Dyrektor zastraszał nauczyciela krytykującego LGBT

Data: 30.10.2019 00:42

Autor: ziemianin

dorzeczy.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #polska #nauczyciele #edukacja #ordoiuris

Nauczyciel jednej ze szkól w Bydgoszczy miał być zastraszany przez dyrektora placówki, ponieważ skrytykował w sieci internetowej działalność ruchu LGBT. Sprawa znajdzie swój koniec w sądzie, zaś belfer domaga się przeprosin za insynuacje pod jego adresem, które znalazły się na witrynie internetowej jego miejsca pracy.

Dyrektor zastraszał nauczyciela krytykującego LGBT

Na co dzień Krystian Frelichowski jest nauczycielem w szkole podstawowej w Złejwsi Wielkiej, znajdującej się kilkanaście kilometrów od Bydgoszczy. Kilka miesięcy temu zamieścił on na swoim koncie na Facebook’u wpis zachęcający do zakupu tygodnika „Gazeta Polska”, do którego dołączona została wówczas naklejka będąca krytyką żądań ruchów mniejszości seksualnych.

To nie spodobało się dyrektorowi wyżej wymienionej placówki. Zdecydował się on z tego powodu zamieścić na stronie internetowej podstawówki wpis, który zawierał między innymi nieprawdziwe informacje na temat nauczyciela, podważające jego umiejętności pedagogiczne. Dodatkowo w oświadczeniu znalazły się groźby zwolnienia niepokornego belfra, ostatecznie usunięte z niego po kilku tygodniach.

Sprawę Frelichowskiego nadzoruje Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”, który zdążył już wysłać pismo przedprocesowe do dyrektora placówki. Oczekiwał w nim, że nie tylko usunie on zamieszczone przez siebie oświadczenie, ale dodatkowo przeprosi na stronie internetowej swojego podwładnego. Ostatecznie tekst zniknął z witryny, jednak sprawa znajdzie swój finał w sądzie, bo nie znalazły się na niej przeprosiny.


Treść i zdjęcie z Wyborcza Bydgoszcz

Bydgoski radny Krystian Frelichowski jest nauczycielem. Ostro broni naklejki, którą Gazeta Polska chciała dołączyć do swego nakładu: Jest protestem przeciwko deprawacji dzieci w szkołach – tłumaczy na Facebooku. Atakuje ruch LGBT – Przyjąć ich absurdalne i kłamliwe teorie, to tak jakby się poddać bolszewikom.

Krystian Frelichowski, uczy w szkole w Złej Wsi między Bydgoszczą a Toruniem. Jest radnym PiS, znanym z udziału w różnych akcjach skrajnej prawicy. Popiera działalność księdza Romana Kneblewskiego, kapelana narodowców. Protestował przeciwko wystawianiu w bydgoskim teatrze sztuki Olivera Frljicia „Nasza i wasza przemoc”.

Teraz broni naklejki z napisem „Strefa wolna od LGBT”, którą Gazeta Polska chciała dołączyć do najnowszego wydania.

Frelichowski tłumaczy: – Zauważyłem, że nie wszyscy rozumieją wymowę naklejki. Wszystkim mającym wątpliwości wyjaśniam, że naklejka nie odnosi się do ludzi, a do ideologii LGBT. Jest protestem przeciwko bezczeszczeniu wizerunku Matki Bożej, Flagi i Godła Polski, przez środowiska LGBT, jest protestem przeciwko wyrzucaniu z pracy ludzi za poglądy inne niż ideologia gender (przeżywaliśmy to w PRL-u) jest protestem przeciwko planom deprawacji dzieci w szkołach. Natomiast osobom mającym problem ze swą seksualnością należy się współczucie, wsparcie lekarzy i psychologów. No jeszcze jedno! Demokracja nie polega na narzucaniu większości poglądów czy rojeń mniejszości – opublikował taki post na swoim profilu na Facebooku.

Wiele osób skomentowało post radnego PiS. Szczególnie oburzało, że podobne poglądy wyraża nauczyciel.

Frelichowski ripostował. O osobach nieheteroseksualnych pisał już wprost, że są dewiantami: „Swoim przykładem uczę ich [swoich uczniów – przyp. red], że nie można obrażać świętości, tak jak czynią to dewianci z LGBT.

A potem dodał: „Przeżyłem komunizm, na nową dyktaturę się nie zgadzam!”

Frelichowski: „LGBT nie żąda równych praw, te posiada, LGBT żąda przywilejów, i na to mojej zgody nie ma. Musimy się bronić, jeżeli nie chcemy być niewolnikami genderystów, bo poddać się im, przyjąć ich absurdalne i kłamliwe teorie, to tak jakby się poddać bolszewikom. To oznaczałoby zniszczenie najwyższej kultury, duchową degradację, zniszczenie państwa, ale też zniszczenie społeczeństwa. Przed tym trzeba się bronić”.

Norwegia - Barnevernet odebrał im dziecko na 4 dni, bo na stole stał otwarty szampan. Teraz . . .

Data: 25.10.2019 21:35

Autor: ziemianin

wnet.fm

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #Barnevernet #Norwegia #OrdoIuris #Oslo #prokuratura #zabieraniepolskichdzieci

Maciej Kryczka o dramatycznym sylwestrze polskiej rodziny w Norwegii i walce sądowej rodziców o ukaranie nadużywających swych uprawnień norweskich urzędników.

Barnevernet odebrał im dziecko na 4 dni, bo na stole stał otwarty szampan. Teraz polscy rodzice żądają sprawiedliwości

Maciej Kryczka z Ordo Iuris mówi o procesie polskich rodziców, którzy chcą pociągnąć do odpowiedzialności urzędników norweskiego Barnevernet za nadużycie uprawnień.

Sprawa sięga sylwestra z 2015 na 2016 r., kiedy rodzice „wraz z małoletnią spędzali sylwester w Oslo i poszli oglądać z fajerwerki”. Wtedy „zostali zaczepieni przez pijaną i agresywną młodzież norweską”. Wrócili w związku z tym do domu i zadzwonili na policję. Kiedy ta do nich przyjechała „zauważyła, że na stole w mieszkaniu jest otwarty szampan”. Wystarczyło to jej, żeby zadzwonić po Barnevernet w celu odebrania dziecka. Prawnik podkreśla, że „rodzice owszem napili się szampana, natomiast nie byli w stanie upojenia alkoholowego, które by uniemożliwiałoby zajmowanie się dziećmi”.

W rezultacie urzędnicy norwescy odebrali dziecko rodzicom i trzymali je w pogotowiu opiekuńczym do 4 stycznia. Nasz gość zaznacza, że wina urzędników polegała nie tylko na „nie tylko na bezpodstawnym odebraniu dzieci, ale też na niepoinformowaniu o możliwości odwołania się od ich decyzji, braku zapewnienia kontaktu z dzieckiem i odebraniu dziecka siłą, co spowodowało sporą traumę u małoletniej”.

Prokurator zawiesił śledztwo i wystąpił do Norwegii z prośbą o przesłanie wszelkich dowodów i z pytaniem, czy sama Norwegia nie byłaby zainteresowana przeprowadzeniem takiego postępowania wyjaśniającego.

Kiedy rodzice odzyskali swoją córkę, po czterech dniach, kiedy nie mieli z nią kontaktu, uciekli do Polski, obawiając się, że będą ją im chcieli ponownie odebrać. Po powrocie do kraju postanowili oni wystąpić przeciwko urzędnikom z art. 231, o przekroczenie uprawnień. Doprowadzenie do procesu nie było łatwe, gdyż prokurator, otrzymawszy odpowiedź Norwegii, która nie przesłała żadnych materiałów, za to zadeklarowała, że jest zainteresowana przeprowadzeniem własnego postępowania, umorzył sprawę. Od tej decyzji reprezentujący rodziców adwokat złożył zażalenie do sądu rejonowego w Tarnowie, wskazując, że deklaracje Norwegii nie są wiążące dla naszych organów.

Ta sprawa to tzw. gorący ziemniak, przerzucana między Warszawą a Tarnowem, reprezentujemy od dwóch lat, zaś czyn jest datowany na grudzień 2015 i styczeń 2016 roku i można powiedzieć, że całe te 3 lata upłynęły na tym, czy w ogóle ci urzędnicy będą pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

Obecnie sąd w ciągu zapewne dwóch lub trzech miesięcy wyznaczy termin rozprawy, na którą nie wiadomo jeszcze czy będzie wzywał oskarżonych. Gdyby uznał, że potrzebuje ich obecności, a nie stawiliby się, może wobec oskarżonych zastosować tymczasowy areszt. Urzędnicy mogliby być objęci europejskim nakazem aresztowania. Gdyby ich skazano, byłby to pierwszy taki przypadek w Polsce.