. gatunkiem, którego zdjęcie zostało dodane przez Joela Sartore do kolekcji National Geographics Photo Ark, zbioru portretów będących celebracją bioróżnorodności.

Udało się zarejestrować odgłosy wydawane przez kodkoda

należy włączyć audio

Pierwsze nagranie audio najmniejszego amerykańskiego dzikiego kota

Dorosła güiña waży 2-3 kilogramów, długość ciała zwierzęcia nie przekracza 52 centymetrów, a długość ogona to 25 cm. Leopardus guigna żyje w umiarkowanych lasach południowego i centralnego Chile oraz zachodniej Argentyny. Kot ma niewielkie zaokrąglone uszy, z pyska przypomina geparda, wyróżnia go też puszysty ogon. Kodkod ma też wielkie, jak na rozmiary reszty ciała, łapy i pazury.

Sartore tworzy Photo Ark od 2006 roku. Pierwszym zwierzęciem, jakie sfotografował, był golec piaskowy. Zwierzęciem numer 1000 był kondor kalifornijski, a numer 5000 otrzymał lampart perski. Docelowo w zbiorze ma się znaleźć 15 000 gatunków.

„Polowanie geparda w Maasai Mara” autor, Yi Liu

Data: 13.05.2020 22:14

Autor: ziemianin

#zwierzeta #afryka #polowanie #gepard #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #przyroda #natura #kenia #hobby #pasja #fotografia #podroze

„Polowanie geparda w Maasai Mara” autor, Yi Liu

„Chociaż są to najszybsze zwierzęta lądowe na świecie, łapanie zdobyczy nie jest łatwym zadaniem dla geparda (Acinonyx jubatus). W większości bezdrzewny teren afrykańskiej sawanny daje antylopom, impalom zwyczajnym i innym zwierzętom kopytnym wystarczająco dużo czasu na dostrzeżenie zbliżających się drapieżników. I nawet niewielka przewaga może być różnicą między życiem a śmiercią.

Aby uniknąć zaalarmowania ofiary, gepardy zaczynają polować nisko na ziemi, gdzie ich ubarwienie pomaga im wtopić się w teren. Gdy znajdą się w odległości 60 metrów od celu, gepardy przyspieszają w zawrotnym tempie, osiągając 95 kilometrów na godzinę w ciągu kilku sekund. Ale gepardy wciąż muszą liczyć się z prędkością swojej ofiary – w tym przypadku impala zwyczajnego (Aepyceros melampus), który może poruszać się z prędkością 80 kilometrów na godzinę. Ten gepard potknął się o kamieniołom, gdy próbował dogonić zdobycz, udowadniając, że czasami strategia jest tak samo ważna jak prędkość. ”


Fotografka amatorka, Yi Liu, lubi podróże i fotografię. Liu polega na cierpliwości i szczęściu, aby być świadkiem rzadkich chwil w świecie przyrody i uchwycić oczekiwane zdjęcie.

Data: 12.05.2020 13:54

Autor: Starszyoborowy

Krab kokosowy- to największy lądowy stawonóg na świecie. Ma masa ok. 4 kg, długość ciała ok. 40 cm i rozpiętość odnóży 1 metr. Żywi się pokarmem roślinnym i zwierzęcym, a jego przysmak stanowią orzechy kokosowe. Zamieszkuje tropikalne wyspy Pacyfiku i O. Indyjskiego;

#zwierzeta #ciekawostki

Data: 10.05.2020 13:19

Autor: Starszyoborowy

Mitsukurina-rekin chochlik. Ta bestia przez lata była legendą dla ludzi morza.

Cechuje go pysk w kształcie litery V. Jest to najbardziej charakterystyczna jego cecha. Przypomina wymarłe już zwierzęta, zachowuje bowiem pewne zamierzchłe cechy.

Żyje na głębokościach około 250 metrów, choć w literaturze istnieje doniesienie o rekinie-goblinie schwytanym na głębokości 1300 metrów! Doniesienia na jego temat to zresztą bardzo rzadka rzecz. Do 1985 roku opisano jedynie 33 złowione okazy.

https://www.youtube.com/watch?v=eh_HUIJkRzU&feature=emb_logo

#zwierzeta #ryby #morze #ciekawostki

Data: 01.05.2020 08:05

Autor: Starszyoborowy

Odmieniec jaskiniowy- gatunek płaza ogoniastego zamieszkującego jaskinie na południu Europy.

Żyje w kompletnej ciemności, więc jego oczy nie rozwijają się. Mogą dożywać do 100lat.

Potrafią całymi latami pozostawać bez ruchu /rekordzista 7 lat/. Poruszają się srednio 1m na rok i to tylko w poszukiwaniu partnera.

#zwierzeta #ciekawostki

Zwierzęta mają koronawirusa

Data: 27.04.2020 20:34

Autor: malcolm

tvp.info

#koronawirus #zwierzeta

Dwie fermy norek na południu Niderlandów zostały poddane kwarantannie od niedzieli, po tym jak wykryto tam koronawirusa. Zwierzęta przejawiały symptomy infekcji, w tym problemy z oddychaniem, więc poddano je testom na obecność wirusa. Podejrzewa się, że zakaziły się od pracowników, którzy już wcześniej mieli objawy chorobowe Covid-19.

15 koziołków z wyspy na Wiśle uratowanych!

Data: 27.04.2020 06:51

Autor: Starszyoborowy

niezalezna.pl

15 koziołków z wyspy na Wiśle przywieziono w niedzielę do Kalisza. Na prośbę Animal Rescue Polska zwierzętami zaopiekowało się stowarzyszenie Free Animals Kalisz. Koziołki niedługo trafią do adopcji – powiedziała Marta Raszkowska, prezes tego stowarzyszenia.

Koziołki pochodzą ze stada liczącego 60 kóz, które były wynajęte przez warszawski ratusz od hodowcy z Dagestanu.

Zwierzęta żyły na wyspie na wysokości dzielnicy Praga-Północ i miały wyjadać rosnącą na niej trawę, by ułatwić gniazdowanie nadwiślańskim ptakom. Według informacji z Biuletynu Informacji Publicznej, hodowca Rustam K. dostał za "usuwanie roślinności na terenie wyspy przy Moście gdańskim poprzez wypas zwierząt" w okresie od 1 maja do 30 października 2019 aż 96 tysięcy złotych.

#warszawa #zwierzeta

Przebierańcy z "Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt" podszywają się pod służby!

Data: 16.04.2020 13:52

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#ekoswiry #ekoterroryzm #aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #swiatrolnika #przebierancy #mafia

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, czyli grupa aktywistów prozwierzęcych, której nazwa ma imitować realnie funkcjonujące państwowe służby mundurowe, ponownie dokonał zaboru zwierząt. W tym celu „ekolodzy” posłużyli się postanowieniem, które ma imitować dokumenty tworzone przez urzędników państwa Polskiego. Dodatkowo aktywiści dopuścili się złamania zasad związanych z przeciwdziałaniem pandemii koronawirusa.

Przebierańcy z "Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt" podszywają się pod służby!

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt w świąteczny poniedziałek dokonał zaboru zwierząt!

Jak poinformował w serwisie twitter Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, grupa aktywistów prozwierzęcych pod nazwą Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, dokonała w Poniedziałek Wielkanocny wejścia na prywatny teren i zaboru zwierząt na podstawie dokumentów do złudzenia przypominających druki przygotowane przez urzędników państwowych. Rzeczona interwencja odbyła się na podstawie filmu zamieszczonego w serwisie YouTube i bez asysty policji, czy choćby przedstawicieli Państwowego Instytutu Weterynarii.

Świąteczny poniedziałek, 3 przebierańców w kombinezonach robi wjazd do czyjegoś domu, dokument z czerwonymi pieczątkami i zabierają zwierzęta na podstawie filmiku w internecie. Bez PIW, bez Policji. A później hejt w necie. Art7.ust.3 do zmiany– napisał w serwisie twitter Jacek Zarzecki.

Wadliwa ustawa, czyli co wykorzystał Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt?

Dokument, którego zmiany treści domaga się Jacek Zarzecki i inni przedstawiciele sektora rolnego i branż pokrewnych to Ustawa o ochronie zwierząt. Rzeczony artykuł otrzymał swojego czasu brzmienie:

W przypadkach niecierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.

Niestety przepis ten regularnie wykorzystywany jest przez aktywistów prozwierzęcych, którzy odbierają zwierzęta właścicielom – bez asysty służb państwowych i bez zgody właściciela względem wejścia na teren prywatny. O szeregu podobnych sytuacji informowała w swoim reportażu wydanym przez Fundację Polska Ziemia zatytułowanym Ciemna strona Animalsów. Co organizacje prozwierzęce chcą przed Tobą ukryć? Ewa Zajączkowska-Hernik.

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt naśladuje PETĘ?

Organizacje takie jak Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt najprawdopodobniej inspirują się działaniami amerykańskiej grupy PETA, która wyspecjalizowała się w odbieraniu zwierząt właścicielom i czerpaniu z tego faktu znacznych korzyści majątkowych.

W 2012 roku amerykańskie media ujawniły informacje dotyczące profilu działalności jednej z organizacji ekologicznych cieszących się w USA największym poziomem zaufania publicznego – PETA Ludzie na Rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt. Aktywiści PETA od początku swojej działalności skupiali się na odbieraniu zwierząt właścicielom, którzy, w ich opinii, nie dbali o nie należycie. Śledztwo federalne ujawniło, że od 1998 roku aktywiści utylizowali około 95 proc. zwierząt, które przejmowali, co przełożyło się na łączną liczbę 27 tys. uśpionych psów i kotów (do 2012 roku). Media podnosiły wówczas, że PETA, przy rocznym budżecie na poziomie 37 mln USD, tylko znikome fundusze przeznaczała na faktyczną pomoc zwierzętom. Z podobną sytuacją, choćby przez wzgląd na działalność organizacji takich jak Inspektorat Ochrony Zwierząt, borykają się także Polacy.

Na sprawę niewłaściwego traktowania odebranych zwierząt zwrócił uwagę Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego:

Pamiętacie tę krowę, którą zabrali starszej kobiecie, zmuszając ją do zrzeczenia się praw do niej? Stoi teraz przypalowana z małym wiadrem wody i wygląda jeszcze gorzej.

– napisał w serwisie twitter Jacek Zarzecki.

ASF, ptasia grypa, koronawirus – Inspektorat Ochrony Zwierząt łamie prawo!

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt i inne podobne mu organizacje mogą przyczyniać się do przenoszenia groźnych chorób zakaźnych zwierząt. Polska objęta jest szczegółowym programem bioasekuracji z powodu wystąpienia w naszym kraju licznych ognisk afrykańskiego pomoru świń oraz wysoce zjadliwej grypy ptaków. Zgodnie z przepisami wypracowanymi w gmachu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz w gabinetach Głównego Inspektoratu Weterynarii wejście na teren gospodarstw rolnych przez osoby nieuprawnione jest absolutnie zakazane. Problem stanowi tu także brak merytorycznego przygotowania aktywistów do opieki nad zwierzętami czy oceny stanu ich zdrowia. Tylko w ubiegłym roku aktywiści jednej z organizacji próbowali dokonać zaboru zwierzęcia w jednej z zachodnich dzielnic Warszawy, twierdząc, że zwierzę jest wychudzone. W praktyce jednak pies, który stał się obiektem procederu, stanowił mieszankę charta z jedną z popularnych ras psów myśliwskich. Interwencje, takie jakiej dopuścił się Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, są także działaniem skrajnie nieodpowiedzialnym w kontekście pandemii koronawirusa. Rząd nakazał bowiem drastyczne ograniczenie kontaktów między ludźmi celem zatrzymania rozwoju wirusa.

Nie tylko Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt

Nie tylko Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt podejmuje w Polsce podobne interwencje. W ubiegłym roku głośnym echem poniosła się sprawa Pogotowia dla Zwierząt:

Taki przykładów jest znacznie więcej. Głośnym echem odbiła się sprawa jednej z najbardziej znanych organizacji mających zajmować się pomocą dla zwierząt – Pogotowia dla Zwierząt. Prezes organizacji Grzegorz B. został skazany prawomocnym wyrokiem za kradzież psów podczas rzekomej interwencji. Wśród zarzutów wymienia się m.in. działanie wbrew prawu i odbieranie psów mimo braku odpowiednich decyzji, niezwracanie zwierząt właścicielom mimo decyzji organów administracyjnych, przetrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach oraz prowadzenie zbiórki publicznej wbrew ustawie. Aktywiści z tej organizacji ignorując decyzje administracyjne lokalnych władz, weterynarzy, posłów i Rzecznika Praw Obywatelskich, odbierali wbrew ustawie kolejne zwierzęta. Najczęściej były to rasowe psy

– informował portal wSensie.pl.

Także Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt dopuścił się znacznych nadużyć w ubiegłym roku:

Zatrzymany to Krzysztof K., prezes Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Mężczyznę zatrzymano na wniosek Prokuratury Rejonowej w Zgorzelcu. Powodem miało być niestawianie się na wezwania prokuratora i utrudnianie postępowania w sprawie odebrania zwierząt właścicielowi. To nie pierwsze postępowanie przeciw Konradowi K. w sprawie odebrania zwierząt. Przeciw mężczyźnie toczą się postępowania także w innych miejscach. Zatrzymany tłumaczył się, że robił to w stanie wyższej konieczności, ponieważ psy były chore i zaniedbane. Śledczy podkreślają jednak, że przedstawione sytuacje nie wymagały wtargnięcie na cudze posesje i zabierania zwierząt. W takim przypadku mężczyzna mógł zawiadomić policję

– donosili dziennikarze wSensie.pl

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt – co z nim zrobić?

Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt to nie jedyna organizacja, która dopuszcza się zaboru zwierząt. W Polsce dochodzi też do nieuprawnionych protestów, wtargnięć, kradzieży i innych przypadków naruszenia prawa, których dopuszczają się takie grupy aktywistów jak właśnie Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt. W ubiegłym roku Instytut Gospodarki Rolnej przygotował pakiet zmian, które miałyby znaleźć się w znowelizowanej ustawie o ochronie zwierząt.

Do najważniejszych z nich należą: Potwierdzone wykonywanie działalności statutowej w okresie co najmniej 24 miesięcy; Udział w postępowaniu wyłącznie przez organizacje utworzone na gruncie prawa polskiego; Członkami zarządu organizacji ekologicznej takiej jak Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt mogą być wyłącznie obywatele polscy; Członkowie zarządu organizacji nie mogą być karani ani też nie może toczyć się wobec nich postępowanie karne, karno-skarbowe czy administracyjne; W postępowaniu nie może brać udziału organizacja, która w swoich działaniach stosowała metody bezprawne lub na granicy prawa, czyli takie jak Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt; Organizacja ekologiczna musi mieć co najmniej 5-osobową radę naukową lub zespół ekspertów badaczy, której członkowie posiadają tytuły i stopnie naukowe oraz wiedzę w danej dziedzinie; Liczba członków organizacji biorącej udział w postępowaniu wynosić może minimum 50; Posiadanie przez organizację taką jak Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z udziałem w postępowaniu o minimalnej sumie gwarancyjnej, w odniesieniu do jednego zdarzenia, w wysokości 250 000 złotych, ważne przez okres 12 miesięcy od dnia złożenia wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu; Organizacja ekologiczna w okresie jednego roku od daty rozpoczęcia postępowania nie otrzymała korzyści zarówno od żadnej ze stron postępowania jak i od konkurenta wnioskodawcy; Organizacja do wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu dołączyć powinna kopię polisy OC, kopię statutu organizacji, pisemne oświadczenie o nieprzyjęciu korzyści od strony postępowania lub konkurenta wnioskodawcy w okresie 1 roku poprzedzającego złożenie wniosku, pisemną informację dotyczącą członków organizacji.

Nie dajmy się nabrać! Jak rozpoznać Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt?

Aktywiści wtargnięć na teren prywatny dokonują zazwyczaj w specjalnych kamizelkach z napisem: Inspektorat Ochrony Zwierząt. Celem uautentycznienia swoich działań posługują się oni dokumentami do złudzenia przypominającymi postanowienia i orzeczenia urzędnicze. Ministerstwo Rolnictwa, Lekarze Weterynarii i przedstawiciele innych służb niejednokrotnie informowali, że właściciele zwierząt nie mają obowiązku wpuszczania na teren prywatny aktywistów prozwierzęcych.

Data: 14.04.2020 19:57

Autor: FiligranowyGucio

Świnia rzeczna (dzikan rzeczny).

Dzikany rzeczne występują w środkowej i zachodniej Afryce, a także na Madagaskarze.Długość głowy i ciała wynosi około 1-1,5 m, natomiast ogona – między 30 cm i 40 cm. Osobniki dorosłe osiągają od 0,5 m do 0,9 m wysokości w kłębie. Waga dorosłych świń waha się w granicach 46-130 kg.

Autor: Martien Uiterweerd

#swinia #fotografia #zwierzeta

Przez 10 lat próbowali skłonić pandy do seksu. Udało się, gdy zamknęli zoo z powodu koronawirusa

Data: 09.04.2020 04:59

Autor: ziemianin

edition.cnn.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #panda #zwierzeta #zoo #sex #potomstwo #Hongkong #koronawirus #seks

Przez 10 lat specjaliści z ogrodu zoologicznego Ocean Park w Hongkongu próbowali nakłonić dwie pandy wielkie, Ying Ying i Le Le, do zainteresowania się sobą i spłodzenia potomstwa. Wszelkie próby spaliły na panewce. Teraz, gdy ogród został zamknięty dla zwiedzających, w końcu się udało i zwierzęta zaczęły uprawiać seks.

wymagany angielski

Przez 10 lat próbowali skłonić pandy do seksu. Udało się, gdy zamknęli zoo z powodu koronawirusa

To niezwykle ekscytująca chwila. Naturalny seks jest znacznie lepszy niż sztuczna inseminacja, gdyż daje większe szanse na udane zapłodnienie, mówi dyrektor ogrodu, Michael Boos.

Z powodu pandemii koronawirusa zamknięty jest od końca stycznia. Tymczasem sezon rozrodczy pand przypada na okres od marca do maja.

Od końca marca Ying Ying spędza więcej czasu bawiąc się w wodzie, a Le Le zostawia ślady zapachowe i szuka zapachu Ying Ying, czytamy w oświadczeniu prasowym.

Na razie jest zbyt wcześnie, by stwierdzić, czy doszło do zapłodnienia. Ale specjaliści ściśle monitorują zachowanie i zmiany ciała Ying Ying. Jeśli się udało, to oznaki ciąży, w tym zmiany poziomu hormonów i zmiany w zachowaniu będzie można obserwować już pod koniec czerwca. Zawsze jest jednak możliwość, że Ying Ying doświadczy ciąży urojonej, dodaje Boos.

Jeśli Ying Ying urodzi młode, będzie to niezwykle ważne wydarzenie. Pandy wielkie są zagrożone. Na wolności żyje jedynie 1800 tych zwierząt.

Krowy pomagają chronić bociany

Data: 24.03.2020 11:14

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #bociany #krowy #zwierzeta #ptaki #natura

Krowy przebywające na zielonych pastwiskach poprawiają sukcesy łowieckie bocianów białych – ustalili naukowcy. Zamiast dokarmiać bociany, żeby wracały i pozostawały na naszych terenach, warto przywracać wolny wypas krów.

Krowy pomagają chronić bociany

adania nad sukcesami łowieckimi chronionego bociana białego prowadzili wspólnie badacze z Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, Uniwersytetu w Cambridge (Wielka Brytania) i Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Ich obserwacje wyjaśniają, dlaczego bocian lubi fragmenty łąk, pastwisk, a zwłaszcza miejsca, gdzie prowadzony jest wypas krów.

Krowy mogą mieć kolosalne znaczenie w ochronie bociana białego. Nasze badania przeprowadzone w ekstensywnym krajobrazie rolniczym północnej Polski potwierdzają, że wpływają one na zwiększanie sukcesu łowieckiego u tych ptaków. Na obszarze tym krowy w większości gospodarstw rolnych przebywają cały sezon na zielonych pastwiskach. Nic zatem dziwnego, że jest to rejon najliczniejszego występowania bocianów w Polsce – mówi główny pomysłodawca i wykonawca prac terenowych, Adam Zbyryt z PTOP.

Jak przypomina, bociany to prawdziwa ikona krajobrazu rolniczego, a krowy stanowią ważny czynnik, który wpływa na ich występowanie. Przeprowadzone badania nad skutecznością łowiecką bocianów w pobliżu krów zdradzają po części mechanizm, który za tym stoi.

Bociany białe, mimo że podejmowały podobną liczbę prób polowania w czasie żerowania z krowami i samotnie, to przy krowach schwytanie ofiary jest znacznie częstsze. W przypadku bocianów żerujących przy krowach prawie 90 proc. prób polowania kończyło się sukcesem, a w przypadku ptaków polujących samotnie, niecałe 60 proc. – szacuje Adam Zbyryt.

Dodaje, że bociany w obecności krów nie tylko chwytały więcej ofiar, ale robiły to znacznie mniejszym wysiłkiem, bo przemieszczały się na mniejsze odległości. Badania pokazały, że sukces łowiecki bocianów przy krowach był bardziej stabilny w ciągu całego dnia, niż ptaków żerujących samotnie. W tym drugim przypadku był on najniższy w godzinach okołopołudniowych i wzrastał pod koniec dnia, ale nigdy nie osiągał takiej efektywności jak w pobliżu krów. Innym ciekawym wynikiem było to, że wzrost liczby krów na pastwiskach wiązał się z większym sukcesem łowieckim.

Z punktu widzenia ewolucyjnego interesująca może być geneza takiego zachowania. Bociany prawdopodobnie przeniosły je na północną półkulę, gdzie obywają lęgi, z obszarów południowych, czyli afrykańskich zimowisk, wraz z rozwojem rolnictwa w Europie. Ptaki, które wcześniej żerowały z wielkimi przeżuwaczami na sawannie, zastosowały zdobyte doświadczenia w nowym miejscu. Troszkę to przypomina nasze wcześniejsze badania wykonywane w Afryce nad układem: duże ssaki roślinożerne – ptaki – dodaje prof. dr hab. Piotr Tryjanowski, dyrektor Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Programy reintrodukcji bocianów białych w Zachodniej Europie polegają na dokarmianiu ptaków. Na specjalnych platformach bocianom podaje się ryby lub kurczaki. Zamiast tego typu dość kontrowersyjnych działań można by przewracać wolny wypas krów, co jest bardziej przyjazne przyrodzie. Poza tym to naprawdę wspaniały, sielski niemalże widok – wolno pasące się krowy i chodzące wśród nich bociany – podsumowują naukowcy.

Husky i 16 dzień kwarantanny (wideo)

Data: 23.03.2020 19:21

Autor: ziemianin

twitter.com

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #koronawirus #kwarantanna #zwierzeta #pies #zabawne #husky #twitter

Husky i 16 dzień kwarantanny (wideo)

Kwarantanna domowa, która obowiązuje w związku z epidemią koronawirusa, potrafi dać nieźle w kość. Niektórzy narzekają na nudę. Ale nie w tym przypadku.

Ten husky nie nudzi się podczas kwarantanny (wideo)

Ten pomysłowy husky znalazł sposób jak urozmaicić sobie ten szczególny czas i zadbać o odpowiednią kondycję.

Na opublikowanym w Twitterze wideo widać, jak pies dzielnie ćwiczy łapy przy pomocy swojej ulubionej maskotki. Takie ćwiczenia to dla niego nie pierwszyzna. Po kilkunastu powtórzeniach, przyszedł czas na odpoczynek. Na nagraniu widzimy, jak po „ciężkim” treningu pies ucina sobie krótką drzemkę.

quarantine : day 16







(Michelle Sherwood FB) pic.twitter.com/YhAH6lxmAX







— Humor And Animals (@humorandanimals) [March 22, 2020](https://twitter.com/humorandanimals/status/1241742841623318528?ref_src=twsrc%5Etfw)

Była aktywistka "Otwartych Klatek": uległam internetowej manipulacj

Data: 17.03.2020 08:43

Autor: Starszyoborowy

swiatrolnika.info

– Od zawsze wokół mnie były zwierzęta. Krowy, kury, króliki, koty. Mimo to w czasach młodzieńczych, tak pomiędzy 16 a 18 rokiem życia, przyglądając się wyrobom mięsnym, futrom czy kurtkom skórzanym, byłam nastawiona sceptycznie. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że było to uwarunkowane moją dziecinną wrażliwością. W pierwszej klasie liceum zaczęłam bacznie przyglądać się działaniom stowarzyszenia "Otwarte Klatki" i uległam tej perfidnej internetowej manipulacji

#ekologia #polska #zwierzeta

WHO: nie ma dowodów na to, by psy i inne zwierzęta domowe mogły zakazić się koronawirusem

Data: 17.03.2020 03:12

Autor: ziemianin

info.gov.hk

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #koronawirus #zwierzeta #pies #honkong

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podała, że nie ma razie dowodów na to, by psy, czy inne zwierzęta domowe, mogły zakazić się koronawirusem. Władze Hongkongu, gdzie w lutym zdiagnozowano nowego wirusa u psa, poinformowały, że po ponownych testach pies okazał się zdrowy.

wymagany angielski

WHO: nie ma dowodów na to, by psy i inne zwierzęta domowe mogły zakazić się koronawirusem

Objęty kwarantanną szpic, należący do osoby zainfekowanej Covid-19, który w testach miał wcześniej wynik „lekko pozytywny”, nie ma koronawirusa.

Wcześniej jednak, gdy podejrzewano, że pies został zakażony, władze Hongkongu zaleciły 14-dniową kwarantannę psów, kotów i innych ssaków domowych należących do osób, u których potwierdzono zakażenie koronawirusem.

Nie ma żadnych dowodów na to, że zwierzęta domowe mogą być źródłem infekcji ani że mogą zachorować na Covid-19. Ich właściciele powinni przestrzegać zasad higieny, ale nie powinni być zbytnio zaniepokojeni i w żadnym razie nie powinni porzucać swoich zwierząt – poinformował rzecznik wydziału rolnictwa, rybołówstwa i konserwacji w administracji Hongkongu.

Warszawa: uśmiercają zwierzęta z powodu koronawirusa

Data: 17.03.2020 02:58

Autor: ziemianin

warszawawpigulce.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #warszawa #zwierzeta #panika #idioci

„O tym się nie pisze ale może czas poświęcić jeden post tej sprawie a nie tylko o papierze toaletowym czy tez ryżu ….UWAGA

‼️ ‼️WAŻNE!”

Warszawa: uśmiercają zwierzęta z powodu koronawirusa

„Kochani, od kilku dni w wielu klinikach weterynaryjnych odbywa się irracjonalne szaleństwo. W związku z fałszywymi informacjami, które sugerują, że przez kontakt ze zwierzętami można zarazić się Koronawirusem, ludzie masowo pragną poddawać eutanazji swoich małych przyjaciół.

Rozumiemy, że się boicie, ale nie zarazicie się od swoich podopiecznych. Nie odbierajcie im życia przez panikę podyktowaną nieprawdziwymi przesłankami!

Prosimy, uświadamiajcie też ludzi, z którymi macie kontakt, a którzy odczuwają strach w związku z powyższym.

Nie można pozwolić, by zwierzaki traciły życie czy domy w tak głupi sposób.„

Naukowcy twierdzą, że koronawirus uratuje kilka zagrożonych gatunków zwierząt

Data: 12.03.2020 09:34

Autor: swiatoze

swiatoze.pl

Choć niektóre, jak np. łuskowce, oficjalnie znajdują się pod ochroną, to uznawane w Chinach za przysmak często padały ofiarami kłusowników. Odkąd podejrzewa się, że mogą przenosić wirus, władze wprowadziły całkowity zakaz handlu tym gatunkiem.

#koronawirus #chiny #zwierzeta

Data: 03.03.2020 09:43

Autor: FiligranowyGucio

Dziś wiele mówi się o tym, jak wielkie szkody w środowisku wyrządzają ludzie. To rzeczywiście problem, ale na szczęście dla przyrody, są ludzie, których stać na dobre uczynki – jak na przykład ratowanie zwierząt przez nieuchronną śmiercią. Dziś opowiemy Wam o prawdziwych, wzruszających przypadkach, kiedy bezinteresowna miłość człowieka do zwierząt pozwoliła na uratowanie zwierzęcych istnień.

https://jupi-tupi.pl/orka-plakala-wiele-godzin-kiedy-utknela-w-skalach-gdy-ja-odnaleziono-stalo-sie-to/?fbclid=IwAR0o6EB23-k6NStZ7HGWJVVTVH_KKeT1ocOKGz79nrmCK4Yz4r6_Ty3aaow

#zwierzeta #przyroda

Data: 02.03.2020 20:23

Autor: Starszyoborowy

Szakal złocisty jest mniejszy od wilka, ale większy od lisa. Samce ważą od 7 do 15 kg, samice są nieco mniejsze. Osobniki żyją samotnie lub w parach, rzadziej tworzą grupy składające się z kilku osobników. Pojawił się w Polsce około pięciu lat temu.

Szacuje si ę, że obecnie szakale mogą powodować większe straty niż ataki watah wilków.

#polska #las #zwierzeta

Data: 22.02.2020 05:32

Autor: R20_swap

Koń odpoczywa i śpi stojąc. Umożliwia mu to specyficzna budowa kończyn – tzw. … Aparat ustaleniowy w tylnych nogach konia jest niestety słabszy. Dlatego też koń odpoczywający na stojąco odstawia jedną tylna nogę – kładzie ją na puszce kopytowej i w ten sposób odciąża.

#zwierzeta #ciekawostki #konie

2 569 dni bez ruchu. Salamandra jaskiniowa nie poruszyła się od 7 lat

Data: 16.02.2020 23:05

Autor: HaHard

kopalniawiedzy.pl

Węgierscy naukowcy donoszą o zaobserwowaniu salamandry, która pozostała bez ruchu przez… 7 lat. Uczeni z Uniwersytetu Budapesztańskiego badają odmieńce jaskiniowe zamieszkujące zalane jaskinie we wschodniej Hercegowinie. Grupa zwierząt została oznakowana, a ruchy każdego z osobników obserwowano przez wiele lat.

Uczeni dowiedzieli się, że przez ponad 10 lat każdy z odmieńców przemieszcza się średnio o 10 metrów. Wydaje się, że jedną z niewielu rzeczy, zdolnych do zmuszenia odmieńca do ruchu jest poszukiwanie partnera. Salamandry kopulują jednak średnio raz na 12,5 roku.

#hahard #ciekawostki #zwierzeta

Prof. Makowiecki: konie w średniowiecznej Polsce często traktowano jak członków rodziny

Data: 16.02.2020 22:41

Autor: ziemianin

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #nauka #polska #rzeczpospolita #konie #zwierzeta #sredniowiecze

Konie w czasach piastowskich często traktowane były jak członkowie rodziny. Szkielety tych zwierząt, które odkrywane są w mogiłach ludzkich świadczą o szczególnym znaczeniu wierzchowców, które nie były hodowane na mięso – twierdzi archeozoolog prof. Daniel Makowiecki z UMK w Toruniu.

[Prof. Makowiecki: konie w średniowiecznej Polsce często traktowano jak członków rodziny]()

Nowatorskie badania dotyczące roli koni w życiu wczesnośredniowiecznego społeczeństwa na ziemiach polskich trwają na UMK od 2018 roku. Naukowcy, którym przewodzi archeolog i inżynier zootechnik prof. Daniel Makowiecki z Instytutu Archeologii UMK dokonali już pierwszych ustaleń.

"Udało nam się zebrać do tej pory pokaźną ilość materiałów z całej Polski. Okazało się, że są problemy badawcze, których wcześniej nie dostrzegaliśmy. Jednym z ciekawszych odkryć dotyczących tamtego okresu jest obecność koni, które trzeba wprost nazwać kucami. Mierzyły one w kłębie od ok. 90 do 120 cm i trzymano je w zasadzie w każdym z ważniejszych grodów badanych przez archeologów. To dzięki prowadzonym systematycznie wykopaliskom mamy końskie kości do naszego projektu" – powiedział PAP prof. Makowiecki.

Koń w średniowieczu był zwierzęciem elitarnym. W ocenie archeozoologa z UMK szczątki "małych wierzchowców" mogą świadczyć o tym, że dzieci ówczesnych elit – książąt, królów i kasztelanów – dzięki kucom uczyły się jazdy konnej.

"Z jednej strony zapewne była to dla nich zabawa i rozrywka, a z drugiej przysposabianie się do jazdy wierzchem w dorosłym życiu pełnym wypraw wojennych. To najprostsze rozumowanie, ale trudno mu zaprzeczyć. Na pewno dorosły, ciężki mężczyzna w zbroi nie ruszał na kucu w bój, a tym bardziej nie paradował na nim kasztelan" – dodał nieco żartobliwie archeolog.

"Kuce na ziemiach polskich były obecne wcześniej niż na początku średniowiecza, bo mamy szczątki najstarszego kuca odnalezione w miejscowości Łyszkowice (pow. łowicki), które pochodzą sprzed 1700 lat. Na ziemi chełmińskiej w miejscowości Kałdus (najstarsze Chełmno) odnaleźliśmy kości kuca sprzed 2500 lat. Można więc zaryzykować tezę, iż przysposabianie dzieci do jazdy konnej musiało mieć miejsce już znacznie wcześniej niż w okresie średniowiecza" – ocenił naukowiec.

Na realizację projektu pt. "Koń w Polsce wczesnopiastowskiej i dzielnicowej. Studium interdyscyplinarne" kierowana przez niego grupa badawcza otrzymała grant z Narodowego Centrum Nauki.

Na czaszki końskie badacze natrafiają w okolicach dawnych budowli i wałów obronnych (ofiary zakładzinowe), a także wśród materiałów kostnych, będących odpadkami po spożytym mięsie takich zwierząt jak bydło, świnie, owce czy kozy. Dotychczas jednak ten materiał badawczy traktowany był nie tak pieczołowicie, gdyż archeozoologów interesowały inne gatunki.

Badania DNA, przeprowadzone w ramach grantu w Centrum Nowoczesnych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem dr Danijeli Popovic, wskazują także, że umaszczenie koni w średniowiecznej Polsce było bardzo zróżnicowane. Występowały bowiem konie gniade, kasztanowate, kare, ale także pstrokate.

"Są to zupełnie nowe ustalenia. Różnorodność naszym zdaniem brała się z estetycznych upodobań i preferencji obowiązujących w tamtym okresie oraz zmian tych preferencji. Trzeba pamiętać, że konie i ich rodzaje są świetnym nośnikiem wiedzy o transferach handlowych i migracji ludzi oraz idei" – powiedział archeozoolog.

W tej chwili naukowcy mają już także coraz więcej udokumentowanych szczątków koni w obrębie ludzkich cmentarzy.

"Często konie grzebane w tak ważnych miejscach dla człowieka służyły mu nawet 15-20 lat. Nie były to zwierzęta, które padły w boju. O ich użytkowaniu świadczą m.in. narośla kostne oraz zaawansowane zwyrodnienia w obrębie stawów i kręgosłupa. Obecnie pod kierunkiem prof. Macieja Janeczka trwają szczegółowe badania paleopatologiczne w Zakładzie Anatomii Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Można już jednak uznać, że te konie traktowane były jak członkowie rodów, jako instytucja sama w sobie (…)" – wskazał prof. Makowiecki.

Dodał jednak, że występuje pewna ambiwalencja, gdyż naukowcy wiedzą też o konsumowaniu koniny. "Nasza współczesna czułość nie jest niczym nowym. Tamci ludzie też mieli podobne myślenie, ale jednocześnie poza docenieniem uzyskiwali z koni surowiec zwierzęcy – mięso oraz kości, z których wytwarzano płozy sań oraz łyżwy. Kości konia ze względu na kształt i długość były do tego najbardziej przydatne. Wśród starszego grona archeozoologów byli sympatycy koni, którzy nigdy nie napisali w swych artykułach o zjadaniu koniny. Jednak o tym, że konie były zjadane, świadczy zebrany przez nas materiał, w postaci śladów rąbania na kościach. Trzeba jednak dodać, że koń na pewno nie był hodowany po to, aby go zjeść. W tym celu trzymano liczne stada świń, bydła, owcy i kozy" – stwierdził prof. Makowiecki.

Dodał, że nie rozpoczął badań od najstarszych dziejów konia, ale od tych średniowiecznych, bo materiał z tego okresu jest olbrzymi, co pozwala łatwiej przetestować przyjętą w projekcie strategię badawczą, poznać przydatność najnowszych metod badań genetycznych i izotopowych.

"Doświadczenia będą bardzo przydatne do studiów nad końmi prehistorycznymi, których kości są zdecydowanie mniej liczne" – zakończył naukowiec.

Data: 16.02.2020 07:35

Autor: Ijon_Tichy

Uwaga. Niepopularna opinia.

Szwagier wyjechał z żoną do Kanady i na Kubę na 2 tygodnie i poprosił mnie, żebym na te dwa tygodnie zamieszkał z rodziną u niego w domu i przypilnował dwóch psów. Nie ma problemu.

Konkluzja: NIGDY NIE BĘDĘ MIEĆ PSA.

O ile uważam te stworzenia za wyjątkowe, mądre i przyjacielskie, to opieka nad nimi jest po prostu niefajna, męcząca.

1) Wszędzie psia sierść. Na ubraniach, w pościeli, na meblach, a nawet w jedzeniu! Ohyda. Czesanie nic nie daje, to strata czasu.

2) Musisz je karmić, dawać pić. Kupować, myśleć o tym jak o dziecku. Bawić się z nimi, bo tego potrzebują. Zajmują uwagę, plątają się pod nogami, nawet w kuchni, gdzie otrzepując się rozrzucają sierść i ślinę. Ohyda.

3) Na spacerach zbierają kleszcze. Musisz im grzebać w sierści i wyszukiwać kleszcze, a jak znajdziesz, musisz wyciągać szczypcami. Jeśli przegapisz, kleszcz się opije psiej krwi i pęcznieje jak jakiś obrzydliwy wrzód. A ty się z tym babrasz, żeby wyciągnąć. OHYDA!

4) Musisz co najmniej dwa razy dziennie wyjść na spacer, rano i wieczorem, bo pies musi się załatwić, zrobić kupę, trochę się wybiegać. Nie ważne, czy masz ochotę i jaka jest pogoda.

5) Czujesz się jak niewolnik, bo nie możesz opuścić domu na dłużej. Jeśli nie wrócisz, to pies ci się zesra i nasika na podłogę.

6) Nie pojedziesz na wakacje samemu, żeby porządnie wypocząć. Jeśli nie masz szwagra kamikaze, który przypilnuje ci psów, to za hotel dla dwóch psów zapłacisz 2000 zł za dwa tygodnie, jeśli nie chcesz ich zabrać ze sobą.

7) Musisz je myć, sprzątać po nich, jak wracają brudne od niewiadomo czego ze spaceru. Czasem śmierdzą niewiadomo czym…

8) Pies regularnie budzi cię w nocy. Czasami kilka razy na noc.

Ludzie muszą też jeździć z psami do weterynarza, szczepić, leczyć, badać, kupować akcesoria itp. itd. Wokół osa jest mnóstwo zachodu, pracy, poświęcenia uwagi.

A jakie korzyści? Frazeologizmy: "Jaki fajny piesek. Good boy. Najlepszy przyjaciel człowieka". To wszystko 乁(ツ)

Nawet moje dzieci, które od dawna intensywnie namawiały mnie na psa, teraz nie chcą psa. Wyleczyły się z tego. Uważam, że każda osoba, która rozważa kupno psa, powinna najpierw spędzić takie dwa tygodnie z psem w domu.

Niektórzy lubią zbierać znaczki, inni lubią tańczyć, są i tacy, co lubią łazić po niebezpiecznych jaskiniach, albo mieć psy…. 乁(ツ)

#psy #psiarze #zwierzeta #oswiadczenie #niepopularnaopinia

Szakale złociste prą na północ

Data: 12.02.2020 16:26

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #natura #szakal #polska #przyroda #tapeta #wallpaper

Szakale złociste są wciąż rzadkie na terenie Polski. Eksperci mają jednak kolejny dowód na to, że gatunek ten przesuwa zasięg ku północy. Rozród tego drapieżnika stwierdzono niedawno na terenie powiatu sztumskiego (woj.pomorskie).

Szakale złociste prą na północ

Szakal złocisty jest jednym z tych południowych gatunków, które stopniowo rozprzestrzeniają się w Europie. W ostatnich latach drapieżniki te notowano na Białorusi, w Polsce, Estonii, a nawet w Danii i Finlandii. Jednak ich rozród w obszarze naturalnej ekspansji był dotychczas rzadko notowany.

W ostatnich latach udało się jednak udokumentować rozród szakali w północnej Polsce. Przypadki te opisali autorzy artykułu, opublikowanego w czasopiśmie "Mammalian Biology" – naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży i Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie we współpracy z pracownikiem nadleśnictwa Kwidzyn.

Latem 2015 r. w pobliżu rzeki Nogat na terenie powiatu sztumskiego zaobserwowano parę szakali z czterema młodymi, natomiast w sierpniu 2017 r. w tej samej okolicy obserwowano pięć szczeniąt szakali, które udało się pojedynczo sfotografować – relacjonuje jeden z autorów pracy, prof. Rafał Kowalczyk, dyrektor IBS PAN, w materiale przesłanym PAP.

W tym rejonie – jak informuje naukowiec – szakale są widywane regularnie od sierpnia 2015 r., udało się też zarejestrować ich charakterystyczne wycie. Obszar, w którym stwierdzono rozmnażanie się szakali, jest najdalej wysuniętym na północ miejscem ich rozrodu w zasięgu występowania gatunku. Co ciekawe, rozród i pierwsze obserwacje szakali na terenie Polski z tego samego roku wskazują, że ekspansja tego drapieżnika nastąpiła prawdopodobnie wcześniej, jednak ze względu na brak wiedzy o tym gatunku i ich ekspansji nie udało się wcześniej rozpoznać tych zwierząt.

Po medialnych doniesieniach na temat szakali w Polsce, do naukowców monitorujących ich występowanie zaczęły napływać informacje o obserwacjach tych zwierząt. "Jednak z tych, które udało się zweryfikować na podstawie materiału zdjęciowego, zdecydowana większość okazała się lisami, często chorymi na świerzb, ale też psami czy wilkami. Dotychczas z terenu naszego kraju mamy 15 potwierdzonych obserwacji, z czego siedem to martwe osobniki, natomiast pozostałych osiem zostało uwiecznionych na zdjęciach bądź nagraniach z fotopułapek. Jednak w większości przypadków są to pojedyncze, niepowtarzające się obserwacje z danego miejsca. Wskazuje to, że szakal jest ciągle rzadki na terenie Polski; większość zwierząt to osobniki migrujące, jednak następuje lokalne osiedlanie się gatunku połączone z rozrodem" – podkreślił prof. Kowalczyk.

Choć trudno jest oszacować liczebność populacji tego drapieżnika, nie przeszkadza to myśliwym raportować występowania szakali, a nawet planować jego pozyskania. Według statystyk łowieckich na terenie Polski w 2019 r. występowały 1054 szakale i zaplanowano odstrzał 1325 osobników. Te dane są jednak dalekie od rzeczywistości, biorąc pod uwagę kilkanaście obserwacji gatunku z terenu naszego kraju – informuje prof. Kowalczyk. Obserwacje szakali są nadal tak dużą sensacją, że wszelkie doniesienia zazwyczaj przekazywane są przez media.

Jak wskazują autorzy artykułu o rozrodzie szakali, wciągnięcie tego gatunku na listę zwierząt łownych było zbyt pochopne ze względu na jego status w przepisach unijnych. Szakal został umieszczony w załączniku V do Dyrektywy Siedliskowej, grupującym gatunki zwierząt i roślin ważnych dla Wspólnoty, których pozyskiwanie ze stanu dzikiego i eksploatacja może podlegać działaniom w zakresie zarządzania. Oznacza to, że ich pozyskiwanie powinno być zgodne z zachowaniem ich populacji we właściwym stanie ochrony. Wydaje się, że ze względu na sporadyczne występowanie szakali na terenie Polski oraz ryzyko pomylenia osobników tego gatunku z wilkami, powinniśmy powstrzymać się od pozyskania łowieckiego tych drapieżników.

Chiny: Dla promowania parku rozrywki zrzucono świnię na bungee

Data: 22.01.2020 11:05

Autor: swiatoze

swiatoze.pl

Wpół przytomną ze strachu świnię, przywiązaną liną do metalowego wysięgnika, zrzucono z 68 metrowej wieży, co miało być reklamą nowej atrakcji turystycznej. Akcja promocyjna chińskiego parku rozrywki Mexin Wine Town w pobliżu miasta Chongqing wywołała oburzenie zarówno organizacji na rzecz zwierząt, jak i opinii publicznej.

#zwierzeta #chiny

Jemy mięso nafaszerowane antybiotykami

Data: 21.01.2020 17:45

Autor: ziemianin

polskieradio.pl

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #mieso #zwierzeta #antybiotyki #

Zwierzęta hodowane na mięso są w Polsce na potęgę faszerowane antybiotykami. Na trzydzieści jeden krajów sklasyfikowanych przez Europejską Agencję Leków nie tylko zajęliśmy piąte miejsce, ale dodatkowo tendencja jest wzrostowa. Z tego powodu rośnie też liczba superbakterii, z którymi nie jest w stanie poradzić sobie współczesna medycyna.

Jemy mięso nafaszerowane antybiotykami

Raport Europejskiej Agencji Leków (EMA) obejmuje dane za lata 2010-2017. Sklasyfikowała ona w swoim rankingu ogółem trzydzieści jeden państw, natomiast nasz kraj pod względem liczby antybiotyków podawanych zwierzętom hodowlanym zajął piąte miejsce. Pod tym względem wyprzedzają nas więc jedynie cztery kraje, którymi są Cypr, Hiszpania, Węgry i Włochy.

Okazuje się, że ogółem w całej Europie sprzedaż antybiotyków do celów hodowlanych spadła o blisko jedną piątą. W Polsce tendencja jest tymczasem odwrotna. Z tego powodu zwiększyła się ona do okresu analizowanego wcześniej aż o 28 proc. Na kilogram masy zwierząt wykorzystano w naszym kraju blisko cztery razy więcej antybiotyków niż w Danii, trzy razy więcej niż w Holandii oraz dwukrotnie więcej niż w Niemczech.

Na całym świecie blisko 73 proc. antybiotyków trafia właśnie do zwierząt hodowlanych. Nasz kraj znajduje się pod tym względem na drugim miejscu w Europie, zwłaszcza jeśli chodzi o „antybiotyki o krytycznym znaczeniu”. Tego typu medykamenty stosowane są w ciężkich chorobach u ludzi, dlatego w wyniku spożywania nafaszerowanego nimi mięsa rośnie liczba superbakterii u ludzi. Z nimi nie może sobie tymczasem poradzić nawet współczesna medycyna.

Po 50 latach Niemcy zamykają laboratorium śmierci.

Data: 20.01.2020 20:30

Autor: Starszyoborowy

swiatrolnika.info

Do zamknięcia laboratorium przyczyniły się organizacje ochrony zwierząt, ujawniając proceder, do jakiego dochodziło w murach placówki. Organizcja Cruelty Free International nagłośniła sprawę, oskarżając prowadzących badania o niewyobrażalne okrucieństwo wobec zwierząt.

Na uwagę zasługuje fakt, że zamknięto tylko jeden oddział firmy, która posiada jeszcze dwa inne laboratoria w Niemczech: w Neugraben-Hamburg oraz w Loehndorf. Nie zaprzestano w nich wykonywania doświadczeń na zwierzętach, które są prowadzone na zlecenie koncernów farmaceutycznych i agrochemicznych.

#niemcy #zwierzeta #tortury

Życie za zdjęcie. Fotografowie wydają na zwierzęta wyrok śmierci

Data: 16.01.2020 06:13

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #fotografia #fotografowie #zwierzeta #ptaki #smierc #prawo #swiatrolnika

Fotografowie potrafią zaszyć się w „czatowniach” na kilka dni, uprzednio rozłożywszy karmę, aby sprowadzić przed obiektyw aparatu dzikie zwierzęta. Karmione, zatracają instynkt i często zdychają z głodu, czekając na pożywienie.

Życie za zdjęcie. Fotografowie wydają na zwierzęta wyrok śmierci

Dlaczego to robią? Dla pieniędzy. Za jedno, „dobre” zdjęcie potrafią zarobić nawet 7000 złotych. Czy poświęcają się w jakiś istotny sposób? Niekoniecznie. „Czatownia” fotograficzna, często okazuje się być ogrzewanym lokum, do którego prędzej, czy później, po smakołyki zjawią się drapieżniki, jak i roślinożercy.

Prawo tego jednak nie zakazuje. Doszło do tego, że na portalu internetowym Związku Polskich Fotografów Przyrody można znaleźć zapis następującej treści:

„Zakaz nęcenia wilków i niedźwiedzi”

Okazuje się, że pogoń za pieniędzmi jest tak wielka, że liczenie na etyczne rozterki zawodowców jest nieporozumieniem. Jedynym dziś, skutecznym orężem walki z tego typu zachowaniem fanów migawki fotograficznej są gremia profesjonalistów, którzy odrzucają wystawowe aplikacje tych, których podejrzewa się o wykonanie zdjęć w taki sposób. Wprawne oko recenzentów i sędziów jest w stanie odróżnić zdjęcie „ustawione” od wykonanego w naturalnych warunkach przyrodniczych.

Wracając do nęcenia dzikich zwierząt, tracą one zdolność do samodzielnego pobierania pokarmu ze środowiska naturalnego. Przez to, spada ich odporność na warunki atmosferyczne, słabną i zatracają swe pierwotne umiejętności.

Kolejnym etapem jest ich zanik strachu przed ludźmi, często pojawiają się w okolicach ludzkich siedzib, dróg. Stają się żebrakami, a w niektórych wypadkach, kiedy nie otrzymują od nas pożywienia są agresywne.

Głupie zdjęcie, choćby kosztowało krocie, przyczynia się do wyniszczenia, często chronionych i rzadkich gatunków.

Data: 09.01.2020 17:04

Autor: R20_swap

Lecz się kotem

Wyniki 10-letnich badań przeprowadzonych przez naukowców z Minnesota University, jasno wykazują, iż koty skutecznie zmniejszają poziom stresu swoich właścicieli, co z kolei przekłada się bezpośrednio na kondycję układu krążenia człowieka, zmniejszając ryzyko m. in. wystąpienia zawału serca

#zdrowie #koty #zwierzeta #medycyna

Przez pożary wielbłądy tratują tereny domostw. Planuje się odstrzał 10 tys sztuk

Data: 08.01.2020 17:00

Autor: swiatoze

swiatoze.pl

Mieszkańcy regionu Anangu Pitjantjatjara Yankunytjatjara narzekają na zwierzęta, które nagminnie wchodzą na tereny domostw i demolują je, aby dostać się do zbiorników wody. Władze wydały zgodę na odstrzał wielbłądów. Przeprowadzi je grupa myśliwych, którzy będą strzelać do zwierząt z helikopterów.

#australia #zwierzeta

W Australii rozpoczął się odstrzał 10 000 wielbłądów

Data: 08.01.2020 15:33

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #australia #pozar #zwierzeta #wielblad #camel

Przywódcy Aborygenów w Południowej Australii wydali polecenie zabicia 10 000 dzikich wielbłądów. Zwierzęta mają zginąć, gdyż… wypijają zbyt dużo wody.

wymagany angielski

W Australii rozpoczął się odstrzał 10 000 wielbłądów

Dzisiaj rozpocznie się wielkie polowanie z powietrza. Potrwa ono 5 dni. Pojawiły się głosy, by zabijanie zwierząt uznać za działanie na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych i by zapłacił za to budżet państwa. Likwiduje się w ten sposób zwierzęta emitujące metan.

Decyzję o rzezi podjęli przywódcy Anangu Pitjantjatjara Yankunytjatjara Lands (APY). Sprzeciwiali się jej chrześcijańscy Aborygeni, dla których wielbłądy są święte, gdy mają związek z Bożym Narodzeniem. To na nich bowiem przybyli królowie, którzy odwiedzili Jezusa.

Działania APY będą wspierane przez 10 Desert Project, program finansowany m.in. przez amerykańską BHP Billiton Foundation oraz przez utrzymywaną z funduszy federalnych organizację Alinytjara Wilurara Natural Resources Management Board. Stanowy Departement Środowiska i Zasobów Wodnych zapewni czteromiejscowe śmigłowce ze snajperami. W niedostępnych regionach zabite zwierzęta będą pozostawiane na miejscu, jednak tam, gdzie to możliwe, ich ciała mają być palone lub grzebane.

W nawiedzonej przez suszę Australii wielbłądy zaczęły stanowić poważny problem. Mieszkańcy prowincji skarżą się, że poszukujące wody zwierzęta niszczą płoty, chodzą wokół domów, próbują wypijać wodę z klimatyzacji. W 2010 roku w Australii żyło ponad milion dzikich wielbłądów. Bez działań kontrolnych ich liczba podwajała by się co 9 lat. Każde z tych zwierząt emituje rocznie tyle metanu, że jest to odpowiednik tony CO2.

Milion dzikich wielbłądów, z których każdy rocznie emituje tonę CO2 to tak, jakby po drogach poruszało się dodatkowych 400 000 samochodów. Stąd też wezwania, by władze federalne płaciły za pozbywanie się wielbłądów. Nie wiadomo jednak, czy tak się stanie, gdyż emisja powodowana przez dzikie zwierzęta nie jest liczona do budżetu emisji poszczególnych krajów i do oceny stopnia redukcji emisji.

Niedźwiedziom coraz trudniej zapaść w sen zimowy

Data: 02.01.2020 10:17

Autor: swiatoze

swiatoze.pl

Rosnące temperatury sprawiają, że z roku na rok niedźwiedziom coraz trudniej zapaść w zimowy sen. Skraca się także jego czas – według naukowców z każdym stopniem powyżej średniej temperatury w miesiącach zimowych, czas hibernacji niedźwiedzia czarnego skraca się aż o 6 dni.

#zwierzeta

Świat zwariował. Teraz przyszła pora na owce, które puszczają bąki z mniejszą objętością metanu

Data: 11.12.2019 22:45

Autor: ziemianin

agrarheute.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #swiatzwariowal #absurdy #owce #zwierzeta #co2

Według naukowców w Nowej Zelandii, rolnicy mogą hodować owce o niższej emisji metanu, co ma się przyczyniać do zmniejszenia objętości gazów cieplarniach przedostających się do atmosfery.

wymagany niemiecki

Świat zwariował. Teraz przyszła pora na owce, które puszczają bąki z mniejszą objętością metanu

Firma Beef+Lamb Nowa Zelandia, po kilku latach badań genetycznych u owiec, wyselekcjonowała gatunek, który zapewnia zmniejszenie emisji, o której mowa. Jest to pierwszy przypadek na świecie, kiedy naukowcy poszli tą drogą.

Badania potwierdziły, że poszczególne gatunki tych zwierząt cechuje różna objętość wydalanych gazów, a więc może się to przyczynić do obniżenia tego współczynnika w ujęciu globalnym.

Artykuł, który w szczegółach opowiada o procesie badań, na podstawie którego informujemy o wydarzeniu, może jest i ciekawy, ale nas bardziej interesuje aspekt ogólnoludzki tego zagadnienia. Idąc tropem „myślenia”, którym kierowali się twórcy programu dotyczącego wyhodowania lub wyselekcjonowania „niskoemisyjnych” owiec, nie sposób nie zauważyć paru punktów, które burzą sielankowy obraz badań.

Dlaczego człowiek zamierza naprawiać świat, selekcjonując jego naturalnych mieszkańców? Co ze zwierzętami dziko żyjącymi, przecież i one produkują wielkie ilości odpadów niszczących środowisko. Co wreszcie z ludźmi dajmy na to otyłymi, którzy produkują i wydalają większą objętość gazów cieplarnianych, niż ci szczuplejsi.

Tylko na pierwszy rzut oka są to idiotyczne pytania. Podchodząc w taki sposób do wielu zagadnień, okaże się, że człowiek może wszystko, a reszta mieszkańców Ziemi ma się dostosować do naszych potrzeb. Może zaczęlibyśmy od likwidacji przyczyn, a nie skutków, choć w dobie cyklicznego, globalnego ocieplenia, na które w ogóle nie mamy wpływu, nasze działania są walką z wiatrakami. To politycy wmawiają nam, że w zasadniczy sposób przyczyniamy się do zwiększenia temperatury na globie.

Jesteśmy niszczycielami przyrody. Moglibyśmy uczynić więcej dla jej dobra, niż do tej pory czynimy, ale wybieranie egzemplarzy zwierząt, które mogą żyć, a inne spisujemy na straty, jest niemoralne i nieludzkie, bo oznacza zagładę niektórych gatunków.

Wróćmy do naukowców z Nowej Zelandii, według nich, 30 procent gazów cieplarnianych w ich kraju, wydzielają pasące się zwierzęta.

„Postęp hodowlany wymaga czasu” – powiedział Mark Aspin, dyrektor generalny konsorcjum pastoralnego ds. Badań nad gazami cieplarnianymi. W związku z tym trwają prace nad kolejnymi środkami zmniejszającymi emisję metanu, na przykład przez określone uprawy żywności. Inne technologie były ukierunkowane na drobnoustroje żwacza odpowiedzialne za produkcję metanu. Oprócz wprowadzenia do żwacza związków redukujących metan trwają również prace nad szczepionką przeciwko tym drobnoustrojom. W Nowej Zelandii około 30 procent wszystkich gazów cieplarnianych w tym kraju powstaje podczas wypasu metanu u zwierząt, dlatego prowadzone są również badania nad zmniejszeniem emisji u bydła.”

Już nie kradną zwierząt. teraz podpalają . . .

Data: 24.11.2019 13:03

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #aktualnosci #polska #zwierzeta #hodowla #ekoswiry #ekooszolomy #swiatrolnika #pozar

To już trzeci pożar w ciągu półtora tygodnia w naszych gospodarstwach. Tym razem województwo mazowieckie i wina prądu. Trochę dużo tych zbiegów okoliczności w tak krótkim czasie – napisał na Twitterze Szczepan Wójcik, który razem z bratem prowadzą hodowle zwierząt futerkowych oraz bydła.

Już nie kradną zwierząt. teraz podpalają . . .

To już trzeci pożar w ciągu półtora tygodnia w naszych gospodarstwach.

Tym razem województwo mazowieckie i wina prądu. Trochę dużo tych zbiegów okoliczności w tak krótkim czasie. pic.twitter.com/R3s0e4SWir

— Szczepan Wójcik (@szczepan_wojcik) November 16, 2019

W przypadku drugiego podpalenia, sprawca został już ujęty. Motywy podpalenia są nieznane.

Niestety pożar gospodarstwa z 11.11 przyniósł większe ogólne straty niż myśleliśmy.

2,3 mln PLN straty (sama słoma 1,1mln).

Sprawca zatrzymamy -motyw nadal nieznany. Gospodarstwo niedawno wyremontowane. Nie zdążyliśmy ubezpieczyć 😔 pic.twitter.com/irbaX7uSFA

— Szczepan Wójcik (@szczepan_wojcik) November 19, 2019

Dotąd napadano na hodowców głównie hejtując ich w Internecie. Czasami kradnąc (zdaniem pseudo-animalsów "uwalniając") zwierzęta. Dzisiaj hodowcy stają się ofiarami podpalaczy.

Sprawę bada policja i stosowne służby.

Aktywistka „uratowała” 16 królików. Doprowadziła do śmierci około 100 innych

Data: 17.11.2019 00:37

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ekoswiry #idioci #zwierzeta #ekoterroryzm #hiszpania #kroliki

„Mityczna Mia” to wegańska działaczka pochodząca z Wielkiej Brytanii. Na Instagramie obserwuje ją ponad 41 tys. użytkowników. To właśnie za pośrednictwem tego serwisu poinformowała, że wraz z innymi aktywistami udało jej się w niedzielę „uratować” 16 królików z fermy w hiszpańskiej gminie Gurb.

wideo

Aktywistka „uratowała” 16 królików. Doprowadziła do śmierci około 100 innych

"Rozwścieczeni pracownicy fermy mieli dusić aktywistów i okładać ich metalowymi prętami. Bójkę przerwała dopiero interwencja policji. Funkcjonariusze nakazali aktywistom opuścić teren fermy, odmawiając im obstawy. „Mityczna Mia” twierdzi, że jeden z farmerów do niej strzelił, czego dowodem mają być zdjęcia jej zakrwawionej twarzy"

– relacjonował serwis tvp.pl

"Rzecznik katalońskiej policji podaje, że tak naprawdę grupa aktywistów uwolniła 14 królików, a cała akcja miała bardzo poważne konsekwencje. Zamieszanie wywołane przez Brytyjkę i jej znajomych rozdrażniło króliki, które zaczęły rzucać się po klatkach. W ten sposób pięć samic w zaawansowanej ciąży uszkodziło sobie kręgosłupy i trzeba było je dobić. Inne zwierzęta poroniły"

– dowiadujemy się z relacji prasowych.

Większość królików wykradzionych przez aktywistów to karmiące samice. Ich brak sprawił, że trzeba było dodatkowo uśpić ok. 90 młodych, które nie mogłyby przetrwać bez matek.

Zoolog: pozostawianie opadłych liści oznacza wiele korzyści przyrodniczych

Data: 13.11.2019 22:57

Autor: ziemianin

naukawpolsce.pap.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #krakow #natura #nawoz #miasto #zielen #zwierzeta #ciekawostki

Opadłe liście są naturalnym nawozem organicznym, ich pozostawianie służy jakości gleby i wielu organizmom – podkreśla zoolog z Krakowa, dr Tomasz Figarski. Dodaje, że nawet drobne zmiany w zarządzaniu zielenią mogą dać łącznie wyraźny, korzystny efekt.

Zoolog: pozostawianie opadłych liści oznacza wiele korzyści przyrodniczych

Pozostawianie opadłych liści oznacza wiele korzyści – dr Tomasz Figarski współpracujący z Instytutem Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie. "Opadające liście tworzą ściółkę, która w miarę akumulacji i rozkładu tworzy poziom organiczny gleby. Powstająca próchnica zasila glebę, a w konsekwencji rosnące w niej rośliny – w składniki odżywcze. Liście są więc naturalnym nawozem organicznym. Działanie przeciwne, dokładne wygrabianie opadłych liści, powoduje wyprowadzanie z ekosystemu zmagazynowanych w liściach składników pokarmowych, które powinny wrócić do gleby, dopełniając cyklu obiegu materii. Tego rodzaju działania, realizowane przez wiele lat, obniżają witalność ekosystemu i występujących w nim roślin" – mówi.

Ekspert dodaje, że warstwa opadłych liści skutecznie zatrzymuje i magazynuje wodę oraz ogranicza parowanie z gleby. To ważne dla ochrony gleby i żyjących w niej organizmów przed wysychaniem. Opadłe liście dobrze też izolują i niwelują wahania temperatur, chroniąc organizmy glebowe i rośliny przed przemarzaniem.

Warstwa opadłych liści ogranicza ubijanie wierzchniej warstwy gleby, co ma znaczenie dla znajdujących się płytko pod powierzchnią gleby korzeni drzew i krzewów. Znaczne zagęszczenie gleby w tej warstwie bywa przyczyną obumierania drzew.

Dr Figarski zwraca uwagę, że opadłe liście i powstała z nich próchnica dają schronienie i zapewniają pokarm wielu organizmom – bezkręgowcom, np. owadom i pajęczakom, jak i większym zwierzętom – gryzoniom czy jeżom. "Drobne organizmy glebowe (np. nicienie, wrotki, skoczogonki), choć często niewidoczne gołym okiem, pełnią kluczową rolę dla funkcjonowania ekosystemu i wpływają na inne poziomy troficzne. W liściach chętnie żerują ptaki – drozdy, strzyżyki, grzywacze, ptaki krukowate, dla których stanowią one jesienną i zimową spiżarnię. Parki pozbawione liści są ekosystemami zubożałymi pod względem bogactwa zamieszkujących je zwierząt" – tłumaczy.

Dr Figarski podkreśla, że nawet małe zmiany nawyków zarządców zieleni czy właścicieli ogrodów mogą dać dobry efekt. Wymienia garść uniwersalnych wskazówek, sugerując np., aby zamiast całych parków czy skwerów – liście wygrabiać jedynie z chodników, alejek, ścieżek rowerowych itp. oraz ich bezpośredniego otoczenia (w odległości 2-3 m z każdej strony).

Wśród innych wskazówek wymienia:

Dokładne grabienie liści kasztanowców, w związku z możliwością zimowania w nich poczwarek szrotówka kasztanowcowiaczka

Pozostawianie liści pod drzewami, krzewami, a ponadto w możliwie ustronnych, mało uczęszczanych miejscach, usypywanie pryzm liści o wielkości min. 10 m2, które warto nakryć gałęziami jako zabezpieczenie przed rozwiewaniem czy rozkopywaniem

Na utrzymywanych trawnikach – wygrabianie części liści tak, by pozostałe tworzyły luźną, nieciągłą warstwę

Na uczęszczanych terenach zieleni montaż tablic edukacyjnych o roli opadłych liści, co miałoby duży walor edukacyjny również dla właścicieli prywatnych posesji. Obecnie wiele liści ląduje w foliowych workach, jako odpady organiczne, a powinny raczej pozostać w ekosystemie

Odstąpienie od używania dmuchaw do sprzątania liści, które przyczyniają się do zwiększania problemu smogu m.in. poprzez ponowne podnoszenie opadłych pyłów. Całkowity zakaz używania tych urządzeń wprowadzono np. w aglomeracji warszawskiej. Od ich stosowania odstąpił też Wrocław

Jeśli część liści zostanie zgrabiona, warto je kompostować

Dr Figarski przypomina, że na ograniczenie grabienia liści decyduje się coraz więcej miast, m.in. Legionowo, Wrocław, Białystok, Szczecin, Kielce czy Rzeszów. Z kolei we Wrocławiu już drugi rok z rzędu organizowana jest akcja społeczna "liść to NIE śmieć". Jej organizatorem jest grupa społeczna ZIELEŃ WROCŁAWSKA, do której przyłączyły się inne organizacje i grupy społeczne – Stołeczne Towarzystwo Ochrony Ptaków, Stowarzyszenie Żywica, Fauna i Flora Popowic oraz Grupa Przyrodnicza Ostoja.

USA - Psy i konie po służbie nie będą już zabijane

Data: 07.11.2019 15:17

Autor: ziemianin

tvp.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #teksas #usa #policja #zabijanie #psy #konie

Kongres stanu Teksas zdecydował, że psy i konie policyjne kończące służbę, nie będą już zabijane. Do tej pory prawo stanowe wymagało, by zwierzę, które jest za stare do pracy w policji, zostało sprzedane na aukcji lub uśpione.

USA – Psy i konie po służbie nie będą już zabijane

Jak poinformował „Washington Post”, prawo Teksasu traktowało do tej pory zwierzęta policyjne jako „ruchomość” należącą do służb bezpieczeństwa; w związku z tym tak jak broń ruchomość ta powinna zostać zniszczona, gdy przestaje się nadawać do użytku.

Teraz, dzięki lobbingowi organizacji broniących praw zwierząt oraz stowarzyszenia szeryfów Teksasu, psy i konie będą mogły być adoptowane za darmo przez ich służbowych opiekunów lub „inne wykwalifikowane osoby”.

Policjanci do tej pory starali się „kreatywnie obchodzić przepisy” – informuje gazeta. Szef stowarzyszenia szeryfów i zarazem szeryf hrabstwa Collin Jim Skinner powiedział, że gdy objął tę funkcję, zastał w swojej komendzie dwa stare i schorowane psy, więc by je uratować, formalnie nie pozwolił im pójść na emeryturę, a jedynie „zwolnił je z aktywnych czynności służbowych”.

Departament Policji w Austin po prostu sprzedawał opiekunom psy i konie za symbolicznego dolara.

Jak komentuje dziennik, dotychczasowa praktyka stawiała policjantów przed trudnym wyborem etycznym, ponieważ mogli albo ratować zwierzęta, albo respektować prawo.

Poprzednie przepisy dotyczące psów były tym dziwniejsze, że policyjne komendy organizowały psom, odchodzącym na emeryturę uroczyste odprawy. Wkrótce potem musiały oddać zwierzęta do uśpienia.

Małpki marmozety uczą się nowych dialektów

Data: 02.11.2019 14:23

Autor: ziemianin

journals.plos.org

#ciekawostki #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #zwierzeta #malpy #dialekt

Marmozety zwyczajne po dołączeniu do nowej kolonii zaczynają nawoływać w miejscowym dialekcie. Gwary uczą się od pobratymców – wynika z badania opublikowanego na łamach czasopisma „PLOS ONE”.

wymagany angielski

Małpki marmozety uczą się nowych dialektów

Nie tylko ludzie porozumiewają się różnymi dialektami. Regionalne różnice w sposobie komunikowania się dotyczą też wielu zwierząt, np. ptaków śpiewających czy małych małpek z rodziny płaksowatych – marmozet zwyczajnych (Callithrix jacchus).

To, że nawoływania marmozet różnią się w zależności od regionu, naukowcy z Uniwersytetu Zuryskiego (Szwajcaria) ustalili już wcześniej. Teraz wykazali, że małpki uczą się nowych dialektów i robią to poprzez obserwację innych członków społeczności.

Badacze nie wiedzieli dotychczas, czy zróżnicowanie gwarowe wśród marmozet zwyczajnych to sprawa genetyczna, wynik oddziaływań środowiskowych czy efekt społecznego uczenia się. W ramach nowego badania analizowali więc nawoływania małpek przenoszonych z jednej kolonii do drugiej – w innym regionie.

Zauważyli, że zwierzęta, wkrótce po dołączeniu do nowej grupy, modyfikowały wydawane przez siebie dźwięki i zaczynały nawoływać w miejscowym dialekcie.

"Mogliśmy jasno wykazać, że dialekty marmozet zwyczajnych są nabywane społecznie. Gdyby były one zdeterminowane genetycznie, przenosiny do nowego miejsca nie powodowałyby żadnych zmian w nawoływaniach. Zmian tych nie można też wyjaśnić różnicami środowiskowymi" – komentuje Yvonne Zürcher, główna autorka badania.

Dramat tygrysów. Zwierzęta dotarły już do Poznania. W jednej skrzyni "brak oznak życia"

Data: 31.10.2019 09:45

Autor: dj_universe

wiadomosci.wp.pl

Ciężarówka z tygrysami w klatkach, która utknęła kilka dni temu na polsko-białoruskiej granicy, dotarła w nocy do Poznania. Udało się z niej zdjąć jedynie cztery klatki. Pracownicy ogrodu musieli przerwać operację rozładunku, z powodu agresji jednego ze zwierząt. Stan zwierząt jest fatalny. Z jednej ze skrzyń nie docierają żadne odgłosy.

#zwierzeta #natura #poznan #tygrys

Transport tygrysów z Rosji do Włoch przechwycony na polskiej granicy. Przejmuje je polskie Zoo . . .

Data: 30.10.2019 22:11

Autor: ziemianin

tiny.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #poznan #zoo #tygrys #zwierzeta

Ciężarówka z 10 tygrysami uwięzionymi w niewielkich klatkach wyjechała z Rzymu 22 października. Jechała do Dagestanu – republiki Federacji Rosyjskiej. Według nieoficjalnych informacji są to zwierzęta z cyrku, zostały komuś podarowane i mają być umieszczone w ogrodzie zoologicznym w Rosji – czytamy na wp.pl

Transport tygrysów z Rosji do Włoch przechwycony na polskiej granicy. Przejmuje je polskie Zoo. Jeden tygrys już padł…

"Ciężarówka utknęła na polsko-białoruskim przejściu granicznym w Koroszczynie. Białorusini nie chcieli jej wpuścić. Najpierw okazało się, że kierowcy nie mają białoruskich wiz. Potem, gdy transport przejął Rosjanin, białoruskie służby stwierdziły, że brakuje wymaganych przy transporcie żywych zwierząt dokumentów"

– informuje serwis.

"W środę na polecenie Granicznego Lekarza Weterynarii zwierzęta były karmione i pojone. Sprzątnięto też i zdezynfekowano ich klatki. Do części z nich nie było wcześniej dostępu, są w złym stanie. Nie wiadomo, czy wszystkie uda się utrzymać przy życiu"

– relacjonuje "Wirtualna Polska".

"Poznańskie ZOO na początku informowało, że przyjmie dwa tygrysy. W środę jednak zadeklarowało, że chce wziąć do siebie całą grupę. – Otrzymaliśmy pozwolenie miasta na zatrzymanie wszystkich dziewięciu tygrysów. Jak tylko dostaniemy dokumenty, ruszymy w drogę – mówi WP Małgorzata Chodyła, rzecznik poznańskiego ZOO. Po godzinie 13 zwierzęta ruszyły do poznańskiego zoo"

– puentuje wp.pl

Jeden z tygrysów nie zniósł trudów podróży i padł.

Czy ryby śpią?

Data: 26.10.2019 02:16

Autor: adam325

lubiespac.pl

Taka #ciekawostki #sen #zwierzeta

Zdecydowana większość zwierząt śpi i ryby nie są tutaj wyjątkiem. Jednak sen ryb różni się znacząco od tego znanego nam. Niektóre różnice są oczywiste (na przykład ryby nie kładą się, ani nie zamykają swoich powiek – rekiny to jedyne ryby, które mają powieki i zamykają je tylko do ochrony przed zagrożeniem), inne mniej (ryby nigdy nie przechodzą do fazy REM snu i niektóre, jak rekiny, muszą pływać podczas drzemki, ponieważ potrzebują stałej wentylacji skrzeli). Ale bez względu na to jak wygląda ich sen, ogóla idea jest taka sama: sen to dla ryb okres, w którym aktywność i metabolizm spowalniają, w celu zaoszczędzenia energii i regeneracji organizmu.

Data: 15.10.2019 14:13

Autor: FiligranowyGucio

MMA pingwinów

Wyobraź sobie, że wchodzisz do swojego domu i znajdujesz żonę w łóżku z innym mężczyzną? Co byś zrobił? Oczywiście, będziesz rozczarowany – zszokowany, zaskoczony, zły, wściekły, itp…

https://www.thinkinghumanity.com/2019/07/devastated-penguin-catches-his-lover-cheating-on-him-video.html

Devastated Penguin Catches His Lover Cheating On Him (Video)

#mma #pingwiny #wideo #zwierzeta #bojka

Data: 14.10.2019 13:11

Autor: BlaziuBlaz

Oto malutki słodziaczek: traszka Waltla, salamandra Waltla – (Pleurodeles waltl).

Występuje głównie w Maroko, Portugalii, Hiszpanii.

Długość tego płaza dochodzi do 30 cm jednak w niewoli na ogół do 20 cm. Długość życia nieco ponad 20 lat.

Miałem taką jak byłem dzieciakiem i było to moje jedyne zwierzątko. Nazywała się Fredzia. Niestety będąc głupim dzieckiem zaniedbywałem ją i żyła w smutnym akwarium:[

#ciekawostki #zwierzeta #plazy

Data: 08.10.2019 19:09

Autor: Ijon_Tichy

Tak się składa, że właśnie żona sprzedała mi info, że jakaś Francuzka porwała z cyrku wielbłąda i maszeruje z nim pieszo aż do Mongolii, żeby go uwolnić i jest już w Polsce xD ( https://www.zielonanews.pl/edmee-i-attika-podrozuja-przez-lubuskie-do-mongolii-chca-zwrocic-uwage-na-zmiany-klimatyczne-53293/ ) przy okazji chce zwrócić uwage na zmiany klimatyczne….

Pominę bełkot ideologiczny kilimaciarzy. Ciekaw jestem psychiki ludzi, którzy mają tak ogromną determinację i współczucie dla zwierząt, że są w stanie np. rzucić wszystko na kilka miesięcy i przebyć niezwykle uciążliwą, niebezpieczną, kilkumiesięczną podróż, mijając po drodze niezliczone ilości potrzebujących ludzi, zapominając o jakie zło spotyka niewinnych, o cierpieniach, jakich doświadczają dzieci ludzkie i w ogóle niewinni ludzie.

Nie mam nic przeciwko byciu dobrym dla zwierząt, ale czuję – delikatnie mówiąc – niesmak, gdy jedni ludzie nie mają do innych ludzi tak tkliwych uczuć i pasji, jakie mają dla zwierząt. Znam nawet osoby, które deklarują, że nie chcą mieć dzieci, a adoptują po 2 psy i biorą ze schroniska na "wypożyczenie", żeby pieskowi dać pożyć w normalnych warunkach.

W ogóle coraz bardziej powszechne jest rozczulanie się i wielkie umiłowanie zwierząt: "akcja – stop jedzenia mięsa, bo świnki i krówki mają duszę" xD, "akcja społeczna – adoptuj pieska, kotka…" "Akcja – zbieramy karmę dla psiaków"…

#zwierzeta #ludzie #sprzecznosci #refleksja

Umierają kozy z wyspy w Warszawie. Opiekował się nimi bezdomny "za 50 zł i parówki"

Data: 02.10.2019 10:54

Autor: Severh

polsatnews.pl

Padła połowa z 60 warszawskich kóz mieszkających na wyspie na Wiśle, a życie części ocalałych jest zagrożone. Jak się okazuje opiekował się nimi bezdomny, dokarmiając je m.in. śmieciami z pobliskich osiedli. Ciała padniętych kóz wrzucał do Wisły lub zakopywał. Obecność kóz na wyspie to część ekologicznego projektu warszawskiego ratusza.

Ratusz wynajął stado kóz od hodowcy z Dagestanu. Zwierzęta mieszkają na wyspie na wysokości dzielnicy Praga-Północ i mają wyjadać trawę, by ułatwić gniazdowanie nadwiślańskim ptakom.

W sobotę jeden z mieszkańców powiadomił SORZ Animal Rescue Polska, że wiele spośród kóz padło, a ich ciała leżą na wyspie. Animalsi potwierdzili to dzień później.

– Na wyspę przywieziono sześćdziesiąt kóz, a pozostało trzydzieści. Opiekował się nimi bezdomny na zlecenie ich właściciela. Obcokrajowiec przyjeżdżał raz w miesiącu i dawał mu 50 złotych oraz jakieś parówki – mówił Dawid Fabijański z Animal Rescue Polska w niedzielny wieczór.

Kozy zostały, bo nie ma procedur

Dodał, że nieformalny opiekun zgłaszał, że stadem powinien zająć się weterynarz. – Jednak właściciel miał to gdzieś. Martwe kozy kazał zakopywać lub wrzucać do Wisły – stwierdził Fabijański.

Lekarz weterynarii zjawił się na wyspie dopiero z wolontariuszami Animal Rescue Polska. Rozpoczęcie ich leczenia nie było łatwe, gdyż na miejscu – jak stwierdził Fabijański – nie zjawiła się straż pożarna z pontonem. Musieli więc nałożyć wodery i pokonać Wisłę, brodząc.

– Chcieliśmy odebrać osiemnaście kóz znajdujących się w stanie zagrożenia zdrowia i życia. Jednak Miasto Stołeczne Warszawa nie ma procedur postępowania w takich przypadkach. Musiały więc tam pozostać – zrelacjonował Fabijański.

Jak podkreślił, każdy samorząd, według ustawy o ochronie zwierząt, musi podpisać porozumienie z gospodarstwem, do którego mogą trafiać zwierzęta z interwencji podobnych do tej niedzielnej.

– Warszawa takiej umowy nie ma, co nas mocno zaskoczyło. Chociaż w uchwale Rady Miasta wskazano takie miejsce (Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego) okazało się, że nie można tych kóz tam przemieścić, bo mogą przebywać tam wyłącznie bezpańskie zwierzęta – mówił.

"Ekopatrol to pokazówka, tak, jak to stado na wyspie"

Fabijański wskazał, że strażnicy miejscy z Ekopatrolu nie znali przepisów. – Dwaj dyżurni strażnicy zaproponowali, by zawieźć kozy do schroniska dla psów i kotów na Paluchu, nawet tam dzwonili. Zapytałem tych funkcjonariuszy, którzy byli na miejscu, co trzeba zrobić, jak np. koń biega luzem. Nie znali odpowiedzi. To pokazuje, że stworzony w Warszawie Ekopatrol to chyba pokazówka, tak samo, jak wyspa z kozami – stwierdził Fabijański.

Dodał, że w tym roku na wyspie nie zjawił się żaden pracownik ratusza, by sprawdzić, czy opieka nad mieszkającymi tam zwierzętami przebiega zgodnie z umową.

– Sam pomysł "żywych kosiarek" jest dobry, każda decyzja, która zbliża nas do natury, jest dobra. Ale co jakiś czas lekarz powinien doglądać tych zwierząt. Gdzie jest miasto? Nie ma nad tym nadzoru, a jeżeli właściciel tylko liczy kasę, to kończy się jak tutaj – podkreślił.

Miejsce bytowania kóz obejrzy technik kryminalistyki. – Te zwierzęta nie mogą tutaj być. Warszawa jako stolica europejskiego kraju nie realizuje przepisów ustawy o ochronie zwierząt – skwitował.

"Są kozy martwe od kilku dni, są takie, gdzie są jedynie kości"

Fabijański dodał w poniedziałek, że jedyną służbą zaangażowaną w tę sprawę była policja.

– Wiele osób, które tu przyjechały, w szczególności służby z miasta, bardziej szukały problemu, że my wynajdujemy kolejny problem; że nasz lekarz weterynarii błędnie ocenił stan zdrowia zwierząt. Jednak potwierdził to także urzędnik, czyli powiatowy lekarz weterynarii, który uznał, że kozy muszą być stąd zabrane.

Przekazał, że leżące wciąż na wyspie szczątki zwierząt są w różnym stanie rozkładu. – Gdy rozkłada się padlina, zawsze jest zagrożenie. Są kozy martwe od kilku dni, są takie, gdzie są jedynie kości. To działo się więc przez wiele miesięcy – podkreślił.

Zarząd Zieleni Miejskiej: zwierzęta są w stanie, który nie zagraża życiu i zdrowiu

– Miasto jest odpowiedzialne za utrzymanie projektu, który polega na utrzymanie efektu ekologicznego, czyli zjadania przez zwierzęta podrostu nawłoci klona. Projekt trwa trzeci rok, w tym roku ma się zakończyć – powiedziała Renata Kudłowicz, p.o. zastępcy dyrektora Zarządu Zieleni Miejskiej.

Przekazała, że powiatowy lekarz weterynarii stwierdził, iż zwierzęta są w stanie, który nie zagraża życiu i zdrowiu. – Jeżeli właściciel ma odpowiednie zaświadczenie o prawidłowym prowadzeniu hodowli może je dzisiaj zabrać, a padłe kozy ma zutylizować – mówiła.

Zapytana o powód śmierci zwierząt odpowiedziała, że nie ma takiej wiedzy. – To właściciel ma w umowie zapis, że zwierzęta mają mieć odpowiednią opiekę weterynaryjną, transport i wyżywienie. Miasto ponosi odpowiedzialność za utrzymanie efektu ekologicznego – wskazała.

Kudłowicz zaprzeczyła, że niektóre kozy padły kilka miesięcy temu, powołując się na ekspertyzę lekarza weterynarii. – Przeprowadzaliśmy kontrole dotyczące ilości zwierząt i tego, czy efekt ekologiczny jest zachowany – poinformowała.

Wicerzecznik ratusza: w piątek wyspę wizytowała osoba z Zarządu Zieleni Miejskiej

Ewa Rogala, wicerzecznik warszawskiego magistratu, podkreśliła w rozmowie z polsatnews.pl, że umowa między miastem a właścicielem stada przewiduje, że właściciel stada zobowiązuje się wypasać owce i kozy na określonym obszarze oraz w wyznaczonym czasie i celu.

– My udostępniamy teren, a stado nie jest nasze; umowa przewiduje, jaki efekt ma być osiągnięty przez ten wypas – dodała.

Rogala przekazała, że w piątek (dzień przed poinformowaniem animalsów o ciałach kóz – przyp. red.) wyspę wizytowała osoba z Zarządu Zieleni Miejskiej, która nie przekazała żadnych niepokojących informacji.

– Zakładamy, że to, co się tam wydarzyło, miało miejsce w sobotę – mówiła.

Pytany przez dziennikarzy w poniedziałek o tę sprawę prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odparł: zostałem o tym poinformowany dzisiaj, rano, właśnie to sprawdzamy.

– Rzeczywiście, w związku z niską wodą podobno psy dostały się na tę wyspę – dodał.

Zapowiedział, że ratusz będzie dokładnie sprawdzać sprawę i o niej informować.

Bezdomny: lepiej sam wyciąłbym tę trawę

Reporterka Polsat News rozmawiała z bezdomnym, który od 2018 r. miał opiekować się kozami. – W tamtym roku dwa psy wpadły, zagryzły kilka kóz, ale w tym roku nie ma tygodnia, by dwie-trzy sztuki nie padły – mówił.

Jego zdaniem, przywiezienie kóz na wyspę było "bardzo złą decyzją". – Bez nich to ja lepiej wyciąłbym tę trawę, one tutaj marnują się, biednieją. Chodzą sobie, wycinają trawę, piją wodę, a ja tu latam na bloki, przynoszę im z kontenerów chleb. Gdy było zimno, wpadały do mojego namiotu – opowiedział.

Bezdomny mężczyzna został później zatrzymany przez policję. – Prawdopodobnie był odpowiedzialny za opiekę nad kozami pod nieobecność właściciela, ale czy będą przedstawione mu zarzuty to się okaże – poinformowała polsatnews.pl podkom. Paulina Onyszko z Komendy Rejonowa Policji Warszawa VI, obejmującej m.in. Pragę-Północ.

Wyjaśniła, że zatrzymanie było konieczne, ponieważ mężczyzna nie ma stałego adresu zameldowania, a policja chce zabezpieczyć jego obecność w czynnościach procesowych.

– Na poniedziałek zaplanowano oględziny tego miejsca, wczoraj nie było do tego warunków ze względu na późną porę i ciemność – powiedziała podkom. Onyszko.

Na facebookowym profilu Miasto Stołeczne Warszawa publikowano m.in. filmy, które przedstawiały życie kóz na wyspie. "W Pacanowie kozy kują… a te jakoś ciągnie do Warszawy! Mieszkają w najlepsze na wyspie na Golędzinowie, gdzie wraz z owczym towarzystwem korzystają z wypoczynku na zielonej trawce (a czasem też biorą się za koszenie)" – opisano jeden z nich.

Informacje o kozach opatrywano też hashtagiem #ZwierzakiWarszawiaki.

#warszawa #ekologia #zwierzeta

Wielka Brytania - Brutalny atak labradora: odgryzł dziecku część twarzy (foto)

Data: 02.10.2019 09:04

Autor: ziemianin

thesun.co.uk

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #wielkabrytania #zwierzeta #pies

Ta dziewczynka do końca życia nie zapomni tego dnia. Bawiła się na dworze, kiedy zaatakował ją pies. Zwierzę odgryzło jej część wargi i policzka.

wymagany angielski

Wielka Brytania – Brutalny atak labradora: odgryzł dziecku część twarzy (foto)

9-letnia Lily-Fay Parfitt z Wielkiej Brytanii padła ofiarą agresywnego labradora. Pies rzucił się na twarz dziecka i odgryzł 25% górnej wargi, a także część policzka. Dziewczynce założono ponad 230 szwów.

Według relacji mediów pies był związany, jednak miał swobodny dostęp do bawiących się na sąsiednim podwórku dzieci. Do ataku doszło chwilę po tym, jak Lily zauważyła psa i zatrzymała się, by popatrzeć w jego kierunku. Wtedy labrador się na nią rzucił. Matka dziewczynki usłyszała tylko przeraźliwy krzyk dziecka.

Young girl needed 230 stitches to her face after a dog savages her lip leaving it looking 'like a jigsaw piece' https://t.co/sNmmMj13wm



— The Sun (@TheSun) October 1, 2019

Lily doznała urazu słuchu, lekarze nie są w stanie powiedzieć, czy z tego wyjdzie.

Psy-szczurołapy! Jakie psy nadaja się najlepiej?

Data: 01.10.2019 18:01

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #zwierzeta #psy #szczury

"Psy-szczurołapy, jak określa się specjale rasy psów na szczury, powinny mieć szereg cech, ułatwiających polowania na gryzonie. Zdawali sobie sprawę z tego faktu już ci hodowcy, którzy przed wiekami rozpoczynali hodowlę takiego psa" – czytamy na psy-pies.com

Psy-szczurołapy! Jakie psy nadaja się najlepiej?

Przede wszystkim, należy uwzględnić fakt, że szczury najchętniej chowają się w norach, jamach w ziemi lub stertach śmieci. Dlatego, pies, który ma skutecznie je unicestwiać, powinien być raczej szczupły i niezbyt okazałych rozmiarów. Właśnie z tego powodu, małe rasy psów na szczury sprawdzają się najlepiej. Musza tez miec silny zacisk szczęk.

wymagany węgierski :)))

Źródło:

Ta mała zebra urodziła się z plamami zamiast pasków!

Data: 25.09.2019 09:47

Autor: ziemianin

youtube.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #natura #zwierzeta #zebra #natura #cudanatury

Niezwykła zebra została zauważona w Rezerwacie Narodowym Masajów Mara w Kenii, gdzie fotografowie Rahul Sachdev i Antony Tira, który jest również przewodnikiem, zrobili kilka jej zdjęć.

Ta mała zebra urodziła się z plamami zamiast pasków!

Parmale Lemein, specjalista od dzikich zwierząt z obozu Matira Bush, powiedział Daily Nation, że był to pierwszy taki przypadek zebry w kropki w rezerwacie Mara. Najprawdopodobniej zebra ma melanizm, co jest przeciwieństwem albinizmu. Miał jednak kilka smutnych wiadomości: żadne podobne zebry nie przetrwały w ciągu ostatnich sześciu miesięcy z takim stanem w afrykańskich parkach.

Według niektórych naukowców paski zebry powstają, gdy dochodzi do zahamowania produkcji melaniny, co oznacza, że ​​zwierzę jest najprawdopodobniej czarne z białymi paskami, a nie odwrotnie.

Ale paski zebry nie są tylko na pokaz. Live Science twierdzi, że pomagają zwierzętom zachować chłód w afrykańskim upale. Istnieją również teorie, że paski pomagają zebrom ukryć się przed potencjalnymi drapieżnikami, a także pomóc im uniknąć ukąszenia przez muchy, o których wiadomo, że przenoszą choroby.

Data: 23.09.2019 17:52

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #natura #zwierzeta #goryle #fotografia #uganda #tapeta #wallpaper

Uganda, Park Narodowy Bwindi, goryl górski na czubku drzewa zajada przepyszne liście.

Kogo obchodzi tak piękny widok, kiedy te liście są takie pyszne.

W baldachimie Ugandy nieprzeniknionego Parku Narodowego goryl górski pochyla się w posiłku z soczystych zielonych liści. Do końca dnia zje prawdopodobnie blisko 18 kilogramów liści. Miejscowi nazywają ten las Bwindi, co oznacza „nieprzenikniony”, ale dla tego górskiego goryla jest po prostu domem. Podobnie jak my (i wszystkie naczelne), te łagodne olbrzymy mają przeciwstawne kciuki, co sprawia, że ​​zbieranie i jedzenie jest łatwym zadaniem. Podobnie jak my, goryle górskie wolą spędzać czas na ziemi. W rzeczywistości są znani z tego, że stoją w pozycji pionowej i chodzą na krótkich dystansach niezwykle ludzkim chodem. My, ludzie, dzielimy 98% naszego DNA z gorylami (zarówno wschodnimi, jak i zachodnimi), prawie tyle samo, co w przypadku szympansów i bonobo. Więc tak, mimo że mają więcej włosów na ciele, wszyscy jesteśmy hominidami. Dzisiaj, w Światowy Dzień Goryla, świętujemy te wielkie małpy i wspieramy trwające prace mające na celu ich ochronę. Podczas gdy wszystkie gatunki goryli są zagrożone, tylko około 1000 goryli górskich wciąż żyje na wolności, co czyni je krytycznie zagrożonymi. W dużej mierze dzięki pionierskiej pracy i bezinteresownej poświęceniu prymatologa Diana Fosseya wielu z nas zdaje sobie sprawę z ich trudnej sytuacji. Dziś goryle prześladują te same zagrożenia, których Fossey był świadkiem ponad cztery dekady temu: kłusownictwo, choroby, niszczenie siedlisk i konflikty ludzkie. Ale raporty ze spisu są uspokajające; istnieją oznaki, że populacja goryla górskiego rośnie, ale wysiłki ochronne mają zasadnicze znaczenie dla przetrwania gatunku.

Uganda, Park Narodowy Bwindi, goryl górski na czubku drzewa zajada przepyszne liście.

Data: 23.09.2019 17:46

Autor: ziemianin

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #ciekawostki #natura #zwierzeta #goryle #fotografia #uganda #tapeta #wallpaper

Kogo obchodzi tak piękny widok, kiedy te liście są takie pyszne.

W baldachimie Ugandy nieprzeniknionego Parku Narodowego goryl górski pochyla się w posiłku z soczystych zielonych liści. Do końca dnia zje prawdopodobnie blisko 18 kilogramów liści. Miejscowi nazywają ten las Bwindi, co oznacza „nieprzenikniony”, ale dla tego górskiego goryla jest po prostu domem. Podobnie jak my (i wszystkie naczelne), te łagodne olbrzymy mają przeciwstawne kciuki, co sprawia, że ​​zbieranie i jedzenie jest łatwym zadaniem. Podobnie jak my, goryle górskie wolą spędzać czas na ziemi. W rzeczywistości są znani z tego, że stoją w pozycji pionowej i chodzą na krótkich dystansach niezwykle ludzkim chodem. My, ludzie, dzielimy 98% naszego DNA z gorylami (zarówno wschodnimi, jak i zachodnimi), prawie tyle samo, co w przypadku szympansów i bonobo. Więc tak, mimo że mają więcej włosów na ciele, wszyscy jesteśmy hominidami. Dzisiaj, w Światowy Dzień Goryla, świętujemy te wielkie małpy i wspieramy trwające prace mające na celu ich ochronę. Podczas gdy wszystkie gatunki goryli są zagrożone, tylko około 1000 goryli górskich wciąż żyje na wolności, co czyni je krytycznie zagrożonymi. W dużej mierze dzięki pionierskiej pracy i bezinteresownej poświęceniu prymatologa Diana Fosseya wielu z nas zdaje sobie sprawę z ich trudnej sytuacji. Dziś goryle prześladują te same zagrożenia, których Fossey był świadkiem ponad cztery dekady temu: kłusownictwo, choroby, niszczenie siedlisk i konflikty ludzkie. Ale raporty ze spisu są uspokajające; istnieją oznaki, że populacja goryla górskiego rośnie, ale wysiłki ochronne mają zasadnicze znaczenie dla przetrwania gatunku.

Sowińska: Molochy stowarzyszenia pro-zwierzęce to zorganizowane grupy przestępcze!

Data: 22.09.2019 19:08

Autor: ziemianin

swiatrolnika.info

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #zwierzeta #

Były pracownik Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami alarmował, że jeden z pracowników jest niebezpieczny. Nagrał go, jak telefonicznie zleca pobicie. Inspektor pracuje nadal, a przestraszony informator wyjechał z kraju – informował krakowski serwis "Gazety Wyborczej". ARTYKUŁ. Groźby i temat zlecania pobicia padły na jednej z tzw. interwencji.

Sowińska: Molochy stowarzyszenia pro-zwierzęce to zorganizowane grupy przestępcze!

Tu więcej na ten temat

"Tak działają wszystkie molochy stowarzyszenia pro-zwierzęce – tutaj prezesem jest była sędzia SO w Krakowie w stanie spoczynku – są to zorganizowane grupy przestępcze okradające hodowców i rolników"

– napisała Maria Sowińska, wieloletni opiekun zwierząt bezdomnych i działaczka społeczna, komentując artykuł o Krakowskim Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami.

Tacy ludzie zajmują się odbieraniem hodowcom i rolnikom zwierząt podczas tzw. interwencji.