Czy szczepienia eksperymentalne prowadziły w obozach koncentracyjnych te same firmy, które produkują szczepionki?

Zobacz: https://www.lurker.pl/post/9iCMNVp8U
Data dodania: 11/28/2020, 3:33:24 PM
Autor: ziemianin

#aktualnosci #codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #szczepienia #szczepionki

W grudniu 1943 r. z obozu w Potulicach do SS-Lager Sophienwalde przybyła grupa 25-30 młodych chłopców w wieku 15-17 lat. Pochodzili oni z polskich rodzin wysiedlonych z różnych miejscowości położonych na terenach wcielonych do Rzeszy, których rodzice odmówili podpisania niemieckiej listy narodowej.

Zadziwiające było, że od początku chłopcy byli bardzo sporadycznie wykorzystywani do pracy. Czasami zabierano ich tylko do rozładunku przybyłych na stacje kolejowa wagonów z wapnem, cegłami lub deskami. Czasami również pod eskortą i nadzorem uzbrojonych SS-mannów zbierali chrust w lesie. Za stan zdrowotny obozu odpowiadał Roppert wraz z przydzielonym mu do pomocy sanitariuszem z KL Stutthof Nicolasem Knappem i lekarką więźniarkom.

Na terenie SS-Lager Sophienwalde nie było szpitala. Znajdowała się tam jedynie niewielka izba chorych zarządzana przez niemiecką lekarkę. Z zeznań wielu świadków wynika, iż kilkakrotnie do obozu przybywały grupy niemieckich lekarzy, którzy odbywali długie narady. Kilka dni wcześniej wspomniani chłopcy, jak się później okazało, przeznaczeni do specjalnych badań, otrzymywali lepsze wyżywienie, a w dniu, w którym odbywały się wizyty, nie szli do pracy.

Istniało przypuszczenie, że młodzież ta poddawana była eksperymentalnym zabiegom medycznym polegającym na dokonywaniu iniekcji, szczepień bliżej nieustalonych substancji w okolice rdzenia kręgowego poniżej pasa, klatki piersiowej i rąk, co wywoływało u nich stany chorobowe w postaci obrzęków, zmiany koloru skóry kończyn, reakcji bólowych lub też wysokiej gorączki. Lekarze dokonujący szczepień zapewniali chłopców, iż są to szczepionki, które mają ich uchronić przed chorobami np. epidemią tyfusu.

Jedną z takich wizyt szczegółowo zapamiętał więzień Stanisław Karczewski:

„Wandelman powiedział również, abym powtórzył chłopcom, że panują choroby i dlatego, aby nas ustrzec od chorób, dostaniemy zastrzyki wzmacniające, że będziemy się może źle czuli, ale nie mamy się przejmować, bo po paru dniach to minie […] W baraku stół przestawiono pod okno od strony północnej; nad stołem rozłożono walizki, a chłopcy stali rzędem, rozebrani do pasa. Każdy z chłopców podchodził do stołu, przy którym stali ci lekarze w białych fartuchach i każdy z chłopców dostawał 3 zastrzyki w klatkę piersiową. […] Mnie robiło się słabo i ciemno przed oczyma. Przytrzymywano mnie, a Wendelmann zwrócił się do lekarzy, aby jeśli to możliwe dać mi mniej zastrzyków, bo mam owrzodzoną głowę. Ja miałem wtedy zabandażowaną głowę, bo była cała owrzodzona. Ten „gruby lekarz” obejrzał mnie i na dalszą prośbę Wendelmanna, który mówił, że mnie potrzebuje, bo jestem jedyny tłumaczem – nie dał mi zastrzyku w kręgosłup”.

Również niektóre więźniarki obozu w Dziemianach wspominają o otrzymywaniu zastrzyków.

Dwudziestoletnia wówczas Emilia Wabich zeznała:

„byłam poddana badaniom lekarskim, dostawałam co dwa miesiące bolesne zastrzyki w okolicy powyżej piersi, raz po lewej stronie, drugi raz po prawej – tak na zmianę. Po tych zastrzykach kobiety nie miesiączkowały. Raz pobrano mi płyn z okolic kręgosłupa”.

Trudno w chwili obecnej przypuszczać, w jakim stopniu obóz w Dziemianach mógł być zaangażowany w proceder eksperymentów medycznych prowadzonych na więźniach. Analizując zeznania świadków, którzy byli więźniami obozu w Dziemianach, można ich podzielić na 3 kategorie:

świadkowie, którzy zeznali, że w obozie w Dziemianach dawano im zastrzyki w różne części ciała, pobierano płyn z kręgosłupa, a skutkiem iniekcji były: podwyższona temperatura ciała i choroby;
świadkowie, którzy oświadczyli, iż nie dawano im zastrzyków i nie pobierano płynów oraz nic im nie wiadomo o stosowaniu takich praktyk w obozie, pomimo, iż przebywali w tym czasie w Sophienwalde;
świadkowie, którzy zeznali, że otrzymywali zastrzyki w różne części ciała, lecz po zastrzykach nie odczuwali żadnych szkodliwych objawów i nie chorowali.

Wiadomo, iż w tym czasie na terenie obozu panowała epidemia tyfusu plamistego i okoliczność ta mogła mieć związek z aplikowaniem więźniom zastrzyków. Zastrzyki podawane przeciwko tyfusowi wywoływały opuchliznę, wysoką temperaturę, ogólne osłabienie i ból w różnych częściach ciała. Zastrzyki podawano więźniom dożylnie i domięśniowo w klatkę piersiową i pośladek.

Nie wykluczone, iż więźniom aplikowana była przeterminowana szczepionka, która wywoływała różnego rodzaju skutki uboczne w postaci ropowicy, opuchnięć, bólów i innych objawów. Ubogie wyposażenie gabinetu medycznego w Sophienwalde każe poddać w wątpliwość prowadzenie poważniejszych doświadczeń medycznych, nie można jednak wykluczyć, że prowadzone były jakieś badania na potrzeby większej placówki.

Zgodę na prowadzenie doświadczeń medycznych wydawał każdorazowo H. Himmler określając zakres prowadzonych prac badawczych i zobowiązując osoby prowadzone badania do składania rzetelnych sprawozdań z prowadzonych prac. Liczne kwerendy prowadzone przez autorkę w archiwach niemieckich nie doprowadziły do odnalezienia sprawozdań z prowadzonych w Dziemianach doświadczeń medycznych.


Komentarze:

Brak komentarzy