Lurker.pl - tag #truestory

Zobacz: https://www.lurker.pl/post/lskCPz1Ka
Data dodania: 1/20/2021, 9:02:18 PM
Autor: solo1979

Sprzątając mieszkanie po mojej zmarłej 3 tygodnie temu mamie, znalazłem listy, które jej pisałem będąc w wojsku ponad 20 lat temu.

Czytając je poczułem się jak głupek, jak Forest Gump w tamtych latach.
Cytując z listów:
"... jak jechałem do wojska, babcia chciała dać mi pieniądze, ale mi nie dała bo nie miała…".

"... poznałem fajnego kolegę, bardzo dobrze gra w szachy. Z chęcią bym się z nim zmierzył, ale nie mamy szachów…"

#truestory
#zycie
#wojsko
#fala
#heheszki
#pdk
#listydom


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/1xqDMHxvz
Data dodania: 12/4/2020, 11:08:03 PM
Autor: solo1979

Ubieram z synem choinkę.
Mówię, że teraz musimy znaleźć czubek.
On na to:
-Ale gdzie? W internecie?

#heheszki
#truestory


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/jN-tR139x
Data dodania: 11/22/2020, 2:21:57 PM
Autor: homodoctus

#truestory #takaprawda #bekazlewactwa #heheszki #polityka


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/3Pf1RYvCh
Data dodania: 11/15/2020, 10:22:55 PM
Autor: raptor

À propos tego. że @Thanos co jakiś czas musi tu banować wszelkiej maści trolli internetowych…

Dawno, dawno temu, kiedy w Polsce były jeszcze zimy - pewnemu mojemu koledze zdarzyła się okoliczność zostania wyzwanym na tzw. solo. Wspomnieć zaś należy, że kolega ów, choć mały i niepozorny - p…cie miał straszne, jako zapaśnik.

Rzecz cała działa się w knajpie czy raczej przed nią, a że mróz był pieruński - bieg wydarzeń oglądaliśmy sobie wygodnie przez okna lokalu. No i patrzymy: wyszli. Stanęli. Stoją. Stoją. Stoją. W końcu memu koledze widać się znudziło, bo BACH! pacnął tamtego. Ten fik i leży. Kolega postał jeszcze chwilę, widzimy, przeciwnik się gramoli w śniegu, siedzi, płacze.

Kolega rozejrzał się, podszedł, niezgrabnie poklepał, coś pogadali, w końcu nasz wraca do środka, z mocno niepewną miną.

- Coś ty mu zrobił?! - pytamy.

- Zimno mi się zaczęło robić, to pomyślałem, że zacznę - tłumaczy się kolega. - No, ale jak tak padł i szlochał to mi się głupio zrobiło, więc podszedłem…

- No ale co on ci powiedział??

- No właśnie... Że "Czegoś mnie, chuju uderzył?! Ja chciałem na przewracanki!".

Więc czasem mam wrażenie, że niektórzy grasujący po internecie komentatorzy i kandydaci na dyskutantów też tak potem siedzą i zawodzą, że przecież chcieli na przewracanki…

#truestory


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/HY2F-8hMD
Data dodania: 7/30/2020, 10:07:08 PM
Autor: redliquid

Dobra, muszę to gdzieś zwentylować, bo nie wytrzymię :D

Stoję przed chwilą w kolejce do kasy. Facet przede mną kładzie na ladzie chleb krojony z dynią, coś takiego:

https://polskikoszyk.pl/media/catalog/product/cache/1/image/9df78eab33525d08d6e5fb8d27136e95/91875/chleb-z-dynia-na-zakwasie-300-g-chleb-od-piekarza-i-cukiernika_0.jpg

i pyta się facetki przy kasie:

– proszę panią, a czy to jest chleb?

a ona mu na to:

– a co pan chciał kupić? bułkę?

W tym momencie ja w jednej sekundzie staję się czerwony, żeby nie wybuchnąć śmiechem, kilka sekund później sprzedawczyni też zajarzyła co się odjebało przy kasie i tylko spoglądała w przeciwnym kierunku, żeby nie patrzeć się na klienta :D

#heheszki #truestory


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/LmqZ18dhx
Data dodania: 5/22/2020, 5:27:40 PM
Autor: emrys_vledig

Wywalili mnie z pracy, bo zacząłem nagrywać i wrzucać na YouTube unboxingi.

Że to niby godzi w politykę firmy, że w godzinach pracy i takie tam…

Trudno, jakoś sobie bez nich poradzę, a oni niech sobie poszukają innego grabarza!

#truestory #pracabaza #takbylo #heheszki


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/ZaaIvHKAg
Data dodania: 3/31/2020, 4:38:52 AM
Autor: verum

@Ijon_Tichy

Wygląda na to, że teraz kolej na moją opowieść.

Chciałem opisać wszystko chronologicznie, cofając się aż do czasów małego dzieciaka, ale ostatnio krucho u mnie z czasem i ograniczę się do opisu momentu kulminacyjnego i kluczowych okoliczności. W sam raz gdyby ktoś nie mógł zasnąć ;) Te wszystkie detale które pominę też mają znaczenie i na pewno budują tło dla całej historii. Dzisiaj opiszę tylko te najważniejsze. Wszelkie „smaczki” mam nadzieję dopisać do końca kwietnia.

Moja opowieść może być niezrozumiała dla osób które nigdy nie medytowały lub nie przeżyły niczego podobnego. Przepraszam jeśli porównania okażą się niewystarczające i proszę o wyrozumiałość.

Tak jak już tu kiedyś pisałem. Wiem o istnieniu świata duchowego. Wiem o tym, że istnieje Bóg, ponieważ doświadczyłem jego konkurencji. Doświadczyłem czystej nienawiści, żądzy śmierci i zepsucia, spersonifikowanego zła. Coś takiego nie byłoby w stanie stworzyć świata w którym żyjemy, a puszczone samopas na pewno by go zniszczyło. Jednak świat nadal istnieje. Musi być więc siła przeciwna, a zarazem silniejsza. Musi więc być nad nami pasterz który chroni nas od złego.

Cała historia jest jedynie punktem kulminacyjnym. Momentem w którym przeciwnik pokazał swoje oblicze. Ale każdy skutek ma przyczynę. Przyczyny rozciągały się na tygodnie przed momentem który odebrał mi spokój ducha na wiele lat. Prawdę mówiąc dopiero w ostatnich latach powoli uzyskuję stan równowagi i posiadania większej ilości odpowiedzi niż pytań. Teraz mam już lvl 25+. Opisywane wydarzenia działy się w okresie kiedy miałem 12 lat. Jeśli dobrze pamiętam wszystkie nadprzyrodzone efekty ustąpiły do czasu moich 13 urodzin. Poza strachem. Poza wątpliwościami. Poza (ze wstydem przyznaję) poczuciem żalu do Boga, że dopuścił do mnie takie doświadczenie. Poza utratą poczucia sensu w życiu. To wewnętrzne rozbicie towarzyszyło mi z przerwami jakieś 10 lat.

Pozwólcie że zignoruję czas i przestrzeń będące przyczyną oraz zapowiedzią, a przejdę do opisu nocy która zniszczyła dotychczasowego mnie.

Gdy słyszysz słowa, to musisz rozpoznać język, zdekodować go i dopiero uzyskujesz w swoim umyśle ich sens. Tutaj był przekaz samego sensu, bez żadnych słów. Miało to miejsce w nocy. Spałem. Czysta myśl innego człowieka po prostu pojawiła się w moim umyśle. Była to prośba o pomoc od dziewczyny którą wtedy traktowałem jako przyjaciela za którego mogłem oddać życie. Czułem że cierpi. Przyjąłem wezwanie. Nie da się tego dokładnie opisać. Moja czysta wola by jej pomóc przekształciła się w duchowe działanie. Poczułem jej świadomość obok mnie, już po drugiej stornie bariery mojego umysłu, od środka. Była już bezpieczna, otoczona barierą mojego snu, moich spokojnych myśli. Była tam gdzie ja. Wewnątrz mojego śpiącego umysłu. Tam gdzie każdy człowiek czuje się najbezpieczniej. Tam gdzie co noc twoja świadomość bezkarnie i bezpiecznie rozbija się na fragmenty i łączy na nowo. W siedlisku całej twojej osoby i źródle wszystkich myśli, tuż obok centrum twojego jestestwa. Twojego jedynego azylu, którego nikt nigdy nie skaził.

Po chwili poznałem że nie jest sama. To był najgorszy moment w moim życiu. Gdy to pisze mam gęsią skórkę na całym ciele (serio, przez chwile poczułem jak mi włosy na głowie stają dęba). Okazało się, że razem z nią weszła do mojego umysłu jej towarzyszka (demon lub diabeł ale nazywany żeńskim imieniem, które przemilczę). Mój umysł zaczęła wypełniać obecność tego czegoś. Była potężna, nie do odparcia. Zalała go całego, tak że moja istota w tym umyśle była niczym kropla wody w oceanie smoły. Byłem tym otoczony. To coś stanowiło cały świat którego doświadczałem. Była to czyta nienawiść. Nienawiść gorsza od wszystkiego co zdołacie sobie wyobrazić i większa od wszystkiego co ja jestem w stanie sobie przypomnieć. To coś nie znało litości, było jej przeciwieństwem. Powiedzieć, że to chciało mnie zabić to jak nie powiedzieć nic. To dążyło do całkowitego unicestwienia mojego jestestwa. Do zanegowanie tego że jestem, że byłem, żadnego „będę” już nie było na horyzoncie. Do tego bym „ja” nie mógł istnieć nawet jako nieożywione pojęcie. Do czegoś gorszego niż śmierć. To było czyste zło. Działało tylko w jednym kierunku – zniszczenia, nienawiści, splugawienia. To był atak w którym to coś nie pozostawiło miejsca na to bym mógł przeżyć.

Kropla mojej świadomości zaczęła maleć do rozmiaru atomu. Każda myśl którą chciałem scalić była rozrywana, nie dało się stworzyć żadnej, wszystkie przeszły w niebyt. Nie miałem żadnego punktu odniesienia, byłem już oderwany od życia. Nie było niczego czym mógłbym wyznaczyć przestrzeń. Nie było też niczego czym mógłbym opisać czas. Wpadłem w wieczność i pustkę (może właśnie to było nazywane w Biblii Szeolem? Stan oderwania duszy od życia.) Również każdy zamiar został zniszczony. Do poległych dołączyły idee, wszelkie naturalne zapędy serca do których nie potrzeba było myśli.

Zostało mi jedno. „Ja jestem.” Tak mógłbym przetłumaczyć na ludzki język ostatnie co mi zostało. Właściwie, to „ja” można wykreślić. Było samo „Jestem.” Wszak moje ego umarło już „dawno” i ja jako człowiek, tożsamość już nie istniałem. Było „Jestem.” Bez opisu osoby. Tabula rasa. Było coś jeszcze. Wszechogarniająca, wieczna nienawiść. Chcąca pozbawić mnie tego „Jestem.” Zniszczyć to. Wymazać moją egzystencję. Czułem że się zapadam. Czułem grozę prawdziwej śmierci. Czułem grozę widma zniszczenia mojej duszy. Czułem tez potęgę nienawiści i plugawości bytu który chciał mnie unicestwić. To trwało wieczność. Było tylko to.

Istnienie tego jedynego „Jestem”, które mi pozostało była niezachwiane. Byłem otoczony złem, bez żadnej własnej mocy którą mógłbym się bronić, a jednak moja dusza przetrwała. Zło na pewno nie odstąpiło od swoich zamiarów. Coś nie pozwalało mu mnie unicestwić. Nie wiem czy wynikało to z nieśmiertelności duszy czy ingerencji sił wyższych.

Powróciłem do żywych. Nie wiem jak. Usiadłem na łóżku i lały się ze mnie łzy. Byłem pustą, sterroryzowaną duszą. Po chwili (wiecie jakie to jest piękne gdy macie ponownie wokół siebie czas i przestrzeń?) zaczęły w mojej świadomości pojawiać się wspomnienia przeżytego życia. Od dziecka aż do ówczesnego momentu. Zaczął mi się wgrywać software. Widziałem całe swoje życie. Każdy punkt w którym zgrzeszyłem. Podczas tego procesu rozumiałem wszystko w moim życiu, widziałem je prawdziwie. Dotarłem świadomością do aktualnego punktu w czasie i wszystko ponownie pokryło się mgłą ograniczonego ludzkiego zrozumienia. Razem ze swoją tożsamością odzyskałem swoje grzechy. Odzyskałem swoje „ja” i utraciłem czystość której przez chwilę mogłem doświadczać. Po czym na wszystko padł terror wspomnień tego czego doświadczyłem. Zrodziło to pytania i wątpliwości na które odpowiedzi szukam do dzisiaj. Zrodziło to też smutek i strach które towarzyszyły mi z dekadę. Po tym doświadczeniu już nigdy nie czułem się kompletny. Jakbym coś utracił. Jakaś część wewnętrznej radości wtedy we mnie umarła. Myślę że to na zawsze pozostanie we mnie żywe. Ale mam też nadzieję, że kiedyś ta rana się zagoi, a to doświadczenie wyda dobry owoc. Wciąż mam nadzieję, że to miało wyższy sens.

W tym momencie muszę zakończyć swoją opowieść, choć nie był to koniec duchowych doświadczeń. Piszę to już prawie dwie godziny. Mam 4.50 na zegarze. A jutro czeka mnie pracowity dzień. Czas iść spać. Dobrej nocy Lurki i Lukrecje :)

#duchowosc #truestory #demony #zlo #wiara #pieklo #religia #historiaprawdziwa #wyznanie


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/g5Z5Qa5ju
Data dodania: 3/24/2020, 3:14:59 PM
Autor: solo1979

Wczoraj z nudow sporzadzilem sobie noktowizor, docelowo bedzie to monokular. Stara kamera samochodowa, regulator napiecia, diody IR i powerbąk.

No to wieczorem jak bylo ciemno postanowiłem sprawdzic jak dziala na zewnatrz. Powiedzialem żonie, ze teraz jestesmy przygotowani na apokalipse. Wyszedlem na balkon i wdepnąłem w zupę. Gar się wylał a ja mało sie nie wyjebałem na tych pomyjach.

#takasytuacja

#truestory


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/XsI-HmlTl
Data dodania: 10/21/2019, 7:49:50 AM
Autor: kolega

Moja historia…

TL:DR Nie ma, czytaj na własną odpowiedzialność, jeśli masz ochotę. Piszę tego posta by poczuć się lepiej.

Wychowałem się w dysfunkcyjnej rodzinie.

Wszystko zaczęło się gdy miałem 5 lat – odkąd pamiętam – od matki z borderline, czyli z typem impulsywnej osobowości chwiejnej emocjonalnie w dodatku z agresją skierowaną na swoje dzieci. Niestabilny kapryśny nastrój – w jednej chwili mnie kochała, śmiała się by po chwili krzyczeć i tłuc… Biła mnie codziennie… za wszystko… Raz mnie pobiła bo kupiłem jej kwiatka na dzień mamy (bo za jej pieniądze), raz za to że poukładałem rzeczy w jej szafie (bo nie mogła znaleźć swojego ubrania) , ale w gruncie rzeczy potrafiła mnie bić za dosłownie wszystko, za to że nie zamknąłem okna, za to że nie mam ułożonych butów, za to że płaczę bo mnie przed chwilą biła i ją to denerwowało. Wracałem ze szkoły, nie mogłem wychodzić poza dom więc zamykałem się z komputerem pod pretekstem nauki. Nie wiem jak wam to przekazać co 14 lat codziennego bicia, szantażów emocjonalnych, krzyków i kłótni robi z dzieckiem. Byłem niedostosowany do życia w społeczeństwie, zamknięty w sobie, nie mówię do tej pory zbyt dużo. Dziecko z traumą.

Potem przyszły studia. Początki życia społecznego na studiach nie wspominam dobrze. Ludzie nie rozumieli mojej małomówności. Mieli mnie za przygłupa. Ignorowali mnie, żartowali sobie ze mnie, mimo że w sumie był ze mnie całkiem inteligentny gość, bo rozwinęły mnie książki i raczkujący internet, gdzie zawsze można było porozmawiać na ciekawe tematy, nie miałem jednak zdolności społecznych i byłem jak człowiek lasu w wielu aspektach. Mimo mojej inteligencji miałem problemy z nauką, a trafiłem na wymagające studia. Zaskutkowało to powtarzaniem roku. Potem niepowodzenie na kolejnym.

Powtarzanie dwóch lat to był dla mnie ogromny wstyd wtedy, a matka dodatkowo wzbudzała go we mnie. Byłem w jej oczach porażką i osobą za którą trzeba się wstydzić. Otoczenie też miało mnie za debila.

Przeniosłem się do innego miasta, zacząłem radzić sobie coraz lepiej w nowym otoczeniu.

I tu nagle na trzecim roku ostra psychoza, psychiatryk i diagnoza schizofrenia paranoidalna. Byłem tak zaburzony, że spierdoliłem z otwartego oddziału, bo współlokator był agentem służb i chciał żebym założył swoją religię :) . Ale to wszystko co przeżyłem to materiał na zupełnie inny post. Nikt mi nie uwierzy i tak :)

Wychodzenie z choroby zajęło mi 7 lat. Będąc chorym skończyłem studia zaleczając chorobę i mając nawroty dwukrotnie.

Miałem parę dziewczyn. W końcu poznałem ją, wzięła mnie mimo mojej choroby pod swoje skrzydła. Piękna i młoda. Idealna.

Za pół roku będziemy brać ślub.

Byliśmy tacy szczęśliwi, mimo wzlotów i upadków, jak to w związku. Remontujemy mieszkanie.

I nagle ona ląduje w szpitalu z wstępną diagnozą stwardnienie rozsiane…

Ja to tam chuj, tyle przeżyłem i mnie już niewiele rusza…

Ale to?

Płakałem jak bóbr gdy się dowiedziałem. Pierwszy raz od dawna.

Będę patrzył jak osoba którą kocham staje się niepełnosprawna. Będę musiał ją przedwcześnie pożegnać po wielu latach choroby. 5 – 10 czy 15? niewiadomo. Zależy jak będzie choroba postępować.

Nie wierzę w Boga. Tu na ziemi mamy i pekło i niebo. A jedno istnieje obok drugiego i przechodzi jedno w drugie.

Jestem pan Nikt, którego nigdy nie zauważacie. A to moja historia.

#truestory


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/6ZXcJSYJZ
Data dodania: 8/26/2019, 9:57:37 PM
Autor: emrys_vledig

Jestem sobie na jarmarku, na rekonstrukcji historycznej w pewnej mieścinie. Zajmuję się tym, co mi wychodzi najlepiej czyli biciem ludzi (w większości dzieci) za pomocą przyrządu marki Go-Now. Moje zajęcie jest męczące więc co jakiś czas salwuję się ucieczką i odpoczynkiem raz na trawie, raz przy kuchni, a raz na drewnianym podeście służącym do tańca (byleby zniknąć na chwilę z zasięgu dziecięcych oczu). Przysiadam się na wymieniony podest do dwóch motocyklistów i jakoś zaczęła się gadka.

– Nie gorąco panu w tym stroju?

– Nie, nie jest tak źle (tu wstaw dowolną odpowiedź rekona).

– Fajnie pan bije dzieci.

– S dziękuję. Fajna kurtka.

– No tak, to na motur.

I oczywiście temat zszedł na motury. Przyznałem się, że też jeżdżę i posypały się pytania: A na czym? A co za pojemność? Jak padła moja odpowiedź – Hondzina Rebel i szalone 125cm – została skwitowana prychnięciem.

– Prawdziwy motocykl to się liczy od 650cm.

– No…a prawdziwa masturbacja to tylko z żelem Durex. – Odparłem, niewiele myśląc.

Jeden z panów parsknął, drugi na chwilę zastygł i zamilkł, ale odeszli obaj.

#rekonstrukcja #motocykle #truestory


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/8muh8d_fy
Data dodania: 7/31/2019, 11:40:45 PM
Autor: shadow

kolezanka z pracy chciala, zebym jej pomogl przy przeprowadzce. bylo od chuja rzeczy do przenoszenia. zgodzilem sie. wynajela ekipe od przeprowadzek na 2h (na czas sie umawiala) przyjechaly dwie baby. kolezanka sie mnie pyta jak to wnosimy, no to ja mowie ze panie wnosza sofy, szafki, komode, lozko itp. a my bierzemy reszte w siatkach. panie nie mialy nic przeciwko, ale kolezanka z przekąsem mowi ze jestem swinia :p ale chyba za to im płacą, żeby te kanapy wnosiły co nie? troche sie posmialismy, ale panie bardzo sprawnie sobie poradziły, cale zlane potem ale nawet sie nie zająknęły, że ciężko. jestem pod wrażeniem :)

#rownouprawnienie #heheszki #truestory


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/Wm2YfzfAO
Data dodania: 5/27/2019, 7:53:06 PM
Autor: adjoywekshodavgejhyravhup7knat

Ożeszku. jak ja nienawidzę ludzi, którzy muszą wylewać swoje frustracje wszędzie w internecie.

Mamy takiego znajomego, fajny kolega, od wielu wielu lat. Zna się z moim niebieskim dłużej niż ja :P

Koleś z zupełnie innej bajki światopoglądowej, ale.. zawsze się dogadywaliśmy. Były granice, których żadna ze stron nie przekraczała, szanując odmienne zdanie. Owszem, zdarzały się różne dyskusje, ale wszystko było w granicach dobrych obyczajów.

Ale jakiś czas temu mu odwaliło. Chodzi po FB i pod prawie każdą rzeczą, która mu się nawinie na tablicy musi walnąć komentarz. Najczęściej wojujący, mocno agresywny, dosadny. I nie kończy na jednym, bo oczywiście każdą dyskusję musi doprowadzić do końca.

Tym razem przegiął komentując mój wpis. Na tyle że przekreślił wszystko. Poszedł won ze wszystkich sociali, telefonu, itd, itp. Nie chcę go więcej widzieć. I tylko niebieski ma problem…

I mimo że było to już jakiś czas temu, to wciąż zaciskam ze złości zęby jak sobie przypomnę :(

p.s. I tak, poszło o różnicę światopoglądową. O wyszydzenie po całości czegoś, co jest dla mnie ważne.

#zalesie #truestory