Lurker.pl - tag #historiaprawdziwa

Zobacz: https://www.lurker.pl/post/F2QU9F-WV
Data dodania: 9/28/2020, 3:37:49 PM
Autor: 12358

#ilustracje #historia #historiaprawdziwa #whitesupremacy


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/F8IZSqT47
Data dodania: 8/14/2020, 1:45:44 AM
Autor: johny11palcow

Tl;dr

historia bezdomnego kota z dobrym zakończeniem :-)

Przedwczoraj siedząc na Lurku przez okno zaczął dobiegać mnie dźwięk miauczenia kota, z racji mieszkania w mieście i sąsiadów w bloku którzy naokoło mają koty początkowo nie wzbudziło to jakiegokolwiek mojego zainteresowania. Po 15 minutach miauczenia zmieniłem lekko zdanie w wyszedłszy na balkon zobaczyłem sporo stojących i nasłuchujących nie tylko sąsiadów ale także ich koty zainteresowane dość rzewnym miauczeniem dobywającym się z pobliskich drzew i krzewów. Z sąsiadką sądząc po cichym i słabo słyszalnym biadoleniu pierwotnie spodziewaliśmy się jakiegoś maluszka zgubionego lub zostawionego. Po kilku minutach sąsiedzkiego nasłuchu na balkonach zlokalizowaliśmy wzrokowo bidę, szybki podział ról wskazał na nią jako na jednoosobową grupę poszukiwawczo-ratunkową natomiast mi przypadła zacna funkcja obserwatora naszego celu i nawigatora grupy poszukiwawczo-ratunkowej :)

Po sukcesie grupy poszukiwawczej przyszedł czas na resztę grupy sąsiedzkiej, która dość szybko pojawiła się pod blokiem aby osobiście przyglądnąć się temu futrzanemu "obiektowi dźwiękotwórczemu", który poruszył z kanap i foteli tyle osób. Po pierwszych reakcjach kota la obecność ludzi można było zdecydowanie stwierdzić, że należy on do dość popularnego gatunku kotów domowo-kanapowych, ponieważ łasił się do każdej osoby i nad wyraz dobrze reagował na polskie uniwersalne imię jakim woła się każdego kota czyli "Kicikici".

Po tym jak już każdy się napatrzył na kota nadeszła wiekopomna chwila gdy ktoś zadaje pytanie – "Co teraz z nim zrobimy?" Aby rozluźnić lekko zagęszczoną atmosferę i wyraźnie słyszalną konsternację w ciszy, która zapadła po zadaniu tego pytania zaproponowałem aby ktoś przyniósł mu odrobinę karmy i wodę, co lekko odsunęło w czasie trudny moment odpowiedzi na uprzednio zadane pytanie.

Po wstępnych oględzinach kota (nie mylić z oględzinami zwłok :) pozwoliłem sobie zauważyć, że jest niedożywiony co podkreślały mocno zarysowane słabizny głodowe, stosunkowo duża głowa w porównaniu do wychudzonego ciała, bardzo łatwo wyczuwalne żebra, niemal widoczne przez skórę wyrostki kolczyste na kręgosłupie oraz wyczuwalne kości ogonowe. Kot nie miał kleszczy, miał czyste uszy, komplet zębów i wyraźną ochotę na jedzenie, które pojawiło się dość szybko pod blokiem.

Po mojej delikatnej uwadze, że kot sporo już zjadł suchej karmy i może by mu trochę to ograniczyć spotkałem się z karcącym wzrokiem, na co delikatnie przypomniałem pytanie swojej sąsiadki – Co dalej z kotem? Nikt mnie już nie karcił wzrokiem, ponieważ z przybyłych "na ratunek" kotu sąsiadów swoje ulubione koty w domu obecnie mają już wszyscy poza mną :-)

Jest to zrozumiałe, że raczej mało kto jest zainteresowany braniem obcego dorosłego, bezdomnego, wychudzonego kota, który nie wiadomo czy ma jakieś choroby zakaźne, pasożyty oraz nie wiadomo jak się zachowa w obecności innego kota (agresja/strach/panika/demolka mieszkania…). Grono składające się z grupy sąsiedzkiej pod blokiem oraz "konwentu seniorów" na balkonach uradziło i jednoznacznie orzekło, że coś trzeba z kotem zrobić. Po usłyszeniu tego "konkretu" wraz z "deklaracjami" działań od razu mi to przypomniało zdecydowane i stanowcze "wyrazy zaniepokojenia" tak ochoczo jednogłośnie wyrażane przez polityków UE gdy gdziekolwiek poza UE są jakieś zamieszki i walki ;-)

Wróćmy do naszego futrzanego bohatera wczorajszego wieczoru, każdy ma dobre chęci i poratuje dobrym słowem ale zabrać do domu to już mamy problem. Zdecydowałem, że z racji chwilowego braku kota przygarnę tę znajdę na kilka dni a w tym czasie niech szanowne sąsiedztwo zrobi mu kilka zdjęć oraz niech wstawią na jakieś grupy na ryjbuka info, że przy ul. X w dzielnicy Y znaleziono kota i niech dołączą kilka zdjęć. Jeszcze tej samej nocy pojawiło się ogłoszenie.

Po zabraniu kota na ręce i udaniu się do mieszkania dostał wodę, karmę suchą i mokrą po czym zabrał się za eksplorację nowego terenu, a ja miałem czas na zmontowanie mu kuwety ze żwirkiem, która jak się okazało następnego dnia była bardzo przydatna ze względu na pojawiające się problemy w układzie pokarmowym. Kot dość szybko się oswoił z nowym środowiskiem i po ok pół godziny rozpoczął drzemki to tu to tam szukając sobie miejsca. Kładąc się spać uzupełniłem miski i dość szybko się przekonałem, że mam nowego kompana do spania. W nocy zostałem delikatnie acz stanowczo poinformowany, że miski są puste i grzecznie poproszony o ich uzupełnienie co też poczyniłem, to samo było nad ranem.

Ok południa dostałem wiadomość sms od sąsiadki jakoby kot nie był zupełnym anonem, a wręcz był niedawno poszukiwany przez właścicielkę i treści takowego ogłoszenia trafiła bezpośrednio do mnie. Ucieszyłem się, że koteł, który zaginął pod koniec czerwca odnajdzie wreszcie swój pierwotny prawowity dom, w końcu był on tymczasowo bezdomny przez niemal półtorej miesiąca. Przez ten czas na szczęście dla swojej właścicielki i dla kota na szczęście nie zdecydował się na dalekie wędrówki. Jego potrzeba bycia z ludźmi i potrzeba przytulania się zamanifestowała się nie tylko w nocy ale w szczególności dnia następnego gdy cały czas ten wdzięczny sierściuch nie odstępował mnie na krok i za każdym możliwym razem wchodził mi na kolana i domagał się głaskania. Po skontaktowaniu się z właścicielką kota przez kontakt w ogłoszeniu i potwierdzeniu, pewnych charakterystycznych oraz wyjątkowo unikalnych cech wyglądu udało się zorganizować spotkanie ku radości właścicielki (że odnaleziono kota), mojej (że mogłem pomóc) oraz z pewnością ku radości koteła, że odnaleziono mu jego dom.

Przed oddaniem pozwoliłem sobie jeszcze zaprosić właścicielkę kota na tour de klatka schodowa aby wspomniana wyżej grupa sąsiedzka zaangażowana w akcję przygarniania kota (przeze mnie :) mogła zobaczyć, że kot odnalazł swój dom.

THE END

#historiaprawdziwa #koty #bezdomny #smiesznypiesek #pokazkota #zwierzeta


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/ZaaIvHKAg
Data dodania: 3/31/2020, 4:38:52 AM
Autor: verum

@Ijon_Tichy

Wygląda na to, że teraz kolej na moją opowieść.

Chciałem opisać wszystko chronologicznie, cofając się aż do czasów małego dzieciaka, ale ostatnio krucho u mnie z czasem i ograniczę się do opisu momentu kulminacyjnego i kluczowych okoliczności. W sam raz gdyby ktoś nie mógł zasnąć ;) Te wszystkie detale które pominę też mają znaczenie i na pewno budują tło dla całej historii. Dzisiaj opiszę tylko te najważniejsze. Wszelkie „smaczki” mam nadzieję dopisać do końca kwietnia.

Moja opowieść może być niezrozumiała dla osób które nigdy nie medytowały lub nie przeżyły niczego podobnego. Przepraszam jeśli porównania okażą się niewystarczające i proszę o wyrozumiałość.

Tak jak już tu kiedyś pisałem. Wiem o istnieniu świata duchowego. Wiem o tym, że istnieje Bóg, ponieważ doświadczyłem jego konkurencji. Doświadczyłem czystej nienawiści, żądzy śmierci i zepsucia, spersonifikowanego zła. Coś takiego nie byłoby w stanie stworzyć świata w którym żyjemy, a puszczone samopas na pewno by go zniszczyło. Jednak świat nadal istnieje. Musi być więc siła przeciwna, a zarazem silniejsza. Musi więc być nad nami pasterz który chroni nas od złego.

Cała historia jest jedynie punktem kulminacyjnym. Momentem w którym przeciwnik pokazał swoje oblicze. Ale każdy skutek ma przyczynę. Przyczyny rozciągały się na tygodnie przed momentem który odebrał mi spokój ducha na wiele lat. Prawdę mówiąc dopiero w ostatnich latach powoli uzyskuję stan równowagi i posiadania większej ilości odpowiedzi niż pytań. Teraz mam już lvl 25+. Opisywane wydarzenia działy się w okresie kiedy miałem 12 lat. Jeśli dobrze pamiętam wszystkie nadprzyrodzone efekty ustąpiły do czasu moich 13 urodzin. Poza strachem. Poza wątpliwościami. Poza (ze wstydem przyznaję) poczuciem żalu do Boga, że dopuścił do mnie takie doświadczenie. Poza utratą poczucia sensu w życiu. To wewnętrzne rozbicie towarzyszyło mi z przerwami jakieś 10 lat.

Pozwólcie że zignoruję czas i przestrzeń będące przyczyną oraz zapowiedzią, a przejdę do opisu nocy która zniszczyła dotychczasowego mnie.

Gdy słyszysz słowa, to musisz rozpoznać język, zdekodować go i dopiero uzyskujesz w swoim umyśle ich sens. Tutaj był przekaz samego sensu, bez żadnych słów. Miało to miejsce w nocy. Spałem. Czysta myśl innego człowieka po prostu pojawiła się w moim umyśle. Była to prośba o pomoc od dziewczyny którą wtedy traktowałem jako przyjaciela za którego mogłem oddać życie. Czułem że cierpi. Przyjąłem wezwanie. Nie da się tego dokładnie opisać. Moja czysta wola by jej pomóc przekształciła się w duchowe działanie. Poczułem jej świadomość obok mnie, już po drugiej stornie bariery mojego umysłu, od środka. Była już bezpieczna, otoczona barierą mojego snu, moich spokojnych myśli. Była tam gdzie ja. Wewnątrz mojego śpiącego umysłu. Tam gdzie każdy człowiek czuje się najbezpieczniej. Tam gdzie co noc twoja świadomość bezkarnie i bezpiecznie rozbija się na fragmenty i łączy na nowo. W siedlisku całej twojej osoby i źródle wszystkich myśli, tuż obok centrum twojego jestestwa. Twojego jedynego azylu, którego nikt nigdy nie skaził.

Po chwili poznałem że nie jest sama. To był najgorszy moment w moim życiu. Gdy to pisze mam gęsią skórkę na całym ciele (serio, przez chwile poczułem jak mi włosy na głowie stają dęba). Okazało się, że razem z nią weszła do mojego umysłu jej towarzyszka (demon lub diabeł ale nazywany żeńskim imieniem, które przemilczę). Mój umysł zaczęła wypełniać obecność tego czegoś. Była potężna, nie do odparcia. Zalała go całego, tak że moja istota w tym umyśle była niczym kropla wody w oceanie smoły. Byłem tym otoczony. To coś stanowiło cały świat którego doświadczałem. Była to czyta nienawiść. Nienawiść gorsza od wszystkiego co zdołacie sobie wyobrazić i większa od wszystkiego co ja jestem w stanie sobie przypomnieć. To coś nie znało litości, było jej przeciwieństwem. Powiedzieć, że to chciało mnie zabić to jak nie powiedzieć nic. To dążyło do całkowitego unicestwienia mojego jestestwa. Do zanegowanie tego że jestem, że byłem, żadnego „będę” już nie było na horyzoncie. Do tego bym „ja” nie mógł istnieć nawet jako nieożywione pojęcie. Do czegoś gorszego niż śmierć. To było czyste zło. Działało tylko w jednym kierunku – zniszczenia, nienawiści, splugawienia. To był atak w którym to coś nie pozostawiło miejsca na to bym mógł przeżyć.

Kropla mojej świadomości zaczęła maleć do rozmiaru atomu. Każda myśl którą chciałem scalić była rozrywana, nie dało się stworzyć żadnej, wszystkie przeszły w niebyt. Nie miałem żadnego punktu odniesienia, byłem już oderwany od życia. Nie było niczego czym mógłbym wyznaczyć przestrzeń. Nie było też niczego czym mógłbym opisać czas. Wpadłem w wieczność i pustkę (może właśnie to było nazywane w Biblii Szeolem? Stan oderwania duszy od życia.) Również każdy zamiar został zniszczony. Do poległych dołączyły idee, wszelkie naturalne zapędy serca do których nie potrzeba było myśli.

Zostało mi jedno. „Ja jestem.” Tak mógłbym przetłumaczyć na ludzki język ostatnie co mi zostało. Właściwie, to „ja” można wykreślić. Było samo „Jestem.” Wszak moje ego umarło już „dawno” i ja jako człowiek, tożsamość już nie istniałem. Było „Jestem.” Bez opisu osoby. Tabula rasa. Było coś jeszcze. Wszechogarniająca, wieczna nienawiść. Chcąca pozbawić mnie tego „Jestem.” Zniszczyć to. Wymazać moją egzystencję. Czułem że się zapadam. Czułem grozę prawdziwej śmierci. Czułem grozę widma zniszczenia mojej duszy. Czułem tez potęgę nienawiści i plugawości bytu który chciał mnie unicestwić. To trwało wieczność. Było tylko to.

Istnienie tego jedynego „Jestem”, które mi pozostało była niezachwiane. Byłem otoczony złem, bez żadnej własnej mocy którą mógłbym się bronić, a jednak moja dusza przetrwała. Zło na pewno nie odstąpiło od swoich zamiarów. Coś nie pozwalało mu mnie unicestwić. Nie wiem czy wynikało to z nieśmiertelności duszy czy ingerencji sił wyższych.

Powróciłem do żywych. Nie wiem jak. Usiadłem na łóżku i lały się ze mnie łzy. Byłem pustą, sterroryzowaną duszą. Po chwili (wiecie jakie to jest piękne gdy macie ponownie wokół siebie czas i przestrzeń?) zaczęły w mojej świadomości pojawiać się wspomnienia przeżytego życia. Od dziecka aż do ówczesnego momentu. Zaczął mi się wgrywać software. Widziałem całe swoje życie. Każdy punkt w którym zgrzeszyłem. Podczas tego procesu rozumiałem wszystko w moim życiu, widziałem je prawdziwie. Dotarłem świadomością do aktualnego punktu w czasie i wszystko ponownie pokryło się mgłą ograniczonego ludzkiego zrozumienia. Razem ze swoją tożsamością odzyskałem swoje grzechy. Odzyskałem swoje „ja” i utraciłem czystość której przez chwilę mogłem doświadczać. Po czym na wszystko padł terror wspomnień tego czego doświadczyłem. Zrodziło to pytania i wątpliwości na które odpowiedzi szukam do dzisiaj. Zrodziło to też smutek i strach które towarzyszyły mi z dekadę. Po tym doświadczeniu już nigdy nie czułem się kompletny. Jakbym coś utracił. Jakaś część wewnętrznej radości wtedy we mnie umarła. Myślę że to na zawsze pozostanie we mnie żywe. Ale mam też nadzieję, że kiedyś ta rana się zagoi, a to doświadczenie wyda dobry owoc. Wciąż mam nadzieję, że to miało wyższy sens.

W tym momencie muszę zakończyć swoją opowieść, choć nie był to koniec duchowych doświadczeń. Piszę to już prawie dwie godziny. Mam 4.50 na zegarze. A jutro czeka mnie pracowity dzień. Czas iść spać. Dobrej nocy Lurki i Lukrecje :)

#duchowosc #truestory #demony #zlo #wiara #pieklo #religia #historiaprawdziwa #wyznanie