Czasy secondhand.Koniec czerwonego człowieka - Aleksijewicz Swietłana

Data: 08.06.2019 20:38

Autor: Prospero

Wyobraźcie sobie taką sytuację: W ZSRR gdzieś na prowincji żyje sobie Olga, 12letnia dziewczynka. Jej ojciec walczył w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, z której wrócił zdemolowany psychicznie, nic nie robi tylko chlał wódkę i przy byle okazji napierdalał matkę i Olgę. Ojciec był (w sensie przed wojną) gorącym komunistą odznaczanym za "akcje specjalne", ale że chlał to go wywalili, Matka z kolej całą wojnę pracowała w fabryce amunicji, 16h dziennie, 7 dni w tygodniu, 3h snu dziennie, żywiła się głównie mchem, ale była szczęśliwa, bo udało się pokonać Hitlera. Męża poznała na budowie Kolej Amursko-Bajkalskiej, mieszkali w ziemiance, nie mieli łopat, urobek nosili w fartuchach, jedyne walonki dzielili na 5 osób, jedli mech, ale była szczęśliwa, bo budowała komunizm. Urodziła jej się córka Olga (po drodze były jeszcze dwie skrobanki i jedno poronienie). Po latach chudych (ale szczęśliwych, wprawdzie nie mieli co jeść i czasami któryś sąsiad w nocy znikał, a jedyną szczoteczkę do zębów dzieliło całe piętro baraku, ale wszyscy byli równi i dużo czytali książek, a jak im coś nie pasowało to mogli szeptać w kuchni) Oldze udało się załapać pracę w rejonowym komitecie partii w Mordowii. Poznała męża, urodził im się syn – syn był poetą, ale wzięli go do Afganistanu, z którego wrócił zdemolowany psychicznie, nic nie robił tylko chlał wódkę, aż w końcu się zapił na śmierć. Córka z kolei po upadku komunizmu mieszkała w Moskwie, ale że nie było pracy i nie miała co jeść, to została kurwą, poznała Azera (który uciekł z Azerbejdżanu przed biedą i wojną, dodatkowo kręcił z Ormianką (brata Ormianki rozwścieczony tłum żywcem oskórował i trofeum powiesił na drzewie) i rodzina się go wyrzekła), z którym powoli układała sobie życie, znalazła uczciwą pracę, ale Azera zatłukli skini, a sama dostała raka i zapiła się na śmierć. A jej koleżanka zginęła w zamachu w metrze, a dozorce zastrzelili bandyci w latach 90 bo nie chciał płacić haraczu.

I tak przez 500 stron. Wyobraźcie sobie jakieś potworność, nieszczęście, niesprawiedliwość, a na bank przeczytacie o tym w tej książce. Osobiście wytrwałem do około 470 strony (a książka ma prawie 510) i się poddałem. No nie da się tego czytać. Zwątpiłem w sens kończenia lektury jak jedna babka (3 próby samobójcze) najpierw stwierdza, że całe życie będzie sama, a akapit dalej jest już powtórnie mężata (chyba nie muszę wspominać, że mąż chlał wódkę i ją napierdalał?). Na portalach zapewniają, że to fantastyczna książka 9,5/10 i rekomendacja redakcji, ale osoby, które tak twierdzą chyba nie przeczytały w życiu żadnej książki. Mocne 3,5/6. Te 0,5 punkcika to za to, że dość sprawnie się to czyta, no i początkowe opowieści mają w sobie jakąś nutkę świeżości.

#ksiazki #recenzja

Brak komentarzy