Łomnicki aktor wybitny, ale niechciany nawet po śmierci

Data: 25.11.2019 13:47

Autor: ziemianin

rp.pl

#codziennaprasowka #informacje #wiadomosci #kultura #aktor #filmy #serial #TadeuszLomnicki

Wyobraźcie sobie państwo następujące zdarzenie: ktoś, komu jest żal, że pomnik jednego artysty przenoszony jest z kąta w kąt, postanawia umieścić go na trwałym cokole. Sęk w tym, że aby to uczynić, zwala z tegoż cokołu innego wybitnego artystę, który na tym cokole przed laty został ustawiony. I co więcej, który na ów cokół również zasługiwał.

Dla tych którzy nie wiedzą kto to to wyjaśniam, wybitny aktor Tadeusz Łomnicki między innymi odtwórca roli pułkownika Wołodyjowskiego w serialu Pan Wołodyjowski z roku 1969

Łomnicki aktor wybitny, ale niechciany nawet po śmierci

Jeśli uznaliby państwo to za skandal, to całkowicie podzielam tę optykę. A tak właśnie postąpili niedawno ludzie odpowiedzialni za kulturę w Warszawie. Chcąc pomóc Teatrowi Żydowskiemu, zdecydowali się na likwidację Teatru Na Woli. Używając wcześniejszych porównań, poszukując miejsca dla jednych figur, chcą zwalić popiersie Tadeusza Łomnickiego.

Decyzja jest nie tylko nierozsądna i nieprzemyślana, ale po prostu niewytłumaczalna i zwyczajnie głupia. Świadczy o totalnej ignorancji i nieznajomości historii polskiego teatru i roli, jaką odegrał w niej Tadeusz Łomnicki – nie jeden z najwybitniejszych, ale najwybitniejszy polski aktor teatralny XX wieku. Teatr Na Woli, nosząc jego imię, przechowuje automatycznie pamięć o tym wielkim artyście. Wymazując tę scenę z teatralnej mapy Warszawy, wymazuje się jednocześnie pamięć o jej patronie. A Tadeusz Łomnicki z pewnością na to sobie nie zasłużył. Jego postacie grane na deskach Teatru Współczesnego, Narodowego czy Studia były kamieniami milowymi w historii polskiego teatru. To, że był największym z wielkich, przysparzało mu nie tylko niezwykłe w tym zawodzie uznanie, ale też niewyobrażalną wręcz zawiść.

Ci, którzy przypominają o jego o przynależności do PZPR, zapominają, że dzięki temu mógł bez ingerencji władz rektorować warszawskiej PWST (jego rządy do dziś wspominane są jako jedne z najlepszych), a potem uzyskać zgodę na przekształcenie kina Mazowsze na nowoczesny Teatr Na Woli. Partię wystrychnął na dudka, zapewniając, że tworzy scenę dla robotników, a przecież tu miały polskie premiery „Gdy rozum śpi", „Do piachu" czy „Amadeusz", a w gronie reżyserów byli Wajda, Kutz czy Polański. Z zawiścią ludzką spotykał się nawet tu, bo niektórzy uczniowie, których zaprosił do zespołu, po zaledwie pięciu sezonach pozbyli się go z teatru. Symbolem upokorzenia była przygoda z Learem, którym pragnął zwieńczyć swoją karierę. Wędrował „po prośbie" coraz bardziej rozgoryczony, od sceny do sceny i zrozumienie znalazł dopiero w poznańskim Teatrze Nowym. Tam, jak wiadomo, nie doczekał premiery, bo dzień wcześniej zmarł. Fakt, że umarł na scenie, również było przedmiotem zawiści ze strony kolegów. Przypominam w pigułce te tragiczne dzieje geniusza polskiej sceny, bo widzę, że władze Warszawy może nieopatrznie dopisują do nich nowy rozdział.

Śmiejemy się, kiedy jedna z dziennikarek stacji komercyjnych wpada w konsternację, gdy podczas rozmowy z amerykańską aktorką słyszy jej podziw dla jakiegoś Grotowskiego. Albo gdy jeden z polityków, chcąc zabłysnąć wiedzą o teatrze, wśród słynnych reżyserów wymienia Krystynę(!) Lupę. Ale upominanie się o pamięć Tadeusza Łomnickiego w kontekście nieprzemyślanej decyzji o wymazaniu jego imienia z wolskiej sceny i przekazanie siedziby teatru innej instytucji kultury, uważam za swój nie tylko teatrologiczny obowiązek.

Fakt, że Teatr Żydowski w Warszawie powinien mieć stałą siedzibę, nie podlega dyskusji (pisałem o tym w felietonie „Gołda Courage i jej dzieci"). Warto jednak dodać, że to nie władze stolicy wyrzuciły go przed kilku laty na bruk. Zrobiło to Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce, sprzedając budynek usytuowany w sercu miasta bogatemu deweloperowi. Tak więc to TSKŻwP, a nie ratusz, zobowiązany był do zagwarantowania zespołowi aktorów Gołdy Tencer miejsca, w którym będą mogli normalnie funkcjonować. Władze miejskie zobowiązane były jedynie do zapewnienia środków na funkcjonowanie placówki. Mogą oczywiście zasugerować Towarzystwu miejsce na ewentualną siedzibę dla teatru. Proponuję np. dawne kino Relax. Świetna lokalizacja i brak poczucia krzywdy, które – znając nasze społeczeństwo – wywoła oczywiste akcenty antysemickie.

Dobrym posunięciem władz Warszawy był zakup budynku Teatru Na Woli i oddzielenie go od Teatru Dramatycznego. Teraz tylko trzeba jeszcze powołać dobrego dyrektora i stworzyć mu szansę działania na miarę Teatru Tadeusza Łomnickiego.

Brak komentarzy