Data: 28.11.2019 21:49

Autor: FiligranowyGucio

Raz prozą, raz rymem – walczymy z propagandowym reżimem_FB

,,Państwo Marianna i Władysław Popiełuszkowie żyją bardzo skromnie. – Jak na rodziców bohatera narodowego – za skromnie – uważa marcinkowicki proboszcz. Ojciec ks. Jerzego ma 90 lat i daleko posuniętą miażdżycę, opiekuje się nim pani Marianna, która skończyła 80 lat. Niedawno rodzice ks. Jerzego przeżyli kolejną tragedię: zmarła synowa, miała tyle samo lat co ks. Jerzy – 37. Owdowiały syn wychowuje trójkę dzieci. Na głowie ma 15-hektarowe gospodarstwo, a wiadomo jakie dzisiaj dochody z rolnictwa."

Tak kilkanaście lat temu pisał portal krakow.naszemiasto.pl. Rodzice księdza Jerzego przeżyli tak całe życie – w biedzie. Bez żadnych przywilejów – nawet po tym jak władza zamordowała im syna walczącego o niepodległość Polski. Nawet po nastaniu pseudo ,,wolnej" Polski. Pokornie, po cichu, nie skarżąc się na swój los. W dupie ich miała cała elita III RP.

,,Po wprowadzeniu stanu wojennego Stanisław Helski nie zaprzestał działalności opozycyjnej. W odwecie ówczesne władze rozpoczęły wobec niego szykany. Wiosną 1982 r. naczelnik gminy Ciepłowody wydał Helskiemu nakaz obsiania pól jęczmieniem, do którego Helski nie zastosował się, gdyż nakaz ten uważał za bezprawny. W maju 1982 roku pod eskortą milicji na pola Helskiego wjechało 14 ciągników z siewnikami. Dokonano przymusowego zagospodarowania i pola Helskiego obsiano jęczmieniem. Kosztami całej akcji obciążono rolnika.

Po kilkunastu dniach Helski zaorał niewyrośnięte zboże na własnym polu, za co został aresztowany i skazany na łączną karę 6 lat pozbawienia wolności za wszystkie popełnione czyny. Komornik zajął i zlicytował maszyny rolnicze i sprzęty Helskiego. Ponadto jego jedyny syn został wcielony do wojska.

Po wyjściu z więzienia, zrujnowany finansowo, rozpoczął bez pomocy adwokatów, wieloletnią batalię z systemem prawnym PRL o uniewinnienie. Trzykrotnie w jego sprawie wyrokował Sąd Najwyższy oraz wielokrotnie Naczelny Sąd Administracyjny. Zarzuty jednak nie zostały oddalone, a sprawy sądowe ucięła amnestia, którą ogłoszono po zniesieniu stanu wojennego. Helski bezskutecznie usiłował odrzucić postanowienie o amnestii wobec siebie i domagał się uniewinnienia, które dawałoby mu podstawę prawną do dochodzenia roszczeń za bezprawne działania urzędników, doznane krzywdy i utracone zdrowie. Sytuacji nie zmieniły zmiany ustrojowe po 1989 r. Wszystkie skargi do organów władzy państwowej i do Rzecznika Praw Obywatelskich pozostawały bez odpowiedzi."

Tak komuna traktowała swoich obywateli, zwłaszcza tych mających inne zdanie od jedynego słusznego, czyli sowieckiego. Bankrut? Nie ma z czego żyć? A to niech zdycha. W Wolnej Polsce apele o odszkodowanie? Mowy nie ma. Trzeba było nie pyskować do Władzy Ludowej. Helski umarł w 2004 roku. Przeżył 15 lat ,,wolnej Polski", ale za bandyckie zniszczenie mu życia przez komunistów nigdy nie dostał od ,,wolnych, niezawisłych i zdekomunizowanych sądów" odszkodowania. Nikt się nie przejmował jego losem.

Opozycjoniści i żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego, z powykrzywianymi kończynami i kręgosłupami uszkodzonymi podczas tortur w UB-eckich mordowniach, żyli w skrajnej nędzy. Opuszczeni przez wszystkich. Nikogo nie obchodziło czy – jak by to powiedzieli ubecy i bolszewicy – ,,zdechną z głodu", czy wyskoczą przez okno. Przyjdzie jakiś urzędas, zapali znicz, zaprzyjaźniony pismak z lokalnego dziennika pstryknie fotkę do celów propagandowych, i tyle.

Tak samo tysiącami zwykłych Polaków żyjących w skrajnej nędzy – też nikt się przez lata nie przejmował. Cynicznie i z bolszewicką bezczelnością kazano im ,,zmienić pracę i wziąć kredyt". Żadne media nie płakały nad chcącymi normalnie żyć Polakami, którzy z braku perspektyw często decydowali się na samobójstwo.

A dziś w mediach afera, nagle wszyscy wielce zainteresowani, bo małżeństwo pracowników SB podobno próbowało popełnić samobójstwo (jemu się udało, jej nie) – z powodu biedy i obniżenia im emerytury.

To prawda, że esbek esbekowi nierówny, ale wszyscy oni służyli komunistom. Wszyscy przyczyniali się do zniewalania narodu polskiego, do plucia na polskie godło – i brali za to pieniądze. I to od SB – najbardziej zbrodniczej jednostki w komunistycznym systemie. Wszyscy więc esbecy – od generała po sekretarkę, służyli zdradzie. Nikt ich nie zmuszał do usługiwania najbardziej zbrodniczej ideologii w dziejach ludzkości. Robili to dobrowolnie. Dla zysków, dla kariery, dla forsy.

Nie wiem jakimi byli ludźmi i ile zła wynikało z ich pracy dla komunistycznego ustroju dławiącego polską niepodległość. Ale nawet zakładając hipotetycznie, że nie zasłużyli na aż tak zły los, to przecież nie oni jedni mieli problemy finansowe, więc przyznawanie im jakichś specjalnych względów to czysta (a właściwie brudna) hipokryzja.

Na każdą krokodylą łezkę przelaną nad śmiercią funkcjonariusza SB, media w wolnej, zdekomunizowanej, niepodległej Polsce powinny wylewać litry łez nad losem bohaterów walczących przeciw tym komunistom o to, żeby Polska była Polską.

Powinny.

Gdyby Polska była wolna, zdekomunizowana i niepodległa…

#polska #polityka #dekomunizacja #prl #fb #razprozak

Matusiak blog - Pełniący Obowiązki Polaka. Jak sowieci rządzili w polskim wojsku

Data: 11.11.2019 20:45

Autor: ziemianin

matusiakj.blogspot.com

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #historia #pop #Sowieci #PRL #LWP #polska #wojsko

„Wszyscy uważają, że decyzja ta powinna mnie jako Polaka serdecznie ucieszyć. W rzeczywistości było odwrotnie. Byłem w tym czasie szefem sztabu 1 Armii Uderzeniowej – wielkiej jednostki, w skład której wchodziło 13 dywizji. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wróżyły, że w najbliższym czasie obejmę dowództwo armii. Armii, którą doskonale znałem, z którą byłem zżyty od 1942 roku i która świetnie spisywała się na froncie. W dodatku nie bardzo się orientowałem, co to ma być za Wojsko Polskie” – w tak bezceremonialnych słowach swoje przenosiny do polskiego wojska ujął radziecki generał polskiego pochodzenia Władysław Korczyc. Od wczesnej młodości czuł się obywatelem sowieckim. Nawet półroczne oczekiwanie na szafot w latach stalinowskiej wielkiej czystki nie zmieniło jego światopoglądu.

Na zdjęciu Bordziłowski, Rokossowski i Berling – trzej z wielu tysięcy radzieckich oficerów w polskiej armii

Matusiak blog – Pełniący Obowiązki Polaka. Jak sowieci rządzili w polskim wojsku

Stalin wprawdzie się zgodził, by w 1943 r. utworzyć wojsko polskie na terenie Związku Radzieckiego, ale chciał mieć nad nim całkowitą kontrolę. Zagwarantować ją miała obsada wszystkich stanowisk dowódczych przez oficerów Armii Czerwonej lub lojalnych oficerów polskich, typu generał Zygmunt Berling. Rosła armia, wzrastała również liczba sowieckich oficerów. Kulisy ich przenosin precyzyjnie w swoich wspomnieniach ujął generał Tadeusz Pióro: „Na ich dobór polskie organy nie miały żadnego wpływu, szefem kadr 1 Armii WP był Rosjanin, płk Filip Sobieżko i on – teoretycznie w porozumieniu z Berlingiem – zajmował się praktyką personalną. Decyzje o przekazywaniu oficerów z jednostek radzieckich zależały od ich dowódców pozbywających się przy tej okazji mniej przydatnych. Niejeden z nich zresztą odbierał przydział do obcej armii jak dopust boży, uważając przebranie w polski mundur za koniec kariery w Armii Radzieckiej, co – nawiasem mówiąc – przyszłość potwierdziła”.

Już podczas chrztu bojowego 1 Dywizji Piechoty pod Lenino jeden z takich POP-ów – podpułkownik Anatol Wojnowski – dał pokaz swoich możliwości. Będąc dowódcą 1 pułku czołgów, odpowiadał za ich wprowadzenie na pole bitwy, a zadanie wsparcia piechoty bronią pancerną było bardzo istotne dla przebiegu całej batalii. To zadanie spaliło na panewce, ponieważ kiedy czołgi grzęzły w bagnach, ppłk Wojnowski leżał w stanie upojenia alkoholowego w jednej z okolicznych stodół. Na szczęście dla jego czołgistów wkrótce po bitwie odkomenderowano go z powrotem tam, skąd przybył.

Mniej szczęścia mieli nowo powołani rekruci 2 Armii WP, których los pokarał osobą ich dowódcy – urodzonego w Warszawie, od rewolucji październikowej żołnierza Armii Czerwonej, późniejszego generała Karola Świerczewskiego. O jego libacjach alkoholowych i pijackiej brawurze krążył legendy już od czasów hiszpańskiej wojny domowej, gdzie był dowódcą jednej z brygad ochotników. W kwietniu 1945 roku zgotował on swoim żołnierzom i oficerom drogę przez piekło, puszczając ich na Drezno bez odpowiedniego rozpoznania terenu. Zamiast tego były imprezy zakrapiane alkoholem. Wojsko zostało odcięte przez niemiecki kontratak, a otoczone jednostki zabite (ok. 5 tysięcy żołnierzy).

Inną cechą POP-ów były ich skłonności do szabru, szczególnie kiedy znaleźli się na ziemiach niemieckich. Przykład: pułkownik Andriej Czartoryski. Już jako dowódca 10 Dywizji Piechoty w armii Świerczewskiego w przededniu ofensywy drezdeńskiej został przez niego wyrzucony za liczne kradzieże podczas przemarszu jego dywizji przez Ziemie Odzyskane. Nie zaszkodziło mu to jednak w dalszej karierze. Zaledwie kilka dni później znalazł się w Łodzi, gdzie został dowódcą nowo formowanej 11 Dywizji Piechoty, a ponadto jako najstarszy stopniem oficer w mieście objął obowiązki szefa łódzkiego garnizonu wojskowego. Już pod koniec maja 1945 roku dostał rozkaz wyruszenia ze swoją dywizją nad środkową Odrę. I znów zajmował się głównie szabrem.

Ukróciła to w końcu inspekcja przeprowadzona przez oficerów Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego w maju 1946 roku. W sporządzonym przez nich sprawozdaniu czytamy: „Dowódca 11 dywizji – płk Czartoryski nie jest obecnie w stanie należycie pokierować pracą swojej jednostki. Wpływa na to w pierwszym rzędzie jego przeszłość »szabrownicza« z pierwszego okresu pobytu dywizji na ziemiach zachodnich. Wpłynęło to na olbrzymie obniżenie się jego autorytetu u podwładnych. Był wypadek, że na odprawie jeden z dowódców pułku prawie otwarcie zarzucał mu uczestniczenie w nadużyciach, a z drugiej strony wiele nadużyć w dywizji nie jest należycie tępione. Uzdrowić ten stan rzeczy mogłaby jedynie zmiana na stanowisku dowódcy dywizji. Opinia gen. Popławskiego co do tej sprawy jest analogiczna”. Cztery miesiące później został odesłany do Związku Radzieckiego.

Nie każdy mundurowy z Kraju Rad, który służył w szeregach polskiej armii, radził sobie z samotnością i z rozłąką z najbliższymi. Niektórzy z nich decydowali się na tzw. frontowe żony, czyli młode kobiety. Chyba najgłośniejszym przypadkiem była relacja generała Włodzimierza Kierpa z jego podwładną porucznik Natalią Gurową. On – dowódca 5 Brygady Artylerii Ciężkiej, ona – felczer ambulatorium tejże brygady, nie ukrywali się ze swoim uczuciem.

W szczególny sposób przedstawił to prof. Maciej Szczurowski w monografii jednostki: „Na przykład zdjęcie zrobione podczas pobytu w Summt przedstawia gen. Kierpa i jego »wojenną żonę« por. Natalię Gurową przy pięknej limuzynie – w kolekcjonowaniu których pasjonował się generał – w towarzystwie dwóch psów. Jeden, owczarek alzacki, towarzyszył dowódcy brygady na całym szlaku bojowym; drugi, to jamnik sprezentowany przez Kierpa »żonie« pragnącej we wszystkim dorównać »mężowi«. Nadto »towarzyszka porucznik« już nie w mundurze, lecz wieczorowej, koronkowej sukni, wykwintnym kapeluszu z wymyślnym rondem oraz w lakierowanych pantofelkach. Całość tworzyła obraz zaiste w niczym nieprzypominający zakończonej kilka dni wcześniej wojny”.

„Frontowe małżeństwa” sowieckich generałów kończyły się najczęściej z momentem ich powrotu do ojczyzny.

Gdy wojna się skończyła, władze zdecydowały się zredukować półmilionową armię. To samo dotyczyło POP-ów. W pierwszej fazie byli odsyłani w sposób doraźny i niezorganizowany. Od lipca 1946 roku Departament Personalny WP przejął całkowitą pieczę i kontrolę nad tym procesem. Do ostatniego dnia 1948 roku z powrotem do ZSRR odkomenderowano prawie 17 tysięcy POP-ów, w tym 66 generałów. Dodatkowo ponad tysiąc oficerów złożyło podania o przyznanie polskiego obywatelstwa. Większość z nich rozpatrzono pozytywnie. Wydawało się, że LWP uzyska wkrótce narodowy charakter. Że w tamtym czasie była na to realna szansa, udowadniał Władysław Gomułka na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR z 12 października 1956 r. Mówił wtedy: „W materiałach, które mi zwrócono, znalazłem list, który pisałem do Biura Politycznego KC KPZR (będąc w Moskwie przejazdem do Kisłowodzka na leczenie) w 1947 r. Z listu tego wynika, że już w 1951 roku nie miało być ani jednego oficera rosyjskiego”. Dał na to zgodę Stalin i Bułganin, ówczesny minister obrony narodowej”.

Ale rzeczywistość okazała się inna. Stalin rozpoczął kolejną wojnę z „wewnętrznym wrogiem”. W odróżnieniu od czasu wielkiego terroru z lat 30. – oprócz samego ZSRR – objęła ona wszystkie państwa satelity na wschód od Łaby. Rozpoczęty pod koniec 1948 r. proces przyspieszonej stalinizacji objął również polskie wojsko. Generałowi Marianowi Spychalskiemu – wiceministrowi obrony narodowej, odpowiedzialnemu za powojenną politykę personalną, już po aresztowaniu w 1950 r. postawiono następujące zarzuty: „Spychalski przyspieszał odsyłanie z WP nieodzownych specjalistów – oficerów radzieckich, bez odpowiedniego przygotowania młodej, ludowej kadry, pogłębiając przez to trudności, jakie istniały przy formowaniu korpusu oficerskiego i jego szkoleniu. Odwoływanie oficerów radzieckich odbywało się na gruncie porozumienia z Rządem Radzieckim, lecz nie wolno było tego czynić ze szkodą dla WP. Przedstawienie Rządowi Radzieckiemu potrzeby zatrzymania koniecznej ilości oficerów radzieckich w WP spotkałoby się – jak stwierdza sam Spychalski – z przychylnym potraktowaniem. Spychalski nie podjął jednak żadnych kroków w tym kierunku, a nawet wręcz przyspieszał odwoływanie oficerów radzieckich”.

Symbolem nowej ery stała się nominacja na ministra obrony narodowej marszałka ZSRR Konstantina Rokossowskiego. Urodzony w zubożałej polskiej rodzinie pochodzenia szlacheckiego, w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej uzyskał status bohatera narodowego. Miał olbrzymi wkład osobisty w największych sowieckich zwycięstwach pod Stalingradem, Kurskiem czy Berlinem. Z chwilą objęcia przez niego sterów w Ministerstwie Obrony Narodowej, z kierunku wschodniego nadeszła kolejna fala wysokich szarżą radzieckich oficerów. Przez pierwsze trzy lata jego rządów – do końca 1952 r. – przyjechało 269, w tym 36 generałów. Dołączyli oni do grona swoich towarzyszy, którzy przetrwali czystki w latach 1945-1948. Tak więc w szczytowym okresie stalinizmu w siłach zbrojnych PRL służyło łącznie 41 generałów i 668 oficerów „bratniej armii”.

Najbardziej haniebny okres działalności POP-ów w Wojsku Polskim przypada na lata 1949-1954. Było to związane z ich służbą w wojskowym wymiarze sprawiedliwości oraz w kontrwywiadzie, dla pozoru ukrywającym się pod szyldem Głównego Zarządu Informacji. To właśnie ci ludzie zajmowali się wszystkimi generałami, oficerami, podoficerami i szeregowymi o rodowodzie akowskim, maczkowskim, andersowskim czy sanacyjnym.

Brak wykształcenia prawniczego nie przeszkadzał sowieckim prokuratorom żądać najsurowszych werdyktów, z karą śmierci włącznie, a sędziom wojskowym – je orzekać. Jednym z takich przykładów był prokurator wojsk lotniczych podpułkownik Iwan Amons. Absolwent dwuletniego seminarium nauczycielskiego i jednorocznego kursu prawniczego w 1952 roku jako oskarżyciel w pokazowym procesie oficerów lotnictwa w wydatny sposób przyczynił się do skazania sześciu z nich na karę śmierci za rzekome szpiegostwo, choć doskonale wiedział, że są niewinni.

Już kilka lat wcześniej jego przełożony wystawił mu taką opinię służbową: „Prokurator Amons nie dorósł do zajmowanego stanowiska, zajmuje je jedynie z powodu braku dostatecznie kwalifikowanych kadr. Wykształcenie ogólnie niskie, prawnicze żadne, inteligencja mierna. Dokumenty sporządzone przez prokuratora Amonsa często zaliczyć wypada do rzędu humorystycznych, ich bezradność i wyjątkowo niska kultura prawnicza graniczą nierzadko z niezamierzonym przez autora komizmem”.

Jeszcze bardziej brudną robotę niż prokuratorzy i sędziowie wykonywali funkcjonariusze wojskowej bezpieki. To oni dręczyli psychicznie i fizycznie aresztowanych oficerów WP. Często bano się ich bardziej niż cywilnych bezpieczniaków. Ci najwyżsi rangą w sfingowanych procesach pokazowych przełomu lat 40. i 50. nierzadko sami dyktowali wyroki, jakie miały zapaść.

Jednym z najgorszych był pułkownik Antoni Skulbaszewski, zastępca szefa GZI w latach 1950-1954, a jeszcze wcześniej przez dwa lata naczelny prokurator wojskowy. Chyba najlepiej zarówno jego metody śledcze, jak i jego samego scharakteryzował gen. Pióro: „Elegancki, układny, inteligentny, dobrze mówiący po polsku i doskonale w polskich stosunkach zorientowany (…). Miał wyjątkową umiejętność nawiązywania kontaktu z rozmówcą, niemal zjednywał go swoim obejściem, oczytaniem, wyrobieniem towarzyskim. Gdy prowadził śledztwo, delikwent często sam nie wiedział, jak wpadał w zastawione pułapki słowne. W rzeczywistości bezwzględnością przewyższał Wozniesienskiego, a w działaniach śledczych potrafił być nie mniej brutalny od swoich podwładnych, zbyt delikatnie – jego zdaniem – obchodzących się z przesłuchiwanymi, piętnował ich jako słabych ideologicznie i ulegających wrogim wpływom”.

Dramatyczne październikowe dni 1956 roku, kiedy to o mały włos nie doszło do zbrojnej konfrontacji z Sowietami, doprowadziły do nacisku na Gomułkę, by pozbył się POP-ów z Wojska Polskiego. Będąc na fali odwilży i mając wolną rękę ze strony ekipy Chruszczowa, I sekretarz PZPR zrobił z nimi porządek. Jeszcze do końca tego roku odkomenderowano do ZSRR marszałka Rokossowskiego, 19 generałów i 25 oficerów, a w pierwszej połowie 1957 roku dalszych kilkanaście osób, w tym ośmiu generałów. Tym sposobem w szeregach LWP pozostało jedynie sześciu radzieckich generałów i tylu samo oficerów. Wywodzący się z tej grupy generałowie Michaił Owczynnikow i Jurij Bordziłowski zasiedzieli się w Polsce wyjątkowo długo, bo aż do marca 1968 roku. Jako ostatni – po 24-letniej służbie z piastowskim orzełkiem na czapce – zamknęli oni erę udawanych Polaków.

Data: 11.10.2019 21:54

Autor: FiligranowyGucio

Raz prozą, raz rymem – walczymy z propagandowym reżimem_FB

Wałęsa zrobił za mnie robotę i zatopił PO i PSL, ale SLD i Lewica same się nie zatopią, więc trochę Wałęsie pomogę. Początek zerżnąłem sam od siebie, czyli cytuję tekst sprzed 2 lat, ale dalsza część jest nowa a równie ważna i symboliczna. Zapraszam.

Mirosław Wyrzykowski w latach 70-tych wykładał w Wyższej Szkole Oficerskiej imienia Dzierżyńskiego w Legionowie. Jej celem było, cytuję oficjalnie źródła: ,,kształcenie kadry na potrzeby Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (głównie SB), przygotowywane do objęcia stanowisk oficerskich".

Szefem komunistycznego MSW był wtedy towarzysz Stanisław Kowalczyk. To właśnie on, 19 listopada 1973 roku, (miesiąc po słynnym meczu na Wembley), powołał do życia w SB głęboko zakonspirowaną Samodzielną Grupę Operacyjną ,,D". Do najsłynniejszych dokonań członków tej grupy należy podrzucanie pielgrzymom prezerwatyw, próba skompromitowania papieża Jana Pawła II oskarżeniami o romans, wywiezienie do lasu i poparzenie żrącym kwasem Janusza Krupskiego (późniejszej ofiary katastrofy w Smoleńsku), czy wreszcie – torturowanie i zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki.

Wyrzykowski szkolił przyszłych esbeków dokładnie w tym samym czasie, w którym studiował tam Leszek Pękala – jeden z esbeków skazanych za zamordowanie księdza Popiełuszki.

W krainie nazywanej żartobliwie ,,wolną Polską", pan Mirek dalej obsadzał swoją czcigodną pupą wysokie, niedostępne dla plebsu, stanowiska, a w 1997 dostał order od

Kwaśniewskiego. A że order od Kwacha to nie byle co, pan Mirek 4 lata później został… sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

W latach 80-tych Wyrzykowski poznał Waltera (zarejestrowanego w SB jako TW ,,Mewa") i Wejcherta (zarejestrowanego jako TW ,,Konarski"), założycieli grupy ITI. Od 1994 roku zasiadał w Radzie Dyrektorów tego holdingu. Trzy lata później założyciele ITI, założyli telewizję TVN. Nie zapomnieli o swoim starym druhu – pan sędzia dostał fuchę również w radzie nadzorczej TVN. Wyrzykowski kupił za 600 tysięcy złotych akcje ITI, posiadał je nadal będąc sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Pamiętacie kwik TVN w obronie Trybunału? Jesteśmy w domu.

Ale to nie koniec. W 2006 roku, pisowska Sejmowa Komisja Śledcza chciała przesłuchać Wojciecha Kostrzewę, byłego doradcę Balcerowicza, a od 2005 (aż do 2018) prezesa ITI, w dodatku wieloletniego przewodniczącego rady nadzorczej TVN. Trybunałowi jednak… nie spodobała się komisja śledcza. Uznał ją za NIEKONSTYTUCYJNĄ. Kto był jednym z decydentów przy podjęciu tej decyzji? Otóż… Wyrzykowski. Od 20 (wówczas) lat – kumpel szefów ITI, zasiadający potem w radach tej spółki, i TVN.

W 2007 PiS (między innymi na skutek zajadłej nagonki i propagandy… wspomnianego wyżej TVN) traci władzę, zaczynają się rządy Platformy, ministrem sprawiedliwości zostaje Ćwiąkalski (były członek PZPR), a śledztwo w sprawie ITI – umorzone.

W 2010, w pierwszych miesiącach swojego urzędowania po śmierci Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku, nowy prezydent Komorowski odznacza Wyrzykowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Wyrzykowski bryluje dziś w mediach w obozie III RP, jest między innymi autorem słów: ,,To MY jesteśmy Konstytucją". Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione wyżej informacje, sami sobie wstawcie kogo miał na myśli, mówiąc ,,MY".

Wyrzykowski wychowuje Polsce nowe pokolenie swoich ideologicznych spadkobierców. To właśnie on jest promotorem pracy doktorskiej… Krzysztofa Śmiszka z partii ,,Wiosna", narzeczonego Biedronia.

Śmiszek i Biedroń to ci miłośnicy tolerancji i pokoju, Robercik ma w domu na lodówce wizerunek komunistycznego bandyty Che Guevary, o którym wikipedia – powołując się na zagraniczne źródła – pisze tak: ,,W trakcie kryzysu kubańskiego w wywiadzie dla brytyjskiej gazety „Daily Worker” zadeklarował, że byłby gotów sprowokować światowy konflikt nuklearny i żałował, że nie doszło do poświęcenia narodu kubańskiego jako ofiary w wojnie atomowej, stwierdzając zarazem, że gdyby rakiety były pod kontrolą Kuby, nie zawahałby się ich użyć. Zachwalał również „skuteczną nienawiść, która czyni z człowieka efektywną, działającą szybko, selektywnie i bezwzględnie maszynę do zabijania”.

Panie, panowie – idol dzisiejszej lewicy.

I druga postać którą Biedroń darzy takim szacunkiem, że aż sobie na lodówkę klepnął żeby codziennie swojego idola oglądać – Mao Zedong. Wikipedia: ,,Przez wielu historyków jest uznawany za największego zbrodniarza w historii ludzkości, przypisuje mu się odpowiedzialność za śmierć 65 – 70 mln ludzi tylko w czasie pokoju".

Gdyby dziennikarze zobaczyli u Korwina Goebbelsa na lodówce, albo u Morawieckiego – Hitlera, byłby skandal numer 1 na trzy tygodnie. Ale jak lewacy mają komunistycznych zbrodniarzy to już hehe oj tam oj tam, bez przesady. Jak Guevara i Zedong mordowali to ludzi przecież mniej bolało, umierali z uśmiechem na ustach, gdyż wiedzieli, że umierają dla marksistowskich i komunistycznych ideałów.

I jeszcze jedna ciekawostka na koniec. Kiedy w TVP był niewygodny temat o rzeczniku Bodnarze, w obronę wzięła go Helsińska Fundacja Praw Człowieka, grzmiąc o ,,metodach znanych z komunistycznej przeszłości".

Wiecie kto był promotorem Bodnara i Barbary Grabowskiej-Moroz (zapraszanej do TVN i do auta Kuźniara prawniczki Helsińskiej Fundacji)?

Otóż pan Mirek Wyrzykowski.

Ten z uczelni szkolącej esbeckie kadry.

Welcome to the Jungle.

Welcome to III RP.

#komunizm #prl #tvn #wiosna #polityka #telewizja

Data: 02.05.2019 14:37

Autor: Judasz

Dlaczego w Polsce nie jest idealnie, a niektórzy powiedzą, że źle? Polecam kroniki PRL, wypowiedzi tych ludzi. Większość to ciemnota i mentalność urzędnicza zwykłych ludzi. Dzisiaj ci ludzie mają po 50-60 lat i prawa wyborcze, jest ich też dużo.

Błędem Polski była pełna demokracja. Należało od razu wprowadzić cenzus wieku, wybierani mogli być jedynie 40 latkowie i co 5 lat wzrost cenzusu do max 60 lat. Stare dziady oblazły instytucje państwowe niczym szarańcza.

To między innymi dlatego, w Polsce rządzi papier, na wszystko trzeba mieć świstek i pieczątkę. Dopiero od tamtego roku nie musisz robić papierowych faktur. Przez 3 dekady poszły na to miliony ton papieru i miliony roboczo godzin.

#prl #polska

Michalkiewicz. Prawdziwe kulisy transformacji ustrojowej w Polsce

Data: 16.04.2019 21:53

Autor: piotre94

youtube.com

Stanisław Michalkiewicz dokonuje wiwisekcji polskiej sceny politycznej, która ukształtowała się w połowie lat 80. Doszło wówczas do walki o wpływy między służbą bezpieczeństwa a wywiadem wojskowym. Tę wojnę wygrał wywiad wojskowy z generałem Kiszczakiem na czele, a potem przygotował, przeprowadził i nadzorował transformację ustrojową w Polsce, czego przygnębiające skutki obserwujemy do dziś. #polska #prl #polityka #historia #michalkiewicz