Lurker.pl - tag #demony

Zobacz: https://www.lurker.pl/post/kHfxyD9PT
Data dodania: 11/2/2020, 1:55:41 PM
Autor: marshalist

Pierwszy potwierdzony przypadek psa opętanego przez demona.
TYLKO DLA WIDZÓW O MOCNYCH NERWACH.

#paranormalne #psy #demony

https://gfycat.com/clearshorttermdrafthorse


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/stgMicmgd
Data dodania: 10/31/2020, 9:59:12 PM
Autor: boreas_linvail

Niniejszy post jest odpowiedzią na historię @Iljon_Tichy (https://www.lurker.pl/post/afakib3pl), opublikowany w formie osobnego wpisu... Gdyż nieco za bardzo się rozrósł, jak na komentarz.

Miałem podobne sytuacje. Na początku mojej przygody z OOBE ratowałem się przed nimi podobnie jak Ty - kreśliłem znak krzyża. Wszystko ustępowało natychmiast. Koszmary bez wyjścia, w których czarna otchłań kusiła żebym sprawdził, co jest na dole... Zjawy, strachy. Wszystko. Wystarczył znak krzyża.
To były czasy w których wszystko wciąż próbowałem na siłę wiązać z chrześcijańską wizją zaświatów. Po pewnym czasie jednak przestałem próbować, zbyt dużo nie dodawało się z tym czego sam doświadczyłem.

Co wtedy? Cóż, okazjonalne wizyty zjaw czy demonów absolutnie nie ustały. Ale zmieniło się moje do nich podejście.

Ostatnia zjawa jaka mnie odwiedziła miała trupiobladą kobiecą twarz, za którą rozpościerała się długa i szeroka na prawie cały sufit czarna, postrzępiona suknia. Zjawa wisiała metr nade mną, gdy wychodziłem z ciała... Okrutnie uśmiechnięta, śmiała się głośno upiornym, złym śmiechem od którego cały pokój zdawał się trząść w posadach. Śmiała się jakby z kogoś o kim wie, że zaraz skończy marnie, patrząc mi prosto w oczy.
Zachowawszy całkowity spokój przez cały czas, uśmiechnąłem się do niej i zapytałem w myślach, czy mogę w czymś pomóc? Zjawa natychmiast przestała się śmiać, biała twarz straciła wyraz... A po dosłownie kilku sekundach zniknęła bez śladu.

Co to oznacza? Dla mnie to wyraźny sygnał, że odpowiedzią jest sama wiara, nie obiekt wiary.

Więcej na temat strachu przed i w OOBE napisałem w jednym z moich poprzednich wpisów, zachęcam do lektury jeśli temat kogoś interesuje: https://www.lurker.pl/post/2sCzjbXwp

Po tym wstępie pozwolę sobie przystąpić do mojego wytłumaczenia opisanej przez @Iljon_Tichy historii.

Po pierwsze i najważniejsze, wierzę Ci w stu procentach, że tego właśnie doświadczyłeś. I mam nadzieję że wciąż budzisz się obok dziewczyny którą opisałeś w takich superlatywach

Zwróciłem szczególną uwagę na to że, jak piszesz, zainteresowanie chrześcijańską wizją świata nałożyło się czasowo z pogorszeniem się waszych doświadczeń w Astralu.

"Mój brat w tym czasie zainteresował się też Bogiem, Biblią, zbawieniem, Jezusem Chrystusem i zaczęły się jego kłopoty - te „zabawy” zaczęły być straszne, był przerażony i przerażony. Zaczął być terroryzowany. Okazało się, że te doświadczenia były czystym złem, które tylko podszywało się pod dobro…"

Ponieważ, jak często w zgodzie z wieloma autorami literatury przedmiotu piszę, wiara w to co się napotka w Astralu i nasze własne, często nieświadome na ten temat oczekiwania mają potężny wpływ na to co faktycznie tam napotkamy... Uważam że chrześcijańskie historie o "demonach" i generujące strach przed podobnymi fenomenami podejście które można skrócić "nie wolno, bo diabeł" są właśnie winne pogorszenia się waszych doświadczeń.
Tak samo nagłe ich ustanie po waszym ponownym narodzeniu w Chrystusie - to efekt waszej własnej wiary. Uwierzyliście szczerze, całym sercem zaufaliście Chrystusowi pragnąc już nie przeżywać takich historii - i tak się właśnie stało. Zawsze bowiem otrzymuje się dokładnie to, w co się głęboko wierzy.

"Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarno gorczycy, powiecie tej górze: Przenieś się stąd na tamto miejsce, a przeniesie się. I nic nie będzie dla was niemożliwe."

Nie zrozum mnie źle, nie mam żadnego problemu z samym Chrystusem. Przeciwnie. Możliwe że i On sam wam pomógł. Uważam go za postać historyczną, również głęboko wierzę że istnieje. Ba, gdy go kiedyś spotkam, nic nie sprawi mi większej radości niż możliwość padnięcia przed Nim na twarz. Podejrzewam jednak że jego odpowiedź będzie raczej brzmiała: "przestań, wstań już - przecież wszyscy jesteśmy równi wobec Boga jak bracia!"

Objawy takie jak "wysoki, piskliwy dźwięk, podobny do gwizdka", "hałas, jakby mój mózg się gotował, jak szelest wielu fal, zaczęło bulgotać"... Są powszechnie uznane jako występujące podczas wychodzenia z ciała, nawet (a może raczej: zazwyczaj? zwłaszcza?) bez towarzyszących im demonicznych postaci. Sam od siebie mogę dorzucić jeszcze odczucie strzykania w głowie, jakby trybiki w mózgu strasznie boleśnie się zacinały (ależ ktoś nieżyczliwy może teraz mieć na mnie używanie!), zapadania się w samego siebie, gwałtownych drgań całego ciała, grożących końcem ziemskiej podróży palpitacji serca...
Uspokoję w tym miejscu dodając, że o owe drgania i palpitacje miałem okazję zapytać Żonę, która widziała co się ze mną działo podczas drzemki - ciało fizyczne nie drgało ani odrobinę.

Kilku stwierdzeń z twojego wpisu nie rozumiem, i chciałbym prosić o ich rozwinięcie, jeśli to możliwe:

- "Okazało się, że te doświadczenia były czystym złem, które tylko podszywało się pod dobro" - w jaki sposób to się okazało?
- "Zrozumiałem, że przez lata mój brat i ja zmagaliśmy się z duchową rzeczywistością, która chciała nas wziąć w posiadanie." - w jaki sposób rzeczywistość chciała wziąć Was w posiadanie? Ponadto, dlaczego zakładacie że nie przynależycie do niej, skoro sami już przekonaliście się że jest w was potężny pierwiastek duchowy? Ja uważam wręcz że Astralowi znacznie bliżej do naszego prawdziwego domu niż rzeczywistości fizycznej.
- Dlaczego inteligentne byty, dość potężne by mamić twojego brata wizytami w zjawiskowej rzeczywistości, miałyby tak dramatycznie zmieniać strategię "kuszenia" w momencie zainteresowania chrześcijaństwem? Z pokazywania czegoś co można by nazwać rajem nagle w straszenie i groźby?

Czego nie jestem w ogóle w stanie wyjaśnić, to ów dziwny mężczyzna z biblioteki. Możliwości jest bardzo wiele. Może faktycznie należał do jakiegoś dziwnego kultu, który w jakiś sposób otworzył wasze postrzeganie na Astral? A może po prostu był zwyczajnym człowiekiem zainteresowanym tematem, którego w jakiś sposób przyciągnąłeś, zastanawiając się nad duchowymi zagadnieniami? Nie wiem, naprawdę.
Wiem jednak, że bardzo podobnie mógłbyś opisać przypadkowe spotkanie ze mną ;] Ja również jestem dość charakterystyczny, nie kryję się ze swoimi poszukiwaniami i przygodami w Astralu, i przy najmniejszej wskazówce zainteresowania dzielę się informacjami. A zapewniam, że nie byłbym w stanie mieć wobec kogokolwiek obcego nawet cienia złego zamiaru!

Reasumując, według mnie wszystkie wasze przygody były waszymi własnymi tworami. Były kształtowane przez to, w co w danej chwili wierzyliście - od początku do końca. Ponadto, mam wrażenie że największym szokiem był dla Ciebie, @Iljon_Tichy, dowód na realność waszych doświadczeń. Znacznie większym niż same doświadczenia. A jak trwoga, to do Boga

Chciałbym... Nieśmiało, bo kim jestem by podważać czyjąś wiarę? Jednak chciałbym zachęcić do przeczytania którejś z pozycji które wspominam na tagu #AstralProjection. Co znane, nie jest już takie straszne.

Pozdrawiam i pozwalam sobie zawołać: @Borok, @D4rk_R4ven, @Cyr4x, @judenfreiEurope, @Verum.

#oobe #astral #swiadomysen #paralizprzysenny #ciekawostki #demony #rzeczywistosc


Zobacz: https://www.lurker.pl/post/ZaaIvHKAg
Data dodania: 3/31/2020, 4:38:52 AM
Autor: verum

@Ijon_Tichy

Wygląda na to, że teraz kolej na moją opowieść.

Chciałem opisać wszystko chronologicznie, cofając się aż do czasów małego dzieciaka, ale ostatnio krucho u mnie z czasem i ograniczę się do opisu momentu kulminacyjnego i kluczowych okoliczności. W sam raz gdyby ktoś nie mógł zasnąć ;) Te wszystkie detale które pominę też mają znaczenie i na pewno budują tło dla całej historii. Dzisiaj opiszę tylko te najważniejsze. Wszelkie „smaczki” mam nadzieję dopisać do końca kwietnia.

Moja opowieść może być niezrozumiała dla osób które nigdy nie medytowały lub nie przeżyły niczego podobnego. Przepraszam jeśli porównania okażą się niewystarczające i proszę o wyrozumiałość.

Tak jak już tu kiedyś pisałem. Wiem o istnieniu świata duchowego. Wiem o tym, że istnieje Bóg, ponieważ doświadczyłem jego konkurencji. Doświadczyłem czystej nienawiści, żądzy śmierci i zepsucia, spersonifikowanego zła. Coś takiego nie byłoby w stanie stworzyć świata w którym żyjemy, a puszczone samopas na pewno by go zniszczyło. Jednak świat nadal istnieje. Musi być więc siła przeciwna, a zarazem silniejsza. Musi więc być nad nami pasterz który chroni nas od złego.

Cała historia jest jedynie punktem kulminacyjnym. Momentem w którym przeciwnik pokazał swoje oblicze. Ale każdy skutek ma przyczynę. Przyczyny rozciągały się na tygodnie przed momentem który odebrał mi spokój ducha na wiele lat. Prawdę mówiąc dopiero w ostatnich latach powoli uzyskuję stan równowagi i posiadania większej ilości odpowiedzi niż pytań. Teraz mam już lvl 25+. Opisywane wydarzenia działy się w okresie kiedy miałem 12 lat. Jeśli dobrze pamiętam wszystkie nadprzyrodzone efekty ustąpiły do czasu moich 13 urodzin. Poza strachem. Poza wątpliwościami. Poza (ze wstydem przyznaję) poczuciem żalu do Boga, że dopuścił do mnie takie doświadczenie. Poza utratą poczucia sensu w życiu. To wewnętrzne rozbicie towarzyszyło mi z przerwami jakieś 10 lat.

Pozwólcie że zignoruję czas i przestrzeń będące przyczyną oraz zapowiedzią, a przejdę do opisu nocy która zniszczyła dotychczasowego mnie.

Gdy słyszysz słowa, to musisz rozpoznać język, zdekodować go i dopiero uzyskujesz w swoim umyśle ich sens. Tutaj był przekaz samego sensu, bez żadnych słów. Miało to miejsce w nocy. Spałem. Czysta myśl innego człowieka po prostu pojawiła się w moim umyśle. Była to prośba o pomoc od dziewczyny którą wtedy traktowałem jako przyjaciela za którego mogłem oddać życie. Czułem że cierpi. Przyjąłem wezwanie. Nie da się tego dokładnie opisać. Moja czysta wola by jej pomóc przekształciła się w duchowe działanie. Poczułem jej świadomość obok mnie, już po drugiej stornie bariery mojego umysłu, od środka. Była już bezpieczna, otoczona barierą mojego snu, moich spokojnych myśli. Była tam gdzie ja. Wewnątrz mojego śpiącego umysłu. Tam gdzie każdy człowiek czuje się najbezpieczniej. Tam gdzie co noc twoja świadomość bezkarnie i bezpiecznie rozbija się na fragmenty i łączy na nowo. W siedlisku całej twojej osoby i źródle wszystkich myśli, tuż obok centrum twojego jestestwa. Twojego jedynego azylu, którego nikt nigdy nie skaził.

Po chwili poznałem że nie jest sama. To był najgorszy moment w moim życiu. Gdy to pisze mam gęsią skórkę na całym ciele (serio, przez chwile poczułem jak mi włosy na głowie stają dęba). Okazało się, że razem z nią weszła do mojego umysłu jej towarzyszka (demon lub diabeł ale nazywany żeńskim imieniem, które przemilczę). Mój umysł zaczęła wypełniać obecność tego czegoś. Była potężna, nie do odparcia. Zalała go całego, tak że moja istota w tym umyśle była niczym kropla wody w oceanie smoły. Byłem tym otoczony. To coś stanowiło cały świat którego doświadczałem. Była to czyta nienawiść. Nienawiść gorsza od wszystkiego co zdołacie sobie wyobrazić i większa od wszystkiego co ja jestem w stanie sobie przypomnieć. To coś nie znało litości, było jej przeciwieństwem. Powiedzieć, że to chciało mnie zabić to jak nie powiedzieć nic. To dążyło do całkowitego unicestwienia mojego jestestwa. Do zanegowanie tego że jestem, że byłem, żadnego „będę” już nie było na horyzoncie. Do tego bym „ja” nie mógł istnieć nawet jako nieożywione pojęcie. Do czegoś gorszego niż śmierć. To było czyste zło. Działało tylko w jednym kierunku – zniszczenia, nienawiści, splugawienia. To był atak w którym to coś nie pozostawiło miejsca na to bym mógł przeżyć.

Kropla mojej świadomości zaczęła maleć do rozmiaru atomu. Każda myśl którą chciałem scalić była rozrywana, nie dało się stworzyć żadnej, wszystkie przeszły w niebyt. Nie miałem żadnego punktu odniesienia, byłem już oderwany od życia. Nie było niczego czym mógłbym wyznaczyć przestrzeń. Nie było też niczego czym mógłbym opisać czas. Wpadłem w wieczność i pustkę (może właśnie to było nazywane w Biblii Szeolem? Stan oderwania duszy od życia.) Również każdy zamiar został zniszczony. Do poległych dołączyły idee, wszelkie naturalne zapędy serca do których nie potrzeba było myśli.

Zostało mi jedno. „Ja jestem.” Tak mógłbym przetłumaczyć na ludzki język ostatnie co mi zostało. Właściwie, to „ja” można wykreślić. Było samo „Jestem.” Wszak moje ego umarło już „dawno” i ja jako człowiek, tożsamość już nie istniałem. Było „Jestem.” Bez opisu osoby. Tabula rasa. Było coś jeszcze. Wszechogarniająca, wieczna nienawiść. Chcąca pozbawić mnie tego „Jestem.” Zniszczyć to. Wymazać moją egzystencję. Czułem że się zapadam. Czułem grozę prawdziwej śmierci. Czułem grozę widma zniszczenia mojej duszy. Czułem tez potęgę nienawiści i plugawości bytu który chciał mnie unicestwić. To trwało wieczność. Było tylko to.

Istnienie tego jedynego „Jestem”, które mi pozostało była niezachwiane. Byłem otoczony złem, bez żadnej własnej mocy którą mógłbym się bronić, a jednak moja dusza przetrwała. Zło na pewno nie odstąpiło od swoich zamiarów. Coś nie pozwalało mu mnie unicestwić. Nie wiem czy wynikało to z nieśmiertelności duszy czy ingerencji sił wyższych.

Powróciłem do żywych. Nie wiem jak. Usiadłem na łóżku i lały się ze mnie łzy. Byłem pustą, sterroryzowaną duszą. Po chwili (wiecie jakie to jest piękne gdy macie ponownie wokół siebie czas i przestrzeń?) zaczęły w mojej świadomości pojawiać się wspomnienia przeżytego życia. Od dziecka aż do ówczesnego momentu. Zaczął mi się wgrywać software. Widziałem całe swoje życie. Każdy punkt w którym zgrzeszyłem. Podczas tego procesu rozumiałem wszystko w moim życiu, widziałem je prawdziwie. Dotarłem świadomością do aktualnego punktu w czasie i wszystko ponownie pokryło się mgłą ograniczonego ludzkiego zrozumienia. Razem ze swoją tożsamością odzyskałem swoje grzechy. Odzyskałem swoje „ja” i utraciłem czystość której przez chwilę mogłem doświadczać. Po czym na wszystko padł terror wspomnień tego czego doświadczyłem. Zrodziło to pytania i wątpliwości na które odpowiedzi szukam do dzisiaj. Zrodziło to też smutek i strach które towarzyszyły mi z dekadę. Po tym doświadczeniu już nigdy nie czułem się kompletny. Jakbym coś utracił. Jakaś część wewnętrznej radości wtedy we mnie umarła. Myślę że to na zawsze pozostanie we mnie żywe. Ale mam też nadzieję, że kiedyś ta rana się zagoi, a to doświadczenie wyda dobry owoc. Wciąż mam nadzieję, że to miało wyższy sens.

W tym momencie muszę zakończyć swoją opowieść, choć nie był to koniec duchowych doświadczeń. Piszę to już prawie dwie godziny. Mam 4.50 na zegarze. A jutro czeka mnie pracowity dzień. Czas iść spać. Dobrej nocy Lurki i Lukrecje :)

#duchowosc #truestory #demony #zlo #wiara #pieklo #religia #historiaprawdziwa #wyznanie