Lurker.pl - tag #wyznanie

Zobacz: https://www.lurker.pl/post/9aB5Ff3_L
Data dodania: 9/12/2020, 10:07:03 AM
Autor: dyrygent

dzien dobry lurker.pl ᶘᵒᴥᵒᶅ

https://streamable.com/off31i

#lurker #heheszki #wyznanie


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/ZMoEdS7v7
Data dodania: 6/17/2020, 12:31:27 PM
Autor: unnamed_soldier

Dawno mnie tu nie było, dzień dobry :)

#gownowpis #oswiadczenie #wyznanie #dziendobry


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/qm6i0aWkm
Data dodania: 5/8/2020, 2:22:35 PM
Autor: adrianwieczorek

nawiedzil was Edd Sheeren, jak tam sie trzymacie?

Musze was przeprosic zo to ze tak malo czasu tu spedzam

#wyznanie #lurker


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/ZaaIvHKAg
Data dodania: 3/31/2020, 4:38:52 AM
Autor: verum

@Ijon_Tichy

Wygląda na to, że teraz kolej na moją opowieść.

Chciałem opisać wszystko chronologicznie, cofając się aż do czasów małego dzieciaka, ale ostatnio krucho u mnie z czasem i ograniczę się do opisu momentu kulminacyjnego i kluczowych okoliczności. W sam raz gdyby ktoś nie mógł zasnąć ;) Te wszystkie detale które pominę też mają znaczenie i na pewno budują tło dla całej historii. Dzisiaj opiszę tylko te najważniejsze. Wszelkie „smaczki” mam nadzieję dopisać do końca kwietnia.

Moja opowieść może być niezrozumiała dla osób które nigdy nie medytowały lub nie przeżyły niczego podobnego. Przepraszam jeśli porównania okażą się niewystarczające i proszę o wyrozumiałość.

Tak jak już tu kiedyś pisałem. Wiem o istnieniu świata duchowego. Wiem o tym, że istnieje Bóg, ponieważ doświadczyłem jego konkurencji. Doświadczyłem czystej nienawiści, żądzy śmierci i zepsucia, spersonifikowanego zła. Coś takiego nie byłoby w stanie stworzyć świata w którym żyjemy, a puszczone samopas na pewno by go zniszczyło. Jednak świat nadal istnieje. Musi być więc siła przeciwna, a zarazem silniejsza. Musi więc być nad nami pasterz który chroni nas od złego.

Cała historia jest jedynie punktem kulminacyjnym. Momentem w którym przeciwnik pokazał swoje oblicze. Ale każdy skutek ma przyczynę. Przyczyny rozciągały się na tygodnie przed momentem który odebrał mi spokój ducha na wiele lat. Prawdę mówiąc dopiero w ostatnich latach powoli uzyskuję stan równowagi i posiadania większej ilości odpowiedzi niż pytań. Teraz mam już lvl 25+. Opisywane wydarzenia działy się w okresie kiedy miałem 12 lat. Jeśli dobrze pamiętam wszystkie nadprzyrodzone efekty ustąpiły do czasu moich 13 urodzin. Poza strachem. Poza wątpliwościami. Poza (ze wstydem przyznaję) poczuciem żalu do Boga, że dopuścił do mnie takie doświadczenie. Poza utratą poczucia sensu w życiu. To wewnętrzne rozbicie towarzyszyło mi z przerwami jakieś 10 lat.

Pozwólcie że zignoruję czas i przestrzeń będące przyczyną oraz zapowiedzią, a przejdę do opisu nocy która zniszczyła dotychczasowego mnie.

Gdy słyszysz słowa, to musisz rozpoznać język, zdekodować go i dopiero uzyskujesz w swoim umyśle ich sens. Tutaj był przekaz samego sensu, bez żadnych słów. Miało to miejsce w nocy. Spałem. Czysta myśl innego człowieka po prostu pojawiła się w moim umyśle. Była to prośba o pomoc od dziewczyny którą wtedy traktowałem jako przyjaciela za którego mogłem oddać życie. Czułem że cierpi. Przyjąłem wezwanie. Nie da się tego dokładnie opisać. Moja czysta wola by jej pomóc przekształciła się w duchowe działanie. Poczułem jej świadomość obok mnie, już po drugiej stornie bariery mojego umysłu, od środka. Była już bezpieczna, otoczona barierą mojego snu, moich spokojnych myśli. Była tam gdzie ja. Wewnątrz mojego śpiącego umysłu. Tam gdzie każdy człowiek czuje się najbezpieczniej. Tam gdzie co noc twoja świadomość bezkarnie i bezpiecznie rozbija się na fragmenty i łączy na nowo. W siedlisku całej twojej osoby i źródle wszystkich myśli, tuż obok centrum twojego jestestwa. Twojego jedynego azylu, którego nikt nigdy nie skaził.

Po chwili poznałem że nie jest sama. To był najgorszy moment w moim życiu. Gdy to pisze mam gęsią skórkę na całym ciele (serio, przez chwile poczułem jak mi włosy na głowie stają dęba). Okazało się, że razem z nią weszła do mojego umysłu jej towarzyszka (demon lub diabeł ale nazywany żeńskim imieniem, które przemilczę). Mój umysł zaczęła wypełniać obecność tego czegoś. Była potężna, nie do odparcia. Zalała go całego, tak że moja istota w tym umyśle była niczym kropla wody w oceanie smoły. Byłem tym otoczony. To coś stanowiło cały świat którego doświadczałem. Była to czyta nienawiść. Nienawiść gorsza od wszystkiego co zdołacie sobie wyobrazić i większa od wszystkiego co ja jestem w stanie sobie przypomnieć. To coś nie znało litości, było jej przeciwieństwem. Powiedzieć, że to chciało mnie zabić to jak nie powiedzieć nic. To dążyło do całkowitego unicestwienia mojego jestestwa. Do zanegowanie tego że jestem, że byłem, żadnego „będę” już nie było na horyzoncie. Do tego bym „ja” nie mógł istnieć nawet jako nieożywione pojęcie. Do czegoś gorszego niż śmierć. To było czyste zło. Działało tylko w jednym kierunku – zniszczenia, nienawiści, splugawienia. To był atak w którym to coś nie pozostawiło miejsca na to bym mógł przeżyć.

Kropla mojej świadomości zaczęła maleć do rozmiaru atomu. Każda myśl którą chciałem scalić była rozrywana, nie dało się stworzyć żadnej, wszystkie przeszły w niebyt. Nie miałem żadnego punktu odniesienia, byłem już oderwany od życia. Nie było niczego czym mógłbym wyznaczyć przestrzeń. Nie było też niczego czym mógłbym opisać czas. Wpadłem w wieczność i pustkę (może właśnie to było nazywane w Biblii Szeolem? Stan oderwania duszy od życia.) Również każdy zamiar został zniszczony. Do poległych dołączyły idee, wszelkie naturalne zapędy serca do których nie potrzeba było myśli.

Zostało mi jedno. „Ja jestem.” Tak mógłbym przetłumaczyć na ludzki język ostatnie co mi zostało. Właściwie, to „ja” można wykreślić. Było samo „Jestem.” Wszak moje ego umarło już „dawno” i ja jako człowiek, tożsamość już nie istniałem. Było „Jestem.” Bez opisu osoby. Tabula rasa. Było coś jeszcze. Wszechogarniająca, wieczna nienawiść. Chcąca pozbawić mnie tego „Jestem.” Zniszczyć to. Wymazać moją egzystencję. Czułem że się zapadam. Czułem grozę prawdziwej śmierci. Czułem grozę widma zniszczenia mojej duszy. Czułem tez potęgę nienawiści i plugawości bytu który chciał mnie unicestwić. To trwało wieczność. Było tylko to.

Istnienie tego jedynego „Jestem”, które mi pozostało była niezachwiane. Byłem otoczony złem, bez żadnej własnej mocy którą mógłbym się bronić, a jednak moja dusza przetrwała. Zło na pewno nie odstąpiło od swoich zamiarów. Coś nie pozwalało mu mnie unicestwić. Nie wiem czy wynikało to z nieśmiertelności duszy czy ingerencji sił wyższych.

Powróciłem do żywych. Nie wiem jak. Usiadłem na łóżku i lały się ze mnie łzy. Byłem pustą, sterroryzowaną duszą. Po chwili (wiecie jakie to jest piękne gdy macie ponownie wokół siebie czas i przestrzeń?) zaczęły w mojej świadomości pojawiać się wspomnienia przeżytego życia. Od dziecka aż do ówczesnego momentu. Zaczął mi się wgrywać software. Widziałem całe swoje życie. Każdy punkt w którym zgrzeszyłem. Podczas tego procesu rozumiałem wszystko w moim życiu, widziałem je prawdziwie. Dotarłem świadomością do aktualnego punktu w czasie i wszystko ponownie pokryło się mgłą ograniczonego ludzkiego zrozumienia. Razem ze swoją tożsamością odzyskałem swoje grzechy. Odzyskałem swoje „ja” i utraciłem czystość której przez chwilę mogłem doświadczać. Po czym na wszystko padł terror wspomnień tego czego doświadczyłem. Zrodziło to pytania i wątpliwości na które odpowiedzi szukam do dzisiaj. Zrodziło to też smutek i strach które towarzyszyły mi z dekadę. Po tym doświadczeniu już nigdy nie czułem się kompletny. Jakbym coś utracił. Jakaś część wewnętrznej radości wtedy we mnie umarła. Myślę że to na zawsze pozostanie we mnie żywe. Ale mam też nadzieję, że kiedyś ta rana się zagoi, a to doświadczenie wyda dobry owoc. Wciąż mam nadzieję, że to miało wyższy sens.

W tym momencie muszę zakończyć swoją opowieść, choć nie był to koniec duchowych doświadczeń. Piszę to już prawie dwie godziny. Mam 4.50 na zegarze. A jutro czeka mnie pracowity dzień. Czas iść spać. Dobrej nocy Lurki i Lukrecje :)

#duchowosc #truestory #demony #zlo #wiara #pieklo #religia #historiaprawdziwa #wyznanie


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/DGCYtZVoO
Data dodania: 2/6/2020, 5:25:58 PM
Autor: verum

#wyznanie #bezsensuwpis #lubie

Bardzo podobają mi się światła z Golfa I.


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/13bJEeaYr
Data dodania: 12/15/2019, 10:43:30 PM
Autor: xeerxees

#niepokoj #lek #wyznanie

Strach przed brakiem środków do życia, jak się go pozbyć? Obecnie jestem bez pracy, boję się że nie dam rady się utrzymać kiedyś w przyszłości gdy wyprowadzę się od rodziny, nie mam mieszkania swojego, a ceny najmu są większe niż minimalna krajowa. Mam lęk że nie dopasuję się do rynku pracy i nikt mnie nie zatrudni.


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/ZJ6K4M4Ri
Data dodania: 12/9/2019, 2:52:50 AM
Autor: verum

Pisałem odpowiedź do wpisu @NightShock, ale wzięło mi się rozpisało na tyle, że postanowiłem zrobić z tego oddzielny post. Wrzucam, bo myślę, że moje małe #wyznanie może pomóc wielu osobom walczącym z takimi trudnościami jak #nerwica, #depresja i #uzaleznienie

Siemson, nałogowiec here :)

Najpierw powiem Ci jak to działa. Granie daje Ci to "coś". Cosiem może być wszystko:

-poczucie bycie równym w rywalizacji

-potrzeba wygrywania

-ucieczka od rzeczywistości

-kumple z klanu

-totalnie wszystko

Tak to wygląda na początku. Grasz bo coś sobie kompensujesz. W zdrowym modelu zabijasz chwile nudy i zamieniasz je na rozrywkę. Ale zdrowa osoba ma poczucie umiaru. Posadź sam siebie przed ulubiona grą i graj 5h bez przerwy. Dasz radę? U normalnej osoby pojawi się uczucie niepokoju, świadomość, że zawalasz coś ważniejszego na rzecz głupiej gry. Jest wyższy priorytet. Związek, praca, hobby.

Początek nałogu.

Przesuwa Ci strefa komfortu. Twój zakres czasu bez niepokoju się zwiększa. Gra jest coraz mocniej czymś swojskim, coraz mocniej tworzy się w niej twój azyl. Gra to coś co dobrze znasz, w czym jesteś bezpieczny i jesteś kimś (piramida potrzeb Masłowa zawsze aktualna ;) )

Za to świat zewnętrzny… coraz bardziej z niego uciekasz, więc jest dla Ciebie coraz bardziej obcy, niebezpieczny, nieprzyjemny, niekomfortowy.

"Próbuję pomóc, proponuje rozrywki ale pojawiają się ciągle wymówki."

Widzisz, dla Ciebie propozycja rozrywki innej niż gra jest czymś fajnym.

Ale osoba uzależniona widzi to inaczej. Dla niego to tak jakbyś podawał mu gówno na widelcu i mówił, żeby spróbował, bo smaczne. Wiesz, to może być najlepsze "gówno" na świecie. Serio masz dobre intencje. Ale ta osoba nadal widzi w tym tylko odpad, coś czego nie chce. Im bardziej będziesz naciskał tym większe zniechęcenie wytworzysz. Tym bardziej świat zewnętrzny wyda się kiepski. Na ten moment gra smakuje mu bardziej. I cokolwiek innego byś podał to gra będzie lepsza.

Jak z tego wyjść?

  1. Musisz pomóc tej osobie ponownie rozszerzyć strefę komfortu do zdrowego życia.

  2. Gra musi utracić swoje zalety, zacząć odpychać.

Ad.1:

Proste i trudne zarazem. Musisz ułatwić tej osobie działania w realu. Sprawić by real był na nowo przyjemnym miejscem. Trudność polega na tym, że możesz komuś usuwać pyłki spod nóg, ale nie możesz postawić za niego kroku :( Przede wszystkim ustal dlaczego uciekł w gry. Spraw by już nie musiał tam wracać po swojego cosia. Piramidka prawdę Ci powie. Widzisz, to co porzucił to czubeczek piramidy. Zapewne nie ma na czym go oprzeć.

Jednym z elementów realu jesteś Ty. Nie mówię od razu abyś go zabrał na dziką imprezę ;) Ale zagranie z nim w jego grę, a później zagranie w coś co Ty chcesz to już jakiś początek. Ja tak się "odczulałem" Zmieniałem gry. Pozostawałem w strefie komfortu, ale stopniowo pozbawiałem się bodźca który mnie uzależniał. Uczyłem się zmian. Tylko żeby nie było tak, że zatrzymacie się w jego świecie. Bo jak zobaczy Cię u swego boku, ale po stronie nałogu, to tylko utwierdzi go w przekonaniu, że nałóg to coś normalnego. Sygnał ma brzmieć "Można w coś zagrać. Można też zagrać w coś innego niż zawsze. Można też bawić się poza grą". Z czasem percepcja przesunie się na "Da się żyć, czasem wolno zagrać, również w tę grę".

Prędzej czy później musicie znaleźć coś co będzie go napędzać w realu. Bez tego albo wykaże się silną wolą i będzie zdołowany, albo wróci do nałogu i będzie happy ale bez życia. Warto szukać też w drugim kierunku – co ciągnie go w dół? i to usuwać.

Pomocny może się okazać wspólny wyjazd na jakimś etapie. Chwilowe pozbawianie bodźca, aby choć na chwile naprostować sobie myślenie.

Ad2. Opcji wiele, ale nie zawsze możliwe do wprowadzenia. Możesz zapłacić innym graczom by zniszczyli mu wirtualny raj. Możesz spróbować załatwić bana. A nawet schrzanić połączenie z netem czy pogorszyć działanie sprzętu*.

Jest też alternatywna opcja – totalne odcięcie*. Ale wtedy musisz mieć władze nad tym kimś. Być przykładowo osobą opłacającą neta. Zakładam, że opcja niedostępna. Opcja wbrew pozorom trudna. Zabija relację między Wami. Po drugie efekt jest tylko wtedy gdy pilnujesz. Jak odejdziesz to będzie jeszcze gorzej.

*Wszelkie opcje "agresywne" stawiają Cię na przegranej pozycji, jeśli twój udział w tym będzie jawny. Atak powoduje obronę. Staniesz się kolejnym elementem świata od którego ta osoba się odetnie. Co innego połamać komuś komputer na jego oczach, a co innego wgrać mu wujowy sterownik grafiki gdy nie widzi ;) Tak czy inaczej nieczyste zagrania traktuj jako ostateczność. Nie polecam ich z czysto moralnych względów.

Najlepsza opcja to aby sam sobie uświadomił problem i zrobił sobie przynajmniej tydzień odwyku. Ale to musi pójść z wnętrza i nie bardzo masz jak to wywołać.

Tak czy srak… gry to tylko konsekwencja. Jak ktoś ucieka, to znaczy, że nie ma warunków by walczyć. Wyrzucisz go z gier, to ucieknie w dragi, hazard, porno… Patrząc na konkurencję to gry są raczej lajtową opcją.

Najpierw są konsekwencją, później dochodzą do listy przyczyn depresji. Dobrze, że chcesz go z nich wyciągnąć, ale nie może być tak że zbierzesz mu toksyczne źródło szczęścia, a w zmian nic nie dasz. Bo już lepiej mieć szczęście drugiej kategorii niż nie mieć go wcale i gapić się bezmyślnie w ścianę czekając aż się dzień skończy.

Ja wpadłem w nałóg około 3 klasy liceum. Ale jak patrze wstecz to kłopoty miałem już od 3 gimnazjum. Uciekałem od cierpienia. Mogę odstawić gry, ale zawsze muszę mieć coś dobrego w zamian. Kiepski substytut pogarsza mój stan mocniej niż gry. Mogę pójść na rower, na siłownię porobić cokolwiek innego. Ale ten mój słaby punkt we mnie siedzi. Lubię grac i będę lubił. Problem w tym, że lubię zbyt bardzo i szybko tracę z oczu priorytety i poczucie upływającego czasu.

Mimo to funkcjonuję całkiem nieźle. Patrząc z boku można powiedzieć, że ponadprzeciętnie dobrze względem rówieśników. Ot kompensacja niedoborów, powrót do realu, zmęczenie materiału, kompensacja, powrót i tak w kółko… Ale mam też świadomość, że gdybym był w stanie zamienić choć połowę czasu spędzonego przed komputerem na sensowną prace, to byłbym w życiu duuuużo dalej.

I jeszcze jedna rzecz. Każdy powrót do gry ponownie mnie na nią warunkuje. Nałóg wraca z 5x szybciej niż odchodzi. Mogę się trzymać od tego z daleka, ale jednak niekoniecznie jestem szczęśliwszy ;) Brakuje mi tego gówna :/

Być może najważniejsza kwestia. Pamiętaj, że nie każdemu da się pomóc. Niektórzy potrzebują dobić do dna i dopiero od niego się odbijają. Inni już tam zostają. Najważniejsze abyś nie poszedł na dno razem z kumplem. Czasem bez pomocy specjalisty się nie obejdzie. Bez dobrej woli kumpla nic z tego nie będzie. Nie zrób z siebie matki Teresy z katapulty ;)

No to tyle. Mam nadzieję, że ten tekst komukolwiek pomoże. Nie chciałbym zarywać nocki na marne ;)

Pytajcie jeśli chcecie. Chętnie podzielę się punktem widzenia drugiej strony :)

Możliwe, że sam jestem chory na depresję, ale jakoś od dekady się nie wybrałem na żadną terapię i nie wiem czy kiedykolwiek tam dotrę. Nerwice już miałem diagnozowaną i jakoś daje radę :p "Leków" (Escitalopram) próbowałem, ale nie polecam.

Kończę. Idę w kimę. Przepraszam za chaos, ale powolutku przegrywam walkę z Morfeuszem ;) Temat jest też zbyt złożony by opisać go w jednym poście.


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/aIzIchiLf
Data dodania: 11/30/2019, 1:35:31 AM
Autor: deadlyo

Bycie dużym i strasznym jest pojebane.

Jestem typem, który ma prawie 190cm wzrostu, 108kg wagi, mała opona, duże cyce.

Ryj jakbym wyszedł z więzienia kolejny raz, na osiedlu sebixy zazwyczaj schodzą z drogi i starają się w oczy nie patrzeć.

W nocy ludzie zazwyczaj przechodzą w milczeniu obok, patrząc w dół.

A co Ja robię po powrocie do domu?

Zakładam słuchawki, odpalam gierkę i gram w takie coś jak niżej ( ͡° ͜ʖ ͡°) na filmiku

I nikt by się nie spodziewał, że taki typ ma takie zainteresowania 乁(⫑ᴥ⫒)ㄏ

Do tego kiwam się do tej piosenki jak pojebany i jest to jedna z moich ulubionych mapek w grze (✌ ゚ ∀ ゚)☞

https://youtu.be/CbYPUbfL6WM

#gry #wyznanie #heheszki #osu


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/-2s2sLQWm
Data dodania: 10/29/2019, 9:29:18 PM
Autor: lizardking

#wyznanie Nie lubię #thebeatles. Mają tylko kilka fajnych kawałków. Ale ich słuchałem za szczyla jako jednych z pierwszych.

#kochammuzyke #shitposting


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/PrQgIeAJ3
Data dodania: 9/7/2019, 2:16:59 AM
Autor: lizardking

Chyba na mnie trafiło:] Oby niejednostronnie乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ

#humorobrazkowy #wyznanie


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/9hCZaaqcr
Data dodania: 7/8/2019, 11:56:22 AM
Autor: tymianek

nie wiem co zrobiłabym bez internetu… właśnie tutaj poznałam połowę wszystkich moich najlepszych przyjaciół. Ms Pat ♥

https://www.youtube.com/watch?v=wVdQVjBiMXM #podcast #wyznanie