Już nawet Uzbekistan buduje własną elektrownie atomową. Tymczasem polski rząd woli ku . . .

Data: 07.09.2019 13:03

Autor: ziemianin

niewygodne.info.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #elektrownia #polska #Uzbekistan #atom

Uzbekistan to państwo położone w Azji Środkowej, którego gospodarka opiera się na produkcji bawełny, hodowli owiec oraz sadownictwie. Pod względem wartości PKB na głowę 1 mieszkańca kraj ten jest 8 x biedniejszy od Polski. Mimo to jego władze podjęły decyzję o budowie własnej elektrowni atomowej o mocy 2,4 GW. Co w tym czasie robi polski rząd? Od ponad 10 lat program atomowy stoi w miejscu. Codziennie w związku z jego "realizacją" wydawane są setki tysięcy zł, z których prawie nic nie wynika. W efekcie kupujemy prąd od Niemców, bo sami staliśmy się niewystarczalni.

Już nawet Uzbekistan buduje własną elektrownie atomową. Tymczasem polski rząd woli kupować prąd od Niemców

W ubiegłym roku Uzbekistan podjął decyzję o wybudowaniu własnej, dwu-reaktorowej elektrowni jądrowej o mocy 2,4 GW (która w przyszłości mogłaby zostać rozbudowana o kolejne dwa reaktory). Decyzję o budowie tego rodzaju siłowni władze w Taszkencie uzasadniały potrzebą zapewnienia stabilności energetycznej.

W powyższej decyzji o budowie elektrowni atomowej nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż powstanie ona w kraju kilkukrotnie biedniejszym od Polski. Wartość PKB przypadająca na 1 mieszkańca Uzbekistanu w 2018 roku wyniosła 2.026 USD. Wartość PKB przypadająca na 1 mieszkańca Polski w 2018 roku wyniosła z kolei 16.639 USD.

Pierwsza elektrownia atomowa w Uzbekistanie ma powstać do 2028 roku. Wiemy na pewno, że do tego czasu nie powstanie pierwsza elektrownia atomowa w Polsce, mimo iż program jej budowy został uruchomiony jeszcze przez Donalda Tuska na początku 2009 roku. Wówczas to zakładano, że prąd z pierwszego polskiego bloku jądrowego zacznie płynąć w okolicach 2020 roku. Minęło ponad 10 lat i praktycznie nic nie udało się zdziałać. Budowa elektrowni nie ruszyła, a przejęcie władzy przez PiS nic nie przyspieszyło.

Co zatem się udało? Ano udało się wydać mnóstwo pieniędzy. NIK w swoim raporcie wyliczył, że wydatki poniesione na realizację "Programu polskiej energetyki jądrowej" przez podmioty administracji publicznej tylko za okres od 2014 do końca III kwartału 2017 roku wyniosły 552,5 mln zł. Z kolei całkowite koszty funkcjonowania spółki PGE EJ1 (odpowiedzialnej za budowę elektrowni atomowej w Polsce) w latach 2009 – 2018 wyniosły 447 mln zł. Jeśli do tego uwzględnimy wydatki poniesione przez administrację publiczną za okres od 2009 do końca 2013 roku oraz od IV kwartału 2017 do dziś oraz wydatki spółki PGE EJ1 w 2019 roku, to z pewnością całkowita kwota przeznaczona na "Program polskiej energetyki jądrowej" grubo przekroczyła już miliard złotych.

Efekt "atomowej impotencji" ekipy PO/PiS jest taki, że polskie elektrownie nie są dziś w stanie zapewnić odpowiedniej ilości mocy dla gospodarki. W konsekwencji trzeba ją importować z zagranicy, głównie z Niemiec. Cholera wie… a może o to w tym wszystkim chodzi?